• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

rak szyjki macicy cd.

  • 10.03.06, 11:24
    Balbinko utworzyłam nowy wątek ,będzie go łatwiej znaleźć a może komuś
    przydadzą się nasze doświadczenia z nowotworem szyjki macicy(oby
    nie!).Zrobiłyśmy rtg kregosłupa i miednicy i poprosiłam lekarza radiologa o
    opinię.Są bardzo duże zmiany zwyrodnieniowe,dyskopatie aż w pięciu
    krążkach,kręgozmyk jednym słowem powiedział że kręgosłup jest strasznie
    zniszczony ale zmian typu przerzuty nie widzi.Ma prawo boleć.Natomiast bardzo
    martwią mnie te upławy, są bardzo duże i okresowo.W styczniu zrobiłyśmy
    USG,Mama źle się wtedy czuła i faktycznie wyszła pewna nieprawidłowość. Otóż
    macica była powiększona i był w niej jakiś płyn,Mama nie miała w tym czasie
    upławów ale po kilku dniach wszystko chlusnęło, dosłownie chlusnęło. Onkolog
    po obejrzeniu usg stwierdził że to wysiek zapalny z szyjki zbiera się w
    macicy a zrosty na szyjce utrudniają odpływ.Stąd to okresowe wyrzucanie. Mama
    dostała Biseptol i guzik sytuacja się powtarza.
    Edytor zaawansowany
    • 10.03.06, 11:46
      Ula, to dobrze, ze nic się groźnego nie dzieje z kregosłupem :-)))Moja mama też
      od zakończenia leczenia boryka się z silnym stanem zapalnym, któy objawia sie
      m.in. obfitymi upławami i leczona była juz na różne sposoby, ale leczenie
      pomaga tylko przez krótki czas. Na stan zapalny mama dostaje leki
      przeciwzapalne i antybiotyki. Wyjałowienie po antybiotykach doprowadza do
      grzybicy. Grzyby wywołuja stan zapalny i kółko się zamyka. Chociaż ostatnio
      jest troszkę lepiej, mama miała robiony posiew, który wykazał jakie bakterie
      powodują te problemy i leczenie jest bardziej celowane. NIestey wśród wielu
      bakterii pojawił sie także gronkowiec i e. coli tak więc bardzo uciążliwe
      bakterie.
      Myślę, że warto byłoby poprosić lekarza o zrobienie posiewu, może do tego stanu
      zapalnego dołączyły jakieś bakterie i stąd te obfite upławy.Leczenie powinno
      być ukierunkowane.
      Czy Twoja mama ma robioną cytologię?


      --
      Onkoforum-Damy rade
      • 10.03.06, 12:29
        Niestety nie miała robionej cytologii, ma zlecaną tylko morfologię przed każdą
        kontrolną wizytą. Wszystkie pozostałe badania robimy prywatnie.Wiesz pamiętam
        jak przy przyjęciu mamy na onkologię i ocenie stopnia zaawansowania odesłano
        nas do swojego szpitala celem wykonania cystoskopii pęcherza.Tam z kolei
        postawili oczy w słup dlaczego nie zrobili tego w CO? Jeden z lekarzy
        skomentowal to jednym słowem: koszty.
        A tak wogóle Balbinko dziękuję za wszystkie sugestie odnośnie potrzeby
        zrobienia konkretnych badań.Bardzo pomogły jestem trochę spokojniejsza.
        • 10.03.06, 12:56
          A może zróbcie jeszcze badanie moczu,żeby sprawdzic czy nie ma krwiomoczu,
          jeśli są takie problemy z tą cytoskopią. Czy są w ogóle jakieś szanse że ta
          cytoskopia bedzie wykonana?
          --
          Onkoforum-Damy rade
          • 10.03.06, 13:06
            Balbinko mama miała w końcu zrobioną tą cystoskopię w szpitalu rejonowym choć
            nie ukrywam że były trudności ale to było jeszcze przed rozpoczęciem leczenia
            onkologicznego.Wszystko było w porządku.Zdziwił mnie i lekarzy w mojej
            miejscowości fakt że, odsyła się pacjentkę onkologiczną z powrotem do szpitala
            rejonowego a nie przeprowadza się koniecznych badań w CO.
            • 10.03.06, 13:38
              Ula, pisałaś kilka dni temu, że będziesz jeszcze próbować konsultować mamę u
              jakiegoś innego onkologa. I byłyście u kogoś?


              --
              Onkoforum-Damy rade
            • 13.03.06, 12:45
              Pisałyście o cytologii, ja nie wiem, czy jest sens robić cytologię, spytajcie
              lekarza. Moja mama tuż przed wykryciem nawrotu robiła, sama, nikt jej nie
              zlecał, wyszła jej II grupa, czyli nieźle. Tymczasem masa zmieniona nowotworowa
              była już wtedy duża. Lekarz mówił, że w takich przypadkach cytologia nie ma
              żadnej wartości. Także nie sugerujcie się broń Boże cytologią.
              • 13.03.06, 13:00
                Tolka, masz rację, ale cytologia wskazuje tylko na ewentualne zmiany w miejscu,
                w którym jest pobierana. W przypadku zostawionej szyjki-w szyjce, tam gdzie
                szyjki nie ma, bo została usunięta, w sklepieniu pochwy itd.



                --
                Onkoforum-Damy rade
                • 13.03.06, 13:59
                  Moja mama jest chora. Czeka ją operacja. Rak szyjki macicy 1B. Będą jej robic
                  urografię. Czy stopień zaawansowania raka określa się po badaniu hist-pat. czy
                  jeszcze później po innych badaniach?
                  • 13.03.06, 14:29
                    Hej, hej witam na naszym forum :-)

                    Stopień zaawansowania określa się po operacji na podstawie badania H-P i ocenie
                    węzłów chłonnych. W przypadku zmian nieoperacyjnych stopień zaawansowania
                    określany jest na podstawie innych badań.
                    Jeśli u Twojej Mamy potwierdzony zostanie I stopień zaawansowania-głowa do
                    góry :-)- w tym stopniu wyleczalność jest bardzo duża :-)))
                    Jeśli chcesz napisz w wątku "Jak to było z nami" historię choroby Twojej Mamy i
                    zostań z nami :-) Skąd jesteś i gdzie Twoja Mama będzie operowana?




                    --
                    Onkoforum-Damy rade
                • 13.03.06, 14:03
                  No tak, a w przypadku chorych z nowotworem może on być wszędzie tak na chłopski
                  rozum, więc cytologią się tego nie sprawdzi. Choć nie znam się, a szkoda...
                  Swoją drogą cytolog wiedział o chorobie, mógł powiedzieć, że wynik II grupa nic
                  nie znaczy tak naprawdę i że taki wynik nie powinien uśpić czujności... Ehh
                  szkoda słów.
                  • 17.03.06, 09:35
                    Jestem już po konsultacji.Jest niestaty źle.Choroba postępuje.Lekarka
                    wspomniała jeszcze o paliatywnej brachyterapii. Niestety w tej chwili jest to
                    niemożliwe gdyż popsuł się im aparat, mamy przyjechać za miesiąc.Kolejka
                    oczekujących na brachyterapię też niestety jest długa.
                    • 17.03.06, 10:22
                      Ula, a jak Mama się czuje i jak to znosi?
                      --
                      Onkoforum-Damy rade
                      • 17.03.06, 11:40
                        Balbinko,sytuacja jest taka że, Mama nie jest w pełni świadoma swojego stanu.Są
                        momenty kiedy zdaje sobie sprawę jak poważnie jest chora ale później jakby sama
                        sobie zaprzeczała.Coś w stylu: że lekarze nie poznali się,że to całkiem co
                        innego itp.Nie mam serca aby wbrew niej samej ją na siłę uświadamiać.Znam swoją
                        Mamę i wiem że to byłoby dla niej kompletnym załamaniem.Takie balansowanie na
                        krawędzi prawdy i kłamstwa jest strasznie trudne.Ale co mogę zrobić.Widzę jak
                        cieszy ją każdy dzień lepszego samopoczucia, jaki ma wtedy dobry nastrój ile
                        energii.Myślę że to dla niej najważniejsze.Jedno wiem na pewno:nie wyobrażam
                        sobie abym miała ją na cokolwiek najgorszego przygotowywać bo sama nie jestem
                        na to gotowa.
                        • 17.03.06, 11:55
                          Ula a nie pytałaś lekarki, czy tej brachyterapii nie można byłoby zrobić w
                          jakimś innym ośrodku?
                          --
                          Onkoforum-Damy rade
                          • 17.03.06, 13:19
                            Wiesz byłam w takim szoku że nawet o tym nie pomyślałam.Zresztą nie wiem czy
                            Mama wogóle zgodziła by się gdziekolwiek indziej jechać.Straciła całkiem
                            zaufanie do lekarzy, jest nieufna i bardzo trudno ją do czegokolwiek przekonać.
                            Wiem że, może dziwnie brzmi to wszystko co piszę, może wydawać się że już się
                            poddałam.To nie tak.Oddałabym wszystko za zdrowie mojej Mamy.
                            Wiesz,Mama jak usłyszała o tej brachyterapii to już wystarczyło.Jest przerażona
                            bo nasłuchała się i napatrzyła w szpitalu.A tak wogóle może wiesz czy
                            przeprowadza się to w znieczuleniu ogólnym czy miejscowym? Mama najbardziej boi
                            się tego bólu.Narazie samopoczucie Mamy jest nie najgorsze, dostała leki bo
                            trochę plamiła.Wiesz ztego co mówiła mi lekarka wywnioskowałam że czas nie ma
                            tu już istotniejszego znaczenia bo i tak byłaby to tylko brachyterapia
                            paliatywna czyli znowu tylko na jakiś czas.
                            • 17.03.06, 13:43
                              Moja Mama miała brachyterapię i jest ona bezbolesna. Po prostu leży się na
                              takim urządzeniu a aplikator do naświetlań jest wsuwany do środka. O ile wiem
                              nie jest aplikowane żadne znieczulenie.

                              --
                              Onkoforum-Damy rade
    • 27.03.06, 09:27
      Tolka pisałaś wcześniej że, Twoja Mama miała bóle brzucha.Jakie leki
      przeciwbólowe brała przy tych bólach?
      • 27.03.06, 11:48
        Ketonal Forte 2x1 tabl.
    • 30.03.06, 12:39
      Długo nie pisałam bo nie było czasu.Ale sercem jestem zawsze z Wami.Z mamą było
      nie najlepiej.Na szczęście minęło ale nie wiem na jak długo.Cały czas wlewam w
      nią pokłady optymizmu i są efekty.Mama ma więcej energii, mniej boli albo wcale
      i chciałaby góry przenosić.Niestety siły nie te same.Co można jej podać na
      poprawę apetytu? Wcześniej zaraz po radioterapii miała przepisany Megace.I
      poskutkowało.Ktoś tu na forum źle wypowiadał się o Megace, jakie jest wasze
      zdanie?
      • 30.03.06, 12:46
        Kiedyś na Onkolinku dr Barchnicka polecała Megace i Nutridrinki.


        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
        • 30.03.06, 13:27
          Dzięki.Też mi się wydaje że nie ma co czekać aż mama całkiem opadnie z sił.
    • 01.04.06, 18:26
      Tolka co u ciebie?jak czuje się Twoja mama?
      • 03.04.06, 10:18
        U mojej mamy kiepsko. Było kilka dni tygodni (może raczej dni, choć był to
        dłuższy okres) dobrych, w dobrym stanie ogólnym, mnóstwo sił. Myśleliśmy, że
        wszystko idzie ku lepszemu. Mamę w sumie nic nie bolało, przemiana materii ok,
        przybrała na wadze. Ale od tygodnia jest źle, prawdę mówiąc załamałam się tak
        poważnie chyba pierwszy raz podczas tej 2,5 letniej choroby. Mama ma na
        przemian albo biegunki albo zaparcia. Boli i przy jednym i przy drugim. Jest
        bardzo osłabiona, właściwie cały czas leży. Ona już jakiś czas temu dostała
        skierowanie na operację, mieli jej wyłonić stomię, ale nagle jelita zaczęły
        pracować normalnie i na razie operacji nie było. Mama się cieszyła, bo ma juz
        przecież nefrostomię. No w każdym razie nie jest dobrze, ja nie wiem, co możemy
        zrobić, chemii już nie dostanie, czy may mamy już teraz tylko tak siedzieć i
        czekać? Boże czemu to wszystko takie trudne???
        • 04.04.06, 07:57
          Tolka bardzo ci współczuję.Wiem jakie to trudne.Nie wiem natomiast czy są
          jakieś słowa które mogły by wyrazić to co czujesz Ty, ja i wielu innych.U mnie
          podobnie raz lepiej raz gorzej.Są dni kiedy mama chciałaby góry przenosić.I
          wbrew wszystkiemu pojawia się wtedy nadzieja ale po paru dniach lepszego
          samopoczucia mamy przychdzą ciężkie dni kiedy mama jest osłabiona i
          leży...Wiesz ja tylko ostatnio modlę się aby w "spokoju" doczekać świąt.Takie
          mam pragnienia... a może aż takie.Trzymaj się kochana, jestem myślami z Tobą.
          • 04.04.06, 09:19
            No właśnie, to jest tak, jak napisałaś, jednego dnia jest dobrze, następnego
            bardzo kiepsko. I tak się te dni przeplatają. Ja do tej pory wierzyłam, że
            przed nami jeszcze wiele lat, wiele świąt, wiele Dni Babci, moja córka w
            przyszłym roku idzie do przedszkola, zawsze marzyłam o Dniu Babci w
            przedszkolu, o łzach wzruszenia w oczach mojej mamy, gdy mój berbeć zaśpiewa
            piosenkę. Nie wiem dlaczego właśnie o tym święcie zawsze myślałam, uczepiłam
            się go :) Boże jakbym chciała, żeby tych świąt było jeszcze wiele... Wiem, że
            wszyscy tu czujemy w sumie to samo.
    • 07.04.06, 11:41
      Znalazłam to w sieci pod artykułem dotyczącym raka szyjki macicy:
      "Moja mama prawie rok temu,dowiedziała sie ze ma raka szyjki macicy,w III
      stopniu zaawansowania.Przeszła niezwykle ciezka operacje,poniewaz naciek
      dochodził do kosci biodrowych,naciekał pęcherz(udało sie go uratowac)
      itd.Poddała sie brachyterapii,radioterapi 25 naswietlan.Miało byc wszystko w
      najlepszym pozadku,pod katrola,az tu nagle po 7 miesiacach okazało sie ze jest
      wznowienie choroby!!! Znowu ból,cierpienie,chemioterapia.Dramat!!! Ale musi
      żyć!!!"

      Normalnie szlag mnie chyba trafi!
      Jak to jest że, niektórych operuje się w tak zaawansowanych stadiach gdzie w
      grę wchodziło by już chyba leczenie paliatywne a innych gdzie nie ma jeszcze
      takich zmian pozbawia się możliwości leczenia?.Boże, przecież u mojej mamy
      oprócz dużego miejscowego zaawansowania nie było naciekania na okoliczne
      narządy?
      Dlaczego?...........

      • 07.04.06, 12:04
        Ula, czasami lekarze podejmując się operacji nie wiedzą na 100 %, jak bardzo
        zaawansowany jest nowotwór. Moja mama szła na operację z diagnozą raka in situ.
        Normalnie w takich przypadkach robi sie konizację szyjki i jest po sprawie. Mam
        doszła jednak po rozmowie z lekarzem do wniosku że podda się całkowitej
        histeroktomii i lekarz ją wykonał (operacja była robiona prywatnie). Dopiero w
        trakcie operacji okazało się że prawdopodobnie rak jest bardziej zaawasowany i
        lekarz na własną rękę podjął się wycięcia części przymacicza i węzłów chłonnych.
        Po odbiorze badania his-patokazało się, że to była najlepsza rzecz, jaką mógł
        zrobić, ponieważ rak rzeczywiście naciekał przymacicze, a więc stadium było II
        B - w tym stadium z reguły nie wykonuje się już operacji.
        Bardzo dużo zależy więc od zespołu, który podejmuje decyzję o leczeniu, od
        umiejętności chirurga, który operuje oraz , nie wiem jak to nazwać, chęci
        podjęcia ryzyka przez zespół, który podejmuje decyzję o leczeniu.Nie zawsze
        bowiem to ryzyko jest uzasadnione a zbyt radykalne leczenie może doprowadzić do
        szybszej śmierci pacjenta niż zbyt mało radykalne. N.p. zbyt agresywna
        chemioterapia zabije szybciej niż choroba zostawiona samej sobie.



        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
        • 07.04.06, 12:18
          Zgadzam się z Toba jak najbardziej, tylko u mojej mamy decyzję o takim a nie
          innym postępowaniu podjęto po badaniu ginekologicznym, usg- na którym oprócz
          istnienia guza)nic innego niepokojącego nie stwierdzono i cystoskopię pęcherza
          (nie stwierdzono naciekania)i dopiero określono stopień zaawansowania.
          • 07.04.06, 12:37
            Jeszcze raz ja.Nie dokończyłam myśli.Chodzi mi oto że mając te wszystkie
            badania można było podjąć choćby próbę leczenia radykalnego a nie od razu kogoś
            przekreślać.Nie chcę się powtarzać bo już o tym pisałam ale wiesz trudno mi się
            z tym pogodzić.Może nawet trudniej niż z samą chorobą.
            • 07.04.06, 13:20
              Ulaw, a Twoja mame zakwalifikowali do leczenia paliatywnego?, nie otoworzyli jej
              zeby zobaczyc dokladnie?
              • 07.04.06, 13:40
                Wiesz że teraz jak sobie to wszystko przypominam co oni z nią wyprawiali to
                mnie trafia szlag.
                Najpierw leczyli ją w powiatowym szpitalu na kolejno:grzybicę pochwy,zapalenie
                szyjki macicy przez ok.4 miesiące(mama miała upławy i krwawienia).Kiedy nie
                było efektów ordynator ginekologii podjąl decyzję że trzeba wszystko
                usunąć.Otworzyli brzuch i niestety zaszyli.Ordynator powiedział mi że niestety
                jest guz na szyjce macicy ale oni nie mogą podjąc się takiej operacji.Dodał że
                wszystko inne wygląda okay.Później kiedy zagoił się brzuch w innym szpitalu
                pobrano wycinki, czekanie i wynik.I szok.A tak mnie zapewniano .ze to nic
                złośliwego.I trafiłyśmy na onkologię a tam po tych badaniach o których pisałam
                zakwakifikowano mamę do naświetlań paliatywnych.
                • 07.04.06, 13:52
                  To jakies chore! Ale wiem, ze tak jest. Ja zawsze , zanim jeszcze mama
                  zachorowala interesowalam sie medycyna, ziolami,lekami itd. Jak mama
                  zachorowala, to kulam dzien i noc, ale i tak za pozno zaczelam kuc o tym raku,
                  bo gdybym wczesniej przykula, to bym sama u mamy rozponala raka jajnikow po
                  wygladzie brzucha, opukaniu brzucha itd. Teraz umiem juz stwierdzic, czy np. w
                  brzuchu jest woda, jesli jest jej oczywiscie duzo, a tyle juz bylo u mojej mamy
                  jak sie okazalo, ze to rak i jakos zaden lekarz tego nie zauwazyl, a chodzila do
                  kilku ginekologow i do gastrologow i do urologow...
                  A cytologii to Twojej mamie nie robili? Czemu zaszyli po otworzeniu? Jesli nie
                  było naciekow, to chyba mogli usunac to co mogli? Poza tym nie wiedzieli jeszcze
                  niby, ze to rak, wiec tym bardziej nalezalo to do ich obowiazkow.
                  A jak mamie te wycinki pobrano? Przez laparoskopie? A na onkologii jakie
                  zrobiono badania? USG tylko?
                  • 07.04.06, 14:08
                    Żebyś wiedziała że to chore.Cytologia wychodziła im w porządku -II grupa(tylko
                    mam wątpliwości co do jej pobierania)i to ich chyba uspokajało.
                    Pytasz dlaczego nie usunęli jak otworzyli - bo to banda bałwanów i nieuków z
                    powiatowego szpitala.Tylko tak sobie to tłumaczę a może się wystraszyli?
                    Wycinki pobierano już w specjalistycznym szpitalu pod narkozą.A na onkologii to
                    tak jak pisałam:badanie ginekologiczne, usg,cystoskopia i tyle.
                    • 07.04.06, 14:17
                      Tu się z Tobą Ula zgodze, że jest wina lekarzy, że nie potrafili postawić
                      diagnozy. I neistety to się często zdarza :(. Uważam, że każdy lekarz w takich
                      powaznych sytuacjach powinien przede wszytskim na poczatku zlecić badania w
                      kierunku ew. choroby nowotworowej (czyli wykluczyć bądź potwierdzić). Ale
                      lekarze często mają to gdzieś. Cytologia przysługuje 1x na 3 lata na NFZ - to
                      granda!Moją teściową leczyli na hemoroidy, kiedy krwawiła z odbytu, a to już
                      były przerzuty ;/.
                      --
                      Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
      • 07.04.06, 14:13
        witaj Ula, wiem, ze bardzo przezywasz całą tę sytuację i rozumiem Twój żal.
        Tylko każdy pacjent to osobna historia, każdy "przypadek" jest inny, każdy
        pacjent ma indywidualnie dobierane leczenie uzaleznione od wielu czynników. Nie
        możesz tak do końca obwiniać lekarzy, że zrobili błąd, że nie operowali Twojej
        mamy, bo słyszałaś, że "Panią Kowalską z Krakowa" operowali, a miała bardziej
        zaawansowaną chorobę. Nie można tego tak porównywać. Prawdą jest, jak pisze
        balbinka, że operacje mają sens tylko do stadium IIA i tak też jest w
        rzeczywistości. Ale to nie znaczy oczywiście, że nie robi się wogóle operacji w
        wyższym stadium. Często są to tez operacje typu paliatywnego. Ale tak jak
        pisałam, to zależy od wielu czynników i każdy chory to inna historia i często 2
        rózne sposoby leczenia pomimo tego samego stadium. Podam mój przykład: ja
        miałam stadium IB1. Normalnie w takiej "sytuacji" robi się histerektomię
        radykalną. Ale ja miałam operację oszczędzającą (mam macicę), bo jestem młoda
        (a wiek ma duże znaczenie) i chcę miec dzieci. Była to 1-sza tego typu operacja
        w Polsce z powodzeniem stosowana od kilku lat na Zachodzie. Ale 1 z czynników
        kwalifikujkących do tej operacji jest czystość wszytskich węzłów chłonnych. I
        np. inna kobieta , która ma ten sam stopień zaawansowania ale np. ma choćby 1
        węzeł zajety już się nie kwalifikuje do tej operacji. Tak samo jak by była to
        kobieta już w okresie okołomenopauzalnym i która już nie chce dzieci, to też ta
        operacja oszczędzająca nie ma sensu i lepiej usunąć macicę.
        Moja teściowa też chorowała na r.sz.m. (III stadium) i miała tylko
        brachyterapię. I takie postępowanie jest jak najbardziej prawidłowe. Pozdrawiam
        Cię ciepło zycząc Tobie dużo siły a Mamie dużo zdrowia - agnieszka
        --
        Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
        • 07.04.06, 14:25
          Nie zgadzam sie z Toba KAlinosia do konca. Przeszlam z mama bardzo duzo, znamy
          duz osob chorych, ktore zmarly, a u ktorych mysle mozna bylo nieco wiecej zrobic
          niz sie zrobilo.Nie jestem lekarzem, ale nie jestm tez glupia. Dostep do wiedzy
          teraz jest bardzo szeroki i nie trzeba byc lekarzem, aby sie orientowac dosyc
          dobrze we wszytkim.
          Moja mama przy pierwszej operacji miala pobierane wycinki z 12-stu miejsc,
          jelita, macica, przymacicza, otrzewna itd. Wszytkie byly juz zajete rakiem, a
          jednak ja zoperowali na tyle ile mogli, wycieli ile mogli i nawet jesli
          wszytkiego wyciac nie mogli juz, to im mniejsza masa guza, tym mniej dla chemii
          i organizmu do pokonania.Mase guza powinno sie zmniejszac, nawet jezeli nie da
          sie jej calkiem wyciac. Nie powinno sie operaowac tylko takich, u ktorych mozna
          wyciac wszytko, absolutnie tak nie jest i brak laparotomii i brak oceny
          praktycznej golym okiem ile mozna wyciac jeszcze a ile nie, jest bledem
          mysle.Jezeli nie da sie juz zrobic nic, to ja zaszyja i tyle.
          Zwlaszcza , ze tak jak pisze Ulaw jej mame odeslano na leczenie paliatywne na
          podstawie badania ginekologicznego i USG, to jest smiechu warte. USG to taki
          teatrzyk cieni, jesli lekarz jest zdolny, ma duze doswiadczenie, to jest w
          stanie na USG dostrzec do ok. 70 % stanu rzeczywistego, jesli jest partaczem, to
          nawet 10 % stanu rzeczywistego nie zobaczy, wiec wynik tego badania moze u
          lekarza z mniejszym doswidczeniem lub u lekarza, ktory nie umie odczytac dobrze,
          kogos kosztowac zycie. Nie jest to badanie, na podstwie ktorego odsyla sie
          kogos na paliatywna, absolutnie nie!
        • 07.04.06, 14:27
          Wiesz nie chodzi mi o to że oni nie operowali mojej mamy, bo zdaję sobie sprawę
          że na operację mogło być za późno.Ale jest jeszcze radioterapia i
          brachyterapia, chemioterapia.Dlaczego jedni mogą korzystać z tych dobrodziejstw
          a drudzy nie?Dlaczego tylko naświetlania paliatywne?

          PS.Przepraszam, czy Twoja teściowa żyje?
          • 07.04.06, 14:41
            Powinnas sie domyslec czemu....
            • 07.04.06, 14:48
              Domyślam się....
          • 07.04.06, 14:55
            niestety, moja teściowa nie żyje :-( po leczeniu (brachyterapia) żyła 2 lata.
            Ale w momencie diagnozy było to już stadium III B. Oczywiście lekarze, do
            których wcześniej chodziła teściowa zaniedbali sprawę. Dopiero porządnie się
            Nią zajęli w Centrum Onkologii w Wawie (ja tez się tam leczyłam) no ale już
            było troche późno gdy tam trafiła :(. Gdyby trafiła tam wiele lat wcześniej,
            byc może zyłaby do dziś...
            Powiem szczerze, że nie wiem kiedy stosuje się brachyterapię a kiedy nie, więc
            nie umiem powiedzieć, czy lekarze dobrze robią czy źle w przypadku Twojej Mamusi
            3maj się ciepło Uleńka
            --
            Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
        • 17.04.06, 18:56
          Śietnie diagnozuja takie sprawy kobiece w szpitalu na Karowej w Warszawie. jak
          leżałam na ginekologi operacyjnej to spotkałam kobiety z takimi problemami jak
          wasze. I były bardzo zadowolone z leczenia. Przyjeżdzaja tam kobiety z całej
          polski. Mają dobry sprzęt i lekarze są nieżli. Przynajmniej tak twierdziły
          panjentki. Ja miałąm innny problem bo torbiel gruczołu Bartholina ale w sumie
          tez mógł byc to nowotwór.
          Pozdrawiam
    • 22.04.06, 18:34
      Witam wszystkich!
      Spełniam życzenie mojej mamy aby was wszystkich pozdrowić i podziękować wam za
      cenne rady i wsparcie.DZIĘKUJĘ.
      Po niedzieli wybieramy się na kontrolną wizytę onkologiczną.Mama bardzo się boi
      i oczywiście chciałaby termin wizyty przesuwać w nieskończoność(boi się
      brachyterapii) a ja boję się żeby nas znowu nie olali.Nie wiem sama co można by
      jeszcze zrobić.Mama Tolki dostała chemię nie wiem czy u mojej byłoby to
      możliwe.Boję się że powiedzą mi że nie da się zrobić brachyterapii.Ostatnio
      lekarz mówił coś o dużym nacieku w pochwie. Czy wtedy robią tę brachyterapię?
      Mama jak na swój stan czuje się dobrze.
      • 23.04.06, 09:43
        Dzięki za pozdrowienia i uściski dla Mamy. Mama sie denerwuje ale tak czy tak
        wizyty nie uniknie a zresztą lepiej, zeby odbyła się ona jak najszybciej.


        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
    • 27.04.06, 19:15
      Witajcie!
      Jesteśmy po wizycie kontrolnej.Nie jest całkiem źle ale nie jest też
      dobrze.Naciek szerzy się na pochwę i stąd te duże upławy.Pocieszające jest to
      że szerzy się w "dół" a nie w kierunku moczowodów czy jelit.Zrobiliśmy badania
      i są w miare ok.Kreatynina i mocznik w normie. Będzie możliwość zrobienia
      brachyterapii ale nie w tej chwili a gdzieś w czerwcu poniewaz sprowadzają
      aparat nowszej generacji.W mamy przypadku to bardzo ważne bo da lepsze efekty.

      Nie miałam możliwości zadania wielu pytań tych które chciałam zadać.Ale
      zapytałam np. o tę operację i doktor odpowiedziała mi że takie są standardy
      leczenia poszczególnych stopni zaawansowania na całym świecie.Owszem wykonuje
      się czasem takie operacje w stanach zaawansowanych ale sa to operacje
      paliatywne lub ratujace życie.Nie ma mowy w takich przypadkach o radykalności a
      powikłania mogą być jeszcze gorsze niż sama choroba.Natomiast z tymi naciekami
      to jest tak że ginekolog czuje je poczas badania ginekologicznego bo jest to
      taka guzkowata tkanka.
      Tolka przytoczyłam przypadek twojej mamy i lekarka powiedziała mi że powodem
      zakwalifikowania do IIIb jest stwierdzenie wodonercza lub nacieku na moczowód
      bez względu na wielkość guza.Bo ten naciek to właśnie rozrost tego guza.Wtedy
      nie operuje się a wykonuje nefrostomię.
      A najciekawsze i pocieszające w tym wszystkim jest to że jeśli nie dojdzie do
      przerzutów to jest to jeden z nielicznych nowotworów z którym kobiety długo
      mogą chodzić.Wie to z własnych obserwacji.O tym psychicznym nastawieniu też mi
      mówiła.
      Być może przywróciła też właściwe znaczenie słowu:LEKARZ, bo powiedziała rzecz
      dla mnie bardzo ważną że nigdy nie wolno chorego pozbawiać nadziei.Nie wolno
      tego lekarzowi,rodzinie ani nikomu.
      • 27.04.06, 22:13
        Ula! Dobra robota :-) Udało Ci się wyciągnąć tyle bezcennych informacji.
        Ściskam Cię mocno :-) Czy możesz napisać co to była za Pani doktor?

        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
        • 28.04.06, 07:21
          Ordynator oddziału onkologii ginekologicznej i brachyterapii dr.Kutarska.
          Wiesz było dużo racji w tym co mówiła bo kiedy zapytałam dlaczego nie zrobiono
          mamie tej brachyterapii od razu po naświetlaniach zewnętrznych to odpowiedziała
          mi tak: jeśli zrobilibyśmy to wtedy, to co moglibyśmy zrobić teraz przy
          nawrocie choroby?.Podanie chemii samej niestety nie jest skuteczne.A tak mamy
          jeszcze ogromną broń do wykorzystania.
          I wiecie co myślę że to bardzo mądre podejście,że zostawili tę ewentualność na
          taki moment.Niestety w zaawansowanych stadiach tego nowotworu nawroty choroby
          są nieuniknione bez wzgędu na sposób leczenia.
          • 28.04.06, 09:07
            Ula super, cieszę się, że Twoja mama jest w dobrych rękach! Oczywiście, że
            zostawienie tej "ogromniej broni" na przyszłość jest mądrym podejściem.
            Ja też porozmawiam z lekarzem mojej mamy niebawem mam nadzieję. To też mądry i
            rozsądny lekarz wg mnie. Dziękuję za wiadomości dot. przypadku mojej mamy. U
            niej niestety radioterapia jest już niemożliwa, szkoda, bo jest rzeczywiście
            skuteczna :(
            • 28.04.06, 12:31
              Tolka a czy Twoja mama miała brachyterapię?
          • 28.04.06, 10:05
            dlaczego nie zrobiono
            > mamie tej brachyterapii od razu po naświetlaniach zewnętrznych to odpowiedziała
            >
            > mi tak: jeśli zrobilibyśmy to wtedy, to co moglibyśmy zrobić teraz przy
            > nawrocie choroby?.Podanie chemii samej niestety nie jest skuteczne.A tak mamy
            > jeszcze ogromną broń do wykorzystania.

            Moze i tak sie powinno myslec, ale gdyby zrobic zaraz po naswietlaniach
            brachyterapie, to nawrot by byl moze duzo pozniej, a moze wcale?, bo by to
            wybilo tego raka do konca wtedy?
            Mojej mamie tez tak tlumaczono z naswietlaniami, ze jak juz chemia nie bedzie
            pomagac, to zrobia naswietlania, zeby sobie cos zostawic...Niestety naswietlan
            juz nie zdazyli dac, bo potem jak juz chemia nie pomagala, to bylo za pozno na
            naswietlania..., a gdyby to razem polaczyc, to moze ogolny efekt bylby lepszy i
            nawrot bylby pozniej, bo by sie w wiekszej mierze to raczysko wybilo za
            pierwszym zamachem.
            Sama nie wiem, w kazdym badz razie , wydaje mi sie, ze jak bic tego raka, to bic
            raz ,a dobrze, a nie bic po kawalku.

            I w dodatku to gadanie, ze to na pewno wroci...Wiem, ze statystyki sa takie i
            takie, ale leczenie wydaje sie byc bledne od samego poczatku, bo zaklada, ze rak
            wroci. To jest juz blad na samym wstepie. Skoro pacjentowi sie tlumaczy , ze nie
            da mu sie teraz brachyterapii, bo rak wroci na pewno i dopiero jak wroci to sie
            da brachyterapię, to chyba troche jest chorawe, przynajmniej z punktu widzenia
            psychologicznego?, nie? czy ja sie myle?
            Byc moze ten blad pociaga za soba kolejny blad, ze teraz damy chemie, a pozniej
            jak chemia nie bedzie pomagac, to pozniej np. naswietlania albo brachyterapia, a
            pozniej, sie slyszy, ze juz jest koniec i nie ma sensu juz naswietlac albo robic
            brachyterapii.
            Wiem to z wlasnego doswiadczenia, ale mam nadzieje, ze bedziecie mialy inne
            doswiadczenia i ze droga , ktora lekarze obrali w przypadku waszych mam jest
            jednak trafna droga. Oby tak było.
            Pozdrawiam serdecznie.

      • 28.04.06, 09:55
        Witajcie dziewczyny!

        Kilka moich uwag, jesli można.

        Natomiast z tymi naciekami
        > to jest tak że ginekolog czuje je poczas badania ginekologicznego bo jest to
        > taka guzkowata tkanka.

        Byc moze ktorys lekarz czuje, ale watpie aby to byla duza ilosc lekarzy.To tak z
        doswiadczenia:-)


        Tolka przytoczyłam przypadek twojej mamy i lekarka powiedziała mi że powodem
        > zakwalifikowania do IIIb jest stwierdzenie wodonercza lub nacieku na moczowód
        > bez względu na wielkość guza.Bo ten naciek to właśnie rozrost tego guza.Wtedy
        > nie operuje się a wykonuje nefrostomię.

        Oj, tutaj to bym sie chyba nieco nie zgodzila, bo:
        1) wodonercze moze powstac z powodu tysiaca innych rzeczy przy chorobie
        nowotworowej i nie miec zwiazku z choroba nowotworowa.
        Chory na raka tez ma prawo np. do zachorowania na kamice moczowa, ktora moze
        przytkac gdzies ujscie moczu i powodowac wodonercze albo kilka jeszcze innych
        przyczyn, ktore z rakiem nie sa zwiazane i generalnie sa osobna jednostka do
        leczenia.Trochwe chore by bylo kwalifikowanie chorych na raka ze wzgledu tylko
        na stwierdzone wodonercze na paliatywne leczenie.

        Nie rozumiem dalej jednaj rzeczy. Czemu naciek na moczowod kwalifikuje sie do
        IIIb, skoro moczowod mozna wyciac?
        Rozumiem, ze naciek na kosci miednicy kwalifkuja do IIIb, bo miednicy sobie nie
        wytniesz i juz zostaje rzeczywiscie tylko tluczenie tego chemia np, ale moczowod
        wraz z chora nerka mozna wyciac przeciez!

        A teraz jesli chodzi o ta wielkosc guza..." bez wzgledu na wielkosc guza..."
        Guz jest np. wielkosci 2 cm i znajduje sie blisko moczowodu i na niego nacieka i
        co? To juz jest koniec?, bo nacieka , a naciek na moczowodzie jest dlugosci 1
        cm? I juz tylko leczenie paliatywne?
        Naciek to rozrost owszem, ale pytanie jak duzy chyba rozrost?, bo jak miejscowy,
        to mozna cos jeszcze ciachnac, a jak jest rozsiany po calych np. jelitach, to
        juz nie da wycinac pojedynczych pubktow z jelit.
        Mnie to sie wydaje jakos tak palcem po wodzie pisane po prostu, takie gadanie
        bez konkretnego obejrzenia wlasnym okiem co jest w srodku.
        Po to po chemiach sa np. robione te "second look", czyli otwiera sie jame
        brzuszna celem sprawdzenia czy cos po chemii jeszcze zostalo, bo te wszytkie
        tomografie i inne PET- y to tylko takie tam bladzenie we mgle.

        Bo ten naciek to właśnie rozrost tego guza.Wtedy
        > nie operuje się a wykonuje nefrostomię.

        Nefrostomia nie ma nic do raka, to nie leczy raka, tylko ratuje nereke przed jej
        calkowitym wykonczeniem. Nefrostomia nie ma nic wspolnego z leczeniem raka.

        Ja jednak nadal uwazam, ze otworzyc i spojrzec wlasnym okiem nic nie szkodzi, a
        moze dac tylko pewnosc w jedna albo w druga strone, a tak jest sie tylko po
        jednej stronie i wicaz z mysla, ze moze jednak...
        • 28.04.06, 11:16
          linia z całym szacunkiem dla ciebie i twojej ogromnej wiedzy ale wydaje mi się
          że cały czas porównujesz raka szyjki macicy do raka jajnika.A to dwa
          diametralnie różne nowotwory.Zasadnicza różnica polega już na samej
          diagnostyce.Niewiele daje badanie ginekologiczne w przypadku raka jajnika
          natomiast dużo w przypadku raka szyjki bo jest do niej bezpośredni dostęp.Można
          wiec pobrać cytologię,wycinek,można zrobić kolposkopię która pozwala w dużym
          powiekszeniu obejrzeć szyjkę.Takich możliwości nie ma w raku jajnika więc aby
          określić stopień zaawansowania i zajęcia narządów jamy brzusznej trzeba
          koniecznie otworzyć brzuch i dopiero wtedy pobrać wycinki.
          Jeszcze jedna ważna sprawa,rak szyjki szerzy się przez naciekanie a rak jajnika
          przez rozsiew.Rozsiew tego raka to złe rokowania a operacje w wypadku tego
          rozsiewu to zazwyczaj operacje ratujące życie a nie z zamiarem wyleczenia.
          Odnośnie wodonercza - ujścia moczowodów do pęcherza znajdują się niemal obok
          macicy więc są szczególnie narażone na naciekanie i z tego powodu u większości
          kobiet z zaawansowanym nowotworem prędzej czy później zawsze wystąpi
          wodonercze.Natomiast szybkie reagowanie w przypadku jego wystąpienia zapobiega
          niewydolności nerek która jest jedną z głównych przyczyn śmiertelności w raku
          szyjki macicy.I dlatego robi się nefrostomię.Ja nie pisałam że robi się ją po
          to aby wyleczyć raka ale po to żeby ratowć nerki iżycie.Owszem można mieć
          nefrostomie z innego powodu niż rak ale wtedy jest szansa że nerka wróci do
          pracy i można nefrostomię zlikwidować.Tutaj nie ma takiej szansy bo jest
          naciek nowotworowy a operacje w naciekach sa bardzo ryzykowne.Poza tym na
          szczęście mamy dwie nerki.
          Linia w przypadku raka szyjki macicy nefrostomia ma dużo wspólnego z leczeniem
          ponieważ w znaczący sposób poprafia jakość życia,a czasem ratuje to życie i
          umożliwia jeszcze leczenie.Zauważ że mama Tolki mogła dostać chemię ale dopiero
          po założeniu nefrostomii kiedy czynność nerek była prawidłowa.
          • 28.04.06, 11:23
            Opis ze strony National Cancer Institute:

            Stage III

            Stage III is carcinoma that has extended onto the pelvic sidewall. On rectal
            examination, there is no cancer-free space between the tumor and the pelvic
            sidewall. The tumor involves the lower third of the vagina.

            All cases with a hydronephrosis or nonfunctioning kidney should be included,
            unless they are known to be due to other causes.

            Stage IIIA: No extension onto the pelvic sidewall but involvement of the lower
            third of the vagina.
            Stage IIIB: Extension onto the pelvic sidewall or hydronephrosis or
            nonfunctioning kidney.

            Czyli reasumując wszystkie przypadki z zajętym moczowodem lub niepracującą
            nerką to stadium III (trzeba wykluczyć inne powody zatrzymania pracy nerek)

            --
            Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
            Onkoforum-Damy rade
            Najpiękniejsza Kasia na świecie
          • 28.04.06, 11:37
            Hej Ula!

            Wiem, ze rak szyjki macicy , a rak jajnika to inna sprawa.
            Wiem, ze rak moze przytkac moczowod i robi sie wodonercze.
            Troche malo sprecyzowanie przytoczylas wypowiedz tej lekarki chyba, byc moze
            zrozumialam ja opacznie.
            Z reszta sie zgadzam co piszesz, tak walsnie jest, ze nefrostomia odciaza nerke
            i wtedy niewydolnosc sie zmniejsza i chemie mozna dac.
            Troche niedokladnie przytoczylas wypowiedz tej lekarki, dlatego zle ja
            zinterpertowalam, ale wiem co miala na mysli.
            Po prostu wydaje mi sie, ze skoro rak szyjki macicy szerzy sie przez naciek, to
            jest to jednak miejscowe szerzenie sie, nie ma szybko przerzutow, wiec jesli ten
            naciek jest malego stopnia, tak ze mozna jeszcze wyciac cos z tym naciekiem, to
            moze warto podjac probe wyciecia, ale zaznaczam, ze tylko probe, co oznacza, ze
            jesli otworzy sie pacjentke i okaze sie, ze wyciecie jest zbyt ryzykowane, to
            sie ja zaszyje i tyle.
            Latwiej jest ciac naciek miejscowy, jesli on jest np. w poczatkowym stadium, niz
            rozsiew w raku jajnika, tutaj nie da sie nic zrobic przy rozsiewie.

            Nie wiem juz Ula, wiem jednak, ze moja mame otworzono juz wstadium terminalnym
            aby byc do konca pewnym i wtedy nie myslelismy juz o tym, ze cos przeoczylismy.
            Dalo sie ja otworzyc, a bylo to dokladnie ok. 5 tygodni przed smiercia i
            absolutnie nie przyspieszylo smierci ani nie wplynelo to na przebieg choroby,
            ale byslismy pewni po prostu, ze zrobilismy wszytko i mysle, ze dobrze, ze na to
            nastawalismy.Nie myslimy teraz o tym, ze byc moze cos moglibysmy jeszcze zrobic,
            a nie przycisnelismy lekarzy i przez to mama odeszla szybciej.Byslismy pewni
            dzieki temu, ze nie da sie juz nic zrobic, a tak bysmy wciaz rozmyslali, a mamie
            to absolutnie nic nie zaszkodzilo.Miala 4 szwy takie wieksze, troszke nie mogla
            sie poruszac swobodnie, po tygodniu szwy zdjeli.Jesli w srodku nic nie kroja, to
            pacjent nie jest wyczerpany ta operacja i nie obciaza ona go praktycznie w ogole.
            Pozdarwiam Ula i chyba trzeba liczyc na opieke boska najbardziej w tym wszytkim
            oraz na to, ze Bog nas pokieruje do dobrego lekarza i ze bedziemy mieli po
            prostu szczecie w takim kraju jak Polska.
            Pozdrawiam Cie serdecznie, trzymaj sie z mama.
    • 28.04.06, 11:41
      A tak w ogole to mi sie wlasnie płakac zachcialo na ta cala glupote lekarzy i na
      to wszytko...
      • 28.04.06, 12:28
        Wiesz co mnie też się już nad tym wszystkim chce płakać.Ale powiem ci tylko
        jedno, szukamy możliwości leczenia dla naszych mam i trudno nam się z
        niektórymi rzeczami pogodzić, że już nie można operować że to czy tamto.
        Ale z jednym trudno się pogodzić:dlaczego nasze mamy Twoja,moja czy innych na
        leczenie onkologiczne trafiły tak późno?I dlaczego trafiły tam w takim stanie
        będąc pod kontrolą lekarską?.
        • 28.04.06, 12:30
          W sąsiedztwie mojej mamy umiera kolejna kobieta z rozsianym rakiem jajnika.I
          też chodziła do lekarza.Podobno leczono ją na zespół drażliwego jelita.A szkoda
          gadać.
        • 28.04.06, 12:42
          Bo weldug mnie wiekszosc lekarzy ma inteligencje ponizej przecietnej chyba.
          Przepraszam bardzo jak kogos urazilam, ale to moje osobiste odczucie.
          Wiekszosc lekarzy nie potrafi laczc faktow.Trzeba na pacjenta patrzec jako na
          calosc, a nie jako na jeden narzad, ktory mnie interesuje, a reszta mnie nie
          obchodzi.
          Tak jak w raku jajnika, byly u mojej mamy objawy na 7 lat przed rozpoznaniem!!!7
          lat!! 7 lat ciagle cos z jelitami nawalalo, a to zaparcia,a to gazy, a to
          jakies pobolewania itd. Gastrolog mowil , ze to co??? psychika...
          Mama moja robila prywatnie ogladanie jelita endoskopowo- wszytko ok z jelitem.
          POtem na urologii cystoskopia- prywatnie, tez wszytko ok., wiec co zostalo
          jeszcze w brzuchu? Jajniki, ale na USG pisali, ze tez wszytko ok.Cytologia byla
          ok. Wiec co to moglo byc? Tylko psychika!!!, no kobieta nienormalna jest i tyle...
          Gdyby lekarz badajacy jelito zwrocil uwage na wodobrzusze...albo
          urolog...WOdobrzusze juz wtedy bylo, ja bym je teraz umiala stwierdzic u kogos
          na podstawie odsluchu.Gdyby ktorys z tych lekarzy potraktowal czlowieka jako
          pacjenta, ktory moze miec chorobe w jamie brzusznej,a nie tylko w jelicie albo
          tylko w pecherzu...To jest wlasnie brak inteligencji, brak umiejetosci laczenia
          faktow.
          U nas sie nie karze lekarzy za nie rozpananie diagnozy albo za zle jej
          rozpoznanie i dlatego olewaja, w koncu to nie oni umra, tylko pacjent.Pacjent
          wychodzi z gabinetu i lekarz o nim zapomina i chce zapomniec jak najszybciej.
          • 28.04.06, 13:06
            U mojej mamy też objawy były dużo wcześniej.Leczyli ją na różne rzeczy a w
            sumie na nic.Bo albo to dla nich była nerwica albo jeszcze coś durniejszego.
            A ta dzielna kobieta łykała prochy przeciwbólowe i nie dawała się jak mogła.
    • 12.05.06, 07:27
      Witam wszystkich!
      Dawno nie pisałam ale wiecie jak to jest,raz lepiej raz gorzej.Miałyśmy kryzys.
      Znów drań zaatakował.Mama bardzo źle się czuła,teraz jest lepiej.Zrobiłyśmy
      badania,OB bardzo wysokie 40/80.Wcześniej było dożo niższe (15).Mama ma też
      wyższy niż zwykle cukier - 105.Próby wątrobowe ok choć wiem że to nie wyklucza
      przerzutów.Boję się najbardziej tego właśnie.
      Tolka jakie OB ma twoja mama?.
      • 12.05.06, 09:42
        Ula, a może zróbcie USG wątroby, co?

        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
      • 17.05.06, 22:41

        Zrobcie USg trzustki i watroby, ale z Dopplerem koniecznie!


        ulaw2 napisała:

        > Witam wszystkich!
        > Dawno nie pisałam ale wiecie jak to jest,raz lepiej raz gorzej.Miałyśmy kryzys.
        > Znów drań zaatakował.Mama bardzo źle się czuła,teraz jest lepiej.Zrobiłyśmy
        > badania,OB bardzo wysokie 40/80.Wcześniej było dożo niższe (15).Mama ma też
        > wyższy niż zwykle cukier - 105.Próby wątrobowe ok choć wiem że to nie wyklucza
        > przerzutów.Boję się najbardziej tego właśnie.
        > Tolka jakie OB ma twoja mama?.
    • 15.05.06, 11:20
      Tolka, co u Was słychać?
      Jak czuje się Twoja mama?
      • 15.05.06, 11:27
        Dziewczyny kochane, zaglądam do Was czasami chociaż się nie odzywam. Ściskam
        Was obie baaardzo mocno.
        Moja Mama ma kontrolę w CO pod koniec maja. Denerwuję się, ale czym jest mój
        strach wobec Waszego :-((

        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
      • 17.05.06, 09:36
        Witajcie dziewczyny. Ula, moja mama ok, czuje się całkiem nieźle, bóle brzucha
        trochę jej dokuczają, dziś ma mieć morfologię, to sprawdzę ile wynosi to ob. Ja
        natomiast zaczynam chyba mieć doła ogromnego. Siedzę w pracy, nie mam czasu
        nawet w dzień do rodziców zadzwonić nie mówiąc o spotkaniu, dziecko moje coraz
        gorzej znosi takie codzienne długie rozstania z rodzicami, nie mogę jeździć z
        mamą do szpitala, rozważam rezygnację z pracy. Bo coś mi ucieka mam wrażenie...
        Mam wrażenie, że siebie też zaniedbuję, mam gigantyczną tarczycę, a nie mam
        czasu pójść do endokrynologa, wywalone węzły chłonne na szyi od wielu m-cy,
        bóle brzucha (jajników chyba) i kręgosłupa, ale zastanawiam się też czy to nie
        moja wyobraźnia, czy sobie nie wmawiam i chorób nie wywołuję. No ale to nie
        ważne, w każdym razie Ula jest nieźle chyba. Zastanawiam się tylko, co teraz
        robić. Moja mama jest w szpitalu na badabiach krwi co 2 tyg, ale na tym koniec.
        Czy zrobić jej teraz usg? Tomografię? Pozdrawiam Was serdecznie.
        • 17.05.06, 13:26
          Tolka chyba jestem Twoim lustrzanym odbiciem.Nie uwierzysz ale mam identyczne
          objawy i odczucia jak Ty.Mój świat kręci sie wokół choroby mamy a o sobie nie
          myślę wogóle, a właściwie wtedy kiedy coś zaczyna boleć.Ja również mam
          strasznego "doła".Dzieci mówią mi że nie pamiętają kiedy ostatnio byłam
          uśmiechnięta.Nie potrafię się z niczego cieszyć jest mi bardzo smutno.
          Nawet takie sprawy jak kupno butów czy jakichś ciuchów są problemem bo albo
          normalnie mi się nie chce albo zaraz rodzą się wyrzuty sumienia, że tu taka
          choroba a ja myślę o takich głupotach.Wiesz, żeby tylko obciąć włosy zbierałam
          się chyba cały miesiąc.Skierowanie na operację wycięcia tarczycy(wole guzowate)
          miałam już w ubiegłym roku ale ze względu na mamę nie poszłam do tej pory.Bóle
          krzyża i brzucha to normalka.Nie wiem też czy to stres czy choroba.
          Z tymi badaniami to sama nie wiem, pisałaś że miała robioną tomografię.Co do
          USG to powiem Ci że musi robić je dobry specjalista.Czy mama ma jakieś
          krwawienia, upławy?
          ściskam mocno Was obie.Ula.
          • 17.05.06, 14:12
            Ula no proszę, witam siostrę ;) Mama ma krwawe upławy cały czas. Miała
            tomografię w lutym, może czas na następna? Ale chyba za wcześnie.
            Ja jestem taka, że badania wszelkie to nawet sobie czasem robię, wszystko
            jednak na własnę rękę i nigdzie się z wynikami tych badań oczywiście nie
            pokazuję, nie konsultuję z lekarzem, bo na to już czasu nie mam. Tarczycę masz
            do wycięcia? To może w takim razie kiedyś spotkamy się na oddziale :) Ja mam
            też wole guzowate, ale te guzki małe i normoechogeniczne, za to tarczycę jakąś
            gigantyczną, powiększoną do wewnątrz i nie wiem, co z nią zrobią. Ale na razie
            oddycham, więc ok ;)
            • 17.05.06, 22:40
              Witajcie!

              Nie czytalam wszytkiego, tylko 3 ostatnie posty.
              Tarczyca moze sie powiekszac na tle nerwowym tez, ja tez tak troche mam.
              To tylko taka moja uwaga.
              • 18.05.06, 07:08
                Linia masz rację, moje guzy pokazały się wraz z chorobą mamy.Owszem wcześniej
                podejrzewałam że coś z tarczycą jest nie tak ale guzów nie było a później
                zaczęły rosnąć w oczach.
                • 18.05.06, 10:27
                  Ja mam tarczycę od dziecka (koniec szkoły podstawowej - to jeszcze dziecko? ;))
                  powiększoną, guzki też zawsze były, ale oczywiście macie rację :)
                  • 18.05.06, 11:55
                    Ale jakie to guzy? Wole? Czy jakies guzy?
                    Na pewno jest to zalezne w jakims stopniu od nerwow.
                    • 18.05.06, 12:41
                      Z pewnością jest zależne. Pytasz o moje guzki czy Uli? moje niegroźne na razie,
                      tak oto mam napisane na wyniku usg: echogeniczność tkanki gruczołowej
                      niejednorodna, z pojedyńczymi guzkami torbielowato-litymi, tchawica uciśnięta.
                      Guzki do 6 mm.
                      ta moja tarczyca jest duża i chyba to jest jedyny problem mam nadzieję (norma
                      to w sumie 18 cm3, a u mnie każdy z płatów ma po 27 cm3 plus cieśń 1 cm3). Ale
                      wszystkie hormony mam w normie, dlatego nie spieszno mi do lekarza.
                      • 19.05.06, 07:09
                        A robiłaś scyntygrafię?Moje też są lito- torbielowate.A dwa są dosyć
                        pokaźne.Hormony też mam w normie ale moje guzki są nieciekawe bo są" zimne"..To
                        pokazała scyntygrafia.I dlatego najlepiej byłoby to już zoperować.Ale kiedy ja
                        to zrobię?
                        • 19.05.06, 08:59
                          jak to kiedy? Teraz najlepiej, skoro guzki są nieciekawe. Mądrala ze mnie co?
                          Ale poważnie, za długo może nie czekaj. Ja scyntografię miałam 4 lata temu.
                          Trochę się temat nam zmienił :)
                          • 19.05.06, 12:48
                            Właśnie w tym problem że temat nam się zmienił.
                            A kiedy do niego wrócę nie wiem.Z mamą jest nieciekawie.
                            Jest jakaś słaba,puchną nogi.Najgorsze są noce.Wtedy czuje się bardzo źle,
                            nawet nie potrafi określić co ja boli bo boli wszystko.Czy tak ma być?
                            Tolka jak jest u twojej mamy?Czy bierze jakieś leki przeciwbólowe?
                            • 19.05.06, 13:26
                              U mojej mamy jest źle, gdy ma problemy z wypróżnianiem. Wtedy boli ją bardzo
                              brzuch i jest słaba bardzo. Ostatnio pojawiły się też bóle pleców. Ale poza
                              tym, tak ogólnie jest nieźle. Gdy jelita w miarę dobrze pracują mama czuje się
                              dobrze. Przeciwbólowo bierze Ketonal tylko. Ale jest tak przeraźliwie chuda...
    • 22.05.06, 09:00
      Moja mama ma hemoglobinę 7,8! Zrobili jej morfologię, powiedzieli, że wyniki
      krwi się poprawiły (!) i do widzenia. Jak to zobaczyłam w weekend... Mama
      oczywiście twierdzi, że czuje się ok, gdyby nie problem z wypróżnianiem i bólem
      brzucha, czułaby się jak młody bóg. Ja nie mam możliwości być z nią cały czas,
      widujemy się jedyne w weekendy, też nie we wszystkie. A ona nie je tego, co ja
      jej kupię, nie stosuje odpowiedniej diety, żeby ta krew się polepszyła, więc
      jak niby wartości miałyby wzrosnąć... Jej lekarz wyjechał na 3 tyg.
      • 22.05.06, 09:49
        Tolka,
        zle! Przy hemoglinie 7 trzeba podac juz krew.A jest balda? Pewnie jest blada, a
        wcale dobrze sie nie czuje, tak tylko mowi, wiem jak moja mama przy takiej
        hemoglobinie sie czula.
        Tolka, przepraszam, ze pytam, ale jest sporo ludzi tutaj i nie wszytko pamietam,
        ile czasu Twoja mama jest po chemii? Jakie byly ostatnie wyniki hemoglobiny? Czy
        sie pogorszyly po chemii czy od tak sobie? Napisz dokladnie przebieg w skrocie.
        Jesli chemia byla skonczona dawno,a hemoglobina zaczela spadac, to zly znak.
        Trzymaj sie i odpisz szybko.

        • 22.05.06, 09:51
          Lina, ja zawsze boję się Twoich odpowiedzi... Ale zawsze na nie czekam. Mama
          ostatnią chemię miała w styczniu. Hgb wtedy ok 9.
        • 22.05.06, 10:25
          Ale tak sobie myślę (może sama siebie oszukuję), ta hemoglobina nie miała się
          szans podnieść, bo jak skoro mama niewiele je, nic nie brała (przyznała mi
          się), żadnych buraków, nic. Niewiele organizmowi dostarczała, zarówno ilościowo
          jak i jakościowo. Ona chodzi na spacery, na zakupy (jakiś kilometr w jedną
          stronę), jeździ do swojego rodzinnego miasta raz na miesiąc na tydzień
          (autobusem). Czyżby tak silny organizm miała? Tzn. że jest silny, to wiem, ale
          mam nadzieję, że to jednak ma znaczenie...
          • 22.05.06, 12:31
            Tolka słuchaj, a jaką hemoglobinę miała Twoja mama przed chorobą?
            Jeżeli miała całe życie niezbyt wysoką to organizm jest przyzwyczajony i może
            całkiem dobrze funkcjonować.
            A z tym podniesieniem wartości hemoglobiny to masz rację, jak można to zrobić
            jeśli trzeba pilnować diety? Moja mama jak wypiła soku z buraczków to nie mogła
            wyjść z kibla.Wogóle to niby je ale też mało i niezbyt wartościowe.
            Pisałaś mi też że mama ma krwiste upławy i przy tym też może spadać hemoglobina.
            Może trzeba podać coś przeciwkrwotocznego.Moja mama brała cyclonaminę albo
            exacyl.
            • 22.05.06, 12:53
              Ja już sama nie wiem, co zrobić, czy czekać na jej lekarza, czy zawieźć ją do
              szpitala. Mama przed chemią miała ok 11, w czasie chemii zawsze na granicy
              9/10, raz 7,6, ale wtedy też nie dostała krwi.
        • 22.05.06, 15:16
          Liina mam nadzieję, że nie uraziłam Cię tym stwierdzeniem, że zawsze boję sie
          Twoich odpowiedzi. One są cenne niesamowicie. Pozdrawiam!
          • 22.05.06, 17:24
            Nie, aboslutnie nie urazilas.
            Moim zdaniem nie wygada to najlepiej, zwlaszcza, ze w czasie chemii hemoglobina
            byla wyzsza, a czy mama w czasie chemii jadla inaczej? Inna diete miala? Pewnie
            jeszcze gorzej, bo na wymioty, mdlosci itd.
            Spadek hemoglobiny moze oznaczac, ze zaatkowany jest szpik, co oznacza, ze szpik
            nie produkuje czerwonych krwinek. To jest to o czym pisal w tak strasznie
            obrazowy sposob Andy.Pisal on o tej bladosci itd.
            Koniecznie robic w krotkich odstepach czasu ta hemoglobine i patrzec czy dalej
            spada czy tez moze stoi w miejscu. Fakt, ze mama ma krwiste uplawy, ale ile tej
            krwi wylatuje dziennie? Jag duzo tego jest? W trakcie chemii tez je pewnie
            miala, a hemoglobina byla wyzsza jednak.
            Robic hemoglobine nawet co tydzien. Jesli to jest zaatkowany szpik, to bedzie
            ona coraz szybciej spadac. Pomocna doraznie moze byc transfuzja krwi, ale to tez
            na krorko, bo kriwnki czerowne maja okreslona zywotnosc, umieraja potem , a na
            ich miejsce nie sa produkowane nowe i znowu hemoglobina spada.
            Koniecznie obesrowac ta hemoglobine i jej wahania oraz w jakim tempie spada,
            jesli zacznie dalej spadac.
            Nie martw sie na zas, wiem, ze latwo mowic, ale sapokojnie.
            Niech mama popoje czerwonego wina kazdego dnia troche, tak z pol kieliszka.
            Teraz po chemii, powinna wyrownywac sie, a nie spadac.
            Trzymaj sie, nie boj sie moich wypowiedzi, nie jestem wyrocznia, myle sie tak
            jak inni, nie zawsze to co pisze i co mi sie wydaje, moze byc prawda.
            Poza tym nie jestem lekarzem, ale jak widac brak wiedzy lekarzy zmusza kazdego z
            nas do ksztalcenia sie w dodatkowych fakultetach niestety, smutne.
            Kiedy ta hemoglobina byla robiona teraz? Moze juz minal tydzien? Mysle, ze jesli
            to szpik , to moze juz byc nawet mniejsza po tygodniu nieco.
            • 23.05.06, 08:45
              Liina mam nadzieję, że się mylisz. Hgb wzrosła w ciągu ostatnich 2 tygodni, nie
              wiem, jaka wartość była poprzednio, bo wyniki zostały w szpitalu, ale lekarz
              powiedział mamie, że było gorzej. W czasie chemii mama nie wymiotowała, znosiła
              ją całkiem dobrze. Ale wtedy w miarę pilnowała diety. Za tydzień ma znów
              morfologię. Ma ją co 2 tygodnie.
              • 23.05.06, 22:38
                Liina mam nadzieję, że się mylisz. Hgb wzrosła w ciągu ostatnich 2 tygodni, nie
                >
                > wiem, jaka wartość była poprzednio, bo wyniki zostały w szpitalu, ale lekarz
                > powiedział mamie, że było gorzej. W czasie chemii mama nie wymiotowała, znosiła
                >
                > ją całkiem dobrze. Ale wtedy w miarę pilnowała diety. Za tydzień ma znów
                > morfologię. Ma ją co 2 tygodni

                To w takim razie wzrasta czy spada?
                • 24.05.06, 08:39
                  Ogólnie cały czas spadała. Ale przy ostatnim badaniu była odrobinę wyższa niż
                  poprzednio (czyli wcześniej było poniżej 7,8). Więc może teraz już pójdzie w
                  górę.
                  • 24.05.06, 08:41
                    Acha, to dobry znak, ze troche w gore poszla, a o ile poszla w jakim czasie
                    mniej wiecej? No nic, nie panikowac, robic czesto i obserwowac.Pozdarwiam.
                    • 24.05.06, 09:06
                      Nie wiem, o ile poszła, bo wyniki zostają w szpitalu, a ja z mamą na badania
                      nie chodzę. Ona nie sprawdza wartości. No nic, za tydzień następna morfologia.
                      Teraz mam nadzieję będę dostawała kopię wyników. Organizm mojej mamy
                      zaadaptował się do niskich wartości hgb, przyzwyczaił się do długotrwałej
                      anemii (jak pisała Ula). Mam nadzieję, że w końcu ruszy się ta hgb. Już nie
                      panikuję :) Ale teraz to z 9 bym się cieszyła nawet.
            • 23.05.06, 08:52
              Upławy się skończyły. Także to odpada jako przyczyna spadku.
              • 23.05.06, 11:07
                Tak same z siebie? Czy mama brała jakieś leki?
                • 23.05.06, 11:11
                  tak same z siebie.
                  • 23.05.06, 12:23
                    No to chemia zadziałała.Super.Pozdrówka dla mamusi no i dla ciebie.
                    • 23.05.06, 12:50
                      Dziękujemy :) I również pozdrawiamy.
                      Acha, na niedokrwistość moja mama bierze aktualnie darbepoetynę alfa (lub
                      placebo, bo to badanie sprawdzające działanie leku jest). No ale na razie
                      efektu jak widać nie ma. Mam nadzieję, że jednak zadziała.
    • 14.06.06, 13:09
      Witam wszystkich!
      Miałyśmy kryzys i to dosyć poważny.Mama przeszła silne zaziębienie,słabła coraz
      bardziej i do tego jeszcze doszły bóle brzucha.Koszmar,myślałam że to koniec.
      Zapisałam mamę do poradni leczenia bólu,dostała plastry przeciwbólowe i Megace.
      Plastry okazały się bardzo pomocne bo mama przestała odczuwać ból i większość
      dolegliwości.Powraca tez apetyt i ogólnie jest lepiej.Nie chcę zapeszać ale w
      mamę wstąpiły znowu siły, zaczęła wychodzić z domu.Lekarka z tej poradni
      zasugerowała że te bóle mogą być skutkiem wcześniejszego zażywania leków
      przeciwbólowych doustnie.
      Zaproponowała mi położenie mamy na oddziale paliatywnym aby wzmocnić ją trochę
      i zrobić jakieś badania.Ale na razie nie ma wolnych łóżek.Myślę ze byłoby to
      dobre rozwiązanie ale obawiam się o stan psychiczny mamy jak znajdzie się na
      takim oddziale.
      Męczy mnie jeszcze jeden problem.Po tych plastrach mama ma zaparcie.Co robić w
      takiej sytuacji? Może ktoś ma doświadczenie w tej kwestii.
      Pozdrawiam wszystkich cieplutko.Strzępek Uli.
      • 14.06.06, 13:33
        No właśnie, te zaparcia to duży problem. Ja niestety nie mam doswiadczenia z
        plastrami, również nie mam z megace. Mam za to znów problem z hemoglobiną.
        Spadła jeszcze bardziej, teraz jest 6,8... a lekarz (znów nie prowadzący tylko
        inny), po obejrzeniu wyników morfologii powiedział mamie, że jest dobrze i mama
        pojechała sobie do domu.
        Ula myślę, że nie ma co się obawiać pobytu na oddziale poliatywnym. A jeśli
        tylko uda im się ją wzmocnić, odzyska siły. I chęci.
        • 14.06.06, 13:42
          Tolka ja nie wiem ile moja mama ma w tej chwili hemoglobiny ale jeśli okaze się
          ze ma mało to poproszę o podanie krwi.Jeśli będzie trzeba to my sami oddamy
          krew.Może Ty pomyśl o tym samym.
          • 14.06.06, 13:46
            Tak właśnie mam zamiar zrobić. Tylko cały problem w tym, że mnie nie ma na
            codzień z mamą, kurde jestem wściekła i przerażona, nie mogę się zwolnić z
            pracy... Mam nadzieję, że dla szpitala pora dnia czy nocy nie ma znaczenia, w
            ogóle czy podanie krwi pacjentowi to taki wielki problem???
          • 14.06.06, 13:55
            Ula, na zaparcia, jak juz kiedys pisalam, w pewnym momencie nic nie dziala.
            Wtedy jest ciezko, robia sie kamienie kalowe. Delikatnie lewatywe mozna zrobic,
            zeby do tego nie dopuscic. Przede wszystkim trzeba jesc tak, zeby nie obciazac
            jelit. Tu oczywiscie polecam nutri drinki i forticare. Moja mama na czczo
            wypija sobie siemie, olej lniany, jakies ziolka sobie parzy i jakos to idzie.
      • 14.06.06, 13:40
        Ula, czytałam że w przypadku takich zaparć można podawać środki o działaniu
        lekko przeczyszczającym n.p. herbatki. Spytaj w aptece.
        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
    • 14.06.06, 16:34
      Powiedzcie mi, jak to jest w innych szpitalach. Zadzwonilam do szpitala przed
      chwila, do lekarza dyzurnego, bo lekarz mojej mamy ma urlop a komorki nie
      udostepnia apcjentow, takze kontaktu z nim nie ma. No wiec pytam, czy przy
      poziomie hgb 6,8 nie powinni przetoczyc krwi. Pani doktor na to, ze tak, ze
      powinni. Wiec mowie, ze chcialabym mame przywiezc. A ona na to, ze tu jej nie
      przetocza, zeby nie przyjezdzac, ze mamy pojechac do najblizszego szpitala w
      rejonie. Moja mama oczywiscie nie chce, do "swojego" to jeszcze by pojechala...
      Czemu musimy walesac sie poszpitalach, tlumaczyc, prosic??? Dlaczego do jasnej
      cholery nie zareagowali na taki poziom hemoglobiny od razu? Tylko powiedzieli,
      że wyniki są dobre. Jestem wkurzona okrutnie. Mam dość, serdecznie dość
      lekarzy. Czy to ja mam wszystko wiedzieć, organizować? Czuję się już bezsilna...
      • 14.06.06, 21:13
        Tolka,

        rozumiem, ze dzwonilas teraz na onkologie czy gdzie?
        Hemoglobina spada? jak szybko? Z ilu na ile i w jakim czasie?

        Uprzedzam cie, ze nie beda chcieli krwi przetaczac i "sztucznie podtrzymywac"
        mamy. Spadajaca hemoglobina oznacza, ze zostal prawdopodobnie zaatakowany szpik,
        a wtedy juz pacjenta olewaja i szkoda im na pacjenta kasy.
        Czy mama Twoja bierze teraz chemie? Jesli bierez chemie, to przez chemie
        hemoglobina spada, ale jesli nic nie bierze, a hemoglobina spada, to nie jest
        dobrze.Lekarz moze ci tego ze wzgledow etycznych nie powiedziec, ze to bardzo
        zly znak i ze oni nie przewiduja krwi dla pacjentow w stanie terminalnym, ale
        beda sie migac od podania krwi, bo oni uwazaja, ze pacjent juz nie rokuje
        dobrze.Przepraszam, ze takie cos pisze, przeszlam przez to wszystko sama, mojej
        mamie tez w pewnym momencie zaczela spadac hemoglobina, ja wiedzialam co to
        oznacza i jaki jest tego mechanizm, nie tumaczylam mamie duzo. W kazdym badz
        razie dostawala krew do konca na tyle na ile sie dalo jeszcze, przedluzylo jej
        to zycie mysle gdzies o dobry miesiac albo dluzej, inaczej by wczesniej na
        anemie umarla, a tak dzieki tej krwi jeszcze miala szanse z nami porozmawiac,
        pobyc, pochodzic, posiedziec itd.
        Mam nadzieje, ze ta spadajaca hemoglobina nie jest tym zlym znakiem i moze jest
        inne zrodlo tego, ale jesli jest tak jak mowie, to mimo wszytko walcz, aby krew
        dostala, zwlaszcza jesli jest ogolnie w dobrym stanie.
        Przepraszam jesli Cie zasmucilam moim postem.Walcz o krew do konca!Niech daza
        krew, jesli po podaniu krwi poprawi sie hemoglobina, a potem zacznie znowu
        spadac, to znaczy, ze szpik nie produkuje czerwonych krwinek i stad to wszytko
        spada.Trzymaj sie i walczcie.
        • 14.06.06, 21:33
          Tolka linia ma rację.
          Na onkologii mamie tej krwi nie podadzą bo dla nich już nie rokuje wyleczenia.
          Pamiętasz jak pisałam o brachyterapii dla mamy , też mi onkolog powiedziała ze
          jest kolejka a pierszeństwo mają ci którzy sa po radykalnym leczeniu z dobrymi
          rokowaniami czyli praktycznie już wyleczeni.
          No i widzisz czy nie powinno byc odwrotnie że pierszeństwo mają paliatywni
          czyli ci co nie mają za dużo czasu.
          Tolka ty załatwiaj tą krew w rejonowym szpitalu i nie licz na onkologię.Musisz
          przekonać mamę.Trzymaj się kochana.Dobrze wiem co czujesz.
          • 14.06.06, 22:39
            Dzieki dziewczyny. Hemoglobina spada. Spada nawet mimo darbepoetyny alfa, która
            chyba jest niezłym lekiemm. Boże czemu to tak szybko się dzieje? Cholera
            strasznie się boję.
            • 14.06.06, 22:44
              Tolka, niestety to nie sa dobre wiesci, lek nie pomoze, jesli szpik jest
              zaatakowany, szpik nie produkuje czerwonych krwinek, mama musi dostac krew, bo
              inaczej bardzo umrze na anemie, jesli przyczyna spadania tej hemoglobiny jest to
              co podejrzewam.
              Ja tez sie balam, teraz tez sie boje nawet jak o tym pomysle. Czasem mi sie
              wydaje, ze mama nie umarla i jeszcze mozna duzo zrobic, czasem do mnie dociera,
              ze jej jednak nie ma...Trzymaj sie Tolka, walcz o krew, poki mama jest w ogolnie
              dobrym stanie, nie ma wodobrzusza itd.Krew ja postawi na nogi.
              • 14.06.06, 22:48
                Podadzą jej tą cholerną krew, muszą. Tylko krew pomoże? Nic innego już nie mogę
                zrobić?
                • 14.06.06, 22:57
                  Jesli szpik jest zaatakowany, to tylko krew, ale musisz sie liczyc z tym, ze
                  pomoze tak ta krew na tydzien, nie dluzej, potem hemoglobina znowu bedzie
                  spadac. czerwone krwinki maja okreslona zywotnosc, jesli umieraja, to szpik nie
                  produkuje nowych, stad ten spadek hemoglobiny.
              • 14.06.06, 22:54
                A może oni ją celowo oszukują? mówią, że jest dobrze, żeby się nie załamała. A
                ja jej mówię, że ta hgb nie jest dobra... Tak się cieszyła, że jest lepiej, a
                ja wypaliłam z tym, że poziom jest strasznie niski. Kurcze nie umiem tego
                odpowiednio rozegrać. Też jestem do d... Ale żeby krwi żałować, tego nie
                rozumiem. Przecież każdy z nas chętnie odda krew.
                • 14.06.06, 23:00
                  Spokojnie, oni tak mowia, bo chca miec ja z glowy szybciej. Przepraszam, ze tak
                  pisze prosto z mostu, ale takie jest podejscie u nas do pacjenta przewaznie,
                  choc nie zawsze, ale czesto.
                  U nas sie nie patrzy na psychike pacjenta, wiec nie licz, ze nie mowia jej tego,
                  bo nie chca jej denerwowac.A ty nie jestes do d..., to wiem na pewno. Dobrze, ze
                  to zauwazylas i ze o tym alarmujesz.
                  • 15.06.06, 19:45
                    Udało ci sie cos dla mamy załatwic? Wiem, ze pewnie dzis to w ogole nic nie
                    pomoga juz,moze jutro cos da sie zrobic.W kazdym badz razie walcz o to zeby ta
                    krew dostawala.Trzymaj sie ,pozdrawiam.
                    • 16.06.06, 08:42
                      Dzisiaj jadę do mamy i zabiorę ją do szpitala. Podadzą jej tą krew, nie biorę
                      innej możliwości pod uwagę. Dam znać wieczorem.
                      • 16.06.06, 19:31
                        Tolka jestem z Tobą!Dasz radę!Na pewno zrobisz wszystko co jest w twojej mocy.
                        Jesteś wspaniałym Człowiekiem i wspaniałą córką.
                        I nigdy więcej nie pisz że jesteś do d...!
                        • 16.06.06, 19:43
                          Właśnie wróciłam ze szpitala. Ok nie napiszę, żę jestem do d... :) Zawiozłam
                          mamę do szpitala, w którym się leczy. Pojechałyśmy na SOR, gość w rejestracji,
                          chciał mnie oczywiście zbyć, sugerował, żebyśmy do rejonu pojechały, ale nie
                          zamierzałam tego zrobić. Gdzie niby jest rejon mojej mamy? ona mieszka 120 km
                          stąd. No w każdym razie wyjaśniłam, o co chodzi. Obejrzał mamę lekarza, zalecił
                          konsultację onkologiczną, przyszedł onkolog dyżurny i zabrał mamę na oddział z
                          zalecenim transfuzji krwi. Mama ma zostać tam kilka dni. Martwę się też jej
                          nerką (tą zdrową, na jednej ma już nefrostomię). Słabo pracuje, mama oddaje
                          mocz raz na dobę.
                          • 16.06.06, 19:46
                            Dobrze, że została w szpitalu, mam nadzieję, że ją trochę wzmocnią. Ona ledwo
                            chodziła, była w stanie zrobić tylko kilka kroków.
                          • 16.06.06, 20:18
                            Tolka!Będzie dobrze.I niech jeszcze sprawdzą tę nerkę.Nie daj się zbyć bo
                            zbywanie to ich najmocniejsza strona.
                            Całuki i trzymam kciuki.
                            • 16.06.06, 23:21
                              Hej,

                              na nerki trzeba uwazac, a co tej zdrowej nerce jest, ze sie o nia boisz?
                              Krew ja na nogi postawi, oby na jak najdluzej.
                              Trzymaj sie.
                              • 17.06.06, 10:22
                                Nie wiem, czy coś tej nerce jest, mama rzadko oddaje mocz, raz na dobę, to
                                chyba rzadko. Ale może to nic takiego. Krew już dostała. Ale jak na razie wciąż
                                czuje się kiepsko. Muszą ją też nawodnić, bo była odwodniona.
                                • 18.06.06, 18:27
                                  Raz na dobe, to bardzo malo.Czy duzo pije? Trzeba zrobic dobowa zbiorke moczu
                                  aby sie dowiedziec na ile nerki sa wydolne , a na ile nie. Zapisywac ile wypila
                                  i zapisywac ile moczu wysikala.Podac to lekarzowi.Zbiorke zaczyna sie chyba
                                  wieczorem, tzn. zaczynac spisywac plyny na wieczor, potem rano ile siusiu
                                  oddala, potem jak cos pije dalej zapisywac i ile wysiusiala. Nie jestem pewna
                                  tylko, czy to sie rozpoczyna na noc czy na dzien, ale chyba na noc juz sie
                                  zapisuje ile sie wypilo i rano zapisuje sie ile sie wysikalo. Nie pamietam juz
                                  teraz procedury dokladnie, ale koniecznie to trzeba zrobic, aby dojsc czy nerki
                                  sa wydolne, poza tym koniecznie mocznik i kreatynina!
                                  • 19.06.06, 11:05
                                    Zbórka moczu jest od wczoraj (wieczór). Założyli mamie cewnik. Jutro
                                    konsultacja z urologiem.
                                    • 19.06.06, 19:01
                                      Jak dzis? Co wykazała zbiórka? Jak krew? Kiedy podali dokładnie i czy juz robili
                                      badanie krwi po podaniu krwi? Jak się mama czuje? Jest mocniejsza?
                                      • 20.06.06, 08:52
                                        Krew podali już w piątek. Jeszcze nie było badania krwi. Zbiórka moczu trwa do
                                        dziś, dziś też konsultacja z urologiem, mam nadzieję, że coś wyjaśni. Mama jest
                                        mocniejsza oczywiście, choć na ile, to trudno powiedzieć, bo nie chce za dużo
                                        spacerować z tymi workami (nefrostomia, cewnik, kroplówka), więc głównie leży.
                                        Mam nadzieję, że lada dzień wyjdzie ze szpitala, odżyje trochę.
                                        • 20.06.06, 09:18
                                          Tolka to w końcu na onkologii podali mamie tę krew?
                                          • 20.06.06, 09:25
                                            Tak tak. Na onkologii. Jak pisałam, postanowiłam nie wozić jej po przypadkowych
                                            szpitalach, bo byłam pewna, że będą nas odsyłać (zresztą wcześniej
                                            telefonicznie sprawdzałam, gdzie mogliby nas przyjąć, wszędzie mówili, że nie
                                            ma co przyjeżdżać bo... powody najróżniejsze). W końcu tam się leczy i
                                            stwierdziłam, że tam powinni jej pomóc i że zrobią to najlepiej. Na izbie
                                            przyjęć oczywiście trochę pewien młody człowiek w rejestracji kręcił nosem,
                                            sugerował, żebyśmy sobie pojechały do rejonu, ale powiedziałam, że nigdzie nie
                                            pojedziemy. Zbadał ją lekarz, wezwał onkologa i onkolog zabrał na oddział. Nie
                                            byłam tam zbyt mile widziana na tej izbie przyjęć (ja, nie mama), ale udało
                                            się.
                                            • 20.06.06, 09:42
                                              Wiedziałam że dopniesz swego i nie dasz się!
                                              Jesteś WIELKA !
                                              • 20.06.06, 09:58
                                                Taaaaaa :) Ula mama była w takim stanie, że naprawdę oni nie mieli wyjścia
                                                (zresztą lekarze tam są całkiem mili i rozsądni w miarę), no przecież muszą
                                                pomóc człowiekowi, który się słania na nogach i ma tak kiepskie wyniki krwi.
                                                Naprawdę w takich sytuacjach wg mnie trzeba jechać tam, gdzie pacjent się
                                                leczy, jeśli to nie za daleko, lub przynajmniej tam, gdzie jest oddział
                                                onkologiczny.
                                                • 20.06.06, 15:45
                                                  Dziś hemoglobina była ponad 10. Także chyba nieźle. Jutro usg nerki.
                                                  • 21.06.06, 12:15
                                                    Tolka bardzo się ciszę.
                                                    Całuski.Ula.
                                                  • 22.06.06, 08:46
                                                    Jak tam Tolka mama? Jak nerki?
                                                  • 22.06.06, 12:15
                                                    Ano nie wiadomo, jak nerki. Urolog idzie do niej już od kilku dni i dojść nie
                                                    może. Leży w tym szpitalu i czeka na konsultację. Może przed weekendem
                                                    dojdzie... Ogólnie mama czuje się dobrze. Leży z nią na sali pani, z
                                                    przerzutami do wielu narządów (włącznie z kręgosłupem, wątrobą, trzustką, ma
                                                    guzy w klatce piersiowej). Zaczęło się od czerniaka jakieś 8 lat temu. Teraz po
                                                    tylu latach lekarz powiedział jej, że pierwsza operacja była całkowicie źle
                                                    wykonana, że to wszystko przez tą operację. I wiecie co, mnie to w ogóle nie
                                                    zdziwiło. Moje postrzeganie lekarzy (jest wielu cudownych, to wiem nadal) jest
                                                    już w takim stadium, że w niemal każdym przypadku widzę błędy, tzn zakładam, że
                                                    one zostały popełnione... Boże jak ta pani cierpi, jak potwornie ją boli.
                                                  • 22.06.06, 13:08
                                                    Wiesz co Tolka skoro ta pani z tyloma przerzutami leży w szpitalu to i tak ktoś
                                                    ma tam jeszcze wielkie serce bo inni lekarze każą załatwiać hospicjum.
                                                    Czytałaś mój post na dole?
                                                  • 22.06.06, 13:12
                                                    A jeszcze odnośnie tych lekarzy to mi się już nie chce gadać bo mnie krew
                                                    zalewa.
                                                    Jak mama poszła do rodzinnego po skierownie na morfologię bo taka słaba była to
                                                    PANI DOKTOR nakrzyczała nanią że po co morfologia jak to na 100% tarczyca i
                                                    dała leki od tarczycy bez sprawdzenia poziomu hormonu tarczycy.I CO WY NA TO?
                                                  • 22.06.06, 20:35
                                                    Ula, to też już mnie nie dziwi. Szkoda, bo gdyby szokowały takie kwiatki, to
                                                    znaczyłoby, że to wyjątki, a to się zaczyna robić powszechne... Eh... pozdrów
                                                    mamę ode mnie, mam nadzieję, że psychicznie się trzyma.
                                                  • 22.06.06, 20:08
                                                    Pogon tego urologa, olewaja Was...., a ile ma mocznika i kreatyniny?
                                                  • 22.06.06, 20:38
                                                    Niestety nie wiem, ile ma, nie wiem nawet, czy oznaczali poziom. Nie mogę w
                                                    tygodniu chodzić do szpitala... Ale dziś było usg, nerka wygląda kiepsko, jutro
                                                    mają zdecydować, co robić, ale na 90% będzie nefrostomia na drugiej nerce.
                                                    Czyli będą dwie.
                                                  • 25.06.06, 21:21
                                                    Hej Tolka, jak mama?
                                                  • 25.06.06, 22:54
                                                    Tak ogólnie dobrze. Jutro zakładają jej nefrostomię. Jutro też morfologia,
                                                    więc zobaczymy, co z hemoglobiną. Słuchajcie, czy FortiCare jest na receptę???
                                                    Wie ktoś? Bo jeśli tak, to pewnie jest spora zniżka.
                                                  • 26.06.06, 09:39
                                                    FortiCare jest bez recepty. Tolka, myślami jestem z Tobą i Twoją Mamą chociaż
                                                    nie piszę za często.

                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Najpiękniejsza Kasia na świecie
                                                  • 26.06.06, 13:12
                                                    Tolka cieszę się ze u twojej mamy już lepiej.Tylko ta druga nefrostomia.....
                                                    Może mama przyzwyczai się do niej,skoro ma już jedną.Zresztą,do czego te nasze
                                                    mamy się nie przyzwyczają? Moja mówi że już się przyzwyczaiła do tych okropnych
                                                    upławów.
                                                    Tolka czy ktoś z lekarzy zasugerował ci podawanie FortiCare?
                                                    Pozdrowienia i uściski dla mamy i dla Ciebie.
                                                  • 26.06.06, 20:31
                                                    Lepsza nefrostomia niz niewydolnosc nerki.
                                                    Trzymajcie sie, przytulam was mocno.
                                                  • 26.06.06, 22:17
                                                    dziewczyny dziekuje. nick zmieniony chwilowo klawiatura mi znow nawala.
                                                    Forticare jest bez recepty owszem ale ostatnio gdy moj mąż kupował spytano go w
                                                    aptece czy ma recepte. pomyslalam sobie ze moze z recepta jest znizka. dowiem
                                                    sie. forticare sama postanowilam mamie kupowac bo jest podobno lepsze niz
                                                    nutridrinki a te zalecil lekarz zeby nie obciazac jelit. gość z nutrcia
                                                    powiedzial ze najlepiej pic 3 na dobe przez min 3 tyg. no wiec mama pije ne
                                                    zawsze 3 ale stara sie. druga nefrostomia juz zalozona. mamie nie robi duzej
                                                    roznicy czy ma jedna czy dwie. pozdrawiam Was serdecznie!
                                                  • 27.06.06, 10:07
                                                    Hej dziewczyny!

                                                    Tolka, niech Twoja mama "wciąga" ile może, to naprawde wzmacnia i nie jest
                                                    takie paskudne jak np. truskawkowy nutridrink. Pozdrów serdecznie mamę - niech
                                                    się trzyma i nie daje. Ściskam Was mocno!
                                                    Ulaw, co u Ciebie i Twojej mamy?
                                                  • 27.06.06, 21:33
                                                    Hej dziewczyny!
                                                    W czwartek jadę umówić termin tej brachyterapii choć do końca nie wiem czy ją
                                                    zrobią.Mama czuje sie trochę lepiej, po Megace ma apetyt bierze tez żelazo i
                                                    pije pokrzywę.Hemoglobina chyba idzie w górę bo widać po śluzówkach oczu
                                                    (czerwienią się).Ale...... niepokoi mnie ze mimo przyklejonego plastra
                                                    przeciwbólowego mamę boli dół brzucha i w pachwinach.Nie wiem co myśleć czy to
                                                    boli od tego nacieku w pochwie czy z innego powodu.Bo powiem wam że mam taki
                                                    problem z mamą że jak lepiej się czuje to wszystko robi nie zastanawiając się
                                                    że tego nie wolno np. wczoraj wyprała w rękach dwie duże narzuty na kanapy albo
                                                    sprząta i przesuwa sama meble, więc nie wiem od czego w końcu ją ten brzuch
                                                    boli.Tłumaczę jej jak dziecku że tak nie wolno a ona swoje.A ja nie wiem na
                                                    czym stoję.Nawet nie wiem jak to tłumaczyć lekarzowi.
                                                    Czasami pojawia się też u mamy na skórze, w dole brzucha taki rumień jak po
                                                    naświetlaniu i jak dobrze sobie przypominam to wtedy bardziej boli.
                                                  • 28.06.06, 09:52
                                                    Ech te Mamy... Forsowanie się to ich specjalność :-) Ale dobrze, że Twoja Mama
                                                    bierze się w garść. To napewno poprawia jej nastrój i pozwala zapomnieć o
                                                    kłopotach.
                                                    Spytaj o ten ból, jak będziesz w czwartek u lekarza. Wydaje mi się, że to
                                                    jednak może boleć naciek.

                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Najpiękniejsza Kasia na świecie
                                                  • 27.06.06, 21:35
                                                    Sorry, zapomniałam zapytać Marzenko a jak u ciebie?
                                                  • 28.06.06, 22:57
                                                    Czy wezły w pachwinie sa wyczuwalne reką?
                                                  • 29.06.06, 19:37
                                                    Ja nie wyczułam żadnych zgrubień w pachwinach u mamy, to chyba nie sa
                                                    powiększone.
                                                    Tak jak wcześniej pisałam dzisiaj byłam umówiona z lekarzem z CO w sprawie
                                                    brachyterapii.I WYSZŁAM ZSZOKOWANA.....ALE POZYTYWNIE.
                                                    Otóż lekarka która do tej pory zajmowała sie mamą jest na urlopie, ale umówiłam
                                                    sie z nia wcześniej że kiedy bedzie już nowy aparat do brachyterapii to mam
                                                    zglosić się do innego lekarza który jest jej zastępcą.Telefonicznie umówiłam
                                                    sie z panem doktorem na dziś.Pan doktor zapytał o dotychczasowe leczenie
                                                    obejrzał wyniki i stwierdził że nie ma na co czekać.We wtorek mam już mame
                                                    przywieźc do szpitala.Byłam mile zaskoczona ponieważ jest kolejka i zapisany ma
                                                    każdy dzień(sama widziałam)ale udało się mu mamę wcisnąć.Powiem szczerze że
                                                    pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem tzn. nie odczułam tego o czym tu
                                                    wiele osób pisało czyli o totalnym olewaniu i lekceważeniu osób nie rokujących
                                                    wyleczenia.Niestety zdaję sobie doskonale sprawę z tego że ta brachyterapia
                                                    zadziała tylko na jakiś czas.Ale ten lekarz akurat nie starał mi się tego na
                                                    siłe uświadamiać.Rzeczowo wyjaśnił: jest wznowa- można zrobić brachyterapię i
                                                    robimy to jak najszybciej.
                                                    Czy nie tak powinno być?
                                                  • 30.06.06, 09:56
                                                    Ula świetnie! A może nie na jakiś czas tylko na zawsze zadziała, nigdy nie
                                                    wiadomo, w końcu czemu nie Wam miałby się zdarzyć cud, co? :) Całusy!
                                                  • 30.06.06, 10:17
                                                    Ula! Świetnie, że tak szybko da sie zrobić te naświetlania :-) Pytałaś o ten
                                                    ból lekarza?
                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                                  • 30.06.06, 11:20
                                                    Dziewczyny chyba wyszła przyczyna tego bólu mama ma prawdopodobnie albo
                                                    zapalenie pęcherza albo zakażenie dróg moczowych.
                                                    Dzisiaj sika non stop, boli pęcherz i piecze,temp.37,5 i w nocy miała dreszcze.
                                                    Już parę razy miała podobnie furagin pomagał zobaczymy teraz.Tylko kurcze że
                                                    też to musiało teraz się przyplątać.
                                                  • 01.07.06, 15:48
                                                    Hej,

                                                    zrobic USG nerek, zobaczyc czy moze nie ma kamieni lub innych przeszkod
                                                    uniemozliwjajacych odplyw moczu lub moze miec poszerzone UKM nerek i tam moze
                                                    mocz zastawiac sie ,a w nim sie mnoza wtedy bakterie. UMK porzerzone moze byc
                                                    na skutek chemii.
                                                    Po drugie zrobic posiew moczu, ale nie jesli bierze furagin lub inny
                                                    antybiotyk, choc furagina nie jest antybiotykiem, ale nawet po urosepcie trzeba
                                                    tydzien odczekac z posiewem, bo nic nie urosnie na pozywce.
                                                    Po furaginie zeby zrobic posiew odczekac 3 tygodnie od ostatniej dawki,
                                                    podobnie po kazdym innym antybiotyku.
                                                    Objawy, ktore opisujesz wskazywac moga tez na zapalenie nerek, a to jest o
                                                    wiele bardziej grozne niz zapalenie pecherza. Dreszcze raczej przy zapaleniu
                                                    pecherza nie wystepuja. Czy goraczka rosnie? Czy tez sie utrzymuje?
                                                    Postukaj ja lekko zacisnieta reka w okolice nerek, zobacz czy boli wtedy.
                                                    Zrobic tez ogolne badanie moczu, sprawdzic ile leukocytow, czy sa czerwone
                                                    krwinki,czy jest pisake lub kamienie, powinno to wyjsc w ogolnym badaniu moczu.
                                                    badanie ogole zrobic nawet w czasie przyjmowania furaginy lub innego
                                                    antybiotyku,jesli nadal w czasie brania antybiotyku, objawy nie beda ustepowac,
                                                    a w moczu beda leukocyty, to znaczy, ze antybiotyk nie jest trafiony, po to
                                                    nalezy zrobic posiew moczu.
                                                    Ile razy sie to juz wrocilo? Co ile sie wraca?
                                                  • 02.07.06, 18:54
                                                    Już jest lepiej po furaginie ustąpił ból i mama oddaje dużo moczu.Goraczki nie
                                                    ma.Bólu w okolicach nerek też nie.
                                                    Liinia zastanawia mnie jedna rzecz, te objawy pojawiaja się co jakiś czas i
                                                    zauważyłam że wraz z nimi pojawia się rumień i obrzęk w miejscu naświetlania.
                                                    Zastanawiam się czy to nie jest czasem popromienne zapalenie pęcherza?
                                                    Teraz kiedy objawy zapalenia ustępują obrzęk i zaczerwienienie w dole brzucha
                                                    zniknęło.
    • 14.06.06, 21:00
      law2 napisała:

      > Balbinko utworzyłam nowy wątek ,będzie go łatwiej znaleźć a może komuś
      > przydadzą się nasze doświadczenia z nowotworem szyjki macicy(oby
      > nie!).Zrobiłyśmy rtg kregosłupa i miednicy i poprosiłam lekarza radiologa o
      > opinię.Są bardzo duże zmiany zwyrodnieniowe,dyskopatie aż w pięciu
      > krążkach,kręgozmyk jednym słowem powiedział że kręgosłup jest strasznie
      > zniszczony ale zmian typu przerzuty nie widzi.Ma prawo boleć.Natomiast bardzo
      > martwią mnie te upławy, są bardzo duże i okresowo.W styczniu zrobiłyśmy
      > USG,Mama źle się wtedy czuła i faktycznie wyszła pewna nieprawidłowość. Otóż
      > macica była powiększona i był w niej jakiś płyn,Mama nie miała w tym czasie
      > upławów ale po kilku dniach wszystko chlusnęło, dosłownie chlusnęło. Onkolog
      > po obejrzeniu usg stwierdził że to wysiek zapalny z szyjki zbiera się w
      > macicy a zrosty na szyjce utrudniają odpływ.Stąd to okresowe wyrzucanie. Mama
      > dostała Biseptol i guzik sytuacja się powtarza.


      Hej Ulaw,

      nie wroze dobrze w takiej sytaucji, plyn pobrac do badania histopatlogicznego
      szybko! Jesli to plyn od komorek rakowych, to powinny wyjsc komorki rakowe w
      plynie, wtedy bedzie wiadomo, co to za płyn.
      • 14.06.06, 21:20
        Linia ten płyn to są wlasnie upławy które zawsze występują w raku szyjki
        macicy.Był z nimi spokój po naświetlaniach, niestety odkąd naciek znowu zaczął
        się szerzyć powróciły upławy.Zbiera się w macicy bo tam tez jest naciek.Obfite
        upławy to najgorsze utrapienie w raku szyjki.Pisała o tym również Marzena.
        Może Ty mi podpowiesz jak pokonać zaparcia?Odkąd Mama ma plastry Durogesic
        pojawiły się właśnie zaparcia.
        Kupiłam taką herbatkę z senesu ale nie wiem czy pomoże.Lekarka kazała
        zastosować czopki Bisacodyl ale to chyba nie najlepszy pomysł.Jak przeczytałam
        ulotkę to ciarki mi przeszły po plecach.
        • 14.06.06, 21:34
          Pytanie co jest przyczyna tych zaparc? Moze byc to plasterek, ale jakos troche
          watpie w to.
          Po tych naswietlaniach tam twoja mama nie ma najlepiej z tymi jelitami, no ale
          logika wskazuje, ze skoro sa zaparcia, to albo jelita sie ruszaja za slabo i sa
          leniwe, wtedy herbatki pomoga, ale jesli tam cos fizycznie zatyka, to moze dojsc
          po bisacodylu do niemilych powiklan, mogacych kosztowac w skrajnej sytuacji
          nawet zycie. Bisacodyl ruszy jelita, ale jesli jest w nich przeszkoda
          fizyczna,np. gdzies guz cos zatyka lub nawet ten naciek z macicy uciska jelito w
          ktoryms miejscu, to po takim ruszeniu moga one peknac i ich tresc moze sie wylac
          do srodka, podobnie jak i po ostrej lewatywie.Wtedy zapalenie otrzewnej i do
          wiedzenia.Trzeba uwazac po prostu i robic to wszytko z namyslem i logika.
          Bisacodyl to sie podaje ludziom wzglednie zdrowym na przeczyszczenie przed
          operacja albo przed jakims badaniem, do ktorego jelita musza byc czyste, a nie
          komus, kto choruje na raka i istnieje mozliwosc, ze tam naciek fizycznie uciska
          na to jelito i stad te zaparcia.
          Moje pytanie teraz takie. Czy mama ma mdlosci? Czy mamie sie odbija taka
          goryczka? Czy mama czuje z ust taki niemily zapach czegos zepsutego? Przepraszam
          za takie obrazowe pytania, ale one sa wazne.Napisz mi odpowiedz na te pytania.
          • 14.06.06, 22:09
            Linia te zaparcia pojawiły się po naklejeniu tego plastra,w ulotce są
            wymienione jako działania niepożadane.Wcześniej to mama miała przeważnie
            skłonności do biegunek.Zaparć nigdy.Wcześniej przed naklejeniem tych plastrów
            mama miała czasem nudności, czasem czuła gorycz, raz nawet rano miała żółty
            język ale wtedy wypróżniała się codziennie.Lekarz rodzinny zasugerował albo
            woreczek żólciowy albo żołądek.Mama ma przepuklinę przełykową i nie wiem czy
            nie ma też refluksu.Brała dużo leków :ketonal, majamil które nie są obojętne
            dla żołądka.Dlatego ma teraz plastry.Ja codziennie całuje mamę to nic z jej ust
            nie czuję ale zapytam ją.
            Linia wiem że masz na myśli niedrożność zadając te pytania.Ja również biorę to
            pod uwagę.Jeszcze jedno, mama przy bliżnie na brzuchu ma takie twarde
            zgrubienia i one bolą po naciskaniu czy to zrosty? a może przepuklina?
            • 14.06.06, 22:30
              Linia ten płyn to są wlasnie upławy które zawsze występują w raku szyjki
              macicy.Był z nimi spokój po naświetlaniach, niestety odkąd naciek znowu zaczął
              się szerzyć powróciły upławy.Zbiera się w macicy bo tam tez jest naciek.Obfite
              upławy to najgorsze utrapienie w raku szyjki.Pisała o tym również Marzena.

              Jeszcze odnosnie tych upławów, to piszesz, ze sie pojawily wraz z naciekiem, bo
              naciek, czyli komorki rakowe produkuja wode, stad tak duza ilosc tych
              uplawów.Przepraszam, ze moge zalamywac swoimi postami, ale po prostu z macicy ma
              ta woda gdzie sie wydostac, a np. jesli jest miedzy jelitami, to wtedy robi sie
              wodobrzusze i wtedy trzeba wode spuszczac, jesli sie da w ogole.
              Trzeba pobrac ta tresc uplawow do badania histopatlogicznego, wtedy sie okaze
              czy jest to plyn produkowany przez komorki rakowe czy nie.

              Odnosnie zaprac, to myslalam o niedrożnosci , owszem, ale moze i to po tych
              plastrach.Nie wiem do prawdy.Rak jelita cechuje sie czasem naprzemiennymi
              zapraciami i biegunkami, myslac, ze tutaj moze byc jakis przerzut.
              Jesli chodzi o blizne, to watpie aby to byla przepuklina, przepuklna to takie ze
              tak powiem jelita wiszace na skorze, tak bym to okreslila.Blizna jest zrostem.
              Jesli lekarz, ktory operowal byl malo ostrozny, to mogl w bliznie zostawic
              komorki rakowe.Obserwujcie ta blizne czy sie nie zmienia , nie rosnie itd.Jak
              dzue to jest?Powieksza sie? Ma jakis kolor szczegolny? Te zgrubienia sa na
              bliznie czy obok , byly wczesniej czy teraz sie zrobily?
              • 14.06.06, 22:37
                z tą blizną nic się nie dzieje, jest normalnego koloru a te zgrubienia są
                raczej nad blizna wzdłuż niej.Dlatego podejrzewam zrosty.Były dużo wcześniej.
                • 14.06.06, 22:41
                  Zrosty moga bolec na zmiany pogody np., ale czy moga bolec przy ucisku? Chyba
                  nie za bardzo.Sama mam zrosty na brzuchu, male co prawda, bo mi wycinali dwa
                  znamiona duze, jedna blizna jest nawet sporawa, bo pani pielegniarka wyjmujac mi
                  szew wyciagnela go druga strona i supel od zylki mi rozwalil cale szycie, nie
                  pozwolilam sie szyc drugi raz i chodzilm z dziura w brzuchu jakis czas, zroslo
                  sie, ale jest spora blizna, z tym, ze nigdy mnie nie bolala przy ucisku itd.Moja
                  mama takze miala spora blizne, ale nie bolala ja nigdy.
                • 20.06.06, 11:11
                  Hej Ula,

                  jak się czuje Twoja mama?
                  Jak Ty się trzymasz?
                  • 21.06.06, 07:38
                    Marzenko kochana u nas trochę lepiej.Mama miała kryzys,złapała jakies cholerne
                    przeziębienie ale wyszła z tego praktycznie bez jakichś specjalnych leków.Ale
                    niestety osłabiło ją to bardzo.Wiesz, mama zażywała tez dużo leków: ketonal,
                    majamil i niestety żołądek i jelita zaczęły się buntować.Lekarz zamienił te
                    wszystkie leki na plastry przeciwbólowe Durogesic i jest o niebo lepiej.Mama
                    dostała też Megace na apetyt no i już widać efekty.Chodzi i ciągle szuka
                    jedzenia.Wiesz muszę ją trochę wzmocnić bo mam nadzieję że jeszcze jej zrobią
                    tę brachyterapię.
                    Dzisiaj zrobimy wyniki to zobaczymy.
                    Marzenko u mnie to bywa różnie raz mam strasznego" doła" a innym razem mogłabym
                    góry przenosić.
                    Taki piękny i niesamowity dzień był wczoraj: Ty pojawiłaś się z dobrymi
                    wieściami, mama Tolki dostała krew i poczuła się lepiej a i u wszystkich
                    obecnych tu na naszym forum jest w miarę okey.Takie dni dodają siły i wiary.I
                    oby ich było jak najwięcej.
                    Ściskam Cię mocno.Ula.
                    • 21.06.06, 08:41
                      A ja mam znowu doła, tak od kilku dni nie moge wyjść z niego, teksnie do mamy,
                      nadeszlo lato, tak strasznie mi przykro, ze ona tego slonca juz nie widzi...
                      • 21.06.06, 09:17
                        Liina przykro mi :( Ale ja wierzę, że ona widzi. Może nawet widzi piękniejsze
                        słońce. Wprawdzie nie oglądacie go razem, ale tam jest dobrze... Tylko ta
                        tęsknota... Wiem, że jest Ci ogromnie trudno. Trzymaj się jakoś.
                        Ja pamiętam jak moja mama wyprowadziła się ode mnie (jakiś czas mieszkała u nas
                        opiekując się moją córeczką), by zamieszkać bliżej szpitala. Ryczałam patrząc
                        na pusty pokój, puste łóżko, jej przerażone oczy... Mimo, że ona była i wciąż
                        przecież jest, ja już za nią tęskniłam. Twoja tęsknota jest tysiąc razy
                        większa. Ściskam Cię mocno.
                      • 21.06.06, 12:13
                        Doskonale cię liinia rozumiem.Mimo że mamy tą świadomość że jest ten inny,
                        lepszy świat dokąd odchodzą nasi bliscy to tym trudniej pogodzić się z ich
                        nieobecnością tu na ziemi.
                        Wiesz wydaje mi się że właśnie w tych momentach kiedy najbardziej odczuwasz
                        brak Swojej mamy, ona jest właśnie przy Tobie.
                        • 21.06.06, 22:29
                          Mama mi sie bardzo czesto sni, ale ona w moich snach nie wie absolutnie nic o
                          tym, ze umarla! Dlaczego tak sie dzieje? Sni mi sie tak jakby sie zycie toczylo
                          dalej. Ostatnio opowiadalam jej o mojej pracy, siedzialysmy w kuchni i ngale
                          chcialam jej powiedziec o takim znajomym, ktory odwiedzil mnie akurat tego dnia
                          w pracy i mi powiedzial, ze byl u niej na grobie, ale jak chcialam jej to
                          powiedziec, to nagle sie ugryzlam w jezyk i zorientowalam sie, ze to sen, ze ona
                          nie zyje, ze zyje tylko w moich snach dalej.bardzo czesto mi sie sni tak jak by
                          jej zycie dalej plynelo i nic sie nie stalo , nawet nie wie, ze byla chora na
                          raka, w ogole o tym nie wie w moich snach. Byla taka sytuacja, ze sie jej
                          pytalam o brzuch, czy ja nie boli, dotykalam go, a ona w ogole nie rozumiala, o
                          co mi chodzi, czemu go dotykam i sie tak o niego dopytuje.
                          Co to moze oznaczac? Tutaj kiedys ktos pisal,ze mu sie snila jego mama i
                          powiedziala komus, ze jest jej dobrze w tamtym swiecie itd., ale moja mama nie
                          wie, ze jest juz na tamtym swiecie...Ona jest w moich stan aboslutnie nieczego
                          nie swiadoma. Czy komus tez sie takie cos zdarza? Ciekawe, zaczelam sie nad tym
                          zastanawiac, bo zaczyna mi sie to wydawac dosyc dziwne.
                          • 22.06.06, 21:03
                            Liina, nie znam się na snach zupełnie, ale one odzwierciedlają chyba nasze
                            marzenia. Choć wiesz, tak sobie myślę, że masz szcześćie, że mama Ci się śni.
                            Często ludziom wcale nie śnią się bliscy, którzy odeszli, choć bardzo by tego
                            chcieli. Dobrze spotykać mamę chociażby w snach... tak myślę...
    • 22.06.06, 11:32
      Dziewczyny mam nowy problem.Pisałam że ostatnio mama żle się czuła, była
      osłabiona szybko się męczyła, pociła się i była taka blada.Wydawało mi się że
      to postęp choroby no i ostatnio była mocno przeziębiona i to ją tak
      osłabiło.Ale coś mnie tknęło i kazałam jej zrobić morfologię no i wyszło szydło
      z worka:hemoglobina 9.Jeszcze dwa miesiące temu dośc przyzwoita bo 11 ale mama
      już wtedy trochę odczuwała jej za niski poziom.Teraz po wyjściu do sklepu już
      się czuje słaba.Była u lekarza rodzinnego i przepisał żelazo i wit. B12(CZY
      WOLNO JĄ BRAĆ PRZY NOWOTWORZE).
      Czym jeszcze wspomóc leczenie?
      Liinia kiedyś pisałaś o pokrzywie, czy można sok z pokrzywy kupić w aptece?
      • 22.06.06, 20:06
        Hej,

        tak , kup sok z pokrzywy w aptece albo teraz sama pokrzywy nazbieraj, umyj ja i
        w sokowirówce zrob sama sok, dodaj do niego lyzeczke miodu i niech mama
        pije.Mozna kupic tez sok w aptece albo kupic pokrzywde sypana i pić. Najlepszy
        bedzie sok.
        B12 nie wolno przy raku.
        Obserwuj czy ta hemoglobina nie spada dalej, wiesz sama co to moze oznaczac...
        TRzymaj sie.
      • 22.06.06, 20:33
        No właśnie, B12... Ręce opadają. Ula pisałaś kiedyś, że lekarka chce wziąć
        Towją mamę na oddział, żeby ją wzmocnić. Co z tym? hgb 9 to dla mnie calkiem
        dużo, ale ja patrzę z perspektywy poziomu 6,8, do 9 organizm mojej mamy się
        przystosował i przy tym poziomie funkcjonowała normalnie. A co z lekami na
        niedokrwistość. Na zachodzie zaczynają je podawać przy poziomie 11 u chorych na
        nowotwory. U nas czeka się do 9. Pogadajcie może z lekarką. Choć u mojej mamy
        nawet darbepoetyna nie działa. Może u Was będzie lepiej. Od natury jest
        Liina :) Skoro mówi, że pokrzywa to rwij pokrzywę :) I nie zamartwiaj się!
        • 22.06.06, 21:08
          Dziewczyny mała poprawka!
          Mama bez okularów słabo widzi.Dopiero teraz zobaczyłam te wyniki:
          hemoglobina 9,9
          hematokryt 32
          No i dostała Tardyferon Fol i wit. B6.Nie wiem czy to coś zmienia ale nie B12.
          Liinia kupiłam sok z pokrzywy ale mam watpliwości bo on jest z etanolem.Nie
          wiem jak to będzie działac na te jelita i żołądek.
          • 22.06.06, 21:58
            Nie podawaj z etanolem, czyli to nie jest czysty sok z pokrzywy, tylko taki na
            alkoholu, nalewka normalnie.Nie pilam tego sama nigdy, slyszałam tylko, ze mozna
            kupic takie cos w aptece. Nazbieraj sama pokrzywy i zrob sok w sokowirówce ,
            potem dodaj do tego miodu i niech taki mama pije.Nie pamietam niestety ile tego
            sie pije, poszukam gdzies w swoich ksiazkach.
    • 03.07.06, 10:34
      Dziewczyny, siedzę i myślę, nie wiem, jak to jest z tym nowotworem (szyjki
      macicy). Może Wy mi napiszecie... Szkoda, że tak późno zaczęłam się nad tym
      zastanawiać. Jak to cholerstwo kogoś dopadnie i jest stopień wyższy niż 2a, to
      stosuje się zazwyczaj leczenie radykalne. Jak nie da się operować, to
      radioterapia na maxa i chemia tak? Lub lżejsze leczenie jak w przypadku mamy
      Uli. Ula chyba wspominała, że ten nowotwór zawsze wraca, jeśli był wykryty w
      późnym stadium. Więc co? Taki chory z założenia nie ma szans? Bo chemia
      nieskuteczna, max dawkę promieni chora dostała podczas pierwszego leczenia,
      więc w przypadku nawrotu nie ma już żadnej broni, która mogłaby to pokonać???
      Czy po przeleczeniu pierwotnym, nie można usunąć, czego się da, czy to
      zmniejszyłoby przawdopodobieństwo nawrotu? Czy może to byłoby zbyt proste? Bo
      jeśli to tak jest...

      Zeżrą mnie wyrzuty sumienia. Sama chyba zaczynam chorować, jeśli nie fizycznie
      (choć dziwne rzeczy się w moim ciele dzieją), to niedługo będę potrzebować
      specjalisty od głowy chyba... A moja mama słabnie.
      • 03.07.06, 11:21
        Oj, Tolka ja też cały czas mam głowę pełną takich myśli.
        Najpierw byłam wściekła że mamę naświetlano tylko paliatywnie bo wydawało mi
        się że powinni spróbować radykalnej radioterapii połączonej z chemią i wtedy
        udało by się zniszczyć nowotwór zupełnie.Ale teraz nie wiem co myśleć,Twoja
        mama jest po takim właśnie leczeniu i drań wrócił właściwie po takim samym
        okresie jak u mojej mamy po paliatywnych naświetlaniach.To sama już nie wiem co
        lepsze.Myślę, że chyba najskuteczniejsza jest operacja i uzupełniające leczenie
        w postaci radioterapii i chemii.I cudów nie ma, jak się "dziada" nie wytnie
        odpowiednio wcześnie to nie ma szans na całkowite wyleczenie.
        I jeszcze jedna ważna rzecz bo lekarze tego nie mówią, leczenie takie jak
        radioterapia i chemioterapia jest strasznie wyniszczające.I wydaje mi się że
        organizm po takim leczeniu nigdy już nie dojdzie siebie.Promieniowanie nie jest
        bez znaczenia dla zdrowego człowieka a co dopiero dla chorego.
        Ja Tolka osobiście to myślę, żeskuteczne leczenie jest tylko do tego stopnia
        zaawansowania gdzie można jeszcze usunąć zmianę chirurgicznie.Reszta to już
        tylko zabiegi mające na celu przedłużenie życia i usunięcie przykrych objawów.
        Takie jest moje zdanie bo uświadamiam sobie coraz częściej że walka którą
        zaczęłam w maju ubiegłego roku, to walka nie o zdrowie mamy (tego zdrowia to
        było może raptem 4 miesiące) a o jej życie.O każdy miesiąc tego ukochanego
        życia.
        Ufam tylko Bogu że pozwoli mamie jak najdłużej być z nami.
        • 03.07.06, 11:28
          No ale właśnie, czy naświetlania (poliatywne) lub też leczenie radykalne nie
          doprowadzają do takiego stanu, że można wykonac operację? Czemu się tego nie
          robi? Czemu nie wicinają tyle, ile tylko się da, żeby zwiększyć szanse? Nie
          rozumiem. Ula, wiem, że na te pytania, za późno, ale może komuś się ta wiedza
          przyda. Dlaczego zarówno Twojej mamy jak i mojej nie operowano??? Nie przed
          (ok, zgadzam się, że na początku się nie dało), ale po leczeniu.
          • 03.07.06, 11:47
            Statystyki mówią,że w III stopniu zaawansowania szanse na wyleczenie wynoszą
            30%.
            Nie wiem, dlaczego nie można zrobic operacji po naswietlaniach. Może dlatego,
            że te tkanki naswietlane są zmienione zapalnie (tak jest u mojej mamy) i by się
            nie goiły.
            Z drugiej strony, przecież n.p. w raku piersi robi sie czasami najpierw
            naswietlania w celu zmniejszenia guza a potem dopiero operację.



            --
            Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
            Onkoforum-Damy rade
            Adopcje bezdomnych kroliczkow
            • 03.07.06, 12:40
              Balbinko wiesz ja ostatnio mam coraz więcej wątpliwości dotyczących tych
              wszystkich objawów które występują po leczeniu.
              Myślę że u Twojej mamy to nie są żadne zmiany zapalne tylko normalny późny
              odczyn popromienny.Zmiany zapalne da się wyleczyć a z odczynem popromiennym
              jest dużo gorzej.Obawiam się też że lekarze onkolodzy nie przyznają się do tego
              bo de facto musieliby go sami leczyć jako powikłania wcześniejszego leczenia
              onkologicznego.A na to chyba brak lub szkoda pieniędzy, więc pacjencie lecz się
              sam.
              • 03.07.06, 13:14
                Ech nie wiem sama co o tym myśleć :-( Zresztą w ogóle w leczenie powikłań po
                leczeniu nikt nie chce się bawić. A my tak po omacku szukamy.
                Będę dziś u doktor, która swego czasu prowadziła naswietlania Mamy to spytam o
                tę możliwość operowania naświetlanych miejsc.

                --
                Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                Onkoforum-Damy rade
                Adopcje bezdomnych kroliczkow
                • 04.07.06, 09:31
                  To był błąd, że się tam wybrałam. Własciwie z premedytacją poszłam robic
                  cytologie do tej Pani, bo od dawna chciałam zadać kilka pytań zwiazanych z
                  chorobą Mamy a Mama nigdy tych pytań nie chciała bądź zapominała zadać.

                  Po pierwsze: naświetlania a operacja. Im dłuższy czas upłynął od naświetlań,
                  tym wieksza możliwość ponownego naświetlenia, ewentualnie operacji. Wszystko
                  jest bardzo indywidualne, zależy od stopnia odczynów popromiennych, etc., ale
                  jest taka możliwość.
                  Jeśli wznowa pojawia się w ciągu pierwszego roku, to możliwości takiego
                  leczenia są niestety bardzo ograniczone a efekty krótkotrwałe, potem z upływem
                  lat szanse rosną, ale niestety wznowy późne także się pojawiają. Uderzyło mnie
                  to zdanie... W głębi duszy nosiłam w sobie przekonanie że ponad trzy lata po
                  operacji to juz bardzo długo i że ewentualny nawrót u Mamy jest bardzo mało
                  prawdopodobny. Niestety tak nie jest :-(((( Tym bardziej że był naciek na
                  przymacicza a to, jak powiedziała p.doktor znacznie pogarsza rokowania:-(((

                  Po drugie: stopień zaawansowania choroby określany jest przed podjęciem
                  leczenia.To znaczy jeśli przed podjęciem leczenia był on okreslony jako II to
                  pacjent leczony jest według schematu do tego stopnia. Jesli potem okazuje się
                  że są przerzuty,to leczenie jest modyfikowane ale w papierach jest cały czas
                  wpisywany II stopień.

                  W rozmowie pojawił sie także wątek odległych przerzutów, że tez sa one mozliwe.
                  Kiedyś czytałam, że r. szyjki szerzy się miejscowo, a do przerzutów dochodzi
                  rzadko. Okazuje się, że nie tak rzadko.

                  Wyszłam stamtąd jak przepuszczona przez wyżymaczkę.




                  --
                  Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                  Onkoforum-Damy rade
                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                  • 04.07.06, 10:50
                    Balbinko, rozumiem strach przed nawrotem, ale to już jest niestety wpisane w tę
                    chorobę. Popatrz na to z innej strony: masz już sporą wiedzę i trzymasz rękę na
                    pulsie. Twoja mama jest pod stałą dobrą opieką. Ona miała operację prawda? Czy
                    macicę ma usuniętą? Kurcze mnie w sumie to, co napisałaś trochę załamało. Można
                    było zrobić więcej w przypadku mojej mamy. Dużo więcej pewnie. Cholera jak mi
                    strasznie źle. Jaka byłam głupia, że wtedy nie wnikałam. Te wyrzuty sumienia
                    chyba nigdy nie dadzą mi spokoju.
                    • 04.07.06, 12:07
                      Tola, ona powiedziała, że nie ma dówch takich samych pacjentów. To co u jednego
                      można zrobić u innego się nie daje, czasem z prozaicznych powodów.
                      I powiedziała jeszcze że trzeba samemu trzymać rękę na pulsie i pytać, pilnować
                      etc. W ogóle to bardzo wyczerpujaco odpowiadała na moje pytania.

                      Wracając do Twojego pytania: tak moja mama miała operację (właściwie szła z
                      diagnozą raka in situ a na tak radykalną operację mama zdecydowała się po
                      rozmowie z chirurgiem) i usuwane wszystko, włącznie z jajnikami. Chirurg
                      powiedział, że ciął tak dużo jak tylko się dało.
                      Niestety był juz naciek na przymacicza i nie wiadomo, czy margines był
                      wystarczający. Wydawało mi się, ze gdyby nie był to juz dawno wyszłoby to na
                      jaw. A wczoraj okazało się, ze niekoniecznie musi tak być i że choroba może
                      wrócić.

                      Wiem, że moje obawy mogą być dla Was stojących w obliczu o wiele poważniejszych
                      problemów irytujące, w końcu nic takiego się nie dzieje..., ale ja to naprawdę
                      mocno przeżywam.




                      --
                      Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                      Onkoforum-Damy rade
                      Adopcje bezdomnych kroliczkow
                      • 04.07.06, 12:27
                        Balbinko, nie są irytujące! Są zrozumiałe. Fakt, że ogromnie zazdroszczę Ci
                        Waszej sytuacji, ale jednocześnie bardzo się cieszę, że jest dobrze! Ja raczej
                        chciałam Cię uspokoić. Nawrót jest stałym zagrożeniem w tej chorobie. I każdy
                        się go obawia. Ale trzeba mieć nadzieję, że go nie będzie. A jeśli będzie, że
                        da się z nim skutecznie zawalczyć. Bardzo dobrze, że wycięto tak dużo. Balbinko
                        będzie dobrze, zobaczysz. Nie zamartwiaj się za dużo, jeśli nie ma ku temu
                        powodów, bo od tego można tylko zwariować :(!
                        • 04.07.06, 12:58
                          Ech Tolka, aż się zawstydziłam :-( Tobie dużo dużo siły życzę ! I ściskam Cię
                          mocno, ooo taaak :-)


                          --
                          Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                          Onkoforum-Damy rade
                          Adopcje bezdomnych kroliczkow
                          • 04.07.06, 13:22
                            :)
                            Całusy!
    • 05.07.06, 08:11
      Cceść dziewczyny!
      Mama jest już po pierwszym etapie brachyterapii.Jeszcze będą dwa etapy w
      odstępach tygodniowych.Po zabiegu wróciłyśmy do domu, mama czuje się już
      lepiej.Piszę "już" bo w czasie zabiegu było kiepsko:wymiotowała, ciśnienie
      poszło w górę i ogólnie kiepsko.Zrobiono jej od razu EKG i zbadał ją
      internista.Nic niepokojącego nie stwierdził,mama trochę poleżała i uspokoiło
      się.Mogła to być reakcja na Urografin który podają do przeprowadzenia symulacji
      leczenia.To taki środek kontrastujący.
      Wreszcie też przepisano mamie globulki dopochwowe Betadine na te upławy.
      Ode mnie również całuski dla Was!
      • 10.07.06, 09:51
        Tolka co u Was? Martwię się.
        • 11.07.06, 20:46
          Ula, nie wiem... Wyjechalam na 2 tyg., dzwonie do mamy codziennie. Bez zmian
          jest. Bardzo meczy ja bol jelit, ktory pojawia sie po zjedzeniu czegokolwiek.
          No i dzis mama powiedziala mi, ze ma brzuch jak balon. Wszyscy wiemy, co to
          moze oznaczac. Boze martwie sie jak cholera... Kazalam mamie jechac do
          szpitala, ale ona nie chce, bo nie ma jej lekarza, jest na urlopie do 17-go.
          Boze niech to nie bedzie wodobrzusze. Niech to bedzie cos innego. Ten brzuch
          powieksza sie, gdy mama bardzo duzo pije, tak jej kazal lekarz...
          • 12.07.06, 09:57
            Tolka najlepiej byłoby jakby mama zrobiła USG ale ja wiem jak trudno jest
            namówić nasze mamy do czegokolwiek.One mają już dosyć i wcale im się nie
            dziwię.A może to znowu jakaś niedrożność jelit i to są wzdęcia bo przy nich też
            brzuch jest jak balon.A może to przetoka jelitowa? Raczej bym stawiała na
            niedrożność bo piszesz że mamę boli po jedzeniu, przy wodobrzuszu nowotworowym
            chyba nie ma takich bólów. Czy mamie puchną też nogi?
            • 12.07.06, 10:01
              Tolka, tez mi się wydaje, że to jelita i wzdęcia. Czy mama normalnie się
              wypróżnia?

              --
              Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
              Onkoforum-Damy rade
              Adopcje bezdomnych kroliczkow
              • 12.07.06, 10:37
                hej dziewczyny,

                niestety nie mam chwilowo netu, wiec nie pisze. Wodobrzusze mozna rozpoznac reka
                na dobra sprawe jak sie ma nieco wprawy.Przy puknieciu chlubocze normalnie.
                Brzuch jest twrady i sie systematycznie powieksza.
                USG by pokazalo to najlepiej czy to wlasnie jest wodobrzusze. Moze byc
                niedroznosc jelit, co grozi przetoka. Oby to nie bylo to, moze jakos przejdzie i
                sie rozwieje.Niech mama je rzeczy bardziej plynne zamist stalych.
                Trzymajcie sie dziewczyny, mysle o WAs caly czas, pozdarwiam.
                • 12.07.06, 20:50
                  Dzięki dziewczyny. Może to rzeczywiście jelita, bo ten brzuch nie powiększa się
                  cały czas, czasem się zmniejsza, a cokolwiek mama zje, powoduje ból. Do lekarza
                  wybiera się za tydzień, choć obiecała, że gdyby się coś działo, pojedzie
                  wcześniej. Całuję Was.
                  • 13.07.06, 08:00
                    Tolka wiesz co ja pisałam już wcześniej że moja mama też miała takie bóle
                    brzucha i wzdęcia bała się jeść bo nie wiadomo co jej szkodziło, brała tabletki
                    przeciwbólowe, trochę przestało i dalej sytuacja się powtarzała.I wtedy lekarka
                    z oddziału paliatywnego zasugerowała zmianę tabletek przeciwbólowych ( Ketonal)
                    na plastry.Powiedziała że może jelita już nie tolerują tych tabletek.I nie
                    pomyliła się.Mama ma plastry o najmniejszej dawce,skończyły się bóle brzucha,
                    je normalnie,nie ma już ani zaparć ani biegunek.Mówi, że nie zamieniłaby tych
                    plastrów na żadne tabletki.A przede wszystkim może wreszcie jeść co chce.I są
                    efekty, hemoglobina skoczyła w przeciągu dwóch tygodni z 9,9 na 11,4.
                    Tolka, może wy spróbujcie przejść na te plastry.Ja pytałam jeszcze onkologa jak
                    byłyśmy na tej brachyterapii to też potwierdził że przy wrażliwych jelitach
                    wszystkie przeciwbólowe tabletki jeszcze pogarszają sytuację.
                    • 14.07.06, 21:28
                      Ula, wlasnie, ona znow bierze ketonal od jakiegos czasu i jest gorzej. Ze tez
                      na to nie wpadlam. Zaraz do niej zadzwonie, zeby szybko zmienila, ketonal nie
                      tylko na jelita ale i na nerki bardzo szkodzi (a ona go bardzo dlugo brala). Z
                      brzuchem troszke sie poprawilo po zwyklej nospie, ranigast i cos tam jeszcze
                      lekarz dal. Ale jest przerazliwie slaba, nie moze o wlasnych silach chodzic...
                      • 15.07.06, 20:09
                        Tolka identyczne objawy miała moja mama po Ketonalu.Też była taka słaba i
                        skarżyła się że nie może chodzić.Lekarka kazała odstawić i przepisała plastry,
                        też kazała pobrać Ranigast i Nospę.
                        • 15.07.06, 22:11
                          WItaj!

                          Ile mama ma hemoglobiny? Podniosla sie po podaniu tej krwi i sie jakos utrzymuje
                          czy tez spada? Moze byc slaba od jelit, ale tez od anemii.
                          • 17.07.06, 15:14
                            To było wodobrzusze... A ja zamiast przyjechać do mamy, gdy tylko wodobrzusze
                            przyszło mi do głowy, wymyślałam jakieś inne przyczyny. Nie daruję sobie tego.
                            Mamie przestały zupełnie pracować nerki. Trafiła do szpitala z zaostrzoną
                            niewydolnością nerek z hiperkaliemią, niedrożną nefrostomią (to akurat zdarzało
                            się często), odwodnieniem dużego stopnia, niewydolnością krążeniową i
                            oddechową. Miała bardzo wysoki poziom potasu, zatruty organizm. Z tym wszystkim
                            funkcjonowała w miarę normalnie, chodziła (ostatniego dnia przed pójściem do
                            szpitala z czyjąś pomocą), sama jadła, sama się myła, wszystko sama... Była
                            taka dzielna, zupełnie nie zdawała sobie sprawy ze swojego stanu, nikt sobie
                            nie zdawał... Nawet gdy przyjęto ją do szpitala (w sobotę) poszła do wc o
                            własnych siłach, jeszcze wieczorem żegnała mojego tatę, mówiła. Rano, gdy do
                            niej przyjechałam, było już tragicznie. Gdy mnie usłyszała, podniosła głowę,
                            otworzyła oczy (ale były nieobecne), próbowała coś mówić, ale nie mogła. Tylko
                            łzy od czasu do czasu kapały jej z oczu... I tak do 16:20... Po morfinie oddech
                            słabł, ona nie chciała się poddać, ciągle łapała oddech. Boże jaka ona była
                            dzielna. A ja nie spędziłam z nią ostatnich dni, nie było mnie przy niej, nie
                            zdążyłam porozmawiać, wielu rzeczy nie zdążyłam.
                            • 17.07.06, 21:28
                              Tolka nie obwiniaj się, zrobiłas wszystko co było w twojej mocy.Niestety my
                              córki nie możemy wszystkiego.Dlaczego to wszystko dzieje sie pod okiem lekarzy?
                              Tolka prawdopodobnie objawy niewydolności nerek były już dawno, jeszcze przed
                              drugą nefrostomią i doprowadziły do zatrucia organizmu i do wodobrzusza.Nawet
                              ten spadek hemoglobiny jest charakterystyczny dla niewydolności nerek.
                              Boże,gdzie byli lekarze.Tolka takie rzeczy nie dzieją się w kilka dni, to
                              trwało już jakiś czas.
                              Tolka ryczę cały dzień, czuję jakby odeszła cząstka mnie.Chociaż nie znałam
                              twojej mamy ani ciebie, jesteście mi tak bardzo bliskie.I tak bardzo do nas
                              podobne.Tolka będę się modlić za twoją mamę i za ciebie.
                              • 17.07.06, 22:04
                                Ula, masz rację, to musiało trwać długo... To przewlekła niewydolność, tak
                                zresztą jest w karcie informacyjnej, nastąpiło jej zaostrzenie. Im dłużej to
                                analizuję, tym ciężej... Wnioski są przerażające. Boże...

                                Nie płacz Ula, ja wierzę, że Wam się uda, naprawdę wierzę. W tym jestem podobna
                                do mojej mamy.. optymizm, na pograniczu naiwności może... ale tak jest łatwiej.
                                Zresztą, komuś musi się udać! Idzie Wam bardzo dobrze przecież, będzie dobrze,
                                zobaczysz.


                                • 18.07.06, 10:57
                                  Tolka, nie obwiniaj się :-( Tak wiele zrobiłaś dla Mamy, wszystko, co było
                                  możliwe. Nie zastanawiaj sie teraz, jak mogło sie wszystko potoczyć. Pomyslisz
                                  o tym za jakiś czas....
                                  Cały dzień o Was myślałam - wczoraj i dziś. Modliłam się za Twoją Mamę i
                                  Ciebie, żebyś była dzielna.

                                  --
                                  Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                  Onkoforum-Damy rade
                                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                  • 18.07.06, 22:07
                                    Dziękuję Balbinko.
                                    Dziś przyjechałam do rodzinnego miasta mamy. Kochała to miasto, nie mogła już
                                    tu przyjeżdżać. Spotkałam jej przyjaciółkę, strasznie przeżywa śmierć mamy. A
                                    sama ma raka jelita grubego... Nie leczy się (zresztą jej serce nie
                                    wytrzymałoby żadnego leczenia, jest po zawale), nie chodzi w ogóle do lekarza,
                                    jest emerytowanę pielęgniarką. Odkąd wykryto u niej nowotwór postanowiła, że
                                    nie będzie żadnego leczenia, nic.
                                    • 18.07.06, 22:27
                                      Tolka, czy Twoja mama nie zyje? , bo nie napisalas tego konkretnie, ale z tego
                                      co piszesz chyba odeszla. Strasznie mi przykro,bardzo, nawet nie wiesz jak
                                      bardzo albo i wiesz, bo przechodzisz to samo co ja przechodzilam i przechodze nadal.
                                      Wiedzialam, ze nie jest najlepiej z Twoja mama po tych wynikach i objawach,
                                      ktore opisywalas, ale myslalam, ze jeszcze cos moze z tego bedzie jednak. W
                                      koncu tak jak pisalas, robila wszystko sama do konca praktycznie, tak jak moja
                                      mama z reszta i moja mama nagle w dwa dni odeszla, dokladnie w ten sam sposob,
                                      wodobrzusze, oddech ciezki itd.Tragedia, wciaz mam to wszystko przed oczami, nie
                                      sadze aby to kiedys mnie opuscilo choc na chwile.
                                      Tolka, nie obwiniaj sie tym, ze Cie nie bylo przez te kilka dni akurat, w koncu
                                      nikt z Was nie wierzyl, ze to moze sie stac, kazdy mial nadzieje, pewnie Twoja
                                      mama tez nie wierzyla do konca, bo moja mama nie zdawala sobie chyba sprawy, ze
                                      tak szybko odejdzie. Nie jestes Bogiem , nie moglas wszystkiego przewidziec,
                                      a lekarze powinni Ciebie i rodzine zawiadomic, ze jest zle.Z pewnoscia wiedzieli
                                      o tym wszystkim i zdawali sobie sprawe ze wszytskiego.
                                      Nie wiem nawet jak Cie pocieszyc, bo sie nie da pocieszyc.
                                      • 19.07.06, 13:56
                                        Liina... tak, myślę, że było właśnie tak jak z Twoją mamą. To było nagłe i
                                        bardzo niespokojne odejście, dużo cierpienia, to boli bardzo, niesamowicie
                                        ciężko patrzeć na tak cierpiącą, odchodzącą mamę. To było kilka najdłuższych
                                        godzin w moim życiu. I te łzy, które co jakiś czas wypływały jej z oczu... Tak
                                        chiała zostać... Tak bardzo mi jej brakuje, Ty wiesz jak bardzo. Czemu ten
                                        świat właśnie tak jest urządzony??? Nie rozumiem...
                                        Pozdrawiam gorąco.

                                        Jutro pochowamy mamę...
    • 16.08.06, 08:55
      Ula co u Was? Jak się czuje mama?
      • 16.08.06, 10:46
        Tolka kochana, dziękuję za pamięć.
        U nas na razie bez zmian.Jesteśmy na etapie powikłań po brachyterapii ,nie są
        bardzo duże ale są.Najbardziej ze strony pęcherza.Pisałam trochę w
        wątku "pytania do lekarza" i doktor uspokoiła mnie że może tak być.Pytałam też
        o te upławy i będę domagać się zrobienia wymazu.A najciekawsze jest to że
        doktor pytała mnie czy nie rozważano u mamy możliwości operacji po
        radioterapii,jeśli był dobry efekt naświetlań?.No niestety nie rozważano ani u
        mojej mamy ani u twojej, dlaczego?
        • 16.08.06, 11:31
          Tak tak, ja czytam Twoje pytania do lekarza i odpowiedzi. I dziś, gdy
          przeczytałam, że po chemio i/lub radioterapii rozważa się możliwość wykonania
          operacji, ale to zależy od ośrodka, znów ogarnęła mnie ogromna wściekłość...
          Ula może spytaj lekarza o tę operację. No i co z tomografem? Możnaby ocenić,
          jak duży jest guz itp.
    • 18.08.06, 20:07
      Co z mama?
      • 21.08.06, 07:11
        U nas na razie nie najgorzej.Mama czuje się dobrze.Mamy tylko problem z
        obrzękami nóg w kostkach.Na razie bierze leki i zobaczymy.Upławy jakby mniejsze
        ale są.Pod koniec sierpnia mamy wizytę u onkologa to będę drążyć ten temat.

        Pozdrawiam i dziękuję za pamięć.
        Miałam trochę innych spraw do załatwienia dlatego rzadko pisałam.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.