Wyobrażam sobie Twoją rozpacz i doskonale ją rozumiem, i ty rozumiesz
mnie, zwłaszcza, że ja samotnie wychowuję córkę i obie jesteśmy dla
siebie całym światem. Ja nie znam jeszcze typu mojego chłoniaka, wiem
tylko ze jest złośliwy. Badania są w toku i nie wiadomo kiedy będą.
Dzisiaj zadzwoniłam do poradni hematologicznej i choć wiem, ze nikt
nie chce ze mną rozmawiać nie wiedząc co to za chłoniak to kobieta w
rejestracji uznała,że nie zostawi mnie tak i wcisnęła na poniedziałek
choćby po to, żebym pogadała jak się wzmacniać, co robić, czy teraz
przed szpitalem wracać do pracy.
A jak się dowiedziałam? - nie wiedziałam i moje ciało nic mi nie
podpowiadało. Owszem byłam zmęczona, ale gdybyś widziała jak
harowałam na 2 etatach, to moje zmęczenie byłoby dla ciebie normalne.
Chuda byłam zawsze i typ choleryka- nerwicowca, nie pociłam się w
nocy, nie miałam duszności, wymiotów, owszem miewałam zawroty głowy,
ale skonsultowałam z neurologiem i przeszły.
Po prostu 2 dni przed Wigilia strasznie wywaliło mi migdałek, a
przedtem czułam że coś mi w gardle przeszkadza i rośnie.
11 styczna szpital, 13 stycznia - zabieg, 24 stycznia - chłoniak
złośliwy. I tyle....aż tyle..Czekam, czekam. Jest mi strasznie
ciężko, przytłacza mnie odpowiedzialność za córkę i jej życie, kredyt
samotny na 30 lat do 70 roku życia (jak nie będę płacić, to komornik
nas wyrzuci, opłaty. Wszystko sama - dopóki zdrowie było. Mam 40
lat...