Dodaj do ulubionych

Śmierć w domu czy w hospicjum? Co robić?

18.02.14, 16:43
Postanowiłam założyć nowy wątek bo na poprzednim jakaś cisza. Mama umiera na raka płuc.
Ostatni weekend był bardzo trudy. Zaczęło się w piątek, słabością wysokim ciśnieniem ale jeszcze przyjmowała lekarstwa, jadła i piła. Ale była bardzo pobudzona, niespokojna. Sobota to poranny zryw na zrobienie manicure a potem cały dzień spała. Wieczorne przebudzenie, sen i znowu przebudzenie. Siedziałam z nią do 4.30 rano. Przestała przyjmować płyny, mało jadła. Niedziela znaczne pogorszenie; pobudzenie,( siadanie, wstawanie, chodzenie przy naszej pomocy) zapewne wywołane dusznością, niechęć do picia nawet jej ulubionej herbaty bo ja mdli, jedzenia. Wypluła morfinę albo w ogóle nie chciała przyjąć.
W poniedziałek po telefonie z hospicjum trzeba było podjąć decyzje czy ja przewozimy czy nie ? Decyzje musiałam podjąć ja i postanowiłam, że nie może się tak męczyć w domu. Po pierwszej wczoraj tam wizycie czułam się jak zdrajca:( Nie chciała iść do hospicjum.
Mama mało jest kontaktowa ale jeszcze wczoraj powiedziała moje imię i miałam wrażenie,że patrzy na nie z wyrzutem czemu ja tu oddałam. Dziś już jest podpięta do kroplówki z potasem i ja nawadniają. Morfina i inne leki dożylnie. Jest spokojna i widać że się nie meczy tak jak w domu. Ale nie je i pewnie będzie sonda lub kroplówka. Na razie obserwują. Może to nie kwestia że nie chce jeść tylko po prostu nie może przełykać.
Wczoraj wyszłam stamtąd z myślą że ją zabieram do domu jak stan się poprawi, że jej tam nie zostawię. Dziś jak zastałam taką sytuacje to już nie jestem taka pewna.
Lekarz określił stan jako ciężki.
Jakie są Wasze doświadczenia. Czy wiecie jak to wygląda z perspektywy chorego? Czy ważne jest spokój i bezpieczeństwo hospicjum czy dom i w razie czego totalna bezradność?
Nie wiem co robić a wyrzuty sumienia mnie zjadają.
Edytor zaawansowany
  • mama.rozy 18.02.14, 19:28
    Ann,chyba trochę odpowiedziałaś na swoje pytanie-są sytuacje,gdzie życie nas przerasta
    po to jest hospicjum-żeby pomóc w momencie,kiedy rodzina nie daje rady
    popatrz-czy jakby nagle się okazało,że w domu mama nie jadła i nie piła ale nie z powodu stanu choroby,tylko z powodu niedopatrzenia(normalnego u niemedycznych osób),byloby Ci lepiej? na pewno nie-miałabyś jeszcze większe wyrzuty sumienia,że jednak trzeba było się przemóc i poprosic o pomoc wcześniej
    spróbuj tak-porozmawiaj z lekarzem prowadzącym ,że jeśli stan mamy będzie na tyle stabilny,że da się ją przewieźc,to chciałabyś ją wziąc do domu.i na pewno,jeśli to będzie możliwe,hospicjum to zapewni.
    nie martw się,zrobiłaś,co było w tej sytuacji najbardziej właściwe
    --
    www.hli.org.pl/drupal/pl/node/7132
  • marzena709 18.02.14, 19:31
    hey, w naszym przypadku bylo tak ze mama sama chciala isc do szpitala, (nikt nam nie powiedzial ze mama jest tak w ciezkim stanie, mowili tylko podleczyc watrobe to bedzie leczenie, a tak naprawde z watroby juz nic nie bylo. Mama byla ciagle domu, mowila ze jej nie boli az do czasu gdy bol byl silny nie wstawala pol dnia przespala) dostalysmy skierowanie do hospicjum mama sama nie wiedziala tak naprawde ze to hospicjum, cieszyla sie ze w koncu sie lekarze nia zajma. Gdy zapytalam mamus to kiedy wracasz ze mna do domu powiedziala mi " mi tu jest dobrze, ja sie stad nie ruszam" mama byla zadowolona z opieki no i ja tez, ciagle bylam z siostra i bratem przy mamie, u nas trwalo to tylko 5 dni wiec mama nie na dlugo tam zostala :( ja uwazam ze dobrze zrobilas, w domu nie dalabys rady, wiem tez mialam chwile ze myslalam jak moglam ja zostawic, ale myslac racjonalnie to wiem ze nie poradzilabym sobie ze wszystkim sama.
    pozdrawiam, duzo sily Ci zycze.
  • ann-eke 18.02.14, 19:55
    Wiem że mama jest tam bezpieczna ale w przebłyskach świadomości nieszczęśliwa :( Mi dziś powiedziała że "takie to życie...", a siostrze że "tu nie wytrzyma". Co znowu zasiało we mnie wątpliwość. Na razie i tak nic zrobić nie można.
    dziękuję za wsparcie i pozdrawiam
  • renata8881 18.02.14, 22:01
    Pamietaj,ze nie wszystko co mama mowi moze mowic swiadomie albo mowi cos co do konca nie dopowiada. Nie zagnebiaj sie waszym wyborem tylko pomysl logicznie. Wymeczycie ja przewozem,a potem bedziecie sie szarpac przewracajac ja zboku na bok zeby np umyc. No moze wam ktos da lek przeciwbolowy zeby podawac mamie przy ruszaniu jej. Dalej niech zajdzie jakas nieprzewidziana sytuacja i co wtedy? Niech zacznie sie dusic albo niech ja zlapie silny bol i wtedy bedziecie wolac pogotowie?
    Moj maz byl w domu bardzo dlugo i dopiero piec dni przed smiercia nagle zaczelo go silnie bolec. Podalam silne leki bez rezultatu, telefon do pielegniarki i decyzja o przewiezieniu do szpitala a tam maz powiedzial,ze on chce zostac. Wiedzial,ze to blisko i chcial mnie odciazyc. Masz lekarzy, pielegniarki na kazde zawolanie. Po mezu wiem,ze stan moze sie zmieniac z godziny na godzine. W hospicjum maz dostawal krople na zbyt wysuszone gardlo, podem dodali cos na zaflegmienie,ze sie nie ksztusil. Zawsze mozesz o wszystko zapytac i mozesz tam byc kiedy chcesz i ile chcesz. Planowalam,ze maz bedzie do konca w domu ale stalo sie tak jak sie stalo i nie czuje sie winna. Jestem zadowolona,ze mielismy opieke 24h.
  • oliwia244 18.02.14, 23:20
    my mieliśmy taką sytuację, że nie wiedzieliśmy, iż tata odchodzi.
    bo nikt nas nie uświadomił, a z umieraniem do czynienia nie mieliśmy
    na 22h przed śmiercią zabrałyśmy go ze szpitala do domu , gdzie zmarł.
    to były kurew... trudne godziny. totalnie nie byłyśmy uświadomione i przygotowane, choć wszystko na prędce organizowałyśmy.
    o zabraniu ostatecznym ze szpitala zadecydowałam ja i bardzo bardzo się cieszę, że taką decyzję podjęłam.

    ALE gdybym wiedziała, gdyby ktoś nam powiedział, ze on umiera, nie zabrałabym ze szpitala, ale też nie opuściłabym go przed śmiercią.
    gdyby odszedł w szpitalu bez nas, pewnie ciężko byłoby mi z tym żyć.

    Ty wiesz jaka jest sytuacja. Bardzo trudna jest opieka nad tak chorym człowiekiem w warunkach domowych.
    --
    Martynka 01.08.2004 i Gabrysia 27.02.2006
  • 5aaala 19.02.14, 10:05
    Witaj, myślę że taką decyzję musisz podjąć wspólnie z lekarzami, powiem ci jak było u nas może to coś pomoże. Zabraliśmy mamę ze szpitala żeby umarła w domu i tak nam jasno powiedział lekarz - mama moje już wtedy tylko leżała (ostatnie 2 tygodnie życia w domu) jadła ale tylko płynne rzeczy i piła, nie potrzebowała żadnych kroplówek, na ból miała plastry i miała tez założony cewnik. Mieliśmy materac przeciwodleżynowy, przygotowana butlę z tlenem gdyby była potrzebna, tabletki na wypadek silnego pobudzenia i ciągły kontakt z hospicjum domowym. Myciem i przebieraniem zajmowałam się ja (mieszkam w bloku obok) przy mamie zawsze był tata - tak więc mieliśmy komfortowe warunki na to żeby mama mogła odejść w domu. Piła w sumie do ostatniego dnia natomiast jeść przestała na około 3 dni przed i nie zmuszaliśmy jej. Dla mnie opieka nad mamą nie była trudna jeśli chodzi o mycie, przebieranie itd. ale mama była dobrze zaopatrzona farmakologicznie a to duża pomoc. Mama bardzo chciała być w domu i jeszcze w szpitalu ciągle mnie pytała kiedy ją wezmę. Żałuję tylko że nie zdążyłam na sam moment gdy odchodziła, byłam kilka godzin wcześniej i gdy szłam w nocy (bo tata zadzwonił że to już) zmarła w trakcie mojej drogi. Minęły już 2 m-ce. Gdybym miała ci doradzać - zabierz mamę do domu jeśli tylko będziesz mogła i nie bój się być przy niej w tym momencie, życzę ci dużo sił, pisz.
  • renata8881 19.02.14, 16:06
    Alu (bo tak chyba masz na imie). Pamietaj,ze kazdy chory jest inny. Np moj maz nie mogl miec zalozonych plastrow przeciwbolowych. Mieliscie szczescie,ze nie bylo powiklan. Taka decyzje trzeba dobrze przemyslec i przedyskutowac z lekarzem.
  • anka7961 19.02.14, 17:55
    To bardzo trudna decyzja. Czasami to co byśmy chcieli mija się z tym co byśmy mogli. Czasami nie wszystko jest takie jak powinno. Mój Tato umarł w domu bo takie miał życzenie. Mogłyśmy mu ten komfort zapewnić, bo mama na emeryturze a ja wtedy nie pracowałam, więc nie było problemu z opieką. Trafiliśmy też na dobrze wyposażone hospicjum domowe.
    Porozmawiaj z rodziną czy jesteście w stanie ustalić dyżury przy mamie. Obawiam się że musi być ktoś w pobliżu 24h. To trudne organizacyjne i finansowo.
    Trzymaj się!
    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hvzf1cxmj.pnghttp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/x/xfbcg789s.png
  • 5aaala 19.02.14, 21:27
    Oczywiście Renato masz rację, to trzeba ustalić z lekarzem i to też miałam na myśli, znam Wasz wątek. Wszyscy wiemy że nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie - niestety. pozdrawiam i życzę sił.
  • becik-pl 20.02.14, 17:45
    Twoja mama umiera i się boi. Po prostu. Jeśli możesz, czujesz się na siłach, masz kogoś do opieki nad dzieckiem, to bądź przy niej ile możesz. Nieważne czy w domu czy w hospicjum, to tylko miejsce, liczą się ludzie, którzy są obok w tej ostatniej chwili, mimo, że mama i tak nie będzie pewnie świadoma, chociaż z tym akurat bywa różnie. Moja mama chciała być w domu i dwa dni przed śmiercią (miała już sporo objawów zbliżającej się śmierci) zabrałyśmy ją z hospicjum karetką do domu. Była świadoma tylko kilka godzin, nie męczyła się długo. Odeszła tak jak chciała, ale obawiam się, ze nie miała świadomości gdzie jest i co się dzieje. Opieka nad umierającym jest bardzo ciężka, łatwiej ci będzie trzymać mamę za rękę w hospicjum, a jeśli będzie rękę zabierała, to nie wkręcaj sobie, że to dlatego, że jest zła na ciebie, że zostawiłaś ją w hospicjum i tym podobne, wiesz o co chodzi, umierający często nie chcą trzymania za rękę, tak jakby nie chcieli, żeby ich coś tutaj, na tym świecie trzymało. Pamiętaj, kochać, to też pozwolić umrzeć. Godnie. Dlatego martwią mnie te kroplówki, przedłużą mamie niestety agonię nie wiadomo o ile. Jedna babeczka w hospicjum odchodziła 5 tygodni (rodzina KAZAŁA ją nawadniać i karmić, tak jakby to miało jej w czymś pomóc.)
    Poczytaj tutaj, bo to ważne, żeby mama się długo nie męczyła, po co? :-( Przykro mi.
    www.fundacja-onkologiczna.pl/mkreczkowska/156-mit-kroplowki-wzmacniajacej.html
  • ann-eke 21.02.14, 13:49
    becik-pl napisała:
    Pamiętaj, kochać, to też poz
    > wolić umrzeć. Godnie. Dlatego martwią mnie te kroplówki, przedłużą mamie nieste
    > ty agonię nie wiadomo o ile. Jedna babeczka w hospicjum odchodziła 5 tygodni (r
    > odzina KAZAŁA ją nawadniać i karmić, tak jakby to miało jej w czymś pomóc.)
    > Poczytaj tutaj, bo to ważne, żeby mama się długo nie męczyła, po co? :-( Przykr
    > o mi.
    > www.fundacja-onkologiczna.pl/mkreczkowska/156-mit-kroplowki-wzmacniajacej.html

    Przyznaje dla mnie te kroplówki tez były zaskoczeniem , bo ostatnio dużo czytałam o fazach odchodzenia. Czytałam również o tym, że przed śmiercią się już nie nawadnia umierającego właśnie aby nie przedłużać agonii. Dla mnie mama umierała już w poniedziałek- tak wyglądała. Decyzja o hospicjum była podyktowana tym iż zdawałam sobie sprawę że sama nie poradzę sobie z dusznością i bólem jeśli przyjdzie. Że w domu będzie się męczyć. Ale sądziłam że lekarze wiedzą lepiej, że może to jeszcze nie ten moment. Teraz jestem skołowana i w najbliższym czasie muszę z lekarzami porozmawiać na ten temat.
    Mama w dalszym ciągu nie chce jeść i nikt jej do tego nie zmusza. Nie ma założonej sondy.
    Z drugiej strony nie wygląda na osobę która cierpi (obok niej leży pani podpięta do cewnika i sondy, zupełnie bez świadomości i uwierzcie mi ta pani ma wypisane cierpienie na twarzy:(( )
    Codziennie wprowadzają zmiany w leczeniu czyli reagują na to co się z mama dzieje. Ale jakby się potwierdził fakt z artykułu. W środę mama miała wysokie ciśnienie i było z nią cieniutko, czyżby przez to nawadnianie? Wczoraj ja odwadniano i dostała jakiś steryd ma guzy w mózgu była bardzo pobudzona i strasznie dużo mówiła. Powiedziałabym że się nawet uśmiechała. Oczka miała takie bystre.Ładnie budowała pojedyncze zdania tylko szkoda że już nas kompletnie nie rozpoznaje:((.
    Potem dawkę zmniejszono i się uspokoiła.
    Serce się kroi:(
  • anka7961 21.02.14, 18:56
    Przytulam Cię mocno! Dużo siły!
    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hvzf1cxmj.pnghttp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/x/xfbcg789s.png
  • renata8881 22.02.14, 02:07
    Moj maz mial podpieta kroplowke do samego konca. Powiedziano mi,ze nie wolno odwadniac organizmu zbyt gwaltownie. Nie byly to jakies duze dawki ale tak troszke. Od dnia kiedy go przyjeto nie dostawal zbyt duzo lekow dozylnie bo wg lekarki musieli by go dobrze nawadniac a tego nie wolno robic umierajacemu. Tak wiec czasem to jest jakis srodek miedzy tak a nie.
    Do konca dostawal tez sterydy bo podobno odstawienie powoduje bol.
    O wszystko trzeba sie zapytac ale ja mysle,ze w hospicium wiedza co robia.
  • ann-eke 24.02.14, 16:17
    renata8881 napisała:

    > Moj maz mial podpieta kroplowke do samego konca. Powiedziano mi,ze nie wolno od
    > wadniac organizmu zbyt gwaltownie. Nie byly to jakies duze dawki ale tak troszk
    > e. Od dnia kiedy go przyjeto nie dostawal zbyt duzo lekow dozylnie bo wg lekark
    > i musieli by go dobrze nawadniac a tego nie wolno robic umierajacemu. Tak wiec
    > czasem to jest jakis srodek miedzy tak a nie.
    > Do konca dostawal tez sterydy bo podobno odstawienie powoduje bol.
    > O wszystko trzeba sie zapytac ale ja mysle,ze w hospicium wiedza co robia.

    Witaj
    Bardzo dziękuje za te informacje. Te kroplówki, nawadnianie, odwadnianie są ostatnio przyczyną mojego niepokoju czy oni tam aby na pewno wiedzą co robią? a może faktycznie nie wolno tak drastycznie odwodnić organizmu...
    Mam mętlik w głowie. Faktycznie też podają mamie steryd Mannitol na odbarczenie mózgu a jednocześnie podają kroplówkę z potasem. Nic nie rozumiem i boję się żeby nie przedłużali jej cierpienia a u mamy będę dopiero jutro. W weekend lekarze dyżurni nie udzielają informacji ?!?!
    Mama w dalszym ciągu nie chce jeść, mało pije, mam tylko nadzieje że nie podłącza jej sondy.
    Przez dwa ostatnie dni była słaba ale i też strasznie niespokojna, ma siniaki na rekach- wyrywa wenflony. Teraz ma igłę w nodze.
    Wcześniej pisałam że nie wygląda jakby cierpiała ale i to się zmieniło, widać że się męczy:(
    Przez te przerzuty do mózgu w ogóle nas nie poznaje i nie wie ani co się z nią dzieje ani gdzie i dlaczego tam jest ... Taka biedna ale i kochana bo po tym jak te siniaki smarowałam maścią arnikowa to mnie objęła i pocałowała !!!


  • anna.wasil 24.02.14, 20:11
    Nie martw się w hospicjum jest najlepsza opieka jaka może być.Tam pracują..a raczej pełnią wolontariat ludzie z powołania z miłością i rozumieniem.To nie jest szpital,gdzie chory jest kolejnym medycznym przypadkiem.
    Nie martw się,Oni wiedzą co robią,kiedy mój teść zaczął wyrywać kroplówki przestali je podłączać.Zabronili nam go dokarmiać ,bo nie był w stanie przełykać pokarmu (papki).
    Ciężkie chwile przed Tobą kochana,ale musisz być dzielna.
    Przytulam
  • ann-eke 24.02.14, 11:08
    Bardzo, bardzo dziękuje za wsparcie i pamięć i troskę.Za wszystko.
  • renata8881 25.02.14, 01:31
    Kochana tez potwierdzam, ze oni tam wiedza najlepiej co robic. Mysle,ze dostosowuja wszystko do indywidualnych potrzeb chorego. Moj maz mial inny rodzaj raka. Dostawal antybiotyk i moze dlatego dowadniano go troche. Potas jest waznym elektrolitem i pomaga jesli jest zbalansowany we krwi. Porozmawiaj z pielegniarkami i lekarzem, oni ci wyjasnia. Wytrwania kochana bo najtrudniejsze jeszcze przed toba.
  • ann-eke 25.02.14, 10:54
    Najgorsze przedemna ale o wiele gorsze przed moja czteroletnia corka bo juz teraz placze za babunia:(

    A przede wszystkim o czym wczoraj nie napisalam;bardzo przykro mi z powodu Twojego meza :((
    pozdrawiam serdecznie
  • anna.wasil 25.02.14, 21:43
    Moja Karusia miała miała 13 lat jak odszedł jej kochany dziadziuś,strasznie to przezyła :( wtedy na to nie wpadłam) ,ale teraz mogę podpowiedzieć Tobie kochana.Porozmawiaj z psychologiem,jak dziecko przygotować na odejście bliskiej osoby i jak tak małej dziewczynce wytłumaczyć czym jest śmierć.
    Za nic nie musisz nam dziękować..jesteśmy tu razem ..te walczące i te już cierpiące po stracie najbliższych.
    Przytulam
  • renata8881 26.02.14, 03:52
    Dziekuje za pamiec ale dzisiaj to nawet nie mialam sily cierpiec. Padam na mordke. Wrocilam do pracy i z tej radosci zawalaja mnie robota po uszy z czego sie ciesze bo nie mysle zbyt duzo o sobie. Przyszlam dzisiaj do domu a moja cora stanela na wysokosci zadania i przyszykowala mi obiad tak jak przez ostatnie lata robil to moj maz. Najgorsze przede mna, puste i zimne lozko,
    Ciezka to walka z rakiem i dla chorego i dla rodziny. Jedni umieraja a drudzy musza z tym zyc do konca zycia.
  • ann-eke 26.02.14, 05:34
    do renata 8881
    Więc tym razem ja przytulam ...... i widzę ze nie tylko ja cierpię na bezsenność:((
  • ann-eke 26.02.14, 05:23
    Staram się nie mówić nieprawdy. Mała wie,że babcia jest chora. Jakieś 2 miesiące temu zapytała czy babcia wyzdrowiej. Wie, że nie. Teraz padło pytanie czy babcia wróci ze szpitala. Zawsze wracała. W miarę możliwości bawiła się z córką, wspólnie coś układały, rysowały. Nie mogłam jej odpowiedzieć że wróci. Nie kochanie nie wróci."Czy ona zostanie tam na zawsze?" To pytanie odjęło mi mowę i się poryczałam.
    Jakis tydzień temu, po ostatniej rozmowie z psychologiem i lekarzem w dzień kiedy babcia była bardzo kontaktowa zabrałam małą do hospicjum. Bardzo chciała, Zrobiła mi wręcz awanturę o to.
    Uprzedzałam ją że babcia jej może nie poznać i itd ale to tylko dziecko. Nie rozumie jak babunia moze jej nie poznać. Skutek jest taki że się przestraszyła bo babcia jej nie pomachała na dowidzenia...Teraz płacze o byle co. Ale nie wracamy do tematu. Ja czekam i faktycznie muszę być przygotowana na następne pytanie.
    Do tej pory nie chciałam jej straszyć przedwcześnie ale może faktycznie trzeba dziecko przygotować do tego co się stanie. Spokojnie póki nie ma tak wielkich emocji jak po fakcie śmierci. Dzisiaj porozmawiam z psycholgiem w hospicjum.
    Są książeczki terapeutycze dla dzieci, dziś próbowałam kupić ale tylko na zamówienie. Min "Moja mama ma raka" Jakby któraś z was miała sprawdzone to bardzo proszę o tytuły
  • ann-eke 26.02.14, 05:28
    Po dzisiejszej wizycie u mamy widzę, że śmierć jest coraz bliżej. Już sie nie podnosi, jest słaba, w dalszym ciągu odmawia jedzenia i ma wielkie trudności z mówieniem. Chce coś powiedzieć, wypowie słowo które można zrozumiec a potem juz nic nie rozumiem.I te oczy. Już nie ma przenikliwości, jest nieobecność. Tak duża zmiana od dwóch dni. Wszystko to się nie mieści w głowie.Przyznaje że nigdy wcześniej nie byłam przy odchodzeniu człowieka i jest to dla mnie wstrząsające. Nie wierzę że to już koniec.......
    Ciągle jeszcze miałam nadzieję, że wezmę mame przed śmiercią do domu. Czytałam wszystkie wpisy, rozważałam za i przeciw. Przyznaję boję się. Obawiam się że może sie udusic(rak płuc) a ja jej nie bede mogła pomóc. Obawiam się że może to się stać jak dziecko będzie w domu. Obawiam się że zostanę z tym sama.
    Patrząc na nią zastanawiam sie czy ona w ogole wie co się z nią dzieje. Nas nie poznaje, ostaniego dnia w domu nie wiedziała gdzie jest, czyli nawet nie wiedziała że to jej dom. Czy jej to zrobi różnice? A z drugiej strony jest mi tak ciężko, smutno i przykro że my tu siedzimy w domu a ona tam sama w tym hospicjum. Że tam będzie umierać wśród obcych. Te watpliwosci czy dom czy hospicjum chyba mnie nie opuszczą. Czy to była dobra decyzja ?
  • mama.rozy 26.02.14, 08:31
    Aniu,ja Ci mogę napisac jako pielęgniarka,która pracowała w hospicjum
    dobrze zrobiłaś,chociaż zawsze będziesz miec wątpliwości.ale o dobre wątpliwości.
    wiesz,czasem jest odwrotnie,ludzie nie chcą dac chorego do placówki i potem tego żałują,bo sytuacja-medycznie-ich przerasta.chory w domu cierpi,a oni mają wyrzuty sumienia,że nie pomogli...przy nowotworze płuc często są powikłania,które brzydko wyglądają (np.krwotoki),trzeba wtedy szybko zadziałac...w domu tego nie zrobisz...
    co do dziecka-podrzucam Ci kilka propozycji do rozmowy i kilka książek-myślę,że dobrze robisz,czekając na pytania,ale jeśli sytuacja się nagle zmieni i babcia umrze,będziesz musiała sama zacząc temat...to trudne,na pewno
    www.pppnt.com.pl/dla-rodzicow/31-rozmowy-z-dzieckiem-o-smierci.html
    www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=287
    www.mamusie.net/wiadomosci,jak-wytlumaczyc-dziecku-smierc.html
    i podaję chyba najlepszą książkę,jaką czytałam o tej tematyce,może uda Ci się ją dostac
    bo takie rozmowy pewnie potrwają,to nie będzie raz
    lubimyczytac.pl/ksiazka/92336/i-nagle-zrobilo-sie-cicho
    --
    www.hli.org.pl/drupal/pl/node/7132
  • renata8881 26.02.14, 19:57
    Tak sobie mysle,ze nawet ze wzgledu na dziecko powinnas mame zostawic tam gdzie jest. To moze byc bardzo dramatyczne przezycie dla malej i niech lepiej pamieta babcie taka jaka znala. Oczywiscie to nie bedzie glowny powod do podjecia decyzji ale pomysl, meczyc mame przewozeniem do domu, a sama mowisz,ze ona juz was nie poznaje. Staraj sie odwiedzac mama jak czesto mozesz i nie wymagaj od siebie zbyt duzo. Z tego co mowisz to kwestja dni chyba.
    Ja tez mialam watpliwosci czy nie zabrac do domu i z perspekktywy czasu mysle,ze podjelam dobra decyzje. Maz mal dobra opieke i co tylko bylo trzeba to pielegniarki natychmiast zalatwialy. Moglam pytac o wszystko , marudzic nawet,ze cos jeszcze trzeba i odnoszono sie do mnie wrecz z anielska cierpliwoscia.
    Mamie trzeba teraz spokoju i dobrej opieki. Ja wiem,ze wy sie nia dobrze opiekujecie ale mam na mysli lekarzy i pielegniarki, ktorzy maja doswiadczenie w lagodzeniu bolu i innych objawow.
  • becik-pl 26.02.14, 22:37
    Myślę, że dobra. Twoja mama nie jest świadoma, gdzie jest i co się dzieje. To straszne, wiem, ale nic na to nie poradzisz. A musisz też myśleć o dziecku, śmierć babci może być dla niej traumatycznym wydarzeniem, dla mnie, dorosłej kobiety, widok umierającej matki był straszny, a co dopiero dla małego dziecka. Po co ma to widzieć, niech pamięta babcię żywą.
    Moja córcia ma 5,5 roku, uważam, ze dzieciom trzeba mówić prawdę i normalnie o wszystkim rozmawiać, o śmierci też (zresztą z mamą też tak rozmawiałam). Od miesięcy tłumaczyłam, że babcia ma raka, że nie wyzdrowieje i że na ten rodzaj raka nie ma lekarstwa i się umiera, potem jak już była w hospicjum, opowiadałam, ze babcia jest coraz słabsza, że chyba nie długo odejdzie do nieba...Było mnóstwo pytań, łez, ale przyjęła to wszytko do wiadomości i kiedy mama odeszła już nie rozpaczała. Pytała tylko gdzie jest babcia, czy w grobie? I czy może jej na grób zanieść laurkę. Zaniosła, ale już po pogrzebie, na pogrzeb jej nie zabrałam, chcę, żeby pamiętała babcię żywą. Twoja córcia trochę mniejsza, sama najlepiej wiesz, jak z nią rozmawiać. Nie martw się o nią, dzieci szybko akceptują rzeczywistość, szybciej niż dorośli.
    A mamę odwiedzaj w hospicjum, tam się nią najlepiej zajmą i nie rób sobie wyrzutów.
    Moją mamę zabrałyśmy dwa dni przed śmiercią do domu, bo była świadoma i bardzo tego chciała. Gdyby nie była świadoma, nawet nie brały byśmy pod uwagę przewożenia jej karetką w takim stanie do domu. Bądź przy mamie ile możesz. Trzymaj się.
  • ann-eke 27.02.14, 13:53
    Mama zmarła dzisiaj bardzo wczesnym rankiem chyba spokojnie. Tak przynajmniej wyglądała.
    Po wczorajszej wizycie u niej wiedziałam,że koniec jest bliski. Chociaż nikt nie jest przygotowany że tak szybko. Od poniedziałku miała zaburzenia elektrolitowe, które ponoć wywołuje ten nowotwór. Kiedy u niej byłam to do pokoju przyszedł nawet ordynator chociaż nigdy wcześniej tego nie robił. Wyjaśnił że stan mamy bardzo się pogorszył. Nie było z nią już w ogóle kontaktu. A jeszcze w wtorek zjadła trochę chrustu....
    p.s
    Co do wątpliwości to miało je raczej serce, rozum podpowiadał że to jedyne wyjście. Łudziłam się tą chwilowa poprawa, że może coś jeszcze sobie przypomni, coś będzie chciała powiedzieć, przekazać. Że może powrót do domu będzie miał znaczenie. Ale nie z ta choroba. Tu nie ma odwrotu.
    Pozdrawiam wszystkich i dziękuje za rozsądne opinie, potrzebne gdy emocje biorą górę...
  • renata8881 27.02.14, 16:42
    Jest mi bardzo przykro,ze to juz ale z drugiej strony juz nie cierpi. Teraz jakos musicie sobie poukladac zycie bez niej. Trzymajcie sie kochana choc smutek was otuli.
  • becik-pl 27.02.14, 17:43
    Dobrze, że długo mama nie cierpiała. Trzymaj się jakoś.
    Moja mama odeszła dokładnie dwa miesiące temu... jak ten czas szybko płynie.
  • anna.wasil 27.02.14, 21:48
    Przytulam.Twojej mamci (*)(*)(*)
    Trzymaj się i pisz jak będziesz potrzebowała wsparcia.
  • mama.rozy 27.02.14, 22:16
    jesteśmy tu cały czas,jeśli będziesz potrzebowac
    --
    blog.wiara.pl/Okno_na_cztery_strony
  • anka7961 02.03.14, 08:26
    Przykro mi bardzo.
    Jeśli chodzi o córkę - mój synek miał 3 latka jak zmarł mój tato - jego ukochany dziadek, więc byl młodszymi Twojej córki. Byłam wtedy u psychologa, bo nie wiedziałam jak to powiedzieć. Po pierwsze nie można oklamywac i tak jak robilas mówić prawdę. Po drugie w tym mówieniu prawdy trzeba uważać co i jak się mówi. Np jednemu dziecku powiedziano że babcia zmarła bo była chora. Jak dziecko zachorowalo na grypę plakalo że umrze bo też jest chore. Trzeba więc wytłumaczyć że są choroby i choroby. Twoja córka jest już w takim wieku, że więcej rozumie. Myślę tylko że nie powinnas zabierać jej na pogrzeb. To może być za duża trauma, a Ty zamiast skupić się na sobie i swoich przeżyciach będziesz martwią się córka podczas uroczystości.
  • ann-eke 02.03.14, 15:47
    Nie na pogrzeb jej nie zabieram. Już odwiedziny w hospicjum były dla dziecka stresujące ale głównie dlatego,że babcia nie poznała mojej córki i jej "nie zrobiła papa" . Była u babci na onkologi i nie widziałam aby się to negatywnie na niej odbiło ale tu to inna sytuacja.
    Jeszcze jej nie powiedziałam o śmierci babci, ostatnie dni były dla mnie chyba zbyt stresujące (organizacja pogrzebu) i też nie chcę popełnić błędu. Od pani psycholog z hospicjum dostałam książkę : Czy dziadziuś poszedł do nieba?" Marie-Helene Encreve-Lambert. Przeczytam i muszę jej w końcu powiedzieć.
    Kupiłam tez książeczkę dla dzieci" Żegnaj panie Muffinie" ale ona nie chce jej czytać.
    Ona sama mnie zastrzeliła pytaniem ..." kto będzie mieszkał w pokoju babci"?.... dzieci chyba więcej wiedza niż nam się wydaje.
  • anna.wasil 26.03.14, 23:11
    Jak sie trzymasz ?
    Napisz co u Was.
    Pozdrawiam
  • ann-eke 27.03.14, 14:54
    Dziś przeczytałam Twój wpis i dziś jest ten szczególny dzień.... mija dokładnie miesiąc od śmierci mamy. Byłam na cmentarzu, zapaliłam świeczkę, podumałam, popłakałam. Jest ciężko i smutno. Trudno i z tym sie pogodzić i w to uwierzyć. Moja córka jeszcze długo wybierała się do babci. W końcu chyba zrozumiała po swojemu. Teraz wszystkich po kolei "uśmierca" A to że bedzie jej przykro jak jej kotek umrze a to czy ona i kolezanki umrą.
    Zadała nawet ciekawe pytanie: czy tata też umarł... nie ma taty wiec chyba umarł. Tak to postrzega czterolatka. Oczywiście wytłumaczylam że tata żyje i nie umarł....
    To tak na gorąco
    Bardzo dziekuję za pamieć, to bardzo miłe.
    Ściskam mocno

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.