Dodaj do ulubionych

nowotwór złośliwy pecherzyka żółciowego

25.05.07, 09:59
Bardzo proszę o szerszą informację na temat tej strasznej choroby, chodzi mi
o to jakie są rokowania, jaką dietę należy stosować w nowotworze gdy juz są
przerzuty na watrobę, węzły chłonne otrzewnowe, jelito grube, i teraz
dodatkowo występuję silny ból kosci byc może to juz przerzuty na kości. w
internecie patrzyłam informacje na temat tej choroby ale sa bardzo ogólnikowe
proszę o pomoc i z góry dziękuję,
Edytor zaawansowany
  • majsterek2 27.05.07, 18:47
    Witam
    moja mama mo to sama jest coraz gorzej.Z tego co wiem jest w większości nie
    operacyjny i rokowania są złe.Moja mama ma mieć operacje za 2 tyg.pokazującą jak
    to wygląda wew.Zadna chemia ponoć nie pomaga.Osobiśćie straciłem nadzieje.
    pozdr
  • mo.p 28.05.07, 07:12
    dziękuje Ci bardzo za informację, a co do Twojej mamy to konieczna jest ta
    operacja? pytam dlatego że wujkowi też zrobili operacje szybko po operacji z
    tego wyszedł, ale powiedzieli że to jest tak inwazyjny nowotwór że daje dopiero
    znac o sobie jak są przerzuty a wczesniej się nie ujawnia tylko jedynie duzty
    spadek wagi ciała,wspólczuję ci serdecznie bo wiem co to znaczy jak odchodzi
    dzień po dniu cząstka osoby [rzez nas kochaneej a my mamy tą niemoc w sobie to
    jest najbardziej dołujące.Duzo sił zycze Tobie i Twojej mamie
  • krepona 28.05.07, 12:21
    moja mama to miała. nadziei niegdy nie wolno tracic... ale trzeba wiedzieć kiedy dac spokój choremu. ja osobiście polecam polyergę - nie pomoże (tzn cudownie nie wyleczy), ale naprawdę poprawia stan chorego. dodaje siły i szybciej po operacji organizm wraca do stanu takiego w miarę dobrego. z kolei pewiem lekarz z poznania leczył kobietę od razu po operacji resekcji pęcherzyka zółciowego i żyje ona nadal po 2 latach - jak ktoś wie co to za rodzaj raka, to wie że to cud. Jednak tutaj nalezy byc ostrożnym - kazdy organizm reaguje inaczej. Chemia nie daje rezultatów - to fakt, mojej mamie zaszkodziła, była podana za późno i nie było już sensu jej tego pakowac, ale lekarz zadecydował inaczej... nie wiem moze ja się nie znam, ale jak sie zatruwa takimi związkami to one dobijają wszystko, nie tylko chorobę... jak organizm nie jest na tyle silny i odporny by znieść samą chemię to chemia skróci żywot. Trzeba więc inwestowac w środki poprawiajace sysstem odpornościowy organizmu (może jakie żeń szenie - tak jeden lekarz mówił), tez zalezy jak kto na co reaguje. Jedno jest pewne w walce z tym rakiem trzeba się śpieszyć... no i najważniejsze - odwracac chorego od złych myśłi - tyle możemy na pewno dać - byc przy nim i za wszelką cenę "zabawiać", kiedyś tak poradziła mi moja kolezanka - jej mama tez miała raka dawno temu, i nie rozumiałam tego, ale teraz rozumiem, że trzeba jak tylko można wywyoływac uśmiech chorego. Co do przerzutów - nie pójda dalej niż tam gdzie jest żółć, w kości raczej nie wejdą, taka specyfika raka, nie rzuca się na nic innego tylko na drogi żółciowe i wątrobę, niby w późniejszym stadium atakuje wlot do trzustki i dwunastnicy, ale płuca i mózg i kości i t d to nie jest terytorium tego raka. Jeśłi rak jest w stanie mało zaawansowanym to radze poszukać chociaż termoablacji i zapytac o fotodynamike w bytomiu. Radzę też ze słownikiem niemieckim posiedziec i poczytać fora niemieckie - tam często są opisane kuracje, co robić przy chemii (zazwyczaj gemzar), jakie dodatkowe leki brać żeby przezyć chemi itd, tam ludzie żyja z tym już po 7 lat, a to o wiele więcej niż rok jak u mojej mamy... (a ona wg lekarzy i tak miała szczęście że AŻ ROK ! - tak mówili). Życze dużo siły....
  • mo.p 29.05.07, 06:55
    dziękuę bardzo za wypowiedź Twoja Krepono, zawsze to jakoś pomaga jeśli można z
    kimś porozmawiać i doradzic się co do tej "paskudnej choroby", na chwilę obecną
    wujek ma podawaną wilcakorę, i dodatkowo leki które wspomagają organizm i
    regeneruja, co do chemii to jak byliśmy w Centrum Onkologii to powiedział
    lekarz że ze względu na przebyty zawał i problemy krązeniowe niestety nie można
    poddać pacjenta chemioterapii ponieważ pogorszyłaby ona stan zdrowia z punktu
    kardiologicznego. w Warszawie profesor tez nie podjął sie dalszego leczenia,w
    tej chwili tylko lekarz ds poaliatywnych przychodzi z domowego hospicjum,
    staramy się jak najwięcej żeby wujek sie usmiechał, ale on tak jakby był
    nieobecny myślami,ma całkowitą świadomość co to za rodzaj choroby, to był taki
    żywy i sprawny człowiek,20km dziennie spacerów, a teraz jet załamany, bo
    wielkim sukcesem jest dla niego jak pójdzie na porranna toaletę,co do
    termoablacji robia ją wtedy jeśli nie ma tak dużych przezrzutów, i nowotwór
    jest umiejscowiony praktycznie w jednym organie,rozmawiałam z lekarzem i to on
    nam powiedział że to może być przerzut na kości,są już zaatakowane wszelkie
    organy żółciowe i nacieki na jelito grube tak było 2 miesiące temu,więc dlatego
    przypuszczenia są że to może byc na kościach,jest potworny ból kości i
    mięśni,dziękuje bardzo ci za wszelkie informację pozdrawiam ciepło
  • krepona 29.05.07, 12:55
    ano to stadium już ciężkie... dobrze ze tak zadecydowali z tą chemią. własnie to jest straszne to nieszczeście i niemoc. ja kłamałam mamie i mówiłam że z tego wyjdzie, i ona mi wierzyła i się uśmiechała i zapominała o chorobie, pomimo tego że leżała już i nie wstawała nawet. nie wiem czy jakos da rade leczyć tą chorobe, ale naprawdę warto szukać... może zwiększone dawki polyergi... może iscador... nie wiem. spróbujcie poszukac jeszcze wśród normalnych lekarzy, a nie profesorów... bo ja najeździłam się po całej polsce i w sumie, to tacy przecietni lekarze pomagali najwiecej, profesorowie to zazwyczaj umywają ręce, bo wiadomo, że przypadek ciężki, a oni lubia leczyć tylko takie które dają nadzieję. w warszawie to chyba byłam u 10 prof. i każden ręce tylko rozłożył, nawet własnie nic na wzmocnienie nie polecił..., i za to mają tytuły - za wyjaśnianie podstawowych rzeczy, które można w książkach przeczytać, a sami ni nowego nie wymyślą... spróbujcie do bytomia się dopukać na fotodynamikę.
  • mo.p 29.05.07, 13:53
    spróbujemy do tego bytomia a masz może namiary chociaż adresowe do bytomia?
    próbuje juz wszeklkich możliwych niekonwencjonalnych metod nawet próbowaliśmy
    sok z świerzej kapusty bo to podobno oczyszcza organizm, ale niestety pojawiły
    sie bóle w jamie brzusznej, jest nam coraz ciężej wierzyc w to że bedzie
    chociaz znikoma poprawa, staramy sie go pocieszać , zartować ale mam wrażenie
    ze jest juz za bardzo uswiadomiony w chorobie, i sam traci chęć walki, pani
    doktor z rejonu jak poszedł powtórzyć leki jescze jak chodził wylała na niego
    kubeł "zimnej wody" powiedziął żeby nic nie planował i żył tylko dniem
    dzisiajszym bo nie warto nic planowac bo jest bardzo źle, jak mozna pacjentowi
    w oczy taką straszna prawdę powiedzieć ja jestem zbulwersowana ta sprawą, od
    tamtej chwili niestety stracił cień nadziei jaki mu został,pozdrawiam i
    dziękuje za informację
  • majsterek2 29.05.07, 17:31
    Witam
    Bardzo dziękuję za posta.Piszesz w nim o polyegrze ,proszę wyjaśnij mi co to
    jest.Czy bardzo silne bóle prz tym nowotworze to normalne maoja mama bierze
    ketonal i nospę ale to mało pomaga.Ma kamienie na pęcherzyku cz to onę mogą
    sprawiać ten ból?
    pozdrawiam
  • mo.p 30.05.07, 07:52
    Witaj!
    przy tym rodzaju nowotworu niestety nospa czy ketonal tylko juz nie pomogą, w
    tym wypadku juz działaja tylko plastry przeciwbólowe narkotyczne które nakleja
    się na ciało, i dodoatkowo wspomaga tylko nospa i ketonalem, kamienie moga
    dodatkowo podrazniach pecherzyk i wywyoływać silny ból, a polyegra jest to
    wyciąg ze sledziny wieprzowej który wpływa na metabolizm komórek nowotworowych
    tzn opóxnia powstawanie nowych.ten lek wzmacnia układ odpornościowy w terapii
    nowotworowej, jak chcesz poczytać więcej na ten temat wejdź na www.polyegra.pl,
    pamiętaj o tym że nie możesz tracic nadziei bo każdy przypadek jest
    odosobniony, musisz wspirac mamę i nie pokazywać że Ty sie tez boisz, ja tyle
    razy ile wchodziłam do szpitala po operacji wujka udawałam że jest dobrze
    rozsmieszałam goa gdy wychodziłam to samo mi sie płakało. Teraz jest w domku i
    idąc do niego staramy się z nim zartować dodawać mu sił,a kiedy wychodzę z
    tamtąd łzy same cisna się do oczu, taka jest nasza rola pokazywac że się
    głeboko wierzy że bedzie dobrze i nie tracić nadziei,nadzieja umiera ostatnia
    pamiętaj o tym,pozdrawiam i zyczę Ci duzo sił, aha i nie bazujcie tylko na
    jednej diagnozie, spiróbuj u innych lekarzy czy powiedza to samo.
  • krepona 31.05.07, 18:43
    hmmm, kamienie mogą uciskać, zreszta to od nich się bierze głownie ten rak... moja mama miała wykryty przy bardzo wczesnym stadium, takim, ze nie było prawie można tego wybadać, ale ona chciała żeby lekarze bardziej sie do tego przyłożyli, noi wykryli, ze coś jest nie tak, a potem zostało to przez lekarzy zaniedbane, bo pzreciez jak już "rak dróg żółciowych" to nic nie pomaga i została zostawiona na pół roku bez pomocy, w tym czasie rak sie rozwinął... jak o tym myśle, to mam ochote nakopać jednemu i drugiemu mądrali. ale to już jej życia nie wróci. Polyerga bardzo mocno wzmacnia. A co do bóli.... ja nie wiem, ale moja mama strasznie cierpiała, ale okazywałao się ze ma ropnie w środku i to one tak bolą, daliśmy jej antybiotyk i pomagała potem jedna dawka malutka morfiny na dzień (jedna ampułka ) i to zapobiegawczo. warto sprawdzić, czy tam sie nic takiego nie zrobiło, bo myśmy wpadli na to stosunkowo późno, bo bolało przy dotyku. plastrów nigdy nie miała podawanych, szczególnie że plastry sa dobre jak już nic nie pomaga, ale też wprowadzaja w dziwny stan, powoduja pocenie i dyskomfort. dlatego szukaliśmy przyczyn bólu, bo np wydaje mi sie że wątroba sama w sobie raczej nie powinna bolec, bo przeciez zakończeń nerwoych tam mało, a tylko ukrwiona jest mocno. na poczatku brała jeszcze tramal, no a potem już morfinę, ale jak już pisałam, małe dawki. nie chcieliśmy z tata pzresadzać z przeciwbólowymi, zresztą ona tez wolała byc przytomna. co do polyergi na necie niemieckim sa apteki w których można tanio kupić (stosunkowo tanio) bo w polsce jest niby dystrybutor i cośkolwiek zdzierczy dystrybutor to jest. aha, a miałam sie zapytać jakie to są stadia czy już było zżółknięcie itd i protezowanie dróg, jakies operacje? jakie sa historie choroby? kurcze nie wiem, ale chyba jakby mnie to dzisiaj spotkałao, to bym sie ratowała polyergą i to w dawkach o których tu pisac nie bede, bo nie wypada:) bo tak cos mi sie logicznie wydaje ze im wiekszy rak tym potrzeba iwecej mu przywalić. tyle ze to drogi interes by był. po drugie jest jeszcze lek u niemców co sie nazywa wobe-mugos, czy jakos tak, ale chyba wobe na początku, to samo stasują tylko na wegrzech i to chyba sie wbija bezposrednio w raka. jest to walka układem immunologicznym, ponoć pomaga. niemcy to podaja w normalnym leczeniu. noi ciekawostka na koniec.... był taki lek w latach 70 lub 80 nie wiem jak on sie nazywał, ale związek z którego był zrobiony powodował uszkodzenie płodu u kobiet ciężarnych - dziecko rodziło sie bez kończyn. teraz ciekawostka: moja znajoma podała taki preparat swojemu psu choremu na raka i ten rak przestał rosnąć... jest to tylko w sferze ciekawostek, bo bez kontroli lekarza jakiegokolwiek, podawać cos takiego człowiekowi to bym nie radziła, ale ona to na swoim psu przetrenowała, bo i tak w razie co miał być uśpiony i tak... co do spotkania z lekarzem odbierającym nadzieje - to tych jest caaaała masa. w warszawie jeeden taki konował powiedział mojej mamie prosto w twarz "pani nie ma tu czego szukac, jesieni pani nie dożyje". byłam przy tym i byłam zszokowana, nie wiedziałam jak zareagowac, a teraz sie zastanawiam, czy takim gnojom nie zrobic przypadkiem strony internetowej, albo może zgłosic takie zachowanie do jakiegoś konsylium, bo to jest poniżej poziomu terakoty zachowanie. mówić prawde to jedno, ale mówić w ten sposób to drugie, jak jeden z drugim nie potrafi to niech sie na weterynarza przekwalifikują. (w warszawskim centrum to było). może i mam w sobie tyle buntu, ale do jasnej pierdoły nasza służba zdrowia leży i kwiczy i jest niedorozwnieta nawet porównując ze słowacja.
  • majsterek2 31.05.07, 21:34
    Witam
    Wielkie dzięki za tego posta.Maja mama zrobiła tk w kwietniu.Lekarz ze szpitala
    w jeleniej górze powiedział,że świąt nie do żyje guz nie operacyjny obejrzał
    tylko opis tk.Dotarłem do kliniki AM we Wrocławiu stwierdzili,ze otworzą i
    zobaczą.Czas 20 dni.Po tym terminie stwirdzili że serce słabe i załozyli stend.Z
    miesiąc operacja zostało porę dni /8 czrwiec/.Ostatnio mama ma bardzo silne bóle
    ketonal z nospą nie pomógł ale pomaga tramol.Widzę początki żółtaczki/ma już
    zażółcone biłka oczne.I tak się zastanawiam czy ten czas od wykrycia prawie 3
    miesiące do operacji
    będzie miał zasadnicze znaczenie/tzn że nawet nie spróbują go wyciąć / czy też
    ten nowotwór tak jak wszędzie piszą jest ostateczznym wyrokiem.Piszesz,ze byś
    skupiła się mocno na polyegrze czy czekałabyś z tym do operacji?
    Pozdrawiam
  • mala_anulka 31.05.07, 22:01
    Moja mama tez chorowała na ten nowotwór, żyła z nim 9 miesięcy. Wszystko
    zaczęło się w kwietniu ubiegłego roku, kiedy to trafiła do szpitala z
    żółtaczką. Lekarz na początku twierdził, że ta żółtaczka to pewnie od kamienia,
    który zablokował przewód żółciowy, ale po operacji już nie było wątpliwości, że
    jest tam naciek, który zresztą potwierdziły badania histopatologiczne. I od
    tamtego momentu, zaczeła się nasza walka z tym paskudztwem. W czerwcu mamie
    zaprotegowano drogi żółciowe w Krakowie, ułatwiło jej to napewno komfort życia.
    We wrześniu przeszła radioterapie w Gliwickim Centrum Onkologii, zniosła ją
    nadzwyczaj dobrze, nawet guz po tej terapii uległ zmniejszeniu. Mama czuła się
    naprawdę dobrze nawet w momencie, kiedy pojawiły się przezuty na wątrobę z
    końcem listopada. Pod koniec grudnia pierwszy raz pojawił się płyn w jamie
    brzusznej, nie zwiastowało to dobrze, ale nie było go na tyle dużo żeby można
    było go spuścić. Nie brała silnych leków przeciw bólowych wystarczał ketonal.
    Tak naprawdę to tylko trzy dni przed śmiercią była słaba, dostała krwotoku
    wewnętrznego, któremu nie można było zapobiec i tak od nas odeszła 24 stycznia
    tego roku.
    Jeżeli będę mogła pomóc w jakiś sposób chętnie podzielę się swoimi informacjami
    o tej chorobie mój mail to mala_anulka@op.pl

    Ania
  • askan5 01.06.07, 09:48
    Witam,
    Jestem autorem poprzedniego posta o tej strasznej chorobie. Moja mama chorowala
    6 miesiecy, a zaczelo sie u niej dokladnie tak jak u mamy Malej_Anulki. Na nogi
    stawiala ja Polyerga, ktora polecil nam profesor z CO w W-wie. Mamie pomagalo
    tez bardzo protezowanie przewodow zolciowych. Nadal bardzo trudno mi pisac o
    chorobie mamy gdy jej juz nie ma, ale bardzo pomogli mi ludzie z forum i ich
    rady. Jezeli masz jakis pytania napisz do mnie na askan5@gazeta.pl

    Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze Ci duzo sily.
    A.
  • mo.p 01.06.07, 13:44
    witam!
    ja powoli opadam z sił jest coraz gorzej z moim wujkiem, nie ma siły nic nie
    chce jeść, kroplówki tylko nic poza tym, a Pani doktor kiedy zadzwoniliśmy
    ktora opiekuje się Nim, o chorób paliattywntych z domowego hospicjum jak
    wytłumaczylismy jej co się dzieje to powiedziała że co my chcemy przeciez ona
    nic nie pomoze bo on umiera, a TYLE sie mówi o godnym umieraniu bez bólu i pod
    ścisłym nadzorem lekarza, to jest smutne ze lekarze w ten sposob traktuja
    pacjentów jak przedmiot.
  • askan5 04.06.07, 10:22
    Współczuję Ci bardzo. Ja niestety tez mialam okropne przejscia z lekarzami. Ale
    sie nie poddawajcie, Twoj wujek jest w tym wszystkim najwazniejszy.....
  • mo.p 04.06.07, 11:42
    dziekuje Ci bardzo za słowa wsparcia, czy przy tym rodzaju nowotworu często
    pojawiają sie takie puste odbicia, i częste a nawet bardzo częste wymioty?
  • nom73 04.06.07, 20:50
    mo.p napisała:

    > dziekuje Ci bardzo za słowa wsparcia, czy przy tym rodzaju nowotworu często
    > pojawiają sie takie puste odbicia, i częste a nawet bardzo częste wymioty?

    Mój tato miał to samo, odbicia i wymioty, potem wymiotował krwią, taką czarną,
    jakby zepsutą. W szpitalu spuścili mu z żołądka jakieś 3 litry tego paskudztwa.
    Później już nic nie chciał jeść , bo po wszystkim zbierało go na wymioty.
  • mo.p 05.06.07, 07:02
    w tym przypadku jest tak samo nawet po zwykłej wodzie przegotowanej ma
    torsje,najpierw to było taka jak piszesz czarna zepsutą krwia a teraz samą
    żółcią, doktorka odstawiła mu wszystkie leki,jaki jest kolejny etap tej
    choroby? co robić? jak pomóc choremu mnie już brakuje pomysłów
  • nom73 06.06.07, 21:42
    Mój tato już nie chciał przyjmować żadnych leków, ani nic jeść i pić, 29 maja
    odszedł ...
  • mo.p 08.06.07, 07:01
    jest mi bardzo przykro,wsółczuje Ci serdecznie ale jedynym pocieszeniem jest to
    że Twój Tato teraz już nie cierpi.
  • askan5 06.06.07, 17:19
    Moja mama tez miala takie objawy, niestety przy tego typu nowotworze to sie
    moze pojawiać, zreszta podobne objawy wystepują u osób, które po prostu maja
    wycięty pechęrzyk żółciowy a tak poza tym sa zupełnie zdrowe i nie maja
    nowotworu.
    Choroba jest straszna i wiem jak trudno patrzeć na osobe, która tak bardzo
    cierpi. Wspieraj wujka jak tylko możesz.
  • majsterek2 07.06.07, 10:10
    Witam
    moja mama ma już początki żółtaczki jak piszecie o dalszych objawach to mnie
    ogarnia coraz większe przerażenie
    pozdrawiam
  • krepona 07.06.07, 13:04
    hmmmm, moja mama też miała takie wymioty, na początku myślałam, że to od antybiotyku... ale fakt, kamienie miała w woreczku juz długo i miała bóle głowy i wymioty, a potem rozwinął się z tego rak. majsterek2 - nie może Cię to przerażać, musisz być teraz najwierniejszą opieką mamy. Szkoda że lekarze tyle czekali na otwarcie... obawiam się jednak, ze ewentualnie zrobią protezowanie dóg zółciowych, lub zrobią resekcję części wątroby jeśli to będzie możliwe i zrobią obejście z jelita... nie chcę martwić, ale nawet w artykułach z japonii czytaam, ze takiego typu rzeczy starczają na 2 lata, bo i tak i tak się rozsypują (jelita nie wytrzymują) ale przy tego typu raku to i tak nie ma znaczenia bo i tak nikt nie doczekuje tych 2 lat... Na polyegrze bym się skupiła chociażby dlatego, że nie ma efektu jojo. w chemii i naswietlaniech przy rakach które się chemii podają piąte przez dziesiąte jest własnie taki efekt: mogą przyhamować,a potem jest rozrost 2 razy szybszy - bo organizm nie ma siły sam w sobie po takim leczeniu. Zresztą jak na zdrowych zwierzakach przeprowadzali testy, to po podaniu im chemii zaczynały chorować na raka... czyli chemia jest narzedziem mało precyzyjnym i sama dobija jak nie ma silnego organizmu. trzeba znaleźć złoty środek zupełnie jak pomiędzy kapitałami własnymi a obcymi w firmie...
    kurcze czasem nie wiem co pisać. bo prawda jest taka, że mam dużo uprzedzem do polskiej służby zdrowia, pomimo iż moja mama też sie z tego wywodziła ... znam środowisko i co mogę powiedziec? tzreba samemu szukac, bo mało jest takich którzy chcą szukać dla chporych, mają opracowane środki i nie wychodza poza to co nauczyli sie 10 lat temu, a co niektórzy nadal myślą że np cholesterol zamyka układ krwionośny osadzajac się na ściankach od wewnątrz... albo i większosć tak myśli. albo słysząłam często rozmowy lekarzy, ze przepisują cokolwiek, byle coś pzrepisać, bo co pacjent ma wyjść bez leku?
    mi osatnio pani doktor poradziła cardiamid z kofeiną oraz magnez z rana brać...
    i co mam powiedzieć, ze najprostsza reakcja chemiczna mówi o tym iż: jeśli weźmie sie to razem to wtedy odprowadzone zostanie z organizmu więcej magnezu niż się przyjęło. i co mam tłumaczyć pani doktor? oraz to że jesli mamy filtr na wode założony i pijamy taką wode to pozbawiamy organizm elektolitów, bo taka woda sama nas nie pouszcza, tylko wiąże w organiźmie to co tam mamy. (nie do końca wiem czy to prawda, ale jakos tak w książce z biotechnologii wyczytałam). oczywiście mają więcej doświadczenia, ale często wiedzy tyle ile można samemu przyswoic. nic poza tym co jest dostepne w bibliotece.
    ale polecam ta polyerge na pewno przed i po opercaji. nie wiem co to to webe-mugos, ale ponoć jakaś kuracja enzymatyczna. też warto poczytac.
    cuda się przeciez zdarzają, ale trzeba im trochę dopomóc:)
    na pewno najważniejsza jest psychika chorego... on musi chcieć wyzdrowieć, ustawić swój mózg na to że się nie podda. a jak pani z hospicjum, się pyta co chcecie, to trzeba odpowiadac, ze to gdzie ona myśli że pracuje? moze chciałaby zmienic zawód? może się na poczatek naburmuszy, ale jak pomyśli to może zmądrzeje.
    ja się często kłóciłam z lekarzem z hospicjum, trochę za emocjonalnie podchodziłam, to wiem. w rezultacie wiem, że lekarz robił to co do niego nalezy - podnosił na duchu i znieczulał, czasem cos przebadał na prośbe i dochodziliśmy do wspolnych wniosków. z drugiej strony nie traktował sprawy lekko przez te moje "wymagania", bo uważał bardziej niz normalnie.
    widze , że tutaj jesteśmy wszyscy na formu co się znamy z priva... ale też jest na forum osoba, która się leczy w gdańsku, nie wiem teraz jak to jej idzie, ale mam nadzieje, że świetnie:) ostatnie wieści były raczej pomyślne:)
  • majsterek2 07.06.07, 20:57
    Witam
    Wielkie dzięki Krepona za tego posta,wiele mi to pomaga i wyjaśnia.Dzwoniłem w
    sprawie polyegry dr.S poradził mi abym wstrzymał się do otwarcia i określenia co
    do typu raka wtedy będzie mu łatwiej dobrać dawkowanie.Jutro wiozę mame do
    kliniki.Dzisiaj miała na tyle silne bóle,iż mało co pomagał tramolin.
    pozdrawiam
  • majsterek2 11.06.07, 21:04
    Witam
    Tak jak przepowidziałaś po otwarciu guz wielkości piłki tenisowej,zrobili
    obejścia i tyle...Na pytanie o długość zycia 3 może 6 miesięcy odpowiedział
    chciałbym.
    Mówi coś o chemii ale czy to ma sens?.Mama strasznie cierpi po tym otwarciu/nie
    wie że ma raka i jej tego nie powiemy/.Pyta się czy zostawilismy jej na pamiątke
    te kamienie..Jest to tak przerażające,ze trudno w to uwierzyć.Wydaje się ,ze to
    sen.Dwa lata temu umarł mój tata na parkinsona też cierpiał ale jak się dostaje
    od losu określoną liczbe dni to ...
    pozdrawiam
  • mo.p 12.06.07, 07:48
    Witaj!
    Bardzo mi przykro,że to niestety najgorsza z możliwych diagnoz, wiem co czujesz
    bo jak ja się dowiedziałam,jaka diagnoza to nie byłam w stanie logicznie myślec
    bo cały czas mielismy nadzieję, co do chemii,musisz zdecydować sam,spróbować
    konsultować z innymi lekarzami czy potwierdzą, wiem że w takich wypadkach
    chemia to jest tylko wyniszczenie organizmu dodatkowo, a czy pomoże trudno
    określić, dobrze że nie powiesz prawdy Swojej Mamie, my tak próbowaliśmy ale
    niestety doktorka z przychodni jak wspominałam wczesniej powiedział to w sposób
    bardzo okrutny, nie pozostawiający złudzeń,w tej chwili jest coraz gorzej
    praktycznie tylko kroplówki wchodza w cały posiłek, zamiast pokarmu, jeśli
    chciałbyś więcej informacji na temat tej choroby to zapraszam pisz na pocztę do
    mnie mo.p@gazeta.pl odpowiem na Twoje pytania,życzę dużo wytrwałośći i
    optymizmu dla Ciebie i Mamy
  • mo.p 18.06.07, 13:27
    Witaj Majsterek!
    co u Twojej Mamy jak sie czuję nie zaglądasz chyba na forum nie dajesz znaku
    życia o sobie,pozdrawiam serdecznie
  • majsterek2 18.06.07, 20:55
    Witaj
    Na forum zaglądam często ale brak mi sił do napisania czekokolwiek.Po operacji
    /zespolenia itp/ po 2 dniach mama dostała bardzo silnych krwotoków.Praktycznie
    od srody była mało przytomna i strasznie cierpiała z bólu.Dzisjaj jest widoczna
    poprawa ,powrót do życia.Miałem chyba przedsmak tego co się stanie w niedługim
    czasie.W zasadzie to myslałem,że to już następuje.Dopiero teraz do mnie dochodzi
    ,że ta choroba to coś strasznego,coś z czym tylko niewielu udaję się wygrać.
    pozdrawiam
  • mo.p 19.06.07, 07:35
    Witaj!
    Serdecznie Ci współczuje, mam nadzieje że Twojej mamie się polepszy i Ty w to
    tez musisz wierzyć,niestety masz rację ta choroba jest straszna,a osoba chora
    mimo że ma wokół siebie ludzi niestety jest tak na dobrą sprawę jest sama i to
    jest najgorszę, zastanawiam sie czasem nad tym ile w osobach chorych jest
    pokory do przyjmowania na siebie tylu cierpień i czy to jest sprawiedliwe, ale
    moze mamy tak wytyczone nasze życie gdzies na górze.Musisz być twardy i mieć
    cały czas nadzieje że może Twojej mamie się uda, mój wujek niestety ma się
    coraz gorzej, nie ma siły męcza go torsje nic nie może jeść ani pić, odchodzi
    od nas dzień po dniu jego cząstka i to jest straszne, staram sie o tym nie
    myślec, ale to jest strasznie trudne,odzywaj się czasem trzymam kciuki i
    pozdrawiam
  • mo.p 25.06.07, 11:04
    witaj majsterek!
    jak Twoja mama?jak sie czujesz? Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Mamę
  • mo.p 08.06.07, 07:05
    Witaj
    wspieramy Go jak mozemy ale prawda jest taka że chory i tak z choroba mimo że
    ma dookoła wiele ciepłych i pomocnych ludzi jest sam, bo to on musi przez to
    przechodzić,w tej chwili jedynie co mu pomaga to sa kroplówki z lekiem
    tamującym wymioty,ale t jest tylko doraźna pomoc jak długo pomoże tego nie
    wiadomo niestety:(dziękuję Ci za słowa wsparcia
  • julka9945 19.06.07, 09:25
    Witam serdecznie mam prośbę ,napiszcie proszę gdzie mam kupić lek POLYEGRA i ile
    kosztuje mniej więcej .Bardzo dziękuję za każdą pomoc ,pozdrawiam.
  • mo.p 19.06.07, 09:57
    Witaj Julka!
    możesz wejśc na google i wpisac polyegra wyswietli Ci sie informacja na temat
    tego specyfiku i przy okazji gdzie można Go nabyć, pozdrawiam serdecznie
  • yago997 19.06.07, 10:29
    szaleje w internecie w poszukiwaniu ratunku
    wiem że nie propagujemy tu żadnych "dziwnych" leków, ale już tylko takie
    pozostały.......co wybrać, co zakupić, Polyergę, wilkakorę, sok z noni......
    proszę o radę
  • mo.p 19.06.07, 10:53
    Witaj!
    z doświadczenia wiem że vilcakora nie pomaga w wypadku juz bardzo
    zaawansowanego nowotworu, nie wiem jak to sie ma do polyegry, zalezy jaki jest
    to typ nowotworu i w jakim zaawansowaniu, pozdrawiam serdecznie
  • yago997 19.06.07, 11:38
    tego jeszcze nie wiem, dowiem się jutro
    ale to drogi żółciowe, długo bezobjawowe, więc obawiam się że jest już znaczny
    stopień zaawansowania
    nie umiem jeszcze o tym pisać, przepraszam, to pierwsze dni od tej okrutnej
    wiadomości................
  • mo.p 19.06.07, 12:09
    uuu to nie chce straszyc ale ten rodzaj nowotworu jest strasznie inwazyjny, i
    nie daje objawów do czasu kiedy nie ma przerzutów, wiem co czujesz my 3
    miesiące temu dostalismy tak smutna wiadomość o tej chorobie współczuję gorąco,
    ale jesli juz jest po operacji to jak najszybciej trzeba zacząć stosowac
    polyegrę, nie ma na co czekać, trzymam kciuki, jeśli bedziesz mieć ochotę
    prywatnie dowiedziec sie cios więcej to podam mój nr gadu gadu i spróbuje
    odpowiedziec na pytania.Pozdrawiam ciepło
  • mo.p 22.06.07, 07:45
    Witaj Yago!
    co słychac jak sobie z tym wszystkim radzisz pozdrawiam serdecznie
  • yago997 22.06.07, 12:26
    witaj,
    założyłam osobny wątek - moja mama
    to forum daje mi siłę, muszę tu być, nikt inny mi nie pomoże a sama nie dam rady
    wg diagnozy to nie jest rak przewodów żółciowych tylko brodawki vatera
    za kilka dni operacja, jak otworzą to powiedzą...
    pozdrawiam ciepło
  • mo.p 22.06.07, 14:23
    Witaj
    zgadza się że dzięki takiemu forum jakoś można sobie radzić, myslę że będzie
    dobrze trzymam kciuki za Twoja Mamę a Tobie życzę duzo wytrwałości i siły,
    pozdawiam
  • mo.p 26.06.07, 07:57
    jak to wszystko ogarnąć jest ciężko patrzeć jak odchodzi cząstka człowieka
    godzina po godzinie,cierpi po cichu i odchodzi z pokorą,a ja stojąc mimo że
    blisko jestem tak daleko, bezradna,smutna,czemu tak okrutnie cierpiąc muszą
    odchodzic dobrzy ludzie?może to jest nauka dla nas, zastanowienie sie nad
    zyciem, przemijaniem?
  • magda2123 26.06.07, 13:26
    Niestety znam to u czucie bezradności,ale musisz się trzymać aby mama nie
    widziała że nie masz siły, musisz ja mieć jej też bedzie wtedy lepiej.
    Czy twoja mama przyjmuje jakieś płyny dożylne???
    Mojej mamusi bardzo pomagały,była na kroplówkach,ale mama jednak nadzieje że
    twoja mamusia przetrwa tą okropną chorobe i wygra z tym paskudztwem.
    Jeśli moge jakoś pomóc to pisz na e mail
    pozdrawiam Magda
  • mo.p 26.06.07, 13:38
    witaj!
    to nie moja mama jest chora tylko mój wujek, przyjmuje płyny dozylnie, ale
    zaczynaja sie problemy innego rodzaju, bardzo zwraca, juz nie ma siły walczyć,
    cały czas mówi żebysmy dali mu umrzeć, strasznie sie męczy, Pozdrawiam
    serdecznie
  • majsterek2 26.06.07, 20:04
    Witam
    trzymaj się dzielnie ja również już nie mogę ale biorę coś uspokająjącego
    pozdrawiam
  • mo.p 27.06.07, 10:36
    Witam!
    jak Twoja mama się czuje?Trzymaj się i staraj sie optymistycznie patrzeć że
    bedzie dobrze pozdrawiam cieplutko
  • mo.p 29.06.07, 12:51
    Zastanawia mnie jak dlugo tzreba cierpiec zeby odejść, wczesniej walczylismy
    żeby wujek zył a teraz każdy modli się za niego żeby odszedł juz i nie
    cierpiał, to jest straszne, cięzko jest tak zyc nie mogąc nic zrobić
  • yago997 29.06.07, 13:31
    mo.p jestem z Tobą..
    tak bardzo boje sie bezsilności..
  • mo.p 29.06.07, 13:47
    witaj Yago!
    dziękuje Ci bardzo, najgorsza jest bezsilność, teraz jestem na etapie strachu
    przed pójściem do wujka juzw tej chwili mówi tak jakby był w dwóch swiatach,
    jest tak cięzko z tym żyć.Pozdrawiam serdecznie Monika
  • yago997 29.06.07, 14:13
    Moniko
    nie wiem co wtedy się czuje, jeszcze nie wiem...ale musisz tam pójść i być z NIm
    trzymaj się..
  • mo.p 29.06.07, 14:14
    dziekuję, mam nadzieje że u Ciebie potoczy sie inaczej bardziej optymistycznie.
  • mo.p 03.07.07, 08:46
    witaj Majsterek!
    co u Ciebie i Mamy? mam nadzieje że wieści sa w miarę optymistyczne?Pozdrawiam
    serdecznie.
  • mo.p 04.07.07, 07:32
    Pierwszy raz w życiu jestem tak bezradna jak dziecko w obliczu tak poważnej
    choroby i smierci, widzę jak wujek odchodzi w cierpieniu,ale tez z pokora to
    serce mi się rozpada na 1000 kawałeczków,jak to strasznie boli taka bezradnośc
    i bezbronność chorego człowieka,który w 90% juz jest w innym świecie czy
    lepszym tego nie wie nikt ale myslę,że tak, czemu jest tak trudno?? to jest
    szkoła zycia dla nas zostających tutaj bez Niego, daje nam dowód co jest w
    zyciu najważniejsze, zdrowie i miłość to są priorytety w życiu, udzie zabiegaja
    o inne sprawy ziemskie, przystańmy zastanówmy sie nad swoim zyciem, co ono jest
    warte i cos dobrego w nim zrobiliśmy.Pozdrawiam z ciężkim sercem wszystkich
    forumowiczów
  • majsterek2 04.07.07, 11:40
    Witam
    trzymaj się mocno
    pozdrawiam
  • mo.p 04.07.07, 12:20
    dziekuje Ci, a jak Twoja mama co sie dzieje?
    Pozdrawiam
  • magda2123 04.07.07, 18:54
    przepraszam za pomyłke, wierze że ból dla twojego wujka jest niedozniesienia
    ale musicie jakoś się trzymać moja mamusia w tym ostatnim etapie choroby brała
    morfine nawet do trzech razy dziennie i to jej pomagało tyle tylko że cały czas
    prawie spała ale przynajmniej ją niebolało.
    Trzymaj sie!!!!!
  • mo.p 06.07.07, 06:59
    witam! jestem na tym forum od dłuższego czasu około 3 miesiące dzieki Wam
    wszystkim mogłam trochę łagodniej przejść przez chorobe wujka, odszedł
    wczoraj,jest taka pustka we mnie, tylko jeno mnie pociesza, że już jest Mu
    dobrze i nie cierpi.
  • majsterek2 06.07.07, 08:10
    witam
    tak przykro..wyrazy współczucia
    pozdrawiam
  • yago997 06.07.07, 08:18
    Moniko, tak mi przykro......
    przytulam ciepło
  • mo.p 09.07.07, 07:52
    Witajcie!
    będę tutaj czasem na to forum zaglądać, jest już po pogrzebie wujka, ja
    odczuwam pustkę i brak mi go, ale i spokój że już nie cierpi,to bardzo smutne,
    że niektórzy tak musza cierpieć,a rodzina cierpi z nimi patrząc na to wszystko.
    Dziekuję wszystkim za ciepłe słowa,za pomoc,a przede wszystkim chcę ostrzec
    jeśli zobaczycie jakiekolwiek symptomy złego samopoczucia nie bagatelizujcie
    ich idźcie do lekarza żeby nie było za późno,nagła utrata dużej ilości
    kilogramów to jest sygnał że dzieje sie coś złego z organizmem, tak było w
    przypadku mojego wujka poza tym żadnych objawow do jednego ataku pecherzyka,
    gdzie wszystko sie okazalo po badaniach i dlasze życie z wyrokiem od 3 do 6
    miesięcy.Pozdrawiam wszystkich serdecznie majsterek co u Ciebie? Ania jak Twoja
    mama?
  • majsterek2 09.07.07, 09:10
    Witam
    U mojej mamy stan krytyczny już praktycznie nie wstaje. Cały czas jest w
    letargu.Jak to szybko postępuje to trudno sobie wybrazić jeszcze 4 miesiące
    temu..,jeszcze tydzień temu...
    pozdrawiam i czsami tu zaglądaj
  • mo.p 09.07.07, 09:26
    Witaj!
    Bardzo mi przykro ale właśnie tak postepuje ta podstepna choroba,ostatnie dni
    wujek tez był w innym "świecie" w ciagu tygodnia sie stan bardzo pogorszył i
    juz tylko modliliśmy sie żeby odszedł i niecierpiał, życzę Ci duzo wytrwalości,
    musisz być dzielny, ściskam serdecznie Monika
  • yago997 09.07.07, 13:33
    witam,
    moja mama czuje się znakomicie, pff odpluwam żeby nie zapeszyć,
    przytyła i zółtaczka zniknęła, wyniki w normie, a ja cały czas sie denerwuję że
    to cisza przed burzą...
    jestem z Wami,
    Ania
  • mo.p 10.07.07, 07:24
    cześc Aniu!
    Ciesze się z dobrych wieści o zdrowiu twojej mamy mam nadzieję, że jej się uda
    wyjśc z tej paskudnej choroby, pozdrawiam serdecznie Monika
  • suziliu 09.07.07, 14:14
    Nie weim czy to dobre miejsce na zadanie tego pytania - ale spróbuję. Moja
    babcia - lat ponad 80 od kilku miesięcy cierpi na bóle brzucha, mało je.
    Ciężko stwierdzic jakie dokładnie inne objawy ma, bo niestety nie chce
    dokładnie powiedzieć. Dziś miała usg, okazało się że ma kamienie w woreczku
    żółciowym. Stąd moje pytanie - czy aby nic nie zaniedbać powinnam zaprowadzić
    ja na tk, czy może obraz kamieni jest na usg na tyle różny od nowotworu, że nie
    muszę się martwić. Dodam, że usg robiobe było w przychodni rejonowej, więc na
    sprzecie nienajwyższej jakości.
  • mo.p 10.07.07, 07:19
    Witam!
    jesli na usg wykazałoby cos niepokojacego napewno sami zaleciliby tk, w wypadku
    mojego wujka juz usg wykazalo że moga to byc zmiany onkologiczne, więc
    spokojnie, kamienie mogą dawać silne bóle i powinno sie usunąc pęcherzyk żeby
    nie doszło do "rozlania"pozdrawiam serdecznie
  • yago997 10.07.07, 13:56
    ból jest raczej od kamieni
    u mojej mamy właśnie z powodu braku dolegliwości bólowych wykluczono kamienie i
    podejrzewano guza,
    na usg obraz był mało czytelny, widac było zblokowanie dróg ż, ale nie było
    wiadomo /ponoć/ czy to od kamienia czy czegos gorszego...dopiero rezonans mag.
    wykazał to dokładniej
  • nom73 10.07.07, 18:35
    USG jest bardzo dobrym badaniem, ale z moich doświadczeń mało który lekarz
    potrafi to dobrze zinterpretować. Mój tato miał robione badanie USG w szpitalu
    wojewódzki, wcześniej tez robione w innym szpitalu i nic nie wykazało, a kilka
    dni później po operacji okazało się, że ma raka z przerzutami.
    Dla pewności należy powtórzy badanie USG u doświadczonego diagnosty, którego
    badania uznawane są za wiarygodne.
  • mo.p 16.07.07, 14:28
    Witajcie!
    co słychac u Ciebie majsterek? jak Twoja Mama? aniu co słychac u Ciebie?
    Pozdrawiam serdecznie Monika
  • majsterek2 17.07.07, 20:00
    Witam
    Bardzo Ci dziekuje za pamięć.Z mama jest bardzo żle.Jak wspomniałaś kiedyś w
    swoim poście w 90 cześciach swjego istnienia jest już po drugiej stronie.Tak
    jest z moją mamą.Zastało jej kilka,kilkanaście godzin......Serce pęka.
    pozdrawiam
  • mo.p 18.07.07, 06:51
    Witaj !
    Bardzo mi jest przykro, ale może dla niej jest lepiej że odchodzi bo nie bedzie
    cierpiała, natomiast ból jeśli patrzy się na odchodzącą osobe jest
    niedozniesienia, wiem co czujesz, ja po smierci wujka odczułam pustkę i spokój,
    spokój to chyba dlatego ze juuż odszedł i nie cierpi, Tobie tylko zostaje
    modlitwa,musisz być dzielny pozdrawiam serdecznie jestem z Tobą w myślach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka