• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

  • 20.06.06, 15:52
    Zakładam nowy wątek na temat ciekawostek ze świata medycyny i nie tylko,
    które mają odniesienie bezpośrednie lub pośrednie do chorób nowotworowych.
    Inspiracją tego jest artykuł z Newsweeka na temat "Jedzenie lekarstwem".
    Obecnie jest tylko dostępny skrót artykułu on-line, ale zapewne można ten
    ostatni numer dostać w kioskach lub za jakiś czas będzie dostępny na stronie
    tej gazety. Moim zdaniem bardzo ciekawy i przede wszystkim obszerny artykuł,
    który ma swoje odniesienie również no nowotworów oraz mitów i faktów różnych
    pokarmów spożywanych w małych ilościach lub nadmiarze oraz płynące z tego
    korzyści i zagrożenia. Autor zwraca uwagę, że rozwijąjąca się nowa gałąź
    nauki nutrigenomika może stać zagrożeniem dla firm farmaceutycznych, ale też
    zbawienna dla wielu ludzi w podtrzymaniu dobrej kondycji i zdrowia.
    link newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=15430
    pozdrawiam
    Robert
    Edytor zaawansowany
    • 22.06.06, 00:15
      Parę ciekawych linków z CancerCare - niestety tylko po angielsku.
      Dostaję od nich biuletyn co miesiąc i jak tylko będzie coś ciekawgo, to
      bedę 'doklejać'

      www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_braintumors.pdf?tr=y&auid=1766283
      www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_chemo_side_effects.pdf?tr=y&auid=1766288

      • 30.07.06, 16:01
      • 18.08.06, 20:35
      • 21.02.07, 23:23
        Tym razem jelito grube:

        www.cancercare.org/pdf/booklets/ccc_colorectal.pdf?tr=y&auid=2387378
        --
        mieux vaut tuer le diable
        que le diable no vous tue
        • 24.02.07, 15:59
          Prąd elektryczny 1000 razy słabszy niż ten płynący w żarówce przez zaledwie 15
          minut wystarczy do zabicia komórek nowotworu - informuje "New Scientist."
          Jak wykazały badania prowadzone w Izraelu, prąd płynący między dwiema
          elektrodami potrafi zniszczyć guz nie uszakdzając sąsiadujących tkanek - w
          odróżnieniu od takich metod jak radioterapia. Jest to szczególnie ważne na
          przykład przy leczeniu raka prostaty, podczas którego często dochodzi do
          uszkodzenia cewki moczowej.

          W kwietniu co najmniej 10 pacjentów z rakiem prostaty zostanie poddanych
          pionierskiej terapii, opracowanej przez Borisa Rubinsky'ego z Uniwersytetu
          Hebrajskiego w Jerozolimie oraz jego kolegów z USA.

          Naukowcy ci wykazali, że u świń pole elektryczne o niewielkim natężeniu potrafi
          zniszczyć chorą tkankę. Pole otwiera mikroskopijne pory na powierzchni komórek.
          Jest to nieodwracalny proces, prowadzący w krótkim czasie do śmierci poddanej
          terapii chorej tkanki. Zdrowe komórki pozostają nietknięte, dlatego metoda nie
          uszkadza między innymi naczyń krwionośnych, ścian jelit czy tkanki łącznej.

          Podczas eksperymentów na uszkodzonych świńskich wątrobach naukowcom udało się
          zabić chore komórki, stosując impulsy o minimalnym natężeniu i napięciu 1,5 do
          2,5 kilovolta za pomocą dwóch elektrod o grubości 1 milimetra. Naczynia i
          przewody żółciowe, których pełno jest w wątrobie, pozostały nienaruszone, a
          regeneracja tkanek trwała dwa tygodnie - nie sześć miesięcy, jak przy innych
          terapiach.

          źródło Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1491637,16,1,0,120,686,item.html
          • 25.02.07, 20:29
            Polska morfina - szansa na 1 mld dolarów rocznie
            "Rzeczpospolita": Polscy naukowcy chcą podbić światowy rynek leków
            przeciwbólowych. Opracowali zamiennik morfiny, który - w przeciwieństwie do
            niej - nie uzależnia. Gra toczy się o wysoką stawkę - miliard dolarów rocznie.
            - Nad przełomowym lekiem pracują naukowcy z warszawskiego Instytutu
            Farmaceutycznego. "Mamy ambicję, żeby wejść z tym specyfikiem na rynek
            światowy - nie ukrywa doktor Wiesław Szelejewski, dyrektor tej placówki.

            Eksperci instytutu rozwijają projekt profesora Andrzeja Lipkowskiego z
            Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk. Wymyślił
            on kilkanaście lat temu substancję o nazwie difalina, ale brakowało mu
            pieniędzy na badania. Środki ma instytut, dostał je z budżetu. Dysponuje także
            instalacją do produkcji, której moce pozwoliłyby pokryć światowe
            zapotrzebowanie. "Rzeczpospolita" pisze, że wkrótce rozpoczną się badania
            kliniczne tej substancji na ludziach. Być może już za pięć lat trafi ona do
            sprzedaży. Ważne, że testy na zwierzętach wykazały, iż specyfik nie uzależnia,
            nie ma też tylu innych skutków ubocznych co morfina. Można go również stosować
            w mniejszych dawkach.

            Dziennik podkreśla, że wynalazek ma znaczenie nie tylko komercyjne. Na specyfik
            czekają specjaliści, którzy leczą osoby chore na nowotwory.

            źródło Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1492380,16,1,0,120,686,item.html
            • 26.02.07, 17:22
              Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów
              estrogenowych nawet po wielu latach od rozpoczęcia profilaktyki.

              Autorzy brytyjscy opublikowali wyniki 20. letniej obserwacji kobiet, które
              uczestniczyły w tzw. badaniu Royal Marsden. Badanie to miało na celu ocenę
              wpływu stosowania tamoksyfenu na ryzyko wystąpienia raka piersi.

              Wcześniejsze wyniki tego badania (opublikowane po krótszym okresie obserwacji)
              razem z danymi pochodzącymi z innych randomizowanych prób klinicznych dowodzą,
              że tamoksyfen znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na inwazyjnego raka
              piersi. Jednakże dotychczas brak było danych na temat trwałości tego zjawiska w
              miarę upływu czasu od momentu rozpoczęcia profilaktyki. W omawianej pracy
              autorzy prezentują wyniki po 20 latach obserwacji (mediana = 13 lat).

              W badaniu Royal Marsden brało udział 2494 zdrowych kobiet, które otrzymywały
              tamoksyfen (20 mg/d) lub palcebo przez 8 lat. Pierwotnym punktem końcowym
              badania było rozpoznanie inwazyjnego raka piersi. Wtórnym punktem końcowym było
              rozpoznanie raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (ER-pozytywnego).

              W analizie statystycznej uwzględniono dane dotyczące 2471 kobiet (1238 w grupie
              otrzymującej tamoksyfen oraz 1233 w grupie placebo). U 186 kobiet z tej grupy
              rozpoznano inwazyjnego raka piersi:
              82 przypadki w grupie tamoksyfenu i 104 przypadki w grupie placebo.
              Współczynnik ryzyka (HR) wystąpienia raka wynosił dla grupy tamoksyfenu 0,78
              [95% przedział ufności (95% CI): 0,58 – 1,04]. Omawiana róznica nie była
              statystycznie znamienna (p = 0,1).

              Spośród 181 raków w 139 przypadkach stwierdzono nowotwór ER-pozytywny: 53
              przypadki w grupie tamoksyfenu oraz 86 przypadków
              w grupie placebo. W zakresie omawianego parametru HR = 0,61 na korzyść
              tamoksyfenu (95% CI: 0,43 – 0,86). Tym razem omawiana różnica okazała się być
              statystycznie znamienną (p = 0,005). Co ciekawe, okazało się że różnica w
              częstości zachorowania na
              ER-pozytywnego raka piersi była nieznamienna w czasie 8 lat przyjmowania
              tamoksyfenu (30 przypadków wobec 39 przypadków w grupie placebo, HR = 0,77; 95%
              CI: 0,48 – 1,23; p = 0,3) natomiast w okresie po zakończeniu leczenia liczba
              przypadków tej postaci raka w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen była
              statystycznie znamiennie mniejsza (23 przypadki wobec 47 w grupie placebo, HR =
              0,48;
              95% CI = 0,29 – 0,79; p = 0,004).

              Śmiertelność niezależna od przyczyny była niemal identyczna w obu grupach (54
              zgony zarówno w grupie tamoksyfenu, jak i w grupie placebo, HR = 0,99; 95% CI:
              0,68 – 1,44; p = 0,95). Profil działań niepożądanych był podobny do opisanego
              poprzednio (po krótszym okresie obserwacji). Dzałania niepożądane w
              przeważającej części występowały w okresie przyjmowania tamoksyfenu.

              Na podstawie przedstawionych wyników można stwierdzić, że statystycznie
              znamienne zmniejszenie ryzyka zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u
              kobiet stosujących tamoksyfen jest widoczne przede wszystkim po zakończeniu
              przyjmowania tego leku przez okres 8 lat. Zatem efekt przewencyjny tamoksyfenu
              utrzymuje się długo po zaprzestaniu przyjmowania tego leku.

              Źródło: Powles TJ, Ashley S, Tidy A, Smith IE, Dowsett M. Twenty-year follow-up
              of the Royal Marsden randomized, double-blinded tamoxifen breast cancer
              prevention trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99: 283-290.
              Journal of National Cancer Institute

              źródło eOnkologia.pl portal.onkologiczny
              www.eonkologia.pl/news.php?id=93
              • 26.02.07, 17:26
                Nieprawidłowa migracja komórek
                Współdziałanie efektów dwóch mutacji w genach Ras i p53 prowadzi do migracji
                komórek rakowych i ich przejścia w postać złośliwą - informuje najnowszy numer
                pisma "Nature Structural & Molecular Biology".
                Mingxuan Xia i Hartmut Land z University of Rochester Medical Center badali
                konsekwencje jednoczesnych mutacji w onkogenie Ras i genie supresorowym p53.

                Nowotwory powstają na skutek interakcji wielu mutacji zaburzających działanie
                białek. Jeżeli takie onkogeny jak Ras zostaną za sprawą mutacji nieprawidłowo
                aktywowane, prowadzą do rozwoju raka. Z kolei geny supresorowe nowotworów,
                takie jak p53, mają odwrotne działanie - ich zadaniem jest ochrona komórek
                przed nieprawidłowymi podziałami i wzrostem. Jednym z kluczowych zdarzeń w
                procesie przekształcania komórek w postać złośliwą jest nabycie zdolności do
                poruszania się, co pozwala komórkom guza na rozprzestrzenianie się i
                opuszczanie swojej oryginalnej lokalizacji.

                Głównym czynnikiem regulującym możliwości ruchu komórek jest białko Rho.
                Naukowcy odkryli, że jeżeli gen Ras jest aktywny, białko Rho przemieszcza się
                do swojego miejsca działania - błony komórkowej, ale nie umożliwia komórkom
                migracji. Ale jeżeli oprócz aktywacji Ras dojdzie do mutacji p53 i zmniejszenia
                jego aktywności, białka Rho aktywuje się w błonie komórkowej, co umożliwia
                komórkom poruszanie się.

                źródło Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1492783,16,1,0,120,686,item.html
                • 27.02.07, 13:24
                  Usunięcie jednej kopii genu PARP1 prowadzi do apoptozy komórek nowotworu
                  piersi - donoszą naukowcy z USA na łamach pisma "Cell Death and
                  Differentiation". Odkryta metoda stanowi alternatywę dla dotychczas stosowanych
                  sposobów leczenia tego rodzaju raka.
                  Z wcześniejszych badań wiadomo, że mutacja genu BRCA1 jest odpowiedzialna za
                  około połowę dziedzicznych przypadków nowotworu sutka. Całkowite pozbawienie
                  komórek ze zmutowanym BRCA1 genu PARP1 prowadzi do ich samobójstwa na drodze
                  apoptozy. Na podstawie tych doniesień inhibitory enzymu PARP1 były uważane za
                  obiecujące środki do leczenia raka sutka. Niemniej jednak opublikowano również
                  wyniki badań, które wykazały, że całkowite pozbawienie myszy genu PARP1
                  wywołuje u tych zwierząt raka piersi. Stąd też naukowcy i lekarze poważnie
                  zastanawiali się nad bezpieczeństwem terapii z użyciem inhibitorów.

                  Chu-Xia Deng z National Institute of Health wraz z zespołem odkryli, że
                  pozbawienie komórek tylko jednej z dwóch kopii genu PARP1 jest wystarczające do
                  wywołania apoptozy w mysich komórkach ze zmutowanym genem BRCA1.

                  Zdaniem naukowców ich odkrycie oznacza, że leki prowadzące jedynie do
                  częściowego zahamowania PARP1 będą mogły zostać skutecznie i bezpiecznie
                  zastosowane w leczeniu raka piersi spowodowanego mutacją BRCA1.

                  źródło Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1493135,16,1,0,120,686,item.html
                  • 28.02.07, 07:29
                    Epoetyna-alfa skraca całkowity czas przeżycia pacjentów z zaawansowanym
                    niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

                    Autorzy z Kanady opublikowali wyniki analizy bezpieczeństwa stosowania epoetyny-
                    alfa u pacjentów z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca (NDRP).
                    Okazało się, że stosowanie epoetyny-alfa w tej grupie pacjentów powoduje
                    skrócenie całkowitego czasu przeżycia.

                    Omawiana analiza bezpieczeństwa była przeprowadzona w ramach randomizowanego
                    badania klinicznego wykonywanego metodą podwójnie ślepej próby. Celem tego
                    badania była ocena wpływu epoetyny-alfa na jakość życia pacjentów z
                    niedokrwistością w przebiegu zaawansowanego NDRP. Do udziału w badaniu
                    planowano docelowo zakwalifikować 300 osób. Podstawowym kryterium włączenia do
                    badania – obok rozpoznania zaawansowanego NDRP – było wyjściowe stężenie
                    hemoglobiny poniżej 12,1 g/dl.

                    Pacjenci byli losowo przydzielani do leczenia epoetyną-alfa lub otrzynywania
                    placebo (1 raz w tygodniu s.c. przez 12 tygodni). Jako docelowe stężenie
                    hemoglobiny przyjęto wartości 12 – 14 g/dl. Jakość życia oceniano w chwili
                    rozpoczęcia leczenia oraz po 12 tygodniach terapii.

                    Ze względu na doniesienia o prozakrzepowym działaniu epoetyny-alfa pochodzące z
                    innych badań klinicznych zdecydowano o przeprowadzeniu nieplanowanej analizy
                    bezpieczeństwa po randomizacji pierwszych 70 pacjentów (33 osoby w grupie
                    erpoetyny-alfa i 37 osób w grupie placebo). Przeprowadzona analiza wykazała, że
                    mediana całkowitego czasu przeżycia była statystycznie znamiennie krótsza w
                    grupie epoetyny- alfa w porównaniu z grupą placebo (odpowiednio 63 dni
                    i 129 dni; współczynnik ryzyka = 1,84; p = 0,04). Biorąc pod uwagę powyższy
                    wynik zdecydowano o przerwaniu badania ze względu na bezpieczeństwo
                    uczestniczących pacjentów. Zbyt mała liczba zrandomizowanych pacjentów nie
                    pozwoliła na przeprowadzenie wiarygodnej analizy jakości życia, tym niemniej
                    stwierdzono korzystny wpływ epoetyny-alfa na stężenie hemoglobiny.

                    Przedstawione wyniki wskazują na konieczność ścisłego monitorowania
                    bezpieczeństwa leczenia i długości całkowitego czasu przeżycia pacjentów
                    biorących udział w prowadzonych obecnie badaniach z zastosowaniem epoetyny-alfa
                    u pacjentów z niedokrwistością w przebiegu choroby nowtworowej.

                    Źródło: Wright JR, Ung YC, Julian JA, Pritchard KI, Whelan TJ, Smith C,
                    Szechtman B, Roa W, Mulroy L, Rudinskas L, Gagnon B, Okawara GS, Levine MN. J
                    Clin Oncol. 20.02.2007 [Wczesna publikacja w formie elektronicznej
                    wyprzedzająca wersję drukowaną.]
                    Journal of Clinical Oncology

                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                    www.eonkologia.pl/news.php?id=94
                    • 01.03.07, 21:26
                      Kolorowy test pozwala wykryć w wydychanym powietrzu substancje
                      charakterystyczne dla raka płuc - informuje pismo "Thorax".
                      Metodę opracowali naukowcy z Cleveland Clinic. Sensor wielkości małej monety
                      jest tani i łatwy w użyciu. 36 małych kropeczek na czujniku zmienia kolor pod
                      wpływem kontaktu z odpowiednimi związkami chemicznymi u 3/4 pacjentów z rakiem.

                      Rak płuc często przebiega skrycie, a objawy w rodzaju przewlekłego kaszlu czy
                      bólu w klatce piersiowej ujawniają się późno, gdy leczenie jest mało skuteczne.
                      Od dawna było wiadomo, że u osób z rakiem płuc zmienia się skład wydychanego
                      powietrza - zawiera charakterystyczne substancje lotne. Psy, których węch jest
                      dużo bardziej czuły pod ludzkiego, potrafią wykryć te nietypowe substancje. Ich
                      obecność i dokładną ilość pozwalają także ocenić precyzyjne metody naukowe - na
                      przykład chromatografia gazowa czy spektrometria masowa. Ale spektrometria i
                      chromatografia są metodami kosztownymi - wymagają skomplikowanej aparatury i
                      wykwalifikowanego personelu. Natomiast nowy test daje szybkie wyniki, jest
                      łatwy do interpretacji i tani. Podczas badań przeprowadzonych na 21 zdrowych
                      osobach i 122 pacjentach z różnymi chorobami płuc (w tym 49 z rakiem) udało się
                      precyzyjnie wykryć raka u mniej więcej 3/4 chorych - także u osób z ma lo
                      zaawansowanymi postaciami choroby. Wydaje się że metoda pozwoli na wcześniejsze
                      wykrywanie raka, co bardzo zwiększyłoby skuteczność leczenia.

                      źródło Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1494238,16,1,0,120,686,item.html
                      • 02.03.07, 10:55
                        kobiet, które regularnie zażywają intensywnego wysiłku fizycznego, rzadziej
                        rozwija się rak piersi - donoszą naukowcy na łamach pisma "Archives of Internal
                        Medicine".
                        - "Powszechne jest twierdzenie, że na rozwój tej choroby kobieta nie ma
                        właściwie żadnego wpływu - mówi autorka badania, dr Cher Dallal z University of
                        Southern California. - My pokazaliśmy, że istnieje taki czynnik ryzyka, który
                        każda z nas może kontrolować. Jest nim aktywność fizyczna.

                        Naukowcy pod jej kierunkiem postanowili dokładnie określić, z jaką częstością i
                        intensywnością należy ćwiczyć, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka
                        piersi. W tym celu przez kilka lat obserwowali grupę ponad 110 tys. kobiet,
                        między 20 a 70 rokiem życia. Na początku eksperymentu pytano je o czas, jaki w
                        codziennym życiu poświęcają umiarkowanej (np. spacery, gra w golfa i
                        koszykówka) oraz intensywnej (np. aerobik, pływanie i bieganie) aktywności
                        fizycznej. Sprawdzano także, czy występują u nich jakieś inne czynniki ryzyka,
                        np. dodatni wywiad rodzinny lub terapia hormonalna.

                        Pod koniec badania u 3242 pacjentek zdiagnozowano nowotwór piersi. Okazało się,
                        że w życiu większości z nich rzadko gościł intensywny wysiłek fizyczny.

                        Natomiast panie, które co najmniej pięć godzin w tygodniu poświęcały na
                        wyczerpujące ćwiczenia, miały aż o 20-30 proc. niższe ryzyko zachorowania (w
                        zależności od rodzaju raka). Jednocześnie zauważono, że ćwiczenia o
                        umiarkowanym natężeniu, nawet regularne, nie wykazują podobnych właściwości.

                        - Nasze wyniki są niezbitym dowodem na to, że intensywny wysiłek fizyczny pełni
                        dużą rolę w ochronie przed rakiem piersi.

                        źródło Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1494636,16,1,0,120,686,item.html
                        • 03.03.07, 10:16
                          Wbrew obiegowej opinii, wzbogacanie diety w przeciwutleniacze niekoniecznie
                          zapobiega chorobom. Wyniki badań duńskich naukowców świadczą o tym, że
                          antyoksydanty, takie jak beta karoten, witamina A i witamina E, mogą zwiększać
                          ryzyko śmierci - informuje najnowszy numer pisma "JAMA".
                          Wiele osób stosuje antyoksydanty w nadziei, że poprawiają stan zdrowia i
                          zapobiegają chorobom. Naukowcy z Kopenhagi przeprowadzili analizę dotychczas
                          wykonanych badań i ich wyników i stwierdzili, że nie można jednoznacznie
                          powiedzieć, czy suplementy te są dla naszego zdrowia korzystne czy szkodliwe.

                          Badacze skupili się na analizie związku stosowania przeciwutleniaczy, takich
                          jak beta karoten, witaminy A i E, selen i kwas askorbinowy (witamina C) z
                          ogólną śmiertelnością dorosłych w badaniach klinicznych. Przy użyciu
                          elektronicznych baz danych i historii pacjentów zgromadzili wyniki 68
                          randomizowanych badań 232 606 uczestników i poddali je ponownej analizie.

                          Okazało się, że stosowanie beta karotenu zwiększało ryzyko śmierci o 7 proc.,
                          witaminy A o 16 proc., a witaminy E o 4 proc. Nie stwierdzono związku
                          spożywania witaminy C i selenu z podwyższeniem ryzyka zgonu. Naukowcy informują
                          jednak, że nie ma żadnych danych świadczących o pozytywnym wpływie witaminy C
                          na długość życia przyjmujących ją osób.

                          - Nasze odkrycie przeczy dotychczasowym doniesieniom na temat pozytywnego
                          wpływu przeciwutleniaczy na zdrowie. Około 10 do 20 proc. populacji dorosłych w
                          Ameryce Północnej i Europie stosuje takie suplementy diety, zatem ich wpływ na
                          zdrowie publiczne może być znaczny, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy poddawani
                          działaniu agresywnego marketingu - tłumaczą autorzy pracy.

                          Ich zdaniem jest kilka możliwych sposobów wytłumaczenia negatywnego wpływu
                          antyoksydantów na ryzyko śmiertelności. Pomimo że stres oksydacyjny jest
                          uważany za czynnik patogenny wielu przewlekłych chorób, może być również
                          konsekwencją tych schorzeń. Przez eliminowanie wolnych rodników z naszego
                          organizmu zaburzamy ważne mechanizmy obronne. Suplementy w postaci
                          antyoksydantów są syntetyzowane sztucznie i nie są tak rygorystycznie
                          kontrolowane jak inne lekarstwa, podkreślają naukowcy.

                          - Musimy lepiej zrozumieć działanie przeciwutleniaczy w kontekście
                          potencjalnych chorób - podsumowują autorzy pracy.

                          ŹRÓDŁO Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1496608,16,1,0,120,686,item.html
                          • 06.03.07, 10:33
                            Tamoksyfen zmniejsza ryzyko zachorowania na hormonozależnego raka piersi nawet
                            po zakończeniu stosowania tego leku.

                            Na łamach Journal of National Cancer Institute opublikowano wyniki długotrwałej
                            obserwacji pacjentek biorących udział w badaniu klinicznym IBIS-I
                            (International Breast Cancer Intervention Study). Okazało się, że zmniejszone
                            ryzyko zachorowania na raka piersi z ekspresją receptorów estrogenowych (rak ER-
                            pozytywny) utrzymuje się przez okres co najmniej 10 lat od momentu rozpoczęcia
                            leczenia i przez co najmniej 5 lat od chwili zakończenia przyjmowania leku.

                            Początkowe wyniki badania IBIS-I wykazały zmniejszenie o 31% względnego ryzyka
                            zachorowania na ER-pozytywnego raka piersi u zdrowych kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen. Jednakże w czasie wykonywania analizy powyższych wyników czas
                            obserwacji pacjentek był stosunkowo krótki, przez co uzyskana redukcja ryzyka
                            ograniczała się do okresu przyjmowania leku. Celem omawianej pracy było
                            określenie, czy zmniejszenie ryzyka zachorowania utrzymuje się po zaprzestaniu
                            przyjmowania tamoksyfenu.

                            Do udziału w badaniu IBIS-I zakwalifikowano 7145 zdrowych kobiet w wieku 35-70
                            lat, u których stwierdzono zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi.
                            Kobiety biorące udział w badaniu przyjmowały tamoksyfen (20 mg/d) lub placebo
                            przez okres 5 lat. Pierwotnym punktem końcowym badania było zachorowanie na
                            raka piersi, włączając w to przypadki raka przewodowego in situ i raka
                            inwazyjnego. Względne ryzyko zachorowania było podstawowym parametrem
                            statystycznym określanym w omawianym badaniu.

                            Mediana czasu trwania obserwacji wyniosła 96 miesięcy. W tym czasie stwierdzono
                            142 przypadki zachorowania na raka piersi w grupie 3579 kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen oraz 195 przypadków zachorowania wśród 3575 kobiet przyjmujących
                            placebo, co przekłada się odpowiednio na 4,97 oraz 6,82 przypadków raka piersi
                            w przeliczeniu na 1000 kobieto-lat. W omawianym przypadku ryzyko względne (RR)
                            wyniosło 0,73 przy 95% przedziale ufności (95% CI) = 0,58 – 0,91. Omawiana
                            różnica była statystycznie znamienna (p = 0,004). Zmniejszenie ryzyka
                            zachorowania pod wpływem stosowania tamoksyfenu utrzymywało się zarówno w
                            czasie przyjmowania leku, jak i w okresie do 10 lat od momentu randomizacji. Z
                            kolei działania niepożądane tamoksyfenu występowały znacznie rzadziej w okresie
                            po zakończeniu stosowania tego leku. Na przykład zakrzepica żył głębokich i
                            zatorowość płucna występowała znamiennie częściej w grupie kobiet przyjmujących
                            tamoksyfen w porównaniu z grupą placebo w okresie przyjmowania leku
                            (odpowiednio 52 i 23 przypadki, RR = 2,26; 95% CI: 1,36 – 3,87), ale nie w
                            czasie po zakończeniu jego stosowania (odpowiednio 16 i 14 przypadków, RR =
                            1,14; 95% CI = 0,52 – 2,53).

                            Tamoksyfen nie wpływał na ryzyko wystąpienia raka ER-negatywnego (35 przypadków
                            w każdym z ramion badania, RR = 1,00; 95% CI: 0,61 – 1,65). Zmniejszenie ryzyka
                            zachorowania dotyczyło inwazyjnego raka ER-pozytywnego – ryzyko względne było o
                            34% mniejsze w grupie kobiet przyjmujących tamoksyfen (87 przypadków wobec 132
                            przypadków w grupie placebo, RR = 0,66; 95% CI = 0,50 – 0,87).

                            Autorzy omawianej pracy wnioskują, że redukcja ryzyka zachorowania na raka
                            piersi pod wpływem tamoksyfenu przyjmowanego przez 5 lat utrzymuje się co
                            najmniej przez okres 10 lat od momentu rozpoczęcia przyjmowania leku. Znaczna
                            większość działań niepożądanych tamoksyfenu występuje natomiast w okresie jego
                            stosowania.

                            Źródło: Cuzick J, Forbes JF, Sestak I, Cawthorn S, Hamed H, Holli K, Howell A;
                            International Breast Cancer Intervention Study I Investigators Related
                            Articles, Long-term results of tamoxifen prophylaxis for breast cancer--96-
                            month follow-up of the randomized IBIS-I trial. J Natl Cancer Inst. 2007; 99:
                            272-282.
                            Journal of National Cancer Institute

                            źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                            www.eonkologia.pl/news.php?id=95
                            • 06.03.07, 10:36
                              Imanitib, pierwszy lek na raka zaprojektowany do specyficznego hamowania enzymu
                              odpowiedzialnego za podziały komórek nowotworowych, powoduje również cofanie
                              rozwoju różnych rodzajów guzów - donoszą naukowcy z Niemiec na łamach
                              pisma "Leukemia".
                              Imanitib działa poprzez indukowanie w komórkach guza procesu o nazwie
                              autofagia, w którym białka i struktury komórkowe są niszczone wewnątrz komórki,
                              co prowadzi do jej śmierci.

                              Badania Hermanna Schaetzla i współpracowników z Technical University of Munich
                              znajdą zastosowanie w leczeniu raka, a zwłaszcza przewlekłej białaczki
                              szpikowej (CML). Imanitib podawany łącznie z innymi lekami wywołującymi
                              autofagię szybko i skutecznie prowadzi do zahamowania rozwoju nowotworu.
                              Naukowcy wykazali, że takie leczenie prowadzi do powstania na terenie komórek
                              raka autofagosomów - struktur w których dochodzi do enzymatycznego trawienia
                              białek i struktur komórkowych.

                              Co ważne, badacze zaobserwowali takie działanie leku w liniach komórkowych
                              pochodzących z różnych tkanek, co pozwala mieć nadzieję, że Imanitib będzie
                              można stosować w leczeniu różnego rodzaju nowotworów.

                              Autorzy wykazali również, że działanie leku jest zależne od zastosowanej dawki,
                              co ma ważne znaczenie kliniczne.

                              źródło Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1496954,16,1,0,120,686,item.html
                              • 06.03.07, 10:38
                                Amerykańskim naukowcom udało się opracować technikę, dzięki której potrafią
                                wytworzyć skupioną, laserową wiązkę promieni rentgenowskich przy niewielkim
                                zapotrzebowaniu na prąd - donosi internetowe wydanie "Nature Physics".
                                Dotychczasowe urządzenia tego typu wymagały zasilania przez instalacje
                                rozmiarów boiska do piłki nożnej. Czyniło je to całkowicie niezdatnymi do
                                użycia poza laboratorium.

                                Prof. Margaret Murnane i prof. Henry Kapteyn z Uniwersytetu stanu Colorado
                                opracowali laser, wytwarzający tzw. miękkie promieniowanie rentgenowskie przy
                                stosunkowo niewielkim zapotrzebowaniu na energię. Naukowcy sądzą, że ulepszenie
                                urządzenia tak, by emitowało twarde promieniowanie rentgenowskie, używane np. w
                                medycynie, jest tylko kwestią czasu.

                                - Jeśli uda nam się to osiągnąć, będziemy w stanie poprawić rozdzielczość zdjęć
                                rentgenowskich nawet tysiąckrotnie - mówi prof. Murnane. - Współczesne aparaty
                                do prześwietleń nie potrafią na przykład wykryć niewielkich nowotworów, gdyż
                                działają raczej jak żarówka, a nie laser - emitują promieniowanie w wielu
                                kierunkach przestrzeni. Mając laser rentgenowski, możemy dostrzec dużo mniejsze
                                obiekty - dodaje.

                                Naukowcy zastosowali w urządzeniu atomy argonu - bardzo stabilnego pierwiastka
                                chemicznego. Pobudzając atomy przy pomocy tradycyjnego lasera, udało im się
                                zmusić je do emisji promieniowania rentgenowskiego. Dzięki dokładnej kontroli
                                działania lasera, pobudzają oni atomy tylko w takich momentach, by promienie
                                rentgenowskie pochodzące od różnych atomów wzajemnie się wzmacniały.

                                - Przypomina to bujanie dziecka na huśtawce - wyjaśnia prof. Murnane. - Jeśli
                                je popychasz w odpowiednim momencie, huśtawka buja się coraz wyżej, jeśli w
                                złym - huśtawka staje. Udało nam się kontrolować urządzenie tak, by nie
                                popychać "huśtawki" w złym momencie" - dodaje.

                                źródło Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1496958,16,1,0,120,686,item.html
                                • 06.03.07, 10:39
                                  Precyzyjne oznaczanie komórek nowotworowych jest możliwe dzięki zmodyfikowanym
                                  magnetycznym nanocząstkom, połączonym z odpowiednio zaprojektowanymi
                                  przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom rakowym -
                                  informuje "Chemical Communications".
                                  Nanotechnologia umożliwia zupełnie nowe podejście naukowców do problemu
                                  zwalczania komórek nowotworowych, w tym również identyfikacji oraz precyzyjnego
                                  oznaczania zmienionych komórek rakowych.

                                  Jedną z metod umożliwiającą oddzielenie komórek rakowych od zdrowych, jest
                                  oznakowanie poszczególnych komórek nowotworowych magnetycznymi nanocząstkami
                                  połączonymi z przeciwciałami skierowanymi przeciwko określonym komórkom
                                  rakowym. Ta technika pozwala w prosty i dość szybki sposób określić badaczom, z
                                  jakim typem choroby nowotworowej mają do czynienia.

                                  Głównym problemem tej metody była niska wrażliwość (to jest ilość tworzących
                                  się specyficznych kompleksów magnetyczna nanocząstka- komórka rakowa), która
                                  wynikała z różnego, mało precyzyjnego połączenia się przeciwciała z nanocząstką.

                                  Naukowcy kanadyjscy z National Research Council of Canada, których prace
                                  koordynował dr Benoit Simard, opracowali metodę ułatwiającą łączenie
                                  przeciwciał z powierzchnią nanocząstek w ściśle określony, powtarzalny sposób.

                                  Badacze wykorzystali do tego celu małą cząsteczkę łącznikową, której zadaniem
                                  jest połączenie się z odpowiednim miejscem w strukturze przeciwciała.
                                  Zmieniając charakter cząsteczki łącznikowej naukowcy mogą zmieniać właściwości
                                  cząstek łączących się z komórkami nowotworowymi.

                                  W zależności od typu cząsteczki łącznikowej powstają nanocząsteczkowe sondy
                                  nowotworowe, które wyłapują od 60 do 85 procent komórek nowotworowych
                                  zawieszonych w badanej próbce.

                                  Jak zauważa dr Simard "rozwój nowoczesnych mikrochipowych platform
                                  analitycznych służących do wykrywania komórek rakowych ściśle związany jest z
                                  wrażliwością systemów detekcyjnych".

                                  Obecnie naukowcy pracują nad optymalizacją metody, by była ona równie skuteczna
                                  w płynach fizjologicznych (np. krwi) co w laboratoryjnych próbkach.

                                  źródło Onet.pl
                                  wiadomosci.onet.pl/1496956,16,1,0,120,686,item.html
    • 21.07.06, 23:24
      Z uwagi, że wklejane we fragmentach ciekawostki ze świata medycyny i nauki z
      innych stron w internecie mają czasem swoją krótką żywotność i przestają być w
      którymś momencie niedostępne do odczytu postanowiliśmy z Moderatorem zmienić
      styl tych informacji i wklejać całe opracowania z podawaniem źródła skąd
      pochodzą (z jakich stron w sieci). Większośc dotychczasowych wątków zostanie
      niebawem przywrócona.
      pozdrawiam Robert
      • 21.07.06, 23:29
        Kwas foliowy może zapobiegać rozwojowi nowotworów i powodować reemisję choroby -
        donoszą włoscy naukowcy na łamach czasopisma "Cancer".

        Folian jest naturalnie występującą witaminą B (B9), znajdywaną w świeżych
        owocach i warzywach. Kwas foliowy, bardziej stabilna forma folianu, występuje w
        produktach spożywczych w bardzo zróżnicowanych ilościach. Bogatym witaminy B9
        są warzywa i owoce zawierające również duże ilości witaminy C np.: pomarańcze,
        brukselka, kapusta włoska oraz warzywa i owoce będące źródłem beta- karotenu,
        między innymi liście pietruszki, szpinak, cykoria, sałata, pomidory czy suche
        nasiona roślin strączkowych.

        Folian należy do grupy koenzymów, niezbędnych w wielu przemianach aminokwasów i
        kwasów nukleinowych, takich jak: synteza i naprawa DNA, oraz przekształcanie
        homocysteiny w metioninę. Homocysteina powstaje w organizmie na drodze
        przemiany aminokwasu obecnego w produktach pochodzenia zwierzęcego metioniny w
        inny - cysteinę. Folian oraz witaminy B6 i B12 umożliwiają przekształcenie
        metioniny w cysteinę, oraz homocysteiny w metioninę. Kiedy organizm nie ma
        witamin z grupy B, z metioniny zamiast cysteiny powstaje homocysteina, która
        uszkadza śródbłonek naczyń i przyspiesza tworzenie zakrzepów. Dlatego też osoby
        ze zwiększonymi poziomami homocysteiny są bardziej zagrożone miażdżycą.
        Aminokwas ten został uznany za niezależny czynnik ryzyka tej choroby.

        Grupa naukowców kierowanych przez Giovanniego Almadori, przeprowadziła badania
        z udziałem 43 pacjentów z objawami leukoplakii. Choroba ta, nazywana inaczej
        rogowaceniem białym, polega na przeroście nabłonka błon śluzowych jamy ustnej,
        ponadto nabłonek taki ma cechy nadmiernego rogowacenia. Leukoplakia uznawana
        jest za stan przedrakowy.

        Podczas badania pacjentom podawano trzy razy dziennie, przez sześć miesięcy po
        5 mg kwasu foliowego, co 30 dni sprawdzano stan zaawansowania choroby. Po
        zakończeniu leczenia, otrzymano następujące wyniki: u 12 pacjentów (28 proc.)
        nastąpiła całkowita reemisja, u 19 pacjentów (44 proc.) stwierdzono
        zmniejszenie o 50 proc. rozmiarów uszkodzenia błony śluzowej, natomiast u 12
        pacjentów nie nastąpiły żadne zmiany.

        Jednocześnie zaobserwowano wzrost poziomu kwasu foliowego we krwi i spadek
        poziomu homocysteiny, nie stwierdzając żadnych skutków ubocznych.

        Przeprowadzone badania wykazały związek pomiędzy niedoborem folianu, wzrostem
        poziomu homocysteiny a występowaniem nowotworów. Naukowcy sugerują, że
        przyjmowanie folianu może chronić przed powstawaniem nowotworów.
        żródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
        subaction=showfull&id=1150789355&archive=&start_from=&ucat=5&&alone=
        • 21.07.06, 23:35
          Rusza bezpłatna infolinia onkologiczna
          Bezpłatna infolinia onkologiczna rusza w poniedziałek 19 czerwca po południu -
          informuje przedstawiciel Polskiej Unii Onkologii (PUO). Mogą się tam zwrócić o
          pomoc osoby chore na raka lub podejrzewający u siebie tę chorobę. Przy
          telefonie będą dyżurować doświadczeni lekarze onkolodzy. Odpowiedzą na pytania
          związane z profilaktyką, rozpoznaniem i leczeniem chorób nowotworowych. Pod
          numer 0-800 49 34 94 można dzwonić od poniedziałku do czwartku w godzinach
          16.00- 22.00.

          Z infolinii mogą korzystać pacjenci walczący z rakiem, ich rodziny oraz osoby,
          które podejrzewają u siebie chorobę i nie wiedzą, gdzie szukać informacji lub
          boją się zgłosić po poradę lekarską.
          Zdaniem lekarzy, onkologiczna infolinia będzie szczególnie przydatna dla
          pacjentów z mniejszych miejscowości, którzy często nie wiedzą, dokąd zgłosić
          się po specjalistyczną poradę.

          "Potrzeba takiej linii jest ogromna" - mówi Dorota Jasińska z PUO. Jak
          informuje, trzy lata temu przez miesiąc funkcjonowała próbna infolinia. "Były
          trzy stanowiska, telefon dzwonił non stop. W najgorętszych godzinach na
          połączenie czekało trzydzieści osób" - dodaje.

          "To duże ułatwienie dla pacjentów. W Polsce jest ogromne zapotrzebowanie na
          informacje dotyczące choroby nowotworowej" – potwierdza prezes PUO, dr Janusz
          Meder. "Mam nadzieję, że telefoniczny kontakt z lekarzem specjalistą pomoże
          przełamać strach i zachęci niezdecydowanych do wizyty u onkologa" - zaznacza.

          źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
          www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=&news_id=10592&layout=2&page=text

          • 21.07.06, 23:38
            Przykrycie pacjenta ogrzanym kocem sprawia, że badania za pomocą tomografu
            komputerowego lub skanera PET są dokładniejsze - informuje serwis "EurekAlert".
            U mniej więcej 9 procent pacjentów z podejrzeniem nowotworu interpretację badań
            obrazowych utrudnia obecność brunatnej tkanki tłuszczowej. Brunatna tkanka
            tłuszczowa to specjalna odmiana tkanki łącznej wyspecjalizowana w wytwarzaniu
            ciepła - poprzez utlenianie kwasów tłuszczowych. U człowieka pojawia się na
            krótko przed urodzeniem i z wiekiem zanika, natomiast ma decydujące znaczenie
            dla zwierząt zapadających w sen zimowy.

            Niestety, sposób, w jaki brunatna tkanka tłuszczowa gromadzi znaczniki
            stosowane w diagnostyce nowotworów, może prowadzić do pomyłek. Lekarze błędnie
            uznają "wysepki" tkanki tłuszczowej za nowotwory - lub nowotwory są zakrywane
            przez brunatną tkankę tłuszczową. Szczególnie częste są takie kłopoty u osób,
            które przed badaniem piły kawę bądź były bardzo aktywne fizycznie.
            By zmniejszyć osadzanie się znaczników w tkance tłuszczowej, lekarze stosowali
            jak dotąd leki - beta-blokery lub diazepam. Jednak skuteczność tych środków
            wynosi tylko około 30 procent.

            Tymczasem, jak wykazali naukowcy z Saint Louis University, okrycie pacjenta
            ciepłym kocem przed rozpoczęciem badania jest dwukrotnie skuteczniejsze
            (redukuje wychwyt znaczników o 62 procent), a jednocześnie łatwe i tanie.
            Pacjenci nie są też narażeni na działania uboczne leków (na przykład po
            diazepamie nie można pić alkoholu ani prowadzić samochodu).

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1343777,16,1,0,120,686,item.html
            • 21.07.06, 23:40
              Kobiety z wysokim poziomem kadmu w moczu mają ponad dwukrotnie wyższe ryzyko
              zachorowania na raka piersi, niż rówieśniczki z niskim stężeniem tego metalu -
              wskazują amerykańskie badania.
              Choć kadm został wciągnięty na listę potencjalnych substancji rakotwórczych -
              m.in. przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, do tej pory nikt nie
              potwierdził jego związku z rakiem piersi w badaniach na ludziach, przypominają
              autorzy pracy na łamach pisma "Journal of the National Cancer Institute".

              Wcześniej udało się jedynie wykazać, że metal ten może wpływać na rozwój raka
              sutka u zwierząt laboratoryjnych, a ponadto jego obecność stwierdzano w
              tkankach gruczołu piersiowego.
              Najnowsze badania zespołu z Uniwersytetu Stanu Wisconsin w Madison polegały na
              porównaniu poziomu kadmu w moczu 246 pacjentek z rakiem piersi z jego stężeniem
              u 254 zdrowych kobiet (dobranych pod względem wieku). Zebrano też dane na temat
              innych czynników ryzyka raka piersi.

              Okazało się, że ryzyko zachorowania na raka piersi było niemal dwa razy wyższe
              u kobiet, u których stężenie kadmu w moczu przekraczało pewne normy, w
              porównaniu z rówieśniczkami.

              Na razie mechanizm rakotwórczego działania kadmu pozostaje niewyjaśniony.
              Istnieją jednak przesłanki, by sądzić, że imituje on działanie hormonów
              płciowych estrogenów, działając na te same receptory. Estrogeny pobudzają
              wzrost przeważającej części guzów piersi.

              Prowadząca badania dr Jane A. McElroy uważa, że jeśli wyniki jej zespołu
              zostaną potwierdzone w większej grupie kobiet, to trzeba będzie wprowadzić
              bardziej restrykcyjne zasady usuwania kadmu ze środowiska.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1345161,16,1,0,120,686,item.html
              • 21.07.06, 23:42
                Naukowcom udało się wreszcie rozwikłać, w jaki sposób azbest wywołuje złośliwy
                nowotwór opłucnej - tzw. międzybłoniak opłucnej.
                Zdaniem autorów artykułu na łamach pisma "Proceeding of the National Academy of
                Sciences", dzięki temu można będzie opracować lepsze metody prewencji
                międzybłoniaka u ludzi narażonych na działanie azbestu.

                Azbest, naturalnie występujący włóknisty minerał, jest uważany za główną
                przyczynę międzybłoniaka opłucnej. Ten groźny nowotwór jest dość rzadki -
                szacuje się, że dotyczy 1 na 120 tys. ludzi. Ponieważ nie daje typowych
                objawów, najczęściej wykrywa się go późno, gdy szanse na uratowanie pacjenta są
                bardzo małe. Rakotwórcze własności azbestu są powszechnie znane, a od lat 90.
                zakazano jego produkcji i użytkowania w wielu krajach świata.

                Dotychczas naukowcy nie wiedzieli, na jakiej zasadzie minerał ten wywołuje
                międzybłoniaka u ludzi. W przeciwieństwie do komórek opłucnej chomików i
                szczurów, komórki z opłucnej ludzi hodowane w laboratorium nie zmieniają się w
                nowotworowe pod wpływem azbestu, ale po prostu giną.

                Teraz badaczom z Loyola University w Chicago we współpracy z naukowcami z
                innych ośrodków USA udało się znaleźć wyjaśnienie tej zagadki.

                Ludzkie komórki opłucnej hodowane na szalkach pod wpływem azbestu produkują
                tzw. czynnik martwicy nowotworów alfa, TNF-alfa, jak również receptory, za
                pośrednictwem których białko to działa.

                Natomiast badacze dodawali TNF-alfa do hodowli komórek jeszcze przed ich
                kontaktem z azbestem. Okazało się, że dzięki temu liczba komórek, które
                przeżywały działanie minerału, znacznie rosła. TNF- alfa pobudzał bowiem
                produkcję innego białka - NF-kappaB, które blokuje apoptozę, czyli samobójczą
                śmierć komórek. W ten sposób komórki z usterkami genetycznymi wywołanymi przez
                azbest zamiast ginąć, zaczynają się dzielić i mogą dać początek nowotworowi,
                wyjaśniają autorzy pracy.

                Na podstawie tych obserwacji naukowcy zaproponowali model rozwoju
                międzybłoniaka opłucnej pod wpływem azbestu. Jak tłumaczą, wdychane włókienka
                azbestu powodują gromadzenie się w płucach i opłucnej komórek odporności o
                nazwie makrofagi. Komórki te produkują duże ilości TNF-alfa. W tym samym czasie
                zaczynają go wytwarzać również komórki opłucnej. TNF-alfa pobudza wydzielanie
                czynnika NF-kappaB, a ten z kolei blokuje apoptozę komórek, które z powodu
                uszkodzeń w DNA powinny zginąć. Zamiast tego mogą jednak dalej się dzielić i
                dać początek nowotworowi.

                Badacze uważają, że ich okrycie "podpowiada" sposoby, które pomogłyby
                zapobiegać międzybłoniakowi u osób narażonych na działanie azbestu. Jedną z
                proponowanych metod jest blokowanie TNF-alfa za pomocą eksperymentalnego leku o
                nazwie entanercept. Warto też sprawdzić skuteczność niesteroidowych leków
                przeciwzapalnych, wiadomo bowiem, że procesom zapalnym towarzyszy produkcja
                dużych ilości NF-kappaB, konkludują naukowcy.

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1346051,16,1,0,120,686,item.html
                • 21.07.06, 23:43
                  Jad izraelskiego żółtego skorpiona ma szczególne powinowactwo z komórkami
                  nowotworu mózgu - glejaka - informuje serwis "EurekAlert".
                  Naukowcy pracujący dla Transmolecular Corporation w Cambridge (stan
                  Massachusetts) stworzyli radioaktywną wersję tej trucizny. Substancja o nazwie
                  TN-601 jest sztucznym jadem skorpiona z dodatkiem izotopu jodu I-131 (ten sam
                  krótko żyjący i silnie radioaktywny izotop, który skaził pół Europy po
                  katastrofie w Czarnobylu).

                  Dzięki połączeniu radioaktywności jodu 131 ze specyficznymi właściwościami jadu
                  skorpiona, powstał środek, który trafia do zmienionych nowotworowo komórek i
                  powoduje ich obumarcie z powodu napromieniowania. Jest on eksperymentalnie
                  podawany pacjentom z glejakiem - nowotworem bardzo trudnym do leczenia. Zwykle
                  glejak powoduje zgon już w pierwszym roku choroby.
                  Chorzy dostają po prostu zastrzyk nowego leku w warunkach ambulatoryjnych - bez
                  potrzeby chemioterapii czy też tradycyjnej radioterapii - a następnie trafiają
                  do domu. Poziom promieniowania, na jaki narażeni są członkowie rodziny, nie
                  jest wyższy niż przy leczeniu izotopami raka tarczycy. By radioaktywny jod nie
                  trafiał do tarczycy, przed leczeniem pacjent dostaje sporą dawkę jodu
                  niepromieniotwórczego (podobnie postąpiły po Czarnobylu polskie władze, podając
                  milionom obywateli zawierający jod płyn Lugola).

                  Wstępne wyniki wskazują na wydłużenie czasu przeżycia. Podczas planowanej
                  drugiej fazy badań klinicznych mają być podane wyższe dawki TN-601.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1347390,16,1,0,120,686,item.html
                  • 21.07.06, 23:46
                    Dzięki badaniom nad poprawą jakości owoców opracowano obiecującą metodę
                    hamowania rozrostu nowotworów - informuje pismo "Cancer".
                    Naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie badali actibind, białko
                    wytwarzane przez czarną pleśń Aspergillus niger. Actibind wiąże się z aktyną,
                    głównym składnikiem struktur wewnątrzkomórkowych w organizmach roślin. Prowadzi
                    to do zahamowania wzrostu komórek. Celem badań była poprawa jakości nektarynek
                    i brzoskwiń.

                    Okazało się jednak, że podobne do actibind białko RNaseT2 działa także na
                    aktynę w wędrujących komórkach ludzkich i zwierzęcych, na przykład tych, które
                    odpowiadają za tworzenie się nowych naczyń krwionośnych.
                    Zbyt mały dopływ krwi izoluje guz od dopływu tlenu i substancji pokarmowych. W
                    ten sposób w przypadku komórek raka jelita, piersi czy skóry udało się
                    powstrzymać zarówno jego wzrost, jak i tworzenie się przerzutów, nie szkodząc
                    zdrowym komórkom. Znaczne efekty uboczne należą do głównych wad tradycyjnych
                    metod leczenia - na przykład radio- i chemioterapii.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1350916,16,1,0,120,686,item.html
                    • 21.07.06, 23:48
                      Sok z owoców granatowca może zapobiegać rozwojowi raka prostaty. Takie wnioski
                      wyciągnęli z badań naukowcy ze stanowego Uniwersytetu w Kalifornii.
                      Zdaniem amerykańskich onkologów granaty mogą tak skutecznie walczyć z rakiem
                      prostaty, że choroba ta może osiągnąć znacznie mniejszy stopień śmiertelności
                      wśród starszych mężczyzn.

                      Śródziemnomorskie owoce zawierają bowiem mieszankę związków chemicznych
                      minimalizujących uszkodzenia komórek, przez co mogą niwelować skutki choroby
                      nowotworowej.
                      Picie szklanki soku z granatów siedem razy w tygodniu może spowolnić rozwój
                      raka prostaty prawie czterokrotnie, dowodzą badacze na łamach Gazety
                      Klinicznych Badań nad Rakiem.

                      Zdaniem innych naukowców, jeśli wyniki eksperymentów uda się potwierdzić, owoce
                      granatnika mogą okazać się bardzo skutecznym lekarstwem we wczesnych stadiach
                      rozwoju raka prostaty.

                      źródło pochodzenia Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1349433,16,1,0,120,686,item.html
                      • 21.07.06, 23:49
                        Regularne przyjmowanie paracetamolu może zmniejszyć ryzyko raka jajnika niemal
                        o jedną trzecią, ale lepiej nie przesadzać - informuje "British Journal of
                        Clinical Pharmacology".
                        Zespół naukowców z uniwersytetu w Atenach dokonał analizy ośmiu wcześniejszych
                        badań nad środkami przeciwbólowymi, obejmujących ponad 746 000 kobiet z USA,
                        Wielkiej Brytanii i Danii. Okazało się, że długotrwale przyjmowany paracetamol
                        (około 30 tabletek na miesiąc) obniża ryzyko raka jajnika.

                        Jednak naukowcy ostrzegli, że jednocześnie rośnie ryzyko niewydolności nerek i
                        wątroby. Dlatego kierujący greckim zespołem dr Stefanos Bonovas zastrzega, że
                        nie poleca kobietom profilaktycznego przyjmowania paracetamolu. Potrzebne są
                        dalsze badania, zwłaszcza że nie wiadomo, w jaki sposób lek miałby zapobiegać
                        rakowi.
                        Rak jajnika nie jest zbyt częsty, ale śmiertelność pozostaje wysoka - mniej niż
                        co trzecia chora przeżywa 5 lub więcej lat od postawienia diagnozy. Rak jajnika
                        jest trudny do wykrycia, więc często daje o sobie znać gdy jest już bardzo
                        zaawansowany

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1353099,16,1,0,120,686,item.html
                        • 21.07.06, 23:50
                          Fullereny (odmiana węgla), połączone z przeciwciałami, które selektywnie
                          reagują z komórkami nowotworowymi, np. czerniaka, mogą dostarczać substancje
                          lecznicze bezpośrednio do rakowych komórek we wnętrzu fullerenowej "węglowej
                          klatki".
                          "Odkrycie, iż rozpuszczalne w wodzie pochodne fullerenów swobodnie przenikają
                          przez błonę komórkową spowodowało wzrost zainteresowania naukowców możliwością
                          zastosowania "węglowych klatek" w medycynie" - mówi profesor Lon J. Wilson z
                          Rice University (USA).

                          Fullereny, będące obok diamentu i grafitu kolejną alotropową odmianą węgla,
                          zbudowane są z kilkudziesięciu do kilkuset atomów węgla. Tworzą one zamkniętą
                          kulę lub elipsoidę. Naukowcy współpracujący z prof. Wilsonem opracowali metodę
                          chemicznego łączenia rozpuszczalnych w wodzie fullerenowych kulek (pochodnych
                          fullerenu C60) z przeciwciałami, skierowanymi przeciw specyficznym komórkom
                          nowotworowym.

                          W badaniach wykorzystano przeciwciała ZME-018, które skierowane były przeciw
                          komórkom czerniaka.

                          "Fullereny mogą pełnić funkcję magazynów substancji chemicznych, np. leków
                          stosowanych w terapii nowotworowej, które pozostają zamknięte do czasu, aż
                          cząsteczka magazynująca - fulleren - dotrze do określonej komórki" - wyjaśnia
                          prof. L. J. Wilson.

                          Dzięki połączeniu przeciwciał z fullerenami, można precyzyjnie kierować
                          węglowymi magazynami leków. W tej sytuacji dostarczane są one dokładnie w
                          miejsce, które wymaga chemioterapii.

                          Według naukowców, niemal 100 procent fullerenów połączonych z przeciwciałami
                          łączy się z komórkami, przeciw którym skierowane są przeciwciała.

                          "Wiele lat zajęło naukowcom opracowanie metody zamykania i
                          otwierania "węglowych klatek", by móc w nich transportować różne substancje
                          chemiczne. Teraz przyszła kolej na badania nad skutecznym dostarczeniem
                          wypełnionych lekami fullerenów do wymagających leczenia komórek" - konkluduje
                          prof. Lon J. Wilson z Rice University.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1353102,16,1,0,120,686,item.html
                          • 21.07.06, 23:52
                            Karagen, substancja zawarta w glonach morskich i od lat stosowana w przemyśle
                            spożywczym, może chronić przed infekcją wirusową, która prowadzi do raka szyjki
                            macicy - zaobserwowali naukowcy z USA.
                            Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "PLoS Pathogens".

                            Karagen to substancja uzyskiwana z krasnorostów, tj. czerwonych glonów o nazwie
                            chrząstnica kędzierzawa lub mech irlandzki (Chondrus crispus). Krasnorosty te
                            można spotkać w północnych wodach Atlantyku, u skalistych wybrzeży Północnej
                            Ameryki i Europy.
                            Od lat karagen jest używany w przemyśle spożywczym i kosmetycznym jako
                            zagęstnik - do tworzenia żeli i galaret. W związku z tym można go znaleźć w
                            wielu produktach codziennego użytku, takich jak pasty do zębów lub jogurty.

                            Z dotychczasowych badań wiadomo, że karagen blokuje wirusa HIV. Trwające
                            aktualnie w Afryce testy na ponad pięciu tysiącach kobiet mają ostatecznie
                            potwierdzić jego rolę w prewencji zakażeń HIV u ludzi.

                            Najnowsze doświadczenia naukowców z National Cancer Institute w Bethesda (stan
                            Maryland) ujawniły jednak, że substancja ta ma szersze działanie
                            przeciwwirusowe. Hamuje bowiem ona rozwój infekcji spowodowanej ludzkim wirusem
                            brodawczaka - HPV. Wirus ten przenosi się droga płciową i jest uważany za
                            podstawową przyczynę raka szyjki macicy.

                            "W testach in vitro sprawdziliśmy wiele substancji pod kątem ich zdolności do
                            blokowania HPV. Karagen, niedrogi i powszechnie dostępny produkt, wykazał się
                            wyjątkową skutecznością" - komentuje biorący udział w badaniach Douglas Lowy.
                            Jak podkreślił, karagen skutecznie blokował rozwój infekcji HPV w stężeniach
                            100 razy niższych niż najlepszy znany obecnie inhibitor tego wirusa.

                            Dokładne analizy ujawniły, że substancja ta działa jak rodzaj "kontroli
                            granicznej". Przyłączając się do białek wirusa, zapobiega jego wnikaniu do
                            komórek nabłonka szyjki.

                            Autorzy pracy uważają, że karagenan może się stać składnikiem tanich preparatów
                            zapobiegających przenoszeniu zakażeń HPV drogą płciową. Takie preparaty do
                            użytku zewnętrznego noszą nazwę mikrobicydów.

                            Zastosowanie karagenu w prewencji raka szyjki macicy może być ułatwione przez
                            fakt, że obecnie jest on składnikiem wielu żeli- nawilżaczy dopochwowych, a -
                            jak wykazał zespół Lowy'ego - niektóre z tych ogólnodostępnych produktów
                            skutecznie zapobiegały zakażeniu komórek szyjki macicy w probówce.

                            Obecnie za bardzo obiecującą metodę zapobiegania infekcjom HPV, i co za tym
                            idzie rakowi szyki, uważana jest szczepionka przeciwwirusowa, która zyskała już
                            aprobatę Amerykańskiej Komisji ds. Żywności i Leków. Decyzja o zatwierdzeniu
                            jej w krajach UE ma zapaść pod koniec roku 2006.

                            Już teraz wiadomo jednak, że będzie ona kosztowna (kilkaset dolarów USA), a
                            przez to niedostępna dla większości mieszkanek biednych krajów, w których
                            ciągle zbyt wiele kobiet umiera na ten nowotwór. Podobnie jest zresztą w
                            Polsce, która pod względem zachorowalności na raka szyjki i umieralności z jego
                            powodu zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Europie.

                            "Karagen jest tani i łatwo dostępny. Został uznany za +generalnie bezpieczny+
                            przez Amerykańską Komisję ds. Żywności i Leków. Z tych powodów wprowadzenie do
                            użytku mikrobicydów z karagenem nie musi być wcale sprawą dalekiej
                            przyszłości" - komentuje kliniczna konsultantka Centrum Badań nad Rakiem w
                            Londynie, Anne Szarewski. Jednak zanim do tego dojdzie, potrzebne będą szeroko
                            zakrojone testy na pacjentach - zaznacza badaczka.

                            Z najnowszych badań wynika też, że karagen może chronić przed zakażeniem innymi
                            wirusami niż HIV i HPV. Naukowcy z zespołu Lowy'ego zaobserwowali, że hamuje on
                            również infekcję wirusem opryszczki - HSV, ale w dawce 1000 razy wyższej niż w
                            przypadku HPV.

                            źródło pochodzenia Onet.pl
                            wiadomosci.onet.pl/1356767,16,1,0,120,686,item.html
                            • 21.07.06, 23:54
                              Nowo opracowane badanie krwi pomoże wcześniej wykrywać raka płuc niż jest to
                              możliwe z użyciem metod radiografii, zarówno konwencjonalnej, jak i tomografii
                              komputerowej - wynika z badań amerykańskich, które publikuje "Journal of
                              Thoracic Oncology".
                              Test, opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Stanu Kentucky, polega na
                              wykrywaniu białek odporności produkowanych przez organizm w odpowiedzi na
                              obecność raka płuc we wczesnym stadium rozwoju.

                              Aby sprawdzić jego czułość i dokładność, naukowcy przebadali próbki krwi
                              pobrane w grupie pacjentów leczonych z powodu niedrobnokomórkowego raka płuc.
                              Guzy z tej grupy stanowią większość, bo aż 75 do 80 proc. wszystkich przypadków
                              raka płuc. Około 40 proc. pacjentów z rakiem niedrobnokomórkowym przeżywa 5 lat
                              od momentu jego wykrycia. Okazało się, że czułość testu (tj. odsetek
                              pozytywnych wyników wśród osób chorych) wyniosła 90 proc. Innymi słowy, test
                              potwierdził obecność raka w 90 proc. przypadków. Co więcej, jego swoistość, tj.
                              odsetek negatywnych wyników w grupie osób zdrowych, również była wysoka -
                              uzyskano niewiele pozytywnych wyników u osób bez raka płuc.

                              Zachęceni tymi wynikami naukowcy przebadali też próbki krwi kilkunastu
                              pacjentów, które pobrano kilka lat przed wykryciem u nich guza płuc. Za pomocą
                              testu udało się wykryć raka w 4 na 7 próbkach pobranych rok przed diagnozą oraz
                              we wszystkich 18 próbkach pobranych 2, 3 lub 4 lata przed nią.

                              Zdaniem naukowców, wyniki te wskazują, że rak płuc może rozwijać się u pacjenta
                              przez ok. 3 do 5 lat zanim osiągnie rozmiary pozwalające go wykryć z użyciem
                              metod radiograficznych.

                              "Dlatego wykrywanie przeciwciał we krwi pacjenta może być doskonałym narzędziem
                              do wczesnej diagnostyki tego raka, zwłaszcza jeśli połączy się je z innymi
                              metodami diagnostycznymi" - komentują autorzy pracy.

                              Rak płuc jest obecnie uważany za największego zabójcę wśród wszystkich
                              nowotworów, gdyż przeważnie wykrywa się go w zbyt zaawansowanych i opornych na
                              leczenie stadiach rozwoju. Jak wskazują dane Global Lung Cancer Coalition,
                              każdego roku jest on wykrywany u 10 mln ludzi. Połowa wszystkich pacjentów
                              umiera w ciągu roku od diagnozy.

                              Obecnie w diagnostyce guzów płuc powszechnie stosuje się metody radiografii,
                              ale dają one zbyt wysoki odsetek pozytywnych wyników u osób zdrowych.
                              Potwierdzenie obecności raka płuc można uzyskać tylko w badaniu histologicznym
                              jego fragmentu. W tym celu trzeba jednak wykonać badanie inwazyjne, np. biopsję
                              aspiracyjną.

                              źródło pochodzenia Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1357418,16,1,0,120,686,item.html
                              • 21.07.06, 23:55
                                Białko o nazwie proepitelina odgrywa kluczową rolę w rozprzestrzenianiu się
                                raka pęcherza moczowego - donosi najnowszy numer czasopisma "Cancer Research".
                                Według szacunków Amerykańskiego Towarzystwa Badań Raka, w 2006 roku 61 420
                                mieszkańców USA zachoruje na raka pęcherza moczowego, czyniąc go tym samym
                                piątym pod względem częstości występowania rodzajem nowotworu w tym kraju.
                                Szacuje się, że koło 13 060 pacjentów umrze z powodu tej groźnej choroby.
                                Wcześnie wykryty nowotwór jest wyleczalny, choć często zdarzają się nawroty i
                                przerzuty do innych narządów.

                                Doktor Morrione i jego zespół z Jefferson Medical College i Jefferson's Kimmel
                                Cancer Center badali rolę białka o nazwie proepitelina w powstawaniu raka
                                pęcherza moczowego. Proepitelina pełni funkcję czynnika wzrostu nabłonka (tzw.
                                epitelium) - warstwy komórek wyściełających powierzchnie narządów wewnętrznych.
                                Podobnie jak inne czynniki wzrostu reguluje tempo namnażania się, różnicowania
                                i migracji komórek. Podwyższony poziom tego białka jest wykrywany u pacjentów z
                                nowotworami piersi, jajników i nerek.

                                Naukowcy użyli do badań 5637 komórek pobranych z guzów pęcherza moczowego.
                                Wykazali, że proepitelina pobudza migrację komórek nowotworowych pęcherza i
                                stymuluje narastanie nowotworu. Dr Morrione sądzi, że białko to odgrywa podobną
                                rolę w rozwoju guzów innych narządów. Jego zdaniem kolejnym krokiem będzie
                                zbadanie czy proepitelina może być markerem przerzutów raka pęcherza.

                                "Guzy pęcherza są trudne w leczeniu, ponieważ dają nawroty. Potrzebna jest
                                nieinwazyjna metoda wczesnego wykrywania tych nowotworów" - mówi dr
                                Morrione. "Fakt, że proepitelina nie pobudza silnie podziałów komórkowych ale
                                stymuluje migrację i inwazyjność - dwie kluczowe cechy, prowadzące do
                                powstawania przerzutów - sugeruje, że może być bardzo istotna dla przejścia z
                                nieinwazyjnej do inwazyjnej postaci raka" - podsumowuje Morrione.

                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1358020,16,1,0,120,686,item.html
                                • 21.07.06, 23:57
                                  Radioterapia przypominająca - najskuteczniejsza w zapobieganiu nawrotom raka
                                  piersi
                                  Radioterapia przypominająca może być skutecznym sposobem na zapobieganie
                                  nawrotom raka piersi przez długie lata po operacji.

                                  Zdaniem ekspertów powinna być stosowana razem z zabiegiem chirurgicznym u
                                  pacjentem z prekursorowymi komórkami nowotworowymi. Naukowcy przeanalizowali
                                  dane 373 kobiet spełniających warunki zwiększające ryzyko wystąpienia nowotworu
                                  piersi i stwierdzili, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania nawrotom choroby
                                  była radioterapia całej piersi oraz następująca po niej radioterapia
                                  przypominająca.

                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                  zdrowie.onet.pl/1346790,2056,,,,radioterapia_przypominajaca_najskuteczniejsza_w_zapobieganiu_nawrotom_raka_piersi,ciekawostki.html
                                  • 21.07.06, 23:58
                                    Radioterapia - niewskazana przy łagodnym nowotworze prostaty
                                    Z najnowszych badań wynika, że mężczyźni z mało zaawansowanym i łagodnym
                                    nowotworem prostaty nie potrzebują radykalnej terapii, która może wywoływać
                                    bardzo uciążliwe skutki uboczne.

                                    Analizy brytyjskiej fundacji Cancer Research dowodzą, że jedynie 1% mężczyzn w
                                    wieku 55-59 lat, u których wykryto łagodnego raka prostaty, umiera w ciągu 15
                                    lat od diagnozy. Jednocześnie wiadomo, że efekty uboczne radykalnej terapii
                                    antynowotworowej, czyli m.in. interwencji chirurgicznej i radioterapii, mogą
                                    być bardzo poważne. Rak prostaty to najczęściej wykrywana odmiana nowotworu
                                    wśród Brytyjczyków. Każdego roku wykrywa się prawie 32 tysiące nowych
                                    przypadków, a około 10 tysięcy pacjentów umiera. Obecnie chorobę tę leczy się
                                    przy pomocy radykalnych rozwiązań - usunięcia prostaty lub radioterapii -
                                    chociaż alternatywą jest również metoda obserwacji.

                                    Zdaniem ekspertów, radykalne metody leczenia są skuteczne jedynie u mężczyzn z
                                    agresywną odmianą nowotworu, wśród których bez radykalnej terapii na raka
                                    prostaty umiera aż 68% pacjentów.

                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                    zdrowie.onet.pl/1345926,2056,,,,radioterapia_niewskazana_przy_lagodnym_nowotworze_prostaty,ciekawostki.html
                                    • 22.07.06, 00:01
                                      Imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów jajników
                                      Naukowcy amerykańscy odkryli, że imbir może być stosowany w leczeniu nowotworów
                                      jajników.

                                      Testy prowadzone na uniwersytecie w Michigan wykazały, że popularna przyprawa
                                      niszczy komórki nowotworowe i zapobiega uodparnianiu się zagrożonych tkanek na
                                      kurację. U większości pacjentek z nowotworem jajników choroba utrwala się i
                                      powoduje, że organizm uodparnia się na standardową chemioterapię.

                                      Imbir, który do tej pory stosowano w medycynie w celu zapobiegania mdłościom
                                      oraz leczenia stanów zapalnych, zapobiega również procesowi uodparniania się
                                      komórek na chemioterapię.

                                      źródło pochodzenia Onet.pl
                                      zdrowie.onet.pl/1330220,2056,,,,imbir_moze_byc_stosowany_w_leczeniu_nowotworow_jajnikow,ciekawostki.html
                                      • 22.07.06, 00:03
                                        Nikotyna blokuje działanie leków stosowanych w chemioterapii raka płuc, takich
                                        jak np. taksol - zaobserwowali naukowcy z USA.

                                        To odkrycie wskazuje, że leczenie raka płuc może nie dawać pożądanych efektów
                                        nawet u tych pacjentów, którzy rzucili palenie, ale stosują zastępcze produkty
                                        z nikotyną, np. w postaci gumy do żucia czy plasterków.

                                        Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
                                        Sciences".

                                        Zawarta w tytoniu nikotyna sama w sobie nie jest związkiem rakotwórczym.
                                        Naukowcy z H. Lee Moffitt Cancer Center i z Research Institute w Tampa
                                        (Florida) zaobserwowali jednak, że może ona wpływać na procesy biochemiczne,
                                        które pobudzają wzrost raka płuc i mogą przeszkadzać w jego leczeniu.

                                        Zespół kierowany przez Srikumara Chellappana analizował czy nikotyna może
                                        wpływać na skuteczność trzech leków stosowanych standardowo w chemioterapii
                                        raka płuc - jak gemcytabina, cisplatyna i taksol. Leki te wywołują apoptozę,
                                        tj. samobójstwo komórek nowotworowych.

                                        Okazało się, że dodatek nawet małych ilości nikotyny hamował zdolność tych
                                        leków do niszczenia komórek różnych nowotworów. Jak podkreślają naukowcy, efekt
                                        ten obserwowano przy takich ilościach nikotyny, jakie występują we krwi
                                        przeciętnego palacza.

                                        Nikotyna chroniła komórki raka przed samobójczą śmiercią pobudzając nadmiernie
                                        aktywność dwóch genów - genu surwiwiny oraz genu XIAP. Jednak, gdy naukowcy
                                        zablokowali obydwa geny, nikotyna traciła swą ochronną moc, a komórki raka
                                        ginęły.

                                        źródło pochodzenia Onet.pl
                                        zdrowie.onet.pl/1327240,2056,,,,nikotyna_oslabia_skutecznosc_terapii_raka_pluc,ciekawostki.html
                                        • 22.07.06, 00:04
                                          Po kremach do opalania, wiceszef Komisji Europejskiej Guneter Verheugen
                                          przyjrzał się farbom do włosów i - w trosce o zdrowie konsumentów - zakazał
                                          używania w ich produkcji 22 substancji chemicznych.
                                          Zakaz, który dotyczy 22 substancji, zacznie obowiązywać 1 grudnia tego roku.
                                          Specjaliści - doradcy KE uznali, że długotrwałe stosowanie farb zawierających
                                          te substancje może spowodować raka pęcherza.

                                          Rzecznik komisarza Verheugena, odpowiedzialnego za przemysł, nie mógł wskazać
                                          na konferencji prasowej, w jakich produktach dokładnie mogą się obecnie
                                          znajdować te niebezpieczne związki. Wręcz przeciwnie - dał do zrozumienia, że
                                          duże i znane firmy farmaceutyczne już ich nie stosują, co potwierdza
                                          europejskie stowarzyszenie producentów kosmetyków. Komisja wprowadza więc
                                          zakaz "na wszelki wypadek", zwłaszcza wobec mniejszych firm.

                                          Aby podnieść wagę swojej decyzji, KE przypomniała w komunikacie prasowym, że w
                                          Europie aż 60 proc. kobiet i od 5 do 10 proc. mężczyzn farbuje włosy, średnio 6-
                                          8 razy w roku.

                                          Doradcy Komisji nie skończyli badań wszystkich substancji używanych w przemyśle
                                          farb do włosów. KE zapowiada więc, że w przyszłości może rozszerzyć "czarną
                                          listę".

                                          Listę zakazanych substancji oraz informację o prowadzonych testach można
                                          znaleźć na stronach internetowych KE.

                                          źródło pochodzenia Onet.pl
                                          wiadomosci.onet.pl/1359574,16,1,0,120,686,item.html
                                          • 22.07.06, 00:07
                                            Cząsteczki wirusa, "udekorowane" atomami gadolinu, pozwalają uzyskać
                                            dokładniejsze niż dotąd obrazy tkanek, na przykład drobnych ognisk
                                            nowotworowych - informuje pism "Nano Letters".

                                            Środki kontrastujące to substancje używane w radiologii, dzięki którym różnice
                                            między poszczególnymi rodzajami tkanek stają się wyraźniejsze, a na zdjęciach
                                            rentgenowskich lub uzyskiwanych za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego
                                            widać drobniejsze szczegóły.

                                            Jako środków kontrastujących w zwykłych badaniach rentgenowskich i tomografii
                                            komputerowej używa się zwykle organicznych związków jodu, w ultrasonografii -
                                            drobniutkich pęcherzyków gazu, zaś w przypadku rezonansu jądrowego - związków
                                            rzadkiego metalu, gadolinu. W tym ostatnim przypadku im większe są cząsteczki
                                            kontrastu, tym lepszy obraz.

                                            Naukowcy z New York University jako nośnikiem kontrastu posłużyli się wirusami.
                                            Ich białkowe cząsteczki są wyjątkowo duże i mają regularną budowę. Łatwo łączą
                                            się z wieloma rozmaitymi grupami chemicznymi.

                                            Wirusy, do których dołączono chelatowe związki gadolinu, podczas badania za
                                            pomocą rezonansu magnetycznego dały bardzo wyraźny sygnał. Gdyby na
                                            cząsteczkach wirusa umieścić specyficzne receptory dla określonych nowotworów,
                                            można by wykrywać także guzy bardzo małe, zbyt małe, by się uwidaczniały
                                            podczas obecnie dostępnych badań.

                                            źródło pochodzenia
                                            www.laboratoria.net/pl/modules.php?name=News&file=article&sid=2449
                                            • 22.07.06, 00:09
                                              Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków (FDA) zarejestrowała GARDASIL,
                                              pierwszą na świecie szczepionkę, zapobiegającą rakowi szyjki macicy oraz stanom
                                              przedrakowym szyjki macicy, pochwy i sromu powodowanym zakażeniem wirusami HPV
                                              (typ 16, 18).

                                              Podanie szczepionki zapobiega również powstawaniu brodawek płciowych oraz
                                              neoplazji szyjki macicy niskiego stopnia (CIN1) powodowanym zakażeniem HPV 6,
                                              11, 16, 18.

                                              Badania kliniczne wykazały 100% skuteczność szczepionki GARDASIL w zapobieganiu
                                              rakowi szyjki macicy, zmianom przednowotworowym typu CIN2/3, oraz zmianom
                                              przednowotworowym sromu i pochwy, powodowanym przez wirusy HPV 16 i 18 u osób
                                              którym podano szczepionkę. Amerykański koncern farmaceutyczny Merck & Co
                                              pracował nad szczepionką ok 10 lat. W badaniach II i III fazy wzięło udział
                                              ponad 20 tys. kobiet w wieku 16 – 26 lat. Badania kliniczne skuteczności
                                              szczepionki były prowadzone w 13 krajach, w tym również w Polsce.

                                              Prowadzone są dalsze badania, umożliwiające rozszerzenie wskazań i grup
                                              pacjentów. W Stanach Zjednoczonych szczepionka jest wskazana dla pacjentów od 9
                                              do 26 roku życia, ponieważ jej podanie zapobiega zakażeniom wirusem HPV. USA są
                                              drugim krajem na świecie w którym zarejestrowano GARDASIL. 1 czerwca 2006
                                              szczepionkę dopuszczono na rynek w Meksyku.

                                              "Wniosek o rejestrację szczepionki w Unii Europejskiej w tzw. procedurze
                                              centralnej został złożony w grudniu 2005 roku. Decyzja rejestracyjna
                                              spodziewana jest pod koniec 2006 roku. W przypadku pozytywnej decyzji,
                                              szczepionka ta pod nazwą SILGARD powinna być dostępna w polskich aptekach na
                                              początku 2007 roku." – mówi dyrektor medyczny MSD Polska Adam Czernik.

                                              Na świecie rak szyjki macicy jest drugim, co do częstości rakiem, który dotyka
                                              kobiety i drugą, co do częstości przyczyną zgonów wśród kobiet z powodu raka.
                                              Globalnie, co roku notuje się ok. 500 000 nowych zachorowań , a około 240 000
                                              kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy. W Polsce zapada na ten typ raka
                                              ponad 3 600 kobiet rocznie, z czego umiera co roku ok. 2000. – to 5 Polek,
                                              każdego dnia.

                                              źródło pochodzenia www.niepelnosprawni.info/ledge/x/15691
                                              • 22.07.06, 00:12
                                                Odkryto gen zwiększający ryzyko raka piersi u Europejek
                                                Naukowcy odkryli kolejny gen związany z rakiem piersi, który poważnie zwiększa
                                                ryzyko tej choroby u części Europejek - podaje internetowe pismo Public Library
                                                of Science Medicine.

                                                Nowo odkryty gen współdziała z innymi, dobrze znanymi genami BRCA1 i BRCA2,
                                                zwiększając ryzyko raka piersi nawet o 80% - ogłosili naukowcy.
                                                U kobiet z określonymi mutacjami na obu tych genach ryzyko raka piersi jest
                                                niemal pewne - twierdzą prowadzący badania z islandzkiej firmy
                                                biofarmaceutycznej Decode Genetics.

                                                Nowy gen nazwano BARD1. Kobiety z wariantem tego właśnie genu, u których
                                                rozwinie się rak piersi, są ponadprzeciętnie zagrożone rozwojem raka także w
                                                drugiej piersi - stwierdziła Kari Stefansson z Decode.

                                                Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna, choć bardzo często pojawia się
                                                także u kobiet, w których rodzinach choroba się wcześniej nie ujawniła. W
                                                rozwoju raka piersi gra rolę czynnik genetyczny (ma w tym udział kilka genów,
                                                nie tylko BRCA1 i BRCA2).

                                                Poznane dotąd mutacje genów BRCA1 i BRCA2 odpowiadają za jedynie ok. 3%
                                                wszystkich przypadków raka piersi. Eksperci próbują ustalić, jakie jeszcze geny
                                                współdziałają z tymi dwoma, zwiększając ryzyko choroby.

                                                Dotąd porównali 1090 kobiet z Islandii chorych na raka piersi i 703 zdrowych.
                                                Ryzykowną mutację genu BARD1 wykryto u 5,4 proc. pacjentek z rakiem piersi i u
                                                3,1% kobiet bez tej choroby. Oznacza to, że mutacja zwiększyła ryzyko choroby o
                                                80%.

                                                Samo posiadanie mutacji BARD1 nie było specjalnie niebezpieczne dla kobiet.
                                                Mimo tego naukowcy stwierdzili, że u pań z tą mutacją, i posiadających
                                                jednocześnie specyficzną mutację BRCA2, ryzyko raka piersi było "dramatyczne"
                                                (wyliczono, że w takim układzie ryzyko choroby rośnie niemal o 100%.).

                                                Naukowcy sugerują, że warto opracować test na wykrycie niebezpiecznej
                                                kombinacji zmutowanych genów. W czasie badań taką mutację BARD1 wykryto w
                                                rodzinach włoskich i fińskich, w których występowały przypadki nowotworów
                                                piersi i jajników. Nie znaleziono ich za to u Chinek, Japonek i kobiet
                                                czarnoskórych.

                                                "Wariant ten może występować jedynie u osób z europejskimi korzeniami, może
                                                przyczyniać się do większego obciążenia rakiem piersi, jaki obserwuje się w tej
                                                grupie" - stwierdzili badacze.

                                                Natomiast u osób pochodzących z Japonii i czarnoskórych Amerykanek wykryto inne
                                                warianty genu BARD1. Ich udział w pojawieniu się ryzyka choroby wciąż nie jest
                                                pewny - zastrzegli naukowcy.

                                                Rak piersi jest drugą, po nowotworze płuc, wiodącą przyczyną nowotworowych
                                                zgonów kobiet. Na świecie choruje na niego 1,2 mln pań i co roku umiera ich
                                                ponad 400 tys. - szacuje Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC). (mj)

                                                źródło pochodzenia
                                                wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,8358194,wiadomosc.html?ticaid=12010
                                                • 22.07.06, 07:49
                                                  Ze złośliwym nowotworem nerki można walczyć - wyniki testów nowych preparatów
                                                  ogłosili właśnie specjaliści na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa
                                                  Onkologii Klinicznej (ASCO).

                                                  Nowotwory nerek są ciągle olbrzymim wyzwaniem dla medycyny - są niewrażliwe na
                                                  radioterapię i chemioterapię. W Polsce co roku wykrywa się około 3,5 tys.
                                                  nowych przypadków. Ponad połowa chorych umiera.

                                                  Głównym czynnikiem zwiększającym ryzyko zapadnięcia na nowotwór nerki jest
                                                  palenie. Jeżeli nowotwór przeniesie się na inne organy, wtedy choroba jest już
                                                  praktycznie nie do powstrzymania.

                                                  Nowe leki testowano na chorych, u których nowotwór osiągnąłtakie właśnie wysoce
                                                  zaawansowane stadium. Wyniki są zachęcające: chorzy, którzy brali nowatorskie
                                                  leki, żyli dwa razy dłużej niż ci, których leczono w sposób standardowy, czyli
                                                  zamiast pięciu - siedmiu miesięcy przeżywali jedenaście.

                                                  Nowe leki na raka nerki to temsirolimus, sutent i nexavar. Należą one do tak
                                                  zwanych terapii celowanych, które atakują raka, pozostawiając w spokoju zdrowe
                                                  komórki. Temsirolimus blokuje działanie białka mTOR, odpowiadającego za
                                                  podziały komórkowe i w ten sposób napędzającego rozwój guza. Podczas
                                                  eksperymentu porównywano działanie nowych leków ze standardową terapią, za jaką
                                                  uważa się interferon, medykament wzmacniający system odpornościowy.

                                                  źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                  subaction=showfull&id=1149576870&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 22.07.06, 07:55
                                                    Gen, który przyczynia się do powstawania przerzutów raka, udało się
                                                    zidentyfikować naukowcom brytyjskim. Odkrycie to może pomóc w opracowaniu
                                                    nowych, skuteczniejszych metod leczenia chorych na raka - czytamy na łamach
                                                    pisma "Cancer Research".

                                                    Gen, o którym mowa, koduje białko nazywane w skrócie S100P. Należy ono do
                                                    rodziny białek S100 i występuje powszechnie w różnych zdrowych tkankach, takich
                                                    jak łożysko, śledziona, jelito grube, jajniki, prostata, płuca i serce. Jak
                                                    wskazują badania, rola S100P polega na pobudzaniu migracji białych krwinek w
                                                    całym organizmie.

                                                    Naukowcy z Uniwersytetu w Liverpoolu wykazali jednak, że obecność białka S100P
                                                    w komórkach nowotworu złośliwego ułatwia im przemieszczanie się wraz z krwią do
                                                    innych tkanek, czyli tworzenie przerzutów. "Raka, który daje przerzuty,
                                                    znacznie trudniej jest leczyć niż guza pierwotnego, którego można z dobrym
                                                    skutkiem usuwać chirurgicznie" - komentuje prowadzący najnowsze badania prof.
                                                    Philip Rudland.

                                                    Według badacza, przerzuty można obecnie leczyć wyłącznie z pomocą chemio- i
                                                    radioterapii. Metody te mają jednak ograniczoną skuteczność i dużo działań
                                                    ubocznych, bowiem oprócz chorych, nowotworowych komórek uszkadzają również
                                                    tkanki zdrowe.

                                                    Przerzuty raka są główną przyczyną zgonów pacjentów chorych na nowotwory
                                                    złośliwe. Fundamentalną rolę w tym procesie odgrywają geny, podkreśla prof.
                                                    Rudland. Poznanie ich może odegrać kluczową rolę w opracowaniu nowych metod
                                                    walki z rakiem, takich, które pozwolą przedłużać życie pacjentów.

                                                    Dotychczasowe badania w tej dziedzinie, prowadzone przez zespół prof. Rudlanda,
                                                    zaowocowały odkryciem jeszcze trzech innych - poza genem S100P - genów, które
                                                    przyczyniają się do przerzutów raka. Są to gen kodujący białko S100A4, gen
                                                    osteopontyny oraz białka AGR2.

                                                    "Kolejnym krokiem będzie opracowanie leków, które blokowałyby aktywność tych
                                                    genów i na tej drodze powstrzymywały przerzuty komórek nowotworowych z guza
                                                    pierwotnego do innych organów" - mówi prof. Rudland. Badacz liczy, że dzięki
                                                    temu można by przedłużać życie osobom chorym na raka.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1144080254&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 24.07.06, 13:56
                                                    Pęcherzyki gazu mogą blokować dopływ krwi do nowotworów lub ułatwiać
                                                    doprowadzanie do tkanek leków - informuje "Journal of Biomechanical
                                                    Engineering".
                                                    Badania nad bąbelkami prowadzą naukowcy z University of Michigan. Proces
                                                    blokowania dopływu krwi do guza nazywany jest embolizacją, a stosowanie do tego
                                                    celu pęcherzyków gazu - emboloterapią. Obie nazwy pochodzą od greckiego
                                                    słowa "embolos", oznaczającego czop. Ponieważ można precyzyjnie określić, gdzie
                                                    formują się pęcherzyki, uszkodzenia zdrowych tkanek są minimalne. Biochemik dr
                                                    Joseph Bull pracuje wraz z radiologiem, prof. Brianem Fowlkesem. Wcześniej w
                                                    emboloterapii do blokowania przepływu używano korków zrobionych na przykład ze
                                                    skrzepu krwi lub pewnego rodzaju żelu. W ich przypadku główna trudność polega
                                                    na ograniczeniu uszkodzeń w innych tkankach. Pęcherzyki pozwalają na bardzo
                                                    precyzyjne blokowanie, ponieważ do ich wytwarzania i kontrolowania może służyć
                                                    skoncentrowana wiązka ultradźwięków.

                                                    Planowana technika ma być według Bulla procesem dwuetapowym. Najpierw
                                                    pacjentowi wstrzykuje się przegrzane mikrokapsułki z perfluorokarbonem, na tyle
                                                    małe, że swobodnie przechodzą przez naczynia krwionośne.
                                                    Lekarze mogą je obserwować za pomocą typowego aparatu USG - gdy osiągną miejsce
                                                    przeznaczenia, są poddawane działaniu ultradźwięków o dużej energii.
                                                    Ultradźwięki te działają jak pinezka na wypełniony wodą balon - otoczka
                                                    kapsułek pęka, zaś perfluorokarbon rozpręża się, tworząc pęcherzyk gazu, o
                                                    objętości mniej więcej 125 razy większej niż pierwotna kapsułka. Napotykając
                                                    opór ścian naczynia, pęcherzyk gazu przyjmuje kształt kiełbaski. Dwie lub trzy
                                                    porcje takich pęcherzyków mogą zamknąć przepływ krwi niemal całkowicie.
                                                    Niedokrwiony guz obumiera.

                                                    Szczególnie wartościowa może być nowa technika w leczeniu raka nerki czy raka
                                                    wątrobowokomórkowego - najpospolitszego z raków wątroby (powoduje 1,25 miliona
                                                    zgonów rocznie). Jego leczenie konwencjonalnymi metodami utrudnia towarzysząca
                                                    mu zwykle marskość wątroby, poza tym jest odporny na promieniowanie i leki
                                                    przeciwnowotworowe.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1360041,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 24.07.06, 15:39
                                                    Naukowcy odkryli sposób na zmniejszenie ryzyka przerzutów nowotworowych do
                                                    kości. Mamy już nawet potrzebne do tego lekarstwo.

                                                    Wszystkiemu winna jest jedna cząsteczka białka produkowana w szpiku kostnym -
                                                    dowodzą naukowcy z kanadyjsko-austriackiego zespołu onkologów. Cząsteczka nosi
                                                    nazwę RANKL. - To białko, które przyciąga komórki rakowe - tłumaczy prof. Josef
                                                    Penninger z Instytutu Biotechnologii Molekularnej Austriackiej Akademii Nauk,
                                                    jeden z odkrywców tego mechanizmu. - RANKL znajduje się na kościach i gdy
                                                    komórki nowotworowe krążą w organizmie, to właśnie ta cząsteczka nakłania je,
                                                    by przykleiły się do tkanki kostnej - dodał naukowiec.

                                                    Mechanizm działania RANKL i leku blokującego tę cząsteczkę przetestowano na
                                                    zwierzętach. Myszom, u których wywołano raka skóry, podawano osteoprotegerynę
                                                    (OPG) hamującą RANKL. - U zwierząt, którym podawano OPG,wystąpiło mniej
                                                    przerzutów do kości niż u myszy nieleczonych - powiedziała D. Holstead Jones z
                                                    Uniwersytetu Ontario, należąca do zespołu Penningera. Blokowanie RANKL nie
                                                    ogranicza jednak atakowania przez nowotwór innych narządów. Opis eksperymentu
                                                    zamieszcza najnowsze wydanie magazynu "Nature".

                                                    Zwykle droga od testów laboratoryjnych na zwierzętach do zastosowania terapii u
                                                    ludzi jest dość daleka. - Odkrycia bazujące na badaniach myszy powinny być
                                                    bardzo ostrożnie przenoszone na to, co dotyczy człowieka - podkreśla prof.
                                                    Penninger.

                                                    Tym razem może być jednak inaczej - lek hamujący RANKL jest już bowiem
                                                    opracowywany. W wypadku większości typów nowotworów piersi kobiet komórki
                                                    rakowe mają receptor dla cząsteczki RANKL, dlatego - jak uważa prof. Penninger -
                                                    pomysł na terapię sprawdzi się również u ludzi. - Nowe leki, inhibitory RANKL,
                                                    są już w zaawansowanej fazie rozwoju - potwierdza Holstead Jones. - Nasz pomysł
                                                    polega na tym, by ludzie z rakiem zagrażającym przerzutami do kości dostawali
                                                    ten lek natychmiast po zdiagnozowaniu choroby - dodała.

                                                    To właśnie przerzuty choroby nowotworowej - nie tylko zresztą do kości - są
                                                    głównym problemem w leczeniu raka. Więcej pacjentów umiera z powodu przerzutów
                                                    niż z powodu guzów, które dały im początek.

                                                    Dziś lekarze w większości wypadków dają już sobie radę z usunięciem pierwszego,
                                                    pierwotnego, ogniska choroby. Kłopoty pojawiają się jednak wtedy, gdy komórki
                                                    rakowe trzeba tropić i niszczyć w całym organizmie. To właśnie jest powodem,
                                                    dla którego specjaliści onkolodzy tak wielką wagę przykładają do wczesnego
                                                    zdiagnozowania raka.

                                                    Z badań wynika, że u ok. 70 proc. kobiet z zaawansowanym rakiem piersi dojdzie
                                                    do przerzutuchoroby do kości. Dotyczy to również 84 proc. mężczyzn z rakiem
                                                    prostaty. - Przerzuty raka do kości to ogromny problem - powiedział prof.
                                                    Penninger. - Szacujemy, że co roku zdarza się to u ok. miliona pacjentów,
                                                    szczególnie dotyczy to kobiet cierpiących na raka piersi - dodał.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1143788653&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 24.07.06, 15:41
                                                    Im mniejszy guz nowotworowy w płucach, tym większa szansa, że nie doszło
                                                    jeszcze do przerzutów - donoszą naukowcy na łamach najnowszego numeru "Archives
                                                    of Internal Medicine".

                                                    Nowotwory płuc należą do najczęstszych nowotworów w krajach wysokorozwiniętych.
                                                    Ich powstawaniu sprzyja zanieczyszczenie środowiska oraz palenie papierosów.

                                                    Nowotwory płuc są często bardzo złośliwe. Powodują szybki rozwój choroby i
                                                    przerzuty. W przypadku złośliwej formy raka płuc szansa na wyleczenie jest
                                                    szacowana tylko na ok. 10 procent< Nowotwory płuc na najwcześniejszym etapie
                                                    rozwoju, to znaczy zanim dadzą przerzuty do innych narządów, dzieli się na
                                                    stadium IA (guzy rakowe o średnicy mniejszej niż 30 milimetrów) oraz IB
                                                    (średnica powyżej 30 milimetrów). Gruzy te można wykryć i zmierzyć za pomocą
                                                    tomografii komputerowej, nieinwazyjnego i bardzo czułego badania obrazowego.

                                                    W przypadku nowotworów płuc dających już objawy wiadomo, że im większe są guzy,
                                                    tym większe prawdopodobieństwo, że dały już przerzuty. Jak dotąd nie było
                                                    jednak dowodów na związek wielkości guza z jego złośliwością w przypadku bardzo
                                                    wczesnych stadium nowotworu, kiedy rak nie daje jeszcze żadnych objawów.

                                                    Grupa naukowców z nowojorskiego szpitala prezbiteriańskiego Weill Cornell
                                                    Medical Center pod kierunkiem dr Claudii Henschke przebadała pod kątem
                                                    obecności nowotworów płuc grupę 28689 kobiet i mężczyzn - pacjentów różnych
                                                    szpitali w latach 1993-2004.

                                                    W wyniku tej analizy u 464 pacjentów zdiagnozowano nie dającego jeszcze objawów
                                                    klinicznych raka płuc, w 436 przypadkach - niedrobnokomórkowego raka płuc, w
                                                    pozostałych 28 - jego postać drobnokomórkową.

                                                    W przypadku pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc ryzyko wystąpienia
                                                    przerzutów wzrastało wraz z wielkością guza. Podobnie było w przypadku
                                                    drobnokomórkowego nowotworu.

                                                    Dzięki wczesnemu wykrywaniu nowotworów płuc (np. za pomocą tomografii
                                                    komputerowej lub innych metod obrazowych) oraz określeniu wielkości guzów
                                                    nowotworowych, możliwe będzie dokładniejsze prognozowanie przeżycia, a co za
                                                    tym idzie - włączenie najbardziej odpowiedniego leczenia tych nowotworów.
                                                    Większość przypadków raka płuc wykrytych wcześnie (gdy jeszcze nie doszło do
                                                    przerzutów komórek rakowych do węzłów chłonnych ani innych narządów) jest
                                                    uleczalna, szczególnie w przypadku niewielkich guzów.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1139993293&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 24.07.06, 15:42
                                                    Proste badanie moczu pomaga wykryć nawroty raka pęcherza w 99 proc. przypadków -
                                                    informują naukowcy z USA na łamach pisma "Journal of the American Medical
                                                    Association". Dzięki temu szanse pacjenta na wyleczenie znacznie rosną.

                                                    Test nosi nazwę BladderChek i jest tak prosty jak test ciążowy. Do jego
                                                    wykonania potrzeba zaledwie czterech kropli moczu pacjenta.

                                                    Badanie polega na wykryciu w moczu podwyższonego poziomu białka macierzy
                                                    jądrowej - NMP22, który zdradza obecność raka nawet w jego początkowych
                                                    stadiach. Gdy test stwierdzi obecność raka pojawia się czerwona linia.

                                                    Obecnie nie ma jednej skutecznej metody oceny ryzyka nawrotów raka pęcherza.
                                                    Dlatego naukowcy stosują kombinację dwóch technik - cystoskopii i cytologii.

                                                    Cystoskopia to minimalnie inwazyjne badanie pęcherza i cewki moczowej za pomocą
                                                    wziernika. Nie pozwala jednak wykryć bardzo małych guzów, czy guzów zajmujących
                                                    mięśniówkę pęcherza. Wyniki cystoskopii konfrontuje się więc często z wynikami
                                                    cytologii, tj. obserwacji patologicznych zmian w komórkach izolowanych z moczu
                                                    pacjenta.

                                                    Analiza cytologiczna zajmuje jednak tydzień lub więcej i wymaga interpretacji
                                                    specjalisty. Poza tym czułość metody zależy od rozmiarów i rodzaju guza.

                                                    Natomiast wynik nowego testu lekarz lub pielęgniarka mogą poznać w ciągu 30-50
                                                    minut, czyli zanim pacjent opuści gabinet. Ponadto, jego czułość jest większa
                                                    niż czułość cytologii.

                                                    Dowiodły tego badania w grupie 668 pacjentów, którzy w przeszłości byli leczeni
                                                    na raka pęcherza. Od wszystkich pobrano próbki moczu do wykonania cytologii
                                                    oraz testu BladderChek. Poddano ich również badaniu z użyciem wziernika.

                                                    Okazało się, że cystoskopia wykryła nieco ponad 91 proc. przypadków nawrotu
                                                    choroby nowotworowej. Gdy połączono ją z badaniem cytologicznym, czułość testu
                                                    wzrosła do 94 proc. Natomiast kombinacja cystoskopii z testem BladderChek
                                                    pozwoliła wykryć aż 99 proc. wszystkich przypadków nawrotu raka.

                                                    Dzięki nowemu testowi udało się wykryć raka w 8 przypadkach, na 9 pominiętych w
                                                    badaniu wziernikiem. Aż 7 z nich było groźnych. Dla porównania cytologia
                                                    pozwoliła wykryć 3 z nich.

                                                    "Z naszych badań wynika, że szybki, prosty test może zmniejszyć częstość
                                                    wykonywania cystoskopii" - komentuje prowadzący badania prof. Barry Stein.
                                                    Cystoskopia wprawdzie nie jest badaniem bolesnym, ale może być uciążliwa i
                                                    krępująca dla pacjenta, dodaje badacz.

                                                    Rak pęcherza moczowego dotyka głównie mężczyzn między 50. a 80. rokiem życia.
                                                    Kobiety chorują na niego 3-4 razy rzadziej. Liczba zachorowań na ten nowotwór
                                                    wzrosła wyraźnie w ostatnich dziesięcioleciach.

                                                    Wiadomo, że chorobie sprzyja palenie tytoniu i kontakt z barwnikami anilinowymi
                                                    oraz zawarta w niektórych preparatach przeciwbólowych fenacetyna. Typowy objaw
                                                    zaawansowanego raka to krew w moczu, zwłaszcza z postaci skrzepów.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1138280387&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 24.07.06, 15:44
                                                    Naukowcy odkryli nowy lek, który może być skuteczny w leczeniu przewlekłej
                                                    białaczki szpikowej, donosi najnowszy numer "Nature Chemical Biology".

                                                    Białaczka jest chorobą nowotworową atakującą komórki krwiotwórcze, głównie
                                                    niedojrzałe limfocyty. Można ją leczyć stosując chemioterapię i niekiedy
                                                    przeszczep szpiku.

                                                    Wszystkie choroby nowotworowe wynikają z zaburzenia funkcjonowania i podziałów
                                                    komórek. W komórkach nowotworowych dochodzi nie tylko do niekontrolowanego
                                                    mnożenia się komórek, ale także do zmian w strukturze chromosomów. Najczęstszą
                                                    odmianą białaczki występującą u dorosłych jest przewlekła białaczka szpikowa, w
                                                    skrócie CML, stanowiąca około 15- 20 proc. wszystkich białaczek i rozwijająca
                                                    się u osób po 40. roku życia.

                                                    CML jest bardzo ciężkim nowotworem, niestety, najczęściej kończącymi się
                                                    śmiercią. Ważną rolę w powstawaniu tej białaczki pełni onkogen BCR/ABL.

                                                    Produkt genu BCR/ABL jest enzymem, który hamuje procesy naprawy DNA oraz
                                                    apoptozy zmutowanych komórek szpiku kostnego, co prowadzi do nagromadzenia
                                                    takich komórek. Organizm zostaje pozbawiony prawidłowych limfocytów i nie jest
                                                    w stanie skutecznie walczyć z infekcjami.

                                                    Na rynku dostępny jest lek o nazwie Gleevec, który hamuje działanie zmutowanego
                                                    enzymu BCR/ABL. Jednak coraz częściej pojawiają się postacie nowotworu odporne
                                                    na działanie tego chemioterapeutyku.

                                                    Grupa naukowców z Instytutu Genomiki Fundacji Novartis z San Diego pod
                                                    kierunkiem Nathanaela Graya odkryła nową klasę cząsteczek, w tym związek o
                                                    nazwie GNF-2, które hamują produkcję enzymu BCR/ABL.

                                                    Nowe cząsteczki są trujące dla komórek produkujących enzym BCR/ABL, ale nie
                                                    niszczą normalnych komórek. Hamują więc one podziały komórek rakowych, nie
                                                    niszcząc zdrowych komórek szpiku.

                                                    Ponieważ mechanizm działania nowej klasy substancji jest inny niż Gleevecu,
                                                    leki takie mogą być skuteczne w leczeniu opornych na działanie Gleevecu postaci
                                                    przewlekłej białaczki szpikowej.

                                                    źródło pochodzenia www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?
                                                    subaction=showfull&id=1137659555&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=
                                                  • 25.07.06, 13:52
                                                    Imatinib (Glivec, Gleevec), jeden z najskuteczniejszych leków
                                                    przeciwnowotworowych, może być szkodliwy dla serca - informuje sieciowa wersja
                                                    pisma "Nature Medicine".
                                                    Glivec należy do nowej generacji leków wprowadzonych do użytku w ostatnich
                                                    latach. Hamując działanie nieprawidłowej kinazy tyrozynowej - enzymu, dzięki
                                                    któremu powstają i namnażają się komórki nowotworowe, pozwala skutecznie leczyć
                                                    pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową.

                                                    Dotąd uważano, że poza bólami kości, wymiotami i zmęczeniem nie powoduje on
                                                    poważniejszych skutków ubocznych. Jak jednak wykazali naukowcy z Jefferson
                                                    Medical College w Filadelfii, zarówno Glivec jak i podobne leki z grupy
                                                    inhibitorów kinazy tyrozynowej mogą uszkadzać serce i prowadzić do
                                                    niewydolności krążenia.
                                                    Badania przeprowadzono na myszach oraz hodowanych w laboratorium komórkach
                                                    ludzkiego mięśnia sercowego. Okazało się, że blokowany przez Glivec i podobne
                                                    leki enzym - kinaza tyrozynowa - jest niezbędny dla dobrego funkcjonowania
                                                    komórek mięśnia sercowego.

                                                    U myszy dochodziło do uszkodzenia ważnych części komórek - endoplazmatycznego
                                                    retikulum oraz mitochondriów. U niektórych pacjentów blokowanie kinazy może
                                                    prowadzić do zaburzeń w pracy lewej komory serca, a nawet do niewydolności
                                                    krążenia.

                                                    Odkrycie nie podważa przydatności Glivecu w leczeniu przewlekłej białaczki
                                                    szpikowej czy niektórych nowotworów układu pokarmowego, jednak lekarze będą
                                                    musieli zwracać większą uwagę na stan układu krążenia swoich pacjentów.

                                                    żródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1360745,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 26.07.06, 00:02
                                                    Większość obserwacji dotyczących związku między dietą i nowotworami nadal nie
                                                    ma charakteru rozstrzygającego. Gromadzi się jednak coraz więcej danych
                                                    świadczących, że modyfikacja diety może zmniejszyć ryzyko wystąpienia
                                                    nowotworów o jedną trzecią, a nawet dwie trzecie. Badania doświadczalne na
                                                    zwierzętach dostarczają wiele dowodów na to, że dieta może wpływać występowanie
                                                    nowotworów złośliwych. Wykazano, że wpływ ten może się realizować na wiele
                                                    sposobów i wynikać nie tylko z wprowadzenia do ustroju kancerogenów czy
                                                    substancji, z których mogą się one wytwarzać in vivo. Dieta może też wpływać na
                                                    przemianę tych związków oraz reakcję ustroju na nie. Badania epidemiologiczne
                                                    szukające korelacji między występowaniem nowotworów, a dietą pozwalają sądzić,
                                                    że rodzaj diety, sposób żywienia, obecność substancji dodatkowych (takich jak
                                                    konserwanty, barwniki, różnego rodzaju polepszacze smaku) mogą być czynnikami
                                                    indukującymi rozwój lub wspomagającymi promocję różnych nowotworów.

                                                    Przykłady

                                                    Badania epidemiologiczne wykazały, że nadużywanie alkoholu sprzyja powstawaniu
                                                    raka jamy ustnej, gardła, przełyku, górnej części krtani i odbytu. Odnośnie
                                                    tego ostatniego przypadku stwierdzono, większą częstość występowania raka
                                                    odbytu u piwoszy niż u osób nienadużywających tego trunku.
                                                    Stwierdzono dodatnią korelację między rakiem przełyku, a wysokim spożyciem
                                                    marynat (włączając marynowane i solone warzywa), spożywaniem używek i posiłków
                                                    o zbyt wysokiej temperaturze oraz żywności zepsutej, spleśniałej (zawartość
                                                    nitrozoamin).
                                                    Pleśń pokrywająca przetwory owocowe i warzywne jest silnym kancerogenem, często
                                                    szkoda jest wyrzucić pozornie dobry produkt, więc spożywa się go po usunięciu
                                                    wierzchniej warstwy grzyba, niestety już w całym produkcie znajdują się
                                                    produkowane przez pleśniaki aflatoksyny (bardzo silne kancerogeny), także
                                                    zjadanie owoców po wykrojeniu nadgniłej części jest niebezpieczne, ponieważ
                                                    toksyny grzyba (mogące mieć właściwości mutagenne) powodującego się psucie
                                                    owocu również znajdują się w całej objętości owocu.
                                                    Szczególnie w odniesieniu do raka pierwotnego wątroby uważa się, że powstaje on
                                                    przy obecność w diecie aflatoksyn, dla których optymalne warunki do wytwarzania
                                                    występują przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności najbardziej skażone
                                                    mogą być produkty pochodzące z obszarów tropikalnych takie jak orzeszki ziemne,
                                                    brazylijskie, pistacjowe, kukurydza, ryż, sorgo, pszenica żyto, zanieczyszczona
                                                    pasza może być przyczyną skażenia mięsa i mleka metabolitami tych substancji.
                                                    (występowanie endemiczne Kenia, indie).
                                                    Zapadalność na raka żołądka wiąże się wg badań epidemiologicznych ze
                                                    spożywaniem żywności wędzonej i konserwowanej za pomocą soli (sprzyja to
                                                    rozwojowi atypowej flory bakteryjnej, biorącej udział w wytwarzaniu
                                                    nitrozoamin. Te bardzo silne kancerogeny powstają w żołądku z azotynów i
                                                    azotanów obecnych w różnych wędlinach (służące do ich konserwacji).
                                                    Garbniki zawarte w herbacie, czerwonych winach mimo słabych właściwości
                                                    mutagennych, przy dużym spożyciu tych napojów mogą stanowić zagrożenie dla
                                                    zdrowia.
                                                    W kawie, mocno palonej mogą znajdować się substancje smoliste o właściwościach
                                                    mutagennych.
                                                    Rakotwórcze WWA tworzą się podczas pieczenia mięsa na ruszcie, smażenia,
                                                    wędzenia; ryby, skorupiaki wydobyte z zanieczyszczonej wody mogą być skażone
                                                    przez chlorowane pochodne pestycydów, polichlorowanymi bifenylami i innymi
                                                    zanieczyszeniami organicznymi o charakterze mutagennym.
                                                    Wykazano zwiększony procent nowotworów u ludzi otyłych i ludzi odżywiających
                                                    się wysokokalorycznie, szczególnie spożywających duże ilości tłuszczów , duża
                                                    ilość tłuszczów w diecie może zwiększyć rozpuszczalność i pochłanianie
                                                    lipofilnych (rozpuszczalnych w tłuszczach) substancji rakotwórczych. Dieta
                                                    wysokotłuszczowa powoduje też nadmierną sekrecję soli kwasów tłuszczowych,
                                                    uważanych w dużych stężeniach za czynniki rakotwórcze.
                                                    Dieta wysokobiałkowa z kolei może zmieniać działanie enzymów wątrobowych
                                                    metabolizujących substancje kancerogenne, może obniżać zdolność wątroby do
                                                    detoksykacji i neutralizacji kancerogenów.
                                                    Wykazano wpływ diety wysokotłuszczowej i wysokobiałkowej na częstość
                                                    występowania nowotworów przewodu pokarmowego. Na rozwój nowotworów wpływają
                                                    również niedobory pokarmowe, szczególnie niedobory witamin A i C, ryboflawiny,
                                                    kwasu nikotynowego, składników mineralnych takich jak magnez, wapń cynk
                                                    molibden, selen oraz długotrwały niedobór białka w pożywieniu.
                                                    Istnieją silne dowody, że spożywanie dużych ilości owoców i warzyw chroni przed
                                                    nowotworami złośliwymi, najsilniejszy związek znaleziono w przypadku nowotworów
                                                    układu oddechowego i pokarmowego.
                                                    Włókno pokarmowe - wyniki badań dotyczące ochronnej roli błonnika w
                                                    zapobieganiu raka jelita grubego są rozbieżne i nie mają charakteru
                                                    rozstrzygającego. Nazwa włókna pokarmowe obejmuje wiele substancji, które mają
                                                    różne działanie fizjologiczne. W większości badań nad rakiem jelita grubego nie
                                                    stwierdzono ochronnej roli włókien zbożowych, efekt natomiast zaobserwowano w
                                                    odniesieniu do włókien pochodzących z owoców i warzyw. Chociaż takie działanie
                                                    może być związane z obecnością w warzywach i owocach innych substancji, dla
                                                    których błonnik może być tylko wskaźnikiem ich spożycia.

                                                    żródło pochodzenia
                                                    zp.lo3.wroc.pl/~jojo/modules.php?name=News&file=article&sid=15&mode=&order=0&thold=0
                                                  • 30.07.06, 15:45
                                                    Wbrew obiegowej opinii, osoby o ciemnej karnacji są bardziej narażone na
                                                    niszczące działanie promieni słonecznych oraz śmierć z powodu raka skóry, niż
                                                    te o jasnej karnacji - ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu w Cincinnati.
                                                    Wprawdzie ludzie o ciemniejszej karnacji rzadziej chorują na raka skóry, jednak
                                                    jeśli już się to zdarzy, choroba ma w ich przypadku dużo poważniejszy przebieg.
                                                    Znacznie później udaje się ją także zdiagnozować.

                                                    Amerykańscy badacze apelują do wszystkich tych, którzy uważają, że czekoladowy
                                                    odcień skóry zabezpiecza ich przed nadmiarem słońca, by nie ulegali
                                                    stereotypom. Oni także powinni pamiętać, że nadmiar kąpieli słonecznych jest
                                                    niebezpieczny dla zdrowia. Dr Hugh Gloster przyznaje, że ciemna skóra,
                                                    zawierająca więcej pigmentu, jest nieco bardziej odporna na promienie UV, a jej
                                                    właściciele są zwykle bardziej zadowoleni z efektu opalenizny. Nie oznacza to
                                                    jednak, że niszczące działanie słońca jej nie dotyczy.

                                                    Rak skóry może rozwijać się różnie u ludzi różnych ras. W przypadku osób o
                                                    jasnej skórze, zmiany wywołane chorobą pojawiają się zwykle w miejscach
                                                    eksponowanych na słońcu, stąd łatwo je zauważyć.

                                                    W przypadku ciemnej skóry zmiany te można w pierwszej kolejności zauważyć na
                                                    tych partiach ciała, które nie mają wiele wspólnego ze słońcem – np. na
                                                    stopach. Jest to jeden z powodów, dla których choroba bywa zbyt późno
                                                    diagnozowana.

                                                    Według lekarzy, używanie kremów chroniącym przed skutkami promieniowania UV
                                                    jest niezbędne nawet w przypadku Afroamerykanów.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1363187,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 30.07.06, 15:46
                                                    Jednoczesne stosowanie chemioterapii i radioterapii może znacznie zwiększyć
                                                    szansę na przeżycie pacjentów po usunięciu raka trzustki - donosi najnowszy
                                                    numer brytyjskiego czasopisma "Cancer".
                                                    Rak trzustki jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, co skłania
                                                    naukowców na całym świecie do poszukiwania nowych metod leczenia, głównie w
                                                    grupie terapii skojarzonych.

                                                    Radioterapia jest metodą leczenia choroby nowotworowej oraz łagodzenia bólu
                                                    związanego z powstawaniem przerzutów za pomocą promieniowania jonizującego.
                                                    Chemioterapia polega na stosowaniu leków, które blokują podziały komórek i na
                                                    tej drodze hamują wzrost guza. Ich wadą jest jednak to, że działają toksycznie
                                                    na wszystkie często dzielące się komórki organizmu. Naukowcy z Francji
                                                    przeprowadzili badanie wśród 46 pacjentów z zaawansowaną postacią raka
                                                    trzustki. Uczestników przez sześć tygodni codziennie poddawano radioterapii,
                                                    jednocześnie dwa razy w tygodniu otrzymywali gemcytabinę - lek o działaniu
                                                    przeciwnowotworowym. W celu podtrzymania działania tego leku po zakończeniu
                                                    terapii pacjenci otrzymali dwie dodatkowe dawki gemcytabiny.

                                                    Po zastosowaniu terapii średnia długość życia pacjentów wynosiła ponad 18
                                                    miesięcy, w porównaniu z 11 miesiącami w przypadku pacjentów, u których terapia
                                                    łączona nie była stosowana.

                                                    "Otrzymane wyniki są obiecujące, stosowanie jednocześnie chemioterapii i
                                                    radioterapii wydłuża czas życia pacjentów z ostrą postacią nowotworu trzustki.
                                                    Jednoczesne stosowanie radioterapii, pozwala na zmniejszenie dawki gemcytabiny,
                                                    jest więc mniej toksyczne dla organizmu." - podsumowuje profesor Blackstock,
                                                    główny autor pracy.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1362297,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 31.07.06, 22:58
                                                    Wzrasta liczba dowodów na to, że odpowiednie odżywanie może zwiększyć
                                                    efektywność leczenia raka. Niestety, niewielu pacjentów o tym wie
                                                    Odpowiednia dieta pomaga w walce z rakiem, ale bardzo niewielu chorych
                                                    otrzymuje porady, jak zmienić swój jadłospis. Nowe badania pokazują, jak ważne
                                                    w zmaganiach z tą chorobą jest właściwe odżywianie się.
                                                    Znaczenie zdrowego jedzenia w profilaktyce nowotworowej dostrzegają już niemal
                                                    wszyscy. Światowy Fundusz Badań nad Rakiem (WCRF) poświęcił temu problemowi 650-
                                                    stronicową „biblię” wypełnioną tysiącami wyników badań. A jeszcze do niedawna
                                                    nikt nie zwracał uwagi na odpowiednią dietę.
                                                    Coraz więcej jest dowodów na to, że sposób odżywiania się pacjenta może mieć
                                                    wpływ na przebieg choroby. Nowy raport Funduszu, który ma ukazać się w
                                                    przyszłym roku, po raz pierwszy będzie zawierał rozdział o żywieniu osób
                                                    zmagających się z rakiem. Jak na razie te istotne informacje nie docierają
                                                    jednak do samych zainteresowanych.

                                                    Niedawna ankieta Bristol Cancer Help Center, pozarządowej organizacji znanej z
                                                    holistycznego podejścia i promowania zdrowego żywienia w walce z nowotworami,
                                                    pokazuje, że 83 procent pacjentów nie otrzymało od lekarzy żadnych wskazówek co
                                                    do diety. 38 procent osób, które same zmieniły swój jadłospis w związku z
                                                    chorobą, spotkało się z krytyczną lub niechętną reakcją ze strony doktora lub
                                                    pielęgniarki.

                                                    Niektórzy eksperci sądzą, że odpowiednie odżywianie się powinno być częścią
                                                    leczenia nowotworów w takim samym stopniu, jak lekarstwa czy operacje. Dlaczego
                                                    więc zwraca się na nie tak mało uwagi? Przyczyna leży po części w braku
                                                    wiarygodnych badań. Ale równie ważnym powodem jest to, że – w odróżnieniu od
                                                    farmaceutycznych rozwiązań – przemysł nie zarobi pieniędzy na terapii, której
                                                    podstawę stanowi zdrowy rozsądek. Nie chodzi tu bowiem o żadne dziwaczne
                                                    nowinki. Michael Gearin-Tosh, naukowiec z Oksfordu, był pewien, że uda mu się
                                                    pokonać złośliwego szpiczaka za pomocą diety składającej się z soków warzywnych
                                                    i surowego czosnku. Większość lekarzy była mocno sceptyczna (Gearin-Tosh zmarł
                                                    w zeszłym roku wskutek zatrucia krwi). Bardziej przekonujące i rozsądne jest
                                                    założenie, że utrzymanie wysokiego poziomu odżywiania i stałej wagi w trakcie
                                                    oraz po kuracji może zwiększyć efektywność leczenia.
                                                    „Codziennie obserwujemy, jak dzięki zdrowej diecie ludziom poprawia się
                                                    samopoczucie fizyczne i psychiczne”– mówi Liz Butler, technolog żywienia w
                                                    Bristol Center. Simon Cawthorn, konsultant ds. chirurgii piersi w szpitalu
                                                    Frenchay w Bristolu idzie jeszcze dalej: „Są dowody na to, że pewne potrawy
                                                    bardziej niż inne pomagają pacjentom w walce z rakiem i zmniejszają ryzyko
                                                    nawrotu choroby”.

                                                    Wyniki australijskich badań, opublikowane w 2003 roku w
                                                    periodyku „International Journal Of Cancer”, wskazują, że kobiety z nowotworem
                                                    jajnika, które jadły dużo warzyw, miały większą szansę na dłuższe przeżycie,
                                                    podczas gdy pacjentki, które spożywały duże ilości nabiału, były bardziej
                                                    narażone na przedwczesną śmierć.

                                                    Analiza badań dotyczących raka piersi pokazuje, że w pięciu przypadkach na
                                                    osiem wystąpił związek między zwiększonym spożyciem owoców i warzyw a wyższymi
                                                    wskaźnikami przeżywalności. Ponadto ogłoszone w zeszłym roku wyniki dużej
                                                    amerykańskiej próby 2437 kobiet po menopauzie we wczesnym stadium raka piersi
                                                    dowodzą, że pacjentki, które oprócz konwencjonalnej terapii otrzymały także
                                                    dietetyczne zalecenie ograniczenia spożycia tłuszczów, rzadziej doświadczały
                                                    nawrotu choroby niż pacjentki, którym tego nie powiedziano. Różnica ta
                                                    zaznaczyła się zwłaszcza w grupie kobiet, u których nowotwór piersi nie miał
                                                    związku z zaburzeniami hormonalnymi. „To doniosłe odkrycie. Zmieni ono opinię
                                                    świata medycyny – ocenia Richard Rainsbury, specjalista chirurgii piersi w
                                                    Szpitalu Hrabstwa Hampshire w Winchester, który chciałby przeprowadzić podobne
                                                    badania w Wielkiej Brytanii. – Do tej pory we wszystkich badaniach nad
                                                    nowotworem piersi pytano kobiety, co jadały przed zachorowaniem. To była
                                                    pierwsza próba ingerencyjna i na pewno trudno będzie środowisku zignorować te
                                                    wyniki”.

                                                    Przeprowadzenie eksperymentu polegającego na wpływaniu na sposób odżywiania
                                                    nastręcza wiele trudności, twierdzi dietetyczka Barbara Parry z zespołu dra
                                                    Rainsbury’ego. „Farmaceutyki generują ogromne pieniądze, które potem są
                                                    inwestowane w badania. Przy interwencji dietetycznej nie tak łatwo jak w
                                                    testach leków dostrzec przyczynę i skutek, a żadna firma nie czerpie z tego
                                                    zysków – zauważa Parry. – Patenty przyznawane są rzadko, trudno więc zdobyć
                                                    środki. Poza tym eksperymenty z dietą przynoszą efekty dopiero po dłuższym
                                                    czasie, nawet po pięciu latach, podczas gdy wyniki testów leków są szybsze i
                                                    bardziej efektowne”.

                                                    Tylko radykałowie sugerowaliby porzucenie konwencjonalnej terapii nowotworów na
                                                    rzecz samej diety. Dziwi jednak, że mimo poważnego wpływu choroby i jej
                                                    leczenia na układ pokarmowy pacjenci nie otrzymują porad na temat odżywiania
                                                    się. „Wskutek stresu, działania leków lub samej choroby może zanikać apetyt –
                                                    twierdzi Liz Butler. – U trzech czwartych respondentów naszej ankiety po
                                                    leczeniu zmieniła się waga ciała, ale tylko 15 procent otrzymało od swoich
                                                    lekarzy wskazówki, jak osiągnąć optymalną masę. A badania pokazują, że przy
                                                    nowotworach piersi nadwaga oznacza gorsze rokowania. Również niedożywienie to
                                                    gorsze prognozy: skuteczność leków jest wtedy mniejsza, pojawia się więcej
                                                    skutków ubocznych”.

                                                    Wielu uczestników ankiety Bristol Center poszukiwało informacji o właściwym
                                                    odżywianiu. „Znajdują je w książkach, czasopismach, u rodziny, przyjaciół, no i
                                                    w internecie – mówi Butler. – Problem w tym, że spora część tych danych może
                                                    być wątpliwej jakości”.

                                                    Zdrowa dieta wspiera funkcje immunologiczne i regeneracyjne organizmu. Ma także
                                                    dla pacjentów znaczenie psychologiczne – czują, że mogą coś dla siebie zrobić,
                                                    nawet gdy ciężka choroba i leczenie zdają się wypełniać całe ich życie.
                                                    Przeważająca część, 95 procent respondentów, wierzyła, że zdrowe odżywianie
                                                    pełni ważną rolę w ich powrocie do zdrowia.

                                                    U Janis Dear, wykładowczyni uniwersyteckiej z Tonbridge w Kent, w 2002 roku
                                                    wykryto trzy złośliwe guzy piersi. Po wizycie w Bristol zaczęła jeść więcej
                                                    owoców, warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczyła zaś spożycie produktów
                                                    przetworzonych. „Byłam pewna, że wcześniej odżywiałam się zdrowo, ale teraz
                                                    wiem, że w mojej diecie były niedobory żywieniowe. Nie mam wątpliwości, iż moja
                                                    reakcja na chemioterapię – którą lekarz określił jako »fenomenalną«, co
                                                    znaczyło, że nie musiałam poddawać się mastektomii –wzięła się stąd, że
                                                    zadbałam o duchowe, emocjonalne i żywieniowe potrzeby mojego organizmu. Dzięki
                                                    temu pracował on na pełnych obrotach i mógł pokonać raka”.

                                                    Co jeść, by wygrać z rakiem?

                                                    * Bristol Center, opierając się na najnowszych badaniach, zaleca chorym na
                                                    nowotwór jeść żywność organiczną, kiedy to tylko możliwe.

                                                    * Należy spożywać duże ilości: produktów pełnoziarnistych, świeżych warzyw i
                                                    owoców (8 do 10 razy dziennie), roślin strączkowych, orzechów i ziaren, ryb
                                                    oleistych, bogatych w kwasy tłuszczowe Omega-3 (łosoś, makrela, węgorz, panga),
                                                    ziół i przypraw, olejów roślinnych tłoczonych na zimno, soków i wody (1,5 do 2
                                                    litrów dziennie).

                                                    * W umiarkowanej ilości można jeść: drób i jajka (z naturalnych hodowli),
                                                    niehodowlane białe ryby morskie (np. dorsz, flądra, halibut) oraz małe ryby
                                                    oleiste (sardynki).

                                                    * Trzeba ograniczyć do minimum: czerwone mięsa, mięsa wędzone, produkty
                                                    konserwowane i solone, jedzenie grillowane i przypalone, artykuły przetworzone
                                                    i mrożonki, kofeinę, alkohol, sól, tłuszcze trans i modyfikowane (margaryna,
                                                    zupy w proszku, batony, fr
                                                  • 03.08.06, 10:32
                                                    Kwasy tłuszczowe zmniejszają tempo wzrostu raka prostaty
                                                    Zwiększenie udziału kwasów tłuszczowych omega- 3 i zmniejszenie ilości kwasów
                                                    omega-6 w diecie może redukować szybkość wzrostu raka prostaty - donoszą
                                                    amerykańscy naukowcy na łamach pisma "Clinical Cancer Research".
                                                    Kwasy tłuszczowe w zależności od budowy chemicznej można podzielić na nasycone
                                                    i nienasycone. Nasycone kwasy tłuszczowe występują głównie w tłuszczach
                                                    stałych, zwierzęcych, ich nadmiar podnosi poziom cholesterolu we krwi, zwiększa
                                                    krzepliwość krwi i w efekcie może zwiększać ryzyko zawału serca bądź udaru.
                                                    Natomiast nienasycone kwasy tłuszczowe, występujące głównie w olejach
                                                    roślinnych oraz tłuszczu ryb i ssaków morskich, obniżają poziom trójglicerydów
                                                    i "złego" cholesterolu we krwi, zapobiegają więc miażdżycy i chorobom układu
                                                    krążenia.

                                                    Wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6 regulują wiele ważnych
                                                    procesów zachodzących w organizmach żywych, np. rozwój układu nerwowego,
                                                    odporność, prawidłowe funkcjonowanie skóry i innych tkanek. Ludzki organizm nie
                                                    produkuje tych związków i dlatego są one niezbędnymi składnikami naszej diety.
                                                    Kwasy tłuszczowe omega-6 znajdują się w ziarnach zbóż, kukurydzy, oleju
                                                    krokoszowym, czerwonym mięsie i są wielonienasyconymi kwasami tłuszczowymi
                                                    dominującymi w typowej zachodniej diecie. Bogatym źródłem zdecydowanie
                                                    zdrowszych kwasów omega-3 są ryby morskie takie jak łosoś, tuńczyk czy sardynki.

                                                    "Olej kukurydziany jest podstawą amerykańskiej diety. Stosując ją spożywa się
                                                    do 20 razy więcej kwasów omega-6 niż omega-3" - mówi dr William Aronson,
                                                    specjalista urolog, główny autor pracy. "Wyniki naszych badań wskazują, że
                                                    spożywanie kwasów tłuszczowych w zdrowszych proporcjach może zmniejszać tempo
                                                    wzrostu raka prostaty" - dodaje.

                                                    Naukowcy przeprowadzili badania na specjalnym mysim modelu raka prostaty,
                                                    naśladującym przypadek wrażliwego na hormony nowotworu u ludzi. Na czas trwania
                                                    eksperymentu myszy podzielono na dwie grupy. Jedną karmiono dietą zawierającą
                                                    20 proc. tłuszczy w zdrowych proporcjach kwasów omega-3 i omega-6 jeden do
                                                    jednego. Druga grupa zwierząt była karmiona taką samą dietą, różniącą się tylko
                                                    pochodzeniem tłuszczy - większość z nich stanowiły kwasy tłuszczowe omega-6.

                                                    U myszy karmionych dietą o zdrowych proporcjach kwasów tłuszczowych tempo
                                                    wzrostu komórek nowotworowych zmniejszyło się o 22 proc. a poziom antygenu
                                                    swoistego dla prostaty PSA (markera raka prostaty) we krwi obniżył się aż o 77
                                                    proc., w porównaniu do grupy zwierząt karmionej dietą o wysokiej zawartości
                                                    kwasów omega-6.

                                                    Według naukowców najbardziej prawdopodobnym mechanizmem zredukowania tempa
                                                    wzrostu nowotworu w badanym modelu jest wzrost stężenia kwasów omega-3
                                                    dokozaheksaenowego (DHA) i eikozapentaenowego (EPA) w obrębie guza prostaty i
                                                    spadek stężenia kwasu omega-6 arachidonowego (AA).

                                                    Trzy wymienione kwasy tłuszczowe są przekształcane przez enzymy nazywane
                                                    cyklooksygenazami (COX-1 i COX-2) w prostaglandyny. Prostaglandyny są hormonami
                                                    tkankowymi działającymi lokalnie, mogą działać prozapalnie i stymulować wzrost
                                                    guza lub przeciwzapalnie hamując jego rozwój.

                                                    Badacze odkryli, że poziom prozapalnej prostaglandyny PGE-2 był o 83 proc.
                                                    niższy w obrębie nowotworu u myszy karmionych większą ilością kwasów omega-3, w
                                                    porównaniu do grupy na diecie bogatej w kwasy omega-6. Sugeruje to, że
                                                    podwyższenie poziomu kwasów DHA i EPA może prowadzić do powstawania większej
                                                    ilości prostaglandyn działających przeciwzapalnie.

                                                    "To jedno z pierwszych badań wykazujących, że zmiana diety wpływa na reakcje
                                                    zapalną organizmu, która może odgrywać ważną rolę we wzroście nowotworu
                                                    prostaty" - mówi Aronson.

                                                    "Możliwe, że używając suplementów kwasów EPA i DHA przy jednoczesnym
                                                    ograniczeniu kwasów omega-6 w diecie będziemy potrafili zapobiegać zachorowaniu
                                                    na raka lub hamować rozwój raka prostaty u mężczyzn" - dodaje autor.

                                                    Obecnie grupa dr Aronsona przeprowadza pierwsze badania kliniczne wpływu
                                                    niskotłuszczowej diety oraz suplementów kwasów omega-3 na stan zdrowia mężczyzn
                                                    po usunięciu raka prostaty.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1365106,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 03.08.06, 16:12
                                                  • 03.08.06, 16:17
                                                  • 03.08.06, 17:11
                                                    Potrzebne jest leczenie wspomagające chorych na raka

                                                    W Polsce powinno się powszechniej stosować leki wspomagające leczenie
                                                    nowotworów. Poprawiłoby to jakość życia pacjentów poddawanych agresywnej
                                                    terapii, której skutki uboczne są często nie mniej przykre, niż sam nowotwór –
                                                    postulują onkolodzy.

                                                    Chorych na nowotwór leczy się chirurgicznie oraz radioterapią,
                                                    chemioterapią i immunoterapią. Niesie to jednak ze sobą wiele
                                                    uszkodzeń organizmu. Pojawiają się np. uszkodzenia błony śluzowej
                                                    przewodu pokarmowego, mdłości i wymioty. Jednym z najczęstszych
                                                    powikłań po chemioterapii jest neutropenia (niedobór białych
                                                    krwinek) i niedokrwistość (mogąca powodować dalsze, poważne
                                                    komplikacje).

                                                    "Niektórym z tych chorób, np. wtórnej niewydolności nerek,
                                                    próbuje się częściowo zapobiegać. Powszechnie leczy się zakażenia
                                                    bakteryjne, wirusowe i grzybicze. Jednak leczenie towarzyszące
                                                    leczeniu zasadniczemu jest wciąż za mało popularne" - podkreślała
                                                    onkolog prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek z Akademii Medycznej w
                                                    Warszawie podczas warszawskiego spotkania prasowego w czwartek 2 marca.

                                                    Tymczasem agresywne leczenie nowotworu może się okazać dla
                                                    chorego gorsze niż sama choroba.

                                                    Jak wyjaśnia prekursor leczenia wspomagającego, wieloletni prezes
                                                    Międzynarodowego Stowarzyszenia Leczenia Wspomagającego w Onkologii prof. Jean
                                                    Klastersky, leczenie wspomagające przede wszystkim poprawia jakość życia,
                                                    zwłaszcza osób nieuleczalnie chorych.

                                                    W stosunku do nich, a jest to około połowa pacjentów onkologii,
                                                    stosuje się tzw. leczenie paliatywne - przynoszące ulgę, a nie
                                                    wyleczenie. W ich przypadku bardzo ważna jest nie tyle długość, co
                                                    jakość życia.

                                                    „Leki wspomagające są w Polsce dostępne, jednak w placówkach
                                                    opieki medycznej - w praktyce - często nieobecne. To, że się po nie
                                                    nie sięga to nie tylko kwestia braku pieniędzy, ale i
                                                    nieświadomości lekarzy” - podkreśla Konsultant Krajowy w
                                                    dziedzinie onkologii klinicznej, prof. Maciej Krzakowski.

                                                    "Leki te powinni przepisywać nie onkolodzy, lecz lekarze
                                                    pierwszego kontaktu. Tych zaś przez lata nie kształcono
                                                    odpowiednio ani w temacie wczesnych objawów nowotworów, ani też
                                                    leczenia powikłań im towarzyszących" - zauważa profesor.

                                                    W czasie spotkania onkolodzy zasugerowali, że w Polsce powinno
                                                    powstać stowarzyszenie zajmujące się leczeniem wspomagającym.
                                                    "Potrzebne jest ono i pacjentom, których jakość życia mogłaby się
                                                    znacznie poprawić, jak i lekarzom, którym często dopiero trzeba
                                                    uświadomić problem znaczenia leczenia wspomagającego" - mówią
                                                    eksperci.

                                                    źródło pochodzenia Nauka w Polsce
                                                    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?page=text&news_cat_id=134&news_id=7748&layout=6&place=Text01
                                                  • 03.08.06, 19:58
                                                    Jedzenie przetworzonych mięs zwiększa ryzyko zachorowania na raka żołądka -
                                                    odkryli Szwedzi

                                                    To efekt porównania 15 różnych badań dotyczących częstotliwości występowania
                                                    raka żołądka. W sumie, analizy objęły aż 4,7 tys. osób i sięgają one aż 1966
                                                    roku. - Nikt przed nami nie wykonał podobnego badania związków między jedzeniem
                                                    przetworzonych mięs a rakiem - uważa Susanna Larsson z Karolinska Institutet,
                                                    jedna z autorek analiz, których wyniki zamieszcza "Journal of the National
                                                    Cancer Institute". - Nasze rezultaty pokazują ten związek bardzo wyraźnie -
                                                    dodała Larsson.

                                                    Szwedzi oszacowali wzrost ryzyka z naukową precyzją. Zwiększenie o 30 gramów
                                                    dziennego spożycia przetworzonego mięsa równa się wzrostowi ryzyka zachorowania
                                                    na raka żołądka od 15 do nawet 38 proc. Nie wiadomo jednak, co jest
                                                    bezpośrednią przyczyną wzrostu zagrożenia nowotworem. Susanna Larsson sądzi, że
                                                    może to być efekt wędzenia, dodawania soli i substancji konserwujących,
                                                    przedłużających trwałość. - Kolejne badania wyjaśnią ten związek, a także
                                                    pozwolą ocenić wpływ innych czynników - takich jak dieta czy obecność bakterii -
                                                    uważa Larsson.

                                                    Rak żołądka jest czwartym najczęściej występującym typem nowotworów na świecie.

                                                    źródło pochodzenie
                                                    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154610861&archive=&start_from=&ucat=4&&alone=
                                                  • 04.08.06, 09:10
                                                    Azjatyckie grzyby mogą pomóc w terapii raka prostaty
                                                    Wyciąg z grzybów stosowanych od stuleci w azjatyckiej medycynie ludowej może
                                                    zwiększać skuteczność powszechnie stosowanego leku na raka prostaty - wskazują
                                                    najnowsze badania amerykańskie.
                                                    Informację na ten temat zamieszcza pismo "British Journal of Cancer".

                                                    Chodzi tu o rosnącego w krajach wschodniej Azji grzyba z rodzaju czyreni, które
                                                    pasożytują na pniach drzew. Phellinus linteus, bo tak brzmi jego łacińska
                                                    nazwa, pasożytuje na morwach. Grzyb ten jest od stuleci stosowany w tradycyjnej
                                                    medycynie w Chinach, Japonii i Korei, m.in. do wzmacniania ogólnej odporności.
                                                    Wcześniejsze badania sugerowały, że ten gatunek grzybów może spowalniać wzrost
                                                    niektórych nowotworów, przypomina prowadzący najnowsze badania dr Chang-Yan
                                                    Chen z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego (stan Massachusetts).

                                                    Naukowcy kierowani przez dr Chena badali przeciwnowotworowe własności wyciągu z
                                                    P. linteus na hodowlach komórek raka prostaty. Ekstrakt został dostarczony
                                                    przez południowo-koreańskiego naukowca, prof. Sung-Hoon Kima z Uniwersytetu
                                                    Kyung Hee.

                                                    W jednym z doświadczeń badacze dodawali go do pożywki hodowlanej razem z lekiem
                                                    stosowanym najczęściej w chemioterapii raka prostaty - doksorubicyną.

                                                    Jak zaznaczają, stężenie leku było zbyt niskie by mógł on niszczyć komórki
                                                    nowotworu. Jednak po dodaniu wyciągu z grzybów skuteczność doksorubicyny w
                                                    uszkadzaniu komórek raka znacznie rosła i była porównywalna z działaniem
                                                    większych dawek. Jednocześnie lek nie szkodził zdrowym komórkom.

                                                    Zdaniem autorów najnowszej pracy, rodzi to nadzieję, że w przyszłości w
                                                    leczeniu raka prostaty możliwe będzie stosowanie niższych, niż obecnie, dawek
                                                    doksorubicyny. Jest to o tyle ważne, że wysokie dawki tego leku mają ogólnie
                                                    bardziej toksyczny wpływ na organizm i dają więcej niepożądanych skutków
                                                    ubocznych.

                                                    Jednak zanim wyciąg z P. linteus będzie można wykorzystać w praktyce medycznej,
                                                    badacze muszą jeszcze potwierdzić, że efekty jego działania są długoterminowe.

                                                    Według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem w Lyonie, co roku na świecie
                                                    wykrywa się 543 tys. nowych przypadków raka prostaty, a 200 tys. mężczyzn co
                                                    roku umiera z jego powodu. Te statystyki powodują, że obecnie jest on na
                                                    trzecim miejscu listy najczęstszych nowotworów złośliwych u mężczyzn.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1365719,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 11.08.06, 19:06
                                                    Późne popołudnie może być najgorszym czasem na operację. Niepożądane objawy
                                                    pooperacyjne występują najczęściej u pacjentów operowanych po godz. 15.00 -
                                                    informuje pismo "Quality and Safety in Health Care".
                                                    Negatywne skutki towarzyszące narkozie lub następujące po niej to np. ból lub
                                                    mdłości. Występują one najczęściej po operacjach wykonywanych późnym
                                                    popołudniem - stwierdzili naukowcy z amerykańskiego Duke University.

                                                    Analizowali oni bazę danych anestezjologicznych, dotyczącą ponad 90 tys.
                                                    operacji, przeprowadzonych w centrum medycznym tej uczelni. Badaczy
                                                    interesowały szczególnie niepożądane objawy po operacjach. Znaleźli 31
                                                    przykładów ewidentnych błędów (jak podanie pacjentowi złej dawki środka
                                                    znieczulającego) oraz 2.662 przykładów niepożądanych objawów w trakcie lub po
                                                    operacji.

                                                    Najczęściej niepożądane objawy występowały około godz. 15.00 - podkreśliła
                                                    prowadząca badania dr Melanie Wright.

                                                    U pacjenta operowanego od godz. 15.00 ryzyko mdłości i wymiotów, zakażenia ran
                                                    lub innych dolegliwości było trzy razy większe, niż gdy operację zaczęto o
                                                    godz. 8.00.

                                                    Oprócz poooperacyjnych mdłości, innym często wymienianym problemem było
                                                    niedostateczne łagodzenie bólu pacjentów podczas i po operacji.

                                                    Według autorów badań, może być wiele przyczyn takiego popołudniowego załamania.
                                                    Rolę może grać np. zmęczenie lekarzy po całym dniu pracy bądź przypadające na
                                                    ten czas zmiany dyżurów personelu.

                                                    Możliwe także, że pod koniec dnia pacjenci są bardziej podatni na ból i
                                                    mdłości, np. po całodziennej głodówce, albo w efekcie stresu z powodu czekania
                                                    na moment "pójścia pod nóż".

                                                    Naukowcy stwierdzili także, że po południu częściej niż zwykle zdarzały się
                                                    także "opóźnienia administracyjne" (oczekiwanie na wyniki badań laboratoryjnych
                                                    czy spóźnienia lekarzy). To, jak spekulują, także mogło się przyczyniać do
                                                    zwiększenia ryzyka problemów związanych z narkozą.

                                                    W kolejnym badaniu naukowcy planują analizę każdego elementu operacji. Chcą
                                                    ustalić procedury, różniące operacje poranne od popołudniowych.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369792,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 16.08.06, 22:56
                                                    Udało się potwierdzić, że guz weneryczny występujący u psów, ma naturę zakaźną
                                                    i przenosi się między zwierzętami za pośrednictwem swoich komórek - informują
                                                    badacze brytyjscy.
                                                    Autorzy artykułu na łamach pisma "Cell" wykazali też, że nowotwór ten pojawił
                                                    się około 200 lat temu, prawdopodobnie u wilka szarego lub starożytnej rasy
                                                    psów. Następnie niczym pasożyt rozprzestrzenił się w populacji psów na całym
                                                    świecie.

                                                    Chodzi tu o mięsaka Stickera (CTVT), zwanego też zakaźnym guzem wenerycznym
                                                    psów, między którymi przenosi się najczęściej drogą płciową. Zdarza się jednak,
                                                    że zwierzęta zarażają się komórkami CTVT w trakcie lizania, gryzienia, a nawet
                                                    obwąchiwania obszarów zajętych przez nowotwór u innego psa. Około 30 lat temu
                                                    zrodziło się podejrzenie, że mięsak Stickera przenosi się za pośrednictwem
                                                    swoich własnych komórek. Ale w dotychczasowych badaniach nie udało się wyjaśnić
                                                    na czym dokładnie polega zakaźna natura tego nowotworu. Kilka prac sugerowało
                                                    np., że może on być wywoływany przez wirusa.

                                                    Aby określić pochodzenie CTVT zespół Robina Weissa z Londyńskiego Collegium
                                                    Uniwersyteckiego wykorzystał do badań metody stosowane w medycynie sądowej.
                                                    Przeprowadził mianowicie analizy genetyczne na komórkach nowotworowych i
                                                    próbkach krwi pobranych od 16 nie spokrewnionych, cierpiących na CTVT psów z
                                                    krajów na 5 kontynentach (m.in. z Włoch, Indii, Kenii, Brazylii, USA, Turcji,
                                                    Hiszpanii).

                                                    Posługując się kilkoma genetycznymi cechami (tzw. markerami) badacze wykazali,
                                                    że DNA z komórek nowotworu i z komórek psiej krwi wyraźnie się różni. Oznacza
                                                    to, że komórki mięsaka nie wywodzą się z komórek psich, tłumaczy biorący udział
                                                    w badaniach weterynarz Claudio Murgia.

                                                    Dalsze badania genetyczne ujawniły, że geny CTVT mają więcej wspólnego z genami
                                                    wilka szarego, niż z psimi. Zdaniem autorów, sugeruje to, że zakaźny mięsak
                                                    CTVT mógł pojawić się po raz pierwszy ok. 200 lat temu u wilka, bądź u blisko
                                                    spokrewnionej z nim starożytnej wschodnio-azjatyckiej razy psa. Innymi słowy,
                                                    współczesne CTVT wywodzą się z jednej komórki nowotworowej, są niejako jej
                                                    klonami.

                                                    "Wygląda na to, że CTVT opuszczając swojego pierwotnego gospodarza szybko stał
                                                    się pasożytem przenoszącym się z psa na psa, aż skolonizował światową populację
                                                    tych zwierząt" - komentuje Wiess. Jak tłumaczą naukowcy tak skuteczne
                                                    rozprzestrzenianie się CTVT było możliwe dzięki temu, że komórki nowotworu
                                                    nabyły przystosowań, które pozwalają im umknąć przed atakiem układu odporności
                                                    psów. W przeciwnym razie, byłyby szybko rozpoznawane przez komórki odporności i
                                                    niszczone.

                                                    Co ciekawe, u większości psów zakażonych CTVT kilka miesięcy później nowotwór
                                                    przestaje rosnąć i zmniejsza się aż w końcu całkiem zanika. Być może układ
                                                    odporności dopiero po czasie zaczyna na niego reagować i lepiej sobie z nim
                                                    radzi, spekulują naukowcy. Z drugiej strony taka, paradoksalnie zjawisko to
                                                    jest dla nowotworu korzystne. Gdyby CTVT zbyt szybko zabijał psy, to nie byłby
                                                    w stanie rozprzestrzenić się na cały świat. Gdy gospodarz żyje dłużej, szanse,
                                                    że przekaże komórki nowotworu dalej rosną, wyjaśniają badacze.

                                                    Zdaniem badaczy, mimo nietypowej natury CTVT, najnowsze odkrycie może pomóc
                                                    lepiej zrozumieć pewne cechy ludzkich nowotworów, jak również zakaźną naturę
                                                    nowotworu dziesiątkującego populację diabłów tasmańskich w Australii. "Na razie
                                                    nie ma na to dowodów, ale obydwa te nowotwory wydają się być bardzo podobne" -
                                                    zaznaczają naukowcy.

                                                    Praca ta rodzi również poważne obawy o losy dzikich i zagrożonych gatunków
                                                    psowatych. Jeśli nowotwór przeniesie się na ich przedstawicieli, to populacje
                                                    te mogą w krótkim czasie wyginąć.

                                                    Wprawdzie u ludzi trudno badać zakaźną naturę nowotworów, istnieje jednak
                                                    prawdopodobieństwo, że do podobnych przypadków może dochodzić u osób z
                                                    osłabionym układem odporności, np. po przeszczepie organów czy cierpiących na
                                                    AIDS

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369471,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 16.08.06, 22:57
                                                    Skanując geny można zidentyfikować szczególnie agresywne odmiany raka płuc i
                                                    zadecydować, którzy pacjenci oprócz operacji powinni dostać także
                                                    chemioterapię - informuje "New England Journal of Medicine".
                                                    Naukowcy z Duke University Medical Center w USA przyjrzeli się genetycznemu
                                                    profilowi niedrobnokomórkowego raka płuc (NSCLC). Stanowi on cztery piąte
                                                    wszystkich przypadków płuc. Jak się okazało, guzy, które powodują nawroty
                                                    choroby, zasadniczo się różnią pod względem genetycznym od tych, które nie
                                                    powodują takich problemów.

                                                    Obecny system oceny zawansowania raka płuc nie jest dokładny - opiera się na
                                                    pomiarze wielkości guza i wykazaniu - lub nie - przerzutów do innych narządów.
                                                    Jeśli pacjent ma guza o średnicy 2,9 centymetra, jest tylko operowany, jeśli
                                                    średnica guza sięga 3,1 centymetra - dostaje również chemioterapię. Po
                                                    operacyjnym usunięciu guza u około 30 procent osób z najmniej zaawansowanym
                                                    rakiem dochodzi do nawrotu choroby. Jeśli będzie wiadomo, komu podać dodatkowo
                                                    chemioterapię, ogromnie wzrośnie liczba wyleczonych przy możliwych do
                                                    poniesienia kosztach leczenia.

                                                    Test ma wkrótce wejść w etap prób klinicznych w USA i Kanadzie. Zaangażowanych
                                                    jest 50 centrów klinicznych i około 12 000 pacjentów. Wyniki powinny zostać
                                                    udostępnione za mniej więcej dwa lata.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369472,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 16.08.06, 23:05
                                                    Pałeczka okrężnicy, bakteria wchodząca w skład flory bakteryjnej jelita grubego
                                                    człowieka, może odgrywać rolę w rozwoju raka jelit - wynika z najnowszych
                                                    niemiecko- francuskich badań. Informację na ten temat zamieszcza
                                                    tygodnik "Science".
                                                    Pałeczki okrężnicy (Escherichia coli) powszechnie występują w ludzkich
                                                    jelitach, jako element naturalnej flory bakteryjnej. Są to bakterie
                                                    nieszkodliwe dla ludzi (tzw. komensale).

                                                    Z drugiej strony, nieszkodliwe w jelicie E. coli, mogą wywoływać różne
                                                    schorzenia gdy zainfekują inne narządy. Są na przykład jedną z najczęstszych
                                                    przyczyn zakażeń układu moczowego, mogą powodować niebezpieczne infekcje
                                                    otrzewnej, ogólnoustrojowe zakażenie zwane sepsą, zapalenia płuc lub zapalenie
                                                    opon mózgowych u noworodków. Poza tym, wśród szczepów jelitowych E. coli
                                                    znajdują się również takie, które wywołują zatrucia pokarmowe, czasem bardzo
                                                    poważne. Te właściwości chorobotwórcze są związane z zestawem substancji
                                                    produkowanych przez bakterie; od działania tych substancji zależy bowiem, czy
                                                    zakażona bakterią komórka będzie się dalej dzielić, czy zginie.

                                                    Teraz badacze Uniwersytetu w Wuerzburgu i Uniwersytetu w Tybindze wraz z
                                                    kolegami z Narodowego Instytutu Nauk Rolniczych (INRA) w Tuluzie odkryli, że
                                                    niektóre bakterie E. coli posiadają grupę genów, nazwanych umownie "wyspą pks".
                                                    Geny te pozwalają bakteriom produkować związki, które podnoszą ryzyko raka
                                                    okrężnicy.

                                                    Analiza kilkudziesięciu szczepów E. coli wykazała, że "wyspa pks" jest obecna u
                                                    bakterii należących do tzw. grupy B2. Zalicza się tu zarówno szczepy
                                                    chorobotwórcze, powodujące zapalenie opon mózgowych lub układu moczowego, jak i
                                                    nieszkodliwe szczepy jelitowe - w tym szczep określany jako Nissle 1917.
                                                    Wykorzystywany jest on do leczenia schorzeń jelit, w tym choroby Crohna lub
                                                    wrzodziejącego zapalenia okrężnicy.

                                                    Komórki E. coli posiadające "wyspę pks" powodowały zahamowanie podziałów i
                                                    nienaturalne powiększanie się ludzkich komórek oraz ich jąder w hodowli. Gdy
                                                    badacze usuwali "wyspę pks", bakterie nie powodowały już patologicznych zmian w
                                                    komórkach ludzkich, natomiast laboratoryjne szczepy E. coli nabywały takiej
                                                    zdolności dopiero gdy wprowadzono im tę grupę genów.

                                                    Jak wyjaśniają autorzy pracy, w genach z "wyspy pks" zapisane są enzymy, które
                                                    biorą udział w produkcji związków poliketydowo- peptydowych, toksycznych dla
                                                    komórek. Doświadczenia prowadzone na komórkach ludzkich pozwoliły naukowcom
                                                    uściślić, że związki te powodują uszkodzenia DNA (pęknięcia w podwójnej nici
                                                    DNA) i w ten sposób blokują podziały komórkowe.

                                                    Zdaniem naukowców, jest to prawdopodobnie strategia, która pozwala bakteriom
                                                    przedłużyć okres kolonizacji nabłonka jelitowego - dzięki zablokowaniu
                                                    podziałów wymiana warstwy nabłonka na nową opóźnia się. Ale takie zmiany w DNA
                                                    zwiększają ryzyko procesów nowotworowych i mogą prowadzić do rozwoju raka
                                                    jelita grubego. Jak zaznaczają badacze, o tym czy dany szczep E. coli
                                                    posiadający wyspę pks jest szkodliwy, czy neutralny, decydują różne czynniki, w
                                                    tym ilości produkowanych toksyn.

                                                    Co ciekawe, do związków poliketydowo-peptydowych zalicza się wiele substancji o
                                                    właściwościach leczniczych, np. antybiotyki, związki przeciwnowotworowe lub
                                                    immunosupresyjne. Dlatego naukowcy liczą, że dzięki technikom inżynierii
                                                    genetycznej można będzie w przyszłości zaprząc enzymy E. coli do biosyntezy
                                                    tych leczniczych substancji.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1369473,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 16.08.06, 23:06
                                                    Roślina, z której starożytni Celtowie pozyskiwali niebieski barwnik służący im
                                                    do malowania się przed bitwą, jest bogatym źródłem związku, pomocnego w walce z
                                                    rakiem piersi - informuje "Journal of the Science of Food and Agriculture".
                                                    Roślina ta to urzet barwierski (Isatis tinctoria), należąca do tej samej
                                                    rodziny co kapusta, kalafior i brokuły. Urzet w przeszłości był uprawiany dla
                                                    niebieskiego barwnika, podobnego do indygo.

                                                    Jak wykazał zespół Stefanii Galletti z uniwersytetu w Bolonii, urzet zawiera co
                                                    najmniej 20 razy więcej cennego związku zwanego glukobrassicyną niż brokuły. Co
                                                    więcej, zawartość glukobrassicyny w tej roślinie można jeszcze bardziej
                                                    podnieść, uszkadzając jej liście. Pobudza to wydzielanie glukobrassicyny, co
                                                    jest swoistym mechanizmem obronnym; w ten sposób urzet próbuje się bronić,
                                                    ponieważ substancja ta zabija niektóre szkodniki. Już wcześniej zauważono, że
                                                    jedzenie warzyw obfitujących w glukobrassicynę zmniejsza ryzyko nowotworów.

                                                    Glukobrassicyna może znaleźć zastosowanie w zapobieganiu i leczeniu nowotworów,
                                                    zwłaszcza raka piersi, ponieważ oczyszcza organizm z substancji rakotwórczych -
                                                    w tym pochodnych estrogenu lub związków wdychanych przez palaczy.

                                                    Na razie urzet ułatwi naukowcom tańsze i łatwiejsze pozyskanie odpowiednich
                                                    ilości glukobrassicyny do prowadzenia badań nad jej ochronnymi właściwościami.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1370897,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 17.08.06, 20:49
                                                    Gliwice: Pionierska operacja rekonstrukcji kości udowej
                                                    Pierwszą w Europie i jedną z niewielu w świecie operacji rekonstrukcji kości
                                                    udowej zniszczonej przez nowotwór przeprowadził w lipcu zespół chirurgii
                                                    rekonstrukcyjnej i mikronaczyniowej w Centrum Onkologii - Instytucie w
                                                    Gliwicach.
                                                    Poinformował o tym dyrektor placówki prof. Bogusław Maciejewski. Dzięki
                                                    operacji 21-letni pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
                                                    rehabilitację.

                                                    Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
                                                    otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
                                                    groziła mu amputacja całej kończyny.
                                                    Rozległy zabieg rekonstrukcji kości trwał ponad 12 godzin. Uczestniczyło w nim
                                                    6 chirurgów onkologów i ortopedów. Po wycięciu nowotworu wraz ze zniszczoną na
                                                    długości 21 cm kością udową oraz mięśniami i naczyniami oraz sprawdzeniu w
                                                    ponad 20 badaniach histopatologicznych, czy nie pozostawiono żadnych komórek
                                                    nowotworowych, przystąpiono do rekonstrukcji.

                                                    Wykorzystano materiał tkankowy z banku kostnego oraz kość strzałkową z podudzia
                                                    pacjenta wraz z mięśniami i naczyniami krwionośnymi. Odtworzono całkowicie
                                                    struktury kostne, mięśniowe i naczyniowe. Obecnie pacjent jest rehabilitowany w
                                                    Reptach Śląskich i obserwuje się znaczną poprawę w chodzeniu.

                                                    W Instytucie w Gliwicach przeprowadzono dotychczas ponad 150 operacji
                                                    rekonstrukcyjnych, głównie zaawansowanych raków podstawy czaszki, twarzoczaszki
                                                    oraz piersi.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1372117,16,1,0,120,686,item.html
                                      • 26.01.07, 22:02
                                        Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
                                        składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
                                        których informuje serwis internetowy EurekAlert.
                                        Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu
                                        Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w laboratorium. Do pożywki
                                        hodowlanej dodawano im imbiru.
                                        Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do tego, który
                                        można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie lepiej oczyszczony.
                                        Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki raka jajnika
                                        użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet lepiej niż cisplatyna - lek
                                        używany standardowo w terapii tego nowotworu.
                                        Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby - bądź pobudzał je
                                        do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do samostrawienia, tzw. autofagii.
                                        Zdaniem naukowców, ta cecha utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności
                                        na terapię z użyciem imbiru.

                                        źródło PAP - Nauka w Polsce
                                        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?news_cat_id=118&news_id=8739&layout=2&page=text&place=Lead01

                                        Imbir, znany z blokowania stanów zapalnych i łagodzenia nudności, może stać się
                                        składnikiem leku na raka jajnika - wskazują najnowsze badania amerykańskie, o
                                        których informuje serwis internetowy EurekAlert.
                                        Najnowsze doświadczenia zostały przeprowadzone przez naukowców z
                                        Uniwersytetu Stanu Michigan na komórkach raka jajnika hodowanych w
                                        laboratorium. Do pożywki hodowlanej dodawano im imbiru.
                                        Badacze wykorzystali w tym celu sproszkowany imbir, podobny do
                                        tego, który można kupić w sklepach spożywczych, ale znacznie
                                        lepiej oczyszczony.
                                        Okazało się, że ta popularna przyprawa niszczyła różne komórki
                                        raka jajnika użyte w doświadczeniu równie skutecznie, a nawet
                                        lepiej niż cisplatyna - lek używany standardowo w terapii tego
                                        nowotworu.
                                        Co więcej, imbir zwalczał komórki nowotworu na dwa sposoby -
                                        bądź pobudzał je do samobójczej śmierci, tzw. apoptozy, bądź do
                                        samostrawienia, tzw. autofagii. Zdaniem naukowców, ta cecha
                                        utrudni komórkom raka jajnika rozwinięcie oporności na terapię z
                                        użyciem imbiru.
                                        "Rak jajnika ma tendencję do częstych nawrotów i w miarę leczenia
                                        bardzo często traci wrażliwość na standardową chemioterapię, która
                                        wywołuje apoptozę. W takim wypadku imbir mógłby jednak zachować
                                        swoją skuteczność i zniszczyć komórki rakowe na drodze autofagii" -
                                        wyjaśnia prowadząca badania dr J. Rebecca Liu.
                                        Inną zaletą imbiru jest to, że spożywanie go nie wywołuje żadnych
                                        znanych skutków ubocznych i będzie go można podawać łatwo w
                                        postaci kapsułek, dodają badacze.
                                        Jak podejrzewają, imbir może hamować wzrost raka jajnika dzięki
                                        swojej zdolności do łagodzenia stanów zapalnych, które biorą
                                        udział w rozwoju nowotworów.
                                        Badacze podkreślają zarazem, że wyniki ich badań są wstępne i
                                        wymagają jeszcze potwierdzenia w przyszłych doświadczeniach -
                                        m.in. na zwierzętach.
                                        Aktualnie naukowcy z zespołu dr Liu sprawdzają też możliwość
                                        wykorzystania imbiru w łagodzeniu nudności towarzyszących
                                        chemioterapii oraz z prewencji raka jelita grubego. Dotychczasowe
                                        wyniki tych badań są obiecujące.
                                        Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na dorocznym
                                        spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Badań nad Rakiem. (PAP)

                                        źródło www.studentka.pl/serwis.php?&s=10&pok=6443&l=40&id=20016
                                        • 28.01.07, 17:25
                                          Błonnik spożywany przez kobiety przed menopauzą może dwukrotnie zmniejszyć
                                          ryzyko raka piersi - informuje "International Journal of Epidemiology."
                                          Badania obejmujące 35 000 kobiet w wieku od 35 do 69 lat przeprowadzili w ciągu
                                          siedmiu lat naukowcy z University of Leeds. Badane pracowicie wypełniały
                                          ankietę z 217 punktami. Były wśród nich między innymi całkowite wegetarianki
                                          oraz osoby nie jedzące czerwonego mięsa.

                                          W okresie obserwacji rak piersi rozwinął się u 257 kobiet przed menopauzą
                                          Okazało się, że dieta zawierająca 30 gramów błonnika dziennie zmniejsza ryzyko
                                          raka piersi o połowę w porównaniu ze spożywaniem 20 gramów dziennie. Częściej
                                          zapadały na raka kobiety, których dieta obfitowała w białka, a była uboga w
                                          błonnik i witaminę C. Jednak podobnych prawidłowości nie obserwowano w
                                          przypadku kobiet po menopauzie (zachorowało 350 z nich). Zdaniem autorów
                                          błonnik wpływa na metabolizm żeńskiego poziomu - estrogenu. Po menopauzie
                                          poziom estrogenu się obniża.

                                          Błonnik to substancja zawarta w produktach roślinnych. By spożyć 30 gramów
                                          błonnika dziennie, wystarczy zjeść na śniadanie pełnoziarniste płatki zbożowe,
                                          przestawić się na pełnoziarniste pieczywo i jeść owoce oraz warzywa pięć razy
                                          dziennie.

                                          źródło Onet.pl
                                          wiadomosci.onet.pl/1473387,16,1,0,120,686,item.html
                                          • 28.01.07, 17:27
                                            Dzięki nowoczesnym lekom jesteśmy w stanie znacznie przedłużyć życie osób
                                            chorych na przerzutowego raka nerki - donoszą naukowcy na łamach
                                            styczniowego "New England Journal of Medicine".
                                            Jednym z autorów opublikowanych tam badań jest Polak - prof. Cezary Szczylik,
                                            kierownik Kliniki Onkologii Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii
                                            Medycznej w Warszawie.

                                            Te niezwykłe leki to sorafenib i sunitinib. Ich badaniem zajęły się dwie grupy
                                            naukowców. Jedna z nich porównywała skuteczność sunitinibu i interferonu alfa u
                                            osób z przerzutowym rakiem nerki, druga oceniała efektywność sorafenibu u
                                            pacjentów z zaawansowanym jasnokomórkowym rakiem nerki.

                                            ŚMIERTELNE ŻNIWO

                                            Rak nerki jest groźną chorobą, dotykającą najczęściej osób powyżej 50. roku
                                            życia. Dwukrotnie częściej występuje u mężczyzn niż u kobiet. Do najczęstszych
                                            jego objawów, występujących w zaawansowanym stadium choroby, należą: krwiomocz,
                                            ból w okolicy lędźwiowej, brak apetytu i utrata wagi oraz utrzymujący się stan
                                            podgorączkowy. Natomiast w fazie początkowej choroba przebiega bezobjawowo.
                                            Przyczyna choroby wciąż pozostaje nieznana. Naukowcy uważają jednak, że mogą
                                            być za nią odpowiedzialne zarówno czynniki genetyczne, jak i palenie tytoniu.

                                            Jedną z czterech odmian raka nerki jest nowotwór jasnokomórkowy. To dominująca
                                            forma tej choroby - występuje w ponad 70 proc. wszystkich przypadków. Jego
                                            nazwa pochodzi od tego, że pod mikroskopem widoczny jest w postaci komórek o
                                            jasnej cytoplazmie.

                                            "Rakiem przerzutowym nazywamy natomiast taki nowotwór, którego komórki migrują
                                            z miejsca pierwotnego (czyli nerki) do innych obszarów organizmu - tłumaczy
                                            prof. Cezary Szczylik. - W tym przypadku najczęściej występują przerzuty są do
                                            płuc, kości, ośrodkowego układu nerwowego i wątroby".

                                            Szacuje się, że przerzutowa forma choroby występuje nawet u ponad połowy
                                            przypadków. "W Polsce sytuacja jest wyjątkowo zła. Rak nerki, jak zresztą
                                            większość innych nowotworów, wykrywany jest bardzo późno, najczęściej w
                                            momencie, gdy doszło już do przerzutów" - mówi Szczylik.

                                            "Można by temu zapobiec poprzez rozpowszechnienie corocznych badań kontrolnych,
                                            np. USG jamy brzusznej. Jednak polscy lekarze pierwszego kontaktu nie mają
                                            pieniędzy na przeprowadzanie takich badań i po prostu ich nie zlecają". Dla
                                            porównania - w krajach Unii Europejskiej zdecydowana większość przypadków
                                            choroby wykrywana jest we wczesnym stadium, co zwiększa szanse na wyleczenie.

                                            Średni czas przeżycia chorych z przerzutowym rakiem nerki wynosi od trzech
                                            miesięcy do jednego roku, a prawdopodobieństwo przeżycia dwóch lat to niecałe
                                            10 proc. "Najgorsza sytuacja jest u osób w zaawansowanym stadium choroby i
                                            niedobrymi czynnikami rokowniczymi. Rzadko kiedy przeżywają one trzy do sześciu
                                            miesięcy".

                                            NOWE LEKI - NOWA NADZIEJA

                                            Podstawową metodą walki z chorobą jest chirurgiczne usunięcie nerki. Jednak
                                            jest to skuteczne jedynie w nowotworach wcześnie wykrytych. Kiedy dojdzie do
                                            przerzutów, operacja nie wystarcza. Konieczna jest terapia farmakologiczna.
                                            Dotychczas większości pacjentów podawano interferon alfa lub interleukinę 2.
                                            Jednak są one efektywne jedynie u pacjentów z niskimi czynnikami ryzyka.

                                            Nową nadzieją dla chorych są dwa leki nowej generacji - sorafenib i
                                            sunitinib. "Ich nowatorskość polega na tym, że są to tzw. leki celowane.
                                            Uderzają tylko i wyłącznie w komórki określonego typu nowotworu, nie
                                            uszkadzając zdrowych tkanek organizmu, co ma miejsce w przypadku standardowej
                                            chemioterapii - wyjaśnia Szczylik. - W raku nerki powodują one zaburzenie
                                            mechanizmów przekazywania sygnałów komórkowych, przez co nowotwór nie może się
                                            rozwijać. Oprócz tego sorafenib hamuje również proces angiogenezy, czyli
                                            uniemożliwia doprowadzenie do guza odżywiających go naczyń krwionośnych".

                                            Pierwsze z opisanych w "New England Journal of Medicine" badań, objęło 750
                                            pacjentów cierpiących na przerzutowego raka nerki. Części z nich przez cztery
                                            tygodnie podawano sunitinibem, pozostałym interferonem alfa. Okazało się, że
                                            czas wolny od choroby był znacznie dłuższy w grupie pacjentów leczonych
                                            sunitinibem i wynosił 11 miesięcy. U osób przyjmujących interferon było to
                                            jedynie pięć miesięcy. Naukowcy zauważyli też, że stosowanie sunitinibu, nie
                                            tylko zapobiega progresji nowotworu, ale też polepsza odpowiedź chorego na
                                            leczenie oraz poprawia ogólną jakość życia (w porównaniu do osób leczonych
                                            interferonem).

                                            W drugim eksperymencie udział wzięło 903 pacjentów z jasnokomórkowym rakiem
                                            nerki, u których zawiodły standardowo stosowane metody leczenia. Połowie z nich
                                            podawano sorafenib, połowie placebo. Okazało się, że stosowanie sorafenibu
                                            przynosiło znaczne korzyści. Średni czas wolny od progresji w grupie pacjentów
                                            nim leczonych wyniósł bowiem 5,5 miesiąca, a u uczestników przyjmujący placebo
                                            niecałe trzy miesiące.

                                            "Nie zaobserwowaliśmy też żadnych groźnych dla zdrowia skutków ubocznych,
                                            wynikających ze stosowania tych leków. Jedyne niepożądane objawy wystąpiły w
                                            postaci zmian skórnych i męczliwości - mówi Szczylik. - Jednak wyraźnie widać,
                                            że są one bez porównania mniej szkodliwe od standardowej chemioterapii, która
                                            często uszkadza układ krwiotwórczy, co zagraża zdrowiu i życiu pacjenta".

                                            Sorafenib oraz sunitinib są przeszły już fazę testów klinicznych i zostały
                                            dopuszczone do użycia. Z powodzeniem stosuje się je u chorych w wielu krajach.
                                            Jednak nie w Polsce. "U nas leki te nie podlegają refundacji. To wyklucza
                                            możliwość przepisywania ich pacjentom i ogranicza ich szanse na przeżycie" -
                                            mówi Szczylik. Wielu tysiącom chorych pozostaje na razie czekanie i nadzieja.
                                            Koszt miesięcznej kuracji omawianymi lekami to około cztery tysiące euro. W
                                            większości krajów Unii Europejskiej są państwo zwraca pieniądze za ich
                                            stosowanie.

                                            "Nasze badania pokazują, że zarówno sorafenib, jak i sunitinib mają działanie
                                            wielokierunkowe. Dlatego uważamy, że mogą okazać się skuteczne w walce z
                                            nowotworami innych narządów. Prawdopodobnie kolejne badania potwierdzą te
                                            przypuszczenia. Natomiast już dziś wiadomo, że są one skuteczne np. w terapii
                                            raka wątrobowokomórkowego" - podsumowuje prof. Szczylik.

                                            Każdego roku w Polsce raka jasnokomórkowego rozpoznaje się u prawie czterech
                                            tysięcy osób. Ponad dwa tysiące z nich umiera.

                                            źródło Onet.pl
                                            wiadomosci.onet.pl/1473379,16,1,0,120,686,item.html
                                            • 30.01.07, 10:14
                                              Liczne rodzeństwo sprzyja zachorowaniu na raka żołądka

                                              Posiadanie licznego starszego rodzeństwa podnosi ryzyko raka żołądka związanego
                                              z bakteriami Helicobacter pylori - wykazały najnowsze badania amerykańskie.
                                              Artykuł na ten temat zamieściło internetowe wydanie pisma "Public Library of
                                              Science Medicine".
                                              Bakterie H. pylori mają spiralny kształt, a siedliskiem ich życia jest śluzówka
                                              ludzkiego żołądka, gdzie mogą przetrwać wiele lat. H. pylori stanowią główną
                                              przyczynę wrzodów żołądka i znacznie podnoszą ryzyko raka tego narządu. Są
                                              przenoszone drogą pokarmową między ludźmi - np. poprzez ślinę czy kontakt z
                                              ludzkimi odchodami.

                                              Zgodnie z szacunkami ok. połowa mieszkańców świata jest zakażona H. pylori, ale
                                              nie wszyscy zachorują na wrzody czy raka. Dlatego naukowcy od wielu lat próbują
                                              ustalić jakie dodatkowe czynniki decydują o predyspozycjach do tych schorzeń.

                                              Informacje do najnowszych analiz zostały zebrane w grupie prawie 7,5 tys.
                                              Amerykanów pochodzenia japońskiego, mieszkających na Hawajach. Wszyscy wzięli
                                              udział w zakrojonych na wiele lat badaniach dotyczących chorób serca i układu
                                              krążenia oraz starzenia się. Program ten rozpoczął się w roku 1965.

                                              Stan zdrowia pacjentów śledzono przez 28 lat. W tym okresie na raka żołądka
                                              zachorowało 261 osób.

                                              Okazało się, że mężczyźni, którzy posiadali w żołądku H. pylori i mieli liczne
                                              rodzeństwo (7 lub więcej) byli ponad dwa razy bardziej narażeni na raka żołądka
                                              niż mężczyźni, którzy byli zakażeni tymi bakteriami, ale posiadali od 1 do 3
                                              braci lub sióstr. Największe ryzyko tego nowotworu mieli pacjenci z
                                              wielodzietnych rodzin, zakażeni szczególnie groźnymi szczepami H. pylori (które
                                              produkują białko cagA). Wydaje się, że szczególnie narażone na ten nowotwór
                                              jest młodsze rodzeństwo z licznych rodzin, podkreślają naukowcy.

                                              Zdaniem prowadzącego badania dr Martina J. Blasera, z badań tych wynika, że
                                              struktura rodziny wyraźnie wpływa na ryzyko raka żołądka. "Być może młodsze
                                              dzieci z dużych rodzin zakażają się H. pylori od starszego rodzeństwa w
                                              okresie, gdy ich układ odporności nie jest jeszcze wystarczająco dobrze
                                              rozwinięty i sprawny w zwalczaniu infekcji" - komentuje badacz. Rozwój infekcji
                                              ułatwia fakt, że bakterie już zdążyły się przystosować do osoby zbliżonej pod
                                              względem genetycznym, tj. starszego brata lub siostry. Gdyby pochodziły od
                                              osoby obcej organizm miałby więcej szans by je zwalczyć.

                                              "Dlatego zakażenie się we wczesnym dzieciństwie bakteriami zaadaptowanymi pod
                                              względem genetycznym podnosi ryzyko zachorowania na raka żołądka 50 czy 70 lat
                                              później" - podkreśla dr Blaser.

                                              Badacz jest dobrze znany ze swoich badań nad bakterią H. pylori. Razem ze
                                              współpracownikami wykazał on jej związek z rakiem żołądka, zidentyfikował geny
                                              kluczowe dla jej własności chorobotwórczych (zwłaszcza gen cagA) i dostarczył
                                              dowodów na to, że głównym źródłem zakażenia tą bakterią są członkowie rodziny.

                                              źródło Onet.pl
                                              wiadomosci.onet.pl/1474374,16,1,0,120,686,item.html
                                              • 30.01.07, 10:16
                                                O blisko 30 proc. wzrosła w ciągu dwóch lat liczba zachorowań na nowotwory
                                                złośliwe w województwie śląskim.
                                                W 2003 r. hospitalizowano z tego powodu 46,9 tys. osób, a w 2005 roku już 60,5
                                                tys. pacjentów - poinformowało w poniedziałek Śląskie Centrum Zdrowia
                                                Publicznego w Katowicach.

                                                Kobiety najczęściej chorują na nowotwory narządów płciowych oraz sutka,
                                                mężczyźni - narządów oddechowych i klatki piersiowej, a także układu moczowego
                                                oraz gruczołu krokowego. Wśród występujących z podobną częstotliwością u obu
                                                płci nowotworów narządów trawiennych dominują: rak jelita grubego, odbytnicy
                                                oraz żołądka.

                                                Polska na tle Europy należy do krajów o średniej zachorowalności na nowotwory
                                                złośliwe, jednak liczba nowych zachorowań, szczególnie na nowotwory złośliwe
                                                piersi, stale rośnie.

                                                W 2003 r. w Polsce odnotowano blisko 178 tys. hospitalizowanych z powodu
                                                nowotworów złośliwych, natomiast w 2005 r. było ich już ponad 183 tys.

                                                Liczba zgonów z powodu nowotworów w województwie śląskim kształtuje się na
                                                podobnym poziomie jak w całym kraju i wynosi 25 proc. dla Polski oraz 26 proc.
                                                dla województwa śląskiego.

                                                "Bardzo ważna jest wiedza o czynnikach mających wpływ na stan zdrowia, takich
                                                jak: palenie, nadużywanie alkoholu, sposób odżywania oraz uprawianie sportu.
                                                Prowadząc zdrowy tryb życia można uniknąć pewnych rodzajów raka i poprawić
                                                ogólny stan zdrowia" - powiedział dyrektor Śląskiego Centrum Zdrowia
                                                Publicznego w Katowicach, Ryszard Majer.

                                                Przypomniał, że niezwykle ważne jest również wczesne wykrycie choroby, co daje
                                                większą szansę na jej wyleczenie. "Niestety, jak szacują nasi konsultanci
                                                wojewódzcy, mamy niedobory lekarzy specjalistów uczestniczących w diagnozowaniu
                                                i leczeniu chorób nowotworowych. Obecnie w województwie śląskim pracuje tylko
                                                22 onkologów i 33 patomorfologów. Największe deficyty notujemy w regionach:
                                                rybnickim, częstochowskim i bielskim" - dodał Majer.

                                                Z kolei według konsultanta wojewódzkiego ds. patomorfologii, dr hab. Andrzeja
                                                Gabriela, najlepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie zespołów szybkiej
                                                diagnostyki onkologicznej z udziałem radiologa, patomorfologa i onkologa oraz
                                                średniego personelu medycznego: laborantki, statystyka medycznego i
                                                pielęgniarki.

                                                "Praca takich zespołów skróciłaby czas potwierdzenia lub wykluczenia nowotworu
                                                do dwóch dni. To z kolei umożliwiłoby szybką kwalifikację i wybór metody
                                                leczenia onkologicznego w ciągu kolejnych dwóch dni" - uważa dr Gabriel, który
                                                przedłożył wojewodzie śląskiemu taki projekt.

                                                źródło Onet.pl
                                                wiadomosci.onet.pl/1474899,16,1,0,120,686,item.html
                                                • 30.01.07, 10:18
                                                  Liczba zachorowań na raka piersi w Polsce stale rośnie; w ciągu kolejnych
                                                  dziesięciu lat może się nawet podwoić - ostrzegali członkowie Polskiego
                                                  Towarzystwa do Badań nad Rakiem Piersi (PTBRP).
                                                  Polskie Towarzystwo do Badań nad Rakiem Piersi powstało w 2005 r. Jego głównym
                                                  celem jest popularyzowanie wiedzy na temat choroby, opracowywanie programów
                                                  nauczania dla osób zawodowo związanych z leczeniem raka piersi oraz zachęcanie
                                                  polskich naukowców do podejmowania badań poświęconych temu zagadnieniu. W skład
                                                  organizacji wchodzą lekarze różnych specjalności, biolodzy molekularni,
                                                  psycholodzy i socjolodzy związani z tematyką raka piersi.

                                                  W Polsce notuje się ponad 10 tys. nowych zachorowań na raka piersi rocznie, z
                                                  czego sto przypadków to mężczyźni. "Mimo że nowotwory stanowią drugą przyczynę
                                                  zgonów w naszym kraju, mamy jedynie ok. tysiąca specjalistów w dziedzinie
                                                  onkologii" - mówił prezes PTBRP i kierownik Kliniki Nowotworów Piersi i
                                                  Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii w Warszawie, doc. Tadeusz
                                                  Pieńkowski.

                                                  Jednym z kluczowych zadań Towarzystwa jest w tej sytuacji prowadzenie
                                                  działalności edukacyjnej. Jego członkowie zamierzają wydawać periodyki i
                                                  materiały informacyjne dla pacjentów i dla specjalistów. Będą organizować
                                                  ogólnopolskie zjazdy i konferencje szkoleniowe dla lekarzy i pielęgniarek oraz
                                                  lokalne spotkania grup roboczych, służące wymianie doświadczeń. Już teraz z
                                                  inicjatywy Towarzystwa prowadzone są warsztaty szkolące pielęgniarki, zajmujące
                                                  się wyłącznie chorymi na raka piersi, tzw. "breast nurses".

                                                  Według specjalistów, terapia raka piersi jest wyjątkowo trudna. Polega bowiem
                                                  na skojarzonym leczeniu chirurgicznym oraz chemio- i radioterapii, które
                                                  zapewniają jedynie nieliczne placówki medyczne. "Brak dostępu do najnowszych
                                                  osiągnięć medycyny oraz późna wykrywalność choroby powodują, że ponad 90 proc.
                                                  jej przypadków w Polsce nadal leczy się metodą radykalną, polegającą na
                                                  usunięciu piersi - mówi Pieńkowski. - W krajach Unii Europejskiej
                                                  nieporównywalnie częściej stosuje się leczenie oszczędzające, z zachowaniem obu
                                                  piersi".

                                                  Pieńkowski zaznaczył, że niezwykle ważne jest podniesienie poziomu badań
                                                  klinicznych w Polsce. Jego zdaniem, należy zachęcać rodzimych naukowców do
                                                  zajmowania się badaniami nad rakiem piersi, które mogą doprowadzić do
                                                  opracowania nowych, skutecznych metod leczenia oraz wycofania z użycia terapii
                                                  nieefektywnych.

                                                  "Niestety, w Polsce o standardzie leczenia wciąż w dużej mierze decyduje adres
                                                  zamieszkania - ocenił dr Zoran Stojcev, ordynator Oddziału Chirurgii
                                                  Onkologicznej i Chorób Piersi Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w
                                                  Słupsku. - W Warszawie poziom leczenia pacjentek jest porównywalny z
                                                  europejskim. Jednak wszystkie inne krajowe ośrodki pozostają daleko w tyle.
                                                  Zadaniem Towarzystwa będzie więc podjęcie działań prowadzących do wyrównania
                                                  szans wszystkich kobiet, poprzez tworzenie dużych, specjalistycznych centrów
                                                  onkologicznych we wszystkich miastach Polski, których nie zastąpią zwykłe
                                                  oddziały szpitalne".

                                                  "Naszym najważniejszym celem jest zmniejszenie poziomu lęku przed tą chorobą
                                                  oraz zwrócenie większej uwagi na indywidualne potrzeby pacjenta" - podsumowuje
                                                  rzeczniczka Centrum Onkologii w Warszawie i członek Towarzystwa, Barbara
                                                  Czerska.

                                                  Polskie Towarzystwo do Badań nad Rakiem Piersi współpracuje z licznymi
                                                  krajowymi i zagranicznymi organizacjami onkologicznymi, w tym ze
                                                  Stowarzyszeniem Amazonek, zrzeszającym kobiety po amputacji piersi. Jest
                                                  członkiem International Scientific Society.

                                                  źródło Onet.pl
                                                  wiadomosci.onet.pl/1474892,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 30.01.07, 10:23
                                                    Antracykliny, mitoksantron, radioterapia i czynnik wzrostu kolonii
                                                    granulocytarnych (G-CSF) zwiększają ryzyko wystąpienia ostrej białaczki
                                                    szpikowej u pacjentek leczonych z powodu raka piersi.

                                                    Badacze z Francji opublikowali wyniki populacyjnej analizy czynników
                                                    zwiększających ryzyko wystąpienia ostrej białaczki szpikowej (AML) lub zespołu
                                                    mielodysplastycznego (MDS) u pacjentek leczonych z powodu raka piersi. Okazało
                                                    się, że ryzyko rozwoju AML lub MDS wzrasta po zastosowaniu inhibitorów
                                                    topoizomerazy II (antracykliny i mitoksantron), radioterapii lub G-CSF.

                                                    Analiza objęła 182 kobiety leczone z powodu raka piersi, u których rozpoznano
                                                    AML lub MDS. Grupę odniesienia stanowiły 534 pacjentki,
                                                    u których poza rakiem piersi nie stwierdzono żadnej z wymienionych chorób. Obie
                                                    grupy były porównywalne pod względem stopnia zaawansowania choroby,
                                                    zastosowanego leczenia oraz rodzinnej historii chorób nowotworowych.

                                                    Zastosowanie inhibitorów topoizomerazy II znacząco zwiększało ryzyko
                                                    wystąpienia AML lub MDS, przy czym mitoksantron powodował dużo większy wzrost
                                                    ryzyka w porównaniu z antracyklinami Ryzyko względne (RR) wraz z 95%
                                                    przedziałem ufności (95% CI) wyniosło: dla mitoksantronu - RR = 15,6; 95% CI:
                                                    7,1 – 34,2; dla antracyklin -
                                                    RR = 2,7; 95% CI: 1,7 – 4,5. Zastosowanie radioterapii również zwiększało
                                                    ryzyko wystąpienia AML lub MDS – RR = 3,9; 95% CI: 1,4 – 10,8. Zwraca uwagę
                                                    fakt, że stosowanie G-CSF także powodowało zwiększenie ryzyka wystąpienia
                                                    wymienionych chorób – RR = 6,3;
                                                    95% CI: 1,9 – 21. Podobne wyniki uzyskano przy oddzielnej analizie przypadków
                                                    wystąpienia AML i MDS.

                                                    Powyższe wyniki muszą być brane pod uwagę przy rozważaniu zastosowania
                                                    mitoksantronu nie tylko u pacjentek z rakiem piersi, ale również u osób
                                                    leczonych z powodu innych nowotworów. Ponadto omawiana praca sugeruje
                                                    konieczność monitorowania odległych działań niepożądanych G-CSF

                                                    Źródło: Le Deley MC, Suzan F, Cutuli B, Delaloge S, Shamsaldin A, Linassier C,
                                                    Clisant S, de Vathaire F, Fenaux P, Hill C. Anthracyclines, mitoxantrone,
                                                    radiotherapy, and granulocyte colony-stimulating factor: risk factors for
                                                    leukemia and myelodysplastic syndrome after breast cancer. J Clin Oncol. 2007;
                                                    25: 292-300.
                                                    Journal of Clinical Oncology

                                                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                                    www.eonkologia.pl/news.php?id=81
                                                  • 30.01.07, 20:32
                                                    Lekarze stworzyli lek niszczący komórki nowotworowe

                                                    W laboratoriach kanadyjskiego University of Alberta powstał preparat, który
                                                    zasługuje na miano farmakologicznego cudu - pisze DZIENNIK. Nie dość, że
                                                    skutecznie niszczy komórki rakowe, to kosztuje ułamek tego, co inne preparaty.
                                                    O przełomowym odkryciu zza Atlantyku informuje najnowszy numer pisma "Cancer
                                                    Cell".

                                                    O przełomowym odkryciu zza Atlantyku informuje najnowszy numer pisma "Cancer
                                                    Cell". Wszystko zaczęło się w latach 30. XX w. Niemiecki lekarz i fizjolog Otto
                                                    Warburg postawił tezę, że komórki rakowe to efekt zaburzeń metabolizmu zdrowych
                                                    komórek. Odkrył on, że - w odróżnieniu od zdrowych - komórki nowotworu nie
                                                    oddychają tlenem, ale czerpią energię z rozkładu glukozy.

                                                    To mało wydajny sposób oddychania, z którego korzystają m.in. bakterie
                                                    beztlenowe (stąd też ich nazwa) oraz… komórki mięśniowe sportowców próbujących
                                                    resztkami sił dobiec do mety. Warburg twierdził, że zmiana sposobu oddychania z
                                                    tlenowego na beztlenowe jest przyczyną nowotworzenia tkanek. Niestety,
                                                    większość ówczesnych badaczy była innego zdania i o odkryciach niemieckiego
                                                    lekarza zapomniano.

                                                    Kilkadziesiąt lat później dr Evagelos Michelakis z University of Alberta
                                                    przypomniał naukowcom o teorii Warburga. Badacz chciał sprawdzić, co stanie się
                                                    z komórką raka, gdy znów zacznie oddychać ona tlenem. Michelakis postanowił
                                                    nakłonić ją do tego z pomocą kwasu dichlorooctowego (DCA).

                                                    "To prosty, bezwonny związek chemiczny, od lat używany w leczeniu chorób
                                                    związanych z niewydolnością mitochondriów" - wyjaśnia dr Michelakis. Działanie
                                                    kwasu polega na pobudzaniu mitochondriów do intensywniejszej pracy i wzmożonego
                                                    spalania tlenu. Do tej pory nikt jednak nie próbował wskrzesić tych procesów w
                                                    komórkach raka, gdyż uważano, że ich mitochondria są zniszczone i niezdolne do
                                                    pracy.

                                                    Kanadyjski uczony przetestował działanie DCA na trzymanych w laboratoriach
                                                    hodowlach komórek nowotworu. "Były to komórki raka piersi, płuc oraz mózgu" -
                                                    wymienia autor eksperymentu.

                                                    Postanowił także sprawdzić działanie preparatu in-vivo na żywych szczurach
                                                    cierpiących na ludzkie nowotwory. DCA podawano im wraz z codzienną porcją wody.

                                                    Wyniki tego prostego doświadczenia okazały się rewelacyjne. Kwas DCA zadziałał
                                                    na mitochondria komórek rakowych. "Okazało się, że wcale nie są zniszczone, a
                                                    jedynie uśpione czy wyłączone" - wyjaśnia dr Michelakis. Gdy komórki raka znów
                                                    zaczęły oddychać tlenem, wróciła im jeszcze jedna ważna umiejętność zdrowych
                                                    komórek - apoptoza.

                                                    "To zdolność uszkodzonej i niepoprawnie działającej komórki do
                                                    samounicestwienia. Jej brak uniemożliwia organizmowi definitywne rozprawianie
                                                    się z nowotworem" - tłumaczy badacz.

                                                    Zarówno w hodowlach komórkowych, jak i organizmach gryzoni doszło do
                                                    powstrzymania rozwoju choroby oraz szybkiego zmniejszania się i obumierania
                                                    istniejących guzów. DCA było skuteczne bez względu na odmianę nowotworu i w
                                                    żaden sposób nie naruszało zdrowych tkanek.

                                                    Uczony stwierdził, że komórki wyłączają swoje mitochondria, gdy nie mają
                                                    dostępu do tlenu i muszą szukać innego źródła energii. Tak właśnie robią także
                                                    te, które znajdują się w centrum łagodnego guza. Im więcej komórek przejdzie na
                                                    beztlenowy sposób oddychania, tym bardziej złośliwy jest nowotwór. "Badania
                                                    Michelakisa pokazują, jak możemy powstrzymać rozwój nowotworu, zniszczyć go lub
                                                    uczynić podatnym na działanie innych leków" - zauważa dr Dario Altieri,
                                                    dyrektor Centrum Raka w Worcester przy University of Massachusetts, komentujący
                                                    dokonania kanadyjskich lekarzy. Jak podkreślają eksperci, DCA jest dość
                                                    bezpiecznym preparatem, a uboczne skutki jego stosowania są dobrze znane.

                                                    Zanim DCA wejdzie do powszechnego użytku, konieczne będzie przeprowadzenie prób
                                                    klinicznych z udziałem chorych pacjentów. Ponieważ jednak kwas nie został
                                                    opatentowany, leki na bazie tej substancji może produkować dosłownie każdy. To
                                                    nie na rękę koncernom farmaceutycznym, których polityka polega na produkcji
                                                    leków unikalnych, strzeżonych patentami. Problem polega na tym, że tylko takie
                                                    firmy stać na przeprowadzenie kosztownych testów klinicznych z udziałem tysięcy
                                                    ochotników.

                                                    Na szczęście jest jeszcze szansa rozwiązania tej patowej sytuacji i nadzieja,
                                                    iż lek Michelakisa szybko trafi do rąk chorych. Na skutek wielkiego
                                                    zainteresowania, jakie wzbudziły odkrycia kanadyjskiego naukowca, finansowaniem
                                                    badań zajmą się być może prywatni filantropi oraz publiczne instytucje opieki
                                                    zdrowotnej (m.in. kanadyjski National Cancer Institute). Co ważne, każdy z nas
                                                    może pomóc w dokończeniu badań nad nowym lekiem - szczegóły dotyczące tego, jak
                                                    to zrobić, znaleźć można na stronie University of Alberta.

                                                    źródło Dziennik.pl
                                                    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=29855
                                                  • 30.01.07, 20:46
                                                    To prawdziwa rewolucja, która daje nadzieję milionom chorych ludzi! Koreańscy
                                                    naukowcy do walki z nowotworami zaprzęgli wirusy. Udało im się je tak
                                                    przerobić, że zabijają tylko te komórki, które zaatakował rak. A zdrowym nie
                                                    robią krzywdy! - donosi "Fakt".


                                                    skalpel chirurga, chemioterapia, radioterapia - to znane sposoby walki z
                                                    nowotworami, ale nie zawsze skuteczne. bo niszczą także zdrowe komórki
                                                    człowieka. ale naukowcy wynaleźli nową metodę. zwalczą nowotwór wirusami.

                                                    "to szansa dla chorych" - ekscytuje się prof. jan steffen z centrum onkologii w
                                                    warszawie.

                                                    nad nową metodą pracują specjaliści z korei południowej. wykryli oni, że
                                                    wirusy, które zwykle atakują człowieka, mogą atakować dotknięte nowotworem
                                                    tkanki. i można je do tego zmusić. trzeba im tylko zmienić łańcuch dna -
                                                    przeprogramować go tak, by atakował tylko chore komórki!

                                                    naukowcy wprowadzili im gen ludzkiej relaksyny - jednego z hormonów.
                                                    zmutowanego wirusa wstrzyknęli do organizmu. i wtedy stał się cud - wirus
                                                    zahamował wzrost guzów i zlikwidował powstawanie przerzutów. zaczął niszczyć
                                                    białko komórek rakowych.

                                                    w efekcie komórki nowotworowe zaczęły umierać, a zdrowe żyły nadal! na razie
                                                    ten eksperyment przeprowadzono na myszach, ale wyniki są obiecujące. po takim
                                                    leczeniu zniknęło 90 proc. komórek raka w mózgu, wątrobie i płucach badanych
                                                    myszy. "wierzymy, że znaleźliśmy sposób na raka!" - mówi yun chae-ok z
                                                    uniwersytetu yonsei w seulu.

                                                    źródło Dziennik.pl
                                                    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=20707
                                                  • 31.01.07, 16:50
                                                    Gemcytabina znacząco poprawia wyniki chirurgicznego leczenia raka trzustki.

                                                    Rezultaty wieloośrodkowego, randomizowanego badania klinicznego fazy III, które
                                                    opublikowano na łamach Journal of American Medical Association wskazują na
                                                    poprawę wyników operacyjnego leczenia raka trzustki poprzez zastosowanie
                                                    gemcytabiny jako chemioterapii uzupełniającej.

                                                    Do udziału w badaniu zakwalifikowano 368 pacjentów leczonych pomiędzy lipcem
                                                    1998 i grudniem 2004 w 88 ośrodkach onkologicznych w Niemczech i Austrii.
                                                    Pacjenci podlegali leczeniu operacyjnemu, przy czym warunkiem kwalifikacji do
                                                    udziału w badaniu było wykonanie makroskopowo radykalnej resekcji (cecha R0 lub
                                                    R1 w badaniu histopatologicznym). Pacjenci byli losowo przydzielani do grupy
                                                    podlegającej obserwacji (N = 175) lub do leczenia gemcytabiną (N = 179) Lek
                                                    podawano w dniach 1, 8 i 15 w cyklach co 28 dni – łącznie 6 cykli.

                                                    Ponad 80% pacjentów miało wykonaną resekcję radykalną (cecha R0). Mediana
                                                    liczby cykli chemioterapii wyniosła 6 (zakres od 0 do 6). Działania niepożądane
                                                    w stopniu 3-4 wg CTC były rzadkie, a jakość życia pacjentów nie różniła się
                                                    znacząco między grupami. Mediana czasu trwania obserwacji wyniosła 53 miesiące.
                                                    W tym czasie 133 pacjentów (74%) w grupie leczonej gemcytabiną, oraz 161
                                                    pacjentów (92%) w grupie poddanej obserwacji rozwinęło wznowę choroby. Mediana
                                                    czasu wolnego od choroby wyniosła 13,4 miesiąca w grupie leczonej gemcytabiną
                                                    [95% przedział ufności (95% CI): 11,4-15,3) oraz 6,9 miesiąca w grupie poddanej
                                                    obserwacji (95% CI: 6,1-7,8). Stwierdzona różnica była statystycznie znamienna
                                                    (p < 0,001 w teście log-rank). Szacowany odsetek 3. i 5. letnich przeżyć
                                                    wolnych od choroby wynosi odpowiednio 23,5% oraz 16,5% w grupie pacjentów
                                                    otrzymujących gemcytabinę, oraz 7,5% i 5,5% w grupie poddanej obserwacji.
                                                    Analiza podgrup pacjentów wykazała, że poprawa wyników leczenia po zastosowaniu
                                                    gemcytabiny dotyczy zarówno osób z cechą R0, jak i tych, u których resekcja
                                                    była nieradykalna (cecha R1). Całkowity czas przeżycia nie różnił się znacząco
                                                    pomiędzy grupami. Jego mediana wyniosła 22,1 miesiąca (95% CI: 18,4-25,8) w
                                                    grupie pacjentów leczonych gemcytabiną oraz 20,2 miesiąca (95% CI:
                                                    17-23,4) w grupie poddanej obserwacji (p = 0,06 w teście log-rank). Szacowany
                                                    odsetek przeżyć 3. i 5. letnich wynosi odpowiednio: dla grupy leconej
                                                    gemcytabiną – 34% i 22,5%, a dla grupy poddanej obserwacji – 20,5% i 11,5%.

                                                    Wyniki przedstawione w omawianej pracy pokazują, że gemcytabina stosowana jako
                                                    leczenie uzupełniające zabieg operacyjny znacząco opóźnia wystąpienie nawrotu
                                                    choroby u pacjentów z rakiem trzustki. Wyniki te stanowią przesłankę do
                                                    stosowania gencytabiny w leczeniu uzupełniającym u pacjentów z resekcyjnym
                                                    rakiem trzustki.

                                                    Źródło: Oettle H, Post S, Neuhaus P, Gellert K, Langrehr J, Ridwelski K,
                                                    Schramm H, Fahlke J, Zuelke C, Burkart C, Gutberlet K, Kettner E, Schmalenberg
                                                    H, Weigang-Koehler K, Bechstein WO, Niedergethmann M, Schmidt-Wolf I, Roll L,
                                                    Doerken B, Riess H. Adjuvant chemotherapy with gemcitabine vs observation in
                                                    patients undergoing curative-intent resection of pancreatic cancer: a
                                                    randomized controlled trial. JAMA 2007; 297: 267-277.

                                                    Journal of American Medical Association

                                                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                                    www.eonkologia.pl/news.php?id=82
                                                  • 31.01.07, 16:53
                                                    Stuprocentowe soki owocowe i warzywne pomagają zmniejszyć ryzyko zachorowania
                                                    na liczne nowotwory i choroby serca - donosi najnowszy numer
                                                    pisma "International Journal of Food Science and Nutrition".
                                                    Wniosek ten jest wynikiem badań, których celem było obalenie powszechnej
                                                    opinii, że soki są mniej korzystne dla zdrowia niż nieprzetworzone owoce i
                                                    warzywa. Naukowcy dowiedli w nich, że 100-procentowe soki mają właściwości
                                                    bardzo zbliżone do jedzonych w całości owoców i warzyw. Tak samo jak one,
                                                    zawierają bowiem dobroczynne dla organizmu antyoksydanty i błonnik.

                                                    "Uznanie soków za gorszy rodzaj pożywienia jest całkowicie nieuzasadnione -
                                                    mówi dr Sue Taylor z Juice Products Association. - Nasze badania dowodzą, że
                                                    soki odgrywają ważną rolę w obniżaniu ryzyka rozmaitych schorzeń, zwłaszcza
                                                    nowotworów i chorób układu sercowo-naczyniowego. Uważamy, że powinny stać się
                                                    nieodzowną częścią codziennej diety każdego z nas - zarówno dorosłego, jaki i
                                                    dziecka".

                                                    Taylor przypomina, że we wrześniu ubiegłego roku w "Journal of Medicine"
                                                    opublikowano wyniki badań, które sugerowały, że soki owocowe i warzywne
                                                    potrafią również zapobiegać zachorowaniu na Alzheimera. Ich autorzy dowiedli,
                                                    że osoby wypijające tygodniowo minimum trzy kartony soku są o 76 proc. mniej
                                                    zagrożeni chorobą Alzheimera niż ci, którzy w ciągu tygodnia spożywali niecały
                                                    jeden karton.

                                                    źródło Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1475524,16,1,0,120,686,item.html
                  • 03.08.06, 10:41
                    Kontynuacja powyższego tematu

                    Żyją dzięki skorpionom

                    Nowatorska terapia lekiem opartym na jadzie skorpiona jest bezpieczna i
                    skuteczna w walce z nowotworami mózgu - wynika z najnowszych badań
                    amerykańskich specjalistów.

                    Testy prowadzono na 18 pacjentach z wyjątkowo niebezpiecznym nowotworem -
                    glejakiem. Chorzy ze zdiagnozowanym rakiem tego typu przeżywają średnio kilka
                    miesięcy. W badanej grupie dwóch pacjentów nadal żyje - prawie trzy lata po
                    rozpoczęciu kuracji! Wyniki tych badań będą opublikowane w najbliższym
                    numerze "Journal of Clinical Oncology".

                    O niezwykłej metodzie walki z glejakiem napisaliśmy 29 czerwca. Do redakcji
                    zgłosiło się kilkanaście osób poszukujących informacji o tej terapii. Dla
                    chorych na glejaka nowatorska metoda leczenia jest szansą na życie. - Testujemy
                    substancję, która ma ogromny potencjał leczniczy dla osób, dla których obecnie
                    nie ma żadnej skutecznej terapii - powiedział dr Adam Mamelak, neurochirurg
                    prowadzący badania w Centrum Medycznym Cedars-Sinai w Los Angeles.

                    Jak ten lek działa? Biotechnolodzy stworzyli syntetyczny odpowiednik cząsteczki
                    występującej w jadzie skorpionów. Po wstrzyknięciu pacjentom przyłączają się
                    one do komórek glejaka. Można do nich przyczepić lekarstwo - w badaniach
                    dołączono radioaktywny jod, który ułatwia śledzenie cząsteczek w organizmie
                    chorego, może też niszczyć nowotwór.

                    - Czy to znaczy, że mamy cudowny lek? Na pewno nie - zastrzega dr Mamelak - ale
                    dowiedliśmy, że jest to metoda bezpieczna i możemy kontynuować prace. - Trwają
                    kolejne badania - tym razem na 54 pacjentach. Ich wyniki nie są jeszcze znane.

                    Syntetyczną wersję jadu skorpiona opracowała firma Transmolecular Industries z
                    Bostonu. Wśród innych potencjalnych leków uzyskanych od zwierząt znajdują się
                    np. białko z jadu węża, które hamuje krwawienie, środek przeciwbólowy bazujący
                    na jadzie morskiego ślimaka i trucizna lecząca cukrzycę. - Ewolucja pracowała
                    nad tym przez pewien czas, więc sądzę, że zwierzęta mają parę rzeczy, z których
                    możemy skorzystać - uważa Michael Egan, szef Transmolecular.

                    źródlo pochodzenia
                    www.dzieci.org.pl/sdsinew/news/news.php?subaction=showfull&id=1154431729&archive=&start_from=&ucat=1&&alone=

    • 18.08.06, 10:03
      Laurie Tarkan


      Na tropie złośliwych przerzutów


      Moment, w którym nowotwór zaczyna się szerzyć w organizmie, tworząc przerzuty,
      zawsze jest punktem zwrotnym choroby, który budzi największy strach.

      Bez przerzutów rak nie zyskałby takiego znaczenia w zbiorowej świadomości.
      Mniej niż 10 procent przypadków śmierci związanych z nowotworami powodowanych
      jest przez pierwotny guz. Za resztę odpowiadają przerzuty do ważnych dla życia
      narządów: płuc, kości czy mózgu.

      Chociaż chemioterapia i inne sposoby leczenia wydłużyły życie osób z
      przerzutami, nie opracowano żadnych specjalnych leków, które zatrzymywałyby ten
      proces. To dlatego, że aż do ostatnich lat przerzuty pozostawały czymś
      tajemniczym.

      - W ostatnich 30 latach nauczyliśmy się wszystkiego o identyfikacji genów,
      których mutacje zapoczątkowują guzy - mówi dr Joan Massague, kierownik programu
      biologii i genetyki raka w nowojorskim Memorial Sloan-Kettering Cancer Center.
      Jak jednak dodaje, te postępy nie wyjaśniły procesu tworzenia się przerzutów.

      Obecnie wiedza na ich temat zaczyna się kumulować i jesteśmy coraz bliżej
      nowych terapii. - Można się wkrótce spodziewać jakiegoś przełomu - dodaje
      Massague.

      Dr Patricia S. Steeg, kierująca wydziałem nowotworów kobiet w laboratorium
      farmakologii molekularnej National Cancer Institute, patrzy w przyszłość z
      optymizmem. - Pierwsze preparaty są lub wkrótce będą we wczesnej fazie badań
      klinicznych. Jestem pełna entuzjazmu, znacznie bardziej, niż byłam pięć lat
      temu.

      Złożoność zagadnienia mogła zniechęcać do badań. - Aby doszło do przerzutów,
      komórki nowotworowe muszą ulec dziesiątkom zmian genetycznych – co kontrastuje
      z niewielką ich liczbą, wystarczającą zwykle do zapoczątkowania pierwotnego
      guza - wyjaśnia dr Massague. Jeszcze bardziej sprawę komplikuje fakt, że każdy
      rodzaj przerzutów – na przykład rak piersi szerzący się do płuca czy rak
      prostaty dający przerzuty do kości – jest genetycznie i molekularnie odmienny.
      (…)


      Naukowcy przez długi czas mieli tylko podstawową wiedzę na temat tego procesu.
      Niektórzy oceniali, że codziennie milion komórek nowotworowych odrywa się od
      guza o średnicy centymetra, z czego rozwija się zaledwie jedna na setki
      milionów. Gdyby nie zdarzało się to tak rzadko, rak byłby daleko bardziej
      zabójczy.

      Ponad 80 procent nowotworów wywodzi się z wewnętrznej wyściółki narządów. By
      stać się przerzutem, komórka nowotworowa musi zerwać więzi z innymi komórkami -
      uwolnić się, przebić przez tkankę łączną, zmienić kształt i wypuścić „nóżki”,
      które pomogą jej przejść poprzez zbitą tkankę.

      Po tej godnej iluzjonisty Harry’ego Houdini ucieczce, komórka przedostaje się
      poprzez naczynia włosowate do krwiobiegu, gdzie mogą ją rozerwać siły związane
      z krążeniem krwi albo też zaatakować białe krwinki.

      Jeśli złośliwa komórka to przetrwa, przywiera do maleńkiego naczynia
      włosowatego, dopóki w końcu nie przedostanie się do tkanki obcego narządu.

      W obcej tkance komórka nowotworowa, zwana teraz mikroprzerzutem, napotyka
      wrogie otoczenie. Na przykład wątroba jest obcym terytorium dla komórki raka
      piersi. Niektóre komórki obumierają natychmiast, inne giną po kilku podziałach.
      Są i takie, które pozostają w uśpieniu.

      Ocalałe komórki regenerują się i kolonizują otoczenie, stając się
      makroprzerzutem, który można wykryć testami diagnostycznymi. W miarę jak
      przerzut się powiększa, staje się zabójczy, przytłaczając normalne komórki i
      zaburzając funkcjonowanie narządu.

      W ostatnich latach naukowcy zaczęli badać wszystkie te etapy, aby
      zidentyfikować geny i ich molekularne produkty odpowiedzialne za opisane
      zmiany. Związane z tym odkrycia wzbudziły zainteresowanie specjalistów
      zajmujących się badaniami nad rakiem.

      Jedno z nich dotyczy krytycznej roli, jaką odgrywa w tworzeniu się przerzutów
      dotknięty inwazją narząd, czyli mikrośrodowisko.

      Nie jest to całkiem nowy pomysł. W roku 1889 brytyjski patolog Stephen Paget
      zaproponował „hipotezę ziarna i gleby”, według której rozwój komórki
      nowotworowej zależał od narządu, do którego trafiła.

      Obecnie wiemy, że narząd w pewnym stopniu musi stać się podatny na guz. Im
      lepsze środowisko stwarza, im mniej sprawia ono trudności, tym łatwiej przeżyć
      komórkom rakowym. Ta teoria częściowo wyjaśnia, dlaczego niektóre pierwotne
      nowotwory wolą się szerzyć w pewnych narządach. Na przykład rak piersi daje
      przerzuty do mózgu, wątroby, kości i płuc, rak prostaty woli kości, zaś raki
      jelita grubego często dają przerzuty do wątroby.

      - Przez długi czas byliśmy skupieni na ziarnie, a teraz zaczynamy lepiej
      rozumieć glebę i wzajemne oddziaływania pomiędzy glebą a ziarnem - mówi dr Lynn
      M. Matrisian, kierująca badaniami nad biologią nowotworów na Uniwersytecie
      Vanderbilt. – Najistotniejszą rzeczą będzie zrozumienie, co czyni określony
      narząd podatnym na przerzuty, a co temu przeszkadza.


      --
      Jak chcesz rośmieszyć Pana Boga -to powiedz mu o
      swoich planach...
      • 21.08.06, 15:43
        Robaki, które mają geny wydłużające czas ich życia, lepiej sobie radzą z
        nowotworami - informuje "Science".
        Mierzący około milimetra nicień (Caenorhabditis elegans) należy do ulubionych
        przez naukowców zwierząt laboratoryjnych. Znane są między innymi odmiany, która
        żyje znacznie dłużej niż typowe dla tego gatunku 2-3 tygodnie. Jak wykazał
        zespół Cynthii Kenyon z University of California w San Francisco te same
        mutacje, które wydłużają czas życia nicienia, wydają się pomagać mu również w
        walce z nowotworami.

        Mogłoby się wydawać, że geny zapobiegające rozwojowi nowotworów po prostu dają
        w ten sposób większe szanse na długowieczność. Jednak zależność nie jest tak
        oczywista. Geny, które przedłużają niektórym zwierzętom życie za pośrednictwem
        nie związanych z rakiem mechanizmów, także wydają się mieć szczególna zdolność
        do hamowania rozwoju nowotworów.
        W przypadku Caenorhabditis elegans wiadomo, że mutacje, które przedłużają
        życie, wpływają na takie procesy, jak przekazywanie sygnałów hormonalnych,
        odżywianie czy oddychanie. Hamując aktywność, na przykład genu daf-2, który
        wpływa na działanie insuliny, można wydłużyć życie robaka z 17 do 35 dni.

        Gdy naukowcy genetycznie zmienili robaki w ten sposób, że stały się podatne na
        nowotwory, zahamowanie działania daf-2 nadal pozwalało nicieniom żyć (mimo
        nowotworu) przez 35 dni, a powstające u nich guzy miały rozmiary o połowę
        mniejsze niż oczekiwane.

        Aby przeprowadzić badania, zespół naukowców najpierw wyłączył działanie genu
        tłumiącego rozwój nowotworów (gld-1). W rezultacie komórki ich gonad zaczynały
        się dzielić w niekontrolowany sposób, tworząc guzy. W typowych warunkach taki
        nowotwór rozrasta się błyskawicznie i skraca życie robaka do 9 dni. Tymczasem
        przy zablokowaniu daf-2 robaki żyły 35 dni... Podobnie było z innymi
        badanymi "genami długowieczności".

        W przypadku genu daf-2 sprawa nie jest zbyt zagadkowa. Naukowcy od dawna
        wiedzieli na przykład, że insulina pobudza wzrost nowotworów u szczurów, a gdy
        szczury chorują na cukrzycę i poziom insuliny spada, guzy rosną wolniej.
        Badanie byłoby więc jeszcze jednym dowodem wpływu insuliny na tworzenie się
        guzów - wyjaśnia David Kritchevsky z Wistar Institute w Filadelfii, który
        zajmuje się wpływem diety na raka.

        W przypadku robaków obniżony poziom insuliny wydaje się spowalniać dzielenie
        komórek i nasilać apoptozę - proces, w którym niektóre komórki - zwłaszcza
        nowotworowe - popełniają samobójstwo. Wydaje się, że komórki nowotworowe są
        szczególnie podatne na działanie "długowiecznych" mutacji w porównaniu ze
        zwykłymi komórkami. Poznanie tego mechanizmu mogłoby dostarczyć lepszych
        sposobów zwalczania nowotworów. Nie wykluczone, że leki wykorzystujące ten
        mechanizm miałyby nietypowy efekt uboczny - przedłużanie życia poza granicę,
        jaką dany pacjent osiągnąłby nawet nie chorując na raka.

        Być może uda się również wyjaśnić, dlaczego starość tak bardzo sprzyja
        nowotworom. Starzejące się w błyskawicznym tempie robaki są bardzo wygodnym
        modelem do takich badań, ale najprawdopodobniej trzeba będzie popracować na
        zwierzętach bardziej zbliżonych do człowieka - chociażby myszach.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1373010,16,1,0,120,686,item.html
        • 21.08.06, 19:39
          Pierwszą w Polsce rekonstrukcję języka z odtworzeniem ruchomości i czucia tego
          organu przeprowadzono w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-
          Curie w Gliwicach.
          Operowano 23-letniego mężczyznę, cierpiącego na nowotwór języka. Przed operacją
          bardzo cierpiał i mówił z trudem. Lekarze musieli mu usunąć cały język wraz z
          nasadą, dno jamy ustnej i węzły chłonne. Materiał do rekonstrukcji pobrano z
          uda pacjenta.

          Podczas kilkugodzinnego zabiegu najpierw usunięto zaatakowane przez nowotwór
          organy, potem w badaniach histopatologicznych sprawdzono, czy nie pozostawiono
          żadnych komórek nowotworowych, a następnie z uda pacjenta pobrano płat tkanki -
          skóry, tkanki tłuszczowej i mięśni z nerwami i naczyniami krwionośnymi, który
          po odpowiednim wymodelowaniu zastąpił jego język.
          "Ten chory nie mógłby żyć bez rekonstrukcji, ponieważ ubytki byłyby za duże i
          nie mógłby korzystać z kluczowych dla życia funkcji" - powiedział dziennikarzom
          Adam Maciejewski z zespołu chirurgów rekonstrukcyjnych.

          Po operacji chorego czeka radioterapia, a potem rehabilitacja, również z
          logopedą. Będzie mógł poruszać językiem, będzie też odczuwał nim ból czy zmiany
          temperatury, nie da się natomiast przywrócić funkcji smaku.

          W zabiegu uczestniczył prof. Ron Yu z Centrum Raka im. Andersona w Houston w
          Stanach Zjednoczonych - jeden z najwybitniejszych chirurgów rekonstrukcyjnych
          na świecie. W ośrodku tym kształcili się lekarze z gliwickiego instytutu. W
          placówce tej w poniedziałek rozpoczęło się dwudniowe sympozjum, poświęcone
          postępom w skojarzonym leczeniu raka z udziałem lekarzy z całej Polski i gości
          zza granicy.

          Jak podkreślił prof. Yu, rekonstrukcja języka należy do najtrudniejszych
          operacji tego typu. "W porównaniu z tym zabiegiem rekonstrukcja piersi to rzecz
          bardzo prosta. Jest tak dlatego, że język pełni bardzo ważne funkcje -
          odpowiada za mówienie i połykanie. Po takiej operacji przynajmniej połowa
          pacjentów może jeść normalnie, mogą też dość dobrze mówić - na tyle dobrze, by
          rozumieli ich obcy ludzie, nie tylko rodzina" -powiedział PAP.

          To kolejna pionierska operacja, przeprowadzona w gliwickim Instytucie
          Onkologii. W lipcu 21-letniemu pacjentowi zrekonstruowano kość udową,
          zniszczoną przez nowotwór. Była to pierwsza w Europie i jedna z niewielu na
          świecie operacji tego typu.

          Mężczyzna chorował na złośliwego mięsaka kości udowej, który naciekał
          otaczające mięśnie. Zgodnie z obowiązującymi standardami terapeutycznymi
          groziła mu amputacja całej kończyny.

          Dzięki operacji pacjent zachował nogę, obecnie pomyślnie przechodzi
          rehabilitację. Do rekonstrukcji wykorzystano kość strzałki z drugiej nogi,
          zastosowano też płytę tytanową, stabilizującą zrekonstruowane udo.

          Od listopada 2001 r. w Instytucie Onkologii w Gliwicach przeprowadzono ponad
          300 operacji rekonstrukcji elementów głowy i szyi oraz ponad 50 rekonstrukcji
          piersi.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1373898,16,1,0,120,686,item.html
          • 22.08.06, 19:35
            Narodowy Fundusz Zdrowia zachęca kobiety do onkologicznych badań
            profilaktycznych. Pierwsze zaproszenia na badania zostały już wysłane - są to
            listy imienne, sms-y oraz informacje na ulotkach i plakatach.
            Fundusz ma sfinansować badania profilaktyczne dla około 10 milionów kobiet.

            "Mamy tu na myśli programy onkologiczne - profilaktykę raka szyjki macicy i
            raka piersi" - powiedziała we wtorek rzecznik NFZ Renata Furman na konferencji
            prasowej w Warszawie. Dodała, że Funduszowi zależy na szybkim dotarciu z
            informacją o badaniach do kobiet, szczególnie po 50. roku życia. Na stronie
            internetowej - www.nfz.gov.pl/profilaktyka - znajdują się informacje poświęcone
            programom profilaktycznym raka szyjki macicy i raka piersi. Jest tam lista
            zakładów opieki zdrowotnej, w których realizowane są bezpłatne badania w tym
            zakresie.

            Jak powiedziała naczelnik Wydziału Systemów Informatycznych NFZ Anna Wójcik, od
            1 sierpnia działa SIMP, czyli System Informatyczny Monitorowania Profilaktyki.
            Ma on na celu przygotowanie bazy danych, będącej podstawą do wysyłki zaproszeń
            do kobiet na badania profilaktyczne. Do Systemu włączane są placówki
            realizujące badania - jak dotąd jest ich 16. Zaproszenia zostaną rozesłane na
            przełomie września i października.

            Ponadto kobiety po 50. roku życia są informowane za pomocą sms-ów o
            profilaktycznych badaniach mammograficznych i cytologicznych. W połowie czerwca
            NFZ uruchomił umożliwiający to program pilotażowy. "Wysłaliśmy 10 tys. sms-ów,
            otrzymaliśmy około 1 tys. zwrotnych odpowiedzi, z deklaracją o chęci wzięcia
            udziału w programie" - powiedziała Furman.

            Według NFZ w Polsce jest 2,5 mln kobiet, które powinny przejść badanie
            mammograficzne lub cytologiczne. Z danych Funduszu wynika, że rocznie ok. 11
            tys. osób zapomina o umówionych wizytach u lekarza, a 10-12 proc. wizyt jest
            anulowanych. W placówkach, gdzie wprowadzono sms-owy system przypominania o
            wizytach (np. w Centrum Zdrowia Matki Polki) liczba anulowanych wizyt spadła o
            9 tys. rocznie.

            Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Stanowi
            ok. 20 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Występuje
            częściej po menopauzie; ryzyko wzrasta po 50. roku życia.

            Rak szyjki macicy jest drugim co do częstotliwości występowania, nowotworem u
            kobiet w naszym kraju - stanowi 10,7 proc. nowotworów. Szacuje się, że rocznie
            dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys. umiera z tego powodu.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1374485,16,1,0,120,686,item.html
            • 23.08.06, 12:22
              Przyszłość onkologii to protony i biologia molekularna
              Terapia protonowa, biologia molekularna, genetyka - to obszary, w których
              onkolodzy szukają obecnie lekarstwa na nowotwory.
              Kluczowe znaczenie ma jednak prewencja, czyli właściwy tryb życia i badania
              profilaktyczne - podkreślają uczestnicy sympozjum, które w poniedziałek
              rozpoczęło się w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w
              Gliwicach.

              W trakcie dwudniowego sympozjum, jego uczestnicy podsumowują 15- letnią
              współpracę między gliwickimi lekarzami i ich kolegami z Centrum Raka im.
              Andersona w Houston w Stanach Zjednoczonych - jednego z wiodących ośrodków w
              tej dziedzinie na świecie.
              Prof. James Cox zaprezentował m.in. centrum terapii protonowej, działające w
              ramach Centrum im. Andersona. Akcelerator protonowy waży aż 190 ton i zajmuje
              potężny pawilon.

              Terapia protonowa, gdzie nowotwór jest atakowany przez cząstki - protony -
              pozwala na niezwykłą precyzję w leczeniu, dzięki czemu maksymalnie oszczędza
              się zdrowe narządy. Ma to kluczowe znaczenie np. w przypadku nowotworów
              umieszczonych za gałką oczną.

              "To niezwykle droga metoda, odpowiednia tylko dla wąskiej grupy chorych. Dzięki
              Unii Europejskiej współpracujemy jednak z Niemcami i nasi chorzy mogą być
              leczeni w razie potrzeby w ośrodku w Dreźnie" - powiedział dyrektor Centrum
              Onkologii w Gliwicach prof. Bogusław Maciejewski.

              Jak podkreślił, inne nauki wykorzystywane ostatnio w onkologii - biologia
              molekularna i genetyka - wskazały z kolei na konieczność bardzo indywidualnego
              dobierania metod leczenia. "Nauczyły nas, że nie ma takiego samego nowotworu u
              dwóch pacjentów" - zaznaczył.

              W podejściu do leczenia nowotworów zmieniły się też standardy - kiedyś liczyło
              się przede wszystkim to, by pacjent przeżył. Teraz nie mniej ważny jest komfort
              jego życia, stąd m.in. dynamiczny rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej.

              Choć polscy lekarze, którzy odbyli staże w Centrum Raka w Houston porównując
              polskie i amerykańskie warunki pracy przywołują porównanie "malucha" i porsche,
              to amerykańscy lekarze są dobrego zdania o możliwościach leczenia nowotworów w
              Polsce.

              Prof. Ron Yu, chirurg rekonstrukcyjny, który kształcił młodych polskich lekarzy
              w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że ośrodek w Gliwicach dysponuje bardzo
              dobrym sprzętem, salą operacyjną i wykwalifikowanymi lekarzami. "Operując tu
              czuję się jak u siebie" - powiedział PAP.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1374106,16,1,0,120,686,item.html
              • 24.08.06, 12:48
                Utrata piersi, nogi, części twarzy - taki wyrok słyszą nieraz chorzy na
                nowotwory. Prawda, że najważniejsze jest, by przeżyć, ale kalectwo to wielkie
                obciążenie. Stąd szybki rozwój chirurgii rekonstrukcyjnej. W Centrum Onkologii -
                Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach, czołowym pod tym względem
                polskim ośrodku, przeprowadzono już ponad 350 rekonstrukcji. 22 sierpnia, przy
                okazji sympozjum poświęconego postępom w skojarzonym leczeniu nowotworów,
                spotkali się w Gliwicach pacjenci, którzy przeszli rekonstrukcje.

                21-letni Marek Wilczek, pierwszy pacjent, któremu zrekonstruowano kość udową,
                porusza się już sprawnie o kulach. We wrześniu ubiegłego roku, gdy zakończył
                służbę w wojsku, zaczęła go lekko boleć noga. "To nic takiego, odczepienie
                mięśnia od kości" - bagatelizowali lekarze. Szybko okazało się jednak, że to
                złośliwy mięsak kości udowej.

                Standardowe postępowanie w takiej sytuacji to amputacja całej nogi, aż po
                biodro. Wilczek się nie zgodził. "Trafiłem do instytutu w Gliwicach i okazało
                się, że mogę mieć rekonstrukcję. Nie miałem nic do stracenia" - wspomina.

                Lekarze wycięli nowotwór wraz ze zniszczoną na długości 21 cm kością udową. Do
                rekonstrukcji wykorzystali kość strzałkową z drugiej nogi. "Czekają mnie
                jeszcze trzy cykle chemioterapii, ale rodzina odetchnęła. Plany na przyszłość?
                Byle tylko być zdrowym" - mówi.

                Dla 20-letniej Ani Wilk informacja o tym, że ma nowotwór piersi była, jak mówi,
                nieciekawym prezentem na 17. urodziny. Pierś bolała ją podczas kąpieli, więc
                zgłosiła się do lekarza. Potem było USG, biopsja i diagnoza - nowotwór
                złośliwy. Trzy lata temu amputowano jej pierś. Rekonstrukcja była możliwa
                dopiero teraz, po trzech latach. Ania w zeszłym roku zdała maturę, teraz uczy
                się w studium kosmetycznym i myśli o otwarciu własnego salonu.

                Barbara Jonczyk z Radzionkowa jest wykładowcą akademickim. W jej przypadku
                rekonstrukcja piersi była możliwa od razu, podczas jednej operacji. "Radzę
                wszystkim kobietom, żeby prosiły lekarza o badanie piersi podczas wizyty, gdyż
                ginekolodzy rzadko to robią z własnej inicjatywy" - radzi.

                Guz u Anieli Twardzik pojawił się za okiem. Żeby się go pozbyć, trzeba było dwa
                lata temu usunąć oko i górną szczękę. Teraz nosi specjalne okulary z wbudowaną
                protezą oka. Materiał do rekonstrukcji twarzy pobrano jej z brzucha. "Najgorsze
                było dowiedzieć się o raku. Potem byłam już przygotowana na wszystko. Teraz
                cieszę się, że tak się to skończyło. Z każdym rokiem jest lepiej" - opowiada.

                Wszyscy pacjenci mówią, że znaleźli wsparcie w rodzinie i znajomych. "Gorzej
                bywa z dalszym otoczeniem. Chorzy nieraz mają problemy ze znalezieniem pracy,
                są jak naznaczeni. Nowotwór wciąż przeraża" - podkreśla dyrektor gliwickiego
                instytutu prof. Bogusław Maciejewski.

                Marek, Aniela, Barbara i Ania przyznają, że przeszli chwile załamania, ale
                nigdy się nie poddali. "Cały czas miałem wolę walki i wiarę, a wiara czyni
                cuda. Żyję i mam nogę" - podkreśla Marek Wilczek.

                PAP - Nauka w Polsce, Anna Gumułka

                źródło pochodzenia Nauka w Polsce Serwis PAP
                www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=12315&layout=6&forum_id=4664&page=text
                • 26.08.06, 13:35
                  Antymon, rakotwórczy pierwiastek chemiczny, dotąd wykryty w śladowych ilościach
                  w wodzie przechowywanej w butelkach PET, odkryto również w sokach owocowych
                  zamkniętych w plastikowych pojemnikach (PET).
                  Stężenie pierwiastka wzrasta wraz z przedłużającym się czasem przechowywania
                  soku - donosi "Journal of Analytical Atomic Spectrometry".

                  Badania przeprowadzone przez doktora Spirosa Pergantisa z Uniwersytetu
                  Kreteńskiego miały na celu określenie ilości oraz formy chemicznej antymonu
                  zawartego w sokach owocowych zamkniętych w różnych opakowaniach.
                  WHO - Światowa Organizacja Zdrowia, określiła antymon (Sb), jako substancję
                  toksyczną i niebezpieczną dla ludzkiego zdrowia, gdy stężenie w próbce wody
                  przekracza 20 mikrogramów/L. Regulacje amerykańskie i japońskie zalecają
                  jeszcze niższe stężenie antymonu w wodzie - 6 mikrogramów/L (USA) i 2
                  mikrogramy/L (Japonia).

                  Wśród przebadanych próbek dr Pergantis, odkrył podniesiony poziom antymonu w
                  sokach owocowych (cytrynowym i pomarańczowym) zarówno gazowanych, jak i
                  niegazowanych, przechowywanych w butelkach PET (ang. PET - polyethylene
                  terephthalate). Trójtlenek antymonu jest stosowany, jako katalizator przy
                  produkcji polimeru PET.

                  Badania przeprowadzone zostały z wykorzystaniem najnowocześniejszej i
                  superdokładnej aparatury badawczej (HPLC oraz ICP-MS). By wyniki były
                  wiarygodne, każda z próbek analizowana była zarówno za pomocą jonowymiennej
                  wysokosprawnej chromatografii cieczowej (HPLC), jak i spektrometru masowego
                  (ICP- MS).

                  W przebadanych próbkach soku cytrynowego naukowcy wykryli obecność dwóch form
                  antymonu - mniej toksycznej (V) - obecnej również w wodzie mineralnej
                  przechowywanej w butelkach PET - oraz bardziej niebezpiecznej dla zdrowia
                  formie Sb (III).

                  Wyniki eksperymentów są dość zaskakujące, jak przyznają sami naukowcy, ponieważ
                  poziom antymonu obecnego w sokach wzrasta znacząco z każdym dniem od
                  przekroczenia daty przydatności produktu do spożycia. Takie zjawisko, według
                  doktora Pergantisa wskazuje, iż większość analizowanego pierwiastka obecnego w
                  soku pochodzi z pojemnika, w jakim był on przechowywany.

                  Według naukowców antymon, który przedostaje się z butelki do soku, reaguje z
                  substancjami zawartymi w cieczy (kwas cytrynowy) tworząc kompleksy o nie znanym
                  wpływie na ludzkie zdrowie.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1376018,16,1,0,120,686,item.html
                  • 27.08.06, 12:15
                    Stosowany do zwalczania wirusa HIV lek lopinavir może zapobiegać rakowi szyjki
                    macicy - informuje pismo "Antiviral Therapy".
                    Jak wykazały wstępne badania laboratoryjne, przeprowadzone przez naukowców z
                    University of Manchester, obok HIV lopinavir zwalcza także wirusa HPV,
                    odpowiedzialnego za raka szyjki macicy i selektywnie zabija zarażone nim
                    komórki raka szyjki macicy. Pod wpływem lopinaviru wirus nie może usuwać z
                    zarażonej komórki szkodliwych dla siebie białek.

                    Lek stosowany jest zwykle w formie doustnej, jednak zdaniem autorów badań,
                    nietrudno będzie otrzymać go w formie kremu lub pessarium do bezpośredniego
                    stosowania na szyjkę macicy. Dzięki temu tysiące kobiet mogłyby uniknąć
                    zabiegów chirurgicznych, stosowanych przy usuwaniu wczesnych postaci raka.
                    Choć trwają prace nad szczepionkami przeciwko HPV, jednak będą one skuteczne
                    tylko u osób, które jeszcze się nie zaraziły. Kobiety zarażone HPV muszą
                    regularnie uczęszczać na wizyty kontrolne. Pierwsze niepokojące zmiany często
                    ustępują, jednak gdy stają się bardziej zaawansowane, potrzebna jest operacja.

                    Autorzy badań mają nadzieję, że lopinavir okaże się równie skuteczny podczas
                    rozpoczynających się wkrótce badań klinicznych, co w warunkach laboratoryjnych.
                    Jeśli tak się stanie, lek mógłby być stosowany przeciw rakowi szyjki już za
                    kilka lat.

                    Rak szyjki macicy zabija co roku 250 tys. kobiet na całym świecie, większość z
                    nich w krajach rozwijających się. W Polsce rak szyjki macicy jest drugim co do
                    częstotliwości występowania nowotworem u kobiet - stanowi 10,7 procent
                    nowotworów. Szacuje się, że rocznie dotyka ok. 4 tys. Polek, a ok. 2 tys.
                    umiera z tego powodu.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1376226,16,1,0,120,686,item.html
                    • 28.08.06, 11:48
                      Nanocząstki złota, połączone z lekami przeciwnowotworowymi, których
                      antynowotworowe działanie stymulowane jest światłem, skutecznie niszczą komórki
                      rakowe.
                      Co więcej, kompleksy nanocząstka-lek są o 50 proc. bardziej wydajne w walce z
                      rakiem, niż nie połączone ze złotem cząsteczki leku - donosi "Photochemical &
                      Photobiological Sciences".

                      Badania nad nową metodą wykorzystującą najnowsze osiągnięcia nanotechnologii do
                      walki z nowotworami prowadzone są w wielu laboratoriach na całym świecie.
                      Zespół badawczy profesora Davida Russella z brytyjskiego University of East
                      Anglia w Norwich opracował nową metodę walki z nowotworami za pomocą kompleksów
                      nanocząstek złota połączonych z tradycyjnymi lekami zabijającymi komórki
                      zrakowaciałe.

                      Naukowcy przyłączyli do powierzchni drobinek złota o średnicy 2-4 nanometrów
                      wrażliwą na światło ftalocjaninę (ang. phthalocyanine photosensitizer),
                      należącą do grupy leków fotodynamicznej terapii (ang. photodynamic therapy -
                      PDT).

                      "Terapeutyczne działanie związków z grupy PDT jest znane od 25 lat, jednakże
                      dopiero w połowie lat 90. terapia ta została oficjalnie zalegalizowana" -
                      wyjaśnia prof. D. Russell.

                      Niszczenie komórek rakowych za pomocą terapii PDT z wykorzystaniem ftalocjaniny
                      polega na dostarczeniu do chorych komórek leku aktywowanego światłem oraz jego
                      aktywacji, by produkował zabójczy dla komórek tlen singletowy (bardzo reaktywna
                      i niebezpieczna nietrwała odmiana tlenu).

                      Ponieważ nanocząstki złota połączone z ftalocjaniną niechętnie rozpuszczają się
                      w środowisku wodnym (dominującym w żywych komórkach), niezbędna okazała się
                      modyfikacja kompleksu za pomocą cząsteczki o cechach czynnika przeniesienia
                      fazowego, zmieniającej właściwości na bardziej wodolubne (hydrofilowe).

                      Po dostarczeniu leczniczych zmodyfikowanych nanocząstek do chorych komórek
                      zmienione rakowo komórki zostały naświetlone światłem do długości fali 695 nm,
                      co uruchamia terapię PDT.

                      Powstały w ten sposób tlen singletowy atakuje DNA komórek, niszcząc je - co
                      prowadzi do śmierci komórki.

                      Przeprowadzając analizy porównawcze, naukowcy odkryli, iż kompleksy leku i
                      nanocząstek złota są o 50 procent bardziej wydajne w produkcji śmiercionośnego
                      tlenu singletowego, niż niezwiązana ftalocjanina.

                      "Kolejnym etapem na drodze do opracowania skutecznej terapii przeciw
                      nowotworowej dla ludzi, jest potwierdzenie dotąd eksperymentalnie otrzymanych
                      wyników poprzez badania in vivo, w chorym organizmie" - konkluduje brytyjski
                      nauk.

                      źródło pochodzenia Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1376636,16,1,0,120,686,item.html
                      • 29.08.06, 09:27
                        Spożywanie strączkowych, w tym głównie soi, chroni mężczyzn przed zachorowaniem
                        na raka prostaty - twierdzą szwedzcy naukowcy.
                        Prawie co drugi mężczyzna stosując dietę bogatą fitoestrogeny zawarte m.in. w
                        produktach sojowych, wszystkich strączkowych i orzechach, może zmniejszyć
                        związane z jego cechami genetycznymi ryzyko raka prostaty

                        Chodzi o oddziaływanie wspomnianych fitoestrogenów - izoflawonoidów, roślinnych
                        odpowiedników żeńskich hormonów płciowych - estrogenów. Fitoestrogeny od dawna
                        stanowiły obiekt zainteresowania naukowców zajmujących się chorobami
                        nowotworowymi, jako potencjalna sojusznik w walce przeciwko rakowi piersi oraz
                        prostaty. Przełomem w tych badaniach było odkrycie dokonane w 1996 r. przez
                        szwedzki zespół kierowany przez Jana-Ake Gustafssona. Udowodnili oni, że
                        estrogen ma dwa receptory. Obok znanego i zwanego er-alfa, drugi nazwany przez
                        odkrywców er-beta. Dalsze badania pokazały, że ten "nowy" receptor wpływa na
                        antyrakowe oddziaływanie genu.

                        Na początku 2006 r. badacze z Wydziału Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu
                        Karolińskiego donieśli, że bogata w fitoestrogeny dieta, oparta głównie na
                        strączkowych, zmniejsza zagrożenie nowotworem prostaty nawet o 26 proc.

                        Wynikało to z badań na temat składu pożywienia 1499 pacjentów, u których
                        odkryto niedawno chorobę i 1130 zdrowych mężczyzn.

                        Obecnie naukowcy posunęli się znów dalej w badaniach genu, który wytwarza
                        niedawno poznany receptor er-beta i który wiąże się z fitoestrogenami. -
                        "Pobraliśmy krew od prawie 2200 mężczyzn i analizowaliśmy gen er-beta" -
                        tłumaczy Maria Hedelin, kierująca zespołem badawczym.

                        Celem badań było znalezienie odmian występujących w tym genie u różnych
                        osobników. Udało się wyróżnić cztery jego odmiany, a wśród nich wskazać jedną
                        powodującą wzrost odporności na zachorowanie.

                        "Jedynie ci, których geny wykazują tą szczególną odmianę i którzy w pożywieniu
                        otrzymują dużą ilość fitoestrogenów, są według nas, aż o 60 proc mniej
                        zagrożeni zachorowaniem na raka prostaty niż pozostali" - twierdzi Maria
                        Hedelin.

                        Odkrycie dokonane w Sztokholmie tłumaczy różnice w poziomie zachorowań na raka
                        prostaty w różnych częściach świata. Azja jest w tej dziedzinie najmniej tym
                        dotknięta, a USA i świat zachodni najbardziej. Wynika to właśnie z odmienności
                        tradycyjnych diet. Ponadto, wyniki uzyskane przez zespół z Instytutu
                        Karolińskiego, pomogą zapewne farmaceutycznym ośrodkom badawczym w pracy nad
                        nowymi lekarstwami przeciwko nowotworom.

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1377388,16,1,0,120,686,item.html
                        • 29.08.06, 09:30
                          Syntetyczny związek "nakłania" komórki raka do samozniszczenia
                          Małą syntetyczną cząsteczkę, która pomaga doprowadzić komórki raka do
                          samobójstwa, zidentyfikowali badacze z USA i Korei Południowej.
                          Zdaniem autorów pracy, którą zamieszcza internetowe wydanie pisma "Nature
                          Chemical Biology", odkrycie to może zaowocować nowymi metodami leczenia raka,
                          skrojonymi na potrzeby indywidualnego pacjenta.

                          Jak tłumaczą badacze na łamach artykułu, większość żywych komórek zawiera
                          białko o nazwie prokaspaza-3, które po aktywacji zmienia się w kaspazę-3, enzym
                          inicjujący samobójczą śmierć komórek. Proces ten, nazywany apoptozą, jest
                          ściśle zaprogramowany i uruchamiany w komórkach chorych czy uszkodzonych, po to
                          by nie mogły się dalej dzielić i były eliminowane z organizmu. Jednak w
                          komórkach nowotworowych ścieżka prowadząca do aktywacji prokaspazy- 3 jest
                          uszkodzona, co w rezultacie pozwala im uniknąć zniszczenia i dalej się mnożyć.
                          Teraz naukowcom z Uniwersytetu Stanu Illinois w Urbana-Champaign razem z
                          kolegami z Seulskiego Narodowego Uniwersytetu udało się zidentyfikować mały
                          syntetyczny związek, który bezpośrednio aktywuje prokaspazę-3 i uruchamia
                          proces apoptozy. Cząsteczkę nazwano w skrócie PAC-1 (aktywujący prokaspazę
                          czynnik 1).

                          Można powiedzieć, że PAC-1 pomaga uruchomić maszynerię uszkodzoną w komórkach
                          nowotworowych i w ten sposób "nakłania" je do samobójstwa, wyjaśnia biorący
                          udział w badaniach prof. Paul J. Hergenrother.

                          Badacze "wyłowili" PAC-1 spośród ponad 20 tys. odmiennych strukturalnie
                          związków, w trakcie sprawdzania ich zdolności do aktywacji prokaspazy-3 i co za
                          tym idzie do niszczenia raka. Przeciwnowotworowe własności PAC-1 wykazano w
                          testach na hodowlach komórek nowotworowych oraz na trzech szczepach myszy
                          predysponowanych do rozwoju raka. Związek niszczył też komórki nowotworów
                          złośliwych pobranych od 23.

                          Okazało się, że też im więcej prokaspazy-3 zawierały komórki nowotworowe, tym
                          mniejsze stężenie PAC-1 było potrzebne by je uśmiercić.

                          "To oznacza, że w przyszłości pacjentów chorych na raka można będzie
                          klasyfikować do leczenia z użyciem PAC-1 na podstawie ilości prokaspazy-3 w
                          komórkach ich guza" - komentuje prof. Hergenrother.

                          Ostatnio naukowcy coraz częściej podkreślają, że takie zindywidualizowane
                          podejście do chorego jest przyszłością onkologii i całej medycyny. Dzięki niemu
                          można będzie m.in. uniknąć szpikowania pacjentów nieskutecznymi w ich przypadku
                          lekami oraz ograniczyć uboczne skutki terapii.

                          Autorzy najnowszej pracy uważają, że PAC-1 to tylko pierwszy z całej grupy
                          nieodkrytych jeszcze związków, które są zdolne uruchamiać apoptozę w komórkach
                          nowotworowych.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1377385,16,1,0,120,686,item.html
                          • 01.09.06, 09:32
                            Między medycyną klasyczną i niekonwencjonalną jest szeroki pas „ziemi
                            niczyjej". Właśnie tam biolodzy, we współpracy z farmakologami, szukają
                            naturalnych substancji przeciwrakowych i próbują odkryć mechanizmy ich
                            działania. W Zakładzie Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego warszawskiej
                            Akademii Medycznej 15 lat temu rozpoczęto prace nad selolem, preparatem o
                            szczególnych właściwościach antyrakowych.

                            UZASADNIONE NADZIEJE

                            „Selol jest mieszaniną pierwszych w świecie seleninotrójglicerydów, otrzymanych
                            na bazie oleju słonecznikowego” – informuje dr Piotr Suchocki z Zakładu Analizy
                            Leków AM. Jak wyjaśnia, jest to jeden z nielicznych organicznych związków
                            selenu zawierający ów pierwiastek na czwartym stopniu utlenienia - Se(IV). Do
                            trójglicerydów selen został wbudowany w wyniku reakcji estryfikacji.

                            ZABÓJCZY DLA RAKA, BEZPIECZNY DLA ORGANIZMU

                            „Selol atakuje wszystkie istotne życiowo mechanizmy metabolizmu komórek
                            nowotworowych” – wyjaśnia Suchocki. Komórki nowotworowe są bezbronne wobec
                            wolnych rodników, które stanowią „oręż” selolu. Badania wykazały, że komórki
                            nowotworowe, poddane wpływowi selolu, nie uruchamiają nawet podstawowych
                            mechanizmów obrony przed wolnymi rodnikami. Oznacza to, że nie zwiększają
                            produkcji glutationu (GSH) (tripeptyd, wystepuje we wszystkich komórkach, pełni
                            funkcję ochronną dla wielu enzymów i biologicznie czynnych białek - PAP).
                            Tymczasem komórki zdrowe reagują w sposób odwrotny. Jak podaje Suchocki,
                            produkcja GSH w mitochondriach wątroby szczurów, po podaniu selolu, rośnie
                            nawet szesnastokrotnie. Zdrowe komórki są więc całkowicie bezpieczne.

                            GENEZA W KOSMOSIE?

                            Mechanizm działania selolu na komórki nowotworowe jest wielokierunkowy.
                            Dlatego, zdaniem twórców preparatu, trudno go dokładnie opisać. Wieloletnie
                            prace badawcze pozwoliły jednak ustalić sporo istotnych kwestii. Suchocki
                            tłumaczy, że ogromna ilość glutationu, wyprodukowana przez zdrowe komórki,
                            powoduje redukcję Se4+ do Se2- (selenki). Równocześnie wytwarza się
                            selenodiglutation, jeden z najsilniejszych naturalnych stymulatorów apoptozy
                            komórek nowotworowych. Selenki reagują z seryną, wymieniając jej grupę -OH na -
                            SeH. Tak powstaje selenocysteina, która wbudowuje się specyficznie do centrów
                            aktywnych selenoenzymów. Selenoenzymy naprawiają uszkodzenia błony komórkowej i
                            DNA w zdrowych komórkach oraz likwidują niekontrolowany nadmiar wolnych
                            rodników.

                            Tak to brzmi w języku chemika. Suchocki stara się jednak "przetłumaczyć"
                            naukowe wyjaśnienie, aby było zrozumiałe dla laika. Stosuje ciekawą
                            analogię. „Należy przypuszczać, że selol wykorzystuje mechanizm, dzięki któremu
                            kilka miliardów lat temu mogło przetrwać życie na Ziemi, bombardowanej
                            promieniowaniem kosmicznym i UV” - mówi.

                            SELEN URUCHAMIA PROCES SAMOWYLECZENIA?

                            Nowotwory są likwidowane przy pomocy zdrowych komórek. W ten sposób, w ogromnym
                            skrócie, podsumować można mechanizm działania selolu. Czy mowa zatem o
                            samowyleczeniu? „Niewykluczone, że tak” – ocenia dr Suchocki. „Należy tylko
                            dostarczyć organizmowi selenu – pierwiastka naturalnie występującego w glebie.
                            Obecnie w Polsce selen występuje w śladowych ilościach, ale miliony lat temu
                            było go wielokrotnie więcej” - dodaje.

                            Jak wynika z badań, selen jest jednak pierwiastkiem bardzo toksycznym. Suchocki
                            podaje, że dopuszczalna maksymalna dzienna dawka selenu(IV) dla dorosłego
                            człowieka wynosi około 200 mg (0,2 mg). „Selol jest wielokrotnie mniej
                            toksyczny i można go podawać w dawkach setki razy większych, nawet przez
                            kilkanaście lat, bez jakichkolwiek skutków ubocznych” – zapewnia.

                            SUBSTANCJA JEDYNA W SWOIM RODZAJU

                            Selol nie ma swoich odpowiedników w lecznictwie. Zdaniem Suchockiego, można go
                            porównywać jedynie z seleninem sodowym, który również zawiera Se(IV), ale jest
                            związkiem nieorganicznym, bardzo toksycznym. Selenin sodowy jest dostępny w
                            aptekach w postaci tabletek. Ze względu na swoją szkodliwość może być stosowany
                            tylko w profilaktyce, w dawkach nie przekraczających 0,2 mg dziennie.

                            Onkologom wiadomo, że do zlikwidowania bardzo zaawansowanego nowotworu potrzeba
                            od 1,5 do 3,2 mg Se(IV) na kilogram masy ciała chorego. „Jest to dawka
                            niewyobrażalna, jeśli chodzi o zastosowanie seleninu sodowego, ale całkiem
                            niewielka w przypadku selolu” – porównuje Suchocki. Podkreśla, że stosowanie
                            tak dużych dawek selolu, nawet przez wiele miesięcy, nie powoduje skutków
                            ubocznych.

                            WYSOKI STOPIEŃ ZAAWANSOWANIA BADAŃ

                            Prace nad preparatem są bardzo zaawansowane. „Znajdujemy się w końcowej fazie
                            badań przedklinicznych” – informuje Suchocki. „Przechodzimy do testów na
                            zwierzętach z wszczepionymi nowotworami” - zapowiada. Członkowie zespołu Piotra
                            Suchockiego współpracują z najlepszymi specjalistami w dziedzinie medycyny i
                            biologii, m.in. z prof. Mieczysławem Kurasiem z Zakładu Morfogenezy Roślin
                            Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i dr Grażyną Hoser z Centrum
                            Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Zespół biologów, biorących
                            udział w pracach nad istotą i molekularnym podłożem działania selolu, podziela
                            optymizm Suchockiego. „Selol to jeden z najlepszych preparatów cytostatycznych,
                            które dotychczas badaliśmy” – mówi prof. Kuraś.

                            Z powodów etycznych oraz ze względu na niewielką ilość gotowego selolu Zespół
                            Analizy Leków AM nie prowadzi badań na ludziach. Z tych samych przyczyn
                            preparaty wytwarzane w wąskich kręgach uczelnianych nie są szeroko dostępne.
                            Jednak w przypadkach bardzo ciężkich, gdy w grę nie wchodziło jakiekolwiek inne
                            leczenie (terminalne stadia choroby nowotworowej), selol bywa wydawany
                            pacjentom. Warunkiem udostępnienia preparatu jest pisemna prośba lekarza
                            onkologa bezpośrednio opiekującego się chorym. Badacze wymagają również
                            udokumentowania stanu chorego wynikami badań wykonanych w szpitalu.

                            DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE

                            Selol jest najskuteczniejszy w przypadku raka prostaty, nawet z przerzutami do
                            kości. Suchocki mówi o kilkudziesięciu przypadkach całkowitego wyleczenia, co
                            stanowi 100 proc. wyleczonych spośród osób poddanych eksperymentalnej terapii
                            (po 2 latach leczenia). Równie imponujące są efekty leczenia gwiaździaka
                            (Astrocytoma) - 5 przypadków, również 100 proc. wyleczeń. Skuteczność w
                            przypadku nowotworów wątroby, płuc, piersi, szyjki macicy, jelita grubego i
                            trzustki jest znacznie mniejsza i wynosi od 65 proc. do około 80 proc. wyleczeń
                            po pięcioletniej terapii.

                            Jak widać, liczba osób, które zdecydowały się na leczenie selolem, jest zbyt
                            mała, aby można było stawiać tezy o jego przełomowym znaczeniu w onkologii. Z
                            drugiej strony, wyniki terapii są zbyt optymistyczne, by nie przywiązywać do
                            nich wagi.

                            Z obserwacji prowadzonej przez ekspertów z AM wynika, że gdy chory narząd
                            jeszcze funkcjonuje, można go uratować. „Wszystko zależy od dawki” – mówi
                            Suchocki. „Nigdy jednak nie przekraczaliśmy dawki 3,2 mg selolu na kilogram
                            masy ciała. To bardzo niewiele jak na możliwości selolu” - dodaje.

                            Najbardziej zaawansowane są prace nad odmianą selolu, która likwiduje białaczki
                            i czerniaka. Jest skuteczniejsza w zwalczaniu nowotworów chemioopornych niż
                            podatnych na chemię. Preparat ten znajduje się już w fazie badań
                            farmakologicznych i farmakokinetycznych.

                            SELOL MA DUŻE MOŻLIWOŚCI – LEKARZE WCIĄŻ NIE

                            Ze względu na znikome rozmiary produkcji i fakt, że jako lek selol nie został
                            jeszcze zarejestrowany, jego stosowanie jest bardzo ograniczone. Na podawanie
                            preparatu decydują się jedynie lekarze z kilku Klinik Onkologicznych, które
                            współpracują z AM. Kliniki te występowały do Komisji Etycznych o zgodę na
                            terapię selolem w wyjątkowych, skrajnych przypadkach choroby nowotworowej.

                            W ocenie
                            • 01.09.06, 10:03
                              Jednym ze sposobów na walkę z rakiem są szczepionki mające zachęcić układ
                              odpornościowy chorego do skuteczniejszego niszczenia złośliwych komórek

                              W ponad 150 ośrodkach na świecie trwają obecnie badania nad szczepionkami m.in.
                              na raka piersi, żołądka, jelita grubego i białaczkę. Duża część tych programów
                              dotyczy również czerniaka.

                              Prototyp takiej szczepionki stworzył w 2004 r. David Berd z Thomas Jefferson
                              University w Filadelfii. Wykorzystał on komórki nowotworowe pobrane od
                              pacjentów. Wszystkie najpierw unieszkodliwiono, by nie dawały przerzutów, a
                              następnie połowę oznaczono chemicznie, by układ odpornościowy mógł je łatwiej
                              rozpoznać.

                              Skuteczność szczepionki sprawdzono na 20 osobach z zaawansowanym czerniakiem.
                              Pozytywną odpowiedź stwierdzono u ośmiu spośród dziesięciu chorych, którzy
                              dostali oznaczone komórki, i sześciu spośród dziesięciu chorych, którym podano
                              komórki nieoznaczone. U jednego z pacjentów guz, który powstał już w wyniku
                              przerzutu, zmalał o połowę. Najprawdopodobniej białe krwinki zachęcone do
                              działania przez szczepionkę wniknęły do niego i zniszczyły większą część jego
                              komórek.

                              źródło pochodzenia Gazeta.pl
                              serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34138,3587712.html
                            • 01.09.06, 11:59
                              nie wkleił sie cały artykuł - poniżej dokończenie

                              W ocenie Suchockiego są duże szanse na wpisanie selolu do oficjalnego katalogu
                              leków. Na przeszkodzie naukowcom stają bariery ekonomiczne. Z uwagi na bardzo
                              niewielkie możliwości finansowe kilkunastu zespołów badawczych w Polsce proces
                              rejestracyjny bardzo się wydłuża. Być może przydałoby się wsparcie ośrodków
                              zagranicznych. „Chcemy jednak zrobić wszystko, aby selol pozostał polskim
                              preparatem” – tłumaczy Suchocki.

                              BARIERY FINANSOWE

                              Polskie firmy farmaceutyczne deklarują zainteresowanie selolem. Jak informuje
                              Suchocki, wymagają jednak dowodów jego skuteczności. „Nie mamy pieniędzy, aby
                              rozpocząć kosztowne badania kliniczne. Walczymy o każdy grosz. Na szczęście
                              selol broni się sam, ratując życie, i nie pozwala, aby instytucje
                              odpowiedzialne za finansowanie badań o nim zapomniały” - pociesza.

                              Badaczom udało się zgromadzić niewielkie sumy. Duże ma tu Fundacja Profilaktyka
                              i Zwalczanie Nowotworów w Radomiu, kierowana przez mgr inż. Mieczysława
                              Grabowskiego. Pomoc jednak jest bardzo niewielka w stosunku do potrzeb - zespół
                              naukowy AM zdobywa zaledwie środki na produkcję selolu do badań.

                              VILCACORA – NADZIEJE ROZBUDZONE

                              Zwolennicy medycyny naturalnej obiecywali już przełom w walce z nowotworami.
                              Miał się on dokonać za sprawą południowoamerykańskiej rośliny o nazwie
                              Vilcacora (Uncaria tomentosa). Walory terapeutyczne tej rośliny od lat stanowią
                              jednak obiekt kontrowersji. Przedstawiciele medycyny niekonwencjonalnej
                              zalecają ją chorym, dając tak potrzebną nadzieję w sytuacjach, kiedy metody
                              chirurgiczne, chemio- i radioterapia zawodzi. Za ich racją przemawiają liczne
                              potwierdzone efekty terapii vilcacorą – efekty pozytywne, wyrażone nie tylko
                              przedłużeniem życia, ale niejednokrotnie całkowitym wyleczeniem. Nie istnieją
                              wszakże żadne badania, ujmujące te efekty w liczbach. Nie prowadzi się
                              statystyk na ten temat. Dlatego medycyna klasyczna prezentuje przeciwstawne
                              stanowisko. Lekarze, którzy nie znajdują podstaw do stosowania
                              niezarejestrowanego preparatu, przepisują go (o ile w ogóle) jedynie w
                              terminalnych stadiach choroby.

                              VILCACORA POD MIKROSKOPEM

                              W Polsce badaniami nad vilcacorą zajmuje się m.in. zespół naukowców Wydziału
                              Biologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem profesora Mieczysława
                              Kurasia. „Badania prowadzone w wielu światowych laboratoriach, w tym w
                              Zakładzie Morfogenezy Roślin UW, zmierzają do ustalenia mechanizmu działania i
                              oceny skuteczności Vilcacory, a także do poznania ewentualnych ubocznych
                              skutków jej stosowania” – mówi Kuraś.

                              Dotychczasowe analizy, wykonane przy współpracy z prof. Gulewiczem z Instytutu
                              Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu pozwoliły na wstępne ustalenie różnych
                              wariantów składu chemicznego preparatów i określenie standardów przygotowania
                              szeregu preparatów o różnym zastosowaniu, w zależności od typu i stadium
                              zaawansowania nowotworu. Stwierdzono zróżnicowane oddziaływanie tych preparatów
                              na komórki rakowe (w stosunku do komórek kontrolnych) oraz immunomodulacyjne
                              ich działanie w zależności od stosowanej koncentracji”.

                              „Należy jednak pamiętać, że od odkrycia substancji biologicznie aktywnej do
                              leku jest bardzo daleka droga” – mówi długoletni współpracownik Kurasia, dr
                              Suchocki.

                              Jak ocenia Kuraś, wyniki laboratoryjne rysują optymistyczne perspektywy
                              wykorzystania preparatów Vilcacory (samej lub w połączeniu z innymi naturalnymi
                              produktami) do badań klinicznych, a w dalszej konsekwencji dla możliwości ich
                              zastosowania w terapii przeciwrakowej. Do tego jednak, aby vilcacora trafiła na
                              listę dostępnych w Polsce leków, potrzeba zintensyfikowania badań oraz większej
                              integracji i wzajemnego zrozumienia środowisk naukowych i lekarskich.

                              UKŁON W STRONĘ NATURY

                              Leki chemiczne nie działają specyficznie na komórki nowotworowe. Doprowadzają
                              do wyniszczenia wszystkich, szczególnie odpornościowych komórek organizmu.
                              Natomiast najnowsze nadzieje, leki nowej generacji, są trudno dostępne ze
                              względu na koszt leczenia. Metody genetyczne czy fotodynamiczne ciągle
                              pozostają w fazie dopracowywania, klinicznych badań i planów. Stąd coraz
                              wyraźniejsza tendencja (także w środowiskach akademickich) powrotu do medycyny
                              naturalnej (niekonwencjonalnej), tak popularnej w USA, w Kanadzie, czy w
                              krajach Europy Zachodniej.

                              W Polsce medycyna naturalna wciąż jeszcze jest na marginesie nauk medycznych.
                              Zdaniem prof. Kurasia, mamy duże braki i zaległości w stosunku do krajów wysoko
                              uprzemysłowionych, gdzie medycyna naturalna zyskała sobie pełną akceptację i
                              jest w pełni skorelowana z klasyczną gałęzią tej nauki.

                              ***

                              Prof. dr hab. Mieczysław Kuraś przyczynił się do pogłębienia wiedzy o
                              naturalnych, cytostatycznych i cytotoksycznych substancjach
                              przeciwnowotworowych. Prowadził badania dotyczące struktury i fizjologii
                              komórki, a szczególnie regulacji podziałów i wzrostu komórek pozostających w
                              bezpośrednim związku z indukcją nowotworów. Zidentyfikował szereg preparatów o
                              bardzo skutecznym działaniu antymitotycznym, które aktualnie testowane są już
                              na nowotworowych liniach komórkowych oraz indukowanych bądź pasażowanych
                              formach nowotworów.

                              Obecnie jego zespół wraz z prof. Alicją Zobel z Uniwersytetu w Peterborough
                              (Kanada) przygotowuje do opatentowania przeciwnowotworowe działanie kumaryny
                              (alfabenzopyronu). Przedmiotem wspólnych analiz i opracowań jest również
                              synergistyczne działanie kilku preparatów w stosunku do mutagennego Taxoteru®.

                              Wyniki tych badań, a przede wszystkim ich użyteczność, obok wybitnych osiągnięć
                              z zakresu strukturalnej determinacji rozwoju roślin oraz wieloletnich sukcesów
                              dydaktycznych, zaowocowały przyznaniem profesorowi Kurasiowi 16 listopada 2005
                              roku Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

                              PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

                              żródło pochodzenia Gazeta.pl - Nauka
                              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead01&news_cat_id=249&news_id=7002&layout=6&forum_id=1933&page=text
    • 01.09.06, 02:24
      • 01.09.06, 10:01
        Doklejam pełny tekst z uwagi , jak wskazano na początku przy założeniu wątku za
        jakis czas ta wiadomośc może byc już niedostępna w sieci.

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3587711.html
        Po raz pierwszy naukowcom udało się zmienić geny komórek układu odpornościowego
        tak, że te podjęły skuteczną walkę z nowotworem
        Zespół badaczy z USA za pomocą inżynierii genetycznej przekształcił komórki
        ludzkiego układu odpornościowego w wyspecjalizowanych zabójców czerniaka -
        jednego z najbardziej złośliwych nowotworów. Zmienione komórki są w stanie
        przetrwać w ludzkim organizmie i zniszczyć duży guz nowotworowy. Szczegóły
        odkrycia publikuje dzisiejsze "Science".

        Najlepszą obroną jest atak

        Organizm człowieka jest bezustannie atakowany przez różnego rodzaju bakterie,
        wirusy, pasożyty czy grzyby. Na szczęście natura wyposażyła nas w wiele
        mechanizmów obrony przed nimi. Pierwszą barierą jest skóra, ale gdy zarazkom
        uda się ją pokonać, do działania przystępuje nasz najważniejszy ochroniarz -
        układ odpornościowy. Czasami musi on jednak stanąć do walki nie tylko z
        intruzami z zewnątrz, ale również ze zbuntowanymi komórkami ciała, w którym
        pracuje - z nowotworem.

        Skąd się biorą komórki nowotworowe? To wciąż zagadka. Wiemy jedynie, że w
        którymś momencie komórki, np. krwi, skóry czy nerki, zamiast dzielić się i
        umierać w wyznaczonym rytmie, zaczynają mnożyć się bez żadnej kontroli,
        formować guzy i - co najgorsze - tworzyć przerzuty.

        Część naukowców jest przekonana, że podczas całego życia człowieka do takiej
        sytuacji dochodzi wiele razy. To, że w większości przypadków z wariujących
        komórek nie rozwija się poważna choroba, to zasługa właśnie układu
        odpornościowego, który jest w stanie je rozpoznać i błyskawicznie zniszczyć.
        Nie zawsze się to jednak udaje. Choroba atakuje wtedy organizm z niszczycielską
        siłą.

        Jednym z pomysłów na walkę z nowotworem jest wzmocnienie układu
        odpornościowego, tak by radził sobie nie tylko wtedy, gdy złośliwych komórek
        jest kilka lub kilkadziesiąt, ale też w sytuacji, gdy choroba jest w
        zaawansowanym stadium.

        Steven Rosenberg z amerykańskiego National Cancer Institute jest jednym z
        pierwszych, którzy teorię postanowili wcielić w życie.

        Nowa kasta wojowników

        Rosenberg wraz z zespołem skupił się na tzw. limfocytach typu T - jednym z
        kluczowych elementów układu odpornościowego. To one rozpoznają i atakują obce
        dla naszego organizmu komórki, w tym także te nowotworowe.

        Uczeni postanowili wykorzystać naturalne zdolności limfocytów do tworzenia
        nowej kasty swoistych antyrakowych wojowników, którzy będą w stanie szybko
        zlokalizować i zniszczyć złośliwe komórki.

        Na powierzchni każdego limfocytu T znajdują się receptory - białka rozpoznające
        tzw. antygeny, cząsteczki obecne na komórkach - także nowotworowych. Od
        materiału genetycznego danego limfocytu zależy, jaki typ antygenu rozpoznają
        jego receptory. Tak więc niektóre limfocyty T zawierają geny, które umożliwiają
        im przyczepianie się do komórek czerniaka, inne z kolei są w stanie rozpoznawać
        komórki raka płuc czy piersi.

        Ocaleni przez wirusy

        Rosenberg pobrał pewną liczbę limfocytów T z organizmów 17 osób chorych na
        zaawansowanego (dającego już przerzuty) czerniaka. Następnie za pomocą wirusów
        wprowadził do nich geny odpowiedzialne za tworzenie się receptorów
        rozpoznających czerniaka.

        Używając tych "zbrojonych" komórek, naukowcy starali się nakierować układ
        odpornościowy pacjentów na wzmożoną walkę z nowotworem.

        Okazało się, że ulepszone przez badaczy limfocyty na dobre zadomowiły się w
        organizmach 15 pacjentów. W ciągu dwóch miesięcy od rozpoczęcia leczenia
        zmienione komórki stanowiły już 10 proc. wszystkich limfocytów T krążących we
        krwi chorych.

        Szczególnie dobrze na pionierską terapię zareagowało dwóch mężczyzn (w ich krwi
        było najwięcej nowych limfocytów). Guzy znikły, a po półtora roku oficjalnie
        uznano ich za zdrowych. Naukowcy szukają teraz sposobu na to, by tak wspaniałe
        wyniki leczenia udało się osiągnąć większości chorych.

        - Po raz pierwszy pokazaliśmy, że manipulując genami limfocytów, można
        zahamować, a nawet cofnąć rozwój guza nowotworowego u ludzi - podsumowuje swoje
        badania Rosenberg. Naukowiec jest przekonany, że będzie w stanie wyprodukować
        limfocyty zdolne atakować również komórki np. raka piersi, płuc czy wątroby. -
        Już zidentyfikowaliśmy receptory odpowiedzialne za ich rozpoznawanie - dodaje
        amerykański uczony.

        oraz jeszcze serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3588293.html

        Mamy nową broń na choroby nowotworowe - ogłosili w dzisiejszym "Science"
        naukowcy z USA. Udowodnili, że manipulując ludzkimi genami, można zniszczyć
        rozwijający się w organizmie złośliwy guz. To pierwszy taki przypadek w
        historii.
        Zespół badaczy kierowany przez Stevena Rosenberga z amerykańskiego Narodowego
        Instytutu Raka zajął się czerniakiem - jednym z najgroźniejszych nowotworów (w
        Polsce czerniak atakuje prawie 2 tys. osób rocznie, umiera ok. tysiąca).

        Rosenbergowi udało się przekształcić komórki układu odpornościowego w zabójców
        wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu i atakowaniu czerniaka. Dwóch z leczonej
        nowatorską metodą grupy pacjentów pomimo zaawansowanego stadium choroby i
        obecności przerzutów wróciło całkowicie do zdrowia. To nie koniec. Badacze
        zapowiadają, że są na dobrej drodze do stworzenia antyrakowych wojowników
        potrafiących skutecznie walczyć również z innymi nowotworami: rakiem płuca,
        piersi czy wątroby.

        - Od lat liczymy, że terapia genowa zadziała. Wygląda na to, że tym razem
        rzeczywiście się udało - powiedział "Gazecie" prof. Andrzej Mackiewiecz,
        czołowy polski specjalista zajmujący się czerniakiem. - Jednak na otrąbienie
        zwycięstwa nad rakiem jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Musimy poczekać, aż
        inni powtórzą wyniki badań Rosenberga i większa liczba chorych odpowie na
        leczenie.

        źródło pochodzenia Gazeta.pl
        • 01.09.06, 11:47
          W uzupełnieniu tego wątku jeszcze z portalu Onet.pl

          Sensacyjne doniesienie ws. terapii genowej
          Świat obiegło sensacyjne doniesienie - terapia genowa uwolniła od złośliwego
          nowotworu dwóch pacjentów, którym konwencjonalne metody leczenia nie dawały
          szans.
          O tym sukcesie poinformował w najnowszym wydaniu pisma "Science" dr Steve
          Rosenberg z amerykańskiego Narodowego Instytutu Raka.

          Dwaj mężczyźni nie zmarli na czerniaka dzięki nowatorskiej metodzie leczenia,
          polegającej na wykorzystaniu genetycznie zmodyfikowanych wersji ich własnych
          komórek - krwinek białych. Naukowcy przestrzegają przed nadmiernym optymizmem -
          Mark Oringer i Thomas M. byli jedynymi z grupy 17 pacjentów, u których ta
          terapia genetyczna poskutkowała w stu procentach; u pozostałych zaobserwowano
          zmniejszenie się guzów.

          Niemniej jednak - jak powiedział dyrektor Instytutu dr John Niederhuber -
          pojawiła się szansa nowatorskiego leczenia czerniaka, a w przyszłości zapewne
          innych złośliwych nowotworów - piersi, odbytnicy, płuc, wątroby. Doktor
          Rosenberg podkreślił, że inżynierię genetyczną udało się wykorzystać w leczeniu
          po raz pierwszy.

          Zespół doktora Rosenberga wykorzystał do walki z rakiem układ odpornościowy
          pacjentów; dzięki genetycznym modyfikacjom ich krwinki białe uzyskały większe
          zdolności rozpoznawania i likwidowania guzów.

          Wkrótce mają się rozpocząć próby kliniczne z pacjentami, chorymi na inne
          rodzaje raka. Dr Rosenberg na razie nie ujawnia, jaki konkretnie nowotwór
          zamierza zaatakować.

          57-letni Mark Origer, jeden z dwóch całkowicie wyleczonych pacjentów,
          opowiedział o swoich doświadczeniach brytyjskiemu dziennikowi "Telegraph"
          (wydanie piątkowe). Przed tygodniem lekarze przekazali mu najlepszą z możliwych
          wiadomości - jego organizm jest absolutnie wolny od raka. A miał czerniaka, i
          to z przerzutami na wątrobę.

          Terapię genową rozpoczęto u niego w grudniu 2004 roku, po fiasku chemoterapii i
          leczenia operacyjnego; w styczniu 2005 roku jego guzy zmniejszyły się o połowę.
          We wrześniu uczestniczył w ślubie córki.

          U Marka Origera i Thomasa M. choroba nie powróciła od 18 miesięcy.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1379340,16,item.html
    • 02.09.06, 07:48
      W ciągu najbliższych lat pojawią się nowe szczepionki, które będą miały wpływ
      na poprawę naszego zdrowia. Są to szczepionki m.in. przeciwko nowotworom płuc i
      prostaty.
      Naukowcy apelują, by korzystać z takiej formy profilaktyki zdrowotnej.

      "W przygotowaniu są szczepionki przeciwko rakowi płuc, prostaty. Będą to bardzo
      drogie szczepionki. Jednak jeśli nie zapłacimy tej ceny, szczepionek nie
      będzie" - podkreślił podczas piątkowej konferencji prasowej w Warszawie ekspert
      ds. szczepień w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) prof. Heinz-Josef Schmitt.
      Według niego, jednym ze sposobów na pokrycie kosztów produkcji nowych
      szczepionek mogą być dotacje rządowe.

      "Szczepienia ochronne umożliwiają całkowite wyeliminowanie chorób - tak, jak
      było w przypadku ospy prawdziwej czy obecnie z chorobą Heinego-Medina. Poza tym
      bardzo redukują liczbę powikłań i zgonów oraz powodują oszczędności dla systemu
      ochrony zdrowia i dla społeczeństwa" - zaznaczył Schmitt. Zaleca on np.
      szczepienie się przeciwko krztuścowi co 10 lat.

      Zdaniem prof. Jacka Wysockiego z Akademii Medycznej w Poznaniu, szczepieniom
      przeciwko grypie szczególnie powinny poddawać się dzieci i osoby starsze.
      Według niego, u znacznej części społeczeństwa funkcjonuje mit, że szczepienie
      to powinno chronić przed każdym przeziębieniem i że uodporniać należy przede
      wszystkim osoby pracujące.

      "Konieczne jest upowszechnienie wiedzy na temat grup szczególnego ryzyka
      powikłań grypowych, a także zwrócenie uwagi na fakt, że szczepienia można
      prowadzić w okresie od września do grudnia, a jeśli szczepionka jest dostępna,
      także w styczniu" -powiedział prof. Wysocki.

      Prof. Claude Hannoun z paryskiego Instytutu Pasteura podkreślał, że szczepienie
      przeciwko grypie zapobiega samej chorobie, ciężkiemu jej przebiegowi oraz
      niektórym jej powikłaniom, np. zapaleniu płuc.

      Obecnie w Polsce odbywają się szczepienia: obowiązkowe dzieci i młodzieży
      (uporządkowane według wieku), obowiązkowe dla osób narażonych w sposób
      szczególny na zakażenie (np. personelu medycznego) - finansowane z budżetu
      Ministerstwa Zdrowia oraz szczepienia zalecane, których koszty pokrywają osoby
      zaszczepiające się.

      Zdaniem prof. Wysockiego, w Polsce szczególnie zalecane są szczepienia
      przeciwko m.in. wirusowemu zapaleniu wątroby typu A, grypie, ospie wietrznej
      czy odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1379611,16,1,0,120,686,item.html
      • 02.09.06, 14:13
        Jak lek na raka pomaga wirusowi zwalczać guzy mózgu
        Lek stosowany w chemioterapii nowotworów pomaga zmienionemu wirusowi opryszczki
        niszczyć nieuleczalne obecnie guzy mózgu - zaobserwowali badacze amerykańscy.
        Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Proceedings of the National Academy of
        Sciences".

        W ostatniej dekadzie pojawiło się kilka eksperymentalnych metod leczenia raka
        wykorzystujących zmodyfikowane wirusy. Testy wirusowych terapii raka prowadzone
        np. na pacjentach z rakiem trzustki czy płuc wykazały, że są one bezpieczne.
        Zdaniem autorów najnowszej pracy, bezpieczeństwo to wynika m.in. z faktu, że
        wirusy w nich wykorzystywane są bardzo osłabione i pozbawione własności
        chorobotwórczych. Z drugiej strony, te właśnie cechy mogą zagrozić skuteczności
        terapii. Przykładem jest tu użycie zmodyfikowanego wirusa opryszczki w terapii
        nieuleczalnych obecnie u ludzi guzów mózgu. Wirus przechodzi obecnie intensywne
        testy na zwierzętach. Jest on wstrzykiwany bezpośrednio do guza, gdzie wnika
        wyłącznie do komórek nowotworowych i niszczy je. Badania wykazały jednak, że w
        kilku godzin później do guza napływają komórki odporności predysponowane do
        walki z infekcjami. Zwalczając wirusa komórki te obniżają skuteczność terapii.

        Teraz okazuje się, że lek od lat stosowany w chemioterapii raka - cyklofosamid
        może na krótko osłabić aktywność tych komórek, a przez to dać wirusowi szansę
        na powielenie się i zniszczenie większego fragmentu guza.

        Najnowsze badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Stanu Ohio.
        Analizowali oni wycinki z mózgów szczurów, którym z powodu guza wstrzykiwano
        leczniczego wirusa. Część gryzoni otrzymała jednocześnie cyklofosfamid.

        Jak zaobserwowali naukowcy, już w 6 godzin po zastrzyku do guza zaczęły
        wędrować liczne komórki odporności stanowiące pierwszą linię obrony przed
        infekcjami - tzw. naturalni zabójcy (komórki NK) i makrofagi oraz komórek
        odporności tkanki nerwowej - tzw. mikrogleju.

        W rezultacie, w miejscu guza liczba makrofagów na przykład uległa potrojeniu.
        Zupełnie inaczej było u zwierząt, którym podano cyklofosfamid - liczba
        makrofagów wzrosła u nich tylko o połowę.

        Jak wykazały dalsze doświadczenia, cyklofosfamid działa hamując w komórkach
        odporności produkcję związku sygnałowego o nazwie interferon gamma (IFN gamma),
        którego rolą jest "przyciąganie" komórek odporności do miejsca infekcji.

        W mózgach szczurów, którym wstrzykiwano wirusa, ale nie podawano cyklofosfamidu
        poziom IFN gamma rósł 10-krotnie po 6 godzinach i 120-krotnie po 72 godzinach.
        Natomiast zwierzęta, którym podano lek miały tylko niewielki wzrost stężenia
        IFN gamma z mózgu.

        Badacze wykazali też, że w guzach mózgu u myszy niezdolnych do wytwarzania IFN
        gamma leczniczy wirus powielał się znacznie skuteczniej, niż w u zwykłych myszy.

        "Nasze badania wykazały, że z użyciem cyklofosfamidu możemy zahamować działanie
        wcześnie reagujących na infekcje komórek odporności, a przez to poprawić
        zdolność wirusa HSV do niszczenia guzów mózgu" - komentuje prowadzący badania
        prof. Antonio Chiocca.

        Dzięki tej metodzie, można będzie zablokować wybrane komórki odporności na
        bardzo krótki okres czasu, bez potrzeby stosowania ogólnej immunosupresji.

        Jak zaznaczają autorzy pracy, póki co wirus i lek nie mogą być jednak stosowane
        u pacjentów.

        Zanim do tego dojdzie metoda ta wymaga jeszcze dopracowania, a później będzie
        jeszcze musiała przejść kliniczne testy oceniające jej bezpieczeństwo i
        skuteczność.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1379280,16,1,0,120,686,item.html
        • 03.09.06, 13:45
          Osoby narażone na regularny kontakt z ołowiem, np. w pracy, mają o 50 proc.
          większe ryzyko zgonu z powodu guza mózgu - informują naukowcy z USA na łamach
          pisma "International Journal of Cancer".
          Do takich wniosków doszli badacze z University of Rochester, którzy
          wykorzystali dane na temat przyczyn zgonu oraz ekspozycji na ołów związanej z
          wykonywanym zawodem wśród 317 968 osób, które w latach 1979-81 dostarczyły
          informacji o miejscu zatrudnienia do Amerykańskiego Biura ds. Spisu Ludności.

          Każdy zawód oceniano pod względem prawdopodobieństwa kontaktu z ołowiem oraz
          intensywności tego kontaktu. Na przykład, osoby obsługujące stacje benzynowe w
          latach 70. i wczesnych latach 80., gdy stosowano jeszcze benzynę z ołowiem,
          zaliczono do grupy o wysokim ryzyku narażenia na ten metal, ale ich bezpośredni
          kontakt z ołowiem oceniono na średni. Za zawody o potencjalnie największym
          kontakcie z ołowiem uznano malarzy, ze względu na obecność tego pierwiastka w
          farbach oraz mechaników samochodowych, narażonych na niego podczas spawania,
          naprawy chłodnic, kontaktu z bateriami akumulatorowymi, ze smarami i farbami.

          W ciągu 9 lat naukowcy odnotowali w badanej grupie 119 przypadków zgonu z
          powodu guza mózgu. Analiza ujawniła, że osoby najbardziej narażone w pracy na
          kontakt z ołowiem miały o 50 proc. większe ryzyko zgonu z tej przyczyny niż
          osoby nie mające styczności z tym pierwiastkiem.

          Naukowcy ciągle za mało wiedzą na temat przyczyn rozwoju guzów mózgu, a jedynym
          dobrze udokumentowanym czynnikiem ryzyka tych nowotworów jest promieniowanie,
          przypomina prowadzący badania dr Edwin van Wijngaarden. "Dlatego badania tego
          rodzaju są tak ważne, nawet jeśli pozwolą zrozumieć przyczyny tylko 1-2 proc.
          wszystkich przypadków nowotworów mózgu" - podkreśla badacz.

          Naukowcy od lat podejrzewają, że ołów jest pierwiastkiem rakotwórczym, zdolnym
          pokonywać barierę krew-mózg, przypomina. Dlatego tkanka nerwowa mózgu może być
          szczególnie wrażliwa na jego toksyczne działanie.

          Ostatnio prace nad toksycznością ołowiu dotyczą głównie dzieci. Obecnie
          naukowcy wiedzą już, że kontakt z ołowiem może u młodych osób wywoływać ostre
          choroby i zaburzenia zachowania, ale ciągle za mało wiadomo na temat odległych
          skutków działania tego pierwiastka, podkreśla dr van Wijngaarden.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1379306,16,1,0,120,686,item.html
          • 04.09.06, 11:11
            Zawarte w nasieniu prostaglandyny mogą pobudzać wzrost nowotworów szyjki
            macicy - informuje "Journal of Endocrinology and Human Reproduction".
            Prostaglandyny występują w naturalnych warunkach w komórkach wyściełających
            wnętrze macicy - biorą one udział w cyklicznych procesach regulacyjnych.
            Stężenie prostaglandyn w nasieniu jest jednak 1000 razy wyższe.

            Jak wynika z badań naukowców z Medical Research Council, wysoki poziom
            prostaglandyn pobudza wzrost nowotworów - ich komórki mają na powierzchni
            receptory dla prostaglandyn. Zdaniem autorów badań, partnerzy kobiet chorych na
            te nowotwory (lub nimi zagrożonych) powinni używać prezerwatyw. Z drugiej
            strony - leki blokujące działanie prostaglandyn mogłyby się okazać skuteczne w
            leczeniu nowotworów.

            Komentujący artykuł eksperci zauważają, że w przypadku zagrożonych rakiem
            kobiet ważniejsze jest regularne wykonywanie badań wymazów z szyjki macicy niż
            zabezpieczanie się przed nasieniem.

            Najczęstsza przyczyna raka szyjki macicy to wirus ludzkiego brodawczaka,
            przenoszący się drogą płciową. Nowotwór ten należy do najczęstszych wśród
            kobiet poniżej 35. roku życia.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1379946,16,1,0,120,686,item.html
            • 08.09.06, 20:34
              Trzy geny, których mutacje są odpowiedzialne za rozwój niektórych typów raka
              piersi, zidentyfikował zespół prof. Jana Lubińskiego z Międzynarodowego Centrum
              Nowotworów Dziedzicznych Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
              Wyniki swoich badań naukowcy zaprezentowali na odbywającej się w poniedziałek w
              Lund (Szwecja) konferencji naukowej, poświęconej wykrywaniu raka piersi.

              Jak wyjaśnił PAP Gronwald, zidentyfikowanie tych genów stanowi ogromny przełom,
              ponieważ pozwala wykryć predyspozycje do zachorowania na raka piersi u kobiet,
              w których rodzinie nie było przypadków tej choroby.
              "Część nowotworów jest uwarunkowana genetycznie. Wśród nich mogą być takie,
              które są uwarunkowane jednogenowo lub wielogenowo. Jeżeli mamy do czynienia z
              uwarunkowaniem jednogenowym, zmiana w obrębie jednego genu sprawia, że ryzyko
              wystąpienia choroby jest bardzo wysokie. Natomiast w przypadku uwarunkowań
              wielogenowych zmiana w jednym genie w bardzo małym stopniu podnosi ryzyko
              zachorowania, potrzebne są zmiany w konkretnej kombinacji genów" - tłumaczył
              Gronwald.

              W związku z tym w rodzinie osoby, która ma predyspozycje do zachorowania na
              raka piersi, zakodowane w trzech genach, mogło nie być przypadków tej choroby.
              Dzieje się tak dlatego, że część zmutowanych genów odziedziczyła ona po jednym
              z rodziców, resztę po drugim.

              "Osoby, u których wywiad rodzinny wskazuje na skłonność do raka piersi, objęte
              są dodatkową profilaktyką. Częściej muszą się badać pod tym kątem. Dzięki
              odkryciu kombinacji trzech genów, odpowiedzialnych za skłonność do rozwoju
              nowotworu, będzie można zidentyfikować także te pacjentki, u których ryzyko
              jest wysokie, ale wywiad rodzinny na to nie wskazuje" - podkreślił lekarz.

              Do odkrycia doszło dzięki badaniom kilkunastu wyselekcjonowanych genów u około
              2 tys. kobiet z rakami piersi i 3 tys. zdrowych osób z grupy kontrolnej.
              Wykazały one, że nagromadzenie u jednej osoby kilku szczególnych zmian niskiego
              ryzyka w genach BRCA2, CHEK 2 i/lub CY1B1 związane jest z wysokim, sięgającym
              30 proc. ryzykiem zachorowania na raka piersi.

              "Zidentyfikowane układy genetyczne występują w Polsce u około 100 tys. kobiet i
              są one przyczyną ponad 2 proc. wszystkich zachorowań na raka piersi (kilkaset
              przypadków rocznie). Około 40 proc. tych raków rozwija się w młodym wieku" -
              poinformował Gronwald.

              Dodał, że w przyszłości będą prowadzone badania nad zidentyfikowaniem innych
              kombinacji genów, odpowiedzialnych za ryzyko rozwoju innych typów raka piersi,
              a także np. raka jajników.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1399653,16,1,0,120,686,item.html
              • 09.09.06, 10:33
                Prawie 10 proc. kobiet może zachorować na raka piersi w ciągu swojego życia. Co
                roku w Polsce umiera z tego powodu ok. 5 tys. pacjentek.
                Wczesne wykrycie choroby daje dużą szansę całkowitego wyleczenia - przypomniał
                w czwartek mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii, dr hab.
                Tadeusz Pieńkowski na konferencji prasowej w Warszawie.

                Według przedstawionych na konferencji danych WHO, każdego roku w krajach
                rozwiniętych wykrywa się 580 tys. nowych przypadków nowotworów piersi, ok. 370
                pacjentek umiera z tego powodu. W Polsce rak piersi jest najczęstszym
                nowotworem złośliwym u kobiet i najczęstszą przyczyną zgonów z powodu
                nowotworów w naszym kraju. Na raka sutka mogą chorować także mężczyźni, chociaż
                takich przypadków jest sto razy mniej niż zachorowań kobiet. "Wszystkie kobiety
                powinny poddawać się regularnie badaniom. Połowa pacjentek we wczesnym stadium
                raka piersi może być wyleczona dzięki szybkiemu zastosowaniu leczenia" -
                powiedziała prowadząca konferencję dr Barbara Czerska z Polskiego Towarzystwa
                do Badań nad Rakiem Piersi.

                Wczesne leczenie, jak podkreślają onkolodzy, ma kluczowe znaczenie, ponieważ
                nie jest możliwe całkowite wyleczenie już rozwiniętej choroby. Tylko nieliczne
                znane leki są w stanie przedłużyć życie osoby z zaawansowanym nowotworem piersi.

                Najczęściej leczy się raka piersi przez chirurgiczne usunięcie guza w
                połączeniu z naświetlaniem lub chemioterapią. W przypadku niektórych rodzajów
                raka skuteczna jest też terapia hormonalna.

                Aby odpowiednio wcześnie wykryć nowotwór, wszystkim kobietom po 20 roku życia
                zalecane jest badanie lekarskie piersi co trzy lata. Po ukończeniu 40 roku
                życia należy co dwa lata wykonywać badania mammografem, po ukończeniu 50 lat -
                co roku. Bezpłatna mammografia przysługuje w Polsce każdej kobiecie,
                niezależnie od wieku, co dwa lata.

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1400101,16,1,0,120,686,item.html
                • 12.09.06, 07:37
                  Jedzenie mandarynek może zmniejszać ryzyko raka wątroby i innych poważnych
                  chorób - wynika z japońskich badań.
                  Jak wykazało przeprowadzone na 1073 osobach badanie w japońskim mieście
                  Mikkabi, jedzenie mandarynek poprawiło wskaźniki związane z ryzykiem miażdżycy
                  i cukrzycy typu II.

                  Z kolei naukowcy z uniwersytetu w Kioto badali 30 pacjentów z przewlekłym
                  wirusowym zapaleniem wątroby, którzy przez rok codziennie pili sok
                  mandarynkowy. W tym czasie żaden z nich nie zachorował na raka. Natomiast w
                  kontrolnej, niepijącej soku grupie 45 osób zachorowało 8,9 procenta pacjentów.
                  Działanie ochronne mają przede wszystkim zawarte w tych owocach karotenoidy,
                  którym zawdzięczają swój mandarynkowy kolor. Planowana jest dalsza obserwacja
                  pacjentów z Kioto, a także przeprowadzenie badań na większej grupie pacjentów.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1401378,16,1,0,120,686,item.html
                  • 13.09.06, 10:40
                    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
                    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
                    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

                    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
                    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
                    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
                    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
                    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
                    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

                    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
                    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
                    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
                    zdiagnozowany.

                    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
                    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
                    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
                    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
                    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

                    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
                    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
                    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

                    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
                    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
                    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
                    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
                    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

                    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
                    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
                    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
                    opowiadała Świerczyńska.

                    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
                    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
                    chłonnych.

                    Rozpowszechnienie wiedzy o chłoniaku, jego objawach i sposobach leczenia, to
                    cele kampanii społecznej "Chłoniak - nowotwór, który można pokonać. Zbadaj
                    się!". W piątek przypada Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach.

                    Kampanię przygotowało Stowarzyszenie Wspierające Chorych na Chłoniaki "Sowie
                    Oczy" grupujące osoby chore, ozdrowieńców, oraz ich rodziny i bliskich.
                    Chłoniaki to grupa nowotworów układu limfatycznego. Rozróżnia się dwa typy
                    zachorowań: chłoniaki Hodgkina (ziarnica), oraz chłoniaki nieziarnicze. W
                    Polsce zapada na tę chorobę co roku 8 tys. osób, według danych Światowej
                    Organizacji Zdrowia zachorowalność rośnie o 4 proc. rośnie.

                    Jak mówi prof. Andrzej Lange, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Transplantacji
                    Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, współcześnie chłoniaki są
                    wyleczalne. Ważne jest jednak, aby pacjent został szybko i prawidłowo
                    zdiagnozowany.

                    "Pamiętam, jako młody lekarz miałem pacjentkę, 16-letnią dziewczynę. Miała ona
                    objawy - płyn w płucach, duszności. Okazało się, że była to ziarnica. Wtedy
                    oznaczało to szybkie rozstanie się z życiem. Teraz, po 30 latach, taka diagnoza
                    nie jest już równoznaczna z wyrokiem śmierci. Co więcej, ziarnica złośliwa jest
                    prototypem uleczalności nowotworów" - powiedział we wtorek Lange.

                    Jak zaznaczył lekarz, wpływ na wzrost zachorowalności na chłoniaki ma
                    pojawienie się wirusów osłabiających odporność, z wirusem HIV na czele, oraz
                    innych czynników sprzyjających, środków ochrony roślin, oraz farb do włosów.

                    Objawy towarzyszące rozwojowi chłoniaków, to powiększone węzły chłonne,
                    gorączka i nocne pocenie się, osłabienie, spadek wady i świąd. Organizatorzy
                    kampanii apelują, aby każdy, kto wykrył u siebie podobne symptomy, szybko
                    zgłosił się do lekarza. Przykładem źle diagnozowanej osoby jest Marta
                    Świerczyńska ze stowarzyszenia "Sowie Oczy".

                    "Na początku leczono mnie na grzybicę i gronkowca. To zostało zaleczone, ale
                    choroba rozwijała się dalej. Byłam w ciąży, gdy chłoniaka wykrył u mnie
                    ginekolog. Przyjęłam chemię, urodziła zdrowe dziecko i dokończyłam terapię" -
                    opowiadała Świerczyńska.

                    Stowarzyszenie przyjęło nazwę "Sowie Oczy", ponieważ jest to potoczna nazwa
                    jakiej histopatolodzy używają do określenia komórek ziarniczych w węzłach
                    chłonnych.

                    źródło pochodzenia Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1401875,16,1,0,120,686,item.html
                    • 16.09.06, 09:55
                      Onkolodzy: Chłoniak jest groźny, bo mało znany
                      15 września - Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach
                      Objawy chłoniaka są mało charakterystyczne, a poziom wiedzy na jego temat -
                      niski. Dlatego wiele osób dowiaduje się, że ma nowotwór zbyt późno, aby można
                      je było uratować - alarmują onkolodzy. Jak informuje kierownik Kliniki
                      Nowotworów Układu Chłonnego Centrum Onkologii w Warszawie dr Janusz Meder,
                      chłoniaki to grupa nowotworów występujących coraz częściej; w Polsce rejestruje
                      się co roku 6 tys. nowych zachorowań.

                      Niestety, jak podkreśla onkolog, objawy chłoniaka mogą przypominać objawy
                      innych, mniej groźnych chorób: to powiększone węzły chłonne, zmęczenie i
                      duszności po wysiłku, utrata wagi. "Może wystąpić podwyższona temperatura
                      ciała, obfite pocenie się, zwłaszcza w nocy, swędzenie skóry" - tłumaczy Meder.
                      Dlatego zanim rozpoznany zostanie nowotwór, wielu pacjentów leczonych jest na
                      infekcje. Specjalista podkreśla, że jeżeli takie objawy utrzymują się przez
                      dwa, trzy tygodnie, a antybiotyki nie pomagają, pacjent sam powinien zgłosić
                      się do onkologa.

                      "Aby zweryfikować podejrzenie chłoniaka, trzeba wykonać rentgen klatki
                      piersiowej i zbadać stan węzłów chłonnych w śródpiersiu. Potrzebna jest też
                      morfologia krwi i USG jamy brzusznej" - mówi Meder. Jak zaznacza, konieczne
                      jest indywidualne ustalenie strategii dalszych badań w specjalistycznym ośrodku
                      onkologicznym, których w kraju jest stosunkowo dużo.

                      "Tam już są odpowiednie standardy postępowania. Lekarze rozpoczynają stawianie
                      diagnozy od wycięcia węzła chłonnego i zbadania go, aby ustalić rodzaj
                      chłoniaka. Od tego zależy dalsze diagnozowanie i leczenie" - mówi lekarz.
                      Diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, a leczenie należy rozpocząć
                      natychmiast. Jak ostrzega onkolog, niektóre rodzaje chłoniaka, nie leczone,
                      mogą doprowadzić do śmierci chorego w ciągu kilku miesięcy.

                      Jak podkreśla prezes Stowarzyszenia Wspierającego Chorych na Chłoniaki "Sowie
                      Oczy" Paweł Moszumański, diagnoza chłoniaka nie jest wyrokiem. "To choroba,
                      przez którą można przejść i wyzdrowieć. Chcemy, żeby ludzie nie bali się badać,
                      nie lekceważyli niepokojących objawów" - tłumaczy.

                      Moszumański zdradza, że sam wygrał walkę z chłoniakiem. Zanim się dowiedział,
                      na co jest chory, wcale nie łączył swoich dolegliwości z ewentualnym nowotworem.

                      "Cieszyłem się, że chudnę. Żona zawsze mi powtarzała, że mam za dużo ciała.
                      Pociłem się w nocy, ale mnie to nie martwiło; bo była zima i mieszkanie mocno
                      ogrzewano. Swędzenie? To pewnie mydło. Wszystko można sobie wytłumaczyć" -
                      opowiada.

                      Kiedy jednak wystąpiły dodatkowe objawy - kaszel i gorączka - zgłosił się do
                      lekarza. Ten zaczął go leczyć na zapalenie górnych dróg oddechowych. Kuracja
                      nie skutkowała, ale przyczyny dalej nie można było odkryć. "Podejrzenie
                      chłoniaka pojawiło się dopiero kiedy zacząłem pluć krwią" - relacjonował
                      Moszumański.

                      Dlatego, jak mówi, założył stowarzyszenie, które działa od roku - wspiera
                      chorych na chłoniaki i prowadzi kampanie informacyjne mające na celu poprawę
                      stanu wiedzy społeczeństwa na temat tej choroby.

                      PAP - Nauka w Polsce, Urszula Jabłońska

                      źródło pochodzenia Nauka w Polsce
                      www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=12897&layout=12&forum_id=4941&page=text
    • 16.09.06, 15:33
      Wiązka fotonów, precyzyjnie nakierowana na nowotwór, przenika przez skórę i
      niszczy raka nie naruszając zdrowych komórek.
      O najnowocześniejszych osiągnięciach fizyki jądrowej wspomagających medycynę
      mówił w sobotę w Warszawie dr hab. Zygmunt Szeliński z wydziału fizyki
      Uniwersytetu Warszawskiego.

      Jak podkreślił ekspert podczas wykładu wygłoszonego w ramach X Festiwalu Nauki,
      stosowanie w medycynie akceleratorów ciężkich jonów, a zwłaszcza jonów węgla,
      to przyszłość onkologii.
      W Polsce terapię akceleratorową stosuje obecnie 80 ośrodków w całym kraju;
      przechodzi ją rocznie około 50 tys. pacjentów. Stosowane są tam jednak
      akceleratory elektronowe. "Urządzenia te kierują wiązkę elektronów przez skórę
      pacjenta do tkanki nowotworowej. Niestety, wadą tej metody jest silne
      naświetlenie, a tym samym zniszczenie obszaru zdrowej tkanki w kanale
      wejściowym wiązki i znaczne naświetlenie obszaru za nowotworem" - wyjaśnia
      Szeliński.

      Jak tłumaczy, w przypadku nowotworów ulokowanych z dala od znaczących organów -
      jak nowotwory płuc - nie stanowi to problemu. Jednak przy nowotworach głowy,
      szyi lub prostaty terapia ta może wywołać tak znaczne skutki uboczne, że
      niekiedy jest wręcz wykluczona.

      "Inaczej wygląda sytuacja w przypadku zastosowania akceleratorów ciężkich
      jonów, a zwłaszcza jonów węgla. Dzięki temu osiąga się bardzo dobre rezultaty
      terapeutyczne" - podkreślił Szeliński. Jak wyjaśnił, nowotwór jest wówczas
      naświetlany jonami o ładunku dodatnim, które są masywniejsze od elektronów. Co
      ważne, tzw. depozyt dawki jest najmniejszy przy powierzchni skóry, po czym
      rośnie - w miarę, jak wyhamowujące cząstki tracą energię.

      "Obecnie potrafimy już sterować wiązką fotonów tak precyzyjnie, że
      promieniowanie dociera wyłącznie do obszaru nowotworu, bez naruszania zdrowych
      komórek. Nowoczesna technologia pozwala nawet na skorelowanie pracy komputerów,
      sterujących polem magnetycznym, z ruchami towarzyszącymi oddychaniu" - zapewnia
      Szeliński.

      Najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej pozwalają niszczyć nowotwory, nie
      uszkadzając nerwów. Przy nowotworach mózgu terapia hydronowa - ciężkimi jonami -
      może być alternatywą dla metod klasycznych, w tym chirurgii. Co istotne dla
      pacjenta, pozwala ona na zredukowanie liczby naświetlań średnio z 20 (przy
      klasycznych akceleratorach elektronowych) nawet do pięciu.

      Terapię protonami i jonami węgla prowadzi już kilka ośrodków onkologicznych na
      świecie. Wiodącą pozycję zajmuje pod tym względem Japonia, gdzie onkologia
      rozwinęła się po atakach na Hiroshimę i Nagasaki. W Europie również realizowany
      jest program budowy sieci akceleratorów klinicznych nowego typu, np. działa już
      ośrodek w Darmstadt w Niemczech. Eksperymentalną terapię i badania o
      charakterze ogólnym prowadzą tam również polscy fizycy.

      Do końca 2007 roku mają powstać akceleratory jonowe w Heidelbergu (Niemcy) i w
      Pavii (Włochy), w 2009 roku ma skończyć się budowa akceleratora w Wiedniu
      (Austria), a rok później - w Lyonie (Francja); finalizowany jest projekt
      ośrodka w Sztokholmie (Szwecja).

      Według Szelińskiego, doświadczenia ośrodków pilotażowych na świecie dowodzą
      ogromnej skuteczności tego rodzaju terapii. "Polscy fizycy i lekarze są już
      gotowi do obsługi nowoczesnych ośrodków terapii nowotworów" - deklaruje
      Szeliński.

      "Mamy też gotową technologię. Średni czas budowy akceleratora i kliniki
      onkologicznej wynosi pięć lat; koszt to ok. 300 milionów złotych" - szacuje
      naukowiec. Jak podkreśla, eksploatacja takiego ośrodka jest wprawdzie bardzo
      droga, a koszt budowy niemały, ale warto rozważyć zalety tej
      inwestycji. "Decyzja o tym, czy Polacy będą mieli dostęp do
      najnowocześniejszych metod walki z nowotworami leży w gestii parlamentu. Na
      razie polscy eksperci pracują za granicą" - podsumowuje fizyk.

      Warszawskie spotkania z nauką obejmą ponad 500 imprez. Do 24 września ponad 100
      naukowców zaprezentuje warszawiakom swoje dokonania i zainteresowania badawcze.
      Wykłady, pokazy, warsztaty i prezentacje odbędą się nie tylko w laboratoriach i
      aulach wyższych uczelni lub instytutów naukowych, ale również w muzeach,
      parkach, obserwatoriach i pod gołym niebem.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1404056,16,1,0,120,686,item.html
      • 27.09.06, 11:38
        Przebycie przez mężczyznę rzeżączki, bakteryjnej choroby wenerycznej, podnosi
        ryzyko raka prostaty w przyszłości - zaobserwowali naukowcy z USA.
        Artykuł zamieszczony na łamach pisma "Journal of Urology" dostarcza kolejnych
        dowodów na to, że choroby przenoszone drogą płciową mogą przyczyniać się do
        rozwoju raka prostaty.

        Już wcześniejsze obserwacje, prowadzone wśród białych mężczyzn sugerowały, że
        taki związek istnieje. Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu
        Michigan w Ann Arbor objęły ponad 800 Afro- Amerykanów płci męskiej, którzy są
        bardziej niż biali mężczyźni narażeni na raka prostaty. Wiek pacjentów wahał
        się od 40 do 79 lat.
        Okazało się, że mężczyźni, którzy w przeszłości chorowali na rzeżączkę, byli o
        78 proc. bardziej narażeni na raka prostaty niż panowie, którzy nie mieli
        rzeżączki ani żadnych innych chorób wenerycznych.

        Co więcej, u mężczyzn, którzy mieli największą liczbę partnerek seksualnych w
        ciągu życia - 25 lub więcej - ryzyko to było niemal trzy razy wyższe niż u
        pacjentów z małą liczbą partnerek.

        Jak spekulują autorzy pracy, być może przewlekłe stany zapalne gruczołu
        krokowego, wywołane zakażeniem dwoinką rzeżączki, stanowią dobre podłoże do
        rozwoju procesów nowotworowych.

        Jeśli przyszłe badania potwierdzą związek rzeżączki z ryzykiem raka prostaty,
        można będzie rozpocząć prace nad nowymi metodami prewencji tego nowotworu -
        uważa kierująca zespołem naukowców dr Aruna V. Sarma. ?"Jest to o tyle istotne,
        że obecnie znamy niewiele takich czynników ryzyka raka prostaty, na które
        możemy mieć wpływ" - konkluduje badaczka.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1408981,16,1,0,120,686,item.html
        • 28.09.06, 10:17
          O uruchomieniu ogólnopolskiego programu profilaktyki raka szyjki macicy -
          poinformował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego prof. Marek
          Spaczyński.
          Ma zachęcić Polki do dbania o siebie oraz zmienić zatrważające statystyki
          umieralności z powodu tego nowotworu. Główną częścią programu - pod nazwą
          Ogólnopolski Program Aktywnej Profilaktyki Raka Szyjki Macicy - są badania
          profilaktyczne, które mogą objąć ok. 9 mln kobiet. Zaproszenia na indywidualne
          bezpłatne konsultacje wysyła Narodowy Fundusz Zdrowia.

          "Bezpłatne skierowanie na badania cytologiczne dostaną wszystkie Polki w wieku
          od 25 do 59 lat, które w ciągu trzech ostatnich lat nie robiły takiego badania
          finansowanego przez NFZ" - zapewniał prof. Spaczyński.
          Pacjentka, która dostanie zaproszenie może zadzwonić do wybranego - wskazanego
          na zaproszeniu ośrodka, który wykona darmowe badanie. W przypadku wykrycia
          nieprawidłowości pacjentki będą kierowane na dalsze specjalistyczne badania lub
          leczenie.

          "Rak szyjki macicy to choroba, której można skutecznie zapobiegać. Tymczasem
          ten nowotwór każdego dnia zabija w Polsce 5 kobiet. To musi się zmienić.
          Recepta jest prosta - regularne wizyty u ginekologa, coroczne badania
          cytologiczne, które są najskuteczniejszymi metodami wykrycia choroby, a w
          przyszłości - szczepienia" - powiedział prof. Marek Spaczyński.

          Według statystyk Polska jest krajem o największej liczbie zachorowań i śmierci
          z powodu raka szyjki macicy w Unii Europejskiej. Dlatego profilaktyka raka
          szyjki macicy stała się jednym z ministerialnych priorytetów w ochronie
          zdrowia. Do 2014 roku organizatorzy akcji chcieliby aby zachorowalność na
          inwazyjnego raka szyjki macicy spadła o 50 proc. Oprócz PTG program organizują
          Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia.

          "Można skutecznie budować świadomość zagrożenia rakiem szyjki macicy, ale
          niezbędne jest współdziałanie wielu środowisk: organizacji rządowych i
          pozarządowych - organizacji kobiecych, stowarzyszeń pacjentów, środowisk
          katolickich, środowiska medycznego, mediów, a także partnerów komercyjnych i
          pracodawców." - dodał prof. Spaczyński.

          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1409555,16,1,0,120,686,item.html
          • 30.09.06, 09:12
            Dzięki nowej metodzie badania, można będzie badać właściwości guzów mózgu nie
            używając igły do biopsji - informuje "New Scientist".
            Badania takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny pozwalają
            wprawdzie rozpoznać guz mózgu, ale aby rozpoznać rodzaj nowotworu i jego
            złośliwość, zwykle potrzebna jest jeszcze biopsja, czyli pobranie fragmentu
            tkanki. Wbijanie igły w mózg jest nie tylko nieprzyjemne dla pacjenta, ale
            także niebezpieczne - może prowadzić do komplikacji takich jak udar mózgu lub
            paraliż. Mimo zachowania wszelkich reguł sztuki medycznej, takie powikłania
            zdarzają się w około 2 procentach przypadków.

            Zespół Johna Griffithsa z brytyjskiego Cambridge Research Institute wykorzystał
            skaner MRI do analizy chemicznej guza. Niektóre substancje są zawarte w
            nowotworach w większym stężeniu niż w normalnej tkance, wahają się także w
            poszczególnych rodzajach guzów. Dokładną ich analizę umożliwia technika
            spektroskopii rezonansu magnetycznego (MRS), oparta na charakterystycznym
            rezonansie poszczególnych cząsteczek w silnym polu magnetycznym.

            Naukowcy skompletowali bazę, zawierającą charakterystyczne cechy 91
            najczęstszych rodzajów nowotworów mózgu. Opracowali też oprogramowanie, które
            potrafi rozpoznać typ i stopień zawansowania poszczególnych nowotworów z
            dokładnością sięgającą 93 procent.

            Dalsze parce powinny jeszcze podnieść dokładność diagnozy. Być może metoda ta
            znajdzie zastosowanie także w rozpoznawaniu innych nowotworów, na przykład
            chłoniaków.

            źródło pochodzenia Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1411132,16,1,0,120,686,item.html
    • 03.10.06, 11:49
      Mało znany antybiotyk o nazwie siomycyna A działa przeciwnowotworowo, hamując
      ekspresję genu niezbędnego dla rozwoju raka.
      Wyniki badań naukowców z University of Illinois at Chicago College of Medicine
      opublikowano w najnowszym numerze pisma "Cancer Research".

      Główny autor badania, Andrei Gartel, mikrobiolog i immunolog, tłumaczy, że
      badany gen FoxM1 jest bardzo aktywny w komórkach większości nowotworów. Jest
      odpowiedzialny za włączanie ekspresji genów niezbędnych do podziałów komórki
      (proliferacji) i wyłączania tych genów, które je hamują. Jak wiadomo
      niekontrolowana proliferacja jest główną cechą charakterystyczną komórek
      nowotworowych.
      Na potrzeby badania naukowcy opracowali nowy system do identyfikacji małych
      cząsteczek, które hamują działanie białek włączających i wyłączających geny.
      Przy użyciu tego systemu odkryli, że antybiotyk o nazwie siomycyna A działa
      specyficznie na FoxM1 nie wpływając na żadne inne białka komórki.

      W następnych doświadczeniach wykonanych na hodowlach komórek, badacze wykazali,
      że siomycyna A indukowała samobójstwo (apoptozę) komórek nowotworowych, ale nie
      normalnych prawidłowych komórek w hodowli.

      Gartel mówi, że nowa technika oferuje naukowcom szybki sposób identyfikacji
      substancji, które wpływają na onkogeny - geny, których aktywacja powoduje
      rozwój nowotworu. Pierwszym związkiem odkrytym w ten sposób jest siomycyna A,
      substancja bardzo obiecująca ponieważ nie jest toksyczna.

      Teraz lek musi przejść dalsze badania laboratoryjne z użyciem innych rodzajów
      komórek i wstępne testy na zwierzętach zanim będzie można rozpocząć badania
      kliniczne.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1411972,16,item.html
      • 03.10.06, 23:38
        sisomycyna... siomycyna to nie istnieje
        • 04.10.06, 09:07
          Istnieje.
          Wstukaj w gugla "sisomycin".
          Czy pomaga na raka, to osobna sprawa.
          A tak na marginesie, to daunorubicyna, doksorubicyna tez antybiotyki.
    • 05.10.06, 07:53
      Według naukowców z University of Newcastle w Wielkiej Brytanii aspiryna
      wykazuje właściwości antynowotworowe - donosi październikowy numer
      pisma "FASEB".
      Znana od bardzo dawna i powszechnie stosowana podczas przeziębienia czy grypy
      aspiryna działa przeciwzapalnie między innymi poprzez hamowanie aktywności
      enzymów o nazwie cyklooksygenazy. Brytyjscy naukowcy opisali kolejny mechanizm
      działania aspiryny podczas stanu zapalnego i choroby nowotworowej.

      W swoich badaniach dowiedli, że aspiryna działa na cząsteczkę sygnałową o
      nazwie NFkappaB, która jest zaangażowana między innymi w powstawanie nowych
      naczyń krwionośnych.
      Okazało się, że lek hamuje powstawanie naczyń krwionośnych odżywiających
      rozwijającego się guza. Proces ten nazywany angiogenezą jest niezbędny do
      wzrostu nowotworu.

      Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że aspiryna działa na ten proces zależnie od
      stosowanej dawki leku.

      Autorzy pracy piszą, że ich odkrycie potwierdziło wcześniejsze sugestie, jako
      że przeciwzapalne działanie aspiryny wiąże się z jej wpływem na NfkappaB. Teraz
      naukowcy będą mogli dowiedzieć się, jak sygnał przekazywany przez tę cząsteczkę
      (a hamowany przez aspirynę) wpływa na proces zapalny i biologię rozwoju
      nowotworu. Celem tych badań będzie opracowanie skutecznej terapii
      przeciwnowotworowej.

      "Aspiryna zawsze była uważana za »cudowne lekarstwo«. To badanie uświadamia
      nam, że stale uczymy się, na jak wiele sposobów działa ten niesamowity lek" -
      komentuje nowe odkrycie Gerald Weissmann z pisma "FASEB".

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1413188,16,1,0,120,686,item.html
      • 06.10.06, 09:29
        Leczenie chemoterapią zmienia przepływ krwi i metabolizm mózgu, a zmiany są
        wykrywalne nawet 10 lat po zakończeniu terapii. Mogą one powodować u pacjentów
        uczucie niejasności myśli, trudności w skupieniu uwagi i zapominanie.
        Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z David Geffen School of
        Medicine na uniwerytecie w Los Angeles i opublikowane w internetowej wersji
        pisma "Breast Cancer Research and Treatment".

        Chemioterapię stosuje się w walce z rakiem, w celu uniknięcia powstawania
        przerzutów, najczęściej łącznie z leczeniem operacyjnym. Niestety, niszczone są
        zarówno komórki guza, jak i zdrowe normalne komórki organizmu.

        Pacjenci, którzy dzięki chemioterapii przeżyli chorobę nowotworową, mają po
        leczeniu bardzo osłabiony organizm. Jedną z przypadłości, na którą się skarżą,
        jest uczucie roztargnienia i trudności w zapamiętywaniu faktów.

        Naukowcy nazwali ten zespół zaburzeń "chemo brain" - mózgiem po chemioterapii.

        Odkrycie naukowców z USA może pomóc w zrozumieniu zaburzeń w procesie
        formowania myśli i powody roztargnienia męczącego wielu pacjentów po
        chemioterapii.

        "Nasze badania po raz pierwszy wykazały, że pacjenci cierpiący na tego typu
        zaburzenia poznawcze mają specyficznie zmieniony metabolizm mózgu" - mówi autor
        pracy, profesor farmakologii, Daniel Silverman.

        Co roku diagnozuje się 211 000 przypadków raka piersi, jest to najczęściej
        występujący nowotwór u kobiet. Eksperci podejrzewają, że przynajmniej 25 proc.
        pacjentek leczonych chemioterapią cierpi na objawy "mózgu po chemioterapii".

        Wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na University of Minnesota wskazują, że
        problem ten może dotyczyć aż 82 proc. pacjentek.

        Silverman i współpracownicy przy użyciu pozytonowej emisyjnej tomografii
        komputerowej (PET) badali mózgi 21 kobiet, 5 do 10 lat po operacyjnym usunięciu
        guzów piersi. U 16 z nich stosowano dodatkowo chemoterapię (w okresie
        okołooperacyjnym), żeby uniknąć nawrotu choroby. W czasie badania uczestniczki
        poproszono o wykonanie serii ćwiczeń na pamięć krótkotrwałą.

        Dzięki technice PET naukowcy otrzymali obrazy przepływu krwi w mózgu badanych
        kobiet podczas ćwiczeń pamięciowych i odpoczynku. Porównali 16 obrazów mózgu
        kobiet po chemioterapii i 5 tych, które tylko operowano z 13 obrazami mózgu
        kobiet, które nie miały ani raka piersi, ani chemioterapii.

        Okazało się, że w mózgach kobiet po chemioterapii metabolizm w bardzo ważnym
        dla procesów poznawczych regionie kory czołowej był spowolniony.

        "Odkryliśmy, że im wolniejszy był metabolizm podczas odpoczynku mózgu
        pacjentki, tym więcej miała ona trudności w rozwiązywaniu testów pamięciowych" -
        mówi Silverman.

        Podczas rozwiązywania testów przepływ krwi w korze czołowej i drugim rejonie
        mózgu tzw. móżdżku u pacjentek po chemioterapii gwałtownie wzrastał, co
        świadczy o nagłym, skokowym zwiększeniu aktywności tych samych obszarów mózgu,
        które w czasie odpoczynku były bardzo mało aktywne.

        "W efekcie mózgi tych kobiet, żeby przywołać tę samą informację, pracowały
        zdecydowanie ciężej niż mózgi kobiet nie poddawanych nigdy chemoterapii" -
        tłumaczy autor pracy.

        Co więcej naukowcy odkryli, że kobiety, które oprócz chemioterapii były leczone
        hormonalnie, miały dodatkowo zmiany w tzw. zwojach podstawy mózgu - rejonie
        koordynującym myślenie i działanie. Średnio zaobserwowano u nich
        ośmioprocentowy spadek metabolizmu w tym rejonie podczas odpoczynku mózgu.

        Naukowcy piszą, że ich odkrycie dowodzi, że technika PET może być z powodzeniem
        stosowana do monitorowania zmian wywołanych przez chemioterapię u pacjentów z
        nowotworami. Badacze podsumowują, że do tej pory nie wiadomo, co powoduje
        efekt "chemo brain" - mózgu po chemioterapii. Podkreślają, że niezbędne są
        dalsze badania w celu odkrycia jego przyczyn oraz modyfikacji leków stosowanych
        w chemioterapii, tak żeby im zapobiegać.

        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1413864,16,1,0,120,686,item.html
        • 08.10.06, 16:48
          Leki, które blokują enzym znany ze swego udziału w powikłaniach cukrzycy, mogą
          też hamować rozwój raka jelita grubego, najczęstszego z nowotworów - wskazują
          badania amerykańskie. Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Cancer Research".
          Chodzi tu o tzw. reduktazę aldozy - enzym, który bierze udział w
          metabolizowaniu glukozy w sytuacji, gdy jest jej za dużo, jak u cukrzyków.

          Zgodnie z wynikami badań, reduktaza aldozy odgrywa ważną rolę w powstawaniu
          takich powikłań cukrzycy, jak retinopatia czy nefropatia cukrzycowa. Dlatego
          obecnie inhibitory tego enzymu są testowane pod kątem ich wykorzystania w
          leczeniu cukrzycy. Chorzy na tę chorobę mają zwiększone ryzyko raka
          okrężnicy.Naukowcy z oddziałów Uniwersytetu Stanu Teksas w Galveston i w
          Arlington analizowali udział reduktazy aldozy w rozwoju raka jelita grubego.
          Najpierw komórki raka okrężnicy hodowane w laboratorium poddawali działaniu
          czynników wzrostu, które wywołują reakcje zapalne i pobudzają komórki raka do
          niekontrolowanego powielania się. Coraz więcej ostatnich badań wskazuje, że
          stany zapalne odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów.

          Następnie naukowcy hamowali w komórkach raka aktywność reduktazy aldozy za
          pomocą różnych związków lub manipulacji genetycznych. Dzięki temu zastopowali
          rozwój zapalenia i powstrzymali wzrost komórek raka.

          Tak dobre wyniki zachęciły naukowców do przeprowadzenia testów na myszach,
          którym pod skórę przeszczepiono ludzkie komórki raka okrężnicy. Badano szczep
          określany jako nagie myszy. Z powodu modyfikacji genetycznych są one nie tylko
          łyse, ale też mają niedorozwinięty układ odporności. W rezultacie
          przeszczepiane im komórki nowotworowe nie są skutecznie rozpoznawane i
          zwalczane przez komórki odporności, co prowadzi do szybkiego wzrostu nowotworu.

          U części myszy naukowcy blokowali aktywność genu reduktazy aldozy tak, że enzym
          ten w ogóle nie powstawał. "Okazało się, że dzięki tej metodzie byliśmy w
          stanie całkowicie zahamować rozwój raka jelita grubego u myszy" - komentuje
          biorący udział w badaniach prof. Satish K. Srivastava. Nie zaobserwowano
          żadnych skutków ubocznych tej terapii. Natomiast u myszy nieleczonych nowotwory
          rozrastały się w niekontrolowany sposób.

          Zdaniem prof. Srivastavy, w przyszłości inhibitory tego enzymu można by podawać
          pacjentom po chirurgicznym wycięciu raka okrężnicy po to, by zahamować podziały
          jakichkolwiek pozostałych po operacji komórek rakowych.

          Jeśli badania na ludziach będą równie zachęcające co na myszach, to leki
          hamujące reduktazę aldozy można będzie stosunkowo szybko wprowadzić do leczenia
          raka jelita grubego u ludzi, zaznaczają naukowcy. Jeden z nich przechodzi
          bowiem w USA końcowe testy w grupie pacjentów chorych na cukrzycę, a w Japonii
          lek ten jest już nawet zatwierdzony do długoterminowego leczenia cukrzycy.
          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1414450,16,1,0,120,686,item.html
          • 09.10.06, 23:30
            Przełomowe odkrycie, które być może pozwoli stworzyć uniwersalny lek na
            wszystkie nowotwory, zostało dokonane niemal 100 lat temu. Świat nauki
            przegapił je i dopiero ostatnio zaczął doceniać jego wagę.
            Mało kto słyszał o Theodorze Boverim. A to może właśnie jego wnikliwe
            spostrzeżenia na temat raka uratują kiedyś życie wielu z nas. Szanse są na tyle
            duże, że nawet wśród powściągliwych zazwyczaj naukowców zapanowało ożywienie. -
            Wszystkie czasopisma fachowe cytują ostatnio Boveriego, rozprawia się o nim na
            konferencjach naukowych - mówi Peter Sorger, biolog z Massachusetts Institute
            of Technology, zajmujący się badaniami onkologicznymi.
            Uznanie osiągnięć naukowych przyszło dla Boveriego o wiele za późno. Zmarł w
            1915 roku. Rok wcześniej zauważył i napisał, że w komórkach nowotworowych widać
            pod mikroskopem zaburzenia w układzie chromosomów. Chromosomy, fragmenty DNA o
            kształcie zbliżonym do litery x, występują niemal w każdej komórce ciała. I to
            w nich mieści się owe 25 tysięcy genów, tworzących w sumie przepis na
            człowieka. Theodor Boveri doszedł do wniosku, że rak zaczyna się od jednej
            komórki, w której materiał chromosomowy ulega przypadkowemu poplątaniu, a
            efektem tego są jej niemożliwe do opanowania podziały.
            źródło pochodzenia Newsweek Polska
            newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=16635
            Pełny tekst artykułu w najnowszym Newsweek Polska
            • 10.10.06, 21:03
              Naukowcy potrafią już tworzyć moduły sztucznego życia i budować struktury,
              które wielkością i właściwościami przypominają włókna, błony, receptory lub
              komórki żywych organizmów. Nanocząstki, takie jak fulereny, mogą spowodować
              przełom w terapii nowotworów, ponieważ potrafią transportować leki bezpośrednio
              do komórek rakowych. "Współczesna robotyka wkracza w świat mikrocząstek" –
              uważa prof. Mariusz Olszewski z Politechniki Warszawskiej.
              O mikrorobotach, użytecznych nie tylko w medycynie, naukowiec mówił podczas X
              Festiwalu Nauki w Warszawie.

              Na potwierdzenie swojej tezy profesor zaprezentował słuchaczom mikroroboty
              medyczne wielkości rzędu mikrometrów. "Buduje się również roboty latające
              wielkości owadów, które mają pomagać człowiekowi w rolnictwie: w zapylaniu
              roślin, w walce ze szkodnikami" – mówi Olszewski.

              Jak wyjaśnia, droga do stworzenia "sztucznego człowieka" prowadzi przez budowę
              poszczególnych organów. "Potrafimy zbudować sztuczny nos, sztuczne gruczoły
              wydzielania wewnętrznego, sztuczne ucho, nad którego doskonaleniem pracuje
              m.in. prof. Henryk Skarżyński z Akademii Medycznej w Warszawie" – opowiada. Na
              całym świecie trwają badania nad sztucznym okiem. Zdaniem profesora, wiele już
              osiągnięto. "Umiemy budować urządzenia umożliwiające niewidomym widzenie
              kanałowe. Dzięki nim człowiek odróżnia barwy jasne od ciemnych i może
              bezpiecznie poruszać się w otoczeniu" – tłumaczy.

              Olszewski podkreśla znaczenie badań nad neuromechanizmem, czyli wywoływaniem
              ruchu przez bodźce powstające w mózgu. Jak wyjaśnia, dzięki eksperymentom
              przeprowadzonym na zwierzętach wiadomo już, że w mózgu da się wyodrębnić
              okolice odpowiedzialne za ruch poszczególnych części ciała. Okazuje się, że
              wystarczy myśl o wykonaniu ruchu, żeby bodziec mógł dotrzeć do wybranego organu
              zwierzęcia.

              "Odkrycie to ma przełomowe znaczenie dla osób niepełnosprawnych. Już wkrótce
              pojawią się wózki inwalidzkie, którymi osoba sparaliżowana będzie mogła
              sterować poprzez myśl" – uważa profesor.

              źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska
              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=145&news_id=13472&layout=6&forum_id=5313&page=text
              • 10.10.06, 21:07
                Medyczny Nobel może przyczynić się do postępu w leczeniu wielu chorób
                Odkrycia tegorocznych Noblistów mogą się znacznie przyczynić do leczenia wielu
                chorób dziedzicznych i schorzeń do tej pory nieuleczalnych, takich jak
                nowotwory, choroby neurodegeneracyjne i autoimmunologiczne. "Będzie można też
                chronić ludzi, zwierzęta lub rośliny przed groźnymi wirusami" - uważa doc.
                Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

                "Dzięki badaniom i odkryciom tegorocznych laureatów poznano fundamentalny
                mechanizm kontroli przepływu informacji genetycznej" - podkreśla Komisja
                Noblowska wyjaśniając zasługi tegorocznych laureatów. Nagrodę w dziedzinie
                medycyny i fizjologii otrzymali w poniedziałek 2 października dwaj Amerykanie,
                Andrew Z. Fire i Craig C. Mello za odkrycie "zjawiska interferencji RNA -
                polegające na wyłączaniu genów za pomocą dwuniciowych fragmentów RNA".
                Współpraca obu naukowców zaowocowała odkryciem mechanizmu, który pozwala
                wyłączać aktywność genów w komórkach.

                Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi.

                "To mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu
                regulacji aktywności genów i ochrony komórki przed niektórymi wirusami.
                Amerykańskim badaczom udało się tym samym podejrzeć, w jaki sposób funkcjonuje
                komórka i wykorzystać to zjawisko" - mówi biochemik, prof. Jan Barciszewski z
                Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

                "Początkowo wykorzystywano je w badaniach podstawowych dla badania funkcji
                genów, a następnie zaczęto dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.
                To tylko tyle i aż tyle" - dodaje.

                "Interferencja RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem
                biotechnologii molekularnej" - zaznacza zajmujący się biochemią roślin prof.
                prof. Jerzy Buchowicz z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

                "Środowisko naukowe spodziewało się Nobla dla Fire'a i Mello; ich odkrycia
                doprowadziły do przełomu w nauce, zarówno w medycynie, jak i w badaniach nad
                roślinami" - ocenia biolog molekularny z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w
                Poznaniu, prof. Artur Jarmołowski.

                W Polsce metodę interferencji RNA wykorzystuje się w badaniach nad guzami
                mózgu. Prowadzi je kierowana przez prof. Stanisława Nowaka w Klinika
                Neurochirurgii Akademii Medycznej w Poznaniu we współpracy z poznańskim
                zespołem prof. Barciszewskiego.

                47-letni Andrew Z. Fire pracuje na Massachusetts Institute of Technology w
                Cambridge oraz na Stanford University w Kalifornii. W młodości był wybitnie
                uzdolnionym matematykiem, jednak całą swoją energię poświęcił na zgłębianie
                tajemnic genetyki.

                Prowadzone w Cambridge w Wielkiej Brytanii doświadczenia na nicieniu
                Caenorhabditis elegans zaowocowały odkryciem zjawiska interferencji RNA. Razem
                z drugim tegorocznym laureatem Nobla z medycyny Fire opisał je w 1998 roku na
                łamach tygodnika "Nature".

                Z kolei 46-letni Craig C. Mello jest zatrudniony na Harvard University w
                Bostonie i University of Massachusetts School of Medicine w Worcester.

                Obecnie w swoim laboratorium Mello kontynuuje nie tylko badania nad
                interferencją RNA, ale i swoje starsze prace nad różnicowaniem się i
                komunikacją komórek zarodka na najwcześniejszych etapach jego rozwoju. Do tej
                pory udało mu się m.in. dowieść, że położenie komórki w zarodku może decydować
                o tym, w jaki rodzaj tkanki ostatecznie z niej powstanie. Badacz zidentyfikował
                też wiele genów, które wpływają na losy komórek zarodków C. elegans.

                źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
                www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=13313&layout=0&forum_id=5154&page=text
                • 12.10.06, 13:49
                  Gen odpowiada za oporność raka płuc na chemioterapię
                  Nadmierna aktywność genu, który odpowiada za oczyszczanie komórek z toksyn,
                  może w wielu przypadkach odpowiadać za oporność raka płuc na chemioterapię -
                  wskazują badania amerykańskie, o których poinformowało pismo "PLoS Medicine".
                  Naukowcy z Medycznych Instytutów Johnsa Hopkinsa prowadzili badania na
                  komórkach raka piersi hodowanych długo w laboratorium - tzw. liniach
                  komórkowych oraz na pobranych od pacjentów komórkach niedrobnokomórkowego raka
                  płuc i zdrowych komórkach płuc.

                  Badania pozwoliły stwierdzić, że w wielu próbkach raka jak i w komórkach
                  nowotworowych hodowanych w laboratorium nazbyt aktywny jest gen, który
                  odpowiada za proces detoksykacji komórek. Chodzi tu o gen NRF2, którego
                  naturalną rolą jest chronić komórki przed zanieczyszczeniami chemicznymi ze
                  środowiska, np. z dymu papierosowego, czy spalin samochodowych. NRF2 koduje
                  białko, które uruchamia produkcję enzymów i innych cząsteczek wymiatających
                  zanieczyszczenia na zewnątrz komórek.
                  Okazało się jednak, że w komórkach raka płuc opornego na chemioterapię
                  aktywność NRF2 osiąga granice szaleństwa. W efekcie komórki te pompują na
                  zewnątrz wszystkie niebezpieczne dla siebie toksyny, również leki stosowane w
                  chemioterapii.

                  W części komórek za nadaktywność NRF2 odpowiedzialne były mutacje w genie
                  KEAP1, który ma za zadanie hamować białko zapisane w NRF2. W innych komórkach
                  brakowało nawet jednej z kopii KEAP1. Z kolei, w zdrowych komórkach płuc
                  pobranych od tych samych pacjentów naukowcy nie wykryli tego typu zmian.

                  Badaczom udało się też ustalić, że komórki raka z mutacjami w KEAP1 są bardziej
                  odporne na działanie chemioterapii niż zdrowe komórki płuc.

                  "Z naszych badań wynika, że komórki raka płuc wykorzystują aktywność genu NRF2,
                  aby obronić się przed toksycznym działaniem chemioterapii" - komentuje biorący
                  udział w badaniach dr Shyam Biswal.

                  Zdaniem badacza, blokowanie tego genu lub zapisanego w nim białka mogłoby
                  poprawić efektywność leków standardowo wykorzystywanych w chemioterapii raka
                  płuc, zwłaszcza związków platyny.

                  W najbliższej przyszłości naukowcy planują potwierdzić wyniki tych badań na
                  większej liczbie próbek raka płuc. Chcą również poszukiwać leków, które
                  hamowałyby aktywność genu NRF2 lub zapisanego w nim białka i w ten sposób
                  zwiększały wrażliwość komórek raka na leki chemioterapeutyczne.

                  źródło pochodzenia Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1416502,16,1,0,120,686,item.html
                  • 13.10.06, 10:17
                    Ból neuropatyczny potrafi trwać latami. Nie wybiera ofiar i nie poddaje się
                    klasycznemu leczeniu przeciwbólowemu. Razem z niemieckimi kolegami pracujemy
                    nad nowym podejściem terapeutycznym do tego rodzaju bólu" – mówi prof. Barbara
                    Przewłocka z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie, polski koordynator
                    międzynarodowych badań nad przeciwbólowym działaniem endomorfin.
                    FUNKCJE BÓLU

                    Przewłocka tłumaczy, że ostry ból niejednokrotnie ratuje życie, ostrzegając
                    przed czynnikami uszkadzającymi tkanki. Czasem pojawia się pomimo braku
                    widocznych bodźców. Ból o charakterze przewlekłym powstaje w wyniku stanów
                    zapalnych, uszkodzenia układu nerwowego, wskutek wypadku lub choroby. Występuje
                    z pewnym opóźnieniem, co utrudnia dokładną lokalizację i miejsce uszkodzenia, a
                    czasem też jego przyczynę.

                    Często ból zapalny i neuropatyczny nakładają się na siebie, dając obraz trudny
                    do leczenia. Tym, co je odróżnia, jest odmienna reakcja na morfinę. W bólu
                    zapalnym jej działanie jest silniejsze, natomiast w neuropatycznym – słabsze.
                    Terapia bólu neuropatycznego stale pozostawia wiele do życzenia.

                    SKOMPLIKOWANE CIERPIENIE

                    Żeby organizm odczuwał ból, natura musiała stworzyć skomplikowany nerwowy szlak
                    nocyceptywny (nocere – z łac. szkodzić), przewodzący bodźce z obwodu do
                    ośrodkowego układu nerwowego. Jak tłumaczy Przewłocka, szlak ten zbudowany jest
                    z wolnych zakończeń nerwowych rejestrujących szkodliwe czynniki oraz nerwów
                    przenoszących informację bólową z tkanek obwodowych do rdzenia kręgowego i
                    kolejno do struktur mózgu.

                    "Cały ten układ nie dość, że jest skomplikowany, to jeszcze bardzo dynamiczny.
                    Oprócz szlaków przewodzenia bodźców bólowych działają w nim liczne mechanizmy
                    ich hamowania, ograniczające siłę bólu i czas jego trwania" – wyjaśnia
                    profesor.

                    "Czasem ból nasila się, choć szkodliwy bodziec przestał już działać, a
                    uszkodzone tkanki dawno się zagoiły. Dochodzi do bólu przewlekłego. Jednym z
                    jego rodzajów jest ból neuropatyczny, którego przyczyną są uszkodzenia w
                    układzie nerwowym, prowadzące do zmian struktury i funkcjonowania dróg
                    bólowych" - mówi Przewłocka.

                    Ból neuropatyczny może przybierać różne formy. Często opisywany jest przez
                    chorych jako piekący, kłujący, także podobny do tego, który towarzyszy
                    drażnieniu prądem elektrycznym. Jego nasilenie czasem ogranicza się do lekkiej
                    przeczulicy, czasem zaś przechodzi w skrajną allodynię, czyli stan, w którym
                    trudną do zniesienia dolegliwość wywołują czynniki tak łagodne, jak na przykład
                    dotknięcie włosem.

                    Zdaniem Przewłockiej, przyczyn takiego stanu może być wiele, np. wypadkowe lub
                    jatrogenne uszkodzenie nerwów (częste u kobiet po mastektomii), naciekanie
                    układu nerwowego przez nowotwór, półpasiec, neuropatie (np. cukrzycową).

                    SKĄD SIĘ BIERZE BÓL

                    Jak tłumaczy naukowiec, w wyniku uszkodzenia neuronu w jego otoczeniu dochodzi
                    do uwalniania substancji prozapalnych, które aktywują drogi bólowe. Dodatkowo
                    następuje rozkrzewianie uszkodzonego neuronu (jak przyciętego drzewa). W
                    błonach komórkowych "odrostów" gromadzą się kanały sodowe, odpowiedzialne za
                    przewodzenie bólu. Miejsca te stają się ogniskami samopodtrzymującej się
                    aktywacji szlaku bólowego. Podobne zmiany obserwuje się też na wyższych
                    piętrach układu nerwowego.

                    "W naszych badaniach stosujemy modele obu rodzajów bólu, zapalnego i
                    neuropatycznego, aby potencjalne działanie proponowanych substancji leczniczych
                    wykorzystać w różnych rodzajach bólu. Porównując wyniki badań uzyskane na tych
                    modelach możemy wnioskować o mechanizmach rozwoju bólu przewlekłego" – mówi
                    Przewłocka.

                    PROBLEMY DŁUGOTRWAŁEJ TERAPII

                    W przypadku bólów ostrych najskuteczniejsze są leki opioidowe, np. morfina. Jak
                    wyjaśnia profesor, lek wraz z krwią trafia do odpowiednich receptorów układu
                    nerwowego. Łącząc się z nimi wywołuje szereg procesów wewnątrz komórki
                    nerwowej, prowadzących do hamowania aktywności neuronu, a co za tym idzie - do
                    hamowania przekazu bodźca do mózgu. Morfina działa na receptory zwane
                    opioidowymi, a szczególnie na tzw. receptor typu m. Działając na te receptory w
                    mózgu, wywołuje jednak dokuczliwe, a czasem niebezpieczne dla zdrowia skutki
                    niepożądane.

                    Przewłocka zaznacza, że w tym miejscu rodzi się problem z leczeniem bólów
                    neuropatycznych. Okazuje się bowiem, że bóle neuropatyczne w większości
                    przypadków nie poddają się leczeniu opioidami. Aby je zwalczyć, potrzeba
                    znacznie większych dawek leku niż w przypadku leczenia bólu ostrego (np.
                    bezpośrednio po operacji lub wypadku). Zwiększenie dawki leku podwyższa jednak
                    ryzyko działań niepożądanych.

                    "Jak tu przez wiele lat trwania takiego bólu podawać choremu znaczne ilości
                    leku działającego poprzez receptory opioidowe?" – zastanawia się
                    neurofarmakolog. Jej zdaniem, chorym trzeba zaproponować leczenie powodujące
                    minimalne skutki niepożądane. Przewlekłe stany zapalne, takie jak np.
                    artretyczne zapalenia stawów, też trwają latami, dlatego trzeba znaleźć
                    bezpieczną możliwość dla stosowania przynoszących ulgę leków.

                    W NATURZE SIŁA

                    Według Przewłockiej, dobrym punktem wyjścia do poszukiwań metody terapeutycznej
                    jest pytanie o rolę receptorów opioidowych w naszym organizmie.

                    "Natura nie tworzyła ich miliony lat temu po to, by współcześni lekarze mieli
                    zwalczać ból morfiną" - przypuszcza profesor. Tłumaczy, że wraz z tymi
                    receptorami powstały ich naturalne ligandy, czyli występujące w naszych
                    organizmach cząsteczki zdolne do ich aktywacji. Są nimi endorfiny, zróżnicowana
                    grupa endogennych peptydów opioidowych, wykazujących działanie przeciwbólowe.

                    "Człowiek w szoku powypadkowym bólu nie czuje. Przeciwbólowe działanie
                    akupunktury też wydaje się być uwarunkowane wydzielaniem endorfin. Przykładów
                    jest więcej i dowodzą one skuteczności wewnętrznych mechanizmów
                    przeciwbólowych" – zauważa neurofarmakolog.

                    Dodaje, że do zwalczania bólów neuropatycznych dobrze byłoby zatrudnić
                    endogenne peptydy opioidowe. To endomorfiny które, w odróżnieniu od endorfin,
                    są bardzo selektywne w stosunku do receptora, na który działa morfina.

                    Wstępne badania wykazały, że w modelach zwierzęcych siła ich działania nie
                    słabnie - w odróżnieniu od morfiny, której dawkę należy podnieść, aby uzyskać
                    efekt terapeutyczny w bólu neuropatycznym.

                    ENDOMORFINY DZIAŁAJĄ LOKALNIE

                    "Działaniem lokalnym endomorfin w bólu przewlekłym zajmujemy się wraz z
                    zespołem dr Haliny Machelskiej z Klinik für Anaesthesiologie und Operative
                    Intensivmedizin, Charité-Universitätsmedizin w Berlinie" – mówi specjalistka.

                    "Okazało się, ze endomorfiny znacznie lepiej radzą sobie z bólem
                    neuropatycznym, niż morfina. Chorym podawać można niższe dawki leku, a to
                    zmniejsza ryzyko działań niepożądanych" – tłumaczy Przewłocka. Podkreśla, że
                    podawanie endomorfin nie jest jednak takie proste, ponieważ nie przechodzą one
                    z krwi do mózgu.

                    "W przypadku bólu neuropatycznego, kiedy dolegliwości bólowe dotyczą dużych
                    obszarów skóry, można wykorzystać receptory opioidowe, występujące na nerwach
                    obwodowych. Najprostszym rozwiązaniem byłyby maści, żele, spreje lub płukanki
                    zawierające endomorfiny podwane wprost na miejsce powstawania bólu" – podkreśla
                    specjalistka.

                    Działając lokalnie na nerwy obwodowe wielokrotnie zmniejsza się ryzyko
                    działania ośrodkowego, a tym samym pojawienie się działań niepożądanych,
                    charakterystycznych dla stosowanej obwodowo morfiny. Peptydowa budowa
                    endomorfin sprawia również, iż najsilniej działają one dokładnie tam, gdzie je
                    zaaplikowano. Bardzo małe jest ryzyko migracji leku, na przykład do ośrodkowego
                    układu nerwowego.

                    PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

                    Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
                    prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
                    lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi
                    • 19.10.06, 23:43
                      Dokończenie tematu

                      PERSPEKTYWY TERAPEUTYCZNE

                      Jedną zalet endomorfin, jako potencjalnych czynników terapeutycznych, jest ich
                      prosta budowa. Substancje te produkuje z pominięciem metod biotechnologicznych,
                      lek mógłby więc być niedrogi. Prosta budowa endomorfin rodzi też pewne
                      problemy. Wprowadzona do organizmu substancja w ciągu kilkunastu minut ulega
                      rozkładowi i przestaje działać.

                      "Z tym problemem już się uporaliśmy. Współpracujący z nami chemicy
                      zmodyfikowali cząsteczki w ten sposób, że ich trwałość w organizmie zwierząt
                      wydłużyła się do ok. 2 godzin. Sądzimy, że u ludzi przetrwają jeszcze dłużej.
                      Poza tym możliwe są dalsze modyfikacje" – uważa neurofarmakolog.

                      Szacuje się, że problem przewlekłego bólu dotyczy 0,5-2 proc. społeczeństwa.
                      Polsko-niemiecki zespół nie obiecuje spektakularnych efektów prowadzonych prac.
                      Badania mają charakter podstawowy i służą pogłębieniu wiedzy na temat
                      potencjalnych zastosowań endomorfin.

                      "Sądzę jednak, że w przyszłości działające w ten sposób leki mają szansę trafić
                      na apteczne półki" – nie kryje nadziei prof. Barbara Przewłocka.

                      źródło pochodzenia PAP – Nauka w Polsce
                      www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13500&layout=0&forum_id=5341&page=text
                      • 19.10.06, 23:46
                        Wstrząsający raport onkologów dla Ministerstwa Zdrowia: pacjenci w Polsce
                        umierają, bo nie mają dostępu do leczenia. Jeśli szpitale nie będą mieć nowego
                        sprzętu, sytuacja jeszcze się pogorszy, bo coraz więcej osób zapada na
                        nowotwory - pisze "Rzeczpospolita".
                        Zdaniem autorów raportu, sytuacja jest dramatyczna. Brakuje sprzętu, więc
                        chorzy czekają w kilkumiesięcznych kolejkach do leczenia radioterapeutycznego.
                        Gdy już się na nie dostaną, nie mają gwarancji, że naświetlanie będzie dla nich
                        bezpieczne.

                        Z raportu przygotowanego dla Ministerstwa Zdrowia przez Centrum Onkologii w
                        Krakowie wynika, że prawie jedna piąta urządzeń do radioterapii nadaje się do
                        natychmiastowej wymiany - jest przestarzała albo wyeksploatowana. Awaria
                        takiego sprzętu może skończyć się tragicznie - przekonały się o tym pacjentki z
                        Białegostoku, dotkliwie poparzone w czasie radioterapii.

                        Osoby, które mają za sobą leczenie choroby nowotworowej, opowiadają, że
                        zdarzało się, iż po rozpoczęciu naświetlań psuł się sprzęt i trzeba było czekać
                        na jego naprawienie kilka tygodni. - Pacjenci dobrze wiedzą, że przy leczeniu
                        nowotworu nie wolno czekać, liczy się każdy dzień - mówi Elżbieta Kozik,
                        szefowa Klubu Amazonek w Warszawie, stowarzyszenia kobiet po amputacji piersi.


                        Onkolodzy biją na alarm. "Pacjenci, którzy potrzebują naświetlania, czekają na
                        dostęp do radioterapii po dwa, trzy miesiące" - pisze w raporcie prof. Marian
                        Reinfuss z Centrum Onkologii.

                        Z raportu Centrum wynika, że pod koniec ubiegłego roku w Polsce było 55 w pełni
                        sprawnych urządzeń, dwa razy mniej, niż być powinno. Tymczasem w najbliższych
                        latach w Polsce, według danych Organizacji Europejskich Instytutów Raka (OEIC),
                        radioterapia będzie niezbędna co roku dla nawet 100 tysięcy chorych. Teraz ma
                        szansę z niej skorzystać niespełna 60 tysięcy pacjentów.YY

                        źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
                        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=13621&layout=6&forum_id=5461&page=text

                        • 19.10.06, 23:48
                          Witamina D może w przyszłości znaleźć zastosowanie w leczeniu raka piersi,
                          uważają naukowcy brytyjscy. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach
                          pisma "Journal of Clinical Pathology", sugerują, że może ona spowalniać wzrost
                          nowotworu.
                          Naukowcy z Imperial College w Londynie doszli do takich wniosków po zbadaniu
                          poziomu witaminy D w surowicy krwi 279 kobiet chorych na inwazyjnego raka
                          piersi. U większości pacjentek (204 kobiety) choroba była w początkowych
                          stadiach, u reszty natomiast stwierdzono zaawansowanego raka.

                          Okazało się, że kobiety z mało zaawansowanym rakiem poziom witaminy D był
                          wyższy, niż u kobiet w zaawansowanym stadium choroby. Na razie naukowcy nie
                          znają dokładnej przyczyny tych różnic, nie mają też pewności czy niższy poziom
                          witaminy D u pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi jest przyczyną czy też
                          skutkiem rozwoju nowotworu. Jednak biorąc pod uwagę wyniki innych badań,
                          podejrzewają, że obniżone stężenie witaminy D we krwi może przyspieszać rozwój
                          raka do bardziej zaawansowanych stadiów.

                          Doświadczenia na hodowlach komórkowych wykazały, że witamina D hamuje podziały
                          komórek raka i nasila ich obumieranie. Z kolei prawidłowy poziom witaminy D w
                          organizmie powiązano z niższym ryzykiem zachorowania na raka piersi.

                          Z badań wynika też, że witamina D wzmaga bądź hamuje aktywność różnych genów,
                          które mogą odgrywać rolę w rozwoju nowotworów. Przykładem genu, którego
                          aktywność rośnie pod wpływem witaminy D, jest p21, kontrolujący podziały
                          komórek.

                          W przyszłości naukowcy chcą lepiej zrozumieć rolę witaminy D we wzroście raka
                          piersi. Ich zdaniem może to pomóc w zwiększeniu skuteczności leczenia tego
                          nowotworu.

                          Najbogatszym źródłem witaminy D są jaja i tłuste ryby. Związek ten produkują
                          też w dużych ilościach komórki skóry wystawione na działanie promieni
                          słonecznych.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1420092,16,1,0,120,686,item.html
                          • 20.10.06, 10:18
                            Substancje zawarte w pestkach winogron wyraźnie hamują wzrost raka jelita
                            grubego, wykazali naukowcy z USA w badaniach na hodowlach komórkowych i
                            myszach. Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
                            Skórka i pestki czerwonych winogron zawierają duże ilości proantocyjanów -
                            związków z grupy flawonoidów, które są silnymi przeciwutleniaczami i zwalczają
                            toksyczne dla komórek wolne rodniki. Dlatego produkty z winogron, w których
                            wykorzystuje się również ich skórkę czy pestki, jak np. czerwone wino, są znane
                            ze swego korzystnego wpływu na zdrowie, zwłaszcza na układ krążenia i serce.

                            O przeciwnowotworowych własnościach wyciągu z pestek winogronowych naukowcy pod
                            kierunkiem prof. Rajesha Agarwala z Uniwersytetu Stanu Kolorado w Denver po raz
                            pierwszy poinformowali w 1999 r. Ówczesne badania dotyczyły raka skóry. Później
                            udało im się potwierdzić, że ekstrakt ten spowalnia również wzrost raka
                            prostaty.
                            W najnowszych badaniach naukowcy testowali wyciąg na ludzkich komórkach raka
                            okrężnicy hodowanych w laboratorium. Rak ten jest drugim co do częstości
                            występowania nowotworem złośliwym wśród mieszkańców krajów dobrze rozwiniętych.

                            Badania ujawniły, że im większa była dawka i czas działania wyciągu, tym
                            silniej hamował on wzrost raka. W najlepszym wypadku liczba żywych komórek
                            nowotworu obniżyła się o 92 proc.

                            Naukowcy stwierdzili, że pod wpływem ekstraktu w komórkach raka rósł poziom
                            białka Cip1/p21, które kontroluje podziały komórkowe. Już po 12 godzinach
                            stężenie białka było wyższe o ponad 150 razy od stężenia wyjściowego.

                            Jak wyjaśniają autorzy pracy, jedną z cech komórek raka jest to, że tracą one
                            naturalną kontrolę nad swoim cyklem życiowym i zaczynają się w szalonym tempie
                            dzielić i powielać. Odpowiadają za to zaburzenia w poziomie białek
                            kontrolujących cykl, takich jak Cip1/p21. Aktywność Cip1/p21
                            powoduje "zamrożenie" komórek w stadium przed podziałem. Następstwem tego jest
                            często śmierć komórki nowotworowej na drodze tzw. apoptozy.

                            Na koniec naukowcy przetestowali wyciąg z winogronowych pestek na myszach,
                            którym przeszczepiono komórki ludzkiego raka okrężnicy w zaawansowanym stadium
                            rozwoju. Jednocześnie z przeszczepem część gryzoni otrzymała doustnie
                            pojedynczą dawkę badanego ekstraktu. Po 8 tygodniach okazało się, że objętość
                            guzów u tych myszy była mniejsza średnio o 44 proc., niż u zwierząt, które nie
                            otrzymały ekstraktu, tzw. kontrolnych. Choć dawka, którą zastosowano była
                            bardzo duża nie zaobserwowano żadnych toksycznych efektów działania preparatu.

                            Podobnie jak w przypadku hodowli komórkowych, wyciąg z pestek winogron
                            powodował, że w komórkach guzów rosnących u gryzoni podnosił się poziom białka
                            Cip1/p21.

                            Naukowcy planują teraz określić najniższą skuteczną u myszy dawkę ekstraktu,
                            jak również najwyższą z możliwych i zarazem nietoksyczną dawkę. Liczą, że
                            pomoże to w przyszłości wdrożyć ich odkrycie do praktyki medycznej.

                            Obecnie w sprzedaży komercyjnej są suplementy diety zawierające wyciąg z pestek
                            winogron. "Nasze wyniki nie oznaczają jednak, że ludzie powinni teraz rzucić
                            się do sklepów po te preparaty. To mogłoby być niebezpieczne, gdyż na razie nie
                            wiemy nawet jaka dawka dałaby pacjentom korzyści zdrowotne, nie powodując
                            zarazem niepożądanych skutków ubocznych" - komentuje prof. Agarwal.

                            Jak podkreśla naukowiec, na razie wartością tych badań jest wykazanie, że
                            ekstrakt z pestek winogronowych może hamować wzrost raka oraz odkrycie
                            mechanizmu jego działania. Ale zanim wyciąg ten można będzie stosować w
                            leczeniu chorych na raka czy w prewencji chorób nowotworowych, trzeba wykonać
                            znacznie więcej testów.

                            źródło pochodzenia Onet.pl
                            wiadomosci.onet.pl/1420340,16,1,0,120,686,item.html
                            • 20.10.06, 12:25
                              W Polsce rośnie liczba zachorowań na raka jelita grubego - to obecnie trzeci co
                              do częstości występowania nowotwór u kobiet, a drugi u mężczyzn. A możliwości
                              diagnozowania go są coraz lepsze - dostępne są już m.in. domowe testy na
                              obecność krwi w stolcu.
                              W Polsce rocznie zapada na tę chorobę ponad 11 tys. osób, umiera 8,5 tys. Trwa
                              obecnie ogólnopolska kampania edukacyjna "Rak jelita grubego - badam się i
                              leczę". "Przekonujemy, że to choroba jak każda inna, że wstyd nie może
                              powstrzymać nas od zadbania o własne zdrowie" - powiedział na czwartkowej
                              konferencji prasowej w Katowicach Ryszard Lisek z Polskiego Towarzystwa Opieki
                              nad Chorymi ze Stomią (stomia to stan po wycięciu chorego jelita, z
                              wyprowadzeniem jego zdrowego odcinka na zewnątrz - czyli tzw. sztuczny odbyt).

                              Każda osoba powyżej 50. roku życia powinna przynajmniej raz na 10 lat poddać
                              się badaniom diagnostycznym. Jeśli na raka jelita grubego chorował ktoś w
                              rodzinie, na badanie należy się zdecydować znacznie wcześniej.
                              Choroba początkowo nie daje żadnych objawów, dlatego tak ważne są badania
                              profilaktyczne. W bardziej zaawansowanym stadium objawami są: krwawienie z
                              odbytu lub krew w kale, zaburzenia rytmu wypróżnień, nieuzasadniona utrata masy
                              ciała, mdłości, bóle i poczucie napięcia w brzuchu, możliwa jest też anemia.

                              "Test na krew utajoną w kale można kupić w każdej aptece i zrobić w warunkach
                              domowych. Dostępne są testy kilku producentów, nie są drogie, a ich dokładność
                              jest zbliżona do tych wykonywanych w laboratorium" - powiedział ordynator
                              oddziału onkologii Szpitala im. Leszczyńskiego w Katowicach dr Wojciech
                              Poborski.

                              Jak podkreślił, ważna jest też postawa lekarzy pierwszego kontaktu -
                              przeciętnie lekarz rodzinny może w swojej praktyce zetknąć się z dwoma takimi
                              przypadkami rocznie. "Konieczne jest też rozwianie obaw pacjentów przed
                              przeprowadzaniem badań profilaktycznych - chowanie głowy w piasek, częsta w
                              Polsce postawa, to droga donikąd" - podkreślił dr Poborski.

                              Rozwojowi raka jelita grubego sprzyja dieta, charakterystyczna dla rozwiniętych
                              krajów kultury zachodniej - dużo czerwonego mięsa i wysoko przetworzonych
                              pokarmów, mało błonnika. Dlatego, by się ustrzec choroby, lekarze oprócz
                              urozmaiconej diety zalecają ograniczenie alkoholu, rezygnację z palenia
                              papierosów, aktywność fizyczną, przyjmowanie witamin C, D i E, znormalizowanie
                              wagi ciała.

                              źródło pochodzenia Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1421215,16,1,0,120,686,item.html
                              • 20.10.06, 12:28
                                Bakteria Helicobacter pylori zwiększa ryzyko rozwoju nowotworu w dolnym odcinku
                                żołądka, ale może z kolei zmniejszać ryzyko jego występowania w miejscu
                                połączenia żołądka z przełykiem - donosi "Journal of the National Cancer
                                Institute".
                                Helicobacter pylori to bakteria gnieżdżąca się w błonie śluzowej żołądka.
                                Występuje u 70-80 proc. populacji i odpowiada za większość przypadków choroby
                                wrzodowej żołądka i 90 proc. przypadków choroby wrzodowej dwunastnicy.
                                Zakażenie tą bakterią może mieć też wpływ na rozwój nowotworów żołądka.

                                Nowotwory żołądka rozwijają się najczęściej w miejscu połączenia przełyku z
                                żołądkiem oraz w jego niższych częściach.
                                Grupa naukowców kierowana przez Farin Kamangar z National Cancer Institute in
                                Bethesda w USA wraz z kolegami z Finlandii przeprowadziła badania na 234
                                pacjentach z nowotworami żołądka. Badano obecność przeciwciał skierowanych
                                przeciwko H. pylori we krwi pacjentów. Obecność przeciwciał świadczy o
                                przebytej infekcji wywołanej przez bakterie.

                                Naukowcy stwierdzili, że u pacjentów, którzy przeszli infekcję wywołaną H.
                                pylori, ryzyko występowania nowotworów dalszych odcinków żołądka jest większe
                                niż u reszty populacji, natomiast ryzyko raka części wpustowej żołądka jest
                                mniejsze.

                                "Podejmując próby zapobiegania rozwoju nowotworów należy wziąć pod uwagę wpływ
                                H. pylori na zmniejszenie ryzyka powstawania raka przełyku oraz części
                                wpustowej żołądka" - komentują wyniki kolegów Olaf Syren i William J. Blot z
                                Karolinska Institutet.

                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1421216,16,1,0,120,686,item.html


                                • 20.10.06, 12:33
                                  Pracownicy z fabryk komputerów częściej niż umierają z powodu nowotworu -
                                  wykazały obszerne analizy ponad 30 tys. zgonów pracowników zatrudnionych w
                                  amerykańskich fabrykach IBM od lat 70. Wyniki opublikowało pismo "Environmental
                                  Health".
                                  Pracownicy fabryk IBM umierali na nowotwory, w tym - mózgu, nerek lub piersi
                                  oraz chłoniaka nieziarnistego - częściej niż reszta populacji - stwierdził
                                  Richard Clapp z Boston University School of Public Health (USA).

                                  Dane, którymi dysponował, nie pozwoliły mu związać tych zgonów z działaniem
                                  związków chemicznych lub substancji toksycznych, z którymi na co dzień stykają
                                  się pracownicy fabryk. Clapp badał przypadki zgonów wśród wszystkich robotników
                                  fabryki IBM, którzy przepracowali w niej co najmniej pięć lat w okresie 1969-
                                  2001. Przeanalizował przyczyny śmierci 31 tys. 941 robotników i porównał je z
                                  przyczynami zgonów wśród ogółu Amerykanów w tym samym czasie.

                                  Dane uzyskał od IBM w ramach procesu przeciwko tej firmie w Kalifornii. Badania
                                  przeprowadził na zamówienie strony skarżącej.

                                  Wyniki analiz Clappa świadczą o podwyższonej śmiertelności wskutek kilku typów
                                  nowotworów. Dotyczy to zwłaszcza robotników zatrudnionych w kilku konkretnych
                                  fabrykach - w stanach Kalifornia, Minnesota, Nowy Jork i Vermont.

                                  Wyraźnie więcej niż norma było też zgonów z powodu nowotworu mózgu i
                                  ośrodkowego układu nerwowego. W niektórych grupach pracowników stwierdzano
                                  także ponadprzeciętną liczbę przypadków raka nerek, chłoniaka nieziarnistego i
                                  nowotworu piersi.

                                  To nie pierwsze badanie związku śmiertelności i pracy przy produkcji
                                  komputerów, lecz - jak do tej pory - najobszerniejsze.

                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                  wiadomosci.onet.pl/1420344,16,1,0,120,686,item.html
                                  • 20.10.06, 15:32
                                    Ruszyła ogólnoeuropejska akcja, której celem jest zagwarantowanie pacjentom w
                                    państwach Unii Europejskiej dostępu do najnowszych metod leczenia nowotworów.
                                    Wprowadzenie jednolitej unijnej strategii walki z rakiem to główny cel
                                    uruchomionej w Brukseli inicjatywy o nazwie "Cancer United".

                                    W ciągu półtora roku organizatorzy chcą zgromadzić milion podpisów pod petycją
                                    domagającą się działania ze strony Parlamentu Europejskiego, Komisji
                                    Europejskiej oraz Rady Unii Europejskiej.

                                    Organizatorzy akcji wzywają te instytucje do stworzenia ogólnoeuropejskiej
                                    strategii w zakresie chorób nowotworowych oraz do wystosowania do wszystkich
                                    państw członkowskich zaleceń dotyczących wdrożenia kompleksowych planów
                                    zwalczania chorób nowotworowych, które obejmują:

                                    szczegółowe programy mające na celu usprawnienie organizacji usług, w tym
                                    zapewnienie odpowiedniego poziomu zasobów, implementację sieci opieki oraz
                                    kompleksowych rejestrów przypadków raka na poziomie danego kraju;
                                    większy nacisk na jakość, w tym informowanie pacjentów, wykorzystanie zespołów
                                    interdyscyplinarnych, specjalistyczne szkolenie oraz stały rozwój zawodowy
                                    wszystkich pracowników i gwarancja jakości dla wszystkich aspektów opieki, od
                                    diagnozy aż po kontrolę;
                                    większy nacisk na działania zapobiegawcze, w tym zwiększenie świadomości
                                    społeczeństwa w zakresie korzyści płynących ze zdrowego stylu życia oraz
                                    wdrożenie krajowych programów monitorujących;
                                    nieustanne działania mające na celu zwiększenie skuteczności leczenia, w tym
                                    programy badań klinicznych oraz ogłaszanie i wdrażanie rezultatów tych
                                    programów, wykorzystanie nowych technologii, przegląd założeń już istniejących
                                    krajowych strategii walki z rakiem oraz monitorowanie wyników zmian w praktyce.
                                    Nowotwory dotykają każdą rodzinę w Europie - co minutę trzy rodziny tracą
                                    bliską osobę z powodu raka. Co roku około 1,7 miliona osób w Europie umiera w
                                    wyniku tej choroby. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia liczba nowych
                                    zachorowań w krajach Unii Europejskiej do 2015 roku wzrośnie o ok. 11%. Średnio
                                    co drugi chory na raka umiera.

                                    Zachorowalność na raka i skuteczność leczenia w naszej części Europy niestety
                                    niekorzystnie odbiega od standardów starej UE. Potwierdzają to wyniki badań
                                    Eurocare-3 oraz analiz przeprowadzonych przez Karolinska Institutet. Według
                                    tych ostatnich w Polsce na walkę z rakiem przeznacza się 34 euro na osobę
                                    rocznie. To ponad trzykrotnie mniej niż średnia unijna i sześciokrotnie mniej
                                    niż w Norwegii.

                                    Ruchem "Cancer United" kieruje prof. prof. John Smyth - prezes Federacji
                                    Europejskich Stowarzyszeń Raka, zajmujący się onkologią na uniwersytecie w
                                    Edynburgu. W zamierzeniu akcja ma objąć nie tylko kraje UE, ale też Bułgarię i
                                    Rumunię. Zakończenie akcji zaplanowano na rok 2008.

                                    W akcję zaangażowali się politycy, specjaliści onkolodzy, organizacje pacjentów
                                    oraz przemysł farmaceutyczny Ten ostatni fakt wzbudził jednak wątpliwości
                                    niektórych członków Parlamentu Europejskiego i części onkologów. Organizatorzy
                                    zapewniają, że kampania jest przezroczysta pod względem finansowania.

                                    źródło pochodzenia www.mp.pl/kurier/?aid=29734
                                    • 20.10.06, 15:38
                                      Nowe wytyczne badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego
                                      Wstęp

                                      Już po raz kolejny American Society of Clinical Oncology (ASCO) na
                                      łamach "Journal of Clinical Oncology" wydało w 2005 roku zalecenia dotyczące
                                      nowych zasad badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego leczonych
                                      pierwotnie operacyjnie. W kilkuletnim okresie, jaki upłynął od poprzedniego
                                      wydania zaleceń w 1999 roku, opublikowano wyniki badań z randomizacją oraz
                                      metaanaliz, które zmieniły dotychczasowe poglądy. Na podstawie trzech
                                      metaanaliz i sześciu badań klinicznych z randomizacją oceniających wartość
                                      badań kontrolnych, a także na podstawie innych badań III fazy, grupa ekspertów
                                      z ASCO uaktualniła wytyczne dotyczące badań kontrolnych chorych na raka jelita
                                      grubego.

                                      Zalecenia

                                      American Society of Clinical Oncology wyodrębniło cztery elementy badań
                                      kontrolnych: wywiad i badanie przedmiotowe, badania laboratoryjne, badania
                                      obrazowe i badania endoskopowe. Wytyczne ASCO nie dotyczą chorych w pierwszym
                                      stopniu zaawansowania ze względu na bardzo małe ryzyko wznowy. Należy
                                      podkreślić, że zalecenia te dotyczą chorych, których stan zdrowia pozwala na
                                      radykalne wycięcie wznowy miejscowej lub radykalne leczenie operacyjne zmian
                                      przerzutowych. Rekomendacje ASCO zostały podsumowane w tabeli.

                                      Tabela. Schemat badań kontrolnych chorych po radykalnym leczeniu raka jelita
                                      grubego według zaleceń ASCO (dotyczy chorych na raka w II i III stopniu
                                      zaawansowania, których stan ogólny umożliwia przeprowadzenie resekcji
                                      przerzutów lub wznowy miejscowej)

                                      Rodzaj badania Częstość wykonywania
                                      wywiad i badanie przedmiotowe w okresie 1.-3. r. obserwacji co 3-6 mies.
                                      w okresie 4.-5. r. obserwacji co 6 mies.
                                      oznaczenie stężenia CEA co 3 mies. przynajmniej przez 3 pierwsze lata
                                      obserwacji
                                      TK brzucha w okresie 1.-3. r. obserwacji co 12 mies.
                                      TK klatki piersiowej w okresie 1.-3. r. obserwacji co 12 mies.
                                      TK miednicy do rozważenia u chorych na raka odbytnicy (zwłaszcza nieleczonych
                                      napromienianiem)
                                      kolonoskopia I - przed operacją lub zaraz po
                                      II - w 3. r. obserwacji
                                      kolejne badania - co 5 lat
                                      w przypadku stwierdzenia polipów badania wykonuje się co roku
                                      rektosigmoidoskopia w okresie 1.-5. r. obserwacji co 6 mies. u chorych
                                      niepoddawanych radioterapii w obszarze miednicy
                                      nie zaleca się wykonywania morfologii krwi obwodowej
                                      badań biochemicznych krwi oceniających czynność wątroby
                                      testu na obecność krwi utajonej w kale
                                      konwencjonalnego badania radiologicznego klatki piersiowej - zamiast tego
                                      badania wykonuje się TK klatki piersiowej


                                      TK - tomografia komputerowa; CEA (carcinoembryonic antigen) - antygen rakowo-
                                      płodowy



                                      --------------------------------------------------------------------------------

                                      Wywiad i badanie przedmiotowe

                                      Ze względu na fakt, że 85% wznów pojawia się w ciągu pierwszych 3 lat po
                                      operacji, badania kontrolne powinny odbywać się w tym czasie co 3-6 miesięcy, a
                                      następnie - w 4. i 5. roku - co 6 miesięcy.

                                      Badania laboratoryjne

                                      Poza oceną stężenia antygenu rakowo-płodowego (carcinoembryonic antigen - CEA)
                                      co 3 miesiące, ASCO nie zaleca wykonywania innych badań. Należy pamiętać, że
                                      stosowanie chemioterapii opartej na 5-fluorouracylu może fałszywie zawyżać
                                      stężenie CEA. Dlatego nie należy oznaczać stężenia tego antygenu do czasu
                                      zakończenia adiuwantowej chemioterapii. Nie zaleca się wykonywania morfologii i
                                      badań biochemicznych krwi ani testów na obecność krwi utajonej w kale.
                                      Badania obrazowe

                                      Najważniejsza zmiana w porównaniu z poprzednimi rekomendacjami pojawiła się w
                                      zaleceniach dotyczących badań obrazowych. Eksperci ASCO zalecają wykonywanie u
                                      chorych z grupy dużego ryzyka co roku, przez 3 kolejne lata: tomografii
                                      komputerowej (TK) klatki piersiowej i brzucha oraz dodatkowo TK miednicy u
                                      chorych na raka odbytnicy, którzy nie byli poddawani napromienianiu.

                                      Badania endoskopowe

                                      U każdego chorego, u którego rozpoznano raka jelita grubego, należy wykonać
                                      badanie kolonoskopowe przed leczeniem operacyjnym lub bezpośrednio po nim w
                                      celu wykrycia ewentualnych synchronicznych raków lub gruczolaków. Jeżeli
                                      badanie to nie wykazuje nieprawidłowości, następna kolonoskopia jest zalecana w
                                      3. roku obserwacji, a następnie co 5 lat. W przypadku obecności polipów zaleca
                                      się wykonywanie kolonoskopii co roku w czasie utrzymywania się zmian. Natomiast
                                      u chorych na raka odbytnicy, którzy nie zostali poddani radioterapii, wskazana
                                      jest rektosigmoidoskopia co 6 miesięcy przez kolejne 5 lat. Nie ma potrzeby
                                      częstszego wykonywania badań endoskopowych.

                                      Opracowali lek. Agnieszka Faron-Pasek,
                                      lek. Katarzyna Janowska i dr hab. med. Krzysztof Bujko

                                      Istnieją dwa główne schematy postępowania po radykalnym leczeniu chorych na
                                      nowotwory złośliwe. Według pierwszego, choremu zaleca się, aby w przypadku
                                      pojawienia się dolegliwości zgłosił się na badanie; według drugiego, badania
                                      kontrolne wyznacza się w regularnych odstępach czasu. Regularne badania są
                                      celowe jedynie wówczas, gdy zwiększają szansę na długoletnie przeżycie. Warunek
                                      ten jest spełniony, kiedy wykrycie nawrotu miejscowego lub przerzutów odległych
                                      w formie przedklinicznej stwarza większe prawdopodobieństwo skutecznego
                                      leczenia. Ważnym aspektem regularnych badań kontrolnych jest ich wymiar
                                      ekonomiczny - prowadzenie ich znacząco zwiększa koszty, gdyż liczba badań
                                      przedmiotowych i dodatkowych w skali całej populacji jest bardzo duża.
                                      Tymczasem tylko w nielicznych przypadkach badania te wykrywają nowotwór w jego
                                      formie przedklinicznej. Również skuteczne leczenie prowadzące do trwałego
                                      wyleczenia udaje się wdrożyć tylko u niektórych chorych z tej grupy. Z tych
                                      powodów wskazania dotyczące badań kontrolnych powinny być oparte na mocnych
                                      danych z badań klinicznych i na analizie zależności koszt-efekt.
                                      W Polsce rak jelita grubego zajmuje drugie miejsce co do częstości występowania
                                      i przyczyn umieralności z powodu nowotworów. W 2003 roku zarejestrowano 13 000
                                      nowych zachorowań i 9000 zgonów.[1] Skala tych liczb wskazuje jak ważny jest
                                      problem badań kontrolnych, zarówno w jego aspekcie klinicznym, jak i
                                      ekonomicznym. Zmiana poglądów na temat efektywności badań kontrolnych dotyczy
                                      głównie skuteczności chirurgicznego leczenia chorych z subklinicznym nawrotem
                                      nowotworu. Okazało się, że leczenie to jest bardziej skuteczne niż dotąd
                                      uważano. W konsekwencji, w nowych wytycznych zalecane są badania obrazowe
                                      wykrywające bezobjawowy nawrót raka. Zalecenia dotyczące częstości badań
                                      kontrolnych, badań laboratoryjnych i endoskopowych nie różnią się od tych
                                      zaproponowanych w 1999 roku.

                                      Grupa ekspertów z ASCO dokonała analizy współczesnych danych dotyczących
                                      skuteczności badań kontrolnych wykonywanych u chorych na raka jelita grubego.
                                      Jedna z metaanaliz przeprowadzona przez kanadyjski zespół Figueredo i wsp.[2]
                                      opierała się na sześciu badaniach z randomizacją obejmujących 1679 chorych.

                                      W jednej grupie zastosowano intensywny program badań kontrolnych polegający
                                      najczęściej na regularnym wykonywaniu TK brzucha i oznaczaniu stężenia CEA. W
                                      drugiej grupie prowadzono mniej intensywnie badania kontrolne lub chorzy
                                      zgłaszali się do lekarza tylko w przypadku wystąpienia dolegliwości. Badacze
                                      stwierdzili, że tylko dwa badania kliniczne wykazały istotne statystycznie
                                      zwiększenie odsetka przeżyć w grupie poddanej intensywnym badaniom kontrolnym.
                                      Niemniej, metaanaliza wszystkich badań wykazała zdecydowane zwiększenie
                                      odsetków przeżyć tych chorych, którzy byli częściej i bardziej intensywnie
                                      badani; ryzyko względne (relative risk - RR) zgonu wyniosło w tej grupie 0,80
                                      (95% przedział ufności [confidence interval - CI]: 0,70-0,91; p = 0,0008).
                                      Zmniejszenie ryzyka zgonu spowodowało poprawę wskaźnika przeżyć 5-letnich o 7%
                                      (95% CI: 3-12; p = 0,002). Liczba obserwowanych wznów była taka sama w obu
                                      grupach, niezależnie od programu badań kontrolnych. Jednak b
                                      • 20.10.06, 15:40
                                        ciąg dalszy: Nowe wytyczne badań kontrolnych chorych na raka jelita grubego

                                        Jednak bezobjawowe wznowy zdecydowanie częściej wykrywano u chorych badanych
                                        intensywnie, co owocowało częstszym leczeniem operacyjnym i większym odsetkiem
                                        przeżycia odległego. Wykazano, że wykonywanie oznaczenia stężenia CEA i oceny
                                        wątroby za pomocą badań obrazowych znacząco wpływało na poprawę odsetków
                                        przeżycia. Dwie kolejne metaanalizy wykonane przez Renehana i wsp.[3] oraz
                                        Jeffery'ego i wsp.[4], przeprowadzone na podstawie tych samych badań z
                                        randomizacją, potwierdzają wyniki uzyskane przez zespół kanadyjski. Dodatkowo
                                        metaanaliza przeprowadzona przez Renehana i wsp.[3] wykazała, że intensywne
                                        badania kontrolne wiążą się ze znamiennym zwiększeniem częstości wykrywania
                                        izolowanych wznów miejscowych (RR: 1,61; 95% CI: 1,12-2,32; p = 0,011).
                                        Ponadto, w grupie chorych poddanych intensywnym badaniom kontrolnym
                                        zaobserwowano niewielką, nieistotną statystycznie poprawę w zakresie
                                        wykrywalności przerzutów w wątrobie.

                                        Opisane w 2004 roku przez Chau i wsp.[5] badanie z randomizacją obejmujące 530
                                        chorych dodatkowo ilustruje zagadnienie intensywnych badań kontrolnych. Wyniki
                                        tego badania zostały opublikowane już po wykonaniu wspomnianych metaanaliz.
                                        Oceniano wpływ wykonywania kontrolnej TK klatki piersiowej, brzucha i miednicy
                                        oraz oznaczania stężenia CEA na wskaźnik odległego przeżycia chorych. W trakcie
                                        trwającej średnio 5,6 roku obserwacji wykryto podczas rutynowo wykonywanych
                                        badań (TK i oznaczanie stężenia CEA) 90% bezobjawowych wznów, co przełożyło się
                                        na większą liczbę operacji. W grupie poddanej intensywnym badaniom kontrolnym
                                        wycięto przerzuty z płuc lub wątroby u 23,8% chorych, podczas gdy w grupie, w
                                        której nawrót rozpoznano tylko na podstawie objawów u 3,1%. Operacyjne
                                        usunięcie przerzutów znamiennie wpłynęło na poprawę odsetków przeżycia w
                                        porównaniu z grupą chorych nieoperownych (p < 0,001).

                                        Innym przykładem skuteczności leczenia chorych, u których doszło do nawrotu
                                        raka jest wieloośrodkowe retrospektywne badanie kohortowe 1247 chorych
                                        przeprowadzone w Ameryce Północnej w latach 90. XX wieku.[6] Nawrót choroby
                                        stwierdzono u 44% chorych. Do leczenia operacyjnego zakwalifikowano 41%.
                                        Radykalne usunięcie wznowy wykonano u 20%. U 28 osób wycięto przerzuty
                                        umiejscowione w wątrobie, osiągając u 32% z nich 5-letnie przeżycie bez objawów
                                        choroby. U 20 chorych wycięto przerzuty w płucach, uzyskując 5-letnie przeżycie
                                        bez objawów nowotworu u 27%. Podobne odsetki wieloletnich przeżyć przedstawili
                                        Tepper i wsp.[7], analizując skuteczność operacji w przypadku nawrotów
                                        miejscowych i przerzutów odległych raka odbytnicy ograniczonych do jednego
                                        narządu w grupie liczącej 500 chorych. Większość nawrotów umiejscowiona była (z
                                        porównywalną częstością) w: wątrobie, płucu lub w miednicy. U około 1/3 chorych
                                        dokonano wycięcia zmian nawrotowych. Odsetki 5-letnich przeżyć chorych po
                                        wycięciu przerzutów w wątrobie i płucach wyniosły odpowiednio: 31 i 33% w
                                        porównaniu z 6 i 5% u chorych nieoperowanych. Gorsze wyniki uzyskano po
                                        operacji z powodu nawrotu miejscowego - odnotowano 5-letnie przeżycie u 20%
                                        chorych.

                                        Wieloletnie przeżycia uzyskiwane u znacznego odsetka chorych po wycięciu
                                        przerzutów w wątrobie i płucach zmieniły pogląd na postępowanie z chorymi z
                                        odległymi przerzutami raka jelita grubego. Wyniki badań dowiodły, że pojedyncze
                                        przerzuty tego nowotworu w jednym narządzie nie oznaczają zawsze subklinicznego
                                        rozsiewu w innych narządach. Tak więc możliwe jest radykalne leczenie tych
                                        chorych. Intensywny program badań kontrolnych ma na celu zwiększenie szansy
                                        chorych na przeprowadzenie tego leczenia. Częstość wizyt kontrolnych może być
                                        ustalana indywidualnie dla każdego pacjenta. Uwzględniając wiek, wyniki badania
                                        histopatologicznego, liczbę usuniętych węzłów chłonnych oraz stopień
                                        zaawansowania, należy oszacować indywidualne ryzyko pojawienia się wznowy i od
                                        niego uzależnić częstość badań kontrolnych. Pomocny jest przy tym kalkulator
                                        potencjalnego ryzyka wznowy dostępny na stronie internetowej.[8]

                                        Zalecenia amerykańskie można także próbować zastosować w naszym kraju, mimo
                                        niskich nakładów na służbę zdrowia. Należałoby rozważyć możliwość zastąpienia
                                        TK wątroby badaniem ultrasonograficznym, pamiętając jednak, że USG jest mniej
                                        czuła niż TK - czułość wykrywania zmian przerzutowych w wątrobie wynosi dla TK
                                        67%, a dla USG 43%. Wykonanie poza TK lub USG oceny stężenia CEA zwiększa
                                        szansę wykrycia przerzutów. Chociaż ASCO zaleca coroczne wykonywanie TK klatki
                                        piersiowej, rezygnując tym samym z konwencjonalnego badania radiologicznego
                                        klatki piersiowej, to jednak w piśmiennictwie jest znacznie mniej danych
                                        potwierdzających słuszność tego stanowiska. Nie ma dowodów, że kontrolna TK
                                        częściej niż konwencjonalne badanie radiologiczne klatki piersiowej prowadzi do
                                        wycięcia bezobjawowych przerzutów w płucach. Należy zaznaczyć, że w żadnym z
                                        badań objętych 3 metaanalizami, na które powołują się eksperci z ASCO, nie
                                        wykonywano TK klatki piersiowej. W grupach o intensywnym schemacie badań
                                        kontrolnych standardowo zalecano konwencjonalne badanie radiologiczne klatki
                                        piersiowej przynajmniej raz w roku. Biorąc pod uwagę wysoki koszt TK klatki
                                        piersiowej, ryzyko powikłań związane z koniecznością podania dożylnego środka
                                        cieniującego oraz jego mniejszą dostępność, włączenie tego badania do zestawu
                                        obowiązkowych badań kontrolnych jest kontrowersyjne.

                                        lek. Agnieszka Faron-Pasek
                                        z Zakładu Brachyterapii Centrum Onkologii Instytutu
                                        im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
                                        oraz lek. Katarzyna Janowska
                                        z Zakładu Teleradioterapii Centrum Onkologii Instytutu
                                        im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
                                        i dr hab. med. Krzysztof Bujko
                                        Kierownik Zakładu Teleradioterapii Centrum Onkologii Instytutu im. Marii
                                        Skłodowskiej-Curie w Warszawie

                                        źródło pochdzenia www.mp.pl/artykuly/?aid=29345
                                        • 20.10.06, 15:43
                                          Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych na nowotwory
                                          złośliwe - przegląd systematyczny

                                          Wprowadzenie

                                          Niedożywienie jest stanem często spotykanym u chorych na nowotwory złośliwe.
                                          Częstość występowania tego stanu różni się w zależności od umiejscowienia guza,
                                          stopnia zaawansowania nowotworu, sposobu leczenia oraz metod użytych do
                                          rozpoznania niedożywienia. Częstość niedożywienia wynosi od 9% u chorych na
                                          nowotwory układu moczowego do 85% u chorych na raka trzustki.

                                          Niedożywienie i zmniejszenie masy ciała u chorych na nowotwór złośliwy może być
                                          wynikiem ograniczenia przyjmowania pokarmu spowodowanego wieloma czynnikami, do
                                          których można zaliczyć:
                                          1) ogólnoustrojowe skutki choroby (np. brak apetytu, wzmożenie metabolizmu,
                                          zmiana odczuwania smaku i zapachu, nudności, wymioty i dolegliwości bólowe);
                                          2) objawy związane z miejscowym wzrostem guza (np. ból w trakcie połykania
                                          [odynophagia], utrudnione połykanie [dysphagia], niedrożność przewodu
                                          pokarmowego, wczesne uczucie sytości, upośledzone wchłanianie składników
                                          pokarmowych);
                                          3) czynniki psychogenne (np. lęk, depresja, niepokój); oraz
                                          4) działania niepożądane leczenia.

                                          U większości chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy dochodzi do zmniejszenia
                                          masy ciała, u niektórych rozwija się wyniszczenie związane z nowotworem
                                          złośliwym (kacheksja) polegające na niezależnej od woli utracie masy ciała.
                                          Kacheksja w przebiegu choroby nowotworowej stanowi wieloczynnikowy zespół
                                          uwarunkowany rozrostem nowotworu, odpowiedzią organizmu na stan chorobowy oraz
                                          skutkami podejmowanego leczenia. W przebiegu kacheksji stwierdza się zaburzenia
                                          metabolizmu, brak apetytu, wczesne uczucie sytości, ograniczenie spożywania
                                          pokarmu, zmniejszenie beztłuszczowej masy ciała, osłabienie mięśni, obrzęki,
                                          zmęczenie, upośledzenie czynności układu odpornościowego oraz trudności z
                                          zachowaniem koncentracji i podzielności uwagi.

                                          Do następstw niedożywienia u chorych na nowotwory złośliwe zalicza się:
                                          pogorszenie jakości życia, ograniczenie skuteczności chemioterapii, zwiększenie
                                          ryzyka toksyczności związanej z chemioterapią, zmniejszenie wydolności
                                          fizycznej, upośledzenie czynności mięśni, zwiększenie ryzyka powikłań
                                          pooperacyjnych, wydłużenie okresu hospitalizacji, zwiększenie częstości
                                          konsultacji lekarskich i liczby wypisywanych recept oraz skrócenie czasu
                                          przeżycia.

                                          Z powyższych powodów u niedożywionych osób chorych na nowotwory złośliwe
                                          wskazane jest wdrożenie leczenia żywieniowego przy użyciu preparatów odżywczych
                                          podawanych doustnie (oral nutritional supplements - ONS) lub żywienie przy
                                          użyciu zgłębnika dojelitowego (enteral tube feeding - ETF). Choć w
                                          piśmiennictwie można napotkać doniesienia na temat badań przeglądowych z
                                          analizą skuteczności dojelitowego leczenia żywieniowego, to brakuje formalnego
                                          przeglądu systematycznego z metaanalizą określającą skuteczność ONS i ETF u
                                          chorych na raka w zależności od rodzaju wdrożonego leczenia (w porównaniu z
                                          grupą, w której stosuje się postępowanie rutynowe). Jeśli u chorych na nowotwór
                                          złośliwy doustna podaż pokarmu jest niewystarczająca lub utrudniona, można
                                          wdrożyć ETF. Jeżeli tolerancja żywienia za pomocą zgłębnika nosowo-żołądkowego
                                          jest zła (np. u chorych po zabiegach chirurgicznych w obrębie jamy brzusznej),
                                          można wybrać opcję żywienia poprzez zgłębnik wprowadzony poza odźwiernik - w
                                          takim przypadku można również wziąć pod uwagę zastosowanie żywienia
                                          pozajelitowego (parenteral nutrition - PN).

                                          Metodą niedawno wprowadzoną w leczeniu chorych na nowotwory złośliwe o różnym
                                          umiejscowieniu jest podaż kwasu eikozapentaenowego (eicosapentaenoic acid -
                                          EPA), który jest omega-3 wielonienasyconym kwasem tłuszczowym o długim łańcuchu
                                          (występującym u niektórych ryb obfitujących w tkankę tłuszczową). Kwas
                                          eikozapentaenowy może modulować odpowiedź zapalną, która - wpływając na
                                          przemiany metaboliczne - prowadzi do zmniejszenia masy ciała i zaniku mięśni
                                          chorych na nowotwory złośliwe. Wykazano, że podaż EPA u tych chorych osłabia
                                          proces wytwarzania cytokin prozapalnych (np. interleukina 6 [IL-6], IL-1 i
                                          czynnik martwicy nowotworu [tumor necrosis factor - TNF]) oraz spowalnia tempo
                                          progresji odpowiedzi związanej z białkami ostrej fazy, np. z białkiem C-
                                          reaktywnym (C-reactive protein - CRP). Stwierdzono również, że EPA wykazuje
                                          wielotorowe działanie przeciwnowotworowe. Uważa się, że podawanie EPA wiąże się
                                          z zatrzymaniem utraty lub zwiększeniem masy ciała oraz wydłużeniem okresu
                                          przeżycia. Nie dokonano jednak do chwili obecnej żadnego przeglądu
                                          systematycznego, który by dotyczył powyższych zagadnień.

                                          U chorych na nowotwory złośliwe EPA podaje się w postaci kapsułek, można
                                          również stosować ONS lub ETF wzbogacone w ten składnik. Baracos opublikował
                                          badanie przeglądowe, w którym zebrał wnioski z doniesień dotyczących podaży
                                          EPA, jednak nie miało ono charakteru przeglądu systematycznego, nie dokonano w
                                          nim bowiem oddzielnej analizy badań prowadzonych z podażą kapsułek EPA i badań
                                          z podażą diet wzbogaconych w EPA, nie przeprowadzono również metaanalizy.

                                          Aby całościowo przeanalizować skuteczność leczenia żywieniowego chorych na
                                          nowotwory złośliwe postanowiono dokonać przeglądu systematycznego dostępnego
                                          piśmiennictwa. W przeglądzie określano wpływ poszczególnych metod leczenia
                                          żywieniowego (porównując: żywienie dojelitowe doustne lub za pomocą zgłębnika
                                          vs. postępowanie rutynowe; podaż EPA w kapsułkach lub w postaci wzbogaconych
                                          ONS lub ETF vs. postępowanie rutynowe; ETF vs. PN) na poprawę wyników leczenia
                                          chorych na nowotwory złośliwe poddawanych radio- bądź chemioterapii (oraz
                                          ewentualnie przeszczepowi szpiku kostnego), zabiegowi operacyjnemu lub leczeniu
                                          paliatywnemu.

                                          Metody

                                          Przegląd zaplanowano i przeprowadzono zgodnie z wytycznymi Cochrane
                                          Collaboration, UK National Health Service Centre for Reviews and Dissemination
                                          oraz Quorum.
                                          Potencjalnie istotne badania wyodrębniono, przeszukując elektroniczne bazy
                                          danych: Medline, Cochrane, Turning Research Into Practice, Clinical Evidence,
                                          National Electronic Library for Health oraz National Service Frameworks. Przy
                                          wyszukiwaniu zastosowano następujące słowa kluczowe: fish oil*, epa,
                                          eicosapentaen*, icosapentaen*, omega-3, omega3, n-3 fatty acid*, n 3 fatty
                                          acid, neoplasm, cancer*, carcinoma, lymphoma, leukaemia, tumour*, tumor*,
                                          malignan*, nutrition*, nutrie*, enteral*, supplement*, sip, feed, formula*,
                                          liquid, tube, nasogastric, nasojejunal, gastrostomy, jejunostomy oraz clinical
                                          trial. Przeanalizowano piśmiennictwo wyodrębnionych badań oraz nawiązano
                                          kontakt z ekspertami w danej dziedzinie w celu wyszukania innych doniesień.

                                          Zakwalifikowano badania obejmujące dorosłych chorych, dotyczące oceny stanu
                                          odżywienia (chorzy odżywieni prawidłowo lub niedożywieni), bez względu na
                                          rodzaj i stopień zaawansowania nowotworu złośliwego lub zastosowane metody
                                          leczenia, oraz to, czy leczenie wdrażano w szpitalu, w ambulatorium, czy też w
                                          warunkach domowych. Wykluczono doświadczenia przeprowadzane na zwierzętach.
                                          Zakwalifikowano badania, w ramach których oceniano następujące punkty końcowe:
                                          podaż diety; wyniki badań antropometrycznych; śmiertelność; czas trwania
                                          hospitalizacji; powikłania; jakość życia lub wydolność fizyczna; wyniki badań
                                          laboratoryjnych (liczba leukocytów, stężenie transferyny i albuminy w osoczu,
                                          liczba leukocytów CD3(+) oraz stężenie cytokin prozapalnych).
                                          Do przeglądu kwalifikowano jedynie pełne doniesienia (wykluczono streszczenia).
                                          W trakcie doboru priorytetowo traktowano badania z randomizacją (randomised
                                          controlled trial - RCT), choć dopuszczano również kliniczne badania z grupą
                                          kontrolną bez randomizacji (controlled clinical trial - CCT) oraz badania
                                          kliniczne przed-po (clinical trial - CT). Wykluczano natomiast badania
                                          obserwacyjne (np. badania kohortowe, opisy przypadków).

                                          Jeden z bad
                                          • 20.10.06, 15:45
                                            ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                            na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                            Jeden z badaczy dokonywał - za pomocą dwóch metod - oceny jakości
                                            poszczególnych badań. Wyniki tej oceny weryfikował następnie drugi oceniający.
                                            Pierwszą metodą oceny była sześciostopniowa skala Quality of Evidence Quality
                                            Assessment (Agency for Health Care and Policy Research). Drugą była metoda,
                                            którą opisali Jadad i wsp.

                                            W przypadku każdej z metod leczenia (operacyjne, chemio- lub radioterapia,
                                            paliatywne) przeprowadzono analizę porównawczą:
                                            1) leczenie żywieniowe (ONS lub ETF) vs. postępowanie rutynowe (brak leczenia
                                            żywieniowego);
                                            2) podaż EPA (kapsułki EPA, ONS lub ETF wzbogacone w ten składnik) vs.
                                            postępowanie rutynowe;
                                            3) ETF vs. PN.
                                            Zaplanowano przeprowadzenie odrębnych analiz w zależności od rodzaju nowotworu
                                            złośliwego, miejsca pobytu chorych w trakcie badania oraz stanu odżywienia
                                            (chorzy niedożywieni vs. chorzy prawidłowo odżywieni).

                                            Wyniki

                                            Ustalona strategia wyszukiwania pozwoliła na wyodrębnienie 6845 badań. Spośród
                                            tej liczby 122 badania uznano wstępnie za potencjalnie istotne. Przyjęte
                                            wcześniej kryteria dopuszczenia spełniły 62 publikacje. Pozostałe 60 doniesień
                                            odrzucono z różnych powodów. Niektóre z nich nie dotyczyły badań oryginalnych;
                                            w niektórych zastosowano niewłaściwą interwencję żywieniową lub w ogóle jej nie
                                            stosowano. Wykluczono również badania opublikowane tylko w postaci streszczeń
                                            oraz te doniesienia, które nie były przetłumaczone na język angielski.

                                            Opis publikacji uwzględnionych w przeglądzie

                                            Do przeglądu zakwalifikowano 17 badań przeprowadzonych z udziałem chorych
                                            poddawanych chemio- lub radioterapii, w tym: 8 RCT i 6 CCT porównujących
                                            leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym, 2 RCT porównujące podaż EPA (w
                                            postaci kapsułek) z postępowaniem rutynowym oraz 1 RCT porównujące ETF z PN. W
                                            większości badań (12) chorych żywiono za pomocą ONS, w 5 badaniach stosowano
                                            ETF. Badania te objęły chorych na nowotwory złośliwe o rozmaitych lokalizacjach
                                            (głowa i szyja, brzuch i miednica, płuco, sutek, przewód pokarmowy, białaczka).
                                            Trzy badania przeprowadzono w grupie chorych poddanych przeszczepieniu szpiku
                                            kostnego.

                                            Do przeglądu włączono 27 badań obejmujących chorych po leczeniu operacyjnym, w
                                            tym: 9 RCT oraz 1 badanie z grupą kontrolną bez randomizacji, w których
                                            porównywano leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym; 3 RCT porównujące
                                            stosowanie EPA (w postaci kapsułek lub diety wzbogaconej w ten składnik) z
                                            postępowaniem rutynowym oraz 15 RCT porównujących ETF z PN. W 1 badaniu
                                            porównywano leczenie żywieniowe z postępowaniem rutynowym, jak również ETF z
                                            PN. W większości doniesień (23) analizowano skuteczność ETF, jedynie 4 badania
                                            dotyczyły ONS lub jednoczesnego stosowania obu metod. Większość badań (24)
                                            obejmowała chorych na raka przewodu pokarmowego, pozostałe przeprowadzono wśród
                                            chorych na raka głowy i szyi oraz wątroby.

                                            Do przeglądu zakwalifikowano 11 badań przeprowadzonych w grupie chorych
                                            leczonych paliatywnie, w tym: 10 badań (RCT lub CCT) porównujących stosowanie
                                            EPA (w postaci kapsułek lub diety wzbogaconej w ten składnik) z postępowaniem
                                            rutynowym oraz 1 CCT porównujące ETF z postępowaniem rutynowym. W żadnym
                                            badaniu obejmującym chorych leczonych paliatywnie nie porównywano ETF z PN.
                                            Omawiane badania objęły chorych na nowotwory złośliwe o różnorodnej
                                            lokalizacji, z przewagą nowotworów złośliwych przewodu pokarmowego.
                                            Siedem publikacji, które spełniały kryteria dopuszczenia do przeglądu, nie było
                                            bezpośrednio związanych tematycznie z badanym zagadnieniem, dlatego nie zostały
                                            one objęte analizą.

                                            Zakwalifikowane do przeglądu badania obejmowały chorych na nowotwory złośliwe o
                                            bardzo zróżnicowanej lokalizacji i różnych stopniach zaawansowania. Generalnie
                                            w badaniach zgromadzono bardzo niewiele danych na temat stopnia zaawansowania i
                                            sposobu potwierdzania rozpoznania nowotworu złośliwego. Brak dostatecznej
                                            ilości danych uniemożliwił przeprowadzenie odrębnych analiz w zależności od
                                            rodzaju nowotworu złośliwego, miejsca pobytu chorych w trakcie badania oraz
                                            stanu odżywienia (chorzy niedożywieni vs. chorzy prawidłowo odżywieni).
                                            Większość analizowanych badań (47) stanowiły RCT o najwyższym (I) stopniu
                                            jakości, jednak metodologia poszczególnych RCT została generalnie słabo opisana
                                            i zaplanowana. Jedynie 7 doniesień uzyskało najwyższą ocenę (5) według skali
                                            Jadada. Większość RCT (n = 27) uzyskała 2 punkty.

                                            Przeglądem objęto również 9 badań klinicznych z grupą kontrolną, które uzyskały
                                            2 punkty zgodnie ze skalą Quality of Evidence, oraz 6 badań klinicznych, które
                                            uzyskały 4 punkty według tej skali.

                                            Chorzy poddawani radio- lub chemioterapii oraz chorzy po przeszczepieniu szpiku
                                            kostnego

                                            Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

                                            Aby porównać wyniki leczenia żywieniowego z wynikami leczenia chorych, u
                                            których stosowano standardową dietę w zakresie całkowitej wartości
                                            energetycznej przyjmowanych pokarmów, dokonano łącznej analizy danych
                                            pochodzących z 3 RCT, które objęły chorych napromienianych z powodu nowotworów
                                            złośliwych o różnej lokalizacji, u których stosowano ONS przez okres 6-70 dni.
                                            Przeprowadzona metaanaliza wykazała, że wartość energetyczna przyjmowanych
                                            pokarmów była znacząco większa u chorych, którym podawano ONS w porównaniu z
                                            grupą chorych otrzymujących standardową dietę. W innym RCT, obejmującym
                                            poddawanych radioterapii chorych na nowotwory złośliwe jamy brzusznej i
                                            miednicy mniejszej, nie stwierdzono znamiennej różnicy w wynikach między grupą
                                            żywionych za pomocą ONS a grupą otrzymujących standardową dietę. Badanie to nie
                                            zostało uwzględnione w metaanalizie ze względu na brak spójności w zakresie
                                            sposobu przedstawiania wyników.

                                            Dwa badania kliniczne z grupą kontrolną bez randomizacji również potwierdziły
                                            poprawę podaży kalorii u chorych na nowotwór złośliwy poddawanych leczeniu
                                            (radio- lub chemioterapii), u których zastosowano ONS lub ETF.

                                            Leczenie żywieniowe może również prowadzić do zwiększenia podaży białek, jednak
                                            badania poświęcone temu zagadnieniu nie spełniały kryteriów włączenia do
                                            metaanalizy. Jedno z RCT, w którym analizowano wyniki stosowania ONS przez
                                            okres 70 dni u objętych radioterapią chorych na nowotwory złośliwe głowy i
                                            szyi, wykazało znacząco większą podaż białek w grupie leczonych żywieniowo w
                                            porównaniu z grupą, w której stosowano standardową dietę. Wyniki innego RCT -
                                            przeprowadzonego w grupie chorych po radioterapii - były trudne do
                                            interpretacji z powodu znaczących różnic w zakresie podaży białek przed
                                            badaniem. Jednak w innym badaniu klinicznym z grupą kontrolną, w grupie chorych
                                            na nowotwór złośliwy (w I lub II stopniu zaawansowania choroby) poddawanych
                                            radioterapii, u których stosowano ONS przez 4 tygodnie, autorzy wskazywali
                                            znaczące zwiększenie podaży białek w porównaniu z grupą kontrolną przy
                                            jednoczesnym zachowanym poziomie podaży białek w pokarmach.

                                            W jednym z RCT uzyskano znaczące zwiększenie masy ciała u poddawanych
                                            radioterapii chorych otrzymujących ONS w porównaniu z grupą, w której stosowano
                                            dietę standardową. Podobne wyniki zaobserwowane w innym RCT nie zostały poddane
                                            analizie statystycznej. W innych RCT nie potwierdzono znaczącego wpływu ONS na
                                            chorych po radio- lub chemioterapii z powodu nowotworów złośliwych o różnej
                                            lokalizacji.

                                            O znaczących korzyściach (w postaci ograniczenia utraty masy ciała) związanych
                                            z podażą ONS - w porównaniu ze stosowaniem jedynie diety standardowej -
                                            przekonują prowadzący CCT obejmujące chorych na raka płuca poddawanych
                                            napromienianiu. Korzyści te odnotowano również po wdrożeniu ONS lub ETF u
                                            chorych na nowotwór złośliwy w fazie rozsiewu, po chemio- lub radioterapii, zaś
                                            po zastosowaniu ETF także u chorych na raka przełyku objętych radio- lub
                                            chemioterapią
                                            • 20.10.06, 15:46
                                              ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                              na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                              O znaczących korzyściach (w postaci ograniczenia utraty masy ciała) związanych
                                              z podażą ONS - w porównaniu ze stosowaniem jedynie diety standardowej -
                                              przekonują prowadzący CCT obejmujące chorych na raka płuca poddawanych
                                              napromienianiu. Korzyści te odnotowano również po wdrożeniu ONS lub ETF u
                                              chorych na nowotwór złośliwy w fazie rozsiewu, po chemio- lub radioterapii, zaś
                                              po zastosowaniu ETF także u chorych na raka przełyku objętych radio- lub
                                              chemioterapią oraz u chorych na białaczkę poddawanych chemioterapii. Analiza w
                                              podgrupach, obejmująca jedynie chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, nie
                                              wykazała istotnych statystycznie korzyści związanych ze stosowaniem ONS w
                                              porównaniu z żywieniem standardowym.

                                              Autorzy jednego z RCT - poświęconego stosowaniu ONS u chorych poddawanych
                                              napromienianiu - donoszą, że u osób otrzymujących standardową dietę stwierdzono
                                              znaczące zmniejszenie liczby leukocytów w porównaniu ze stanem sprzed badania,
                                              natomiast liczba leukocytów u chorych przyjmujących ONS nie uległa zmianie. Z
                                              kolei CCT nie potwierdziło istotnej różnicy w zakresie liczby leukocytów u
                                              chorych na raka przełyku poddanych radioterapii i żywionych przez zgłębnik
                                              nosowo-żołądkowy w porównaniu z grupą żywionych standardowo.

                                              W RCT obejmującym poddawanych radioterapii chorych na raka przełyku, żywionych
                                              poprzez jejunostomię, nie zaobserwowano znaczącego wpływu leczenia żywieniowego
                                              na stężenie transferyny w osoczu. Również w innym RCT, którego autorzy
                                              analizowali wpływ ONS na chorych na raka sutka, poddawanych chemioterapii, nie
                                              wykazano różnic w stężeniu transferyny u chorych leczonych żywieniowo w
                                              porównaniu z grupą kontrolną. Powyższe badania nie zostały jednak
                                              zakwalifikowane do metaanalizy.

                                              Aby określić wpływ leczenia żywieniowego na stężenie albuminy w osoczu,
                                              zestawiono dane z dwóch RCT (jedno z nich przeprowadzono u poddawanych
                                              radioterapii chorych na nowotwory złośliwe miednicy; drugie objęło chore na
                                              raka sutka poddane chemioterapii) i jednego CCT (w grupie osób żywionych przez
                                              zgłębnik nosowo-żołądkowy chorych na raka przełyku i poddawanych
                                              napromienianiu). Metaanaliza nie wykazała znaczącego wpływu leczenia
                                              żywieniowego na wyniki leczenia. Autorzy innego RCT (które nie zostało
                                              zakwalifikowane do metaanalizy z powodu graficznego przedstawienia wyników),
                                              przeprowadzonego wśród chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, donoszą o
                                              zmniejszeniu stężenia albuminy w grupie kontrolnej, natomiast w grupie ONS nie
                                              odnotowano znaczących zmian w tym zakresie. Nie było statystycznych różnic
                                              między obydwiema grupami.

                                              Metaanaliza danych z czterech RCT (obejmujących poddawanych chemio- lub
                                              radioterapii chorych na nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, u których
                                              zastosowano ONS) oraz jednego CCT (przeprowadzonego w grupie poddawanych
                                              radioterapii chorych na raka przełyku, u których wdrożono trwające 32 dni
                                              żywienie przez zgłębnik nosowo-żołądkowy) nie wykazała znaczącego wpływu
                                              leczenia żywieniowego na śmiertelność w porównaniu z postępowaniem rutynowym.

                                              Dwa RCT (przeprowadzone w grupie objętych napromienianiem chorych na nowotwór
                                              złośliwy o różnym umiejscowieniu, z wdrożonym ONS trwającym 21-70 dni) nie
                                              potwierdziły znaczącego wpływu leczenia żywieniowego na liczbę chorych, u
                                              których stwierdzono całkowitą remisję choroby.

                                              W jednym z przeprowadzonych CCT, obejmującym żywionych przez 21 dni za pomocą
                                              ETF chorych na białaczkę, odnotowano zbliżony odsetek powikłań infekcyjnych w
                                              grupie osób leczonych żywieniowo i w grupie żywionych standardowo. Wyniki
                                              innych badań były trudne do interpretacji z powodu braku danych z grup
                                              kontrolnych.

                                              Podaż kwasu eikozapentaenowego vs. brak podaży (postępowanie rutynowe)

                                              W badaniach obejmujących chorych z suplementacją EPA poddawanych radio- lub
                                              chemioterapii nie notowano danych dotyczących parametrów żywieniowych i
                                              pomiarów antropometrycznych. W dwóch badaniach, obejmujących chorych po
                                              przeszczepieniu szpiku kostnego, którym podawano EPA lub ester etylowy EPA,
                                              wykazano znamienne zmniejszenie stężenia TNF-alfa, interferonu-gamma,
                                              leukotrienu B4, IL-10, tromboksanu A2 i prostaglandyny I2 w porównaniu z grupą
                                              chorych otrzymujących standardową dietę. Nie odnotowano znamiennych różnic w
                                              stężeniu CRP pomiędzy grupą chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego
                                              przyjmujących przez około 200 dni kapsułki EPA a grupą kontrolną (leczonych
                                              rutynowo).

                                              W jednym RCT, przeprowadzonym wśród chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego,
                                              którzy otrzymywali EPA przez około 200 dni, stwierdzono znamiennie mniejszą
                                              śmiertelność (0%) w porównaniu z chorymi, u których zastosowano postępowanie
                                              rutynowe (brak suplementacji) (50%).

                                              Dwa RCT, w których przez około 200 dni podawano chorym po przeszczepieniu
                                              szpiku kostnego EPA lub ester etylowy EPA wskazały znamienne zmniejszenie
                                              częstości powikłań w porównaniu z grupą chorych, u których zastosowano
                                              postępowanie rutynowe. Stwierdzono zmniejszenie częstości (50% w grupie z
                                              suplementacją EPA vs. 63% w grupie bez suplementacji) i nasilenia objawów
                                              choroby "przeszczep przeciw gospodarzowi" (graft vs. host disease).

                                              Żywienie za pomocą zgłębnika dojelitowego vs. żywienie pozajelitowe

                                              W grupie chorych po przeszczepieniu szpiku kostnego z wdrożonym częściowym PN
                                              lub żywionych za pomocą zgłębnika nosowo-żołądkowego nie odnotowano znaczących
                                              różnic w zakresie: masy ciała, częstości powikłań zakaźnych, stężenia
                                              transferyny i albumin w osoczu oraz liczby leukocytów.

                                              Chorzy leczeni operacyjnie

                                              Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

                                              Zgodnie z wynikami niektórych RCT leczenie żywieniowe może zwiększać podaż
                                              kalorii u chorych poddawanych leczeniu operacyjnemu z powodu nowotworu
                                              złośliwego. Chorzy na raka przełyku otrzymywali w okresie pooperacyjnym ETF (z
                                              wykorzystaniem zgłębników nosowo-czczych) o wartości energetycznej 2232 kcal/d,
                                              natomiast chorzy leczeni standardowo 0 kcal/d ze względu na ścisłą dietę. U
                                              chorych na raka głowy i szyi lub przełyku, żywionych w warunkach domowych za
                                              pomocą ETF (w 80% przy wykorzystaniu zgłębników nosowo-żołądkowych), odnotowano
                                              podaż 2100 kcal/d. W innym RCT przeprowadzonym u operowanych z powodu raka
                                              przełyku chorych, żywionych za pomocą zgłębnika nosowo-jelitowego, dzienna
                                              podaż białek wyniosła 83 g (vs. 0 g/d w przypadku chorych leczonych standardowo
                                              ze względu na ścisłą dietę).

                                              Zgodnie z tymi RCT stosowanie ETF w okresie przed- i pooperacyjnym nie wpłynęło
                                              na masę ciała chorych ani na wyniki pomiarów antropometrycznych.

                                              Inne RCT, które objęło chorych na raka przełyku, żywionych w okresie
                                              pooperacyjnym przez 7 dni za pomocą zgłębnika nosowo-czczego, wykazało, że w
                                              przypadku chorych otrzymujących preparaty odżywcze znacząco zwiększyła się
                                              liczba leukocytów, natomiast w grupie chorych, u których wdrożono postępowanie
                                              rutynowe, liczba ta nie uległa istotnej zmianie.

                                              Doustne i dojelitowe stosowanie preparatów żywieniowych nie wpłynęło znacząco
                                              na wartości innych parametrów laboratoryjnych u chorych po zabiegach
                                              operacyjnych. Dotyczyło to stężenia transferyny i albuminy w osoczu, stężenia
                                              CRP i IL-6 oraz liczby komórek CD3(+).

                                              W czterech RCT, w których oceniano stan chorych na nowotwór złośliwy - zarówno
                                              przed operacją, jak i po niej - podano odsetki zgonów w poszczególnych grupach.
                                              Prowadzenie w okresie przedoperacyjnym leczenia żywieniowego (ETF lub ONS) nie
                                              wpłynęło znacząco na śmiertelność chorych. Wyłączenie z metaanalizy danych
                                              dotyczących okresu przedoperacyjnego nie wpłynęło na wyniki końcowe. Aby
                                              określić wpływ leczenia żywieniowego na długość okresu hospitalizacji, dokonano
                                              metaanalizy danych pochodzących z dwóch RCT obejmujących chorych na nowotwory
                                              złośliwe przewodu pokarmowego, u których w cią
                                              • 20.10.06, 15:48
                                                ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                                na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                                W czterech RCT, w których oceniano stan chorych na nowotwór złośliwy - zarówno
                                                przed operacją, jak i po niej - podano odsetki zgonów w poszczególnych grupach.
                                                Prowadzenie w okresie przedoperacyjnym leczenia żywieniowego (ETF lub ONS) nie
                                                wpłynęło znacząco na śmiertelność chorych. Wyłączenie z metaanalizy danych
                                                dotyczących okresu przedoperacyjnego nie wpłynęło na wyniki końcowe. Aby
                                                określić wpływ leczenia żywieniowego na długość okresu hospitalizacji, dokonano
                                                metaanalizy danych pochodzących z dwóch RCT obejmujących chorych na nowotwory
                                                złośliwe przewodu pokarmowego, u których w ciągu 7 dni po operacji stosowano
                                                ETF (za pomocą zgłębnika nosowo-czczego lub jejunostomii). Nie było znaczącej
                                                różnicy w zakresie wyników w porównaniu z grupą kontrolną. Włączenie do
                                                metaanalizy danych z dwóch RCT dotyczących chorych na raka głowy i szyi oraz
                                                jelita grubego w okresie przedoperacyjnym nie wpłynęło na ogólny wynik.

                                                Trzy RCT, w których analizowano wpływ leczenia żywieniowego na występowanie w
                                                okresie okołooperacyjnym powikłań infekcyjnych u chorych na nowotwory złośliwe,
                                                zostały włączone do metaanalizy. Dwa z nich dotyczyły chorych na nowotwory
                                                przewodu pokarmowego w okresie pooperacyjnym, jedno natomiast - chorych na raka
                                                jelita grubego w okresie przedoperacyjnym. Nie odnotowano znaczącej różnicy w
                                                zakresie częstości powikłań zakaźnych pomiędzy grupą chorych leczonych
                                                żywieniowo a grupą objętych postępowaniem rutynowym. Uwzględnienie dla potrzeb
                                                metaanalizy jedynie badań dotyczących chorych żywionych za pomocą ETF przez 7-
                                                10 dni po operacji również nie wykazało istotnych statystycznie różnic.

                                                Dane dotyczące jakości życia chorych leczonych żywieniowo okazały się
                                                niewystarczające do przeprowadzenia metaanalizy. Jedno z RCT, w którym - za
                                                pomocą kwestionariuszy standardowych oraz dobieranych w zależności od rodzaju
                                                choroby - analizowano wyniki uzyskane u chorych na nowotwory złośliwe głowy i
                                                szyi, żywionych przez zgłębnik nosowo-żołądkowy w okresie 7-10 dni przed
                                                operacją, wykazało znamienną poprawę w zakresie stanu fizycznego, samopoczucia
                                                psychicznego oraz zmniejszenie duszności. W innym RCT, w którym analizowano
                                                wyniki uzyskane w grupie chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi, żywionych
                                                w okresie 9 dni przed zabiegiem przez zgłębnik nosowo-żołądkowy w warunkach
                                                domowych, autorzy stwierdzili zwiększenie siły chwytu obu rąk. Jedno z badań
                                                klinicznych, obejmujące poddawanych zabiegowi operacyjnemu lub radioterapii
                                                chorych na nowotwory złośliwe głowy i szyi lub raka przełyku, u których przez
                                                28 dni stosowano ETF, wykazało znamienną poprawę stanu ogólnego.

                                                Chorzy z suplementacją EPA (w postaci kapsułek lub pokarmów wzbogaconych o ten
                                                składnik) vs. chorzy bez suplementacji EPA (postępowanie rutynowe, dieta
                                                standardowa lub PN)

                                                Metaanaliza danych z dwóch RCT, w których u chorych na raka przewodu
                                                pokarmowego przez 7 dni po operacji stosowano ETF wzbogacone w rybie tłuszcze,
                                                nie wykazała znaczących różnic w zakresie całkowitej podaży energetycznej ani
                                                białkowej w porównaniu z grupą chorych, u których wdrożono standardowe ETF.

                                                W RCT analizującym wyniki uzyskane wśród chorych, którym w okresie przed- i
                                                pooperacyjnym podawano EPA, odnotowano znamienne zmniejszenie stężenia CRP (w
                                                3. dniu po zabiegu operacyjnym) oraz IL-6 (po 2 h od operacji) w porównaniu z
                                                chorymi żywionymi pozajelitowo.

                                                Śmiertelność chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, żywionych w ciągu 7 dni
                                                po leczeniu operacyjnym za pomocą ETF wzbogaconego w rybie oleje, była podobna
                                                do śmiertelności w grupie chorych, u których stosowano standardowe ETF. W RCT
                                                przeprowadzonym z udziałem chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, których w
                                                okresie pooperacyjnym żywiono pokarmami wzbogaconymi w rybie tłuszcze, wykazano
                                                znamienne zmniejszenie (o 40%) liczby dni, w których występowały zaburzenia ze
                                                strony przewodu pokarmowego oraz znamienne zmniejszenie (o 50%) całkowitej
                                                liczby dolegliwości związanych z przewodem pokarmowym w porównaniu z grupą
                                                kontrolną.

                                                W metaanalizie danych pochodzących z dwóch RCT, obejmujących chorych na
                                                nowotwory przewodu pokarmowego, u których w okresie 7 dni po leczeniu
                                                operacyjnym stosowano ETF wzbogacone w rybie tłuszcze, nie stwierdzono
                                                znaczących różnic w zakresie częstości powikłań zakaźnych w porównaniu z grupą
                                                standardowego ETF.

                                                Żywienie za pomocą zgłębnika dojelitowego vs. żywienie pozajelitowe

                                                W siedmiu RCT, porównujących grupy chorych żywionych równokalorycznymi dietami
                                                podawanymi za pomocą zgłębnika do- lub pozajelitowo, nie odnotowano
                                                statystycznie istotnych różnic w zakresie całkowitej wartości energetycznej
                                                przyjmowanych pokarmów. Większość badań dotyczy leczenia żywieniowego w okresie
                                                pooperacyjnym chorych na nowotwory przewodu pokarmowego; w jednym badaniu
                                                analizowano prowadzenie leczenia żywieniowego w okresie przedoperacyjnym. U
                                                objętych analizą chorych stosowano różne drogi podawania pokarmu (przez
                                                zgłębnik nosowo-żołądkowy, zgłębnik nosowo-jelitowy, przez jejuno- lub
                                                gastrostomię).

                                                W trzech RCT analizujących całkowitą podaż białka lub azotu nie stwierdzono
                                                znamiennych różnic między chorymi żywionymi (przez zgłębnik lub pozajelitowo)
                                                dietami o takiej samej zawartości azotu. W badaniach tych leczenie żywieniowe
                                                prowadzono u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego po zabiegu operacyjnym.
                                                Jedno z nich przeprowadzono wśród chorych żywionych przez jejunostomię, w
                                                pozostałych doniesieniach nie podano informacji na temat sposobu podawania
                                                pokarmu.

                                                W dwóch RCT nie stwierdzono znaczących różnic pod względem masy ciała pomiędzy
                                                chorymi żywionymi przez zgłębnik dojelitowy a grupą PN.

                                                Analizy stężenia transferyny w osoczu dokonano w 5 RCT; w żadnym z nich nie
                                                stwierdzono znamiennych różnic pomiędzy chorymi, u których stosowano ETF, a
                                                grupą PN. Badania te obejmowały leczenie żywieniowe w okresie pooperacyjnym u
                                                chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, raka wątroby oraz poddawanych
                                                radioterapii chorych na raka przełyku. Jedynie dwa spośród tych badań
                                                dopuszczono do metaanalizy. Nie wykazano znamiennej różnicy stężenia
                                                transferyny w osoczu pomiędzy grupą ETF a grupą PN; w analizowanych przypadkach
                                                pokarmy podawano przez zgłębnik nosowo-żołądkowy, nosowo-jelitowy oraz poprzez
                                                jejunostomię.

                                                Autorzy większości badań, w tym również RCT, nie odnotowali znamiennej różnicy
                                                w zakresie stężenia albuminy w osoczu wśród: leczonych żywieniowo w okresie
                                                pooperacyjnym chorych na raka przewodu pokarmowego, chorych na raka przełyku
                                                żywionych w okresie przedoperacyjnym oraz chorych na raka przełyku poddawanych
                                                radioterapii. W jednym z RCT, z analizą leczenia żywieniowego u chorych na raka
                                                żołądka w okresie pooperacyjnym, stwierdzono znamienne zwiększenie stężenia
                                                albuminy w osoczu przy podaży ETF (39 g/l) w porównaniu z chorymi żywionymi
                                                jednocześnie za pomocą zgłębnika oraz drogą pozajelitową (32 g/l).

                                                Metaanaliza danych pochodzących z dwóch RCT, oceniających leczenie żywieniowe w
                                                okresie pooperacyjnym u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, nie wykazała
                                                znaczących różnic w liczbie limfocytów CD3(+) pomiędzy grupą osób leczonych z
                                                ETF a grupą PN. Metaanaliza danych z dwóch RCT, przeprowadzonych w grupie
                                                chorych na nowotwory przewodu pokarmowego, leczonych żywieniowo w okresie
                                                pooperacyjnym, nie zaowocowała stwierdzeniem znaczących różnic w zakresie
                                                stężenia CRP pomiędzy grupą ETF a grupą PN. Podobne wyniki uzyskano w innym
                                                RCT. Jednak w dwóch kolejnych RCT stwierdzono znacząco mniejsze stężenie CRP w
                                                grupie ETF w porównaniu z grupą PN. Ze względu na niespójność danych lub
                                                przedstawienie ich jedynie w postaci graficznej badania te nie zostały
                                                zakwalifikowane do metaanalizy.

                                                Tylko w jednym RCT poddawano ocenie liczbę leukocyt
                                                • 20.10.06, 15:49
                                                  ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                                  na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                                  Tylko w jednym RCT poddawano ocenie liczbę leukocytów u chorych na nowotwory
                                                  przewodu pokarmowego leczonych żywieniowo w okresie pooperacyjnym. W badaniu
                                                  tym odnotowano znamiennie większą ogólną liczbę leukocytów u chorych żywionych
                                                  pozajelitowo w porównaniu z grupą żywionych przez zgłębnik (nosowo-dwunastniczy
                                                  lub nosowo-czczy). Nie wykazano natomiast znaczących różnic w zakresie stężeń
                                                  TNF-alfa, IL-1 ani IL-6. W innych badaniach również nie stwierdzono różnic w
                                                  zakresie stężeń IL-6.

                                                  Metaanaliza danych zebranych w trakcie siedmiu RCT, w których poddano ocenie
                                                  leczenie żywieniowe prowadzone w okresie pooperacyjnym u chorych na nowotwory
                                                  przewodu pokarmowego, nie wykazała znamiennej różnicy w zakresie śmiertelności
                                                  pomiędzy grupą ETF a grupą PN. Włączenie do metaanalizy RCT, obejmującego
                                                  chorych leczonych żywieniowo przez 3-4 tygodni przed operacją, nie wpłynęło na
                                                  jej wyniki.

                                                  Metaanaliza danych z ośmiu RCT - przeprowadzonych w grupie leczonych żywieniowo
                                                  w okresie pooperacyjnym chorych na nowotwory przewodu pokarmowego - wykazała,
                                                  że okres hospitalizacji osób żywionych przez zgłębnik (nosowo-dwunastniczy,
                                                  nosowo-żołądkowy, nosowo-czczy lub przez jejunostomię) był znamiennie krótszy
                                                  (o 1,72 dnia) w porównaniu z grupą PN. Podobne wnioski, niepoparte jednak
                                                  danymi, wyciągnięto na podstawie innego RCT. W kolejnym badaniu nie stwierdzono
                                                  skrócenia okresu hospitalizacji chorych na raka górnego odcinka przewodu
                                                  pokarmowego żywionych w okresie pooperacyjnym za pomocą zgłębnika nosowo-
                                                  czczego; badanie to nie zostało jednak włączone do metaanalizy ze względu na
                                                  niespójność przedstawionych danych.

                                                  W metaanalizie danych z czterech RCT, obejmujących chorych na nowotwory
                                                  przewodu pokarmowego leczonych żywieniowo w okresie poope- racyjnym, wykazano
                                                  znaczące zmniejszenie częstości powikłań u chorych żywionych przez zgłębnik
                                                  (nosowo-czczy, nosowo-żołądkowy lub przez jejunostomię) w porównaniu z grupą
                                                  PN. Szczególnie zmniejszyła się częstość powikłań infekcyjnych. Metaanaliza
                                                  danych z jedenastu RCT, dotyczących leczenia żywieniowego w okresie
                                                  pooperacyjnym u chorych na nowotwory przewodu pokarmowego oraz chorych na raka
                                                  wątroby, pozwoliła wnioskować o znamiennym zmniejszeniu częstości powikłań
                                                  infekcyjnych w grupie ETF w porównaniu z grupą PN. Objęcie metaanalizą RCT,
                                                  przeprowadzonego w grupie chorych na raka przełyku żywionych w okresie
                                                  przedoperacyjnym za pomocą zgłębnika wprowadzonego do gastrostomii, nie
                                                  spowodowało zmiany jej wyników.

                                                  Metaanaliza danych z dwóch RCT, przeprowadzonych w grupie chorych na nowotwory
                                                  przewodu pokarmowego, wykazała znacząco mniejszą częstość występowania sepsy u
                                                  chorych żywionych w okresie pooperacyjnym przez zgłębnik nosowo-czczy lub
                                                  jejunostomię w porównaniu z grupą PN. Podobny wynik uzyskano w innym RCT
                                                  dotyczącym leczenia żywieniowego (poprzez jejunostomię) w okresie pooperacyjnym
                                                  u chorych na raka trzustki. Z kolei w badaniu przeprowadzonym wśród chorych na
                                                  raka żołądka lub raka trzustki, żywionych w okresie pooperacyjnym przez
                                                  zgłębnik nosowo-żołądkowy bądź jejunostomię, uzyskano wyniki odwrotne. Różnice
                                                  te nie były jednak istotne statystycznie, a powyższych badań nie włączono do
                                                  metaanalizy.

                                                  Chorzy leczeni paliatywnie

                                                  Leczenie żywieniowe vs. postępowanie rutynowe

                                                  W badaniu klinicznym z grupą kontrolną nie stwierdzono znaczącego wpływu ETF na
                                                  masę ciała chorych leczonych paliatywnie. Jednak to samo badanie wykazało
                                                  znamienne zwiększenie bezwzględnej liczby leukocytów CD3(+) u chorych z grupy
                                                  ETF w porównaniu z grupą żywionych rutynowo. Inne wyniki (np. stężenie albuminy
                                                  w osoczu) były trudne do interpretacji ze względu na brak danych z grupy
                                                  kontrolnej.

                                                  Podaż EPA vs. postępowanie rutynowe

                                                  Autorzy jednego z RCT zaobserwowali znaczące zwiększenie całkowitej podaży
                                                  kalorii w grupie leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki otrzymujących
                                                  przez 8 tygodni ONS wzbogacone w EPA, podczas gdy u chorych żywionych
                                                  standardowo całkowita podaż kalorii nie uległa zmianie. Wyniki te uzyskano mimo
                                                  niezdowalającego stosowania się chorych do zaleceń lekarskich (przyjęcie przez
                                                  chorych jedynie 70% zaplanowanej ilości EPA oraz niższe od spodziewanych
                                                  stężenie EPA w osoczu). Inne RCT, przeprowadzone w grupie leczonych paliatywnie
                                                  chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, nie
                                                  potwierdziło znaczącego wpływu 14-dniowego przyjmowania kapsułek oleju rybiego
                                                  na całkowitą podaż energetyczną ani na apetyt, w porównaniu z osobami
                                                  przyjmującymi placebo. Jednak również w tym badaniu stwierdzono słabe
                                                  stosowanie się chorych do zaleceń lekarskich - spożycie EPA u większości
                                                  chorych było o połowę mniejsze od przewidywanego (1,8 g zamiast 3,2 g EPA
                                                  dziennie). Ponadto czas trwania żywienia był krótki (14 dni). W niektórych
                                                  innych badaniach wykazano, że podaż oleju rybiego lub EPA u chorych leczonych
                                                  paliatywnie wiązała się ze zwiększeniem podaży energetycznej lub poprawą
                                                  apetytu.

                                                  Autorzy jednego z RCT odnotowali znamienne zwiększenie (w porównaniu ze stanem
                                                  wyjściowym) podaży białka w grupie leczonych paliatywnie chorych na raka
                                                  trzustki, u których przez 8 tygodni stosowano ONS zawierające EPA; natomiast
                                                  podaż białka u chorych otrzymujących dietę standardową nie uległa w tym czasie
                                                  zmianie.

                                                  Przeprowadzone wśród leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki RCT
                                                  wykazało, że zwiększenie beztłuszczowej masy ciała (mierzonej metodą impedancji
                                                  bioelektrycznej) było znacząco większe w grupie otrzymujących ONS wzbogacone w
                                                  EPA w porównaniu z grupą żywionych standardową mieszanką, mimo iż w obu grupach
                                                  odnotowano znaczące zwiększenie wartości tego parametru. Autorzy tego badania
                                                  donoszą również o znamiennej, pozytywnej korelacji pomiędzy przyjmowaniem ONS
                                                  wzbogaconych w EPA a zwiększeniem beztłuszczowej masy ciała. Inne RCT,
                                                  obejmujące chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu,
                                                  nie potwierdziło wpływu 14-dniowego przyjmowania kapsułek z olejem rybim na
                                                  beztłuszczową masę ciała, mierzoną metodą impedancji bioelektrycznej. Jednak w
                                                  niektórych badaniach klinicznych, dotyczących leczonych paliatywnie chorych na
                                                  raka trzustki, którym przez 3-7 tygodni podawano ONS wzbogacone w EPA,
                                                  odnotowano znaczące zwiększenie beztłuszczowej masy ciała (o 0,75-2,00 kg),
                                                  mierzonej metodą impedancji bioelektrycznej, przy braku znaczącej zmiany
                                                  bezwzględnej masy tłuszczu.

                                                  W kolejnym RCT, którym objęto tracących na wadze chorych na raka trzustki
                                                  leczonych paliatywnie, stwierdzono, że zarówno w grupie chorych żywionych przez
                                                  8 tygodni ONS wzbogaconymi w EPA, jak i w grupie osób żywionych mieszanką
                                                  standardową, utrata masy ciała w stosunku do stanu sprzed badania była podobna.
                                                  Negatywny wpływ na wyniki tego badania miało słabe dostosowywanie się chorych
                                                  do zaleceń lekarskich. Jednak autorzy odnotowali znamiennie pozytywne
                                                  sprzężenie między przyjmowaniem ONS wzbogaconych w EPA a zwiększeniem masy
                                                  ciała. Podobnie w innym RCT, przeprowadzonym w grupie tracących na wadze,
                                                  poddawanych leczeniu paliatywnemu chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy o
                                                  różnym umiejscowieniu, nie wykazano znaczącego wpływu 14-dniowego podawania
                                                  kapsułek z olejem rybim na masę ciała. Jednakże RCT obejmujące leczonych
                                                  paliatywnie chorych na zaawansowany nowotwór złośliwy, którym przez 14 dni
                                                  podawano kapsułki z olejem rybim, potwierdziło bezpośrednią zależność między
                                                  zmianą masy ciała a stężeniem EPA w osoczu.

                                                  Autorzy niektórych badań klinicznych donoszą o zwiększeniu, normalizacji lub
                                                  zahamowaniu utraty masy ciała u chorych, którym podawano kapsułki z olejem
                                                  rybim lub ester etylowy EPA. Wyniki te są jednak mało spójne i nie dotyczą
                                                  wszystkich badanych chorych. Niemniej jednak w przypadku wykazujących ut
                                                  • 20.10.06, 15:51
                                                    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                                    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                                    Autorzy niektórych badań klinicznych donoszą o zwiększeniu, normalizacji lub
                                                    zahamowaniu utraty masy ciała u chorych, którym podawano kapsułki z olejem
                                                    rybim lub ester etylowy EPA. Wyniki te są jednak mało spójne i nie dotyczą
                                                    wszystkich badanych chorych. Niemniej jednak w przypadku wykazujących utratę
                                                    masy ciała chorych, którzy otrzymywali kapsułki EPA przez co najmniej 30 dni,
                                                    zaobserwowano korelację między zmianą masy ciała a długością okresu stosowania
                                                    EPA. Wyniki innych badań były trudniejsze do interpretacji z powodu braku
                                                    danych z grupy kontrolnej.

                                                    W jednym z RCT nie wykazano znaczącego wpływu stosowania przez okres 40 dni
                                                    kapsułek z olejem rybim na bezwzględną oraz względną (rozumianą jako odsetek
                                                    wszystkich limfocytów) liczbę limfocytów CD3(+) u leczonych paliatywnie chorych
                                                    z przerzutami litego nowotworu złośliwego. Dwa inne badania, w których oceniano
                                                    stężenie CRP, były trudne do interpretacji z powodu braku danych z grupy
                                                    kontrolnej.

                                                    Dwa RCT, w których stwierdzono wydłużenie okresu przeżycia chorych, nie zostały
                                                    zakwalifikowane do metaanalizy. W jednym z RCT odnotowano wydłużenie mediany
                                                    przeżycia (142 dni) u leczonych paliatywnie chorych na raka trzustki
                                                    otrzymujących przez 8 tygodni doustne preparaty odżywcze wzbogacone w EPA w
                                                    porównaniu z grupą kontrolną, w której stosowano dietę standardową (128 dni).
                                                    Kolejne RCT potwierdziło znaczące wydłużenie - w porównaniu z grupą chorych
                                                    otrzymujących placebo - czasu przeżycia w grupie leczonych paliatywnie chorych
                                                    na zaawansowanego raka trzustki, którzy przez 40 dni przyjmowali kapsułki z
                                                    olejem rybim zawierające EPA. Autorzy badania porównującego wyniki leczenia
                                                    chorych prawidłowo odżywionych i niedożywionych donoszą o dłuższym czasie
                                                    przeżycia tych pierwszych.

                                                    W jednym z RCT nie stwierdzono znaczących różnic jakości życia pomiędzy
                                                    leczonymi paliatywnie chorymi na raka trzustki otrzymującymi przez 8 tygodni
                                                    doustne preparaty odżywcze wzbogacone w EPA a grupą kontrolną, w której
                                                    stosowano mieszankę standardową. W innym badaniu stwierdzono jednak, że jakość
                                                    życia korelowała dodatnio z podażą EPA. W RCT obejmującym chorych na raka
                                                    trzustki odnotowano znaczące zwiększenie poziomu aktywności fizycznej w
                                                    porównaniu do stanu wyjściowego zarówno w grupie osób otrzymujących przez 8
                                                    tygodni ONS wzbogacone w EPA, jak i w grupie chorych żywionych standardowo;
                                                    różnica wyników uzyskanych w obu grupach nie była jednak istotna statystycznie.
                                                    Jedno z RCT, którym objęto chorych na zaawansowane nowotwory złośliwe o różnym
                                                    umiejscowieniu, wykazało jedynie nieznaczny wpływ stosowania ONS wzbogaconych w
                                                    EPA na ogólny stan zdrowia.

                                                    W jednym z RCT uzyskano poprawę wydolności fizycznej według skali Karnofsky'ego
                                                    u leczonych paliatywnie chorych na lite nowotwory złośliwe z rozpoznanymi
                                                    przerzutami, którzy przyjmowali przez 40 dni kapsułki z olejem rybim. Z kolei w
                                                    innym RCT, przeprowadzonym u leczonych paliatywnie chorych na zaawansowane
                                                    nowotwory złośliwe, nie wykazano zmian wydolności fizycznej według skali
                                                    Karnofsky'ego w grupie chorych otrzymujących przez 14 dni kapsułki z olejem
                                                    rybim. Stwierdzono natomiast pogorszenie wydolności fizycznej w grupie
                                                    kontrolnej. Znaczące polepszenie stanu ogólnego (wg skali Karnofsky'ego)
                                                    zaobserwowano w badaniu klinicznym obejmującym leczonych paliatywnie chorych na
                                                    raka trzustki, u których przez 7 tygodni stosowano ONS wzbogacone w EPA. W
                                                    innych badaniach potwierdzono natomiast jedynie nieznaczny wpływ podaży EPA na
                                                    stopień odczuwanego zmęczenia i samopoczucie chorych oraz na stan czynnościowy
                                                    oceniany z użyciem skali Edmonton i skali wydolności fizycznej WHO.

                                                    Omówienie

                                                    Panuje pogląd, że leczenie żywieniowe w postaci ETF lub ONS u chorych na
                                                    nowotwory złośliwe poddawanych zabiegom operacyjnym, chemio- i radioterapii
                                                    powoduje zwiększenie całkowitej podaży składników pokarmowych. Metaanaliza
                                                    danych pochodzących z trzech RCT wykazała znaczące zwiększenie całkowitej
                                                    podaży energetycznej u poddawanych radioterapii chorych otrzymujących ONS w
                                                    porównaniu z grupą kontrolną, w której stosowano żywienie standardowe.
                                                    Zwiększeniu podaży energetycznej związanej z przyjmowaniem ONS lub ETF
                                                    towarzyszy zwiększenie podaży mikroskładników odżywczych zawartych w odżywkach.
                                                    Autorzy jednego z badań donoszą o zwiększeniu podaży niektórych składników
                                                    odżywczych (w tym witaminy C i kwasu foliowego) w grupie ONS. Zgodnie z
                                                    wynikami niektórych badań dotyczących różnych chorób stosowanie preparatów
                                                    żywieniowych generalnie nie wiąże się z ograniczeniem podaży pokarmów.

                                                    Ograniczenie przyjmowania pokarmu stanowi główną przyczynę niedożywienia,
                                                    dlatego zwiększenie podaży substancji pokarmowych u chorych na nowotwory
                                                    złośliwe za pomocą ONS lub ETF może zmniejszać niedożywienie lub zapobiegać
                                                    jego wystąpieniu. Zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań stosowanie ONS i
                                                    ETF zwiększa podaż substancji odżywczych, dlatego u chorych leczonych
                                                    żywieniowo można się również spodziewać zwiększenia masy ciała. Choć niektóre
                                                    badania obejmujące chorych poddawanych chemio-, radioterapii, operacjom lub
                                                    leczeniu paliatywnemu, u których zastosowano ONS lub ETF, zawierają pewne dane
                                                    na temat zmian masy ciała chorych, to uzyskane wyniki były zróżnicowane, nie
                                                    stwierdzono również jednolitego wpływu leczenia żywieniowego na masę ciała.
                                                    Duże zróżnicowanie chorych objętych badaniami, odmienności dotyczące czasu
                                                    trwania leczenia żywieniowego, ilości stosowanych mieszanek, ich walorów
                                                    smakowych, zróżnicowane stosowanie się chorych do zaleceń lekarskich oraz
                                                    obecność innych czynników zakłócających utrudniają interpretację danych. W
                                                    przypadku wielu analizowanych czynników (śmiertelność, częstość powikłań,
                                                    odpowiedź na leczenie) wyniki w obrębie grup poddawanych interwencji i grup
                                                    kontrolnych nie różniły się między sobą.

                                                    Przeprowadzone dla potrzeb niniejszego przeglądu odrębne metaanalizy, w których
                                                    oceniano wyniki uzyskane u chorych poddawanych operacji albo chemio- lub
                                                    radioterapii, wykazały brak znaczącego wpływu stosowania ETF czy ONS na
                                                    śmiertelność, długość czasu hospitalizacji i częstość powikłań infekcyjnych.
                                                    Wyniki te można częściowo wyjaśnić wadami projektów badań, w tym np. małą
                                                    liczbą chorych, zróżnicowanym okresem trwania leczenia żywieniowego, oraz
                                                    niezadowalającym stosowaniem się chorych do zaleceń lekarskich. Ponadto do
                                                    wielu badań, w których analizowano wpływ stosowania ONS i ETF, kwalifikowano
                                                    chorych na nowotwory złośliwe o różnym umiejscowieniu, różnych stopniach
                                                    zaawansowania i różniących się pod względem wdrożonego leczenia, więc grupy
                                                    chorych cechowały się znaczą niejednorodnością, co uniemożliwia lub utrudnia
                                                    analizę. Natomiast pewne badania obejmujące bardziej jednorodne grupy chorych
                                                    operowanych z powodu nowotworu złośliwego (najczęściej nowotworu przewodu
                                                    pokarmowego) potwierdzają korzyści kliniczne związane ze stosowaniem ETF w
                                                    porównaniu z PN. W badaniach tych żywienie prowadzono zwykle za pomocą
                                                    zgłębnika wprowadzonego do jelita czczego i zazwyczaj do 3.-4. doby po operacji
                                                    uzyskiwano planowaną podaż pokarmu (odpowiednik 20-25 kcal/kg/d).
                                                    Przeprowadzone w oparciu o te badania metaanalizy potwierdziły znaczące
                                                    skrócenie okresu hospitalizacji (o 1,72 dnia) chorych żywionych w okresie
                                                    pooperacyjnym przez zgłębnik dojelitowy w porównaniu z grupą chorych, u których
                                                    wdrożono PN. Ponadto, mimo że nie odnotowano znamiennych różnic pod względem
                                                    śmiertelności, to częstość powikłań oraz liczba przypadków sepsy była znacząco
                                                    mniejsza u chorych żywionych za pomocą ETF niż w grupie PN.

                                                    Zróżnicowane wyniki leczenia wynikają być może ze zmiennej odpowiedzi zapalnej
                                                    i odpornościowej, jednak dane na temat tych procesów okazały się niepełne; nie
                                                    wykazano znaczących różnic w za
                                                  • 20.10.06, 15:52
                                                    ciąg dalszy Leczenie żywieniowe oraz podaż kwasu eikozapentaenowego u chorych
                                                    na nowotwory złośliwe - przegląd systematyczny

                                                    Zróżnicowane wyniki leczenia wynikają być może ze zmiennej odpowiedzi zapalnej
                                                    i odpornościowej, jednak dane na temat tych procesów okazały się niepełne; nie
                                                    wykazano znaczących różnic w zakresie stężenia markerów (np. transferyny czy
                                                    białek ostrej fazy w osoczu oraz liczby limfocytów CD3(+)). Nie stwierdzono
                                                    również znamiennych różnic w zakresie podaży pokarmu i masy ciała pomiędzy
                                                    chorymi żywionymi do- i pozajelitowo. Rozwijająca się niekiedy u chorych
                                                    żywionych pozajelitowo sepsa, związana z obecnością cewnika naczyniowego, może
                                                    się przyczyniać do zwiększenia częstości powikłań septycznych i innych u
                                                    chorych z tej grupy.

                                                    Również inne czynniki mogą utrudniać interpretację wyników badań; np. w celu
                                                    zapewnienia izoenergetycznej podaży pokarmu u części chorych z ETF stosowano we
                                                    wczesnym okresie pooperacyjnym także PN. W innych przypadkach ocena
                                                    indywidualnego wpływu poszczególnych składników pokarmowych (węglowodanów,
                                                    tłuszczów i białek) na końcowe wyniki leczenia nie była możliwa. Oceniane
                                                    badania generalnie nie uwzględniały stanu odżywienia chorych i - mimo że w
                                                    niektórych spośród nich niedożywienie chorych (oraz zmniejszenie masy ciała)
                                                    stwierdzano często - nie przeprowadzono analizy danych w podgrupach. Niektóre
                                                    doniesienia nie zawierały informacji na temat wyjściowego stanu odżywienia. Z
                                                    praktycznego punktu widzenia wyniki uzyskane na podstawie przeprowadzonych
                                                    metaanaliz stanowią racjonalny argument przemawiający za stosowaniem - jeżeli
                                                    tylko jest to możliwe - ETF preferencyjnie w stosunku do PN.

                                                    Niektóre badania dotyczyły podawania kapsułek z olejem rybim (lub pokarmów
                                                    wzbogaconych w ten składnik) chorym na nowotwory złośliwe poddawanych
                                                    przeszczepieniu szpiku kostnego, operacji lub leczeniu paliatywnemu. U chorych
                                                    objętych tymi badaniami dzienna podaż EPA wynosiła 1,8-4,0 g, czyli znacznie
                                                    więcej niż dzienna podaż EPA w standardowej diecie. W niektórych grupach
                                                    otrzymujących kapsułki EPA (np. chorzy po przeszczepieniu szpiku kostnego)
                                                    stwierdzono znamienne zmniejszenie śmiertelności oraz częstości powikłań,
                                                    wykazano też poprawę parametrów stanu zapalnego; omawiane badanie zostało
                                                    jednak zakończone przed planowanym terminem ze względu na znamienne różnice w
                                                    zakresie śmiertelności między analizowanymi grupami. W innych grupach (np.
                                                    chorych operowanych) nie odnotowano korzyści klinicznych związanych ze
                                                    stosowaniem ETF wzbogaconego w EPA. Co więcej, w wielu badaniach stwierdzono
                                                    niespójny wpływ leczenia żywieniowego na podaż pokarmu, masę ciała chorych oraz
                                                    wyniki leczenia (np. śmiertelność, częstość powikłań).

                                                    W przypadku badań obejmujących leczonych paliatywnie chorych na zaawansowane
                                                    nowotwory złośliwe, którym podawano pokarmy wzbogacone w EPA, istnieje
                                                    możliwość, że znaczne zaawansowanie procesu nowotworowego maskuje korzystny
                                                    wpływ oleju rybiego. Dlatego wykonanie badań w grupie chorych na nowotwory
                                                    złośliwe o mniejszym stopniu zaawansowania poddawanych różnym metodom
                                                    leczniczym byłoby cenne, ponieważ umożliwiłoby porównanie wyników leczenia
                                                    żywieniowego u chorych z różnym stopniem zaawansowania procesu nowotworowego.
                                                    Innym wyjaśnieniem braku korzystnego wpływu ONS wzbogaconych w EPA jest zmienne
                                                    i generalnie słabe dostosowanie się chorych do zaleceń lekarskich. Taka
                                                    sytuacja zaistniała w jednym z badań, dlatego badacze (Fearon i wsp.)
                                                    przeprowadzili analizę wyników w zależności od przyjętej dawki EPA. Wykonana
                                                    analiza wykazała zależność między ilością spożytego pokarmu płynnego
                                                    wzbogaconego w EPA a przyrostem całkowitej masy ciała, beztłuszczowej masy
                                                    ciała oraz poprawą jakości życia. W przypadku grupy kontrolnej, w której
                                                    stosowano żywienie standardowe, nie odnotowano takiej zależności. Jednak wyniki
                                                    tego badania powstały w oparciu o analizę wykonaną post hoc, dlatego w celu ich
                                                    potwierdzenia konieczne jest dokonanie oceny prospektywnej. Dane na temat
                                                    dostosowania się chorych do zaleceń lekarskich oraz podaży kapsułek EPA (lub
                                                    pokarmów wzbogaconych w EPA) nie zostały w innych badaniach przedstawione w
                                                    sposób zadowalający. Niedostatecznie oceniono również zależność wyników
                                                    stosowania EPA od stanu odżywienia chorych na nowotwory złośliwe. Dlatego
                                                    istotne z punktu widzenia analizy porównawczej byłoby przeprowadzenie dalszych
                                                    badań w grupie chorych na nowotwory złośliwe o niższym stopniu zaawansowania
                                                    poddawanych różnym metodom leczniczym. Zmienny okres prowadzenia leczenia
                                                    żywieniowego, szczególnie krótki u chorych operowanych, stanowi kolejny czynnik
                                                    mogący wpływać na małą skuteczność ONS wzbogaconego w EPA. Według niektórych
                                                    autorów wystąpienie efektu metabolicznego zależy od czasu stosowania EPA. Burns
                                                    i wsp. wykazali zależność niektórych ocenianych parametrów (np. masy ciała) od
                                                    czasu trwania podaży EPA.

                                                    Wnioski

                                                    Dojelitowe leczenie żywieniowe (doustne lub przy użyciu zgłębnika) może - w
                                                    porównaniu z żywieniem standardowym - zmniejszać stan niedożywienia u chorych
                                                    na nowotwory złośliwe, choć jego wpływ na poprawę wyników leczenia
                                                    (zmniejszenie śmiertelności) jest słabo udokumentowany. Ocena skuteczności
                                                    klinicznej stosowania ONS i ETF w zależności od rodzaju nowotworu złośliwego
                                                    oraz wybranego sposobu leczenia wymaga przeprowadzenia dalszych badań.
                                                    Metaanalizy - obejmujące wyniki leczenia chorych na nowotwory złośliwe
                                                    poddawanych zabiegom chirurgicznym w zakresie przewodu pokarmowego - wykazują
                                                    skrócenie czasu hospitalizacji oraz zmniejszenie częstości powikłań w grupie
                                                    leczonych żywieniowo za pomocą ETF w porównaniu z chorymi żywionymi
                                                    pozajelitowo. Pomimo pewnych korzyści klinicznych związanych ze stosowaniem EPA
                                                    (przyjmowanego w postaci kapsułek lub jako dodatku do spożywanej diety)
                                                    konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań w celu potwierdzenia tych
                                                    wyników.

                                                    Opracował lek. Jacek Kurcz
                                                    Konsultował prof. dr hab. med. Bruno Szczygieł
                                                    p.o. Kierownika Zakładu Żywienia Człowieka Wydziału Nauki o Zdrowiu AM w
                                                    Warszawie

                                                    źródło pochodzenia www.mp.pl/artykuly/?aid=28901
                                • 23.10.06, 20:14
                                  Polacy pracują nad praktycznym wykorzystaniem zjawiska interferencji
                                  RNA. "Technologia RNA może być niezwykle skuteczna w walce z nowotworami" -
                                  twierdzi dr Monika Lamparska-Przybysz z laboratorium Celon Pharma. Firma, jako
                                  jedyna w naszym kraju, rozpoczęła prace nad wdrożeniem technologii opartej na
                                  odkryciu, za które amerykańscy naukowcy otrzymali tegoroczną Nagrodę Nobla.
                                  NATURALNA OCHRONA KOMORKI

                                  Zjawisko interferencji RNA występuje u roślin, zwierząt i ludzi. Jest to
                                  mechanizm naturalnie funkcjonujący w komórce, będący częścią systemu regulacji
                                  aktywności genów oraz ochrony komórki przed niektórymi wirusami. Interferencja
                                  RNA jest terapią genową drugiej generacji, drugim skrzydłem biotechnologii
                                  molekularnej.

                                  Za odkrycie "zjawiska interferencji RNA, które polega na wyłączaniu genów za
                                  pomocą krótkich, dwuniciowych fragmentów RNA", tegoroczną Nagrodę Nobla w
                                  dziedzinie medycyny i fizjologii otrzymali dwaj Amerykanie, Andrew Z. Fire i
                                  Craig C. Mello. Amerykańskim badaczom udało się podejrzeć w jaki sposób
                                  funkcjonuje komórka i wykorzystać to zjawisko. Początkowo wykorzystywano je w
                                  badaniach podstawowych dla badania funkcji genów, a następnie zaczęto
                                  dostrzegać możliwości zastosowania go w medycynie.

                                  SZANSA DLA NIEULECZALNIE CHORYCH

                                  "W naszych badaniach probujemy wykorzystać naturalny mechanizm, który zachodzi
                                  w każdym żywym organizmie i +wykorzystać go jako potencjalne narzędzie w walce
                                  z chorobami+" - mowi kierownik działu biologii molekularnej Celon Pharma dr
                                  Lamparska-Przybysz.

                                  "Próbujemy wyciszać aktywność niektórych genów, które mogą być zaangażowane w
                                  szkodliwe dla komórek procesy, m.in. procesy nowotworowe. Znosząc efekt
                                  działania tych genów, działamy terapeutycznie. Jesteśmy w stanie bądź zahamować
                                  rozwój nowotworu, bądź spowodować, że jest on eliminowany z organizmu" –
                                  wyjaśnia. Jej zdaniem, daje to szanse na leczenie tych typów nowotworów, które
                                  do te pory są nieuleczalne.

                                  Według dr Lamparskiej-Przybysz, dzięki technolorii RNA można potencjalnie
                                  oddziaływać na dowolny gen, który nas interesuje i który uważamy za
                                  niekorzystny w danym typie nowotworów. Jak tlumaczy badaczka, leki, które
                                  obecnie się stosuje w chemioterapii działają na wszystkie komórki. Nowy lek
                                  będzie działał selektywnie na miejsca chorobowo zmienione, oszczędzając zdrowe
                                  tkanki.

                                  NA LEK TRZEBA JESZCZE POCZEKAĆ

                                  Doktor dodaje, że prace są obecnie na etapie badań przedklinicznych. "Mamy już
                                  kilka potencjalnych genów, które chcielibyśmy wyciszyć, jako narzędzie
                                  terapeutyczne. W przyszłym roku rozpoczniemy pierwsze badania na zwierzętach".
                                  Według niej pierwsze te leki nowej generacji mogłyby się pojawić za 5-10 lat.

                                  Celon Pharma jest jedną z kilkunastu firm, które 19 i 20 października wzięły
                                  udział w targach Biotechnologii i Biobiznesu „Bio-Forum” w Łodzi. Założeniem
                                  imprezy jest prezentacja projektów naukowo-badawczych realizowanych w
                                  placówkach naukowych, głównie z zakresu biotechnologii i ochrony zdrowia.
                                  Ponadto zapoznać się można na nich z ofertami dotyczącymi najnowszej aparatury
                                  i metod badawczych.JAW

                                  źródło pochodzenia PAP- Nauka w Polsce
                                  www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=91&news_id=13728&layout=0&forum_id=5567&page=text
                                  • 24.10.06, 17:02
                                    Wczesne wykrycie raka płuc gwarantuje dłuższe życie

                                    Ogólnopolską Kampanię Edukacyjną "Rak płuca. Wczesne wykrycie = dłuższe życie"
                                    zainaugurowano we wtorek 24 października w Warszawie. Eksperci przekonują, że
                                    chorobę tę można dziś leczyć, o ile nie zlekceważymy niepokojących objawów.

                                    Rak płuca jest najbardziej zabójczy wśród nowotworów złośliwych. "Co tydzień
                                    umiera na niego 400 Polaków. To jakby rozbiły się dwa samoloty" - podkreśla
                                    konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej prof. Tadeusz
                                    Orłowski.
                                    W skali roku nowotwór ten zabija prawie 20 tys. Polaków. "To więcej zgonów niż
                                    z powodu wszystkich innych nowotworów" - zaznacza Orłowski.

                                    Tak wysoka śmiertelność wynika w dużej mierze z tego, że raka wykrywa się zbyt
                                    późno, gdy nie można już zastosować leczenia chirurgicznego, dającego
                                    największe szanse na zahamowanie lub znaczne opóźnienie rozwoju choroby. "Raka
                                    wykrywa się zbyt późno u ponad 80 proc. chorych" - alarmuje prof. Orłowski i
                                    ostrzega, że choroba rozwija się w sposób nieprzewidywalny. Już w ciągu roku
                                    może spowodować w organizmie zmiany niemożliwe do wyleczenia.

                                    "Szanse przeżycia są za to spore w pierwszym stadium zaawansowania choroby" -
                                    mówi prof. Jan Skokowski, prezes Stowarzyszenia Ludzi Wyleczonych z Raka Płuca,
                                    inicjatora kampanii. Dlatego tak ważne jest, aby osoby z grupy ryzyka jak
                                    najwcześniej zgłosiły się do lekarza pierwszego kontaktu, który zleca
                                    podstawowe badania diagnostyczne - zdjęcie RTG klatki piersiowej oraz
                                    tomografię komputerową. Na tej podstawie może skierować na konsultacje u
                                    specjalistów. Ci zlecają kolejne badania, aby potwierdzić lub wykluczyć raka
                                    płuc.

                                    W grupie ryzyka choroby są przede wszystkim palacze - czynni i bierni. Stanowią
                                    oni 95 proc. chorych z rakiem płuca. Dlatego przeciwdziałanie chorobie to
                                    przede wszystkim zapobieganie i walka z nałogiem" - podkreśla prof. Orłowski.

                                    Na rozwój raka płuc bardziej niż przeciętnie narażeni są także ludzie po 40.
                                    roku życia, jedzący mało owoców i warzyw oraz mający w rodzinie chorych na
                                    nowotwór płuc. Im właśnie specjaliści zalecają szczególnie częste badania
                                    diagnostyczne.

                                    "Niepokoić powinien także uciążliwy lub zmieniający charakter kaszel, częste
                                    infekcje dróg oddechowych, duszności bez przyczyny, zmęczenie i brak energii,
                                    ból klatki piersiowej lub okolicy barku, niewyjaśniona utrata wagi' - wylicza
                                    prof. Skokowski.

                                    Organizatorzy kampanii opracowali ulotki informacyjne z listą pytań na temat
                                    objawów raka płuc, które w czasie wizyty powinien zadać pacjentowi lekarz
                                    pierwszego kontaktu. Ulotki trafią do lekarzy w całej Polsce.

                                    źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce, Anna Zdolińska
                                    www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=168&news_id=13778&layout=0&forum_id=5617&page=text

                                    • 26.10.06, 07:31
                                      Tracąc tkankę tłuszczową można powstrzymać nowotwór.
                                      Spalanie tkanki tłuszczowej może hamować wzrost raka skóry - zaobserwowali
                                      naukowcy z USA.
                                      Ich praca, zamieszczona na łamach pisma "Proceedings of the National Academy of
                                      Sciences", pomoże w lepszym zrozumieniu związku pomiędzy dietą, otyłością a
                                      ryzykiem zachorowania na nowotwór złośliwy.

                                      Z licznych dotychczasowych badań na zwierzętach i ludziach wynikało, że
                                      kaloryczna, tłusta dieta, jak również otyłość, mogą zwiększać predyspozycje do
                                      rozwoju raka różnych narządów. Jednak dokładny mechanizm odpowiedzialny za to
                                      nie został dobrze poznany.
                                      Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanu New Jersey w Rutgers
                                      przybliżają nas do zrozumienia tej zależności. Wynika z nich bowiem, że komórki
                                      tkanki tłuszczowej produkują związki, które pomagają przeżyć komórkom nowotworu.

                                      Doświadczenia prowadzono na myszach, które naświetlano promieniami UV B.
                                      Kontakt z tym promieniowaniem jest uważany za główną przyczynę różnych typów
                                      raka skóry (zarówno czerniaka, jak i innych).

                                      W rezultacie, u gryzoni rosły guzy skóry inne niż czerniak, albo też w
                                      komórkach skóry pojawiały się uszkodzenia DNA, mogące doprowadzić do wzrostu
                                      tych nowotworów. Jak zaobserwowali badacze, gryzonie, które posiadały więcej
                                      tkanki tłuszczowej miały większą liczbę guzów.

                                      Następnie, w klatkach niektórych myszy umieszczono kołowrotki, na których
                                      zwierzęta bardzo lubią biegać.

                                      Po 2 tygodniach myszy, które miały dostęp do kołowrotków i korzystały z nich
                                      (biegając średnio 3,2 km do 4,8 km dziennie) spaliły sporo tkanki tłuszczowej.

                                      Okazało się, że dzięki temu nasiliło się obumieranie komórek skóry z DNA
                                      uszkodzonym przez UVB. Komórki z uszkodzeniami w DNA giną w procesie
                                      samobójczej, programowanej śmierci - tzw. apoptozy.

                                      U gryzoni, które miały już raka skóry wywołanego promieniami UVB, apoptoza
                                      komórek nowotworowych również zachodziła częściej.

                                      Co ciekawe, gdy przed naświetlaniem UV myszom usunięto tkankę tłuszczową
                                      chirurgiczne, komórki z uszkodzonym DNA również częściej obumierały.

                                      Zdaniem autorów najnowszej pracy, odkrycie to wskazuje, że komórki tkanki
                                      tłuszczowej mogą wydzielać jakieś substancje hamujące apoptozę komórek z
                                      uszkodzonym DNA, które grożą rozwojem nowotworu. Wynika z tego również, że
                                      otyłość i związany z nią nadmiar tkanki tłuszczowej mogą zwiększać
                                      predyspozycje do raka skóry.

                                      W swoich wcześniejszych doświadczeniach naukowcy z Uniwersytetu Stanu New
                                      Jersey wykazali, że podawanie myszom kofeiny również hamuje wzrost raka skóry
                                      pod wpływem UVB. Jak wyjaśniają, kofeina nasilała aktywność ruchową gryzoni i
                                      na tej drodze mogła sprzyjać spalaniu tkanki tłuszczowej oraz hamować wzrost
                                      raka.
                                      źródło pochodzenia Onet.pl
                                      wiadomosci.onet.pl/1422963,16,1,0,120,686,item.html
                                      • 30.10.06, 17:12
                                        Komórki macierzyste z tkanki tłuszczowej mogą być pewnego dnia wykorzystane do
                                        odbudowy piersi u kobiet poddawanych mastektomii z powodu raka sutka - uważają
                                        naukowcy amerykańscy. Informację na ten temat podaje serwis
                                        internetowy "EurekAlert".
                                        Obecnie rekonstrukcja piersi u kobiet po mastektomii polega bądź na
                                        wszczepieniu implantu (silikonowego lub plastikowego wypełnionego roztworem
                                        soli fizjologicznej), bądź na przeszczepie tkanek z innego miejsca organizmu i
                                        odpowiednim uformowaniu ich.

                                        Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburgu uważają, że lepsze od tych inwazyjnych
                                        metod byłoby wykorzystanie potencjału dorosłych komórek macierzystych
                                        izolowanych z tkanki tłuszczowej.
                                        Wykorzystanie komórek macierzystych do leczenia różnych schorzeń budzi wielkie
                                        nadzieje lekarzy i naukowców. Komórki te bowiem zachowują ogromny potencjał
                                        rozwojowy i pod wpływem odpowiednich sygnałów chemicznych mogą się
                                        przekształcać w komórki różnych tkanek. Najbardziej wszechstronne możliwości
                                        posiadają zarodkowe komórki macierzyste, ale coraz więcej badań dowodzi, że w
                                        wielu przypadkach można by je zastąpić komórkami macierzystymi obecnymi w
                                        różnych tkankach dorosłego organizmu.

                                        W 2001 roku naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburgu razem z kolegami z
                                        Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles poinformowali jako pierwsi, że
                                        dorosłe komórki macierzyste można pozyskiwać z tkanki tłuszczowej pacjentów.
                                        Prowadzone od tamtego czasu badania wskazują, że komórki te mogą się rozwijać
                                        nie tylko w komórki tłuszczowe, ale też w komórki tkanki kostnej, chrząstki,
                                        mięśni, naczyń krwionośnych czy w komórki nerwowe i że mogą być w przyszłości
                                        wykorzystane do naprawy serca po zawale, mózgu po udarze, czy leczenia urazów
                                        kości. Na razie nie testuje się ich jednak w badaniach klinicznych na
                                        pacjentach.

                                        Badacze z Pittsburga sprawdzają obecnie możliwość wykorzystania tych komórek do
                                        rekonstrukcji piersi. Doświadczenia są prowadzone na samicach szczurów.

                                        Do rekonstrukcji sutków wykorzystuje się komórki macierzyste z tkanki
                                        tłuszczowej pochodzącej od pacjentek z rakiem piersi. Są one najpierw osadzane
                                        na mikroskopijnych kuleczkach, których skład przypomina naturalne środowisko
                                        komórek wewnątrz organizmu i ma pobudzać procesy regeneracji tkanek.

                                        Komórki macierzyste łatwo przylegają do tych kuleczek i przekształcają się w
                                        dojrzałe komórki tkanki tłuszczowej. Takie struktury wszczepia się samicom pod
                                        skórę, co - jak wykazały wstępne badania - prowadzi do uformowania się wzgórka
                                        tkanki tłuszczowej.

                                        Zdaniem autorów badań, ta metoda rekonstrukcji piersi mogłaby być znacznie
                                        bardziej bezpieczna od obecnie stosowanych. Komórki do przeszczepu pozyskiwano
                                        by od samej pacjentki, np. z tkanki tłuszczowej na brzuchu, co minimalizuje
                                        ryzyko ich odrzucenia przez organizm. Jak przypominają naukowcy, z około pół
                                        kilograma tkanki tłuszczowej można uzyskać 200 mln komórek macierzystych, a z
                                        nich już po 2 tygodniach wyhodować 10 razy więcej komórek tłuszczowych.

                                        Jednak zanim metoda ta znajdzie zastosowanie w chirurgii rekonstrukcyjnej,
                                        naukowców czeka jeszcze wiele pracy. Między innymi trzeba jeszcze sprawdzić,
                                        czy komórki macierzyste przeszczepione w miejsce po usuniętej piersi nie będą
                                        pobudzały do wzrostu raka.
                                        źródło pochodzenia Onet.pl
                                        wiadomosci.onet.pl/1425414,16,1,0,120,686,item.html
                                        • 31.10.06, 21:19
                                          Emgoro- doskonaly pomysl! popieram i dziekuje z calego serca, to wazna lektura
                                          pozdrawiam Ciebie i Gosie
                                        • 02.11.06, 13:14
                                          Można zmniejszyć ilość rakotwórczego akrylamidu we frytkach. Wystarczy przed
                                          smażeniem na oleju podgrzewać je w kuchence mikrofalowej - informuje
                                          pismo "Journal of the Science of Food and Agriculture".
                                          Odkrycie akrylamidu - związku, który najprawdopodobniej działa na ludzi
                                          rakotwórczo - wywołała falę badań różnych metod gotowania. Akrylamid tworzy się
                                          podczas smażenia oraz pieczenia w piekarniku, na ruszcie i grilu, gdzie
                                          jednocześnie panuje wysoka temperatura i mała wilgotność.

                                          Naukowcy z tureckiego Uniwersytetu w Mersin, kierowani przez Koray Palazoglu,
                                          doszli do wniosku, że ilość akrylamidu we frytkach można ograniczyć, skracając
                                          czas ich smażenia na oleju. W tym celu proponują wstępne przygotowanie surowych
                                          frytek w kuchence mikrofalowej.
                                          Badacze ci wykazali, że zastosowanie mikrofal przed smażeniem wyraźnie
                                          zmniejszyło ilość akrylamidu na powierzchni frytek.

                                          Gdy ziemniaki smażono na oleju w temperaturze odpowiednio 150, 170 i 190 st.
                                          C. - po wcześniejszym mikrofalowaniu - zawartość akrylamidu we frytce
                                          zmniejszyła się odpowiednio o 36 proc, 41 proc. i 60 proc. - informują naukowcy.

                                          źródło pochodzenia Onet.pl
                                          wiadomosci.onet.pl/1427132,16,1,0,120,686,item.html
                                          • 02.11.06, 13:17
                                            Polacy odkryli mutację genu, która zwiększa ryzyko raka prostaty

                                            Duży w ubytek w genie Chek2 aż dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na raka
                                            prostaty - dowodzą polskie badania opublikowane w najnowszym numerze
                                            pisma "Journal of Medical Genetics".
                                            Jak wyjaśnia PAP prowadzący badania, doktor Cezary Cybulski, w Polsce problem
                                            ten dotyczy około 200 tys. osób.

                                            Główną rolą genu Chek2 jest kierowanie naprawą uszkodzonych nici DNA przed
                                            każdym podziałem komórki. Mutacja w jego obrębie powoduje, że komórka dzieli
                                            się pomimo błędów w materiale genetycznym, co prowadzi do niekontrolowanego
                                            przyrostu komórek i prawie dwukrotnie zwiększa ryzyko powstania nowotworów.
                                            W ciągu 6 lat doktor Cezary Cybulski, wraz z grupą naukowców z Międzynarodowego
                                            Ośrodka Nowotworów Dziedzicznych, Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej
                                            Akademii Medycznej w Szczecinie, przebadał prawie 2 tysiące polskich mężczyzn,
                                            u których zdiagnozowano raka prostaty.

                                            Celem eksperymentu było sprawdzenie, czy mają oni mutację w genie Chek2.

                                            Dla porównania przebadano 5500 zdrowych, losowo wybranych osób. U 24 zdrowych
                                            (czyli 0,4 proc.) i u 15 mężczyzn ze zdiagnozowaną chorobą (0,8 proc) zauważono
                                            ubytek w tym samym fragmencie genu Chek2 (dokładnie w 9 i 10 egzonie).

                                            Taką samą mutację miało również 4 spośród 249 mężczyzn z obciążonym wywiadem
                                            rodzinnym.

                                            W oparciu o uzyskane wyniki autorzy obliczyli, że omawiany ubytek prawie
                                            dwukrotnie zwiększa ryzyko rozwoju raka prostaty u mężczyzn w ogóle, natomiast
                                            u tych, w których rodzinie już wcześniej występowały przypadki choroby, aż
                                            czterokrotnie.

                                            Autorzy uważają, że mutacja genu Chek2 może być szeroko rozpowszechniona także
                                            wśród mężczyzn z innych regionów Europy Wschodniej takich, jak: Białoruś,
                                            Ukraina, kraje nadbałtyckie czy Bałkany. Widzą również potrzebę przeprowadzenia
                                            dalszych badań, które wykażą, w jakim stopniu odpowiada ona za rozwój nowotworu
                                            prostaty u przedstawicieli innych populacji, z innych rejonów świata.

                                            Naukowiec wyraża nadzieję, że świadomość, iż jesteśmy nosicielami mutacji
                                            predysponującej do nowotworu, spowoduje, że częściej i chętniej będziemy
                                            poddawać się badaniom kontrolnym. Zwiększy to szanse wczesnego wykrycia choroby
                                            i jej skutecznego zwalczenia.

                                            źródło pochodzenia Onet.pl
                                            wiadomosci.onet.pl/1427131,16,1,0,120,686,item.html

                                            • 03.11.06, 06:32
                                              Tradycyjne leki przeciwnowotworowe to silne trucizny - są stosowane jako leki
                                              tylko dlatego, że w małych dawkach bardziej szkodzą nowotworowi niż choremu.
                                              Inaczej jest z terapią celowaną - w jej przypadku lek dociera do chorych
                                              komórek i nie niszczy zdrowych - tłumaczył podczas wtorkowej konferencji
                                              prasowej dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

                                              "Terapia celowana ma się do tradycyjnej chemio- czy radioterapii jak pocisk
                                              samosterujący do nalotów dywanowych" - podkreślił
                                              Leki do terapii celowanej to między innymi przeciwciała monoklonalne, które
                                              rozpoznają markery na powierzchni komórek, leki blokujące procesy zachodzące
                                              między błoną komórkową a jądrem komórki czy inhibitory angiogenezy, dzięki
                                              którym do guza nie wrastają naczynia krwionośne. Terapia genowa z użyciem genu
                                              p53 ma skłonić chore komórki do apoptozy czyli swoistego "samobójstwa".

                                              Trwają prace nad ponad 200 tego rodzaju preparatami. Ta różnorodność -
                                              wyjaśniał prof. Włodzimierz Olszewski, konsultant krajowy w dziedzinie
                                              patomorfologii, wynika z faktu, że każdy z preparat niszczy tylko określony typ
                                              nowotworu - np. raka piersi, którego komórki mają receptor typu 2. Tymczasem
                                              taki receptor występuje tylko u 20 procent osób chorujacych na raka piersi
                                              kobiet.

                                              Odpowiednie dobranie leków jest możliwe dzięki wyrafinowanym metodom
                                              diagnostycznym. Poznając właściwości biologiczne nowotworu można podać
                                              pacjentowi skuteczny lek lub zrezygnować z jego podawania, gdy z góry wiadomo,
                                              że byłoby to marnotrawieniem środków, które mogą uratować inną osobę.

                                              Niewątpliwa wadą terapii celowanej jest wysoki koszt - leczenie jednego
                                              pacjenta przez rok może kosztować od 60 do 180 tysięcy złotych rocznie -
                                              przyznano podczas konferencji.

                                              Jak wyjaśniał prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie
                                              hematologii, o ile w przypadku antybiotyków można leczyć większość infekcji za
                                              pomocą dostępnych środków, a tylko niektóre rzadkie szczepy wymagają
                                              wyszukanych i kosztownych preparatów, w onkologii jest odwrotnie - istnieją
                                              skuteczne leki na niektóre rzadkie nowotwory, zaś brakuje takich, które
                                              działałyby na wiele najpospolitszych.

                                              W większości wypadków terapia celowana tylko przedłuża życie pacjenta a nie
                                              prowadzi do całkowitego wyleczenia. Jednak pozwala prowadzić w miarę normalne
                                              życie. "Wiele osób, które mijamy na ulicy to chorzy na nowotwory. Znam
                                              profesora, który chemioterapii poddaje się w przerwach pomiędzy wykładami" -
                                              mówił prof. Olszewski.

                                              Wysokie koszty nowych leków są przyczyną ich ograniczonej dostępności. Po raz
                                              kolejny przedstawiciele Polskiej Unii Onkologii opowiedzieli się za przyznaniem
                                              decydującego głosu co do sposobu wydawania pieniędzy na lecznictwo
                                              specjalistom - konsultantom krajowym.

                                              źródło pochodzenia Onet.pl
                                              wiadomosci.onet.pl/1427289,16,1,0,120,686,item.html
                                            • 04.11.06, 12:16
                                              Test genetyczny, ułatwiający ratowanie życia osobom chorym na raka prostaty,
                                              opracowali szczecińscy naukowcy. Stało się to możliwe dzięki odkryciu przez
                                              nich genu, którego uszkodzenie jest podłożem tego raka. Dr Cezary Cybulski i
                                              naukowcy z Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii Medycznej w
                                              Szczecinie odkryli w genie odpowiadającym za naprawę DNA (Chek2) duży ubytek,
                                              który sprzyja rozwojowi raka prostaty i prowadzi do utrwalenia niekorzystnych
                                              zmian w całej populacji komórek.

                                              Swoje odkrycie polscy naukowcy opisali na łamach prestiżowego pisma "Journal of
                                              Medical Genetics". Podkreślili przy tym, że wykryta delecja (mutacja polegająca
                                              na wypadnięciu pewnej liczby par zasad z łańcucha DNA) - obecna u około 200
                                              tysięcy polskich mężczyzn - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór
                                              prostaty (natomiast aż czterokrotnie, gdy w rodzinie odnotowano już przypadek
                                              tej choroby) oraz odpowiada za wielonarządową predyspozycję do nowotworów.
                                              GEN, KTÓRY SPRAWDZA, CZY WSZYSTKO DZIAŁA

                                              Gen Chek2 odkryto kilka lat temu. Wkrótce okazało się, że odpowiada on za
                                              naprawę uszkodzonego DNA przed każdym podziałem komórki. Polscy badacze mają
                                              bardzo istotny wkład w badanie tego genu, ponieważ wykazali, że mutacje Chek2
                                              predysponują do zachorowania na nowotwory wielu narządów.

                                              "Białko, które ten gen koduje, nie jest co prawda bezpośrednio odpowiedzialne
                                              za wyszukiwanie uszkodzeń w nici DNA, ale bierze udział w przenoszeniu sygnałów
                                              w układzie naprawy materiału genetycznego. Gdy w komórce dojdzie do uszkodzenia
                                              DNA, pewne białka wykrywają to i zapoczątkowują kaskadę licznych protein, w tym
                                              produktu genu Chek2. Ten z kolei aktywuje regulatorowe białko p53 prowadzące do
                                              indukcji apoptozy (zaprogramowanej śmierci komórki) w zmutowanej komórce.
                                              Pobudza także inne geny, odpowiedzialne za zatrzymanie cyklu komórkowego. W
                                              efekcie nieprawidłowa komórka zostaje wyeliminowana” - wyjaśnia Cybulski.

                                              "Jeżeli jednak w genie Chek2 dojdzie do mutacji, zaburzony zostaje szlak
                                              sygnałowy umożliwiający naprawę DNA. Wadliwa komórka będzie dzielić się dalej,
                                              utrwalając niekorzystną zmianę” - dodaje.

                                              ZA MAŁO ZASAD W NICI DNA

                                              W oparciu o wyniki trwających kilka lat badań naukowcy stwierdzili, że omawiana
                                              delecja - występująca u ogromnej większości mężczyzn ze zdiagnozowanym rakiem
                                              prostaty - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na tę chorobę. Ma ona
                                              podobny wpływ na rozwój raka piersi u kobiet, a także - prawdopodobnie - na
                                              rozwój nowotworów nerki i tarczycy.

                                              "Wcześniej wykazaliśmy, że w Polsce u około 5 proc. osób występuje jedna z
                                              trzech mutacji genu Chek2 (1100delC, IVS2+1G>A, I157T). U nosicieli
                                              którejkolwiek z nich występuje zwiększone ryzyko zachorowania na nowotwory
                                              prostaty, piersi, nerki, jelita grubego oraz tarczycy (publikacja w American
                                              Journal of Human Genetics 2004)" - mówi Cybulski.

                                              Duża delecja jest ostatnią wykrytą mutacją genu Chek2, polegającą na
                                              wypadnięciu ok. 5 tysięcy par zasad z nici DNA. "To zmiana o tyle istotna, że
                                              dotyczy egzonów 9 i 10, a więc rejonów niosących informację o strukturze
                                              kodowanego białka. Ustaliliśmy też, że delecja ta dwukrotnie zwiększa ryzyko
                                              zachorowania na raka prostaty i piersi, a jej związek z predyspozycją do innych
                                              nowotworów jest przedmiotem intensywnych badań" - dodaje naukowiec.

                                              Prawdopodobnie taka sama duża delecja, równie często, występuje w innych
                                              regionach Europy Wschodniej: Czechach, Słowacji, Białorusi, Ukrainie, krajach
                                              nadbałtyckich i Bałkanach. Według naukowców, jest to spowodowane tym, że nacje
                                              te pochodzą od wspólnego przodka, u którego dawno temu po raz pierwszy doszło
                                              do uszkodzenia genu Chek2. Przekazywane z pokolenia na pokolenie
                                              rozpowszechniło się na terenach, z których ów przodek pochodził.

                                              Częstość występowania omawianej mutacji w innych populacjach na świecie nie
                                              została jeszcze dokładnie określona.

                                              CENNE TESTY GENETYCZNE

                                              Człowiek, u którego za pomocą testu genetycznego zostanie wykryta mutacja w
                                              jakimś krytycznym genie, jest bardziej niż inni narażony na zwiększone ryzyko
                                              zachorowania na dany nowotwór.

                                              "Nie możemy jednak powiedzieć, że zachoruje on na 100 procent, ponieważ jedna
                                              mutacja nie wystarczy do powstania nowotworu; musi dojść do nagromadzenia
                                              szeregu niekorzystnych zmian. Odkryta przez nas delecja także jest jedynie
                                              podłożem, pierwszym etapem procesu powstawania schorzenia” - tłumaczy Cybulski.

                                              Na podstawie swoich odkryć dr Cezary Cybulski i prof. Jan Lubiński opracowali
                                              test genetyczny, służący do wykrywania wielonarządowej predyspozycji do
                                              nowotworów złośliwych. Test ten obejmuje badanie 4 mutacji genu Chek2 (w tym
                                              ostatnio wykrytej dużej delecji), które łącznie występują aż u sześciu procent
                                              Polaków, czyli u ponad dwóch milionów osób.

                                              Dzięki temu testowi możliwe jest określenie zwiększonego ryzyka zachorowania na
                                              kilka rodzajów raka: piersi, prostaty, nerki, tarczycy i jelita grubego. Test
                                              taki wykrywa, czy i na ile uszkodzony jest gen Chek2 u danego człowieka.
                                              Stwarza to szansę profilaktyki, odpowiedniej diagnozy, wcześniejszego wykrycia
                                              i skuteczniejszego leczenia chorób nowotworowych.

                                              WIEDZA RATUJĄCA ŻYCIE

                                              Guzy wcześnie wykryte, niedużych rozmiarów, nie dające przerzutów, często są
                                              całkowicie wyleczalne. Natomiast kiedy choroba jest już w stadium
                                              zaawansowanym, nawet najnowocześniejsze metody terapii okazują się
                                              nieskuteczne, a odsetek wyleczonych nie przekracza 10-30 procent.

                                              "Świadomość tego, że jesteśmy nosicielami mutacji predysponującej do nowotworu
                                              spowoduje, że częściej i chętniej będziemy poddawać się badaniom kontrolnym.
                                              Zwiększy to szanse wczesnego wykrycia choroby i jej skutecznego zwalczenia.
                                              Pozwoli też na dopasowanie optymalnych metod diagnostycznych dostosowanych do
                                              rodzaju nowotworu" - wyjaśnia naukowiec.

                                              "Wykryta mutacja mówi nie tylko o zwiększonym prawdopodobieństwie zachorowania
                                              na nowotwór, ale także pozwala dokładnie określić jego rodzaj” - dodaje. Dzięki
                                              temu możliwe jest dobranie najodpowiedniejszej metody diagnostycznej, jak np.
                                              rezonansu magnetycznego zamiast standardowego badania USG.

                                              Kobiety szczególnie zagrożone rakiem piersi (takie, u których występuje mutacja
                                              genu BRCA1 zwiększająca do 80 proc. ryzyko zachorowania na raka piersi lub
                                              jajnika) powinny być poddawane specyficznej profilaktyce oraz badaniom
                                              okresowym - co roku muszą one poddawać się USG oraz mammografii, a najlepiej
                                              badaniu rezonansem magnetycznym.

                                              U osób predysponowanych do zachorowania na raka jelita grubego, zaleca się
                                              wykonywanie kolonoskopii co dwa lata. Badanie to pozwala na wykrycie i
                                              usunięcie polipów jelita grubego, z których powstaje większość nowotworów
                                              złośliwych tego organu.

                                              "Właśnie dlatego, według mnie, wykonywanie testów genetycznych ma ogromny
                                              sens" - podsumowuje lekarz.

                                              "W dalekiej przyszłości testy takie będą wykrywały prawdopodobieństwo
                                              zachorowania nie tylko na nowotwory, ale także na wiele innych chorób.
                                              Dysponując zestawem różnych markerów można by wcześnie wykryć przypadki
                                              zachorowań i ocalić życie wielu osobom” - dodaje.

                                              źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
                                              www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=91&news_id=14046&layout=0&forum_id=5786&page=text
                                              • 06.11.06, 09:48
                                                Uboczne efekty radioterapii groźniejsze dla palaczy
                                                Palenie tytoniu zwiększa ryzyko wystąpienia nieprzyjemnych skutków ubocznych,
                                                będących następstwem radioterapii zastosowanej do leczenia raka prostaty -
                                                ogłosili naukowcy podczas 48. spotkania American Society for Therapeutic
                                                Radiology and Oncology.
                                                O tym, że palenie obniża skuteczność leczenia wielu rodzajów nowotworów
                                                wiedziano już do dawna. Jednak teraz naukowcom z Fox Chase Cancer Center udało
                                                się wykazać jego niekorzystny wpływ na leczonych promieniowaniem jonizującym
                                                pacjentów z rakiem prostaty.

                                                Podjęli się oni sprawdzenia, czy palenie w powiązaniu z radioterapią zwiększa
                                                częstość występowania dolegliwości żołądkowo- jelitowych lub moczowo-płciowych.
                                                Przebadali 1194 pacjentów z nowotworem prostaty, którzy w latach 1991-2001
                                                leczeni byli Fox Chase Cancer Center za pomocą radioterapii konformalnej (3D-
                                                CRT). Z każdym z uczestników przeprowadzali dokładny wywiad, w którym określali
                                                czy jest on palaczem czynnym, eks-palaczem, czy osobą nigdy niepalącą.
                                                "Okazało się, że to aktywni palacze najczęściej skarżyli się na problemy
                                                żołądkowo-jelitowe takie, jak biegunka" - mówi kierujący badaniami dr Niraj
                                                Pahlajani.

                                                I kontynuuje: "Na szczęście nie stwierdziliśmy, aby niekorzystne działanie
                                                papierosów na układ pokarmowy i moczowopłciowy było długoterminowe. Jednak
                                                wyniki dobitnie pokazują, jak ważne jest zaprzestanie palenia papierosów przed
                                                rozpoczęciem radioterapii."

                                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                                wiadomosci.onet.pl/1428188,16,1,0,120,686,item.html
                                                • 07.11.06, 07:44
                                                  Wiązka antyprotonów jest czterokrotnie bardziej wydajna w zabijaniu komórek
                                                  rakowych niż dotąd stosowana w radioterapii wiązka protonów -
                                                  informuje "Chemistry World".
                                                  Badania nad antymaterią i jej zastosowaniem w medycynie prowadzone były przez
                                                  międzynarodowy zespół badawczy kierowany przez profesora Michaela Holzscheitera.

                                                  Badano antyprotony - cząstki elementarne o charakterze antycząstek w stosunku
                                                  do protonów (różniące się między innymi ładunkiem elektrycznym).
                                                  Profesor Holzscheiter z laboratorium CERN (Szwajcaria, Genewa) od 2003 roku
                                                  prowadził badania w ramach programu ACE (Antiproton Cell Experiment), którego
                                                  celem było określenie wpływu antyprotonów na żywe komórki.

                                                  Wynikiem tych badań jest między innymi odkrycie faktu, iż antymateria w postaci
                                                  antyprotonów zwalcza czterokrotnie wydajniej komórki rakowe, niż dotąd
                                                  stosowana radioterapia protonowa.

                                                  Badania polegały na naświetlaniu skupioną wiązką antyprotonów tkanki zwierzęcej
                                                  zawierającej komórki zmienione nowotworowo. Naświetlana tkanka została
                                                  wcześniej zanurzona w żelatynie, której obecność miała symulować naturalne
                                                  warunki panujące w żywym organizmie. Przeprowadzano testy laboratoryjne dla
                                                  różnej głębokości zanurzenia chorej tkanki, co symuluje warunki panujące
                                                  podczas leczniczej radioterapii.

                                                  Jak twierdzą naukowcy otrzymane wyniki analiz są nadzwyczaj obiecujące, a duża
                                                  skuteczność nowej metody zachęca do dalszych badań, w tym eksperymentów
                                                  mających na celu dokładne porównanie skuteczności leczenia nowej metody, z
                                                  innymi standardowymi technikami stosowanymi w radioterapii.

                                                  Profesor Michael Holzscheiter przestrzega jednak, iż metoda ta, choć skuteczna
                                                  w zabijaniu komórek nowotworowych w warunkach laboratoryjnych, może nigdy nie
                                                  zostać wykorzystana do leczenia ludzi cierpiących na nowotwory.

                                                  Główną przeszkodą (pomijając brak wiedzy na temat wpływu antycząstek na ludzkie
                                                  zdrowie) może być fakt, iż aparat generujący antyprotony kosztuje około 500
                                                  milionów dolarów!

                                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                                  wiadomosci.onet.pl/1429304,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 07.11.06, 14:59
                                                    Zastosowanie pooperacyjnej radioterapii u chorych na raka płuc osób, u których
                                                    doszło do zajęcia węzłów chłonnych środpiersia, aż dwukrotnie wydłuża czas
                                                    przeżycia - ogłosili naukowcy.
                                                    Omawiane badanie było częścią większego projektu - ANITA 1, który miał na celu
                                                    określenie skuteczności pooperacyjnej chemioterapii u pacjentów z tego typu
                                                    chorobą.

                                                    Eksperymentem objęto 840 chorych na niedrobnokomórkowy nowotwór płuc. U 232
                                                    spośród nich, jako uzupełnienie tradycyjnej metody leczenia po operacji
                                                    usunięcia guza, zastosowano naświetlania promieniowaniem jonizującym.
                                                    Okazało się, że u osób tych zacznie wydłużył się czas przeżycia po operacji.

                                                    Naukowcy odkryli, że leczenie taką metodą może przynosić wiele korzyści.
                                                    Pacjenci, którzy poddali się zarówno chemio-, jak i radioterapii, żyli średnio
                                                    dwa lata dłużej niż chorzy przyjmujący samą chemioterapię.

                                                    "Jako pierwsi podjęliśmy się oceny skuteczności pooperacyjnych naświetlań u
                                                    osób z rakiem płuc" - mówi dr Jean-Yves Douillard, kierujący badaniami onkolog
                                                    z Centre Rene Gauducheau w St. Herblain we Francji.

                                                    "Otrzymane wyniki pokazują, że warto rozważyć wprowadzenie do powszechnego
                                                    użytku takiej mieszanej terapii u pacjentów z niedrobnokomórkowym nowotworem
                                                    płuc, u których zaatakowane zostały węzły chłonnymi śródpiersia. Należy
                                                    oczywiście przeprowadzić dodatkowe badania, które potwierdzą naszą opinię,
                                                    jednak uważamy, że odkrycie to przyczyni się do polepszenia rokowań wielu
                                                    chorych" - konkluduje.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1429306,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 12.11.06, 12:57
                                                    Szczepionka z komórek macierzystych w walce z rakiem
                                                    Szczepionka wykorzystująca zarodkowe komórki macierzyste chroni myszy przed
                                                    zachorowaniem na raka płuc - wykazali naukowcy z USA. Informację na ten temat
                                                    podaje serwis internetowy EurekAlert.
                                                    Jak podkreśla kierujący badaniami prof. John Eaton z Uniwersytetu w Louisville
                                                    (stan Kentucky), pacjenci nie powinni spodziewać się, że mogą teraz spokojnie
                                                    kontynuować palenie lub zacząć palić, bo zanim powstanie taka szczepionka,
                                                    upłynie jeszcze wiele czasu. Na razie prace nad nią są ciągle w początkowej
                                                    fazie, a poza tym, choć wiele razy już udało się powstrzymać rozwój raka u
                                                    myszy, nie miało to przełożenia na praktykę medyczną.

                                                    "Na razie jedno co mogę powiedzieć, to, że wyniki naszych badań są obiecujące i
                                                    jeśli w przyszłości wszystko pójdzie dobrze, stworzoną przez nas szczepionkę
                                                    można będzie stosować u osób szczególnie narażonych na raka płuc, takich jak
                                                    palacze" - komentuje badacz. Jego zdaniem, ten rodzaj prewencji może też
                                                    sprawdzić się u osób obciążonych rodzinnym ryzykiem różnych nowotworów, np. z
                                                    genetycznymi predyspozycjami do raka piersi czy raka jelita grubego.
                                                    Naukowcy z zespołu prof. Eatona testowali na myszach dwie szczepionki. Na jedną
                                                    składały się zarodkowe komórki macierzyste, wyizolowane z mysich embrionów na
                                                    wczesnym etapie ich rozwoju (w tzw. stadium blastocysty). W drugiej szczepionce
                                                    oprócz tych komórek znalazły się też hodowane wcześniej w laboratorium komórki
                                                    tkanki łącznej, tzw. fibroblasty, produkujące specyficzny czynnik wzrostu GM-
                                                    CSF, wzmacniający reakcję układu odporności na komórki nowotworowe. W
                                                    naturalnych warunkach związek ten wydzielają komórki odporności oraz komórki
                                                    wyściełające wnętrze naczyń krwionośnych, tzw. komórki śródbłonka.

                                                    Jak wyjaśnia prof. Eaton, fibroblasty użyte w doświadczeniu są często stosowane
                                                    w hodowlach jako warstwa odżywiająca zarodkowe komórki macierzyste i
                                                    utrzymująca je w stanie "wiecznej młodości".

                                                    Myszom, którym podano jeden z dwóch wariantów szczepionki, przeszczepiano
                                                    następnie komórki raka płuc bądź eksponowano je na toksyny wywołujące ten
                                                    nowotwór (m.in. 3-metylocholantren).

                                                    Okazało się, że szczepionka złożona z samych komórek zarodkowych zapobiegała
                                                    rakowi płuc u 80 proc. myszy, którym przeszczepiano komórki tego nowotworu i u
                                                    60 proc. gryzoni, które miały kontakt z rakotwórczymi związkami. Preparat
                                                    złożony z komórek macierzystych i fibroblastów dawał lepsze wyniki i zapobiegał
                                                    rakowi płuc u 100 proc. myszy z pierwszej grupy i 90 proc. myszy z grupy
                                                    drugiej. Wszystkie nieszczepione gryzonie zachorowały na raka.

                                                    Badacze podkreślają, że nawet jeśli u myszy szczepionych dochodziło do wzrostu
                                                    guzów płuc, były one o 80-90 proc. mniejsze niż u myszy nieszczepionych.

                                                    Zdaniem prof. Eatona, najbardziej obiecujące są w tym wypadku wyniki
                                                    doświadczeń ze związkami rakotwórczymi, najbardziej zbliżonymi do rzeczywistego
                                                    modelu rozwoju raka płuc.

                                                    Naukowcy nie zaobserwowali, by szczepienie komórkami macierzystymi powodowało
                                                    jakieś groźne skutki uboczne, np. choroby autoimmunologiczne czy spadek liczby
                                                    macierzystych komórek krwi w szpiku kostnym dorosłych zwierząt.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1432206,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 13.11.06, 01:01
                                                    Osoby jedzące duże ilości cukru są zagrożone rakiem trzustki;
                                                    najniebezpieczniejsze - wg szwedzkich badań - jest częste picie wysoko
                                                    słodzonych soków i napojów.
                                                    Badania nad wpływem cukru na powstawanie nowotworów prowadzono w Instytucie
                                                    Karolińskim w Sztokholmie od wielu lat i objęły one 80 tys. osób. Wyniki
                                                    zostały opublikowane w listopadowym numerze naukowego pisma "The American
                                                    Journal of Clinical Nutrition". Ponieważ są to pierwsze badania tego typu,
                                                    konieczne jest jeszcze powtórzenie ich w różnej formie tak, aby uzyskane
                                                    rezultaty mogły być uznane za naukowo pewne.

                                                    Obecnie w oparciu o szwedzkie wyniki stwierdzono np., że osoby pijące co
                                                    dziennie dwa lub więcej razy soki i napoje wysokosłodzone podlegają dwukrotnie
                                                    większemu od innych ryzyku zachorowania na raka trzustki. A osoby, które piją w
                                                    ciągu dnia pięć osłodzonych herbat lub kaw, zwiększają ryzyko zachorowania aż o
                                                    70 proc.
                                                    Wg naukowców z Instytutu Karolińskiego, przyczyną może być fakt, że pod wpływem
                                                    dużej ilości cukru trzustka zmuszona jest do zwiększonej produkcji insuliny.
                                                    Jest to jednak na razie tylko hipoteza; wymaga ona dalszych badań.

                                                    Rak trzustki nie jest chorobą występującą często. Równocześnie jest jednym z
                                                    najtrudniejszych do leczenia nowotworów. Najczęściej z powodu zbyt późnego
                                                    rozpoznania choroby. W krajach wysokorozwiniętych tylko 3-4 proc. chorych żyje
                                                    nadal w pięć lat po diagnozie.

                                                    źródło pochodzenia Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1432223,16,1,0,120,686,item.html
    • 14.11.06, 18:38
      "Emocje towarzyszące chorym na raka nie powinny być ukrywane. Kiedy ludzie
      cierpią, pozwólmy im to wyrazić" - mówi psychoonkolog z Centrum Onkologii w
      Warszawie, Mariola Kosowicz. Jej zdaniem, jedną z form takiego wyrazu jest
      właśnie sztuka. Do osób pragnących wyrazić swoje emocje związane z chorobą
      nowotworową adresowany jest konkurs artystyczny ogłoszony na warszawskiej
      Akademii Sztuk Pięknych.

      Konkurs "Rak - to wielka sztuka żyć od nowa" zainicjowany został przez trzy
      stowarzyszenia zajmujące się pacjentami z chorobami nowotworowymi: Federacja
      Stowarzyszeń Amazonki, Towarzystwo Opieki nad Chorymi ze Stomią Pol-Ilko,
      Stowarzyszenie Wspierających Chorych na Chłoniaki - Sowie Oczy.

      Ma on na celu zaprezentowanie emocji pozytywnych i negatywnych, które odczuwają
      nie tylko sami chorzy na raka, ale też ich rodziny lub znajomi. Do konkursu
      może przystąpić każdy, nie jest on adresowany do profesjonalnych artystów.
      Autorzy fotografii, obrazów, rzeźb i innych dzieł plastycznych mogą zgłaszać
      swoje prace do końca stycznia 2007 r.

      EDUKACJI NIGDY DOŚĆ

      Według Krystyny Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki, zrzeszających
      kobiety po amputacji piersi, walce z chorobą nowotworową towarzyszą bardzo
      silne emocje. Często są to uczucia niezrozumiałe nie tylko dla otoczenia chorej
      osoby, ale także dla niej samej.

      "Ja sama, kiedy 15 lat temu usłyszałam moją diagnozę, byłam przede wszystkim
      zła. Nie byłam zła na diagnozę, ale na to, że tak mało wiedziałam o raku piersi
      i nie miałam szansy wykryć mojej choroby wcześniej, mimo że rozwijała się we
      mnie już od kilku lat. Nie wiedziałam, co to jest mammografia, nie potrafiłam
      nawet wymówić słowa mastektomia" - wspominała Wechmann.

      "Pamiętam dzień, kiedy odebrałam protezę piersi. To była gumowa bryła, pełna
      oleistej cieczy. Kiedy przyniosłam ją do domu nie mogłam się powstrzymać i
      trzasnęłam tą bryłą o ścianę" - opowiadała.

      SZTUKA PRZYNOSI UKOJENIE

      "Nie starajmy się klepać przyjaciela czy krewnego po ramieniu i mówić:
      +Przestań już, wszystko będzie dobrze+" - tłumaczy Mariola Kosowicz.
      Psychoonkolog zapewnia, że za pomocą sztuki chory nie tylko przekazuje swoje
      obawy i nadzieje innym, ale też może sam je sobie uświadomić.

      Opinię tę podziela rektor ASP, prof. Ksawery Piwocki. "Sztuka daje twórcy
      możliwość wypowiedzenia się, zobrazowania problemu. Można w ten sposób pozbyć
      się negatywnych emocji lub je zidentyfikować. To pomaga później w walce ze
      źródłem tych emocji" - powiedział.

      Jak wyjaśnia prezes Polskiej Unii Onkologii, dr Janusz Meder, sztuka odgrywa
      bardzo ważną rolę w terapii. Z jego doświadczeń wynika, że pomaga ona łagodzić
      lęki i odzyskiwać równowagę psychiczną, co ma ogromny wpływ na postęp leczenia.

      "Ja robiłem w szpitalu eksperymenty, np. malowaliśmy ściany na przyjazne
      kolory - żółty i zielony. Pacjenci to bardzo chwalili, mówili, że czują się
      lepiej. Na oddziale puszczaliśmy też muzykę, z taśm, które nagrywałem w domu" -
      wspomina.

      Jego zdaniem, muzyka pomaga też pacjentom poddawanym radioterapii, którzy na
      czas zabiegu muszą pozostawać sami, zamknięci w bunkrze terapeutycznym.

      ***

      Konkurs artystyczny będzie trwał do końca stycznia 2007 r. Do tego czasu można
      nadsyłać prace. Każdy może wziąć udział w rywalizacji, bez względu na wiek.
      Najlepsze dzieła wybierze jury składające się z lekarzy, artystów i pacjentów.
      Podczas trwania konkursu prace będą sukcesywnie prezentowane w internecie ,
      gdzie każdy będzie mógł zagłosować na swojego faworyta. Po ogłoszeniu wyników,
      wszystkie prace zostaną zaprezentowane na wystawie na warszawskiej ASP. Chętni
      będą mogli kupić wybrane dzieła.

      źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce,
      www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=137&news_id=14405&layout=6&forum_id=5989&page=text
      • 14.11.06, 18:49
        Szczegóły konkursu dla chetnych na stronie Akademii Sztuk Pięknych
        www.asp.waw.pl/asp/struktura/konkursy/index_new.html
        Chyba weźmiemi w tym udział z Gosią
        pozdrawiam Robert
        • 15.11.06, 12:06
          teraz już wiem czemu w ostatnim czasie wzięłam się za malowanie, szkicowanie i
          tego typu prace "artystyczne"... fajny pomysł, dobra terapia.
          Pozdrawiam cieplutko
          margo
    • 15.11.06, 15:28
      pisałam juz o tym w wątku o herceptynie, ale moze nie kazdy, kto byłby tym
      zainteresowany tam zagląda. Tycerb to ponoć nowy lek o właściwościach podobnych
      do herceptyny podawany w tabletkach, nie ma go go chyba jeszcze na polskim rynku
      a link do info wklejam ponizej (angielski)

      64.233.183.104/search?q=cache:BMW_VvaPT3oJ:www.pharmafocus.com/cda/focusH/1,2109,21-0-0-MAY_2006-focus_news_detail-0-437843,00.html+tycerb&hl=pl&gl=pl&ct=clnk&cd=2&client=firefox-a
    • 15.11.06, 16:16
      Choroby dziąseł podnoszą ryzyko zachorowania na raka trzustki, nawet u osób,
      które nigdy nie paliły - zaobserwowali naukowcy amerykańscy.
      Stany zapalne dziąseł są wywoływane przez bakterie żyjące w jamie ustnej. Ta z
      pozoru niegroźna dolegliwość może, zwłaszcza gdy jest przewlekła, prowadzić do
      rozwoju znacznie poważniejszego schorzenia, tj. paradontozy. Jest to choroba
      nie tylko dziąseł, ale również innych tkanek otaczających i podpierających
      zęby, jak np. ozębna czy cement korzeniowy. Stopniowo prowadzi ona do odsuwania
      się dziąseł od zębów, do ubytków kości z której wyrastają zęby i w końcu - do
      ich wypadania.

      Coraz więcej badań dowodzi, że paradontoza szkodzi naszemu zdrowiu również w
      inny sposób, np. zwiększa ryzyko chorób serca i może prowadzić do komplikacji
      ciąży. Teraz naukowcy z Harvard School of Public Health w Bostonie powiązali ją
      z kolejnym problemem zdrowotnym - rakiem trzustki. Badacze przeanalizowali dane
      medyczne zbierane przez 16 lat w grupie blisko 52 tys. lekarzy płci męskiej. Te
      długoterminowe badania zaplanowano po to by sprawdzić wpływ stylu życia na
      ryzyko różnych nowotworów i innych przewlekłych schorzeń.

      W okresie badań na raka trzustki zachorowało 216 osób. Jest to jeden z
      najgroźniejszych i zabójczych nowotworów. Głównie dlatego, że wykrywa się go
      późno, dopiero gdy daje przerzuty do innych narządów. Tylko 5 proc. chorych na
      raka trzustki przeżywa 5 lat od momentu wykrycia choroby.

      Po uwzględnieniu różnych czynników wpływających na ryzyko raka trzustki, takich
      jak palenie, cukrzyca, otyłość, nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej,
      naukowcy stwierdzili, że mężczyźni cierpiący na choroby dziąseł byli o 63 proc.
      bardziej narażeni na ten nowotwór, niż mężczyźni ze zdrowymi dziąsłami. Ryzyko
      to było nawet wyższe w przypadku osób, które miały problemy z dziąsłami, a
      nigdy nie paliły papierosów.

      Mężczyźni, którzy cierpieli na stany zapalne dziąseł i niedawno utracili ząb
      byli aż o 2,7 raza bardziej narażeni na raka trzustki, niż mężczyźni z drugiej
      grupy.

      "Te badania po raz pierwszy jasno dowodzą, że istnieje związek między chorobami
      dziąseł a wyższym ryzykiem raka trzustki" - komentują naukowcy.

      Autorzy badań nie wiedzą jeszcze jaki mechanizm za to odpowiada. Przypominają
      natomiast, że osoby z przewlekłymi stanami zapalnymi dziąseł mają większe
      ilości szkodliwych bakterii w jamie ustnej i układzie pokarmowym. Ponadto w ich
      organizmie powstają większe ilości rakotwórczych związków z grupy nitrozamin.
      Są one wytwarzane w żołądku m.in. z azotynów dodawanych do żywności jako
      konserwanty.

      Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na spotkaniu Amerykańskiego
      Stowarzyszenia do Badań nad Rakiem (pt.: Frontiers in Cancer Prevention
      Research), które odbywa się w Bostonie.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1433694,16,1,0,120,686,item.html
      • 17.11.06, 08:29
        Ryzyko nawrotów raka okrężnicy duże u osób otyłych
        Nawet po udanym leczeniu raka okrężnicy pacjenci bardzo otyli byli w większym
        stopniu narażeni na nawroty choroby i szybki zgon, niż pacjenci o prawidłowej
        wadze - wykazały badania opisane na łamach "Journal of the National Cancer
        Institute".
        Naukowcy z University of Chicago i University of Pittsburgh analizowali dane
        zebrane w grupie 4288 pacjentów z powodu raka jelita grubego. U chorych
        stwierdzono II bądź III stadium nowotworu. Dla każdego badanego obliczono
        wskaźnik masy ciała (BMI), który służy do oceny niedowagi, nadwagi i otyłości.
        Aby go wyliczyć, potrzebne są informacje na temat masy ciała i wzrostu.

        Ponad połowa pacjentów (54 proc.) miała nadwagę, a 5,5 proc. cierpiało na
        otyłość (BMI ponad 35). Niedowagę stwierdzono u 3 proc. badanych (BMI mniejsze
        niż 18,5). Naukowcy skupili się na ocenie związku między wskaźnikiem masy ciała
        a szansami pacjenta na długoterminowe przeżycie.

        Okazało się, że najbardziej narażeni na zgon byli pacjenci z obu końców skali
        BMI. Osoby bardzo otyłe miały o jedną trzecią większe prawdopodobieństwo zgonu
        z powodu nawrotu raka okrężnicy, w porównaniu z osobami ważącymi prawidłowo. Z
        kolei pacjenci z niedowagą byli dwukrotnie bardziej narażeni na zgon, ale
        głównie z powodu innych nowotworów, np. układu oddechowego oraz innych przyczyn.

        Na razie autorzy pracy nie potrafią wyjaśnić, jaki mechanizm odpowiada za
        związek otyłości z ryzykiem nawrotów raka okrężnicy. Na podstawie obserwacji
        innych badaczy można spekulować, że ważną rolę odgrywają tu zaburzenia w
        poziomie hormonów regulujących metabolizm, takich jak insulina i
        insulinopodobny czynnik wzrostu. Być może też inne problemy zdrowotne
        towarzyszące otyłości obniżają skuteczność leczenia raka.

        "Wyniki tych badań wskazują, że lekarze mogą w prosty sposób ocenić, który
        pacjent jest bardziej narażony na nawroty raka okrężnicy i dlatego wymaga
        częstszej kontroli stanu zdrowia" - podkreśla prowadzący badania dr James
        Dignam z University of Chicago.

        W przyszłości jego zespół zamierza wyjaśnić, dlaczego zbędne kilogramy mają tak
        zgubny wpływ na pacjentów leczonych z powodu raka okrężnicy. Badacze chcą też
        sprawdzić, czy modyfikacja diety i aktywność fizyczna mogą zwiększyć szanse
        tych chorych na przeżycie.
        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1434953,16,1,0,120,686,item.html
        • 17.11.06, 08:32
          Szczepionka do walki z rakiem jelita grubego
          Brytyjska szczepionka pobudza układ odpornościowy pacjentów do walki z rakiem
          okrężnicy i odbytu - wskazują najnowsze badania brytyjskie. Artykuł na ten
          temat zamieszcza pismo "Clinical Cancer Research".
          Szczepionka opracowana przez naukowców z Uniwersytetu Nottingham zawiera
          przeciwciało o mało mówiącej nazwie 105AD7. Ma ono strukturę podobną do białka
          CD55, które jest produkowane w nadmiarze w komórkach wielu nowotworów i chroni
          je przed atakiem komórek odporności. Zwiększoną syntezę CD55 obserwuje się aż w
          80 proc. przypadków raka okrężnicy.

          Przeciwciało ma pobudzać układ odpornościowy pacjenta do produkcji białych
          krwinek (limfocytów T i tzw. naturalnych zabójców - NK), które będą rozpoznawać
          komórki raka i niszczyć je. Badacze przetestowali szczepionkę na 28 pacjentach,
          u których guz pierwotny rozwinął się w okrężnicy i na 39 pacjentach z guzem
          pierwotnym w odbycie. Nowotwory były w różnych stadiach rozwoju.

          Szczepionkę zawierającą 100 mikrogramów przeciwciała podano tylko części
          pacjentów. Chorzy nieleczeni stanowili grupę kontrolną.

          Szczepienie wykonano przed chirurgicznym wycięciem guza, a później w 3, 6, 12
          tygodni po operacji. Następnie powtarzano je w 3-miesięcznych odstępach aż do
          upływu 2 lat.

          Testy krwi potwierdziły, że u większości, bo aż u 70 proc. pacjentów, dzięki
          szczepieniu wzrosła liczba komórek odpornościowych skutecznych w walce z
          nowotworami. Preparat pobudził też produkcję dwóch związków pomocnych w
          zwalczaniu raka, tj. TNF-alfa (czynnik martwicy nowotworów alfa) i GM-CSF
          (czynnik stymulujący tworzenie kolonii granulocytów i makrofagów).
          Najsilniejszy efekt odnotowano po pierwszym szczepieniu oraz kilka miesięcy
          później po kolejnym podaniu szczepionki.

          Wyniki tych testów są bardzo obiecujące, autorzy pracy podkreślają jednak, że
          najnowsze badania nie były zaplanowane tak, by ocenić wpływ szczepionki na
          przeżycie pacjentów.
          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1434952,16,1,0,120,686,item.html
    • 17.11.06, 08:52
      CZERWONE MIESO PODNOSI RYZYKO RAKA PIERSI ZALEŻNEGO OD HORMONÓW

      Kobiety przed menopauzą, które jedzą dużo czerwonego mięsa mogą mieć
      podwyższone ryzyko zachorowania na raka piersi zależnego od hormonów - wskazują
      najnowsze badania amerykańskie.
      Artykuł na ten temat zamieszcza pismo "Archives of Internal Medicine".

      Do takich wniosków doszli badacze z Brigham and Women's Hospital oraz z Harvard
      Medical School w Bostonie, którzy przeanalizowali dane zebrane w grupie ponad
      90 659 amerykańskich pielęgniarek. Za pomocą ankiet naukowcy dowiedzieli się
      jak często kobiety spożywają 130 różnych pokarmów i napojów.
      W analizie uwzględniono tylko te pacjentki, które nie miały zdiagnozowanego
      raka i nie przeszły jeszcze menopauzy, czyli były w stosunkowo młodym wieku. Co
      dwa lata poddawano je badaniom kontrolnym na obecność raka piersi.

      Okazało się, że kobiety, które jadły największe ilości czerwonego mięsa - tj.
      więcej niż 1,5 porcji mięsa na dzień, były niemal dwukrotnie bardziej narażone
      na hormonozależnego raka piersi, niż kobiety spożywające najwyżej 3 porcje
      mięsa na tydzień.

      Hormonozależny rak piersi, to taki typ raka, którego wzrost jest pobudzany
      przez żeńskie hormony płciowe - estrogeny i progestageny. Jego komórki mogą
      odbierać sygnały od hormonów ponieważ posiadają dla nich odpowiednie receptory.

      Badacze nie zaobserwowali, by jedzenie czerwonego mięsa wpływało na ryzyko raka
      piersi niezależnego od hormonów, jak również na ogólne ryzyko raka piersi.

      Jak tłumaczą naukowcy, u podłoża zaobserwowanego związku może leżeć kilka
      biologicznych czynników. Po pierwsze, wcześniejsze badania wykazały, że w
      czerwonym, gotowanym lub inaczej przetworzonym mięsie obecne są rakotwórcze
      związki, które zwiększają ryzyko raka sutka u zwierząt laboratoryjnych.

      Poza tym, w USA, w przeciwieństwie do krajów UE, hodowcy ciągle mogą podawać
      bydłu hormony przyspieszające wzrost. Pozostałości tych hormonów w mięsie mogą
      również wpływać na wzrost hormonozależnego raka piersi. Do innych czynników
      ryzyka naukowcy zaliczają też obecny w mięsie tłuszcz zwierzęcy oraz formę
      występującego w nim żelaza.

      Zdaniem autorów pracy, najnowsze wyniki mogą odegrać ważną rolę w prewencji
      hormonozależnego raka piersi. Dieta jest bowiem czymś, co łatwo modyfikować,
      podkreślają.

      Źródło: PAP

      • 19.11.06, 15:23
        Sposób na przeżycie kobiet z rakiem jajnika
        Najkorzystniejszy wpływ na przeżycie pacjentek leczonych na raka jajnika ma -
        podawana bezpośrednio do jamy brzusznej (dootrzewnowo) - kombinacja pochodnych
        platyny i taksanów, wskazują analizy badaczy z Grecji, Wielkiej Brytanii i USA.
        Artykuł na ten temat zamieściło pismo "Journal of the National Cancer
        Institute".

        Podstawową metodą leczenia raka jajnika jest operacja chirurgiczna. Jednak w
        stadiach zaawansowanych, gdy dojdzie już do przerzutów niezbędne jest
        zastosowanie chemioterapii.
        Jak podkreśla kierujący badaniami dr John P. A. Ioannidis z Wydziału Medycyny
        Uniwersytetu Ioanninie (Grecja), w ciągu ostatnich 4 dekad odnotowano wyraźny
        postęp w chemioterapii raka jajnika. Odzwierciedleniem tego jest wydłużanie się
        czasu przeżycia kobiet z tym nowotworem na przestrzeni lat.

        Aby sprawdzić, w jakim stopniu różne metody chemioterapii przedłużają życie
        pacjentek, naukowcy pod kierunkiem dr Ioannidisa przeanalizowali wyniki
        leczenia 15609 kobiet z rakiem jajnika. Dane pochodziły z 60 różnych prac
        opublikowanych między 1971-2006 i dotyczyły różnych metod chemioterapii oraz
        ich wpływu na czas przeżycia pacjentek.

        Analiza ujawniła, że najkorzystniej na długość życia kobiet z rakiem jajnika
        wpływała kombinacja pochodnych platyny z taksanami (należy tu np. Taxol).
        Podawana dootrzewnowo kombinacja ta obniżała ryzyko zgonu o 55 proc. w
        porównaniu z terapiami, nie wykorzystującymi żadnego z dwóch leków. W przypadku
        innej metody podawania leków spadek ryzyka zgonu wynosił 42 proc. Natomiast
        chemioterapia wykorzystująca wyłącznie pochodne platyny obniżała ryzyko średnio
        o 40 proc., gdy leki podawano dootrzewnowo i średnio o 30 proc. w przypadku
        innej metody aplikacji leku.

        Jak przypominają autorzy pracy, duży postęp w leczeniu raka jajnika przyniosło
        wprowadzenie w latach 80. pochodnych platyny. Jednak największym jak dotąd
        przełomem w tej dziedzinie jest połączenie pochodnych platyny z taksanami,
        podkreślają.

        Rak jajnika jest najbardziej agresywnym kobiecym nowotworem. Z powodu tego
        nowotworu umiera więcej kobiet niż na raka piersi i raka macicy łącznie. W
        dużym stopniu przyczynia się do tego fakt, że rak jajnika ma mało
        charakterystyczne objawy i często jest wykrywany w zbyt zaawansowanym stadium,
        gdy daje już przerzuty.
        źródło pochodzenia Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1435610,16,1,0,120,686,item.html
        • 20.11.06, 09:37
          Zmodyfikowany barwnik - boradiazaindacen, który pod wpływem światła funkcjonuje
          jako generator rodników tlenowych, może zostać wykorzystany w nowoczesnej
          fotodynamicznej terapii antynowotworowej (PDT), informuje "Chemical
          Communications".
          "Fotodynamiczna terapia antynowotworowa PDT (ang. photodynamic therapy) jest
          bezinwazyjną techniką zwalczania złośliwych nowotworów oraz związanego z
          wiekiem zwyrodnienia plamki żółtej oka. Metoda ta jest szczególnie przydatna
          przy terapii nowotworów lekoopornych" - mówi profesor Engin U. Akkaya z
          tureckiego Technicznego Uniwersytetu Środkowowschodniego.

          PDT wykorzystuje światło w zakresie 650-800 nm (czerwony kolor), które nie
          absorbowane przez tkanki wnika głęboko w ich strukturę. Światło pochłaniane
          jest przez specjalne związki chemiczne np. barwniki ulegające w ten sposób
          aktywacji, dzięki czemu produkują dużą ilość reaktywnych form tlenu, rodników
          tlenowych w postaci tlenu singletowego. Rodniki te atakują komórki nowotworowe,
          niszcząc je i uśmiercając.
          Naukowcy współpracujący z prof. Akkayą z Instytutu Onkologii Hacettepe
          University w Ankarze (Turcja) odkryli nowe właściwości barwnika
          fluorescencyjnego boradiazaindacenu, który dzięki swym cechom fizykochemicznym
          może być skutecznie wykorzystywany w walce z chorobami nowotworowymi.

          Główną zaletą boradiazaindacenu jest fakt, iż związek ten jest rozpuszczalny w
          wodzie, co czyni go niemal idealną substancją dla fotodynamicznej terapii
          antynowotworowej.

          Zespół profesora Akkaya dodatkowo zmodyfikował chemicznie cząsteczki
          fluorescencyjnego barwnika, czyniąc go jeszcze łatwiej rozpuszczalnym w wodzie
          oraz zwiększając jego właściwości absorpcyjne światła czerwonego.

          Gdy zmodyfikowany barwnik przetestowano na komórkach nowotworowych, okazało
          się, iż wykazuje on bardzo silne właściwości cytotoksyczne - skutecznie niszczy
          komórki nowotworowe i to już przy bardzo niskich stężeniach.

          Według profesora Engina U. Akkaya boradiazaindacen o ulepszonych właściwościach
          fizykochemicznych i silnych cechach cytotokscycznych może stać się ważnym
          uzupełnieniem grupy znanych już barwników stosowanych w tego typu terapii
          antynowotworowej.
          źródło pochodzenia Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1435607,16,1,0,120,686,item.html
          • 20.11.06, 17:15
            Skuteczniejsza profilaktyka raka piersi i jajnika - dzięki Polakom

            Kolejne kombinacje genetyczne odpowiedzialne za nowotwory piersi i jajnika
            odkryli polscy naukowcy z Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii
            Medycznej w Szczecinie. Czynnikiem, który aż dwukrotnie zwiększa ryzyko raka u
            kobiet jest polimorfizm w genie kodującym enzym o nazwie MTHFR. Jeżeli mutacji
            w krytycznym genie BRCA1 nie towarzyszy polimorficzna zmiana w obrębie genu
            MTHFR można odstąpić od agresywnej profilaktyki - zabiegów usunięcia piersi,
            jajników lub jajowodów.
            NATURALNA OBRONA PRZED NOWOTWOREM

            Gen BCRA1 koduje białko zapobiegające rozwijaniu się w organizmie guzów
            nowotworowych. Dokładny mechanizm jego działania nie jest do końca wyjaśniony,
            wiadomo jednak, że kobiety posiadające uszkodzoną kopię tego genu mają znacznie
            zwiększone prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi i jajnika.
            Wcześniejsze badania pokazują, że aż 80 proc. nosicielek mutacji w jego obrębie
            zachoruje na tego typu nowotwory.

            MTHFR, czyli reduktaza metylenotetrahydrofolianowa jest enzymem obecnym we
            wszystkich tkankach ludzkiego organizmu. Poprzez katalizowanie przemian różnych
            związków chemicznych bierze udział w syntezie nukleotydów i powstawaniu DNA, a
            także reguluje aktywność różnych innych genów – włącza je lub wyłącza. W
            zdrowej komórce istnieją bowiem geny zwane onkogenami, które powinny pozostawać
            nieaktywne. W innym wypadku powodują bardzo szybkie i niekontrolowane
            namnażanie komórek, co prowadzi do powstania nowotworu. Nieprawidłowo zbudowana
            lub uszkodzona reduktaza nie funkcjonuje poprawnie lub nie działa w ogóle. W
            efekcie geny, które powinny zostać wyłączone pozostają aktywne, co prowadzi do
            nowotworzenia.

            GROŹNE MUTACJE

            Gen reduktazy MTHFR jest bardzo charakterystyczny. Może on występować w różnych
            odmianach, to znaczy posiada wiele odmian polimorficznych. Polimorfizm genowy
            oznacza istnienie w populacji różnych wariantów danego genu, co powoduje, że
            pomiędzy poszczególnymi osobnikami istnieją różnice w budowie i działaniu
            kodowanego białka. Zarówno polimorfizm, jak i mutacja, polegają na zmianie
            jednego lub kilku nukleotydów w genie. Mutacje wiążą się jednak z bardzo dużym
            ryzykiem rozwoju choroby, natomiast zmiany polimorficzne często pozostają
            neutralne i rzadko powodują objawy kliniczne.

            W populacji ludzkiej wykryto kilka polimorfizmów MTHFR. Większość ma charakter
            obojętny dla zdrowia, jednak okazało się, że dwie z nich – C677T i A1298C –
            znacznie obniżają aktywność kodowanego enzymu, co może prowadzić do powstania
            nowotworu.

            Przypuszcza się, że omawiany polimorfizm może powodować również nowotwory
            innych narządów. Będzie to przedmiotem dalszych prac szczecińskich badaczy.

            POŁĄCZENIE CZYNNIKÓW RYZYKA

            "Występowanie różnych odmian genu MTHFR powoduje, że niektóre kobiety (będące
            jednocześnie nosicielkami zmutowanego genu BRCA1) są bardziej niż inne podatne
            na nowotwory piersi i jajnika" - mówi współautorka badania, dr Anna Jakubowska.

            Szczecińscy naukowcy odkryli to podczas eksperymentu, którego celem było
            zbadanie wpływu dwóch funkcjonalnych polimorfizmów (wariantów) genu MTHFR -
            C677T i A1298C - na ryzyko raka piersi i jajnika u polskich nosicielek mutacji
            w genie BRCA1. W przedsięwzięciu wzięło udział 319 pacjentek ze zdiagnozowanym
            nowotworem piersi, 146 z rakiem jajnika i 290 pań zdrowych, stanowiących grupę
            kontrolną.

            Okazało się, że jedna z form reduktazy (C677T) zwiększała ryzyko wystąpienia
            raka piersi i jajnika. Z kolei druga (A1298C) obniżała ryzyko zachorowania na
            raka sutka. To dowodzi, że funkcjonalny polimorfizm genu MTHFR wpływa na
            częstość zachorowań na te nowotwory u predysponowanych genetycznie kobiet –
            nosicielek mutacji BCRA1 - i może być jednym z czynników predysponujących do
            rozwoju raka. Naukowcy szacują, że polimorfizm MTHFR około dwukrotnie zwiększa
            ryzyko choroby. "Sama mutacja w BRCA1 to około 80 proc. ryzyko zachorowania na
            raka do 75 roku życia. Dodatkowa zmiana w MTHFR zwiększa je dwukrotnie, co w
            praktyce oznacza, że kobiety z obiema zmianami zachorują w młodszym wieku"–
            wyjaśnia Anna Jakubowska.

            MNIEJ PROFILAKTYCZNEGO OKALECZANIA

            Na reduktazę MTHFR szczecińscy naukowcy zwrócili uwagę, gdyż jest ona istotnym
            elementem cyklu komórkowego i systemu syntezy DNA, co każe przypuszczać, że
            może być zaangażowana w procesy nowotworowe. Jest ona przedmiotem badań wielu
            grup badaczy na całym świecie


            Odkrycie to ma istotne znaczenie dla chorych kobiet. Według literatury naukowej
            aż 60-80 proc. nosicielek mutacji w genie BRCA1 na pewno zachoruje na raka
            piersi lub jajnika. Pozostałe będą zdrowe mimo genetycznego obciążenia.

            "Dotychczas wszystkim nosicielkom mutacji w BRCA1 oferowano taką samą,
            agresywną profilaktykę, polegającą na profilaktycznych zabiegach operacyjnych
            np. usunięciu piersi, jajników lub jajowodów, jeszcze zanim doszło do rozwoju
            nowotworu" – wyjaśnia Jakubowska.

            "Nasze odkrycie ma szansę znacznie precyzyjniej określić, u których pacjentek z
            mutacją BRCA1 można odstąpić od operacji profilaktycznych" - dodaje.

            Jak tłumaczy Jakubowska, jeżeli test genetyczny wykaże, że pacjentka jest
            zarówno nosicielką mutacji w BRCA1, jak i niekorzystnego polimorfizmu, zalecona
            zostanie profilaktyczna operacja usunięcia zagrożonych narządów. Natomiast
            kobiety ze zmianami neutralnymi lub obniżającym ryzyko zachorowania na raka
            piersi czy jajnika, będą mogły skorzystać z innych form profilaktyki.

            Test genetyczny wykrywający nosicielstwo mutacji w genie BCRA1, naukowcy z
            Zakładzie Genetyki i Patomorfologii Pomorskiej Akademii Medycznej opracowali
            już wcześniej.

            źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
            www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=J10&news_cat_id=249&news_id=14599&layout=6&forum_id=6087&page=text

            • 21.11.06, 21:02
              Zmiany przednowotworowe w jelicie grubym występują u mężczyzn prawie dwa razy
              częściej niż u kobiet.
              Wykazały to polskie badania, prowadzone w ramach programu badań
              profilaktycznych - poinformowano na konferencji prasowej w Centrum Onkologii-
              Instytutu (COI) im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

              Polscy naukowcy jako pierwsi na świecie realizują program, polegający na
              kolonoskopowym badaniu przesiewowym tysięcy Polaków oraz na usystematyzowaniu i
              opracowaniu wyników - poinformował prof. Marek Nowacki, dyrektor centrum.
              Kolonoskopia jest metodą badania dolnego odcinka przewodu pokarmowego.
              Umożliwia diagnozowanie różnych chorób jelita grubego, np. nowotworu
              złośliwego. W trakcie kolonoskopii można też pobierać wycinki błony śluzowej
              jelita grubego do badań i usuwać pojedyncze polipy.

              Do tej pory uważano, że na raka jelita grubego choruje tyle samo kobiet, co
              mężczyzn. Tymczasem Polacy udowodnili, że zmiany przednowotworowe w jelicie
              grubym są u mężczyzn prawie dwa razy częstsze niż u kobiet - poinformował
              kierujący projektem prof. Jarosław Reguła z Kliniki Gastroenterologii i
              Hepatologii COI.

              Oznacza to, że panowie powinni się badać wcześniej i częściej niż kobiety -
              podkreślali naukowcy.

              Badania przesiewowe pozwoliły wykryć raka jelita grubego u jednej osoby na
              każde 130 przebadanych. Wyniki badania każą podejrzewać, że u wielu osób bez
              objawów chorobowych rozwijają się groźne nieprawidłowości. Może je wykryć tylko
              kolonoskopia.

              Badania objęły ludzi po 50 roku życia, nie mających objawów choroby, spoza
              grupy ryzyka. Według planów do końca 2006 r. liczba zbadanych przekroczy sto
              tysięcy.

              Zakrojony na dziesięć lat program, finansowany z budżetu państwa, ruszył w 2000
              r. Obecnie uczestniczy w nim 85 ośrodków medycznych. Działania koordynuje
              Klinika Gastroenterologii w CO w Warszawie.

              Wyniki dotychczasowych prac prof. Reguła i jego współpracownicy opublikowali w
              prestiżowym piśmie medycznym "New England Journal of Medicine" z początku
              listopada. Zdaniem naukowców, dane te mogą prowadzić do istotnych zmian w
              systemie profilaktyki raka jelita grubego na całym świecie.

              Jak tłumaczyli na spotkaniu lekarze, rak jelita grubego powstaje z tzw. polipów
              gruczolaków przez 7-12 lat. "Lata mijają, nim polip zezłośliwieje. Natura dała
              nam taką szansę, trzeba z niej skorzystać" - powiedział prof. Eugeniusz Butruk.

              "Wyraźne objawy raka jelita grubego pojawiają się dość późno. Niepokoić powinno
              krwawienie z odbytu, zmiana rytmu wypróżnień, anemia i chudnięcie" - wyliczał
              prof. Butruk.

              Do czynników ryzyka raka jelita grubego należy wiek - powyżej 50- tki oraz
              przypadki tej choroby w rodzinie. Jeśli chodzi o profilaktykę, to co 10 lat
              kolonoskopię powinny powtarzać osoby, u których zmian rakowych nie wykryto,
              oraz co 5 lat (od 40 roku życia) ludzie z grupy ryzyka - sugerował prof. Butruk.

              Wśród populacji Europejczyków rak jelita grubego jest najczęstszym nowotworem -
              co roku atakuje 324 tys. osób. W Polsce ustępuje jedynie rakowi płuc. Na każde
              sto tysięcy Polaków co roku zapada na niego 30-35 tys. Mamy najgorszą w Europie
              przeżywalność. Pięć lat z tą chorobą przeżywa tylko jedna czwarta chorych -
              poinformował prof. Reguła.

              Na spotkaniu lekarze zachęcali do badań przesiewowych, kiedy nie ma jeszcze
              objawów mogących świadczyć o raku, ponieważ leczenie wcześnie wykrytego raka
              jelita grubego ma 95-procentową skuteczność. Informacje, jak to zrobić, można
              znaleźć na stronie www.coi.waw.pl oraz pod numerami telefonów: (22) 546-30-10 i
              546- 30-80.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1437749,16,1,0,120,686,item.html
              • 22.11.06, 13:12
                Kobiety żyjące w cieplejszych i bardziej nasłonecznionych regionach świata
                znacznie rzadziej chorują na raka jajnika, niż mieszkanki terenów o zimniejszym
                klimacie - zaobserwowali badacze amerykańscy.
                Artykuł na ten temat znajdzie się w grudniowym wydaniu pisma "American Journal
                of Preventive Medicine".

                Wynika z tego, zdaniem autorów najnowszej pracy, że ekspozycja na słońce i
                związana z tym produkcja witaminy D w organizmie odgrywają ważną rolę w
                prewencji raka jajnika.
                Jak komentuje prowadzący najnowsze badania dr Cedric F. Garland z Uniwersytetu
                Kalifornijskiego w San Diego, w przypadku tego nowotworu szczególnie ważne jest
                ustalenie czynników, które mu zapobiegają. Rak jajnika jest bowiem
                najgroźniejszym z kobiecych nowotworów złośliwych. Pochłania nawet więcej ofiar
                niż rak piersi i raki macicy razem wzięte. Główną przyczyną tego jest fakt, że
                nie daje on typowych objawów i jest wykrywany przeważnie w późnym stadium
                rozwoju, gdy szanse na wyleczenie są małe.

                Zespół dr. Garlanda analizował dane dotyczące zachorowań na raka jajnika w 175
                krajach i odnosił je do informacji na temat szerokości geograficznej, natężenia
                promieniowania UV i poziomu ozonu atmosferze (który wpływa na ilość UV
                docierającego na ziemię).

                Okazało się, że liczba przypadków raka jajnika była wyższa na obszarach
                leżących w większych szerokościach geograficznych na obydwu półkulach. Niższy
                odsetek zachorowań na ten nowotwór był związany również z większą ekspozycją na
                promienie UV i niższym poziomem ozonu atmosferycznego.

                Innym badaczom udało się wcześniej wykazać, że osoby żyjące w większych
                szerokościach geograficznych, gdzie ekspozycja na promienie słoneczne jest
                mniejsza w ciągu roku, częściej chorują na raka piersi i raka jelita grubego.

                Naukowcy podejrzewają, że za związek ten odpowiada witamina D, która powstaje w
                naszej skórze pod wpływem światła słonecznego. Osoby mające większy kontakt ze
                słońcem mają jej w organizmie więcej niż osoby żyjące w krajach mniej
                nasłonecznionych. Coraz więcej badań sugeruje też, że wysoki poziom witaminy D
                we krwi, a także zażywanie jej suplementów, obniża ryzyko raka. Całkiem
                niedawno opublikowano takie badania na temat raka trzustki. Z doświadczeń
                laboratoryjnych wynika również, że witamina ta hamuje podziały komórek
                nowotworowych.

                Dlatego dr Garland uważa, że umiarkowana ekspozycja na słońce i zażywanie
                preparatów z witaminą D może w pewnym stopniu chronić przed różnymi rodzajami
                raka.

                "Nikt nie zaleca kobietom wylegiwania się na słońcu całymi dniami ani
                przeprowadzania się do ciepłych krajów, by uniknąć raka jajnika" - komentuje dr
                Garland. Warto jednak wiedzieć, że osoba o ciemniejszej karnacji zapewni sobie
                wystarczające ilości witaminy D spędzając na słońcu 15 minut dziennie i
                eksponując 50 proc. powierzchni ciała. Osobom o jasnej karnacji wystarczy
                krótsza ekspozycja, natomiast osobom o ciemnej skórze potrzeba na to więcej
                czasu.

                Wiele osób ma za mały kontakt ze słońcem, dlatego dobrze jest regularnie
                stosować preparaty z witaminą D. Dzienne zapotrzebowanie na nią osób dorosłych
                wynosi 5 mikrogramów. W zbyt dużych dawkach witamina D może mieć jednak
                działanie toksyczne - prowadzi do wzrostu poziomu wapnia we krwi i może
                wywoływać nudności, utratę masy ciała, zmęczenie, zaburzenia pracy nerek.

                Jak podkreśla dr Garland, najnowsze badania jego zespołu wskazują jedynie na
                zależność między szerokością geograficzną, a częstością występowania raka
                jajnika, nie dowodzą natomiast bezpośredniego związku między tym nowotworem, a
                poziomem witaminy D w organizmie.

                Zdaniem badacza, między kobietami z krajów leżących na dużych i mniejszych
                szerokości geograficznych istnieje cała grupa różnic, które mogą kształtować tę
                zależność. To np. czynniki genetyczne, dotyczące stylu życia i życia
                seksualnego oraz poziom rozwoju kraju (kraje bardziej oddalone od równika są z
                reguły lepiej rozwinięte).

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1437214,16,1,0,120,686,item.html
                • 23.11.06, 12:23
                  Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej zaktualizowało zalecenia
                  dotyczące zastosowania markerów nowotworowych w rakach przewodu pokarmowego.

                  Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano nowe zalecenia
                  Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej dotyczące zastosowania markerów
                  nowotworowych w rakach przewodu pokarmowego. Antygen rakowo-zarodkowy (CEA)
                  pozostaje jedynym markerem rekomendowanym do stosowania w codziennej praktyce
                  klinicznej u pacjentów z rakiem jelita grubego. W przypadku uogólnionego raka
                  trzustki przydatne może być oznaczanie stężenia CA 19-9.

                  Szczegółowe zalecenia dotyczące oznaczania stężenia CEA w surowicy u pacjentów
                  z rakiem jelita grubego są następujące:
                  1) CEA nie jest rekomendowany jako marker w badaniach przesiewowych.
                  2) CEA może być oznaczany przed zabiegiem operacyjnym, jednakże nie ma
                  wystarczającej liczby danych potwierdzających przydatność przedoperacyjnego
                  stężenia CEA do planowania leczenia uzupełniającego.
                  3) Ozaczanie stężenia CEA po zabiegu operacyjnym powinno być wykonywane u
                  pacjentów z chorobą w II i III stopniu zaawansowania klinicznego, jeżeli dany
                  pacjent jest kandydatem do chrurgicznego lub systemowego leczenia nawrotu
                  choroby. Oznaczenia powinny być wykonywane co 3 miesiące przez co najmniej 3
                  lata od leczenia pierwotnego. Stężenie CEA powyżej normy, które utrzymuje się w
                  powtórzonym badaniu, jest wskazaniem do dalszej diagnostyki w kierunku nawrotu
                  choroby, jednakże samo w sobie nie jest wystarczającym wskazaniem do
                  podejmowania leczenia systemowego. Chemioterapia może powodować zwiększenie
                  stęzenia CEA, zatem jego oznaczanie nie jest zalecane przed ukończeniem
                  planowanego leczzenia uzupełniającego.
                  4) CEA jest markerem z wyboru w monitorowniu skuteczności leczenia systemowego
                  u pacjentów z uogólnionym rakiem jelita grubego. Pierwsze oznaczenie powinno
                  być wykonane w chwili rozpoczęcia leczenia, a kolejne – co 1-3 miesiące.
                  Utrzymujący się wzrost stężenia CEA w poprównaiu ze stężeniem wyjściowym jest
                  wskaźnikiem nieskuteczności leczenia, nawet w przypadku braku dowodów na
                  progresję choroby w badaniach obrazowych. Należy zachować ostrożność w
                  interpretowaniu zwiększenia stężenia CEA w czasie pierwszych 4-6 tygodni
                  leczenia, zwłaszcza w przypadku zastosowania oksaliplatyny, z powodu
                  występowania wyników fałszywie dodatnich (wzrost stężenia pod wpływem
                  chemioterapii, przy braku progresji choroby).

                  Nie jest rekomendowane stosowanie w rutynowej praktyce klinicznej u pacjentów z
                  rakiem jelita grubego następujących markerów nowotworowych:
                  1) CA 19-9,
                  2) Ploidia DNA i analiza proliferacji (% komórek w fazie S cyklu komórkowego)
                  określane metodą cytometrii przepływowej,
                  3) Ekspresja białka p53 lub obecość mutacji w genie TP53,
                  4) Onkogen RAS,
                  5) Syntaza tynidynowa, dehydrogenaza dihydropirymidynowa i fosforylaza
                  tymidynowa,
                  6) Niestabilność mikrosatelitów,
                  7) Utrata heterozygotyczności (LOH) w obrębie długiego ramienia chromosomu 18
                  (18q) lub białko DCC oznaczane immunohistochemicznie.

                  Zalecenia dotyczące oznaczania stężenia CA 19-9 w surowicy u pacjentów z rakiem
                  trzustki są następujące:
                  1) CA 19-9 nie jest rekomendowany jako marker w badaniach przesiewowych.
                  2) CA 19-9 jako samodzielny test nie jest rekomendowany do określania
                  możliwości przeprowadzenia leczenia operacyjnego lub do przewidywania jego
                  wyników.
                  3) Zwiększenie stężenia CA 19-9 samo w sobie nie jest wystarczającym dowodem
                  nawrotu choroby, jeżeli nawrót nie znajduje potwierdzenia w wynikach badań
                  obrazowych i/lub biopsji.
                  4) CA 19-9 może być użyteczny u pacjentów z chorobą lokalnie zaawansowaną lub
                  uogólnioną. Pierwsze oznaczenie powinno być wykonane w chwili rozpoczęcia
                  leczenia systemowego, a kolejne – co 1-3 miesiące. Jeżeli stężenie CA 19-9
                  zwiększa się podczas leczenia, to istnieje podejrzenie progresji choroby, które
                  jednakże wymaga potwierdzenia innymi metodami diagnostycznymi.

                  Źródło: Locker GY, Hamilton S, Harris J, Jessup JM, Kemeny N, Macdonald JS,
                  Somerfield MR, Hayes DF, Bast Jr RC. ASCO 2006 Update of Recommendations for
                  the Use of Tumor Markers in Gastrointestinal Cancer. J Clin Oncol 24: 5313-
                  5327.

                  www.eonkologia.pl/news.php?id=49
                  • 23.11.06, 12:29
                    Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej uaktualniło zalecenia dotyczące
                    obserwacji pacjentek po radykalnym leczeniu raka piersi.

                    Na łamach listopadowego numeru Journal of Clinical Oncology opublikowano
                    uaktualnione zalecenia Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ASCO)
                    dotyczące obserwacji pacjentek po zakończeniu radykalnego leczenia raka piersi.
                    Badanie podmiotowe, przedmiotowe oraz mammografia pozostają podstawowymi
                    metodami diagnostycznymi, które są rekomendowane dla tej grupy pacjentek.

                    Na podstawie analizy informacji dostępnych w literaturze naukowej do marca 2006
                    stwierdzono, że:
                    1) Każda z pacjentek powinna być poddawana badaniu podmiotowemu i
                    przedmiotowemu co 3-6 miesięcy w ciągu pierwszych 3 lat od leczenia
                    pierwotnego, co 6-12 miesięcy po 4 i 5 latach od leczenia pierwotnego, a
                    następnie co 12 miesięcy.
                    2) Lekarz powinien udzielić pacjentce informacji na temat objawów nasuwających
                    podejrzenie wznowy choroby (nowy guz, ból kości, ból w klatce piersiowej, ból
                    brzucha, duszność, uporczywe bóle głowy) i wypytywać o te objawy podczas
                    badania.
                    3) Każda pacjentka powinna raz w miesiącu wykonywać samobadanie piersi.
                    4) Pierwsza mammografia po leczeniu radykalnym powinna być wykonana 12 miesięcy
                    po badaniu, ktore doprowadziło do wykrycia choroby, ale – w przypadku kobiet
                    poddanych oszczędzającemu leczeniu chirurgicznemu – nie wcześniej niż 6
                    miesięcy po zakończeniu radioterapii.
                    5) Regularne badanie ginekologiczne powinno być wykonywane u wszystkich
                    pacjentek. Kobiety przyjmujące tamoksyfen powinny być zachęcane do
                    każdorazowego zgłaszania krwawienia z pochwy.
                    6) Wskazania do objęcia pacjentki poradnictwem genetycznym obejmują:
                    a. Rak jajnika u pacjentki lub którejkolwiek z krewnych pierwszego i drugiego
                    stopnia pokrewieństwa.
                    b. Wystąpienie raka piersi przed 50. rokiem życia u krewnej pierwszego stopnia.
                    c. Rak piersi rozpoznany w dowolnym wieku u 2 lub większej liczby krewnych
                    pierwszego lub drugiego stopnia.
                    d. Obustronny rak piersi u pacjentki lub jej krewnej.
                    e. Wystąpienie wśród krewnych pacjentki raka piersi u mężczyzny.
                    f. Ponadto poradnictwem genetycznym powinny by objęte wszystkie Żydówki
                    aszkenazyjskie.

                    Na podstawie tych samych danych z literatury naukowej ustalono, że nie ma
                    podstaw do rekomendowania w rutynowym postępowaniu następujących metod
                    diagnostycznych:
                    1) Morfologia krwi obwodowej i badania biochemiczne oceniające czynność wątroby.
                    2) Badanie rtg klatki piersiowej, scyntygrafia kości, usg jamy brzusznej,
                    tomografia komputerowa, pozytronowa tomografia emisyjna (PET), obrazowanie
                    piersi metodą rezonansu magnetycznego.
                    3) Oznaczanie stężenia markerów nowotworowych (CA 15-2, CA 27.29, CEA).

                    Źródło: Khatcheressian JL, Wolff AC, Smith TJ, Grunfeld E, Muss HB, Vogel VG,
                    Halberg F, Somerfield MR, Davidson NE. American Society of Clinical Oncology
                    2006 Uptade of the Breast Cancer Follow-Up and Management Guidelines in the
                    Adjuvant Setting. J Clin Oncol 2006; 24: 5091-5097.

                    www.eonkologia.pl/news.php?id=48
                    • 23.11.06, 18:38
                      Antykoncepcja może zmniejszać ryzyko raka trzonu macicy
                      Różne metody antykoncepcji, w tym doustne środki hormonalne oraz wkładki
                      wewnątrzmaciczne, mogą zapewnić długotrwała ochronę przed rakiem trzonu macicy -
                      potwierdzają najnowsze badania, o których informuje pismo "International
                      Journal of Cancer".
                      Do takich wniosków doszli naukowcy z zespołu dr Xiao Ou Shu z Vanderbilt
                      University w Nashville (stan Tennessee). Przebadali oni 1204 Chinek z niedawno
                      zdiagnozowanym rakiem błony śluzowej macicy (tzw. endometrium). Dla porównania,
                      do badań zaprosili też 1212 zdrowych kobiet, dobranych do pacjentek chorych na
                      raka pod względem wieku i innych cech.

                      W obu grupach zebrano dane na temat stosowania różnych metod antykoncepcji, tj.
                      doustnych hormonalnych środków antykoncepcyjnych oraz wkładek wewnątrzmacicznych
                      Wkładki (inaczej zwane spiralami lub w skrócie IUD) to urządzenia zaliczane do
                      mechanicznych metod antykoncepcji. Ich działanie polega na wywoływaniu takich
                      zmian w błonie śluzowej macicy, które uniemożliwiają zagnieżdżenie się w niej
                      zarodka (właśnie dlatego przez wiele osób metoda ta uważana jest nie za
                      antykoncepcję, a za metodę wczesnoporonną).

                      Okazało się, że ryzyko raka endometrium spadało w miarę stosowania
                      antykoncepcji hormonalnej. Po 6 latach było niższe o 50 proc. w porównaniu z
                      kobietami, które nie zażywały pigułek. Ten ochronny efekt utrzymywał się ciągle
                      po 25 latach od odstawienia hormonów, a nawet dłużej.

                      Używanie wkładek wczesnoporonnych obniżało prawdopodobieństwo zachorowania na
                      raka endometrium o 47 proc., ale długość korzystania z tej metody nie wpływała
                      na dalsze zmiany ryzyka. W analizie naukowcy uwzględnili inne znane czynniki
                      podnoszące lub obniżające ryzyko raka endometrium.

                      Jak spekulują autorzy pracy, hormonalne pigułki antykoncepcyjne mogą obniżać
                      ryzyko raka endometrium ze względu na zawartość progestagenów, które hamują
                      rozrost błony śluzowej macicy. Z kolei ochronny efekt wkładek może wynikać z
                      faktu, że pobudzają one reakcje zapalne, w czasie których dochodzi do
                      eliminacji komórek nieprawidłowych i zmienionych nowotworowo.

                      źródło pochodzenia Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1438852,16,1,0,120,686,item.html
                      • 25.11.06, 22:12
                        Do niedawna w przypadku nowotworu przewodu pokarmowego zwanego GIST pacjent
                        miał szansę na przeżycie kilku miesięcy, teraz żyje wiele lat, a nowe leki i
                        metody dawkowania mogą przynieść dalszą poprawę - powiedział prof. Włodzimierz
                        Ruka.
                        Profesor Ruka z warszawskiego Centrum Onkologii podczas konferencji prasowej
                        poświęconej leczeniu GIST i towarzyszącej "okrągłemu stołowi" ekspertów.

                        GIST to szczególny i dość rzadki rodzaj mięsaków - rozwija się z tkanki
                        podścieliskowej przewodu pokarmowego. Jego komórki mają zbyt wiele receptorów
                        dla czynnika wzrostu, związanych z enzymem - kinazą tyrozynową. Dzięki
                        wprowadzeniu do leczenia imatinibu - blokera kinazy tyrozynowej, opracowanego z
                        myślą o leczeniu białaczki - średni czas przeżycia sięga pięciu lat i może
                        wzrosnąć. "To najbardziej spektakularny postęp w dziejach onkologii" -
                        zaznaczył prof. Peter Reichardt z berlińskiego szpitala Charite, wybitny
                        specjalista od GIST

                        Niestety, choć imatinib niszczy 99 procent komórek nowotworowych, z niejasnych
                        powodów nie daje trwałego wyleczenia. Wielkość guzów może się nie zmniejszać,
                        natomiast zmienia się ich struktura - zamiast tkanki nowotworowej wypełnia je
                        nieszkodliwa tkanka łączna. Dlatego do oceny postępu choroby niezbędna są
                        badania, takie jak tomografia komputerowa.

                        Pacjent musi dostawać lek przez cały czas - odstawienie imatinibu prowadzi do
                        dalszego postępu choroby. Z czasem u niektórych pacjentów lek działa coraz
                        słabiej lub przestaje działać, a komórki stają się na niego odporne albo rośnie
                        tempo wydalania leku. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku może pomóc zwiększona
                        z 400 do 800 miligramów dawka. Są też tacy, u których imatinib nie działa od
                        początku - można ich rozpoznać zawczasu, dzięki stosunkowo niedrogim badaniom
                        genetycznym mutacji genu c-kit, nad którymi pracuje prof. Maria Dębiec-Rychter
                        z belgijskiego uniwersytetu w Leuven.

                        Nie jest wykluczone, że pojawią się nowe leki o mechanizmie działania podobnym
                        do imatinibu lub jego działanie zostanie wzmocnione jakimś chemioterapeutykiem -
                        choć wcześniej chemioterapia była bezsilna wobec GIST.

                        Żywym przykładem skuteczności nowoczesnych metod leczenia GIST był obecny na
                        konferencji prezes Stowarzyszenia Pomocy Chorym na GIST, Stanisław Kulisz,
                        który choruje od 5 lat.

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1439614,16,1,0,120,686,item.html
                        • 27.11.06, 00:57
                          Szczepienie przeciw HPV w profilaktyce raka szyjki macicy
                          Rutynowe szczepienie dziewcząt i młodych kobiet przeciwko wirusowi HPV, który
                          wywołuje raka szyjki macicy, zalecają polskie i międzynarodowe towarzystwa
                          medyczne.
                          Szczepienie to nie zwalnia jednak kobiet z obowiązku wykonywania cytologii -
                          podkreślali eksperci na piątkowej konferencji prasowej w Warszawie.

                          Przyczyną raka szyjki macicy są głównie określone typy wirusa brodawczaka
                          ludzkiego (HPV), atakujące błony śluzowe narządów płciowych. To wirus bardzo
                          rozpowszechniony. Przenosi się m.in. w czasie kontaktów seksualnych. Szacuje
                          się, że w pewnym momencie życia zakaża się nim ponad połowa dorosłych.
                          We wrześniu w Europie zarejestrowano szczepionkę przeciwko temu wirusowi.
                          Podczas piątkowej konferencji prasowej ginekolodzy, wakcynolodzy i onkolodzy
                          poinformowali, że rekomenduje się włączenie jej do kalendarza obowiązujących w
                          Polsce szczepień ochronnych.

                          Polskie towarzystwa medyczne zalecają rutynowe szczepienia dziewcząt i kobiet
                          mających od 11 do 26 lat. Chodzi przede wszystkim o osoby jeszcze nie zakażone,
                          które nie podjęły współżycia. Można szczepić nawet dziewięciolatki oraz
                          chłopców w wieku 9-15 lat, ponieważ mężczyźni przenoszą wirusa.

                          Szczepionka jest w stu proc. skuteczna wobec dwóch rakotwórczych typów wirusa
                          HPV, które odpowiadają za około 80 proc. zachorowań na raka szyjki macicy -
                          zapewniał wiceprezes Towarzystwa Profilaktyki Zakażeń HPV, prof. Marek Sikorski.

                          Szczepienie pozwala również zapobiec zakażeniu dwoma innymi typami wirusa HPV,
                          które powodują powstanie m.in. trudnych w leczeniu brodawek płciowych. Z kolei
                          u kobiet po leczeniu raka szyjki macicy szczepienie może zapobiegać nawrotom
                          choroby.

                          Szczepienie obejmuje trzy dawki. Całość kosztuje około 1500 zł. Prezes
                          Towarzystwa Profilaktyki Zakażeń HPV, prof. Sławomir Majewski powiedział, że w
                          najbliższym czasie trudno będzie o refundację szczepionki. Jako jedno z
                          potencjalnych źródeł finansowania szczepień ekspert wskazał realizowany w
                          Polsce program zwalczania różnych typów nowotworów.

                          Od chwili zakażenia wirusem, do rozwoju raka inwazyjnego, mija 5- 10 lat. To
                          czas na tyle długi, by wykryć chorobę w stadium, w którym jest ona jeszcze w
                          pełni uleczalna. Mimo tego w Polsce co roku na raka szyjki macicy zapada około
                          czterech tysięcy kobiet. Dwa tysiące corocznie umiera, bo za późno
                          zdiagnozowano u nich chorobę.

                          Dlatego eksperci podkreślają wagę profilaktyki. Oprócz szczepień jest nią
                          badanie cytologiczne, pozwalające na wczesne wykrycie groźnych zmian. "Ono
                          ratuje życie. Tymczasem wiele Polek umiera, bo się na badanie nie zgłasza" -
                          alarmował prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, prof. Jan
                          Zieliński.

                          Zagrożenie rakiem szyjki macicy dotyczy głównie niezamożnych i słabo
                          wykształconych pań z małych miast i wsi. One najrzadziej zgłaszają się na
                          badanie cytologiczne - nawet w odpowiedzi na imienne zaproszenie z ośrodka
                          zdrowia, gdy mogą je wykonać za darmo.

                          Możliwość zaszczepienia się przeciwko wirusowi HPV nie zmieni zasad prowadzenia
                          badań cytologicznych - poinformował wiceprezes Polskiego Towarzystwa
                          Ginekologicznego, dr hab. Tomasz Niemiec. Obecnie kobiety mogą je wykonać
                          bezpłatnie co trzy lata.

                          "Upowszechnienie szczepień powinno być uzupełnieniem tego programu" - dodał
                          Niemiec.

                          Kolejną metodą profilaktyki może być odwlekanie momentu rozpoczęcia współżycia
                          oraz monogamia - sugerował prof. Sikorski. Wczesne rozpoczęcie współżycia i
                          duża liczba partnerów seksualnych należą do czynników ryzyka rozwoju raka
                          szyjki macicy - tłumaczył.

                          Na konferencji poinformowano też, że na świecie trwają badania kliniczne oraz
                          prace związane z rejestracją innej szczepionki na dwa typy rakotwórczego wirusa
                          HPV. Nie wiadomo jeszcze, kiedy będzie ona dostępna.

                          źródło pochodzenia Onet.pl
                          wiadomosci.onet.pl/1439709,16,1,0,120,686,item.html
                          • 04.12.06, 07:17
                            Białko bakterii beztlenowej pomaga wybiórczo niszczyć komórki nowotworowe w
                            organizmie, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki - wynika z najnowszych badań
                            amerykańskich opisanych na łamach tygodnika "Science".
                            Obecnie znanych jest wiele leków, które niszczą komórki nowotworowe i są
                            stosowane w chemioterapii pacjentów chorych na raka. Problem w tym, że ich
                            działanie jest mało specyficzne, to znaczy że przy okazji uśmiercają wiele
                            zdrowych komórek, zwłaszcza szybko dzielących się, takich jak komórki szpiku
                            czy mieszków włosowych. Powoduje to wiele nieprzyjemnych skutków ubocznych u
                            pacjentów, a czasem wręcz przeszkadza w zastosowaniu terapii.

                            Dlatego naukowcy od lat poszukują leków, które działałyby wyłącznie lub głównie
                            na komórki nowotworowe, bądź metod, które pozwoliłyby dostarczać
                            chemioterapeutyki bezpośrednio do komórek guza. W jednym i drugim przypadku
                            można by uchronić zdrowe tkanki przed uszkodzeniami. Teraz badacze z Instytutu
                            Medycznego Howarda Hughesa w Baltimore opracowali nową metodę wybiórczego
                            niszczenia nowotworów. Wykorzystali przy tym liposomy - błoniaste pęcherzyki,
                            oraz bakterie z rodzaju laseczek beztlenowych - Clostridium novyi-NT
                            (spokrewnione m.in. z laseczkami wąglika).

                            Te beztlenowe bakterie są znane z tego, że niszczą czerwone krwinki,
                            uszkadzając ich błony komórkowe, zbudowane z lipidów. Jednocześnie są zdolne do
                            zakażania niedotlenionych, położonych głęboko wewnątrz guza komórek
                            nowotworowych.

                            Liposomy są z kolei wykorzystywane jako nośniki różnych związków do wnętrza
                            komórek, gdyż ich ścianki są zbudowane podobnie do błon komórkowych, co
                            znacznie ułatwia transport.

                            Naukowcy wstrzykiwali myszom z dużymi guzami najpierw formy przetrwalnikowe
                            (tzw. spory) Clostridium novyi-NT, a następnie liposomy z lekiem stosowanym w
                            chemioterapii - doksorubicyną. Zakładali, że liposomy będą łatwiej uwalniać lek
                            w obrębie guzów, ze względu na obecność niszczącej ich ścianki Clostridium
                            novyi-NT.

                            Okazało się, że w ten sposób udało im się wyeliminować większość nowotworów u
                            gryzoni.

                            Autorzy pracy zidentyfikowali ponadto białko bakteryjne odpowiedzialne za
                            uszkadzanie błon lipidowych komórek - tzw. liposomazę. Ich zdaniem enzym ten
                            będzie można w przyszłości wykorzystać w leczeniu nowotworów.

                            źródło pochodzenia Onet.pl
                            wiadomosci.onet.pl/1440568,16,1,0,120,686,item.html
                            • 04.12.06, 07:22
                              Chemioterapia powoduje przejściowe zmniejszenie struktur mózgu odpowiedzialnych
                              za pamięć i inne zdolności umysłowe - wynika z japońskich badań opublikowanych
                              na łamach pisma "Cancer".
                              Chemioterapia, czyli podawanie leków, które mają niszczyć komórki raka,
                              znacznie przedłuża życie pacjentów z nowotworami oraz zwiększa ich szanse na
                              wyleczenie. Niestety, chemioterapeutyki szkodzą też wielu zdrowym komórkom
                              organizmu i mają niepożądane działanie - zarówno krótko- jak i długotrwałe. Do
                              bezpośrednich skutków ubocznych chemioterapii zalicza się m.in. dolegliwości ze
                              strony układu pokarmowego (mdłości i wymioty), obniżenie odporności oraz
                              bolesne zapalenie śluzówek.

                              Lekarze już od dawna wiedzą, że chorzy poddawani chemioterapii skarżą się też
                              po pewnym czasie na kłopoty z pamięcią, z rozwiązywaniem zadań i osłabienie
                              innych zdolności umysłowych. Do niedawna uważano jednak, że chemioterapia nie
                              wpływa na mózg, gdyż jest on dobrze chroniony przed kontaktem z lekami dzięki
                              szczelnej barierze krew-mózg.
                              Dopiero badania kliniczne, prowadzone w ostatnim czasie, potwierdziły spadek
                              funkcji poznawczych u osób przechodzących chemioterapię. Badania na zwierzętach
                              z kolei ujawniły obecność zmian w mózgu i komórkach nerwowych wywołanych
                              chemioterapeutykami.

                              Do zbadania wpływu chemioterapii na ludzki mózg, naukowcy japońscy pracujący
                              pod kierunkiem dr Masatoshi Inagaki z Instytutu Badawczego przy Narodowym
                              Centrum Badań nad Rakiem w Tokio wykorzystali rezonans magnetyczny. Badali nim
                              mózgi pacjentek leczonych z powodu raka piersi.

                              Okazało się, że po roku u pacjentek z rakiem piersi poddawanych chemioterapii
                              różne obszary mózgu związane z zapamiętywaniem, myśleniem analitycznym oraz
                              innymi zdolnościami poznawczymi, były znacznie mniejsze niż u chorych nie
                              leczonych chemioterapeutykami. Zmniejszoną objętość miały m.in. obszary kory
                              przedczołowej, okolice hipokampa i zakrętu obręczy oraz okolice przedklinka (w
                              płacie ciemieniowym).

                              Ważne jest jednak to, że strukturalne zmiany w mózgu okazały się nietrwałe i po
                              trzech latach od zakończenia chemioterapii nie było już po nich śladu.

                              Zdaniem autorów najnowszej pracy, badania te wskazują, że przejściowe zmiany
                              strukturalne w mózgu pacjentek były wywołane przez chemioterapię, a nie przez
                              samą chorobę nowotworową.

                              źródło pochodzenia Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1441138,16,1,0,120,686,item.html
                              • 04.12.06, 07:24
                                Amerykańscy radiolodzy dowodzą, że syntetyczne środki kontrastujące,
                                wykorzystywane do badań obrazujących, takich jak tomografia komputerowa, mogą
                                zostać z powodzeniem zastąpione przez produkty mleczarskie.
                                Zaskakujące wyniki badań przedstawili podczas dorocznego zjazdu Radiological
                                Society of North America.

                                "Udowodniliśmy, że mleko pozwala wzmocnić obrazu z tomografu tak samo, jak
                                powszechnie stosowany kontrast" - mówi dr Lisa R. Shah- Patel, radiolog z
                                nowojorskiego szpitala St. Luke's-Roosevelt.

                                Badanie za pomocą tomografii komputerowej (CT) zawsze wymaga podania doustnego
                                lub dożylnego środka cieniującego, tzw. kontrastu. Umożliwia on uzyskanie
                                lepszego obrazu, np. wyraźne rozróżnienie światła jelita od tkanek miękkich.
                                Podczas tomografii struktur układu żołądkowo-jelitowego często podaje się na
                                raz kontrast doustny i dożylny. Jednak może to prowadzić do powstania przykrych
                                dolegliwości brzusznych.

                                Teraz okazało się, że podanie pacjentowi mleka ma taki sam efekt, jak podanie
                                syntetycznego kontrastu - powoduje, że na monitorze komputera CT jego jama
                                brzuszna jest ciemna, a ściany jelit pozostają jasne. Dzięki temu lekarz może
                                szybko i dokładnie dostrzec potencjalne zmiany chorobowe.

                                Podczas eksperymentu naukowcy przebadali za pomocą CT 179 dorosłych pacjentów,
                                którym podano zarówno doustny, jak i dożylny środek kontrastujący. 62 z nich
                                przyjęło kontrast o nazwie VoLumen, a 117 mleko. Okazało się, że 42 proc. osób,
                                które spożyły syntetyczny kontrast, odczuwało dolegliwości w postaci wzdęcia,
                                biegunki czy mdłości. Natomiast spośród uczestników pijących mleko zaledwie 23
                                proc. skarżyło się na podobne dolegliwości.

                                Jednocześnie zauważono, że mleko jest tak samo skutecznym środkiem cieniującym,
                                jak kontrast syntetyczny. Parametry uzyskanych obrazów były bardzo podobne.
                                Jedyną różnicą okazała się cena preparatów - dawka VoLumenu dla jednego
                                pacjenta kosztuje 18 dolarów, podczas gdy porcja mleka 1,39 USD.

                                "Wiele faktów przemawia za tym, żeby zastąpić powszechnie wykorzystywane środki
                                kontrastujące zwykłym mlekiem. Pacjenci, a zwłaszcza dzieci, piją je chętniej
                                niż nieznane im substancje. Również koszty są znacznie niższe" - mówi dr Shah-
                                Patel.

                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1441788,16,1,0,120,686,item.html
                                • 04.12.06, 07:32
                                  Enzym regulujący starzenie hamuje wzrost raka prostaty
                                  Enzym regulujący procesy starzenia hamuje wzrost raka prostaty - zaobserwowali
                                  badacze z USA. Artykuł na ten temat zamieszcza najnowsze wydanie
                                  pisma "Molecular and Cellular Biology".
                                  Autorzy pracy liczą, że wyniki ich badań pomogą w lepszym zrozumieniu
                                  mechanizmów rozwoju raka gruczołu krokowego i umożliwią opracowanie nowych
                                  metod jego terapii.

                                  Naukowcy z Uniwersytetu Tomasa Jeffersona w Filadelfii prowadzili badania na
                                  guzach prostaty, których komórki posiadały mutacje w genie kodującym receptor
                                  dla hormonów płciowych - androgenów, jak np. testosteron. Jak wiadomo,
                                  androgeny pobudzają podziały komórek raka gruczołu krokowego i jego wzrost
                                  działając właśnie na te receptory. Dlatego jedną z podstawowych metod leczenia
                                  guzów prostaty jest blokowanie produkcji androgenów w jądrach.

                                  Jednak gdy dojdzie do mutacji w genie receptora dla androgenów, terapia taka
                                  przestaje być skuteczna. Dzieje się tak, ponieważ zmutowane receptory są
                                  nadmiernie aktywne i pobudzają wzrost guza bez względu na stężenie hormonów
                                  męskich.

                                  Teraz badacze pod kierunkiem dra Richarda Pestella wykazali, że aktywność
                                  takich zmutowanych receptorów, a co za tym idzie wzrost guzów prostaty, jest
                                  blokowana przez białko zapisane w genie SIRT1.

                                  Należy ono do enzymów z rodziny sirtuin i odgrywa ważną rolę w procesach
                                  przemiany materii komórek oraz w procesach starzenia. Wcześniejsze badania na
                                  różnych zwierzętach laboratoryjnych wykazały m.in., że dieta o obniżonej
                                  kaloryczności przedłuża życie działając właśnie na SIRT1.

                                  Zdaniem autorów pracy, najnowsze odkrycie wskazuje, że leki wpływające na
                                  aktywność białka SIRT1 mogą pomóc w leczeniu pacjentów z rakiem prostaty.

                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                  wiadomosci.onet.pl/1443204,16,1,0,120,686,item.html

    • 04.12.06, 07:37
      Progesteron odgrywa ważną rolę w rozwoju dziedzicznego raka piersi, związanego
      z mutacjami w genie BRCA1 - zaobserwowali badacze z USA.
      Z badań opisanych na łamach tygodnika "Science" wynika też, że zablokowanie
      receptorów, za pomocą których progesteron działa na komórki, może obniżać
      ryzyko raka piersi u kobiet noszących te groźne mutacje.

      Mutacje w genie BRCA1 są znanym czynnikiem predysponującym kobiety do raka
      piersi i raka jajnika. U kobiet, które dziedziczą zmiany w tym genie, ryzyko
      guza piersi wynosi nawet 80 proc.
      Normalnie białko zapisane w BRCA1 bierze udział w procesach naprawy DNA oraz
      kontroli wzrostu komórek i na tej drodze powstrzymuje rozwój nowotworów.
      Dotyczy to zwłaszcza tkanek, których czynność jest regulowana przez hormony
      płciowe - estrogeny i progestageny (progesteron).

      Aby sprawdzić, dlaczego tak się dzieje, naukowcy pod kierunkiem Aleksandry
      Jovanovic Poole z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine przeprowadzili badania
      na zmienionych genetycznie myszach, którym wyłączono dwa geny - BRCA1 oraz p53.
      Jak wyjaśniają badacze, stan taki najlepiej imituje zmiany genetyczne u kobiet
      obciążonych dziedzicznym ryzykiem raka piersi - większość z nich ma również
      mutację w p53. Białko zapisane w tym genie jest głównym strażnikiem chroniącym
      komórki przed zmianami nowotworowymi.

      Okazało się, że komórki pobrane z gruczołu sutkowego zmutowanych gryzoni były
      wyjątkowo bogate w receptory dla progesteronu i dzieliły się zbyt intensywnie.
      Natomiast liczba receptorów estrogenowych była prawidłowa.

      Podawanie myszom związku blokującego receptory dla progesteronu (tzw.
      mifepristonu, obecnego m.in. w pigułce wczesnoporonnej - RU 486) zapobiegało
      lub znacznie opóźniało rozwój guzów sutka.

      Zdaniem autorów pracy, wyniki tych badań wskazują, że nowa metoda prewencji
      raka piersi u kobiet z mutacjami w BRCA1 mogłaby polegać na blokowaniu wpływu
      progesteronu na komórki sutka.

      źródło pochodzenia Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1443931,16,1,0,120,686,item.html
      • 04.12.06, 07:39
        "Impact study" - naukowcy o raku prostaty

        Około 150 naukowców z ponad 20 krajów bierze udział w trwającej od wtorku w
        Szczecinie trzydniowej międzynarodowej konferencji nt. genetycznego ryzyka raka
        prostaty "Impact study". Przyjechali naukowcy, genetycy i urolodzy, m.in. z
        USA, Australii, Niemiec, Finlandii i Wlk. Brytanii. Organizatorami spotkania są
        Instytut Badań nad Rakiem z W.Brytanii oraz Pomorska Akademia Medyczna (PAM) w
        Szczecinie.

        "Impact study" to projekt badawczy, którego celem jest wykrycie grupy
        podwyższonego ryzyka zachorowania na raka prostaty wśród mężczyzn w
        zaangażowanych w projekt państwach.

        Jak wyjaśnia genetyk, szef działającego przy PAM Międzynarodowego Centrum
        Nowotworów Dziedzicznych prof. Jan Lubiński, "Impact study" jest pierwszym tego
        typu międzynarodowym projektem. "Wyniki badań mają pomóc m.in. w monitorowaniu
        pacjentów z grupy ryzyka, a tym samym w zapobieżeniu chorobie lub już w samym
        jej leczeniu. W przypadku uszkodzonego genu odpowiedzialnego za chorobę nie
        wszystkie metody leczenia są skuteczne" – podkreśla profesor.
        Lubiński dodał, że projekt będzie finansowany z wielu źródeł, w tym ze środków
        UE.

        Rak prostaty jest u mężczyzn drugim w kolejności najczęściej diagnozowanym, po
        raku skóry. Wykrywa się go co roku u około 200 tys. mieszkańców UE. W Polsce na
        chorobę zapada 4-5 tys. mężczyzn rocznie. Większość przypadków kończy się
        zgonami.

        Profesor dodał, że nauce znane są już niektóre geny, warunkujące powstawanie
        nowotworów, w tym nowotworów prostaty. "Odkrywanie kolejnych zwiększa
        możliwości wykrycia skłonności do zachorowań u większej populacji, a tym samym
        może znacznie obniżyć koszty zapobiegania zachorowaniom. Nie wykluczam, że w
        nieodległej przyszłości proste badanie krwi będzie określało predyspozycje
        zachorowań człowieka na wszystkie nowotwory" - podkreśla prof. Lubiński.

        Zdaniem badacza, w przypadku nowotworów dziedzicznych najważniejsza jest
        profilaktyka, która może znacznie obniżyć ryzyko zachorowania.

        Prof. Lubińskiemu i jego kolegom ze szczecińskiemu Centrum Nowotworów już
        wcześniej udało się zebrać dane o zachorowaniach na różne rodzaje raka w
        rodzinach pacjentów z całego regionu zachodniopomorskiego.

        Ostatnio szczecińscy naukowcy opracowali test genetyczny, ułatwiający ratowanie
        życia osobom chorym na raka prostaty. Stało się to możliwe dzięki odkryciu
        przez nich genu, którego uszkodzenie jest podłożem tego raka. Genetycy z PAM
        odkryli w genie odpowiadającym za naprawę DNA (Chek2) duży ubytek, który
        sprzyja rozwojowi raka prostaty i prowadzi do utrwalenia niekorzystnych zmian w
        całej populacji komórek.

        Wykryta delecja (czyli utrata dużego odcinka DNA - PAP) - obecna u około 200
        tysięcy polskich mężczyzn - dwukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór
        prostaty (natomiast aż czterokrotnie, gdy w rodzinie odnotowano już przypadek
        tej choroby) oraz odpowiada za wielonarządową predyspozycję do nowotworów. EPR

        źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=14894&layout=6&forum_id=6240&page=text

        • 04.12.06, 07:41
          Stosowanie estradiolu przez co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania na
          raka piersi.

          Badacze fińscy opublikowali wyniki dotyczące ryzyka zachorowania na raka piersi
          u kobiet przyjmujących estrogeny w ramach hormonalnej terapii zastępczej.
          Okazało się, że stosowanie estradiolu drogą doustną lub transdermalną przez
          okres co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania.

          Badanie objęło 84.729 kobiet przyjmujących estradiol drogą transdermalną lub
          doustną, 7.941 kobiet przyjmujących estriol doustnie, oraz 18.314 kobiet
          stosujących estrogeny dopochwowe. Każda z kobiet przyjmowała lek przez co
          najmniej 6 miesięcy. Kobiety rozpoczynały leczenie w latach 1994-2001.

          Do końca 2002 roku rak piersi rozpoznano u 2.171 kobiet biorących udział w
          badaniu. Standaryzowany współczynnik częstości raka piersi u kobiet
          przyjmujących estradiol przez okres krótszy od 5 lat wynosił
          0,93 [95% przedział ufności (95% CI), 0,80-1,04]. Natomiast w przypadku
          przyjmowania estradiolu przez 5 lat lub dłużej współczynnik ten wynosił 1,44
          (95% CI, 1,29-1,59). Nie było różnic w ryzyku zachorowania pomiędzy kobietami
          przyjmującymi lek drogą transdermalną i doustną, jednakże w przypadku
          preparatów doustnych większe ryzyko towarzyszyło dawkom większym od 1,9 mg/d
          (podobna zależność ryzyka od dawki nie występowała w przypadku preparatów
          transdermalnych). Stwierdzono, że standaryzowany współczynnik częstości był
          większy dla raka zrazikowego (1,58) w porównaniu z rakiem przewodowym (1,36).
          Stosowanie estradiolu przez co najmniej
          5 lat zwiększało ryzyko zachorowania na raka ograniczonego do gruczołu
          piersiowego (1,45; 95% CI, 1,26-1,66) oraz miejscowo zaawansowanego z
          przerzutami do regionalnych węzłów chłonnych (1,35; 95% CI, 1,09-1,65). W tej
          grupie kobiet zwiększało się również ryzyko zachorowania na raka in situ (2,43;
          95% CI, 1,66-3,42).

          Autorzy konkludują, że stosowanie estradiolu drogą transdermalną lub doustną
          przez okres co najmniej 5 lat powoduje wystąpienie 2-3 dodatkowych raków piersi
          na 1000 kobiet na 10 lat. Estradiol stosowany doustnie przez okres krótszy od
          pięciu lat, estriol doustny oraz estrogeny dopochwowe nie zwiększają ryzyka
          zachorowania na raka piersi.

          Źródło: Lyytinen H, Pukkala E, Ylikorkala O. Breast cancer risk in
          postmenopausal women using estrogen-only therapy. Obstet Gynecol. 2006; 108:
          1354-60.

          źródło pochodzenia eOnkologia.pl
          www.eonkologia.pl/news.php?id=53
          • 06.12.06, 13:06
            Przez ostatnie lata brakowało skutecznego programu przeciwnowotworowego i
            polityki państwa w tej dziedzinie; ma to zmienić wdrażany Narodowy Program
            Zwalczania Chorób Nowotworowych - zapowiada prof. Jan Steffen, przewodniczący
            Rady Naukowej Centrum Onkologii . W ciągu najbliższych 10 lat na walkę z rakiem
            zostaną przeznaczone 3 mld. zł. Program obejmuje profilaktykę, wczesne
            wykrywanie, leczenie i pomoc przewlekle chorym.

            Jak przypomina dr Joanna Didkowska, Europejski Kodeks Walki z Rakiem zawiera 11
            prostych zaleceń: nie pal, unikaj otyłości, zażywaj ruchu, jedz 5 razy dziennie
            warzywa i owoce, unikaj alkoholu, nadmiaru promieniowania słonecznego oraz
            innych czynników rakotwórczych, bierz udział w badaniach przesiewowych (w
            kierunku raka szyjki macicy, raka piersi i raka jelita grubego), zaszczep się
            przeciwko chorobom sprzyjającym nowotworom - wirusowemu zapaleniu wątroby i - w
            przypadku kobiet - wirusowi ludzkiego brodawczaka.

            CZTERY FILARY POLSKIEGO PROGRAMU

            W krajach "starej Unii Europejskiej" odsetek zachorowań na nowotwory i zgonów z
            tego powodu jest dużo niższy niż w Polsce. To zasługa podejmowanych od
            dziesięcioleci działań - mówi prof. Steffen. Na przykład w Finlandii program
            przeciwnowotworowy rozpoczął się na początku lat 60.

            Czterema filarami programu zwalczania nowotworów w Polsce są: zapobieganie
            nowotworom dzięki eliminacji czynników ryzyka, wtórna prewencja czyli wczesne
            wykrywanie nowotworów, leczenie oraz pomoc przewlekle chorym (coraz więcej osób
            żyje z nowotworem całymi latami). Program ma trwać 10 lat - rozpoczął się na
            początku roku 2006 i potrwa do roku 2015. Koszty wyniosą 3 mld zł, przy czym,
            niezależnie od sytuacji budżetu, nie mniej niż 250 mln rocznie.

            Główny cel to zmniejszenie liczby zachorowań i zgonów; potrzebna jest lepsza
            profilaktyka, współdziałanie lekarzy, kontrola jakości badań, dotarcie do
            zaniedbanych grup, utworzenie regionalnych centrów nowotworowych.

            EDUKACJA I TECHNIKA

            Inwestycje mają poprawić bazę diagnostyczną i zaspokoić braki w dziedzinie
            radioterapii. Programy edukacyjne będą nastawione na kształcenie studentów
            medycyny oraz średniego personelu medycznego. Badania epidemiologiczne
            umożliwią monitorowanie skuteczności podejmowanych działań.

            Podstawowe znaczenie ma profilaktyka. W Polsce dzięki akcjom zwalczania
            palenia, prowadzonym przez prof. Witolda Zatońskiego, kierownika Zakładu
            Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii, na początku lat 90.
            zahamowano epidemię raka płuca. Ale nie chodzi tylko o papierosy - problemem
            jest niewłaściwe odżywianie, otyłość i brak wysiłku fizycznego. Profilaktyka
            musi docierać do właściwych grup, tymczasem zdarza się, że na badania
            przesiewowe zgłaszają się wciąż te same kobiety, a inne nie korzystają z nich
            nigdy w życiu.

            Jak mówiła na podstawie zakończonych w listopadzie badań dr Jolanta Lisowska,
            świadomość społeczna wydaje się duża, ale nie przekłada się to na odpowiednie
            zachowania. Niezależnie od wieku i wykształcenia profilaktyka kojarzy się nie
            tyle ze zdrowym stylem życia, co z badaniami lekarskimi.

            WALKA Z RAKIEM WYMAGA KAMPANII INFORMACYJNEJ

            Główny inspektor sanitarny kraju Andrzej Wojtyła deklaruje wsparcie programu
            przez 344 stacje inspekcji sanitarnej na terenie całego kraju. W każdej stacji
            jest komórka profilaktyki, prowadząca programy promujące aktywny styl życia i
            zdrowe odżywianie w szkołach.

            Gdy chodzi o dotarcie do społeczeństwa, szczególna rola przypada mediom. "Sami
            specjaliści nie wygrają z rakiem" - zaznacza prof. Zatoński. Rozwarstwienie
            społeczne i nierówny dostęp do edukacji sprawia, że w przypadku słabo
            wykształconych kobiet śmiertelność z powodu raka szyjki macicy jest 12-krotnie
            większa niż u kobiet z wyższym wykształceniem. Jeśli porównać śmiertelność w
            Polsce i Unii Europejskiej, rocznie niepotrzebnie umiera w naszym kraju około
            1500 kobiet.

            źródło pochodzenia PAP - Nauka w Polsce
            www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=15104&layout=6&forum_id=6355&page=text

            • 06.12.06, 13:08
              Wdrażanie Narodowego Programu Zwalczania Nowotworów

              Przez ostatnie lata brakowało skutecznego programu przeciwnowotworowego, ma to
              zmienić wdrażany Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych - mówił prof.
              Jan Steffen, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Onkologii.
              W krajach "starej Unii Europejskiej" odsetek zachorowań na nowotwory i zgonów z
              tego powodu jest dużo niższy niż w Polsce. To zasługa podejmowanych od
              dziesięcioleci działań - mówił prof. Steffen. Na przykład w Finlandii program
              przeciwnowotworowy rozpoczął się na początku lat 60.

              Czterema filarami programu zwalczania nowotworów w Polsce są: zapobieganie
              nowotworom dzięki eliminacji czynników ryzyka, wtórna prewencja czyli wczesne
              wykrywanie nowotworów, leczenie oraz pomoc przewlekle chorym (coraz więcej osób
              żyje z nowotworem całymi latami). Program ma trwać 10 lat - rozpoczął się na
              początku roku 2006 i potrwa do roku 2015. Koszty wyniosą 3 mld zł, przy czym,
              niezależnie od sytuacji budżetu, nie mniej niż 250 mln rocznie.

              Główny cel to zmniejszenie liczby zachorowań i zgonów; potrzebna jest lepsza
              profilaktyka, współdziałanie lekarzy, kontrola jakości badań, dotarcie do
              zaniedbanych grup, utworzenie regionalnych centrów nowotworowych.

              Inwestycje mają poprawić bazę diagnostyczną i zaspokoić braki w dziedzinie
              radioterapii. Programy edukacyjne będą nastawione na kształcenie studentów
              medycyny oraz średniego personelu medycznego. Badania epidemiologiczne
              umożliwią monitorowanie skuteczności podejmowanych działań.

              Podstawowe znaczenie ma profilaktyka. W Polsce dzięki akcjom zwalczania
              palenia, prowadzonym przez prof. Witolda Zatońskiego, kierownika Zakładu
              Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii, na początku lat 90.
              zahamowano epidemię raka płuca. Ale nie chodzi tylko o papierosy - problemem
              jest niewłaściwe odżywianie, otyłość i brak wysiłku fizycznego. Profilaktyka
              musi docierać do właściwych grup, tymczasem zdarza się, że na badania
              przesiewowe zgłaszają się wciąż te same kobiety, a inne nie korzystają z nich
              nigdy w życiu.

              Jak mówiła na podstawie zakończonych dwa tygodnie temu badań dr Jolanta
              Lisowska, świadomość społeczna wydaje się duża, ale nie przekłada się to na
              odpowiednie zachowania. Niezależnie od wieku i wykształcenia profilaktyka
              kojarzy się nie tyle ze zdrowym stylem życia, co z badaniami lekarskimi.

              Obecny na konferencji główny inspektor sanitarny kraju, Andrzej Wojtyła,
              zadeklarował wsparcie programu przez 344 stacje inspekcji sanitarnej na terenie
              całego kraju. W każdej stacji jest komórka profilaktyki, prowadząca programy
              promujące aktywny styl życia i zdrowe odżywianie w szkołach.

              Gdy chodzi o dotarcie do społeczeństwa, szczególna rola przypada mediom. "Sami
              specjaliści nie wygrają z rakiem" - zaznaczył prof. Zatoński. Rozwarstwienie
              społeczne i nierówny dostęp do edukacji sprawia, że w przypadku słabo
              wykształconych kobiet śmiertelność z powodu raka szyjki macicy jest 12-krotnie
              większa niż u kobiet z wyższym wykształceniem. Jeśli porównać śmiertelność w
              Polsce i Unii Europejskiej, rocznie niepotrzebnie umiera w naszym kraju około
              1500 kobiet.

              Europejski Kodeks Walki z Rakiem, o którym mówiła dr Joanna Didkowska, zawiera
              11 prostych zaleceń: nie pal, unikaj otyłości, zażywaj ruchu, jedz 5 razy
              dziennie warzywa i owoce, unikaj alkoholu, nadmiaru promieniowania słonecznego
              oraz innych czynników rakotwórczych, bierz udział w badaniach przesiewowych (w
              kierunku raka szyjki macicy, raka piersi i raka jelita grubego), zaszczep się
              przeciwko chorobom sprzyjającym nowotworom - wirusowemu zapaleniu wątroby i - w
              przypadku kobiet - wirusowi ludzkiego brodawczaka.

              źródło pochodzenia Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1444917,16,1,0,120,686,item.html
              • 06.12.06, 13:11
                Miłośnicy cebuli i czosnku mogą mieć niższe ryzyko zachorowania na niektóre
                nowotwory - wskazują badania przeprowadzone we Włoszech i Szwajcarii. Artykuł
                na ten temat ukazał się na łamach pisma "American Journal of Clinical
                Nutrition".
                Do takich wniosków doszli naukowcy pod kierunkiem dr Carlotty Galeone z
                Instytutu Badań Farmakologicznych im. Mario Negri w Mediolanie, którzy
                przeanalizowali wyniki ośmiu projektów naukowych z Włoch i Szwajcarii.

                Objęły one starsze osoby, cierpiące na różne nowotwory oraz odpowiednio dobrane
                osoby zdrowe. Zebrano szczegółowe dane na temat diety, nawyków żywieniowych
                pacjentów, aktywności fizycznej i innych aspektów stylu życia.
                Okazało się, że osoby, które spożywały największe ilości cebuli i czosnku,
                miały obniżone ryzyko kilku nowotworów. Na przykład, zjadanie minimum siedmiu
                porcji cebuli w tygodniu zmniejszało prawdopodobieństwo raka jelita grubego o
                ponad połowę, w porównaniu do osób, które jej unikały. Miłośnicy czosnku z
                kolei byli o jedną czwartą mniej narażeni raka okrężnicy, niż pacjenci, których
                dieta nie uwzględniała tej przyprawy.

                Jeden i drugi składnik diety obniżały także ryzyko raka jamy ustnej, gardła,
                nerek i jajników.

                Wyniki te pozostają w zgodzie z wcześniejszymi badaniami na zwierzętach i
                hodowlach komórek raka, które wykazały, że pewne składniki zawarte w cebuli i
                czosnku mogą hamować wzrost nowotworów.

                Potencjalne działanie przeciwnowotworowe mogą mieć np. obecne w nich flawonoidy
                czy związki siarki, wymieniają naukowcy. Na razie jednak nie znają dokładnego
                mechanizmu przeciwrakowej aktywności tych warzyw.

                źródło pochodzenia Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1445295,16,1,0,120,686,item.html
                • 06.12.06, 18:33
                  Topotekan podawany doustnie przedłuża życie i poprawia jego jakość u pacjentów
                  z nawrotowym drobnokomórkowym rakiem płuca.

                  Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano wyniki randomizowanego
                  badania klinicznego fazy III porównującego skuteczność doustnego topotekanu i
                  najlepszego leczenia podtrzymującego u pacjentów z nawrotowym droobnokomórkowym
                  rakiem płuca (DRP). Okazało się, że topotekan podawanay doustnie nie tylko
                  poprawia jakość życia tej grupy pacjentów, ale także znacząco je przedłuża.

                  Do udziału w badaniu zakwalifikowano 141 pacjentów z nawrotowym rakiem
                  drobnokomórkowym płuca, którzy nie kwalifikowali się do standardowego leczenia
                  cytostatykami dożylnymi. Pacjenci byli losowo przydzielani do grupy otrzmującej
                  najlepsze leczenie podtrzymujące (BSC) lub doustny topotekan plus BSC.
                  Topotekan podawano w dawce 2,3 mg/m2/d w dniach 1-5, w cyklach co 21 dni.

                  Stwierdzono, że całkowity czas przeżycia był statystycznie znamiennie dłuższy w
                  grupie pacjentów otrzymujących topotekan (p = 0,0104 w teście log-rank).
                  Mediana całkowitego czasu przeżycia wyniosła 13,9 tygodnia w grupie
                  otrzymującej BSC [95% przedział ufności (95% CI) 11,1-18,6] oraz 25,9 tygodnia
                  w grupie otrzymującej topotekan + BSC (95% CI 18,3-31,6). Co ciekawe,
                  statystycznie znamienna różnica na korzyść topotekanu w zakresie całkowitego
                  czasu przeżycia utrzymywała się w grupie pacjentów z krótką (≤60 dni) przerwą
                  pomiędzy poprzednim leczeniem i zastosowaniem topotekanu. Odsetek częściowych
                  odpowiedzi klinicznych po leczeniu topotekanem wynosił 7%, natomiast
                  stabilizację choroby osiągnięto u 44% pacjentów. Pacjenci leczeni topotekanem
                  wykazywali wolniejsze pogarszanie się jakości życia oraz lepszą kontrolę
                  objawów choroby.

                  Główne działania niepożądane topotekanu dotyczyły układu krwiotwórczego:
                  neutropenia 4 stopnia wystąpiła u 33% pacjentów, małopłytkowość 4 stopnia – u
                  7%, niedokrwistość ¾ stopnia – u 25%.
                  W grupie pacjentów otrzymujących topotekan wystąpiły 4 zgony (6%)
                  z powodu toksycznego działania leku.

                  Wyniki omawianej pracy wskazują, że topotekan podawany doustnie jest
                  wartościowym sposobem postępowania u pacjentów z nawrotowym drobnokomórkowym
                  rakiem płuca.

                  Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                  www.eonkologia.pl/news.php?id=55
                  • 06.12.06, 18:37
                    Stosowanie estradiolu przez co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania na
                    raka piersi.

                    Badacze fińscy opublikowali wyniki dotyczące ryzyka zachorowania na raka piersi
                    u kobiet przyjmujących estrogeny w ramach hormonalnej terapii zastępczej.
                    Okazało się, że stosowanie estradiolu drogą doustną lub transdermalną przez
                    okres co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania.

                    Badanie objęło 84.729 kobiet przyjmujących estradiol drogą transdermalną lub
                    doustną, 7.941 kobiet przyjmujących estriol doustnie, oraz 18.314 kobiet
                    stosujących estrogeny dopochwowe. Każda z kobiet przyjmowała lek przez co
                    najmniej 6 miesięcy. Kobiety rozpoczynały leczenie w latach 1994-2001.

                    Do końca 2002 roku rak piersi rozpoznano u 2.171 kobiet biorących udział w
                    badaniu. Standaryzowany współczynnik częstości raka piersi u kobiet
                    przyjmujących estradiol przez okres krótszy od 5 lat wynosił
                    0,93 [95% przedział ufności (95% CI), 0,80-1,04]. Natomiast w przypadku
                    przyjmowania estradiolu przez 5 lat lub dłużej współczynnik ten wynosił 1,44
                    (95% CI, 1,29-1,59). Nie było różnic w ryzyku zachorowania pomiędzy kobietami
                    przyjmującymi lek drogą transdermalną i doustną, jednakże w przypadku
                    preparatów doustnych większe ryzyko towarzyszyło dawkom większym od 1,9 mg/d
                    (podobna zależność ryzyka od dawki nie występowała w przypadku preparatów
                    transdermalnych). Stwierdzono, że standaryzowany współczynnik częstości był
                    większy dla raka zrazikowego (1,58) w porównaniu z rakiem przewodowym (1,36).
                    Stosowanie estradiolu przez co najmniej
                    5 lat zwiększało ryzyko zachorowania na raka ograniczonego do gruczołu
                    piersiowego (1,45; 95% CI, 1,26-1,66) oraz miejscowo zaawansowanego z
                    przerzutami do regionalnych węzłów chłonnych (1,35; 95% CI, 1,09-1,65). W tej
                    grupie kobiet zwiększało się również ryzyko zachorowania na raka in situ (2,43;
                    95% CI, 1,66-3,42).

                    Autorzy konkludują, że stosowanie estradiolu drogą transdermalną lub doustną
                    przez okres co najmniej 5 lat powoduje wystąpienie 2-3 dodatkowych raków piersi
                    na 1000 kobiet na 10 lat. Estradiol stosowany doustnie przez okres krótszy od
                    pięciu lat, estriol doustny oraz estrogeny dopochwowe nie zwiększają ryzyka
                    zachorowania na raka piersi.

                    Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                    www.eonkologia.pl/news.php?id=53
                    • 06.12.06, 18:39
                      Sekwencyjna zamiana tamoksyfenu na anstrozol wydłuża przeżycie całkowite u
                      pacjentek z hormonozależnym wczesnym rakiem piersi.

                      Na łamach Lancet Oncology opublikowano wyniki metaanalizy trzech badań
                      klinicznych oceniających skuteczność anastrozolu stosowanego po 2-3 latach
                      przyjmowania tamoksyfenu przez pacjentki z wczesnym, hormonozależnym rakiem
                      piersi. Omawiana metaanaliza wykazała, że wydłużenie czasu wolnego od
                      niekorzystnego zdarzenia klinicznego przekłada się na wydłużenie całkowitego
                      czasu przeżycia w tej grupie pacjentek.

                      Analizie poddano wyniki następujących badań klinicznych:
                      1) ABCSG 8;
                      2) ARNO 95;
                      3) ITA.
                      W wymienionych badaniach pacjentki przydzielano losowo do leczenia tamoksyfenem
                      przez 2-3 lata i następnie anastrozolem (1 mg/d) przez kolejne 3 lub 2 lata
                      (n=2009), lub do leczenia wyłącznie tamoksyfenem (20 lub 30 mg/d) przez okres 5
                      lat (n=1997).

                      Stwierdzono, że pacjentki które przyjmowały anastrozol po tamoksyfenie rzadziej
                      miały nawrót choroby (n=92) w porównaniu
                      z kobietami leczonymi wyłącznie tamoksyfenem (n=66). Liczba zgonów była
                      mniejsza w przypadku stosowania anastrozolu (n=66 wobec
                      90 przypadków po leczeniu wyłącznie tamoksyfenem). Ryzyko względne (HR) dla
                      poszczególnych punktów końcowych kształtowało się następująco (na korzyść
                      leczenia sekwencyjnego):
                      1) przeżycie wolne od choroby – HR = 0,59; 95% przedział ufności (95% CI), 0,48-
                      0,74; p<0,0001,
                      2) przeżycie wolne od niekorzystnego zdarzenia klinicznego –
                      HR = 0,55; 95% CI, 0,42-0,71; p<0,0001;
                      3) przeżycie bez przerzutów odległych – HR = 0,61; 95% CI, 0,45-0,83; p = 0,002,
                      4) całkowity czas przeżycia – HR = 0,71; 95% CI, 0,52-0,98; p = 0,04.

                      Autorzy stwierdzają we wnioskach z przeprowadzonej metaanalizy, że korzyści w
                      zakresie czasu wolnego od niekorzystnego zdarzenia klinicznego u pacjentek
                      leczonych sekwencją tamoksyfen-anastrozol przekładają się na wydłużenie
                      całkowitego czasu przeżycia. Wyniki omawianej metaanalizy wskazują na
                      konieczność rozważenia zamiany tamoksyfenu po 2-3 latach jego stosowania na
                      anastrozol u pacjentek
                      z wczesnym, hormonozależnym rakiem piersi.

                      Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                      www.eonkologia.pl/news.php?id=54
                      • 07.12.06, 07:40
                        Test pomoże przewidywać przyszłość pacjentek z rakiem

                        Poziom białka p27 w komórkach raka piersi może dostarczyć ważnych informacji na
                        temat szans pacjentki na dalsze przeżycie - wynika z najnowszych badań
                        amerykańskich.
                        Artykuł na ten temat zamieszcza najnowsze wydanie pisma "Journal of the
                        National Cancer Institute".

                        Naukowcy pod kierunkiem Peggy Porter z Centrum Badań nad Rakiem Freda
                        Hutchinsona już 10 lat temu zidentyfikował białko p27, które zapobiega
                        podziałom komórek.
                        Od tego czasu badania na pacjentach prowadzone w różnych ośrodkach naukowych
                        sugerowały, że nieprawidłowo niski poziom p27 w komórkach nowotworowych źle
                        rokuje chorym na raka piersi (ale również na inne nowotwory).

                        Danych tych nie można było jednak porównywać, gdyż pacjentki były poddawane
                        różnym metodom terapii i trudno było wykluczyć, że terapia nie wpływa na szanse
                        ich przeżycia.

                        Aby wyeliminować to utrudnienie naukowcy z zespołu Porter we współpracy z
                        badaczami z 9 innych ośrodków naukowych objęli badaniami ponad 3 tys.
                        pacjentek, które przeszły chemioterapię z użyciem dwóch leków - doksorubicyny i
                        cyklofosfamidu. Leki były podawane jednocześnie, bądź jeden po drugim.

                        Analizy komórek pobranych z guzów wykazały, że pacjentki z niskim poziomem tego
                        białka mają mniejsze szanse na przeżycie 5 lat od diagnozy, niż chore, których
                        guzy produkują większe ilości p27. Zależność ta dotyczyła tylko guzów piersi
                        pobudzanych do wzrostu przez hormony płciowe - estrogeny i progesteron.

                        Zdaniem autorów pracy, wyniki te wskazują, że pomiar stężenia p27 w komórkach
                        raka piersi może być ważnym źródłem informacji o szansach pacjentki na
                        przeżycie.

                        Jednak zanim taki test znajdzie zastosowanie w praktyce medycznej, naukowcy
                        muszą jeszcze przeprowadzić wiele badań oraz uściślić, którym chorym przyniesie
                        on najwięcej korzyści.

                        źródło pochodzenia Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1445931,16,1,0,120,686,item.html
                        • 07.12.06, 17:30
                          Skonstruowane przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej urządzenie może
                          zrewolucjonizować diagnostykę nowotworów piersi kobiet.W Pracowni Techniki
                          Ultradźwiękowej Instytutu Telekomunikacji, Teleinformatyki i Akustyki
                          wrocławskiej uczelni skonstruowano wersję laboratoryjną tzw. ultradźwiękowego
                          tomografu transmisyjnego. Nowa aparatura ma dawać dokładniejsze wyniki.
                          Lekarze powiedzieli "Rzeczpospolitej", że ich urządzenie może zaoferować
                          dwukrotnie większą dokładność niż klasyczne USG. Pozwoli to radykalnie
                          zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia raka. Ponadto wykorzystywane są
                          bezpieczne dla pacjentek ultradźwięki.

                          Kobieta kładzie się na brzuchu, zanurza pierś w wodzie, a resztę wykonuje
                          ultradźwiękowy tomograf transmisyjny. Komputer na podstawie wyników generuje
                          obraz przestrzenny, dokładnie tak jak w przypadku tomografu komputerowego czy
                          rezonansu magnetycznego.

                          Aparatura testowana na Politechnice Wrocławskiej to egzemplarz laboratoryjny.
                          Jak pisze "Rzeczpospolita", potrzeba jednak kilku milionów złotych, by za dwa-
                          trzy lata mogła ruszyć produkcja gotowych urządzeń tego typu. Statystyki
                          poganiają. Wskazują, że co szesnasta Polka może zapaść na raka piersi.

                          żródło: PAP - Nauka w Polsce
                          www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=168&news_id=15182&layout=0&forum_id=6393&page=text
                          • 07.12.06, 17:32
                            Docetaksel podawany w skojarzeniu z cyklofosfamidem wydłuża czas wolny od
                            choroby u pacjentek z operacyjnym rakiem piersi.

                            Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano wyniki randomizowanego
                            badania klinicznego fazy III, które porównywało skuteczność dwóch programów
                            chemioterapii w leczeniu uzupełniającym operacyjnego raka piersi. Okazało się,
                            że zastosowanie docetakselu w skojarzeniu z cyklofosfamidem znacząco wydłuża
                            czas wolny od choroby w porównaniu ze standardowym programem chemioterapii
                            składającym się z doksorubicyny i cyklofosfamidu.

                            Do udziału w badaniu zakwalifikowano 1.016 pacjentek z inwazyjnym, operacyjnym
                            rakiem piersi w stopniu zaawansowania I-III. U wszystkich pacjentek
                            przeprowadzono radykalne leczenie chirurgiczne. Następnie pacjentki były
                            przydzielane losowo do jednego z dwóch programów chemioterapii uzupełniającej:
                            1) adriamycyna 60 mg/m2 + cyklofosfamid 600 mg/m2 (program AC) – 4 cykle co 21
                            dni (n = 510), lub
                            2) docetaksel 75 mg/m2 + cyklofosfamid 600 mg/m2 (program TC) –
                            4 cykle co 21 dni (n = 506).
                            Obie grupy były dobrze zrównoważone pod względem głównych czynników
                            prognostycznych. U pacjentek, które tego wymagały, po zakończeniu chemioterapii
                            stosowano radioterapię i/lub tamoksyfen.

                            Mediana czasu obserwacji wyniosła 5,5 roku. Po 5 latach odsetek pacjentek
                            wolnych od nawrotu choroby był statystycznie znamiennie większy w grupie
                            leczonej programem TC w porównaniu z grupą AC [odpowiednio 86% i 80%;
                            współczynnik ryzyka (HR) = 0,67;
                            95% przedział ufności (95% CI) 0,50-0,94; p = 0,015]. Całkowity czas przeżycia
                            nie różnił się istotnie w zależności od zastosowanego leczenia. W grupie
                            otrzymującej chemioterapię według programu TC,
                            90% pacjentek przeżyło 5 lat. W grupie AC odsetek ten wynosił 87% (HR = 0,76;
                            95% CI 0,52-1,10; p = 0,13). W ramieniu TC stwierdzono więcej przypadków bólów
                            mięśniowych i stawowych, obrzęków
                            i gorączki neutropenicznej, natomiast w ramieniu AC – więcej przypadków
                            nudności i wymiotów. Ponadto podczas leczenia chemioterapią według programu AC
                            wystąpił 1 przypadek niewydolności mięśnia sercowego.

                            Autorzy omawianej pracy stwierdzają we wnioskach, że chemioterapia według
                            programu TC wydłuża czas wolny od choroby oraz wykazuje odmienny profil
                            toksyczności w porównaniu z programem AC.

                            żródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                            www.eonkologia.pl/news.php?id=56
                            • 07.12.06, 22:41
                              Wykonywanie limfadenektomii może być uzasadnione u pacjentek leczonych
                              chirurgicznie z powodu zaawansowanego raka jajnika.

                              Badacze amerykańscy przeprowadzili retrospektywną analizę losów pacjentek
                              poddawanych limfadenektomii w czasie zabiegu opercyjnego przeprowadzanego z
                              powodu zaawansowanego raka jajnika. Otrzymane wyniki wskazują na zasadność
                              przeprowadzania limfadenektomii w tej grupie pacjentek.

                              Do analizy włączono dane kliniczne 219 pacjentek leczonych operacyjnie z powodu
                              zaawansowanego raka jajnika (stopień IIIC/IV)
                              w latach 1994 – 1998. Zabieg obejmujący usunięcie węzłów chłonnych był
                              przeprowadzony u 93 pacjentek (41%). Spośród tej grupy, u 61 pacjentek (65,5%)
                              wykonano kompletną limfadenektomię (obejmującą węzły miedniczne i
                              paraaortalne), a u kolejnych 32 pacjentek (34,5%) – limfadenektomię w
                              ograniczonym zakresie. Limfadenektomia była niezależnym czynnikiem
                              prognostycznym u pacjentek z chorobą rezydualną >1 cm. Pacjentki poddane
                              kompletnej limfadenektomii osiągnęły 5. letnie przeżycie w 50% przypadków,
                              podczas gdy w grupie poddanej usunięciu jedynie wybranych węzłów chłonnych 5
                              lat przeżyło jedynie 33%, a w grupie poddanej zabiegowi nie obejmującego
                              usunięcia węzłów – jedynie 29% pacjentek. Opisane różnice były znamienne
                              statystycznie (p = 0,01). W grupie pacjentek poddanych limfadenektomii
                              przeżycie 5. letnie było lepsze w przypadku braku przerzutów w węzłach (54%) i
                              gorsze w przypadku obecności przerzutów (31,5%, p = 0,003). Zidentyfikowano
                              następujące niezależne czynniki warunkujące włączenie węzłów chłonnych w zakres
                              zabiegu chirurgicznego: chirurg (p < 0,001), mała objętość choroby rezydualnej
                              (p = 0,004), grupa 1-2 w skali ASA (p = 0,004) oraz nieobecność makroskopowego
                              rozsianego zajęcia otrzewnej przez chorobę nowotworową. Decyzja o
                              przeprowadzeniu kompletnej limfadenektomii była podejmowna pod wpływem
                              następujących niezależnych czynników: chirurg (p < 0,001), mała objętość
                              choroby rezydualnej (p < 0,001) oraz wiek pacjentki poniżej 65 lat (p < 0,001).

                              Autorzy omawianej pracy stwierdzają we wnioskach, że wykonywanie
                              limfadenektomii u pacjentek z zaawansowanym rakiem jajnika wydaje się być
                              uzasadnione.

                              Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                              www.eonkologia.pl/news.php?id=57
                              • 10.12.06, 14:12
                                Leki na zaburzenia erekcji, takie jak Viagra i inne spokrewnione z nią związki,
                                pomagają komórkom odpornościowym w walce z nowotworami obecnymi w organizmie i
                                dzięki temu spowalniają ich wzrost - zaobserwowali naukowcy z USA.
                                Artykuł na ten temat publikuje pismo "Journal of Experimental Medicine".

                                Do takich wniosków doszli naukowcy z Johns Hopkins Kimmel Cancer Center, którzy
                                prowadzili badania na myszach z przeszczepionym rakiem jelita grubego lub sutka.
                                Okazało się, że u gryzoni, którym podawano sildenafil (aktywny składnik Viagry)
                                guzy zmniejszyły się odpowiednio dwu- i trzykrotnie w porównaniu z myszami
                                nieleczonymi.

                                Co ważne, u zwierząt, które z powodu modyfikacji genetycznej nie miały czynnego
                                układu odporności, sildenafil nie zmieniał rozmiarów nowotworów.

                                Zdaniem autorów pracy, dowodzi to, że przeciwnowotworowe działanie leku wynika
                                z jego wpływu na komórki odporności.

                                Okazuje się, że aby uniknąć agresji ze strony układu immunologicznego, komórki
                                nowotworowe stosują sprytną taktykę. Tworzą wokół siebie rodzaj "zasłony
                                dymnej" złożonej z pewnej grupy komórek odpornościowych hamujących reakcję
                                immunologiczną i określanych w skrócie jako MDCS. Dzięki temu komórki
                                odpornościowe, wyspecjalizowane w niszczeniu nowotworów, nie atakują ich.

                                Sildenafil, blokując aktywność enzymu 5-fosfodiesterazy, osłabia
                                immunosupresyjne zdolności komórek MDCS. W rezultacie do guzów mogą napływać
                                całe chmary komórek odpornościowych, zdolnych rozpoznawać i atakować komórki
                                nowotworowe, tłumaczą badacze.

                                Korzystny wpływ sildenafilu na naturalną odporność przeciwnowotworową naukowcy
                                potwierdzili również w badaniach na komórkach odporności pobieranych od 14
                                pacjentów z nowotworami głowy i szyi lub ze szpiczakiem mnogim.

                                "Leki na zaburzenia erekcji wprawdzie nie wyleczą z choroby nowotworowej, ale
                                mogą zwiększyć skuteczność innych metod terapeutycznych, np. chemioterapii czy
                                immunoterapii" - komentuje prowadzący badania dr Ian Borello. Jego zespół
                                planuje już niedługo przeprowadzić podobne testy na ludziach.

                                źródło pochodzenia Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1447527,16,1,0,120,686,item.html
                                • 10.12.06, 14:15
                                  Ultrasonografia pozwala na dokładniejszą – w porównaniu z mammografią – ocenę
                                  wielkości guza w przypadku piersi o większej gęstości.

                                  Wielkość guza pierwotnego w przypadku raka piersi jest jednym z kluczowych
                                  czynników warunkujących podejmowanie decyzji terapeutycznych. Badacze z
                                  niemieckich ośrodków onkologicznych opublikowali wyniki prospektywnego badania
                                  klinicznego oceniającego przydatność ultrasonografii w ocenie wielkości guza
                                  pierwotnego w zależności od gęstości piersi. Okazało się, że ocena wielkości
                                  guzów zlokalizowanych w piersiach o większej gęstości jest bardziej dokładana w
                                  przypadku stosowania badania USG.

                                  Do udziału w badaniu zakwalifikowano 434 pacjentki z rozpoznanym rakiem piersi.
                                  Wielkość guza oceniano za pomocą mammografii, ultrasonografii oraz badania
                                  klinicznego. Gęstość piersi oceniano zgodnie z klasyfikacją Amerykańskiego
                                  Kolegium Radiologów (ACR).
                                  Gęstość piersi nie miała istotnego wpływu na ocenę wielkości guza przy pomocy
                                  badania USG – odchylenie w zakresie kategorii 1-4 wg ACR wynosiło 0,55-0,68 cm
                                  (p = 0,331). Podobne odchlenie w badaniu mammograficznym wynosiło 0,42-0,90 cm
                                  i było znamienne statystycznie (p < 0,001). Wyniki oceny wielkości guza w
                                  badaniu palpacyjnym były niezależne od gęstości piersi. Wiek pacjentki
                                  i wielkość guza były jedynymi czynnikami związanymi z gęstością piersi (analiza
                                  metodą wielu zmiennych). Potwierdziło się ogólne przekonanie, że gęstość piersi
                                  maleje wraz z wiekiem kobiet. Ponadto guzy duże
                                  (>2 cm) częściej występowały u pacjentek mających piersi o mniejszej gęstości.
                                  Autorzy omawianej pracy stwierdzają we wnioskach, że ultrasonografia jest
                                  bardziej dokładna w porównaniu z mammografią w ocenie wielkości guza
                                  pierwotnego w piersiach o większej gęstości. Stwierdzone różnice w ocenie
                                  wielkości guza powinny być brane pod uwagę w podejmowaniu decyzji klinicznych.

                                  Źródło: eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                  www.eonkologia.pl/news.php?id=58
                                  • 10.12.06, 14:17
                                    Radioterapia ma znaczący wpływ na losy pacjentek z nawrotem raka szyjki macicy
                                    w postaci izolowanych przerzutów do paraaortalnych węzłów chłonnych.

                                    Badacze japońscy opublikowali wyniki retrospektywnej analizy wyników
                                    radioterapii u pacjentek z nawrotem raka szyjki macicy w postaci wyłącznie
                                    przerzutów do paraaortalnych węzłów chłonnych. Okazało się, że radioterapia ma
                                    znaczący pozytywny wpływ na całkowity czas przeżycia w tej grupie pacjentek.

                                    Paraaortalne węzły chłonne są drugim (po miednicy) co do częstości regionem
                                    anatomicznym, w którym lokalizują się zmiany nowotworowe w przypadku nawrotu
                                    raka szyjki macicy. Celem omawianej pracy była ocena skuteczności radioterapii
                                    w opisanej sytuacji klinicznej.

                                    W latach 1994-2003 w 13 japońskich szpitalach leczono z intencją wyleczenia
                                    ponad 5.000 kobiet z rakiem szyjki macicy. W tej grupie zidentyfikowano 84
                                    kobiety, u których doszło do nawrotu choroby w postaci izolowanych przerzutów
                                    do paraaortalnych węzłów chłonnych. Pacjentki te były leczone radioterapią ze
                                    żródeł zewnętrznych. Dawki frakcyjne wynosiły u poszczególnych pacjentek 1,7-
                                    2,0 Gy i były stosowane przez 5 dni w tygodniu. Dawka całkowita wynosiła od 25
                                    do 60 Gy (średnio 50,8 Gy).

                                    Odesetek 3. i 5. letnich przeżyć dla wszystkich pacjentek z przerzutami
                                    wyłącznie do paraaortalnych węzłów chłonnych wynosił odpowiednio 49,5% oraz
                                    31,3%. Odsetek przeżyć 3. letnich w grupie pacjentek
                                    z dolegliwościami spowodowanymi przerzutami wynosił 27,6% i był znacząco niższy
                                    w porównaniu z grupą bez objawów, w której wynosił 56,1% (p = 0,018). Nie
                                    stwierdzono istotnej różnicy w zakresie przeżycia 3. letniego w zależności od
                                    dawki radioterapii (powyżej lub poniżej 50 Gy), choś wystąpił trend na korzyść
                                    większych dawek – odsetki wynosiły odpowiednio 58,0% i 42,8% (p = 0,07). W
                                    trakcie leczenia nie wystąpiły objawy niepożądane o nasileniu większym niż
                                    2. stopień.

                                    Autorzy stwierdzają we wnioskach, że radioterapia ma znaczący wpływ na
                                    przeżycie pacjentek z izolowanym nawrotem raka szyjki macicy
                                    w obrębie paraaortalnych węzłów chłonnych – z zastrzeżeniem, że prezentowane
                                    wyniki uzyskano na podstawie analizy retrospektywnej.

                                    Źródło:eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                    www.eonkologia.pl/news.php?id=59
                                    • 12.12.06, 12:58
                                      Amerykańscy naukowcy zidentyfikowali pierwszy gen odpowiedzialny za rozwój
                                      rodzinnego, czyli powodowanego dziedziczeniem mutacji genetycznej, raka
                                      trzustki. Swoje badania opisali w grudniowym wydaniu czasopisma "Public Library
                                      of Science".
                                      Rak trzustki to dość rzadka, ale śmiertelna choroba. Większość cierpiących na
                                      niego pacjentów umiera w ciągu pierwszego roku od zdiagnozowania. W USA jest to
                                      czwarta przyczyna zgonów powodowanych nowotworami. Około dziesięciu procent
                                      wszystkich przypadków raka trzustki ma charakter rodzinny.

                                      Jednak aż do tej pory odpowiedzialny za niego gen pozostawał nieznany. Dopiero
                                      grupa badaczy pod kierunkiem Teri Brentnall z University of Washington i Davida
                                      Whitcomba z University of Pittsburgh zidentyfikowała go i nazwała palladynem
                                      (od nazwiska XI- wiecznego włoskiego architekta - Palladia), ze względu na
                                      udział, jaki pełni w wyznaczaniu architektury komórki. Palladyn koduje bowiem
                                      składniki cytoszkieletu - wewnętrznego szkieletu komórki, który nadaje jej
                                      kształt i umożliwia poruszanie.
                                      Przez wiele lat amerykańscy naukowcy badali genomy 18 członków pewnej
                                      czteropokoleniowej rodziny (na potrzeby eksperymentu nazwanej rodziną X).
                                      Większość z nich chorowała na rodzinnego raka trzustki lub wykazywała
                                      przednowotworowe zmiany w tym organie. Badacze odkryli, że u wszystkich chorych
                                      na chromosomie 4 występuje jednakowy, 243-genowy fragment DNA. Nie wykryto go
                                      natomiast u osób zdrowych.

                                      Po porównaniu różnic w poziomie ekspresji tych 243 genów pomiędzy zdrową a
                                      nowotworowo zmienioną tkanką trzustki okazało się, że zarówno u członków
                                      rodziny X, jak i u osób, u których nowotwór rozwinął się spontanicznie,
                                      występuje wzmożona aktywność jednego genu - palladynu.

                                      Po zsekwencjonowaniu go wykryto odpowiedzialną za rozwój nowotworu mutację.
                                      Występowała ona u wszystkich członków rodziny X z rakiem trzustki lub zmianami
                                      przedrakowymi, ale nie u zdrowych osób.

                                      Aby potwierdzić swoje przypuszczenia, badacze wprowadzili zmutowany palladyn do
                                      ludzkich, hodowanych w warunkach laboratoryjnych komórek. Spowodowało to
                                      zwiększenie poziomu ich ekspresji oraz uszkodzenie cytoszkieletu.

                                      Naukowcy uważają, że omówione badania przyczynią się do opracowania i rozwoju
                                      nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych, wspomagających walkę z tą
                                      śmiertelną chorobą.

                                      źródło pochodzenia Onet.pl
                                      wiadomosci.onet.pl/1448439,16,1,0,120,686,item.html
                                      • 13.12.06, 18:45
                                        Zwiększone ryzyko zachorowania na raka drugiej piersi utrzymuje się przez co
                                        najmniej 20 lat od leczenia oszczędzającego choroby zlokalizowanej w przeciwnym
                                        sutku.

                                        Wyniki retrospektywnej analizy losów pacjentek leczonych oszczędzająco z powodu
                                        raka piersi wskazują na utrzymywanie się przez co najmniej 20 lat zwiększonego
                                        ryzyka rozwoju raka drugiej piersi w tej grupie kobiet.

                                        Analizie poddano dokumentację medyczną dotyczącą 1.801 kobiet
                                        z jednostronnym rakiem piersi w stopniu zaawansowania 0-II, leczonych
                                        oszczędzająco w latach 1977-2000. Stwierdzono, że po 20 latach od momentu
                                        leczenia pierwszego raka piersi u 15,4% kobiet rozwija się rak piersi
                                        przeciwnej. Ryzyko rozwoju raka drugiej piersi w omawianej grupie pacjentek
                                        wynosi 0,75% na rok. Mediana czasu do rozpoznania raka drugiej piersi wynosi
                                        8,2 lat (zakres 0,5-26,5 lat). Nie stwierdzono różnic w częstości nowotworów w
                                        drugiej piersi w zależności od charakteru pierwczej choroby – rak inwazyjny lub
                                        DCIS (p = 0,84). Znaczna większość (83%) raków rozpoznawanych w drugiej piersi
                                        to raki inwazyjne, przy czym ryzyko rozwoju raka inwazyjnego w piersi
                                        przeciwnej do pierwotnie zajętej jest niezależne od charakteru pierwszej
                                        choroby – rak inwazyjny lub DCIS (p = 0,20). Metoda wykrycia raka pierwotnego –
                                        mammografia lub badanie fizykalne – nie jest czynnikiem predykcyjnym
                                        wystąpienia raka drugiej piersi (p = 0,20). Poza tym nie ma związku między
                                        lokalizacją pierwotnego i kolejnego raka w przeciwnych gruczołach piersiowych
                                        (p = 0,82).

                                        Autorzy omawianej pracy wnioskują, że zwiększone ryzyko wystąpienia raka
                                        drugiej piersi utrzymuje się co najmniej przez 20 lat od leczenia raka
                                        zlokalizowanego w przeciwnym sutku. Mammografia i badanie fizykalne pozostają
                                        podstawowymi metodami wykrywania raka drugiej piersi w omawianej grupie kobiet.

                                        Źródło: Hill-Kayser CE, Harris EE, Hwang WT, Solin LJ. Twenty-year incidence
                                        and patterns of contralateral breast cancer after breast conservation treatment
                                        with radiation. Int J Radiat Oncol Biol Phys. 2006; 66: 1313-9. [Publikacja w
                                        formie elektronicznej - 25.10.2006].


                                        International Journal of Radiation Oncology, Biology, Physics

                                        eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                        www.eonkologia.pl/news.php?id=61
                                        • 13.12.06, 18:47
                                          Resekcja przerzutów raka piersi do wątroby może być rozważana jako wartościowy
                                          sposób postępowania.

                                          Zespół badaczy z francuskich ośrodków onkologicznych opublikował wyniki
                                          retrospektywnej analizy wyników operacyjnego leczenia przerzutów do wątroby u
                                          pacjentek z rakiem piersi. Okazało się, że resekcja przerzutów w tej grupie
                                          pacjentek jest często usprawiedliwiona i daje stosunkowo dobre wyniki.

                                          Analizie poddano dane kliniczne dotyczące 85 pacjentek leczonych
                                          w latach 1984-2004. Przerzuty zlokalizowane poza wątrobą występowały u 27
                                          pacjentek (32%). U 32 pacjentek (38%) występował 1 przerzut
                                          w wątrobie, a u kolejnych 26 pacjentek (31%) stwierdzono obecność więcej niż 3
                                          przerzutów. Hepatektomia o większym zakresie (co najmniej 3 usunięte segmenty)
                                          była wykonana u 54 pacjentek, natomiast hepatektomia mniejsza (poniżej 3
                                          segnentów) – u 31 pacjentek.

                                          Wszystkie pacjentki przeżyły 60 dni od zabiegu operacyjnego. Mediana czasu
                                          hospitalizacji wyniosła 9 dni. U 26% pacjentek wystąpiły powikłania
                                          pooperacyjne. Nieradykalność mikroskopową zabiegu (cecha R1) stwierdzono u 18%
                                          pacjentek, a nieradykalność makroskopową (cecha R2) – u kolejnych 17%
                                          pacjentek. U 28 pacjentek (33%) doszło do nawrotu choroby ograniczonego do
                                          wątroby – 12 kobiet z tej grupy leczono z zastosowaniem ponownej hepatektomii.

                                          Mediana czasu obserwacji wynosiła 38 miesięcy. Po tym okresie czasu żyły 32
                                          pacjentki, co daje medianę całkowitego czasu przeżycia wynoszącą 32 miesiące i
                                          odsetek przeżyć 5. letnich wynoszący 37%. Mediana czasu przeżycia wolnego od
                                          choroby wyniosła 20 miesięcy,
                                          a odsetek 5. letnich przeżyć wolnych od choroby – 21%. Zidentyfikowano
                                          następujące niekorzystne czynniki prognostyczne: brak odpowiedzi na
                                          chemioterapię przedoperacyjną (p = 0,008), makroskopowa nieradykalność zabiegu –
                                          cecha R2 (p = 0,0001) oraz brak konieczności wykonywania ponownej hepatektomii
                                          (p = 0,01).

                                          Autorzy omawianej pracy stwierdzają we wnioskach, że hepatektomia jest
                                          zabiegiem bezpiecznym u pacjentek z przerzutami raka piersi do wątroby.
                                          Omawiany sposób leczenia ma korzystny wpływ na przeżycie pacjentek nie
                                          obciążonych niekorzystnymi czynnikami prognastycznymi. Co więcej, dłuższe
                                          przeżycie może być osiągnięte nawet u pacjentek
                                          z resekcyjnymi lub kontrolowanymi przez leczenie systemowe przerzutami
                                          pozawątrobowymi. Leczenie chirurgiczne powinno być częściej niż dotychczas
                                          rozważane u pacjentek z przerzutami raka piersi do wątroby.

                                          Źródło: Adam R, Aloia T, Krissat J, Bralet MP, Paule B, Giacchetti S, Delvart
                                          V, Azoulay D, Bismuth H, Castaing D. Is Liver Resection Justified for Patients
                                          With Hepatic Metastases From Breast Cancer? Ann Surg. 2006; 244: 897-908.

                                          Annals of Surgery

                                          eOnkologia.pl
                                          www.eonkologia.pl/news.php?id=62
                                          • 15.12.06, 07:46
                                            Specjaliści alarmują: otyłość zwiększa ryzyko nowotworów

                                            Otyłość znacznie zwiększa ryzyko raka, m.in. prostaty i jajnika; w wyniku
                                            nowotworów z nią związanych umiera co roku 6,5 tys. Polaków - alarmują naukowcy
                                            i lekarze. Jak informują, nadwaga i otyłość występuje u 15 milionów naszych
                                            rodaków. Konferencja naukowa poświęcona problemowi otyłości i nadwagi odbyła
                                            się w czwartek 14 grudnia w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej (SWPS) w
                                            Warszawie.

                                            "Otyłość zwiększa ryzyko wielu nowotworów złośliwych, m.in. prostaty, jajnika,
                                            trzonu macicy, okrężnicy, gruczołu sutkowego, trzustki i przełyku" - ostrzego
                                            wicedyrektor Instytutu Nauk o Zdrowiu SWPS dr Szymon Brużewicz.

                                            Jak dodaje, przyczyny zależnego od otyłości wzrostu ryzyka nowotworów wciąż
                                            pozostają nie do końca poznane. "Wydaje się jednak, że na pierwszy plan
                                            wysuwają się zaburzenia hormonalne, spowodowane przemianami nagromadzonej w
                                            nadmiarze tkanki tłuszczowej" - wyjaśnia.

                                            CO TRZECIA POLKA MA NADWAGĘ

                                            Jak informowano na konferencji, według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia
                                            (WHO) na świecie żyje ponad 300 milionów osób otyłych. Jest ich więcej niż
                                            ludzi cierpiących z powodu niedożywienia. W Europie liczba otyłych sięgnęła 165
                                            mln, z czego 15 mln to dzieci. Dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia w
                                            Warszawie prof. Mirosław Jarosz alarmuje, że liczba osób otyłych wzrasta w
                                            Europie w tempie epidemiologicznym; obecnie otyłych Europejczyków jest dziesięć
                                            razy więcej niż w roku 1970.

                                            Według Jarosza, w przypadku dorosłych Polaków problem nadwagi dotyczy 41 proc.
                                            mężczyzn i 30 proc. kobiet, a problem otyłości - 16 proc. mężczyzn i 20 proc.
                                            kobiet. Wśród polskich dzieci otyłych jest 5 proc., a nadwagę ma 8 proc. Jarosz
                                            zwraca uwagę, że nadwaga i otyłość bardzo często powodują wystąpienie chorób
                                            układu sercowo-naczyniowego, które są najczęstszym powodem zgonów Polaków.

                                            DUŻO JEDZENIA, MAŁO SPORTU

                                            Do głównych przyczyn nadwagi i otyłości - obok uwarunkowań genetycznych,efektów
                                            ubocznych przyjmowania pewnych leków (np. kortykosteroidów i pochodnych
                                            estrogenu) lub niektórych chorób - należą zbyt mała aktywność fizyczna i
                                            przejadanie się. W codziennej diecie Polaka zbyt wiele miejsca zajmują tłuszcze
                                            zwierzęce i węglowodany, a za mało warzywa i owoce - ostrzegają naukowcy.

                                            Jarosz zwraca uwagę, że nadwaga i otyłość bardzo często powodują wystąpienie
                                            chorób układu sercowo-naczyniowego, które są główną przyczyną zgonów
                                            Polaków. "Niedługo może być tak, że proces przedłużania się życia człowieka
                                            zostanie zahamowany, a przeciętna długość życia człowieka zacznie się skracać" -
                                            zaznacza profesor.

                                            Na konferencji przedstawiono wyniki badań specjalistów w zakresie medycyny
                                            sportowej z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Obliczyli oni, że 73 proc. Polaków
                                            prowadzi siedzący tryb życia - dla porównania w Rosji jest to 27 proc., a na
                                            Węgrzech 43 proc. Ustalili też, że tylko 7 proc. polskich kobiet i 5,5 proc.
                                            mężczyzn uprawia regularnie jakiś sport, zaś sporadycznie - czyli rzadziej niż
                                            raz w tygodniu - tylko 10 proc.

                                            OTYŁOŚĆ A PROBLEMY EMOCJONALNE

                                            Lekarz pediatra-endokrynolog dr Maria Sielicka-Gracka, współpracująca z Kliniką
                                            Pediatrii i Endokrynologii warszawskiej Akademii Medycznej, wyjaśnia, jaka jest
                                            różnica między nadwagą, a otyłością. Nadwaga to nadmiar masy ciała (w tym np.
                                            mięśni) w stosunku do wysokości człowieka, natomiast otyłość to nadmiar tkanki
                                            tłuszczowej w organizmie - tłumaczy.

                                            Sielicka-Gracka wymienia okresy życia człowieka, w których tkanka tłuszczowa
                                            rozwija się najszybciej. Są to okres płodowy - od 14. tygodnia życia, okres
                                            niemowlęcy - do 2. roku życia oraz okres dojrzewania. Dodała, że są dwa rodzaje
                                            otyłości: otyłość pierwotna - będąca skutkiem dostarczania organizmowi zbyt
                                            dużej ilości energii w stosunku do jego zapotrzebowania, w wyniku przejadania
                                            się; oraz otyłość wtórna - która towarzyszy chorobom.

                                            Dietetyk Dorota Osóbka, prowadząca poradnię żywieniową, dodała, że otyłość jest
                                            nierzadko związana z problemami emocjonalnymi - może być ich przyczyną i
                                            efektem. Jak wyjaśnia, otyłość powoduje u człowieka niską samoocenę, poczucie
                                            nieatrakcyjności, odrzucenia przez społeczeństwo, depresję i kłopoty w życiu
                                            seksualnym. Jako efekt problemów emocjonalnych pojawia się wtedy, kiedy np.
                                            ludzie jedzą zbyt wiele, by załagodzić stres, zaspokoić potrzebę miłości lub
                                            potrzebę sukcesu.

                                            źródło PAP - Nauka w Polsce
                                            www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=15437&layout=6&forum_id=6517&page=text
                                            • 18.12.06, 09:03
                                              Bevacizumab, nowy lek na najczęstszą postać raka płuc, odcina dopływ krwi do
                                              guza i polepsza wskaźnik przeżycia pacjentów o niebagatelne 20 procent -
                                              informuje "New England Journal of Medicine."
                                              Jak wykazała trzecia faza badań klinicznych z udziałem 878 pacjentów,
                                              bevacizumab nie tylko pozwala żyć dłużej, ale i jego efekty uboczne są znacznie
                                              mniej dokuczliwe - nie powoduje utraty włosów, nudności czy wymiotów.

                                              Jeszcze przed publikacją tych wyników, dwa miesiące temu Food and Drug
                                              Administration uznała preparat (o handlowej nazwie Avastin) za lek pierwszego
                                              rzutu w leczeniu pacjentów z nieoperacyjnym, zaawansowanym, nawracającym lub
                                              dającym przerzuty niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

                                              Pacjenci, którym bevacizumab podawano wraz konwencjonalnymi chemioterapeutykami
                                              (paclitaxelem i karboplatyną), mieli 35- procentową szansę pomyślnej reakcji na
                                              lek, podczas gdy sama chemioterapia dawała im najwyżej 15 procent nadziei.

                                              Bevacizumab jest pierwszym lekiem tego rodzaju stosowanym w leczeniu raka
                                              płuca. Trwają jednak badania nad innymi podobnymi preparatami i nie jest
                                              wykluczone, że ich wyniki okażą się jeszcze lepsze. Hamowanie powstawanie
                                              nowych naczyń krwionośnych sprawia, że nowotwór "dusi się" z braku tlenu. Lek
                                              wywiera działanie na naczynia za pośrednictwem specjalnego białka, które
                                              polepsza także stan naczyń, co ułatwia przedostawanie się chemioterapeutyków do
                                              guza.

                                              źródło pochodzenia Onet.pl
                                              wiadomosci.onet.pl/1450999,16,1,0,120,686,item.html
                                              • 18.12.06, 23:37
                                                Chirurgiczna cytoredukcja guza może poprawiać rokowanie u pacjentek z nawrotem
                                                raka jajnika po chemioterapii opartej na pochodnych platyny.

                                                Badacze japońscy przedstawili wyniki retrospektywnej analizy losów pacjentek
                                                leczonych z zastosowaniem cytoredukcji chirurgicznej w przebiegu nawrotu raka
                                                janika po chemioterapii opartej na pochodnych platyny. Opublikowane rezultaty
                                                wskazują na możliwość poprawy rokowania w tej grupie pacjentek poprzez
                                                zastosowanie w procesie leczenia chirurgicznej redukcji masy guza.

                                                Analiza objęła dane kliniczne dotyczące 46. pacjentek leczonych
                                                w latach 1988-2003 w Klinice Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego
                                                Uniwersytetu w Kyoto. Chirurgiczna cyturedukcja guza była wykonana u 23
                                                pacjentek. Chemioterapia była zastosowana u wszystkich 46 pacjentek.

                                                Pacjentki, u których wykonano chirurgiczną cytoredukcję, miały medianę
                                                całkowitego czasu przeżycia wynoszącą 41,7 miesiąca (liczone od czasu
                                                stwierdzenia nawrotu choroby po chemioterapii pierwszego rzutu opartej na
                                                pochodnych platyny). Odpowiednia wartość w grupie odniesienia (pacjentki
                                                leczone tylko przy pomocy chemioterapii) wyniosła 18,8 miesiąca. Stwierdzona
                                                różnica była znamienna statystycznie (p < 0,01). Ponadto jakość życia, mierzona
                                                czasem pozostawania w domu bez konieczności hospitalizacji oraz zachowaniem
                                                zdolności do odżywiania doustnego, była lepsza w grupie pacjentek poddanych
                                                leczeniu chirurgicznemu. Wielkość guza rezydualnego po cytoredukcji (< 2 cm vs
                                                > 2 cm) była istotnym czynnikiem determinującym rokowanie. W tym przypadku
                                                mediana całkowitego czasu przeżycia wynosiła odpowiednio 50 miesięcy i 35,2
                                                miesiąca
                                                (p < 0,05). Przeciwnie, liczba miejsc, w których doszło do nawrotu choroby oraz
                                                czas do progresji po leczeniu pierwotnym nie miały istotnego wpływu na
                                                rokowanie.

                                                Autorzy omawianej pracy wnioskują, że chirurgiczna cytoredukcja może poprawiać
                                                rokowanie u pacjentek z nawrotem raka jajnika po pierwotnym leczeniu z
                                                zastosowaniem chemioterapii opartej na pochodnych platyny. Wydłużenie
                                                całkowietgo czasu przeżycia jest prawdopodobnie większe u pacjentek z małą
                                                objętością choroby rezydualnej po cytoredukcji.

                                                Żródło: Matsumoto A, Higuchi T, Yura S, Mandai M, Kariya M, Takakura K, Fujii
                                                S. Role of salvage cytoreductive surgery in the treatment of patients with
                                                recurrent ovarian cancer after platinum-based chemotherapy. J Obstet Gynaecol
                                                Res. 2006 Dec;32(6):580-7.

                                                Journal of Obstetrics and Gynaecology Research

                                                eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                                www.eonkologia.pl/news.php?id=63
                                                • 21.12.06, 15:53
                                                  Pierwszy w Polsce program edukacyjny na temat raka szyjki macicy adresowany do
                                                  młodzieży rusza w województwie śląskim. Zachorowanie na ten typ nowotworu jest
                                                  związane ze stylem życia w młodym wieku.
                                                  Do śląskich gimnazjów i szkół średnich trafi na początek 3,5 tys. broszur
                                                  pt. "Twoje życie w Twoich rękach", opisujących zmiany zachodzące w organizmach
                                                  dziewcząt i chłopców w okresie dojrzewania, radzącej, jak dbać o swoje zdrowie
                                                  i wyjaśniający, co to jest rak szyjki macicy i co można zrobić, by uniknąć
                                                  choroby lub wykryć ją we wczesnym stadium, kiedy nie jest niebezpieczna dla
                                                  życia.

                                                  Podczas konferencji prasowej w Katowicach przedstawiciele organizatora akcji -
                                                  Śląskiej Ligi Walki z Rakiem, a także zarządu województwa śląskiego oraz
                                                  wojewódzcy konsultanci ds. seksuologii i ginekologii onkologicznej
                                                  poinformowali, że mogą zaprezentować film o zagrożeniu i podzielić się swoją
                                                  wiedzą na ten temat. Apelowali do samorządowców i dyrektorów szkół, by
                                                  organizowali takie spotkania z ich udziałem.

                                                  Rak szyjki macicy powstaje w wyniku zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego
                                                  HPV, przenoszonego w czasie stosunków seksualnych. Istnieje ponad 100 typów
                                                  wirusa HPV, kilkanaście z nich jest bezpośrednią przyczyną raka szyjki macicy.
                                                  Zakażenie jednym z nich u kobiety prowadzi do raka szyjki macicy, u mężczyzn
                                                  może doprowadzić do raka prącia.

                                                  Zakażenie jest najbardziej rozpowszechnione wśród ludzi młodych - w wieku od 16
                                                  do 28 lat. Szczególnie narażone są osoby, które w bardzo młodym wieku podejmują
                                                  współżycie i które często zmieniają partnerów seksualnych. Dostępna już jest
                                                  szczepionka przeciwko brodawczakowi, którą należy przyjąć w młodym wieku, ale
                                                  kosztuje ok. 1500 zł.

                                                  Aby wykryć raka szyjki macicy we wczesnym stadium, każda kobieta powinna co 2-3
                                                  lata zgłaszać się na badania cytologiczne. Pierwsze należy przeprowadzić nie
                                                  później, niż 6 miesięcy od pierwszego kontaktu seksualnego.

                                                  źródło pochodzenia Onet.pl
                                                  wiadomosci.onet.pl/1452884,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 22.12.06, 07:16
                                                    Chemioterapia oparta na epirubicynie jest skuteczna u pacjentek z zapalnym
                                                    rakiem piersi.

                                                    Grupa badaczy z Francji opublikowała wyniki prospektywnego badania klinicznego
                                                    GETIS 02, którego celem była ocena skuteczności chemioterapii opartej na
                                                    epirubicynie w leczeniu pacjentek z rakiem zapalnym piersi. Zastosowany program
                                                    chemioterapii był skuteczny i stosunkowo dobrze tolerowany.

                                                    Do udzału w badaniu zakwalifikowano 120 pacjentek z rakiem zapalnym
                                                    ograniczonym do jednej piersi i bez przerzutów odległych. Zastosowana
                                                    chemioterapia była podzielona na dwa etapy. Początkowo pacjentki otrzymywały
                                                    leczenie według programu wysokodawkowego FEC
                                                    (FEC-HD - 5-fluorouracyl 750 mg/m2 w dniach 1-4, epirubicyna
                                                    35 mg/m2 w dniach 2-4 oraz cyklofosfamid 400 mg/m2 w dniach 2-4) – 4 cykle co
                                                    21 dni. U części pacjentek stosowano lenograstim. Leczenie miejscowe obejmowało
                                                    mastektomię i/lub radioterapię.
                                                    W drugim etapie leczenia systemowego pacjentki otrzymywały chemioterapię
                                                    podtrzymującą według programu FEC 75 (5-fluorouracyl 500 mg/m2, epirubicyna 75
                                                    mg/m2 oraz cyklofosfamid 500 mg/m2
                                                    w dniu 1) – 4 cykle co 21 dni. Nie stosowano leczenia hormonalnego.

                                                    Spośród 102 pacjentek, u których przeprowadzono leczenie chirurgiczne,
                                                    całkowita odpowiedź patologiczna została osiągnięta u 23,5% w przypadku
                                                    nowotworu ograniczonego do piersi, oraz u 31,4% w przypadku przerzutów do
                                                    pachowych węzłów chłonnych. Ogólny odsetek całkowitych odpowiedzi
                                                    patologicznych w populacji pacjentek biorących udział w badaniu wynosił 14,7%.
                                                    Chemioterapię podtrzymującą według programu FEC 75 otrzymało 109 pacjentek.

                                                    Mediana czasu obserwacji wynosiła 10 lat. Po tym okresie odsetek przeżyć
                                                    wolnych od nawrotu choroby wynosił 35,7%, a całkowity odsetek przeżyć – 41,2%.
                                                    Mediana czasu przeżycia wolnego od nawrotu choroby wynosiła 39 miesięcy [95%
                                                    przedział ufności
                                                    (95% CI), 25-53 miesiące], a mediana całkowitego czasu przeżycia –
                                                    61 miesięcy (95% CI, 43-79 miesięcy). U pięciu pacjentek stwierdzono czasowe
                                                    zmniejszenie frakcji wyrzutowej lewej komory serca, bez objawów zastoinowej
                                                    niewydolności krążenia. W grupie pacjentek otrzymujących lenograstim jeden
                                                    przypadek ostrej białaczki mieloblastycznej M2 oraz jeden przypadek zespołu
                                                    mielodysplastycznego.

                                                    Autorzy omawianej pracy wnioskują, że chemioterapia indukcyjna według programu
                                                    FEC-HD z następową chemioterapią podtrzymującą FEC 75 jest bezpiecznym i
                                                    efektywnym sposobem leczenia pacjentek z zapalnym rakiem piersi bez przerzutów
                                                    odległych.

                                                    Źródło: Veyret C, Levy C, Chollet P, Merrouche Y, Roche H, Kerbrat P, Fumoleau
                                                    P, Fargeot P, Clavere P, Chevallier B. Inflammatory breast cancer outcome with
                                                    epirubicin-based induction and maintenance chemotherapy: ten-Year Results from
                                                    the French Adjuvant Study Group GETIS 02 Trial. Cancer 2006; 107: 2535-44.
                                                    Cancer

                                                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                                    www.eonkologia.pl/news.php?id=64
                                                  • 23.12.06, 12:39

                                                    Powodzenie Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych będzie zależało
                                                    nie tylko od lekarzy, ale i edukacji całego społeczeństwa - mówili uczestniczy
                                                    konferencji poświęconej realizacji Programu.
                                                    W pierwszej kolejności realizowane będą elementy Programu dotyczące
                                                    profilaktyki raka piersi, jelita grubego i macicy. Zwłaszcza wyniki leczenia
                                                    raka szyjki macicy trzeba będzie poprawić - mówił wiceminister zdrowia Jarosław
                                                    Pinkas. Jedną z najważniejszych przyczyn jest niechęć kobiet do zgłaszania się
                                                    na badania profilaktyczne (tam, gdzie są one dostępne) - choć nie wymaga to
                                                    skierowania.

                                                    Radykalnym posunięciem byłoby szczepienie 10-12-letnich dziewczynek szczepionką
                                                    przeciwko wirusowi ludzkiego brodawczaka, który jest przyczyną większości
                                                    przypadków raka szyjki macicy. Niestety, o ile szczepionki przeciw odrze czy
                                                    śwince kosztują około złotówki, to szczepionka przeciw rakowi szyjki macicy -
                                                    około 1500 złotych. Szczepienie milionów kobiet byłoby zbyt dużym obciążeniem
                                                    dla budżetu. W ramach profilaktyki nowotworów konieczne jest lepsze szkolenie
                                                    lekarzy - nad czym zresztą pracuje Polska Unia Onkologii - ale co najmniej
                                                    równie ważna jest wiedza społeczeństwa.

                                                    Przykładem oddolnej inicjatywy mogą być wykłady dla żołnierzy organizowane
                                                    przez Fundację Urszuli Jaworskiej. Zdobytą wiedzę o profilaktyce nowotworów
                                                    żołnierze mogą dalej rozpowszechniać wśród rodziny i znajomych. Niestety, takie
                                                    programy raczej nie mają szansy na dofinansowanie z budżetu.

                                                    Jak mówił prezes Polskiej Unii Onkologii dr Janusz Meder, wielką rolę do
                                                    wypełnienia mają media, zwłaszcza telewizja. Niestety, państwowa telewizja
                                                    odmawia takiej edukacji w ramach swojej misji, a telewizje prywatne nie są
                                                    skłonne do realizowania edukacyjnych programów za darmo.

                                                    źródło Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1453450,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 23.12.06, 12:41
                                                    Po przeszczepie nerki pacjenci mogą być trzykrotnie bardziej narażeni na ryzyko
                                                    raka - wynika z najnowszych badań australijskich. Artykuł na ten temat
                                                    zamieszcza pismo "Journal of the American Medical Association".
                                                    Wiadomo, że leki immunosupresyjne podawane pacjentom przechodzącym przeszczep
                                                    narządu czy tkanki znacznie osłabiają odporność pacjenta, zwiększając jego
                                                    podatność na infekcje i różne nowotwory. Z dotychczasowych badań wynikało, że u
                                                    pacjentów poddawanych immunosupresji rośnie ryzyko raka skóry (ale nie
                                                    czerniaka), chłoniaka nieziarniczego oraz mięsaka Kaposiego. Brak jednak
                                                    wiarygodnych danych na temat ryzyka innych nowotworów.

                                                    Najnowsze badania przeprowadzili naukowcy z Uniwersytetu Nowej Południowej
                                                    Walii w Sydney. Sprawdzili oni częstość występowania nowotworów w grupie 28
                                                    tys. 855 pacjentów, którzy przeszli przeszczep nerki. Okazało się, że po
                                                    przeszczepie nerki ryzyko różnych nowotworów złośliwych dotyczących 25 miejsc
                                                    (tkanek i narządów) w organizmie znacznie rosło. Dla nowotworów z 18
                                                    lokalizacji ryzyko to było ponad trzykrotnie większe. Przed przeszczepem
                                                    pacjenci z poważną chorobą nerek byli tylko nieco bardziej ponad przeciętną
                                                    narażeni na ryzyko raka.

                                                    "Z naszych badań wynika, że immunosupresja stosowana u pacjentów poddawanych
                                                    przeszczepom znacznie podnosi ryzyko nowotworów złośliwych różnych częściach
                                                    ciała" - komentują autorzy pracy. Jak zaznaczają, o wielu z nich wiadomo, że
                                                    mają potwierdzoną lub domniemaną przyczynę wirusową.

                                                    źródło Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1453454,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 27.12.06, 09:00
                                                    Duńscy naukowcy twierdzą, że oliwa z oliwek może zapobiegać rozwojowi
                                                    nowotworów. Wskazują na to badania przeprowadzone w kilku krajach Europy.
                                                    Oliwa z oliwek chroni komórki ciała przed licznymi uszkodzeniami. Zdaniem
                                                    naukowców z Kopenhagi dobroczynny wpływ mają tu tłuszcze nienasycone, które
                                                    blokują działanie tak zwanych wolnych rodników niszczących DNA, co z kolei może
                                                    prowadzić do powstawania raka.

                                                    Badania przeprowadzono na prawie dwustu Europejczykach z pięciu krajów, którym
                                                    codziennie do diety dodawano po 25 mililitrów oliwy z oliwek. Zmniejszyło to
                                                    poziom szkodliwych substancji średnio o 13 procent.
                                                    Na łamach pisma Amerykańskiego Towarzystwa Biologii Eksperymentalnej Duńczycy
                                                    podkreślają, że Europejczycy z południa - gdzie oliwa jest bardzo popularna -
                                                    już na początku eksperymentu mieli lepsze wyniki niż mieszkańcy północy.

                                                    Niezależni badacze ostrożnie traktują wyniki tych testów i przypominają, że
                                                    przed nowotworami chroni też zmniejszenie spożycia czerwonego mięsa oraz
                                                    jedzenie warzyw i owoców.

                                                    źródło Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1455216,16,1,0,120,686,item.html
                                                  • 27.12.06, 09:02
                                                    Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych opracowali nową metodę hamowania wzrostu guzów
                                                    nowotworowych. Dzięki specjalnej substancji można zaburzyć prawidłowe ukrwienie
                                                    guza i pozbawić go tlenu.
                                                    Dwie prace dotyczące tej metody opublikowano na łamach najnowszego numeru
                                                    pisma "Nature".

                                                    Żeby nowotwór mógł rosnąć i rozwijać się w organizmie, potrzebuje własnej,
                                                    stale rosnącej sieci naczyń krwionośnych, dzięki którym budujące go komórki są
                                                    zaopatrywane w tlen i substancje odżywcze.

                                                    Obecnie testuje się w klinice leki przeciwnowotworowe, zaburzające proces
                                                    powstawania naczyń krwionośnych poprzez oddziaływanie z tzw. naczyniowo-
                                                    śródbłonkowym czynnikiem wzrostu (VEGF), ale specyfiki te nie są skuteczne w
                                                    przypadku wszystkich nowotworów.

                                                    Badacze wykazali, że związek hamujący białko o nazwie DII4 powoduje obkurczanie
                                                    guzów, nawet tych, które są odporne na leczenie lekami ograniczającymi
                                                    powstawanie nowych naczyń krwionośnych (angiogenezę).

                                                    Nowy lek powoduje wprawdzie wzmożenie angiogenezy, ale nowopowstałe naczynia
                                                    krwionośne nie działają prawidłowo i guz ginie z powodu braku tlenu.

                                                    Autorzy prac, Gavin Thurston i Minhong Yan mają nadzieję, że blokery białka
                                                    DII4 będą efektywne przeciwko guzom odpornym na działanie leków
                                                    oddziaływujących z VEGF, możliwe jest również, że w przyszłości wspomogą je w
                                                    terapii skojarzonej.

                                                    źródło Onet.pl
                                                    wiadomosci.onet.pl/1454094,16,1,0,120,686,item.html
    • 27.12.06, 16:29
      Codziennie na raka szyjki macicy umiera 5 Polek. To drugi co do częstości
      występowania rak atakujący kobiety do 45 roku życia. W Polsce każdego roku rak
      szyjki macicy rozpoznawany jest u prawie 4000 kobiet. Niestety u co drugiej z
      nich za późno. Do tej pory kobiety mogły uniknąć tego losu poprzez regularne
      wykonywanie badań cytologicznych. Teraz, oprócz badań, mają wyjątkową możliwość
      zaszczepienia się przeciwko wirusowi wywołującemu raka szyjki macicy.
      Wirus HPV – mało znany, bardzo powszechny

      Główną przyczyną zachorowania na raka szyjki macicy jest zakażenie wirusem
      brodawczaka ludzkiego (HPV). HPV nie jest tak znanym wirusem jak HIV – jest
      jednak bardzo zakaźny. W 2003 roku w USA odnotowano 20 tysięcy przypadków
      zakażeń wirusem HIV i aż pięć i pół miliona zakażeń wirusem HPV. Szacuje się,
      że połowa ludzi na różnym etapie życia ulega zakażeniu tym wirusem. Najczęściej
      narażeni na kontakt z nim są młodzi, aktywni seksualnie ludzie w wieku od 18 do
      28 lat.

      Cichy zabójca

      Spośród ponad stu typów wirusa HPV kilka jest naprawdę niebezpiecznych. To
      wirusy tak zwanego wysokiego ryzyka onkogennego (np. 16 i 18), które w
      początkowej fazie zakażenia nie wywołują niepokojących objawów jednak z czasem
      mogą prowadzić do rozwoju raka szyjki macicy. Niestety w stadium zmian
      przedrakowych, a nawet w fazie wczesnego raka, kobieta może nie odczuwać bólu
      czy innych przykrych dolegliwości. Dlatego jedynym sposobem wykrycia zmian
      przedrakowych w obrębie szyjki macicy i nowotworu we wczesnym stadium jest
      regularne poddawanie się badaniom cytologicznym.

      Wstydliwy problem
      Zakażenie wirusem HPV typu 6 i 11 stanowi zagrożenie nie tylko dla kobiet ale
      również dla mężczyzn. To właśnie te wirusy są odpowiedzialne za pojawianie się
      brodawek płciowych tzw. kłykcin kończystych, na zewnętrznych narządach
      płciowych lub w okolicy odbytu kilka tygodni lub miesięcy po kontakcie
      seksualnym z osobą zakażoną. Brodawki płciowe są w Polsce najczęstszą przyczyną
      zgłoszeń do poradni chorób przenoszonych drogą płciową. Leczenie bywa bolesne i
      długie. Ze względu na nawroty, często musi być powtarzane. Zakażenia wirusem
      HPV często ustępują samoistnie. Jeśli jednak nie dają żadnych objawów, to pod
      postacią utajoną wirus może być dalej przenoszony drogą płciową.

      Szczepienie – skuteczna ochrona przed rakiem szyjki macicy i innymi zmianami
      wywoływanymi przez HPV

      Ustalenie, że głównym sprawcą raka szyjki macicy jest wirus HPV, jest jednym z
      największych odkryć medycyny ostatnich lat. Pozwoliło to na wynalezienie
      szczepionki, dzięki której w przyszłości ten rak przestanie być zmorą kobiet.
      Pierwsza i jedyna szczepionka wskazana w zapobieganiu rakowi szyjki macicy jest
      już dostępna w Polsce. Szczepionka chroni przed czterema typami wirusa HPV:
      dwoma typami o wysokim stopniu ryzyka rozwoju raka (typ 16 i 18) oraz dwoma
      typami o niskim stopniu ryzyka (typ 6 i 11) wywołującymi tzw. brodawki płciowe.
      Jest skuteczna i dobrze tolerowana – co zostało potwierdzone w kilku badaniach
      klinicznych prowadzonych między innymi w Polsce. W celu osiągnięcia pełnej
      ochrony przed typami wirusów przeciwko którym skierowana jest szczepionka,
      konieczne jest podanie trzech jej dawek. Drugą dawkę szczepionki należy podać
      dwa miesiące po pierwszej, a trzecią po kolejnych czterech miesiącach. W sumie
      więc cykl szczepień trwa pół roku. Adresy puntków szczepień znajdują się na
      stronie www.hpv.pl

      źródło Onet.pl
      zdrowie.onet.pl/1380829,aspons.html
      • 29.12.06, 01:09
        Neuronalne komórki macierzyste (NSC) mogą wytwarzać specyficzne substancje
        przeciwnowotworowe, które skutecznie i wybiórczo zwalczają komórki rakowe -
        piszą naukowcy w grudniowym wydaniu pisma "PLoS ONE".
        Od kilku lat prowadzone są intensywne badania nad wykorzystaniem takich komórek
        do odtwarzania nerwów, uszkodzonych przez choroby neurodegeneracyjne (np.
        chorobę Alzheimera, Parkinsona czy stwardnienie rozsiane) oraz w terapii
        pozawałowej, leczeniu cukrzycy, osteoporozy, reumatoidalnego zapalenia stawów
        lub regeneracji ran.

        Teraz okazało się, że NSC mogą być skutecznym lekarstwem także na raka. Mają
        bowiem zdolność do wytwarzania i dostarczania przeciwrakowych substancji do
        obszarów objętych nowotworem.

        Neuronalne komórki macierzyste wykazują tendencję do patotropizmu (czyli
        przemieszczania się w kierunku obszarów objętych chorobą) w odpowiedzi na
        sygnały chemiczne pochodzące od komórek nowotworowych.

        "Cecha ta czyni z nich skuteczną broń nie tylko przeciwko chorobom
        neurodegeneracyjnym, ale także niektórym nowotworom" - mówi autorka badań, dr
        Karen Aboody z City of Hope National Medical Center w Kalifornii.

        Naukowcy pod jej kierunkiem przeprowadzili badania na myszach dotkniętych
        nowotworem z rodzaju neuroblastoma (tzw. nerwiak płodowy). Okazało się, że
        wprowadzone do organizmów myszy komórki NSC przemieszczały się w kierunku
        ogniska nowotworu, gdzie rozpoczynały produkcję enzymów aktywujących
        specyficzne substancje, o działaniu zbliżonym do leków chemioterapeutycznych.

        "Co ważne, przeciwrakowe molekuły atakowały wyłącznie komórki nowotworowe, nie
        uszkadzając zdrowych tkanek. Zastosowanie takiej metody w leczeniu ludzi może
        więc zwiększyć skuteczność terapii i poprawić jakość życia pacjentów.
        Wyeliminowane zostają bowiem prawie wszystkie efekty uboczne kuracji, takie jak
        mdłości i biegunka" - podkreśla Aboody.

        W wyniku eksperymentu wszystkie myszy wróciły do zdrowia po ok. sześciu
        miesiącach. Bez niej połowa zwierząt umierała przez upływem 2 miesięcy.

        Neuroblastoma stanowi 6-10 proc. wszystkich nowotworów dziecięcych. Dotyka
        głównie dzieci poniżej drugiego roku życia. Ogólna przeżywalność wynosi 55 proc.

        źródło Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1456139,16,1,0,120,686,item.html
        • 29.12.06, 01:11
          Bezprzewodowa kamera wielkości sporej tabletki pozwoli na bezbolesne, bardziej
          komfortowe, a przy tym równie skuteczne badanie układu pokarmowego -
          informuje "Optics&Laser Europe".
          Kolonoskopia to dość nieprzyjemne i krępujące badanie dolnego odcinka układu
          pokarmowego (jelita grubego), polegające na wprowadzeniu przez odbyt wziernika
          specjalnej kamery na długim, elastycznym przewodzie oraz przesyłaniu obrazu na
          monitor za pomocą przewodu.

          Wraz z opracowaniem oraz uruchomieniem produkcji Pillcam Colon, tego typu
          badania staną się mniej dokuczliwe dla pacjentów, a co za tym idzie, więcej
          osób będzie się decydowało na przeprowadzenie badań układu pokarmowego nie
          tylko ratujących życie, ale również profilaktycznych. Pillcam Colon to układ
          miniaturowych bezprzewodowych kamer zamkniętych w specjalnej obudowie o
          rozmiarach 11 x 31 mm, która uniemożliwia zniszczenie elektroniki przez
          środowisko układu pokarmowego.

          Badanie układu pokarmowego przeprowadzane za pomocą Pillcam Colon (urządzenia
          opracowanego i produkowanego przez naukowców z izraelskiego instytutu Given
          Imaging) jest bardzo proste - pacjent połyka "elektroniczną pigułkę" popijając
          wodą, a na jego ciele montowane są specjalne czujniki odbierające i
          rejestrujące sygnał z kamer.

          Pigułka wędruje układem pokarmowym i przekazuje sygnał z kamer zainstalowanych
          na każdym końcu. Układ wyposażony jest w system oświetlenia oraz baterię
          pozwalającą na ponad 10-godzinną pracę kamer.

          Dotychczasowe badania kliniczne urządzenia, prowadzone w trzech różnych
          instytutach badawczych wskazują, iż skuteczność diagnostyczna systemu (to
          znaczy wykrywanie polipów oraz innych zmian chorobowych układu pokarmowego)
          Pillcam Colon jest równa 70 proc. tradycyjnej kolonoskopii.

          Jak wskazują naukowcy, "elektroniczna pigułka" w pewnych przypadkach umożliwiła
          jednak wykrycie wczesnych stadiów nowotworu jelita grubego, czego nie udało się
          zdiagnozować u tego samego pacjenta za pomocą tradycyjnych metod.

          "Wyniki badań i testów Pillcam Colon są nadzwyczaj obiecujące. To upoważnia nas
          do stwierdzenia, iż technika ta stanie się skuteczną i powszechnie stosowaną,
          +łatwą i przyjemną+ metodą diagnostyczną" - konkluduje szef projektu, Homi
          Shamir.

          źródło Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1456145,16,1,0,120,686,item.html
          • 30.12.06, 00:03
            1 stycznia 2007 roku Polska dołączy do grupy ośmiu państw umożliwiających swoim
            obywatelom bezpłatny dostęp do internetowej wersji biblioteki Cochrane
            Library. Biblioteka ta jest ogromnym zbiorem informacji z dziedziny medycyny.
            Może stanowić źródło wiedzy zarówno dla pacjentów, lekarzy specjalistów, jak i
            pracowników naukowych.

            Cochrane Library powstała w 1995 roku, dzięki współpracy międzynarodowej grupy
            specjalistów zrzeszonych w non-profitowej, skupiającej ponad 6000 członków
            (badaczy, lekarzy i przedstawicieli innych zawodów medycznych) organizacji The
            Cochrane Collaboration. Jej zadaniem jest wybieranie wiarygodnych i
            udokumentowanych badaniami klinicznymi publikacji oraz analiza przedstawionych
            w nich wyników.
            Do tej pory z zasobów biblioteki korzystać mogły Australia, Dania, Finlandia,
            Irlandia, Nowa Zelandia, Norwegia, Szwecja i Wielka Brytania.

            Biblioteka Cochrane Library przez stronę Agencji Oceny Technologii Medycznych:
            www.aotm.gov.plv/
            źródło: PAP - Nauka w Polsce
            www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=15801&layout=12&forum_id=6711&page=text

      • 29.12.06, 09:17
        niestety jestem posiadaczką wirusa, pewnie w takim przypadku szczepionka już
        nie dla mnie raczej?
        • 31.12.06, 13:02
          Margola, kupiłam ostatnio książkę "Nowotwory, a choroby nowotoorowe" trzech
          znanych polskich naukowców i pisza oni w tej ksiazce o szczepionce "Gynatren".
          Ta szczepionka moze ci pomoc w walce z wirusem HPV, bo chyba o tym wirusie mowisz.
          Nie bede tutaj przepisywac kilka stron badan na temat tej szczepionki, ale z
          tego co wyczytałam, to przynosi ona bardzo pozytywne efekty.
          Z tego co wiem, nie ma jej w sprzedaży w Polsce, ale na recepte kazda apteka ci
          ten lek sprowadzi z Niemiec. Sa to trzy zastrzyki, ktore sie podaje w odstepie
          chyba 2-tygodniowym.Idz do ginekologa i zapytaj o to.
          • 31.12.06, 16:14
            Organiczne diody świecące (OLED), zintegrowane z samoprzylepnym opatrunkiem,
            wykorzystane zostały jako przenośne, nie utrudniające codziennych czynności
            źródło światła fotodynamicznej terapii antynowotoworowej - donosi "Optics&Laser
            Europe".
            Fotodynamiczna terapia antynowotoworowa (PDT - ang. photodynamic therapy)
            składa się z dwóch głównych elementów - aktywowanej światłem farmakoterapii,
            wybiórczo niszczącej komórki nowotworowe oraz świetlnego aktywatora, czyli
            źródła światła (najczęściej czerwonego).

            Po upowszechnieniu się organicznych świecących diod, tzw. OLED (ang. organic
            light emitting diodes), wielu naukowców zaczęło wykorzystywać tego typu diody w
            nowoczesnych urządzeniach elektronicznych, miedzy innymi w medycynie.

            Duet współpracujących szkockich naukowców - profesor Ifor Samuel z University
            of St. Andrews oraz doktor James Ferguson z Ninewells Hospital - zaprezentował
            nowoczesne przenośne urządzenie, będące nowym źródłem światła dla
            antynowotworowej terapii fotodynamicznej.

            Urządzenie to składa się z szeregu diod OLED (świecących czerwonym, dobrze
            przepuszczalnym przez żywe tkanki światłem), zainstalowanych w niewielkiej
            obudowie (2,5 x 2,5 x 1 mm). Całość waży niespełna 3 g.

            Urządzenie zostaje przymocowane za pomocą elastycznego plastra do zmienionego
            nowotworowo fragmentu skóry, dzięki czemu pacjent może być poddawany terapii
            PDT, a jednocześnie wykonywać wszystkie rutynowe czynności dnia, jak praca i
            wypoczynek, poza szpitalem, w zaciszu własnego domu.

            Układ OLED połączony jest za pomocą kabla z zestawem baterii noszonych przez
            pacjenta na pasku. Pracę diod nadzoruje elektroniczny sterownik, programowany
            przez lekarza - w określonym momencie w ciągu dnia, z bardzo precyzyjnie
            dobraną mocą i czasem naświetlania włącza i wyłącza czerwone diody, aktywujące
            działanie leków przyjmowanych przez pacjenta.

            Dotychczasowe testy kliniczne tego urządzenia wykazały, że spośród 12 osób
            leczonych za pomocą terapii PDT z wykorzystaniem nowego przenośnego źródła
            światła, 9 całkowicie powróciło do zdrowia.

            Według dra Fergusona, przewagą terapii PDT jest brak oszpecających skórę blizn
            towarzyszących często innym, konwencjonalnym metodom leczenia nowotworów skóry.
            A jeśli jeszcze fotodynamiczna terapia antynowotworowa wzbogacona zostanie o
            przenośne źródło światła, pacjent niemal całkowicie pozbawiony jest niepokoju
            wynikającego ze świadomości leczenia groźnej choroby.

            źródło Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1456707,16,1,0,120,686,item.html
        • 02.01.07, 14:23
          Ważniejsze fragmenty artykułu:
          Skuteczność 4-walentnej szczepionki przeciwko ludzkim wirusom brodawczaka
          (HPV) - badanie z randomizacją

          Podsumowanie badania
          W tym prawidłowo przeprowadzonym badaniu z randomizacją autorzy zadali pytanie,
          czy u kobiet w wieku 16-23 lat podanie 3 dawek 4-walentnej rekombinowanej
          szepionki przeciwko HPV zawierającej wirusopodobne cząsteczki HPV (typu 6, 11,
          16 i 18) zapobiega, w porównaniu z placebo, przewlekłemu zakażeniu lub
          wystąpieniu związanych z nim zmian patologicznych wywołanych przez te typy HPV.
          Szczepienie 4-walentną szczepionką zapobiegało przewlekłemu zakażeniu lub
          związanym z nim zmianom patologicznym wywołanym przez typy HPV zawarte w
          szczepionce, w tym śródbłonkowej neoplazji szyjki macicy. Szczepienie nie
          wiązało się z częstszymi ciężkimi i poważnymi niepożądanymi odczynami
          poszczepiennymi.

          Wprowadzenie
          Przewlekłe zakażenie typami 16 i 18 ludzkiego wirusa brodawczaka (human
          papillomavirus - HPV) odpowiada za 70% przypadków raka szyjki macicy lub
          śródbłonkowej neoplazji szyjki macicy. Przesiewowe badania cytologiczne kobiet
          umożliwiają wczesne wykrycie zmian przedrakowych i raka szyjki macicy, ale nie
          zapobiegają zakażeniom HPV i rozwojowi raka. Typy 6 i 11 HPV są natomiast
          przyczyną 90% przypadków brodawek narządów płciowych i odbytu (kłykcin
          kończystych). Skuteczna i bezpieczna szczepionka przeciwko tym typom HPV
          mogłaby znamiennie zmniejszyć ryzyko zachorowania i konsekwencje wywoływanych
          przez nie chorób.

          Pytanie kliniczne
          Czy u kobiet w wieku 16-23 lat podanie 3 dawek 4-walentnej rekombinowanej
          szczepionki przeciwko HPV zawierającej wirusopodobne cząsteczki HPV (typu 6,
          11, 16 i 18) zapobiega, w porównaniu z placebo, przewlekłemu zakażeniu lub
          wystąpieniu związanych z nim zmian patologicznych wywołanych przez te typy HPV?

          Metodyka
          badanie z randomizacją, podwójnie ślepa próba; analiza ITT (obejmowała tylko
          kobiety, które w czasie kwalifikacji do badania były seronegatywne i PCR-
          negatywne wobec typów HPV zawartych w szczepionce, i którym podano przynajmniej
          1 dawkę szczepionki)

          Lokalizacja
          5 ośrodków w Brazylii, Finlandii, Norwegii, Szwecji i USA

          Badania
          Kryteria kwalifikujące: zdrowe kobiety, wiek 16-23 lub >=18 lat, jeśli kobieta
          jeszcze nie współżyła. Kryteria wykluczające: m.in. nieprawidłowy wynik badania
          cytologicznego w wywiadzie, więcej niż 4 partnerów seksualnych w ciągu życia.
          Wyjściowo badane grupy nie różniły się znamiennie pod względem cech
          demograficznych i klinicznych

          Wnioski

          Szczepienie kobiet w wieku 16-23 lat, seronegatywnych wobec HPV typu 6, 11, 16
          i 18, 4-walentną rekombinowaną szczepionką przeciwko HPV zapobiegało, w
          porównaniu z placebo, przewlekłemu zakażeniu lub związanym z nim zmianom
          patologicznym wywołanym przez typy HPV zawarte w szczepionce, w tym
          śródbłonkowej neoplazji szyjki macicy. Szczepienie było dobrze tolerowane i nie
          powodowało poważnych ani ciężkich niepożądanych odczynów poszczepiennych.

          Opracowali: dr med. Małgorzata Bała,
          prof. Roman Jaeschke MD MSc

          źródło Online Medycyna Praktyczna - portal dla lekarzy
          pełna treśc artykułu: www.mp.pl/artykuly/?aid=30380
          • 02.01.07, 14:26
            Stosowanie imatinibu jako leczenia pierwszego rzutu w chronicznej fazie
            przewlekłej białaczki szpikowej pozwala na osiągnięcie długotrwałej odpowiedzi
            u większości pacjentów.

            Na łamach New England Journal of Medicine opublikowano wyniki 5. letniej
            obserwacji pacjentów z przewlekłą białaczką szpikową (CML), który otrzymywali
            imatinib jako leczenie pierwszego rzutu w chronicznej fazie choroby.
            Przedstawione dane wskazują na możliwość osiągnięcia długotrwałej odpowiedzi u
            większości osób należących do tej grupy przy rozpoczynaniu leczenia od
            stosowania imatinibu.

            Omawiana grupa pacjentów (N = 553) brała udział w randomizowanym badaniu
            klinicznym, w którym porównywano skuteczność imatinibu oraz alfa-interferonu i
            cytarabiny jako leczenia pierwszego rzutu w chronicznej fazie CML.

            Po okresie obserwacji, którego mediana wyniosła 60 miesięcy, odsetek
            całkowitych remisji cytogenetycznych w grupie pacjentów otrzymujących imatinib
            osiągnął po 12 miesiącach leczenia 69%, a po 60 miesiącach leczenia – 87%.
            Progresja choroby do fazy akceleracji lub kryzy blastycznej wystąpiła u 7%
            pacjentów leczonych imatinibem. Odsetek przeżyć 5. letnich wynosił 89% w
            przypadku stosowania imatinibu w pierwszym rzucie leczenia. Osiągnięcie
            całkowitej odpowiedzi cytogenetycznej było korzystnym czynnikiem
            prognostycznym. Długotrwałe przyjmowanie imatinibu nie było związane z
            wystąpieniem znaczących działań niepożądanych, które byłyby dotychczas nieznane.

            Przedstawione wyniki wskazują na możliwość uzyskania długotrwałej odpowiedzi u
            większości pacjentów leczonych imatinibem od momentu rozpoznania CML w fazie
            chronicznej.

            Źródło: Druker BJ, Guilhot F, O'Brien SG, Gathmann I, Kantarjian H, Gattermann
            N, Deininger MW, Silver RT, Goldman JM, Stone RM, Cervantes F, Hochhaus A,
            Powell BL, Gabrilove JL, Rousselot P, Reiffers J, Cornelissen JJ, Hughes T,
            Agis H, Fischer T, Verhoef G, Shepherd J, Saglio G, Gratwohl A, Nielsen JL,
            Radich JP, Simonsson B, Taylor K, Baccarani M, So C, Letvak L, Larson RA; IRIS
            Investigators. Five-year follow-up of patients receiving imatinib for chronic
            myeloid leukemia. N Engl J Med. 2006; 355: 2408-17.

            New England Journal of Medicin

            źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
            www.eonkologia.pl/news.php?id=67
            • 02.01.07, 14:27
              Mammografia przesiewowa u kobiet w wieku 40-50 lat statystycznie nieznamiennie
              zmniejsza ryzyko zgonu z powodu raka piersi.

              Na łamach czasopisma Lancet opublikowano wyniki randomizowanego prospektywnego
              badania klinicznego oceniającego wpływ przesiewowej mammografii na ryzyko zgonu
              z powodu raka piersi w grupie kobiet w wieku 40-50 lat. Wyniki wskazują na
              zmniejszenie ryzyka zgonu w tej grupie kobiet, jednakże bez osiągnięcia
              znamienności statystycznej.

              Dotychczasowe randomizowane prospektywne badania kliniczne oceniające
              skuteczność przesiewowej mammografii wykazały jej skuteczność jako sposobu
              obniżenia śmiertelności z powodu raka piersi w grupie kobiet w wieku 50 i
              więcej lat. Metaanaliza wszystkich dotychczasowych badań tego typu
              przeprowadzonych z udziałem kobiet w wieku 40-49 lat wykazała 15% zmniejszenie
              ryzyka zgonu. Jednakże istnieją uzasadnione wątpliwości co do rygorów
              przestrzegania górnej granicy wieku w tych badaniach. Być może istotny wpływ na
              osiągnięte rezultaty ma znaczący udział w omawianych badaniach kobiet w wieku
              lat 50 i starszych. Celem omawianego badania (The Age trial) była ocena wpływu
              zapraszania kobiet w wieku 40 lat na coroczną mammografię na śmiertelność z
              powodu raka piersi.

              Do udziału w badaniu zaproszono 160.921 kobiet w wieku 39-41 lat. Kobiety były
              losowo przydzielane (w proporcji 1:2) do grupy poddawanej corocznej mammografii
              do wieku 48 lat lub do grupy objętej standardową opieką medyczną (bez corocznej
              mammografii). Badanie przeprowadzono w 23 ośrodkach na terenie Wielkiej
              Brytanii.

              Po okresie obserwacji, którego mediana wynosiła 10,7 lat, stwierdzono
              zmniejszenie śmiertelności z powodu raka piersi w grupie kobiet poddawanej
              corocznej mammografii. Ryzyko względne wobec grupy odniesienia (bez
              mammografii) wyniosło 0,83 [95% przedział ufności (95% CI) 0,66-1,04; p =
              0,11]. Jak widać, stwierdzona różnica nie osiągnęła znamienności statystycznej.
              Bezwzględne zmniejszenie ryzyka zgonu wyniosło 0,40 na 1000 kobiet zaproszonych
              do udziału w badaniu przesiewowym (95% CI -0,07 do 0,87). Zmniejszenie
              śmiertelności skorygowane ze względu na nie zgłaszanie się kobiet do badania
              zostało oszacowane na 24% (ryzyko względne = 0,76,
              95% CI 0,51-1,01). Również w tym przypadku stwierdzona różnica nie osiągnęła
              znamienności statystycznej.

              Autorzy omawianej pracy zwracają uwagę na fakt, że uzyskane wyniki są zgodne z
              rezultatami podobnych badań przeprowadzonych wcześniej w grupie kobiet w wieku
              40-49 lat. Decyzje odnośnie prowadzenia przesiewowej mammografii w tej grupie
              kobiet powinny uwzględniać możliwe korzyści, ryzyko oraz ponoszone koszty.
              Dalsza obserwacja pacjentek włączonych do omawianego badania pozwoli na ocenę
              korzystnych efektów po dłuższym czasie obserwacji.

              Źródło: Moss SM, Cuckle H, Evans A, Johns L, Waller M, Bobrow L; Trial
              Management Group. Effect of mammographic screening from age 40 years on breast
              cancer mortality at 10 years' follow-up: a randomised controlled trial. Lancet.
              2006; 368: 2053-60. Komentarz w: Lancet. 2006; 368: 2035-7.

              Lancet

              źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
              www.eonkologia.pl/news.php?id=66
              • 02.01.07, 14:30
                Dodanie bewacizumabu do paklitakselu i karboplatyny wydłuża przeżycie pacjentów

                Na łamach jednego z grudniowych numerów New England Juornal of Medicine ukazały
                się wyniki randomizowanego badania klinicznego, którego celem była ocena
                skuteczności bewacizumabu stosowanego łącznie z chemioterapią (paklitaksel +
                karboplatyna) u pacjentów z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca
                (NDRP). Okazało się, że co prawda dodanie bewacizumabu do chemioterapii wydłuża
                całkowity czas przeżycia, jednakże dzieje się to za cenę znaczącego zwiększenia
                ryzyka zgonu w trakcie leczenia.

                Omawiane badanie przeprowadzono w latach 2001-2004 pod patronatem ECOG. Do
                udziału w badaniu zakwalifikowano 878 osób
                z zaawansowanym NDRP (stopień IIIB lub IV). Pacjenci byli przydzielani losowo
                do jednego z dwóch sposobów leczenia:
                1) paklitaksel + karboplatyna – 6 podań co 3 tygodnie,
                2) paklitaksel + karboplatyna (podawane jak wyżej) + bewacizumab – podawnay co
                3 tygodnie do czasu wystąpienia progresji choroby lub ujawnienia się
                toksyczności nie tolerowanej przez pacjenta.
                Podstawowe kryteria wyłączenia pacjentów z udziału w badaniu obejmowały:
                rozpoznanie raka płaskonabłonkowego, obecność przerzutów do mózgu, znaczące
                klinicznie krwioplucie oraz stan sprawności według ECOG >1 i/lub niewydolność
                narządów ważnych dla życia. Przeżycie całkowite było pierwotnym punktem
                końcowym omawianego badania.

                Mediana całkowitego czasu przeżycia wyniosła 12,3 miesiąca w grupie pacjentów
                leczonych z udziałem bewacizumabu, oraz 10,3 miesiąca w grupie otrzymującej
                tylko chemioterapię. Omawiana różnica była statystycznie znamienna –
                współczynnik ryzyka zgonu (HR) wynosił
                0,79 (p = 0,003). Mediana czasu przeżycia wolnego od progresji choroby wynosiła
                odpowiednio 6,2 oraz 4,5 miesiąca. Również w tym przypadku stwierdzona różnica
                była statystycznie znamienna – HR dla progresji choroby wynosił 0,66 (p <
                0,001). W przypadku stosowania bewacuzimabu współczynnik obiektywnych
                odpowiedzi klinicznych wynosił 35%, wobec 15% wśród pacjentów leczonych tylko
                chemioterapią. Również ta różnica była statystycznie znamienna
                (p< 0,001).

                Wśród działań niepożądanych stosowanego leczenia zwraca uwagę wielokrotnie
                większy odsetek pacjentów, u których wystąpiło znaczące klinicznie krwawienie w
                przypadku zastosowania bewacizumabu – 4,4% wobec 0,7% w grupie pacjentów
                leczonych tylko chemioterapią.
                Co więcej, w grupie osób leczonych bewacizumabem zanotowano
                15 zgonów zależnych od zastosowanego leczenia, przy czym 5 osób spośród tej
                grupy zmarło z powodu krwotoku płucnego.

                Przedstawione powyżej wyniki wskazują na możliwość uzyskania statystycznie
                znamiennej poprawy obiektywnych wyników leczenia pacjentów z zaawansowanym NDRP
                przy zastosowaniu bewacizumabu
                połączeniu z paklitakselem i karboplatyną. Jednakże poprawa ta ma miejsce za
                cenę wielokrotnego zwiększenia ryzyka krwawień i zgonu
                z powodu zastosowanego leczenia.

                Źródło: Sandler A, Gray R, Perry MC, Brahmer J, Schiller JH, Dowlati A,
                Lilenbaum R, Johnson DH. Paclitaxel-carboplatin alone or with bevacizumab for
                non-small-cell lung cancer. N Engl J Med. 2006; 355: 2542-50.

                New England Journal of Medicine

                źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                www.eonkologia.pl/news.php?id=65
                • 03.01.07, 10:40
                  Odkryto kolejny gen zwiększający ryzyko raka piersi

                  U kobiet z mutacją w genie PALB2 ryzyko zachorowania na raka sutka jest ponad
                  dwukrotnie wyższe niż u innych kobiet w populacji - donoszą naukowcy na łamach
                  pisma "Nature Genetics".
                  Białko, kodowane przez PALB2, jest zaangażowane w proces naprawy DNA. U ludzi,
                  u których gen jest zmutowany, dochodzi do nagromadzenia nieprawidłowych kopii
                  DNA w komórkach. Ponadto białko PALB2 oddziałuje z innym białkiem - BRCA2 i
                  stabilizuje je. Mutacja genu kodującego BRCA2 jest związana z dramatycznym
                  wzrostem zachorowalności na raka sutka.

                  Nazneen Rahman z Institute of Cancer Research w Sutton w Wielkiej Brytanii wraz
                  z kolegami przeanalizowali sekwencję PALB2 u ponad 1000 kobiet, u których
                  zdarzyły się przypadki raka piersi w rodzinie. U 10 spośród badanych kobiet
                  wykryto mutację w jednej kopii genu PALB2. U ponad 1000 kobiet zdrowych mutacji
                  w genie nie zaobserwowano. "Podejrzewamy, że mutacja w PALB2 jest przyczyną
                  około 100 przypadków zachorowań na raka sutka w Wielkiej Brytanii każdego
                  roku" - mówi profesor Rahman, główny autor pracy.

                  Pomimo, że PALB2 w niewielkim stopniu wpływa na zachorowalność na raka sutka w
                  całej populacji, stał się on czwartym genem odkrytym dzięki sekwencjonowaniu
                  materiału genetycznego kobiet z rodzin wysokiego ryzyka.

                  W dwóch pracach związanych z opisywaną inne grupy badawcze wykazały, że mutacja
                  dwóch kopii PALB2 prowadzi do dziedzicznej niedokrwistości Fanconiego (rodzaj
                  anemii), choroby charakteryzującej się rozlicznymi wadami rozwojowymi,
                  uszkodzeniem szpiku kostnego i zwiększoną podatnością na zachorowanie na raka.

                  Mutacja w PALB2 jest 12. odkrytą u pacjentów z niedokrwistością Fanconiego i
                  trzecią mutacją pojedynczą (w jednej kopii genu), związaną z podwyższeniem
                  ryzyka raka piersi (dwie pozostałe to mutacje w genach BRCA2 i BRIP1).

                  Badanie genetycznych podstaw chorób dziedzicznych prawdopodobnie przyczyni się
                  w przyszłości do opracowania skutecznej terapii tych chorób i ułatwi
                  zapobieganie im, zwłaszcza u pacjentów z grup wysokiego ryzyka.

                  źródło Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1457775,16,1,0,120,686,item.html
                  • 04.01.07, 15:09
                    Bikalutamid stosowany łącznie z agonistą LHRH w pierwszym rzucie terapii
                    hormonalnej znacząco wydłuża czas do niepowodzenia leczenia oraz czas do
                    progresji choroby

                    Badacze japońscy opublikowali kolejne wyniki randomizowanego, wieloośrodkowego
                    badania klinicznego fazy III, przeprowadzonego metodą podwójnie ślepej próby w
                    grupie pacjentów z zaawansowanym rakiem gruczołu krokowego. Celem badania była
                    ocena skuteczności zastosowania w pierwszym rzucie leczenia bikalutamidu w
                    skojarzeniu z agonistą LHRH. Uzyskane wyniki wskazują na obiektywne korzyści
                    kliniczne wynikające z podjęcia takiego sposobu postępowania.

                    Do udziału w badaniu zakwalifikowano 205 pacjentów z rakiem gruczołu krokowego
                    w stopniu zaawansowania C/D, uprzednio nie leczonych. Osoby biorące udział w
                    badaniu były leczone z zastosowaniem agonisty LHRH oraz bikalutamidu (1 raz
                    dziennie 80 mg – grupa badana) lub placebo (grupa odniesienia). Pierwsze wyniki
                    omawianego badania opublikowano w roku 2004. Wskazywały one na większą
                    skuteczność leczenia skojarzonego w porównaniu z monoterapią agonistą LHRH
                    w zakresie biochemicznej odpowiedzi na leczenie w ciągu 12 tygodni. Obecnie
                    publikowane wyniki obejmują analizę następujących parametrów klinicznych: czas
                    do osiągnięcia stężenia PSA ≤ 4 ng/ml, czas do niepowodzenia leczenia, czas do
                    progresji choroby oraz całkowity czas przeżycia.

                    W grupie pacjentów otrzymujących bikalutamid i agonistę LHRH stwierdzono
                    statystycznie znamienne wydłużenie czasu do niepowodzenia leczenia oraz czasu
                    do progresji choroby
                    (p < 0,001) - w porównaniu z grupą leczoną tylko agonistą LHRH.
                    Nie stwierdzono znamiennej statystycznie różnicy w zakresie całkowitego czasu
                    przeżycia pomiędzy obiema grupami.

                    Obserwacja pacjentów biorących udział w omawianym badaniu jest kontynuowana.

                    Źródło: Usami M, Akaza H, Arai Y, Hirano Y, Kagawa S, Kanetake H, Naito S,
                    Sumiyoshi Y, Takimoto Y, Terai A, Yoshida H, Ohashi Y. Bicalutamide 80 mg
                    combined with a luteinizing hormone-releasing hormone agonist (LHRH-A) versus
                    LHRH-A monotherapy in advanced prostate cancer: findings from a phase III
                    randomized, double-blind, multicenter trial in Japanese patients. Prostate
                    Cancer Prostatic Dis. 02.01.2007 [Publikacja w formie elektronicznej
                    wyprzedzająca wersję drukowaną.]

                    Prostate Cancer and Prostatic Diseases

                    źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                    www.eonkologia.pl/news.php?id=68
                    • 04.01.07, 23:19
                      Metastatektomia wydłuża przeżycie wybranych pacjentów z przerzutami czerniaka
                      do płuc.

                      Wyniki analizy danych klinicznych 1720 pacjentów z przerzutami czerniaka do
                      płuc wskazują na wydłużenie całkowitego czasu przeżycia w przypadku wykonania
                      metastatektomii.

                      Analiza obejmuje pacjentów leczonych w Klinice Chirurgii Centrum Medycznego
                      Duke University w Durham (Teksas) w latach 1970-2004. Mediana całkowitego czasu
                      przeżycia wynosiła w tej populacji pacjentów 7,3 miesięcy od chwili wystąpienia
                      przerzutów do płuc. Zidentyfikowano następujące statystycznie znamienne
                      korzystne czynniki prognostyczne: typ histologiczny guzkowy (p = 0,033), długi
                      czas wolny od choroby po leczeniu pierwotnym (p < 0,001), mała liczba ognisk
                      przerzutowych w płucach (p = 0,012), nieobecność przerzutów pozapłucnych (p <
                      0,001) oraz wykonanie metastatektomii (p < 0,001). Metastatektomia wydłuża o 12
                      miesięcy przeżycie pacjentów, którzy byli wolni od choroby przez okres ponad 5
                      lat od leczenia pierwotnego (mediana = 19 miesięcy, wobec 7 miesięcy w grupie
                      pacjentów z krótszym czasem wolnym od choroby, p < 0,01). Leczenie chirurgiczne
                      przerzutów do płuc wydłuża
                      o 10 miesięcy przeżycie pacjentów, u których nie stwierdzono obecności
                      przerzutów pozapłucnych (mediana = 18 miesięcy, wobec 8 miesięcy
                      w grupie pacjentów z przerzutami pozapłucnymi, p < 0,01).

                      Po uwzględnieniu wszystkich zidentyfikowanych czynników ryzyka, metastatektomia
                      okazuje się dawać znaczące wydłużenie przeżycia pacjentów z przerzutami
                      czerniaka do płuc. Przedstawione dane są dowodem na duże znaczenie leczenia
                      chirurgicznego u wybranych pacjentów należących do tej grupy.

                      Źródło: Petersen RP, Hanish SI, Haney JC, Miller CC 3rd, Burfeind WR Jr, Tyler
                      DS, Seigler HF, Wolfe W, D'Amico TA, Harpole DH Jr. Improved survival with
                      pulmonary metastasectomy: An analysis of 1720 patients with pulmonary
                      metastatic melanoma. J Thorac Cardiovasc Surg. 2007; 133: 104-110.

                      Journal of Thoracic and Cardiovascular Surgery

                      źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                      www.eonkologia.pl/news.php?id=69
                      • 05.01.07, 07:24
                        Geny, których aktywność w embrionalnych komórkach macierzystych jest wyłączona
                        odwracalnie, w komórkach nowotworowych są zablokowane na stałe.
                        Odkrycie amerykańskich i izraelskich naukowców potwierdza hipotezę według
                        której nowotwory powstają z małej populacji komórek macierzystych.

                        Prace opisujące wyniki badań naukowców z University of Southern California w
                        USA i Hebrew University Medical School w Izraelu opublikowano w najnowszym
                        numerze pisma "Nature Genetics". Komórki macierzyste zachowują zdolność do
                        nieskończonej liczby podziałów komórkowych (proliferacji) dzięki odwracalnemu
                        wyciszeniu (wyłączeniu aktywności) genów odpowiedzialnych za rozpoczęcie
                        różnicowania. Duży kompleks białkowy tzw. Polycomb jest niezbędny do wyciszenia
                        tych genów w embrionalnych komórkach macierzystych.

                        Peter Larid wraz z grupą współpracowników z Los Angeles zaobserwowali, że w
                        zarodkowych komórkach macierzystych Polycomb wycisza 177 genów oraz że 77 z
                        nich jest na stałe zablokowane poprzez modyfikację DNA (metylację) w guzach
                        jelita grubego.

                        Autorzy podejrzewają, że Polycomb wyciszając geny w komórkach macierzystych
                        niejako znakuje je przed wyciszeniem na stałe przez metylację DNA, która jest
                        często obserwowana w komórkach nowotworowych.

                        Niezależnie od naukowców z USA, grupa Howarda Cedara z Izraela odkryła, że geny
                        wyciszone przez metylację DNA w komórkach rakowych często są modyfikowane przez
                        kompleks Polycomb w normalnych zdrowych tkankach. Autorzy wywnioskowali, że
                        wyciszanie genów związanych z rakiem jest swego rodzaju blokowaniem genów
                        wyciszonych przejściowo w komórkach nienowotworowych lub macierzystych.

                        Obydwie prace wskazują na to, że nowotwory powstają z puli komórek
                        macierzystych poprzez dalszą modyfikację ich materiału genetycznego.

                        źródło Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1458403,16,1,0,120,686,item.html
          • 05.01.07, 08:27
            dzięki za info. szczepionka póki co nie jest u mnie wskazana.
            • 08.01.07, 05:54
              Posiadanie samych córek może wskazywać u ojca na zwiększone ryzyko rozwoju raka
              prostaty - zaobserwowali naukowcy z Izraela. Przyczyną tej zbieżności może być -
              według nich - wada męskiego chromosomu płciowego Y.
              Naukowcy zbadali ponad 38 tys. mężczyzn. U 712 z nich stwierdzili raka
              prostaty. Później dane o rodzinach tych mężczyzn porównali z danymi o rodzinach
              zdrowych osób.

              Ostatecznie okazało się, że w porównaniu z mężczyznami mającymi przynajmniej
              jednego syna ojcowie samych córek mieli o 40 proc. większe ryzyko rozwoju raka
              prostaty. Ryzyko rosło do 60 proc., gdy mężczyzna miał trzy lub więcej córek i
              żadnego syna.

              Naukowcy szukali wyjaśnienia tej wyraźnej różnicy. Ponieważ problemy z prostatą
              często wykrywa się jedynie przy rutynowych badaniach, naukowcy nie wykluczają,
              że życie w sfeminizowanej rodzinie może sprawiać, że mężczyzna bardziej dba o
              zdrowie i częściej się bada - rośnie więc nie tyle ryzyko choroby, co
              prawdopodobieństwo jej wykrycia.

              Niewykluczone też, że mężczyźni posiadający same córki mogą częściej trafiać do
              lekarza i na odpowiednie badania, chcąc wykluczyć ewentualne problemy związane
              ze zdolnością do spłodzenia syna.

              Naukowcy nie posiadali danych potwierdzających te spekulacje. Za to
              zasugerowali, że fakt płodzenia samych córek i ryzyko raka prostaty mogą się
              wiązać z jednym - tym samym - czynnikiem genetycznym.

              Aby zapłodnić komórkę jajową, mężczyźni przekazują w nasieniu jeden chromosom
              płciowy. Jeśli będzie to Y, urodzi się syn, X oznacza córkę.

              Jak zasugerowali naukowcy, wady męskiego chromosomu Y mogą nie tylko wpływać na
              prawdopodobieństwo poczęcia lub rozwoju potomków płci męskiej, ale i prowadzić
              do rozwoju raka prostaty.

              Mimo tych zbieżności, nikt nie powinien wpadać na pomysł, że to córki mogą być
              powodem raka prostaty u ojca - zastrzega Chris Hiley z brytyjskiej organizacji
              charytatywnej Prostate Cancer Charity, ukierunkowanej na pomoc mężczyznom z
              rakiem prostaty.

              Zdaniem Hiley wyniki badań są ciekawe, ale też wymagają potwierdzenia w
              badaniach na większej populacji panów z innych regionów świata.

              Rak prostaty to choroba nowotworowa gruczołu krokowego. W Europie Zachodniej i
              USA jest najczęstszym nowotworem złośliwym u mężczyzn i stanowi 20 proc.
              wszystkich nowotworów.

              źródło Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1459033,16,1,0,120,686,item.html
              • 08.01.07, 05:56
                Chirurgia laparoskopowa daje dobre wyniki u pacjentów z wczesnym rakiem żołądka.

                Wyniki opublikowane przez badaczy japońskich wskazują na dużą przydatność
                chirurgii laparoskopowej w leczeniu wczesnego raka żołądka. Skuteczność takiego
                spoosbu postępowania jest porównywalna z rezulatatmi osiąganymi przy
                zastosowaniu klasycznego postępowania operacyjnego.

                Chirurgia laparoskopowa nie była dotychczas szeroko stosowana
                w leczeniu raka żołądka. Przyczyną takiego stanu rzeczy był brak danych na
                temat wczesnych i odległych wyników leczenia. Omawiana praca jest podsumowaniem
                retropektywnego, wieloośrodkowego badania przeprowadzonego z udziałem pacjentów
                z wczesnym rakiem żołądka.

                Do udziału w badaniu zakwalifikowano 1294 pacjentów, którzy w latach 1994-2003
                byli poddani laparoskopowej gastrektomii w 16 japońskich ośrodkach
                chirurgicznych. Ocenie poddano wczesne i odległe wyniki leczenia.

                Gastrektomia dystalna była wykonana u 1185 pacjentów (91,5%), gastrektomia
                proksymalna – u 54 (4,2%), a gastrektomia całkowita –
                u 55 osób (4,3%). Powikłania około- i pooperacyjne wystąpiły u 14,8% pacjentów.
                Nie stwierdzono zgonów w okresie około- i pooperacyjnym. Choroba w stopniu
                zaawansowania IA występowała u 1212 pacjentów (93,7%), natomiast w stopniu
                zaawansowania IB – u 75 osób (5,8%).
                U 7 pacjentów (0,5%) stwierdzono II stopień zaawansowania klinicznego (ocean na
                podstawie badania histopatologicznego). Po okresie obserwacji, którego mediana
                wyniosła 36 miesięcy (zakres 13-113 miesięcy), nawrót choroby stwierdzono
                jedynie u 6 pacjentów (0,6%). Odsetek wolnych od choroby przeżyć 5-letnich
                wynosił 99,8% u pacjentów z chorobą w stopniu zaawansowania IA, 98,7 % u
                pacjentów z chorobą w stopniu zaawansowania IB, oraz 85,7% u osób z nowotworem
                w II stopniu zaawansowania.

                Autorzy podkreślają, że choć - ze względu na retrospektywny charakter badania –
                przedstawione dane należy traktować jako wstępne, to jednakże uzyskane wyniki
                wskazują na dobre wyniki leczenia osiągane po zastosowaniu chirurgii
                laparoskopowej w leczeniu pacjentów
                z wczesnym rakiem żołądka.

                Źródło: Kitano S, Shiraishi N, Uyama I, Sugihara K, Tanigawa N; the Japanese
                Laparoscopic Surgery Study Group. A Multicenter Study on Oncologic Outcome of
                Laparoscopic Gastrectomy for Early Cancer in Japan.Ann Surg. 2007; 245: 68-72.

                Annals of Surgery

                źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                www.eonkologia.pl/news.php?id=70
                • 09.01.07, 21:58
                  Chirurgia laparoskopowa jest wysoce przydatna w leczeniu raka jelita grubego.

                  Wyniki prospektywnego badania klinicznego przeprowadzonego w Hongkongu wskazują
                  na przydatność chirurgii laparoskopowej w leczeniu raka jelita grubego. Wyniki
                  osiągane przy zastosowaniu tej metody leczenia są porównywalne z rezultatami
                  uzyskiwanymi po przeprowadzeniu zabiegu operacyjnego metodą klasyczną.

                  Badanie było podzielone na dwa etapy, obejmujące odpowiednio okres od stycznia
                  1996 do mja 2000 oraz od czerwca 2000 do grudnia 2004. W pierwszym etapie do
                  udziału w badaniu zakwalifikowano 448 pacjentów, zaś w drugim etapie – 656
                  (łącznie 1134 osoby).
                  U wszystkich pacjentów rozopznano raka jelita grubego zlokalizowanego w
                  odległości większej niż 12 cm od szczeliny odbytu. Porównano wyniki leczenia
                  przy zastosowaniu metody laparoskopowej i klasycznej, jak również dokonano
                  porównania wyników osiągniętych u pacjentów leczonych na poszczególnych etapach
                  badania.

                  W drugim etapie badania śmiertelność około- i pooperacyjna wynosiła 0,8% u
                  pacjentów leczonych laparoskopowo oraz 3,7% w grupie osób poddanych klasycznemu
                  zabiegowi operacyjnemu. Omawiana różnica była znamienna statystycznie (p =
                  0,022). Powikłania około-
                  i pooperacyjne występowały u 21,7% pacjentów leczonych laparoskopowo oraz u
                  15,7% osób poddanych operacji metodą klasyczną. W tym przypadku różnica była
                  nieznamienna statystycznie
                  (p = 0,068). Pacjenci, u których wykonano zabieg metodą laparoskopową
                  charakteryzowali się wcześniejszym powrotem funkcji jelita grubego,
                  wcześniejszym poworotem do normalnego odżywiania oraz krótszym czasem
                  hospitalizacji. Stwierdzono 74,4% przeżyć 3. letnich w grupie pacjentów
                  poddanych operacji metodą klasyczną, wobec 78,8% w grupie poddanej leczeniu
                  laparoskopowemu (różnica na granicy znamienności statystycznej – p = 0,046).

                  Uzyskane wyniki wskazują na dużą przydatność i bezpieczeństwo laparoskopowego
                  leczenia chirurgicznego pacjentów z rakiem jelita grubego.

                  Źródło: Law WL, Lee YM, Choi HK, Seto CL, Ho JW. Impact of Laparoscopic
                  Resection for Colorectal Cancer on Operative Outcomes and Survival. Ann Surg.
                  2007; 245: 1-7.

                  Annals of Surgery

                  źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                  www.eonkologia.pl/news.php?id=71
                  • 10.01.07, 12:30
                    Kapsaicyna, pikantny składnik papryki, niszczy komórki nowotworowe, działając
                    na ich mitochondria - informuje pismo "Biochemical and Biophysical Research
                    Communications".
                    Jak wykazali naukowcy z Nottingham University, kapsaicyna pobudza komórki
                    nowotworowe do samozniszczenia (apoptozy), atakując ich mitochondria, które
                    odpowiadają za wytwarzanie energii. Także inne spokrewnione z kapsaicyną
                    związki - tak zwane wanilloidy - potrafią specyficznie wiązać się z komórkami
                    nowotworowymi, nie uszkadzając zdrowych.

                    Zdaniem autorów badań odmienność mitochondriów to "pięta Achillesowa"
                    wszystkich nowotworów, a więc lek, który działałby tylko na nie, mógłby być
                    skuteczny i uniwersalny w terapii nowotworów. Ponieważ powszechne spożycie
                    papryki wykazało względną nieszkodliwość kapsaicyny, badania kliniczne nad jej
                    zastosowaniem w leczeniu nie powinny być kosztowne ani długotrwałe - choć nie
                    wiadomo, na ile wyniki uzyskane w laboratorium potwierdzą się w warunkach
                    klinicznych u pacjentów Odpowiedzialna za ostry smak papryki kapsaicyna pobudza
                    komórki nerwowe dokładnie w ten sam sposób, co rzeczywiste uszkodzenia tkanek
                    na skutek urazu mechanicznego lub poparzenia. Już wcześniej substancja znalazła
                    liczne zastosowania - na przykład jako obronny aerozol ("gaz pieprzowy") czy
                    gaz łzawiący stosowany podczas zamieszek, a także jako składnik wyjątkowo
                    nieprzyjemnej w smaku farby chroniącej kadłuby statków przed obrastaniem
                    skorupiakami.

                    W medycynie stosuje się ją jako środek pobudzający apetyt oraz - paradoksalnie -
                    do łagodzenia bólów, na przykład reumatycznych. Przewlekły kontakt z
                    kapsaicyną znieczula bowiem zakończenia nerwowe.

                    źródło Onet.pl
                    wiadomosci.onet.pl/1462516,16,item.html
                    • 10.01.07, 14:07
                      Specjalny filtr pozwala wychwytywać z krwi zarówno komórki nowotworowe, jak i
                      cenne komórki macierzyste - informuje serwis "EurekAlert."
                      Filtr został opracowany przez zespół profesora Michaela Kinga z University of
                      Rochester. Gdy wychwyci komórki nowotworowe, niszczy je, natomiast komórki
                      macierzyste gromadzą się na filtrze bez uszkodzeń i mogą być użyte do leczenia
                      wielu chorób. Takie komórki potrafią się przekształcić na przykład w tkankę
                      chrzęstną, kostną czy komórki krwi.

                      Filtr może być wprowadzony do organizmu człowieka albo też umieszczony na
                      zewnątrz. Jego czynnym elementem są lepkie białka zwane selektynami, którymi
                      pokrywa się wnętrze plastikowych rurek. W przypadku komórek macierzystych filtr
                      tylko je wychwytuje, natomiast w wersji dla chorych na raka urządzenie
                      doprowadza do "samobójstwa" komórki (apoptozy) dzięki dodatkowi cząsteczki o
                      nazwie TRAIL, która nie szkodzi zdrowym komórkom. Taki przeciwnowotworowy
                      filtr, znacznie zmniejszający liczbę przerzutów, można by wszczepiać pod skórę
                      pacjentom przed chemioterapią lub operacją. Wkrótce mają być przeprowadzone
                      próby urządzenia u pacjentów chorych na białaczkę i raka jelita grubego.

                      źródło Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1461760,16,1,0,120,686,item.html
                      • 11.01.07, 00:16
                        Udało się opracować metodę syntezy kryptoficyny 1, przeciwnowotworowej
                        substancji wytwarzanej przez żyjące w wodzie sinice - informuje pismo "ACS
                        Chemical Biology."
                        Metodę syntezy kryptoficyny - która podczas badań laboratoryjnych wykazała
                        obiecujące właściwości przeciwnowotworowe - opracował zespół prof. Davida H.
                        Shermana z University of Michigan. Jej uzyskiwanie z samych sinic - prostych,
                        przypominających jednokomórkowe glony organizmów, żyjących w wodzie i glebie -
                        byłoby na większa skalę zbyt trudne. Stąd kłopoty z wyprodukowaniem
                        dostatecznej ilości potencjalnego leku do badań klinicznych.

                        Okazało się, że w przypadku kryptoficyn najtrudniejszym etapem jest dołączenie
                        grupy epoksydowej - pierścienia, zawierającego atom tlenu. Grupa epoksydowa
                        może być dołączona w dwóch konfiguracjach - alfa i beta. Tylko dołączenie grupy
                        beta pozwala uzyskać środek przeciwnowotworowy, ale dotychczas nie istniała
                        metoda pozwalająca na uzyskiwanie wyłącznie takiej konfiguracji. Zespół z
                        Michigan poradził sobie, izolując cały zestaw genów odpowiedzialnych za
                        biosyntezę oraz najważniejsze enzymy. Pozwoliło to na opracowanie skutecznej
                        metody wytwarzania kryptoficyn, mających wyłącznie "właściwą",
                        przeciwnowotworową konfigurację beta.

                        źródło Onet.pl
                        wiadomosci.onet.pl/1462504,16,1,0,120,686,item.html
                        • 11.01.07, 07:22
                          Limfadenektomia wydłuża przeżycie pacjentek z rakiem jajnika w I stopniu
                          zaawansowania klinicznego.

                          Wyniki ogłoszone przez badaczy amerykańskich wskazują na korzyści wynikające z
                          przeprowadzania limfadenektomii u pacjentek z rakiem jajnika w I stopniu
                          zaawansowania klinicznego. Co ciekawe, wydłużenie przeżycia po zastosowaniu
                          omawianej procedury nie dotyczy pacjentek z nowotworami jajnika innymi niż rak
                          niejasnokomórkowy.

                          Badaniem objęto 6.686 kobiet leczonych w latach 1988-2001
                          w amerykańskich ośrodkach onkologicznych z powodu raka jajnika
                          w I stopniu zaawansowania. Mediana wieku pacjentek wynosiła 54 lata (zakres: 1-
                          99 lat). Guz pochodzenia nabłonkowego rozpoznano u 85,8% kobiet.
                          Limfadenektomię wykonano u 2.862 pacjentek, co stanowi 42,8% badanej populacji.
                          Prawdopodobieństwo wykonania tego zabiegu było większe u pacjentek ponożej 50.
                          roku życia – w tej grupie wiekowej limfadenektomię wykonano u 60,2% kobiet,
                          wobec 39,8%
                          w grupie kobiet w wieku lat 50 i starszych. Omawiana różnica była znamienna
                          statystycznie (p < 0,001).

                          Limfadenektomia była związana ze znaczącym zwiększeniem odsetka
                          5. letnich przeżyć zależnych od choroby. Odsetek ten wynosił 87,0% w grupie
                          kobiet nie poddanych temu zabiegowi, oraz 92,6% w grupie pacjentek, u których
                          wykonano limfadenektomię. Omawiana różnica była wysoce znamienna statystycznie
                          (p < 0,001). Zwraca uwagę fakt, że wydłużenie przeżycia dotyczyło jedynie
                          kobiet z rakiem niejasnokomórkowym. W tej grupie pacjentek odsetek przeżyć
                          5. letnich zależnych od choroby wynosił 85,9% w przypadku nie wykonania
                          limfadenektomii, oraz 93,3% w przypadku wykonania tego zabiegu. Stwierdzona
                          różnica była ponownie wysoce statystycznie znamienna (p < 0,001). Nie
                          stwierdzono wpływu wykonania limfadenektomii na czas przeżycia pacjentek z
                          rakiem jasnokomórkowym, guzami zarodkowymi oraz mięsakami jajnika.

                          Zakres wykonanej limfadenektomii miał zanczący wpływ na czas przeżycia
                          pacjentek. Odsetek przeżyć 5. letnich zależnych od choroby wynosił 87,0% w
                          przypadku braku całkowicie usuniętych węzłów chłonnych, 91,9% w przypadku
                          usunięcia mniej niż 10 węzłów, oraz 93,8% w przypadku usunięcia 10 lub więcej
                          węzłów. Omawiane różnice były wysoce statystycznie znamienne (p < 0,001). PO
                          zastosowaniu analizy wielu zmiennych stwierdzono, że rozległość wykonanej
                          limfadenektomii była niezależnym czynnikiem prognostycznym.

                          Uzyskane wyniki, choć oparte na analizie retrospektywnej, sugerują wyraźnie
                          korzystny wpływ wykonania limfadenektomii na przeżycie pacjentek z
                          niejasnokomórkowym rakiem jajnika w I stopniu zaawansowania klinicznego.

                          Źródło: Chan JK, Munro EG, Cheung MK, Husain A, Teng NN, Berek JS, Osann K.
                          Association of Lymphadenectomy and Survival in
                          Stage I Ovarian Cancer Patients. Obstet Gynecol. 2007; 109: 12-19.

                          Obctetrics and Gynecology

                          źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                          www.eonkologia.pl/news.php?id=72
                          • 14.01.07, 00:48
                            Chemioradioterapia z oksaliplatyną i kapecytabiną jest skuteczna u pacjentów z
                            resekcyjnym rakiem odbytnicy.

                            Przedoperacyjna chemioradioterapia z użyciem oksaliplatyny i kapecytabiny
                            połączona z pooperacyjną chemioterapią z zastosowaniem tych samych leków jest
                            skutecznym sposobem postępowania u pacjentów z rakiem odbytnicy. Powyższy
                            wniosek wypływa z wyników uzyskanych podczas wieloośrodkowego badania II fazy
                            przeproowadzonego w niemieckich ośrodkach onkologicznych.

                            Do udziału w badaniu zakwalifikowano 110 pacjentów z rakiem odbytnicy w stopniu
                            zaawansowania T3/T4 lub N(+). Wszyscy pacjenci przed zabiegiem operacyjnym
                            otrzymali radioterapię w dawce 50,4 Gy w 28 frakcjach. Kapecytabina była
                            podawana w dawce 1.650 mg/m2/d w dniach 1-14 i 22-35. Oksaliplatyna była
                            stosowana w dawce
                            50 mg/m2 w dniach 1, 8, 22 i 29. Zabieg operacyjny wykonywano po
                            4-6 tygodniach od zakończenia leczenia neoadiuwantowego. Po zabiegu operacyjnym
                            pacjenci otrzymywali 4 cykle chemioterapii uzupełniającej według rogramu XELOX
                            (kapecytabina 1.000 mg/m2 dwa razy dziennie
                            w dniach 1-14, oksaliplatyna 130 mg/m2 w dniu 1). Głównymi punktami końcowymi
                            badania były: aktywność przeciwnowotworowa oceniana jako odsetek całkowitych
                            odpowiedzi patologicznych, oraz wykonalność pooperacyjnej chemioterapii wg
                            programu XELOX.

                            Po leczeniu neoadiuwantowym zabieg operacyjny wykonano
                            u 103 pacjentów. Całkowitą odpowiedź patologiczną uzyskano
                            u 17 pacjentów (16%). U jednego pacjenta stwierdzono całkowitą remisję guza
                            pierwotnego z obecnością przerzutów w węzłach chłonnych (cecha ypT0N1). U 53
                            pacjentów stwierdzono zmniejszenie się masy guza o więcej niż 50%. Cechę R0 w
                            badaniu histopatologicznym materiału pooperacyjnego uzyskano u 95% pacjentów.
                            Zaoszczędzenie zwieracza osiągnięto u 77% operowanych pacjentów.
                            Chemioradioterapia neoadiuwantowa została podana w pełnej zaplanowanej dawce u
                            96% pacjentów. W tarkcie tego leczenia biegunka w stopniu 3-4 wg CTC wystąpiła
                            u 12% pacjentów. Powikłania pooperacyjne wystąpiły u 43% pacjentów.
                            Sześćdziesiąt procent pacjentów otrzymało wszystkie cztery cykle chemioterapii
                            pooperacyjnej. W trakcie leczenia pooperacyjnego głównymi działaniami
                            niepożądanymi 3-4 stopnia wg CTC były biegunka (12% pacjentów)
                            i neuropatia (18% pacjentów).

                            Przedoperacyjna chemioterapia z zastosowaniem kapecytabiny
                            i oksaliplatyny połączona z podaniem 4 cykli chemioterapii pooperacyjnej według
                            programu XELOX jest aktywnym
                            i wykonalnym sposobem leczenia pacjentów z rakiem odbytnicy. Konieczne jest
                            porównanie skuteczności omawianego leczenia ze standardową chemioradioterapią
                            opartą na 5-fluorouracylu
                            w prospektywnym badaniu klinicznym fazy III.

                            Źródło: Rodel C, Liersch T, Hermann RM, Arnold D, Reese T, Hipp M, Furst A,
                            Schwella N, Bieker M, Hellmich G, Ewald H, Haier J, Lordick F, Flentje M,
                            Sulberg H, Hohenberger W, Sauer R. Multicenter phase II trial of chemoradiation
                            with oxaliplatin for rectal cancer. J Clin Oncol. 2007; 25: 110-117.

                            Journal of Clinical Oncology

                            źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                            www.eonkologia.pl/news.php?id=73
                            • 14.01.07, 00:50
                              Wirus wywołujący przeziębienie może okazać się skuteczny w walce z rakiem.
                              Nowatorskie eksperymenty na ludziach przeprowadzą lekarze z Wielkiej Brytanii.
                              Z poprzednich badań wiadomo, że wirusy bardzo skutecznie niszczą komórki
                              nowotworowe. Do tej pory wirusy wszczepiano bezpośrednio do nowotworu, metoda
                              ta była jednak nieskuteczna, gdy guzy były rozrzucone po całym ciele,
                              wszczepiane wirusy były bowiem atakowane przez przeciwciała i ginęły.

                              Dlatego naukowcy chcą teraz ukryć wirusy przed układem odpornościowym, by mogły
                              one swobodnie wędrować przez ludzkie ciało i docierać do komórek rakowych.
                              Umożliwi to nałożony na wirusy chemiczny płaszcz, który zadziała jak czapka
                              niewidka: system obronny nie będzie w stanie ich wykryć. Autorzy projektu z
                              Uniwersytetu Oksfordzkiego sugerują, że nowa metoda leczenia nowotworów może
                              okazać się znacznie skuteczniejsza od chemioterapii.

                              źródło Onet.pl
                              wiadomosci.onet.pl/1463919,16,1,0,120,686,item.html
                              • 14.01.07, 00:51
                                Komórki nowotworowe mają własne stymulatory wzrostu

                                Komórki nowotworowe nie potrzebują do rozwoju "zwykłych" czynników wzrostu
                                produkowanych przez tkanki; używają innych, obecnych w zdrowym organizmie
                                cząsteczek, które zmuszają do pełnienie roli swoich stymulatorów.
                                Czynniki wzrostowe są to białka, które wiążą się z receptorami na powierzchni
                                komórek, pobudzając je do wzrostu i podziałów. Każda tkanka ma swój specyficzny
                                czynnik wzrostowy (np. EGF, MCSF, PDGF). Nieprawidłowa ich produkcja może
                                prowadzić dp śmierci komórki lub powstawania nowotworów.

                                Jedną z najistotniejszych, a zarazem najgroźniejszych cech komórek
                                nowotworowych jest to, że potrafią one rosnąć i dzielić się pod nieobecność
                                czynników wzrostu, wymaganych przez wszystkie inne komórki do prawidłowego
                                rozwoju. Na przykład rak piersi zaczyna się rozwijać, gdy komórki w tym
                                obszarze organizmu stają się niezależne od czynnika o nazwie EGF. Do
                                uniezależnienia tego dochodzi najczęściej wskutek mutacji genetycznych, które
                                zmieniają budowę i właściwości receptora dla czynnika wzrostowego. Badania
                                przeprowadzone przez naukowców z University of California w Berkeley dowiodły
                                jednak, że istnieje również inny mechanizm, dzięki któremu komórki uzłośliwiają
                                się i zaczynają rosnąć w niekontrolowany sposób. Okazuje się, że do aktywowania
                                receptorów dla EGF komórki nowotworu piersi używają innych cząsteczek
                                biologicznych niż komórki zdrowe. Zamiast normalnego czynnika wzrostu (EGF) do
                                receptora takiego przyłącza się cząsteczka immunologiczna o nazwie TGF-alfa.

                                Prowadzący badania Mina Bissell i Paraic Kenny wykazali, że w komórkach
                                ludzkiego nowotworu piersi jest bardzo wysoki poziom ekspresji TGF-alfa, czyli
                                cząsteczki, która może wiązać i aktywować receptor dla EGF. Ekspresja ta wymaga
                                natomiast obecności białek o nazwie TACA, które rozcinają prekursorową,
                                nieaktywną formę TGF, dzięki czemu staje się on zdolny do działania.

                                Autorzy sugerują więc, że nowe metody walki z rakiem piersi (a także okrężnicy)
                                powinny opierać się na zapobieganiu niekontrolowanym podziałom złośliwych
                                komórek poprzez modyfikacje związane z działaniem białek TACA oraz TGF-alfa.

                                źródło Onet.pl
                                wiadomosci.onet.pl/1463462,16,1,0,120,686,item.html
                                • 15.01.07, 15:00
                                  Rewolucja w walce z rakiem?

                                  Nowy lek na raka, który blokuje dopływ krwi do nowotworu, daje obiecujące
                                  wyniki w testach na pacjentach - zaobserwowali naukowcy brytyjscy. Artykuł na
                                  ten temat zamieszcza pismo "Lancet Oncology".

                                  Na pewnym etapie rozwoju nowotwór nie może się obyć bez systematycznego dopływu
                                  krwi, wraz z którą docierają do niego składniki odżywcze i tlen. Bez tego
                                  komórki guza nie mogłyby się dalej dzielić, a jego wzrost uległby zahamowaniu.

                                  Wcześniejsze badania na zwierzętach wskazywały, że jedną z cząsteczek
                                  odgrywających kluczową rolę w ukrwieniu nowotworów jest tlenek azotu. Gaz ten
                                  jest znany głównie ze swej roli w zatruwaniu powietrza, ale w organizmach
                                  zwierząt jego cząsteczki służą do przekazywania ważnych informacji między
                                  komórkami i na tej drodze regulują wiele procesów fizjologicznych - od zmian
                                  ciśnienia krwi aż po zapłodnienie.

                                  Naukowcy zaczęli podejrzewać, że leki blokujące produkcję tlenku azotu mogłyby
                                  mieć działanie przeciwnowotworowe.

                                  Badacze z Mount Vernon Cancer Center w Middlesex testowali właśnie jeden z
                                  takich leków - nazywany w skrócie L-NNA (N-nitro-L- arginina), w grupie 18
                                  pacjentów z różnymi rodzajami raka. Lek ten blokuje enzym biorący udział w
                                  produkcji tlenku azotu w organizmie (tzw. syntazę tlenku azotu).

                                  Okazało się, że u pacjentów, którym podano najwyższe dawki L-NNA, już po
                                  godzinie znacznie zmalała objętość krwi w guzie. Spadek ten utrzymywał się
                                  przez kolejne 24 godziny i był tym większy im wyższe było stężenie leku we krwi
                                  chorego.

                                  "Fakt, że dopływ krwi do guza zmalał tak wyraźnie już po jednej dawce L-NNA
                                  rodzi nadzieję na przyszłe wykorzystanie tego związku w leczeniu pacjentów z
                                  choroba nowotworową" - komentuje główny autor pracy dr Quan-Sing Ng. Jego
                                  zdaniem, najnowsze odkrycie potwierdza, że tlenek azotu odgrywa ważną rolę w
                                  ukrwieniu guzów nowotworowych. (reb)

                                  wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=66516&wid=8688322&rfbawp=1168869418.600
                                  • 15.01.07, 23:04
                                    Mutacja jednego z genów zlokalizowanego na chromosomie płciowym X jest związana
                                    z ryzykiem guza Wilmsa, najczęściej występującego nowotworu nerki u dzieci -
                                    odkryli naukowcy z Massachusetts General Hospital (MGH) Cancer Center.
                                    O swoich badaniach donoszą na łamach tygodnika "Science".

                                    Guz Wilmsa, nazywany inaczej nerczakiem płodowym lub nephroblastoma, jest
                                    najczęściej występującym nowotworem wieku dziecięcego. Częściej występuje u
                                    dzieci czarnoskórych i u dziewczynek niż u chłopców. W Polsce, jak podaje
                                    Instytut Matki i Dziecka, stanowi on 8 proc. wszystkich nowotworów u dzieci.

                                    Zazwyczaj występuje w jednej nerce aczkolwiek w 5-10 proc. przypadków może
                                    występować obustronnie. Guz Wilmsa jest jednym z nowotworów o najlepiej
                                    zbadanej patogenezie. Dotychczas wykazano związek wystąpienia choroby z
                                    mutacjami genów WT1 i WT2; obydwa geny zlokalizowane są na chromosomie 11.

                                    Nephroblastoma występuje najczęściej w złożonych zespołach chorób genetycznych.
                                    Nowotwór jest wyleczalny, w 90 proc. przypadków operacja i chemioterapia dają
                                    dobre rezultaty.

                                    Nowoodkryta mutacja dotyczy genu znajdującego się na chromosomie X, co oznacza,
                                    że już jedna kopia genu wystarcza do wywołania choroby. Naukowcy odkryli
                                    występowanie wadliwego genu u 30 proc. badanych pacjentów z guzem Wilmsa.

                                    Zdaniem naukowców nowotwór związany z mutacją w tym genie nie jest dziedziczny.

                                    "Gen, którego mutacja predysponuje do choroby, jest supresorem nowotworów,
                                    czyli hamuje ich powstawanie" - mówi główny autor pracy, Daniel Haber z MGH
                                    Cancer Center. "Możliwe, że pewnego dnia będziemy mogli wykorzystać ten gen
                                    jako marker pacjentów z guzem Wilmsa, a informacje o jego prawidłowym
                                    funkcjonowaniu powiedzą nam więcej o rozwoju nerek i powstawaniu guza" - dodaje
                                    naukowiec.

                                    Naukowcy zbadali materiał genetyczny od 82 pacjentów. Wykazali, że w 30 proc.
                                    przypadków ten sam rejon chromosomu X był uszkodzony. Nowy gen zaangażowany w
                                    powstawanie nowotworu nazwano WTX. W próbkach DNA od kobiet zmutowany był tylko
                                    jeden z dwóch chromosomów X, ten aktywny.

                                    Mężczyźni mają tylko jedną kopię chromosomu X i wystarczy pojedyncza mutacja,
                                    żeby zaburzyć działanie genu i wywołać powstanie guza. U kobiet są dwa
                                    chromosomy X, ale jeden z nich jest dezaktywowany podczas rozwoju, tak więc
                                    kobiety mają tylko jeden aktywny chromosom X i podobnie jak u mężczyzn jedna
                                    mutacja genu WTX wystarczy do wywołania guza.

                                    Naukowcy odkryli, że gen WTX ulega ekspresji w komórkach zaangażowanych w
                                    rozwój embrionalny nerek, co sugeruje że normalnie jest jednym z kluczowych
                                    genów niezbędnych do powstania tego organu. Doktor Haber podkreśla, że
                                    nowotwory nerek występujące u dorosłych bardzo różnią się od tych dziecięcych -
                                    rosną bardzo wolno, są trudniejsze do wyleczenia, nie ulegają chemioterapii.
                                    Autor pracy podkreśla, iż dalsze badania genu WTX są bardzo ważne, mogą
                                    przyczynić się bowiem do lepszego zrozumienia biologii tych nowotworów oraz
                                    roli chromosomu X w powstawaniu raka innych organów.

                                    źródło Onet.pl
                                    wiadomosci.onet.pl/1464794,16,1,0,120,686,item.html
                                    • 15.01.07, 23:06
                                      W organizmach palaczy papierosów dochodzi do nagromadzenia szeregu zmian, które
                                      przyczyniają się do rozwoju raka skóry w okolicy szyi lub głowy - donoszą
                                      naukowcy na łamach styczniowego "JAMA and Archives Journals".
                                      Nowotwór taki nosi nazwę raka kolczystokomórkowego i jest jednym z najbardziej
                                      złośliwych nowotworów skóry.

                                      Rak kolczystokomórkowy (w skrócie SCC) najczęściej lokalizuje się w obrębie
                                      odsłoniętych części ciała - na skórze głowy i szyi, a także tułowia, kończyn
                                      oraz narządów płciowych. Przyjmuje postać czerwonej, łuszczącej się i pokrytej
                                      strupami powierzchni.

                                      Pomimo iż systematycznie zmniejsza się liczba przypadków SSC, a także wydłuża
                                      czas przeżycia cierpiących na niego pacjentów, to nadal stanowi on ogromne
                                      wyzwanie dla onkologów. Ponad 1,6 mln ludzi na świecie walczy z tą groźną
                                      chorobą; w 2006 r. w USA odnotowano prawie 40 tys. nowych przypadków. Nawet
                                      pomimo użycia nowoczesnych metod terapeutycznych - leczenia operacyjnego,
                                      radioterapii i chemioterapii - prawie połowa chorych umiera.

                                      Dr Charis Eng z Genomic Medicine Institute w Cleveland Clinic Foundation w
                                      Cleveland przewodził badaniom, których celem było określenie rodzaju i zasięgu
                                      zmian genetycznych występujących w tkance łącznej głowy i szyi palących
                                      papierosy osób z SSC. Materiał do badań stanowiły próbki pobrane z jamy ustnej
                                      lub gardła 122 pacjentów.

                                      Okazało się, że w tkance szyi i głowy tych osób, na skutek szkodliwych
                                      substancji zawartych w wyrobach tytoniowych, dochodzi do nagromadzenia licznych
                                      zmian genetycznych, od których zależy zjadliwość (agresywność) nowotworu,
                                      rozmiar guza oraz dokładne miejsce jego występowania.

                                      Naukowcy mówią: "Mamy nadzieję, że nasze obserwacje staną się podstawą
                                      przyszłych, dogłębnych badań nad SCC. Uważamy też, że mogą się one umożliwić
                                      dokładną charakterystykę choroby już w bardzo wczesnym jej stadium oraz dobrać
                                      jak najlepszą formę terapii i prewencji".

                                      źródło Onet.pl
                                      wiadomosci.onet.pl/1464789,16,1,0,120,686,item.html
                                      • 15.01.07, 23:08
                                        Brytyjscy naukowcy wyhodowali zmodyfikowane ludzkimi genami kury, z których
                                        jajek będzie można otrzymać leki pomocne w zwalczaniu raka oraz innych chorób -
                                        donosi "The Daily Telegraph"
                                        Badacze z Roslin Institute koło Edynburga, którzy wcześniej sklonowali owcę
                                        Dolly oraz Tracey wyhodowali tym razem 500 kur, którym nadano nazwę ISA Brown.

                                        Dzięki modyfikacjom genetycznym, białka ich jajek zawierają związki, które mogą
                                        znaleźć zastosowanie w masowej produkcji leków. Jest to wielki krok naprzód w
                                        kierunku używania genetycznie zwierząt do produkcji lekarstw.

                                        Używane dotychczas standardowe metody produkcji leków proteinowych stosowanych
                                        w leczeniu raka, są bardzo kosztowne i czasochłonne.

                                        Zastosowanie transgenicznych zwierząt do produkcji tych leków jest potencjalnie
                                        tańsze, szybsze i bardziej efektywne. Niestety jak dotąd nie udało się
                                        naukowcom opracować procesu produkcji owych leków.

                                        Źródło Onet.pl
                                        wiadomosci.onet.pl/1465454,16,1,0,120,686,item.html
                                        • 15.01.07, 23:12
                                          Sekwencyjna chemioterapia neoadiuwantowa FEC – docetaksel, dostosowana do
                                          osiągniętej odpowiedzi klinicznej po pierwszym etapie leczenia, daje podobne
                                          wyniki, jak stosowanie antracyklin i docetaksel

                                          Badacze brytyjscy opublikowali bardzo ciekawe wyniki dotyczące chemioterapii
                                          neoadiuwantowej u pacjentek z miejscowo zaawansowanym rakiem piersi. Okazuje
                                          się, że skuteczność chemioterapii sekwencyjnej FEC – docetaksel (w przypadku
                                          braku zadowalającej odpowiedzi klinicznej po FEC) jest podobna do skuteczności
                                          podawania antracyklin i docetakselu niezależnie od odpowiedzi uzyskanej w
                                          pierwszym etapie leczenia.

                                          W badaniu brało udział 88 pacjentek leczonych w okresie od lutego
                                          1998 do czerwca 2005 roku. Podstawowym kryterium włączenia do badania było
                                          rozpoznanie raka piersi bez przerzutów odległych, ale
                                          w stopniu miejscowego zaawansowania uniemożliwiającym przeprowadzenie
                                          oszczędzającego leczenia chirurgicznego. Wszystkie pacjentki otrzymały
                                          chemioterapię neoadiuwantową według programu FEC (5-fluorouracyl, epirubicyna i
                                          cyklofosfamid). Mediana ilości cykli chemioterapii wyniosła 6 (zakres od 1 do
                                          8). U 22 pacjentek (27%) uzyskano całkowitą odpowiedź kliniczną. Częściowa
                                          odpowiedź kliniczna wystąpiła u 41 pacjentek (51%), a stabilizacja choroby – u
                                          18 pacjentek (22%). W przypadku braku zadowalającej odpowiedzi klinicznej po
                                          leczeniu FEC (co dotyczyło 21 pacjentek) kontynuowano chemioterapię
                                          neoadiuwantową, podając docetaksel. Mediana ilości cykli docetakselu wyniosła 4
                                          (zakres 2-6). Po zakończeniu drugiego etapu chemioterapii
                                          u omawianych 21 pacjentek uzyskano następujące wyniki: całkowita odpowiedź
                                          kliniczna – u 3 pacjentek (14%), odpowiedź częściowa –
                                          u 10 pacjentek (48%), stabilizacja choroby – u 8 pacjentek (38%).

                                          Po zakończeniu chemioterapii neoadiuwantowej pacjentki były poddawane leczeniu
                                          chirurgicznemu i/lub radykalnej radioterapii. Mastektomię wykonano u 49
                                          pacjentek (56%), leczenie oszczędzające – u 32 pacjentek (36%), a radykalną
                                          radioterapię – u 5 pacjentek (6%). Odsetek pacjentek z zachowaną po leczeniu
                                          piersią wyniosił ogółem 42%. Dwie pacjentki zmarły przed zabiegiem operacyjnym
                                          lub rozpoczęciem radioterapii. W grupie pacjentek, u których przeprowadzono
                                          leczenie chirurgiczne, stwierdzono 11 całkowitych odpowiedzi patologicznych – 9
                                          w grupie pacjentek otrzymujących tylko FEC, oraz 2 w grupie leczonej
                                          sekwencyjnie.

                                          Uzyskane wyniki pokazują, że neoadiuwantowa chemioterapia FEC jest racjonalnym
                                          sposobem postępowania u pacjentek z miejscowo zaawansowanym rakiem piersi.
                                          Docetaksel jest efektywny w przypadku braku odpowiedzi na pierwotne leczenie. W
                                          omawianym badaniu jedynie 10% pacjentek (8 spośród 81) nie uzyskało odpowiedzi
                                          klinicznej po zastosowaniu chemioterapii sekwencyjnej, co daje całkowity
                                          odsetek odpowiedzi równy 90%. Wynik ten jest porównywalny z rezultatami
                                          osiągniętymi podczas stosowania taksanów w drugim etapie leczenia
                                          neoadiuwantowego niezależnie od odpowiedzi klinicznej uzyskanej po leczeniu
                                          chemioterapią opartą na antracyklinach.

                                          Źródło: Heller W, Mazhar D, Ward R, Sinnett HD, Lowdell C, Phillips R, Shousha
                                          S, Fayaz A, Palmieri C, Coombes RC. Neoadjuvant
                                          5-fluorouracil, epirubicin and cyclophosphamide chemotherapy followed by
                                          docetaxel in refractory patients with locally advanced breast cancer. Oncol
                                          Rep. 2007; 17: 253-259.

                                          Oncology Reports

                                          Źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                          www.eonkologia.pl/news.php?id=74
                                          • 15.01.07, 23:13
                                            Program chemioterapii XELOX (kapecytabina + oksaliplatyna) stsowany jako
                                            leczenie uzupełniające ma akceptowalną toksyczność u pacjentów z rakiem jelita
                                            grubego.

                                            Na łamach Journal of Clinical Oncology opublikowano wyniki planowej analizy
                                            bezpieczeństwa chemioterapii XELOX (kapcytabina + oksalipaltyna) stosowanej
                                            jako leczenie uzupełniające zabieg operacyjny u pacjentów z rakiem jelita
                                            grubego.

                                            Celem randomizowanego, wieloośrodkowego badania III fazy jest porównanie
                                            skuteczność programu XELOX i standardowego programu
                                            5-fluorouracyl + leukoworyna FU/LV, dawkowaniego zgodne ze schematem Mayo
                                            Clinic (MC) lub Roswell Park (RP), stosowanych jako leczenie uzupełniające u
                                            pacjentów z rakiem jelita grubego w III stopniu zaawansowania klinicznego. Do
                                            udziału w badaniu zakwalifikowano 1.886 osób. Z tej grupy w omawianej analizie
                                            bezpieczeństwa uwzględniono dane dotyczące 1.864 pacjentów, spośród których
                                            938 otrzymało chemioterapię XELOX, a 926 – chemioterapię FU/LV.

                                            Większość działań niepożądanych występowała z podobną częstością we wszystkich
                                            trzech u grupach pacjentów. Jednakże pacjenci leczeni według programu XELOX
                                            rzadziej doświadczali biegunki i wyłysienia, natomiast częściej – neuropatii
                                            czuciowej, wymiotów i zespołu ręka-stopa, w porównaniu z osobami otrzymującymi
                                            chemioterapię FU/LV.
                                            U pacjentów leczonych chemioterapią XELOX rzadziej – w porównaniu
                                            z chemioterapią FU/LV według schematu MC – występowały toksyczności
                                            hematologiczne, natomiast częściej – toksyczności żołądkowo-jelitowe w stopniu
                                            3/4 wg CTC. W porównaniu z pacjentami leczonymi chemioterapią FU/LV według
                                            schematu RP, wśród osób otrzymujących leczenie według programu XELOX większa
                                            była liczba przypadków neuropatii czuciowej w stopniu 3/4, zespołu ręka-stopa
                                            w stopniu 3 oraz toksyczności hematologicznych w stopniu 3/4, natomiast
                                            rzadziej występowały toksyczności żołądkowo-jelitowe
                                            w stopniu 3/4. W okresie do 28 dni od ostatniej dawki leków, zarówno
                                            w grupie pacjentów leczonych chemioterapią XELOX, jak i w grupie osób
                                            otrzymujących leczenie FU/LV, stwierdzono 0,6% zgonów zależnych od
                                            zastosowanego leczenia.

                                            Autorzy wnioskują, że toksyczność chemioterapii XELOX stosowanej jako leczenie
                                            uzupełniające u pacjentów z rakiem jelita grubego jest akceptowalna. Dane
                                            odnośnie skuteczności tego leczenia będą dostępne po kolejnych 24 miesiącach
                                            obserwacji. Godnym podkreślenia jest znaczący udział w omawianym badaniu prof.
                                            Marka P. Nowackiego – Dyrektora Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii
                                            Skłodowskiej-Curie
                                            w Warszawie.

                                            Źródło: Schmoll HJ, Cartwright T, Tabernero J, Nowacki MP, Figer A, Maroun J,
                                            Price T, Lim R, Van Cutsem E, Park YS, McKendrick J, Topham C, Soler-Gonzalez
                                            G, de Braud F, Hill M, Sirzen F, Haller DG. Phase III trial of capecitabine
                                            plus oxaliplatin as adjuvant therapy for stage III colon cancer: a planned
                                            safety analysis in 1,864 patients. J Clin Oncol. 2007; 25: 102-109.

                                            Journal of Clinical Oncology

                                            Źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                            www.eonkologia.pl/news.php?id=75
                                            • 16.01.07, 10:19
                                              Stosowanie cisplatyn przez 5 dni w cyklach co 21 dni jest skuteczniejsze od
                                              dawkowania tego leku co tydzień u pacjentek z lokalnie zaawansowanym rakiem
                                              szyjki macicy.

                                              Badacze amerykańscy opublikowali na łamach czasopisma Cancer wyniki
                                              retrospektywnej analizy skuteczności dwóch sposobów dawkowania cisplatyny u
                                              pacjentek z miejscowo zaawansowanym rakiem szyjki macicy. Okazało się, że
                                              skuteczniejsze jest stosowanie tego leku przez 5 dni w cyklach co 21 dni.

                                              Analizie poddano dane kliniczne 77 pacjentek leczonych z powodu raka szyjki
                                              macicy w stopniu zaawansowania IB2-IV wg FIGO. Wszystkie pacjentki otrzymywały
                                              cisplatynę, teleradioterapię oraz wysokodawkową brachyterapię. Porównano wyniki
                                              leczenia w dwóch grupach pacjentek:
                                              1) otrzymujących cisplatynę przez 5 dni (20 mg/m2/d) w cyklach co 21 dni, oraz
                                              2) otrzymujących cisplatynę co 7 dni (40 mg/m2/d).
                                              Leczenie w cyklach 21. dniowych otrzymało ogółem 50 pacjentek, natomiast w
                                              cyklach 7. dniowych – 27 pacjentek. W grupie osób otrzymujących cisplatynę
                                              przez 5 dni odsetek 3. letnich przeżyć wolnych od progresji choroby wynosił
                                              90%, podczas gdy w grupie leczonej cisplatyną podawaną co 7 dni odsetek ten
                                              wynosił tylko 76%. Omawiana różnica była statystycznie znamienna (p = 0,01). Po
                                              uwzględnieniu stopnia zaawansowania choroby, wieku pacjentek oraz wykonania
                                              całości planowanego leczenia okazało się, że ryzyko niepowodzenia terapii było
                                              3,46 razy większe w grupie osób otrzymujących cisplatynę co tydzień, w
                                              porównaniu z 5. dniowym podawaniem leku (p = 0,02). Ponadto ryzyko wystąpienia
                                              ostrych działań niepożądanych było
                                              3,43 razy większe w grupie leczonej cotygodniowym podawaniem cisplatyny (p =
                                              0,02).

                                              Omawiane wyniki wskazują na krótszy czas przeżycia wolnego od choroby w
                                              przypadku stosowania cisplatyny co tydzień u pacjentek z miejscowo
                                              zaawansowanym rakiem szyjki macicy. Ponadto tolerancja takiego sposoby leczenia
                                              jest gorsza w porównaiu ze stosowaniem cisplatyny przez 5 dni w cyklach co 21
                                              dni. Powyższe wyniki powinny być potwierdzone w wielośrodkowym randomizowanym
                                              badaniu klinicznym.

                                              Źródło: Einstein MH, Novetsky AP, Garg M, Hailpern SM, Huang GS, Glueck A,
                                              Fields AL, Kalnicki S, Goldberg GL. Survival and toxicity differences between 5-
                                              day and weekly cisplatin in patients with locally advanced cervical cancer.
                                              Cancer. 2007; 109: 48-53.

                                              Cancer

                                              Źródło eOnkologia.pl portal onkologiczny
                                              www.eonkologia.pl/news.php?id=76
    • 16.01.07, 10:43
      "Spośród czynników biologicznych na szczególną uwagę zasługują mykotoksyny.
      Posiadają one silną aktywność biologiczną i są szkodliwe nawet w niewielkich
      stężeniach. Przykładem mykotoksyn, czyli toksyn pochodzenia grzybiczego, są
      aflatoksyny produkowane przez niektóre szczepy grzyba Aspergillus flavus. Rosną
      one na wielu nieprawidłowo przechowywanych produktach żywnościowych oraz paszach
      i zbożach. Aflatoksyny, które zanieczyszczają paszę dla zwierząt, mogą
      przedostawać się do mięsa i mleka, a następnie wraz z tym pokarmem do organizmu
      człowieka. Są jednymi z najsilniejszych karcynogenów wywołujących raka wątroby.
      Mykotoksyny często występują w wilgotnych mieszkaniach, na płytkach PCV,
      okładzinach polistyrenowych, lenteksie oraz na niektórych rodzajach farb. Bardzo
      niebezpieczne są też pleśnie rosnące w doniczkach kwiatowych pod postacią
      białego nalotu na roślinach. Wszystkie te czynniki mogą być też częstą
      przyczyną, oprócz nowotworów, chorób alergicznych i chorób płuc."

      Więcej info na stronach:
      www.erodzina.com/index.php?id=23,250,0,0,1,0
      www.food-info.net/pl/tox/afla.htm
    • 18.01.07, 14:06
      Szczepionka na raka?
      Co roku u czterech tysięcy Polek wykryty zostaje rak szyjki macicy, aż połowa z
      nich umiera. Jakie nadzieje można wiązać ze szczepionką, o której zrobiło się
      ostatnio głośno?
      Pod względem umieralności na raka szyjki macicy Polska zajmuje w Unii
      Europejskiej niechlubne pierwsze miejsce. A większość kobiet można by uratować,
      gdyby ten nowotwór wykryto u nich wcześniej.

      Niewiele dotąd zrobiono, by zmienić sytuację. Poza lokalnymi inicjatywami na
      ograniczoną skalę, żadnych zachęt do badań cytologicznych (dzięki którym łatwo
      wykryć chorobę, gdy jest jeszcze w pełni wyleczalna), żadnych akcji
      edukacyjnych na wzór szeroko spopularyzowanego samobadania piersi. Dodajmy brak
      właściwego nadzoru nad wyszkoleniem ludzi, którzy wyniki cytologii
      interpretują, a wszystkie elementy złożą się w niepokojącą całość: albo na
      regularne badania zgłaszały się zwykle wciąż te same zdrowe kobiety, albo wiele
      po otrzymaniu błędnej diagnozy żyło w złudnym przekonaniu, że nie muszą się
      leczyć.

      Gdy w ubiegłym roku ruszył wreszcie Ogólnopolski Program Profilaktyki Raka
      Szyjki Macicy, dzięki któremu każda Polka między 25 a 59 rokiem życia ma zostać
      imiennie zaproszona na bezpłatne badanie cytologiczne – nikt nie wierzył w cud,
      że szybko uda się nadrobić zaległości. Nikt też nie wie, ile lat na to potrzeba
      (finansowanie programu z funduszy Ministerstwa Zdrowia przewidziano do 2010
      r.). Nie wystarczy kobiety na wizytę u ginekologa zaprosić – trzeba ją jeszcze
      przekonać, żeby faktycznie przyszła.

      W kraju, w którym nazwa jakiejkolwiek anatomicznej części ciała między pępkiem
      a udami wzbudza zażenowanie, sprawa jest szczególnie trudna. Podjęcia tematu
      nie ułatwia związek choroby z infekcją przenoszoną najczęściej drogą płciową.
      Ludzie na prowincji wciąż są przekonani, że kobieta idzie do ginekologa, gdy
      jest w ciąży albo gdy ma chorobę weneryczną. Co zmieni w takim podejściu
      przyszły tydzień, który w Europie upłynie pod hasłem profilaktyki raka szyjki
      macicy?

      Pojawiła się teraz nowa metoda zapobiegawcza: szczepionka przeciwko wirusowi
      brodawczaka, którego agresywne odmiany o numerach 16 i 18 sprzyjają powstawaniu
      raka szyjki. Dwa koncerny farmaceutyczne – amerykański MSD i brytyjski GSK –
      przez kilka lat ścigały się o przywilej pierwszeństwa na rynku, ale do mety
      pierwsi dotarli Amerykanie. Ich Silgard od miesiąca można kupić w polskich
      aptekach, konkurencyjny Cervarix ma być w sprzedaży jeszcze w tym roku. –
      Obydwie szczepionki działają na podobnej zasadzie – wyjaśnia prof. Sławomir
      Majewski, szef Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Przenoszonych Drogą
      Płciową w Akademii Medycznej w Warszawie. – Wstrzykuje się domięśniowo cząstki
      wielkości wirusa, które mają budowę taką jak typ 16 i 18. Ale nie zawierają
      niebezpiecznego DNA, więc są nieszkodliwą kopią prawdziwego zarazka.

      źródło Onet.pl
      wiadomosci.onet.pl/1385288,242,kioskart.html
      Między Silgardem a Cervariksem istnieją jednak poważne różnice. Pierwszy
      zawiera podobne do wirusa cząsteczki nie tylko dwóch typów brodawczaka
      najczęściej powodujących raka, lecz także odmiany 6 i 11, które wywołują
      brodawki płciowe u kobiet i mężczyzn. Z kolei w Cervariksie obecny będzie nowy
      rodzaj substancji wzmacniającej odpowiedź immunologiczną na antygeny zawarte w
      szczepionce, co ma zwiększać jej skuteczność zwłaszcza u osób otyłych i
      palących papierosy. Jest jednak za wcześnie, by w ten sposób porównywać oba
      produkty – twierdzą sceptycy. Doświadczenia z badań klinicznych są na razie
      tylko pięcioletnie.

      Powstaje także pytanie o sens podawania szczepionki wszystkim kobietom. Za 30
      proc. nowotworów szyjki macicy odpowiedzialne jest zakażenie innymi typami
      wirusów niż 16 i 18, więc ryzyko zachorowania po zaszczepieniu jedynie spada,
      ale nie zostaje całkowicie wyeliminowane. Poza tym cena 500 zł za jedną dawkę
      (potrzebne są trzy) stawia ten produkt w rzędzie najdroższych specyfików
      dostępnych w naszych aptekach, więc wypada się dobrze zastanowić, czy warto
      wyłożyć tyle pieniędzy. Szum medialny, jaki towarzyszy wprowadzaniu każdej
      nowości na rynek, z pewnością nie ułatwi podjęcia decyzji, bo agresywny
      marketing celowo posługuje się uproszczeniami, które wyolbrzymiają korzyści i
      minimalizują zagrożenia.

      Spójrzmy na tę nową możliwość ochrony kobiet chłodnym okiem. Rudolfa Klimka,
      emerytowanego profesora ginekologii z Collegium Medium Uniwersytetu
      Jagiellońskiego w Krakowie, denerwuje slogan, który towarzyszy promocji
      szczepionek i zapowiada przełom w walce z rakiem: – Jaki przełom? To rodzi
      nadzieję, że Silgard czy Cervarix są skuteczne we wszystkich chorobach
      nowotworowych, podczas gdy może z nich skorzystać raptem kilkanaście procent
      kobiet.

      Prof. Klimek niedawno wydał książkę "Rak – nowotwory a choroby nowotworowe",
      napisaną we współpracy z profesorami Aleksandrem Sieroniem i Januszem M.
      Madejem, gdzie w kilku rozdziałach wyłożył swój zdecydowany pogląd na
      pochodzenie m.in. i tego nowotworu. – Czynników wywołujących tę chorobę jest
      ponad sto, więc zapobieganie samej infekcji wirusowej niewiele pomoże. Wczesna
      inicjacja seksualna przed 16 rokiem życia, długotrwałe stosowanie hormonalnej
      antykoncepcji, niepotrzebne cięcia cesarskie – to są czynniki ryzyka, na które
      kobiety nie zwracają uwagi. Prof. Antoni Basta z Katedry Ginekologii i
      Położnictwa Collegium Medium UJ w Krakowie formułuje łagodniej swoją opinię: –
      Niektóre odmiany wirusa są czynnikiem inicjującym powstanie raka, ale nie
      wystarczającym do jego rozwoju. Muszą współistnieć inne, jak choćby palenie
      papierosów, które osłabiają odporność kobiety.

      Trwają badania skuteczności szczepionki u dojrzałych kobiet, które już zdążyły
      zakazić się brodawczakiem (infekcję przenoszą mężczyźni, u których mogą
      rozwinąć się brodawki płciowe). Szczepionka z pewnością nie uratuje pacjentek,
      które już są chore na raka. W takim razie kogo w ogóle szczepić? – Najlepiej
      kilkunastoletnie dziewczynki przed rozpoczęciem inicjacji seksualnej – radzi
      prof. Sławomir Majewski, który przewodniczy Polskiemu Towarzystwu Profilaktyki
      Zakażeń HPV (HPV – Human Papillomavirus). Towarzystwo wydało niedawno
      rekomendacje zalecające szczepienie Silgardem dziewcząt i kobiet od 11 do 26
      roku życia. – Nie wiem, czy dla jedenastoletniej dziewczynki to nie za
      wcześnie? – zastanawia się prof. Ewa Bernatowska z Centrum Zdrowia Dziecka,
      która uczestniczy w pracach Światowego Komitetu Doradczego ds. Bezpieczeństwa
      Szczepień WHO. – Dziś przecież nie wiemy, jak długo utrzyma się po szczepionce
      odporność. Na razie 5 lat. Ale nikt nie zaręczy, że na całe życie.

      Jaki sens szczepić więc nastolatkę, która może stracić odporność, zanim zacznie
      współżycie? Według prof. Majewskiego, z badań sondażowych wynika, że inicjacja
      seksualna polskich dziewcząt odbywa się coraz wcześniej, nawet między 14 a 15
      rokiem życia. Stanowczo odrzuca on obawy, zgłaszane przez środowiska religijne,
      że podanie szczepionki w tym wieku zachęci dziewczęta do częstszych kontaktów
      seksualnych: – Czy jeśli na świecie pojawi się szczepionka chroniąca przed
      zakażeniem HIV, też ktoś zgłosi takie zastrzeżenia? W obu przypadkach mówimy o
      podobnym zagrożeniu. HIV wywołuje AIDS, HPV – śmiertelny nowotwór.

      Ida Karpińska, gdyby tylko mogła, nie wahałaby się zaszczepić. Ale w jej
      przypadku jest już na to za późno, bo w 2003 r. z powodu raka szyjki macicy
      otarła się o śmierć. – Choroba spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, miałam
      34 lata! Tylko dzięki temu, że co roku wykonywałam regularne badanie
      cytologiczne można było ją wykryć na tyle wcześnie, by móc wyleczyć – wyznaje.
      Nie porzucając pracy zawodowej, postanowiła utworzyć kobiece
      • 18.01.07, 14:08
        Ida Karpińska, gdyby tylko mogła, nie wahałaby się zaszczepić. Ale w jej
        przypadku jest już na to za późno, bo w 2003 r. z powodu raka szyjki macicy
        otarła się o śmierć. – Choroba spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, miałam
        34 lata! Tylko dzięki temu, że co roku wykonywałam regularne badanie
        cytologiczne można było ją wykryć na tyle wcześnie, by móc wyleczyć – wyznaje.
        Nie porzucając pracy zawodowej, postanowiła utworzyć kobiece stowarzyszenie na
        rzecz walki z tym nowotworem. – Nazwałam je Kwiat Kobiecości, bo macica kojarzy
        mi się z zalążkiem życia, a jednocześnie zamiast medycznego żargonu, chciałam
        nadać mu wymiar ludzki.

        źródło Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1385288,242,2,kioskart.html
        Na internetową stronę stowarzyszenia (www.kwiatkobiecosci.pl) dociera nie tylko
        coraz więcej kobiet szukających wsparcia po rozpoznaniu u nich raka, ale
        również mężczyzn, którzy pytają, jak mogą pomóc żonom. – Nikt na ogół nie
        zwraca uwagi, że rak szyjki macicy ma swoje poważne implikacje w życiu całej
        rodziny – mówi Ida. – Przerażone kobiety do ostatniej chwili starają się ukryć
        prawdę o swojej chorobie przed małżonkami, a gdy muszą rozpocząć walkę o życie,
        ich dawne obowiązki domowe spadają na mężczyznę, który nie potrafi sobie z tym
        dodatkowym bagażem poradzić.

        Z kolei prof. Majewskiego cieszy, że strona internetowa www.hpv.pl, gdzie
        odpowiada na pytania internautów zainteresowanych ochroną przed infekcjami
        wywołanymi przez brodawczaka, zyskuje popularność wśród młodych ludzi. –
        Dyskusje nad przydatnością nowej szczepionki mają ten pozytywny skutek, że rak
        szyjki i zakażenia HPV wreszcie zaistniały w naszej świadomości. Jeśli kobiety
        zaczną się ich bać, to zaczną się również regularnie badać.

        Rodzi się jednak obawa, czy szczepienie nie uśpi kobiecej czujności – skoro już
        wydadzą na nią 1500 zł, po co jeszcze pamiętać o badaniach cytologicznych?
        Wszyscy moi rozmówcy stanowczo przestrzegają przed takim podejściem: cytologia,
        przynajmniej raz na trzy lata, nadal pozostaje obowiązkiem każdej zaszczepionej
        i niezaszczepionej kobiety, która ukończyła 21 lat! – Szczepionka jest po
        prostu dodatkową, choć nie jedyną możliwością zabezpieczenia przed rakiem –
        mówi prof. Antoni Basta, a Ida Karpińska dodaje, że w swoim telefonie
        komórkowym wciąż ma ustawione automatyczne przypomnienie o terminie kolejnego
        badania cytologicznego do 2015 r.! – Chciałabym, aby szczepionka pomogła
        wykształcić w kobietach nawyk dbania o własne zdrowie. Bo jeśli już ktoś wyda
        na nią tyle pieniędzy, to nie warto potem tego zaprzepaścić.

        Nawet najbardziej rewolucyjne odkrycia w medycynie nie zdołały do tej pory
        uwolnić ludzi od większości chorób. Każdy sukces w walce z wirusami lub rakiem
        cieszy, ale trzeba w tej radości zachować umiar, gdyż dziś potrzeba wielu lat
        na pełną weryfikację wszystkich efektów działania nowego leku lub metody
        kuracji. Szczepionka na raka szyjki macicy, o której w Polsce zrobiło się
        głośno, może być skuteczną bronią przeciwko wirusowi HPV, ale dopiero czas
        pokaże, czy rzeczywiście przełoży się to na spadek śmiertelności kobiet.

        źródło Onet.pl
        wiadomosci.onet.pl/1385288,242,3,kioskart.html
        • 18.01.07, 14:11
          Infekcje prenatalne mogą zwiększać ryzyko białaczki

          Jak wskazują wyniki najnowszych badań, przebycie przez matki na krótko przed
          ciążą, w jej trakcie lub podczas karmienia grypy, zapalenia płuc lub chorób
          przenoszonych drogą płciową zwiększa ryzyko późniejszego zachorowania dziecka
          na białaczkę.
          Obserwacje sugerują, że białaczka dziecięca może mieć początek w infekcji
          matki - podkreśla dr Marilyn L. Kwan z sekcji badań organizacji non-profit
          Kaiser Permanente w Kalifornii.

          W piśmie "American Journal of Epidemiology" Kwan i jej współpracownicy opisali
          wyniki badań 365 dzieci, u których stwierdzono białaczkę dziecięcą oraz 460
          dzieci nie chorujących na tę chorobę. Dane na temat chorób matek i stosowania
          leków przez okres od trzech miesięcy przed ciążą do końca okresu karmienia
          zebrano podczas wywiadów z matkami.

          Badacze stwierdzili, że przebycie przez matkę grypy lub zapalenia płuc w tym
          okresie zwiększało u dzieci ryzyko białaczki nawet o 89 proc.

          Jeśli matka chorowała na jedną z chorób przenoszonych drogą płciową, np.
          opryszczkę narządów płciowych lub choroby wywoływane przez chlamydię, ryzyko
          dziecięcej białaczki rosło jeszcze bardziej, ponad sześciokrotnie.

          Zaobserwowano także, że ryzyko białaczki u dziecka malało, gdy matka tuż przed -
          oraz podczas ciąży - brała żelazo.

          Wyniki te podkreślają znaczenie zachowania zdrowia podczas ciąży - zauważa Kwan.

          źródło Onet.pl
          wiadomosci.onet.pl/1466200,16,1,0,120,686,item.html
          • 18.01.07, 14:13
            Co roku 11 tys. Polaków zapada na groźnego raka jelita grubego. Siedzący tryb
            życia i dieta zawierająca dużo białka zwierzęcego sprzyjają tej chorobie.
            Jej wykrywanie i leczenie jest w Polsce na niskim poziomie - alarmowali lekarze
            na konferencji prasowej w Warszawie.

            Rak jelita grubego pojawia się zazwyczaj u osób, które przekroczyły 50. rok
            życia. W przypadku nowotworów, na które chorują polscy mężczyźni, częstszy od
            niego jest tylko rak płuca, zaś w przypadku kobiet rak sutka - powiedział szef
            Kliniki Chirurgii Ogólnej i Kolorektalnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi,
            prof. Adam Dziki.

            Jak poinformowano na konferencji, czynniki sprzyjające pojawieniu się raka
            jelita grubego to m.in. obciążenie genetyczne - czyli odziedziczone po
            członkach rodziny skłonności do tego raka, otyłość, dieta zawierająca dużo
            białka zwierzęcego i protein, zaś mało błonnika, oraz brak aktywności
            fizycznej. Objawy raka jelita grubego to m.in. krew w kale, naprzemienne
            biegunki i zaparcia utrzymujące się dłużej niż przez sześć tygodni oraz
            nieuzasadniona utrata masy ciała.

            Konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii onkologicznej, prof. Andrzej
            Szawłowski powiedział, że już osoby w wieku 40 lat powinny poddać się badaniom
            kontrolnym pod kątem obecności tego raka. Do podstawowych badań w takiej
            sytuacji należą m.in. testy na krew utajoną w stolcu, endoskopia i USG. Główną
            metodą leczenia raka jelita grubego jest operacja. Profesor ostrzegł, że
            poważną przeszkodą w zapobieganiu tej chorobie i leczeniu jest zbyt późne jej
            wykrycie. "Do lekarzy trafiają pacjenci już w zaawansowanym stadium choroby" -
            powiedział.

            Prof. Dziki zwrócił z kolei uwagę, że polscy lekarze są niewystarczająco
            przygotowani do wykrywania raka jelita grubego - często mylą tę chorobę z
            hemoroidami. "Wielu chorym, którzy zgłaszają się do lekarzy z objawami mogącymi
            wskazywać na raka jelita grubego, przepisywane są leki na hemoroidy" -
            powiedział.

            Tłumaczył, że w Polsce, na użytek lekarzy, powinny być opracowane specjalne
            standardy walki z tą chorobą - precyzujące m.in. sposoby rozpoznawania choroby
            i oceny stopnia jej zaawansowanie. Jak poinformował, listę tych standardów
            opracować ma za kilka tygodni interdyscyplinarna grupa ekspertów, w której
            znajdą się m.in. konsultanci krajowi do spraw onkologii klinicznej,
            gastroenterologii i patomorfologii.

            Z kasy państwa na walkę z rakiem jelita grubego przeznaczane jest zbyt mało
            pieniędzy - podkreślił z kolei kierownik Kliniki Onkologii Centralnego Szpitala
            Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie, prof. Cezary Szczylik. Z
            przedstawionych przez niego danych wynika, że w 2005 roku koszty refundacji
            leków do walki z chorobami onkologicznymi były dwa razy niższe, niż w przypadku
            leków stosowanych w leczeniu chorób sercowo- naczyniowych, układu nerwowego,
            czy oddechowego.

            Rak jelita grubego to złośliwy rozrost błony okrężnicy lub odbytnicy, który
            może rozwinąć się w dowolnej części jelita. Większość przypadków raka powstaje
            z niezłośliwych narośli zwanych gruczolakami. We wczesnych stadiach narośle te
            przypominają polipy. Wykryte we wczesnym stadium, mogą być łatwo usunięte.

            źródło Onet.pl
            wiadomosci.onet.pl/1466203,16,1,0,120,686,item.html
            • 18.01.07, 14:15
              Brokuły i pomidory - najlepszy zestaw na raka prostaty

              Brokuły i pomidory lepiej zwalczają raka prostaty gdy spożywa się je razem, niż
              osobno - wynika z najnowszych badań amerykańskich, o których informuje
              pismo "Cancer Research".
              Jak przypominają autorzy pracy, zarówno pomidory, jak i brokuły są znane ze
              swoich własności przeciwnowotworowych. "Zaobserwowaliśmy, że jedzenie pomidorów
              łącznie z brokułami nasila przeciwrakowy efekt obydwu warzyw" - komentuje
              prowadzący badania prof. John Erdman z Uniwersytetu Stanu Illinois. Jego
              zdaniem, jest to prawdopodobnie związane z tym, że składniki zawarte w każdym z
              tych pokarmów aktywują odmienne mechanizmy hamujące rozwój nowotworów.

              Naukowcy pod kierunkiem prof. Erdmana prowadzili doświadczenia na szczurach,
              którym przeszczepiono komórki raka prostaty. Część zwierząt była na diecie
              zawierającej 10 proc. sproszkowanych pomidorów i 10 proc. sproszkowanych
              brokułów. Preparaty uzyskiwano z całych warzyw. Pokarm innych gryzoni
              wzbogacono bądź tylko w sproszkowane pomidory, bądź w sproszkowane brokuły,
              albo też wyłącznie w likopen - czerwony składnik pomidorów uważany za związek
              przeciwnowotworowy lub w finasteryd - lek hamujący syntezę testosteronu.
              Finasteryd jest przepisywany mężczyznom z łagodnym przerostem prostaty w ramach
              prewencji raka tego gruczołu. Jeszcze jedna grupę szczurów wykastrowano po to
              by zahamować produkcję testosteronu.

              Po 22 tygodniach guzy prostaty wycięto i zważono. Okazało się, że kombinacja
              proszku z brokułów i pomidorów najskuteczniej hamowała wzrost raka - guzy
              pobrane od szczurów otrzymujących obydwa składniki były najmniejsze. Badania
              laboratoryjne potwierdziły też, że komórki tych nowotworów dzieliły się
              wolniej, niż u innych szczurów. Porównywalną skuteczność stwierdzono jedynie w
              przypadku kastracji.

              "To fascynujące, że radykalna operacja chirurgiczna może dawać efekty
              porównywalne do diety" - cieszą się badacze. Ich zdaniem, starsi mężczyźni,
              którzy z powodu powolnego wzrostu raka prostaty nie zostali poddani chemio- czy
              radioterapii, powinni rozważyć włączenie do swojej diety dużych ilości brokułów
              i pomidorów.

              Jak obliczyli autorzy, 55-letni mężczyzna, który martwi się o stan swojego
              gruczołu krokowego powinien zjadać niemal 1,5 filiżanki brokułów i 2,5
              filiżanki świeżych pomidorów (lub filiżankę przecieru pomidorowego).

              Naukowcy przypominają też, że siekanie czy gotowanie tych warzyw zwiększa
              dostępność zawartych w nich składników dla naszego organizmu. Gotowanie
              pomidorów na przykład powoduje odparowanie wody i prowadzi do większej
              koncentracji cennych dla zdrowia związków.

              Zdaniem prof. Erdmana, wyniki tych badań dowodzą też, że jedzenie różnych
              produktów w całości jest zdrowsze niż zażywanie tylko ich składników. "W tym
              przypadku lepiej jeść pomidory niż zażywać suplementy z likopenem" - podkreśla
              badacz.

              W innych badaniach prof. Erdman wykazał na przykład, że poza likopenem, również
              inny związek z pomidorów - tzw. fitofluen, może obniżać ryzyko raka prostaty.
              Jak przypomina badacz, doświadczenia przeprowadzone przez jego koleżankę z
              Uniwersytetu Stanu Illinois, dowiodły z kolei, że związki siarki obecne w
              brokułach wzmacniają czynności pewnych enzymów odpowiedzialnych za rozkład
              substancji rakotwórczych w naszym organizmie.

              źródło Onet.pl
              wiadomosci.onet.pl/1466983,16,1,0,120,686,item.html
              • 18.01.07, 14:18
                Dziennik Zachodni": Instytut Onkologii w Gliwicach jest drugim po Bydgoszczy
                ośrodkiem w Polsce, w którym działa PET, superczułe urządzenie pozwalające na
                wykrycie nawet 4-milimetrowych zmian nowotworowych. Dziś zostanie oficjalnie
                uruchomiony.
                To ogromny przełom w diagnostyce raka. Dzięki precyzji, PET - wyjątkowy
                tomograf - pozwala zaplanować operację lub radioterapię, a przede wszystkim
                zlokalizować mikroskopijne przerzuty - zaznacza "DZ".

                Ministerstwo Zdrowia dało 10 milionów złotych na zakup sprzętu. To dopiero
                pierwszy krok, bo celem jest stworzenie w kraju sieci PET-ów. Ten gliwicki ma
                obsługiwać całe południe Polski. Pełną radość z nowego sprzętu psuje trochę
                fakt, że urządzenie nie może być wykorzystane w stu procentach. Dlatego, że na
                2007 rok NFZ zakontraktował 600 badań za pomocą PET, co oznacza że urządzenie
                działać będzie tylko dwa razy w tygodniu.

                Moglibyśmy wykonać przynajmniej 1500 badań - stwierdza dr Zbigniew Wygoda z
                Instytutu Onkologii.

                Niezbędne do badania izotopy, które podaje się dożylnie do ciała pacjenta,
                Instytut Onkologii musi sprowadzać drogą lotniczą z... Berlina, bo w Polsce nie
                można ich kupić. Izotop jest materiałem promieniotwórczym. - Izotop dostaje się
                do organizmu w połączeniu z glukozą w formie dożylnego zastrzyku. To glukoza
                jest kluczem do raka, bo jest "połykana" przez komórki nowotworowe. Obraz
                przepuszczony przez skaner powoduje, że otrzymujemy mapę ciała pacjenta ze
                świecącymi jasno punktami, będącymi ogniskami zmian nowotworowych - wyjaśnia dr
                Zbigniew Wygoda.

                źródło Onet.pl
                wiadomosci.onet.pl/1467495,16,1,0,120,686,item.html
                • 18.01.07, 14:25
                  Dzięki procesowi autofagii komórki nowotworowe stają się odporne na
                  chemioterapię i nie ulegają zniszczeniu - donoszą naukowcy na łamach
                  styczniowego wydania pisma "Journal of Clinical Investigation".
                  Skuteczna terapia wymaga zahamowania tego procesu.

                  Autofagia (zwana też autofagocytozą) jest to zjawisko polegające na trawieniu
                  przez komórkę własnych elementów strukturalnych (uszkodzonych, obumarłych lub
                  zużytych). Wybrane struktury komórkowe otaczane są szczelnie błonami siateczki
                  śródplazmatycznej, a następnie łączą się z zawierającymi enzymy lizosomami i
                  ulegają strawieniu.

                  Do autofagii dochodzi zarówno w normalnie funkcjonujących komórkach, jak i w
                  stanach chorobowych. Proces ten jest np. inicjowany w komórkach nowotworowych w
                  wyniku chemioterapii lub leczniczych naświetlań.

                  Jednak dotychczas naukowcy nie potrafili określić, czy zjawisko to jest
                  narzędziem przeżycia, czy też prowadzi do śmierci komórki nowotworowej.
                  Autofagia ma bowiem działanie dwojakie - może ułatwiać przeżywanie komórek raka
                  w warunkach głodowych (przy słabym ukrwieniu guza), ale też usuwać uszkodzenia
                  wynikające z chemoterapii.

                  Dopiero teraz naukowcy z University of Pennsylvania przeprowadzili badania na
                  mysich limfocytach B, w których wykazali, że dzięki procesowi autofagii komórki
                  raka potrafią "wymykać się" śmierci (opartej na apoptozie). Apoptoza, czyli
                  zaprogramowana śmierć komórki to ważny dla prawidłowego funkcjonowania
                  organizmu i regulowany genetycznie proces autodestrukcji. Dzięki niemu organizm
                  może kontrolować liczbę swoich komórek podczas rozwoju (głównie w życiu
                  płodowym), a także usuwać komórki uszkodzone lub zmienione nowotworowo.

                  Kierujący badaniami dr Craig Thompson sztucznie wymuszał apoptozę w komórkach
                  nowotworowych (poprzez zwiększanie w nich ekspresji genu p53). Zauważył, że
                  autofagia zachodziła tylko w tych z nich, w których aktywacja apoptozy nie
                  powiodła się. U myszy niezdolnych do rozpoczęcia autofagii, wykryto znacznie
                  większą liczbę komórek apoptotycznych.

                  Jeżeli natomiast, chore na raka myszy, traktowano środkiem chemoterapeutycznym
                  o nazwie cyklofosfamid (blokującym proces autofagii), wszystkie nieprawidłowe
                  komórki ulegały apoptozie, co prowadziło do zatrzymania choroby i ograniczało
                  częstość jej nawrotów.

                  Naukowcy mówią: "Nasze badania pokazują, że wzbogacenie standardowej terapii
                  przeciwnowotworowej o leki zapobiegające procesowi autofagii (hamujące go),
                  podniesie jej skuteczność. Wiadomo już bowiem, że taka wzbogacona
                  chemioterapia, przynosi efekt w postaci inicjacji apoptozy i jednoczesnego
                  zablokowani autofagii, dzięki czemu komórki nowotworowe umierają".

                  źródło Onet.pl
                  wiadomosci.onet.pl/1466971,16,1,0,120,686,item.html
                  • 18.01.07, 14:29
                    Przezszyjna rozszerzona limfadenektomia śródpiersiowa jest skuteczniejsza od
                    mediastinoskopii szyjnej w ocenie śródpiersiowych węzłów chłonnych u pacjentów
                    z niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

                    Zespół badawczy ze Szpitala Chrób Płuc w Zakopanem opublikował wyniki
                    prospektywnego, randomizowanego badania klinicznego porównującego skuteczność
                    przezszyjnej rozszerzonej limfadenektomii śródpiersiowej (ang. transcervical
                    extended mediastinal lymphadenectomy – TEMLA) i mediastinoskopii szyjnej (MS) w
                    ocenie śródpiersiowych węzłów chłonnych u pacjentów z niedrobnokomórkowym
                    rakiem płuca (NDRP). Wyniki wskazują na większą skuteczność pierwszej z
                    wymienionych metod.

                    Do udziału w badaniu zakwalifikowano 41 pacjentów. U 21 osób wykonano TEMLA, a
                    u kolejnych 20 pacjentów – MS. W grupie pacjentów poddanych TEMLA wykryto 7
                    przypadków przerzutów do śródpiersiowych węzłów chłonnych, podczas gdy w grupie
                    MS przerzuty stwierdzono u 3 osób. W grupie TEMLA spośród 14 pacjentów bez
                    przerzutów do śródpiersiowych węzłów chłonnych 1 osoba nie była zdolna do
                    poddania się dalszemu leczeniu chirurgicznemu.
                    U pozostałych 13 pacjentów przeprowadzono radykalny zabieg operacyjny. W grupie
                    MS 1 spośród 17 pacjentów bez przerzutów do węzłów chłonnych śródpiersiowych
                    nie był zdolny do poddania się dalszemu leczeniu chirurgicznemu, a kolejny
                    pacjent nie wyraził zgody na zabieg operacyjny. Ostatecznie w grupie MS
                    wykonano
                    15 radykalnych zabiegów operacyjnych.

                    W badaniu histopatologicznym materiału pooperacyjnego uzyskanego od pacjentów z
                    grupy TEMLA nie stwierdzono obecności przerzutów w śródpiersiowych węzłach
                    chłonnych. Natomiast wśród pacjentów z grupy MS, którzy pierwotnie byli
                    zaliczeni do grupy bez przerzutów,
                    w 5 przypadkach stwierdzono rozsiew choroby do śródpiersiowych węzłów
                    chłonnych. Zatem liczba wyników fałszywie ujemnych była znacząco większa w
                    grupie poddanej MS w porównaniu z grupą TEMLA (5 vs 0 przypadków, p = 0,019).
                    Stwierdzona różnica była powodem zakończenia badania przed randomizacją
                    pierwotnie planowanych
                    100 pacjentów.

                    Czułość MS wyniosła 37,5%, zaś jej negatywna wartość predykcyjna – 66,7%.
                    Wymienione parametry osiągnęły wartość 100% w grupie TEMLA. Porównanie czasu
                    trwania zabiegu operacyjnego, natężenia bólu pooperacyjnego, utraty krwi,
                    liczby powikłań oraz zużycia analgetyków wykazało, że jedynie dwa pierwsze
                    spośród wymienionych parametrów osiągnęły większe wartości w grupie TEMLA.

                    Omówione powyżej wyniki wskazują na znacznie większą skuteczność TEMLA w
                    porównaniu z MS w ocenie śródpiersiowych węzłów chłonnych u pacjenów z NDRP.
                    Korzyść ta nie jest związana ze znaczącym pogorszeniem tolerancji zabiegu, z
                    wyjątkiem zwiększenia natężenia bólu pooperacyjnego.

                    Źródło: Kuzdzal J, Zielinski M, Papla B, Urbanik A, Wojciechowski W, Narski M,
                    Szlubowski A, Hauer L. The transcervical extended mediastinal lymphadenectomy
                    versus cervical mediastinoscopy in non-small cell lung cancer staging. Eur J
                    Cardiothorac Surg. 2007; 31: 88-94.

                    European Journal of Cardio-Thoracic Surgery

                    źródło eOnkologia.pl
                    www.eonkologia.pl/news.php?id=77
                    • 19.01.07, 14:46
                      Białko o nazwie nestyna ma związek ze szczególnie niebezpieczną postacią raka
                      piersi - zaobserwowali naukowcy z USA.
                      Jak napisali na łamach pisma "Cancer Resaearch", odkrycie to pomoże usprawnić
                      diagnostykę tego nowotworu i zwiększyć skuteczność jego leczenia.

                      Chodzi tu o bardzo agresywnego raka piersi tzw. typu podstawnego. Stanowi on od
                      17 do 37 proc. wszystkich przypadków guzów piersi. Jego komórki przypominają
                      komórki macierzyste sutka, potrzebne do regeneracji tego gruczołu.

                      Rak ten rozwija się w stosunkowo młodym wieku i trudno go leczyć. Poza tym
                      cierpiące na niego pacjentki są narażone na szybkie nawroty choroby" - wyjaśnia
                      biorący udział w najnowszych doświadczeniach dr James DiRenzo z Dartmouth
                      Medical School.

                      Problem tkwi w tym, że guzy typu podstawnego nie posiadają wielu receptorów, na
                      które działają leki stosowane aktualnie w terapii raka piersi. Chodzi tu np. o
                      receptory dla hormonów płciowych - estrogenów, wrażliwe na działanie
                      tamoksyfenu czy receptory Her2, wrażliwe na herceptynę. Brak
                      charakterystycznych receptorów utrudnia też lekarzom postawienie prawidłowej
                      diagnozy. Właściwie opiera się ona wykluczeniu innych odmian tego nowotworu.

                      Teraz badając 16 próbek guzów piersi typu podstawnego dr DiRenzo i jego
                      współpracownicy zaobserwowali, że komórki 14 z nich zawierają ogromne ilości
                      nestyny. Jest to białko będące elementem wewnętrznego szkieletu komórek, tzw.
                      cytoszkieletu. Występuje w postaci długich włókienek, m.in. w dorosłych
                      komórkach macierzystych centralnego układu nerwowego. Naukowcy podejrzewają, że
                      nestyna stabilizuje strukturę tych komórek w czasie ich podziału na dwie
                      komórki potomne.

                      Zdaniem dr DiRenzo, nadmiar nestyny w komórkach raka piersi typu podstawnego
                      może mieć związek z ich nieprawidłowym, niekontrolowanym powielaniem się.
                      Badacz liczy, że w przyszłości robiąc testy na obecność nestyny lekarze będą
                      mogli wcześnie wykrywać tę groźną postać raka piersi, szybciej przewidywać
                      ryzyko jego nawrotów oraz skutecznie im zapobiegać.

                      Naukowcy zaznaczają jednak, że zanim do tego dojdzie, ich odkrycie wymaga
                      jeszcze potwierdzenia w badaniach prowadzonych na szerszą skalę. Trzeba też
                      będzie opracować wydajną metodę wykrywania nestyny w komórkach raka, gdyż
                      prawdopodobnie próbki krwi nie będą w tym celu wystarczające. Lepszym sposobem
                      byłoby pobieranie komórek raka z przewodów mlekowych sutka.

                      źródło Onet.pl
                      wiadomosci.onet.pl/1467754,16,1,0,120,686,item.html
                      • 19.01.07, 14:48
                        Będą skuteczne zamienniki drogich leków zagranicznych
                        Polscy naukowcy opracują zamienniki kilku bardzo drogich leków zagranicznych -
                        zapowiada Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Polskie medykamenty mają
                        być równie skuteczne, ale znacznie tańsze i w związku z tym łatwiej dostępne
                        dla pacjentów. Chodzi m.in. o leki onkologiczne i przeciwwirusowe. Powstaną one
                        w ramach projektu, realizowanego na zlecenie resortu nauki przez Instytut
                        Farmaceutyczny (IF) w Warszawie. Zamienniki wyprodukują polskie firmy
                        farmaceutyczne.

                        O polskich lekach "generycznych", czyli zamiennikach leków oryginalnych,
                        mówiono na konferencji, która odbyła się w środę 17 stycznia w ministerstwie
                        nauki.

                        TAŃSZE LEKI NA RAKA I GRYPĘ

                        Jak poinformował dyrektor IF, doc. Wiesław Szelejewski, opracowane zostaną
                        m.in. zamienniki dla dwóch leków: docetaxelu - stosowanego w chemioterapii
                        sutka i raka jajnika, oraz oseltamiviru - używanego w leczeniu grypy.

                        Oba te leki w wersji oryginalnej są bardzo drogie. Cena jednej fiolki
                        docetaxelu wynosi, w zależności od dawki, od 800 do ponad 3,2 tysiąca złotych.
                        Jeśli zaś chodzi o oseltamivir, Polska, podobnie jak pozostałe kraje UE,
                        została zobowiązana do zgromadzenia zapasów tego leku na wypadek epidemii
                        grypy. Przy zakupie oryginalnego oseltamiviru zapas taki kosztowałby budżet
                        państwa 200 mln USD. Tymczasem koszt opracowania własnej syntezy tej substancji
                        i własnej technologii jej wytwarzania wynieść ma w Polsce maksymalnie 2 mln
                        złotych - tłumaczono na konferencji.

                        Wśród pozostałych zamienników, które stworzą Polacy, znajdą się leki
                        przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.

                        Prace naukowe mają trwać trzy lata. Na ich wykonanie IF otrzyma z budżetu
                        państwa 13 milionów złotych. Projekt będzie realizowany w ramach Krajowego
                        Programu Ramowego, funkcjonującego od 2005 roku w celu wspierania finansowego
                        polskiej nauki i dostosowywania jej do światowych standardów.

                        W ramach tego projektu będzie współpracować z IF kilka placówek naukowych:
                        Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN w Warszawie, Instytut
                        Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu, Instytut Onkologii w
                        Gliwicach, Politechnika Gdańska oraz Uniwersytet Jagielloński.

                        WIĘKSZE SZANSE NA REFUNDACJĘ

                        Zdaniem dyrektora IF, projekt "wychodzi naprzeciw obecnej sytuacji polskiego
                        przemysłu farmaceutycznego".

                        Udział sprzedaży krajowych leków w polskim rynku farmaceutycznym wynosi tylko
                        35 procent - zwraca uwagę Szelejewski, powołując się na dane z 2005
                        roku. "Przemysł ten gwałtownie potrzebuje nowych atrakcyjnych produktów. Rolą
                        naukowców jest znaleźć na to zapotrzebowanie odpowiedź" - mówi.

                        Podsekretarz stanu w MNiSW, dr Olaf Gajl, dodaje, że "projekt łączy gospodarkę
                        z nauką".

                        "Leki te będą o wiele bardziej przyjazne ekonomicznie zarówno dla pacjentów,
                        jak i budżetu państwa" - zaznacza. Na konferencji podkreślano, że realizacja
                        tego projektu oznacza dla państwa oszczędności w związku z refundacją tańszych
                        leków.

                        ZNAKOMITA RADA

                        Nad projektem IF czuwać będzie Rada Naukowa, w skład której wejdą cenieni
                        profesorowie reprezentujący chemię, medycynę i nauki farmaceutyczne.
                        Przewodniczącym Rady będzie prof. Grzegorz Grynkiewicz, specjalista w zakresie
                        chemii medycznej, organicznej i związków naturalnych, który otrzymał w ubiegłym
                        roku nagrodę ministra nauki i szkolnictwa wyższego "za wybitne osiągnięcia
                        naukowe i naukowo-techniczne".

                        W skład Rady Naukowej wejdą również:

                        * prof. Osman Achmatowicz - pracownik naukowy IF, wybitny chemik, odkrywca
                        reakcji znanej w literaturze chemicznej pod nazwą "przegrupowanie
                        Achmatowicza", specjalista w dziedzinie syntezy organicznej, stereochemii,
                        chemii związków naturalnych oraz nomenklatury związków organicznych;

                        * prof. Edward Borowski - wykładowca Politechniki Gdańskiej, autorytet w
                        dziedzinie chemii medycznej i chemii leków, odkrywca nowych antybiotyków
                        polienowych i peptydowych, propagator idei racjonalnego projektowania
                        chemoterapeutyków o działaniu przeciwgrzybiczym, przeciwwirusowym i
                        przeciwnowotworowym;

                        * prof. Waldemar Janiec - emerytowany profesor Wydziału Farmaceutycznego
                        Śląskiej Akademii Medycznej, specjalista w zakresie molekularnych mechanizmów
                        działania leków, autor podręczników "Farmakodynamika" i "Kompendium
                        Farmakologii";

                        * prof. Andrzej Kutner - zastępca dyrektora IF ds. badawczych, specjalista w
                        dziedzinie chemii i farmakologii molekularnej naturalnych i syntetycznych
                        pochodnych witamin grupy D, ekspert w dziedzinie polimorfizmu substancji
                        aktywnych leków, współautor ponad 40 patentów, a także nagrodzonych i
                        wdrożonych technologii syntezy substancji i postaci leku;

                        * prof. Zdzisław Machoń - emerytowany profesor Wydziału Farmaceutycznego
                        Akademii Medycznej we Wrocławiu, długoletni kierownik Katedry Technologii
                        Chemicznej Środków Leczniczych, badacz chemii i farmakologii nowych związków o
                        budowie heterocyklicznej, autor wdrożenia oryginalnego polskiego leku
                        przeciwwirusowego Vratizolin, współautor ok. 50 patentów, przewodniczący
                        Komisji Leku Syntetycznego i Projektowania Nowych Leków PAN;

                        * prof. Czesław Radzikowski - wieloletni kierownik Zakładu Immunologii
                        Nowotworów w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu
                        oraz zastępca dyrektora Instytutu d.s. naukowych w latach 1999-2003,
                        stypendysta Fulbrighta, specjalista w dziedzinie onkologii doświadczalnej i
                        immunologii nowotworów, autor ok. 270 publikacji na temat mechanizmu wzrostu
                        progresywnego nowotworu i tworzenia przerzutów oraz badania celów dla
                        interwencji terapeutycznej.

                        źródło PAP - Nauka w Polsce
                        www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=134&news_id=16482&layout=6&forum_id=7064&page=text
                        • 19.01.07, 14:50
                          Umieralność na raka szyjki macicy jest w Polsce największa ze wszystkich krajów
                          Unii Europejskiej - alarmowali w czwartek 18 stycznia onkolodzy podczas
                          konferencji prasowej w warszawskim Centrum Onkologii. Sytuację może zmienić
                          lepsza edukacja i badania cytologiczne, a także szczepienia.

                          Trwający od 21 do 28 stycznia 2007 Europejski Tydzień Profilaktyki Raka Szyjki
                          Macicy ma podnieść świadomość na temat sposobów uniknięcia tej choroby. W
                          Polsce współorganizatorami Tygodnia są Polskie Towarzystwo Ginekologiczne,
                          Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego, UNDP - agenda ONZ - oraz kobiece
                          organizacje pozarządowe.

                          Codziennie z powodu raka szyjki macicy, zwanego "cichym zabójcą" umiera pięć
                          Polek. W całej Europie - 30 000 kobiet rocznie. Większość z nich można by
                          uratować, gdyby nowotwór został wykryty wcześniej - podczas badania
                          cytologicznego. Choroba nawet przez kilka lat może się rozwijać bez
                          dolegliwości. Gdy już pojawią się krwawienia, upławy i ból, bywa za późno na
                          leczenie.

                          Dzięki połączeniu szczepionki przeciwko wirusowi HPV, powodującemu większość
                          przypadków raka szyjki macicy nowotwór ten mógłby zostać niemal całkowicie
                          wyeliminowany.

                          Szyjka macicy jest łatwo dostępna badaniu ginekologicznemu, a wprowadzona w
                          latach 20-tych XX wieku przez George'a Nicolasa Papanicolau diagnostyka
                          cytologiczna została uznana za największe osiągniecie ubiegłowiecznej
                          onkologii; uratowała życie milionów kobiet - mówiła Małgorzata Rekosz,
                          kierownik Pracowni Profilaktyki Nowotworów narządu rodnego centrum Onkologii.

                          Zazwyczaj wystarczy badanie cytologiczne raz na trzy lata. Natomiast co roku
                          powinny się badać kobiety z grup ryzyka - zakażone wirusem brodawczaka
                          ludzkiego (HPV), często zmieniające partnerów płciowych, matki kilkorga dzieci,
                          palące papierosy, ubogie.

                          Ostatnio na rynek weszły szczepionki przeciw powodującemu większość przypadków
                          raka szyjki macicy wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV). Są drogie, ale
                          znacznie zmniejszają ryzyko raka (choć nadal trzeba robić badania
                          cytologiczne). Najlepiej byłoby szczepić kilkunastoletnie dziewczęta, jeszcze
                          przed uzyskaniem dojrzałości płciowej - mówił prof. Marek Spaczyński, kierownik
                          Centralnego Ośrodka Koordynującego.

                          Jak zaznaczył prof. Jan Kotarski - prezes Polskiego Towarzystwa
                          Ginekologicznego kobiety niewiele wiedzą o raku szyjki macicy i sposobach jego
                          uniknięcia. Nawet jeśli wiedzą, często nie chodzą do ginekologa - choć badania
                          cytologiczne są bezpłatne, a pobieranie wymazu specjalną miękką szczoteczką -
                          bezbolesne. Brakuje też zachęt dla lekarzy, by promowali profilaktykę.
                          Potrzebne są skuteczne badania edukacyjne - większość kobiet wiedzę o zdrowiu
                          czerpie z mediów.

                          Jak mówiła Katarzyna Paczek -dyrektor Mazowieckiego Centrum Zdrowia
                          Publicznego, teoretycznie liczba badań cytologicznych jest wystarczająca.
                          Problem w tym, że na badania organizowane przez różne instytucje zgłaszają się
                          wciąż te same kobiety - głównie wykształcone, z dużych miast. Niektóre potrafią
                          zrobić i 3 cytologie rocznie, co zresztą nie ma sensu. Tymczasem około 20
                          procent kobiet w ciągu całego życia nie bada się ani razu. Potrzebna jest
                          lepsza koordynacja działań.

                          Zdarza się także, że z powodu niewłaściwej techniki pobrania próbek czy złej
                          interpretacji badań rak pozostaje nierozpoznany. Dlatego badania powinny
                          wykonywać tylko certyfikowane placówki.

                          Przykładem korzyści z profilaktyki może być obecna na konferencji pani Ida
                          Karpińska - w jej przypadku regularne badania cytologiczne pozwoliły wykryć
                          raka we wczesnej fazie, co umożliwiło całkowite wyleczenie. Chcąc pomóc innym
                          kobietom zagrożonym rakiem szyjki macicy, pani Ida założyła
                          stowarzyszenie "Kwiat Kobiecości".

                          źródło PAP - Nauka w Polsce
                          www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=16494&layout=12&forum_id=7069&page=text
                          • 19.01.07, 14:53
                            Onkolodzy: konieczne zmiany w organizacji i finansowaniu polskiej onkologii
                            O konieczności wprowadzenia zespołowego podejmowania decyzji o wyborze sposobu
                            leczenia onkologicznego oraz koniecznych przekształceniach w organizacji i
                            finansowaniu polskiej onkologii przekonywali w czwartek 18 stycznia w Gliwicach
                            śląscy onkolodzy uczestników wyjazdowego posiedzenia senackiej Komisji
                            Zdrowia.

                            Specjaliści z tamtejszego Instytutu Onkologii zaprosili senatorów, by
                            przedstawić im efekty swojej pracy oraz projekty postulowanych zmian
                            organizacyjnych, które mogłyby przyczynić się do poprawy wyników leczenia
                            onkologicznego w Polsce. Tego dnia w Gliwicach otwarto też drugą w Polsce
                            pracownię pozytonowego tomografu emisyjnego (PET).

                            Szef gliwickiego instytutu, prof. Bogusław Maciejewski, przypomniał że co roku
                            w Polsce leczonych onkologicznie jest ok. 65 tys. pacjentów. 28-30 tys. z nich
                            kwalifikowanych jest do leczenia paliatywnego. Pozostałych 30-32 tys. osób ma
                            szanse całkowitego wyleczenie, z czego 20-22 tys. leczonych może być
                            standardową radioterapią. Pozostali są leczeni wysokospecjalistycznie.

                            Onkolodzy podkreślają, że stoją przed nimi cztery nadrzędne cele: zwiększenie
                            wyleczalności, czyli wydłużenie życia; zaoszczędzenie zaatakowanego nowotworem
                            narządu; zmniejszenie toksyczności leczenia oraz poprawa jakości życia chorego.
                            Zaznaczają jednak, że pracę utrudnia im obecny model leczenia, który wciąż
                            zakłada, że po wstępnym zdiagnozowaniu choroby pacjent z reguły jest kierowany
                            do chirurga, najczęściej innej specjalizacji niż onkolog.

                            "Jeżeli zastosowane przez chirurga leczenie nie jest skuteczne, a często nie
                            jest – chory kierowany jest do radioterapii. Jeżeli radioterapia też nie jest,
                            pacjent trafia na chemioterapię, a to już jest leczenie paliatywne, czyli
                            stosowane wobec przewlekle, najczęściej śmiertelnie już chorych. Ta sytuacja w
                            Polsce nie zmienia się od 15 lat – nadal mamy 50 proc. chorych w stadium
                            kwalifikującym się do kosztownego leczenia paliatywnego” – mówił Maciejewski.

                            Naukowiec ocenił, że zgodnie z modelem stosowanym w wielu innych krajach,
                            decyzje o wyborze konfiguracji dostępnych metod leczenia – zamiast
                            podejmowanyc