Dodaj do ulubionych

Kiedy juz nie ma ratunku

21.12.06, 14:31
Wczoraj dowiedzielismy sie ,ze moja tesciowa ma raka trzustki .
Lekarze nie daj zadnych nadziej , nie chca leczyc mowia ,ze guz jest zbyt
duzy zeby mozna bylo cos zrobic.
27/12 moja tesciowa idzie tylko na zabieg , ktory ma ulatwic jedzenie ( nie
moze nic jesc).
Narazie nic nie wie o chorobie wszystko odbywa sie za jej plecami .Pewnie
duzo sie domysla ale nikt nie powiedzial jej nic otwarcie.Nie wiem czy to
dobrze wogole nic nie wiem jest mi poprostu b. ciezko .
Boje sie do niej dzwonic i rozmawiac bo nie wiem jak to robic.Nie wiem czy
wolalaby prawde i mozliwosc porozmawiania o obawach czy udawanie i nadzieje (
ktrej nie ma ) ,ze jeszcze wszystko bedzie dobrze.
Zupelnie sie pogubilam
--
Jas urodzony 31/10
Obserwuj wątek
      • zamszowa Re: Kiedy juz nie ma ratunku 02.01.07, 10:12
        nie wolno sie poddawac, przed swietami tesciowa przyjaciolki miala podobne
        rozpoznanie. W Bialymstoku powiedzieli ze nieoperacyjny guz trzustki i wypisali
        do domu. zorganizowalysmy konsultacje u prof szawłowskiego w PFSO na
        Nowogrodzkiej, nastepnego dnia kobieta byla w szpitalu na Wawelskiej, dzien
        pozniej operacja. okazalo sie ze histopatolog skonosil sprawe, to guz
        dwunastnicy (tam byl pierwotny nowotwor), co zmienia posatc rzeczy, ma dobre
        rokowania, czuje sie dobrze. pamietajcie, nie wolno poprzestac na jednej
        koslutacji, tzreba jezdzic po osrodkach. trzymajcie sie.
    • boccadirosa Re: Kiedy juz nie ma ratunku 02.01.07, 11:42
      Marianno!
      Zamszowa ma rację. Sama to zrozumiałam, bo sama przechodzę ciężkie chwile z
      moją mamą. Wiara i nadzieja dają ogromną siłę do walki. Moja mama ma przerzuty
      w wątrobie i pod trzustką. Nieoperacyjne. Rak pierwotnie pojawił się w miednicy
      małej, a chodzi o mięsaka. To było 5 lat temu.
      A teraz po operacji, w czasie której wycieli tylko to, co mogli, stwierdzili
      przerzuty. I w jednym miejscu zlecili chemię prawie od razu, a w drugim -
      terapię hormonalną, o której ja wczesniej nie wiedziałam. Ma ona na celu
      zmniejszenie guzów i ognisk, a potem ewentualnie chemia. Chodzi o gestageny.
      Mama będzie je brała na razie przez 2 miesiące, za miesiąc ma znowu zrobić usg
      i tomografię. Nie wiem, kiedy mozna zastosować terapię hormonalną, ale może ta
      informacja też się przyda.
      Nie traćcie wiary i nadziei. Walczcie!
      Pozdrowionka serdecznie!
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 06.01.07, 20:23
      Dziekuje bardzo za odpowiedzi.
      Oczywiscie konsultowalismy sie z dwoma lekarzami .Tesciowa byla 5 dni w
      szpitalu zalozyli jej jakas rurke , ktora miala na celu powstrzymanie
      zoltaczki .Nie znam dokladnie fachowych nazw zwlaszcza ,ze mieszkamy we
      Wloszech wiec wszelkie terminy znam bardziej w tym jezyku.
      Dziekuje za nazwiska i nazwy szpitaly ale jak juz wspominalam mieszkamy
      zagranica.
      Obaj lekarze u ktorych sie konsultowalismy stwierdzili ,ze nic juz nie mozna
      zrobic.
      Duza role gra tu pewnie wiek mojej tesciowej ma 76 lat .
      Tesciowa czuje sie coraz gorzej bierze leki przeciwbolowe , ktore zaczely juz
      niewiele pomagac .Az dziw bierze jak to szybko postepuje jeszcze 3 tyg temu
      latala po kuchni teraz ledwo zrobi trzy kroki i zaraz sie meczy.
      Bardzo to wszystko smutne.
      --
      Jas urodzony 31/10
        • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 08.01.07, 16:46
          Dziekuje balbinka za rady .Mysle ,ze powoli bedziemy przechodzic na
          morfine .Tylko tutaj sa specjalne procedury odnosnie jej stosowania .najpierw
          musi potwierdzic zasadnosc jej stosowania lekarz z tutejszego ZUS i wtedy
          dopiero bedziemy mogli ja wykupic .Czekamy wiec na lekarza mial pojawic sie w
          piatek mam nadzieje ,ze w tym tygodniu sie zjawi.pozd
          --
          Jas urodzony 31/10
          • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 13.01.07, 20:56
            jak przeczytałam, co napisałaś, to jakbyś moją historię opisała.
            Moja mama jeszcze miesiac temu brykała po domu jak kozica, a słabnie teraz w
            oczach. Nowotwór dróg żółciowych, guz na trzustce i przerzuty na wątrobie,
            liczne guzy i nacieki.
            Już ma żłótaczkę, w czwartek idziemy na załozenie drenu, żeby żółć spływała tam
            gdzie trzeba. Mało je, je bo wie, że musi.
            Na szczęście nic nie boli. Rozmawiałam z lekarką, która mame wypisywała ze
            szpitala, powiedziała, ze przy tej chorobie raczej nie ma bóli, chyba, ze guzy
            umiejscowią sie bliżej nerwów, wtedy uciski powodują ból.
            Mama wie, ze ma nowotwór, jest spokojna i pogodzona. Chciałaby doczekać
            nastepnej gwiazdki, ale jak mówi: "czarno to widze".
            Wczoraj mi powiedziała, ze jest szczęśliwa, bo ma dzieci (czyli nas). Nie
            wyobraza sobie, co by teraz zrobiła, gdyby była osamotniona w chorobie.
            Najważniejsze jest BYC przy chorym. Ja jestem, trzymam za rękę, czasem sie
            pośmiejemy z jakiejś bzdury, czasem zasmucimy. Mama pali papierosy, mówi, ze
            jej napewno teraz nie zaszkodzą! Jak to usłyszałam, to mnie głupawy śmiech
            ogarnął i śmiałam się do łez a mama ze mną.
            Trudne są te chwile, ale trzeba być przy chorym. Musi czuć, że nie jest sam.
            Nie mieszkam z mamą, jestem raz, dwa razy dziennie u niej - zależy.
            A pisze po to, żebyś nie bała sie pojechać do niej.
            Doceni to napewno i bedzie jej lżej.
            Może głupoty pisze, ale tak czuje, bo nie wiem, jak to bedzie u nas dalej, bo
            widze, że choroba czyni spustoszenie w organiźmie mojej mamy.
            Przytulam cie mocno.
            • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 14.01.07, 21:19
              Dziekuje aniani za cieply list.
              Moja Tesciowa miala juz dwokrotne zalozenie drenu .Pierwszy byl probny ( rurka
              plastikowa) i niestety po 2 tyg musiala wrocic do szpitala bo wdala sie
              infekcja .Teraz zalozyli jej rurke metalowa i wydaje sie ,ze tym razem wszystko
              poszlo lepiej. Wrocil apetyt po tym ostatnim zabiegu i nie ma juz nudnosci .
              Ze zlych wiadomosci to to ,ze przyplatala sie cukrzyca , co zreszta bylo do
              przewidzenia no i wstrzykujemy insuline.
              Moja Tesciowa dalej nic nie wie o chorobie a raczej o tym ,ze zostalo jej tak
              malo czasu.
              Trudno wiec w jakikolwiek sposob pocieszyc czy porozmawiac.
              Jestesmy u niej codziennie a niedziele siedzymy cala na zmiane z bratem mojego
              meza i staramy sie ja odciazyc .
              Ma meza chorego na Parkinsona , ktory porusza sie na wozku wiec sila rzeczy
              jestesmy tam zeby pomagac przy Tesciu.
              Mysle ,ze narazie jest bardziej zmartwiona faktem ,ze swoja choroba
              przysporzyla wszystkim klopotu.
              Ma coraz silniejsze bole ,lekarz z Zus zatwierdzil morfine ale narazie jeszcze
              sobie bez niej radzimy.
              Mysle ,ze na samotnosc moja tesciowa nie moze narzekac.Caly czas teraz ktos sie
              po domu placze ( ma 10 siost, ktore ja wspieraja)no i nas.
              Mysle jednak ,ze i tak jest samotna w srodku ze swoimi lekami i zmartwieniami
              mozna probowac pomoc ale do konca nie wiadomo czy bardziej sie nie rani.
              Trzymam kciuki za Twoja Mame i za Wasza wspolna nastepna gwiazdke:)))

              --
              Jas urodzony 31/10
              • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 14.01.07, 23:58
                marianna, ciesze się, ze dalej piszesz. Z rurką - drenem wiążemy duże nadzieje,
                a przede wszystkim, że mama zacznie znowu jeść, bo jak mówi, wszytko jest
                gorzkie i niesmaczne. Tak jej się chce karpia, że czeka do tego czwartku z
                utęsknieniem.
                A ja mam nadzieje, że ta żółć w końcu spływać zacznie tam gdzie trzeba i zmieni
                sie kolor skóry na jaśniejszy.
                Ktos mi poradził wikakorę, wiec chyba zaczniemy brać po czwartku. Coś trzeba
                robić.........
                ania
                • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 20.01.07, 15:51
                  załozono dren metalowy mojej mamie. Lekarz po kolejnych badania sprecyzował
                  diagnoze, nowotwór trzustki, przerzuty na wątrobę i doszły nacieki na
                  dwunastnicy. Koszmar. Mama jest bardzo słaba, ale zaczyna jeść, choć trochę się
                  boi. Lekarz powiedział, ze może pożyć 3 tygodnie albo 3 lata. No i dodał, ze
                  zabieg kosztował 7,5 tysiąca (nie wiem, po co mnie informował) i że
                  niepotrzebnie katujemy mamę, bo trzeba dać jej spokojnie zakończyć żywota, bo
                  dożyła sędziwego wieku - 78 lat od 11 stycznia. Naopowiadał mi, ze Niemcy i
                  Anglicy nie leczą w ogóle po 70 roku życia, że na załozenie drenu przyjeżdzają
                  specjalnie z Niemiec......... koszmar, dramat - nie mogłam tego słuchać.
                  Z jego mowy wynikało jednoznacznie, że człowieka starego po 70 roku
                  życia!!!!!!!!!!! nie powinno się leczyć w ogóle, bo to głupota.
                  Marianna, a jak Wasza mama?
                  ania
                  • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 20.01.07, 20:34
                    Mialam Cie wywolywac ale sama napisalas .U nas w miare w porzadku .W czwartek
                    bylismy na konsultacji jeszcze u jedneg lekarza( trzeci z koleji ) tym razem
                    jakis specjalista dokladnie od rak trzustki.
                    Powiedzial ,ze mozemy ewentualnie zaczac stosowac chemoterapie ale w celach
                    paliatywnych w przypadku mojej Tesciowej prawdopodobnie usmierzylaby ona bol ,
                    ktory moja Tesciowa odczuwa ( lekarz powiedzial ,ze bol odczuwa prawdopodobnie
                    ze wzgledu na przerzuty na watrobe).
                    Proponowal rowniez biopsje aby okreslic jaki jest typ nowotwory ale na to
                    prawdopodobnie sie nie zgodzimy.
                    Biopsja dostarczylaby nam tylko informacji jak duzo czasu jeszcze mamy i
                    niepotrzebnie zmeczyla ( oslabila) moja tesciowa.Po dwoch ostatnich pobytach w
                    szpitalu ma ich narazie dosyc.
                    Smutno sie czyta o takim podejsciu do pacjeta .Mam tylko nadzieje ,ze Twoja
                    Mama tego nie sluchala.
                    Moja tesciowa ma 76 lat ale jak narazie nie spotkalismy sie z zadna negatywna
                    reakcja lekarzy.
                    Mierzcie poziom cukry bo moze wystapic cukrzyca ( trzustka produkuje insuline)
                    i trzymajcie sie mocno.pozdrawiam
                    --
                    Jas urodzony 31/10
                  • liina Re: Kiedy juz nie ma ratunku 20.01.07, 21:52
                    Powiedz lekarzowi, ze niezależnie od tego ile pacjent ma lat, to on czuje bol
                    oraz slyszy co lekarz do niego mowi i nie jest skałą.Ja bym mu chyba na
                    osobności powiedziała, ze jego psim obowiązkiem jest leczenie wszystkich ludzi i
                    pomaganie im w cierpieniu, niezależnie od wieku.A w ogole to bym lekarza
                    zmieniła, gdyz takie gadanie na pewno nie wplywa pozytywnie na samopoczucie
                    Twojej mamy.Jesli bedzie ja tak regularnie dołowal, to na pewno nie pozyje 3
                    lat, tylko 3 tygodnie.
                    • gontcha PRIMUM NON NOCERE ! 21.01.07, 00:33

                      To złota zasada, któr powinien się kierować kazdy lekarz, który złożył
                      przysiegę Hiopokratesa... primum non nocere - po pierwsze nie szkodzić...

                      Aniu (aniani3),

                      Wiem jak to moze zbrzmiec, ale...
                      Nieoperacyjny nowotwór trzustki z mnogimi przerzutami to sprawa powazna i
                      niestety źle rokująca:( Biorąc pod uwagę wiek Twojej Mamy i zaawansowanie
                      choroby lekarz zapewnie podjął decyzję o nie podaniu chemii nie dlatego, że nie
                      chce leczyc, tylko dlatego że takie leczenie może sie okazac gorsze w skutkach
                      niż odstąpienie od niego. Zasada: po pierwsze nie szkodzić. Brzmi to może
                      strasznie, ale to jest normalne postepowanie w takich wypadkach. Należy
                      rozważyć wszelkie za i przeciw, czy leczenie da zyski, czy wiecej będzie strat
                      i cierpienia dodatkowego.
                      Młodym ludziom w stanach terminalnych tez się nie podaje już chemii, a tylko
                      leczenie przeciwbólowe...

                      'PSIM OBOWIAZKEIM' (jak to jest napisane w poście wyżej) lekarza nie jest
                      podanie za wszelką cenę chemii ... tym obowiazkiem jest wybór decyzji
                      najlepszej dla pacjenta - choć nie zawsze my (rodziny, czy sami chorzy) sie z
                      tym zgadzamy... Pomóc w cierpieniu, poprawić jakoś życia, przynieśc ulgę -
                      TAK... wprowadzić leczenie mogące bardziej zaszkodzić jak pomóc - NIE...
                      I to nie jest podejście naszych polskich lekarzy tylko... jest to normalne
                      podejście na całym świecie.
                      Owszem zdarza się przy tym brak emapatii, czy beznamiętny ton w przekazaniu
                      informacji pacjentowi czy jego rodzinie...
                      Ale my uważamy sie za jedynych, a lekarz ma setki pacjentów takich jak my... i
                      emocjonalnie nie może podchodzić do każdego, bo po roku czy dwóch, by po prostu
                      zwariował...
                      I takie decyzje podejmują nie tylko onkolodzy, ale też lekarze innych
                      specjalności.

                      --
                      mieux vaut tuer le diable
                      que le diable no vous tue
                      • marianna72 Re: PRIMUM NON NOCERE ! 21.01.07, 18:15
                        Gontcha zgadzam sie z Toba, ale chodzi tez o sposob wyrazania mysli .Mozna
                        przeciez wszystko ubrac w slowa troche inaczej.
                        Moja szwagierka wczoraj wlasnie rozmawiala z onkologiem , ktory prowadzi nasza
                        tesciowa i on rowniez odradzil stosowanie chemii ( mimo ,ze lekarz u ktorego
                        bylismy w czwartek ja proponowal ) Dzis szwagierka przekazal nam ,ze nasz
                        onkolog powiedzial ,ze wyniki mojej T nie sa na tyle dobre aby narazac ja
                        dodatkowo na chemie ( mamy poczekac 2 tyg powtorzyc badania i zobaczymy)
                        oraz ,ze u pacjentow po 70 roku zycia chemia moze przyniesc wiecej szkody niz
                        pozytku.
                        Mysle ,ze poprostu wiele zalezy od sposobu przekazania informacji. Co lekarza
                        Ani kosztowalo zrobic to w taki sposob jaki zrobil nasz lekarz??
                        Nie oczekuje ,ze lekarz bedzie klepal mnie po ramieniu ,czy plakal razem ze mna
                        ale odrobina empatii wlasnie by sie przydala
                        --
                        Jas urodzony 31/10
                        • aniani3 Re: PRIMUM NON NOCERE ! 21.01.07, 22:42
                          lekarz rozmawiał ze mną w cztery oczy i powiedziałam mu pare mocnych słów, ale
                          upierał sie przy swoim. To był chirurg, wykonał zabieg i koniec, widział
                          pacjentkę w sumie 2 dni.
                          Na oddziale wewnętrzym, jak zawieźliśmy na badania mame po raz pierwszy lekarze
                          byli wspaniali, delikatni, doskonale wiedzieli, jakie przykre informacje nam
                          przekazują, tzn mnie i bratu. Mamie powiedzieli oczywiście przy nas w sposób
                          bardzo oględny.
                          No ale wiem, na czym stoje. Teraz musze pójsć z mamą do szpitala onkologicznego
                          z tymi wynikami. Tylko zastanawiam się, czy brać mame czy mam sama pójść. Mama
                          jest taka słaba, że cały czas leży w łóżku, wstaje tylko żeby zjeść, umyć się i
                          na chwile obejrzeć wiadomości, bo tego nie moze przegapić.
                          Czy na konsultacje chodzicie z chorym? czy idziecie tylko z wynikami?
                          Szukam teraz kontaktu z onkologiem ze szpitala, może uda sie popytac i pogadać
                          bez mamy - nie wyobrażam sobie, zeby miała sie ubrać i wyjść z domu.
                          • kingaxx11 Re: PRIMUM NON NOCERE ! 25.01.07, 20:23
                            Może skontaktujcie się z jakimś hospicjum domowym, mi pomaga hospicjum domowe,
                            może przyjść pielęgniarka albo lekarz jak potrzeba, albo wolontariusz, starają
                            się pomóc jeśli tylko mogą.
                      • liina Do Gontchy. 22.01.07, 00:24
                        Ania pisze:
                        Naopowiadał mi, ze Niemcy i
                        Anglicy nie leczą w ogóle po 70 roku życia, że na załozenie drenu przyjeżdzają
                        specjalnie z Niemiec.........

                        Psim obowiązkiem lekarza jest zalozyc pacjentowi dren, ktory mu ulzy w
                        cierpieniu, a nie podanie chemii, ktora go zabije! Czytaj prosze dokladnie to co
                        napisalam ja oraz Ania i nie przekręcaj tego, co pisze.
                        Ania nie skarzyla sie o to, ze chemii nie podano, lecz o to jak lekarz opowiadal
                        o tym, ze ..." ze Niemcy i Anglicy nie leczą w ogóle po 70 roku życia, że na
                        załozenie drenu przyjeżdzają specjalnie z Niemiec........." Wniosek: Twojej
                        matce tez juz sie pomoc nie nalezy, bo jest na nia za stara.


                        Na to sie ta dziewczyna skarzyla, a ja to skomentowała, ze psim obowiązkiem
                        lekarza jest zalozyc ten dren i pomoc w cierpieniu, a nie podac chemie i
                        pacjenta nią zabić.
                        • gontcha Re: Do Gontchy. 22.01.07, 00:36
                          Wogóle do Ciebie nie pisałam tego posta, a Ty szukasz kolejnej zaczepki...
                          Powiedziałabym jedno słowo, ale jest niecenzuralne..
                          Nie zamierzam się wdawać w żadne dysputy z czyimś zbyt wysokim mniemaniem o
                          sobie, wybujałym ego i brakiem samokrytycyzmu...

                          A Balbinkę proszę o zrobienie porządku...


                          --
                          mieux vaut tuer le diable
                          que le diable no vous tue
                          • polityka_jakosci Re: Do Gontchy. 22.01.07, 09:50
                            Ania,
                            dlaczego obrażasz liinę w bezpardonowy sposób? czy "jak w poście wyżej" to nie
                            kryptozaczepka? Na czym ma polegać porządek?
                            Kochana dzielna Aniu, masz ogromną wiedzę, jesteś wspaniałym doradcą (dla
                            niepolemizujących) i wspaniale byłoby tu postawić kropkę. Ale....
                            Liina, ze swoim holistycznym spojrzeniem jest tu bardzo cenna, do tego zagrzewa
                            do walki o prawa chorych jak nikt inny. A denerwujecie się i odpisujecie na to,
                            co Was irytuje obie. Może Liina drażni Cię tak bardzo, bo widzisz w niej siebie
                            samą, w tym obszarze, którego nie chcesz w sobie widzieć?

                            p.s. przepraszam za dolewanie oliwy do ognia, wiem że ten wątek ma inny cel i
                            właśnie to mnie boli najbardziej. Marianno, Aniu i inni, trzymajcie się, nie
                            traćcie ducha, przesyłam tony dobrej energii. Dzisiaj będzie dobry dzień.

                            • differentview Re: Do Gontchy. 22.01.07, 10:53
                              mnie rowniez denerwuja posty Liiny; w jej przypadku sprawdza sie przyslowie, ze
                              dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane; jej intencje przypuszczalnie sa dobre
                              ale niestety nie stac ja na krytyczna ocene tego co wypisuje a jej "holistyczne"
                              spojrzenie ma moim zdaniem watpliwa wartosc merytoryczna:(
                            • liina Re: Do Gontchy. 22.01.07, 11:02
                              Nie sadziłam serio, ze wyniknie z tego jakas chora dyskusja.Chciałam tylko
                              sprostować nieprawdę , która napisałaś,a że wyraźnie nawiązałaś do mojego
                              posta, więc nie dziw się kobieto, ze na niego odpisałam. Czy to tak mało
                              logiczne, ze jesli ktos nawiązuje do czyjegoś posta, pisząc jeszcze nieprawdę,
                              to ta druga osoba, odpisze? Chyba dosyć logiczne.

                              Nie lubie jak ktos robi ze mnie glupia Gontcha. Nie napisalam nigdzie, ze psim
                              obowiązkiem lekarza jest podanie chemii w stanie terminalnym i dobicie go, bo
                              nie jestem nienormalna i nie rób ze mnie takowej na siłe. Wymyśl coś innego.


                              I jeszcze jedno. Zauważam, że atakujesz czasem z pozycji siły przy braku
                              argumentów. Jesteś częściowo moderatorem tego forum i dosyć często
                              wykorzystujesz tą pozycję do tego, aby kogoś "zmyć", jeśli tylko ma inne zdanie
                              od Ciebie, co uważam za praktyki dosyć upadłościowe.
                              Masz dużą wiedzę, pomagasz wielu ludziom, świetnie, ale daj żyć ludziom nawet
                              tym, do których miłością nie pałasz. Dla mnie nie ma znaczenia czy Ty jesteś
                              moderaotem tego forum , czy prezydentem albo czy zwykłym, szarym
                              rencistą.Uważam, że każdy ma równe prawa. Jeśli będziesz pisać coś, co będzie we
                              mnie niesprawiedliwie godziło, to będę na to reagować i szczerze mówiąc mało
                              mnie obchodzi jaką władzę masz na tym forum i kim jesteś i czy będziesz się
                              zwracać do Balbinki o to, żeby z czymś robiła porządek.Wielkie szczęście, że to
                              Balbinka jest głównym moderatorem tego forum a nie TY, bo inaczej forum byłoby
                              bardzo jałowe, a z biegiem czasu umyśle by upadło, bo ilu ludzi jest na świecie,
                              tyle różnych serc i umysłów oraz doświadczeń. Każdy człowiek jest odrębną
                              jednostką, a nie Twoim klonem, który zawsze będzie pisał na forum to, co Ty byś
                              chciała usłyszeć.
                              Kończę dyskusję, pozdrawiam.
            • bonzee32 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 25.03.07, 18:16
              I moja historie rowniez. Moja mama umiera na raka pluc (przerzuty sa rowniez na
              watrobie). Ma zoltaczke. Zoslalo jej moze pare miesiecy. Wiem o tym od dwoch
              nich (Mama wie od tygodnia) i kompletnie nie dajemy rady. Nawet nie mieszkam w
              Polsce. Na razie umowilam sie z najlepszymi lekarzami jakich znalazlam na
              kosultacje i lece do Polski. Czy ma sens kontaktowac sie z hospicjum? Na jaka
              pomoc mozna liczyc?
      • gami13 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 05.05.07, 19:12
        A Hospicjum ? nam pomagaja ludzie z Hospicjum !!! Sa niezastapieni, od nikogo
        nie doznalismy lyle dobra i wsparcia co od ludzi z hospicjum. Tato tez cierpial
        i przeciwbolowe srodki nie pomagaly, przepisali plastry , taki plaster nakleja
        sie raz na 3 dni i nie trzeba brac dodatkowych przeciwbolowych lekow, teraz
        tato ma plastry i morfine, nie ma nadziei na poprawe , pogotowie nie przyjedzie
        jak slysza ze chry na raka, ale lekarze i pielegniarki z hospicjum sa na
        zawolanie, pomagaja nam we wszystkim, wypozyczyli nam potrzebny sprzet (ssak,
        aparat tlenowy) lekarze przychodza do odmu na konsultacje, przepisuja leki , sa
        mili i ludzcy. UWIEZCIE MI HOSPICJUM TO TEZ ZYCIE, i nie wiem co bym zrobila
        gdyby nie pomoc tych ludzi.
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 22.01.07, 20:13
      Aniu odnosnie twojego pytania o wizyty u lekarzy .My na konsultacje chodzimy
      bez mojej tesciowej tylko z cala dokumentacja.
      Mysle ,ze ty tez mozesz tak zrobic.Ewentualnie przed wizyta telefonicznie
      spytaj lekarza czy chce widziec pacjetke.pozd
      --
      Jas urodzony 31/10
      • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 25.01.07, 19:31
        marianna, to macie kochanego lekarza. W naszej klinice, a własciwie przychodni
        powiedzieli krótko: pacjent musi byc. Tłumaczyłam, ze mama już nie chodzi
        (niestety, jest coraz gorzej), a chciałabym na konsultację przyjść, ale padła
        jednoznaczna odpowiedź nie. Jeżeli mama nie chodzi do prosze do paliatywnej.
        Zarejestrowałam na 7 lutego, ale czarno to widzę, choć 10 pacjentów tylko
        umawiają. Ale moja mamulka nie da rady. Już nie daje rady przejść do łazienki,
        słabnie w oczach. Zaczęło się jej odbijać, zauważyłam to kilka dni temu.
        Zauważyłam, że na wypisie przepisali ursofalk, a ja to przeoczyłam, bo jak z
        poprzedniego szpitala wypisywali to recepty dostałam do łapy. To chyba te
        enzymy trawienne, bo niewydolność trzustki daje coraz bardziej znać o sobie.
        Moze stwierdzili, że jak mama jest - była lekarzem to sama sobie przeczyta i
        wypisze. No chamstwo totalne. Jestem zbulwersowana podejściem medyków do
        tragedii ludzkich.
        Wspierają mnie za to moi znajomi lekarze, którzy wypisuja mi te leki. Mama ma
        kłopoty w utrzymaniem łyżki, a co dopiero napisać cokolwie.
        To na dzis tyle smutnych wiadomości.
        • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 25.01.07, 20:45
          Trzymaj sie jakos kochana .Nie wiem co napisac.
          W sumie ta samo choroba a tak inaczej sie objawia.U nas po ostatnim zabiegu
          gdyby nie fakt ,ze wiemy o chorbie nikt by sie nawet nie domyslil.
          Jak moja Tesciowa jest na srodkach przeciwbolowych to smiga po mieszkaniu jak
          za dawnych czasow ( trzeba ja na sile wrecz sadzac)
          A jakie sa wyniki krwi moze hematokryt jest niski i to jest powodem slabosci.
          U nas po ok 10 dniach od diagnozy moja tesciowa wlasnie byla taka slaba no i
          zrobili jej transfusje ( ten zabieg poprawil wyniki)
          Co do lekarza to moze sprobuj tez w paliatywnej moze tam beda mieli jakies
          bardziej ludzkie podejscie.Tam przeciez tez sa lekarze i pewnie z duzym
          doswiadczeniem jesli chodzi o takie sytuacje jak nasza.Moze dadza jakies rady
          jak ulzyc pomoc, co mozna jeszcze zrobic.
          Dziwne te podejscie lekarzy.My bylismy w sumie na trzech konsultacjach u trzech
          roznych lekarzy z dokumentacja , ktora dostalismy w szpitalu i wszystkie byly
          bez udzialu mojej tesciowej.
          pozdrawiam mocno
          --
          Jas urodzony 31/10
          • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 27.01.07, 22:47
            moja mama podjeła decyzję, ze 6 lutego pójdzie do przychodni, a jak nie bedzie
            mogła to mamy ją poprostu zanieść. Nie ma w ogóle apetytu. Głównie płyny,
            zupki - wywary z kaszą mamą. Na mięcho i kiełbaski w ogóle nie patrzy.
            Chudnie w oczach. Coraz częściej przesiaduje u niej, biore swoją robote, kompa
            i siedze do późnych godzn. Właśnie wróciłam do domu. Smutno mi, ale jestem
            spokojna, bo moja mama jest spokojna.
          • kingaxx11 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 03.02.07, 17:01
            Myślę że to dobrze że coś robi i czuje sie potrzebna, ja sama mam raka i źle
            sie czuję jeśli jestem "bezużytaczna", jak przedmiot który można już tylko
            wyrzucić, pewnie bedą potrzebne środki przeciwbólowe coraz silniejsze,
            kinga
    • pawelfurman Re: Kiedy juz nie ma ratunku 03.02.07, 23:33
      Witam :) współczuje z całego serca tej sytuacji. Jedynie co mogę powiedzieć to
      to, że lepiej nic nie mówić. Nadzieja jest potrzebna choremu do końca, mimo to
      że szans na wyleczenie nie ma. W okresie choroby nadejdzie moment gdzie teściowa
      będzxie świadoma tego i wtedy musicie BYć przy niej. Pozdrawiam Paweł
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 05.02.07, 20:31
      Minelo poltora miesiaca od diagnozy a moja tesciowa dalej nic nie wie.Przeszla
      juz na morfine w plastrach ma silne bole i goraczke wieczorem.
      Tak naprawde myslalam ,ze czegos sie domysla ale dzis zmrozila mnie swoja
      wypowiedzia:
      Czesto zdarza sie ,ze nie zmienia plastrow z morfina bo ma nadzieje ,ze bol nie
      nadejdzie.
      Dzis rozmawiajac z nia przez telefon, powiedzialam zeby nie czekala na silny
      bol tylko jak zacznie odczuwac dyskomfort odrazu zmienila plaster ( wczoraj
      przez to czekanie do ostatniej chwili bardzo zle sie czula).
      No i tu moja tesciowa wypowiedzial zdanie , ktore mnie b. zaskoczylo sens byl
      taki ",ze to niemozliwe ,ze cos musi byc nie tak ,przeciez to nie jest normalne
      te ciagle bole i wieczorem goraczka.Musi byc tego jakas przyczyna"
      Szczerze mowiac nie wiedzialam jak zareagowac. Nie myslalam ,ze jej stan
      nieswiadomosci jest tak duzy .Myslalam ,ze czegos sie domysla.We Wloszech jest
      tendencja o nie informowaniu o chorobie szczegolnie starszych pacjentow ale
      zupelna nieswiadomosc .
      Decyzje o nie mowieniu podjela moja szwagierka jest pielegniarka i wszyscy
      uznali ,ze ma racje( ma wieksze doswiadczenie z chorymi i pewnie widziala
      niejedna taka sytuacje).
      Tak naprawde sama nie wiem co robic.Moze nie cala prawde ale przynajmniej
      czesc.Moze jakos przygotowac, po ostatnich postach na forum widze ,ze rak
      trzustki postepuje szybko pewnie nie mamy juz wiele czasu.
      Moze moja tesciowa chcialaby o tym wiedziec.

      --
      Jas urodzony 31/10
          • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 11.02.07, 12:47
            marianno, moja mama wiedziała o swojej chorobie, choć do końca miała nadzieje.
            Przez ostatnie dni życia mamy latałam z rachunkami, bo mama codziennie cos tam
            mi szykowała do opłacenia, kręciła się po domu i układała papiery na kupki.
            Kiedy sie położyła była już spokojna, bo jak mówiła wszystko juz załatwione.
            Po śmierci mamy znalazłam poukładane wszytkie dokumenty i kartkę z napisem: po
            mojej śmierci......, oczywiście poryczałam sie.
            Brak mi słów, co mam napisać, bo widze, że choroba postepuje.
            Jestem z Tobą myślami.
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 11.02.07, 14:26
      Witaj Aniu
      Wdzieczna Ci jestem ,ze odpisalas pewnie jest Ci ciezko zagladac na ten watek.
      U nas choroba niestety postepuje zmienilismy plastry z morfina na silniejsze (
      wieksza dawka).Mojej tesciowej zaczely puchnac nogi i pod wieczor ma dwie banki
      ale to dlatego ,ze kiedy jest na plastrach nie czuje bolu i sie nie oszczedza.
      Ciezko jest a ja chyba jestem w lekkiej depresji przestaje panowac nad soba ,
      sytuacja .
      Pozdrawiem trzymaj sie cieplo
      --
      Jas urodzony 31/10
    • sabina19793 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 11.02.07, 17:47
      Nie mówcie jej pod żadnym pozorem prawdy !! Będzie żyła o wiele krócej bo jej
      psychika tego nie wytrzyma. Sama przechodziłam to z moum tata który juz nie
      żyje ale dzieki temu że wiedział najmniej żył rok a lekarze nie dawali mu
      miesiaca.
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 11.02.07, 19:34
      Bylam dzis u mojej Tesciowej no i chyba moj dylemat rozwiazal sie sam.
      Moja Tesciowa sala zaczela ze mna rozmowe ,ze to nie potrwa dlugo ,ze chce mi
      dac kapy na lozko ,zeby nie poszly na zmarnowanie.Mowila o poscieli na strychu
      zeby dac dziecia ja beda sie zenic i o skrzyni na posciel , ktora mamy zabrac
      jak tylko bedziemy mieli miejsce.Ze poszlo jak poszlo i juz sie od tego nie
      ucieknie :((( Mowila ,ze chce sma wszystko powyrzucac co jest do wyrzucenia czy
      po oddawac co do oddania
      Nic nie mowilam tylko tego sluchalam no bo co mozna powiedziec.Obiecalam tylko
      zeby sie nie martwila ,ze nic sie nie zmarnuje.
      Ciezkie takie rozmowy , monologi ale lepiej mi z tym .Czuje sie
      spokojniejsza ,ze jednak wie moze nie dokonca ale jednak cos wie.

      --
      Jas urodzony 31/10
      • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 11.02.07, 21:48
        takie rozmowo-monologi przynoszą spokój obu stronom.

        do sabriny - nie mówić i mówić jest trudno. Chorzy przeważnie widzą albo czują,
        ale nie chcą by rodzina wiedziała o chorobie i bardziej cierpią ukrywając to.
        Ja jednak chciałabym wiedzieć.
          • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 05.03.07, 23:03
            Jeszcze z nami jest:)))
            Bierze morfine w plastrach , zaczal powiekszac sie jej brzuch i prawie w nic
            juz ze swoich ubran nie wchodzi , puchna jej nogi - choroba poprostu postepuje.
            Ale to niesamowita kobieta. Bardzo zywotna i usmiechnieta ma nawet sile martwic
            sie o nas i nasze choroby ( dzieci mi ostatnio choruja a ja razem z nimi).
            Zyjemy sobie tak z dnia na dzien.
            Czasami moja Tesciowa zaczyna rozmowy na temat swojej choroby no i wtedy troche
            smutnieje. Widze tez ,ze coraz czesciej poleguje poobiedni odpoczynek trwa
            dluzej niz kiedys i niechetnie wstaje z lozka, szybko sie meczy.

            Czytalam Twoje wspomnienie o Mamie dobrze ,ze masz w sobie tyle sily i pogody
            mam nadzieje ,ze z nami tez tak bedzie.

            Dzieki za pamiec
            pozd
            --
            Jas urodzony 31/10
            • d.dol Re: Kiedy juz nie ma ratunku 06.03.07, 13:48
              co lekarz na ten powiekszony brzuch?
              mojemu tacie bardzo powiekszyl sie brzuch i na pierwszy rzut oka widac bylo,ze
              zbiera sie w nim woda
              przez kilka dni byl w szpitalu,gdzie podawane mial srodki moczopedne,a pozniej
              w domu
              • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 06.03.07, 21:07
                d.dol napisała:

                > co lekarz na ten powiekszony brzuch?
                > mojemu tacie bardzo powiekszyl sie brzuch i na pierwszy rzut oka widac
                bylo,ze
                > zbiera sie w nim woda
                > przez kilka dni byl w szpitalu,gdzie podawane mial srodki moczopedne,a
                pozniej
                > w domu


                Lekarz powiedzial ,ze mozna przeprowadzic zabieg odciagniecia tej wody (
                zabardzo nie wiem na czym mialaby polegac bo sie nie interesowalam)
                Powiedzial ,ze zabieg jest dosyc bolesny i niestety po kilku dniach wszystko
                wroci do normy , trzeba by go wiec bylo powtarzac .Dalismy sobie spokoj .Moja
                tesciowa przyjmuje leki, ktore daja poczucie ulgi ale oczywiscie nie
                rozwiazuja samego problemu.
                --
                Jas urodzony 31/10
    • natasza997 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 21.03.07, 14:08
      Własnie drugi raz podchodzę do czytania forum i ciężko mi idzie .Mój kochany
      Dziadzio choruje ...... Chyba powoli się oswajam z mysla o chorobie ale za
      wszelka cene szukam ratunku .Jak wszyscy z reszta...Trzymajcie się ciepło
      --
      Kobieta jest jak wyspa szczęśćia otoczona morzem wydatków...
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 14.04.07, 14:51
      Wyciagam moj stary watek aby napisac co u nas.Moja tesciowa od 9 dni jest w
      szpitalu .Miala silne bole i w domu nie dalismy rady jej pomoc.W szpitalu
      dostala kroplowke z morfiny , teraz przeszla na pastylki i bole ustaly.Od 3 dni
      za to zle sie czuje ma mdlosci kilkakrotnie wymiotowala, wyglada jak cien
      czlowieka zmniejszyla sie o polowe .Coraz czesciej traci orientacje pewnie wina
      morfiny. Brzuch jest napuchniety , pelen plynu .
      Do tego wszystkiego moj Tesc zlamal sobie panewke i tez jest w
      szpitalu.Tesciowa mamy na 10 pietrze, Tescia na 6 i tak biegamy od jednego do
      drugiego.
      Czasami sie tak wszystko wali,z kazdej strony:(((

      --
      Jas urodzony 31/10
        • aniani3 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 16.04.07, 18:59
          marianno, nie wiem co pisać. U mojej mamy też zrobił sie duży brzuszek, nie
          wiem od czego i nie chce wiedzieć.
          Tak mi przykro, już przestałam regularnie zagladać na to forum, wszystko
          pomalutku u mnie sie wycisza, ale co jakiś czas klikam i śledze twój wątek.
          Miałam nadzieje, że może twojej tesciowej sie uda wygrać.
          życze twojej mamie spokojnych dni bez bólu.
          • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 28.04.07, 14:58
            No to chyba jestesmy u kresu naszej drogi .Moja tesciowa juz nie wstaje z lozka
            caly dzien przysypia, w po slowa potrafi zasnac , malo je a co zje to naogol
            wymiotuje .Maly jest z nia kontakt ma nawet trudnosci z utrzymaniem szklanki
            wiec trzeba jej podawac wode jak dziecku.
            Jest poprostu zle lekarz powiedzial ,ze moze tydzien moze krocej zalezy .
            Bardzo mi z tym zle.Zal patrzec na mojego meza .
            Wszystko to bardzo smutne i tylko takie glupie mysli przychodza mi do glowy ,ze
            jeszcze o to nie spytalam czy czegos tam mi nie pokazala i juz nie ma kogo
            zapytac
            pozd

            --
            Jas urodzony 31/10
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 17.05.07, 21:10
      MOja Tesciowa jest jeszcze z nami ale czesto nachodza mnie mysli ,ze lepiej
      zeby juz umarla.
      Bardzo cierpi i my razem z nia.Wszystko ja boli ma opuchniete rece , brzuch.
      Wypija pol szklanki rosolu na caly dzien i to jest jej cale jedzenie
      Nawet podskorne dawki morfiny niewiele pomagaja ( ma podlaczony taki aparacik).
      Caly czas przysypia i pojekuje.
      Na co tyle cierpienia po co to komu???
      Bardzo nam zle i chyba mam w sobie duzo zalu i zlosci nie wiem nawet sama do
      kogo.
      Nie wystarczyla sama choroba i fakt ,ze moja Tesciowa musi odejsc jeszcze
      dodatkowo musi sie tak meczyc
      Balbinko jesli uwazasz ,ze post uraza kogos wykasuj nie obraze sie ale musialam
      napisac

      --
      Jas urodzony 31/10
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 16.08.07, 14:43
      Wczoraj zmarl moj Tesc dokladnie 2 miesiace i 25 dni po smierci
      Tesciowej .Nie mial raka ale od wielu lat bardzo chorowal Parkinson
      Aizhaimer , niedowlad i inne przykre dolegliwosci.
      Moja Tesciowa byla dla niego ostoja , dodawala mu sil do zycia kiedy
      odeszla poddal sie.
      Gdyby zyla pewnie zyl by jeszcze byl bardzo silny mimo ,ze
      schorowany.
      Teraz przynajmniej sa razem.

      --
      Jas urodzony 31/10
    • marianna72 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 20.05.08, 20:09
      Odgrzebuje moj stary watek bo dzis moja rok odkad nie ma z nami
      mojej Tesciowej.
      Duzo sie zmienilo , my sie zmienilismy jej choroba i smierc bardzo
      wplynela na nasze zycie.Czasami wydaje mi sie ,ze to co przeszlismy
      to jakis koszmarny sen.
      W miedzy czasie odeszla rowniez moja przyjaciolka,ukochana ciocia
      siostra mojej Tesciowej , ktora tak nas wsperala podczas choroby.
      Po smierci mojej Tesciowej byla moja ostoja, oparciem nikt sie nie
      spodziewal ,ze nosi w sobie chorobe.Zmarla w styczniu tego roku 8
      miesiecy po swojej siostrze (rak kosci) .
      Smutny byl ten miniony rok i poczatek nowego.
      Pozdrawiam
      • ewam1959 Re: Kiedy juz nie ma ratunku 21.05.08, 22:38
        Marianno, nie wiem, co mogę Ci napisać, zadne słowa nie odddadzą, co
        czujemy. Moja Mamusia zmarła 13 maja, nigdy nie sądziłam, ze to
        bedzie tak szybko, myslałam, ze zostało nam chociaż kilka miesiecy.
        Niestety, odeszła w ciszy i spokoju ale dla mnie za szybko. Pociechą
        jest tylko to, że ominęły ją bóle nowotworowe, wiem, że to bardzo
        duzo. Została pustka i żal - byłysmy ze soba bardzo związane,
        praktycznie nie miałyśmy nikogo bliskiego i teraz zostałam sama. Nie
        wiem, jak dalej żyć, nic nie wiem.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka