Dodaj do ulubionych

rak płuc z przerzutami

10.06.06, 17:55
Hej!
Podzielcie się doświadczeniami i pocieszcie mnie.
Mój tato (55 lat) ma raka obydwu płuc z przrzutami do mózgu.
Ma radioterapię. Jakie są szansę ??????
Edytor zaawansowany
  • 10.06.06, 19:32
    Napisz cos więcej. Czu chemia była? Ile przerzutów i w których miejscach? Mój
    Tata miał raka płuc w sródpiersiu. Po 6 cyklach chemii pojawiły się przerzuty w
    mózgu, drobne, ale dużo. Była Radioterapia, paliatywana właściwie. Happy endu
    nie było:((( Chętnie odpwoiem na pytania. Trzeba byc dzielnym...
  • 11.06.06, 12:15
    Dopiero 2 dni temu po prawie dwumiesięcznym pobycie w szpitalu lekarze
    postawili diagnozę: rak płuc (obydwu) z przerzutami do mózgu. Na tomografii
    wyszły 4 ogniska zapalne w mózgu. Na razie jest radioterapia głowy.
    A zaczeło się od niedowładu nogi... Myśleliśmy, że to od kręgosłupa bo zawsze
    chorował na kręgosłup.
    Tak sobie myślę, że aby doszło do tak poważnego stanu to rak sie musiał
    rozwijać ładnych parę lat.
    Mój Tato palił 35 lat papierosy, 7 lat temu rzucił.
    A jak wyglądał przebieg choroby u Twojego Taty? Z tego co piszesz to rozumiem,
    że nie żyje. Bardzo mi przykro :(
  • 11.06.06, 13:24
    Raka płuc u mojego Tay swierdzono w styczniu ub. roku. Tata skończył wtedy 66
    lat, od 30 lat nie palił paierosów aczkolwiek musze zanaczyc, że palił duzo i
    od wczesnych lat. Często chorował na wszelkie infekcje oskrzelowo-gardłowe. Pól
    roku przez ostatecznym rozpoznaniem choroby czesto miał stan podgoraczkowy,
    potem zaczął odpluwac krew. O leczeniu przez pulmonologa i diagnozach lekarzy
    rodzinnych piasać, szkoda słów:( Guz w płucu okazał sie nieoperacyjny,
    umiejscowiony w śródpiersiu, blisko węzłów chłonnych. Na pewno "hodował się"
    wiele lat! Były juz 2 przezrzuty w watrobie. Ale organizm był silny, krew
    znakomita. Dostała 6 porcji chemii, guz pozostawał bez zmian i to dawało
    nadzieje, nie rozwijał się. I zaczęło się tak jak u Was, niedowład nogi.
    Przeswietlenia kręgosłupa nie wykazały zmian przezrzutowych a jedynie
    zwyrodnienia i ostooporozę. Potem pojawiły się problemy z równowagą i
    wzrokiem. W lipcu tomografia głwy wykazała liczne, drobne ogniska w mózgu. Nie
    wiemy skąd i kiedy się tam wzięły, czy były już od momentu gdy poznalismy
    diagnozę? Onkolog podejrzewał, że rak po chemii sie zmutował i jego komórki
    znalazły sobie miejse w mózgu. Tata dostał kilka zabiegów radioterapii, teraz
    wiem, że paliatywnej:( Po powrocie ze szpitala w ogóle przestał chodzić. Zmarł
    30sierpnia ubr. :(((((((((((( 8 miesięcy po rozponaniu choroby.
    Pytaj co jeszcze chciałabys wiedziec. Opisałam wszystko skrótowo, bo na temat
    tego co przeżylismy w tym czasie możnaby napisac książkę, w której dwa miesiące
    po radioterapii zajęłyby połowę:(( Chętnie pomogę.
  • 11.06.06, 16:30
    Po przeczytaniu Twojego postu mogę się spodziewać, żę mojego ojca czeka śmierć.
    Że tego się nie da zastopować. Ale mam nadzieję na kilka lat jego życia. Tylko
    dlaczego ten cholerny rak nie dawal ŻADNYCH objawów dopóki nie stwierdzono
    ognisk zapalnych w mózgu, ze stronu układu oddechowego nic nie było. Chociaż
    plamkę na płucach miał już dawno:( i nikt z tym nic nie robił. /Jestem
    zrozpaczona. A zwłaszcza, że napisałaś że Twój Tato żył 8 miesięcy po
    radioterapii. A jak było po radioterapii u Was? Czy to daje jakieś efekty i
    skutki uboczne?
  • 11.06.06, 16:48
    A co lekarze twierdzili? ze od czego ta plamka i czym miala ona niby byc? czemu
    nikt sie ta plamka nie zajal? pewnie to byl rak,ale organizm jakos trzymal go w
    ryzach, cos troche ordpornosc oslabilo i poszlo do przodu wszytko.
  • 11.06.06, 17:13
    Nie wiem czemu nikt z tym nic nie zrobił. Ja dopiero niedawno się dowiedziałam,
    że jakaś plamka była od dawna, lekarze mówili że trzeba się tym zająć, zbadać
    ale skierowania nie dawali a bez przymusu to człowiek sam nie zrobi. Moja
    babcia i dziadek też maja takie "zwapnienia". Ale Tato w pierwszym szpitalu
    miał RTG płuc i podobno nic niepokojącego nie wyszło. Więc badali dalej cały
    organizm aby znaleźć przyczynę ognisk zapalnych w mózgu (oznaka- niedowład
    nogi). Nic nie znaleźli, wszystko zdrowe, więc doszli do wniosku, że to chyba
    te pluca. Przenieśli Tatę do Centum Chorób Pluc i tam po dwóch tygodniach
    diagnoza, że rak na obydwu płucach.
    Ja się pytam jak można dwa miesiące diagnozować raka w takim stadium
    zaawansowania?
    I czemu on nie dawał wcześniej oznak a teraz tak zaatakował.
    Ja odwiedzam Tatę raz na tydzień i widzę jak z każdym tygodniem mu się
    pogarsza.
    Osłabiona percepcja, mało mówi, wolno chodzi, jest taki nieobecny.
    Może to przez radioterapię? Czy to się cofnie?

    A jeszcze dwa miesiące temu było tak pięknie: chrzciny mojego dziecka (pierwszy
    wnuk), moja mama wybiera sie na emeryturę, plany co do remontu domu.

    Nie zniosę tego. Jedyne co mnie trzyma to mój Patryk (5 miesięcy) i mąż.
    Ale jak to zniesie moja mama?
  • 11.06.06, 18:12
    Mój mąż ma raka płuc z przerzutami do mózgu. Jest to rak niedrobnokomórkowy.Jaki
    typ nowotworu ma twój tata? Naświetlania głowy miał w połowie marca.
    naświetlania pomogły do tej pory jest spokój. Głowa już go noie boli.Dostaje też
    chemię . Jutro jedzie na 4 cykl. Jeśli chcesz coś wiedzieć więcej, pytaj.
  • 11.06.06, 21:34
    Mój Tato nie ma chemii a jaki to rak tego nie wiem, bo z lekarzami kontaktuje
    się moja mama.
    Spokój to znaczy co? Nie rozwijają sie przerzuty w mózgu dalej?

    Mojego ojca nic nie boli dotychczas.

    Mari ile lat ma Twój mąż i jak zdiagnozowano raka?
  • 11.06.06, 20:55
    mami mój nr GG 3865216. Czesto siedzę, odezwij się, lepiej sie gada niż pisze
    wypracowania:)
  • 11.06.06, 20:54
    Napjpierw odpowiem na tego posta. Śmierć czeka każdego z nas, to jest pewne.
    Ale to czy spotka Twojego Tatę już zaraz czy za kilka lat to juz nie jest w
    ogóle pewne!! U nas skonczyło się to tak właśnie:( Ale to nie jest żaden
    wyznacznik, po prostu przygotowanie na rózne wersje zdarzeń.
    Po radioterapii Tata czuł sie fatalnie, szczególnie psychicznie. W szpitalu był
    2 tyg i to go doprowadzało do szału (dosłownie). Miał Klopoty z chodzeniem,
    chodził o kulach, podpierał sie o sciany aż przestał chodzic w ogóle.
    Radioterapia osłabia strasznie organizm. Skutki uboczne to oczywiście wypadanie
    włosów (po chemi nie wyszedł mu ani jeden), brak apetytu, pogorszenie wyników
    krwi (płytki poszły starsznie w dół).
  • 11.06.06, 22:00
    identyczna sytuacja jak u mojego taty.Właściwie to dzisiaj sie dowiedziałem że
    umiera,było podobnie kregosłup , płuca. Po naświetlaniach na płuca miał z nimi
    spokój,we wtorek miał operacje na kregosłup , okazało się że to już przeżuty.
    Mózg też już "siada" , dzisiaj z ledwością kojarzy fakty.
    ja już nie mam właściwie żadnej nadzieji.
  • 11.06.06, 22:05
    współczuję bardzo :(

    jak szukasz wsparcia w walce to zapraszam
  • 11.06.06, 21:35
    GG 8552609
  • 12.06.06, 13:19
    Nowotwór u mojego meża rozpoznano na poczatku marca. W ciągu ostatnich miesięcy
    przed stwierdzeniem choroby często się przeziębiał i miał suchy kaszl. W końcu
    zrobili prześwietlenie płuc i wyszedł guz na zdjęciu, apóźniej bronchoskopię,
    która potwierdziła jaki to nowotwór.W szpitalu bolała go głowa zrobili tomograf
    i wyszły przerzuty.W trakcie naświetlania stan bardzo się pogorszył(zawroty
    głowy, ból głowy, słabość), Po 2 tygodniach od naświetlania wszystkie
    golegliwości ustąpiły.Nie wiem czy zmiany znikły, ale napewno się zmniejszyły bo
    głowa nie boli.Tomograf będziemy robić w piątek.Z tego co wiem to rokowanie w
    nowotworze płuc z przerzutami jest nieciekawe.Ale szybkość postępu choroby
    zależy od rodzaju nowotworu.Spowolnienie przebiegu to też sukces.Mój mąż ma 39 lat.
  • 12.06.06, 16:00
    Moja mama w lutym tego roku zmarła na raka płuc miała 62,5 roku, walczyła
    prawie 3 lata. U mojej mamy tez niewiele dAWAŁ SKUBANIEC ZNAĆ, kaszel jedynie,
    ale ponieważ była nauczycielką to się zwalało na struny, i że paliła to też
    troszkę temu się dawało. dostała antybiotyki od rodzinnego gdy nie
    rpzechodziło, nic, po dwóch tygodniach kolejne antybiotyki, nic... za trzecim
    razem wysłal na rtg płuc i tam wykazało guza 3 cm na lewym płucu. lekarze
    początkowow pocieszali że dobrze umiejscowiony do operacji że fajnie będzie i
    wogóle, do wyników badań. Po tomografie który wykazał zmianę na wątrobie i
    drugim płucu. Po biopsji drugiego płuca, potwierdziło się że tog uz
    przerzutyowy. Biopsja wątroby nic nie wykazała, ale lekarze uważali żeto mógł
    byc guz ale się wchłonął. Ja piernicze. Dostała kilka serii chemii, była bardzo
    silna, walczyła do końca, po 3 miesiącach od ostatniej chemii zaczęły ejj
    puchnać nogi, na własną rękę zrobiliśmy rezonans kręgosłupa, tomograf
    kręgosłupa, usg żył ko,nczyn dolnych, scyntygrafię kości, nic nie wykazało,
    potem lekarze powiedzieli ze to mógł być skutek uboczny chemii - zawsze mówili
    po fakcie, nigdy nas nie doinformowali. niestety za kolejne trzymeisiące
    okazało się że guz się powiększył, jedna dawka chemii, z reszty
    zrezygnowaliśmy, bo mama była za słaba, a taka młodziuka lekrka na stazu
    bodajże powiedziała nam, że jeżeli mama czuje że nie powinna dostac tej chemii
    to niech nei bierze i nie zwaza na krzyki ordynatorki, bo lekarze nuie patrza
    na stan ogolny pacjenta przed chemi9a, ich nie obchodzi czy pacjent wstaje z
    łozka czy nie, tylko wyniki krwi ich inetresuja... po tej jednej chemii, pół
    roku przerwy, inna dieta, inny styl żcyai... po pół roku guz znów dał o sobie
    znać. Lekarze w szoku, że mama jeszcze żyje, powtórzyli badania bo
    niedowierzali że nie ma przerzutów i że mama taka uśmiechnieta w takiej
    świetnej kondycji... ponownie ropatrzyli operacje, ale nie było mądrego który
    by się jej podjął. W sumie mama niewiadomo czy by się zgodziła juz potem na
    nia, bo w swoim życiu oprzeszła ich 9 i miała osłabione serducvho i [po tych
    chemiach wycieńczona. KOeljan chemia, nowość, miao być super. Niestety pomimo
    iż było mniej skutków ubocznych to i mniej pomogło. Po dwóch miesiącach od
    zako.ńczenia cyklu znów nawrót. Lekarze nie mahją pomysłu co robić bow
    kondycji mama jest dobrej, nie ma ani krwioplucia ani innych skutków. Dają
    naświetlania. W międzyczasie zaczynają pojawiać się przerzuty do tkanek
    miękkich i bóle ręki. Lekarze lekcewazą, dają wapń bo to niby od chemii. Ide do
    lekarza błagam o scyntygrafie, obiecuje że zrobi, nie zrobił. Bóle się
    nasilają, wkładają mamie rekę w gips, robią operację i usztywniają rękę na
    druty. Idę do lekarza na powazną operację, pytam się co to jest? czy to
    ptrzerzutry do kści.Mówi ze nie. Mówi ze to odwapnienie po chemii, które
    spowodowało ubytek w kości i dlatego boli. Wtedy myślałam ze czekamy na wynik
    scyntygrafii. Wypuszczaja mamę do domu, zdjęcie gipsu za 3 miesiące mówią. Po
    dwóch dniach mama z bólem wraca do szpitala. Dają środki przeciwbólowe.
    wypisują do domu, ja kontaktuję się z onkologiem i prosze zeby mame przyjeto na
    oddzial, onkolog zapewnia mnie ze to zrobia, mają do zrobic w poniedzialek, bo
    jest piatek. w poniedzialek przewoza mame na onkologie a tam nikt nic nie wie,
    woza mame na lozku od sali do sali, od lekarz ado lekarza,kazdy odpycha ja od
    siebie, Dzownia do mnie do pracy zebym przyjechala po mame bo oni niemkaja co z
    nia zrbic. Gdy przyjezdzam do spziatla mama lezy na korytarzu - nigdy nie
    zapomne jej wyrazu twarzy. Ide do lekarzarobie awanture, i co z tego. nie ma
    miejsc, a onkoolog nic nie przekazal. Zawoza mame do domu. Lekarka bez
    porozumeinia z nami dzowni do hospicjum i zalatwia meijsce. Hospicjum dzwoni do
    domu, tata akurat wyszedl na zakupy, mama juz coraz gorzej chodzi, telefon lezy
    przy mamie, odbiera... Paniz hospicjum z nia rozmawia, mama zgadza sie na
    pojscie do hospicjum. Wraca tata, dzowni do mnie zaplakany, ja zaplakana,
    absolutnie nie zgadzamy sie na to. Jade do domu, tata wymyslil
    zoiololecznictwo. Zaczynamy wierzyc w ziola, we wszystko sie wierzy nawet gdy
    sie kiedys ze wszystkiego wysmiewalo. Za dwa tygodnei mama zaczyna tracici
    przytomnosc, zaczyna sie bac. my zaczynamy sie bac. Dzowniedo wszystkich
    lekarzy ktorych znalam pytam sie co robic, kazdy ze to prawdopodobnie przerzuty
    do glowy, i ze mamy sie nastawic na najgorsze. Przyjezdzam z bratem do domu,
    zwalniamy sie z pracy, jesetsmy przy mamie, nie spimy. zalatwiamy koncentrator
    tlenu. ktory trzeba co dwie godizny wylaczac, wiec robimy dyzury. Po kilku
    dnaich nei dajemy rady, robimy w majtki na kazdy jek mamy, nie mamy materaca
    przeciwodlezynowego, nie mamy nic, oprocz strachu. Dzwoni znajoma lekarka
    rodzinna, propnuje miejsce na oddziale opeki paliatywnej gdzie jej znajoma jest
    ordynatorem.l Na oddziale sa trzy sale, mile pielegniarki, sprzet. Mama jest
    zadowlona, bo mniej sie boi. Tata jest u niej zanim sie obudzi z nocy i
    wyjezdza gdy ja uspi. Karmi ja, przebiera,myje, wysadza na basen. przerzuty do
    taknek miekkich coraz wiecej i wieksze. Dwa pekaja, babraja sie. Wierzymy ile
    mozemy. Jestesmy z nia, ciagle dzownimy, rozmawiamy, z czasem prowadzamy bo
    moze stanac na nogi, dla nas to nadzieja. az pewnego wieczoru odmawia przyjecia
    lekow bo mowi ze ja gardlo boli. no dobrze ale chodziaz ta jedna ona jest wazna
    ta na nadcisnienie. Ok. wezme, zakrztusila sie, mowi ze ja boli gardlo, wiec
    rezygnujemy, nei ma sprawy mamciu wezmiesz jutro. Niestety jutro bylo gorzej,
    nic nie zjadla, nie wypila, nnie mowila, trzesla sie, bala sie, dostala
    pierwsza w zyciu morfine, najmniejsz adawke, uspokoila sie, coraz plytszy
    oddech, odeszla. Udusiła sie.
    WEybaczcie te drastycznośc, ale tak wyglada rak pluc. Mama miala szzcescie ze
    byla (my mielismy szczescie) z nami tak dlugo, moznaby pwoeidziec , sluyszac ze
    innych choroba zabiera duzo szybciej. Ale dla mnei zamalo. Brakuje mi jej jak
    jasna cholera, za przeproszeniem kurwica mnie strzela czasami.
    Sporo wiem o raku płuc, jak macie pytania to walcie.
    Iza
  • 12.06.06, 17:52
    rima, u nas też było okropnie, na koniec tez, ale ja nie mam jeszcze siły tak
    dokładnie wszystkiego opisać. Mój Tata tez był nauczycielem, na emeryturze był
    dokładnie tylko rok, i to rok w chorobie i cierpieniu. Snił mi sie dzisiaj,
    wypełniał dzinniki i zeszyt obserwacji klasy, mojej klasy. Bo na dodatek był
    moim wychowawcą w liceum...
  • 12.06.06, 21:58
    rima, zryczalam sie czytajac Twoj post.
    Ja chce wierzyc, ze moja Mama pokona go. I stadium, tylko operacja. Minelo pol
    roku.
  • 13.06.06, 09:06
    Martko, ja tez rycze jak opisuje te zdarzenia za kazdym razem. Nie martw sie na
    zapas , pamietaj ze jedynym chyba lekarstwem na raka pluc jest wlasnie
    interwencja chirurgiczna. Znam wiele osob ktore po operacji raka pluc zyja juz
    kilka lat, wiec naprawde wierze mocno ze wam sie uda. I wy tez macie w to
    wierzyc i co wiecej, tak bedzie. wizyty kontrolne i wszystko bedzie ok. a teraz
    macie duzo czasu zeby sie cieszyc soba.
    Caluje, jak pytania rposze pytac..
    Iza
  • 13.06.06, 09:47
    Faktycznie historia wyciskająca łzy z oczu. Bardzo współczuję.
    I jak czytam to się zastanawiam, że jeśli nam sie nie przydarzy cud, to jaka
    bedzie nasza historia.
    Z dnia na dzień mój ojciec jest bardziej zakręcony. Gdyby moja Mama nie
    siedziała z nim cały dzień w szpitalu to lekarze chyba nie chceliby go leczyć,
    uznaliby, że już całkiem zbzikował. Lekarz poprosił Mamę, żeby była ile może
    przy Tacie, bo przy niej jest jako taki, normalnie się załatwia do kaczki.

    Radioterapia ma za zadanie powstrzymać rozwój przerzutów w mózgu. A co po niej?
    Co z płucami? Rak jest nieoperacyjny. Czy można pacjentowi w złym stanie podać
    chemię?


  • 13.06.06, 11:13
    w złym stanie, czyli w jakim. Jeśli wyniki krwi są zadowalające ale pacjent
    jest ogolnie oslabiony, malo je to raczje chemii nie podadza. Czy wy mieliscie
    juz chemie?? Bo to tez zalezy jaka chemia, w jakiej dawce.
    Po radioterapii, na pewno odczuje poprawe stanu zdrowia, a czy lekarze mowia co
    zamierzaja z plucami??
    iza
  • 13.06.06, 13:51
    jest słaby, trochę zakręcony, otępiały, mało mówi, wolno chodzi i tak jakby
    miał sie przewrócić.
    Przy mojej mamie jest lepiej. Ona każe mu ściągac pampersa i załatwia sie
    normalnie, je bardzo duzo, wiecej niz w domu, chociaż troche schudł.
    Chemii nie było, na razie radioterapia głowy .i lekarze powiedzieli, że po jej
    wynikach zobaczą co dalej. Rak jest na obydwu płucach, nieoperacyjny :(
  • 13.06.06, 14:36
    W trakcie naświetlania głowy mój mąż zachowywał się podobnie.Kiedy próbował
    wstac z łóżka przewracał się, dużo spał, karmiłam go.Mimo to zawieżliśmy go na
    chemię i dostał ją. W szpitalu pomógł mu mannitol zmniejszający obrzęk mózgu. W
    szpitalu leżał 9 dni jak wychodził to czuł się już dobrze.Bałam się że nie
    dostanie chemi, ale dla lekarzy wazna była przede wszystkim morfologia.
  • 13.06.06, 22:32
    Mari chociaż teoretycznie przypadki, o których pisemy są podobne lekarze
    otwarcie powiedzieli mojej mamie że nie ma nadziei... ciężki przypadek
    A jak Tobie przedstawiją sprawę?
  • 14.06.06, 13:29
    Mnie powiedzieli to samo, ale dopóki mąż żyje i dobrze sie czuje to mam
    nadzieję. W trakcie naświetlania< kiedy tak źle się czuł. Lekarze powiedzieli,
    że to choroba nowotworowa tak szybko postępuje. Kiedy spytałam o kontrolę
    głowy to pani doktor powiedziała nie wcześniej jak za miesiąc jesli pacjent
    dozyje. Kiedy spytałam czy mogą zmiany sie cofnąć to usłyszałam, że mogą.To
    pokazało mi, że lekarze też nie wiedzą jak pacjent zareaguje na leczenie, a już
    napewno nie wiedzą jak długo ktoś będzie żył.
  • 14.06.06, 13:44
    Oczywiście, nikt nie wie... Mozna tylko przypuszczać, zgadywać... Ale tak
    naprawdę nikt nie ma prawa mówić, ze temu zostały trzy tygodnie a temu trzy
    miesiące. Bo tylko Ten na górze wie, ile naprawdę jeszcze przed nami.

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • 14.06.06, 14:18
    Ja nie chcę wiedzieć ile będzie żył mój Tato. Nie chcę odliczać. Ciągle mam
    nadzieję na cud. Że to tylko zły sen, przecież jeszcze 2 m-ce temu było tak
    pięknie.
    Wczoraj mój Tato miał ostatnią radioterapię, w piątek się okaże co dalej.
  • 28.06.06, 20:08
    nawet nie wiem co mam napisać.
    z moim tatą jest już bardzo źle!!
    jest w domu, mama się nim opiekuje, podaje leki...
    kurcze, wiem , że zostalo mu kilka dni może tygodni a ja się czuję jakby mnie
    to nie dotyczylo.

    zaczęlo się to pod koniec sierpnia. najpierw rtg pluc- jeden guz, za tydzień
    dostal drgawki- guz w mózgu.
    przeszedl dobrze chemię, na radioter. glowy nie zgoodzil się. stwierdzil, że
    chce jeszcze normalnie choć może krócej żyć, a nie wegetować.
    i od lutego sparaliżowalo mu lewą stronę. i jak się polożyl tak do tej pory o
    wlasnych silach nie wstal.

    a dziś już w sumie nie ma z nim kontaktu, nie polyka, ....jest źle

    nie wiem po co to opisuję. doppiero dziś znalazlam to forum, nie potrafię
    rozmawiać z nikim bliskim o swoim bólu i nie chcę, ale muszę to wyrzucić z
    siebie bo oszaleję
    i kurcze to poczucie, że może za malo zrobilam żeby mu pomóc...

    --
    Maja
  • 29.06.06, 09:18
    Tak mocno, mocno Cię ściskam. Maja to Twoja córeczka?

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Najpiękniejsza Kasia na świecie
  • 14.07.06, 13:58
    Droga Rimo przeszłam prawie to samo i ogromnie Ci wspólczuję. Walczyłam o zycie
    siostry ale niestety nie udało się. Tak jak Ty uwazam chorą naszą Sluzbę Zdrowia.
    Nie radzi sobie z takimi pacjentami. Najlepszym lekiem na wrocenie do normalnoSci
    jest teraz czas i wewnętrzny spokój, ze juz się nie męczą. Pozdrawiam serdecznie
    Maria.
  • 07.07.06, 16:58
    znalazłam wasze posty dzisiaj, więc się dopisuję. sama szukałam informacji o
    podobnej sytuacji. mój tata choruje od wreześnia 2004 - przerzuty w płucach i
    mózgu, brak ogniska pierwotnego. po diagnozie operacja głowy- wycięli jeden
    guz,radioterapia głowy - jeden guz został, bo jest w miejscu trudnodostępnym,
    chemia w bydgoszczy, wszystkie przerzuty z płuc zniknęły i w zasadzie rok życia
    bez najmniejszych objawów choroby - normalne życie, intensywna praca itp. w
    październiku 2005 dostał pierwszego ataku padaczki. po tym znowu radioterapia -
    guz nie rósł, powiększał się tylko obrzęk - i się zaczęło. po kobalcie tata
    wrócił całkowicie sparaliżowany, po kilku dniach zaczął kuśtykać, ale było coraz
    gorzej, od stycznia leży. pod koniec stycznia wylądował w szpitalu i lekarze
    mówili, że to już koniec. miał potworny obrzęk mózgu. ale się wygrzebał. nie
    chodzi, dostał kolejną chemię - przez 10 dni vepesid potem wlewka cisplatyna i
    vepesid i okazało się, że podczas trwania chemii urósł w płucach guz do 5,5
    cm.przerwano więc natychmiast chemię i po 2 tygodniach dostał gemzar.jest słaby
    - wziął na razie 3 wlewki w odstępach 3 tyg bo słabo regeneruje się morfologia.
    ale jeszcze w kwietniu i maju jeździliśmy 150 km od domu na ryby, tata na wózku
    sobie grilował. później zaczęły się obrzęki całego ciała, z którymi nie możemy
    sobie poradzić, ale jeszcze trzy tyg temy tatuś wymyślił sobie wyjazd do
    częstochowy - jesteśmy z lublina, więc to kawałek od nas. jest bardzo słaby ma
    sporą anemię, do tego kompletnie się załamał. nie chciał nawet, żebyśmy trochę
    ćwiczyły mu nogi. dopiero jak mama się poryczała i wywrzeszczała mu - walcz
    kur... bo my same nic nie wywalczymy, - to trochę nim wstrząsnęło i okazało się
    że może sam też ryszać nogami. z prawą jest gorzej, bo ma prawostronny
    niedowład, ale ręka mimo, że spuchnięta też może się ruszać. na jutro odgraża
    się, że się przesiądzie na wózek i trochę posiedzi. no i coś tam mruczy o
    rybach. chemię na razie przerywamy, bo tata za słaby, jeśli się uda jeszcze
    trochę poprawić morfologię, to wrócimy do gemzaru. dzisia po intensywnym
    odwadnianiu wreszcie puściły obrzęki. jeśli macie jakieś pytania to piszcie co
    wiem to podpowiem. pozdrawiam wszystkich serdeczni kaśka
  • 11.07.06, 14:55
    i zmarl w niedzielę...nie męczyl się.

    a balbinko, tak, Maja to moja córeczka. szkoda, że dziadek tak krótko się nią
    cieszyl...
    --
    Maja
  • 13.07.06, 11:54
    Bardzo serdecznie Cię sciskam i wspólczuję. Trzymaj się.

    Mój synek jest w tym samym wieku co Twoja córeczka. I ciesze się, że mimo
    choroby Taty, może on jeszcze cieszyc się wnukiem. Że sie go doczekał.

    Pozdrawiam
  • 13.07.06, 12:00
    U mojego TAty też przerzuty do mózgu i płuc bez ogniska pierwotnego. Przez
    przypadek onkolog dojrzał mu cos na skórze i po wycięciu i badaniu hist-pat
    okazało sie, że to czerniak złościwy CLARK IV :(. A w wypisie ze szpitala
    podali i tak że te przerzuty to nie od czerniaka. Sami nie wiedzą.

    Mam wyrzuty sumienia, to znamie na ramieniu Tato miał od zawsze i nie raz
    myślałam, że trzeba to zbadać. Rok temu mu odpadło ze skóry, widocznie choroba
    poszła sobie do środka organizmu.

    Pozdrawiam
  • 14.07.06, 15:21
    a zanim znaleźli ognisko czerniaka, to był robiony wycinek przerzutów do hist
    pat ? jeśli tak to jaki był wynik ? mamy podobną sytuację, tata choruje od dwóch
    lat, brak op, przerzuty do płuc i mózgu. miał robionego nawet peta w bydgoszczy,
    i nie udało się ustalić skąd sieje nawet w przybliżeniu.
  • 14.07.06, 18:37
    nie, nic takiego nie robili. Badali go całego od stóp do głów: bronchoskopia,
    USG dołów nadobojczykowych,płuc, jamy brzusznej, tarczycy, gazometria, RTG
    kręgosłupa lędźwiowego, miednicy, stawów kolanowych, gastroskopia,
    kolonoskopia,EKG, tomografia głowy i płuc, konsultacja okulistyczna,
    laryngologiczna, urologiczna, neurologiczna. Wg badań w ciągu niecałego
    miesiąca pojawił się guz w jednym płucu 3,0 cm.
    CZy to jest możliwe żeby tak szybko urósł???

    W końcu lekarka miała przebłysk i obejrzała jego skórę. Tak jak pisałam
    wcześniej czerniak.
    A "dotychczas przeprowadzone badania nie wykazały op procesu npl" - wypis ze
    szpitala.
    Więc teoretycznie mamy taką samą sytuację jak Ty.
  • 14.07.06, 22:10
    tata miał usunięty jeden przerzut z głowy - hist pat - rak niskozróżnicowany
    częściowo brodawczakowaty. niestety taki histpat wskazuje na raka z każdego
    miejsca, jaki przyjdzie do głowy. po umiejscowieniu przerzutów doszli do
    wniosku, że to będzie rak płuc, ale do końca nie są pewni
  • 14.07.06, 22:12
    acha, tacie w maju, podczas podawania kursu cisplatyny i vepesidu urósł w
    płucach od 0 do 5,5 cm !
  • 14.07.06, 22:15
    a swoją drogą to bardzo dziwne że tak wszechstronnie tatę badali, bo u nas
    lekarze nie widzieli takiej potrzeby, a na prośbę mamy o dalszą diagnostykę pani
    doktor spytał - a po co pani to ognisko ?- wszystkie te badania robiliśmy
    prywatnie. tata pojechał w końcu do bydgoszczy i tam dokończyli diagnostykę z
    PETem włącznie. nic to nie dało, ale chociaż się starali.
  • 12.07.06, 04:50
    Moja mama jest wlasnie w ciezkim stanie w szpitalu.Ma rozedme
    pluc,krwioplucie,silne bole klatki piresiowej,bedzie miala podawana
    morfine........Ma niedrobnokomorkoweko raka pluc,bez przezutow,wykrytego w
    listopadzie 2004r.Przeszla 12 cylki chemioterapii=36 wlewow.Mieszkam za
    zagranica i nie widzialam mojej Mamusi od 3 lat,nie pozegnam sie z Nia........
  • 12.07.06, 21:59
    Mój tata (55lat) miał dziś robiony rtg płuc. Wyszły mu 2 małe zmiany wielkości
    ziaren grochu na lewym płucu. 7 lat temu w tym samym miejscu też miał jakieś
    plamy i wodę, które ustąpiły po leczeniu szpitalnym. W przyszłym tygodniu idzie
    do szpitala na badania. Czy to może byc rak? Wiem że stawianie diagnozy na
    odległość jest bez sensu. Ale nigdzie nie mogę znaleźć jak wygląda zdjęcie rtg
    w przypadku raka płuc. Ojciec często choruje na przeziębienia ale to od kiedy
    pamiętam. No i nie ma dodatkowych objawów takich jak ból w klatce piersiowej
    czy inne, nie pali. Więc czy to możliwe żeby miał raka?
  • 13.07.06, 11:55
    Podobno 50 % zmian w płucach to rak. Ale z mojego doświadczenia wynika, ze RTG
    można sobie w d... wsadzić. Tomografia płuc jest konieczna.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.