rak szyjki macicy cd. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • Powiedzcie mi, jak to jest w innych szpitalach. Zadzwonilam do szpitala przed
      chwila, do lekarza dyzurnego, bo lekarz mojej mamy ma urlop a komorki nie
      udostepnia apcjentow, takze kontaktu z nim nie ma. No wiec pytam, czy przy
      poziomie hgb 6,8 nie powinni przetoczyc krwi. Pani doktor na to, ze tak, ze
      powinni. Wiec mowie, ze chcialabym mame przywiezc. A ona na to, ze tu jej nie
      przetocza, zeby nie przyjezdzac, ze mamy pojechac do najblizszego szpitala w
      rejonie. Moja mama oczywiscie nie chce, do "swojego" to jeszcze by pojechala...
      Czemu musimy walesac sie poszpitalach, tlumaczyc, prosic??? Dlaczego do jasnej
      cholery nie zareagowali na taki poziom hemoglobiny od razu? Tylko powiedzieli,
      że wyniki są dobre. Jestem wkurzona okrutnie. Mam dość, serdecznie dość
      lekarzy. Czy to ja mam wszystko wiedzieć, organizować? Czuję się już bezsilna...
      • Tolka,

        rozumiem, ze dzwonilas teraz na onkologie czy gdzie?
        Hemoglobina spada? jak szybko? Z ilu na ile i w jakim czasie?

        Uprzedzam cie, ze nie beda chcieli krwi przetaczac i "sztucznie podtrzymywac"
        mamy. Spadajaca hemoglobina oznacza, ze zostal prawdopodobnie zaatakowany szpik,
        a wtedy juz pacjenta olewaja i szkoda im na pacjenta kasy.
        Czy mama Twoja bierze teraz chemie? Jesli bierez chemie, to przez chemie
        hemoglobina spada, ale jesli nic nie bierze, a hemoglobina spada, to nie jest
        dobrze.Lekarz moze ci tego ze wzgledow etycznych nie powiedziec, ze to bardzo
        zly znak i ze oni nie przewiduja krwi dla pacjentow w stanie terminalnym, ale
        beda sie migac od podania krwi, bo oni uwazaja, ze pacjent juz nie rokuje
        dobrze.Przepraszam, ze takie cos pisze, przeszlam przez to wszystko sama, mojej
        mamie tez w pewnym momencie zaczela spadac hemoglobina, ja wiedzialam co to
        oznacza i jaki jest tego mechanizm, nie tumaczylam mamie duzo. W kazdym badz
        razie dostawala krew do konca na tyle na ile sie dalo jeszcze, przedluzylo jej
        to zycie mysle gdzies o dobry miesiac albo dluzej, inaczej by wczesniej na
        anemie umarla, a tak dzieki tej krwi jeszcze miala szanse z nami porozmawiac,
        pobyc, pochodzic, posiedziec itd.
        Mam nadzieje, ze ta spadajaca hemoglobina nie jest tym zlym znakiem i moze jest
        inne zrodlo tego, ale jesli jest tak jak mowie, to mimo wszytko walcz, aby krew
        dostala, zwlaszcza jesli jest ogolnie w dobrym stanie.
        Przepraszam jesli Cie zasmucilam moim postem.Walcz o krew do konca!Niech daza
        krew, jesli po podaniu krwi poprawi sie hemoglobina, a potem zacznie znowu
        spadac, to znaczy, ze szpik nie produkuje czerwonych krwinek i stad to wszytko
        spada.Trzymaj sie i walczcie.
        • Tolka linia ma rację.
          Na onkologii mamie tej krwi nie podadzą bo dla nich już nie rokuje wyleczenia.
          Pamiętasz jak pisałam o brachyterapii dla mamy , też mi onkolog powiedziała ze
          jest kolejka a pierszeństwo mają ci którzy sa po radykalnym leczeniu z dobrymi
          rokowaniami czyli praktycznie już wyleczeni.
          No i widzisz czy nie powinno byc odwrotnie że pierszeństwo mają paliatywni
          czyli ci co nie mają za dużo czasu.
          Tolka ty załatwiaj tą krew w rejonowym szpitalu i nie licz na onkologię.Musisz
          przekonać mamę.Trzymaj się kochana.Dobrze wiem co czujesz.
          • Dzieki dziewczyny. Hemoglobina spada. Spada nawet mimo darbepoetyny alfa, która
            chyba jest niezłym lekiemm. Boże czemu to tak szybko się dzieje? Cholera
            strasznie się boję.
            • Tolka, niestety to nie sa dobre wiesci, lek nie pomoze, jesli szpik jest
              zaatakowany, szpik nie produkuje czerwonych krwinek, mama musi dostac krew, bo
              inaczej bardzo umrze na anemie, jesli przyczyna spadania tej hemoglobiny jest to
              co podejrzewam.
              Ja tez sie balam, teraz tez sie boje nawet jak o tym pomysle. Czasem mi sie
              wydaje, ze mama nie umarla i jeszcze mozna duzo zrobic, czasem do mnie dociera,
              ze jej jednak nie ma...Trzymaj sie Tolka, walcz o krew, poki mama jest w ogolnie
              dobrym stanie, nie ma wodobrzusza itd.Krew ja postawi na nogi.
              • Podadzą jej tą cholerną krew, muszą. Tylko krew pomoże? Nic innego już nie mogę
                zrobić?
                • Jesli szpik jest zaatakowany, to tylko krew, ale musisz sie liczyc z tym, ze
                  pomoze tak ta krew na tydzien, nie dluzej, potem hemoglobina znowu bedzie
                  spadac. czerwone krwinki maja okreslona zywotnosc, jesli umieraja, to szpik nie
                  produkuje nowych, stad ten spadek hemoglobiny.
              • A może oni ją celowo oszukują? mówią, że jest dobrze, żeby się nie załamała. A
                ja jej mówię, że ta hgb nie jest dobra... Tak się cieszyła, że jest lepiej, a
                ja wypaliłam z tym, że poziom jest strasznie niski. Kurcze nie umiem tego
                odpowiednio rozegrać. Też jestem do d... Ale żeby krwi żałować, tego nie
                rozumiem. Przecież każdy z nas chętnie odda krew.
                • Spokojnie, oni tak mowia, bo chca miec ja z glowy szybciej. Przepraszam, ze tak
                  pisze prosto z mostu, ale takie jest podejscie u nas do pacjenta przewaznie,
                  choc nie zawsze, ale czesto.
                  U nas sie nie patrzy na psychike pacjenta, wiec nie licz, ze nie mowia jej tego,
                  bo nie chca jej denerwowac.A ty nie jestes do d..., to wiem na pewno. Dobrze, ze
                  to zauwazylas i ze o tym alarmujesz.
                  • 15.06.06, 19:45
                    Udało ci sie cos dla mamy załatwic? Wiem, ze pewnie dzis to w ogole nic nie
                    pomoga juz,moze jutro cos da sie zrobic.W kazdym badz razie walcz o to zeby ta
                    krew dostawala.Trzymaj sie ,pozdrawiam.
                    • Dzisiaj jadę do mamy i zabiorę ją do szpitala. Podadzą jej tą krew, nie biorę
                      innej możliwości pod uwagę. Dam znać wieczorem.
                      • Tolka jestem z Tobą!Dasz radę!Na pewno zrobisz wszystko co jest w twojej mocy.
                        Jesteś wspaniałym Człowiekiem i wspaniałą córką.
                        I nigdy więcej nie pisz że jesteś do d...!
                        • Właśnie wróciłam ze szpitala. Ok nie napiszę, żę jestem do d... :) Zawiozłam
                          mamę do szpitala, w którym się leczy. Pojechałyśmy na SOR, gość w rejestracji,
                          chciał mnie oczywiście zbyć, sugerował, żebyśmy do rejonu pojechały, ale nie
                          zamierzałam tego zrobić. Gdzie niby jest rejon mojej mamy? ona mieszka 120 km
                          stąd. No w każdym razie wyjaśniłam, o co chodzi. Obejrzał mamę lekarza, zalecił
                          konsultację onkologiczną, przyszedł onkolog dyżurny i zabrał mamę na oddział z
                          zalecenim transfuzji krwi. Mama ma zostać tam kilka dni. Martwę się też jej
                          nerką (tą zdrową, na jednej ma już nefrostomię). Słabo pracuje, mama oddaje
                          mocz raz na dobę.
                          • Dobrze, że została w szpitalu, mam nadzieję, że ją trochę wzmocnią. Ona ledwo
                            chodziła, była w stanie zrobić tylko kilka kroków.
                          • Tolka!Będzie dobrze.I niech jeszcze sprawdzą tę nerkę.Nie daj się zbyć bo
                            zbywanie to ich najmocniejsza strona.
                            Całuki i trzymam kciuki.
                            • Hej,

                              na nerki trzeba uwazac, a co tej zdrowej nerce jest, ze sie o nia boisz?
                              Krew ja na nogi postawi, oby na jak najdluzej.
                              Trzymaj sie.
                              • Nie wiem, czy coś tej nerce jest, mama rzadko oddaje mocz, raz na dobę, to
                                chyba rzadko. Ale może to nic takiego. Krew już dostała. Ale jak na razie wciąż
                                czuje się kiepsko. Muszą ją też nawodnić, bo była odwodniona.
                                • Raz na dobe, to bardzo malo.Czy duzo pije? Trzeba zrobic dobowa zbiorke moczu
                                  aby sie dowiedziec na ile nerki sa wydolne , a na ile nie. Zapisywac ile wypila
                                  i zapisywac ile moczu wysikala.Podac to lekarzowi.Zbiorke zaczyna sie chyba
                                  wieczorem, tzn. zaczynac spisywac plyny na wieczor, potem rano ile siusiu
                                  oddala, potem jak cos pije dalej zapisywac i ile wysiusiala. Nie jestem pewna
                                  tylko, czy to sie rozpoczyna na noc czy na dzien, ale chyba na noc juz sie
                                  zapisuje ile sie wypilo i rano zapisuje sie ile sie wysikalo. Nie pamietam juz
                                  teraz procedury dokladnie, ale koniecznie to trzeba zrobic, aby dojsc czy nerki
                                  sa wydolne, poza tym koniecznie mocznik i kreatynina!
                                  • Zbórka moczu jest od wczoraj (wieczór). Założyli mamie cewnik. Jutro
                                    konsultacja z urologiem.
                                    • Jak dzis? Co wykazała zbiórka? Jak krew? Kiedy podali dokładnie i czy juz robili
                                      badanie krwi po podaniu krwi? Jak się mama czuje? Jest mocniejsza?
                                      • Krew podali już w piątek. Jeszcze nie było badania krwi. Zbiórka moczu trwa do
                                        dziś, dziś też konsultacja z urologiem, mam nadzieję, że coś wyjaśni. Mama jest
                                        mocniejsza oczywiście, choć na ile, to trudno powiedzieć, bo nie chce za dużo
                                        spacerować z tymi workami (nefrostomia, cewnik, kroplówka), więc głównie leży.
                                        Mam nadzieję, że lada dzień wyjdzie ze szpitala, odżyje trochę.
                                        • Tolka to w końcu na onkologii podali mamie tę krew?
                                          • Tak tak. Na onkologii. Jak pisałam, postanowiłam nie wozić jej po przypadkowych
                                            szpitalach, bo byłam pewna, że będą nas odsyłać (zresztą wcześniej
                                            telefonicznie sprawdzałam, gdzie mogliby nas przyjąć, wszędzie mówili, że nie
                                            ma co przyjeżdżać bo... powody najróżniejsze). W końcu tam się leczy i
                                            stwierdziłam, że tam powinni jej pomóc i że zrobią to najlepiej. Na izbie
                                            przyjęć oczywiście trochę pewien młody człowiek w rejestracji kręcił nosem,
                                            sugerował, żebyśmy sobie pojechały do rejonu, ale powiedziałam, że nigdzie nie
                                            pojedziemy. Zbadał ją lekarz, wezwał onkologa i onkolog zabrał na oddział. Nie
                                            byłam tam zbyt mile widziana na tej izbie przyjęć (ja, nie mama), ale udało
                                            się.
                                            • Wiedziałam że dopniesz swego i nie dasz się!
                                              Jesteś WIELKA !
                                              • Taaaaaa :) Ula mama była w takim stanie, że naprawdę oni nie mieli wyjścia
                                                (zresztą lekarze tam są całkiem mili i rozsądni w miarę), no przecież muszą
                                                pomóc człowiekowi, który się słania na nogach i ma tak kiepskie wyniki krwi.
                                                Naprawdę w takich sytuacjach wg mnie trzeba jechać tam, gdzie pacjent się
                                                leczy, jeśli to nie za daleko, lub przynajmniej tam, gdzie jest oddział
                                                onkologiczny.
                                                • Dziś hemoglobina była ponad 10. Także chyba nieźle. Jutro usg nerki.
                                                  • Tolka bardzo się ciszę.
                                                    Całuski.Ula.
                                                  • Jak tam Tolka mama? Jak nerki?
                                                  • Ano nie wiadomo, jak nerki. Urolog idzie do niej już od kilku dni i dojść nie
                                                    może. Leży w tym szpitalu i czeka na konsultację. Może przed weekendem
                                                    dojdzie... Ogólnie mama czuje się dobrze. Leży z nią na sali pani, z
                                                    przerzutami do wielu narządów (włącznie z kręgosłupem, wątrobą, trzustką, ma
                                                    guzy w klatce piersiowej). Zaczęło się od czerniaka jakieś 8 lat temu. Teraz po
                                                    tylu latach lekarz powiedział jej, że pierwsza operacja była całkowicie źle
                                                    wykonana, że to wszystko przez tą operację. I wiecie co, mnie to w ogóle nie
                                                    zdziwiło. Moje postrzeganie lekarzy (jest wielu cudownych, to wiem nadal) jest
                                                    już w takim stadium, że w niemal każdym przypadku widzę błędy, tzn zakładam, że
                                                    one zostały popełnione... Boże jak ta pani cierpi, jak potwornie ją boli.
                                                  • Wiesz co Tolka skoro ta pani z tyloma przerzutami leży w szpitalu to i tak ktoś
                                                    ma tam jeszcze wielkie serce bo inni lekarze każą załatwiać hospicjum.
                                                    Czytałaś mój post na dole?
                                                  • A jeszcze odnośnie tych lekarzy to mi się już nie chce gadać bo mnie krew
                                                    zalewa.
                                                    Jak mama poszła do rodzinnego po skierownie na morfologię bo taka słaba była to
                                                    PANI DOKTOR nakrzyczała nanią że po co morfologia jak to na 100% tarczyca i
                                                    dała leki od tarczycy bez sprawdzenia poziomu hormonu tarczycy.I CO WY NA TO?
                                                  • Ula, to też już mnie nie dziwi. Szkoda, bo gdyby szokowały takie kwiatki, to
                                                    znaczyłoby, że to wyjątki, a to się zaczyna robić powszechne... Eh... pozdrów
                                                    mamę ode mnie, mam nadzieję, że psychicznie się trzyma.
                                                  • Pogon tego urologa, olewaja Was...., a ile ma mocznika i kreatyniny?
                                                  • Niestety nie wiem, ile ma, nie wiem nawet, czy oznaczali poziom. Nie mogę w
                                                    tygodniu chodzić do szpitala... Ale dziś było usg, nerka wygląda kiepsko, jutro
                                                    mają zdecydować, co robić, ale na 90% będzie nefrostomia na drugiej nerce.
                                                    Czyli będą dwie.
                                                  • Hej Tolka, jak mama?
                                                  • Tak ogólnie dobrze. Jutro zakładają jej nefrostomię. Jutro też morfologia,
                                                    więc zobaczymy, co z hemoglobiną. Słuchajcie, czy FortiCare jest na receptę???
                                                    Wie ktoś? Bo jeśli tak, to pewnie jest spora zniżka.
                                                  • FortiCare jest bez recepty. Tolka, myślami jestem z Tobą i Twoją Mamą chociaż
                                                    nie piszę za często.

                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Najpiękniejsza Kasia na świecie
                                                  • Tolka cieszę się ze u twojej mamy już lepiej.Tylko ta druga nefrostomia.....
                                                    Może mama przyzwyczai się do niej,skoro ma już jedną.Zresztą,do czego te nasze
                                                    mamy się nie przyzwyczają? Moja mówi że już się przyzwyczaiła do tych okropnych
                                                    upławów.
                                                    Tolka czy ktoś z lekarzy zasugerował ci podawanie FortiCare?
                                                    Pozdrowienia i uściski dla mamy i dla Ciebie.
                                                  • Lepsza nefrostomia niz niewydolnosc nerki.
                                                    Trzymajcie sie, przytulam was mocno.
                                                  • dziewczyny dziekuje. nick zmieniony chwilowo klawiatura mi znow nawala.
                                                    Forticare jest bez recepty owszem ale ostatnio gdy moj mąż kupował spytano go w
                                                    aptece czy ma recepte. pomyslalam sobie ze moze z recepta jest znizka. dowiem
                                                    sie. forticare sama postanowilam mamie kupowac bo jest podobno lepsze niz
                                                    nutridrinki a te zalecil lekarz zeby nie obciazac jelit. gość z nutrcia
                                                    powiedzial ze najlepiej pic 3 na dobe przez min 3 tyg. no wiec mama pije ne
                                                    zawsze 3 ale stara sie. druga nefrostomia juz zalozona. mamie nie robi duzej
                                                    roznicy czy ma jedna czy dwie. pozdrawiam Was serdecznie!
                                                  • Hej dziewczyny!

                                                    Tolka, niech Twoja mama "wciąga" ile może, to naprawde wzmacnia i nie jest
                                                    takie paskudne jak np. truskawkowy nutridrink. Pozdrów serdecznie mamę - niech
                                                    się trzyma i nie daje. Ściskam Was mocno!
                                                    Ulaw, co u Ciebie i Twojej mamy?
                                                  • Hej dziewczyny!
                                                    W czwartek jadę umówić termin tej brachyterapii choć do końca nie wiem czy ją
                                                    zrobią.Mama czuje sie trochę lepiej, po Megace ma apetyt bierze tez żelazo i
                                                    pije pokrzywę.Hemoglobina chyba idzie w górę bo widać po śluzówkach oczu
                                                    (czerwienią się).Ale...... niepokoi mnie ze mimo przyklejonego plastra
                                                    przeciwbólowego mamę boli dół brzucha i w pachwinach.Nie wiem co myśleć czy to
                                                    boli od tego nacieku w pochwie czy z innego powodu.Bo powiem wam że mam taki
                                                    problem z mamą że jak lepiej się czuje to wszystko robi nie zastanawiając się
                                                    że tego nie wolno np. wczoraj wyprała w rękach dwie duże narzuty na kanapy albo
                                                    sprząta i przesuwa sama meble, więc nie wiem od czego w końcu ją ten brzuch
                                                    boli.Tłumaczę jej jak dziecku że tak nie wolno a ona swoje.A ja nie wiem na
                                                    czym stoję.Nawet nie wiem jak to tłumaczyć lekarzowi.
                                                    Czasami pojawia się też u mamy na skórze, w dole brzucha taki rumień jak po
                                                    naświetlaniu i jak dobrze sobie przypominam to wtedy bardziej boli.
                                                  • Ech te Mamy... Forsowanie się to ich specjalność :-) Ale dobrze, że Twoja Mama
                                                    bierze się w garść. To napewno poprawia jej nastrój i pozwala zapomnieć o
                                                    kłopotach.
                                                    Spytaj o ten ból, jak będziesz w czwartek u lekarza. Wydaje mi się, że to
                                                    jednak może boleć naciek.

                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Najpiękniejsza Kasia na świecie
                                                  • Sorry, zapomniałam zapytać Marzenko a jak u ciebie?
                                                  • 28.06.06, 22:57
                                                    Czy wezły w pachwinie sa wyczuwalne reką?
                                                  • 29.06.06, 19:37
                                                    Ja nie wyczułam żadnych zgrubień w pachwinach u mamy, to chyba nie sa
                                                    powiększone.
                                                    Tak jak wcześniej pisałam dzisiaj byłam umówiona z lekarzem z CO w sprawie
                                                    brachyterapii.I WYSZŁAM ZSZOKOWANA.....ALE POZYTYWNIE.
                                                    Otóż lekarka która do tej pory zajmowała sie mamą jest na urlopie, ale umówiłam
                                                    sie z nia wcześniej że kiedy bedzie już nowy aparat do brachyterapii to mam
                                                    zglosić się do innego lekarza który jest jej zastępcą.Telefonicznie umówiłam
                                                    sie z panem doktorem na dziś.Pan doktor zapytał o dotychczasowe leczenie
                                                    obejrzał wyniki i stwierdził że nie ma na co czekać.We wtorek mam już mame
                                                    przywieźc do szpitala.Byłam mile zaskoczona ponieważ jest kolejka i zapisany ma
                                                    każdy dzień(sama widziałam)ale udało się mu mamę wcisnąć.Powiem szczerze że
                                                    pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem tzn. nie odczułam tego o czym tu
                                                    wiele osób pisało czyli o totalnym olewaniu i lekceważeniu osób nie rokujących
                                                    wyleczenia.Niestety zdaję sobie doskonale sprawę z tego że ta brachyterapia
                                                    zadziała tylko na jakiś czas.Ale ten lekarz akurat nie starał mi się tego na
                                                    siłe uświadamiać.Rzeczowo wyjaśnił: jest wznowa- można zrobić brachyterapię i
                                                    robimy to jak najszybciej.
                                                    Czy nie tak powinno być?
                                                  • 30.06.06, 09:56
                                                    Ula świetnie! A może nie na jakiś czas tylko na zawsze zadziała, nigdy nie
                                                    wiadomo, w końcu czemu nie Wam miałby się zdarzyć cud, co? :) Całusy!
                                                  • Ula! Świetnie, że tak szybko da sie zrobić te naświetlania :-) Pytałaś o ten
                                                    ból lekarza?
                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                                  • 30.06.06, 11:20
                                                    Dziewczyny chyba wyszła przyczyna tego bólu mama ma prawdopodobnie albo
                                                    zapalenie pęcherza albo zakażenie dróg moczowych.
                                                    Dzisiaj sika non stop, boli pęcherz i piecze,temp.37,5 i w nocy miała dreszcze.
                                                    Już parę razy miała podobnie furagin pomagał zobaczymy teraz.Tylko kurcze że
                                                    też to musiało teraz się przyplątać.
                                                  • 01.07.06, 15:48
                                                    Hej,

                                                    zrobic USG nerek, zobaczyc czy moze nie ma kamieni lub innych przeszkod
                                                    uniemozliwjajacych odplyw moczu lub moze miec poszerzone UKM nerek i tam moze
                                                    mocz zastawiac sie ,a w nim sie mnoza wtedy bakterie. UMK porzerzone moze byc
                                                    na skutek chemii.
                                                    Po drugie zrobic posiew moczu, ale nie jesli bierze furagin lub inny
                                                    antybiotyk, choc furagina nie jest antybiotykiem, ale nawet po urosepcie trzeba
                                                    tydzien odczekac z posiewem, bo nic nie urosnie na pozywce.
                                                    Po furaginie zeby zrobic posiew odczekac 3 tygodnie od ostatniej dawki,
                                                    podobnie po kazdym innym antybiotyku.
                                                    Objawy, ktore opisujesz wskazywac moga tez na zapalenie nerek, a to jest o
                                                    wiele bardziej grozne niz zapalenie pecherza. Dreszcze raczej przy zapaleniu
                                                    pecherza nie wystepuja. Czy goraczka rosnie? Czy tez sie utrzymuje?
                                                    Postukaj ja lekko zacisnieta reka w okolice nerek, zobacz czy boli wtedy.
                                                    Zrobic tez ogolne badanie moczu, sprawdzic ile leukocytow, czy sa czerwone
                                                    krwinki,czy jest pisake lub kamienie, powinno to wyjsc w ogolnym badaniu moczu.
                                                    badanie ogole zrobic nawet w czasie przyjmowania furaginy lub innego
                                                    antybiotyku,jesli nadal w czasie brania antybiotyku, objawy nie beda ustepowac,
                                                    a w moczu beda leukocyty, to znaczy, ze antybiotyk nie jest trafiony, po to
                                                    nalezy zrobic posiew moczu.
                                                    Ile razy sie to juz wrocilo? Co ile sie wraca?
                                                  • 02.07.06, 18:54
                                                    Już jest lepiej po furaginie ustąpił ból i mama oddaje dużo moczu.Goraczki nie
                                                    ma.Bólu w okolicach nerek też nie.
                                                    Liinia zastanawia mnie jedna rzecz, te objawy pojawiaja się co jakiś czas i
                                                    zauważyłam że wraz z nimi pojawia się rumień i obrzęk w miejscu naświetlania.
                                                    Zastanawiam się czy to nie jest czasem popromienne zapalenie pęcherza?
                                                    Teraz kiedy objawy zapalenia ustępują obrzęk i zaczerwienienie w dole brzucha
                                                    zniknęło.
    • law2 napisała:

      > Balbinko utworzyłam nowy wątek ,będzie go łatwiej znaleźć a może komuś
      > przydadzą się nasze doświadczenia z nowotworem szyjki macicy(oby
      > nie!).Zrobiłyśmy rtg kregosłupa i miednicy i poprosiłam lekarza radiologa o
      > opinię.Są bardzo duże zmiany zwyrodnieniowe,dyskopatie aż w pięciu
      > krążkach,kręgozmyk jednym słowem powiedział że kręgosłup jest strasznie
      > zniszczony ale zmian typu przerzuty nie widzi.Ma prawo boleć.Natomiast bardzo
      > martwią mnie te upławy, są bardzo duże i okresowo.W styczniu zrobiłyśmy
      > USG,Mama źle się wtedy czuła i faktycznie wyszła pewna nieprawidłowość. Otóż
      > macica była powiększona i był w niej jakiś płyn,Mama nie miała w tym czasie
      > upławów ale po kilku dniach wszystko chlusnęło, dosłownie chlusnęło. Onkolog
      > po obejrzeniu usg stwierdził że to wysiek zapalny z szyjki zbiera się w
      > macicy a zrosty na szyjce utrudniają odpływ.Stąd to okresowe wyrzucanie. Mama
      > dostała Biseptol i guzik sytuacja się powtarza.


      Hej Ulaw,

      nie wroze dobrze w takiej sytaucji, plyn pobrac do badania histopatlogicznego
      szybko! Jesli to plyn od komorek rakowych, to powinny wyjsc komorki rakowe w
      plynie, wtedy bedzie wiadomo, co to za płyn.
      • Linia ten płyn to są wlasnie upławy które zawsze występują w raku szyjki
        macicy.Był z nimi spokój po naświetlaniach, niestety odkąd naciek znowu zaczął
        się szerzyć powróciły upławy.Zbiera się w macicy bo tam tez jest naciek.Obfite
        upławy to najgorsze utrapienie w raku szyjki.Pisała o tym również Marzena.
        Może Ty mi podpowiesz jak pokonać zaparcia?Odkąd Mama ma plastry Durogesic
        pojawiły się właśnie zaparcia.
        Kupiłam taką herbatkę z senesu ale nie wiem czy pomoże.Lekarka kazała
        zastosować czopki Bisacodyl ale to chyba nie najlepszy pomysł.Jak przeczytałam
        ulotkę to ciarki mi przeszły po plecach.
        • Pytanie co jest przyczyna tych zaparc? Moze byc to plasterek, ale jakos troche
          watpie w to.
          Po tych naswietlaniach tam twoja mama nie ma najlepiej z tymi jelitami, no ale
          logika wskazuje, ze skoro sa zaparcia, to albo jelita sie ruszaja za slabo i sa
          leniwe, wtedy herbatki pomoga, ale jesli tam cos fizycznie zatyka, to moze dojsc
          po bisacodylu do niemilych powiklan, mogacych kosztowac w skrajnej sytuacji
          nawet zycie. Bisacodyl ruszy jelita, ale jesli jest w nich przeszkoda
          fizyczna,np. gdzies guz cos zatyka lub nawet ten naciek z macicy uciska jelito w
          ktoryms miejscu, to po takim ruszeniu moga one peknac i ich tresc moze sie wylac
          do srodka, podobnie jak i po ostrej lewatywie.Wtedy zapalenie otrzewnej i do
          wiedzenia.Trzeba uwazac po prostu i robic to wszytko z namyslem i logika.
          Bisacodyl to sie podaje ludziom wzglednie zdrowym na przeczyszczenie przed
          operacja albo przed jakims badaniem, do ktorego jelita musza byc czyste, a nie
          komus, kto choruje na raka i istnieje mozliwosc, ze tam naciek fizycznie uciska
          na to jelito i stad te zaparcia.
          Moje pytanie teraz takie. Czy mama ma mdlosci? Czy mamie sie odbija taka
          goryczka? Czy mama czuje z ust taki niemily zapach czegos zepsutego? Przepraszam
          za takie obrazowe pytania, ale one sa wazne.Napisz mi odpowiedz na te pytania.
          • Linia te zaparcia pojawiły się po naklejeniu tego plastra,w ulotce są
            wymienione jako działania niepożadane.Wcześniej to mama miała przeważnie
            skłonności do biegunek.Zaparć nigdy.Wcześniej przed naklejeniem tych plastrów
            mama miała czasem nudności, czasem czuła gorycz, raz nawet rano miała żółty
            język ale wtedy wypróżniała się codziennie.Lekarz rodzinny zasugerował albo
            woreczek żólciowy albo żołądek.Mama ma przepuklinę przełykową i nie wiem czy
            nie ma też refluksu.Brała dużo leków :ketonal, majamil które nie są obojętne
            dla żołądka.Dlatego ma teraz plastry.Ja codziennie całuje mamę to nic z jej ust
            nie czuję ale zapytam ją.
            Linia wiem że masz na myśli niedrożność zadając te pytania.Ja również biorę to
            pod uwagę.Jeszcze jedno, mama przy bliżnie na brzuchu ma takie twarde
            zgrubienia i one bolą po naciskaniu czy to zrosty? a może przepuklina?
            • Linia ten płyn to są wlasnie upławy które zawsze występują w raku szyjki
              macicy.Był z nimi spokój po naświetlaniach, niestety odkąd naciek znowu zaczął
              się szerzyć powróciły upławy.Zbiera się w macicy bo tam tez jest naciek.Obfite
              upławy to najgorsze utrapienie w raku szyjki.Pisała o tym również Marzena.

              Jeszcze odnosnie tych upławów, to piszesz, ze sie pojawily wraz z naciekiem, bo
              naciek, czyli komorki rakowe produkuja wode, stad tak duza ilosc tych
              uplawów.Przepraszam, ze moge zalamywac swoimi postami, ale po prostu z macicy ma
              ta woda gdzie sie wydostac, a np. jesli jest miedzy jelitami, to wtedy robi sie
              wodobrzusze i wtedy trzeba wode spuszczac, jesli sie da w ogole.
              Trzeba pobrac ta tresc uplawow do badania histopatlogicznego, wtedy sie okaze
              czy jest to plyn produkowany przez komorki rakowe czy nie.

              Odnosnie zaprac, to myslalam o niedrożnosci , owszem, ale moze i to po tych
              plastrach.Nie wiem do prawdy.Rak jelita cechuje sie czasem naprzemiennymi
              zapraciami i biegunkami, myslac, ze tutaj moze byc jakis przerzut.
              Jesli chodzi o blizne, to watpie aby to byla przepuklina, przepuklna to takie ze
              tak powiem jelita wiszace na skorze, tak bym to okreslila.Blizna jest zrostem.
              Jesli lekarz, ktory operowal byl malo ostrozny, to mogl w bliznie zostawic
              komorki rakowe.Obserwujcie ta blizne czy sie nie zmienia , nie rosnie itd.Jak
              dzue to jest?Powieksza sie? Ma jakis kolor szczegolny? Te zgrubienia sa na
              bliznie czy obok , byly wczesniej czy teraz sie zrobily?
              • z tą blizną nic się nie dzieje, jest normalnego koloru a te zgrubienia są
                raczej nad blizna wzdłuż niej.Dlatego podejrzewam zrosty.Były dużo wcześniej.
                • Zrosty moga bolec na zmiany pogody np., ale czy moga bolec przy ucisku? Chyba
                  nie za bardzo.Sama mam zrosty na brzuchu, male co prawda, bo mi wycinali dwa
                  znamiona duze, jedna blizna jest nawet sporawa, bo pani pielegniarka wyjmujac mi
                  szew wyciagnela go druga strona i supel od zylki mi rozwalil cale szycie, nie
                  pozwolilam sie szyc drugi raz i chodzilm z dziura w brzuchu jakis czas, zroslo
                  sie, ale jest spora blizna, z tym, ze nigdy mnie nie bolala przy ucisku itd.Moja
                  mama takze miala spora blizne, ale nie bolala ja nigdy.
                • Hej Ula,

                  jak się czuje Twoja mama?
                  Jak Ty się trzymasz?
                  • Marzenko kochana u nas trochę lepiej.Mama miała kryzys,złapała jakies cholerne
                    przeziębienie ale wyszła z tego praktycznie bez jakichś specjalnych leków.Ale
                    niestety osłabiło ją to bardzo.Wiesz, mama zażywała tez dużo leków: ketonal,
                    majamil i niestety żołądek i jelita zaczęły się buntować.Lekarz zamienił te
                    wszystkie leki na plastry przeciwbólowe Durogesic i jest o niebo lepiej.Mama
                    dostała też Megace na apetyt no i już widać efekty.Chodzi i ciągle szuka
                    jedzenia.Wiesz muszę ją trochę wzmocnić bo mam nadzieję że jeszcze jej zrobią
                    tę brachyterapię.
                    Dzisiaj zrobimy wyniki to zobaczymy.
                    Marzenko u mnie to bywa różnie raz mam strasznego" doła" a innym razem mogłabym
                    góry przenosić.
                    Taki piękny i niesamowity dzień był wczoraj: Ty pojawiłaś się z dobrymi
                    wieściami, mama Tolki dostała krew i poczuła się lepiej a i u wszystkich
                    obecnych tu na naszym forum jest w miarę okey.Takie dni dodają siły i wiary.I
                    oby ich było jak najwięcej.
                    Ściskam Cię mocno.Ula.
                    • A ja mam znowu doła, tak od kilku dni nie moge wyjść z niego, teksnie do mamy,
                      nadeszlo lato, tak strasznie mi przykro, ze ona tego slonca juz nie widzi...
                      • Liina przykro mi :( Ale ja wierzę, że ona widzi. Może nawet widzi piękniejsze
                        słońce. Wprawdzie nie oglądacie go razem, ale tam jest dobrze... Tylko ta
                        tęsknota... Wiem, że jest Ci ogromnie trudno. Trzymaj się jakoś.
                        Ja pamiętam jak moja mama wyprowadziła się ode mnie (jakiś czas mieszkała u nas
                        opiekując się moją córeczką), by zamieszkać bliżej szpitala. Ryczałam patrząc
                        na pusty pokój, puste łóżko, jej przerażone oczy... Mimo, że ona była i wciąż
                        przecież jest, ja już za nią tęskniłam. Twoja tęsknota jest tysiąc razy
                        większa. Ściskam Cię mocno.
                      • Doskonale cię liinia rozumiem.Mimo że mamy tą świadomość że jest ten inny,
                        lepszy świat dokąd odchodzą nasi bliscy to tym trudniej pogodzić się z ich
                        nieobecnością tu na ziemi.
                        Wiesz wydaje mi się że właśnie w tych momentach kiedy najbardziej odczuwasz
                        brak Swojej mamy, ona jest właśnie przy Tobie.
                        • Mama mi sie bardzo czesto sni, ale ona w moich snach nie wie absolutnie nic o
                          tym, ze umarla! Dlaczego tak sie dzieje? Sni mi sie tak jakby sie zycie toczylo
                          dalej. Ostatnio opowiadalam jej o mojej pracy, siedzialysmy w kuchni i ngale
                          chcialam jej powiedziec o takim znajomym, ktory odwiedzil mnie akurat tego dnia
                          w pracy i mi powiedzial, ze byl u niej na grobie, ale jak chcialam jej to
                          powiedziec, to nagle sie ugryzlam w jezyk i zorientowalam sie, ze to sen, ze ona
                          nie zyje, ze zyje tylko w moich snach dalej.bardzo czesto mi sie sni tak jak by
                          jej zycie dalej plynelo i nic sie nie stalo , nawet nie wie, ze byla chora na
                          raka, w ogole o tym nie wie w moich snach. Byla taka sytuacja, ze sie jej
                          pytalam o brzuch, czy ja nie boli, dotykalam go, a ona w ogole nie rozumiala, o
                          co mi chodzi, czemu go dotykam i sie tak o niego dopytuje.
                          Co to moze oznaczac? Tutaj kiedys ktos pisal,ze mu sie snila jego mama i
                          powiedziala komus, ze jest jej dobrze w tamtym swiecie itd., ale moja mama nie
                          wie, ze jest juz na tamtym swiecie...Ona jest w moich stan aboslutnie nieczego
                          nie swiadoma. Czy komus tez sie takie cos zdarza? Ciekawe, zaczelam sie nad tym
                          zastanawiac, bo zaczyna mi sie to wydawac dosyc dziwne.
                          • Liina, nie znam się na snach zupełnie, ale one odzwierciedlają chyba nasze
                            marzenia. Choć wiesz, tak sobie myślę, że masz szcześćie, że mama Ci się śni.
                            Często ludziom wcale nie śnią się bliscy, którzy odeszli, choć bardzo by tego
                            chcieli. Dobrze spotykać mamę chociażby w snach... tak myślę...
    • Dziewczyny mam nowy problem.Pisałam że ostatnio mama żle się czuła, była
      osłabiona szybko się męczyła, pociła się i była taka blada.Wydawało mi się że
      to postęp choroby no i ostatnio była mocno przeziębiona i to ją tak
      osłabiło.Ale coś mnie tknęło i kazałam jej zrobić morfologię no i wyszło szydło
      z worka:hemoglobina 9.Jeszcze dwa miesiące temu dośc przyzwoita bo 11 ale mama
      już wtedy trochę odczuwała jej za niski poziom.Teraz po wyjściu do sklepu już
      się czuje słaba.Była u lekarza rodzinnego i przepisał żelazo i wit. B12(CZY
      WOLNO JĄ BRAĆ PRZY NOWOTWORZE).
      Czym jeszcze wspomóc leczenie?
      Liinia kiedyś pisałaś o pokrzywie, czy można sok z pokrzywy kupić w aptece?
      • Hej,

        tak , kup sok z pokrzywy w aptece albo teraz sama pokrzywy nazbieraj, umyj ja i
        w sokowirówce zrob sama sok, dodaj do niego lyzeczke miodu i niech mama
        pije.Mozna kupic tez sok w aptece albo kupic pokrzywde sypana i pić. Najlepszy
        bedzie sok.
        B12 nie wolno przy raku.
        Obserwuj czy ta hemoglobina nie spada dalej, wiesz sama co to moze oznaczac...
        TRzymaj sie.
      • No właśnie, B12... Ręce opadają. Ula pisałaś kiedyś, że lekarka chce wziąć
        Towją mamę na oddział, żeby ją wzmocnić. Co z tym? hgb 9 to dla mnie calkiem
        dużo, ale ja patrzę z perspektywy poziomu 6,8, do 9 organizm mojej mamy się
        przystosował i przy tym poziomie funkcjonowała normalnie. A co z lekami na
        niedokrwistość. Na zachodzie zaczynają je podawać przy poziomie 11 u chorych na
        nowotwory. U nas czeka się do 9. Pogadajcie może z lekarką. Choć u mojej mamy
        nawet darbepoetyna nie działa. Może u Was będzie lepiej. Od natury jest
        Liina :) Skoro mówi, że pokrzywa to rwij pokrzywę :) I nie zamartwiaj się!
        • Dziewczyny mała poprawka!
          Mama bez okularów słabo widzi.Dopiero teraz zobaczyłam te wyniki:
          hemoglobina 9,9
          hematokryt 32
          No i dostała Tardyferon Fol i wit. B6.Nie wiem czy to coś zmienia ale nie B12.
          Liinia kupiłam sok z pokrzywy ale mam watpliwości bo on jest z etanolem.Nie
          wiem jak to będzie działac na te jelita i żołądek.
          • Nie podawaj z etanolem, czyli to nie jest czysty sok z pokrzywy, tylko taki na
            alkoholu, nalewka normalnie.Nie pilam tego sama nigdy, slyszałam tylko, ze mozna
            kupic takie cos w aptece. Nazbieraj sama pokrzywy i zrob sok w sokowirówce ,
            potem dodaj do tego miodu i niech taki mama pije.Nie pamietam niestety ile tego
            sie pije, poszukam gdzies w swoich ksiazkach.
    • Dziewczyny, siedzę i myślę, nie wiem, jak to jest z tym nowotworem (szyjki
      macicy). Może Wy mi napiszecie... Szkoda, że tak późno zaczęłam się nad tym
      zastanawiać. Jak to cholerstwo kogoś dopadnie i jest stopień wyższy niż 2a, to
      stosuje się zazwyczaj leczenie radykalne. Jak nie da się operować, to
      radioterapia na maxa i chemia tak? Lub lżejsze leczenie jak w przypadku mamy
      Uli. Ula chyba wspominała, że ten nowotwór zawsze wraca, jeśli był wykryty w
      późnym stadium. Więc co? Taki chory z założenia nie ma szans? Bo chemia
      nieskuteczna, max dawkę promieni chora dostała podczas pierwszego leczenia,
      więc w przypadku nawrotu nie ma już żadnej broni, która mogłaby to pokonać???
      Czy po przeleczeniu pierwotnym, nie można usunąć, czego się da, czy to
      zmniejszyłoby przawdopodobieństwo nawrotu? Czy może to byłoby zbyt proste? Bo
      jeśli to tak jest...

      Zeżrą mnie wyrzuty sumienia. Sama chyba zaczynam chorować, jeśli nie fizycznie
      (choć dziwne rzeczy się w moim ciele dzieją), to niedługo będę potrzebować
      specjalisty od głowy chyba... A moja mama słabnie.
      • Oj, Tolka ja też cały czas mam głowę pełną takich myśli.
        Najpierw byłam wściekła że mamę naświetlano tylko paliatywnie bo wydawało mi
        się że powinni spróbować radykalnej radioterapii połączonej z chemią i wtedy
        udało by się zniszczyć nowotwór zupełnie.Ale teraz nie wiem co myśleć,Twoja
        mama jest po takim właśnie leczeniu i drań wrócił właściwie po takim samym
        okresie jak u mojej mamy po paliatywnych naświetlaniach.To sama już nie wiem co
        lepsze.Myślę, że chyba najskuteczniejsza jest operacja i uzupełniające leczenie
        w postaci radioterapii i chemii.I cudów nie ma, jak się "dziada" nie wytnie
        odpowiednio wcześnie to nie ma szans na całkowite wyleczenie.
        I jeszcze jedna ważna rzecz bo lekarze tego nie mówią, leczenie takie jak
        radioterapia i chemioterapia jest strasznie wyniszczające.I wydaje mi się że
        organizm po takim leczeniu nigdy już nie dojdzie siebie.Promieniowanie nie jest
        bez znaczenia dla zdrowego człowieka a co dopiero dla chorego.
        Ja Tolka osobiście to myślę, żeskuteczne leczenie jest tylko do tego stopnia
        zaawansowania gdzie można jeszcze usunąć zmianę chirurgicznie.Reszta to już
        tylko zabiegi mające na celu przedłużenie życia i usunięcie przykrych objawów.
        Takie jest moje zdanie bo uświadamiam sobie coraz częściej że walka którą
        zaczęłam w maju ubiegłego roku, to walka nie o zdrowie mamy (tego zdrowia to
        było może raptem 4 miesiące) a o jej życie.O każdy miesiąc tego ukochanego
        życia.
        Ufam tylko Bogu że pozwoli mamie jak najdłużej być z nami.
        • No ale właśnie, czy naświetlania (poliatywne) lub też leczenie radykalne nie
          doprowadzają do takiego stanu, że można wykonac operację? Czemu się tego nie
          robi? Czemu nie wicinają tyle, ile tylko się da, żeby zwiększyć szanse? Nie
          rozumiem. Ula, wiem, że na te pytania, za późno, ale może komuś się ta wiedza
          przyda. Dlaczego zarówno Twojej mamy jak i mojej nie operowano??? Nie przed
          (ok, zgadzam się, że na początku się nie dało), ale po leczeniu.
          • Statystyki mówią,że w III stopniu zaawansowania szanse na wyleczenie wynoszą
            30%.
            Nie wiem, dlaczego nie można zrobic operacji po naswietlaniach. Może dlatego,
            że te tkanki naswietlane są zmienione zapalnie (tak jest u mojej mamy) i by się
            nie goiły.
            Z drugiej strony, przecież n.p. w raku piersi robi sie czasami najpierw
            naswietlania w celu zmniejszenia guza a potem dopiero operację.



            --
            Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
            Onkoforum-Damy rade
            Adopcje bezdomnych kroliczkow
            • Balbinko wiesz ja ostatnio mam coraz więcej wątpliwości dotyczących tych
              wszystkich objawów które występują po leczeniu.
              Myślę że u Twojej mamy to nie są żadne zmiany zapalne tylko normalny późny
              odczyn popromienny.Zmiany zapalne da się wyleczyć a z odczynem popromiennym
              jest dużo gorzej.Obawiam się też że lekarze onkolodzy nie przyznają się do tego
              bo de facto musieliby go sami leczyć jako powikłania wcześniejszego leczenia
              onkologicznego.A na to chyba brak lub szkoda pieniędzy, więc pacjencie lecz się
              sam.
              • Ech nie wiem sama co o tym myśleć :-( Zresztą w ogóle w leczenie powikłań po
                leczeniu nikt nie chce się bawić. A my tak po omacku szukamy.
                Będę dziś u doktor, która swego czasu prowadziła naswietlania Mamy to spytam o
                tę możliwość operowania naświetlanych miejsc.

                --
                Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                Onkoforum-Damy rade
                Adopcje bezdomnych kroliczkow
                • To był błąd, że się tam wybrałam. Własciwie z premedytacją poszłam robic
                  cytologie do tej Pani, bo od dawna chciałam zadać kilka pytań zwiazanych z
                  chorobą Mamy a Mama nigdy tych pytań nie chciała bądź zapominała zadać.

                  Po pierwsze: naświetlania a operacja. Im dłuższy czas upłynął od naświetlań,
                  tym wieksza możliwość ponownego naświetlenia, ewentualnie operacji. Wszystko
                  jest bardzo indywidualne, zależy od stopnia odczynów popromiennych, etc., ale
                  jest taka możliwość.
                  Jeśli wznowa pojawia się w ciągu pierwszego roku, to możliwości takiego
                  leczenia są niestety bardzo ograniczone a efekty krótkotrwałe, potem z upływem
                  lat szanse rosną, ale niestety wznowy późne także się pojawiają. Uderzyło mnie
                  to zdanie... W głębi duszy nosiłam w sobie przekonanie że ponad trzy lata po
                  operacji to juz bardzo długo i że ewentualny nawrót u Mamy jest bardzo mało
                  prawdopodobny. Niestety tak nie jest :-(((( Tym bardziej że był naciek na
                  przymacicza a to, jak powiedziała p.doktor znacznie pogarsza rokowania:-(((

                  Po drugie: stopień zaawansowania choroby określany jest przed podjęciem
                  leczenia.To znaczy jeśli przed podjęciem leczenia był on okreslony jako II to
                  pacjent leczony jest według schematu do tego stopnia. Jesli potem okazuje się
                  że są przerzuty,to leczenie jest modyfikowane ale w papierach jest cały czas
                  wpisywany II stopień.

                  W rozmowie pojawił sie także wątek odległych przerzutów, że tez sa one mozliwe.
                  Kiedyś czytałam, że r. szyjki szerzy się miejscowo, a do przerzutów dochodzi
                  rzadko. Okazuje się, że nie tak rzadko.

                  Wyszłam stamtąd jak przepuszczona przez wyżymaczkę.




                  --
                  Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                  Onkoforum-Damy rade
                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                  • Balbinko, rozumiem strach przed nawrotem, ale to już jest niestety wpisane w tę
                    chorobę. Popatrz na to z innej strony: masz już sporą wiedzę i trzymasz rękę na
                    pulsie. Twoja mama jest pod stałą dobrą opieką. Ona miała operację prawda? Czy
                    macicę ma usuniętą? Kurcze mnie w sumie to, co napisałaś trochę załamało. Można
                    było zrobić więcej w przypadku mojej mamy. Dużo więcej pewnie. Cholera jak mi
                    strasznie źle. Jaka byłam głupia, że wtedy nie wnikałam. Te wyrzuty sumienia
                    chyba nigdy nie dadzą mi spokoju.
                    • Tola, ona powiedziała, że nie ma dówch takich samych pacjentów. To co u jednego
                      można zrobić u innego się nie daje, czasem z prozaicznych powodów.
                      I powiedziała jeszcze że trzeba samemu trzymać rękę na pulsie i pytać, pilnować
                      etc. W ogóle to bardzo wyczerpujaco odpowiadała na moje pytania.

                      Wracając do Twojego pytania: tak moja mama miała operację (właściwie szła z
                      diagnozą raka in situ a na tak radykalną operację mama zdecydowała się po
                      rozmowie z chirurgiem) i usuwane wszystko, włącznie z jajnikami. Chirurg
                      powiedział, że ciął tak dużo jak tylko się dało.
                      Niestety był juz naciek na przymacicza i nie wiadomo, czy margines był
                      wystarczający. Wydawało mi się, ze gdyby nie był to juz dawno wyszłoby to na
                      jaw. A wczoraj okazało się, ze niekoniecznie musi tak być i że choroba może
                      wrócić.

                      Wiem, że moje obawy mogą być dla Was stojących w obliczu o wiele poważniejszych
                      problemów irytujące, w końcu nic takiego się nie dzieje..., ale ja to naprawdę
                      mocno przeżywam.




                      --
                      Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                      Onkoforum-Damy rade
                      Adopcje bezdomnych kroliczkow
    • Cceść dziewczyny!
      Mama jest już po pierwszym etapie brachyterapii.Jeszcze będą dwa etapy w
      odstępach tygodniowych.Po zabiegu wróciłyśmy do domu, mama czuje się już
      lepiej.Piszę "już" bo w czasie zabiegu było kiepsko:wymiotowała, ciśnienie
      poszło w górę i ogólnie kiepsko.Zrobiono jej od razu EKG i zbadał ją
      internista.Nic niepokojącego nie stwierdził,mama trochę poleżała i uspokoiło
      się.Mogła to być reakcja na Urografin który podają do przeprowadzenia symulacji
      leczenia.To taki środek kontrastujący.
      Wreszcie też przepisano mamie globulki dopochwowe Betadine na te upławy.
      Ode mnie również całuski dla Was!
      • Tolka co u Was? Martwię się.
        • Ula, nie wiem... Wyjechalam na 2 tyg., dzwonie do mamy codziennie. Bez zmian
          jest. Bardzo meczy ja bol jelit, ktory pojawia sie po zjedzeniu czegokolwiek.
          No i dzis mama powiedziala mi, ze ma brzuch jak balon. Wszyscy wiemy, co to
          moze oznaczac. Boze martwie sie jak cholera... Kazalam mamie jechac do
          szpitala, ale ona nie chce, bo nie ma jej lekarza, jest na urlopie do 17-go.
          Boze niech to nie bedzie wodobrzusze. Niech to bedzie cos innego. Ten brzuch
          powieksza sie, gdy mama bardzo duzo pije, tak jej kazal lekarz...
          • Tolka najlepiej byłoby jakby mama zrobiła USG ale ja wiem jak trudno jest
            namówić nasze mamy do czegokolwiek.One mają już dosyć i wcale im się nie
            dziwię.A może to znowu jakaś niedrożność jelit i to są wzdęcia bo przy nich też
            brzuch jest jak balon.A może to przetoka jelitowa? Raczej bym stawiała na
            niedrożność bo piszesz że mamę boli po jedzeniu, przy wodobrzuszu nowotworowym
            chyba nie ma takich bólów. Czy mamie puchną też nogi?
            • Tolka, tez mi się wydaje, że to jelita i wzdęcia. Czy mama normalnie się
              wypróżnia?

              --
              Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
              Onkoforum-Damy rade
              Adopcje bezdomnych kroliczkow
              • hej dziewczyny,

                niestety nie mam chwilowo netu, wiec nie pisze. Wodobrzusze mozna rozpoznac reka
                na dobra sprawe jak sie ma nieco wprawy.Przy puknieciu chlubocze normalnie.
                Brzuch jest twrady i sie systematycznie powieksza.
                USG by pokazalo to najlepiej czy to wlasnie jest wodobrzusze. Moze byc
                niedroznosc jelit, co grozi przetoka. Oby to nie bylo to, moze jakos przejdzie i
                sie rozwieje.Niech mama je rzeczy bardziej plynne zamist stalych.
                Trzymajcie sie dziewczyny, mysle o WAs caly czas, pozdarwiam.
                • Dzięki dziewczyny. Może to rzeczywiście jelita, bo ten brzuch nie powiększa się
                  cały czas, czasem się zmniejsza, a cokolwiek mama zje, powoduje ból. Do lekarza
                  wybiera się za tydzień, choć obiecała, że gdyby się coś działo, pojedzie
                  wcześniej. Całuję Was.
                  • Tolka wiesz co ja pisałam już wcześniej że moja mama też miała takie bóle
                    brzucha i wzdęcia bała się jeść bo nie wiadomo co jej szkodziło, brała tabletki
                    przeciwbólowe, trochę przestało i dalej sytuacja się powtarzała.I wtedy lekarka
                    z oddziału paliatywnego zasugerowała zmianę tabletek przeciwbólowych ( Ketonal)
                    na plastry.Powiedziała że może jelita już nie tolerują tych tabletek.I nie
                    pomyliła się.Mama ma plastry o najmniejszej dawce,skończyły się bóle brzucha,
                    je normalnie,nie ma już ani zaparć ani biegunek.Mówi, że nie zamieniłaby tych
                    plastrów na żadne tabletki.A przede wszystkim może wreszcie jeść co chce.I są
                    efekty, hemoglobina skoczyła w przeciągu dwóch tygodni z 9,9 na 11,4.
                    Tolka, może wy spróbujcie przejść na te plastry.Ja pytałam jeszcze onkologa jak
                    byłyśmy na tej brachyterapii to też potwierdził że przy wrażliwych jelitach
                    wszystkie przeciwbólowe tabletki jeszcze pogarszają sytuację.
                    • Ula, wlasnie, ona znow bierze ketonal od jakiegos czasu i jest gorzej. Ze tez
                      na to nie wpadlam. Zaraz do niej zadzwonie, zeby szybko zmienila, ketonal nie
                      tylko na jelita ale i na nerki bardzo szkodzi (a ona go bardzo dlugo brala). Z
                      brzuchem troszke sie poprawilo po zwyklej nospie, ranigast i cos tam jeszcze
                      lekarz dal. Ale jest przerazliwie slaba, nie moze o wlasnych silach chodzic...
                      • Tolka identyczne objawy miała moja mama po Ketonalu.Też była taka słaba i
                        skarżyła się że nie może chodzić.Lekarka kazała odstawić i przepisała plastry,
                        też kazała pobrać Ranigast i Nospę.
                        • WItaj!

                          Ile mama ma hemoglobiny? Podniosla sie po podaniu tej krwi i sie jakos utrzymuje
                          czy tez spada? Moze byc slaba od jelit, ale tez od anemii.
                          • To było wodobrzusze... A ja zamiast przyjechać do mamy, gdy tylko wodobrzusze
                            przyszło mi do głowy, wymyślałam jakieś inne przyczyny. Nie daruję sobie tego.
                            Mamie przestały zupełnie pracować nerki. Trafiła do szpitala z zaostrzoną
                            niewydolnością nerek z hiperkaliemią, niedrożną nefrostomią (to akurat zdarzało
                            się często), odwodnieniem dużego stopnia, niewydolnością krążeniową i
                            oddechową. Miała bardzo wysoki poziom potasu, zatruty organizm. Z tym wszystkim
                            funkcjonowała w miarę normalnie, chodziła (ostatniego dnia przed pójściem do
                            szpitala z czyjąś pomocą), sama jadła, sama się myła, wszystko sama... Była
                            taka dzielna, zupełnie nie zdawała sobie sprawy ze swojego stanu, nikt sobie
                            nie zdawał... Nawet gdy przyjęto ją do szpitala (w sobotę) poszła do wc o
                            własnych siłach, jeszcze wieczorem żegnała mojego tatę, mówiła. Rano, gdy do
                            niej przyjechałam, było już tragicznie. Gdy mnie usłyszała, podniosła głowę,
                            otworzyła oczy (ale były nieobecne), próbowała coś mówić, ale nie mogła. Tylko
                            łzy od czasu do czasu kapały jej z oczu... I tak do 16:20... Po morfinie oddech
                            słabł, ona nie chciała się poddać, ciągle łapała oddech. Boże jaka ona była
                            dzielna. A ja nie spędziłam z nią ostatnich dni, nie było mnie przy niej, nie
                            zdążyłam porozmawiać, wielu rzeczy nie zdążyłam.
                            • Tolka nie obwiniaj się, zrobiłas wszystko co było w twojej mocy.Niestety my
                              córki nie możemy wszystkiego.Dlaczego to wszystko dzieje sie pod okiem lekarzy?
                              Tolka prawdopodobnie objawy niewydolności nerek były już dawno, jeszcze przed
                              drugą nefrostomią i doprowadziły do zatrucia organizmu i do wodobrzusza.Nawet
                              ten spadek hemoglobiny jest charakterystyczny dla niewydolności nerek.
                              Boże,gdzie byli lekarze.Tolka takie rzeczy nie dzieją się w kilka dni, to
                              trwało już jakiś czas.
                              Tolka ryczę cały dzień, czuję jakby odeszła cząstka mnie.Chociaż nie znałam
                              twojej mamy ani ciebie, jesteście mi tak bardzo bliskie.I tak bardzo do nas
                              podobne.Tolka będę się modlić za twoją mamę i za ciebie.
                              • Ula, masz rację, to musiało trwać długo... To przewlekła niewydolność, tak
                                zresztą jest w karcie informacyjnej, nastąpiło jej zaostrzenie. Im dłużej to
                                analizuję, tym ciężej... Wnioski są przerażające. Boże...

                                Nie płacz Ula, ja wierzę, że Wam się uda, naprawdę wierzę. W tym jestem podobna
                                do mojej mamy.. optymizm, na pograniczu naiwności może... ale tak jest łatwiej.
                                Zresztą, komuś musi się udać! Idzie Wam bardzo dobrze przecież, będzie dobrze,
                                zobaczysz.


                                • Tolka, nie obwiniaj się :-( Tak wiele zrobiłaś dla Mamy, wszystko, co było
                                  możliwe. Nie zastanawiaj sie teraz, jak mogło sie wszystko potoczyć. Pomyslisz
                                  o tym za jakiś czas....
                                  Cały dzień o Was myślałam - wczoraj i dziś. Modliłam się za Twoją Mamę i
                                  Ciebie, żebyś była dzielna.

                                  --
                                  Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                  Onkoforum-Damy rade
                                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                  • Dziękuję Balbinko.
                                    Dziś przyjechałam do rodzinnego miasta mamy. Kochała to miasto, nie mogła już
                                    tu przyjeżdżać. Spotkałam jej przyjaciółkę, strasznie przeżywa śmierć mamy. A
                                    sama ma raka jelita grubego... Nie leczy się (zresztą jej serce nie
                                    wytrzymałoby żadnego leczenia, jest po zawale), nie chodzi w ogóle do lekarza,
                                    jest emerytowanę pielęgniarką. Odkąd wykryto u niej nowotwór postanowiła, że
                                    nie będzie żadnego leczenia, nic.
                                    • 18.07.06, 22:27
                                      Tolka, czy Twoja mama nie zyje? , bo nie napisalas tego konkretnie, ale z tego
                                      co piszesz chyba odeszla. Strasznie mi przykro,bardzo, nawet nie wiesz jak
                                      bardzo albo i wiesz, bo przechodzisz to samo co ja przechodzilam i przechodze nadal.
                                      Wiedzialam, ze nie jest najlepiej z Twoja mama po tych wynikach i objawach,
                                      ktore opisywalas, ale myslalam, ze jeszcze cos moze z tego bedzie jednak. W
                                      koncu tak jak pisalas, robila wszystko sama do konca praktycznie, tak jak moja
                                      mama z reszta i moja mama nagle w dwa dni odeszla, dokladnie w ten sam sposob,
                                      wodobrzusze, oddech ciezki itd.Tragedia, wciaz mam to wszystko przed oczami, nie
                                      sadze aby to kiedys mnie opuscilo choc na chwile.
                                      Tolka, nie obwiniaj sie tym, ze Cie nie bylo przez te kilka dni akurat, w koncu
                                      nikt z Was nie wierzyl, ze to moze sie stac, kazdy mial nadzieje, pewnie Twoja
                                      mama tez nie wierzyla do konca, bo moja mama nie zdawala sobie chyba sprawy, ze
                                      tak szybko odejdzie. Nie jestes Bogiem , nie moglas wszystkiego przewidziec,
                                      a lekarze powinni Ciebie i rodzine zawiadomic, ze jest zle.Z pewnoscia wiedzieli
                                      o tym wszystkim i zdawali sobie sprawe ze wszytskiego.
                                      Nie wiem nawet jak Cie pocieszyc, bo sie nie da pocieszyc.
                                      • 19.07.06, 13:56
                                        Liina... tak, myślę, że było właśnie tak jak z Twoją mamą. To było nagłe i
                                        bardzo niespokojne odejście, dużo cierpienia, to boli bardzo, niesamowicie
                                        ciężko patrzeć na tak cierpiącą, odchodzącą mamę. To było kilka najdłuższych
                                        godzin w moim życiu. I te łzy, które co jakiś czas wypływały jej z oczu... Tak
                                        chiała zostać... Tak bardzo mi jej brakuje, Ty wiesz jak bardzo. Czemu ten
                                        świat właśnie tak jest urządzony??? Nie rozumiem...
                                        Pozdrawiam gorąco.

                                        Jutro pochowamy mamę...
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-205
(201-205)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.