• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ostatni etap - rak płuc - jak pomóc mamie? Dodaj do ulubionych

  • 03.02.14, 19:33
    Chciałam się przywitać chociaż pewnie niedługo będę się żegnać. Piszę na forum po raz pierwszy chociaż od pewnego czasu go przeglądam. Sprawa dotyczy mojej mamy 71 lat, nałogowy palacz. Rok temu zdiagnozowano raka płuc z przerzutami do węzłów chłonnych, wątroby. Nie chcę się tu rozwodzić nad badaniami, wynikami bo walkę z rakiem mamy już za sobą i to walkę raczej przegrana. Szukam raczej wsparcia na ostatnim etapie życia mojej mamy bo widzę, że przestałam sobie dawać radę z emocjami kompletnie.
    Ostatni rok to 6 cyklów chemioterapii i profilaktyczna radioterapia głowy przez 2 tygodnie. Chemia dała nam wszystkim złudne nadzieje bo mama czuła się świetnie, bez żadnych opisywanych skutków ubocznych jedynie straciła włosy. Jadła za dwóch.Guzy na TK się nawet zmniejszyły, po radioterapii przez 2 tygodnie było tez nieźle a później się zaczęło. Ogólne osłabienie, zmęczenie brak ochoty na jedzenie(początek listopada). Sądziła że to skutek chemii i radioterapii. Teraz jest z dnia na dzień coraz gorzej; niemożność wstania z łózka, nietrzymanie moczu, zmęczenie. Tylko z jedzeniem się poprawiło bo wróciła do Megace który czyni cuda z łaknieniem i nawet przytyła.Na początku stycznia zapisałam ja opieki paliatywnej. Tu wszystkim odradzam dr. Anne Tomczyk z hospicjum na Wielickiej w Krakowie- zimna, obojętna kobieta. Przepisuje jutro mamę do innej. Jutro mam spotkanie z psychologiem z tego hospicjum i tu przechodzę do sedna moich wątpliwości.
    Czy na tym etapie psycholog powinna powiedzieć mojej mamie że umiera ? Ona cały czas biedna myśli że to przejściowe. Jeszcze walczy; a to coś sobie zreperuje w domu albo przeszyje na maszynie(na miarę jej możliwości)podleje kwiatki, chociaż ja to dużo kosztuje. Nie poddaje się. Moja znajoma,która tam pracuje mówi że 2 tyg do miesiąca mama całkiem się połozy i już nie wstanie. Choroba jest agresywna. Nie jestem w stanie nawet podjąć z nią tematu hospicjum stacjonarnego. Nie wiem czy mama by chciała i czy ja dam radę opiekować się nią w domu? Jestem rozwalona psychicznie.
    Do tego mam 4 letnia córkę i mieszkamy razem z babcią.
    Liczę na dobre słowo z waszej strony.
    Edytor zaawansowany
    • 03.02.14, 19:51
      Ann,a czemu nie jesteście na Fatimskiej w Hucie?
      jeśli możecie zmienic,i chcecie-to bardzo polecam,pracowałam tam
      co do prognoz-nie ma na świcie takiej osoby,która mogłaby przewidziec bieg choroby i jej zakończenie.możemy jedynie przypuszczac-ale tylko przypuszczac.
      co do powiedzenia mamie-ja jestem za mówieniem cały czas prawdy,ale-cały czas,czyli chory wie na bieżąco,co się z nim dzieje.jako pierwszy.potem dopiero wie rodzina...
      u was jest inaczej-i to niestety sprawia już problemy.co będzie dobre u Twojej mamy-nie wiem.dobry psycholog to po prostu wyczuje...
      piszę na szybko,bo mam problemy z internetem
      zaraz jeszcze dopiszę resztę


      --
      blog.wiara.pl/Okno_na_cztery_strony
      • 03.02.14, 19:54
        co do twojego wyczerpania-jest całkiem normalne
        żyjesz w dużym stresie,masz w dodatku małe dziecko,które też wymaga Twojej uwagi i poświęcenia,czasem mniej,czasem więcej,ale dziecku nie wytłumaczysz,że masz dużo na głowie i nie możesz jej poświęcic więcej czasu...
        hospicjum stacjonarne-tylko,jeśli chory wie,co się z nim dzieje (przytomny,oczywiście)
        zresztą w większości hospicjów pacjent sam podpisuje papiery...
        pisz tutaj,przynajmniej trochę się wygadasz
        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,37372,Nowotwory_damy_rade_.html
        • 03.02.14, 22:12
          z doświadczenia mogę powiedzieć, że ostatni etap jest bardzo bardzo trudny
          pomyśl jednak o hospicjum
          choćby domowym.
          --
          Martynka 01.08.2004 i Gabrysia 27.02.2006
          • 04.02.14, 09:57
            witaj, serdecznie cię pozdrawiam i życzę sił - co do tego czy powiedzieć mamie ? ja bym nie wykluczała że twoja mama już wie a tylko kryje tą świadomość przed wami, jak można pomóc ? przede wszystkim żeby fizycznie nic nie bolało, moja mama ostatnie tygodnie była w domu pod opieką hospicjum domowego, mogliśmy sobie pozwolić na to żeby mama była w domu bo mieszka(ła) z tatą i nie była nigdy sama ja 2 razy dziennie wpadałam żeby mamę przebrać, umyć, pobyć, potrzymać za rękę, więc pomyśl o domowym póki mama jest na tyle sprawna (bo wywnioskowałam że mieszka sama). A taka świadomość psychiczna że jest pomoc twoja, pielęgniarek dochodzących, lekarza to też dużo. pozdrawiam cieplutko, Ala
            • 07.02.14, 13:17
              5aaala napisał(a):

              > witaj, serdecznie cię pozdrawiam i życzę sił - co do tego czy powiedzieć mamie
              > ? ja bym nie wykluczała że twoja mama już wie a tylko kryje tą świadomość przed
              > wami, jak można pomóc ? przede wszystkim żeby fizycznie nic nie bolało, moja m
              > ama ostatnie tygodnie była w domu pod opieką hospicjum domowego, mogliśmy sobie
              > pozwolić na to żeby mama była w domu bo mieszka(ła) z tatą i nie była nigdy sa
              > ma ja 2 razy dziennie wpadałam żeby mamę przebrać, umyć, pobyć, potrzymać za rę
              > kę, więc pomyśl o domowym póki mama jest na tyle sprawna (bo wywnioskowałam że
              > mieszka sama). A taka świadomość psychiczna że jest pomoc twoja, pielęgniarek d
              > ochodzących, lekarza to też dużo. pozdrawiam cieplutko, Ala

              Tak siły się przydadzą co pokazały ostatnie 3 dni,masa obowiązków,rzeczy do załatwienia. Nie ogarniam. Mama nie mieszka sama, ja mieszkam z nią, bratem i bratową. Ale na brata nie ma co liczyć. Pasożyt i gnida. Tyle i aż tyle.Przepraszam. Jeszcze potrafi powrzeszczeć że pralka chodzi non stop bo kupione po raz pierwszy pampersy okazały się zbyt mało chłonne. Wszystko prawie zawsze zamoczone. Teraz załatwiłam refundację, kupiłam dużo lepsze i zobaczymy.
              Jak już wcześniej pisałam lekarka zmieniła nam kwalifikacje z poradni na hospicjum i teraz można liczyć na odwiedziny pielęgniarki. Pewnie się powtarzam ale czuję ulgę że jest ktoś kto musi przyjechać do mamy, porozmawiać, doradzić.
              Co do świadomości śmierci to też tak myślę. Ostatnio wiele razy już mówiła że czuje się jakby umierała ....i bardziej mnie dopuszcza do siebie a to pozwoli pampersa ubrać, a to stopy wymasować bo cierpną, a to posmarować plecy bo już sama nie daje rady.
              dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam równie serdecznie.
          • 04.02.14, 10:01
            Bardzo współczuję, wiem co czujesz, przechodziłam przez to samo niedawno...Jak Cię czytam, to wszytko wraca. Wiem jak ciężko jest się opiekować chorym, szczególnie w ostatnich miesiącach, jak ciężko patrzeć na jego cierpienie i powolne odchodzenie. Do tego jesteś z tym sama, z małym dzieckiem u nogi, naprawdę współczuję. U nas była podobna sytuacja, tylko, że moja mama była świadoma w jakim jest stanie, wiedziała, że umiera i że już lepiej nie będzie. Była chwilę w hospicjum, ale przed samą śmiercią bardzo chciała do domu, tam czuła się bezpiecznie i tam chciała odejść. Tak tez się stało.
            Musisz wyczuć czy mama wolałaby wiedzieć prawdę, że powoli odchodzi, czy nie. Ty ją znasz najlepiej i wiesz czy chciałaby odejść w domu. Wiem, ze to bardzo trudne, jedno jest pewne, musisz być z mamą do końca. Trzymaj się.
            • 07.02.14, 12:51
              becik-pl napisała:

              > Bardzo współczuję, wiem co czujesz, przechodziłam przez to samo niedawno...Jak
              > Cię czytam, to wszytko wraca. Wiem jak ciężko jest się opiekować chorym, szczeg
              > ólnie w ostatnich miesiącach, jak ciężko patrzeć na jego cierpienie i powolne o
              > dchodzenie. Do tego jesteś z tym sama, z małym dzieckiem u nogi, naprawdę współ
              > czuję. U nas była podobna sytuacja, tylko, że moja mama była świadoma w jakim j
              > est stanie, wiedziała, że umiera i że już lepiej nie będzie. Była chwilę w hosp
              > icjum, ale przed samą śmiercią bardzo chciała do domu, tam czuła się bezpieczni
              > e i tam chciała odejść. Tak tez się stało.
              > Musisz wyczuć czy mama wolałaby wiedzieć prawdę, że powoli odchodzi, czy nie. T
              > y ją znasz najlepiej i wiesz czy chciałaby odejść w domu. Wiem, ze to bardzo tr
              > udne, jedno jest pewne, musisz być z mamą do końca. Trzymaj się.

              Znam dramatyczną historię Twojej mamy i bardzo Wam współczułam i beczałam razem z Wami, bo ona naprawdę bardzo cierpiała. Od tej historii zaczęłam znowu przeglądać forum. Przed świętami do mojej mamy wezwałam pogotowie (sugestia onkologa) ale nie chcieli jej zabrać na SOR, zasugerowali hospicjum. Moja mama jest przytomna tylko że już bardzo słaba i zmęczona. Więcej śpi, tych chwil gdzie można z nią porozmawiać jest mało a wtedy najczęściej ma tyle potrzeb;zrób, przynieś, znajdź bo już nie pamięta gdzie co położyła.
              Jak już pisałam sytuacja się zmienia z dnia na dzień na gorsze niestety. Tak bardzo trudno wyczuć czy ona chce rozmawiać czy nie. Ale czuję że ten dzień nadchodzi wraz z pogarszaniem się stanu mamy. I masz rację tak bardzo ciężko patrzeć na to odchodzenie najbliższej osoby i to cierpienie i z niewiadomą co przyniesie kolejny dzień. Czy podołamy obowiązkom. Dziękuję.
        • 07.02.14, 12:26
          Coś poknociłam bo pierwsza odpowiedz źle mi się opublikowała..
          Tak dziecko przez ostatnie dni jest zupełnie zostawione samo sobie bo ja nie wyrabiam na zakręcie. Do tego jeszcze się przeziębiło i z nią też do lekarza i o przedszkolu nie ma mowy. Lekarka na ostatniej wizycie mówiła o hospicjum stacjonarnym bardzo dyplomatycznie (jako o ustawieniu leczenia bo wprowadziła morfinę) ale mama nie chce. Pewnie jak przyjdzie duszność z którą sobie nie poradzimy to wtedy się przestraszy o ile nie my bardziej.
      • 07.02.14, 12:15
        Nie jesteśmy na Fatimskiej ponieważ mieszkamy w Podgórzu i jest po prostu bliżej a dwa że wskazał nam to miejsce jako pierwsze ratownik z pogotowia, które wezwałam do mamy przed świętami. Faktycznie byłam bliska zmianie hospicjum ale dzięki temu że mam tam znajomą z dawnych lat (o czym zapisując mamę nie wiedziałam) podjęłam decyzję że zostajemy. Okazało się że koleżanka bardzo poważnie podeszła do sprawy i bardzo się przejęła. Wszystko ruszyło do przodu. Przede wszystkim byłam na oddziale i oglądałam hospicjum stacjonarne - świetnie warunki, odremontowane chociaż z zewnątrz może wystraszyć. Rozmawiałam z psychologiem.Jesteśmy po wizycie innej lekarki dr. Anny Piech i mówię to z pełnym przekonaniem to jest lekarz z powołania. Przebadała, wydotykała, wysłuchała zmieniła leczenie bo doszły duszności min wprowadziła morfinę i pabi. Zmieniłam kwalifikacje na hospicjum domowe. Spędziła u nas chyba z godzinę !!! i to nie dlatego że znajoma - znajomej tylko dlatego że ona taka jest. Pacjent przede wszystkim. Dziś była pielęgniarka. W końcu czuje że ktoś oprócz mnie przejął się stanem, samopoczuciem mojej mamy.
        A co do świadomości nadchodzącej śmierci to stan mamy od tygodnia na tyle się pogorszył (niemożność wstania samodzielnego z łóżka, nietrzymanie moczu, duszność) że ona już wie tylko o tym też nie chce mówić.
    • 05.02.14, 21:21
      Kochana,ja przez jakis czas tez borykalam sie z takim problemem,wiedzialam,ze rak meza jest nieoperacyjny,ze Jego dni sa policzone...On natomiast przez jakis czas pozostawal w swiadomosci,ze po chemii zostanie poddany kolejnej operacji.Nie wiedzialam co mam robic,mowic czy nie mowic.On dosc dobrze czul sie psychicznie i balam sie,ze gdy sie dowie,to sie zalamie psychicznie.W koncu sie dowiedzial,czesciowo lekarz mu powiedzial,czesciowo ja.Troszke mial do mnie zal,ze nie bylam z nim szczera,ale wytlumaczylam mu,ze ciekawe czy Jemu byloby tak bardzo latwo o tym gadac gdyby byl na moim miejscu...Tak jak mowia Dziewczyny-Ty najlepiej znasz Mame ,ale ja osobiscie mysle,ze jesli bedzie miala swiadomosc,ze to raczej juz koniec,to bedzie miala szanse poukladac sobie kilkaniezalatwionych spraw czy tez inaczej traktowac kazdy nowy dzien....

      Co do Twojego pytania o hospicjum stacjonarne-nie odpowiem i nie pomoge.Ja mialam te szczescie,ze moj Ma u mieral dlugo,i nie byl trudny ani uciazliwy w opiece.Nie sprawial mi zadnych klopotow,z ktorymi nie umialabym sama dac sobie rade.Oczywiscie,dziennie byl u nas ktos z hospicjum,ale moj maz nie odmawila przyjmowania lekow, ani w zaden sposob nie utrudnial mi sprawowania opieki nad nim.Raz tylko sie zbuntowal i wyjal sonde z nosa.Ale widocznie tego chcial....Pozdrawiam i trzymam kciuki,za szczera rozmowe,ktora nie podetnie Mamie skrzydel,a jedynie zaciesni wiezi.....
      • 07.02.14, 13:42
        do kwacorek1983

        Moja mama od początku wie na co choruje. Ponieważ jednak nie czytała tych wszystkich informacji, które są w internecie na temat rokowań w tej chorobie nie ma świadomości że ten typ raka daje tak niewiele życia. Że to tak szybko. Mam kuzynkę z rakiem ginekologicznym i ona jest w hospicjum już od roku...
        Ona nie sprawia kłopotu, przyjmuje lekarstwa bez problemu. Pampersy już tez wkładamy bez wstydu. Jedyne co ma jeszcze, co jej zostało to wstyd przy kąpaniu. Wtedy mobilizuje się sama. Zapewne tak będzie, że i to odpuści bo zaczyna jej być wszystko jedno:(
        Mam nadzieje że teraz kiedy już wszystko jest formalnie ustawione i załatwione, będzie więcej czasu na spokojną i szczerą rozmowę. I na potrzymanie za rękę...
        • 07.02.14, 20:13
          Bardzo mi przykro :(

          Jeśli zdecydujesz się zostawić mamę w domu, to postaraj się załatwić z hospicjum łóżko elektryczne i materac przeciwodleżynowy, jeśli Mama już nie wstaje. Poproś też o rehabilitanta jak najszybciej, może poćwiczy z Mamą. Psycholog też jest ważny, oczywiście jeśli Mama będzie chciała roZmawiać - moj Tata nie chciał psychologa. Postaraj się też wziąć z hospicjum butlę z tlenem - na pewno przyniesie Mamie ulgę w dusznościach.
          Trzymaj się. I bądź przy niej. Spędzajcie razem jak najwięcej czasu. Powiedz wszystko to, czego nie powiedziałaś, to o co nigdy nie zapytałaś, a zawsze chciałaś.....
          Jeśli musicie załatwcie ostatnie formalności - wiem, przepraszam to takie "praktyczne", ale czasami pomaga później.

          • 09.02.14, 12:40
            Dziękuję za rady:) Na razie mama dogrzewa sobie nogi poduszką elektryczna i twierdzi że z nietrzymaniem moczu nie jest już tak źle. Że jej to pomaga. Ale trzeba się zainteresować łóżkiem elektrycznym o którego istnieniu przyznaje nie wiedziałam.
            Mama na szczęście jeszcze całkiem nie leży. Ale trzeba być i na to przygotowanym. A o tlenie faktycznie mówiła lekarka.
            Powiem szczerze że komunikacja z nią jest często bardzo utrudniona już nie tylko przez ten niedosłuch ale i przez to że "gada od rzeczy", ma wybuchy złości, często zapomina i ciągle obwinia moje dziecko że jej coś zabrało:(
            Żeby tylko wystarczyło mi cierpliwości i wyrozumiałości :((
            • 09.02.14, 16:21
              Witaj,koniecznie wypożycz z hospicjum stacjonarnego materac przeciwodleżynowy,kładzie się go na łóżko.Można też wypożyczyć z hospicjum łóżko szpitalne z drabinkami na bokach,aby osoba nie wypadła.Co do tlenu to wypożycz koncentrator tlenu.Mój mąż również opowiadał różne dziwne historie np. że jest w Peru.Też był agresywny,wrzeszczał na dzieci bez powodu.Musisz być bardzo cierpliwa,a w razie dużej nadpobudliwości mamy powiedz o tym lekarzowi,zaleci większą dawkę morfiny lub przepisze coś z benzodiazepin.Pozdrawiam.
    • 09.02.14, 14:09
      Bardzo Was proszę o rade. Moją mamę bardzo swędzą stopy, ponoć jest to skutek chemioterapii i uszkodzonych nerwów na stopach. Stosowałyśmy bardzo dużo preparatów ale trudno powiedzieć czy były skuteczne na chwilę czy po prostu w tym czasie nie swędziało. Nowa pani doktor przepisała lek który ma złagodzić tą dolegliwość. Jest to Gabapentin. Przepisała również morfinę na duszności i pabi dexamethason na obrzęk mózgu po których mama jakby odżyła. Więcej jest chwil kiedy nie śpi a nawet w sobotę o 6 rano jak przyszłam podać jej morfinę to zastałam ja na podłodze układającą swoje rzeczy. Po przeczytaniu ulotki Gabapentinu mam jednak wątpliwości. Ma tak straszne skutki uboczne;otępienie,senność, oczopląs,nudności - lista jest długa. Obawiam się czy jego stosowanie nie zniweczy pozytywnego działania tych leków. Nie wiem co mam o tym myśleć.
      p.s mam wrażenie że ciągle nie w tym miejscu zamieszczam wpisy ale nie mogę tego jakoś ogarnąć.
      • 10.02.14, 08:40
        z wpisami wszystko ok,może masz wolny internet i później Ci się pokazuje
        co do mamy-dobre,że trafiłaś w końcu na dobrego lekarza
        maśc-skonsultuj z lekarzem tę splątania,mogą wynikac z postępu choroby,ale też z powodu leków-poproś o wizytę,niech ktoś to oceni,chory splątany może byc niebezpieczny dla siebe i otoczenia-zapomni,że coś włączył etc.
        co do oddania mamy pod opiekę na oddział-zapytaj przede wszystkim,czy jest możliwośc przyjęcia w chwili nagłego pogorszenia stanu,czy zawsze jest jakieś łóżko wolne.może nie skorzystasz,ale będziesz miała psychiczną ulgę,że możesz
        pomyśl
        --
        izabudajczak.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?626335
      • 10.02.14, 23:10
        Niestety większość leków podawanych w opiece paliatywnej ma dużo skutków ubocznych. Często są to leki narkotyczne lub psychotropowe. Obserwuj mamę. Skutki uboczne mogą się wcale nie pojawić, a leki poprawią komfort chorej osobie. Ja do końca miałam nadzieję, że mój Tato dozna cudownego uzdrowienia i pewnie większość rodzin osób chorych tak myśli. Dziś z perspektywy czasu widzę, że te ostatnie tygodnie, misiące nie mają "leczyć", a jedynie łagodzić skutki, tego, czego wyleczyć się nie udało. Pamiętam jak spytałam się lekarza "co będzie, jeśli Tato uzależni się od morfiny?". Lekarz odpowiedział, ze nie zdąży się uzależnić.... Przepraszam Cię za szczerość. We mnie takie "rady" wzbudzały bunt w tych ostatnich chwilach, a mimo to piszę Ci to, bo może jest w Tobie więcej "rozsądku", niż wtedy we mnie.

        Jeśli mama nie leży zupełnie, to dowiedz się o rehabilitanta z hospicjum który może przychodzić do domu.
        • 13.02.14, 11:51
          Ja niby to wszystko wiem, że leki nie mają leczyć choroby a jedynie objawy ale jakoś nie mogę się pogodzić z tym że tracę z nią kontakt. Że tak to szybko postępuje. W ciągu ostatniego miesiąca nastąpiła taka zmiana. Ma przebłyski lepszego samopoczucia ale najczęściej jest bardzo zmęczona i śpi. Nie poznaje dnia i nocy, jakby przestała orientować się kto jakie ma obowiązki że ja chodzę do pracy a córka do przedszkola. Po zażyciu tabletek za chwile o tym już nie pamięta. Ale jest świadoma,że nie pamięta bo o tym mówi. Wracając do tematu martwię się że ten stan jest wynikiem Gabapentinu który bierze "tylko" na swędzenie... już nie wiem co jest dla niej mniejszym złem...A wizyta lekarki jest umówiona na przyszły tydzień. Jedno jest bardzo pozytywne że nic ją na razie nie boli bo morfina jest przepisana na duszności a nie na ból.
          • 13.02.14, 21:29
            Jeśli chodzi o lek na swędzenie to jest też hydroxyzinum. Działa przeciwświądowo i uspokajająco. To lekki psychotrop. Może spytaj lekarki, aby zmienić na ten?

            Wiem że trudno się pogodzić z tym, że kogoś tracimy i że z nia na dzień jet tej osoby coraz mniej.....dużo siły Ci życzę
            --
            http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hvzf1cxmj.pnghttp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/x/xfbcg789s.png
            • 15.02.14, 13:06
              Tak to chyba najbardziej popularny lek ale mama nie chce sterydów bo po nich w szpitalu bardzo spuchła. Teraz też jest opchnięta na twarzy ale nie chcę robić przecież nic w brew niej.
          • 14.02.14, 18:28
            Trochę dziwne co napisałaś o morfinie ...na duszność na świąd ...Wklejam linka przeczytaj
            pl.wikipedia.org/wiki/Morfina
            Trzymaj się dzielnie
            Przytulam
            • 14.02.14, 21:39
              Mój tata też dostaje morfinę między innymi ze względu na duszności i siniejące usta spowodowane niedotlenieniem i faktycznie pomaga, więc morfina ma chyba więcej zastosowań niż tylko przeciwbólowe
              • 14.02.14, 22:57
                Kochane nie będę się licytować kto więcej wie :(
                Mojemu Tatuniowi morfina (podana w kilku godz.dawkach,przyśpieszyła odejście)
                chorował na POCHP,później nowotwór płuca i docelowo wodogłowie obturacyjne bo tak sprytnie ten gad dał rzut.
                Może Dorotka napisze nam coś więcej.
                Przytulam
                • 14.02.14, 23:06
                  tak na szybko
                  pl.wikipedia.org/wiki/Morfina
                  psychosomatyka.net/artczytaj.php?id=42
                  pl.shvoong.com/medicine-and-health/2021766-morfina-dzialanie-wskazania-przeciwwskazania-itp/
                  --
                  izabudajczak.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?626335
                  • 15.02.14, 13:15
                    Dziękuje za wszystkie linki. Z jednej strony mnie uspokoiły że lekarka wie co mówi o morfinie na duszność i potwierdziły, że ma ona takie skutki uboczne jakie zaobserwowałam (suchość w ustach, jakieś czerwone placki na twarzy, nadmierne pocenie ...) Przyznaje że w natłoku rzeczy do zrobienia przy mamie i dla mamy całkowicie zaufałam lekarce i nie czytałam nic o jej działaniu. Przyjęłam że taka kolej rzeczy, tym bardziej że wielu Waszych chorych tą morfinę bierze.
                    pozdrawiam serdecznie
              • 15.02.14, 14:25
                betita2 napisała:

                > Mój tata też dostaje morfinę między innymi ze względu na duszności i siniejące
                > usta spowodowane niedotlenieniem i faktycznie pomaga, więc morfina ma chyba wię
                > cej zastosowań niż tylko przeciwbólowe

                Dziękuje za poparcie :) zawsze to lepiej wiedzieć że to nie tylko teorie jednego lekarza i że ktoś jest tak samo leczony.
                życzę również dużo siły w przechodzeniu przez chorobę. A tata od dawna choruje?
                • 15.02.14, 19:39
                  Ann-eke mój tata choruje na raka prostaty od 2 lat, od 2 miesięcy ma już zakończone leczenie i jesteśmy pod opieką poradni paliatywnej.
                  Doskonale rozumiem, przez co przechodzisz i co czujesz, moja mama też miała raka płuc, zmarła prawie 5 lat temu :(
            • 15.02.14, 13:17
              morfina na duszność a na świąd Gabapentin :)
              pozdrawiam
    • 15.02.14, 14:13
      Przepraszam że ja tak piszę z doskoku ale tak naprawdę mam czas wtedy kiedy jestem w pracy. W domu nawet nie jestem w stanie odpalić kompa. W tej całej sytuacji trochę trzeba popracować a na szczęście pracę mam taka że mogę pomyśleć, poczytać i odpisać.
      Wczoraj mama miała pierwszy kryzys. Rano bardzo źle i słabo się czuła. Nie mogła wstać z łóżka, miała taki niewidzący wzrok jakby była na granicy 2 światów i zaczęła mówić o śmierci. Nie można było się kompetentnie z nią porozumieć. Na szczęście zaplanowana była wizyta pielęgniarki i po zmierzeniu ciśnienia okazało się że ma 180, szybko dostała Tritace (brała kiedyś na nadciśnienie )akurat nie mieliśmy Captoprilu. Cały dzień było z nią kiepsko. Trzeba było ja wszędzie zaprowadzić i mocno podtrzymywać, pampersa zmieniać w pozycji leżącej. I ten wzrok i słowa że ona umiera. Ale karmić się nie pozwoliła.
      Dziś jest lepiej; o 6 rano jak przyszłam dać jej morfinę to była już na nogach, w kuchni robiła sobie herbatę, nawet kazała nalać wody do miski że obetnie sobie paznokcie. Z jednej strony bardzo się cieszę ale też boję się i mam takie myśli czy to nie ostatni taki zryw. Nie muszę Wam mówić jak jestem... nawet nie potrafię tego sprecyzować, tyle różnych uczuć.Teraz jest pod opieką siostry.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.