Dodaj do ulubionych

hospicjum - czy to juz koniec??

21.07.06, 00:23
dzis lekarze zapropnowali mamie domowe hospicjum... bedzie do niej
przychodzil pilegniarz, czy lekraz nie pamietam.. ktory bedzie jej robil
kroplowki w razie potrzby, dawal zastrzyki przeciwbolowe jak bedzie
potrzbowac itp itd...
Nie miesci mi sie to w glowie! Ona normalnie funkcjonuje... czy do takich
osob, tez proponuje sie taka opieke?
jedym jej problemem jest problem z chodzeniem - boli ja noga... dzis maila
robione RTG, ktore wykazalo zlamanie kosci biodrowej (podobno nie do
operacji) i zlamanie w obojczyku - mam od dluzszego czasu ma niemal bezwladna
reke.. nadomiar zlego "cos" sie dzieje na zebrze...
Kurcze... tak duzo tego naraz...
lekarz wykluczyl przrzut do kosci, ale ja mu sie ufam bo co to ma
znaczyc "cos" na zebrze...

czy jesli pacjent jest pod opieka hospicjum, czy to juz naprawde nie ma
nadzei???
Edytor zaawansowany
  • 21.07.06, 07:50
    Nie Joasiu, hospicjum nie oznacza ońca, w żadnym wypadku. To jest wsyzskto dla
    dobra Twojej mamy, żeby nie musiała jeżdzic po jakies kroplówki przecibólowe do
    szpitala, po co ją nadwyrezać , dlatego propnuja taka opiekę w domu.
    Iza
  • 21.07.06, 07:50
    Do niedawna też miałam takie odczucia na dźwięk słowa "hospicjum".Kojarzyło mi
    się tylko z bezgranicznym cierpieniem i rychłą śmiercią.Moja mama ma raka
    szyjki macicy i jest leczona jeszcze na onkologii ale niestety tylko
    paliatywnie.Mamy więc mniejsze i większe kryzysy.Do Centrum onkologii
    dojeżdżamy ale jest w naszym miejscowym szpitalu oddział opieki paliatywnej.
    Kiedy nie mogłam uzyskać fachowej porady i pomocy u lekarza rodzinnego to
    wiesz mi,(z wielkim bólem serca i przerażeniem ) skierowałam swoje kroki właśnie
    do hospicjum i tam otrzymałam tą pomoc.A oprócz niej dużo serca i życzliwości.
    Przedewszystkim, Mama ma wdrożone prawidłowe leczenie przeciwbólowe, że
    praktycznie nie odczuwa bólu i może funkcjonować normalnie.Dla mnie
    najważniejsze jest to, że kiedy dzieje się coś nie tak mam bezpośredni kontakt
    z lekarzem.A pracują tam wspaniali lekarze , z powołaniem.
    Wiesz mi hospicjum nie trzeba się bać.
  • 21.07.06, 08:56
    Hospicjum a Oddział Opieki Paliatywnej to w rzeczywistości dwie rozne rzeczy.
    Oddział mieści się w szpitalu i prawdopodobnie jest tam opieka zblizona do
    szpitalnej, natomiast wiem z doświadczenia, ze Hospicjum Stacjonarne to koniec
    kontynuacji jakiegkolwiek podtrzymywania osoby przy zyciu. Zapewnia się tam
    tylko w miarę opiekę przeciw odlezynową oraz przeciw bólową. I to juz koniec.
    Hospicjum domowe w ktorym tylko jedna osoba opiekuje się chorym jest nie do
    poradzenia sobie przez Nią samą. Jest to nadmiar obowiązków dla takiej osoby
    ktora wkłada to całe swoje zdrowie i mozliwości finansowe i z ktorej potem
    zostaje strzępek człowieka.
    Wiem, z doświadzenia, ze brak kadry pielęgniarskiej na oddziałach powoduje
    ze osoby w stanach cięzkich i w podeszłym wieku są traktowane jak zło konieczne.
    Jeśli mama jest chodząca to mozesz sprobować cz poradzisz sobie w domu a jeśli
    nie to jak najdłuzej staraj się aby była w szptalu. NIE ODDAWAJ DO HOSPICJUM
    CARITASU!
  • 21.07.06, 09:43
    Mój Tato od połowy maja jest pod opieką hospicjum domowego. Na początku lekarka
    stwierdziła, że Tato jest w b. dobrym stanie, że będzie do Niego przychodzić 1x
    w tyg., pielęgniarka też lub częściej, w razie potrzeby.
    Kiedy pielęgniarka zaproponowała, aby zacząć starać się o hospicjum stacjonarne,
    byliśmy wręcz oburzeni, jak to, Tato w miarę ok funkcjonuje, z naszą pomocą, ale
    zawsze i co głupia baba nam tu gada?!
    Jednak choroba bardzo szybko postępuje. Przeżywamy takie etapy, kiedy to Tato
    powoli od nas odchodzi. W II poł. czerwca był w szpitalu, bo groziło Mu
    odwodnienie, nic nie jadł i nie pił, załamał się kompletnie, obrzęk mózgu się
    powiększał (Tato ma przerzut nieoperacyjny z jelita grubego). W szpitalu też nam
    mówiono o hospicjum.
    My jednak nie oddaliśmy Taty i nie oddamy! Całe życie był z nami, pomagał nam,
    wspierał, jest po prostu naszym Tatkiem ukochanym, a teraz mamy Go oddać jak
    zbędny mebel?!!! Opiekujemy się Nim wszyscy (mama - jest z Nim cały czas, ja i
    brat się wymieniamy, bo pracujemy).
    Lekarka i pielęgniarka z hospicjum domowego przychodzą częściej, podłączają
    kroplówki, ustawiają zastrzyki p-bólowe itd.
    Widziałam, jakie podejście do TAKIEGO chorego mają w szpitalu - jest zbędny, oni
    już nic nie mogą zrobić i generalnie zajmuje tylko łóżko.
    Nie wiem, jak jest w hospicjach, być może mają tam inne nastawienie do
    pacjentów, bo tylko TAKICH tam mają.
    Ale po tym, co widzieliśmy, stwierdziliśmy, że nigdy Taty nie oddamy. Jak ma
    umrzeć, to niech umrze w domu, wśród kochających Go osób. Nikt nigdzie nie
    zapewni Mu takiej opieki i miłości, jak my. Oddanie Taty byłoby pozbyciem się
    problemu, chociaż rozumiem, że niektorzy nie mają innego wyjścia i muszą tak
    postąpić.
    "hospicjum - czy to juz koniec??" - w naszym przypadku raczej tak... i jedyne,
    co możemy zrobić, to to, żeby nie odczuwał bólu i być z Nim do końca...
  • 21.07.06, 10:19
    Dla mnie i mojej mamy - hospicjum domowe to była wspaniała rzecz, najwięcej
    pomocy i zrozumienia w swojej chorobie mama znalazła u kresu swojej drogi, mama
    miała przerzut z płuc do przełyku (miała założona sondę nosow- żóładkową - ja
    mame sama karmiłam takim wielkimi strzykawkami), raz w tygodniu przychodziła
    Pani Doktor i pilegniarka - sprawdzała ogólny stan mamy - czy nie ma odlezyn,
    stan sondy itp. (mama wstawała z łozka do końca, ale sprawdzała czy mama nie
    jest odwodniona) w razie potrzeby pilęgniarki przychodziły 2 razy dziennie aby
    podac mamie zastrzyk z antybiotykiem, poza tym w kazdej chwili mogłam zadzwonic
    do lekarki mamę prowadzącej aby ją wezwać lub o cos zapytać jak również wezwać
    pilęgniarkę. Bardzo wiele pomocy otrzymałam i do końca zycia będę wdzieczna
    hospicjum domowemu Św. Łazarza za pomoc jaką niesli, Hospicjum domowego nie
    nalezy się bać i to nie koniec ale pomoc dla nas i dla tych co kochamy.
  • 26.07.06, 23:37
    Mam takie pytanie. Na jakim etapie choroby musi być pacjent, żeby opieka
    hospicjum domowego mu przysługiwała?

    Mój tata ma bardzo zaawansowany nowotwór lewego płuca. Pierwszą chemię zniósł
    bardzo źle. Dziś lekarz odmówił podania następnej ze względu na znaczny spadek
    parametrów krwi i trawiącą tatę gorączkę po pierwszej chemii. Stwierdził, że
    onkologia już raczej nic tu nie pomoże. Zalecił antybiotyk. Ostateczną decyzję
    odnośnie kontynuacji leczenia ma podjąć za tydzień.

    Czy jeśli lekarz zdecyduje o zaniechaniu leczenia to tacie będzie przysługiwała
    opieka hospicjum domowego? Czy lekarz powinien wystawić jakieś zaświadczenie?
    Wspomniał coś, że pozostanie już tylko opieka w rejonie. Ale tam opieka jest
    żałosna: lekarka, która przez kilka miesięcy nie rozpoznawała podstawowych
    oznak nowotworu i wielogodzinne kolejki.

    Dodam jeszcze, że tata leczy się też na raka prostaty. Jest nieoperacyjny ale
    na razie reaguje na leczenie hormonalne. Boję się, że przyznanie tacie opieki
    hospicjum domowego może być równoznaczne z zaniechaniem również tego leczenia.

    Odezwijcie się proszę.

    Kasia
  • 27.07.06, 09:05
    W przypadku mojej mamy - wymagane było skierowanie do objecia opieką przez
    hospicjum domowe od lekarza 1 - go kontaktu (bez problemu mama je otrzymała),
    czasami hospicjum wymaga od poradni onkologicznej informacji , ze wszelkie
    mozliwości leczenia zostały juz wyczerpane (myslę, ze Wasz onkolog w razie
    potrzeby - je również wystawi)i tylko tyle dokumentów było potrzebne.
    Pozdrawiam izyczę dużo siły Ola.
  • 27.07.06, 15:35
    Dzięki serdeczne.
  • 21.07.06, 13:48
    Na swoiwątku też rozważała ten dylemat, ale Ja znam już odpwoedz i zacytuję to
    co napisałam w jednej z moich odpowiedzi:

    Sytuacja mojej mamy jest beznadziejna. Skoki temperatury, chudnięcie, majaki,
    coraz cięższe oddychanie(zdaje się, że nowotwór atakuje płuca i krtań), ale
    jest cały czas w DOMU z nami.
    Nie chciałam i nie chcę oddac mamy do hospicjum, poza tym rozawiałam z
    pielęgniarką która się nią opiekuje z hospicju domowego, powiedziała mi stan
    jest tak cięzki, że nie ma pewności czy pobyt w hospicjum stacjonarnym będzie
    lepszym rozwiazaniem. Nie nchodzi o to, że nie będzie miał się nią kto
    zajmować... ale właśnie to, że niewiele można już zrobić.
    Ja naprawdę jestem wdzięczna lekarzowi, który przychodzi do mamy i
    pielęgniarce - są cudownymmi ludzi i naprawdę robią wszystko by spowolnic
    proces rozwoju nowotworu. Bez zbednych rozmów i próźb wypożyczono nam materac
    przeciw-odleżynowy, przywożą nam leki i opatrunki... bo wiedzą jak wiele to
    kosztuje i jak wiele potrzeba na ich zmianę. poszukują nowych rozwiązań i
    maści... naprawdę czuję się wspierana przez nich.
    Pani Jadzia (pielęgniarka z hospicjum) w dniu imienin mamy - przywiozła jej
    drobiazg, słoniki na szczęście. Przecież nie usiała tego robić.
    Jeszcze jedna rzecz. Jesteśmy cały czas uświadamiane o tym co może się stać, że
    TO może nadejśc w każdej chwili, że nie możemy panikować, że możemy wezwać
    pogotowie, że trzeba trzymać za rękę by chory czuł się spokojny... bo czucie
    zanika ostatnie, że muszę mieć czerwony ręcznik gdyby otworzyła się wieksza
    żyła lub tętnica - po to by chory nie widział, że się wykrwawia... by odchodził
    w spokoju...zasypiał. A Ja wiem, że panikowałabym i płakała... i pewnie tak
    może być, ale to co One mi przekazały, wzmacnia mnie na tyle, że wiem iż BARDZO
    WIELE zależy od mojego spokoju.
    Wiem, że to wszystko brzmi strasznie...płacz już nie koi mojego bólu. Boję sie
    każdego dnia... jednoczesnie pragnę by wszystko wróciło do normy... by mama
    wstała, by wyzdrowiała...
    ale ta świadoość...
    Poza tym leki przeciwbólowe -przy tak rozległym nowotworze, hoeopatia i
    standardowe leki jak Ketanol czy tral nie poagają. Mama bierze MST (orfinę) i
    aminitriptilinę + leki na krzepliwość krwi i uspakajające, bez tego cierpiała
    by jeszcze bardziej - psychicznie. Teraz jest spokojniejsza, więcej
    przesypia...choć są dni kiedy majaczy i jest niekontaktowa.
    Nie bójcie się hospicjów domowych - ta pracują ludzie z sercem, choć
    jednocześnie wiem, że WOLA chorego jest najważniejsza.

    Pozdrawia was wszystkich

    Urszula.
  • 21.07.06, 14:11
    Asia to ja Ania B. teraz już P.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.