• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

rak jajnika Dodaj do ulubionych

  • 16.03.06, 15:33
    Razem z moją żoną Gosią od ponad czterech lat walczymy z rakiem jajnika.
    Zakładając nowy wątek chcemy podzielić się z innymi wiedzą i doświadczeniem w
    temacie tego nowotworu. Forum Onkolink już nie ma, a jego zamiennik Onkonet
    spełnia bardziej rolę porad czysto medycznych, a jak wiemy nie tylko takie
    porady są potrzebne ludziom zmagającym się z chorobą nowotworową.
    Nasza historia w skrócie wygląda tak:
    Choroba wykryta w styczniu 2002 roku. Pierwsza operacja zwiadowcza w
    Szczecinie, potem chemioterapia Taxol+Cisplatyna oraz Vepesid+Cisplatyna.
    Druga operacja w lipcu 2002 radykalna i chemia w schemacie PAC. W Gdańsku w
    marcu 2003 roku u p. Prof.Emericha trzecia operacja sprawdzająca i chemia
    dootrzewnowa. Czwarta operacja w Gdańsku sprawdzająca i całkowita remisja
    choroby, która trwała 23 miesiące. Wznowa choroby na przeponie, otrzewnej i
    wątrobie w maju 2005 Piąta operacja czerwiec w Gdańsku usunięcie zmian oraz
    nieznaczna termoresekcja wątroby. Zalecona chemia Gemzar+Carboplatyna w
    Szczecinie. Zawirowania proceduralne z uzyskaniem refundacji spowodowały, że
    zgoda przyszła we wrześniu. W międzyczasie konsultacja w DCTK we Wrocławiu u
    p. Prof. Lange, który zaproponował megachemię wraz z przeszczepem komórek
    krwiotwórczych. Nie podjęto leczenia w Szczecinie, a leczenie w DCTK
    rozpoczęło się w październiku. Była Chemia mobilizująca szpik Endoxan oraz
    Neupogen i separacja komórek krwiotwórczych. Po tym Gosia zaczęła się gorzej
    czuć głównie za sprawą utrzymującej się gorączki. Megachemię z przeszczepem
    dokonano w połowie grudnia.Choroba za sprawą gorączki prawdopodobnie się
    rozszałała przed przeszczepem. W tej chwili badanie KT to potwierdza, bo na
    wątrobie są licze zmiany. Prawdopodobnie opóźnienia w leczeniu przekładają
    sie na taki aktualny obraz choroby. Pod koniec lutego rozpoczęła się w
    Szczecinie chemioterapia Gemzar+Carboplatyna. Gosia jest w dobrej formie, nie
    gorączkuje i z nadzieją patrzymy na pozytywne efekty kolejnego leczenia.

    Gosia i Robert ze Szczecina
    Edytor zaawansowany
    • 16.03.06, 17:23
      Witajcie :)))
      Miło powitać tutaj starych, dobrych znajomych.
      • 16.03.06, 21:04
        i ja witam Ciebie Aniu oraz Gosię i Roberta. 3mam za Was mocno kciuki kochani -
        kalinosia (aga sobola)
        heh, nie wiedzialam, że onkolink już nie istnieje :/
        --
        Kobiety trzeba kochać w każdym wieku, zwłaszcza w XXI :-D
        • 17.03.06, 08:55
          WItam,

          moja mama tez choruje na raka jajnika, mieli podac teraz gemzar , ale mama nie
          jest w najlepszym stanie i jeszcze zwlekaja lekarze z ta decyzja.
          Jakos nie mam najlepszych przeczuc, ale dopoki zyje, to zawsze jest nadzieja.
          Trzymajcie sie.
          • 17.03.06, 22:49
            To jest problem, kiedy są przeszkody we wdrożeniu odpowiedniego leczenia
            onkologicznego. W sumie podawanie samego Gemzaru ma często małe skutki uboczne
            ponieważ jest to lek o znacznie mniejszej toksyczności, a oddziaływanie na
            funkcje szpiku i produkcję białych oraz czerwonych krwinek tylko czasowe. Czy
            stan mamy ogólnie przekłada się na kondycję fizyczną, parametry morfologiczne
            oraz czy występują jakieś niepokojące dolegliwości? Od jakiego czasu mama
            choruje i gdzie jest leczona?
            Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

            pozdrawiamy

            Gosia i Robert
            • 21.03.06, 08:53
              Witam,

              przepraszam, ze tak pozno odpisuje, ale nie mam juz siły pisac o tym wszytkim.
              Pozdrawiam i trzymajcie sie jakos.
              • 21.03.06, 10:04
                Liina trzymaj się i bądź dzielna. Ściskam mocno.



                --
                Onkoforum-Damy rade
                • 21.03.06, 14:54
                  Trzymam sie jakos, bo co innego pozostaje? W koncu wszyscy umrzemy, kwestia
                  tylko kiedy i jak? Bo czemu trzeba umierac 20 lat przed czasem i to jeszcze w
                  takich cierpieniach?
                  • 21.03.06, 14:55
                    Nie wiem...


                    --
                    Onkoforum-Damy rade
                  • 21.03.06, 21:51
                    Wcale się Tobie nie dziwię. Ja też mam pomału dosyć i czuję też bezradność, a w
                    przypadku Gosi myślę, że chodzi nie o 20 lat a o dwa razy tyle jeszcze życia.
                    Gosia od wczoraj jest niestety w szpitalu. Niedrożnośc jelit i będzie operacja.
                    :-(((
                    Robert
                    • 26.03.06, 13:48
                      Na szczęście u Gosi obyło się bez operacji niedrożność okazała się chwilowa i
                      po odpowiednim leczeniu ustąpiła. Można więc było kontynuować chemioterapię.
                      Poślizg był tylko dwudniowy. Gosia czuje się dobrze jest apetyt i jelita dobrze
                      funkcjonują. Znowu jest nadzieja.
                      • 26.03.06, 15:28
                        Jupi !!! Brawo - strasznie się cieszę :)))
                        Trzymajcie się mocno - ale znam Was i wiem że tak właśnie będzie... Jesteście
                        wielcy :)))
                        • 27.03.06, 09:41
                          Modl sie , zeby ta chemia wybila troche te komorki, u mojej mamy bylo dokladnie
                          tak samo, raz niedroznosc, jakos wyszla po kilku dniach, ale za drugim razem,
                          miesic pozniej juz nie wyszla z tego, ale nie bede straszyc i nic opisywac,
                          ufam, ze u was bedzie lepiej.Trzymajcie sie.
                          Mama moja z reszta przez ten miesiac miedzy jedna, a druga niedroznoscia chemii
                          nie dostawala, wiec tez inna sytaucja.
                          Trzymajcie sie.
                      • 27.03.06, 09:43
                        No to całe szczęście :-) Ściskam Was mocno :-)
                        --
                        Jeśli problem choroby nowotworowej dotyczy także Ciebie, zajrzyj do Nas:
                        Onkoforum-Damy rade
                        • 28.03.06, 22:39
                          Czy Gosia jest VIPem bo lekarze dokonuja cudow i przechodza sami siebie
                          • 28.03.06, 22:56
                            Gosia nie jest VIP-em. Jest młodą dzielną kobietą, ma córeczkę i super męża,
                            który zrobiłby wszystko żeby wyzdrowiała. Ma wielkie wsparcie w rodzinie. Czy
                            trzeba byc VIP-em żeby wywalczyć sobie leczenie? Nie - ale trzeba mieć dużo
                            determinacji, samozaparcia i ogromną wolę walki. Trzymam mocno za Gosię i
                            Roberta kciuki. Los sprawił, że poznalismy się - szkoda tylko, że z powodu
                            choroby...
                            Pozdrawiam,
                            Anka


                          • 29.03.06, 20:27
                            marcepanna napisała:

                            > Czy Gosia jest VIPem bo lekarze dokonuja cudow i przechodza sami siebie

                            Wierzymy, że postawione pytanie jest sformułowane w dobrej wierze. Zdajemy
                            sobie sprawę, że ogrom odbytego leczenia może sprawiać wrażenie, że ktoś może
                            nie mieć możliwości dotarcia do takich metod leczenia. Zapewniamy, że jesteśmy
                            zwykłymi ludźmi, których upór i dążenie sprawiło, że własnie takie metody
                            zostały zastosowane w leczeniu raka jajnika. W zasadzie są to metody dostępne w
                            Polsce, ale niestety w nielicznych ośrodkach. Praktycznie lekarze w innych
                            ośrodkach nie mówią, że gdzieś w Polsce można zastosować inną metodę leczenia,
                            ponieważ zwyczajowo proponują to czym sami w danym ośrodku dysponują. Uważamy,
                            że aby zwiększyć szanse leczenia trzeba często brać sprawy w swoje ręce i nie
                            oglądać się na lekarzy, którzy w danej chwili leczą. To, że tak wygląda droga
                            leczenia tej paskudnej choroby zawdzięczamy sobie i przychylnemu lekarzowi,
                            który nie odwodził nas od zastosowania takich metod i wtedy, gdy leczenie było
                            poza Szczecinem zawsze moglismy na niego liczyć. Tak jak ma to miejsce teraz.
                            Jeśli jest potrzeba wspomożenia w dotarciu do nielicznych ośrodków w Polsce, to
                            oczywiście służymy pomocą. Bezgraniczne zaufanie lekarzowi i metodzie leczenia
                            w postępowaniu standartowym może nie być do końca dobrym rozwiązaniem. W raku
                            nie ma mądrych i nie ma jednej drogi leczenia, a kompromisy są trudne. Warto
                            pamiętać o tym stając do walki z tą chorobą. Wszystkim życzymy zdrowia i tylko
                            słusznych decyzji i wyborów.

                            pozdrawiamy

                            Gosia i Robert
                            • 29.03.06, 20:43
                              Panie Robercie

                              Mam nadzieje, ze stan Pana zony jest dobry. Podziwiam Panstwa determinacje w
                              walce z ta okrutna choroba.

                              U mojej mamy wykryto raka jajnika w sierpniu 2005, odrazu przeprowadzona
                              zostala operacje usuniecia wszystkich narzadow kobiecych, plus wszystkiego
                              innego co sie dalo typu pepek, tkanka tluszczowa. Na poczatku wrzesnia mama
                              rozpoczela chemie - taxol plus cisplatyna, ale poniewaz uszkodzilo to calkowice
                              szpik kostny juz w drugim rzucie byl to taxol i carboplatyna. Mama zakonczyla
                              chemie tuz przed swietami i tomografia nie wykazala zadnych zmian
                              nowotworowych, poziom markerow po zakonczeniu chemii 7.5. Obecnie mama co 6
                              tyg. chodzi na kontrole i na ostatniej kontrolii pozim markerow wynosil 9.90.
                              Cieszymy sie, ze wyniki dobre, mama wraca do sil...ale po przeczytaniu Pana
                              postu zastanawiam sie, czy moze nie nalezy robic czegos wiecej??. Przeczytalam
                              troche ksiazek na temat raka jajnika, glownie anglojezycznych i na zachodzie
                              odchodzi sie od operacji sprawdzajacych, ale moze jednak powinno sie ja
                              wykonac?? Co Pan o tym sadzi??
                              Pozdrawiam
                              Agnieszka
                              • 29.03.06, 21:39
                                Tak Gosia czuje się dobrze i jest w trakcie chemii, którą znosi nadspodziewanie
                                dobrze. Gosia zachorowała w wieku 26 lat, a teraz ma ponad 30.
                                To dobrze, że tak się sprawy mają u mamy. Na pewno zdania będą podzielone
                                odnośnie zasadności operacji sprawdzającej. Można wykonać laparoskopię, która
                                jest mniej inwazyjna, ale wtedy nie można dokładnie obejrzeć jamy brzusznej i
                                zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia jelit. Jestem zdania, że po zakończonym
                                leczeniu powinno dokonać się przeglądu jamy brzusznej, ponieważ rak jajnika
                                jest podstępny i często może mieć postać mikroskopową niewykrywaną badaniami
                                obrazowymi. Marker CA125 też nie jest do końca wykładnikiem stanu chorobowego.
                                Tylko badanie histopatologiczne może potwierdzić całkowitą remisję choroby. Nie
                                wiem jednak czy w tej sytuacji jest teraz zasadność sprawdzenia po trzech
                                miesiącach i wiem, że nie wszędzie takie przeglądy chcą robić. Gdzie mama była
                                leczona? Mogę podać namiary na Profesora z Gdańska, który jest specjalistą w
                                leczeniu raka jajnika. Trzeba pilnować badań kontrolnych markerów, USG raz na
                                dwa, trzy miesiące jamy brzusznej i przezpochwowe oraz raz na pół roku
                                tomografia. Proszę pamiętać o tym, że wznowa wcześnie wykryta nie musi byc od
                                razu wyrokiem i trzeba doprowadzić do usunięcia wznowy i wdrożeniu szybko
                                odpowiedniego leczenia onkologicznego. Każdy przypadek jest inny i nie należy
                                ich generalizować. Osobiście znam kilkanaście przypadków raka jajnika i każdy
                                jest lub był inny. W razie dalszych pytań odpiszę jutro wieczorem. Pozdrawiam

                                Robert
                                • 29.03.06, 21:55
                                  Panie Robercie

                                  Dziekuje za odpowiedz i strasznie sie ciesze, ze Panska zona czuje sie dobrze.
                                  Moja mama ma 58 lat i byla leczona w centrum Onkologii w Lodzi w Szpitalu
                                  Kopernika. Chirurg, ktory mame operowal narazie stwierdzil, ze poniewaz
                                  tomografia i markery sa dobre to operacja sprawdzajaca nie jest wskazana, ale
                                  nie wykluczyl jej w przyszlosci. Problem tez w tym, ze moja mama o zadnej
                                  operacji sprawdzajace slyszec nie chce. W maju zeszlego roku na raka zmarl moj
                                  tato (w ciagu 2 tyg. od jego wykrycia) i nie zdazylismy sie pozbierac i w
                                  sieprniu mama byla juz operowana na raka jajnika. A wiec rozumie Pan, ze mama
                                  miala mase negatywnych przezyc i cieszy sie, ze wyniki sa dobre i wierzy, ze
                                  bedzie dobrze. Czy ten profesor z Gdanska moglby ewentualnie na podstawie
                                  dostarczonach wynikow wydac jakas opinie?? Chetnie skorzystalabym z takiej
                                  mozliwosci i bylabym wdzieczna za namiary. Nikt jednak narazie nie mowil o USG
                                  i mama nie miala takowego robione. Lekarz bada ja ginekologicznie, ma mierzony
                                  poziom markerow i wlasnie raz na pol roku ma miec robiona tomografie. A co
                                  sadzi Pan o badaniu PET. Strasznie dziekuje za wszystkie informacje i pomoc.
                                  Zycze zdrowia dla zony i wytrwalsoci dla nas wszystkich w walce z ta okrutna
                                  choroba. A jeszcze jedno pytanie, w jakim stadium wykryto raka u Panskiej
                                  zony...u mojej mamy jest to rak jajnika III B.Pozdrawiam. Agnieszka
                                  • 30.03.06, 20:56
                                    Tak w ogóle to jestem Robert.
                                    Jak najbardziej rozumiem, to co wydarzyło się w Waszej rodzinie i reakcje mamy.
                                    Rozumiem też lęk przed kolejnym zabiegiem operacyjnym. Wspomniany Profesor
                                    byłby innego zdania, jak chirurg Twojej mamy. Najlepszym rozwiązaniem byłby
                                    bezpośredni kontakt z Profesorem i inna mozliwośc wyrażenia przez niego opinii
                                    raczej nie w chodzi w grę. Z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że byłby za
                                    operacją sprawdzającą, chyba, że istniałby przeciwskazania do wykonania takiego
                                    zabiegu. Wierzyć trzeba zawsze i żyć nadzieją. Jeśli chodzi o badania USG to
                                    uważam to za błąd, że lekarz prowadzący takich nie zleca. Powinniście się tego
                                    bezwzględnie domagać i warto aby takie badania odbywały się na przemian raz
                                    jamy brzusznej, a potem przezpochwowe. PET może być dobrym rozwiązaniem, ale
                                    raczej mama nie uzyska na tym etapie skierowania na takie badanie z uwagi, że
                                    inne wyniki nie wskazują lub nie wynika z nich niejasnośc o istniejącej lub
                                    nawracającej chorobie raka jajnika, no chyba, że odpłatnie, ale to kosztuje nie
                                    mało. Agnieszka podaję swój nr GG to możemy pogadać 3190023. Gosia miała
                                    rozpoznaną chorobę w stopniu IIIc. pozdrawiam Robert
                                    • 01.05.06, 00:22
                                      Witam!

                                      III C to bardzo pozno tez.
                                  • 27.04.06, 20:42
                                    Agnieszka odezwij się co słychać? Jak mama? Dawno niepisałaś żadnych wieści.
                                    Pozdrawiam Robert
                            • 11.07.07, 04:43
                              Witam,
                              Jestem nowa na tym forum i szukam informacji o raku jajnika.Moja Mama miała
                              leczenie,chemię, 2 operacje.Potem okazało się że wszystko jest w porządku,a
                              teraz na kości miednicy pojawiło się znów coś.Co to jest ta megachemia?Czy może
                              mi Pan wyjaśnić?Czy można ją zastosować w przypadku zmian na kościach?
                              Potrzebuję jakichkolwiek informacji.Dziękuję.
                              • 11.07.07, 10:09
                                Megachemioterapia w raku jajnika z następowym przeszczepem komórek
                                krwiotwórczych jest metodą leczenia raka jajnika, ale nie zawsze i nie w każdej
                                sytuacji można takie leczenie zastosować. Ważne jest rozpoznanie
                                histopatologiczne nowotworu jajnika z oceną stopnia zróżnicowania komórek
                                nowotworowych oraz sytuacja chorobowa pacjentki czyli obraz kliniczny istnienia
                                choroby w badanich obrazowych. Myślę, że w przypadku istnienia przerzutów do
                                kości raczej takie leczenie jest wykluczone z uwagi na wykorzystanie
                                radioterapii paliatywnej w przerzutach do kości i ewentualnie leków z grupy
                                bifosfanianów. Najlepsze efekty megachemioterapii, które może wydłużyć remisję
                                choroby jest jej zastosowanie jako leczenia kończącego leczenie chemioterapią z
                                efektami widocznej remisji choroby, ale takie leczenie może być również
                                zastosowane w celu złamania oporności na dotychczasowe nieskuteczne leczenie
                                chemioterapią. Czy Twoja mama ma raka jajnika wywodzącego się z komórek
                                zarodkowych? Napisz rozpoznanie histopatologiczne. Jakie dotychczas leczenie
                                przeszła Twoja mama? Jakie leczenie obecnie proponują lekarze i gdzie mama się
                                leczy? Spróbuję jeszcze coś napisać.
                                pozdrawiam Robert
      • 09.06.07, 10:05
        Bardzo dziękuję za odpowiedż , ja już parę razy walczyłam o przydział chemii tak
        ,że zawsze sie obawiam ,nie podaja mi własciwej, bo nie ma ,czy dlatego ,że nie
        potrzeba innej. A jeśli chodzi o GEMZAR to w zasadzie co 3 tygodnie mam dostawać
        ale teraz np. czekałam 4 tyg. bo szpik kostny już ledwo ,ledwo ,a jak się pytam
        czy ewentualnie przeszczep ,to mówią ,że u mnie nie wchodzi w rachubę ,bo nic to
        nie zmieni i ciągle mam wrażenie ,że oszczędnosci są ważniejsze jak ja.Jeszcze
        raz gorąco dziękuję za odpowiedż, jestem spokojniejsza i życzę powodzenia
        ,pozdrawiam GOsię .
        • 11.06.07, 23:49
          Julka a gdzie się pytasz o ten przeszczep? W zasadzie odmowa przeszczepu jest
          zawsze przy rozpoznaniu stopnia złośliwości nowotworu G3 nie mylić ze stopniem
          zaawansowania choroby. Istnienie choroby praktycznie też nie kwalifikuje do
          przeszczepu chyba, że mamy do czynienia z opornością na dotychczasowe leczenie
          chemioterapią wówczas taki przeszczep z megachemioterapią, może tą opornośc
          przełamać, ale o tym decyduje lekarz. Czy w trakcie leczenia Gemzarem
          wspomagają Twój organizm czynnikiem wzrostu o nazwie Neupogen (zastrzyk 24
          godziny po podaniu chemii, nawet do kilku co 24h). To jest w sumie w standarcie
          postępowania przy tego rodzaju chemii. Wierzę, że u Ciebie terapia Gemzarem
          będzie skuteczna , bo w sumie u Gosi przyniosła jakieś pozytywne efekty.
          Rozumiem, że dostajesz tylko Gemzar.
          pozdrawiam Robert
    • 31.03.06, 12:58
      Witaj
      moja mama dostaje Gemzar w Sz-nie. jest 13 miesiecy po wykryciu raka a 6 lat po
      operacji usuniecia macicy z przydatkami.
      Przed Gemzarem dostala 6 taxoli+ 6 PC. Po PC markery oszalaly: z 30 po taxolu
      wzrosly do 700 po Pc. Mama wywalczyla sobie sama Gemzar na Komisji, bo chcieli
      jej dac znowu cos slabego. Ale bardzo zle go znosi. Po pierwszej sesji (dwa
      poniedzialki pod rzad) zawiozlam ja na ostry dyzur w piatek i cale szczescie bo
      o malo co... dostala szybko krew i potem zrobili jej dutygodniowa przerwe. Ale
      ogolnie krew srednia+ okropne bole nog i rak (szpik). Czy mozesz napisac w
      jakich proporcjach Twoja Zona przyjmuje Gemzar? w jakich sesjach i jak sie po
      nim czuje?
      bardzo podziwiam Was za sile walki przez tyle lat. pozdrawiam i trzymam kciuki
      magda
      --
      Magda mama Ninki
      Nasza ukochana Pyza
      • 31.03.06, 14:41
        Cześć Magda
        Trochę nie rozumiem sytuacji Twojej mamy głównie za sprawą operacji sprzed 6
        lat i rozpoznaniu raka (jajnika?) 13 miesięcy temu. Dlaczego Twoja mama dostała
        6 kursów chemii PC jeśli markery rosły? Gosia dostaje Gemzar 1600mg w
        połączeniu z Carboplatyną 350 mg podawanej 1 i 8 dnia i kolejna sesja za dwa
        tygodnie. Tą chemię znosi nadspodziewanie dobrze objawy typowe po chemii są
        tylko 1 dnia kiedy podawana jest Carboplatyna, ale nienasilone. 8 dnia kiedy
        jest tylko Gemzar praktycznie nie ma żadnych objawów. Porównując poprzednie
        chemie Gosi i samopoczucie to ta jest "rewelacyjna". Czy w związku z
        zawirowaniami parametrów szpiku u Twojej mamy lekarze nie proponowali włączenia
        np. Neupogenu? Bóle kończyn mogą być wywołane podawaniem chemii, no ale też
        obniżonymi parametrami szpiku. Dobrze, że Twoja mama dostała krew. Gdzie Twoja
        mama się leczy, bo Gosia w szpitalu na Pomorzanach, ale sam punkt podawania
        chemii w mojej ocenie biorąc pod uwagę wszystko jest beznadziejny. Jeśli
        potrzebujesz informacji w temacie raka jajnika śmiało pisz. Jeśli jesteś ze
        Szczecina lub okolic jest nawet mozliwe spotkanie z nami i porozmawianie, jeśli
        czujesz taką potrzebę. Nie widzę żadnych przeszkód, bo taka rozmowa jest
        łatwiejsza niż na forum lub na GG, ale możesz również mnie łapać na GG podałem
        numer w poprzednim poście. Dzisiaj jeszcze jestem przez godzinę, a dopiero
        jutro będę zaglądał na forum. Trzymaj się i pamiętaj walczyć trzeba, chociaż to
        trudna i nierówna walka. Pozdrów mamę
        Robert

        • 31.03.06, 15:36
          Witaj i dziekuje za odpowiedz
          6 lat temu znaleziono mamie guza w macicy, poniewaz miala 50 lat, wycieto
          wszystko. Po operacji i konsultacji okreslono guz jako guz o organicznej
          zlosliwosci i niezaaordynowano chemii. Powiedzieli jej dokladnie tak: " dla nas
          jest pani wyleczona".
          podobno to byl blad i teraz podaje sie nawet profilaktycznie chemie w takich
          przypadkach. rowno po 5 latach okazalo sie, ze mama ma raka.
          Wiecej napisze innym razem bo dziecko mi strasznie marudzi i nie moge sie
          skupic.
          Jeszcze raz dzieki za odzew i pozdrawiam.
          aha jestem ze Sz-na i mama ma podawana chemie i leczy sie na Pomorzanach.

          --
          Magda mama Ninki
          Nasza ukochana Pyza
          • 01.04.06, 10:28
            Trudno jednoznacznie stwierdzić czy lekarze popełnili błąd. Jeśli była to
            zmiana o granicznym stopniu złośliwości w dodatku zróznicowanie komórek G1 i
            wcześnie stadium, to chyba nie był błąd. Tak w zasadzie się postępuje, ale
            niewykluczone, że obecna wiedza lekarzy skłania jednak do podawania chemii w
            takim przypadku. Czekam zatem na więcej informacji i napisz przy okazji, kto
            prowadzi Twoją mamę na Pomorzanach? pozdrawiam Robert
    • 01.04.06, 00:52
      Witam Robercie i Gosia trzymam za Was bo jak wam sie uda to i mi bedzie lzej
      • 01.04.06, 10:24
        Witaj Ewa widzimy, że jesteś czujna i śledzisz, to co dzieje się w sieci i że
        jest takie forum, które widać nieźle zastępuje Onkolink w pozytywnym tego słowa
        znaczeniu
        Gosia i Robert
        • 20.04.06, 15:27
          U Gosi po dwóch cyklach chemii Gemzar+Carboplatyna markery spadły o 1/3. Teraz
          trzeci cykl i badania obrazowe oraz konsultacje. Nadzieja wraca, że jeszcze raz
          będzie można pokonać tego potwora.
          Robert
          • 20.04.06, 15:35
            Moja mama nie zdazyla wziac tego gemzaru i carbplatyny przez opieszalosc
            lekarzy. Potem juz bylo za pozno.Moze tez by jej to cos pomoglo.
            Trzymajcie sie.
          • 20.04.06, 21:52
            Czesc Bardzo sie ciesze ,ze chemia zadzialala,oby tak dalej ,pozdrawiam serdecznie
        • 28.04.06, 10:36
          Witajcie
          Jestem tutaj pierwszy raz a sprowadza mnie choroba mamy.
          W grudniu 2004 mama została poddana operacji ginekologicznej. W wyniku badań
          histopatologiczny stwierdzono raka jajnika w stadium III G. Potem była chemia
          taxol + cisplatyna (6 kursów), następnie opeacja tzw secon look i potem jeszcze
          trzy kursy chemii. Lerczenie zakończyła w listopadzie 2005 roku i czuła się
          dobrze. Dokuczały jej i nadal dokuczają ręce i nogi ale jest to wynik chemii.
          Funkcjonue normalne, wykonuje drobne prace omowe, robi sama pranie, zakupy i
          nie narzeka na nic (prócz rąk i nóg). W lutym miała robione USG miednicy i nie
          swirdzono żadnych zmian. Systematyczne badania markera nie były niepokojące,
          około 16.
          Wczoraj pojechałyśmy po odbiór wyników rwi markery oszalały - wzrosły do 245.
          Wyniki krwi pozostałe są w normie i mama nadal na nic się nie skrży. Lekarz
          zaleił tgrafię na 8 maja. Powiedział,że na razie nic nie może powiedzieć.
          Należy poczekać na TK i wtedy podjąć decyzję co do dalszego leczenia.
          Proszę mi powiedzeć, czy tenm ngły wzrost markerów,to jest sygnał, że choroba
          wróciła? Strasznie się martwię.
          Pozdrwawiam bardzo serdecznie wszystkie osoby zmagające się z tą steraszną
          chorobą.
          Ewa
          • 28.04.06, 10:50
            hej!

            Do 8 maja zrobcie raz jeszcze marker w innym labolatorium dla pewnosci.
            Kiedy wyszedl ten marker 245? z jakiego dnia jest to badanie i jaki byl marker
            przy przedostatnim badaniu? Podaj marker z przedostatniego badania oraz date
            jego wykonania. Chodzi mi o to w jakim tempie ten marker rosnie.
            POzdrawiam.
            • 28.04.06, 12:44
              Marker należy powtórzyć w tym samym laboratorium, a nie w innym z uwagi, że
              laboratoria mogą stosować różne odczynniki przy takim badaniu. Doświadczeni
              onkolodzy i genetycy stoją na stanowisku, że tylko badanie w tym samym
              laboratorium jest najbardziej miarodajne. Zmienianie laboratorium może ten
              obraz przekłamywać. Należy pamiętać, że sam wzrost markera nie oznacza wznowy
              choroby, ale przy takim poziomie może on budzić poważny niepokój. Samo badanie
              USG też powinno być wykonane przez bardzo doświadczonego radiologa szczególnie
              w zakresie onkologicznym. Oczywiście trzeba poczekać do tomografii
              komputerowej, bo to badanie może wiele wyjaśnić. Proszę mimo wszystko być
              dobrej myśli i na zapas się nie zadręczać. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to
              łatwe, ale innego wyjścia nie ma. Dobre wyniki morfologii nie korelują z
              ewentualną wznową choroby. W razie pytań służę radą. Pozdrawiam Robert
              • 28.04.06, 12:51
                Hej Robert!
                Piszesz o tym samym labolatorium.

                a nie w innym z uwagi, że
                > laboratoria mogą stosować różne odczynniki przy takim badaniu

                Jesli roznica w wyniku badan wynosi 10, to znaczy , ze ani jedno ani drugie
                labolatorium sie nie pomylilo, 10 do granica bledu.

                My robilysmy z mama w dwoch roznych labolatoriach zawsze, granica roznicy
                wynosila zawsze do 10.
                Wychodzac z Twojego zalozenia, ze moga byc rozne odczynniki i nalezy robic w tym
                samym labolatorium dlatego, to mozna wnioskowac, ze co? Ze w jednym labolatorium
                bedzie marker 30 ,a w drugim 100?
                To troche chore by bylo. W koncu jest przewidziana norma danego markera i zadne
                z labolatoriow nie powinno sie az w tak duzych granicach mylic, prawda?
                Teraz mnie to dopiero zastanowilo jak naopisales o tym.
                cCyba niezaleznie od odczynnika, to nie bedzie tak, ze w jednym labolatorium
                bedzie 246 , a w drugim 40?
                Spotkales sie z takim czyms?
                • 28.04.06, 12:57
                  Spotkałem się z czymś takim na przykładzie Gosi. Marker w jednym laboratorium
                  wyszedł 87. a w drugim 37. Pozdrawiam
                  • 28.04.06, 13:26
                    No co Ty? Zartujesz? Trzeba ustalic, ktore labolatorium zle wykonalo badanie ,
                    bo granica bledu jest 10 i to labolatorium gdzies podac chyba???
                    Przeciez takie cos moze czlowieka zabic.
                    Powinni wiec wprowadzic jeden tylko odczynnik i juz.
                    Albo moze to nie tylko od odczynnikow zalezy? Od czego jeszcze? Nie znam sie na
                    technicznej stronie tego badania, jak sie je dokladnie wykonuje.
                    Tragedia.
                    • 28.04.06, 13:34
                      Dzisiaj to juz nie ma żadnego znaczenia. To było jesienią 2003 roku, kiedy
                      Gosia była po potwierdzonej całkowitej remisji choroby. Przyznam, że nieźle się
                      wtedy nadenerwowaliśmy, ale nie miało to nic wspólnego ze wznową, bo ta
                      pojawiła się w maju 2005 roku. Jednak ten przykład wskazuje, że jest możliwe,
                      kiedyś podobny przykład mieliśmy z morfologią. Pozdrawiam
                      • 28.04.06, 13:51
                        W zwiazku z tym co piszesz, wydaje sie bardziej zasadnym zrobienie tych samych
                        badan jednak w dwoch roznych labolatoriach,a nie w tym samym.
                        Bo co ci po drugim wyniku potwierdzajcym pierwszy, skoro labolatorum jest do
                        kitu i oba wyniki sa tez do kitu?
                        Mowisz o strachu, ktorego sie najedliscie. Gdybyscie zrobili raz jeszcze w tym
                        samym labolatorium to badanie, to by znowu wyszlo 80 i co dalej? nerwy,
                        badania , a moze nawet i chemia, ktora by byla niepotrzebna. Poszliscie do
                        drugiego labolatorium i wyszlo cos zupelnie innego. Wtedy trzeba zrobic z
                        trzecim labolatorium aby potwierdzic wynik ktoregos z tych dwoch pierwszych.
                        Wydaje mi sie wiec bardziej jednak zasadne robienie badan w dwoch roznych
                        labolatoriach, bo jesli pierwsze labolatiurm sie myli, to za drugiem razem tez
                        sie bedzie myslic, a chodzi o faktyczny wynik przeciez, a nie potwierdzony, ale
                        ten omyłkowy.
                        • 28.04.06, 14:05
                          Nie zgadzam się z tym co napisałaś w zakresie, że jeśli marker byłby wyższy to
                          mogłaby być np.chemia. Samego markera się nie leczy, bo wznowa choroba powinna
                          być wykazana w badaniach obrazowych USG,TK,MRI,PET itp. Nie sądzę, aby mogło
                          dojśc do dwóch pomyłek w tym samym laboratorium. Rzomawiałem naprawdę na ten
                          temat z bardzo doświadczonymi lekarzami i oni podkreślali, że badanie w tym
                          samym laboratorium jest wynikiem miarodajnym i właściwym do oceny, nawet jeśli
                          z jakiś przyczyn należąloby powtórzyć takie badanie ponownie. Zapewne wiesz, że
                          marker CA125 jest bardzo czułu na stany zapalne szczególnie w obrębie miednicy
                          mniejszej, ale również w jamie brzusznej, może być nawet podwyższony przy
                          stanie zapalnym zęba. Wcześniej uważano ten marker za szczególne badanie w
                          rakau jajnika, niestety obecnie wśród lekarzy jego blask gaśnie. Na świecie
                          poszukuje się innych markerów nowotworowych w tym nowotworze, tak aby była
                          szansa na wczesne wykrycie tego postępnego. Nowotoworu. Stoję na stanowisku, że
                          tylko to samo labratorium, ale nie zapominając, że marker CA125 jest
                          ukierunkowaniem i nieswoisty wskaźnikiem istnienia lub nie istnienia np. raka
                          jajnika. Będę podkreślał z całą mocą cała gama badań kontrolnych szczególnie
                          obrazowych w odpiwednich odstępach czasu przy kontrolowaniu markera jest
                          najwłaściwszym postepowanie przy monitorowaniu ewentualnej wznowy choroby.
                          Pozdrawiam Ciebie serdecznie, a moje spostrzeżenie potraktuj jako doświadczenia
                          osobiste. Jeśli my byśmy polegali na samym CA125, który sobie skakał w górę i w
                          dół to Gosia miałaby bardzo krótką remisję choroby. Nigdy nie zaniechalismy USG
                          i tomografii, które były wykonywane odpowiednio co trzy miesiące( w tym okresie
                          jamy brzusznej oraz przezpochwowe) i raz na pół roku TK.
                          • 28.04.06, 14:32
                            Hej Robert!

                            No ja mam wlasnie nieco inne doswiadczenia.
                            Wiem, ze marker CA 125 moze rosnac od stanow zapalnych w miednicy itd, a ze od
                            zapalenia zeba to nie slyszałam ani nie czytałam.

                            Nie sądzę, aby mogło
                            > dojśc do dwóch pomyłek w tym samym laboratorium

                            W tym labolatorum, gdzie wyszło 80 robiliscie raz jeszcze ten marker?
                            Podejrzewam, ze nie, wiec nie wiecie, czy w tym samym labolatorium nie
                            popelniono by tej samej pomylki.

                            marker CA125 jest bardzo czułu na stany zapalne szczególnie w obrębie miednicy
                            > mniejszej, ale również w jamie brzusznej, może być nawet podwyższony przy
                            > stanie zapalnym zęba. Wcześniej uważano ten marker za szczególne badanie w
                            > rakau jajnika, niestety obecnie wśród lekarzy jego blask gaśnie. Na świecie
                            > poszukuje się innych markerów nowotworowych w tym nowotworze, tak aby była
                            > szansa na wczesne wykrycie tego postępnego

                            Zakladajac, ze CA 125 moze byc podwyzszony od stanu zapalenego zeba, to w ogole
                            nie powinno sie go wykonywac wlasciwie, bo jaka on ma wartosc przy sledzeniu
                            raka? W takim wypadku zadna.
                            A jednak...U mojej mamy tylko dzieki wzrostowi markera wiedzilismy , ze zaczyna
                            sie na nowo , ale nie samemu wzrostowi, a TEMPIE w jakim wzrastal. To jest
                            NAJWAZNIEJSZE- tempo wzrostu. Jesli jest podwyzszony od zeba, to bedzie
                            podwyzszony, ale nie bedzie rosl systematycznie do wartosci np. 3000.Jezeli
                            rosnie na skutek raka i przybywajacych komorek rakowych, to bedzie rosl
                            systematycznie.
                            U mojej mamy bylo to widac jak na dloni. W ciagu 2 tygodni podwajal sie o 50 %
                            poprzedniego wyniku.

                            Jeśli my byśmy polegali na samym CA125, który sobie skakał w górę i w
                            >
                            > dół to Gosia miałaby bardzo krótką remisję choroby

                            U Gosi skakał od czegos innego niz rak, od innego zapalenia, ktore raz bylo, a
                            potem juz go nie bylo, bo organizm dal sobie rade, ale jesli przestanie skakac,
                            tylko zacznie isc regularnie w gore, to juz ostry alarm!

                            A tak poza tym to USG to teatrzyk cieni, nie ufam temu.Bardziej ufam
                            systematycznemu wzrostowi CA 125. Mojej mamie rosl CA systematycznie, a na USG
                            nic widac nie bylo, na TK tez nie...Otworzyli ja od niechcenia po naszych
                            naciskach i okazalo sie, ze byl duzy naciek na jelicie, troche wody i musieli
                            usunac jelito grube cale. Gdyby jej wtedy nie otowrzyli( tylko wlasciwie na
                            podstawie systematycznego wzrostu markera i naszych naciskow oraz dobrej woli
                            bardzo ludzkiego lekarza), to by zmarla duzo wczesniej.
                            POzdrawiam Ciebie i Gosie.

                            Pozdrawiam Cie takze serdecznie i jak widac mam inne doswiadczenia z tym samym
                            typem raka.

                            • 28.04.06, 16:58
                              Powtórzony marker był robiony w innym laboratorium, ale było to laboratorium, w
                              którym Gosia zawsze robiła to badanie, a ten wynik 87 był w innym i to
                              przypadkowo. Potem następne badanie powtarzaliśmy już w tym stałym i wynik był
                              zbliżony do 37.
                              Ten spór jest konstruktywny i zdaję sobie sprawę, że można mieć inne
                              doświadczenia. Rak jajnika ma bardzo różne podtypy i w zasadzie jak znam ponad
                              20 przypadków, to żaden nie przebiega tak samo. Podzielam zdanie odnośnie
                              alarmu przy systematycznym wzroście markera, ale uważam że powtórzenie badania
                              powinno odbyć w tym samym laboratorium, bo będzie odniesienie. Jak wielu jest
                              lekarzy tak dużo uważa się tylko za lekarzy, zresztą o tym gdzie indziej
                              wspominasz. Dlatego pisałem, że potrzeba doświadczonego radiologa. My mamy to
                              szczęscie, że w Szczecinie taki jest i nigdy się nie pomylił. Zapewne wiesz, że
                              pewne zmiany w niektórych aparatach od tomografii komputerowej mogą być
                              niewidoczne, jak np. rozsiew raka na otrzewną. Przy systematycznym wzroście
                              markera trzeba dążyć do wskazania wznowy choroby, a operacja powinna być
                              ostatecznością przy braku widocznej wznowy. Rak jajnika to podstępna choroba,
                              nawet przy wznowie. Faktycznie o stanie zapalnym zęba nigdzie nie piszą, ale
                              informacje posiadam od kilku nie zależnych lekarzy, a było ich na drodze Gosi
                              bardzo wielu. Nawet palenie papierosów może podwyższać CA125. Oczywiście, że
                              przy zmianach nie rakowych nie będzie on systematycznie rósł. Pozdrawiamy
                              również Ciebie i podziwiami Twoją postawę.
                              Gosia i Robert
                              • 28.04.06, 22:48
                                I ja Was pozdrawiam raz jeszcze:-)
            • 28.04.06, 20:35
              Dzękuję za odpowiedź. Przedostatnie markery były robione 21 stycznia i wynosiły
              16.7. Ostatnie 18 kwietnia i wyniosły 217 (a nie 240 jak napisałąm wczeniej).
              Badania były robione w tym samym ośrodku onkologicznym w Łodzi.
              Na razie mama jakos sie trzyma, a ja razem z nią.
              Ewa.
              • 28.04.06, 22:42
                ewusik58 napisała:

                > Dzękuję za odpowiedź. Przedostatnie markery były robione 21 stycznia i wynosiły
                >
                > 16.7. Ostatnie 18 kwietnia i wyniosły 217 (a nie 240 jak napisałąm wczeniej).
                > Badania były robione w tym samym ośrodku onkologicznym w Łodzi.
                > Na razie mama jakos sie trzyma, a ja razem z nią.
                > Ewa.

                Nie chce Cie straszyc, ale z moich obliczen wynika, ze srednio co 3 tygodnie
                marker rosl o polowe poprzedniego wyniku w gore, co moze nie za dobrze wrozyc,
                ale poki co, to czekajcie na jakies potwierdzenie innym ewentualnie badaniem.
                To jeszcze nie koniec swiata.
              • 29.04.06, 10:26
                Należy również zauważyć, że wg doniesień medycznych wzrost markera może
                poprzedzać około 3 miesiące wystąpienie objawów klinicznych czyli uchwycenia
                zmian w badaniach obrazowych. Głowa do góry, może to fałszywy alarm, ale nie
                należy obecnej sytuacji zbagatelizować. Pozdrawiam Robert
                • 29.04.06, 13:42
                  Dziękuję, staramy ię myśleć pozytywnie. Trzymam kciuki za żonę, Gosię i za
                  Ciebie też (znam historię z postów).
                  Pzdrawiam Ewa
          • 28.04.06, 22:07
            A propo markerów dodam tylko że w 2 różnych laboratoriach mam robione i o ile
            ca 125 w miare podobne wyniki (45-55) o tyle ca 19-9 w Gliwicach 28 w
            Katowicach 67 przy normie w obydwu do 35 czyli w jednym ok w drugim raczej
            nie.Dziś byłam pobrać wyniki po 3 miesięcznej przerwie w katowicach a we wtorek
            jadę do Gliwic.W Gliwicach mówią mi spoko w Katowicach ciągle jakieś badania....
    • 27.04.06, 19:04
      Cicho sobie od jakiegoś czasu podczytuje to forum i postanowiłam się odezwać...
      Może nie wniosę nic szczególnego spoją wypowiedzią ale chciałam dodać wiary i
      otuchy zmagającym sie z tym potworem.
      Wiem o czym mówię, więc powiedzenie "wyobrażam sobie" jest jak najbardziej
      prawdziwe.
      Sama własnie dwa tygodnie temu świętowałam 8 rocznice zwycięstwa nad rakiem
      jajnika.
      Dopadł mnie gdy miałam 38 lat i do wychowania dwóch synów z których jeden miał 4
      a drugi 11 lat.
      Dobry Bóg dał mi tę możliwość żebym mogła cieszyć się widząc jak dorastają.
      Miałam też niebywałe szczęście dostać się w ręce wspaniałych lekarzy.
      Chciałam swoją historią zaświadczyć, że da się go pokonać..
      Trzeba przejść przez piekło na ziemi , ale da się to zrobić.
      Serdecznie pozdrawiam i chętnie odpowiem na ewentualne pytania.
      • 27.04.06, 20:39
        Cieszymy się, że swoim postem dałaś świadectwo, że mozna z tą chorobą walczyć i
        żyć znacznie dłużej niz wskazują twarde statystyki. Jeśli nie jest to dla
        Ciebie problemem, to napisz coś o swojej chorobie i leczeniu oraz gdzie byłaś
        leczona. Jesteśmy przekonani, że Twoje doświadczenia przydadzą się ludziom
        poszukującym pomocy i znajdą tym samym dla siebie wiarę i nadzieję lub ją
        pokrzepią. Bardzo cieszymy się, że los był dla Ciebie łaskawy. Zawsze możesz
        podzielić się tutaj swoją wiedzą i doświadczeniem w walce z rakiem jajnika, bo
        to że potwór, to nie ma wątpliwości. Trzeba przejść przez piekło na ziemi, ale
        warto podjąć tą walkę i wyzwanie. Ważne jest też trafić w odpowiednie ręce.
        Zagubieni ludzie często tego nie rozumieją lub nie mają świadomości jakie to
        ważne, oprócz ich woli pokonania choroby. Pozdrawiamy serdecznie :-)
        Gosia i Robert
        • 28.04.06, 17:28
          Najpierw słówko wyjaśnienia dotyczące mojego nicka...
          Te 45 to oczywiście mój wiek , tyle że obecnie trochę już obłozony ..podatkiem
          życiowym:)
          Początki tego, co w najczarniejszym scenariuszu nie przewidywałam jako raka
          datowane są na 28 luty 97 rok..
          Było to w 3 lata po urodzeniu młodszego syna.
          Czułam się świetnie.Wizytę kontrolną poporodową odkładałam na bliżej
          nieokreślony termin..no bo co niby takiego miało by mi być,skoro jestem w dobrej
          kondycji, a 3 lata to przeciez ostatecznie nie tak odległy termin kontaktu z
          lekarzem.
          O jakże byłam bezmyślna....
          Zostałam skierowana na kontrolne badanie usg przez lekarza pierwszego kontaktu,
          ale z przyczyn zupełnie innych niż tzw "sprawy kobiece".
          Wynik badania ogólnie był ok, tylko..no właśnie!.. " w lewym podbrzuszu
          struktura echoujemna o wym 50x41 mm odp. torbielii wskazanie do natychmiastowej
          kontroli gin.
          Pognałam. Jeszcze w tym samym dniu.Lekarz po dokładnym zbadaniu niczego nie wykrył!!
          Skierował na kolejne usg tym razem specjalistyczne, które potwierdziło ,że w
          łączności z lewym jajnikiem przestrzeń echoujemna, jednokomorowa, dobrze
          odgraniczona o wymiarach 57mmx51mm.
          W tył zwrot,i powrót do swojego gin, który już nie mniej zestresowany całą
          sytuacją znowu nic nie stwierdził w badaniu palpacyjnym i znowu skierował do
          jeszcze innego kolegi po fachu, bardzo sobie zaufanego.
          Poszłam . Nie nieuwierzycie! Zaufany p.dr pana dra, w dniu 11.11.97 r
          zaświadcza, że w obrazie usg stwierdza się narząd rodny o prawidłowej wielkości
          i budowie /sic/!!!!!
          Zgłupiałam...
          Ale nie do tego stopnia żeby całkowicie wygasić lampkę kontrolną, która gdzieś
          tam w mojej podświadomości się paliła i nie dawała mi spokoju..
          Mam bardzo kochaną i kompetentną internistkę, która leczy mnie od zawsze ,i to z
          nią podzieliłam się swoimi obawami i wątpliwościami.
          Dostałam skierowanie do szpitala na badania diagnostyczne , takie kompleksowe.
          No bo skoro nie jajnik to może coś na jelicie grubym..
          Powzięto decyzję ,że najbardziej szczegółowym i miarodajnym badaniem byłaby
          tomografia komputerowa.
          Jest początek 1998 roku. Takie aparaty to ogólnie rzadkość...
          Żeby się załapać na te z ubezpieczenia, trzeba czekać 3 miesiące!
          3 miesiące!!! Dla kogoś kto żyje w nieświadomości, niepewności , i słyszy różne
          podszepty to wieczność!
          Decyduję się zapłacić 350 zł i szpitalnym ambulansem jestem wieziona do
          prywatnej lecznicy 30 km od miejsca zamieszkania.
          Badanie potwierdza zmianę torbielowatą o wielkości 5cm związaną z lewym
          jajnikiem.Po prawej stronie również uwidoczniono lita zmianę /najpewniej
          powiększony jajnik /4,5 cm.
          Na szczęśćie, powiększonych węzłów chłonnych nie uwidoczniono a i innych zmian
          brak!!
          Badanie wykonano 10 lutego 1998r, czyli minął już rok od pierwszego rozpoznania
          nieprawidłowości.
          Teraz już sprawy nabrały rozpędu.
          7 marca przeprowadzono pierwszą operację przy rozpoznaniu Cystes ovarii
          bilaterales...
          Pierwotnie miała być to laparoskopia ale w trakcie zdecydowano się na laparotomię.
          Zrobiono tzw. zabieg oszczędzający, czyli usunięto tylko lewy jajnik co do
          którego były głowne zastrzeżenia i przy którym badanie tzw. INTRA dawała 50/50
          ryzyka, że to rak.
          2 kwitnia świat mi sie usunął spod nóg.
          Jest wynik hist.pat...tumor adnex sin...cystadenocarcinoma papillare G.2
          Serosum. Guz przekracza torebkę zewnętrzną. Zmiana śr.4cm.
          To co sie wtedy działo to jak sen..niewiele z tego pamiętam. W wielkim tygodniu,
          we wtorek, dokładnie w 21 dniu po pierwszej ponowna operacja której celem jest
          usunięcie drugiego jajnika i macicy .
          Pobrano przy tym: wycinek z okolicy pęcherza,z jelita, sieci,otrzewnej.
          Przekazano do badania :szyjke macicy,strefę
          przejściową,przymacicze,śluzówkę,drobny mięśniak znaleziony ma macicy,drugi
          jajnik jak się okazało z torbielą,jajowód oraz płyn z zatoki Duglasa.
          Na moje szczęście, w żadym z materiałow poddanych badaniu nie stwierdzono
          komórek rakowych ani ognisk nowotworowych.
          Następnym etapem była konsultacja w Instytucie onkologii .
          Mam szczęście że mieszkam na Śląsku i dostałam się pod opieke IO w Gliwicach w
          ręce dr.Andrzeja Wojcieszka którego serce odpowiada wielkością chyba jego
          posturze.A wierzcie mi! Chłop Ci on jest nie byle jaki...
          Konsylium ZNGJ zdecydowało 21 dniowe cykle chemioterapii : cisplatin i endoxan .
          Bywało róznie. Nawet zwykła mineralna mi śmierdziała...a mus było wlać w siebie
          i 3 ltry.Bo padały nerki, bo żoładek...
          Tydzień z 21-dniowego cyklu miałam wyjęty z życiorysu, w czasie dwóch
          następonych próbowałam jakoś się pozbierać i wtedy..znów na nowo.
          Była grożba że chemia zostanie przerwana, że względu na niedobór leukocytów.
          Po zakończeniu terapii kompleksowe badania i ogromna radość. Wszystkie badania
          prawidłowe.
          Potem co 3m-ce konsultacje połączone z usg i badaniem markerów Ca125,a co pół
          roku rtg płuc .
          Potem przerwy między wizytami wydłużono do 6 m-cy, następnie do roku.
          A po 6 latach otrzymałam glejt na nowe życie...cyt:
          Centr.Onk-Inst.im.M.Skłodowskiej-Curie Oddział w G-cach.
          Karta konsultacyjna.

          Pani:....
          rozpoznanie: Ca ovariorum post.oper.St.post chemio-ther.
          Wnioski i zalecenia:
          Ze względu na6-letni okres obserwacji brak cech wznowy proponuję dalsze kontrole
          pod opieką lekarza w miejscu zamieszkania.
          Kontrola w Instytucie Onk. w razie potrzeby.
          Podpisano:
          dr.n.med.Andrzej Wojcieszek.
          specjalista położniki ginekolog
          radioterapeuta-onkolog

          Oto i moja historia. Jest co czytać bo jeżeli coś pominęłam to mało znaczące
          szczegóły. Ale wiem z doświadczenia ze w czasie kiedy człowiek się zmaga z
          jakimś problemem to każda iskierka w ciemności jest odbierana jak promień słońca.
          Wszystkim dotkniętym bezpośrednio i pośrednio tą choroba życzę optymizmu i
          wiary , że sie uda.
          Serdecznie pozdrawiam i jestem cały czas do dyspozycji.

          • 28.04.06, 17:38
            Świetnie, że tak szczegółowo opisałaś swoją historię. Bardzo się cieszymy, że
            jesteś osobą wolną od raka i to już tyle lat. Twoje świadectwo musi być
            pokrzepieniem dla innych, że mimo różnych zawirowań można tą chorobę pokonać.
            Jednak musi się wiele wydarzyć i trzeba trafić w odpowiednie ręce. Dziel się z
            innym swoją wiedzą i doświadczeniem, a zapewne to komuś przyniesie dużą korzyść.
            Pozdrawiamy Gosia i Robert
            • 28.04.06, 22:47
              Swietnie, ze zyjesz!Trzymaj sie tak dalej!
              Chorobe mozna pokonac przede wszytkim wtedy kiedy jest ona odpowiednio wczesnie
              rozpoznana, a u nas to kwestia tylko wylacznie glupiego szczecia najcześciej.
          • 28.04.06, 23:04
            a czy można prosić o namiary na tego lekarza......najlepiej prywatnie....Kasia
            • 29.04.06, 17:17
              firmy.pkt.pl/firma/wojcieszek_andrzej__dr_nauk_med__ginekolog__gabinet_a3R5MDZfNDE4MjdfTGVrYXJ6ZSAtIGdpbmVrb2xvZHp5X19iYXNl.html
              Ale przyjmuje również w IO w Gliwicach.
              Możesz zadzwonić do Istytutu Onkologii ul. Wybrzeże Armii Krajowej 15, 44-101
              Gliwice, woj. śląskie, tel. 032 / 278-91-72 , 278-82-16
              • 29.04.06, 22:14
                Ja tez leczylam sie w IO Gliwice i mialam szczescie ,albo raczej nieszczescie
                trafic na dr Wojcieszka .To wlasnie on nie zlecil dalszego leczenia mojej
                znajomej po operacji sprawdzajacej zostawil ja z przetrala choroba.Natopiast ja
                musialam sie prosic o operacje sprawdzajaca pniewaz on kazal mi sie zglosic za
                pol roku.Dopiero na moje wyrazne zadanie dostalam skierowanie.,no i dalsze
                leczenie ,ale jezeli ktos nie jest w temacie swojej choroby to nie wie co
                moze.Gdybym wtedy sie nie upomniala to choroba by mogla byc spowrotem.Tak
                podchodzi do pacjentek ow doktor. Na szczescie mozna wybrac lekarza jakiego sie
                ch ,bo to tez jest mozlwe.ce wiec juz nie kontroluje sie u niego.Chyba ,ze
                uznaje ze niektorym nie warto juz pomagac.
                • 30.04.06, 20:34
                  to ciekawe a może możesz polecić ginekologa onkologa może być na maila
                  gazetowego.Pozdrawiam Kasia
              • 30.04.06, 20:32
                Dzięki za namiary wolę prywatnie,do Gliwic do IO jeżdżę ale z czymś innym tj
                tarczycą więc wiem jakie tam tłumy a ja bym chciała spokojnie.Bardzo dziekuje
                na pewno skorzystam.Kasia
      • 27.04.06, 22:09
        Super że zajrzałaś do nas i napisałaś. Przyłączam się do prośby Gosi i Roberta -
        Zaglądaj często proszę i pisz, pisz, pisz :-)
        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Najpiękniejsza Kasia na świecie
        • 03.05.06, 18:30
          Chcialam zasiegnac informacji na temat zastrzykow z grasicy cielecej,po
          chemioterapii w raku jajnika,czy ktos wiejak to działa.
          • 03.05.06, 21:01
            Witaj!

            CZytalam o tym w książce Paula Mohra, niestety nie znalazlam apteki u nas w
            Polsce, ktora by to sprowadzala albo sprzedawala.
            Moze do tego faceta napiszes?
            On jest pochodzi z Austrii, jesli chcesz , pomoge ci napisac do niego maila po
            niemiecku.
            Ja nie juz nie zdazylam napisac do niego maila w sprawie mojej mamy niestey.
            Pozdrawiam.
            • 21.02.07, 23:29
              witam was ja tez zachorowalam na ta passkudna chorobe.w lipcu 2006 roku mialam
              operacje,jestem po 6 chemiach dostawalam taxol i v +karboplatynai.v.w oslonie
              zofranu,teraz dostalam 3 chemie nie znam nazwy,martwie sie bo markery mi pomalu
              spadaja.usg nic nie wykazalo,wezly nie powiekszone.martwie sie bo mam malego
              synka ma 7 lat i jest tylko ze mna.stadium choroby to 3c,lecze sie w
              bydgoszczy.problem jest taki ze nie moge pozbyc sie wody z brzucha,lekarz
              twierdzi ze to chemia powinna wysuszyc,ze jest jej za malo zeby ja
              spuscic,odpiszcie irena.
              • 23.02.07, 15:58
                Irena
                A czy ta woda nagromadziła się po operacji, czy w trakcie chemii i czy nadal
                narasta? Zabieg operacyjny był radykalny i jakie były markery przed operacją i
                po operacji i jak to wygląda teraz? Jeśli woda nie narasta i markery mimo
                wszystko spadają, to chemia zatrzymała ten proces i można ostroznie powiedzieć,
                że działa. Napisz jakie są dalsze plany? Dobrze abyś napisała jak jest teraz
                obecna chemia. Spróbuję wtedy napisać coś więcej.
                pozdrawiam Robert
          • 03.05.06, 23:06
            Ewa, co nie co na w temacie wyciągów z grasicy cielęcej do celów medycznych
            można wyczytać na stronie www.rozanski.gower.pl/immunolog.html i nie
            tylko o tym, może przy okazji kogoś coś zainteresuje. Pozdrawiam
            • 04.05.06, 12:28
              Dziękuję ,za szybka odpowiedz,otoż zrobiłam rozeznanie w aptece ,mozna to nabyc
              na zamowienie koszt jedngo zastrzyku to około 7 zł ,nie jest to nic nowego
              stosuje sie to juz od wielu lat,tylko jestem ciekawa na ile ten preparat potrafi
              wzmocnic uklad immunologiczny?W ktoryms z artykułow porównuja grasicę do metody
              genowej.Moze warto sprobowac zaszkodzic nie powinno ,a mozlwe ze pomoże.Niewiem
              co na to onkolodzy ,jaka jest ich opinia nie mialam okazji z nimi rozmawiac,ani
              nie spotkałam nikogo kto by to stosował.Pozdrawiam Ewa
              • 04.05.06, 12:47
                Dziwne, bo ja szukalam tego tez i nigdzie jakos sie doszukac nie moglam, a
                wyczytałam o tym w książce Paula Mohra. I tak bylo dla mojej mamy juz za pozno
                na to.
                Szukaj dalej.POzdrawiam.
                • 08.05.06, 09:48
                  Czesc Robert ,co tam u was slychac jak postepy w leczeniu .pzdrawiam Ewa
                  • 08.05.06, 17:51
                    Ewa miałaś nosa, właśnie dzisiaj odebraliśmy wyniki badań kontrolnych. Z
                    tomografii komputerowej wynika, że zmiany po trzech chemiach na wątrobie
                    zmniejszyły się o ponad połowę, a markery ciągle spadają tym razem ze 127 na
                    87. Wniosek z KT częściowa regresja zmian na wątrobie. Pojawiające się problemy
                    z jelitami są najprawdopodobniej wynikiem przebytej megachemioetarapii i
                    aktualnie stosowanej, bo dolegliwości są czasowe i juz nie tak nasilone, jak to
                    było pierwszym razem, kiedy było podejrzenie o niedrożność, a tomografia nie
                    wykazuje żadnych niepokojących zmian. Poza pogrubieniem (rozdęciem) jelita
                    grubego. Tak więc obecnie mają być dalej jeszcze trzy kolejne kursy
                    Gemzar+Carboplatyna, a potem to w zalezności od dalszego postępu różne
                    konsultacje i podjęcie właściwej decyzji, co do sposobu dalszego leczenia. Mamy
                    do dyspozycji ośrodek w Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu. Jako ciekawostkę
                    podam, że wynik tomografii dostalismy na płycie CD i nawet fajnie to wygląda,
                    tylko żeby jeszcze człowiek na tym się dobrze znał :-) No ale już nie jesteśmy
                    takimi laikami i co nie co jesteśmy wstanie wypatrzeć:-) Pozdrawiam Robert
                    • 08.05.06, 20:59
                      Robercie, jestem z Tobą i Gosią myślami, trzymajcie się ciepło.
                      --
                      Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                      Onkoforum-Damy rade
                      Najpiękniejsza Kasia na świecie
                      • 08.05.06, 21:39
                        Dziękujemy pięknie i za to, że to Forum jest :-)
                        Jeszcze tu sobie będziemy
                        Gosia i Robert
                        • 08.05.06, 21:47
                          Super ,dzieki za dobre wiesci .Pozdrawiam
                          • 16.01.07, 11:33
                            a ja tak mysle, co by sie stało, gdyby raka w ogóle nie ruszać. moznaby zyc z
                            nim długo, a tak samo leczenie wykancza ludzi
                            • 16.01.07, 11:44
                              A skąd taka teoria i przekonanie? Mam zupełnie odmienne zdanie i niestety
                              doświadczenia. Zwlekanie i odkładnie leczenia zazwyczaj kończy się tragicznie.
                              Na leczenie zwykle potem jest po prostu za późno. Takie opinie można znaleźć
                              też na tym forum. Uważam, że w takich radach należy zachować więcej umiaru i
                              rozsądku, bo dla mnie one brzmią mało poważnie.
                              Robert
                        • 08.05.06, 21:49
                          Dla tych, którzy poszukają nadziei i wiary polecamy przeczytanie historii Gosi
                          walki z rakiem, kiedy było ciężko doprowadzić do całkowitej remisji choroby
                          prawie trzy lata temu. Wiemy, że było warto. Teraz walczymy dalej i wierzymy,
                          że puenta, która kończy tamtą historię znowu się nam zdarzy. Tam też można nas
                          poznać www.fundacjauj.pl/article.php?l=pl&ID=11
                          pozdrawiamy i życzymy wytrwałości
                          Gosia i Robert
                          • 21.05.06, 09:18
                            Niedawno pisałam o mojj mamie, która jest chora na raka jajnika (IIIG) po dóch
                            operacjach i w sumie 9 kursach chemii. Od ostatniej chemii minęło około 6
                            miesięcy ( zakończon została 6 listopda). Ostanie badania krwi wykazały wzrost
                            markera z około 16 do 220 ( 28 kwietnia) do 323 w maju. Badanie TK: drobna
                            torbiel wątroby ; pozostałe narządy miąższowe bez uchwytnych zmin, podejzenie
                            niwielkich nacieków otrzewnowychw prawym śródbrzuszu i podbrzuszu- nieostra
                            granica pomiędzy jelitami i powłokami brzucha. Jestem umówiona z lekarzem na
                            poniedziałek. Wiem, że jes to wznowa choroby. Panie Robercie, Gosiu, czego mogę
                            się spodziewać dalej, jakie leczenie mogą lekarze zaordynować,; czego się
                            domagać, o co pytać. Dziękuj za odpowiedź. Życzę wszystkiego dobrego.
                            Ewa
                            • 21.05.06, 11:05
                              Powiem ci szczerze, ze mozesz sie spodziewac tylko raczej chemii kolejnej,
                              operacji juz prawdopodbnie nie beda robic, jesli jest zbyt duzy rozsiew, bo nie
                              wydrapia kazdej pojedynczej zmiany, a jesli jest za duzo tych zmian, to nie
                              bedzie chcialo potem sie goic i zrastac, ale na wizycie u lekarza zapytaj o
                              mozliwosc laparotomii, czyli otworzenia jamy brzusznej celem obejrzenia sytuacji
                              w srodku oczami, a nie za pomoca TK czy USG.To bedzie najlepsze badanie stanu
                              rzeczywistego. Takie otowrzenie i potem ewnetualne zaszycie jesli lepiej juz nie
                              ruszac nic, nie obciaza mocno pacjenta,a zawsze daje pewnosc, ze zrobilo sie
                              wszystko co moglo sie zrobic.
                              9 kursów chemii to jeszcze malo, moja mama preszla ich ponad 20 łacznie, wiec na
                              pewno nie zostaly wykorzystane wszytkie rodzaje chemii jakie mozna dac.
                              Czy te 9 kursów było za jedym zamachem? Bo piszesz o 2 operacjach, wiec mysle,
                              ze moze po pierwszej operacji np. 5 kursów, a po drugiej 4 kursy, czy jak?
                              Trzymaj sie.
                            • 21.05.06, 15:47
                              Ewa z tego co napisałaś, to chyba nie ma wątpliwości, że jest wznowa. Myślę, że
                              trzeba rozważyć wykonanie zabiegu operacyjnego. Torbiel na wątrobie może jest
                              do usunięcia poprzez termoresekcję lub wykonanie zabiegu termoablacji
                              śródoperacyjnie. Jeżeli nacieki na otrzewnej nie są liczne, to będzie można je
                              usunąć. Wiadomym jest, że dalsze leczenie chemioterapią będzie konieczne.
                              Niewykluczone, że można będzie zastosować chemię dootrzewnową. Pamiętaj, że nie
                              w każdym ośrodku i nie każdy lekarz podejmie się takich działań z uwagi na
                              słabe doświadczenie i możliwości medyczne określonego ośrodka. Gdzie mama była
                              leczona? W jakiej kondycji jest Twoja mama i ile ma lat? Napisz jaki jest
                              ostateczny wniosek z badania TK? Jeżli chcesz pomóc swojej mamie, to musisz
                              zacząć działać intesywnie. Skontaktuj się ze mną na GG 3190023 po godz. 19
                              często jestem ukryty.
                              pozdrawiam Robert
                              • 21.05.06, 19:35
                                Robert, Liina
                                dziękuje za odpowiedź. Mama miała 6 kursów chemii (taxol z platyna) i po
                                drugiej operacji następne trzy chemie (nie pamietam jakie). Mama ma 69 lat, nie
                                skarży się na nic oprócz rąk i nóg (wynik chemii. Funkcjonuje normalnie, tzn po
                                trochu sprząa, pierze, prasuje, robi zakupy, gotuje sobie. Psychicznie tez
                                chyba nie jest najgorzej, ma swietne sasiadki. Chociaz perspeywa dalszego
                                leczenia troche ja'przygasila'. Wygladalo, ze wszystko jest w normie i ten
                                nawrot choroby bardzo nas zaszokował. Mama leczy sie w Ośrodku Onkologicznym w
                                Łodzi.To co byo na TK, to wszystko napisalam w poprzdnim poście. Niestety
                                wszystkie wyniki ma mama, a ja razem z nia nie mieszkam.
                                Dziękuje za zaproszenie na gg.
                                Pozdrawiam Zonę i życzę tylko dobryh wiadomości.
                                Napisz, kiedy będziesz na gg. Jakiej chemii mozna sie spoziewać?
                                Ewa
                                • 21.05.06, 20:55
                                  Mama ma troche zaawansowany wiek, dlatego dali jej 6 kursow po pierwszej
                                  operacji, a nie 8, ale to szczegol, tak juz u nas jest w naszym kraju.
                                  Byc moze teraz dostanie topotekam, chyba dobrze nazwe pamietam. Moze tez byc
                                  gemzar w polaczeniu z czyms jeszcze, ale juz teraz nie pamietam.
                                  Zapewne na trzech kursach skoncza jak znam zycie.
                                  Trzymajcie sie.
                                • 23.05.06, 18:34
                                  Ewa daj znać, jak tam konsultacje medyczne i jakie podjęto działania medyczne w
                                  celu leczenia wznowy choroby?
                                  Robert
                                  • 31.05.06, 16:51
                                    Robert,
                                    dzwoniłam do profesora, przesłałam mu materiały odnośnie mamy. Profesor
                                    stwierdził, że ze względu na wiek mamy chemia dootrzewnowa nie jest dobrym
                                    rozwiązniem. Stwierdził, że jest dobrze prowadzona i poradził, żeby dalej
                                    leczyć ją w Łodzi. Mama jest już w szpitalu, w Koperniku w Łodzi. Ma mieć jutro
                                    badania i wtedy się zdecyuje jaką chemię mama dostanie. Jak coś będę
                                    wiedziała, to dam znać.
                                    Pozdrawiam
                                    Ewa
                                    • 31.05.06, 21:25
                                      Ewa dobrze, że skontaktowałaś się z Profesorem z Gdańska. Przynajmniej masz
                                      pewność, że na tym etapie Twoja mama jest dobrze leczona. No wiek może być
                                      wykluczający zastosowanie chemii dootrzewnowej, bo jest to obciążające
                                      leczenie. Dobrze, że udało Ci się w taki sposób skonsultować stan mamy z
                                      Profesorem. Najważniejsze, aby teraz leczenie było. Może Twojej mamie
                                      zaproponują chemię Gemzar+Carboplatyna, którą dobrze się znosi. W przypadku
                                      Gosi odnosi ona też spodziewany pozytywny efekt. Pozdrawiam i czekam na wieści.
                                      Robert
                                      • 17.06.06, 19:22
                                        Robert, Ewa, co u Was słychać?
                                        Niepokoje się o Waszych bliskich... Twoja Gosię i mamę Ewy.
                                        Jeżeli możecie, dajcie znać proszę.
                                        Pozdrawiam serdecznie.
                                        • 18.06.06, 12:03
                                          Witaj
                                          U nas jest na razie wszystko pod kontrolą. Gosia kończy piąty cykl chemii,
                                          którą znosi dobrze, a problemy jelitowe są od dwóch tygodni mniej nasilone, a
                                          co za tym idzie niedokuczliwe i Gosia czuje się znacznie lepiej. Często
                                          zaglądam na forum, no ale w temacie raka jajnika nikt w sumie niepisze, to i ja
                                          się nie odzywam. Nie zabieram głosu w tym o czym nie wiem lub nie mam
                                          wyrobionego własnego zdania. Odnośnie mamy Ewy to wiem, że zaczęła chemię
                                          Gemzar w Łodzi, ale zgłaszała problemy z komputerem i teraz się nie odzywa.
                                          pozdrawiam
                                          Robert i dzięki za pamięć
                                          • 19.06.06, 11:17
                                            Witam wszystkich!- a szczególnie Gosię i Roberta
                                            Kochani, ja wiem co czujecie. Niespełna rok temu wykruto u mnie raka jajnika. To był szok, ale od początku wiedziałam, że będę walczyć. Standardowo operacja, po której bardzo szybko doszłam do siebie. Potem w Lublinie odmówiono mi chemioterapii, tłumacząc to brakiem konieczności z uwagi na wczesne stadium wykrycia. Nie dawało mi to spokoju i skonsultowałam to w Warszawie. Odpowiedź była jednoznaczna -chemia jest konieczna, trzeba zrobić wszystko co jest możliwe bo życie jest tylko jedno. We wrześniu rozpoczęłam chemioterapię w Warszawie (Taxol+cisplatyna). Ostatni kurs był w styczniu. Markery CA 125 mam już na poziomie poniżej 2, ogólnie czuje się bardzo dobrze. Narazie cieszę się z tego stanu jaki jest, ale nie potrafię wyzbyć się lęku co będzie dalej? Wiem, że na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi. Bardzo chcę wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
                                            Gosiu, bądź dzielna! Tyle już zniosłaś i są pozytywne efekty, więc trzeba wierzyć, że będzie już tylko lepiej. Masz przy sobie wspaniałego męża, który Cię wspiera - to bardzo ważne. Ja nie mam tego szczęścia (samotnie wychowuje dwoje dzieci). W najtrudniejszych momentach bardzo brakowało mi tej najbliższej osoby, ale wiem, że jestem potrzebna dzieciom i chcę dla nich żyć.
                                            Codziennie powtarzam sobie "rak to nie jest wyrok śmierci" i mam w sobie dużo optymizmu, czego i Wam Kochani życzę.
                                            Miło mi będzie jeśli ktoś zechce odezwać się do mnie.
                                            Pozdrawiam wszystkich serdecznie
                                            Marzena
                                            • 19.06.06, 17:40
                                              Witam.Ja również jestem po operacji nowotworu jajnika.Jak u wszystkich byl
                                              szok, rozpacz niewiara,że może być dobrze.A dziś jestem 19 miesięcy po
                                              operacji.Czuję się dobrze.I nabrałam wiary ,że będzie dobrze .Wlasnie 7 czerwca
                                              wrociłam z kolejnych badań.Drżałam,ale jest ok.Następna wizyta za 4 miesiące.To
                                              tak w skrocie.Pozdrawiam i zyczę wszystkiego dobrego.
                                              • 19.06.06, 18:50
                                                Bardzo dziękujemy Ci Marzenko za ciepłe słowa. Sama doświadczyłaś, jak lekarze
                                                traktują pacjentów i stawiają diagnozy oraz zalecają dalsze postępowanie. Jedno
                                                wyklucza drugie, a kompromisy w tej chorobie nie są dobrym rozwiązaniem i
                                                bywają bardzo trudne. Na podstawie tego co napisałaś trudno powiedzieć czy
                                                chemia była wskazana czy nie. Jednak korzystne w Twoim przypadku jest wczesne
                                                stadium raka jajnika. To zazwyczaj dobrze rokuje, jednak należy wziąć jeszcze
                                                pod uwagę rodzaj raka jajnika oraz stopień złośliwości. Rak jajnika to bardzo
                                                podstępna choroba i nie można po całkowitej remisji dać się zwieść.
                                                Systematyczne badania kontrolne i jeszcze raz badania kontrolne. Nie tylko
                                                markery, ale badania obrazowe USG jamy brzusznej i przezpochwowe oraz nawet
                                                tomografia komputerowa, jeżeli byłyby przesłanki do jej wykonania biorąc pod
                                                uwagę wczesne stadium choroby, bo w znacznym stadium zaawansowania przy
                                                całkowitej remisji tomografia kontrolna co pół roku bezwzględnie. Oczywiście
                                                nie ma żadnej reguły ani recepty na zapobieżenie lub wznowę choroby. Upływający
                                                czas remisji choroby pracuje na korzyść pacjenta. Najważniejsze doświadczając
                                                takiej choroby wyznaczać sobie w życiu cele, które człowiek chce zrealizować i
                                                dążyć do tego poprzez działanie, wiarę, nadzieję, pozytywne myślenie i optymizm
                                                oraz korzystanie z uroków życia. Nam jeszcze tego do końca nie zabrakło.
                                                Wierzymy, że po raz drugi uda się poskromić chorobę. Wsparcie bliskich jest
                                                bardzo ważne i nie zawsze to musi być mąż czy żona. Masz dla kogo żyć, a to też
                                                jest wzywanie życiowe. Życzymy Ci z całego serca, aby nigdy choroba nie
                                                wróciła, aby tylko była chwilowym smutnym wspomnieniem. Pamietaj jednak, że
                                                dzięki tej chorobie poznałaś ludzi, których zapewne nigdy byś nie poznała. My
                                                bardzo sobie to cenimy i wiemy jakie to jest bezcenne mimo tych traumatycznych
                                                przeżyć. Zrozumie Ciebie najbardziej ten, który doświadczył podobnych przeżyć
                                                nie życząc tego nawet największemu wrogowi. W części słowa tego postu kierujemy
                                                też do Koofel dziękując za to samo i pozytywne myślenie. Wszyscy musimy
                                                wierzyć, że będzie dobrze, czego bardzo Wam i sobie życzymy.
                                                z pozdrowieniami
                                                Gosia i Robert
                                            • 19.06.06, 18:57
                                              Hej,

                                              a ile lat mają twoje dzieci?
                                              • 20.06.06, 13:45
                                                Trzymajcie się wszyscy bardzo bardzo ciepło!:)
                                                --
                                                Figurkownia w Pakamerze
                                                Cafeart
                                                QLKOWO w Pakamerze
                                                • 21.06.06, 11:09
                                                  Witam !
                                                  Dziękuję Gosi i Robertowi za wiele ciepłych słów otuchy. Macie rację, ta
                                                  choroba wiele przewartościowała w moim życiu. To prawda, że poznałam
                                                  wspaniałych ludzi a także miałam "okazję" przekonać się na kogo tak naprawdę
                                                  mogę w życiu liczyć. Nie zawiodłam się na moich przyjaciołach i to jest
                                                  budujące.
                                                  Wierzę, że będzie dobrze, że miałam też "dużo szczęścia" w tym nieszczęściu, bo
                                                  lekarz prowadzący powiedział mi, że w zasadzie to w klasyfikacji nowotworów mój
                                                  przypadek należałoby określić jako IB. W dokumentach wpisali mi IIC bo
                                                  prawdopodobnie od tego stopnia NFZ refunduje chemioterapię. Ja wtedy jeszcze
                                                  byłam kompletnym laikiem i gdyby wpisali mi "50Z" :-) to i tak bym się nie
                                                  przestraszyła.
                                                  Wiem, że badania obrazowe są bardzo ważne. Aktualnie, poza markerami raz w
                                                  miesiącu, robię co dwa miesiące USG przezpochwowe i co pół roku tomografię.
                                                  Narazie u mnie jest to wszystko bardzo świerze - 6.01.2006 skończyłam
                                                  chemioterapię, wszystkie badania jak dotąd są bardzo dobre a ja czuję się na
                                                  tyle silna, że od 01.07.2006 (to już za kilka dni)wracam do pracy - przerywam
                                                  świadczenie rehabilitacyjne - i chcę żyć pełnią życia.
                                                  Wszyscy wokół (lekarze również) podkreślają jak ważna jest rola psychiki
                                                  pacjenta w procesie zdrowienia. Kochani, dużo wiary, wytrwałości, pozytywnego
                                                  myślenia, czasem nawet można subtelnie pożartować na temat tego potwora - to
                                                  naprawdę pomaga - wiem to z własnego doświadczenia.
                                                  Gosiu, kiedy czytam jak bardzo jesteś dzielna w walce z chorobą, to czuję, że
                                                  musi Ci się udać. Jesteś jeszcze bardzo młoda, organizm jest na tyle silny, że
                                                  z pomocą Twojej psychiki zwalczy to paskudztwo. Trzymaj się dzielnie!!!
                                                  Gdybyście mogli mi doradzić, czy poza tymi badaniami powinnam jeszcze w jakiś
                                                  szczególny sposób uważać na siebie? Jakieś ograniczenia, albo wskazania? Mój
                                                  lekarz na ten temat był wyjątkowo mało rozmowny.
                                                  Odpowiadając na pytanie - moje dzieci są już prawie dorosłe, syn w tym roku
                                                  kończy 18 lat, a córka 17.
                                                  Ja za parę miesięcy skończę 42 lata i mam nadzieję, że jeszcze
                                                  duuuuuuuuuuuuuużo życia przede mną :-)
                                                  Pozdrawiam wszystkich serdecznie
                                                  Marzena
                                                  • 22.06.06, 18:16
                                                    Myślimy, że możesz być spokojna o swoje zdrowie. Niskie stadium raka jest dla
                                                    Ciebie bardzo korzystne. Bardzo dobrze, że wracasz do życia zawodowego. Nic
                                                    przecież tak nie wzmacnia człowieka po chorobie, jak przeświadczenie, że się
                                                    udało pokonać poważną chorobę. Marzenka po prostuj żyj pełnią życia. Pamiętaj
                                                    tylko regularnych i odpowiednich badaniach kontrolnych. Trudno do końca i
                                                    jednoznacznie stwierdzić czy w jakiś szczególnych sposób powinnaś uważać na
                                                    siebie, czy spożywać odpowiednie pokarmy. Uważamy jednak, że powinnaś
                                                    zrezygnować z mleka krowiego, ponieważ jego konsumpcja wg doniesień medycznych
                                                    zwiększa ryzyko wystąpienia raka jajnika z powodu zawartej w nim laktozy i
                                                    tłuszczu zwierzęcego. Spożywanie tłuszczów zwierzęcych podwyższa ryzyko raka
                                                    jajnika ze względu na tworzące się podczas obróbki cieplnej produkty rozpadu
                                                    ciał organicznych. Zdecydowanie więcej warzyw, które to ryzyko redukują.
                                                    Palenie tytoniu i używanie alkoholu wpływa, aczkolwiek nieznamiennie na
                                                    występowania raka jajnika. Zadbaj również w kontekście Twojej choroby o zdrowie
                                                    swojej dorastającej córki w poradni genetycznej. Czytaj uważnie ciekawostki ze
                                                    świata nauki i medycyny i ewentualnie w porozumieniu z lekarzem zażywaj co może
                                                    uchronić Ciebie przed nawrotem choroby. Naszym zdaniem chorobę masz już poza za
                                                    sobą i niepowinna ona już wrócić.
                                                    My walczymy i nie tracimy wiary. Wiemy, że młody wiek w tej trudnej walce i
                                                    leczeniu często jest korzystny z uwagi na większe możliwości organizmu do
                                                    przyjęcia ciężkiego leczenia onkologicznego. Na początku lipca mamy pierwsze
                                                    konsultacje, bo zbliża się pomału koniec tej serii chemii. Prawdą jest, że są
                                                    jeszcze możliwości leczenia i to jest dla nas budujące.
                                                    Dużo zdrowia i słońca bez końca
                                                    pozdrawiamy Gosia i Robert
                                                  • 22.06.06, 19:24
                                                    Gosia i Robert podziwiam was.Tyle w was siły i wiary.Zwyciężycie.Zyczę wam tego
                                                    z całego serca.
                                                  • 23.06.06, 11:11
                                                    Trzymam za Was kciuki.
                                                    Pozdrawiam ciepło!
                                                  • 24.06.06, 18:25
                                                    Gosiu, Robercie bardzo Wam dziękuję za wiele cennych wskazówek. Zdaję sobie sprawę, że moja córka znalazła się w grupie podwyższonego ryzyka. Napewno zrobię wszystko aby uchronić ją przed każdym niebezpieczeństwem. Dzieci to przecież największy i bezcenny skarb.
                                                    Trzymam kciuki za pomyślność Waszych konsultacji.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Marzena
    • 30.06.06, 01:23
      W 2002 roku myślałam, że to wyrok z którym się pogodziłam, ale dzięki cudownym
      lekarzom, mężowi, synom i przyjaciołom udało się !!!.
      Teraz chodzę po górach, pływam w morzu (ciepłym) Chorwacja, Lazurowe Wybrzeże,
      nasze jest za zimne, napawam się widokami przyrody i kocham ludzi jak nigdy
      dotąd.

      Ta choroba jest do pokonania, ale do tego jest potrzebny sztab ludzi
      wspierających chorego.

      Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości wspierającym, bez tego chory może sobie nie
      poradzić.

      Marysia
      • 30.06.06, 10:14
        Super Marysiu! Oby takich jak Twój było jak najwięcej :-)
        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Adopcje bezdomnych kroliczkow
        • 30.06.06, 13:08
          Marysiu my też się dołączamy, bo dajesz świadectwo, że rak to nie jest wyrok.
          Gratulujemy i pozdrawiamy
          Gosia i Robert
          • 31.07.06, 20:03
            Gosia za tydzień skończy ostatni cykl chemii - dzisiaj było pierwsze podanie.
            Markery nie rosną, ale też nie spadają są ustabilizowane poniżej 90. Wiemy, że
            ta chemia działała dotychczas nadspodziewanie dobrze, bo zmiany na wątrobie
            uległy znacznemu zmniejszeniu. Odbyliśmy już pierwsze wstepne konsultacje m.in.
            prof.Emericha, który oczekuje nas po zakończeniu chemii z aktualnymi wynikami i
            nie wykluczył zabiegu operacyjnego. Był tez zadowolony z dotychczasowego
            przebiegu leczenia uznając już teraz dużą remisję choroby na podstawie badań
            obrazowych z maja. Najważniejsze, że Gosia czuje się znacznie lepiej niż to
            było jeszcze w maju, a dolegliwości jelitowe są znacznie mniej nasilone. Gosia
            właśnie w sobotę wróciła z dwutygodniowego wypoczynku nad morzem w
            Międzywodziu. Jaka pogoda była to zapewne wiecie, ale Gosia z racji trwającej
            chemii nie korzystała ze wszystkich uroków pobytu nad morzem, ale na plazy
            prawie codziennie pod parasolem na leżaczku wypoczywała. Wróciła bardzo
            zadowolona, wypoczęta i odprężona, no i planuje gdzieś następny wypad w
            sierpniu może nad jezioro lub na wieś.
            pozdrawiamy wszystkich serdecznie
            Gosia i Robert
            • 01.08.06, 13:00
              Cześć, Gosiu i obercie
              bardzo się ucieszyłam czytając Twój post. Wierzę, że Gosia pokonała raka że
              będzie wszystko dobrze. Trzymamkciuki za dalsze leczenie i bardz serdecznie
              pozdrawiam.
              Ewa
              • 14.03.07, 13:43
                mam pytanie: czy jest wam znana taka odmiana raka jajnika jaką jest potworniak?
                czy wiadomo wam coś na temat leczenia itp. tego rodzaju raka?
            • 01.08.06, 15:21
              Robercie, ja również bardzo się cieszę z tych wiadomości :) Wierzę, że teraz
              będzie juz tylko lepiej, a na zakończenie zwycięstwo i wielkie forumowe
              święto :) Pozdrawiam serdecznie. Czekamy na kolejne dobre wieści!
              • 01.09.06, 12:08
                Właśnie rozpoczął sie dla nas bardzo ważny miesiąc przede wszystkim dla Gosi.
                Po zakończonej kolejnej chemioterapii kilka tygodni temu rozpoczynamy serię
                badań kontrolnych, aby ocenić jaki postęp w leczeniu został osiągniety po
                kolejnych 3 cyklach chemii mając na względzie juz w maju uzyskaną regresję
                zmian na wątrobie w sposób zadowolający. Najważniejsza ocena, to czy mozna
                wykonać skuteczny zabieg operacyjny, który tym samym zwiększy szanse Gosi, czy
                ewentulanie dalej podawać chemię, tak aby ten efekt uzyskać. Po badaniach
                szereg konsultacji przed nami z ośrodkami w Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu.
                Szczególnie trzymajcie kciuki za Gosię w przyszłym tygodniu, kiedy będą badania
                i wyniki. Potem tylko konsultacje i decyzje o dalszym postepowaniu
                onkologicznym. Gosia czuje się dobrze i znacznie lepiej niż kilka miesięcy
                temu.
                Pozdrawiam wszystkich serdecznie i liczę na Wasze duchowe wsparcie życzą przy
                tej okazji Wam wszystkim zdrowia, miłości i słońca bez końca
                Robert
                • 01.09.06, 12:57
                  Robercie, ja w takim razie już teraz zaciskam kciuki. Mam nadzieję, że w tym
                  miesiącu choć trochę uda Wam się myślami uciec od choroby, badań, wyników...
                  Życzę, by te ostatnie były zadowalające. Wierzę, wiem, że tak właśnie będzie!
                  Zresztą Gosia już udowodniła, że ma niesamowicie silny organizm, także choroba
                  nie ma szans. Pozdrawiam Was serdecznie.
                  • 01.09.06, 15:23
                    Witajcie!

                    Małgosiu i Robercie, wiem o tym, że będzie wszystko w najlepszym porządku, ale
                    kciuki będę trzymać bardzooooo mocno! Gosia jest tak dzielna i silna, że
                    napewno pokonacie tą zakałę.
                    Pozdrawiam Was bardzo mocno i czekamy na same dobre wieści.
                    EWa
                    • 08.09.06, 20:49
                      Gosia jest już po badaniach. Wieści są dość dobre, bo w obrazach
                      radiologicznych porównano badanie TK z przed 4 miesięcy, kiedy uzyskano znaczną
                      regresję zmian na wątrobie i oceniono w obecnym badaniu, że uzyskano
                      stabilizację tych zmian. Marker jest trochę wyższy od poprzedniego badania z
                      przed dwóch miesięcy, ale prawdopodobnie dlatego, że dzień przed badaniem i w
                      dniu badania Gosia miała chwilowo podwyższoną temperaturę. Trochę sie tym
                      przestraszyliśmy, ale na szczęście od 3 dni wszystko jest dobrze. W przyszłym
                      tygodniu zaczynamy wzmożone konsutlacje z kilkoma ośrodkami w Polsce. Ze
                      wstępnej analizy dr Kośmider ze szpitala PAM w Szczecinie prowadzącą Gosię od
                      wielu lat do rozważenia jest kilka opcji postępowania. Wykonanie zabiegu
                      operacyjnego, co byłoby rozwiązaniem optymalnym, rozważenie termoablacji,
                      kontynuowanie chemioterapii po zmianie leków w celu uzyskania lepszego efektu w
                      postaci jeszcze zmniejszenia zmian na wątrobie lub wstrzymanie się z
                      chemioterapią i obserwowanie do czasu ewentualnej progresji. To wszystko musimy
                      bardzo rozsądnie rozważyć i przeanalizować dzięki wszystkim konsultacjom i
                      opiniom lekarzy. Pierwsza konsultacja w Szczecinie w czwartek na komisji
                      onkologicznej, potem Gdańsk i przesłanie wyników badań do ośrodka we Wrocławiu.
                      Przyznam się, że baliśmy się trochę tych badań, ale mimo wszystko odetchnęliśmy
                      z ulgą, bo wieści przecież mogły być znacznie gorsze. Poza wątrobą Gosia nie ma
                      stwierdzonych zmian w obrębie miednicy i jamy brzusznej i nie występuje
                      wodobrzusze. Dziękujemy Wam za wsparcie i oczywiście o nas nie zapominajcie.
                      Będziemy robić wszystko, albo przynajmniej tak dużo aby nie dać się
                      temu "Gadowi"
                      Trzymajcie się wszyscy dzielnie pomimo, że na forum doświadczamy życiowych
                      tragedii. Wszystkim tu zaglądającym życzymy zdrowia z całego serca.
                      Gosia i Robert
                      • 08.11.06, 15:48
                        Trzymam kciuki za Małgosie i czekam na dobre wieśći.
                        E.
                • 01.09.06, 20:35
                  Bardzo sie ciesze,ze Gosia ma sie lepiej,wierze ze wyniki beda dobre i mocno
                  trzymam kciuki za powodzenie.pozdrawiam serdecznie ewa.
                  • 09.09.06, 09:47
                    Cały czas trzymam za was kciuki.Pozdrawiam.
                    • 12.09.06, 14:30
                      Gosiu, Robercie
                      Pozdrawiam Was serdecznie i wierzę że uda się Wam wygrać tą niełatwą walkę.
                      Życzę Wam dużo siły w drodze do zwycięstwa!!!
                      Długo się nie odzywałam bo jak wpadłam w wir pracy (wróciłam do pracy od 1
                      lipca) to zapomniałam o chorobie do tego stopnia że w lipcu zapomniałam zrobić
                      badania markerów. Narazie wszystko jest w porządku. Tydzień temu odebrałam
                      wyniki TK i nie ma żadnych zmian. Markery też niskie. Lekarz powiedział, że
                      mogę już robić markery co trzy miesiące no i oczywiście trzeba być pod stałą
                      obserwacją i regularnie się badać.
                      Ja wiem, że wszystko może się zdarzyć, ale wierzcie mi, że radość jaką w tej
                      chwili czerpię z życia jest poprostu niesamowita. To tak, jakbym obudziła się
                      po złym śnie. Każdy kolejny dzień jest piękny a zdrowie doceniam po stokroć
                      bardziej niż przedtem.
                      Gosiu, z całego serca życzę Ci conajmniej takiego finału walki z tym potworem.
                      Wierzę, że Ci się uda, bo jesteś bardzo dzielna.
                      Życzę wszystkim dużo zdrowia i radości z życia.
                      Pozdrawiam
                      Marzena
                      • 12.09.06, 22:07
                        Marzenko dzięki za pamięć i wsparcie. Doswiadczyliśmy juz tej chwili, kiedy
                        Gosia była wolna od choroby. To naprawdę cudowne chwile i uczucie. Cieszymy
                        się, że u Ciebie jest w porządku :-)
                        Oby tak dalej i z całego serca życzymy zapomnienia tego minionego koszmaru na
                        zawsze. Mamy jeszcze siłę a szczególnie Gosia aby walczyć. Mam nadzieję, że
                        ponownie wygramy.
                        Wszystkim dziękujemy za wsparcie i pamięć :-) Dla Was dużo zdrowia.
                        pozdrawiamy Gosia i Robert
                        • 23.09.06, 21:13
                          witam Robercie

                          co u was? jak czuje sie Gosia i jakie decyzje podjeliscie odnosnie dalszego
                          leczenia. trzymam za was mocno kciuki...

                          u mojej mamy niby wszystko wporzadku. miala robiona tomografie w sierpniu i
                          wszystko bylo wporzadku. w piatek byla na badaniu markerow i sa na pozimoe 12.
                          troche sie zmartwilam, bo one troszeczke poszly w gore...ostatnio bylo 10.5.
                          wiem, ze to nie duza roznica, ale czlowiek dmuchana zimne i martwie sie czy to
                          czasem nie poczatek czegos zlego. jak sadzisz Robercie? w czasei chemii jak
                          mama miala markery na pozimoe 13 i miala wtedy tomografie robiona, to wszystko
                          bylo o.k. najnizszy wynik miala zaraz po zakonczeniu chemii - 9 miesiecy temu .
                          i to bylo wtedy 7.5
                          pozdrawiam i zyycze zdrowia przede wszystkim
                          agnieszka
                          • 23.09.06, 22:08
                            Witaj
                            Myślę, że takimi wahaniami i skokami markera nie powinnaś się przejmować
                            zresztą one są w tolerancji tzw. błędu laboratoryjnego 5-10 U/ml, tak
                            przynajmniej się uważa. Jeśli marker na początku choroby był u Twojej mamy
                            znacznie podwyższony, to wyraźny systematyczny wzrost może oznaczać wznowę
                            choroby i wyprzedzać obraz kliniczny o kilka miesięcy. Myślę, że są powody do
                            radości i oby tak dalej. Trzymam kciuki za mamę, bo remisja jej choroby daje
                            siłę innym do podjęcia i walki z tą chorobą.
                            My na razie w zawieszeniu. Szczecin nie zapronował nic zdając się na
                            konsultacje w Gdańsku i z ośrodkiem wrocławskim. W Gdańsku Prof.Emerich
                            konsultuje na podstawie tomografii z chirurgiem od termoablacji i termoresekcji
                            zmian na wątrobie mozliwośc wykonania zabiegu. Czekamy w tej chwili na jego
                            decyzje i telefon w tej sprawie. Wrocław zaproponował nam dośc zbieżne kierunki
                            dalszego postępowania, co Gdańsk. Pełni nadziei czekamy na kolejny przełom w
                            leczeniu, bo wydaje się że tylko operacja jest teraz najlepszym rozwiązaniem,
                            ale nie wiemy czy napewno możliwa do wykonania. Trzymamy rękę na pulsie, bo już
                            najwyższa pora aby coś działać. Wierzę, że w nadchodzącym tygodniu wszystko
                            będzie jasne. Trzymaj za Gosię kciuki.
                            pozdrawiam Robert
                            • 23.09.06, 22:11
                              Aha zapomniałem napisać
                              Gosia czuje się całkiem dobrze, ale teraz dopadło nas przeziębienie, ale juz z
                              tego wychodzimy. Gosia nawet nie miała gorączki, tylko ten cholerny katar i ja
                              też. Chyba wiesz jak mężczyźni znoszą katar ? :-) Kobiety to co innego, no nie?
                              Robert
                              • 23.09.06, 23:27
                                dzieki robercie za odpowiedz. mama przed operacja i chemia miala marker na
                                poziomie 88, po operacji i pierwszej chemii byly juz n poziomie 18. mam
                                nadzieje, ze nastepny pomiar nie wykarze wzrostu, bo to stres ogromny. nawet
                                nie wiedzialam, zegranicabledu pomiarowegojest tak wysoka. mama zawsze robi
                                badania w tym samy laboratorium, ale mimo wszystko mam nadzieje, ze jest
                                towzrost nie wrozacy niczego zlego...

                                trzymam za was mocno kciuki. mam nadzieje, ze operacja bedzie mozliwa juz
                                wkrotce. to bardzo wazne,ze gosia czuje sie dobrze i oby tak dalej.

                                cos wiem o tym jak mezczyzni znosza katar:-)

                                pozdrawiam
                                agnieszka
                                • 06.10.06, 09:57
                                  Znowu upłynęło trochę czasu, a my jesteśmy jeszcze ciągle w punkcie wyjścia.
                                  Prof. Emerich był jakiś czas nieobecny i nie mielismy żadnych decyzji od niego,
                                  więc czekaliśmy cierpliwie. Wreszcie otrzymalismy informację, że w Gdańsku
                                  odbyła się szeroka konsultacja chirurgów, onkologów i hepatologów odnośnie
                                  istniejących zmian na wątrobie. Wnioski: należy wykonać biopsję gruboigłową
                                  tych zmian z uwagi, że są poważne wątpliwości czy te zmiany są z raka jajnika
                                  czy ewentulanie to inny nowotwór lub zmiany mają zupełnie inny
                                  charakter. Dopiero po wyniku biopsji będzie można podejmować dalsze decyzje.
                                  Wtedy będziemy kontaktować się ponownie z Gdańskiem.
                                  Biopsja w Szczecinie i wynik najprawdopodobniej do końca przyszłego tygodnia.
                                  Nie pozostaje nam nic innego jak w tej chwili czekać na rozwój wydarzeń. Mam
                                  nadzieję, że wieści po biopsji nie będą porażające, bo to byłoby dla nas
                                  szokujące.
                                  pozdrawiam Robert
                                  • 07.10.06, 09:23
                                    MOże nie będzie tak zle. Gdyby to byl inny rak, to byc moze by to wskazywalo na
                                    obnizona odpornosc jednak.Moze to przez chemie?
                                    Mozliwe, ze to skutek uboczny tak duzych ilosci chemii, ktore jednak oslabiaja
                                    mocno system immunologiczny.
                                    Moze wyniki beda pozytywne i da sie jeszcze to leczyc.
                                    Pozdrawiam.
                                  • 09.10.06, 11:39
                                    życzę dużo siły na nadchodzące dni i czekam na dobre wieści z wyników badań.
                                    Ps. Też walczyłam z tym śmieciem.
                                    • 09.10.06, 18:57
                                      Dziękujemy za wsparcie, ale jak się okazuje to pomimo że nie ma problemu z
                                      uzyskaniem skierowania na biopsje gruboigłową, to w Szczecinie nie wiadomo,
                                      gdzie ją wykonać. Tam gdzie dzisiaj trafiliśmy, aby były to trzy różne
                                      szpitale, to na tych oddziałach tego nie wykonują, bo nie mają nawet sprzętu.
                                      Jutro się wszystko wyjaśni czy w ogóle w Szczecinie zrobią nam tą biopsję
                                      gruboigłową. Może ktoś ma jakieś wieści, gdzie w Szczecinie taki rodzaj biopsji
                                      mozna wykonać. Jeśli chodzi o cienkoigłową to nie ma najmniejszego problemu,
                                      ale wyraźnie nam powiedziano że musi być gruboigłowa. Już uruchomiłem Gdańsk i
                                      prof. Emericha i ewentualnie tam będziemy musieli pojechać na wykonanie
                                      biopsji. Horror ze służbą medyczną w tle, jeśli taki zabieg bywa w swej
                                      prostocie skomplikowany!!!
                                      pozdrawiam Robert
                                      • 12.10.06, 20:04
                                        Ostatecznie biopsja gruboigłowa przy użyciu USG odbędzie się dzięki pomocy
                                        prof.Emericha w Klinice Chirurgii Ogólnej AM w Gdańsku na ul.Dębinki u dr
                                        Zadrożnego. W Szczecinie tego typu biopsje będą prawdopodobnie wykonywane za
                                        dwa miesięce w Klinice Gastroenterologii na Unii Lubelskiej - informacja dla
                                        zainteresowanych. My po biopsji będziemy musieli czekac na wynik
                                        histopatologiczny. Wiemy od Profesora, że jest brany pod uwagę zabieg
                                        operacyjny. Trzymajcie za Gosię kciuki.
                                        pozdrawiam Robert
                                        • 17.10.06, 15:00
                                          Gosiu, trzymam kciuki za pomyślne wyniki biopsji. Życzę dużo siły i
                                          wytrwałości. Zawsze trzeba wierzyć, że jest szansa na to, iż będzie lepiej.
                                          U mnie bez zmian, pracyję, czuję sie dobrze i wyniki narazie też prawidłowe.
                                          Życzę wszystkim zaglądającym tutaj sukcesów w walce z tą chorobą.
                                          Pozdrawiam
                                          Marzena
                                          • 17.10.06, 16:52
                                            Dzięki serdeczne. My w Gdańsku i znowu poślizg. Nie zrobili dzisiaj Gosi biopsji
                                            pomimo wcześniej uzgodnionego terminu i godziny. Biopsja jutro rano. W szpitalu
                                            prawie zerowe zainteresowanie nowo przyjmowanymi na oddział. Poza zabraniem
                                            założonej karty kilkugodzinne oczkiwanie w koszmarnych warunkach na przydział
                                            łóżka i to nie tylko w przypadku Gosi. Dopiero po naszej interwencji raczono
                                            skontaktować się z konkretnym lekarzem, który podobno miał dzisiaj urwanie głowy
                                            w szpitalu. Po czterech godzinach dopiero ktoś do nas podszedł i raczył
                                            cokolwiek konkretnego zakomunikować. Koszmar brrrr, najgorszy szpital w sumie
                                            oddział AM w Gdańsku na Dębinki Klinika Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i
                                            Transplantacyjnej brrrrrr w jakim dotychczas przez te kilka lat odwiedziliśmy.
                                            Totalny brak organizacji.
                                            pozdrawiam Robert
                                            • 17.10.06, 16:58
                                              Zapomniałem dodać, że ten bałagan i nieład, to głównie zasługa personelu
                                              pomocniczego, bo lekarze bardzo mili i podtrzymuję, że robią tam termaoablacje i
                                              robią je naprawdę dobrze. Tylko dlaczego pacjent musi znosić brak poszanowania w
                                              oczach obojętnych pielęgniarek, które tak naprawdę powinny w jakiś sensownych i
                                              przyzwoity zająć się pacjentem.
                                              Robert
                                              • 20.10.06, 14:43
                                                Rozumiem Wasze rozczarowanie. Ja też czasami czułam się jak intruz. Starałam
                                                sie zrozumieć pielęgniarki, że nie są w stanie kierować się empatią w stosunku
                                                do każdego pacjenta (mają ich przecież tak wielu). Dla nas jednak nasz problem
                                                jest najważniejszy - i to jest zrozumiałe. Jednak, tak jak w życiu, zdarzały
                                                się również bardzo miłe "siostrzyczki" i im trzeba szczególnie podziękować.
                                                Trzymam kciuki za pomyślność badań. Pozdrawiam
                                                Marzena
                                                • 20.10.06, 15:14
                                                  Jestem w stanie zrozumieć, że nie mogą być zawsze i wszędzie. Irytuje mnie
                                                  tylko to, że najpierw jest coś wcześniej uzgodnione i zaplanowane, a potem mimo
                                                  powałania się i przedstawienia sytuacji jest brak jakiekolwiek zainteresowania.
                                                  Rozumiem, że trzeba czekać, ale ignoracja, a tak było w naszym przypadku jest
                                                  nie do zaakceptowania, bo nawet jeśli lekarz był bardzo zajęty, to wypadało aby
                                                  ktoś przynajmniej powiadomił go o tym ,że jesteśmy i czekamy. Dopiero nasza
                                                  interwencja po kilku godzinach coś dała, a Gosia musiała być nadczo do tej
                                                  biopsji. Na szczęscie na drugi dzień juz zrobili biopsję i obyło się bez bólu.
                                                  Teraz czekamy na wynik, który będzie za tydzień lub dwa w zależności czy trzeba
                                                  będzie dorabiać preparaty histologiczne. Wiemy, że napewno te zmiany da się
                                                  zniszczyć za pomocą termoablacji, ale wciąz są wątpliwości przynajmniej
                                                  radiologiczne jakiego pochodzenia są te zmiany.
                                                  Robert
                                                  • 26.10.06, 14:33
                                                    Robert mam ndzieje ,ze macie juz wyniki i ze prognozy sa pomyslne .Trzymam za
                                                    Was kciuki i modle sie .
                                                    Goska
                                                  • 27.10.06, 15:10
                                                    Mamy dobre wieści i bardzo optymistyczne.
                                                    Wątpliwości lekarzy z Gdańska się potwierdziły, że zmiany na wątrobie budzą
                                                    podejrzenie co do uznanania ich za zmiany przerzutowe raka jajnika o to pełne
                                                    rozpoznanie histopatologiczne:
                                                    Drobny (0,4 cm) biopat igłowy z miąższu wątroby o zachowanej budowie
                                                    histologicznej z pojedyńczą przestrzenią wrotną z niewielkim przybytkiem
                                                    limfocytów. W obrazie dominuje rozlane stłuszczenie wielkropelkowe (średniego
                                                    stopnia) co może odpowiedać NAFLD. Nie stwierdzono obecności utkania
                                                    nowotworowego.
                                                    Rozmawiałem juz z lekarzemn z Gdańska. Mimo wszystko będa to usuwać
                                                    termoblacyjnie i jeszcze pobiorą dla pewności jeden biopat z innego miejsca na
                                                    wątrobie. Doktor był zadowolony z wyniku i powiedział, że zmiany po ostatniej
                                                    jego ocenie USG są dobrze dostępne i nie będzie problemu z ich usunięciem. We
                                                    wtorek mamy dzwonić i poda termin kiedy przyjechać na termoablację.
                                                    Lekarze ze Szczecina i Wrocławia są bardzo zaskoczeni wynikiem biopsji, ale
                                                    określają, że wynik jest rewelacyjny i oby się to potwierdziło.
                                                    Czujemy radość i nadzieja w nas wzmogła sie jeszcze bardziej, że ten gad-rak
                                                    znowu dał lub da za wygraną.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 27.10.06, 15:31
                                                    bardzo fajne wieści:-) (pewnie od dr Emericha?)
                                                    szczerze Wam kibicuję. wytrwałości i siły dla Ciebie, a przede wszystkim dla
                                                    żony.
                                                  • 27.10.06, 16:51
                                                    Tym razem to był dr Zadrożny, który zajmuje się od ponad 4 lat zabiegami
                                                    termoablacji na wątrobie z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i
                                                    Transplantacyjnej AM w w Gdańsku na ul.Dębinki, który współpracuje z
                                                    prof.Emerichem i to właśnie dzięki pomocy Profesora doszło do tej biopsji.
                                                    Dzięki za wsparcie.
                                                    Robert
                                                  • 27.10.06, 15:36
                                                    Kiedy zobaczyłam nowy post,bałam się go przeczytać ,ale teraz cieszę się razem z
                                                    wami i myśle ,że będzie dobrze. pozdrawiam ewa
                                                  • 28.10.06, 02:02
                                                    Robercie tak sie ciesze. Zycze Tobie i Gosi jak najwiecej takich wspanialaych
                                                    wiadomosci.
                                                    Pozdrawiam
                                                    Goska
                                                  • 28.10.06, 03:21
                                                    Robercie i Malgosiu!
                                                    Nie macie pojecia, jak sie szeroko do siebie usmiechnelam po przeczytaniu tego
                                                    robertowego posta:))))))) YES, YES, YESSSSS!!!!! Ciesze sie szczerze i bardzo.
                                                    Nalezy Wam sie wiecej TAKICH wiesci za cala Wasza walke, za Gosi wszystkie
                                                    cierpienia i przejscia, za Roberta tu obecnosc i cala jego bezinteresowna pomoc
                                                    wszystkim tego potrzebujacym. Trzymam nadal kciuki i bardzo serdecznie Was
                                                    pozdrawiam :)
                                                    Gonia
                                                  • 28.10.06, 13:38
                                                    Witajcie!!!!
                                                    Bardzo się cieszę, wiedziałam, że tak będzie :))!!!
                                                    pozdrawiam i oby tak dalej
                                                    ewa
                                                  • 28.10.06, 22:52
                                                    Ja też się cieszę.Cały czas trzymam za Was kciuki.
                                                  • 29.10.06, 20:36
                                                    SUUUUUUUPER wieści :)))))))))))

                                                    --
                                                    mieux vaut tuer le diable
                                                    que le diable no vous tue
                                                  • 31.10.06, 16:10
                                                    Gosia ma juz termin termoablacji w Gdańsku 8 listopada do szpitala, a 9
                                                    listopada zabieg i jeśli nie będzie żadnych komplikacji 10 listopada do domu :-)
                                                    Prof.Emerich był za wykonaniem tego zabiegu i całkowitym zdaniem sie w tym
                                                    przypadku na dr Zadrożnego. Mocno wierzymy, że po zabiegu wieści będą równie
                                                    optymistyczne, co te ostatnie. Trzymajcie za Gosię kciuki.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 31.10.06, 18:03
                                                    Trzymam,trzymam mocno i wierzę,że będzie dobrze.Powodzenia.
                                                  • 03.11.06, 19:13
                                                    Na pewno będzie dobrze!Musi!

                                                    p.s.Gosiu,wygrasz. Bóg ma Cię na pewno w swojej opiece bo na Twojej drodze
                                                    życia postawił tak wspaniałego człowieka jakim jest Robert.I musisz dla niego
                                                    wygrać tę walkę.
                                                  • 07.11.06, 09:39
                                                    Witam! Ja również bardzo się cieszę z pomyślnych wyników Gosi. Nie mogło być
                                                    inacze!!! Teraz czekam na równie wspaniałe wieści po zabiegu. Z całego serca
                                                    życzę Wam powodzenia i pełnego sukcesu. Pozdrawiam
                                                    Marzena
                                                  • 08.11.06, 15:50
                                                    czekoladka4444 08.11.06, 15:48 + odpowiedz

                                                    Trzymam kciuki za Małgosie i czekam na dobre wieśći.
                                                    E.
                                                  • 09.11.06, 11:23
                                                    Gosia jest w tej chwili w trakcie zabiegu termoablacji. Około godziny temu z nią
                                                    rozmawiałem jeszcze. Po 13-tej jadę do szpitala dowiedzieć się od lekarza czy
                                                    wszystko przebiegło pomyślnie i zobaczyć się z Gosią. Po tym zabiegu pacjent
                                                    wraca na zwykłą salę szpitalną, a nie pooperacyjną. Jak forma Gosi pozwoli to
                                                    już wieczorem będzie mogła jeśc kolację. Powiedziano nam tylko, że po takim
                                                    zabiegu może wystąpić gorączka. Jutro prawdopodobnie do domu. Jak tylko będę
                                                    wiedział coś konkretnie i będę miał dostęp do komputera to oczywiście napiszę.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 09.11.06, 12:38
                                                    Trzymajcie się :-)


                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Adopcje bezdomnych kroliczkow
                  • 09.11.06, 13:55
                    Hej wszystkim,

                    Przed chwilką dosłownie rozmawiałam z Robertem. Gosia jest już po zabiegu,
                    czuje się dobrze.
                    Ale najważniejsze to to, że zostały tylko 4 małe (do 2 cm) zmiany na wątrobie,
                    które zostały zniszczone !!! Za miesiąc kontrolne TK...
                    Dokładniej Robert pewnie napisze już sam.

                    Bardzo się cieszę z tych wieści i wierzę, że Gosia będzie już miała spokój :)))
                    Czego serdecznie życzę i za co kibicuje całym sercem,
                    Anka

                    --
                    mieux vaut tuer le diable
                    que le diable no vous tue
                    • 09.11.06, 18:01
                      Wielkie dzięki za pomyslne wieści.Odetchnęłam.I ja Im kibicuję całym
                      sercem.Pozdrawiam.
                      • 09.11.06, 19:08
                        Przed chwilą wróciłem od Gosi ze szpitala. Gosia jest w bardzo dobrej formie po
                        zabiegu. Jadła już kolację, sporo pospacerowaliśmy po szpitalnych korytarzach.
                        Jedyne wspomnienia po termoablacji, to opatrunek w okolicach wątroby i dziwne
                        uczucie w jej okolicy, a tak żadnej temperatury i bóli.Po prostu super nawet się
                        niespodziewałem, jak to powiedziała Gosia, że to był pikuś.
                        Lekarz faktycznie potwierdził, że od ostatniej tomografii z września zmiany się
                        pozmniejszały i zostały tylko cztery po około 2cm każda, które zostały
                        zniszczone termoablacją. Z uwagi na brak progresji tych zmian odstąpiono również
                        od biopsji, bo trudno w takim przypadku uznać te zmiany za mające związek z
                        rakiem jajnika, tym bardziej, że ostatnia chemia była na początku sierpnia, a
                        zmiany się zwyczajnie cofały. 4-6 tygodni od zabiegu Gosia ma zrobić kontrolną
                        tomografię komputerową, aby potwierdzić brak ukrwienia w zmianach i przesłać na
                        płycie CD te zdjęcia do Gdańska i oni ocenią to jeszcze raz pod kątem zabiegu
                        termoablacji. Jeśli się potwierdzi brak jakikolwiek symptomów choroby
                        nowotworowej, to Gosia będzie tylko pod ścisłą kontrolą onkologiczną, a będzie
                        jej to drugie zwycięstwo nad rakiem.
                        Wszystkim życzę tego zwycięstwa, bo my wiemy jak smakuje ta chwila i jak jest
                        cudownie, bo tak było w 2003 roku, a teraz może być podobnie, bo jest coraz bliżej.
                        pozdrawiam Robert
                        • 09.11.06, 20:21
                          Bardzo ,ale to bardzo się cieszę z takich wieści,rak tutaj juz nie ma
                          szans.pozdrawiam serdecznie ewa.
                          • 09.11.06, 21:35
                            Super wieści.
                            Uściski dla Gosi i Ciebie.
                            Pozdrawiam E.
                            • 10.11.06, 12:16
                              Czytając te wspaniałe wieści czułam dreszcze na całym ciele (oczywiście takie
                              pozytywne i ze wzruszenia). Z całego serca życzę Gosi, aby poczuła smak
                              wolności od choroby już na zawsze!!! Pozdrawiam serdecznie
                              Marzena
                              • 10.11.06, 14:05
                                Ja również czułam dreszcze :) Cudownie!!!
                                • 10.11.06, 22:24
                                  Wrócilismy niedawno juz do domu. Bardzo Wam dziękujemy za wsparcie i ciepłe
                                  słowa. Teraz mamy miesiąc dużego oddechu do kontrolnej tomografii. Przyznam
                                  jednak, że nie wiem na co Gosia była leczona przez ostatnie ponad pół roku, bo
                                  takie pytanie bez odpowiedzi istnieje. W styczniu stwierdzono kilkanaście zmian
                                  metastatycznych na wątrobie w badaniu TK. Potem coś się tam poprawiło niby pod
                                  wpływem podawanej chemii. Zmiany, które się pozmniejszały w maju były w innych
                                  segmentach niż te, które teraz stwierdzono przed termoablacją i tym sposobem
                                  zniszczono, a zostało ich dosłownie cztery. We wrześniu w ostatnim TK zmian
                                  było więcej i były niektóre większe. Żadnej progresji choroby tylko mozna
                                  powiedzieć samoistne wycofywanie się zmian, które nie mają raczej związku z
                                  rakiem tylko rozpoznanym w biopsji stłuszczeniem. Od sierpnia nie było juz
                                  chemii. Gosia wraca do formy!!! Będziemy to w jakiś subtelny sposób świętować.
                                  Wszystkim z całego serca życzymy powrotu do zdrowia, jak i Waszym bliskim oraz
                                  słońca bez końca.
                                  Gosia i Robert
                                  • 11.11.06, 17:05
                                    Czy sluszczenie ma cos wspolnego z rakiem jajnika? Moja mama tez dostala
                                    stluszczenia watroby w trakcie leczenia raka jajnika.Z tym, ze nie miala na
                                    watrobie zmian, lecz na USG stiwerdzano stluszczenie watroby.Byc moze ma to
                                    jakis zwiazek z podawanymi lekami?
                                    • 11.11.06, 17:22
                                      Nie - stłuszczenie nie nie ma nic wspólnego z rakiem jajnika. Może być związane
                                      z przyjmowaniem leków, zmianami wagi etc...

                                      --
                                      mieux vaut tuer le diable
                                      que le diable no vous tue
                                      • 11.11.06, 17:44
                                        Mojej mamie waga sie nie zmieniala zasadniczo. Mozliwe, ze ma to zwiazek z
                                        chemia, ktora jest podawana na raka jajnika lub polaczeniem danych chemii
                                        razem.Tak mi sie wydaje.
                                        • 11.11.06, 17:51
                                          Miałam 4,5 cm stłuszczenie na wątrobie. Po czerniaku, ale jeszcze przed
                                          leczeniem PNP. Najprawdopodobniej było spowodowane i spadkiem wagi i
                                          przyjmowanymi wcześniej lekami (nie chemią). Wielu ludzi miewa stłuszczenia na
                                          wątrobie, nie stykając się nawet z chorobą nowotworową, więc nie wiązałabym
                                          ściśle jednego z drugim. Raczej mają wpływ tutaj nawyki żywieniowe, leki etc...
                                          a nie sam nowotwór.

                                          --
                                          mieux vaut tuer le diable
                                          que le diable no vous tue
                                    • 11.11.06, 21:14
                                      Wg mojej wiedzy nie ma nic wspólnego z rakiem jajnika, ale stłuszczenie wątroby
                                      może prowadzić do marskości, a w konsekwencji do raka wewnątrzwątrobowego.

                                      W większości publikacji podkreśla się predyspozycje do rozwoju stłuszczeniowego
                                      zapalenia wątroby u kobiet z otyłością w średnim wieku oraz z obecnością
                                      zaburzeń metabolicznych w postaci cukrzycy i(lub) hiperlipidemii.

                                      Wśród pozostałych czynników predysponujących do rozwoju stłuszczenia wymienia
                                      się:

                                      leki i substancje chemiczne: wśród nich m.in. warfaryna, amiodaron, estrogeny,
                                      metotreksat, glukokortykosteroidy, orotany, tetracyklina, L-asparaginaza;
                                      antymon, sole baru, chromiany, dwusiarczek węgla, borany
                                      zaburzenia metaboliczne wrodzone lub nabyte: glikogenozy, abetalipoproteinemia,
                                      galaktozemia, tyrozynemia, choroba Wilsona, choroba Refsuma, cukrzyca,
                                      nieswoiste zapalenie jelit, całkowite odżywianie pozajelitowe, głodzenie,
                                      kacheksja i in.

                                      Myślę, że w przypadku Gosi dotychczas przebyte leczenie w tym megachemioterapia
                                      z przeszczepem komórek krwiotwórczych, gdzie władowano w nią masę antybiotyków
                                      w związku z gorączką nieznanego pochodzenia, utrata masy ciała i problemy
                                      jelitowe oraz leczenie chemią mogły w znaczny sposób przyczynić się do
                                      pojawienia się stłuszczenia na wątrobie. Niestety niektórzy radiolodzy w
                                      badaniach TK mając na względzie chorobe podstawową rak jajnika wskazywali, że
                                      są to zmiany metastyczne.
                                      pozdrawiam Robert
                                      • 12.11.06, 08:01
                                        witaj robercie i gosiu

                                        straszniesie ciesze, z tych super wiesci. mam nadzieje,ze teraz bedziecie juz
                                        mieli spokoj i ze raczysko zostalo calkowice pokonane. bardzo was podziwiami z
                                        calego serca zycze pelnego powrotu do zdrowia.

                                        u mojej mamy narazie wporzadku. w zeszlym tygodniu miala badania,lacznie z usg.
                                        wszystkie wyniki bardzo dobre, choc ja sie troche martwie, bo markery
                                        nieznacznie, ale ida w gore. od poczatku sierpnia do zeszlego tygodnia
                                        podskoczyly z 10.5 do 13.5.(na poczatku pazdziernika bylo 12.2) i to najwyzszy
                                        poziom od zakonczenia chemii. mama w przyszlm tygodniu widzi sie z lekarzami
                                        zobaczymy co oni na to...bardzo bojesie, czy to nie zwiastun zblizajacego sie
                                        nawrotu choroby...

                                        pozdrawiam i zycze tylko dobrych wiesci
                                        agnieszka
                                        p.s.u mojej mamy tez jest minimalne stluszczenie watroby,ktore sie na szczesice
                                        co wykazuja badania obrazowe, cofa.
                                        • 12.11.06, 13:10
                                          Cześć Agnieszka
                                          Takim wzrostem markera w ogóle bym się nie przejmował, bo on zupełnie niczego
                                          nie seguruje. Znaczny wzrost markera mógłby zwiastować nawrót choroby. USG
                                          niczego niepokojącego nie wykazuje, tutaj mam tylko pytanie kiedy było ostatnio
                                          robione TK? Z tego, co piszesz to kolejny przykład, że stłuszczenie może sie
                                          pojawiać np. w związku z leczeniem, ważne tylko aby było prawidłowo
                                          rozpoznawane, a nie obarczone postępem choroby nowotworowej. Cofanie się
                                          stłuszczenia miało też miejsce u Gosi, ale dopiero kiedy wynik
                                          histopatologiczny potwierdził rozpoznanie stłuszczenia wielkokropelkowego.
                                          pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoją mamę
                                          Robert
                                          • 13.11.06, 13:31
                                            Witaj Robercie

                                            Mama miala robiona TK w polowie sierpnia i wszystko bylo idealnie. Srednio co 6
                                            miesiecy lekarz prowadzacy zleca TK, a co 3 miesiace mama robi USG.
                                            Mam nadzieje, Robercie, ze masz racje i ze te markery nie swiadcza o nawrocie.
                                            Mama w tym tygodniu idzie z wynikami badan do lekarza, zobaczymy co on na ten
                                            minimalny wzrost powie. ja to troche panikuje, ale wiadomo, ze czlowiek dmucha
                                            na zimne i boi sie najgorszego.
                                            Jesli chodzi o stluszcenie watroby, to znajoma lekarka powiedziala, ze to
                                            wlasnie moze byc wynik leczenia, choc z drugiej strony, moja mama do szczuplych
                                            osob nie nalezy i moze to tez byc wynik lekkiej nadwagi.
                                            Tak bardzo sie ciesze, ze u Was sa takie pozytywne wiesci. Oby tak dalej!
                                            Pozdrawiam i trzymam mocno kciuki za nas wszystkich.
                                            agnieszka

                                            • 14.11.06, 13:33
                                              Z tego co napisałaś, to Twoja mama jest pod dobrą opieka i badania kontrolne są
                                              przeprowadzane prawidłowo. Myślę, że lekarz poza stwierdzeniem markera w
                                              granicach normy nic się nie wypowie na ten temat. Musisz wiedzieć też, że ten
                                              marker jest czuły na stany zapalne szczególnie w obrebie miednicy mniejszej,
                                              ale tez jamy brzusznej. Dlatego nie panikuj, ale dobrze, że dmuchasz na zimne.
                                              Wazne aby miała cykliczne badania kontrolne. Faktycznie stłuszczenie watroby
                                              częsciej wsstępuje u kobiet tzw. otyłych, ale byc może, że u Twojej mamy
                                              bardziej zaważył czynnik samego przebytego leczenia.
                                              pozdrawiam Robert
                                              • 15.11.06, 10:07
                                                Witam
                                                Ślędzę Wasz wątek od początku i chciałam zadać jedno pytanie (jeśli nie macie
                                                ochoty czy możliwości odpowiadać - zrozumiem).
                                                Chodzi o to jaki wpływ (zapewne negatywny) miała choroba na wasze sprawy
                                                zawodowe? Wiadomo - zwolnienia, liuczne urlopy zdrowotne - tego pracodawcy
                                                chyba nie lubią...
                                                Liczę na odp.
                                                ZARA
                                                • 15.11.06, 12:32
                                                  Pewnie Ciebie zaskoczę, ale właśnie przez te prawie 5 lat nie mielismy z tym w
                                                  zasadzie problemu. Gosia miała i ma takiego szefa, że pomimo choroby i licznych
                                                  na początku zwolnień, a potem przejścia na rentę mogła spełniać się zawodowo.
                                                  Dalej ma taką mozliwość i drzwi ma otwarte, bo szef na nią cały czas czeka, ale
                                                  na razie Gosia nie mysli o pracy. Jak się czasem spotykamy z jej szefem to
                                                  nawet żartuje i krzyczy - Małgosia wracaj do pracy!
                                                  Ja juz na samym początku poinformowałem swojego szefa o chorobie Gosi.
                                                  Spotkałem się ze zrozumieniem i mogłem liczyć na pomoc i wsparcie. Nigdy tego
                                                  nie nadużywałem, ale kiedy była potrzeba zawsze bez przeszkód mogłem liczyć na
                                                  wolne. Napewno sytuację ułatwiała mi praca na zmiany. Kiedy skończyłem tam
                                                  pracować, to w nowej sytuacji zawodowej mogłem dalej w innym miejscu pracować z
                                                  ludźmi, którzy znali i znają naszą sytuację, a to tez była praca zmianowa, więc
                                                  nie było problemu z zamianą lub wolnym na pójście do lekarza lub bycie z Gosią
                                                  w trakcie leczenia oraz badań i szeregu konsultacji nie zawsze tylko w
                                                  Szczecinie, bo i w Gdańsku oraz we Wrocławiu.
                                                  Dla nas ten problem negatywnego wpływu choroby na życie zawodowe praktycznie
                                                  nie istaniał i to zapewne był jeden z pozytywnych elementów w terapii
                                                  onkologicznej dla Gosi.
                                                  pozdrawiam Robert
                                                  • 15.11.06, 13:01
                                                    Jesli to nie będzie zbyt trudne pytanie: kim Gosia jest z zawodu?

                                                    Zara
                                                  • 15.11.06, 14:35
                                                    Ostatnie lata pracy zawodowej Gosia zajmowała się zarządzaniem i organizacją
                                                    pracy w profesjonalnej myjni samochodowej.Podejście jej szefa dowodzi, że
                                                    robiła to profesjonalnie :-)
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 15.11.06, 15:05
                                                    Kiedyś, na samym początku już zakładałam wątek na ten temat, dotyczący stosunku
                                                    otoczenia do choroby, może przyszedł czas żeby do niego wrócić...


                                                    --
                                                    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                                                    Onkoforum-Damy rade
                                                    Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                                  • 21.12.06, 13:25
                                                    Robert jak sie czuje Gosia? Pozdrawiam Was serdecznie i zycze spokojnych Swiat
                                                    Bozego Narodzenia oraz wielu powodow do radosci w Nowym 2007 Roku.
                                                    Malgoska
                                                  • 21.12.06, 14:17
                                                    Gosia czuje się dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Na potwierdzenie tych słów
                                                    wróciła kilka dni temu do pracy. Jest coraz lepiej. Gosia przybiera na wadze.
                                                    Idą Święta, oby tak dalej. Idziemy na zabawę sylwestrową !!! Czekamy jeszcze na
                                                    wyniki tomografii kontrolnej po zabiegu termoablacji.
                                                    Małgosiu Tobie życzę Spokojnych Świąt i bardziej udanego zbliżającego się
                                                    Nowego Roku 2007. Radości i zdrowia dla Ciebie i najbliższych.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 16.01.07, 10:48
                                                    Niestety Gosia nie jest wolna od raka :-(
                                                    Uporaliśmy się w sumie z wątrobą i pomimo istniejących tam jakiś zmian nie
                                                    budzą one podejrzenia onkologicznego. W obrazie TK nie ulegają wzmocnieniu
                                                    kontrastowemu i od ponad 4 miesięcy nie wykazują najmniejszej progresji czytaj
                                                    słuszczenie. Lekarze z Gdańska po ocenie obrazu TK są zadowoleni i stwierdzili,
                                                    aby sie nie przejmować wątrobą. Przy ostatniej tomografii przepadek sprawił, a
                                                    może opatrzność, że skan TK objął dół płuc i tam zlokalizowane zostały
                                                    niewielkie, ale liczne zmiany. Gosia przeszła diagnostykę obrazową klatki
                                                    piersiowej i lekarze nie mają wątpliwości, że jest to rozsiew choroby na oba
                                                    płuca. W badaniach obrazowych brak jest powiększenia jakikchkolwiek węzłów
                                                    chłonnych i płynu wysiękowego w jamie brzusznej i klatce piersiowej. Wydolność
                                                    oddechową ma prawidłową. Nie ukrywam, że po krótkiej radości, która dała nam
                                                    jednak spokój i mogliśmy okres świąteczny przeżyć bez dodatkowych emocji ta
                                                    diagnoza zwaliła nas z nóg. Podjęliśmy już intesywne działania i cała
                                                    dokumentacja poszła do DCTK we Wrocławiu, czekamy teraz na konsutację w
                                                    zakresie dalszego leczenia. Tamtejszy lekarz obiecał pomóc i pokombinować w
                                                    zastosowaniu sensownego leczenia. Prosił, aby nie tracić nadziei, bo w
                                                    przypadku Gosi zostało dużo zrobione i nie powiedział, że coś jest już
                                                    stracone. To wnosi w nas wiarę i nadzieję, a Gosia mimo, że nie jest szczęśliwa
                                                    z takiego obrotu sprawy zdaje sobie sprawę, że leczenie musi być i będzie
                                                    walczyć. Wierzę, że z powodzeniem, a intuicja podpowiada mi, że na tym etapie
                                                    wybór ośrodka we Wrocławiu jest najbardziej słuszny i optymalny.
                                                    Na ironię dodam, że Gosia czuje się bardzo dobrze. Przybiera na wadze, ma
                                                    wilczy apetyt i tylko nadmiar jedzenia bardzo rzadko przypomina jej o wzdęciach.
                                                    Zupełnie jej stan ogólny jest zaprzeczeniem istniejącej choroby.
                                                    Będę walczył razem z Gosią, chociaż nie ukrywam, żę czasem jestem już zmęczony,
                                                    ale nie poddamy się. Wspierajcie Gosię w swoich myślach i rozważaniach.
                                                    Robert
                                                  • 16.01.07, 12:07
                                                    Kochani,

                                                    Jestem z Wami całym sercem i myślami.

                                                    Wierzę, że Gosia pokona tą kolejna przeszkodę. Znam ją i wiem, że jest silna i
                                                    waleczna. A i mając Roberta przy swoim boku może liczyć na jego lwią walkę.
                                                    Wolałabym co prawda spotkać się na gruncie czysto towarzyskim z Wami, ale
                                                    czasami plany sie zmieniają. Ale na wakacje i tak zaliczymy fajny wypadzik
                                                    gdzieś, co?
                                                    Czekam we Wrocku.
                                                    Buziaki,
                                                    Anka

                                                    --
                                                    mieux vaut tuer le diable
                                                    que le diable no vous tue
                                                  • 21.01.07, 15:09
                                                    Witaj Robercie

                                                    Bardzo mi przykro, ze to swinstwo znowu do Was wrocilo. Ale Gosia juz tyle
                                                    przeszla, ze i tym razem napewno pokona raka. Bedzie dobrze, bo inaczej byc nie
                                                    moze i juz. Czy macie juz jakies nowe ustalania dotyczace dalszego leczenia. U
                                                    nas narazie spokoj. Mama ostatnia kontrole miala pod koniec listopada i teraz
                                                    kolejna w polowie lutego, juz sie denerwuje, czy wszystko bedzie dobrze.
                                                    Najgorsze w tym wszsytkim, ze czlowiek czuje sie dobrze, nic mu nie dolega, a
                                                    nie wiadomo do konca co sie tam w srodku dzieje. Zycze Wam zdrowka i
                                                    wytrwalosci. Agnieszka
                                                  • 24.01.07, 14:46
                                                    Ostatecznych decyzji jeszcze nie ma, ale DCTK Wrocław ma dwie koncepcje
                                                    radioterapia płuc w CO w Gliwcach. Jako ośrodek współpracują z Gliwicami i
                                                    wysyłają tam swoich pacjentów. W raku jajnika i przy przerzutach do płuc jest
                                                    to postępowanie, jak na medycynę klasyczną niekonwencjonalne, ale przynoszące
                                                    efekty. Niestety mało gdzie tak postępuja w Polsce. Lekarz prowadzący w
                                                    Szczecinie popiera tą drogę. Druga koncepcja chemioterapia z interferonem, ale
                                                    bardziej skłaniają się do pierwszej opcji. Decyzja należy do Profesora i
                                                    powinna być w piątek i jeśli będzie radioterapia będziemy mieli od razu
                                                    umówioną konsultację w CO Gliwice. Po ewentualnej radioterapii obserwacja i
                                                    potem wdrożenie drugiej opcji leczenia.
                                                    Pozostaje jeszcze opcja powrotu do chemii Taxol z Cisplatyną, ale to to już
                                                    wtedy w Szczecinie i bez przeszkód w zależności od rozwoju sytuacji.
                                                    Trzymajcie kciuki za leczenie Gosi
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 24.01.07, 14:53
                                                    Trzymam kciuki i z tego co wyczytałam w waszych postach jestescie silni ! I
                                                    teraz tez wam sie uda. Poawodzenia .
                                                    Aneta
                                                  • 24.01.07, 18:27
                                                    Trzymajcie się mocno , wszystko musi być dobrze , bo my nowotworom -DAMY RADę- .
                                                    Pozdrowiam .Darek.
                                                  • 25.01.07, 12:38
                                                    Robercie i Gosiu Mam Was w swoich myslach i codziennych modlitwach.
                                                    Wierze gleboko ,ze Wam sie uda. Musi.
                                                    Malgoska
                                                  • 25.01.07, 13:46
                                                    Robert!
                                                    Po tym, co przeszliscie do tej pory, to zaslugujecie na odpoczynek od
                                                    chorowania. Jednak nadal musiscie brnac przed siebie w tej trudnej drodze.
                                                    Bedzie dobrze, zobaczysz. Jestescie tak silni, a Gosia tak dzielna, ze "dacie
                                                    rade":) Wierze w to mocno.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Malgorzata

                                                  • 26.01.07, 16:18
                                                    No niestety od środy sprawa leczenia się uwsteczniła. Profesor powiedział, że
                                                    musimy przyjechać na konsultację do DCTK we Wrocławiu, a lekarz pilotujący ma
                                                    mu przygotować wszystko na piśmie i wtedy on na konsultacji wszystko powie.
                                                    Najprawdopodobniej opcja radioterapii nie została zaakceptowana, bo tak to
                                                    byśmy jechali na konsultację do CO Gliwice. Najgorsze w tym wszystkim jest to,
                                                    że lekarz idzie teraz na urlop i konsultacja może sie odbyć najwcześniej 9
                                                    lutego, jeśli obecny będzie Profesor, ale bardziej pewny wydaje się termin 13
                                                    lub 14 lutego. Oczywiście zainteresowanie jest, ale to wszystko bardzo
                                                    niepokojaco się przedłuża. Obawiam się, że leczenie jakiekolwiek nie ruszy
                                                    jeszcze przez miesiąc, a choroba nie śpi. Ponad rok temu też tak to wyglądało,
                                                    bo od chwili pojawienia się w DCTK procedura leczenia rozpoczęła się po ponad
                                                    miesiącu, a potem jeszcze pojawiła się gorączka nieznanego pochodzenia, która
                                                    chyba bardziej informowała o bardzo rozwijającej się chorobie i opóźniała
                                                    wdrożenie decydującego leczenia i prawdopodobnie efekt leczenia był dużo
                                                    mniejszy niż zakładano. Nie możemy sobie pozwolić na takie zwlekanie, więc w
                                                    poniedziałek będziemy konsultować to z lekarzem prowadzącym w Szczecinie, aby
                                                    wypracować jakiś plan awaryjny. Na szczęście Gosia czuje się dobrze i spełnia
                                                    się zawodowo, ale w tej chorobie nie można niczego przewidzieć. Zaczęła
                                                    spożywać imbir, który jak donoszą naukowcy może stać jednym ze składników
                                                    leczenia onkologicznego w raku jajnika. Wszystkim serdecznie dziękujemy za
                                                    wszelkie przejawy sympatii i wsparcia. Nadzieja oczywiście po wzlotach i
                                                    upadkach ciągle w nas jest i wierzymy, że długo nas jeszcze nie opuści.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 28.01.07, 18:27
                                                    Robercie, mam nadzieje, ze wkrotce juz zaczniecie leczenie , ze wszystko sie
                                                    dobrze ulozy. Trzymam za Wasmocno kciuki!
                                                    A w jakiej postaci Gosia spozywa ten imbir i jakie ilosci? Dotychczasowe
                                                    badania rzeczywiscie napawaja nadzieja nad jego skutecznoscia i chetnie
                                                    namowilabym moja mame, zeby tez zaczela go uzywac.
                                                    Pozdrawiam, trzymajcie sie cieplo. agnieszka
                                                  • 30.01.07, 09:51
                                                    Decyzja w sprawie rozpoczęcia leczenia w Szczecinie zapadnie w czwartek i może
                                                    już w poniedziałek rozpocznie się leczenie najprawdopodobniej chemią z początku
                                                    choroby Gosi. Problem jest w tym, że Gosia od niedzieli ma gorączkę i dostała
                                                    wczoraj antybiotyk. Nie można wykluczyć, że gorączka ma związek z chorobą
                                                    Gosi. :-(
                                                    W temacie imbiru napiszę na priv
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 30.01.07, 22:35
                                                    Gosiu!
                                                    Musisz byc zdrowa. Jesteś dla mnie przykładem walki i radzenia sobie z tym co
                                                    Nas dotkneło.
                                                    Bardzo mocno pozdrawiam , myślę o Tobiei zagrzewam do walki.
                                                    Robercie napisz nam o tym imbirze , a jeśli tu nie mozesz to też poproszę o prv.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam.
                                                  • 30.01.07, 22:59
                                                    Dzięki za ciepłe słowa i wsparcie, napewno przekażę Gosi.
                                                    W sprawie imbiru odpisałem na priv.
                                                    Gosia dzisiaj miała już tylko stan podgorączkowy. Mamy nadzieję, że juro będzie
                                                    jeszcze lepiej.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 12.05.07, 15:19
                                                    Witam GOSIU I rOBERCIE.Jak juz wiecie choruje tez na raka jajnika.Mielismy
                                                    okazje sie poznac w Poznaniu u mojej siostry Anety.Robercie co u Gosi?
                                                    pozdrawiam goraco Julka
                                                  • 14.05.07, 12:32
                                                    Julia pamiętam doskonale i napisz co u Ciebie, jak przebiega powrót do zdrowia
                                                    po zakończonym skutecznym leczeniu raka jajnika? U Gosi trwa leczenie jest po
                                                    pierwszej chemii, a jutro następna. Kilka dni było trudnych, ale od soboty jest
                                                    dużo lepiej. Ustąpiła też gorączka, która wcześniej występowała i mamy
                                                    nadzieję, że na dłużej. Czy ktoś miał lub ma wszyty podoobojczykowo port Vena
                                                    do podawania leków dożylnie i pobierania krwi oraz dolegliwości występujące
                                                    przy leczeniu Taxolem (u Gosi wystąpiły bóle krzyża, stawów i mięśni oraz
                                                    chwilowy rumieniec na twarzy, który już zszedł i uczucie ciężkiej i gorącej
                                                    głowy, ale bez wyraźnej temperatury na szczęście już też minęło)?. Mógłby przy
                                                    okazji napisać własne spostrzeżenia na ten temat. Będziemy wdzięczni, bo Gosi
                                                    mają założyć w czwartek taki port.
                                                    pozdrawiam Robert
                                                  • 03.06.07, 20:28
                                                    Cześć
                                                    Jestem tu pierwszy raz. W styczniu zakończyłam chemię Taxol + cisplatyna. Objawy
                                                    o których piszesz występowały również u mnie. Później doszły uderzenia gorąca,
                                                    mrowienie w kończynach, drętwienie nóg, i jeszcze trochę innych. to wszystko
                                                    jest związane z leczeniem.Ale taxol jest skuteczny. I powiem Ci, że oprócz
                                                    leczenia farmakologicznego, odpowiedniej diety ważne jest wsparcie bliskich, a
                                                    widzę, że Gosia ma w Tobie wsparcie. Nawet nie wiesz jak jest to cenne.Kilka
                                                    "koleżanek" z oddziału miało założony port. Chwaliły sobie, nie musiały być
                                                    kłute igłami. nie miały zapalenia żył.Choć się nie znamy to serdecznie pozdrów
                                                    ode mnie Gosię. Trzymam za Ciebie kciuki Gosieńko. Życzę dużo zdrówka. Jeżeli
                                                    tylko macie ochotę to piszcie na moją skrzynkę chętnie podzielę się
                                                    doświadczeniem, bo pamiętam jak sama szukałam różnych informacji związanych z
                                                    chemią.Przy chemi ważna jest też odpowiednia dieta. Jednym ze skutków są różne
                                                    zachcianki. od chrzanu po lody colę i ogórki kiszone. Jak przy ciąży. Pozdrawiam.
                                                    nemov@wytnij.gazeta.pl
                                                  • 04.06.07, 11:31
                                                    Dziękujemy bardzo za ciepłe słowa wsparcia i wolę pomocy. Jeśli zajdzie taka
                                                    potrzeba napewno napiszemy. Póki, co życzymy Ci aby ta choroba nigdy już nie
                                                    dała o sobie znać i to co się zdarzyło było tylko wspomnieniem. Dużo zdrowia !!!
                                                    pozdrawiamy Gosia i Robert
            • 07.05.07, 06:55
              Witajcie. Takie wpisy jak Wasz mogłabym czytać bez przerwy. To daje również nam
              nowe siły do walki z chorobą, bo napewno dla wakacji nad morzem z bliskimi - i
              jeszcze miliona innych pięknych chwil, warto walczyć.
              Pozdrawiam
              Ola
    • 24.01.07, 20:30
      Pamiętacie?
      Kilka miesięcy temu podzieliłam się z Wami historią zmagania z rakiem jajnika.
      To już dziewiąty rok bez tego gada.
      Bardzo bardzo wierzę, że i Małgosi się uda.
      Modlę się i dla pewności trzymam &&&&&&.
      Pozdrowienia-i dużo sił , cierpliwości i wytrwałości życzę.
    • 02.02.07, 21:27
      Czesc Gosia,Robert,przeczytalam wasza historie,trzymam za was kciuki,mam pytanie moze nieco
      dziwne,jak dajecie sobie rade ze wszystkim:gotowaniem,sprzataniem,opieka nad dzieckiem,pisaniem w
      internecie,czy moze ktos wam pomaga? czy Gosia z ta goraczka lezy caly czas czy chodzi po domu?
      wiem,jaka goraczka moze byc upierdliwa,ja kiedy ciezko chorowalam,nie byla to choroba
      nowotworowa,ale z goraczka,pamietam,ze czytalam zycia swietych,to jakos mi pomagalo:)Macie w sobie
      duzo sily,wierze,ze pokonacie to wszystko i Gosia wyzdrowieje.pozdrowienia.
      • 02.02.07, 21:47
        Robercie.Szczerze Wam kibicuję i wierzę ,że będzie dobrze. Myślę ,że twoja mądrość i siła woli Gosi zakończy się sukcesem w tej nierównej walce. Dacie radę!! Na pewno. mania
      • 03.02.07, 14:37
        Nikt nam nie pomaga, ale też nie ma takiej potrzeby, aby nam pomagać. Póki co
        dajemy sobie jakoś radę, aby wszystko jakoś pogodzić. Jeśli Gosia jest w
        formie, a tak najczęściej bywa to czynnie uczestniczy w życiu domowym i nie
        tylko, a jak nie to ja jakoś sam ogarniam, bo nie ma innego wyjścia. Gosia jest
        raczej chodząca póki, co obecnie temperatura przy antybiotyku ale niestety
        drugim spadła. Gosia czuje się lepiej i nawet dzisiaj mamy zamiar wybrać się do
        kina. Odnośnie leczenia w Szczecinie to komisja olała Gosię, bo przecież mamy
        jeszcze Wrocław, jako ośrodek leczący Gosię, więc ambicje niektórych lekarzy
        nie pozwalają, aby samemu coś zaproponować. Dobrze, że chociaz Gosia ma
        wsparcie w oczach lekarza prowadzącego w Szczecinie, ale sam w pojedynkę
        niewiele widac może zdziałać mimo chęci. Za dużo, aby o tym krótko napisać.
        Podjęlismy działania, niestety protekcyjne, aby przyspieszyć konsultację w
        Wrocławiu, ale nie ma innego wyjścia.
        pozdrawiam i dziękuję za wszelkie ciepłe słowa w imieniu Gosi i własnym
        Robert
        • 05.02.07, 00:42
          Na obecną chwilę Gosia czuje się znacznie lepiej gorączka spadła i już nie
          rośnie po drugim antybiotyku i wraca do formy. Dolegliwości dodatkowe jak bóle
          mięśni przy głębszym oddychaniu też prawie ustąpiły. Gosi znowu wraca apetyt i
          smak, bo przez ostatnie dni nie było zaciekawie. Udało nam się być w kinie w
          sobotę.
          pozdrawiam Robert
          • 05.02.07, 02:20
            Gosiu i Robercie zycze Wam duzo szczescia. Trzymam za Was kciuki. Macie prawo
            do szczescia. Pomimo swoich trosk masz jeszcze sile wspomagac innych . Raz
            jeszcze dziekuje za wszystkie cenne rady , ktore otrzymalam od Ciebie podczas
            choroby tatusia.
            Wytrwalosci .
            Malgoska
            • 07.02.07, 16:44
              W piątek jesteśmy na konsultacji w DCTK we Wrocławiu. Gosia nie gorączkuje
              nadal bierze jednak antybiotyk do końca kuracji zostały dwa dni i forma jest
              dużo lepsza. Spotkamy się z Anią (Gontcha) :-)
              Robert
              • 07.02.07, 17:06
                Robercie.
                Życzę Gosi i Tobie, dobrych lekarzy we Wrocławiu . Takich , o których marzą wszyscy chorzy: kompetentnych ,mądrych , ludzkich . No i miłego spotkania z Anią.Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki bardzo , bardzo mocno. mania
                • 07.02.07, 17:26
                  Hi Hi Hi...

                  Mało tego, że się spotkamy 'prywatnie', z czego sie ciesze bardzo bo sie nie
                  widzielśsmy od lipca:)

                  Mamy obie konsultacje w DCTK w piątek, o godz. 12-ej i u tego samego lekarza -
                  czasem życie płata nam przedziwne zbiegi okoliczności :)))

                  Bo niestety MabThery w DCO nie mogą mi podać ze względów czysto prawnych (mimo
                  że bardzo chcieli lekarze to zrobić). Musieli by wystepować do komisji
                  bioetycznej o zgodę na podanie leku. Po rozmowie mojego lekarza z Profesorem
                  zdecydowano o konsultacji w DCTK i ew. podaniu leku tam..
                  Nikt nie przypuszczał nawet, że mogą być 'takie kłody' z MabTherą... Przedziwny
                  system mamy - lek jest, lekarz chce go podać i nie może po prostu :(

                  Trzymajcie kciuki za moją i Gosi konsultację...

                  Buziaki,
                  Anka

                  --
                  mieux vaut tuer le diable
                  que le diable no vous tue
                  • 07.02.07, 17:44
                    No i jak dobrze pamiętam to masz Manieczko w piątek reumatologa 'zamówionego'.
                    Czyli wizytujemy sie w piątek wszystkie trzy :)
                    Trzymam kciuki za Twoją wizytkę.

                    Ściskam mocno,
                    Anka

                    --
                    mieux vaut tuer le diable
                    que le diable no vous tue
                    • 07.02.07, 18:17
                      Kochane dziewczynki ! Życzę samych dobrych wieści od lekarzy. Jak dwa takie
                      " waleczne serca" stawią się na konsultacji, to na pewno będzie dobrze!!!!!!!!!!!!! No i myślę , że spotykając się w miłym towarzystwie, nie zapomnicie wypić zdrówka wszystkich forumowiczów ( oczywiście soczkiem, soczkiem).A w piątek ja również na wizytkę . Buziaki dla całej trójki. mania
                      • 08.02.07, 22:34
                        Manieczko,

                        Właśnie grzecznie sobie siedzimy, szykujemy się na konsultację jutrzejszą i
                        oczywisćie pijemy zieloną herbatkę za zdrowie wszystkich. Dodam tylko: żeby
                        zdrowie było na 102 do herbatki spożywamy trochę wiśniówki i cytrynówki -
                        owocki wszak zdrowie są:) a te kilka procentów :))))
                        Buziaki i powodzenia u rematologa jutro.
                        A ja teraz puszczam do kompa Roberta...

                        Anka
                        --
                        mieux vaut tuer le diable
                        que le diable no vous tue
                        • 08.02.07, 22:39
                          Potwierdzam i nie zaprzeczam. Jutro trzymajcie kciuki, bo przynajmniej my z
                          Gosią czekalismy dość długo na konsultację w DCTK, a Ania tylko dwa dni ;-)
                          Nie zapominajcie jednak, że sprawa Ani ciągnie się niemiłosiernie długo.
                          pozdrawiamy Ania, Gosia i Robert
                          • 09.02.07, 07:47
                            Kochani!
                            Dzisiaj szczerze , z całego serca, najgoręcej jak potrafię modlę się za Was. Musi być dobrze. mania
                            • 09.02.07, 11:07
                              Przesyłam Wam w stronę Wrocka całą masę dobrych myśli :-))


                              --
                              Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                              Onkoforum-Damy rade
                              Adopcje bezdomnych kroliczkow
                              • 09.02.07, 13:39
                                tez trzymam kciuki a pomyślną kosultację,pozdrawiam ewa.
                                • 09.02.07, 21:04
                                  Gosia po konsultacji w DCTK Wrocław, a przed kolejną konsultacją juz w
                                  najbliższą środę w Gliwicach z docentem z CO Gliwice w celu ewentualnego
                                  wdrożenia niekonwencjonalnego zastosowania radioterapii na oba płuca. Jeśli
                                  leczenie zostanie wdrożone, to po zakończeniu najprawdopodobniej chemioterapia,
                                  ale jak określono nieksiążkowa. Tak więc na obecną chwilę naraeszcie dostało to
                                  jakiegoś przyspieszenia i mamy nadzieję, że szybko uda się wdrożyć leczenie.
                                  pozdrawiamy z Wrocławia
                                  Gosia i Robert
                                  ps.Ania(gontcha) o swojej konsultacji napisze jeszcze dzisiaj
                                  • 09.02.07, 21:53
                                    Ufff, najważniejsze że nie czekacie, tylko jakoś w miarę szybko będzie wiadomo,
                                    co dalej. Trzymajcie się!
                                    --
                                    Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                                    Onkoforum-Damy rade
                                    Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                    • 09.02.07, 22:57
                                      A ja dodam od siebie...

                                      Mam w poniedziałek zadzwonić, czy są już konkretne ustalenia co do podania
                                      MabThery. Powinno szybko się wyjaśnić wszystko, a cała sprawa nabiera tempa.
                                      Ogólnie rzecz ujmując: jak wszystko pójdzie oki, to można liczyć na szybkie
                                      załatwienie całej sprawy, bez większych kłopotów i problemów...

                                      No a poza tym to dodam, że spotkaliśmy się także z Asią (winner2006) przy
                                      okazji, bo także dzisiaj była we Wrocławiu. Pogawędziliśmy miło, pyszniutkie
                                      lody wciągneliśmy, tylko pogoda deszczowa nie pozwoliła na zwiedzenie uroczych
                                      zakątków Wrocka. Ale co się odwlecze...:)))

                                      Pozdrawiam,
                                      Anka

                                      --
                                      mieux vaut tuer le diable
                                      que le diable no vous tue
                                      • 10.02.07, 11:22
                                        Robercie , Gosiu !
                                        Powodzenia w dalszym leczeniu. Myślami jestem z Wami i mocno trzymam kciuki. Pozdrawiam serdecznie ,mania
                                        • 10.02.07, 13:34
                                          Robercie i Gosiu oraz oczywiscie Aniu zycze pomyslnych wiadomosci. Trzymam za
                                          was mocno kciuki.
                                          Malgoska
                                  • 14.02.07, 21:37
                                    Pozytywne i bardzo dobre :)

                                    Gosia została zakwalifikowana na terapię. Jeszcze tylko termin do ustalenia
                                    został. Radioterapia potrwa dwa tygodnie - prze 5 dni w tygodni z weekendową
                                    przerwą.
                                    A resztę wiadomości od Gosi i Roberta po ich powrocie do Szczecina (jutro lub w
                                    piątek).

                                    Anka

                                    --
                                    mieux vaut tuer le diable
                                    que le diable no vous tue
                                    • 15.02.07, 17:41
                                      No nareszcie pojawiają się dobre wiadomości.Cały czas trzymam za nich
                                      kciuki.Bardzo im życzę powodzenia.Na pewno będzie dobrze.
                                    • 16.02.07, 12:12
                                      No u nas wreszcie konkrety. Co prawda nie obyło sie bez niespodzianek in minus,
                                      ale wreszcie jest już konkretny plan działania na najbliższe tygodnie. W
                                      Gliwicach byliśmy 14 lutego tutaj chcieliśmy bardzo podziękować za pomoc Ewie
                                      (esosna2) i jej mężowi za nieocenioną pomoc. Gosia ma się 22 lutego zgłosić do
                                      Zakładu Teleradioterapii w CO Gliwice celem założenia karty z historią choroby
                                      i wykonania trójwymiarowej tomografii płuc w celu zaplanowania leczenia.
                                      Leczenie rozpocznie się 28 lutego i to jest właśnie ta niespodzianka in minus,
                                      że trzeba będzie pokonać w sumie w niedługim czasie trzecią podróż
                                      na "krótkiej" trasie Szczecin-Gliwice, bo to przecież autobusem miejskim w
                                      mniemaniu lekarzy, a drugie zaskoczenie, że leczenie jest niestety
                                      ambulatoryjne. Tutaj swoją pomoc zaoferowała nam Ewa i jej mąż i jesteśmy im za
                                      to bardzo wdzięczni. Jak przeliczyliśmy skorzystanie z hotelu przyszpitalnego
                                      pochłonełoby ok. 2000zł , ale damy radę, bo są naprawdę serdeczni i pomocni
                                      ludzie. Ewa dziękujemy.
                                      Po zakończeniu 10 naświetlań będzie najprawdopodobniej chemioterapia w DCTK
                                      Wrocław. Gosia ma obawy przed nowym, bo nigdy nie miała radioterapii. Wiem
                                      jednak, że tych naświetlań nie ma aż tak dużo, więc może nie będzie jakiś
                                      nasilonych skutków ubocznych tym bardziej, że naświetlane będa całe płuca, więc
                                      i ta dawka nie będzie maksymalna. Może ktoś by się podzielił doświadczeniami z
                                      radioterapii, chociaż wiem, że w innych nowotworach tych naświetlań zwyczajowo
                                      jest znacznie więcej.
                                      pozdrawiamy Gosia i Robert
                                      • 16.02.07, 17:03
                                        Gosiu ! chociaż nigdy nie miałam naświetleń i nie wiem jak to się odbywa ,to wierzę , że będzie wszystko OK i przejdziesz przez to bez problemów.Życzę Wam tylko dobrych diagnoz i wytrwałości ( której jesteście super przykładem dla wszystkich). Trzymam kciuki i pozdrawiam bardzo ciepło. mania
                                        • 16.02.07, 17:32
                                          Robercie i Gosiu,moja Mamusia miala naświetlany kręgosłup. W jej przypadku była
                                          to radioterapia paliatywna niestety. Samo naświetlanie nic nie boli i nie trwa
                                          dlugo. Moja Mamusia nie miała zbytnio skutków ubocznych, może gorączka.
                                          Najpierw robi się na symulatorze wzór na ciele, tam gdzie mają byc dawki
                                          promieniowania, nie mozna tego zmywac przez czas terapii.
                                          Napewno Gosia dobrze to zniesie.
                                          Pozdrawiam i życzę powodzenia! Napewno bedzie dobrze!
                                          ilona
                                          --
                                          !!!Kocham moją Natalcię!!!
                                          • 16.02.07, 22:33
                                            Robercie i Gosiu!
                                            Miałam 25 naświetlań piersi - po chemioterapii to niemalże relaks.
                                            W miejscu naświetlań może byc lekko zaczerwieniona skóra . Po kilkunastu
                                            takich seansach odczuwałam osłabienie i lekkie mdłości , ale to chyba
                                            indywidualna sprawa organizmu. Rzeczywiście samo naświetlanie trwa krótko ,
                                            więcej zabawy było z właściwym ustawieniem całej tej maszynerii.
                                            Pozdrawiam Was serdecznie i wierzę że wszystko będzie dobrze!
                                            Marzena
                                            --
                                            Anusia i
                                            Brzdąc -
    • 20.02.07, 12:57
      Witaj mam nadzieję, że zaglądasz tu jeszcze czasem na forum. Mam do Ciebie
      prośbę, ale tym razem nie związaną z Gosią. Mojej znajomej z Poznania siostra-
      Julia 25 lat choruje na raka jajnika i chciałaby nawiązać z Tobą kontakt i
      porozmawiać, zadać kilka pytań. Czy byłabyś skłonna podzielić się swoim
      doświadczeniem i przeżyciami. Czy mogłaby Aneta do Ciebie napisać na e-maila?
      Gdybyś chciała podać inny adres e-mailowy niz ten z forum gazeta.pl, to proszę
      napisz mi na adres emgoro@gazeta.pl. Będę w jej imieniu bardzo wdzięczny.
      Wierzę, że u Ciebie wszystko w porządku i cieszysz się życiem, czego życzę z
      głębi serca. Pozdrawiam Robert
      • 22.02.07, 20:14
        Robercie, napisałam meila.
        Wpadam tu czasem , wpadam ale życiew mi przyniosło kolejnego bonusa...
        Niedawno zmarł nagle mój mąż..
        Na nic sie nie użalał. Do lekarza chodził tylko na badania okresowe.No i pewnego
        dnia poszedł do pracy i już nie wrócił.
        Miał 51 lat.
        • 22.02.07, 20:20
          45-ka wyrazy współczucia.
          • 22.02.07, 23:58
            Życie jest tak nieprzewidywalne...Strasznie mocno wspólczuje..
            --
            !!!Kocham moją Natalcię!!!
            • 23.02.07, 00:10
              Wyrazy współczucia 45-tka :(

              Trzymaj sie dzielnie,
              Pozdrawiam,
              Anka

              --
              mieux vaut tuer le diable
              que le diable no vous tue
        • 23.02.07, 15:44
          Kasiu bardzo Ci szczerze współczuję, a też jednocześnie dziękuję. Przekazałem
          już Twojego e-maila Anecie i zapewne niebawem odezwie się do Ciebie na priv w
          sprawie Juli.
          pozdrawiam Robert
    • 23.02.07, 12:56
      Hej! Moja mama w 2004 roku zachorowała na raka jajnika! Diagnoza rak jajnika
      IIIc G1! Pierwsza chemia tradycyjnie Taxol + Cisplatyna! PO dwoch latach w 2006
      roku nastąpił nawrót choroby: dwa małe znamiona w zatoce Douglasa wielkości 1,5
      cm! Oczywisce podana została chemia Cisplatyna + Endoksan! Kurcze teraz była w
      styczniu 2007 roku na wizycie i markery znow sie podniosly do 57! Lekarz
      zalecił szczególowe badania! Usg brzuszne, usg dopochwowe oraz przeswietlenie
      płuc wyszly zadowalajaco Nie stwierdzono żadnych zmian nowotworowych!Po
      miesiacu lekarz kazał zrobic padania markerow czy beda wzrastaly czy nie , no i
      niestetyy wzrosly do 80! Lekarz stwierdzil ze poczeka jescze miesiac i jezeli
      nie zaczna spadac, a beda dalej rosly to bedzie chemia podana! Wiecej martwie
      sie strasznie, gdzie to gówno mogło sie umiejscowic! To chyba dobra wiadomosc
      ze nie ma go na zadnym narządzie wewnetrzbnym?? Jakie sa szanse przy nowotworze
      o takim stopniu zaawansowania?? Czy ma wpływ na rokowanie to ze guz był o
      najmniejszym stopniu złośliwosci G1??Czy wyszedl ktros z nawrotów raka
      jajnika?? Napiszcie cos prosze! Staram sie byc spokojny, bo narazie mama
      przecies czuje sie swietnie i wszykie badania krwi sa super, ale boje sie
      kazdego dnia i przyszlosci Bede wdzieczny za jakiekolwiek odpowiedzi! Dziekuje
      i zycze zdrówka
      • 23.02.07, 16:14
        Systematyczny wzrost markera rzeczywiście może budzić niepokój. Czynnikami
        rokowiczymi są przede wszystkim stopień zaawasowania choroby, a tutaj był
        niestety wysoku IIIc, ale też stopień złośliwości tutaj faktycznie najniższy.
        Rak jajnika należy niestety do nowotworów często nawracających, ale przy
        stopniu G1 to ryzyko często jest znacznie mniejsze, ale przypadek Twojej mamy
        pokazuje o pewnym nietypowym przebiegu. No, ale jak to w medycynie bywa jest
        zbyt wiele znaków zapytania. Czy Twoja mam miała teraz wykonane badanie
        tomografii komputerowej miednicy mniejszej i jamy brzusznej? Tomografia jest
        dokładniejszym badaniem od USG, ale zdarza się, że zmiany na otrzewnej to
        badanie nie zawsze musi pokazać, a rak jajnika lubi "osiedlać się" na
        otrzewnej". Gdy tak było, może warto rozważyć konsultację w sprawie chemii
        dootrzewnowej. Nawroty można opanować, ale często jest to sprawa bardziej
        indywidualana niż płynąca z twardych statystyk onkologicznych. Znam taki
        przypadek kobiety, która od 7 lat zmaga się z rakiem jajnika po 4 latach miała
        pierwszy nawrót opanowany właśnie chemią dootrzewnową, a teraz po blisko
        kolejnych 3 latach drugi nawrót i wszystko jest na dobrej drodze, że uda się to
        po raz drugi. Nie trać nadziei, bo musisz być wsparciem dla swojej mamy, a tu
        na forum zawsze możesz uzyskać jakąś pomoc.
        pozdrawiam Robert
        • 23.02.07, 17:24
          Mama miała teraz wykonane tylko i wyłącznie USG Jamy brzusznej, Usg dopochwowe
          oraz przeswietlenie klatki piersiowej i wszytsko wyszło w porzadku! Lekarz nie
          proponowal tomografu, ale ja wlasnei coraz bardziej sie nad tym zastanawiam!
          Byloby to chyba najlepsze rozwiazanie! A takie badanie mozna prywatnie
          wykonac?? I jaii jest tyo mniej wiecej koszt?? Dziekuje bardzo za odpowiedz to
          naprawde bardzo bardzo mi pomaga!
          • 23.02.07, 20:31
            Tomografia jamy brzusznej ok. 400 zł. USG to malo warte badanie. Na USG to nic
            nie widać najczęściej, a jak juz cos widać, to jest zle.
            Zróbcie jak najszybciej tomografie, na pewno bedzie to bardziej miarodajne badanie.
            Jeśli marker rośnie systematycznie, to raczej spadac sam z siebie nie bedzie. U
            mojej mamy tez rosl systematycznie, robili ciagle USG na którym pisali, ze
            wszystko w normie, a jak ja potem otworzyli, to byly guzy wielkości mandarynki.
            Nie pisze tego po to by Cie dlowac, tylko po to abys nie czekal, az jaśnie
            lekarz pomyśli, zeby dac skierowanie na jakieś inne badanie. Nie czekajcie az
            marker zacznie isc w gore coraz szybciej. Jeśli marker rosnie z innej przyczyny,
            to i tak nic nie stracicie,jesli ta tomografie zrobicie, a będziecie spac
            spokojniej. Jesli jest jednak nawrot choroby, to badanie dodatkowe moze mamie
            uratować zycie.Czas jest najważniejszy i nie traćcie go.Mojej mamie tez rósł
            marker systematycznie, a na USG było ok. Nie chcieli jej operować, bo mówili, ze
            na markery nie operują. Potem jednak wyszło szydło z worka, operowali. Niestety
            juz nie było co operować. Nie czekajcie, tylko ubepieczać sie na wszelkie
            możliwe sposoby.
            Szczególną uwagę zwracać na to, czy nie ma śladowych ilości wody w jamie brzusznej.
          • 23.02.07, 22:32
            Kwota za wykonanie tomografii komputerowej prywatniejuż padła w poprzednim
            poście, ale powinniście mimo wszystko "wydębić" skierowanie na tomografię od
            lekarza prowadzącego. Moim zdaniem żadna łaska z jego strony. Moża ją zrobić
            oczywiście tam, gdzie takie badania się wykonuje. Lekarz powinien ustalic
            przyczynę wzrostu markera, tym bardziej, że wzrost miał juz miejsce wcześciej i
            jednak nadal rośnie. Gdzie leczy się Twoja mama?
            pozdrawiam Robert
            • 23.02.07, 23:36
              Pamiętaj, że aby zrobić tomografie w prywatnej przychodni musisz mieć
              skierowanie od lekarza. Bez skierowania nawet prywatnie nie zrobia. Co do ceny:
              w Avi (W-wa) jama brzuszna i miednica + kontrast to koszt 620zł Tyle zapłaciłam
              wczoraj (22.02). Jak pytałam w Damianie to powiedzieli ok. 500zł, w Luxmedzie
              podobnie cenowo (tyle,że prawie 2 tyg. trzeba czekać).
    • 23.02.07, 21:32
      Kochani Gosiu i Robercie,
      bardzo proszę o pomoc. Moja mama od 5tyg. lezy w szpitalu. 2tyg. temu lekarze
      powiedzieli,ze mama ma rak jajnika. Dwa guzy na obydwu jajnikach. Stan
      krytyczny. Bardzo duże zaawansowanie raka. Duże wodobrzusze i kliniczne objawy
      wyczerpania organizmu, dodatkowo marskośc watroby i podejrzewaja przerzut.
      Lekarz powiedział, że zostały mamie kilka tygodni życia. Nie robia jednak nic,
      miała być operacja, potem biopsja. Kolejna konsultacja i mowa o laparotomi.
      Proszę doradźcie co robić, czy są nadzieje. Jestem z Warszawy, gdzie się udać.
      Podajcie namiary na prof. z Gdańska. Po przeczytaniu Waszych postów, nabrałam
      optymizmu, może uda mi się ją uratować. Mam tylko ją, tato zmarł 7lat temu. A
      mama trafiła do szpitała, w 7rocznicę śmierci taty.
      Pozdrawiam
      Dorota
      • 23.02.07, 22:37
        Przykro mi Dorotko, że Twoja mama jest ma taką diagnozę. Wydaje mi się, że
        sytuacja jest trudna z uwagi na ogólny stan Twojej mamy i niewiadomo czy to nie
        są główne powody odłożenia operacji. Jeśli Twoja mama nie jest w stanie odbyć
        podróży np. do Gdańska to oni też tam mogą niewiele pomóc. Napisałem przed
        chwilą na Twój adres e-mailowy dr77@gazeta.pl mój nr GG. Będę jeszcze przez
        jakiś czas teraz w sieci.
        pozdrawiam Robert
        • 27.02.07, 12:56
          Gosia jutro zaczyna radioterapię w CO w Gliwicach. 10 naświetlań wg planu do 13
          marca. Trzymajcie kciuki za pozytywny efekt tej terapii, która jest wstępem i
          przygotowaniem do planowanego dalszego leczenia chemioterapią. Gosia jest w tej
          chwili w drodze do Gliwic i spotkała się we Wrocławiu z Anią (Gontcha) jeszcze
          przed rozpoczęciem leczenia Ani.
          Robert
          • 27.02.07, 14:58
            Trzymam mocno za Was kciuki. Musi byc dobrze.

            Dam znac wieczorkiem co u nas wymyslil profesor.
            Pozdrawiam
            Agnieszka
            • 27.02.07, 16:58
              Cały czas trzymam za Was kciuki.Powodzenia
              • 27.02.07, 20:31
                Proszę codziennie Ojca Naszego o zdrowie dla Gosi i siłęł dla ciebie Robercie. Mocno w to wierzę,że będzie dobrze.mania
                • 27.02.07, 21:28
                  Gosia wróci opalona i szczęśliwa.
                  Wysyłam pozytywne fluidy i moc uscisków.
                  • 28.02.07, 12:34
                    Gosiu i Robercie trzymam za Was kciuki. Macie w sobie tyle sily i wiary ,ze
                    musi byc dobrze.Pozdrawiam .
                    Malgoska
    • 01.03.07, 23:48
      Panie Grzegorzu! Czy mołłby Pan podać mi namiary do profesora Emericha, nie wiem
      czy poprawnie napisalem nazwisko! Mamy lekarz czeka kolejny miesiac jeszce, chce
      sie przekonac czy markery nadal beda rosly a jest ich juz 85! Z mama w przyszlym
      tygodniu robimy tomografie komputerowa, tak jak Pan zalecal! Jezeli wyszlo by
      cos w jamie brzusznej chcielibysmy sprobowac leczenia moze chemia dootrzewnowa!
      Dziekuje bardzo za pomoc
      • 02.03.07, 11:08
        Nie wiem skąd się wzięło imię Grzegorz, ale nieważne :-) Mam na imię Robert
        Prof. Janusz Emerich - specjalista ginekologii położnictwa i onkologii
        ginekologicznej pracuje w Instytucie Położnictwa i Chorób Kobiecych AM w
        Gdańsku ul.Kliniczna 1a, telefon do szpitala sekretariat gabinetu Pana
        Profesora 0-58 349-34-63 najlepiej dzwonić w okolicach godziny 7:30, bo później
        ciężko złapać Pana profesora z uwagi, że czesto przebywa na sali operacyjnej.
        Przyjmuje również w gabinecie prywatnym w Sopocie w poniedziałki i środy po
        godzinie 16-tej przy ulicy Chmielewskiego 4/1a, telefon 0-58 550-40-40
        (rejestracja codziennie rano od 8 do 10). Zwyczajowo termin wizyty jest za
        około dwa tygodnie, więc po ewentualnym badaniu tomografii warto już ten termin
        mieć zaklepany. Polecam wizytę w gabinecie prywatnym z uwagi na zdecydowanie
        lepsze efekty konsultacji i rozmowy z Panem Profesorem, ponieważ w szpitalu
        zwyczajowo odbywa się to prawie w biegu.
        Odnośnie systematycznego wzrostu markera to może on sygnalizować wznowę choroby
        i wyprzedzać objawy kliniczne, czyli uwidocznienie się zmian w obrazach
        radiologicznych nawet o kilka miesięcy. Samego wzrostu markera praktycznie się
        nie leczy. Podjęcie ewentualnego leczenia chemią dootrzewnową zależy oczywiście
        od decyzji Pana Profesora, a przede wszystkim od umiejscowienia się zmian oraz
        ewentualnego ich usunięcia, aby był lepszy efekt tej chemii.
        pozdrawiam Robert
        • 02.03.07, 12:29
          Dziekuje bardzo za odpowiedz:) i przepraszam za Grzegorza po prostu zapomnialem
          jak ma pan na imie:)
          • 06.03.07, 20:13
            Panie Robercie z czystej troski chcialem sie zapytac, jak sie ma Pana żona??
            Jak przebiega leczenie?? Czy dobrze sie czuje dziekuje za informacje:)
            • 06.03.07, 21:09
              Dziękuję za troskę. Jest w trakcie naświetlań właśnie minął półmetek. Niestety
              nie jestem z żoną, bo dzieli nas kilkaset kilometerów - praca, ale codziennie
              kontaktujemy się po kilka razy. Z tego co mówi, to nie najgorzej raczej
              dolegliwości po samych naświetlaniach nie ma poza zażywanymi antybiotykami w
              związku z nawracającą goraczką - obecnie lekki stan podgorączkowy i to mnie
              trochę ogólnie niepokoi. Wiem też, że jest tam prawie sama tzn. beze mnie i
              napewno jest jej trudniej, ale wiem też, że da radę, tak mnie cały czas
              przekonuje. Wszystko nie jest proste i nie tak łatwe jak może jeszcze niedawno,
              ale walczymy i próbujemy nie tracić nadziei.
              pozdrawiam Robert
              • 07.03.07, 11:55
                Panie Robercie damy rade!!!! Trzeba wierzyc ze sie uda, ja wierze , ze moja
                mama wyjdzie z tego! Pozdrawiam Pana i Panska zone bardzo gorąco! Poradzimy
                sobie!!!
    • 10.03.07, 08:46
      moja przyjaciolka jest juz po drugiej chemii.. wyniki bardzo dobre, marker z
      ponad 2500 spadl do 500 z groszem, wlosy wychodza, kila ubyly, ale jest w
      dobrym humorze i dobrej mysli, powiedziala mi ze lekarze byli zdumieni jak
      szybko sie rekuperuje... jest prawie dwa miesiace po pierwszej operacji i
      sciaganiu wody z brzucha.. a w tym tygodniu niespodzianka drugi jajnik
      owuluje!!! wiem, ze to bedzie jeszcze dlugo trwalo i nowotwor lub jego widmo to
      raczej towarzysz na dluzsze chwile zycia, ale bardzo bardzo sie cieszee!!!
      z podziwem patrze na nia jak walczy, moze dlatego jest taka silna bo wiele juz
      przeszla i choroba to wlasciwe nastepne wyzwanie a nie zalamanie..
      bardzo mocno was pozdrawiam i dodaje otuchy, kasia
      • 10.03.07, 17:31
        Robercie - NADZIEJA NIE UMIERA, NIGDY! Trzymam za Was mocno kciuki. mania
    • 12.03.07, 20:59
      Hej! Moja mama robiła sobie dzisiaj tomograf komputerowy! W sumie na nasze
      myslenie wszedzie jest w porzadku , ale zastanawia nas jedno, czy to moze sie
      robic jakis przerzut! W wyniku napisane jest tak: "W obrębie śledziony
      uwidoczniło sie 30 mm hipodensyjne ognisko owalnego nieco niereguralnego
      ksztaltu ulegajace wzmocnieniu kontrastowemu z 35jH na 54j.H w fazie tetniczej
      i okolo 60j.H w fazie wrotnej." Powiedzcie, czy to moze sie robic kolejna
      wznowa Dzieki
      • 12.03.07, 21:29
        Biorąc pod uwagę wcześniejszy systematyczny wzrost markera i obecnie
        uwidoczniona zmiana w obrębie śledziony, może wskazywać na wznowę choroby.
        Zwyczajowo przerzuty mają regularne kształty i są dobrze odgraniczone, jednak
        mając na uwadze kontrastowanie się zmiany czyli mimo wszystko jej unaczynienie
        nie można wykluczyć, że jest to związne z rakiem jajnika. Mając na względzie
        uwidocznioną jedną zmianę, może warto zapytac o mozliwośc wykonania zabiegu
        operacyjnego w celu jej usunięcia. A co mówią lekarze i czy cos w związku z tym
        proponują? Czy macie zamiar pojechac do prof. Emericha z tym , że teraz to już
        nie ma co zbytnio czekac i odwlekać.
        pozdrawiam tym razem z Wrocławia w drodze do Gliwic Robert
        • 13.03.07, 19:18
          Panie Robercie mam nadzieje , ze Pan sie na mnie nie obrazi, ale zostawilem
          Panu wiadomosc na gg! Jesli to mozliwe prosze o jakakolwiek odpowiedz dzikeuje
          • 14.03.07, 14:04
            Czy ktoś z was słyszał o typie raka jajnika jakim jest tzw. potworniak? Czy
            wiadomo coś na temat leczenia tego rodzaju raka?
            • 15.03.07, 13:39
              Zwyczajowo potworniak nie jest rakiem za wyjątkiem kiedy w nim samym może dojśc
              do rozwoju raka potworniakowego rzadziej mięsaka potworniakowego. Potworniaki
              są nowotworami i dzieli się je m.in. na dojrzałe i niedojrzałe. Leczenie jest
              uzależnione od ostatecznego rozpoznania histopatologicznego. Nie każdy
              potworniak jest nowotworem złośliwym.
              pozdrawiam Robert
            • 15.03.07, 13:45
              Gosia wróciła już do domu po leczeniu radioterapią w Gliwicach. Po konsultacji
              we Wrocławiu wiemy, że po ponad miesiącu ma zrobić kontrolną tomografię klatki
              piersiowej w celu oceny jak zachowują się zmiany na płucach. Dalsze
              postępowanie jest właśnie od tego zachowania uzależnione. Niewykluczone
              wdrożenie chemioterapii, ale jak to określono niekonwencjonalnej. Za tydzień
              jeszcze kontrolna morfologia. Gosia czuje się dość dobrze tzn. raz lepiej raz
              troszkę gorzej, ale nie jakoś źle.
              Pozdrowienia dla Ani (Gontcha). Było fajnie, no nie?
              pozdrawiam Robert
              • 15.03.07, 14:00
                :)))

                Fajnie to mało powiedziane :)
                Do tej pory mnie nogi bolą, a Misiek pyta 'gdzie moja Emilcia?' i się wybiera...

                Buziaki dla Was duże,
                Anka

                --
                mieux vaut tuer le diable
                que le diable no vous tue
              • 15.03.07, 16:20
                Aniu,Gosiu i Robercie bardzo serdecznie Was pozdrawiam ze słonecznego Gdańska:)
                Pozostaje mi tylko trochę Wam zazdrościć tego słonecznego Krakowa :)) Tam
                pewnie też mają dobre lody:)Musimy kiedyś się umówić na spotkanie w większym
                gronie,wielu forumowiczów pewnie by się przyłączyło:))Irek
          • 15.03.07, 13:27
            Wróciłem dopiero wczoraj późnym wieczorem, więc jeśli to aktualne to możemy
            pogadać na GG dzisiaj ok. 21-ej lub jutro powinienem być wtedy dostępny.
            pozdrawiam Robert
            • 15.03.07, 20:18
              Robercie,cieszę się,że Gosia jest już w domu.Pozdrawiam was.
              • 16.03.07, 12:51
                Gosiu posyłam Dla Ciebie mnóstwo dobrych fluidów.
                Zdrowiej szybciutko.
                • 16.03.07, 14:48
                  Gosiu i Robercie. Jeszcze raz chciałam podziękować za to , że tu jesteście.Dzięki wam moja koleżanka, która ma nawrót raka piersi,rozpoczeła ponownie walkę. Jak się dowiedziała ryczała dwa dni i mówiła w kółko,że nie chce umierać. Pokazałam jej Wasz wątek. Na drugi dzień stwierdziła ,że jest gotowa i już wiem - DA RADĘ. Pozdrawiam serdecznie i trzymam mocno kciuki
                  Gosiu !!! mania
    • 24.03.07, 08:38
      Witam serdecznie,
      z uwagą przeczytałam cały wątek, ponieważ bardzo niepokoję się o moją mamę.
      We wrześniu 2006 roku zgłosiła się do lekarza internisty z bólami kręgosłupa na
      odcinku lędźwiowym. Skierowano ją na oddział neurologii, tam zrobiono TK i
      badania ginekologiczne, bez USG(!) Stwierdzono zwyrodnienie kręgosłupa,
      natomiast jeśli chodzi o sprawy kobiece - ginekologicznie zdrowa(!)i wypisano ją
      do domu z garścią leków. W styczniu 2007 roku zachorowała na grypę, potem na
      zapalenie płuc.
      Po grypie pozostała jej gorączka - od 8 tygodni ma nieustannie 38 stopni.
      3 tygodnie temu trafiła do szpitala na diagnostykę gorączki. Robiono bardzo dużo
      badań, specjalistycznych, inwazyjnych, między innymi gastroskopię,
      bronchoskopię, kolonoskopię, TK płuc i jamy brzusznej. Oczywiście skierowano ją
      też na kosultacje ginekologiczną. Jej wynik - zdrowa(!).
      Idyllę lekarzy zakłócił obraz TK - guz na jajniku.
      W poniedziałek mama idzie na oddział ginekologii, wstepnie została
      zakwalifikowana do operacji. Niestety nie znam jeszcze wynikow badań CLA,
      zostały pobrane w piątek. Nie wiem rownież jaki rodzaj operacji zastosuję wobec
      mamy. Wszystko rozstrzygnie się w tym tygodniu.
      Dodam jeszcze, że mama nie miała żadnych objawów charakterystycznych dla raka
      jajnika o ktorych pisaliście. Do poszukiwania i diagnostyki skłoniła nas
      uporczywa gorączka.
      Mam wielką prośbę do Państwa, którzy odwiedzacie ten wątek. Co mam robić, żeby
      niczego nie zaniedbać, na co zwracać uwagę i czy gorączka jest charakterystyczna
      dla guza jajnika? Jeśli tak to o czym świadczy.
      Ja ze swej strony wiem jedno, jeśli chcę pomóc mamie, muszę być mądrzejsza od
      lekarzy, poznać tą chorobę i trzymać rękę na pulsie.
      Z gory dziękuję za pomoc.
      Agnieszka
      P.S. Mama 28 marca kończy 59 lat.
      • 24.03.07, 16:14
        W konsekwencji tego co napisałaś, to napewno było błędem nie zrobienie
        wcześniej USG przezpochwowego. Często kiedy potem jest stwierdzany rak jajnika
        zapomina sie o badaniach ginekologicznych, a szuka się w innym miejscu.
        Faktycznie objawy u Twojej mamy są niecharakterystyczne. Trudno na tej
        podstawie oceniać czy jest to rak jajnika, bo sam guz(zmiana) na jajniku o tym
        nie przesądza. No chyba, że radiolodzy nie mają wątpliwości, bo obraz raka
        jajnika może byc rozpoznany w tomografii komputerowej. Przyczyn gorączki może
        być wiele, ale raczej w raku jajnika pojawia się w przypadku narastającego
        wodobrzusza. Gorączka w kontekście choroby nowotworowej może wskazywać na
        rozrost zmian, ale u Twojej mamy trudno to jednoznacznie ocenić.
        O jakie dokładnie badanie chodzi CLA? CEA czy CA125?
        Musisz wiedzieć czy lekarze decydując na zabieg operacyjny będą chcieli usunąc
        guza i czy widzą taką szansę oraz czy poza tą zmianą nie ma innych podejrzanych
        zmian. Ważne aby operację przeprowadził dobry operator, bo to jest bardzo
        ważne. Jeśli masz więcej informacji to napisz, bo na tej podstawie jest więcej
        przypuszczeń niż konkretów. Gdzie ten zabieg ma byc przeprowadzony i przez kogo?
        pozdrawiam Robert
        • 24.03.07, 18:22
          Dziękuję za odpowiedź,
          przepraszam za pomyłkę, oczywiście chodziło mi o CA 125.
          Rzeczywiście, więcej jest niewiadomych niż faktów.
          Może, jeśli mogę, prześlę na maila gazetowego opis TK.
          Dziękuję i pozdrawiam
          Agnieszka
          • 25.03.07, 09:52
            Spokojnie. Jak duży ten guz? Tylko na jedynym jajniku? Czy na dwóch?
            Gorączka 38 od 8 tygodni to nie za ciekawie, ale 38 to jeszcze nie tak wysoka
            strasznie.
            Jesli chodzi o gorączkę pochodzącą od raka, to potrafi ona z 36,6 skoczyć na 40
            w ciągu 10 minut, jest to gorączka bardzo drastyczna.Pisze teraz o stadium
            całkiem terminalnym.
            Nie martw sie na zapas, zobaczyz jakie będzie CA 125, poczekaj na operacje, ona
            bardzo dużo wyjaśni.
            Czy robili mamie badanie ogólne moczu? Czy mama normalnie wszystko je i nie
            odczuwa żadnych bóli w jelitach?
            • 25.03.07, 12:56
              Dziękuję za odpowiedź liina,
              tak, wiem, że operacja wiele wyjaśni, tylko to czekanie na wyjaśnienia jest
              takie trudne, dlatego chcę przeskoczyć czas i zgadnąć co będzie.
              Mama nigdy nie skarżyła się na żadne dolegliwości żołądkowe, nawet teraz, mimo
              temperatury i zmartwień, calkiem przyzwoicie zjada posiłki.
              Robili badania moczu - są o.k.
              Agnieszka
              • 25.03.07, 22:41
                Dobrze, ze wszystko je bez problemu. Gorączka jest generalnie dobrym objawem.
                Cokolwiek jest jej przyczyna, to znaczy, ze organizm sie broni.Komorki rakowe
                nie czuja sie dobrze w wysokich temperaturach.

                Powiedz jeszcze, czy ten guz jest lity? Czy wokół niego jest gęsta siatka naczyń
                krwionośnych?
                • 26.03.07, 16:27
                  Agnieszko odpisałem na skrzynkę e-mailową.
                  Liina dla Twojej ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii
                  zmiany tej nie wykazało. Różnica w badaniu tydzień z tym, że najpierw było TK,
                  a potem USG, tylko, że ta zmiana podobno nie zmieniła się od poprzedniego
                  badania, ale nie wiem kiedy było poprzednie. Właśnie Agnieszko kiedy było
                  poprzednie badanie USG, które wskazywało tą zmianę, bo z ostatniego opisu można
                  wysnuć takie przypuszczenie, ale może się mylę.
                  pozdrawiam Robert
                  • 26.03.07, 19:24
                    Witajcie,
                    dzisiaj dostaliśmy wynik badania CA 125. Niestety.... 246.
                    Tak się boję...
                    Badania USG wykonane było dzień po dniu - dla potwierdzenia diagnozy przez 2
                    różnych lekarzy.
                    Dziękuję Wam, że jesteście ze mną.
                    Agnieszka
                    • 26.03.07, 20:18
                      Agnieszko poziom markera może wskazywać na raka jajnika, ale biorąc pod uwagę
                      stosunkowo niedawno wykonany tomograf komputerowy wydaje się, że pomimo
                      rozmiaru guza stadium jest dość wczesne, co ogólnie dobrze rokuje.
                      Najważniejsze teraz, aby zabieg został wykonany w miarę szybko wg przyjętych
                      standartów postępowania chirurgicznego w raku jajnika biorąc pod uwagę m.in.
                      wiek mamy.
                      pozdrawiam i trzymam kciuki Robert
                  • 26.03.07, 22:00
                    Liina dla Twojej ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii
                    >

                    Co to Robert wypisujesz? Mam opis guzów mojej mamy w kilku USG pod nazwą "lite".
                    Jak znajdę czas, to może przysle ci skan tych opisów.
                    Poza tym wpisz w wyszukiwarkę hasło " USG + lity" i ci wyskoczy kilkanaście
                    stron opisów USG z litymi guzami.

                    NA PRZYKŁAD:

                    www.ultramedica.pl/usg_tarczycy_tarczyca.html
                    www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=5387&alt=81
                    www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1076&spec=72&print=1&_tc=F7F59DDDF23447DEA68425191F63BD14-
                    tutaj o guzach litych jajnika, wykrywanych na USG.

                    Wiem Robert, ze masz dużą wiedzę, ale nie przesadzaj z tymi swoimi pouczeniami.
                    Pozdrawiam.
                    • 26.03.07, 22:26
                      Widzisz Liina Ty w naturze masz to czepialstwo, a chciałem byc uprzejmy,
                      chociaż nie wiem czy powinienem. Jeszcze skrzętnie zmanipulowałaś moją
                      wypowiedż cytując jej fragment, a całośc brzmi tak: "Liina dla Twojej
                      ciekawości w opisie USG nie ma określenia lity, a w tomografii zmiany tej nie
                      wykazało. Różnica w badaniu tydzień z tym, że najpierw było TK, a potem USG,
                      tylko, że ta zmiana podobno nie zmieniła się od poprzedniego badania, ale nie
                      wiem kiedy było poprzednie..." W swojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do
                      przypadku Agnieszki mamy. Agnieszka przysłała mi opisy TK i USG na priv i tam
                      nie ma nic mowy zmianie litej tylko o tworze na jajniku o określonych
                      rozmiarach.
                      Mam wrażenie, że próbowałaś mnie przedstawić w złym świetle, a to co piszesz o
                      wyrażeniu "lite" jest tak jasne i oczywiste, że aż nie do zakwestionowania w
                      terminologii onkologicznej. No ale cóż...
                      Robert
                      • 27.03.07, 21:24
                        Nie napisałeś : "w opisie USG mamy Agnieszki", nie zaznaczyłeś, ze chodzi
                        konkretnie o USG mamy Agnieszki.
                        Nie chciałam Cie przedstawiać w żadnym złym świetle, tylko po prostu znowu sie
                        zdarzyło, ze nie wyrażasz sie jasno i konkretnie.Z Twojej wypowiedzi nie wynika,
                        ze chodzi konkretnie o opis USG konkretnej osoby, ale teraz już wiem, bo to
                        napisałeś właśnie i teraz rozumiem co miałeś na myśli.Tak to jest na forum
                        czasem, bo piszemy i nie mamy możliwości rozmowy na żywo, więc czasem czegoś nie
                        dopowiemy bądź tez źle zrozumiemy, to normalne i nie miałam żadnych złych zamiarów.
                        Poza tym jeśli chodzi o moją ciekawość co do zmian litych, to doskonale wiesz,
                        czemu pytam o charakter zmiany, bo przecież wiadomo, ze jeśli to zmiana lita, to
                        raczej to dobrze nie wróży.
                        Pozdrawiam.

                        • 28.03.07, 10:27
                          Liina Tobie to nawet gdybym napisał drukowanymi i dołożył tonację pisanych
                          słów, to by nie wystarczyło. Ja zdaję sobie sprawę, że to wynika z Twoich
                          uprzedzeń i mierzenia wszystkiego jedną miarą. Cytowana w całości moja
                          wypowiedź wyraźnie wskazuje, że chodzi o konkretny przypadek bez wskazywania
                          imienia adresata, mowa jest o USG i tomografii oraz różnicy w czasie tych badań
                          wystarczy tylko uważnie poczytać. Nie ugólniałem w swojej wypowiedzi, że w USG
                          nie występuje określenie "lity i dokładnie wiem co to oznacza. To, że śp.
                          Twojej mamie lekarz pisał przeważnie zmiana czy guz lity nie ma odniesienia, że
                          w każdym innym przypadku inny lekarz napisze dokładnie tak samo i to jest
                          bezdyskusyjne.
                          Znając życie, Twoje będzie musiało być na wierzchu, więc należy spodziewać się
                          riposty, ale to juz taka Twoja natura. Skup się na konkretach i ważnych
                          rzeczach, bo to na tym forum przynosi najwięcej pożytku i korzyści.
                          pozdrawiam Robert
                          • 20.04.07, 09:34
                            Robercie, co u Was?? Jak czuje sie Gosia? Mam nadzieje, ze wszystko jest na
                            dobrej drodze. Pozdrawiam - agnieszka.
                            • 20.04.07, 15:42
                              U nas średniawo. Gosia musi mieć chemioterapię, ale brak ostatecznej decyzji
                              jakiej i kiedy. Ośrodek we Wrocławiu na który tym razem postawiliśmy jest jakiś
                              toporny w podjęciu decyzji. Mamy cały czas kontakt z tamtejszym lekarzem, ale
                              wszystko teraz zależy od prof.Lange, który akurat zwyczajowo nie kwapi się z
                              podejmowaniem szybkich decyzji i to jest dla nas zupełnie niezrozumiałe. Gosia
                              od czasu do czasu gorączkuje niestety, ale nie non-stop na szczęście
                              temperatura sama spada i przekracza najwyżej nieznacznie 38*C i tylko po
                              południu. Czuje się od jakiegoś czasu trochę słabsza. Miewa lepsze i gorsze
                              dni, ale się nie poddaje. Od wczoraj rozpoczęła kuracje Selolem, bo nie mamy
                              już nic więcej do stracenia. Nie tracimy jeszcze nadziei, ale wszystko jest
                              jednak trudniejsze. Jeszcze ciągle walczymy.

                              Agnieszko napisz, co u Twojej mamy po tym ostatnim zamieszaniu o którym pisałaś
                              jakiś czas temu no forum.
                              pozdrawiam Robert
                              • 21.04.07, 14:13
                                Blagam Was nie zalamujcie sie . Bedzie dobrze , Selol powinien Gosi pomoc ,
                                jest mloda i silna. Napewno jeszcze lekarze podejma jakas decyzje odnosnie
                                chemioterapii. Badzcie dobrej mysli. Zycze Wam duzo sily i wiary.
                                Pozdrawiam serdecznie.
                                Malgoska
                                • 22.04.07, 07:08
                                  Robercie.
                                  Wiem jak jest Wam trudno ,ale po nocy przychodzi dzień i myślę ,że decyzja o chemi zapadnie lada dzień. Życzę Wam tego z całego serca.mania
                                  • 22.04.07, 11:03
                                    Witam Robercie od dłuższego czasu czytam tutaj dzisiaj pierwszy raz pisze do Was
                                    . Ja też choruję od 2001 roku ,jestem prawie cały czas na chemii z
                                    paromiesięcznymi przerwami, U mnie jest stwierdzony r. jajników st. 4 CHcę ci
                                    napisać ,że od początku leczę się w Bytomiu, wspaniały szpital i wspaniali
                                    ludzie , wiadomo lepiej by było odwiedzać inne wspaniałe miejsca ale tak jest
                                    jak jest. Pani ordyn. Rusinowska ,lekarz całkowicie oddany pacjentowi , zrobi
                                    wszystko dla pacjenta skorzysta z całej swojej wiedzy i z wszystkich dostępnych
                                    leków ,Ja teraz przeszłam na dietę dr. Kwasniewskiego ale nie znam jeszcze
                                    wyników lekarze są sceptycznie nastawieni do tej diety ,ale jeśli nie akceptują
                                    to niech zaproponują coś lepszego . Czuję sie silniejsza ,jestem dobrze
                                    odżywiona przybyło mi siły ogólnie jest lepiej . Obecnie jestem po 6 cyklach i
                                    czekam na badania w maju >POZDRAWIAM SERDECZNIE DAMY RADE .
                                    • 22.04.07, 21:33
                                      Julka trzymam za Ciebie kciuki i słyszałem co nie co i to dobrego na temat
                                      Bytomia, jeśli oczywiście mowa o tym samym szpitalu Katedra i Klinika
                                      Położnictwa i Ginekologii ŚlAM, SP nr 2.
                                      A my musimy dac radę i staramy się wszystko robić w tym kierunku.
                                      pozdrawiam serdecznie szczególnie tych, którzy o Gosi pamiętają :-)
                                      Robert
                                      • 23.04.07, 21:15
                                        Pamiętam,pamiętam i cały czas trzymam za Gosię kciuki.Dacie radę.Pozdrawiam.
    • 24.04.07, 10:33
      Witaj Gosiu i Robercie .TO wLaśnie o Gosi myślę , bo przecież o jej zdrowiu ii i
      chorobie ipiszemy . dla Ciebie też mam wielki szacunek dlatego ,że wspierasz
      Gosię we wszystkim , tak jak w mojej rodzinie ,też razem dzielnie walczymy.
      Wracając do tematu szpitala , to leczę się w Woj. SZpit. Specjalistycznym w
      Bytomiu nr 4 Jest to maleńka filia Gliwic ,cisza spokój rodzinna atmosfera
      malutkie 4 salki po 3 osoby i wspaniali lekarze i bardzo oddane pielęgniarki.Ja
      tutaj się czuję prawie jak w domu .PO tak długim leczeniu psychicznie jest
      człowiek bardzzo zmęczony a tam sa dobre warunki , jest to oddz. onkol. a w
      szpitalu . o którym Ty piszesz nie ma takiego oddziału. Też zakończyłam Gemzar .
      Jeszcze raz serdecznie Was ,Gosi piszę jeszcze raz, bo to dla niej były słowa
      GOSIU ;damy radę !
      • 24.04.07, 10:39
        zakończyłam pisac do ciebie ale ponieważ mam 2 loginy założone przez córkę to
        żle wybrałam pisała JULKA
        • 24.04.07, 12:26
          Ośrodek DCTK we Wrocławiu dzisiaj olał Gosię i nie poprowadzi dalszego
          leczenia, więc na dzisiaj pozostaliśmy sami sobie. Co dalej? niewiadomo
          zupełnie. Gdybym mógł, to bym kogos odstrzelił, ale pacjent nie może nic
          lekarzowi udowodnić w tym kraju.
          Robert
          • 24.04.07, 12:38
            Ale co to znaczy, że olał? Nie chcą podać tej chemii czy nie chcą podjąć żadnej
            decyzji? Co można zrobić?
          • 24.04.07, 12:45
            Boże,jak to możliwe?!!Jeśli to decyzja pana Lange, to nie zasługuje on ani na
            swój tytuł naukowy ani na stanowisko jakie zajmuje.Przepraszam za ten
            emocjonalny ton,ale co w tej sytuacji innego powiedzieć? Wierzę Robercie że
            znajdziesz wśród lekarzy CZŁOWIEKA który zechce pomóc.
            • 24.04.07, 13:43
              Irek możliwe i to właśnie On. Od kontaktów od lata 2005 roku z DCTK przetrzymał
              nas już z niejedną decyzją. Ocena tego Profesora jest bliska zeru, bo zrobił
              sobie folwark ze szpitala. Tylko ja nie mam siły, aby z nim walczyć, bo nie w
              tym kraju. Lekarz prowadzący tam niestety nic nie znaczy i bez Jego akceptacji
              nic nie może zrobić, wdrożyć leczenia mimo szczerych chęci. Jestem zły, bo taka
              decyzja mogła zapaść teraz trzy tygodnie wcześniej. Nie chce On podać w tym
              nowotworze chemii eksperymentalnej czyli Taxol w pomniejszonych dawkach, co
              tydzień wraz z interferonem, za który musielibyśmy i tak zapłacić z własnej
              kieszeni. Zupełnie nic z tego nie rozumiem. Lekarz w szpitalu w Szczecinie,
              który prowadzi Gosię ma po dzisiejszej rozmowie związane ręce, bo liczył na
              działania Wrocławia. Może ewentualnie skierowac Gosię do innego szpitala typowo
              onkologicznego i tam próbować uzyskać taki rodzaj chemii przynajmniej sam Taxol
              w takim programie podawania. Trudno powiedzieć czy pomogą wejśc jeszcze z
              Interferonem i czy pomogą załatwić taniej? Człowiek już jest zmęczony tym
              ciągłym zabieganiem, a Gosia jest bliska rezygnacji z leczenia jakiekolwiek, a
              to na mojej głowie jest aby do tego nie dopuścić, a co tam lekarze - nie ich
              problem. Jesteśmy w punkcie wyjścia i przed kolejnymi zabiegami może w tym
              innym szpitalu się zgodzą. Chyba, że będą mieli własne wizje i pomysły nie
              wiadomo czy koniecznie dobre.
              pozdrawiam Robert
              • 24.04.07, 13:51
                Dla uzupełnienia obrazu, gdyby to zależało od lekarza prowadzącego Gosię
                dotychczas we Wrocławiu, to podałbym Taxol z interferonem, ale bez akceptacji
                swojego przełożonego nic zrobić nie może i weź się lecz w tym kraju. To woła o
                pomstę do nieba.
                Robert
                • 24.04.07, 20:45
                  Robercie, nie tracie nadzieji, tyle juz przeszliscie i trzeba wierzyc, ze
                  bedzie dobrze. U nas w sumie caly czas nie nie wiadomo. Mama miala robione dwa
                  usg i tomografir i zadne z tych badan, nie potwierdzilo ewentalnych zmian, o
                  ktorych mowil PET, a wiec najwyrazniej byly to jednak artefekty. jest natomiast
                  zmiana, ktore PET nie wykazal jako ogniskowej. Jest to zmiana w okolicach
                  kiszki stolcowej. Na dotyk profesor prowadzacy mowi, ze jemu to wyglada na
                  zrost pooperacyjny. markery poszly troche w gore i sa na poziomie 24 i w sumie
                  z tego wzgledu profesor zadecydowal, ze jesli one beda dalej szly w gore to pod
                  koniec maja mama bedzie miala operacje sprawdzajaco. ogoolnie mama czuje sie
                  swietnie, nic jej nie dolega i wlasnie przyjechala do mnie z wizyta na 2
                  tygodnie. wszystkim nam dobrze zrobi chwila wytknienia, bo ostatnie miesiace to
                  wielki stres od jednego badania do drugiego....pozdrawiam was mocno i zycze
                  duzo zdrowka! agnieszka
                  • 24.04.07, 22:59
                    Trzymam kciuki i bądźcie czujni, a teraz życze wytchnienia i dobrego odpoczynku
                    dla mamy i Ciebie od tego zgiełku onkologicznego.
                    pozdrawiam serdecznie Robert
          • 24.04.07, 20:27
            Panie Robercie. Pozdrawiam zwlaszcza Gosie i zycze wytrwalosci.Ja choruje
            dopiero od 2004 a juz mi tej wytrwalosci brakuje. Po operacji przeszlam
            chemioterapie Taxol plus cisplatyna , w 2006 ponowna chemie Gemzar plus Carbo,
            na poczatku tego roku radioterapie w zwiazku z powiekszonymi wezlami
            otrzewnowymi , a teraz mam problem z nerka. Ca 125 tak wysokie, ze szkoda
            mowic.Nie wiem, co mnie dalej czeka, mam corke w wieku Gosi i juz druga
            chemioterapie ze wzgledu na fatalne wyniki morfologii nie bylam w stanie
            ukonczyc.Skonczylo sie na 4 kursach. Z Pana postow dowiedzialam sie o
            chjemioterapii dootrzewnowej, ale lekarz powiedzial , ze w moim przypadku nie
            moze ona byc zastosowana.Szkoda, bo mieszkam w TRojmiescie i dostanie sie do
            profesora nie byloby najmniejszym problemem. Coraz wiecej wiec mysle o
            niekonwencjonalnej medycynie , szukam wszelkich nowinek typu co nalezy spozywac
            itd..Widze, ze ma Pan niemale doswiadczenie w walce z ta choroba. Moze moglby
            mi Pan cokolwiek poradzic, dac jakas wskazowke, bo bladze po omacku i powoli
            zaczynam tracic nadzieje.
            • 24.04.07, 22:55
              Wiem, że nie jest łatwo, bo leczenie raka jajnika jest ogólnie ciężkie. Nadziei
              jednak nie należy tracić do końca. Niestety zbyt często okazuje, że to ciężkie
              leczenie nie pozwala na którymś etapie na jego kontynuowanie z uwagi na
              przeciwskazania stanu ogólnego pacjenta. Jedni mogą więcej przyjąc, a drudzy
              mniej. Może jednak warto byłoby odbyć konsultację u prof.Emericha, to jest
              człowiek czynu i szybkiego działania przynajmniej z tych przypadków, które
              poznałem. Nie wiem czy do Pani sytuacji to coś wniesie, ale jak Pani nie
              spróbuje to się o tym nieprzekona. Kwestia sposobów leczenia
              niekonwencjonalnego w Polsce w dużej mierze odbywa się na żyrowaniu na tych
              biednych pacjentach chwytających się brzytwy, bo chwytają życie za wszelką
              cenę. Szczerze - nic bym Pani z takich zupełnie niesprawdzonych rzeczy nie
              polecił, nie dlatego że nie chcę, ale straciłem już do tego wiarę, a Gosia tym
              bardziej. Jedynym i chyba ostatnim punktem zaczepienia jest terapia Selolem, bo
              to napewno nie jest szarlataństwo. Proszę sobie o tym poczytać.
              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?
              news_cat_id=91&news_id=7002&layout=6&page=text&place=Lead01
              W życiu jedynym i darowany raz trzeba sobie pomagać, ale jak tak traktują
              lekarze w Polsce pacjentów to ręce opadają, ale wyjątki się zdarzają.
              Życzę powodzenia i pozdrawiam Robert
              • 24.04.07, 23:56
                Dziekuje za rade. Prawde mowiac i tak chcialam sie do niego wybrac. Narazie
                musze jednak przekonac sie co z ta nerka. Moja zbyt mala odpornosc na chemie po
                raku jajnika byc moze bierze sie stad, ze w 2002 zdiagnozowano u mnie najpierw
                raka piersi. Po mastektomii rowniez poddana bylam chemioterapii , w sumie wiec
                przeszlam az trzy cykle w ciagu 4 lat. Niech pan sie nie poddaje i dalej walczy
                o swoja Gosie. Oby ze skutkiem, czego Wam serdecznie zycze. O wynikach wizyty u
                profesora napisze, jak juz bede cos wiecej wiedziala.
    • 25.04.07, 10:03
      Witam cieplutko.
      Rzadko sie odzywam ..
      Cały czas jestem jeszcze na etapie porządkowania życia ..ale zaglądam tu i
      razem z Wami smucę kolejnymi przypadkami zachorowań i ciesze pokonywaniem ich.
      Często myślę co tam u zmagających sie z tym paskudztwem słychać...
      Wierzę mocno że uda się , że po tak męczącym leczeniu musi być nagroda i to ta z
      najwyższej półki, czyli zdrowie..
      Gosiu...Robercie, tak mocno mocno trzymam za Was kciuki, wspieram Was i modlitwą
      i pozytywną energią którą w moich myślach kieruje w Waszą stronę...
      Musi sie udać..musi..musi..
      Wiem że życie potrafi skopać tyłek i mało w nim sprawiedliwości ale czasami i
      ono jest łaskawe.
      Pamiętacie?...w kwietniu minęło 9 lat!!
      9 lat temu to mnie się świat zawalił na głowę ,zresztą..bo to raz?... i
      powolutku...pyłek po pyłku kamyczek po kamyczku udało mi się wydostać na
      powierzchnię czego wszystkim bez wyjątku życzę i więcej..nigdy nie przestawajcie
      wierzyć że i Wam się to uda!!
      Bo po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój...
      Serdecznie pozdrawiam.
      • 25.04.07, 16:02
        Wszystkim dziękujemy za słowa wsparcia. Na dzisiaj postęp jest tylko taki, że 2
        maja odbędzie konsultacja w sprawie ewentualnego dalszego leczenia
        chemioterapią i na razie tylko tyle. Może za tydzień będziemy wiedzieć coś
        więcej i będzie jakiś płynął z tego optymizm. Optymistyczne jest to, że Gosia
        od kilku dni czuje się całkiem nieźle i nie ma gorączki.
        pozdrawiam Robert
        • 29.04.07, 19:23
          Robercie, proszę napisz co tam u Gosi.
          Pozdrawiam!
          • 30.04.07, 14:13
            To co pisałem kilka dni temu Gosia czuje się nieźle i nadal nie gorączkuje, a
            nawet nie miewa od pewnego czasu stanu podgorączkowego. Może to zbieg
            okoliczności, a może nie, ale nie chcę zapeszać. W środę konsultacja w sprawie
            leczenia onkologicznego.
            pozdrawiam Robert
            • 02.05.07, 19:32
              Trzymajcie sie dzielnie,trzymam kciuki!
              • 02.05.07, 20:14
                ja też, trzymam kciuki i wysyłam pozytywne fluidki ;-))
                • 02.05.07, 21:21
                  Gosia i Robert byli dzisiaj na rozmowie w sprawie leczenia taxolem.
                  Wszystko poszło ok i Gosia wkrótce zacznie leczenie.

                  Resztę Robert sam napisze.

                  Strasznie się cieszę :)

                  Anka

                  --
                  mieux vaut tuer le diable
                  que le diable no vous tue
                  • 02.05.07, 22:51
                    Gosia dostanie Taxol w pomniejszonych dawkach cotygodniowo i to jest w połowie
                    zbieżne z niedoszłymi planami "nieszczęsnego" DCTK we Wrocławiu i lekarzem
                    prowadzącym Gosię w Szczecinie. Ordynator chemioterapii ZCO w Szczecinie chce
                    podać lek jak najszybciej, bo początkowo termin był odłegły na 22 maja, bo
                    miała plany hospitalizacji przy pierwszym podaniu, ale poda na oddziale
                    dziennym i jeśli tylko będzie szybko zamówiony lek to już 8 maja pójdzie
                    pierwsze podanie lub w najgorszym wypadku 15 maja, ale ten termin jest już
                    uzależniony od nas z uwagi abyśmy nie mieli niedogodności w dowożeniu Gosi na
                    leczenie. Jedyna niedogodność, to dzień wcześniej badania krwi i decyzja czy
                    podajemy chemię i za każdym razem tak ma być.
                    Ta nie załatwiona druga połowa leczenia to podanie dodatkowo Interferonu, który
                    w raku jajnika jest nierefundowany i mamy od dawna tą świadomość. W Szczecinie
                    nie ma raczej szans na podanie, bo m.in. kłania się Komisja Bioetyki. W tej
                    chwili wahamy się czy drążyć jeszcze ten temat i naciskać na podanie lub
                    wdrożenie go nawet trochę poźniej do tej chemii czy tylko zdać się na Taxol
                    (paklitaksel). Decyzję podejmiemy na dniach. W uzupełnieniu Gosia już drugi
                    tydzień nie gorączkuje i nawet apetyt się poprawił wyraźnie.
                    pozdrawiamy i za wszelkie przejawy wsparcia i pamięci bardzo dziękujemy
                    będziemy walczyć dopóki starczy sił
                    Robert
                    • 02.05.07, 23:48
                      Uf... Fantastycznie! Bardzo się cieszę!!! :-)
                      Powodzenia! Będzie dobrze.
                      • 03.05.07, 08:49
                        Skrzydła rosną u ramion na TAKĄ wiadomość!!!!!!Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam WAS bardzo , bardzo mocno!!!!mania
                        • 03.05.07, 09:22
                          No i odetchnęłam.Bardzo się cieszę razem z Wami.Oczywiście cały czas trzymam
                          kciuki.Wasze zwycięstwo to przecież też nasze zwycięstwo.Powodzenia ,pozdrawiam.
                          • 03.05.07, 13:14
                            Gosiu i Robercie to naprawde wspaniala wiadomosc. Wspaniala dlatego ,ze Wy
                            jestescie wspaniali. To Wasza zasluga . Domyslam sie Robercie,ze Twoja
                            bardziej. Napewno walczyles o ta decyzje, bo gdyby to od lekarzy zalezalo(nie
                            generalizuje i przepraszam prawdziwych)to Oni by sobie odpuscili. Wiem
                            Robercie ,ze nie popelnicie mego bledu ,gdzie zachowywalam sie jak naiwna
                            idiotka. Nie chcialam nikogo urazic , bo skoro lekarze mowia ,ze sie nie da ,
                            to zamiast wydrzec sie i zapytac a czy chociaz jeden z drugim probowales to ja
                            zbieralam papiery i jechalam po calej Warszawie . Nawet nie umialam zaczac
                            gadac. Ot takie " Dzien dobry Panie(i) DOKTOTZE .Moj taus ma
                            niedrobnokomorkowego raka pluc z przezutami do watroby i kregoslupa.Pan DOKTOR
                            na Plockiej powiedzial ,ze tatus umiera i nic juz nie mozna zrobic i ja
                            wlasnie prosze o zapoznanie sie z dokumentacja i i opinie. W Centrum Damiana( o
                            tym pisalam na Forum) doczekalam sie przepowiedni (wrozka moze kosztuje w
                            Warszawie taniej:)))
                            Pani w sukienczce na cieniutkich ramiaczkach( uwazam ,ze lekarz czy nauczuciel
                            powinien wzbudzac zaufanie juz samym ubiorem, fartuch lekarski albo elegancka
                            garsonka dla Pan czy garnitor dla panow, zreszta na zachodzie suknia na
                            ramiaczkach bylaby niedopuszczalna , ale to szczegoly). Wiec ta Lekarz-wrozka
                            po obejrzeniu kliszy z przeswietlenia rentgenowskiego powiedziala"Nastepnym
                            miejscem przezutu bedzie mozg. Prosze mi wierzyc to najlepsze rozwiazanie dla
                            panstwa. Oczywiscie z chorym bedzie ograniczony kontakt ,ale dla chorego to
                            lepiej , przynajmniej nie bedzie swiadomy cos sie dzieje.
                            Przepowiednia Pani doktor sie nie sprawdzila , tatus byl swiadomy ,przezutow
                            nie bylo wiecej niz mial przy diagnozie.
                            Zycze Wam duzo sily do walki z choroba ale i do walki z glupota (czasami),
                            biurokracja.
                            Robercie nie musisz byc mily(chociaz wiem ,ze jestes). JEZELI ZAJDZIE POTRZEBA
                            TO NIE PATRZ NA TYTULY NAUKOWE. Walcz.
                            Gosiu badz dzielna i wspieraj tego swego rycerza.
                            Goska
                            • 03.05.07, 13:32
                              Robert,tak sie ciesze!:) Same dobre wiesci - Gosia dobrze sie czuje i podjete
                              dalsze decyzje co do leczenia:) Czytajac wszystkie te wpisy od innych ludzi tez
                              czlowiekowi sie lezka w oku kreci, tak sa zyczliwi i tak interesuja sie Waszymi
                              losami. Robert! Teraz musi byc juz tylko dobrze, bo z Twoim uporem i zacieciem,
                              Gosi cierpliwoscia i takim zapleczem przyjaznych Wam ludzi nie moze byc inaczej:)
                              Jeszcze raz dzieki za takie dobre wiesci.
                              Serdecznie pozdrawiam

                              P.S.
                              Na zapas sie nie przejmuj, ze np. interferony sa nierefundowane. Zawsze sie cos
                              wymysli. Przy okazji... znasz szczegoly (cena, ilosc, dlugosc podawania)?
                              • 03.05.07, 19:52
                                Gonia zapeszyłem Gosia dzisiaj dostała gorączki 37,9 i gorsze samopoczucie, ale
                                ostatnio naprawdę Gosia miała wiele lepszych dni. Mam nadzieję, że to znowu
                                będzie chwilowe i minie. Jeśli chodzi o Interferon, to szczegółów nie znam
                                żadnych o to o co pytasz? Decyzja jest trudna, ale nie tylko od nas zależna, bo
                                naprawde nie wiemy jak postąpić. Mamy totalne zaćmienie w tej kwestii, ale
                                myślę, że na jakąś cześć ewentualnej terapii interferonem środki mamy. Nie za
                                bardzo jest się kogoś poradzić, a w tej kwestii czyli pozytywów przemawiających
                                za włączeniem Interferonu do leczenia zbyt mało nawet w samym internecie.
                                Dziękujemy wszystkim za słowa wsparcia i za wszystko co płynie z serca
                                Robert
                                • 04.05.07, 06:25
                                  Niczego nie zapeszyles. Decyzje podejmiecie pewnie wspolnie z lekarzem, ktory
                                  jest Wam bardzo zyczliwy, to wiem. Wezcie pod uwage wszelkie sugestie.
                                  Trzymajcie sie, nie jestescie sami (co juz okazalo Wam wielu ludzi).
                                  Wszyscy na tym forum sa inspiracja do tego, zeby myslec o sobie nawzajem.
                                  Pozdrawiam cale forum
                                  • 04.05.07, 13:09
                                    Jeżeli nie wydarzy się nic nie przewidzianego to Gosia 8 maja zaczyna leczenie
                                    Taxolem, jak to powiedziała ordynator "wcisnęłam żonę zaprzeproszeniem na chama"
                                    Gosia dzisiaj niestety gorączkuje i trzeba podać antybiotyk, aby była
                                    przygotowana i nie było przeciwskazań do rozpoczęcia leczenia za kilka dni.
                                    Robert
                                    • 04.05.07, 13:36
                                      Po kilku dniach nieobecnosci spowodowanej pobytem w szpitalu - w nerce nie ma
                                      przerzutow raka, bylo za to tzw. wodonercze i koniecznosc w zwiazku z tym
                                      zalozenia nefrostomii -z wielka ulga przeczytalam cos pozytywnego. Gosia moze
                                      kontynuowac leczenie, nawet jezeli wymuszone przez meza , najwazniejsze, ze cos
                                      sie dzieje.Ale to kolejny dowod na to, ze chory sam , bez pomocy najblizszych,
                                      nie jest w stanie stawic czola bezdusznym przepisom i niektorym lekarzom.Ci
                                      najblizsi potrzebni sa rowniez po to ,zeby dodac chorym wiary, zeby im pokazac,
                                      ze nie sa w swojej walce osamotnieni.Gosia ma naprawde wielkie szczescie, ze
                                      wpiera ja tak oddana jej osoba. Poniewaz tomokomputer wykazal , ze rozrost
                                      komorek rakowych w moim przypadku dotyczy tylko wezlow chlonnych
                                      wewnatrzotrzewnownych a kolejnej chemioterapii raczej nie zdolam ukonczyc
                                      wyglada na to, ze bede musia;la przejsc kolejna radioterapie, ktora
                                      zdecydowanie lepiej znosze.Co bedzie dalej zobaczymy, ale jestem znacznie
                                      lepszej mysli. pozdrawiam wszystkie walczace.
                                      • 04.05.07, 13:59
                                        W sumie to dobrze, że na nerce nie ma komórek raka. Dobrze, że Pani nastwienie
                                        jest pozytywniejsze, to napewno pomaga w walce. Jak węzły są zajęte, to moze
                                        faktycznie radioterapia byłaby dobra. Dużo jest powiększonych węzłów? Była Pani
                                        u prof.Emericha?.
                                        Życzę powodzenia, wiary, nadziei i siły
                                        pozdrawiam Robert
                                    • 04.05.07, 13:44
                                      Nie pozostaje wiec nic innego, jak tylko trzymac kciuki za szybkie zgonienie
                                      goraczki i rozpoczecie terapii. Mam nadzieje, ze Gosia bedzie silna i gotowa.
                                      Z tym interferonem to w sumie dosc interesujaca sprawa, ale pogadamy o tym kiedy
                                      bedzie odpowiedni czas. Chodzi mi po glowie pewien plan, ale to dotyczy wielu
                                      chorych, wiec nie na tym watku (moze napisze o tym na priv?)
                                      Teraz najwazniejsze jest Gosia i taxolowa terapia, wiec usciskaj ja i serdecznie
                                      pozdrow ode mnie i od nas tu wszystkich.
                                      Ciebie Robert tez bardzo serdecznie pozdrawiam
                                      Malgorzata
                                    • 04.05.07, 13:46
                                      Robert, trzymam kciuki, wierzę, że będzie dobrze, musi być!
                                      Jestem z WAMI!!!
    • 07.05.07, 01:53
      Robert, ten artykul (www,mcg.edu/news/2003NewsRel/Ghamande.html) przetlumaczylam
      na Twoja prosbe. Moze sie przy okazji przyda innym. Poniewaz w poprzednim poscie
      wynikly jakies "hocki klocki" przy kopiowaniu, wiec robie to ponownie, a moj
      poprzedni post bardzo prosze moderatorki o usuniecie.

      Badania nad nowymi metodami leczenia raka jajnika w MCG

      Srodek pobudzajacy system immunologiczny do identyfikowania i eliminowania
      nieprawidlowych komorek moze dac nadzieje wielu kobietom chorym na najczesciej
      spotykane formy raka jajnika, mowi ginekolog-onkolog z Medical College w Georgii
      (USA).

      MCG bierze udzial w miedzynarodowych badaniach nad dodawaniem Interferonu gamma
      1-b do standardowego protokolu leczniczego kobiet z zaawansowanym stadium raka
      jajnika, mowi Dr. Sharad Ghamande, glowny badacz.

      Doswiadczenia przeprowadzone nad Interferonem gamma 1-b laboratoryjnie, jak i
      kliniczne badania wskazuja, ze lek ten moze wyraznie podniesc 5 letnie przezycia
      w tej grupie kobiet.

      "Mamy ogromna nadzieje, ze dodanie Interferonu gamma 1-b do standardowego
      schematu leczenia pomoze kobietom z ta choroba w znacznej poprawie ich zdrowia,
      niz to oferowalo leczenie dotychczasowe", powiedzial Dr. Ghamande.

      Raki jajnika sa stosunkowo rzadko wystepujace. Ryzyko zachorowania dla kobiety
      na ktorys z 30 typow raka jajnika wynosi 1.4 procent. Wzrost ryzyka
      zachorowania na najczesciej spotykane typy raka jajnika wiazany jest z
      przedluzajacym sie jajeczkowaniem i pozniejszym wiekiem. Nablonkowy rak jajnika
      - glowny cel badan MCG - najpierw pojawia sie w wysciolce jajnikow, gruczolow
      rozrodczych produkujacych i magazynujacych jajeczka do potencjalnego
      zaplodnienia. Gwaltownie postepujacy nowotwor latwo rozprzestrzenia sie z
      jajnikow. Utrzymujac sie na powierzchni tkankek przesuwa sie poprzez miednice do
      jamy brzusznej i jelit. "Male komorki zaczynaja wedrowac, doczepiajac sie do
      jelit, wnetrza przepony, zajmuja cala jame brzuszna", Dr.Ghamande mowi.

      Standardowe leczenie zaczyna sie na chirurgicznym, maksymalnie mozliwym
      usunieciu nowotworu; faktycznie operacja pozwala na postawienie ostatecznej
      diagnozy, Dr.Ghamande mowi. Operacja rowniez pomaga w ustalaniu stadium raka dla
      pozniejszych prognoz. WKrotce po operacji rozpoczyna sie 6-cio tygodniowy kurs
      chemioterapii, zazwyczaj przy uzyciu kombinacji chemioterapeutykow typu
      paclitaxel (Taxol) z cisplastin (Platinola) lub carboplatina (Paraplatina).

      Szybko postepujacy rak jajnika jest wlasciwie bardzo wrazliwy na chemie, ale w
      nawet najlepszych scenariuszach, po udanej operacji i chemioterapii, kiedy
      pacjent wydaje sie byc wolnym od choroby, czesto rak powraca. W rzeczywistosci 5
      letnie przezycia u kobiet ze stadium zaawansowania 3C raka jajnika wynosza
      20-25%, Dr. Ghamande mowi. Przyczyna powracania kobiet po kilku latach do
      ponownego rozpoczynania chemioterapii nalezy upatrywac w mikroskopijnych
      pozostalosciach choroby, ktorych nie mozna wykryc.

      Kolejnym, nieszczesliwym faktem w przypadkach najczesciej spotykanych
      nablonkowych rakow jajnika jest pozne diagnozowanie kobiet. Jedna z przyczyn
      jest brak odpowiednich testow wykrywajacych, jak chocby cytologia w rakach
      szyjki macicy. Najczestszymi zglaszanymi symptomami sa uczucie sytosci, wzdecia
      i bol. Zdarza sie, ze kobieta trafia po raz pierwszy do szpitala z problemami w
      oddychaniu, po czym okazuje sie, ze pluca wypelnione sa plynem, wykazujacym
      komorki rakowe.
      Prawdopodobnie okolo 70% pacjentek trafiajacych do nas po raz pierwszy, ma juz
      rozprzestrzeniony nowotwor w calej jamie brzusznej, Dr.Ghamande stwierdza. Nawet
      kobiety z silna historia rodzinna wystepowania raka, u ktorych przeprowadzane sa
      rutynowe, co 6 m-cy, badania miednicy, oznaczanie markerow i dopochwowa
      ultrasonografie, moga nie wykazywac objawow choroby przy jednym badaniu, a juz
      przy nastepnym wykazac powazne problemy.
      I wlasnie Interferon gamma 1-b moze pomoc w stymulowaniu skladnika systemu
      immonologicznego, zwanego makrofagami, komorek wyspecjalizowanych w
      identyfikacji i eliminacji nieprawidlowych komorek.

      W ciagu nastepnych 3 lat osrodki medyczne na swiecie, takie jak MCG, wlacza
      okolo 800 kobiet z poznym stadium zaawansowania raka jajnika do badan przy
      stosowaniu Interferonu gamma 1-b. Niektore otrzymaja standardowy schemat
      leczenia, inne w polaczeniu z Interferonem gamma 1-b.
      Glownym zalozeniem jest wydluzenie przerwy pomiedzy nawrotami choroby i
      ostatecznie dluzszy okres przezycia w polaczeniu z lepsza jakoscia zycia, Dr.
      Ghamande mowi. Jedynymi skutkami ubocznymi stosowania interferonu sa objawy
      grypowe i lokalne zaczerwienienia skory w miejscu wkluc.

      W latach poprzednich, cliniczne badania przeprowadzane w Austrii wykazaly, ze
      kobiety poddane terapii laczonej z Interferonem gamma 1-b odpowiadaly lepiej na
      stosowane leczenie i mialy dluzsze przerwy w progresjii choroby od tych, ktore
      byly poddawane chemioterapii standardowej. Badania wowczas pozwolily sledzic
      leczenie tych kobiet jedynie przez trzy lata, po czym zostaly wstrzymane kiedy
      to Taxol otrzymal zezwolenie FDA na stosowanie przy raku jajnika i okazal sie
      byc lepszym niz cyklofosfamid, skladnik chemioterapeutyku uzywanego do badan,
      Dr. Ghamande mowi.

      Dr. Ghamande ma wielka nadzieje, ze nowe badania wykaza podobna poprawe u jego
      pacjentek, jak to mialo miejsce przy badaniach austriackich. " Podchodze bardzo
      entuzjastycznie do tych badan" mowi.

      Dodajac, aby upewnic sie, ze najnowsze leczenie (po ewaluacji) jest dostepne dla
      wszystkich pacjentek poszukujacych metod zwalczania raka systemu rozrodczego na
      Oddziale Ginekologii-Onkologii MCG, oddzial ten zostal stowarzyszonym czlonkiem
      National Cancer Institute's Gynecologic Oncology Group, ktore to czlonkostwo
      zezwala na pelny udzial jego pacjentek w klinicznych badaniach sponsorowanych
      przez NCI.

      Po wiecej informacji o badaniach nad rakiem jajnika mozna dzwonic do glownego
      koordynatora badan, Nory McCledon (706) 721-5557

      • 08.05.07, 21:19
        Gosia dzisiaj miałe pierwsze podanie Taxolu w programie cotygodniowym.
        Podjęlismy decyzję o staraniach zdobycia Interferonu, nawet wśród obecnych
        lekarzy pojawiła się przychylność do prób dołączenia Interferonu do
        chemioterapii. Mam nadzieję, że to wszystko dobrze się skończy i Gosia niebawem
        również będzie mogła otrzymywać Interferon, może eksperymetalnie w raku
        jajnika, ale bardziej w Polsce.
        Dziękuję za pomoc Ani (gontcha) i Gosi (goniatara) również za tłumaczenie, a
        wszystkim za wsparcie.
        pozdrawiam Robert
        • 08.05.07, 21:32
          Robercie.
          Z niecierpliwością czekałam na jakieś wiadomości od Was. To naprawdę SUPER WIADOMOŚĆ!!!!GOSIU DASZ RADĘ !!!!!!!! Byłam leczona interferonem na czerniaka(IV Clark), jestem zdrowa już 4 lata. Mam nadzieję ,że i Wam się uda podać ten lek Gosi.Życzę Wam tego z całego serca i cały czas trzymam mocno kciuki.mania
          • 15.05.07, 16:30
            Robercie.
            Moja koleżanka (po nawrocie raka piersi) ma wszczepiony port. I to co piszę , to jest jej relacja. Ania port ma wszczepiony tuż pod prawym obojczykiem. Odbywa się to w nastepujący sposób:nacinają skórę pod obojczykiem w znieczuleniu miejscowym i leży się pod rentgenem (nie wiedziała Ania pod czym leżała , chodzi oto ,że na monitorze widać gdzie wprowadzają dren), następnie dren doprowadzają do tętnicy szyjnej (połączonej bezpośrednio z sercem)dren w miejscu wprowadzenia zakończony jest membraną. To zaszywają. W czasie wlewu igłę wkłuwają właśnie w miejscu membrany.Jest to dobre z tego względu , że nie trzeba się wkłuwać w żyły , które i tak są słabe. Po zabiegu czuła się dobrze, chociaż przez jakiś czas port jakby ją uwierał, ale poza tym nie było ani gorączki, ani innych skutków ubocznych. Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam mocno kciuki!!! mania
            • 15.05.07, 22:11
              Mania dzięki za informacje. Gosia dzisiaj po drugim podaniu chemii, a
              wszczepienie drenu przesunięto na 28 maja, ale z powodów nie związanych z Gosią.
              pozdrawiam Robert
              • 16.05.07, 20:27
                Witam Robercie ,czy chcesz powiedziec,że Gosia do tej pory nie miała portu? jak
                oni tak długo mogli ją męczyć ,ja już 3 lata mam założony to jest naprawde
                wspaniała sprawa przy chemii ,zupełnie inaczej przyjmuje się chemię, gdzieś
                nawet wyczytałam że walczyć o port i żądać ,już od paru lat jest refundowany
                ,bardzo mocno pozdrawiam Gosię ,Gosiu my jesteśmy bardzo silne prawda .? razem
                dacie radę
                • 17.05.07, 17:13
                  No niestety, ale Gosia nie miała dotychczas założonego takiego portu, tylko
                  miała założony kiedyś ponad miesiąc port do tętnicy szyjnej podczas
                  autologicznego przeszczepu. Przyznam się, że w ogóle nie widziałem, że taki
                  port wszywają. Widać nie można wiedzieć wszystkiego. A czy ten port faktycznie
                  może byc długo wszyty i jak długo? Zdaję sobie sprawę jaki komfort może dać
                  taki port i Gosia jest za jego wszyciem.
                  pozdrawiam i dziękuję za wsparcie Robert
                  • 17.05.07, 22:43
                    Witaj Robercie !
                    Moja koleżanka z " kółka rakowego" miała ten port jeszcze przez dwa lata od
                    zakończenia leczenia .Lekarka stwierdziła że to " na wszelki wypadek" ,
                    cokolwiek miałoby to znaczyc . Co kilka tygodni musiała jeździc płukanie portu.
                    Pozdrawiam i nieustająco trzymam kciuki za leczenie Gosi.
                    --
                    Anusia i
                    Brzdąc -
                    • 18.05.07, 08:51
                      Witam Robercie i Gosia .Mój port działa 3 lata ,jednak bardzo ważne jest ,żeby
                      co m-c przepłukać w poradni , trzeba samemu kupować igły do portu i do
                      przepłukania .żabieg w znieczuleniu miejscowym bałam się go , ale nic takiego
                      .Pozdrawiam
                      • 18.05.07, 15:43
                        Gosiu i Julko - jesteście WIELKIE w swojej walce i sile woli.Trzymam za was mocno kciuki. Powodzenia dziewczyny. mania


                        • 26.05.07, 10:04
                          Gosiu, Robercie - w poniedziałek trzymam kciuki,za pomyślną kurację interferonem i port. Jestem myślami z Wami. Pozdrawiam serdecznie. mania
                          • 28.05.07, 17:40
                            Ja również jestem z Wami.Serdecznie pozdrawiam.
                            Ewa ze Szczecina
                            • 28.05.07, 18:37
                              I ja się dołańczam. Gosia z Wrocławia
                              • 28.05.07, 21:22
                                Port założony, dawka interferonu też pierwsza podana, ale pierwsze efekty
                                uboczne widoczne już po ponad dwóch godzinach (wzrost temperatury ciała z
                                dreszczami), więc profilaktycznie podaliśmy już Apap. Niewykluczone jednak, że
                                równiez dzisiejszy zabieg mógł się dodatkowo nałożyć na samopoczucie i wzrost
                                temperatury, bo Gosia ogólnie po zabiegu czuła się średniawo, a wcześniej
                                całkiem dobrze. Kontrolne RTG klatki piersiowej po założeniu portu wynik
                                brzmiał: płuca i serce w normie, co by wskazywało, że widoczne w styczniu
                                zmiany w RTG jako meta zniknęły w tym obrazie. Wyglądałoby na to, że
                                radioterapia jednak zadziała pozytywnie. Będziemy to jeszcze sprawdzać i
                                potwierdzać, ale chyba nikt by tak od sobie nie napisał, że w normie. W
                                czwartek będziemy o tym rozmawiać lekarzem prowadzącym. Dam znać czy sprawdzi
                                na innym oddziale, jak jest faktycznie.
                                Wszystkim dziękujemy i wszystkim życzymy słońca bez końca.
                                pozdrawiam Robert
                                • 28.05.07, 21:31
                                  Robercie. Czekałam na jakąś wiadomośc od Was.Wierzę ,że zmiany w płucach znikneły bez powrotnie , czego życzę wam z całego serca. Wysoka gorączka z dreszczami po interferonie u mnie także występowała i to ponad miesiąc, miałam też bóle kości , głowy a nawet bolały mnie włosy. Gosiu , wytrzymaj , to po jakimś czasie minie i po tem będzie już tylko dobrze. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie . mania
                                  • 28.05.07, 22:07
                                    Mania, a te dolegliwości miałaś codziennie, czy tylko po podaniu Interferonu?
                                    Jak sobie z tym radziłaś? Proszę napisz swoje doświadczenia i spostrzeżenia w
                                    tym temacie.
                                    pozdrawiam serdecznie :-)
                                    Robert
                                    • 29.05.07, 06:52
                                      Te , wszystkie dolegliwości miałam po podaniu interferonu, z tym ,że przez pierwszy miesiąc kuracji dostawałam go codziennie i to mnie wykończyło trochę , kiedy dostawałam 3 razy w tygodniu, czułam się dobrze. Jak organizm się do niego przyzwyczai, dolegliwości ustępują. Brałam ibuprom tuż przed podaniem, czasami dostawałam pyralginę domięsniowo i to wszystko. Bardzo dużo piłam wody "Muszynianki" wydawało mi się ,że czuję się po niej lepiej. Nie mogłam jeść mięsa. Nie miałam apetytu.Dostawałam dużą dawkę interferonu , dlatego objawy były jeszcze inne: biegunka , zaparcia. I trzeba uważać na zęby - nie bolą ale mnie się kruszyły. Piszę to ,żebyś wiedział co może ,ale nie musi wystąpić.
                                      Myślę ,że dzisaj Gosia będzie się czuła o wiele lepiej . Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam kciuki. mania
                                      • 31.05.07, 18:22
                                        Mania bardzo dziękuję za odpowiedź. Mamy potwierdzenie dzisiaj zdjęcia RTG
                                        klatki piersiowej zostały porównane ze stycznia ze zmianami i obecne. Lekarz
                                        radiolog potwierdził, że na obecnym zdjęciu nie widać żadnych podejrzanych
                                        zmian i w stosunku do poprzedniego zdjęcia można potwierdzić remisję na
                                        płucach :-) To jest dla nas budująca wiadomość, szczególnie dla Gosi. Po
                                        drugiej dawce interferonu nie było żadnych dolegliwości :-) Jedyny problem
                                        teraz to słaba morfologia i kolejna chemia odroczona ok. tydzień przez 5 dni
                                        Gosia ma brać sterydy 50mg w dawce podzielonej na dobę. Następne badania krwi
                                        we wtorek. Pozdrawiam wszystkich.
                                        Robert
                                        • 31.05.07, 21:34
                                          Robercie i Gosiu , to wspaniała wiadomość, najlepsza jaka może być.Wiem Robercie , zrobisz wszystko,żeby poprawic morfologię Gosi, a znając Twoją wolę walki, wierzę ,że uda się ,czego życzę Wam z całego serca.Myślę o Was codziennie i mocno trzymam kciuki.mania
    • 02.06.07, 09:14
      Mam pytanie, czy ktos spotkal sie z okresleniem torbiel rzekoma? Niestety juz
      dwa razy mialam punkcje i sciagany plyn z takiego tworu. W plynie nie
      znaleziono komorek nowotworowych.
      • 02.06.07, 15:06
        Ewa napisz, gdzie ta torbiel jest umiejscowiona, ponieważ torbiele rzekome mogą
        pojawiać się w wielu miejscach naszego organizmu.
        pozdrawiam Robert
        • 03.06.07, 16:18
          Torbiel wypelniona płynem jest na lewo od szyjki macicy.Wynik z TK : obszar
          hypodensyjny o wymiarach 5,8x4 cm. W jego obwodowej części oddziela sie guzek,
          średnicy ok. 1 cm., wpuklający sie do światla zmiany.
          Ewa
          • 04.06.07, 11:28
            Torbiel rzekoma to jest zmiana nienowotworowa, której przestrzeń jamista
            wypełniona płynem. Od zwykłej torbieli odróżnia się brakiem nabłonka. Jednak
            czy to jest widoczne w USG nie wiem, ale wydaje się, że potwierdzenie
            charakteru torbieli rzekomej może się odbyć tylko poprzez ocenę histologiczną.
            pozdrawiam Robert
            • 04.06.07, 17:58
              Ocena histopat. nie wykazała komorek nowotworowych, ale na zdjęciu USG jest
              jakaś zmiana w tej torbieli.Będe robić ponownie USG za 3-4 tyg. Jak znowu
              będzie płyn to idę na laparoskopię:(
              Dzięki i pozdrawiam.Ewa
    • 07.06.07, 18:15
      Moja mamusia w grudniu zcahorowała na raka janika, obecnie przeszła druga
      operacje jest źle stadium IVa czuje sie bardzo słaba po operacji..musze do niej
      jak najszybciej jechac leczy sie w Krakowie w klinice uniwersyteckiej,byla źle
      leczona w bielsku jako pierwsze chemie gemzar (gemzar aczej nic nie pomaga
      blokuje jelita uwaga) moja mamusia miala podejrzenie blokady ale uratowali ja
      teraz juz stomia..tak starsznie sie boje co bedzie.. jest po cyklu pierwszej
      chemi taxolu i karpolatyny jesszcze jest tez kseloda, ukrain pozdrawiam
      stolaris1@.wp.pl
    • 08.06.07, 18:06
      Witam Gosia i Robert ,bardzo Was pozdrawiam, a do Roberta mam pytanie . Jeśli
      czas CI pozwoli, chciałabym sie dowiedziec ,co to jest za chemia GEMZAR , bo
      teraz ja biorę ,a zorientowałam sie ,ze wiesz . Przeszłam już wiele chemii
      pisałam wczesniej ,ale teraz nie wyszły mi włosy i obawiam się że to może tylko
      taka bardziej ochronna niż lecząca chemia .Bardzo proszę jeśli byś mógl to
      odpisz .DZiękuję i jeszcze raz życzę Wam powodzenia.
      • 08.06.07, 19:11
        Gemzar (gemcytabina) jest stosowany w przerzutowym raku jajnika lub gdy
        chemioterapia pierwszego rzutu była nieskuteczna. Może być stosowany w
        monoterapii, ale też w połączeniu najlepiej z Carboplatyną, co może wspomóc
        efekty leczenia. Chyba, że jesteś uczulona już na Cisplatynę i jej pochodne jak
        Carboplatyna. Leczenie Gemzarem przy spadkach leukocytów może być wspomagane
        czynnikiem wzrostu Neupogen, aby podnieśc ilośc leukocytów. Chemioterapia
        najcześciej nie powoduje wypadania włosów, ale reguły nie ma i jest uważana za
        chemię w odczuciu wielu pacjentów za lżejszą w gorszym samopoczuciu. Brak
        objawów nie może powodować ocen, że to chemia jakaś ochronna i że może jeszcze
        nie działa. Gemzar jest dobrym cytostatykiem, który może doprowadzić do
        ponownej remisji choroby, ale jak szereg innych leków stosowanych w raku
        jajnika powoduje wiele skutków ubocznych niekoniecznie odczuwalnych.
        Na temat Gemzaru możesz trcohę poczytać m.in. tutaj
        www.przychodnia.pl/el/leki.php3?s=3&d=e&p1=2&lek=2546
        Napisz jak dostajesz ten Gemzar i dlaczego się lekarze na niego zdecydowali.
        pozdrawiam Robert
        • 09.06.07, 10:22
          Robercie i Gosiu napisałam odpowiedż ,ale znalazła się na pierwszej stronie z
          datą dzisiejszą ,to wynika z faktu, że dopiero sie uczę obsługi i tak wyszło
          ,bardzo przepraszam ,ale nie będziesz mial problemu ,żeby tam przeczytac moją
          odpowiedż , bo nie ma dzieci i nie wiem co zrobić można w tej sytuacji .
          pozdrawiam was i jeszcze raz przepraszam za problem.
          • 11.06.07, 09:31
            witajcie. Dawno tu nie zagladalam, odpoczywalam na wsi,bez dostepu do
            internetu,przed czekajaca mnie niedlugo kolejna radioterapia.Dobrze, ze
            zajrzalam, bo wiadomosc o tym , ze radio spowodowala u Gosi remisje choroby
            tylko mnie podbudowala.Mam nadzieje, ze i w moim przypadku spowoduje
            przynajmniej zmniejszenie wezlow chlonnych umiejscowionych wzdluz nerki, bo jak
            narazie to chociaz nerka po nefrostomii pracuje prawidlowo to pozostaly
            dolegliwosci zwiazane z wchlanianiem limfy, czyli bardzo duzy obrzek nogi i
            spowodowane tym klopoty z poruszaniem.Bylam na konsultacji u prof.Jassema i
            jest dobrej mysli. Dodatkowo dowiedzialam sie, ze w ostatnim czasie wpisano na
            liste lekow leczacych raka jajnika nowy cytostatyk, ktorego nazwy niestety nie
            zapamietalam, ale ktory podobno bede mogla dostac gdy radioterapia nie da
            pozadanych efektow. Warto wiec jak najdluzej walczyc Robercie, moze w
            miedzyczasie znajdzie sie lek, ktory raz na zawsze uwolni nas od choroby.
            Pozdrawiam i zycze wytrwalosci.
            • 12.06.07, 00:02
              To prawda trzeba walczyć póki starczy sił fizycznych i nie tracić nadziei. Ja
              też uważam i wierzę, że medycyna wreszcie znajdzie lek, który przyniesie wielki
              przełom w leczeniu raka jajnika i nie tylko. Dlatego trzeba walczyć o każdy
              dzień, tydzień, miesiąc, rok itp. Myślę, że Gosia jest tego żywym przykładem.
              Pisze Pani o konsultacji z prof. Jassem, a była Pani w końcu u prof.Emericha?
              Co prawda Emerich nie zajmuje się radioterapią, ale ciagle mnie zaskuje w swej
              walce o pacjentki z rakiem jajnika. A czemu tak późno ta radioterapia, bo
              przecież pisała Pani o tym ponad miesiąc temu.
              Myślę, że z tym nowym lekiem może chodzi o nową metodę podawania Taxolu
              (paklitaksel) cotygodniowo, która wcześniej była niedostępna, a NFZ refunduje
              to od kwietnia tego roku, ale może się mylę.
              Życzę dużo zdrowia i pozdrawiam Robert
        • 12.06.07, 13:10
          Witam Robercie i Gosia .Jeszcze raz napiszę odpowiedż. Bardzo jestem wdzięczna
          za tak wyczerpującą odpowiedż dotyczącą Gemzaru ,jestem teraz spokojna , napewno
          mi znów pomoże, tak jak poprzednie chemie ,a było tego sporo w ciągu 6 lat. Lek
          ten dostałam jako kolejny rzut po wznowie markerów i wyników TK Teraz jestem po
          8 ,po 9 będę miała robione Tk ,bo teraz tylko USG ,a ja nie dowierzam tej
          aparaturze , POwinnam dostawać co tydzien ,to znaczy wlew i po tygodniu
          poprawka, ale szpik kostny nie pozwala , wiec co 3, 4 tygodnie dostaję .Czuję
          sie dobrze po tej chemii ,tylko lekka gorączka przez parę dni .Jeszcze raz
          bardzo dziękuję za odpowiedż i pozdrawiam , życzę powodzenia.
          • 12.06.07, 21:14
            Witam,
            moj tato chorował 10 lat temu na chłoniaka, brał wówczas Interferon, wiem, że
            to drogi lek i udało mi się go zdobyć w dużych ilościach bezpłatnie,od
            producenta leku firmy Schering i w austriackim Czerownym Krzyżu.
            Nie mam teraz już adresów, ale proponuje odszukać w internecie i napisać w
            języku ang, niem prośbę wraz z chistorią choroby, dołączyć badania, może i
            teraz się uda.
            Jutro moja ciocia jedzie z Wrocławia na operację na Warszawy, rak jelita
            grubego. Tak boję się o nią..
            Kochani dużo, dużo zdrowia!
            • 12.06.07, 21:34
              Dziękujemy za te informacje, ale na razie dajemy radę. Trzymam kciuki za
              operację cioci, a czemu z Wrocławia do Warszawy przecież we Wrocku też są
              bardzo dobrzy specjaliści w zakresie operacji raka jelita grubego z DCO.
              pozdrawiam serdecznie Robert
    • 13.06.07, 10:30
      Witam Robert i Gosia .ja taka skołowana jestem ,jeszcze miałam urodziny [11. o6
      ]i dopiero dzisiaj zobaczyłam odpowiedz na tej zagubionej stronie Człowiek cały
      czas się dowiaduje cos nowego, faktycznie u mnie pisze G-3 i CA ovariorum 1v i
      pytałam ,dlaczego było 3 a potem 4 ale lek . mówił ,że to zupełnie co innego i
      dopiero teraz wiem.Właśnie nie dostaję nic więcej, na następnej wizycie wszystko
      załatwie ,mam naprawde dobrych lekarzy, tylko myślę ,że oszczędzają, bo taki
      mają nakaz. Mam jeszcze jedną prośbę, tym razem do Gosi ,gdyby mogła do nas też
      osobiscie napisac, byłoby nam bardzo miło, tak od siebie jak się czuje ,czy
      cieszą ją drobne sprawy, czy zwraca uwagę na rzeczy, które nie były ważne przed
      chorobą [ja np. uwielbiam zieleń,kwiaty ]tego dawniej w tym biegu dnia
      codziennego nie zauważałam ,chcemy poczuć ,że z nami jesteś wiem ,że razem
      prowadzicie forum, ale jeśli byś mogła Gosiu to odezwij się ,będzie nam bardzo
      miło.Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • 13.06.07, 16:18
        Oczwiście, że jestem z Wami, tylko nie zabieram głosu, aby nie dublować słów
        Roberta. Mąż mój jest już wystarczająco doświadczony, aby udzielać nawet
        fachowych porad w temacie leczenia raka jajnika. Wiele lekarzy uważa go
        za "lepszego fachowca" w tej dziedzinie, niż oni sami. Jeśli chodzi o mnie
        indywidualnie, to czuję się dobrze, mimo dalszego leczenia. Na szczęście nie
        przynosi ono negatywnych skutków ubocznych w postaci gorszego samopoczucia,
        więc to motywuje do normalnego funkcjonowania i życia normalnym rytmem. A kiedy
        dobre samopoczucie towarzyszy, to wraca ochota na wszystko inne i wraca chęć do
        życia. Tak ważna jest tu nadzieja. Staram się żyć z moją chorobą, jak z
        przeziębieniem, które potrzebuje zaleczenia, a być może kiedyś zupełnie
        zniknie. Liczę na chociażby podobną sytuację, jaka miała miejsce 4 lata temu,
        kiedy nastąpiła 2-letnia remisja raka. I o to przynajmniej tu chodzi. Cieszę
        się wszystkim, co mnie otacza, korzystam w miarę możliwości ze wszelkich
        nadarzających się okazji do nawet drobnych przyjemności, staram się sobie
        dogadzać choćby pysznymi daniami, które sama robię, czy wypadami poza dom, bo
        nie pracując ma się więcej czasu na te wszystkie rzeczy. Niestety finanse w
        głównej mierze ograniczają niektóre poczynania. Poza tym funkcjonuję prawie tak
        samo, jak przed zachorowaniem, no może bardziej staram się o siebie dbać w
        sensie wysypiania, mniejszej ilości imprezek... Ogólnie wiele radości przynosi
        mi przyroda, która wcześniej rzeczywiście miała niewielkie znaczenie. Cieszę
        się, że jesteście na pewno nie mniej wytrwali w walce z chorobą, niż ja. Życzę
        wszystkim powodzenia i zwycięstwa. Trzymam za Was wszystkich kciuki, mimo że
        nie znam Was osobiście. Nigdy się nie poddajcie. Pozdrawiam, GOSIA
        • 13.06.07, 19:20
          Jak miło ,że sie do nas odezwałas ,witam Cię Gosiu . Poprostu jestem pod takim
          wrażeniem ,że aż mi łezki sie zakręcily czuję ,że tam jesteś , że byłaś ,pisalas
          teraz wiem ,że jesteśmy razem.Wiem, wiem mąż jest można powiedziec specjalistą w
          pełnym tego słowa znaczeniu i wiem co piszę, uratuje nie jedna osobę przed złym
          leczeniem.Ale też trochę trzeba zejść na lżejsze tematy, tak jak to opisujesz ,
          było mi bardzo miło pozdrawiam całą rodzinke i życzę powodzenia. Trzymajcie się
          dzielnie razem.
        • 13.06.07, 20:58
          Gosiu ciesze się, że napisałaś i mogłam Cię poznać na forum.Ja też mam duże
          wsparcie w mężu i bliskich, ale Twój imponuje wiedzą i zdecydowaniem. Nie
          możemy ich zawieść, musimy zdrowieć.Przesyłam serdeczności.
          Ewa ze Szczecina
          • 13.06.07, 22:39
            I ja witam cie Gosiu. Twoj maz namawia mnie na wizyte u prof.Emmericha, ktory
            Tobie osobiscie bardzo pomogl.Ale ja cala energie jaka jeszcze dysponuje
            poswiecam na wizyty u onkologow , poza tym mam bardzo duze problemy z
            poruszaniem sie .Poniewaz od otrzymania skieroania na kolejna radioterapie do
            wyznaczenia konkretnego terminu bylo troche czasu ,wolalam wykorzystac ten czas
            na relaks na lonie natury . Ale obiecuje, ze do Emmericha w najblizszym czasie
            pojde .Po prostu najzwyczajniej w swiecie chcialam na jakis czas zapomniec o
            chorobie. I sie udalo, co najwazniejsze. Odpoczelam i nabralam sil , zeby z
            nowa energia zabrac sie za leczenie.Pozdrawiam wszystkie "walczace".
            • 14.06.07, 14:35
              Witajcie.Czytalam Wasze posty z zapartym tchem.Mnie również dotknęła ta
              choroba.Jestem po chemioterapii taksol + cisplatyna.Staram się żyć w miare
              normalnie ale do końca to chyba jest niemozliwe.Pozdrawiam Was bardzo
              serdecznie.Robercie,wiadomości którymi się dzielisz są bardzo
              cenne.Pozdrowienia dla Gosi
              • 21.06.07, 17:06
                Gosiu miło Cię "widzieć". Życzę Tobie i wszystkim czytelniczkom tego postu tylko dobrych wiadomości. Bardzo Wam dopinguję. Pozdrawiam. mania
                • 21.06.07, 22:07
                  Leczenie trwa ale z uwagi na niskie poziomy leukocytów są kilkudniowe
                  opóźnienia w kontynuwaniu chemii Taxol, którą Gosia znosi nadspodziewanie
                  dobrze, nie wspominając już interferonu. Kilkudniowe kuracje sterydami
                  poprawiają poziom leukocytów na tyle aby podawać chemię. Gosia ma tez problem z
                  niedoborem magnezu i wapnia, ale to przyczyna mogą byc biegunki, które nie
                  pozwalają na zatrzymanie tych wartości bo Gosia zażywa wapno i magnez, więc tez
                  uzupełniane jest to kroplówkami. Gosia czuje się poza tym naprawdę dobrze i
                  przez kilka tygodni będzie udzielać się w swojej dawnej firmie.
                  Wszystkich pozdrawiamy, a Gosia może jeszcze nie napisała ostatniego słowa na
                  forum, pomimo, że to ja jestem tu głównym prowadzącym nasze wywody. Wszystkim
                  bez wyjątku życzymy dużo zdrowia.
                  Robert i w ukryciu GOSIA
                  • 21.06.07, 22:52
                    Małgosiu i Robercie, cieszę się razem z Wami i szczerze podziwiam Waszą siłę w
                    zmaganiach z rakiem. Chciałabym żeby moja mama wykrzesała z siebie taką wolę
                    walki, jaką Ty masz Gosiu, bo niestety ma straszny kryzys. We wtorek podczas
                    kontroli lekarz stwierdził u mamy nawrót drobnokomórkowego raka płuc po ponad
                    półtora roku od zakończenia leczenia. Od razu tego samego dnia mama dostała
                    chemię i ... wszystko zaczyna się od nowa. W związku z tym mam do Was ogromną
                    prośbę. Potrzebuję trochę wskazówek gdzie mogłabym skonsultować mamę, ktore
                    ośrodki onkologiczne specjalizują się w leczeniu nowotworów płuc i stosują
                    najnowsze metody. W związku z tym, że ten wątek dotyczy innego raka, proszę o
                    kontakt na priv. Może być na konto gazetowe, może być na mojego stałego maila
                    agnieszka.sindrewicz@wp.pl a także na gg 163068. Z góry dziękuję i bardzo Was
                    pozdrawiam. Agnieszka
                    • 02.07.07, 11:13
                      Witajcie Gosiu i Robercie . Myślę ,że u WAs wszystko dobrze mam pytanie ,czy
                      słyszeliscie o japońskim leku nie leku o nazwie AHCC, a jeśli tak, to co o nim
                      sądzicie ?Jedna z blogowiczek pisze ,że go stosuje na odpornośc , tytuł bloga
                      ,,pokonać raka'. A co do Gosi to ostatnie słowo bedzie jestem zdrowa, a potem
                      tylko bedziemy pomagać innym zmagającym się z chorobą w dążeniu do wyzdrowienia
                      .Pozdrawiam gorąco .Jeszcze jedno pytanie jeśli można Robercie co własciwie się
                      robi jak jest wysoka gorączka po chemii ,czy to trzeba przeczekać czy wolno np.
                      brać APAP . Dziękuję za odpowiedż, jak znajdziesz chwilę czasu. Pozdrawiam takze
                      wszystkich tutaj piszacych.
                      • 02.07.07, 16:29
                        U nas bez większych zmian. AHCC to jest jakiś preparat immunostymulujący układ
                        odpornościowy, ale ja nie mam zadania na jego temat, więc nie będe się
                        wypowiadał. W przypadku wystąpienia gorączki po podaniu chemii, to najlepiej
                        jednak zgłosić to lekarzowi prowadzącemu, bo zapewne jest koniecznośc wykonania
                        pełnej morfologii, aby ustalić czy np. podłożem gorączki nie jest neutropenia,
                        wtedy może zajść konieczność podania np. jakiegoś czynnika wzrostu Neupogen,
                        Granocyte itp. W sumie powinno się dążyć do ustalenia przyczyn gorączki. Jeżeli
                        ta gorączka nie jest wysoka i nie jest bardzo męcząca i trwa 2-3 dni, to lepiej
                        nie próbować jej obniżać, bo taka gorączka może być niekorzystna dla choroby
                        podstawowej, co może być jednak zaletą. W ostateczności można ten APAP lub
                        Paracetamol wziąć. Lepiej takie rzeczy konsultować z lekarzem szczególnie jak
                        może mieć to związek z chemioterapią, to takie dolegliwości jak: gorączka,
                        dreszcze, biegunki, objawów infekcji, krwawienia lub innych niepokojących
                        objawów tego wymagają.
                        pozdrawiam Robert
                        • 11.07.07, 10:15
                          Gosia w poniedziałek dostała kolejny kurs Taxolu i teraz robimy przerwę.
                          Jedziemy pod koniec tego tygodnia na dwa tygodnie na wakacje na wieś odpoczywać
                          i wyciszyć się od wszystkiego. Nie będziemy mieli również dostępu do komputera,
                          więc nic nie napiszemy w tym czasie. Dlatego proszę o wyrozumiałość. Po
                          powrocie mają być jakies badania kontrolne w celu oceny efektów obecnego
                          leczenia i dalsze decyzje o kontynuwaniu dotychczasowego leczenia. Gosia czuje
                          się dobrze i oby tak dalej.
                          pozdrawiam wraz z Gosią
                          Robert
                          • 11.07.07, 11:58
                            Milego odpoczynku :-))



                            --
                            Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                            Onkoforum-Damy rade
                            Adopcje bezdomnych kroliczkow
                            • 11.07.07, 18:26
                              Zyczę ładnej pogody.Cały czas o was myślę i nie puszczam kciuków.Pozdrawiam.
                              • 11.07.07, 18:35
                                Odpoczywajcie...odpoczynek się wam należy...pozdrawiam. gosia
                                • 12.07.07, 22:50
                                  Witam Gosię i Roberta . Zyczę Wam dużo miłosci ,dużo wypoczynku ,i miłych wrażeń
                                  ,odpoczywajcie ,nabierajcie sił , czekamy tu na Was
                                  • 13.07.07, 16:50
                                    Bardzo dziękujemy. Jutro raniutko wyjeżdżamy na drugi koniec Polski
                                    najzwyczajniej byczyć się. Już z Gosią i naszą córką cieszymy się na ten wyjazd
                                    i to bardzo. Po dwóch tygodniach nieobecności będę na forum próbował nadrobić
                                    zaległości :-) Trzymajcie się wszyscy zdrowo i ciepło.
                                    Pozdrawiamy Gosia,Robert i Emilka
                                    • 24.07.07, 17:54
                                      "Podbijam" watek Roberta i Gosi, gdyz zjechal nam nieco w dol, a jest
                                      niezmiernie cenny jesli chodzi o informacje dotyczace raka jajnika. Sama wlasnie
                                      go szukalam dla pewnej osoby i mialam maly problem z "wykopaniem" go z
                                      wszystkich innych watkow. Mam nadzieje, ze Robert z Malgosia wypoczywaja i wroca
                                      pelni sil i energii. Czego zycze nie tylko im, ale i wszystkim forumowiczom.

                                      Malgorzata
                                      • 24.07.07, 20:07
                                        tak tak dołączamy się do życzeń , odpoczywajcie z córeczką , pozdrawiam
                                        wszystkich korzystajcie z lata wszyscy forumowicze w miarę możliwosci i zdrowia.
                                        • 27.07.07, 23:57
                                          szukałam takiego forum długo niestety moja Mama pomimo 2letniego leczenia zmarła
                                          rak jajnika ją pokonał mam pytanie czy ktoś na forum orientuje się jak można
                                          wykonać na terenie Warszawy badania genetyczne na BRCA1 i BRCA2 gdzie się
                                          zgłosić etc. chciałabym uniknąć tej choroby z całego serca mam 21 lat i wiem że
                                          znajduję się w grupie wysokiego ryzyka ale nie wiem co robić
                                          pozdrawiam wszystkich i życzę dużo siły i zdrowia bo to jest w tej chorobie
                                          bardzo ważne
                                          • 28.07.07, 17:02
                                            Marta! Adresy poradni genetycznych są podane w linku zamieszczonym we wstępie
                                            do forum.



                                            --
                                            Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                                            Onkoforum-Damy rade
                                            Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                            • 01.08.07, 19:50
                                              My już po urlopie, wpoczęci i znowymi siłami. Gosia zdążyła dzisiaj przyjąć
                                              kolejną chemię. Morfologia dość niezła, magnez niski, obniżony trochę wapń i
                                              potas. Teraz najważniejsza wiadomośc markery spadły o 75% !!! i CA125 jest
                                              tylko niewiele powyżej normy. Ca 19,9 jest wyższy ale też spadł o ponad 60%. To
                                              jest bardzo budujące jak powiedziała dzisiaj Gosia. Bardzo się cieszymy i wiara
                                              i nadzieja znowu się wzmaga. Czekamy teraz na odwiedziny Ani (gontchy) z
                                              rodzinką pod koniec tygodnia oj będzie wesoło :-)
                                              pozdrawiam Robert
                                              • 01.08.07, 20:03
                                                Gosia , Rober tak trzymac. To rzeczywiscie wspaniale wiadomosci.
                                                Oby takich wiecej.
                                                Wszystkiego dobrego i czekam na nastepne pomyslne wiadomosci.
                                                Malgoska
                                                • 01.08.07, 20:10
                                                  Robert, oby teraz już tylko tego typu wieści od Was napływały :-))
                                                  --
                                                  Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                                                  Onkoforum-Damy rade
                                                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                                                  • 02.08.07, 12:45
                                                    Robert
                                                    To super wiadomość.Życzę Wam wszystkiego dobrego,
                                                    no i miłego spotkania z Anią.mania
                                                  • 02.08.07, 15:22
                                                    Robert!
                                                    To najwysmienitsze wiadomosci tego lata! Super, super, super! Usciskaj Gosie ode
                                                    mnie, ale tak mocno, mocno!
                                                    Spotkania to Wam zazdroszcze, jak nie wiem, ale wciaz mam nadzieje na nasze
                                                    wszystkich wspolne u mnie i wspolny wyjazd na ....Sanibel. Nie ma rzeczy
                                                    niemozliwych, pamietasz? Poki co, w ta sobote mam spotkaie z Basia chora na raka
                                                    jajnika, do ktorej zagladales (dzieki) na jej blog. Walczy o zdrowie, jak lwica
                                                    i jest niezwykle dzielna kobieta. Kiedy ja pierwszy raz spotkalam wiosna tego
                                                    roku to balam sie przy niej glosniej mowic, bo mialam wrazenie, ze ja zdmuchne
                                                    swoim glosem, tak krucha mi sie wydawala. Pomimo bardzo zlego samopoczucia po
                                                    ostatniej dawce chemii dzielnie powraca do zycia i zapowiada swoja obecnosc u
                                                    mnie na lodce i ognisku nad jeziorami. Mam nadzieje, ze uda Wam sie nawiazac
                                                    wspolne kontakty. Jeszcze raz Robert moje wielkie podskakiwania z radosci z Gosi
                                                    wynikow i buzka Wam wszystkim!
                                                    Malgorzata
    • 02.08.07, 13:12
      Mało się tu udzielam, ale cały czas śledzę waszą walkę i cieszę sie z dobrych
      wieści. U mnie też idzie ku dobremu.Pozdrawiam.gosia
      • 13.08.07, 11:34
        Witaj Robercie i Gosiu . Cieszę się z dobrych wyników Gosi . U mnie Gemzar nie
        przyniósl efektów ,dostałam 9 kursów i zaczęłam na 1800 markerach potem spadły
        do 1100 ale że dostawałam co 3,4 tygodnie na skutek złych wyników krwi to
        skończyłam znów na 1800 i wyniki TK też wskazują na progresję .Mam wizytę za 5
        tygodni lek. powiedział , że odpocznę i zobaczymy a ja się boję że może już nic
        nie dostanę pisałam wczesniej, że 6 lat się leczę miałam już rózne chemie ,
        zawsze na jakiś czas było lepiej, jak sądzisz Robercie czy chemia już przestała
        działać, czy mam naciskać na dalsze leczenie ? ? Pozdrawiam całą waszą trójkę .
        • 13.08.07, 15:59
          A możesz napisać coś więcej o istniejących obecnych zmianach
          widoczonych w TK i tej progresji? Czy najbradziej objawiały się złe
          wyniki krwi, z czym był problem? Jeśli czujesz się na siłach, to
          powinnaś walczyć o dalsze leczenie. Nie wiem, jakie miałaś już leki
          podawane w chemioterapii, ale może nie dostawałaś jeszcze
          Topotekanu? Jest też Caelyx-DOXORUBICIN, ale tutaj może być problem
          refundacji z NFZ to pewnie zależy od ośrodka w którym się leczysz.
          Może warto roważyć jeszcze powrót do chemii Taxol w monoterapii
          podawanej cotygodniowo. Ja bym na Twoim miejscu jeszcze walczył.
          Wizyta za 5 tygodni to zbyt długi czas na dalsze decyzje, a potem
          włączenie leczenia. Wyniki markerów szczerze są niepokojące.
          Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się
          Robert
          • 13.08.07, 21:16
            Dziękuje za odpowiedż Do tej pory była;platyna +CTX, carboplatyna
            ,taxol+cis-platin,6razy CAC i GEMZAR razy 9 .Dużo tych zmian na tk ;powiększ.
            węzeł chłonny w doln.nadobojczyk.ogniskowe zagęszczenie tkanki płucnej zmiana o
            charakt. meta ,ślad płynu w jamie opłucnowej prawej, wątroba powiększona
            widoczne zmiany ognisk. w sumie 3 o wyglądzie meta w sledzionie tez 2 zmiany
            guzowate okołoaortalnie powiekszone wezły .Jedne sprawy sie powiększyły ,a inne
            pomniejszyły .Miałam dostawać co tydzień gemzar ale ciągle miałam nowy termin
            może z powodu wątroby, bo też były podwyższ. wyniki no i szpik ,lek.
            powiedział, że przeszczep nic by nie zmienił. Mam 50 lat Miałam 2 operacje druga
            to secend -look Proszę dodaj swoją opinię ,co byś postanowił ,ja wszędzie
            czytam ,szukam tak jak Wy szukam ratunku, bo każdy dzień jest ważny , nie rok, a
            dzień ,miesiąc .jest w nas nadzieja i to nam pomaga wierzyć że bedzie dobrze .
            Pozdrawiam
            • 14.08.07, 15:57
              Rzeczywiście ten proces jest już dość rozszerzony. Napewno trzeba
              walczyć o dalsze leczenie, ważne tylko aby Twój organizm był zdolny
              i to wytrzymał. Problemy z morfologią przy podawaniu Gemzaru w sumie
              nieregularnie też mogły przyczynić się do takiego rezultatu tej
              terapii. Gdzie Ty się dokładnie leczysz i z jakiej miejscowości
              jesteś? Jeśli nie widzisz pomocy ze strony swojego lekarza to może
              trzeba zasięgnąc opinii innego. Taki który nie odbiera nadziei i
              warto z nim przynajmniej skonsultować lub nawet poprosić o dalsze
              leczenie, jeżeli jest możliwe to Prof. Janusz Emerich z Gdańska.
              Warto spróbować szczerze polecam na tym forum jest parę osób, które
              zdecydowały się pojechać do niego i nawet skończyło się to
              przejęciem leczenia.
              pozdrawiam Robert
              • 14.08.07, 19:39
                Witajcie . Dziękuję bardzo za odpowiedż Ty zawsze masz konkretne propozycje
                pomocy dziękuję bardzo . Dzisiaj wysiadły mi całkiem nerwy ale mnie podniosłeś
                na duchu jak wszystkich , którym pomagasz , myślę że twoja żona czuje się
                bezpieczna przy tobie.Robercie leczę się w Bytomiu. MUszę jutro wyjechać na parę
                dni . po powrocie będę działać dalej .Pozdrawiam. Naprawdę cieszę się ,że Gosia
                ma lepsze wyniki, bo i ja czuję ,że mam szansę .
                • 15.08.07, 13:55
                  Trzymam Ciebie za słowo i pisz co dalej w sprawie Twojego leczenia?
                  pozdrawiam Robert
                  • 27.08.07, 21:43
                    W weekend przeżyliśmy stres ponieważ Gosi w miejscu "skrytym"
                    pojawiła się jakaś podejrzana zmiana, która już wcześniej nas trochę
                    niepokoiła, ale była bardzo niewielka, a w weekend znacznie się
                    powiększyła. Na szczęście dzisiaj po konsultacji ginekologicznej
                    okazało się, że to ropień, który już na szczęście pękł. Teraz
                    antybiotyk, lek przeciwzapalny oraz nasiadówki. Chemia będzie o
                    tydzień przełożona. Było stresowo i niepewność, ale rozeszło się
                    na "po kościach". Uffff...
                    pozdrawiam wszystkich Robert
                    • 28.08.07, 09:23
                      Witaj Gosiu i Robercie . Jestem .wróciłam ,byłam sobie w rodzinnych stronach i
                      na grobach bliskich .Ciężko troche, ale dałam radę. I co teraz? myslę , tam
                      wylączyłam się z choroby zostawiłam ją w domu .Rozmawiałam z lek. prowadz. i
                      trochę pokrętnie ,a raczej unikami mi odpowiada ,ale ja wiem wszystko , a nie
                      wyobrazam sobie, zeby mąż coś wiedział więcej niż ja , po co mu stresów dokładac
                      , wiec nie pozwalam ,zeby sam szedł na rozmowe. Lek mówi ,że jestem b. dobrze
                      leczona ,ale jesli teraz dostanę chemię to dostanę żółtaczke i co zrobimy .
                      Robercie już raz pisałeś czy prof.. Emerichowi można przesłać wyniki tomogr.
                      komp. i rozmawiać telefonicznie, ale nie mogę tego znależć, .Wszystkie tel i
                      adresy jego mam.Pozdrawiam was
                      • 28.08.07, 23:06
                        Myślę, że na takim etapie, jakim Ty jesteś najbardziej sensowne jest
                        pojechanie do niego na konsultację z aktualnymi wynikami badań oraz
                        jakie leczenie dotychczas przeszłaś. To będzie najrozsądniejsze.
                        Najlepiej pojechac do niego prywatnie, bo tam będzie mozliwośc na
                        spokojną rozmowę. Przesyłanie wyników może i byłoby mozliwe, ale
                        możesz też stracić więcej czasu i musiałabyś to najpierw z nim
                        telefonicznie uzgodnić. A czasu szkoda tracić - naprawdę. Posłuchaj
                        mojej rady. Namiary wszelkie masz, a jak nie to wątku Lekarzy na
                        początku forum znajdziesz pod tematem Gdańsk.
                        pozdrawiam serdecznie Robert
                        • 05.10.07, 16:11
                          Październik jest dla nas, a szczególnie dla Gosi bardzo ważny. Gosia
                          w drugiej połowie miesiąca przejdzie poza markerami badania obrazowe
                          USG jamy brzusznej, przezpochwowe oraz RTG klatki piersiowej. Będzie
                          to bardziej kompleksowa ocena sytuacji chorobowej i skuteczności
                          obecnej chemii paklitaksel z interferonem. W sumie to z naszej
                          inicjatywny do takiej oceny dojdzie mając na względzie, że najwyższa
                          pora to ocenić, aby podejmować dalsze decyzje o kontynuacji leczenia
                          lub jego zaprzestaniu i ewentualnej zamianie na inne. Nie tracimy
                          nadziei. Gosia czuje się całkiem nieźle, napewno niegorzej jak dwa
                          miesiące temu kiedy dowiedzieliśmy się o 70% spadku markerów.
                          Trzymajcie za Gosię kciuki o wynikach oczywiście napiszę pod koniec
                          października. Wszystkim życzę siły i wytrwałości w tej nieustatnej
                          walce oraz dużo wiary i nadziei.
                          pozdrawiam Robert
                          • 14.10.07, 19:58
                            Witam Gosiu i Robercie, już od kilku miesięcy śledzimy z żoną te
                            forum i jesteśmy pełni podziwu dla was a w szczególności dla ciebie
                            Robercie. Moja żona Marzena zachorowała na raka jajnika w kwietniu
                            2006 roku, była operacja usunięcia guzków nowotworowych wraz z
                            jajnikami i innymi organami, które się w takiej sytuacji usuwa.
                            badanie hispat wykazało rak jajnika G-3. Wiemy że jest to znaczne
                            zaawansowanie. Po operacji była chemia, PET, operacja zwiadowcza i
                            znowu chemia (topotekan). Od sierpnia markery wzrosły na tyle że
                            zaczęliśmy robić wszystkie możliwe badania włącznie z Petem no i
                            okazało się że jest wznowa. Dzięki temu forum i Tobie udaliśmy się
                            do Sopotu do profesora Emericha. Moja żona jest już umówiona na 17
                            października na operację w Klinice w Gdańsku. Po operacji
                            prawdopodobnie będzie otrzymywać chemię dootrzewnowo. Chcielibyśmy
                            się dowiedzieć jak to jest z tą chemią dootrzewnową, jak przebiega,
                            ile to sesji no i tak w ogóle jakie wy macie dla nas ewuntualne
                            rady. Jeszcze raz was pozdrawiamy, jak też pozostałych uczestników
                            na forum
                            Grzegorz z Marzeną
                            • 15.10.07, 06:58
                              Odpiszę szczegółowej napewno, ale raczej nie wcześniej niż w środę,
                              bo mam problemy z komputerem. Bardzo dobrze, że zdecydowaliście się
                              pojechać do prof.Emericha. Bedę trzymał kciuki, aby wszystko znowu
                              zaczęło się pozytywnie układać.
                              --
                              pozdrawiam Robert
                              • 15.10.07, 07:53
                                dzięki Robercie mu też ciebie i Gosię pozdrawiamy
                            • 15.10.07, 15:38
                              Marzeno i Grzegorzu. Z komputerem się udało, może tylko na chwilę,
                              ale piszę, Abyście może spokojniejsi pojechali do Gdańska. G-3 nie
                              świadczy o zaawansowaniu choroby tylko o zróżnicowaniu komórek
                              nowotworowych, no niestety w tym przypadku jest to w potocznym
                              rozumowaniu najwyższych stopień złośliwości, co oczywiście niczego w
                              trakcie trwania terapii onkologicznej nie przesądza. Mamy koleżankę,
                              która jest już prawie dwa lata po remisji raka jajnika właśnie m.in.
                              rozpoznaniem G3, a miała stadium bardzo zaawansowane. Jesli chodzi o
                              chemię dootrzewnową, to decyzje praktycznie zapadają na stole
                              operacyjnym podczas tzw. operacji sprawdzającej, podczas której
                              usuwają to co jest mozliwe lub wszystko podejrzane o nowotwór i
                              wszczepiają podskórnie port/cewnik do podawnia takiej chemii, którą
                              potocznie nazywa się do brzucha. Decyzja zależna jest od
                              umiejscownienia się zmian nowotworowych, ich ilości, wielkości,
                              możliwości ich usunięcia. Najlepsze rezultaty tej chemii to
                              usunięcie wszystkich zmian i leczenie z punktu wyjścia zmian
                              mikroskopowych. Dobre rezultaty sa też przy pozostawionych zmianach
                              do 2 cm, ale ta pierwsza wersja jest najkorzystniejsza. Port jest
                              wszyty z odpowiednim ułożeniem w jamie brzusznej. Usuwany jest też
                              operacyjnie, wówczas dokonuje się ponownego przeglądu i pobiera
                              wymazy, wycinki lub z usuniętych zmian dokonuje się badania
                              histopatologicznego. Ma to miejsce również przed wszyciem portu, ale
                              zdarza się, że już podczas badania śródoperacyjnego lekarze nie mają
                              wątpliwości, że są tam komórki nowotworowe. Podanie ma obecnie 6
                              cykli co trzy lub co cztery tygodnie. Gosia miała 4 cykle co cztery
                              tygodnie, ale to było ponad 4 lata temu. Kiedyś nie było
                              hospitalizacji, a obecnie jest 24 godzinna, jak jest wszystko ok.
                              Chemia w sumie leci ok. 4 godzin. Cisplatynę lub carboplatynę podają
                              do brzucha przez cewnik. Wygląda to bardzo podobnie jak dożylne
                              podanie, tylko bez wkłucia igłą. Dożylnie po podaniu dootrzewnowym
                              zwyczajowo podają jeszcze Endoxan. Dobra rada poprosić prof.Emericha
                              aby osobiście operował, bo on to robi znakomicie. Myślę, że jak na
                              pierwszy raz to wystarczy, a Wy jak będzieicie mieli czas i ochotę,
                              to napiszcie, jak wygląda obecna sytuacja chorobowa, no i oczywiście
                              po pierwszym pobycie w szpitalu w Gdańsku. Jak coś jeszcze potrzeba
                              to napiszę, jak mi nie zaszwankuje komputer, ale w środę będę
                              niezaleznie miał ogólnie dostęp czy mój będzie sprawny czy nie.
                              Pozdrawiam Was serdecznie i przesyłam pozytywne wibracje na
                              najbliższy czas. Trzymam kciuki bardzo mocno.
                              pozdrawiam Robert
                              • 15.10.07, 16:12
                                Grzegorz chciałem Wam coś jeszcze wysłać poza forum ale adresat jest
                                nieznany. Czy moglibyście na moją skrzynkę przesłać swój adres e-
                                mailowy? Na emgoro@gazeta.pl
                                pozdrawiam Robert
                              • 15.10.07, 22:01
                                witaj Robercie
                                Obecnie po badaniu PET choroba wygląda następująco: pod wątrobą 2
                                zmiany o wielkosci ok 10mm oraz poniżej w jamie brzusznej 3 zmiany o
                                tej samej wielkości, poza tym coś w obrębie węzłów chłonnych
                                szyjnych ale to tylko do obserwacji. Marzena od dwóch miesiecy
                                uskarża się na ból w prawym ramieniu, zaraz jak ja zaczeło bolec
                                zrobiła sobie prześwietlenia. Pracuje jako pięlegniarka na oddziale
                                chirurgii dzieci i młodzierzy więc lekarze z oddziału oglądając te
                                zdjęcia orzekli że to tylko jakaś torbiel, potem jeszcze Marzena
                                skonsultowała to ze swoją znajomą wykonującą USG i TK i ona też
                                potwierdziła że to nic poważnego. PET w zasadzie też nic nie wykazał
                                w kościach ale marzena cały czas sie martwi że to przerzut, poza tym
                                jest fizycznie w dość dobrej formie, pracuje zawodowo normalnie,
                                tylko psychicznie zaczyna być trochę gorzej, chociaż wczoraj
                                zagłębiła się w czytanie na forum i tak jakby nabrała nowych sił.
                                czekamy do środy i oby było lepiej, czego i twojej Gosi życzę.
                                Pozdrawiam Grzegorz
                                • 17.10.07, 11:27
                                  Grzegorz musicie wierzyć, że prof. Emerich dokona przełomu w
                                  leczeniu choroby Twojej żony. On lubi takie wyzwania, ale wiadomo,
                                  że nie jest cudotwórcą. Jednak on się tak łatwo nie poddaje i walczy
                                  razem z pacjentem. Jedyną może wadą jest to, że jego działania są
                                  inwazyjne i radykalne, ale ja myślę, że z tą chorobą nie można
                                  inaczej. Wysłałem na Twoją skrzynkę krótką informację. Koniecznie
                                  napisz jakie wieści bedą na bieżąco.
                                  pozdrawiam i trzymam kciuki Robert
                                  • 17.10.07, 11:29
                                    Mamy pierwsze wieści z badań kontrolnych. U Gosi obydwa markery
                                    spadły o kolejne 25 - 30% i nawet CA125 jest w granicach normy.
                                    Badania obrazowe za tydzień. W planach konsultacja u prof.Emericha
                                    na początku listopada.
                                    pozdrawiam wszystkich serdecznie Robert
                                    • 17.10.07, 15:38
                                      Cieszę się,że u was dobre wieści. Ja z Marzeną jestem właśnie w
                                      Gdańsku, jutro operacja i zobaczymy jakie będą wieści przyniesie,
                                      pozdrawiamy wszystkich.
                                      Grzegorz z Marzeną
                                      • 18.10.07, 20:44
                                        No i stało się. Marzena sie wybudziła ale nie ma z nią żadnego
                                        kontaktu bo jescze narkoza działa. Nie ma do niej dostepu bo jest na
                                        sali pooperacyjnej. Pytałem się pielęgniarek, które się nią opiekują
                                        i powiedziały mi że dopiero po dwóch dniach wróci na ogólną salę i
                                        dopiero wtedy można będzie się z nią zobaczyć i porozmawiać. Na
                                        razie wróciłem do Grudziądza i jadę tam ponownie w sobotę.
                                        Rozmawiałem z lekarzem, który operował Marzenę i dowiedziałem się że
                                        usuneli to co było konieczne do usunięcia ale i tak zostały jeszcze
                                        jakieś ogniska ponieważ było ich sporo i nie dało się ich usunąć.
                                        Lekarz powiedział że nie powodują komplikacji w funkcjonowaniu
                                        organizmu i trzeba je zwalczyć chemią. W sumie nie wiem czy to dobre
                                        wiadomości czy nie. Następnym etapem ma być chemia systemowa, a
                                        dopiero wtedy chemia dootrzewnowa, która na tym etapie jest podobno
                                        mniej efektywna niż chemia systemowa.
                                        Pozdrawiwm Grzegorz
                                        • 18.10.07, 22:15
                                          Grzegorz w tym co piszesz jest więcej znaków zapytania niż
                                          konkretów. Można tylko przypuszczać, że na otrzewnej może być
                                          drobny, ale liczny rozsiew raka, wtedy sie tego nieusuwa tylko
                                          chemia, ale jeśli w pozostałych miejscach byłoby czysto lub usunięto
                                          w całości to prawdopodobnie można byłoby zastosować chemię
                                          dootrzewnową. Możliwe, że są jakieś nieusunięte zmiany poza otrzewną
                                          lub gdzieś wyżej w okolicach lub na wątrobie i to mogło spowodować
                                          decyzję o zastosowaniu chemii dożylnej. Nie wiem, za mało
                                          informacji.
                                          pozdrawiam serdecznie i trzymaj się dzielnie Robert
                                          • 18.10.07, 23:41
                                            witaj Robercie. Zaraz po operacji rozmawiałem z profesorem, ale był
                                            bardzo zmęczony i niezbyt skory do rozmowy. Udzielił mi ogólnie
                                            informacji na temat zabiegu i dalej nie chciałem go męczyc bo bardzo
                                            się spieszył. Wszystkie informacje, które uzyskałem pochodzą od
                                            lekarza który operował Marzenę razem z profesorem. Na moje pytanie
                                            dlaczego nie usunięto wszystkiego odpowiedział, że proces
                                            nowotworowy jest rozsiany w całej jamie brzusznej i usunięto te
                                            największe guzy a pozostałe ma zniszczyć chemia najpierw ta
                                            systemowa a następnie bedą rozważać zastosowanie chemii
                                            dootrzewnowej. Na obecnym etapie uważają iż chemia systemowa będzie
                                            bardziej radykalna. Coś podobnego słyszałem już po pierwszej
                                            operacji Marzeny. Na pewno będę jeszcze rozmawiał z profesorem co do
                                            jego wizji na temat dalszej terapii ale na razie to jestem trochę
                                            skołowany. pozdrawiam Grzegorz.
                    • 28.08.07, 19:57
                      witaj Robercie

                      wyobrazam sobie, co przezyliscie....tak sie ciesze, ze skonczylo sie to tak
                      niewinnie. u nas narazie tez wporzadku, mama czuje sie juz calkiem dobrze po 4
                      chemii. pozdrawiam. agnieszka
                      • 05.10.07, 18:05
                        Witam Was Robercie i Gosiu.Cały czas Wam kibicuję i trzymam za Was
                        kciuki.Zyczę wszystkiego najlepszego i pozdrawiam.
                        • 08.10.07, 13:31
                          Gosiu i Robercie .Trzymam za Was kciuki.Napewno pod koniec
                          pazdziernika bedziecie mieli same dobre wiadomosci.Zycze Wam tego z
                          calego serca.
                          Malgoska
                    • 08.10.07, 15:03
                      jestem z Wami!!!!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.