Dodaj do ulubionych

Jak to było z nami

23.02.06, 13:28
Kilka lat temu moja mama, która robiła regularnie cytologię, miała 3 grupę.
Lekarz, który ją prowadził zbagatelizował sprawę i powiedział, że pracownia
pewnie się pomyliła (co za palant!). Mama zrobiła wiec jeszcze raz i wyszedł
tym razem silny stan zapalny. Ponieważ nie była to żadna nowość, a lekarz
powiedział, że to się ciągnie tak długo, że pewnie taka mamy uroda. Mama sie
uspokoiła i za rok znów zrobiła cytologię. Tym razem wyszła 2 grupa.
Zaznaczę, że za każdym razem pobierano jej cytologię wacikiem.
W 2002 roku mamę zaczął lekko pobolewać brzuch. W końcu pooszła do innego
lekarza, który powiedział, że wszystko powinno być OK i pobrał jej cytologię
szczoteczką. No i wyszła V grupa.
Ogromny szok i strach. Wycinki, czekanie potem ulga bo powiedziano że to jest
bardzo wczesny stopień. Potem operacja mamy a potem znowu strach, bo po
badaniach his-pat okazało się, że choroba była zaawansowana.
Mama przeszła jeszcze przez naświetlania, brachyterapię i chemioterapię.
Leczenie zakończono w lutym 2003 roku. O tego czasu cisza....

--
No PiS plisssss....
Edytor zaawansowany
  • karo18 23.02.06, 17:25
    Wrzesień 2002r.mąż przeczytał w gazecie o badaniach profilaktycznych raka
    piersi. Myślę sobie pójde no i jedna mamografia, druga bo coś nie wyszło, USG i
    dalej za bardzo nie wiadomo. Skierowanie do onkologa następnie biopsja i już
    wszystko jasne nowotwór złośliwy. Operacja usunięcia guza i węzłów chłonnych.
    Potem czekanie na wynik i znowu okazało się że były zajęte też niektóre węzły.
    Więc chemioterapia, radioterapia oraz brachyterapia. Leczenie zakończyłam w
    czerwcu 2003 roku. W tej chwili jestem pod kontrolą onkologa, a czas mojej
    choroby traktuję jak zły sen. Wiedziałam że muszę szybko zdrowieć mam wspaniałą
    rodzine, męża dwóch synów w tym jednego głęboko upośledzonego więc mam dla kogo
    żyć. Żadna choroba nie jest straszna tylko trzeba bardzo chcieć i mieć wsparcie
    w najbliższych.Pozdrawiam
  • b_a_l_b_i_n_k_a 24.02.06, 09:46
    Cześć Karo!
    Cieszę się z Twojego wpisu :-))) Chociaż szkoda, że temat dotyczy takich
    smutnych chwil. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko na tym forum będzie
    optymistycznie, bo w końcu - damy radę !!! :-))
    Jak myślisz, czy lepiej, żeby forum pozostało otwarte, czy lepiej, żeby trzeba
    było się zalogować? A nazwa? Jest OK?

    --
    NOWOTWORY-DAMY RADĘ
  • olgajan 24.02.06, 10:03
    Ciszę się ze sa osoby, ktorym się udała walka z nowotworem o takich przypadkach
    nalezy pisać wciąż, dużo, na okrągło aby dawać wiarę i siłe i nadzieję tym,
    którzy walczą. Moja mama po 2 letniej walce, odeszła dzisiaj miałaby urodziny
    57 (zabrakło 23 dni aby mogła je świętować) ale myślę, ze nalezy duzo pisać i
    mówić, ze tą walkę mozna wygrać, zmniejszy to nasz lęk, moze ktoś zrobi badania
    w odpowiednim czasie i wygra...
    Myslę, ze to forum powinno być otwarte, bo razem jest łatwiej.
    Pozdrawiam Ola. Cieszę się zkazdej pozytywnej wiadomości, że komus się udało!!!
  • rima 24.02.06, 11:19
    Ja powinnam raczje zatytułować, jak to jest z nami. MOja mama choruje na raka
    płuc od 2003 roku, w osttanim okresie nastapiła dośc duża progresja choroby i
    pojawiły się przerzuty do tkanek miękkich. Dopóki chodziła o własnych siłach
    wszystko było ok, jednak przez opiesząłośc i obcesować niektorych lekarzy
    dokonano posunięć które nie powinny mieć miejsca, stało się: lekarze ortopedzi
    ukrywali że podejrzewają w dłoni przerzut (do tej pory nie zostało to
    stwierdzone), a przez dwa meisiące mówiili że to jedynei odwapnienie kości i
    zrobili zabieg gdzie powkładali druty mamie do ręki i wszystko usztywnili
    gipsową szyną, tak więc jedynie jedną rękę ma teraz sprawną. W pewnym momencie
    mama zczęła słabną c z dnia na dzień, trocić przytomność na bardzo krótko 2-3
    sekundy i my spanikowaliśmy, zaczęliśmy iobdzwaniać lekarzy jakich tylko można,
    każdy, bez wyjątku: PRZERZUTY DO GŁOWY, a gdy się pytałam czy tak bez tomografu
    można to stwierdzić odpowiadali , że przecież to jest rak, wiec na pewno. Nie
    wiem czy piszę na temat, ale gdy zaczęłam to skończę, a najwyżej potem zacznę
    nowy wątek. Omdlenia były głównie po większyzm wysiłku, a aprzypominam że mama
    już bvała się głowę unosić, juz wszystko robiła na leżąco żeby tylko nie
    omdlewać. Zdecydowaliśmy się przewieźć mamę na oddział opeki paliatywnej, bo
    byliśmy strasznie zmęczeni, zwłaszcza tata bo sam już nie dawał radt, my ,
    czyli ja z bratem staraliśmy się być tak długo jak to możliwe. Na oddziale
    opieki paliatywnej zrobiono mamie wyniki i okazało się że ma bardzo niski
    poziom potasu. Dostała go w kroplówce. Od 2 tygodnie nie zdarzyło się żadne
    omdlenie. zaczęła jeść i to dużo i z dużym apetytem. A 3 dni temu wstała, oprzy
    pomocy i zaczęła chpdzić pio 20 kroków przy łózku. A lekarze nie dawali
    nadzieki ze wstanioe, siedzi już sama bez oparcia, wczoraj zażyczyła sobie
    spacer po korytarzu i powiedziała że da radę. I dała. Podciąga się sama na
    takim temblaki z łóżka zwisającym. Wciąż walczymy. Ale to już w następnym wątku.
  • karo18 24.02.06, 12:37
    Nazwa dobra forum powinno być otwarte, bez logowania niekiedy ktoś trafia kto
    dopiero raczkuje w tych zawiłościach internetowych i wszelkie utrudnienia Go
    zniechęcają. Wiem sama jak to było ze mną na początku.
  • barbara_nn 01.03.06, 13:30
    Oby sie udało udało !!!
    Tak jak z moim tatką-kiedy była remisja i wrócił do pracy- ponoć tomograf
    wykazał nawrót - operowano głowę- histopatologia nic nie wykazał - i zrobili
    kaleke- od razu wymyslili przerzuty do kości i td.

    Zabierzcie Mamę z paliatywnej i jedzcie do Byfdgoszczy - niech duzo Je ryb,
    mało miesa i duzo warzyw - Moze sie do Ojca Grande do Wrocławia !!!- kiedy
    jeszcze mozna
    Ratujcie - jest szansa !!!
    Pozdrawiam
    AB
  • ulaw2 02.03.06, 08:50
    Witam wszystkich.Balbinko jak bym czytała historię choroby mojej mamy.I szlag
    mnie trafia jak mówi się że, kobiety zaniedbują badania profilaktyczne.Moja
    mama chodziła regularnie do lekarza, robiła cytologię a kiedy zaczęły się
    krwawienia leczono ją na zapalenie szyjki macicy.Cytologia 2 grupa.Brak efektów
    leczenia i decyzja lekarzy o usunięciu wszystkiego.I szok. Otworzyli i
    zaszyli.Następnie wycinki i trafiłyśmy do onkologa.I wyrok :duże miejscowe
    zaawansowanie IIIb.Niestety zaproponowano nam już tylko naświetlania
    paliatywne.Dlaczego ? Nie potrafię się pogodzić.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 02.03.06, 10:25
    Ula, skąd jesteś? W którym szpitalu była woja mama i kiedy to było?
    --
    Onkoforum-Nowotwory damy rade
  • ulaw2 02.03.06, 14:16
    Balbinko jestem z okolic Lublina. Mama leczy się w Centrum Onkologii od lipca
    2005.Wtedy miała pierwszą serię 5 naświetlań, w sierpniu następne 5 czyli w
    sumie 10 naświetlań. Przez parę miesięcy było dobrze ale skończyło sie.Teraz
    mama ma bóle kręgosłupa,mało je,jest coraz słabsza a do tego doszły dosyć duże
    upławy. Boję się.Kiedy byłyśmy na kontroli na początku lutego nic mi nie
    powiedziano że jest gorzej a na moje pytanie o te bóle pani doktor stwierdziła
    że to może sprawy zwyrodnieniowe ,przepisala tez biseptol bo stwierdziła stan
    zapalny. Kolejna wizyta w kwietniu.Nie wiem co dalej robić?
  • b_a_l_b_i_n_k_a 02.03.06, 14:35
    Może warto byłoby zrobić prześwietlenie miednicy i kręgosłupa? Oczywiście mogą
    też boleć zmiany zwyrodnienie, ale to trzeba sprawdzić! Stan zapalny może być
    następstwem naświetlań,czy twoja mama miała też brachterapię (naświetlania
    wewnętrzne), wtedy śluzówka pochwy bardzo trudno się regeneruje.
    Czy macie możliwość skonsultowania się z innym lekarzem, niż ta doktor, do
    której chodzicie? Nie wiem czy wiesz, ale jest taka strona www.onkonet.pl i jak
    się zapiszesz tam na listę dyskusyjną (forum), to możesz wysłać pytanie, na
    które w ciągu tygodnia odpowie lekarz. Ale moim zdaniem powinnaś wybrać się z
    mamą do innego specjalisty i nie czekać na kwiecień.


    --
    Onkoforum-Nowotwory damy rade
  • ulaw2 03.03.06, 07:46
    Wiesz że ja też pomyślałam że to może być następstwo naświetlań.Mama ma odczyn
    popromienny na skórze w miejscu naświetlanym ,biegunki jeśli zje coś cięższego.
    To przypomina mi sytuację krótko po naświetlaniach. Też ciężko było. Teraz może
    być to późny odczyn popromienny.A te bóle kręgosłupa nie są codziennie. Mama
    nie miała brachyterapii.Z tego co wyczytałam to naświetlania paliatywne to
    naświetlania wysokimi dawkami w krótkim czasie więc późne odczyny popromienne
    chyba też mogą być poważne.Po niedzieli chcę to skonsultować z innym
    lekarzem.Wiesz onkonet i onkolink to ja znam na pamięć.Tam jest po prostu
    cząstka mnie.Balbinko ja po prostu uwierzyłam lekarzom że nie można radykalnie
    leczyć mojej mamy a teraz sądzę że zrobiłam jej krzywdę tą swoją
    naiwnością.Lekarze mogli zawalczyć no ale wiesz statystyki.......Pamiętam jak
    po pierwszej serii naświetlań lekarz stwierdził że pięknie się cofa i podadzą
    drugą serię.A ja cieszyłam się jak dziecko...... zamiast walczyć o możliwość
    radykalnej terapii.Nigdy nie zapomnę oczu mojej mamy jak inne pacjentki z
    oddziału opowiadały jej że leżą już po kilka tygodni, mają po 30 naświetlań i
    chemię.W tych oczach widziałam pytanie: a ja dlaczego tylko 5 lamp?. Nigdy tego
    nie zapomnę.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 03.03.06, 09:51
    Lekarz mojej mamy powiedział, że czasem bywa tak, ze powikłania popromienne
    pozostają już na zawsze. Od zakończenie leczenia mojej mamy minęły trzy lata a
    ona ma cały czas duże problemy z jelitami i nawracająe silne stany zapalne.

    Ula jeśli znasz angielski to poczytaj tu, jak leczy się w USA poszczególne
    stopnie zaawansowania raka sz. macicy.
    www.cancer.gov/cancertopics/pdq/treatment/cervical/Patient/page2
    Jeśli nie, ja ci przetłumaczę, tylko napisz.
    Ściskam Cię mocno i jestem przy Was myślami

    --
    Onkoforum-Damy rade
  • ulaw2 03.03.06, 12:49
    Dziękuję ci Balbinko za wsparcie.Widzisz ja wiele rzeczy dowiedziałam się już
    po fakcie.Najpierw byl szok i całkowite zawierzenie lekarzom.Kiedy mama
    rozpoczęła pierwsze naświetlania zapytalam lekarza : dlaczego paliatywne? czy
    sa przerzuty? odpowiedział że nie ale jest duże miejscowe zaawansowanie.
    Później dużo czytałam i dochodzilam do wniosku że można było mamę jeszcze
    probować leczyć radykalnie.Przynajmniej z tego co wyczytalam w necie nawet w
    Polsce leczy się radioterapią + chemioterapią.Byc może znaczenie miał tu wiek
    mamy - 69 lat.Niestety angielski znam słabo.
    Kalinosiu znam twoją historię z netu.Cieszę się razem z tobą.
    Kochani chciałam wam jeszcze podziękować za to forum, dzięki wam nie czuje się
    taka samotna.Moja sytuacja rodzinna jest też nieciekawa,mam siostrę chorą na
    porażenie mózgowe nie chodzacą wogóle , ojca z ciężką rozedmą płuc i jeszcze
    mama. Czasem zadaję sobie pytanie czy nie za dużo jak na jedną osobę.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 03.03.06, 13:13
    Specyfika r. szyjki m. polega na tym, że rosnie on miejscowo. To znaczy,
    zdarzają się odległe przerzuty do wątroby, kości, płuc czy mózgu, ale ona
    pojawiają się późno. Pytałam kiedyś lekarza, dlaczego więc choroba jest taka
    groźna. Przecież można byłoby wyciąć całą zmianę i byłoby po kłopocie. On wtedy
    powiedział, że przy dużym zaawansowaniu miejscowym nie jest to mozliwe z czysto
    technicznego punktu widzenia. Rak bowiem może naciekać n.p. moczowody, pęcherz
    czy odbyt a ich wycięcie wiązałoby się z tak dużymi komplikacjami że w
    rzeczywistości skróciłoby życie pacjentki.
    Myślę ze to nie jest tak, że nie chciano operować Twojej Mamy ze względu na
    wiek. Niedawno czytałam list chłopaka, którego babcia ma 74 lata i była własnie
    operowana z powodu raka piersi.
    Napisz jaki stopień zaawansowania był u Twojej mamy, to przetłumaczę Ci to, co
    napisane jest na tej stronie.

    Ula, bardzo mi przykro, że tak dużo jest na Twojej głowie. Tak to kurcze jest
    zazwyczaj, że ciężkie doświadczenia nadchodzą takimi falami i wydaje nam się,
    ze nie damy rady. Ale damy- bo kto ma dać jak nie my :-)

    --
    Onkoforum-Damy rade
  • ulaw2 03.03.06, 14:11
    Odnośnie operacji masz zupełną rację, stopień zaawansowania mamy określono na
    IIIb więc operacja nie wchodzila w grę.Ale teraz jestem pewna że można było ją
    leczyć radykalnie radioterapią w połączeniu z chemioterapią a nie tylko
    naświetlać paliatywnie.Takie naświetlania powodują tylko wstrzymanie choroby na
    jakiś czas a nie dają możliwości wyleczenia.I to miałam na myśli pisząc o wieku
    mamy.A może po prostu chcę uspokoić własne sumienie że nie dopilnowałam
    wszystkiego.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 03.03.06, 15:12
    Ula, a czy pytałaś lekarza, dlaczego zostało wdrożone leczenie paliatywne i
    dlaczego nie podjeto nawet próby leczenia radykalnego?

    --
    Onkoforum-Damy rade
  • ulaw2 03.03.06, 19:13
    A jakże zapytałam Balbinko.I otrzymałam wlasnie taka odpowiedź: duże miejscowe
    zaawansowanie.I na poczatku uwierzyłam że nie ma innej możliwości.Dopiero jak
    zaczęłam szukac wiedzy na temat tego nowotworu w necie to zaczęły pojawiać się
    wątpliwości.I mam je nadal.
    Wiesz kiedyś nawet chcialam podejśc lekarkę dyplomatycznie i powiedziałam że
    konsultowałam się z innym lekarzem i on zapytał dlaczego nie podjęto leczenia
    radykalnego.Oburzyła sie strasznie i znowu puściła te samą wiązankę o
    miejscowym zaawansowaniu, naciekaniu itd.
  • 374.4w 02.04.06, 09:59
    ojej, jestem po naświetlaniach i tez od tego czsu mam kłopoty z jelitami. Tj,
    mysle, że to jelita. Nie chce opisywać szczegółów-trochę to uprzykrza zycie,
    czasami jest krępujace. W czasie samych naświetlań (36 razy)straszne bóle,
    wzdecia. ech, zycie. serdeczne pozdrowienia
  • liina 28.04.06, 11:00
    Nigdy nie zapomnę oczu mojej mamy jak inne pacjentki z
    > oddziału opowiadały jej że leżą już po kilka tygodni, mają po 30 naświetlań i
    > chemię.W tych oczach widziałam pytanie: a ja dlaczego tylko 5 lamp?. Nigdy tego
    >
    > nie zapomnę.



    O matko.
  • kalinosia 03.03.06, 11:41
    Witam Was. Ja też chorowałam na raka szyjki macicy (2,5 roku po operacji
    jestem). Mam 29 lat. U mnie na szczęscie zostało to wykryte wcześnie (stadium
    IB1). I miałam wiele szczęscia, bo trafiłam do cudownego lekarza, jedenego z
    najlepszych gin-onkologów w Polsce. Dzięki Niemu pomimo tej choroby mam macicę
    i moge miec dzieci. Moja operacja była 1-szą taką w Polsce (od kliku lat
    stosowana na Zachodzie, trachelectomia radicalis). Jest to operacja
    oszczędzająca macicę a równoznaczna z histerektomią. Mam usuniętą prawie całą
    szyjkę, przymacicza i węzły chłonne ( przymacicza i węzły oczywiście były
    czyste). Nie potrzebowałam żadnych lamp i chemii. Jestem 2,5 roku po
    operacji.Oczywiście ta operacja ma sens tylko w poczatkowym stadium choroby (i
    to tez musi być spełnionych kilka warunkó, np. czyste węzły chłonne) i w
    przypadku młodych kobiet, które chca jeszcze rodzić. Dziś odebrałam wynik
    cytologii - gr II,czyli wszystko ok :). Jestem oczywiście pod stałą opieką
    onkologiczną. Co 3 mce mam robioną cytologię i usg dopochwowe, co pół roku
    kolposkopię, raz do roku rtg klatki i usg brzucha. Wiem, że będa problemy w
    ciąży (na pewno będzie leżąca), ale to nie ważne. Ważne, że mogę być mamą :).
    Coż to jest 9 mcy leżenia w porównaniu z całym życiem i macieżyństwem :). Jak
    widać, z tą chorobą można wygrać. Każdy rak wykryty we wczesnym stadium (a tym
    bardziej rak szyjki ) może być całkowicie wyleczony. Apeluję do wszystkich
    kobiet, aby robiły cytologię. To proste badanie może uratować zycie a ja jestem
    tego zywym przykładem. Niestety najczęsciej rak szyjki jest wykrywany już w
    zaawansowanym stadium, kiedy operacja już nie ma sensu i zostaje tylko
    radioterapia i chemia (chociaż chemię rzadko się stosuje w r.sz.m.). Dodam, że
    ja nei miałam właściwie żadnych objawów choroby, poszłam na rutynowe bad.
    cytologiczne. To własnie taka podstępna choroba, któa w tym wczesnym I stadium
    nie daje żadnych objawów :(. Dlatego badajcie się dziewczyny nawet gdy nic nei
    dolega! Życze dużo zdrówka - agnieszka
    --
    Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
  • ulaw2 03.03.06, 12:52
    Przepraszam że tak wcięlam się przed ciebie.
  • tolka3 06.03.06, 16:10
    Ula, czytając historię Twojej mamy, jakbym o swojej czytała. Jaki badania
    kontrolne lekarz zleca Twojej mamie? Moja mama wiek miała podobny (troszkę
    młodsza była), stopień zaawansowania choroby ten sam, leczenie: radioterapia
    plus chemioterapia. Potem przez jakiś rok tylko kontrole, lekarka zawsze
    mówiła, że jest wszystko ok, gdy zaczęły się bóle brzucha, też mówiła, że tak
    może być, że to skutki uboczne leczenia, nawet gdy pojawiło się krwawienie,
    mówiła to samo, nie zlecając żadnych badań. Konsultacja z innym lekarzem i
    badanie hist-pat potwierdziły nawrót choroby. Tym razem naciek na moczowód
    (skutek radioterapii), jelita niestety też zniszczone, jedna nerka została
    odłączona, założono mamie nefrostomię. Niestety po radioterapii tak bywa,
    TRZEBA koniecznie to kontrolować, może niech mama zrobi usg? Ja żałuję, że
    wcześniej nie zauważyłam, że w CO ją po prostu olali, że nie zrobiliśmy
    tomografii na własną rękę. Pisze to po to, żebyś nie dawała się zbyć. Jeśli
    mamę coś niepokoi, coś ją boli, róbcie badania, konsultujcie się z innym
    lekarzem.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 06.03.06, 16:17
    Tolka, to było w CO w Wawie? Kto tak zbagatelizował sprawę? Pytam, bo moja mama
    jest pod ich kontrolą i też mam wrazenie że lekarka mojej mamy czasami olewa.
    Kiedy mama miała krwawienia z odbytu to machnęła reką i powiedziała, ze to od
    naświetlań.
    Na własna rękę musiałyśmy zrobić kolonoskopię i wycinki z owrzodzenia w
    jelicie. Okazało się, że to rzeczywiście od naświetlań, ale równie dobrze mógł
    to być nawrót!


    --
    Onkoforum-Damy rade
  • tolka3 06.03.06, 16:37
    Tak, to CO w Warszawie. Jeśli krwiawienie z odbytu to rzeczywiście raczej od
    naświetlań. Sprawdzę nazwisko lekarki (ale dopiero jak mama wyjdzie ze
    szpitala) i napiszę Ci na priva. na adres gazetowy mam napisać? Generalnie
    bardziej polecam szpital na Szaserów. Życzę zdrowia!
  • b_a_l_b_i_n_k_a 06.03.06, 16:42
    Ok, napisz na priv na gazeta.pl. Rak sz.macicy moze naciekać zarówno odbyt jak
    i pęcherz, dlatego byłam okropnie zła, że nawet nie chcieli sprawdzić co
    powoduje te krawawienia. Moja mama jest w remisji od trzech lat, jeszcze
    conajmniej przez dwa lata powinna być pod stałą opieką i kontrolą onkologa.
    Tymczasem w CO nie można sie doprosić nawet o głupią morfologię czy USG.
    Badania kontrole tam to fikcja.

    --
    Onkoforum-Damy rade
  • tolka3 06.03.06, 16:49
    Balbinka jest dokładnie tak jak piszesz. Przeraża mnie to, bo już o kilku
    podobnych przypadkach słyszałam... Tam nie robią żadnych badań kontrolnych. Nie
    ma innego wyjścia jak kontrolować się samemu. Ale jeśli by się coś działo,
    zmieńcie szpital może, choć wierzę, że wszystko już będzie dobrze.
  • kalinosia 06.03.06, 20:43
    heh, muszę stanąc w obronie CO w W-wie. Sama się tam leczyłam i jestem pod ich
    opieką. Badania kontrolne mam robione bardzo często, wręcz mój lekarz sam mi
    przypomina o nich. Znam wielu lekarzy z Kliniki Ginekologii i nie mogę złego
    słowa o nich powiedzieć. Sama wiele zawdzieczam CO i lekarzom z ginekologii.
    Tylko dzięki temu, że tam trafiłam mam macicę. Wszędzie indziej chcieli mi ją
    usuwać a w 1 szpitalu chcieli usunąć wszystko. W CO się okazało, że mogę być
    poddana operacji oszczędzającej i dzięki temu moge być matką. Opieka była
    wspaniała. Ja dziękuję Bogu, że tam trafiłam, że trafiłam na cudownego lekarza.
    Tyle ode mnie. Pozdrawiam ciepło życząc zdrowia - agnieszka
    --
    Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
  • ulaw2 07.03.06, 07:31
    Więc jednak moje odczucia są słuszne.Wiesz w przychodni do której jeździmy na
    kontrole zalecają tylko rutynowe badania tj.morfologia. Termin badania usg mama
    ma na PAŻDZIERNIK 2006!.Uwierzycie? Dzisiaj kazałam mamie zrobić kwas moczowy
    bo podejrzewam to o czym piszesz czyli moczowody albo nerki.Z wynikiem wybieram
    się do lekarza. Robiłyśmy usg niby wszystko okey z nerkami ale nie bardzo
    wierzę.Tolka po jakim czasie od skończenia leczenia był nawrót?Moja mama nie ma
    krwawień ale ma okresowo bardzo duże upławy.A odnośnie traktowania lekarzy to
    już brak mi słów. Boję się że znowu mnie oleją.
  • ulaw2 07.03.06, 07:40
    To jeszcze raz ja do Tolki , jakie leczenie zastosowano u Twojej Mamy kiedy
    stwierdzono nawrót? Wielkie dzięki że odezwałaś się.Jak ona się czuje?
    BALBINKO DZIĘKUJĘ ZA TO FORUM, WIĘCEJ SIĘ TU DOWIEM NIŻ W GABINECIE LAKARSKIM.
  • tolka3 07.03.06, 11:19
    Nawrót był po ok półtora roku. Tzn wtedy rozpoznany, symptomy były dużo
    wcześniej. Leczenie teraz to tylko chemioterapia, bo maksymalną dawkę
    naświetlań mama wzięła podczas pierwszego leczenia. Wzięła 6 cykli chemii, 2
    miesiące temu był ostatni. Dalsze leczenie na razie nie jest mozliwe ze wzgledu
    na zly stan ogolne, teraz mama bedzie dostawala leki na wzmocnienie organizmu.
    I nie wiadomo co dalej :( Chemię mama znosiła kiepsko, bardzo źle się czułą,
    bardzo osłabła. teraz jest już lepiej. Niestety masa nowotworowa nie
    zmniejszyła się po chemii, nawet powiększyła się trochę, na szczęście nie ma
    przerzutów.
  • ulaw2 07.03.06, 11:52
    Powiedz mi jeszcze jakie objawy miała Twoja Mama ze strony pęcherza i nerek?
    Wiesz już sama nie wiem o co pytać, bo czy tak naprawdę to my powinnyśmy
    diagnozować swoje Mamy?.Szlag mnie trafia!!!
    Nie wiem co zrobią w przypadku mojej Mamy, aż boję się myśleć a najgorsze że
    ona nie chce słyszeć o szpitalu.Co można zrobić jeszcze po takich paliatywnych
    naświetlaniach?. Boję się strasznie.
  • tolka3 07.03.06, 13:41
    Ula skąd jesteście? (jeśli pisałaś i mi umknęło to przepraszam)
    No właśnie, ja też się czułam (czuję) jakbyśmy byli z tą chorobą zostawieni
    samym sobie. Skąd my mamy to wszysko wiedzieć, jakie badania, jakie objawy są
    niepokojące... Moja mama bardzo często oddawała mocz i miała potworne bóle
    brzucha. No i chudła bardzo. To w sumie wszystko. Mama zrobiła sobie usg jamy
    brzusznej, tam widać było nieprawidłowość, choć lekarka oczywiście nie
    widziała. Ale lekarz, z którym później się konsultowaliśmy, zobaczył to od
    razu.
  • tolka3 07.03.06, 13:42
    Już widzę, że to okolice Lublina (pozdrawiam, też stamtąd pochodzę :)).
  • ulaw2 07.03.06, 14:20
    Czy Twoja Mama leczyła się może w CO w Lublinie?
  • tolka3 07.03.06, 14:42
    Nie nie, w CO w Warszawie. Ula może znajdźcie dobrego onkologa/ginekologa i
    umówcie się na wizytę. Niech powie, jakie badania zrobic mamie, żeby się nie
    denerwować. U nas było tak: usg jamy brzusznej, wizyta u ginekologa-onkologa,
    ten podczas zwykłego badania stwierdził, że to wszystko źle wygląda, pobrał
    wycinek do badania hist-pat, tomografia i wszystko było jasne.
  • ulaw2 08.03.06, 07:28
    Wczoraj odebrałam wyniki Mamy. Tak jak pisałam wcześniej chciałam sprawdzić
    nerki.Kreatynina, mocznik i kwas moczowy w normie.Tolka mam pytanie jakie
    wyniki miała Twoja Mama że zdecydowano się na nefrostomię?.Zrobimy jeszcze
    prześwietlenie kręgosłupa i miednicy.
  • tolka3 08.03.06, 09:13
    Prawdę mówiąc nie wiem, bo to, że coś się dzieje z nerką widać było na usg, a
    reszta badań to już w szpitalu. Jeśli coś Was niepokoi to gnajcie do nefrologa,
    on powie, co dalej robić.
  • tolka3 07.03.06, 11:25
    Kalinosiu to bardzo dobrze, że Tobą świetnie się tam zajęli. Oby więcej tak
    dobrych wiadomości. Niemniej jednak fakty są takie, że nie wszystkim jest to
    dane, a być powinno.
  • gemini091 09.03.06, 11:17
    U mojego taty 20 listopada 2004 roku wykryto raka płuc IIIA. W kwietniu
    ubiegłego roku miał usuniety płat płuca, W sierpniu przerzut do mózgu.
    Nieoperacyjny. Miał robiony Gamma Knife. Po dwóch miesiącach kolejne dwa
    przerzuty w mózgu ikomórki rakowe w płynie mózgowo-rdzeniowym.Chemia+
    naświetlanie. Mó tatomieszkał w Chicago i tam był leczony. Tydzień temu wrócil
    do polski, do dzieci ,do rodziny. Czuje się dość dobrze, wierzy , że
    wyzdrowieje. Poszłam z nim do lekarza(był bardzo dobrze zdiagnozowany-wiadomo
    Stany), a ta po analizie dokumentacji zleciła bad krwi za miesiąc i usg, no i
    kontrol za miesiąc. Jestem przerażona.To co ja mam teraz czekać na kolejne
    przerzuty? Chyba zwariuję? Ja wiem , ze to nie ameryka. Poradżcie mi , co mam
    robić? Jakie są wasze doświadczenia?
  • b_a_l_b_i_n_k_a 09.03.06, 11:37
    Gemini Napisz proszę tego posta jeszcze raz - w oddzielnym wątku-tam będzie go
    łatwiej znaleźć.
    --
    Onkoforum-Damy rade
  • gemini091 09.03.06, 11:42
    Napisałam. Dzięki
  • armelia 13.03.06, 15:06
    Dziękuję za miłe przyjecie. Nie bardzo sobie radzę jeszcze z pisaniem na forum.
    Jesli chodzi o moją mamę, to ma 56 lat, rak wykryto jakies 2 tygodnie temu.
    Miała upławy podbarwione krwią, trochę pobolewał brzuch. Do ginekologa nie
    chodziła regularnie, waściwie to nie była kilka lat. No i mamy efekty. Ciągle
    jestem jeszcze przerażona i szukam informacji gdzie się da, tak trafiłam tutaj.
    Na wyniku (po pobraniu wycinka) napisano "rak szyjki macicy 1B". Będzie
    operowana w Rzeszowie, bo tutaj mamy najblizej. Teraz jest w szpitalu i robią
    jej różne badania. Najbardziej boję się o te nerki. Ogólnie radzę sobie z tym
    wszystkim fatalnie. Cieszę się, ze jest to forum, bardzo. Dziekuje za życzliwe
    slowo, to daje odwagę i nadzieje, że będe mogła siedo was zgłaszać i pytać.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.
  • kalinosia 13.03.06, 21:04
    witaj, czytałas moje wątki? Ja tez miałam r.sz.m. 1B1. Miałam operację
    oszczędzającą (mam macicę), żadnych chemii i lamp i jestem zupełnie zdrowa :).
    Operację miałam 2,5 roku temu. Ostatnia cytologia to II :). Całe szczęście, że
    u Mamy wykryto to w I stadium bo wcześnie wykryty rak to szansa na całkowite
    wyleczenie . A ja jestem tego zywym przykładem :).Zdrowia życzę i jeśli
    chciałabyś pogadać to kliknij na gg 2811716 - agnieszka
    --
    Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
  • armelia 13.03.06, 21:50
    Dzięki. Odezwę się na gg jak tylko Cię zobaczę. Czytałam chyba wszystko na tym
    forum, dlatego odważyłam się napisać. W moim otoczeniu nie znam nikogo, kto
    miałby podobne doświadczenia. Ja strasznie się boję o mamę, żeby nie znalazło
    się tam coś jeszcze, żeby to dało się wyleczyć. Nie moge sobie darować, że
    wcześniej nie zaciągnęłam jej do ginekologa. Być może w tym tygodniu będzie
    mieć operację, ale w jej wieku to ma już być radykalne wycięcie wszystkiego
    (nie pamiętam jak to się nazywa), tak mówi lekarz.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 14.03.06, 10:06
    Pełna histeroktomia :-) Jesli kobieta nie planuje mieć więcej dzieci i jest w
    wieku okołomenopauzalnym, to lekarze zalecają jej wycięcie wszystkich narządów
    rodnych razem z jajnikami. Robi sie tak, ponieważ są to potencjalne drogi
    dalszego szerzenia się choroby.
    Jeśli mama bedzie mieć wyciete jajniki, niech poprosi zaraz na pierwszej
    wizycie o plasterki hormonalne. Moja mama tak zrobiła i dzięki temu łagodniej
    zniosła skutki usunięcia jajników-taka operacja to hormonalny szok dla
    organizmu.
    Armelia, wiem, co czujesz, ja też miałam ogromne wyrzuty sumienia, ze nie
    dopilnowałam mamy. Ale to już za nami, nie zmienimy tego co było, teraz trzeba
    wziąć się w garść, choć to ogromnie trudne, i walczyć.
    Pisz jeśli masz jakie pytania, a nawet jak nie masz to też pisz- ściskam Cię
    mocno :-)

    --
    Onkoforum-Damy rade
  • niebieski_motylek 02.04.06, 16:23
    Tato rak prostaty : dwa lata choroby... zmarl 5 lat temu. Meczyl sie
    Mama 74 lat zdiagnozowana z rakiem piersi- her+++ - do dzisiaj nie moge
    uwierzyc,
    Przezyla chemie... ciezko ale przezyla.... narazie cisza..minal rok..
    zmienilo mnie to....trzeba z kazdego dnia sie cieszyc.... zyc pelnia zycia.. i
    pamietac ze nigdy nie jest tak zle zeby nie moglo byc jeszcze gorzej..

    aska
    --
    Nothing ever is, everything is becoming
  • julkaaaa 24.04.06, 13:31
    Moja mama jeździła po lekarzach i szpitalach przez około 2 lata zanim wkońcu
    stwierdzono u niej szpiczaka. Przez tak długi czas lekarze leczyli ją na
    korzonki! Dawali leki przeciwbólowe jak mama nie mogła już chodzić i się ruszać.
    Najpierw okazało się, że ma złamanie w kręgosłupie! Chodziła tak z nim wiele
    tygodni. Teraz jest po 6 seriach chemioterapii i właśnie jest na badaniach
    kontrolnych. Nic nie wiadomo.
    Pozdrawiam Was
  • sajgonetka 28.09.06, 15:23
    mój tato choruje na szpiczaka mnogiego.
    wykryto go przypadkowo.
    miał już 6 chemii.
    teraz comiesięczne wlewki pamifostu i badania kontrolne.
    jest dobrze. tzn. nic mu się nie złamało, "skurczył" się o ok. 8 cm.
    ubytków wagi nie ma, przerzutów też nie ma.
    najważniejsze to dobre samopoczucie. i optymizm. i wiara w to, że będzie dobrze.

    najgorsze już za nami. mam taką nadzieję. [jak kogoś interesuje, to w
    sygnaturce znajdzie więcej]

    --
    jak w kalejdoskopie.. ;)
  • mari401 24.04.06, 16:47
    Mój mąż ma raka płuc z przerzutami do mózgu.Diagnoza na początku marca tego
    roku.Leczenie paliatywne.Dostał 2 chemie i 5 naświetleń głowy.W trakcie
    naświetlań bardzo osłabł i boli go głowa. W tej chwili jest trochę lepiej,
    dostaje leki zmniejszające obrzęk mózgu i przeciwbólowe. Jest bardzo dzielny. Ja
    jeszcze nie mogę sie z tym pogodzić.Od jakiegos czasu zagladam na forum, ale
    dopiero dzis postanowiłam napisać o nas.Może ktoś jest w podobnej sytuacji.
  • estelka1 25.04.06, 19:51
    Moja mama w lipcu ub. roku miała zdiagnozowanego raka płuc. Na szczęście bez
    przerzutów. Jest po 4 chemiach, 27 naświetlaniach płuc i 12 profilaktycznych
    naświetlaniach głowy. Onkologicznie w tej chwili jest ok, co dzisiaj po wielu
    przeprawach potwierdzono. ALe mama boryka się z różnymi dolegliwościami po
    radioterapii (pisałam o tym w wątku "przeżyłam horror"), omdlenie, zaburzenia
    równowagi, pamięci, słuchu, koncentracji, straszne osłabienie... Dużo tego, ale
    organizm powoli wraca do normy. Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz
    porozmawiać, a ja mogę Tobie pomóc, to pisz śmiało. Czy tu na forum, czy na
    priva, jak Ci wygodniej.
  • mari401 25.04.06, 21:38
    Jaki typ nowotworu ma twoja mama i w jakim stadium? Czy guz zniknął czy tylko
    się zmniejszył. Mój maż ma niedrobnokomórkowy rak płuc typ gruczolakorak.
    Wyczytałam, że nizbyt wrażliwy na chemię.Czy mama była operowana?Mąż ma 39 lat
  • estelka1 26.04.06, 09:06
    Moja mama ma drobnokomórkowego raka płuc, czyli takiego którego z zasady nie
    operują, tylko leczą chemią i radioterapią. Na szczęście został wykryty w
    stadium, kiedy jeszcze nie było przerzutów. Guz zmniejszył się już po drugiej
    chemii, po czwartej wcale go nie było i tak jest do dziś. Ale w międzyczasie
    mama miała też radioterapię, najpierw płuc, a potem mózgu - bo tam najszybciej
    pojawiają się przerzuty. Leczenie onkologiczne skończyła ponad dwa miesiące
    temu, teraz niestety walczymy ze skutkami ubocznymi (zwłaszcza naświetlania
    głowy zrobiły straszne spustoszenie w organiźmie). I cały czas modlimy się o
    to, by nie było nawrotu choroby oraz przerzutów. A taka obawa była. Wczoraj
    tomografia wykazała, że w głowie jest czyściutko. Pozdrawiam, Agnieszka
  • monique_1 27.04.06, 13:14
    Witam wszystkich,
    dopiero dzisiaj zauwazyłam, ze mam sie tutaj wpisac
    jezeli jestem na tym forum pierwszy raz.
    No ale juz wczesniej zaczelam watek "rak zolodka" wiec teraz się przedstawie .
    No to pisze jak to bylo z nami czyli z moja mama i mna.
    Lekarze mimio duzego spadku wagi i innych
    symptomow "nowotworowych" (o czym dowiedzialam sie
    dopiero jak bylo juz po operacji) skierowali mame na operacje z zupelnie innym
    rozpoznaniem.
    Zabieg mial byc dosyc maly. Jak operacja zaczela sie przeciagac z godziny do 5
    juz wiedzielismy ze cos jest nie tak.
    Okazalo sie, ze to nowotwor zolodka w stadium zaawansowanym.
    Nasz szok byl olbrzymi, ale mysle
    ze wszyscy z tego froum tego doswiadczyli.
    Koszmarne jest powiedzenie najkochanszej
    osobie, ze operacja sie udala,
    ale niestety nie byla jest inny problem rak.
    O opiece szpitalnej nie wspomne bo sami wiecie czego się można spodziewac
    (podawanie lekow, ktore nie powinny byc podane,
    brak kompetencji pielęgniarek, zapominanie o podawaniu lekow i tak bym mogla
    dlugo)
    Obecnie mama jest po radioterapii i chemioterapii
    za dwa tygodnie sprawdzenie czy cos to dalo……
    Pozdrawiam
    Monika


  • liina 28.04.06, 11:21
    WItam!
    Ja tez teraz zauwazylam dopiero ten wątek:-)
    Napisze krotko i zwiezle. Moja mama majac raka jajnika i brzuch wielkosci
    polowicznej ciazy nie byla w ogole na nic leczona, bo wszytko wedlug kilku
    ginekologow bylo ok, jeden twierdzil, ze to krzyz, drugi, ze psychika...
    Na USG pisali "jajniki w normie", ale wymiarow jajnikow nie podawali. Widac
    norma dla nich byla bardzo plynna.Mama robila przez ostnie 6 miesiecy przed
    faktycznym rozpoznaniem 6 razy USG ( wszytkie prywatnie, bo lekarze na NFZ nie
    widzieli potrzeby), brzuch rosl golym okiem, twardy byl jak cegla.
    Pisali:" narzad rodny w normie".
    Powiedzcie mi, gdzie ci lekarze sie ucza? Co oni studiuja? Czy oni cos w ogole
    wiedza?
  • monique_1 28.04.06, 11:55
    No własnie. Ma sie wrazenie, ze dla nich wazna jest tylko ich dzialka.
    Jak sie zajmuja chemioterapia to juz ich nie interesuja np. objawy
    uboczne.Dorwalam kiedys w internecie taki material - poradnik dla pacjentow
    onkologicznych. Dosyc fajna rzecz bo tlumaczy mechanizmy radio i chemioterapii
    i mozliwosci np powiklan i w tym materiale po kazdym wytlumaczonym objawie byl
    tekst: o szczegoly prosze pytac lekarza prowadzacego :-))))Powiedzialam mamie
    zeby tak zrobila i lekarz usmial sie i powiedzial a skad pani to wogole
    wytrzasnela. A pisal ten poradnik jego kolega po fachu....
    Poza tym lekarze wiedza, ze jakis rodzaj leku moze powodowac bole i np. silna
    biegunke, przeciez moga o tym powiedziec pacjentowi i dac mu na zapas
    lekarstwa, tak zeby nie musial przyjezdzac jak wlasnie lezy w toalecie i
    naprawde nie moze czekac na przyjecie u lekarza pol dnia.
    lekarze onkolodzy odsylaja pacjentow do lekarzy ogolnych z problemami innej
    natury niz onkologiczne i teraz pojawia sie problem bol problem onkologiczny
    czy juz nie??? A jezeli pacjent trafi do lekarza wewnetrznego bo ma do niego
    latwoiejszy, oczywiscie za pieniadze, dostep to ten lekarz rozklada rece dalby
    cos przeciwbolowego ale nie wie jak to dziala przy chemii. TO NIECH SIE DOWIE!.
    Dla niego taka wiedza jest bardziej dostepna niz dla pacjenta.
  • majo-m2 04.05.06, 23:32
    Dwa i pól roku temu okazało się,że mój mąż jest chory na raka jelita
    grubego.Wcześnie widziałam ze chudnie i brak mu energii.Potem doszły bóle
    brzucha.Lekarz rodzinny zrobił podstawowe badania oraz USG,które wyszły dobrze
    i zaczą leczyć męża m.in no-spą.Bóle się nasilały ,więc zastosowano antybiotyki.
    Bóle tak się nasiliły,że mąż po rpzyjściu z pracy leżał na kanapie z
    podkurczonymi nogami.Wreszcie po kilku miesiącach lekarz wyczuł przez dotyk
    guza i skierował męża na badania do szpitala.Okazałó się,że to faktycznie guz
    umioeszczony w esicy.Ordynator /internista/ powiedział,że to z dużą dozą
    trafności to nowotwór.Natychmiast skierował męża do szpitala wojewódzkiego na
    onkologię.Po kilku dniach mąż był po operacji.Lekarz,który go operował spytał
    mnie jak mogliśmy dopuścić do takiego rozwoju guza-był wielkości gęsiego
    jaja.Nie skomentował mojej informacji ,że kilka miesięcy mąż był leczony przez
    lekarza rodzinnego.stwierdził tylko,że wystrczyło zrobić badania na krew
    utajoną.Nowotwór był zaawansowany III stopnia z naciekami na błonę sluzową.
    Całe szczęscie,że węzły chłonne nie były jeszcze zaatakowane,Ijeszcze to
    szczęscie ,że guc zamknął światło jelit i że mąż miał te bóle.
    Bezpośrednio po operacji lekarz stwierdził,że będzie potrzebna chemia.Potem
    jednak chemii nie zastosowano.
    Mąż w początkowym okresie co 3 m-ce robił badania,teraz raz na pól roku.Jednak
    ja się niepokoję.badania polegaję na oznaczeniu markerów CAE i USG jamy
    brzusznej.Kiedyś mąż robił USG W SZpitalu w Elblągu i wówczas radiolog
    powiedział,że powinien robić badania również wątroby i płuc,ponieważ ten rodzaj
    guza "lubi" dawać przerzuty do tych organów.Jednakże lekarz -onkolog prowadzący
    nie widzi takiej potrzeby.
    Niepokoi mnie to,że każde kolejne badanie markerów wykazuje stały ich
    wzrost.Poziom ich jest w normie ale dlaczego rosną?
    USG jamy brzusznej wychodzi dobrze.
    Ale czy powinnyśmy na tym poprzestać?
    Przyznam się,że się boję iż możemy coś przeoczyć.Mąż ufa lekarzowi,który go
    prowadzi i nie wiem jakbym miałabym go przekonać do dodatkowych badań.I jakie
    badania powinien jeszcze wykonać?
    Może ktoś mi pomoże i odpowie na dręczące mnie wątpliwości.
    będę bardzo wdzięczna

  • kwiecinska 05.05.06, 17:30
    Witaj,

    nie powiem Ci jakie badania powinniscie wykonac bo sie na tym nie zznam (moze
    Lina pomoze..??), natomiast wypowiem sie w innej kwestii.

    Koniecznie poproscie lekarza prowadzacego o dodatkowe badania i nie przyjmuj
    odpowiedzi "nie". Zrobcie to chociazby dla swietego spokoju.
    Niektorzy lekarze nie kieruja na badania, bo kazde badanie to koszta dla ich
    placowki (niestety spotkalam sie z takimi lekarzami).

    Moja mama tez myslala ze wszystko jest w porzadku. Tym bardzej ze lekarz nie
    kierowal na bardziej skomlikowane badania, a z tych podstawowych wszystko
    wychodzilo ok. Ja prosilam ja i przekonywalam zeby zrobic jakies inne badania,
    pojsc do innego lekarza.. Niestety nie udalo mi sie wowczas jej przekonac.
    Ona ponad to, tak bardzo przezywala swoja operacje ze chciala o tym wszystkim
    szybko zapomniec i nie dopominala sie u lekarza badan oraz niedopytywala sie o
    wszystko.
    Stalo sie najgorsze i teraz moge winic tylko swoja slaba sile perswazji,
    niewiedze lekarzy itd.

    Koniecznie porozmawiaj z mezem i postaraj sie wytlumaczyc, ze lepiej teraz
    zapobiec niz pozniej leczyc. Skonsultujcie sie z innym lekarzem (jak bedzie
    trzeba) i rozwiejcie wszystkie watpliwosci. Niestety III gr to bardzo powazne
    zagrozenie dla zdrowia i nie mozna nad tym przejsc do porzadku dzienego liczac
    przy okazji, ze skoro lekarz jest specjalista to nic zlego nam nie grozi.

    Pozdrawiam i zycze duso sily. Wierze, ze wszystko bedzie dobrze.
  • liina 05.05.06, 19:30
    Witam Cie!

    Wiesz, najlepiej bedzie jak meża przyproeadisz na to forum i niech poczyta nasze
    historie, to wtedy zobaczy, ze ci co ufali, to najczesciej zle konczyli albo
    mieli potem duzo problemow, ktorych miec nie musieli, dlatego nie nalezy nikomu
    ufac do konca, bo lekarz to nie Bog.Czasem nawet jak chce dobrze, to mu nie
    wychodzi, ludzie sa omylni, a do tego maja czasem zle cechy charakteru.

    Nie rozumiem Twojego meza, bo juz gerelanie doświadczył glupoty lekarza
    rodzinnego, ktory go doprowadzil do tego stanu, wiec chyba pownien zrozumiec, ze
    taka sytuacja jest mozliwa i kolejnym razem jesli nie wezmie sprawy w swoje
    rece. Zwroc mu na to uwage, ze lekarz rodzinny ladnie go wyprowadzil..., a
    dlatego, ze pewnie tez mu ufal i nie poszedl sam na USG.

    USG nie ma co ufac, znam wielu radiologow, ale praktycznie spotkalam sie tylko z
    jedynm lekarzem, kobieta radilogiem, ktora jest dobra, reszta lekarzy to bajki
    opowiada.
    POza tym na USG nie widac za dobrze wody w jamie brzusznej w przypadku raka, bo
    jelita same w sobie nornalnie sa w wodzie czesciwo, aby mogly sie poruszac bez
    tarcia, wiec jesli na USG widac wode nawet, to nigdy do konca nie jest wiadome,
    czy to ta normalna woda czy ta zla, no chyba, ze jest juz jej litr lub wiecej,
    ale wtedy to juz nie ma co kogos ratowac.Robcie tomografie, moze cos wiecej wykazac.
    Jesli markery rosna, to absolutnie powinniscie na to zwrocic uwage lekarzowi.
    Przeswietlnie pluc obowiazkowo co jakis czas, jesli lekarz onkolog nie widzi
    powodu do zrobienia tego, to nie nalezy sie bac powiedziec tego, co wam
    powiedzial inny lekarz radiolog.
    Pluca przeswietlac, USG watroby robic, najlepiej na aparacie z Dopplerem.

    Raz jeszcze powtarzam, przyprowadz go na to forum i niech poczyta ile osob ufalo
    i poszlo na temten swiat juz. Pewnie, ze rak jest ciezka choroba i wiekszosc
    ludzi umiera na niego i nawet gdyby nasi bliscy i tak i tak mieli umrzec, to
    gdyby w pore byl rak wykryty, to by zyli moze latami albo zostali calkiem wyleczeni.
    Ja niestety moge moja mame ogladac tylko na zdjeciu teraz,nie z winy mamy...
    Powiedz mu, ze nie chcesz go ogladac tylko na zdjeciu, a odwiedzac na
    cmentarzu.Moze to nim troche potrzasnie, bo to nie sa przelewki.

  • tolka3 11.05.06, 15:35
    > USG nie ma co ufac, znam wielu radiologow, ale praktycznie spotkalam sie
    tylko
    > z
    > jedynm lekarzem, kobieta radilogiem, ktora jest dobra, reszta lekarzy to bajki
    > opowiada.

    Możesz polecić?
  • bozenazaba 11.05.06, 12:51
    Od kilku lat miałam problemy z miesiączkami, były obfite, bolesne i w różnych
    terminach,a bardzo chciałam urodzić drugie dziecko. Wtedy lekarz stwierdził, że
    pomoże terapia hormonalna. Bez żadnych dodatkowych badań i
    konsultacji "eksperymentował" z moim ciałem, zmieniał leki, 2 razy mnie w tym
    czasie operował (wyrosły mi torbiele na jajnikach po lekach)i tak po kilku
    latach i 40 kilogramach później stwierdził, że nie wie co ma robic dalej.
    Ponieważ dolegliwosci utrzymywały się dalej, a ja nie dawałam mu "spokoju"
    zdecydowała się na pobranie materiału z tzw. wyskrobania macicy do badań.Stało
    się to we wrzesniu 2004r. Po pobraniu stwierdził że juz wie "co jest grane", że
    mam stan zapalny i poda antybiotyk (kolejny) tylko trzeba poczekac na wyniki
    aby podac własciwy. Gdy przyszłam do niego w październiku (zg. z umową) nie
    wiedział jak ze mną rozmawiać. Okazało się że mam raka trzonu macicy w formie
    naciekowej wysoko dojrzałego. Nie umiał spojrzeć mi w oczy. Poddałam się
    operacji (całkowite usunięcie narządów rodnych wraz z węzłami chłonnymi), w
    badanych po wycięciu narządach nie stwierdzono zmian nowotworowych. Hurra! mam
    się cieszyć. Nie poddano mnie chemioterapii ani naświetlaniom, jeżdżę co 3
    miesiące do kontroli. I wszystko byłoby ok, gdyby nie mały problem. Mam 39 lat,
    a ponieważ rak miał podłoże hormonalne nikt nie weźmie odpowiedzialności i nie
    poda mi terapii zastępczej. Jestem bez narządów, bez hormonów.....i czasami bez
    chęci do życia. Sama wychowuje dziecko, rodzina daleko, w pracy nikt nie
    rozumie że potrzebuję urlopu aby pojechac na badania - kogo to obchodzi,
    przecież to moja sprawa. Mam problem z nadwagą, nadciśnieniem, stawami.....Może
    znajdzie się ktoś , kto jest, był lub zna sytuacje podobna do mojej. Prosze o
    pomoc.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 11.05.06, 13:20
    Bożenko gdzie się leczysz? Nie zrozumiałam do końca tego, co napisałaś o
    badaniach po opreacji. Gdzie stwierdzono zmiany nowotworowe po operacji?

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • gnulka 11.05.06, 14:05
    Bożenko ,ja też miałam podobną sytuację, tzn wyciętą macicę , i jajniki w wieku
    38 lat. Też nie mogłam brać hormonów. Chętnie odpowiem ci na pytania.
  • bozenazaba 12.05.06, 19:30
    Bardzo Ci dziękuję! Proszę powiedz jak się czułaś, jak znosiłaś zmiany
    nastrojów, uderzenia gorąca, stany lękowe, czy tez miałaś problem z wagą? Ja
    jestem potwornie nerwowa, byle głupstwo powoduje że zachowuje sie jakby to był
    koniec świata. Zachowuje się czasami jak histeryczka, boję się że nie zdążę, że
    czegoś nie zrobię. A moja pamięć to jak sito, i to takie z dużymi okami.
    Najdziwniejsze jest to że wczesniej bałam się śmierci, i to bardzo! a teraz już
    nie, a raczej prawie nie. Nie umiem rozmawiać z moimi bliskimi, a raczej to oni
    nie potrafią słuchać. Czasami chciałabym tylko powiedzieć że źle się czuję,
    jestem ciągle zmęczona, nie mam siły - i tylko powiedziec, wiesz móc się
    wygadać,ale zaraz wszystko jest przerywane i siostry opowiadaja jakie to one
    mają kłopoty. Ja wiem że one nie radzą sobie z tą sytuacja, moja mama zmarła na
    tego samaego raka co mam ja, jak miałam 13 lat i one się boją. A są ode mnie
    starsze o 10 i 11 lat, a brat o 6 lat. Myślę że są szczęsliwi że mieszkają
    oddaleni o 300 km. A mój ojciec jeszcze gorzej. Jak się z nim spotkam to
    czasami chciałabym aby mnie przytulił, powiedział że jestem silna, że dam radę
    i że będzie dobrze, a on tylko cały czas narzeka jaki jest chory. Jestem tym
    wszystkim zmęczona. Tylko mój 17 letni syn najwięcej rozumie. Zresztą jesteśmy
    sami, skazani tylko na swoje towarzystwo może dlatego.
  • bozenazaba 12.05.06, 19:15
    Leczę się w Centrum Onkologii w Gliwicach. W pobranych do badań materiałach po
    operacji nie wykryto nigdzie zmian nowotworowych, dlatego nie poddano mnie
    chemioterapii i naświetlaniom. Nowotwór stwierdzono przed operacją, gdy pobrano
    wyskrobiny z macicy do badań.
  • gnulka 13.05.06, 23:38
    Bożenko!
    Z wagą mam problem do dzisiaj(minęło prawie 6 lat). Miałam uderzenia
    gorąca,ogólne zniechęcenie, niewiarę w to ,że życie może się jakoś ułożyć.Przez
    pół roku dochodziłam do siebie fizycznie i psychicznie.Ale potem powiedziałam
    sobie, że wszystko ma dobre strony: skończyły się krwotoki w czasie
    miesiączki ,choróbsko wycięte. Przestałam przejmować się błahostkami, które
    przedtem były ważnymi sprawami- zupełnie inna perspektywa.
    Uderzenia gorąca przeszły po 3 tygodniach brania ziół-duża ulga.
    Optymistycznie podchodzę do świata- pomagają mi w tym kłopoty z pamięcią- nie
    rozpamiętuję przeszłości.
    Nie dziw się że twoi bliscy nie potrafią cię zrozumieć. Kto czegoś nie przeżył,
    nie wczuje się w sytuację.A z drugiej strony, tak jak ciebie męczy słuchanie o
    ich dolegliwościach, ich niepokoją twoje.( a najpewniej boją się o tym
    rozmawiać).
    Bożenko,jestem pewna że dasz sobie radę. Jesteś ZDROWA i najgorsze już za
    tobą.Może być tylko lepiej.Fajnie ,że masz taki dobry kontakt z synem , w tym
    trudnym wieku ( 17 lat)to duża sztuka.
    Swoją drogą zadziwiłam się, że był stwierdzony zaawansowany rak ,a po operacji
    go nie ma. Rozumiem,że w rezultacie nie miałaś raka?
    To byłaby pozytywna wiadomość.
    Pozdrawiam cię serdecznie
    Trzymaj się
    Ania
  • bozenazaba 14.05.06, 17:57
    Dziękuje Ci Aniu! Cieszy mnie że są zioła które pomogą, ale jak możesz to
    napisz mi jakie. Niestety raka miałam ale lekarz przy pobieraniu wycinka do
    badań tak się przyłożył że wyciął go w całości. Rak zajmował 65% badanego
    materiału. Więc masz rację - to jest powód do radości. Pozdrawiam. Bożena
  • ewusia13 11.05.06, 23:54
    witam jak przeczytałam historię twojego męża to jest ona identyczna jak mojego
    ojca. tez długie leczenie nospą i innymi tego typu ażw końcu operacja i guz w
    III stopniu zaawansowania. twój post mnie podbudował bo ja osobiście czasem mam
    złe dni i boję się, że coroba będzie szybko postępowała ale jak widzę twój mąż
    jest już po operacji 2,5 roku i jest dobrze. mam nadzieje, że z moim ojcem też!!!

    a swoją drogą to dlaczego nie zastosowano chemii? leczono go w inny sposób? mój
    ojciec ma chemie, własńie bierze 3 serię. operacje miał 3,5 miesiąca temu

    jeszcze jedno pytanie- czy twój mąż miał wyłonioną stomię?

    pozdrawiam serdecznie
    p.s. siłą zabierz męża na badania kontrolne!!!
  • ewusia13 11.05.06, 23:58
    zapomniałam doda,że z moich informaacji jakie udało mi sięzdobyćprzy tego typu
    nowotworze powinno się wykonywać:
    usg jamy brzusznej
    rtg płuc
    markery
    kolonoskopię
    tomografię komputerową

    TRZYMAJCIE SIĘ!!!!!!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka