Mama czuje się naprawdę dobrze - zreszta nigdy nie miała żadnych
dolegliwości. Raz, po chemi, pamiętam mówiła, że drętwiały jej palce
u dłoni, poza tym nic. Z tego co pamiętam otrzymywała chemię dość
łagodną, w składzie CVP + mabthera. Nie jestem pewna czy to na pewno
CVP ale tak mi się wydaje. Nie było chyba właśnie doksorubicyny. Tak
wylosował komputer. Ale już w pierwszym badaniu TK(wydaje mi się, że
po 3 wlewach)wyszła znaczna regresja i to leczenie było
kontynuowane. Wlewy były co 3 tyg. Po zakończeniu leczenia
otrzymywała leczenie podtrzymujące kolejne 2 lata. Teraz tylko
badania co kilka miesięcy. W niedługim czasie będzie decyzja co
dalej, w zależności jak wyjdzie tomograf. Mam nadzieję, że będzie
dobrze choć mama ma wciąż powiększone węzły chłonne, ale lekarz mówi
że nie wiadomo czy coś tam siedzi czy nie i trzeba obserwować. A
mama najchętniej to wlałaby w siebie całą dostępną chemię by się
tego świństwa pozbyć.
Podobno chłoniaki nie są takie najgorsze.. Pamiętam panią w CO co
mówiła, że jak przyszły wyniki badań i okazało się co to za
nowotwór, to lekarz jej powiedział, że ma dużo szczęścia że to
akurat chłoniak, bo podejrzewali coś gorszego. Też odnoszę wrażenia,
że zarówno lekarze jak i pielęgniarki na "VI piętrze" są bardzo
ludzcy (bo z różnymi miałyśmy już do czynienia).
Ale tak czy inaczej to trzeba przetrwać. Często jeździłam z mamą na
chemię by nie siedziała tam sama, wiem że ludzie różnie to
znosili...
Mam nadzieję, że jakoś te wlewy będą do zniesienia. Trzymam mocno
kciuki i życzę zdrowia. Mam nadzieję, że dochodzisz już powoli do
siebie po ostatniej chemii..
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.