Rak niedrobnokomórkowy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jakie sa szanse wyleczenia raka niedrobnokomórkowego IV stopnia?
    Moja mama ma 60 lat.Czy ten rak jest operacyjny?
    Obecnie jest na chemii.
    Proszę o odpowiedź.-będę wdzięczna.
    • Wysyłam Ci wiadomość na priv.
    • Może robią chemię bo chcą zmniejszyć skurczybyka.A co powiedział lekarz?Skąd
      jesteście i gdzie się leczycie?Pozdrawiam życzę powodzenia i zdrowia Jola
      • Jesteśmy w Warszawie i moja mama leczy się w szpitalu onkologii na
        ursynowie.Miała już dwie chemie.Zaczeły wypadać włosy-szok!
        Wydaje mi się że przez chemię chcą zmniejszyć tego guza a potem zaproponują
        może operację -ale to tylko moje przypuszvczenia-nie wiem może się mylę
    • Witaj bas,
      niedrobnokomorkowy rak ma z tego co wiem wieksze szanse. Co do operacyjnosci,
      musza zadecydowac lekarze. Byc moze w danym przypadku lepsze bedzie
      zastosowanie chemii. Musicie byc dobrej mysli i odwaznie postawic sie temu
      paskudztwu. Pozdrawiam i duuuuzo zdrowka dla Twojej Mamy.
      • Do marty11.
        Dzieki za odpowiedź.
        Wszyscy jesteśmy dobrej myśli że przez chemioterapię te raczysko się zmniejszy.
        17 sierpnia będzie robiona tomografia zobaczymy czy się zmniejszyło.
        • Moja mama dostała już trzecią chemię.
          Wyniki morfologi były super- czy to dobrze?
          Po chemi dostała zgagi i coś ją paliło w przełyku.
          Włosy mocno przerzedziły się (miała bardzo gęste)-ale nie jest jeszcze łysa.
          Stwierdziła że proces wypadania włosów trochę się zatrzymał.
          Najgorzej się denerwuje że nie ma na nic sił- czy tak powinno być?
          Dużo poleguje,podsypia sobie -ale nic ją nie boli.
          Powiedzcie czy z chwilą przerwania chemi wrócą jej siły?
    • Moja mama miała raka niedrobnokomórkowego płuc z rozpoznaniem stopnia
      zaawansowania III B - chemie miała 5 cykli - co 21 dni. Przez ten czas mama
      była bardzo słaba, źle sie czuła, wymiotowała, włosy jej wypadły - wszystkie
      skutki uboczne chemii. Przez ten cały czas było bardzo ciężko, mama schudła do
      46 kilo, ale przez cały czas miała dobro morfologię. Po zakończeniu chemii,
      mamy organizm się zregenerował i mama całkiem normalnie funkcjonowała, duzo
      spacerowała, gotowała, czasami sie opiekowała moim małym synkiem, stosowała
      dietę śródziemnomorską.Będzie dobrze.
      • Czesc Wam. Moj tatus przebywal w szpitalu chorob pluc na plockiej z
        rozpoznaniem rak niedrobnokomorkowy pluc z przezutami na kregoslup i
        koscistadium IV. Wypisano go po diagnostyce ,nie bylo zadnego leczenia.
        Dostalismy skierowanie do Kliniki leczenia bolu zeby ustalic leki
        przeciwbolowe. Zainteresownie chorym bylo prawie zadne .Tatus ma apetyt , je
        ladnie ,wazy 72 kg. Jakie sa szanse znalezienie sie na Reantgena w klinice?
        nikt nie dal nam skierowania.
        Jutro (wtorek) 08/08/06 tatus ma jednorazowe nastwetlanie promieniami na
        Wawelskiej. Prosze pomozcie co mozemy jeszcze zrobic? czy nowotworow
        niedrobnokomorkowych sie nie lezcy? kondycja ogolna tatusia jest dobra. Sam sie
        porusza.
        Dziekuje
        • Leczy się, ale niestety, kiedy są przerzuty do kości, chemia ma bardzo
          ograniczone zastosowanie i nikłą skuteczność.
          Niestety więcej prawdopodobnie nie da się zrobić, przede wszystkim dlatego, żeby
          choremu jeszcze bardziej nie zaszkodzić.
          Pozdrawiam.
      • Co to znaczy że miała?Mam rozumieć że została wyleczona czy proces nowotworowy
        się zatrzymał?
        Piszesz że będzie dobrze -to znaczy że są dobre rokowania?
        • Jesli to pytanie jest do mnie, tzn. moja mama odeszła 1 lutego 2006 po ponad
          dwu i półletniej walce z chorobą, ale przez ten cały czas żyła całkiem
          normalnie.
          Bedzie dobrze, piszę, tzn. nie ze zostanie wyleczona ale ,ze zta corobą można
          walczyć i żyć w miarę normalnie, poza tym ludzie wymykają sie często
          statystykom w tej chorobie.
          • Współczuję tobie z powodu mamay.Napisz mi czy twoja mama miała operację, bo
            wiem że rak niedrobnokomórkowy jest w zasadzie operowany.
            Obecnie bierze chemię a po chemii mamy nadzieje że zaproponują operację.
            Boże!!! aż mi się nie chce wierzyć że to nas dotknęło.Tak bardzo się martwię o
            mamę nie śpię po nocach.Dowiedzieliśmy się o tym pod koniec maja- szok
            • Bas, stadium IV wg WHO jest stadium poważnym jesli mamę do takiego stadium
              zakwalifikowali to znaczy że proces nowotworowy jest już raczje rozsiany a na
              pewno są zajęte węzły chonne śródpiersia i być może jakieś przerzuty do innych
              narządów. Czasami operują w tym stadium, ale raczje nie nastawiałabym sie. Jest
              to poważne stadium, ale to nie znaczy że teraz macie się poddać i nic nie
              robić. Moja mama też była zakwalifikowana do IV stadium i w tym stadium ku
              zdzwieniu lekarzy zyła 2 lata i 7 miesięcy, były okresy że czyła się
              wyśmienicie i prawie zapominaliśmy wówczas o chorobie. zxy lekarze wanm nie nie
              powiedzieli. ??
              Napisz coś więcej.
              Iza
              • rima,ja coś tutaj nie rozumiem.
                Czytałam w papierach mamy że ma raka niedrobnokomórkowego płaskonabłonkowego z
                przerzutem do nadnercza.Węzły chłonne nie są zajęte ( lekarze się dziwią)
                Nie ma kaszlu, krwioplucia itp.Nic ją nie boli.Napisali jej IV stopień nie wiem
                dlaczego, tym bardziej że miała proponowaną operację ale się nie zgodziła gdyż
                nastawiła się na chemię, która teraz daje jej złe samopoczucie - skutki chemii.
                A przy grupie IV się przecież nie operuje - chyba że guz się zmniejszy przez
                chemię.
                • bas, generalnie przy przeutach sie nie operuje, tak mówia lekarze. mi kiedys
                  lekarze mowili ze owszem gdy guz ma duze rozmiary a kwalifikuje sie do operacji
                  to podaja chenmie zeby zmniejszyc guza do operacji.Moja mama tez miala
                  płaskonabłonkowego i przez caly okres choroby nei miala krwioplucia ani kaszlu.
                  U kazdego inaczje rpzebjiega choroba. Chemie z reguly rpzechodzi sie zle bo to
                  swinstwo - moja mama po 23 cyklu top wogole przez dwa tygdnie z lozka nie maila
                  sily wstawac.. wiec to naturalne ze sie zle czuje. A co lekarze teraz mowia,
                  chca operowac po chemii??
                  • Narazie miała trzecią chemię do tego dali jej jakieś trzy zastrzyki (
                    zakwalifikowała się do grupy -leczenie pozaprogramowe.
                    17 sierpnia ma tomografię płuc- zobaczymy dopiero skutek leczenia.
                    • bas1213
                      Moj Tatus tez ma IV stopien nowotworu niedrobnokomorkowego pluc. Niestety
                      szpital kliniczny na Plockiej w Warszawie postanowil inaczej , kazal zabrac
                      tatusia do domu i zakwalifikowal go na jedno naswietlanie(radioterapia )na
                      Wawelska. Bedzie to radioterapia paliatywna majaca na celu usmiezyc bol i byc
                      moze na troche zahamowac postep przezutowy.Kto kwalifikuje do tego leczenia
                      nadprogramowego i gdzie mama Twoja sie leczy. Bede wdzieczna za kazda odpowiedz
                      • do małgoska 182
                        Moja mama leczy się w szpitalu Onkologii na Ursynowie.Te leczenie nadprogramowe
                        załapała się chyba raczej po znajomości ( mój brat ma jakieś wejścia).
                        O chorobie dowiedzieliśmy się w maju.Dostaje chemię.Mamę nic nie boli.
                        A gdzie twój tata ma przerzuty? Bo moja mama ma na nadnerczu(prawym to samo i
                        na prawym płucu)Lewe płuco bez zmian.
                        Szpital na Płockiej jest paskudny mam nie miłe wspomnienia,
                        Spróbój może przyjmą twojego tatę na Ursynów do Szpitala Onkologii ul. Findera.
                        Życzę zdrowia dla twojego taty
                        • Przepraszam za nieuwagę ale już przeczytałam twój post który był wczesniejszy.
                          Kiedy dowiedzieliście się o tej chorobie? i jak szybko ona postępuje?
                          • Bas dziekuje za odpowiedzO tym ,ze tatus ma nowotwor dowiedzielsmy sie 21
                            lipca. Wtedy przyjeto tate na Plocka i z miejsca lekarz powiedzial
                            tatusiowi "cierpi pan na chorobe nowotworowa. Tatus martwi sie o nas o mame ,
                            wiec powiedzial do mnie"nie mow nic mamie , to napewno cos innego. Z ta
                            teoria ,ze to cos innego zyje. Zakazalam lekarzom informowania tatusia o
                            rozmiarach choroby. Uszanowali moja wole i dlaej robiono badania(rezonans
                            magnetyczny i tomografie ,ktora wykazala pzrezuty do kregoslupa i watroby.
                            Tydzien temu w piatek wypisano tatusia do domu(nic wg.nich nie moga zrobic.
                            Zostal zakwalifikowany na jedno napronieniowanie na Wawelska.
                            Bedzie mial w poniedzialej 14 sierpnia tzw. radioterpie paliatywna.
                            Udalismy sie na Plocka do instytutu Prosen i tam trafilismy na pzresympatyczna
                            i bardzo pomocna Pania dr. Ustalila leczenie przeciwbolowe po ktorej naprawde
                            tatus nie odczuwa bolu , zrobila cos czego nie zrobili lekarze na plockiej w
                            Instytucie. Dala recepte na bifosfoniany(chyba tak to sie nazywa)lek o
                            nazwiesindronat, bierze tez zofran, helicid i plastry durogesic. Ma taki
                            apetyt ,ze moglby od stolu nie odchodzic . Oczywiscie stosujemy specjalne
                            zywienie ( duzo owocow , warzyw , soki wyciskane w domu, ryby za ktorymi taus
                            przepada. W chwili przyjecia do szpitala tatus wazyl 69 kg. Do czasu wykrycia
                            choroby i ustalenie diagnozy a rozpoczecia bolu stracil 7 kg, ale teraz od 21
                            lipca przytyl i wazy prawie 73 kg. oN NAPRAWDE P[ODJAL WALKE , TYLKO NIKT Z
                            LEKARZY NIE WIERZY ,ZE MOZNA COS ZROBIC I NIE chce dac mu szansy. Znajomosci
                            nie mamy , ja nie mieszkam w Warszawie , nie znamy nikogo i tak krazymy od
                            przychodni do przychodni "konsultujac".Wybralam sie do centrum Damiana ,Na
                            wejsciu zaplacilam 100zl. I dostalam sie do onkologa , rozneglizowanej
                            Pani "doktorki" , ktora wysluchala mnie i powiedziala co wiedziala i na koniec
                            dodala , "no ja wprawdzie jestem specjalistka od leczenie raka sutka" i tak oto
                            pojechalam do domu majac 100zl.mniej w kieszeni i nic poza tym.
                            My naprawde wierzymy i prosimy Boga zeby nas wysluchal i ze tatusia chec zycia
                            zahamuje na troche chorobe, tatus jest bardzo aktywny, nawet cos naprawia ze
                            srubokretem . Na lekarstwo (sroek na apetyt)kupiony pzreze mnie za 286 zl
                            (zalecony w instytucie chorob pluc na Plockiej mowi "ja nie potrzebuje tego
                            lekarstwa, jestem glodny i dajcie cos zjesc"Czy tam mozna dostac sie bez
                            skierowania do tego szpitala na Ursynowie? na Plockeij nikt nam nie chcial dac
                            skierowania, uznali ,ze szkoda tracic czas .
                            Bas dziekuje za zainteresowanie
                            Malgoska
                            • Witaj,
                              Z tego co wiem to tam jest bardzo trudno się dostać do szpitala.
                              To wszystko było załatwiane przez znajomości.
                              Nic Tobie nie mogę pomóc, ale prubójcie.Są tam pacjenci którzy dojeźdzają z
                              różnych okolic Polski więc oni jakoś się dostali.
                              (nawet jedna pacjentka dojeźdża co tydzień z Bielska Białej)piszę że co tydzień
                              bo dostaje w każdy piątek chemię i na przepustkę do domu jedzie.
                              Moja mama też bierze zofran -lek przeciwwymiotny.
                              Podam Tobie dokładny adres szpitala:
                              Centrum Onkologii Instytut
                              im.Marii Skłodowskiej - Curie
                              ul. Roentgena 5
                              tel:022 546-20-00
                              strona internetowa www.coi.waw.pl
                              • Nie wiem czy w Centrum Onkologi na Ursynowie będą mogli coś więcej zrobić dla
                                Twojego Taty. Jest jednak prosty sposób by się tam dostać. Wystarczy odwiedzić
                                wielokrotnie polecaną na tym forum przychodnię PFESO na ul. Nowogrodzkiej w
                                Warszawie. Nie pamiętam telefonu ale jak wstukasz w google PFESO znajdziesz na
                                pewno. Wizyta kosztuje tam też około 100 PLN ale nie będą to pieniądze
                                zmarnowane. Jeśli lekarz uzna, ze coś da się zrobić na pewno zaprosi Tatę na
                                Ursynów na dalsze leczenie.

                                Mój Tata tez ma tak zaawansowany nowotwor pluca lewgo. Bylam w PFESO na
                                konsultacji u dr Głogowskiego (mam nadzieję ze dobrze pamietam nazwisko) -
                                torakochirurga. Człowiek miły, rzeczowy i konkretny. Spróbujcie.

                                Pozdrawiam serdecznie.

                                Kasia
                            • W zasadzie przy przerzutach do kręgosłupa i wątroby rzeczywiście nic się w
                              konwencjonalnej medycynie nie da zrobić. W zasadzie pozostaje dobre leczenie
                              wspomagające (Megace/Megalia, Sindronat, ewentualnie sterydy w razie potrzeby),
                              przeciwbólowe, ale chemioterapia raczej nie wchodzi w grę. Możecie wydawać
                              pieniądze na konsultacje - to Wasz wybór, nie dziwcie się, że płacicie też za
                              konsultacje dyskwalifikujące od leczenia - ale naprawdę nie oczekujcie, że ktoś
                              Wam zaproponuje jakiś trial.
                              • Dziekuje wszystkim za zainteresowanie, szczegolnie Tobie bas.Bylam przy tatusiu
                                prawie 3 tygodnie , bylam w chwili podania wyroku. Widze ,ze tatus ma wielka
                                wole walki(zatrzymania gada), bo zdajemy sobie sprawy z tego ,ze jak lekarz
                                mowi ,ze nic sie nie da zrobic to nic nie zrobi.Dla nas zawsze jest nadzieja ,
                                wierzymy ,ze jesli Pan Bog pozwoli nam sie jeszcze tatusiem cieszyc to
                                bedziemy. I nie tak jak powiedzial jeden z lekarzy na Plockiej"prosze sie
                                przygotowac" , my nigdy sie nie przygotujemy. Jak mozna sie na cos takiego
                                przygotowac? Moze dr.Jedruch wie?Mozna zaczac sie oswajac z mysla , ale
                                przygotowac napewno nie. Czy powinnysmy(mamusia i siostry )powiedziec do
                                tatusia zaczekaj troche , nie odchodz my potrzebujemy jeszcze troche czasu ,ale
                                jak sie przygotujemy na Twoje odejscie to powiemy). Mojemu tatusiowi Megace nie
                                jest potrzebna, a owszem mamy cale 2 butelki, lekarz na Plockiej zalecil jak
                                jeszcze tatus byl w szpitalu,ale tatus powiedzial po kilku (3 dniach brania),
                                ze jesli nie jest to lekarstwo tylko syrop na apetyt to on tego nie potrzebuje,
                                bo jesc to i tak ma ochote. Tatus nadal jest aktywny, chodzi ,reperuje rzeczy,
                                nawet wychodzi z domu do pobliskiej izby przyjec(w szpitalu na Plockiej nikt
                                nie zainteresowal sie tatusia morfologia) oczywiscie wiem ,ze maja duzo wiecej
                                zajec niz zajmowanie sie pacjentem , ktorego juz sie nie leczy, ale czy nie
                                jest przeoczeniem ,ze krew bardzo krzepnie? jak powiedzial lekarz w innej
                                klinice do nas "no tak przy tych problemach jeszcze nam zatoru brakuje "i
                                przepisal zastrzyki wokol pempka. Bas dziekuje za pomoc .Z racji ,ze ja nie
                                mieszkam w Polsce (bylam przez 3 tyg. ) Teraz mlodsza siostra jest z tatusiem
                                i ona jest umowiona na 17 z prof. na Nowogrodzkiej. Cudowna pani dr.ktora dala
                                nam wlasnie skierowanie na Plocka , ktora wspiera nas i nie zabiera nam nadziei
                                (z przychodni na Galczynskeigo) pokierowala moja siostre wlasnie na Nowogrodzka
                                i jeszcze zrobia scyntografie kosci . Wiec dr.Jedruch z calym szacunkiem dla
                                Pana osoby lekarze maja tysiace klientow (bo nie traktuja ich nawet jak
                                pacientow w duzych szpitalach) , nie ma na to czasu i nawet sam wynik podaje
                                sie obcesowo "panie s. cierpi pan na chorobe nowotworowa:KROPKA nic ,ze
                                bedziemy probowac , bedziemy walczyc. Na szczescie sa jeszcze wspaniali
                                ludzie ,ktorzy nawet jesli wiedza ,ze niewiele mozna zrobic nie zabieraja
                                nadziei i naprawde po rozmowie z takim lekarzem czlowiek azcyna sie inaczej
                                czuc ,w ie ze jeszcze ma chwile zeby sie tatusiem cieszyc . Uzmyslowila nam
                                pani dr.ze naszym i jej zadaniem jest zeby tatus nie cierpial, ustalic tak
                                leczenie zeby mial komfort i tak jest.
                                Pozdrawiam wszystkich i zycze Wam i sobie duzo sily
                                • Pani doktor może i dała nadzieję, dała skierowanie, ale jeśli na Płockiej
                                  pracują onkolodzy, którzy się znają na leczeniu (w to akurat nie wątpię), to
                                  podejmą właściwą decyzję, nawet jeśli to będzie dyskwalifikacja. Może są obecnie
                                  jakieś programy chemii w raku płuca, które są dostępne, i do których tata się
                                  będzie kwalifikował? Nie mam pojęcia, to póki co nie moja działka (wydaje mi
                                  się, że nie). ALE: Nie raz w swojej pracy spotkałem się z sytuacją, kiedy źle
                                  zakwalifikowany chory umiera z powodu powikłań leczenia onkologicznego. Dwa
                                  tygodnie temu rodzina naciskała na onkologa i ta podała kolejny cykl. 5 dni
                                  potem było po wszystkim. To nie jest bułka z masłem - to jest leczenie toksyczne.
                                  Tata jest póki co w dobrym - z tego co opisujesz - stanie, więc sztuką jest tak
                                  pokierować leczeniem, żeby wypełnić naczelną zasadę lekarską - primum non nocere.

                                  Co do pierwszej części postu - sarkazm nie na miejscu. A na czym innym polega
                                  przygotowanie się, jeśli nie na oswajaniu się, godzeniu się z pewną ludzką
                                  kondycją, która zakłada, że ten kto się urodził, ten także umrze. Świadomość
                                  nieuleczalnej choroby daje bodziec do poszukiwań najlepszego rozwiązania - na
                                  początku to oczywiście szukanie WYLECZENIA! Dlatego ciężko pogodzić się z tym,
                                  że jednak jest na to bardzo nikła szansa... Potem chodzi o to, żeby POPRAWIĆ
                                  jakość życia, zniwelować ból, jeśli to możliwe to i wzmocnić.
                                  Niektórych chorób nie da się wyleczyć, ale w każdej da się pomóc.
                                  Chodzi o to, żeby leczeniem nie pogorszyć stanu Taty, nie zabić jego aktywności.

                                  Jedno jest pewne - opieranie się na statystykach jest w odniesieniu do
                                  pojedynczego chorego błędem. Większośc onkologów o tym wie - dlatego bez
                                  obejrzenia, zbadania chorego nikt nie podejmie decyzji o leczeniu, albo o
                                  odstąpieniu od leczenia. Ja napisałem jak to widzę, na podstawie tego co
                                  opisałaś. I bardzo proszę, jeśli szukasz tutaj rady, nie ignorować tego głosu. Z
                                  góry dziękuję i pozdrawiam. Powodzenia.
                                  'Nigdy nic nie jest stracone póki chory oddycha' - tym zdaniem mojego ulubionego
                                  chemioterapeuty od nas z Instytutu zakonczę.
                                  • Doktorze dziekuje za odpowiedz. W mojej wypowiedzi prosze nie doszukiwac sie
                                    sarkazmu. Tatus dowiedzial sie w pierwszym dniu na co choruje i postanowil
                                    walczyc , zaczal posilac sie tak jak napisalam stara sie byc aktywny , na ile
                                    to w jego stanie jest mozliwe. My ze swojej strony postaralismy sie zeby nie
                                    cierpial. Dzieki wspanialej jak napisalam pani doktor z centrum leczenia bolu
                                    tak zostaly dobrane lekarstwa,ze tatus nie wspomina o bolu. Wiem ,ze na
                                    Plockiej sa znakomici lekarze (dlatego spotkalam tam ludzi z calej Polski). Od
                                    16 lat przebywam poza Polska i wiele rzeczy jest dla mnie nie do przyjecia co
                                    dzieje sie w polskiej sluzbie zdrowia ,chociazby to ,ze tatus przez 3 tygodnie
                                    przebywal w jednym ze szpitali na rehabilitacji z powodu silnych boli
                                    kregoslupa . Poddawany byl przez dlugich 21 dni naswietlaniom i masazom (
                                    plakal lezac na lozku ,ze nie ma sily na te terapie(ale powtarzano mu "w karcie
                                    mamy takie zalecienia i robimy. Gdy po 3 tyg. siostra zabrala tatusia byl
                                    lzejszy o 8 kg., bez apetytu i z tak silnymi bolami ,ze chcial aby ktos mu
                                    pomogl. Nikt nie zadal sobie trudu i zbadal dlaczego nastepuja zlamania w
                                    kregoslupie i dlaczego ten bol sie utrzymuje. Nastepnie siostra zabrala tatusia
                                    prywatnie do lekarza ,ktory wypisal skierowanie na 30 lipca na Saszerow(byl to
                                    odlegly termin, no ale coz to sa takie przepisy. Po przylocie do Polski
                                    dzwonilam tam i blagalam zeby jednak sprawdzili ze moze znajdzie sie dla
                                    tatusia miejsce. Tatus mial juz zrobione przeswietlenie , na ktorym widoczna
                                    byla zmiana w plucach i gdzie dostal siekrowanbie? na reumatologie. Lakarz z
                                    Saszerow tak ze mna rozmawial"no i po co ten pospiech? przeciez krew sie nie
                                    leje, co sie juz dokonalo to w tym przypadku tydzien czy 10 dni nie robi
                                    roznicy. Nie bede z siebie robil blazna i dostosowywal sie do Pani terminow".
                                    Naprawde zyjemy nprmalnie , siostra wrocila do pracy , ja wrocilam do domu , z
                                    tatusiem pozegnalam sie jak zwykle .mowieac do zobaczenia tatusu (chociaz bylo
                                    mi bardzo trudno). Mamusia jest w domu z tatusiem , robi mu jedzenie , tatus ma
                                    wilczy apetyt, przywoluje do porzadku wnuczke . Chcemy tylko byc pewne ,ze cos
                                    nam nie umknelo , ze moze jeszcze mozna cos zrobic. Jak Bog da i tatus bedzie z
                                    nami na Boze Narodzenie to przylecimy wszyscy do Polski, pospiewamy koledy. Nie
                                    znaczy to wcale ,ze juz sie przygotowalam i ,ze kiedykolwiek to sie stanie.
                                    Placze czesto ,ale przy tatusiu bylam silna , mobilizowalam do dzialania.
                                    Pan Panie doktorze patrzy na to z innej perspektywy , dla mnie jest to
                                    najblizsza mi osoba , ciepla , madra , dzieki ktorej jestem tym kim jestem ,
                                    dzieki ktorej ludzie mnie szanuja tak jak on przez cale zycie szanowal i sznuje
                                    ludzi i tego nas nauczyl.Jestem osoba wierzaca i wiem ,ze to czy tatus bedzie
                                    jeszcze z nami nie zalezy ani od nas ani od lekarzy , ktorzy wiedza tylko
                                    tyle ,ile nauczyli sie z madrych ksiazek. Bog wie lepiej i to On zdecyduje czy
                                    potrzebuje juz teraz mego tatusia.
                                    Z powazaniem
                                    Malgorzata
                                • Najłatwiej jest stawiać żądania. Najłatwiej jest robić z siebie cierpiętnika i
                                  rościć sobie same prawa z tego tytułu.
                                  Tymczasem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Od nas tylko zależy czy
                                  czy zastanowimy się nad tym, że siedząc i gapiąc się tylko w jeden punkt
                                  (najwygodniejszy dla nas samych) jesteśmy zbyt krótkowzroczni.

                                  Lekarz, ostatni stopień choroby nowotworowej i mając co do tego pewność
                                  (dowodem są wyniki badań) oświadcza pacjentowi na co ten choruje.
                                  I teraz mamy kilka rodzajów pacjentów:
                                  1) taki, który nie chce znać prawdy i narzeka potem, że został poinformowany -
                                  wolałby tego nie usłyszeć i żyć fałszywą nadzieją;
                                  2) taki, który chce znać prawdę i nie zaprzątać czasu który mu pozostał na
                                  błache i nic nie znaczące sprawy, ale wykorzystać ten czas w pełni świadomie,
                                  zrobić być może jeszcze kilka najważniejszych rzeczy w swoim życiu, które
                                  wcześniej nie zostały dokończone - ten pacjent chce usłyszeć wyraźnie fachową
                                  opinię lekarską i gardzi mamieniem go i pustymi słowami "będzie dobrze" (gdy
                                  wiadomo, że nie będzie)
                                  3) inni - z oczekiwaniami bardzo różnymi.

                                  Lekarz, który przyjmuje pacjentów j.w. nie wie, z kim ma do czynienia. Nie wie,
                                  za co zostanie zganiony, z jaką reakcją się spotka, o co pacjent będzie rościł
                                  pretensje. Być może też jest po 24 godzinnym dyżurze, być może zarabia 1600zł
                                  i nie stać go by wraz z żoną i dziećmi przenieść się do własnego mieszkania (na
                                  kredyt, na który go nie stać) i pomieszkuje kątem u zgryźliwej teściowej. I
                                  też ma swoje małe życiowe piekło. Ach... i często słyszy od pacjentów, których
                                  leczy: "Na co idą moje składki??!!" Ale by wziąć to wszystko pod uwagę
                                  potrzeba spojrzeć trochę dalej... niż na siebie..

                                  Co do przygotowania się do odejścia najbliższej osoby - ja osobiście bardzo
                                  żałuję, że tego nie zrobiłam, gdy chorował ktoś mi bardzo bliski. I straciłam
                                  wiele czasu na organizowanie urojonego leczenia, bieganie, załatwianie... Choć
                                  medycyna i wiele jej zagadnień merytorycznie nie jest mi obca, wręcz bardzo
                                  bliska. I wierzę w nią bardzo. Powinnam była być wtedy z nim, trzymać go za
                                  rękę, uśmiechać się i rozmawiać. A nie biegać za lekami, które w niczym nie
                                  mogły już pomóc. Nigdy nie przestanę tego żałować.

                                  Szczerość lekarza, który mówi by się przygotować, to bardzo cenna wskazówka.
                                  Być może nie dla tych, którzy nie chcą znać prawdy. Ale ja bym chciała.

    • Moja mama miala niedrobnokomorkowego raka pluc.Wykryty zostal w listopadzie
      2004r,i juz wtedy lekarz kazal sie przygotowac na najgorsze.Po pol roku
      chemioterapii i konsulatcji z lekarzem znowu slowa:Prosze sie pzrygotowac na
      najgorsze.I znowu chemioterapia.Jesienia 2005 roku slowa lekarza:Pacjentka b y
      c m o z e przezyje Boze narodzenie ale Wielkanocy raczej nie
      doczeka!!!!!!!!!!!Mama pzrezyla oba swieta,a gdy w lipcu 2006r znalazla sie w
      szoitalu z bolami klatki piersiowej lekarz byl w wielkim szoku ze
      zyje .Zaproponowal jescze jedna chemie lecz mama juz nie chciala.Kilka dni
      potem zmarla.
      • Witam Was.
        Jak pisałam już wcześniej moja mama ma niedrobnokomórkowego raka płuc.
        Wczoraj miała mieć tomografie , ale się urządzenie popsuło-przełożone jest na
        poniedziałek.Z tego powodu mama nie dostała już chemi - w badaniu dopiero
        wykaże co dalej.
        Mama wreszcie doszła do siebie(po chemii a miała 3 chemie)Z dnia na dzień jest
        żywsza nie myśli o chorobie.Włosy się przerzedziły całe szczescie że całkowicie
        nie wypadły.( proces wypadania włosów się zatrzymał)Była u fryzjera podcieła
        sobie krócej i położyła farbę.
        Czuje się trochę lepiej.Dalej nie chce mi się wieżyć że jest chora.
        Nic ją nie boli i nigdy nie bolało,nie kaszle.Stresy ją opusciły i zaczęła jeść
        więcej ma apetyt
        • Bas to sa bardzo dobre wiadomosci.Pisalas na poczatku , ze mama ma
          niedrobnokomorkowego raka pluc. Oczywiscie nie bylo jeszcze przezutow ,wiec
          mame zakwalifikowano na chemie? Moj tatus mial jedna radioterapie i tez czuje
          sie niezle. Bas napisz gdzie mama byla na poczatku czy w szpitalu na Plockiej
          i stamtad dostala skeirowanie? Napisz na prive jezeli mozesz . Bede wdzieczna.
          • malgoska182,może mnie źle zrozumiałaś ale nic jeszcze nie wiadomo (pisałam
            wcześniej już że ma na nadnerczu guzka-lekarz powiedział że to może być na
            razie i nie będzie tego operował.Zajął się jej płucami.Tomograf właśnie wykaże
            czy guz się zmniejszył po chemi czy nie.Badanie te dopiero w przyszłym tygodniu.
            Więcej szczegółow napiszę ci na prive.
            • Dziś wyniki tomografi....mojej mamy.
              Jutro odpisze czy dobre czy złe.(Wszyscsy się boimy)
              • Bas Zycze Wam aby wynik byl dobry , zebyscie nie musieli sie denerwowac . My
                tez sie balismy (chociaz to uczucie nie jest mi obce i w chwili obecnej). Wiesz
                jak ciezko chory jest moj tatus. Teraz kiedy wie juz wszystko odnosnie swojej
                choroby( wie sam my ukrywalysmy ta najgorsza wedlug lekarzy czesc)
                powiedzial ,ze sie nie boi tej choroby i my nie powiinnysmy tez sie bac. 20
                lipca padla diagnoza i tak jak ktos powiedzial siedzimy na bombie . Tatus czuje
                sie dobrze , przez miesiac przytyl 6 kg. Wczoraj odbyl wycieczke do naszego
                barata(3 godziny samochodem w jedna strone), wzial ubrania ktore beda mu
                potrzebne na jesien i powiedzial ,ze po zimowe przyjedzie. Bas wierzcie ,ze
                bedzie dobrze . Nastawienie tatusia do choroby nam tez pomaga. Teraz siostra
                poleciala spedzic czas z tatusiem i powiedziala "On ma w sobie tyle sily i
                checi do walki" Kazdy jego dzien aktywnosci to dla nas duzo. On postanowil ,ze
                bedzie codziennie troche cwiczyl i tak sobie po 10-15 minut jezdzi na rowerku
                stacjonarnym.
                Bas zycze tylko pomyslnych wiadomosci.
                Malgoska
                • Znam wyniki już dziś.
                  Guz po chemii się zmniejszył.Klisza została porównana do porzedniej.
                  Nerwy trochę puściły.Chemia w dalszym ciągu.
                  Pokonamy te paskudztwo!!!!!!!
    • Bas . To wspaniala wiadomosc. Widzisz wiara czyni cuda. Jakiego rodzaju chemie
      miala Twoja mama? Moj tatus mial narazie jedno naswietlanie . Walczymy zeby
      pozwolono mu sprobowac jeszcze na leczenie. Narazie odsylaja nas z kwitkiem. Ja
      mieszkam daleko , w Warszawie nie mamy tzw. znajomosci. Sisotra wydeptuje
      sciezki, tatus tak jak pisalam wczesniej nie poddaje sie. Moze komus z
      lekarzy w koncu zmieknie serce i pozwola na cos. Bas czy twoja mama bierze
      jakies witaminy? cos wspomagajacego? Jakiego rodzaju diete stosuje? zycze
      dalszych pomyslnych wiadomosci
      Malgoska
      • witam!
        Odpowiem Tobie szczerze że nie wiem jakiego rodzaju ma moja mama chemię.
        Wiem tylko że jakieś nie za mocne (owinięte są w sreberku aby światło się nie
        dostało)Do tego jakieś wlewki wzmacniające.Jak coś więcej będe wiedziała to
        tobie odpiszę(muszę zajrzeć w kartę choroby mamy).
        Diety zbytnio nie stosuje,poprostu je z umiarem raczej gotowane ,pieczone
        potrawy.Ma straszną chęć na buraki, pomidory.Pieczywo jada tzw z następnego
        dnia.Prztyła kilo więcej(ważyła 72 a jest 73)-to też jest dobra wiadomość że
        nie spada z wagi.
        Pije również olej lniany nieoczyszczony jest on nie dostępny w sklepach.(jest
        na zamówienie)
        Podam Tobie namiary w następnym razem gdyż muszę poszukać w internecie ( podam
        stronę)poczytaj sobie tam znajdziesz dużo ważnych rzeczy.
        Witamin żadnych nie bierze nic wspomagającego oprócz tego paskudnego oleju
        (smak obrzydliwy)no ale jak pomaga to trzeba pić.
        Pozdrowienia dla twojego chorego Taty i życzę Wam wytrwałości
        • Cześć małgoska182.
          Podaję tobie stronę internetową dotyczącą oleju lnianego.Ciekawe informacje są tam.
          Może twojemu tacie coś pomoże.

          www.oleofarm.com


          Jak będziesz miała kłopoty to wejdź w google i napisz olej lniany nieoczyszczony
    • Bas jak samopoczucie Twojej mamy?
      Zycze szybkiego powrotu do zdrowia.
      Malgoska
      • witaj.
        Samopoczucie mojej mamy jest takie sobie.Chemia robi spustoszenie w organiźmie.
        Wczoraj były wymioty.
        Nie poddajemy się!
        Zdrowia dla twojego taty.
    • Bas mam nadzieje ,ze mama sie wzmoci, ze to tylko takie chwilowe po chemii. Czy
      mama w dalszym ciagu jest w centrum Onkologii czy w domu? Moj tatus po tej
      radioterapii czuje sie lepiej. Ufamy ,ze lekarze dadza mu szanse na drugie
      naswietlanie o ile oczywiscie Bog pozwoli. 5 wrzesnia ma usg jamy brzusznej
      (watroba to jest to o co bardzo sie boimy).
      Bas raz jeszcze zycze wiary i sily . Twojej mamie zdrowia.
      Malgorzata
      • Małogosiu czytam Twoje posty i naprawdę Ci współczuję. Nie rozumiem dlaczego
        lekarze nie leczą Twojego Taty. Mój Tata w kwietniu tego roku dowiedział się ze
        ma raka płuc (konkretnie adenocarcinoma) za chwilę były już przerzuty do węzłów
        chłonnych i kręgosłupa. Tata miał już kilka chemii z dodatkiem leku o nazwie
        Zameta który konkretnie podany był na raka kości. Obecnie mój Tata jest po
        operacji kręgosłupa ponieważ miał pęknięty krąg i miał to wszystko usztywniane
        lub wymieniane dokładnie nie wiem bo nie rozmawiałam jeszcze z lekarzem a
        podobnie jak Ty nie mieszkam w Polsce. W każdym razie chciałam Ci tylko
        napisać , ze mimo tak zaawansowanej choroby (IV stopien)i tylu przerzutów mój
        Tata jest normalnie leczony. Mieszka w Olsztynie i tam równiez się leczy. Teraz
        jestem na etapie szukania dobrego chirurga onkologa ponieważ lekarz
        przeprowadzający operacje zasugerował ze powinniśmy podjąc agresywną walke z
        tym paskudztwem i postarać się o lekarza który zdecyduje się usunąć nowotwór
        płuc operacyjnie , podobnie jak guzy w innych częściach ciała i wtedy to co
        zostanie potraktować chemią. Nie wiem czy jest to możliwe ale czepiam się słów
        jak tonący brzytwy i właśnie rozpczynam poszukiwania. Pozdrawiam Cię serdecznie
        a Twojemu Tatusiowi życze by udało mu się pokonać choróbsko
        Ewa
        • Ewo bardzo dziekuje za zainteresowanie. Moj Tatus nie jest leczony , bo nikogo
          nieznamy, nikomu nic nie dalismy(pierwsza proba nie wyszla i naprawde nie
          wiedzialam jak to zrobic). Moze ten ktory chcial wziac nic nie dostal oprocz
          konaku na pozegnanie . Nie mieszkamw Polsce od 16 lat i od razu moja ciocia
          powiedziala ,ze wszyscy biora wiec na izbie przyjec szczesliwa ,ze ktos tatusia
          przyjal do szpitala wyskoczylam do lekarki z koperta i zaczelo sie .
          Powiedziala, ze nie chce ze mna rozmawiac. Naprzepraszalam sie ile weszlo zeby
          tatusia tylko zostawili w szpitalu. Owszem pielegniarkom i salowym nosilam kawe
          i slodycze , ale z koperta to nie mialam odwagi i tak to lekarz prowadzacy
          kazal zabrac nam tatusia do domu. On naprawde ma silna wole walki, my szukamy
          czego mozemy , juz bylysmy u taylu lekarzy na konsultacjach i oprocz 100 zl .
          za wizyte niczego nie zyskujemy.
          Ewo prosze Cie podaj nazwe szpitala w ktorym leczony jest Twoj taatus , my
          mamy rodzine w Olsztynie , moze Oni cos pomoga , nazwiskoo lekarza . Moj tatus
          ma 73 lat ,ale jest silny ,wazy prawie 74 kg.On zawsze byl szczuplutki. Wszyscy
          mowia ,ze chemia moze mu zaszkodzic. Napisz co sadzisz na ten temat.
          Wdzieczna Malgosia i Ewa (jej siostra)
          • Do wszystkich!
            Moja mama miała chemię we wtorek.(ma raka płuc już wczesniej to pisałam)
            Proszę was o radę-czy jak kroplówka(chemia) pomału leci to człowiek lepiej
            znosi tą chemię?
            Moja mama zawsze sobie przyspiesza(odkręca pokretło)Efekty są takie że tego
            samego dnia są wymioty i ma jakąś delirkę jakby się trzęsła.
            czy to przez to? czy poprostu organizm tak raguje? czy to przez nachalne
            jedzenie bo ma apetyt? Pomóżcie mi bo nie wiem co mam robić.
            Ja nieźle się przestraszyłam tego widoku i nie wiedziałam jak mamie mam pomóc.
            Temperatury nie miała a trzęsła się jak galareta.
            • Małgosiu mój Tata na początku był diagnozowany przez pulmunologa dr Prażmo-
              Fijałkowską w Specjalistycznym Szpitalu Chorób Płucnych w Olsztynie, to
              wspaniała lekarka, naprawdę bardzo ciepła osoba. Potem został skierowany na
              chemioterapię do MSWiA tzn do olsztynskiej polikliniki. Chemioterapię
              prowadziła dr Dąbrowska,która jest dobrym fachowcem ale niestety jest osobą
              niezbyt przyjemną i jeśli chciałabyś się z nią kontaktowac to musisz się
              przygotować na to że przyjemna nie będzie na pewno, z czystym sercem natomiast
              polecam eksperta chemioterapii Dr Grunszweld, która rówinież przyjmuje w tym
              samym szpitalu co dr Dąbrowska. Lekarz ktory przeprowadził operację wzmocnienia
              kręgów mojego Taty nazywa się Niedźwiecki i przyjmuje w szpitalu wojewódzkim w
              Olsztynie. Lekarz ten aspiuruje do bycia sławą w temacie takich operacji więc
              chyba nie zaszkodzi powiedzieć ze dużo słyszeliście na jego temat:) W temacie
              leków moge powiedzieć ze mój Tata ma podawaną Zametę jest to lek konkretnie na
              nowotwór w kościach i własnie stwierdzono u mojego Taty ze po tym leku nowotwór
              (nie wiem czy tak to można określić) obumiera. Dostawał 4 mg raz w miesiącu. A
              nie dodałam najważniejszego , mój Tata ma gruczolakoraka czyli adenocarcinoma,
              nie doczytałam nigdzie jaki konkretnie nowotwór niedrobnokomórkowy ma Twój
              Tatuś, i na ten nowotwór mój Tata dostaje Novaldine (mam nadzieję ze to tak się
              pisze)oraz Platynę. Postaram się zdobyć telefon komorkowy dr Grunszweld i jak
              tylko mi się uda to napiszę. Jeśli miałabyś jeszcze jakieś pytania to chętnie
              odpowiem. Życzę dużo zdrówka i siły w walce z tym cholerstwem.
              • Nie napisałam co sądzę o chemii. Mój Tata ma co prawda 53 lata ale z Twoich
                wypowiedzi wywynioskowałam ze Tata jest osobą, która jest silna, ma wolę walki,
                żyje normalnie i nie załamuje się chorobą wiec osobiście ja bym zaryzykowała.
                Mój Tata po chemii nie ma prawie żadnych skutków ubocznych, przez dwa dni jest
                troszke osłabiony, wymiotów w zasadzie nie ma, a na głowie ma wszystkie włosy,
                szybko po chemii się podnosi i funkcjonuje tak jakby choroby nie było. Małgosiu
                mam w tej chwili dwa przypadki w rodzinie chorych na raka płuc z przerzutami.
                I widząc te dwie osoby mogę powiedzieć jedno, że najważniejsze jest nastawienie
                i wola walki, mój Tata bardzo chce życ i wierzy ze uda mu się to pokonać,
                choruje już od kwietnia a do tej pory ani razu nie załamywał się nawet
                odrobinkę, wyniki ma dobre, w ogóle nie siedzi w domu, ciągle coś załatwia,
                chodzi do znajomych na imprezki:)natomiast druga osoba załamała się kompletnie,
                większość czasu spędzała w łóżku, poddała się po prostu, w tej chwili ma już
                przerzut do mózgu i niestety już nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie.
                Dlatego też głęboko wierzę ze nastawienie do choroby ma ogromne znaczenie.
                Pozdrawiam serdecznie
                Ewa
                • Ewo jestesmy bardzo wdzieczne za wszystko. Wiesz jak berdzo nam pomoglas.
                  Samym stwierdzeniem ,ze trzeba walczyc i wszystko moze sie stac. To Forum ma
                  nazwe"Nowotwory -damy rade". Jednego nie potrafie zrozumiec,bardzo rzadko
                  zdarzylo sie ,ze ktos odezwal sie i zgodnie z nazwa Forum powiedzial " dacie
                  rade",albo udzielil jakiejs rady. Dziekuje Bas , ktora podala mi namiary na
                  olej nieoczyszczony oraz barzdo serdecznie Robertowi za odpowiedzi odnosnie
                  Taxolu . Jedna osoba zazucila mi sarkazm, inna stwerdzila ,ze punkt widzenia
                  zalezy od punktu siedzenia . Uwazam , ze takie osoby nie powinny sie wogole
                  odzywac. Wg .mnie to Forum powstalo ,zebysmy sie wzajemnie wspierali i w miare
                  mozliwosci udzielali sobie cennych rad.
                  Ewo raz jeszcze dziekuje i zycze powodzenia w leczeniu Twojemu Tacie. Moj
                  dzieki Bogu drugi miesiac po diagnozie i trzyma sie bardzo dobrze. Nawet
                  zmniejszono dawke lekow przeciwbolowych.
                  Pozdrawiam Wszystkich walczacych z choroba oraz ich rodziny .
                  • Małgosiu ja sama po przeczytaniu tego i kilku innych wątków miałam chwilowe
                    załamanie ponieważ większość osób jakby potwierdziła to ze leczenie w takim
                    stadium jest bez sensu a mi naprawdę nie tego trzeba. Ja chcę walczyć i wierzę,
                    ze mojemu Tacie sie uda i ze nie będzie to przedłużenie zycia o np dwa lata,
                    nie nie nie. Dwa lata to dla mnie stanowczo za mało choć wiem ze niewiele
                    zależy ode mnie:( Ja naprawdę jestem dobrej mysli i ze tak powiem mam w d..pie
                    statystyki:))) Będzie dobrze zobaczysz!:)
                  • telefon do Dr Gruszweld, chociaz nie wiem czy nie ejsto to telfon dla pacjentów
                    i ososbaicie podaje ten nume,r ale co tam: 602120411. Nam nie pomogła, byc może
                    już było za późnio, a p\ona nie miała pomysłów, tak to odebitram... Dwa razy
                    nas okłamała i potraktowała obcesowo. I niestety tak ejst że puintk widzenia
                    zalezy od puntku siedzenia. Dla jednego lekarz jest wspaniałaym i miłym i bysmy
                    klęczeli z wdzięczności u stóp jego, a dla drugiego ten sam lekarz może nie być
                    aż tak wspaniały.
                    Małgosiukl tylko bez obrazy, ale dwa miesiące to krótko żeby cokolwiek sądzić.
                    Wuiesz są na forum ludzie którzy po kilka lat zmagają się z choroba,. my sami
                    zmagalismy sie ponad dwa lata, własnie z rakiem płuc i w tzw. międzyczasie
                    natrafiasz na taki wachlarz lekarzy, dobrze gdy jest to jeden i ten sam który
                    szuka razem z Toba różnych rozwiązń ale takich mało. Jednemu się skończą
                    pomysły, idzie do drugiwemu itd. Jedno jest pewne, nie wolno się poddawać.
                    Dopóki tata się dobrze czuje i ma chęć do walki niech walczy z całych sił.
                    Niech nie patzry na statystyki niech dba o siebie i wy o niego dbajcie.
                    Naprawdę jest to trudna walka, czasami długa, ale nigdy nie można się poddać,
                    rozłożyć ręce i siedzieć. Duzo sił jest potrzebnych, wiary, miłości. Wszystkie
                    te chwile należą do was...
                    Iza
                    • Ja ze swojej strony wiem, ze dr Gruszweld jest na pewno dobrym ekspertem w tej
                      dziedzinie, na pewno w naszym regionie, a zostaliśmy do niej odesłani kiedy
                      szukaliśmy ratunku w Warszawie. Lekarka również do przesympatycznych nie należy
                      ale to chyba nie o to chodzi.Wiem jedno, ze nikogo nie odsyła, jeśli czekasz
                      pod drzwiami jej gabinetu to możesz być pewna ze choćby ludzi było mnóstwo ona
                      przyjmuje do ostatniego pacjenta nawet jeśli miałaby tam siedzieć do północy.
                      Przede wszystkim to chyba w sprawie Małgosi najważniejsze jest to zeby w końcu
                      trafili do lekarza, który będzie chciał rozmawiać o leczeniu. Rimo myślę, ze
                      to ze w ciągu dwóch miesięcy u Taty Małgosi nic się nie dzieje to mimo
                      wszystko jest to dobry znak. Druga osoba chora w mojej rodzinie dowiedziała się
                      o chorobie w maju i marniała w oczach z tygodnia na tydzien w tej chwili już od
                      dłuzeszego czasu leży, w zasadzie nie komunikuje się z otoczeniem. Myślę wiec
                      ze jednak jest z czego się cieszyć bo ta choroba potrafi powalic bardzo szybko.

                      Małgosiu nie jestem pewna czy dobrze doczytałam gdzieś w którymś z wątków ale
                      jeśli tak to Twój Tata ma mieć tomografię dopiero za trzy miesiące tak? Radzę
                      Wam mimo wszystko zapłacić i pójsc prywatnie wtedy będziecie mieli wizytę za np
                      ok tydzien a to przy tej chorobie naprawdę ważne zeby diagnozować wszystko jak
                      najszybciej.
                      Pozdrawiam
                      Ewa
                      • Miałam bliską osobę, ktora niestety niedawno zmarła z powodu tej choroby.
                        Leczona była przez trzy lata u dobrych warszawskich specjalistów. Fawszerowano
                        Ją "chemią" i roznymi tabletkami nowej generacji leków lecz zamiast coraz lepiej
                        było coraz gorzej. Tuz przed Jej Smiercią jedna z lekarek powiedziała "Pani nie
                        powinna była nic przyjmować napewno byłoby lepiej" .Poprostu na wszelkie
                        trucizny organizm reagował negatywnie. Stąd moja rada jeśli przyjmowane leki nie
                        pogarszają zdrowia
                        to brać ale nigdy na siłę bo tak lekarz każe lub innemu pomogło. Kazdy organizm
                        jest inny i tu nie ma reguły. Pozdrawiam Tych co muszą opiekować się bliskimi
                        w takich chorobach chociaz sami tracą zdrowie i siły.
                        --
                        Opinie o Hospicjach, forum.gazeta.pl/71,1.html?f=42421
                      • Dziekuje wszystkim za odzew. Tak bylo od poczatki, ze my postanowilysmy(ja , 2
                        siostry i mamusia ),ze nawet gdyby wszyscy mowili ,ze to nie ma sensu to dla
                        nas ma. Zwlaszcza ,ze tatus ma silna wole do walki. Zawsze dajemy mu jakies
                        terminy na ktore ma czekac , brac lekarstwa , jesc zdrowo. Po moim wyjezdzie by
                        to czas oczekiwania na moja siostre Ewe. I w czasie kiedy Ona byla w Polsce
                        kwitl normalnie. Teraz takim punktem jest wspolna Wigilia(moja zreszta pierwsza
                        w Polsce od 15 lat). Rodzice do nas przyjezdzali ,wiec z rodzicami byly
                        czesciej te Wigilie. Wspolnie z mezem postanowilismy ,ze jezeli Tatus bedzie z
                        nami na Swieta to jedziemy do Polski. Tatus moj jest cudownym czlowiekiem,
                        ktory swoja postawa zjednuje ludzi. Moj maz uwielbia rozmawaic z moim
                        tatusiem . Dziekuje Wam za wsparcie. Ewo moj tatus mial juz resonand, ktory
                        potwierdzil zmiany w kregoslupie. 12 sierpnia tatus mial radioterapie
                        paliatywna , po niej czuje sie dobrze , nie bylo jak narazie zadnych ubocznych
                        skutkow , wiec mamy nadzieje ,ze ta radioterapia troszeczke mu pomogla. Dawke ,
                        ktora dostal lekarka z centrum leczenia bolu Prosen (Plocka i Wawelska)
                        okreslila jako wystarczajaca na 3 miesiace. Po 3 miesiacach chcemy zrobic
                        rezonans(oczywiscie prywatnie 100% odplatnosci), bo Lecznica Prosen jest
                        prywatnym gabinetem i tylko recepty sa refundowane. Spotkalismy sie tam z
                        ogromna zyczliwoscia i to w Lecznicy ustalono Tatusiowi leczenie
                        przeciwbolowe . W sobote siostra zrobi tatusiowi raz jeszcze morfologie i
                        dedimery (kurcze nie wiem czy dobrze napisalam). Nastepnie Pani doktor zechce
                        zrobic usg jamy brzusznej i zobaczyc w jakim stanie jest watroba( zmiany
                        nowotworowe sa rowniez w watrobie)Troszeczke dla mnie to dziwne ,ze czlowiek
                        ktory pracowal przez ponad 50 lat swojego zycia i oplacal skladki nie moze
                        korzystac z normalnego leczenia , ale tak chyba musi byc, sluzba zdrowia nie
                        ma pieniedzy i napewno sa ludzie , ktorych naprawde nie stac na leczenie
                        prywatne , wiec niech bardziej oni korzystaja . My sobie jakos radzimy. Tutaj w
                        Stanach nawet ktos kto ma miliony , ale byl ubezpieczony to ma Medicare , moze
                        nie jest to super ubezpieczenie , ale podstawowe leczenie pokrywa.
                        Pozdrawiam i zycze tylko pomyslnych prognoz , wspanialych lekarzy i duzo
                        zrozumienia
                        Malgorzata
    • Witam wszystkie osoby piszace w tym poscie. Bas co u Twojej mamy? czy juz po
      chemii? wczoraj moj tatus mial usg jamy brzusznej. Innych zmian przezutowych
      nie ma (prawie 2 miesiace od ostatnich badan i diagnozy). Guz w watrobie nie
      powiekszyl sie (czy to dobry znak , ze chorobsko nie galopuje?) Napiszcie
      prosze co u Was nowego.
      Zycze duzo dobrych wiadomosci.
      Malgorzata
      • do małgosi 182

        Jestem na forum nowa. Ja niestety straciłam mamę po roku walki z
        niedrobnokomórkowym rakiem płuc.Cieszę się że twój tata zupełnie niezle sobie
        radzi. Moja mamusia tez miała przerzuty tylko ze w głowie i już było za
        pozno.Pamiętajcie by zrobić tomograf głowy to wazne bo to też jest miejsce
        przerzutów i postepuje wtedy to bardzo szybko.Przesyłam pozdrowienia jesli
        jeszcze jakieś informacje są potrzebne to piszccie mam w tym doświadczenie i
        mogę pomócpapapapap
    • Ewo co u Was nowego? Napisz.
      • Witajcie!
        Do małgośka 182
        U mojej mamy bez zmian, nie miała chemi we wtorek gdyż wyniki badań wykazały
        małą odporność.Organizm mamy jest wyjałowiony.Dostała zastrzyki wzmacniające
        chyba żelazo.Napiszę wiecej jak coś będzie nowego.pa
        • Bas dziekuje za odpowiedz i zycze twojej mamie duzo sily i powodzeniaw dalszym
          leczeniu. Dzisiaj moja siostra miala omowienie wynikow wczorajszego usg jamy
          brzusznej mojego tatusia. Tatus wczoraj nastawil sie na rozmowe z lekarka ,a le
          Ona musiala wyjechac (najpewniej wizyta domowa). Wrozil zawiedziony , poniewaz
          bardzo lubi rozmowy z ta lekarka. Ona dodaje mu sil , chwali za postepy .
          Wyniki sa jakby to powiedziec w takim przypadku dobre( watroba pracuje),
          dalszych przezutow nie ma, wielkosc tego guza na watrobie neiznacznie zmalala.
          Didiomery(nie wiem czy poprawnie napisalam bardzo sie poprawily)Moj tatus
          chodzi w domu , cwiczy na rowerku , ale oprocz wyjscia z domu kiedy musi
          (lekarz , przychodnia) nie chce wychodzic . Mowi ,ze nie bedzie robil
          widowiska ,ze wolno chodzi i wszyscy beda na niego patrzyli. Oczywiscie
          lekarka nakazala mu wiecej przebywac na powietrzu i cwiczyc, wiec mamy
          nadzieje ,ze jej poslucha , nas zbywa mowiac , no przeciez chodze ,a z
          racji ,ze my mieszkamy daleko moze nas troche nabierac . Wiem ,ze chodzi ,
          stara sie ,ale wg nas za malo pzrebywa na powietrzu. Myslalm ,ze te plastry ,
          ktore tatus zmienia co 72 godziny to morfina , ale siosta uswiadomila mnie ,ze
          narazie tatus nie potrzebuje morfiny , bo to oczywiscie zalezy od dnia , lae
          tylko czasmi ma te bole silniejsze.
          Bas trzymaj sie . Badzmy dobrej mysli. Ja ciesze sie kazdym dniem tatusia bez
          bolu i w dobrym samopoczuciu . Prosze Boga o laske , zeby tatus nie cierpil i
          mogl byc z nami jak najdluzej. Juz nie moge sie doczekac Bozego Narodzenia .
          On na moje niesmiale "tatusiu a moze ja bym teraz przyleciala
          odpowiada "narazie dajemy sobie rade , jestesmy umowieni na Wigilie.
    • Bardzo mi przykro z powodu choroby twojej mamy. Ja niestety przeszłam to i mojej
      mamusi sie nie udało. Napisz mi proszę jakiego dokładnie ma tego raka bo moja
      mama miała płaskonabłonkowego. Dużo czytałam na ten temat i mam dużą wiedzę.
      Jesli to jest IV stopień to jedyne na co mozna liczyć to na to że chemia
      zmniejszy nowotwor i dopiero mozn opierować. Niestety moja mamusia tez miła IV
      stopień i zmarła 6 miesięcy po diagnozie. Do końca jednak trzeba mieć nadzieje.
      A robili mamie usg brzuch czy tomografie głowy? To wazne dlatego że ten rak jest
      oporny na chemię to raz a dwa daje przezruty najcześciej do głowy , brzucha i
      kości. Zapytaj lekarza czy nie trzeba zrobić dokładnych badań dotyczących
      lokalizacji ewentualnych przezrutów.Moja mama zmarła jak poszedł jej przerzut do
      głowy.Wiem co teraz czujesz. Moja mamusia zmarła 3 miesiące temu i ja nadal
      bardzo cierpię. odpisz jesli bedziesz chciała coś wiecej wiedzieć. Trzymaj się i
      każ mamie walczyć. Chemia wyniszcza. A jakizestaw chemii bierze?
      • do pdragun:
        Moja mama ma IV stopień rak niedrobnokomórkowy płaskonabłonkowy ale coś mi tu
        nie pasuje....(moim zdaniem przerzut uznali -guzek na nadnerczu.
        Dla mnie to on nic nie ma wspólnego z płucem gdyż ten guzek jest to w formie
        jakiejś łezki nie przylegający do żadnego narządu i jest zabarwiony co lekarz
        stwierdził że bardzo dobrze.
        Mama miała robioną tomografię płuc i są efekty guz się zmniejszył czyli ten rak
        nie jest oporny na chemię ,jeszcze trzy sesje chemii ma przed sobą.Zmartwiona
        jestem tym co przeczytałam w twoim poście.
        Dlaczego sądzisz że trzeba zrobić tomografię głowy i brzucha?
        Przecież ją nic nie boli- wogule ją nic nie boli i nie ma żadnych objawów.
        Nestety nie wiem jaki zestaw chemi bierze, wiem że jakaś w sreberku (owinieęta
        przed światłem)
        Przykro mi spowodu twojej mamy.
        Napisz mi czy to dawno było? bo moja mama dowiedziała się pod koniec maja 2006r

        • Bas1213
          Moja mama od diagnozy do dnia smierci mineło 6 miesiecy. Brała radioterapię bo
          guz był umieszczony w płucu na splocie barkowym więc miała ogromne ogromne bóle
          musiła brac morfinę .Po radioterapii zaczęła brac chemię i też tak samo jak u
          twojej mamy guz zmniejszył sie a prerzut jak sie okazało czyhał w głowie. moją
          mamę nic tez nie bolało nawet dobrzez znosiała tą chemię straszną. Ja bardzo
          przepraszam jesli cię bardzo zmartwiłam nie było to moim celem.chciałam ciebie
          tylko uczulić aby na wszelki wypadek zrobić tą tomografie brzucha lub usg i
          tomografie głowy na wszelki wypadek aby być pewnym że w tym stadium choroby nic
          nie ma nigdzie. Ja tego nie wiedizałam że trzeba na to uczulić lekarzy i u mojej
          mamusi było za pozno. Moja mama zmarła 27.04.2006. Mam nadzieje ze twoja mamusię
          wyleczą i bedzie dobrze napewno tylko na wszeli wypadek zapytaj lekarza czy nie
          ma konieczności zrobienia tomografii głowy i brzucha. trzymaj się dzielnie. Mam
          nadzieje ze nie jestes zła na to co napisałam ale po moich doswiadczeniach wiem
          że trzeba być upierdliwym bo może gdyby mojej mamie na poczatku zrobili tomograf
          głowy to teraz by zyła. papapapappapapppa bardzo mi jej brakuje i bardzo za nią
          tesknie była wszystkim co miałam. nie moge sobie darowac tego że nie dałam rady
          jej pomoć .pozdrowwienia dla mamy motywuj ją by walczyła i sie nie poddawawła
        • chciałam jeszcze zapytać u jakiego lekarza leczycie się w centrum onkologii?
          Wiesz byc może też przygotowują mamę do operacji zmniejszając guz jak bardzo się
          da. Trzymaj sie i do końca trzeba wierzyć bo warto. Piszę tylko to co sama
          przeszłam a mam sporo wiadomości bo duzo rozmawiałam z lekarzami i duzo
          serfowałam w internecie ale swojej mamusi nie zdołałam pomóc to może chociaż uda
          mi sie uczulic na pewne rzeczy innych. Pozdrowienia raz jeszcze
          Patrycja
          • Patrycjo dziękuję bardzo za szybką odpowiedź!
            moja mama leczy się w Centrum Onkologi w Warszawie na ursynowie.
            Leczy się u dobrych lekarzy jest pod dobrą opieką.Myślę że lekarze tam wiedzą
            co robią- wypytam lekarzy o tomografię mózgu i brzucha.Dziękuję tobie bardzo za
            radę.
            Moja mama ma raka na prawym płacie płuca.Oprócz tego załapała się do leczenia
            pozaprogramowego czyli dostaje zastrzyki amerykańskie.Ile to kosztuje to nie
            wiem mój brat to załatwia.Napisz mi jakie są objawy guza mózgu i narządów
            brzusznych.Cholera ale tym postem to mnie zmartwiłaś-.Nasze rodzinne życie
            przewróciłóo się do góry nogami.Chodzę cała w nerwach i jestem rozdrazniona ta
            cał sytuacją czy ty też taka byłaś?
            Kasia,
            • Moja mama znowu nie miała chemi.Lekarz powiedział że na upartego dał by chemię
              ale jest jeszcze za mało krwinek czerwonych które strasznie spadły po ostatniej
              chemi.Mama będzie rozpoczynała IV sesje chemi.
              Nastapi to 20 .09.06r
              Ogólnie czuje sie dobrze siły powróciły._ale jak dostanie chemię znowu będzie
              źle się czuła.
              • Moze Mamie Twojej mozna byłoby poprawić morfologię?
                Rozmawialiśmy już o tym tutaj kiedyś:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=39144487&a=39144487
                Trzymaj się dzielnie :-)

                --
                Jeśli dotyczy Cię problem choroby nowotworowej, zajrzyj do Nas:
                Onkoforum-Damy rade
                Adopcje bezdomnych kroliczkow
                • Bas .Napewno wyniki sie poprawia i mama dalej bedzie leczona. Moj tatus tez
                  trzyma sie dzielnie, jednak wczorajsza noc byla zla. Dostal pierwszego takiego
                  bolu od dwoch miesiecy. Mamusia i siostra byly przyzwyczajone do tatusia
                  chorego"zdrowego". Rozumiesz o co chodzi ? wiemy ,ze jest chory i wiemy co
                  powiedzieli nam lekarze a tu tatus chodzi , cwiczy , zajada i jeszcze zartuje.
                  W nocy okolo 2 siostra uslyszala pojekiwania tatusia , mamusia wystraszyla sie
                  i zaslabla(ma chore serce). Na dodatek lekarka bedzie dopiero w poniedzialek
                  (oczywiscie prywatna), bo jak wiesz moj tatus nie zasluzyl sobie na bezplatna
                  opieke medyczna. Mamy nadzieje (dzisiaj bylo lepiej), ze w poniedzialek jak
                  wroci lekarka to tatus bedzie mial zaplanowana wizyte u onkologa -dr.Lasota
                  moze ktos slyszal?i moze dostanie jeszcze z jedna naswietlanie tym razem na te
                  bolace zebra. Na kregoslup poszlo jedno naswietlanie paliatywne i tatus nie
                  odczuwa tam bolu. Zmiana w watrobie nie powoekszyla sie , innych zmian nie ma.
                  Wszystkim walczacym z ta choroba zycze duzo sily i wytrwalosci . Bas trzymajcie
                  sie .
                  pozdrawiaj swoja mame (Ty masz ja przynajmniej na miejscu). Ja nie spie nocami
                  i juz o 3 w nocy naszego czasu w Polsce 9 ) dzwonie zeby sie dowiedziec czy
                  dzisiaj nie bolalo , jak tatus sie czuje , czy jadl i co. Musze takze myslec o
                  mamusi (to o nia tatus najbardziej sie boi.
                  Powodzenia w leczeniu.
                  Goska
                  • Pozdrawiam twojego tatę niech trzyma się dzielnie.Walczmy do końca naszych sił!!!
                    Jak teraz mama czuje się lepiej zupełnie zapomniała o swojej chorobie .
                    Mieliśmy teraz remont mieszkania i wiesz nawet trochę posprzątała tzn pomyła
                    trochę figurek.
                    pozdrawiam Ciebie Gosiu.
                    Kasia.
                    • Kasiu. Ciesze sie razem z Toba. Tak jak pisalam tatus w poprzednim tygodniu
                      mial 2 dni naprawde gorsze , pierwsze od 2 miesiecy , stracil troche
                      apetyt.Znam to z relacji siostry i mamusi , sam tatus przyznal ,ze jadl
                      mniej ,ale dobrze ,ze sam ma na niektore rzeczy apetyt i zada aby
                      przygotowac :)) Ostatnio w sobote zjadl 4 duze kluski ze sliwkami(knedle
                      raczej0 , zjadl zupke jarzynowa , zagryzl surowka i popil barszczykiem. Dzisiaj
                      na obiad ziemniaczki , rybka w warzywach i tez barszczyk. Niestety na nasze
                      proby wyeliminowania wszystkich czerwonych mies zareagowal na poczatku z
                      oburzeniem , teraz godzi sie na paroweczki z indyka , kielbaski drobiowe ale z
                      kaszanki za nic nie chce zrezygnowac i nawet w tych zlych dwoch dniach poslal
                      mamusie na ryneczek po kaszanke. Zlosci sie na te zielone herbatki ,ale pije.
                      Soki zaakceptowal ,ale utworzyl swoja teorie na ten temat i twierdzi ,ze jak w
                      niego wpompuja (znaczy mamusia i siostra ) dwie szklany dziennie tych
                      wyciskanych owocow to On nawet nie potrzebowal by jesc , bo to samo w sobie ma
                      juz tyle witamin. Czekamy jutra poniedzialku , to juz lekarka wroci i moze cos
                      sie posunie do przodu i zechca dac tatusiowi z jedno naswietlanie na te zebra.
                      Kasiu trzymaj sie , pozdrwiam mame Pozdrawiam wszystkich walczacych z choroba i
                      ich rodziny.
                      • Witajcie! Moja mama ma cały czas chemię .Ostatnio miała pół dawki chemii.
                        Po tej chemi czuje się całkiem dobrze w przeciwieństwie do poprzedniej chemi
                        gdzie zaaplikowano jej sporą część dawki.Włosy sa mocno przerzedzone i wie że
                        jej całkiem wypadną (będzie musiała kupić perukę) Czy ktoś wie gdzie w miarę
                        możliwą peruczkę można kupić? Na kasę chorych oczywiście.
                        Czy taką zakupiuoną perukę można przystrzyc wg swojego gustu? czy te włosy
                        dadzą się ułożyć?(mama nosi fryzurę krótko obciętą koloru czarnego)
                        Czy do tej peruki można się przyzwyczaić i czy nie drapie skóry głowy?
                        Proszę o odpowiedź gdyż chciałabym powiedziedź to mojej mamie.
                        • Hej
                          Wiesz co taka perukę na kasę chorych dość duzy wybór i miła obsługa, znajdziesz
                          w centrum onkologii nie pamietam dokładnie ale chyba 4 piętro. Tak na samej
                          górze sa zresztą drogowskazy jest specjalny zakład fryzjerski gdzie kobieta ma
                          duzy wybór i zna się na rzeczy. Pamiętaj poprosic lekarza o zapotrzebowanie na
                          taka peruke wtedy nie bedziesz za nią płacić oczywiście w zalezności jaka mama
                          sobie wybierze. Pamiętam że moja mamusia wybrała jakąs lepszą i dpołaciłysmy
                          chyba jakieś 30 zł. Wiesz co moja mamusia nie mogłą sie przyzwyczaić do peruki
                          nie drapała jej w głowe ale było jej w niej bardzo goraco. Mysle że to kwestia
                          dobrania fryzurki i wszystko bedzie dobrze. moim zdaniem moja mamusia w peruce
                          wyglądała bardzo ładnie naturalnie ale ona nie mogła sie przyzwyczaić. Mysle że
                          mozna takie włosy podcinac choć mysle tez że jak dobierzecie króciótką ładna
                          perukę to nie trzeba będzie o tym mysleć a poza te włoski bardzo dobrze sie
                          układają. A jak mamusia twoja znosi chemię i jak jej stan emocjonalny?
                          Pozdrawiam goraco i bardzo się ciesze że mama twoja tak dobrze to wszystko
                          znosi. Kibicuje wam. Pozdrowienia gorace dla mamy i dla ciebie
                          Patrycja
                          • Dziękuję za odpowiedź pdragun.Moja mama chyba będzie mogła przyzwyczaić sie do
                            peruki kwestia tylko dobrania takiej samej jakie ma włosy"jeszcze"Muszę tobie
                            powiedziedź że mama w młodzieńczych latach nosiła perukę ,tak dla przyjemności
                            -taka była kiedyś moda ,więc jest obeznana z tym.Idzie teraz zima i np wie już
                            że będzie perukę używać jako czapkę w domu założy jakąś chustkę lub nic.
                            Po ostatniej chemi mama dziś poczuła się gorzej ale widocznie tak powinno być.
                            Leczy się pozaprogramowo i oprrócztego dostaje zastrzyki amerykańskie.
                            Właśnie teraz po tym zastrzyku dostała gorączki ale szybko ją zbiła apapem.
                            Mam nadzieję że jutro będzie lepiej.Zaczęła IV chemię -ile jeszcze będzie miała
                            chemi tego nie wiem.Powiedz mi czy jest jakaś dłuższa przerwa aby sobie odpocząć
                            i nabrać sił w organiźmie.Słyszałam że jest pół roczna taka przerwa ale nie wiem
                            czy to będzie dotyczyło mojej mamie, z lekarzem też jeszcze nie rozmawiałam.
                            Taki odpoczynek by się przydał.gdyż to się już ciągnie od maja
                            Pozdrawiam Kasia.
                            • Witajcie!Dzisiaj moja mama ma wyniki tomografi.(tomografia płuc)
                              Jeżeli nowotwór się zmniejszy mama bedzie szczęśliwa,jeżeli nie- załamie się
                              ale będzie dalej walczyć.Chemia w dalszym ciągu.
                              • Wyniki dobre!!!!!!uf.....kamień z serca spadł!
                                Mama zadowolona zupełnie inny humor.Lekarz dał odpocząć od chemii przez tydzień.
                                Najwazniejsze że guz się zmniejsza i na nadnerczu także.Bogu dziękować że jest
                                jakaś reakcja.
                                Tak się cieszę że nie macie pojęcia - aby tak dalej.
                                • Gratulacje :)))
                                  • Kasiu nie masz pojecia jak sie ciesze. U nas tez niezle, od dzisiaj (14
                                    pazdziernika) tatus rozpoczyna nowe leczenie. 20 beda 3 miesiace od diagnozy,
                                    a tatus trzyma wage , nie ma nowych przezutow, chodzi , cwiczy i do tego
                                    zajada ,ze czasmi sie dziwie jak slysze ile tego bylo:))))
                                    Zawsze rano dzwonie do rodzicow przed praca i tatus opowiada co bylo na
                                    snadanie , po sniadaniu i co na obiad sie szykuje. w poniedzialek znowu
                                    wybiera sie z mamusia na wyprawe 3 godziny za Warszawe do brata i swoich wnukow
                                    (kocyk z kotkami juz kupiony:)))).
                                    Kasiu trzymam kciuki za dalsze leczenie . Przekaz pozdrowienia dla mamusi i
                                    powiedz ,ze dopinguje Jej w tej walce. Modle sie za wszystkich chorych.
                                    Pozdrawiam
                                    Goska
                                    • Cześć Małgosiu!! Dziękuję bardzo za wiadomość.Też cieszę się za twoją wiadomość
                                      u twojego tatusia.Jednak Bóg czuwa nad nami.Także trzymam kciuki za leczenie
                                      swojej mamy i Twojego tatusia.
                                      Z rakiem można wygrać tylko nie można się poddawać.
                                      Nie masz pojęcia jak moja mama się cieszy ,zupełnie jest inną osobą.
                                      Pozdrawiam Was wszystkich!!!!!!!!!!!
                                      Kasia.
                                      • Huraaa Kasiu bardzo mocno gratuluje wam tak dobrych wyników. Oby tak dalej a
                                        napewno pokonacie to wstretne choróbsko. W mamusie twoja napewno wkroczyły nowe
                                        siły i bardzo dobrze z takim nastawieniem da sobie radę ze wszystkim. U ciebie
                                        po stylu pisania też radosc rozpiera serducho i bardzo dobrze i ty dziekui tym
                                        wynikom zyskałas siły do dalszego wspierania mamusi.Prosze przkaż mamusi ode
                                        mnie gorace pozdrowienia i gratulacje za tak dzielna walkę. I dla ciebie Kasiu
                                        gorace pozdrowienia. Całuski trzymajcie sie z mamusią cieplutko. Patrycja
                                        • Jutro mama ma chemię dalszy ciąg leczenia.
                                          Po dwóch tygodniach odpoczynku dalsza walka.
                                          Znowu mama będzie źle się czuła a już nabrała tyle sił...........
                                          • Kasiu Zycze Twojej mamie duzo sily . Napewno da rade.
                                            Moj tatus jutro bedzie tydzien jak zaczal brac to nowe lekarstwo i narazie to
                                            stracil swoj wielki apetyt i ma rano zawroty glowy.
                                            Tlumaczymy ,ze to sa skutki uboczne dzialania lekarstwa i ze to minie.
                                            Pozdrawiam
                                            Goska
                                            • Witam Was wszystkich!
                                              Moja mama ma w dalszym ciągu chemię.Narazie fizycznie czuje się źle tzn nie ma
                                              sił, szybko się męczy zbiera się jej na wymioty.Psychicznie trochę się
                                              podbudowała gdyż guz się zmniejsza jest jakiś efekt.Teraz niedawno zakupiła
                                              sobie peruczkę -fryzurka idealna niczym się nie różni od poprzedniej jej
                                              fryzury.
                                              Musiała już ją zakupić gdyż włosy są tak strasznie przerzedzone że widać było
                                              skórę głowy a że idzie teraz zima i chłodne dni będzie używać ją jako czapkę(
                                              zawsze to cieplej w głowę)
                                              Nie wiem ile ta choroba jeszcze potrwa bo ja jako córka sama mam już tego dosyć
                                              ( mieszkam z rodzicami w jednym mieszkaniu)mam męża ,dziecko ,mamie pomagam jak
                                              mogę ale sama widzę po sobie że się zmieniłam jestem inna niż dawniej.Boję się
                                              że mnie ta choroba też może dopaść ( geny)Często boli mnie głowa więc
                                              wyobrażenia i myśli mnie najgorsze nachodzą.
                                              Życie chorej osoby strasznie się zmienia jest czepliwa do nas ( do mnie i męża)
                                              Wszystko jej nie pasuje.Osobiście ja na to nieraguje ,wiem że to spowodowane
                                              jest chorobą ale ja też chce normalnie żyć i mieć spokój.
                                              • Kasiu. Bedzie dobrze . Pamietaj nie wolno Tobie o tym zapomniec ,ze jestes
                                                mamie potrzebna. Moja najmlodsza siostra opiekuje sie rodzicami. My
                                                wyjechalysmy, co nie oznacza , ze nam jest latwiej. Moja siostra codziennie
                                                chodzi do pracy , wiec to mamusia jest z tatusiem 24 godziny na dobe. Bylam
                                                przez 3 tygodnie w Polsce ,bo tak jak chyba Estelka w ktoryms poscie
                                                napisala ,ze to chyba nasza milosc do bliskich sprawia ,ze czujemy ,ze jestesmy
                                                im w danym momencie potrzebni i odczuwamy to i mamy jakies moze nawet sny.
                                                2 lata temu moj tatus byl w bardzo zlym stanie zdrowia(10 cm krwiak w glowie).
                                                Powiedzialam do mamusi "ja przylece). Bardzo sie opierala przed tym ,ze "tatus
                                                pomysli ,ze z nim jest juz tak zle ,ze my przyjechalysmy" i nie pojechalam ani
                                                ja ani moja siostra. Byla to sroda , tatus mial trepanacje czaszki - pozno
                                                wieczorem . Modlilam sie goraco ,ze by sie udalo , kleczalam przed krzyzem i
                                                prosilam Boga o laske i wiedzialam ,ze tatus bedzie zdrowy(jedna strona ciala
                                                byla juz sparzlizowana). I 2 tygodnie po zabiegu tatus wrocil do domu , paraliz
                                                sie cofnal , o chorobie przez krotki czas przypominala tylko wygolona glowa .
                                                Teraz w lipcu jak siostra zadzwonila we wtorek , ze lekarze podejrzewaja
                                                nowotwor, ale narazie tatus cierpi z bolu i nigdzie nie chca go przyjac do
                                                szpitala , bo brak miejsc nastepnego dna bylam w Posce , czulam ,ze On mnie
                                                bardzo potrzebuje. Teraz tez czuje ,ze On jeszcze nie odejdzie . Na Wigilie
                                                lecimy do Polski, zdajemy sobie sprawe z tego ,ze zbyt malo czasu spedzamy z
                                                rodzina i tak naprawde to nie ma nic wazniejszego niz czas spedzony z bliskimi.
                                                Rozumiem Cie Kasiu , ze jestes zmeczona , masz swoje zycie. Widze to po mojej
                                                siotrze , ktora widzi tatusia na codzien i jak sa gorsze dni(na szczescie nie
                                                za wiele) to mowi , ze nie chce sie zagladac do pokoju i potrzec na to jego
                                                cierpienie. Nie ,wcale nie dlatego ,ze jest zmeczona ,ale dlatego ze sie boi,
                                                ze nie wie co mu powiedziec , czy moze obiecywac ,ze jutro bedzie lepiej.
                                                Kasiu musimy byc silne i nie brac do siebie personalnie , ze nasi najblizsi nie
                                                maja moze nastroju , ze sa czasmi niegrzeczni( tatus np.doprowadzil swoj
                                                organizm do odwodnienie , bo denerwowal sie ,ze tyle musi pic , wiec odstawial
                                                picie i tylko lekarstwa popijal).teraz mocznik podskoczyl wyniki sie popsuly i
                                                u nas oczywiscie strach czy to nie sprawa nerek. Lekarka na szczescie wie ,ze
                                                tatus czasmi sie na sistre i mamusie denerwuje ,wiec wziela sprawe w swoje rece
                                                i to Ona troche na niego nagadala i zaczal pic i to 3 litry wody dziennie(
                                                otwarcie lekarka powiedziala mu czym odwodnienie grozi).
                                                Kasiu zycze Tobie , Twojej i swojej rodzinie wytrwalosci a takze wszystkim
                                                dotknietym ta choroba i ich opiekunom.
                                                Goska
                                                • Witajcie!
                                                  Długo nie zaglądałam na te forum i widze że dużo rzeczy się zmieniło.
                                                  U mojej mamy bez zmian.W dalszym ciagu chemia -jest to VI sesja chemii.
                                                  Tomografia przed świętami-zobaczymy czy guz się zmniejszył.Co dalej nie wiemy-
                                                  czy przerwa w chemii i przygotowanie do operacji ,czy dalszy ciąg.
    • Kasiu mam nadzieje ,ze chociaz Twoja mama wygra. Zycze Wam tego z calego
      serca, ktore teraz cierpi. Tatus odszedl cicho bez buntu , bez slowa skargi,
      bezbronny. Zmarl w poniedzialek 20 listopada o 6:50 rano. lae juz w sobote
      wieczorem zaczal sie zegnac .najdziwniejsze jest to ,ze nie zaczal od nas.
      Bylysmy przy nim 3 zalamane dziewczyny(mamusia , ja i mlodsza siostra z
      3letnia corka). W sobote odwiedzil tatusia jego bratanek(bardzo bliska mu
      osoba) i wtedy kiedy my widzialysmy ,ze tatus slabnie ,ale jeszcze
      przywiezlismy koncentrator tlenu( tatus byl w szpitalu od 9 listopada do 16
      listoada z powodu niewydolnosci nerek), bo od soboty zaczely sie problemy z
      oddychaniem. W niedziele siostra poszla do kosciola z zamiarem poproszenia
      ksiedza o przyjscie z Najswietszym sakramentem i olejami(tatus powiedzial,ze
      chce przyjac Pana Jezusa), ja z mamusia zostalam przy nim. Wydawalao nam
      sie ,ze Tatus spi, za chwile budzil sie i pytal "kto tu jest , kto tu rozmawia?)
      mamusia uspokajala go ,ze to tylko "ja z Malgosia ".Po chwili tatus mowil" ale
      ta Patrycja(wniczka) to na nic nie zwraca uwagi i tak halasuje". O 11 w
      niedziel przyjechala lekarka tatusia , osluchala i powiedziala,ze prawe pluco
      zostalo wylaczone z pracy, ieczorem nastepna lekarka z hospicjum na
      Tykocinskiej i mowila ,zeby probowac nacierac te plecy i leciutko oklepywac ,
      moze lewe pluco przejmie prace . W sobote jeszcze zadzwonila sistra moja (ktora
      zostala w Nowym Jorku i tatus z nai rozmawial , meczyl sie juz przy
      rozmowie ,ale chcial jej bardzo powiedziec , ze On nie wie czy zasluzyl na tak
      wspaniala opieke jak ma , na taka milosc i powiedzial zeby siostra przekazala
      dzieciaczkom ,ze dziadzius bardzo ich kocha. Wszyscy bylismy przy tej
      rzomowie ,wiec moze w taki sposob chcial sie z nami pozegnac , podziekowac nam
      za nasza milosc. ? Moze nie umial inaczej , bo przeciez wiedzial ,ze jest dla
      nas wszystkim, ze robimy dla niego wszystko co mozemy , bo bardzo Go kochamy.
      Kasiu zycze Wam duzo sily i tego zebys nie musiala tego przechodzic co my.
      Wygrajcie i pokazcie ,ze wszystko jest mozliwe . Nam sie nie udalo.
      • Do małgosi>
        Tak mi przykro.(+)(+)(+)(+)Przyjmij odemnie wyrazy współczucia........
      • Tez bardzo mi przykro. U wszytkich kończy sie tak samo, nerki, koncentrator
        tlenu i najgorsze potem.Jak mojej mamie ten koncentrator przywiezli, to przyszla
        mi mysl do glowy, ilu ludzi juz pod tym aparatem umarlo.
        Przeparszam jesli kogos doluje tym co pisze.Bardzo mi przykro.
        • Dwa lata temu dowiedziałem się,że jestem chory na raka płuc.W 2005r.16.lutego
          rozpocząłem chemioterapię carboplatyna z novelbiną miałem 8 cykli.Miało być 6
          ale ze względu na odległy termin naświetlania dołożono mi 2-wie dodatkowe
          chemie.Następnie otrzymałem dawkę 6000 cGy w 30 frakcjach na
          śródpiersie[napromieniowanie]zakończyłem 13.12,2005r.Minął więc rok od
          zakończenia leczenia czuję się dość dobrze wyniki badań są jak na razie dobre
          nie wiem jak będzie dalej.Jestem realistą wiem jakie jest zagrożenie.
          • Witaj!Napewno będzie dobrze!!Moja mama (jak już wcześniej pisałam na tym forum)
            jest chora na raka płuc niedrobnokomórkowego.Przez pół roku brała chemię+
            zastrzyki amerykańskie -miała 6 cykli chemii.Teraz 15 grudnia miała wynik
            tomografii który wyszedł dosyć dobrze -guz się zmniejszył nie ma żadnych
            przeżutów lekarz określił jej stan jako stabilny.( jest zadowolony)Z chemią na
            razie koniec.Bedzie brała tylko zastrzyki raz w tygodniu.Mama narazie jest
            zadowolona -ale jednak strach w dalszym ciągu jest -co dalej ,być może że znowu
            będzie chemia może za pół roku?nie wiem,lekarz sam nie wie.Ogólnie mama czuje
            się dobrze -nigdy nie kasłała i nie kaszle nic ją nie boli- węzły chłonne
            nie naruszone -myślę że guz się zasuszył i nie da już żadnych przeżutów.
            • witajcie,
              nawet nie wiecie jak mocno wali mi serce, wczoraj otrzymalismy diagnoze choroby
              mojego taty, rak pluc, nie znamy jeszcze zaawansowania ani rodzaju ale
              przesrane jest jego polozenie, gdyz bliskosc do aorty uniemozliwia operacje.
              Tato ma 71 lat ale nikt by tego po nim nie powiedzial, nigdy nie palil, nie
              pracowal w ciezkich war. zanieczyszczenia chemicznego itp. Mial tylko
              utzrymujacy sie lub nawracajacy suchy kaszel od kilku mies, chodzil do lekarza
              ale ten nie wpadl na to by go skierowac na RTG pluc.
              W czwartek bedzie wstepna diagnoza histopatologiczna, lekarz powiedzial, ze
              zastosuja chemie i ze dobre jest tom ze kondycja fizyczna taty jest nie dobra a
              swietna, jest silnym, pogodnym czlowiekiem i wszytskie inne wyniki ma wzorcowe
              wrecz, lepsze niz moje mimo iz ja mam 28 lat. Nie wiem co myslec, raz mam
              nadzieje raz jestem zalamana, w czwartek wychodzi ze szpitala po wszytskich
              badaniach i nawet nie wiemy co i jak mu powiemy. bardzo chce wierzyc, ze z tego
              wyjdzie ale i bardzo sie boje, w naszej rodzinie nigdy nie bylo raka i wszytsko
              wydaje mi sie jakby to byl jakis zly sen...
              pozdrawiam was wszyskich, zycze zdrowia, modlcie sie za nas a ja bede modlic
              sie o was wszystkich
              • aha fudalej, nie znam sie na tych wszytskich liczbach i lekach ale to
                pocieszajace, ze czujesz sie dobrze i wyniki masz w porzadku, wielkie dzieki za
                tego posta, trzymam kciuki za ciebie, pisz jak czesto mozesz
                • sama nie wiem co o tym już myślec
                • To dobrze,że ogólny stan zdrowia Twojego taty do tej pory jest dobry bo to ma
                  bardzo duże znaczenie w trakcie chemioterapi.Głowa do góry musi być dobrze.
                  • jestem dobrej mysli, bylam wczoraj u taty on tryska humorem, czuje sie swietnie
                    wciaz powtarza, ze inni z nim na sali sa chorzy bardziej bo pluja i dostaja
                    kroplowki a on nie...
                    teraz tylko pytanie jak i co mu powiedziec oraz kto to powienien zrobic, czy
                    rodzina czy lekarz...
                    abstrachujac od tego wszytskiego powiem wam tylko tyle, ze nie znam czlowieka
                    na tym swiecie, ktory by prowadzil zdrowszy tryb zycia jak moj tato- nie palil,
                    nie pil, nie stresowal sie, jest wrecz flegmatykiem, wiecznie pogodny,
                    zadowolony z zycia, ma szczesliwa rodzine 4 dzieci z mama zyja od prawie 40 lat
                    w zgodzie, jadal regularnie, dbal o siebie, sypial czesto w ciagu dnia, nie
                    przemeczal sie...
                    powiedzcie mi skad ten skurczybyk sie bierze w tak zdrowym, silnym organizmie...
                    to wrecz nie do uwierzenia!
                    • Też się zastanawiam nad tym pytaniem skąd się bierze rak.
                      Może to od tego co jadamy ,teraz tyle tej chemi jest w jedzeniu nie wiem może z
                      powietrza? Albo jakieś geny z prapradziadków itp.U nas w rodzinie jest chora
                      mama ale to już inny szczegół bo ona paliła!!
                      Tak samo zaczynam się bać !chociaż ja nie palę i nie paliłam boję się co może
                      mnie spotkać w przyszłosci.Jabłko od jabłoni daleko nie spada.
                      • katka nie mysl tak, nie pal na pewno bo to swinstwo ale odsuwaj od siebie takie
                        mysli...
                        ja mam przyjaciolke, w ktorej rodzinie od pokolen juz kazdy umieral na raka,
                        niedawno pozegnala tate i teraz jak sie dowiedziala, ze moj jest chory
                        powiedziala popatrz na jego zycie, fajnie je jak dotad sobie urzadzil, ma
                        kochajaca sie rodzine, fajne dzieci i to sie liczy, ze cos z tym swoim zyciem
                        dobrego zrobil...
                        wiec zamiast sie bac zyj tak bys kazdy dzien zycia wykorzystala, bo on sie juz
                        nigdy nie powtorzy, pozdrawiam Cie serdecznie i twoja mame Iwona
                      • Hej Bas,

                        jak czuje sie twoja mama?
                        Fudalej, jak Ty sie masz?

                        my juz wiemy, tato ma raka w obu plucach, w lewym stadium IIIB w prawym IIIA,
                        zadnych przezutow, we wtorek bedzie pierwsza chemia...
                        mam powiedziala mu we wtorek, jest smutny od tego czasu ale my staramy sie
                        dodawac mu sil, jest silny wiec musi dac rade

                        pozdrawiam was i piszcie, bo mi tego brak
                        • witajcie !!!
                          Mama czuje sie ogólnie dobrze.Narazie ma przerwe w chemi i dostaje jakies
                          zastrzyki.
                          Ostanie badania wykazały jej w miare dobrze oprócz badan na próbe watroby.
                          Oprocz raka w płucu ma zlogi w woreczku zółciowym.
                          Miała robiona tomografie -węzły okej zadnych przezutów wszystko dobrze -stan
                          stabilny proces rakowy sie zastopował
                          Jedynie co musi teraz przy najbliższej przyszłości to pozbyć sie tych kamieni.
                          Lekarze czekają na lepsza morfologie która sie popsuła przez chemię i
                          zaproponuja jeje pewnie operację.
                          • Bas1213 - napisałam do Ciebie na priv - możesz zerknąć?
                            Pozdrawiam,
                            Justyna
                            • hej bas,

                              to takie dobre wiesci, wielki dzieki, ze dodajesz otuchy, ze walka sie oplaca...
                              ciesze sie bardzo, ze twoja mama ma sie dobrze, moj ttao dzis bedzie mial
                              podana pierwsza chemie i nie wiem jak to bedzie znosil, troche sie obawiamy
                              tego wszyscy ale trzeba myslec, ze bedzie dobrze

                              pozdrawiam was serdecznie - Ciebie i twoja mame, trzymajcie sie dzielnie!
                              • do mariki78
                                Tak jak widziisz walka z rakiem sie opłaca.Każdy organizm inaczej to przechodzi
                                i chociaż tez juz wiele rzeczy się nasłuchałam o raku można go przezwyciężyć.
                                Medycyna z kazdym dniem idzie w górę i myśle że moja mama jak i twój tata
                                doczekają sie odpowiedniego leku.
                                Pozdrawiam cie serdecznie i twojego tatę.Napewno bedzie dobrze,.
                                Jedna zasada jest taka aby sie nie załamywac i nie poddawac.
                                • dzieki wielkie za dodanie mi otuchym teraz to na pewno bedzie dobrze!:)
                                  tatus mial wczoraj pierwsza chemie, jestem w pracy wiec nie wiem jak sie czuje,
                                  dowiem sie w domu wieczorkiem, mam nadzieje, ze jest OK...
                                  zaskoczylo mnie tylko troche, ze chemie bedzie dostastawal raz na trzy
                                  tygodnie,pozsotaje wierzyc lekarzom, ze robia to co najlepsze a jak czesto
                                  twoja mama miala chemie i jak ja znosila?
                                  czy jest cos co mozna zrobic by zlagodzic te zle skutki?
                                  jeszcze raz dzieki za wszytsko, pozdrawaim was i sle duzo pozytywnej energii:)))
przejdź do: 1-100 101-102
(101-102)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.