Ciekawostki ze świata medycyny i nauki Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Zakładam nowy wątek na temat ciekawostek ze świata medycyny i nie tylko,
    które mają odniesienie bezpośrednie lub pośrednie do chorób nowotworowych.
    Inspiracją tego jest artykuł z Newsweeka na temat "Jedzenie lekarstwem".
    Obecnie jest tylko dostępny skrót artykułu on-line, ale zapewne można ten
    ostatni numer dostać w kioskach lub za jakiś czas będzie dostępny na stronie
    tej gazety. Moim zdaniem bardzo ciekawy i przede wszystkim obszerny artykuł,
    który ma swoje odniesienie również no nowotworów oraz mitów i faktów różnych
    pokarmów spożywanych w małych ilościach lub nadmiarze oraz płynące z tego
    korzyści i zagrożenia. Autor zwraca uwagę, że rozwijąjąca się nowa gałąź
    nauki nutrigenomika może stać zagrożeniem dla firm farmaceutycznych, ale też
    zbawienna dla wielu ludzi w podtrzymaniu dobrej kondycji i zdrowia.
    link newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=15430
    pozdrawiam
    Robert
  • Parę ciekawych linków z CancerCare - niestety tylko po angielsku.
    Dostaję od nich biuletyn co miesiąc i jak tylko będzie coś ciekawgo, to
    bedę 'doklejać'

    www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_braintumors.pdf?tr=y&auid=1766283
    www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_chemo_side_effects.pdf?tr=y&auid=1766288

  • Z uwagi, że wklejane we fragmentach ciekawostki ze świata medycyny i nauki z
    innych stron w internecie mają czasem swoją krótką żywotność i przestają być w
    którymś momencie niedostępne do odczytu postanowiliśmy z Moderatorem zmienić
    styl tych informacji i wklejać całe opracowania z podawaniem źródła skąd
    pochodzą (z jakich stron w sieci). Większośc dotychczasowych wątków zostanie
    niebawem przywrócona.
    pozdrawiam Robert
  • Kwas foliowy może zapobiegać rozwojowi nowotworów i powodować reemisję choroby -
    donoszą włoscy naukowcy na łamach czasopisma "Cancer".

    Folian jest naturalnie występującą witaminą B (B9), znajdywaną w świeżych
    owocach i warzywach. Kwas foliowy, bardziej stabilna forma folianu, występuje w
    produktach spożywczych w bardzo zróżnicowanych ilościach. Bogatym witaminy B9
    są warzywa i owoce zawierające również duże ilości witaminy C np.: pomarańcze,
    brukselka, kapusta włoska oraz warzywa i owoce będące źródłem beta- karotenu,
    między innymi liście pietruszki, szpinak, cykoria, sałata, pomidory czy suche
    nasiona roślin strączkowych.

    Folian należy do grupy koenzymów, niezbędnych w wielu przemianach aminokwasów i
    kwasów nukleinowych, takich jak: synteza i naprawa DNA, oraz przekształcanie
    homocysteiny w metioninę. Homocysteina powstaje w organizmie na drodze
    przemiany aminokwasu obecnego w produktach pochodzenia zwierzęcego metioniny w
    inny - cysteinę. Folian oraz witaminy B6 i B12 umożliwiają przekształcenie
    metioniny w cysteinę, oraz homocysteiny w metioninę. Kiedy organizm nie ma
    witamin z grupy B, z metioniny zamiast cysteiny powstaje homocysteina, która
    uszkadza śródbłonek naczyń i przyspiesza tworzenie zakrzepów. Dlatego też osoby
    ze zwiększonymi poziomami homocysteiny są bardziej zagrożone miażdżycą.
    Aminokwas ten został uznany za niezależny czynnik ryzyka tej choroby.

    Grupa naukowców kierowanych przez Giovanniego Almadori, przeprowadziła badania
    z udziałem 43 pacjentów z objawami leukoplakii. Choroba ta, nazywana inaczej
    rogowaceniem białym, polega na przeroście nabłonka błon śluzowych jamy ustnej,
    ponadto nabłonek taki ma cechy nadmiernego rogowacenia. Leukoplakia uznawana
    jest za stan przedrakowy.

    Podczas badania pacjentom podawano trzy razy dziennie, przez sześć miesięcy po
    5 mg kwasu foliowego, co 30 dni sprawdzano stan zaawansowania choroby. Po
    zakończeniu leczenia, otrzymano następujące wyniki: u 12 pacjentów (28 proc.)
    nastąpiła całkowita reemisja, u 19 pacjentów (44 proc.) stwierdzono
    zmniejszenie o 50 proc. rozmiarów uszkodzenia błony śluzowej, natomiast u 12
    pacjentów nie nastąpiły żadne zmiany.

    Jednocześnie zaobserwowano wzrost poziomu kwasu foliowego we krwi i spadek
    poziomu homocysteiny, nie stwierdzając żadnych skutków ubocznych.

    Przeprowadzone badania wykazały związek pomiędzy niedoborem folianu, wzrostem
    poziomu homocysteiny a występowaniem nowotworów. Naukowcy sugerują, że
    przyjmowanie folianu może chronić przed powstawaniem nowotworów.
    żródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1150789355&archive=&start_from=&ucat=5&&alone=
  • Rusza bezpłatna infolinia onkologiczna
    Bezpłatna infolinia onkologiczna rusza w poniedziałek 19 czerwca po południu -
    informuje przedstawiciel Polskiej Unii Onkologii (PUO). Mogą się tam zwrócić o
    pomoc osoby chore na raka lub podejrzewający u siebie tę chorobę. Przy
    telefonie będą dyżurować doświadczeni lekarze onkolodzy. Odpowiedzą na pytania
    związane z profilaktyką, rozpoznaniem i leczeniem chorób nowotworowych. Pod
    numer 0-800 49 34 94 można dzwonić od poniedziałku do czwartku w godzinach
    16.00- 22.00.

    Z infolinii mogą korzystać pacjenci walczący z rakiem, ich rodziny oraz osoby,
    które podejrzewają u siebie chorobę i nie wiedzą, gdzie szukać informacji lub
    boją się zgłosić po poradę lekarską.
    Zdaniem lekarzy, onkologiczna infolinia będzie szczególnie przydatna dla
    pacjentów z mniejszych miejscowości, którzy często nie wiedzą, dokąd zgłosić
    się po specjalistyczną poradę.

    "Potrzeba takiej linii jest ogromna" - mówi Dorota Jasińska z PUO. Jak
    informuje, trzy lata temu przez miesiąc funkcjonowała próbna infolinia. "Były
    trzy stanowiska, telefon dzwonił non stop. W najgorętszych godzinach na
    połączenie czekało trzydzieści osób" - dodaje.

    "To duże ułatwienie dla pacjentów. W Polsce jest ogromne zapotrzebowanie na
    informacje dotyczące choroby nowotworowej" – potwierdza prezes PUO, dr Janusz
    Meder. "Mam nadzieję, że telefoniczny kontakt z lekarzem specjalistą pomoże
    przełamać strach i zachęci niezdecydowanych do wizyty u onkologa" - zaznacza.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=&news_id=10592&layout=2&page=text

  • Przykrycie pacjenta ogrzanym kocem sprawia, że badania za pomocą tomografu
    komputerowego lub skanera PET są dokładniejsze - informuje serwis "EurekAlert".
    U mniej więcej 9 procent pacjentów z podejrzeniem nowotworu interpretację badań
    obrazowych utrudnia obecność brunatnej tkanki tłuszczowej. Brunatna tkanka
    tłuszczowa to specjalna odmiana tkanki łącznej wyspecjalizowana w wytwarzaniu
    ciepła - poprzez utlenianie kwasów tłuszczowych. U człowieka pojawia się na
    krótko przed urodzeniem i z wiekiem zanika, natomiast ma decydujące znaczenie
    dla zwierząt zapadających w sen zimowy.

    Niestety, sposób, w jaki brunatna tkanka tłuszczowa gromadzi znaczniki
    stosowane w diagnostyce nowotworów, może prowadzić do pomyłek. Lekarze błędnie
    uznają "wysepki" tkanki tłuszczowej za nowotwory - lub nowotwory są zakrywane
    przez brunatną tkankę tłuszczową. Szczególnie częste są takie kłopoty u osób,
    które przed badaniem piły kawę bądź były bardzo aktywne fizycznie.
    By zmniejszyć osadzanie się znaczników w tkance tłuszczowej, lekarze stosowali
    jak dotąd leki - beta-blokery lub diazepam. Jednak skuteczność tych środków
    wynosi tylko około 30 procent.

    Tymczasem, jak wykazali naukowcy z Saint Louis University, okrycie pacjenta
    ciepłym kocem przed rozpoczęciem badania jest dwukrotnie skuteczniejsze
    (redukuje wychwyt znaczników o 62 procent), a jednocześnie łatwe i tanie.
    Pacjenci nie są też narażeni na działania uboczne leków (na przykład po
    diazepamie nie można pić alkoholu ani prowadzić samochodu).

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1343777,16,1,0,120,686,item.html
  • Kobiety z wysokim poziomem kadmu w moczu mają ponad dwukrotnie wyższe ryzyko
    zachorowania na raka piersi, niż rówieśniczki z niskim stężeniem tego metalu -
    wskazują amerykańskie badania.
    Choć kadm został wciągnięty na listę potencjalnych substancji rakotwórczych -
    m.in. przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, do tej pory nikt nie
    potwierdził jego związku z rakiem piersi w badaniach na ludziach, przypominają
    autorzy pracy na łamach pisma "Journal of the National Cancer Institute".

    Wcześniej udało się jedynie wykazać, że metal ten może wpływać na rozwój raka
    sutka u zwierząt laboratoryjnych, a ponadto jego obecność stwierdzano w
    tkankach gruczołu piersiowego.
    Najnowsze badania zespołu z Uniwersytetu Stanu Wisconsin w Madison polegały na
    porównaniu poziomu kadmu w moczu 246 pacjentek z rakiem piersi z jego stężeniem
    u 254 zdrowych kobiet (dobranych pod względem wieku). Zebrano też dane na temat
    innych czynników ryzyka raka piersi.

    Okazało się, że ryzyko zachorowania na raka piersi było niemal dwa razy wyższe
    u kobiet, u których stężenie kadmu w moczu przekraczało pewne normy, w
    porównaniu z rówieśniczkami.

    Na razie mechanizm rakotwórczego działania kadmu pozostaje niewyjaśniony.
    Istnieją jednak przesłanki, by sądzić, że imituje on działanie hormonów
    płciowych estrogenów, działając na te same receptory. Estrogeny pobudzają
    wzrost przeważającej części guzów piersi.

    Prowadząca badania dr Jane A. McElroy uważa, że jeśli wyniki jej zespołu
    zostaną potwierdzone w większej grupie kobiet, to trzeba będzie wprowadzić
    bardziej restrykcyjne zasady usuwania kadmu ze środowiska.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1345161,16,1,0,120,686,item.html
  • Naukowcom udało się wreszcie rozwikłać, w jaki sposób azbest wywołuje złośliwy
    nowotwór opłucnej - tzw. międzybłoniak opłucnej.
    Zdaniem autorów artykułu na łamach pisma "Proceeding of the National Academy of
    Sciences", dzięki temu można będzie opracować lepsze metody prewencji
    międzybłoniaka u ludzi narażonych na działanie azbestu.

    Azbest, naturalnie występujący włóknisty minerał, jest uważany za główną
    przyczynę międzybłoniaka opłucnej. Ten groźny nowotwór jest dość rzadki -
    szacuje się, że dotyczy 1 na 120 tys. ludzi. Ponieważ nie daje typowych
    objawów, najczęściej wykrywa się go późno, gdy szanse na uratowanie pacjenta są
    bardzo małe. Rakotwórcze własności azbestu są powszechnie znane, a od lat 90.
    zakazano jego produkcji i użytkowania w wielu krajach świata.

    Dotychczas naukowcy nie wiedzieli, na jakiej zasadzie minerał ten wywołuje
    międzybłoniaka u ludzi. W przeciwieństwie do komórek opłucnej chomików i
    szczurów, komórki z opłucnej ludzi hodowane w laboratorium nie zmieniają się w
    nowotworowe pod wpływem azbestu, ale po prostu giną.

    Teraz badaczom z Loyola University w Chicago we współpracy z naukowcami z
    innych ośrodków USA udało się znaleźć wyjaśnienie tej zagadki.

    Ludzkie komórki opłucnej hodowane na szalkach pod wpływem azbestu produkują
    tzw. czynnik martwicy nowotworów alfa, TNF-alfa, jak również receptory, za
    pośrednictwem których białko to działa.

    Natomiast badacze dodawali TNF-alfa do hodowli komórek jeszcze przed ich
    kontaktem z azbestem. Okazało się, że dzięki temu liczba komórek, które
    przeżywały działanie minerału, znacznie rosła. TNF- alfa pobudzał bowiem
    produkcję innego białka - NF-kappaB, które blokuje apoptozę, czyli samobójczą
    śmierć komórek. W ten sposób komórki z usterkami genetycznymi wywołanymi przez
    azbest zamiast ginąć, zaczynają się dzielić i mogą dać początek nowotworowi,
    wyjaśniają autorzy pracy.

    Na podstawie tych obserwacji naukowcy zaproponowali model rozwoju
    międzybłoniaka opłucnej pod wpływem azbestu. Jak tłumaczą, wdychane włókienka
    azbestu powodują gromadzenie się w płucach i opłucnej komórek odporności o
    nazwie makrofagi. Komórki te produkują duże ilości TNF-alfa. W tym samym czasie
    zaczynają go wytwarzać również komórki opłucnej. TNF-alfa pobudza wydzielanie
    czynnika NF-kappaB, a ten z kolei blokuje apoptozę komórek, które z powodu
    uszkodzeń w DNA powinny zginąć. Zamiast tego mogą jednak dalej się dzielić i
    dać początek nowotworowi.

    Badacze uważają, że ich okrycie "podpowiada" sposoby, które pomogłyby
    zapobiegać międzybłoniakowi u osób narażonych na działanie azbestu. Jedną z
    proponowanych metod jest blokowanie TNF-alfa za pomocą eksperymentalnego leku o
    nazwie entanercept. Warto też sprawdzić skuteczność niesteroidowych leków
    przeciwzapalnych, wiadomo bowiem, że procesom zapalnym towarzyszy produkcja
    dużych ilości NF-kappaB, konkludują naukowcy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1346051,16,1,0,120,686,item.html
  • Jad izraelskiego żółtego skorpiona ma szczególne powinowactwo z komórkami
    nowotworu mózgu - glejaka - informuje serwis "EurekAlert".
    Naukowcy pracujący dla Transmolecular Corporation w Cambridge (stan
    Massachusetts) stworzyli radioaktywną wersję tej trucizny. Substancja o nazwie
    TN-601 jest sztucznym jadem skorpiona z dodatkiem izotopu jodu I-131 (ten sam
    krótko żyjący i silnie radioaktywny izotop, który skaził pół Europy po
    katastrofie w Czarnobylu).

    Dzięki połączeniu radioaktywności jodu 131 ze specyficznymi właściwościami jadu
    skorpiona, powstał środek, który trafia do zmienionych nowotworowo komórek i
    powoduje ich obumarcie z powodu napromieniowania. Jest on eksperymentalnie
    podawany pacjentom z glejakiem - nowotworem bardzo trudnym do leczenia. Zwykle
    glejak powoduje zgon już w pierwszym roku choroby.
    Chorzy dostają po prostu zastrzyk nowego leku w warunkach ambulatoryjnych - bez
    potrzeby chemioterapii czy też tradycyjnej radioterapii - a następnie trafiają
    do domu. Poziom promieniowania, na jaki narażeni są członkowie rodziny, nie
    jest wyższy niż przy leczeniu izotopami raka tarczycy. By radioaktywny jod nie
    trafiał do tarczycy, przed leczeniem pacjent dostaje sporą dawkę jodu
    niepromieniotwórczego (podobnie postąpiły po Czarnobylu polskie władze, podając
    milionom obywateli zawierający jod płyn Lugola).

    Wstępne wyniki wskazują na wydłużenie czasu przeżycia. Podczas planowanej
    drugiej fazy badań klinicznych mają być podane wyższe dawki TN-601.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1347390,16,1,0,120,686,item.html
  • Dzięki badaniom nad poprawą jakości owoców opracowano obiecującą metodę
    hamowania rozrostu nowotworów - informuje pismo "Cancer".
    Naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie badali actibind, białko
    wytwarzane przez czarną pleśń Aspergillus niger. Actibind wiąże się z aktyną,
    głównym składnikiem struktur wewnątrzkomórkowych w organizmach roślin. Prowadzi
    to do zahamowania wzrostu komórek. Celem badań była poprawa jakości nektarynek
    i brzoskwiń.

    Okazało się jednak, że podobne do actibind białko RNaseT2 działa także na
    aktynę w wędrujących komórkach ludzkich i zwierzęcych, na przykład tych, które
    odpowiadają za tworzenie się nowych naczyń krwionośnych.
    Zbyt mały dopływ krwi izoluje guz od dopływu tlenu i substancji pokarmowych. W
    ten sposób w przypadku komórek raka jelita, piersi czy skóry udało się
    powstrzymać zarówno jego wzrost, jak i tworzenie się przerzutów, nie szkodząc
    zdrowym komórkom. Znaczne efekty uboczne należą do głównych wad tradycyjnych
    metod leczenia - na przykład radio- i chemioterapii.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1350916,16,1,0,120,686,item.html
  • Sok z owoców granatowca może zapobiegać rozwojowi raka prostaty. Takie wnioski
    wyciągnęli z badań naukowcy ze stanowego Uniwersytetu w Kalifornii.
    Zdaniem amerykańskich onkologów granaty mogą tak skutecznie walczyć z rakiem
    prostaty, że choroba ta może osiągnąć znacznie mniejszy stopień śmiertelności
    wśród starszych mężczyzn.

    Śródziemnomorskie owoce zawierają bowiem mieszankę związków chemicznych
    minimalizujących uszkodzenia komórek, przez co mogą niwelować skutki choroby
    nowotworowej.
    Picie szklanki soku z granatów siedem razy w tygodniu może spowolnić rozwój
    raka prostaty prawie czterokrotnie, dowodzą badacze na łamach Gazety
    Klinicznych Badań nad Rakiem.

    Zdaniem innych naukowców, jeśli wyniki eksperymentów uda się potwierdzić, owoce
    granatnika mogą okazać się bardzo skutecznym lekarstwem we wczesnych stadiach
    rozwoju raka prostaty.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1349433,16,1,0,120,686,item.html
  • Regularne przyjmowanie paracetamolu może zmniejszyć ryzyko raka jajnika niemal
    o jedną trzecią, ale lepiej nie przesadzać - informuje "British Journal of
    Clinical Pharmacology".
    Zespół naukowców z uniwersytetu w Atenach dokonał analizy ośmiu wcześniejszych
    badań nad środkami przeciwbólowymi, obejmujących ponad 746 000 kobiet z USA,
    Wielkiej Brytanii i Danii. Okazało się, że długotrwale przyjmowany paracetamol
    (około 30 tabletek na miesiąc) obniża ryzyko raka jajnika.

    Jednak naukowcy ostrzegli, że jednocześnie rośnie ryzyko niewydolności nerek i
    wątroby. Dlatego kierujący greckim zespołem dr Stefanos Bonovas zastrzega, że
    nie poleca kobietom profilaktycznego przyjmowania paracetamolu. Potrzebne są
    dalsze badania, zwłaszcza że nie wiadomo, w jaki sposób lek miałby zapobiegać
    rakowi.
    Rak jajnika nie jest zbyt częsty, ale śmiertelność pozostaje wysoka - mniej niż
    co trzecia chora przeżywa 5 lub więcej lat od postawienia diagnozy. Rak jajnika
    jest trudny do wykrycia, więc często daje o sobie znać gdy jest już bardzo
    zaawansowany

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1353099,16,1,0,120,686,item.html
  • Fullereny (odmiana węgla), połączone z przeciwciałami, które selektywnie
    reagują z komórkami nowotworowymi, np. czerniaka, mogą dostarczać substancje
    lecznicze bezpośrednio do rakowych komórek we wnętrzu fullerenowej "węglowej
    klatki".
    "Odkrycie, iż rozpuszczalne w wodzie pochodne fullerenów swobodnie przenikają
    przez błonę komórkową spowodowało wzrost zainteresowania naukowców możliwością
    zastosowania "węglowych klatek" w medycynie" - mówi profesor Lon J. Wilson z
    Rice University (USA).

    Fullereny, będące obok diamentu i grafitu kolejną alotropową odmianą węgla,
    zbudowane są z kilkudziesięciu do kilkuset atomów węgla. Tworzą one zamkniętą
    kulę lub elipsoidę. Naukowcy współpracujący z prof. Wilsonem opracowali metodę
    chemicznego łączenia rozpuszczalnych w wodzie fullerenowych kulek (pochodnych
    fullerenu C60) z przeciwciałami, skierowanymi przeciw specyficznym komórkom
    nowotworowym.

    W badaniach wykorzystano przeciwciała ZME-018, które skierowane były przeciw
    komórkom czerniaka.

    "Fullereny mogą pełnić funkcję magazynów substancji chemicznych, np. leków
    stosowanych w terapii nowotworowej, które pozostają zamknięte do czasu, aż
    cząsteczka magazynująca - fulleren - dotrze do określonej komórki" - wyjaśnia
    prof. L. J. Wilson.

    Dzięki połączeniu przeciwciał z fullerenami, można precyzyjnie kierować
    węglowymi magazynami leków. W tej sytuacji dostarczane są one dokładnie w
    miejsce, które wymaga chemioterapii.

    Według naukowców, niemal 100 procent fullerenów połączonych z przeciwciałami
    łączy się z komórkami, przeciw którym skierowane są przeciwciała.

    "Wiele lat zajęło naukowcom opracowanie metody zamykania i
    otwierania "węglowych klatek", by móc w nich transportować różne substancje
    chemiczne. Teraz przyszła kolej na badania nad skutecznym dostarczeniem
    wypełnionych lekami fullerenów do wymagających leczenia komórek" - konkluduje
    prof. Lon J. Wilson z Rice University.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1353102,16,1,0,120,686,item.html
  • Karagen, substancja zawarta w glonach morskich i od lat stosowana w przemyśle
    spożywczym, może chronić przed infekcją wirusową, która prowadzi do raka szyjki
    macicy - zaobserwowali naukowcy z USA.
    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "PLoS Pathogens".

    Karagen to substancja uzyskiwana z krasnorostów, tj. czerwonych glonów o nazwie
    chrząstnica kędzierzawa lub mech irlandzki (Chondrus crispus). Krasnorosty te
    można spotkać w północnych wodach Atlantyku, u skalistych wybrzeży Północnej
    Ameryki i Europy.
    Od lat karagen jest używany w przemyśle spożywczym i kosmetycznym jako
    zagęstnik - do tworzenia żeli i galaret. W związku z tym można go znaleźć w
    wielu produktach codziennego użytku, takich jak pasty do zębów lub jogurty.

    Z dotychczasowych badań wiadomo, że karagen blokuje wirusa HIV. Trwające
    aktualnie w Afryce testy na ponad pięciu tysiącach kobiet mają ostatecznie
    potwierdzić jego rolę w prewencji zakażeń HIV u ludzi.

    Najnowsze doświadczenia naukowców z National Cancer Institute w Bethesda (stan
    Maryland) ujawniły jednak, że substancja ta ma szersze działanie
    przeciwwirusowe. Hamuje bowiem ona rozwój infekcji spowodowanej ludzkim wirusem
    brodawczaka - HPV. Wirus ten przenosi się droga płciową i jest uważany za
    podstawową przyczynę raka szyjki macicy.

    "W testach in vitro sprawdziliśmy wiele substancji pod kątem ich zdolności do
    blokowania HPV. Karagen, niedrogi i powszechnie dostępny produkt, wykazał się
    wyjątkową skutecznością" - komentuje biorący udział w badaniach Douglas Lowy.
    Jak podkreślił, karagen skutecznie blokował rozwój infekcji HPV w stężeniach
    100 razy niższych niż najlepszy znany obecnie inhibitor tego wirusa.

    Dokładne analizy ujawniły, że substancja ta działa jak rodzaj "kontroli
    granicznej". Przyłączając się do białek wirusa, zapobiega jego wnikaniu do
    komórek nabłonka szyjki.

    Autorzy pracy uważają, że karagenan może się stać składnikiem tanich preparatów
    zapobiegających przenoszeniu zakażeń HPV drogą płciową. Takie preparaty do
    użytku zewnętrznego noszą nazwę mikrobicydów.

    Zastosowanie karagenu w prewencji raka szyjki macicy może być ułatwione przez
    fakt, że obecnie jest on składnikiem wielu żeli- nawilżaczy dopochwowych, a -
    jak wykazał zespół Lowy'ego - niektóre z tych ogólnodostępnych produktów
    skutecznie zapobiegały zakażeniu komórek szyjki macicy w probówce.

    Obecnie za bardzo obiecującą metodę zapobiegania infekcjom HPV, i co za tym
    idzie rakowi szyki, uważana jest szczepionka przeciwwirusowa, która zyskała już
    aprobatę Amerykańskiej Komisji ds. Żywności i Leków. Decyzja o zatwierdzeniu
    jej w krajach UE ma zapaść pod koniec roku 2006.

    Już teraz wiadomo jednak, że będzie ona kosztowna (kilkaset dolarów USA), a
    przez to niedostępna dla większości mieszkanek biednych krajów, w których
    ciągle zbyt wiele kobiet umiera na ten nowotwór. Podobnie jest zresztą w
    Polsce, która pod względem zachorowalności na raka szyjki i umieralności z jego
    powodu zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie.

    "Karagen jest tani i łatwo dostępny. Został uznany za +generalnie bezpieczny+
    przez Amerykańską Komisję ds. Żywności i Leków. Z tych powodów wprowadzenie do
    użytku mikrobicydów z karagenem nie musi być wcale sprawą dalekiej
    przyszłości" - komentuje kliniczna konsultantka Centrum Badań nad Rakiem w
    Londynie, Anne Szarewski. Jednak zanim do tego dojdzie, potrzebne będą szeroko
    zakrojone testy na pacjentach - zaznacza badaczka.

    Z najnowszych badań wynika też, że karagen może chronić przed zakażeniem innymi
    wirusami niż HIV i HPV. Naukowcy z zespołu Lowy'ego zaobserwowali, że hamuje on
    również infekcję wirusem opryszczki - HSV, ale w dawce 1000 razy wyższej niż w
    przypadku HPV.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1356767,16,1,0,120,686,item.html
  • Nowo opracowane badanie krwi pomoże wcześniej wykrywać raka płuc niż jest to
    możliwe z użyciem metod radiografii, zarówno konwencjonalnej, jak i tomografii
    komputerowej - wynika z badań amerykańskich, które publikuje "Journal of
    Thoracic Oncology".
    Test, opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Stanu Kentucky, polega na
    wykrywaniu białek odporności produkowanych przez organizm w odpowiedzi na
    obecność raka płuc we wczesnym stadium rozwoju.

    Aby sprawdzić jego czułość i dokładność, naukowcy przebadali próbki krwi
    pobrane w grupie pacjentów leczonych z powodu niedrobnokomórkowego raka płuc.
    Guzy z tej grupy stanowią większość, bo aż 75 do 80 proc. wszystkich przypadków
    raka płuc. Około 40 proc. pacjentów z rakiem niedrobnokomórkowym przeżywa 5 lat
    od momentu jego wykrycia. Okazało się, że czułość testu (tj. odsetek
    pozytywnych wyników wśród osób chorych) wyniosła 90 proc. Innymi słowy, test
    potwierdził obecność raka w 90 proc. przypadków. Co więcej, jego swoistość, tj.
    odsetek negatywnych wyników w grupie osób zdrowych, również była wysoka -
    uzyskano niewiele pozytywnych wyników u osób bez raka płuc.

    Zachęceni tymi wynikami naukowcy przebadali też próbki krwi kilkunastu
    pacjentów, które pobrano kilka lat przed wykryciem u nich guza płuc. Za pomocą
    testu udało się wykryć raka w 4 na 7 próbkach pobranych rok przed diagnozą oraz
    we wszystkich 18 próbkach pobranych 2, 3 lub 4 lata przed nią.

    Zdaniem naukowców, wyniki te wskazują, że rak płuc może rozwijać się u pacjenta
    przez ok. 3 do 5 lat zanim osiągnie rozmiary pozwalające go wykryć z użyciem
    metod radiograficznych.

    "Dlatego wykrywanie przeciwciał we krwi pacjenta może być doskonałym narzędziem
    do wczesnej diagnostyki tego raka, zwłaszcza jeśli połączy się je z innymi
    metodami diagnostycznymi" - komentują autorzy pracy.

    Rak płuc jest obecnie uważany za największego zabójcę wśród wszystkich
    nowotworów, gdyż przeważnie wykrywa się go w zbyt zaawansowanych i opornych na
    leczenie stadiach rozwoju. Jak wskazują dane Global Lung Cancer Coalition,
    każdego roku jest on wykrywany u 10 mln ludzi. Połowa wszystkich pacjentów
    umiera w ciągu roku od diagnozy.

    Obecnie w diagnostyce guzów płuc powszechnie stosuje się metody radiografii,
    ale dają one zbyt wysoki odsetek pozytywnych wyników u osób zdrowych.
    Potwierdzenie obecności raka płuc można uzyskać tylko w badaniu histologicznym
    jego fragmentu. W tym celu trzeba jednak wykonać badanie inwazyjne, np. biopsję
    aspiracyjną.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1357418,16,1,0,120,686,item.html
  • Białko o nazwie proepitelina odgrywa kluczową rolę w rozprzestrzenianiu się
    raka pęcherza moczowego - donosi najnowszy numer czasopisma "Cancer Research".
    Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Badań Raka, w 2006 roku 61 420
    mieszkańców USA zachoruje na raka pęcherza moczowego, czyniąc go tym samym
    piątym pod względem częstości występowania rodzajem nowotworu w tym kraju.
    Szacuje się, że koło 13 060 pacjentów umrze z powodu tej groźnej choroby.
    Wcześnie wykryty nowotwór jest wyleczalny, choć często zdarzają się nawroty i
    przerzuty do innych narządów.

    Doktor Morrione i jego zespół z Jefferson Medical College i Jefferson's Kimmel
    Cancer Center badali rolę białka o nazwie proepitelina w powstawaniu raka
    pęcherza moczowego. Proepitelina pełni funkcję czynnika wzrostu nabłonka (tzw.
    epitelium) - warstwy komórek wyściełających powierzchnie narządów wewnętrznych.
    Podobnie jak inne czynniki wzrostu reguluje tempo namnażania się, różnicowania
    i migracji komórek. Podwyższony poziom tego białka jest wykrywany u pacjentów z
    nowotworami piersi, jajników i nerek.

    Naukowcy użyli do badań 5637 komórek pobranych z guzów pęcherza moczowego.
    Wykazali, że proepitelina pobudza migrację komórek nowotworowych pęcherza i
    stymuluje narastanie nowotworu. Dr Morrione sądzi, że białko to odgrywa podobną
    rolę w rozwoju guzów innych narządów. Jego zdaniem kolejnym krokiem będzie
    zbadanie czy proepitelina może być markerem przerzutów raka pęcherza.

    "Guzy pęcherza są trudne w leczeniu, ponieważ dają nawroty. Potrzebna jest
    nieinwazyjna metoda wczesnego wykrywania tych nowotworów" - mówi dr
    Morrione. "Fakt, że proepitelina nie pobudza silnie podziałów komórkowych ale
    stymuluje migrację i inwazyjność - dwie kluczowe cechy, prowadzące do
    powstawania przerzutów - sugeruje, że może być bardzo istotna dla przejścia z
    nieinwazyjnej do inwazyjnej postaci raka" - podsumowuje Morrione.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1358020,16,1,0,120,686,item.html
  • Radioterapia przypominająca - najskuteczniejsza w zapobieganiu nawrotom raka
    piersi
    Radioterapia przypominająca może być skutecznym sposobem na zapobieganie
    nawrotom raka piersi przez długie lata po operacji.

    Zdaniem ekspertów powinna być stosowana razem z zabiegiem chirurgicznym u
    pacjentem z prekursorowymi komórkami nowotworowymi. Naukowcy przeanalizowali
    dane 373 kobiet spełniających warunki zwiększające ryzyko wystąpienia nowotworu
    piersi i stwierdzili, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania nawrotom choroby
    była radioterapia całej piersi oraz następująca po niej radioterapia
    przypominająca.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1346790,2056,,,,radioterapia_przypominajaca_najskuteczniejsza_w_zapobieganiu_nawrotom_raka_piersi,ciekawostki.html
  • Radioterapia - niewskazana przy łagodnym nowotworze prostaty
    Z najnowszych badań wynika, że mężczyźni z mało zaawansowanym i łagodnym
    nowotworem prostaty nie potrzebują radykalnej terapii, która może wywoływać
    bardzo uciążliwe skutki uboczne.

    Analizy brytyjskiej fundacji Cancer Research dowodzą, że jedynie 1% mężczyzn w
    wieku 55-59 lat, u których wykryto łagodnego raka prostaty, umiera w ciągu 15
    lat od diagnozy. Jednocześnie wiadomo, że efekty uboczne radykalnej terapii
    antynowotworowej, czyli m.in. interwencji chirurgicznej i radioterapii, mogą
    być bardzo poważne. Rak prostaty to najczęściej wykrywana odmiana nowotworu
    wśród Brytyjczyków. Każdego roku wykrywa się prawie 32 tysiące nowych
    przypadków, a około 10 tysięcy pacjentów umiera. Obecnie chorobę tę leczy się
    przy pomocy radykalnych rozwiązań - usunięcia prostaty lub radioterapii -
    chociaż alternatywą jest również metoda obserwacji.

    Zdaniem ekspertów, radykalne metody leczenia są skuteczne jedynie u mężczyzn z
    agresywną odmianą nowotworu, wśród których bez radykalnej terapii na raka
    prostaty umiera aż 68% pacjentów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1345926,2056,,,,radioterapia_niewskazana_przy_lagodnym_nowotworze_prostaty,ciekawostki.html
  • Imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów jajników
    Naukowcy amerykańscy odkryli, że imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów
    jajników.

    Testy prowadzone na uniwersytecie w Michigan wykazały, że popularna przyprawa
    niszczy komórki nowotworowe i zapobiega uodparnianiu się zagrożonych tkanek na
    kurację. U większości pacjentek z nowotworem jajników choroba utrwala się i
    powoduje, że organizm uodparnia się na standardową chemioterapię.

    Imbir, który do tej pory stosowano w medycynie w celu zapobiegania mdłościom
    oraz leczenia stanów zapalnych, zapobiega również procesowi uodparniania się
    komórek na chemioterapię.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1330220,2056,,,,imbir_moze_byc_stosowany_w_leczeniu_nowotworow_jajnikow,ciekawostki.html
  • Nikotyna blokuje działanie leków stosowanych w chemioterapii raka płuc, takich
    jak np. taksol - zaobserwowali naukowcy z USA.

    To odkrycie wskazuje, że leczenie raka płuc może nie dawać pożądanych efektów
    nawet u tych pacjentów, którzy rzucili palenie, ale stosują zastępcze produkty
    z nikotyną, np. w postaci gumy do żucia czy plasterków.

    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
    Sciences".

    Zawarta w tytoniu nikotyna sama w sobie nie jest związkiem rakotwórczym.
    Naukowcy z H. Lee Moffitt Cancer Center i z Research Institute w Tampa
    (Florida) zaobserwowali jednak, że może ona wpływać na procesy biochemiczne,
    które pobudzają wzrost raka płuc i mogą przeszkadzać w jego leczeniu.

    Zespół kierowany przez Srikumara Chellappana analizował czy nikotyna może
    wpływać na skuteczność trzech leków stosowanych standardowo w chemioterapii
    raka płuc - jak gemcytabina, cisplatyna i taksol. Leki te wywołują apoptozę,
    tj. samobójstwo komórek nowotworowych.

    Okazało się, że dodatek nawet małych ilości nikotyny hamował zdolność tych
    leków do niszczenia komórek różnych nowotworów. Jak podkreślają naukowcy, efekt
    ten obserwowano przy takich ilościach nikotyny, jakie występują we krwi
    przeciętnego palacza.

    Nikotyna chroniła komórki raka przed samobójczą śmiercią pobudzając nadmiernie
    aktywność dwóch genów - genu surwiwiny oraz genu XIAP. Jednak, gdy naukowcy
    zablokowali obydwa geny, nikotyna traciła swą ochronną moc, a komórki raka
    ginęły.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1327240,2056,,,,nikotyna_oslabia_skutecznosc_terapii_raka_pluc,ciekawostki.html
  • Po kremach do opalania, wiceszef Komisji Europejskiej Guneter Verheugen
    przyjrzał się farbom do włosów i - w trosce o zdrowie konsumentów - zakazał
    używania w ich produkcji 22 substancji chemicznych.
    Zakaz, który dotyczy 22 substancji, zacznie obowiązywać 1 grudnia tego roku.
    Specjaliści - doradcy KE uznali, że długotrwałe stosowanie farb zawierających
    te substancje może spowodować raka pęcherza.

    Rzecznik komisarza Verheugena, odpowiedzialnego za przemysł, nie mógł wskazać
    na konferencji prasowej, w jakich produktach dokładnie mogą się obecnie
    znajdować te niebezpieczne związki. Wręcz przeciwnie - dał do zrozumienia, że
    duże i znane firmy farmaceutyczne już ich nie stosują, co potwierdza
    europejskie stowarzyszenie producentów kosmetyków. Komisja wprowadza więc
    zakaz "na wszelki wypadek", zwłaszcza wobec mniejszych firm.

    Aby podnieść wagę swojej decyzji, KE przypomniała w komunikacie prasowym, że w
    Europie aż 60 proc. kobiet i od 5 do 10 proc. mężczyzn farbuje włosy, średnio 6-
    8 razy w roku.

    Doradcy Komisji nie skończyli badań wszystkich substancji używanych w przemyśle
    farb do włosów. KE zapowiada więc, że w przyszłości może rozszerzyć "czarną
    listę".

    Listę zakazanych substancji oraz informację o prowadzonych testach można
    znaleźć na stronach internetowych KE.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1359574,16,1,0,120,686,item.html
  • Cząsteczki wirusa, "udekorowane" atomami gadolinu, pozwalają uzyskać
    dokładniejsze niż dotąd obrazy tkanek, na przykład drobnych ognisk
    nowotworowych - informuje pism "Nano Letters".

    Środki kontrastujące to substancje używane w radiologii, dzięki którym różnice
    między poszczególnymi rodzajami tkanek stają się wyraźniejsze, a na zdjęciach
    rentgenowskich lub uzyskiwanych za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego
    widać drobniejsze szczegóły.

    Jako środków kontrastujących w zwykłych badaniach rentgenowskich i tomografii
    komputerowej używa się zwykle organicznych związków jodu, w ultrasonografii -
    drobniutkich pęcherzyków gazu, zaś w przypadku rezonansu jądrowego - związków
    rzadkiego metalu, gadolinu. W tym ostatnim przypadku im większe są cząsteczki
    kontrastu, tym lepszy obraz.

    Naukowcy z New York University jako nośnikiem kontrastu posłużyli się wirusami.
    Ich białkowe cząsteczki są wyjątkowo duże i mają regularną budowę. Łatwo łączą
    się z wieloma rozmaitymi grupami chemicznymi.

    Wirusy, do których dołączono chelatowe związki gadolinu, podczas badania za
    pomocą rezonansu magnetycznego dały bardzo wyraźny sygnał. Gdyby na
    cząsteczkach wirusa umieścić specyficzne receptory dla określonych nowotworów,
    można by wykrywać także guzy bardzo małe, zbyt małe, by się uwidaczniały
    podczas obecnie dostępnych badań.

    źródło pochodzenia
    www.laboratoria.net/pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2449
  • Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków (FDA) zarejestrowała GARDASIL,
    pierwszą na świecie szczepionkę, zapobiegającą rakowi szyjki macicy oraz stanom
    przedrakowym szyjki macicy, pochwy i sromu powodowanym zakażeniem wirusami HPV
    (typ 16, 18).

    Podanie szczepionki zapobiega również powstawaniu brodawek płciowych oraz
    neoplazji szyjki macicy niskiego stopnia (CIN1) powodowanym zakażeniem HPV 6,
    11, 16, 18.

    Badania kliniczne wykazały 100% skuteczność szczepionki GARDASIL w zapobieganiu
    rakowi szyjki macicy, zmianom przednowotworowym typu CIN2/3, oraz zmianom
    przednowotworowym sromu i pochwy, powodowanym przez wirusy HPV 16 i 18 u osób
    którym podano szczepionkę. Amerykański koncern farmaceutyczny Merck & Co
    pracował nad szczepionką ok 10 lat. W badaniach II i III fazy wzięło udział
    ponad 20 tys. kobiet w wieku 16 – 26 lat. Badania kliniczne skuteczności
    szczepionki były prowadzone w 13 krajach, w tym również w Polsce.

    Prowadzone są dalsze badania, umożliwiające rozszerzenie wskazań i grup
    pacjentów. W Stanach Zjednoczonych szczepionka jest wskazana dla pacjentów od 9
    do 26 roku życia, ponieważ jej podanie zapobiega zakażeniom wirusem HPV. USA są
    drugim krajem na świecie w którym zarejestrowano GARDASIL. 1 czerwca 2006
    szczepionkę dopuszczono na rynek w Meksyku.

    "Wniosek o rejestrację szczepionki w Unii Europejskiej w tzw. procedurze
    centralnej został złożony w grudniu 2005 roku. Decyzja rejestracyjna
    spodziewana jest pod koniec 2006 roku. W przypadku pozytywnej decyzji,
    szczepionka ta pod nazwą SILGARD powinna być dostępna w polskich aptekach na
    początku 2007 roku." – mówi dyrektor medyczny MSD Polska Adam Czernik.

    Na świecie rak szyjki macicy jest drugim, co do częstości rakiem, który dotyka
    kobiety i drugą, co do częstości przyczyną zgonów wśród kobiet z powodu raka.
    Globalnie, co roku notuje się ok. 500 000 nowych zachorowań , a około 240 000
    kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy. W Polsce zapada na ten typ raka
    ponad 3 600 kobiet rocznie, z czego umiera co roku ok. 2000. – to 5 Polek,
    każdego dnia.

    źródło pochodzenia www.niepelnosprawni.info/ledge/x/15691
  • Odkryto gen zwiększający ryzyko raka piersi u Europejek
    Naukowcy odkryli kolejny gen związany z rakiem piersi, który poważnie zwiększa
    ryzyko tej choroby u części Europejek - podaje internetowe pismo Public Library
    of Science Medicine.

    Nowo odkryty gen współdziała z innymi, dobrze znanymi genami BRCA1 i BRCA2,
    zwiększając ryzyko raka piersi nawet o 80% - ogłosili naukowcy.
    U kobiet z określonymi mutacjami na obu tych genach ryzyko raka piersi jest
    niemal pewne - twierdzą prowadzący badania z islandzkiej firmy
    biofarmaceutycznej Decode Genetics.

    Nowy gen nazwano BARD1. Kobiety z wariantem tego właśnie genu, u których
    rozwinie się rak piersi, są ponadprzeciętnie zagrożone rozwojem raka także w
    drugiej piersi - stwierdziła Kari Stefansson z Decode.

    Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna, choć bardzo często pojawia się
    także u kobiet, w których rodzinach choroba się wcześniej nie ujawniła. W
    rozwoju raka piersi gra rolę czynnik genetyczny (ma w tym udział kilka genów,
    nie tylko BRCA1 i BRCA2).

    Poznane dotąd mutacje genów BRCA1 i BRCA2 odpowiadają za jedynie ok. 3%
    wszystkich przypadków raka piersi. Eksperci próbują ustalić, jakie jeszcze geny
    współdziałają z tymi dwoma, zwiększając ryzyko choroby.

    Dotąd porównali 1090 kobiet z Islandii chorych na raka piersi i 703 zdrowych.
    Ryzykowną mutację genu BARD1 wykryto u 5,4 proc. pacjentek z rakiem piersi i u
    3,1% kobiet bez tej choroby. Oznacza to, że mutacja zwiększyła ryzyko choroby o
    80%.

    Samo posiadanie mutacji BARD1 nie było specjalnie niebezpieczne dla kobiet.
    Mimo tego naukowcy stwierdzili, że u pań z tą mutacją, i posiadających
    jednocześnie specyficzną mutację BRCA2, ryzyko raka piersi było "dramatyczne"
    (wyliczono, że w takim układzie ryzyko choroby rośnie niemal o 100%.).

    Naukowcy sugerują, że warto opracować test na wykrycie niebezpiecznej
    kombinacji zmutowanych genów. W czasie badań taką mutację BARD1 wykryto w
    rodzinach włoskich i fińskich, w których występowały przypadki nowotworów
    piersi i jajników. Nie znaleziono ich za to u Chinek, Japonek i kobiet
    czarnoskórych.

    "Wariant ten może występować jedynie u osób z europejskimi korzeniami, może
    przyczyniać się do większego obciążenia rakiem piersi, jaki obserwuje się w tej
    grupie" - stwierdzili badacze.

    Natomiast u osób pochodzących z Japonii i czarnoskórych Amerykanek wykryto inne
    warianty genu BARD1. Ich udział w pojawieniu się ryzyka choroby wciąż nie jest
    pewny - zastrzegli naukowcy.

    Rak piersi jest drugą, po nowotworze płuc, wiodącą przyczyną nowotworowych
    zgonów kobiet. Na świecie choruje na niego 1,2 mln pań i co roku umiera ich
    ponad 400 tys. - szacuje Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC). (mj)

    źródło pochodzenia
    wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,8358194,wiadomosc.html?ticaid=12010
  • Ze złośliwym nowotworem nerki można walczyć - wyniki testów nowych preparatów
    ogłosili właśnie specjaliści na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa
    Onkologii Klinicznej (ASCO).

    Nowotwory nerek są ciągle olbrzymim wyzwaniem dla medycyny - są niewrażliwe na
    radioterapię i chemioterapię. W Polsce co roku wykrywa się około 3,5 tys.
    nowych przypadków. Ponad połowa chorych umiera.

    Głównym czynnikiem zwiększającym ryzyko zapadnięcia na nowotwór nerki jest
    palenie. Jeżeli nowotwór przeniesie się na inne organy, wtedy choroba jest już
    praktycznie nie do powstrzymania.

    Nowe leki testowano na chorych, u których nowotwór osiągnąłtakie właśnie wysoce
    zaawansowane stadium. Wyniki są zachęcające: chorzy, którzy brali nowatorskie
    leki, żyli dwa razy dłużej niż ci, których leczono w sposób standardowy, czyli
    zamiast pięciu - siedmiu miesięcy przeżywali jedenaście.

    Nowe leki na raka nerki to temsirolimus, sutent i nexavar. Należą one do tak
    zwanych terapii celowanych, które atakują raka, pozostawiając w spokoju zdrowe
    komórki. Temsirolimus blokuje działanie białka mTOR, odpowiadającego za
    podziały komórkowe i w ten sposób napędzającego rozwój guza. Podczas
    eksperymentu porównywano działanie nowych leków ze standardową terapią, za jaką
    uważa się interferon, medykament wzmacniający system odpornościowy.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1149576870&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Gen, który przyczynia się do powstawania przerzutów raka, udało się
    zidentyfikować naukowcom brytyjskim. Odkrycie to może pomóc w opracowaniu
    nowych, skuteczniejszych metod leczenia chorych na raka - czytamy na łamach
    pisma "Cancer Research".

    Gen, o którym mowa, koduje białko nazywane w skrócie S100P. Należy ono do
    rodziny białek S100 i występuje powszechnie w różnych zdrowych tkankach, takich
    jak łożysko, śledziona, jelito grube, jajniki, prostata, płuca i serce. Jak
    wskazują badania, rola S100P polega na pobudzaniu migracji białych krwinek w
    całym organizmie.

    Naukowcy z Uniwersytetu w Liverpoolu wykazali jednak, że obecność białka S100P
    w komórkach nowotworu złośliwego ułatwia im przemieszczanie się wraz z krwią do
    innych tkanek, czyli tworzenie przerzutów. "Raka, który daje przerzuty,
    znacznie trudniej jest leczyć niż guza pierwotnego, którego można z dobrym
    skutkiem usuwać chirurgicznie" - komentuje prowadzący najnowsze badania prof.
    Philip Rudland.

    Według badacza, przerzuty można obecnie leczyć wyłącznie z pomocą chemio- i
    radioterapii. Metody te mają jednak ograniczoną skuteczność i dużo działań
    ubocznych, bowiem oprócz chorych, nowotworowych komórek uszkadzają również
    tkanki zdrowe.

    Przerzuty raka są główną przyczyną zgonów pacjentów chorych na nowotwory
    złośliwe. Fundamentalną rolę w tym procesie odgrywają geny, podkreśla prof.
    Rudland. Poznanie ich może odegrać kluczową rolę w opracowaniu nowych metod
    walki z rakiem, takich, które pozwolą przedłużać życie pacjentów.

    Dotychczasowe badania w tej dziedzinie, prowadzone przez zespół prof. Rudlanda,
    zaowocowały odkryciem jeszcze trzech innych - poza genem S100P - genów, które
    przyczyniają się do przerzutów raka. Są to gen kodujący białko S100A4, gen
    osteopontyny oraz białka AGR2.

    "Kolejnym krokiem będzie opracowanie leków, które blokowałyby aktywność tych
    genów i na tej drodze powstrzymywały przerzuty komórek nowotworowych z guza
    pierwotnego do innych organów" - mówi prof. Rudland. Badacz liczy, że dzięki
    temu można by przedłużać życie osobom chorym na raka.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1144080254&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Pęcherzyki gazu mogą blokować dopływ krwi do nowotworów lub ułatwiać
    doprowadzanie do tkanek leków - informuje "Journal of Biomechanical
    Engineering".
    Badania nad bąbelkami prowadzą naukowcy z University of Michigan. Proces
    blokowania dopływu krwi do guza nazywany jest embolizacją, a stosowanie do tego
    celu pęcherzyków gazu - emboloterapią. Obie nazwy pochodzą od greckiego
    słowa "embolos", oznaczającego czop. Ponieważ można precyzyjnie określić, gdzie
    formują się pęcherzyki, uszkodzenia zdrowych tkanek są minimalne. Biochemik dr
    Joseph Bull pracuje wraz z radiologiem, prof. Brianem Fowlkesem. Wcześniej w
    emboloterapii do blokowania przepływu używano korków zrobionych na przykład ze
    skrzepu krwi lub pewnego rodzaju żelu. W ich przypadku główna trudność polega
    na ograniczeniu uszkodzeń w innych tkankach. Pęcherzyki pozwalają na bardzo
    precyzyjne blokowanie, ponieważ do ich wytwarzania i kontrolowania może służyć
    skoncentrowana wiązka ultradźwięków.

    Planowana technika ma być według Bulla procesem dwuetapowym. Najpierw
    pacjentowi wstrzykuje się przegrzane mikrokapsułki z perfluorokarbonem, na tyle
    małe, że swobodnie przechodzą przez naczynia krwionośne.
    Lekarze mogą je obserwować za pomocą typowego aparatu USG - gdy osiągną miejsce
    przeznaczenia, są poddawane działaniu ultradźwięków o dużej energii.
    Ultradźwięki te działają jak pinezka na wypełniony wodą balon - otoczka
    kapsułek pęka, zaś perfluorokarbon rozpręża się, tworząc pęcherzyk gazu, o
    objętości mniej więcej 125 razy większej niż pierwotna kapsułka. Napotykając
    opór ścian naczynia, pęcherzyk gazu przyjmuje kształt kiełbaski. Dwie lub trzy
    porcje takich pęcherzyków mogą zamknąć przepływ krwi niemal całkowicie.
    Niedokrwiony guz obumiera.

    Szczególnie wartościowa może być nowa technika w leczeniu raka nerki czy raka
    wątrobowokomórkowego - najpospolitszego z raków wątroby (powoduje 1,25 miliona
    zgonów rocznie). Jego leczenie konwencjonalnymi metodami utrudnia towarzysząca
    mu zwykle marskość wątroby, poza tym jest odporny na promieniowanie i leki
    przeciwnowotworowe.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1360041,16,1,0,120,686,item.html
  • Naukowcy odkryli sposób na zmniejszenie ryzyka przerzutów nowotworowych do
    kości. Mamy już nawet potrzebne do tego lekarstwo.

    Wszystkiemu winna jest jedna cząsteczka białka produkowana w szpiku kostnym -
    dowodzą naukowcy z kanadyjsko-austriackiego zespołu onkologów. Cząsteczka nosi
    nazwę RANKL. - To białko, które przyciąga komórki rakowe - tłumaczy prof. Josef
    Penninger z Instytutu Biotechnologii Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk,
    jeden z odkrywców tego mechanizmu. - RANKL znajduje się na kościach i gdy
    komórki nowotworowe krążą w organizmie, to właśnie ta cząsteczka nakłania je,
    by przykleiły się do tkanki kostnej - dodał naukowiec.

    Mechanizm działania RANKL i leku blokującego tę cząsteczkę przetestowano na
    zwierzętach. Myszom, u których wywołano raka skóry, podawano osteoprotegerynę
    (OPG) hamującą RANKL. - U zwierząt, którym podawano OPG,wystąpiło mniej
    przerzutów do kości niż u myszy nieleczonych - powiedziała D. Holstead Jones z
    Uniwersytetu Ontario, należąca do zespołu Penningera. Blokowanie RANKL nie
    ogranicza jednak atakowania przez nowotwór innych narządów. Opis eksperymentu
    zamieszcza najnowsze wydanie magazynu "Nature".

    Zwykle droga od testów laboratoryjnych na zwierzętach do zastosowania terapii u
    ludzi jest dość daleka. - Odkrycia bazujące na badaniach myszy powinny być
    bardzo ostrożnie przenoszone na to, co dotyczy człowieka - podkreśla prof.
    Penninger.

    Tym razem może być jednak inaczej - lek hamujący RANKL jest już bowiem
    opracowywany. W wypadku większości typów nowotworów piersi kobiet komórki
    rakowe mają receptor dla cząsteczki RANKL, dlatego - jak uważa prof. Penninger -
    pomysł na terapię sprawdzi się również u ludzi. - Nowe leki, inhibitory RANKL,
    są już w zaawansowanej fazie rozwoju - potwierdza Holstead Jones. - Nasz pomysł
    polega na tym, by ludzie z rakiem zagrażającym przerzutami do kości dostawali
    ten lek natychmiast po zdiagnozowaniu choroby - dodała.

    To właśnie przerzuty choroby nowotworowej - nie tylko zresztą do kości - są
    głównym problemem w leczeniu raka. Więcej pacjentów umiera z powodu przerzutów
    niż z powodu guzów, które dały im początek.

    Dziś lekarze w większości wypadków dają już sobie radę z usunięciem pierwszego,
    pierwotnego, ogniska choroby. Kłopoty pojawiają się jednak wtedy, gdy komórki
    rakowe trzeba tropić i niszczyć w całym organizmie. To właśnie jest powodem,
    dla którego specjaliści onkolodzy tak wielką wagę przykładają do wczesnego
    zdiagnozowania raka.

    Z badań wynika, że u ok. 70 proc. kobiet z zaawansowanym rakiem piersi dojdzie
    do przerzutuchoroby do kości. Dotyczy to również 84 proc. mężczyzn z rakiem
    prostaty. - Przerzuty raka do kości to ogromny problem - powiedział prof.
    Penninger. - Szacujemy, że co roku zdarza się to u ok. miliona pacjentów,
    szczególnie dotyczy to kobiet cierpiących na raka piersi - dodał.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1143788653&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Im mniejszy guz nowotworowy w płucach, tym większa szansa, że nie doszło
    jeszcze do przerzutów - donoszą naukowcy na łamach najnowszego numeru "Archives
    of Internal Medicine".

    Nowotwory płuc należą do najczęstszych nowotworów w krajach wysokorozwiniętych.
    Ich powstawaniu sprzyja zanieczyszczenie środowiska oraz palenie papierosów.

    Nowotwory płuc są często bardzo złośliwe. Powodują szybki rozwój choroby i
    przerzuty. W przypadku złośliwej formy raka płuc szansa na wyleczenie jest
    szacowana tylko na ok. 10 procent< Nowotwory płuc na najwcześniejszym etapie
    rozwoju, to znaczy zanim dadzą przerzuty do innych narządów, dzieli się na
    stadium IA (guzy rakowe o średnicy mniejszej niż 30 milimetrów) oraz IB
    (średnica powyżej 30 milimetrów). Gruzy te można wykryć i zmierzyć za pomocą
    tomografii komputerowej, nieinwazyjnego i bardzo czułego badania obrazowego.

    W przypadku nowotworów płuc dających już objawy wiadomo, że im większe są guzy,
    tym większe prawdopodobieństwo, że dały już przerzuty. Jak dotąd nie było
    jednak dowodów na związek wielkości guza z jego złośliwością w przypadku bardzo
    wczesnych stadium nowotworu, kiedy rak nie daje jeszcze żadnych objawów.

    Grupa naukowców z nowojorskiego szpitala prezbiteriańskiego Weill Cornell
    Medical Center pod kierunkiem dr Claudii Henschke przebadała pod kątem
    obecności nowotworów płuc grupę 28689 kobiet i mężczyzn - pacjentów różnych
    szpitali w latach 1993-2004.

    W wyniku tej analizy u 464 pacjentów zdiagnozowano nie dającego jeszcze objawów
    klinicznych raka płuc, w 436 przypadkach - niedrobnokomórkowego raka płuc, w
    pozostałych 28 - jego postać drobnokomórkową.

    W przypadku pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc ryzyko wystąpienia
    przerzutów wzrastało wraz z wielkością guza. Podobnie było w przypadku
    drobnokomórkowego nowotworu.

    Dzięki wczesnemu wykrywaniu nowotworów płuc (np. za pomocą tomografii
    komputerowej lub innych metod obrazowych) oraz określeniu wielkości guzów
    nowotworowych, możliwe będzie dokładniejsze prognozowanie przeżycia, a co za
    tym idzie - włączenie najbardziej odpowiedniego leczenia tych nowotworów.
    Większość przypadków raka płuc wykrytych wcześnie (gdy jeszcze nie doszło do
    przerzutów komórek rakowych do węzłów chłonnych ani innych narządów) jest
    uleczalna, szczególnie w przypadku niewielkich guzów.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1139993293&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Proste badanie moczu pomaga wykryć nawroty raka pęcherza w 99 proc. przypadków -
    informują naukowcy z USA na łamach pisma "Journal of the American Medical
    Association". Dzięki temu szanse pacjenta na wyleczenie znacznie rosną.

    Test nosi nazwę BladderChek i jest tak prosty jak test ciążowy. Do jego
    wykonania potrzeba zaledwie czterech kropli moczu pacjenta.

    Badanie polega na wykryciu w moczu podwyższonego poziomu białka macierzy
    jądrowej - NMP22, który zdradza obecność raka nawet w jego początkowych
    stadiach. Gdy test stwierdzi obecność raka pojawia się czerwona linia.

    Obecnie nie ma jednej skutecznej metody oceny ryzyka nawrotów raka pęcherza.
    Dlatego naukowcy stosują kombinację dwóch technik - cystoskopii i cytologii.

    Cystoskopia to minimalnie inwazyjne badanie pęcherza i cewki moczowej za pomocą
    wziernika. Nie pozwala jednak wykryć bardzo małych guzów, czy guzów zajmujących
    mięśniówkę pęcherza. Wyniki cystoskopii konfrontuje się więc często z wynikami
    cytologii, tj. obserwacji patologicznych zmian w komórkach izolowanych z moczu
    pacjenta.

    Analiza cytologiczna zajmuje jednak tydzień lub więcej i wymaga interpretacji
    specjalisty. Poza tym czułość metody zależy od rozmiarów i rodzaju guza.

    Natomiast wynik nowego testu lekarz lub pielęgniarka mogą poznać w ciągu 30-50
    minut, czyli zanim pacjent opuści gabinet. Ponadto, jego czułość jest większa
    niż czułość cytologii.

    Dowiodły tego badania w grupie 668 pacjentów, którzy w przeszłości byli leczeni
    na raka pęcherza. Od wszystkich pobrano próbki moczu do wykonania cytologii
    oraz testu BladderChek. Poddano ich również badaniu z użyciem wziernika.

    Okazało się, że cystoskopia wykryła nieco ponad 91 proc. przypadków nawrotu
    choroby nowotworowej. Gdy połączono ją z badaniem cytologicznym, czułość testu
    wzrosła do 94 proc. Natomiast kombinacja cystoskopii z testem BladderChek
    pozwoliła wykryć aż 99 proc. wszystkich przypadków nawrotu raka.

    Dzięki nowemu testowi udało się wykryć raka w 8 przypadkach, na 9 pominiętych w
    badaniu wziernikiem. Aż 7 z nich było groźnych. Dla porównania cytologia
    pozwoliła wykryć 3 z nich.

    "Z naszych badań wynika, że szybki, prosty test może zmniejszyć częstość
    wykonywania cystoskopii" - komentuje prowadzący badania prof. Barry Stein.
    Cystoskopia wprawdzie nie jest badaniem bolesnym, ale może być uciążliwa i
    krępująca dla pacjenta, dodaje badacz.

    Rak pęcherza moczowego dotyka głównie mężczyzn między 50. a 80. rokiem życia.
    Kobiety chorują na niego 3-4 razy rzadziej. Liczba zachorowań na ten nowotwór
    wzrosła wyraźnie w ostatnich dziesięcioleciach.

    Wiadomo, że chorobie sprzyja palenie tytoniu i kontakt z barwnikami anilinowymi
    oraz zawarta w niektórych preparatach przeciwbólowych fenacetyna. Typowy objaw
    zaawansowanego raka to krew w moczu, zwłaszcza z postaci skrzepów.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1138280387&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Naukowcy odkryli nowy lek, który może być skuteczny w leczeniu przewlekłej
    białaczki szpikowej, donosi najnowszy numer "Nature Chemical Biology".

    Białaczka jest chorobą nowotworową atakującą komórki krwiotwórcze, głównie
    niedojrzałe limfocyty. Można ją leczyć stosując chemioterapię i niekiedy
    przeszczep szpiku.

    Wszystkie choroby nowotworowe wynikają z zaburzenia funkcjonowania i podziałów
    komórek. W komórkach nowotworowych dochodzi nie tylko do niekontrolowanego
    mnożenia się komórek, ale także do zmian w strukturze chromosomów. Najczęstszą
    odmianą białaczki występującą u dorosłych jest przewlekła białaczka szpikowa, w
    skrócie CML, stanowiąca około 15- 20 proc. wszystkich białaczek i rozwijająca
    się u osób po 40. roku życia.

    CML jest bardzo ciężkim nowotworem, niestety, najczęściej kończącymi się
    śmiercią. Ważną rolę w powstawaniu tej białaczki pełni onkogen BCR/ABL.

    Produkt genu BCR/ABL jest enzymem, który hamuje procesy naprawy DNA oraz
    apoptozy zmutowanych komórek szpiku kostnego, co prowadzi do nagromadzenia
    takich komórek. Organizm zostaje pozbawiony prawidłowych limfocytów i nie jest
    w stanie skutecznie walczyć z infekcjami.

    Na rynku dostępny jest lek o nazwie Gleevec, który hamuje działanie zmutowanego
    enzymu BCR/ABL. Jednak coraz częściej pojawiają się postacie nowotworu odporne
    na działanie tego chemioterapeutyku.

    Grupa naukowców z Instytutu Genomiki Fundacji Novartis z San Diego pod
    kierunkiem Nathanaela Graya odkryła nową klasę cząsteczek, w tym związek o
    nazwie GNF-2, które hamują produkcję enzymu BCR/ABL.

    Nowe cząsteczki są trujące dla komórek produkujących enzym BCR/ABL, ale nie
    niszczą normalnych komórek. Hamują więc one podziały komórek rakowych, nie
    niszcząc zdrowych komórek szpiku.

    Ponieważ mechanizm działania nowej klasy substancji jest inny niż Gleevecu,
    leki takie mogą być skuteczne w leczeniu opornych na działanie Gleevecu postaci
    przewlekłej białaczki szpikowej.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1137659555&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • Imatinib (Glivec, Gleevec), jeden z najskuteczniejszych leków
    przeciwnowotworowych, może być szkodliwy dla serca - informuje sieciowa wersja
    pisma "Nature Medicine".
    Glivec należy do nowej generacji leków wprowadzonych do użytku w ostatnich
    latach. Hamując działanie nieprawidłowej kinazy tyrozynowej - enzymu, dzięki
    któremu powstają i namnażają się komórki nowotworowe, pozwala skutecznie leczyć
    pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową.

    Dotąd uważano, że poza bólami kości, wymiotami i zmęczeniem nie powoduje on
    poważniejszych skutków ubocznych. Jak jednak wykazali naukowcy z Jefferson
    Medical College w Filadelfii, zarówno Glivec jak i podobne leki z grupy
    inhibitorów kinazy tyrozynowej mogą uszkadzać serce i prowadzić do
    niewydolności krążenia.
    Badania przeprowadzono na myszach oraz hodowanych w laboratorium komórkach
    ludzkiego mięśnia sercowego. Okazało się, że blokowany przez Glivec i podobne
    leki enzym - kinaza tyrozynowa - jest niezbędny dla dobrego funkcjonowania
    komórek mięśnia sercowego.

    U myszy dochodziło do uszkodzenia ważnych części komórek - endoplazmatycznego
    retikulum oraz mitochondriów. U niektórych pacjentów blokowanie kinazy może
    prowadzić do zaburzeń w pracy lewej komory serca, a nawet do niewydolności
    krążenia.

    Odkrycie nie podważa przydatności Glivecu w leczeniu przewlekłej białaczki
    szpikowej czy niektórych nowotworów układu pokarmowego, jednak lekarze będą
    musieli zwracać większą uwagę na stan układu krążenia swoich pacjentów.

    żródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1360745,16,1,0,120,686,item.html
  • Większość obserwacji dotyczących związku między dietą i nowotworami nadal nie
    ma charakteru rozstrzygającego. Gromadzi się jednak coraz więcej danych
    świadczących, że modyfikacja diety może zmniejszyć ryzyko wystąpienia
    nowotworów o jedną trzecią, a nawet dwie trzecie. Badania doświadczalne na
    zwierzętach dostarczają wiele dowodów na to, że dieta może wpływać występowanie
    nowotworów złośliwych. Wykazano, że wpływ ten może się realizować na wiele
    sposobów i wynikać nie tylko z wprowadzenia do ustroju kancerogenów czy
    substancji, z których mogą się one wytwarzać in vivo. Dieta może też wpływać na
    przemianę tych związków oraz reakcję ustroju na nie. Badania epidemiologiczne
    szukające korelacji między występowaniem nowotworów, a dietą pozwalają sądzić,
    że rodzaj diety, sposób żywienia, obecność substancji dodatkowych (takich jak
    konserwanty, barwniki, różnego rodzaju polepszacze smaku) mogą być czynnikami
    indukującymi rozwój lub wspomagającymi promocję różnych nowotworów.

    Przykłady

    Badania epidemiologiczne wykazały, że nadużywanie alkoholu sprzyja powstawaniu
    raka jamy ustnej, gardła, przełyku, górnej części krtani i odbytu. Odnośnie
    tego ostatniego przypadku stwierdzono, większą częstość występowania raka
    odbytu u piwoszy niż u osób nienadużywających tego trunku.
    Stwierdzono dodatnią korelację między rakiem przełyku, a wysokim spożyciem
    marynat (włączając marynowane i solone warzywa), spożywaniem używek i posiłków
    o zbyt wysokiej temperaturze oraz żywności zepsutej, spleśniałej (zawartość
    nitrozoamin).
    Pleśń pokrywająca przetwory owocowe i warzywne jest silnym kancerogenem, często
    szkoda jest wyrzucić pozornie dobry produkt, więc spożywa się go po usunięciu
    wierzchniej warstwy grzyba, niestety już w całym produkcie znajdują się
    produkowane przez pleśniaki aflatoksyny (bardzo silne kancerogeny), także
    zjadanie owoców po wykrojeniu nadgniłej części jest niebezpieczne, ponieważ
    toksyny grzyba (mogące mieć właściwości mutagenne) powodującego się psucie
    owocu również znajdują się w całej objętości owocu.
    Szczególnie w odniesieniu do raka pierwotnego wątroby uważa się, że powstaje on
    przy obecność w diecie aflatoksyn, dla których optymalne warunki do wytwarzania
    występują przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności najbardziej skażone
    mogą być produkty pochodzące z obszarów tropikalnych takie jak orzeszki ziemne,
    brazylijskie, pistacjowe, kukurydza, ryż, sorgo, pszenica żyto, zanieczyszczona
    pasza może być przyczyną skażenia mięsa i mleka metabolitami tych substancji.
    (występowanie endemiczne Kenia, indie).
    Zapadalność na raka żołądka wiąże się wg badań epidemiologicznych ze
    spożywaniem żywności wędzonej i konserwowanej za pomocą soli (sprzyja to
    rozwojowi atypowej flory bakteryjnej, biorącej udział w wytwarzaniu
    nitrozoamin. Te bardzo silne kancerogeny powstają w żołądku z azotynów i
    azotanów obecnych w różnych wędlinach (służące do ich konserwacji).
    Garbniki zawarte w herbacie, czerwonych winach mimo słabych właściwości
    mutagennych, przy dużym spożyciu tych napojów mogą stanowić zagrożenie dla
    zdrowia.
    W kawie, mocno palonej mogą znajdować się substancje smoliste o właściwościach
    mutagennych.
    Rakotwórcze WWA tworzą się podczas pieczenia mięsa na ruszcie, smażenia,
    wędzenia; ryby, skorupiaki wydobyte z zanieczyszczonej wody mogą być skażone
    przez chlorowane pochodne pestycydów, polichlorowanymi bifenylami i innymi
    zanieczyszeniami organicznymi o charakterze mutagennym.
    Wykazano zwiększony procent nowotworów u ludzi otyłych i ludzi odżywiających
    się wysokokalorycznie, szczególnie spożywających duże ilości tłuszczów , duża
    ilość tłuszczów w diecie może zwiększyć rozpuszczalność i pochłanianie
    lipofilnych (rozpuszczalnych w tłuszczach) substancji rakotwórczych. Dieta
    wysokotłuszczowa powoduje też nadmierną sekrecję soli kwasów tłuszczowych,
    uważanych w dużych stężeniach za czynniki rakotwórcze.
    Dieta wysokobiałkowa z kolei może zmieniać działanie enzymów wątrobowych
    metabolizujących substancje kancerogenne, może obniżać zdolność wątroby do
    detoksykacji i neutralizacji kancerogenów.
    Wykazano wpływ diety wysokotłuszczowej i wysokobiałkowej na częstość
    występowania nowotworów przewodu pokarmowego. Na rozwój nowotworów wpływają
    również niedobory pokarmowe, szczególnie niedobory witamin A i C, ryboflawiny,
    kwasu nikotynowego, składników mineralnych takich jak magnez, wapń cynk
    molibden, selen oraz długotrwały niedobór białka w pożywieniu.
    Istnieją silne dowody, że spożywanie dużych ilości owoców i warzyw chroni przed
    nowotworami złośliwymi, najsilniejszy związek znaleziono w przypadku nowotworów
    układu oddechowego i pokarmowego.
    Włókno pokarmowe - wyniki badań dotyczące ochronnej roli błonnika w
    zapobieganiu raka jelita grubego są rozbieżne i nie mają charakteru
    rozstrzygającego. Nazwa włókna pokarmowe obejmuje wiele substancji, które mają
    różne działanie fizjologiczne. W większości badań nad rakiem jelita grubego nie
    stwierdzono ochronnej roli włókien zbożowych, efekt natomiast zaobserwowano w
    odniesieniu do włókien pochodzących z owoców i warzyw. Chociaż takie działanie
    może być związane z obecnością w warzywach i owocach innych substancji, dla
    których błonnik może być tylko wskaźnikiem ich spożycia.

    żródło pochodzenia
    zp.lo3.wroc.pl/~jojo/modules.php?name=News&file=article&sid=15&mode=&order=0&thold=0
  • Wbrew obiegowej opinii, osoby o ciemnej karnacji są bardziej narażone na
    niszczące działanie promieni słonecznych oraz śmierć z powodu raka skóry, niż
    te o jasnej karnacji - ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu w Cincinnati.
    Wprawdzie ludzie o ciemniejszej karnacji rzadziej chorują na raka skóry, jednak
    jeśli już się to zdarzy, choroba ma w ich przypadku dużo poważniejszy przebieg.
    Znacznie później udaje się ją także zdiagnozować.

    Amerykańscy badacze apelują do wszystkich tych, którzy uważają, że czekoladowy
    odcień skóry zabezpiecza ich przed nadmiarem słońca, by nie ulegali
    stereotypom. Oni także powinni pamiętać, że nadmiar kąpieli słonecznych jest
    niebezpieczny dla zdrowia. Dr Hugh Gloster przyznaje, że ciemna skóra,
    zawierająca więcej pigmentu, jest nieco bardziej odporna na promienie UV, a jej
    właściciele są zwykle bardziej zadowoleni z efektu opalenizny. Nie oznacza to
    jednak, że niszczące działanie słońca jej nie dotyczy.

    Rak skóry może rozwijać się różnie u ludzi różnych ras. W przypadku osób o
    jasnej skórze, zmiany wywołane chorobą pojawiają się zwykle w miejscach
    eksponowanych na słońcu, stąd łatwo je zauważyć.

    W przypadku ciemnej skóry zmiany te można w pierwszej kolejności zauważyć na
    tych partiach ciała, które nie mają wiele wspólnego ze słońcem – np. na
    stopach. Jest to jeden z powodów, dla których choroba bywa zbyt późno
    diagnozowana.

    Według lekarzy, używanie kremów chroniącym przed skutkami promieniowania UV
    jest niezbędne nawet w przypadku Afroamerykanów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1363187,16,1,0,120,686,item.html
  • Jednoczesne stosowanie chemioterapii i radioterapii może znacznie zwiększyć
    szansę na przeżycie pacjentów po usunięciu raka trzustki - donosi najnowszy
    numer brytyjskiego czasopisma "Cancer".
    Rak trzustki jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, co skłania
    naukowców na całym świecie do poszukiwania nowych metod leczenia, głównie w
    grupie terapii skojarzonych.

    Radioterapia jest metodą leczenia choroby nowotworowej oraz łagodzenia bólu
    związanego z powstawaniem przerzutów za pomocą promieniowania jonizującego.
    Chemioterapia polega na stosowaniu leków, które blokują podziały komórek i na
    tej drodze hamują wzrost guza. Ich wadą jest jednak to, że działają toksycznie
    na wszystkie często dzielące się komórki organizmu. Naukowcy z Francji
    przeprowadzili badanie wśród 46 pacjentów z zaawansowaną postacią raka
    trzustki. Uczestników przez sześć tygodni codziennie poddawano radioterapii,
    jednocześnie dwa razy w tygodniu otrzymywali gemcytabinę - lek o działaniu
    przeciwnowotworowym. W celu podtrzymania działania tego leku po zakończeniu
    terapii pacjenci otrzymali dwie dodatkowe dawki gemcytabiny.

    Po zastosowaniu terapii średnia długość życia pacjentów wynosiła ponad 18
    miesięcy, w porównaniu z 11 miesiącami w przypadku pacjentów, u których terapia
    łączona nie była stosowana.

    "Otrzymane wyniki są obiecujące, stosowanie jednocześnie chemioterapii i
    radioterapii wydłuża czas życia pacjentów z ostrą postacią nowotworu trzustki.
    Jednoczesne stosowanie radioterapii, pozwala na zmniejszenie dawki gemcytabiny,
    jest więc mniej toksyczne dla organizmu." - podsumowuje profesor Blackstock,
    główny autor pracy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1362297,16,1,0,120,686,item.html
  • Wzrasta liczba dowodów na to, że odpowiednie odżywanie może zwiększyć
    efektywność leczenia raka. Niestety, niewielu pacjentów o tym wie
    Odpowiednia dieta pomaga w walce z rakiem, ale bardzo niewielu chorych
    otrzymuje porady, jak zmienić swój jadłospis. Nowe badania pokazują, jak ważne
    w zmaganiach z tą chorobą jest właściwe odżywianie się.
    Znaczenie zdrowego jedzenia w profilaktyce nowotworowej dostrzegają już niemal
    wszyscy. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem (WCRF) poświęcił temu problemowi 650-
    stronicową „biblię” wypełnioną tysiącami wyników badań. A jeszcze do niedawna
    nikt nie zwracał uwagi na odpowiednią dietę.
    Coraz więcej jest dowodów na to, że sposób odżywiania się pacjenta może mieć
    wpływ na przebieg choroby. Nowy raport Funduszu, który ma ukazać się w
    przyszłym roku, po raz pierwszy będzie zawierał rozdział o żywieniu osób
    zmagających się z rakiem. Jak na razie te istotne informacje nie docierają
    jednak do samych zainteresowanych.

    Niedawna ankieta Bristol Cancer Help Center, pozarządowej organizacji znanej z
    holistycznego podejścia i promowania zdrowego żywienia w walce z nowotworami,
    pokazuje, że 83 procent pacjentów nie otrzymało od lekarzy żadnych wskazówek co
    do diety. 38 procent osób, które same zmieniły swój jadłospis w związku z
    chorobą, spotkało się z krytyczną lub niechętną reakcją ze strony doktora lub
    pielęgniarki.

    Niektórzy eksperci sądzą, że odpowiednie odżywianie się powinno być częścią
    leczenia nowotworów w takim samym stopniu, jak lekarstwa czy operacje. Dlaczego
    więc zwraca się na nie tak mało uwagi? Przyczyna leży po części w braku
    wiarygodnych badań. Ale równie ważnym powodem jest to, że – w odróżnieniu od
    farmaceutycznych rozwiązań – przemysł nie zarobi pieniędzy na terapii, której
    podstawę stanowi zdrowy rozsądek. Nie chodzi tu bowiem o żadne dziwaczne
    nowinki. Michael Gearin-Tosh, naukowiec z Oksfordu, był pewien, że uda mu się
    pokonać złośliwego szpiczaka za pomocą diety składającej się z soków warzywnych
    i surowego czosnku. Większość lekarzy była mocno sceptyczna (Gearin-Tosh zmarł
    w zeszłym roku wskutek zatrucia krwi). Bardziej przekonujące i rozsądne jest
    założenie, że utrzymanie wysokiego poziomu odżywiania i stałej wagi w trakcie
    oraz po kuracji może zwiększyć efektywność leczenia.
    „Codziennie obserwujemy, jak dzięki zdrowej diecie ludziom poprawia się
    samopoczucie fizyczne i psychiczne”– mówi Liz Butler, technolog żywienia w
    Bristol Center. Simon Cawthorn, konsultant ds. chirurgii piersi w szpitalu
    Frenchay w Bristolu idzie jeszcze dalej: „Są dowody na to, że pewne potrawy
    bardziej niż inne pomagają pacjentom w walce z rakiem i zmniejszają ryzyko
    nawrotu choroby”.

    Wyniki australijskich badań, opublikowane w 2003 roku w
    periodyku „International Journal Of Cancer”, wskazują, że kobiety z nowotworem
    jajnika, które jadły dużo warzyw, miały większą szansę na dłuższe przeżycie,
    podczas gdy pacjentki, które spożywały duże ilości nabiału, były bardziej
    narażone na przedwczesną śmierć.

    Analiza badań dotyczących raka piersi pokazuje, że w pięciu przypadkach na
    osiem wystąpił związek między zwiększonym spożyciem owoców i warzyw a wyższymi
    wskaźnikami przeżywalności. Ponadto ogłoszone w zeszłym roku wyniki dużej
    amerykańskiej próby 2437 kobiet po menopauzie we wczesnym stadium raka piersi
    dowodzą, że pacjentki, które oprócz konwencjonalnej terapii otrzymały także
    dietetyczne zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczów, rzadziej doświadczały
    nawrotu choroby niż pacjentki, którym tego nie powiedziano. Różnica ta
    zaznaczyła się zwłaszcza w grupie kobiet, u których nowotwór piersi nie miał
    związku z zaburzeniami hormonalnymi. „To doniosłe odkrycie. Zmieni ono opinię
    świata medycyny – ocenia Richard Rainsbury, specjalista chirurgii piersi w
    Szpitalu Hrabstwa Hampshire w Winchester, który chciałby przeprowadzić podobne
    badania w Wielkiej Brytanii. – Do tej pory we wszystkich badaniach nad
    nowotworem piersi pytano kobiety, co jadały przed zachorowaniem. To była
    pierwsza próba ingerencyjna i na pewno trudno będzie środowisku zignorować te
    wyniki”.

    Przeprowadzenie eksperymentu polegającego na wpływaniu na sposób odżywiania
    nastręcza wiele trudności, twierdzi dietetyczka Barbara Parry z zespołu dra
    Rainsbury’ego. „Farmaceutyki generują ogromne pieniądze, które potem są
    inwestowane w badania. Przy interwencji dietetycznej nie tak łatwo jak w
    testach leków dostrzec przyczynę i skutek, a żadna firma nie czerpie z tego
    zysków – zauważa Parry. – Patenty przyznawane są rzadko, trudno więc zdobyć
    środki. Poza tym eksperymenty z dietą przynoszą efekty dopiero po dłuższym
    czasie, nawet po pięciu latach, podczas gdy wyniki testów leków są szybsze i
    bardziej efektowne”.

    Tylko radykałowie sugerowaliby porzucenie konwencjonalnej terapii nowotworów na
    rzecz samej diety. Dziwi jednak, że mimo poważnego wpływu choroby i jej
    leczenia na układ pokarmowy pacjenci nie otrzymują porad na temat odżywiania
    się. „Wskutek stresu, działania leków lub samej choroby może zanikać apetyt –
    twierdzi Liz Butler. – U trzech czwartych respondentów naszej ankiety po
    leczeniu zmieniła się waga ciała, ale tylko 15 procent otrzymało od swoich
    lekarzy wskazówki, jak osiągnąć optymalną masę. A badania pokazują, że przy
    nowotworach piersi nadwaga oznacza gorsze rokowania. Również niedożywienie to
    gorsze prognozy: skuteczność leków jest wtedy mniejsza, pojawia się więcej
    skutków ubocznych”.

    Wielu uczestników ankiety Bristol Center poszukiwało informacji o właściwym
    odżywianiu. „Znajdują je w książkach, czasopismach, u rodziny, przyjaciół, no i
    w internecie – mówi Butler. – Problem w tym, że spora część tych danych może
    być wątpliwej jakości”.

    Zdrowa dieta wspiera funkcje immunologiczne i regeneracyjne organizmu. Ma także
    dla pacjentów znaczenie psychologiczne – czują, że mogą coś dla siebie zrobić,
    nawet gdy ciężka choroba i leczenie zdają się wypełniać całe ich życie.
    Przeważająca część, 95 procent respondentów, wierzyła, że zdrowe odżywianie
    pełni ważną rolę w ich powrocie do zdrowia.

    U Janis Dear, wykładowczyni uniwersyteckiej z Tonbridge w Kent, w 2002 roku
    wykryto trzy złośliwe guzy piersi. Po wizycie w Bristol zaczęła jeść więcej
    owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczyła zaś spożycie produktów
    przetworzonych. „Byłam pewna, że wcześniej odżywiałam się zdrowo, ale teraz
    wiem, że w mojej diecie były niedobory żywieniowe. Nie mam wątpliwości, iż moja
    reakcja na chemioterapię – którą lekarz określił jako »fenomenalną«, co
    znaczyło, że nie musiałam poddawać się mastektomii –wzięła się stąd, że
    zadbałam o duchowe, emocjonalne i żywieniowe potrzeby mojego organizmu. Dzięki
    temu pracował on na pełnych obrotach i mógł pokonać raka”.

    Co jeść, by wygrać z rakiem?

    * Bristol Center, opierając się na najnowszych badaniach, zaleca chorym na
    nowotwór jeść żywność organiczną, kiedy to tylko możliwe.

    * Należy spożywać duże ilości: produktów pełnoziarnistych, świeżych warzyw i
    owoców (8 do 10 razy dziennie), roślin strączkowych, orzechów i ziaren, ryb
    oleistych, bogatych w kwasy tłuszczowe Omega-3 (łosoś, makrela, węgorz, panga),
    ziół i przypraw, olejów roślinnych tłoczonych na zimno, soków i wody (1,5 do 2
    litrów dziennie).

    * W umiarkowanej ilości można jeść: drób i jajka (z naturalnych hodowli),
    niehodowlane białe ryby morskie (np. dorsz, flądra, halibut) oraz małe ryby
    oleiste (sardynki).

    * Trzeba ograniczyć do minimum: czerwone mięsa, mięsa wędzone, produkty
    konserwowane i solone, jedzenie grillowane i przypalone, artykuły przetworzone
    i mrożonki, kofeinę, alkohol, sól, tłuszcze trans i modyfikowane (margaryna,
    zupy w proszku, batony, fr
  • Kwasy tłuszczowe zmniejszają tempo wzrostu raka prostaty
    Zwiększenie udziału kwasów tłuszczowych omega- 3 i zmniejszenie ilości kwasów
    omega-6 w diecie może redukować szybkość wzrostu raka prostaty - donoszą
    amerykańscy naukowcy na łamach pisma "Clinical Cancer Research".
    Kwasy tłuszczowe w zależności od budowy chemicznej można podzielić na nasycone
    i nienasycone. Nasycone kwasy tłuszczowe występują głównie w tłuszczach
    stałych, zwierzęcych, ich nadmiar podnosi poziom cholesterolu we krwi, zwiększa
    krzepliwość krwi i w efekcie może zwiększać ryzyko zawału serca bądź udaru.
    Natomiast nienasycone kwasy tłuszczowe, występujące głównie w olejach
    roślinnych oraz tłuszczu ryb i ssaków morskich, obniżają poziom trójglicerydów
    i "złego" cholesterolu we krwi, zapobiegają więc miażdżycy i chorobom układu
    krążenia.

    Wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6 regulują wiele ważnych
    procesów zachodzących w organizmach żywych, np. rozwój układu nerwowego,
    odporność, prawidłowe funkcjonowanie skóry i innych tkanek. Ludzki organizm nie
    produkuje tych związków i dlatego są one niezbędnymi składnikami naszej diety.
    Kwasy tłuszczowe omega-6 znajdują się w ziarnach zbóż, kukurydzy, oleju
    krokoszowym, czerwonym mięsie i są wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi
    dominującymi w typowej zachodniej diecie. Bogatym źródłem zdecydowanie
    zdrowszych kwasów omega-3 są ryby morskie takie jak łosoś, tuńczyk czy sardynki.

    "Olej kukurydziany jest podstawą amerykańskiej diety. Stosując ją spożywa się
    do 20 razy więcej kwasów omega-6 niż omega-3" - mówi dr William Aronson,
    specjalista urolog, główny autor pracy. "Wyniki naszych badań wskazują, że
    spożywanie kwasów tłuszczowych w zdrowszych proporcjach może zmniejszać tempo
    wzrostu raka prostaty" - dodaje.

    Naukowcy przeprowadzili badania na specjalnym mysim modelu raka prostaty,
    naśladującym przypadek wrażliwego na hormony nowotworu u ludzi. Na czas trwania
    eksperymentu myszy podzielono na dwie grupy. Jedną karmiono dietą zawierającą
    20 proc. tłuszczy w zdrowych proporcjach kwasów omega-3 i omega-6 jeden do
    jednego. Druga grupa zwierząt była karmiona taką samą dietą, różniącą się tylko
    pochodzeniem tłuszczy - większość z nich stanowiły kwasy tłuszczowe omega-6.

    U myszy karmionych dietą o zdrowych proporcjach kwasów tłuszczowych tempo
    wzrostu komórek nowotworowych zmniejszyło się o 22 proc. a poziom antygenu
    swoistego dla prostaty PSA (markera raka prostaty) we krwi obniżył się aż o 77
    proc., w porównaniu do grupy zwierząt karmionej dietą o wysokiej zawartości
    kwasów omega-6.

    Według naukowców najbardziej prawdopodobnym mechanizmem zredukowania tempa
    wzrostu nowotworu w badanym modelu jest wzrost stężenia kwasów omega-3
    dokozaheksaenowego (DHA) i eikozapentaenowego (EPA) w obrębie guza prostaty i
    spadek stężenia kwasu omega-6 arachidonowego (AA).

    Trzy wymienione kwasy tłuszczowe są przekształcane przez enzymy nazywane
    cyklooksygenazami (COX-1 i COX-2) w prostaglandyny. Prostaglandyny są hormonami
    tkankowymi działającymi lokalnie, mogą działać prozapalnie i stymulować wzrost
    guza lub przeciwzapalnie hamując jego rozwój.

    Badacze odkryli, że poziom prozapalnej prostaglandyny PGE-2 był o 83 proc.
    niższy w obrębie nowotworu u myszy karmionych większą ilością kwasów omega-3, w
    porównaniu do grupy na diecie bogatej w kwasy omega-6. Sugeruje to, że
    podwyższenie poziomu kwasów DHA i EPA może prowadzić do powstawania większej
    ilości prostaglandyn działających przeciwzapalnie.

    "To jedno z pierwszych badań wykazujących, że zmiana diety wpływa na reakcje
    zapalną organizmu, która może odgrywać ważną rolę we wzroście nowotworu
    prostaty" - mówi Aronson.

    "Możliwe, że używając suplementów kwasów EPA i DHA przy jednoczesnym
    ograniczeniu kwasów omega-6 w diecie będziemy potrafili zapobiegać zachorowaniu
    na raka lub hamować rozwój raka prostaty u mężczyzn" - dodaje autor.

    Obecnie grupa dr Aronsona przeprowadza pierwsze badania kliniczne wpływu
    niskotłuszczowej diety oraz suplementów kwasów omega-3 na stan zdrowia mężczyzn
    po usunięciu raka prostaty.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1365106,16,1,0,120,686,item.html
  • Kontynuacja powyższego tematu

    Żyją dzięki skorpionom

    Nowatorska terapia lekiem opartym na jadzie skorpiona jest bezpieczna i
    skuteczna w walce z nowotworami mózgu - wynika z najnowszych badań
    amerykańskich specjalistów.

    Testy prowadzono na 18 pacjentach z wyjątkowo niebezpiecznym nowotworem -
    glejakiem. Chorzy ze zdiagnozowanym rakiem tego typu przeżywają średnio kilka
    miesięcy. W badanej grupie dwóch pacjentów nadal żyje - prawie trzy lata po
    rozpoczęciu kuracji! Wyniki tych badań będą opublikowane w najbliższym
    numerze "Journal of Clinical Oncology".

    O niezwykłej metodzie walki z glejakiem napisaliśmy 29 czerwca. Do redakcji
    zgłosiło się kilkanaście osób poszukujących informacji o tej terapii. Dla
    chorych na glejaka nowatorska metoda leczenia jest szansą na życie. - Testujemy
    substancję, która ma ogromny potencjał leczniczy dla osób, dla których obecnie
    nie ma żadnej skutecznej terapii - powiedział dr Adam Mamelak, neurochirurg
    prowadzący badania w Centrum Medycznym Cedars-Sinai w Los Angeles.

    Jak ten lek działa? Biotechnolodzy stworzyli syntetyczny odpowiednik cząsteczki
    występującej w jadzie skorpionów. Po wstrzyknięciu pacjentom przyłączają się
    one do komórek glejaka. Można do nich przyczepić lekarstwo - w badaniach
    dołączono radioaktywny jod, który ułatwia śledzenie cząsteczek w organizmie
    chorego, może też niszczyć nowotwór.

    - Czy to znaczy, że mamy cudowny lek? Na pewno nie - zastrzega dr Mamelak - ale
    dowiedliśmy, że jest to metoda bezpieczna i możemy kontynuować prace. - Trwają
    kolejne badania - tym razem na 54 pacjentach. Ich wyniki nie są jeszcze znane.

    Syntetyczną wersję jadu skorpiona opracowała firma Transmolecular Industries z
    Bostonu. Wśród innych potencjalnych leków uzyskanych od zwierząt znajdują się
    np. białko z jadu węża, które hamuje krwawienie, środek przeciwbólowy bazujący
    na jadzie morskiego ślimaka i trucizna lecząca cukrzycę. - Ewolucja pracowała
    nad tym przez pewien czas, więc sądzę, że zwierzęta mają parę rzeczy, z których
    możemy skorzystać - uważa Michael Egan, szef Transmolecular.

    źródlo pochodzenia
    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154431729&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=

  • Polsko-niemieckie badania nad nowotworami mózgu - glejakami, prowadzą do
    nieoczekiwanych wniosków. Organizm, zamiast bronić się przed nowotworem,
    zaczyna go wspierać. W populacji polskiej zachorowalność na glejaki wynosi
    około 1300 przypadków rocznie, w tym na glejaki złośliwe (glejak
    wielopostaciowy i glejak anaplastyczny) około 600 przypadków.

    GLEJAK-TERMINATOR

    Glejak złośliwy – jeden z nowotworów mózgu – nazywany jest terminatorem. Jednym
    kojarzy się z fazą terminalną choroby nowotworowej, w której pacjenta czeka
    rychła śmierć, innym nazwa przywodzi na myśl film Jamesa Camerona, opowiadający
    historię cyborga-mordercy.

    Tak czy inaczej, glejak złośliwy kojarzy się z nieuchronną śmiercią. Od momentu
    diagnozy glejaka wielopostaciowego (IV stopień złośliwości) do zgonu chorego
    upływa średnio 7-11 miesięcy. W leczeniu glejaków złośliwych stosuje się
    usuwanie operacyjne i radioterapię, ale nie są to procedury skuteczne.

    "Niestety, glejaki złośliwe nie są podatne ani na chemio-, ani na radioterapię,
    a ich rozprzestrzenienie się w mózgu wyklucza skuteczne leczenie chirurgiczne.
    Postanowiliśmy poszukać nowych metod terapeutycznych. Wyniki badań
    przedklinicznych są bardzo obiecujące" – mówi prof. Bożena Kamińska, kierownik
    Pracowni Regulacji Transkrypcji Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN im.
    Nenckiego w Warszawie.

    ZDRADA MIKROGLEJU

    Glejaki to zróżnicowana grupa nowotworów, wywodzących się z tkanki glejowej -
    tkanki budującej zrąb mózgu, odżywiającej i chroniącej jego neurony. Choroba
    atakuje zwykle ludzi dorosłych w 3-6 dekadzie życia. Nowotwór rozprzestrzenia
    się po centralnym układzie nerwowym, tworząc liczne i rozległe guzy,
    przenikające zdrową tkankę nerwową.

    Rozrost nowotworu nie umyka uwadze układu odpornościowego. Aktywacji ulega
    mikroglej - zdolne do fagocytozy (pochłonięcia) wroga, komórki pokrewne
    makrofagom. Otaczają one "intruza".

    "Dawniej uważano, że aktywacja mikrogleju jest próbą obrony organizmu przed
    nowotworem. Opublikowane w 2005 r. wyniki badań z laboratorium prof.
    Kettenmanna po raz pierwszy wykazały, że mikroglej wspomaga rozrost guza.
    Wyniki naszych wspólnych badań wskazują na to, że mikroglej jest +przywoływany+
    przez nowotwór i tak +przeprogramowywany+, by nie zwalczał, a wręcz promował
    rozrost glejaka – wyjaśnia prof. Kamińska. - Tak oto potencjalny obrońca
    zdradziecko współpracuje z agresorem. Zatem celem potencjalnych terapii
    powinien być nie tylko nowotwór, ale też wspierające go mikrośrodowisko".

    Dziś weryfikacją hipotezy o negatywnej roli mikrogleju w rozwoju glejaków, jej
    rozwinięciem i praktycznym wykorzystaniem zajmują się dwa zespoły - prof.
    Helmuta Kettenmanna z Max-Delbrueck-Centrum fuer Molekulare Medizin oraz
    warszawski prof. Kamińskiej - współpracujące w międzynarodowym programie
    badawczym pt. "Interakcje mikroglej–glejak i ich wpływ na patogenezę glejaków".

    PRZEZ RZYM DO BERLINA

    Prof. Helmut Kettenmann jest uznanym ekspertem od fizjologii gleju. Od lat jego
    laboratorium zajmowało się badaniami funkcji mikrogleju w mózgu w zdrowym i
    chorym.

    Projekt badań napisaliśmy wspólnie, na zasadach partnerskich. Nie będę jednak
    ukrywać, że inicjatywa współpracy była moja i to ja musiałam przekonać, że
    warto z nami współpracować – przyznaje biolog.

    "Mamy sprzęt i dobrze wykształconą kadrę, mamy też dobre pomysły. Ponieważ
    postanowiliśmy się zająć nowym zagadnieniem – patogenezą i terapią glejaków -
    brakuje nam jeszcze renomy. Tę zaś zdobywa się przez wiele, wiele lat,
    współpracując z najlepszymi. Międzynarodowy grant pomaga, bo można zrobić dużo
    więcej i opublikować swoje wyniki w czasopiśmie o większej renomie" – podkreśla
    prof. Kamińska.

    Jak zatem warszawskiej biolog udało się nawiązać współpracę z prof.
    Kettenmannem, europejskim guru w dziedzinie fizjologii gleju?

    Rozpoczynał się rok 2002. Wiadomo było, że nadchodzi moment przyznawania polsko-
    niemieckich (dobrze finansowanych) grantów w dziedzinie neurobiologii. Na
    europejską piątą konferencję "European Meeting on Glial Cell Function in Health
    and Disease" w Rzymie prof. Kamińska pojechała z 3 współpracowniczkami i
    przedstawiła 4 prezentacje. Każda pokazywała pewien fragment możliwości
    warszawskiej pracowni i miała dowieść, że polskie badania stoją na bardzo
    dobrym poziomie i są komplementarne do technik używanych w laboratorium
    niemieckim. Ofiarą akcji promocyjnej miał paść naukowiec z Berlina. Powiodło
    się.

    POZORNY PARADOKS

    "Lepszej współpracy nie umiem sobie wyobrazić. Od 3 lat co pół roku
    organizujemy minisympozja, na których na bieżąco prezentujemy wyniki. Wymiana
    myśli, odczynników, materiałów biologicznych, transfer metod badawczych,
    wspólne wykonywanie eksperymentów w Berlinie lub Warszawie – to bezpośrednie
    korzyści. Korzyścią oczywiście jest też znacznie szybszy postęp prac. Pierwsze
    publikacje ze wspólnych wyników zostały wysłane do bardzo dobrych czasopism,
    zanim więc nie zostaną opublikowane, szczegółów zdradzić nie mogę" – uprzedza
    prof. Bożena Kamińska.

    Polsko-niemieckie badania wykazały, że w obecności glejaka dochodzi do
    aktywacji mikrogleju. Z kolei mikroglej stymuluje namnażanie się komórek,
    wzmaga migrację i ich inwazyjność. Wyjaśniono też molekularny mechanizm tej
    stymulacji i zidentyfikowano niektóre odpowiedzialne za to cząsteczki. Nadal
    trwają prace nad mechanizmami "przeprogramowania" mikrogleju.

    Zrozumienie tak wielkiego znaczenia mikrogleju we wzroście guza skłoniło do
    poszukiwania substancji mogących blokować negatywne działania tych komórek.
    Przetestowano wpływ jednego ze znanych leków na zdolność do rozrastania się
    guzów glejaka w skrawkach mózgu. Okazało się, że nawet jego bardzo niewielkie
    dawki znoszą pronowotworowe działanie mikrogleju i całkowicie hamują
    rozrastanie się guza. Większe sprzyjają zaś nawet zanikowi guza. Nasze
    wcześniejsze badania na komórkach nowotworowych w hodowli pokazały, że lek ten
    bardzo skutecznie zabija komórki nowotworowe.

    "Doszliśmy do pozornie paradoksalnego wniosku, że szansą na zwalczenie glejaka
    jest wyłączenie funkcji mikrogleju, który powinien wspierać odpowiedź układu
    odpornościowego przeciwko nowotworowi. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że
    mikroglej przechodzi na stronę +wroga+, a odpowiedź przeciwnowotworowa jest
    nieskuteczna, wszystko nabiera sensu – wyjaśnia prof. Kamińska. – W tej chwili
    zastanawiamy się, jak naszą eksperymentalną terapię z modelu zwierzęcego
    transferować do kliniki".

    Niestety, z tym są pewne trudności. Po pierwsze, testowany lek nie przenika z
    krwi do mózgu. Rodzi to albo konieczność zastosowania innego, działającego
    podobnie środka (testowanych jest kilku kandydatów), albo też opracowania
    metody leczenia domózgowego. Nie jest, ani to łatwe, ani tanie.

    Większym problemem, jak ocenia prof. Kamińska, będzie przekonanie środowiska
    naukowców i lekarzy, że znany lek ma dodatkowy, nieklasyczny mechanizm
    działania. I że można go zastosować w nietypowej sytuacji do wyłączenie funkcji
    komórek, które powinny wspierać odpowiedź układu odpornościowego przeciwko
    nowotworowi. Klasyczne podejście do chorób nowotworowych każe bowiem wzmagać
    siły obronne organizmu.

    "Najpierw musimy wspólnie z naszymi niemieckimi kolegami pogłębić wiedzę na
    temat działania naszej terapii na poziomie molekularnym, zanim podejmiemy
    badania na ludziach. Odkrycie, że komórki mikrogleju, które nagromadzają się w
    guzie, wspierają jego wzrost i inwazyjność, jest nowe i otwiera szereg nowych
    możliwości, bo mamy w zanadrzu kilka substancji, które mogą działać selektywnie
    na mikroglej. Wszystko to zajmie nam kilka lat – nie kryje nadziei warszawska
    biolog.

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
    <a href="
  • Potrzebne jest leczenie wspomagające chorych na raka

    W Polsce powinno się powszechniej stosować leki wspomagające leczenie
    nowotworów. Poprawiłoby to jakość życia pacjentów poddawanych agresywnej
    terapii, której skutki uboczne są często nie mniej przykre, niż sam nowotwór –
    postulują onkolodzy.

    Chorych na nowotwór leczy się chirurgicznie oraz radioterapią,
    chemioterapią i immunoterapią. Niesie to jednak ze sobą wiele
    uszkodzeń organizmu. Pojawiają się np. uszkodzenia błony śluzowej
    przewodu pokarmowego, mdłości i wymioty. Jednym z najczęstszych
    powikłań po chemioterapii jest neutropenia (niedobór białych
    krwinek) i niedokrwistość (mogąca powodować dalsze, poważne
    komplikacje).

    "Niektórym z tych chorób, np. wtórnej niewydolności nerek,
    próbuje się częściowo zapobiegać. Powszechnie leczy się zakażenia
    bakteryjne, wirusowe i grzybicze. Jednak leczenie towarzyszące
    leczeniu zasadniczemu jest wciąż za mało popularne" - podkreślała
    onkolog prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek z Akademii Medycznej w
    Warszawie podczas warszawskiego spotkania prasowego w czwartek 2 marca.

    Tymczasem agresywne leczenie nowotworu może się okazać dla
    chorego gorsze niż sama choroba.

    Jak wyjaśnia prekursor leczenia wspomagającego, wieloletni prezes
    Międzynarodowego Stowarzyszenia Leczenia Wspomagającego w Onkologii prof. Jean
    Klastersky, leczenie wspomagające przede wszystkim poprawia jakość życia,
    zwłaszcza osób nieuleczalnie chorych.

    W stosunku do nich, a jest to około połowa pacjentów onkologii,
    stosuje się tzw. leczenie paliatywne - przynoszące ulgę, a nie
    wyleczenie. W ich przypadku bardzo ważna jest nie tyle długość, co
    jakość życia.

    „Leki wspomagające są w Polsce dostępne, jednak w placówkach
    opieki medycznej - w praktyce - często nieobecne. To, że się po nie
    nie sięga to nie tylko kwestia braku pieniędzy, ale i
    nieświadomości lekarzy” - podkreśla Konsultant Krajowy w
    dziedzinie onkologii klinicznej, prof. Maciej Krzakowski.

    "Leki te powinni przepisywać nie onkolodzy, lecz lekarze
    pierwszego kontaktu. Tych zaś przez lata nie kształcono
    odpowiednio ani w temacie wczesnych objawów nowotworów, ani też
    leczenia powikłań im towarzyszących" - zauważa profesor.

    W czasie spotkania onkolodzy zasugerowali, że w Polsce powinno
    powstać stowarzyszenie zajmujące się leczeniem wspomagającym.
    "Potrzebne jest ono i pacjentom, których jakość życia mogłaby się
    znacznie poprawić, jak i lekarzom, którym często dopiero trzeba
    uświadomić problem znaczenia leczenia wspomagającego" - mówią
    eksperci.

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?page=text&news_cat_id=134&news_id=7748&layout=6&place=Text01
  • Jedzenie przetworzonych mięs zwiększa ryzyko zachorowania na raka żołądka -
    odkryli Szwedzi

    To efekt porównania 15 różnych badań dotyczących częstotliwości występowania
    raka żołądka. W sumie, analizy objęły aż 4,7 tys. osób i sięgają one aż 1966
    roku. - Nikt przed nami nie wykonał podobnego badania związków między jedzeniem
    przetworzonych mięs a rakiem - uważa Susanna Larsson z Karolinska Institutet,
    jedna z autorek analiz, których wyniki zamieszcza "Journal of the National
    Cancer Institute". - Nasze rezultaty pokazują ten związek bardzo wyraźnie -
    dodała Larsson.

    Szwedzi oszacowali wzrost ryzyka z naukową precyzją. Zwiększenie o 30 gramów
    dziennego spożycia przetworzonego mięsa równa się wzrostowi ryzyka zachorowania
    na raka żołądka od 15 do nawet 38 proc. Nie wiadomo jednak, co jest
    bezpośrednią przyczyną wzrostu zagrożenia nowotworem. Susanna Larsson sądzi, że
    może to być efekt wędzenia, dodawania soli i substancji konserwujących,
    przedłużających trwałość. - Kolejne badania wyjaśnią ten związek, a także
    pozwolą ocenić wpływ innych czynników - takich jak dieta czy obecność bakterii -
    uważa Larsson.

    Rak żołądka jest czwartym najczęściej występującym typem nowotworów na świecie.

    źródło pochodzenie
    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154610861&archive=&start_from=&ucat=4&&alone=
  • Azjatyckie grzyby mogą pomóc w terapii raka prostaty
    Wyciąg z grzybów stosowanych od stuleci w azjatyckiej medycynie ludowej może
    zwiększać skuteczność powszechnie stosowanego leku na raka prostaty - wskazują
    najnowsze badania amerykańskie.
    Informację na ten temat zamieszcza pismo "British Journal of Cancer".

    Chodzi tu o rosnącego w krajach wschodniej Azji grzyba z rodzaju czyreni, które
    pasożytują na pniach drzew. Phellinus linteus, bo tak brzmi jego łacińska
    nazwa, pasożytuje na morwach. Grzyb ten jest od stuleci stosowany w tradycyjnej
    medycynie w Chinach, Japonii i Korei, m.in. do wzmacniania ogólnej odporności.
    Wcześniejsze badania sugerowały, że ten gatunek grzybów może spowalniać wzrost
    niektórych nowotworów, przypomina prowadzący najnowsze badania dr Chang-Yan
    Chen z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego (stan Massachusetts).

    Naukowcy kierowani przez dr Chena badali przeciwnowotworowe własności wyciągu z
    P. linteus na hodowlach komórek raka prostaty. Ekstrakt został dostarczony
    przez południowo-koreańskiego naukowca, prof. Sung-Hoon Kima z Uniwersytetu
    Kyung Hee.

    W jednym z doświadczeń badacze dodawali go do pożywki hodowlanej razem z lekiem
    stosowanym najczęściej w chemioterapii raka prostaty - doksorubicyną.

    Jak zaznaczają, stężenie leku było zbyt niskie by mógł on niszczyć komórki
    nowotworu. Jednak po dodaniu wyciągu z grzybów skuteczność doksorubicyny w
    uszkadzaniu komórek raka znacznie rosła i była porównywalna z działaniem
    większych dawek. Jednocześnie lek nie szkodził zdrowym komórkom.

    Zdaniem autorów najnowszej pracy, rodzi to nadzieję, że w przyszłości w
    leczeniu raka prostaty możliwe będzie stosowanie niższych, niż obecnie, dawek
    doksorubicyny. Jest to o tyle ważne, że wysokie dawki tego leku mają ogólnie
    bardziej toksyczny wpływ na organizm i dają więcej niepożądanych skutków
    ubocznych.

    Jednak zanim wyciąg z P. linteus będzie można wykorzystać w praktyce medycznej,
    badacze muszą jeszcze potwierdzić, że efekty jego działania są długoterminowe.

    Według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem w Lyonie, co roku na świecie
    wykrywa się 543 tys. nowych przypadków raka prostaty, a 200 tys. mężczyzn co
    roku umiera z jego powodu. Te statystyki powodują, że obecnie jest on na
    trzecim miejscu listy najczęstszych nowotworów złośliwych u mężczyzn.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1365719,16,1,0,120,686,item.html
  • Późne popołudnie może być najgorszym czasem na operację. Niepożądane objawy
    pooperacyjne występują najczęściej u pacjentów operowanych po godz. 15.00 -
    informuje pismo "Quality and Safety in Health Care".
    Negatywne skutki towarzyszące narkozie lub następujące po niej to np. ból lub
    mdłości. Występują one najczęściej po operacjach wykonywanych późnym
    popołudniem - stwierdzili naukowcy z amerykańskiego Duke University.

    Analizowali oni bazę danych anestezjologicznych, dotyczącą ponad 90 tys.
    operacji, przeprowadzonych w centrum medycznym tej uczelni. Badaczy
    interesowały szczególnie niepożądane objawy po operacjach. Znaleźli 31
    przykładów ewidentnych błędów (jak podanie pacjentowi złej dawki środka
    znieczulającego) oraz 2.662 przykładów niepożądanych objawów w trakcie lub po
    operacji.

    Najczęściej niepożądane objawy występowały około godz. 15.00 - podkreśliła
    prowadząca badania dr Melanie Wright.

    U pacjenta operowanego od godz. 15.00 ryzyko mdłości i wymiotów, zakażenia ran
    lub innych dolegliwości było trzy razy większe, niż gdy operację zaczęto o
    godz. 8.00.

    Oprócz poooperacyjnych mdłości, innym często wymienianym problemem było
    niedostateczne łagodzenie bólu pacjentów podczas i po operacji.

    Według autorów badań, może być wiele przyczyn takiego popołudniowego załamania.
    Rolę może grać np. zmęczenie lekarzy po całym dniu pracy bądź przypadające na
    ten czas zmiany dyżurów personelu.

    Możliwe także, że pod koniec dnia pacjenci są bardziej podatni na ból i
    mdłości, np. po całodziennej głodówce, albo w efekcie stresu z powodu czekania
    na moment "pójścia pod nóż".

    Naukowcy stwierdzili także, że po południu częściej niż zwykle zdarzały się
    także "opóźnienia administracyjne" (oczekiwanie na wyniki badań laboratoryjnych
    czy spóźnienia lekarzy). To, jak spekulują, także mogło się przyczyniać do
    zwiększenia ryzyka problemów związanych z narkozą.

    W kolejnym badaniu naukowcy planują analizę każdego elementu operacji. Chcą
    ustalić procedury, różniące operacje poranne od popołudniowych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369792,16,1,0,120,686,item.html
  • Udało się potwierdzić, że guz weneryczny występujący u psów, ma naturę zakaźną
    i przenosi się między zwierzętami za pośrednictwem swoich komórek - informują
    badacze brytyjscy.
    Autorzy artykułu na łamach pisma "Cell" wykazali też, że nowotwór ten pojawił
    się około 200 lat temu, prawdopodobnie u wilka szarego lub starożytnej rasy
    psów. Następnie niczym pasożyt rozprzestrzenił się w populacji psów na całym
    świecie.

    Chodzi tu o mięsaka Stickera (CTVT), zwanego też zakaźnym guzem wenerycznym
    psów, między którymi przenosi się najczęściej drogą płciową. Zdarza się jednak,
    że zwierzęta zarażają się komórkami CTVT w trakcie lizania, gryzienia, a nawet
    obwąchiwania obszarów zajętych przez nowotwór u innego psa. Około 30 lat temu
    zrodziło się podejrzenie, że mięsak Stickera przenosi się za pośrednictwem
    swoich własnych komórek. Ale w dotychczasowych badaniach nie udało się wyjaśnić
    na czym dokładnie polega zakaźna natura tego nowotworu. Kilka prac sugerowało
    np., że może on być wywoływany przez wirusa.

    Aby określić pochodzenie CTVT zespół Robina Weissa z Londyńskiego Collegium
    Uniwersyteckiego wykorzystał do badań metody stosowane w medycynie sądowej.
    Przeprowadził mianowicie analizy genetyczne na komórkach nowotworowych i
    próbkach krwi pobranych od 16 nie spokrewnionych, cierpiących na CTVT psów z
    krajów na 5 kontynentach (m.in. z Włoch, Indii, Kenii, Brazylii, USA, Turcji,
    Hiszpanii).

    Posługując się kilkoma genetycznymi cechami (tzw. markerami) badacze wykazali,
    że DNA z komórek nowotworu i z komórek psiej krwi wyraźnie się różni. Oznacza
    to, że komórki mięsaka nie wywodzą się z komórek psich, tłumaczy biorący udział
    w badaniach weterynarz Claudio Murgia.

    Dalsze badania genetyczne ujawniły, że geny CTVT mają więcej wspólnego z genami
    wilka szarego, niż z psimi. Zdaniem autorów, sugeruje to, że zakaźny mięsak
    CTVT mógł pojawić się po raz pierwszy ok. 200 lat temu u wilka, bądź u blisko
    spokrewnionej z nim starożytnej wschodnio-azjatyckiej razy psa. Innymi słowy,
    współczesne CTVT wywodzą się z jednej komórki nowotworowej, są niejako jej
    klonami.

    "Wygląda na to, że CTVT opuszczając swojego pierwotnego gospodarza szybko stał
    się pasożytem przenoszącym się z psa na psa, aż skolonizował światową populację
    tych zwierząt" - komentuje Wiess. Jak tłumaczą naukowcy tak skuteczne
    rozprzestrzenianie się CTVT było możliwe dzięki temu, że komórki nowotworu
    nabyły przystosowań, które pozwalają im umknąć przed atakiem układu odporności
    psów. W przeciwnym razie, byłyby szybko rozpoznawane przez komórki odporności i
    niszczone.

    Co ciekawe, u większości psów zakażonych CTVT kilka miesięcy później nowotwór
    przestaje rosnąć i zmniejsza się aż w końcu całkiem zanika. Być może układ
    odporności dopiero po czasie zaczyna na niego reagować i lepiej sobie z nim
    radzi, spekulują naukowcy. Z drugiej strony taka, paradoksalnie zjawisko to
    jest dla nowotworu korzystne. Gdyby CTVT zbyt szybko zabijał psy, to nie byłby
    w stanie rozprzestrzenić się na cały świat. Gdy gospodarz żyje dłużej, szanse,
    że przekaże komórki nowotworu dalej rosną, wyjaśniają badacze.

    Zdaniem badaczy, mimo nietypowej natury CTVT, najnowsze odkrycie może pomóc
    lepiej zrozumieć pewne cechy ludzkich nowotworów, jak również zakaźną naturę
    nowotworu dziesiątkującego populację diabłów tasmańskich w Australii. "Na razie
    nie ma na to dowodów, ale obydwa te nowotwory wydają się być bardzo podobne" -
    zaznaczają naukowcy.

    Praca ta rodzi również poważne obawy o losy dzikich i zagrożonych gatunków
    psowatych. Jeśli nowotwór przeniesie się na ich przedstawicieli, to populacje
    te mogą w krótkim czasie wyginąć.

    Wprawdzie u ludzi trudno badać zakaźną naturę nowotworów, istnieje jednak
    prawdopodobieństwo, że do podobnych przypadków może dochodzić u osób z
    osłabionym układem odporności, np. po przeszczepie organów czy cierpiących na
    AIDS

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369471,16,1,0,120,686,item.html
  • Skanując geny można zidentyfikować szczególnie agresywne odmiany raka płuc i
    zadecydować, którzy pacjenci oprócz operacji powinni dostać także
    chemioterapię - informuje "New England Journal of Medicine".
    Naukowcy z Duke University Medical Center w USA przyjrzeli się genetycznemu
    profilowi niedrobnokomórkowego raka płuc (NSCLC). Stanowi on cztery piąte
    wszystkich przypadków płuc. Jak się okazało, guzy, które powodują nawroty
    choroby, zasadniczo się różnią pod względem genetycznym od tych, które nie
    powodują takich problemów.

    Obecny system oceny zawansowania raka płuc nie jest dokładny - opiera się na
    pomiarze wielkości guza i wykazaniu - lub nie - przerzutów do innych narządów.
    Jeśli pacjent ma guza o średnicy 2,9 centymetra, jest tylko operowany, jeśli
    średnica guza sięga 3,1 centymetra - dostaje również chemioterapię. Po
    operacyjnym usunięciu guza u około 30 procent osób z najmniej zaawansowanym
    rakiem dochodzi do nawrotu choroby. Jeśli będzie wiadomo, komu podać dodatkowo
    chemioterapię, ogromnie wzrośnie liczba wyleczonych przy możliwych do
    poniesienia kosztach leczenia.

    Test ma wkrótce wejść w etap prób klinicznych w USA i Kanadzie. Zaangażowanych
    jest 50 centrów klinicznych i około 12 000 pacjentów. Wyniki powinny zostać
    udostępnione za mniej więcej dwa lata.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369472,16,1,0,120,686,item.html
  • Pałeczka okrężnicy, bakteria wchodząca w skład flory bakteryjnej jelita grubego
    człowieka, może odgrywać rolę w rozwoju raka jelit - wynika z najnowszych
    niemiecko- francuskich badań. Informację na ten temat zamieszcza
    tygodnik "Science".
    Pałeczki okrężnicy (Escherichia coli) powszechnie występują w ludzkich
    jelitach, jako element naturalnej flory bakteryjnej. Są to bakterie
    nieszkodliwe dla ludzi (tzw. komensale).

    Z drugiej strony, nieszkodliwe w jelicie E. coli, mogą wywoływać różne
    schorzenia gdy zainfekują inne narządy. Są na przykład jedną z najczęstszych
    przyczyn zakażeń układu moczowego, mogą powodować niebezpieczne infekcje
    otrzewnej, ogólnoustrojowe zakażenie zwane sepsą, zapalenia płuc lub zapalenie
    opon mózgowych u noworodków. Poza tym, wśród szczepów jelitowych E. coli
    znajdują się również takie, które wywołują zatrucia pokarmowe, czasem bardzo
    poważne. Te właściwości chorobotwórcze są związane z zestawem substancji
    produkowanych przez bakterie; od działania tych substancji zależy bowiem, czy
    zakażona bakterią komórka będzie się dalej dzielić, czy zginie.

    Teraz badacze Uniwersytetu w Wuerzburgu i Uniwersytetu w Tybindze wraz z
    kolegami z Narodowego Instytutu Nauk Rolniczych (INRA) w Tuluzie odkryli, że
    niektóre bakterie E. coli posiadają grupę genów, nazwanych umownie "wyspą pks".
    Geny te pozwalają bakteriom produkować związki, które podnoszą ryzyko raka
    okrężnicy.

    Analiza kilkudziesięciu szczepów E. coli wykazała, że "wyspa pks" jest obecna u
    bakterii należących do tzw. grupy B2. Zalicza się tu zarówno szczepy
    chorobotwórcze, powodujące zapalenie opon mózgowych lub układu moczowego, jak i
    nieszkodliwe szczepy jelitowe - w tym szczep określany jako Nissle 1917.
    Wykorzystywany jest on do leczenia schorzeń jelit, w tym choroby Crohna lub
    wrzodziejącego zapalenia okrężnicy.

    Komórki E. coli posiadające "wyspę pks" powodowały zahamowanie podziałów i
    nienaturalne powiększanie się ludzkich komórek oraz ich jąder w hodowli. Gdy
    badacze usuwali "wyspę pks", bakterie nie powodowały już patologicznych zmian w
    komórkach ludzkich, natomiast laboratoryjne szczepy E. coli nabywały takiej
    zdolności dopiero gdy wprowadzono im tę grupę genów.

    Jak wyjaśniają autorzy pracy, w genach z "wyspy pks" zapisane są enzymy, które
    biorą udział w produkcji związków poliketydowo- peptydowych, toksycznych dla
    komórek. Doświadczenia prowadzone na komórkach ludzkich pozwoliły naukowcom
    uściślić, że związki te powodują uszkodzenia DNA (pęknięcia w podwójnej nici
    DNA) i w ten sposób blokują podziały komórkowe.

    Zdaniem naukowców, jest to prawdopodobnie strategia, która pozwala bakteriom
    przedłużyć okres kolonizacji nabłonka jelitowego - dzięki zablokowaniu
    podziałów wymiana warstwy nabłonka na nową opóźnia się. Ale takie zmiany w DNA
    zwiększają ryzyko procesów nowotworowych i mogą prowadzić do rozwoju raka
    jelita grubego. Jak zaznaczają badacze, o tym czy dany szczep E. coli
    posiadający wyspę pks jest szkodliwy, czy neutralny, decydują różne czynniki, w
    tym ilości produkowanych toksyn.

    Co ciekawe, do związków poliketydowo-peptydowych zalicza się wiele substancji o
    właściwościach leczniczych, np. antybiotyki, związki przeciwnowotworowe lub
    immunosupresyjne. Dlatego naukowcy liczą, że dzięki technikom inżynierii
    genetycznej można będzie w przyszłości zaprząc enzymy E. coli do biosyntezy
    tych leczniczych substancji.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369473,16,1,0,120,686,item.html
  • Roślina, z której starożytni Celtowie pozyskiwali niebieski barwnik służący im
    do malowania się przed bitwą, jest bogatym źródłem związku, pomocnego w walce z
    rakiem piersi - informuje "Journal of the Science of Food and Agriculture".
    Roślina ta to urzet barwierski (Isatis tinctoria), należąca do tej samej
    rodziny co kapusta, kalafior i brokuły. Urzet w przeszłości był uprawiany dla
    niebieskiego barwnika, podobnego do indygo.

    Jak wykazał zespół Stefanii Galletti z uniwersytetu w Bolonii, urzet zawiera co
    najmniej 20 razy więcej cennego związku zwanego glukobrassicyną niż brokuły. Co
    więcej, zawartość glukobrassicyny w tej roślinie można jeszcze bardziej
    podnieść, uszkadzając jej liście. Pobudza to wydzielanie glukobrassicyny, co
    jest swoistym mechanizmem obronnym; w ten sposób urzet próbuje się bronić,
    ponieważ substancja ta zabija niektóre szkodniki. Już wcześniej zauważono, że
    jedzenie warzyw obfitujących w glukobrassicynę zmniejsza ryzyko nowotworów.

    Glukobrassicyna może znaleźć zastosowanie w zapobieganiu i leczeniu nowotworów,
    zwłaszcza raka piersi, ponieważ oczyszcza organizm z substancji rakotwórczych -
    w tym pochodnych estrogenu lub związków wdychanych przez palaczy.

    Na razie urzet ułatwi naukowcom tańsze i łatwiejsze pozyskanie odpowiednich
    ilości glukobrassicyny do prowadzenia badań nad jej ochronnymi właściwościami.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1370897,16,1,0,120,686,item.html
  • Gliwice: Pionierska operacja rekonstrukcji kości udowej
    Pierwszą w Europie i jedną z niewielu w świecie operacji rekonstrukcji kości
    udowej zniszczonej przez nowotwór przeprowadził w lipcu zespół chirurgii
    rekonstrukcyjnej i mikronaczyniowej w Centrum Onkologii - Instytucie w
    Gliwicach.
    Poinformował o tym dyrektor placówki prof. Bogusław Maciejewski. Dzięki
    operacji 21-letni pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
    rehabilitację.

    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
    groziła mu amputacja całej kończyny.
    Rozległy zabieg rekonstrukcji kości trwał ponad 12 godzin. Uczestniczyło w nim
    6 chirurgów onkologów i ortopedów. Po wycięciu nowotworu wraz ze zniszczoną na
    długości 21 cm kością udową oraz mięśniami i naczyniami oraz sprawdzeniu w
    ponad 20 badaniach histopatologicznych, czy nie pozostawiono żadnych komórek
    nowotworowych, przystąpiono do rekonstrukcji.

    Wykorzystano materiał tkankowy z banku kostnego oraz kość strzałkową z podudzia
    pacjenta wraz z mięśniami i naczyniami krwionośnymi. Odtworzono całkowicie
    struktury kostne, mięśniowe i naczyniowe. Obecnie pacjent jest rehabilitowany w
    Reptach Śląskich i obserwuje się znaczną poprawę w chodzeniu.

    W Instytucie w Gliwicach przeprowadzono dotychczas ponad 150 operacji
    rekonstrukcyjnych, głównie zaawansowanych raków podstawy czaszki, twarzoczaszki
    oraz piersi.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1372117,16,1,0,120,686,item.html
  • Laurie Tarkan


    Na tropie złośliwych przerzutów


    Moment, w którym nowotwór zaczyna się szerzyć w organizmie, tworząc przerzuty,
    zawsze jest punktem zwrotnym choroby, który budzi największy strach.

    Bez przerzutów rak nie zyskałby takiego znaczenia w zbiorowej świadomości.
    Mniej niż 10 procent przypadków śmierci związanych z nowotworami powodowanych
    jest przez pierwotny guz. Za resztę odpowiadają przerzuty do ważnych dla życia
    narządów: płuc, kości czy mózgu.

    Chociaż chemioterapia i inne sposoby leczenia wydłużyły życie osób z
    przerzutami, nie opracowano żadnych specjalnych leków, które zatrzymywałyby ten
    proces. To dlatego, że aż do ostatnich lat przerzuty pozostawały czymś
    tajemniczym.

    - W ostatnich 30 latach nauczyliśmy się wszystkiego o identyfikacji genów,
    których mutacje zapoczątkowują guzy - mówi dr Joan Massague, kierownik programu
    biologii i genetyki raka w nowojorskim Memorial Sloan-Kettering Cancer Center.
    Jak jednak dodaje, te postępy nie wyjaśniły procesu tworzenia się przerzutów.

    Obecnie wiedza na ich temat zaczyna się kumulować i jesteśmy coraz bliżej
    nowych terapii. - Można się wkrótce spodziewać jakiegoś przełomu - dodaje
    Massague.

    Dr Patricia S. Steeg, kierująca wydziałem nowotworów kobiet w laboratorium
    farmakologii molekularnej National Cancer Institute, patrzy w przyszłość z
    optymizmem. - Pierwsze preparaty są lub wkrótce będą we wczesnej fazie badań
    klinicznych. Jestem pełna entuzjazmu, znacznie bardziej, niż byłam pięć lat
    temu.

    Złożoność zagadnienia mogła zniechęcać do badań. - Aby doszło do przerzutów,
    komórki nowotworowe muszą ulec dziesiątkom zmian genetycznych – co kontrastuje
    z niewielką ich liczbą, wystarczającą zwykle do zapoczątkowania pierwotnego
    guza - wyjaśnia dr Massague. Jeszcze bardziej sprawę komplikuje fakt, że każdy
    rodzaj przerzutów – na przykład rak piersi szerzący się do płuca czy rak
    prostaty dający przerzuty do kości – jest genetycznie i molekularnie odmienny.
    (…)


    Naukowcy przez długi czas mieli tylko podstawową wiedzę na temat tego procesu.
    Niektórzy oceniali, że codziennie milion komórek nowotworowych odrywa się od
    guza o średnicy centymetra, z czego rozwija się zaledwie jedna na setki
    milionów. Gdyby nie zdarzało się to tak rzadko, rak byłby daleko bardziej
    zabójczy.

    Ponad 80 procent nowotworów wywodzi się z wewnętrznej wyściółki narządów. By
    stać się przerzutem, komórka nowotworowa musi zerwać więzi z innymi komórkami -
    uwolnić się, przebić przez tkankę łączną, zmienić kształt i wypuścić „nóżki”,
    które pomogą jej przejść poprzez zbitą tkankę.

    Po tej godnej iluzjonisty Harry’ego Houdini ucieczce, komórka przedostaje się
    poprzez naczynia włosowate do krwiobiegu, gdzie mogą ją rozerwać siły związane
    z krążeniem krwi albo też zaatakować białe krwinki.

    Jeśli złośliwa komórka to przetrwa, przywiera do maleńkiego naczynia
    włosowatego, dopóki w końcu nie przedostanie się do tkanki obcego narządu.

    W obcej tkance komórka nowotworowa, zwana teraz mikroprzerzutem, napotyka
    wrogie otoczenie. Na przykład wątroba jest obcym terytorium dla komórki raka
    piersi. Niektóre komórki obumierają natychmiast, inne giną po kilku podziałach.
    Są i takie, które pozostają w uśpieniu.

    Ocalałe komórki regenerują się i kolonizują otoczenie, stając się
    makroprzerzutem, który można wykryć testami diagnostycznymi. W miarę jak
    przerzut się powiększa, staje się zabójczy, przytłaczając normalne komórki i
    zaburzając funkcjonowanie narządu.

    W ostatnich latach naukowcy zaczęli badać wszystkie te etapy, aby
    zidentyfikować geny i ich molekularne produkty odpowiedzialne za opisane
    zmiany. Związane z tym odkrycia wzbudziły zainteresowanie specjalistów
    zajmujących się badaniami nad rakiem.

    Jedno z nich dotyczy krytycznej roli, jaką odgrywa w tworzeniu się przerzutów
    dotknięty inwazją narząd, czyli mikrośrodowisko.

    Nie jest to całkiem nowy pomysł. W roku 1889 brytyjski patolog Stephen Paget
    zaproponował „hipotezę ziarna i gleby”, według której rozwój komórki
    nowotworowej zależał od narządu, do którego trafiła.

    Obecnie wiemy, że narząd w pewnym stopniu musi stać się podatny na guz. Im
    lepsze środowisko stwarza, im mniej sprawia ono trudności, tym łatwiej przeżyć
    komórkom rakowym. Ta teoria częściowo wyjaśnia, dlaczego niektóre pierwotne
    nowotwory wolą się szerzyć w pewnych narządach. Na przykład rak piersi daje
    przerzuty do mózgu, wątroby, kości i płuc, rak prostaty woli kości, zaś raki
    jelita grubego często dają przerzuty do wątroby.

    - Przez długi czas byliśmy skupieni na ziarnie, a teraz zaczynamy lepiej
    rozumieć glebę i wzajemne oddziaływania pomiędzy glebą a ziarnem - mówi dr Lynn
    M. Matrisian, kierująca badaniami nad biologią nowotworów na Uniwersytecie
    Vanderbilt. – Najistotniejszą rzeczą będzie zrozumienie, co czyni określony
    narząd podatnym na przerzuty, a co temu przeszkadza.


    --
    Jak chcesz rośmieszyć Pana Boga -to powiedz mu o
    swoich planach...
  • Robaki, które mają geny wydłużające czas ich życia, lepiej sobie radzą z
    nowotworami - informuje "Science".
    Mierzący około milimetra nicień (Caenorhabditis elegans) należy do ulubionych
    przez naukowców zwierząt laboratoryjnych. Znane są między innymi odmiany, która
    żyje znacznie dłużej niż typowe dla tego gatunku 2-3 tygodnie. Jak wykazał
    zespół Cynthii Kenyon z University of California w San Francisco te same
    mutacje, które wydłużają czas życia nicienia, wydają się pomagać mu również w
    walce z nowotworami.

    Mogłoby się wydawać, że geny zapobiegające rozwojowi nowotworów po prostu dają
    w ten sposób większe szanse na długowieczność. Jednak zależność nie jest tak
    oczywista. Geny, które przedłużają niektórym zwierzętom życie za pośrednictwem
    nie związanych z rakiem mechanizmów, także wydają się mieć szczególna zdolność
    do hamowania rozwoju nowotworów.
    W przypadku Caenorhabditis elegans wiadomo, że mutacje, które przedłużają
    życie, wpływają na takie procesy, jak przekazywanie sygnałów hormonalnych,
    odżywianie czy oddychanie. Hamując aktywność, na przykład genu daf-2, który
    wpływa na działanie insuliny, można wydłużyć życie robaka z 17 do 35 dni.

    Gdy naukowcy genetycznie zmienili robaki w ten sposób, że stały się podatne na
    nowotwory, zahamowanie działania daf-2 nadal pozwalało nicieniom żyć (mimo
    nowotworu) przez 35 dni, a powstające u nich guzy miały rozmiary o połowę
    mniejsze niż oczekiwane.

    Aby przeprowadzić badania, zespół naukowców najpierw wyłączył działanie genu
    tłumiącego rozwój nowotworów (gld-1). W rezultacie komórki ich gonad zaczynały
    się dzielić w niekontrolowany sposób, tworząc guzy. W typowych warunkach taki
    nowotwór rozrasta się błyskawicznie i skraca życie robaka do 9 dni. Tymczasem
    przy zablokowaniu daf-2 robaki żyły 35 dni... Podobnie było z innymi
    badanymi "genami długowieczności".

    W przypadku genu daf-2 sprawa nie jest zbyt zagadkowa. Naukowcy od dawna
    wiedzieli na przykład, że insulina pobudza wzrost nowotworów u szczurów, a gdy
    szczury chorują na cukrzycę i poziom insuliny spada, guzy rosną wolniej.
    Badanie byłoby więc jeszcze jednym dowodem wpływu insuliny na tworzenie się
    guzów - wyjaśnia David Kritchevsky z Wistar Institute w Filadelfii, który
    zajmuje się wpływem diety na raka.

    W przypadku robaków obniżony poziom insuliny wydaje się spowalniać dzielenie
    komórek i nasilać apoptozę - proces, w którym niektóre komórki - zwłaszcza
    nowotworowe - popełniają samobójstwo. Wydaje się, że komórki nowotworowe są
    szczególnie podatne na działanie "długowiecznych" mutacji w porównaniu ze
    zwykłymi komórkami. Poznanie tego mechanizmu mogłoby dostarczyć lepszych
    sposobów zwalczania nowotworów. Nie wykluczone, że leki wykorzystujące ten
    mechanizm miałyby nietypowy efekt uboczny - przedłużanie życia poza granicę,
    jaką dany pacjent osiągnąłby nawet nie chorując na raka.

    Być może uda się również wyjaśnić, dlaczego starość tak bardzo sprzyja
    nowotworom. Starzejące się w błyskawicznym tempie robaki są bardzo wygodnym
    modelem do takich badań, ale najprawdopodobniej trzeba będzie popracować na
    zwierzętach bardziej zbliżonych do człowieka - chociażby myszach.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1373010,16,1,0,120,686,item.html
  • Pierwszą w Polsce rekonstrukcję języka z odtworzeniem ruchomości i czucia tego
    organu przeprowadzono w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-
    Curie w Gliwicach.
    Operowano 23-letniego mężczyznę, cierpiącego na nowotwór języka. Przed operacją
    bardzo cierpiał i mówił z trudem. Lekarze musieli mu usunąć cały język wraz z
    nasadą, dno jamy ustnej i węzły chłonne. Materiał do rekonstrukcji pobrano z
    uda pacjenta.

    Podczas kilkugodzinnego zabiegu najpierw usunięto zaatakowane przez nowotwór
    organy, potem w badaniach histopatologicznych sprawdzono, czy nie pozostawiono
    żadnych komórek nowotworowych, a następnie z uda pacjenta pobrano płat tkanki -
    skóry, tkanki tłuszczowej i mięśni z nerwami i naczyniami krwionośnymi, który
    po odpowiednim wymodelowaniu zastąpił jego język.
    "Ten chory nie mógłby żyć bez rekonstrukcji, ponieważ ubytki byłyby za duże i
    nie mógłby korzystać z kluczowych dla życia funkcji" - powiedział dziennikarzom
    Adam Maciejewski z zespołu chirurgów rekonstrukcyjnych.

    Po operacji chorego czeka radioterapia, a potem rehabilitacja, również z
    logopedą. Będzie mógł poruszać językiem, będzie też odczuwał nim ból czy zmiany
    temperatury, nie da się natomiast przywrócić funkcji smaku.

    W zabiegu uczestniczył prof. Ron Yu z Centrum Raka im. Andersona w Houston w
    Stanach Zjednoczonych - jeden z najwybitniejszych chirurgów rekonstrukcyjnych
    na świecie. W ośrodku tym kształcili się lekarze z gliwickiego instytutu. W
    placówce tej w poniedziałek rozpoczęło się dwudniowe sympozjum, poświęcone
    postępom w skojarzonym leczeniu raka z udziałem lekarzy z całej Polski i gości
    zza granicy.

    Jak podkreślił prof. Yu, rekonstrukcja języka należy do najtrudniejszych
    operacji tego typu. "W porównaniu z tym zabiegiem rekonstrukcja piersi to rzecz
    bardzo prosta. Jest tak dlatego, że język pełni bardzo ważne funkcje -
    odpowiada za mówienie i połykanie. Po takiej operacji przynajmniej połowa
    pacjentów może jeść normalnie, mogą też dość dobrze mówić - na tyle dobrze, by
    rozumieli ich obcy ludzie, nie tylko rodzina" -powiedział PAP.

    To kolejna pionierska operacja, przeprowadzona w gliwickim Instytucie
    Onkologii. W lipcu 21-letniemu pacjentowi zrekonstruowano kość udową,
    zniszczoną przez nowotwór. Była to pierwsza w Europie i jedna z niewielu na
    świecie operacji tego typu.

    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
    groziła mu amputacja całej kończyny.

    Dzięki operacji pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
    rehabilitację. Do rekonstrukcji wykorzystano kość strzałki z drugiej nogi,
    zastosowano też płytę tytanową, stabilizującą zrekonstruowane udo.

    Od listopada 2001 r. w Instytucie Onkologii w Gliwicach przeprowadzono ponad
    300 operacji rekonstrukcji elementów głowy i szyi oraz ponad 50 rekonstrukcji
    piersi.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1373898,16,1,0,120,686,item.html
  • Narodowy Fundusz Zdrowia zachęca kobiety do onkologicznych badań
    profilaktycznych. Pierwsze zaproszenia na badania zostały już wysłane - są to
    listy imienne, sms-y oraz informacje na ulotkach i plakatach.
    Fundusz ma sfinansować badania profilaktyczne dla około 10 milionów kobiet.

    "Mamy tu na myśli programy onkologiczne - profilaktykę raka szyjki macicy i
    raka piersi" - powiedziała we wtorek rzecznik NFZ Renata Furman na konferencji
    prasowej w Warszawie. Dodała, że Funduszowi zależy na szybkim dotarciu z
    informacją o badaniach do kobiet, szczególnie po 50. roku życia. Na stronie
    internetowej - www.nfz.gov.pl/profilaktyka - znajdują się informacje poświęcone
    programom profilaktycznym raka szyjki macicy i raka piersi. Jest tam lista
    zakładów opieki zdrowotnej, w których realizowane są bezpłatne badania w tym
    zakresie.

    Jak powiedziała naczelnik Wydziału Systemów Informatycznych NFZ Anna Wójcik, od
    1 sierpnia działa SIMP, czyli System Informatyczny Monitorowania Profilaktyki.
    Ma on na celu przygotowanie bazy danych, będącej podstawą do wysyłki zaproszeń
    do kobiet na badania profilaktyczne. Do Systemu włączane są placówki
    realizujące badania - jak dotąd jest ich 16. Zaproszenia zostaną rozesłane na
    przełomie września i października.

    Ponadto kobiety po 50. roku życia są informowane za pomocą sms-ów o
    profilaktycznych badaniach mammograficznych i cytologicznych. W połowie czerwca
    NFZ uruchomił umożliwiający to program pilotażowy. "Wysłaliśmy 10 tys. sms-ów,
    otrzymaliśmy około 1 tys. zwrotnych odpowiedzi, z deklaracją o chęci wzięcia
    udziału w programie" - powiedziała Furman.

    Według NFZ w Polsce jest 2,5 mln kobiet, które powinny przejść badanie
    mammograficzne lub cytologiczne. Z danych Funduszu wynika, że rocznie ok. 11
    tys. osób zapomina o umówionych wizytach u lekarza, a 10-12 proc. wizyt jest
    anulowanych. W placówkach, gdzie wprowadzono sms-owy system przypominania o
    wizytach (np. w Centrum Zdrowia Matki Polki) liczba anulowanych wizyt spadła o
    9 tys. rocznie.

    Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Stanowi
    ok. 20 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Występuje
    częściej po menopauzie; ryzyko wzrasta po 50. roku życia.

    Rak szyjki macicy jest drugim co do częstotliwości występowania, nowotworem u
    kobiet w naszym kraju - stanowi 10,7 proc. nowotworów. Szacuje się, że rocznie
    dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys. umiera z tego powodu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1374485,16,1,0,120,686,item.html
  • Przyszłość onkologii to protony i biologia molekularna
    Terapia protonowa, biologia molekularna, genetyka - to obszary, w których
    onkolodzy szukają obecnie lekarstwa na nowotwory.
    Kluczowe znaczenie ma jednak prewencja, czyli właściwy tryb życia i badania
    profilaktyczne - podkreślają uczestnicy sympozjum, które w poniedziałek
    rozpoczęło się w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w
    Gliwicach.

    W trakcie dwudniowego sympozjum, jego uczestnicy podsumowują 15- letnią
    współpracę między gliwickimi lekarzami i ich kolegami z Centrum Raka im.
    Andersona w Houston w Stanach Zjednoczonych - jednego z wiodących ośrodków w
    tej dziedzinie na świecie.
    Prof. James Cox zaprezentował m.in. centrum terapii protonowej, działające w
    ramach Centrum im. Andersona. Akcelerator protonowy waży aż 190 ton i zajmuje
    potężny pawilon.

    Terapia protonowa, gdzie nowotwór jest atakowany przez cząstki - protony -
    pozwala na niezwykłą precyzję w leczeniu, dzięki czemu maksymalnie oszczędza
    się zdrowe narządy. Ma to kluczowe znaczenie np. w przypadku nowotworów
    umieszczonych za gałką oczną.

    "To niezwykle droga metoda, odpowiednia tylko dla wąskiej grupy chorych. Dzięki
    Unii Europejskiej współpracujemy jednak z Niemcami i nasi chorzy mogą być
    leczeni w razie potrzeby w ośrodku w Dreźnie" - powiedział dyrektor Centrum
    Onkologii w Gliwicach prof. Bogusław Maciejewski.

    Jak podkreślił, inne nauki wykorzystywane ostatnio w onkologii - biologia
    molekularna i genetyka - wskazały z kolei na konieczność bardzo indywidualnego
    dobierania metod leczenia. "Nauczyły nas, że nie ma takiego samego nowotworu u
    dwóch pacjentów" - zaznaczył.

    W podejściu do leczenia nowotworów zmieniły się też standardy - kiedyś liczyło
    się przede wszystkim to, by pacjent przeżył. Teraz nie mniej ważny jest komfort
    jego życia, stąd m.in. dynamiczny rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej.

    Choć polscy lekarze, którzy odbyli staże w Centrum Raka w Houston porównując
    polskie i amerykańskie warunki pracy przywołują porównanie "malucha" i porsche,
    to amerykańscy lekarze są dobrego zdania o możliwościach leczenia nowotworów w
    Polsce.

    Prof. Ron Yu, chirurg rekonstrukcyjny, który kształcił młodych polskich lekarzy
    w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że ośrodek w Gliwicach dysponuje bardzo
    dobrym sprzętem, salą operacyjną i wykwalifikowanymi lekarzami. "Operując tu
    czuję się jak u siebie" - powiedział PAP.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1374106,16,1,0,120,686,item.html
  • Utrata piersi, nogi, części twarzy - taki wyrok słyszą nieraz chorzy na
    nowotwory. Prawda, że najważniejsze jest, by przeżyć, ale kalectwo to wielkie
    obciążenie. Stąd szybki rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej. W Centrum Onkologii -
    Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach, czołowym pod tym względem
    polskim ośrodku, przeprowadzono już ponad 350 rekonstrukcji. 22 sierpnia, przy
    okazji sympozjum poświęconego postępom w skojarzonym leczeniu nowotworów,
    spotkali się w Gliwicach pacjenci, którzy przeszli rekonstrukcje.

    21-letni Marek Wilczek, pierwszy pacjent, któremu zrekonstruowano kość udową,
    porusza się już sprawnie o kulach. We wrześniu ubiegłego roku, gdy zakończył
    służbę w wojsku, zaczęła go lekko boleć noga. "To nic takiego, odczepienie
    mięśnia od kości" - bagatelizowali lekarze. Szybko okazało się jednak, że to
    złośliwy mięsak kości udowej.

    Standardowe postępowanie w takiej sytuacji to amputacja całej nogi, aż po
    biodro. Wilczek się nie zgodził. "Trafiłem do instytutu w Gliwicach i okazało
    się, że mogę mieć rekonstrukcję. Nie miałem nic do stracenia" - wspomina.

    Lekarze wycięli nowotwór wraz ze zniszczoną na długości 21 cm kością udową. Do
    rekonstrukcji wykorzystali kość strzałkową z drugiej nogi. "Czekają mnie
    jeszcze trzy cykle chemioterapii, ale rodzina odetchnęła. Plany na przyszłość?
    Byle tylko być zdrowym" - mówi.

    Dla 20-letniej Ani Wilk informacja o tym, że ma nowotwór piersi była, jak mówi,
    nieciekawym prezentem na 17. urodziny. Pierś bolała ją podczas kąpieli, więc
    zgłosiła się do lekarza. Potem było USG, biopsja i diagnoza - nowotwór
    złośliwy. Trzy lata temu amputowano jej pierś. Rekonstrukcja była możliwa
    dopiero teraz, po trzech latach. Ania w zeszłym roku zdała maturę, teraz uczy
    się w studium kosmetycznym i myśli o otwarciu własnego salonu.

    Barbara Jonczyk z Radzionkowa jest wykładowcą akademickim. W jej przypadku
    rekonstrukcja piersi była możliwa od razu, podczas jednej operacji. "Radzę
    wszystkim kobietom, żeby prosiły lekarza o badanie piersi podczas wizyty, gdyż
    ginekolodzy rzadko to robią z własnej inicjatywy" - radzi.

    Guz u Anieli Twardzik pojawił się za okiem. Żeby się go pozbyć, trzeba było dwa
    lata temu usunąć oko i górną szczękę. Teraz nosi specjalne okulary z wbudowaną
    protezą oka. Materiał do rekonstrukcji twarzy pobrano jej z brzucha. "Najgorsze
    było dowiedzieć się o raku. Potem byłam już przygotowana na wszystko. Teraz
    cieszę się, że tak się to skończyło. Z każdym rokiem jest lepiej" - opowiada.

    Wszyscy pacjenci mówią, że znaleźli wsparcie w rodzinie i znajomych. "Gorzej
    bywa z dalszym otoczeniem. Chorzy nieraz mają problemy ze znalezieniem pracy,
    są jak naznaczeni. Nowotwór wciąż przeraża" - podkreśla dyrektor gliwickiego
    instytutu prof. Bogusław Maciejewski.

    Marek, Aniela, Barbara i Ania przyznają, że przeszli chwile załamania, ale
    nigdy się nie poddali. "Cały czas miałem wolę walki i wiarę, a wiara czyni
    cuda. Żyję i mam nogę" - podkreśla Marek Wilczek.

    PAP - Nauka w Polsce, Anna Gumułka

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce Serwis PAP
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=12315&layout=6&forum_id=4664&page=text
  • Antymon, rakotwórczy pierwiastek chemiczny, dotąd wykryty w śladowych ilościach
    w wodzie przechowywanej w butelkach PET, odkryto również w sokach owocowych
    zamkniętych w plastikowych pojemnikach (PET).
    Stężenie pierwiastka wzrasta wraz z przedłużającym się czasem przechowywania
    soku - donosi "Journal of Analytical Atomic Spectrometry".

    Badania przeprowadzone przez doktora Spirosa Pergantisa z Uniwersytetu
    Kreteńskiego miały na celu określenie ilości oraz formy chemicznej antymonu
    zawartego w sokach owocowych zamkniętych w różnych opakowaniach.
    WHO - Światowa Organizacja Zdrowia, określiła antymon (Sb), jako substancję
    toksyczną i niebezpieczną dla ludzkiego zdrowia, gdy stężenie w próbce wody
    przekracza 20 mikrogramów/L. Regulacje amerykańskie i japońskie zalecają
    jeszcze niższe stężenie antymonu w wodzie - 6 mikrogramów/L (USA) i 2
    mikrogramy/L (Japonia).

    Wśród przebadanych próbek dr Pergantis, odkrył podniesiony poziom antymonu w
    sokach owocowych (cytrynowym i pomarańczowym) zarówno gazowanych, jak i
    niegazowanych, przechowywanych w butelkach PET (ang. PET - polyethylene
    terephthalate). Trójtlenek antymonu jest stosowany, jako katalizator przy
    produkcji polimeru PET.

    Badania przeprowadzone zostały z wykorzystaniem najnowocześniejszej i
    superdokładnej aparatury badawczej (HPLC oraz ICP-MS). By wyniki były
    wiarygodne, każda z próbek analizowana była zarówno za pomocą jonowymiennej
    wysokosprawnej chromatografii cieczowej (HPLC), jak i spektrometru masowego
    (ICP- MS).

    W przebadanych próbkach soku cytrynowego naukowcy wykryli obecność dwóch form
    antymonu - mniej toksycznej (V) - obecnej również w wodzie mineralnej
    przechowywanej w butelkach PET - oraz bardziej niebezpiecznej dla zdrowia
    formie Sb (III).

    Wyniki eksperymentów są dość zaskakujące, jak przyznają sami naukowcy, ponieważ
    poziom antymonu obecnego w sokach wzrasta znacząco z każdym dniem od
    przekroczenia daty przydatności produktu do spożycia. Takie zjawisko, według
    doktora Pergantisa wskazuje, iż większość analizowanego pierwiastka obecnego w
    soku pochodzi z pojemnika, w jakim był on przechowywany.

    Według naukowców antymon, który przedostaje się z butelki do soku, reaguje z
    substancjami zawartymi w cieczy (kwas cytrynowy) tworząc kompleksy o nie znanym
    wpływie na ludzkie zdrowie.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376018,16,1,0,120,686,item.html
  • Stosowany do zwalczania wirusa HIV lek lopinavir może zapobiegać rakowi szyjki
    macicy - informuje pismo "Antiviral Therapy".
    Jak wykazały wstępne badania laboratoryjne, przeprowadzone przez naukowców z
    University of Manchester, obok HIV lopinavir zwalcza także wirusa HPV,
    odpowiedzialnego za raka szyjki macicy i selektywnie zabija zarażone nim
    komórki raka szyjki macicy. Pod wpływem lopinaviru wirus nie może usuwać z
    zarażonej komórki szkodliwych dla siebie białek.

    Lek stosowany jest zwykle w formie doustnej, jednak zdaniem autorów badań,
    nietrudno będzie otrzymać go w formie kremu lub pessarium do bezpośredniego
    stosowania na szyjkę macicy. Dzięki temu tysiące kobiet mogłyby uniknąć
    zabiegów chirurgicznych, stosowanych przy usuwaniu wczesnych postaci raka.
    Choć trwają prace nad szczepionkami przeciwko HPV, jednak będą one skuteczne
    tylko u osób, które jeszcze się nie zaraziły. Kobiety zarażone HPV muszą
    regularnie uczęszczać na wizyty kontrolne. Pierwsze niepokojące zmiany często
    ustępują, jednak gdy stają się bardziej zaawansowane, potrzebna jest operacja.

    Autorzy badań mają nadzieję, że lopinavir okaże się równie skuteczny podczas
    rozpoczynających się wkrótce badań klinicznych, co w warunkach laboratoryjnych.
    Jeśli tak się stanie, lek mógłby być stosowany przeciw rakowi szyjki już za
    kilka lat.

    Rak szyjki macicy zabija co roku 250 tys. kobiet na całym świecie, większość z
    nich w krajach rozwijających się. W Polsce rak szyjki macicy jest drugim co do
    częstotliwości występowania nowotworem u kobiet - stanowi 10,7 procent
    nowotworów. Szacuje się, że rocznie dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys.
    umiera z tego powodu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376226,16,1,0,120,686,item.html
  • Nanocząstki złota, połączone z lekami przeciwnowotworowymi, których
    antynowotworowe działanie stymulowane jest światłem, skutecznie niszczą komórki
    rakowe.
    Co więcej, kompleksy nanocząstka-lek są o 50 proc. bardziej wydajne w walce z
    rakiem, niż nie połączone ze złotem cząsteczki leku - donosi "Photochemical &
    Photobiological Sciences".

    Badania nad nową metodą wykorzystującą najnowsze osiągnięcia nanotechnologii do
    walki z nowotworami prowadzone są w wielu laboratoriach na całym świecie.
    Zespół badawczy profesora Davida Russella z brytyjskiego University of East
    Anglia w Norwich opracował nową metodę walki z nowotworami za pomocą kompleksów
    nanocząstek złota połączonych z tradycyjnymi lekami zabijającymi komórki
    zrakowaciałe.

    Naukowcy przyłączyli do powierzchni drobinek złota o średnicy 2-4 nanometrów
    wrażliwą na światło ftalocjaninę (ang. phthalocyanine photosensitizer),
    należącą do grupy leków fotodynamicznej terapii (ang. photodynamic therapy -
    PDT).

    "Terapeutyczne działanie związków z grupy PDT jest znane od 25 lat, jednakże
    dopiero w połowie lat 90. terapia ta została oficjalnie zalegalizowana" -
    wyjaśnia prof. D. Russell.

    Niszczenie komórek rakowych za pomocą terapii PDT z wykorzystaniem ftalocjaniny
    polega na dostarczeniu do chorych komórek leku aktywowanego światłem oraz jego
    aktywacji, by produkował zabójczy dla komórek tlen singletowy (bardzo reaktywna
    i niebezpieczna nietrwała odmiana tlenu).

    Ponieważ nanocząstki złota połączone z ftalocjaniną niechętnie rozpuszczają się
    w środowisku wodnym (dominującym w żywych komórkach), niezbędna okazała się
    modyfikacja kompleksu za pomocą cząsteczki o cechach czynnika przeniesienia
    fazowego, zmieniającej właściwości na bardziej wodolubne (hydrofilowe).

    Po dostarczeniu leczniczych zmodyfikowanych nanocząstek do chorych komórek
    zmienione rakowo komórki zostały naświetlone światłem do długości fali 695 nm,
    co uruchamia terapię PDT.

    Powstały w ten sposób tlen singletowy atakuje DNA komórek, niszcząc je - co
    prowadzi do śmierci komórki.

    Przeprowadzając analizy porównawcze, naukowcy odkryli, iż kompleksy leku i
    nanocząstek złota są o 50 procent bardziej wydajne w produkcji śmiercionośnego
    tlenu singletowego, niż niezwiązana ftalocjanina.

    "Kolejnym etapem na drodze do opracowania skutecznej terapii przeciw
    nowotworowej dla ludzi, jest potwierdzenie dotąd eksperymentalnie otrzymanych
    wyników poprzez badania in vivo, w chorym organizmie" - konkluduje brytyjski
    nauk.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376636,16,1,0,120,686,item.html
  • Spożywanie strączkowych, w tym głównie soi, chroni mężczyzn przed zachorowaniem
    na raka prostaty - twierdzą szwedzcy naukowcy.
    Prawie co drugi mężczyzna stosując dietę bogatą fitoestrogeny zawarte m.in. w
    produktach sojowych, wszystkich strączkowych i orzechach, może zmniejszyć
    związane z jego cechami genetycznymi ryzyko raka prostaty

    Chodzi o oddziaływanie wspomnianych fitoestrogenów - izoflawonoidów, roślinnych
    odpowiedników żeńskich hormonów płciowych - estrogenów. Fitoestrogeny od dawna
    stanowiły obiekt zainteresowania naukowców zajmujących się chorobami
    nowotworowymi, jako potencjalna sojusznik w walce przeciwko rakowi piersi oraz
    prostaty. Przełomem w tych badaniach było odkrycie dokonane w 1996 r. przez
    szwedzki zespół kierowany przez Jana-Ake Gustafssona. Udowodnili oni, że
    estrogen ma dwa receptory. Obok znanego i zwanego er-alfa, drugi nazwany przez
    odkrywców er-beta. Dalsze badania pokazały, że ten "nowy" receptor wpływa na
    antyrakowe oddziaływanie genu.

    Na początku 2006 r. badacze z Wydziału Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu
    Karolińskiego donieśli, że bogata w fitoestrogeny dieta, oparta głównie na
    strączkowych, zmniejsza zagrożenie nowotworem prostaty nawet o 26 proc.

    Wynikało to z badań na temat składu pożywienia 1499 pacjentów, u których
    odkryto niedawno chorobę i 1130 zdrowych mężczyzn.

    Obecnie naukowcy posunęli się znów dalej w badaniach genu, który wytwarza
    niedawno poznany receptor er-beta i który wiąże się z fitoestrogenami. -
    "Pobraliśmy krew od prawie 2200 mężczyzn i analizowaliśmy gen er-beta" -
    tłumaczy Maria Hedelin, kierująca zespołem badawczym.

    Celem badań było znalezienie odmian występujących w tym genie u różnych
    osobników. Udało się wyróżnić cztery jego odmiany, a wśród nich wskazać jedną
    powodującą wzrost odporności na zachorowanie.

    "Jedynie ci, których geny wykazują tą szczególną odmianę i którzy w pożywieniu
    otrzymują dużą ilość fitoestrogenów, są według nas, aż o 60 proc mniej
    zagrożeni zachorowaniem na raka prostaty niż pozostali" - twierdzi Maria
    Hedelin.

    Odkrycie dokonane w Sztokholmie tłumaczy różnice w poziomie zachorowań na raka
    prostaty w różnych częściach świata. Azja jest w tej dziedzinie najmniej tym
    dotknięta, a USA i świat zachodni najbardziej. Wynika to właśnie z odmienności
    tradycyjnych diet. Ponadto, wyniki uzyskane przez zespół z Instytutu
    Karolińskiego, pomogą zapewne farmaceutycznym ośrodkom badawczym w pracy nad
    nowymi lekarstwami przeciwko nowotworom.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1377388,16,1,0,120,686,item.html
  • Syntetyczny związek "nakłania" komórki raka do samozniszczenia
    Małą syntetyczną cząsteczkę, która pomaga doprowadzić komórki raka do
    samobójstwa, zidentyfikowali badacze z USA i Korei Południowej.
    Zdaniem autorów pracy, którą zamieszcza internetowe wydanie pisma "Nature
    Chemical Biology", odkrycie to może zaowocować nowymi metodami leczenia raka,
    skrojonymi na potrzeby indywidualnego pacjenta.

    Jak tłumaczą badacze na łamach artykułu, większość żywych komórek zawiera
    białko o nazwie prokaspaza-3, które po aktywacji zmienia się w kaspazę-3, enzym
    inicjujący samobójczą śmierć komórek. Proces ten, nazywany apoptozą, jest
    ściśle zaprogramowany i uruchamiany w komórkach chorych czy uszkodzonych, po to
    by nie mogły się dalej dzielić i były eliminowane z organizmu. Jednak w
    komórkach nowotworowych ścieżka prowadząca do aktywacji prokaspazy- 3 jest
    uszkodzona, co w rezultacie pozwala im uniknąć zniszczenia i dalej się mnożyć.
    Teraz naukowcom z Uniwersytetu Stanu Illinois w Urbana-Champaign razem z
    kolegami z Seulskiego Narodowego Uniwersytetu udało się zidentyfikować mały
    syntetyczny związek, który bezpośrednio aktywuje prokaspazę-3 i uruchamia
    proces apoptozy. Cząsteczkę nazwano w skrócie PAC-1 (aktywujący prokaspazę
    czynnik 1).

    Można powiedzieć, że PAC-1 pomaga uruchomić maszynerię uszkodzoną w komórkach
    nowotworowych i w ten sposób "nakłania" je do samobójstwa, wyjaśnia biorący
    udział w badaniach prof. Paul J. Hergenrother.

    Badacze "wyłowili" PAC-1 spośród ponad 20 tys. odmiennych strukturalnie
    związków, w trakcie sprawdzania ich zdolności do aktywacji prokaspazy-3 i co za
    tym idzie do niszczenia raka. Przeciwnowotworowe własności PAC-1 wykazano w
    testach na hodowlach komórek nowotworowych oraz na trzech szczepach myszy
    predysponowanych do rozwoju raka. Związek niszczył też komórki nowotworów
    złośliwych pobranych od 23.

    Okazało się, że też im więcej prokaspazy-3 zawierały komórki nowotworowe, tym
    mniejsze stężenie PAC-1 było potrzebne by je uśmiercić.

    "To oznacza, że w przyszłości pacjentów chorych na raka można będzie
    klasyfikować do leczenia z użyciem PAC-1 na podstawie ilości prokaspazy-3 w
    komórkach ich guza" - komentuje prof. Hergenrother.

    Ostatnio naukowcy coraz częściej podkreślają, że takie zindywidualizowane
    podejście do chorego jest przyszłością onkologii i całej medycyny. Dzięki niemu
    można będzie m.in. uniknąć szpikowania pacjentów nieskutecznymi w ich przypadku
    lekami oraz ograniczyć uboczne skutki terapii.

    Autorzy najnowszej pracy uważają, że PAC-1 to tylko pierwszy z całej grupy
    nieodkrytych jeszcze związków, które są zdolne uruchamiać apoptozę w komórkach
    nowotworowych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1377385,16,1,0,120,686,item.html
  • Między medycyną klasyczną i niekonwencjonalną jest szeroki pas „ziemi
    niczyjej". Właśnie tam biolodzy, we współpracy z farmakologami, szukają
    naturalnych substancji przeciwrakowych i próbują odkryć mechanizmy ich
    działania. W Zakładzie Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego warszawskiej
    Akademii Medycznej 15 lat temu rozpoczęto prace nad selolem, preparatem o
    szczególnych właściwościach antyrakowych.

    UZASADNIONE NADZIEJE

    „Selol jest mieszaniną pierwszych w świecie seleninotrójglicerydów, otrzymanych
    na bazie oleju słonecznikowego” – informuje dr Piotr Suchocki z Zakładu Analizy
    Leków AM. Jak wyjaśnia, jest to jeden z nielicznych organicznych związków
    selenu zawierający ów pierwiastek na czwartym stopniu utlenienia - Se(IV). Do
    trójglicerydów selen został wbudowany w wyniku reakcji estryfikacji.

    ZABÓJCZY DLA RAKA, BEZPIECZNY DLA ORGANIZMU

    „Selol atakuje wszystkie istotne życiowo mechanizmy metabolizmu komórek
    nowotworowych” – wyjaśnia Suchocki. Komórki nowotworowe są bezbronne wobec
    wolnych rodników, które stanowią „oręż” selolu. Badania wykazały, że komórki
    nowotworowe, poddane wpływowi selolu, nie uruchamiają nawet podstawowych
    mechanizmów obrony przed wolnymi rodnikami. Oznacza to, że nie zwiększają
    produkcji glutationu (GSH) (tripeptyd, wystepuje we wszystkich komórkach, pełni
    funkcję ochronną dla wielu enzymów i biologicznie czynnych białek - PAP).
    Tymczasem komórki zdrowe reagują w sposób odwrotny. Jak podaje Suchocki,
    produkcja GSH w mitochondriach wątroby szczurów, po podaniu selolu, rośnie
    nawet szesnastokrotnie. Zdrowe komórki są więc całkowicie bezpieczne.

    GENEZA W KOSMOSIE?

    Mechanizm działania selolu na komórki nowotworowe jest wielokierunkowy.
    Dlatego, zdaniem twórców preparatu, trudno go dokładnie opisać. Wieloletnie
    prace badawcze pozwoliły jednak ustalić sporo istotnych kwestii. Suchocki
    tłumaczy, że ogromna ilość glutationu, wyprodukowana przez zdrowe komórki,
    powoduje redukcję Se4+ do Se2- (selenki). Równocześnie wytwarza się
    selenodiglutation, jeden z najsilniejszych naturalnych stymulatorów apoptozy
    komórek nowotworowych. Selenki reagują z seryną, wymieniając jej grupę -OH na -
    SeH. Tak powstaje selenocysteina, która wbudowuje się specyficznie do centrów
    aktywnych selenoenzymów. Selenoenzymy naprawiają uszkodzenia błony komórkowej i
    DNA w zdrowych komórkach oraz likwidują niekontrolowany nadmiar wolnych
    rodników.

    Tak to brzmi w języku chemika. Suchocki stara się jednak "przetłumaczyć"
    naukowe wyjaśnienie, aby było zrozumiałe dla laika. Stosuje ciekawą
    analogię. „Należy przypuszczać, że selol wykorzystuje mechanizm, dzięki któremu
    kilka miliardów lat temu mogło przetrwać życie na Ziemi, bombardowanej
    promieniowaniem kosmicznym i UV” - mówi.

    SELEN URUCHAMIA PROCES SAMOWYLECZENIA?

    Nowotwory są likwidowane przy pomocy zdrowych komórek. W ten sposób, w ogromnym
    skrócie, podsumować można mechanizm działania selolu. Czy mowa zatem o
    samowyleczeniu? „Niewykluczone, że tak” – ocenia dr Suchocki. „Należy tylko
    dostarczyć organizmowi selenu – pierwiastka naturalnie występującego w glebie.
    Obecnie w Polsce selen występuje w śladowych ilościach, ale miliony lat temu
    było go wielokrotnie więcej” - dodaje.

    Jak wynika z badań, selen jest jednak pierwiastkiem bardzo toksycznym. Suchocki
    podaje, że dopuszczalna maksymalna dzienna dawka selenu(IV) dla dorosłego
    człowieka wynosi około 200 mg (0,2 mg). „Selol jest wielokrotnie mniej
    toksyczny i można go podawać w dawkach setki razy większych, nawet przez
    kilkanaście lat, bez jakichkolwiek skutków ubocznych” – zapewnia.

    SUBSTANCJA JEDYNA W SWOIM RODZAJU

    Selol nie ma swoich odpowiedników w lecznictwie. Zdaniem Suchockiego, można go
    porównywać jedynie z seleninem sodowym, który również zawiera Se(IV), ale jest
    związkiem nieorganicznym, bardzo toksycznym. Selenin sodowy jest dostępny w
    aptekach w postaci tabletek. Ze względu na swoją szkodliwość może być stosowany
    tylko w profilaktyce, w dawkach nie przekraczających 0,2 mg dziennie.

    Onkologom wiadomo, że do zlikwidowania bardzo zaawansowanego nowotworu potrzeba
    od 1,5 do 3,2 mg Se(IV) na kilogram masy ciała chorego. „Jest to dawka
    niewyobrażalna, jeśli chodzi o zastosowanie seleninu sodowego, ale całkiem
    niewielka w przypadku selolu” – porównuje Suchocki. Podkreśla, że stosowanie
    tak dużych dawek selolu, nawet przez wiele miesięcy, nie powoduje skutków
    ubocznych.

    WYSOKI STOPIEŃ ZAAWANSOWANIA BADAŃ

    Prace nad preparatem są bardzo zaawansowane. „Znajdujemy się w końcowej fazie
    badań przedklinicznych” – informuje Suchocki. „Przechodzimy do testów na
    zwierzętach z wszczepionymi nowotworami” - zapowiada. Członkowie zespołu Piotra
    Suchockiego współpracują z najlepszymi specjalistami w dziedzinie medycyny i
    biologii, m.in. z prof. Mieczysławem Kurasiem z Zakładu Morfogenezy Roślin
    Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i dr Grażyną Hoser z Centrum
    Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Zespół biologów, biorących
    udział w pracach nad istotą i molekularnym podłożem działania selolu, podziela
    optymizm Suchockiego. „Selol to jeden z najlepszych preparatów cytostatycznych,
    które dotychczas badaliśmy” – mówi prof. Kuraś.

    Z powodów etycznych oraz ze względu na niewielką ilość gotowego selolu Zespół
    Analizy Leków AM nie prowadzi badań na ludziach. Z tych samych przyczyn
    preparaty wytwarzane w wąskich kręgach uczelnianych nie są szeroko dostępne.
    Jednak w przypadkach bardzo ciężkich, gdy w grę nie wchodziło jakiekolwiek inne
    leczenie (terminalne stadia choroby nowotworowej), selol bywa wydawany
    pacjentom. Warunkiem udostępnienia preparatu jest pisemna prośba lekarza
    onkologa bezpośrednio opiekującego się chorym. Badacze wymagają również
    udokumentowania stanu chorego wynikami badań wykonanych w szpitalu.

    DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE

    Selol jest najskuteczniejszy w przypadku raka prostaty, nawet z przerzutami do
    kości. Suchocki mówi o kilkudziesięciu przypadkach całkowitego wyleczenia, co
    stanowi 100 proc. wyleczonych spośród osób poddanych eksperymentalnej terapii
    (po 2 latach leczenia). Równie imponujące są efekty leczenia gwiaździaka
    (Astrocytoma) - 5 przypadków, również 100 proc. wyleczeń. Skuteczność w
    przypadku nowotworów wątroby, płuc, piersi, szyjki macicy, jelita grubego i
    trzustki jest znacznie mniejsza i wynosi od 65 proc. do około 80 proc. wyleczeń
    po pięcioletniej terapii.

    Jak widać, liczba osób, które zdecydowały się na leczenie selolem, jest zbyt
    mała, aby można było stawiać tezy o jego przełomowym znaczeniu w onkologii. Z
    drugiej strony, wyniki terapii są zbyt optymistyczne, by nie przywiązywać do
    nich wagi.

    Z obserwacji prowadzonej przez ekspertów z AM wynika, że gdy chory narząd
    jeszcze funkcjonuje, można go uratować. „Wszystko zależy od dawki” – mówi
    Suchocki. „Nigdy jednak nie przekraczaliśmy dawki 3,2 mg selolu na kilogram
    masy ciała. To bardzo niewiele jak na możliwości selolu” - dodaje.

    Najbardziej zaawansowane są prace nad odmianą selolu, która likwiduje białaczki
    i czerniaka. Jest skuteczniejsza w zwalczaniu nowotworów chemioopornych niż
    podatnych na chemię. Preparat ten znajduje się już w fazie badań
    farmakologicznych i farmakokinetycznych.

    SELOL MA DUŻE MOŻLIWOŚCI – LEKARZE WCIĄŻ NIE

    Ze względu na znikome rozmiary produkcji i fakt, że jako lek selol nie został
    jeszcze zarejestrowany, jego stosowanie jest bardzo ograniczone. Na podawanie
    preparatu decydują się jedynie lekarze z kilku Klinik Onkologicznych, które
    współpracują z AM. Kliniki te występowały do Komisji Etycznych o zgodę na
    terapię selolem w wyjątkowych, skrajnych przypadkach choroby nowotworowej.

    W ocenie
  • Doklejam pełny tekst z uwagi , jak wskazano na początku przy założeniu wątku za
    jakis czas ta wiadomośc może byc już niedostępna w sieci.

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3587711.html
    Po raz pierwszy naukowcom udało się zmienić geny komórek układu odpornościowego
    tak, że te podjęły skuteczną walkę z nowotworem
    Zespół badaczy z USA za pomocą inżynierii genetycznej przekształcił komórki
    ludzkiego układu odpornościowego w wyspecjalizowanych zabójców czerniaka -
    jednego z najbardziej złośliwych nowotworów. Zmienione komórki są w stanie
    przetrwać w ludzkim organizmie i zniszczyć duży guz nowotworowy. Szczegóły
    odkrycia publikuje dzisiejsze "Science".

    Najlepszą obroną jest atak

    Organizm człowieka jest bezustannie atakowany przez różnego rodzaju bakterie,
    wirusy, pasożyty czy grzyby. Na szczęście natura wyposażyła nas w wiele
    mechanizmów obrony przed nimi. Pierwszą barierą jest skóra, ale gdy zarazkom
    uda się ją pokonać, do działania przystępuje nasz najważniejszy ochroniarz -
    układ odpornościowy. Czasami musi on jednak stanąć do walki nie tylko z
    intruzami z zewnątrz, ale również ze zbuntowanymi komórkami ciała, w którym
    pracuje - z nowotworem.

    Skąd się biorą komórki nowotworowe? To wciąż zagadka. Wiemy jedynie, że w
    którymś momencie komórki, np. krwi, skóry czy nerki, zamiast dzielić się i
    umierać w wyznaczonym rytmie, zaczynają mnożyć się bez żadnej kontroli,
    formować guzy i - co najgorsze - tworzyć przerzuty.

    Część naukowców jest przekonana, że podczas całego życia człowieka do takiej
    sytuacji dochodzi wiele razy. To, że w większości przypadków z wariujących
    komórek nie rozwija się poważna choroba, to zasługa właśnie układu
    odpornościowego, który jest w stanie je rozpoznać i błyskawicznie zniszczyć.
    Nie zawsze się to jednak udaje. Choroba atakuje wtedy organizm z niszczycielską
    siłą.

    Jednym z pomysłów na walkę z nowotworem jest wzmocnienie układu
    odpornościowego, tak by radził sobie nie tylko wtedy, gdy złośliwych komórek
    jest kilka lub kilkadziesiąt, ale też w sytuacji, gdy choroba jest w
    zaawansowanym stadium.

    Steven Rosenberg z amerykańskiego National Cancer Institute jest jednym z
    pierwszych, którzy teorię postanowili wcielić w życie.

    Nowa kasta wojowników

    Rosenberg wraz z zespołem skupił się na tzw. limfocytach typu T - jednym z
    kluczowych elementów układu odpornościowego. To one rozpoznają i atakują obce
    dla naszego organizmu komórki, w tym także te nowotworowe.

    Uczeni postanowili wykorzystać naturalne zdolności limfocytów do tworzenia
    nowej kasty swoistych antyrakowych wojowników, którzy będą w stanie szybko
    zlokalizować i zniszczyć złośliwe komórki.

    Na powierzchni każdego limfocytu T znajdują się receptory - białka rozpoznające
    tzw. antygeny, cząsteczki obecne na komórkach - także nowotworowych. Od
    materiału genetycznego danego limfocytu zależy, jaki typ antygenu rozpoznają
    jego receptory. Tak więc niektóre limfocyty T zawierają geny, które umożliwiają
    im przyczepianie się do komórek czerniaka, inne z kolei są w stanie rozpoznawać
    komórki raka płuc czy piersi.

    Ocaleni przez wirusy

    Rosenberg pobrał pewną liczbę limfocytów T z organizmów 17 osób chorych na
    zaawansowanego (dającego już przerzuty) czerniaka. Następnie za pomocą wirusów
    wprowadził do nich geny odpowiedzialne za tworzenie się receptorów
    rozpoznających czerniaka.

    Używając tych "zbrojonych" komórek, naukowcy starali się nakierować układ
    odpornościowy pacjentów na wzmożoną walkę z nowotworem.

    Okazało się, że ulepszone przez badaczy limfocyty na dobre zadomowiły się w
    organizmach 15 pacjentów. W ciągu dwóch miesięcy od rozpoczęcia leczenia
    zmienione komórki stanowiły już 10 proc. wszystkich limfocytów T krążących we
    krwi chorych.

    Szczególnie dobrze na pionierską terapię zareagowało dwóch mężczyzn (w ich krwi
    było najwięcej nowych limfocytów). Guzy znikły, a po półtora roku oficjalnie
    uznano ich za zdrowych. Naukowcy szukają teraz sposobu na to, by tak wspaniałe
    wyniki leczenia udało się osiągnąć większości chorych.

    - Po raz pierwszy pokazaliśmy, że manipulując genami limfocytów, można
    zahamować, a nawet cofnąć rozwój guza nowotworowego u ludzi - podsumowuje swoje
    badania Rosenberg. Naukowiec jest przekonany, że będzie w stanie wyprodukować
    limfocyty zdolne atakować również komórki np. raka piersi, płuc czy wątroby. -
    Już zidentyfikowaliśmy receptory odpowiedzialne za ich rozpoznawanie - dodaje
    amerykański uczony.

    oraz jeszcze serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3588293.html

    Mamy nową broń na choroby nowotworowe - ogłosili w dzisiejszym "Science"
    naukowcy z USA. Udowodnili, że manipulując ludzkimi genami, można zniszczyć
    rozwijający się w organizmie złośliwy guz. To pierwszy taki przypadek w
    historii.
    Zespół badaczy kierowany przez Stevena Rosenberga z amerykańskiego Narodowego
    Instytutu Raka zajął się czerniakiem - jednym z najgroźniejszych nowotworów (w
    Polsce czerniak atakuje prawie 2 tys. osób rocznie, umiera ok. tysiąca).

    Rosenbergowi udało się przekształcić komórki układu odpornościowego w zabójców
    wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu i atakowaniu czerniaka. Dwóch z leczonej
    nowatorską metodą grupy pacjentów pomimo zaawansowanego stadium choroby i
    obecności przerzutów wróciło całkowicie do zdrowia. To nie koniec. Badacze
    zapowiadają, że są na dobrej drodze do stworzenia antyrakowych wojowników
    potrafiących skutecznie walczyć również z innymi nowotworami: rakiem płuca,
    piersi czy wątroby.

    - Od lat liczymy, że terapia genowa zadziała. Wygląda na to, że tym razem
    rzeczywiście się udało - powiedział "Gazecie" prof. Andrzej Mackiewiecz,
    czołowy polski specjalista zajmujący się czerniakiem. - Jednak na otrąbienie
    zwycięstwa nad rakiem jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Musimy poczekać, aż
    inni powtórzą wyniki badań Rosenberga i większa liczba chorych odpowie na
    leczenie.

    źródło pochodzenia Gazeta.pl
  • Jednym ze sposobów na walkę z rakiem są szczepionki mające zachęcić układ
    odpornościowy chorego do skuteczniejszego niszczenia złośliwych komórek

    W ponad 150 ośrodkach na świecie trwają obecnie badania nad szczepionkami m.in.
    na raka piersi, żołądka, jelita grubego i białaczkę. Duża część tych programów
    dotyczy również czerniaka.

    Prototyp takiej szczepionki stworzył w 2004 r. David Berd z Thomas Jefferson
    University w Filadelfii. Wykorzystał on komórki nowotworowe pobrane od
    pacjentów. Wszystkie najpierw unieszkodliwiono, by nie dawały przerzutów, a
    następnie połowę oznaczono chemicznie, by układ odpornościowy mógł je łatwiej
    rozpoznać.

    Skuteczność szczepionki sprawdzono na 20 osobach z zaawansowanym czerniakiem.
    Pozytywną odpowiedź stwierdzono u ośmiu spośród dziesięciu chorych, którzy
    dostali oznaczone komórki, i sześciu spośród dziesięciu chorych, którym podano
    komórki nieoznaczone. U jednego z pacjentów guz, który powstał już w wyniku
    przerzutu, zmalał o połowę. Najprawdopodobniej białe krwinki zachęcone do
    działania przez szczepionkę wniknęły do niego i zniszczyły większą część jego
    komórek.

    źródło pochodzenia Gazeta.pl
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34138,3587712.html
  • W uzupełnieniu tego wątku jeszcze z portalu Onet.pl

    Sensacyjne doniesienie ws. terapii genowej
    Świat obiegło sensacyjne doniesienie - terapia genowa uwolniła od złośliwego
    nowotworu dwóch pacjentów, którym konwencjonalne metody leczenia nie dawały
    szans.
    O tym sukcesie poinformował w najnowszym wydaniu pisma "Science" dr Steve
    Rosenberg z amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka.

    Dwaj mężczyźni nie zmarli na czerniaka dzięki nowatorskiej metodzie leczenia,
    polegającej na wykorzystaniu genetycznie zmodyfikowanych wersji ich własnych
    komórek - krwinek białych. Naukowcy przestrzegają przed nadmiernym optymizmem -
    Mark Oringer i Thomas M. byli jedynymi z grupy 17 pacjentów, u których ta
    terapia genetyczna poskutkowała w stu procentach; u pozostałych zaobserwowano
    zmniejszenie się guzów.

    Niemniej jednak - jak powiedział dyrektor Instytutu dr John Niederhuber -
    pojawiła się szansa nowatorskiego leczenia czerniaka, a w przyszłości zapewne
    innych złośliwych nowotworów - piersi, odbytnicy, płuc, wątroby. Doktor
    Rosenberg podkreślił, że inżynierię genetyczną udało się wykorzystać w leczeniu
    po raz pierwszy.

    Zespół doktora Rosenberga wykorzystał do walki z rakiem układ odpornościowy
    pacjentów; dzięki genetycznym modyfikacjom ich krwinki białe uzyskały większe
    zdolności rozpoznawania i likwidowania guzów.

    Wkrótce mają się rozpocząć próby kliniczne z pacjentami, chorymi na inne
    rodzaje raka. Dr Rosenberg na razie nie ujawnia, jaki konkretnie nowotwór
    zamierza zaatakować.

    57-letni Mark Origer, jeden z dwóch całkowicie wyleczonych pacjentów,
    opowiedział o swoich doświadczeniach brytyjskiemu dziennikowi "Telegraph"
    (wydanie piątkowe). Przed tygodniem lekarze przekazali mu najlepszą z możliwych
    wiadomości - jego organizm jest absolutnie wolny od raka. A miał czerniaka, i
    to z przerzutami na wątrobę.

    Terapię genową rozpoczęto u niego w grudniu 2004 roku, po fiasku chemoterapii i
    leczenia operacyjnego; w styczniu 2005 roku jego guzy zmniejszyły się o połowę.
    We wrześniu uczestniczył w ślubie córki.

    U Marka Origera i Thomasa M. choroba nie powróciła od 18 miesięcy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379340,16,item.html
  • nie wkleił sie cały artykuł - poniżej dokończenie

    W ocenie Suchockiego są duże szanse na wpisanie selolu do oficjalnego katalogu
    leków. Na przeszkodzie naukowcom stają bariery ekonomiczne. Z uwagi na bardzo
    niewielkie możliwości finansowe kilkunastu zespołów badawczych w Polsce proces
    rejestracyjny bardzo się wydłuża. Być może przydałoby się wsparcie ośrodków
    zagranicznych. „Chcemy jednak zrobić wszystko, aby selol pozostał polskim
    preparatem” – tłumaczy Suchocki.

    BARIERY FINANSOWE

    Polskie firmy farmaceutyczne deklarują zainteresowanie selolem. Jak informuje
    Suchocki, wymagają jednak dowodów jego skuteczności. „Nie mamy pieniędzy, aby
    rozpocząć kosztowne badania kliniczne. Walczymy o każdy grosz. Na szczęście
    selol broni się sam, ratując życie, i nie pozwala, aby instytucje
    odpowiedzialne za finansowanie badań o nim zapomniały” - pociesza.

    Badaczom udało się zgromadzić niewielkie sumy. Duże ma tu Fundacja Profilaktyka
    i Zwalczanie Nowotworów w Radomiu, kierowana przez mgr inż. Mieczysława
    Grabowskiego. Pomoc jednak jest bardzo niewielka w stosunku do potrzeb - zespół
    naukowy AM zdobywa zaledwie środki na produkcję selolu do badań.

    VILCACORA – NADZIEJE ROZBUDZONE

    Zwolennicy medycyny naturalnej obiecywali już przełom w walce z nowotworami.
    Miał się on dokonać za sprawą południowoamerykańskiej rośliny o nazwie
    Vilcacora (Uncaria tomentosa). Walory terapeutyczne tej rośliny od lat stanowią
    jednak obiekt kontrowersji. Przedstawiciele medycyny niekonwencjonalnej
    zalecają ją chorym, dając tak potrzebną nadzieję w sytuacjach, kiedy metody
    chirurgiczne, chemio- i radioterapia zawodzi. Za ich racją przemawiają liczne
    potwierdzone efekty terapii vilcacorą – efekty pozytywne, wyrażone nie tylko
    przedłużeniem życia, ale niejednokrotnie całkowitym wyleczeniem. Nie istnieją
    wszakże żadne badania, ujmujące te efekty w liczbach. Nie prowadzi się
    statystyk na ten temat. Dlatego medycyna klasyczna prezentuje przeciwstawne
    stanowisko. Lekarze, którzy nie znajdują podstaw do stosowania
    niezarejestrowanego preparatu, przepisują go (o ile w ogóle) jedynie w
    terminalnych stadiach choroby.

    VILCACORA POD MIKROSKOPEM

    W Polsce badaniami nad vilcacorą zajmuje się m.in. zespół naukowców Wydziału
    Biologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem profesora Mieczysława
    Kurasia. „Badania prowadzone w wielu światowych laboratoriach, w tym w
    Zakładzie Morfogenezy Roślin UW, zmierzają do ustalenia mechanizmu działania i
    oceny skuteczności Vilcacory, a także do poznania ewentualnych ubocznych
    skutków jej stosowania” – mówi Kuraś.

    Dotychczasowe analizy, wykonane przy współpracy z prof. Gulewiczem z Instytutu
    Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu pozwoliły na wstępne ustalenie różnych
    wariantów składu chemicznego preparatów i określenie standardów przygotowania
    szeregu preparatów o różnym zastosowaniu, w zależności od typu i stadium
    zaawansowania nowotworu. Stwierdzono zróżnicowane oddziaływanie tych preparatów
    na komórki rakowe (w stosunku do komórek kontrolnych) oraz immunomodulacyjne
    ich działanie w zależności od stosowanej koncentracji”.

    „Należy jednak pamiętać, że od odkrycia substancji biologicznie aktywnej do
    leku jest bardzo daleka droga” – mówi długoletni współpracownik Kurasia, dr
    Suchocki.

    Jak ocenia Kuraś, wyniki laboratoryjne rysują optymistyczne perspektywy
    wykorzystania preparatów Vilcacory (samej lub w połączeniu z innymi naturalnymi
    produktami) do badań klinicznych, a w dalszej konsekwencji dla możliwości ich
    zastosowania w terapii przeciwrakowej. Do tego jednak, aby vilcacora trafiła na
    listę dostępnych w Polsce leków, potrzeba zintensyfikowania badań oraz większej
    integracji i wzajemnego zrozumienia środowisk naukowych i lekarskich.

    UKŁON W STRONĘ NATURY

    Leki chemiczne nie działają specyficznie na komórki nowotworowe. Doprowadzają
    do wyniszczenia wszystkich, szczególnie odpornościowych komórek organizmu.
    Natomiast najnowsze nadzieje, leki nowej generacji, są trudno dostępne ze
    względu na koszt leczenia. Metody genetyczne czy fotodynamiczne ciągle
    pozostają w fazie dopracowywania, klinicznych badań i planów. Stąd coraz
    wyraźniejsza tendencja (także w środowiskach akademickich) powrotu do medycyny
    naturalnej (niekonwencjonalnej), tak popularnej w USA, w Kanadzie, czy w
    krajach Europy Zachodniej.

    W Polsce medycyna naturalna wciąż jeszcze jest na marginesie nauk medycznych.
    Zdaniem prof. Kurasia, mamy duże braki i zaległości w stosunku do krajów wysoko
    uprzemysłowionych, gdzie medycyna naturalna zyskała sobie pełną akceptację i
    jest w pełni skorelowana z klasyczną gałęzią tej nauki.

    ***

    Prof. dr hab. Mieczysław Kuraś przyczynił się do pogłębienia wiedzy o
    naturalnych, cytostatycznych i cytotoksycznych substancjach
    przeciwnowotworowych. Prowadził badania dotyczące struktury i fizjologii
    komórki, a szczególnie regulacji podziałów i wzrostu komórek pozostających w
    bezpośrednim związku z indukcją nowotworów. Zidentyfikował szereg preparatów o
    bardzo skutecznym działaniu antymitotycznym, które aktualnie testowane są już
    na nowotworowych liniach komórkowych oraz indukowanych bądź pasażowanych
    formach nowotworów.

    Obecnie jego zespół wraz z prof. Alicją Zobel z Uniwersytetu w Peterborough
    (Kanada) przygotowuje do opatentowania przeciwnowotworowe działanie kumaryny
    (alfabenzopyronu). Przedmiotem wspólnych analiz i opracowań jest również
    synergistyczne działanie kilku preparatów w stosunku do mutagennego Taxoteru®.

    Wyniki tych badań, a przede wszystkim ich użyteczność, obok wybitnych osiągnięć
    z zakresu strukturalnej determinacji rozwoju roślin oraz wieloletnich sukcesów
    dydaktycznych, zaowocowały przyznaniem profesorowi Kurasiowi 16 listopada 2005
    roku Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

    PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

    żródło pochodzenia Gazeta.pl - Nauka
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead01&news_cat_id=249&news_id=7002&layout=6&forum_id=1933&page=text
  • W ciągu najbliższych lat pojawią się nowe szczepionki, które będą miały wpływ
    na poprawę naszego zdrowia. Są to szczepionki m.in. przeciwko nowotworom płuc i
    prostaty.
    Naukowcy apelują, by korzystać z takiej formy profilaktyki zdrowotnej.

    "W przygotowaniu są szczepionki przeciwko rakowi płuc, prostaty. Będą to bardzo
    drogie szczepionki. Jednak jeśli nie zapłacimy tej ceny, szczepionek nie
    będzie" - podkreślił podczas piątkowej konferencji prasowej w Warszawie ekspert
    ds. szczepień w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) prof. Heinz-Josef Schmitt.
    Według niego, jednym ze sposobów na pokrycie kosztów produkcji nowych
    szczepionek mogą być dotacje rządowe.

    "Szczepienia ochronne umożliwiają całkowite wyeliminowanie chorób - tak, jak
    było w przypadku ospy prawdziwej czy obecnie z chorobą Heinego-Medina. Poza tym
    bardzo redukują liczbę powikłań i zgonów oraz powodują oszczędności dla systemu
    ochrony zdrowia i dla społeczeństwa" - zaznaczył Schmitt. Zaleca on np.
    szczepienie się przeciwko krztuścowi co 10 lat.

    Zdaniem prof. Jacka Wysockiego z Akademii Medycznej w Poznaniu, szczepieniom
    przeciwko grypie szczególnie powinny poddawać się dzieci i osoby starsze.
    Według niego, u znacznej części społeczeństwa funkcjonuje mit, że szczepienie
    to powinno chronić przed każdym przeziębieniem i że uodporniać należy przede
    wszystkim osoby pracujące.

    "Konieczne jest upowszechnienie wiedzy na temat grup szczególnego ryzyka
    powikłań grypowych, a także zwrócenie uwagi na fakt, że szczepienia można
    prowadzić w okresie od września do grudnia, a jeśli szczepionka jest dostępna,
    także w styczniu" -powiedział prof. Wysocki.

    Prof. Claude Hannoun z paryskiego Instytutu Pasteura podkreślał, że szczepienie
    przeciwko grypie zapobiega samej chorobie, ciężkiemu jej przebiegowi oraz
    niektórym jej powikłaniom, np. zapaleniu płuc.

    Obecnie w Polsce odbywają się szczepienia: obowiązkowe dzieci i młodzieży
    (uporządkowane według wieku), obowiązkowe dla osób narażonych w sposób
    szczególny na zakażenie (np. personelu medycznego) - finansowane z budżetu
    Ministerstwa Zdrowia oraz szczepienia zalecane, których koszty pokrywają osoby
    zaszczepiające się.

    Zdaniem prof. Wysockiego, w Polsce szczególnie zalecane są szczepienia
    przeciwko m.in. wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, grypie, ospie wietrznej
    czy odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379611,16,1,0,120,686,item.html
  • Jak lek na raka pomaga wirusowi zwalczać guzy mózgu
    Lek stosowany w chemioterapii nowotworów pomaga zmienionemu wirusowi opryszczki
    niszczyć nieuleczalne obecnie guzy mózgu - zaobserwowali badacze amerykańscy.
    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
    Sciences".

    W ostatniej dekadzie pojawiło się kilka eksperymentalnych metod leczenia raka
    wykorzystujących zmodyfikowane wirusy. Testy wirusowych terapii raka prowadzone
    np. na pacjentach z rakiem trzustki czy płuc wykazały, że są one bezpieczne.
    Zdaniem autorów najnowszej pracy, bezpieczeństwo to wynika m.in. z faktu, że
    wirusy w nich wykorzystywane są bardzo osłabione i pozbawione własności
    chorobotwórczych. Z drugiej strony, te właśnie cechy mogą zagrozić skuteczności
    terapii. Przykładem jest tu użycie zmodyfikowanego wirusa opryszczki w terapii
    nieuleczalnych obecnie u ludzi guzów mózgu. Wirus przechodzi obecnie intensywne
    testy na zwierzętach. Jest on wstrzykiwany bezpośrednio do guza, gdzie wnika
    wyłącznie do komórek nowotworowych i niszczy je. Badania wykazały jednak, że w
    kilku godzin później do guza napływają komórki odporności predysponowane do
    walki z infekcjami. Zwalczając wirusa komórki te obniżają skuteczność terapii.

    Teraz okazuje się, że lek od lat stosowany w chemioterapii raka - cyklofosamid
    może na krótko osłabić aktywność tych komórek, a przez to dać wirusowi szansę
    na powielenie się i zniszczenie większego fragmentu guza.

    Najnowsze badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Stanu Ohio.
    Analizowali oni wycinki z mózgów szczurów, którym z powodu guza wstrzykiwano
    leczniczego wirusa. Część gryzoni otrzymała jednocześnie cyklofosfamid.

    Jak zaobserwowali naukowcy, już w 6 godzin po zastrzyku do guza zaczęły
    wędrować liczne komórki odporności stanowiące pierwszą linię obrony przed
    infekcjami - tzw. naturalni zabójcy (komórki NK) i makrofagi oraz komórek
    odporności tkanki nerwowej - tzw. mikrogleju.

    W rezultacie, w miejscu guza liczba makrofagów na przykład uległa potrojeniu.
    Zupełnie inaczej było u zwierząt, którym podano cyklofosfamid - liczba
    makrofagów wzrosła u nich tylko o połowę.

    Jak wykazały dalsze doświadczenia, cyklofosfamid działa hamując w komórkach
    odporności produkcję związku sygnałowego o nazwie interferon gamma (IFN gamma),
    którego rolą jest "przyciąganie" komórek odporności do miejsca infekcji.

    W mózgach szczurów, którym wstrzykiwano wirusa, ale nie podawano cyklofosfamidu
    poziom IFN gamma rósł 10-krotnie po 6 godzinach i 120-krotnie po 72 godzinach.
    Natomiast zwierzęta, którym podano lek miały tylko niewielki wzrost stężenia
    IFN gamma z mózgu.

    Badacze wykazali też, że w guzach mózgu u myszy niezdolnych do wytwarzania IFN
    gamma leczniczy wirus powielał się znacznie skuteczniej, niż w u zwykłych myszy.

    "Nasze badania wykazały, że z użyciem cyklofosfamidu możemy zahamować działanie
    wcześnie reagujących na infekcje komórek odporności, a przez to poprawić
    zdolność wirusa HSV do niszczenia guzów mózgu" - komentuje prowadzący badania
    prof. Antonio Chiocca.

    Dzięki tej metodzie, można będzie zablokować wybrane komórki odporności na
    bardzo krótki okres czasu, bez potrzeby stosowania ogólnej immunosupresji.

    Jak zaznaczają autorzy pracy, póki co wirus i lek nie mogą być jednak stosowane
    u pacjentów.

    Zanim do tego dojdzie metoda ta wymaga jeszcze dopracowania, a później będzie
    jeszcze musiała przejść kliniczne testy oceniające jej bezpieczeństwo i
    skuteczność.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379280,16,1,0,120,686,item.html
  • Osoby narażone na regularny kontakt z ołowiem, np. w pracy, mają o 50 proc.
    większe ryzyko zgonu z powodu guza mózgu - informują naukowcy z USA na łamach
    pisma "International Journal of Cancer".
    Do takich wniosków doszli badacze z University of Rochester, którzy
    wykorzystali dane na temat przyczyn zgonu oraz ekspozycji na ołów związanej z
    wykonywanym zawodem wśród 317 968 osób, które w latach 1979-81 dostarczyły
    informacji o miejscu zatrudnienia do Amerykańskiego Biura ds. Spisu Ludności.

    Każdy zawód oceniano pod względem prawdopodobieństwa kontaktu z ołowiem oraz
    intensywności tego kontaktu. Na przykład, osoby obsługujące stacje benzynowe w
    latach 70. i wczesnych latach 80., gdy stosowano jeszcze benzynę z ołowiem,
    zaliczono do grupy o wysokim ryzyku narażenia na ten metal, ale ich bezpośredni
    kontakt z ołowiem oceniono na średni. Za zawody o potencjalnie największym
    kontakcie z ołowiem uznano malarzy, ze względu na obecność tego pierwiastka w
    farbach oraz mechaników samochodowych, narażonych na niego podczas spawania,
    naprawy chłodnic, kontaktu z bateriami akumulatorowymi, ze smarami i farbami.

    W ciągu 9 lat naukowcy odnotowali w badanej grupie 119 przypadków zgonu z
    powodu guza mózgu. Analiza ujawniła, że osoby najbardziej narażone w pracy na
    kontakt z ołowiem miały o 50 proc. większe ryzyko zgonu z tej przyczyny niż
    osoby nie mające styczności z tym pierwiastkiem.

    Naukowcy ciągle za mało wiedzą na temat przyczyn rozwoju guzów mózgu, a jedynym
    dobrze udokumentowanym czynnikiem ryzyka tych nowotworów jest promieniowanie,
    przypomina prowadzący badania dr Edwin van Wijngaarden. "Dlatego badania tego
    rodzaju są tak ważne, nawet jeśli pozwolą zrozumieć przyczyny tylko 1-2 proc.
    wszystkich przypadków nowotworów mózgu" - podkreśla badacz.

    Naukowcy od lat podejrzewają, że ołów jest pierwiastkiem rakotwórczym, zdolnym
    pokonywać barierę krew-mózg, przypomina. Dlatego tkanka nerwowa mózgu może być
    szczególnie wrażliwa na jego toksyczne działanie.

    Ostatnio prace nad toksycznością ołowiu dotyczą głównie dzieci. Obecnie
    naukowcy wiedzą już, że kontakt z ołowiem może u młodych osób wywoływać ostre
    choroby i zaburzenia zachowania, ale ciągle za mało wiadomo na temat odległych
    skutków działania tego pierwiastka, podkreśla dr van Wijngaarden.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379306,16,1,0,120,686,item.html
  • Zawarte w nasieniu prostaglandyny mogą pobudzać wzrost nowotworów szyjki
    macicy - informuje "Journal of Endocrinology and Human Reproduction".
    Prostaglandyny występują w naturalnych warunkach w komórkach wyściełających
    wnętrze macicy - biorą one udział w cyklicznych procesach regulacyjnych.
    Stężenie prostaglandyn w nasieniu jest jednak 1000 razy wyższe.

    Jak wynika z badań naukowców z Medical Research Council, wysoki poziom
    prostaglandyn pobudza wzrost nowotworów - ich komórki mają na powierzchni
    receptory dla prostaglandyn. Zdaniem autorów badań, partnerzy kobiet chorych na
    te nowotwory (lub nimi zagrożonych) powinni używać prezerwatyw. Z drugiej
    strony - leki blokujące działanie prostaglandyn mogłyby się okazać skuteczne w
    leczeniu nowotworów.

    Komentujący artykuł eksperci zauważają, że w przypadku zagrożonych rakiem
    kobiet ważniejsze jest regularne wykonywanie badań wymazów z szyjki macicy niż
    zabezpieczanie się przed nasieniem.

    Najczęstsza przyczyna raka szyjki macicy to wirus ludzkiego brodawczaka,
    przenoszący się drogą płciową. Nowotwór ten należy do najczęstszych wśród
    kobiet poniżej 35. roku życia.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379946,16,1,0,120,686,item.html
  • Trzy geny, których mutacje są odpowiedzialne za rozwój niektórych typów raka
    piersi, zidentyfikował zespół prof. Jana Lubińskiego z Międzynarodowego Centrum
    Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
    Wyniki swoich badań naukowcy zaprezentowali na odbywającej się w poniedziałek w
    Lund (Szwecja) konferencji naukowej, poświęconej wykrywaniu raka piersi.

    Jak wyjaśnił PAP Gronwald, zidentyfikowanie tych genów stanowi ogromny przełom,
    ponieważ pozwala wykryć predyspozycje do zachorowania na raka piersi u kobiet,
    w których rodzinie nie było przypadków tej choroby.
    "Część nowotworów jest uwarunkowana genetycznie. Wśród nich mogą być takie,
    które są uwarunkowane jednogenowo lub wielogenowo. Jeżeli mamy do czynienia z
    uwarunkowaniem jednogenowym, zmiana w obrębie jednego genu sprawia, że ryzyko
    wystąpienia choroby jest bardzo wysokie. Natomiast w przypadku uwarunkowań
    wielogenowych zmiana w jednym genie w bardzo małym stopniu podnosi ryzyko
    zachorowania, potrzebne są zmiany w konkretnej kombinacji genów" - tłumaczył
    Gronwald.

    W związku z tym w rodzinie osoby, która ma predyspozycje do zachorowania na
    raka piersi, zakodowane w trzech genach, mogło nie być przypadków tej choroby.
    Dzieje się tak dlatego, że część zmutowanych genów odziedziczyła ona po jednym
    z rodziców, resztę po drugim.

    "Osoby, u których wywiad rodzinny wskazuje na skłonność do raka piersi, objęte
    są dodatkową profilaktyką. Częściej muszą się badać pod tym kątem. Dzięki
    odkryciu kombinacji trzech genów, odpowiedzialnych za skłonność do rozwoju
    nowotworu, będzie można zidentyfikować także te pacjentki, u których ryzyko
    jest wysokie, ale wywiad rodzinny na to nie wskazuje" - podkreślił lekarz.

    Do odkrycia doszło dzięki badaniom kilkunastu wyselekcjonowanych genów u około
    2 tys. kobiet z rakami piersi i 3 tys. zdrowych osób z grupy kontrolnej.
    Wykazały one, że nagromadzenie u jednej osoby kilku szczególnych zmian niskiego
    ryzyka w genach BRCA2, CHEK 2 i/lub CY1B1 związane jest z wysokim, sięgającym
    30 proc. ryzykiem zachorowania na raka piersi.

    "Zidentyfikowane układy genetyczne występują w Polsce u około 100 tys. kobiet i
    są one przyczyną ponad 2 proc. wszystkich zachorowań na raka piersi (kilkaset
    przypadków rocznie). Około 40 proc. tych raków rozwija się w młodym wieku" -
    poinformował Gronwald.

    Dodał, że w przyszłości będą prowadzone badania nad zidentyfikowaniem innych
    kombinacji genów, odpowiedzialnych za ryzyko rozwoju innych typów raka piersi,
    a także np. raka jajników.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1399653,16,1,0,120,686,item.html
  • Prawie 10 proc. kobiet może zachorować na raka piersi w ciągu swojego życia. Co
    roku w Polsce umiera z tego powodu ok. 5 tys. pacjentek.
    Wczesne wykrycie choroby daje dużą szansę całkowitego wyleczenia - przypomniał
    w czwartek mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii, dr hab.
    Tadeusz Pieńkowski na konferencji prasowej w Warszawie.

    Według przedstawionych na konferencji danych WHO, każdego roku w krajach
    rozwiniętych wykrywa się 580 tys. nowych przypadków nowotworów piersi, ok. 370
    pacjentek umiera z tego powodu. W Polsce rak piersi jest najczęstszym
    nowotworem złośliwym u kobiet i najczęstszą przyczyną zgonów z powodu
    nowotworów w naszym kraju. Na raka sutka mogą chorować także mężczyźni, chociaż
    takich przypadków jest sto razy mniej niż zachorowań kobiet. "Wszystkie kobiety
    powinny poddawać się regularnie badaniom. Połowa pacjentek we wczesnym stadium
    raka piersi może być wyleczona dzięki szybkiemu zastosowaniu leczenia" -
    powiedziała prowadząca konferencję dr Barbara Czerska z Polskiego Towarzystwa
    do Badań nad Rakiem Piersi.

    Wczesne leczenie, jak podkreślają onkolodzy, ma kluczowe znaczenie, ponieważ
    nie jest możliwe całkowite wyleczenie już rozwiniętej choroby. Tylko nieliczne
    znane leki są w stanie przedłużyć życie osoby z zaawansowanym nowotworem piersi.

    Najczęściej leczy się raka piersi przez chirurgiczne usunięcie guza w
    połączeniu z naświetlaniem lub chemioterapią. W przypadku niektórych rodzajów
    raka skuteczna jest też terapia hormonalna.

    Aby odpowiednio wcześnie wykryć nowotwór, wszystkim kobietom po 20 roku życia
    zalecane jest badanie lekarskie piersi co trzy lata. Po ukończeniu 40 roku
    życia należy co dwa lata wykonywać badania mammografem, po ukończeniu 50 lat -
    co roku. Bezpłatna mammografia przysługuje w Polsce każdej kobiecie,
    niezależnie od wieku, co dwa lata.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1400101,16,1,0,120,686,item.html
  • Jedzenie mandarynek może zmniejszać ryzyko raka wątroby i innych poważnych
    chorób - wynika z japońskich badań.
    Jak wykazało przeprowadzone na 1073 osobach badanie w japońskim mieście
    Mikkabi, jedzenie mandarynek poprawiło wskaźniki związane z ryzykiem miażdżycy
    i cukrzycy typu II.

    Z kolei naukowcy z uniwersytetu w Kioto badali 30 pacjentów z przewlekłym
    wirusowym zapaleniem wątroby, którzy przez rok codziennie pili sok
    mandarynkowy. W tym czasie żaden z nich nie zachorował na raka. Natomiast w
    kontrolnej, niepijącej soku grupie 45 osób zachorowało 8,9 procenta pacjentów.
    Działanie ochronne mają przede wszystkim zawarte w tych owocach karotenoidy,
    którym zawdzięczają swój mandarynkowy kolor. Planowana jest dalsza obserwacja
    pacjentów z Kioto, a także przeprowadzenie badań na większej grupie pacjentów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1401378,16,1,0,120,686,item.html
  • Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
    zdiagnozowany.

    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
    opowiadała Świerczyńska.

    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
    chłonnych.

    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
    zdiagnozowany.

    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
    opowiadała Świerczyńska.

    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
    chłonnych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1401875,16,1,0,120,686,item.html
  • Onkolodzy: Chłoniak jest groźny, bo mało znany
    15 września - Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach
    Objawy chłoniaka są mało charakterystyczne, a poziom wiedzy na jego temat -
    niski. Dlatego wiele osób dowiaduje się, że ma nowotwór zbyt późno, aby można
    je było uratować - alarmują onkolodzy. Jak informuje kierownik Kliniki
    Nowotworów Układu Chłonnego Centrum Onkologii w Warszawie dr Janusz Meder,
    chłoniaki to grupa nowotworów występujących coraz częściej; w Polsce rejestruje
    się co roku 6 tys. nowych zachorowań.

    Niestety, jak podkreśla onkolog, objawy chłoniaka mogą przypominać objawy
    innych, mniej groźnych chorób: to powiększone węzły chłonne, zmęczenie i
    duszności po wysiłku, utrata wagi. "Może wystąpić podwyższona temperatura
    ciała, obfite pocenie się, zwłaszcza w nocy, swędzenie skóry" - tłumaczy Meder.
    Dlatego zanim rozpoznany zostanie nowotwór, wielu pacjentów leczonych jest na
    infekcje. Specjalista podkreśla, że jeżeli takie objawy utrzymują się przez
    dwa, trzy tygodnie, a antybiotyki nie pomagają, pacjent sam powinien zgłosić
    się do onkologa.

    "Aby zweryfikować podejrzenie chłoniaka, trzeba wykonać rentgen klatki
    piersiowej i zbadać stan węzłów chłonnych w śródpiersiu. Potrzebna jest też
    morfologia krwi i USG jamy brzusznej" - mówi Meder. Jak zaznacza, konieczne
    jest indywidualne ustalenie strategii dalszych badań w specjalistycznym ośrodku
    onkologicznym, których w kraju jest stosunkowo dużo.

    "Tam już są odpowiednie standardy postępowania. Lekarze rozpoczynają stawianie
    diagnozy od wycięcia węzła chłonnego i zbadania go, aby ustalić rodzaj
    chłoniaka. Od tego zależy dalsze diagnozowanie i leczenie" - mówi lekarz.
    Diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, a leczenie należy rozpocząć
    natychmiast. Jak ostrzega onkolog, niektóre rodzaje chłoniaka, nie leczone,
    mogą doprowadzić do śmierci chorego w ciągu kilku miesięcy.

    Jak podkreśla prezes Stowarzyszenia Wspierającego Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" Paweł Moszumański, diagnoza chłoniaka nie jest wyrokiem. "To choroba,
    przez którą można przejść i wyzdrowieć. Chcemy, żeby ludzie nie bali się badać,
    nie lekceważyli niepokojących objawów" - tłumaczy.

    Moszumański zdradza, że sam wygrał walkę z chłoniakiem. Zanim się dowiedział,
    na co jest chory, wcale nie łączył swoich dolegliwości z ewentualnym nowotworem.

    "Cieszyłem się, że chudnę. Żona zawsze mi powtarzała, że mam za dużo ciała.
    Pociłem się w nocy, ale mnie to nie martwiło; bo była zima i mieszkanie mocno
    ogrzewano. Swędzenie? To pewnie mydło. Wszystko można sobie wytłumaczyć" -
    opowiada.

    Kiedy jednak wystąpiły dodatkowe objawy - kaszel i gorączka - zgłosił się do
    lekarza. Ten zaczął go leczyć na zapalenie górnych dróg oddechowych. Kuracja
    nie skutkowała, ale przyczyny dalej nie można było odkryć. "Podejrzenie
    chłoniaka pojawiło się dopiero kiedy zacząłem pluć krwią" - relacjonował
    Moszumański.

    Dlatego, jak mówi, założył stowarzyszenie, które działa od roku - wspiera
    chorych na chłoniaki i prowadzi kampanie informacyjne mające na celu poprawę
    stanu wiedzy społeczeństwa na temat tej choroby.

    PAP - Nauka w Polsce, Urszula Jabłońska

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=12897&layout=12&forum_id=4941&page=text
  • Wiązka fotonów, precyzyjnie nakierowana na nowotwór, przenika przez skórę i
    niszczy raka nie naruszając zdrowych komórek.
    O najnowocześniejszych osiągnięciach fizyki jądrowej wspomagających medycynę
    mówił w sobotę w Warszawie dr hab. Zygmunt Szeliński z wydziału fizyki
    Uniwersytetu Warszawskiego.

    Jak podkreślił ekspert podczas wykładu wygłoszonego w ramach X Festiwalu Nauki,
    stosowanie w medycynie akceleratorów ciężkich jonów, a zwłaszcza jonów węgla,
    to przyszłość onkologii.
    W Polsce terapię akceleratorową stosuje obecnie 80 ośrodków w całym kraju;
    przechodzi ją rocznie około 50 tys. pacjentów. Stosowane są tam jednak
    akceleratory elektronowe. "Urządzenia te kierują wiązkę elektronów przez skórę
    pacjenta do tkanki nowotworowej. Niestety, wadą tej metody jest silne
    naświetlenie, a tym samym zniszczenie obszaru zdrowej tkanki w kanale
    wejściowym wiązki i znaczne naświetlenie obszaru za nowotworem" - wyjaśnia
    Szeliński.

    Jak tłumaczy, w przypadku nowotworów ulokowanych z dala od znaczących organów -
    jak nowotwory płuc - nie stanowi to problemu. Jednak przy nowotworach głowy,
    szyi lub prostaty terapia ta może wywołać tak znaczne skutki uboczne, że
    niekiedy jest wręcz wykluczona.

    "Inaczej wygląda sytuacja w przypadku zastosowania akceleratorów ciężkich
    jonów, a zwłaszcza jonów węgla. Dzięki temu osiąga się bardzo dobre rezultaty
    terapeutyczne" - podkreślił Szeliński. Jak wyjaśnił, nowotwór jest wówczas
    naświetlany jonami o ładunku dodatnim, które są masywniejsze od elektronów. Co
    ważne, tzw. depozyt dawki jest najmniejszy przy powierzchni skóry, po czym
    rośnie - w miarę, jak wyhamowujące cząstki tracą energię.

    "Obecnie potrafimy już sterować wiązką fotonów tak precyzyjnie, że
    promieniowanie dociera wyłącznie do obszaru nowotworu, bez naruszania zdrowych
    komórek. Nowoczesna technologia pozwala nawet na skorelowanie pracy komputerów,
    sterujących polem magnetycznym, z ruchami towarzyszącymi oddychaniu" - zapewnia
    Szeliński.

    Najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej pozwalają niszczyć nowotwory, nie
    uszkadzając nerwów. Przy nowotworach mózgu terapia hydronowa - ciężkimi jonami -
    może być alternatywą dla metod klasycznych, w tym chirurgii. Co istotne dla
    pacjenta, pozwala ona na zredukowanie liczby naświetlań średnio z 20 (przy
    klasycznych akceleratorach elektronowych) nawet do pięciu.

    Terapię protonami i jonami węgla prowadzi już kilka ośrodków onkologicznych na
    świecie. Wiodącą pozycję zajmuje pod tym względem Japonia, gdzie onkologia
    rozwinęła się po atakach na Hiroshimę i Nagasaki. W Europie również realizowany
    jest program budowy sieci akceleratorów klinicznych nowego typu, np. działa już
    ośrodek w Darmstadt w Niemczech. Eksperymentalną terapię i badania o
    charakterze ogólnym prowadzą tam również polscy fizycy.

    Do końca 2007 roku mają powstać akceleratory jonowe w Heidelbergu (Niemcy) i w
    Pavii (Włochy), w 2009 roku ma skończyć się budowa akceleratora w Wiedniu
    (Austria), a rok później - w Lyonie (Francja); finalizowany jest projekt
    ośrodka w Sztokholmie (Szwecja).

    Według Szelińskiego, doświadczenia ośrodków pilotażowych na świecie dowodzą
    ogromnej skuteczności tego rodzaju terapii. "Polscy fizycy i lekarze są już
    gotowi do obsługi nowoczesnych ośrodków terapii nowotworów" - deklaruje
    Szeliński.

    "Mamy też gotową technologię. Średni czas budowy akceleratora i kliniki
    onkologicznej wynosi pięć lat; koszt to ok. 300 milionów złotych" - szacuje
    naukowiec. Jak podkreśla, eksploatacja takiego ośrodka jest wprawdzie bardzo
    droga, a koszt budowy niemały, ale warto rozważyć zalety tej
    inwestycji. "Decyzja o tym, czy Polacy będą mieli dostęp do
    najnowocześniejszych metod walki z nowotworami leży w gestii parlamentu. Na
    razie polscy eksperci pracują za granicą" - podsumowuje fizyk.

    Warszawskie spotkania z nauką obejmą ponad 500 imprez. Do 24 września ponad 100
    naukowców zaprezentuje warszawiakom swoje dokonania i zainteresowania badawcze.
    Wykłady, pokazy, warsztaty i prezentacje odbędą się nie tylko w laboratoriach i
    aulach wyższych uczelni lub instytutów naukowych, ale również w muzeach,
    parkach, obserwatoriach i pod gołym niebem.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1404056,16,1,0,120,686,item.html
  • Przebycie przez mężczyznę rzeżączki, bakteryjnej choroby wenerycznej, podnosi
    ryzyko raka prostaty w przyszłości - zaobserwowali naukowcy z USA.
    Artykuł zamieszczony na łamach pisma "Journal of Urology" dostarcza kolejnych
    dowodów na to, że choroby przenoszone drogą płciową mogą przyczyniać się do
    rozwoju raka prostaty.

    Już wcześniejsze obserwacje, prowadzone wśród białych mężczyzn sugerowały, że
    taki związek istnieje. Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu
    Michigan w Ann Arbor objęły ponad 800 Afro- Amerykanów płci męskiej, którzy są
    bardziej niż biali mężczyźni narażeni na raka prostaty. Wiek pacjentów wahał
    się od 40 do 79 lat.
    Okazało się, że mężczyźni, którzy w przeszłości chorowali na rzeżączkę, byli o
    78 proc. bardziej narażeni na raka prostaty niż panowie, którzy nie mieli
    rzeżączki ani żadnych innych chorób wenerycznych.

    Co więcej, u mężczyzn, którzy mieli największą liczbę partnerek seksualnych w
    ciągu życia - 25 lub więcej - ryzyko to było niemal trzy razy wyższe niż u
    pacjentów z małą liczbą partnerek.

    Jak spekulują autorzy pracy, być może przewlekłe stany zapalne gruczołu
    krokowego, wywołane zakażeniem dwoinką rzeżączki, stanowią dobre podłoże do
    rozwoju procesów nowotworowych.

    Jeśli przyszłe badania potwierdzą związek rzeżączki z ryzykiem raka prostaty,
    można będzie rozpocząć prace nad nowymi metodami prewencji tego nowotworu -
    uważa kierująca zespołem naukowców dr Aruna V. Sarma. ?"Jest to o tyle istotne,
    że obecnie znamy niewiele takich czynników ryzyka raka prostaty, na które
    możemy mieć wpływ" - konkluduje badaczka.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1408981,16,1,0,120,686,item.html
  • O uruchomieniu ogólnopolskiego programu profilaktyki raka szyjki macicy -
    poinformował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego prof. Marek
    Spaczyński.
    Ma zachęcić Polki do dbania o siebie oraz zmienić zatrważające statystyki
    umieralności z powodu tego nowotworu. Główną częścią programu - pod nazwą
    Ogólnopolski Program Aktywnej Profilaktyki Raka Szyjki Macicy - są badania
    profilaktyczne, które mogą objąć ok. 9 mln kobiet. Zaproszenia na indywidualne
    bezpłatne konsultacje wysyła Narodowy Fundusz Zdrowia.

    "Bezpłatne skierowanie na badania cytologiczne dostaną wszystkie Polki w wieku
    od 25 do 59 lat, które w ciągu trzech ostatnich lat nie robiły takiego badania
    finansowanego przez NFZ" - zapewniał prof. Spaczyński.
    Pacjentka, która dostanie zaproszenie może zadzwonić do wybranego - wskazanego
    na zaproszeniu ośrodka, który wykona darmowe badanie. W przypadku wykrycia
    nieprawidłowości pacjentki będą kierowane na dalsze specjalistyczne badania lub
    leczenie.

    "Rak szyjki macicy to choroba, której można skutecznie zapobiegać. Tymczasem
    ten nowotwór każdego dnia zabija w Polsce 5 kobiet. To musi się zmienić.
    Recepta jest prosta - regularne wizyty u ginekologa, coroczne badania
    cytologiczne, które są najskuteczniejszymi metodami wykrycia choroby, a w
    przyszłości - szczepienia" - powiedział prof. Marek Spaczyński.

    Według statystyk Polska jest krajem o największej liczbie zachorowań i śmierci
    z powodu raka szyjki macicy w Unii Europejskiej. Dlatego profilaktyka raka
    szyjki macicy stała się jednym z ministerialnych priorytetów w ochronie
    zdrowia. Do 2014 roku organizatorzy akcji chcieliby aby zachorowalność na
    inwazyjnego raka szyjki macicy spadła o 50 proc. Oprócz PTG program organizują
    Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia.

    "Można skutecznie budować świadomość zagrożenia rakiem szyjki macicy, ale
    niezbędne jest współdziałanie wielu środowisk: organizacji rządowych i
    pozarządowych - organizacji kobiecych, stowarzyszeń pacjentów, środowisk
    katolickich, środowiska medycznego, mediów, a także partnerów komercyjnych i
    pracodawców." - dodał prof. Spaczyński.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1409555,16,1,0,120,686,item.html
  • Dzięki nowej metodzie badania, można będzie badać właściwości guzów mózgu nie
    używając igły do biopsji - informuje "New Scientist".
    Badania takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny pozwalają
    wprawdzie rozpoznać guz mózgu, ale aby rozpoznać rodzaj nowotworu i jego
    złośliwość, zwykle potrzebna jest jeszcze biopsja, czyli pobranie fragmentu
    tkanki. Wbijanie igły w mózg jest nie tylko nieprzyjemne dla pacjenta, ale
    także niebezpieczne - może prowadzić do komplikacji takich jak udar mózgu lub
    paraliż. Mimo zachowania wszelkich reguł sztuki medycznej, takie powikłania
    zdarzają się w około 2 procentach przypadków.

    Zespół Johna Griffithsa z brytyjskiego Cambridge Research Institute wykorzystał
    skaner MRI do analizy chemicznej guza. Niektóre substancje są zawarte w
    nowotworach w większym stężeniu niż w normalnej tkance, wahają się także w
    poszczególnych rodzajach guzów. Dokładną ich analizę umożliwia technika
    spektroskopii rezonansu magnetycznego (MRS), oparta na charakterystycznym
    rezonansie poszczególnych cząsteczek w silnym polu magnetycznym.

    Naukowcy skompletowali bazę, zawierającą charakterystyczne cechy 91
    najczęstszych rodzajów nowotworów mózgu. Opracowali też oprogramowanie, które
    potrafi rozpoznać typ i stopień zawansowania poszczególnych nowotworów z
    dokładnością sięgającą 93 procent.

    Dalsze parce powinny jeszcze podnieść dokładność diagnozy. Być może metoda ta
    znajdzie zastosowanie także w rozpoznawaniu innych nowotworów, na przykład
    chłoniaków.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1411132,16,1,0,120,686,item.html
  • Mało znany antybiotyk o nazwie siomycyna A działa przeciwnowotworowo, hamując
    ekspresję genu niezbędnego dla rozwoju raka.
    Wyniki badań naukowców z University of Illinois at Chicago College of Medicine
    opublikowano w najnowszym numerze pisma "Cancer Research".

    Główny autor badania, Andrei Gartel, mikrobiolog i immunolog, tłumaczy, że
    badany gen FoxM1 jest bardzo aktywny w komórkach większości nowotworów. Jest
    odpowiedzialny za włączanie ekspresji genów niezbędnych do podziałów komórki
    (proliferacji) i wyłączania tych genów, które je hamują. Jak wiadomo
    niekontrolowana proliferacja jest główną cechą charakterystyczną komórek
    nowotworowych.
    Na potrzeby badania naukowcy opracowali nowy system do identyfikacji małych
    cząsteczek, które hamują działanie białek włączających i wyłączających geny.
    Przy użyciu tego systemu odkryli, że antybiotyk o nazwie siomycyna A działa
    specyficznie na FoxM1 nie wpływając na żadne inne białka komórki.

    W następnych doświadczeniach wykonanych na hodowlach komórek, badacze wykazali,
    że siomycyna A indukowała samobójstwo (apoptozę) komórek nowotworowych, ale nie
    normalnych prawidłowych komórek w hodowli.

    Gartel mówi, że nowa technika oferuje naukowcom szybki sposób identyfikacji
    substancji, które wpływają na onkogeny - geny, których aktywacja powoduje
    rozwój nowotworu. Pierwszym związkiem odkrytym w ten sposób jest siomycyna A,
    substancja bardzo obiecująca ponieważ nie jest toksyczna.

    Teraz lek musi przejść dalsze badania laboratoryjne z użyciem innych rodzajów
    komórek i wstępne testy na zwierzętach zanim będzie można rozpocząć badania
    kliniczne.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1411972,16,item.html
  • sisomycyna... siomycyna to nie istnieje
  • Istnieje.
    Wstukaj w gugla "sisomycin".
    Czy pomaga na raka, to osobna sprawa.
    A tak na marginesie, to daunorubicyna, doksorubicyna tez antybiotyki.
  • Według naukowców z University of Newcastle w Wielkiej Brytanii aspiryna
    wykazuje właściwości antynowotworowe - donosi październikowy numer
    pisma "FASEB".
    Znana od bardzo dawna i powszechnie stosowana podczas przeziębienia czy grypy
    aspiryna działa przeciwzapalnie między innymi poprzez hamowanie aktywności
    enzymów o nazwie cyklooksygenazy. Brytyjscy naukowcy opisali kolejny mechanizm
    działania aspiryny podczas stanu zapalnego i choroby nowotworowej.

    W swoich badaniach dowiedli, że aspiryna działa na cząsteczkę sygnałową o
    nazwie NFkappaB, która jest zaangażowana między innymi w powstawanie nowych
    naczyń krwionośnych.
    Okazało się, że lek hamuje powstawanie naczyń krwionośnych odżywiających
    rozwijającego się guza. Proces ten nazywany angiogenezą jest niezbędny do
    wzrostu nowotworu.

    Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że aspiryna działa na ten proces zależnie od
    stosowanej dawki leku.

    Autorzy pracy piszą, że ich odkrycie potwierdziło wcześniejsze sugestie, jako
    że przeciwzapalne działanie aspiryny wiąże się z jej wpływem na NfkappaB. Teraz
    naukowcy będą mogli dowiedzieć się, jak sygnał przekazywany przez tę cząsteczkę
    (a hamowany przez aspirynę) wpływa na proces zapalny i biologię rozwoju
    nowotworu. Celem tych badań będzie opracowanie skutecznej terapii
    przeciwnowotworowej.

    "Aspiryna zawsze była uważana za »cudowne lekarstwo«. To badanie uświadamia
    nam, że stale uczymy się, na jak wiele sposobów działa ten niesamowity lek" -
    komentuje nowe odkrycie Gerald Weissmann z pisma "FASEB".

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1413188,16,1,0,120,686,item.html
  • Leczenie chemoterapią zmienia przepływ krwi i metabolizm mózgu, a zmiany są
    wykrywalne nawet 10 lat po zakończeniu terapii. Mogą one powodować u pacjentów
    uczucie niejasności myśli, trudności w skupieniu uwagi i zapominanie.
    Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z David Geffen School of
    Medicine na uniwerytecie w Los Angeles i opublikowane w internetowej wersji
    pisma "Breast Cancer Research and Treatment".

    Chemioterapię stosuje się w walce z rakiem, w celu uniknięcia powstawania
    przerzutów, najczęściej łącznie z leczeniem operacyjnym. Niestety, niszczone są
    zarówno komórki guza, jak i zdrowe normalne komórki organizmu.

    Pacjenci, którzy dzięki chemioterapii przeżyli chorobę nowotworową, mają po
    leczeniu bardzo osłabiony organizm. Jedną z przypadłości, na którą się skarżą,
    jest uczucie roztargnienia i trudności w zapamiętywaniu faktów.

    Naukowcy nazwali ten zespół zaburzeń "chemo brain" - mózgiem po chemioterapii.

    Odkrycie naukowców z USA może pomóc w zrozumieniu zaburzeń w procesie
    formowania myśli i powody roztargnienia męczącego wielu pacjentów po
    chemioterapii.

    "Nasze badania po raz pierwszy wykazały, że pacjenci cierpiący na tego typu
    zaburzenia poznawcze mają specyficznie zmieniony metabolizm mózgu" - mówi autor
    pracy, profesor farmakologii, Daniel Silverman.

    Co roku diagnozuje się 211 000 przypadków raka piersi, jest to najczęściej
    występujący nowotwór u kobiet. Eksperci podejrzewają, że przynajmniej 25 proc.
    pacjentek leczonych chemioterapią cierpi na objawy "mózgu po chemioterapii".

    Wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na University of Minnesota wskazują, że
    problem ten może dotyczyć aż 82 proc. pacjentek.

    Silverman i współpracownicy przy użyciu pozytonowej emisyjnej tomografii
    komputerowej (PET) badali mózgi 21 kobiet, 5 do 10 lat po operacyjnym usunięciu
    guzów piersi. U 16 z nich stosowano dodatkowo chemoterapię (w okresie
    okołooperacyjnym), żeby uniknąć nawrotu choroby. W czasie badania uczestniczki
    poproszono o wykonanie serii ćwiczeń na pamięć krótkotrwałą.

    Dzięki technice PET naukowcy otrzymali obrazy przepływu krwi w mózgu badanych
    kobiet podczas ćwiczeń pamięciowych i odpoczynku. Porównali 16 obrazów mózgu
    kobiet po chemioterapii i 5 tych, które tylko operowano z 13 obrazami mózgu
    kobiet, które nie miały ani raka piersi, ani chemioterapii.

    Okazało się, że w mózgach kobiet po chemioterapii metabolizm w bardzo ważnym
    dla procesów poznawczych regionie kory czołowej był spowolniony.

    "Odkryliśmy, że im wolniejszy był metabolizm podczas odpoczynku mózgu
    pacjentki, tym więcej miała ona trudności w rozwiązywaniu testów pamięciowych" -
    mówi Silverman.

    Podczas rozwiązywania testów przepływ krwi w korze czołowej i drugim rejonie
    mózgu tzw. móżdżku u pacjentek po chemioterapii gwałtownie wzrastał, co
    świadczy o nagłym, skokowym zwiększeniu aktywności tych samych obszarów mózgu,
    które w czasie odpoczynku były bardzo mało aktywne.

    "W efekcie mózgi tych kobiet, żeby przywołać tę samą informację, pracowały
    zdecydowanie ciężej niż mózgi kobiet nie poddawanych nigdy chemoterapii" -
    tłumaczy autor pracy.

    Co więcej naukowcy odkryli, że kobiety, które oprócz chemioterapii były leczone
    hormonalnie, miały dodatkowo zmiany w tzw. zwojach podstawy mózgu - rejonie
    koordynującym myślenie i działanie. Średnio zaobserwowano u nich
    ośmioprocentowy spadek metabolizmu w tym rejonie podczas odpoczynku mózgu.

    Naukowcy piszą, że ich odkrycie dowodzi, że technika PET może być z powodzeniem
    stosowana do monitorowania zmian wywołanych przez chemioterapię u pacjentów z
    nowotworami. Badacze podsumowują, że do tej pory nie wiadomo, co powoduje
    efekt "chemo brain" - mózgu po chemioterapii. Podkreślają, że niezbędne są
    dalsze badania w celu odkrycia jego przyczyn oraz modyfikacji leków stosowanych
    w chemioterapii, tak żeby im zapobiegać.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1413864,16,1,0,120,686,item.html
  • Leki, które blokują enzym znany ze swego udziału w powikłaniach cukrzycy, mogą
    też hamować rozwój raka jelita grubego, najczęstszego z nowotworów - wskazują
    badania amerykańskie. Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Cancer Research".
    Chodzi tu o tzw. reduktazę aldozy - enzym, który bierze udział w
    metabolizowaniu glukozy w sytuacji, gdy jest jej za dużo, jak u cukrzyków.

    Zgodnie z wynikami badań, reduktaza aldozy odgrywa ważną rolę w powstawaniu
    takich powikłań cukrzycy, jak retinopatia czy nefropatia cukrzycowa. Dlatego
    obecnie inhibitory tego enzymu są testowane pod kątem ich wykorzystania w
    leczeniu cukrzycy. Chorzy na tę chorobę mają zwiększone ryzyko raka
    okrężnicy.Naukowcy z oddziałów Uniwersytetu Stanu Teksas w Galveston i w
    Arlington analizowali udział reduktazy aldozy w rozwoju raka jelita grubego.
    Najpierw komórki raka okrężnicy hodowane w laboratorium poddawali działaniu
    czynników wzrostu, które wywołują reakcje zapalne i pobudzają komórki raka do
    niekontrolowanego powielania się. Coraz więcej ostatnich badań wskazuje, że
    stany zapalne odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów.

    Następnie naukowcy hamowali w komórkach raka aktywność reduktazy aldozy za
    pomocą różnych związków lub manipulacji genetycznych. Dzięki temu zastopowali
    rozwój zapalenia i powstrzymali wzrost komórek raka.

    Tak dobre wyniki zachęciły naukowców do przeprowadzenia testów na myszach,
    którym pod skórę przeszczepiono ludzkie komórki raka okrężnicy. Badano szczep
    określany jako nagie myszy. Z powodu modyfikacji genetycznych są one nie tylko
    łyse, ale też mają niedorozwinięty układ odporności. W rezultacie
    przeszczepiane im komórki nowotworowe nie są skutecznie rozpoznawane i
    zwalczane przez komórki odporności, co prowadzi do szybkiego wzrostu nowotworu.

    U części myszy naukowcy blokowali aktywność genu reduktazy aldozy tak, że enzym
    ten w ogóle nie powstawał. "Okazało się, że dzięki tej metodzie byliśmy w
    stanie całkowicie zahamować rozwój raka jelita grubego u myszy" - komentuje
    biorący udział w badaniach prof. Satish K. Srivastava. Nie zaobserwowano
    żadnych skutków ubocznych tej terapii. Natomiast u myszy nieleczonych nowotwory
    rozrastały się w niekontrolowany sposób.

    Zdaniem prof. Srivastavy, w przyszłości inhibitory tego enzymu można by podawać
    pacjentom po chirurgicznym wycięciu raka okrężnicy po to, by zahamować podziały
    jakichkolwiek pozostałych po operacji komórek rakowych.

    Jeśli badania na ludziach będą równie zachęcające co na myszach, to leki
    hamujące reduktazę aldozy można będzie stosunkowo szybko wprowadzić do leczenia
    raka jelita grubego u ludzi, zaznaczają naukowcy. Jeden z nich przechodzi
    bowiem w USA końcowe testy w grupie pacjentów chorych na cukrzycę, a w Japonii
    lek ten jest już nawet zatwierdzony do długoterminowego leczenia cukrzycy.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1414450,16,1,0,120,686,item.html
  • Przełomowe odkrycie, które być może pozwoli stworzyć uniwersalny lek na
    wszystkie nowotwory, zostało dokonane niemal 100 lat temu. Świat nauki
    przegapił je i dopiero ostatnio zaczął doceniać jego wagę.
    Mało kto słyszał o Theodorze Boverim. A to może właśnie jego wnikliwe
    spostrzeżenia na temat raka uratują kiedyś życie wielu z nas. Szanse są na tyle
    duże, że nawet wśród powściągliwych zazwyczaj naukowców zapanowało ożywienie. -
    Wszystkie czasopisma fachowe cytują ostatnio Boveriego, rozprawia się o nim na
    konferencjach naukowych - mówi Peter Sorger, biolog z Massachusetts Institute
    of Technology, zajmujący się badaniami onkologicznymi.
    Uznanie osiągnięć naukowych przyszło dla Boveriego o wiele za późno. Zmarł w
    1915 roku. Rok wcześniej zauważył i napisał, że w komórkach nowotworowych widać
    pod mikroskopem zaburzenia w układzie chromosomów. Chromosomy, fragmenty DNA o
    kształcie zbliżonym do litery x, występują niemal w każdej komórce ciała. I to
    w nich mieści się owe 25 tysięcy genów, tworzących w sumie przepis na
    człowieka. Theodor Boveri doszedł do wniosku, że rak zaczyna się od jednej
    komórki, w której materiał chromosomowy ulega przypadkowemu poplątaniu, a
    efektem tego są jej niemożliwe do opanowania podziały.
    źródło pochodzenia Newsweek Polska
    newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=16635
    Pełny tekst artykułu w najnowszym Newsweek Polska
  • Naukowcy potrafią już tworzyć moduły sztucznego życia i budować struktury,
    które wielkością i właściwościami przypominają włókna, błony, receptory lub
    komórki żywych organizmów. Nanocząstki, takie jak fulereny, mogą spowodować
    przełom w terapii nowotworów, ponieważ potrafią transportować leki bezpośrednio
    do komórek rakowych. "Współczesna robotyka wkracza w świat mikrocząstek" –
    uważa prof. Mariusz Olszewski z Politechniki Warszawskiej.
    O mikrorobotach, użytecznych nie tylko w medycynie, naukowiec mówił podczas X
    Festiwalu Nauki w Warszawie.

    Na potwierdzenie swojej tezy profesor zaprezentował słuchaczom mikroroboty
    medyczne wielkości rzędu mikrometrów. "Buduje się również roboty latające
    wielkości owadów, które mają pomagać człowiekowi w rolnictwie: w zapylaniu
    roślin, w walce ze szkodnikami" – mówi Olszewski.

    Jak wyjaśnia, droga do stworzenia "sztucznego człowieka" prowadzi przez budowę
    poszczególnych organów. "Potrafimy zbudować sztuczny nos, sztuczne gruczoły
    wydzielania wewnętrznego, sztuczne ucho, nad którego doskonaleniem pracuje
    m.in. prof. Henryk Skarżyński z Akademii Medycznej w Warszawie" – opowiada. Na
    całym świecie trwają badania nad sztucznym okiem. Zdaniem profesora, wiele już
    osiągnięto. "Umiemy budować urządzenia umożliwiające niewidomym widzenie
    kanałowe. Dzięki nim człowiek odróżnia barwy jasne od ciemnych i może
    bezpiecznie poruszać się w otoczeniu" – tłumaczy.

    Olszewski podkreśla znaczenie badań nad neuromechanizmem, czyli wywoływaniem
    ruchu przez bodźce powstające w mózgu. Jak wyjaśnia, dzięki eksperymentom
    przeprowadzonym na zwierzętach wiadomo już, że w mózgu da się wyodrębnić
    okolice odpowiedzialne za ruch poszczególnych części ciała. Okazuje się, że
    wystarczy myśl o wykonaniu ruchu, żeby bodziec mógł dotrzeć do wybranego organu
    zwierzęcia.

    "Odkrycie to ma przełomowe znaczenie dla osób niepełnosprawnych. Już wkrótce
    pojawią się wózki inwalidzkie, którymi osoba sparaliżowana będzie mogła
    sterować poprzez myśl" – uważa profesor.

    źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=145&news_id=13472&layout=6&forum_id=5313&page=text
  • Medyczny Nobel może przyczynić się do postępu w leczeniu wielu chorób
    Odkrycia tegorocznych Noblistów mogą się znacznie przyczynić do leczenia wielu
    chorób dziedzicznych i schorzeń do tej pory nieuleczalnych, takich jak
    nowotwory, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. "Będzie można też
    chronić ludzi, zwierzęta lub rośliny przed groźnymi wirusami" - uważa doc.
    Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

    "Dzięki badaniom i odkryciom tegorocznych laureatów poznano fundamentalny
    mechanizm kontroli przepływu informacji genetycznej" - podkreśla Komisja
    Noblowska wyjaśniając zasługi tegorocznych laureatów. Nagrodę w dziedzinie
    medycyny i fizjologii otrzymali w poniedziałek 2 października dwaj Amerykanie,
    Andrew Z. Fire i Craig C. Mello za odkrycie "zjawiska interferencji RNA -
    polegające na wyłączaniu genów za pomocą dwuniciowych fragmentów RNA".
    Współpraca obu naukowców zaowocowała odkryciem mechanizmu, który pozwala
    wyłączać aktywność genów w komórkach.

    Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi.

    "To mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu
    regulacji aktywności genów i ochrony komórki przed niektórymi wirusami.
    Amerykańskim badaczom udało się tym samym podejrzeć, w jaki sposób funkcjonuje
    komórka i wykorzystać to zjawisko" - mówi biochemik, prof. Jan Barciszewski z
    Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

    "Początkowo wykorzystywano je w badaniach podstawowych dla badania funkcji
    genów, a następnie zaczęto dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.
    To tylko tyle i aż tyle" - dodaje.

    "Interferencja RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem
    biotechnologii molekularnej" - zaznacza zajmujący się biochemią roślin prof.
    prof. Jerzy Buchowicz z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

    "Środowisko naukowe spodziewało się Nobla dla Fire'a i Mello; ich odkrycia
    doprowadziły do przełomu w nauce, zarówno w medycynie, jak i w badaniach nad
    roślinami" - ocenia biolog molekularny z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w
    Poznaniu, prof. Artur Jarmołowski.

    W Polsce metodę interferencji RNA wykorzystuje się w badaniach nad guzami
    mózgu. Prowadzi je kierowana przez prof. Stanisława Nowaka w Klinika
    Neurochirurgii Akademii Medycznej w Poznaniu we współpracy z poznańskim
    zespołem prof. Barciszewskiego.

    47-letni Andrew Z. Fire pracuje na Massachusetts Institute of Technology w
    Cambridge oraz na Stanford University w Kalifornii. W młodości był wybitnie
    uzdolnionym matematykiem, jednak całą swoją energię poświęcił na zgłębianie
    tajemnic genetyki.

    Prowadzone w Cambridge w Wielkiej Brytanii doświadczenia na nicieniu
    Caenorhabditis elegans zaowocowały odkryciem zjawiska interferencji RNA. Razem
    z drugim tegorocznym laureatem Nobla z medycyny Fire opisał je w 1998 roku na
    łamach tygodnika "Nature".

    Z kolei 46-letni Craig C. Mello jest zatrudniony na Harvard University w
    Bostonie i University of Massachusetts School of Medicine w Worcester.

    Obecnie w swoim laboratorium Mello kontynuuje nie tylko badania nad
    interferencją RNA, ale i swoje starsze prace nad różnicowaniem się i
    komunikacją komórek zarodka na najwcześniejszych etapach jego rozwoju. Do tej
    pory udało mu się m.in. dowieść, że położenie komórki w zarodku może decydować
    o tym, w jaki rodzaj tkanki ostatecznie z niej powstanie. Badacz zidentyfikował
    też wiele genów, które wpływają na losy komórek zarodków C. elegans.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=13313&layout=0&forum_id=5154&page=text
  • Gen odpowiada za oporność raka płuc na chemioterapię
    Nadmierna aktywność genu, który odpowiada za oczyszczanie komórek z toksyn,
    może w wielu przypadkach odpowiadać za oporność raka płuc na chemioterapię -
    wskazują badania amerykańskie, o których poinformowało pismo "PLoS Medicine".
    Naukowcy z Medycznych Instytutów Johnsa Hopkinsa prowadzili badania na
    komórkach raka piersi hodowanych długo w laboratorium - tzw. liniach
    komórkowych oraz na pobranych od pacjentów komórkach niedrobnokomórkowego raka
    płuc i zdrowych komórkach płuc.

    Badania pozwoliły stwierdzić, że w wielu próbkach raka jak i w komórkach
    nowotworowych hodowanych w laboratorium nazbyt aktywny jest gen, który
    odpowiada za proces detoksykacji komórek. Chodzi tu o gen NRF2, którego
    naturalną rolą jest chronić komórki przed zanieczyszczeniami chemicznymi ze
    środowiska, np. z dymu papierosowego, czy spalin samochodowych. NRF2 koduje
    białko, które uruchamia produkcję enzymów i innych cząsteczek wymiatających
    zanieczyszczenia na zewnątrz komórek.
    Okazało się jednak, że w komórkach raka płuc opornego na chemioterapię
    aktywność NRF2 osiąga granice szaleństwa. W efekcie komórki te pompują na
    zewnątrz wszystkie niebezpieczne dla siebie toksyny, również leki stosowane w
    chemioterapii.

    W części komórek za nadaktywność NRF2 odpowiedzialne były mutacje w genie
    KEAP1, który ma za zadanie hamować białko zapisane w NRF2. W innych komórkach
    brakowało nawet jednej z kopii KEAP1. Z kolei, w zdrowych komórkach płuc
    pobranych od tych samych pacjentów naukowcy nie wykryli tego typu zmian.

    Badaczom udało się też ustalić, że komórki raka z mutacjami w KEAP1 są bardziej
    odporne na działanie chemioterapii niż zdrowe komórki płuc.

    "Z naszych badań wynika, że komórki raka płuc wykorzystują aktywność genu NRF2,
    aby obronić się przed toksycznym działaniem chemioterapii" - komentuje biorący
    udział w badaniach dr Shyam Biswal.

    Zdaniem badacza, blokowanie tego genu lub zapisanego w nim białka mogłoby
    poprawić efektywność leków standardowo wykorzystywanych w chemioterapii raka
    płuc, zwłaszcza związków platyny.

    W najbliższej przyszłości naukowcy planują potwierdzić wyniki tych badań na
    większej liczbie próbek raka płuc. Chcą również poszukiwać leków, które
    hamowałyby aktywność genu NRF2 lub zapisanego w nim białka i w ten sposób
    zwiększały wrażliwość komórek raka na leki chemioterapeutyczne.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1416502,16,1,0,120,686,item.html
  • Ból neuropatyczny potrafi trwać latami. Nie wybiera ofiar i nie poddaje się
    klasycznemu leczeniu przeciwbólowemu. Razem z niemieckimi kolegami pracujemy
    nad nowym podejściem terapeutycznym do tego rodzaju bólu" – mówi prof. Barbara
    Przewłocka z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie, polski koordynator
    międzynarodowych badań nad przeciwbólowym działaniem endomorfin.
    FUNKCJE BÓLU

    Przewłocka tłumaczy, że ostry ból niejednokrotnie ratuje życie, ostrzegając
    przed czynnikami uszkadzającymi tkanki. Czasem pojawia się pomimo braku
    widocznych bodźców. Ból o charakterze przewlekłym powstaje w wyniku stanów
    zapalnych, uszkodzenia układu nerwowego, wskutek wypadku lub choroby. Występuje
    z pewnym opóźnieniem, co utrudnia dokładną lokalizację i miejsce uszkodzenia, a
    czasem też jego przyczynę.

    Często ból zapalny i neuropatyczny nakładają się na siebie, dając obraz trudny
    do leczenia. Tym, co je odróżnia, jest odmienna reakcja na morfinę. W bólu
    zapalnym jej działanie jest silniejsze, natomiast w neuropatycznym – słabsze.
    Terapia bólu neuropatycznego stale pozostawia wiele do życzenia.

    SKOMPLIKOWANE CIERPIENIE

    Żeby organizm odczuwał ból, natura musiała stworzyć skomplikowany nerwowy szlak
    nocyceptywny (nocere – z łac. szkodzić), przewodzący bodźce z obwodu do
    ośrodkowego układu nerwowego. Jak tłumaczy Przewłocka, szlak ten zbudowany jest
    z wolnych zakończeń nerwowych rejestrujących szkodliwe czynniki oraz nerwów
    przenoszących informację bólową z tkanek obwodowych do rdzenia kręgowego i
    kolejno do struktur mózgu.

    "Cały ten układ nie dość, że jest skomplikowany, to jeszcze bardzo dynamiczny.
    Oprócz szlaków przewodzenia bodźców bólowych działają w nim liczne mechanizmy
    ich hamowania, ograniczające siłę bólu i czas jego trwania" – wyjaśnia
    profesor.

    "Czasem ból nasila się, choć szkodliwy bodziec przestał już działać, a
    uszkodzone tkanki dawno się zagoiły. Dochodzi do bólu przewlekłego. Jednym z
    jego rodzajów jest ból neuropatyczny, którego przyczyną są uszkodzenia w
    układzie nerwowym, prowadzące do zmian struktury i funkcjonowania dróg
    bólowych" - mówi Przewłocka.

    Ból neuropatyczny może przybierać różne formy. Często opisywany jest przez
    chorych jako piekący, kłujący, także podobny do tego, który towarzyszy
    drażnieniu prądem elektrycznym. Jego nasilenie czasem ogranicza się do lekkiej
    przeczulicy, czasem zaś przechodzi w skrajną allodynię, czyli stan, w którym
    trudną do zniesienia dolegliwość wywołują czynniki tak łagodne, jak na przykład
    dotknięcie włosem.

    Zdaniem Przewłockiej, przyczyn takiego stanu może być wiele, np. wypadkowe lub
    jatrogenne uszkodzenie nerwów (częste u kobiet po mastektomii), naciekanie
    układu nerwowego przez nowotwór, półpasiec, neuropatie (np. cukrzycową).

    SKĄD SIĘ BIERZE BÓL

    Jak tłumaczy naukowiec, w wyniku uszkodzenia neuronu w jego otoczeniu dochodzi
    do uwalniania substancji prozapalnych, które aktywują drogi bólowe. Dodatkowo
    następuje rozkrzewianie uszkodzonego neuronu (jak przyciętego drzewa). W
    błonach komórkowych "odrostów" gromadzą się kanały sodowe, odpowiedzialne za
    przewodzenie bólu. Miejsca te stają się ogniskami samopodtrzymującej się
    aktywacji szlaku bólowego. Podobne zmiany obserwuje się też na wyższych
    piętrach układu nerwowego.

    "W naszych badaniach stosujemy modele obu rodzajów bólu, zapalnego i
    neuropatycznego, aby potencjalne działanie proponowanych substancji leczniczych
    wykorzystać w różnych rodzajach bólu. Porównując wyniki badań uzyskane na tych
    modelach możemy wnioskować o mechanizmach rozwoju bólu przewlekłego" – mówi
    Przewłocka.

    PROBLEMY DŁUGOTRWAŁEJ TERAPII

    W przypadku bólów ostrych najskuteczniejsze są leki opioidowe, np. morfina. Jak
    wyjaśnia profesor, lek wraz z krwią trafia do odpowiednich receptorów układu
    nerwowego. Łącząc się z nimi wywołuje szereg procesów wewnątrz komórki
    nerwowej, prowadzących do hamowania aktywności neuronu, a co za tym idzie - do
    hamowania przekazu bodźca do mózgu. Morfina działa na receptory zwane
    opioidowymi, a szczególnie na tzw. receptor typu m. Działając na te receptory w
    mózgu, wywołuje jednak dokuczliwe, a czasem niebezpieczne dla zdrowia skutki
    niepożądane.

    Przewłocka zaznacza, że w tym miejscu rodzi się problem z leczeniem bólów
    neuropatycznych. Okazuje się bowiem, że bóle neuropatyczne w większości
    przypadków nie poddają się leczeniu opioidami. Aby je zwalczyć, potrzeba
    znacznie większych dawek leku niż w przypadku leczenia bólu ostrego (np.
    bezpośrednio po operacji lub wypadku). Zwiększenie dawki leku podwyższa jednak
    ryzyko działań niepożądanych.

    "Jak tu przez wiele lat trwania takiego bólu podawać choremu znaczne ilości
    leku działającego poprzez receptory opioidowe?" – zastanawia się
    neurofarmakolog. Jej zdaniem, chorym trzeba zaproponować leczenie powodujące
    minimalne skutki niepożądane. Przewlekłe stany zapalne, takie jak np.
    artretyczne zapalenia stawów, też trwają latami, dlatego trzeba znaleźć
    bezpieczną możliwość dla stosowania przynoszących ulgę leków.

    W NATURZE SIŁA

    Według Przewłockiej, dobrym punktem wyjścia do poszukiwań metody terapeutycznej
    jest pytanie o rolę receptorów opioidowych w naszym organizmie.

    "Natura nie tworzyła ich miliony lat temu po to, by współcześni lekarze mieli
    zwalczać ból morfiną" - przypuszcza profesor. Tłumaczy, że wraz z tymi
    receptorami powstały ich naturalne ligandy, czyli występujące w naszych
    organizmach cząsteczki zdolne do ich aktywacji. Są nimi endorfiny, zróżnicowana
    grupa endogennych peptydów opioidowych, wykazujących działanie przeciwbólowe.

    "Człowiek w szoku powypadkowym bólu nie czuje. Przeciwbólowe działanie
    akupunktury też wydaje się być uwarunkowane wydzielaniem endorfin. Przykładów
    jest więcej i dowodzą one skuteczności wewnętrznych mechanizmów
    przeciwbólowych" – zauważa neurofarmakolog.

    Dodaje, że do zwalczania bólów neuropatycznych dobrze byłoby zatrudnić
    endogenne peptydy opioidowe. To endomorfiny które, w odróżnieniu od endorfin,
    są bardzo selektywne w stosunku do receptora, na który działa morfina.

    Wstępne badania wykazały, że w modelach zwierzęcych siła ich działania nie
    słabnie - w odróżnieniu od morfiny, której dawkę należy podnieść, aby uzyskać
    efekt terapeutyczny w bólu neuropatycznym.

    ENDOMORFINY DZIAŁAJĄ LOKALNIE

    "Działaniem lokalnym endomorfin w bólu przewlekłym zajmujemy się wraz z
    zespołem dr Haliny Machelskiej z Klinik für Anaesthesiologie und Operative
    Intensivmedizin, Charité-Universitätsmedizin w Berlinie" – mówi specjalistka.

    "Okazało się, ze endomorfiny znacznie lepiej radzą sobie z bólem
    neuropatycznym, niż morfina. Chorym podawać można niższe dawki leku, a to
    zmniejsza ryzyko działań niepożądanych" – tłumaczy Przewłocka. Podkreśla, że
    podawanie endomorfin nie jest jednak takie proste, ponieważ nie przechodzą one
    z krwi do mózgu.

    "W przypadku bólu neuropatycznego, kiedy dolegliwości bólowe dotyczą dużych
    obszarów skóry, można wykorzystać receptory opioidowe, występujące na nerwach
    obwodowych. Najprostszym rozwiązaniem byłyby maści, żele, spreje lub płukanki
    zawierające endomorfiny podwane wprost na miejsce powstawania bólu" – podkreśla
    specjalistka.

    Działając lokalnie na nerwy obwodowe wielokrotnie zmniejsza się ryzyko
    działania ośrodkowego, a tym samym pojawienie się działań niepożądanych,
    charakterystycznych dla stosowanej obwodowo morfiny. Peptydowa budowa
    endomorfin sprawia również, iż najsilniej działają one dokładnie tam, gdzie je
    zaaplikowano. Bardzo małe jest ryzyko migracji leku, na przykład do ośrodkowego
    układu nerwowego.

    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi
  • Dokończenie tematu

    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi też pewne
    problemy. Wprowadzona do organizmu substancja w ciągu kilkunastu minut ulega
    rozkładowi i przestaje działać.

    "Z tym problemem już się uporaliśmy. Współpracujący z nami chemicy
    zmodyfikowali cząsteczki w ten sposób, że ich trwałość w organizmie zwierząt
    wydłużyła się do ok. 2 godzin. Sądzimy, że u ludzi przetrwają jeszcze dłużej.
    Poza tym możliwe są dalsze modyfikacje" – uważa neurofarmakolog.

    Szacuje się, że problem przewlekłego bólu dotyczy 0,5-2 proc. społeczeństwa.
    Polsko-niemiecki zespół nie obiecuje spektakularnych efektów prowadzonych prac.
    Badania mają charakter podstawowy i służą pogłębieniu wiedzy na temat
    potencjalnych zastosowań endomorfin.

    "Sądzę jednak, że w przyszłości działające w ten sposób leki mają szansę trafić
    na apteczne półki" – nie kryje nadziei prof. Barbara Przewłocka.

    źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13500&layout=0&forum_id=5341&page=text
  • Wstrząsający raport onkologów dla Ministerstwa Zdrowia: pacjenci w Polsce
    umierają, bo nie mają dostępu do leczenia. Jeśli szpitale nie będą mieć nowego
    sprzętu, sytuacja jeszcze się pogorszy, bo coraz więcej osób zapada na
    nowotwory - pisze "Rzeczpospolita".
    Zdaniem autorów raportu, sytuacja jest dramatyczna. Brakuje sprzętu, więc
    chorzy czekają w kilkumiesięcznych kolejkach do leczenia radioterapeutycznego.
    Gdy już się na nie dostaną, nie mają gwarancji, że naświetlanie będzie dla nich
    bezpieczne.

    Z raportu przygotowanego dla Ministerstwa Zdrowia przez Centrum Onkologii w
    Krakowie wynika, że prawie jedna piąta urządzeń do radioterapii nadaje się do
    natychmiastowej wymiany - jest przestarzała albo wyeksploatowana. Awaria
    takiego sprzętu może skończyć się tragicznie - przekonały się o tym pacjentki z
    Białegostoku, dotkliwie poparzone w czasie radioterapii.

    Osoby, które mają za sobą leczenie choroby nowotworowej, opowiadają, że
    zdarzało się, iż po rozpoczęciu naświetlań psuł się sprzęt i trzeba było czekać
    na jego naprawienie kilka tygodni. - Pacjenci dobrze wiedzą, że przy leczeniu
    nowotworu nie wolno czekać, liczy się każdy dzień - mówi Elżbieta Kozik,
    szefowa Klubu Amazonek w Warszawie, stowarzyszenia kobiet po amputacji piersi.


    Onkolodzy biją na alarm. "Pacjenci, którzy potrzebują naświetlania, czekają na
    dostęp do radioterapii po dwa, trzy miesiące" - pisze w raporcie prof. Marian
    Reinfuss z Centrum Onkologii.

    Z raportu Centrum wynika, że pod koniec ubiegłego roku w Polsce było 55 w pełni
    sprawnych urządzeń, dwa razy mniej, niż być powinno. Tymczasem w najbliższych
    latach w Polsce, według danych Organizacji Europejskich Instytutów Raka (OEIC),
    radioterapia będzie niezbędna co roku dla nawet 100 tysięcy chorych. Teraz ma
    szansę z niej skorzystać niespełna 60 tysięcy pacjentów.YY

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=13621&layout=6&forum_id=5461&page=text

  • Witamina D może w przyszłości znaleźć zastosowanie w leczeniu raka piersi,
    uważają naukowcy brytyjscy. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach
    pisma "Journal of Clinical Pathology", sugerują, że może ona spowalniać wzrost
    nowotworu.
    Naukowcy z Imperial College w Londynie doszli do takich wniosków po zbadaniu
    poziomu witaminy D w surowicy krwi 279 kobiet chorych na inwazyjnego raka
    piersi. U większości pacjentek (204 kobiety) choroba była w początkowych
    stadiach, u reszty natomiast stwierdzono zaawansowanego raka.

    Okazało się, że kobiety z mało zaawansowanym rakiem poziom witaminy D był
    wyższy, niż u kobiet w zaawansowanym stadium choroby. Na razie naukowcy nie
    znają dokładnej przyczyny tych różnic, nie mają też pewności czy niższy poziom
    witaminy D u pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi jest przyczyną czy też
    skutkiem rozwoju nowotworu. Jednak biorąc pod uwagę wyniki innych badań,
    podejrzewają, że obniżone stężenie witaminy D we krwi może przyspieszać rozwój
    raka do bardziej zaawansowanych stadiów.

    Doświadczenia na hodowlach komórkowych wykazały, że witamina D hamuje podziały
    komórek raka i nasila ich obumieranie. Z kolei prawidłowy poziom witaminy D w
    organizmie powiązano z niższym ryzykiem zachorowania na raka piersi.

    Z badań wynika też, że witamina D wzmaga bądź hamuje aktywność różnych genów,
    które mogą odgrywać rolę w rozwoju nowotworów. Przykładem genu, którego
    aktywność rośnie pod wpływem witaminy D, jest p21, kontrolujący podziały
    komórek.

    W przyszłości naukowcy chcą lepiej zrozumieć rolę witaminy D we wzroście raka
    piersi. Ich zdaniem może to pomóc w zwiększeniu skuteczności leczenia tego
    nowotworu.

    Najbogatszym źródłem witaminy D są jaja i tłuste ryby. Związek ten produkują
    też w dużych ilościach komórki skóry wystawione na działanie promieni
    słonecznych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420092,16,1,0,120,686,item.html
  • Substancje zawarte w pestkach winogron wyraźnie hamują wzrost raka jelita
    grubego, wykazali naukowcy z USA w badaniach na hodowlach komórkowych i
    myszach. Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
    Skórka i pestki czerwonych winogron zawierają duże ilości proantocyjanów -
    związków z grupy flawonoidów, które są silnymi przeciwutleniaczami i zwalczają
    toksyczne dla komórek wolne rodniki. Dlatego produkty z winogron, w których
    wykorzystuje się również ich skórkę czy pestki, jak np. czerwone wino, są znane
    ze swego korzystnego wpływu na zdrowie, zwłaszcza na układ krążenia i serce.

    O przeciwnowotworowych własnościach wyciągu z pestek winogronowych naukowcy pod
    kierunkiem prof. Rajesha Agarwala z Uniwersytetu Stanu Kolorado w Denver po raz
    pierwszy poinformowali w 1999 r. Ówczesne badania dotyczyły raka skóry. Później
    udało im się potwierdzić, że ekstrakt ten spowalnia również wzrost raka
    prostaty.
    W najnowszych badaniach naukowcy testowali wyciąg na ludzkich komórkach raka
    okrężnicy hodowanych w laboratorium. Rak ten jest drugim co do częstości
    występowania nowotworem złośliwym wśród mieszkańców krajów dobrze rozwiniętych.

    Badania ujawniły, że im większa była dawka i czas działania wyciągu, tym
    silniej hamował on wzrost raka. W najlepszym wypadku liczba żywych komórek
    nowotworu obniżyła się o 92 proc.

    Naukowcy stwierdzili, że pod wpływem ekstraktu w komórkach raka rósł poziom
    białka Cip1/p21, które kontroluje podziały komórkowe. Już po 12 godzinach
    stężenie białka było wyższe o ponad 150 razy od stężenia wyjściowego.

    Jak wyjaśniają autorzy pracy, jedną z cech komórek raka jest to, że tracą one
    naturalną kontrolę nad swoim cyklem życiowym i zaczynają się w szalonym tempie
    dzielić i powielać. Odpowiadają za to zaburzenia w poziomie białek
    kontrolujących cykl, takich jak Cip1/p21. Aktywność Cip1/p21
    powoduje "zamrożenie" komórek w stadium przed podziałem. Następstwem tego jest
    często śmierć komórki nowotworowej na drodze tzw. apoptozy.

    Na koniec naukowcy przetestowali wyciąg z winogronowych pestek na myszach,
    którym przeszczepiono komórki ludzkiego raka okrężnicy w zaawansowanym stadium
    rozwoju. Jednocześnie z przeszczepem część gryzoni otrzymała doustnie
    pojedynczą dawkę badanego ekstraktu. Po 8 tygodniach okazało się, że objętość
    guzów u tych myszy była mniejsza średnio o 44 proc., niż u zwierząt, które nie
    otrzymały ekstraktu, tzw. kontrolnych. Choć dawka, którą zastosowano była
    bardzo duża nie zaobserwowano żadnych toksycznych efektów działania preparatu.

    Podobnie jak w przypadku hodowli komórkowych, wyciąg z pestek winogron
    powodował, że w komórkach guzów rosnących u gryzoni podnosił się poziom białka
    Cip1/p21.

    Naukowcy planują teraz określić najniższą skuteczną u myszy dawkę ekstraktu,
    jak również najwyższą z możliwych i zarazem nietoksyczną dawkę. Liczą, że
    pomoże to w przyszłości wdrożyć ich odkrycie do praktyki medycznej.

    Obecnie w sprzedaży komercyjnej są suplementy diety zawierające wyciąg z pestek
    winogron. "Nasze wyniki nie oznaczają jednak, że ludzie powinni teraz rzucić
    się do sklepów po te preparaty. To mogłoby być niebezpieczne, gdyż na razie nie
    wiemy nawet jaka dawka dałaby pacjentom korzyści zdrowotne, nie powodując
    zarazem niepożądanych skutków ubocznych" - komentuje prof. Agarwal.

    Jak podkreśla naukowiec, na razie wartością tych badań jest wykazanie, że
    ekstrakt z pestek winogronowych może hamować wzrost raka oraz odkrycie
    mechanizmu jego działania. Ale zanim wyciąg ten można będzie stosować w
    leczeniu chorych na raka czy w prewencji chorób nowotworowych, trzeba wykonać
    znacznie więcej testów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420340,16,1,0,120,686,item.html
  • W Polsce rośnie liczba zachorowań na raka jelita grubego - to obecnie trzeci co
    do częstości występowania nowotwór u kobiet, a drugi u mężczyzn. A możliwości
    diagnozowania go są coraz lepsze - dostępne są już m.in. domowe testy na
    obecność krwi w stolcu.
    W Polsce rocznie zapada na tę chorobę ponad 11 tys. osób, umiera 8,5 tys. Trwa
    obecnie ogólnopolska kampania edukacyjna "Rak jelita grubego - badam się i
    leczę". "Przekonujemy, że to choroba jak każda inna, że wstyd nie może
    powstrzymać nas od zadbania o własne zdrowie" - powiedział na czwartkowej
    konferencji prasowej w Katowicach Ryszard Lisek z Polskiego Towarzystwa Opieki
    nad Chorymi ze Stomią (stomia to stan po wycięciu chorego jelita, z
    wyprowadzeniem jego zdrowego odcinka na zewnątrz - czyli tzw. sztuczny odbyt).

    Każda osoba powyżej 50. roku życia powinna przynajmniej raz na 10 lat poddać
    się badaniom diagnostycznym. Jeśli na raka jelita grubego chorował ktoś w
    rodzinie, na badanie należy się zdecydować znacznie wcześniej.
    Choroba początkowo nie daje żadnych objawów, dlatego tak ważne są badania
    profilaktyczne. W bardziej zaawansowanym stadium objawami są: krwawienie z
    odbytu lub krew w kale, zaburzenia rytmu wypróżnień, nieuzasadniona utrata masy
    ciała, mdłości, bóle i poczucie napięcia w brzuchu, możliwa jest też anemia.

    "Test na krew utajoną w kale można kupić w każdej aptece i zrobić w warunkach
    domowych. Dostępne są testy kilku producentów, nie są drogie, a ich dokładność
    jest zbliżona do tych wykonywanych w laboratorium" - powiedział ordynator
    oddziału onkologii Szpitala im. Leszczyńskiego w Katowicach dr Wojciech
    Poborski.

    Jak podkreślił, ważna jest też postawa lekarzy pierwszego kontaktu -
    przeciętnie lekarz rodzinny może w swojej praktyce zetknąć się z dwoma takimi
    przypadkami rocznie. "Konieczne jest też rozwianie obaw pacjentów przed
    przeprowadzaniem badań profilaktycznych - chowanie głowy w piasek, częsta w
    Polsce postawa, to droga donikąd" - podkreślił dr Poborski.

    Rozwojowi raka jelita grubego sprzyja dieta, charakterystyczna dla rozwiniętych
    krajów kultury zachodniej - dużo czerwonego mięsa i wysoko przetworzonych
    pokarmów, mało błonnika. Dlatego, by się ustrzec choroby, lekarze oprócz
    urozmaiconej diety zalecają ograniczenie alkoholu, rezygnację z palenia
    papierosów, aktywność fizyczną, przyjmowanie witamin C, D i E, znormalizowanie
    wagi ciała.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1421215,16,1,0,120,686,item.html
  • Bakteria Helicobacter pylori zwiększa ryzyko rozwoju nowotworu w dolnym odcinku
    żołądka, ale może z kolei zmniejszać ryzyko jego występowania w miejscu
    połączenia żołądka z przełykiem - donosi "Journal of the National Cancer
    Institute".
    Helicobacter pylori to bakteria gnieżdżąca się w błonie śluzowej żołądka.
    Występuje u 70-80 proc. populacji i odpowiada za większość przypadków choroby
    wrzodowej żołądka i 90 proc. przypadków choroby wrzodowej dwunastnicy.
    Zakażenie tą bakterią może mieć też wpływ na rozwój nowotworów żołądka.

    Nowotwory żołądka rozwijają się najczęściej w miejscu połączenia przełyku z
    żołądkiem oraz w jego niższych częściach.
    Grupa naukowców kierowana przez Farin Kamangar z National Cancer Institute in
    Bethesda w USA wraz z kolegami z Finlandii przeprowadziła badania na 234
    pacjentach z nowotworami żołądka. Badano obecność przeciwciał skierowanych
    przeciwko H. pylori we krwi pacjentów. Obecność przeciwciał świadczy o
    przebytej infekcji wywołanej przez bakterie.

    Naukowcy stwierdzili, że u pacjentów, którzy przeszli infekcję wywołaną H.
    pylori, ryzyko występowania nowotworów dalszych odcinków żołądka jest większe
    niż u reszty populacji, natomiast ryzyko raka części wpustowej żołądka jest
    mniejsze.

    "Podejmując próby zapobiegania rozwoju nowotworów należy wziąć pod uwagę wpływ
    H. pylori na zmniejszenie ryzyka powstawania raka przełyku oraz części
    wpustowej żołądka" - komentują wyniki kolegów Olaf Syren i William J. Blot z
    Karolinska Institutet.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1421216,16,1,0,120,686,item.html


  • Pracownicy z fabryk komputerów częściej niż umierają z powodu nowotworu -
    wykazały obszerne analizy ponad 30 tys. zgonów pracowników zatrudnionych w
    amerykańskich fabrykach IBM od lat 70. Wyniki opublikowało pismo "Environmental
    Health".
    Pracownicy fabryk IBM umierali na nowotwory, w tym - mózgu, nerek lub piersi
    oraz chłoniaka nieziarnistego - częściej niż reszta populacji - stwierdził
    Richard Clapp z Boston University School of Public Health (USA).

    Dane, którymi dysponował, nie pozwoliły mu związać tych zgonów z działaniem
    związków chemicznych lub substancji toksycznych, z którymi na co dzień stykają
    się pracownicy fabryk. Clapp badał przypadki zgonów wśród wszystkich robotników
    fabryki IBM, którzy przepracowali w niej co najmniej pięć lat w okresie 1969-
    2001. Przeanalizował przyczyny śmierci 31 tys. 941 robotników i porównał je z
    przyczynami zgonów wśród ogółu Amerykanów w tym samym czasie.

    Dane uzyskał od IBM w ramach procesu przeciwko tej firmie w Kalifornii. Badania
    przeprowadził na zamówienie strony skarżącej.

    Wyniki analiz Clappa świadczą o podwyższonej śmiertelności wskutek kilku typów
    nowotworów. Dotyczy to zwłaszcza robotników zatrudnionych w kilku konkretnych
    fabrykach - w stanach Kalifornia, Minnesota, Nowy Jork i Vermont.

    Wyraźnie więcej niż norma było też zgonów z powodu nowotworu mózgu i
    ośrodkowego układu nerwowego. W niektórych grupach pracowników stwierdzano
    także ponadprzeciętną liczbę przypadków raka nerek, chłoniaka nieziarnistego i
    nowotworu piersi.

    To nie pierwsze badanie związku śmiertelności i pracy przy produkcji
    komputerów, lecz - jak do tej pory - najobszerniejsze.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420344,16,1,0,120,686,item.html
  • Ruszyła ogólnoeuropejska akcja, której celem jest zagwarantowanie pacjentom w
    państwach Unii Europejskiej dostępu do najnowszych metod leczenia nowotworów.
    Wprowadzenie jednolitej unijnej strategii walki z rakiem to główny cel
    uruchomionej w Brukseli inicjatywy o nazwie "Cancer United".

    W ciągu półtora roku organizatorzy chcą zgromadzić milion podpisów pod petycją
    domagającą się działania ze strony Parlamentu Europejskiego, Komisji
    Europejskiej oraz Rady Unii Europejskiej.

    Organizatorzy akcji wzywają te instytucje do stworzenia ogólnoeuropejskiej
    strategii w zakresie chorób nowotworowych oraz do wystosowania do wszystkich
    państw członkowskich zaleceń dotyczących wdrożenia kompleksowych planów
    zwalczania chorób nowotworowych, które obejmują:

    szczegółowe programy mające na celu usprawnienie organizacji usług, w tym
    zapewnienie odpowiedniego poziomu zasobów, implementację sieci opieki oraz
    kompleksowych rejestrów przypadków raka na poziomie danego kraju;
    większy nacisk na jakość, w tym informowanie pacjentów, wykorzystanie zespołów
    interdyscyplinarnych, specjalistyczne szkolenie oraz stały rozwój zawodowy
    wszystkich pracowników i gwarancja jakości dla wszystkich aspektów opieki, od
    diagnozy aż po kontrolę;
    większy nacisk na działania zapobiegawcze, w tym zwiększenie świadomości
    społeczeństwa w zakresie korzyści płynących ze zdrowego stylu życia oraz
    wdrożenie krajowych programów monitorujących;
    nieustanne działania mające na celu zwiększenie skuteczności leczenia, w tym
    programy badań klinicznych oraz ogłaszanie i wdrażanie rezultatów tych
    programów, wykorzystanie nowych technologii, przegląd założeń już istniejących
    krajowych strategii walki z rakiem oraz monitorowanie wyników zmian w praktyce.
    Nowotwory dotykają każdą rodzinę w Europie - co minutę trzy rodziny tracą
    bliską osobę z powodu raka. Co roku około 1,7 miliona osób w Europie umiera w
    wyniku tej choroby. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia liczba nowych
    zachorowań w krajach Unii Europejskiej do 2015 roku wzrośnie o ok. 11%. Średnio
    co drugi chory na raka umiera.

    Zachorowalność na raka i skuteczność leczenia w naszej części Europy niestety
    niekorzystnie odbiega od standardów starej UE. Potwierdzają to wyniki badań
    Eurocare-3 oraz analiz przeprowadzonych przez Karolinska Institutet. Według
    tych ostatnich w Polsce na walkę z rakiem przeznacza się 34 euro na osobę
    rocznie. To ponad trzykrotnie mniej niż średnia unijna i sześciokrotnie mniej
    niż w Norwegii.

    Ruchem "Cancer United" kieruje prof. prof. John Smyth - prezes Federacji
    Europejskich Stowarzyszeń Raka, zajmujący się onkologią na uniwersytecie w
    Edynburgu. W zamierzeniu akcja ma objąć nie tylko kraje UE, ale też Bułgarię i
    Rumunię. Zakończenie akcji zaplanowano na rok 2008.

    W akcję zaangażowali się politycy, specjaliści onkolodzy, organizacje pacjentów
    oraz przemysł farmaceutyczny Ten ostatni fakt wzbudził jednak wątpliwości
    niektórych członków Parlamentu Europejskiego i części onkologów. Organizatorzy
    zapewniają, że kampania jest przezroczysta pod względem finansowania.

    źródło pochodzenia www.mp.pl/kurier/?aid=29734
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-400 401-495
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.