Dodaj do ulubionych

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

20.06.06, 15:52
Zakładam nowy wątek na temat ciekawostek ze świata medycyny i nie tylko,
które mają odniesienie bezpośrednie lub pośrednie do chorób nowotworowych.
Inspiracją tego jest artykuł z Newsweeka na temat "Jedzenie lekarstwem".
Obecnie jest tylko dostępny skrót artykułu on-line, ale zapewne można ten
ostatni numer dostać w kioskach lub za jakiś czas będzie dostępny na stronie
tej gazety. Moim zdaniem bardzo ciekawy i przede wszystkim obszerny artykuł,
który ma swoje odniesienie również no nowotworów oraz mitów i faktów różnych
pokarmów spożywanych w małych ilościach lub nadmiarze oraz płynące z tego
korzyści i zagrożenia. Autor zwraca uwagę, że rozwijąjąca się nowa gałąź
nauki nutrigenomika może stać zagrożeniem dla firm farmaceutycznych, ale też
zbawienna dla wielu ludzi w podtrzymaniu dobrej kondycji i zdrowia.
link newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=15430
pozdrawiam
Robert
Edytor zaawansowany
  • 30.07.06, 16:01
  • 24.02.07, 15:59
    Prąd elektryczny 1000 razy słabszy niż ten płynący w żarówce przez zaledwie 15
    minut wystarczy do zabicia komórek nowotworu - informuje "New Scientist."
    Jak wykazały badania prowadzone w Izraelu, prąd płynący między dwiema
    elektrodami potrafi zniszczyć guz nie uszakdzając sąsiadujących tkanek - w
    odróżnieniu od takich metod jak radioterapia. Jest to szczególnie ważne na
    przykład przy leczeniu raka prostaty, podczas którego często dochodzi do
    uszkodzenia cewki moczowej.

    W kwietniu co najmniej 10 pacjentów z rakiem prostaty zostanie poddanych
    pionierskiej terapii, opracowanej przez Borisa Rubinsky'ego z Uniwersytetu
    Hebrajskiego w Jerozolimie oraz jego kolegów z USA.

    Naukowcy ci wykazali, że u świń pole elektryczne o niewielkim natężeniu potrafi
    zniszczyć chorą tkankę. Pole otwiera mikroskopijne pory na powierzchni komórek.
    Jest to nieodwracalny proces, prowadzący w krótkim czasie do śmierci poddanej
    terapii chorej tkanki. Zdrowe komórki pozostają nietknięte, dlatego metoda nie
    uszkadza między innymi naczyń krwionośnych, ścian jelit czy tkanki łącznej.

    Podczas eksperymentów na uszkodzonych świńskich wątrobach naukowcom udało się
    zabić chore komórki, stosując impulsy o minimalnym natężeniu i napięciu 1,5 do
    2,5 kilovolta za pomocą dwóch elektrod o grubości 1 milimetra. Naczynia i
    przewody żółciowe, których pełno jest w wątrobie, pozostały nienaruszone, a
    regeneracja tkanek trwała dwa tygodnie - nie sześć miesięcy, jak przy innych
    terapiach.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1491637,16,1,0,120,686,item.html
  • 25.02.07, 20:29
    Polska morfina - szansa na 1 mld dolarów rocznie
    "Rzeczpospolita": Polscy naukowcy chcą podbić światowy rynek leków
    przeciwbólowych. Opracowali zamiennik morfiny, który - w przeciwieństwie do
    niej - nie uzależnia. Gra toczy się o wysoką stawkę - miliard dolarów rocznie.
    - Nad przełomowym lekiem pracują naukowcy z warszawskiego Instytutu
    Farmaceutycznego. "Mamy ambicję, żeby wejść z tym specyfikiem na rynek
    światowy - nie ukrywa doktor Wiesław Szelejewski, dyrektor tej placówki.

    Eksperci instytutu rozwijają projekt profesora Andrzeja Lipkowskiego z
    Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk. Wymyślił
    on kilkanaście lat temu substancję o nazwie difalina, ale brakowało mu
    pieniędzy na badania. Środki ma instytut, dostał je z budżetu. Dysponuje także
    instalacją do produkcji, której moce pozwoliłyby pokryć światowe
    zapotrzebowanie. "Rzeczpospolita" pisze, że wkrótce rozpoczną się badania
    kliniczne tej substancji na ludziach. Być może już za pięć lat trafi ona do
    sprzedaży. Ważne, że testy na zwierzętach wykazały, iż specyfik nie uzależnia,
    nie ma też tylu innych skutków ubocznych co morfina. Można go również stosować
    w mniejszych dawkach.

    Dziennik podkreśla, że wynalazek ma znaczenie nie tylko komercyjne. Na specyfik
    czekają specjaliści, którzy leczą osoby chore na nowotwory.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1492380,16,1,0,120,686,item.html
  • 26.02.07, 17:22
    Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów
    estrogenowych nawet po wielu latach od rozpoczęcia profilaktyki.

    Autorzy brytyjscy opublikowali wyniki 20. letniej obserwacji kobiet, które
    uczestniczyły w tzw. badaniu Royal Marsden. Badanie to miało na celu ocenę
    wpływu stosowania tamoksyfenu na ryzyko wystąpienia raka piersi.

    Wcześniejsze wyniki tego badania (opublikowane po krótszym okresie obserwacji)
    razem z danymi pochodzącymi z innych randomizowanych prób klinicznych dowodzą,
    że tamoksyfen znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na inwazyjnego raka
    piersi. Jednakże dotychczas brak było danych na temat trwałości tego zjawiska w
    miarę upływu czasu od momentu rozpoczęcia profilaktyki. W omawianej pracy
    autorzy prezentują wyniki po 20 latach obserwacji (mediana = 13 lat).

    W badaniu Royal Marsden brało udział 2494 zdrowych kobiet, które otrzymywały
    tamoksyfen (20 mg/d) lub palcebo przez 8 lat. Pierwotnym punktem końcowym
    badania było rozpoznanie inwazyjnego raka piersi. Wtórnym punktem końcowym było
    rozpoznanie raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (ER-pozytywnego).

    W analizie statystycznej uwzględniono dane dotyczące 2471 kobiet (1238 w grupie
    otrzymującej tamoksyfen oraz 1233 w grupie placebo). U 186 kobiet z tej grupy
    rozpoznano inwazyjnego raka piersi:
    82 przypadki w grupie tamoksyfenu i 104 przypadki w grupie placebo.
    Współczynnik ryzyka (HR) wystąpienia raka wynosił dla grupy tamoksyfenu 0,78
    [95% przedział ufności (95% CI): 0,58 – 1,04]. Omawiana róznica nie była
    statystycznie znamienna (p = 0,1).

    Spośród 181 raków w 139 przypadkach stwierdzono nowotwór ER-pozytywny: 53
    przypadki w grupie tamoksyfenu oraz 86 przypadków
    w grupie placebo. W zakresie omawianego parametru HR = 0,61 na korzyść
    tamoksyfenu (95% CI: 0,43 – 0,86). Tym razem omawiana różnica okazała się być
    statystycznie znamienną (p = 0,005). Co ciekawe, okazało się że różnica w
    częstości zachorowania na
    ER-pozytywnego raka piersi była nieznamienna w czasie 8 lat przyjmowania
    tamoksyfenu (30 przypadków wobec 39 przypadków w grupie placebo, HR = 0,77; 95%
    CI: 0,48 – 1,23; p = 0,3) natomiast w okresie po zakończeniu leczenia liczba
    przypadków tej postaci raka w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen była
    statystycznie znamiennie mniejsza (23 przypadki wobec 47 w grupie placebo, HR =
    0,48;
    95% CI = 0,29 – 0,79; p = 0,004).

    Śmiertelność niezależna od przyczyny była niemal identyczna w obu grupach (54
    zgony zarówno w grupie tamoksyfenu, jak i w grupie placebo, HR = 0,99; 95% CI:
    0,68 – 1,44; p = 0,95). Profil działań niepożądanych był podobny do opisanego
    poprzednio (po krótszym okresie obserwacji). Dzałania niepożądane w
    przeważającej części występowały w okresie przyjmowania tamoksyfenu.

    Na podstawie przedstawionych wyników można stwierdzić, że statystycznie
    znamienne zmniejszenie ryzyka zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u
    kobiet stosujących tamoksyfen jest widoczne przede wszystkim po zakończeniu
    przyjmowania tego leku przez okres 8 lat. Zatem efekt przewencyjny tamoksyfenu
    utrzymuje się długo po zaprzestaniu przyjmowania tego leku.

    Źródło: Powles TJ, Ashley S, Tidy A, Smith IE, Dowsett M. Twenty-year follow-up
    of the Royal Marsden randomized, double-blinded tamoxifen breast cancer
    prevention trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99: 283-290.
    Journal of National Cancer Institute

    źródło eOnkologia.pl portal.onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=93
  • 26.02.07, 17:26
    Nieprawidłowa migracja komórek
    Współdziałanie efektów dwóch mutacji w genach Ras i p53 prowadzi do migracji
    komórek rakowych i ich przejścia w postać złośliwą - informuje najnowszy numer
    pisma "Nature Structural & Molecular Biology".
    Mingxuan Xia i Hartmut Land z University of Rochester Medical Center badali
    konsekwencje jednoczesnych mutacji w onkogenie Ras i genie supresorowym p53.

    Nowotwory powstają na skutek interakcji wielu mutacji zaburzających działanie
    białek. Jeżeli takie onkogeny jak Ras zostaną za sprawą mutacji nieprawidłowo
    aktywowane, prowadzą do rozwoju raka. Z kolei geny supresorowe nowotworów,
    takie jak p53, mają odwrotne działanie - ich zadaniem jest ochrona komórek
    przed nieprawidłowymi podziałami i wzrostem. Jednym z kluczowych zdarzeń w
    procesie przekształcania komórek w postać złośliwą jest nabycie zdolności do
    poruszania się, co pozwala komórkom guza na rozprzestrzenianie się i
    opuszczanie swojej oryginalnej lokalizacji.

    Głównym czynnikiem regulującym możliwości ruchu komórek jest białko Rho.
    Naukowcy odkryli, że jeżeli gen Ras jest aktywny, białko Rho przemieszcza się
    do swojego miejsca działania - błony komórkowej, ale nie umożliwia komórkom
    migracji. Ale jeżeli oprócz aktywacji Ras dojdzie do mutacji p53 i zmniejszenia
    jego aktywności, białka Rho aktywuje się w błonie komórkowej, co umożliwia
    komórkom poruszanie się.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1492783,16,1,0,120,686,item.html
  • 27.02.07, 13:24
    Usunięcie jednej kopii genu PARP1 prowadzi do apoptozy komórek nowotworu
    piersi - donoszą naukowcy z USA na łamach pisma "Cell Death and
    Differentiation". Odkryta metoda stanowi alternatywę dla dotychczas stosowanych
    sposobów leczenia tego rodzaju raka.
    Z wcześniejszych badań wiadomo, że mutacja genu BRCA1 jest odpowiedzialna za
    około połowę dziedzicznych przypadków nowotworu sutka. Całkowite pozbawienie
    komórek ze zmutowanym BRCA1 genu PARP1 prowadzi do ich samobójstwa na drodze
    apoptozy. Na podstawie tych doniesień inhibitory enzymu PARP1 były uważane za
    obiecujące środki do leczenia raka sutka. Niemniej jednak opublikowano również
    wyniki badań, które wykazały, że całkowite pozbawienie myszy genu PARP1
    wywołuje u tych zwierząt raka piersi. Stąd też naukowcy i lekarze poważnie
    zastanawiali się nad bezpieczeństwem terapii z użyciem inhibitorów.

    Chu-Xia Deng z National Institute of Health wraz z zespołem odkryli, że
    pozbawienie komórek tylko jednej z dwóch kopii genu PARP1 jest wystarczające do
    wywołania apoptozy w mysich komórkach ze zmutowanym genem BRCA1.

    Zdaniem naukowców ich odkrycie oznacza, że leki prowadzące jedynie do
    częściowego zahamowania PARP1 będą mogły zostać skutecznie i bezpiecznie
    zastosowane w leczeniu raka piersi spowodowanego mutacją BRCA1.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1493135,16,1,0,120,686,item.html
  • 28.02.07, 07:29
    Epoetyna-alfa skraca całkowity czas przeżycia pacjentów z zaawansowanym
    niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

    Autorzy z Kanady opublikowali wyniki analizy bezpieczeństwa stosowania epoetyny-
    alfa u pacjentów z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca (NDRP).
    Okazało się, że stosowanie epoetyny-alfa w tej grupie pacjentów powoduje
    skrócenie całkowitego czasu przeżycia.

    Omawiana analiza bezpieczeństwa była przeprowadzona w ramach randomizowanego
    badania klinicznego wykonywanego metodą podwójnie ślepej próby. Celem tego
    badania była ocena wpływu epoetyny-alfa na jakość życia pacjentów z
    niedokrwistością w przebiegu zaawansowanego NDRP. Do udziału w badaniu
    planowano docelowo zakwalifikować 300 osób. Podstawowym kryterium włączenia do
    badania – obok rozpoznania zaawansowanego NDRP – było wyjściowe stężenie
    hemoglobiny poniżej 12,1 g/dl.

    Pacjenci byli losowo przydzielani do leczenia epoetyną-alfa lub otrzynywania
    placebo (1 raz w tygodniu s.c. przez 12 tygodni). Jako docelowe stężenie
    hemoglobiny przyjęto wartości 12 – 14 g/dl. Jakość życia oceniano w chwili
    rozpoczęcia leczenia oraz po 12 tygodniach terapii.

    Ze względu na doniesienia o prozakrzepowym działaniu epoetyny-alfa pochodzące z
    innych badań klinicznych zdecydowano o przeprowadzeniu nieplanowanej analizy
    bezpieczeństwa po randomizacji pierwszych 70 pacjentów (33 osoby w grupie
    erpoetyny-alfa i 37 osób w grupie placebo). Przeprowadzona analiza wykazała, że
    mediana całkowitego czasu przeżycia była statystycznie znamiennie krótsza w
    grupie epoetyny- alfa w porównaniu z grupą placebo (odpowiednio 63 dni
    i 129 dni; współczynnik ryzyka = 1,84; p = 0,04). Biorąc pod uwagę powyższy
    wynik zdecydowano o przerwaniu badania ze względu na bezpieczeństwo
    uczestniczących pacjentów. Zbyt mała liczba zrandomizowanych pacjentów nie
    pozwoliła na przeprowadzenie wiarygodnej analizy jakości życia, tym niemniej
    stwierdzono korzystny wpływ epoetyny-alfa na stężenie hemoglobiny.

    Przedstawione wyniki wskazują na konieczność ścisłego monitorowania
    bezpieczeństwa leczenia i długości całkowitego czasu przeżycia pacjentów
    biorących udział w prowadzonych obecnie badaniach z zastosowaniem epoetyny-alfa
    u pacjentów z niedokrwistością w przebiegu choroby nowtworowej.

    Źródło: Wright JR, Ung YC, Julian JA, Pritchard KI, Whelan TJ, Smith C,
    Szechtman B, Roa W, Mulroy L, Rudinskas L, Gagnon B, Okawara GS, Levine MN. J
    Clin Oncol. 20.02.2007 [Wczesna publikacja w formie elektronicznej
    wyprzedzająca wersję drukowaną.]
    Journal of Clinical Oncology

    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=94
  • 01.03.07, 21:26
    Kolorowy test pozwala wykryć w wydychanym powietrzu substancje
    charakterystyczne dla raka płuc - informuje pismo "Thorax".
    Metodę opracowali naukowcy z Cleveland Clinic. Sensor wielkości małej monety
    jest tani i łatwy w użyciu. 36 małych kropeczek na czujniku zmienia kolor pod
    wpływem kontaktu z odpowiednimi związkami chemicznymi u 3/4 pacjentów z rakiem.

    Rak płuc często przebiega skrycie, a objawy w rodzaju przewlekłego kaszlu czy
    bólu w klatce piersiowej ujawniają się późno, gdy leczenie jest mało skuteczne.
    Od dawna było wiadomo, że u osób z rakiem płuc zmienia się skład wydychanego
    powietrza - zawiera charakterystyczne substancje lotne. Psy, których węch jest
    dużo bardziej czuły pod ludzkiego, potrafią wykryć te nietypowe substancje. Ich
    obecność i dokładną ilość pozwalają także ocenić precyzyjne metody naukowe - na
    przykład chromatografia gazowa czy spektrometria masowa. Ale spektrometria i
    chromatografia są metodami kosztownymi - wymagają skomplikowanej aparatury i
    wykwalifikowanego personelu. Natomiast nowy test daje szybkie wyniki, jest
    łatwy do interpretacji i tani. Podczas badań przeprowadzonych na 21 zdrowych
    osobach i 122 pacjentach z różnymi chorobami płuc (w tym 49 z rakiem) udało się
    precyzyjnie wykryć raka u mniej więcej 3/4 chorych - także u osób z ma lo
    zaawansowanymi postaciami choroby. Wydaje się że metoda pozwoli na wcześniejsze
    wykrywanie raka, co bardzo zwiększyłoby skuteczność leczenia.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1494238,16,1,0,120,686,item.html
  • 02.03.07, 10:55
    kobiet, które regularnie zażywają intensywnego wysiłku fizycznego, rzadziej
    rozwija się rak piersi - donoszą naukowcy na łamach pisma "Archives of Internal
    Medicine".
    - "Powszechne jest twierdzenie, że na rozwój tej choroby kobieta nie ma
    właściwie żadnego wpływu - mówi autorka badania, dr Cher Dallal z University of
    Southern California. - My pokazaliśmy, że istnieje taki czynnik ryzyka, który
    każda z nas może kontrolować. Jest nim aktywność fizyczna.

    Naukowcy pod jej kierunkiem postanowili dokładnie określić, z jaką częstością i
    intensywnością należy ćwiczyć, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka
    piersi. W tym celu przez kilka lat obserwowali grupę ponad 110 tys. kobiet,
    między 20 a 70 rokiem życia. Na początku eksperymentu pytano je o czas, jaki w
    codziennym życiu poświęcają umiarkowanej (np. spacery, gra w golfa i
    koszykówka) oraz intensywnej (np. aerobik, pływanie i bieganie) aktywności
    fizycznej. Sprawdzano także, czy występują u nich jakieś inne czynniki ryzyka,
    np. dodatni wywiad rodzinny lub terapia hormonalna.

    Pod koniec badania u 3242 pacjentek zdiagnozowano nowotwór piersi. Okazało się,
    że w życiu większości z nich rzadko gościł intensywny wysiłek fizyczny.

    Natomiast panie, które co najmniej pięć godzin w tygodniu poświęcały na
    wyczerpujące ćwiczenia, miały aż o 20-30 proc. niższe ryzyko zachorowania (w
    zależności od rodzaju raka). Jednocześnie zauważono, że ćwiczenia o
    umiarkowanym natężeniu, nawet regularne, nie wykazują podobnych właściwości.

    - Nasze wyniki są niezbitym dowodem na to, że intensywny wysiłek fizyczny pełni
    dużą rolę w ochronie przed rakiem piersi.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1494636,16,1,0,120,686,item.html
  • 03.03.07, 10:16
    Wbrew obiegowej opinii, wzbogacanie diety w przeciwutleniacze niekoniecznie
    zapobiega chorobom. Wyniki badań duńskich naukowców świadczą o tym, że
    antyoksydanty, takie jak beta karoten, witamina A i witamina E, mogą zwiększać
    ryzyko śmierci - informuje najnowszy numer pisma "JAMA".
    Wiele osób stosuje antyoksydanty w nadziei, że poprawiają stan zdrowia i
    zapobiegają chorobom. Naukowcy z Kopenhagi przeprowadzili analizę dotychczas
    wykonanych badań i ich wyników i stwierdzili, że nie można jednoznacznie
    powiedzieć, czy suplementy te są dla naszego zdrowia korzystne czy szkodliwe.

    Badacze skupili się na analizie związku stosowania przeciwutleniaczy, takich
    jak beta karoten, witaminy A i E, selen i kwas askorbinowy (witamina C) z
    ogólną śmiertelnością dorosłych w badaniach klinicznych. Przy użyciu
    elektronicznych baz danych i historii pacjentów zgromadzili wyniki 68
    randomizowanych badań 232 606 uczestników i poddali je ponownej analizie.

    Okazało się, że stosowanie beta karotenu zwiększało ryzyko śmierci o 7 proc.,
    witaminy A o 16 proc., a witaminy E o 4 proc. Nie stwierdzono związku
    spożywania witaminy C i selenu z podwyższeniem ryzyka zgonu. Naukowcy informują
    jednak, że nie ma żadnych danych świadczących o pozytywnym wpływie witaminy C
    na długość życia przyjmujących ją osób.

    - Nasze odkrycie przeczy dotychczasowym doniesieniom na temat pozytywnego
    wpływu przeciwutleniaczy na zdrowie. Około 10 do 20 proc. populacji dorosłych w
    Ameryce Północnej i Europie stosuje takie suplementy diety, zatem ich wpływ na
    zdrowie publiczne może być znaczny, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy poddawani
    działaniu agresywnego marketingu - tłumaczą autorzy pracy.

    Ich zdaniem jest kilka możliwych sposobów wytłumaczenia negatywnego wpływu
    antyoksydantów na ryzyko śmiertelności. Pomimo że stres oksydacyjny jest
    uważany za czynnik patogenny wielu przewlekłych chorób, może być również
    konsekwencją tych schorzeń. Przez eliminowanie wolnych rodników z naszego
    organizmu zaburzamy ważne mechanizmy obronne. Suplementy w postaci
    antyoksydantów są syntetyzowane sztucznie i nie są tak rygorystycznie
    kontrolowane jak inne lekarstwa, podkreślają naukowcy.

    - Musimy lepiej zrozumieć działanie przeciwutleniaczy w kontekście
    potencjalnych chorób - podsumowują autorzy pracy.

    ŹRÓDŁO Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1496608,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.03.07, 10:33
    Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na hormonozależnego raka piersi nawet
    po zakończeniu stosowania tego leku.

    Na łamach Journal of National Cancer Institute opublikowano wyniki długotrwałej
    obserwacji pacjentek biorących udział w badaniu klinicznym IBIS-I
    (International Breast Cancer Intervention Study). Okazało się, że zmniejszone
    ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (rak ER-
    pozytywny) utrzymuje się przez okres co najmniej 10 lat od momentu rozpoczęcia
    leczenia i przez co najmniej 5 lat od chwili zakończenia przyjmowania leku.

    Początkowe wyniki badania IBIS-I wykazały zmniejszenie o 31% względnego ryzyka
    zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u zdrowych kobiet przyjmujących
    tamoksyfen. Jednakże w czasie wykonywania analizy powyższych wyników czas
    obserwacji pacjentek był stosunkowo krótki, przez co uzyskana redukcja ryzyka
    ograniczała się do okresu przyjmowania leku. Celem omawianej pracy było
    określenie, czy zmniejszenie ryzyka zachorowania utrzymuje się po zaprzestaniu
    przyjmowania tamoksyfenu.

    Do udziału w badaniu IBIS-I zakwalifikowano 7145 zdrowych kobiet w wieku 35-70
    lat, u których stwierdzono zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi.
    Kobiety biorące udział w badaniu przyjmowały tamoksyfen (20 mg/d) lub placebo
    przez okres 5 lat. Pierwotnym punktem końcowym badania było zachorowanie na
    raka piersi, włączając w to przypadki raka przewodowego in situ i raka
    inwazyjnego. Względne ryzyko zachorowania było podstawowym parametrem
    statystycznym określanym w omawianym badaniu.

    Mediana czasu trwania obserwacji wyniosła 96 miesięcy. W tym czasie stwierdzono
    142 przypadki zachorowania na raka piersi w grupie 3579 kobiet przyjmujących
    tamoksyfen oraz 195 przypadków zachorowania wśród 3575 kobiet przyjmujących
    placebo, co przekłada się odpowiednio na 4,97 oraz 6,82 przypadków raka piersi
    w przeliczeniu na 1000 kobieto-lat. W omawianym przypadku ryzyko względne (RR)
    wyniosło 0,73 przy 95% przedziale ufności (95% CI) = 0,58 – 0,91. Omawiana
    różnica była statystycznie znamienna (p = 0,004). Zmniejszenie ryzyka
    zachorowania pod wpływem stosowania tamoksyfenu utrzymywało się zarówno w
    czasie przyjmowania leku, jak i w okresie do 10 lat od momentu randomizacji. Z
    kolei działania niepożądane tamoksyfenu występowały znacznie rzadziej w okresie
    po zakończeniu stosowania tego leku. Na przykład zakrzepica żył głębokich i
    zatorowość płucna występowała znamiennie częściej w grupie kobiet przyjmujących
    tamoksyfen w porównaniu z grupą placebo w okresie przyjmowania leku
    (odpowiednio 52 i 23 przypadki, RR = 2,26; 95% CI: 1,36 – 3,87), ale nie w
    czasie po zakończeniu jego stosowania (odpowiednio 16 i 14 przypadków, RR =
    1,14; 95% CI = 0,52 – 2,53).

    Tamoksyfen nie wpływał na ryzyko wystąpienia raka ER-negatywnego (35 przypadków
    w każdym z ramion badania, RR = 1,00; 95% CI: 0,61 – 1,65). Zmniejszenie ryzyka
    zachorowania dotyczyło inwazyjnego raka ER-pozytywnego – ryzyko względne było o
    34% mniejsze w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen (87 przypadków wobec 132
    przypadków w grupie placebo, RR = 0,66; 95% CI = 0,50 – 0,87).

    Autorzy omawianej pracy wnioskują, że redukcja ryzyka zachorowania na raka
    piersi pod wpływem tamoksyfenu przyjmowanego przez 5 lat utrzymuje się co
    najmniej przez okres 10 lat od momentu rozpoczęcia przyjmowania leku. Znaczna
    większość działań niepożądanych tamoksyfenu występuje natomiast w okresie jego
    stosowania.

    Źródło: Cuzick J, Forbes JF, Sestak I, Cawthorn S, Hamed H, Holli K, Howell A;
    International Breast Cancer Intervention Study I Investigators Related
    Articles, Long-term results of tamoxifen prophylaxis for breast cancer--96-
    month follow-up of the randomized IBIS-I trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99:
    272-282.
    Journal of National Cancer Institute

    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=95
  • 06.03.07, 10:36
    Imanitib, pierwszy lek na raka zaprojektowany do specyficznego hamowania enzymu
    odpowiedzialnego za podziały komórek nowotworowych, powoduje również cofanie
    rozwoju różnych rodzajów guzów - donoszą naukowcy z Niemiec na łamach
    pisma "Leukemia".
    Imanitib działa poprzez indukowanie w komórkach guza procesu o nazwie
    autofagia, w którym białka i struktury komórkowe są niszczone wewnątrz komórki,
    co prowadzi do jej śmierci.

    Badania Hermanna Schaetzla i współpracowników z Technical University of Munich
    znajdą zastosowanie w leczeniu raka, a zwłaszcza przewlekłej białaczki
    szpikowej (CML). Imanitib podawany łącznie z innymi lekami wywołującymi
    autofagię szybko i skutecznie prowadzi do zahamowania rozwoju nowotworu.
    Naukowcy wykazali, że takie leczenie prowadzi do powstania na terenie komórek
    raka autofagosomów - struktur w których dochodzi do enzymatycznego trawienia
    białek i struktur komórkowych.

    Co ważne, badacze zaobserwowali takie działanie leku w liniach komórkowych
    pochodzących z różnych tkanek, co pozwala mieć nadzieję, że Imanitib będzie
    można stosować w leczeniu różnego rodzaju nowotworów.

    Autorzy wykazali również, że działanie leku jest zależne od zastosowanej dawki,
    co ma ważne znaczenie kliniczne.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1496954,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.03.07, 10:38
    Amerykańskim naukowcom udało się opracować technikę, dzięki której potrafią
    wytworzyć skupioną, laserową wiązkę promieni rentgenowskich przy niewielkim
    zapotrzebowaniu na prąd - donosi internetowe wydanie "Nature Physics".
    Dotychczasowe urządzenia tego typu wymagały zasilania przez instalacje
    rozmiarów boiska do piłki nożnej. Czyniło je to całkowicie niezdatnymi do
    użycia poza laboratorium.

    Prof. Margaret Murnane i prof. Henry Kapteyn z Uniwersytetu stanu Colorado
    opracowali laser, wytwarzający tzw. miękkie promieniowanie rentgenowskie przy
    stosunkowo niewielkim zapotrzebowaniu na energię. Naukowcy sądzą, że ulepszenie
    urządzenia tak, by emitowało twarde promieniowanie rentgenowskie, używane np. w
    medycynie, jest tylko kwestią czasu.

    - Jeśli uda nam się to osiągnąć, będziemy w stanie poprawić rozdzielczość zdjęć
    rentgenowskich nawet tysiąckrotnie - mówi prof. Murnane. - Współczesne aparaty
    do prześwietleń nie potrafią na przykład wykryć niewielkich nowotworów, gdyż
    działają raczej jak żarówka, a nie laser - emitują promieniowanie w wielu
    kierunkach przestrzeni. Mając laser rentgenowski, możemy dostrzec dużo mniejsze
    obiekty - dodaje.

    Naukowcy zastosowali w urządzeniu atomy argonu - bardzo stabilnego pierwiastka
    chemicznego. Pobudzając atomy przy pomocy tradycyjnego lasera, udało im się
    zmusić je do emisji promieniowania rentgenowskiego. Dzięki dokładnej kontroli
    działania lasera, pobudzają oni atomy tylko w takich momentach, by promienie
    rentgenowskie pochodzące od różnych atomów wzajemnie się wzmacniały.

    - Przypomina to bujanie dziecka na huśtawce - wyjaśnia prof. Murnane. - Jeśli
    je popychasz w odpowiednim momencie, huśtawka buja się coraz wyżej, jeśli w
    złym - huśtawka staje. Udało nam się kontrolować urządzenie tak, by nie
    popychać "huśtawki" w złym momencie" - dodaje.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1496958,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.03.07, 10:39
    Precyzyjne oznaczanie komórek nowotworowych jest możliwe dzięki zmodyfikowanym
    magnetycznym nanocząstkom, połączonym z odpowiednio zaprojektowanymi
    przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom rakowym -
    informuje "Chemical Communications".
    Nanotechnologia umożliwia zupełnie nowe podejście naukowców do problemu
    zwalczania komórek nowotworowych, w tym również identyfikacji oraz precyzyjnego
    oznaczania zmienionych komórek rakowych.

    Jedną z metod umożliwiającą oddzielenie komórek rakowych od zdrowych, jest
    oznakowanie poszczególnych komórek nowotworowych magnetycznymi nanocząstkami
    połączonymi z przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom
    rakowym. Ta technika pozwala w prosty i dość szybki sposób określić badaczom, z
    jakim typem choroby nowotworowej mają do czynienia.

    Głównym problemem tej metody była niska wrażliwość (to jest ilość tworzących
    się specyficznych kompleksów magnetyczna nanocząstka- komórka rakowa), która
    wynikała z różnego, mało precyzyjnego połączenia się przeciwciała z nanocząstką.

    Naukowcy kanadyjscy z National Research Council of Canada, których prace
    koordynował dr Benoit Simard, opracowali metodę ułatwiającą łączenie
    przeciwciał z powierzchnią nanocząstek w ściśle określony, powtarzalny sposób.

    Badacze wykorzystali do tego celu małą cząsteczkę łącznikową, której zadaniem
    jest połączenie się z odpowiednim miejscem w strukturze przeciwciała.
    Zmieniając charakter cząsteczki łącznikowej naukowcy mogą zmieniać właściwości
    cząstek łączących się z komórkami nowotworowymi.

    W zależności od typu cząsteczki łącznikowej powstają nanocząsteczkowe sondy
    nowotworowe, które wyłapują od 60 do 85 procent komórek nowotworowych
    zawieszonych w badanej próbce.

    Jak zauważa dr Simard "rozwój nowoczesnych mikrochipowych platform
    analitycznych służących do wykrywania komórek rakowych ściśle związany jest z
    wrażliwością systemów detekcyjnych".

    Obecnie naukowcy pracują nad optymalizacją metody, by była ona równie skuteczna
    w płynach fizjologicznych (np. krwi) co w laboratoryjnych próbkach.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1496956,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:24
    Z uwagi, że wklejane we fragmentach ciekawostki ze świata medycyny i nauki z
    innych stron w internecie mają czasem swoją krótką żywotność i przestają być w
    którymś momencie niedostępne do odczytu postanowiliśmy z Moderatorem zmienić
    styl tych informacji i wklejać całe opracowania z podawaniem źródła skąd
    pochodzą (z jakich stron w sieci). Większośc dotychczasowych wątków zostanie
    niebawem przywrócona.
    pozdrawiam Robert
  • 21.07.06, 23:29
    Kwas foliowy może zapobiegać rozwojowi nowotworów i powodować reemisję choroby -
    donoszą włoscy naukowcy na łamach czasopisma "Cancer".

    Folian jest naturalnie występującą witaminą B (B9), znajdywaną w świeżych
    owocach i warzywach. Kwas foliowy, bardziej stabilna forma folianu, występuje w
    produktach spożywczych w bardzo zróżnicowanych ilościach. Bogatym witaminy B9
    są warzywa i owoce zawierające również duże ilości witaminy C np.: pomarańcze,
    brukselka, kapusta włoska oraz warzywa i owoce będące źródłem beta- karotenu,
    między innymi liście pietruszki, szpinak, cykoria, sałata, pomidory czy suche
    nasiona roślin strączkowych.

    Folian należy do grupy koenzymów, niezbędnych w wielu przemianach aminokwasów i
    kwasów nukleinowych, takich jak: synteza i naprawa DNA, oraz przekształcanie
    homocysteiny w metioninę. Homocysteina powstaje w organizmie na drodze
    przemiany aminokwasu obecnego w produktach pochodzenia zwierzęcego metioniny w
    inny - cysteinę. Folian oraz witaminy B6 i B12 umożliwiają przekształcenie
    metioniny w cysteinę, oraz homocysteiny w metioninę. Kiedy organizm nie ma
    witamin z grupy B, z metioniny zamiast cysteiny powstaje homocysteina, która
    uszkadza śródbłonek naczyń i przyspiesza tworzenie zakrzepów. Dlatego też osoby
    ze zwiększonymi poziomami homocysteiny są bardziej zagrożone miażdżycą.
    Aminokwas ten został uznany za niezależny czynnik ryzyka tej choroby.

    Grupa naukowców kierowanych przez Giovanniego Almadori, przeprowadziła badania
    z udziałem 43 pacjentów z objawami leukoplakii. Choroba ta, nazywana inaczej
    rogowaceniem białym, polega na przeroście nabłonka błon śluzowych jamy ustnej,
    ponadto nabłonek taki ma cechy nadmiernego rogowacenia. Leukoplakia uznawana
    jest za stan przedrakowy.

    Podczas badania pacjentom podawano trzy razy dziennie, przez sześć miesięcy po
    5 mg kwasu foliowego, co 30 dni sprawdzano stan zaawansowania choroby. Po
    zakończeniu leczenia, otrzymano następujące wyniki: u 12 pacjentów (28 proc.)
    nastąpiła całkowita reemisja, u 19 pacjentów (44 proc.) stwierdzono
    zmniejszenie o 50 proc. rozmiarów uszkodzenia błony śluzowej, natomiast u 12
    pacjentów nie nastąpiły żadne zmiany.

    Jednocześnie zaobserwowano wzrost poziomu kwasu foliowego we krwi i spadek
    poziomu homocysteiny, nie stwierdzając żadnych skutków ubocznych.

    Przeprowadzone badania wykazały związek pomiędzy niedoborem folianu, wzrostem
    poziomu homocysteiny a występowaniem nowotworów. Naukowcy sugerują, że
    przyjmowanie folianu może chronić przed powstawaniem nowotworów.
    żródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1150789355&archive=&start_from=&ucat=5&&alone=
  • 21.07.06, 23:35
    Rusza bezpłatna infolinia onkologiczna
    Bezpłatna infolinia onkologiczna rusza w poniedziałek 19 czerwca po południu -
    informuje przedstawiciel Polskiej Unii Onkologii (PUO). Mogą się tam zwrócić o
    pomoc osoby chore na raka lub podejrzewający u siebie tę chorobę. Przy
    telefonie będą dyżurować doświadczeni lekarze onkolodzy. Odpowiedzą na pytania
    związane z profilaktyką, rozpoznaniem i leczeniem chorób nowotworowych. Pod
    numer 0-800 49 34 94 można dzwonić od poniedziałku do czwartku w godzinach
    16.00- 22.00.

    Z infolinii mogą korzystać pacjenci walczący z rakiem, ich rodziny oraz osoby,
    które podejrzewają u siebie chorobę i nie wiedzą, gdzie szukać informacji lub
    boją się zgłosić po poradę lekarską.
    Zdaniem lekarzy, onkologiczna infolinia będzie szczególnie przydatna dla
    pacjentów z mniejszych miejscowości, którzy często nie wiedzą, dokąd zgłosić
    się po specjalistyczną poradę.

    "Potrzeba takiej linii jest ogromna" - mówi Dorota Jasińska z PUO. Jak
    informuje, trzy lata temu przez miesiąc funkcjonowała próbna infolinia. "Były
    trzy stanowiska, telefon dzwonił non stop. W najgorętszych godzinach na
    połączenie czekało trzydzieści osób" - dodaje.

    "To duże ułatwienie dla pacjentów. W Polsce jest ogromne zapotrzebowanie na
    informacje dotyczące choroby nowotworowej" – potwierdza prezes PUO, dr Janusz
    Meder. "Mam nadzieję, że telefoniczny kontakt z lekarzem specjalistą pomoże
    przełamać strach i zachęci niezdecydowanych do wizyty u onkologa" - zaznacza.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=&news_id=10592&layout=2&page=text

  • 21.07.06, 23:38
    Przykrycie pacjenta ogrzanym kocem sprawia, że badania za pomocą tomografu
    komputerowego lub skanera PET są dokładniejsze - informuje serwis "EurekAlert".
    U mniej więcej 9 procent pacjentów z podejrzeniem nowotworu interpretację badań
    obrazowych utrudnia obecność brunatnej tkanki tłuszczowej. Brunatna tkanka
    tłuszczowa to specjalna odmiana tkanki łącznej wyspecjalizowana w wytwarzaniu
    ciepła - poprzez utlenianie kwasów tłuszczowych. U człowieka pojawia się na
    krótko przed urodzeniem i z wiekiem zanika, natomiast ma decydujące znaczenie
    dla zwierząt zapadających w sen zimowy.

    Niestety, sposób, w jaki brunatna tkanka tłuszczowa gromadzi znaczniki
    stosowane w diagnostyce nowotworów, może prowadzić do pomyłek. Lekarze błędnie
    uznają "wysepki" tkanki tłuszczowej za nowotwory - lub nowotwory są zakrywane
    przez brunatną tkankę tłuszczową. Szczególnie częste są takie kłopoty u osób,
    które przed badaniem piły kawę bądź były bardzo aktywne fizycznie.
    By zmniejszyć osadzanie się znaczników w tkance tłuszczowej, lekarze stosowali
    jak dotąd leki - beta-blokery lub diazepam. Jednak skuteczność tych środków
    wynosi tylko około 30 procent.

    Tymczasem, jak wykazali naukowcy z Saint Louis University, okrycie pacjenta
    ciepłym kocem przed rozpoczęciem badania jest dwukrotnie skuteczniejsze
    (redukuje wychwyt znaczników o 62 procent), a jednocześnie łatwe i tanie.
    Pacjenci nie są też narażeni na działania uboczne leków (na przykład po
    diazepamie nie można pić alkoholu ani prowadzić samochodu).

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1343777,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:40
    Kobiety z wysokim poziomem kadmu w moczu mają ponad dwukrotnie wyższe ryzyko
    zachorowania na raka piersi, niż rówieśniczki z niskim stężeniem tego metalu -
    wskazują amerykańskie badania.
    Choć kadm został wciągnięty na listę potencjalnych substancji rakotwórczych -
    m.in. przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, do tej pory nikt nie
    potwierdził jego związku z rakiem piersi w badaniach na ludziach, przypominają
    autorzy pracy na łamach pisma "Journal of the National Cancer Institute".

    Wcześniej udało się jedynie wykazać, że metal ten może wpływać na rozwój raka
    sutka u zwierząt laboratoryjnych, a ponadto jego obecność stwierdzano w
    tkankach gruczołu piersiowego.
    Najnowsze badania zespołu z Uniwersytetu Stanu Wisconsin w Madison polegały na
    porównaniu poziomu kadmu w moczu 246 pacjentek z rakiem piersi z jego stężeniem
    u 254 zdrowych kobiet (dobranych pod względem wieku). Zebrano też dane na temat
    innych czynników ryzyka raka piersi.

    Okazało się, że ryzyko zachorowania na raka piersi było niemal dwa razy wyższe
    u kobiet, u których stężenie kadmu w moczu przekraczało pewne normy, w
    porównaniu z rówieśniczkami.

    Na razie mechanizm rakotwórczego działania kadmu pozostaje niewyjaśniony.
    Istnieją jednak przesłanki, by sądzić, że imituje on działanie hormonów
    płciowych estrogenów, działając na te same receptory. Estrogeny pobudzają
    wzrost przeważającej części guzów piersi.

    Prowadząca badania dr Jane A. McElroy uważa, że jeśli wyniki jej zespołu
    zostaną potwierdzone w większej grupie kobiet, to trzeba będzie wprowadzić
    bardziej restrykcyjne zasady usuwania kadmu ze środowiska.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1345161,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:42
    Naukowcom udało się wreszcie rozwikłać, w jaki sposób azbest wywołuje złośliwy
    nowotwór opłucnej - tzw. międzybłoniak opłucnej.
    Zdaniem autorów artykułu na łamach pisma "Proceeding of the National Academy of
    Sciences", dzięki temu można będzie opracować lepsze metody prewencji
    międzybłoniaka u ludzi narażonych na działanie azbestu.

    Azbest, naturalnie występujący włóknisty minerał, jest uważany za główną
    przyczynę międzybłoniaka opłucnej. Ten groźny nowotwór jest dość rzadki -
    szacuje się, że dotyczy 1 na 120 tys. ludzi. Ponieważ nie daje typowych
    objawów, najczęściej wykrywa się go późno, gdy szanse na uratowanie pacjenta są
    bardzo małe. Rakotwórcze własności azbestu są powszechnie znane, a od lat 90.
    zakazano jego produkcji i użytkowania w wielu krajach świata.

    Dotychczas naukowcy nie wiedzieli, na jakiej zasadzie minerał ten wywołuje
    międzybłoniaka u ludzi. W przeciwieństwie do komórek opłucnej chomików i
    szczurów, komórki z opłucnej ludzi hodowane w laboratorium nie zmieniają się w
    nowotworowe pod wpływem azbestu, ale po prostu giną.

    Teraz badaczom z Loyola University w Chicago we współpracy z naukowcami z
    innych ośrodków USA udało się znaleźć wyjaśnienie tej zagadki.

    Ludzkie komórki opłucnej hodowane na szalkach pod wpływem azbestu produkują
    tzw. czynnik martwicy nowotworów alfa, TNF-alfa, jak również receptory, za
    pośrednictwem których białko to działa.

    Natomiast badacze dodawali TNF-alfa do hodowli komórek jeszcze przed ich
    kontaktem z azbestem. Okazało się, że dzięki temu liczba komórek, które
    przeżywały działanie minerału, znacznie rosła. TNF- alfa pobudzał bowiem
    produkcję innego białka - NF-kappaB, które blokuje apoptozę, czyli samobójczą
    śmierć komórek. W ten sposób komórki z usterkami genetycznymi wywołanymi przez
    azbest zamiast ginąć, zaczynają się dzielić i mogą dać początek nowotworowi,
    wyjaśniają autorzy pracy.

    Na podstawie tych obserwacji naukowcy zaproponowali model rozwoju
    międzybłoniaka opłucnej pod wpływem azbestu. Jak tłumaczą, wdychane włókienka
    azbestu powodują gromadzenie się w płucach i opłucnej komórek odporności o
    nazwie makrofagi. Komórki te produkują duże ilości TNF-alfa. W tym samym czasie
    zaczynają go wytwarzać również komórki opłucnej. TNF-alfa pobudza wydzielanie
    czynnika NF-kappaB, a ten z kolei blokuje apoptozę komórek, które z powodu
    uszkodzeń w DNA powinny zginąć. Zamiast tego mogą jednak dalej się dzielić i
    dać początek nowotworowi.

    Badacze uważają, że ich okrycie "podpowiada" sposoby, które pomogłyby
    zapobiegać międzybłoniakowi u osób narażonych na działanie azbestu. Jedną z
    proponowanych metod jest blokowanie TNF-alfa za pomocą eksperymentalnego leku o
    nazwie entanercept. Warto też sprawdzić skuteczność niesteroidowych leków
    przeciwzapalnych, wiadomo bowiem, że procesom zapalnym towarzyszy produkcja
    dużych ilości NF-kappaB, konkludują naukowcy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1346051,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:43
    Jad izraelskiego żółtego skorpiona ma szczególne powinowactwo z komórkami
    nowotworu mózgu - glejaka - informuje serwis "EurekAlert".
    Naukowcy pracujący dla Transmolecular Corporation w Cambridge (stan
    Massachusetts) stworzyli radioaktywną wersję tej trucizny. Substancja o nazwie
    TN-601 jest sztucznym jadem skorpiona z dodatkiem izotopu jodu I-131 (ten sam
    krótko żyjący i silnie radioaktywny izotop, który skaził pół Europy po
    katastrofie w Czarnobylu).

    Dzięki połączeniu radioaktywności jodu 131 ze specyficznymi właściwościami jadu
    skorpiona, powstał środek, który trafia do zmienionych nowotworowo komórek i
    powoduje ich obumarcie z powodu napromieniowania. Jest on eksperymentalnie
    podawany pacjentom z glejakiem - nowotworem bardzo trudnym do leczenia. Zwykle
    glejak powoduje zgon już w pierwszym roku choroby.
    Chorzy dostają po prostu zastrzyk nowego leku w warunkach ambulatoryjnych - bez
    potrzeby chemioterapii czy też tradycyjnej radioterapii - a następnie trafiają
    do domu. Poziom promieniowania, na jaki narażeni są członkowie rodziny, nie
    jest wyższy niż przy leczeniu izotopami raka tarczycy. By radioaktywny jod nie
    trafiał do tarczycy, przed leczeniem pacjent dostaje sporą dawkę jodu
    niepromieniotwórczego (podobnie postąpiły po Czarnobylu polskie władze, podając
    milionom obywateli zawierający jod płyn Lugola).

    Wstępne wyniki wskazują na wydłużenie czasu przeżycia. Podczas planowanej
    drugiej fazy badań klinicznych mają być podane wyższe dawki TN-601.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1347390,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:46
    Dzięki badaniom nad poprawą jakości owoców opracowano obiecującą metodę
    hamowania rozrostu nowotworów - informuje pismo "Cancer".
    Naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie badali actibind, białko
    wytwarzane przez czarną pleśń Aspergillus niger. Actibind wiąże się z aktyną,
    głównym składnikiem struktur wewnątrzkomórkowych w organizmach roślin. Prowadzi
    to do zahamowania wzrostu komórek. Celem badań była poprawa jakości nektarynek
    i brzoskwiń.

    Okazało się jednak, że podobne do actibind białko RNaseT2 działa także na
    aktynę w wędrujących komórkach ludzkich i zwierzęcych, na przykład tych, które
    odpowiadają za tworzenie się nowych naczyń krwionośnych.
    Zbyt mały dopływ krwi izoluje guz od dopływu tlenu i substancji pokarmowych. W
    ten sposób w przypadku komórek raka jelita, piersi czy skóry udało się
    powstrzymać zarówno jego wzrost, jak i tworzenie się przerzutów, nie szkodząc
    zdrowym komórkom. Znaczne efekty uboczne należą do głównych wad tradycyjnych
    metod leczenia - na przykład radio- i chemioterapii.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1350916,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:48
    Sok z owoców granatowca może zapobiegać rozwojowi raka prostaty. Takie wnioski
    wyciągnęli z badań naukowcy ze stanowego Uniwersytetu w Kalifornii.
    Zdaniem amerykańskich onkologów granaty mogą tak skutecznie walczyć z rakiem
    prostaty, że choroba ta może osiągnąć znacznie mniejszy stopień śmiertelności
    wśród starszych mężczyzn.

    Śródziemnomorskie owoce zawierają bowiem mieszankę związków chemicznych
    minimalizujących uszkodzenia komórek, przez co mogą niwelować skutki choroby
    nowotworowej.
    Picie szklanki soku z granatów siedem razy w tygodniu może spowolnić rozwój
    raka prostaty prawie czterokrotnie, dowodzą badacze na łamach Gazety
    Klinicznych Badań nad Rakiem.

    Zdaniem innych naukowców, jeśli wyniki eksperymentów uda się potwierdzić, owoce
    granatnika mogą okazać się bardzo skutecznym lekarstwem we wczesnych stadiach
    rozwoju raka prostaty.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1349433,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:49
    Regularne przyjmowanie paracetamolu może zmniejszyć ryzyko raka jajnika niemal
    o jedną trzecią, ale lepiej nie przesadzać - informuje "British Journal of
    Clinical Pharmacology".
    Zespół naukowców z uniwersytetu w Atenach dokonał analizy ośmiu wcześniejszych
    badań nad środkami przeciwbólowymi, obejmujących ponad 746 000 kobiet z USA,
    Wielkiej Brytanii i Danii. Okazało się, że długotrwale przyjmowany paracetamol
    (około 30 tabletek na miesiąc) obniża ryzyko raka jajnika.

    Jednak naukowcy ostrzegli, że jednocześnie rośnie ryzyko niewydolności nerek i
    wątroby. Dlatego kierujący greckim zespołem dr Stefanos Bonovas zastrzega, że
    nie poleca kobietom profilaktycznego przyjmowania paracetamolu. Potrzebne są
    dalsze badania, zwłaszcza że nie wiadomo, w jaki sposób lek miałby zapobiegać
    rakowi.
    Rak jajnika nie jest zbyt częsty, ale śmiertelność pozostaje wysoka - mniej niż
    co trzecia chora przeżywa 5 lub więcej lat od postawienia diagnozy. Rak jajnika
    jest trudny do wykrycia, więc często daje o sobie znać gdy jest już bardzo
    zaawansowany

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1353099,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:50
    Fullereny (odmiana węgla), połączone z przeciwciałami, które selektywnie
    reagują z komórkami nowotworowymi, np. czerniaka, mogą dostarczać substancje
    lecznicze bezpośrednio do rakowych komórek we wnętrzu fullerenowej "węglowej
    klatki".
    "Odkrycie, iż rozpuszczalne w wodzie pochodne fullerenów swobodnie przenikają
    przez błonę komórkową spowodowało wzrost zainteresowania naukowców możliwością
    zastosowania "węglowych klatek" w medycynie" - mówi profesor Lon J. Wilson z
    Rice University (USA).

    Fullereny, będące obok diamentu i grafitu kolejną alotropową odmianą węgla,
    zbudowane są z kilkudziesięciu do kilkuset atomów węgla. Tworzą one zamkniętą
    kulę lub elipsoidę. Naukowcy współpracujący z prof. Wilsonem opracowali metodę
    chemicznego łączenia rozpuszczalnych w wodzie fullerenowych kulek (pochodnych
    fullerenu C60) z przeciwciałami, skierowanymi przeciw specyficznym komórkom
    nowotworowym.

    W badaniach wykorzystano przeciwciała ZME-018, które skierowane były przeciw
    komórkom czerniaka.

    "Fullereny mogą pełnić funkcję magazynów substancji chemicznych, np. leków
    stosowanych w terapii nowotworowej, które pozostają zamknięte do czasu, aż
    cząsteczka magazynująca - fulleren - dotrze do określonej komórki" - wyjaśnia
    prof. L. J. Wilson.

    Dzięki połączeniu przeciwciał z fullerenami, można precyzyjnie kierować
    węglowymi magazynami leków. W tej sytuacji dostarczane są one dokładnie w
    miejsce, które wymaga chemioterapii.

    Według naukowców, niemal 100 procent fullerenów połączonych z przeciwciałami
    łączy się z komórkami, przeciw którym skierowane są przeciwciała.

    "Wiele lat zajęło naukowcom opracowanie metody zamykania i
    otwierania "węglowych klatek", by móc w nich transportować różne substancje
    chemiczne. Teraz przyszła kolej na badania nad skutecznym dostarczeniem
    wypełnionych lekami fullerenów do wymagających leczenia komórek" - konkluduje
    prof. Lon J. Wilson z Rice University.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1353102,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:52
    Karagen, substancja zawarta w glonach morskich i od lat stosowana w przemyśle
    spożywczym, może chronić przed infekcją wirusową, która prowadzi do raka szyjki
    macicy - zaobserwowali naukowcy z USA.
    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "PLoS Pathogens".

    Karagen to substancja uzyskiwana z krasnorostów, tj. czerwonych glonów o nazwie
    chrząstnica kędzierzawa lub mech irlandzki (Chondrus crispus). Krasnorosty te
    można spotkać w północnych wodach Atlantyku, u skalistych wybrzeży Północnej
    Ameryki i Europy.
    Od lat karagen jest używany w przemyśle spożywczym i kosmetycznym jako
    zagęstnik - do tworzenia żeli i galaret. W związku z tym można go znaleźć w
    wielu produktach codziennego użytku, takich jak pasty do zębów lub jogurty.

    Z dotychczasowych badań wiadomo, że karagen blokuje wirusa HIV. Trwające
    aktualnie w Afryce testy na ponad pięciu tysiącach kobiet mają ostatecznie
    potwierdzić jego rolę w prewencji zakażeń HIV u ludzi.

    Najnowsze doświadczenia naukowców z National Cancer Institute w Bethesda (stan
    Maryland) ujawniły jednak, że substancja ta ma szersze działanie
    przeciwwirusowe. Hamuje bowiem ona rozwój infekcji spowodowanej ludzkim wirusem
    brodawczaka - HPV. Wirus ten przenosi się droga płciową i jest uważany za
    podstawową przyczynę raka szyjki macicy.

    "W testach in vitro sprawdziliśmy wiele substancji pod kątem ich zdolności do
    blokowania HPV. Karagen, niedrogi i powszechnie dostępny produkt, wykazał się
    wyjątkową skutecznością" - komentuje biorący udział w badaniach Douglas Lowy.
    Jak podkreślił, karagen skutecznie blokował rozwój infekcji HPV w stężeniach
    100 razy niższych niż najlepszy znany obecnie inhibitor tego wirusa.

    Dokładne analizy ujawniły, że substancja ta działa jak rodzaj "kontroli
    granicznej". Przyłączając się do białek wirusa, zapobiega jego wnikaniu do
    komórek nabłonka szyjki.

    Autorzy pracy uważają, że karagenan może się stać składnikiem tanich preparatów
    zapobiegających przenoszeniu zakażeń HPV drogą płciową. Takie preparaty do
    użytku zewnętrznego noszą nazwę mikrobicydów.

    Zastosowanie karagenu w prewencji raka szyjki macicy może być ułatwione przez
    fakt, że obecnie jest on składnikiem wielu żeli- nawilżaczy dopochwowych, a -
    jak wykazał zespół Lowy'ego - niektóre z tych ogólnodostępnych produktów
    skutecznie zapobiegały zakażeniu komórek szyjki macicy w probówce.

    Obecnie za bardzo obiecującą metodę zapobiegania infekcjom HPV, i co za tym
    idzie rakowi szyki, uważana jest szczepionka przeciwwirusowa, która zyskała już
    aprobatę Amerykańskiej Komisji ds. Żywności i Leków. Decyzja o zatwierdzeniu
    jej w krajach UE ma zapaść pod koniec roku 2006.

    Już teraz wiadomo jednak, że będzie ona kosztowna (kilkaset dolarów USA), a
    przez to niedostępna dla większości mieszkanek biednych krajów, w których
    ciągle zbyt wiele kobiet umiera na ten nowotwór. Podobnie jest zresztą w
    Polsce, która pod względem zachorowalności na raka szyjki i umieralności z jego
    powodu zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie.

    "Karagen jest tani i łatwo dostępny. Został uznany za +generalnie bezpieczny+
    przez Amerykańską Komisję ds. Żywności i Leków. Z tych powodów wprowadzenie do
    użytku mikrobicydów z karagenem nie musi być wcale sprawą dalekiej
    przyszłości" - komentuje kliniczna konsultantka Centrum Badań nad Rakiem w
    Londynie, Anne Szarewski. Jednak zanim do tego dojdzie, potrzebne będą szeroko
    zakrojone testy na pacjentach - zaznacza badaczka.

    Z najnowszych badań wynika też, że karagen może chronić przed zakażeniem innymi
    wirusami niż HIV i HPV. Naukowcy z zespołu Lowy'ego zaobserwowali, że hamuje on
    również infekcję wirusem opryszczki - HSV, ale w dawce 1000 razy wyższej niż w
    przypadku HPV.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1356767,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:54
    Nowo opracowane badanie krwi pomoże wcześniej wykrywać raka płuc niż jest to
    możliwe z użyciem metod radiografii, zarówno konwencjonalnej, jak i tomografii
    komputerowej - wynika z badań amerykańskich, które publikuje "Journal of
    Thoracic Oncology".
    Test, opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Stanu Kentucky, polega na
    wykrywaniu białek odporności produkowanych przez organizm w odpowiedzi na
    obecność raka płuc we wczesnym stadium rozwoju.

    Aby sprawdzić jego czułość i dokładność, naukowcy przebadali próbki krwi
    pobrane w grupie pacjentów leczonych z powodu niedrobnokomórkowego raka płuc.
    Guzy z tej grupy stanowią większość, bo aż 75 do 80 proc. wszystkich przypadków
    raka płuc. Około 40 proc. pacjentów z rakiem niedrobnokomórkowym przeżywa 5 lat
    od momentu jego wykrycia. Okazało się, że czułość testu (tj. odsetek
    pozytywnych wyników wśród osób chorych) wyniosła 90 proc. Innymi słowy, test
    potwierdził obecność raka w 90 proc. przypadków. Co więcej, jego swoistość, tj.
    odsetek negatywnych wyników w grupie osób zdrowych, również była wysoka -
    uzyskano niewiele pozytywnych wyników u osób bez raka płuc.

    Zachęceni tymi wynikami naukowcy przebadali też próbki krwi kilkunastu
    pacjentów, które pobrano kilka lat przed wykryciem u nich guza płuc. Za pomocą
    testu udało się wykryć raka w 4 na 7 próbkach pobranych rok przed diagnozą oraz
    we wszystkich 18 próbkach pobranych 2, 3 lub 4 lata przed nią.

    Zdaniem naukowców, wyniki te wskazują, że rak płuc może rozwijać się u pacjenta
    przez ok. 3 do 5 lat zanim osiągnie rozmiary pozwalające go wykryć z użyciem
    metod radiograficznych.

    "Dlatego wykrywanie przeciwciał we krwi pacjenta może być doskonałym narzędziem
    do wczesnej diagnostyki tego raka, zwłaszcza jeśli połączy się je z innymi
    metodami diagnostycznymi" - komentują autorzy pracy.

    Rak płuc jest obecnie uważany za największego zabójcę wśród wszystkich
    nowotworów, gdyż przeważnie wykrywa się go w zbyt zaawansowanych i opornych na
    leczenie stadiach rozwoju. Jak wskazują dane Global Lung Cancer Coalition,
    każdego roku jest on wykrywany u 10 mln ludzi. Połowa wszystkich pacjentów
    umiera w ciągu roku od diagnozy.

    Obecnie w diagnostyce guzów płuc powszechnie stosuje się metody radiografii,
    ale dają one zbyt wysoki odsetek pozytywnych wyników u osób zdrowych.
    Potwierdzenie obecności raka płuc można uzyskać tylko w badaniu histologicznym
    jego fragmentu. W tym celu trzeba jednak wykonać badanie inwazyjne, np. biopsję
    aspiracyjną.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1357418,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:55
    Białko o nazwie proepitelina odgrywa kluczową rolę w rozprzestrzenianiu się
    raka pęcherza moczowego - donosi najnowszy numer czasopisma "Cancer Research".
    Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Badań Raka, w 2006 roku 61 420
    mieszkańców USA zachoruje na raka pęcherza moczowego, czyniąc go tym samym
    piątym pod względem częstości występowania rodzajem nowotworu w tym kraju.
    Szacuje się, że koło 13 060 pacjentów umrze z powodu tej groźnej choroby.
    Wcześnie wykryty nowotwór jest wyleczalny, choć często zdarzają się nawroty i
    przerzuty do innych narządów.

    Doktor Morrione i jego zespół z Jefferson Medical College i Jefferson's Kimmel
    Cancer Center badali rolę białka o nazwie proepitelina w powstawaniu raka
    pęcherza moczowego. Proepitelina pełni funkcję czynnika wzrostu nabłonka (tzw.
    epitelium) - warstwy komórek wyściełających powierzchnie narządów wewnętrznych.
    Podobnie jak inne czynniki wzrostu reguluje tempo namnażania się, różnicowania
    i migracji komórek. Podwyższony poziom tego białka jest wykrywany u pacjentów z
    nowotworami piersi, jajników i nerek.

    Naukowcy użyli do badań 5637 komórek pobranych z guzów pęcherza moczowego.
    Wykazali, że proepitelina pobudza migrację komórek nowotworowych pęcherza i
    stymuluje narastanie nowotworu. Dr Morrione sądzi, że białko to odgrywa podobną
    rolę w rozwoju guzów innych narządów. Jego zdaniem kolejnym krokiem będzie
    zbadanie czy proepitelina może być markerem przerzutów raka pęcherza.

    "Guzy pęcherza są trudne w leczeniu, ponieważ dają nawroty. Potrzebna jest
    nieinwazyjna metoda wczesnego wykrywania tych nowotworów" - mówi dr
    Morrione. "Fakt, że proepitelina nie pobudza silnie podziałów komórkowych ale
    stymuluje migrację i inwazyjność - dwie kluczowe cechy, prowadzące do
    powstawania przerzutów - sugeruje, że może być bardzo istotna dla przejścia z
    nieinwazyjnej do inwazyjnej postaci raka" - podsumowuje Morrione.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1358020,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.07.06, 23:57
    Radioterapia przypominająca - najskuteczniejsza w zapobieganiu nawrotom raka
    piersi
    Radioterapia przypominająca może być skutecznym sposobem na zapobieganie
    nawrotom raka piersi przez długie lata po operacji.

    Zdaniem ekspertów powinna być stosowana razem z zabiegiem chirurgicznym u
    pacjentem z prekursorowymi komórkami nowotworowymi. Naukowcy przeanalizowali
    dane 373 kobiet spełniających warunki zwiększające ryzyko wystąpienia nowotworu
    piersi i stwierdzili, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania nawrotom choroby
    była radioterapia całej piersi oraz następująca po niej radioterapia
    przypominająca.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1346790,2056,,,,radioterapia_przypominajaca_najskuteczniejsza_w_zapobieganiu_nawrotom_raka_piersi,ciekawostki.html
  • 21.07.06, 23:58
    Radioterapia - niewskazana przy łagodnym nowotworze prostaty
    Z najnowszych badań wynika, że mężczyźni z mało zaawansowanym i łagodnym
    nowotworem prostaty nie potrzebują radykalnej terapii, która może wywoływać
    bardzo uciążliwe skutki uboczne.

    Analizy brytyjskiej fundacji Cancer Research dowodzą, że jedynie 1% mężczyzn w
    wieku 55-59 lat, u których wykryto łagodnego raka prostaty, umiera w ciągu 15
    lat od diagnozy. Jednocześnie wiadomo, że efekty uboczne radykalnej terapii
    antynowotworowej, czyli m.in. interwencji chirurgicznej i radioterapii, mogą
    być bardzo poważne. Rak prostaty to najczęściej wykrywana odmiana nowotworu
    wśród Brytyjczyków. Każdego roku wykrywa się prawie 32 tysiące nowych
    przypadków, a około 10 tysięcy pacjentów umiera. Obecnie chorobę tę leczy się
    przy pomocy radykalnych rozwiązań - usunięcia prostaty lub radioterapii -
    chociaż alternatywą jest również metoda obserwacji.

    Zdaniem ekspertów, radykalne metody leczenia są skuteczne jedynie u mężczyzn z
    agresywną odmianą nowotworu, wśród których bez radykalnej terapii na raka
    prostaty umiera aż 68% pacjentów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1345926,2056,,,,radioterapia_niewskazana_przy_lagodnym_nowotworze_prostaty,ciekawostki.html
  • 22.07.06, 00:01
    Imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów jajników
    Naukowcy amerykańscy odkryli, że imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów
    jajników.

    Testy prowadzone na uniwersytecie w Michigan wykazały, że popularna przyprawa
    niszczy komórki nowotworowe i zapobiega uodparnianiu się zagrożonych tkanek na
    kurację. U większości pacjentek z nowotworem jajników choroba utrwala się i
    powoduje, że organizm uodparnia się na standardową chemioterapię.

    Imbir, który do tej pory stosowano w medycynie w celu zapobiegania mdłościom
    oraz leczenia stanów zapalnych, zapobiega również procesowi uodparniania się
    komórek na chemioterapię.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1330220,2056,,,,imbir_moze_byc_stosowany_w_leczeniu_nowotworow_jajnikow,ciekawostki.html
  • 22.07.06, 00:03
    Nikotyna blokuje działanie leków stosowanych w chemioterapii raka płuc, takich
    jak np. taksol - zaobserwowali naukowcy z USA.

    To odkrycie wskazuje, że leczenie raka płuc może nie dawać pożądanych efektów
    nawet u tych pacjentów, którzy rzucili palenie, ale stosują zastępcze produkty
    z nikotyną, np. w postaci gumy do żucia czy plasterków.

    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
    Sciences".

    Zawarta w tytoniu nikotyna sama w sobie nie jest związkiem rakotwórczym.
    Naukowcy z H. Lee Moffitt Cancer Center i z Research Institute w Tampa
    (Florida) zaobserwowali jednak, że może ona wpływać na procesy biochemiczne,
    które pobudzają wzrost raka płuc i mogą przeszkadzać w jego leczeniu.

    Zespół kierowany przez Srikumara Chellappana analizował czy nikotyna może
    wpływać na skuteczność trzech leków stosowanych standardowo w chemioterapii
    raka płuc - jak gemcytabina, cisplatyna i taksol. Leki te wywołują apoptozę,
    tj. samobójstwo komórek nowotworowych.

    Okazało się, że dodatek nawet małych ilości nikotyny hamował zdolność tych
    leków do niszczenia komórek różnych nowotworów. Jak podkreślają naukowcy, efekt
    ten obserwowano przy takich ilościach nikotyny, jakie występują we krwi
    przeciętnego palacza.

    Nikotyna chroniła komórki raka przed samobójczą śmiercią pobudzając nadmiernie
    aktywność dwóch genów - genu surwiwiny oraz genu XIAP. Jednak, gdy naukowcy
    zablokowali obydwa geny, nikotyna traciła swą ochronną moc, a komórki raka
    ginęły.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    zdrowie.onet.pl/1327240,2056,,,,nikotyna_oslabia_skutecznosc_terapii_raka_pluc,ciekawostki.html
  • 22.07.06, 00:04
    Po kremach do opalania, wiceszef Komisji Europejskiej Guneter Verheugen
    przyjrzał się farbom do włosów i - w trosce o zdrowie konsumentów - zakazał
    używania w ich produkcji 22 substancji chemicznych.
    Zakaz, który dotyczy 22 substancji, zacznie obowiązywać 1 grudnia tego roku.
    Specjaliści - doradcy KE uznali, że długotrwałe stosowanie farb zawierających
    te substancje może spowodować raka pęcherza.

    Rzecznik komisarza Verheugena, odpowiedzialnego za przemysł, nie mógł wskazać
    na konferencji prasowej, w jakich produktach dokładnie mogą się obecnie
    znajdować te niebezpieczne związki. Wręcz przeciwnie - dał do zrozumienia, że
    duże i znane firmy farmaceutyczne już ich nie stosują, co potwierdza
    europejskie stowarzyszenie producentów kosmetyków. Komisja wprowadza więc
    zakaz "na wszelki wypadek", zwłaszcza wobec mniejszych firm.

    Aby podnieść wagę swojej decyzji, KE przypomniała w komunikacie prasowym, że w
    Europie aż 60 proc. kobiet i od 5 do 10 proc. mężczyzn farbuje włosy, średnio 6-
    8 razy w roku.

    Doradcy Komisji nie skończyli badań wszystkich substancji używanych w przemyśle
    farb do włosów. KE zapowiada więc, że w przyszłości może rozszerzyć "czarną
    listę".

    Listę zakazanych substancji oraz informację o prowadzonych testach można
    znaleźć na stronach internetowych KE.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1359574,16,1,0,120,686,item.html
  • 22.07.06, 00:07
    Cząsteczki wirusa, "udekorowane" atomami gadolinu, pozwalają uzyskać
    dokładniejsze niż dotąd obrazy tkanek, na przykład drobnych ognisk
    nowotworowych - informuje pism "Nano Letters".

    Środki kontrastujące to substancje używane w radiologii, dzięki którym różnice
    między poszczególnymi rodzajami tkanek stają się wyraźniejsze, a na zdjęciach
    rentgenowskich lub uzyskiwanych za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego
    widać drobniejsze szczegóły.

    Jako środków kontrastujących w zwykłych badaniach rentgenowskich i tomografii
    komputerowej używa się zwykle organicznych związków jodu, w ultrasonografii -
    drobniutkich pęcherzyków gazu, zaś w przypadku rezonansu jądrowego - związków
    rzadkiego metalu, gadolinu. W tym ostatnim przypadku im większe są cząsteczki
    kontrastu, tym lepszy obraz.

    Naukowcy z New York University jako nośnikiem kontrastu posłużyli się wirusami.
    Ich białkowe cząsteczki są wyjątkowo duże i mają regularną budowę. Łatwo łączą
    się z wieloma rozmaitymi grupami chemicznymi.

    Wirusy, do których dołączono chelatowe związki gadolinu, podczas badania za
    pomocą rezonansu magnetycznego dały bardzo wyraźny sygnał. Gdyby na
    cząsteczkach wirusa umieścić specyficzne receptory dla określonych nowotworów,
    można by wykrywać także guzy bardzo małe, zbyt małe, by się uwidaczniały
    podczas obecnie dostępnych badań.

    źródło pochodzenia
    www.laboratoria.net/pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2449
  • 22.07.06, 00:09
    Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków (FDA) zarejestrowała GARDASIL,
    pierwszą na świecie szczepionkę, zapobiegającą rakowi szyjki macicy oraz stanom
    przedrakowym szyjki macicy, pochwy i sromu powodowanym zakażeniem wirusami HPV
    (typ 16, 18).

    Podanie szczepionki zapobiega również powstawaniu brodawek płciowych oraz
    neoplazji szyjki macicy niskiego stopnia (CIN1) powodowanym zakażeniem HPV 6,
    11, 16, 18.

    Badania kliniczne wykazały 100% skuteczność szczepionki GARDASIL w zapobieganiu
    rakowi szyjki macicy, zmianom przednowotworowym typu CIN2/3, oraz zmianom
    przednowotworowym sromu i pochwy, powodowanym przez wirusy HPV 16 i 18 u osób
    którym podano szczepionkę. Amerykański koncern farmaceutyczny Merck & Co
    pracował nad szczepionką ok 10 lat. W badaniach II i III fazy wzięło udział
    ponad 20 tys. kobiet w wieku 16 – 26 lat. Badania kliniczne skuteczności
    szczepionki były prowadzone w 13 krajach, w tym również w Polsce.

    Prowadzone są dalsze badania, umożliwiające rozszerzenie wskazań i grup
    pacjentów. W Stanach Zjednoczonych szczepionka jest wskazana dla pacjentów od 9
    do 26 roku życia, ponieważ jej podanie zapobiega zakażeniom wirusem HPV. USA są
    drugim krajem na świecie w którym zarejestrowano GARDASIL. 1 czerwca 2006
    szczepionkę dopuszczono na rynek w Meksyku.

    "Wniosek o rejestrację szczepionki w Unii Europejskiej w tzw. procedurze
    centralnej został złożony w grudniu 2005 roku. Decyzja rejestracyjna
    spodziewana jest pod koniec 2006 roku. W przypadku pozytywnej decyzji,
    szczepionka ta pod nazwą SILGARD powinna być dostępna w polskich aptekach na
    początku 2007 roku." – mówi dyrektor medyczny MSD Polska Adam Czernik.

    Na świecie rak szyjki macicy jest drugim, co do częstości rakiem, który dotyka
    kobiety i drugą, co do częstości przyczyną zgonów wśród kobiet z powodu raka.
    Globalnie, co roku notuje się ok. 500 000 nowych zachorowań , a około 240 000
    kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy. W Polsce zapada na ten typ raka
    ponad 3 600 kobiet rocznie, z czego umiera co roku ok. 2000. – to 5 Polek,
    każdego dnia.

    źródło pochodzenia www.niepelnosprawni.info/ledge/x/15691
  • 22.07.06, 00:12
    Odkryto gen zwiększający ryzyko raka piersi u Europejek
    Naukowcy odkryli kolejny gen związany z rakiem piersi, który poważnie zwiększa
    ryzyko tej choroby u części Europejek - podaje internetowe pismo Public Library
    of Science Medicine.

    Nowo odkryty gen współdziała z innymi, dobrze znanymi genami BRCA1 i BRCA2,
    zwiększając ryzyko raka piersi nawet o 80% - ogłosili naukowcy.
    U kobiet z określonymi mutacjami na obu tych genach ryzyko raka piersi jest
    niemal pewne - twierdzą prowadzący badania z islandzkiej firmy
    biofarmaceutycznej Decode Genetics.

    Nowy gen nazwano BARD1. Kobiety z wariantem tego właśnie genu, u których
    rozwinie się rak piersi, są ponadprzeciętnie zagrożone rozwojem raka także w
    drugiej piersi - stwierdziła Kari Stefansson z Decode.

    Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna, choć bardzo często pojawia się
    także u kobiet, w których rodzinach choroba się wcześniej nie ujawniła. W
    rozwoju raka piersi gra rolę czynnik genetyczny (ma w tym udział kilka genów,
    nie tylko BRCA1 i BRCA2).

    Poznane dotąd mutacje genów BRCA1 i BRCA2 odpowiadają za jedynie ok. 3%
    wszystkich przypadków raka piersi. Eksperci próbują ustalić, jakie jeszcze geny
    współdziałają z tymi dwoma, zwiększając ryzyko choroby.

    Dotąd porównali 1090 kobiet z Islandii chorych na raka piersi i 703 zdrowych.
    Ryzykowną mutację genu BARD1 wykryto u 5,4 proc. pacjentek z rakiem piersi i u
    3,1% kobiet bez tej choroby. Oznacza to, że mutacja zwiększyła ryzyko choroby o
    80%.

    Samo posiadanie mutacji BARD1 nie było specjalnie niebezpieczne dla kobiet.
    Mimo tego naukowcy stwierdzili, że u pań z tą mutacją, i posiadających
    jednocześnie specyficzną mutację BRCA2, ryzyko raka piersi było "dramatyczne"
    (wyliczono, że w takim układzie ryzyko choroby rośnie niemal o 100%.).

    Naukowcy sugerują, że warto opracować test na wykrycie niebezpiecznej
    kombinacji zmutowanych genów. W czasie badań taką mutację BARD1 wykryto w
    rodzinach włoskich i fińskich, w których występowały przypadki nowotworów
    piersi i jajników. Nie znaleziono ich za to u Chinek, Japonek i kobiet
    czarnoskórych.

    "Wariant ten może występować jedynie u osób z europejskimi korzeniami, może
    przyczyniać się do większego obciążenia rakiem piersi, jaki obserwuje się w tej
    grupie" - stwierdzili badacze.

    Natomiast u osób pochodzących z Japonii i czarnoskórych Amerykanek wykryto inne
    warianty genu BARD1. Ich udział w pojawieniu się ryzyka choroby wciąż nie jest
    pewny - zastrzegli naukowcy.

    Rak piersi jest drugą, po nowotworze płuc, wiodącą przyczyną nowotworowych
    zgonów kobiet. Na świecie choruje na niego 1,2 mln pań i co roku umiera ich
    ponad 400 tys. - szacuje Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC). (mj)

    źródło pochodzenia
    wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,8358194,wiadomosc.html?ticaid=12010
  • 22.07.06, 07:49
    Ze złośliwym nowotworem nerki można walczyć - wyniki testów nowych preparatów
    ogłosili właśnie specjaliści na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa
    Onkologii Klinicznej (ASCO).

    Nowotwory nerek są ciągle olbrzymim wyzwaniem dla medycyny - są niewrażliwe na
    radioterapię i chemioterapię. W Polsce co roku wykrywa się około 3,5 tys.
    nowych przypadków. Ponad połowa chorych umiera.

    Głównym czynnikiem zwiększającym ryzyko zapadnięcia na nowotwór nerki jest
    palenie. Jeżeli nowotwór przeniesie się na inne organy, wtedy choroba jest już
    praktycznie nie do powstrzymania.

    Nowe leki testowano na chorych, u których nowotwór osiągnąłtakie właśnie wysoce
    zaawansowane stadium. Wyniki są zachęcające: chorzy, którzy brali nowatorskie
    leki, żyli dwa razy dłużej niż ci, których leczono w sposób standardowy, czyli
    zamiast pięciu - siedmiu miesięcy przeżywali jedenaście.

    Nowe leki na raka nerki to temsirolimus, sutent i nexavar. Należą one do tak
    zwanych terapii celowanych, które atakują raka, pozostawiając w spokoju zdrowe
    komórki. Temsirolimus blokuje działanie białka mTOR, odpowiadającego za
    podziały komórkowe i w ten sposób napędzającego rozwój guza. Podczas
    eksperymentu porównywano działanie nowych leków ze standardową terapią, za jaką
    uważa się interferon, medykament wzmacniający system odpornościowy.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1149576870&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 22.07.06, 07:55
    Gen, który przyczynia się do powstawania przerzutów raka, udało się
    zidentyfikować naukowcom brytyjskim. Odkrycie to może pomóc w opracowaniu
    nowych, skuteczniejszych metod leczenia chorych na raka - czytamy na łamach
    pisma "Cancer Research".

    Gen, o którym mowa, koduje białko nazywane w skrócie S100P. Należy ono do
    rodziny białek S100 i występuje powszechnie w różnych zdrowych tkankach, takich
    jak łożysko, śledziona, jelito grube, jajniki, prostata, płuca i serce. Jak
    wskazują badania, rola S100P polega na pobudzaniu migracji białych krwinek w
    całym organizmie.

    Naukowcy z Uniwersytetu w Liverpoolu wykazali jednak, że obecność białka S100P
    w komórkach nowotworu złośliwego ułatwia im przemieszczanie się wraz z krwią do
    innych tkanek, czyli tworzenie przerzutów. "Raka, który daje przerzuty,
    znacznie trudniej jest leczyć niż guza pierwotnego, którego można z dobrym
    skutkiem usuwać chirurgicznie" - komentuje prowadzący najnowsze badania prof.
    Philip Rudland.

    Według badacza, przerzuty można obecnie leczyć wyłącznie z pomocą chemio- i
    radioterapii. Metody te mają jednak ograniczoną skuteczność i dużo działań
    ubocznych, bowiem oprócz chorych, nowotworowych komórek uszkadzają również
    tkanki zdrowe.

    Przerzuty raka są główną przyczyną zgonów pacjentów chorych na nowotwory
    złośliwe. Fundamentalną rolę w tym procesie odgrywają geny, podkreśla prof.
    Rudland. Poznanie ich może odegrać kluczową rolę w opracowaniu nowych metod
    walki z rakiem, takich, które pozwolą przedłużać życie pacjentów.

    Dotychczasowe badania w tej dziedzinie, prowadzone przez zespół prof. Rudlanda,
    zaowocowały odkryciem jeszcze trzech innych - poza genem S100P - genów, które
    przyczyniają się do przerzutów raka. Są to gen kodujący białko S100A4, gen
    osteopontyny oraz białka AGR2.

    "Kolejnym krokiem będzie opracowanie leków, które blokowałyby aktywność tych
    genów i na tej drodze powstrzymywały przerzuty komórek nowotworowych z guza
    pierwotnego do innych organów" - mówi prof. Rudland. Badacz liczy, że dzięki
    temu można by przedłużać życie osobom chorym na raka.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1144080254&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 24.07.06, 13:56
    Pęcherzyki gazu mogą blokować dopływ krwi do nowotworów lub ułatwiać
    doprowadzanie do tkanek leków - informuje "Journal of Biomechanical
    Engineering".
    Badania nad bąbelkami prowadzą naukowcy z University of Michigan. Proces
    blokowania dopływu krwi do guza nazywany jest embolizacją, a stosowanie do tego
    celu pęcherzyków gazu - emboloterapią. Obie nazwy pochodzą od greckiego
    słowa "embolos", oznaczającego czop. Ponieważ można precyzyjnie określić, gdzie
    formują się pęcherzyki, uszkodzenia zdrowych tkanek są minimalne. Biochemik dr
    Joseph Bull pracuje wraz z radiologiem, prof. Brianem Fowlkesem. Wcześniej w
    emboloterapii do blokowania przepływu używano korków zrobionych na przykład ze
    skrzepu krwi lub pewnego rodzaju żelu. W ich przypadku główna trudność polega
    na ograniczeniu uszkodzeń w innych tkankach. Pęcherzyki pozwalają na bardzo
    precyzyjne blokowanie, ponieważ do ich wytwarzania i kontrolowania może służyć
    skoncentrowana wiązka ultradźwięków.

    Planowana technika ma być według Bulla procesem dwuetapowym. Najpierw
    pacjentowi wstrzykuje się przegrzane mikrokapsułki z perfluorokarbonem, na tyle
    małe, że swobodnie przechodzą przez naczynia krwionośne.
    Lekarze mogą je obserwować za pomocą typowego aparatu USG - gdy osiągną miejsce
    przeznaczenia, są poddawane działaniu ultradźwięków o dużej energii.
    Ultradźwięki te działają jak pinezka na wypełniony wodą balon - otoczka
    kapsułek pęka, zaś perfluorokarbon rozpręża się, tworząc pęcherzyk gazu, o
    objętości mniej więcej 125 razy większej niż pierwotna kapsułka. Napotykając
    opór ścian naczynia, pęcherzyk gazu przyjmuje kształt kiełbaski. Dwie lub trzy
    porcje takich pęcherzyków mogą zamknąć przepływ krwi niemal całkowicie.
    Niedokrwiony guz obumiera.

    Szczególnie wartościowa może być nowa technika w leczeniu raka nerki czy raka
    wątrobowokomórkowego - najpospolitszego z raków wątroby (powoduje 1,25 miliona
    zgonów rocznie). Jego leczenie konwencjonalnymi metodami utrudnia towarzysząca
    mu zwykle marskość wątroby, poza tym jest odporny na promieniowanie i leki
    przeciwnowotworowe.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1360041,16,1,0,120,686,item.html
  • 24.07.06, 15:39
    Naukowcy odkryli sposób na zmniejszenie ryzyka przerzutów nowotworowych do
    kości. Mamy już nawet potrzebne do tego lekarstwo.

    Wszystkiemu winna jest jedna cząsteczka białka produkowana w szpiku kostnym -
    dowodzą naukowcy z kanadyjsko-austriackiego zespołu onkologów. Cząsteczka nosi
    nazwę RANKL. - To białko, które przyciąga komórki rakowe - tłumaczy prof. Josef
    Penninger z Instytutu Biotechnologii Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk,
    jeden z odkrywców tego mechanizmu. - RANKL znajduje się na kościach i gdy
    komórki nowotworowe krążą w organizmie, to właśnie ta cząsteczka nakłania je,
    by przykleiły się do tkanki kostnej - dodał naukowiec.

    Mechanizm działania RANKL i leku blokującego tę cząsteczkę przetestowano na
    zwierzętach. Myszom, u których wywołano raka skóry, podawano osteoprotegerynę
    (OPG) hamującą RANKL. - U zwierząt, którym podawano OPG,wystąpiło mniej
    przerzutów do kości niż u myszy nieleczonych - powiedziała D. Holstead Jones z
    Uniwersytetu Ontario, należąca do zespołu Penningera. Blokowanie RANKL nie
    ogranicza jednak atakowania przez nowotwór innych narządów. Opis eksperymentu
    zamieszcza najnowsze wydanie magazynu "Nature".

    Zwykle droga od testów laboratoryjnych na zwierzętach do zastosowania terapii u
    ludzi jest dość daleka. - Odkrycia bazujące na badaniach myszy powinny być
    bardzo ostrożnie przenoszone na to, co dotyczy człowieka - podkreśla prof.
    Penninger.

    Tym razem może być jednak inaczej - lek hamujący RANKL jest już bowiem
    opracowywany. W wypadku większości typów nowotworów piersi kobiet komórki
    rakowe mają receptor dla cząsteczki RANKL, dlatego - jak uważa prof. Penninger -
    pomysł na terapię sprawdzi się również u ludzi. - Nowe leki, inhibitory RANKL,
    są już w zaawansowanej fazie rozwoju - potwierdza Holstead Jones. - Nasz pomysł
    polega na tym, by ludzie z rakiem zagrażającym przerzutami do kości dostawali
    ten lek natychmiast po zdiagnozowaniu choroby - dodała.

    To właśnie przerzuty choroby nowotworowej - nie tylko zresztą do kości - są
    głównym problemem w leczeniu raka. Więcej pacjentów umiera z powodu przerzutów
    niż z powodu guzów, które dały im początek.

    Dziś lekarze w większości wypadków dają już sobie radę z usunięciem pierwszego,
    pierwotnego, ogniska choroby. Kłopoty pojawiają się jednak wtedy, gdy komórki
    rakowe trzeba tropić i niszczyć w całym organizmie. To właśnie jest powodem,
    dla którego specjaliści onkolodzy tak wielką wagę przykładają do wczesnego
    zdiagnozowania raka.

    Z badań wynika, że u ok. 70 proc. kobiet z zaawansowanym rakiem piersi dojdzie
    do przerzutuchoroby do kości. Dotyczy to również 84 proc. mężczyzn z rakiem
    prostaty. - Przerzuty raka do kości to ogromny problem - powiedział prof.
    Penninger. - Szacujemy, że co roku zdarza się to u ok. miliona pacjentów,
    szczególnie dotyczy to kobiet cierpiących na raka piersi - dodał.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1143788653&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 24.07.06, 15:41
    Im mniejszy guz nowotworowy w płucach, tym większa szansa, że nie doszło
    jeszcze do przerzutów - donoszą naukowcy na łamach najnowszego numeru "Archives
    of Internal Medicine".

    Nowotwory płuc należą do najczęstszych nowotworów w krajach wysokorozwiniętych.
    Ich powstawaniu sprzyja zanieczyszczenie środowiska oraz palenie papierosów.

    Nowotwory płuc są często bardzo złośliwe. Powodują szybki rozwój choroby i
    przerzuty. W przypadku złośliwej formy raka płuc szansa na wyleczenie jest
    szacowana tylko na ok. 10 procent< Nowotwory płuc na najwcześniejszym etapie
    rozwoju, to znaczy zanim dadzą przerzuty do innych narządów, dzieli się na
    stadium IA (guzy rakowe o średnicy mniejszej niż 30 milimetrów) oraz IB
    (średnica powyżej 30 milimetrów). Gruzy te można wykryć i zmierzyć za pomocą
    tomografii komputerowej, nieinwazyjnego i bardzo czułego badania obrazowego.

    W przypadku nowotworów płuc dających już objawy wiadomo, że im większe są guzy,
    tym większe prawdopodobieństwo, że dały już przerzuty. Jak dotąd nie było
    jednak dowodów na związek wielkości guza z jego złośliwością w przypadku bardzo
    wczesnych stadium nowotworu, kiedy rak nie daje jeszcze żadnych objawów.

    Grupa naukowców z nowojorskiego szpitala prezbiteriańskiego Weill Cornell
    Medical Center pod kierunkiem dr Claudii Henschke przebadała pod kątem
    obecności nowotworów płuc grupę 28689 kobiet i mężczyzn - pacjentów różnych
    szpitali w latach 1993-2004.

    W wyniku tej analizy u 464 pacjentów zdiagnozowano nie dającego jeszcze objawów
    klinicznych raka płuc, w 436 przypadkach - niedrobnokomórkowego raka płuc, w
    pozostałych 28 - jego postać drobnokomórkową.

    W przypadku pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc ryzyko wystąpienia
    przerzutów wzrastało wraz z wielkością guza. Podobnie było w przypadku
    drobnokomórkowego nowotworu.

    Dzięki wczesnemu wykrywaniu nowotworów płuc (np. za pomocą tomografii
    komputerowej lub innych metod obrazowych) oraz określeniu wielkości guzów
    nowotworowych, możliwe będzie dokładniejsze prognozowanie przeżycia, a co za
    tym idzie - włączenie najbardziej odpowiedniego leczenia tych nowotworów.
    Większość przypadków raka płuc wykrytych wcześnie (gdy jeszcze nie doszło do
    przerzutów komórek rakowych do węzłów chłonnych ani innych narządów) jest
    uleczalna, szczególnie w przypadku niewielkich guzów.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1139993293&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 24.07.06, 15:42
    Proste badanie moczu pomaga wykryć nawroty raka pęcherza w 99 proc. przypadków -
    informują naukowcy z USA na łamach pisma "Journal of the American Medical
    Association". Dzięki temu szanse pacjenta na wyleczenie znacznie rosną.

    Test nosi nazwę BladderChek i jest tak prosty jak test ciążowy. Do jego
    wykonania potrzeba zaledwie czterech kropli moczu pacjenta.

    Badanie polega na wykryciu w moczu podwyższonego poziomu białka macierzy
    jądrowej - NMP22, który zdradza obecność raka nawet w jego początkowych
    stadiach. Gdy test stwierdzi obecność raka pojawia się czerwona linia.

    Obecnie nie ma jednej skutecznej metody oceny ryzyka nawrotów raka pęcherza.
    Dlatego naukowcy stosują kombinację dwóch technik - cystoskopii i cytologii.

    Cystoskopia to minimalnie inwazyjne badanie pęcherza i cewki moczowej za pomocą
    wziernika. Nie pozwala jednak wykryć bardzo małych guzów, czy guzów zajmujących
    mięśniówkę pęcherza. Wyniki cystoskopii konfrontuje się więc często z wynikami
    cytologii, tj. obserwacji patologicznych zmian w komórkach izolowanych z moczu
    pacjenta.

    Analiza cytologiczna zajmuje jednak tydzień lub więcej i wymaga interpretacji
    specjalisty. Poza tym czułość metody zależy od rozmiarów i rodzaju guza.

    Natomiast wynik nowego testu lekarz lub pielęgniarka mogą poznać w ciągu 30-50
    minut, czyli zanim pacjent opuści gabinet. Ponadto, jego czułość jest większa
    niż czułość cytologii.

    Dowiodły tego badania w grupie 668 pacjentów, którzy w przeszłości byli leczeni
    na raka pęcherza. Od wszystkich pobrano próbki moczu do wykonania cytologii
    oraz testu BladderChek. Poddano ich również badaniu z użyciem wziernika.

    Okazało się, że cystoskopia wykryła nieco ponad 91 proc. przypadków nawrotu
    choroby nowotworowej. Gdy połączono ją z badaniem cytologicznym, czułość testu
    wzrosła do 94 proc. Natomiast kombinacja cystoskopii z testem BladderChek
    pozwoliła wykryć aż 99 proc. wszystkich przypadków nawrotu raka.

    Dzięki nowemu testowi udało się wykryć raka w 8 przypadkach, na 9 pominiętych w
    badaniu wziernikiem. Aż 7 z nich było groźnych. Dla porównania cytologia
    pozwoliła wykryć 3 z nich.

    "Z naszych badań wynika, że szybki, prosty test może zmniejszyć częstość
    wykonywania cystoskopii" - komentuje prowadzący badania prof. Barry Stein.
    Cystoskopia wprawdzie nie jest badaniem bolesnym, ale może być uciążliwa i
    krępująca dla pacjenta, dodaje badacz.

    Rak pęcherza moczowego dotyka głównie mężczyzn między 50. a 80. rokiem życia.
    Kobiety chorują na niego 3-4 razy rzadziej. Liczba zachorowań na ten nowotwór
    wzrosła wyraźnie w ostatnich dziesięcioleciach.

    Wiadomo, że chorobie sprzyja palenie tytoniu i kontakt z barwnikami anilinowymi
    oraz zawarta w niektórych preparatach przeciwbólowych fenacetyna. Typowy objaw
    zaawansowanego raka to krew w moczu, zwłaszcza z postaci skrzepów.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1138280387&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 24.07.06, 15:44
    Naukowcy odkryli nowy lek, który może być skuteczny w leczeniu przewlekłej
    białaczki szpikowej, donosi najnowszy numer "Nature Chemical Biology".

    Białaczka jest chorobą nowotworową atakującą komórki krwiotwórcze, głównie
    niedojrzałe limfocyty. Można ją leczyć stosując chemioterapię i niekiedy
    przeszczep szpiku.

    Wszystkie choroby nowotworowe wynikają z zaburzenia funkcjonowania i podziałów
    komórek. W komórkach nowotworowych dochodzi nie tylko do niekontrolowanego
    mnożenia się komórek, ale także do zmian w strukturze chromosomów. Najczęstszą
    odmianą białaczki występującą u dorosłych jest przewlekła białaczka szpikowa, w
    skrócie CML, stanowiąca około 15- 20 proc. wszystkich białaczek i rozwijająca
    się u osób po 40. roku życia.

    CML jest bardzo ciężkim nowotworem, niestety, najczęściej kończącymi się
    śmiercią. Ważną rolę w powstawaniu tej białaczki pełni onkogen BCR/ABL.

    Produkt genu BCR/ABL jest enzymem, który hamuje procesy naprawy DNA oraz
    apoptozy zmutowanych komórek szpiku kostnego, co prowadzi do nagromadzenia
    takich komórek. Organizm zostaje pozbawiony prawidłowych limfocytów i nie jest
    w stanie skutecznie walczyć z infekcjami.

    Na rynku dostępny jest lek o nazwie Gleevec, który hamuje działanie zmutowanego
    enzymu BCR/ABL. Jednak coraz częściej pojawiają się postacie nowotworu odporne
    na działanie tego chemioterapeutyku.

    Grupa naukowców z Instytutu Genomiki Fundacji Novartis z San Diego pod
    kierunkiem Nathanaela Graya odkryła nową klasę cząsteczek, w tym związek o
    nazwie GNF-2, które hamują produkcję enzymu BCR/ABL.

    Nowe cząsteczki są trujące dla komórek produkujących enzym BCR/ABL, ale nie
    niszczą normalnych komórek. Hamują więc one podziały komórek rakowych, nie
    niszcząc zdrowych komórek szpiku.

    Ponieważ mechanizm działania nowej klasy substancji jest inny niż Gleevecu,
    leki takie mogą być skuteczne w leczeniu opornych na działanie Gleevecu postaci
    przewlekłej białaczki szpikowej.

    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
    subaction=showfull&id=1137659555&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
  • 25.07.06, 13:52
    Imatinib (Glivec, Gleevec), jeden z najskuteczniejszych leków
    przeciwnowotworowych, może być szkodliwy dla serca - informuje sieciowa wersja
    pisma "Nature Medicine".
    Glivec należy do nowej generacji leków wprowadzonych do użytku w ostatnich
    latach. Hamując działanie nieprawidłowej kinazy tyrozynowej - enzymu, dzięki
    któremu powstają i namnażają się komórki nowotworowe, pozwala skutecznie leczyć
    pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową.

    Dotąd uważano, że poza bólami kości, wymiotami i zmęczeniem nie powoduje on
    poważniejszych skutków ubocznych. Jak jednak wykazali naukowcy z Jefferson
    Medical College w Filadelfii, zarówno Glivec jak i podobne leki z grupy
    inhibitorów kinazy tyrozynowej mogą uszkadzać serce i prowadzić do
    niewydolności krążenia.
    Badania przeprowadzono na myszach oraz hodowanych w laboratorium komórkach
    ludzkiego mięśnia sercowego. Okazało się, że blokowany przez Glivec i podobne
    leki enzym - kinaza tyrozynowa - jest niezbędny dla dobrego funkcjonowania
    komórek mięśnia sercowego.

    U myszy dochodziło do uszkodzenia ważnych części komórek - endoplazmatycznego
    retikulum oraz mitochondriów. U niektórych pacjentów blokowanie kinazy może
    prowadzić do zaburzeń w pracy lewej komory serca, a nawet do niewydolności
    krążenia.

    Odkrycie nie podważa przydatności Glivecu w leczeniu przewlekłej białaczki
    szpikowej czy niektórych nowotworów układu pokarmowego, jednak lekarze będą
    musieli zwracać większą uwagę na stan układu krążenia swoich pacjentów.

    żródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1360745,16,1,0,120,686,item.html
  • 26.07.06, 00:02
    Większość obserwacji dotyczących związku między dietą i nowotworami nadal nie
    ma charakteru rozstrzygającego. Gromadzi się jednak coraz więcej danych
    świadczących, że modyfikacja diety może zmniejszyć ryzyko wystąpienia
    nowotworów o jedną trzecią, a nawet dwie trzecie. Badania doświadczalne na
    zwierzętach dostarczają wiele dowodów na to, że dieta może wpływać występowanie
    nowotworów złośliwych. Wykazano, że wpływ ten może się realizować na wiele
    sposobów i wynikać nie tylko z wprowadzenia do ustroju kancerogenów czy
    substancji, z których mogą się one wytwarzać in vivo. Dieta może też wpływać na
    przemianę tych związków oraz reakcję ustroju na nie. Badania epidemiologiczne
    szukające korelacji między występowaniem nowotworów, a dietą pozwalają sądzić,
    że rodzaj diety, sposób żywienia, obecność substancji dodatkowych (takich jak
    konserwanty, barwniki, różnego rodzaju polepszacze smaku) mogą być czynnikami
    indukującymi rozwój lub wspomagającymi promocję różnych nowotworów.

    Przykłady

    Badania epidemiologiczne wykazały, że nadużywanie alkoholu sprzyja powstawaniu
    raka jamy ustnej, gardła, przełyku, górnej części krtani i odbytu. Odnośnie
    tego ostatniego przypadku stwierdzono, większą częstość występowania raka
    odbytu u piwoszy niż u osób nienadużywających tego trunku.
    Stwierdzono dodatnią korelację między rakiem przełyku, a wysokim spożyciem
    marynat (włączając marynowane i solone warzywa), spożywaniem używek i posiłków
    o zbyt wysokiej temperaturze oraz żywności zepsutej, spleśniałej (zawartość
    nitrozoamin).
    Pleśń pokrywająca przetwory owocowe i warzywne jest silnym kancerogenem, często
    szkoda jest wyrzucić pozornie dobry produkt, więc spożywa się go po usunięciu
    wierzchniej warstwy grzyba, niestety już w całym produkcie znajdują się
    produkowane przez pleśniaki aflatoksyny (bardzo silne kancerogeny), także
    zjadanie owoców po wykrojeniu nadgniłej części jest niebezpieczne, ponieważ
    toksyny grzyba (mogące mieć właściwości mutagenne) powodującego się psucie
    owocu również znajdują się w całej objętości owocu.
    Szczególnie w odniesieniu do raka pierwotnego wątroby uważa się, że powstaje on
    przy obecność w diecie aflatoksyn, dla których optymalne warunki do wytwarzania
    występują przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności najbardziej skażone
    mogą być produkty pochodzące z obszarów tropikalnych takie jak orzeszki ziemne,
    brazylijskie, pistacjowe, kukurydza, ryż, sorgo, pszenica żyto, zanieczyszczona
    pasza może być przyczyną skażenia mięsa i mleka metabolitami tych substancji.
    (występowanie endemiczne Kenia, indie).
    Zapadalność na raka żołądka wiąże się wg badań epidemiologicznych ze
    spożywaniem żywności wędzonej i konserwowanej za pomocą soli (sprzyja to
    rozwojowi atypowej flory bakteryjnej, biorącej udział w wytwarzaniu
    nitrozoamin. Te bardzo silne kancerogeny powstają w żołądku z azotynów i
    azotanów obecnych w różnych wędlinach (służące do ich konserwacji).
    Garbniki zawarte w herbacie, czerwonych winach mimo słabych właściwości
    mutagennych, przy dużym spożyciu tych napojów mogą stanowić zagrożenie dla
    zdrowia.
    W kawie, mocno palonej mogą znajdować się substancje smoliste o właściwościach
    mutagennych.
    Rakotwórcze WWA tworzą się podczas pieczenia mięsa na ruszcie, smażenia,
    wędzenia; ryby, skorupiaki wydobyte z zanieczyszczonej wody mogą być skażone
    przez chlorowane pochodne pestycydów, polichlorowanymi bifenylami i innymi
    zanieczyszeniami organicznymi o charakterze mutagennym.
    Wykazano zwiększony procent nowotworów u ludzi otyłych i ludzi odżywiających
    się wysokokalorycznie, szczególnie spożywających duże ilości tłuszczów , duża
    ilość tłuszczów w diecie może zwiększyć rozpuszczalność i pochłanianie
    lipofilnych (rozpuszczalnych w tłuszczach) substancji rakotwórczych. Dieta
    wysokotłuszczowa powoduje też nadmierną sekrecję soli kwasów tłuszczowych,
    uważanych w dużych stężeniach za czynniki rakotwórcze.
    Dieta wysokobiałkowa z kolei może zmieniać działanie enzymów wątrobowych
    metabolizujących substancje kancerogenne, może obniżać zdolność wątroby do
    detoksykacji i neutralizacji kancerogenów.
    Wykazano wpływ diety wysokotłuszczowej i wysokobiałkowej na częstość
    występowania nowotworów przewodu pokarmowego. Na rozwój nowotworów wpływają
    również niedobory pokarmowe, szczególnie niedobory witamin A i C, ryboflawiny,
    kwasu nikotynowego, składników mineralnych takich jak magnez, wapń cynk
    molibden, selen oraz długotrwały niedobór białka w pożywieniu.
    Istnieją silne dowody, że spożywanie dużych ilości owoców i warzyw chroni przed
    nowotworami złośliwymi, najsilniejszy związek znaleziono w przypadku nowotworów
    układu oddechowego i pokarmowego.
    Włókno pokarmowe - wyniki badań dotyczące ochronnej roli błonnika w
    zapobieganiu raka jelita grubego są rozbieżne i nie mają charakteru
    rozstrzygającego. Nazwa włókna pokarmowe obejmuje wiele substancji, które mają
    różne działanie fizjologiczne. W większości badań nad rakiem jelita grubego nie
    stwierdzono ochronnej roli włókien zbożowych, efekt natomiast zaobserwowano w
    odniesieniu do włókien pochodzących z owoców i warzyw. Chociaż takie działanie
    może być związane z obecnością w warzywach i owocach innych substancji, dla
    których błonnik może być tylko wskaźnikiem ich spożycia.

    żródło pochodzenia
    zp.lo3.wroc.pl/~jojo/modules.php?name=News&file=article&sid=15&mode=&order=0&thold=0
  • 30.07.06, 15:45
    Wbrew obiegowej opinii, osoby o ciemnej karnacji są bardziej narażone na
    niszczące działanie promieni słonecznych oraz śmierć z powodu raka skóry, niż
    te o jasnej karnacji - ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu w Cincinnati.
    Wprawdzie ludzie o ciemniejszej karnacji rzadziej chorują na raka skóry, jednak
    jeśli już się to zdarzy, choroba ma w ich przypadku dużo poważniejszy przebieg.
    Znacznie później udaje się ją także zdiagnozować.

    Amerykańscy badacze apelują do wszystkich tych, którzy uważają, że czekoladowy
    odcień skóry zabezpiecza ich przed nadmiarem słońca, by nie ulegali
    stereotypom. Oni także powinni pamiętać, że nadmiar kąpieli słonecznych jest
    niebezpieczny dla zdrowia. Dr Hugh Gloster przyznaje, że ciemna skóra,
    zawierająca więcej pigmentu, jest nieco bardziej odporna na promienie UV, a jej
    właściciele są zwykle bardziej zadowoleni z efektu opalenizny. Nie oznacza to
    jednak, że niszczące działanie słońca jej nie dotyczy.

    Rak skóry może rozwijać się różnie u ludzi różnych ras. W przypadku osób o
    jasnej skórze, zmiany wywołane chorobą pojawiają się zwykle w miejscach
    eksponowanych na słońcu, stąd łatwo je zauważyć.

    W przypadku ciemnej skóry zmiany te można w pierwszej kolejności zauważyć na
    tych partiach ciała, które nie mają wiele wspólnego ze słońcem – np. na
    stopach. Jest to jeden z powodów, dla których choroba bywa zbyt późno
    diagnozowana.

    Według lekarzy, używanie kremów chroniącym przed skutkami promieniowania UV
    jest niezbędne nawet w przypadku Afroamerykanów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1363187,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.07.06, 15:46
    Jednoczesne stosowanie chemioterapii i radioterapii może znacznie zwiększyć
    szansę na przeżycie pacjentów po usunięciu raka trzustki - donosi najnowszy
    numer brytyjskiego czasopisma "Cancer".
    Rak trzustki jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, co skłania
    naukowców na całym świecie do poszukiwania nowych metod leczenia, głównie w
    grupie terapii skojarzonych.

    Radioterapia jest metodą leczenia choroby nowotworowej oraz łagodzenia bólu
    związanego z powstawaniem przerzutów za pomocą promieniowania jonizującego.
    Chemioterapia polega na stosowaniu leków, które blokują podziały komórek i na
    tej drodze hamują wzrost guza. Ich wadą jest jednak to, że działają toksycznie
    na wszystkie często dzielące się komórki organizmu. Naukowcy z Francji
    przeprowadzili badanie wśród 46 pacjentów z zaawansowaną postacią raka
    trzustki. Uczestników przez sześć tygodni codziennie poddawano radioterapii,
    jednocześnie dwa razy w tygodniu otrzymywali gemcytabinę - lek o działaniu
    przeciwnowotworowym. W celu podtrzymania działania tego leku po zakończeniu
    terapii pacjenci otrzymali dwie dodatkowe dawki gemcytabiny.

    Po zastosowaniu terapii średnia długość życia pacjentów wynosiła ponad 18
    miesięcy, w porównaniu z 11 miesiącami w przypadku pacjentów, u których terapia
    łączona nie była stosowana.

    "Otrzymane wyniki są obiecujące, stosowanie jednocześnie chemioterapii i
    radioterapii wydłuża czas życia pacjentów z ostrą postacią nowotworu trzustki.
    Jednoczesne stosowanie radioterapii, pozwala na zmniejszenie dawki gemcytabiny,
    jest więc mniej toksyczne dla organizmu." - podsumowuje profesor Blackstock,
    główny autor pracy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1362297,16,1,0,120,686,item.html
  • 31.07.06, 22:58
    Wzrasta liczba dowodów na to, że odpowiednie odżywanie może zwiększyć
    efektywność leczenia raka. Niestety, niewielu pacjentów o tym wie
    Odpowiednia dieta pomaga w walce z rakiem, ale bardzo niewielu chorych
    otrzymuje porady, jak zmienić swój jadłospis. Nowe badania pokazują, jak ważne
    w zmaganiach z tą chorobą jest właściwe odżywianie się.
    Znaczenie zdrowego jedzenia w profilaktyce nowotworowej dostrzegają już niemal
    wszyscy. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem (WCRF) poświęcił temu problemowi 650-
    stronicową „biblię” wypełnioną tysiącami wyników badań. A jeszcze do niedawna
    nikt nie zwracał uwagi na odpowiednią dietę.
    Coraz więcej jest dowodów na to, że sposób odżywiania się pacjenta może mieć
    wpływ na przebieg choroby. Nowy raport Funduszu, który ma ukazać się w
    przyszłym roku, po raz pierwszy będzie zawierał rozdział o żywieniu osób
    zmagających się z rakiem. Jak na razie te istotne informacje nie docierają
    jednak do samych zainteresowanych.

    Niedawna ankieta Bristol Cancer Help Center, pozarządowej organizacji znanej z
    holistycznego podejścia i promowania zdrowego żywienia w walce z nowotworami,
    pokazuje, że 83 procent pacjentów nie otrzymało od lekarzy żadnych wskazówek co
    do diety. 38 procent osób, które same zmieniły swój jadłospis w związku z
    chorobą, spotkało się z krytyczną lub niechętną reakcją ze strony doktora lub
    pielęgniarki.

    Niektórzy eksperci sądzą, że odpowiednie odżywianie się powinno być częścią
    leczenia nowotworów w takim samym stopniu, jak lekarstwa czy operacje. Dlaczego
    więc zwraca się na nie tak mało uwagi? Przyczyna leży po części w braku
    wiarygodnych badań. Ale równie ważnym powodem jest to, że – w odróżnieniu od
    farmaceutycznych rozwiązań – przemysł nie zarobi pieniędzy na terapii, której
    podstawę stanowi zdrowy rozsądek. Nie chodzi tu bowiem o żadne dziwaczne
    nowinki. Michael Gearin-Tosh, naukowiec z Oksfordu, był pewien, że uda mu się
    pokonać złośliwego szpiczaka za pomocą diety składającej się z soków warzywnych
    i surowego czosnku. Większość lekarzy była mocno sceptyczna (Gearin-Tosh zmarł
    w zeszłym roku wskutek zatrucia krwi). Bardziej przekonujące i rozsądne jest
    założenie, że utrzymanie wysokiego poziomu odżywiania i stałej wagi w trakcie
    oraz po kuracji może zwiększyć efektywność leczenia.
    „Codziennie obserwujemy, jak dzięki zdrowej diecie ludziom poprawia się
    samopoczucie fizyczne i psychiczne”– mówi Liz Butler, technolog żywienia w
    Bristol Center. Simon Cawthorn, konsultant ds. chirurgii piersi w szpitalu
    Frenchay w Bristolu idzie jeszcze dalej: „Są dowody na to, że pewne potrawy
    bardziej niż inne pomagają pacjentom w walce z rakiem i zmniejszają ryzyko
    nawrotu choroby”.

    Wyniki australijskich badań, opublikowane w 2003 roku w
    periodyku „International Journal Of Cancer”, wskazują, że kobiety z nowotworem
    jajnika, które jadły dużo warzyw, miały większą szansę na dłuższe przeżycie,
    podczas gdy pacjentki, które spożywały duże ilości nabiału, były bardziej
    narażone na przedwczesną śmierć.

    Analiza badań dotyczących raka piersi pokazuje, że w pięciu przypadkach na
    osiem wystąpił związek między zwiększonym spożyciem owoców i warzyw a wyższymi
    wskaźnikami przeżywalności. Ponadto ogłoszone w zeszłym roku wyniki dużej
    amerykańskiej próby 2437 kobiet po menopauzie we wczesnym stadium raka piersi
    dowodzą, że pacjentki, które oprócz konwencjonalnej terapii otrzymały także
    dietetyczne zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczów, rzadziej doświadczały
    nawrotu choroby niż pacjentki, którym tego nie powiedziano. Różnica ta
    zaznaczyła się zwłaszcza w grupie kobiet, u których nowotwór piersi nie miał
    związku z zaburzeniami hormonalnymi. „To doniosłe odkrycie. Zmieni ono opinię
    świata medycyny – ocenia Richard Rainsbury, specjalista chirurgii piersi w
    Szpitalu Hrabstwa Hampshire w Winchester, który chciałby przeprowadzić podobne
    badania w Wielkiej Brytanii. – Do tej pory we wszystkich badaniach nad
    nowotworem piersi pytano kobiety, co jadały przed zachorowaniem. To była
    pierwsza próba ingerencyjna i na pewno trudno będzie środowisku zignorować te
    wyniki”.

    Przeprowadzenie eksperymentu polegającego na wpływaniu na sposób odżywiania
    nastręcza wiele trudności, twierdzi dietetyczka Barbara Parry z zespołu dra
    Rainsbury’ego. „Farmaceutyki generują ogromne pieniądze, które potem są
    inwestowane w badania. Przy interwencji dietetycznej nie tak łatwo jak w
    testach leków dostrzec przyczynę i skutek, a żadna firma nie czerpie z tego
    zysków – zauważa Parry. – Patenty przyznawane są rzadko, trudno więc zdobyć
    środki. Poza tym eksperymenty z dietą przynoszą efekty dopiero po dłuższym
    czasie, nawet po pięciu latach, podczas gdy wyniki testów leków są szybsze i
    bardziej efektowne”.

    Tylko radykałowie sugerowaliby porzucenie konwencjonalnej terapii nowotworów na
    rzecz samej diety. Dziwi jednak, że mimo poważnego wpływu choroby i jej
    leczenia na układ pokarmowy pacjenci nie otrzymują porad na temat odżywiania
    się. „Wskutek stresu, działania leków lub samej choroby może zanikać apetyt –
    twierdzi Liz Butler. – U trzech czwartych respondentów naszej ankiety po
    leczeniu zmieniła się waga ciała, ale tylko 15 procent otrzymało od swoich
    lekarzy wskazówki, jak osiągnąć optymalną masę. A badania pokazują, że przy
    nowotworach piersi nadwaga oznacza gorsze rokowania. Również niedożywienie to
    gorsze prognozy: skuteczność leków jest wtedy mniejsza, pojawia się więcej
    skutków ubocznych”.

    Wielu uczestników ankiety Bristol Center poszukiwało informacji o właściwym
    odżywianiu. „Znajdują je w książkach, czasopismach, u rodziny, przyjaciół, no i
    w internecie – mówi Butler. – Problem w tym, że spora część tych danych może
    być wątpliwej jakości”.

    Zdrowa dieta wspiera funkcje immunologiczne i regeneracyjne organizmu. Ma także
    dla pacjentów znaczenie psychologiczne – czują, że mogą coś dla siebie zrobić,
    nawet gdy ciężka choroba i leczenie zdają się wypełniać całe ich życie.
    Przeważająca część, 95 procent respondentów, wierzyła, że zdrowe odżywianie
    pełni ważną rolę w ich powrocie do zdrowia.

    U Janis Dear, wykładowczyni uniwersyteckiej z Tonbridge w Kent, w 2002 roku
    wykryto trzy złośliwe guzy piersi. Po wizycie w Bristol zaczęła jeść więcej
    owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczyła zaś spożycie produktów
    przetworzonych. „Byłam pewna, że wcześniej odżywiałam się zdrowo, ale teraz
    wiem, że w mojej diecie były niedobory żywieniowe. Nie mam wątpliwości, iż moja
    reakcja na chemioterapię – którą lekarz określił jako »fenomenalną«, co
    znaczyło, że nie musiałam poddawać się mastektomii –wzięła się stąd, że
    zadbałam o duchowe, emocjonalne i żywieniowe potrzeby mojego organizmu. Dzięki
    temu pracował on na pełnych obrotach i mógł pokonać raka”.

    Co jeść, by wygrać z rakiem?

    * Bristol Center, opierając się na najnowszych badaniach, zaleca chorym na
    nowotwór jeść żywność organiczną, kiedy to tylko możliwe.

    * Należy spożywać duże ilości: produktów pełnoziarnistych, świeżych warzyw i
    owoców (8 do 10 razy dziennie), roślin strączkowych, orzechów i ziaren, ryb
    oleistych, bogatych w kwasy tłuszczowe Omega-3 (łosoś, makrela, węgorz, panga),
    ziół i przypraw, olejów roślinnych tłoczonych na zimno, soków i wody (1,5 do 2
    litrów dziennie).

    * W umiarkowanej ilości można jeść: drób i jajka (z naturalnych hodowli),
    niehodowlane białe ryby morskie (np. dorsz, flądra, halibut) oraz małe ryby
    oleiste (sardynki).

    * Trzeba ograniczyć do minimum: czerwone mięsa, mięsa wędzone, produkty
    konserwowane i solone, jedzenie grillowane i przypalone, artykuły przetworzone
    i mrożonki, kofeinę, alkohol, sól, tłuszcze trans i modyfikowane (margaryna,
    zupy w proszku, batony, fr
  • 03.08.06, 10:32
    Kwasy tłuszczowe zmniejszają tempo wzrostu raka prostaty
    Zwiększenie udziału kwasów tłuszczowych omega- 3 i zmniejszenie ilości kwasów
    omega-6 w diecie może redukować szybkość wzrostu raka prostaty - donoszą
    amerykańscy naukowcy na łamach pisma "Clinical Cancer Research".
    Kwasy tłuszczowe w zależności od budowy chemicznej można podzielić na nasycone
    i nienasycone. Nasycone kwasy tłuszczowe występują głównie w tłuszczach
    stałych, zwierzęcych, ich nadmiar podnosi poziom cholesterolu we krwi, zwiększa
    krzepliwość krwi i w efekcie może zwiększać ryzyko zawału serca bądź udaru.
    Natomiast nienasycone kwasy tłuszczowe, występujące głównie w olejach
    roślinnych oraz tłuszczu ryb i ssaków morskich, obniżają poziom trójglicerydów
    i "złego" cholesterolu we krwi, zapobiegają więc miażdżycy i chorobom układu
    krążenia.

    Wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6 regulują wiele ważnych
    procesów zachodzących w organizmach żywych, np. rozwój układu nerwowego,
    odporność, prawidłowe funkcjonowanie skóry i innych tkanek. Ludzki organizm nie
    produkuje tych związków i dlatego są one niezbędnymi składnikami naszej diety.
    Kwasy tłuszczowe omega-6 znajdują się w ziarnach zbóż, kukurydzy, oleju
    krokoszowym, czerwonym mięsie i są wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi
    dominującymi w typowej zachodniej diecie. Bogatym źródłem zdecydowanie
    zdrowszych kwasów omega-3 są ryby morskie takie jak łosoś, tuńczyk czy sardynki.

    "Olej kukurydziany jest podstawą amerykańskiej diety. Stosując ją spożywa się
    do 20 razy więcej kwasów omega-6 niż omega-3" - mówi dr William Aronson,
    specjalista urolog, główny autor pracy. "Wyniki naszych badań wskazują, że
    spożywanie kwasów tłuszczowych w zdrowszych proporcjach może zmniejszać tempo
    wzrostu raka prostaty" - dodaje.

    Naukowcy przeprowadzili badania na specjalnym mysim modelu raka prostaty,
    naśladującym przypadek wrażliwego na hormony nowotworu u ludzi. Na czas trwania
    eksperymentu myszy podzielono na dwie grupy. Jedną karmiono dietą zawierającą
    20 proc. tłuszczy w zdrowych proporcjach kwasów omega-3 i omega-6 jeden do
    jednego. Druga grupa zwierząt była karmiona taką samą dietą, różniącą się tylko
    pochodzeniem tłuszczy - większość z nich stanowiły kwasy tłuszczowe omega-6.

    U myszy karmionych dietą o zdrowych proporcjach kwasów tłuszczowych tempo
    wzrostu komórek nowotworowych zmniejszyło się o 22 proc. a poziom antygenu
    swoistego dla prostaty PSA (markera raka prostaty) we krwi obniżył się aż o 77
    proc., w porównaniu do grupy zwierząt karmionej dietą o wysokiej zawartości
    kwasów omega-6.

    Według naukowców najbardziej prawdopodobnym mechanizmem zredukowania tempa
    wzrostu nowotworu w badanym modelu jest wzrost stężenia kwasów omega-3
    dokozaheksaenowego (DHA) i eikozapentaenowego (EPA) w obrębie guza prostaty i
    spadek stężenia kwasu omega-6 arachidonowego (AA).

    Trzy wymienione kwasy tłuszczowe są przekształcane przez enzymy nazywane
    cyklooksygenazami (COX-1 i COX-2) w prostaglandyny. Prostaglandyny są hormonami
    tkankowymi działającymi lokalnie, mogą działać prozapalnie i stymulować wzrost
    guza lub przeciwzapalnie hamując jego rozwój.

    Badacze odkryli, że poziom prozapalnej prostaglandyny PGE-2 był o 83 proc.
    niższy w obrębie nowotworu u myszy karmionych większą ilością kwasów omega-3, w
    porównaniu do grupy na diecie bogatej w kwasy omega-6. Sugeruje to, że
    podwyższenie poziomu kwasów DHA i EPA może prowadzić do powstawania większej
    ilości prostaglandyn działających przeciwzapalnie.

    "To jedno z pierwszych badań wykazujących, że zmiana diety wpływa na reakcje
    zapalną organizmu, która może odgrywać ważną rolę we wzroście nowotworu
    prostaty" - mówi Aronson.

    "Możliwe, że używając suplementów kwasów EPA i DHA przy jednoczesnym
    ograniczeniu kwasów omega-6 w diecie będziemy potrafili zapobiegać zachorowaniu
    na raka lub hamować rozwój raka prostaty u mężczyzn" - dodaje autor.

    Obecnie grupa dr Aronsona przeprowadza pierwsze badania kliniczne wpływu
    niskotłuszczowej diety oraz suplementów kwasów omega-3 na stan zdrowia mężczyzn
    po usunięciu raka prostaty.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1365106,16,1,0,120,686,item.html
  • 03.08.06, 16:12
  • 03.08.06, 17:11
    Potrzebne jest leczenie wspomagające chorych na raka

    W Polsce powinno się powszechniej stosować leki wspomagające leczenie
    nowotworów. Poprawiłoby to jakość życia pacjentów poddawanych agresywnej
    terapii, której skutki uboczne są często nie mniej przykre, niż sam nowotwór –
    postulują onkolodzy.

    Chorych na nowotwór leczy się chirurgicznie oraz radioterapią,
    chemioterapią i immunoterapią. Niesie to jednak ze sobą wiele
    uszkodzeń organizmu. Pojawiają się np. uszkodzenia błony śluzowej
    przewodu pokarmowego, mdłości i wymioty. Jednym z najczęstszych
    powikłań po chemioterapii jest neutropenia (niedobór białych
    krwinek) i niedokrwistość (mogąca powodować dalsze, poważne
    komplikacje).

    "Niektórym z tych chorób, np. wtórnej niewydolności nerek,
    próbuje się częściowo zapobiegać. Powszechnie leczy się zakażenia
    bakteryjne, wirusowe i grzybicze. Jednak leczenie towarzyszące
    leczeniu zasadniczemu jest wciąż za mało popularne" - podkreślała
    onkolog prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek z Akademii Medycznej w
    Warszawie podczas warszawskiego spotkania prasowego w czwartek 2 marca.

    Tymczasem agresywne leczenie nowotworu może się okazać dla
    chorego gorsze niż sama choroba.

    Jak wyjaśnia prekursor leczenia wspomagającego, wieloletni prezes
    Międzynarodowego Stowarzyszenia Leczenia Wspomagającego w Onkologii prof. Jean
    Klastersky, leczenie wspomagające przede wszystkim poprawia jakość życia,
    zwłaszcza osób nieuleczalnie chorych.

    W stosunku do nich, a jest to około połowa pacjentów onkologii,
    stosuje się tzw. leczenie paliatywne - przynoszące ulgę, a nie
    wyleczenie. W ich przypadku bardzo ważna jest nie tyle długość, co
    jakość życia.

    „Leki wspomagające są w Polsce dostępne, jednak w placówkach
    opieki medycznej - w praktyce - często nieobecne. To, że się po nie
    nie sięga to nie tylko kwestia braku pieniędzy, ale i
    nieświadomości lekarzy” - podkreśla Konsultant Krajowy w
    dziedzinie onkologii klinicznej, prof. Maciej Krzakowski.

    "Leki te powinni przepisywać nie onkolodzy, lecz lekarze
    pierwszego kontaktu. Tych zaś przez lata nie kształcono
    odpowiednio ani w temacie wczesnych objawów nowotworów, ani też
    leczenia powikłań im towarzyszących" - zauważa profesor.

    W czasie spotkania onkolodzy zasugerowali, że w Polsce powinno
    powstać stowarzyszenie zajmujące się leczeniem wspomagającym.
    "Potrzebne jest ono i pacjentom, których jakość życia mogłaby się
    znacznie poprawić, jak i lekarzom, którym często dopiero trzeba
    uświadomić problem znaczenia leczenia wspomagającego" - mówią
    eksperci.

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?page=text&news_cat_id=134&news_id=7748&layout=6&place=Text01
  • 03.08.06, 19:58
    Jedzenie przetworzonych mięs zwiększa ryzyko zachorowania na raka żołądka -
    odkryli Szwedzi

    To efekt porównania 15 różnych badań dotyczących częstotliwości występowania
    raka żołądka. W sumie, analizy objęły aż 4,7 tys. osób i sięgają one aż 1966
    roku. - Nikt przed nami nie wykonał podobnego badania związków między jedzeniem
    przetworzonych mięs a rakiem - uważa Susanna Larsson z Karolinska Institutet,
    jedna z autorek analiz, których wyniki zamieszcza "Journal of the National
    Cancer Institute". - Nasze rezultaty pokazują ten związek bardzo wyraźnie -
    dodała Larsson.

    Szwedzi oszacowali wzrost ryzyka z naukową precyzją. Zwiększenie o 30 gramów
    dziennego spożycia przetworzonego mięsa równa się wzrostowi ryzyka zachorowania
    na raka żołądka od 15 do nawet 38 proc. Nie wiadomo jednak, co jest
    bezpośrednią przyczyną wzrostu zagrożenia nowotworem. Susanna Larsson sądzi, że
    może to być efekt wędzenia, dodawania soli i substancji konserwujących,
    przedłużających trwałość. - Kolejne badania wyjaśnią ten związek, a także
    pozwolą ocenić wpływ innych czynników - takich jak dieta czy obecność bakterii -
    uważa Larsson.

    Rak żołądka jest czwartym najczęściej występującym typem nowotworów na świecie.

    źródło pochodzenie
    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154610861&archive=&start_from=&ucat=4&&alone=
  • 04.08.06, 09:10
    Azjatyckie grzyby mogą pomóc w terapii raka prostaty
    Wyciąg z grzybów stosowanych od stuleci w azjatyckiej medycynie ludowej może
    zwiększać skuteczność powszechnie stosowanego leku na raka prostaty - wskazują
    najnowsze badania amerykańskie.
    Informację na ten temat zamieszcza pismo "British Journal of Cancer".

    Chodzi tu o rosnącego w krajach wschodniej Azji grzyba z rodzaju czyreni, które
    pasożytują na pniach drzew. Phellinus linteus, bo tak brzmi jego łacińska
    nazwa, pasożytuje na morwach. Grzyb ten jest od stuleci stosowany w tradycyjnej
    medycynie w Chinach, Japonii i Korei, m.in. do wzmacniania ogólnej odporności.
    Wcześniejsze badania sugerowały, że ten gatunek grzybów może spowalniać wzrost
    niektórych nowotworów, przypomina prowadzący najnowsze badania dr Chang-Yan
    Chen z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego (stan Massachusetts).

    Naukowcy kierowani przez dr Chena badali przeciwnowotworowe własności wyciągu z
    P. linteus na hodowlach komórek raka prostaty. Ekstrakt został dostarczony
    przez południowo-koreańskiego naukowca, prof. Sung-Hoon Kima z Uniwersytetu
    Kyung Hee.

    W jednym z doświadczeń badacze dodawali go do pożywki hodowlanej razem z lekiem
    stosowanym najczęściej w chemioterapii raka prostaty - doksorubicyną.

    Jak zaznaczają, stężenie leku było zbyt niskie by mógł on niszczyć komórki
    nowotworu. Jednak po dodaniu wyciągu z grzybów skuteczność doksorubicyny w
    uszkadzaniu komórek raka znacznie rosła i była porównywalna z działaniem
    większych dawek. Jednocześnie lek nie szkodził zdrowym komórkom.

    Zdaniem autorów najnowszej pracy, rodzi to nadzieję, że w przyszłości w
    leczeniu raka prostaty możliwe będzie stosowanie niższych, niż obecnie, dawek
    doksorubicyny. Jest to o tyle ważne, że wysokie dawki tego leku mają ogólnie
    bardziej toksyczny wpływ na organizm i dają więcej niepożądanych skutków
    ubocznych.

    Jednak zanim wyciąg z P. linteus będzie można wykorzystać w praktyce medycznej,
    badacze muszą jeszcze potwierdzić, że efekty jego działania są długoterminowe.

    Według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem w Lyonie, co roku na świecie
    wykrywa się 543 tys. nowych przypadków raka prostaty, a 200 tys. mężczyzn co
    roku umiera z jego powodu. Te statystyki powodują, że obecnie jest on na
    trzecim miejscu listy najczęstszych nowotworów złośliwych u mężczyzn.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1365719,16,1,0,120,686,item.html
  • 11.08.06, 19:06
    Późne popołudnie może być najgorszym czasem na operację. Niepożądane objawy
    pooperacyjne występują najczęściej u pacjentów operowanych po godz. 15.00 -
    informuje pismo "Quality and Safety in Health Care".
    Negatywne skutki towarzyszące narkozie lub następujące po niej to np. ból lub
    mdłości. Występują one najczęściej po operacjach wykonywanych późnym
    popołudniem - stwierdzili naukowcy z amerykańskiego Duke University.

    Analizowali oni bazę danych anestezjologicznych, dotyczącą ponad 90 tys.
    operacji, przeprowadzonych w centrum medycznym tej uczelni. Badaczy
    interesowały szczególnie niepożądane objawy po operacjach. Znaleźli 31
    przykładów ewidentnych błędów (jak podanie pacjentowi złej dawki środka
    znieczulającego) oraz 2.662 przykładów niepożądanych objawów w trakcie lub po
    operacji.

    Najczęściej niepożądane objawy występowały około godz. 15.00 - podkreśliła
    prowadząca badania dr Melanie Wright.

    U pacjenta operowanego od godz. 15.00 ryzyko mdłości i wymiotów, zakażenia ran
    lub innych dolegliwości było trzy razy większe, niż gdy operację zaczęto o
    godz. 8.00.

    Oprócz poooperacyjnych mdłości, innym często wymienianym problemem było
    niedostateczne łagodzenie bólu pacjentów podczas i po operacji.

    Według autorów badań, może być wiele przyczyn takiego popołudniowego załamania.
    Rolę może grać np. zmęczenie lekarzy po całym dniu pracy bądź przypadające na
    ten czas zmiany dyżurów personelu.

    Możliwe także, że pod koniec dnia pacjenci są bardziej podatni na ból i
    mdłości, np. po całodziennej głodówce, albo w efekcie stresu z powodu czekania
    na moment "pójścia pod nóż".

    Naukowcy stwierdzili także, że po południu częściej niż zwykle zdarzały się
    także "opóźnienia administracyjne" (oczekiwanie na wyniki badań laboratoryjnych
    czy spóźnienia lekarzy). To, jak spekulują, także mogło się przyczyniać do
    zwiększenia ryzyka problemów związanych z narkozą.

    W kolejnym badaniu naukowcy planują analizę każdego elementu operacji. Chcą
    ustalić procedury, różniące operacje poranne od popołudniowych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369792,16,1,0,120,686,item.html
  • 16.08.06, 22:56
    Udało się potwierdzić, że guz weneryczny występujący u psów, ma naturę zakaźną
    i przenosi się między zwierzętami za pośrednictwem swoich komórek - informują
    badacze brytyjscy.
    Autorzy artykułu na łamach pisma "Cell" wykazali też, że nowotwór ten pojawił
    się około 200 lat temu, prawdopodobnie u wilka szarego lub starożytnej rasy
    psów. Następnie niczym pasożyt rozprzestrzenił się w populacji psów na całym
    świecie.

    Chodzi tu o mięsaka Stickera (CTVT), zwanego też zakaźnym guzem wenerycznym
    psów, między którymi przenosi się najczęściej drogą płciową. Zdarza się jednak,
    że zwierzęta zarażają się komórkami CTVT w trakcie lizania, gryzienia, a nawet
    obwąchiwania obszarów zajętych przez nowotwór u innego psa. Około 30 lat temu
    zrodziło się podejrzenie, że mięsak Stickera przenosi się za pośrednictwem
    swoich własnych komórek. Ale w dotychczasowych badaniach nie udało się wyjaśnić
    na czym dokładnie polega zakaźna natura tego nowotworu. Kilka prac sugerowało
    np., że może on być wywoływany przez wirusa.

    Aby określić pochodzenie CTVT zespół Robina Weissa z Londyńskiego Collegium
    Uniwersyteckiego wykorzystał do badań metody stosowane w medycynie sądowej.
    Przeprowadził mianowicie analizy genetyczne na komórkach nowotworowych i
    próbkach krwi pobranych od 16 nie spokrewnionych, cierpiących na CTVT psów z
    krajów na 5 kontynentach (m.in. z Włoch, Indii, Kenii, Brazylii, USA, Turcji,
    Hiszpanii).

    Posługując się kilkoma genetycznymi cechami (tzw. markerami) badacze wykazali,
    że DNA z komórek nowotworu i z komórek psiej krwi wyraźnie się różni. Oznacza
    to, że komórki mięsaka nie wywodzą się z komórek psich, tłumaczy biorący udział
    w badaniach weterynarz Claudio Murgia.

    Dalsze badania genetyczne ujawniły, że geny CTVT mają więcej wspólnego z genami
    wilka szarego, niż z psimi. Zdaniem autorów, sugeruje to, że zakaźny mięsak
    CTVT mógł pojawić się po raz pierwszy ok. 200 lat temu u wilka, bądź u blisko
    spokrewnionej z nim starożytnej wschodnio-azjatyckiej razy psa. Innymi słowy,
    współczesne CTVT wywodzą się z jednej komórki nowotworowej, są niejako jej
    klonami.

    "Wygląda na to, że CTVT opuszczając swojego pierwotnego gospodarza szybko stał
    się pasożytem przenoszącym się z psa na psa, aż skolonizował światową populację
    tych zwierząt" - komentuje Wiess. Jak tłumaczą naukowcy tak skuteczne
    rozprzestrzenianie się CTVT było możliwe dzięki temu, że komórki nowotworu
    nabyły przystosowań, które pozwalają im umknąć przed atakiem układu odporności
    psów. W przeciwnym razie, byłyby szybko rozpoznawane przez komórki odporności i
    niszczone.

    Co ciekawe, u większości psów zakażonych CTVT kilka miesięcy później nowotwór
    przestaje rosnąć i zmniejsza się aż w końcu całkiem zanika. Być może układ
    odporności dopiero po czasie zaczyna na niego reagować i lepiej sobie z nim
    radzi, spekulują naukowcy. Z drugiej strony taka, paradoksalnie zjawisko to
    jest dla nowotworu korzystne. Gdyby CTVT zbyt szybko zabijał psy, to nie byłby
    w stanie rozprzestrzenić się na cały świat. Gdy gospodarz żyje dłużej, szanse,
    że przekaże komórki nowotworu dalej rosną, wyjaśniają badacze.

    Zdaniem badaczy, mimo nietypowej natury CTVT, najnowsze odkrycie może pomóc
    lepiej zrozumieć pewne cechy ludzkich nowotworów, jak również zakaźną naturę
    nowotworu dziesiątkującego populację diabłów tasmańskich w Australii. "Na razie
    nie ma na to dowodów, ale obydwa te nowotwory wydają się być bardzo podobne" -
    zaznaczają naukowcy.

    Praca ta rodzi również poważne obawy o losy dzikich i zagrożonych gatunków
    psowatych. Jeśli nowotwór przeniesie się na ich przedstawicieli, to populacje
    te mogą w krótkim czasie wyginąć.

    Wprawdzie u ludzi trudno badać zakaźną naturę nowotworów, istnieje jednak
    prawdopodobieństwo, że do podobnych przypadków może dochodzić u osób z
    osłabionym układem odporności, np. po przeszczepie organów czy cierpiących na
    AIDS

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369471,16,1,0,120,686,item.html
  • 16.08.06, 22:57
    Skanując geny można zidentyfikować szczególnie agresywne odmiany raka płuc i
    zadecydować, którzy pacjenci oprócz operacji powinni dostać także
    chemioterapię - informuje "New England Journal of Medicine".
    Naukowcy z Duke University Medical Center w USA przyjrzeli się genetycznemu
    profilowi niedrobnokomórkowego raka płuc (NSCLC). Stanowi on cztery piąte
    wszystkich przypadków płuc. Jak się okazało, guzy, które powodują nawroty
    choroby, zasadniczo się różnią pod względem genetycznym od tych, które nie
    powodują takich problemów.

    Obecny system oceny zawansowania raka płuc nie jest dokładny - opiera się na
    pomiarze wielkości guza i wykazaniu - lub nie - przerzutów do innych narządów.
    Jeśli pacjent ma guza o średnicy 2,9 centymetra, jest tylko operowany, jeśli
    średnica guza sięga 3,1 centymetra - dostaje również chemioterapię. Po
    operacyjnym usunięciu guza u około 30 procent osób z najmniej zaawansowanym
    rakiem dochodzi do nawrotu choroby. Jeśli będzie wiadomo, komu podać dodatkowo
    chemioterapię, ogromnie wzrośnie liczba wyleczonych przy możliwych do
    poniesienia kosztach leczenia.

    Test ma wkrótce wejść w etap prób klinicznych w USA i Kanadzie. Zaangażowanych
    jest 50 centrów klinicznych i około 12 000 pacjentów. Wyniki powinny zostać
    udostępnione za mniej więcej dwa lata.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369472,16,1,0,120,686,item.html
  • 16.08.06, 23:05
    Pałeczka okrężnicy, bakteria wchodząca w skład flory bakteryjnej jelita grubego
    człowieka, może odgrywać rolę w rozwoju raka jelit - wynika z najnowszych
    niemiecko- francuskich badań. Informację na ten temat zamieszcza
    tygodnik "Science".
    Pałeczki okrężnicy (Escherichia coli) powszechnie występują w ludzkich
    jelitach, jako element naturalnej flory bakteryjnej. Są to bakterie
    nieszkodliwe dla ludzi (tzw. komensale).

    Z drugiej strony, nieszkodliwe w jelicie E. coli, mogą wywoływać różne
    schorzenia gdy zainfekują inne narządy. Są na przykład jedną z najczęstszych
    przyczyn zakażeń układu moczowego, mogą powodować niebezpieczne infekcje
    otrzewnej, ogólnoustrojowe zakażenie zwane sepsą, zapalenia płuc lub zapalenie
    opon mózgowych u noworodków. Poza tym, wśród szczepów jelitowych E. coli
    znajdują się również takie, które wywołują zatrucia pokarmowe, czasem bardzo
    poważne. Te właściwości chorobotwórcze są związane z zestawem substancji
    produkowanych przez bakterie; od działania tych substancji zależy bowiem, czy
    zakażona bakterią komórka będzie się dalej dzielić, czy zginie.

    Teraz badacze Uniwersytetu w Wuerzburgu i Uniwersytetu w Tybindze wraz z
    kolegami z Narodowego Instytutu Nauk Rolniczych (INRA) w Tuluzie odkryli, że
    niektóre bakterie E. coli posiadają grupę genów, nazwanych umownie "wyspą pks".
    Geny te pozwalają bakteriom produkować związki, które podnoszą ryzyko raka
    okrężnicy.

    Analiza kilkudziesięciu szczepów E. coli wykazała, że "wyspa pks" jest obecna u
    bakterii należących do tzw. grupy B2. Zalicza się tu zarówno szczepy
    chorobotwórcze, powodujące zapalenie opon mózgowych lub układu moczowego, jak i
    nieszkodliwe szczepy jelitowe - w tym szczep określany jako Nissle 1917.
    Wykorzystywany jest on do leczenia schorzeń jelit, w tym choroby Crohna lub
    wrzodziejącego zapalenia okrężnicy.

    Komórki E. coli posiadające "wyspę pks" powodowały zahamowanie podziałów i
    nienaturalne powiększanie się ludzkich komórek oraz ich jąder w hodowli. Gdy
    badacze usuwali "wyspę pks", bakterie nie powodowały już patologicznych zmian w
    komórkach ludzkich, natomiast laboratoryjne szczepy E. coli nabywały takiej
    zdolności dopiero gdy wprowadzono im tę grupę genów.

    Jak wyjaśniają autorzy pracy, w genach z "wyspy pks" zapisane są enzymy, które
    biorą udział w produkcji związków poliketydowo- peptydowych, toksycznych dla
    komórek. Doświadczenia prowadzone na komórkach ludzkich pozwoliły naukowcom
    uściślić, że związki te powodują uszkodzenia DNA (pęknięcia w podwójnej nici
    DNA) i w ten sposób blokują podziały komórkowe.

    Zdaniem naukowców, jest to prawdopodobnie strategia, która pozwala bakteriom
    przedłużyć okres kolonizacji nabłonka jelitowego - dzięki zablokowaniu
    podziałów wymiana warstwy nabłonka na nową opóźnia się. Ale takie zmiany w DNA
    zwiększają ryzyko procesów nowotworowych i mogą prowadzić do rozwoju raka
    jelita grubego. Jak zaznaczają badacze, o tym czy dany szczep E. coli
    posiadający wyspę pks jest szkodliwy, czy neutralny, decydują różne czynniki, w
    tym ilości produkowanych toksyn.

    Co ciekawe, do związków poliketydowo-peptydowych zalicza się wiele substancji o
    właściwościach leczniczych, np. antybiotyki, związki przeciwnowotworowe lub
    immunosupresyjne. Dlatego naukowcy liczą, że dzięki technikom inżynierii
    genetycznej można będzie w przyszłości zaprząc enzymy E. coli do biosyntezy
    tych leczniczych substancji.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1369473,16,1,0,120,686,item.html
  • 16.08.06, 23:06
    Roślina, z której starożytni Celtowie pozyskiwali niebieski barwnik służący im
    do malowania się przed bitwą, jest bogatym źródłem związku, pomocnego w walce z
    rakiem piersi - informuje "Journal of the Science of Food and Agriculture".
    Roślina ta to urzet barwierski (Isatis tinctoria), należąca do tej samej
    rodziny co kapusta, kalafior i brokuły. Urzet w przeszłości był uprawiany dla
    niebieskiego barwnika, podobnego do indygo.

    Jak wykazał zespół Stefanii Galletti z uniwersytetu w Bolonii, urzet zawiera co
    najmniej 20 razy więcej cennego związku zwanego glukobrassicyną niż brokuły. Co
    więcej, zawartość glukobrassicyny w tej roślinie można jeszcze bardziej
    podnieść, uszkadzając jej liście. Pobudza to wydzielanie glukobrassicyny, co
    jest swoistym mechanizmem obronnym; w ten sposób urzet próbuje się bronić,
    ponieważ substancja ta zabija niektóre szkodniki. Już wcześniej zauważono, że
    jedzenie warzyw obfitujących w glukobrassicynę zmniejsza ryzyko nowotworów.

    Glukobrassicyna może znaleźć zastosowanie w zapobieganiu i leczeniu nowotworów,
    zwłaszcza raka piersi, ponieważ oczyszcza organizm z substancji rakotwórczych -
    w tym pochodnych estrogenu lub związków wdychanych przez palaczy.

    Na razie urzet ułatwi naukowcom tańsze i łatwiejsze pozyskanie odpowiednich
    ilości glukobrassicyny do prowadzenia badań nad jej ochronnymi właściwościami.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1370897,16,1,0,120,686,item.html
  • 17.08.06, 20:49
    Gliwice: Pionierska operacja rekonstrukcji kości udowej
    Pierwszą w Europie i jedną z niewielu w świecie operacji rekonstrukcji kości
    udowej zniszczonej przez nowotwór przeprowadził w lipcu zespół chirurgii
    rekonstrukcyjnej i mikronaczyniowej w Centrum Onkologii - Instytucie w
    Gliwicach.
    Poinformował o tym dyrektor placówki prof. Bogusław Maciejewski. Dzięki
    operacji 21-letni pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
    rehabilitację.

    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
    groziła mu amputacja całej kończyny.
    Rozległy zabieg rekonstrukcji kości trwał ponad 12 godzin. Uczestniczyło w nim
    6 chirurgów onkologów i ortopedów. Po wycięciu nowotworu wraz ze zniszczoną na
    długości 21 cm kością udową oraz mięśniami i naczyniami oraz sprawdzeniu w
    ponad 20 badaniach histopatologicznych, czy nie pozostawiono żadnych komórek
    nowotworowych, przystąpiono do rekonstrukcji.

    Wykorzystano materiał tkankowy z banku kostnego oraz kość strzałkową z podudzia
    pacjenta wraz z mięśniami i naczyniami krwionośnymi. Odtworzono całkowicie
    struktury kostne, mięśniowe i naczyniowe. Obecnie pacjent jest rehabilitowany w
    Reptach Śląskich i obserwuje się znaczną poprawę w chodzeniu.

    W Instytucie w Gliwicach przeprowadzono dotychczas ponad 150 operacji
    rekonstrukcyjnych, głównie zaawansowanych raków podstawy czaszki, twarzoczaszki
    oraz piersi.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1372117,16,1,0,120,686,item.html
  • 26.01.07, 22:02
    Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
    składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
    których informuje serwis internetowy EurekAlert.
    Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu
    Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w laboratorium. Do pożywki
    hodowlanej dodawano im imbiru.
    Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do tego, który
    można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie lepiej oczyszczony.
    Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki raka jajnika
    użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet lepiej niż cisplatyna - lek
    używany standardowo w terapii tego nowotworu.
    Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby - bądź pobudzał je
    do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do samostrawienia, tzw. autofagii.
    Zdaniem naukowców, ta cecha utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności
    na terapię z użyciem imbiru.

    źródło PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?news_cat_id=118&news_id=8739&layout=2&page=text&place=Lead01

    Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
    składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
    których informuje serwis internetowy EurekAlert.
    Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z
    Uniwersytetu Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w
    laboratorium. Do pożywki hodowlanej dodawano im imbiru.
    Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do
    tego, który można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie
    lepiej oczyszczony.
    Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki
    raka jajnika użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet
    lepiej niż cisplatyna - lek używany standardowo w terapii tego
    nowotworu.
    Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby -
    bądź pobudzał je do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do
    samostrawienia, tzw. autofagii. Zdaniem naukowców, ta cecha
    utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności na terapię z
    użyciem imbiru.
    "Rak jajnika ma tendencję do częstych nawrotów i w miarę leczenia
    bardzo często traci wrażliwość na standardową chemioterapię, która
    wywołuje apoptozę. W takim wypadku imbir mógłby jednak zachować
    swoją skuteczność i zniszczyć komórki rakowe na drodze autofagii" -
    wyjaśnia prowadząca badania dr J. Rebecca Liu.
    Inną zaletą imbiru jest to, że spożywanie go nie wywołuje żadnych
    znanych skutków ubocznych i będzie go można podawać łatwo w
    postaci kapsułek, dodają badacze.
    Jak podejrzewają, imbir może hamować wzrost raka jajnika dzięki
    swojej zdolności do łagodzenia stanów zapalnych, które biorą
    udział w rozwoju nowotworów.
    Badacze podkreślają zarazem, że wyniki ich badań są wstępne i
    wymagają jeszcze potwierdzenia w przyszłych doświadczeniach -
    m.in. na zwierzętach.
    Aktualnie naukowcy z zespołu dr Liu sprawdzają też możliwość
    wykorzystania imbiru w łagodzeniu nudności towarzyszących
    chemioterapii oraz z prewencji raka jelita grubego. Dotychczasowe
    wyniki tych badań są obiecujące.
    Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na dorocznym
    spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Badań nad Rakiem. (PAP)

    źródło www.studentka.pl/serwis.php?&s=10&pok=6443&l=40&id=20016
  • 28.01.07, 17:25
    Błonnik spożywany przez kobiety przed menopauzą może dwukrotnie zmniejszyć
    ryzyko raka piersi - informuje "International Journal of Epidemiology."
    Badania obejmujące 35 000 kobiet w wieku od 35 do 69 lat przeprowadzili w ciągu
    siedmiu lat naukowcy z University of Leeds. Badane pracowicie wypełniały
    ankietę z 217 punktami. Były wśród nich między innymi całkowite wegetarianki
    oraz osoby nie jedzące czerwonego mięsa.

    W okresie obserwacji rak piersi rozwinął się u 257 kobiet przed menopauzą
    Okazało się, że dieta zawierająca 30 gramów błonnika dziennie zmniejsza ryzyko
    raka piersi o połowę w porównaniu ze spożywaniem 20 gramów dziennie. Częściej
    zapadały na raka kobiety, których dieta obfitowała w białka, a była uboga w
    błonnik i witaminę C. Jednak podobnych prawidłowości nie obserwowano w
    przypadku kobiet po menopauzie (zachorowało 350 z nich). Zdaniem autorów
    błonnik wpływa na metabolizm żeńskiego poziomu - estrogenu. Po menopauzie
    poziom estrogenu się obniża.

    Błonnik to substancja zawarta w produktach roślinnych. By spożyć 30 gramów
    błonnika dziennie, wystarczy zjeść na śniadanie pełnoziarniste płatki zbożowe,
    przestawić się na pełnoziarniste pieczywo i jeść owoce oraz warzywa pięć razy
    dziennie.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1473387,16,1,0,120,686,item.html
  • 28.01.07, 17:27
    Dzięki nowoczesnym lekom jesteśmy w stanie znacznie przedłużyć życie osób
    chorych na przerzutowego raka nerki - donoszą naukowcy na łamach
    styczniowego "New England Journal of Medicine".
    Jednym z autorów opublikowanych tam badań jest Polak - prof. Cezary Szczylik,
    kierownik Kliniki Onkologii Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii
    Medycznej w Warszawie.

    Te niezwykłe leki to sorafenib i sunitinib. Ich badaniem zajęły się dwie grupy
    naukowców. Jedna z nich porównywała skuteczność sunitinibu i interferonu alfa u
    osób z przerzutowym rakiem nerki, druga oceniała efektywność sorafenibu u
    pacjentów z zaawansowanym jasnokomórkowym rakiem nerki.

    ŚMIERTELNE ŻNIWO

    Rak nerki jest groźną chorobą, dotykającą najczęściej osób powyżej 50. roku
    życia. Dwukrotnie częściej występuje u mężczyzn niż u kobiet. Do najczęstszych
    jego objawów, występujących w zaawansowanym stadium choroby, należą: krwiomocz,
    ból w okolicy lędźwiowej, brak apetytu i utrata wagi oraz utrzymujący się stan
    podgorączkowy. Natomiast w fazie początkowej choroba przebiega bezobjawowo.
    Przyczyna choroby wciąż pozostaje nieznana. Naukowcy uważają jednak, że mogą
    być za nią odpowiedzialne zarówno czynniki genetyczne, jak i palenie tytoniu.

    Jedną z czterech odmian raka nerki jest nowotwór jasnokomórkowy. To dominująca
    forma tej choroby - występuje w ponad 70 proc. wszystkich przypadków. Jego
    nazwa pochodzi od tego, że pod mikroskopem widoczny jest w postaci komórek o
    jasnej cytoplazmie.

    "Rakiem przerzutowym nazywamy natomiast taki nowotwór, którego komórki migrują
    z miejsca pierwotnego (czyli nerki) do innych obszarów organizmu - tłumaczy
    prof. Cezary Szczylik. - W tym przypadku najczęściej występują przerzuty są do
    płuc, kości, ośrodkowego układu nerwowego i wątroby".

    Szacuje się, że przerzutowa forma choroby występuje nawet u ponad połowy
    przypadków. "W Polsce sytuacja jest wyjątkowo zła. Rak nerki, jak zresztą
    większość innych nowotworów, wykrywany jest bardzo późno, najczęściej w
    momencie, gdy doszło już do przerzutów" - mówi Szczylik.

    "Można by temu zapobiec poprzez rozpowszechnienie corocznych badań kontrolnych,
    np. USG jamy brzusznej. Jednak polscy lekarze pierwszego kontaktu nie mają
    pieniędzy na przeprowadzanie takich badań i po prostu ich nie zlecają". Dla
    porównania - w krajach Unii Europejskiej zdecydowana większość przypadków
    choroby wykrywana jest we wczesnym stadium, co zwiększa szanse na wyleczenie.

    Średni czas przeżycia chorych z przerzutowym rakiem nerki wynosi od trzech
    miesięcy do jednego roku, a prawdopodobieństwo przeżycia dwóch lat to niecałe
    10 proc. "Najgorsza sytuacja jest u osób w zaawansowanym stadium choroby i
    niedobrymi czynnikami rokowniczymi. Rzadko kiedy przeżywają one trzy do sześciu
    miesięcy".

    NOWE LEKI - NOWA NADZIEJA

    Podstawową metodą walki z chorobą jest chirurgiczne usunięcie nerki. Jednak
    jest to skuteczne jedynie w nowotworach wcześnie wykrytych. Kiedy dojdzie do
    przerzutów, operacja nie wystarcza. Konieczna jest terapia farmakologiczna.
    Dotychczas większości pacjentów podawano interferon alfa lub interleukinę 2.
    Jednak są one efektywne jedynie u pacjentów z niskimi czynnikami ryzyka.

    Nową nadzieją dla chorych są dwa leki nowej generacji - sorafenib i
    sunitinib. "Ich nowatorskość polega na tym, że są to tzw. leki celowane.
    Uderzają tylko i wyłącznie w komórki określonego typu nowotworu, nie
    uszkadzając zdrowych tkanek organizmu, co ma miejsce w przypadku standardowej
    chemioterapii - wyjaśnia Szczylik. - W raku nerki powodują one zaburzenie
    mechanizmów przekazywania sygnałów komórkowych, przez co nowotwór nie może się
    rozwijać. Oprócz tego sorafenib hamuje również proces angiogenezy, czyli
    uniemożliwia doprowadzenie do guza odżywiających go naczyń krwionośnych".

    Pierwsze z opisanych w "New England Journal of Medicine" badań, objęło 750
    pacjentów cierpiących na przerzutowego raka nerki. Części z nich przez cztery
    tygodnie podawano sunitinibem, pozostałym interferonem alfa. Okazało się, że
    czas wolny od choroby był znacznie dłuższy w grupie pacjentów leczonych
    sunitinibem i wynosił 11 miesięcy. U osób przyjmujących interferon było to
    jedynie pięć miesięcy. Naukowcy zauważyli też, że stosowanie sunitinibu, nie
    tylko zapobiega progresji nowotworu, ale też polepsza odpowiedź chorego na
    leczenie oraz poprawia ogólną jakość życia (w porównaniu do osób leczonych
    interferonem).

    W drugim eksperymencie udział wzięło 903 pacjentów z jasnokomórkowym rakiem
    nerki, u których zawiodły standardowo stosowane metody leczenia. Połowie z nich
    podawano sorafenib, połowie placebo. Okazało się, że stosowanie sorafenibu
    przynosiło znaczne korzyści. Średni czas wolny od progresji w grupie pacjentów
    nim leczonych wyniósł bowiem 5,5 miesiąca, a u uczestników przyjmujący placebo
    niecałe trzy miesiące.

    "Nie zaobserwowaliśmy też żadnych groźnych dla zdrowia skutków ubocznych,
    wynikających ze stosowania tych leków. Jedyne niepożądane objawy wystąpiły w
    postaci zmian skórnych i męczliwości - mówi Szczylik. - Jednak wyraźnie widać,
    że są one bez porównania mniej szkodliwe od standardowej chemioterapii, która
    często uszkadza układ krwiotwórczy, co zagraża zdrowiu i życiu pacjenta".

    Sorafenib oraz sunitinib są przeszły już fazę testów klinicznych i zostały
    dopuszczone do użycia. Z powodzeniem stosuje się je u chorych w wielu krajach.
    Jednak nie w Polsce. "U nas leki te nie podlegają refundacji. To wyklucza
    możliwość przepisywania ich pacjentom i ogranicza ich szanse na przeżycie" -
    mówi Szczylik. Wielu tysiącom chorych pozostaje na razie czekanie i nadzieja.
    Koszt miesięcznej kuracji omawianymi lekami to około cztery tysiące euro. W
    większości krajów Unii Europejskiej są państwo zwraca pieniądze za ich
    stosowanie.

    "Nasze badania pokazują, że zarówno sorafenib, jak i sunitinib mają działanie
    wielokierunkowe. Dlatego uważamy, że mogą okazać się skuteczne w walce z
    nowotworami innych narządów. Prawdopodobnie kolejne badania potwierdzą te
    przypuszczenia. Natomiast już dziś wiadomo, że są one skuteczne np. w terapii
    raka wątrobowokomórkowego" - podsumowuje prof. Szczylik.

    Każdego roku w Polsce raka jasnokomórkowego rozpoznaje się u prawie czterech
    tysięcy osób. Ponad dwa tysiące z nich umiera.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1473379,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.01.07, 10:14
    Liczne rodzeństwo sprzyja zachorowaniu na raka żołądka

    Posiadanie licznego starszego rodzeństwa podnosi ryzyko raka żołądka związanego
    z bakteriami Helicobacter pylori - wykazały najnowsze badania amerykańskie.
    Artykuł na ten temat zamieściło internetowe wydanie pisma "Public Library of
    Science Medicine".
    Bakterie H. pylori mają spiralny kształt, a siedliskiem ich życia jest śluzówka
    ludzkiego żołądka, gdzie mogą przetrwać wiele lat. H. pylori stanowią główną
    przyczynę wrzodów żołądka i znacznie podnoszą ryzyko raka tego narządu. Są
    przenoszone drogą pokarmową między ludźmi - np. poprzez ślinę czy kontakt z
    ludzkimi odchodami.

    Zgodnie z szacunkami ok. połowa mieszkańców świata jest zakażona H. pylori, ale
    nie wszyscy zachorują na wrzody czy raka. Dlatego naukowcy od wielu lat próbują
    ustalić jakie dodatkowe czynniki decydują o predyspozycjach do tych schorzeń.

    Informacje do najnowszych analiz zostały zebrane w grupie prawie 7,5 tys.
    Amerykanów pochodzenia japońskiego, mieszkających na Hawajach. Wszyscy wzięli
    udział w zakrojonych na wiele lat badaniach dotyczących chorób serca i układu
    krążenia oraz starzenia się. Program ten rozpoczął się w roku 1965.

    Stan zdrowia pacjentów śledzono przez 28 lat. W tym okresie na raka żołądka
    zachorowało 261 osób.

    Okazało się, że mężczyźni, którzy posiadali w żołądku H. pylori i mieli liczne
    rodzeństwo (7 lub więcej) byli ponad dwa razy bardziej narażeni na raka żołądka
    niż mężczyźni, którzy byli zakażeni tymi bakteriami, ale posiadali od 1 do 3
    braci lub sióstr. Największe ryzyko tego nowotworu mieli pacjenci z
    wielodzietnych rodzin, zakażeni szczególnie groźnymi szczepami H. pylori (które
    produkują białko cagA). Wydaje się, że szczególnie narażone na ten nowotwór
    jest młodsze rodzeństwo z licznych rodzin, podkreślają naukowcy.

    Zdaniem prowadzącego badania dr Martina J. Blasera, z badań tych wynika, że
    struktura rodziny wyraźnie wpływa na ryzyko raka żołądka. "Być może młodsze
    dzieci z dużych rodzin zakażają się H. pylori od starszego rodzeństwa w
    okresie, gdy ich układ odporności nie jest jeszcze wystarczająco dobrze
    rozwinięty i sprawny w zwalczaniu infekcji" - komentuje badacz. Rozwój infekcji
    ułatwia fakt, że bakterie już zdążyły się przystosować do osoby zbliżonej pod
    względem genetycznym, tj. starszego brata lub siostry. Gdyby pochodziły od
    osoby obcej organizm miałby więcej szans by je zwalczyć.

    "Dlatego zakażenie się we wczesnym dzieciństwie bakteriami zaadaptowanymi pod
    względem genetycznym podnosi ryzyko zachorowania na raka żołądka 50 czy 70 lat
    później" - podkreśla dr Blaser.

    Badacz jest dobrze znany ze swoich badań nad bakterią H. pylori. Razem ze
    współpracownikami wykazał on jej związek z rakiem żołądka, zidentyfikował geny
    kluczowe dla jej własności chorobotwórczych (zwłaszcza gen cagA) i dostarczył
    dowodów na to, że głównym źródłem zakażenia tą bakterią są członkowie rodziny.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1474374,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.01.07, 10:16
    O blisko 30 proc. wzrosła w ciągu dwóch lat liczba zachorowań na nowotwory
    złośliwe w województwie śląskim.
    W 2003 r. hospitalizowano z tego powodu 46,9 tys. osób, a w 2005 roku już 60,5
    tys. pacjentów - poinformowało w poniedziałek Śląskie Centrum Zdrowia
    Publicznego w Katowicach.

    Kobiety najczęściej chorują na nowotwory narządów płciowych oraz sutka,
    mężczyźni - narządów oddechowych i klatki piersiowej, a także układu moczowego
    oraz gruczołu krokowego. Wśród występujących z podobną częstotliwością u obu
    płci nowotworów narządów trawiennych dominują: rak jelita grubego, odbytnicy
    oraz żołądka.

    Polska na tle Europy należy do krajów o średniej zachorowalności na nowotwory
    złośliwe, jednak liczba nowych zachorowań, szczególnie na nowotwory złośliwe
    piersi, stale rośnie.

    W 2003 r. w Polsce odnotowano blisko 178 tys. hospitalizowanych z powodu
    nowotworów złośliwych, natomiast w 2005 r. było ich już ponad 183 tys.

    Liczba zgonów z powodu nowotworów w województwie śląskim kształtuje się na
    podobnym poziomie jak w całym kraju i wynosi 25 proc. dla Polski oraz 26 proc.
    dla województwa śląskiego.

    "Bardzo ważna jest wiedza o czynnikach mających wpływ na stan zdrowia, takich
    jak: palenie, nadużywanie alkoholu, sposób odżywania oraz uprawianie sportu.
    Prowadząc zdrowy tryb życia można uniknąć pewnych rodzajów raka i poprawić
    ogólny stan zdrowia" - powiedział dyrektor Śląskiego Centrum Zdrowia
    Publicznego w Katowicach, Ryszard Majer.

    Przypomniał, że niezwykle ważne jest również wczesne wykrycie choroby, co daje
    większą szansę na jej wyleczenie. "Niestety, jak szacują nasi konsultanci
    wojewódzcy, mamy niedobory lekarzy specjalistów uczestniczących w diagnozowaniu
    i leczeniu chorób nowotworowych. Obecnie w województwie śląskim pracuje tylko
    22 onkologów i 33 patomorfologów. Największe deficyty notujemy w regionach:
    rybnickim, częstochowskim i bielskim" - dodał Majer.

    Z kolei według konsultanta wojewódzkiego ds. patomorfologii, dr hab. Andrzeja
    Gabriela, najlepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie zespołów szybkiej
    diagnostyki onkologicznej z udziałem radiologa, patomorfologa i onkologa oraz
    średniego personelu medycznego: laborantki, statystyka medycznego i
    pielęgniarki.

    "Praca takich zespołów skróciłaby czas potwierdzenia lub wykluczenia nowotworu
    do dwóch dni. To z kolei umożliwiłoby szybką kwalifikację i wybór metody
    leczenia onkologicznego w ciągu kolejnych dwóch dni" - uważa dr Gabriel, który
    przedłożył wojewodzie śląskiemu taki projekt.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1474899,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.01.07, 10:18
    Liczba zachorowań na raka piersi w Polsce stale rośnie; w ciągu kolejnych
    dziesięciu lat może się nawet podwoić - ostrzegali członkowie Polskiego
    Towarzystwa do Badań nad Rakiem Piersi (PTBRP).
    Polskie Towarzystwo do Badań nad Rakiem Piersi powstało w 2005 r. Jego głównym
    celem jest popularyzowanie wiedzy na temat choroby, opracowywanie programów
    nauczania dla osób zawodowo związanych z leczeniem raka piersi oraz zachęcanie
    polskich naukowców do podejmowania badań poświęconych temu zagadnieniu. W skład
    organizacji wchodzą lekarze różnych specjalności, biolodzy molekularni,
    psycholodzy i socjolodzy związani z tematyką raka piersi.

    W Polsce notuje się ponad 10 tys. nowych zachorowań na raka piersi rocznie, z
    czego sto przypadków to mężczyźni. "Mimo że nowotwory stanowią drugą przyczynę
    zgonów w naszym kraju, mamy jedynie ok. tysiąca specjalistów w dziedzinie
    onkologii" - mówił prezes PTBRP i kierownik Kliniki Nowotworów Piersi i
    Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii w Warszawie, doc. Tadeusz
    Pieńkowski.

    Jednym z kluczowych zadań Towarzystwa jest w tej sytuacji prowadzenie
    działalności edukacyjnej. Jego członkowie zamierzają wydawać periodyki i
    materiały informacyjne dla pacjentów i dla specjalistów. Będą organizować
    ogólnopolskie zjazdy i konferencje szkoleniowe dla lekarzy i pielęgniarek oraz
    lokalne spotkania grup roboczych, służące wymianie doświadczeń. Już teraz z
    inicjatywy Towarzystwa prowadzone są warsztaty szkolące pielęgniarki, zajmujące
    się wyłącznie chorymi na raka piersi, tzw. "breast nurses".

    Według specjalistów, terapia raka piersi jest wyjątkowo trudna. Polega bowiem
    na skojarzonym leczeniu chirurgicznym oraz chemio- i radioterapii, które
    zapewniają jedynie nieliczne placówki medyczne. "Brak dostępu do najnowszych
    osiągnięć medycyny oraz późna wykrywalność choroby powodują, że ponad 90 proc.
    jej przypadków w Polsce nadal leczy się metodą radykalną, polegającą na
    usunięciu piersi - mówi Pieńkowski. - W krajach Unii Europejskiej
    nieporównywalnie częściej stosuje się leczenie oszczędzające, z zachowaniem obu
    piersi".

    Pieńkowski zaznaczył, że niezwykle ważne jest podniesienie poziomu badań
    klinicznych w Polsce. Jego zdaniem, należy zachęcać rodzimych naukowców do
    zajmowania się badaniami nad rakiem piersi, które mogą doprowadzić do
    opracowania nowych, skutecznych metod leczenia oraz wycofania z użycia terapii
    nieefektywnych.

    "Niestety, w Polsce o standardzie leczenia wciąż w dużej mierze decyduje adres
    zamieszkania - ocenił dr Zoran Stojcev, ordynator Oddziału Chirurgii
    Onkologicznej i Chorób Piersi Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w
    Słupsku. - W Warszawie poziom leczenia pacjentek jest porównywalny z
    europejskim. Jednak wszystkie inne krajowe ośrodki pozostają daleko w tyle.
    Zadaniem Towarzystwa będzie więc podjęcie działań prowadzących do wyrównania
    szans wszystkich kobiet, poprzez tworzenie dużych, specjalistycznych centrów
    onkologicznych we wszystkich miastach Polski, których nie zastąpią zwykłe
    oddziały szpitalne".

    "Naszym najważniejszym celem jest zmniejszenie poziomu lęku przed tą chorobą
    oraz zwrócenie większej uwagi na indywidualne potrzeby pacjenta" - podsumowuje
    rzeczniczka Centrum Onkologii w Warszawie i członek Towarzystwa, Barbara
    Czerska.

    Polskie Towarzystwo do Badań nad Rakiem Piersi współpracuje z licznymi
    krajowymi i zagranicznymi organizacjami onkologicznymi, w tym ze
    Stowarzyszeniem Amazonek, zrzeszającym kobiety po amputacji piersi. Jest
    członkiem International Scientific Society.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1474892,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.01.07, 10:23
    Antracykliny, mitoksantron, radioterapia i czynnik wzrostu kolonii
    granulocytarnych (G-CSF) zwiększają ryzyko wystąpienia ostrej białaczki
    szpikowej u pacjentek leczonych z powodu raka piersi.

    Badacze z Francji opublikowali wyniki populacyjnej analizy czynników
    zwiększających ryzyko wystąpienia ostrej białaczki szpikowej (AML) lub zespołu
    mielodysplastycznego (MDS) u pacjentek leczonych z powodu raka piersi. Okazało
    się, że ryzyko rozwoju AML lub MDS wzrasta po zastosowaniu inhibitorów
    topoizomerazy II (antracykliny i mitoksantron), radioterapii lub G-CSF.

    Analiza objęła 182 kobiety leczone z powodu raka piersi, u których rozpoznano
    AML lub MDS. Grupę odniesienia stanowiły 534 pacjentki,
    u których poza rakiem piersi nie stwierdzono żadnej z wymienionych chorób. Obie
    grupy były porównywalne pod względem stopnia zaawansowania choroby,
    zastosowanego leczenia oraz rodzinnej historii chorób nowotworowych.

    Zastosowanie inhibitorów topoizomerazy II znacząco zwiększało ryzyko
    wystąpienia AML lub MDS, przy czym mitoksantron powodował dużo większy wzrost
    ryzyka w porównaniu z antracyklinami Ryzyko względne (RR) wraz z 95%
    przedziałem ufności (95% CI) wyniosło: dla mitoksantronu - RR = 15,6; 95% CI:
    7,1 – 34,2; dla antracyklin -
    RR = 2,7; 95% CI: 1,7 – 4,5. Zastosowanie radioterapii również zwiększało
    ryzyko wystąpienia AML lub MDS – RR = 3,9; 95% CI: 1,4 – 10,8. Zwraca uwagę
    fakt, że stosowanie G-CSF także powodowało zwiększenie ryzyka wystąpienia
    wymienionych chorób – RR = 6,3;
    95% CI: 1,9 – 21. Podobne wyniki uzyskano przy oddzielnej analizie przypadków
    wystąpienia AML i MDS.

    Powyższe wyniki muszą być brane pod uwagę przy rozważaniu zastosowania
    mitoksantronu nie tylko u pacjentek z rakiem piersi, ale również u osób
    leczonych z powodu innych nowotworów. Ponadto omawiana praca sugeruje
    konieczność monitorowania odległych działań niepożądanych G-CSF

    Źródło: Le Deley MC, Suzan F, Cutuli B, Delaloge S, Shamsaldin A, Linassier C,
    Clisant S, de Vathaire F, Fenaux P, Hill C. Anthracyclines, mitoxantrone,
    radiotherapy, and granulocyte colony-stimulating factor: risk factors for
    leukemia and myelodysplastic syndrome after breast cancer. J Clin Oncol. 2007;
    25: 292-300.
    Journal of Clinical Oncology

    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=81
  • 30.01.07, 20:32
    Lekarze stworzyli lek niszczący komórki nowotworowe

    W laboratoriach kanadyjskiego University of Alberta powstał preparat, który
    zasługuje na miano farmakologicznego cudu - pisze DZIENNIK. Nie dość, że
    skutecznie niszczy komórki rakowe, to kosztuje ułamek tego, co inne preparaty.
    O przełomowym odkryciu zza Atlantyku informuje najnowszy numer pisma "Cancer
    Cell".

    O przełomowym odkryciu zza Atlantyku informuje najnowszy numer pisma "Cancer
    Cell". Wszystko zaczęło się w latach 30. XX w. Niemiecki lekarz i fizjolog Otto
    Warburg postawił tezę, że komórki rakowe to efekt zaburzeń metabolizmu zdrowych
    komórek. Odkrył on, że - w odróżnieniu od zdrowych - komórki nowotworu nie
    oddychają tlenem, ale czerpią energię z rozkładu glukozy.

    To mało wydajny sposób oddychania, z którego korzystają m.in. bakterie
    beztlenowe (stąd też ich nazwa) oraz… komórki mięśniowe sportowców próbujących
    resztkami sił dobiec do mety. Warburg twierdził, że zmiana sposobu oddychania z
    tlenowego na beztlenowe jest przyczyną nowotworzenia tkanek. Niestety,
    większość ówczesnych badaczy była innego zdania i o odkryciach niemieckiego
    lekarza zapomniano.

    Kilkadziesiąt lat później dr Evagelos Michelakis z University of Alberta
    przypomniał naukowcom o teorii Warburga. Badacz chciał sprawdzić, co stanie się
    z komórką raka, gdy znów zacznie oddychać ona tlenem. Michelakis postanowił
    nakłonić ją do tego z pomocą kwasu dichlorooctowego (DCA).

    "To prosty, bezwonny związek chemiczny, od lat używany w leczeniu chorób
    związanych z niewydolnością mitochondriów" - wyjaśnia dr Michelakis. Działanie
    kwasu polega na pobudzaniu mitochondriów do intensywniejszej pracy i wzmożonego
    spalania tlenu. Do tej pory nikt jednak nie próbował wskrzesić tych procesów w
    komórkach raka, gdyż uważano, że ich mitochondria są zniszczone i niezdolne do
    pracy.

    Kanadyjski uczony przetestował działanie DCA na trzymanych w laboratoriach
    hodowlach komórek nowotworu. "Były to komórki raka piersi, płuc oraz mózgu" -
    wymienia autor eksperymentu.

    Postanowił także sprawdzić działanie preparatu in-vivo na żywych szczurach
    cierpiących na ludzkie nowotwory. DCA podawano im wraz z codzienną porcją wody.

    Wyniki tego prostego doświadczenia okazały się rewelacyjne. Kwas DCA zadziałał
    na mitochondria komórek rakowych. "Okazało się, że wcale nie są zniszczone, a
    jedynie uśpione czy wyłączone" - wyjaśnia dr Michelakis. Gdy komórki raka znów
    zaczęły oddychać tlenem, wróciła im jeszcze jedna ważna umiejętność zdrowych
    komórek - apoptoza.

    "To zdolność uszkodzonej i niepoprawnie działającej komórki do
    samounicestwienia. Jej brak uniemożliwia organizmowi definitywne rozprawianie
    się z nowotworem" - tłumaczy badacz.

    Zarówno w hodowlach komórkowych, jak i organizmach gryzoni doszło do
    powstrzymania rozwoju choroby oraz szybkiego zmniejszania się i obumierania
    istniejących guzów. DCA było skuteczne bez względu na odmianę nowotworu i w
    żaden sposób nie naruszało zdrowych tkanek.

    Uczony stwierdził, że komórki wyłączają swoje mitochondria, gdy nie mają
    dostępu do tlenu i muszą szukać innego źródła energii. Tak właśnie robią także
    te, które znajdują się w centrum łagodnego guza. Im więcej komórek przejdzie na
    beztlenowy sposób oddychania, tym bardziej złośliwy jest nowotwór. "Badania
    Michelakisa pokazują, jak możemy powstrzymać rozwój nowotworu, zniszczyć go lub
    uczynić podatnym na działanie innych leków" - zauważa dr Dario Altieri,
    dyrektor Centrum Raka w Worcester przy University of Massachusetts, komentujący
    dokonania kanadyjskich lekarzy. Jak podkreślają eksperci, DCA jest dość
    bezpiecznym preparatem, a uboczne skutki jego stosowania są dobrze znane.

    Zanim DCA wejdzie do powszechnego użytku, konieczne będzie przeprowadzenie prób
    klinicznych z udziałem chorych pacjentów. Ponieważ jednak kwas nie został
    opatentowany, leki na bazie tej substancji może produkować dosłownie każdy. To
    nie na rękę koncernom farmaceutycznym, których polityka polega na produkcji
    leków unikalnych, strzeżonych patentami. Problem polega na tym, że tylko takie
    firmy stać na przeprowadzenie kosztownych testów klinicznych z udziałem tysięcy
    ochotników.

    Na szczęście jest jeszcze szansa rozwiązania tej patowej sytuacji i nadzieja,
    iż lek Michelakisa szybko trafi do rąk chorych. Na skutek wielkiego
    zainteresowania, jakie wzbudziły odkrycia kanadyjskiego naukowca, finansowaniem
    badań zajmą się być może prywatni filantropi oraz publiczne instytucje opieki
    zdrowotnej (m.in. kanadyjski National Cancer Institute). Co ważne, każdy z nas
    może pomóc w dokończeniu badań nad nowym lekiem - szczegóły dotyczące tego, jak
    to zrobić, znaleźć można na stronie University of Alberta.

    źródło Dziennik.pl
    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=29855
  • 30.01.07, 20:46
    To prawdziwa rewolucja, która daje nadzieję milionom chorych ludzi! Koreańscy
    naukowcy do walki z nowotworami zaprzęgli wirusy. Udało im się je tak
    przerobić, że zabijają tylko te komórki, które zaatakował rak. A zdrowym nie
    robią krzywdy! - donosi "Fakt".


    skalpel chirurga, chemioterapia, radioterapia - to znane sposoby walki z
    nowotworami, ale nie zawsze skuteczne. bo niszczą także zdrowe komórki
    człowieka. ale naukowcy wynaleźli nową metodę. zwalczą nowotwór wirusami.

    "to szansa dla chorych" - ekscytuje się prof. jan steffen z centrum onkologii w
    warszawie.

    nad nową metodą pracują specjaliści z korei południowej. wykryli oni, że
    wirusy, które zwykle atakują człowieka, mogą atakować dotknięte nowotworem
    tkanki. i można je do tego zmusić. trzeba im tylko zmienić łańcuch dna -
    przeprogramować go tak, by atakował tylko chore komórki!

    naukowcy wprowadzili im gen ludzkiej relaksyny - jednego z hormonów.
    zmutowanego wirusa wstrzyknęli do organizmu. i wtedy stał się cud - wirus
    zahamował wzrost guzów i zlikwidował powstawanie przerzutów. zaczął niszczyć
    białko komórek rakowych.

    w efekcie komórki nowotworowe zaczęły umierać, a zdrowe żyły nadal! na razie
    ten eksperyment przeprowadzono na myszach, ale wyniki są obiecujące. po takim
    leczeniu zniknęło 90 proc. komórek raka w mózgu, wątrobie i płucach badanych
    myszy. "wierzymy, że znaleźliśmy sposób na raka!" - mówi yun chae-ok z
    uniwersytetu yonsei w seulu.

    źródło Dziennik.pl
    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=20707
  • 31.01.07, 16:50
    Gemcytabina znacząco poprawia wyniki chirurgicznego leczenia raka trzustki.

    Rezultaty wieloośrodkowego, randomizowanego badania klinicznego fazy III, które
    opublikowano na łamach Journal of American Medical Association wskazują na
    poprawę wyników operacyjnego leczenia raka trzustki poprzez zastosowanie
    gemcytabiny jako chemioterapii uzupełniającej.

    Do udziału w badaniu zakwalifikowano 368 pacjentów leczonych pomiędzy lipcem
    1998 i grudniem 2004 w 88 ośrodkach onkologicznych w Niemczech i Austrii.
    Pacjenci podlegali leczeniu operacyjnemu, przy czym warunkiem kwalifikacji do
    udziału w badaniu było wykonanie makroskopowo radykalnej resekcji (cecha R0 lub
    R1 w badaniu histopatologicznym). Pacjenci byli losowo przydzielani do grupy
    podlegającej obserwacji (N = 175) lub do leczenia gemcytabiną (N = 179) Lek
    podawano w dniach 1, 8 i 15 w cyklach co 28 dni – łącznie 6 cykli.

    Ponad 80% pacjentów miało wykonaną resekcję radykalną (cecha R0). Mediana
    liczby cykli chemioterapii wyniosła 6 (zakres od 0 do 6). Działania niepożądane
    w stopniu 3-4 wg CTC były rzadkie, a jakość życia pacjentów nie różniła się
    znacząco między grupami. Mediana czasu trwania obserwacji wyniosła 53 miesiące.
    W tym czasie 133 pacjentów (74%) w grupie leczonej gemcytabiną, oraz 161
    pacjentów (92%) w grupie poddanej obserwacji rozwinęło wznowę choroby. Mediana
    czasu wolnego od choroby wyniosła 13,4 miesiąca w grupie leczonej gemcytabiną
    [95% przedział ufności (95% CI): 11,4-15,3) oraz 6,9 miesiąca w grupie poddanej
    obserwacji (95% CI: 6,1-7,8). Stwierdzona różnica była statystycznie znamienna
    (p < 0,001 w teście log-rank). Szacowany odsetek 3. i 5. letnich przeżyć
    wolnych od choroby wynosi odpowiednio 23,5% oraz 16,5% w grupie pacjentów
    otrzymujących gemcytabinę, oraz 7,5% i 5,5% w grupie poddanej obserwacji.
    Analiza podgrup pacjentów wykazała, że poprawa wyników leczenia po zastosowaniu
    gemcytabiny dotyczy zarówno osób z cechą R0, jak i tych, u których resekcja
    była nieradykalna (cecha R1). Całkowity czas przeżycia nie różnił się znacząco
    pomiędzy grupami. Jego mediana wyniosła 22,1 miesiąca (95% CI: 18,4-25,8) w
    grupie pacjentów leczonych gemcytabiną oraz 20,2 miesiąca (95% CI:
    17-23,4) w grupie poddanej obserwacji (p = 0,06 w teście log-rank). Szacowany
    odsetek przeżyć 3. i 5. letnich wynosi odpowiednio: dla grupy leconej
    gemcytabiną – 34% i 22,5%, a dla grupy poddanej obserwacji – 20,5% i 11,5%.

    Wyniki przedstawione w omawianej pracy pokazują, że gemcytabina stosowana jako
    leczenie uzupełniające zabieg operacyjny znacząco opóźnia wystąpienie nawrotu
    choroby u pacjentów z rakiem trzustki. Wyniki te stanowią przesłankę do
    stosowania gencytabiny w leczeniu uzupełniającym u pacjentów z resekcyjnym
    rakiem trzustki.

    Źródło: Oettle H, Post S, Neuhaus P, Gellert K, Langrehr J, Ridwelski K,
    Schramm H, Fahlke J, Zuelke C, Burkart C, Gutberlet K, Kettner E, Schmalenberg
    H, Weigang-Koehler K, Bechstein WO, Niedergethmann M, Schmidt-Wolf I, Roll L,
    Doerken B, Riess H. Adjuvant chemotherapy with gemcitabine vs observation in
    patients undergoing curative-intent resection of pancreatic cancer: a
    randomized controlled trial. JAMA 2007; 297: 267-277.

    Journal of American Medical Association

    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=82
  • 31.01.07, 16:53
    Stuprocentowe soki owocowe i warzywne pomagają zmniejszyć ryzyko zachorowania
    na liczne nowotwory i choroby serca - donosi najnowszy numer
    pisma "International Journal of Food Science and Nutrition".
    Wniosek ten jest wynikiem badań, których celem było obalenie powszechnej
    opinii, że soki są mniej korzystne dla zdrowia niż nieprzetworzone owoce i
    warzywa. Naukowcy dowiedli w nich, że 100-procentowe soki mają właściwości
    bardzo zbliżone do jedzonych w całości owoców i warzyw. Tak samo jak one,
    zawierają bowiem dobroczynne dla organizmu antyoksydanty i błonnik.

    "Uznanie soków za gorszy rodzaj pożywienia jest całkowicie nieuzasadnione -
    mówi dr Sue Taylor z Juice Products Association. - Nasze badania dowodzą, że
    soki odgrywają ważną rolę w obniżaniu ryzyka rozmaitych schorzeń, zwłaszcza
    nowotworów i chorób układu sercowo-naczyniowego. Uważamy, że powinny stać się
    nieodzowną częścią codziennej diety każdego z nas - zarówno dorosłego, jaki i
    dziecka".

    Taylor przypomina, że we wrześniu ubiegłego roku w "Journal of Medicine"
    opublikowano wyniki badań, które sugerowały, że soki owocowe i warzywne
    potrafią również zapobiegać zachorowaniu na Alzheimera. Ich autorzy dowiedli,
    że osoby wypijające tygodniowo minimum trzy kartony soku są o 76 proc. mniej
    zagrożeni chorobą Alzheimera niż ci, którzy w ciągu tygodnia spożywali niecały
    jeden karton.

    źródło Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1475524,16,1,0,120,686,item.html
  • 03.08.06, 10:41
    Kontynuacja powyższego tematu

    Żyją dzięki skorpionom

    Nowatorska terapia lekiem opartym na jadzie skorpiona jest bezpieczna i
    skuteczna w walce z nowotworami mózgu - wynika z najnowszych badań
    amerykańskich specjalistów.

    Testy prowadzono na 18 pacjentach z wyjątkowo niebezpiecznym nowotworem -
    glejakiem. Chorzy ze zdiagnozowanym rakiem tego typu przeżywają średnio kilka
    miesięcy. W badanej grupie dwóch pacjentów nadal żyje - prawie trzy lata po
    rozpoczęciu kuracji! Wyniki tych badań będą opublikowane w najbliższym
    numerze "Journal of Clinical Oncology".

    O niezwykłej metodzie walki z glejakiem napisaliśmy 29 czerwca. Do redakcji
    zgłosiło się kilkanaście osób poszukujących informacji o tej terapii. Dla
    chorych na glejaka nowatorska metoda leczenia jest szansą na życie. - Testujemy
    substancję, która ma ogromny potencjał leczniczy dla osób, dla których obecnie
    nie ma żadnej skutecznej terapii - powiedział dr Adam Mamelak, neurochirurg
    prowadzący badania w Centrum Medycznym Cedars-Sinai w Los Angeles.

    Jak ten lek działa? Biotechnolodzy stworzyli syntetyczny odpowiednik cząsteczki
    występującej w jadzie skorpionów. Po wstrzyknięciu pacjentom przyłączają się
    one do komórek glejaka. Można do nich przyczepić lekarstwo - w badaniach
    dołączono radioaktywny jod, który ułatwia śledzenie cząsteczek w organizmie
    chorego, może też niszczyć nowotwór.

    - Czy to znaczy, że mamy cudowny lek? Na pewno nie - zastrzega dr Mamelak - ale
    dowiedliśmy, że jest to metoda bezpieczna i możemy kontynuować prace. - Trwają
    kolejne badania - tym razem na 54 pacjentach. Ich wyniki nie są jeszcze znane.

    Syntetyczną wersję jadu skorpiona opracowała firma Transmolecular Industries z
    Bostonu. Wśród innych potencjalnych leków uzyskanych od zwierząt znajdują się
    np. białko z jadu węża, które hamuje krwawienie, środek przeciwbólowy bazujący
    na jadzie morskiego ślimaka i trucizna lecząca cukrzycę. - Ewolucja pracowała
    nad tym przez pewien czas, więc sądzę, że zwierzęta mają parę rzeczy, z których
    możemy skorzystać - uważa Michael Egan, szef Transmolecular.

    źródlo pochodzenia
    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154431729&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=

  • 18.08.06, 10:03
    Laurie Tarkan


    Na tropie złośliwych przerzutów


    Moment, w którym nowotwór zaczyna się szerzyć w organizmie, tworząc przerzuty,
    zawsze jest punktem zwrotnym choroby, który budzi największy strach.

    Bez przerzutów rak nie zyskałby takiego znaczenia w zbiorowej świadomości.
    Mniej niż 10 procent przypadków śmierci związanych z nowotworami powodowanych
    jest przez pierwotny guz. Za resztę odpowiadają przerzuty do ważnych dla życia
    narządów: płuc, kości czy mózgu.

    Chociaż chemioterapia i inne sposoby leczenia wydłużyły życie osób z
    przerzutami, nie opracowano żadnych specjalnych leków, które zatrzymywałyby ten
    proces. To dlatego, że aż do ostatnich lat przerzuty pozostawały czymś
    tajemniczym.

    - W ostatnich 30 latach nauczyliśmy się wszystkiego o identyfikacji genów,
    których mutacje zapoczątkowują guzy - mówi dr Joan Massague, kierownik programu
    biologii i genetyki raka w nowojorskim Memorial Sloan-Kettering Cancer Center.
    Jak jednak dodaje, te postępy nie wyjaśniły procesu tworzenia się przerzutów.

    Obecnie wiedza na ich temat zaczyna się kumulować i jesteśmy coraz bliżej
    nowych terapii. - Można się wkrótce spodziewać jakiegoś przełomu - dodaje
    Massague.

    Dr Patricia S. Steeg, kierująca wydziałem nowotworów kobiet w laboratorium
    farmakologii molekularnej National Cancer Institute, patrzy w przyszłość z
    optymizmem. - Pierwsze preparaty są lub wkrótce będą we wczesnej fazie badań
    klinicznych. Jestem pełna entuzjazmu, znacznie bardziej, niż byłam pięć lat
    temu.

    Złożoność zagadnienia mogła zniechęcać do badań. - Aby doszło do przerzutów,
    komórki nowotworowe muszą ulec dziesiątkom zmian genetycznych – co kontrastuje
    z niewielką ich liczbą, wystarczającą zwykle do zapoczątkowania pierwotnego
    guza - wyjaśnia dr Massague. Jeszcze bardziej sprawę komplikuje fakt, że każdy
    rodzaj przerzutów – na przykład rak piersi szerzący się do płuca czy rak
    prostaty dający przerzuty do kości – jest genetycznie i molekularnie odmienny.
    (…)


    Naukowcy przez długi czas mieli tylko podstawową wiedzę na temat tego procesu.
    Niektórzy oceniali, że codziennie milion komórek nowotworowych odrywa się od
    guza o średnicy centymetra, z czego rozwija się zaledwie jedna na setki
    milionów. Gdyby nie zdarzało się to tak rzadko, rak byłby daleko bardziej
    zabójczy.

    Ponad 80 procent nowotworów wywodzi się z wewnętrznej wyściółki narządów. By
    stać się przerzutem, komórka nowotworowa musi zerwać więzi z innymi komórkami -
    uwolnić się, przebić przez tkankę łączną, zmienić kształt i wypuścić „nóżki”,
    które pomogą jej przejść poprzez zbitą tkankę.

    Po tej godnej iluzjonisty Harry’ego Houdini ucieczce, komórka przedostaje się
    poprzez naczynia włosowate do krwiobiegu, gdzie mogą ją rozerwać siły związane
    z krążeniem krwi albo też zaatakować białe krwinki.

    Jeśli złośliwa komórka to przetrwa, przywiera do maleńkiego naczynia
    włosowatego, dopóki w końcu nie przedostanie się do tkanki obcego narządu.

    W obcej tkance komórka nowotworowa, zwana teraz mikroprzerzutem, napotyka
    wrogie otoczenie. Na przykład wątroba jest obcym terytorium dla komórki raka
    piersi. Niektóre komórki obumierają natychmiast, inne giną po kilku podziałach.
    Są i takie, które pozostają w uśpieniu.

    Ocalałe komórki regenerują się i kolonizują otoczenie, stając się
    makroprzerzutem, który można wykryć testami diagnostycznymi. W miarę jak
    przerzut się powiększa, staje się zabójczy, przytłaczając normalne komórki i
    zaburzając funkcjonowanie narządu.

    W ostatnich latach naukowcy zaczęli badać wszystkie te etapy, aby
    zidentyfikować geny i ich molekularne produkty odpowiedzialne za opisane
    zmiany. Związane z tym odkrycia wzbudziły zainteresowanie specjalistów
    zajmujących się badaniami nad rakiem.

    Jedno z nich dotyczy krytycznej roli, jaką odgrywa w tworzeniu się przerzutów
    dotknięty inwazją narząd, czyli mikrośrodowisko.

    Nie jest to całkiem nowy pomysł. W roku 1889 brytyjski patolog Stephen Paget
    zaproponował „hipotezę ziarna i gleby”, według której rozwój komórki
    nowotworowej zależał od narządu, do którego trafiła.

    Obecnie wiemy, że narząd w pewnym stopniu musi stać się podatny na guz. Im
    lepsze środowisko stwarza, im mniej sprawia ono trudności, tym łatwiej przeżyć
    komórkom rakowym. Ta teoria częściowo wyjaśnia, dlaczego niektóre pierwotne
    nowotwory wolą się szerzyć w pewnych narządach. Na przykład rak piersi daje
    przerzuty do mózgu, wątroby, kości i płuc, rak prostaty woli kości, zaś raki
    jelita grubego często dają przerzuty do wątroby.

    - Przez długi czas byliśmy skupieni na ziarnie, a teraz zaczynamy lepiej
    rozumieć glebę i wzajemne oddziaływania pomiędzy glebą a ziarnem - mówi dr Lynn
    M. Matrisian, kierująca badaniami nad biologią nowotworów na Uniwersytecie
    Vanderbilt. – Najistotniejszą rzeczą będzie zrozumienie, co czyni określony
    narząd podatnym na przerzuty, a co temu przeszkadza.


    --
    Jak chcesz rośmieszyć Pana Boga -to powiedz mu o
    swoich planach...
  • 21.08.06, 15:43
    Robaki, które mają geny wydłużające czas ich życia, lepiej sobie radzą z
    nowotworami - informuje "Science".
    Mierzący około milimetra nicień (Caenorhabditis elegans) należy do ulubionych
    przez naukowców zwierząt laboratoryjnych. Znane są między innymi odmiany, która
    żyje znacznie dłużej niż typowe dla tego gatunku 2-3 tygodnie. Jak wykazał
    zespół Cynthii Kenyon z University of California w San Francisco te same
    mutacje, które wydłużają czas życia nicienia, wydają się pomagać mu również w
    walce z nowotworami.

    Mogłoby się wydawać, że geny zapobiegające rozwojowi nowotworów po prostu dają
    w ten sposób większe szanse na długowieczność. Jednak zależność nie jest tak
    oczywista. Geny, które przedłużają niektórym zwierzętom życie za pośrednictwem
    nie związanych z rakiem mechanizmów, także wydają się mieć szczególna zdolność
    do hamowania rozwoju nowotworów.
    W przypadku Caenorhabditis elegans wiadomo, że mutacje, które przedłużają
    życie, wpływają na takie procesy, jak przekazywanie sygnałów hormonalnych,
    odżywianie czy oddychanie. Hamując aktywność, na przykład genu daf-2, który
    wpływa na działanie insuliny, można wydłużyć życie robaka z 17 do 35 dni.

    Gdy naukowcy genetycznie zmienili robaki w ten sposób, że stały się podatne na
    nowotwory, zahamowanie działania daf-2 nadal pozwalało nicieniom żyć (mimo
    nowotworu) przez 35 dni, a powstające u nich guzy miały rozmiary o połowę
    mniejsze niż oczekiwane.

    Aby przeprowadzić badania, zespół naukowców najpierw wyłączył działanie genu
    tłumiącego rozwój nowotworów (gld-1). W rezultacie komórki ich gonad zaczynały
    się dzielić w niekontrolowany sposób, tworząc guzy. W typowych warunkach taki
    nowotwór rozrasta się błyskawicznie i skraca życie robaka do 9 dni. Tymczasem
    przy zablokowaniu daf-2 robaki żyły 35 dni... Podobnie było z innymi
    badanymi "genami długowieczności".

    W przypadku genu daf-2 sprawa nie jest zbyt zagadkowa. Naukowcy od dawna
    wiedzieli na przykład, że insulina pobudza wzrost nowotworów u szczurów, a gdy
    szczury chorują na cukrzycę i poziom insuliny spada, guzy rosną wolniej.
    Badanie byłoby więc jeszcze jednym dowodem wpływu insuliny na tworzenie się
    guzów - wyjaśnia David Kritchevsky z Wistar Institute w Filadelfii, który
    zajmuje się wpływem diety na raka.

    W przypadku robaków obniżony poziom insuliny wydaje się spowalniać dzielenie
    komórek i nasilać apoptozę - proces, w którym niektóre komórki - zwłaszcza
    nowotworowe - popełniają samobójstwo. Wydaje się, że komórki nowotworowe są
    szczególnie podatne na działanie "długowiecznych" mutacji w porównaniu ze
    zwykłymi komórkami. Poznanie tego mechanizmu mogłoby dostarczyć lepszych
    sposobów zwalczania nowotworów. Nie wykluczone, że leki wykorzystujące ten
    mechanizm miałyby nietypowy efekt uboczny - przedłużanie życia poza granicę,
    jaką dany pacjent osiągnąłby nawet nie chorując na raka.

    Być może uda się również wyjaśnić, dlaczego starość tak bardzo sprzyja
    nowotworom. Starzejące się w błyskawicznym tempie robaki są bardzo wygodnym
    modelem do takich badań, ale najprawdopodobniej trzeba będzie popracować na
    zwierzętach bardziej zbliżonych do człowieka - chociażby myszach.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1373010,16,1,0,120,686,item.html
  • 21.08.06, 19:39
    Pierwszą w Polsce rekonstrukcję języka z odtworzeniem ruchomości i czucia tego
    organu przeprowadzono w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-
    Curie w Gliwicach.
    Operowano 23-letniego mężczyznę, cierpiącego na nowotwór języka. Przed operacją
    bardzo cierpiał i mówił z trudem. Lekarze musieli mu usunąć cały język wraz z
    nasadą, dno jamy ustnej i węzły chłonne. Materiał do rekonstrukcji pobrano z
    uda pacjenta.

    Podczas kilkugodzinnego zabiegu najpierw usunięto zaatakowane przez nowotwór
    organy, potem w badaniach histopatologicznych sprawdzono, czy nie pozostawiono
    żadnych komórek nowotworowych, a następnie z uda pacjenta pobrano płat tkanki -
    skóry, tkanki tłuszczowej i mięśni z nerwami i naczyniami krwionośnymi, który
    po odpowiednim wymodelowaniu zastąpił jego język.
    "Ten chory nie mógłby żyć bez rekonstrukcji, ponieważ ubytki byłyby za duże i
    nie mógłby korzystać z kluczowych dla życia funkcji" - powiedział dziennikarzom
    Adam Maciejewski z zespołu chirurgów rekonstrukcyjnych.

    Po operacji chorego czeka radioterapia, a potem rehabilitacja, również z
    logopedą. Będzie mógł poruszać językiem, będzie też odczuwał nim ból czy zmiany
    temperatury, nie da się natomiast przywrócić funkcji smaku.

    W zabiegu uczestniczył prof. Ron Yu z Centrum Raka im. Andersona w Houston w
    Stanach Zjednoczonych - jeden z najwybitniejszych chirurgów rekonstrukcyjnych
    na świecie. W ośrodku tym kształcili się lekarze z gliwickiego instytutu. W
    placówce tej w poniedziałek rozpoczęło się dwudniowe sympozjum, poświęcone
    postępom w skojarzonym leczeniu raka z udziałem lekarzy z całej Polski i gości
    zza granicy.

    Jak podkreślił prof. Yu, rekonstrukcja języka należy do najtrudniejszych
    operacji tego typu. "W porównaniu z tym zabiegiem rekonstrukcja piersi to rzecz
    bardzo prosta. Jest tak dlatego, że język pełni bardzo ważne funkcje -
    odpowiada za mówienie i połykanie. Po takiej operacji przynajmniej połowa
    pacjentów może jeść normalnie, mogą też dość dobrze mówić - na tyle dobrze, by
    rozumieli ich obcy ludzie, nie tylko rodzina" -powiedział PAP.

    To kolejna pionierska operacja, przeprowadzona w gliwickim Instytucie
    Onkologii. W lipcu 21-letniemu pacjentowi zrekonstruowano kość udową,
    zniszczoną przez nowotwór. Była to pierwsza w Europie i jedna z niewielu na
    świecie operacji tego typu.

    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
    groziła mu amputacja całej kończyny.

    Dzięki operacji pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
    rehabilitację. Do rekonstrukcji wykorzystano kość strzałki z drugiej nogi,
    zastosowano też płytę tytanową, stabilizującą zrekonstruowane udo.

    Od listopada 2001 r. w Instytucie Onkologii w Gliwicach przeprowadzono ponad
    300 operacji rekonstrukcji elementów głowy i szyi oraz ponad 50 rekonstrukcji
    piersi.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1373898,16,1,0,120,686,item.html
  • 22.08.06, 19:35
    Narodowy Fundusz Zdrowia zachęca kobiety do onkologicznych badań
    profilaktycznych. Pierwsze zaproszenia na badania zostały już wysłane - są to
    listy imienne, sms-y oraz informacje na ulotkach i plakatach.
    Fundusz ma sfinansować badania profilaktyczne dla około 10 milionów kobiet.

    "Mamy tu na myśli programy onkologiczne - profilaktykę raka szyjki macicy i
    raka piersi" - powiedziała we wtorek rzecznik NFZ Renata Furman na konferencji
    prasowej w Warszawie. Dodała, że Funduszowi zależy na szybkim dotarciu z
    informacją o badaniach do kobiet, szczególnie po 50. roku życia. Na stronie
    internetowej - www.nfz.gov.pl/profilaktyka - znajdują się informacje poświęcone
    programom profilaktycznym raka szyjki macicy i raka piersi. Jest tam lista
    zakładów opieki zdrowotnej, w których realizowane są bezpłatne badania w tym
    zakresie.

    Jak powiedziała naczelnik Wydziału Systemów Informatycznych NFZ Anna Wójcik, od
    1 sierpnia działa SIMP, czyli System Informatyczny Monitorowania Profilaktyki.
    Ma on na celu przygotowanie bazy danych, będącej podstawą do wysyłki zaproszeń
    do kobiet na badania profilaktyczne. Do Systemu włączane są placówki
    realizujące badania - jak dotąd jest ich 16. Zaproszenia zostaną rozesłane na
    przełomie września i października.

    Ponadto kobiety po 50. roku życia są informowane za pomocą sms-ów o
    profilaktycznych badaniach mammograficznych i cytologicznych. W połowie czerwca
    NFZ uruchomił umożliwiający to program pilotażowy. "Wysłaliśmy 10 tys. sms-ów,
    otrzymaliśmy około 1 tys. zwrotnych odpowiedzi, z deklaracją o chęci wzięcia
    udziału w programie" - powiedziała Furman.

    Według NFZ w Polsce jest 2,5 mln kobiet, które powinny przejść badanie
    mammograficzne lub cytologiczne. Z danych Funduszu wynika, że rocznie ok. 11
    tys. osób zapomina o umówionych wizytach u lekarza, a 10-12 proc. wizyt jest
    anulowanych. W placówkach, gdzie wprowadzono sms-owy system przypominania o
    wizytach (np. w Centrum Zdrowia Matki Polki) liczba anulowanych wizyt spadła o
    9 tys. rocznie.

    Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Stanowi
    ok. 20 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Występuje
    częściej po menopauzie; ryzyko wzrasta po 50. roku życia.

    Rak szyjki macicy jest drugim co do częstotliwości występowania, nowotworem u
    kobiet w naszym kraju - stanowi 10,7 proc. nowotworów. Szacuje się, że rocznie
    dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys. umiera z tego powodu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1374485,16,1,0,120,686,item.html
  • 23.08.06, 12:22
    Przyszłość onkologii to protony i biologia molekularna
    Terapia protonowa, biologia molekularna, genetyka - to obszary, w których
    onkolodzy szukają obecnie lekarstwa na nowotwory.
    Kluczowe znaczenie ma jednak prewencja, czyli właściwy tryb życia i badania
    profilaktyczne - podkreślają uczestnicy sympozjum, które w poniedziałek
    rozpoczęło się w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w
    Gliwicach.

    W trakcie dwudniowego sympozjum, jego uczestnicy podsumowują 15- letnią
    współpracę między gliwickimi lekarzami i ich kolegami z Centrum Raka im.
    Andersona w Houston w Stanach Zjednoczonych - jednego z wiodących ośrodków w
    tej dziedzinie na świecie.
    Prof. James Cox zaprezentował m.in. centrum terapii protonowej, działające w
    ramach Centrum im. Andersona. Akcelerator protonowy waży aż 190 ton i zajmuje
    potężny pawilon.

    Terapia protonowa, gdzie nowotwór jest atakowany przez cząstki - protony -
    pozwala na niezwykłą precyzję w leczeniu, dzięki czemu maksymalnie oszczędza
    się zdrowe narządy. Ma to kluczowe znaczenie np. w przypadku nowotworów
    umieszczonych za gałką oczną.

    "To niezwykle droga metoda, odpowiednia tylko dla wąskiej grupy chorych. Dzięki
    Unii Europejskiej współpracujemy jednak z Niemcami i nasi chorzy mogą być
    leczeni w razie potrzeby w ośrodku w Dreźnie" - powiedział dyrektor Centrum
    Onkologii w Gliwicach prof. Bogusław Maciejewski.

    Jak podkreślił, inne nauki wykorzystywane ostatnio w onkologii - biologia
    molekularna i genetyka - wskazały z kolei na konieczność bardzo indywidualnego
    dobierania metod leczenia. "Nauczyły nas, że nie ma takiego samego nowotworu u
    dwóch pacjentów" - zaznaczył.

    W podejściu do leczenia nowotworów zmieniły się też standardy - kiedyś liczyło
    się przede wszystkim to, by pacjent przeżył. Teraz nie mniej ważny jest komfort
    jego życia, stąd m.in. dynamiczny rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej.

    Choć polscy lekarze, którzy odbyli staże w Centrum Raka w Houston porównując
    polskie i amerykańskie warunki pracy przywołują porównanie "malucha" i porsche,
    to amerykańscy lekarze są dobrego zdania o możliwościach leczenia nowotworów w
    Polsce.

    Prof. Ron Yu, chirurg rekonstrukcyjny, który kształcił młodych polskich lekarzy
    w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że ośrodek w Gliwicach dysponuje bardzo
    dobrym sprzętem, salą operacyjną i wykwalifikowanymi lekarzami. "Operując tu
    czuję się jak u siebie" - powiedział PAP.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1374106,16,1,0,120,686,item.html
  • 24.08.06, 12:48
    Utrata piersi, nogi, części twarzy - taki wyrok słyszą nieraz chorzy na
    nowotwory. Prawda, że najważniejsze jest, by przeżyć, ale kalectwo to wielkie
    obciążenie. Stąd szybki rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej. W Centrum Onkologii -
    Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach, czołowym pod tym względem
    polskim ośrodku, przeprowadzono już ponad 350 rekonstrukcji. 22 sierpnia, przy
    okazji sympozjum poświęconego postępom w skojarzonym leczeniu nowotworów,
    spotkali się w Gliwicach pacjenci, którzy przeszli rekonstrukcje.

    21-letni Marek Wilczek, pierwszy pacjent, któremu zrekonstruowano kość udową,
    porusza się już sprawnie o kulach. We wrześniu ubiegłego roku, gdy zakończył
    służbę w wojsku, zaczęła go lekko boleć noga. "To nic takiego, odczepienie
    mięśnia od kości" - bagatelizowali lekarze. Szybko okazało się jednak, że to
    złośliwy mięsak kości udowej.

    Standardowe postępowanie w takiej sytuacji to amputacja całej nogi, aż po
    biodro. Wilczek się nie zgodził. "Trafiłem do instytutu w Gliwicach i okazało
    się, że mogę mieć rekonstrukcję. Nie miałem nic do stracenia" - wspomina.

    Lekarze wycięli nowotwór wraz ze zniszczoną na długości 21 cm kością udową. Do
    rekonstrukcji wykorzystali kość strzałkową z drugiej nogi. "Czekają mnie
    jeszcze trzy cykle chemioterapii, ale rodzina odetchnęła. Plany na przyszłość?
    Byle tylko być zdrowym" - mówi.

    Dla 20-letniej Ani Wilk informacja o tym, że ma nowotwór piersi była, jak mówi,
    nieciekawym prezentem na 17. urodziny. Pierś bolała ją podczas kąpieli, więc
    zgłosiła się do lekarza. Potem było USG, biopsja i diagnoza - nowotwór
    złośliwy. Trzy lata temu amputowano jej pierś. Rekonstrukcja była możliwa
    dopiero teraz, po trzech latach. Ania w zeszłym roku zdała maturę, teraz uczy
    się w studium kosmetycznym i myśli o otwarciu własnego salonu.

    Barbara Jonczyk z Radzionkowa jest wykładowcą akademickim. W jej przypadku
    rekonstrukcja piersi była możliwa od razu, podczas jednej operacji. "Radzę
    wszystkim kobietom, żeby prosiły lekarza o badanie piersi podczas wizyty, gdyż
    ginekolodzy rzadko to robią z własnej inicjatywy" - radzi.

    Guz u Anieli Twardzik pojawił się za okiem. Żeby się go pozbyć, trzeba było dwa
    lata temu usunąć oko i górną szczękę. Teraz nosi specjalne okulary z wbudowaną
    protezą oka. Materiał do rekonstrukcji twarzy pobrano jej z brzucha. "Najgorsze
    było dowiedzieć się o raku. Potem byłam już przygotowana na wszystko. Teraz
    cieszę się, że tak się to skończyło. Z każdym rokiem jest lepiej" - opowiada.

    Wszyscy pacjenci mówią, że znaleźli wsparcie w rodzinie i znajomych. "Gorzej
    bywa z dalszym otoczeniem. Chorzy nieraz mają problemy ze znalezieniem pracy,
    są jak naznaczeni. Nowotwór wciąż przeraża" - podkreśla dyrektor gliwickiego
    instytutu prof. Bogusław Maciejewski.

    Marek, Aniela, Barbara i Ania przyznają, że przeszli chwile załamania, ale
    nigdy się nie poddali. "Cały czas miałem wolę walki i wiarę, a wiara czyni
    cuda. Żyję i mam nogę" - podkreśla Marek Wilczek.

    PAP - Nauka w Polsce, Anna Gumułka

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce Serwis PAP
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=12315&layout=6&forum_id=4664&page=text
  • 26.08.06, 13:35
    Antymon, rakotwórczy pierwiastek chemiczny, dotąd wykryty w śladowych ilościach
    w wodzie przechowywanej w butelkach PET, odkryto również w sokach owocowych
    zamkniętych w plastikowych pojemnikach (PET).
    Stężenie pierwiastka wzrasta wraz z przedłużającym się czasem przechowywania
    soku - donosi "Journal of Analytical Atomic Spectrometry".

    Badania przeprowadzone przez doktora Spirosa Pergantisa z Uniwersytetu
    Kreteńskiego miały na celu określenie ilości oraz formy chemicznej antymonu
    zawartego w sokach owocowych zamkniętych w różnych opakowaniach.
    WHO - Światowa Organizacja Zdrowia, określiła antymon (Sb), jako substancję
    toksyczną i niebezpieczną dla ludzkiego zdrowia, gdy stężenie w próbce wody
    przekracza 20 mikrogramów/L. Regulacje amerykańskie i japońskie zalecają
    jeszcze niższe stężenie antymonu w wodzie - 6 mikrogramów/L (USA) i 2
    mikrogramy/L (Japonia).

    Wśród przebadanych próbek dr Pergantis, odkrył podniesiony poziom antymonu w
    sokach owocowych (cytrynowym i pomarańczowym) zarówno gazowanych, jak i
    niegazowanych, przechowywanych w butelkach PET (ang. PET - polyethylene
    terephthalate). Trójtlenek antymonu jest stosowany, jako katalizator przy
    produkcji polimeru PET.

    Badania przeprowadzone zostały z wykorzystaniem najnowocześniejszej i
    superdokładnej aparatury badawczej (HPLC oraz ICP-MS). By wyniki były
    wiarygodne, każda z próbek analizowana była zarówno za pomocą jonowymiennej
    wysokosprawnej chromatografii cieczowej (HPLC), jak i spektrometru masowego
    (ICP- MS).

    W przebadanych próbkach soku cytrynowego naukowcy wykryli obecność dwóch form
    antymonu - mniej toksycznej (V) - obecnej również w wodzie mineralnej
    przechowywanej w butelkach PET - oraz bardziej niebezpiecznej dla zdrowia
    formie Sb (III).

    Wyniki eksperymentów są dość zaskakujące, jak przyznają sami naukowcy, ponieważ
    poziom antymonu obecnego w sokach wzrasta znacząco z każdym dniem od
    przekroczenia daty przydatności produktu do spożycia. Takie zjawisko, według
    doktora Pergantisa wskazuje, iż większość analizowanego pierwiastka obecnego w
    soku pochodzi z pojemnika, w jakim był on przechowywany.

    Według naukowców antymon, który przedostaje się z butelki do soku, reaguje z
    substancjami zawartymi w cieczy (kwas cytrynowy) tworząc kompleksy o nie znanym
    wpływie na ludzkie zdrowie.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376018,16,1,0,120,686,item.html
  • 27.08.06, 12:15
    Stosowany do zwalczania wirusa HIV lek lopinavir może zapobiegać rakowi szyjki
    macicy - informuje pismo "Antiviral Therapy".
    Jak wykazały wstępne badania laboratoryjne, przeprowadzone przez naukowców z
    University of Manchester, obok HIV lopinavir zwalcza także wirusa HPV,
    odpowiedzialnego za raka szyjki macicy i selektywnie zabija zarażone nim
    komórki raka szyjki macicy. Pod wpływem lopinaviru wirus nie może usuwać z
    zarażonej komórki szkodliwych dla siebie białek.

    Lek stosowany jest zwykle w formie doustnej, jednak zdaniem autorów badań,
    nietrudno będzie otrzymać go w formie kremu lub pessarium do bezpośredniego
    stosowania na szyjkę macicy. Dzięki temu tysiące kobiet mogłyby uniknąć
    zabiegów chirurgicznych, stosowanych przy usuwaniu wczesnych postaci raka.
    Choć trwają prace nad szczepionkami przeciwko HPV, jednak będą one skuteczne
    tylko u osób, które jeszcze się nie zaraziły. Kobiety zarażone HPV muszą
    regularnie uczęszczać na wizyty kontrolne. Pierwsze niepokojące zmiany często
    ustępują, jednak gdy stają się bardziej zaawansowane, potrzebna jest operacja.

    Autorzy badań mają nadzieję, że lopinavir okaże się równie skuteczny podczas
    rozpoczynających się wkrótce badań klinicznych, co w warunkach laboratoryjnych.
    Jeśli tak się stanie, lek mógłby być stosowany przeciw rakowi szyjki już za
    kilka lat.

    Rak szyjki macicy zabija co roku 250 tys. kobiet na całym świecie, większość z
    nich w krajach rozwijających się. W Polsce rak szyjki macicy jest drugim co do
    częstotliwości występowania nowotworem u kobiet - stanowi 10,7 procent
    nowotworów. Szacuje się, że rocznie dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys.
    umiera z tego powodu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376226,16,1,0,120,686,item.html
  • 28.08.06, 11:48
    Nanocząstki złota, połączone z lekami przeciwnowotworowymi, których
    antynowotworowe działanie stymulowane jest światłem, skutecznie niszczą komórki
    rakowe.
    Co więcej, kompleksy nanocząstka-lek są o 50 proc. bardziej wydajne w walce z
    rakiem, niż nie połączone ze złotem cząsteczki leku - donosi "Photochemical &
    Photobiological Sciences".

    Badania nad nową metodą wykorzystującą najnowsze osiągnięcia nanotechnologii do
    walki z nowotworami prowadzone są w wielu laboratoriach na całym świecie.
    Zespół badawczy profesora Davida Russella z brytyjskiego University of East
    Anglia w Norwich opracował nową metodę walki z nowotworami za pomocą kompleksów
    nanocząstek złota połączonych z tradycyjnymi lekami zabijającymi komórki
    zrakowaciałe.

    Naukowcy przyłączyli do powierzchni drobinek złota o średnicy 2-4 nanometrów
    wrażliwą na światło ftalocjaninę (ang. phthalocyanine photosensitizer),
    należącą do grupy leków fotodynamicznej terapii (ang. photodynamic therapy -
    PDT).

    "Terapeutyczne działanie związków z grupy PDT jest znane od 25 lat, jednakże
    dopiero w połowie lat 90. terapia ta została oficjalnie zalegalizowana" -
    wyjaśnia prof. D. Russell.

    Niszczenie komórek rakowych za pomocą terapii PDT z wykorzystaniem ftalocjaniny
    polega na dostarczeniu do chorych komórek leku aktywowanego światłem oraz jego
    aktywacji, by produkował zabójczy dla komórek tlen singletowy (bardzo reaktywna
    i niebezpieczna nietrwała odmiana tlenu).

    Ponieważ nanocząstki złota połączone z ftalocjaniną niechętnie rozpuszczają się
    w środowisku wodnym (dominującym w żywych komórkach), niezbędna okazała się
    modyfikacja kompleksu za pomocą cząsteczki o cechach czynnika przeniesienia
    fazowego, zmieniającej właściwości na bardziej wodolubne (hydrofilowe).

    Po dostarczeniu leczniczych zmodyfikowanych nanocząstek do chorych komórek
    zmienione rakowo komórki zostały naświetlone światłem do długości fali 695 nm,
    co uruchamia terapię PDT.

    Powstały w ten sposób tlen singletowy atakuje DNA komórek, niszcząc je - co
    prowadzi do śmierci komórki.

    Przeprowadzając analizy porównawcze, naukowcy odkryli, iż kompleksy leku i
    nanocząstek złota są o 50 procent bardziej wydajne w produkcji śmiercionośnego
    tlenu singletowego, niż niezwiązana ftalocjanina.

    "Kolejnym etapem na drodze do opracowania skutecznej terapii przeciw
    nowotworowej dla ludzi, jest potwierdzenie dotąd eksperymentalnie otrzymanych
    wyników poprzez badania in vivo, w chorym organizmie" - konkluduje brytyjski
    nauk.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1376636,16,1,0,120,686,item.html
  • 29.08.06, 09:27
    Spożywanie strączkowych, w tym głównie soi, chroni mężczyzn przed zachorowaniem
    na raka prostaty - twierdzą szwedzcy naukowcy.
    Prawie co drugi mężczyzna stosując dietę bogatą fitoestrogeny zawarte m.in. w
    produktach sojowych, wszystkich strączkowych i orzechach, może zmniejszyć
    związane z jego cechami genetycznymi ryzyko raka prostaty

    Chodzi o oddziaływanie wspomnianych fitoestrogenów - izoflawonoidów, roślinnych
    odpowiedników żeńskich hormonów płciowych - estrogenów. Fitoestrogeny od dawna
    stanowiły obiekt zainteresowania naukowców zajmujących się chorobami
    nowotworowymi, jako potencjalna sojusznik w walce przeciwko rakowi piersi oraz
    prostaty. Przełomem w tych badaniach było odkrycie dokonane w 1996 r. przez
    szwedzki zespół kierowany przez Jana-Ake Gustafssona. Udowodnili oni, że
    estrogen ma dwa receptory. Obok znanego i zwanego er-alfa, drugi nazwany przez
    odkrywców er-beta. Dalsze badania pokazały, że ten "nowy" receptor wpływa na
    antyrakowe oddziaływanie genu.

    Na początku 2006 r. badacze z Wydziału Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu
    Karolińskiego donieśli, że bogata w fitoestrogeny dieta, oparta głównie na
    strączkowych, zmniejsza zagrożenie nowotworem prostaty nawet o 26 proc.

    Wynikało to z badań na temat składu pożywienia 1499 pacjentów, u których
    odkryto niedawno chorobę i 1130 zdrowych mężczyzn.

    Obecnie naukowcy posunęli się znów dalej w badaniach genu, który wytwarza
    niedawno poznany receptor er-beta i który wiąże się z fitoestrogenami. -
    "Pobraliśmy krew od prawie 2200 mężczyzn i analizowaliśmy gen er-beta" -
    tłumaczy Maria Hedelin, kierująca zespołem badawczym.

    Celem badań było znalezienie odmian występujących w tym genie u różnych
    osobników. Udało się wyróżnić cztery jego odmiany, a wśród nich wskazać jedną
    powodującą wzrost odporności na zachorowanie.

    "Jedynie ci, których geny wykazują tą szczególną odmianę i którzy w pożywieniu
    otrzymują dużą ilość fitoestrogenów, są według nas, aż o 60 proc mniej
    zagrożeni zachorowaniem na raka prostaty niż pozostali" - twierdzi Maria
    Hedelin.

    Odkrycie dokonane w Sztokholmie tłumaczy różnice w poziomie zachorowań na raka
    prostaty w różnych częściach świata. Azja jest w tej dziedzinie najmniej tym
    dotknięta, a USA i świat zachodni najbardziej. Wynika to właśnie z odmienności
    tradycyjnych diet. Ponadto, wyniki uzyskane przez zespół z Instytutu
    Karolińskiego, pomogą zapewne farmaceutycznym ośrodkom badawczym w pracy nad
    nowymi lekarstwami przeciwko nowotworom.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1377388,16,1,0,120,686,item.html
  • 29.08.06, 09:30
    Syntetyczny związek "nakłania" komórki raka do samozniszczenia
    Małą syntetyczną cząsteczkę, która pomaga doprowadzić komórki raka do
    samobójstwa, zidentyfikowali badacze z USA i Korei Południowej.
    Zdaniem autorów pracy, którą zamieszcza internetowe wydanie pisma "Nature
    Chemical Biology", odkrycie to może zaowocować nowymi metodami leczenia raka,
    skrojonymi na potrzeby indywidualnego pacjenta.

    Jak tłumaczą badacze na łamach artykułu, większość żywych komórek zawiera
    białko o nazwie prokaspaza-3, które po aktywacji zmienia się w kaspazę-3, enzym
    inicjujący samobójczą śmierć komórek. Proces ten, nazywany apoptozą, jest
    ściśle zaprogramowany i uruchamiany w komórkach chorych czy uszkodzonych, po to
    by nie mogły się dalej dzielić i były eliminowane z organizmu. Jednak w
    komórkach nowotworowych ścieżka prowadząca do aktywacji prokaspazy- 3 jest
    uszkodzona, co w rezultacie pozwala im uniknąć zniszczenia i dalej się mnożyć.
    Teraz naukowcom z Uniwersytetu Stanu Illinois w Urbana-Champaign razem z
    kolegami z Seulskiego Narodowego Uniwersytetu udało się zidentyfikować mały
    syntetyczny związek, który bezpośrednio aktywuje prokaspazę-3 i uruchamia
    proces apoptozy. Cząsteczkę nazwano w skrócie PAC-1 (aktywujący prokaspazę
    czynnik 1).

    Można powiedzieć, że PAC-1 pomaga uruchomić maszynerię uszkodzoną w komórkach
    nowotworowych i w ten sposób "nakłania" je do samobójstwa, wyjaśnia biorący
    udział w badaniach prof. Paul J. Hergenrother.

    Badacze "wyłowili" PAC-1 spośród ponad 20 tys. odmiennych strukturalnie
    związków, w trakcie sprawdzania ich zdolności do aktywacji prokaspazy-3 i co za
    tym idzie do niszczenia raka. Przeciwnowotworowe własności PAC-1 wykazano w
    testach na hodowlach komórek nowotworowych oraz na trzech szczepach myszy
    predysponowanych do rozwoju raka. Związek niszczył też komórki nowotworów
    złośliwych pobranych od 23.

    Okazało się, że też im więcej prokaspazy-3 zawierały komórki nowotworowe, tym
    mniejsze stężenie PAC-1 było potrzebne by je uśmiercić.

    "To oznacza, że w przyszłości pacjentów chorych na raka można będzie
    klasyfikować do leczenia z użyciem PAC-1 na podstawie ilości prokaspazy-3 w
    komórkach ich guza" - komentuje prof. Hergenrother.

    Ostatnio naukowcy coraz częściej podkreślają, że takie zindywidualizowane
    podejście do chorego jest przyszłością onkologii i całej medycyny. Dzięki niemu
    można będzie m.in. uniknąć szpikowania pacjentów nieskutecznymi w ich przypadku
    lekami oraz ograniczyć uboczne skutki terapii.

    Autorzy najnowszej pracy uważają, że PAC-1 to tylko pierwszy z całej grupy
    nieodkrytych jeszcze związków, które są zdolne uruchamiać apoptozę w komórkach
    nowotworowych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1377385,16,1,0,120,686,item.html
  • 01.09.06, 09:32
    Między medycyną klasyczną i niekonwencjonalną jest szeroki pas „ziemi
    niczyjej". Właśnie tam biolodzy, we współpracy z farmakologami, szukają
    naturalnych substancji przeciwrakowych i próbują odkryć mechanizmy ich
    działania. W Zakładzie Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego warszawskiej
    Akademii Medycznej 15 lat temu rozpoczęto prace nad selolem, preparatem o
    szczególnych właściwościach antyrakowych.

    UZASADNIONE NADZIEJE

    „Selol jest mieszaniną pierwszych w świecie seleninotrójglicerydów, otrzymanych
    na bazie oleju słonecznikowego” – informuje dr Piotr Suchocki z Zakładu Analizy
    Leków AM. Jak wyjaśnia, jest to jeden z nielicznych organicznych związków
    selenu zawierający ów pierwiastek na czwartym stopniu utlenienia - Se(IV). Do
    trójglicerydów selen został wbudowany w wyniku reakcji estryfikacji.

    ZABÓJCZY DLA RAKA, BEZPIECZNY DLA ORGANIZMU

    „Selol atakuje wszystkie istotne życiowo mechanizmy metabolizmu komórek
    nowotworowych” – wyjaśnia Suchocki. Komórki nowotworowe są bezbronne wobec
    wolnych rodników, które stanowią „oręż” selolu. Badania wykazały, że komórki
    nowotworowe, poddane wpływowi selolu, nie uruchamiają nawet podstawowych
    mechanizmów obrony przed wolnymi rodnikami. Oznacza to, że nie zwiększają
    produkcji glutationu (GSH) (tripeptyd, wystepuje we wszystkich komórkach, pełni
    funkcję ochronną dla wielu enzymów i biologicznie czynnych białek - PAP).
    Tymczasem komórki zdrowe reagują w sposób odwrotny. Jak podaje Suchocki,
    produkcja GSH w mitochondriach wątroby szczurów, po podaniu selolu, rośnie
    nawet szesnastokrotnie. Zdrowe komórki są więc całkowicie bezpieczne.

    GENEZA W KOSMOSIE?

    Mechanizm działania selolu na komórki nowotworowe jest wielokierunkowy.
    Dlatego, zdaniem twórców preparatu, trudno go dokładnie opisać. Wieloletnie
    prace badawcze pozwoliły jednak ustalić sporo istotnych kwestii. Suchocki
    tłumaczy, że ogromna ilość glutationu, wyprodukowana przez zdrowe komórki,
    powoduje redukcję Se4+ do Se2- (selenki). Równocześnie wytwarza się
    selenodiglutation, jeden z najsilniejszych naturalnych stymulatorów apoptozy
    komórek nowotworowych. Selenki reagują z seryną, wymieniając jej grupę -OH na -
    SeH. Tak powstaje selenocysteina, która wbudowuje się specyficznie do centrów
    aktywnych selenoenzymów. Selenoenzymy naprawiają uszkodzenia błony komórkowej i
    DNA w zdrowych komórkach oraz likwidują niekontrolowany nadmiar wolnych
    rodników.

    Tak to brzmi w języku chemika. Suchocki stara się jednak "przetłumaczyć"
    naukowe wyjaśnienie, aby było zrozumiałe dla laika. Stosuje ciekawą
    analogię. „Należy przypuszczać, że selol wykorzystuje mechanizm, dzięki któremu
    kilka miliardów lat temu mogło przetrwać życie na Ziemi, bombardowanej
    promieniowaniem kosmicznym i UV” - mówi.

    SELEN URUCHAMIA PROCES SAMOWYLECZENIA?

    Nowotwory są likwidowane przy pomocy zdrowych komórek. W ten sposób, w ogromnym
    skrócie, podsumować można mechanizm działania selolu. Czy mowa zatem o
    samowyleczeniu? „Niewykluczone, że tak” – ocenia dr Suchocki. „Należy tylko
    dostarczyć organizmowi selenu – pierwiastka naturalnie występującego w glebie.
    Obecnie w Polsce selen występuje w śladowych ilościach, ale miliony lat temu
    było go wielokrotnie więcej” - dodaje.

    Jak wynika z badań, selen jest jednak pierwiastkiem bardzo toksycznym. Suchocki
    podaje, że dopuszczalna maksymalna dzienna dawka selenu(IV) dla dorosłego
    człowieka wynosi około 200 mg (0,2 mg). „Selol jest wielokrotnie mniej
    toksyczny i można go podawać w dawkach setki razy większych, nawet przez
    kilkanaście lat, bez jakichkolwiek skutków ubocznych” – zapewnia.

    SUBSTANCJA JEDYNA W SWOIM RODZAJU

    Selol nie ma swoich odpowiedników w lecznictwie. Zdaniem Suchockiego, można go
    porównywać jedynie z seleninem sodowym, który również zawiera Se(IV), ale jest
    związkiem nieorganicznym, bardzo toksycznym. Selenin sodowy jest dostępny w
    aptekach w postaci tabletek. Ze względu na swoją szkodliwość może być stosowany
    tylko w profilaktyce, w dawkach nie przekraczających 0,2 mg dziennie.

    Onkologom wiadomo, że do zlikwidowania bardzo zaawansowanego nowotworu potrzeba
    od 1,5 do 3,2 mg Se(IV) na kilogram masy ciała chorego. „Jest to dawka
    niewyobrażalna, jeśli chodzi o zastosowanie seleninu sodowego, ale całkiem
    niewielka w przypadku selolu” – porównuje Suchocki. Podkreśla, że stosowanie
    tak dużych dawek selolu, nawet przez wiele miesięcy, nie powoduje skutków
    ubocznych.

    WYSOKI STOPIEŃ ZAAWANSOWANIA BADAŃ

    Prace nad preparatem są bardzo zaawansowane. „Znajdujemy się w końcowej fazie
    badań przedklinicznych” – informuje Suchocki. „Przechodzimy do testów na
    zwierzętach z wszczepionymi nowotworami” - zapowiada. Członkowie zespołu Piotra
    Suchockiego współpracują z najlepszymi specjalistami w dziedzinie medycyny i
    biologii, m.in. z prof. Mieczysławem Kurasiem z Zakładu Morfogenezy Roślin
    Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i dr Grażyną Hoser z Centrum
    Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Zespół biologów, biorących
    udział w pracach nad istotą i molekularnym podłożem działania selolu, podziela
    optymizm Suchockiego. „Selol to jeden z najlepszych preparatów cytostatycznych,
    które dotychczas badaliśmy” – mówi prof. Kuraś.

    Z powodów etycznych oraz ze względu na niewielką ilość gotowego selolu Zespół
    Analizy Leków AM nie prowadzi badań na ludziach. Z tych samych przyczyn
    preparaty wytwarzane w wąskich kręgach uczelnianych nie są szeroko dostępne.
    Jednak w przypadkach bardzo ciężkich, gdy w grę nie wchodziło jakiekolwiek inne
    leczenie (terminalne stadia choroby nowotworowej), selol bywa wydawany
    pacjentom. Warunkiem udostępnienia preparatu jest pisemna prośba lekarza
    onkologa bezpośrednio opiekującego się chorym. Badacze wymagają również
    udokumentowania stanu chorego wynikami badań wykonanych w szpitalu.

    DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE

    Selol jest najskuteczniejszy w przypadku raka prostaty, nawet z przerzutami do
    kości. Suchocki mówi o kilkudziesięciu przypadkach całkowitego wyleczenia, co
    stanowi 100 proc. wyleczonych spośród osób poddanych eksperymentalnej terapii
    (po 2 latach leczenia). Równie imponujące są efekty leczenia gwiaździaka
    (Astrocytoma) - 5 przypadków, również 100 proc. wyleczeń. Skuteczność w
    przypadku nowotworów wątroby, płuc, piersi, szyjki macicy, jelita grubego i
    trzustki jest znacznie mniejsza i wynosi od 65 proc. do około 80 proc. wyleczeń
    po pięcioletniej terapii.

    Jak widać, liczba osób, które zdecydowały się na leczenie selolem, jest zbyt
    mała, aby można było stawiać tezy o jego przełomowym znaczeniu w onkologii. Z
    drugiej strony, wyniki terapii są zbyt optymistyczne, by nie przywiązywać do
    nich wagi.

    Z obserwacji prowadzonej przez ekspertów z AM wynika, że gdy chory narząd
    jeszcze funkcjonuje, można go uratować. „Wszystko zależy od dawki” – mówi
    Suchocki. „Nigdy jednak nie przekraczaliśmy dawki 3,2 mg selolu na kilogram
    masy ciała. To bardzo niewiele jak na możliwości selolu” - dodaje.

    Najbardziej zaawansowane są prace nad odmianą selolu, która likwiduje białaczki
    i czerniaka. Jest skuteczniejsza w zwalczaniu nowotworów chemioopornych niż
    podatnych na chemię. Preparat ten znajduje się już w fazie badań
    farmakologicznych i farmakokinetycznych.

    SELOL MA DUŻE MOŻLIWOŚCI – LEKARZE WCIĄŻ NIE

    Ze względu na znikome rozmiary produkcji i fakt, że jako lek selol nie został
    jeszcze zarejestrowany, jego stosowanie jest bardzo ograniczone. Na podawanie
    preparatu decydują się jedynie lekarze z kilku Klinik Onkologicznych, które
    współpracują z AM. Kliniki te występowały do Komisji Etycznych o zgodę na
    terapię selolem w wyjątkowych, skrajnych przypadkach choroby nowotworowej.

    W ocenie
  • 01.09.06, 10:03
    Jednym ze sposobów na walkę z rakiem są szczepionki mające zachęcić układ
    odpornościowy chorego do skuteczniejszego niszczenia złośliwych komórek

    W ponad 150 ośrodkach na świecie trwają obecnie badania nad szczepionkami m.in.
    na raka piersi, żołądka, jelita grubego i białaczkę. Duża część tych programów
    dotyczy również czerniaka.

    Prototyp takiej szczepionki stworzył w 2004 r. David Berd z Thomas Jefferson
    University w Filadelfii. Wykorzystał on komórki nowotworowe pobrane od
    pacjentów. Wszystkie najpierw unieszkodliwiono, by nie dawały przerzutów, a
    następnie połowę oznaczono chemicznie, by układ odpornościowy mógł je łatwiej
    rozpoznać.

    Skuteczność szczepionki sprawdzono na 20 osobach z zaawansowanym czerniakiem.
    Pozytywną odpowiedź stwierdzono u ośmiu spośród dziesięciu chorych, którzy
    dostali oznaczone komórki, i sześciu spośród dziesięciu chorych, którym podano
    komórki nieoznaczone. U jednego z pacjentów guz, który powstał już w wyniku
    przerzutu, zmalał o połowę. Najprawdopodobniej białe krwinki zachęcone do
    działania przez szczepionkę wniknęły do niego i zniszczyły większą część jego
    komórek.

    źródło pochodzenia Gazeta.pl
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34138,3587712.html
  • 01.09.06, 11:59
    nie wkleił sie cały artykuł - poniżej dokończenie

    W ocenie Suchockiego są duże szanse na wpisanie selolu do oficjalnego katalogu
    leków. Na przeszkodzie naukowcom stają bariery ekonomiczne. Z uwagi na bardzo
    niewielkie możliwości finansowe kilkunastu zespołów badawczych w Polsce proces
    rejestracyjny bardzo się wydłuża. Być może przydałoby się wsparcie ośrodków
    zagranicznych. „Chcemy jednak zrobić wszystko, aby selol pozostał polskim
    preparatem” – tłumaczy Suchocki.

    BARIERY FINANSOWE

    Polskie firmy farmaceutyczne deklarują zainteresowanie selolem. Jak informuje
    Suchocki, wymagają jednak dowodów jego skuteczności. „Nie mamy pieniędzy, aby
    rozpocząć kosztowne badania kliniczne. Walczymy o każdy grosz. Na szczęście
    selol broni się sam, ratując życie, i nie pozwala, aby instytucje
    odpowiedzialne za finansowanie badań o nim zapomniały” - pociesza.

    Badaczom udało się zgromadzić niewielkie sumy. Duże ma tu Fundacja Profilaktyka
    i Zwalczanie Nowotworów w Radomiu, kierowana przez mgr inż. Mieczysława
    Grabowskiego. Pomoc jednak jest bardzo niewielka w stosunku do potrzeb - zespół
    naukowy AM zdobywa zaledwie środki na produkcję selolu do badań.

    VILCACORA – NADZIEJE ROZBUDZONE

    Zwolennicy medycyny naturalnej obiecywali już przełom w walce z nowotworami.
    Miał się on dokonać za sprawą południowoamerykańskiej rośliny o nazwie
    Vilcacora (Uncaria tomentosa). Walory terapeutyczne tej rośliny od lat stanowią
    jednak obiekt kontrowersji. Przedstawiciele medycyny niekonwencjonalnej
    zalecają ją chorym, dając tak potrzebną nadzieję w sytuacjach, kiedy metody
    chirurgiczne, chemio- i radioterapia zawodzi. Za ich racją przemawiają liczne
    potwierdzone efekty terapii vilcacorą – efekty pozytywne, wyrażone nie tylko
    przedłużeniem życia, ale niejednokrotnie całkowitym wyleczeniem. Nie istnieją
    wszakże żadne badania, ujmujące te efekty w liczbach. Nie prowadzi się
    statystyk na ten temat. Dlatego medycyna klasyczna prezentuje przeciwstawne
    stanowisko. Lekarze, którzy nie znajdują podstaw do stosowania
    niezarejestrowanego preparatu, przepisują go (o ile w ogóle) jedynie w
    terminalnych stadiach choroby.

    VILCACORA POD MIKROSKOPEM

    W Polsce badaniami nad vilcacorą zajmuje się m.in. zespół naukowców Wydziału
    Biologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem profesora Mieczysława
    Kurasia. „Badania prowadzone w wielu światowych laboratoriach, w tym w
    Zakładzie Morfogenezy Roślin UW, zmierzają do ustalenia mechanizmu działania i
    oceny skuteczności Vilcacory, a także do poznania ewentualnych ubocznych
    skutków jej stosowania” – mówi Kuraś.

    Dotychczasowe analizy, wykonane przy współpracy z prof. Gulewiczem z Instytutu
    Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu pozwoliły na wstępne ustalenie różnych
    wariantów składu chemicznego preparatów i określenie standardów przygotowania
    szeregu preparatów o różnym zastosowaniu, w zależności od typu i stadium
    zaawansowania nowotworu. Stwierdzono zróżnicowane oddziaływanie tych preparatów
    na komórki rakowe (w stosunku do komórek kontrolnych) oraz immunomodulacyjne
    ich działanie w zależności od stosowanej koncentracji”.

    „Należy jednak pamiętać, że od odkrycia substancji biologicznie aktywnej do
    leku jest bardzo daleka droga” – mówi długoletni współpracownik Kurasia, dr
    Suchocki.

    Jak ocenia Kuraś, wyniki laboratoryjne rysują optymistyczne perspektywy
    wykorzystania preparatów Vilcacory (samej lub w połączeniu z innymi naturalnymi
    produktami) do badań klinicznych, a w dalszej konsekwencji dla możliwości ich
    zastosowania w terapii przeciwrakowej. Do tego jednak, aby vilcacora trafiła na
    listę dostępnych w Polsce leków, potrzeba zintensyfikowania badań oraz większej
    integracji i wzajemnego zrozumienia środowisk naukowych i lekarskich.

    UKŁON W STRONĘ NATURY

    Leki chemiczne nie działają specyficznie na komórki nowotworowe. Doprowadzają
    do wyniszczenia wszystkich, szczególnie odpornościowych komórek organizmu.
    Natomiast najnowsze nadzieje, leki nowej generacji, są trudno dostępne ze
    względu na koszt leczenia. Metody genetyczne czy fotodynamiczne ciągle
    pozostają w fazie dopracowywania, klinicznych badań i planów. Stąd coraz
    wyraźniejsza tendencja (także w środowiskach akademickich) powrotu do medycyny
    naturalnej (niekonwencjonalnej), tak popularnej w USA, w Kanadzie, czy w
    krajach Europy Zachodniej.

    W Polsce medycyna naturalna wciąż jeszcze jest na marginesie nauk medycznych.
    Zdaniem prof. Kurasia, mamy duże braki i zaległości w stosunku do krajów wysoko
    uprzemysłowionych, gdzie medycyna naturalna zyskała sobie pełną akceptację i
    jest w pełni skorelowana z klasyczną gałęzią tej nauki.

    ***

    Prof. dr hab. Mieczysław Kuraś przyczynił się do pogłębienia wiedzy o
    naturalnych, cytostatycznych i cytotoksycznych substancjach
    przeciwnowotworowych. Prowadził badania dotyczące struktury i fizjologii
    komórki, a szczególnie regulacji podziałów i wzrostu komórek pozostających w
    bezpośrednim związku z indukcją nowotworów. Zidentyfikował szereg preparatów o
    bardzo skutecznym działaniu antymitotycznym, które aktualnie testowane są już
    na nowotworowych liniach komórkowych oraz indukowanych bądź pasażowanych
    formach nowotworów.

    Obecnie jego zespół wraz z prof. Alicją Zobel z Uniwersytetu w Peterborough
    (Kanada) przygotowuje do opatentowania przeciwnowotworowe działanie kumaryny
    (alfabenzopyronu). Przedmiotem wspólnych analiz i opracowań jest również
    synergistyczne działanie kilku preparatów w stosunku do mutagennego Taxoteru®.

    Wyniki tych badań, a przede wszystkim ich użyteczność, obok wybitnych osiągnięć
    z zakresu strukturalnej determinacji rozwoju roślin oraz wieloletnich sukcesów
    dydaktycznych, zaowocowały przyznaniem profesorowi Kurasiowi 16 listopada 2005
    roku Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

    PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

    żródło pochodzenia Gazeta.pl - Nauka
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead01&news_cat_id=249&news_id=7002&layout=6&forum_id=1933&page=text
  • 01.09.06, 10:01
    Doklejam pełny tekst z uwagi , jak wskazano na początku przy założeniu wątku za
    jakis czas ta wiadomośc może byc już niedostępna w sieci.

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3587711.html
    Po raz pierwszy naukowcom udało się zmienić geny komórek układu odpornościowego
    tak, że te podjęły skuteczną walkę z nowotworem
    Zespół badaczy z USA za pomocą inżynierii genetycznej przekształcił komórki
    ludzkiego układu odpornościowego w wyspecjalizowanych zabójców czerniaka -
    jednego z najbardziej złośliwych nowotworów. Zmienione komórki są w stanie
    przetrwać w ludzkim organizmie i zniszczyć duży guz nowotworowy. Szczegóły
    odkrycia publikuje dzisiejsze "Science".

    Najlepszą obroną jest atak

    Organizm człowieka jest bezustannie atakowany przez różnego rodzaju bakterie,
    wirusy, pasożyty czy grzyby. Na szczęście natura wyposażyła nas w wiele
    mechanizmów obrony przed nimi. Pierwszą barierą jest skóra, ale gdy zarazkom
    uda się ją pokonać, do działania przystępuje nasz najważniejszy ochroniarz -
    układ odpornościowy. Czasami musi on jednak stanąć do walki nie tylko z
    intruzami z zewnątrz, ale również ze zbuntowanymi komórkami ciała, w którym
    pracuje - z nowotworem.

    Skąd się biorą komórki nowotworowe? To wciąż zagadka. Wiemy jedynie, że w
    którymś momencie komórki, np. krwi, skóry czy nerki, zamiast dzielić się i
    umierać w wyznaczonym rytmie, zaczynają mnożyć się bez żadnej kontroli,
    formować guzy i - co najgorsze - tworzyć przerzuty.

    Część naukowców jest przekonana, że podczas całego życia człowieka do takiej
    sytuacji dochodzi wiele razy. To, że w większości przypadków z wariujących
    komórek nie rozwija się poważna choroba, to zasługa właśnie układu
    odpornościowego, który jest w stanie je rozpoznać i błyskawicznie zniszczyć.
    Nie zawsze się to jednak udaje. Choroba atakuje wtedy organizm z niszczycielską
    siłą.

    Jednym z pomysłów na walkę z nowotworem jest wzmocnienie układu
    odpornościowego, tak by radził sobie nie tylko wtedy, gdy złośliwych komórek
    jest kilka lub kilkadziesiąt, ale też w sytuacji, gdy choroba jest w
    zaawansowanym stadium.

    Steven Rosenberg z amerykańskiego National Cancer Institute jest jednym z
    pierwszych, którzy teorię postanowili wcielić w życie.

    Nowa kasta wojowników

    Rosenberg wraz z zespołem skupił się na tzw. limfocytach typu T - jednym z
    kluczowych elementów układu odpornościowego. To one rozpoznają i atakują obce
    dla naszego organizmu komórki, w tym także te nowotworowe.

    Uczeni postanowili wykorzystać naturalne zdolności limfocytów do tworzenia
    nowej kasty swoistych antyrakowych wojowników, którzy będą w stanie szybko
    zlokalizować i zniszczyć złośliwe komórki.

    Na powierzchni każdego limfocytu T znajdują się receptory - białka rozpoznające
    tzw. antygeny, cząsteczki obecne na komórkach - także nowotworowych. Od
    materiału genetycznego danego limfocytu zależy, jaki typ antygenu rozpoznają
    jego receptory. Tak więc niektóre limfocyty T zawierają geny, które umożliwiają
    im przyczepianie się do komórek czerniaka, inne z kolei są w stanie rozpoznawać
    komórki raka płuc czy piersi.

    Ocaleni przez wirusy

    Rosenberg pobrał pewną liczbę limfocytów T z organizmów 17 osób chorych na
    zaawansowanego (dającego już przerzuty) czerniaka. Następnie za pomocą wirusów
    wprowadził do nich geny odpowiedzialne za tworzenie się receptorów
    rozpoznających czerniaka.

    Używając tych "zbrojonych" komórek, naukowcy starali się nakierować układ
    odpornościowy pacjentów na wzmożoną walkę z nowotworem.

    Okazało się, że ulepszone przez badaczy limfocyty na dobre zadomowiły się w
    organizmach 15 pacjentów. W ciągu dwóch miesięcy od rozpoczęcia leczenia
    zmienione komórki stanowiły już 10 proc. wszystkich limfocytów T krążących we
    krwi chorych.

    Szczególnie dobrze na pionierską terapię zareagowało dwóch mężczyzn (w ich krwi
    było najwięcej nowych limfocytów). Guzy znikły, a po półtora roku oficjalnie
    uznano ich za zdrowych. Naukowcy szukają teraz sposobu na to, by tak wspaniałe
    wyniki leczenia udało się osiągnąć większości chorych.

    - Po raz pierwszy pokazaliśmy, że manipulując genami limfocytów, można
    zahamować, a nawet cofnąć rozwój guza nowotworowego u ludzi - podsumowuje swoje
    badania Rosenberg. Naukowiec jest przekonany, że będzie w stanie wyprodukować
    limfocyty zdolne atakować również komórki np. raka piersi, płuc czy wątroby. -
    Już zidentyfikowaliśmy receptory odpowiedzialne za ich rozpoznawanie - dodaje
    amerykański uczony.

    oraz jeszcze serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3588293.html

    Mamy nową broń na choroby nowotworowe - ogłosili w dzisiejszym "Science"
    naukowcy z USA. Udowodnili, że manipulując ludzkimi genami, można zniszczyć
    rozwijający się w organizmie złośliwy guz. To pierwszy taki przypadek w
    historii.
    Zespół badaczy kierowany przez Stevena Rosenberga z amerykańskiego Narodowego
    Instytutu Raka zajął się czerniakiem - jednym z najgroźniejszych nowotworów (w
    Polsce czerniak atakuje prawie 2 tys. osób rocznie, umiera ok. tysiąca).

    Rosenbergowi udało się przekształcić komórki układu odpornościowego w zabójców
    wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu i atakowaniu czerniaka. Dwóch z leczonej
    nowatorską metodą grupy pacjentów pomimo zaawansowanego stadium choroby i
    obecności przerzutów wróciło całkowicie do zdrowia. To nie koniec. Badacze
    zapowiadają, że są na dobrej drodze do stworzenia antyrakowych wojowników
    potrafiących skutecznie walczyć również z innymi nowotworami: rakiem płuca,
    piersi czy wątroby.

    - Od lat liczymy, że terapia genowa zadziała. Wygląda na to, że tym razem
    rzeczywiście się udało - powiedział "Gazecie" prof. Andrzej Mackiewiecz,
    czołowy polski specjalista zajmujący się czerniakiem. - Jednak na otrąbienie
    zwycięstwa nad rakiem jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Musimy poczekać, aż
    inni powtórzą wyniki badań Rosenberga i większa liczba chorych odpowie na
    leczenie.

    źródło pochodzenia Gazeta.pl
  • 01.09.06, 11:47
    W uzupełnieniu tego wątku jeszcze z portalu Onet.pl

    Sensacyjne doniesienie ws. terapii genowej
    Świat obiegło sensacyjne doniesienie - terapia genowa uwolniła od złośliwego
    nowotworu dwóch pacjentów, którym konwencjonalne metody leczenia nie dawały
    szans.
    O tym sukcesie poinformował w najnowszym wydaniu pisma "Science" dr Steve
    Rosenberg z amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka.

    Dwaj mężczyźni nie zmarli na czerniaka dzięki nowatorskiej metodzie leczenia,
    polegającej na wykorzystaniu genetycznie zmodyfikowanych wersji ich własnych
    komórek - krwinek białych. Naukowcy przestrzegają przed nadmiernym optymizmem -
    Mark Oringer i Thomas M. byli jedynymi z grupy 17 pacjentów, u których ta
    terapia genetyczna poskutkowała w stu procentach; u pozostałych zaobserwowano
    zmniejszenie się guzów.

    Niemniej jednak - jak powiedział dyrektor Instytutu dr John Niederhuber -
    pojawiła się szansa nowatorskiego leczenia czerniaka, a w przyszłości zapewne
    innych złośliwych nowotworów - piersi, odbytnicy, płuc, wątroby. Doktor
    Rosenberg podkreślił, że inżynierię genetyczną udało się wykorzystać w leczeniu
    po raz pierwszy.

    Zespół doktora Rosenberga wykorzystał do walki z rakiem układ odpornościowy
    pacjentów; dzięki genetycznym modyfikacjom ich krwinki białe uzyskały większe
    zdolności rozpoznawania i likwidowania guzów.

    Wkrótce mają się rozpocząć próby kliniczne z pacjentami, chorymi na inne
    rodzaje raka. Dr Rosenberg na razie nie ujawnia, jaki konkretnie nowotwór
    zamierza zaatakować.

    57-letni Mark Origer, jeden z dwóch całkowicie wyleczonych pacjentów,
    opowiedział o swoich doświadczeniach brytyjskiemu dziennikowi "Telegraph"
    (wydanie piątkowe). Przed tygodniem lekarze przekazali mu najlepszą z możliwych
    wiadomości - jego organizm jest absolutnie wolny od raka. A miał czerniaka, i
    to z przerzutami na wątrobę.

    Terapię genową rozpoczęto u niego w grudniu 2004 roku, po fiasku chemoterapii i
    leczenia operacyjnego; w styczniu 2005 roku jego guzy zmniejszyły się o połowę.
    We wrześniu uczestniczył w ślubie córki.

    U Marka Origera i Thomasa M. choroba nie powróciła od 18 miesięcy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379340,16,item.html
  • 02.09.06, 07:48
    W ciągu najbliższych lat pojawią się nowe szczepionki, które będą miały wpływ
    na poprawę naszego zdrowia. Są to szczepionki m.in. przeciwko nowotworom płuc i
    prostaty.
    Naukowcy apelują, by korzystać z takiej formy profilaktyki zdrowotnej.

    "W przygotowaniu są szczepionki przeciwko rakowi płuc, prostaty. Będą to bardzo
    drogie szczepionki. Jednak jeśli nie zapłacimy tej ceny, szczepionek nie
    będzie" - podkreślił podczas piątkowej konferencji prasowej w Warszawie ekspert
    ds. szczepień w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) prof. Heinz-Josef Schmitt.
    Według niego, jednym ze sposobów na pokrycie kosztów produkcji nowych
    szczepionek mogą być dotacje rządowe.

    "Szczepienia ochronne umożliwiają całkowite wyeliminowanie chorób - tak, jak
    było w przypadku ospy prawdziwej czy obecnie z chorobą Heinego-Medina. Poza tym
    bardzo redukują liczbę powikłań i zgonów oraz powodują oszczędności dla systemu
    ochrony zdrowia i dla społeczeństwa" - zaznaczył Schmitt. Zaleca on np.
    szczepienie się przeciwko krztuścowi co 10 lat.

    Zdaniem prof. Jacka Wysockiego z Akademii Medycznej w Poznaniu, szczepieniom
    przeciwko grypie szczególnie powinny poddawać się dzieci i osoby starsze.
    Według niego, u znacznej części społeczeństwa funkcjonuje mit, że szczepienie
    to powinno chronić przed każdym przeziębieniem i że uodporniać należy przede
    wszystkim osoby pracujące.

    "Konieczne jest upowszechnienie wiedzy na temat grup szczególnego ryzyka
    powikłań grypowych, a także zwrócenie uwagi na fakt, że szczepienia można
    prowadzić w okresie od września do grudnia, a jeśli szczepionka jest dostępna,
    także w styczniu" -powiedział prof. Wysocki.

    Prof. Claude Hannoun z paryskiego Instytutu Pasteura podkreślał, że szczepienie
    przeciwko grypie zapobiega samej chorobie, ciężkiemu jej przebiegowi oraz
    niektórym jej powikłaniom, np. zapaleniu płuc.

    Obecnie w Polsce odbywają się szczepienia: obowiązkowe dzieci i młodzieży
    (uporządkowane według wieku), obowiązkowe dla osób narażonych w sposób
    szczególny na zakażenie (np. personelu medycznego) - finansowane z budżetu
    Ministerstwa Zdrowia oraz szczepienia zalecane, których koszty pokrywają osoby
    zaszczepiające się.

    Zdaniem prof. Wysockiego, w Polsce szczególnie zalecane są szczepienia
    przeciwko m.in. wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, grypie, ospie wietrznej
    czy odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379611,16,1,0,120,686,item.html
  • 02.09.06, 14:13
    Jak lek na raka pomaga wirusowi zwalczać guzy mózgu
    Lek stosowany w chemioterapii nowotworów pomaga zmienionemu wirusowi opryszczki
    niszczyć nieuleczalne obecnie guzy mózgu - zaobserwowali badacze amerykańscy.
    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
    Sciences".

    W ostatniej dekadzie pojawiło się kilka eksperymentalnych metod leczenia raka
    wykorzystujących zmodyfikowane wirusy. Testy wirusowych terapii raka prowadzone
    np. na pacjentach z rakiem trzustki czy płuc wykazały, że są one bezpieczne.
    Zdaniem autorów najnowszej pracy, bezpieczeństwo to wynika m.in. z faktu, że
    wirusy w nich wykorzystywane są bardzo osłabione i pozbawione własności
    chorobotwórczych. Z drugiej strony, te właśnie cechy mogą zagrozić skuteczności
    terapii. Przykładem jest tu użycie zmodyfikowanego wirusa opryszczki w terapii
    nieuleczalnych obecnie u ludzi guzów mózgu. Wirus przechodzi obecnie intensywne
    testy na zwierzętach. Jest on wstrzykiwany bezpośrednio do guza, gdzie wnika
    wyłącznie do komórek nowotworowych i niszczy je. Badania wykazały jednak, że w
    kilku godzin później do guza napływają komórki odporności predysponowane do
    walki z infekcjami. Zwalczając wirusa komórki te obniżają skuteczność terapii.

    Teraz okazuje się, że lek od lat stosowany w chemioterapii raka - cyklofosamid
    może na krótko osłabić aktywność tych komórek, a przez to dać wirusowi szansę
    na powielenie się i zniszczenie większego fragmentu guza.

    Najnowsze badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Stanu Ohio.
    Analizowali oni wycinki z mózgów szczurów, którym z powodu guza wstrzykiwano
    leczniczego wirusa. Część gryzoni otrzymała jednocześnie cyklofosfamid.

    Jak zaobserwowali naukowcy, już w 6 godzin po zastrzyku do guza zaczęły
    wędrować liczne komórki odporności stanowiące pierwszą linię obrony przed
    infekcjami - tzw. naturalni zabójcy (komórki NK) i makrofagi oraz komórek
    odporności tkanki nerwowej - tzw. mikrogleju.

    W rezultacie, w miejscu guza liczba makrofagów na przykład uległa potrojeniu.
    Zupełnie inaczej było u zwierząt, którym podano cyklofosfamid - liczba
    makrofagów wzrosła u nich tylko o połowę.

    Jak wykazały dalsze doświadczenia, cyklofosfamid działa hamując w komórkach
    odporności produkcję związku sygnałowego o nazwie interferon gamma (IFN gamma),
    którego rolą jest "przyciąganie" komórek odporności do miejsca infekcji.

    W mózgach szczurów, którym wstrzykiwano wirusa, ale nie podawano cyklofosfamidu
    poziom IFN gamma rósł 10-krotnie po 6 godzinach i 120-krotnie po 72 godzinach.
    Natomiast zwierzęta, którym podano lek miały tylko niewielki wzrost stężenia
    IFN gamma z mózgu.

    Badacze wykazali też, że w guzach mózgu u myszy niezdolnych do wytwarzania IFN
    gamma leczniczy wirus powielał się znacznie skuteczniej, niż w u zwykłych myszy.

    "Nasze badania wykazały, że z użyciem cyklofosfamidu możemy zahamować działanie
    wcześnie reagujących na infekcje komórek odporności, a przez to poprawić
    zdolność wirusa HSV do niszczenia guzów mózgu" - komentuje prowadzący badania
    prof. Antonio Chiocca.

    Dzięki tej metodzie, można będzie zablokować wybrane komórki odporności na
    bardzo krótki okres czasu, bez potrzeby stosowania ogólnej immunosupresji.

    Jak zaznaczają autorzy pracy, póki co wirus i lek nie mogą być jednak stosowane
    u pacjentów.

    Zanim do tego dojdzie metoda ta wymaga jeszcze dopracowania, a później będzie
    jeszcze musiała przejść kliniczne testy oceniające jej bezpieczeństwo i
    skuteczność.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379280,16,1,0,120,686,item.html
  • 03.09.06, 13:45
    Osoby narażone na regularny kontakt z ołowiem, np. w pracy, mają o 50 proc.
    większe ryzyko zgonu z powodu guza mózgu - informują naukowcy z USA na łamach
    pisma "International Journal of Cancer".
    Do takich wniosków doszli badacze z University of Rochester, którzy
    wykorzystali dane na temat przyczyn zgonu oraz ekspozycji na ołów związanej z
    wykonywanym zawodem wśród 317 968 osób, które w latach 1979-81 dostarczyły
    informacji o miejscu zatrudnienia do Amerykańskiego Biura ds. Spisu Ludności.

    Każdy zawód oceniano pod względem prawdopodobieństwa kontaktu z ołowiem oraz
    intensywności tego kontaktu. Na przykład, osoby obsługujące stacje benzynowe w
    latach 70. i wczesnych latach 80., gdy stosowano jeszcze benzynę z ołowiem,
    zaliczono do grupy o wysokim ryzyku narażenia na ten metal, ale ich bezpośredni
    kontakt z ołowiem oceniono na średni. Za zawody o potencjalnie największym
    kontakcie z ołowiem uznano malarzy, ze względu na obecność tego pierwiastka w
    farbach oraz mechaników samochodowych, narażonych na niego podczas spawania,
    naprawy chłodnic, kontaktu z bateriami akumulatorowymi, ze smarami i farbami.

    W ciągu 9 lat naukowcy odnotowali w badanej grupie 119 przypadków zgonu z
    powodu guza mózgu. Analiza ujawniła, że osoby najbardziej narażone w pracy na
    kontakt z ołowiem miały o 50 proc. większe ryzyko zgonu z tej przyczyny niż
    osoby nie mające styczności z tym pierwiastkiem.

    Naukowcy ciągle za mało wiedzą na temat przyczyn rozwoju guzów mózgu, a jedynym
    dobrze udokumentowanym czynnikiem ryzyka tych nowotworów jest promieniowanie,
    przypomina prowadzący badania dr Edwin van Wijngaarden. "Dlatego badania tego
    rodzaju są tak ważne, nawet jeśli pozwolą zrozumieć przyczyny tylko 1-2 proc.
    wszystkich przypadków nowotworów mózgu" - podkreśla badacz.

    Naukowcy od lat podejrzewają, że ołów jest pierwiastkiem rakotwórczym, zdolnym
    pokonywać barierę krew-mózg, przypomina. Dlatego tkanka nerwowa mózgu może być
    szczególnie wrażliwa na jego toksyczne działanie.

    Ostatnio prace nad toksycznością ołowiu dotyczą głównie dzieci. Obecnie
    naukowcy wiedzą już, że kontakt z ołowiem może u młodych osób wywoływać ostre
    choroby i zaburzenia zachowania, ale ciągle za mało wiadomo na temat odległych
    skutków działania tego pierwiastka, podkreśla dr van Wijngaarden.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379306,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.09.06, 11:11
    Zawarte w nasieniu prostaglandyny mogą pobudzać wzrost nowotworów szyjki
    macicy - informuje "Journal of Endocrinology and Human Reproduction".
    Prostaglandyny występują w naturalnych warunkach w komórkach wyściełających
    wnętrze macicy - biorą one udział w cyklicznych procesach regulacyjnych.
    Stężenie prostaglandyn w nasieniu jest jednak 1000 razy wyższe.

    Jak wynika z badań naukowców z Medical Research Council, wysoki poziom
    prostaglandyn pobudza wzrost nowotworów - ich komórki mają na powierzchni
    receptory dla prostaglandyn. Zdaniem autorów badań, partnerzy kobiet chorych na
    te nowotwory (lub nimi zagrożonych) powinni używać prezerwatyw. Z drugiej
    strony - leki blokujące działanie prostaglandyn mogłyby się okazać skuteczne w
    leczeniu nowotworów.

    Komentujący artykuł eksperci zauważają, że w przypadku zagrożonych rakiem
    kobiet ważniejsze jest regularne wykonywanie badań wymazów z szyjki macicy niż
    zabezpieczanie się przed nasieniem.

    Najczęstsza przyczyna raka szyjki macicy to wirus ludzkiego brodawczaka,
    przenoszący się drogą płciową. Nowotwór ten należy do najczęstszych wśród
    kobiet poniżej 35. roku życia.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1379946,16,1,0,120,686,item.html
  • 08.09.06, 20:34
    Trzy geny, których mutacje są odpowiedzialne za rozwój niektórych typów raka
    piersi, zidentyfikował zespół prof. Jana Lubińskiego z Międzynarodowego Centrum
    Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
    Wyniki swoich badań naukowcy zaprezentowali na odbywającej się w poniedziałek w
    Lund (Szwecja) konferencji naukowej, poświęconej wykrywaniu raka piersi.

    Jak wyjaśnił PAP Gronwald, zidentyfikowanie tych genów stanowi ogromny przełom,
    ponieważ pozwala wykryć predyspozycje do zachorowania na raka piersi u kobiet,
    w których rodzinie nie było przypadków tej choroby.
    "Część nowotworów jest uwarunkowana genetycznie. Wśród nich mogą być takie,
    które są uwarunkowane jednogenowo lub wielogenowo. Jeżeli mamy do czynienia z
    uwarunkowaniem jednogenowym, zmiana w obrębie jednego genu sprawia, że ryzyko
    wystąpienia choroby jest bardzo wysokie. Natomiast w przypadku uwarunkowań
    wielogenowych zmiana w jednym genie w bardzo małym stopniu podnosi ryzyko
    zachorowania, potrzebne są zmiany w konkretnej kombinacji genów" - tłumaczył
    Gronwald.

    W związku z tym w rodzinie osoby, która ma predyspozycje do zachorowania na
    raka piersi, zakodowane w trzech genach, mogło nie być przypadków tej choroby.
    Dzieje się tak dlatego, że część zmutowanych genów odziedziczyła ona po jednym
    z rodziców, resztę po drugim.

    "Osoby, u których wywiad rodzinny wskazuje na skłonność do raka piersi, objęte
    są dodatkową profilaktyką. Częściej muszą się badać pod tym kątem. Dzięki
    odkryciu kombinacji trzech genów, odpowiedzialnych za skłonność do rozwoju
    nowotworu, będzie można zidentyfikować także te pacjentki, u których ryzyko
    jest wysokie, ale wywiad rodzinny na to nie wskazuje" - podkreślił lekarz.

    Do odkrycia doszło dzięki badaniom kilkunastu wyselekcjonowanych genów u około
    2 tys. kobiet z rakami piersi i 3 tys. zdrowych osób z grupy kontrolnej.
    Wykazały one, że nagromadzenie u jednej osoby kilku szczególnych zmian niskiego
    ryzyka w genach BRCA2, CHEK 2 i/lub CY1B1 związane jest z wysokim, sięgającym
    30 proc. ryzykiem zachorowania na raka piersi.

    "Zidentyfikowane układy genetyczne występują w Polsce u około 100 tys. kobiet i
    są one przyczyną ponad 2 proc. wszystkich zachorowań na raka piersi (kilkaset
    przypadków rocznie). Około 40 proc. tych raków rozwija się w młodym wieku" -
    poinformował Gronwald.

    Dodał, że w przyszłości będą prowadzone badania nad zidentyfikowaniem innych
    kombinacji genów, odpowiedzialnych za ryzyko rozwoju innych typów raka piersi,
    a także np. raka jajników.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1399653,16,1,0,120,686,item.html
  • 09.09.06, 10:33
    Prawie 10 proc. kobiet może zachorować na raka piersi w ciągu swojego życia. Co
    roku w Polsce umiera z tego powodu ok. 5 tys. pacjentek.
    Wczesne wykrycie choroby daje dużą szansę całkowitego wyleczenia - przypomniał
    w czwartek mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii, dr hab.
    Tadeusz Pieńkowski na konferencji prasowej w Warszawie.

    Według przedstawionych na konferencji danych WHO, każdego roku w krajach
    rozwiniętych wykrywa się 580 tys. nowych przypadków nowotworów piersi, ok. 370
    pacjentek umiera z tego powodu. W Polsce rak piersi jest najczęstszym
    nowotworem złośliwym u kobiet i najczęstszą przyczyną zgonów z powodu
    nowotworów w naszym kraju. Na raka sutka mogą chorować także mężczyźni, chociaż
    takich przypadków jest sto razy mniej niż zachorowań kobiet. "Wszystkie kobiety
    powinny poddawać się regularnie badaniom. Połowa pacjentek we wczesnym stadium
    raka piersi może być wyleczona dzięki szybkiemu zastosowaniu leczenia" -
    powiedziała prowadząca konferencję dr Barbara Czerska z Polskiego Towarzystwa
    do Badań nad Rakiem Piersi.

    Wczesne leczenie, jak podkreślają onkolodzy, ma kluczowe znaczenie, ponieważ
    nie jest możliwe całkowite wyleczenie już rozwiniętej choroby. Tylko nieliczne
    znane leki są w stanie przedłużyć życie osoby z zaawansowanym nowotworem piersi.

    Najczęściej leczy się raka piersi przez chirurgiczne usunięcie guza w
    połączeniu z naświetlaniem lub chemioterapią. W przypadku niektórych rodzajów
    raka skuteczna jest też terapia hormonalna.

    Aby odpowiednio wcześnie wykryć nowotwór, wszystkim kobietom po 20 roku życia
    zalecane jest badanie lekarskie piersi co trzy lata. Po ukończeniu 40 roku
    życia należy co dwa lata wykonywać badania mammografem, po ukończeniu 50 lat -
    co roku. Bezpłatna mammografia przysługuje w Polsce każdej kobiecie,
    niezależnie od wieku, co dwa lata.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1400101,16,1,0,120,686,item.html
  • 12.09.06, 07:37
    Jedzenie mandarynek może zmniejszać ryzyko raka wątroby i innych poważnych
    chorób - wynika z japońskich badań.
    Jak wykazało przeprowadzone na 1073 osobach badanie w japońskim mieście
    Mikkabi, jedzenie mandarynek poprawiło wskaźniki związane z ryzykiem miażdżycy
    i cukrzycy typu II.

    Z kolei naukowcy z uniwersytetu w Kioto badali 30 pacjentów z przewlekłym
    wirusowym zapaleniem wątroby, którzy przez rok codziennie pili sok
    mandarynkowy. W tym czasie żaden z nich nie zachorował na raka. Natomiast w
    kontrolnej, niepijącej soku grupie 45 osób zachorowało 8,9 procenta pacjentów.
    Działanie ochronne mają przede wszystkim zawarte w tych owocach karotenoidy,
    którym zawdzięczają swój mandarynkowy kolor. Planowana jest dalsza obserwacja
    pacjentów z Kioto, a także przeprowadzenie badań na większej grupie pacjentów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1401378,16,1,0,120,686,item.html
  • 13.09.06, 10:40
    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
    zdiagnozowany.

    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
    opowiadała Świerczyńska.

    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
    chłonnych.

    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
    zdiagnozowany.

    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
    opowiadała Świerczyńska.

    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
    chłonnych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1401875,16,1,0,120,686,item.html
  • 16.09.06, 09:55
    Onkolodzy: Chłoniak jest groźny, bo mało znany
    15 września - Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach
    Objawy chłoniaka są mało charakterystyczne, a poziom wiedzy na jego temat -
    niski. Dlatego wiele osób dowiaduje się, że ma nowotwór zbyt późno, aby można
    je było uratować - alarmują onkolodzy. Jak informuje kierownik Kliniki
    Nowotworów Układu Chłonnego Centrum Onkologii w Warszawie dr Janusz Meder,
    chłoniaki to grupa nowotworów występujących coraz częściej; w Polsce rejestruje
    się co roku 6 tys. nowych zachorowań.

    Niestety, jak podkreśla onkolog, objawy chłoniaka mogą przypominać objawy
    innych, mniej groźnych chorób: to powiększone węzły chłonne, zmęczenie i
    duszności po wysiłku, utrata wagi. "Może wystąpić podwyższona temperatura
    ciała, obfite pocenie się, zwłaszcza w nocy, swędzenie skóry" - tłumaczy Meder.
    Dlatego zanim rozpoznany zostanie nowotwór, wielu pacjentów leczonych jest na
    infekcje. Specjalista podkreśla, że jeżeli takie objawy utrzymują się przez
    dwa, trzy tygodnie, a antybiotyki nie pomagają, pacjent sam powinien zgłosić
    się do onkologa.

    "Aby zweryfikować podejrzenie chłoniaka, trzeba wykonać rentgen klatki
    piersiowej i zbadać stan węzłów chłonnych w śródpiersiu. Potrzebna jest też
    morfologia krwi i USG jamy brzusznej" - mówi Meder. Jak zaznacza, konieczne
    jest indywidualne ustalenie strategii dalszych badań w specjalistycznym ośrodku
    onkologicznym, których w kraju jest stosunkowo dużo.

    "Tam już są odpowiednie standardy postępowania. Lekarze rozpoczynają stawianie
    diagnozy od wycięcia węzła chłonnego i zbadania go, aby ustalić rodzaj
    chłoniaka. Od tego zależy dalsze diagnozowanie i leczenie" - mówi lekarz.
    Diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, a leczenie należy rozpocząć
    natychmiast. Jak ostrzega onkolog, niektóre rodzaje chłoniaka, nie leczone,
    mogą doprowadzić do śmierci chorego w ciągu kilku miesięcy.

    Jak podkreśla prezes Stowarzyszenia Wspierającego Chorych na Chłoniaki "Sowie
    Oczy" Paweł Moszumański, diagnoza chłoniaka nie jest wyrokiem. "To choroba,
    przez którą można przejść i wyzdrowieć. Chcemy, żeby ludzie nie bali się badać,
    nie lekceważyli niepokojących objawów" - tłumaczy.

    Moszumański zdradza, że sam wygrał walkę z chłoniakiem. Zanim się dowiedział,
    na co jest chory, wcale nie łączył swoich dolegliwości z ewentualnym nowotworem.

    "Cieszyłem się, że chudnę. Żona zawsze mi powtarzała, że mam za dużo ciała.
    Pociłem się w nocy, ale mnie to nie martwiło; bo była zima i mieszkanie mocno
    ogrzewano. Swędzenie? To pewnie mydło. Wszystko można sobie wytłumaczyć" -
    opowiada.

    Kiedy jednak wystąpiły dodatkowe objawy - kaszel i gorączka - zgłosił się do
    lekarza. Ten zaczął go leczyć na zapalenie górnych dróg oddechowych. Kuracja
    nie skutkowała, ale przyczyny dalej nie można było odkryć. "Podejrzenie
    chłoniaka pojawiło się dopiero kiedy zacząłem pluć krwią" - relacjonował
    Moszumański.

    Dlatego, jak mówi, założył stowarzyszenie, które działa od roku - wspiera
    chorych na chłoniaki i prowadzi kampanie informacyjne mające na celu poprawę
    stanu wiedzy społeczeństwa na temat tej choroby.

    PAP - Nauka w Polsce, Urszula Jabłońska

    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=12897&layout=12&forum_id=4941&page=text
  • 16.09.06, 15:33
    Wiązka fotonów, precyzyjnie nakierowana na nowotwór, przenika przez skórę i
    niszczy raka nie naruszając zdrowych komórek.
    O najnowocześniejszych osiągnięciach fizyki jądrowej wspomagających medycynę
    mówił w sobotę w Warszawie dr hab. Zygmunt Szeliński z wydziału fizyki
    Uniwersytetu Warszawskiego.

    Jak podkreślił ekspert podczas wykładu wygłoszonego w ramach X Festiwalu Nauki,
    stosowanie w medycynie akceleratorów ciężkich jonów, a zwłaszcza jonów węgla,
    to przyszłość onkologii.
    W Polsce terapię akceleratorową stosuje obecnie 80 ośrodków w całym kraju;
    przechodzi ją rocznie około 50 tys. pacjentów. Stosowane są tam jednak
    akceleratory elektronowe. "Urządzenia te kierują wiązkę elektronów przez skórę
    pacjenta do tkanki nowotworowej. Niestety, wadą tej metody jest silne
    naświetlenie, a tym samym zniszczenie obszaru zdrowej tkanki w kanale
    wejściowym wiązki i znaczne naświetlenie obszaru za nowotworem" - wyjaśnia
    Szeliński.

    Jak tłumaczy, w przypadku nowotworów ulokowanych z dala od znaczących organów -
    jak nowotwory płuc - nie stanowi to problemu. Jednak przy nowotworach głowy,
    szyi lub prostaty terapia ta może wywołać tak znaczne skutki uboczne, że
    niekiedy jest wręcz wykluczona.

    "Inaczej wygląda sytuacja w przypadku zastosowania akceleratorów ciężkich
    jonów, a zwłaszcza jonów węgla. Dzięki temu osiąga się bardzo dobre rezultaty
    terapeutyczne" - podkreślił Szeliński. Jak wyjaśnił, nowotwór jest wówczas
    naświetlany jonami o ładunku dodatnim, które są masywniejsze od elektronów. Co
    ważne, tzw. depozyt dawki jest najmniejszy przy powierzchni skóry, po czym
    rośnie - w miarę, jak wyhamowujące cząstki tracą energię.

    "Obecnie potrafimy już sterować wiązką fotonów tak precyzyjnie, że
    promieniowanie dociera wyłącznie do obszaru nowotworu, bez naruszania zdrowych
    komórek. Nowoczesna technologia pozwala nawet na skorelowanie pracy komputerów,
    sterujących polem magnetycznym, z ruchami towarzyszącymi oddychaniu" - zapewnia
    Szeliński.

    Najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej pozwalają niszczyć nowotwory, nie
    uszkadzając nerwów. Przy nowotworach mózgu terapia hydronowa - ciężkimi jonami -
    może być alternatywą dla metod klasycznych, w tym chirurgii. Co istotne dla
    pacjenta, pozwala ona na zredukowanie liczby naświetlań średnio z 20 (przy
    klasycznych akceleratorach elektronowych) nawet do pięciu.

    Terapię protonami i jonami węgla prowadzi już kilka ośrodków onkologicznych na
    świecie. Wiodącą pozycję zajmuje pod tym względem Japonia, gdzie onkologia
    rozwinęła się po atakach na Hiroshimę i Nagasaki. W Europie również realizowany
    jest program budowy sieci akceleratorów klinicznych nowego typu, np. działa już
    ośrodek w Darmstadt w Niemczech. Eksperymentalną terapię i badania o
    charakterze ogólnym prowadzą tam również polscy fizycy.

    Do końca 2007 roku mają powstać akceleratory jonowe w Heidelbergu (Niemcy) i w
    Pavii (Włochy), w 2009 roku ma skończyć się budowa akceleratora w Wiedniu
    (Austria), a rok później - w Lyonie (Francja); finalizowany jest projekt
    ośrodka w Sztokholmie (Szwecja).

    Według Szelińskiego, doświadczenia ośrodków pilotażowych na świecie dowodzą
    ogromnej skuteczności tego rodzaju terapii. "Polscy fizycy i lekarze są już
    gotowi do obsługi nowoczesnych ośrodków terapii nowotworów" - deklaruje
    Szeliński.

    "Mamy też gotową technologię. Średni czas budowy akceleratora i kliniki
    onkologicznej wynosi pięć lat; koszt to ok. 300 milionów złotych" - szacuje
    naukowiec. Jak podkreśla, eksploatacja takiego ośrodka jest wprawdzie bardzo
    droga, a koszt budowy niemały, ale warto rozważyć zalety tej
    inwestycji. "Decyzja o tym, czy Polacy będą mieli dostęp do
    najnowocześniejszych metod walki z nowotworami leży w gestii parlamentu. Na
    razie polscy eksperci pracują za granicą" - podsumowuje fizyk.

    Warszawskie spotkania z nauką obejmą ponad 500 imprez. Do 24 września ponad 100
    naukowców zaprezentuje warszawiakom swoje dokonania i zainteresowania badawcze.
    Wykłady, pokazy, warsztaty i prezentacje odbędą się nie tylko w laboratoriach i
    aulach wyższych uczelni lub instytutów naukowych, ale również w muzeach,
    parkach, obserwatoriach i pod gołym niebem.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1404056,16,1,0,120,686,item.html
  • 27.09.06, 11:38
    Przebycie przez mężczyznę rzeżączki, bakteryjnej choroby wenerycznej, podnosi
    ryzyko raka prostaty w przyszłości - zaobserwowali naukowcy z USA.
    Artykuł zamieszczony na łamach pisma "Journal of Urology" dostarcza kolejnych
    dowodów na to, że choroby przenoszone drogą płciową mogą przyczyniać się do
    rozwoju raka prostaty.

    Już wcześniejsze obserwacje, prowadzone wśród białych mężczyzn sugerowały, że
    taki związek istnieje. Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu
    Michigan w Ann Arbor objęły ponad 800 Afro- Amerykanów płci męskiej, którzy są
    bardziej niż biali mężczyźni narażeni na raka prostaty. Wiek pacjentów wahał
    się od 40 do 79 lat.
    Okazało się, że mężczyźni, którzy w przeszłości chorowali na rzeżączkę, byli o
    78 proc. bardziej narażeni na raka prostaty niż panowie, którzy nie mieli
    rzeżączki ani żadnych innych chorób wenerycznych.

    Co więcej, u mężczyzn, którzy mieli największą liczbę partnerek seksualnych w
    ciągu życia - 25 lub więcej - ryzyko to było niemal trzy razy wyższe niż u
    pacjentów z małą liczbą partnerek.

    Jak spekulują autorzy pracy, być może przewlekłe stany zapalne gruczołu
    krokowego, wywołane zakażeniem dwoinką rzeżączki, stanowią dobre podłoże do
    rozwoju procesów nowotworowych.

    Jeśli przyszłe badania potwierdzą związek rzeżączki z ryzykiem raka prostaty,
    można będzie rozpocząć prace nad nowymi metodami prewencji tego nowotworu -
    uważa kierująca zespołem naukowców dr Aruna V. Sarma. ?"Jest to o tyle istotne,
    że obecnie znamy niewiele takich czynników ryzyka raka prostaty, na które
    możemy mieć wpływ" - konkluduje badaczka.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1408981,16,1,0,120,686,item.html
  • 28.09.06, 10:17
    O uruchomieniu ogólnopolskiego programu profilaktyki raka szyjki macicy -
    poinformował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego prof. Marek
    Spaczyński.
    Ma zachęcić Polki do dbania o siebie oraz zmienić zatrważające statystyki
    umieralności z powodu tego nowotworu. Główną częścią programu - pod nazwą
    Ogólnopolski Program Aktywnej Profilaktyki Raka Szyjki Macicy - są badania
    profilaktyczne, które mogą objąć ok. 9 mln kobiet. Zaproszenia na indywidualne
    bezpłatne konsultacje wysyła Narodowy Fundusz Zdrowia.

    "Bezpłatne skierowanie na badania cytologiczne dostaną wszystkie Polki w wieku
    od 25 do 59 lat, które w ciągu trzech ostatnich lat nie robiły takiego badania
    finansowanego przez NFZ" - zapewniał prof. Spaczyński.
    Pacjentka, która dostanie zaproszenie może zadzwonić do wybranego - wskazanego
    na zaproszeniu ośrodka, który wykona darmowe badanie. W przypadku wykrycia
    nieprawidłowości pacjentki będą kierowane na dalsze specjalistyczne badania lub
    leczenie.

    "Rak szyjki macicy to choroba, której można skutecznie zapobiegać. Tymczasem
    ten nowotwór każdego dnia zabija w Polsce 5 kobiet. To musi się zmienić.
    Recepta jest prosta - regularne wizyty u ginekologa, coroczne badania
    cytologiczne, które są najskuteczniejszymi metodami wykrycia choroby, a w
    przyszłości - szczepienia" - powiedział prof. Marek Spaczyński.

    Według statystyk Polska jest krajem o największej liczbie zachorowań i śmierci
    z powodu raka szyjki macicy w Unii Europejskiej. Dlatego profilaktyka raka
    szyjki macicy stała się jednym z ministerialnych priorytetów w ochronie
    zdrowia. Do 2014 roku organizatorzy akcji chcieliby aby zachorowalność na
    inwazyjnego raka szyjki macicy spadła o 50 proc. Oprócz PTG program organizują
    Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia.

    "Można skutecznie budować świadomość zagrożenia rakiem szyjki macicy, ale
    niezbędne jest współdziałanie wielu środowisk: organizacji rządowych i
    pozarządowych - organizacji kobiecych, stowarzyszeń pacjentów, środowisk
    katolickich, środowiska medycznego, mediów, a także partnerów komercyjnych i
    pracodawców." - dodał prof. Spaczyński.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1409555,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.09.06, 09:12
    Dzięki nowej metodzie badania, można będzie badać właściwości guzów mózgu nie
    używając igły do biopsji - informuje "New Scientist".
    Badania takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny pozwalają
    wprawdzie rozpoznać guz mózgu, ale aby rozpoznać rodzaj nowotworu i jego
    złośliwość, zwykle potrzebna jest jeszcze biopsja, czyli pobranie fragmentu
    tkanki. Wbijanie igły w mózg jest nie tylko nieprzyjemne dla pacjenta, ale
    także niebezpieczne - może prowadzić do komplikacji takich jak udar mózgu lub
    paraliż. Mimo zachowania wszelkich reguł sztuki medycznej, takie powikłania
    zdarzają się w około 2 procentach przypadków.

    Zespół Johna Griffithsa z brytyjskiego Cambridge Research Institute wykorzystał
    skaner MRI do analizy chemicznej guza. Niektóre substancje są zawarte w
    nowotworach w większym stężeniu niż w normalnej tkance, wahają się także w
    poszczególnych rodzajach guzów. Dokładną ich analizę umożliwia technika
    spektroskopii rezonansu magnetycznego (MRS), oparta na charakterystycznym
    rezonansie poszczególnych cząsteczek w silnym polu magnetycznym.

    Naukowcy skompletowali bazę, zawierającą charakterystyczne cechy 91
    najczęstszych rodzajów nowotworów mózgu. Opracowali też oprogramowanie, które
    potrafi rozpoznać typ i stopień zawansowania poszczególnych nowotworów z
    dokładnością sięgającą 93 procent.

    Dalsze parce powinny jeszcze podnieść dokładność diagnozy. Być może metoda ta
    znajdzie zastosowanie także w rozpoznawaniu innych nowotworów, na przykład
    chłoniaków.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1411132,16,1,0,120,686,item.html
  • 03.10.06, 11:49
    Mało znany antybiotyk o nazwie siomycyna A działa przeciwnowotworowo, hamując
    ekspresję genu niezbędnego dla rozwoju raka.
    Wyniki badań naukowców z University of Illinois at Chicago College of Medicine
    opublikowano w najnowszym numerze pisma "Cancer Research".

    Główny autor badania, Andrei Gartel, mikrobiolog i immunolog, tłumaczy, że
    badany gen FoxM1 jest bardzo aktywny w komórkach większości nowotworów. Jest
    odpowiedzialny za włączanie ekspresji genów niezbędnych do podziałów komórki
    (proliferacji) i wyłączania tych genów, które je hamują. Jak wiadomo
    niekontrolowana proliferacja jest główną cechą charakterystyczną komórek
    nowotworowych.
    Na potrzeby badania naukowcy opracowali nowy system do identyfikacji małych
    cząsteczek, które hamują działanie białek włączających i wyłączających geny.
    Przy użyciu tego systemu odkryli, że antybiotyk o nazwie siomycyna A działa
    specyficznie na FoxM1 nie wpływając na żadne inne białka komórki.

    W następnych doświadczeniach wykonanych na hodowlach komórek, badacze wykazali,
    że siomycyna A indukowała samobójstwo (apoptozę) komórek nowotworowych, ale nie
    normalnych prawidłowych komórek w hodowli.

    Gartel mówi, że nowa technika oferuje naukowcom szybki sposób identyfikacji
    substancji, które wpływają na onkogeny - geny, których aktywacja powoduje
    rozwój nowotworu. Pierwszym związkiem odkrytym w ten sposób jest siomycyna A,
    substancja bardzo obiecująca ponieważ nie jest toksyczna.

    Teraz lek musi przejść dalsze badania laboratoryjne z użyciem innych rodzajów
    komórek i wstępne testy na zwierzętach zanim będzie można rozpocząć badania
    kliniczne.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1411972,16,item.html
  • 03.10.06, 23:38
    sisomycyna... siomycyna to nie istnieje
  • 04.10.06, 09:07
    Istnieje.
    Wstukaj w gugla "sisomycin".
    Czy pomaga na raka, to osobna sprawa.
    A tak na marginesie, to daunorubicyna, doksorubicyna tez antybiotyki.
  • 05.10.06, 07:53
    Według naukowców z University of Newcastle w Wielkiej Brytanii aspiryna
    wykazuje właściwości antynowotworowe - donosi październikowy numer
    pisma "FASEB".
    Znana od bardzo dawna i powszechnie stosowana podczas przeziębienia czy grypy
    aspiryna działa przeciwzapalnie między innymi poprzez hamowanie aktywności
    enzymów o nazwie cyklooksygenazy. Brytyjscy naukowcy opisali kolejny mechanizm
    działania aspiryny podczas stanu zapalnego i choroby nowotworowej.

    W swoich badaniach dowiedli, że aspiryna działa na cząsteczkę sygnałową o
    nazwie NFkappaB, która jest zaangażowana między innymi w powstawanie nowych
    naczyń krwionośnych.
    Okazało się, że lek hamuje powstawanie naczyń krwionośnych odżywiających
    rozwijającego się guza. Proces ten nazywany angiogenezą jest niezbędny do
    wzrostu nowotworu.

    Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że aspiryna działa na ten proces zależnie od
    stosowanej dawki leku.

    Autorzy pracy piszą, że ich odkrycie potwierdziło wcześniejsze sugestie, jako
    że przeciwzapalne działanie aspiryny wiąże się z jej wpływem na NfkappaB. Teraz
    naukowcy będą mogli dowiedzieć się, jak sygnał przekazywany przez tę cząsteczkę
    (a hamowany przez aspirynę) wpływa na proces zapalny i biologię rozwoju
    nowotworu. Celem tych badań będzie opracowanie skutecznej terapii
    przeciwnowotworowej.

    "Aspiryna zawsze była uważana za »cudowne lekarstwo«. To badanie uświadamia
    nam, że stale uczymy się, na jak wiele sposobów działa ten niesamowity lek" -
    komentuje nowe odkrycie Gerald Weissmann z pisma "FASEB".

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1413188,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.10.06, 09:29
    Leczenie chemoterapią zmienia przepływ krwi i metabolizm mózgu, a zmiany są
    wykrywalne nawet 10 lat po zakończeniu terapii. Mogą one powodować u pacjentów
    uczucie niejasności myśli, trudności w skupieniu uwagi i zapominanie.
    Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z David Geffen School of
    Medicine na uniwerytecie w Los Angeles i opublikowane w internetowej wersji
    pisma "Breast Cancer Research and Treatment".

    Chemioterapię stosuje się w walce z rakiem, w celu uniknięcia powstawania
    przerzutów, najczęściej łącznie z leczeniem operacyjnym. Niestety, niszczone są
    zarówno komórki guza, jak i zdrowe normalne komórki organizmu.

    Pacjenci, którzy dzięki chemioterapii przeżyli chorobę nowotworową, mają po
    leczeniu bardzo osłabiony organizm. Jedną z przypadłości, na którą się skarżą,
    jest uczucie roztargnienia i trudności w zapamiętywaniu faktów.

    Naukowcy nazwali ten zespół zaburzeń "chemo brain" - mózgiem po chemioterapii.

    Odkrycie naukowców z USA może pomóc w zrozumieniu zaburzeń w procesie
    formowania myśli i powody roztargnienia męczącego wielu pacjentów po
    chemioterapii.

    "Nasze badania po raz pierwszy wykazały, że pacjenci cierpiący na tego typu
    zaburzenia poznawcze mają specyficznie zmieniony metabolizm mózgu" - mówi autor
    pracy, profesor farmakologii, Daniel Silverman.

    Co roku diagnozuje się 211 000 przypadków raka piersi, jest to najczęściej
    występujący nowotwór u kobiet. Eksperci podejrzewają, że przynajmniej 25 proc.
    pacjentek leczonych chemioterapią cierpi na objawy "mózgu po chemioterapii".

    Wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na University of Minnesota wskazują, że
    problem ten może dotyczyć aż 82 proc. pacjentek.

    Silverman i współpracownicy przy użyciu pozytonowej emisyjnej tomografii
    komputerowej (PET) badali mózgi 21 kobiet, 5 do 10 lat po operacyjnym usunięciu
    guzów piersi. U 16 z nich stosowano dodatkowo chemoterapię (w okresie
    okołooperacyjnym), żeby uniknąć nawrotu choroby. W czasie badania uczestniczki
    poproszono o wykonanie serii ćwiczeń na pamięć krótkotrwałą.

    Dzięki technice PET naukowcy otrzymali obrazy przepływu krwi w mózgu badanych
    kobiet podczas ćwiczeń pamięciowych i odpoczynku. Porównali 16 obrazów mózgu
    kobiet po chemioterapii i 5 tych, które tylko operowano z 13 obrazami mózgu
    kobiet, które nie miały ani raka piersi, ani chemioterapii.

    Okazało się, że w mózgach kobiet po chemioterapii metabolizm w bardzo ważnym
    dla procesów poznawczych regionie kory czołowej był spowolniony.

    "Odkryliśmy, że im wolniejszy był metabolizm podczas odpoczynku mózgu
    pacjentki, tym więcej miała ona trudności w rozwiązywaniu testów pamięciowych" -
    mówi Silverman.

    Podczas rozwiązywania testów przepływ krwi w korze czołowej i drugim rejonie
    mózgu tzw. móżdżku u pacjentek po chemioterapii gwałtownie wzrastał, co
    świadczy o nagłym, skokowym zwiększeniu aktywności tych samych obszarów mózgu,
    które w czasie odpoczynku były bardzo mało aktywne.

    "W efekcie mózgi tych kobiet, żeby przywołać tę samą informację, pracowały
    zdecydowanie ciężej niż mózgi kobiet nie poddawanych nigdy chemoterapii" -
    tłumaczy autor pracy.

    Co więcej naukowcy odkryli, że kobiety, które oprócz chemioterapii były leczone
    hormonalnie, miały dodatkowo zmiany w tzw. zwojach podstawy mózgu - rejonie
    koordynującym myślenie i działanie. Średnio zaobserwowano u nich
    ośmioprocentowy spadek metabolizmu w tym rejonie podczas odpoczynku mózgu.

    Naukowcy piszą, że ich odkrycie dowodzi, że technika PET może być z powodzeniem
    stosowana do monitorowania zmian wywołanych przez chemioterapię u pacjentów z
    nowotworami. Badacze podsumowują, że do tej pory nie wiadomo, co powoduje
    efekt "chemo brain" - mózgu po chemioterapii. Podkreślają, że niezbędne są
    dalsze badania w celu odkrycia jego przyczyn oraz modyfikacji leków stosowanych
    w chemioterapii, tak żeby im zapobiegać.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1413864,16,1,0,120,686,item.html
  • 08.10.06, 16:48
    Leki, które blokują enzym znany ze swego udziału w powikłaniach cukrzycy, mogą
    też hamować rozwój raka jelita grubego, najczęstszego z nowotworów - wskazują
    badania amerykańskie. Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Cancer Research".
    Chodzi tu o tzw. reduktazę aldozy - enzym, który bierze udział w
    metabolizowaniu glukozy w sytuacji, gdy jest jej za dużo, jak u cukrzyków.

    Zgodnie z wynikami badań, reduktaza aldozy odgrywa ważną rolę w powstawaniu
    takich powikłań cukrzycy, jak retinopatia czy nefropatia cukrzycowa. Dlatego
    obecnie inhibitory tego enzymu są testowane pod kątem ich wykorzystania w
    leczeniu cukrzycy. Chorzy na tę chorobę mają zwiększone ryzyko raka
    okrężnicy.Naukowcy z oddziałów Uniwersytetu Stanu Teksas w Galveston i w
    Arlington analizowali udział reduktazy aldozy w rozwoju raka jelita grubego.
    Najpierw komórki raka okrężnicy hodowane w laboratorium poddawali działaniu
    czynników wzrostu, które wywołują reakcje zapalne i pobudzają komórki raka do
    niekontrolowanego powielania się. Coraz więcej ostatnich badań wskazuje, że
    stany zapalne odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów.

    Następnie naukowcy hamowali w komórkach raka aktywność reduktazy aldozy za
    pomocą różnych związków lub manipulacji genetycznych. Dzięki temu zastopowali
    rozwój zapalenia i powstrzymali wzrost komórek raka.

    Tak dobre wyniki zachęciły naukowców do przeprowadzenia testów na myszach,
    którym pod skórę przeszczepiono ludzkie komórki raka okrężnicy. Badano szczep
    określany jako nagie myszy. Z powodu modyfikacji genetycznych są one nie tylko
    łyse, ale też mają niedorozwinięty układ odporności. W rezultacie
    przeszczepiane im komórki nowotworowe nie są skutecznie rozpoznawane i
    zwalczane przez komórki odporności, co prowadzi do szybkiego wzrostu nowotworu.

    U części myszy naukowcy blokowali aktywność genu reduktazy aldozy tak, że enzym
    ten w ogóle nie powstawał. "Okazało się, że dzięki tej metodzie byliśmy w
    stanie całkowicie zahamować rozwój raka jelita grubego u myszy" - komentuje
    biorący udział w badaniach prof. Satish K. Srivastava. Nie zaobserwowano
    żadnych skutków ubocznych tej terapii. Natomiast u myszy nieleczonych nowotwory
    rozrastały się w niekontrolowany sposób.

    Zdaniem prof. Srivastavy, w przyszłości inhibitory tego enzymu można by podawać
    pacjentom po chirurgicznym wycięciu raka okrężnicy po to, by zahamować podziały
    jakichkolwiek pozostałych po operacji komórek rakowych.

    Jeśli badania na ludziach będą równie zachęcające co na myszach, to leki
    hamujące reduktazę aldozy można będzie stosunkowo szybko wprowadzić do leczenia
    raka jelita grubego u ludzi, zaznaczają naukowcy. Jeden z nich przechodzi
    bowiem w USA końcowe testy w grupie pacjentów chorych na cukrzycę, a w Japonii
    lek ten jest już nawet zatwierdzony do długoterminowego leczenia cukrzycy.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1414450,16,1,0,120,686,item.html
  • 09.10.06, 23:30
    Przełomowe odkrycie, które być może pozwoli stworzyć uniwersalny lek na
    wszystkie nowotwory, zostało dokonane niemal 100 lat temu. Świat nauki
    przegapił je i dopiero ostatnio zaczął doceniać jego wagę.
    Mało kto słyszał o Theodorze Boverim. A to może właśnie jego wnikliwe
    spostrzeżenia na temat raka uratują kiedyś życie wielu z nas. Szanse są na tyle
    duże, że nawet wśród powściągliwych zazwyczaj naukowców zapanowało ożywienie. -
    Wszystkie czasopisma fachowe cytują ostatnio Boveriego, rozprawia się o nim na
    konferencjach naukowych - mówi Peter Sorger, biolog z Massachusetts Institute
    of Technology, zajmujący się badaniami onkologicznymi.
    Uznanie osiągnięć naukowych przyszło dla Boveriego o wiele za późno. Zmarł w
    1915 roku. Rok wcześniej zauważył i napisał, że w komórkach nowotworowych widać
    pod mikroskopem zaburzenia w układzie chromosomów. Chromosomy, fragmenty DNA o
    kształcie zbliżonym do litery x, występują niemal w każdej komórce ciała. I to
    w nich mieści się owe 25 tysięcy genów, tworzących w sumie przepis na
    człowieka. Theodor Boveri doszedł do wniosku, że rak zaczyna się od jednej
    komórki, w której materiał chromosomowy ulega przypadkowemu poplątaniu, a
    efektem tego są jej niemożliwe do opanowania podziały.
    źródło pochodzenia Newsweek Polska
    newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=16635
    Pełny tekst artykułu w najnowszym Newsweek Polska
  • 10.10.06, 21:03
    Naukowcy potrafią już tworzyć moduły sztucznego życia i budować struktury,
    które wielkością i właściwościami przypominają włókna, błony, receptory lub
    komórki żywych organizmów. Nanocząstki, takie jak fulereny, mogą spowodować
    przełom w terapii nowotworów, ponieważ potrafią transportować leki bezpośrednio
    do komórek rakowych. "Współczesna robotyka wkracza w świat mikrocząstek" –
    uważa prof. Mariusz Olszewski z Politechniki Warszawskiej.
    O mikrorobotach, użytecznych nie tylko w medycynie, naukowiec mówił podczas X
    Festiwalu Nauki w Warszawie.

    Na potwierdzenie swojej tezy profesor zaprezentował słuchaczom mikroroboty
    medyczne wielkości rzędu mikrometrów. "Buduje się również roboty latające
    wielkości owadów, które mają pomagać człowiekowi w rolnictwie: w zapylaniu
    roślin, w walce ze szkodnikami" – mówi Olszewski.

    Jak wyjaśnia, droga do stworzenia "sztucznego człowieka" prowadzi przez budowę
    poszczególnych organów. "Potrafimy zbudować sztuczny nos, sztuczne gruczoły
    wydzielania wewnętrznego, sztuczne ucho, nad którego doskonaleniem pracuje
    m.in. prof. Henryk Skarżyński z Akademii Medycznej w Warszawie" – opowiada. Na
    całym świecie trwają badania nad sztucznym okiem. Zdaniem profesora, wiele już
    osiągnięto. "Umiemy budować urządzenia umożliwiające niewidomym widzenie
    kanałowe. Dzięki nim człowiek odróżnia barwy jasne od ciemnych i może
    bezpiecznie poruszać się w otoczeniu" – tłumaczy.

    Olszewski podkreśla znaczenie badań nad neuromechanizmem, czyli wywoływaniem
    ruchu przez bodźce powstające w mózgu. Jak wyjaśnia, dzięki eksperymentom
    przeprowadzonym na zwierzętach wiadomo już, że w mózgu da się wyodrębnić
    okolice odpowiedzialne za ruch poszczególnych części ciała. Okazuje się, że
    wystarczy myśl o wykonaniu ruchu, żeby bodziec mógł dotrzeć do wybranego organu
    zwierzęcia.

    "Odkrycie to ma przełomowe znaczenie dla osób niepełnosprawnych. Już wkrótce
    pojawią się wózki inwalidzkie, którymi osoba sparaliżowana będzie mogła
    sterować poprzez myśl" – uważa profesor.

    źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=145&news_id=13472&layout=6&forum_id=5313&page=text
  • 10.10.06, 21:07
    Medyczny Nobel może przyczynić się do postępu w leczeniu wielu chorób
    Odkrycia tegorocznych Noblistów mogą się znacznie przyczynić do leczenia wielu
    chorób dziedzicznych i schorzeń do tej pory nieuleczalnych, takich jak
    nowotwory, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. "Będzie można też
    chronić ludzi, zwierzęta lub rośliny przed groźnymi wirusami" - uważa doc.
    Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

    "Dzięki badaniom i odkryciom tegorocznych laureatów poznano fundamentalny
    mechanizm kontroli przepływu informacji genetycznej" - podkreśla Komisja
    Noblowska wyjaśniając zasługi tegorocznych laureatów. Nagrodę w dziedzinie
    medycyny i fizjologii otrzymali w poniedziałek 2 października dwaj Amerykanie,
    Andrew Z. Fire i Craig C. Mello za odkrycie "zjawiska interferencji RNA -
    polegające na wyłączaniu genów za pomocą dwuniciowych fragmentów RNA".
    Współpraca obu naukowców zaowocowała odkryciem mechanizmu, który pozwala
    wyłączać aktywność genów w komórkach.

    Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi.

    "To mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu
    regulacji aktywności genów i ochrony komórki przed niektórymi wirusami.
    Amerykańskim badaczom udało się tym samym podejrzeć, w jaki sposób funkcjonuje
    komórka i wykorzystać to zjawisko" - mówi biochemik, prof. Jan Barciszewski z
    Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

    "Początkowo wykorzystywano je w badaniach podstawowych dla badania funkcji
    genów, a następnie zaczęto dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.
    To tylko tyle i aż tyle" - dodaje.

    "Interferencja RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem
    biotechnologii molekularnej" - zaznacza zajmujący się biochemią roślin prof.
    prof. Jerzy Buchowicz z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

    "Środowisko naukowe spodziewało się Nobla dla Fire'a i Mello; ich odkrycia
    doprowadziły do przełomu w nauce, zarówno w medycynie, jak i w badaniach nad
    roślinami" - ocenia biolog molekularny z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w
    Poznaniu, prof. Artur Jarmołowski.

    W Polsce metodę interferencji RNA wykorzystuje się w badaniach nad guzami
    mózgu. Prowadzi je kierowana przez prof. Stanisława Nowaka w Klinika
    Neurochirurgii Akademii Medycznej w Poznaniu we współpracy z poznańskim
    zespołem prof. Barciszewskiego.

    47-letni Andrew Z. Fire pracuje na Massachusetts Institute of Technology w
    Cambridge oraz na Stanford University w Kalifornii. W młodości był wybitnie
    uzdolnionym matematykiem, jednak całą swoją energię poświęcił na zgłębianie
    tajemnic genetyki.

    Prowadzone w Cambridge w Wielkiej Brytanii doświadczenia na nicieniu
    Caenorhabditis elegans zaowocowały odkryciem zjawiska interferencji RNA. Razem
    z drugim tegorocznym laureatem Nobla z medycyny Fire opisał je w 1998 roku na
    łamach tygodnika "Nature".

    Z kolei 46-letni Craig C. Mello jest zatrudniony na Harvard University w
    Bostonie i University of Massachusetts School of Medicine w Worcester.

    Obecnie w swoim laboratorium Mello kontynuuje nie tylko badania nad
    interferencją RNA, ale i swoje starsze prace nad różnicowaniem się i
    komunikacją komórek zarodka na najwcześniejszych etapach jego rozwoju. Do tej
    pory udało mu się m.in. dowieść, że położenie komórki w zarodku może decydować
    o tym, w jaki rodzaj tkanki ostatecznie z niej powstanie. Badacz zidentyfikował
    też wiele genów, które wpływają na losy komórek zarodków C. elegans.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=13313&layout=0&forum_id=5154&page=text
  • 12.10.06, 13:49
    Gen odpowiada za oporność raka płuc na chemioterapię
    Nadmierna aktywność genu, który odpowiada za oczyszczanie komórek z toksyn,
    może w wielu przypadkach odpowiadać za oporność raka płuc na chemioterapię -
    wskazują badania amerykańskie, o których poinformowało pismo "PLoS Medicine".
    Naukowcy z Medycznych Instytutów Johnsa Hopkinsa prowadzili badania na
    komórkach raka piersi hodowanych długo w laboratorium - tzw. liniach
    komórkowych oraz na pobranych od pacjentów komórkach niedrobnokomórkowego raka
    płuc i zdrowych komórkach płuc.

    Badania pozwoliły stwierdzić, że w wielu próbkach raka jak i w komórkach
    nowotworowych hodowanych w laboratorium nazbyt aktywny jest gen, który
    odpowiada za proces detoksykacji komórek. Chodzi tu o gen NRF2, którego
    naturalną rolą jest chronić komórki przed zanieczyszczeniami chemicznymi ze
    środowiska, np. z dymu papierosowego, czy spalin samochodowych. NRF2 koduje
    białko, które uruchamia produkcję enzymów i innych cząsteczek wymiatających
    zanieczyszczenia na zewnątrz komórek.
    Okazało się jednak, że w komórkach raka płuc opornego na chemioterapię
    aktywność NRF2 osiąga granice szaleństwa. W efekcie komórki te pompują na
    zewnątrz wszystkie niebezpieczne dla siebie toksyny, również leki stosowane w
    chemioterapii.

    W części komórek za nadaktywność NRF2 odpowiedzialne były mutacje w genie
    KEAP1, który ma za zadanie hamować białko zapisane w NRF2. W innych komórkach
    brakowało nawet jednej z kopii KEAP1. Z kolei, w zdrowych komórkach płuc
    pobranych od tych samych pacjentów naukowcy nie wykryli tego typu zmian.

    Badaczom udało się też ustalić, że komórki raka z mutacjami w KEAP1 są bardziej
    odporne na działanie chemioterapii niż zdrowe komórki płuc.

    "Z naszych badań wynika, że komórki raka płuc wykorzystują aktywność genu NRF2,
    aby obronić się przed toksycznym działaniem chemioterapii" - komentuje biorący
    udział w badaniach dr Shyam Biswal.

    Zdaniem badacza, blokowanie tego genu lub zapisanego w nim białka mogłoby
    poprawić efektywność leków standardowo wykorzystywanych w chemioterapii raka
    płuc, zwłaszcza związków platyny.

    W najbliższej przyszłości naukowcy planują potwierdzić wyniki tych badań na
    większej liczbie próbek raka płuc. Chcą również poszukiwać leków, które
    hamowałyby aktywność genu NRF2 lub zapisanego w nim białka i w ten sposób
    zwiększały wrażliwość komórek raka na leki chemioterapeutyczne.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1416502,16,1,0,120,686,item.html
  • 13.10.06, 10:17
    Ból neuropatyczny potrafi trwać latami. Nie wybiera ofiar i nie poddaje się
    klasycznemu leczeniu przeciwbólowemu. Razem z niemieckimi kolegami pracujemy
    nad nowym podejściem terapeutycznym do tego rodzaju bólu" – mówi prof. Barbara
    Przewłocka z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie, polski koordynator
    międzynarodowych badań nad przeciwbólowym działaniem endomorfin.
    FUNKCJE BÓLU

    Przewłocka tłumaczy, że ostry ból niejednokrotnie ratuje życie, ostrzegając
    przed czynnikami uszkadzającymi tkanki. Czasem pojawia się pomimo braku
    widocznych bodźców. Ból o charakterze przewlekłym powstaje w wyniku stanów
    zapalnych, uszkodzenia układu nerwowego, wskutek wypadku lub choroby. Występuje
    z pewnym opóźnieniem, co utrudnia dokładną lokalizację i miejsce uszkodzenia, a
    czasem też jego przyczynę.

    Często ból zapalny i neuropatyczny nakładają się na siebie, dając obraz trudny
    do leczenia. Tym, co je odróżnia, jest odmienna reakcja na morfinę. W bólu
    zapalnym jej działanie jest silniejsze, natomiast w neuropatycznym – słabsze.
    Terapia bólu neuropatycznego stale pozostawia wiele do życzenia.

    SKOMPLIKOWANE CIERPIENIE

    Żeby organizm odczuwał ból, natura musiała stworzyć skomplikowany nerwowy szlak
    nocyceptywny (nocere – z łac. szkodzić), przewodzący bodźce z obwodu do
    ośrodkowego układu nerwowego. Jak tłumaczy Przewłocka, szlak ten zbudowany jest
    z wolnych zakończeń nerwowych rejestrujących szkodliwe czynniki oraz nerwów
    przenoszących informację bólową z tkanek obwodowych do rdzenia kręgowego i
    kolejno do struktur mózgu.

    "Cały ten układ nie dość, że jest skomplikowany, to jeszcze bardzo dynamiczny.
    Oprócz szlaków przewodzenia bodźców bólowych działają w nim liczne mechanizmy
    ich hamowania, ograniczające siłę bólu i czas jego trwania" – wyjaśnia
    profesor.

    "Czasem ból nasila się, choć szkodliwy bodziec przestał już działać, a
    uszkodzone tkanki dawno się zagoiły. Dochodzi do bólu przewlekłego. Jednym z
    jego rodzajów jest ból neuropatyczny, którego przyczyną są uszkodzenia w
    układzie nerwowym, prowadzące do zmian struktury i funkcjonowania dróg
    bólowych" - mówi Przewłocka.

    Ból neuropatyczny może przybierać różne formy. Często opisywany jest przez
    chorych jako piekący, kłujący, także podobny do tego, który towarzyszy
    drażnieniu prądem elektrycznym. Jego nasilenie czasem ogranicza się do lekkiej
    przeczulicy, czasem zaś przechodzi w skrajną allodynię, czyli stan, w którym
    trudną do zniesienia dolegliwość wywołują czynniki tak łagodne, jak na przykład
    dotknięcie włosem.

    Zdaniem Przewłockiej, przyczyn takiego stanu może być wiele, np. wypadkowe lub
    jatrogenne uszkodzenie nerwów (częste u kobiet po mastektomii), naciekanie
    układu nerwowego przez nowotwór, półpasiec, neuropatie (np. cukrzycową).

    SKĄD SIĘ BIERZE BÓL

    Jak tłumaczy naukowiec, w wyniku uszkodzenia neuronu w jego otoczeniu dochodzi
    do uwalniania substancji prozapalnych, które aktywują drogi bólowe. Dodatkowo
    następuje rozkrzewianie uszkodzonego neuronu (jak przyciętego drzewa). W
    błonach komórkowych "odrostów" gromadzą się kanały sodowe, odpowiedzialne za
    przewodzenie bólu. Miejsca te stają się ogniskami samopodtrzymującej się
    aktywacji szlaku bólowego. Podobne zmiany obserwuje się też na wyższych
    piętrach układu nerwowego.

    "W naszych badaniach stosujemy modele obu rodzajów bólu, zapalnego i
    neuropatycznego, aby potencjalne działanie proponowanych substancji leczniczych
    wykorzystać w różnych rodzajach bólu. Porównując wyniki badań uzyskane na tych
    modelach możemy wnioskować o mechanizmach rozwoju bólu przewlekłego" – mówi
    Przewłocka.

    PROBLEMY DŁUGOTRWAŁEJ TERAPII

    W przypadku bólów ostrych najskuteczniejsze są leki opioidowe, np. morfina. Jak
    wyjaśnia profesor, lek wraz z krwią trafia do odpowiednich receptorów układu
    nerwowego. Łącząc się z nimi wywołuje szereg procesów wewnątrz komórki
    nerwowej, prowadzących do hamowania aktywności neuronu, a co za tym idzie - do
    hamowania przekazu bodźca do mózgu. Morfina działa na receptory zwane
    opioidowymi, a szczególnie na tzw. receptor typu m. Działając na te receptory w
    mózgu, wywołuje jednak dokuczliwe, a czasem niebezpieczne dla zdrowia skutki
    niepożądane.

    Przewłocka zaznacza, że w tym miejscu rodzi się problem z leczeniem bólów
    neuropatycznych. Okazuje się bowiem, że bóle neuropatyczne w większości
    przypadków nie poddają się leczeniu opioidami. Aby je zwalczyć, potrzeba
    znacznie większych dawek leku niż w przypadku leczenia bólu ostrego (np.
    bezpośrednio po operacji lub wypadku). Zwiększenie dawki leku podwyższa jednak
    ryzyko działań niepożądanych.

    "Jak tu przez wiele lat trwania takiego bólu podawać choremu znaczne ilości
    leku działającego poprzez receptory opioidowe?" – zastanawia się
    neurofarmakolog. Jej zdaniem, chorym trzeba zaproponować leczenie powodujące
    minimalne skutki niepożądane. Przewlekłe stany zapalne, takie jak np.
    artretyczne zapalenia stawów, też trwają latami, dlatego trzeba znaleźć
    bezpieczną możliwość dla stosowania przynoszących ulgę leków.

    W NATURZE SIŁA

    Według Przewłockiej, dobrym punktem wyjścia do poszukiwań metody terapeutycznej
    jest pytanie o rolę receptorów opioidowych w naszym organizmie.

    "Natura nie tworzyła ich miliony lat temu po to, by współcześni lekarze mieli
    zwalczać ból morfiną" - przypuszcza profesor. Tłumaczy, że wraz z tymi
    receptorami powstały ich naturalne ligandy, czyli występujące w naszych
    organizmach cząsteczki zdolne do ich aktywacji. Są nimi endorfiny, zróżnicowana
    grupa endogennych peptydów opioidowych, wykazujących działanie przeciwbólowe.

    "Człowiek w szoku powypadkowym bólu nie czuje. Przeciwbólowe działanie
    akupunktury też wydaje się być uwarunkowane wydzielaniem endorfin. Przykładów
    jest więcej i dowodzą one skuteczności wewnętrznych mechanizmów
    przeciwbólowych" – zauważa neurofarmakolog.

    Dodaje, że do zwalczania bólów neuropatycznych dobrze byłoby zatrudnić
    endogenne peptydy opioidowe. To endomorfiny które, w odróżnieniu od endorfin,
    są bardzo selektywne w stosunku do receptora, na który działa morfina.

    Wstępne badania wykazały, że w modelach zwierzęcych siła ich działania nie
    słabnie - w odróżnieniu od morfiny, której dawkę należy podnieść, aby uzyskać
    efekt terapeutyczny w bólu neuropatycznym.

    ENDOMORFINY DZIAŁAJĄ LOKALNIE

    "Działaniem lokalnym endomorfin w bólu przewlekłym zajmujemy się wraz z
    zespołem dr Haliny Machelskiej z Klinik für Anaesthesiologie und Operative
    Intensivmedizin, Charité-Universitätsmedizin w Berlinie" – mówi specjalistka.

    "Okazało się, ze endomorfiny znacznie lepiej radzą sobie z bólem
    neuropatycznym, niż morfina. Chorym podawać można niższe dawki leku, a to
    zmniejsza ryzyko działań niepożądanych" – tłumaczy Przewłocka. Podkreśla, że
    podawanie endomorfin nie jest jednak takie proste, ponieważ nie przechodzą one
    z krwi do mózgu.

    "W przypadku bólu neuropatycznego, kiedy dolegliwości bólowe dotyczą dużych
    obszarów skóry, można wykorzystać receptory opioidowe, występujące na nerwach
    obwodowych. Najprostszym rozwiązaniem byłyby maści, żele, spreje lub płukanki
    zawierające endomorfiny podwane wprost na miejsce powstawania bólu" – podkreśla
    specjalistka.

    Działając lokalnie na nerwy obwodowe wielokrotnie zmniejsza się ryzyko
    działania ośrodkowego, a tym samym pojawienie się działań niepożądanych,
    charakterystycznych dla stosowanej obwodowo morfiny. Peptydowa budowa
    endomorfin sprawia również, iż najsilniej działają one dokładnie tam, gdzie je
    zaaplikowano. Bardzo małe jest ryzyko migracji leku, na przykład do ośrodkowego
    układu nerwowego.

    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi
  • 19.10.06, 23:43
    Dokończenie tematu

    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi też pewne
    problemy. Wprowadzona do organizmu substancja w ciągu kilkunastu minut ulega
    rozkładowi i przestaje działać.

    "Z tym problemem już się uporaliśmy. Współpracujący z nami chemicy
    zmodyfikowali cząsteczki w ten sposób, że ich trwałość w organizmie zwierząt
    wydłużyła się do ok. 2 godzin. Sądzimy, że u ludzi przetrwają jeszcze dłużej.
    Poza tym możliwe są dalsze modyfikacje" – uważa neurofarmakolog.

    Szacuje się, że problem przewlekłego bólu dotyczy 0,5-2 proc. społeczeństwa.
    Polsko-niemiecki zespół nie obiecuje spektakularnych efektów prowadzonych prac.
    Badania mają charakter podstawowy i służą pogłębieniu wiedzy na temat
    potencjalnych zastosowań endomorfin.

    "Sądzę jednak, że w przyszłości działające w ten sposób leki mają szansę trafić
    na apteczne półki" – nie kryje nadziei prof. Barbara Przewłocka.

    źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13500&layout=0&forum_id=5341&page=text
  • 19.10.06, 23:46
    Wstrząsający raport onkologów dla Ministerstwa Zdrowia: pacjenci w Polsce
    umierają, bo nie mają dostępu do leczenia. Jeśli szpitale nie będą mieć nowego
    sprzętu, sytuacja jeszcze się pogorszy, bo coraz więcej osób zapada na
    nowotwory - pisze "Rzeczpospolita".
    Zdaniem autorów raportu, sytuacja jest dramatyczna. Brakuje sprzętu, więc
    chorzy czekają w kilkumiesięcznych kolejkach do leczenia radioterapeutycznego.
    Gdy już się na nie dostaną, nie mają gwarancji, że naświetlanie będzie dla nich
    bezpieczne.

    Z raportu przygotowanego dla Ministerstwa Zdrowia przez Centrum Onkologii w
    Krakowie wynika, że prawie jedna piąta urządzeń do radioterapii nadaje się do
    natychmiastowej wymiany - jest przestarzała albo wyeksploatowana. Awaria
    takiego sprzętu może skończyć się tragicznie - przekonały się o tym pacjentki z
    Białegostoku, dotkliwie poparzone w czasie radioterapii.

    Osoby, które mają za sobą leczenie choroby nowotworowej, opowiadają, że
    zdarzało się, iż po rozpoczęciu naświetlań psuł się sprzęt i trzeba było czekać
    na jego naprawienie kilka tygodni. - Pacjenci dobrze wiedzą, że przy leczeniu
    nowotworu nie wolno czekać, liczy się każdy dzień - mówi Elżbieta Kozik,
    szefowa Klubu Amazonek w Warszawie, stowarzyszenia kobiet po amputacji piersi.


    Onkolodzy biją na alarm. "Pacjenci, którzy potrzebują naświetlania, czekają na
    dostęp do radioterapii po dwa, trzy miesiące" - pisze w raporcie prof. Marian
    Reinfuss z Centrum Onkologii.

    Z raportu Centrum wynika, że pod koniec ubiegłego roku w Polsce było 55 w pełni
    sprawnych urządzeń, dwa razy mniej, niż być powinno. Tymczasem w najbliższych
    latach w Polsce, według danych Organizacji Europejskich Instytutów Raka (OEIC),
    radioterapia będzie niezbędna co roku dla nawet 100 tysięcy chorych. Teraz ma
    szansę z niej skorzystać niespełna 60 tysięcy pacjentów.YY

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=13621&layout=6&forum_id=5461&page=text

  • 19.10.06, 23:48
    Witamina D może w przyszłości znaleźć zastosowanie w leczeniu raka piersi,
    uważają naukowcy brytyjscy. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach
    pisma "Journal of Clinical Pathology", sugerują, że może ona spowalniać wzrost
    nowotworu.
    Naukowcy z Imperial College w Londynie doszli do takich wniosków po zbadaniu
    poziomu witaminy D w surowicy krwi 279 kobiet chorych na inwazyjnego raka
    piersi. U większości pacjentek (204 kobiety) choroba była w początkowych
    stadiach, u reszty natomiast stwierdzono zaawansowanego raka.

    Okazało się, że kobiety z mało zaawansowanym rakiem poziom witaminy D był
    wyższy, niż u kobiet w zaawansowanym stadium choroby. Na razie naukowcy nie
    znają dokładnej przyczyny tych różnic, nie mają też pewności czy niższy poziom
    witaminy D u pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi jest przyczyną czy też
    skutkiem rozwoju nowotworu. Jednak biorąc pod uwagę wyniki innych badań,
    podejrzewają, że obniżone stężenie witaminy D we krwi może przyspieszać rozwój
    raka do bardziej zaawansowanych stadiów.

    Doświadczenia na hodowlach komórkowych wykazały, że witamina D hamuje podziały
    komórek raka i nasila ich obumieranie. Z kolei prawidłowy poziom witaminy D w
    organizmie powiązano z niższym ryzykiem zachorowania na raka piersi.

    Z badań wynika też, że witamina D wzmaga bądź hamuje aktywność różnych genów,
    które mogą odgrywać rolę w rozwoju nowotworów. Przykładem genu, którego
    aktywność rośnie pod wpływem witaminy D, jest p21, kontrolujący podziały
    komórek.

    W przyszłości naukowcy chcą lepiej zrozumieć rolę witaminy D we wzroście raka
    piersi. Ich zdaniem może to pomóc w zwiększeniu skuteczności leczenia tego
    nowotworu.

    Najbogatszym źródłem witaminy D są jaja i tłuste ryby. Związek ten produkują
    też w dużych ilościach komórki skóry wystawione na działanie promieni
    słonecznych.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420092,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.10.06, 10:18
    Substancje zawarte w pestkach winogron wyraźnie hamują wzrost raka jelita
    grubego, wykazali naukowcy z USA w badaniach na hodowlach komórkowych i
    myszach. Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
    Skórka i pestki czerwonych winogron zawierają duże ilości proantocyjanów -
    związków z grupy flawonoidów, które są silnymi przeciwutleniaczami i zwalczają
    toksyczne dla komórek wolne rodniki. Dlatego produkty z winogron, w których
    wykorzystuje się również ich skórkę czy pestki, jak np. czerwone wino, są znane
    ze swego korzystnego wpływu na zdrowie, zwłaszcza na układ krążenia i serce.

    O przeciwnowotworowych własnościach wyciągu z pestek winogronowych naukowcy pod
    kierunkiem prof. Rajesha Agarwala z Uniwersytetu Stanu Kolorado w Denver po raz
    pierwszy poinformowali w 1999 r. Ówczesne badania dotyczyły raka skóry. Później
    udało im się potwierdzić, że ekstrakt ten spowalnia również wzrost raka
    prostaty.
    W najnowszych badaniach naukowcy testowali wyciąg na ludzkich komórkach raka
    okrężnicy hodowanych w laboratorium. Rak ten jest drugim co do częstości
    występowania nowotworem złośliwym wśród mieszkańców krajów dobrze rozwiniętych.

    Badania ujawniły, że im większa była dawka i czas działania wyciągu, tym
    silniej hamował on wzrost raka. W najlepszym wypadku liczba żywych komórek
    nowotworu obniżyła się o 92 proc.

    Naukowcy stwierdzili, że pod wpływem ekstraktu w komórkach raka rósł poziom
    białka Cip1/p21, które kontroluje podziały komórkowe. Już po 12 godzinach
    stężenie białka było wyższe o ponad 150 razy od stężenia wyjściowego.

    Jak wyjaśniają autorzy pracy, jedną z cech komórek raka jest to, że tracą one
    naturalną kontrolę nad swoim cyklem życiowym i zaczynają się w szalonym tempie
    dzielić i powielać. Odpowiadają za to zaburzenia w poziomie białek
    kontrolujących cykl, takich jak Cip1/p21. Aktywność Cip1/p21
    powoduje "zamrożenie" komórek w stadium przed podziałem. Następstwem tego jest
    często śmierć komórki nowotworowej na drodze tzw. apoptozy.

    Na koniec naukowcy przetestowali wyciąg z winogronowych pestek na myszach,
    którym przeszczepiono komórki ludzkiego raka okrężnicy w zaawansowanym stadium
    rozwoju. Jednocześnie z przeszczepem część gryzoni otrzymała doustnie
    pojedynczą dawkę badanego ekstraktu. Po 8 tygodniach okazało się, że objętość
    guzów u tych myszy była mniejsza średnio o 44 proc., niż u zwierząt, które nie
    otrzymały ekstraktu, tzw. kontrolnych. Choć dawka, którą zastosowano była
    bardzo duża nie zaobserwowano żadnych toksycznych efektów działania preparatu.

    Podobnie jak w przypadku hodowli komórkowych, wyciąg z pestek winogron
    powodował, że w komórkach guzów rosnących u gryzoni podnosił się poziom białka
    Cip1/p21.

    Naukowcy planują teraz określić najniższą skuteczną u myszy dawkę ekstraktu,
    jak również najwyższą z możliwych i zarazem nietoksyczną dawkę. Liczą, że
    pomoże to w przyszłości wdrożyć ich odkrycie do praktyki medycznej.

    Obecnie w sprzedaży komercyjnej są suplementy diety zawierające wyciąg z pestek
    winogron. "Nasze wyniki nie oznaczają jednak, że ludzie powinni teraz rzucić
    się do sklepów po te preparaty. To mogłoby być niebezpieczne, gdyż na razie nie
    wiemy nawet jaka dawka dałaby pacjentom korzyści zdrowotne, nie powodując
    zarazem niepożądanych skutków ubocznych" - komentuje prof. Agarwal.

    Jak podkreśla naukowiec, na razie wartością tych badań jest wykazanie, że
    ekstrakt z pestek winogronowych może hamować wzrost raka oraz odkrycie
    mechanizmu jego działania. Ale zanim wyciąg ten można będzie stosować w
    leczeniu chorych na raka czy w prewencji chorób nowotworowych, trzeba wykonać
    znacznie więcej testów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420340,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.10.06, 12:25
    W Polsce rośnie liczba zachorowań na raka jelita grubego - to obecnie trzeci co
    do częstości występowania nowotwór u kobiet, a drugi u mężczyzn. A możliwości
    diagnozowania go są coraz lepsze - dostępne są już m.in. domowe testy na
    obecność krwi w stolcu.
    W Polsce rocznie zapada na tę chorobę ponad 11 tys. osób, umiera 8,5 tys. Trwa
    obecnie ogólnopolska kampania edukacyjna "Rak jelita grubego - badam się i
    leczę". "Przekonujemy, że to choroba jak każda inna, że wstyd nie może
    powstrzymać nas od zadbania o własne zdrowie" - powiedział na czwartkowej
    konferencji prasowej w Katowicach Ryszard Lisek z Polskiego Towarzystwa Opieki
    nad Chorymi ze Stomią (stomia to stan po wycięciu chorego jelita, z
    wyprowadzeniem jego zdrowego odcinka na zewnątrz - czyli tzw. sztuczny odbyt).

    Każda osoba powyżej 50. roku życia powinna przynajmniej raz na 10 lat poddać
    się badaniom diagnostycznym. Jeśli na raka jelita grubego chorował ktoś w
    rodzinie, na badanie należy się zdecydować znacznie wcześniej.
    Choroba początkowo nie daje żadnych objawów, dlatego tak ważne są badania
    profilaktyczne. W bardziej zaawansowanym stadium objawami są: krwawienie z
    odbytu lub krew w kale, zaburzenia rytmu wypróżnień, nieuzasadniona utrata masy
    ciała, mdłości, bóle i poczucie napięcia w brzuchu, możliwa jest też anemia.

    "Test na krew utajoną w kale można kupić w każdej aptece i zrobić w warunkach
    domowych. Dostępne są testy kilku producentów, nie są drogie, a ich dokładność
    jest zbliżona do tych wykonywanych w laboratorium" - powiedział ordynator
    oddziału onkologii Szpitala im. Leszczyńskiego w Katowicach dr Wojciech
    Poborski.

    Jak podkreślił, ważna jest też postawa lekarzy pierwszego kontaktu -
    przeciętnie lekarz rodzinny może w swojej praktyce zetknąć się z dwoma takimi
    przypadkami rocznie. "Konieczne jest też rozwianie obaw pacjentów przed
    przeprowadzaniem badań profilaktycznych - chowanie głowy w piasek, częsta w
    Polsce postawa, to droga donikąd" - podkreślił dr Poborski.

    Rozwojowi raka jelita grubego sprzyja dieta, charakterystyczna dla rozwiniętych
    krajów kultury zachodniej - dużo czerwonego mięsa i wysoko przetworzonych
    pokarmów, mało błonnika. Dlatego, by się ustrzec choroby, lekarze oprócz
    urozmaiconej diety zalecają ograniczenie alkoholu, rezygnację z palenia
    papierosów, aktywność fizyczną, przyjmowanie witamin C, D i E, znormalizowanie
    wagi ciała.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1421215,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.10.06, 12:28
    Bakteria Helicobacter pylori zwiększa ryzyko rozwoju nowotworu w dolnym odcinku
    żołądka, ale może z kolei zmniejszać ryzyko jego występowania w miejscu
    połączenia żołądka z przełykiem - donosi "Journal of the National Cancer
    Institute".
    Helicobacter pylori to bakteria gnieżdżąca się w błonie śluzowej żołądka.
    Występuje u 70-80 proc. populacji i odpowiada za większość przypadków choroby
    wrzodowej żołądka i 90 proc. przypadków choroby wrzodowej dwunastnicy.
    Zakażenie tą bakterią może mieć też wpływ na rozwój nowotworów żołądka.

    Nowotwory żołądka rozwijają się najczęściej w miejscu połączenia przełyku z
    żołądkiem oraz w jego niższych częściach.
    Grupa naukowców kierowana przez Farin Kamangar z National Cancer Institute in
    Bethesda w USA wraz z kolegami z Finlandii przeprowadziła badania na 234
    pacjentach z nowotworami żołądka. Badano obecność przeciwciał skierowanych
    przeciwko H. pylori we krwi pacjentów. Obecność przeciwciał świadczy o
    przebytej infekcji wywołanej przez bakterie.

    Naukowcy stwierdzili, że u pacjentów, którzy przeszli infekcję wywołaną H.
    pylori, ryzyko występowania nowotworów dalszych odcinków żołądka jest większe
    niż u reszty populacji, natomiast ryzyko raka części wpustowej żołądka jest
    mniejsze.

    "Podejmując próby zapobiegania rozwoju nowotworów należy wziąć pod uwagę wpływ
    H. pylori na zmniejszenie ryzyka powstawania raka przełyku oraz części
    wpustowej żołądka" - komentują wyniki kolegów Olaf Syren i William J. Blot z
    Karolinska Institutet.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1421216,16,1,0,120,686,item.html


  • 20.10.06, 12:33
    Pracownicy z fabryk komputerów częściej niż umierają z powodu nowotworu -
    wykazały obszerne analizy ponad 30 tys. zgonów pracowników zatrudnionych w
    amerykańskich fabrykach IBM od lat 70. Wyniki opublikowało pismo "Environmental
    Health".
    Pracownicy fabryk IBM umierali na nowotwory, w tym - mózgu, nerek lub piersi
    oraz chłoniaka nieziarnistego - częściej niż reszta populacji - stwierdził
    Richard Clapp z Boston University School of Public Health (USA).

    Dane, którymi dysponował, nie pozwoliły mu związać tych zgonów z działaniem
    związków chemicznych lub substancji toksycznych, z którymi na co dzień stykają
    się pracownicy fabryk. Clapp badał przypadki zgonów wśród wszystkich robotników
    fabryki IBM, którzy przepracowali w niej co najmniej pięć lat w okresie 1969-
    2001. Przeanalizował przyczyny śmierci 31 tys. 941 robotników i porównał je z
    przyczynami zgonów wśród ogółu Amerykanów w tym samym czasie.

    Dane uzyskał od IBM w ramach procesu przeciwko tej firmie w Kalifornii. Badania
    przeprowadził na zamówienie strony skarżącej.

    Wyniki analiz Clappa świadczą o podwyższonej śmiertelności wskutek kilku typów
    nowotworów. Dotyczy to zwłaszcza robotników zatrudnionych w kilku konkretnych
    fabrykach - w stanach Kalifornia, Minnesota, Nowy Jork i Vermont.

    Wyraźnie więcej niż norma było też zgonów z powodu nowotworu mózgu i
    ośrodkowego układu nerwowego. W niektórych grupach pracowników stwierdzano
    także ponadprzeciętną liczbę przypadków raka nerek, chłoniaka nieziarnistego i
    nowotworu piersi.

    To nie pierwsze badanie związku śmiertelności i pracy przy produkcji
    komputerów, lecz - jak do tej pory - najobszerniejsze.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1420344,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.10.06, 15:32
    Ruszyła ogólnoeuropejska akcja, której celem jest zagwarantowanie pacjentom w
    państwach Unii Europejskiej dostępu do najnowszych metod leczenia nowotworów.
    Wprowadzenie jednolitej unijnej strategii walki z rakiem to główny cel
    uruchomionej w Brukseli inicjatywy o nazwie "Cancer United".

    W ciągu półtora roku organizatorzy chcą zgromadzić milion podpisów pod petycją
    domagającą się działania ze strony Parlamentu Europejskiego, Komisji
    Europejskiej oraz Rady Unii Europejskiej.

    Organizatorzy akcji wzywają te instytucje do stworzenia ogólnoeuropejskiej
    strategii w zakresie chorób nowotworowych oraz do wystosowania do wszystkich
    państw członkowskich zaleceń dotyczących wdrożenia kompleksowych planów
    zwalczania chorób nowotworowych, które obejmują:

    szczegółowe programy mające na celu usprawnienie organizacji usług, w tym
    zapewnienie odpowiedniego poziomu zasobów, implementację sieci opieki oraz
    kompleksowych rejestrów przypadków raka na poziomie danego kraju;
    większy nacisk na jakość, w tym informowanie pacjentów, wykorzystanie zespołów
    interdyscyplinarnych, specjalistyczne szkolenie oraz stały rozwój zawodowy
    wszystkich pracowników i gwarancja jakości dla wszystkich aspektów opieki, od
    diagnozy aż po kontrolę;
    większy nacisk na działania zapobiegawcze, w tym zwiększenie świadomości
    społeczeństwa w zakresie korzyści płynących ze zdrowego stylu życia oraz
    wdrożenie krajowych programów monitorujących;
    nieustanne działania mające na celu zwiększenie skuteczności leczenia, w tym
    programy badań klinicznych oraz ogłaszanie i wdrażanie rezultatów tych
    programów, wykorzystanie nowych technologii, przegląd założeń już istniejących
    krajowych strategii walki z rakiem oraz monitorowanie wyników zmian w praktyce.
    Nowotwory dotykają każdą rodzinę w Europie - co minutę trzy rodziny tracą
    bliską osobę z powodu raka. Co roku około 1,7 miliona osób w Europie umiera w
    wyniku tej choroby. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia liczba nowych
    zachorowań w krajach Unii Europejskiej do 2015 roku wzrośnie o ok. 11%. Średnio
    co drugi chory na raka umiera.

    Zachorowalność na raka i skuteczność leczenia w naszej części Europy niestety
    niekorzystnie odbiega od standardów starej UE. Potwierdzają to wyniki badań
    Eurocare-3 oraz analiz przeprowadzonych przez Karolinska Institutet. Według
    tych ostatnich w Polsce na walkę z rakiem przeznacza się 34 euro na osobę
    rocznie. To ponad trzykrotnie mniej niż średnia unijna i sześciokrotnie mniej
    niż w Norwegii.

    Ruchem "Cancer United" kieruje prof. prof. John Smyth - prezes Federacji
    Europejskich Stowarzyszeń Raka, zajmujący się onkologią na uniwersytecie w
    Edynburgu. W zamierzeniu akcja ma objąć nie tylko kraje UE, ale też Bułgarię i
    Rumunię. Zakończenie akcji zaplanowano na rok 2008.

    W akcję zaangażowali się politycy, specjaliści onkolodzy, organizacje pacjentów
    oraz przemysł farmaceutyczny Ten ostatni fakt wzbudził jednak wątpliwości
    niektórych członków Parlamentu Europejskiego i części onkologów. Organizatorzy
    zapewniają, że kampania jest przezroczysta pod względem finansowania.

    źródło pochodzenia www.mp.pl/kurier/?aid=29734
  • 20.10.06, 15:38
    Nowe wytyczne badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego
    Wstęp

    Już po raz kolejny American Society of Clinical Oncology (ASCO) na
    łamach "Journal of Clinical Oncology" wydało w 2005 roku zalecenia dotyczące
    nowych zasad badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego leczonych
    pierwotnie operacyjnie. W kilkuletnim okresie, jaki upłynął od poprzedniego
    wydania zaleceń w 1999 roku, opublikowano wyniki badań z randomizacją oraz
    metaanaliz, które zmieniły dotychczasowe poglądy. Na podstawie trzech
    metaanaliz i sześciu badań klinicznych z randomizacją oceniających wartość
    badań kontrolnych, a także na podstawie innych badań III fazy, grupa ekspertów
    z ASCO uaktualniła wytyczne dotyczące badań kontrolnych chorych na raka jelita
    grubego.

    Zalecenia

    American Society of Clinical Oncology wyodrębniło cztery elementy badań
    kontrolnych: wywiad i badanie przedmiotowe, badania laboratoryjne, badania
    obrazowe i badania endoskopowe. Wytyczne ASCO nie dotyczą chorych w pierwszym
    stopniu zaawansowania ze względu na bardzo małe ryzyko wznowy. Należy
    podkreślić, że zalecenia te dotyczą chorych, których stan zdrowia pozwala na
    radykalne wycięcie wznowy miejscowej lub radykalne leczenie operacyjne zmian
    przerzutowych. Rekomendacje ASCO zostały podsumowane w tabeli.

    Tabela. Schemat badań kontrolnych chorych po radykalnym leczeniu raka jelita
    grubego według zaleceń ASCO (dotyczy chorych na raka w II i III stopniu
    zaawansowania, których stan ogólny umożliwia przeprowadzenie resekcji
    przerzutów lub wznowy miejscowej)

    Rodzaj badania Częstość wykonywania
    wywiad i badanie przedmiotowe w okresie 1.-3. r. obserwacji co 3-6 mies.
    w okresie 4.-5. r. obserwacji co 6 mies.
    oznaczenie stężenia CEA co 3 mies. przynajmniej przez 3 pierwsze lata
    obserwacji
    TK brzucha w okresie 1.-3. r. obserwacji co 12 mies.
    TK klatki piersiowej w okresie 1.-3. r. obserwacji co 12 mies.
    TK miednicy do rozważenia u chorych na raka odbytnicy (zwłaszcza nieleczonych
    napromienianiem)
    kolonoskopia I - przed operacją lub zaraz po
    II - w 3. r. obserwacji
    kolejne badania - co 5 lat
    w przypadku stwierdzenia polipów badania wykonuje się co roku
    rektosigmoidoskopia w okresie 1.-5. r. obserwacji co 6 mies. u chorych
    niepoddawanych radioterapii w obszarze miednicy
    nie zaleca się wykonywania morfologii krwi obwodowej
    badań biochemicznych krwi oceniających czynność wątroby
    testu na obecność krwi utajonej w kale
    konwencjonalnego badania radiologicznego klatki piersiowej - zamiast tego
    badania wykonuje się TK klatki piersiowej


    TK - tomografia komputerowa; CEA (carcinoembryonic antigen) - antygen rakowo-
    płodowy



    --------------------------------------------------------------------------------

    Wywiad i badanie przedmiotowe

    Ze względu na fakt, że 85% wznów pojawia się w ciągu pierwszych 3 lat po
    operacji, badania kontrolne powinny odbywać się w tym czasie co 3-6 miesięcy, a
    następnie - w 4. i 5. roku - co 6 miesięcy.

    Badania laboratoryjne

    Poza oceną stężenia antygenu rakowo-płodowego (carcinoembryonic antigen - CEA)
    co 3 miesiące, ASCO nie zaleca wykonywania innych badań. Należy pamiętać, że
    stosowanie chemioterapii opartej na 5-fluorouracylu może fałszywie zawyżać
    stężenie CEA. Dlatego nie należy oznaczać stężenia tego antygenu do czasu
    zakończenia adiuwantowej chemioterapii. Nie zaleca się wykonywania morfologii i
    badań biochemicznych krwi ani testów na obecność krwi utajonej w kale.
    Badania obrazowe

    Najważniejsza zmiana w porównaniu z poprzednimi rekomendacjami pojawiła się w
    zaleceniach dotyczących badań obrazowych. Eksperci ASCO zalecają wykonywanie u
    chorych z grupy dużego ryzyka co roku, przez 3 kolejne lata: tomografii
    komputerowej (TK) klatki piersiowej i brzucha oraz dodatkowo TK miednicy u
    chorych na raka odbytnicy, którzy nie byli poddawani napromienianiu.

    Badania endoskopowe

    U każdego chorego, u którego rozpoznano raka jelita grubego, należy wykonać
    badanie kolonoskopowe przed leczeniem operacyjnym lub bezpośrednio po nim w
    celu wykrycia ewentualnych synchronicznych raków lub gruczolaków. Jeżeli
    badanie to nie wykazuje nieprawidłowości, następna kolonoskopia jest zalecana w
    3. roku obserwacji, a następnie co 5 lat. W przypadku obecności polipów zaleca
    się wykonywanie kolonoskopii co roku w czasie utrzymywania się zmian. Natomiast
    u chorych na raka odbytnicy, którzy nie zostali poddani radioterapii, wskazana
    jest rektosigmoidoskopia co 6 miesięcy przez kolejne 5 lat. Nie ma potrzeby
    częstszego wykonywania badań endoskopowych.

    Opracowali lek. Agnieszka Faron-Pasek,
    lek. Katarzyna Janowska i dr hab. med. Krzysztof Bujko

    Istnieją dwa główne schematy postępowania po radykalnym leczeniu chorych na
    nowotwory złośliwe. Według pierwszego, choremu zaleca się, aby w przypadku
    pojawienia się dolegliwości zgłosił się na badanie; według drugiego, badania
    kontrolne wyznacza się w regularnych odstępach czasu. Regularne badania są
    celowe jedynie wówczas, gdy zwiększają szansę na długoletnie przeżycie. Warunek
    ten jest spełniony, kiedy wykrycie nawrotu miejscowego lub przerzutów odległych
    w formie przedklinicznej stwarza większe prawdopodobieństwo skutecznego
    leczenia. Ważnym aspektem regularnych badań kontrolnych jest ich wymiar
    ekonomiczny - prowadzenie ich znacząco zwiększa koszty, gdyż liczba badań
    przedmiotowych i dodatkowych w skali całej populacji jest bardzo duża.
    Tymczasem tylko w nielicznych przypadkach badania te wykrywają nowotwór w jego
    formie przedklinicznej. Również skuteczne leczenie prowadzące do trwałego
    wyleczenia udaje się wdrożyć tylko u niektórych chorych z tej grupy. Z tych
    powodów wskazania dotyczące badań kontrolnych powinny być oparte na mocnych
    danych z badań klinicznych i na analizie zależności koszt-efekt.
    W Polsce rak jelita grubego zajmuje drugie miejsce co do częstości występowania
    i przyczyn umieralności z powodu nowotworów. W 2003 roku zarejestrowano 13 000
    nowych zachorowań i 9000 zgonów.[1] Skala tych liczb wskazuje jak ważny jest
    problem badań kontrolnych, zarówno w jego aspekcie klinicznym, jak i
    ekonomicznym. Zmiana poglądów na temat efektywności badań kontrolnych dotyczy
    głównie skuteczności chirurgicznego leczenia chorych z subklinicznym nawrotem
    nowotworu. Okazało się, że leczenie to jest bardziej skuteczne niż dotąd
    uważano. W konsekwencji, w nowych wytycznych zalecane są badania obrazowe
    wykrywające bezobjawowy nawrót raka. Zalecenia dotyczące częstości badań
    kontrolnych, badań laboratoryjnych i endoskopowych nie różnią się od tych
    zaproponowanych w 1999 roku.

    Grupa ekspertów z ASCO dokonała analizy współczesnych danych dotyczących
    skuteczności badań kontrolnych wykonywanych u chorych na raka jelita grubego.
    Jedna z metaanaliz przeprowadzona przez kanadyjski zespół Figueredo i wsp.[2]
    opierała się na sześciu badaniach z randomizacją obejmujących 1679 chorych.

    W jednej grupie zastosowano intensywny program badań kontrolnych polegający
    najczęściej na regularnym wykonywaniu TK brzucha i oznaczaniu stężenia CEA. W
    drugiej grupie prowadzono mniej intensywnie badania kontrolne lub chorzy
    zgłaszali się do lekarza tylko w przypadku wystąpienia dolegliwości. Badacze
    stwierdzili, że tylko dwa badania kliniczne wykazały istotne statystycznie
    zwiększenie odsetka przeżyć w grupie poddanej intensywnym badaniom kontrolnym.
    Niemniej, metaanaliza wszystkich badań wykazała zdecydowane zwiększenie
    odsetków przeżyć tych chorych, którzy byli częściej i bardziej intensywnie
    badani; ryzyko względne (relative risk - RR) zgonu wyniosło w tej grupie 0,80
    (95% przedział ufności [confidence interval - CI]: 0,70-0,91; p = 0,0008).
    Zmniejszenie ryzyka zgonu spowodowało poprawę wskaźnika przeżyć 5-letnich o 7%
    (95% CI: 3-12; p = 0,002). Liczba obserwowanych wznów była taka sama w obu
    grupach, niezależnie od programu badań kontrolnych. Jednak b
  • 20.10.06, 15:40
    ciąg dalszy: Nowe wytyczne badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego

    Jednak bezobjawowe wznowy zdecydowanie częściej wykrywano u chorych badanych
    intensywnie, co owocowało częstszym leczeniem operacyjnym i większym odsetkiem
    przeżycia odległego. Wykazano, że wykonywanie oznaczenia stężenia CEA i oceny
    wątroby za pomocą badań obrazowych znacząco wpływało na poprawę odsetków
    przeżycia. Dwie kolejne metaanalizy wykonane przez Renehana i wsp.[3] oraz
    Jeffery'ego i wsp.[4], przeprowadzone na podstawie tych samych badań z
    randomizacją, potwierdzają wyniki uzyskane przez zespół kanadyjski. Dodatkowo
    metaanaliza przeprowadzona przez Renehana i wsp.[3] wykazała, że intensywne
    badania kontrolne wiążą się ze znamiennym zwiększeniem częstości wykrywania
    izolowanych wznów miejscowych (RR: 1,61; 95% CI: 1,12-2,32; p = 0,011).
    Ponadto, w grupie chorych poddanych intensywnym badaniom kontrolnym
    zaobserwowano niewielką, nieistotną statystycznie poprawę w zakresie
    wykrywalności przerzutów w wątrobie.

    Opisane w 2004 roku przez Chau i wsp.[5] badanie z randomizacją obejmujące 530
    chorych dodatkowo ilustruje zagadnienie intensywnych badań kontrolnych. Wyniki
    tego badania zostały opublikowane już po wykonaniu wspomnianych metaanaliz.
    Oceniano wpływ wykonywania kontrolnej TK klatki piersiowej, brzucha i miednicy
    oraz oznaczania stężenia CEA na wskaźnik odległego przeżycia chorych. W trakcie
    trwającej średnio 5,6 roku obserwacji wykryto podczas rutynowo wykonywanych
    badań (TK i oznaczanie stężenia CEA) 90% bezobjawowych wznów, co przełożyło się
    na większą liczbę operacji. W grupie poddanej intensywnym badaniom kontrolnym
    wycięto przerzuty z płuc lub wątroby u 23,8% chorych, podczas gdy w grupie, w
    której nawrót rozpoznano tylko na podstawie objawów u 3,1%. Operacyjne
    usunięcie przerzutów znamiennie wpłynęło na poprawę odsetków przeżycia w
    porównaniu z grupą chorych nieoperownych (p < 0,001).

    Innym przykładem skuteczności leczenia chorych, u których doszło do nawrotu
    raka jest wieloośrodkowe retrospektywne badanie kohortowe 1247 chorych
    przeprowadzone w Ameryce Północnej w latach 90. XX wieku.[6] Nawrót choroby
    stwierdzono u 44% chorych. Do leczenia operacyjnego zakwalifikowano 41%.
    Radykalne usunięcie wznowy wykonano u 20%. U 28 osób wycięto przerzuty
    umiejscowione w wątrobie, osiągając u 32% z nich 5-letnie przeżycie bez objawów
    choroby. U 20 chorych wycięto przerzuty w płucach, uzyskując 5-letnie przeżycie
    bez objawów nowotworu u 27%. Podobne odsetki wieloletnich przeżyć przedstawili
    Tepper i wsp.[7], analizując skuteczność operacji w przypadku nawrotów
    miejscowych i przerzutów odległych raka odbytnicy ograniczonych do jednego
    narządu w grupie liczącej 500 chorych. Większość nawrotów umiejscowiona była (z
    porównywalną częstością) w: wątrobie, płucu lub w miednicy. U około 1/3 chorych
    dokonano wycięcia zmian nawrotowych. Odsetki 5-letnich przeżyć chorych po
    wycięciu przerzutów w wątrobie i płucach wyniosły odpowiednio: 31 i 33% w
    porównaniu z 6 i 5% u chorych nieoperowanych. Gorsze wyniki uzyskano po
    operacji z powodu nawrotu miejscowego - odnotowano 5-letnie przeżycie u 20%
    chorych.

    Wieloletnie przeżycia uzyskiwane u znacznego odsetka chorych po wycięciu
    przerzutów w wątrobie i płucach zmieniły pogląd na postępowanie z chorymi z
    odległymi przerzutami raka jelita grubego. Wyniki badań dowiodły, że pojedyncze
    przerzuty tego nowotworu w jednym narządzie nie oznaczają zawsze subklinicznego
    rozsiewu w innych narządach. Tak więc możliwe jest radykalne leczenie tych
    chorych. Intensywny program badań kontrolnych ma na celu zwiększenie szansy
    chorych na przeprowadzenie tego leczenia. Częstość wizyt kontrolnych może być
    ustalana indywidualnie dla każdego pacjenta. Uwzględniając wiek, wyniki badania
    histopatologicznego, liczbę usuniętych węzłów chłonnych oraz stopień
    zaawansowania, należy oszacować indywidualne ryzyko pojawienia się wznowy i od
    niego uzależnić częstość badań kontrolnych. Pomocny jest przy tym kalkulator
    potencjalnego ryzyka wznowy dostępny na stronie internetowej.[8]

    Zalecenia amerykańskie można także próbować zastosować w naszym kraju, mimo
    niskich nakładów na służbę zdrowia. Należałoby rozważyć możliwość zastąpienia
    TK wątroby badaniem ultrasonograficznym, pamiętając jednak, że USG jest mniej
    czuła niż TK - czułość wykrywania zmian przerzutowych w wątrobie wynosi dla TK
    67%, a dla USG 43%. Wykonanie poza TK lub USG oceny stężenia CEA zwiększa
    szansę wykrycia przerzutów. Chociaż ASCO zaleca coroczne wykonywanie TK klatki
    piersiowej, rezygnując tym samym z konwencjonalnego badania radiologicznego
    klatki piersiowej, to jednak w piśmiennictwie jest znacznie mniej danych
    potwierdzających słuszność tego stanowiska. Nie ma dowodów, że kontrolna TK
    częściej niż konwencjonalne badanie radiologiczne klatki piersiowej prowadzi do
    wycięcia bezobjawowych przerzutów w płucach. Należy zaznaczyć, że w żadnym z
    badań objętych 3 metaanalizami, na które powołują się eksperci z ASCO, nie
    wykonywano TK klatki piersiowej. W grupach o intensywnym schemacie badań
    kontrolnych standardowo zalecano konwencjonalne badanie radiologiczne klatki
    piersiowej przynajmniej raz w roku. Biorąc pod uwagę wysoki koszt TK klatki
    piersiowej, ryzyko powikłań związane z koniecznością podania dożylnego środka
    cieniującego oraz jego mniejszą dostępność, włączenie tego badania do zestawu
    obowiązkowych badań kontrolnych jest kontrowersyjne.

    lek. Agnieszka Faron-Pasek
    z Zakładu Brachyterapii Centrum Onkologii Instytutu
    im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
    oraz lek. Katarzyna Janowska
    z Zakładu Teleradioterapii Centrum Onkologii Instytutu
    im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
    i dr hab. med. Krzysztof Bujko
    Kierownik Zakładu Teleradioterapii Centrum Onkologii Instytutu im. Marii
    Skłodowskiej-Curie w Warszawie

    źródło pochdzenia www.mp.pl/artykuly/?aid=29345
  • 20.10.06, 15:43
    Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych na nowotwory
    złośliwe - przegląd systematyczny

    Wprowadzenie

    Niedożywienie jest stanem często spotykanym u chorych na nowotwory złośliwe.
    Częstość występowania tego stanu różni się w zależności od umiejscowienia guza,
    stopnia zaawansowania nowotworu, sposobu leczenia oraz metod użytych do
    rozpoznania niedożywienia. Częstość niedożywienia wynosi od 9% u chorych na
    nowotwory układu moczowego do 85% u chorych na raka trzustki.

    Niedożywienie i zmniejszenie masy ciała u chorych na nowotwór złośliwy może być
    wynikiem ograniczenia przyjmowania pokarmu spowodowanego wieloma czynnikami, do
    których można zaliczyć:
    1) ogólnoustrojowe skutki choroby (np. brak apetytu, wzmożenie metabolizmu,
    zmiana odczuwania smaku i zapachu, nudności, wymioty i dolegliwości bólowe);
    2) objawy związane z miejscowym wzrostem guza (np. ból w trakcie połykania
    [odynophagia], utrudnione połykanie [dysphagia], niedrożność przewodu
    pokarmowego, wczesne uczucie sytości, upośledzone wchłanianie składników
    pokarmowych);
    3) czynniki psychogenne (np. lęk, depresja, niepokój); oraz
    4) działania niepożądane leczenia.

    U większości chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy dochodzi do zmniejszenia
    masy ciała, u niektórych rozwija się wyniszczenie związane z nowotworem
    złośliwym (kacheksja) polegające na niezależnej od woli utracie masy ciała.
    Kacheksja w przebiegu choroby nowotworowej stanowi wieloczynnikowy zespół
    uwarunkowany rozrostem nowotworu, odpowiedzią organizmu na stan chorobowy oraz
    skutkami podejmowanego leczenia. W przebiegu kacheksji stwierdza się zaburzenia
    metabolizmu, brak apetytu, wczesne uczucie sytości, ograniczenie spożywania
    pokarmu, zmniejszenie beztłuszczowej masy ciała, osłabienie mięśni, obrzęki,
    zmęczenie, upośledzenie czynności układu odpornościowego oraz trudności z
    zachowaniem koncentracji i podzielności uwagi.

    Do następstw niedożywienia u chorych na nowotwory złośliwe zalicza się:
    pogorszenie jakości życia, ograniczenie skuteczności chemioterapii, zwiększenie
    ryzyka toksyczności związanej z chemioterapią, zmniejszenie wydolności
    fizycznej, upośledzenie czynności mięśni, zwiększenie ryzyka powikłań
    pooperacyjnych, wydłużenie okresu hospitalizacji, zwiększenie częstości
    konsultacji lekarskich i liczby wypisywanych recept oraz skrócenie czasu
    przeżycia.

    Z powyższych powodów u niedożywionych osób chorych na nowotwory złośliwe
    wskazane jest wdrożenie leczenia żywieniowego przy użyciu preparatów odżywczych
    podawanych doustnie (oral nutritional supplements - ONS) lub żywienie przy
    użyciu zgłębnika dojelitowego (enteral tube feeding - ETF). Choć w
    piśmiennictwie można napotkać doniesienia na temat badań przeglądowych z
    analizą skuteczności dojelitowego leczenia żywieniowego, to brakuje formalnego
    przeglądu systematycznego z metaanalizą określającą skuteczność ONS i ETF u
    chorych na raka w zależności od rodzaju wdrożonego leczenia (w porównaniu z
    grupą, w której stosuje się postępowanie rutynowe). Jeśli u chorych na nowotwór
    złośliwy doustna podaż pokarmu jest niewystarczająca lub utrudniona, można
    wdrożyć ETF. Jeżeli tolerancja żywienia za pomocą zgłębnika nosowo-żołądkowego
    jest zła (np. u chorych po zabiegach chirurgicznych w obrębie jamy brzusznej),
    można wybrać opcję żywienia poprzez zgłębnik wprowadzony poza odźwiernik - w
    takim przypadku można również wziąć pod uwagę zastosowanie żywienia
    pozajelitowego (parenteral nutrition - PN).

    Metodą niedawno wprowadzoną w leczeniu chorych na nowotwory złośliwe o różnym
    umiejscowieniu jest podaż kwasu eikozapentaenowego (eicosapentaenoic acid -
    EPA), który jest omega-3 wielonienasyconym kwasem tłuszczowym o długim łańcuchu
    (występującym u niektórych ryb obfitujących w tkankę tłuszczową). Kwas
    eikozapentaenowy może modulować odpowiedź zapalną, która - wpływając na
    przemiany metaboliczne - prowadzi do zmniejszenia masy ciała i zaniku mięśni
    chorych na nowotwory złośliwe. Wykazano, że podaż EPA u tych chorych osłabia
    proces wytwarzania cytokin prozapalnych (np. interleukina 6 [IL-6], IL-1 i
    czynnik martwicy nowotworu [tumor necrosis factor - TNF]) oraz spowalnia tempo
    progresji odpowiedzi związanej z białkami ostrej fazy, np. z białkiem C-
    reaktywnym (C-reactive protein - CRP). Stwierdzono również, że EPA wykazuje
    wielotorowe działanie przeciwnowotworowe. Uważa się, że podawanie EPA wiąże się
    z zatrzymaniem utraty lub zwiększeniem masy ciała oraz wydłużeniem okresu
    przeżycia. Nie dokonano jednak do chwili obecnej żadnego przeglądu
    systematycznego, który by dotyczył powyższych zagadnień.

    U chorych na nowotwory złośliwe EPA podaje się w postaci kapsułek, można
    również stosować ONS lub ETF wzbogacone w ten składnik. Baracos opublikował
    badanie przeglądowe, w którym zebrał wnioski z doniesień dotyczących podaży
    EPA, jednak nie miało ono charakteru przeglądu systematycznego, nie dokonano w
    nim bowiem oddzielnej analizy badań prowadzonych z podażą kapsułek EPA i badań
    z podażą diet wzbogaconych w EPA, nie przeprowadzono również metaanalizy.

    Aby całościowo przeanalizować skuteczność leczenia żywieniowego chorych na
    nowotwory złośliwe postanowiono dokonać przeglądu systematycznego dostępnego
    piśmiennictwa. W przeglądzie określano wpływ poszczególnych metod leczenia
    żywieniowego (porównując: żywienie dojelitowe doustne lub za pomocą zgłębnika
    vs. postępowanie rutynowe; podaż EPA w kapsułkach lub w postaci wzbogaconych
    ONS lub ETF vs. postępowanie rutynowe; ETF vs. PN) na poprawę wyników leczenia
    chorych na nowotwory złośliwe poddawanych radio- bądź chemioterapii (oraz
    ewentualnie przeszczepowi szpiku kostnego), zabiegowi operacyjnemu lub leczeniu
    paliatywnemu.

    Metody

    Przegląd zaplanowano i przeprowadzono zgodnie z wytycznymi Cochrane
    Collaboration, UK National Health Service Centre for Reviews and Dissemination
    oraz Quorum.
    Potencjalnie istotne badania wyodrębniono, przeszukując elektroniczne bazy
    danych: Medline, Cochrane, Turning Research Into Practice, Clinical Evidence,
    National Electronic Library for Health oraz National Service Frameworks. Przy
    wyszukiwaniu zastosowano następujące słowa kluczowe: fish oil*, epa,
    eicosapentaen*, icosapentaen*, omega-3, omega3, n-3 fatty acid*, n 3 fatty
    acid, neoplasm, cancer*, carcinoma, lymphoma, leukaemia, tumour*, tumor*,
    malignan*, nutrition*, nutrie*, enteral*, supplement*, sip, feed, formula*,
    liquid, tube, nasogastric, nasojejunal, gastrostomy, jejunostomy oraz clinical
    trial. Przeanalizowano piśmiennictwo wyodrębnionych badań oraz nawiązano
    kontakt z ekspertami w danej dziedzinie w celu wyszukania innych doniesień.

    Zakwalifikowano badania obejmujące dorosłych chorych, dotyczące oceny stanu
    odżywienia (chorzy odżywieni prawidłowo lub niedożywieni), bez względu na
    rodzaj i stopień zaawansowania nowotworu złośliwego lub zastosowane metody
    leczenia, oraz to, czy leczenie wdrażano w szpitalu, w ambulatorium, czy też w
    warunkach domowych. Wykluczono doświadczenia przeprowadzane na zwierzętach.
    Zakwalifikowano badania, w ramach których oceniano następujące punkty końcowe:
    podaż diety; wyniki badań antropometrycznych; śmiertelność; czas trwania
    hospitalizacji; powikłania; jakość życia lub wydolność fizyczna; wyniki badań
    laboratoryjnych (liczba leukocytów, stężenie transferyny i albuminy w osoczu,
    liczba leukocytów CD3(+) oraz stężenie cytokin prozapalnych).
    Do przeglądu kwalifikowano jedynie pełne doniesienia (wykluczono streszczenia).
    W trakcie doboru priorytetowo traktowano badania z randomizacją (randomised
    controlled trial - RCT), choć dopuszczano również kliniczne badania z grupą
    kontrolną bez randomizacji (controlled clinical trial - CCT) oraz badania
    kliniczne przed-po (clinical trial - CT). Wykluczano natomiast badania
    obserwacyjne (np. badania kohortowe, opisy przypadków).

    Jeden z bad
  • 20.10.06, 15:45
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    Jeden z badaczy dokonywał - za pomocą dwóch metod - oceny jakości
    poszczególnych badań. Wyniki tej oceny weryfikował następnie drugi oceniający.
    Pierwszą metodą oceny była sześciostopniowa skala Quality of Evidence Quality
    Assessment (Agency for Health Care and Policy Research). Drugą była metoda,
    którą opisali Jadad i wsp.

    W przypadku każdej z metod leczenia (operacyjne, chemio- lub radioterapia,
    paliatywne) przeprowadzono analizę porównawczą:
    1) leczenie żywieniowe (ONS lub ETF) vs. postępowanie rutynowe (brak leczenia
    żywieniowego);
    2) podaż EPA (kapsułki EPA, ONS lub ETF wzbogacone w ten składnik) vs.
    postępowanie rutynowe;
    3) ETF vs. PN.
    Zaplanowano przeprowadzenie odrębnych analiz w zależności od rodzaju nowotworu
    złośliwego, miejsca pobytu chorych w trakcie badania oraz stanu odżywienia
    (chorzy niedożywieni vs. chorzy prawidłowo odżywieni).

    Wyniki

    Ustalona strategia wyszukiwania pozwoliła na wyodrębnienie 6845 badań. Spośród
    tej liczby 122 badania uznano wstępnie za potencjalnie istotne. Przyjęte
    wcześniej kryteria dopuszczenia spełniły 62 publikacje. Pozostałe 60 doniesień
    odrzucono z różnych powodów. Niektóre z nich nie dotyczyły badań oryginalnych;
    w niektórych zastosowano niewłaściwą interwencję żywieniową lub w ogóle jej nie
    stosowano. Wykluczono również badania opublikowane tylko w postaci streszczeń
    oraz te doniesienia, które nie były przetłumaczone na język angielski.

    Opis publikacji uwzględnionych w przeglądzie

    Do przeglądu zakwalifikowano 17 badań przeprowadzonych z udziałem chorych
    poddawanych chemio- lub radioterapii, w tym: 8 RCT i 6 CCT porównujących
    leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym, 2 RCT porównujące podaż EPA (w
    postaci kapsułek) z postępowaniem rutynowym oraz 1 RCT porównujące ETF z PN. W
    większości badań (12) chorych żywiono za pomocą ONS, w 5 badaniach stosowano
    ETF. Badania te objęły chorych na nowotwory złośliwe o rozmaitych lokalizacjach
    (głowa i szyja, brzuch i miednica, płuco, sutek, przewód pokarmowy, białaczka).
    Trzy badania przeprowadzono w grupie chorych poddanych przeszczepieniu szpiku
    kostnego.

    Do przeglądu włączono 27 badań obejmujących chorych po leczeniu operacyjnym, w
    tym: 9 RCT oraz 1 badanie z grupą kontrolną bez randomizacji, w których
    porównywano leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym; 3 RCT porównujące
    stosowanie EPA (w postaci kapsułek lub diety wzbogaconej w ten składnik) z
    postępowaniem rutynowym oraz 15 RCT porównujących ETF z PN. W 1 badaniu
    porównywano leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym, jak również ETF z
    PN. W większości doniesień (23) analizowano skuteczność ETF, jedynie 4 badania
    dotyczyły ONS lub jednoczesnego stosowania obu metod. Większość badań (24)
    obejmowała chorych na raka przewodu pokarmowego, pozostałe przeprowadzono wśród
    chorych na raka głowy i szyi oraz wątroby.

    Do przeglądu zakwalifikowano 11 badań przeprowadzonych w grupie chorych
    leczonych paliatywnie, w tym: 10 badań (RCT lub CCT) porównujących stosowanie
    EPA (w postaci kapsułek lub diety wzbogaconej w ten składnik) z postępowaniem
    rutynowym oraz 1 CCT porównujące ETF z postępowaniem rutynowym. W żadnym
    badaniu obejmującym chorych leczonych paliatywnie nie porównywano ETF z PN.
    Omawiane badania objęły chorych na nowotwory złośliwe o różnorodnej
    lokalizacji, z przewagą nowotworów złośliwych przewodu pokarmowego.
    Siedem publikacji, które spełniały kryteria dopuszczenia do przeglądu, nie było
    bezpośrednio związanych tematycznie z badanym zagadnieniem, dlatego nie zostały
    one objęte analizą.

    Zakwalifikowane do przeglądu badania obejmowały chorych na nowotwory złośliwe o
    bardzo zróżnicowanej lokalizacji i różnych stopniach zaawansowania. Generalnie
    w badaniach zgromadzono bardzo niewiele danych na temat stopnia zaawansowania i
    sposobu potwierdzania rozpoznania nowotworu złośliwego. Brak dostatecznej
    ilości danych uniemożliwił przeprowadzenie odrębnych analiz w zależności od
    rodzaju nowotworu złośliwego, miejsca pobytu chorych w trakcie badania oraz
    stanu odżywienia (chorzy niedożywieni vs. chorzy prawidłowo odżywieni).
    Większość analizowanych badań (47) stanowiły RCT o najwyższym (I) stopniu
    jakości, jednak metodologia poszczególnych RCT została generalnie słabo opisana
    i zaplanowana. Jedynie 7 doniesień uzyskało najwyższą ocenę (5) według skali
    Jadada. Większość RCT (n = 27) uzyskała 2 punkty.

    Przeglądem objęto również 9 badań klinicznych z grupą kontrolną, które uzyskały
    2 punkty zgodnie ze skalą Quality of Evidence, oraz 6 badań klinicznych, które
    uzyskały 4 punkty według tej skali.

    Chorzy poddawani radio- lub chemioterapii oraz chorzy po przeszczepieniu szpiku
    kostnego

    Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

    Aby porównać wyniki leczenia żywieniowego z wynikami leczenia chorych, u
    których stosowano standardową dietę w zakresie całkowitej wartości
    energetycznej przyjmowanych pokarmów, dokonano łącznej analizy danych
    pochodzących z 3 RCT, które objęły chorych napromienianych z powodu nowotworów
    złośliwych o różnej lokalizacji, u których stosowano ONS przez okres 6-70 dni.
    Przeprowadzona metaanaliza wykazała, że wartość energetyczna przyjmowanych
    pokarmów była znacząco większa u chorych, którym podawano ONS w porównaniu z
    grupą chorych otrzymujących standardową dietę. W innym RCT, obejmującym
    poddawanych radioterapii chorych na nowotwory złośliwe jamy brzusznej i
    miednicy mniejszej, nie stwierdzono znamiennej różnicy w wynikach między grupą
    żywionych za pomocą ONS a grupą otrzymujących standardową dietę. Badanie to nie
    zostało uwzględnione w metaanalizie ze względu na brak spójności w zakresie
    sposobu przedstawiania wyników.

    Dwa badania kliniczne z grupą kontrolną bez randomizacji również potwierdziły
    poprawę podaży kalorii u chorych na nowotwór złośliwy poddawanych leczeniu
    (radio- lub chemioterapii), u których zastosowano ONS lub ETF.

    Leczenie żywieniowe może również prowadzić do zwiększenia podaży białek, jednak
    badania poświęcone temu zagadnieniu nie spełniały kryteriów włączenia do
    metaanalizy. Jedno z RCT, w którym analizowano wyniki stosowania ONS przez
    okres 70 dni u objętych radioterapią chorych na nowotwory złośliwe głowy i
    szyi, wykazało znacząco większą podaż białek w grupie leczonych żywieniowo w
    porównaniu z grupą, w której stosowano standardową dietę. Wyniki innego RCT -
    przeprowadzonego w grupie chorych po radioterapii - były trudne do
    interpretacji z powodu znaczących różnic w zakresie podaży białek przed
    badaniem. Jednak w innym badaniu klinicznym z grupą kontrolną, w grupie chorych
    na nowotwór złośliwy (w I lub II stopniu zaawansowania choroby) poddawanych
    radioterapii, u których stosowano ONS przez 4 tygodnie, autorzy wskazywali
    znaczące zwiększenie podaży białek w porównaniu z grupą kontrolną przy
    jednoczesnym zachowanym poziomie podaży białek w pokarmach.

    W jednym z RCT uzyskano znaczące zwiększenie masy ciała u poddawanych
    radioterapii chorych otrzymujących ONS w porównaniu z grupą, w której stosowano
    dietę standardową. Podobne wyniki zaobserwowane w innym RCT nie zostały poddane
    analizie statystycznej. W innych RCT nie potwierdzono znaczącego wpływu ONS na
    chorych po radio- lub chemioterapii z powodu nowotworów złośliwych o różnej
    lokalizacji.

    O znaczących korzyściach (w postaci ograniczenia utraty masy ciała) związanych
    z podażą ONS - w porównaniu ze stosowaniem jedynie diety standardowej -
    przekonują prowadzący CCT obejmujące chorych na raka płuca poddawanych
    napromienianiu. Korzyści te odnotowano również po wdrożeniu ONS lub ETF u
    chorych na nowotwór złośliwy w fazie rozsiewu, po chemio- lub radioterapii, zaś
    po zastosowaniu ETF także u chorych na raka przełyku objętych radio- lub
    chemioterapią
  • 20.10.06, 15:46
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    O znaczących korzyściach (w postaci ograniczenia utraty masy ciała) związanych
    z podażą ONS - w porównaniu ze stosowaniem jedynie diety standardowej -
    przekonują prowadzący CCT obejmujące chorych na raka płuca poddawanych
    napromienianiu. Korzyści te odnotowano również po wdrożeniu ONS lub ETF u
    chorych na nowotwór złośliwy w fazie rozsiewu, po chemio- lub radioterapii, zaś
    po zastosowaniu ETF także u chorych na raka przełyku objętych radio- lub
    chemioterapią oraz u chorych na białaczkę poddawanych chemioterapii. Analiza w
    podgrupach, obejmująca jedynie chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, nie
    wykazała istotnych statystycznie korzyści związanych ze stosowaniem ONS w
    porównaniu z żywieniem standardowym.

    Autorzy jednego z RCT - poświęconego stosowaniu ONS u chorych poddawanych
    napromienianiu - donoszą, że u osób otrzymujących standardową dietę stwierdzono
    znaczące zmniejszenie liczby leukocytów w porównaniu ze stanem sprzed badania,
    natomiast liczba leukocytów u chorych przyjmujących ONS nie uległa zmianie. Z
    kolei CCT nie potwierdziło istotnej różnicy w zakresie liczby leukocytów u
    chorych na raka przełyku poddanych radioterapii i żywionych przez zgłębnik
    nosowo-żołądkowy w porównaniu z grupą żywionych standardowo.

    W RCT obejmującym poddawanych radioterapii chorych na raka przełyku, żywionych
    poprzez jejunostomię, nie zaobserwowano znaczącego wpływu leczenia żywieniowego
    na stężenie transferyny w osoczu. Również w innym RCT, którego autorzy
    analizowali wpływ ONS na chorych na raka sutka, poddawanych chemioterapii, nie
    wykazano różnic w stężeniu transferyny u chorych leczonych żywieniowo w
    porównaniu z grupą kontrolną. Powyższe badania nie zostały jednak
    zakwalifikowane do metaanalizy.

    Aby określić wpływ leczenia żywieniowego na stężenie albuminy w osoczu,
    zestawiono dane z dwóch RCT (jedno z nich przeprowadzono u poddawanych
    radioterapii chorych na nowotwory złośliwe miednicy; drugie objęło chore na
    raka sutka poddane chemioterapii) i jednego CCT (w grupie osób żywionych przez
    zgłębnik nosowo-żołądkowy chorych na raka przełyku i poddawanych
    napromienianiu). Metaanaliza nie wykazała znaczącego wpływu leczenia
    żywieniowego na wyniki leczenia. Autorzy innego RCT (które nie zostało
    zakwalifikowane do metaanalizy z powodu graficznego przedstawienia wyników),
    przeprowadzonego wśród chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, donoszą o
    zmniejszeniu stężenia albuminy w grupie kontrolnej, natomiast w grupie ONS nie
    odnotowano znaczących zmian w tym zakresie. Nie było statystycznych różnic
    między obydwiema grupami.

    Metaanaliza danych z czterech RCT (obejmujących poddawanych chemio- lub
    radioterapii chorych na nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, u których
    zastosowano ONS) oraz jednego CCT (przeprowadzonego w grupie poddawanych
    radioterapii chorych na raka przełyku, u których wdrożono trwające 32 dni
    żywienie przez zgłębnik nosowo-żołądkowy) nie wykazała znaczącego wpływu
    leczenia żywieniowego na śmiertelność w porównaniu z postępowaniem rutynowym.

    Dwa RCT (przeprowadzone w grupie objętych napromienianiem chorych na nowotwór
    złośliwy o różnym umiejscowieniu, z wdrożonym ONS trwającym 21-70 dni) nie
    potwierdziły znaczącego wpływu leczenia żywieniowego na liczbę chorych, u
    których stwierdzono całkowitą remisję choroby.

    W jednym z przeprowadzonych CCT, obejmującym żywionych przez 21 dni za pomocą
    ETF chorych na białaczkę, odnotowano zbliżony odsetek powikłań infekcyjnych w
    grupie osób leczonych żywieniowo i w grupie żywionych standardowo. Wyniki
    innych badań były trudne do interpretacji z powodu braku danych z grup
    kontrolnych.

    Podaż kwasu eikozapentaenowego vs. brak podaży (postępowanie rutynowe)

    W badaniach obejmujących chorych z suplementacją EPA poddawanych radio- lub
    chemioterapii nie notowano danych dotyczących parametrów żywieniowych i
    pomiarów antropometrycznych. W dwóch badaniach, obejmujących chorych po
    przeszczepieniu szpiku kostnego, którym podawano EPA lub ester etylowy EPA,
    wykazano znamienne zmniejszenie stężenia TNF-alfa, interferonu-gamma,
    leukotrienu B4, IL-10, tromboksanu A2 i prostaglandyny I2 w porównaniu z grupą
    chorych otrzymujących standardową dietę. Nie odnotowano znamiennych różnic w
    stężeniu CRP pomiędzy grupą chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego
    przyjmujących przez około 200 dni kapsułki EPA a grupą kontrolną (leczonych
    rutynowo).

    W jednym RCT, przeprowadzonym wśród chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego,
    którzy otrzymywali EPA przez około 200 dni, stwierdzono znamiennie mniejszą
    śmiertelność (0%) w porównaniu z chorymi, u których zastosowano postępowanie
    rutynowe (brak suplementacji) (50%).

    Dwa RCT, w których przez około 200 dni podawano chorym po przeszczepieniu
    szpiku kostnego EPA lub ester etylowy EPA wskazały znamienne zmniejszenie
    częstości powikłań w porównaniu z grupą chorych, u których zastosowano
    postępowanie rutynowe. Stwierdzono zmniejszenie częstości (50% w grupie z
    suplementacją EPA vs. 63% w grupie bez suplementacji) i nasilenia objawów
    choroby "przeszczep przeciw gospodarzowi" (graft vs. host disease).

    Żywienie za pomocą zgłębnika dojelitowego vs. żywienie pozajelitowe

    W grupie chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego z wdrożonym częściowym PN
    lub żywionych za pomocą zgłębnika nosowo-żołądkowego nie odnotowano znaczących
    różnic w zakresie: masy ciała, częstości powikłań zakaźnych, stężenia
    transferyny i albumin w osoczu oraz liczby leukocytów.

    Chorzy leczeni operacyjnie

    Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

    Zgodnie z wynikami niektórych RCT leczenie żywieniowe może zwiększać podaż
    kalorii u chorych poddawanych leczeniu operacyjnemu z powodu nowotworu
    złośliwego. Chorzy na raka przełyku otrzymywali w okresie pooperacyjnym ETF (z
    wykorzystaniem zgłębników nosowo-czczych) o wartości energetycznej 2232 kcal/d,
    natomiast chorzy leczeni standardowo 0 kcal/d ze względu na ścisłą dietę. U
    chorych na raka głowy i szyi lub przełyku, żywionych w warunkach domowych za
    pomocą ETF (w 80% przy wykorzystaniu zgłębników nosowo-żołądkowych), odnotowano
    podaż 2100 kcal/d. W innym RCT przeprowadzonym u operowanych z powodu raka
    przełyku chorych, żywionych za pomocą zgłębnika nosowo-jelitowego, dzienna
    podaż białek wyniosła 83 g (vs. 0 g/d w przypadku chorych leczonych standardowo
    ze względu na ścisłą dietę).

    Zgodnie z tymi RCT stosowanie ETF w okresie przed- i pooperacyjnym nie wpłynęło
    na masę ciała chorych ani na wyniki pomiarów antropometrycznych.

    Inne RCT, które objęło chorych na raka przełyku, żywionych w okresie
    pooperacyjnym przez 7 dni za pomocą zgłębnika nosowo-czczego, wykazało, że w
    przypadku chorych otrzymujących preparaty odżywcze znacząco zwiększyła się
    liczba leukocytów, natomiast w grupie chorych, u których wdrożono postępowanie
    rutynowe, liczba ta nie uległa istotnej zmianie.

    Doustne i dojelitowe stosowanie preparatów żywieniowych nie wpłynęło znacząco
    na wartości innych parametrów laboratoryjnych u chorych po zabiegach
    operacyjnych. Dotyczyło to stężenia transferyny i albuminy w osoczu, stężenia
    CRP i IL-6 oraz liczby komórek CD3(+).

    W czterech RCT, w których oceniano stan chorych na nowotwór złośliwy - zarówno
    przed operacją, jak i po niej - podano odsetki zgonów w poszczególnych grupach.
    Prowadzenie w okresie przedoperacyjnym leczenia żywieniowego (ETF lub ONS) nie
    wpłynęło znacząco na śmiertelność chorych. Wyłączenie z metaanalizy danych
    dotyczących okresu przedoperacyjnego nie wpłynęło na wyniki końcowe. Aby
    określić wpływ leczenia żywieniowego na długość okresu hospitalizacji, dokonano
    metaanalizy danych pochodzących z dwóch RCT obejmujących chorych na nowotwory
    złośliwe przewodu pokarmowego, u których w cią
  • 20.10.06, 15:48
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    W czterech RCT, w których oceniano stan chorych na nowotwór złośliwy - zarówno
    przed operacją, jak i po niej - podano odsetki zgonów w poszczególnych grupach.
    Prowadzenie w okresie przedoperacyjnym leczenia żywieniowego (ETF lub ONS) nie
    wpłynęło znacząco na śmiertelność chorych. Wyłączenie z metaanalizy danych
    dotyczących okresu przedoperacyjnego nie wpłynęło na wyniki końcowe. Aby
    określić wpływ leczenia żywieniowego na długość okresu hospitalizacji, dokonano
    metaanalizy danych pochodzących z dwóch RCT obejmujących chorych na nowotwory
    złośliwe przewodu pokarmowego, u których w ciągu 7 dni po operacji stosowano
    ETF (za pomocą zgłębnika nosowo-czczego lub jejunostomii). Nie było znaczącej
    różnicy w zakresie wyników w porównaniu z grupą kontrolną. Włączenie do
    metaanalizy danych z dwóch RCT dotyczących chorych na raka głowy i szyi oraz
    jelita grubego w okresie przedoperacyjnym nie wpłynęło na ogólny wynik.

    Trzy RCT, w których analizowano wpływ leczenia żywieniowego na występowanie w
    okresie okołooperacyjnym powikłań infekcyjnych u chorych na nowotwory złośliwe,
    zostały włączone do metaanalizy. Dwa z nich dotyczyły chorych na nowotwory
    przewodu pokarmowego w okresie pooperacyjnym, jedno natomiast - chorych na raka
    jelita grubego w okresie przedoperacyjnym. Nie odnotowano znaczącej różnicy w
    zakresie częstości powikłań zakaźnych pomiędzy grupą chorych leczonych
    żywieniowo a grupą objętych postępowaniem rutynowym. Uwzględnienie dla potrzeb
    metaanalizy jedynie badań dotyczących chorych żywionych za pomocą ETF przez 7-
    10 dni po operacji również nie wykazało istotnych statystycznie różnic.

    Dane dotyczące jakości życia chorych leczonych żywieniowo okazały się
    niewystarczające do przeprowadzenia metaanalizy. Jedno z RCT, w którym - za
    pomocą kwestionariuszy standardowych oraz dobieranych w zależności od rodzaju
    choroby - analizowano wyniki uzyskane u chorych na nowotwory złośliwe głowy i
    szyi, żywionych przez zgłębnik nosowo-żołądkowy w okresie 7-10 dni przed
    operacją, wykazało znamienną poprawę w zakresie stanu fizycznego, samopoczucia
    psychicznego oraz zmniejszenie duszności. W innym RCT, w którym analizowano
    wyniki uzyskane w grupie chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, żywionych
    w okresie 9 dni przed zabiegiem przez zgłębnik nosowo-żołądkowy w warunkach
    domowych, autorzy stwierdzili zwiększenie siły chwytu obu rąk. Jedno z badań
    klinicznych, obejmujące poddawanych zabiegowi operacyjnemu lub radioterapii
    chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi lub raka przełyku, u których przez
    28 dni stosowano ETF, wykazało znamienną poprawę stanu ogólnego.

    Chorzy z suplementacją EPA (w postaci kapsułek lub pokarmów wzbogaconych o ten
    składnik) vs. chorzy bez suplementacji EPA (postępowanie rutynowe, dieta
    standardowa lub PN)

    Metaanaliza danych z dwóch RCT, w których u chorych na raka przewodu
    pokarmowego przez 7 dni po operacji stosowano ETF wzbogacone w rybie tłuszcze,
    nie wykazała znaczących różnic w zakresie całkowitej podaży energetycznej ani
    białkowej w porównaniu z grupą chorych, u których wdrożono standardowe ETF.

    W RCT analizującym wyniki uzyskane wśród chorych, którym w okresie przed- i
    pooperacyjnym podawano EPA, odnotowano znamienne zmniejszenie stężenia CRP (w
    3. dniu po zabiegu operacyjnym) oraz IL-6 (po 2 h od operacji) w porównaniu z
    chorymi żywionymi pozajelitowo.

    Śmiertelność chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, żywionych w ciągu 7 dni
    po leczeniu operacyjnym za pomocą ETF wzbogaconego w rybie oleje, była podobna
    do śmiertelności w grupie chorych, u których stosowano standardowe ETF. W RCT
    przeprowadzonym z udziałem chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, których w
    okresie pooperacyjnym żywiono pokarmami wzbogaconymi w rybie tłuszcze, wykazano
    znamienne zmniejszenie (o 40%) liczby dni, w których występowały zaburzenia ze
    strony przewodu pokarmowego oraz znamienne zmniejszenie (o 50%) całkowitej
    liczby dolegliwości związanych z przewodem pokarmowym w porównaniu z grupą
    kontrolną.

    W metaanalizie danych pochodzących z dwóch RCT, obejmujących chorych na
    nowotwory przewodu pokarmowego, u których w okresie 7 dni po leczeniu
    operacyjnym stosowano ETF wzbogacone w rybie tłuszcze, nie stwierdzono
    znaczących różnic w zakresie częstości powikłań zakaźnych w porównaniu z grupą
    standardowego ETF.

    Żywienie za pomocą zgłębnika dojelitowego vs. żywienie pozajelitowe

    W siedmiu RCT, porównujących grupy chorych żywionych równokalorycznymi dietami
    podawanymi za pomocą zgłębnika do- lub pozajelitowo, nie odnotowano
    statystycznie istotnych różnic w zakresie całkowitej wartości energetycznej
    przyjmowanych pokarmów. Większość badań dotyczy leczenia żywieniowego w okresie
    pooperacyjnym chorych na nowotwory przewodu pokarmowego; w jednym badaniu
    analizowano prowadzenie leczenia żywieniowego w okresie przedoperacyjnym. U
    objętych analizą chorych stosowano różne drogi podawania pokarmu (przez
    zgłębnik nosowo-żołądkowy, zgłębnik nosowo-jelitowy, przez jejuno- lub
    gastrostomię).

    W trzech RCT analizujących całkowitą podaż białka lub azotu nie stwierdzono
    znamiennych różnic między chorymi żywionymi (przez zgłębnik lub pozajelitowo)
    dietami o takiej samej zawartości azotu. W badaniach tych leczenie żywieniowe
    prowadzono u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego po zabiegu operacyjnym.
    Jedno z nich przeprowadzono wśród chorych żywionych przez jejunostomię, w
    pozostałych doniesieniach nie podano informacji na temat sposobu podawania
    pokarmu.

    W dwóch RCT nie stwierdzono znaczących różnic pod względem masy ciała pomiędzy
    chorymi żywionymi przez zgłębnik dojelitowy a grupą PN.

    Analizy stężenia transferyny w osoczu dokonano w 5 RCT; w żadnym z nich nie
    stwierdzono znamiennych różnic pomiędzy chorymi, u których stosowano ETF, a
    grupą PN. Badania te obejmowały leczenie żywieniowe w okresie pooperacyjnym u
    chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, raka wątroby oraz poddawanych
    radioterapii chorych na raka przełyku. Jedynie dwa spośród tych badań
    dopuszczono do metaanalizy. Nie wykazano znamiennej różnicy stężenia
    transferyny w osoczu pomiędzy grupą ETF a grupą PN; w analizowanych przypadkach
    pokarmy podawano przez zgłębnik nosowo-żołądkowy, nosowo-jelitowy oraz poprzez
    jejunostomię.

    Autorzy większości badań, w tym również RCT, nie odnotowali znamiennej różnicy
    w zakresie stężenia albuminy w osoczu wśród: leczonych żywieniowo w okresie
    pooperacyjnym chorych na raka przewodu pokarmowego, chorych na raka przełyku
    żywionych w okresie przedoperacyjnym oraz chorych na raka przełyku poddawanych
    radioterapii. W jednym z RCT, z analizą leczenia żywieniowego u chorych na raka
    żołądka w okresie pooperacyjnym, stwierdzono znamienne zwiększenie stężenia
    albuminy w osoczu przy podaży ETF (39 g/l) w porównaniu z chorymi żywionymi
    jednocześnie za pomocą zgłębnika oraz drogą pozajelitową (32 g/l).

    Metaanaliza danych pochodzących z dwóch RCT, oceniających leczenie żywieniowe w
    okresie pooperacyjnym u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, nie wykazała
    znaczących różnic w liczbie limfocytów CD3(+) pomiędzy grupą osób leczonych z
    ETF a grupą PN. Metaanaliza danych z dwóch RCT, przeprowadzonych w grupie
    chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, leczonych żywieniowo w okresie
    pooperacyjnym, nie zaowocowała stwierdzeniem znaczących różnic w zakresie
    stężenia CRP pomiędzy grupą ETF a grupą PN. Podobne wyniki uzyskano w innym
    RCT. Jednak w dwóch kolejnych RCT stwierdzono znacząco mniejsze stężenie CRP w
    grupie ETF w porównaniu z grupą PN. Ze względu na niespójność danych lub
    przedstawienie ich jedynie w postaci graficznej badania te nie zostały
    zakwalifikowane do metaanalizy.

    Tylko w jednym RCT poddawano ocenie liczbę leukocyt
  • 20.10.06, 15:49
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    Tylko w jednym RCT poddawano ocenie liczbę leukocytów u chorych na nowotwory
    przewodu pokarmowego leczonych żywieniowo w okresie pooperacyjnym. W badaniu
    tym odnotowano znamiennie większą ogólną liczbę leukocytów u chorych żywionych
    pozajelitowo w porównaniu z grupą żywionych przez zgłębnik (nosowo-dwunastniczy
    lub nosowo-czczy). Nie wykazano natomiast znaczących różnic w zakresie stężeń
    TNF-alfa, IL-1 ani IL-6. W innych badaniach również nie stwierdzono różnic w
    zakresie stężeń IL-6.

    Metaanaliza danych zebranych w trakcie siedmiu RCT, w których poddano ocenie
    leczenie żywieniowe prowadzone w okresie pooperacyjnym u chorych na nowotwory
    przewodu pokarmowego, nie wykazała znamiennej różnicy w zakresie śmiertelności
    pomiędzy grupą ETF a grupą PN. Włączenie do metaanalizy RCT, obejmującego
    chorych leczonych żywieniowo przez 3-4 tygodni przed operacją, nie wpłynęło na
    jej wyniki.

    Metaanaliza danych z ośmiu RCT - przeprowadzonych w grupie leczonych żywieniowo
    w okresie pooperacyjnym chorych na nowotwory przewodu pokarmowego - wykazała,
    że okres hospitalizacji osób żywionych przez zgłębnik (nosowo-dwunastniczy,
    nosowo-żołądkowy, nosowo-czczy lub przez jejunostomię) był znamiennie krótszy
    (o 1,72 dnia) w porównaniu z grupą PN. Podobne wnioski, niepoparte jednak
    danymi, wyciągnięto na podstawie innego RCT. W kolejnym badaniu nie stwierdzono
    skrócenia okresu hospitalizacji chorych na raka górnego odcinka przewodu
    pokarmowego żywionych w okresie pooperacyjnym za pomocą zgłębnika nosowo-
    czczego; badanie to nie zostało jednak włączone do metaanalizy ze względu na
    niespójność przedstawionych danych.

    W metaanalizie danych z czterech RCT, obejmujących chorych na nowotwory
    przewodu pokarmowego leczonych żywieniowo w okresie poope- racyjnym, wykazano
    znaczące zmniejszenie częstości powikłań u chorych żywionych przez zgłębnik
    (nosowo-czczy, nosowo-żołądkowy lub przez jejunostomię) w porównaniu z grupą
    PN. Szczególnie zmniejszyła się częstość powikłań infekcyjnych. Metaanaliza
    danych z jedenastu RCT, dotyczących leczenia żywieniowego w okresie
    pooperacyjnym u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego oraz chorych na raka
    wątroby, pozwoliła wnioskować o znamiennym zmniejszeniu częstości powikłań
    infekcyjnych w grupie ETF w porównaniu z grupą PN. Objęcie metaanalizą RCT,
    przeprowadzonego w grupie chorych na raka przełyku żywionych w okresie
    przedoperacyjnym za pomocą zgłębnika wprowadzonego do gastrostomii, nie
    spowodowało zmiany jej wyników.

    Metaanaliza danych z dwóch RCT, przeprowadzonych w grupie chorych na nowotwory
    przewodu pokarmowego, wykazała znacząco mniejszą częstość występowania sepsy u
    chorych żywionych w okresie pooperacyjnym przez zgłębnik nosowo-czczy lub
    jejunostomię w porównaniu z grupą PN. Podobny wynik uzyskano w innym RCT
    dotyczącym leczenia żywieniowego (poprzez jejunostomię) w okresie pooperacyjnym
    u chorych na raka trzustki. Z kolei w badaniu przeprowadzonym wśród chorych na
    raka żołądka lub raka trzustki, żywionych w okresie pooperacyjnym przez
    zgłębnik nosowo-żołądkowy bądź jejunostomię, uzyskano wyniki odwrotne. Różnice
    te nie były jednak istotne statystycznie, a powyższych badań nie włączono do
    metaanalizy.

    Chorzy leczeni paliatywnie

    Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

    W badaniu klinicznym z grupą kontrolną nie stwierdzono znaczącego wpływu ETF na
    masę ciała chorych leczonych paliatywnie. Jednak to samo badanie wykazało
    znamienne zwiększenie bezwzględnej liczby leukocytów CD3(+) u chorych z grupy
    ETF w porównaniu z grupą żywionych rutynowo. Inne wyniki (np. stężenie albuminy
    w osoczu) były trudne do interpretacji ze względu na brak danych z grupy
    kontrolnej.

    Podaż EPA vs. postępowanie rutynowe

    Autorzy jednego z RCT zaobserwowali znaczące zwiększenie całkowitej podaży
    kalorii w grupie leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki otrzymujących
    przez 8 tygodni ONS wzbogacone w EPA, podczas gdy u chorych żywionych
    standardowo całkowita podaż kalorii nie uległa zmianie. Wyniki te uzyskano mimo
    niezdowalającego stosowania się chorych do zaleceń lekarskich (przyjęcie przez
    chorych jedynie 70% zaplanowanej ilości EPA oraz niższe od spodziewanych
    stężenie EPA w osoczu). Inne RCT, przeprowadzone w grupie leczonych paliatywnie
    chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, nie
    potwierdziło znaczącego wpływu 14-dniowego przyjmowania kapsułek oleju rybiego
    na całkowitą podaż energetyczną ani na apetyt, w porównaniu z osobami
    przyjmującymi placebo. Jednak również w tym badaniu stwierdzono słabe
    stosowanie się chorych do zaleceń lekarskich - spożycie EPA u większości
    chorych było o połowę mniejsze od przewidywanego (1,8 g zamiast 3,2 g EPA
    dziennie). Ponadto czas trwania żywienia był krótki (14 dni). W niektórych
    innych badaniach wykazano, że podaż oleju rybiego lub EPA u chorych leczonych
    paliatywnie wiązała się ze zwiększeniem podaży energetycznej lub poprawą
    apetytu.

    Autorzy jednego z RCT odnotowali znamienne zwiększenie (w porównaniu ze stanem
    wyjściowym) podaży białka w grupie leczonych paliatywnie chorych na raka
    trzustki, u których przez 8 tygodni stosowano ONS zawierające EPA; natomiast
    podaż białka u chorych otrzymujących dietę standardową nie uległa w tym czasie
    zmianie.

    Przeprowadzone wśród leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki RCT
    wykazało, że zwiększenie beztłuszczowej masy ciała (mierzonej metodą impedancji
    bioelektrycznej) było znacząco większe w grupie otrzymujących ONS wzbogacone w
    EPA w porównaniu z grupą żywionych standardową mieszanką, mimo iż w obu grupach
    odnotowano znaczące zwiększenie wartości tego parametru. Autorzy tego badania
    donoszą również o znamiennej, pozytywnej korelacji pomiędzy przyjmowaniem ONS
    wzbogaconych w EPA a zwiększeniem beztłuszczowej masy ciała. Inne RCT,
    obejmujące chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu,
    nie potwierdziło wpływu 14-dniowego przyjmowania kapsułek z olejem rybim na
    beztłuszczową masę ciała, mierzoną metodą impedancji bioelektrycznej. Jednak w
    niektórych badaniach klinicznych, dotyczących leczonych paliatywnie chorych na
    raka trzustki, którym przez 3-7 tygodni podawano ONS wzbogacone w EPA,
    odnotowano znaczące zwiększenie beztłuszczowej masy ciała (o 0,75-2,00 kg),
    mierzonej metodą impedancji bioelektrycznej, przy braku znaczącej zmiany
    bezwzględnej masy tłuszczu.

    W kolejnym RCT, którym objęto tracących na wadze chorych na raka trzustki
    leczonych paliatywnie, stwierdzono, że zarówno w grupie chorych żywionych przez
    8 tygodni ONS wzbogaconymi w EPA, jak i w grupie osób żywionych mieszanką
    standardową, utrata masy ciała w stosunku do stanu sprzed badania była podobna.
    Negatywny wpływ na wyniki tego badania miało słabe dostosowywanie się chorych
    do zaleceń lekarskich. Jednak autorzy odnotowali znamiennie pozytywne
    sprzężenie między przyjmowaniem ONS wzbogaconych w EPA a zwiększeniem masy
    ciała. Podobnie w innym RCT, przeprowadzonym w grupie tracących na wadze,
    poddawanych leczeniu paliatywnemu chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy o
    różnym umiejscowieniu, nie wykazano znaczącego wpływu 14-dniowego podawania
    kapsułek z olejem rybim na masę ciała. Jednakże RCT obejmujące leczonych
    paliatywnie chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy, którym przez 14 dni
    podawano kapsułki z olejem rybim, potwierdziło bezpośrednią zależność między
    zmianą masy ciała a stężeniem EPA w osoczu.

    Autorzy niektórych badań klinicznych donoszą o zwiększeniu, normalizacji lub
    zahamowaniu utraty masy ciała u chorych, którym podawano kapsułki z olejem
    rybim lub ester etylowy EPA. Wyniki te są jednak mało spójne i nie dotyczą
    wszystkich badanych chorych. Niemniej jednak w przypadku wykazujących ut
  • 20.10.06, 15:51
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    Autorzy niektórych badań klinicznych donoszą o zwiększeniu, normalizacji lub
    zahamowaniu utraty masy ciała u chorych, którym podawano kapsułki z olejem
    rybim lub ester etylowy EPA. Wyniki te są jednak mało spójne i nie dotyczą
    wszystkich badanych chorych. Niemniej jednak w przypadku wykazujących utratę
    masy ciała chorych, którzy otrzymywali kapsułki EPA przez co najmniej 30 dni,
    zaobserwowano korelację między zmianą masy ciała a długością okresu stosowania
    EPA. Wyniki innych badań były trudniejsze do interpretacji z powodu braku
    danych z grupy kontrolnej.

    W jednym z RCT nie wykazano znaczącego wpływu stosowania przez okres 40 dni
    kapsułek z olejem rybim na bezwzględną oraz względną (rozumianą jako odsetek
    wszystkich limfocytów) liczbę limfocytów CD3(+) u leczonych paliatywnie chorych
    z przerzutami litego nowotworu złośliwego. Dwa inne badania, w których oceniano
    stężenie CRP, były trudne do interpretacji z powodu braku danych z grupy
    kontrolnej.

    Dwa RCT, w których stwierdzono wydłużenie okresu przeżycia chorych, nie zostały
    zakwalifikowane do metaanalizy. W jednym z RCT odnotowano wydłużenie mediany
    przeżycia (142 dni) u leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki
    otrzymujących przez 8 tygodni doustne preparaty odżywcze wzbogacone w EPA w
    porównaniu z grupą kontrolną, w której stosowano dietę standardową (128 dni).
    Kolejne RCT potwierdziło znaczące wydłużenie - w porównaniu z grupą chorych
    otrzymujących placebo - czasu przeżycia w grupie leczonych paliatywnie chorych
    na zaawansowanego raka trzustki, którzy przez 40 dni przyjmowali kapsułki z
    olejem rybim zawierające EPA. Autorzy badania porównującego wyniki leczenia
    chorych prawidłowo odżywionych i niedożywionych donoszą o dłuższym czasie
    przeżycia tych pierwszych.

    W jednym z RCT nie stwierdzono znaczących różnic jakości życia pomiędzy
    leczonymi paliatywnie chorymi na raka trzustki otrzymującymi przez 8 tygodni
    doustne preparaty odżywcze wzbogacone w EPA a grupą kontrolną, w której
    stosowano mieszankę standardową. W innym badaniu stwierdzono jednak, że jakość
    życia korelowała dodatnio z podażą EPA. W RCT obejmującym chorych na raka
    trzustki odnotowano znaczące zwiększenie poziomu aktywności fizycznej w
    porównaniu do stanu wyjściowego zarówno w grupie osób otrzymujących przez 8
    tygodni ONS wzbogacone w EPA, jak i w grupie chorych żywionych standardowo;
    różnica wyników uzyskanych w obu grupach nie była jednak istotna statystycznie.
    Jedno z RCT, którym objęto chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym
    umiejscowieniu, wykazało jedynie nieznaczny wpływ stosowania ONS wzbogaconych w
    EPA na ogólny stan zdrowia.

    W jednym z RCT uzyskano poprawę wydolności fizycznej według skali Karnofsky'ego
    u leczonych paliatywnie chorych na lite nowotwory złośliwe z rozpoznanymi
    przerzutami, którzy przyjmowali przez 40 dni kapsułki z olejem rybim. Z kolei w
    innym RCT, przeprowadzonym u leczonych paliatywnie chorych na zaawansowane
    nowotwory złośliwe, nie wykazano zmian wydolności fizycznej według skali
    Karnofsky'ego w grupie chorych otrzymujących przez 14 dni kapsułki z olejem
    rybim. Stwierdzono natomiast pogorszenie wydolności fizycznej w grupie
    kontrolnej. Znaczące polepszenie stanu ogólnego (wg skali Karnofsky'ego)
    zaobserwowano w badaniu klinicznym obejmującym leczonych paliatywnie chorych na
    raka trzustki, u których przez 7 tygodni stosowano ONS wzbogacone w EPA. W
    innych badaniach potwierdzono natomiast jedynie nieznaczny wpływ podaży EPA na
    stopień odczuwanego zmęczenia i samopoczucie chorych oraz na stan czynnościowy
    oceniany z użyciem skali Edmonton i skali wydolności fizycznej WHO.

    Omówienie

    Panuje pogląd, że leczenie żywieniowe w postaci ETF lub ONS u chorych na
    nowotwory złośliwe poddawanych zabiegom operacyjnym, chemio- i radioterapii
    powoduje zwiększenie całkowitej podaży składników pokarmowych. Metaanaliza
    danych pochodzących z trzech RCT wykazała znaczące zwiększenie całkowitej
    podaży energetycznej u poddawanych radioterapii chorych otrzymujących ONS w
    porównaniu z grupą kontrolną, w której stosowano żywienie standardowe.
    Zwiększeniu podaży energetycznej związanej z przyjmowaniem ONS lub ETF
    towarzyszy zwiększenie podaży mikroskładników odżywczych zawartych w odżywkach.
    Autorzy jednego z badań donoszą o zwiększeniu podaży niektórych składników
    odżywczych (w tym witaminy C i kwasu foliowego) w grupie ONS. Zgodnie z
    wynikami niektórych badań dotyczących różnych chorób stosowanie preparatów
    żywieniowych generalnie nie wiąże się z ograniczeniem podaży pokarmów.

    Ograniczenie przyjmowania pokarmu stanowi główną przyczynę niedożywienia,
    dlatego zwiększenie podaży substancji pokarmowych u chorych na nowotwory
    złośliwe za pomocą ONS lub ETF może zmniejszać niedożywienie lub zapobiegać
    jego wystąpieniu. Zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań stosowanie ONS i
    ETF zwiększa podaż substancji odżywczych, dlatego u chorych leczonych
    żywieniowo można się również spodziewać zwiększenia masy ciała. Choć niektóre
    badania obejmujące chorych poddawanych chemio-, radioterapii, operacjom lub
    leczeniu paliatywnemu, u których zastosowano ONS lub ETF, zawierają pewne dane
    na temat zmian masy ciała chorych, to uzyskane wyniki były zróżnicowane, nie
    stwierdzono również jednolitego wpływu leczenia żywieniowego na masę ciała.
    Duże zróżnicowanie chorych objętych badaniami, odmienności dotyczące czasu
    trwania leczenia żywieniowego, ilości stosowanych mieszanek, ich walorów
    smakowych, zróżnicowane stosowanie się chorych do zaleceń lekarskich oraz
    obecność innych czynników zakłócających utrudniają interpretację danych. W
    przypadku wielu analizowanych czynników (śmiertelność, częstość powikłań,
    odpowiedź na leczenie) wyniki w obrębie grup poddawanych interwencji i grup
    kontrolnych nie różniły się między sobą.

    Przeprowadzone dla potrzeb niniejszego przeglądu odrębne metaanalizy, w których
    oceniano wyniki uzyskane u chorych poddawanych operacji albo chemio- lub
    radioterapii, wykazały brak znaczącego wpływu stosowania ETF czy ONS na
    śmiertelność, długość czasu hospitalizacji i częstość powikłań infekcyjnych.
    Wyniki te można częściowo wyjaśnić wadami projektów badań, w tym np. małą
    liczbą chorych, zróżnicowanym okresem trwania leczenia żywieniowego, oraz
    niezadowalającym stosowaniem się chorych do zaleceń lekarskich. Ponadto do
    wielu badań, w których analizowano wpływ stosowania ONS i ETF, kwalifikowano
    chorych na nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, różnych stopniach
    zaawansowania i różniących się pod względem wdrożonego leczenia, więc grupy
    chorych cechowały się znaczą niejednorodnością, co uniemożliwia lub utrudnia
    analizę. Natomiast pewne badania obejmujące bardziej jednorodne grupy chorych
    operowanych z powodu nowotworu złośliwego (najczęściej nowotworu przewodu
    pokarmowego) potwierdzają korzyści kliniczne związane ze stosowaniem ETF w
    porównaniu z PN. W badaniach tych żywienie prowadzono zwykle za pomocą
    zgłębnika wprowadzonego do jelita czczego i zazwyczaj do 3.-4. doby po operacji
    uzyskiwano planowaną podaż pokarmu (odpowiednik 20-25 kcal/kg/d).
    Przeprowadzone w oparciu o te badania metaanalizy potwierdziły znaczące
    skrócenie okresu hospitalizacji (o 1,72 dnia) chorych żywionych w okresie
    pooperacyjnym przez zgłębnik dojelitowy w porównaniu z grupą chorych, u których
    wdrożono PN. Ponadto, mimo że nie odnotowano znamiennych różnic pod względem
    śmiertelności, to częstość powikłań oraz liczba przypadków sepsy była znacząco
    mniejsza u chorych żywionych za pomocą ETF niż w grupie PN.

    Zróżnicowane wyniki leczenia wynikają być może ze zmiennej odpowiedzi zapalnej
    i odpornościowej, jednak dane na temat tych procesów okazały się niepełne; nie
    wykazano znaczących różnic w za
  • 20.10.06, 15:52
    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

    Zróżnicowane wyniki leczenia wynikają być może ze zmiennej odpowiedzi zapalnej
    i odpornościowej, jednak dane na temat tych procesów okazały się niepełne; nie
    wykazano znaczących różnic w zakresie stężenia markerów (np. transferyny czy
    białek ostrej fazy w osoczu oraz liczby limfocytów CD3(+)). Nie stwierdzono
    również znamiennych różnic w zakresie podaży pokarmu i masy ciała pomiędzy
    chorymi żywionymi do- i pozajelitowo. Rozwijająca się niekiedy u chorych
    żywionych pozajelitowo sepsa, związana z obecnością cewnika naczyniowego, może
    się przyczyniać do zwiększenia częstości powikłań septycznych i innych u
    chorych z tej grupy.

    Również inne czynniki mogą utrudniać interpretację wyników badań; np. w celu
    zapewnienia izoenergetycznej podaży pokarmu u części chorych z ETF stosowano we
    wczesnym okresie pooperacyjnym także PN. W innych przypadkach ocena
    indywidualnego wpływu poszczególnych składników pokarmowych (węglowodanów,
    tłuszczów i białek) na końcowe wyniki leczenia nie była możliwa. Oceniane
    badania generalnie nie uwzględniały stanu odżywienia chorych i - mimo że w
    niektórych spośród nich niedożywienie chorych (oraz zmniejszenie masy ciała)
    stwierdzano często - nie przeprowadzono analizy danych w podgrupach. Niektóre
    doniesienia nie zawierały informacji na temat wyjściowego stanu odżywienia. Z
    praktycznego punktu widzenia wyniki uzyskane na podstawie przeprowadzonych
    metaanaliz stanowią racjonalny argument przemawiający za stosowaniem - jeżeli
    tylko jest to możliwe - ETF preferencyjnie w stosunku do PN.

    Niektóre badania dotyczyły podawania kapsułek z olejem rybim (lub pokarmów
    wzbogaconych w ten składnik) chorym na nowotwory złośliwe poddawanych
    przeszczepieniu szpiku kostnego, operacji lub leczeniu paliatywnemu. U chorych
    objętych tymi badaniami dzienna podaż EPA wynosiła 1,8-4,0 g, czyli znacznie
    więcej niż dzienna podaż EPA w standardowej diecie. W niektórych grupach
    otrzymujących kapsułki EPA (np. chorzy po przeszczepieniu szpiku kostnego)
    stwierdzono znamienne zmniejszenie śmiertelności oraz częstości powikłań,
    wykazano też poprawę parametrów stanu zapalnego; omawiane badanie zostało
    jednak zakończone przed planowanym terminem ze względu na znamienne różnice w
    zakresie śmiertelności między analizowanymi grupami. W innych grupach (np.
    chorych operowanych) nie odnotowano korzyści klinicznych związanych ze
    stosowaniem ETF wzbogaconego w EPA. Co więcej, w wielu badaniach stwierdzono
    niespójny wpływ leczenia żywieniowego na podaż pokarmu, masę ciała chorych oraz
    wyniki leczenia (np. śmiertelność, częstość powikłań).

    W przypadku badań obejmujących leczonych paliatywnie chorych na zaawansowane
    nowotwory złośliwe, którym podawano pokarmy wzbogacone w EPA, istnieje
    możliwość, że znaczne zaawansowanie procesu nowotworowego maskuje korzystny
    wpływ oleju rybiego. Dlatego wykonanie badań w grupie chorych na nowotwory
    złośliwe o mniejszym stopniu zaawansowania poddawanych różnym metodom
    leczniczym byłoby cenne, ponieważ umożliwiłoby porównanie wyników leczenia
    żywieniowego u chorych z różnym stopniem zaawansowania procesu nowotworowego.
    Innym wyjaśnieniem braku korzystnego wpływu ONS wzbogaconych w EPA jest zmienne
    i generalnie słabe dostosowanie się chorych do zaleceń lekarskich. Taka
    sytuacja zaistniała w jednym z badań, dlatego badacze (Fearon i wsp.)
    przeprowadzili analizę wyników w zależności od przyjętej dawki EPA. Wykonana
    analiza wykazała zależność między ilością spożytego pokarmu płynnego
    wzbogaconego w EPA a przyrostem całkowitej masy ciała, beztłuszczowej masy
    ciała oraz poprawą jakości życia. W przypadku grupy kontrolnej, w której
    stosowano żywienie standardowe, nie odnotowano takiej zależności. Jednak wyniki
    tego badania powstały w oparciu o analizę wykonaną post hoc, dlatego w celu ich
    potwierdzenia konieczne jest dokonanie oceny prospektywnej. Dane na temat
    dostosowania się chorych do zaleceń lekarskich oraz podaży kapsułek EPA (lub
    pokarmów wzbogaconych w EPA) nie zostały w innych badaniach przedstawione w
    sposób zadowalający. Niedostatecznie oceniono również zależność wyników
    stosowania EPA od stanu odżywienia chorych na nowotwory złośliwe. Dlatego
    istotne z punktu widzenia analizy porównawczej byłoby przeprowadzenie dalszych
    badań w grupie chorych na nowotwory złośliwe o niższym stopniu zaawansowania
    poddawanych różnym metodom leczniczym. Zmienny okres prowadzenia leczenia
    żywieniowego, szczególnie krótki u chorych operowanych, stanowi kolejny czynnik
    mogący wpływać na małą skuteczność ONS wzbogaconego w EPA. Według niektórych
    autorów wystąpienie efektu metabolicznego zależy od czasu stosowania EPA. Burns
    i wsp. wykazali zależność niektórych ocenianych parametrów (np. masy ciała) od
    czasu trwania podaży EPA.

    Wnioski

    Dojelitowe leczenie żywieniowe (doustne lub przy użyciu zgłębnika) może - w
    porównaniu z żywieniem standardowym - zmniejszać stan niedożywienia u chorych
    na nowotwory złośliwe, choć jego wpływ na poprawę wyników leczenia
    (zmniejszenie śmiertelności) jest słabo udokumentowany. Ocena skuteczności
    klinicznej stosowania ONS i ETF w zależności od rodzaju nowotworu złośliwego
    oraz wybranego sposobu leczenia wymaga przeprowadzenia dalszych badań.
    Metaanalizy - obejmujące wyniki leczenia chorych na nowotwory złośliwe
    poddawanych zabiegom chirurgicznym w zakresie przewodu pokarmowego - wykazują
    skrócenie czasu hospitalizacji oraz zmniejszenie częstości powikłań w grupie
    leczonych żywieniowo za pomocą ETF w porównaniu z chorymi żywionymi
    pozajelitowo. Pomimo pewnych korzyści klinicznych związanych ze stosowaniem EPA
    (przyjmowanego w postaci kapsułek lub jako dodatku do spożywanej diety)
    konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań w celu potwierdzenia tych
    wyników.

    Opracował lek. Jacek Kurcz
    Konsultował prof. dr hab. med. Bruno Szczygieł
    p.o. Kierownika Zakładu Żywienia Człowieka Wydziału Nauki o Zdrowiu AM w
    Warszawie

    źródło pochodzenia www.mp.pl/artykuly/?aid=28901
  • 23.10.06, 20:14
    Polacy pracują nad praktycznym wykorzystaniem zjawiska interferencji
    RNA. "Technologia RNA może być niezwykle skuteczna w walce z nowotworami" -
    twierdzi dr Monika Lamparska-Przybysz z laboratorium Celon Pharma. Firma, jako
    jedyna w naszym kraju, rozpoczęła prace nad wdrożeniem technologii opartej na
    odkryciu, za które amerykańscy naukowcy otrzymali tegoroczną Nagrodę Nobla.
    NATURALNA OCHRONA KOMORKI

    Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi. Jest to
    mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu regulacji
    aktywności genów oraz ochrony komórki przed niektórymi wirusami. Interferencja
    RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem biotechnologii
    molekularnej.

    Za odkrycie "zjawiska interferencji RNA, które polega na wyłączaniu genów za
    pomocą krótkich, dwuniciowych fragmentów RNA", tegoroczną Nagrodę Nobla w
    dziedzinie medycyny i fizjologii otrzymali dwaj Amerykanie, Andrew Z. Fire i
    Craig C. Mello. Amerykańskim badaczom udało się podejrzeć w jaki sposób
    funkcjonuje komórka i wykorzystać to zjawisko. Początkowo wykorzystywano je w
    badaniach podstawowych dla badania funkcji genów, a następnie zaczęto
    dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.

    SZANSA DLA NIEULECZALNIE CHORYCH

    "W naszych badaniach probujemy wykorzystać naturalny mechanizm, który zachodzi
    w każdym żywym organizmie i +wykorzystać go jako potencjalne narzędzie w walce
    z chorobami+" - mowi kierownik działu biologii molekularnej Celon Pharma dr
    Lamparska-Przybysz.

    "Próbujemy wyciszać aktywność niektórych genów, które mogą być zaangażowane w
    szkodliwe dla komórek procesy, m.in. procesy nowotworowe. Znosząc efekt
    działania tych genów, działamy terapeutycznie. Jesteśmy w stanie bądź zahamować
    rozwój nowotworu, bądź spowodować, że jest on eliminowany z organizmu" –
    wyjaśnia. Jej zdaniem, daje to szanse na leczenie tych typów nowotworów, które
    do te pory są nieuleczalne.

    Według dr Lamparskiej-Przybysz, dzięki technolorii RNA można potencjalnie
    oddziaływać na dowolny gen, który nas interesuje i który uważamy za
    niekorzystny w danym typie nowotworów. Jak tlumaczy badaczka, leki, które
    obecnie się stosuje w chemioterapii działają na wszystkie komórki. Nowy lek
    będzie działał selektywnie na miejsca chorobowo zmienione, oszczędzając zdrowe
    tkanki.

    NA LEK TRZEBA JESZCZE POCZEKAĆ

    Doktor dodaje, że prace są obecnie na etapie badań przedklinicznych. "Mamy już
    kilka potencjalnych genów, które chcielibyśmy wyciszyć, jako narzędzie
    terapeutyczne. W przyszłym roku rozpoczniemy pierwsze badania na zwierzętach".
    Według niej pierwsze te leki nowej generacji mogłyby się pojawić za 5-10 lat.

    Celon Pharma jest jedną z kilkunastu firm, które 19 i 20 października wzięły
    udział w targach Biotechnologii i Biobiznesu „Bio-Forum” w Łodzi. Założeniem
    imprezy jest prezentacja projektów naukowo-badawczych realizowanych w
    placówkach naukowych, głównie z zakresu biotechnologii i ochrony zdrowia.
    Ponadto zapoznać się można na nich z ofertami dotyczącymi najnowszej aparatury
    i metod badawczych.JAW

    źródło pochodzenia PAP- Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13728&layout=0&forum_id=5567&page=text
  • 24.10.06, 17:02
    Wczesne wykrycie raka płuc gwarantuje dłuższe życie

    Ogólnopolską Kampanię Edukacyjną "Rak płuca. Wczesne wykrycie = dłuższe życie"
    zainaugurowano we wtorek 24 października w Warszawie. Eksperci przekonują, że
    chorobę tę można dziś leczyć, o ile nie zlekceważymy niepokojących objawów.

    Rak płuca jest najbardziej zabójczy wśród nowotworów złośliwych. "Co tydzień
    umiera na niego 400 Polaków. To jakby rozbiły się dwa samoloty" - podkreśla
    konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej prof. Tadeusz
    Orłowski.
    W skali roku nowotwór ten zabija prawie 20 tys. Polaków. "To więcej zgonów niż
    z powodu wszystkich innych nowotworów" - zaznacza Orłowski.

    Tak wysoka śmiertelność wynika w dużej mierze z tego, że raka wykrywa się zbyt
    późno, gdy nie można już zastosować leczenia chirurgicznego, dającego
    największe szanse na zahamowanie lub znaczne opóźnienie rozwoju choroby. "Raka
    wykrywa się zbyt późno u ponad 80 proc. chorych" - alarmuje prof. Orłowski i
    ostrzega, że choroba rozwija się w sposób nieprzewidywalny. Już w ciągu roku
    może spowodować w organizmie zmiany niemożliwe do wyleczenia.

    "Szanse przeżycia są za to spore w pierwszym stadium zaawansowania choroby" -
    mówi prof. Jan Skokowski, prezes Stowarzyszenia Ludzi Wyleczonych z Raka Płuca,
    inicjatora kampanii. Dlatego tak ważne jest, aby osoby z grupy ryzyka jak
    najwcześniej zgłosiły się do lekarza pierwszego kontaktu, który zleca
    podstawowe badania diagnostyczne - zdjęcie RTG klatki piersiowej oraz
    tomografię komputerową. Na tej podstawie może skierować na konsultacje u
    specjalistów. Ci zlecają kolejne badania, aby potwierdzić lub wykluczyć raka
    płuc.

    W grupie ryzyka choroby są przede wszystkim palacze - czynni i bierni. Stanowią
    oni 95 proc. chorych z rakiem płuca. Dlatego przeciwdziałanie chorobie to
    przede wszystkim zapobieganie i walka z nałogiem" - podkreśla prof. Orłowski.

    Na rozwój raka płuc bardziej niż przeciętnie narażeni są także ludzie po 40.
    roku życia, jedzący mało owoców i warzyw oraz mający w rodzinie chorych na
    nowotwór płuc. Im właśnie specjaliści zalecają szczególnie częste badania
    diagnostyczne.

    "Niepokoić powinien także uciążliwy lub zmieniający charakter kaszel, częste
    infekcje dróg oddechowych, duszności bez przyczyny, zmęczenie i brak energii,
    ból klatki piersiowej lub okolicy barku, niewyjaśniona utrata wagi' - wylicza
    prof. Skokowski.

    Organizatorzy kampanii opracowali ulotki informacyjne z listą pytań na temat
    objawów raka płuc, które w czasie wizyty powinien zadać pacjentowi lekarz
    pierwszego kontaktu. Ulotki trafią do lekarzy w całej Polsce.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=168&news_id=13778&layout=0&forum_id=5617&page=text

  • 26.10.06, 07:31
    Tracąc tkankę tłuszczową można powstrzymać nowotwór.
    Spalanie tkanki tłuszczowej może hamować wzrost raka skóry - zaobserwowali
    naukowcy z USA.
    Ich praca, zamieszczona na łamach pisma "Proceedings of the National Academy of
    Sciences", pomoże w lepszym zrozumieniu związku pomiędzy dietą, otyłością a
    ryzykiem zachorowania na nowotwór złośliwy.

    Z licznych dotychczasowych badań na zwierzętach i ludziach wynikało, że
    kaloryczna, tłusta dieta, jak również otyłość, mogą zwiększać predyspozycje do
    rozwoju raka różnych narządów. Jednak dokładny mechanizm odpowiedzialny za to
    nie został dobrze poznany.
    Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu New Jersey w Rutgers
    przybliżają nas do zrozumienia tej zależności. Wynika z nich bowiem, że komórki
    tkanki tłuszczowej produkują związki, które pomagają przeżyć komórkom nowotworu.

    Doświadczenia prowadzono na myszach, które naświetlano promieniami UV B.
    Kontakt z tym promieniowaniem jest uważany za główną przyczynę różnych typów
    raka skóry (zarówno czerniaka, jak i innych).

    W rezultacie, u gryzoni rosły guzy skóry inne niż czerniak, albo też w
    komórkach skóry pojawiały się uszkodzenia DNA, mogące doprowadzić do wzrostu
    tych nowotworów. Jak zaobserwowali badacze, gryzonie, które posiadały więcej
    tkanki tłuszczowej miały większą liczbę guzów.

    Następnie, w klatkach niektórych myszy umieszczono kołowrotki, na których
    zwierzęta bardzo lubią biegać.

    Po 2 tygodniach myszy, które miały dostęp do kołowrotków i korzystały z nich
    (biegając średnio 3,2 km do 4,8 km dziennie) spaliły sporo tkanki tłuszczowej.

    Okazało się, że dzięki temu nasiliło się obumieranie komórek skóry z DNA
    uszkodzonym przez UVB. Komórki z uszkodzeniami w DNA giną w procesie
    samobójczej, programowanej śmierci - tzw. apoptozy.

    U gryzoni, które miały już raka skóry wywołanego promieniami UVB, apoptoza
    komórek nowotworowych również zachodziła częściej.

    Co ciekawe, gdy przed naświetlaniem UV myszom usunięto tkankę tłuszczową
    chirurgiczne, komórki z uszkodzonym DNA również częściej obumierały.

    Zdaniem autorów najnowszej pracy, odkrycie to wskazuje, że komórki tkanki
    tłuszczowej mogą wydzielać jakieś substancje hamujące apoptozę komórek z
    uszkodzonym DNA, które grożą rozwojem nowotworu. Wynika z tego również, że
    otyłość i związany z nią nadmiar tkanki tłuszczowej mogą zwiększać
    predyspozycje do raka skóry.

    W swoich wcześniejszych doświadczeniach naukowcy z Uniwersytetu Stanu New
    Jersey wykazali, że podawanie myszom kofeiny również hamuje wzrost raka skóry
    pod wpływem UVB. Jak wyjaśniają, kofeina nasilała aktywność ruchową gryzoni i
    na tej drodze mogła sprzyjać spalaniu tkanki tłuszczowej oraz hamować wzrost
    raka.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1422963,16,1,0,120,686,item.html
  • 30.10.06, 17:12
    Komórki macierzyste z tkanki tłuszczowej mogą być pewnego dnia wykorzystane do
    odbudowy piersi u kobiet poddawanych mastektomii z powodu raka sutka - uważają
    naukowcy amerykańscy. Informację na ten temat podaje serwis
    internetowy "EurekAlert".
    Obecnie rekonstrukcja piersi u kobiet po mastektomii polega bądź na
    wszczepieniu implantu (silikonowego lub plastikowego wypełnionego roztworem
    soli fizjologicznej), bądź na przeszczepie tkanek z innego miejsca organizmu i
    odpowiednim uformowaniu ich.

    Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburgu uważają, że lepsze od tych inwazyjnych
    metod byłoby wykorzystanie potencjału dorosłych komórek macierzystych
    izolowanych z tkanki tłuszczowej.
    Wykorzystanie komórek macierzystych do leczenia różnych schorzeń budzi wielkie
    nadzieje lekarzy i naukowców. Komórki te bowiem zachowują ogromny potencjał
    rozwojowy i pod wpływem odpowiednich sygnałów chemicznych mogą się
    przekształcać w komórki różnych tkanek. Najbardziej wszechstronne możliwości
    posiadają zarodkowe komórki macierzyste, ale coraz więcej badań dowodzi, że w
    wielu przypadkach można by je zastąpić komórkami macierzystymi obecnymi w
    różnych tkankach dorosłego organizmu.

    W 2001 roku naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburgu razem z kolegami z
    Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles poinformowali jako pierwsi, że
    dorosłe komórki macierzyste można pozyskiwać z tkanki tłuszczowej pacjentów.
    Prowadzone od tamtego czasu badania wskazują, że komórki te mogą się rozwijać
    nie tylko w komórki tłuszczowe, ale też w komórki tkanki kostnej, chrząstki,
    mięśni, naczyń krwionośnych czy w komórki nerwowe i że mogą być w przyszłości
    wykorzystane do naprawy serca po zawale, mózgu po udarze, czy leczenia urazów
    kości. Na razie nie testuje się ich jednak w badaniach klinicznych na
    pacjentach.

    Badacze z Pittsburga sprawdzają obecnie możliwość wykorzystania tych komórek do
    rekonstrukcji piersi. Doświadczenia są prowadzone na samicach szczurów.

    Do rekonstrukcji sutków wykorzystuje się komórki macierzyste z tkanki
    tłuszczowej pochodzącej od pacjentek z rakiem piersi. Są one najpierw osadzane
    na mikroskopijnych kuleczkach, których skład przypomina naturalne środowisko
    komórek wewnątrz organizmu i ma pobudzać procesy regeneracji tkanek.

    Komórki macierzyste łatwo przylegają do tych kuleczek i przekształcają się w
    dojrzałe komórki tkanki tłuszczowej. Takie struktury wszczepia się samicom pod
    skórę, co - jak wykazały wstępne badania - prowadzi do uformowania się wzgórka
    tkanki tłuszczowej.

    Zdaniem autorów badań, ta metoda rekonstrukcji piersi mogłaby być znacznie
    bardziej bezpieczna od obecnie stosowanych. Komórki do przeszczepu pozyskiwano
    by od samej pacjentki, np. z tkanki tłuszczowej na brzuchu, co minimalizuje
    ryzyko ich odrzucenia przez organizm. Jak przypominają naukowcy, z około pół
    kilograma tkanki tłuszczowej można uzyskać 200 mln komórek macierzystych, a z
    nich już po 2 tygodniach wyhodować 10 razy więcej komórek tłuszczowych.

    Jednak zanim metoda ta znajdzie zastosowanie w chirurgii rekonstrukcyjnej,
    naukowców czeka jeszcze wiele pracy. Między innymi trzeba jeszcze sprawdzić,
    czy komórki macierzyste przeszczepione w miejsce po usuniętej piersi nie będą
    pobudzały do wzrostu raka.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1425414,16,1,0,120,686,item.html
  • 31.10.06, 21:19
    Emgoro- doskonaly pomysl! popieram i dziekuje z calego serca, to wazna lektura
    pozdrawiam Ciebie i Gosie
  • 02.11.06, 13:14
    Można zmniejszyć ilość rakotwórczego akrylamidu we frytkach. Wystarczy przed
    smażeniem na oleju podgrzewać je w kuchence mikrofalowej - informuje
    pismo "Journal of the Science of Food and Agriculture".
    Odkrycie akrylamidu - związku, który najprawdopodobniej działa na ludzi
    rakotwórczo - wywołała falę badań różnych metod gotowania. Akrylamid tworzy się
    podczas smażenia oraz pieczenia w piekarniku, na ruszcie i grilu, gdzie
    jednocześnie panuje wysoka temperatura i mała wilgotność.

    Naukowcy z tureckiego Uniwersytetu w Mersin, kierowani przez Koray Palazoglu,
    doszli do wniosku, że ilość akrylamidu we frytkach można ograniczyć, skracając
    czas ich smażenia na oleju. W tym celu proponują wstępne przygotowanie surowych
    frytek w kuchence mikrofalowej.
    Badacze ci wykazali, że zastosowanie mikrofal przed smażeniem wyraźnie
    zmniejszyło ilość akrylamidu na powierzchni frytek.

    Gdy ziemniaki smażono na oleju w temperaturze odpowiednio 150, 170 i 190 st.
    C. - po wcześniejszym mikrofalowaniu - zawartość akrylamidu we frytce
    zmniejszyła się odpowiednio o 36 proc, 41 proc. i 60 proc. - informują naukowcy.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1427132,16,1,0,120,686,item.html
  • 02.11.06, 13:17
    Polacy odkryli mutację genu, która zwiększa ryzyko raka prostaty

    Duży w ubytek w genie Chek2 aż dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na raka
    prostaty - dowodzą polskie badania opublikowane w najnowszym numerze
    pisma "Journal of Medical Genetics".
    Jak wyjaśnia PAP prowadzący badania, doktor Cezary Cybulski, w Polsce problem
    ten dotyczy około 200 tys. osób.

    Główną rolą genu Chek2 jest kierowanie naprawą uszkodzonych nici DNA przed
    każdym podziałem komórki. Mutacja w jego obrębie powoduje, że komórka dzieli
    się pomimo błędów w materiale genetycznym, co prowadzi do niekontrolowanego
    przyrostu komórek i prawie dwukrotnie zwiększa ryzyko powstania nowotworów.
    W ciągu 6 lat doktor Cezary Cybulski, wraz z grupą naukowców z Międzynarodowego
    Ośrodka Nowotworów Dziedzicznych, Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej
    Akademii Medycznej w Szczecinie, przebadał prawie 2 tysiące polskich mężczyzn,
    u których zdiagnozowano raka prostaty.

    Celem eksperymentu było sprawdzenie, czy mają oni mutację w genie Chek2.

    Dla porównania przebadano 5500 zdrowych, losowo wybranych osób. U 24 zdrowych
    (czyli 0,4 proc.) i u 15 mężczyzn ze zdiagnozowaną chorobą (0,8 proc) zauważono
    ubytek w tym samym fragmencie genu Chek2 (dokładnie w 9 i 10 egzonie).

    Taką samą mutację miało również 4 spośród 249 mężczyzn z obciążonym wywiadem
    rodzinnym.

    W oparciu o uzyskane wyniki autorzy obliczyli, że omawiany ubytek prawie
    dwukrotnie zwiększa ryzyko rozwoju raka prostaty u mężczyzn w ogóle, natomiast
    u tych, w których rodzinie już wcześniej występowały przypadki choroby, aż
    czterokrotnie.

    Autorzy uważają, że mutacja genu Chek2 może być szeroko rozpowszechniona także
    wśród mężczyzn z innych regionów Europy Wschodniej takich, jak: Białoruś,
    Ukraina, kraje nadbałtyckie czy Bałkany. Widzą również potrzebę przeprowadzenia
    dalszych badań, które wykażą, w jakim stopniu odpowiada ona za rozwój nowotworu
    prostaty u przedstawicieli innych populacji, z innych rejonów świata.

    Naukowiec wyraża nadzieję, że świadomość, iż jesteśmy nosicielami mutacji
    predysponującej do nowotworu, spowoduje, że częściej i chętniej będziemy
    poddawać się badaniom kontrolnym. Zwiększy to szanse wczesnego wykrycia choroby
    i jej skutecznego zwalczenia.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1427131,16,1,0,120,686,item.html

  • 03.11.06, 06:32
    Tradycyjne leki przeciwnowotworowe to silne trucizny - są stosowane jako leki
    tylko dlatego, że w małych dawkach bardziej szkodzą nowotworowi niż choremu.
    Inaczej jest z terapią celowaną - w jej przypadku lek dociera do chorych
    komórek i nie niszczy zdrowych - tłumaczył podczas wtorkowej konferencji
    prasowej dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

    "Terapia celowana ma się do tradycyjnej chemio- czy radioterapii jak pocisk
    samosterujący do nalotów dywanowych" - podkreślił
    Leki do terapii celowanej to między innymi przeciwciała monoklonalne, które
    rozpoznają markery na powierzchni komórek, leki blokujące procesy zachodzące
    między błoną komórkową a jądrem komórki czy inhibitory angiogenezy, dzięki
    którym do guza nie wrastają naczynia krwionośne. Terapia genowa z użyciem genu
    p53 ma skłonić chore komórki do apoptozy czyli swoistego "samobójstwa".

    Trwają prace nad ponad 200 tego rodzaju preparatami. Ta różnorodność -
    wyjaśniał prof. Włodzimierz Olszewski, konsultant krajowy w dziedzinie
    patomorfologii, wynika z faktu, że każdy z preparat niszczy tylko określony typ
    nowotworu - np. raka piersi, którego komórki mają receptor typu 2. Tymczasem
    taki receptor występuje tylko u 20 procent osób chorujacych na raka piersi
    kobiet.

    Odpowiednie dobranie leków jest możliwe dzięki wyrafinowanym metodom
    diagnostycznym. Poznając właściwości biologiczne nowotworu można podać
    pacjentowi skuteczny lek lub zrezygnować z jego podawania, gdy z góry wiadomo,
    że byłoby to marnotrawieniem środków, które mogą uratować inną osobę.

    Niewątpliwa wadą terapii celowanej jest wysoki koszt - leczenie jednego
    pacjenta przez rok może kosztować od 60 do 180 tysięcy złotych rocznie -
    przyznano podczas konferencji.

    Jak wyjaśniał prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie
    hematologii, o ile w przypadku antybiotyków można leczyć większość infekcji za
    pomocą dostępnych środków, a tylko niektóre rzadkie szczepy wymagają
    wyszukanych i kosztownych preparatów, w onkologii jest odwrotnie - istnieją
    skuteczne leki na niektóre rzadkie nowotwory, zaś brakuje takich, które
    działałyby na wiele najpospolitszych.

    W większości wypadków terapia celowana tylko przedłuża życie pacjenta a nie
    prowadzi do całkowitego wyleczenia. Jednak pozwala prowadzić w miarę normalne
    życie. "Wiele osób, które mijamy na ulicy to chorzy na nowotwory. Znam
    profesora, który chemioterapii poddaje się w przerwach pomiędzy wykładami" -
    mówił prof. Olszewski.

    Wysokie koszty nowych leków są przyczyną ich ograniczonej dostępności. Po raz
    kolejny przedstawiciele Polskiej Unii Onkologii opowiedzieli się za przyznaniem
    decydującego głosu co do sposobu wydawania pieniędzy na lecznictwo
    specjalistom - konsultantom krajowym.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1427289,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.11.06, 12:16
    Test genetyczny, ułatwiający ratowanie życia osobom chorym na raka prostaty,
    opracowali szczecińscy naukowcy. Stało się to możliwe dzięki odkryciu przez
    nich genu, którego uszkodzenie jest podłożem tego raka. Dr Cezary Cybulski i
    naukowcy z Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii Medycznej w
    Szczecinie odkryli w genie odpowiadającym za naprawę DNA (Chek2) duży ubytek,
    który sprzyja rozwojowi raka prostaty i prowadzi do utrwalenia niekorzystnych
    zmian w całej populacji komórek.

    Swoje odkrycie polscy naukowcy opisali na łamach prestiżowego pisma "Journal of
    Medical Genetics". Podkreślili przy tym, że wykryta delecja (mutacja polegająca
    na wypadnięciu pewnej liczby par zasad z łańcucha DNA) - obecna u około 200
    tysięcy polskich mężczyzn - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór
    prostaty (natomiast aż czterokrotnie, gdy w rodzinie odnotowano już przypadek
    tej choroby) oraz odpowiada za wielonarządową predyspozycję do nowotworów.
    GEN, KTÓRY SPRAWDZA, CZY WSZYSTKO DZIAŁA

    Gen Chek2 odkryto kilka lat temu. Wkrótce okazało się, że odpowiada on za
    naprawę uszkodzonego DNA przed każdym podziałem komórki. Polscy badacze mają
    bardzo istotny wkład w badanie tego genu, ponieważ wykazali, że mutacje Chek2
    predysponują do zachorowania na nowotwory wielu narządów.

    "Białko, które ten gen koduje, nie jest co prawda bezpośrednio odpowiedzialne
    za wyszukiwanie uszkodzeń w nici DNA, ale bierze udział w przenoszeniu sygnałów
    w układzie naprawy materiału genetycznego. Gdy w komórce dojdzie do uszkodzenia
    DNA, pewne białka wykrywają to i zapoczątkowują kaskadę licznych protein, w tym
    produktu genu Chek2. Ten z kolei aktywuje regulatorowe białko p53 prowadzące do
    indukcji apoptozy (zaprogramowanej śmierci komórki) w zmutowanej komórce.
    Pobudza także inne geny, odpowiedzialne za zatrzymanie cyklu komórkowego. W
    efekcie nieprawidłowa komórka zostaje wyeliminowana” - wyjaśnia Cybulski.

    "Jeżeli jednak w genie Chek2 dojdzie do mutacji, zaburzony zostaje szlak
    sygnałowy umożliwiający naprawę DNA. Wadliwa komórka będzie dzielić się dalej,
    utrwalając niekorzystną zmianę” - dodaje.

    ZA MAŁO ZASAD W NICI DNA

    W oparciu o wyniki trwających kilka lat badań naukowcy stwierdzili, że omawiana
    delecja - występująca u ogromnej większości mężczyzn ze zdiagnozowanym rakiem
    prostaty - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na tę chorobę. Ma ona
    podobny wpływ na rozwój raka piersi u kobiet, a także - prawdopodobnie - na
    rozwój nowotworów nerki i tarczycy.

    "Wcześniej wykazaliśmy, że w Polsce u około 5 proc. osób występuje jedna z
    trzech mutacji genu Chek2 (1100delC, IVS2+1G>A, I157T). U nosicieli
    którejkolwiek z nich występuje zwiększone ryzyko zachorowania na nowotwory
    prostaty, piersi, nerki, jelita grubego oraz tarczycy (publikacja w American
    Journal of Human Genetics 2004)" - mówi Cybulski.

    Duża delecja jest ostatnią wykrytą mutacją genu Chek2, polegającą na
    wypadnięciu ok. 5 tysięcy par zasad z nici DNA. "To zmiana o tyle istotna, że
    dotyczy egzonów 9 i 10, a więc rejonów niosących informację o strukturze
    kodowanego białka. Ustaliliśmy też, że delecja ta dwukrotnie zwiększa ryzyko
    zachorowania na raka prostaty i piersi, a jej związek z predyspozycją do innych
    nowotworów jest przedmiotem intensywnych badań" - dodaje naukowiec.

    Prawdopodobnie taka sama duża delecja, równie często, występuje w innych
    regionach Europy Wschodniej: Czechach, Słowacji, Białorusi, Ukrainie, krajach
    nadbałtyckich i Bałkanach. Według naukowców, jest to spowodowane tym, że nacje
    te pochodzą od wspólnego przodka, u którego dawno temu po raz pierwszy doszło
    do uszkodzenia genu Chek2. Przekazywane z pokolenia na pokolenie
    rozpowszechniło się na terenach, z których ów przodek pochodził.

    Częstość występowania omawianej mutacji w innych populacjach na świecie nie
    została jeszcze dokładnie określona.

    CENNE TESTY GENETYCZNE

    Człowiek, u którego za pomocą testu genetycznego zostanie wykryta mutacja w
    jakimś krytycznym genie, jest bardziej niż inni narażony na zwiększone ryzyko
    zachorowania na dany nowotwór.

    "Nie możemy jednak powiedzieć, że zachoruje on na 100 procent, ponieważ jedna
    mutacja nie wystarczy do powstania nowotworu; musi dojść do nagromadzenia
    szeregu niekorzystnych zmian. Odkryta przez nas delecja także jest jedynie
    podłożem, pierwszym etapem procesu powstawania schorzenia” - tłumaczy Cybulski.

    Na podstawie swoich odkryć dr Cezary Cybulski i prof. Jan Lubiński opracowali
    test genetyczny, służący do wykrywania wielonarządowej predyspozycji do
    nowotworów złośliwych. Test ten obejmuje badanie 4 mutacji genu Chek2 (w tym
    ostatnio wykrytej dużej delecji), które łącznie występują aż u sześciu procent
    Polaków, czyli u ponad dwóch milionów osób.

    Dzięki temu testowi możliwe jest określenie zwiększonego ryzyka zachorowania na
    kilka rodzajów raka: piersi, prostaty, nerki, tarczycy i jelita grubego. Test
    taki wykrywa, czy i na ile uszkodzony jest gen Chek2 u danego człowieka.
    Stwarza to szansę profilaktyki, odpowiedniej diagnozy, wcześniejszego wykrycia
    i skuteczniejszego leczenia chorób nowotworowych.

    WIEDZA RATUJĄCA ŻYCIE

    Guzy wcześnie wykryte, niedużych rozmiarów, nie dające przerzutów, często są
    całkowicie wyleczalne. Natomiast kiedy choroba jest już w stadium
    zaawansowanym, nawet najnowocześniejsze metody terapii okazują się
    nieskuteczne, a odsetek wyleczonych nie przekracza 10-30 procent.

    "Świadomość tego, że jesteśmy nosicielami mutacji predysponującej do nowotworu
    spowoduje, że częściej i chętniej będziemy poddawać się badaniom kontrolnym.
    Zwiększy to szanse wczesnego wykrycia choroby i jej skutecznego zwalczenia.
    Pozwoli też na dopasowanie optymalnych metod diagnostycznych dostosowanych do
    rodzaju nowotworu" - wyjaśnia naukowiec.

    "Wykryta mutacja mówi nie tylko o zwiększonym prawdopodobieństwie zachorowania
    na nowotwór, ale także pozwala dokładnie określić jego rodzaj” - dodaje. Dzięki
    temu możliwe jest dobranie najodpowiedniejszej metody diagnostycznej, jak np.
    rezonansu magnetycznego zamiast standardowego badania USG.

    Kobiety szczególnie zagrożone rakiem piersi (takie, u których występuje mutacja
    genu BRCA1 zwiększająca do 80 proc. ryzyko zachorowania na raka piersi lub
    jajnika) powinny być poddawane specyficznej profilaktyce oraz badaniom
    okresowym - co roku muszą one poddawać się USG oraz mammografii, a najlepiej
    badaniu rezonansem magnetycznym.

    U osób predysponowanych do zachorowania na raka jelita grubego, zaleca się
    wykonywanie kolonoskopii co dwa lata. Badanie to pozwala na wykrycie i
    usunięcie polipów jelita grubego, z których powstaje większość nowotworów
    złośliwych tego organu.

    "Właśnie dlatego, według mnie, wykonywanie testów genetycznych ma ogromny
    sens" - podsumowuje lekarz.

    "W dalekiej przyszłości testy takie będą wykrywały prawdopodobieństwo
    zachorowania nie tylko na nowotwory, ale także na wiele innych chorób.
    Dysponując zestawem różnych markerów można by wcześnie wykryć przypadki
    zachorowań i ocalić życie wielu osobom” - dodaje.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=14046&layout=0&forum_id=5786&page=text
  • 06.11.06, 09:48
    Uboczne efekty radioterapii groźniejsze dla palaczy
    Palenie tytoniu zwiększa ryzyko wystąpienia nieprzyjemnych skutków ubocznych,
    będących następstwem radioterapii zastosowanej do leczenia raka prostaty -
    ogłosili naukowcy podczas 48. spotkania American Society for Therapeutic
    Radiology and Oncology.
    O tym, że palenie obniża skuteczność leczenia wielu rodzajów nowotworów
    wiedziano już do dawna. Jednak teraz naukowcom z Fox Chase Cancer Center udało
    się wykazać jego niekorzystny wpływ na leczonych promieniowaniem jonizującym
    pacjentów z rakiem prostaty.

    Podjęli się oni sprawdzenia, czy palenie w powiązaniu z radioterapią zwiększa
    częstość występowania dolegliwości żołądkowo- jelitowych lub moczowo-płciowych.
    Przebadali 1194 pacjentów z nowotworem prostaty, którzy w latach 1991-2001
    leczeni byli Fox Chase Cancer Center za pomocą radioterapii konformalnej (3D-
    CRT). Z każdym z uczestników przeprowadzali dokładny wywiad, w którym określali
    czy jest on palaczem czynnym, eks-palaczem, czy osobą nigdy niepalącą.
    "Okazało się, że to aktywni palacze najczęściej skarżyli się na problemy
    żołądkowo-jelitowe takie, jak biegunka" - mówi kierujący badaniami dr Niraj
    Pahlajani.

    I kontynuuje: "Na szczęście nie stwierdziliśmy, aby niekorzystne działanie
    papierosów na układ pokarmowy i moczowopłciowy było długoterminowe. Jednak
    wyniki dobitnie pokazują, jak ważne jest zaprzestanie palenia papierosów przed
    rozpoczęciem radioterapii."

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1428188,16,1,0,120,686,item.html
  • 07.11.06, 07:44
    Wiązka antyprotonów jest czterokrotnie bardziej wydajna w zabijaniu komórek
    rakowych niż dotąd stosowana w radioterapii wiązka protonów -
    informuje "Chemistry World".
    Badania nad antymaterią i jej zastosowaniem w medycynie prowadzone były przez
    międzynarodowy zespół badawczy kierowany przez profesora Michaela Holzscheitera.

    Badano antyprotony - cząstki elementarne o charakterze antycząstek w stosunku
    do protonów (różniące się między innymi ładunkiem elektrycznym).
    Profesor Holzscheiter z laboratorium CERN (Szwajcaria, Genewa) od 2003 roku
    prowadził badania w ramach programu ACE (Antiproton Cell Experiment), którego
    celem było określenie wpływu antyprotonów na żywe komórki.

    Wynikiem tych badań jest między innymi odkrycie faktu, iż antymateria w postaci
    antyprotonów zwalcza czterokrotnie wydajniej komórki rakowe, niż dotąd
    stosowana radioterapia protonowa.

    Badania polegały na naświetlaniu skupioną wiązką antyprotonów tkanki zwierzęcej
    zawierającej komórki zmienione nowotworowo. Naświetlana tkanka została
    wcześniej zanurzona w żelatynie, której obecność miała symulować naturalne
    warunki panujące w żywym organizmie. Przeprowadzano testy laboratoryjne dla
    różnej głębokości zanurzenia chorej tkanki, co symuluje warunki panujące
    podczas leczniczej radioterapii.

    Jak twierdzą naukowcy otrzymane wyniki analiz są nadzwyczaj obiecujące, a duża
    skuteczność nowej metody zachęca do dalszych badań, w tym eksperymentów
    mających na celu dokładne porównanie skuteczności leczenia nowej metody, z
    innymi standardowymi technikami stosowanymi w radioterapii.

    Profesor Michael Holzscheiter przestrzega jednak, iż metoda ta, choć skuteczna
    w zabijaniu komórek nowotworowych w warunkach laboratoryjnych, może nigdy nie
    zostać wykorzystana do leczenia ludzi cierpiących na nowotwory.

    Główną przeszkodą (pomijając brak wiedzy na temat wpływu antycząstek na ludzkie
    zdrowie) może być fakt, iż aparat generujący antyprotony kosztuje około 500
    milionów dolarów!

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1429304,16,1,0,120,686,item.html
  • 07.11.06, 14:59
    Zastosowanie pooperacyjnej radioterapii u chorych na raka płuc osób, u których
    doszło do zajęcia węzłów chłonnych środpiersia, aż dwukrotnie wydłuża czas
    przeżycia - ogłosili naukowcy.
    Omawiane badanie było częścią większego projektu - ANITA 1, który miał na celu
    określenie skuteczności pooperacyjnej chemioterapii u pacjentów z tego typu
    chorobą.

    Eksperymentem objęto 840 chorych na niedrobnokomórkowy nowotwór płuc. U 232
    spośród nich, jako uzupełnienie tradycyjnej metody leczenia po operacji
    usunięcia guza, zastosowano naświetlania promieniowaniem jonizującym.
    Okazało się, że u osób tych zacznie wydłużył się czas przeżycia po operacji.

    Naukowcy odkryli, że leczenie taką metodą może przynosić wiele korzyści.
    Pacjenci, którzy poddali się zarówno chemio-, jak i radioterapii, żyli średnio
    dwa lata dłużej niż chorzy przyjmujący samą chemioterapię.

    "Jako pierwsi podjęliśmy się oceny skuteczności pooperacyjnych naświetlań u
    osób z rakiem płuc" - mówi dr Jean-Yves Douillard, kierujący badaniami onkolog
    z Centre Rene Gauducheau w St. Herblain we Francji.

    "Otrzymane wyniki pokazują, że warto rozważyć wprowadzenie do powszechnego
    użytku takiej mieszanej terapii u pacjentów z niedrobnokomórkowym nowotworem
    płuc, u których zaatakowane zostały węzły chłonnymi śródpiersia. Należy
    oczywiście przeprowadzić dodatkowe badania, które potwierdzą naszą opinię,
    jednak uważamy, że odkrycie to przyczyni się do polepszenia rokowań wielu
    chorych" - konkluduje.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1429306,16,1,0,120,686,item.html
  • 12.11.06, 12:57
    Szczepionka z komórek macierzystych w walce z rakiem
    Szczepionka wykorzystująca zarodkowe komórki macierzyste chroni myszy przed
    zachorowaniem na raka płuc - wykazali naukowcy z USA. Informację na ten temat
    podaje serwis internetowy EurekAlert.
    Jak podkreśla kierujący badaniami prof. John Eaton z Uniwersytetu w Louisville
    (stan Kentucky), pacjenci nie powinni spodziewać się, że mogą teraz spokojnie
    kontynuować palenie lub zacząć palić, bo zanim powstanie taka szczepionka,
    upłynie jeszcze wiele czasu. Na razie prace nad nią są ciągle w początkowej
    fazie, a poza tym, choć wiele razy już udało się powstrzymać rozwój raka u
    myszy, nie miało to przełożenia na praktykę medyczną.

    "Na razie jedno co mogę powiedzieć, to, że wyniki naszych badań są obiecujące i
    jeśli w przyszłości wszystko pójdzie dobrze, stworzoną przez nas szczepionkę
    można będzie stosować u osób szczególnie narażonych na raka płuc, takich jak
    palacze" - komentuje badacz. Jego zdaniem, ten rodzaj prewencji może też
    sprawdzić się u osób obciążonych rodzinnym ryzykiem różnych nowotworów, np. z
    genetycznymi predyspozycjami do raka piersi czy raka jelita grubego.
    Naukowcy z zespołu prof. Eatona testowali na myszach dwie szczepionki. Na jedną
    składały się zarodkowe komórki macierzyste, wyizolowane z mysich embrionów na
    wczesnym etapie ich rozwoju (w tzw. stadium blastocysty). W drugiej szczepionce
    oprócz tych komórek znalazły się też hodowane wcześniej w laboratorium komórki
    tkanki łącznej, tzw. fibroblasty, produkujące specyficzny czynnik wzrostu GM-
    CSF, wzmacniający reakcję układu odporności na komórki nowotworowe. W
    naturalnych warunkach związek ten wydzielają komórki odporności oraz komórki
    wyściełające wnętrze naczyń krwionośnych, tzw. komórki śródbłonka.

    Jak wyjaśnia prof. Eaton, fibroblasty użyte w doświadczeniu są często stosowane
    w hodowlach jako warstwa odżywiająca zarodkowe komórki macierzyste i
    utrzymująca je w stanie "wiecznej młodości".

    Myszom, którym podano jeden z dwóch wariantów szczepionki, przeszczepiano
    następnie komórki raka płuc bądź eksponowano je na toksyny wywołujące ten
    nowotwór (m.in. 3-metylocholantren).

    Okazało się, że szczepionka złożona z samych komórek zarodkowych zapobiegała
    rakowi płuc u 80 proc. myszy, którym przeszczepiano komórki tego nowotworu i u
    60 proc. gryzoni, które miały kontakt z rakotwórczymi związkami. Preparat
    złożony z komórek macierzystych i fibroblastów dawał lepsze wyniki i zapobiegał
    rakowi płuc u 100 proc. myszy z pierwszej grupy i 90 proc. myszy z grupy
    drugiej. Wszystkie nieszczepione gryzonie zachorowały na raka.

    Badacze podkreślają, że nawet jeśli u myszy szczepionych dochodziło do wzrostu
    guzów płuc, były one o 80-90 proc. mniejsze niż u myszy nieszczepionych.

    Zdaniem prof. Eatona, najbardziej obiecujące są w tym wypadku wyniki
    doświadczeń ze związkami rakotwórczymi, najbardziej zbliżonymi do rzeczywistego
    modelu rozwoju raka płuc.

    Naukowcy nie zaobserwowali, by szczepienie komórkami macierzystymi powodowało
    jakieś groźne skutki uboczne, np. choroby autoimmunologiczne czy spadek liczby
    macierzystych komórek krwi w szpiku kostnym dorosłych zwierząt.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1432206,16,1,0,120,686,item.html
  • 13.11.06, 01:01
    Osoby jedzące duże ilości cukru są zagrożone rakiem trzustki;
    najniebezpieczniejsze - wg szwedzkich badań - jest częste picie wysoko
    słodzonych soków i napojów.
    Badania nad wpływem cukru na powstawanie nowotworów prowadzono w Instytucie
    Karolińskim w Sztokholmie od wielu lat i objęły one 80 tys. osób. Wyniki
    zostały opublikowane w listopadowym numerze naukowego pisma "The American
    Journal of Clinical Nutrition". Ponieważ są to pierwsze badania tego typu,
    konieczne jest jeszcze powtórzenie ich w różnej formie tak, aby uzyskane
    rezultaty mogły być uznane za naukowo pewne.

    Obecnie w oparciu o szwedzkie wyniki stwierdzono np., że osoby pijące co
    dziennie dwa lub więcej razy soki i napoje wysokosłodzone podlegają dwukrotnie
    większemu od innych ryzyku zachorowania na raka trzustki. A osoby, które piją w
    ciągu dnia pięć osłodzonych herbat lub kaw, zwiększają ryzyko zachorowania aż o
    70 proc.
    Wg naukowców z Instytutu Karolińskiego, przyczyną może być fakt, że pod wpływem
    dużej ilości cukru trzustka zmuszona jest do zwiększonej produkcji insuliny.
    Jest to jednak na razie tylko hipoteza; wymaga ona dalszych badań.

    Rak trzustki nie jest chorobą występującą często. Równocześnie jest jednym z
    najtrudniejszych do leczenia nowotworów. Najczęściej z powodu zbyt późnego
    rozpoznania choroby. W krajach wysokorozwiniętych tylko 3-4 proc. chorych żyje
    nadal w pięć lat po diagnozie.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1432223,16,1,0,120,686,item.html
  • 14.11.06, 18:38
    "Emocje towarzyszące chorym na raka nie powinny być ukrywane. Kiedy ludzie
    cierpią, pozwólmy im to wyrazić" - mówi psychoonkolog z Centrum Onkologii w
    Warszawie, Mariola Kosowicz. Jej zdaniem, jedną z form takiego wyrazu jest
    właśnie sztuka. Do osób pragnących wyrazić swoje emocje związane z chorobą
    nowotworową adresowany jest konkurs artystyczny ogłoszony na warszawskiej
    Akademii Sztuk Pięknych.

    Konkurs "Rak - to wielka sztuka żyć od nowa" zainicjowany został przez trzy
    stowarzyszenia zajmujące się pacjentami z chorobami nowotworowymi: Federacja
    Stowarzyszeń Amazonki, Towarzystwo Opieki nad Chorymi ze Stomią Pol-Ilko,
    Stowarzyszenie Wspierających Chorych na Chłoniaki - Sowie Oczy.

    Ma on na celu zaprezentowanie emocji pozytywnych i negatywnych, które odczuwają
    nie tylko sami chorzy na raka, ale też ich rodziny lub znajomi. Do konkursu
    może przystąpić każdy, nie jest on adresowany do profesjonalnych artystów.
    Autorzy fotografii, obrazów, rzeźb i innych dzieł plastycznych mogą zgłaszać
    swoje prace do końca stycznia 2007 r.

    EDUKACJI NIGDY DOŚĆ

    Według Krystyny Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki, zrzeszających
    kobiety po amputacji piersi, walce z chorobą nowotworową towarzyszą bardzo
    silne emocje. Często są to uczucia niezrozumiałe nie tylko dla otoczenia chorej
    osoby, ale także dla niej samej.

    "Ja sama, kiedy 15 lat temu usłyszałam moją diagnozę, byłam przede wszystkim
    zła. Nie byłam zła na diagnozę, ale na to, że tak mało wiedziałam o raku piersi
    i nie miałam szansy wykryć mojej choroby wcześniej, mimo że rozwijała się we
    mnie już od kilku lat. Nie wiedziałam, co to jest mammografia, nie potrafiłam
    nawet wymówić słowa mastektomia" - wspominała Wechmann.

    "Pamiętam dzień, kiedy odebrałam protezę piersi. To była gumowa bryła, pełna
    oleistej cieczy. Kiedy przyniosłam ją do domu nie mogłam się powstrzymać i
    trzasnęłam tą bryłą o ścianę" - opowiadała.

    SZTUKA PRZYNOSI UKOJENIE

    "Nie starajmy się klepać przyjaciela czy krewnego po ramieniu i mówić:
    +Przestań już, wszystko będzie dobrze+" - tłumaczy Mariola Kosowicz.
    Psychoonkolog zapewnia, że za pomocą sztuki chory nie tylko przekazuje swoje
    obawy i nadzieje innym, ale też może sam je sobie uświadomić.

    Opinię tę podziela rektor ASP, prof. Ksawery Piwocki. "Sztuka daje twórcy
    możliwość wypowiedzenia się, zobrazowania problemu. Można w ten sposób pozbyć
    się negatywnych emocji lub je zidentyfikować. To pomaga później w walce ze
    źródłem tych emocji" - powiedział.

    Jak wyjaśnia prezes Polskiej Unii Onkologii, dr Janusz Meder, sztuka odgrywa
    bardzo ważną rolę w terapii. Z jego doświadczeń wynika, że pomaga ona łagodzić
    lęki i odzyskiwać równowagę psychiczną, co ma ogromny wpływ na postęp leczenia.

    "Ja robiłem w szpitalu eksperymenty, np. malowaliśmy ściany na przyjazne
    kolory - żółty i zielony. Pacjenci to bardzo chwalili, mówili, że czują się
    lepiej. Na oddziale puszczaliśmy też muzykę, z taśm, które nagrywałem w domu" -
    wspomina.

    Jego zdaniem, muzyka pomaga też pacjentom poddawanym radioterapii, którzy na
    czas zabiegu muszą pozostawać sami, zamknięci w bunkrze terapeutycznym.

    ***

    Konkurs artystyczny będzie trwał do końca stycznia 2007 r. Do tego czasu można
    nadsyłać prace. Każdy może wziąć udział w rywalizacji, bez względu na wiek.
    Najlepsze dzieła wybierze jury składające się z lekarzy, artystów i pacjentów.
    Podczas trwania konkursu prace będą sukcesywnie prezentowane w internecie ,
    gdzie każdy będzie mógł zagłosować na swojego faworyta. Po ogłoszeniu wyników,
    wszystkie prace zostaną zaprezentowane na wystawie na warszawskiej ASP. Chętni
    będą mogli kupić wybrane dzieła.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce,
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=137&news_id=14405&layout=6&forum_id=5989&page=text
  • 15.11.06, 12:06
    teraz już wiem czemu w ostatnim czasie wzięłam się za malowanie, szkicowanie i
    tego typu prace "artystyczne"... fajny pomysł, dobra terapia.
    Pozdrawiam cieplutko
    margo
  • 15.11.06, 15:28
    pisałam juz o tym w wątku o herceptynie, ale moze nie kazdy, kto byłby tym
    zainteresowany tam zagląda. Tycerb to ponoć nowy lek o właściwościach podobnych
    do herceptyny podawany w tabletkach, nie ma go go chyba jeszcze na polskim rynku
    a link do info wklejam ponizej (angielski)

    64.233.183.104/search?q=cache:BMW_VvaPT3oJ:www.pharmafocus.com/cda/focusH/1,2109,21-0-0-MAY_2006-focus_news_detail-0-437843,00.html+tycerb&hl=pl&gl=pl&ct=clnk&cd=2&client=firefox-a
  • 15.11.06, 16:16
    Choroby dziąseł podnoszą ryzyko zachorowania na raka trzustki, nawet u osób,
    które nigdy nie paliły - zaobserwowali naukowcy amerykańscy.
    Stany zapalne dziąseł są wywoływane przez bakterie żyjące w jamie ustnej. Ta z
    pozoru niegroźna dolegliwość może, zwłaszcza gdy jest przewlekła, prowadzić do
    rozwoju znacznie poważniejszego schorzenia, tj. paradontozy. Jest to choroba
    nie tylko dziąseł, ale również innych tkanek otaczających i podpierających
    zęby, jak np. ozębna czy cement korzeniowy. Stopniowo prowadzi ona do odsuwania
    się dziąseł od zębów, do ubytków kości z której wyrastają zęby i w końcu - do
    ich wypadania.

    Coraz więcej badań dowodzi, że paradontoza szkodzi naszemu zdrowiu również w
    inny sposób, np. zwiększa ryzyko chorób serca i może prowadzić do komplikacji
    ciąży. Teraz naukowcy z Harvard School of Public Health w Bostonie powiązali ją
    z kolejnym problemem zdrowotnym - rakiem trzustki. Badacze przeanalizowali dane
    medyczne zbierane przez 16 lat w grupie blisko 52 tys. lekarzy płci męskiej. Te
    długoterminowe badania zaplanowano po to by sprawdzić wpływ stylu życia na
    ryzyko różnych nowotworów i innych przewlekłych schorzeń.

    W okresie badań na raka trzustki zachorowało 216 osób. Jest to jeden z
    najgroźniejszych i zabójczych nowotworów. Głównie dlatego, że wykrywa się go
    późno, dopiero gdy daje przerzuty do innych narządów. Tylko 5 proc. chorych na
    raka trzustki przeżywa 5 lat od momentu wykrycia choroby.

    Po uwzględnieniu różnych czynników wpływających na ryzyko raka trzustki, takich
    jak palenie, cukrzyca, otyłość, nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej,
    naukowcy stwierdzili, że mężczyźni cierpiący na choroby dziąseł byli o 63 proc.
    bardziej narażeni na ten nowotwór, niż mężczyźni ze zdrowymi dziąsłami. Ryzyko
    to było nawet wyższe w przypadku osób, które miały problemy z dziąsłami, a
    nigdy nie paliły papierosów.

    Mężczyźni, którzy cierpieli na stany zapalne dziąseł i niedawno utracili ząb
    byli aż o 2,7 raza bardziej narażeni na raka trzustki, niż mężczyźni z drugiej
    grupy.

    "Te badania po raz pierwszy jasno dowodzą, że istnieje związek między chorobami
    dziąseł a wyższym ryzykiem raka trzustki" - komentują naukowcy.

    Autorzy badań nie wiedzą jeszcze jaki mechanizm za to odpowiada. Przypominają
    natomiast, że osoby z przewlekłymi stanami zapalnymi dziąseł mają większe
    ilości szkodliwych bakterii w jamie ustnej i układzie pokarmowym. Ponadto w ich
    organizmie powstają większe ilości rakotwórczych związków z grupy nitrozamin.
    Są one wytwarzane w żołądku m.in. z azotynów dodawanych do żywności jako
    konserwanty.

    Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na spotkaniu Amerykańskiego
    Stowarzyszenia do Badań nad Rakiem (pt.: Frontiers in Cancer Prevention
    Research), które odbywa się w Bostonie.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1433694,16,1,0,120,686,item.html
  • 17.11.06, 08:29
    Ryzyko nawrotów raka okrężnicy duże u osób otyłych
    Nawet po udanym leczeniu raka okrężnicy pacjenci bardzo otyli byli w większym
    stopniu narażeni na nawroty choroby i szybki zgon, niż pacjenci o prawidłowej
    wadze - wykazały badania opisane na łamach "Journal of the National Cancer
    Institute".
    Naukowcy z University of Chicago i University of Pittsburgh analizowali dane
    zebrane w grupie 4288 pacjentów z powodu raka jelita grubego. U chorych
    stwierdzono II bądź III stadium nowotworu. Dla każdego badanego obliczono
    wskaźnik masy ciała (BMI), który służy do oceny niedowagi, nadwagi i otyłości.
    Aby go wyliczyć, potrzebne są informacje na temat masy ciała i wzrostu.

    Ponad połowa pacjentów (54 proc.) miała nadwagę, a 5,5 proc. cierpiało na
    otyłość (BMI ponad 35). Niedowagę stwierdzono u 3 proc. badanych (BMI mniejsze
    niż 18,5). Naukowcy skupili się na ocenie związku między wskaźnikiem masy ciała
    a szansami pacjenta na długoterminowe przeżycie.

    Okazało się, że najbardziej narażeni na zgon byli pacjenci z obu końców skali
    BMI. Osoby bardzo otyłe miały o jedną trzecią większe prawdopodobieństwo zgonu
    z powodu nawrotu raka okrężnicy, w porównaniu z osobami ważącymi prawidłowo. Z
    kolei pacjenci z niedowagą byli dwukrotnie bardziej narażeni na zgon, ale
    głównie z powodu innych nowotworów, np. układu oddechowego oraz innych przyczyn.

    Na razie autorzy pracy nie potrafią wyjaśnić, jaki mechanizm odpowiada za
    związek otyłości z ryzykiem nawrotów raka okrężnicy. Na podstawie obserwacji
    innych badaczy można spekulować, że ważną rolę odgrywają tu zaburzenia w
    poziomie hormonów regulujących metabolizm, takich jak insulina i
    insulinopodobny czynnik wzrostu. Być może też inne problemy zdrowotne
    towarzyszące otyłości obniżają skuteczność leczenia raka.

    "Wyniki tych badań wskazują, że lekarze mogą w prosty sposób ocenić, który
    pacjent jest bardziej narażony na nawroty raka okrężnicy i dlatego wymaga
    częstszej kontroli stanu zdrowia" - podkreśla prowadzący badania dr James
    Dignam z University of Chicago.

    W przyszłości jego zespół zamierza wyjaśnić, dlaczego zbędne kilogramy mają tak
    zgubny wpływ na pacjentów leczonych z powodu raka okrężnicy. Badacze chcą też
    sprawdzić, czy modyfikacja diety i aktywność fizyczna mogą zwiększyć szanse
    tych chorych na przeżycie.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1434953,16,1,0,120,686,item.html
  • 17.11.06, 08:32
    Szczepionka do walki z rakiem jelita grubego
    Brytyjska szczepionka pobudza układ odpornościowy pacjentów do walki z rakiem
    okrężnicy i odbytu - wskazują najnowsze badania brytyjskie. Artykuł na ten
    temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
    Szczepionka opracowana przez naukowców z Uniwersytetu Nottingham zawiera
    przeciwciało o mało mówiącej nazwie 105AD7. Ma ono strukturę podobną do białka
    CD55, które jest produkowane w nadmiarze w komórkach wielu nowotworów i chroni
    je przed atakiem komórek odporności. Zwiększoną syntezę CD55 obserwuje się aż w
    80 proc. przypadków raka okrężnicy.

    Przeciwciało ma pobudzać układ odpornościowy pacjenta do produkcji białych
    krwinek (limfocytów T i tzw. naturalnych zabójców - NK), które będą rozpoznawać
    komórki raka i niszczyć je. Badacze przetestowali szczepionkę na 28 pacjentach,
    u których guz pierwotny rozwinął się w okrężnicy i na 39 pacjentach z guzem
    pierwotnym w odbycie. Nowotwory były w różnych stadiach rozwoju.

    Szczepionkę zawierającą 100 mikrogramów przeciwciała podano tylko części
    pacjentów. Chorzy nieleczeni stanowili grupę kontrolną.

    Szczepienie wykonano przed chirurgicznym wycięciem guza, a później w 3, 6, 12
    tygodni po operacji. Następnie powtarzano je w 3-miesięcznych odstępach aż do
    upływu 2 lat.

    Testy krwi potwierdziły, że u większości, bo aż u 70 proc. pacjentów, dzięki
    szczepieniu wzrosła liczba komórek odpornościowych skutecznych w walce z
    nowotworami. Preparat pobudził też produkcję dwóch związków pomocnych w
    zwalczaniu raka, tj. TNF-alfa (czynnik martwicy nowotworów alfa) i GM-CSF
    (czynnik stymulujący tworzenie kolonii granulocytów i makrofagów).
    Najsilniejszy efekt odnotowano po pierwszym szczepieniu oraz kilka miesięcy
    później po kolejnym podaniu szczepionki.

    Wyniki tych testów są bardzo obiecujące, autorzy pracy podkreślają jednak, że
    najnowsze badania nie były zaplanowane tak, by ocenić wpływ szczepionki na
    przeżycie pacjentów.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1434952,16,1,0,120,686,item.html
  • 17.11.06, 08:52
    CZERWONE MIESO PODNOSI RYZYKO RAKA PIERSI ZALEŻNEGO OD HORMONÓW

    Kobiety przed menopauzą, które jedzą dużo czerwonego mięsa mogą mieć
    podwyższone ryzyko zachorowania na raka piersi zależnego od hormonów - wskazują
    najnowsze badania amerykańskie.
    Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Archives of Internal Medicine".

    Do takich wniosków doszli badacze z Brigham and Women's Hospital oraz z Harvard
    Medical School w Bostonie, którzy przeanalizowali dane zebrane w grupie ponad
    90 659 amerykańskich pielęgniarek. Za pomocą ankiet naukowcy dowiedzieli się
    jak często kobiety spożywają 130 różnych pokarmów i napojów.
    W analizie uwzględniono tylko te pacjentki, które nie miały zdiagnozowanego
    raka i nie przeszły jeszcze menopauzy, czyli były w stosunkowo młodym wieku. Co
    dwa lata poddawano je badaniom kontrolnym na obecność raka piersi.

    Okazało się, że kobiety, które jadły największe ilości czerwonego mięsa - tj.
    więcej niż 1,5 porcji mięsa na dzień, były niemal dwukrotnie bardziej narażone
    na hormonozależnego raka piersi, niż kobiety spożywające najwyżej 3 porcje
    mięsa na tydzień.

    Hormonozależny rak piersi, to taki typ raka, którego wzrost jest pobudzany
    przez żeńskie hormony płciowe - estrogeny i progestageny. Jego komórki mogą
    odbierać sygnały od hormonów ponieważ posiadają dla nich odpowiednie receptory.

    Badacze nie zaobserwowali, by jedzenie czerwonego mięsa wpływało na ryzyko raka
    piersi niezależnego od hormonów, jak również na ogólne ryzyko raka piersi.

    Jak tłumaczą naukowcy, u podłoża zaobserwowanego związku może leżeć kilka
    biologicznych czynników. Po pierwsze, wcześniejsze badania wykazały, że w
    czerwonym, gotowanym lub inaczej przetworzonym mięsie obecne są rakotwórcze
    związki, które zwiększają ryzyko raka sutka u zwierząt laboratoryjnych.

    Poza tym, w USA, w przeciwieństwie do krajów UE, hodowcy ciągle mogą podawać
    bydłu hormony przyspieszające wzrost. Pozostałości tych hormonów w mięsie mogą
    również wpływać na wzrost hormonozależnego raka piersi. Do innych czynników
    ryzyka naukowcy zaliczają też obecny w mięsie tłuszcz zwierzęcy oraz formę
    występującego w nim żelaza.

    Zdaniem autorów pracy, najnowsze wyniki mogą odegrać ważną rolę w prewencji
    hormonozależnego raka piersi. Dieta jest bowiem czymś, co łatwo modyfikować,
    podkreślają.

    Źródło: PAP

  • 19.11.06, 15:23
    Sposób na przeżycie kobiet z rakiem jajnika
    Najkorzystniejszy wpływ na przeżycie pacjentek leczonych na raka jajnika ma -
    podawana bezpośrednio do jamy brzusznej (dootrzewnowo) - kombinacja pochodnych
    platyny i taksanów, wskazują analizy badaczy z Grecji, Wielkiej Brytanii i USA.
    Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Journal of the National Cancer
    Institute".

    Podstawową metodą leczenia raka jajnika jest operacja chirurgiczna. Jednak w
    stadiach zaawansowanych, gdy dojdzie już do przerzutów niezbędne jest
    zastosowanie chemioterapii.
    Jak podkreśla kierujący badaniami dr John P. A. Ioannidis z Wydziału Medycyny
    Uniwersytetu Ioanninie (Grecja), w ciągu ostatnich 4 dekad odnotowano wyraźny
    postęp w chemioterapii raka jajnika. Odzwierciedleniem tego jest wydłużanie się
    czasu przeżycia kobiet z tym nowotworem na przestrzeni lat.

    Aby sprawdzić, w jakim stopniu różne metody chemioterapii przedłużają życie
    pacjentek, naukowcy pod kierunkiem dr Ioannidisa przeanalizowali wyniki
    leczenia 15609 kobiet z rakiem jajnika. Dane pochodziły z 60 różnych prac
    opublikowanych między 1971-2006 i dotyczyły różnych metod chemioterapii oraz
    ich wpływu na czas przeżycia pacjentek.

    Analiza ujawniła, że najkorzystniej na długość życia kobiet z rakiem jajnika
    wpływała kombinacja pochodnych platyny z taksanami (należy tu np. Taxol).
    Podawana dootrzewnowo kombinacja ta obniżała ryzyko zgonu o 55 proc. w
    porównaniu z terapiami, nie wykorzystującymi żadnego z dwóch leków. W przypadku
    innej metody podawania leków spadek ryzyka zgonu wynosił 42 proc. Natomiast
    chemioterapia wykorzystująca wyłącznie pochodne platyny obniżała ryzyko średnio
    o 40 proc., gdy leki podawano dootrzewnowo i średnio o 30 proc. w przypadku
    innej metody aplikacji leku.

    Jak przypominają autorzy pracy, duży postęp w leczeniu raka jajnika przyniosło
    wprowadzenie w latach 80. pochodnych platyny. Jednak największym jak dotąd
    przełomem w tej dziedzinie jest połączenie pochodnych platyny z taksanami,
    podkreślają.

    Rak jajnika jest najbardziej agresywnym kobiecym nowotworem. Z powodu tego
    nowotworu umiera więcej kobiet niż na raka piersi i raka macicy łącznie. W
    dużym stopniu przyczynia się do tego fakt, że rak jajnika ma mało
    charakterystyczne objawy i często jest wykrywany w zbyt zaawansowanym stadium,
    gdy daje już przerzuty.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1435610,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.11.06, 09:37
    Zmodyfikowany barwnik - boradiazaindacen, który pod wpływem światła funkcjonuje
    jako generator rodników tlenowych, może zostać wykorzystany w nowoczesnej
    fotodynamicznej terapii antynowotworowej (PDT), informuje "Chemical
    Communications".
    "Fotodynamiczna terapia antynowotworowa PDT (ang. photodynamic therapy) jest
    bezinwazyjną techniką zwalczania złośliwych nowotworów oraz związanego z
    wiekiem zwyrodnienia plamki żółtej oka. Metoda ta jest szczególnie przydatna
    przy terapii nowotworów lekoopornych" - mówi profesor Engin U. Akkaya z
    tureckiego Technicznego Uniwersytetu Środkowowschodniego.

    PDT wykorzystuje światło w zakresie 650-800 nm (czerwony kolor), które nie
    absorbowane przez tkanki wnika głęboko w ich strukturę. Światło pochłaniane
    jest przez specjalne związki chemiczne np. barwniki ulegające w ten sposób
    aktywacji, dzięki czemu produkują dużą ilość reaktywnych form tlenu, rodników
    tlenowych w postaci tlenu singletowego. Rodniki te atakują komórki nowotworowe,
    niszcząc je i uśmiercając.
    Naukowcy współpracujący z prof. Akkayą z Instytutu Onkologii Hacettepe
    University w Ankarze (Turcja) odkryli nowe właściwości barwnika
    fluorescencyjnego boradiazaindacenu, który dzięki swym cechom fizykochemicznym
    może być skutecznie wykorzystywany w walce z chorobami nowotworowymi.

    Główną zaletą boradiazaindacenu jest fakt, iż związek ten jest rozpuszczalny w
    wodzie, co czyni go niemal idealną substancją dla fotodynamicznej terapii
    antynowotworowej.

    Zespół profesora Akkaya dodatkowo zmodyfikował chemicznie cząsteczki
    fluorescencyjnego barwnika, czyniąc go jeszcze łatwiej rozpuszczalnym w wodzie
    oraz zwiększając jego właściwości absorpcyjne światła czerwonego.

    Gdy zmodyfikowany barwnik przetestowano na komórkach nowotworowych, okazało
    się, iż wykazuje on bardzo silne właściwości cytotoksyczne - skutecznie niszczy
    komórki nowotworowe i to już przy bardzo niskich stężeniach.

    Według profesora Engina U. Akkaya boradiazaindacen o ulepszonych właściwościach
    fizykochemicznych i silnych cechach cytotokscycznych może stać się ważnym
    uzupełnieniem grupy znanych już barwników stosowanych w tego typu terapii
    antynowotworowej.
    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1435607,16,1,0,120,686,item.html
  • 20.11.06, 17:15
    Skuteczniejsza profilaktyka raka piersi i jajnika - dzięki Polakom

    Kolejne kombinacje genetyczne odpowiedzialne za nowotwory piersi i jajnika
    odkryli polscy naukowcy z Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii
    Medycznej w Szczecinie. Czynnikiem, który aż dwukrotnie zwiększa ryzyko raka u
    kobiet jest polimorfizm w genie kodującym enzym o nazwie MTHFR. Jeżeli mutacji
    w krytycznym genie BRCA1 nie towarzyszy polimorficzna zmiana w obrębie genu
    MTHFR można odstąpić od agresywnej profilaktyki - zabiegów usunięcia piersi,
    jajników lub jajowodów.
    NATURALNA OBRONA PRZED NOWOTWOREM

    Gen BCRA1 koduje białko zapobiegające rozwijaniu się w organizmie guzów
    nowotworowych. Dokładny mechanizm jego działania nie jest do końca wyjaśniony,
    wiadomo jednak, że kobiety posiadające uszkodzoną kopię tego genu mają znacznie
    zwiększone prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi i jajnika.
    Wcześniejsze badania pokazują, że aż 80 proc. nosicielek mutacji w jego obrębie
    zachoruje na tego typu nowotwory.

    MTHFR, czyli reduktaza metylenotetrahydrofolianowa jest enzymem obecnym we
    wszystkich tkankach ludzkiego organizmu. Poprzez katalizowanie przemian różnych
    związków chemicznych bierze udział w syntezie nukleotydów i powstawaniu DNA, a
    także reguluje aktywność różnych innych genów – włącza je lub wyłącza. W
    zdrowej komórce istnieją bowiem geny zwane onkogenami, które powinny pozostawać
    nieaktywne. W innym wypadku powodują bardzo szybkie i niekontrolowane
    namnażanie komórek, co prowadzi do powstania nowotworu. Nieprawidłowo zbudowana
    lub uszkodzona reduktaza nie funkcjonuje poprawnie lub nie działa w ogóle. W
    efekcie geny, które powinny zostać wyłączone pozostają aktywne, co prowadzi do
    nowotworzenia.

    GROŹNE MUTACJE

    Gen reduktazy MTHFR jest bardzo charakterystyczny. Może on występować w różnych
    odmianach, to znaczy posiada wiele odmian polimorficznych. Polimorfizm genowy
    oznacza istnienie w populacji różnych wariantów danego genu, co powoduje, że
    pomiędzy poszczególnymi osobnikami istnieją różnice w budowie i działaniu
    kodowanego białka. Zarówno polimorfizm, jak i mutacja, polegają na zmianie
    jednego lub kilku nukleotydów w genie. Mutacje wiążą się jednak z bardzo dużym
    ryzykiem rozwoju choroby, natomiast zmiany polimorficzne często pozostają
    neutralne i rzadko powodują objawy kliniczne.

    W populacji ludzkiej wykryto kilka polimorfizmów MTHFR. Większość ma charakter
    obojętny dla zdrowia, jednak okazało się, że dwie z nich – C677T i A1298C –
    znacznie obniżają aktywność kodowanego enzymu, co może prowadzić do powstania
    nowotworu.

    Przypuszcza się, że omawiany polimorfizm może powodować również nowotwory
    innych narządów. Będzie to przedmiotem dalszych prac szczecińskich badaczy.

    POŁĄCZENIE CZYNNIKÓW RYZYKA

    "Występowanie różnych odmian genu MTHFR powoduje, że niektóre kobiety (będące
    jednocześnie nosicielkami zmutowanego genu BRCA1) są bardziej niż inne podatne
    na nowotwory piersi i jajnika" - mówi współautorka badania, dr Anna Jakubowska.

    Szczecińscy naukowcy odkryli to podczas eksperymentu, którego celem było
    zbadanie wpływu dwóch funkcjonalnych polimorfizmów (wariantów) genu MTHFR -
    C677T i A1298C - na ryzyko raka piersi i jajnika u polskich nosicielek mutacji
    w genie BRCA1. W przedsięwzięciu wzięło udział 319 pacjentek ze zdiagnozowanym
    nowotworem piersi, 146 z rakiem jajnika i 290 pań zdrowych, stanowiących grupę
    kontrolną.

    Okazało się, że jedna z form reduktazy (C677T) zwiększała ryzyko wystąpienia
    raka piersi i jajnika. Z kolei druga (A1298C) obniżała ryzyko zachorowania na
    raka sutka. To dowodzi, że funkcjonalny polimorfizm genu MTHFR wpływa na
    częstość zachorowań na te nowotwory u predysponowanych genetycznie kobiet –
    nosicielek mutacji BCRA1 - i może być jednym z czynników predysponujących do
    rozwoju raka. Naukowcy szacują, że polimorfizm MTHFR około dwukrotnie zwiększa
    ryzyko choroby. "Sama mutacja w BRCA1 to około 80 proc. ryzyko zachorowania na
    raka do 75 roku życia. Dodatkowa zmiana w MTHFR zwiększa je dwukrotnie, co w
    praktyce oznacza, że kobiety z obiema zmianami zachorują w młodszym wieku"–
    wyjaśnia Anna Jakubowska.

    MNIEJ PROFILAKTYCZNEGO OKALECZANIA

    Na reduktazę MTHFR szczecińscy naukowcy zwrócili uwagę, gdyż jest ona istotnym
    elementem cyklu komórkowego i systemu syntezy DNA, co każe przypuszczać, że
    może być zaangażowana w procesy nowotworowe. Jest ona przedmiotem badań wielu
    grup badaczy na całym świecie


    Odkrycie to ma istotne znaczenie dla chorych kobiet. Według literatury naukowej
    aż 60-80 proc. nosicielek mutacji w genie BRCA1 na pewno zachoruje na raka
    piersi lub jajnika. Pozostałe będą zdrowe mimo genetycznego obciążenia.

    "Dotychczas wszystkim nosicielkom mutacji w BRCA1 oferowano taką samą,
    agresywną profilaktykę, polegającą na profilaktycznych zabiegach operacyjnych
    np. usunięciu piersi, jajników lub jajowodów, jeszcze zanim doszło do rozwoju
    nowotworu" – wyjaśnia Jakubowska.

    "Nasze odkrycie ma szansę znacznie precyzyjniej określić, u których pacjentek z
    mutacją BRCA1 można odstąpić od operacji profilaktycznych" - dodaje.

    Jak tłumaczy Jakubowska, jeżeli test genetyczny wykaże, że pacjentka jest
    zarówno nosicielką mutacji w BRCA1, jak i niekorzystnego polimorfizmu, zalecona
    zostanie profilaktyczna operacja usunięcia zagrożonych narządów. Natomiast
    kobiety ze zmianami neutralnymi lub obniżającym ryzyko zachorowania na raka
    piersi czy jajnika, będą mogły skorzystać z innych form profilaktyki.

    Test genetyczny wykrywający nosicielstwo mutacji w genie BCRA1, naukowcy z
    Zakładzie Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii Medycznej opracowali
    już wcześniej.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=249&news_id=14599&layout=6&forum_id=6087&page=text

  • 21.11.06, 21:02
    Zmiany przednowotworowe w jelicie grubym występują u mężczyzn prawie dwa razy
    częściej niż u kobiet.
    Wykazały to polskie badania, prowadzone w ramach programu badań
    profilaktycznych - poinformowano na konferencji prasowej w Centrum Onkologii-
    Instytutu (COI) im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

    Polscy naukowcy jako pierwsi na świecie realizują program, polegający na
    kolonoskopowym badaniu przesiewowym tysięcy Polaków oraz na usystematyzowaniu i
    opracowaniu wyników - poinformował prof. Marek Nowacki, dyrektor centrum.
    Kolonoskopia jest metodą badania dolnego odcinka przewodu pokarmowego.
    Umożliwia diagnozowanie różnych chorób jelita grubego, np. nowotworu
    złośliwego. W trakcie kolonoskopii można też pobierać wycinki błony śluzowej
    jelita grubego do badań i usuwać pojedyncze polipy.

    Do tej pory uważano, że na raka jelita grubego choruje tyle samo kobiet, co
    mężczyzn. Tymczasem Polacy udowodnili, że zmiany przednowotworowe w jelicie
    grubym są u mężczyzn prawie dwa razy częstsze niż u kobiet - poinformował
    kierujący projektem prof. Jarosław Reguła z Kliniki Gastroenterologii i
    Hepatologii COI.

    Oznacza to, że panowie powinni się badać wcześniej i częściej niż kobiety -
    podkreślali naukowcy.

    Badania przesiewowe pozwoliły wykryć raka jelita grubego u jednej osoby na
    każde 130 przebadanych. Wyniki badania każą podejrzewać, że u wielu osób bez
    objawów chorobowych rozwijają się groźne nieprawidłowości. Może je wykryć tylko
    kolonoskopia.

    Badania objęły ludzi po 50 roku życia, nie mających objawów choroby, spoza
    grupy ryzyka. Według planów do końca 2006 r. liczba zbadanych przekroczy sto
    tysięcy.

    Zakrojony na dziesięć lat program, finansowany z budżetu państwa, ruszył w 2000
    r. Obecnie uczestniczy w nim 85 ośrodków medycznych. Działania koordynuje
    Klinika Gastroenterologii w CO w Warszawie.

    Wyniki dotychczasowych prac prof. Reguła i jego współpracownicy opublikowali w
    prestiżowym piśmie medycznym "New England Journal of Medicine" z początku
    listopada. Zdaniem naukowców, dane te mogą prowadzić do istotnych zmian w
    systemie profilaktyki raka jelita grubego na całym świecie.

    Jak tłumaczyli na spotkaniu lekarze, rak jelita grubego powstaje z tzw. polipów
    gruczolaków przez 7-12 lat. "Lata mijają, nim polip zezłośliwieje. Natura dała
    nam taką szansę, trzeba z niej skorzystać" - powiedział prof. Eugeniusz Butruk.

    "Wyraźne objawy raka jelita grubego pojawiają się dość późno. Niepokoić powinno
    krwawienie z odbytu, zmiana rytmu wypróżnień, anemia i chudnięcie" - wyliczał
    prof. Butruk.

    Do czynników ryzyka raka jelita grubego należy wiek - powyżej 50- tki oraz
    przypadki tej choroby w rodzinie. Jeśli chodzi o profilaktykę, to co 10 lat
    kolonoskopię powinny powtarzać osoby, u których zmian rakowych nie wykryto,
    oraz co 5 lat (od 40 roku życia) ludzie z grupy ryzyka - sugerował prof. Butruk.

    Wśród populacji Europejczyków rak jelita grubego jest najczęstszym nowotworem -
    co roku atakuje 324 tys. osób. W Polsce ustępuje jedynie rakowi płuc. Na każde
    sto tysięcy Polaków co roku zapada na niego 30-35 tys. Mamy najgorszą w Europie
    przeżywalność. Pięć lat z tą chorobą przeżywa tylko jedna czwarta chorych -
    poinformował prof. Reguła.

    Na spotkaniu lekarze zachęcali do badań przesiewowych, kiedy nie ma jeszcze
    objawów mogących świadczyć o raku, ponieważ leczenie wcześnie wykrytego raka
    jelita grubego ma 95-procentową skuteczność. Informacje, jak to zrobić, można
    znaleźć na stronie www.coi.waw.pl oraz pod numerami telefonów: (22) 546-30-10 i
    546- 30-80.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1437749,16,1,0,120,686,item.html
  • 22.11.06, 13:12
    Kobiety żyjące w cieplejszych i bardziej nasłonecznionych regionach świata
    znacznie rzadziej chorują na raka jajnika, niż mieszkanki terenów o zimniejszym
    klimacie - zaobserwowali badacze amerykańscy.
    Artykuł na ten temat znajdzie się w grudniowym wydaniu pisma "American Journal
    of Preventive Medicine".

    Wynika z tego, zdaniem autorów najnowszej pracy, że ekspozycja na słońce i
    związana z tym produkcja witaminy D w organizmie odgrywają ważną rolę w
    prewencji raka jajnika.
    Jak komentuje prowadzący najnowsze badania dr Cedric F. Garland z Uniwersytetu
    Kalifornijskiego w San Diego, w przypadku tego nowotworu szczególnie ważne jest
    ustalenie czynników, które mu zapobiegają. Rak jajnika jest bowiem
    najgroźniejszym z kobiecych nowotworów złośliwych. Pochłania nawet więcej ofiar
    niż rak piersi i raki macicy razem wzięte. Główną przyczyną tego jest fakt, że
    nie daje on typowych objawów i jest wykrywany przeważnie w późnym stadium
    rozwoju, gdy szanse na wyleczenie są małe.

    Zespół dr. Garlanda analizował dane dotyczące zachorowań na raka jajnika w 175
    krajach i odnosił je do informacji na temat szerokości geograficznej, natężenia
    promieniowania UV i poziomu ozonu atmosferze (który wpływa na ilość UV
    docierającego na ziemię).

    Okazało się, że liczba przypadków raka jajnika była wyższa na obszarach
    leżących w większych szerokościach geograficznych na obydwu półkulach. Niższy
    odsetek zachorowań na ten nowotwór był związany również z większą ekspozycją na
    promienie UV i niższym poziomem ozonu atmosferycznego.

    Innym badaczom udało się wcześniej wykazać, że osoby żyjące w większych
    szerokościach geograficznych, gdzie ekspozycja na promienie słoneczne jest
    mniejsza w ciągu roku, częściej chorują na raka piersi i raka jelita grubego.

    Naukowcy podejrzewają, że za związek ten odpowiada witamina D, która powstaje w
    naszej skórze pod wpływem światła słonecznego. Osoby mające większy kontakt ze
    słońcem mają jej w organizmie więcej niż osoby żyjące w krajach mniej
    nasłonecznionych. Coraz więcej badań sugeruje też, że wysoki poziom witaminy D
    we krwi, a także zażywanie jej suplementów, obniża ryzyko raka. Całkiem
    niedawno opublikowano takie badania na temat raka trzustki. Z doświadczeń
    laboratoryjnych wynika również, że witamina ta hamuje podziały komórek
    nowotworowych.

    Dlatego dr Garland uważa, że umiarkowana ekspozycja na słońce i zażywanie
    preparatów z witaminą D może w pewnym stopniu chronić przed różnymi rodzajami
    raka.

    "Nikt nie zaleca kobietom wylegiwania się na słońcu całymi dniami ani
    przeprowadzania się do ciepłych krajów, by uniknąć raka jajnika" - komentuje dr
    Garland. Warto jednak wiedzieć, że osoba o ciemniejszej karnacji zapewni sobie
    wystarczające ilości witaminy D spędzając na słońcu 15 minut dziennie i
    eksponując 50 proc. powierzchni ciała. Osobom o jasnej karnacji wystarczy
    krótsza ekspozycja, natomiast osobom o ciemnej skórze potrzeba na to więcej
    czasu.

    Wiele osób ma za mały kontakt ze słońcem, dlatego dobrze jest regularnie
    stosować preparaty z witaminą D. Dzienne zapotrzebowanie na nią osób dorosłych
    wynosi 5 mikrogramów. W zbyt dużych dawkach witamina D może mieć jednak
    działanie toksyczne - prowadzi do wzrostu poziomu wapnia we krwi i może
    wywoływać nudności, utratę masy ciała, zmęczenie, zaburzenia pracy nerek.

    Jak podkreśla dr Garland, najnowsze badania jego zespołu wskazują jedynie na
    zależność między szerokością geograficzną, a częstością występowania raka
    jajnika, nie dowodzą natomiast bezpośredniego związku między tym nowotworem, a
    poziomem witaminy D w organizmie.

    Zdaniem badacza, między kobietami z krajów leżących na dużych i mniejszych
    szerokości geograficznych istnieje cała grupa różnic, które mogą kształtować tę
    zależność. To np. czynniki genetyczne, dotyczące stylu życia i życia
    seksualnego oraz poziom rozwoju kraju (kraje bardziej oddalone od równika są z
    reguły lepiej rozwinięte).

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1437214,16,1,0,120,686,item.html
  • 23.11.06, 12:23
    Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej zaktualizowało zalecenia
    dotyczące zastosowania markerów nowotworowych w rakach przewodu pokarmowego.

    Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano nowe zalecenia
    Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej dotyczące zastosowania markerów
    nowotworowych w rakach przewodu pokarmowego. Antygen rakowo-zarodkowy (CEA)
    pozostaje jedynym markerem rekomendowanym do stosowania w codziennej praktyce
    klinicznej u pacjentów z rakiem jelita grubego. W przypadku uogólnionego raka
    trzustki przydatne może być oznaczanie stężenia CA 19-9.

    Szczegółowe zalecenia dotyczące oznaczania stężenia CEA w surowicy u pacjentów
    z rakiem jelita grubego są następujące:
    1) CEA nie jest rekomendowany jako marker w badaniach przesiewowych.
    2) CEA może być oznaczany przed zabiegiem operacyjnym, jednakże nie ma
    wystarczającej liczby danych potwierdzających przydatność przedoperacyjnego
    stężenia CEA do planowania leczenia uzupełniającego.
    3) Ozaczanie stężenia CEA po zabiegu operacyjnym powinno być wykonywane u
    pacjentów z chorobą w II i III stopniu zaawansowania klinicznego, jeżeli dany
    pacjent jest kandydatem do chrurgicznego lub systemowego leczenia nawrotu
    choroby. Oznaczenia powinny być wykonywane co 3 miesiące przez co najmniej 3
    lata od leczenia pierwotnego. Stężenie CEA powyżej normy, które utrzymuje się w
    powtórzonym badaniu, jest wskazaniem do dalszej diagnostyki w kierunku nawrotu
    choroby, jednakże samo w sobie nie jest wystarczającym wskazaniem do
    podejmowania leczenia systemowego. Chemioterapia może powodować zwiększenie
    stęzenia CEA, zatem jego oznaczanie nie jest zalecane przed ukończeniem
    planowanego leczzenia uzupełniającego.
    4) CEA jest markerem z wyboru w monitorowniu skuteczności leczenia systemowego
    u pacjentów z uogólnionym rakiem jelita grubego. Pierwsze oznaczenie powinno
    być wykonane w chwili rozpoczęcia leczenia, a kolejne – co 1-3 miesiące.
    Utrzymujący się wzrost stężenia CEA w poprównaiu ze stężeniem wyjściowym jest
    wskaźnikiem nieskuteczności leczenia, nawet w przypadku braku dowodów na
    progresję choroby w badaniach obrazowych. Należy zachować ostrożność w
    interpretowaniu zwiększenia stężenia CEA w czasie pierwszych 4-6 tygodni
    leczenia, zwłaszcza w przypadku zastosowania oksaliplatyny, z powodu
    występowania wyników fałszywie dodatnich (wzrost stężenia pod wpływem
    chemioterapii, przy braku progresji choroby).

    Nie jest rekomendowane stosowanie w rutynowej praktyce klinicznej u pacjentów z
    rakiem jelita grubego następujących markerów nowotworowych:
    1) CA 19-9,
    2) Ploidia DNA i analiza proliferacji (% komórek w fazie S cyklu komórkowego)
    określane metodą cytometrii przepływowej,
    3) Ekspresja białka p53 lub obecość mutacji w genie TP53,
    4) Onkogen RAS,
    5) Syntaza tynidynowa, dehydrogenaza dihydropirymidynowa i fosforylaza
    tymidynowa,
    6) Niestabilność mikrosatelitów,
    7) Utrata heterozygotyczności (LOH) w obrębie długiego ramienia chromosomu 18
    (18q) lub białko DCC oznaczane immunohistochemicznie.

    Zalecenia dotyczące oznaczania stężenia CA 19-9 w surowicy u pacjentów z rakiem
    trzustki są następujące:
    1) CA 19-9 nie jest rekomendowany jako marker w badaniach przesiewowych.
    2) CA 19-9 jako samodzielny test nie jest rekomendowany do określania
    możliwości przeprowadzenia leczenia operacyjnego lub do przewidywania jego
    wyników.
    3) Zwiększenie stężenia CA 19-9 samo w sobie nie jest wystarczającym dowodem
    nawrotu choroby, jeżeli nawrót nie znajduje potwierdzenia w wynikach badań
    obrazowych i/lub biopsji.
    4) CA 19-9 może być użyteczny u pacjentów z chorobą lokalnie zaawansowaną lub
    uogólnioną. Pierwsze oznaczenie powinno być wykonane w chwili rozpoczęcia
    leczenia systemowego, a kolejne – co 1-3 miesiące. Jeżeli stężenie CA 19-9
    zwiększa się podczas leczenia, to istnieje podejrzenie progresji choroby, które
    jednakże wymaga potwierdzenia innymi metodami diagnostycznymi.

    Źródło: Locker GY, Hamilton S, Harris J, Jessup JM, Kemeny N, Macdonald JS,
    Somerfield MR, Hayes DF, Bast Jr RC. ASCO 2006 Update of Recommendations for
    the Use of Tumor Markers in Gastrointestinal Cancer. J Clin Oncol 24: 5313-
    5327.

    www.eonkologia.pl/news.php?id=49
  • 23.11.06, 12:29
    Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej uaktualniło zalecenia dotyczące
    obserwacji pacjentek po radykalnym leczeniu raka piersi.

    Na łamach listopadowego numeru Journal of Clinical Oncology opublikowano
    uaktualnione zalecenia Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ASCO)
    dotyczące obserwacji pacjentek po zakończeniu radykalnego leczenia raka piersi.
    Badanie podmiotowe, przedmiotowe oraz mammografia pozostają podstawowymi
    metodami diagnostycznymi, które są rekomendowane dla tej grupy pacjentek.

    Na podstawie analizy informacji dostępnych w literaturze naukowej do marca 2006
    stwierdzono, że:
    1) Każda z pacjentek powinna być poddawana badaniu podmiotowemu i
    przedmiotowemu co 3-6 miesięcy w ciągu pierwszych 3 lat od leczenia
    pierwotnego, co 6-12 miesięcy po 4 i 5 latach od leczenia pierwotnego, a
    następnie co 12 miesięcy.
    2) Lekarz powinien udzielić pacjentce informacji na temat objawów nasuwających
    podejrzenie wznowy choroby (nowy guz, ból kości, ból w klatce piersiowej, ból
    brzucha, duszność, uporczywe bóle głowy) i wypytywać o te objawy podczas
    badania.
    3) Każda pacjentka powinna raz w miesiącu wykonywać samobadanie piersi.
    4) Pierwsza mammografia po leczeniu radykalnym powinna być wykonana 12 miesięcy
    po badaniu, ktore doprowadziło do wykrycia choroby, ale – w przypadku kobiet
    poddanych oszczędzającemu leczeniu chirurgicznemu – nie wcześniej niż 6
    miesięcy po zakończeniu radioterapii.
    5) Regularne badanie ginekologiczne powinno być wykonywane u wszystkich
    pacjentek. Kobiety przyjmujące tamoksyfen powinny być zachęcane do
    każdorazowego zgłaszania krwawienia z pochwy.
    6) Wskazania do objęcia pacjentki poradnictwem genetycznym obejmują:
    a. Rak jajnika u pacjentki lub którejkolwiek z krewnych pierwszego i drugiego
    stopnia pokrewieństwa.
    b. Wystąpienie raka piersi przed 50. rokiem życia u krewnej pierwszego stopnia.
    c. Rak piersi rozpoznany w dowolnym wieku u 2 lub większej liczby krewnych
    pierwszego lub drugiego stopnia.
    d. Obustronny rak piersi u pacjentki lub jej krewnej.
    e. Wystąpienie wśród krewnych pacjentki raka piersi u mężczyzny.
    f. Ponadto poradnictwem genetycznym powinny by objęte wszystkie Żydówki
    aszkenazyjskie.

    Na podstawie tych samych danych z literatury naukowej ustalono, że nie ma
    podstaw do rekomendowania w rutynowym postępowaniu następujących metod
    diagnostycznych:
    1) Morfologia krwi obwodowej i badania biochemiczne oceniające czynność wątroby.
    2) Badanie rtg klatki piersiowej, scyntygrafia kości, usg jamy brzusznej,
    tomografia komputerowa, pozytronowa tomografia emisyjna (PET), obrazowanie
    piersi metodą rezonansu magnetycznego.
    3) Oznaczanie stężenia markerów nowotworowych (CA 15-2, CA 27.29, CEA).

    Źródło: Khatcheressian JL, Wolff AC, Smith TJ, Grunfeld E, Muss HB, Vogel VG,
    Halberg F, Somerfield MR, Davidson NE. American Society of Clinical Oncology
    2006 Uptade of the Breast Cancer Follow-Up and Management Guidelines in the
    Adjuvant Setting. J Clin Oncol 2006; 24: 5091-5097.

    www.eonkologia.pl/news.php?id=48
  • 23.11.06, 18:38
    Antykoncepcja może zmniejszać ryzyko raka trzonu macicy
    Różne metody antykoncepcji, w tym doustne środki hormonalne oraz wkładki
    wewnątrzmaciczne, mogą zapewnić długotrwała ochronę przed rakiem trzonu macicy -
    potwierdzają najnowsze badania, o których informuje pismo "International
    Journal of Cancer".
    Do takich wniosków doszli naukowcy z zespołu dr Xiao Ou Shu z Vanderbilt
    University w Nashville (stan Tennessee). Przebadali oni 1204 Chinek z niedawno
    zdiagnozowanym rakiem błony śluzowej macicy (tzw. endometrium). Dla porównania,
    do badań zaprosili też 1212 zdrowych kobiet, dobranych do pacjentek chorych na
    raka pod względem wieku i innych cech.

    W obu grupach zebrano dane na temat stosowania różnych metod antykoncepcji, tj.
    doustnych hormonalnych środków antykoncepcyjnych oraz wkładek wewnątrzmacicznych
    Wkładki (inaczej zwane spiralami lub w skrócie IUD) to urządzenia zaliczane do
    mechanicznych metod antykoncepcji. Ich działanie polega na wywoływaniu takich
    zmian w błonie śluzowej macicy, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się w niej
    zarodka (właśnie dlatego przez wiele osób metoda ta uważana jest nie za
    antykoncepcję, a za metodę wczesnoporonną).

    Okazało się, że ryzyko raka endometrium spadało w miarę stosowania
    antykoncepcji hormonalnej. Po 6 latach było niższe o 50 proc. w porównaniu z
    kobietami, które nie zażywały pigułek. Ten ochronny efekt utrzymywał się ciągle
    po 25 latach od odstawienia hormonów, a nawet dłużej.

    Używanie wkładek wczesnoporonnych obniżało prawdopodobieństwo zachorowania na
    raka endometrium o 47 proc., ale długość korzystania z tej metody nie wpływała
    na dalsze zmiany ryzyka. W analizie naukowcy uwzględnili inne znane czynniki
    podnoszące lub obniżające ryzyko raka endometrium.

    Jak spekulują autorzy pracy, hormonalne pigułki antykoncepcyjne mogą obniżać
    ryzyko raka endometrium ze względu na zawartość progestagenów, które hamują
    rozrost błony śluzowej macicy. Z kolei ochronny efekt wkładek może wynikać z
    faktu, że pobudzają one reakcje zapalne, w czasie których dochodzi do
    eliminacji komórek nieprawidłowych i zmienionych nowotworowo.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1438852,16,1,0,120,686,item.html
  • 25.11.06, 22:12
    Do niedawna w przypadku nowotworu przewodu pokarmowego zwanego GIST pacjent
    miał szansę na przeżycie kilku miesięcy, teraz żyje wiele lat, a nowe leki i
    metody dawkowania mogą przynieść dalszą poprawę - powiedział prof. Włodzimierz
    Ruka.
    Profesor Ruka z warszawskiego Centrum Onkologii podczas konferencji prasowej
    poświęconej leczeniu GIST i towarzyszącej "okrągłemu stołowi" ekspertów.

    GIST to szczególny i dość rzadki rodzaj mięsaków - rozwija się z tkanki
    podścieliskowej przewodu pokarmowego. Jego komórki mają zbyt wiele receptorów
    dla czynnika wzrostu, związanych z enzymem - kinazą tyrozynową. Dzięki
    wprowadzeniu do leczenia imatinibu - blokera kinazy tyrozynowej, opracowanego z
    myślą o leczeniu białaczki - średni czas przeżycia sięga pięciu lat i może
    wzrosnąć. "To najbardziej spektakularny postęp w dziejach onkologii" -
    zaznaczył prof. Peter Reichardt z berlińskiego szpitala Charite, wybitny
    specjalista od GIST

    Niestety, choć imatinib niszczy 99 procent komórek nowotworowych, z niejasnych
    powodów nie daje trwałego wyleczenia. Wielkość guzów może się nie zmniejszać,
    natomiast zmienia się ich struktura - zamiast tkanki nowotworowej wypełnia je
    nieszkodliwa tkanka łączna. Dlatego do oceny postępu choroby niezbędna są
    badania, takie jak tomografia komputerowa.

    Pacjent musi dostawać lek przez cały czas - odstawienie imatinibu prowadzi do
    dalszego postępu choroby. Z czasem u niektórych pacjentów lek działa coraz
    słabiej lub przestaje działać, a komórki stają się na niego odporne albo rośnie
    tempo wydalania leku. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku może pomóc zwiększona
    z 400 do 800 miligramów dawka. Są też tacy, u których imatinib nie działa od
    początku - można ich rozpoznać zawczasu, dzięki stosunkowo niedrogim badaniom
    genetycznym mutacji genu c-kit, nad którymi pracuje prof. Maria Dębiec-Rychter
    z belgijskiego uniwersytetu w Leuven.

    Nie jest wykluczone, że pojawią się nowe leki o mechanizmie działania podobnym
    do imatinibu lub jego działanie zostanie wzmocnione jakimś chemioterapeutykiem -
    choć wcześniej chemioterapia była bezsilna wobec GIST.

    Żywym przykładem skuteczności nowoczesnych metod leczenia GIST był obecny na
    konferencji prezes Stowarzyszenia Pomocy Chorym na GIST, Stanisław Kulisz,
    który choruje od 5 lat.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1439614,16,1,0,120,686,item.html
  • 27.11.06, 00:57
    Szczepienie przeciw HPV w profilaktyce raka szyjki macicy
    Rutynowe szczepienie dziewcząt i młodych kobiet przeciwko wirusowi HPV, który
    wywołuje raka szyjki macicy, zalecają polskie i międzynarodowe towarzystwa
    medyczne.
    Szczepienie to nie zwalnia jednak kobiet z obowiązku wykonywania cytologii -
    podkreślali eksperci na piątkowej konferencji prasowej w Warszawie.

    Przyczyną raka szyjki macicy są głównie określone typy wirusa brodawczaka
    ludzkiego (HPV), atakujące błony śluzowe narządów płciowych. To wirus bardzo
    rozpowszechniony. Przenosi się m.in. w czasie kontaktów seksualnych. Szacuje
    się, że w pewnym momencie życia zakaża się nim ponad połowa dorosłych.
    We wrześniu w Europie zarejestrowano szczepionkę przeciwko temu wirusowi.
    Podczas piątkowej konferencji prasowej ginekolodzy, wakcynolodzy i onkolodzy
    poinformowali, że rekomenduje się włączenie jej do kalendarza obowiązujących w
    Polsce szczepień ochronnych.

    Polskie towarzystwa medyczne zalecają rutynowe szczepienia dziewcząt i kobiet
    mających od 11 do 26 lat. Chodzi przede wszystkim o osoby jeszcze nie zakażone,
    które nie podjęły współżycia. Można szczepić nawet dziewięciolatki oraz
    chłopców w wieku 9-15 lat, ponieważ mężczyźni przenoszą wirusa.

    Szczepionka jest w stu proc. skuteczna wobec dwóch rakotwórczych typów wirusa
    HPV, które odpowiadają za około 80 proc. zachorowań na raka szyjki macicy -
    zapewniał wiceprezes Towarzystwa Profilaktyki Zakażeń HPV, prof. Marek Sikorski.

    Szczepienie pozwala również zapobiec zakażeniu dwoma innymi typami wirusa HPV,
    które powodują powstanie m.in. trudnych w leczeniu brodawek płciowych. Z kolei
    u kobiet po leczeniu raka szyjki macicy szczepienie może zapobiegać nawrotom
    choroby.

    Szczepienie obejmuje trzy dawki. Całość kosztuje około 1500 zł. Prezes
    Towarzystwa Profilaktyki Zakażeń HPV, prof. Sławomir Majewski powiedział, że w
    najbliższym czasie trudno będzie o refundację szczepionki. Jako jedno z
    potencjalnych źródeł finansowania szczepień ekspert wskazał realizowany w
    Polsce program zwalczania różnych typów nowotworów.

    Od chwili zakażenia wirusem, do rozwoju raka inwazyjnego, mija 5- 10 lat. To
    czas na tyle długi, by wykryć chorobę w stadium, w którym jest ona jeszcze w
    pełni uleczalna. Mimo tego w Polsce co roku na raka szyjki macicy zapada około
    czterech tysięcy kobiet. Dwa tysiące corocznie umiera, bo za późno
    zdiagnozowano u nich chorobę.

    Dlatego eksperci podkreślają wagę profilaktyki. Oprócz szczepień jest nią
    badanie cytologiczne, pozwalające na wczesne wykrycie groźnych zmian. "Ono
    ratuje życie. Tymczasem wiele Polek umiera, bo się na badanie nie zgłasza" -
    alarmował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, prof. Jan
    Zieliński.

    Zagrożenie rakiem szyjki macicy dotyczy głównie niezamożnych i słabo
    wykształconych pań z małych miast i wsi. One najrzadziej zgłaszają się na
    badanie cytologiczne - nawet w odpowiedzi na imienne zaproszenie z ośrodka
    zdrowia, gdy mogą je wykonać za darmo.

    Możliwość zaszczepienia się przeciwko wirusowi HPV nie zmieni zasad prowadzenia
    badań cytologicznych - poinformował wiceprezes Polskiego Towarzystwa
    Ginekologicznego, dr hab. Tomasz Niemiec. Obecnie kobiety mogą je wykonać
    bezpłatnie co trzy lata.

    "Upowszechnienie szczepień powinno być uzupełnieniem tego programu" - dodał
    Niemiec.

    Kolejną metodą profilaktyki może być odwlekanie momentu rozpoczęcia współżycia
    oraz monogamia - sugerował prof. Sikorski. Wczesne rozpoczęcie współżycia i
    duża liczba partnerów seksualnych należą do czynników ryzyka rozwoju raka
    szyjki macicy - tłumaczył.

    Na konferencji poinformowano też, że na świecie trwają badania kliniczne oraz
    prace związane z rejestracją innej szczepionki na dwa typy rakotwórczego wirusa
    HPV. Nie wiadomo jeszcze, kiedy będzie ona dostępna.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1439709,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.12.06, 07:17
    Białko bakterii beztlenowej pomaga wybiórczo niszczyć komórki nowotworowe w
    organizmie, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki - wynika z najnowszych badań
    amerykańskich opisanych na łamach tygodnika "Science".
    Obecnie znanych jest wiele leków, które niszczą komórki nowotworowe i są
    stosowane w chemioterapii pacjentów chorych na raka. Problem w tym, że ich
    działanie jest mało specyficzne, to znaczy że przy okazji uśmiercają wiele
    zdrowych komórek, zwłaszcza szybko dzielących się, takich jak komórki szpiku
    czy mieszków włosowych. Powoduje to wiele nieprzyjemnych skutków ubocznych u
    pacjentów, a czasem wręcz przeszkadza w zastosowaniu terapii.

    Dlatego naukowcy od lat poszukują leków, które działałyby wyłącznie lub głównie
    na komórki nowotworowe, bądź metod, które pozwoliłyby dostarczać
    chemioterapeutyki bezpośrednio do komórek guza. W jednym i drugim przypadku
    można by uchronić zdrowe tkanki przed uszkodzeniami. Teraz badacze z Instytutu
    Medycznego Howarda Hughesa w Baltimore opracowali nową metodę wybiórczego
    niszczenia nowotworów. Wykorzystali przy tym liposomy - błoniaste pęcherzyki,
    oraz bakterie z rodzaju laseczek beztlenowych - Clostridium novyi-NT
    (spokrewnione m.in. z laseczkami wąglika).

    Te beztlenowe bakterie są znane z tego, że niszczą czerwone krwinki,
    uszkadzając ich błony komórkowe, zbudowane z lipidów. Jednocześnie są zdolne do
    zakażania niedotlenionych, położonych głęboko wewnątrz guza komórek
    nowotworowych.

    Liposomy są z kolei wykorzystywane jako nośniki różnych związków do wnętrza
    komórek, gdyż ich ścianki są zbudowane podobnie do błon komórkowych, co
    znacznie ułatwia transport.

    Naukowcy wstrzykiwali myszom z dużymi guzami najpierw formy przetrwalnikowe
    (tzw. spory) Clostridium novyi-NT, a następnie liposomy z lekiem stosowanym w
    chemioterapii - doksorubicyną. Zakładali, że liposomy będą łatwiej uwalniać lek
    w obrębie guzów, ze względu na obecność niszczącej ich ścianki Clostridium
    novyi-NT.

    Okazało się, że w ten sposób udało im się wyeliminować większość nowotworów u
    gryzoni.

    Autorzy pracy zidentyfikowali ponadto białko bakteryjne odpowiedzialne za
    uszkadzanie błon lipidowych komórek - tzw. liposomazę. Ich zdaniem enzym ten
    będzie można w przyszłości wykorzystać w leczeniu nowotworów.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1440568,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.12.06, 07:22
    Chemioterapia powoduje przejściowe zmniejszenie struktur mózgu odpowiedzialnych
    za pamięć i inne zdolności umysłowe - wynika z japońskich badań opublikowanych
    na łamach pisma "Cancer".
    Chemioterapia, czyli podawanie leków, które mają niszczyć komórki raka,
    znacznie przedłuża życie pacjentów z nowotworami oraz zwiększa ich szanse na
    wyleczenie. Niestety, chemioterapeutyki szkodzą też wielu zdrowym komórkom
    organizmu i mają niepożądane działanie - zarówno krótko- jak i długotrwałe. Do
    bezpośrednich skutków ubocznych chemioterapii zalicza się m.in. dolegliwości ze
    strony układu pokarmowego (mdłości i wymioty), obniżenie odporności oraz
    bolesne zapalenie śluzówek.

    Lekarze już od dawna wiedzą, że chorzy poddawani chemioterapii skarżą się też
    po pewnym czasie na kłopoty z pamięcią, z rozwiązywaniem zadań i osłabienie
    innych zdolności umysłowych. Do niedawna uważano jednak, że chemioterapia nie
    wpływa na mózg, gdyż jest on dobrze chroniony przed kontaktem z lekami dzięki
    szczelnej barierze krew-mózg.
    Dopiero badania kliniczne, prowadzone w ostatnim czasie, potwierdziły spadek
    funkcji poznawczych u osób przechodzących chemioterapię. Badania na zwierzętach
    z kolei ujawniły obecność zmian w mózgu i komórkach nerwowych wywołanych
    chemioterapeutykami.

    Do zbadania wpływu chemioterapii na ludzki mózg, naukowcy japońscy pracujący
    pod kierunkiem dr Masatoshi Inagaki z Instytutu Badawczego przy Narodowym
    Centrum Badań nad Rakiem w Tokio wykorzystali rezonans magnetyczny. Badali nim
    mózgi pacjentek leczonych z powodu raka piersi.

    Okazało się, że po roku u pacjentek z rakiem piersi poddawanych chemioterapii
    różne obszary mózgu związane z zapamiętywaniem, myśleniem analitycznym oraz
    innymi zdolnościami poznawczymi, były znacznie mniejsze niż u chorych nie
    leczonych chemioterapeutykami. Zmniejszoną objętość miały m.in. obszary kory
    przedczołowej, okolice hipokampa i zakrętu obręczy oraz okolice przedklinka (w
    płacie ciemieniowym).

    Ważne jest jednak to, że strukturalne zmiany w mózgu okazały się nietrwałe i po
    trzech latach od zakończenia chemioterapii nie było już po nich śladu.

    Zdaniem autorów najnowszej pracy, badania te wskazują, że przejściowe zmiany
    strukturalne w mózgu pacjentek były wywołane przez chemioterapię, a nie przez
    samą chorobę nowotworową.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1441138,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.12.06, 07:24
    Amerykańscy radiolodzy dowodzą, że syntetyczne środki kontrastujące,
    wykorzystywane do badań obrazujących, takich jak tomografia komputerowa, mogą
    zostać z powodzeniem zastąpione przez produkty mleczarskie.
    Zaskakujące wyniki badań przedstawili podczas dorocznego zjazdu Radiological
    Society of North America.

    "Udowodniliśmy, że mleko pozwala wzmocnić obrazu z tomografu tak samo, jak
    powszechnie stosowany kontrast" - mówi dr Lisa R. Shah- Patel, radiolog z
    nowojorskiego szpitala St. Luke's-Roosevelt.

    Badanie za pomocą tomografii komputerowej (CT) zawsze wymaga podania doustnego
    lub dożylnego środka cieniującego, tzw. kontrastu. Umożliwia on uzyskanie
    lepszego obrazu, np. wyraźne rozróżnienie światła jelita od tkanek miękkich.
    Podczas tomografii struktur układu żołądkowo-jelitowego często podaje się na
    raz kontrast doustny i dożylny. Jednak może to prowadzić do powstania przykrych
    dolegliwości brzusznych.

    Teraz okazało się, że podanie pacjentowi mleka ma taki sam efekt, jak podanie
    syntetycznego kontrastu - powoduje, że na monitorze komputera CT jego jama
    brzuszna jest ciemna, a ściany jelit pozostają jasne. Dzięki temu lekarz może
    szybko i dokładnie dostrzec potencjalne zmiany chorobowe.

    Podczas eksperymentu naukowcy przebadali za pomocą CT 179 dorosłych pacjentów,
    którym podano zarówno doustny, jak i dożylny środek kontrastujący. 62 z nich
    przyjęło kontrast o nazwie VoLumen, a 117 mleko. Okazało się, że 42 proc. osób,
    które spożyły syntetyczny kontrast, odczuwało dolegliwości w postaci wzdęcia,
    biegunki czy mdłości. Natomiast spośród uczestników pijących mleko zaledwie 23
    proc. skarżyło się na podobne dolegliwości.

    Jednocześnie zauważono, że mleko jest tak samo skutecznym środkiem cieniującym,
    jak kontrast syntetyczny. Parametry uzyskanych obrazów były bardzo podobne.
    Jedyną różnicą okazała się cena preparatów - dawka VoLumenu dla jednego
    pacjenta kosztuje 18 dolarów, podczas gdy porcja mleka 1,39 USD.

    "Wiele faktów przemawia za tym, żeby zastąpić powszechnie wykorzystywane środki
    kontrastujące zwykłym mlekiem. Pacjenci, a zwłaszcza dzieci, piją je chętniej
    niż nieznane im substancje. Również koszty są znacznie niższe" - mówi dr Shah-
    Patel.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1441788,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.12.06, 07:32
    Enzym regulujący starzenie hamuje wzrost raka prostaty
    Enzym regulujący procesy starzenia hamuje wzrost raka prostaty - zaobserwowali
    badacze z USA. Artykuł na ten temat zamieszcza najnowsze wydanie
    pisma "Molecular and Cellular Biology".
    Autorzy pracy liczą, że wyniki ich badań pomogą w lepszym zrozumieniu
    mechanizmów rozwoju raka gruczołu krokowego i umożliwią opracowanie nowych
    metod jego terapii.

    Naukowcy z Uniwersytetu Tomasa Jeffersona w Filadelfii prowadzili badania na
    guzach prostaty, których komórki posiadały mutacje w genie kodującym receptor
    dla hormonów płciowych - androgenów, jak np. testosteron. Jak wiadomo,
    androgeny pobudzają podziały komórek raka gruczołu krokowego i jego wzrost
    działając właśnie na te receptory. Dlatego jedną z podstawowych metod leczenia
    guzów prostaty jest blokowanie produkcji androgenów w jądrach.

    Jednak gdy dojdzie do mutacji w genie receptora dla androgenów, terapia taka
    przestaje być skuteczna. Dzieje się tak, ponieważ zmutowane receptory są
    nadmiernie aktywne i pobudzają wzrost guza bez względu na stężenie hormonów
    męskich.

    Teraz badacze pod kierunkiem dra Richarda Pestella wykazali, że aktywność
    takich zmutowanych receptorów, a co za tym idzie wzrost guzów prostaty, jest
    blokowana przez białko zapisane w genie SIRT1.

    Należy ono do enzymów z rodziny sirtuin i odgrywa ważną rolę w procesach
    przemiany materii komórek oraz w procesach starzenia. Wcześniejsze badania na
    różnych zwierzętach laboratoryjnych wykazały m.in., że dieta o obniżonej
    kaloryczności przedłuża życie działając właśnie na SIRT1.

    Zdaniem autorów pracy, najnowsze odkrycie wskazuje, że leki wpływające na
    aktywność białka SIRT1 mogą pomóc w leczeniu pacjentów z rakiem prostaty.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1443204,16,1,0,120,686,item.html

  • 04.12.06, 07:37
    Progesteron odgrywa ważną rolę w rozwoju dziedzicznego raka piersi, związanego
    z mutacjami w genie BRCA1 - zaobserwowali badacze z USA.
    Z badań opisanych na łamach tygodnika "Science" wynika też, że zablokowanie
    receptorów, za pomocą których progesteron działa na komórki, może obniżać
    ryzyko raka piersi u kobiet noszących te groźne mutacje.

    Mutacje w genie BRCA1 są znanym czynnikiem predysponującym kobiety do raka
    piersi i raka jajnika. U kobiet, które dziedziczą zmiany w tym genie, ryzyko
    guza piersi wynosi nawet 80 proc.
    Normalnie białko zapisane w BRCA1 bierze udział w procesach naprawy DNA oraz
    kontroli wzrostu komórek i na tej drodze powstrzymuje rozwój nowotworów.
    Dotyczy to zwłaszcza tkanek, których czynność jest regulowana przez hormony
    płciowe - estrogeny i progestageny (progesteron).

    Aby sprawdzić, dlaczego tak się dzieje, naukowcy pod kierunkiem Aleksandry
    Jovanovic Poole z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine przeprowadzili badania
    na zmienionych genetycznie myszach, którym wyłączono dwa geny - BRCA1 oraz p53.
    Jak wyjaśniają badacze, stan taki najlepiej imituje zmiany genetyczne u kobiet
    obciążonych dziedzicznym ryzykiem raka piersi - większość z nich ma również
    mutację w p53. Białko zapisane w tym genie jest głównym strażnikiem chroniącym
    komórki przed zmianami nowotworowymi.

    Okazało się, że komórki pobrane z gruczołu sutkowego zmutowanych gryzoni były
    wyjątkowo bogate w receptory dla progesteronu i dzieliły się zbyt intensywnie.
    Natomiast liczba receptorów estrogenowych była prawidłowa.

    Podawanie myszom związku blokującego receptory dla progesteronu (tzw.
    mifepristonu, obecnego m.in. w pigułce wczesnoporonnej - RU 486) zapobiegało
    lub znacznie opóźniało rozwój guzów sutka.

    Zdaniem autorów pracy, wyniki tych badań wskazują, że nowa metoda prewencji
    raka piersi u kobiet z mutacjami w BRCA1 mogłaby polegać na blokowaniu wpływu
    progesteronu na komórki sutka.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1443931,16,1,0,120,686,item.html
  • 04.12.06, 07:39
    "Impact study" - naukowcy o raku prostaty

    Około 150 naukowców z ponad 20 krajów bierze udział w trwającej od wtorku w
    Szczecinie trzydniowej międzynarodowej konferencji nt. genetycznego ryzyka raka
    prostaty "Impact study". Przyjechali naukowcy, genetycy i urolodzy, m.in. z
    USA, Australii, Niemiec, Finlandii i Wlk. Brytanii. Organizatorami spotkania są
    Instytut Badań nad Rakiem z W.Brytanii oraz Pomorska Akademia Medyczna (PAM) w
    Szczecinie.

    "Impact study" to projekt badawczy, którego celem jest wykrycie grupy
    podwyższonego ryzyka zachorowania na raka prostaty wśród mężczyzn w
    zaangażowanych w projekt państwach.

    Jak wyjaśnia genetyk, szef działającego przy PAM Międzynarodowego Centrum
    Nowotworów Dziedzicznych prof. Jan Lubiński, "Impact study" jest pierwszym tego
    typu międzynarodowym projektem. "Wyniki badań mają pomóc m.in. w monitorowaniu
    pacjentów z grupy ryzyka, a tym samym w zapobieżeniu chorobie lub już w samym
    jej leczeniu. W przypadku uszkodzonego genu odpowiedzialnego za chorobę nie
    wszystkie metody leczenia są skuteczne" – podkreśla profesor.
    Lubiński dodał, że projekt będzie finansowany z wielu źródeł, w tym ze środków
    UE.

    Rak prostaty jest u mężczyzn drugim w kolejności najczęściej diagnozowanym, po
    raku skóry. Wykrywa się go co roku u około 200 tys. mieszkańców UE. W Polsce na
    chorobę zapada 4-5 tys. mężczyzn rocznie. Większość przypadków kończy się
    zgonami.

    Profesor dodał, że nauce znane są już niektóre geny, warunkujące powstawanie
    nowotworów, w tym nowotworów prostaty. "Odkrywanie kolejnych zwiększa
    możliwości wykrycia skłonności do zachorowań u większej populacji, a tym samym
    może znacznie obniżyć koszty zapobiegania zachorowaniom. Nie wykluczam, że w
    nieodległej przyszłości proste badanie krwi będzie określało predyspozycje
    zachorowań człowieka na wszystkie nowotwory" - podkreśla prof. Lubiński.

    Zdaniem badacza, w przypadku nowotworów dziedzicznych najważniejsza jest
    profilaktyka, która może znacznie obniżyć ryzyko zachorowania.

    Prof. Lubińskiemu i jego kolegom ze szczecińskiemu Centrum Nowotworów już
    wcześniej udało się zebrać dane o zachorowaniach na różne rodzaje raka w
    rodzinach pacjentów z całego regionu zachodniopomorskiego.

    Ostatnio szczecińscy naukowcy opracowali test genetyczny, ułatwiający ratowanie
    życia osobom chorym na raka prostaty. Stało się to możliwe dzięki odkryciu
    przez nich genu, którego uszkodzenie jest podłożem tego raka. Genetycy z PAM
    odkryli w genie odpowiadającym za naprawę DNA (Chek2) duży ubytek, który
    sprzyja rozwojowi raka prostaty i prowadzi do utrwalenia niekorzystnych zmian w
    całej populacji komórek.

    Wykryta delecja (czyli utrata dużego odcinka DNA - PAP) - obecna u około 200
    tysięcy polskich mężczyzn - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór
    prostaty (natomiast aż czterokrotnie, gdy w rodzinie odnotowano już przypadek
    tej choroby) oraz odpowiada za wielonarządową predyspozycję do nowotworów. EPR

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=14894&layout=6&forum_id=6240&page=text

  • 04.12.06, 07:41
    Stosowanie estradiolu przez co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania na
    raka piersi.

    Badacze fińscy opublikowali wyniki dotyczące ryzyka zachorowania na raka piersi
    u kobiet przyjmujących estrogeny w ramach hormonalnej terapii zastępczej.
    Okazało się, że stosowanie estradiolu drogą doustną lub transdermalną przez
    okres co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania.

    Badanie objęło 84.729 kobiet przyjmujących estradiol drogą transdermalną lub
    doustną, 7.941 kobiet przyjmujących estriol doustnie, oraz 18.314 kobiet
    stosujących estrogeny dopochwowe. Każda z kobiet przyjmowała lek przez co
    najmniej 6 miesięcy. Kobiety rozpoczynały leczenie w latach 1994-2001.

    Do końca 2002 roku rak piersi rozpoznano u 2.171 kobiet biorących udział w
    badaniu. Standaryzowany współczynnik częstości raka piersi u kobiet
    przyjmujących estradiol przez okres krótszy od 5 lat wynosił
    0,93 [95% przedział ufności (95% CI), 0,80-1,04]. Natomiast w przypadku
    przyjmowania estradiolu przez 5 lat lub dłużej współczynnik ten wynosił 1,44
    (95% CI, 1,29-1,59). Nie było różnic w ryzyku zachorowania pomiędzy kobietami
    przyjmującymi lek drogą transdermalną i doustną, jednakże w przypadku
    preparatów doustnych większe ryzyko towarzyszyło dawkom większym od 1,9 mg/d
    (podobna zależność ryzyka od dawki nie występowała w przypadku preparatów
    transdermalnych). Stwierdzono, że standaryzowany współczynnik częstości był
    większy dla raka zrazikowego (1,58) w porównaniu z rakiem przewodowym (1,36).
    Stosowanie estradiolu przez co najmniej
    5 lat zwiększało ryzyko zachorowania na raka ograniczonego do gruczołu
    piersiowego (1,45; 95% CI, 1,26-1,66) oraz miejscowo zaawansowanego z
    przerzutami do regionalnych węzłów chłonnych (1,35; 95% CI, 1,09-1,65). W tej
    grupie kobiet zwiększało się również ryzyko zachorowania na raka in situ (2,43;
    95% CI, 1,66-3,42).

    Autorzy konkludują, że stosowanie estradiolu drogą transdermalną lub doustną
    przez okres co najmniej 5 lat powoduje wystąpienie 2-3 dodatkowych raków piersi
    na 1000 kobiet na 10 lat. Estradiol stosowany doustnie przez okres krótszy od
    pięciu lat, estriol doustny oraz estrogeny dopochwowe nie zwiększają ryzyka
    zachorowania na raka piersi.

    Źródło: Lyytinen H, Pukkala E, Ylikorkala O. Breast cancer risk in
    postmenopausal women using estrogen-only therapy. Obstet Gynecol. 2006; 108:
    1354-60.

    źródło pochodzenia eOnkologia.pl
    www.eonkologia.pl/news.php?id=53
  • 06.12.06, 13:06
    Przez ostatnie lata brakowało skutecznego programu przeciwnowotworowego i
    polityki państwa w tej dziedzinie; ma to zmienić wdrażany Narodowy Program
    Zwalczania Chorób Nowotworowych - zapowiada prof. Jan Steffen, przewodniczący
    Rady Naukowej Centrum Onkologii . W ciągu najbliższych 10 lat na walkę z rakiem
    zostaną przeznaczone 3 mld. zł. Program obejmuje profilaktykę, wczesne
    wykrywanie, leczenie i pomoc przewlekle chorym.

    Jak przypomina dr Joanna Didkowska, Europejski Kodeks Walki z Rakiem zawiera 11
    prostych zaleceń: nie pal, unikaj otyłości, zażywaj ruchu, jedz 5 razy dziennie
    warzywa i owoce, unikaj alkoholu, nadmiaru promieniowania słonecznego oraz
    innych czynników rakotwórczych, bierz udział w badaniach przesiewowych (w
    kierunku raka szyjki macicy, raka piersi i raka jelita grubego), zaszczep się
    przeciwko chorobom sprzyjającym nowotworom - wirusowemu zapaleniu wątroby i - w
    przypadku kobiet - wirusowi ludzkiego brodawczaka.

    CZTERY FILARY POLSKIEGO PROGRAMU

    W krajach "starej Unii Europejskiej" odsetek zachorowań na nowotwory i zgonów z
    tego powodu jest dużo niższy niż w Polsce. To zasługa podejmowanych od
    dziesięcioleci działań - mówi prof. Steffen. Na przykład w Finlandii program
    przeciwnowotworowy rozpoczął się na początku lat 60.

    Czterema filarami programu zwalczania nowotworów w Polsce są: zapobieganie
    nowotworom dzięki eliminacji czynników ryzyka, wtórna prewencja czyli wczesne
    wykrywanie nowotworów, leczenie oraz pomoc przewlekle chorym (coraz więcej osób
    żyje z nowotworem całymi latami). Program ma trwać 10 lat - rozpoczął się na
    początku roku 2006 i potrwa do roku 2015. Koszty wyniosą 3 mld zł, przy czym,
    niezależnie od sytuacji budżetu, nie mniej niż 250 mln rocznie.

    Główny cel to zmniejszenie liczby zachorowań i zgonów; potrzebna jest lepsza
    profilaktyka, współdziałanie lekarzy, kontrola jakości badań, dotarcie do
    zaniedbanych grup, utworzenie regionalnych centrów nowotworowych.

    EDUKACJA I TECHNIKA

    Inwestycje mają poprawić bazę diagnostyczną i zaspokoić braki w dziedzinie
    radioterapii. Programy edukacyjne będą nastawione na kształcenie studentów
    medycyny oraz średniego personelu medycznego. Badania epidemiologiczne
    umożliwią monitorowanie skuteczności podejmowanych działań.

    Podstawowe znaczenie ma profilaktyka. W Polsce dzięki akcjom zwalczania
    palenia, prowadzonym przez prof. Witolda Zatońskiego, kierownika Zakładu
    Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii, na początku lat 90.
    zahamowano epidemię raka płuca. Ale nie chodzi tylko o papierosy - problemem
    jest niewłaściwe odżywianie, otyłość i brak wysiłku fizycznego. Profilaktyka
    musi docierać do właściwych grup, tymczasem zdarza się, że na badania
    przesiewowe zgłaszają się wciąż te same kobiety, a inne nie korzystają z nich
    nigdy w życiu.

    Jak mówiła na podstawie zakończonych w listopadzie badań dr Jolanta Lisowska,
    świadomość społeczna wydaje się duża, ale nie przekłada się to na odpowiednie
    zachowania. Niezależnie od wieku i wykształcenia profilaktyka kojarzy się nie
    tyle ze zdrowym stylem życia, co z badaniami lekarskimi.

    WALKA Z RAKIEM WYMAGA KAMPANII INFORMACYJNEJ

    Główny inspektor sanitarny kraju Andrzej Wojtyła deklaruje wsparcie programu
    przez 344 stacje inspekcji sanitarnej na terenie całego kraju. W każdej stacji
    jest komórka profilaktyki, prowadząca programy promujące aktywny styl życia i
    zdrowe odżywianie w szkołach.

    Gdy chodzi o dotarcie do społeczeństwa, szczególna rola przypada mediom. "Sami
    specjaliści nie wygrają z rakiem" - zaznacza prof. Zatoński. Rozwarstwienie
    społeczne i nierówny dostęp do edukacji sprawia, że w przypadku słabo
    wykształconych kobiet śmiertelność z powodu raka szyjki macicy jest 12-krotnie
    większa niż u kobiet z wyższym wykształceniem. Jeśli porównać śmiertelność w
    Polsce i Unii Europejskiej, rocznie niepotrzebnie umiera w naszym kraju około
    1500 kobiet.

    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=15104&layout=6&forum_id=6355&page=text

  • 06.12.06, 13:08
    Wdrażanie Narodowego Programu Zwalczania Nowotworów

    Przez ostatnie lata brakowało skutecznego programu przeciwnowotworowego, ma to
    zmienić wdrażany Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych - mówił prof.
    Jan Steffen, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Onkologii.
    W krajach "starej Unii Europejskiej" odsetek zachorowań na nowotwory i zgonów z
    tego powodu jest dużo niższy niż w Polsce. To zasługa podejmowanych od
    dziesięcioleci działań - mówił prof. Steffen. Na przykład w Finlandii program
    przeciwnowotworowy rozpoczął się na początku lat 60.

    Czterema filarami programu zwalczania nowotworów w Polsce są: zapobieganie
    nowotworom dzięki eliminacji czynników ryzyka, wtórna prewencja czyli wczesne
    wykrywanie nowotworów, leczenie oraz pomoc przewlekle chorym (coraz więcej osób
    żyje z nowotworem całymi latami). Program ma trwać 10 lat - rozpoczął się na
    początku roku 2006 i potrwa do roku 2015. Koszty wyniosą 3 mld zł, przy czym,
    niezależnie od sytuacji budżetu, nie mniej niż 250 mln rocznie.

    Główny cel to zmniejszenie liczby zachorowań i zgonów; potrzebna jest lepsza
    profilaktyka, współdziałanie lekarzy, kontrola jakości badań, dotarcie do
    zaniedbanych grup, utworzenie regionalnych centrów nowotworowych.

    Inwestycje mają poprawić bazę diagnostyczną i zaspokoić braki w dziedzinie
    radioterapii. Programy edukacyjne będą nastawione na kształcenie studentów
    medycyny oraz średniego personelu medycznego. Badania epidemiologiczne
    umożliwią monitorowanie skuteczności podejmowanych działań.

    Podstawowe znaczenie ma profilaktyka. W Polsce dzięki akcjom zwalczania
    palenia, prowadzonym przez prof. Witolda Zatońskiego, kierownika Zakładu
    Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii, na początku lat 90.
    zahamowano epidemię raka płuca. Ale nie chodzi tylko o papierosy - problemem
    jest niewłaściwe odżywianie, otyłość i brak wysiłku fizycznego. Profilaktyka
    musi docierać do właściwych grup, tymczasem zdarza się, że na badania
    przesiewowe zgłaszają się wciąż te same kobiety, a inne nie korzystają z nich
    nigdy w życiu.

    Jak mówiła na podstawie zakończonych dwa tygodnie temu badań dr Jolanta
    Lisowska, świadomość społeczna wydaje się duża, ale nie przekłada się to na
    odpowiednie zachowania. Niezależnie od wieku i wykształcenia profilaktyka
    kojarzy się nie tyle ze zdrowym stylem życia, co z badaniami lekarskimi.

    Obecny na konferencji główny inspektor sanitarny kraju, Andrzej Wojtyła,
    zadeklarował wsparcie programu przez 344 stacje inspekcji sanitarnej na terenie
    całego kraju. W każdej stacji jest komórka profilaktyki, prowadząca programy
    promujące aktywny styl życia i zdrowe odżywianie w szkołach.

    Gdy chodzi o dotarcie do społeczeństwa, szczególna rola przypada mediom. "Sami
    specjaliści nie wygrają z rakiem" - zaznaczył prof. Zatoński. Rozwarstwienie
    społeczne i nierówny dostęp do edukacji sprawia, że w przypadku słabo
    wykształconych kobiet śmiertelność z powodu raka szyjki macicy jest 12-krotnie
    większa niż u kobiet z wyższym wykształceniem. Jeśli porównać śmiertelność w
    Polsce i Unii Europejskiej, rocznie niepotrzebnie umiera w naszym kraju około
    1500 kobiet.

    Europejski Kodeks Walki z Rakiem, o którym mówiła dr Joanna Didkowska, zawiera
    11 prostych zaleceń: nie pal, unikaj otyłości, zażywaj ruchu, jedz 5 razy
    dziennie warzywa i owoce, unikaj alkoholu, nadmiaru promieniowania słonecznego
    oraz innych czynników rakotwórczych, bierz udział w badaniach przesiewowych (w
    kierunku raka szyjki macicy, raka piersi i raka jelita grubego), zaszczep się
    przeciwko chorobom sprzyjającym nowotworom - wirusowemu zapaleniu wątroby i - w
    przypadku kobiet - wirusowi ludzkiego brodawczaka.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1444917,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.12.06, 13:11
    Miłośnicy cebuli i czosnku mogą mieć niższe ryzyko zachorowania na niektóre
    nowotwory - wskazują badania przeprowadzone we Włoszech i Szwajcarii. Artykuł
    na ten temat ukazał się na łamach pisma "American Journal of Clinical
    Nutrition".
    Do takich wniosków doszli naukowcy pod kierunkiem dr Carlotty Galeone z
    Instytutu Badań Farmakologicznych im. Mario Negri w Mediolanie, którzy
    przeanalizowali wyniki ośmiu projektów naukowych z Włoch i Szwajcarii.

    Objęły one starsze osoby, cierpiące na różne nowotwory oraz odpowiednio dobrane
    osoby zdrowe. Zebrano szczegółowe dane na temat diety, nawyków żywieniowych
    pacjentów, aktywności fizycznej i innych aspektów stylu życia.
    Okazało się, że osoby, które spożywały największe ilości cebuli i czosnku,
    miały obniżone ryzyko kilku nowotworów. Na przykład, zjadanie minimum siedmiu
    porcji cebuli w tygodniu zmniejszało prawdopodobieństwo raka jelita grubego o
    ponad połowę, w porównaniu do osób, które jej unikały. Miłośnicy czosnku z
    kolei byli o jedną czwartą mniej narażeni raka okrężnicy, niż pacjenci, których
    dieta nie uwzględniała tej przyprawy.

    Jeden i drugi składnik diety obniżały także ryzyko raka jamy ustnej, gardła,
    nerek i jajników.

    Wyniki te pozostają w zgodzie z wcześniejszymi badaniami na zwierzętach i
    hodowlach komórek raka, które wykazały, że pewne składniki zawarte w cebuli i
    czosnku mogą hamować wzrost nowotworów.

    Potencjalne działanie przeciwnowotworowe mogą mieć np. obecne w nich flawonoidy
    czy związki siarki, wymieniają naukowcy. Na razie jednak nie znają dokładnego
    mechanizmu przeciwrakowej aktywności tych warzyw.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1445295,16,1,0,120,686,item.html
  • 06.12.06, 18:33
    Topotekan podawany doustnie przedłuża życie i poprawia jego jakość u pacjentów
    z nawrotowym drobnokomórkowym rakiem płuca.

    Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano wyniki randomizowanego
    badania klinicznego fazy III porównującego skuteczność doustnego topotekanu i
    najlepszego leczenia podtrzymującego u pacjentów z nawrotowym droobnokomórkowym
    rakiem płuca (DRP). Okazało się, że topotekan podawanay doustnie nie tylko
    poprawia jakość życia tej grupy pacjentów, ale także znacząco je przedłuża.

    Do udziału w badaniu zakwalifikowano 141 pacjentów z nawrotowym rakiem
    drobnokomórkowym płuca, którzy nie kwalifikowali się do standardowego leczenia
    cytostatykami dożylnymi. Pacjenci byli losowo przydzielani do grupy otrzmującej
    najlepsze leczenie podtrzymujące (BSC) lub doustny topotekan plus BSC.
    Topotekan podawano w dawce 2,3 mg/m2/d w dniach 1-5, w cyklach co 21 dni.

    Stwierdzono, że całkowity czas przeżycia był statystycznie znamiennie dłuższy w
    grupie pacjentów otrzymujących topotekan (p = 0,0104 w teście log-rank).
    Mediana całkowitego czasu przeżycia wyniosła 13,9 tygodnia w grupie
    otrzymującej BSC [95% przedział ufności (95% CI) 11,1-18,6] oraz 25,9 tygodnia
    w grupie otrzymującej topotekan + BSC (95% CI 18,3-31,6). Co ciekawe,
    statystycznie znamienna różnica na korzyść topotekanu w zakresie całkowitego
    czasu przeżycia utrzymywała się w grupie pacjentów z krótką (≤60 dni) przerwą
    pomiędzy poprzednim leczeniem i zastosowaniem topotekanu. Odsetek częściowych
    odpowiedzi klinicznych po leczeniu topotekanem wynosił 7%, natomiast
    stabilizację choroby osiągnięto u 44% pacjentów. Pacjenci leczeni topotekanem
    wykazywali wolniejsze pogarszanie się jakości życia oraz lepszą kontrolę
    objawów choroby.

    Główne działania niepożądane topotekanu dotyczyły układu krwiotwórczego:
    neutropenia 4 stopnia wystąpiła u 33% pacjentów, małopłytkowość 4 stopnia – u
    7%, niedokrwistość ¾ stopnia – u 25%.
    W grupie pacjentów otrzymujących topotekan wystąpiły 4 zgony (6%)
    z powodu toksycznego działania leku.

    Wyniki omawianej pracy wskazują, że topotekan podawany doustnie jest
    wartościowym sposobem postępowania u pacjentów z nawrotowym drobnokomórkowym
    rakiem płuca.

    Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=55
  • 06.12.06, 18:37
    Stosowanie estradiolu przez co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania na
    raka piersi.

    Badacze fińscy opublikowali wyniki dotyczące ryzyka zachorowania na raka piersi
    u kobiet przyjmujących estrogeny w ramach hormonalnej terapii zastępczej.
    Okazało się, że stosowanie estradiolu drogą doustną lub transdermalną przez
    okres co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania.

    Badanie objęło 84.729 kobiet przyjmujących estradiol drogą transdermalną lub
    doustną, 7.941 kobiet przyjmujących estriol doustnie, oraz 18.314 kobiet
    stosujących estrogeny dopochwowe. Każda z kobiet przyjmowała lek przez co
    najmniej 6 miesięcy. Kobiety rozpoczynały leczenie w latach 1994-2001.

    Do końca 2002 roku rak piersi rozpoznano u 2.171 kobiet biorących udział w
    badaniu. Standaryzowany współczynnik częstości raka piersi u kobiet
    przyjmujących estradiol przez okres krótszy od 5 lat wynosił
    0,93 [95% przedział ufności (95% CI), 0,80-1,04]. Natomiast w przypadku
    przyjmowania estradiolu przez 5 lat lub dłużej współczynnik ten wynosił 1,44
    (95% CI, 1,29-1,59). Nie było różnic w ryzyku zachorowania pomiędzy kobietami
    przyjmującymi lek drogą transdermalną i doustną, jednakże w przypadku
    preparatów doustnych większe ryzyko towarzyszyło dawkom większym od 1,9 mg/d
    (podobna zależność ryzyka od dawki nie występowała w przypadku preparatów
    transdermalnych). Stwierdzono, że standaryzowany współczynnik częstości był
    większy dla raka zrazikowego (1,58) w porównaniu z rakiem przewodowym (1,36).
    Stosowanie estradiolu przez co najmniej
    5 lat zwiększało ryzyko zachorowania na raka ograniczonego do gruczołu
    piersiowego (1,45; 95% CI, 1,26-1,66) oraz miejscowo zaawansowanego z
    przerzutami do regionalnych węzłów chłonnych (1,35; 95% CI, 1,09-1,65). W tej
    grupie kobiet zwiększało się również ryzyko zachorowania na raka in situ (2,43;
    95% CI, 1,66-3,42).

    Autorzy konkludują, że stosowanie estradiolu drogą transdermalną lub doustną
    przez okres co najmniej 5 lat powoduje wystąpienie 2-3 dodatkowych raków piersi
    na 1000 kobiet na 10 lat. Estradiol stosowany doustnie przez okres krótszy od
    pięciu lat, estriol doustny oraz estrogeny dopochwowe nie zwiększają ryzyka
    zachorowania na raka piersi.

    Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=53
  • 06.12.06, 18:39
    Sekwencyjna zamiana tamoksyfenu na anstrozol wydłuża przeżycie całkowite u
    pacjentek z hormonozależnym wczesnym rakiem piersi.

    Na łamach Lancet Oncology opublikowano wyniki metaanalizy trzech badań
    klinicznych oceniających skuteczność anastrozolu stosowanego po 2-3 latach
    przyjmowania tamoksyfenu przez pacjentki z wczesnym, hormonozależnym rakiem
    piersi. Omawiana metaanaliza wykazała, że wydłużenie czasu wolnego od
    niekorzystnego zdarzenia klinicznego przekłada się na wydłużenie całkowitego
    czasu przeżycia w tej grupie pacjentek.

    Analizie poddano wyniki następujących badań klinicznych:
    1) ABCSG 8;
    2) ARNO 95;
    3) ITA.
    W wymienionych badaniach pacjentki przydzielano losowo do leczenia tamoksyfenem
    przez 2-3 lata i następnie anastrozolem (1 mg/d) przez kolejne 3 lub 2 lata
    (n=2009), lub do leczenia wyłącznie tamoksyfenem (20 lub 30 mg/d) przez okres 5
    lat (n=1997).

    Stwierdzono, że pacjentki które przyjmowały anastrozol po tamoksyfenie rzadziej
    miały nawrót choroby (n=92) w porównaniu
    z kobietami leczonymi wyłącznie tamoksyfenem (n=66). Liczba zgonów była
    mniejsza w przypadku stosowania anastrozolu (n=66 wobec
    90 przypadków po leczeniu wyłącznie tamoksyfenem). Ryzyko względne (HR) dla
    poszczególnych punktów końcowych kształtowało się następująco (na korzyść
    leczenia sekwencyjnego):
    1) przeżycie wolne od choroby – HR = 0,59; 95% przedział ufności (95% CI), 0,48-
    0,74; p<0,0001,
    2) przeżycie wolne od niekorzystnego zdarzenia klinicznego –
    HR = 0,55; 95% CI, 0,42-0,71; p<0,0001;
    3) przeżycie bez przerzutów odległych – HR = 0,61; 95% CI, 0,45-0,83; p = 0,002,
    4) całkowity czas przeżycia – HR = 0,71; 95% CI, 0,52-0,98; p = 0,04.

    Autorzy stwierdzają we wnioskach z przeprowadzonej metaanalizy, że korzyści w
    zakresie czasu wolnego od niekorzystnego zdarzenia klinicznego u pacjentek
    leczonych sekwencją tamoksyfen-anastrozol przekładają się na wydłużenie
    całkowitego czasu przeżycia. Wyniki omawianej metaanalizy wskazują na
    konieczność rozważenia zamiany tamoksyfenu po 2-3 latach jego stosowania na
    anastrozol u pacjentek
    z wczesnym, hormonozależnym rakiem piersi.

    Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
    www.eonkologia.pl/news.php?id=54
  • 07.12.06, 07:40
    Test pomoże przewidywać przyszłość pacjentek z rakiem

    Poziom białka p27 w komórkach raka piersi może dostarczyć ważnych informacji na
    temat szans pacjentki na dalsze przeżycie - wynika z najnowszych badań
    amerykańskich.
    Artykuł na ten temat zamieszcza najnowsze wydanie pisma "Journal of the
    National Cancer Institute".

    Naukowcy pod kierunkiem Peggy Porter z Centrum Badań nad Rakiem Freda
    Hutchinsona już 10 lat temu zidentyfikował białko p27, które zapobiega
    podziałom komórek.
    Od tego czasu badania na pacjentach prowadzone w różnych ośrodkach naukowych
    sugerowały, że nieprawidłowo niski poziom p27 w komórkach nowotworowych źle
    rokuje chorym na raka piersi (ale również na inne nowotwory).

    Danych tych nie można było jednak porównywać, gdyż pacjentki były poddawane
    różnym metodom terapii i trudno było wykluczyć, że terapia nie wpływa na szanse
    ich przeżycia.

    Aby wyeliminować to utrudnienie naukowcy z zespołu Porter we współpracy z
    badaczami z 9 innych ośrodków naukowych objęli badaniami ponad 3 tys.
    pacjentek, które przeszły chemioterapię z użyciem dwóch leków - doksorubicyny i
    cyklofosfamidu. Leki były podawane jednocześnie, bądź jeden po drugim.

    Analizy komórek pobranych z guzów wykazały, że pacjentki z niskim poziomem tego
    białka mają mniejsze szanse na przeżycie 5 lat od diagnozy, niż chore, których
    guzy produkują większe ilości p27. Zależność ta dotyczyła tylko guzów piersi
    pobudzanych do wzrostu przez hormony płciowe - estrogeny i progesteron.

    Zdaniem autorów pracy, wyniki te wskazują, że pomiar stężenia p27 w komórkach
    raka piersi może być ważnym źródłem informacji o szansach pacjentki na
    przeżycie.

    Jednak zanim taki test znajdzie zastosowanie w praktyce medycznej, naukowcy
    muszą jeszcze przeprowadzić wiele badań oraz uściślić, którym chorym przyniesie
    on najwięcej korzyści.

    źródło pochodzenia Onet.pl
    wiadomosci.onet.pl/1445931,16,1,0,120,686,item.html
  • 07.12.06, 17:30
    Skonstruowane przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej urządzenie może
    zrewolucjonizować diagnostykę nowotworów piersi kobiet.W Pracowni Techniki
    Ultradźwiękowej Instytutu Telekomunikacji, Teleinformatyki i Akustyki
    wrocławskiej uczelni skonstruowano wersję laboratoryjną tzw. ultradźwiękowego
    tomografu transmisyjnego. Nowa aparatura ma dawać dokładniejsze wyniki.
    Lekarze powiedzieli "Rzeczpospolitej", że ich urządzenie może zaoferować
    dwukrotnie większą dokładność niż klasyczne USG. Pozwoli to radykalnie
    zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia raka. Ponadto wykorzystywane są
    bezpieczne dla pacjentek ultradźwięki.

    Kobieta kładzie się na brzuchu, zanurza pierś w wodzie, a resztę wykonuje
    ultradźwiękowy tomograf transmisyjny. Komputer na podstawie wyników generuje
    obraz przestrzenny, dokładnie tak jak w przypadku tomografu komputerowego czy
    rezonansu magnetycznego.

    Aparatura testowana na Politechnice Wrocławskiej to egzemplarz laboratoryjny.
    Jak pisze "Rzeczpospolita", potrzeba jednak kilku milionów złotych, by za dwa-
    trzy lata mogła ruszyć produkcja gotowych urządzeń tego typu. Statystyki
    poganiają. Wskazują, że co szesnasta Polka może zapaść na raka piersi.

    żródło: PAP - Nauka w Polsce
    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=168&news_id=15182&layout=0&forum_id=6393&page=text