Dodaj do ulubionych

rak jajnika

16.03.06, 15:33
Razem z moją żoną Gosią od ponad czterech lat walczymy z rakiem jajnika.
Zakładając nowy wątek chcemy podzielić się z innymi wiedzą i doświadczeniem w
temacie tego nowotworu. Forum Onkolink już nie ma, a jego zamiennik Onkonet
spełnia bardziej rolę porad czysto medycznych, a jak wiemy nie tylko takie
porady są potrzebne ludziom zmagającym się z chorobą nowotworową.
Nasza historia w skrócie wygląda tak:
Choroba wykryta w styczniu 2002 roku. Pierwsza operacja zwiadowcza w
Szczecinie, potem chemioterapia Taxol+Cisplatyna oraz Vepesid+Cisplatyna.
Druga operacja w lipcu 2002 radykalna i chemia w schemacie PAC. W Gdańsku w
marcu 2003 roku u p. Prof.Emericha trzecia operacja sprawdzająca i chemia
dootrzewnowa. Czwarta operacja w Gdańsku sprawdzająca i całkowita remisja
choroby, która trwała 23 miesiące. Wznowa choroby na przeponie, otrzewnej i
wątrobie w maju 2005 Piąta operacja czerwiec w Gdańsku usunięcie zmian oraz
nieznaczna termoresekcja wątroby. Zalecona chemia Gemzar+Carboplatyna w
Szczecinie. Zawirowania proceduralne z uzyskaniem refundacji spowodowały, że
zgoda przyszła we wrześniu. W międzyczasie konsultacja w DCTK we Wrocławiu u
p. Prof. Lange, który zaproponował megachemię wraz z przeszczepem komórek
krwiotwórczych. Nie podjęto leczenia w Szczecinie, a leczenie w DCTK
rozpoczęło się w październiku. Była Chemia mobilizująca szpik Endoxan oraz
Neupogen i separacja komórek krwiotwórczych. Po tym Gosia zaczęła się gorzej
czuć głównie za sprawą utrzymującej się gorączki. Megachemię z przeszczepem
dokonano w połowie grudnia.Choroba za sprawą gorączki prawdopodobnie się
rozszałała przed przeszczepem. W tej chwili badanie KT to potwierdza, bo na
wątrobie są licze zmiany. Prawdopodobnie opóźnienia w leczeniu przekładają
sie na taki aktualny obraz choroby. Pod koniec lutego rozpoczęła się w
Szczecinie chemioterapia Gemzar+Carboplatyna. Gosia jest w dobrej formie, nie
gorączkuje i z nadzieją patrzymy na pozytywne efekty kolejnego leczenia.

Gosia i Robert ze Szczecina
Edytor zaawansowany
  • 16.03.06, 17:23
    Witajcie :)))
    Miło powitać tutaj starych, dobrych znajomych.
  • 16.03.06, 21:04
    i ja witam Ciebie Aniu oraz Gosię i Roberta. 3mam za Was mocno kciuki kochani -
    kalinosia (aga sobola)
    heh, nie wiedzialam, że onkolink już nie istnieje :/
    --
    Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
  • 17.03.06, 08:55
    WItam,

    moja mama tez choruje na raka jajnika, mieli podac teraz gemzar , ale mama nie
    jest w najlepszym stanie i jeszcze zwlekaja lekarze z ta decyzja.
    Jakos nie mam najlepszych przeczuc, ale dopoki zyje, to zawsze jest nadzieja.
    Trzymajcie sie.
  • 17.03.06, 22:49
    To jest problem, kiedy są przeszkody we wdrożeniu odpowiedniego leczenia
    onkologicznego. W sumie podawanie samego Gemzaru ma często małe skutki uboczne
    ponieważ jest to lek o znacznie mniejszej toksyczności, a oddziaływanie na
    funkcje szpiku i produkcję białych oraz czerwonych krwinek tylko czasowe. Czy
    stan mamy ogólnie przekłada się na kondycję fizyczną, parametry morfologiczne
    oraz czy występują jakieś niepokojące dolegliwości? Od jakiego czasu mama
    choruje i gdzie jest leczona?
    Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

    pozdrawiamy

    Gosia i Robert
  • 21.03.06, 08:53
    Witam,

    przepraszam, ze tak pozno odpisuje, ale nie mam juz siły pisac o tym wszytkim.
    Pozdrawiam i trzymajcie sie jakos.
  • 21.03.06, 14:54
    Trzymam sie jakos, bo co innego pozostaje? W koncu wszyscy umrzemy, kwestia
    tylko kiedy i jak? Bo czemu trzeba umierac 20 lat przed czasem i to jeszcze w
    takich cierpieniach?
  • 21.03.06, 21:51
    Wcale się Tobie nie dziwię. Ja też mam pomału dosyć i czuję też bezradność, a w
    przypadku Gosi myślę, że chodzi nie o 20 lat a o dwa razy tyle jeszcze życia.
    Gosia od wczoraj jest niestety w szpitalu. Niedrożnośc jelit i będzie operacja.
    :-(((
    Robert
  • 26.03.06, 13:48
    Na szczęście u Gosi obyło się bez operacji niedrożność okazała się chwilowa i
    po odpowiednim leczeniu ustąpiła. Można więc było kontynuować chemioterapię.
    Poślizg był tylko dwudniowy. Gosia czuje się dobrze jest apetyt i jelita dobrze
    funkcjonują. Znowu jest nadzieja.
  • 26.03.06, 15:28
    Jupi !!! Brawo - strasznie się cieszę :)))
    Trzymajcie się mocno - ale znam Was i wiem że tak właśnie będzie... Jesteście
    wielcy :)))
  • 27.03.06, 09:41
    Modl sie , zeby ta chemia wybila troche te komorki, u mojej mamy bylo dokladnie
    tak samo, raz niedroznosc, jakos wyszla po kilku dniach, ale za drugim razem,
    miesic pozniej juz nie wyszla z tego, ale nie bede straszyc i nic opisywac,
    ufam, ze u was bedzie lepiej.Trzymajcie sie.
    Mama moja z reszta przez ten miesiac miedzy jedna, a druga niedroznoscia chemii
    nie dostawala, wiec tez inna sytaucja.
    Trzymajcie sie.
  • 27.03.06, 09:43
    No to całe szczęście :-) Ściskam Was mocno :-)
    --
    Jeśli problem choroby nowotworowej dotyczy także Ciebie, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
  • 28.03.06, 22:39
    Czy Gosia jest VIPem bo lekarze dokonuja cudow i przechodza sami siebie
  • 28.03.06, 22:56
    Gosia nie jest VIP-em. Jest młodą dzielną kobietą, ma córeczkę i super męża,
    który zrobiłby wszystko żeby wyzdrowiała. Ma wielkie wsparcie w rodzinie. Czy
    trzeba byc VIP-em żeby wywalczyć sobie leczenie? Nie - ale trzeba mieć dużo
    determinacji, samozaparcia i ogromną wolę walki. Trzymam mocno za Gosię i
    Roberta kciuki. Los sprawił, że poznalismy się - szkoda tylko, że z powodu
    choroby...
    Pozdrawiam,
    Anka


  • 29.03.06, 20:27
    marcepanna napisała:

    > Czy Gosia jest VIPem bo lekarze dokonuja cudow i przechodza sami siebie

    Wierzymy, że postawione pytanie jest sformułowane w dobrej wierze. Zdajemy
    sobie sprawę, że ogrom odbytego leczenia może sprawiać wrażenie, że ktoś może
    nie mieć możliwości dotarcia do takich metod leczenia. Zapewniamy, że jesteśmy
    zwykłymi ludźmi, których upór i dążenie sprawiło, że własnie takie metody
    zostały zastosowane w leczeniu raka jajnika. W zasadzie są to metody dostępne w
    Polsce, ale niestety w nielicznych ośrodkach. Praktycznie lekarze w innych
    ośrodkach nie mówią, że gdzieś w Polsce można zastosować inną metodę leczenia,
    ponieważ zwyczajowo proponują to czym sami w danym ośrodku dysponują. Uważamy,
    że aby zwiększyć szanse leczenia trzeba często brać sprawy w swoje ręce i nie
    oglądać się na lekarzy, którzy w danej chwili leczą. To, że tak wygląda droga
    leczenia tej paskudnej choroby zawdzięczamy sobie i przychylnemu lekarzowi,
    który nie odwodził nas od zastosowania takich metod i wtedy, gdy leczenie było
    poza Szczecinem zawsze moglismy na niego liczyć. Tak jak ma to miejsce teraz.
    Jeśli jest potrzeba wspomożenia w dotarciu do nielicznych ośrodków w Polsce, to
    oczywiście służymy pomocą. Bezgraniczne zaufanie lekarzowi i metodzie leczenia
    w postępowaniu standartowym może nie być do końca dobrym rozwiązaniem. W raku
    nie ma mądrych i nie ma jednej drogi leczenia, a kompromisy są trudne. Warto
    pamiętać o tym stając do walki z tą chorobą. Wszystkim życzymy zdrowia i tylko
    słusznych decyzji i wyborów.

    pozdrawiamy

    Gosia i Robert
  • 29.03.06, 20:43
    Panie Robercie

    Mam nadzieje, ze stan Pana zony jest dobry. Podziwiam Panstwa determinacje w
    walce z ta okrutna choroba.

    U mojej mamy wykryto raka jajnika w sierpniu 2005, odrazu przeprowadzona
    zostala operacje usuniecia wszystkich narzadow kobiecych, plus wszystkiego
    innego co sie dalo typu pepek, tkanka tluszczowa. Na poczatku wrzesnia mama
    rozpoczela chemie - taxol plus cisplatyna, ale poniewaz uszkodzilo to calkowice
    szpik kostny juz w drugim rzucie byl to taxol i carboplatyna. Mama zakonczyla
    chemie tuz przed swietami i tomografia nie wykazala zadnych zmian
    nowotworowych, poziom markerow po zakonczeniu chemii 7.5. Obecnie mama co 6
    tyg. chodzi na kontrole i na ostatniej kontrolii pozim markerow wynosil 9.90.
    Cieszymy sie, ze wyniki dobre, mama wraca do sil...ale po przeczytaniu Pana
    postu zastanawiam sie, czy moze nie nalezy robic czegos wiecej??. Przeczytalam
    troche ksiazek na temat raka jajnika, glownie anglojezycznych i na zachodzie
    odchodzi sie od operacji sprawdzajacych, ale moze jednak powinno sie ja
    wykonac?? Co Pan o tym sadzi??
    Pozdrawiam
    Agnieszka
  • 29.03.06, 21:39
    Tak Gosia czuje się dobrze i jest w trakcie chemii, którą znosi nadspodziewanie
    dobrze. Gosia zachorowała w wieku 26 lat, a teraz ma ponad 30.
    To dobrze, że tak się sprawy mają u mamy. Na pewno zdania będą podzielone
    odnośnie zasadności operacji sprawdzającej. Można wykonać laparoskopię, która
    jest mniej inwazyjna, ale wtedy nie można dokładnie obejrzeć jamy brzusznej i
    zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia jelit. Jestem zdania, że po zakończonym
    leczeniu powinno dokonać się przeglądu jamy brzusznej, ponieważ rak jajnika
    jest podstępny i często może mieć postać mikroskopową niewykrywaną badaniami
    obrazowymi. Marker CA125 też nie jest do końca wykładnikiem stanu chorobowego.
    Tylko badanie histopatologiczne może potwierdzić całkowitą remisję choroby. Nie
    wiem jednak czy w tej sytuacji jest teraz zasadność sprawdzenia po trzech
    miesiącach i wiem, że nie wszędzie takie przeglądy chcą robić. Gdzie mama była
    leczona? Mogę podać namiary na Profesora z Gdańska, który jest specjalistą w
    leczeniu raka jajnika. Trzeba pilnować badań kontrolnych markerów, USG raz na
    dwa, trzy miesiące jamy brzusznej i przezpochwowe oraz raz na pół roku
    tomografia. Proszę pamiętać o tym, że wznowa wcześnie wykryta nie musi byc od
    razu wyrokiem i trzeba doprowadzić do usunięcia wznowy i wdrożeniu szybko
    odpowiedniego leczenia onkologicznego. Każdy przypadek jest inny i nie należy
    ich generalizować. Osobiście znam kilkanaście przypadków raka jajnika i każdy
    jest lub był inny. W razie dalszych pytań odpiszę jutro wieczorem. Pozdrawiam

    Robert
  • 29.03.06, 21:55
    Panie Robercie

    Dziekuje za odpowiedz i strasznie sie ciesze, ze Panska zona czuje sie dobrze.
    Moja mama ma 58 lat i byla leczona w centrum Onkologii w Lodzi w Szpitalu
    Kopernika. Chirurg, ktory mame operowal narazie stwierdzil, ze poniewaz
    tomografia i markery sa dobre to operacja sprawdzajaca nie jest wskazana, ale
    nie wykluczyl jej w przyszlosci. Problem tez w tym, ze moja mama o zadnej
    operacji sprawdzajace slyszec nie chce. W maju zeszlego roku na raka zmarl moj
    tato (w ciagu 2 tyg. od jego wykrycia) i nie zdazylismy sie pozbierac i w
    sieprniu mama byla juz operowana na raka jajnika. A wiec rozumie Pan, ze mama
    miala mase negatywnych przezyc i cieszy sie, ze wyniki sa dobre i wierzy, ze
    bedzie dobrze. Czy ten profesor z Gdanska moglby ewentualnie na podstawie
    dostarczonach wynikow wydac jakas opinie?? Chetnie skorzystalabym z takiej
    mozliwosci i bylabym wdzieczna za namiary. Nikt jednak narazie nie mowil o USG
    i mama nie miala takowego robione. Lekarz bada ja ginekologicznie, ma mierzony
    poziom markerow i wlasnie raz na pol roku ma miec robiona tomografie. A co
    sadzi Pan o badaniu PET. Strasznie dziekuje za wszystkie informacje i pomoc.
    Zycze zdrowia dla zony i wytrwalsoci dla nas wszystkich w walce z ta okrutna
    choroba. A jeszcze jedno pytanie, w jakim stadium wykryto raka u Panskiej
    zony...u mojej mamy jest to rak jajnika III B.Pozdrawiam. Agnieszka
  • 30.03.06, 20:56
    Tak w ogóle to jestem Robert.
    Jak najbardziej rozumiem, to co wydarzyło się w Waszej rodzinie i reakcje mamy.
    Rozumiem też lęk przed kolejnym zabiegiem operacyjnym. Wspomniany Profesor
    byłby innego zdania, jak chirurg Twojej mamy. Najlepszym rozwiązaniem byłby
    bezpośredni kontakt z Profesorem i inna mozliwośc wyrażenia przez niego opinii
    raczej nie w chodzi w grę. Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że byłby za
    operacją sprawdzającą, chyba, że istniałby przeciwskazania do wykonania takiego
    zabiegu. Wierzyć trzeba zawsze i żyć nadzieją. Jeśli chodzi o badania USG to
    uważam to za błąd, że lekarz prowadzący takich nie zleca. Powinniście się tego
    bezwzględnie domagać i warto aby takie badania odbywały się na przemian raz
    jamy brzusznej, a potem przezpochwowe. PET może być dobrym rozwiązaniem, ale
    raczej mama nie uzyska na tym etapie skierowania na takie badanie z uwagi, że
    inne wyniki nie wskazują lub nie wynika z nich niejasnośc o istniejącej lub
    nawracającej chorobie raka jajnika, no chyba, że odpłatnie, ale to kosztuje nie
    mało. Agnieszka podaję swój nr GG to możemy pogadać 3190023. Gosia miała
    rozpoznaną chorobę w stopniu IIIc. pozdrawiam Robert
  • 01.05.06, 00:22
    Witam!

    III C to bardzo pozno tez.
  • 27.04.06, 20:42
    Agnieszka odezwij się co słychać? Jak mama? Dawno niepisałaś żadnych wieści.
    Pozdrawiam Robert
  • 11.07.07, 04:43
    Witam,
    Jestem nowa na tym forum i szukam informacji o raku jajnika.Moja Mama miała
    leczenie,chemię, 2 operacje.Potem okazało się że wszystko jest w porządku,a
    teraz na kości miednicy pojawiło się znów coś.Co to jest ta megachemia?Czy może
    mi Pan wyjaśnić?Czy można ją zastosować w przypadku zmian na kościach?
    Potrzebuję jakichkolwiek informacji.Dziękuję.
  • 11.07.07, 10:09
    Megachemioterapia w raku jajnika z następowym przeszczepem komórek
    krwiotwórczych jest metodą leczenia raka jajnika, ale nie zawsze i nie w każdej
    sytuacji można takie leczenie zastosować. Ważne jest rozpoznanie
    histopatologiczne nowotworu jajnika z oceną stopnia zróżnicowania komórek
    nowotworowych oraz sytuacja chorobowa pacjentki czyli obraz kliniczny istnienia
    choroby w badanich obrazowych. Myślę, że w przypadku istnienia przerzutów do
    kości raczej takie leczenie jest wykluczone z uwagi na wykorzystanie
    radioterapii paliatywnej w przerzutach do kości i ewentualnie leków z grupy
    bifosfanianów. Najlepsze efekty megachemioterapii, które może wydłużyć remisję
    choroby jest jej zastosowanie jako leczenia kończącego leczenie chemioterapią z
    efektami widocznej remisji choroby, ale takie leczenie może być również
    zastosowane w celu złamania oporności na dotychczasowe nieskuteczne leczenie
    chemioterapią. Czy Twoja mama ma raka jajnika wywodzącego się z komórek
    zarodkowych? Napisz rozpoznanie histopatologiczne. Jakie dotychczas leczenie
    przeszła Twoja mama? Jakie leczenie obecnie proponują lekarze i gdzie mama się
    leczy? Spróbuję jeszcze coś napisać.
    pozdrawiam Robert
  • 09.06.07, 10:05
    Bardzo dziękuję za odpowiedż , ja już parę razy walczyłam o przydział chemii tak
    ,że zawsze sie obawiam ,nie podaja mi własciwej, bo nie ma ,czy dlatego ,że nie
    potrzeba innej. A jeśli chodzi o GEMZAR to w zasadzie co 3 tygodnie mam dostawać
    ale teraz np. czekałam 4 tyg. bo szpik kostny już ledwo ,ledwo ,a jak się pytam
    czy ewentualnie przeszczep ,to mówią ,że u mnie nie wchodzi w rachubę ,bo nic to
    nie zmieni i ciągle mam wrażenie ,że oszczędnosci są ważniejsze jak ja.Jeszcze
    raz gorąco dziękuję za odpowiedż, jestem spokojniejsza i życzę powodzenia
    ,pozdrawiam GOsię .
  • 11.06.07, 23:49
    Julka a gdzie się pytasz o ten przeszczep? W zasadzie odmowa przeszczepu jest
    zawsze przy rozpoznaniu stopnia złośliwości nowotworu G3 nie mylić ze stopniem
    zaawansowania choroby. Istnienie choroby praktycznie też nie kwalifikuje do
    przeszczepu chyba, że mamy do czynienia z opornością na dotychczasowe leczenie
    chemioterapią wówczas taki przeszczep z megachemioterapią, może tą opornośc
    przełamać, ale o tym decyduje lekarz. Czy w trakcie leczenia Gemzarem
    wspomagają Twój organizm czynnikiem wzrostu o nazwie Neupogen (zastrzyk 24
    godziny po podaniu chemii, nawet do kilku co 24h). To jest w sumie w standarcie
    postępowania przy tego rodzaju chemii. Wierzę, że u Ciebie terapia Gemzarem
    będzie skuteczna , bo w sumie u Gosi przyniosła jakieś pozytywne efekty.
    Rozumiem, że dostajesz tylko Gemzar.
    pozdrawiam Robert
  • 31.03.06, 12:58
    Witaj
    moja mama dostaje Gemzar w Sz-nie. jest 13 miesiecy po wykryciu raka a 6 lat po
    operacji usuniecia macicy z przydatkami.
    Przed Gemzarem dostala 6 taxoli+ 6 PC. Po PC markery oszalaly: z 30 po taxolu
    wzrosly do 700 po Pc. Mama wywalczyla sobie sama Gemzar na Komisji, bo chcieli
    jej dac znowu cos slabego. Ale bardzo zle go znosi. Po pierwszej sesji (dwa
    poniedzialki pod rzad) zawiozlam ja na ostry dyzur w piatek i cale szczescie bo
    o malo co... dostala szybko krew i potem zrobili jej dutygodniowa przerwe. Ale
    ogolnie krew srednia+ okropne bole nog i rak (szpik). Czy mozesz napisac w
    jakich proporcjach Twoja Zona przyjmuje Gemzar? w jakich sesjach i jak sie po
    nim czuje?
    bardzo podziwiam Was za sile walki przez tyle lat. pozdrawiam i trzymam kciuki
    magda
    --
    Magda mama Ninki
    Nasza ukochana Pyza
  • 31.03.06, 14:41
    Cześć Magda
    Trochę nie rozumiem sytuacji Twojej mamy głównie za sprawą operacji sprzed 6
    lat i rozpoznaniu raka (jajnika?) 13 miesięcy temu. Dlaczego Twoja mama dostała
    6 kursów chemii PC jeśli markery rosły? Gosia dostaje Gemzar 1600mg w
    połączeniu z Carboplatyną 350 mg podawanej 1 i 8 dnia i kolejna sesja za dwa
    tygodnie. Tą chemię znosi nadspodziewanie dobrze objawy typowe po chemii są
    tylko 1 dnia kiedy podawana jest Carboplatyna, ale nienasilone. 8 dnia kiedy
    jest tylko Gemzar praktycznie nie ma żadnych objawów. Porównując poprzednie
    chemie Gosi i samopoczucie to ta jest "rewelacyjna". Czy w związku z
    zawirowaniami parametrów szpiku u Twojej mamy lekarze nie proponowali włączenia
    np. Neupogenu? Bóle kończyn mogą być wywołane podawaniem chemii, no ale też
    obniżonymi parametrami szpiku. Dobrze, że Twoja mama dostała krew. Gdzie Twoja
    mama się leczy, bo Gosia w szpitalu na Pomorzanach, ale sam punkt podawania
    chemii w mojej ocenie biorąc pod uwagę wszystko jest beznadziejny. Jeśli
    potrzebujesz informacji w temacie raka jajnika śmiało pisz. Jeśli jesteś ze
    Szczecina lub okolic jest nawet mozliwe spotkanie z nami i porozmawianie, jeśli
    czujesz taką potrzebę. Nie widzę żadnych przeszkód, bo taka rozmowa jest
    łatwiejsza niż na forum lub na GG, ale możesz również mnie łapać na GG podałem
    numer w poprzednim poście. Dzisiaj jeszcze jestem przez godzinę, a dopiero
    jutro będę zaglądał na forum. Trzymaj się i pamiętaj walczyć trzeba, chociaż to
    trudna i nierówna walka. Pozdrów mamę
    Robert

  • 31.03.06, 15:36
    Witaj i dziekuje za odpowiedz
    6 lat temu znaleziono mamie guza w macicy, poniewaz miala 50 lat, wycieto
    wszystko. Po operacji i konsultacji okreslono guz jako guz o organicznej
    zlosliwosci i niezaaordynowano chemii. Powiedzieli jej dokladnie tak: " dla nas
    jest pani wyleczona".
    podobno to byl blad i teraz podaje sie nawet profilaktycznie chemie w takich
    przypadkach. rowno po 5 latach okazalo sie, ze mama ma raka.
    Wiecej napisze innym razem bo dziecko mi strasznie marudzi i nie moge sie
    skupic.
    Jeszcze raz dzieki za odzew i pozdrawiam.
    aha jestem ze Sz-na i mama ma podawana chemie i leczy sie na Pomorzanach.

    --
    Magda mama Ninki
    Nasza ukochana Pyza
  • 01.04.06, 10:28
    Trudno jednoznacznie stwierdzić czy lekarze popełnili błąd. Jeśli była to
    zmiana o granicznym stopniu złośliwości w dodatku zróznicowanie komórek G1 i
    wcześnie stadium, to chyba nie był błąd. Tak w zasadzie się postępuje, ale
    niewykluczone, że obecna wiedza lekarzy skłania jednak do podawania chemii w
    takim przypadku. Czekam zatem na więcej informacji i napisz przy okazji, kto
    prowadzi Twoją mamę na Pomorzanach? pozdrawiam Robert
  • 01.04.06, 00:52
    Witam Robercie i Gosia trzymam za Was bo jak wam sie uda to i mi bedzie lzej
  • 01.04.06, 10:24
    Witaj Ewa widzimy, że jesteś czujna i śledzisz, to co dzieje się w sieci i że
    jest takie forum, które widać nieźle zastępuje Onkolink w pozytywnym tego słowa
    znaczeniu
    Gosia i Robert
  • 20.04.06, 15:27
    U Gosi po dwóch cyklach chemii Gemzar+Carboplatyna markery spadły o 1/3. Teraz
    trzeci cykl i badania obrazowe oraz konsultacje. Nadzieja wraca, że jeszcze raz
    będzie można pokonać tego potwora.
    Robert
  • 20.04.06, 15:35
    Moja mama nie zdazyla wziac tego gemzaru i carbplatyny przez opieszalosc
    lekarzy. Potem juz bylo za pozno.Moze tez by jej to cos pomoglo.
    Trzymajcie sie.
  • 20.04.06, 21:52
    Czesc Bardzo sie ciesze ,ze chemia zadzialala,oby tak dalej ,pozdrawiam serdecznie
  • 28.04.06, 10:36
    Witajcie
    Jestem tutaj pierwszy raz a sprowadza mnie choroba mamy.
    W grudniu 2004 mama została poddana operacji ginekologicznej. W wyniku badań
    histopatologiczny stwierdzono raka jajnika w stadium III G. Potem była chemia
    taxol + cisplatyna (6 kursów), następnie opeacja tzw secon look i potem jeszcze
    trzy kursy chemii. Lerczenie zakończyła w listopadzie 2005 roku i czuła się
    dobrze. Dokuczały jej i nadal dokuczają ręce i nogi ale jest to wynik chemii.
    Funkcjonue normalne, wykonuje drobne prace omowe, robi sama pranie, zakupy i
    nie narzeka na nic (prócz rąk i nóg). W lutym miała robione USG miednicy i nie
    swirdzono żadnych zmian. Systematyczne badania markera nie były niepokojące,
    około 16.
    Wczoraj pojechałyśmy po odbiór wyników rwi markery oszalały - wzrosły do 245.
    Wyniki krwi pozostałe są w normie i mama nadal na nic się nie skrży. Lekarz
    zaleił tgrafię na 8 maja. Powiedział,że na razie nic nie może powiedzieć.
    Należy poczekać na TK i wtedy podjąć decyzję co do dalszego leczenia.
    Proszę mi powiedzeć, czy tenm ngły wzrost markerów,to jest sygnał, że choroba
    wróciła? Strasznie się martwię.
    Pozdrwawiam bardzo serdecznie wszystkie osoby zmagające się z tą steraszną
    chorobą.
    Ewa
  • 28.04.06, 10:50
    hej!

    Do 8 maja zrobcie raz jeszcze marker w innym labolatorium dla pewnosci.
    Kiedy wyszedl ten marker 245? z jakiego dnia jest to badanie i jaki byl marker
    przy przedostatnim badaniu? Podaj marker z przedostatniego badania oraz date
    jego wykonania. Chodzi mi o to w jakim tempie ten marker rosnie.
    POzdrawiam.
  • 28.04.06, 12:44
    Marker należy powtórzyć w tym samym laboratorium, a nie w innym z uwagi, że
    laboratoria mogą stosować różne odczynniki przy takim badaniu. Doświadczeni
    onkolodzy i genetycy stoją na stanowisku, że tylko badanie w tym samym
    laboratorium jest najbardziej miarodajne. Zmienianie laboratorium może ten
    obraz przekłamywać. Należy pamiętać, że sam wzrost markera nie oznacza wznowy
    choroby, ale przy takim poziomie może on budzić poważny niepokój. Samo badanie
    USG też powinno być wykonane przez bardzo doświadczonego radiologa szczególnie
    w zakresie onkologicznym. Oczywiście trzeba poczekać do tomografii
    komputerowej, bo to badanie może wiele wyjaśnić. Proszę mimo wszystko być
    dobrej myśli i na zapas się nie zadręczać. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to
    łatwe, ale innego wyjścia nie ma. Dobre wyniki morfologii nie korelują z
    ewentualną wznową choroby. W razie pytań służę radą. Pozdrawiam Robert
  • 28.04.06, 12:51
    Hej Robert!
    Piszesz o tym samym labolatorium.

    a nie w innym z uwagi, że
    > laboratoria mogą stosować różne odczynniki przy takim badaniu

    Jesli roznica w wyniku badan wynosi 10, to znaczy , ze ani jedno ani drugie
    labolatorium sie nie pomylilo, 10 do granica bledu.

    My robilysmy z mama w dwoch roznych labolatoriach zawsze, granica roznicy
    wynosila zawsze do 10.
    Wychodzac z Twojego zalozenia, ze moga byc rozne odczynniki i nalezy robic w tym
    samym labolatorium dlatego, to mozna wnioskowac, ze co? Ze w jednym labolatorium
    bedzie marker 30 ,a w drugim 100?
    To troche chore by bylo. W koncu jest przewidziana norma danego markera i zadne
    z labolatoriow nie powinno sie az w tak duzych granicach mylic, prawda?
    Teraz mnie to dopiero zastanowilo jak naopisales o tym.
    cCyba niezaleznie od odczynnika, to nie bedzie tak, ze w jednym labolatorium
    bedzie 246 , a w drugim 40?
    Spotkales sie z takim czyms?
  • 28.04.06, 12:57
    Spotkałem się z czymś takim na przykładzie Gosi. Marker w jednym laboratorium
    wyszedł 87. a w drugim 37. Pozdrawiam
  • 28.04.06, 13:26
    No co Ty? Zartujesz? Trzeba ustalic, ktore labolatorium zle wykonalo badanie ,
    bo granica bledu jest 10 i to labolatorium gdzies podac chyba???
    Przeciez takie cos moze czlowieka zabic.
    Powinni wiec wprowadzic jeden tylko odczynnik i juz.
    Albo moze to nie tylko od odczynnikow zalezy? Od czego jeszcze? Nie znam sie na
    technicznej stronie tego badania, jak sie je dokladnie wykonuje.
    Tragedia.
  • 28.04.06, 13:34
    Dzisiaj to juz nie ma żadnego znaczenia. To było jesienią 2003 roku, kiedy
    Gosia była po potwierdzonej całkowitej remisji choroby. Przyznam, że nieźle się
    wtedy nadenerwowaliśmy, ale nie miało to nic wspólnego ze wznową, bo ta
    pojawiła się w maju 2005 roku. Jednak ten przykład wskazuje, że jest możliwe,
    kiedyś podobny przykład mieliśmy z morfologią. Pozdrawiam
  • 28.04.06, 13:51
    W zwiazku z tym co piszesz, wydaje sie bardziej zasadnym zrobienie tych samych
    badan jednak w dwoch roznych labolatoriach,a nie w tym samym.
    Bo co ci po drugim wyniku potwierdzajcym pierwszy, skoro labolatorum jest do
    kitu i oba wyniki sa tez do kitu?
    Mowisz o strachu, ktorego sie najedliscie. Gdybyscie zrobili raz jeszcze w tym
    samym labolatorium to badanie, to by znowu wyszlo 80 i co dalej? nerwy,
    badania , a moze nawet i chemia, ktora by byla niepotrzebna. Poszliscie do
    drugiego labolatorium i wyszlo cos zupelnie innego. Wtedy trzeba zrobic z
    trzecim labolatorium aby potwierdzic wynik ktoregos z tych dwoch pierwszych.
    Wydaje mi sie wiec bardziej jednak zasadne robienie badan w dwoch roznych
    labolatoriach, bo jesli pierwsze labolatiurm sie myli, to za drugiem razem tez
    sie bedzie myslic, a chodzi o faktyczny wynik przeciez, a nie potwierdzony, ale
    ten omyłkowy.
  • 28.04.06, 14:05
    Nie zgadzam się z tym co napisałaś w zakresie, że jeśli marker byłby wyższy to
    mogłaby być np.chemia. Samego markera się nie leczy, bo wznowa choroba powinna
    być wykazana w badaniach obrazowych USG,TK,MRI,PET itp. Nie sądzę, aby mogło
    dojśc do dwóch pomyłek w tym samym laboratorium. Rzomawiałem naprawdę na ten
    temat z bardzo doświadczonymi lekarzami i oni podkreślali, że badanie w tym
    samym laboratorium jest wynikiem miarodajnym i właściwym do oceny, nawet jeśli
    z jakiś przyczyn należąloby powtórzyć takie badanie ponownie. Zapewne wiesz, że
    marker CA125 jest bardzo czułu na stany zapalne szczególnie w obrębie miednicy
    mniejszej, ale również w jamie brzusznej, może być nawet podwyższony przy
    stanie zapalnym zęba. Wcześniej uważano ten marker za szczególne badanie w
    rakau jajnika, niestety obecnie wśród lekarzy jego blask gaśnie. Na świecie
    poszukuje się innych markerów nowotworowych w tym nowotworze, tak aby była
    szansa na wczesne wykrycie tego postępnego. Nowotoworu. Stoję na stanowisku, że
    tylko to samo labratorium, ale nie zapominając, że marker CA125 jest
    ukierunkowaniem i nieswoisty wskaźnikiem istnienia lub nie istnienia np. raka
    jajnika. Będę podkreślał z całą mocą cała gama badań kontrolnych szczególnie
    obrazowych w odpiwednich odstępach czasu przy kontrolowaniu markera jest
    najwłaściwszym postepowanie przy monitorowaniu ewentualnej wznowy choroby.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie, a moje spostrzeżenie potraktuj jako doświadczenia
    osobiste. Jeśli my byśmy polegali na samym CA125, który sobie skakał w górę i w
    dół to Gosia miałaby bardzo krótką remisję choroby. Nigdy nie zaniechalismy USG
    i tomografii, które były wykonywane odpowiednio co trzy miesiące( w tym okresie
    jamy brzusznej oraz przezpochwowe) i raz na pół roku TK.
  • 28.04.06, 14:32
    Hej Robert!

    No ja mam wlasnie nieco inne doswiadczenia.
    Wiem, ze marker CA 125 moze rosnac od stanow zapalnych w miednicy itd, a ze od
    zapalenia zeba to nie slyszałam ani nie czytałam.

    Nie sądzę, aby mogło
    > dojśc do dwóch pomyłek w tym samym laboratorium

    W tym labolatorum, gdzie wyszło 80 robiliscie raz jeszcze ten marker?
    Podejrzewam, ze nie, wiec nie wiecie, czy w tym samym labolatorium nie
    popelniono by tej samej pomylki.

    marker CA125 jest bardzo czułu na stany zapalne szczególnie w obrębie miednicy
    > mniejszej, ale również w jamie brzusznej, może być nawet podwyższony przy
    > stanie zapalnym zęba. Wcześniej uważano ten marker za szczególne badanie w
    > rakau jajnika, niestety obecnie wśród lekarzy jego blask gaśnie. Na świecie
    > poszukuje się innych markerów nowotworowych w tym nowotworze, tak aby była
    > szansa na wczesne wykrycie tego postępnego

    Zakladajac, ze CA 125 moze byc podwyzszony od stanu zapalenego zeba, to w ogole
    nie powinno sie go wykonywac wlasciwie, bo jaka on ma wartosc przy sledzeniu
    raka? W takim wypadku zadna.
    A jednak...U mojej mamy tylko dzieki wzrostowi markera wiedzilismy , ze zaczyna
    sie na nowo , ale nie samemu wzrostowi, a TEMPIE w jakim wzrastal. To jest
    NAJWAZNIEJSZE- tempo wzrostu. Jesli jest podwyzszony od zeba, to bedzie
    podwyzszony, ale nie bedzie rosl systematycznie do wartosci np. 3000.Jezeli
    rosnie na skutek raka i przybywajacych komorek rakowych, to bedzie rosl
    systematycznie.
    U mojej mamy bylo to widac jak na dloni. W ciagu 2 tygodni podwajal sie o 50 %
    poprzedniego wyniku.

    Jeśli my byśmy polegali na samym CA125, który sobie skakał w górę i w
    >
    > dół to Gosia miałaby bardzo krótką remisję choroby

    U Gosi skakał od czegos innego niz rak, od innego zapalenia, ktore raz bylo, a
    potem juz go nie bylo, bo organizm dal sobie rade, ale jesli przestanie skakac,
    tylko zacznie isc regularnie w gore, to juz ostry alarm!

    A tak poza tym to USG to teatrzyk cieni, nie ufam temu.Bardziej ufam
    systematycznemu wzrostowi CA 125. Mojej mamie rosl CA systematycznie, a na USG
    nic widac nie bylo, na TK tez nie...Otworzyli ja od niechcenia po naszych
    naciskach i okazalo sie, ze byl duzy naciek na jelicie, troche wody i musieli
    usunac jelito grube cale. Gdyby jej wtedy nie otowrzyli( tylko wlasciwie na
    podstawie systematycznego wzrostu markera i naszych naciskow oraz dobrej woli
    bardzo ludzkiego lekarza), to by zmarla duzo wczesniej.
    POzdrawiam Ciebie i Gosie.

    Pozdrawiam Cie takze serdecznie i jak widac mam inne doswiadczenia z tym samym
    typem raka.

  • 28.04.06, 16:58
    Powtórzony marker był robiony w innym laboratorium, ale było to laboratorium, w
    którym Gosia zawsze robiła to badanie, a ten wynik 87 był w innym i to
    przypadkowo. Potem następne badanie powtarzaliśmy już w tym stałym i wynik był
    zbliżony do 37.
    Ten spór jest konstruktywny i zdaję sobie sprawę, że można mieć inne
    doświadczenia. Rak jajnika ma bardzo różne podtypy i w zasadzie jak znam ponad
    20 przypadków, to żaden nie przebiega tak samo. Podzielam zdanie odnośnie
    alarmu przy systematycznym wzroście markera, ale uważam że powtórzenie badania
    powinno odbyć w tym samym laboratorium, bo będzie odniesienie. Jak wielu jest
    lekarzy tak dużo uważa się tylko za lekarzy, zresztą o tym gdzie indziej
    wspominasz. Dlatego pisałem, że potrzeba doświadczonego radiologa. My mamy to
    szczęscie, że w Szczecinie taki jest i nigdy się nie pomylił. Zapewne wiesz, że
    pewne zmiany w niektórych aparatach od tomografii komputerowej mogą być
    niewidoczne, jak np. rozsiew raka na otrzewną. Przy systematycznym wzroście
    markera trzeba dążyć do wskazania wznowy choroby, a operacja powinna być
    ostatecznością przy braku widocznej wznowy. Rak jajnika to podstępna choroba,
    nawet przy wznowie. Faktycznie o stanie zapalnym zęba nigdzie nie piszą, ale
    informacje posiadam od kilku nie zależnych lekarzy, a było ich na drodze Gosi
    bardzo wielu. Nawet palenie papierosów może podwyższać CA125. Oczywiście, że
    przy zmianach nie rakowych nie będzie on systematycznie rósł. Pozdrawiamy
    również Ciebie i podziwiami Twoją postawę.
    Gosia i Robert
  • 28.04.06, 22:48
    I ja Was pozdrawiam raz jeszcze:-)
  • 28.04.06, 20:35
    Dzękuję za odpowiedź. Przedostatnie markery były robione 21 stycznia i wynosiły
    16.7. Ostatnie 18 kwietnia i wyniosły 217 (a nie 240 jak napisałąm wczeniej).
    Badania były robione w tym samym ośrodku onkologicznym w Łodzi.
    Na razie mama jakos sie trzyma, a ja razem z nią.
    Ewa.
  • 28.04.06, 22:42
    ewusik58 napisała:

    > Dzękuję za odpowiedź. Przedostatnie markery były robione 21 stycznia i wynosiły
    >
    > 16.7. Ostatnie 18 kwietnia i wyniosły 217 (a nie 240 jak napisałąm wczeniej).
    > Badania były robione w tym samym ośrodku onkologicznym w Łodzi.
    > Na razie mama jakos sie trzyma, a ja razem z nią.
    > Ewa.

    Nie chce Cie straszyc, ale z moich obliczen wynika, ze srednio co 3 tygodnie
    marker rosl o polowe poprzedniego wyniku w gore, co moze nie za dobrze wrozyc,
    ale poki co, to czekajcie na jakies potwierdzenie innym ewentualnie badaniem.
    To jeszcze nie koniec swiata.
  • 29.04.06, 10:26
    Należy również zauważyć, że wg doniesień medycznych wzrost markera może
    poprzedzać około 3 miesiące wystąpienie objawów klinicznych czyli uchwycenia
    zmian w badaniach obrazowych. Głowa do góry, może to fałszywy alarm, ale nie
    należy obecnej sytuacji zbagatelizować. Pozdrawiam Robert
  • 29.04.06, 13:42
    Dziękuję, staramy ię myśleć pozytywnie. Trzymam kciuki za żonę, Gosię i za
    Ciebie też (znam historię z postów).
    Pzdrawiam Ewa
  • 28.04.06, 22:07
    A propo markerów dodam tylko że w 2 różnych laboratoriach mam robione i o ile
    ca 125 w miare podobne wyniki (45-55) o tyle ca 19-9 w Gliwicach 28 w
    Katowicach 67 przy normie w obydwu do 35 czyli w jednym ok w drugim raczej
    nie.Dziś byłam pobrać wyniki po 3 miesięcznej przerwie w katowicach a we wtorek
    jadę do Gliwic.W Gliwicach mówią mi spoko w Katowicach ciągle jakieś badania....
  • 27.04.06, 19:04
    Cicho sobie od jakiegoś czasu podczytuje to forum i postanowiłam się odezwać...
    Może nie wniosę nic szczególnego spoją wypowiedzią ale chciałam dodać wiary i
    otuchy zmagającym sie z tym potworem.
    Wiem o czym mówię, więc powiedzenie "wyobrażam sobie" jest jak najbardziej
    prawdziwe.
    Sama własnie dwa tygodnie temu świętowałam 8 rocznice zwycięstwa nad rakiem
    jajnika.
    Dopadł mnie gdy miałam 38 lat i do wychowania dwóch synów z których jeden miał 4
    a drugi 11 lat.
    Dobry Bóg dał mi tę możliwość żebym mogła cieszyć się widząc jak dorastają.
    Miałam też niebywałe szczęście dostać się w ręce wspaniałych lekarzy.
    Chciałam swoją historią zaświadczyć, że da się go pokonać..
    Trzeba przejść przez piekło na ziemi , ale da się to zrobić.
    Serdecznie pozdrawiam i chętnie odpowiem na ewentualne pytania.
  • 27.04.06, 20:39
    Cieszymy się, że swoim postem dałaś świadectwo, że mozna z tą chorobą walczyć i
    żyć znacznie dłużej niz wskazują twarde statystyki. Jeśli nie jest to dla
    Ciebie problemem, to napisz coś o swojej chorobie i leczeniu oraz gdzie byłaś
    leczona. Jesteśmy przekonani, że Twoje doświadczenia przydadzą się ludziom
    poszukującym pomocy i znajdą tym samym dla siebie wiarę i nadzieję lub ją
    pokrzepią. Bardzo cieszymy się, że los był dla Ciebie łaskawy. Zawsze możesz
    podzielić się tutaj swoją wiedzą i doświadczeniem w walce z rakiem jajnika, bo
    to że potwór, to nie ma wątpliwości. Trzeba przejść przez piekło na ziemi, ale
    warto podjąć tą walkę i wyzwanie. Ważne jest też trafić w odpowiednie ręce.
    Zagubieni ludzie często tego nie rozumieją lub nie mają świadomości jakie to
    ważne, oprócz ich woli pokonania choroby. Pozdrawiamy serdecznie :-)
    Gosia i Robert
  • 28.04.06, 17:28
    Najpierw słówko wyjaśnienia dotyczące mojego nicka...
    Te 45 to oczywiście mój wiek , tyle że obecnie trochę już obłozony ..podatkiem
    życiowym:)
    Początki tego, co w najczarniejszym scenariuszu nie przewidywałam jako raka
    datowane są na 28 luty 97 rok..
    Było to w 3 lata po urodzeniu młodszego syna.
    Czułam się świetnie.Wizytę kontrolną poporodową odkładałam na bliżej
    nieokreślony termin..no bo co niby takiego miało by mi być,skoro jestem w dobrej
    kondycji, a 3 lata to przeciez ostatecznie nie tak odległy termin kontaktu z
    lekarzem.
    O jakże byłam bezmyślna....
    Zostałam skierowana na kontrolne badanie usg przez lekarza pierwszego kontaktu,
    ale z przyczyn zupełnie innych niż tzw "sprawy kobiece".
    Wynik badania ogólnie był ok, tylko..no właśnie!.. " w lewym podbrzuszu
    struktura echoujemna o wym 50x41 mm odp. torbielii wskazanie do natychmiastowej
    kontroli gin.
    Pognałam. Jeszcze w tym samym dniu.Lekarz po dokładnym zbadaniu niczego nie wykrył!!
    Skierował na kolejne usg tym razem specjalistyczne, które potwierdziło ,że w
    łączności z lewym jajnikiem przestrzeń echoujemna, jednokomorowa, dobrze
    odgraniczona o wymiarach 57mmx51mm.
    W tył zwrot,i powrót do swojego gin, który już nie mniej zestresowany całą
    sytuacją znowu nic nie stwierdził w badaniu palpacyjnym i znowu skierował do
    jeszcze innego kolegi po fachu, bardzo sobie zaufanego.
    Poszłam . Nie nieuwierzycie! Zaufany p.dr pana dra, w dniu 11.11.97 r
    zaświadcza, że w obrazie usg stwierdza się narząd rodny o prawidłowej wielkości
    i budowie /sic/!!!!!
    Zgłupiałam...
    Ale nie do tego stopnia żeby całkowicie wygasić lampkę kontrolną, która gdzieś
    tam w mojej podświadomości się paliła i nie dawała mi spokoju..
    Mam bardzo kochaną i kompetentną internistkę, która leczy mnie od zawsze ,i to z
    nią podzieliłam się swoimi obawami i wątpliwościami.
    Dostałam skierowanie do szpitala na badania diagnostyczne , takie kompleksowe.
    No bo skoro nie jajnik to może coś na jelicie grubym..
    Powzięto decyzję ,że najbardziej szczegółowym i miarodajnym badaniem byłaby
    tomografia komputerowa.
    Jest początek 1998 roku. Takie aparaty to ogólnie rzadkość...
    Żeby się załapać na te z ubezpieczenia, trzeba czekać 3 miesiące!
    3 miesiące!!! Dla kogoś kto żyje w nieświadomości, niepewności , i słyszy różne
    podszepty to wieczność!
    Decyduję się zapłacić 350 zł i szpitalnym ambulansem jestem wieziona do
    prywatnej lecznicy 30 km od miejsca zamieszkania.
    Badanie potwierdza zmianę torbielowatą o wielkości 5cm związaną z lewym
    jajnikiem.Po prawej stronie również uwidoczniono lita zmianę /najpewniej
    powiększony jajnik /4,5 cm.
    Na szczęśćie, powiększonych węzłów chłonnych nie uwidoczniono a i innych zmian
    brak!!
    Badanie wykonano 10 lutego 1998r, czyli minął już rok od pierwszego rozpoznania
    nieprawidłowości.
    Teraz już sprawy nabrały rozpędu.
    7 marca przeprowadzono pierwszą operację przy rozpoznaniu Cystes ovarii
    bilaterales...
    Pierwotnie miała być to laparoskopia ale w trakcie zdecydowano się na laparotomię.
    Zrobiono tzw. zabieg oszczędzający, czyli usunięto tylko lewy jajnik co do
    którego były głowne zastrzeżenia i przy którym badanie tzw. INTRA dawała 50/50
    ryzyka, że to rak.
    2 kwitnia świat mi sie usunął spod nóg.
    Jest wynik hist.pat...tumor adnex sin...cystadenocarcinoma papillare G.2
    Serosum. Guz przekracza torebkę zewnętrzną. Zmiana śr.4cm.
    To co sie wtedy działo to jak sen..niewiele z tego pamiętam. W wielkim tygodniu,
    we wtorek, dokładnie w 21 dniu po pierwszej ponowna operacja której celem jest
    usunięcie drugiego jajnika i macicy .
    Pobrano przy tym: wycinek z okolicy pęcherza,z jelita, sieci,otrzewnej.
    Przekazano do badania :szyjke macicy,strefę
    przejściową,przymacicze,śluzówkę,drobny mięśniak znaleziony ma macicy,drugi
    jajnik jak się okazało z torbielą,jajowód oraz płyn z zatoki Duglasa.
    Na moje szczęście, w żadym z materiałow poddanych badaniu nie stwierdzono
    komórek rakowych ani ognisk nowotworowych.
    Następnym etapem była konsultacja w Instytucie onkologii .
    Mam szczęście że mieszkam na Śląsku i dostałam się pod opieke IO w Gliwicach w
    ręce dr.Andrzeja Wojcieszka którego serce odpowiada wielkością chyba jego
    posturze.A wierzcie mi! Chłop Ci on jest nie byle jaki...
    Konsylium ZNGJ zdecydowało 21 dniowe cykle chemioterapii : cisplatin i endoxan .
    Bywało róznie. Nawet zwykła mineralna mi śmierdziała...a mus było wlać w siebie
    i 3 ltry.Bo padały nerki, bo żoładek...
    Tydzień z 21-dniowego cyklu miałam wyjęty z życiorysu, w czasie dwóch
    następonych próbowałam jakoś się pozbierać i wtedy..znów na nowo.
    Była grożba że chemia zostanie przerwana, że względu na niedobór leukocytów.
    Po zakończeniu terapii kompleksowe badania i ogromna radość. Wszystkie badania
    prawidłowe.
    Potem co 3m-ce konsultacje połączone z usg i badaniem markerów Ca125,a co pół
    roku rtg płuc .
    Potem przerwy między wizytami wydłużono do 6 m-cy, następnie do roku.
    A po 6 latach otrzymałam glejt na nowe życie...cyt:
    Centr.Onk-Inst.im.M.Skłodowskiej-Curie Oddział w G-cach.
    Karta konsultacyjna.

    Pani:....
    rozpoznanie: Ca ovariorum post.oper.St.post chemio-ther.
    Wnioski i zalecenia:
    Ze względu na6-letni okres obserwacji brak cech wznowy proponuję dalsze kontrole
    pod opieką lekarza w miejscu zamieszkania.
    Kontrola w Instytucie Onk. w razie potrzeby.
    Podpisano:
    dr.n.med.Andrzej Wojcieszek.
    specjalista położniki ginekolog
    radioterapeuta-onkolog

    Oto i moja historia. Jest co czytać bo jeżeli coś pominęłam to mało znaczące
    szczegóły. Ale wiem z doświadczenia ze w czasie kiedy człowiek się zmaga z
    jakimś problemem to każda iskierka w ciemności jest odbierana jak promień słońca.
    Wszystkim dotkniętym bezpośrednio i pośrednio tą choroba życzę optymizmu i
    wiary , że sie uda.
    Serdecznie pozdrawiam i jestem cały czas do dyspozycji.

  • 28.04.06, 17:38
    Świetnie, że tak szczegółowo opisałaś swoją historię. Bardzo się cieszymy, że
    jesteś osobą wolną od raka i to już tyle lat. Twoje świadectwo musi być
    pokrzepieniem dla innych, że mimo różnych zawirowań można tą chorobę pokonać.
    Jednak musi się wiele wydarzyć i trzeba trafić w odpowiednie ręce. Dziel się z
    innym swoją wiedzą i doświadczeniem, a zapewne to komuś przyniesie dużą korzyść.
    Pozdrawiamy Gosia i Robert
  • 28.04.06, 22:47
    Swietnie, ze zyjesz!Trzymaj sie tak dalej!
    Chorobe mozna pokonac przede wszytkim wtedy kiedy jest ona odpowiednio wczesnie
    rozpoznana, a u nas to kwestia tylko wylacznie glupiego szczecia najcześciej.
  • 28.04.06, 23:04
    a czy można prosić o namiary na tego lekarza......najlepiej prywatnie....Kasia
  • 29.04.06, 22:14
    Ja tez leczylam sie w IO Gliwice i mialam szczescie ,albo raczej nieszczescie
    trafic na dr Wojcieszka .To wlasnie on nie zlecil dalszego leczenia mojej
    znajomej po operacji sprawdzajacej zostawil ja z przetrala choroba.Natopiast ja
    musialam sie prosic o operacje sprawdzajaca pniewaz on kazal mi sie zglosic za
    pol roku.Dopiero na moje wyrazne zadanie dostalam skierowanie.,no i dalsze
    leczenie ,ale jezeli ktos nie jest w temacie swojej choroby to nie wie co
    moze.Gdybym wtedy sie nie upomniala to choroba by mogla byc spowrotem.Tak
    podchodzi do pacjentek ow doktor. Na szczescie mozna wybrac lekarza jakiego sie
    ch ,bo to tez jest mozlwe.ce wiec juz nie kontroluje sie u niego.Chyba ,ze
    uznaje ze niektorym nie warto juz pomagac.
  • 30.04.06, 20:34
    to ciekawe a może możesz polecić ginekologa onkologa może być na maila
    gazetowego.Pozdrawiam Kasia
  • 30.04.06, 20:32
    Dzięki za namiary wolę prywatnie,do Gliwic do IO jeżdżę ale z czymś innym tj
    tarczycą więc wiem jakie tam tłumy a ja bym chciała spokojnie.Bardzo dziekuje
    na pewno skorzystam.Kasia
  • 27.04.06, 22:09
    Super że zajrzałaś do nas i napisałaś. Przyłączam się do prośby Gosi i Roberta -
    Zaglądaj często proszę i pisz, pisz, pisz :-)
    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • 03.05.06, 18:30
    Chcialam zasiegnac informacji na temat zastrzykow z grasicy cielecej,po
    chemioterapii w raku jajnika,czy ktos wiejak to działa.
  • 03.05.06, 21:01
    Witaj!

    CZytalam o tym w książce Paula Mohra, niestety nie znalazlam apteki u nas w
    Polsce, ktora by to sprowadzala albo sprzedawala.
    Moze do tego faceta napiszes?
    On jest pochodzi z Austrii, jesli chcesz , pomoge ci napisac do niego maila po
    niemiecku.
    Ja nie juz nie zdazylam napisac do niego maila w sprawie mojej mamy niestey.
    Pozdrawiam.
  • 21.02.07, 23:29
    witam was ja tez zachorowalam na ta passkudna chorobe.w lipcu 2006 roku mialam
    operacje,jestem po 6 chemiach dostawalam taxol i v +karboplatynai.v.w oslonie
    zofranu,teraz dostalam 3 chemie nie znam nazwy,martwie sie bo markery mi pomalu
    spadaja.usg nic nie wykazalo,wezly nie powiekszone.martwie sie bo mam malego
    synka ma 7 lat i jest tylko ze mna.stadium choroby to 3c,lecze sie w
    bydgoszczy.problem jest taki ze nie moge pozbyc sie wody z brzucha,lekarz
    twierdzi ze to chemia powinna wysuszyc,ze jest jej za malo zeby ja
    spuscic,odpiszcie irena.
  • 23.02.07, 15:58
    Irena
    A czy ta woda nagromadziła się po operacji, czy w trakcie chemii i czy nadal
    narasta? Zabieg operacyjny był radykalny i jakie były markery przed operacją i
    po operacji i jak to wygląda teraz? Jeśli woda nie narasta i markery mimo
    wszystko spadają, to chemia zatrzymała ten proces i można ostroznie powiedzieć,
    że działa. Napisz jakie są dalsze plany? Dobrze abyś napisała jak jest teraz
    obecna chemia. Spróbuję wtedy napisać coś więcej.
    pozdrawiam Robert
  • 03.05.06, 23:06
    Ewa, co nie co na w temacie wyciągów z grasicy cielęcej do celów medycznych
    można wyczytać na stronie www.rozanski.gower.pl/immunolog.html i nie
    tylko o tym, może przy okazji kogoś coś zainteresuje. Pozdrawiam
  • 04.05.06, 12:28
    Dziękuję ,za szybka odpowiedz,otoż zrobiłam rozeznanie w aptece ,mozna to nabyc
    na zamowienie koszt jedngo zastrzyku to około 7 zł ,nie jest to nic nowego
    stosuje sie to juz od wielu lat,tylko jestem ciekawa na ile ten preparat potrafi
    wzmocnic uklad immunologiczny?W ktoryms z artykułow porównuja grasicę do metody
    genowej.Moze warto sprobowac zaszkodzic nie powinno ,a mozlwe ze pomoże.Niewiem
    co na to onkolodzy ,jaka jest ich opinia nie mialam okazji z nimi rozmawiac,ani
    nie spotkałam nikogo kto by to stosował.Pozdrawiam Ewa
  • 04.05.06, 12:47
    Dziwne, bo ja szukalam tego tez i nigdzie jakos sie doszukac nie moglam, a
    wyczytałam o tym w książce Paula Mohra. I tak bylo dla mojej mamy juz za pozno
    na to.
    Szukaj dalej.POzdrawiam.
  • 08.05.06, 09:48
    Czesc Robert ,co tam u was slychac jak postepy w leczeniu .pzdrawiam Ewa
  • 08.05.06, 17:51
    Ewa miałaś nosa, właśnie dzisiaj odebraliśmy wyniki badań kontrolnych. Z
    tomografii komputerowej wynika, że zmiany po trzech chemiach na wątrobie
    zmniejszyły się o ponad połowę, a markery ciągle spadają tym razem ze 127 na
    87. Wniosek z KT częściowa regresja zmian na wątrobie. Pojawiające się problemy
    z jelitami są najprawdopodobniej wynikiem przebytej megachemioetarapii i
    aktualnie stosowanej, bo dolegliwości są czasowe i juz nie tak nasilone, jak to
    było pierwszym razem, kiedy było podejrzenie o niedrożność, a tomografia nie
    wykazuje żadnych niepokojących zmian. Poza pogrubieniem (rozdęciem) jelita
    grubego. Tak więc obecnie mają być dalej jeszcze trzy kolejne kursy
    Gemzar+Carboplatyna, a potem to w zalezności od dalszego postępu różne
    konsultacje i podjęcie właściwej decyzji, co do sposobu dalszego leczenia. Mamy
    do dyspozycji ośrodek w Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu. Jako ciekawostkę
    podam, że wynik tomografii dostalismy na płycie CD i nawet fajnie to wygląda,
    tylko żeby jeszcze człowiek na tym się dobrze znał :-) No ale już nie jesteśmy
    takimi laikami i co nie co jesteśmy wstanie wypatrzeć:-) Pozdrawiam Robert
  • 08.05.06, 20:59
    Robercie, jestem z Tobą i Gosią myślami, trzymajcie się ciepło.
    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • 08.05.06, 21:39
    Dziękujemy pięknie i za to, że to Forum jest :-)
    Jeszcze tu sobie będziemy
    Gosia i Robert
  • 08.05.06, 21:47
    Super ,dzieki za dobre wiesci .Pozdrawiam
  • 16.01.07, 11:33
    a ja tak mysle, co by sie stało, gdyby raka w ogóle nie ruszać. moznaby zyc z
    nim długo, a tak samo leczenie wykancza ludzi
  • 16.01.07, 11:44
    A skąd taka teoria i przekonanie? Mam zupełnie odmienne zdanie i niestety
    doświadczenia. Zwlekanie i odkładnie leczenia zazwyczaj kończy się tragicznie.
    Na leczenie zwykle potem jest po prostu za późno. Takie opinie można znaleźć
    też na tym forum. Uważam, że w takich radach należy zachować więcej umiaru i
    rozsądku, bo dla mnie one brzmią mało poważnie.
    Robert
  • 08.05.06, 21:49
    Dla tych, którzy poszukają nadziei i wiary polecamy przeczytanie historii Gosi
    walki z rakiem, kiedy było ciężko doprowadzić do całkowitej remisji choroby
    prawie trzy lata temu. Wiemy, że było warto. Teraz walczymy dalej i wierzymy,
    że puenta, która kończy tamtą historię znowu się nam zdarzy. Tam też można nas
    poznać www.fundacjauj.pl/article.php?l=pl&ID=11
    pozdrawiamy i życzymy wytrwałości
    Gosia i Robert
  • 21.05.06, 09:18
    Niedawno pisałam o mojj mamie, która jest chora na raka jajnika (IIIG) po dóch
    operacjach i w sumie 9 kursach chemii. Od ostatniej chemii minęło około 6
    miesięcy ( zakończon została 6 listopda). Ostanie badania krwi wykazały wzrost
    markera z około 16 do 220 ( 28 kwietnia) do 323 w maju. Badanie TK: drobna
    torbiel wątroby ; pozostałe narządy miąższowe bez uchwytnych zmin, podejzenie
    niwielkich nacieków otrzewnowychw prawym śródbrzuszu i podbrzuszu- nieostra
    granica pomiędzy jelitami i powłokami brzucha. Jestem umówiona z lekarzem na
    poniedziałek. Wiem, że jes to wznowa choroby. Panie Robercie, Gosiu, czego mogę
    się spodziewać dalej, jakie leczenie mogą lekarze zaordynować,; czego się
    domagać, o co pytać. Dziękuj za odpowiedź. Życzę wszystkiego dobrego.
    Ewa
  • 21.05.06, 11:05
    Powiem ci szczerze, ze mozesz sie spodziewac tylko raczej chemii kolejnej,
    operacji juz prawdopodbnie nie beda robic, jesli jest zbyt duzy rozsiew, bo nie
    wydrapia kazdej pojedynczej zmiany, a jesli jest za duzo tych zmian, to nie
    bedzie chcialo potem sie goic i zrastac, ale na wizycie u lekarza zapytaj o
    mozliwosc laparotomii, czyli otworzenia jamy brzusznej celem obejrzenia sytuacji
    w srodku oczami, a nie za pomoca TK czy USG.To bedzie najlepsze badanie stanu
    rzeczywistego. Takie otowrzenie i potem ewnetualne zaszycie jesli lepiej juz nie
    ruszac nic, nie obciaza mocno pacjenta,a zawsze daje pewnosc, ze zrobilo sie
    wszystko co moglo sie zrobic.
    9 kursów chemii to jeszcze malo, moja mama preszla ich ponad 20 łacznie, wiec na
    pewno nie zostaly wykorzystane wszytkie rodzaje chemii jakie mozna dac.
    Czy te 9 kursów było za jedym zamachem? Bo piszesz o 2 operacjach, wiec mysle,
    ze moze po pierwszej operacji np. 5 kursów, a po drugiej 4 kursy, czy jak?
    Trzymaj sie.
  • 21.05.06, 15:47
    Ewa z tego co napisałaś, to chyba nie ma wątpliwości, że jest wznowa. Myślę, że
    trzeba rozważyć wykonanie zabiegu operacyjnego. Torbiel na wątrobie może jest
    do usunięcia poprzez termoresekcję lub wykonanie zabiegu termoablacji
    śródoperacyjnie. Jeżeli nacieki na otrzewnej nie są liczne, to będzie można je
    usunąć. Wiadomym jest, że dalsze leczenie chemioterapią będzie konieczne.
    Niewykluczone, że można będzie zastosować chemię dootrzewnową. Pamiętaj, że nie
    w każdym ośrodku i nie każdy lekarz podejmie się takich działań z uwagi na
    słabe doświadczenie i możliwości medyczne określonego ośrodka. Gdzie mama była
    leczona? W jakiej kondycji jest Twoja mama i ile ma lat? Napisz jaki jest
    ostateczny wniosek z badania TK? Jeżli chcesz pomóc swojej mamie, to musisz
    zacząć działać intesywnie. Skontaktuj się ze mną na GG 3190023 po godz. 19
    często jestem ukryty.
    pozdrawiam Robert
  • 21.05.06, 19:35
    Robert, Liina
    dziękuje za odpowiedź. Mama miała 6 kursów chemii (taxol z platyna) i po
    drugiej operacji następne trzy chemie (nie pamietam jakie). Mama ma 69 lat, nie
    skarży się na nic oprócz rąk i nóg (wynik chemii. Funkcjonuje normalnie, tzn po
    trochu sprząa, pierze, prasuje, robi zakupy, gotuje sobie. Psychicznie tez
    chyba nie jest najgorzej, ma swietne sasiadki. Chociaz perspeywa dalszego
    leczenia troche ja'przygasila'. Wygladalo, ze wszystko jest w normie i ten
    nawrot choroby bardzo nas zaszokował. Mama leczy sie w Ośrodku Onkologicznym w
    Łodzi.To co byo na TK, to wszystko napisalam w poprzdnim poście. Niestety
    wszystkie wyniki ma mama, a ja razem z nia nie mieszkam.
    Dziękuje za zaproszenie na gg.
    Pozdrawiam Zonę i życzę tylko dobryh wiadomości.
    Napisz, kiedy będziesz na gg. Jakiej chemii mozna sie spoziewać?
    Ewa
  • 21.05.06, 20:55
    Mama ma troche zaawansowany wiek, dlatego dali jej 6 kursow po pierwszej
    operacji, a nie 8, ale to szczegol, tak juz u nas jest w naszym kraju.
    Byc moze teraz dostanie topotekam, chyba dobrze nazwe pamietam. Moze tez byc
    gemzar w polaczeniu z czyms jeszcze, ale juz teraz nie pamietam.
    Zapewne na trzech kursach skoncza jak znam zycie.
    Trzymajcie sie.
  • 23.05.06, 18:34
    Ewa daj znać, jak tam konsultacje medyczne i jakie podjęto działania medyczne w
    celu leczenia wznowy choroby?
    Robert
  • 31.05.06, 16:51
    Robert,
    dzwoniłam do profesora, przesłałam mu materiały odnośnie mamy. Profesor
    stwierdził, że ze względu na wiek mamy chemia dootrzewnowa nie jest dobrym
    rozwiązniem. Stwierdził, że jest dobrze prowadzona i poradził, żeby dalej
    leczyć ją w Łodzi. Mama jest już w szpitalu, w Koperniku w Łodzi. Ma mieć jutro
    badania i wtedy się zdecyuje jaką chemię mama dostanie. Jak coś będę
    wiedziała, to dam znać.
    Pozdrawiam
    Ewa
  • 31.05.06, 21:25
    Ewa dobrze, że skontaktowałaś się z Profesorem z Gdańska. Przynajmniej masz
    pewność, że na tym etapie Twoja mama jest dobrze leczona. No wiek może być
    wykluczający zastosowanie chemii dootrzewnowej, bo jest to obciążające
    leczenie. Dobrze, że udało Ci się w taki sposób skonsultować stan mamy z
    Profesorem. Najważniejsze, aby teraz leczenie było. Może Twojej mamie
    zaproponują chemię Gemzar+Carboplatyna, którą dobrze się znosi. W przypadku
    Gosi odnosi ona też spodziewany pozytywny efekt. Pozdrawiam i czekam na wieści.
    Robert
  • 17.06.06, 19:22
    Robert, Ewa, co u Was słychać?
    Niepokoje się o Waszych bliskich... Twoja Gosię i mamę Ewy.
    Jeżeli możecie, dajcie znać proszę.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 18.06.06, 12:03
    Witaj
    U nas jest na razie wszystko pod kontrolą. Gosia kończy piąty cykl chemii,
    którą znosi dobrze, a problemy jelitowe są od dwóch tygodni mniej nasilone, a
    co za tym idzie niedokuczliwe i Gosia czuje się znacznie lepiej. Często
    zaglądam na forum, no ale w temacie raka jajnika nikt w sumie niepisze, to i ja
    się nie odzywam. Nie zabieram głosu w tym o czym nie wiem lub nie mam
    wyrobionego własnego zdania. Odnośnie mamy Ewy to wiem, że zaczęła chemię
    Gemzar w Łodzi, ale zgłaszała problemy z komputerem i teraz się nie odzywa.
    pozdrawiam
    Robert i dzięki za pamięć
  • 19.06.06, 11:17
    Witam wszystkich!- a szczególnie Gosię i Roberta
    Kochani, ja wiem co czujecie. Niespełna rok temu wykruto u mnie raka jajnika. To był szok, ale od początku wiedziałam, że będę walczyć. Standardowo operacja, po której bardzo szybko doszłam do siebie. Potem w Lublinie odmówiono mi chemioterapii, tłumacząc to brakiem konieczności z uwagi na wczesne stadium wykrycia. Nie dawało mi to spokoju i skonsultowałam to w Warszawie. Odpowiedź była jednoznaczna -chemia jest konieczna, trzeba zrobić wszystko co jest możliwe bo życie jest tylko jedno. We wrześniu rozpoczęłam chemioterapię w Warszawie (Taxol+cisplatyna). Ostatni kurs był w styczniu. Markery CA 125 mam już na poziomie poniżej 2, ogólnie czuje się bardzo dobrze. Narazie cieszę się z tego stanu jaki jest, ale nie potrafię wyzbyć się lęku co będzie dalej? Wiem, że na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi. Bardzo chcę wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
    Gosiu, bądź dzielna! Tyle już zniosłaś i są pozytywne efekty, więc trzeba wierzyć, że będzie już tylko lepiej. Masz przy sobie wspaniałego męża, który Cię wspiera - to bardzo ważne. Ja nie mam tego szczęścia (samotnie wychowuje dwoje dzieci). W najtrudniejszych momentach bardzo brakowało mi tej najbliższej osoby, ale wiem, że jestem potrzebna dzieciom i chcę dla nich żyć.
    Codziennie powtarzam sobie "rak to nie jest wyrok śmierci" i mam w sobie dużo optymizmu, czego i Wam Kochani życzę.
    Miło mi będzie jeśli ktoś zechce odezwać się do mnie.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie
    Marzena
  • 19.06.06, 17:40
    Witam.Ja również jestem po operacji nowotworu jajnika.Jak u wszystkich byl
    szok, rozpacz niewiara,że może być dobrze.A dziś jestem 19 miesięcy po
    operacji.Czuję się dobrze.I nabrałam wiary ,że będzie dobrze .Wlasnie 7 czerwca
    wrociłam z kolejnych badań.Drżałam,ale jest ok.Następna wizyta za 4 miesiące.To
    tak w skrocie.Pozdrawiam i zyczę wszystkiego dobrego.
  • 19.06.06, 18:50
    Bardzo dziękujemy Ci Marzenko za ciepłe słowa. Sama doświadczyłaś, jak lekarze
    traktują pacjentów i stawiają diagnozy oraz zalecają dalsze postępowanie. Jedno
    wyklucza drugie, a kompromisy w tej chorobie nie są dobrym rozwiązaniem i
    bywają bardzo trudne. Na podstawie tego co napisałaś trudno powiedzieć czy
    chemia była wskazana czy nie. Jednak korzystne w Twoim przypadku jest wczesne
    stadium raka jajnika. To zazwyczaj dobrze rokuje, jednak należy wziąć jeszcze
    pod uwagę rodzaj raka jajnika oraz stopień złośliwości. Rak jajnika to bardzo
    podstępna choroba i nie można po całkowitej remisji dać się zwieść.
    Systematyczne badania kontrolne i jeszcze raz badania kontrolne. Nie tylko
    markery, ale badania obrazowe USG jamy brzusznej i przezpochwowe oraz nawet
    tomografia komputerowa, jeżeli byłyby przesłanki do jej wykonania biorąc pod
    uwagę wczesne stadium choroby, bo w znacznym stadium zaawansowania przy
    całkowitej remisji tomografia kontrolna co pół roku bezwzględnie. Oczywiście
    nie ma żadnej reguły ani recepty na zapobieżenie lub wznowę choroby. Upływający
    czas remisji choroby pracuje na korzyść pacjenta. Najważniejsze doświadczając
    takiej choroby wyznaczać sobie w życiu cele, które człowiek chce zrealizować i
    dążyć do tego poprzez działanie, wiarę, nadzieję, pozytywne myślenie i optymizm
    oraz korzystanie z uroków życia. Nam jeszcze tego do końca nie zabrakło.
    Wierzymy, że po raz drugi uda się poskromić chorobę. Wsparcie bliskich jest
    bardzo ważne i nie zawsze to musi być mąż czy żona. Masz dla kogo żyć, a to też
    jest wzywanie życiowe. Życzymy Ci z całego serca, aby nigdy choroba nie
    wróciła, aby tylko była chwilowym smutnym wspomnieniem. Pamietaj jednak, że
    dzięki tej chorobie poznałaś ludzi, których zapewne nigdy byś nie poznała. My
    bardzo sobie to cenimy i wiemy jakie to jest bezcenne mimo tych traumatycznych
    przeżyć. Zrozumie Ciebie najbardziej ten, który doświadczył podobnych przeżyć
    nie życząc tego nawet największemu wrogowi. W części słowa tego postu kierujemy
    też do Koofel dziękując za to samo i pozytywne myślenie. Wszyscy musimy
    wierzyć, że będzie dobrze, czego bardzo Wam i sobie życzymy.
    z pozdrowieniami
    Gosia i Robert
  • 19.06.06, 18:57
    Hej,

    a ile lat mają twoje dzieci?
  • 21.06.06, 11:09
    Witam !
    Dziękuję Gosi i Robertowi za wiele ciepłych słów otuchy. Macie rację, ta
    choroba wiele przewartościowała w moim życiu. To prawda, że poznałam
    wspaniałych ludzi a także miałam "okazję" przekonać się na kogo tak naprawdę
    mogę w życiu liczyć. Nie zawiodłam się na moich przyjaciołach i to jest
    budujące.
    Wierzę, że będzie dobrze, że miałam też "dużo szczęścia" w tym nieszczęściu, bo
    lekarz prowadzący powiedział mi, że w zasadzie to w klasyfikacji nowotworów mój
    przypadek należałoby określić jako IB. W dokumentach wpisali mi IIC bo
    prawdopodobnie od tego stopnia NFZ refunduje chemioterapię. Ja wtedy jeszcze
    byłam kompletnym laikiem i gdyby wpisali mi "50Z" :-) to i tak bym się nie
    przestraszyła.
    Wiem, że badania obrazowe są bardzo ważne. Aktualnie, poza markerami raz w
    miesiącu, robię co dwa miesiące USG przezpochwowe i co pół roku tomografię.
    Narazie u mnie jest to wszystko bardzo świerze - 6.01.2006 skończyłam
    chemioterapię, wszystkie badania jak dotąd są bardzo dobre a ja czuję się na
    tyle silna, że od 01.07.2006 (to już za kilka dni)wracam do pracy - przerywam
    świadczenie rehabilitacyjne - i chcę żyć pełnią życia.
    Wszyscy wokół (lekarze również) podkreślają jak ważna jest rola psychiki
    pacjenta w procesie zdrowienia. Kochani, dużo wiary, wytrwałości, pozytywnego
    myślenia, czasem nawet można subtelnie pożartować na temat tego potwora - to
    naprawdę pomaga - wiem to z własnego doświadczenia.
    Gosiu, kiedy czytam jak bardzo jesteś dzielna w walce z chorobą, to czuję, że
    musi Ci się udać. Jesteś jeszcze bardzo młoda, organizm jest na tyle silny, że
    z pomocą Twojej psychiki zwalczy to paskudztwo. Trzymaj się dzielnie!!!
    Gdybyście mogli mi doradzić, czy poza tymi badaniami powinnam jeszcze w jakiś
    szczególny sposób uważać na siebie? Jakieś ograniczenia, albo wskazania? Mój
    lekarz na ten temat był wyjątkowo mało rozmowny.
    Odpowiadając na pytanie - moje dzieci są już prawie dorosłe, syn w tym roku
    kończy 18 lat, a córka 17.
    Ja za parę miesięcy skończę 42 lata i mam nadzieję, że jeszcze
    duuuuuuuuuuuuuużo życia przede mną :-)
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie
    Marzena
  • 22.06.06, 18:16
    Myślimy, że możesz być spokojna o swoje zdrowie. Niskie stadium raka jest dla
    Ciebie bardzo korzystne. Bardzo dobrze, że wracasz do życia zawodowego. Nic
    przecież tak nie wzmacnia człowieka po chorobie, jak przeświadczenie, że się
    udało pokonać poważną chorobę. Marzenka po prostuj żyj pełnią życia. Pamiętaj
    tylko regularnych i odpowiednich badaniach kontrolnych. Trudno do końca i
    jednoznacznie stwierdzić czy w jakiś szczególnych sposób powinnaś uważać na
    siebie, czy spożywać odpowiednie pokarmy. Uważamy jednak, że powinnaś
    zrezygnować z mleka krowiego, ponieważ jego konsumpcja wg doniesień medycznych
    zwiększa ryzyko wystąpienia raka jajnika z powodu zawartej w nim laktozy i
    tłuszczu zwierzęcego. Spożywanie tłuszczów zwierzęcych podwyższa ryzyko raka
    jajnika ze względu na tworzące się podczas obróbki cieplnej produkty rozpadu
    ciał organicznych. Zdecydowanie więcej warzyw, które to ryzyko redukują.
    Palenie tytoniu i używanie alkoholu wpływa, aczkolwiek nieznamiennie na
    występowania raka jajnika. Zadbaj również w kontekście Twojej choroby o zdrowie
    swojej dorastającej córki w poradni genetycznej. Czytaj uważnie ciekawostki ze
    świata nauki i medycyny i ewentualnie w porozumieniu z lekarzem zażywaj co może
    uchronić Ciebie przed nawrotem choroby. Naszym zdaniem chorobę masz już poza za
    sobą i niepowinna ona już wrócić.
    My walczymy i nie tracimy wiary. Wiemy, że młody wiek w tej trudnej walce i
    leczeniu często jest korzystny z uwagi na większe możliwości organizmu do
    przyjęcia ciężkiego leczenia onkologicznego. Na początku lipca mamy pierwsze
    konsultacje, bo zbliża się pomału koniec tej serii chemii. Prawdą jest, że są
    jeszcze możliwości leczenia i to jest dla nas budujące.
    Dużo zdrowia i słońca bez końca
    pozdrawiamy Gosia i Robert
  • 22.06.06, 19:24
    Gosia i Robert podziwiam was.Tyle w was siły i wiary.Zwyciężycie.Zyczę wam tego
    z całego serca.
  • 23.06.06, 11:11
    Trzymam za Was kciuki.
    Pozdrawiam ciepło!
  • 24.06.06, 18:25
    Gosiu, Robercie bardzo Wam dziękuję za wiele cennych wskazówek. Zdaję sobie sprawę, że moja córka znalazła się w grupie podwyższonego ryzyka. Napewno zrobię wszystko aby uchronić ją przed każdym niebezpieczeństwem. Dzieci to przecież największy i bezcenny skarb.
    Trzymam kciuki za pomyślność Waszych konsultacji.
    Pozdrawiam serdecznie
    Marzena
  • 30.06.06, 01:23
    W 2002 roku myślałam, że to wyrok z którym się pogodziłam, ale dzięki cudownym
    lekarzom, mężowi, synom i przyjaciołom udało się !!!.
    Teraz chodzę po górach, pływam w morzu (ciepłym) Chorwacja, Lazurowe Wybrzeże,
    nasze jest za zimne, napawam się widokami przyrody i kocham ludzi jak nigdy
    dotąd.

    Ta choroba jest do pokonania, ale do tego jest potrzebny sztab ludzi
    wspierających chorego.

    Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości wspierającym, bez tego chory może sobie nie
    poradzić.

    Marysia
  • 30.06.06, 13:08
    Marysiu my też się dołączamy, bo dajesz świadectwo, że rak to nie jest wyrok.
    Gratulujemy i pozdrawiamy
    Gosia i Robert
  • 31.07.06, 20:03
    Gosia za tydzień skończy ostatni cykl chemii - dzisiaj było pierwsze podanie.
    Markery nie rosną, ale też nie spadają są ustabilizowane poniżej 90. Wiemy, że
    ta chemia działała dotychczas nadspodziewanie dobrze, bo zmiany na wątrobie
    uległy znacznemu zmniejszeniu. Odbyliśmy już pierwsze wstepne konsultacje m.in.
    prof.Emericha, który oczekuje nas po zakończeniu chemii z aktualnymi wynikami i
    nie wykluczył zabiegu operacyjnego. Był tez zadowolony z dotychczasowego
    przebiegu leczenia uznając już teraz dużą remisję choroby na podstawie badań
    obrazowych z maja. Najważniejsze, że Gosia czuje się znacznie lepiej niż to
    było jeszcze w maju, a dolegliwości jelitowe są znacznie mniej nasilone. Gosia
    właśnie w sobotę wróciła z dwutygodniowego wypoczynku nad morzem w
    Międzywodziu. Jaka pogoda była to zapewne wiecie, ale Gosia z racji trwającej
    chemii nie korzystała ze wszystkich uroków pobytu nad morzem, ale na plazy
    prawie codziennie pod parasolem na leżaczku wypoczywała. Wróciła bardzo
    zadowolona, wypoczęta i odprężona, no i planuje gdzieś następny wypad w
    sierpniu może nad jezioro lub na wieś.
    pozdrawiamy wszystkich serdecznie
    Gosia i Robert
  • 01.08.06, 13:00
    Cześć, Gosiu i obercie
    bardzo się ucieszyłam czytając Twój post. Wierzę, że Gosia pokonała raka że
    będzie wszystko dobrze. Trzymamkciuki za dalsze leczenie i bardz serdecznie
    pozdrawiam.
    Ewa
  • 14.03.07, 13:43
    mam pytanie: czy jest wam znana taka odmiana raka jajnika jaką jest potworniak?
    czy wiadomo wam coś na temat leczenia itp. tego rodzaju raka?
  • 01.08.06, 15:21
    Robercie, ja również bardzo się cieszę z tych wiadomości :) Wierzę, że teraz
    będzie juz tylko lepiej, a na zakończenie zwycięstwo i wielkie forumowe
    święto :) Pozdrawiam serdecznie. Czekamy na kolejne dobre wieści!
  • 01.09.06, 12:08
    Właśnie rozpoczął sie dla nas bardzo ważny miesiąc przede wszystkim dla Gosi.
    Po zakończonej kolejnej chemioterapii kilka tygodni temu rozpoczynamy serię
    badań kontrolnych, aby ocenić jaki postęp w leczeniu został osiągniety po
    kolejnych 3 cyklach chemii mając na względzie juz w maju uzyskaną regresję
    zmian na wątrobie w sposób zadowolający. Najważniejsza ocena, to czy mozna
    wykonać skuteczny zabieg operacyjny, który tym samym zwiększy szanse Gosi, czy
    ewentulanie dalej podawać chemię, tak aby ten efekt uzyskać. Po badaniach
    szereg konsultacji przed nami z ośrodkami w Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu.
    Szczególnie trzymajcie kciuki za Gosię w przyszłym tygodniu, kiedy będą badania
    i wyniki. Potem tylko konsultacje i decyzje o dalszym postepowaniu
    onkologicznym. Gosia czuje się dobrze i znacznie lepiej niż kilka miesięcy
    temu.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i liczę na Wasze duchowe wsparcie życzą przy
    tej okazji Wam wszystkim zdrowia, miłości i słońca bez końca
    Robert
  • 01.09.06, 12:57
    Robercie, ja w takim razie już teraz zaciskam kciuki. Mam nadzieję, że w tym
    miesiącu choć trochę uda Wam się myślami uciec od choroby, badań, wyników...
    Życzę, by te ostatnie były zadowalające. Wierzę, wiem, że tak właśnie będzie!
    Zresztą Gosia już udowodniła, że ma niesamowicie silny organizm, także choroba
    nie ma szans. Pozdrawiam Was serdecznie.
  • 01.09.06, 15:23
    Witajcie!

    Małgosiu i Robercie, wiem o tym, że będzie wszystko w najlepszym porządku, ale
    kciuki będę trzymać bardzooooo mocno! Gosia jest tak dzielna i silna, że
    napewno pokonacie tą zakałę.
    Pozdrawiam Was bardzo mocno i czekamy na same dobre wieści.
    EWa
  • 08.09.06, 20:49
    Gosia jest już po badaniach. Wieści są dość dobre, bo w obrazach
    radiologicznych porównano badanie TK z przed 4 miesięcy, kiedy uzyskano znaczną
    regresję zmian na wątrobie i oceniono w obecnym badaniu, że uzyskano
    stabilizację tych zmian. Marker jest trochę wyższy od poprzedniego badania z
    przed dwóch miesięcy, ale prawdopodobnie dlatego, że dzień przed badaniem i w
    dniu badania Gosia miała chwilowo podwyższoną temperaturę. Trochę sie tym
    przestraszyliśmy, ale na szczęście od 3 dni wszystko jest dobrze. W przyszłym
    tygodniu zaczynamy wzmożone konsutlacje z kilkoma ośrodkami w Polsce. Ze
    wstępnej analizy dr Kośmider ze szpitala PAM w Szczecinie prowadzącą Gosię od
    wielu lat do rozważenia jest kilka opcji postępowania. Wykonanie zabiegu
    operacyjnego, co byłoby rozwiązaniem optymalnym, rozważenie termoablacji,
    kontynuowanie chemioterapii po zmianie leków w celu uzyskania lepszego efektu w
    postaci jeszcze zmniejszenia zmian na wątrobie lub wstrzymanie się z
    chemioterapią i obserwowanie do czasu ewentualnej progresji. To wszystko musimy
    bardzo rozsądnie rozważyć i przeanalizować dzięki wszystkim konsultacjom i
    opiniom lekarzy. Pierwsza konsultacja w Szczecinie w czwartek na komisji
    onkologicznej, potem Gdańsk i przesłanie wyników badań do ośrodka we Wrocławiu.
    Przyznam się, że baliśmy się trochę tych badań, ale mimo wszystko odetchnęliśmy
    z ulgą, bo wieści przecież mogły być znacznie gorsze. Poza wątrobą Gosia nie ma
    stwierdzonych zmian w obrębie miednicy i jamy brzusznej i nie występuje
    wodobrzusze. Dziękujemy Wam za wsparcie i oczywiście o nas nie zapominajcie.
    Będziemy robić wszystko, albo przynajmniej tak dużo aby nie dać się
    temu "Gadowi"
    Trzymajcie się wszyscy dzielnie pomimo, że na forum doświadczamy życiowych
    tragedii. Wszystkim tu zaglądającym życzymy zdrowia z całego serca.
    Gosia i Robert
  • 08.11.06, 15:48
    Trzymam kciuki za Małgosie i czekam na dobre wieśći.
    E.
  • 01.09.06, 20:35
    Bardzo sie ciesze,ze Gosia ma sie lepiej,wierze ze wyniki beda dobre i mocno
    trzymam kciuki za powodzenie.pozdrawiam serdecznie ewa.
  • 09.09.06, 09:47
    Cały czas trzymam za was kciuki.Pozdrawiam.
  • 12.09.06, 14:30
    Gosiu, Robercie
    Pozdrawiam Was serdecznie i wierzę że uda się Wam wygrać tą niełatwą walkę.
    Życzę Wam dużo siły w drodze do zwycięstwa!!!
    Długo się nie odzywałam bo jak wpadłam w wir pracy (wróciłam do pracy od 1
    lipca) to zapomniałam o chorobie do tego stopnia że w lipcu zapomniałam zrobić
    badania markerów. Narazie wszystko jest w porządku. Tydzień temu odebrałam
    wyniki TK i nie ma żadnych zmian. Markery też niskie. Lekarz powiedział, że
    mogę już robić markery co trzy miesiące no i oczywiście trzeba być pod stałą
    obserwacją i regularnie się badać.
    Ja wiem, że wszystko może się zdarzyć, ale wierzcie mi, że radość jaką w tej
    chwili czerpię z życia jest poprostu niesamowita. To tak, jakbym obudziła się
    po złym śnie. Każdy kolejny dzień jest piękny a zdrowie doceniam po stokroć
    bardziej niż przedtem.
    Gosiu, z całego serca życzę Ci conajmniej takiego finału walki z tym potworem.
    Wierzę, że Ci się uda, bo jesteś bardzo dzielna.
    Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości z życia.
    Pozdrawiam
    Marzena
  • 12.09.06, 22:07
    Marzenko dzięki za pamięć i wsparcie. Doswiadczyliśmy juz tej chwili, kiedy
    Gosia była wolna od choroby. To naprawdę cudowne chwile i uczucie. Cieszymy
    się, że u Ciebie jest w porządku :-)
    Oby tak dalej i z całego serca życzymy zapomnienia tego minionego koszmaru na
    zawsze. Mamy jeszcze siłę a szczególnie Gosia aby walczyć. Mam nadzieję, że
    ponownie wygramy.
    Wszystkim dziękujemy za wsparcie i pamięć :-) Dla Was dużo zdrowia.
    pozdrawiamy Gosia i Robert
  • 23.09.06, 21:13
    witam Robercie

    co u was? jak czuje sie Gosia i jakie decyzje podjeliscie odnosnie dalszego
    leczenia. trzymam za was mocno kciuki...

    u mojej mamy niby wszystko wporzadku. miala robiona tomografie w sierpniu i
    wszystko bylo wporzadku. w piatek byla na badaniu markerow i sa na pozimoe 12.
    troche sie zmartwilam, bo one troszeczke poszly w gore...ostatnio bylo 10.5.
    wiem, ze to nie duza roznica, ale czlowiek dmuchana zimne i martwie sie czy to
    czasem nie poczatek czegos zlego. jak sadzisz Robercie? w czasei chemii jak
    mama miala markery na pozimoe 13 i miala wtedy tomografie robiona, to wszystko
    bylo o.k. najnizszy wynik miala zaraz po zakonczeniu chemii - 9 miesiecy temu .
    i to bylo wtedy 7.5
    pozdrawiam i zyycze zdrowia przede wszystkim
    agnieszka
  • 23.09.06, 22:08
    Witaj
    Myślę, że takimi wahaniami i skokami markera nie powinnaś się przejmować
    zresztą one są w tolerancji tzw. błędu laboratoryjnego 5-10 U/ml, tak
    przynajmniej się uważa. Jeśli marker na początku choroby był u Twojej mamy
    znacznie podwyższony, to wyraźny systematyczny wzrost może oznaczać wznowę
    choroby i wyprzedzać obraz kliniczny o kilka miesięcy. Myślę, że są powody do
    radości i oby tak dalej. Trzymam kciuki za mamę, bo remisja jej choroby daje
    siłę innym do podjęcia i walki z tą chorobą.
    My na razie w zawieszeniu. Szczecin nie zapronował nic zdając się na
    konsultacje w Gdańsku i z ośrodkiem wrocławskim. W Gdańsku Prof.Emerich
    konsultuje na podstawie tomografii z chirurgiem od termoablacji i termoresekcji
    zmian na wątrobie mozliwośc wykonania zabiegu. Czekamy w tej chwili na jego
    decyzje i telefon w tej sprawie. Wrocław zaproponował nam dośc zbieżne kierunki
    dalszego postępowania, co Gdańsk. Pełni nadziei czekamy na kolejny przełom w
    leczeniu, bo wydaje się że tylko operacja jest teraz najlepszym rozwiązaniem,
    ale nie wiemy czy napewno możliwa do wykonania. Trzymamy rękę na pulsie, bo już
    najwyższa pora aby coś działać. Wierzę, że w nadchodzącym tygodniu wszystko
    będzie jasne. Trzymaj za Gosię kciuki.
    pozdrawiam Robert
  • 23.09.06, 22:11
    Aha zapomniałem napisać
    Gosia czuje się całkiem dobrze, ale teraz dopadło nas przeziębienie, ale juz z
    tego wychodzimy. Gosia nawet nie miała gorączki, tylko ten cholerny katar i ja
    też. Chyba wiesz jak mężczyźni znoszą katar ? :-) Kobiety to co innego, no nie?
    Robert
  • 23.09.06, 23:27
    dzieki robercie za odpowiedz. mama przed operacja i chemia miala marker na
    poziomie 88, po operacji i pierwszej chemii byly juz n poziomie 18. mam
    nadzieje, ze nastepny pomiar nie wykarze wzrostu, bo to stres ogromny. nawet
    nie wiedzialam, zegranicabledu pomiarowegojest tak wysoka. mama zawsze robi
    badania w tym samy laboratorium, ale mimo wszystko mam nadzieje, ze jest
    towzrost nie wrozacy niczego zlego...

    trzymam za was mocno kciuki. mam nadzieje, ze operacja bedzie mozliwa juz
    wkrotce. to bardzo wazne,ze gosia czuje sie dobrze i oby tak dalej.

    cos wiem o tym jak mezczyzni znosza katar:-)

    pozdrawiam
    agnieszka
  • 06.10.06, 09:57
    Znowu upłynęło trochę czasu, a my jesteśmy jeszcze ciągle w punkcie wyjścia.
    Prof. Emerich był jakiś czas nieobecny i nie mielismy żadnych decyzji od niego,
    więc czekaliśmy cierpliwie. Wreszcie otrzymalismy informację, że w Gdańsku
    odbyła się szeroka konsultacja chirurgów, onkologów i hepatologów odnośnie
    istniejących zmian na wątrobie. Wnioski: należy wykonać biopsję gruboigłową
    tych zmian z uwagi, że są poważne wątpliwości czy te zmiany są z raka jajnika
    czy ewentulanie to inny nowotwór lub zmiany mają zupełnie inny
    charakter. Dopiero po wyniku biopsji będzie można podejmować dalsze decyzje.
    Wtedy będziemy kontaktować się ponownie z Gdańskiem.
    Biopsja w Szczecinie i wynik najprawdopodobniej do końca przyszłego tygodnia.
    Nie pozostaje nam nic innego jak w tej chwili czekać na rozwój wydarzeń. Mam
    nadzieję, że wieści po biopsji nie będą porażające, bo to byłoby dla nas
    szokujące.
    pozdrawiam Robert
  • 07.10.06, 09:23
    MOże nie będzie tak zle. Gdyby to byl inny rak, to byc moze by to wskazywalo na
    obnizona odpornosc jednak.Moze to przez chemie?
    Mozliwe, ze to skutek uboczny tak duzych ilosci chemii, ktore jednak oslabiaja
    mocno system immunologiczny.
    Moze wyniki beda pozytywne i da sie jeszcze to leczyc.
    Pozdrawiam.
  • 09.10.06, 11:39
    życzę dużo siły na nadchodzące dni i czekam na dobre wieści z wyników badań.
    Ps. Też walczyłam z tym śmieciem.
  • 09.10.06, 18:57
    Dziękujemy za wsparcie, ale jak się okazuje to pomimo że nie ma problemu z
    uzyskaniem skierowania na biopsje gruboigłową, to w Szczecinie nie wiadomo,
    gdzie ją wykonać. Tam gdzie dzisiaj trafiliśmy, aby były to trzy różne
    szpitale, to na tych oddziałach tego nie wykonują, bo nie mają nawet sprzętu.
    Jutro się wszystko wyjaśni czy w ogóle w Szczecinie zrobią nam tą biopsję
    gruboigłową. Może ktoś ma jakieś wieści, gdzie w Szczecinie taki rodzaj biopsji
    mozna wykonać. Jeśli chodzi o cienkoigłową to nie ma najmniejszego problemu,
    ale wyraźnie nam powiedziano że musi być gruboigłowa. Już uruchomiłem Gdańsk i
    prof. Emericha i ewentualnie tam będziemy musieli pojechać na wykonanie
    biopsji. Horror ze służbą medyczną w tle, jeśli taki zabieg bywa w swej
    prostocie skomplikowany!!!
    pozdrawiam Robert
  • 12.10.06, 20:04
    Ostatecznie biopsja gruboigłowa przy użyciu USG odbędzie się dzięki pomocy
    prof.Emericha w Klinice Chirurgii Ogólnej AM w Gdańsku na ul.Dębinki u dr
    Zadrożnego. W Szczecinie tego typu biopsje będą prawdopodobnie wykonywane za
    dwa miesięce w Klinice Gastroenterologii na Unii Lubelskiej - informacja dla
    zainteresowanych. My po biopsji będziemy musieli czekac na wynik
    histopatologiczny. Wiemy od Profesora, że jest brany pod uwagę zabieg
    operacyjny. Trzymajcie za Gosię kciuki.
    pozdrawiam Robert
  • 17.10.06, 15:00
    Gosiu, trzymam kciuki za pomyślne wyniki biopsji. Życzę dużo siły i
    wytrwałości. Zawsze trzeba wierzyć, że jest szansa na to, iż będzie lepiej.
    U mnie bez zmian, pracyję, czuję sie dobrze i wyniki narazie też prawidłowe.
    Życzę wszystkim zaglądającym tutaj sukcesów w walce z tą chorobą.
    Pozdrawiam
    Marzena
  • 17.10.06, 16:52
    Dzięki serdeczne. My w Gdańsku i znowu poślizg. Nie zrobili dzisiaj Gosi biopsji
    pomimo wcześniej uzgodnionego terminu i godziny. Biopsja jutro rano. W szpitalu
    prawie zerowe zainteresowanie nowo przyjmowanymi na oddział. Poza zabraniem
    założonej karty kilkugodzinne oczkiwanie w koszmarnych warunkach na przydział
    łóżka i to nie tylko w przypadku Gosi. Dopiero po naszej interwencji raczono
    skontaktować się z konkretnym lekarzem, który podobno miał dzisiaj urwanie głowy
    w szpitalu. Po czterech godzinach dopiero ktoś do nas podszedł i raczył
    cokolwiek konkretnego zakomunikować. Koszmar brrrr, najgorszy szpital w sumie
    oddział AM w Gdańsku na Dębinki Klinika Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i
    Transplantacyjnej brrrrrr w jakim dotychczas przez te kilka lat odwiedziliśmy.
    Totalny brak organizacji.
    pozdrawiam Robert
  • 17.10.06, 16:58
    Zapomniałem dodać, że ten bałagan i nieład, to głównie zasługa personelu
    pomocniczego, bo lekarze bardzo mili i podtrzymuję, że robią tam termaoablacje i
    robią je naprawdę dobrze. Tylko dlaczego pacjent musi znosić brak poszanowania w
    oczach obojętnych pielęgniarek, które tak naprawdę powinny w jakiś sensownych i
    przyzwoity zająć się pacjentem.
    Robert
  • 20.10.06, 14:43
    Rozumiem Wasze rozczarowanie. Ja też czasami czułam się jak intruz. Starałam
    sie zrozumieć pielęgniarki, że nie są w stanie kierować się empatią w stosunku
    do każdego pacjenta (mają ich przecież tak wielu). Dla nas jednak nasz problem
    jest najważniejszy - i to jest zrozumiałe. Jednak, tak jak w życiu, zdarzały
    się również bardzo miłe "siostrzyczki" i im trzeba szczególnie podziękować.
    Trzymam kciuki za pomyślność badań. Pozdrawiam
    Marzena
  • 20.10.06, 15:14
    Jestem w stanie zrozumieć, że nie mogą być zawsze i wszędzie. Irytuje mnie
    tylko to, że najpierw jest coś wcześniej uzgodnione i zaplanowane, a potem mimo
    powałania się i przedstawienia sytuacji jest brak jakiekolwiek zainteresowania.
    Rozumiem, że trzeba czekać, ale ignoracja, a tak było w naszym przypadku jest
    nie do zaakceptowania, bo nawet jeśli lekarz był bardzo zajęty, to wypadało aby
    ktoś przynajmniej powiadomił go o tym ,że jesteśmy i czekamy. Dopiero nasza
    interwencja po kilku godzinach coś dała, a Gosia musiała być nadczo do tej
    biopsji. Na szczęscie na drugi dzień juz zrobili biopsję i obyło się bez bólu.
    Teraz czekamy na wynik, który będzie za tydzień lub dwa w zależności czy trzeba
    będzie dorabiać preparaty histologiczne. Wiemy, że napewno te zmiany da się
    zniszczyć za pomocą termoablacji, ale wciąz są wątpliwości przynajmniej
    radiologiczne jakiego pochodzenia są te zmiany.
    Robert
  • 26.10.06, 14:33
    Robert mam ndzieje ,ze macie juz wyniki i ze prognozy sa pomyslne .Trzymam za
    Was kciuki i modle sie .
    Goska
  • 27.10.06, 15:10
    Mamy dobre wieści i bardzo optymistyczne.
    Wątpliwości lekarzy z Gdańska się potwierdziły, że zmiany na wątrobie budzą
    podejrzenie co do uznanania ich za zmiany przerzutowe raka jajnika o to pełne
    rozpoznanie histopatologiczne:
    Drobny (0,4 cm) biopat igłowy z miąższu wątroby o zachowanej budowie
    histologicznej z pojedyńczą przestrzenią wrotną z niewielkim przybytkiem
    limfocytów. W obrazie dominuje rozlane stłuszczenie wielkropelkowe (średniego
    stopnia) co może odpowiedać NAFLD. Nie stwierdzono obecności utkania
    nowotworowego.
    Rozmawiałem juz z lekarzemn z Gdańska. Mimo wszystko będa to usuwać
    termoblacyjnie i jeszcze pobiorą dla pewności jeden biopat z innego miejsca na
    wątrobie. Doktor był zadowolony z wyniku i powiedział, że zmiany po ostatniej
    jego ocenie USG są dobrze dostępne i nie będzie problemu z ich usunięciem. We
    wtorek mamy dzwonić i poda termin kiedy przyjechać na termoablację.
    Lekarze ze Szczecina i Wrocławia są bardzo zaskoczeni wynikiem biopsji, ale
    określają, że wynik jest rewelacyjny i oby się to potwierdziło.
    Czujemy radość i nadzieja w nas wzmogła sie jeszcze bardziej, że ten gad-rak
    znowu dał lub da za wygraną.
    pozdrawiam Robert
  • 27.10.06, 15:31
    bardzo fajne wieści:-) (pewnie od dr Emericha?)
    szczerze Wam kibicuję. wytrwałości i siły dla Ciebie, a przede wszystkim dla
    żony.
  • 27.10.06, 16:51
    Tym razem to był dr Zadrożny, który zajmuje się od ponad 4 lat zabiegami
    termoablacji na wątrobie z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i
    Transplantacyjnej AM w w Gdańsku na ul.Dębinki, który współpracuje z
    prof.Emerichem i to właśnie dzięki pomocy Profesora doszło do tej biopsji.
    Dzięki za wsparcie.
    Robert
  • 27.10.06, 15:36
    Kiedy zobaczyłam nowy post,bałam się go przeczytać ,ale teraz cieszę się razem z
    wami i myśle ,że będzie dobrze. pozdrawiam ewa
  • 28.10.06, 02:02
    Robercie tak sie ciesze. Zycze Tobie i Gosi jak najwiecej takich wspanialaych
    wiadomosci.
    Pozdrawiam
    Goska
  • 28.10.06, 03:21
    Robercie i Malgosiu!
    Nie macie pojecia, jak sie szeroko do siebie usmiechnelam po przeczytaniu tego
    robertowego posta:))))))) YES, YES, YESSSSS!!!!! Ciesze sie szczerze i bardzo.
    Nalezy Wam sie wiecej TAKICH wiesci za cala Wasza walke, za Gosi wszystkie
    cierpienia i przejscia, za Roberta tu obecnosc i cala jego bezinteresowna pomoc
    wszystkim tego potrzebujacym. Trzymam nadal kciuki i bardzo serdecznie Was
    pozdrawiam :)
    Gonia
  • 28.10.06, 13:38
    Witajcie!!!!
    Bardzo się cieszę, wiedziałam, że tak będzie :))!!!
    pozdrawiam i oby tak dalej
    ewa
  • 28.10.06, 22:52
    Ja też się cieszę.Cały czas trzymam za Was kciuki.
  • 29.10.06, 20:36
    SUUUUUUUPER wieści :)))))))))))

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 31.10.06, 16:10
    Gosia ma juz termin termoablacji w Gdańsku 8 listopada do szpitala, a 9
    listopada zabieg i jeśli nie będzie żadnych komplikacji 10 listopada do domu :-)
    Prof.Emerich był za wykonaniem tego zabiegu i całkowitym zdaniem sie w tym
    przypadku na dr Zadrożnego. Mocno wierzymy, że po zabiegu wieści będą równie
    optymistyczne, co te ostatnie. Trzymajcie za Gosię kciuki.
    pozdrawiam Robert
  • 31.10.06, 18:03
    Trzymam,trzymam mocno i wierzę,że będzie dobrze.Powodzenia.
  • 03.11.06, 19:13
    Na pewno będzie dobrze!Musi!

    p.s.Gosiu,wygrasz. Bóg ma Cię na pewno w swojej opiece bo na Twojej drodze
    życia postawił tak wspaniałego człowieka jakim jest Robert.I musisz dla niego
    wygrać tę walkę.
  • 07.11.06, 09:39
    Witam! Ja również bardzo się cieszę z pomyślnych wyników Gosi. Nie mogło być
    inacze!!! Teraz czekam na równie wspaniałe wieści po zabiegu. Z całego serca
    życzę Wam powodzenia i pełnego sukcesu. Pozdrawiam
    Marzena
  • 08.11.06, 15:50
    czekoladka4444 08.11.06, 15:48 + odpowiedz

    Trzymam kciuki za Małgosie i czekam na dobre wieśći.
    E.
  • 09.11.06, 11:23
    Gosia jest w tej chwili w trakcie zabiegu termoablacji. Około godziny temu z nią
    rozmawiałem jeszcze. Po 13-tej jadę do szpitala dowiedzieć się od lekarza czy
    wszystko przebiegło pomyślnie i zobaczyć się z Gosią. Po tym zabiegu pacjent
    wraca na zwykłą salę szpitalną, a nie pooperacyjną. Jak forma Gosi pozwoli to
    już wieczorem będzie mogła jeśc kolację. Powiedziano nam tylko, że po takim
    zabiegu może wystąpić gorączka. Jutro prawdopodobnie do domu. Jak tylko będę
    wiedział coś konkretnie i będę miał dostęp do komputera to oczywiście napiszę.
    pozdrawiam Robert
  • 09.11.06, 13:55
    Hej wszystkim,

    Przed chwilką dosłownie rozmawiałam z Robertem. Gosia jest już po zabiegu,
    czuje się dobrze.
    Ale najważniejsze to to, że zostały tylko 4 małe (do 2 cm) zmiany na wątrobie,
    które zostały zniszczone !!! Za miesiąc kontrolne TK...
    Dokładniej Robert pewnie napisze już sam.

    Bardzo się cieszę z tych wieści i wierzę, że Gosia będzie już miała spokój :)))
    Czego serdecznie życzę i za co kibicuje całym sercem,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 09.11.06, 18:01
    Wielkie dzięki za pomyslne wieści.Odetchnęłam.I ja Im kibicuję całym
    sercem.Pozdrawiam.
  • 09.11.06, 19:08
    Przed chwilą wróciłem od Gosi ze szpitala. Gosia jest w bardzo dobrej formie po
    zabiegu. Jadła już kolację, sporo pospacerowaliśmy po szpitalnych korytarzach.
    Jedyne wspomnienia po termoablacji, to opatrunek w okolicach wątroby i dziwne
    uczucie w jej okolicy, a tak żadnej temperatury i bóli.Po prostu super nawet się
    niespodziewałem, jak to powiedziała Gosia, że to był pikuś.
    Lekarz faktycznie potwierdził, że od ostatniej tomografii z września zmiany się
    pozmniejszały i zostały tylko cztery po około 2cm każda, które zostały
    zniszczone termoablacją. Z uwagi na brak progresji tych zmian odstąpiono również
    od biopsji, bo trudno w takim przypadku uznać te zmiany za mające związek z
    rakiem jajnika, tym bardziej, że ostatnia chemia była na początku sierpnia, a
    zmiany się zwyczajnie cofały. 4-6 tygodni od zabiegu Gosia ma zrobić kontrolną
    tomografię komputerową, aby potwierdzić brak ukrwienia w zmianach i przesłać na
    płycie CD te zdjęcia do Gdańska i oni ocenią to jeszcze raz pod kątem zabiegu
    termoablacji. Jeśli się potwierdzi brak jakikolwiek symptomów choroby
    nowotworowej, to Gosia będzie tylko pod ścisłą kontrolą onkologiczną, a będzie
    jej to drugie zwycięstwo nad rakiem.
    Wszystkim życzę tego zwycięstwa, bo my wiemy jak smakuje ta chwila i jak jest
    cudownie, bo tak było w 2003 roku, a teraz może być podobnie, bo jest coraz bliżej.
    pozdrawiam Robert
  • 09.11.06, 20:21
    Bardzo ,ale to bardzo się cieszę z takich wieści,rak tutaj juz nie ma
    szans.pozdrawiam serdecznie ewa.
  • 09.11.06, 21:35
    Super wieści.
    Uściski dla Gosi i Ciebie.
    Pozdrawiam E.
  • 10.11.06, 12:16
    Czytając te wspaniałe wieści czułam dreszcze na całym ciele (oczywiście takie
    pozytywne i ze wzruszenia). Z całego serca życzę Gosi, aby poczuła smak
    wolności od choroby już na zawsze!!! Pozdrawiam serdecznie
    Marzena
  • 10.11.06, 14:05
    Ja również czułam dreszcze :) Cudownie!!!
  • 10.11.06, 22:24
    Wrócilismy niedawno juz do domu. Bardzo Wam dziękujemy za wsparcie i ciepłe
    słowa. Teraz mamy miesiąc dużego oddechu do kontrolnej tomografii. Przyznam
    jednak, że nie wiem na co Gosia była leczona przez ostatnie ponad pół roku, bo
    takie pytanie bez odpowiedzi istnieje. W styczniu stwierdzono kilkanaście zmian
    metastatycznych na wątrobie w badaniu TK. Potem coś się tam poprawiło niby pod
    wpływem podawanej chemii. Zmiany, które się pozmniejszały w maju były w innych
    segmentach niż te, które teraz stwierdzono przed termoablacją i tym sposobem
    zniszczono, a zostało ich dosłownie cztery. We wrześniu w ostatnim TK zmian
    było więcej i były niektóre większe. Żadnej progresji choroby tylko mozna
    powiedzieć samoistne wycofywanie się zmian, które nie mają raczej związku z
    rakiem tylko rozpoznanym w biopsji stłuszczeniem. Od sierpnia nie było juz
    chemii. Gosia wraca do formy!!! Będziemy to w jakiś subtelny sposób świętować.
    Wszystkim z całego serca życzymy powrotu do zdrowia, jak i Waszym bliskim oraz
    słońca bez końca.
    Gosia i Robert
  • 11.11.06, 17:05
    Czy sluszczenie ma cos wspolnego z rakiem jajnika? Moja mama tez dostala
    stluszczenia watroby w trakcie leczenia raka jajnika.Z tym, ze nie miala na
    watrobie zmian, lecz na USG stiwerdzano stluszczenie watroby.Byc moze ma to
    jakis zwiazek z podawanymi lekami?
  • 11.11.06, 17:22
    Nie - stłuszczenie nie nie ma nic wspólnego z rakiem jajnika. Może być związane
    z przyjmowaniem leków, zmianami wagi etc...

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 11.11.06, 17:44
    Mojej mamie waga sie nie zmieniala zasadniczo. Mozliwe, ze ma to zwiazek z
    chemia, ktora jest podawana na raka jajnika lub polaczeniem danych chemii
    razem.Tak mi sie wydaje.
  • 11.11.06, 17:51
    Miałam 4,5 cm stłuszczenie na wątrobie. Po czerniaku, ale jeszcze przed
    leczeniem PNP. Najprawdopodobniej było spowodowane i spadkiem wagi i
    przyjmowanymi wcześniej lekami (nie chemią). Wielu ludzi miewa stłuszczenia na
    wątrobie, nie stykając się nawet z chorobą nowotworową, więc nie wiązałabym
    ściśle jednego z drugim. Raczej mają wpływ tutaj nawyki żywieniowe, leki etc...
    a nie sam nowotwór.

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 11.11.06, 21:14
    Wg mojej wiedzy nie ma nic wspólnego z rakiem jajnika, ale stłuszczenie wątroby
    może prowadzić do marskości, a w konsekwencji do raka wewnątrzwątrobowego.

    W większości publikacji podkreśla się predyspozycje do rozwoju stłuszczeniowego
    zapalenia wątroby u kobiet z otyłością w średnim wieku oraz z obecnością
    zaburzeń metabolicznych w postaci cukrzycy i(lub) hiperlipidemii.

    Wśród pozostałych czynników predysponujących do rozwoju stłuszczenia wymienia
    się:

    leki i substancje chemiczne: wśród nich m.in. warfaryna, amiodaron, estrogeny,
    metotreksat, glukokortykosteroidy, orotany, tetracyklina, L-asparaginaza;
    antymon, sole baru, chromiany, dwusiarczek węgla, borany
    zaburzenia metaboliczne wrodzone lub nabyte: glikogenozy, abetalipoproteinemia,
    galaktozemia, tyrozynemia, choroba Wilsona, choroba Refsuma, cukrzyca,
    nieswoiste zapalenie jelit, całkowite odżywianie pozajelitowe, głodzenie,
    kacheksja i in.

    Myślę, że w przypadku Gosi dotychczas przebyte leczenie w tym megachemioterapia
    z przeszczepem komórek krwiotwórczych, gdzie władowano w nią masę antybiotyków
    w związku z gorączką nieznanego pochodzenia, utrata masy ciała i problemy
    jelitowe oraz leczenie chemią mogły w znaczny sposób przyczynić się do
    pojawienia się stłuszczenia na wątrobie. Niestety niektórzy radiolodzy w
    badaniach TK mając na względzie chorobe podstawową rak jajnika wskazywali, że
    są to zmiany metastyczne.
    pozdrawiam Robert
  • 12.11.06, 08:01
    witaj robercie i gosiu

    straszniesie ciesze, z tych super wiesci. mam nadzieje,ze teraz bedziecie juz
    mieli spokoj i ze raczysko zostalo calkowice pokonane. bardzo was podziwiami z
    calego serca zycze pelnego powrotu do zdrowia.

    u mojej mamy narazie wporzadku. w zeszlym tygodniu miala badania,lacznie z usg.
    wszystkie wyniki bardzo dobre, choc ja sie troche martwie, bo markery
    nieznacznie, ale ida w gore. od poczatku sierpnia do zeszlego tygodnia
    podskoczyly z 10.5 do 13.5.(na poczatku pazdziernika bylo 12.2) i to najwyzszy
    poziom od zakonczenia chemii. mama w przyszlm tygodniu widzi sie z lekarzami
    zobaczymy co oni na to...bardzo bojesie, czy to nie zwiastun zblizajacego sie
    nawrotu choroby...

    pozdrawiam i zycze tylko dobrych wiesci
    agnieszka
    p.s.u mojej mamy tez jest minimalne stluszczenie watroby,ktore sie na szczesice
    co wykazuja badania obrazowe, cofa.
  • 12.11.06, 13:10
    Cześć Agnieszka
    Takim wzrostem markera w ogóle bym się nie przejmował, bo on zupełnie niczego
    nie seguruje. Znaczny wzrost markera mógłby zwiastować nawrót choroby. USG
    niczego niepokojącego nie wykazuje, tutaj mam tylko pytanie kiedy było ostatnio
    robione TK? Z tego, co piszesz to kolejny przykład, że stłuszczenie może sie
    pojawiać np. w związku z leczeniem, ważne tylko aby było prawidłowo
    rozpoznawane, a nie obarczone postępem choroby nowotworowej. Cofanie się
    stłuszczenia miało też miejsce u Gosi, ale dopiero kiedy wynik
    histopatologiczny potwierdził rozpoznanie stłuszczenia wielkokropelkowego.
    pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoją mamę
    Robert
  • 13.11.06, 13:31
    Witaj Robercie

    Mama miala robiona TK w polowie sierpnia i wszystko bylo idealnie. Srednio co 6
    miesiecy lekarz prowadzacy zleca TK, a co 3 miesiace mama robi USG.
    Mam nadzieje, Robercie, ze masz racje i ze te markery nie swiadcza o nawrocie.
    Mama w tym tygodniu idzie z wynikami badan do lekarza, zobaczymy co on na ten
    minimalny wzrost powie. ja to troche panikuje, ale wiadomo, ze czlowiek dmucha
    na zimne i boi sie najgorszego.
    Jesli chodzi o stluszcenie watroby, to znajoma lekarka powiedziala, ze to
    wlasnie moze byc wynik leczenia, choc z drugiej strony, moja mama do szczuplych
    osob nie nalezy i moze to tez byc wynik lekkiej nadwagi.
    Tak bardzo sie ciesze, ze u Was sa takie pozytywne wiesci. Oby tak dalej!
    Pozdrawiam i trzymam mocno kciuki za nas wszystkich.
    agnieszka

  • 14.11.06, 13:33
    Z tego co napisałaś, to Twoja mama jest pod dobrą opieka i badania kontrolne są
    przeprowadzane prawidłowo. Myślę, że lekarz poza stwierdzeniem markera w
    granicach normy nic się nie wypowie na ten temat. Musisz wiedzieć też, że ten
    marker jest czuły na stany zapalne szczególnie w obrebie miednicy mniejszej,
    ale tez jamy brzusznej. Dlatego nie panikuj, ale dobrze, że dmuchasz na zimne.
    Wazne aby miała cykliczne badania kontrolne. Faktycznie stłuszczenie watroby
    częsciej wsstępuje u kobiet tzw. otyłych, ale byc może, że u Twojej mamy
    bardziej zaważył czynnik samego przebytego leczenia.
    pozdrawiam Robert
  • 15.11.06, 10:07
    Witam
    Ślędzę Wasz wątek od początku i chciałam zadać jedno pytanie (jeśli nie macie
    ochoty czy możliwości odpowiadać - zrozumiem).
    Chodzi o to jaki wpływ (zapewne negatywny) miała choroba na wasze sprawy
    zawodowe? Wiadomo - zwolnienia, liuczne urlopy zdrowotne - tego pracodawcy
    chyba nie lubią...
    Liczę na odp.
    ZARA
  • 15.11.06, 12:32
    Pewnie Ciebie zaskoczę, ale właśnie przez te prawie 5 lat nie mielismy z tym w
    zasadzie problemu. Gosia miała i ma takiego szefa, że pomimo choroby i licznych
    na początku zwolnień, a potem przejścia na rentę mogła spełniać się zawodowo.
    Dalej ma taką mozliwość i drzwi ma otwarte, bo szef na nią cały czas czeka, ale
    na razie Gosia nie mysli o pracy. Jak się czasem spotykamy z jej szefem to
    nawet żartuje i krzyczy - Małgosia wracaj do pracy!
    Ja juz na samym początku poinformowałem swojego szefa o chorobie Gosi.
    Spotkałem się ze zrozumieniem i mogłem liczyć na pomoc i wsparcie. Nigdy tego
    nie nadużywałem, ale kiedy była potrzeba zawsze bez przeszkód mogłem liczyć na
    wolne. Napewno sytuację ułatwiała mi praca na zmiany. Kiedy skończyłem tam
    pracować, to w nowej sytuacji zawodowej mogłem dalej w innym miejscu pracować z
    ludźmi, którzy znali i znają naszą sytuację, a to tez była praca zmianowa, więc
    nie było problemu z zamianą lub wolnym na pójście do lekarza lub bycie z Gosią
    w trakcie leczenia oraz badań i szeregu konsultacji nie zawsze tylko w
    Szczecinie, bo i w Gdańsku oraz we Wrocławiu.
    Dla nas ten problem negatywnego wpływu choroby na życie zawodowe praktycznie
    nie istaniał i to zapewne był jeden z pozytywnych elementów w terapii
    onkologicznej dla Gosi.
    pozdrawiam Robert
  • 15.11.06, 13:01
    Jesli to nie będzie zbyt trudne pytanie: kim Gosia jest z zawodu?

    Zara
  • 15.11.06, 14:35
    Ostatnie lata pracy zawodowej Gosia zajmowała się zarządzaniem i organizacją
    pracy w profesjonalnej myjni samochodowej.Podejście jej szefa dowodzi, że
    robiła to profesjonalnie :-)
    pozdrawiam Robert
  • 15.11.06, 15:05
    Kiedyś, na samym początku już zakładałam wątek na ten temat, dotyczący stosunku
    otoczenia do choroby, może przyszedł czas żeby do niego wrócić...


    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • 21.12.06, 13:25
    Robert jak sie czuje Gosia? Pozdrawiam Was serdecznie i zycze spokojnych Swiat
    Bozego Narodzenia oraz wielu powodow do radosci w Nowym 2007 Roku.
    Malgoska
  • 21.12.06, 14:17
    Gosia czuje się dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Na potwierdzenie tych słów
    wróciła kilka dni temu do pracy. Jest coraz lepiej. Gosia przybiera na wadze.
    Idą Święta, oby tak dalej. Idziemy na zabawę sylwestrową !!! Czekamy jeszcze na
    wyniki tomografii kontrolnej po zabiegu termoablacji.
    Małgosiu Tobie życzę Spokojnych Świąt i bardziej udanego zbliżającego się
    Nowego Roku 2007. Radości i zdrowia dla Ciebie i najbliższych.
    pozdrawiam Robert
  • 16.01.07, 10:48
    Niestety Gosia nie jest wolna od raka :-(
    Uporaliśmy się w sumie z wątrobą i pomimo istniejących tam jakiś zmian nie
    budzą one podejrzenia onkologicznego. W obrazie TK nie ulegają wzmocnieniu
    kontrastowemu i od ponad 4 miesięcy nie wykazują najmniejszej progresji czytaj
    słuszczenie. Lekarze z Gdańska po ocenie obrazu TK są zadowoleni i stwierdzili,
    aby sie nie przejmować wątrobą. Przy ostatniej tomografii przepadek sprawił, a
    może opatrzność, że skan TK objął dół płuc i tam zlokalizowane zostały
    niewielkie, ale liczne zmiany. Gosia przeszła diagnostykę obrazową klatki
    piersiowej i lekarze nie mają wątpliwości, że jest to rozsiew choroby na oba
    płuca. W badaniach obrazowych brak jest powiększenia jakikchkolwiek węzłów
    chłonnych i płynu wysiękowego w jamie brzusznej i klatce piersiowej. Wydolność
    oddechową ma prawidłową. Nie ukrywam, że po krótkiej radości, która dała nam
    jednak spokój i mogliśmy okres świąteczny przeżyć bez dodatkowych emocji ta
    diagnoza zwaliła nas z nóg. Podjęliśmy już intesywne działania i cała
    dokumentacja poszła do DCTK we Wrocławiu, czekamy teraz na konsutację w
    zakresie dalszego leczenia. Tamtejszy lekarz obiecał pomóc i pokombinować w
    zastosowaniu sensownego leczenia. Prosił, aby nie tracić nadziei, bo w
    przypadku Gosi zostało dużo zrobione i nie powiedział, że coś jest już
    stracone. To wnosi w nas wiarę i nadzieję, a Gosia mimo, że nie jest szczęśliwa
    z takiego obrotu sprawy zdaje sobie sprawę, że leczenie musi być i będzie
    walczyć. Wierzę, że z powodzeniem, a intuicja podpowiada mi, że na tym etapie
    wybór ośrodka we Wrocławiu jest najbardziej słuszny i optymalny.
    Na ironię dodam, że Gosia czuje się bardzo dobrze. Przybiera na wadze, ma
    wilczy apetyt i tylko nadmiar jedzenia bardzo rzadko przypomina jej o wzdęciach.
    Zupełnie jej stan ogólny jest zaprzeczeniem istniejącej choroby.
    Będę walczył razem z Gosią, chociaż nie ukrywam, żę czasem jestem już zmęczony,
    ale nie poddamy się. Wspierajcie Gosię w swoich myślach i rozważaniach.
    Robert
  • 16.01.07, 12:07
    Kochani,

    Jestem z Wami całym sercem i myślami.

    Wierzę, że Gosia pokona tą kolejna przeszkodę. Znam ją i wiem, że jest silna i
    waleczna. A i mając Roberta przy swoim boku może liczyć na jego lwią walkę.
    Wolałabym co prawda spotkać się na gruncie czysto towarzyskim z Wami, ale
    czasami plany sie zmieniają. Ale na wakacje i tak zaliczymy fajny wypadzik
    gdzieś, co?
    Czekam we Wrocku.
    Buziaki,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 21.01.07, 15:09
    Witaj Robercie

    Bardzo mi przykro, ze to swinstwo znowu do Was wrocilo. Ale Gosia juz tyle
    przeszla, ze i tym razem napewno pokona raka. Bedzie dobrze, bo inaczej byc nie
    moze i juz. Czy macie juz jakies nowe ustalania dotyczace dalszego leczenia. U
    nas narazie spokoj. Mama ostatnia kontrole miala pod koniec listopada i teraz
    kolejna w polowie lutego, juz sie denerwuje, czy wszystko bedzie dobrze.
    Najgorsze w tym wszsytkim, ze czlowiek czuje sie dobrze, nic mu nie dolega, a
    nie wiadomo do konca co sie tam w srodku dzieje. Zycze Wam zdrowka i
    wytrwalosci. Agnieszka
  • 24.01.07, 14:46
    Ostatecznych decyzji jeszcze nie ma, ale DCTK Wrocław ma dwie koncepcje
    radioterapia płuc w CO w Gliwcach. Jako ośrodek współpracują z Gliwicami i
    wysyłają tam swoich pacjentów. W raku jajnika i przy przerzutach do płuc jest
    to postępowanie, jak na medycynę klasyczną niekonwencjonalne, ale przynoszące
    efekty. Niestety mało gdzie tak postępuja w Polsce. Lekarz prowadzący w
    Szczecinie popiera tą drogę. Druga koncepcja chemioterapia z interferonem, ale
    bardziej skłaniają się do pierwszej opcji. Decyzja należy do Profesora i
    powinna być w piątek i jeśli będzie radioterapia będziemy mieli od razu
    umówioną konsultację w CO Gliwice. Po ewentualnej radioterapii obserwacja i
    potem wdrożenie drugiej opcji leczenia.
    Pozostaje jeszcze opcja powrotu do chemii Taxol z Cisplatyną, ale to to już
    wtedy w Szczecinie i bez przeszkód w zależności od rozwoju sytuacji.
    Trzymajcie kciuki za leczenie Gosi
    pozdrawiam Robert
  • 24.01.07, 14:53
    Trzymam kciuki i z tego co wyczytałam w waszych postach jestescie silni ! I
    teraz tez wam sie uda. Poawodzenia .
    Aneta
  • 24.01.07, 18:27
    Trzymajcie się mocno , wszystko musi być dobrze , bo my nowotworom -DAMY RADę- .
    Pozdrowiam .Darek.
  • 25.01.07, 12:38
    Robercie i Gosiu Mam Was w swoich myslach i codziennych modlitwach.
    Wierze gleboko ,ze Wam sie uda. Musi.
    Malgoska
  • 25.01.07, 13:46
    Robert!
    Po tym, co przeszliscie do tej pory, to zaslugujecie na odpoczynek od
    chorowania. Jednak nadal musiscie brnac przed siebie w tej trudnej drodze.
    Bedzie dobrze, zobaczysz. Jestescie tak silni, a Gosia tak dzielna, ze "dacie
    rade":) Wierze w to mocno.
    Pozdrawiam serdecznie
    Malgorzata

  • 26.01.07, 16:18
    No niestety od środy sprawa leczenia się uwsteczniła. Profesor powiedział, że
    musimy przyjechać na konsultację do DCTK we Wrocławiu, a lekarz pilotujący ma
    mu przygotować wszystko na piśmie i wtedy on na konsultacji wszystko powie.
    Najprawdopodobniej opcja radioterapii nie została zaakceptowana, bo tak to
    byśmy jechali na konsultację do CO Gliwice. Najgorsze w tym wszystkim jest to,
    że lekarz idzie teraz na urlop i konsultacja może sie odbyć najwcześniej 9
    lutego, jeśli obecny będzie Profesor, ale bardziej pewny wydaje się termin 13
    lub 14 lutego. Oczywiście zainteresowanie jest, ale to wszystko bardzo
    niepokojaco się przedłuża. Obawiam się, że leczenie jakiekolwiek nie ruszy
    jeszcze przez miesiąc, a choroba nie śpi. Ponad rok temu też tak to wyglądało,
    bo od chwili pojawienia się w DCTK procedura leczenia rozpoczęła się po ponad
    miesiącu, a potem jeszcze pojawiła się gorączka nieznanego pochodzenia, która
    chyba bardziej informowała o bardzo rozwijającej się chorobie i opóźniała
    wdrożenie decydującego leczenia i prawdopodobnie efekt leczenia był dużo
    mniejszy niż zakładano. Nie możemy sobie pozwolić na takie zwlekanie, więc w
    poniedziałek będziemy konsultować to z lekarzem prowadzącym w Szczecinie, aby
    wypracować jakiś plan awaryjny. Na szczęście Gosia czuje się dobrze i spełnia
    się zawodowo, ale w tej chorobie nie można niczego przewidzieć. Zaczęła
    spożywać imbir, który jak donoszą naukowcy może stać jednym ze składników
    leczenia onkologicznego w raku jajnika. Wszystkim serdecznie dziękujemy za
    wszelkie przejawy sympatii i wsparcia. Nadzieja oczywiście po wzlotach i
    upadkach ciągle w nas jest i wierzymy, że długo nas jeszcze nie opuści.
    pozdrawiam Robert
  • 28.01.07, 18:27
    Robercie, mam nadzieje, ze wkrotce juz zaczniecie leczenie , ze wszystko sie
    dobrze ulozy. Trzymam za Wasmocno kciuki!
    A w jakiej postaci Gosia spozywa ten imbir i jakie ilosci? Dotychczasowe
    badania rzeczywiscie napawaja nadzieja nad jego skutecznoscia i chetnie
    namowilabym moja mame, zeby tez zaczela go uzywac.
    Pozdrawiam, trzymajcie sie cieplo. agnieszka
  • 30.01.07, 09:51
    Decyzja w sprawie rozpoczęcia leczenia w Szczecinie zapadnie w czwartek i może
    już w poniedziałek rozpocznie się leczenie najprawdopodobniej chemią z początku
    choroby Gosi. Problem jest w tym, że Gosia od niedzieli ma gorączkę i dostała
    wczoraj antybiotyk. Nie można wykluczyć, że gorączka ma związek z chorobą
    Gosi. :-(
    W temacie imbiru napiszę na priv
    pozdrawiam Robert
  • 30.01.07, 22:35
    Gosiu!
    Musisz byc zdrowa. Jesteś dla mnie przykładem walki i radzenia sobie z tym co
    Nas dotkneło.
    Bardzo mocno pozdrawiam , myślę o Tobiei zagrzewam do walki.
    Robercie napisz nam o tym imbirze , a jeśli tu nie mozesz to też poproszę o prv.
    Jeszcze raz pozdrawiam.
  • 30.01.07, 22:59
    Dzięki za ciepłe słowa i wsparcie, napewno przekażę Gosi.
    W sprawie imbiru odpisałem na priv.
    Gosia dzisiaj miała już tylko stan podgorączkowy. Mamy nadzieję, że juro będzie
    jeszcze lepiej.
    pozdrawiam Robert
  • 12.05.07, 15:19
    Witam GOSIU I rOBERCIE.Jak juz wiecie choruje tez na raka jajnika.Mielismy
    okazje sie poznac w Poznaniu u mojej siostry Anety.Robercie co u Gosi?
    pozdrawiam goraco Julka
  • 14.05.07, 12:32
    Julia pamiętam doskonale i napisz co u Ciebie, jak przebiega powrót do zdrowia
    po zakończonym skutecznym leczeniu raka jajnika? U Gosi trwa leczenie jest po
    pierwszej chemii, a jutro następna. Kilka dni było trudnych, ale od soboty jest
    dużo lepiej. Ustąpiła też gorączka, która wcześniej występowała i mamy
    nadzieję, że na dłużej. Czy ktoś miał lub ma wszyty podoobojczykowo port Vena
    do podawania leków dożylnie i pobierania krwi oraz dolegliwości występujące
    przy leczeniu Taxolem (u Gosi wystąpiły bóle krzyża, stawów i mięśni oraz
    chwilowy rumieniec na twarzy, który już zszedł i uczucie ciężkiej i gorącej
    głowy, ale bez wyraźnej temperatury na szczęście już też minęło)?. Mógłby przy
    okazji napisać własne spostrzeżenia na ten temat. Będziemy wdzięczni, bo Gosi
    mają założyć w czwartek taki port.
    pozdrawiam Robert
  • 03.06.07, 20:28
    Cześć
    Jestem tu pierwszy raz. W styczniu zakończyłam chemię Taxol + cisplatyna. Objawy
    o których piszesz występowały również u mnie. Później doszły uderzenia gorąca,
    mrowienie w kończynach, drętwienie nóg, i jeszcze trochę innych. to wszystko
    jest związane z leczeniem.Ale taxol jest skuteczny. I powiem Ci, że oprócz
    leczenia farmakologicznego, odpowiedniej diety ważne jest wsparcie bliskich, a
    widzę, że Gosia ma w Tobie wsparcie. Nawet nie wiesz jak jest to cenne.Kilka
    "koleżanek" z oddziału miało założony port. Chwaliły sobie, nie musiały być
    kłute igłami. nie miały zapalenia żył.Choć się nie znamy to serdecznie pozdrów
    ode mnie Gosię. Trzymam za Ciebie kciuki Gosieńko. Życzę dużo zdrówka. Jeżeli
    tylko macie ochotę to piszcie na moją skrzynkę chętnie podzielę się
    doświadczeniem, bo pamiętam jak sama szukałam różnych informacji związanych z
    chemią.Przy chemi ważna jest też odpowiednia dieta. Jednym ze skutków są różne
    zachcianki. od chrzanu po lody colę i ogórki kiszone. Jak przy ciąży. Pozdrawiam.
    nemov@wytnij.gazeta.pl
  • 04.06.07, 11:31
    Dziękujemy bardzo za ciepłe słowa wsparcia i wolę pomocy. Jeśli zajdzie taka
    potrzeba napewno napiszemy. Póki, co życzymy Ci aby ta choroba nigdy już nie
    dała o sobie znać i to co się zdarzyło było tylko wspomnieniem. Dużo zdrowia !!!
    pozdrawiamy Gosia i Robert
  • 07.05.07, 06:55
    Witajcie. Takie wpisy jak Wasz mogłabym czytać bez przerwy. To daje również nam
    nowe siły do walki z chorobą, bo napewno dla wakacji nad morzem z bliskimi - i
    jeszcze miliona innych pięknych chwil, warto walczyć.
    Pozdrawiam
    Ola
  • 24.01.07, 20:30
    Pamiętacie?
    Kilka miesięcy temu podzieliłam się z Wami historią zmagania z rakiem jajnika.
    To już dziewiąty rok bez tego gada.
    Bardzo bardzo wierzę, że i Małgosi się uda.
    Modlę się i dla pewności trzymam &&&&&&.
    Pozdrowienia-i dużo sił , cierpliwości i wytrwałości życzę.
  • 02.02.07, 21:27
    Czesc Gosia,Robert,przeczytalam wasza historie,trzymam za was kciuki,mam pytanie moze nieco
    dziwne,jak dajecie sobie rade ze wszystkim:gotowaniem,sprzataniem,opieka nad dzieckiem,pisaniem w
    internecie,czy moze ktos wam pomaga? czy Gosia z ta goraczka lezy caly czas czy chodzi po domu?
    wiem,jaka goraczka moze byc upierdliwa,ja kiedy ciezko chorowalam,nie byla to choroba
    nowotworowa,ale z goraczka,pamietam,ze czytalam zycia swietych,to jakos mi pomagalo:)Macie w sobie
    duzo sily,wierze,ze pokonacie to wszystko i Gosia wyzdrowieje.pozdrowienia.
  • 02.02.07, 21:47
    Robercie.Szczerze Wam kibicuję i wierzę ,że będzie dobrze. Myślę ,że twoja mądrość i siła woli Gosi zakończy się sukcesem w tej nierównej walce. Dacie radę!! Na pewno. mania
  • 03.02.07, 14:37
    Nikt nam nie pomaga, ale też nie ma takiej potrzeby, aby nam pomagać. Póki co
    dajemy sobie jakoś radę, aby wszystko jakoś pogodzić. Jeśli Gosia jest w
    formie, a tak najczęściej bywa to czynnie uczestniczy w życiu domowym i nie
    tylko, a jak nie to ja jakoś sam ogarniam, bo nie ma innego wyjścia. Gosia jest
    raczej chodząca póki, co obecnie temperatura przy antybiotyku ale niestety
    drugim spadła. Gosia czuje się lepiej i nawet dzisiaj mamy zamiar wybrać się do
    kina. Odnośnie leczenia w Szczecinie to komisja olała Gosię, bo przecież mamy
    jeszcze Wrocław, jako ośrodek leczący Gosię, więc ambicje niektórych lekarzy
    nie pozwalają, aby samemu coś zaproponować. Dobrze, że chociaz Gosia ma
    wsparcie w oczach lekarza prowadzącego w Szczecinie, ale sam w pojedynkę
    niewiele widac może zdziałać mimo chęci. Za dużo, aby o tym krótko napisać.
    Podjęlismy działania, niestety protekcyjne, aby przyspieszyć konsultację w
    Wrocławiu, ale nie ma innego wyjścia.
    pozdrawiam i dziękuję za wszelkie ciepłe słowa w imieniu Gosi i własnym
    Robert
  • 05.02.07, 00:42
    Na obecną chwilę Gosia czuje się znacznie lepiej gorączka spadła i już nie
    rośnie po drugim antybiotyku i wraca do formy. Dolegliwości dodatkowe jak bóle
    mięśni przy głębszym oddychaniu też prawie ustąpiły. Gosi znowu wraca apetyt i
    smak, bo przez ostatnie dni nie było zaciekawie. Udało nam się być w kinie w
    sobotę.
    pozdrawiam Robert
  • 05.02.07, 02:20
    Gosiu i Robercie zycze Wam duzo szczescia. Trzymam za Was kciuki. Macie prawo
    do szczescia. Pomimo swoich trosk masz jeszcze sile wspomagac innych . Raz
    jeszcze dziekuje za wszystkie cenne rady , ktore otrzymalam od Ciebie podczas
    choroby tatusia.
    Wytrwalosci .
    Malgoska
  • 07.02.07, 16:44
    W piątek jesteśmy na konsultacji w DCTK we Wrocławiu. Gosia nie gorączkuje
    nadal bierze jednak antybiotyk do końca kuracji zostały dwa dni i forma jest
    dużo lepsza. Spotkamy się z Anią (Gontcha) :-)
    Robert
  • 07.02.07, 17:06
    Robercie.
    Życzę Gosi i Tobie, dobrych lekarzy we Wrocławiu . Takich , o których marzą wszyscy chorzy: kompetentnych ,mądrych , ludzkich . No i miłego spotkania z Anią.Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki bardzo , bardzo mocno. mania
  • 07.02.07, 17:26
    Hi Hi Hi...

    Mało tego, że się spotkamy 'prywatnie', z czego sie ciesze bardzo bo sie nie
    widzielśsmy od lipca:)

    Mamy obie konsultacje w DCTK w piątek, o godz. 12-ej i u tego samego lekarza -
    czasem życie płata nam przedziwne zbiegi okoliczności :)))

    Bo niestety MabThery w DCO nie mogą mi podać ze względów czysto prawnych (mimo
    że bardzo chcieli lekarze to zrobić). Musieli by wystepować do komisji
    bioetycznej o zgodę na podanie leku. Po rozmowie mojego lekarza z Profesorem
    zdecydowano o konsultacji w DCTK i ew. podaniu leku tam..
    Nikt nie przypuszczał nawet, że mogą być 'takie kłody' z MabTherą... Przedziwny
    system mamy - lek jest, lekarz chce go podać i nie może po prostu :(

    Trzymajcie kciuki za moją i Gosi konsultację...

    Buziaki,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 07.02.07, 17:44
    No i jak dobrze pamiętam to masz Manieczko w piątek reumatologa 'zamówionego'.
    Czyli wizytujemy sie w piątek wszystkie trzy :)
    Trzymam kciuki za Twoją wizytkę.

    Ściskam mocno,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 07.02.07, 18:17
    Kochane dziewczynki ! Życzę samych dobrych wieści od lekarzy. Jak dwa takie
    " waleczne serca" stawią się na konsultacji, to na pewno będzie dobrze!!!!!!!!!!!!! No i myślę , że spotykając się w miłym towarzystwie, nie zapomnicie wypić zdrówka wszystkich forumowiczów ( oczywiście soczkiem, soczkiem).A w piątek ja również na wizytkę . Buziaki dla całej trójki. mania
  • 08.02.07, 22:34
    Manieczko,

    Właśnie grzecznie sobie siedzimy, szykujemy się na konsultację jutrzejszą i
    oczywisćie pijemy zieloną herbatkę za zdrowie wszystkich. Dodam tylko: żeby
    zdrowie było na 102 do herbatki spożywamy trochę wiśniówki i cytrynówki -
    owocki wszak zdrowie są:) a te kilka procentów :))))
    Buziaki i powodzenia u rematologa jutro.
    A ja teraz puszczam do kompa Roberta...

    Anka
    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 08.02.07, 22:39
    Potwierdzam i nie zaprzeczam. Jutro trzymajcie kciuki, bo przynajmniej my z
    Gosią czekalismy dość długo na konsultację w DCTK, a Ania tylko dwa dni ;-)
    Nie zapominajcie jednak, że sprawa Ani ciągnie się niemiłosiernie długo.
    pozdrawiamy Ania, Gosia i Robert
  • 09.02.07, 07:47
    Kochani!
    Dzisiaj szczerze , z całego serca, najgoręcej jak potrafię modlę się za Was. Musi być dobrze. mania
  • 09.02.07, 13:39
    tez trzymam kciuki a pomyślną kosultację,pozdrawiam ewa.
  • 09.02.07, 21:04
    Gosia po konsultacji w DCTK Wrocław, a przed kolejną konsultacją juz w
    najbliższą środę w Gliwicach z docentem z CO Gliwice w celu ewentualnego
    wdrożenia niekonwencjonalnego zastosowania radioterapii na oba płuca. Jeśli
    leczenie zostanie wdrożone, to po zakończeniu najprawdopodobniej chemioterapia,
    ale jak określono nieksiążkowa. Tak więc na obecną chwilę naraeszcie dostało to
    jakiegoś przyspieszenia i mamy nadzieję, że szybko uda się wdrożyć leczenie.
    pozdrawiamy z Wrocławia
    Gosia i Robert
    ps.Ania(gontcha) o swojej konsultacji napisze jeszcze dzisiaj
  • 09.02.07, 22:57
    A ja dodam od siebie...

    Mam w poniedziałek zadzwonić, czy są już konkretne ustalenia co do podania
    MabThery. Powinno szybko się wyjaśnić wszystko, a cała sprawa nabiera tempa.
    Ogólnie rzecz ujmując: jak wszystko pójdzie oki, to można liczyć na szybkie
    załatwienie całej sprawy, bez większych kłopotów i problemów...

    No a poza tym to dodam, że spotkaliśmy się także z Asią (winner2006) przy
    okazji, bo także dzisiaj była we Wrocławiu. Pogawędziliśmy miło, pyszniutkie
    lody wciągneliśmy, tylko pogoda deszczowa nie pozwoliła na zwiedzenie uroczych
    zakątków Wrocka. Ale co się odwlecze...:)))

    Pozdrawiam,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 10.02.07, 11:22
    Robercie , Gosiu !
    Powodzenia w dalszym leczeniu. Myślami jestem z Wami i mocno trzymam kciuki. Pozdrawiam serdecznie ,mania
  • 10.02.07, 13:34
    Robercie i Gosiu oraz oczywiscie Aniu zycze pomyslnych wiadomosci. Trzymam za
    was mocno kciuki.
    Malgoska
  • 14.02.07, 21:37
    Pozytywne i bardzo dobre :)

    Gosia została zakwalifikowana na terapię. Jeszcze tylko termin do ustalenia
    został. Radioterapia potrwa dwa tygodnie - prze 5 dni w tygodni z weekendową
    przerwą.
    A resztę wiadomości od Gosi i Roberta po ich powrocie do Szczecina (jutro lub w
    piątek).

    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 15.02.07, 17:41
    No nareszcie pojawiają się dobre wiadomości.Cały czas trzymam za nich
    kciuki.Bardzo im życzę powodzenia.Na pewno będzie dobrze.
  • 16.02.07, 12:12
    No u nas wreszcie konkrety. Co prawda nie obyło sie bez niespodzianek in minus,
    ale wreszcie jest już konkretny plan działania na najbliższe tygodnie. W
    Gliwicach byliśmy 14 lutego tutaj chcieliśmy bardzo podziękować za pomoc Ewie
    (esosna2) i jej mężowi za nieocenioną pomoc. Gosia ma się 22 lutego zgłosić do
    Zakładu Teleradioterapii w CO Gliwice celem założenia karty z historią choroby
    i wykonania trójwymiarowej tomografii płuc w celu zaplanowania leczenia.
    Leczenie rozpocznie się 28 lutego i to jest właśnie ta niespodzianka in minus,
    że trzeba będzie pokonać w sumie w niedługim czasie trzecią podróż
    na "krótkiej" trasie Szczecin-Gliwice, bo to przecież autobusem miejskim w
    mniemaniu lekarzy, a drugie zaskoczenie, że leczenie jest niestety
    ambulatoryjne. Tutaj swoją pomoc zaoferowała nam Ewa i jej mąż i jesteśmy im za
    to bardzo wdzięczni. Jak przeliczyliśmy skorzystanie z hotelu przyszpitalnego
    pochłonełoby ok. 2000zł , ale damy radę, bo są naprawdę serdeczni i pomocni
    ludzie. Ewa dziękujemy.
    Po zakończeniu 10 naświetlań będzie najprawdopodobniej chemioterapia w DCTK
    Wrocław. Gosia ma obawy przed nowym, bo nigdy nie miała radioterapii. Wiem
    jednak, że tych naświetlań nie ma aż tak dużo, więc może nie będzie jakiś
    nasilonych skutków ubocznych tym bardziej, że naświetlane będa całe płuca, więc
    i ta dawka nie będzie maksymalna. Może ktoś by się podzielił doświadczeniami z
    radioterapii, chociaż wiem, że w innych nowotworach tych naświetlań zwyczajowo
    jest znacznie więcej.
    pozdrawiamy Gosia i Robert
  • 16.02.07, 17:03
    Gosiu ! chociaż nigdy nie miałam naświetleń i nie wiem jak to się odbywa ,to wierzę , że będzie wszystko OK i przejdziesz przez to bez problemów.Życzę Wam tylko dobrych diagnoz i wytrwałości ( której jesteście super przykładem dla wszystkich). Trzymam kciuki i pozdrawiam bardzo ciepło. mania
  • 16.02.07, 17:32
    Robercie i Gosiu,moja Mamusia miala naświetlany kręgosłup. W jej przypadku była
    to radioterapia paliatywna niestety. Samo naświetlanie nic nie boli i nie trwa
    dlugo. Moja Mamusia nie miała zbytnio skutków ubocznych, może gorączka.
    Najpierw robi się na symulatorze wzór na ciele, tam gdzie mają byc dawki
    promieniowania, nie mozna tego zmywac przez czas terapii.
    Napewno Gosia dobrze to zniesie.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia! Napewno bedzie dobrze!
    ilona
    --
    !!!Kocham moją Natalcię!!!
  • 16.02.07, 22:33
    Robercie i Gosiu!
    Miałam 25 naświetlań piersi - po chemioterapii to niemalże relaks.
    W miejscu naświetlań może byc lekko zaczerwieniona skóra . Po kilkunastu
    takich seansach odczuwałam osłabienie i lekkie mdłości , ale to chyba
    indywidualna sprawa organizmu. Rzeczywiście samo naświetlanie trwa krótko ,
    więcej zabawy było z właściwym ustawieniem całej tej maszynerii.
    Pozdrawiam Was serdecznie i wierzę że wszystko będzie dobrze!
    Marzena
    --
    Anusia i
    Brzdąc -
  • 20.02.07, 12:57
    Witaj mam nadzieję, że zaglądasz tu jeszcze czasem na forum. Mam do Ciebie
    prośbę, ale tym razem nie związaną z Gosią. Mojej znajomej z Poznania siostra-
    Julia 25 lat choruje na raka jajnika i chciałaby nawiązać z Tobą kontakt i
    porozmawiać, zadać kilka pytań. Czy byłabyś skłonna podzielić się swoim
    doświadczeniem i przeżyciami. Czy mogłaby Aneta do Ciebie napisać na e-maila?
    Gdybyś chciała podać inny adres e-mailowy niz ten z forum gazeta.pl, to proszę
    napisz mi na adres emgoro@gazeta.pl. Będę w jej imieniu bardzo wdzięczny.
    Wierzę, że u Ciebie wszystko w porządku i cieszysz się życiem, czego życzę z
    głębi serca. Pozdrawiam Robert
  • 22.02.07, 20:14
    Robercie, napisałam meila.
    Wpadam tu czasem , wpadam ale życiew mi przyniosło kolejnego bonusa...
    Niedawno zmarł nagle mój mąż..
    Na nic sie nie użalał. Do lekarza chodził tylko na badania okresowe.No i pewnego
    dnia poszedł do pracy i już nie wrócił.
    Miał 51 lat.
  • 22.02.07, 20:20
    45-ka wyrazy współczucia.
  • 22.02.07, 23:58
    Życie jest tak nieprzewidywalne...Strasznie mocno wspólczuje..
    --
    !!!Kocham moją Natalcię!!!
  • 23.02.07, 00:10
    Wyrazy współczucia 45-tka :(

    Trzymaj sie dzielnie,
    Pozdrawiam,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 23.02.07, 15:44
    Kasiu bardzo Ci szczerze współczuję, a też jednocześnie dziękuję. Przekazałem
    już Twojego e-maila Anecie i zapewne niebawem odezwie się do Ciebie na priv w
    sprawie Juli.
    pozdrawiam Robert
  • 23.02.07, 12:56
    Hej! Moja mama w 2004 roku zachorowała na raka jajnika! Diagnoza rak jajnika
    IIIc G1! Pierwsza chemia tradycyjnie Taxol + Cisplatyna! PO dwoch latach w 2006
    roku nastąpił nawrót choroby: dwa małe znamiona w zatoce Douglasa wielkości 1,5
    cm! Oczywisce podana została chemia Cisplatyna + Endoksan! Kurcze teraz była w
    styczniu 2007 roku na wizycie i markery znow sie podniosly do 57! Lekarz
    zalecił szczególowe badania! Usg brzuszne, usg dopochwowe oraz przeswietlenie
    płuc wyszly zadowalajaco Nie stwierdzono żadnych zmian nowotworowych!Po
    miesiacu lekarz kazał zrobic padania markerow czy beda wzrastaly czy nie , no i
    niestetyy wzrosly do 80! Lekarz stwierdzil ze poczeka jescze miesiac i jezeli
    nie zaczna spadac, a beda dalej rosly to bedzie chemia podana! Wiecej martwie
    sie strasznie, gdzie to gówno mogło sie umiejscowic! To chyba dobra wiadomosc
    ze nie ma go na zadnym narządzie wewnetrzbnym?? Jakie sa szanse przy nowotworze
    o takim stopniu zaawansowania?? Czy ma wpływ na rokowanie to ze guz był o
    najmniejszym stopniu złośliwosci G1??Czy wyszedl ktros z nawrotów raka
    jajnika?? Napiszcie cos prosze! Staram sie byc spokojny, bo narazie mama
    przecies czuje sie swietnie i wszykie badania krwi sa super, ale boje sie
    kazdego dnia i przyszlosci Bede wdzieczny za jakiekolwiek odpowiedzi! Dziekuje
    i zycze zdrówka
  • 23.02.07, 16:14
    Systematyczny wzrost markera rzeczywiście może budzić niepokój. Czynnikami
    rokowiczymi są przede wszystkim stopień zaawasowania choroby, a tutaj był
    niestety wysoku IIIc, ale też stopień złośliwości tutaj faktycznie najniższy.
    Rak jajnika należy niestety do nowotworów często nawracających, ale przy
    stopniu G1 to ryzyko często jest znacznie mniejsze, ale przypadek Twojej mamy
    pokazuje o pewnym nietypowym przebiegu. No, ale jak to w medycynie bywa jest
    zbyt wiele znaków zapytania. Czy Twoja mam miała teraz wykonane badanie
    tomografii komputerowej miednicy mniejszej i jamy brzusznej? Tomografia jest
    dokładniejszym badaniem od USG, ale zdarza się, że zmiany na otrzewnej to
    badanie nie zawsze musi pokazać, a rak jajnika lubi "osiedlać się" na
    otrzewnej". Gdy tak było, może warto rozważyć konsultację w sprawie chemii
    dootrzewnowej. Nawroty można opanować, ale często jest to sprawa bardziej
    indywidualana niż płynąca z twardych statystyk onkologicznych. Znam taki
    przypadek kobiety, która od 7 lat zmaga się z rakiem jajnika po 4 latach miała
    pierwszy nawrót opanowany właśnie chemią dootrzewnową, a teraz po blisko
    kolejnych 3 latach drugi nawrót i wszystko jest na dobrej drodze, że uda się to
    po raz drugi. Nie trać nadziei, bo musisz być wsparciem dla swojej mamy, a tu
    na forum zawsze możesz uzyskać jakąś pomoc.
    pozdrawiam Robert
  • 23.02.07, 17:24
    Mama miała teraz wykonane tylko i wyłącznie USG Jamy brzusznej, Usg dopochwowe
    oraz przeswietlenie klatki piersiowej i wszytsko wyszło w porzadku! Lekarz nie
    proponowal tomografu, ale ja wlasnei coraz bardziej sie nad tym zastanawiam!
    Byloby to chyba najlepsze rozwiazanie! A takie badanie mozna prywatnie
    wykonac?? I jaii jest tyo mniej wiecej koszt?? Dziekuje bardzo za odpowiedz to
    naprawde bardzo bardzo mi pomaga!
  • 23.02.07, 20:31
    Tomografia jamy brzusznej ok. 400 zł. USG to malo warte badanie. Na USG to nic
    nie widać najczęściej, a jak juz cos widać, to jest zle.
    Zróbcie jak najszybciej tomografie, na pewno bedzie to bardziej miarodajne badanie.
    Jeśli marker rośnie systematycznie, to raczej spadac sam z siebie nie bedzie. U
    mojej mamy tez rosl systematycznie, robili ciagle USG na którym pisali, ze
    wszystko w normie, a jak ja potem otworzyli, to byly guzy wielkości mandarynki.
    Nie pisze tego po to by Cie dlowac, tylko po to abys nie czekal, az jaśnie
    lekarz pomyśli, zeby dac skierowanie na jakieś inne badanie. Nie czekajcie az
    marker zacznie isc w gore coraz szybciej. Jeśli marker rosnie z innej przyczyny,
    to i tak nic nie stracicie,jesli ta tomografie zrobicie, a będziecie spac
    spokojniej. Jesli jest jednak nawrot choroby, to badanie dodatkowe moze mamie
    uratować zycie.Czas jest najważniejszy i nie traćcie go.Mojej mamie tez rósł
    marker systematycznie, a na USG było ok. Nie chcieli jej operować, bo mówili, ze
    na markery nie operują. Potem jednak wyszło szydło z worka, operowali. Niestety
    juz nie było co operować. Nie czekajcie, tylko ubepieczać sie na wszelkie
    możliwe sposoby.
    Szczególną uwagę zwracać na to, czy nie ma śladowych ilości wody w jamie brzusznej.
  • 23.02.07, 22:32
    Kwota za wykonanie tomografii komputerowej prywatniejuż padła w poprzednim
    poście, ale powinniście mimo wszystko "wydębić" skierowanie na tomografię od
    lekarza prowadzącego. Moim zdaniem żadna łaska z jego strony. Moża ją zrobić
    oczywiście tam, gdzie takie badania się wykonuje. Lekarz powinien ustalic
    przyczynę wzrostu markera, tym bardziej, że wzrost miał juz miejsce wcześciej i
    jednak nadal rośnie. Gdzie leczy się Twoja mama?
    pozdrawiam Robert
  • 23.02.07, 23:36
    Pamiętaj, że aby zrobić tomografie w prywatnej przychodni musisz mieć
    skierowanie od lekarza. Bez skierowania nawet prywatnie nie zrobia. Co do ceny:
    w Avi (W-wa) jama brzuszna i miednica + kontrast to koszt 620zł Tyle zapłaciłam
    wczoraj (22.02). Jak pytałam w Damianie to powiedzieli ok. 500zł, w Luxmedzie
    podobnie cenowo (tyle,że prawie 2 tyg. trzeba czekać).
  • 23.02.07, 21:32
    Kochani Gosiu i Robercie,
    bardzo proszę o pomoc. Moja mama od 5tyg. lezy w szpitalu. 2tyg. temu lekarze
    powiedzieli,ze mama ma rak jajnika. Dwa guzy na obydwu jajnikach. Stan
    krytyczny. Bardzo duże zaawansowanie raka. Duże wodobrzusze i kliniczne objawy
    wyczerpania organizmu, dodatkowo marskośc watroby i podejrzewaja przerzut.
    Lekarz powiedział, że zostały mamie kilka tygodni życia. Nie robia jednak nic,
    miała być operacja, potem biopsja. Kolejna konsultacja i mowa o laparotomi.
    Proszę doradźcie co robić, czy są nadzieje. Jestem z Warszawy, gdzie się udać.
    Podajcie namiary na prof. z Gdańska. Po przeczytaniu Waszych postów, nabrałam
    optymizmu, może uda mi się ją uratować. Mam tylko ją, tato zmarł 7lat temu. A
    mama trafiła do szpitała, w 7rocznicę śmierci taty.
    Pozdrawiam
    Dorota
  • 23.02.07, 22:37
    Przykro mi Dorotko, że Twoja mama jest ma taką diagnozę. Wydaje mi się, że
    sytuacja jest trudna z uwagi na ogólny stan Twojej mamy i niewiadomo czy to nie
    są główne powody odłożenia operacji. Jeśli Twoja mama nie jest w stanie odbyć
    podróży np. do Gdańska to oni też tam mogą niewiele pomóc. Napisałem przed
    chwilą na Twój adres e-mailowy dr77@gazeta.pl mój nr GG. Będę jeszcze przez
    jakiś czas teraz w sieci.
    pozdrawiam Robert
  • 27.02.07, 12:56
    Gosia jutro zaczyna radioterapię w CO w Gliwicach. 10 naświetlań wg planu do 13
    marca. Trzymajcie kciuki za pozytywny efekt tej terapii, która jest wstępem i
    przygotowaniem do planowanego dalszego leczenia chemioterapią. Gosia jest w tej
    chwili w drodze do Gliwic i spotkała się we Wrocławiu z Anią (Gontcha) jeszcze
    przed rozpoczęciem leczenia Ani.
    Robert
  • 27.02.07, 14:58
    Trzymam mocno za Was kciuki. Musi byc dobrze.

    Dam znac wieczorkiem co u nas wymyslil profesor.
    Pozdrawiam
    Agnieszka
  • 27.02.07, 16:58
    Cały czas trzymam za Was kciuki.Powodzenia
  • 27.02.07, 20:31
    Proszę codziennie Ojca Naszego o zdrowie dla Gosi i siłęł dla ciebie Robercie. Mocno w to wierzę,że będzie dobrze.mania
  • 27.02.07, 21:28
    Gosia wróci opalona i szczęśliwa.
    Wysyłam pozytywne fluidy i moc uscisków.
  • 28.02.07, 12:34
    Gosiu i Robercie trzymam za Was kciuki. Macie w sobie tyle sily i wiary ,ze
    musi byc dobrze.Pozdrawiam .
    Malgoska
  • 01.03.07, 23:48
    Panie Grzegorzu! Czy mołłby Pan podać mi namiary do profesora Emericha, nie wiem
    czy poprawnie napisalem nazwisko! Mamy lekarz czeka kolejny miesiac jeszce, chce
    sie przekonac czy markery nadal beda rosly a jest ich juz 85! Z mama w przyszlym
    tygodniu robimy tomografie komputerowa, tak jak Pan zalecal! Jezeli wyszlo by
    cos w jamie brzusznej chcielibysmy sprobowac leczenia moze chemia dootrzewnowa!
    Dziekuje bardzo za pomoc
  • 02.03.07, 11:08
    Nie wiem skąd się wzięło imię Grzegorz, ale nieważne :-) Mam na imię Robert
    Prof. Janusz Emerich - specjalista ginekologii położnictwa i onkologii
    ginekologicznej pracuje w Instytucie Położnictwa i Chorób Kobiecych AM w
    Gdańsku ul.Kliniczna 1a, telefon do szpitala sekretariat gabinetu Pana
    Profesora 0-58 349-34-63 najlepiej dzwonić w okolicach godziny 7:30, bo później
    ciężko złapać Pana profesora z uwagi, że czesto przebywa na sali operacyjnej.
    Przyjmuje również w gabinecie prywatnym w Sopocie w poniedziałki i środy po
    godzinie 16-tej przy ulicy Chmielewskiego 4/1a, telefon 0-58 550-40-40
    (rejestracja codziennie rano od 8 do 10). Zwyczajowo termin wizyty jest za
    około dwa tygodnie, więc po ewentualnym badaniu tomografii warto już ten termin
    mieć zaklepany. Polecam wizytę w gabinecie prywatnym z uwagi na zdecydowanie
    lepsze efekty konsultacji i rozmowy z Panem Profesorem, ponieważ w szpitalu
    zwyczajowo odbywa się to prawie w biegu.
    Odnośnie systematycznego wzrostu markera to może on sygnalizować wznowę choroby
    i wyprzedzać objawy kliniczne, czyli uwidocznienie się zmian w obrazach
    radiologicznych nawet o kilka miesięcy. Samego wzrostu markera praktycznie się
    nie leczy. Podjęcie ewentualnego leczenia chemią dootrzewnową zależy oczywiście
    od decyzji Pana Profesora, a przede wszystkim od umiejscowienia się zmian oraz
    ewentualnego ich usunięcia, aby był lepszy efekt tej chemii.
    pozdrawiam Robert
  • 02.03.07, 12:29
    Dziekuje bardzo za odpowiedz:) i przepraszam za Grzegorza po prostu zapomnialem
    jak ma pan na imie:)
  • 06.03.07, 20:13
    Panie Robercie z czystej troski chcialem sie zapytac, jak sie ma Pana żona??
    Jak przebiega leczenie?? Czy dobrze sie czuje dziekuje za informacje:)
  • 06.03.07, 21:09
    Dziękuję za troskę. Jest w trakcie naświetlań właśnie minął półmetek. Niestety
    nie jestem z żoną, bo dzieli nas kilkaset kilometerów - praca, ale codziennie
    kontaktujemy się po kilka razy. Z tego co mówi, to nie najgorzej raczej
    dolegliwości po samych naświetlaniach nie ma poza zażywanymi antybiotykami w
    związku z nawracającą goraczką - obecnie lekki stan podgorączkowy i to mnie
    trochę ogólnie niepokoi. Wiem też, że jest tam prawie sama tzn. beze mnie i
    napewno jest jej trudniej, ale wiem też, że da radę, tak mnie cały czas
    przekonuje. Wszystko nie jest proste i nie tak łatwe jak może jeszcze niedawno,
    ale walczymy i próbujemy nie tracić nadziei.
    pozdrawiam Robert
  • 07.03.07, 11:55
    Panie Robercie damy rade!!!! Trzeba wierzyc ze sie uda, ja wierze , ze moja
    mama wyjdzie z tego! Pozdrawiam Pana i Panska zone bardzo gorąco! Poradzimy
    sobie!!!
  • 10.03.07, 08:46
    moja przyjaciolka jest juz po drugiej chemii.. wyniki bardzo dobre, marker z
    ponad 2500 spadl do 500 z groszem, wlosy wychodza, kila ubyly, ale jest w
    dobrym humorze i dobrej mysli, powiedziala mi ze lekarze byli zdumieni jak
    szybko sie rekuperuje... jest prawie dwa miesiace po pierwszej operacji i
    sciaganiu wody z brzucha.. a w tym tygodniu niespodzianka drugi jajnik
    owuluje!!! wiem, ze to bedzie jeszcze dlugo trwalo i nowotwor lub jego widmo to
    raczej towarzysz na dluzsze chwile zycia, ale bardzo bardzo sie cieszee!!!
    z podziwem patrze na nia jak walczy, moze dlatego jest taka silna bo wiele juz
    przeszla i choroba to wlasciwe nastepne wyzwanie a nie zalamanie..
    bardzo mocno was pozdrawiam i dodaje otuchy, kasia
  • 10.03.07, 17:31
    Robercie - NADZIEJA NIE UMIERA, NIGDY! Trzymam za Was mocno kciuki. mania
  • 12.03.07, 20:59
    Hej! Moja mama robiła sobie dzisiaj tomograf komputerowy! W sumie na nasze
    myslenie wszedzie jest w porzadku , ale zastanawia nas jedno, czy to moze sie
    robic jakis przerzut! W wyniku napisane jest tak: "W obrębie śledziony
    uwidoczniło sie 30 mm hipodensyjne ognisko owalnego nieco niereguralnego
    ksztaltu ulegajace wzmocnieniu kontrastowemu z 35jH na 54j.H w fazie tetniczej
    i okolo 60j.H w fazie wrotnej." Powiedzcie, czy to moze sie robic kolejna
    wznowa Dzieki
  • 12.03.07, 21:29
    Biorąc pod uwagę wcześniejszy systematyczny wzrost markera i obecnie
    uwidoczniona zmiana w obrębie śledziony, może wskazywać na wznowę choroby.
    Zwyczajowo przerzuty mają regularne kształty i są dobrze odgraniczone, jednak
    mając na uwadze kontrastowanie się zmiany czyli mimo wszystko jej unaczynienie
    nie można wykluczyć, że jest to związne z rakiem jajnika. Mając na względzie
    uwidocznioną jedną zmianę, może warto zapytac o mozliwośc wykonania zabiegu
    operacyjnego w celu jej usunięcia. A co mówią lekarze i czy cos w związku z tym
    proponują? Czy macie zamiar pojechac do prof. Emericha z tym , że teraz to już
    nie ma co zbytnio czekac i odwlekać.
    pozdrawiam tym razem z Wrocławia w drodze do Gliwic Robert
  • 13.03.07, 19:18
    Panie Robercie mam nadzieje , ze Pan sie na mnie nie obrazi, ale zostawilem
    Panu wiadomosc na gg! Jesli to mozliwe prosze o jakakolwiek odpowiedz dzikeuje
  • 14.03.07, 14:04
    Czy ktoś z was słyszał o typie raka jajnika jakim jest tzw. potworniak? Czy
    wiadomo coś na temat leczenia tego rodzaju raka?
  • 15.03.07, 13:39
    Zwyczajowo potworniak nie jest rakiem za wyjątkiem kiedy w nim samym może dojśc
    do rozwoju raka potworniakowego rzadziej mięsaka potworniakowego. Potworniaki
    są nowotworami i dzieli się je m.in. na dojrzałe i niedojrzałe. Leczenie jest
    uzależnione od ostatecznego rozpoznania histopatologicznego. Nie każdy
    potworniak jest nowotworem złośliwym.
    pozdrawiam Robert
  • 15.03.07, 13:45
    Gosia wróciła już do domu po leczeniu radioterapią w Gliwicach. Po konsultacji
    we Wrocławiu wiemy, że po ponad miesiącu ma zrobić kontrolną tomografię klatki
    piersiowej w celu oceny jak zachowują się zmiany na płucach. Dalsze
    postępowanie jest właśnie od tego zachowania uzależnione. Niewykluczone
    wdrożenie chemioterapii, ale jak to określono niekonwencjonalnej. Za tydzień
    jeszcze kontrolna morfologia. Gosia czuje się dość dobrze tzn. raz lepiej raz
    troszkę gorzej, ale nie jakoś źle.
    Pozdrowienia dla Ani (Gontcha). Było fajnie, no nie?
    pozdrawiam Robert
  • 15.03.07, 14:00
    :)))

    Fajnie to mało powiedziane :)
    Do tej pory mnie nogi bolą, a Misiek pyta 'gdzie moja Emilcia?' i się wybiera...

    Buziaki dla Was duże,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 15.03.07, 16:20
    Aniu,Gosiu i Robercie bardzo serdecznie Was pozdrawiam ze słonecznego Gdańska:)
    Pozostaje mi tylko trochę Wam zazdrościć tego słonecznego Krakowa :)) Tam
    pewnie też mają dobre lody:)Musimy kiedyś się umówić na spotkanie w większym
    gronie,wielu forumowiczów pewnie by się przyłączyło:))Irek
  • 15.03.07, 13:27
    Wróciłem dopiero wczoraj późnym wieczorem, więc jeśli to aktualne to możemy
    pogadać na GG dzisiaj ok. 21-ej lub jutro powinienem być wtedy dostępny.
    pozdrawiam Robert
  • 15.03.07, 20:18
    Robercie,cieszę się,że Gosia jest już w domu.Pozdrawiam was.
  • 16.03.07, 12:51
    Gosiu posyłam Dla Ciebie mnóstwo dobrych fluidów.
    Zdrowiej szybciutko.
  • 16.03.07, 14:48
    Gosiu i Robercie. Jeszcze raz chciałam podziękować za to , że tu jesteście.Dzięki wam moja koleżanka, która ma nawrót raka piersi,rozpoczeła ponownie walkę. Jak się dowiedziała ryczała dwa dni i mówiła w kółko,że nie chce umierać. Pokazałam jej Wasz wątek. Na drugi dzień stwierdziła ,że jest gotowa i już wiem - DA RADĘ. Pozdrawiam serdecznie i trzymam mocno kciuki
    Gosiu !!! mania
  • 24.03.07, 08:38
    Witam serdecznie,
    z uwagą przeczytałam cały wątek, ponieważ bardzo niepokoję się o moją mamę.
    We wrześniu 2006 roku zgłosiła się do lekarza internisty z bólami kręgosłupa na
    odcinku lędźwiowym. Skierowano ją na oddział neurologii, tam zrobiono TK i
    badania ginekologiczne, bez USG(!) Stwierdzono zwyrodnienie kręgosłupa,
    natomiast jeśli chodzi o sprawy kobiece - ginekologicznie zdrowa(!)i wypisano ją
    do domu z garścią leków. W styczniu 2007 roku zachorowała na grypę, potem na
    zapalenie płuc.
    Po grypie pozostała jej gorączka - od 8 tygodni ma nieustannie 38 stopni.
    3 tygodnie temu trafiła do szpitala na diagnostykę gorączki. Robiono bardzo dużo
    badań, specjalistycznych, inwazyjnych, między innymi gastroskopię,
    bronchoskopię, kolonoskopię, TK płuc i jamy brzusznej. Oczywiście skierowano ją
    też na kosultacje ginekologiczną. Jej wynik - zdrowa(!).
    Idyllę lekarzy zakłócił obraz TK - guz na jajniku.
    W poniedziałek mama idzie na oddział ginekologii, wstepnie została
    zakwalifikowana do operacji. Niestety nie znam jeszcze wynikow badań CLA,
    zostały pobrane w piątek. Nie wiem rownież jaki rodzaj operacji zastosuję wobec
    mamy. Wszystko rozstrzygnie się w tym tygodniu.
    Dodam jeszcze, że mama nie miała żadnych objawów charakterystycznych dla raka
    jajnika o ktorych pisaliście. Do poszukiwania i diagnostyki skłoniła nas
    uporczywa gorączka.
    Mam wielką prośbę do Państwa, którzy odwiedzacie ten wątek. Co mam robić, żeby
    niczego nie zaniedbać, na co zwracać uwagę i czy gorączka jest charakterystyczna
    dla guza jajnika? Jeśli tak to o czym świadczy.
    Ja ze swej strony wiem jedno, jeśli chcę pomóc mamie, muszę być mądrzejsza od
    lekarzy, poznać tą chorobę i trzymać rękę na pulsie.
    Z gory dziękuję za pomoc.
    Agnieszka
    P.S. Mama 28 marca kończy 59 lat.
  • 24.03.07, 16:14
    W konsekwencji tego co napisałaś, to napewno było błędem nie zrobienie
    wcześniej USG przezpochwowego. Często kiedy potem jest stwierdzany rak jajnika
    zapomina sie o badaniach ginekologicznych, a szuka się w innym miejscu.
    Faktycznie objawy u Twojej mamy są niecharakterystyczne. Trudno na tej
    podstawie oceniać czy jest to rak jajnika, bo sam guz(zmiana) na jajniku o tym
    nie przesądza. No chyba, że radiolodzy nie mają wątpliwości, bo obraz raka
    jajnika może byc rozpoznany w tomografii komputerowej. Przyczyn gorączki może
    być wiele, ale raczej w raku jajnika pojawia się w przypadku narastającego
    wodobrzusza. Gorączka w kontekście choroby nowotworowej może wskazywać na
    rozrost zmian, ale u Twojej mamy trudno to jednoznacznie ocenić.
    O jakie dokładnie badanie chodzi CLA? CEA czy CA125?
    Musisz wiedzieć czy lekarze decydując na zabieg operacyjny będą chcieli usunąc
    guza i czy widzą taką szansę oraz czy poza tą zmianą nie ma innych podejrzanych
    zmian. Ważne aby operację przeprowadził dobry operator, bo to jest bardzo
    ważne. Jeśli masz więcej informacji to napisz, bo na tej podstawie jest więcej
    przypuszczeń niż konkretów. Gdzie ten zabieg ma byc przeprowadzony i przez kogo?
    pozdrawiam Robert
  • 24.03.07, 18:22
    Dziękuję za odpowiedź,
    przepraszam za pomyłkę, oczywiście chodziło mi o CA 125.
    Rzeczywiście, więcej jest niewiadomych niż faktów.
    Może, jeśli mogę, prześlę na maila gazetowego opis TK.
    Dziękuję i pozdrawiam
    Agnieszka
  • 25.03.07, 09:52
    Spokojnie. Jak duży ten guz? Tylko na jedynym jajniku? Czy na dwóch?
    Gorączka 38 od 8 tygodni to nie za ciekawie, ale 38 to jeszcze nie tak wysoka
    strasznie.
    Jesli chodzi o gorączkę pochodzącą od raka, to potrafi ona z 36,6 skoczyć na 40
    w ciągu 10 minut, jest to gorączka bardzo drastyczna.Pisze teraz o stadium
    całkiem terminalnym.
    Nie martw sie na zapas, zobaczyz jakie będzie CA 125, poczekaj na operacje, ona
    bardzo dużo wyjaśni.
    Czy robili mamie badanie ogólne moczu? Czy mama normalnie wszystko je i nie
    odczuwa żadnych bóli w jelitach?
  • 25.03.07, 12:56
    Dziękuję za odpowiedź liina,
    tak, wiem, że operacja wiele wyjaśni, tylko to czekanie na wyjaśnienia jest
    takie trudne, dlatego chcę przeskoczyć czas i zgadnąć co będzie.
    Mama nigdy nie skarżyła się na żadne dolegliwości żołądkowe, nawet teraz, mimo
    temperatury i zmartwień, calkiem przyzwoicie zjada posiłki.
    Robili badania moczu - są o.k.
    Agnieszka
  • 25.03.07, 22:41
    Dobrze, ze wszystko je bez problemu. Gorączka jest generalnie dobrym objawem.
    Cokolwiek jest jej przyczyna, to znaczy, ze organizm sie broni.Komorki rakowe
    nie czuja sie dobrze w wysokich temperaturach.

    Powiedz jeszcze, czy ten guz jest lity? Czy wokół niego jest gęsta siatka naczyń
    krwionośnych?
  • 26.03.07, 16:27
    Agnieszko odpisałem na skrzynkę e-mailową.
    Liina dla Twojej ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii
    zmiany tej nie wykazało. Różnica w badaniu tydzień z tym, że najpierw było TK,
    a potem USG, tylko, że ta zmiana podobno nie zmieniła się od poprzedniego
    badania, ale nie wiem kiedy było poprzednie. Właśnie Agnieszko kiedy było
    poprzednie badanie USG, które wskazywało tą zmianę, bo z ostatniego opisu można
    wysnuć takie przypuszczenie, ale może się mylę.
    pozdrawiam Robert
  • 26.03.07, 19:24
    Witajcie,
    dzisiaj dostaliśmy wynik badania CA 125. Niestety.... 246.
    Tak się boję...
    Badania USG wykonane było dzień po dniu - dla potwierdzenia diagnozy przez 2
    różnych lekarzy.
    Dziękuję Wam, że jesteście ze mną.
    Agnieszka
  • 26.03.07, 20:18
    Agnieszko poziom markera może wskazywać na raka jajnika, ale biorąc pod uwagę
    stosunkowo niedawno wykonany tomograf komputerowy wydaje się, że pomimo
    rozmiaru guza stadium jest dość wczesne, co ogólnie dobrze rokuje.
    Najważniejsze teraz, aby zabieg został wykonany w miarę szybko wg przyjętych
    standartów postępowania chirurgicznego w raku jajnika biorąc pod uwagę m.in.
    wiek mamy.
    pozdrawiam i trzymam kciuki Robert
  • 26.03.07, 22:00
    Liina dla Twojej ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii
    >

    Co to Robert wypisujesz? Mam opis guzów mojej mamy w kilku USG pod nazwą "lite".
    Jak znajdę czas, to może przysle ci skan tych opisów.
    Poza tym wpisz w wyszukiwarkę hasło " USG + lity" i ci wyskoczy kilkanaście
    stron opisów USG z litymi guzami.

    NA PRZYKŁAD:

    www.ultramedica.pl/usg_tarczycy_tarczyca.html
    www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=5387&alt=81
    www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1076&spec=72&print=1&_tc=F7F59DDDF23447DEA68425191F63BD14-
    tutaj o guzach litych jajnika, wykrywanych na USG.

    Wiem Robert, ze masz dużą wiedzę, ale nie przesadzaj z tymi swoimi pouczeniami.
    Pozdrawiam.
  • 26.03.07, 22:26
    Widzisz Liina Ty w naturze masz to czepialstwo, a chciałem byc uprzejmy,
    chociaż nie wiem czy powinienem. Jeszcze skrzętnie zmanipulowałaś moją
    wypowiedż cytując jej fragment, a całośc brzmi tak: "Liina dla Twojej
    ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii zmiany tej nie
    wykazało. Różnica w badaniu tydzień z tym, że najpierw było TK, a potem USG,
    tylko, że ta zmiana podobno nie zmieniła się od poprzedniego badania, ale nie
    wiem kiedy było poprzednie..." W swojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do
    przypadku Agnieszki mamy. Agnieszka przysłała mi opisy TK i USG na priv i tam
    nie ma nic mowy zmianie litej tylko o tworze na jajniku o określonych
    rozmiarach.
    Mam wrażenie, że próbowałaś mnie przedstawić w złym świetle, a to co piszesz o
    wyrażeniu "lite" jest tak jasne i oczywiste, że aż nie do zakwestionowania w
    terminologii onkologicznej. No ale cóż...
    Robert
  • 27.03.07, 21:24
    Nie napisałeś : "w opisie USG mamy Agnieszki", nie zaznaczyłeś, ze chodzi
    konkretnie o USG mamy Agnieszki.
    Nie chciałam Cie przedstawiać w żadnym złym świetle, tylko po prostu znowu sie
    zdarzyło, ze nie wyrażasz sie jasno i konkretnie.Z Twojej wypowiedzi nie wynika,
    ze chodzi konkretnie o opis USG konkretnej osoby, ale teraz już wiem, bo to
    napisałeś właśnie i teraz rozumiem co miałeś na myśli.Tak to jest na forum
    czasem, bo piszemy i nie mamy możliwości rozmowy na żywo, więc czasem czegoś nie
    dopowiemy bądź tez źle zrozumiemy, to normalne i nie miałam żadnych złych zamiarów.
    Poza tym jeśli chodzi o moją ciekawość co do zmian litych, to doskonale wiesz,
    czemu pytam o charakter zmiany, bo przecież wiadomo, ze jeśli to zmiana lita, to
    raczej to dobrze nie wróży.
    Pozdrawiam.

  • 28.03.07, 10:27
    Liina Tobie to nawet gdybym napisał drukowanymi i dołożył tonację pisanych
    słów, to by nie wystarczyło. Ja zdaję sobie sprawę, że to wynika z Twoich
    uprzedzeń i mierzenia wszystkiego jedną miarą. Cytowana w całości moja
    wypowiedź wyraźnie wskazuje, że chodzi o konkretny przypadek bez wskazywania
    imienia adresata, mowa jest o USG i tomografii oraz różnicy w czasie tych badań
    wystarczy tylko uważnie poczytać. Nie ugólniałem w swojej wypowiedzi, że w USG
    nie występuje określenie "lity i dokładnie wiem co to oznacza. To, że śp.
    Twojej mamie lekarz pisał przeważnie zmiana czy guz lity nie ma odniesienia, że
    w każdym innym przypadku inny lekarz napisze dokładnie tak samo i to jest
    bezdyskusyjne.
    Znając życie, Twoje będzie musiało być na wierzchu, więc należy spodziewać się
    riposty, ale to juz taka Twoja natura. Skup się na konkretach i ważnych
    rzeczach, bo to na tym forum przynosi najwięcej pożytku i korzyści.
    pozdrawiam Robert
  • 20.04.07, 09:34
    Robercie, co u Was?? Jak czuje sie Gosia? Mam nadzieje, ze wszystko jest na
    dobrej drodze. Pozdrawiam - agnieszka.
  • 20.04.07, 15:42
    U nas średniawo. Gosia musi mieć chemioterapię, ale brak ostatecznej decyzji
    jakiej i kiedy. Ośrodek we Wrocławiu na który tym razem postawiliśmy jest jakiś
    toporny w podjęciu decyzji. Mamy cały czas kontakt z tamtejszym lekarzem, ale
    wszystko teraz zależy od prof.Lange, który akurat zwyczajowo nie kwapi się z
    podejmowaniem szybkich decyzji i to jest dla nas zupełnie niezrozumiałe. Gosia
    od czasu do czasu gorączkuje niestety, ale nie non-stop na szczęście
    temperatura sama spada i przekracza najwyżej nieznacznie 38*C i tylko po
    południu. Czuje się od jakiegoś czasu trochę słabsza. Miewa lepsze i gorsze
    dni, ale się nie poddaje. Od wczoraj rozpoczęła kuracje Selolem, bo nie mamy
    już nic więcej do stracenia. Nie tracimy jeszcze nadziei, ale wszystko jest
    jednak trudniejsze. Jeszcze ciągle walczymy.

    Agnieszko napisz, co u Twojej mamy po tym ostatnim zamieszaniu o którym pisałaś
    jakiś czas temu no forum.
    pozdrawiam Robert
  • 21.04.07, 14:13
    Blagam Was nie zalamujcie sie . Bedzie dobrze , Selol powinien Gosi pomoc ,
    jest mloda i silna. Napewno jeszcze lekarze podejma jakas decyzje odnosnie
    chemioterapii. Badzcie dobrej mysli. Zycze Wam duzo sily i wiary.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Malgoska
  • 22.04.07, 07:08
    Robercie.
    Wiem jak jest Wam trudno ,ale po nocy przychodzi dzień i myślę ,że decyzja o chemi zapadnie lada dzień. Życzę Wam tego z całego serca.mania
  • 22.04.07, 11:03
    Witam Robercie od dłuższego czasu czytam tutaj dzisiaj pierwszy raz pisze do Was
    . Ja też choruję od 2001 roku ,jestem prawie cały czas na chemii z
    paromiesięcznymi przerwami, U mnie jest stwierdzony r. jajników st. 4 CHcę ci
    napisać ,że od początku leczę się w Bytomiu, wspaniały szpital i wspaniali
    ludzie , wiadomo lepiej by było odwiedzać inne wspaniałe miejsca ale tak jest
    jak jest. Pani ordyn. Rusinowska ,lekarz całkowicie oddany pacjentowi , zrobi
    wszystko dla pacjenta skorzysta z całej swojej wiedzy i z wszystkich dostępnych
    leków ,Ja teraz przeszłam na dietę dr. Kwasniewskiego ale nie znam jeszcze
    wyników lekarze są sceptycznie nastawieni do tej diety ,ale jeśli nie akceptują
    to niech zaproponują coś lepszego . Czuję sie silniejsza ,jestem dobrze
    odżywiona przybyło mi siły ogólnie jest lepiej . Obecnie jestem po 6 cyklach i
    czekam na badania w maju >POZDRAWIAM SERDECZNIE DAMY RADE .
  • 22.04.07, 21:33
    Julka trzymam za Ciebie kciuki i słyszałem co nie co i to dobrego na temat
    Bytomia, jeśli oczywiście mowa o tym samym szpitalu Katedra i Klinika
    Położnictwa i Ginekologii ŚlAM, SP nr 2.
    A my musimy dac radę i staramy się wszystko robić w tym kierunku.
    pozdrawiam serdecznie szczególnie tych, którzy o Gosi pamiętają :-)
    Robert
  • 23.04.07, 21:15
    Pamiętam,pamiętam i cały czas trzymam za Gosię kciuki.Dacie radę.Pozdrawiam.
  • 24.04.07, 10:33
    Witaj Gosiu i Robercie .TO wLaśnie o Gosi myślę , bo przecież o jej zdrowiu ii i
    chorobie ipiszemy . dla Ciebie też mam wielki szacunek dlatego ,że wspierasz
    Gosię we wszystkim , tak jak w mojej rodzinie ,też razem dzielnie walczymy.
    Wracając do tematu szpitala , to leczę się w Woj. SZpit. Specjalistycznym w
    Bytomiu nr 4 Jest to maleńka filia Gliwic ,cisza spokój rodzinna atmosfera
    malutkie 4 salki po 3 osoby i wspaniali lekarze i bardzo oddane pielęgniarki.Ja
    tutaj się czuję prawie jak w domu .PO tak długim leczeniu psychicznie jest
    człowiek bardzzo zmęczony a tam sa dobre warunki , jest to oddz. onkol. a w
    szpitalu . o którym Ty piszesz nie ma takiego oddziału. Też zakończyłam Gemzar .
    Jeszcze raz serdecznie Was ,Gosi piszę jeszcze raz, bo to dla niej były słowa
    GOSIU ;damy radę !
  • 24.04.07, 10:39
    zakończyłam pisac do ciebie ale ponieważ mam 2 loginy założone przez córkę to
    żle wybrałam pisała JULKA
  • 24.04.07, 12:26
    Ośrodek DCTK we Wrocławiu dzisiaj olał Gosię i nie poprowadzi dalszego
    leczenia, więc na dzisiaj pozostaliśmy sami sobie. Co dalej? niewiadomo
    zupełnie. Gdybym mógł, to bym kogos odstrzelił, ale pacjent nie może nic
    lekarzowi udowodnić w tym kraju.
    Robert
  • 24.04.07, 12:38
    Ale co to znaczy, że olał? Nie chcą podać tej chemii czy nie chcą podjąć żadnej
    decyzji? Co można zrobić?
  • 24.04.07, 12:45
    Boże,jak to możliwe?!!Jeśli to decyzja pana Lange, to nie zasługuje on ani na
    swój tytuł naukowy ani na stanowisko jakie zajmuje.Przepraszam za ten
    emocjonalny ton,ale co w tej sytuacji innego powiedzieć? Wierzę Robercie że
    znajdziesz wśród lekarzy CZŁOWIEKA który zechce pomóc.
  • 24.04.07, 13:43
    Irek możliwe i to właśnie On. Od kontaktów od lata 2005 roku z DCTK przetrzymał
    nas już z niejedną decyzją. Ocena tego Profesora jest bliska zeru, bo zrobił
    sobie folwark ze szpitala. Tylko ja nie mam siły, aby z nim walczyć, bo nie w
    tym kraju. Lekarz prowadzący tam niestety nic nie znaczy i bez Jego akceptacji
    nic nie może zrobić, wdrożyć leczenia mimo szczerych chęci. Jestem zły, bo taka
    decyzja mogła zapaść teraz trzy tygodnie wcześniej. Nie chce On podać w tym
    nowotworze chemii eksperymentalnej czyli Taxol w pomniejszonych dawkach, co
    tydzień wraz z interferonem, za który musielibyśmy i tak zapłacić z własnej
    kieszeni. Zupełnie nic z tego nie rozumiem. Lekarz w szpitalu w Szczecinie,
    który prowadzi Gosię ma po dzisiejszej rozmowie związane ręce, bo liczył na
    działania Wrocławia. Może ewentualnie skierowac Gosię do innego szpitala typowo
    onkologicznego i tam próbować uzyskać taki rodzaj chemii przynajmniej sam Taxol
    w takim programie podawania. Trudno powiedzieć czy pomogą wejśc jeszcze z
    Interferonem i czy pomogą załatwić taniej? Człowiek już jest zmęczony tym
    ciągłym zabieganiem, a Gosia jest bliska rezygnacji z leczenia jakiekolwiek, a
    to na mojej głowie jest aby do tego nie dopuścić, a co tam lekarze - nie ich
    problem. Jesteśmy w punkcie wyjścia i przed kolejnymi zabiegami może w tym
    innym szpitalu się zgodzą. Chyba, że będą mieli własne wizje i pomysły nie
    wiadomo czy koniecznie dobre.
    pozdrawiam Robert
  • 24.04.07, 13:51
    Dla uzupełnienia obrazu, gdyby to zależało od lekarza prowadzącego Gosię
    dotychczas we Wrocławiu, to podałbym Taxol z interferonem, ale bez akceptacji
    swojego przełożonego nic zrobić nie może i weź się lecz w tym kraju. To woła o
    pomstę do nieba.
    Robert
  • 24.04.07, 20:45
    Robercie, nie tracie nadzieji, tyle juz przeszliscie i trzeba wierzyc, ze
    bedzie dobrze. U nas w sumie caly czas nie nie wiadomo. Mama miala robione dwa
    usg i tomografir i zadne z tych badan, nie potwierdzilo ewentalnych zmian, o
    ktorych mowil PET, a wiec najwyrazniej byly to jednak artefekty. jest natomiast
    zmiana, ktore PET nie wykazal jako ogniskowej. Jest to zmiana w okolicach
    kiszki stolcowej. Na dotyk profesor prowadzacy mowi, ze jemu to wyglada na
    zrost pooperacyjny. markery poszly troche w gore i sa na poziomie 24 i w sumie
    z tego wzgledu profesor zadecydowal, ze jesli one beda dalej szly w gore to pod
    koniec maja mama bedzie miala operacje sprawdzajaco. ogoolnie mama czuje sie
    swietnie, nic jej nie dolega i wlasnie przyjechala do mnie z wizyta na 2
    tygodnie. wszystkim nam dobrze zrobi chwila wytknienia, bo ostatnie miesiace to
    wielki stres od jednego badania do drugiego....pozdrawiam was mocno i zycze
    duzo zdrowka! agnieszka
  • 24.04.07, 22:59
    Trzymam kciuki i bądźcie czujni, a teraz życze wytchnienia i dobrego odpoczynku
    dla mamy i Ciebie od tego zgiełku onkologicznego.
    pozdrawiam serdecznie Robert
  • 24.04.07, 20:27
    Panie Robercie. Pozdrawiam zwlaszcza Gosie i zycze wytrwalosci.Ja choruje
    dopiero od 2004 a juz mi tej wytrwalosci brakuje. Po operacji przeszlam
    chemioterapie Taxol plus cisplatyna , w 2006 ponowna chemie Gemzar plus Carbo,
    na poczatku tego roku radioterapie w zwiazku z powiekszonymi wezlami
    otrzewnowymi , a teraz mam problem z nerka. Ca 125 tak wysokie, ze szkoda
    mowic.Nie wiem, co mnie dalej czeka, mam corke w wieku Gosi i juz druga
    chemioterapie ze wzgledu na fatalne wyniki morfologii nie bylam w stanie
    ukonczyc.Skonczylo sie na 4 kursach. Z Pana postow dowiedzialam sie o
    chjemioterapii dootrzewnowej, ale lekarz powiedzial , ze w moim przypadku nie
    moze ona byc zastosowana.Szkoda, bo mieszkam w TRojmiescie i dostanie sie do
    profesora nie byloby najmniejszym problemem. Coraz wiecej wiec mysle o
    niekonwencjonalnej medycynie , szukam wszelkich nowinek typu co nalezy spozywac
    itd..Widze, ze ma Pan niemale doswiadczenie w walce z ta choroba. Moze moglby
    mi Pan cokolwiek poradzic, dac jakas wskazowke, bo bladze po omacku i powoli
    zaczynam tracic nadzieje.
  • 24.04.07, 22:55
    Wiem, że nie jest łatwo, bo leczenie raka jajnika jest ogólnie ciężkie. Nadziei
    jednak nie należy tracić do końca. Niestety zbyt często okazuje, że to ciężkie
    leczenie nie pozwala na którymś etapie na jego kontynuowanie z uwagi na
    przeciwskazania stanu ogólnego pacjenta. Jedni mogą więcej przyjąc, a drudzy
    mniej. Może jednak warto byłoby odbyć konsultację u prof.Emericha, to jest
    człowiek czynu i szybkiego działania przynajmniej z tych przypadków, które
    poznałem. Nie wiem czy do Pani sytuacji to coś wniesie, ale jak Pani nie
    spróbuje to się o tym nieprzekona. Kwestia sposobów leczenia
    niekonwencjonalnego w Polsce w dużej mierze odbywa się na żyrowaniu na tych
    biednych pacjentach chwytających się brzytwy, bo chwytają życie za wszelką
    cenę. Szczerze - nic bym Pani z takich zupełnie niesprawdzonych rzeczy nie
    polecił, nie dlatego że nie chcę, ale straciłem już do tego wiarę, a Gosia tym
    bardziej. Jedynym i chyba ostatnim punktem zaczepienia jest terapia Selolem, bo
    to napewno nie jest szarlataństwo. Proszę sobie o tym poczytać.
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?
    news_cat_id=91&news_id=7002&layout=6&page=text&place=Lead01
    W życiu jedynym i darowany raz trzeba sobie pomagać, ale jak tak traktują
    lekarze w Polsce pacjentów to ręce opadają, ale wyjątki się zdarzają.
    Życzę powodzenia i pozdrawiam Robert
  • 24.04.07, 23:56
    Dziekuje za rade. Prawde mowiac i tak chcialam sie do niego wybrac. Narazie
    musze jednak przekonac sie co z ta nerka. Moja zbyt mala odpornosc na chemie po
    raku jajnika byc moze bierze sie stad, ze w 2002 zdiagnozowano u mnie najpierw
    raka piersi. Po mastektomii rowniez poddana bylam chemioterapii , w sumie wiec
    przeszlam az trzy cykle w ciagu 4 lat. Niech pan sie nie poddaje i dalej walczy
    o swoja Gosie. Oby ze skutkiem, czego Wam serdecznie zycze. O wynikach wizyty u
    profesora napisze, jak juz bede cos wiecej wiedziala.
  • 25.04.07, 10:03
    Witam cieplutko.
    Rzadko sie odzywam ..
    Cały czas jestem jeszcze na etapie porządkowania życia ..ale zaglądam tu i
    razem z Wami smucę kolejnymi przypadkami zachorowań i ciesze pokonywaniem ich.
    Często myślę co tam u zmagających sie z tym paskudztwem słychać...
    Wierzę mocno że uda się , że po tak męczącym leczeniu musi być nagroda i to ta z
    najwyższej półki, czyli zdrowie..
    Gosiu...Robercie, tak mocno mocno trzymam za Was kciuki, wspieram Was i modlitwą
    i pozytywną energią którą w moich myślach kieruje w Waszą stronę...
    Musi sie udać..musi..musi..
    Wiem że życie potrafi skopać tyłek i mało w nim sprawiedliwości ale czasami i
    ono jest łaskawe.
    Pamiętacie?...w kwietniu minęło 9 lat!!
    9 lat temu to mnie się świat zawalił na głowę ,zresztą..bo to raz?... i
    powolutku...pyłek po pyłku kamyczek po kamyczku udało mi się wydostać na
    powierzchnię czego wszystkim bez wyjątku życzę i więcej..nigdy nie przestawajcie
    wierzyć że i Wam się to uda!!
    Bo po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój...
    Serdecznie pozdrawiam.
  • 25.04.07, 16:02
    Wszystkim dziękujemy za słowa wsparcia. Na dzisiaj postęp jest tylko taki, że 2
    maja odbędzie konsultacja w sprawie ewentualnego dalszego leczenia
    chemioterapią i na razie tylko tyle. Może za tydzień będziemy wiedzieć coś
    więcej i będzie jakiś płynął z tego optymizm. Optymistyczne jest to, że Gosia
    od kilku dni czuje się całkiem nieźle i nie ma gorączki.
    pozdrawiam Robert
  • 29.04.07, 19:23
    Robercie, proszę napisz co tam u Gosi.
    Pozdrawiam!
  • 30.04.07, 14:13
    To co pisałem kilka dni temu Gosia czuje się nieźle i nadal nie gorączkuje, a
    nawet nie miewa od pewnego czasu stanu podgorączkowego. Może to zbieg
    okoliczności, a może nie, ale nie chcę zapeszać. W środę konsultacja w sprawie
    leczenia onkologicznego.
    pozdrawiam Robert
  • 02.05.07, 19:32
    Trzymajcie sie dzielnie,trzymam kciuki!
  • 02.05.07, 20:14
    ja też, trzymam kciuki i wysyłam pozytywne fluidki ;-))
  • 02.05.07, 21:21
    Gosia i Robert byli dzisiaj na rozmowie w sprawie leczenia taxolem.
    Wszystko poszło ok i Gosia wkrótce zacznie leczenie.

    Resztę Robert sam napisze.

    Strasznie się cieszę :)

    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • 02.05.07, 22:51
    Gosia dostanie Taxol w pomniejszonych dawkach cotygodniowo i to jest w połowie
    zbieżne z niedoszłymi planami "nieszczęsnego" DCTK we Wrocławiu i lekarzem
    prowadzącym Gosię w Szczecinie. Ordynator chemioterapii ZCO w Szczecinie chce
    podać lek jak najszybciej, bo początkowo termin był odłegły na 22 maja, bo
    miała plany hospitalizacji przy pierwszym podaniu, ale poda na oddziale
    dziennym i jeśli tylko będzie szybko zamówiony lek to już 8 maja pójdzie
    pierwsze podanie lub w najgorszym wypadku 15 maja, ale ten termin jest już
    uzależniony od nas z uwagi abyśmy nie mieli niedogodności w dowożeniu Gosi na
    leczenie. Jedyna niedogodność, to dzień wcześniej badania krwi i decyzja czy
    podajemy chemię i za każdym razem tak ma być.
    Ta nie załatwiona druga połowa leczenia to podanie dodatkowo Interferonu, który
    w raku jajnika jest nierefundowany i mamy od dawna tą świadomość. W Szczecinie
    nie ma raczej szans na podanie, bo m.in. kłania się Komisja Bioetyki. W tej
    chwili wahamy się czy drążyć jeszcze ten temat i naciskać na podanie lub
    wdrożenie go nawet trochę poźniej do tej chemii czy tylko zdać się na Taxol
    (paklitaksel). Decyzję podejmiemy na dniach. W uzupełnieniu Gosia już drugi
    tydzień nie gorączkuje i nawet apetyt się poprawił wyraźnie.
    pozdrawiamy i za wszelkie przejawy wsparcia i pamięci bardzo dziękujemy
    będziemy walczyć dopóki starczy sił
    Robert
  • 02.05.07, 23:48
    Uf... Fantastycznie! Bardzo się cieszę!!! :-)
    Powodzenia! Będzie dobrze.
  • 03.05.07, 08:49
    Skrzydła rosną u ramion na TAKĄ wiadomość!!!!!!Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam WAS bardzo , bardzo mocno!!!!mania
  • 03.05.07, 09:22
    No i odetchnęłam.Bardzo się cieszę razem z Wami.Oczywiście cały czas trzymam
    kciuki.Wasze zwycięstwo to przecież też nasze zwycięstwo.Powodzenia ,pozdrawiam.
  • 03.05.07, 13:14
    Gosiu i Robercie to naprawde wspaniala wiadomosc. Wspaniala dlatego ,ze Wy
    jestescie wspaniali. To Wasza zasluga . Domyslam sie Robercie,ze Twoja
    bardziej. Napewno walczyles o ta decyzje, bo gdyby to od lekarzy zalezalo(nie
    generalizuje i przepraszam prawdziwych)to Oni by sobie odpuscili. Wiem
    Robercie ,ze nie popelnicie mego bledu ,gdzie zachowywalam sie jak naiwna
    idiotka. Nie chcialam nikogo urazic , bo skoro lekarze mowia ,ze sie nie da ,
    to zamiast wydrzec sie i zapytac a czy chociaz jeden z drugim probowales to ja
    zbieralam papiery i jechalam po calej Warszawie . Nawet nie umialam zaczac
    gadac. Ot takie " Dzien dobry Panie(i) DOKTOTZE .Moj taus ma
    niedrobnokomorkowego raka pluc z przezutami do watroby i kregoslupa.Pan DOKTOR
    na Plockiej powiedzial ,ze tatus umiera i nic juz nie mozna zrobic i ja
    wlasnie prosze o zapoznanie sie z dokumentacja i i opinie. W Centrum Damiana( o
    tym pisalam na Forum) doczekalam sie przepowiedni (wrozka moze kosztuje w
    Warszawie taniej:)))
    Pani w sukienczce na cieniutkich ramiaczkach( uwazam ,ze lekarz czy nauczuciel
    powinien wzbudzac zaufanie juz samym ubiorem, fartuch lekarski albo elegancka
    garsonka dla Pan czy garnitor dla panow, zreszta na zachodzie suknia na
    ramiaczkach bylaby niedopuszczalna , ale to szczegoly). Wiec ta Lekarz-wrozka
    po obejrzeniu kliszy z przeswietlenia rentgenowskiego powiedziala"Nastepnym
    miejscem przezutu bedzie mozg. Prosze mi wierzyc to najlepsze rozwiazanie dla
    panstwa. Oczywiscie z chorym bedzie ograniczony kontakt ,ale dla chorego to
    lepiej , przynajmniej nie bedzie swiadomy cos sie dzieje.
    Przepowiednia Pani doktor sie nie sprawdzila , tatus byl swiadomy ,przezutow
    nie bylo wiecej niz mial przy diagnozie.
    Zycze Wam duzo sily do walki z choroba ale i do walki z glupota (czasami),
    biurokracja.
    Robercie nie musisz byc mily(chociaz wiem ,ze jestes). JEZELI ZAJDZIE POTRZEBA
    TO NIE PATRZ NA TYTULY NAUKOWE. Walcz.
    Gosiu badz dzielna i wspieraj tego swego rycerza.
    Goska
  • 03.05.07, 13:32
    Robert,tak sie ciesze!:) Same dobre wiesci - Gosia dobrze sie czuje i podjete
    dalsze decyzje co do leczenia:) Czytajac wszystkie te wpisy od innych ludzi tez
    czlowiekowi sie lezka w oku kreci, tak sa zyczliwi i tak interesuja sie Waszymi
    losami. Robert! Teraz musi byc juz tylko dobrze, bo z Twoim uporem i zacieciem,
    Gosi cierpliwoscia i takim zapleczem przyjaznych Wam ludzi nie moze byc inaczej:)
    Jeszcze raz dzieki za takie dobre wiesci.
    Serdecznie pozdrawiam

    P.S.
    Na zapas sie nie przejmuj, ze np. interferony sa nierefundowane. Zawsze sie cos
    wymysli. Przy okazji... znasz szczegoly (cena, ilosc, dlugosc podawania)?
  • 03.05.07, 19:52
    Gonia zapeszyłem Gosia dzisiaj dostała gorączki 37,9 i gorsze samopoczucie, ale
    ostatnio naprawdę Gosia miała wiele lepszych dni. Mam nadzieję, że to znowu
    będzie chwilowe i minie. Jeśli chodzi o Interferon, to szczegółów nie znam
    żadnych o to o co pytasz? Decyzja jest trudna, ale nie tylko od nas zależna, bo
    naprawde nie wiemy jak postąpić. Mamy totalne zaćmienie w tej kwestii, ale
    myślę, że na jakąś cześć ewentualnej terapii interferonem środki mamy. Nie za
    bardzo jest się kogoś poradzić, a w tej kwestii czyli pozytywów przemawiających
    za włączeniem Interferonu do leczenia zbyt mało nawet w samym internecie.
    Dziękujemy wszystkim za słowa wsparcia i za wszystko co płynie z serca
    Robert
  • 04.05.07, 06:25
    Niczego nie zapeszyles. Decyzje podejmiecie pewnie wspolnie z lekarzem, ktory
    jest Wam bardzo zyczliwy, to wiem. Wezcie pod uwage wszelkie sugestie.
    Trzymajcie sie, nie jestescie sami (co juz okazalo Wam wielu ludzi).
    Wszyscy na tym forum sa inspiracja do tego, zeby myslec o sobie nawzajem.
    Pozdrawiam cale forum
  • 04.05.07, 13:09
    Jeżeli nie wydarzy się nic nie przewidzianego to Gosia 8 maja zaczyna leczenie
    Taxolem, jak to powiedziała ordynator "wcisnęłam żonę zaprzeproszeniem na chama"
    Gosia dzisiaj niestety gorączkuje i trzeba podać antybiotyk, aby była
    przygotowana i nie było przeciwskazań do rozpoczęcia leczenia za kilka dni.
    Robert
  • 04.05.07, 13:36
    Po kilku dniach nieobecnosci spowodowanej pobytem w szpitalu - w nerce nie ma
    przerzutow raka, bylo za to tzw. wodonercze i koniecznosc w zwiazku z tym
    zalozenia nefrostomii -z wielka ulga przeczytalam cos pozytywnego. Gosia moze
    kontynuowac leczenie, nawet jezeli wymuszone przez meza , najwazniejsze, ze cos
    sie dzieje.Ale to kolejny dowod na to, ze chory sam , bez pomocy najblizszych,
    nie jest w stanie stawic czola bezdusznym przepisom i niektorym lekarzom.Ci
    najblizsi potrzebni sa rowniez po to ,zeby dodac chorym wiary, zeby im pokazac,
    ze nie sa w swojej walce osamotnieni.Gosia ma naprawde wielkie szczescie, ze
    wpiera ja tak oddana jej osoba. Poniewaz tomokomputer wykazal , ze rozrost
    komorek rakowych w moim przypadku dotyczy tylko wezlow chlonnych
    wewnatrzotrzewnownych a kolejnej chemioterapii raczej nie zdolam ukonczyc
    wyglada na to, ze bede musia;la przejsc kolejna radioterapie, ktora
    zdecydowanie lepiej znosze.Co bedzie dalej zobaczymy, ale jestem znacznie
    lepszej mysli. pozdrawiam wszystkie walczace.
  • 04.05.07, 13:59
    W sumie to dobrze, że na nerce nie ma komórek raka. Dobrze, że Pani nastwienie
    jest pozytywniejsze, to napewno pomaga w walce. Jak węzły są zajęte, to moze
    faktycznie radioterapia byłaby dobra. Dużo jest powiększonych węzłów? Była Pani
    u prof.Emericha?.
    Życzę powodzenia, wiary, nadziei i siły
    pozdrawiam Robert
  • 04.05.07, 13:44
    Nie pozostaje wiec nic innego, jak tylko trzymac kciuki za szybkie zgonienie
    goraczki i rozpoczecie terapii. Mam nadzieje, ze Gosia bedzie silna i gotowa.
    Z tym interferonem to w sumie dosc interesujaca sprawa, ale pogadamy o tym kiedy
    bedzie odpowiedni czas. Chodzi mi po glowie pewien plan, ale to dotyczy wielu
    chorych, wiec nie na tym watku (moze napisze o tym na priv?)
    Teraz najwazniejsze jest Gosia i taxolowa terapia, wiec usciskaj ja i serdecznie
    pozdrow ode mnie i od nas tu wszystkich.
    Ciebie Robert tez bardzo serdecznie pozdrawiam
    Malgorzata
  • 04.05.07, 13:46
    Robert, trzymam kciuki, wierzę, że będzie dobrze, musi być!
    Jestem z WAMI!!!
  • 07.05.07, 01:53
    Robert, ten artykul (www,mcg.edu/news/2003NewsRel/Ghamande.html) przetlumaczylam
    na Twoja prosbe. Moze sie przy okazji przyda innym. Poniewaz w poprzednim poscie
    wynikly jakies "hocki klocki" przy kopiowaniu, wiec robie to ponownie, a moj
    poprzedni post bardzo prosze moderatorki o usuniecie.

    Badania nad nowymi metodami leczenia raka jajnika w MCG

    Srodek pobudzajacy system immunologiczny do identyfikowania i eliminowania
    nieprawidlowych komorek moze dac nadzieje wielu kobietom chorym na najczesciej
    spotykane formy raka jajnika, mowi ginekolog-onkolog z Medical College w Georgii
    (USA).

    MCG bierze udzial w miedzynarodowych badaniach nad dodawaniem Interferonu gamma
    1-b do standardowego protokolu leczniczego kobiet z zaawansowanym stadium raka
    jajnika, mowi Dr. Sharad Ghamande, glowny badacz.

    Doswiadczenia przeprowadzone nad Interferonem gamma 1-b laboratoryjnie, jak i
    kliniczne badania wskazuja, ze lek ten moze wyraznie podniesc 5 letnie przezycia
    w tej grupie kobiet.

    "Mamy ogromna nadzieje, ze dodanie Interferonu gamma 1-b do standardowego
    schematu leczenia pomoze kobietom z ta choroba w znacznej poprawie ich zdrowia,
    niz to oferowalo leczenie dotychczasowe", powiedzial Dr. Ghamande.

    Raki jajnika sa stosunkowo rzadko wystepujace. Ryzyko zachorowania dla kobiety
    na ktorys z 30 typow raka jajnika wynosi 1.4 procent. Wzrost ryzyka
    zachorowania na najczesciej spotykane typy raka jajnika wiazany jest z
    przedluzajacym sie jajeczkowaniem i pozniejszym wiekiem. Nablonkowy rak jajnika
    - glowny cel badan MCG - najpierw pojawia sie w wysciolce jajnikow, gruczolow
    rozrodczych produkujacych i magazynujacych jajeczka do potencjalnego
    zaplodnienia. Gwaltownie postepujacy nowotwor latwo rozprzestrzenia sie z
    jajnikow. Utrzymujac sie na powierzchni tkankek przesuwa sie poprzez miednice do
    jamy brzusznej i jelit. "Male komorki zaczynaja wedrowac, doczepiajac sie do
    jelit, wnetrza przepony, zajmuja cala jame brzuszna", Dr.Ghamande mowi.

    Standardowe leczenie zaczyna sie na chirurgicznym, maksymalnie mozliwym
    usunieciu nowotworu; faktycznie operacja pozwala na postawienie ostatecznej
    diagnozy, Dr.Ghamande mowi. Operacja rowniez pomaga w ustalaniu stadium raka dla
    pozniejszych prognoz. WKrotce po operacji rozpoczyna sie 6-cio tygodniowy kurs
    chemioterapii, zazwyczaj przy uzyciu kombinacji chemioterapeutykow typu
    paclitaxel (Taxol) z cisplastin (Platinola) lub carboplatina (Paraplatina).

    Szybko postepujacy rak jajnika jest wlasciwie bardzo wrazliwy na chemie, ale w
    nawet najlepszych scenariuszach, po udanej operacji i chemioterapii, kiedy
    pacjent wydaje sie byc wolnym od choroby, czesto rak powraca. W rzeczywistosci 5
    letnie przezycia u kobiet ze stadium zaawansowania 3C raka jajnika wynosza
    20-25%, Dr. Ghamande mowi. Przyczyna powracania kobiet po kilku latach do
    ponownego rozpoczynania chemioterapii nalezy upatrywac w mikroskopijnych
    pozostalosciach choroby, ktorych nie mozna wykryc.

    Kolejnym, nieszczesliwym faktem w przypadkach najczesciej spotykanych
    nablonkowych rakow jajnika jest pozne diagnozowanie kobiet. Jedna z przyczyn
    jest brak odpowiednich testow wykrywajacych, jak chocby cytologia w rakach
    szyjki macicy. Najczestszymi zglaszanymi symptomami sa uczucie sytosci, wzdecia
    i bol. Zdarza sie, ze kobieta trafia po raz pierwszy do szpitala z problemami w
    oddychaniu, po czym okazuje sie, ze pluca wypelnione sa plynem, wykazujacym
    komorki rakowe.
    Prawdopodobnie okolo 70% pacjentek trafiajacych do nas po raz pierwszy, ma juz
    rozprzestrzeniony nowotwor w calej jamie brzusznej, Dr.Ghamande stwierdza. Nawet
    kobiety z silna historia rodzinna wystepowania raka, u ktorych przeprowadzane sa
    rutynowe, co 6 m-cy, badania miednicy, oznaczanie markerow i dopochwowa
    ultrasonografie, moga nie wykazywac objawow choroby przy jednym badaniu, a juz
    przy nastepnym wykazac powazne problemy.
    I wlasnie Interferon gamma 1-b moze pomoc w stymulowaniu skladnika systemu
    immonologicznego, zwanego makrofagami, komorek wyspecjalizowanych w
    identyfikacji i eliminacji nieprawidlowych komorek.

    W ciagu nastepnych 3 lat osrodki medyczne na swiecie, takie jak MCG, wlacza
    okolo 800 kobiet z poznym stadium zaawansowania raka jajnika do badan przy
    stosowaniu Interferonu gamma 1-b. Niektore otrzymaja standardowy schemat
    leczenia, inne w polaczeniu z Interferonem gamma 1-b.
    Glownym zalozeniem jest wydluzenie przerwy pomiedzy nawrotami choroby i
    ostatecznie dluzszy okres przezycia w polaczeniu z lepsza jakoscia zycia, Dr.
    Ghamande mowi. Jedynymi skutkami ubocznymi stosowania interferonu sa objawy
    grypowe i lokalne zaczerwienienia skory w miejscu wkluc.

    W latach poprzednich, cliniczne badania przeprowadzane w Austrii wykazaly, ze
    kobiety poddane terapii laczonej z Interferonem gamma 1-b odpowiadaly lepiej na
    stosowane leczenie i mialy dluzsze przerwy w progresjii choroby od tych, ktore
    byly poddawane chemioterapii standardowej. Badania wowczas pozwolily sledzic
    leczenie tych kobiet jedynie przez trzy lata, po czym zostaly wstrzymane kiedy
    to Taxol otrzymal zezwolenie FDA na stosowanie przy raku jajnika i okazal sie
    byc lepszym niz cyklofosfamid, skladnik chemioterapeutyku uzywanego do badan,
    Dr. Ghamande mowi.

    Dr. Ghamande ma wielka nadzieje, ze nowe badania wykaza podobna poprawe u jego
    pacjentek, jak to mialo miejsce przy badaniach austriackich. " Podchodze bardzo
    entuzjastycznie do tych badan" mowi.

    Dodajac, aby upewnic sie, ze najnowsze leczenie (po ewaluacji) jest dostepne dla
    wszystkich pacjentek poszukujacych metod zwalczania raka systemu rozrodczego na
    Oddziale Ginekologii-Onkologii MCG, oddzial ten zostal stowarzyszonym czlonkiem
    National Cancer Institute's Gynecologic Oncology Group, ktore to czlonkostwo
    zezwala na pelny udzial jego pacjentek w klinicznych badaniach sponsorowanych
    przez NCI.

    Po wiecej informacji o badaniach nad rakiem jajnika mozna dzwonic do glownego
    koordynatora badan, Nory McCledon (706) 721-5557

  • 08.05.07, 21:19
    Gosia dzisiaj miałe pierwsze podanie Taxolu w programie cotygodniowym.
    Podjęlismy decyzję o staraniach zdobycia Interferonu, nawet wśród obecnych
    lekarzy pojawiła się przychylność do prób dołączenia Interferonu do
    chemioterapii. Mam nadzieję, że to wszystko dobrze się skończy i Gosia niebawem
    również będzie mogła otrzymywać Interferon, może eksperymetalnie w raku
    jajnika, ale bardziej w Polsce.
    Dziękuję za pomoc Ani (gontcha) i Gosi (goniatara) również za tłumaczenie, a
    wszystkim za wsparcie.
    pozdrawiam Robert
  • 08.05.07, 21:32
    Robercie.
    Z niecierpliwością czekałam na jakieś wiadomości od Was. To naprawdę SUPER WIADOMOŚĆ!!!!GOSIU DASZ RADĘ !!!!!!!! Byłam leczona interferonem na czerniaka(IV Clark), jestem zdrowa już 4 lata. Mam nadzieję ,że i Wam się uda podać ten lek Gosi.Życzę Wam tego z całego serca i cały czas trzymam mocno kciuki.mania
  • 15.05.07, 16:30
    Robercie.
    Moja koleżanka (po nawrocie raka piersi) ma wszczepiony port. I to co piszę , to jest jej relacja. Ania port ma wszczepiony tuż pod prawym obojczykiem. Odbywa się to w nastepujący sposób:nacinają skórę pod obojczykiem w znieczuleniu miejscowym i leży się pod rentgenem (nie wiedziała Ania pod czym leżała , chodzi oto ,że na monitorze widać gdzie wprowadzają dren), następnie dren doprowadzają do tętnicy szyjnej (połączonej bezpośrednio z sercem)dren w miejscu wprowadzenia zakończony jest membraną. To zaszywają. W czasie wlewu igłę wkłuwają właśnie w miejscu membrany.Jest to dobre z tego względu , że nie trzeba się wkłuwać w żyły , które i tak są słabe. Po zabiegu czuła się dobrze, chociaż przez jakiś czas port jakby ją uwierał, ale poza tym nie było ani gorączki, ani innych skutków ubocznych. Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam mocno kciuki!!! mania