Rak głowy trzustki-chemia
U mojego taty zdiagnozowano raka głowy trzustki. Udało nam się trafić do CO na Wawelskiej w Warszawie. Operował ojca dr Jóźwiak, nie było resekcji guza, gdyż nacieka on krezkę i pień trzewny. Zrobiono tacie zespolenie omijające drogi żółciowe i dwunastnicę. Operacja była w poniedziałek, teraz tata czuje się bardzo dobrze fizycznie, zaczyna chodzić i od dzisiaj przyjmuje stałe pokarmy. Lekarz twierdzi, że od strony fizycznej jest naprawde bardzo dobrze, gorzej z taty psychiką. Nie wie do końca, że została zrobiona tylko operacja paliatywna, nie wie, że dla niego to wyrok śmierci. Lekarz, razem z psychologiem uważa, że powie mu to na spokojnie dopiero jak taty stan fizyczny będzie na tyle dobry, że będzie on się mógł samodzielnie poruszać i funkcjonować.
Podczas operacji lekarz pobrał materiał na hist pat, jednak możliwe, że materiału jest zbyt mało żeby zrobić próbę. Niestety guz był tak umiejscowiony, że pobranie było bardzo ciężkie.
Moje pytanie dotyczy chemii paliatywnej przy takim raku. Jakie są doświdczenia osób, których ktoś bliski chorował na raka trzustki z chemią? \Czy chemia ta bardzo wyniszcza, czy wypadają po niej włosy i czy pacjent czuje po niej duży dyskomfort? Cały czas zadaję sobie pytanie czy warto decydować się na chemię, czy jednak może pogodzić się z rzeczywistością i pozwolić tacie być do końca tylko z nami, oszczędzić mu cotygodniowych wlewów, jeżdzenia po szpitalach itp. Czy nie pozwolić mu umrzeć godnie, nie przedłużać mu życia na siłę bo to egoistyczne??? Mam ogromne dylematy etyczne i moralne.
Bardzo proszę osoby, które mają doświadczenie w temacie o opisy jak wyglądała chemia u ich bliskich. Dziękuję z góry i pozdrawiam
--
Karmię i noszę bo kocham
MILK, just give it
[url=http://www.maluchy.pl][img]http://suwaczki.maluchy.pl/li-52670.png[/img][/url]