Dodaj do ulubionych

Czy ktoś słyszał o jakiś cudownych uleczeniach?

11.07.06, 11:46
Wiem, ze temat brzmi jak z kosmosu, ale ponoc takie rzeczy sie zdarzają.
Słyszłam to tu to tam, ale nic konkretnego. Czy ktoś zna przypadki
wyzdrowienia bez operacji, a może i bez chemii - jacyś bioenergoterapeuci,
jakieś specjalne diety, cwiczenia? Jestem bardzo ciekawa czy ktoś ma z tym
jakieś doswiadczenia.
Edytor zaawansowany
  • b_a_l_b_i_n_k_a 11.07.06, 11:48
    Nie, takie rzeczy się nie zdarzają.


    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • winner2006 11.07.06, 12:58
    Tak, już zauważyłam (na innych topikach), ze Pani bardzo sceptycznie podchodzi
    do tego typu spraw, ale ja słyszałam, ze takie rzeczy sie jednak zdarzają.
    To nie o to chodzi, że ja się nie chcę poddawać konwnecjonalnemu leczeniu -
    poddaję sie i nie zamierzam przestać, ale mimo to wierzę, że są na świecie
    rzeczy, których my, ludzie nie potrafimy jeszcze czasem wyjaśnic - rzeczy
    niezwykłe.

    Znam osobiście jeden przypadek, chociaż nie chodzi tu akurat o raka, a o
    chorobę skóry zwaną potocznie "rybia łuska". Moja ciotka to miała za dziecka i
    lekarze twierdzili, ze tego się nie wyleczy, że taka "jej uroda". DOstała od
    jakiejś znachorki maść, po której skóra zagoiła się jej kompletnie i nigdy nie
    było nawrotu. Lekarz nie mógł potem wyjść ze zdziwienia. Opowiadała mi o tym
    moja babcia (mama tej ciotki), więc nie mam powodu, aby jej nie wierzyć.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 11.07.06, 13:08
    Rybia łuska to jednak nie choroba nowotworowa.
    Gdyby istniały cudowne środki, nie byłoby potrzeby leczenia konwencjonalnego,
    niepotrzebnego męczenia pacjentów etc.
    Część dystrybutorów powołuje się na badania mające jakoby potwierdzać działanie
    preparatów. Żadny z nich nie przeszedł jednak pozytywnie żmudnej procedury,
    badań klinicznych etc.
    Mój stanowczy protest wobec tych "cudowności" wynika jednak przede wszystkim z
    tego, że sporo osób leczy się najpierw w taki sposób, rezygnując z operacji i
    traci wiele miesięcy. A dystrybutorzy wszelkiej maści obiecują cuda-wianki i
    człowiek w tak trudnym momencie chwyta sie wszelkiej nadziei.
    Nawet rodzinom chorych w stanie terminalnym wciska się jakieś zioła, mówiąc że
    stan chorego wynika z tego, ze nowotwór ucieka z ciała bo zioła działają etc.


    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • winner2006 11.07.06, 13:58
    OK - rozumiem Pani stanowisko. I zgadzam się, że nie mozna
    zaprzestac "normalnego" leczenia i rzucić się na jakieś specyfiki. Ja raczej
    mam na myśli "lecieć dwoma torami" - chemioterapia swoją drogą,
    a "samoleczenie" swoją - i nawet nie chodzi mi tu o medykamenty, ale raczej o
    leczenie poprzez bioenergię oraz afirmację - wyobrażanie sobię, ze się jest
    zdrowym, że komórki nowotworowe są wypierane itp. Czy od czegoś takiego w
    połączeniu z chemioterapią nie da się wyzdrowieć (+ zdrowe odżywianie
    oczywiscie)? Pytam, ponieważ jakoś nie mogę dopuscic do siebie mysli o
    operacji ...... CHociaz oczywiście poddam się jej jeśli tak zadecyduja lekarze,
    ale to chyba normalne, że ciągle mam nadzieję, ze może jakoś inaczej mogę
    wyzdrowiec ......

    Odnoszę wrażenie, że sie Pani specjalizuje w chorobach nowotworowych. Proszę mi
    wiec powiedzec, czy zalecałaby Pani w trakcie choroby sporzywanie produktów
    Herbalife? Oczywiscie nie w celu odchudzenia, ale w celu dostarczenia
    organizmowi witamin itp.
  • winner2006 11.07.06, 14:00
    Widzę, ze wkradły mi się błędy ort. do poprzedniej wypowiedzi - przepraszam, to
    z rozpędu.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 11.07.06, 14:23
    Nie jestem lekarzem :-( Jestem osobą, której mama chorowała na nowotwór i od
    3,5 roku jest w remisji.
    Natomiast jak najbardziej jestem za leceniem obydowma torami pod warunkiem, że
    wszelkie preparaty bedzie Pani konsultować z lekarzem prowadzącym :-)O sile
    afirmacji i ćwiczeniach znajdzie pani informacje w wątku Patryka2001. Liina
    opisała tu pare ćwiczeń:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=39148367&v=2&s=0

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • goniatara 12.07.06, 06:54
    postaram sie odpowiedziec w sposob w miare konkretny. Otoz przede wszytkim o
    "cudownych wyleczeniach" to mysmy WSZYSCY slyszeli. Tak samo jak my WSZYSCY
    slyszelismy o Yeti, czy UFO , ale ... Cudow jako takich nie ma. Cudem natomiast
    jest personalne podejscie do choroby, do tego jak ja osoba chora pojmuje, jak z
    nia walczy i jaka jest jego wspolpraca ze specjalistami. W moim mniemamiu jest
    to wspolpraca z medycyna profesjonalna, wspolczesna, konwencjonalna,
    UDOWODNIONA. My wszyscy zapominamy w dobie politycznych, socjologicznych
    problemow o istocie medycyny, ktora poki co wyleczyla nas (pokolenia!) od polio,
    gruzlicy, ospy...
    Natomiast choroby nowotworowe sa chorobami wspolczesnymi ( choc tez do konca nie
    wiadomo), na ktore wspolczesna medycyna nie ma dosadnej odpowiedzi (ale sie
    stara). Biorac pod uwage dlugowiecznosc czlowieka dzis , a powiedzmy sobie sto
    lat temu...Nie musze komentowac. Oczywiscie inaczej jest, jak bliska, ukochana
    osoba zaczyna chorowac. Wtedy statystyki, historia nie sa wazne. Nie myslimy o
    nich. I tu zaczyna sie problem. Wazne jest to co moze ja uleczyc. Teraz jest
    kwestia rozpatrywania czy moze... Otoz jedyne udowodnione sposoby leczenia sa,
    bede bardzo prozaiczna - medycyna, jaka znamy, czyli lekarz, onkolog ( w naszym
    przypadku). I nie ma sily.
    Przypadkow wygranych z nowotworem, rakiem mamy miliony na calym swiecie
    (statystyki, znani ludzie, MY!!!), natomiast "cudowne uleczenia" nadal sa, byly
    i beda tylko opowiesciami przekazywanymi z ucha do ucha, bez zadnych konkretow,
    dowodow, wynikow badan, zastosowanego leczenia i jego efektow...
    Pozdrawiam
    Malgorzata aka goniatara
  • mami666 13.07.06, 12:42
    Nie ma dowodów, bo nie mozna tego medycznym rozumem naszych lekarzy
    wytłumaczyć. Ja nie jestem katoliczką ale wiem, że Fatima itp. wyleczyła wielu
    ludzi. Siła naszego ducha jest wielka. Nie osłabiajcie jej. Osoba chora pisze
    tutaj i szuka alternatywnego leczenia a otrzymuje kubeł zimnej wody, że nie ma
    co próbowac.
    Trzeba próbować, tylko pod okiem specjalisty.
    Oczywiście jest wiele cudownych nalewek i bioenergoterapeutów tak naprawde nie
    wartych złamanego grosza.
    A co do UFO to wiadomo, że istnieją pozaziemskie cywilizacje. I nie ma dowodów
    na nieistnienie YETI. A więc... czemu nie spróbować?
  • mami666 14.07.06, 07:29
    A przecież większość terapii naturalnych ma za zadanie podnieść odporność
    organizmu, zmobilizować go do samouzdrowienia, działając zazwyczaj na te sfery
    naszego ja, które są ukryte. Bioenergoterapeuta przekazuje energię życiową
    choremu, ładuje go energią, ale nie swoją, bo wykończyłby sie po trzech
    pacjentach. On stymuluje energię chorego do pracy nad uzdrowieniem ciała. To
    miałam na mysli pisząc o sile ducha. Może wyraziłam sie nieprecyzyjnie.
    I, moim zdaniem, nie jest to kwestia wiary czy niewiary bo takie rzeczy mozna
    juz zmierzyć.
    Oczywiście gdyby to było tak piękne to wszyscy leczylibyśmy sie u
    bioenergoterapeutów a nie w szpitalach.
    A ja nie kupiłabym nigdy tych tandetnych, plastikowych buteleczek z cudown a
    wodą.
    Każdy niech próbuje tego w co wierzy, inaczej nie ma to sensu.
  • winner2006 17.07.06, 10:58
    Czytam jeszcze raz te posty - piszesz, ze Twoja mama jest w remisji. Co to
    znaczy?
  • b_a_l_b_i_n_k_a 17.07.06, 11:13
    To znaczy, że od momentu zakończenia leczenia 01.03.2003 roku nie ma objawów
    choroby nowotworowej.
    Kiedy minie 5 lat będzie można powiedzieć, że Mama jest wyleczona i dopiwero
    wtedy wpiszą jej tak w kartę i dopiero wtedy zamkniemy ten rozdział.

    Oczywiście znam wiele osób, które w takiej chwili powiedziałyby, że są
    całkowicie zdrowe. Ale ja nie... Po prostu mama po operacji usłyszała, że jest
    juz zdrowa a to była, jak sie okazało, nieprawda, także nie chcę kusić losu...


    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • winner2006 17.07.06, 19:33
    Hmm, to nie dobrze, ponieważ ja myslałam, że jak mi wytną piers, to zeby mogli
    ją zrekonstruwać to będa musieli stwierdzic, że jestem juz zdrowa.
    Mojej znajomej rekonstruowali pierś w półtora roku po amputacji, więc
    założyłam, ze ona już jest zdrowa.
    A Ty mówisz, że pierwsze pieć lat jest jeszcze czekaniem czy nic złego się nie
    dzieje ...... No trudno - masz rację, nie ma co wpadac w euforię dopóki 5-latka
    nie minie. Zyczę Twojej mamie zdrowia przynajmniej do setki :-)
  • aguita5 02.08.06, 14:34
    Mojej Mamie tez amputowali piers po niedlugim czasie od mastektomii, ale musi
    nadal jezdzic na badania, troche rzadziej niz poczatkowo, ale jednak to juz 10
    lat! Mysle, ze tak jest lepiej, to troche stresu, ale lepiej czuwac, niz za
    pozno sie zorientowac, a zwal jak zwal ...
  • b_a_l_b_i_n_k_a 02.08.06, 14:47
    10 lat to dużo :-) Chyba już możecie głębiej odetchnąć :-)

    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • winner2006 13.07.06, 21:27
    Dzięki Mami666. Moja wiara w samoulecznie nadal jest pomimo tych zimnych kubłów
    wody :-) Jakbym w to nie wierzyła, to chyba usiadłabym z założonymi rękoma i
    czekała na śmierć. Wiadomo, ze wiara czyni cuda, dlatego moze bedę pierwszym
    przypadkiem na tym forum, który dożyje 100 lat w zdrowi bez konieczności
    polddawania się operacji :-) Zobaczymy. Przecież nei zawsze większosc musi mieć
    rację .....
    POzdrawiam
  • gontcha 13.07.06, 22:35
    Witaj,

    Pozwolę sobie zacytować z post Mami666: 'Trzeba próbować, tylko pod okiem
    specjalisty' - jak mniemam ten specjalista to LEKARZ...
    Wiara czyni cuda i to jest prawda. Tylko, że chodzi tu o wirę w wykeczenie, w
    siłę własnego organizmu, w skuteczność terapii. Ale to nie zastąpi leczenia !!!
    To jest poodstawą !! Cud nie wyleczy bez operacji, czy leków. I chyba źle
    zrozumiałaś to co pisały Balbinka i Goniatara. Wiara tak i to jest pewnik, ale
    nie BEZ leczenia...cudom trzeba pomóc :))) - pare osób tutaj jest tego
    przykładem - uleczyła nas i medycyna i wiara w powodzenie (a ta czyni cuda).
    A spytam z ciekawości: jakiej operacji nie chcesz się poddać i na co chorujesz?
    Pozdrawiam,
    Anka
  • goniatara 14.07.06, 04:30
    Witam!
    Nie bylo moja intencja oblewanie nikogo jakimis kublami zimnej wody (ostatecznie
    nie Smigus Dyngus), a jedynie rzeczowe i rozsadne podejscie do tak powaznej
    choroby, jaka sa nowotwory. Tak, jak (mimo wszystko) nie slyszalam o
    udowodnionych istnieniach jakichkolwiek pozaziemskich cywilizacji, tak i nie
    bede nikogo na sile namawiac do ratowania swojego zdrowia, zwlaszcza kiedy ta
    osoba najwyrazniej sobie tego nie zyczy. Pytanie bylo postawione dosc prosto i
    jasno, dla przypomnienia : "Czy ktos slyszal o jakis cudownych uleczeniach",
    wiec staralam sie odpowiedziec zgodnie z moim sumieniem i wiedza. O to do mnie
    miec pretensji nie mozna. Ja rozniez nie mam pretensji do kogos, kto szczerze
    wierzy w Matke Boska Fatimska. Na tym polega wymiana pogladow i szanowanie sie
    nawzajem. Wybor sposobow leczenia swojej choroby pozostawiam sumieniu i
    rozsadkowi osoby zainteresowanej czyli chorej.
    Zycze szczerze powodzenia w leczeniu
    Malgorzata
  • ulaw2 14.07.06, 11:00
    Nie ma cudownych wyleczeń bo sama wiara nie spowoduje wyleczenia.
    Jestem katoliczką i modlę się ciągle o zdrowie mojej mamy ale nie żądam od Boga
    cudu nie robiąc nic.Proszę o pomoc w leczeniu,o dobrych i mądrych lekarzy i o
    siłę i wytrwałość w tej walce.
  • mami666 14.07.06, 14:37
    Ogólnie rzecz biorąc w walce (nie należy sie poddawać) z nowotworem konieczne
    jest:

    1. Medycyna konwencjonalna:
    - badania, badania i jeszcze raz badania
    - konsultacje jesli trzeba nawet z kilkoma lekarzami
    - wykorzystanie wszystkich dostępnych możliwości leczenia jakie niesie
    współczena medycyna (chociaż radioterapia i chemia są już dyskutowane jako te
    skracające a nie przedłużające życie metody)

    2. Medycyna niekonwencjonalna:
    - najważniejsze - wszystkie zabiegi powinny byc wykonywane przez DYPLOMOWANYCH
    bioenergoterapeutów, uzdrowicieli itd. (można to łatwo sprawdzić)
    - każdą niekonwencjonalną metodę nalezy skonsultowac z lekarzem
    - trzeba pamiętać, że zioła to też leki!!!!!!!

    3. Kwestie duchowe:
    - wiara w siłę swojego ducha i chęć samouzdrowienia
    - dla osób wierzących w Boga - głęboka modlitwa o uzdrowienie
    - pomoc i wsparcie bliskich osób

    4. Pozostałe kwestie:
    - dieta
    - o ile można aktywność ruchowa na świeżym powietrzu
  • winner2006 15.07.06, 11:07
    Do GONTCHY - mam raka piersi i zapowiadaja mi operacje wyciecia pieri i wezłów
    chłonnych pod lewa reka za jakis miesiac. Mam na tym forum także drugi topik -
    w dziale "Zdrowie" pt. "Mam raka piersi - jak leczyc? Herbalife? Dieta>". Jesli
    będziesz zainteresowana to zapraszam.

    DO INNYCH osób - podkreslam, ze nie rezygnuje z leczenia tradycyjnego - chodzę
    na chemię, na badania no i pewnie poddam sie tej operacji, choc strasznie sie
    jej boję. Niemniej jednak gdzieś tam w środku tkwi we mnei jeszcze nadzieja, że
    medytacjami, afirmacjami, oczyszczeniem organizmu, zdrowym zywieniem i pogoda
    ducha :-), a moze tez i cudownymi dotknięciami bioenergoterapeuty :-) (byłam
    raz u Harrisa) wspomogę chemioterapie na tyle, ze wyzdrowieję bez konieczności
    operacji ...... Wszystko okaze sie za ok. miesiac - nastawiam się już powoli
    psychicznie na konieczność pójścia pod nóż, wiec nie mówie kategorycznie NIE na
    operację ...

    Pozdrawiam goraco!
  • gontcha 15.07.06, 14:05
    Cześć Winner :)
    Na pewno zerkne na drugie forum i poczytam :)
    Co do Twojego leczenia..
    Jestem sceptykiem jeśli chodzi o medycynę niekonwencjonalną. Nie wierzę w
    bioenergoterapeutów, cudowne ziólka, czy inne środki. Za to wierzę w potęge
    ludzkiego umysłu, siłę i chęć wyjścia z choroby.. U Harrisa byłam raz
    (zwleczona tam przez rodziców 'na siłę') - ani mi to nie pomogło fizycznie, ani
    psychicznie. Widziałam też sporo osób, które nie podjęły leczenia
    konwencjonalnego (z różnorakich przyczyn: strach, wiara w 'cuda', etc...) - w
    żadnym przypadku nie skończyło sie to dobrze (niestety). Są ludzie, którym ni
    epotrzeba 'wspomagaczy' żeby wierzyć, ze wyjda z choroby. Są też ludzie, którym
    do normalnego leczenia potrzebny jest 'odskok', aby uwierzyć, czy tez czuc się
    lepiej psychicznie - każdy z nas jest inny, ma inaczej skonstruowaną psychikę.
    Cieszę się, że leczysz się i mysle że chemia zadziała. ALe nie na tyle żeby
    uniknąć noża raczej. Być może po chemii uda się przeprowadzić operację
    oszczędzająca, ale to zależy od paru czynników (o czym pewnie wiesz). trzymam
    za Ciebie kciuki :)))
    Pozdrawiam,
    Anka
  • liina 15.07.06, 22:33
    Hej,

    przeczytałam posty i stoje tak po srodku. Masz sporo racji w tym co piszesz, tak
    mysle. Sa tutaj osoby, ktore mowia, ze bez noza sie nie da, a jednak...
    Moja mama miala znajomą, ktora zachorowala na raka jajnika w tym samym czasie co
    moja mama, moja mama poszla zaraz pod noz, tamta pani nie poszla, bo miala male
    dzieci i nie mial kto sie nimi opiekowac, maz ja zostawil itd. Moja mama leczyla
    sie nozem i chemia- zyla od operacji pierwszej 3,5 roku. Tamta pani na operacje
    nie poszla, zyla na pewno 2,5 roku, nie wiem czy nadal zyje, bo moja mama z nia
    kontakt stracila, ale nawet gdyby nie zyla, to 2,5 roku bez robienia niczego ,
    to uwazam tez jest sukces i jak to sie stalo?
    Doczytalam sie w jednej z ksiazek medycznych w AM w LOdzi ( tam studiowalam i
    odwiedzalam biblioteke medyczna czesto szukajac informacji na temat raka), ze
    guz pierwotny wytwarza takie substancje jak choliny, ktore hamuja jakis czas
    rozwoj przerzutow. Tzn. guz pierowtny daje przerzuty np. na watrobe, ale one nie
    rosna i nie zlosliweja tak bardzo ,poki sie nie ruszy tego guza glownego. Jak
    sie ruszy tego glownego guza, to przestaje on wytwarzac te choliny hamujace
    rozwoj przerzytow i rak wtedy pedzi jak oszalaly. Mysle, ze jest w tym duzo
    prawdy, bo widzialam to na przypadku tej kobiety, miala duzy brzuch od tych
    guzow i ciagle jej on rosl, ale chodzila z nim i zyla normalnie.Znam tez
    przypadek, ze ruszylo sie jakies znamie i ktos zmarl w 3 miesiace, bo byly juz
    przerzuty, z tym, ze chirurg wycinajac to znamie o nich nie wiedzial, jak wycial
    znamie glowne, to przerzuty ruszyly sie w blyskawicznym tempie.
    Mysle, ze operacje powinno sie robic, ale tez dobrze by bylo najpierw przebadac
    pacjenta czy nie ma juz przerzutow i jesli sa, to dac najpierw chemie, a jesli
    nie ma, to wycinac, bo mozna nożem sobie pogorszyc w takim wypadku sytuacje.

    Jesli chodzi o sile umyslu, to jestm na bank pewna, ze moze ona uczynic wszytko,
    bez wyjatku.

    Jesli chodzi o ziola, to sa to leki z bozej apteki i Bog wiedzial co nam daje na
    tej ziemi. Wielu ludzi lekcewazy moc ziol, ale myla sie i to bardzo. Wiekszosc
    lekow w chemioterapii jest wylacznie na bazie ziol, np. taksol podawany
    standardowo w raku jajnika wytwarzany jest na bazie kory cisu, podobnie jak i
    wiele innych cytostatykow, takze podawanych w bialaczkach.
    Cudowne przypadki wyleczen istnieja. Nie mam teraz czasu o tym pisac, dam znac i
    napisze za jakis czas jeszcze.Pozdrawiam serdecznie wszystkich.
  • goniatara 16.07.06, 05:13
    I ten wlasnie post jest dowodem na to, jak niebezpieczna jest zwykla niewiedza i
    nonszalancja. Niestety nie jestem w stanie niczego wiecej napisac, tak jestem
    wzburzona postem "liiny".
    Ile bedzie jeszcze kolejnych niepotrzebnych ofiar, wierzacych w podobne bzdury
    (i klamstwa, tak! klamstwa) i ktore nie poddadza sie leczeniu po przeczytaniu
    takich rewelacji?!
    Ode mnie zas... prosze raz jeszcze wrocic do danej biblioteki i UWAZNIE poczytac
    raz jeszcze (lub zrobic to po raz pierwszy).
    Jak tak mozna?!
    Malgorzata
  • shadowland1 16.07.06, 08:20
    twoje oburzenie goniatara tez jest wynikiem niedouczenia i ignorancji; ogladalam
    program w telewizji, ktory mniej wiecej potwierdza to co mowi liina; wypowiadali
    sie tam naukowcy, lekarze i bylo tam dokladnie opisane to zjawisko polegajace na
    tym ze guz pierwotny wytwarza jakies substancje, ktore nie pozwalaja na
    wytworzenie sie siateczki naczyniowej wokol przerzutow, czyli one nie rosna bo
    nie sa odzywiane; po usunieciu guza pierwotnego, natychmiast pojawiaja sie duze
    naczynia wokol guzow przezutowych i one bylskawicznie rosna; naukowcy nie znaja
    jeszcze do konca wszystkich mechanizmow jakie rzadza rozwojem choroby
    nowotworowej, niestety
  • winner2006 16.07.06, 11:48
    Hmmm - zrobili mi usg jamy brzusznej i zdjecie rtg pluc - to pewnie po to, zeby
    wybadac czy sa gdzieś przerzuty. Nic nie znaleziono ....
  • gontcha 16.07.06, 13:43
    Cytuję:
    'Znam tez
    przypadek, ze ruszylo sie jakies znamie i ktos zmarl w 3 miesiace, bo byly juz
    przerzuty, z tym, ze chirurg wycinajac to znamie o nich nie wiedzial, jak wycial
    znamie glowne, to przerzuty ruszyly sie w blyskawicznym tempie.
    Mysle, ze operacje powinno sie robic, ale tez dobrze by bylo najpierw przebadac
    pacjenta czy nie ma juz przerzutow i jesli sa, to dac najpierw chemie, a jesli
    nie ma, to wycinac, bo mozna nożem sobie pogorszyc w takim wypadku sytuacje.'

    Osobiście znam osobę, która nie wycięła z ramienia ogniska pierwotnego
    czerniaka (z powodu strachu przed operacją, przesądów typu 'rak nie lubi noża,
    a jak się powietrze dostanie to..'etc.. poza tym 'leczyła się' kropelkami
    róznymi)... Po roku miała ponad 20 przerzutów tegoż czerniaka na całą skórę (od
    szyji do stóp + cewka moczowa)- w końcu dała się namówić na operację (chemia
    nie zatrzymywała wysiewu czerniaka). W chwili obecnej ma usunięte wszystkie
    przerzuty (miejsce po zmianie pierwotnej było operowane 3 razy), bierze mocną
    chemię.
    Dlaczego opisałam jej historię. Bo gdyby nie przesądy !! usunęła by zmianę
    pierwotną już dawno i najprawdopodobniej miałaby świety spokój od 3 lat. A
    tak...Usłyszała od znajomego, ze znajomy znajomego usunął czerniaka i zmarł po
    2 tygodniach...wyczytała, że krzem leczy...bała sie zabiegu, bo rak nielubi
    noża...Nic nie dały niestety zapewnienie 'chcę żyć, jestem młoda, dobrze się
    czuję i wyjdę z tego'... No i zrobiła sie z tego poważna bardzo sprawa - a jak
    się skończy ? Oby pozytywnie, choć szanse na to raczej duże nie są.

    'Tamta pani na operacje nie poszla, zyla na pewno 2,5 roku, nie wiem czy nadal
    zyje, bo moja mama z nia kontakt stracila, ale nawet gdyby nie zyla, to 2,5
    roku bez robienia niczego, to uwazam tez jest sukces i jak to sie stalo?'


    Liina? Czy uważasz że nie poddanie się operacji i 'trwanie' w chorobie 2,5 czy
    też 3 lata to sukces? Czyż sukcesem nie jest podjęcie leczenia zakończonego
    powodzeniem, lub też 'darowanie' większej ilości czasu - zwłaszcza jak ma się
    małe dzieci ???

    Proponuję - podajcie mi przykład choć JEDNEJ osoby która wyszła z nowotworu nie
    korzystając WCALE z medycyny konwencjonalnej. Nie chodzi mi o przykład typu:
    słyszałem, czytałam...znajomy, znajomego mówił. Chodzi mi o przykład
    udokumentowany wynikami badań - i zaznaczam - osoby, która nie podjęla ŻADNEGO
    leczenia konwencjonalnego, czyli bez noża, chemii, radio, etc...

    Toczyłam już wiele dyskusji na tematy lecenia niekonwencjonalnego (choćby na
    Onkolinku), nikt nigdy mnie nie przekonał, czy niepodał konkretów o które
    pytałam... 5 lat i nic, żadnego 'cudu' w pełnym tego słowa znaczeniu. Znam zas
    sporo osób, które sa w pełnej remisji choroby od dawna (czyli są uznawane za
    wyleczone), ale po klasycznej medycynie.

    Bo co innego wspomaganie leczenia, a co innego pełna rezygnacja z niego.

    Pozdrawiam,
    Anka
  • mami666 16.07.06, 14:48
    Chyba nie ma takiej osoby. Niemal wszystkich ze zdiagnozowanym nowotworem leczy
    się konwencjonalnie. Tylko w dużej części (też z powodu zaawansowania choroby)
    takie leczenie nie przynosi skutków. Wtedy sięga sie za co innego (zioła,
    bioenergoterapia) i to CZASEM daje rezultaty. Dlatego warto próbować ale nigdy
    nie rezygnując z lekarza konwencjonalnego. Chociaż ja nie wiem czy np. w
    przypadku mojego Taty zdecydujemy się na chemię, bo to chyba by go zabiło.

    Nigdy nie zrozumiem osób, które nie chcą się badać czy poddawać operacjom z
    powodu lęku. CZy one myślą co będzie dalej? Że jak nie będą o tym mówić i
    myśleć to choroba zniknie?
  • pablos30 17.07.06, 19:59
    Tak, znam osobiście parę przypadków, kiedy osoba pozbyła się nowotworu bez
    ingerencji chemii- i radio. Najczęściej powodem był wiek lub stan organizmu, że
    lekarz prowadzący nie mógł już zaproponować takiego leczenia. I stało się to za
    pomocą produktów utworzonych za pomocą biotechnologii, których bazą wyjściową
    są zioła i nne substancje naturalnego pochodzenia.
    A propos: wierzę, nie wierzę ... Spróbujcie za pomocą wiary spowodować, że
    przestanie dzialać Wasz komputer ... Czyjaś niewiara nie spowoduje, że coś
    przestanie działać. PRzecież nie żyjemy w średniowieczu!!!
    Wiara lub niewiara jest wskaźnikiem tam, gdzie nie ma faktycznych dowodów.
    pozdrawiam
  • gontcha 17.07.06, 20:15
    bez chirurgii też, bez jakiejkolwiek ingerencji lekarza...? udokumentowany
    przypadek wyleczenia? bo ja o to pytam...chyba nie zrozumiałeś moich postów
  • pablos30 17.07.06, 22:18
    Tak. Nie udokumentowany ... rozmawiający ze mną, chodzący wśród żywych ... po
    chyba 2 latach po teoretycznie zakładanej śmierci. I nie ma nowotworu.
  • gontcha 17.07.06, 22:44
    Konkrety proszę...rozpoznanie, przebieg leczenia (o ile takowe było, a mniemam
    że tak), wyniki badań świadczące o pełnym wyleczeniu z nowotworu złośliwego.
    Bo moc chińskich ziół które od wczoraj reklamujesz na różnych forach (zdrowie,
    zioła) jest mało przekonująca - polecasz je na niedoczynność tarczycy,
    zapalenie oskrzeli etc...
  • unhappy 21.07.06, 18:48
    > Konkrety proszę...

    Pablos30 niestety znika jak sie go poprosi o konkrety. Chyba jeszcze nie ma
    pelnego pomyslu na sposob promocji swojego "towaru"
  • reloud2 18.07.06, 15:25
    winner2006.

    Jeśli masz szansę na operację, skorzystaj z niej. NAPRAWDĘ.
    Moja mama nie zoperowała nowotworu(pierś)- może się bała, może ktoś jej kiedyś
    (prof.med) odradził interwencję chirurgiczną, ktoś polecił niekonwencjonalną
    metodę...
    Efekt jest bolesny - dla niej , dla nas.
    Powoli gaśnie, choć pragnę z całych sił by żyła.
    Aktualnie nowotwór zajął prawą częsć klatki piersiowej, przeszedł na drugą
    pierś (lewa) zają bark i prawą rękę. zaczynają otwierać się rany na
    przedramieniu i w zgięciu. Cierpi.
    Wszyscy płaczemy, a Ona czasem żałuje - że to nie była dobra decyzja...
    Odwrotu nie ma...:(

    Dlatego jesli masz szansę - nie marnuj jej. Możesz równolegle leczyć się
    niekonwencjonalnie - wspomagać, ale nie ograniczaj się.

    Pozdrawiam i życzę dużo sił i rozsądku w wierze w cuda.

    Urszula (reloud1)
  • matthilde 16.07.06, 12:11
    tak jak nagle rozpoczyna sie nowotwor. Oprocz wielu czynnikow, ktore wplywaja
    na rozwoj nowotworu, musi nastapic patologiczna mutacja DNA komorek, z ktora
    organizm sobie nie radzi i nowotwor sie rozwija. W podobny sposob moze dojsc do
    samowyleczenia - nastapi znow spontaniczna mutacja w komorkach nowotworowych i
    zacznaja one obumierac. Zdarza sie to niestety bardzo, bardzo rzadko.

    Sama jestem dotknieta choroba nowotworowa, bylam ostatnio na kongresie
    medycznym z nia zwiazanym, gdzie po raz kolejny wybitni specjalisci
    przekonywali o jedynej skutecznosci medycyny tradycyjnej i, akceptujac je jako
    ewentualne uzupelnienie glownego leczenia, radzili podchodzic z duza
    ostroznoscia do wszelkich preparatow niekonwencjonalnych, szczegolnie takich,
    ktore wymagaja duzych nakladow finansowych.

    W kazdej chorobie nowotworowej bardzo istotna role odgrywa nastawienie do niej,
    czyli z jednej strony pogodzenie sie z tym, ze stala sie ona czescia naszego
    zycia, z drugiej zas pelne zmobilizowanie sil psychicznych w proces zdrowienia.
    Bardzo polecam ksiazki O.Carla Simontona "Triumf zycia, mozesz miec przewage
    nad rakiem", oraz "Jak zyc z rakiem i go pokonac". Autor prowadzi nas w
    przystepny sposob poprzez wszystkie etapy choroby nowotworowej, ale przede
    wszystkim prezentuje program cwiczen, ktore pomagaja wychodzic z choroby i
    zachowac zdrowie, a jesli prognoza jest niekorzystna - dobrze, minimalizujac
    bol i lek, przezyc ostatnie miesiace czy dni.

    Pozdrawiam Wszystkich Czytajacych bardzo serdecznie
    Matthilde

  • winner2006 18.07.06, 15:03
    Bo generalnei sprawa ma się tak, ze jak czytam mądre książki o leczeniu
    naturalnym, o jakiejś medycynei ludowej itp i nawet jak szperam w necie o
    możliwościach wyleczenia się beż lekarza - to faktycznie informacji jest sporo.
    I wszystkie brzmią baaardzo wiarygodnie i logicznie i rozsądnie i w ogóle ....
    Że organizm jak sam sie wpędził w chorobę, to sam się moze z niej wyleczyć (w
    moim przypadku nie ma podstawy genetycznej, nie "odziedziczyłam" raka po kimś).
    No i w ogóle dużo czytam o tym oczyszczaniu organizmu i o tym, ze on jest jak
    fabryka, a jeśli fabryka źle funkcjonuje to trzeba usprawnić jej działanie od
    wewnątrz itp, itd. ......
    I to wszystko bardzo mnie przekonuje, ale fakt faktem, ze nie znam nikogo
    konkretnego, kto w ten sposób się wyleczył.
    Ktoś mi powiedział - bo nie obracasz się w takim srodowisku, bo takich osób
    które rezygnują z lekarza i leczą się same jest mało. No właśnie!
    DLatego myślałam, ze może pisząc o tym na forum kogoś znajdę.
    Ale podkreślam - ja nie rezygnuję z leczenia przez lekarza, ale chciałabym meić
    tylko potiwerdzenie, ze to co robię poza konwencjonalnym leczeniem też ma
    pozytywny skutek na wynik leczenia, na pozbycie się raka ......
  • gontcha 18.07.06, 16:01
    Hej Winner,

    Są osoby, które ni epotrzebuja dodatkowego bodźca w postaci leczenia
    niekonwencjonalnego (bąź w nie po prostu nie wierzą). Są osoby, którym
    dodatkowe wspomaganie jest potrzebne - to sa skomplikowane i złożone sprawy
    naszej psychiki. Generalnie: jeśli odczuwasz taką potrzebę to nie widzę
    przeciwskazań do dodatkowego leczenia, ale ZAWSZE konsultuj to z lekarzem, bo
    inaczej może to przynieść skutek wręcz odwrotny. Wiele z preparatów naturalnych
    ma przeciwne działanie do np. chemii i stosowanie jednego i drugiego leczenia w
    tym samaym czasie wyklucza się wzajemnie. Wszelkie zioła też trzeba stosowac z
    rozsądkiem i umiarem, bo tez mogą być szkodlwe (za duże dawki, złe połączenia -
    zioła to tez leki).
    Nie znajdziesz osoby, która wogóle zrezygnowała z konwencjonalnego leczenia a
    wyleczyła się z nowotworu. Jak sama napisałaś -
    '> Ktoś mi powiedział - bo nie obracasz się w takim srodowisku, bo takich osób
    > które rezygnują z lekarza i leczą się same jest mało. No właśnie!'
    NO WŁAŚNIE !!! - poza tym często są to osoby po leczeniu konwencjonalnym,
    które to leczenie przerwały (lub skończyły).
    Gdybym leczyła się niekonwencjonalnie tuż po mojej operacji to też bym
    rogłaszała pewnie na prawo i lewo, że to mi własnie pomogło - ale ja nie
    stosowałam takich środków. Często tak rodzą sie mity właśnie i przeświadczenie
    że coś pomogło - rozumiesz o co mi chodzi?
    Natomiast ja kompletnie nie rozumiem i potepiam ludzi, którzy namiawiają, czy
    też nachalnie wmawiają, ze bez noża i leczenia, za pomocą 'cudownego' środka
    moża wyjść z raka...to bzdury i za to powinien byc prokurator, bo to jest
    żerowanie na ludzkim nieszczęściu.
    Zreszta pomyśl sama - jak jeden środek (obojętnie jaki) może leczyć wszystkie
    typy raka + inne choroby. Jak coś jest na wszystko to jest doniczego... Nie
    istnieje panaceum na wszystkie choroby...
    Lecz się, wspaomagaj dodatkowo (ale mądrze).
    Życzę powodzenia i pozdrawiam,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • winner2006 18.07.06, 19:16
    Tak, tak - oczywiście przyznaje Ci rację. I dlatego leczę sie i u lekarzy i
    sama :)
    Nie łykam zadnych specyfików z apteki (nie pamietam czy juz tu o tym pisałam,
    ponieważ mam na forum też drugi topik i może pisałam o tym tylko tam).
    PO prostu sie zdrowo odzywiam, cwiczę, haruje ciało, odtruwam organizm (sok z
    buraka, propolis, zdrowa zywnosc) i pozytywnie mysle :-)
    To wszystko - konsultowałam z lekarzem - nie zabronił :)
    I nie jem nic z czego słyszałam, ze rak moze mieć pożywke - czyli mieso
    czerwone, konserwanty (konserwy, wędzonki, zupki w proszku, fasf foody i
    inne "gotowce").

    Tak, przyznaje, ze nie ma penwi środka, który leczyłby wszystkei odmiany raka
    (logicznie nie wydaje się to możliwe), ale czytałam w wielu meijscach, ze
    poprzez odtruwanie organizmu sam organizm jak staje się zdrowy zaczyna uporać
    się z chorobą.

    No i zastanawia mnie też co jest w tych bioenergoterapeutach?
    Nie znam nikogo cudownie uleczonego i podchodzę do tego sceptycznie, ale
    jak byłam mała moja mama była ze mną u takiego uzdrowiciela (ponieważ mam
    wrodzoną wadę wzroku). Zawiózł nas tam mój ojciec, który siedział i czekał na
    nas w samochodzie (nawet nie wyszedł). Bioenergoterapeuta mi co prawda nie
    pomógł, ale badajac mnie powedział mojej mamie, ze wyczuwa,że jej maż ma bardzo
    poważne krwotoki z nosa. I faktycznie był to okres, kiedy mojemu ojcu ciurkiem
    ni z gruszki ni z pietruszki zaczynała często lecieć krew. Pamietam mamę
    biegającą z mokrymi ręcznikami na okłady na nos i czoło , a krwi nie dawało sie
    długo zatamować. Tak wiec jak bioenergoterapeuta jej to powiedział, to ją
    zatkało. POwiedział też co mama ma stosować, aby to powstrzymac (wcierac w
    plecy spirutys z pieprzem). I po kilku takich wcieraniach ojcu "przypadłosć"
    kompletnie przeszła.
    Wiem, nie było to cudowne uzdrowienie przez dotyk czy coś, ale sam fakt, ze on
    to odkrył u osoby, której nawet nie widział i poradził co zrobic jest dla mnei
    do dzis szokiem.
  • gontcha 18.07.06, 19:46
    I tak trzymać :)))
    Sama będę miała teraz terapię oczyszczającą organizm - ozonoterapię.
    Pozdrawiam,
    Anka

    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • winner2006 18.07.06, 21:46
    A na czym ta ozonoterapia polega?
    Domyslem sie - leczenie ozonem :-) Ale coś wiecej?
  • gontcha 18.07.06, 22:16
    To jest autotransfuzja - pobierają krew, ozonują, a potem 'oddają' - oczywiście
    w gabinecie lekarskim.
    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • liina 18.07.06, 23:39
    Hej,

    jestes w swoich wypowiedziach nieco agresywna, ale byc moze podchodzisz zbyt
    emocjonalnie do tego wszystkiego.
    Juz zanim moja mama zachorowala interesowalam sie rakiem jako zjawiskiem, jak
    mama zachorowala, to sporo czasu rylam gdzie sie dalo.
    Piszesz do mnie nastepujace zdanie:
    "Liina? Czy uważasz że nie poddanie się operacji i 'trwanie' w chorobie 2,5 czy
    też 3 lata to sukces? Czyż sukcesem nie jest podjęcie leczenia zakończonego
    powodzeniem, lub też 'darowanie' większej ilości czasu - zwłaszcza jak ma się
    małe dzieci ???"

    Osobiscie uwazam, ze sukcesem jest zycie 3 lata bez chemii i bez noza w
    porownaniu z 3,5 roku zycia mojej mamy w chorobie nowotworowej, gdzie przeszla 4
    operacje i 21 chemii łacznie, kończąc sie tym wszystkim maksymalnie,
    wyniszczajac organizm itd. Nie wiem ile jest takich przypadkow i sie raczej nie
    dowiem za duzo, bo o takich ludziach medycyna nie pisze, medycyne nie interesuja
    przypadki wyleczone inaczej niz przez nia sama i jej metodami, niestety. Takich
    przypadkow sie nie opisuje w ksiazkach medycznych, bo sa to przypadki
    zaprzeczajace teorii medycyny, wiec opisu medycznego takich przypadkow raczej
    nie znajdzisz.


    Natomiast ja kompletnie nie rozumiem i potepiam ludzi, którzy namiawiają, czy
    > też nachalnie wmawiają, ze bez noża i leczenia, za pomocą 'cudownego' środka
    > moża wyjść z raka...to bzdury i za to powinien byc prokurator, bo to jest
    > żerowanie na ludzkim nieszczęściu.
    > Zreszta pomyśl sama - jak jeden środek (obojętnie jaki) może leczyć wszystkie
    > typy raka + inne choroby. Jak coś jest na wszystko to jest doniczego... Nie
    > istnieje panaceum na wszystkie choroby...

    Musisz dobrze sie zastanowic kogo potepiasz, bo mylisz chyba dwie rzeczy.
    Rozumiem, ze potepiasz tych, ktorzy namawiaja do rezygnacji z noza, bo chca
    komus wcisnac cudowny srodek i zarobic na chorym na raka, a co z tymi co zarobic
    nie chca i maja inne zdanie lub przekonanie? Tych tez potepiasz za inne zdanie?,
    odmienne od twojego?
    Ja osobiscie nie namawiam nikogo do rezygnowania z metod konwencjonalnych, ale
    uwazam, ze powinno wprowadzic sie leczenie np. gorączką, przynajmniej w stadium
    poczatkowym raka, uwazam , ze to by dalo efekty duzo lepsze niz chemia, ktora
    sie wali czasem "zapobiegawczo", tylko, ze sie nie pamieta, ze chemia sama
    usposabia organizm do zapadniecia na raka w gruncie rzeczy, bo obniza bardzo
    odpornosc, a to jest furtka dla raka,to takie zamkniete kolo. Wiem, ze nie ma
    innego leku obecnie, wiec podaje sie to co jest,ale kierowalambym sie bardziej
    na ta goraczke.Mysle, ze jesli zmiana jest mala i mozna ja wyciac z marginesem,
    to zamiast chemii, powinno sie podawac srodki wywolujace sztuczna goraczke, w
    ktorej organzim broniac sie , zabilby resztki raka. W temperaturze 40 stopni rak
    zdycha, jest wrazliwy na cieplo, do tego w tak wysokiej temperaturze dochodzi
    nadmierna produkcja natural killer odpowiedzilnych za zjadanie komorek
    rakowych.Uwazam, ze takim sposobem mozna by bylo trwale wyleczyc wielu ludzi ,
    nie niszczac w zaden sposob ich systemu immunologicznego, bo chemia niszczy go
    raz na zawsze.

    Zreszta pomyśl sama - jak jeden środek (obojętnie jaki) może leczyć wszystkie
    > typy raka + inne choroby. Jak coś jest na wszystko to jest doniczego... Nie
    > istnieje panaceum na wszystkie choroby...

    Nie wiem jaki srodek masz na mysli, chyba zaden konkretny.
    Jesli myslisz tutaj o ziołach, to sie grubo chyba mylisz.Pozdarwiam.


  • gontcha 18.07.06, 23:49
    Liina chyba jednak niezbyt dokładnie rozumiesz moje posty...
    Reszty nie skomentuję...nie ze względu na brak argumentów, brak wiedzy, etc...
    po prostu uważam, że wystarczy.

    KONIEC TEMATU


    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • liina 18.07.06, 23:59
    A ja uwazam temat za ciekawy bardzo, owszem kontrowersyjny nieco, ale jednak nie
    da sie zaprzeczyc, ze czasem sie zdarza cos czego wytlumaczyc nie umiemy i warto
    o tym tez pomyslec i porozmawiac.
    Podaje linka do czasopisma "Słuzba Zdrowia", akurat jest tam opis przypadkow
    dziwnych, min. przypadkow wyleczen raka bez stosowania metod tradycyjnych ze
    wzgledu na bardzo zly stan pacjenta, a okazuje sie, ze zdarzaja sie osoby, ktore
    jednak wychodza cudem , bo wedlug medycyny zyc juz nie powinny.
    www.nautilus.org.pl/article.php?articlesid=701
    Posty Twoje chyba rozumiem, przynajmniej tak mi sie wydaje, jestes w swoich
    wypowiedziach bardzo stanowcza i widzisz wszytko na czarno albo bialo, a tak nie
    da sie chyba i to raczej nie Ty decydujesz czy dyskusja na ten temat sie
    zakonczy, tylko my wszyscy na tym forum.
    Pozdarwiam.
  • gontcha 19.07.06, 00:05
    Jednak nie rozumiesz moich postów, a szkoda...
    A akurat w tym przypadku to ja zdecyduję, bo przestanę dyskutować po prostu :)
    I nie ucz mnie 'odcieni szarośći' - za mało mnie znasz i nie wiesz co przeszłam.

    THE END
    --
    mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue
  • liina 19.07.06, 00:16
    A ty wiesz co ja przeszlam czy inni na tym forum?Lepszy jest ten kto wiecej
    przeszedl Twoim zdaniem i ma wieksze lub mniejsze prawa do czegos?
    W ogole takie gadanie bez sensu co kto przeszedl. Wszyscy przechodzimy tutaj to
    samo.Kazdy ma swoje doswiadczenia, bywa, ze inne i stad wymiana tych doswiadczen
    czy spostrzezen, co jest naturalne i jak najbardziej potrzebne, nawet jesli te
    czyjes doswiadczenia czy czyjes odmienne zdanie ci sie nie podoba.
    Ty sie z dyskusji wylaczysz najwyzej, nie mam nic przeciwko, ale sa jeszcze inni
    na forum, ktorzy moze na ten temat chca pogadac.Jesli nie chcesz, to cie nie
    zmuszam przeciez.

    I nie ucz mnie 'odcieni szarośći' - za mało mnie znasz i nie wiesz co przeszłam
    > .
    Myslisz, ze przeszlas cos gorszego niz moja mama, ktora umarla w marcu? niz inni
    ludzie, ktorzy teraz umieraja? czy my zdrowi, ktorzy nie spimy cale noce bojac
    sie o swoich bliskich? albo nie spismy z tesknoty za nimi? albo placzemy jak
    czytamy post, ze kolejna osoba odeszla? wszyscy przechodzimy bez wyjatku to samo
    , nikt nie przezywa tego mniej lub bardziej, wszyscy bólimy jednakowo.
  • czap 19.07.06, 00:32
    Dziewczyny!!!!
    Nie tak ostro-serce mi się kraje.Idźcie już spać i kolorowych snów życzę.
  • goniatara 20.07.06, 23:52
    Nie bylo mnie przez kilka dni i choc obiecywalam sobie, ze bede unikac
    konfrontacji z osobami, ktore nie bardzo wiedza, co wypisuja to niestety musze
    zabrac glos raz jeszcze. Nie byloby to zgodne z moim sumieniem, gdybym
    przemilczala pewne bzudy, niedomowienia, czy zwykle klamstwa. Gdyby temat
    dotyczyl odchudzania sie na przyklad to pewnie darowalabym sobie, ale chodzi tu
    o bardzo powazna, skomplikowana chorobe, jaka jest choroba nowotworowa. Liina
    autorytatywnie pisze, ze "chemia niszczy system immunologiczny na zawsze". W
    innym watku zas pisze, ze co prawda nie jest lekarzem, ale jest "obkuta" w
    temacie. Otoz smiem twierdzic, ze nie jest "obkuta" zupelnie i jest jedna z tych
    osob, ktorym sie wydaje, ze wypisywanie podobnych bzdur to jakas forma czy to
    zaspokajania sie, czy tez rodzaj (koszmarnej) rozrywki. Otoz Droga Liino!
    Chemia, przed ktora tak ostrzegasz spoleczenstwo ratuje milionom ludzi na
    swiecie zycie. Wszyscy, ktorych znam, ktorym sie udalo pokonac chorobe dzieki
    poddaniu sie rutynowemu leczeniu, w tym seriom chemii, maja sie doskonale. Po
    jakims czasie Droga Liino, organizm wraca do NORMY, system immunologiczny TEZ.
    Wszystkim wyniki wrocily do normy i choc zajmuje to nieco czasu to organizmy ich
    funkcjonuja w obecnym czasie, jak u zdrowych ludzi. Jednym przychodzi to
    latwiej, innym nieco dluzej, ale brednie typu, ze "chemia niszczy (cokolwiek) na
    zawsze" sa nie do przyjecia. Nie bede juz nawet komentowac watkow o "goraczce i
    ze przy 40C rak zdycha", jest to zbyt zalosne, jakkolwiek by tego nie
    rozdrabnial, czy byl to rak we wczesnym stadium, czy tez nie... Wiedza, jaka tu
    prezentujesz jest poziomu tego sloika z moczem wystawianego na slonce, o ktorym
    pisalas na forum w marcu tego roku (odsylam zainteresowanych do archiwum). Jesli
    wierzysz, ze (to sa Twoje wlasne slowa) przerzuty czerniaka mozna latwo (!!!)
    stwierdzic siusiajac do sloika i wystawiania go na slonce to juz zupelnie rece
    opadaja. "Mocz ciemnieje jesli sa przerzuty"? Prosze nadrobic PODSTAWOWE, na
    poziomie pierwszych klas biologii szkoly sredniej wiadomosci. Nie pisalabym o
    tym, gdyby tego typu "rewelacje" wypisywane tu na forum nie moglyby byc
    potencjalnie grozne dla ludzi, ktorzy czesto wystraszeni szukaja odpowiedzi w
    internecie. Mam jedynie nadzieje, ze nikt nie siusial do sloika, a potem umieral
    ze strachu, bo mu ten mocz na sloncu sciemnial. Stosowanie chemii tez im nie
    pomoze,ba! moze bezpowrotnie zaszkodzic...Liino! Prosze sobie zrobic przerwe w
    tej szkodzacej pisaninie i przysiasc najpierw nad podstawowymi ksiazkami z
    zakresu biologii, medycyny, a dopiero pozniej zglebiac swoja wiedze o chorobach
    nowotworowych. No i zamiast goraczkowac, raczej zbic owa goraczke chocby zimnym
    kompresem na czolo, wtedy latwiej sie bedzie uczyc. Ach! No i prosze nie
    zarzucac komus (tak, jak zarzucasz to gontchy) agresywnosci, bo niektore rzeczy,
    ktore piszesz sa po prostu oburzajace. Wzburzenie nasze wynika wlasnie z powodu
    powagi tematow, ktore tu poruszamy i ktos, kto ma podstawowa wiedze o istocie
    choroby nowotworowej bedzie rozumial podenerwowanie innych. Apeluje raz jeszcze
    do rozsadku.
    Malgorzata
  • goniatara 21.07.06, 08:43
    Po przeczytaniu wlasnych postow zauwazam pewne problemy,wynikajace z braku
    kontaktu codziennego z jezykiem polskim. Mam nadzieje, ze zostanie mi to
    wybaczone(jestem poza krajem kilkanascie lat) za to merytoryczna strona tego, co
    chce wyrazic zostanie zrozumiana, a o intencjach nie musze chyba zapewniac.
    Malgorzata
  • liina 21.07.06, 09:03
    Malgorzato,

    znajde ci ta ksiazke, w ktorej czytalm o tym czerniaku. Troche mi to czasu
    zajmie, bo bylo to kilka lat temu, kiedy moja mama jeszcze nie chorowala,
    natomiast chorowal moj wujo na czerniaka. Zaznaczylam potem w tym poscie, ze to
    nie jest moja opinia, ze gdzies to wyczytalam tylko, ale tak naprawde jest
    wiele ksiazek, ktore pisza bzdury, wiec moze to byla jedna z tych "bzdurnych"
    ksiazek. Teraz tego nie pamietam po prostu czy to byla mniej lub bardziej
    "bzdurna" ksiazka. Taka informacja mi sie akurat wtedy gdzies po glowie
    kołaczyła. Wydawalo mi sie, ze czytalam to gdzies w ktorejs z ksiazek
    medycznych, ale nie jestem juz teraz pewna, bo rozne wtedy ksiazki czytalam.
    Nie napisalam, ze jest to absolutnie sparwdzone , tylko, ze gdzies o takim czyms
    czytalam,a rozne rzeczy sie czyta.

    Nie bede juz nawet komentowac watkow o "goraczce i
    > ze przy 40C rak zdycha", jest to zbyt zalosne, jakkolwiek by tego nie
    > rozdrabnial, czy byl to rak we wczesnym stadium, czy tez nie...

    Odnosnie goraczki, to pocztaj sobie ta strone:
    www.immunolab.pl
    Tutaj masz serie artykulow i badan medycznych na temat goraczki i raka.
    Moze troche i ty tez sie douczysz zanim zarzucisz mi, ze pisze bzdury.


    Otoz smiem twierdzic, ze nie jest "obkuta" zupelnie i jest jedna z tyc
    > h
    > osob, ktorym sie wydaje, ze wypisywanie podobnych bzdur to jakas forma czy to
    > zaspokajania sie, czy tez rodzaj (koszmarnej) rozrywki

    Wiesz, powiem ci, ze cos mi sie robi, jak czytam, ze ja sie tutaj "rozrywkuje".
    CHYBA JEST TO NAJGORSZA RZECZ JAKA KTOS MOGŁ O MNIE TUTAJ NAPISAC.

  • liina 21.07.06, 09:17
    Stosowanie chemii tez im nie
    pomoze,ba! moze bezpowrotnie zaszkodzic...Liino!

    Gdzie to napisalam?
    Pisalam o substancjach nazywanymi cholinami i o tym, ze powinno sie badac
    chorego pod katem przerzutow najpierw.
    Nie jestem jedyna osobą na tym forum, ktora o tym czytala czy slyszla jak sie
    okazuje.To, ze ty o tym nie czytalas, nie oznacza, ze tak wlasnie nie jest.
    Masz do mnie jakies uprzedzenie, bo patrze sie nieco z boku na wszytko, ale
    nikomu nie mowie, aby na chemie nie szedl, natomiast jesli chodzi o goraczke, to
    kobieto poczytaj sobie nieco na ten temat, poszukaj informacji, zanim mi
    napiszesz, ze sobie na forum urzadzam rozrywke.
    Przez dlugi czas pisalam w kierownikiem tego instytutu immunologii w Toruniu i
    moje sporzezenia dotyczace goraczki sa jak najbardziej trafne. Napisz sama do
    tego insytutu i sie zapytaj specjalistow, bo ja nim nie jestem.Wtedy moze troche
    otrzezwiejesz i pomyslisz, zanim kogos urazisz tak mocnym stwierdzeniem jak
    rozrywkowanie na forum o raku.
    Czasem pisze cos odmiennego na forum, ale najczesciej zaznaczam, ze sa to moje
    spostrzezenia, moje przesmyslenia itd., bywa, ze potwierdzaja sie one w
    literaturze naukowej, tak jak np. z ta goraczka.
    Gdybys byla mniej zadufana w sobie, to bys najpierw informacje sprawdzila.
    Tragiczne jest to, ze potrafisz mnie oskarzyc o rozrywke, gdzie moja matka
    zmarla 3 miesice temu na raka, nie sprawdzajac najpierw czy to co pisze ma
    jakies uzasadnienie. Twoim zdaniem moze nie miec, kazdy ma prawo do swojego
    zdania, ale nie ma juz kazdy prawa do tego, aby czyjes uczucia mieszac z blotem
    tak jak to ty teraz zrobilas.
    Moja matka zmarla na raka 3 m-ce temu, a ty mi smiesz zarzucac , ze ja sie BAWIE
    tutaj????
  • shadowland1 23.07.06, 11:35
    oj, chyba Cie troche ponioslo goniatara, nawet nie troche; to, ze liiana
    zamieszcza tutaj swoje mniej lub bardzie sprawdzone teorie na temat leczenia to
    jedno ale zarzucanie jej zych intencji czy rozrywki jest czyms obrzydliwym,
    biorac pod uwage fakt, ze kilka miesiecy temu stracila matke; jej wiedza napewno
    nie jest gruntowna i wszechstronna ale jestem pewna, ze piszac tutaj o swoich
    doswiadczeniach w walce z choroba mamy czy o tym co wyczytala w ksiazkach
    kieruje sie dobrymi intencjami; powinnas ja przeprosic a zamiast zarzucac jej
    pisanie bzdur po prostu merytorycznie odniec sie do tego co ona pisza, z czym
    konkretnie sie nie zgadzasz i dlaczego bo tak tylko odpowiadzasz ignorancja na
    ignorancje, przemysl to
  • liina 19.07.06, 07:46
    Mimo, iz bylabym sklonna stwierdzic, ze chemia nie jest zawsze i to w kazdym
    przypadku najlepszym wyjsciem i ze powinno sie nad tym czasem glebiej zastanowic
    i przypadek danego pacjenta wiecej przeanalizowac, to ten artykul mi sie nie
    podoba i mnie nie przekonuje generalnie.
    Tak jak pisalam, uwazam, ze w stadiach poczatkowych powinno sie leczyc goraczka,
    pobudzaniem naturalnego systemu odpornosciowego, a nie chemia i podejrzewam, ze
    tak bedzie za jakis czas, bo sa juz nad tym badania, powstaje teraz na ten temat
    ksiazka w Instytucie Immunologii w Toruniu, ale niestety minie pewnie jeszcze
    duzo czasu zanim medycyna pojdzie w tym kierunku do przodu.
  • winner2006 19.07.06, 09:37
    Hej LIINA - ciekawe to, o czym piszesz.
    I o tej chemii. Czy to prawda więc, ze to co chemia zniszczy juz sie ngdy nei
    da odbudowac? ROzumiem, ze ona działa szkodliwie i na zdrowe komórki i organizm
    po chemii jest słabszy, mniej odporny itp, ale czy potem nie można tego
    odbudować? Czy do końca życia jest sie juz "gorszym"?
    Jesli tak jest, to "opieprze" mojego lekarza, ze nie informuje pacjentow o
    takich rzeczach!!!

    I druga sprawa - o tej gorączce to też ciekawe. Tyle, że u mnei stan był dosć
    poważny. Lekarze jakoś migał sie z odpowiedzia jak zapytałam o rodzaj
    złosliwosci guza (czy jak to sie tam nazywa), twierdząc, że to nie etap, na
    którym sie to określa. Niemnjiej jednak mój guz był dość duży - ok 3 cm
    średnicy i powiedzieli, ze musza błyskawicznie zadzialać, aby nei
    rozprzestrzeniał sie - stąd chemia zaraz na drugi dzień po diagnozie.

    Konsultowalam to tez z innym lekarzem - powiedzil, ze na operacje musialabym
    troche poczekac i w zwiazku z operacja tez nie moglabym przyjac od razu chemii,
    a tu liczyl sie kazdy dzien, aby nie pozwolic guzowi sie powiekszac i
    rozprzestrzeniac.
  • differentview 19.07.06, 09:54
    liina, moim zdaniem mozemy sobie medrkowac, rozwazac teoretycznie czy chemia i
    operacja to mniejsze czy wieksze zlo ale fakty sa takie, ze jest to jednyn
    dostepny w tej chwili sposob leczenia choc cale sztaby naukowcow na calym
    swiecie probuja wymyslec cos lepszego; nie mozna odwodzic ludzi od
    konwencjonalnego leczenia skoro nie mozna zaproponowac nic lepszego; pomysl z
    temperatura...naprawde myslisz, ze to takie proste? wiele osob z nowotworami
    goraczkuje i jakos efektow tego nie widac; ja tez uwazam, ze chemia to trucizna
    okropna, ze niszczy uklad odpornosciowy, hormonalny, ze takie leczenie moze
    wiecej szkodzic niz leczyc ale co masz w zamian? moze za pare lat naukowcy
    odkryja w koncu mechanizm rozwoju choroby nowotworowej i okaze sie, ze po
    podaniu jednaj tabletki wszystkie zmiany zaczna znikac
  • liina 19.07.06, 10:09
    Goraczkuja, ale juz w stanie terminalnym, co oznacza, ze organizm sie budzi do
    walki, ale juz za pozno, nie udaje mu sie tego swinstwa pokonac. Jesli organim
    sie budzi w stanie terminalnym, to czy nie lepiej by bylo go obudzic jak jeszcze
    bylby w stanie sobie z tym rakiem poradzic?
    Gdyby pacjent dostawal takiej goraczki zaraz po operacji, to efekt bylby na
    pewno duzo lepszy niz efekt goraczki w stanie terminalnym czy tez efkt chemii.
    Swojej mamie chcialam podawac krowie melko domiesniowo, aby wywolac goraczke u
    niej, zanim jeszcze dostala goraczki bedac w stanie terminalnym. Pisalam po
    roznych klikikach i szpitalach, spotkalam sie z roznymi opianiami, nawet jeden
    profesor mnie wysmial, ale to wcale nie jest smieszne.Sam po prostu nie czyta
    publikacji najnowszych, nie idzie do przodu.
    W Toruniu znajduje sie Insytut Imunologii, gdzie kierownikiem placowki jest
    bardzo mily czlowiek, doktor, ktory zajmuje sie badaniem wplywu goraczki na
    raka. Jest to jedyny instytut w Polsce, ktory to bada, jeden naukowiec z garstką
    studentow, ktorzy to wszystko analizuja.
    Sporo czasu z nim pisalam, Jego zdaniem pomysl z krowiem mlekiem lub innymi
    substancjami , ktore by ta goraczke wywolywala jest dobrą droga.
    Pan ten nie jest niestety lekarzem i nie mial prawa podac mojej mamie nawet
    eksperymentalnie np. tego mleka, a niestety nie znalazlam lekarza, ktory by sie
    tego podjal, choc metoda nie jest ryzykowna , jest latwa i nawet juz sprawdzona,
    bo wiem, ze ok. 20 lat temu na WAM-ie w Lodzi leczono tak ludzi na okulistyce z
    bardzo dorbymi efektami.
    Jestem przekonana, ze gdyby wywolywac systematycznie taka goraczke, to daloby to
    duzo lepsze efkty niz chemia, przynajmniej u ludzi, ktorzy nie sa w stadiach
    terminalnych.
    Mam nadzieje, ze publikacje tego naukowca z Torunia i Jego praca przyniosa moze
    za jakis czas efekty w tym kierunku.
    Ludzie, ktorzy rzadko choruja, rzadko sie przeziebiaja i generalnie maja dobre
    zdrowie, czesciej zapadaja na raka, bo po prostu sie nie bronia , atakuja ich te
    same bakterie co wszystkich, tylko, ze sie nie bronia, wiec nie maja goraczki, a
    nie majac goraczki czuja sie dobrze i im sie wydaje, ze nie choruja, a tutaj
    moze lezec w tym podstep jednak. To juz jest udowodnione naukowo z reszta.Nie
    jest to regula, ale ma to na pewno zwiazek z zapadlnoscia na raka.
  • adca 24.07.06, 09:14
    Mam prośbę o przesłanie namiarów na osobę z którą korespondowałaś.
    Szukam różnych informacji i sposobów leczenia, bo mój syn ma raka.
    Czytałam informacje ze strony w Toruniu, chciałabym wiedzieć, czy oni prowadzą
    gdzieś badania kliniczne.
    Mój syn nie jest takim ewidentnym przypadkiem okazu zdrowia, bo jako dziecko,
    mniej więcej do 11 roku życia chorował, miał alergię itp.
    Jeżeli ma wadę genetyczną, choć nie potwierdzono tego w badaniu, to nie jestem
    pewna czy sztuczne pobudzanie systemu immunologicznego do działania coś da, bo
    wtedy chyba sam system jest uszkodzony.
  • liina 19.07.06, 09:55
    Nie jestem lekarzem, ale jestem dosyc dobrze obkuta , ze tak to nazwe.
    Chemia niszczy organizm bezpowrotnie raczej z tego co wiem. Owszem, organizm
    wstaje , ale nigdy juz nie bedzie tak dobrze stal, jak wczesniej. Chemia niszczy
    nerki, szpik, moja mama przez chemie dostala np. zwłóknienia nerek, potem
    wodonercze, krew sie odbudowala, ale tez nie byla rewelacja.
    Organizm taka chemie bedzie pamietal praktycznie zawsze, no ale co lekarz ma ci
    powiedziec? Nie ma innego srodka teraz, wiec dają co maja.
    Np. homeopaci w ogole nie podejmuja sie leczenia osob po chemii, bo ich system
    immunologiczny juz nie dziala tak jak pownien i leki homeopatyczne raczej pomoc
    nie moga. To nie jest takie wszystko proste, ciezko powiedziec co nalezy robic.

    Goraczka moze pomoc na pewno. 3 cm to nie tragedia, moja mama miala 6 cm na 8 cm
    na jednym jajniku.
    Przepraszam, ale nie doczytalam, gdzie tego guza mialas dokladnie?
    Nie wycieli go? Dali najpierw chemie?
    Napisz gdzie ten guz byl czy jest? Zbadali czy sa przerzuty?
  • winner2006 19.07.06, 09:51
    Dzieki MAMI - wkuknęłam, wydrukowałam, zaraz przeczytam.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 19.07.06, 09:53
    Mami, to strona z reklamą. Bedę wdzięczna, jesli na przyszłość nie bedziesz
    zamieszczać takich stron.
    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • mami666 19.07.06, 12:28
    wielkie sorry!
    Przyznam się, że nawet nie spojrzałam wyżej co to za strona. Zainteresował
    mnie sam tekst.
  • gnulka 19.07.06, 15:53
    liina jak analizuję to rzeczywiście moja mama (miała czerniaka)- też nigdy nie
    chorowała. Nawet z tatą wspominaliśmy o tym. Jak można wywoływać gorączkę?
    Chętnie bym spróbowała, bo ja też już miałam incydent nowotworowy, a też nigdy
    nie choruję,wszyscy w domu mają grypę a ja nie, czasami gorączka max 37,5 to
    może warto zapobiegawczo zadziałać?
  • liina 20.07.06, 07:35
    Gej Gnulka,

    wywolywanie goraczki nie jest byc moze az tak smoplikowane z medycznego punktu
    widzenia, ale samemu w domu raczej tego robic bym nie radzila.
    Prostym sposobem jest podanie np. krowiego melka domiesniowo, ale to w
    przypadkach konkretnych, to wywoluje goraczke 40 stopni i moze byc niebezpieczne
    jesli ktos by mial uczulenie .
    Jesli chodzi o takie lekkie podtrzymywanie organizmu w temperaturze czy w stanie
    gotowosci, to jest taki preparat " iscador", to jest wyciag z jemioly, on dziala
    nieco podobnie jak np. krowie melko, tylko ze nie tak ostro. Iscador jest
    przeznaczony dla ludzi chorujacych na rozne schorzenia, ktore sa zwiazane
    wlasnie z jakimis zaburzeniami ukladu odpornosciowego, min. z rakiem tez.
    Moja mama brala ten iscador, ale niestety za pozno to wyczytalam, marker po nim
    wyraznie zwalanial, potem jednak byla operacja i nie mozna bylo go podawac jakis
    czas i choroba ruszyla juz na dobre.
    Iscador mozna dostac w aptece na zamowienie, jest w nim instrukcja obslugi, to
    sa zastrzyki, mozna je robic samemu w domu. Taki przecietny lekarz moze nie znac
    tego leku, ale mozesz isc do przychodni i zapytac, moze by zlecil zastrzyki,
    tzn. taka kuracje co jakis czas podtrzymujaca.W koncu jest to lek zarejstrowany
    i jest to lek w aptece tylko na recepte, przeznaczony min. dla ludzi chorujacych
    na raka lub majacych z nim jakies powiazania.
    Pozdrawiam.
  • gnulka 20.07.06, 10:12
    Dzięki liina! Kopalnio wiadomości! :-))Pogrzebię jeszcze w necie.Może uda mi
    się zrobić "kurację" jesienią. Będę 2 tygodnie pod "nadzorem " znajomego
    lekarza.
  • b_a_l_b_i_n_k_a 20.07.06, 10:43
    Dziewczyny, przepraszam, że się wcinam ale skonsultujcie taką terapię z
    lekarzami, dobrze? Czasem można sobie zrobić więcej krzywdy, niż to wszystko
    warte...


    --
    Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • liina 20.07.06, 11:10
    Z lekarzem skonsultowac trzeba, bo ten lek jest tylko na recepte!, wiec innej
    mozliwosci nie ma. W Poznaniu jest lekarz, ktory sie specjalizuje w leczeniu tym
    preparatem, wypisuje recepte i jest w Poznaniu apteka, ktora ma ten lek na
    miejscu, nie trzeba zamawiac, choc zamowic mozna w calej Polsce, w dowolnej
    aptece tak naprawde.
    Kuracja trwa dluzej niz 2 tygodnie, mozna ten lek stosowac nawet do 2 lat, w
    jakis malych dawkach podtrzymujacych. Jesli ktos chorowal na raka, to pownien
    nawet do konca zycia brac dawki podtrzymujace. Trzeba poczytac w opisie
    dokladnie co i jak w jakim przypadku, bo teraz juz nie pamietam calej tej procedury.
    Lek nie wywoluje wysokiej goraczki, moze wywolac do 37,5 najwyzej i nie jest to
    stala temperatura na tyle, zeby utrudniala zycie. Normalnie sie z tym funkcjonuje.
    Czytalam tez , ze tuja ma podobne wlasciowsci i ze mozna gdzies dostac z niej
    tez wyciagi, ale jest ona mniej zbadana niz jemiola.
    Iscador mozna brac rownolegle z chemia i radioterapia, lekarze wiedzili na
    onkologii, ze moja mama to bierze, nie mieli zdania na ten temat wlasciwie, ale
    nie zabraniali , bo w kocnu jest to lek , ktory mozna kupic w aptece i nie
    koliduje on z chemia i radioterapia.
    pozdrawiam.
  • winner2006 20.07.06, 12:05
    Liina - jesteś z Poznania????? Ja tez! :-) Zaraz skrobne Ci na priv gazety -
    sprawdz poczte :)
    Pozdrawiam - Asia
  • ajandgeo 20.07.06, 18:37
    Osobiscie nie znam,ale czytalam o tym.Chodzi mi o makrobiotyke. Po polsku byly
    wydane dwie ksiazki o wyleczeniu poprzez stosowanie tego programu. Po
    angielskuKUshiMichio with Alex Jack"The macrobiotic diet i Michcio Kushi "THe
    macrobiocic approach to cancer" wedlug mnie bardzo dobre.Uczciwie jednak
    zaznaczam, ze nie ma jednego lekarstwa na kazda odmiane raka.Zona Kushiego
    Aweline zmarla w wieku 80 lat na raka narzadow rodnych po 10 latach leczenia
    makrobiotyka. Nastapily przerzuty do kosci.Wedlug makrobiotyki kazda odmiana
    raka wymaga innego podejscia i innej diety. Zaznaczam,ze jest to bardzo
    wymagajaca dieta....ale tonacy brzytwy sie chwyta. Ostatnio tez ukazala sie na
    rynku ksiazka Marianny Ziola-Markus "Pamietnik walki z rakiem".Autorka
    napisala,ze swiadomie zrezygnowala zleczenia tradycyjnego i odniosla sukces.W
    ksiazce sa zamieszczone kopie dokumentacji medycznej. Autorka przez rok
    stosowala intensywna moczoterapie. Ja czytam kazda pozycje jaka znajduje na ten
    temat bo 2 lata temu zostalam umieszczona w grupie ryzyka z zaleceniem robienia
    badan kontrolnych co pol roku. Nastepny termin mam wyznaczony w polowie sierpnia
    W chwili obecnej postanowilam zastosowac makrobiotyke i wlasnie nabylam czesc
    niezbednych w tej diecie produktow.









  • winner2006 20.07.06, 21:16
    A co to za produkty? Możesz napisać coś wiecej na temat tej diety? Na czym to
    polega?
  • ajandgeo 20.07.06, 22:04
    Przedewszystkim napisz pod jakim katem chcialbys poznac ten systemzywienia, bo
    jest to pop prostu sposob na odzywianie sie codziennie,a okreslone restrykcje
    sa nieodzowne przy stanach chorobowych. Wazne jest wyeliminowanie
    nastepujacych produktow:prawdziwa kawa, czarna herbata, biala maka, pepsi-
    cola,coca-cola i tym podobne napoje, cukier, jodowana sol ( uzywa sie tylko
    najwyzszej jakosci sol morska, szara,z Wieliczki), wszystkie produkty
    chemicznie konserwowane i kolorowane( jest bardzo duzo informacji na temat
    niebezpiecznych dla zdrowia zwiazkow chemicznych dodoawanych do zywnosci,
    mozesz je znalez w internecie),mleko,mieso zwierzat hodowanych na fermach(sa
    nafaszerowane antybiotykami,hormonami i pestydami), nie wolno jesc
    ziemniakow,pomidorow, baklazanow i papryki (cala rodzina psiankowatych odpada)
    Hmm,teraz mozesz powiadziec to co moj kolega z pracy "Jak to to nic nie wolno
    jesc?) :)))Uwierz jest bardzo duzo produktow do jedzenia. Standartowa dieta
    makrobiotyczna zaleca picie ttylko wtedy gdy sie jest spragnionym i jedzenie
    gdy sie odczuwa glod.Opiera sie przedewszystkim na jedzeniu potraw z calych
    ziaren zboz.Glownie brazowy, nie luskany ryz(krotki, sredni i dlui)
    pszenica,proiso,owies(ale nie platki owsiane przemielopne i przygotowane do
    szybkiej konsumcji)- tego rodzaju pozywienia powinno sie jesc od 50 do 60%
    dziennie,wszelkiego rodzaju fasole(5-10 %dziennie) warzywa 25-30 %dziennie zup
    (5% dziennie) acha glony morskie- nie wiem jakie sa dostepne w POlsce.
    Napisalam to najbardziej ogolnie jak tylko mozliwie. A co kupulam: miso-
    nieodzowny skladnik tej diety( sfermentowana pasta sojowa, najlepsza od 3 lat w
    gore,brazowy organiczny ryz ,drobne organiczne fasolki i glony. Na temat diety
    makrobiotycznej jest kilka ksiazek w jezyku polskim i dzialaja kluby-
    organizacje propagujace ten styl zywienia.mni, w Warszawie i we Wroclawiu.
    Jesli cie to interesuje to podam liste publikacji,a jesli masz na mysli
    konkretnego raka np.piersi czy watroby to napisz a ja podam ci cokladnie do
    Kushi poleca jesc w takim przypadku, bo niestety te ksiazki nie sa
    przetlumaczone na polski.Sertdecznie cie pozdrawiam i mam nadzieje ,ze
    doczytales do konca moj wywod.
  • rima 24.07.06, 12:55
    Moja mama gdy chorowała na raka stosowała diete makrobiotyczne, a ja żeby jej
    było raxniej razem z nią z tym że mi było łatwiej bo od wieków jestem
    wgetarianka i łatwo było mi się przestawić na te produkty, aczkowloiek mam
    wiele zastrzeżeń co do tej diety. Owszem wyeliminowałam mleko, co było dla mnie
    najbardziej uciazliwe. Ale jak juz powiedziaqłam mam wiele zastrzeżen jak i do
    każdej diety a juz stwierdzenie że sama dieta mozna się wyuleczyć - NIGDY w to
    nie uwierzę.
    Pozdrawuiam
    Iza
  • winner2006 20.07.06, 21:32
    Ok - już znalazłam coś o makrobiotyce w necie. Częściwo pokrywa się to z tym,
    co stosuję (zalecenia Tombaka), ale te niektóre produkty "specyficzne" brzmią
    dla mnie zbyt egzotycznie. Póki co nie chce mieszać kilku metod - trzymam się
    jednego, ale wszelkie informacje o innych metodach skrupulatnie zbieram, bo
    nigdy nei wiadomo, czy nie zechcę sięgnąć do nich. Tak wiec dzięki bardzo!
  • bebewawa 02.08.06, 12:11
    Witam
    Może nie mogę jeszcze napisać cudowne wyzdrowienie, bo dziecko jest w trakcie
    chemioterapii podtrzymującej ale była sytuacja kiedy ci "cudowni" lekarze nie
    zauważyli, że coś się dzieje niedobrego co skończyło się to operacją, a co się
    potem okazało: lekarze nie zlecają podstawowych badań kontrolujących choćby
    pracę trzustki, ba nawet nie poinformują rodziny że na własny koszt mogłaby
    zrobić takie badania. W takiej sytuacji pomagają bardzo często
    bioenergoterapeuci, właśnie ich ziołowe tabletki, plastry i energia którą
    potrafią przesłać. Dzięki ich pomocy, dziecko żyje, ma się dobrze i oby tak
    dalej :)
    A powiedzenie lekarzom o ziołowych tabletkach i nawet pokazanie im, niczego nie
    wniesie bo lekarze znają tylko chemiczne leki i często nawet nie chcą
    dowiedzieć się czegoś więcej. Oczywiście, ze chemię należy brać ale lekarze to
    nie bogowie i nie wiedzą wszystkiego a zioła są stosowane od wielu wielu lat.

    Pozdrawiam
    --
    Magda i Ignas
  • ampolion 12.08.06, 15:03
    Tak, słyszałem: Sathya Sai Baba w Indiach.
    --
    "Mądrej głowie dość dwie słowie".
    Przepisy kulinarne są dłuższe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka