Cd. rak niedrobnokomórkowy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witajcie!
    Mam cały opis leczenia mojej mamy.
    Napisze wam od samego poczatku leczenia w CO w Warszawie.
    Prosze o uwazne przeczytanie
    Wyniki opisu z dn. 6.07.2006r
    -TK klatki piersiowej i jamy brzusznej
    W prawym gornym placie sa dwa guzki wielkosci 24X20mm z jamką łączący sie z
    wneką płucną i drugi obwodowo wielkosci 8mm.
    Węzły chłonne śródpiersiowe niepowiekszone
    Lewe płuco wątroba lewe nadnercze prawidłowe.
    Guz prawego nadnercza wielkosci 50X36mm
    Nerki prawidłowe.
    Przestrzen zaotrzewiona bez powiekszonych wezłów chłonnych.

    Postosowaniu VI cykli chemii -wyniki są następujące:(
    Wyniki opisu z dn 15.02.07
    TK klatki i nadbrzusza.
    W prawym górnym płacie jest guzek wielkosci 14X12mm po drugim mniejszym jest
    obecnie tylko sladowe zageszczenie rysunku płucnego.
    Wezły chłonne niepowiekszone
    Guz prawego nadnercza wielkosci 47X33mm
    Kamica pecherza zólciowego( są guzeczki wielkosci 2-3mm)wątroba bez zmian lewe
    nadnercze bez zmian.


    Co o tym sadzicie?
    Obecnie moja mama bedzie miała operacje na woreczek zółciowy a przy okazji
    wytna jej guz na nadnerczu.(Płuco będzie nie ruszane)
    Lekarz z CO poinformował ja że narazie nie bedzie miała chemi
    tylko naświetlania.
    Czy któras z was wie jak wygladaja te naswietlania?
    Jakie sa skutki?
    czy człowiek tak samo się czuje jak po chemii?
    Dziekuje za wszelkie odpowiedzi.

    • Witaj, nie bardzo rozumiem czy pytasz o naswietlania pluc czy moze chodzi o
      pooperacyjne. Moj tata mial w maju w CO naswietlania pluc ale paliatywne- tylko
      5 naswietlan. Obylo sie bez zadnych negatywnych skutkow ubocznych ( no moze
      jeden dzien meczylo go cos w rodzaju zgagi). W porownaniu chemia, ktora
      zakonczyla sie dla niego zerowa odpornoscia i zawalem serca, radioterapia
      okazala sie strzalem w dziesiatke. Po naswietlaniach guz zmniejszyl sie
      znacznie i do tej pory tak juz zostalo. Niestety pojawil sie przerzut do mozgu,
      ktory zostal usuniety dwa dni temu, ale to juz inna historia. Pozdrawiam
      • Pytam się co sadzicie o tych wynikach -a przy okazji ineresuje mnie jakie są
        skutki uboczne naświetlań.
        Guzek w płucu prawym nie bedzie usuwany.Lekarz chce mojej mamie zaproponowac
        kilka naswietlen.
        Pytam sie tez czy człowiek tak samo sie czuje po chemi przy naswietlaniach ,czy
        wypadają włosy?
        • Droga bas. Nie będę się wypowiadać na temat wyników, bo mało orientuję się w
          niedrobnokomórkowych nowotworach płuc. Skupię się na radioterapii. Skutki
          uboczne prawdopodobnie się pojawią, ale jakie będą i jak bardzo silne zależy od
          dawki, ilości naświetlań, jak i kondycji Twojej Mamy. Moja mama miała aż 27
          naświetlań klatki piersiowej. Pierwsze 3 tygodnie (naświetlania były od
          poniedziałku do piątku, w weekendy przerwa) mama nie miała żadnych negatywnych
          objawów. Potem pojawiły się problemy z przełykaniem (ból), dołączył się suchy
          kaszel i chrypka. Za namową towarzyszek niedoli mama ratowała się jedząc
          kisiel, a także kilka razy dziennie zjadała po odrobince masła, żeby natłuścić
          poparzoną śluzówkę gardła i przełyku. No i oczywiście nie jadła i nie piła
          żadnych ostrych, drażniących, czy zbyt gorących rzeczy. Te objawy ustąpiły
          praktycznie w ciągu tygodnia od zakończenia naświetlań. Lekarka uprzedzała
          mamę, ze może miec poparzoną skórę, ale na klatce piersiowej ominęły mamę te
          dolegliwości. Więcej problemów przysporzyły naświetlania głowy (mama dostała
          ich profilaktycznie 12). Niestety skóra głowy ucierpiała mocno. Dosłownie dwa
          dni po zakończeniu naświetlań wypadły mamie włosy. I co najgorsze nie rosły
          przez prawie 4 miesiące, dopóki skóra na głowie nie doszła do siebie. Co więcej
          w tych miejscach gdzie było naświetlanie włosy rosły dużo wolniej. W zasadzie
          one dopiero teraz (kilka dni temu minął rok od zakończenia leczenia) doszły tak
          naprawdę do siebie.
          Bas, z tego co zrozumiałam, Twoja mama będzie miała naświetlane tylko płuca,
          więc włosy jej nie wypadną. Wiesz, z czym powinnyście się jeszcze liczyć?
          Radioterapia wydaje się być łagodniejsza niż chemia, ale to jest złudne. Same
          naświetlania faktycznie nie są dokuczliwe, ale jej skutki dają o sobie znać
          bardzo długo, pół roku to jest minimum. To jest osłabienie organizmu i to
          naprawdę potężne, skłonność do łapania wszelkich infekcji, mogą pojawić się
          dolegliwości sercowe, pozapalne zwężenie przełyku (objawami są między innymi
          kaszel, ograniczenia w przełykaniu), zapalenie płuc. Ale to wszystko powoli
          mija. Ważne, żeby mama na miejscu miała dobrą opiekę lekarza domowego, który
          będzie umiał jej pomóc w razie takich sytuacji i który będzie w kontakcie z
          onkologiem prowadzącym mamę, a przynajmniej który będzie wypełniał zalecenia
          onkologa. U nas taką rolę pełni ordynator interny naszego powiatowego szpitala,
          który jako pierwszy rozpoznał u mamy guza w płucach. Mama kontaktuje się z nim
          raz na trzy miesiące, jeśli nic się nie dzieje, a jak coś się dzieje, to
          praktycznie o każdej porze dnia. Lekarka rodzinna też jest bez zarzutu. Jak
          mama idzie do niej (po przecież choruje nie tylko na nowotwór, jak to bywa ze
          starszymi ludźmi), to nawet sama proponuje kontrolną morfologię krwi i inne
          podstawowe badania.
          Jak byś chciała coś jeszcze wiedzieć, to pytaj śmiało. Pozdrowienia dla Ciebie
          i Mamy. Agnieszka
          • Dziekuję bardzo za odpowiedź.
            Mam jeszcze jedno pytanie.
            Czy te naświetlania są codziennie?
            Ile trwaja takie naświetlania?-chodzi mi o czas w ciągu dnia.
            Naświetlanie to samo co radioterapia?
            • Pisząc tutaj używałam wyrazów naświetlania i radioterapia zamiennie mając na
              myśli właśnie radioterapię. Pytasz, czy naświetlania są codziennie. Myslę, że
              jest to w dużej mierze kwestia organizacyjna. Mama leczyła się w Centrum
              Onkologii w Szczecinie. I w jej przypadku było to 5 dni w tygodniu, weekendy
              wolne. Nie wiem, jak jest praktykowane w innych ośrodkach, albo u chorych z
              innymi nowotworami, czy przy radioterapii paliatywnej. Co do czasu w ciągu
              dnia... obawiam się że to zależy od rodzaju nowotworu i rodzaju promieni, jakie
              są podawane. U mamy trwało to kilka minut. Myślę, że niebawem wypowiedzą się
              osoby, które miały inne doświadczenia z radioterapią. Ja niestety mogę
              powiedzieć tylko to, co widziałam u mamy.
    • Musisz wiedziec jedno - ze sytuacja nie jest dobra, po VI cyklach chemii mój
      tatuś miał tak samo zmiejszenie guza do takich rozmiarów po tym miał
      naświetlania po naświtlaniach miał znowu chemię ale juz tylko 4 serie. Po
      chemii żył równe 5 misiecy. Musisz wiedzieć, że potem nowotwór atakuje z
      podwójna siłą.
      Zakładam oczywiście że rzeczywiście jest to niedrobnokomórkowy - taki miał mój
      tata - żadna chemia ani radioterapia go nie zniszczy.
      • do sabiny 19793...
        Ale każdy organizm jest inny!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Mogłabys chociaż nie pisac na forum takich okropnych rzeczy!!
        Ja wierzę że bedzie wszystko dobrze.
        • do estelki1...
          Witaj!
          Twoja mama ile czasu już walczy z rakiem?
          U mojej mamy minie w maju rok jak się dowiedziała o nowotworze.
          W maju sie dowiedziała a w czerwcu już miała pierwszą chemię.(czas leczenia
          zaczął się bardzo szybko)
          Pozdrawiam Ciebie i twoją mamę
        • Bardzo mi przykro że jest tak źle!
          Natomiast nie wiem czy widzicie tytuł "rak niedrobnokomórkowy " w każdym
          przypadku jest to złośliwy nowotwór i nie ma szans na wyleczenie go niezależnie
          jaki to organizm. Nie ma na to siły.
          Wiem że to boli i denerwuje ale niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.

          • do sabiny 19793
            Wiem że rak niedrobnokomórkowy jest nie do wyleczenia ale cuda sie zdarzaja.
            Jak masz coś pisac jeszcze nieprzyjmnego to daruj sobie.
            Żadna osoba w ten sposob mi nie odpisywała jak ty-a ty potrafisz tylko ludzi
            dołowac!
            • Każdy chory ma dwie możliwości - albo 0% albo 100% szans na wyleczenie. Żadnych
              pośrednich. To powinno wiedzieć nawet dziecko.
              Statystyki trochę zaciemniają ten obraz, dlatego chorzy, rodziny, pytają nas
              ciągle 'ile mam szans?'
              Sabina, jeśli straciłaś kogoś z bliskich, nie znaczy wcale, że ktoś inny też
              musi to samo przechodzić.
              W grupie raków niedrobnokomórkowych płuc są raki płaskonabłonkowe w stopniach
              złośliwości od G1 do G3, raki gruczołowe o takich samych możliwych stopniach i
              parę innych typów rzadziej występujących. Jak zatem można generalizować?
              Druga rzecz - stadium zaawansowania - gorzej rokuje rak rozsiany, zdecydowanie
              lepiej guz do zoperowania.
              Generalizowanie to najprostsze, ale i najgłupsze, co można zrobić.

              Rak płuc jest wyleczalny - leczy sie kiepsko, ale leczy się. Jak w każdym
              nowotworze najlepsza jest profilaktyka i unikanie zachowań ryzykownych, ale
              jeśli już do nowotworu doszło, to wcześnie wykryty rak daje ogromne szanse na
              dobre, zdrowe życie.
              Pozdrawiam.
      • Sabina nie wiem, czy takie sianie defetyzmu jakoś ci pomaga bo czytajacym
        napewno nie!!! Każdy z nas jest inny i to samo leczenie u różnych osób moze dać
        zupełnie inne efekty.

        --
        Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
        Onkoforum-Damy rade
        Adopcje bezdomnych kroliczkow
        • Chciałabym żeby Twoja mama żyła jak najdłużej , życze jej tego z całych sił.
          Tylko to jest podejście emocjonalne w tej chwili.
          Jednak przez cały 2005 rok walczyłam z tym nowotworem i uwierzcie byłam wrakiem
          człowieka bo nie byłan na to pzrygotowana.
          I tu masz rację b_a_l_b_i_n_k_a nie wierzę w zwycięstwo.
          Ale walczyć trzeba ponieważ ja również walczyłam.
          Podsumowując to nie piszę personalnie do osób i nie dołuję ich bo ich nie znam.
          Czytam wyniki badań i je interpretuje. To wszystko. I nie bierzcie tego do
          siebie uważam że po to jest to forum i kazdy ma prawo napisać jak myśli.
          • do sabiny 19793..
            Sabino medycyna cały czas idzie w górę.Kto wie może za rok znajdzie się lek na
            raka płuc.
            Oprócz chemii moja mama miała leczenie pozaprogramowe czyli dostawała
            zastrzyki-które w jakimś stopniu zadziałały.
            ( te zastrzyki dostawali tylko niektórzy).
            • Takie odbieranie nadziei jest wręcz nieludzkie!Fachowo wypowiedział się dr
              Jendruch,każdy nowotwór jest inny -ba każdy człowiek jest inny.Znam osobiście
              człowieka który pokonał zaawansowaną ziarnicę złośliwą,lekarze dawali mu 3
              miesiące życia a żyje już 13 lat.Wypowiadam się w temaci dlatego że mój mąż
              jest po usunięciu 2 płatów płuca z powodu niedrobnokomurkowego raka
              płuc.Przeszedł chemioterapię a teraz ma radioterapię .I gdyby ktokolwiek z was
              spojrzał na niego nigdy nie pomyślelibyście z czym on walczy!Wygląda
              świetnie,czuje się świetnie! Piszę o naszej walce blog ,jeśli kogoś z was to
              interesuje to możecie zajrzeć. A strona Ryszarda który pokonał ziarnicę to ;
              rychurak.net/index.html
              mój blog Rak -my się nie poddamy! www.jofu.blog.onet.pl
              • Mysle, ze Sabina nieco przesadziłaś rzeczywiście. Wiem, ze masz zle
                doświadczenia , ja tez mam zle, z reszta jest tutaj wiele osob, którym ktos
                bliski umarl i tez maja zle doświadczenia, ale mimo to absolutnie nie wierze, ze
                każdego musi spotkać to samo. To nie może być prawda!Wierze, ze sa jakies sily
                dzięki którym mozna zyc, nawet jesli sie zachoruje na tak ciężką chorobe. Sa
                ludzie, ktorzy zyja i to sa zywe dowody, a ze jest ich malo? No fakt, jest ich
                mniej niz tych co odchodza, ale kazdy ma szanse generalnie dostac sie do tej
                czesci, ktorej sie udaje.Mojej mamie sie nie udało, ale jestem pewna, że sa i
                będą tacy, którym sie uda i nic nie jest albo białe albo czarne.
                • Tak czytam te wasze wypowiedzi i mysle ze niektorzy z was sa bardzo naiwni....
                  sama osobiscie nie spotkalam sie z przypadkiem wyleczenia raka
                  niedrobnokomorkowego (a mam pewne doswiadczenie w tej kwestii), wiec nie sadze,
                  by stosowne bylo obraznie tu osoby, ktora wyrazila swa wolna opinie... a skoro
                  co poniektorzy chca sie lozdzic, to wybor kazdego z was.....
                  pozdrawiam
                  • A jakie masz doświadczenia w tej kwestii?
                    Bo ja widziałem całkiem sporą grupkę osób w kontrolach ambulatoryjnych po kilku
                    latach od: 1) radykalnych operacji, 2) nieradykalnej operacji i uzupełniającej
                    radioterapii, 3) skutecznej radiochemioterapii (to rzadkość, ale jednak są).
                    Skąd twoje doświadczenie?
                    • Najpierw do bas - moja mama miała zdiagnozowanego raka płuc (ale
                      drobnokomórkowego) ostatniego dnia lipca 2005 albo 1 sierpnia 2005 r. W połowie
                      lutego ubiegłego roku zakończyła leczenie onkologiczne (najpierw chemia, potem
                      radioterapia płuc i profilaktycznie głowy). Bywało ciężko, ale w tej chwili
                      poza niewielkim osłabieniem (w stosunku do kondycji mamy sprzed choroby)i
                      lekkimi zaburzeniami ciśnienia i pracy serca nie dzieje się nic niepokojącego.
                      Mam świadomość że choroba w każdej chwili może wrócić, ale czy musi??? Chyba
                      niekoniecznie. Co do teorii Jędrucha na temat szans na wyleczenie raka. Mogę Ci
                      podać dłoń. Ja zawsze powtarzam, że każdy chory ma dwie możliwości, wyleczyć
                      się, albo nie. A statystykom nie do końca wierzę. W raku, jaki ma (a może
                      miała) moja mama w Polsce statystyki dają 5-10% na 5 - letnie przeżycie. W
                      Niemczech mówi się o około 50%, w Austrii o 45%. POzdrawiam serdecznie,
                      szczególnie ciepło tych którzy wierzą w wyjście z choroby. Agnieszka
                      • Tak gwoli ścisłości - rak drobnokomórkowy nigdzie nie ma tak optymistycznych
                        statystyk jak podałaś. Amerykańskie ośrodki podają około 19% przeżyć 5-letnich,
                        z medianą przeżycia 21,3 m-ca od rozpoznania.
                        • Jędruch, nie zrozum mnie źle, bo absolutnie nie chcę podważać Twoich
                          kompetencji, gdyż sama uważam Cię za doskonałego fachowca, ale ja naprawdę
                          czytałam takie dane na austriackiej stronie. Jako, że nie byłam pewna swojej
                          znajomości j. niemieckiego, poprosiłam dodatkowo o przetłumaczenie artykułu
                          przez germanistkę, która to potwierdziła. Fakt, że w poprzednim poście
                          wyraziłam się trochę nieściśle, bo chodziło mi o osoby, u których w momencie
                          wykrycia ten rak był ograniczony do jednego miejsca i żadne węzły nie były
                          zaatakowane. Biorąc pod uwagę wszystkich chorych na tego raka, statystyki są
                          znacznie mniej optymistyczne. Szkoda, że w tej chwili nie mogę znaleźć tej
                          strony, bo chętnie podałabym Ci link. Wierz mi, ja nie jestem jakąś niepoprawną
                          optymistką i bardzo trzeźwo patrzę na chorobę mamy. Liczę się z możliwością
                          nawrotu, ale nie przeszkadza mi to mieć nadziei, że mamie się uda być w tej
                          grupie szczęśliwców, którzy dali sobie radę z tym choróbskiem. Pozdrowienia,
                          Agnieszka
                          • Nie no, ja absolutnie nie chcę podważać danych podawanych przez jakikolwiek
                            ośrodek, ale czasami bywa tak, że albo grupa pacjentów dobranych do badania jest
                            mała, albo specyficznie wyselekcjonowana.
                            Amerykanie podają 5-letnie przeżycia w SCLC na 16-26%. W pojedynczych badaniach
                            sięgaja one nawet trzydziestu kilku %, ale "pozbierane do kupy" dają wyniki jw.
                            Jasne, że lepiej rokuje postać LD niż ED, bo można zastosować więcej metod i u
                            części chorych 'wyprzedzić' namnażanie komórek raka i zniszczyć go.
                            Miałem już dwóch pacjentów z SCLC w 6 lat po terapii bez objawów nawrotu, więc
                            jednak to się zdarza. I tego należy się trzymać. Pozdrawiam serdecznie.
                            • Faktycznie nie pomyślałam o tym, że grupa badanych może być jakoś specjalnie
                              selekcjonowana. Mógł też zadziałać przypadek... Nie mniej ja zawsze będę
                              trzymać się teorii, że każdy z osobna chory ma taką samą szansę, albo się
                              wyleczy, albo nie. Pozdrawiam również
                              • Mojej mamie tak naprawde tez duzych szans nie dawali.
                                Przypomne dowiedziala sie w maju 2006.
                                Dawali jej pół roku zycia oczywiscie nie mowiac jej tylko mojemu tacie.Obecnie
                                wyniki leczenia sa wzgledne ,stan stabilny lekarz zadowolony.
                                Lekarze sie dziwia.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.