jak dlugo czlowiek moze zyc z rakiem? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Moja mama am rosiany proces nowotworowy na plucach... dodatkowo prawdopodbnie
    ma przerzut do kosci... na dzien dzisiejszy jest w bardzo dobrej formie,
    chodzi, je, rozmawia itp itd...jedyne co to ma problemy z chodzeniem bo boli
    ja noga... lekarz powiedzial, ze w sprawie pluc juz nic nie da sie zorbic, a
    na stawa biodrowy zrobia jej radioterapie, aby zmniejszyc jej bol....Ja sie
    nie poddaje i juz znalazlam dla mamy dobrego lekarza, do ktorego pojdzie ze
    wsoimi wynikami i zobaczymy co on powie..... mam nadzieje, ze on zaproponuje
    jakies leczenie, anie tylko usniezanie bolu...
    czy moja mama moze zyc z rakim rakiem??? Czy ja tylko sie ludze.... bo nie
    chce do siebie dopuszczac mysli, ze jej zbaraknie, jest mloda , ma 45 lat, ja
    planowalam wesele i slub i chcialam, aby ona ze mna byla tego dnia, a teraz
    co?? czekac na najgorsze?
    • Asia, nikt nie wie ile. Medycyna zna przypadki, że n.p. w raku piersi z
      przerzutami do kości chore żyją kilka lat. Jeśli Twoja mama jest dobrej formie
      to świetnie :-) Wykorzystujcie ten czas jak najlepiej, rozmawiajcie, cieszcie
      się dniem...
      Kto z nas - zdrowych może wiedzieć, czy go jutro nie dopadnie atak serca,
      wypadek samochodowy etc. Daj znać, jak będziesz z Mamą po wizycie u lekarza.


      --
      Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
      Onkoforum-Damy rade
      Adopcje bezdomnych kroliczkow
    • Joanno, tego nie wei nikt. Gdy w 2003 roku u mojej mamy wykryto raka płuc
      (historia wielokrotnie opisywana na tym forum) lekarze też jej nie dawali
      dużych szans. Guz był nieoperacyjny, więc tylko chemia i nawet na radioterapei
      się załapała. Objeździłam masę lekarzy, stosowalismy najróżniejsze sposoby aby
      pozytywnie wpływać na elemtn fizyczny i psychiczny i naprawdę długo długo
      lekarze się nie mogli nadziwić. Chemię znosiła bardzo źle, ale gdy wychodziła
      ze szpitala i lekarze mi mówili, że teraz będze już tylko godrzej szłam do domu
      ui ryczałam. Ze swoim chłopakiem chcielismy sie pobrać w 2005 roku, ale trochę
      się wystraszyliśmy, że mama może niedoczekać, i o rok skróciliśmy czas
      oczekiwania i przesunęlismy slub na 2004 rok na wrzesień. To są najpiekniejsze
      chwile moje z mamą, gdy chjodziła i pomagała mi wybierać suknię slubną, gdy
      wciągałam ją w sprawy przygotowywania wesela. Gdy w maju 2005 roku mama
      wylądowała w szpitalu na kolejnych badanaich kontrolnych, lekarze wciąż nie
      dawali wiary że się tak dobrze trzyma, nawet powtórszyli jej wszystkie badania
      i ponownie zaczęli rozpatrywać możliwość operacji, niesetty ponownie ją
      wykluczyli. A my nadal nei dawalismy za wygraną i pojechalismy anwet do
      torakochirurga, że skonsutlować z nim wyniki i on powiedział mamie tak: niech
      sie pani cieszy z tego żę tak długo pani żyje, bo to tak jakby miała pani dwa
      lata darowane,; pio czym się zreflektował i przeprosił za tak oschłe przyjęcie.
      Joanno nie wiemy ile jest nam darowane. Potem sprawa potoczyła sie bardzo
      szybko, przez niedopatrzenie i oszukiwanie lekarzy. Ale moja mamusia od
      wykrycia w sumie w IV stopniu wg WHO niedrobnokomórkowego raka płuc zyła i
      przez wiekszośc czasu cieszyła sie tym życiem 2,5 roku. To podobno długo.
      Zmarła w lutym tego roku.
      Bądź przy mamie, wtóruj jej w jej radościach, nie opuszczaj żeby nigdy nie
      czuła się osamotniona w chorobie i nie myśl o najgorszym - chory to wyczuwa. Ja
      wiem jak to jest gdy cięzko skupić mysli na czymś innym lub opanowac łzy, gdy
      patrzy sie na cierpiącą matkę i gdy lekarze już kłada lachę. Dlatego jest
      rodzina, która kocha i wspiera.
      Pisz jak będziesz cszuła potrzebe.
      Iza
      • Ja wychodziłam za mąż 4 miesiące po zakończeniu leczenia Mamy. Całe przedslubne
        ceregiele bardzo mojej Mamie pomogły uporać się z myslami o chorobie.


        --
        Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
        Onkoforum-Damy rade
        Adopcje bezdomnych kroliczkow
        • Czyli sugerujecie, abym jednak wziela ten slub?? Slub planowalismy na przyszly
          rok, weic moze przyspieszymy na ten rok jak sie uda...
          Jestem zalamana i roztrezsiona... Wczoraj w ciagu jednje minuty caly siwat mi
          sie zawali... moje marzenia przepadly a najgorsze przed nami z walka o zycie
          mamy...
          napewno sie nie poddam i nie zamke "w jednym lekarzu"
          mam tylko nadziej, ze moja mama bedzie miala na to sily i energii w sobie, aby
          zapomniec o tym co sie dzieje wewnatrz niej.
      • Rima,

        a jak Ty sobie radzilam z tym wszytskim... bo ja sobie nie wyobrazam robic
        dobra mine do zlej gry... Obecenie jestem za granica (USA - mam tu kontrakt
        razem z narzeczonym i mielismy zostac do przyszlego roku), ale ja postanowialm
        ze musze wrocic, nie wiem co zrobic z moim narzeczonym - chcialabym by byl przy
        mnie i on tez chce, ale z drugiej strony nie chce, aby on marnowal ta szanse,
        mi ona juz przepadla, ale tak napradwe on moze tu jeszcze zostac i
        kontynuowac... bo tak naprawde nic to nie da jak on wroci... moi rodzice tez
        nie chca, abym ja wracala, ale jak tak nie moge, musze byc przy Mamusi.
        • Asia, ja wiem jak trudno podjąć taka decyzje, ale wyobraź sobie siebie za 50
          lat. Czego będziesz bardziej żałować? Twojego kontraktu, czy możliwości bycia z
          Mamą?
          O tym ślubie napisałam bo rzuciło mi się w oczy podobieństwo sytuacji w której
          sie znalazłyśmy. Ty będziesz wiedzieć najlepiej, jak zrobić żeby było dobrze....



          --
          Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
          Onkoforum-Damy rade
          Adopcje bezdomnych kroliczkow
          • kontrakt juz przekreslilam - mama jest NAJwazeniejsza.
            Caly czas zastanamiy sie co zrobic za moim narzeczonym... tak myslalam, ze na
            gwiazdke mopglibysmy zorganizoawac wesele i slub a on do tego czasu moglby tu
            jeszcze posiedziec...

            dziekuje Wam za wszelkie porady - sa on emi bardzo potrzebne w tym momecie bo
            wiem, ze nie jest sama

            Balbinko - dziekuje za zalozenie takiego forum!!!!!!!!!!!!
            • Czesc Joasiu,
              Mam podobą sytuacje. Moja mama w zeszlym roku byla operowana na raka pluc. W`
              tym roku rak sie odezwal ponownie i dal przerzut do kosci. Lekarze chca ja
              leczyc teraz jedynie paliatywnie. Ale ja nie daje za wygrana. Podobnie jak Ty
              nie mieszkam z mama tylko 300 km od niej. W zeszlym roku natomiast jak tylko
              dowiedzialam sie o chorobie bylam przy mamie non stop przez co zwolnili mnie z
              pracy. Mama "wyzdrowiala" a ja znalazlam nowa prace. Niestety tylko rok
              cieszylysmy sie ze juz po wszystkim. Rak sie znowu odezwal i jest przerzut do
              kosci. Mamy chorobe konultuje zarowno u lekarzy na Slasku jak i w Warszwie.
              Obecnie poszukuje dobrego onkologa ortopede moze slyszalas o kims takim? Jesli
              potrzebujesz to mam namiary na znakomitego profesora torakochirurga ktory
              operowal moja mame i ktory czyni cuda przy raku pluc. Mam tez super onkologa -
              ordynator szpitala na Slasku. Musimy sie trzymac razem. Ja tez planuje slub i
              staram sie go przyspieszyc na wrzesien br. Trzymaj sie cieplo i daj znac jak
              czegos potrzebujesz.
              • xprinczix,

                dziekuje za chce pomocy i za polecenie dobrego lekarza...My jestesmy z Gdanksa,
                napisz mi prosze jakby wygladalo leczenie poza moim miastem... co
                powinnamzrobic, aby skonsultowac sie z tym lekarzem? Czy ja sama molgabym do
                niego poejchac z mamy wynikami, aby jej nie ciagac po Polsce?

                I jeszcze jedno - moze to glupie pytanie, ale co zonacza slowo torakochirurga ?

                Na mnie to wczoraj wszytsko spadlo i nie wiem za co sie zlapac...
                • Joasiu,
                  sama rowniez mozesz przyjechac do Warszawy z wynikami mamy. Daj tylko znac jak
                  bedziesz jechac to chetnie Ci pomoge. Lekarz to prof Orlowski z Instytutu
                  Gruźlicy i chorób płuc na ul. Plockiej.
                  Torakochirurg to chirurg zajmujacy sie plucami. Takie polaczenie specjalisty od
                  pluc z chirurgiem. Moja mama jest z Katowic, a operacje miala w warszawie. Ja
                  mialam ten plus ze mieszkam i pracuje w stolicy. Ale to nie jest problem moge
                  Ci polecic jakies tanie lokum a mama bedzie w dobrych rekach. Wszystko jesli
                  sie chce mozna zalwtic. Moja mama chemie miala w Bytomiu, operacje w warszawie
                  a naswietlania w Gliwicach. Moj sposob to wyszukac specjaliste i dopiero po
                  konsultacji z min 3 lekarzami oddac mame w czyjes rece. Jesli potrzebujesz
                  pomocy w Warszawie to daj znac. Jestem do dsypozycji. W takich chwilach musimy
                  sie trzymac razem.
              • Przepraszam, ze tak "wtracam" sie w Twoj watek, ale czy zechcialabys mi
                dopowiedziec jakie byly objawy tego przezutu na kosci?
                mam wlasnie w rodznie podobna sytuacje i nieznosny wrecz bol nog i rak u chorej
                jest bagatelizowany przez lekarzy, mowia, ze nerwica, ze jakis stary uapdek
                daje o sobie znac... itd.
                Nie bardzo sie orientuej w sprawach onkologii, ale jezeli markery sa o.k. to co
                mamy o tym wszystkim sadzic?
                • launa,

                  nie dajcie sie uspic lekrazom! mam nadzieje, ze maja racje i nie jkest to
                  nowotowor, ale trzeba miec ograniczone zaufanie do lekarzy. Ja juz sie o tym
                  przekonalam. Gdy mame zaczela bolec noga kilka tyg po radioterapii lekarz
                  mowil, ze to normale bo mama jest po naswietlaniach i radioterapia
                  sie "wysiewa". Dostyala leki przeciwbole i tyle. lekarz jeszcze dodal, ze dzis
                  mame moze bolec noga a jutro co innego bo tak to juz jest po radioterapii.
                  Dopiero drugi lekraz zasugerowal, ze to moze byc przerzut, teraz czekamy na
                  przswietlenie i bedziemy wiedziec oc to jest.

                  Launa jesta takie badanie jak scyntygrafai kosci, ktore jest robione po katem
                  wykrycia nwootowru w kosciach i to badanie jest o 30 % skuteczniejsz od RTG.
                  Scyntygrafia (mama nadzieje, ze nie przekrecilam nazwy) potrafi wykryc nowotwor
                  w kociach, ktore RTG wykryloby gdzies za 6 - 12 m-cy.
                  Dla swietego spokoju zrobcie to badanie. Jak lejarz sam nie skieruje, pojdzie
                  prywatnie.

                  pozdrawiam
        • Joanno,
          jak dwoeidzielismy sie o chorobie mamy to chyab każdy reaguje podobnie. Z tą
          różnica, że ja meiszkam w Olsztynie a moi rodzice 30 km od Olsztyna, w związku
          z czym ja byłam naprawdę przy mamie, kiedy tylko potrrzebowałam. Poza tym mam
          wspaniałego szefa i prace, i dla mojego szefa gdy tylko powiedziałam o całej
          sytuacji nie musiałam o nic pytać jak potrzebiowłam być przy mamie, nawet w
          ciągu dnia, podjechać do szpitala. Oczywiście starał się tych dobroci nie
          nadużywać. Wiesz Asiu, jak u mojej mamy rtg wykryło zmiane na płucach, wszyscy
          lekarze mówili, że guz jest fantastycznie umiejscowiony do operacji, i wszyscy
          już się cieszylismy na tę myśl że mama będzie operowana. Niestety pierwszy raz
          nasza radośc prysła gdy przyszły wyniki tomografu komputerowego: zmiana na
          drugim płucu i na wątrobie i tego się wszyscy trzymali tych pierwszych wyników.
          Pomimo iż biopsja macierzystego guza wykazała raka płaskonabłonkowego,
          następnie wykonano operację drugiego guza na płucu prawym (oczywiście mogli
          zmianę wyciąć całą, bo tam były 3 mikroguzki wielkości 3 mm, ale tego nie
          uczynili, pierwsze uchybienie lekarzy), po czym chcieli ywkonać biopsje wątroby
          ale nic BAC nie wykazał (BAC to biopsja ciekoigłowa). Wykazał że wątroba jest
          czysta -tu też bgyły hocki klocki, bo USG nic nie wykazało a lekqarzowi nie
          chciał przełożony pdopisac dokumnetów, więc kłuli mamę w kilku meijscach w tej
          wątrobie bo przecież rozkaz jest i tzreab wykonać. I tak Asiu jak się uczepili
          że zmiana na wątrobiebyła to się uczepili. Wówczas już powiedziano że choroba
          jest rozsiana, chociaż guz na lewym płcuu był wielkości 3 cm (to nie jest
          strasznie dużo). Robil;ismy bardzo dużo, nawet była u prof. Orłowskiego na
          konsultacjach, niestety on też się ni9e podjął, uczepił się tej wątroby że coś
          tam było i koniec. A lekarze świetnie z tej wątroby się wymigali , bo po
          pierwszej chemii napisali że zmiana na wątrobie uległa całkowitej remisji -
          głupota. Na poxczątku wierzylismy lekarzom bezgranicznie, bo dlaczego nie,
          myslilismy że wsyzstko cor obią robią w dobrej wierze, niestety w wielu
          przyapdkach bardzo sie zawidliśmy - żałuje, że neiktórzy uspili moją czujność.
          Gdy minął mi okres paniki, zaczęłam szukać rżnych rozwiązań. Na początku
          września chorobę wykryto, mój chłopak z którym byłam 4 lata oświadfczył mi się
          w październiku (chociaż podchody robił cześciej, ale ja zawsze taka
          niezdecydowana, taka niepewna jesczem, wtedy zgodziłam się natychmiast, bo
          oczywiście taka panika, boze a jak mamanie doczeka, a jak to a jak tamto). Mój
          brat - starszy ode mnie o 8 lat, również żenił się tego roku co ja 2004 - tyle
          że 3 tygodnie wczęsniej, więc mama miała podwójen szczęście i myślenie. Śluby i
          wesela robilismy sami staralismy się rodziców nie wciągać ani w kwestie
          finansowe, ani w ta nerwówkę taką nizezdrową, bo w resztę wciągnelismy, w
          kolorystykę sali, w dobór suknie, w wybór garnituru dla brata, w wybór gości, a
          jakie kwiatyw kościele etc,. etc. wtedy miałam takie pełne 3 dniz mamą, była
          właśnie w remisji, mieszkała u mnie w domku, ja wzięłam wolne z pracy i razem
          robiłyśmy sniadanko, szłyśmy po salonach, mama miała wtedy małe problemyz
          chodzenie, skutek chemioterapii, więc gdzie się dąło dojeżdzałyśmy, piekne
          wspomnienia. I samo wesele. Dużo radości ale i dużo płaczu. BYłam taka
          szczęśliwa ale nie zanałam całej prawdy wiesz. Ponieważ pomiędzy ślubem mojego
          barta a moim mama była na kontroli i wykazało progresję guza ,ale postanowili
          nic nie robić i nam nie mówic z tata, bo to by nic nie zmieniło, a chceli
          żebysmy się mocno cieszyli. Powiedzieli nam dopiero wszystkim po naszym
          tygodniu slubnym , jak wrócilismy do Olsztyna. Wtedz taki drugi grom spadl.
          Joasiu moja droga, zycie sie tak nam uklada ze pewnie taka szanse dostaniesz
          jeszcze a chwile amama sa niezapomniane i jedyne.
          Jak chcesy to pisy na priv. pztaj o wszystko
          iza
          • Joasiu,
            W takim razie czekam na kontakt jak przyjedziesz do Polski. Pozdrawiam i glowa
            do gory!
            W czerwcu moj brat polecial do Orlando na kilka miesiecy. jak tylko dowiedzial
            sie o przerzucie mamy zdecydowalismy ze wroci. I wraca pod koniec lipca. Ale w
            miedzy czasie chodzi po szpitalach w Orlando, przetlumaczylismy wyniki mamy i
            wyslalam je do niego moze uda mu sie skonsultowac je z jakims lekarzem. Zawsze
            mozna pomarzyc. Moze sprobuj tez gdzies w Stanach skonsultowac wyniki mamy.
            Pozdrawiam
          • Rima,

            czytam twojego posta i ryczje jak male dziecko.
            ja tez chce, aby mama byla ze mna w tym dniu!!!!!! jestmy za granica od czerwca
            2004 - na poczatku tego roku zacezlismy planowac wesele na przyszly rok, nasi
            rodzice (poznali sie przed naszym wyjazdem i sie polubili) razem wstpenie
            jezdzili i szukali sali dla nas... tak sie czieszyli naszym szczesciem...
            Kurcze a teraz nie wiem co robic,... chce slub przyspeiszyc na grudzien, ale
            wynikissa naprawde zle i sa suegstie, ze ten termin moze byc zbyt daleki... A
            nie wiem, czy uda mi sie jeszcze szybciej ten slub zorganizowac. jest tak malo
            czasu a czlowiek chce tak wiele zrobic.... I nie wyobrazam sobie, ze te
            przygotowania moga byc radoscia dla mnie i dla moeje rodziny, gdy wszycsy wiemy
            co sie dzieje.... Moze z czasem "otowrze oczy" na to wszystko... narazie
            wszystko est zbyt swieze... dopiero trzecie dzien z tym zyje, a jest mi coraz
            ciezej!!!
            • Joasiu, a więc przespij się z tym wszystkim jeszcze z kolejne trzy dni. Wiesz
              pospiech nie jest dobrym doradcą. Ochłoń trchę, postarajsie na chwilę pomyśleć
              pozytywnie. Jak wrócisz do domu - do Polski - służę pomocą, w razie czego,
              wprawdzie jestem z Olsztyna, ale chętnie pomogę, dybyś miała w planach zahaczyć
              o mazury. teraz rzeczywiście mo,zesz wziąć wyniki mamy do skonsultownaia - jak
              to już ktróraś dziewczyna na forum mądrze zasugerowała - tak w USA, zawsze to
              jakaś dodatkowa opinia.
              I zobaczysz, będziecie jeszcze tanczyć na weselu i dobrze się bawić. Jak
              będziesz coś więcej wiedzieć daj znać. I bądź dzielna, na pewno będziesz, teraz
              potrzebujsz chwili żeby złapać oddech i nabrać dystansu na tyle na ile ci
              pozwoli sytuacja, żeby zxacząć działać i w kwestii leczeni i w kwestii ślubu.
              Całuję i ściskam
              iza
              • Joasiu, musisz myslec pozytywnie. Ja dzisiaj spedzilam z mama caly dzien w
                Centrumc. Onkologii w Gliwicach, sa nadzieje, sa leki. Znalazl sie lekarz
                ktory dal realna szanse. Bedziemy walczyc. Mama wreszcie sie usmiechnela, ja
                zmeczona ale szczesliwa. Konsultowalam mamy wyniki u 3 lekarzy plus moj brat
                robil to zagranica. Jest wreszcie szansa i decyzja co robimy dalej. Nie beda
                mamie obcinac reki jak sugerowal jeden z lekarz (a niech go...). Dlatego glowa
                do gory tylko szukaj i konsultuj. Zawsze moge pomoc. Pozdarwiam Agata
    • 21.07.06, 17:34
      Czytając twoje posty rozumiem, że jesteś z Olsztyna. Mój tata mieszka w
      Lidzbarku Warm. Od ponad tygodnia czekamy na wyniki histopatologii - dwa
      tygodnie temu postawiono diagnozę - rak płuc. Tata leżał przez tydzień w
      Samodzielnym Publicznym Zespole Pulmonologii i Onkologii na Jagielońskiej. Ja
      teraz mieszkam w Lublinie, jadę w pn do rodziców. Chciałam Cię zapytać, czy
      mama była leczona w Olsztynie? Możesz wyrazić jakąś opinię na temat tamtej
      opieki medycznej? Z góry dzięki
      • 24.07.06, 08:20
        Moniasz , przepraszam ze dopiero teraz od[powiadam ale w weekend nie mam ostepu
        do internetu. Tk jestem z Olsztyna. Wiesz tak jak wszedzie sa tam naprawde
        dobrzy ludzcy lekarze jak i takie mendy. Opieka pielęgniarska jest wspaniala,
        nadrabia za reszte. Co do nazwisk to moge ci napsiac, na priva jak ejstes
        zainteresowana i inne szczegoly.
        Iza

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.