rak płuc z przerzutami Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Hej!
    Podzielcie się doświadczeniami i pocieszcie mnie.
    Mój tato (55 lat) ma raka obydwu płuc z przrzutami do mózgu.
    Ma radioterapię. Jakie są szansę ??????
    • Napisz cos więcej. Czu chemia była? Ile przerzutów i w których miejscach? Mój
      Tata miał raka płuc w sródpiersiu. Po 6 cyklach chemii pojawiły się przerzuty w
      mózgu, drobne, ale dużo. Była Radioterapia, paliatywana właściwie. Happy endu
      nie było:((( Chętnie odpwoiem na pytania. Trzeba byc dzielnym...
      • Dopiero 2 dni temu po prawie dwumiesięcznym pobycie w szpitalu lekarze
        postawili diagnozę: rak płuc (obydwu) z przerzutami do mózgu. Na tomografii
        wyszły 4 ogniska zapalne w mózgu. Na razie jest radioterapia głowy.
        A zaczeło się od niedowładu nogi... Myśleliśmy, że to od kręgosłupa bo zawsze
        chorował na kręgosłup.
        Tak sobie myślę, że aby doszło do tak poważnego stanu to rak sie musiał
        rozwijać ładnych parę lat.
        Mój Tato palił 35 lat papierosy, 7 lat temu rzucił.
        A jak wyglądał przebieg choroby u Twojego Taty? Z tego co piszesz to rozumiem,
        że nie żyje. Bardzo mi przykro :(
        • Raka płuc u mojego Tay swierdzono w styczniu ub. roku. Tata skończył wtedy 66
          lat, od 30 lat nie palił paierosów aczkolwiek musze zanaczyc, że palił duzo i
          od wczesnych lat. Często chorował na wszelkie infekcje oskrzelowo-gardłowe. Pól
          roku przez ostatecznym rozpoznaniem choroby czesto miał stan podgoraczkowy,
          potem zaczął odpluwac krew. O leczeniu przez pulmonologa i diagnozach lekarzy
          rodzinnych piasać, szkoda słów:( Guz w płucu okazał sie nieoperacyjny,
          umiejscowiony w śródpiersiu, blisko węzłów chłonnych. Na pewno "hodował się"
          wiele lat! Były juz 2 przezrzuty w watrobie. Ale organizm był silny, krew
          znakomita. Dostała 6 porcji chemii, guz pozostawał bez zmian i to dawało
          nadzieje, nie rozwijał się. I zaczęło się tak jak u Was, niedowład nogi.
          Przeswietlenia kręgosłupa nie wykazały zmian przezrzutowych a jedynie
          zwyrodnienia i ostooporozę. Potem pojawiły się problemy z równowagą i
          wzrokiem. W lipcu tomografia głwy wykazała liczne, drobne ogniska w mózgu. Nie
          wiemy skąd i kiedy się tam wzięły, czy były już od momentu gdy poznalismy
          diagnozę? Onkolog podejrzewał, że rak po chemii sie zmutował i jego komórki
          znalazły sobie miejse w mózgu. Tata dostał kilka zabiegów radioterapii, teraz
          wiem, że paliatywnej:( Po powrocie ze szpitala w ogóle przestał chodzić. Zmarł
          30sierpnia ubr. :(((((((((((( 8 miesięcy po rozponaniu choroby.
          Pytaj co jeszcze chciałabys wiedziec. Opisałam wszystko skrótowo, bo na temat
          tego co przeżylismy w tym czasie możnaby napisac książkę, w której dwa miesiące
          po radioterapii zajęłyby połowę:(( Chętnie pomogę.
          • Po przeczytaniu Twojego postu mogę się spodziewać, żę mojego ojca czeka śmierć.
            Że tego się nie da zastopować. Ale mam nadzieję na kilka lat jego życia. Tylko
            dlaczego ten cholerny rak nie dawal ŻADNYCH objawów dopóki nie stwierdzono
            ognisk zapalnych w mózgu, ze stronu układu oddechowego nic nie było. Chociaż
            plamkę na płucach miał już dawno:( i nikt z tym nic nie robił. /Jestem
            zrozpaczona. A zwłaszcza, że napisałaś że Twój Tato żył 8 miesięcy po
            radioterapii. A jak było po radioterapii u Was? Czy to daje jakieś efekty i
            skutki uboczne?
            • A co lekarze twierdzili? ze od czego ta plamka i czym miala ona niby byc? czemu
              nikt sie ta plamka nie zajal? pewnie to byl rak,ale organizm jakos trzymal go w
              ryzach, cos troche ordpornosc oslabilo i poszlo do przodu wszytko.
              • Nie wiem czemu nikt z tym nic nie zrobił. Ja dopiero niedawno się dowiedziałam,
                że jakaś plamka była od dawna, lekarze mówili że trzeba się tym zająć, zbadać
                ale skierowania nie dawali a bez przymusu to człowiek sam nie zrobi. Moja
                babcia i dziadek też maja takie "zwapnienia". Ale Tato w pierwszym szpitalu
                miał RTG płuc i podobno nic niepokojącego nie wyszło. Więc badali dalej cały
                organizm aby znaleźć przyczynę ognisk zapalnych w mózgu (oznaka- niedowład
                nogi). Nic nie znaleźli, wszystko zdrowe, więc doszli do wniosku, że to chyba
                te pluca. Przenieśli Tatę do Centum Chorób Pluc i tam po dwóch tygodniach
                diagnoza, że rak na obydwu płucach.
                Ja się pytam jak można dwa miesiące diagnozować raka w takim stadium
                zaawansowania?
                I czemu on nie dawał wcześniej oznak a teraz tak zaatakował.
                Ja odwiedzam Tatę raz na tydzień i widzę jak z każdym tygodniem mu się
                pogarsza.
                Osłabiona percepcja, mało mówi, wolno chodzi, jest taki nieobecny.
                Może to przez radioterapię? Czy to się cofnie?

                A jeszcze dwa miesiące temu było tak pięknie: chrzciny mojego dziecka (pierwszy
                wnuk), moja mama wybiera sie na emeryturę, plany co do remontu domu.

                Nie zniosę tego. Jedyne co mnie trzyma to mój Patryk (5 miesięcy) i mąż.
                Ale jak to zniesie moja mama?
                • Mój mąż ma raka płuc z przerzutami do mózgu. Jest to rak niedrobnokomórkowy.Jaki
                  typ nowotworu ma twój tata? Naświetlania głowy miał w połowie marca.
                  naświetlania pomogły do tej pory jest spokój. Głowa już go noie boli.Dostaje też
                  chemię . Jutro jedzie na 4 cykl. Jeśli chcesz coś wiedzieć więcej, pytaj.
                  • Mój Tato nie ma chemii a jaki to rak tego nie wiem, bo z lekarzami kontaktuje
                    się moja mama.
                    Spokój to znaczy co? Nie rozwijają sie przerzuty w mózgu dalej?

                    Mojego ojca nic nie boli dotychczas.

                    Mari ile lat ma Twój mąż i jak zdiagnozowano raka?
                • mami mój nr GG 3865216. Czesto siedzę, odezwij się, lepiej sie gada niż pisze
                  wypracowania:)
            • Napjpierw odpowiem na tego posta. Śmierć czeka każdego z nas, to jest pewne.
              Ale to czy spotka Twojego Tatę już zaraz czy za kilka lat to juz nie jest w
              ogóle pewne!! U nas skonczyło się to tak właśnie:( Ale to nie jest żaden
              wyznacznik, po prostu przygotowanie na rózne wersje zdarzeń.
              Po radioterapii Tata czuł sie fatalnie, szczególnie psychicznie. W szpitalu był
              2 tyg i to go doprowadzało do szału (dosłownie). Miał Klopoty z chodzeniem,
              chodził o kulach, podpierał sie o sciany aż przestał chodzic w ogóle.
              Radioterapia osłabia strasznie organizm. Skutki uboczne to oczywiście wypadanie
              włosów (po chemi nie wyszedł mu ani jeden), brak apetytu, pogorszenie wyników
              krwi (płytki poszły starsznie w dół).
        • identyczna sytuacja jak u mojego taty.Właściwie to dzisiaj sie dowiedziałem że
          umiera,było podobnie kregosłup , płuca. Po naświetlaniach na płuca miał z nimi
          spokój,we wtorek miał operacje na kregosłup , okazało się że to już przeżuty.
          Mózg też już "siada" , dzisiaj z ledwością kojarzy fakty.
          ja już nie mam właściwie żadnej nadzieji.
    • GG 8552609
    • Nowotwór u mojego meża rozpoznano na poczatku marca. W ciągu ostatnich miesięcy
      przed stwierdzeniem choroby często się przeziębiał i miał suchy kaszl. W końcu
      zrobili prześwietlenie płuc i wyszedł guz na zdjęciu, apóźniej bronchoskopię,
      która potwierdziła jaki to nowotwór.W szpitalu bolała go głowa zrobili tomograf
      i wyszły przerzuty.W trakcie naświetlania stan bardzo się pogorszył(zawroty
      głowy, ból głowy, słabość), Po 2 tygodniach od naświetlania wszystkie
      golegliwości ustąpiły.Nie wiem czy zmiany znikły, ale napewno się zmniejszyły bo
      głowa nie boli.Tomograf będziemy robić w piątek.Z tego co wiem to rokowanie w
      nowotworze płuc z przerzutami jest nieciekawe.Ale szybkość postępu choroby
      zależy od rodzaju nowotworu.Spowolnienie przebiegu to też sukces.Mój mąż ma 39 lat.
      • Moja mama w lutym tego roku zmarła na raka płuc miała 62,5 roku, walczyła
        prawie 3 lata. U mojej mamy tez niewiele dAWAŁ SKUBANIEC ZNAĆ, kaszel jedynie,
        ale ponieważ była nauczycielką to się zwalało na struny, i że paliła to też
        troszkę temu się dawało. dostała antybiotyki od rodzinnego gdy nie
        rpzechodziło, nic, po dwóch tygodniach kolejne antybiotyki, nic... za trzecim
        razem wysłal na rtg płuc i tam wykazało guza 3 cm na lewym płucu. lekarze
        początkowow pocieszali że dobrze umiejscowiony do operacji że fajnie będzie i
        wogóle, do wyników badań. Po tomografie który wykazał zmianę na wątrobie i
        drugim płucu. Po biopsji drugiego płuca, potwierdziło się że tog uz
        przerzutyowy. Biopsja wątroby nic nie wykazała, ale lekarze uważali żeto mógł
        byc guz ale się wchłonął. Ja piernicze. Dostała kilka serii chemii, była bardzo
        silna, walczyła do końca, po 3 miesiącach od ostatniej chemii zaczęły ejj
        puchnać nogi, na własną rękę zrobiliśmy rezonans kręgosłupa, tomograf
        kręgosłupa, usg żył ko,nczyn dolnych, scyntygrafię kości, nic nie wykazało,
        potem lekarze powiedzieli ze to mógł być skutek uboczny chemii - zawsze mówili
        po fakcie, nigdy nas nie doinformowali. niestety za kolejne trzymeisiące
        okazało się że guz się powiększył, jedna dawka chemii, z reszty
        zrezygnowaliśmy, bo mama była za słaba, a taka młodziuka lekrka na stazu
        bodajże powiedziała nam, że jeżeli mama czuje że nie powinna dostac tej chemii
        to niech nei bierze i nie zwaza na krzyki ordynatorki, bo lekarze nuie patrza
        na stan ogolny pacjenta przed chemi9a, ich nie obchodzi czy pacjent wstaje z
        łozka czy nie, tylko wyniki krwi ich inetresuja... po tej jednej chemii, pół
        roku przerwy, inna dieta, inny styl żcyai... po pół roku guz znów dał o sobie
        znać. Lekarze w szoku, że mama jeszcze żyje, powtórzyli badania bo
        niedowierzali że nie ma przerzutów i że mama taka uśmiechnieta w takiej
        świetnej kondycji... ponownie ropatrzyli operacje, ale nie było mądrego który
        by się jej podjął. W sumie mama niewiadomo czy by się zgodziła juz potem na
        nia, bo w swoim życiu oprzeszła ich 9 i miała osłabione serducvho i [po tych
        chemiach wycieńczona. KOeljan chemia, nowość, miao być super. Niestety pomimo
        iż było mniej skutków ubocznych to i mniej pomogło. Po dwóch miesiącach od
        zako.ńczenia cyklu znów nawrót. Lekarze nie mahją pomysłu co robić bow
        kondycji mama jest dobrej, nie ma ani krwioplucia ani innych skutków. Dają
        naświetlania. W międzyczasie zaczynają pojawiać się przerzuty do tkanek
        miękkich i bóle ręki. Lekarze lekcewazą, dają wapń bo to niby od chemii. Ide do
        lekarza błagam o scyntygrafie, obiecuje że zrobi, nie zrobił. Bóle się
        nasilają, wkładają mamie rekę w gips, robią operację i usztywniają rękę na
        druty. Idę do lekarza na powazną operację, pytam się co to jest? czy to
        ptrzerzutry do kści.Mówi ze nie. Mówi ze to odwapnienie po chemii, które
        spowodowało ubytek w kości i dlatego boli. Wtedy myślałam ze czekamy na wynik
        scyntygrafii. Wypuszczaja mamę do domu, zdjęcie gipsu za 3 miesiące mówią. Po
        dwóch dniach mama z bólem wraca do szpitala. Dają środki przeciwbólowe.
        wypisują do domu, ja kontaktuję się z onkologiem i prosze zeby mame przyjeto na
        oddzial, onkolog zapewnia mnie ze to zrobia, mają do zrobic w poniedzialek, bo
        jest piatek. w poniedzialek przewoza mame na onkologie a tam nikt nic nie wie,
        woza mame na lozku od sali do sali, od lekarz ado lekarza,kazdy odpycha ja od
        siebie, Dzownia do mnie do pracy zebym przyjechala po mame bo oni niemkaja co z
        nia zrbic. Gdy przyjezdzam do spziatla mama lezy na korytarzu - nigdy nie
        zapomne jej wyrazu twarzy. Ide do lekarzarobie awanture, i co z tego. nie ma
        miejsc, a onkoolog nic nie przekazal. Zawoza mame do domu. Lekarka bez
        porozumeinia z nami dzowni do hospicjum i zalatwia meijsce. Hospicjum dzwoni do
        domu, tata akurat wyszedl na zakupy, mama juz coraz gorzej chodzi, telefon lezy
        przy mamie, odbiera... Paniz hospicjum z nia rozmawia, mama zgadza sie na
        pojscie do hospicjum. Wraca tata, dzowni do mnie zaplakany, ja zaplakana,
        absolutnie nie zgadzamy sie na to. Jade do domu, tata wymyslil
        zoiololecznictwo. Zaczynamy wierzyc w ziola, we wszystko sie wierzy nawet gdy
        sie kiedys ze wszystkiego wysmiewalo. Za dwa tygodnei mama zaczyna tracici
        przytomnosc, zaczyna sie bac. my zaczynamy sie bac. Dzowniedo wszystkich
        lekarzy ktorych znalam pytam sie co robic, kazdy ze to prawdopodobnie przerzuty
        do glowy, i ze mamy sie nastawic na najgorsze. Przyjezdzam z bratem do domu,
        zwalniamy sie z pracy, jesetsmy przy mamie, nie spimy. zalatwiamy koncentrator
        tlenu. ktory trzeba co dwie godizny wylaczac, wiec robimy dyzury. Po kilku
        dnaich nei dajemy rady, robimy w majtki na kazdy jek mamy, nie mamy materaca
        przeciwodlezynowego, nie mamy nic, oprocz strachu. Dzwoni znajoma lekarka
        rodzinna, propnuje miejsce na oddziale opeki paliatywnej gdzie jej znajoma jest
        ordynatorem.l Na oddziale sa trzy sale, mile pielegniarki, sprzet. Mama jest
        zadowlona, bo mniej sie boi. Tata jest u niej zanim sie obudzi z nocy i
        wyjezdza gdy ja uspi. Karmi ja, przebiera,myje, wysadza na basen. przerzuty do
        taknek miekkich coraz wiecej i wieksze. Dwa pekaja, babraja sie. Wierzymy ile
        mozemy. Jestesmy z nia, ciagle dzownimy, rozmawiamy, z czasem prowadzamy bo
        moze stanac na nogi, dla nas to nadzieja. az pewnego wieczoru odmawia przyjecia
        lekow bo mowi ze ja gardlo boli. no dobrze ale chodziaz ta jedna ona jest wazna
        ta na nadcisnienie. Ok. wezme, zakrztusila sie, mowi ze ja boli gardlo, wiec
        rezygnujemy, nei ma sprawy mamciu wezmiesz jutro. Niestety jutro bylo gorzej,
        nic nie zjadla, nie wypila, nnie mowila, trzesla sie, bala sie, dostala
        pierwsza w zyciu morfine, najmniejsz adawke, uspokoila sie, coraz plytszy
        oddech, odeszla. Udusiła sie.
        WEybaczcie te drastycznośc, ale tak wyglada rak pluc. Mama miala szzcescie ze
        byla (my mielismy szczescie) z nami tak dlugo, moznaby pwoeidziec , sluyszac ze
        innych choroba zabiera duzo szybciej. Ale dla mnei zamalo. Brakuje mi jej jak
        jasna cholera, za przeproszeniem kurwica mnie strzela czasami.
        Sporo wiem o raku płuc, jak macie pytania to walcie.
        Iza
        • rima, u nas też było okropnie, na koniec tez, ale ja nie mam jeszcze siły tak
          dokładnie wszystkiego opisać. Mój Tata tez był nauczycielem, na emeryturze był
          dokładnie tylko rok, i to rok w chorobie i cierpieniu. Snił mi sie dzisiaj,
          wypełniał dzinniki i zeszyt obserwacji klasy, mojej klasy. Bo na dodatek był
          moim wychowawcą w liceum...
        • rima, zryczalam sie czytajac Twoj post.
          Ja chce wierzyc, ze moja Mama pokona go. I stadium, tylko operacja. Minelo pol
          roku.
          • Martko, ja tez rycze jak opisuje te zdarzenia za kazdym razem. Nie martw sie na
            zapas , pamietaj ze jedynym chyba lekarstwem na raka pluc jest wlasnie
            interwencja chirurgiczna. Znam wiele osob ktore po operacji raka pluc zyja juz
            kilka lat, wiec naprawde wierze mocno ze wam sie uda. I wy tez macie w to
            wierzyc i co wiecej, tak bedzie. wizyty kontrolne i wszystko bedzie ok. a teraz
            macie duzo czasu zeby sie cieszyc soba.
            Caluje, jak pytania rposze pytac..
            Iza
            • Faktycznie historia wyciskająca łzy z oczu. Bardzo współczuję.
              I jak czytam to się zastanawiam, że jeśli nam sie nie przydarzy cud, to jaka
              bedzie nasza historia.
              Z dnia na dzień mój ojciec jest bardziej zakręcony. Gdyby moja Mama nie
              siedziała z nim cały dzień w szpitalu to lekarze chyba nie chceliby go leczyć,
              uznaliby, że już całkiem zbzikował. Lekarz poprosił Mamę, żeby była ile może
              przy Tacie, bo przy niej jest jako taki, normalnie się załatwia do kaczki.

              Radioterapia ma za zadanie powstrzymać rozwój przerzutów w mózgu. A co po niej?
              Co z płucami? Rak jest nieoperacyjny. Czy można pacjentowi w złym stanie podać
              chemię?


              • w złym stanie, czyli w jakim. Jeśli wyniki krwi są zadowalające ale pacjent
                jest ogolnie oslabiony, malo je to raczje chemii nie podadza. Czy wy mieliscie
                juz chemie?? Bo to tez zalezy jaka chemia, w jakiej dawce.
                Po radioterapii, na pewno odczuje poprawe stanu zdrowia, a czy lekarze mowia co
                zamierzaja z plucami??
                iza
                • jest słaby, trochę zakręcony, otępiały, mało mówi, wolno chodzi i tak jakby
                  miał sie przewrócić.
                  Przy mojej mamie jest lepiej. Ona każe mu ściągac pampersa i załatwia sie
                  normalnie, je bardzo duzo, wiecej niz w domu, chociaż troche schudł.
                  Chemii nie było, na razie radioterapia głowy .i lekarze powiedzieli, że po jej
                  wynikach zobaczą co dalej. Rak jest na obydwu płucach, nieoperacyjny :(
                  • W trakcie naświetlania głowy mój mąż zachowywał się podobnie.Kiedy próbował
                    wstac z łóżka przewracał się, dużo spał, karmiłam go.Mimo to zawieżliśmy go na
                    chemię i dostał ją. W szpitalu pomógł mu mannitol zmniejszający obrzęk mózgu. W
                    szpitalu leżał 9 dni jak wychodził to czuł się już dobrze.Bałam się że nie
                    dostanie chemi, ale dla lekarzy wazna była przede wszystkim morfologia.
                    • Mari chociaż teoretycznie przypadki, o których pisemy są podobne lekarze
                      otwarcie powiedzieli mojej mamie że nie ma nadziei... ciężki przypadek
                      A jak Tobie przedstawiją sprawę?
                      • Mnie powiedzieli to samo, ale dopóki mąż żyje i dobrze sie czuje to mam
                        nadzieję. W trakcie naświetlania< kiedy tak źle się czuł. Lekarze powiedzieli,
                        że to choroba nowotworowa tak szybko postępuje. Kiedy spytałam o kontrolę
                        głowy to pani doktor powiedziała nie wcześniej jak za miesiąc jesli pacjent
                        dozyje. Kiedy spytałam czy mogą zmiany sie cofnąć to usłyszałam, że mogą.To
                        pokazało mi, że lekarze też nie wiedzą jak pacjent zareaguje na leczenie, a już
                        napewno nie wiedzą jak długo ktoś będzie żył.
                        • Oczywiście, nikt nie wie... Mozna tylko przypuszczać, zgadywać... Ale tak
                          naprawdę nikt nie ma prawa mówić, ze temu zostały trzy tygodnie a temu trzy
                          miesiące. Bo tylko Ten na górze wie, ile naprawdę jeszcze przed nami.

                          --
                          Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                          Onkoforum-Damy rade
                          Najpiękniejsza Kasia na świecie
                          • Ja nie chcę wiedzieć ile będzie żył mój Tato. Nie chcę odliczać. Ciągle mam
                            nadzieję na cud. Że to tylko zły sen, przecież jeszcze 2 m-ce temu było tak
                            pięknie.
                            Wczoraj mój Tato miał ostatnią radioterapię, w piątek się okaże co dalej.
                            • nawet nie wiem co mam napisać.
                              z moim tatą jest już bardzo źle!!
                              jest w domu, mama się nim opiekuje, podaje leki...
                              kurcze, wiem , że zostalo mu kilka dni może tygodni a ja się czuję jakby mnie
                              to nie dotyczylo.

                              zaczęlo się to pod koniec sierpnia. najpierw rtg pluc- jeden guz, za tydzień
                              dostal drgawki- guz w mózgu.
                              przeszedl dobrze chemię, na radioter. glowy nie zgoodzil się. stwierdzil, że
                              chce jeszcze normalnie choć może krócej żyć, a nie wegetować.
                              i od lutego sparaliżowalo mu lewą stronę. i jak się polożyl tak do tej pory o
                              wlasnych silach nie wstal.

                              a dziś już w sumie nie ma z nim kontaktu, nie polyka, ....jest źle

                              nie wiem po co to opisuję. doppiero dziś znalazlam to forum, nie potrafię
                              rozmawiać z nikim bliskim o swoim bólu i nie chcę, ale muszę to wyrzucić z
                              siebie bo oszaleję
                              i kurcze to poczucie, że może za malo zrobilam żeby mu pomóc...

                              --
                              Maja
        • Droga Rimo przeszłam prawie to samo i ogromnie Ci wspólczuję. Walczyłam o zycie
          siostry ale niestety nie udało się. Tak jak Ty uwazam chorą naszą Sluzbę Zdrowia.
          Nie radzi sobie z takimi pacjentami. Najlepszym lekiem na wrocenie do normalnoSci
          jest teraz czas i wewnętrzny spokój, ze juz się nie męczą. Pozdrawiam serdecznie
          Maria.
    • znalazłam wasze posty dzisiaj, więc się dopisuję. sama szukałam informacji o
      podobnej sytuacji. mój tata choruje od wreześnia 2004 - przerzuty w płucach i
      mózgu, brak ogniska pierwotnego. po diagnozie operacja głowy- wycięli jeden
      guz,radioterapia głowy - jeden guz został, bo jest w miejscu trudnodostępnym,
      chemia w bydgoszczy, wszystkie przerzuty z płuc zniknęły i w zasadzie rok życia
      bez najmniejszych objawów choroby - normalne życie, intensywna praca itp. w
      październiku 2005 dostał pierwszego ataku padaczki. po tym znowu radioterapia -
      guz nie rósł, powiększał się tylko obrzęk - i się zaczęło. po kobalcie tata
      wrócił całkowicie sparaliżowany, po kilku dniach zaczął kuśtykać, ale było coraz
      gorzej, od stycznia leży. pod koniec stycznia wylądował w szpitalu i lekarze
      mówili, że to już koniec. miał potworny obrzęk mózgu. ale się wygrzebał. nie
      chodzi, dostał kolejną chemię - przez 10 dni vepesid potem wlewka cisplatyna i
      vepesid i okazało się, że podczas trwania chemii urósł w płucach guz do 5,5
      cm.przerwano więc natychmiast chemię i po 2 tygodniach dostał gemzar.jest słaby
      - wziął na razie 3 wlewki w odstępach 3 tyg bo słabo regeneruje się morfologia.
      ale jeszcze w kwietniu i maju jeździliśmy 150 km od domu na ryby, tata na wózku
      sobie grilował. później zaczęły się obrzęki całego ciała, z którymi nie możemy
      sobie poradzić, ale jeszcze trzy tyg temy tatuś wymyślił sobie wyjazd do
      częstochowy - jesteśmy z lublina, więc to kawałek od nas. jest bardzo słaby ma
      sporą anemię, do tego kompletnie się załamał. nie chciał nawet, żebyśmy trochę
      ćwiczyły mu nogi. dopiero jak mama się poryczała i wywrzeszczała mu - walcz
      kur... bo my same nic nie wywalczymy, - to trochę nim wstrząsnęło i okazało się
      że może sam też ryszać nogami. z prawą jest gorzej, bo ma prawostronny
      niedowład, ale ręka mimo, że spuchnięta też może się ruszać. na jutro odgraża
      się, że się przesiądzie na wózek i trochę posiedzi. no i coś tam mruczy o
      rybach. chemię na razie przerywamy, bo tata za słaby, jeśli się uda jeszcze
      trochę poprawić morfologię, to wrócimy do gemzaru. dzisia po intensywnym
      odwadnianiu wreszcie puściły obrzęki. jeśli macie jakieś pytania to piszcie co
      wiem to podpowiem. pozdrawiam wszystkich serdeczni kaśka
      • i zmarl w niedzielę...nie męczyl się.

        a balbinko, tak, Maja to moja córeczka. szkoda, że dziadek tak krótko się nią
        cieszyl...
        --
        Maja
      • U mojego TAty też przerzuty do mózgu i płuc bez ogniska pierwotnego. Przez
        przypadek onkolog dojrzał mu cos na skórze i po wycięciu i badaniu hist-pat
        okazało sie, że to czerniak złościwy CLARK IV :(. A w wypisie ze szpitala
        podali i tak że te przerzuty to nie od czerniaka. Sami nie wiedzą.

        Mam wyrzuty sumienia, to znamie na ramieniu Tato miał od zawsze i nie raz
        myślałam, że trzeba to zbadać. Rok temu mu odpadło ze skóry, widocznie choroba
        poszła sobie do środka organizmu.

        Pozdrawiam
        • a zanim znaleźli ognisko czerniaka, to był robiony wycinek przerzutów do hist
          pat ? jeśli tak to jaki był wynik ? mamy podobną sytuację, tata choruje od dwóch
          lat, brak op, przerzuty do płuc i mózgu. miał robionego nawet peta w bydgoszczy,
          i nie udało się ustalić skąd sieje nawet w przybliżeniu.
          • nie, nic takiego nie robili. Badali go całego od stóp do głów: bronchoskopia,
            USG dołów nadobojczykowych,płuc, jamy brzusznej, tarczycy, gazometria, RTG
            kręgosłupa lędźwiowego, miednicy, stawów kolanowych, gastroskopia,
            kolonoskopia,EKG, tomografia głowy i płuc, konsultacja okulistyczna,
            laryngologiczna, urologiczna, neurologiczna. Wg badań w ciągu niecałego
            miesiąca pojawił się guz w jednym płucu 3,0 cm.
            CZy to jest możliwe żeby tak szybko urósł???

            W końcu lekarka miała przebłysk i obejrzała jego skórę. Tak jak pisałam
            wcześniej czerniak.
            A "dotychczas przeprowadzone badania nie wykazały op procesu npl" - wypis ze
            szpitala.
            Więc teoretycznie mamy taką samą sytuację jak Ty.
            • tata miał usunięty jeden przerzut z głowy - hist pat - rak niskozróżnicowany
              częściowo brodawczakowaty. niestety taki histpat wskazuje na raka z każdego
              miejsca, jaki przyjdzie do głowy. po umiejscowieniu przerzutów doszli do
              wniosku, że to będzie rak płuc, ale do końca nie są pewni
            • acha, tacie w maju, podczas podawania kursu cisplatyny i vepesidu urósł w
              płucach od 0 do 5,5 cm !
            • a swoją drogą to bardzo dziwne że tak wszechstronnie tatę badali, bo u nas
              lekarze nie widzieli takiej potrzeby, a na prośbę mamy o dalszą diagnostykę pani
              doktor spytał - a po co pani to ognisko ?- wszystkie te badania robiliśmy
              prywatnie. tata pojechał w końcu do bydgoszczy i tam dokończyli diagnostykę z
              PETem włącznie. nic to nie dało, ale chociaż się starali.
    • Moja mama jest wlasnie w ciezkim stanie w szpitalu.Ma rozedme
      pluc,krwioplucie,silne bole klatki piresiowej,bedzie miala podawana
      morfine........Ma niedrobnokomorkoweko raka pluc,bez przezutow,wykrytego w
      listopadzie 2004r.Przeszla 12 cylki chemioterapii=36 wlewow.Mieszkam za
      zagranica i nie widzialam mojej Mamusi od 3 lat,nie pozegnam sie z Nia........
      • Mój tata (55lat) miał dziś robiony rtg płuc. Wyszły mu 2 małe zmiany wielkości
        ziaren grochu na lewym płucu. 7 lat temu w tym samym miejscu też miał jakieś
        plamy i wodę, które ustąpiły po leczeniu szpitalnym. W przyszłym tygodniu idzie
        do szpitala na badania. Czy to może byc rak? Wiem że stawianie diagnozy na
        odległość jest bez sensu. Ale nigdzie nie mogę znaleźć jak wygląda zdjęcie rtg
        w przypadku raka płuc. Ojciec często choruje na przeziębienia ale to od kiedy
        pamiętam. No i nie ma dodatkowych objawów takich jak ból w klatce piersiowej
        czy inne, nie pali. Więc czy to możliwe żeby miał raka?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.