Re: Drobnokomórkowy rak płuca
Droga abetino
Wiem dokladnie co czujesz i co dla Ciebie oznacza choroba mamy.
Choroba mojej mamy spadla na mnie jak grom z jasnego nieba.
Bylam wtedy w siodmym miesiacu ciazy i mama tak bardzo cieszyla sie , ze
wreszcie zostanie babcia. Niestety los okazal sie dla nas okrutny i mama zmarla
, gdy moja coreczka miala niecale dwa miesiace.
Ponadto mieszkam za granica i nie moglam codziennie byc z mama.
Gdybym wiedziala, ze tak malo czasu nam zostalo, na pewno dluzej zostalabym w
Polsce, ale mialam tutaj badania, szkole rodzenia itd i bylam przekonana, ze
mamy o wiele wiecej czasu.
U mojej mamy rowniez byla spora remisja, ale niestety na trzy tygodnie przed
smiercia stan mamy zaczal sie gwaltownie pogarszac, wystapil zespol zyly gornej
glownej i mama odeszla. Jedynym pocieszeniem w tej chorobie jest fakt, ze jak
jest juz bardzo zle to nasi ukochani nie mecza sie i szybko odchodza.
Tak choroba zle rokuje, ale ja sama nie chcialam w to uwierzyc. Czytalam relacje
nnych ososb i wiedzialam jak szybko odchodzili, ale mama czula sie niezle i
dobrze znosila chemie. Nie wagladala na osobe, ktora jest smiertelnie chora i
ciagle wierzylam,a raczej chcialam wierzyc ze jej sie uda.
Wyobrazalam sobie, ze u nas bedzie inaczej, ze wbrew statystykom mama bedzie
mogla jeszcze troche nacieszyc sie wnuczka.
Moim zdaniem powinnas cieszyc sie kazdym dniem spedzonym z mama. Twoja mama jest
ciezko chora i jestes tego swiadoma, ale z drugiej strony kazdy z nas moze nagle
umrzec i nie trzeba byc chorym na raka. Ponadto i w tej chorobie sa wyjatki -
osoby, ktore przezyly nawet kilka lat.
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie