Rak szyjki macicy - operacja czy radioterapia??? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam, jestem nowa na forum. Od kilku tygodni wiem, że moja ciocia ma raka
    szyjki macicy :(. JEst to II stadium zaawansowania, dodatkowo tomografia
    wykazała gruczolaka na nadnerczu. Profesor w ŚCO dał dwie propozycje leczenia:
    operacja (usunięcie macicy, przydatków i części pochwy), potem radio i
    chemioterapia, badź opcja druga - bez operacji, tylko radio i chemioterapia.
    Nie wiemy, na co się zdecydować, brakuje nam wiedzy, informacje dostarczone
    przez lekarzy nie sugerują, co może być dla cioci korzystniejsze. BArdzo
    proszę osoby z podobnymi doświadczeniami, aby napisały kilka słów - w jakim
    kierunku powinno pójść leczenie, gdzie szukać informacji? przeczytałam wątki
    dotyczące raka szyjki macicy, ale w zasadzie nadal nie wiem, jaką decyzję mamy
    podjąć
    • Słuchaj - a co lekarz mówił. Przedstawił za i przeciw każdej opcji? Do czego on
      by sie skłanial? Pytaliście o to lekarza? Bo może warto z nim szczerze
      porozmawiać, co on by wybrał, gdyby chodziło o niego (jeśli to kobieta), jego
      matkę, siostrę, żonę... Myślę, że warto spróbowac tak porozmawiać, choć wiem,
      że czasem może być ciężko....
      --
      Zuz
      Zuza pierwsze 3 miesiące
    • Na temat postępowania onkologicznego w przypadku raka szyjki macicy można
      poczytać na stronie Polskiej Unii Onkologii. Nie wiem tylko czy wszystko będzie
      dla Ciebie jasne, ale gdybyś miała wątpliwości to pisz zawsze ktoś cos odpisze.
      www.puo.pl/pdf/ginekologia.pdf
      pozdrawiam Robert
    • Mam trochę "doświadczenia" z rakiem szyjki macicy.Moja mama zmaga się 3 rok z
      tą chorobą.Z tego co wiem operacje wykonuje się do II stadium,później tylko
      radio i chemioterapia.Jeśli lekarz bierze pod uwagę możliwość operacji w tym
      stadium zaawansowania choroby to musi być dobrym chirurgiem.Możliwość
      operacyjnego usunięcia zmian nowotworowych a następnie radio i chemioterapii to
      wielka szansa na całkowite wyleczenie.Nie chciałabym Ci nic sugerować ale
      gdybym mogła cofnąć czas w przypadku mojej Mamy, to na pewno wybrałabym
      operację a później leczenie uzupełniające.
      • Ja podpiszę się pod Ulą. Gdyby w przypadku mojej mamy w ogóle brano pod uwagę
        operację, na pewno byśmy się na nią zdecydowali.
        No i myślę, że dobrze by było skonsultować się jeszcze z innym lekarzem.
        • Myślę, ze powinni operować. Jak nie otworzą i nie zobaczą na własne oczy, to
          możliwe, ze straci sie jedyna szanse wyleczenia bądź tez szanse na dłuższy
          powrót do zdrowia. Może da się jeszcze spora czesc wyciąć, a resztę dobijać
          radioterapią. Im mniej do wybicia naświetlaniami, tym większe szanse na powrót
          do zdrowia.Poza tym żadne badanie nie da tak konkretnej odpowiedzi na pytanie co
          jest rzeczywiście w środku jak otworzenie i obejrzenie tego na wlane oczy. Jesli
          rzeczywiście nie będzie można juz operować, to zaszyją ciocię i tyle, nie
          będzie z tego tytułu żadnej szkody. A jeśli można cos wyciąć, a sie nie wytnie,
          to będzie szkoda.

    • Moja Mama w stopniu II B miała operację a następnie radiochemioterapię. Minęły
      4 lata i póki co wszystko jest OK.
      Poniżej wklejam b. dobry artykuł na temat leczenia.

      Wstęp
      Rak szyjki macicy jest klasycznym przykładem nowotworu, który jest leczony u
      przeważającej części chorych w sposób skojarzony, tzn. łączący różne metody
      terapii, jak chirurgię, radioterapię, chemioterapię czy hipertermię.
      Radioterapia raka szyjki macicy jest również leczeniem skojarzonym, ponieważ
      polega na połączeniu brachyterapii, czyli leczenia wewnątrzjamowego z
      teleradioterapią, czyli napromienianiem od zewnątrz. W pracy przedstawiono
      główne zasady leczenia chirurgicznego z napromienianiem oraz
      radiochemioterapii. Radykalne leczenie chorych na raka szyjki macicy może być
      przeprowadzone za pomocą metod operacyjnych albo napromienianiem lub przez
      skojarzenie obu tych sposobów postępowania. Wybór metody leczenia zależy
      głównie od stopnia zaawansowania klinicznego określanego wg powszechnie
      przyjętej klasyfikacji Międzynarodowej Federacji Ginekologów i Położników
      (FIGO) [1]. Radioterapia jako metoda leczenia radykalnego jest stosowana we
      wszystkich stopniach zaawansowania (poza najbardziej zaawansowanym stopniem
      IVB, kiedy istnieją odległe przerzuty i nawet miejscowe wyleczenie nie wpływa
      na przeżycia), natomiast radykalne leczenie chirurgiczne dotyczy chorych w
      stopniu 0, I oraz częściowo w stopniu IIA, a wyjątkowo w bardziej
      zaawansowanych stopniach. Wyniki leczenia chirurgicznego i napromienianiem we
      wczesnych stopniach zaawansowania raka szyjki macicy są podobne, a wybór
      sposobu leczenia zależy od doświadczenia ośrodka, tradycji i możliwości
      aparaturowych. Zaletą leczenia chirurgicznego jest możliwość pozostawienia
      jajników i zachowania ich funkcji hormonalnej u młodych kobiet oraz uniknięcie
      zwłóknień w obszarze pochwy, pęcherza, odbytnicy i tkanki łącznej miednicy
      mniejszej, które mogą wystąpić po radioterapii (ale również po leczeniu
      chirurgicznym). Odsetek powikłań urologicznych i dysfunkcji seksualnych jest
      podobny, a dla wielu chorych leczenie napromienianiem jest znacznie mniejszym
      stresem niż operacja. W zaawansowanych stopniach raka szyjki macicy, które w
      Polsce rozpoznaje się u ponad 50% kobiet, jedyną radykalną metodą leczenia jest
      radioterapia i w tych przypadkach podjęcie leczenia chirurgicznego dramatycznie
      pogarsza szansę wyleczenia, a nawet może być uważane za błąd w sztuce.
      Wskazaniem do pierwotnego chirurgicznego leczenia we wczesnych stopniach są
      współistniejące (lub w anamnezie) przewlekłe stany zapalne przydatków, guzy
      przydatków i mięśniaki macicy. W przypadkach zaawansowanych przy współistnieniu
      powyższych stanów należy wykonać wycięcie przydatków i usunięcie mięśniaków,
      jeżeli jest to technicznie możliwe. Błędem jest nieradykalne wycięcie macicy z
      pozostawieniem nacieku nowotworowego w przymaciczach, a tym bardziej
      nadszyjkowe usunięcie macicy. Takie postępowanie uniemożliwia skuteczne
      zastosowanie leczenia wewnątrzjamowego. Do radioterapii kwalifikują się chore
      we wszystkich stopniach zaawansowania klinicznego wg klasyfikacji FIGO,
      praktycznie niezależnie od wieku i często w średnim stanie ogólnym, z
      przeciwwskazaniami internistycznymi do leczenia operacyjnego. Natomiast
      przeciwwskazaniem do rozpoczęcia leczenia napromienianiem jest obecność stanów
      zapalnych przydatków, guzów przydatków i mięśniaków macicy oraz w rzadkich
      przypadkach współistnienie zaawansowanej ciąży z rakiem szyjki macicy. Ważnym
      elementem prognostycznym jest niedokrwistość. Chore z prawidłowym poziomem
      hemoglobiny mają lepsze rokowanie niż te, które wymagają transfuzji [2]. W
      ostatnich latach do arsenału leczenia wspomagającego wprowadzono erytropoetyny,
      glikoproteinowe hormony stymulujące różne etapy erytropoezy, prowadzące do
      zwiększenia produkcji erytrocytów przez szpik kostny. Erytropoetyna (EPO)
      powstaje przede wszystkim w korze nerek. Głównym wskazaniem do podawania EPO w
      onkologii jest anemia spowodowana chemioterapią pochodnymi platyny, jak w
      przypadku radiochemioterapii raka szyjki macicy. Istnieje jednak wiele
      wątpliwości, czy ten rodzaj leczenia ma wpływ na długość życia chorych na
      nowotwory [3, 4]. Korzystne wyniki radioterapii skłoniły klinicystów do
      kojarzenia tej metody z leczeniem operacyjnym w przekonaniu, że połączenie obu
      radykalnych metod poprawi odległe efekty leczenia. W toku wieloletnich
      doświadczeń opracowano zasady i protokoły takiego postępowania, w którym
      dominującym schematem jest operacja z następową, uzupełniającą radioterapią,
      rzadziej w pierwszym etapie brachyterapia, po której w czasie 4–6 tyg.
      przeprowadza się leczenie chirurgiczne. Publikacje z ostatnich lat wykazują, że
      chemioterapia oparta na cisplatynie w skojarzeniu z jednoczesnym leczeniem
      napromienianiem (radiochemioterapia) może poprawić odległe bezobjawowe
      przeżycia [5]. Z danych Annual Report on the Results of Treatment in
      Gynaecological Cancer z 2001 r. [6] dotyczących metod leczenia raka szyjki
      macicy wynika, że na 100 kobiet 15 jest leczonych tylko operacyjnie, 60 – tylko
      napromienianiem i 25 – obiema metodami, a więc ok. 85% chorych ogółem na raka
      szyjki macicy jest leczona napromienianiem, a u ponad 60% chorych po operacji
      jest stosowana uzupełniająca radioterapia. W Polsce na podstawie danych
      epidemiologicznych [7] można ocenić, że leczenia napromienianiem wymaga ponad
      3000 chorych na raka szyjki macicy rocznie. Skład kliniczny chorych jest bardzo
      niekorzystny i przeważają przypadki w zaawansowanych, nieoperacyjnych stadiach
      choroby. Sytuacja ta uległa tylko niewielkiej poprawie w czasie ostatnich lat.
      Według szacunkowych danych w chwili podjęcia leczenia nadal ponad połowa
      chorych jest w stopniach IIB do IV wg klasyfikacji FIGO.
      Leczenie napromienianiem w skojarzeniu z chirurgią
      Przesłanką wyboru takiego modelu leczenia był fakt, że u ok. 15% chorych po
      radykalnych zabiegach chirurgicznych występowała wznowa nowotworu,
      zlokalizowana głównie w terenie miednicy mniejszej. Uzupełniająca radioterapia
      powinna wysterylizować mikroogniska raka w nieusuniętych regionalnych węzłach
      chłonnych, tkankach pozostawionych przymacicz lub obecnych w marginesie
      operacyjnym pochwy. Analiza wyników skojarzonego leczenia chirurgicznego z
      napromienianiem wykazała znacznie mniejszy odsetek wznów lokoregionalnych w
      miednicy mniejszej, ale nie wykazała poprawy w odsetkach 5-letnich przeżyć.
      Główną przyczyną niepowodzenia były przerzuty raka poza obszarem miednicy
      mniejszej. Ten sposób postępowania zwiększa jednak ryzyko powikłań wynikających
      z synergistycznego wpływu dwóch obciążających metod leczenia. Obecnie
      prowadzone badania kliniczne mają na celu identyfikację niekorzystnych
      czynników rokowniczych u operowanych chorych, u których następowa radioterapia
      może wpłynąć na poprawę odległych wyników leczenia. Z dotychczasowych
      obserwacji wynika, że mogą to być podgrupy chorych z takimi czynnikami ryzyka,
      jak wielkość guza pierwotnego, naciek raka w linii cięcia operacyjnego, zajęcie
      przestrzeni naczyniowych szyjki, głębokość naciekania, stopień zróżnicowania
      (grading), obecność komórek raka w przymaciczach, postać histologiczna (rak
      gruczołowy, anaplastyczny), naciekanie mięśnia macicy, młodszy wiek chorych,
      liczba i lokalizacja zajętych węzłów chłonnych. Również niektóre aspekty
      morfologiczne (przejście poza torebkę, wielkość) czy też pewne cechy
      biologiczne nowotworu, jak indeks DNA, ploidalność czy markery proliferacji,
      mogą wpływać na przeżycie chorych. Rozstrzygnięcie tych kwestii może nastąpić
      tylko na drodze prospektywnych randomizowanych badań odpowiednio liczebnych
      grup chorych. W praktyce klinicznej prawie wszystkie chore po radykalnej
      histerektomii są kwalifikowane do uzupełniającej radioterapii. Wiąże się z tym
      określenie overtreatment – przeleczenie, które znaczy,
    • Tak naprawdę wiele zależy od ośrodka, jego doświadczenia itp.
      Ja w stadiach I i II mam pół na pół - chore po i przed operacją.
      W Krakowie standardem jest radiochemioterapia.
    • na podstawie tego co przeczytałam na forum, zdecydowałyśmy skonsultować ciocię
      jeszcze w innym ośrodku, jutro jedziemy do Łodzi. Zastanawiam się też nad
      krakowskim CO, tym bardziej iż mieszkam w KRakowie i mogłabym się ciocią
      opiekować w czasie pobytu w szpitalu. Bardzo się boję tej jutrzejszej
      konsultacji, to takie czekanie nie wiem na co... taka nadzieja że inny lekarz
      powie, iż nie jest tak źle. Sama nie potrafię nazwać własnych emocji - rozpacz,
      bezsilność... a chyba siła jest nam teraz potrzebna. Ciocia od kilku miesięcy ma
      gorączkę, teraz myślę iż był to sygnał, że coś złego się dzieje w organizmie.
      Czy nowotwory mogą powodować podwyższoną temperaturę? co jest tego przyczyną?
      Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, ale sama już nie wiem o co pytać.
      Dziekuję za wszystkie odpowiedzi!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.