Dodaj do ulubionych

PILNE - RAK NOSOGARDŁA

08.06.06, 11:32
CZY KTOŚ MÓGŁBY MI WYJASNIĆ CO TO WSZYSTKO ZNACZY

WIEK 65 LAT
STWIEDZONO:RAK PŁASKONABŁONKOWY NOSOGARDŁA (NASOPHARYNGEAL CARCINOMA-NON
KERATINIZING TYPE - CO TO ZNACZY?)
RAK ZŁOŚLIWY
GUZ 11CM2 NIE WYCIĘTY (PODOBNO NIE MOŻNA?!)
PRZEPROWADZONO RADIOTERAPIE 7 TYG(TELERADIOTERAPIE)-X 6 Me V d.6600 cGY(t(33
fr ORAZ BOOST 400 cGY((2 fr POLE SZYJNE DOLNE 5000 cGY(t(20 fr

CZY KTOS MIAL DO CZYNIENIA Z TAKIM UMIEJSCOWIENIEM GUZA ?
CZY W TYM PRZYPADKU TA RADIOTERAPIA TO SLUZY WYLECZENIU CZY TYLKO POPRAWIA
JAKOŚĆ ZYCIA(R.PALIATYWNA)

CZY ZAWSZE TAK JEST ZE PO TAKIEJ RADIOTERAPII ODSYLAJA CHOREGO DO DOMU I
USTALAJA NASTEPNA WIZYTE 1.5 MIESIACA

TATA MA NAGLE BOLE W MIEJSCU GDZIE JEST TEN GUZ ,CZY TAK POWINNO BYC I CZY
TO DOBRZY CZY ZLE?(DOBRZE BO GUZ UMIERA CZY ZLE BO SIE BRONI)

I CO ROBIC BYLISMY U LEKARZA W PRZYCHODNI ZEBY DOSTAC SKIEROWANIE DO
SZPITALA TO LEKARZ NIE CHCE DAC

TATA ZLE SIE CZUJE (2TYG PO RADIOTERAPI)MA STRASZENE NAGLE BOLE TEGO
Edytor zaawansowany
  • 08.06.06, 12:09
    Co prawda nie mam doświadczenia z tego typu nowotworem ale mogę cię trochę
    uspokoić.Guza nie można było wyciąć hirurgicznie ponieważ jest duży a miejsce
    usytuowania specyficzne.Operacja ma sens jeśli guza można wyciąć z dużym
    marginesem zdrowej tkanki,natomiast w nosogardzieli nie ma takich
    możliwości.Dlatego stosuje się radioterapię która jest równie skuteczna,
    szczególnie w rakach płaskonabłonkowych.Z tego co piszesz to raczej nie była
    paliatywna radioterapia ale radykalna.Czyli wszystko powinno być dobrze.Czy
    robiono tacie jakieś badania sprawdzające po radioterapii?
    Każdego chorego po radioterapii odsyłają do domu i tu zaczyna się problem bo
    dopiero po jakimś czasie pojawiają się niepożądane objawy naświetlań.Objawy są
    przeróżne i dotyczą różnych narządów które zostały naświetlone.Myślę że te bóle
    są wynikiem naświetlań i powinny minąć.Ale zawsze możesz to skonsultować z
    lekarzem prowadzącym tatę.
    Nie wiem kto ustalił wam wizytę za 1.5 miesiąca?I gdzie ta wizyta ma być?
    W jakiej przychodni byliście po to skierowanie?
  • 08.06.06, 13:00
    Bardzo dziękuję za informacje. Im więcej wiem tym jestem spokojniejsza.

    Odpowiadając na pytania.
    Po radioterapi nie robiono żadnych badań sprawdzających. Wyznaczono termin
    wizyty za 1.5 miesiąca ponieważ podobno muszą poczekać na wygojenie się ran po
    radioterapi.

    Radioterapia była wykonywana na ursynowie. Wizyta również ma być na ursynowie.

    Czy twoim zdaniem powinniśmy nalegać na wcześniejszą wizytę.
    Czy znasz dobrego lekarza do którego można np. prywatnie udać się na
    konsultację.

    A po czym poznaje się, że jest to terapia radykalna a nie paliatywna
  • 08.06.06, 13:25
    Niestety nie jestem z Warszawy więc nie mogę ci pomóc w kwestii wyboru lekarza
    ale podaj taki wątek na forum, jest tu sporo osób z W-wy, na pewno ktoś
    pomoże.Myślę że możesz też telefonicznie skontaktować sie z lekarzem z oddziału
    na którym leżał tato i zapytać o te bóle.Ja tak robiłam w przypadku mamy jak
    coś mi się nie podobało.
    Pisałaś że tato miał radioterapię przez 7 tygodni, paliatywnie naświetla się w
    krótkim czasie i wysokimi dawkami.Zresztą powiedzieli by że będą naświetlać
    tylko paliatywnie.
  • 08.06.06, 12:16
    To znalazłam, na temat leczenia:

    Leczenie

    Niedostępność jamy nosowogardłowej, bliskość podstawy czaszki, ważnych dla
    życia struktur naczyniowych i nerwowych, brak możliwości skutecznego operowania
    z marginesem zdrowej tkanki, wczesne przerzuty - wszystko to narzuca
    radioterapię jako metodę leczenia z wyboru. Napromienianie obejmuje zwykle duże
    pola - guz, pola spływu chłonki z uwzględnieniem węzłów pozagardłowych, układem
    węzłów chłonnych szyi obustronnie (!). Istotnym problemem jest ochrona
    ośrodkowego układu nerwowego, rdzenia kręgowego i drogi wzrokowej. W ostatnich
    latach podejmowane są heroiczne próby rozległych i bardzo trudnych technicznie
    operacji, zmierzających do usunięcia zmian nowotworowych tej okolicy, ale dość
    powszechnie wyraża się sceptycyzm co do możliwości uzyskania radykalności tych
    zabiegów, zwłaszcza przy objawach naciekania kości podstawy czaszki. Trwa
    dyskusja na temat sensu wykonywania w przypadkach braku zmian węzłowych
    operacji na układzie chłonnym szyi, w celu zapobieżenia uogólnienia się procesu
    (elective neck dissection). Sensowne jest, aby w przypadkach, w których ognisko
    pierwotne jest wyleczone napromienianiem, nie ma przerzutów odległych,
    natomiast utrzymują się zmiany w węzłach regionalnych, wykonać operację
    radykalną układu chłonnego szyi metodą Crille'a. W związku z dynamicznym
    rozwojem nowoczesnych metod radioterapii jako alternatywę rozważa się
    zapobiegawcze napromienianie szyi (elective radiotherapy). Nie ma żadnych
    wiarygodnych badań klinicznych, opartych na odpowiednio dużym materiale, które
    potwierdzałyby większą skuteczność którejś z tych metod postępowania.
    Dotychczasowe doświadczenia z chemioterapią nie są zadawalające, przynajmniej
    na tym etapie (1,2,5,11,12,16).

    W każdym przypadku postępowania lekarskiego, także przeprowadzonego z
    zachowaniem wszystkich zasad, należy liczyć się z niepowodzeniami i
    powikłaniami, zwłaszcza w tej chorobie. Przede wszystkim w rozmowie z chorym i
    jego rodziną nie powinno się formułować ocen co do prognozy w formie
    kategorycznej. Oczywiście, że w przypadkach większego zaawansowania procesu,
    obecności przerzutów lokalnych, a zwłaszcza odległych rokowanie jest gorsze.

    Napromienianie, będące metodą leczenia z wyboru, niesie ze sobą dość często
    szereg działań niepożądanych. Wynikają one z uszkodzenia tkanek znajdujących
    się w dużym, zazwyczaj, polu rażenia energią. Najczęstszym powikłaniem jest
    suchość górnych dróg oddechowych (xerostomia), spowodowana ciężkim uszkodzeniem
    tkanki gruczołów ślinowych, które nie tolerują dawki napromieniania większej
    niż 3500 cGy. Utrata śliny i jej protekcyjnego wpływu na uzębienie skutkuje
    zazwyczaj szybkim rozwojem próchnicy. Drugim z kolei powikłaniem bywa
    zniekształcenie ujścia gardłowego trąbki słuchowej, która może ulegać
    zbliznowaceniu. Trzeba się liczyć w takiej sytuacji z koniecznością założenia
    na stałe drenażu (groomet) jamy bębenkowej po stronie napromienianej.
    Szczękościsk, uczucie dyskomfortu oraz zmiany polegające na głębokim
    bliznowaceniu tkanek szyi, prowadzące do trudności w ocenie stanu węzłów
    chłonnych tej okolicy, są wynikiem napromieniania dużymi dawkami pól o znacznej
    powierzchni w obrębie szyi. Rzadziej zdarzającymi się powikłaniami są
    uszkodzenia płatów skroniowych mózgu, uszkodzenie podwzgórza, nerwu wzrokowego
    i siatkówki, upośledzenie czynności wydzielniczej przysadki, tarczycy i
    przytarczyc oraz górnej części rdzenia kręgowego. Brak kontroli
    endokrynologicznej u pacjentów leczonych z powodu raka nosogardła
    napromienianiem może być przyczyną wystąpienia endokrynologicznych lub
    neurologicznych stanów nagłych. W kilka, a częściej w kilkanaście lat po
    napromienianiu miewamy do czynienia z martwicą popromienną kości
    (radionecrosis), zwłaszcza kości skroniowej lub gałęzi wstępującej żuchwy.
    Powikłania te mogą, ale wcale nie muszą być wynikiem źle dobranej dawki
    promieni czy braku zadowalających zabezpieczeń stosowanych w czasie naświetlań
    dla danego przypadku, lecz mogą być wynikiem indywidualnej nadwrażliwości
    osobniczej na tą metodę leczenia (!) (5). Chemioterapia (5-fluorouracyl,
    bleomycyna, cisplatyna) dość często zwiększa częstość wystąpienia objawów
    niepożądanych takich zwłaszcza, jak bliznowacenie tkanek w polu
    napromieniowanym lub upośledzenie słuchu typu nerwowo-czuciowego (11).



    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • 21.08.06, 20:24
    Mój Tata ma tak samo umiejscowiony nowotwór czy mogłabys napisać mi kilka zdań o
    przebiegu choroby Twojego taty. Nie spotkałam jeszcze nikogo z kim mogłabym na
    ten temat porozmawiać. Może gdy będziemy w kontakcie to będziemy mogły
    podzielić się ze sobą jakimiś cennymi i pomocnymi uwagami, pozdrawiam
  • 07.09.06, 13:01
    W lutym tata miał operacje , guza nie wycieli bo stwierdzili że jest za
    duży.Pod koniec marca zaczął radioterapie (6tyg). Niestety, ale leczenie po
    naświetlaniu trwa nadal ( nie jest to leczenie raka tylko skutków naswietlań)
    Pojawiły się jakieś skutki uboczne dlatego międzyinnymi nadal nic nie je sam
    tylko wszystko przez sondę( mimo zapwnień lekarzy że we wrześniu to sam zje
    kotlecika a jak narazie wody nie może przełknąć) .Wyników naświetlań jeszcze
    nie ma, wiec nie umiem powiedzieć czy coś pomogły. Pozdr MM
  • 07.09.06, 13:09
    Jeśli masz jakieś pytania to pytaj.
    Jesteś drugą osobą jaką spotkałam na forum z takim samym problemem.Pozdr MM
  • 08.09.06, 11:10
    Dzięki bardzo że się odezwalaś, teraz to juz nie wiem o co mogłabym Cie zapytać, trochę się już naczytałm o tym nowotworze . Tata nie może być do końca roku już naświetlany, 3 tygodnie temu odstawili chemię mówiąc że w tym przypadku chemia nie pomaga . Jest na tabletkach morfinowych sewredol i plastrach . Od jakiegoś tygodnia pojawiły się wymioty ,lekarze byli pewni że są przerzuty do mózgu jednak tomograf to wykluczył. Trwamy tak w bezsilności nie mogąc bardziej mu pomóc jak tylko być, nawet rozmawiać z nami czasem nie ma siły . Pozdrawiam cię i życzę powodzenia dla Twego Taty
  • 08.09.06, 11:34
    Nam lekarz powiedział, że przy tym nowotw. najlepiej zacząć od naświetlań , a
    później chemia. Podobno ten rodzaj jest mniej odporny na naświetlania (ale ilu
    lekarzy tyle tez). Tata ma morfine w plastrach ze względu na sondę. A można
    wiedzieć z jakiego miasta jesteście.Pozdr MM
  • 08.09.06, 14:18
    Jesteśmy z Wrocławia. Twój tata nie jest chyba w tak zaawansowanej fazie jak mój dlatego macie szanse tylko kontrolujcie sytuacje. Tato na początku miał lampy i chemie równocześnie, chemie bardzo zle znosił. Ale po ponad dwóch miesiącach udało się powiedzieli mu JEST PAN ZDROWY i kazali przyjśc na kontrole po dwóch miesiącach, tylko że po póltora wróciły bóle głowy i okazało się że guz odrósł na nowo do 5 cm. Ponoć ktoś zle odczytał badanie tomografu powiedział ze nic nie ma a jeszcze było i nie doleczyli. Dlatego po zabiegach pilnuj kontroli nie dajcie się zbyć. pozdrawiam
  • 08.09.06, 16:14
    No własnie "nie dać się zbyć", jak na razie to wszyscy lekarze to robią.
    Totalna olewka. Komplikacje jakie się pojawiły po naświetlaniu polegają na tym
    że np.woda po samodzielnym wypiciu nie leci do przyłyku tylko do oskrzeli. Dla
    nas jest to duży problem i zmartwienie , ale nie dla lekarzy. Jedynie co
    usłyszeliśmy ,to żeby tata nie próbowł jeść bo się udusi. Nie widzą w tym
    żadnego problemu "przecież zawsze można zrobić jeszcze dziurkę w brzuchu i tak
    podawać pokarm". Szlak człowieka trafia i czuje się bezradny.Powodzenia!!!!
  • 14.09.06, 23:24
    mój mąż ma raka nosogardła G3 rozpocząl terapię przyjąl trzy pierwsze
    naświetlania i jedną chemię już w tej chwili nie może sam jeść ponieważ tak
    jakby nie działały mięśnie przełyku podobno jest to spowodowane uciskiem węzłów
    na nerwy raczej na pewno nie jest to reakcja na radioterapię ponieważ zaczęło
    się to objawiać przed naświetlaniem .Napiszcie co jeszcze mówili lekarze jakie
    są rokowania czy dotarliście do kogoś kto się z tego wyleczył i ile to czasu
    trwało
  • 16.09.06, 19:41
    Witaj irpiat, mój tata także nie może jeść, tylko spowodowane jest to rozrostem
    guza i jego nacieków w kierunku przełyku, jamy ustnej. Wczoraj zaproponowali
    zabieg gastrostomii, polega to na otwarciu operacyjnym żołądka i dokarmianiu
    szczykawką przez rurę. Lekarz mówił ze w naszym przypadku organizm jest bardzo
    słaby i może skończyć się powikłaniami lub smiercią. Narazie łyka płynne
    konsystencje jednak w minimalnych ilościach i będzie gorzej ponieważ guz się
    rozrasta . Co do rokowań na początku zapewniano nas że to uleczalne jednak
    stopniowo z czasem zmieniali niestety zdanie , dzis usłyszłam ze nowotwór w
    okolicach twarzoczszki to jeden z gorzej usytułowanych. Co do przypadku pacjętów
    gdzie nie pracuje ukł. pokarmowy wiem ze stosowane sa worki zywieniowe jest to
    odżywianie pozajelitowe. Zapytaj lekarza prowadzącego co sądzi na ten temat. A
    narazie duzo płynów w kroplówkach i głowa do góry, z tego co wywnioskowałam to
    początkowe stadium więc walczcie. Powodzenia i pozdrawiam Was mocno.










  • 16.09.06, 21:02
    Worki zywieniowe sa dla pacjentow, ktorzy maja niedroznosc dalszych cześci
    przewodu pokarmowego. Moja mama miala niedroznosc jelit i wlasnie dostawala
    worki zywieniowe, choc chcieli jej zrobic raz wlasnie dziurke w zoladku i
    podawac pokarm przez rurke do zoladka...bardzo madre....Na szczecie byla szybko
    nasza interwencja i od pomyslu odstapiono.Zero logiki, nie trzeba byc lekarzem,
    aby dosjsc do wniosku, ze jak jelita sa niedrozne, to podanie do nich pokarmu
    spowoduje wielkie bum i po chorym...
    Jesli tata ma guza w gorej czesc przewodu pokarmowego, a zoladek i jelita sa ok,
    to nalezy podawac rzeczywiscie pokarm przez rurke do zoladka, gdyz dalej ten
    pokarm bedzie normalnie trawiony.Jest to mimo wszytko lepsze rozwiazanie niz
    worki, bo:
    1. worki mozna dostawac teoretycznie tylko w warunkach szpitalnych, wiec trzeba
    lezec na oddziale w szpitalu
    2. w hospicjach takich workow nie maja
    3. te wokri sa drogie, najtanszy 160 zł, a potrzeba srednio jeden na dzien
    4. do tych workow trzeba miec wydolne nerki
    5.chorym na raka w stadium terminalnym te worki na NFZ nie przysluguja, wiec
    ciezko jest je w ogole dostac, a poza tym chorych na raka w stadium terminalnym
    na oddzial w szpitalu nie przyjmuja, wiec mozliwosc odzywiania za pomoca workow
    odpada.
  • 16.09.06, 23:33
    W przypadku taty to juz nie wiem co jest dobrym rozwiązaniem,worki chyba
    rzeczywiście nie, bo w tym stadium do szpitala nie chca przyjmować .
    Tata ma nowotwór nosogardła, ma problemy z połykaniem ponieważ guz rozrósł sie,
    zatkał uszy, nos i zatyka gardlo.
    Dwa dni temu dostał skierowanie cito na zabieg gastrostomii.
    Zabralismy go bardzo umęczonego podróżą do szpitala wojskowego we Wrocławiu a
    tam usłyszelismy, ze mamy zabrac sobie tate do domu, bo juz na tym etapie nic
    nie ma sensu.
    Pan doktor był tak chamowaty, ze dodał że facet (czyli mój tata) ma pecha, bo
    jeszcze w sumie to młody jest, no ale pomóc mu nie pomogą, bo to dla nich
    kłopot i możemy spróbować jak pacjent jeszcze przezyje w przyszłym tygodniu jak
    będzie cały ordynator może on się zlituje .
    Przyznam się że jeszcze z takią znieczulicą i brakiem poszanowania człowieka
    się nie spotkałam.
    Pan Doktor z opieki paliatywnej który opiekuje się tatą powiedział że nie mamy
    dużego wyboru, bo decyzja o zabiegu, w taty przypadku prawdopodobnie wiążę się
    ze śmiercą , a jak się nie zdecydujemy to skutkiem jest smierc głodowa.
    To jest jakis koszmar, juz nie wiem co mam robic nawet siły płakać już nie mam.
    Tato niknie mi w oczach, wczoraj jakby zaczął tracic momentami świadomość ze
    światem .
    Mój silny zawsze zdecydowany tata leży jak roślinka na kanapie i strasznie
    cierpi... i to nie tylko fizycznie , cierpi bo chyba czuje że coś się kończy,
    i chociaż nie mówi tego na głos, to chyba czuje że nie zralizuje już
    żadnego ze swoich wielu marzeń .
    Trochę się zagalopowałam z tym pisaniem, ale chyba musiałam odreagować te dwa
    ostatnie dni.
    Dzięki że się odezwałaś liina, miałam szukać szerszych informacji o tych workach
    żywieniowych a tak juz cos wiem. Pozdrawiam cie . Laura







































  • 17.09.06, 14:34
    Walcz, nie poddawaj sie! Tatcie nalezy ulzyc, nie moze lezec glodny i umierac z
    glodu w XXI wieku!
    Czemu zabieg gastrostomii ma sie skonczyc smiercia? To raczej jakas bzdura.Skoro
    zoladek jest zdrowy , a przynajmniej nie jest wypelniony guzem albo gdzies
    zarosniety i jelita sa jako tako zdrowe i sa w stanie przetrawic jedzenie, to o
    jakiej tutaj smierci oni mowia? Tata zle wyglada i jest bardzo slaby, bo pewnie
    juz z kilka lub kilkanmascie dni jest na samej wodzie i nic nie jadl!
    Moja mama miala riobina urostomie, czyli bezsrednio wezyk podlaczony do
    pecherza i funkconowalo to bardzo dobrze. Zbieralo sobie mocz z pecherza i
    odciazylo to cewke, bol praktycznie ustapil, latwiej bylo zaleczyc zaplenie
    pecherza i cewki po podaniu antybiotykow, a chorowala na raka jajnika, wiec cala
    tam ta okolica , rozniez i pecherza byla przez nowotwór zajeta. W wypadku
    twojego tatay zajeta jest chyba gora, czyli okolice glowy, a nie jelit. Mozliwe,
    ze sa jakies przerzyty, ale nie tak duze, aby byla niedroznosc jelit, co
    oznacza, ze mozna spokojnie zrobic gastrostomie.
    Jesli nie moga zrobic gastrostomii, to niech podadza worki zywieniowe dozylnie.
    Jesli ojciec odczuwa glod, to powinni mu podac takie worki, skoro uwazaja, ze
    gastrostomii zrobic sie nie da.
    Idz jeszcze raz na ten oddzial i postaw sprawe jasno, ze maja napisac na pismie,
    ze nie wykonaja zabiegu gastrostomii i nie dadza workow zywienionych i uwazaja,
    ze pacjent ma umrzec z glodu.Kaz im takie cos podpisac! I z tym zwroc sie do
    rzecznika praw pacjenta.Najlepiej nawet bez tego zadzwon jutro rano szybko do
    rzecznika praw pacjenta, w necie znajdziesz oddzialy i telefony i poinformuj o
    sytuacji, zapytaj sie co nalezy zrobic i poprso aby w tej sprawie w szpitalu
    interweniowal,aby wykonali zabieg gastrostomii. To XXI wiek i medycyna idzie do
    przodu, nawet jesli nie umie uratowac zycia choremu na raka, to umie jako tako
    zaradzic skutkom ubocznym choroby i choremu ulzyc i to jest obowiazek lekarzy!
    Walcz i sie nie poddawaj, mojej mamie takze nie chciano spuscic wody z oplucnej,
    w szpitalu wojewodzkim lekarze twierdzli, ze nie potrafia tego zabiegu wykonac.
    W koncu poprosilismy na papierze o napisanie, ze nikt w tym szpitalu takiego
    zabiegu wykonac nie umie i nagle im sie przepomnialo ja to sie robi..., takze
    nie poddawac sie , tylko walczyc o pomoc. To ich obowiazek!
    Zadzwon jutro do rzecznika praw pacjenta i zapytaj co mozna zrobic, przeslij
    szybko skarge faksem,a potem poczta, bo oni musza miec skarge na pismie, aby moc
    zaczac dzialac. Nie macie nic do stracenia!
  • 19.09.06, 09:09
    Witaj ,przepraszam że się nie odzywałam ale od dwóch dni stan taty jest agonalny.
    Stracił kontakt z rzeczywstością i nami . Mówi bardzo niewyraznie i prawie
    całkiem nie słyszy.
    Faszerują go coraz większymi dawkami morfiny a on ciągle bardzo krzyczy i jęczy.
    Dziękuje za te kilka słów co napisałas ale zaden zabieg nie ma sensu. Nic już
    nie ma sensu.
    Jestesmy wszyscy wykończeni i fizycznie a najbardziej psychicznie bo ilez mozna
    patrzyc na cierpienie ukochanej osoby...
    Pozdrawiam Laura





  • 22.09.06, 16:28
    Napisz jak Tata się czuje - bo u nas coraz gorzej.
    Pozdr MM
  • 15.09.06, 10:45
    No tak, zawsze mozna zrobic durke w brzuchu...Podejrzewam, ze raczej juz nic nie
    naprawi tej "usterki", ze woda leci do oskrzeli zamiast do zoladka, zrobila sie
    pewnie pewnego rodzaju przetoka, lampy byc moze wyzarly to miejsce.
    Znalam kobiete, ktorej w ten sam sposób naswietlania popalily jelita.
    A jak tata je? Czy tata pije tylko wode? i nic nie je?
  • 19.09.06, 10:39
    Linna- czy tej kobiecie też nikt nie pomógł? Czy naprawdę z takim spalonym
    miejscem nie da się już nic zrobić?
    Od początku naświetlań tata ma rurke w gardle i przez nią jest podawany pokarm
    natomiast naświetlania skonczyły sie już pare miesiecy temu i lekarze kazali
    jeść już samemu.Jednak za każdym razem jak próbował chociaż napić sie wody to
    zaczynał sie ksztusić więc zrobiono badania i własnie wtedy okazało się ,że
    jedzenie leci do oskrzeli , a nie do żołądka.
    Czy może wiecie do jakiego lekarza się z tym zgłosić?
    Czy da się coś z tym zrobić?
    Co robić??????????
  • 19.09.06, 16:24
    Dzisiaj były wyniki :
    1)nie stwierdzono przetoki wiec nadal nie znamy przyczyny tych komplikacji
    2)znaleziono guzka 1mm w lewym płucu

    Co robić ???????
    Czy to mogą być przerzuty???????
    Czy to trzeba operować?
  • 19.09.06, 19:57
    A jak wyglada okolica przelyku i gardla? Sa tam jakies guzy czy nacieki?
    Przetoki nie ma?
    A na podstawie jakiego badania to stwierdzili?
    Jesli woda leci z przelyku do oskrzeli, to chyba przetoka byc musi, innego
    wyjscia nie ma, prawda?, dosyc logiczne chyba, przynajmniej tak mi sie
    wydaje.Chyba malo jest wazne, czy zrobila sie na skutek przerzutow czy tez na
    skutek naswietlan, ale jakis tam otwor i przejscie musi byc , skoro ojciec sie
    dusi i tam wlasnie wpada woda. Wiec skoro to nie jest przetoka, to co to wedlug
    lekarzy jest?
    A jak stwierdzli, ze woda leci z przelyku do oskrzeli? Chyba podali kontrast i
    zrobili zdjecie, tak? Czy jak?
    1 mm to bardzo maly, mozna to wyciac chyba bez problemu.
  • 20.09.06, 08:49
    Przepraszam wczoraj ze zdenerwowania źle napisałam guzek ma wielkość
    1,5cm.Pierwsze badania ,które wykazało że jedzenie nie leci tam gdzie trzeba to
    właśnie tata wypił "kontrast".Następnie był rezonans magnetyczny na podstwie
    którego stwierdzona że nie ma przetoki , ale za to że jest ten
    guzek.Skierowano na prześwietlenie płuc.Wyników jeszcze nie ma.Nic nie
    powiedziano, nic więcej nie wiemy.Lekarz powiedział ,że nie wie dlaczego
    jedzenie leci do oskrzeli skoro to ne przetoka.(Chyba że czegoś niechce
    powiedzieć -sama już nie wiem co myśleć)
    Skoro lekarz nie wie to gdzie iść, do kogo???
  • 20.09.06, 19:09
    Musi byc przetoka, skoro leci do oskrzeli, a nie do zoladka, bo nie ma innego
    wyjscia. Brzuchem tam do oskrzeli nie wpada przeciez. Rozumiem, ze tata polknal
    ten kontrast i pewnie na zdjeciach nie wyszedl on w oskrzelach, czyli nie
    przelecial akurat tak jak przelatuje woda z przelyku od oskrzeli. Moze zdjecie
    zostalo zle odczytane? Ile tych zdjec macie?
  • 20.09.06, 22:39
    Nie musi.
    Wystarczy, że z gardła poleci trochę kontrastu do krtani (dalej do oskrzeli), a
    nie do przełyku. Przy guzach nosogardła szerzących się po tylnej jego ścianie
    jest to możliwe.
  • 21.09.06, 09:51
    Żadnych nam zdjęć nie dano , ani nie pokazano. Jak tata był na badaniu to miał
    wypić ten kontrast -lekarz powiedział , że go nie widzi i niech wypije jeszcze
    raz- zrobił to-i lekarz powiedział , żeby szybko zaczą wypluwać ten kontrast bo
    się może zaraz udysić bo wszystko leci do oskrzeli. Później była wizyta u
    lekarza , ktory stwierdził że nie widzi żadnej przetoki(rezonans magnet.) i nie
    wie dlaczego tak się dzieje. To jakie badanie zrobić, żeby sprawdzić co się
    dzieje ? Czy ten rezonans nie powinien wykazać czy ten guz gdzieś nacieka czy
    rozszerza się i czy może to jest tego przyczyną? Czy ktoś miał z czyś takim do
    czynienia i wie jak postępować ,co robić?
    Pozdr MM
  • 26.09.06, 11:05
    W srodę o 17:07 choroba pokonała mojego Tatusia . Ostatni tydzień to droga męki i cierpienia . Teraz już się nie męczy i spotkał się z Mamą.
    Zyczę Wam więcej szczęścia walcz i nie poddawaj się
    Laura










  • 26.09.06, 15:59
    Lauro, serdecznie Ci współczuję. Trzymaj się jakoś.

    Kasia
  • 27.09.06, 15:34
    Wyrazy głębokiego wspólczucia dla Ciebie i najbliższych. Trzymaj się.
    Brak mi słów.....
  • 27.09.06, 20:33
    bardzo mi przykro...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.