Dodaj do ulubionych

czy jest jeszcze ratunek? rak trzustki

06.07.07, 12:33
Witam, bardzo bliska mi osoba, Wujek, brat taty, wiek 50 lat, 4 miesiące temu
zdiagnozowano u niego guz trzustki (wtedy jeszcze 3,2X3,5cm) z podejrzeniem,
że jest to nowotwór. Lekarz prowadzący nie podjął się leczenie onkologicznego,
gdyż stwierdził, że to tylko przysporzy cierpienia choremu. Stan na dzień
dzisiejszy (usg): w rzucie głowy trzustki widoczna jest patologiczna
nieregularna i niejednorodna zmiana o charakterze npl śr. ok 5-7cm,
naciekająca prawdopodobnie wnękę wątroby i dwunastnicę. Trzon i ogon trzustki
niepowiększony nieco niejednorodny ze zwłóknieniami/zwapnieniami. Prz.
Wirsunga nieregularnie poszerzony 5-7mm. Prawy płat wątroby niepowiększony
jednorodny. Drogi żółciowe wewnątrzwątrobowe nieznacznie poszerzone, bardziej
w lewym płacie do 4mm. PŻW i pęcherzyka żółciowego nie uwidoczniono. W
nadbrzuszy widoczne są drobne naczynia żylne prawdopodobnie krążenia
obocznego.Żyła wrotna oraz żyły wątrobowe prawidłowe, obie nerki w usg bez
zmian, duże naczynia zaotrzewnowe bez zmian, pęcherz moczowy bez zmian,
gruczoł krokowy nie powiększony, śledziona prawidłowej wielkości i
echogeniczności. Niewielka ilość wolnego płynu w jamie otrzewnej. Wnioski:npl
capitis pancreatis susp.
badanie hematologiczne(pisze to co bardzo nie w normie): erytrocyty 3,19mln,
hemoglobina 10,1, hematokryt 30,4%, srednia objętość krwinki czerwonej 95,3fl.
I kolejne: sod 137mmol/l, glukoza 255 mg/dl, aspat 76 IU, alat 156 IU, mocznik
51mg, bili-t 11,99mg.
Wujek ma od paru dni żółtaczkę, czekamy właśnie na zabieg odbarczenia dróg
żółciowych (stentowanie). Przyjmuje w tej chwili morfinę (plastry 25),
wzamcniany jest lekami na system immulologiczny i sprowadzamy lek Rakostan
?(nie znam dokładnej nazwy jak się piszę) dopuszczony w Szwajcarii. Nie wiemy
czy dobrze postępujemy nie podejmując drogi onkologicznej, lekarze 50/50
twierdzą co innego. Jedna część twierdzi, że biopsja może tylko przyspieszyć
rozwój choroby, a chemia czy radioterapia przedłuży życie o góra miesiąc w
wielkich cierpieniach. Z drugiej strony ciężko nam się pogodzić z myślą, że
nie ma ratunku i patrzeć jak Wujek umiera na naszych oczach. Waży 45kg,
funkcjonuje normalnie, ma dietę, je w miarę możliwości. Proszę wszystkich o
pomoc czy jest jeszcze szansa, czy ruszać onkologię przy takim stanie, czy
jest sens? Proszę o pomoc ludzi, którzy mają w rodzinie kogoś chorego,
dotkniętego podobną chorobą niech napiszą jak sobie z tym radzą, jak walczą.
Lekarz powiedział, że większość ludzi którzy podjęli chemię 3 miesiące temu
będąc w stanie takim jak Wujek są już na wykończeniu...Nigdy nie spotkałam się
również z przypadkiem aby ktoś został wyleczony z raka trzustki, a Wy? Robimy
co w naszej mocy aby był wśród nas jak najdłużej, szukamy pomocy wszędzie.
Kochani proszę o odzew!! Pozdrawiam serdecznie
Edytor zaawansowany
  • 06.07.07, 17:16
    witaj
    praktycznie przechodze dokłądnie to samo z moim tatą, miesiac temu
    zduagnozowano u niego raka tzrustki(4,2 na 4,5cm, ogon plus trzon, z naciekami
    na sledzione i nadnercze)jest to "teoretycznie"lepsza sytuacja niz guz glowy,
    ale ejdnek tez rokowania sa niedobre:( szczerze mowiac, nie rozumiem zcemu
    wujkowi nie zaoferowano chemii, jest udowodnione ze nawet paliatywna
    chemioterapia moze pzredluzyc zycie do pol roku, sa przypadki, powiedzial nam
    zaprzyjazniony onkolog, ze zna dwie osoby z nieresekcyjnym rakiem tzrustki,
    ktozry juz ponad rok zyja normalnie, bez bolu i wiekszych dlegliwosci, sa tez
    pzrypadki,ze po chemii guz ulega regresji, mzoe stac sie operacyjny, nie
    rozumiem czemu lekarze nie zaoferowali zadnej pomocy...tzn domyslam sie, ze
    gemcytabina(ktora jest jedyna chemia skuteczna w tym raku)jest bardzod roga,
    ale jak mozna decydowac o ilosci i jakosci zycia pacjenta bez poinformowanai go
    o wszytyskich mozliwosciach..nie wiem u kogo sie konsultowaliscie, ale mysle,
    ze powinna byc wykonan biopsja cienkoiglowa(to metoda nieinwazyjna)wiec zadnego
    pogorszenia stanu raczej nie powinno byc, i podana chemia chociazby
    paliatywnie, obowiazkiem kazdego lekarza jest walka do ostatniej nadziei,
    czasem naprawde nie wiem gdzie ich sumienie i czlowieczenstwo...
    pozdrawiam i wytrwalosci zycze w zmaganiach ze sluzba zdrowia
  • 07.07.07, 19:09
    lekarz powiedział że są to dwa niezależne nowotwory bo nie spotkał się nigdy z
    przerzutem z trzustki do nerki O tym czy tarceva skutkuje będzie wiadomo
    dopiero w czwartek [ będzie tomografia] lekarz twierdzi żeżadne zmiany nie
    będą widoczne bo za wcześnie a tomografia jest na naszą prośbę bo odnosimy
    wrażenie że ból się zmniejszył , z plastra 75 zszedł na 25 on planował
    tomografie dopiero po sześciu seriach gemcytobiny [jedna seria to 3 wlewy co 7
    dni]+ tarceva 1 tbl codziennie Ta chemia nie daje powazniejszych skutków
    ubocznych jedynie krótkoerwała biegunka teść nie wie że ma raka trzustki bo ma
    słabą psyhcike i by się załamał PozdrII
  • 18.07.07, 14:44
    po2 m-cach leczenia gemcytobiną=tarceva guz nie powiększtł się ,wyniki są
    dobre,teść przybrał na wadze 3.5 kg
  • 07.07.07, 16:02
    Teść ma raka trzustki 3 cm oprócz tego guz nerki 3cm. Przebywa w USA.Bóle miał
    juz w lutym , ale tomografia nic nie wykazała.Dopiero druga tomografia w maju
    wykazała guzy Tamtejsi lekarze twierdzą że guz nerki jest niczym w porównaniu z
    rakiem trzustki i zastosowali chemie gemcytobina + tarceva udało załatwić za
    darmo a sĄ to leki drogie Tarceva w Polsce 11 tys. 60 tbl.Jeden lekarz dawał
    2,3m-c życia w maju . drugi 8,9 m-cy .Ja sugerowałem by zastosować nowoczesną
    raditerapię typu IMRT lub Tomotherapy ale lekarz to odrzucił twierdzac że
    raditerapia przynosi więcej szkody niż pożytku a byl na zjeżdzie 400000
    onkologów Mnie się zdaje że ten zjazd mógł byc sponsorowany przez Roche,a a
    więc producenta TArcevy i być może tacy lekarze wciskają takie leki dla kasy W
    Polsce skutecznność tarcewy nie jest potwirdzona i funduz nie refunduje U
    teścia zajęta jest żyła wrotna co nie rokuje dobrze .W czwartek ma mieć
    tomografie i może będzie cos wiadomo Pozdr}
  • 07.07.07, 18:14
    czy ten guz nerki nie jest przerzutem z trzustki? lub odwrotnie? mam jeszcze
    pytanie, czy terapia gemcytabina plus tarceva dała jakieś rezultaty?chodzi mi
    czy któryś z guzów uległ regresji?tarcevaa w polsce nie jest jeszcze
    stosowana,ale nażądanie pacjenta za zgodą lekarza można indywidualnie
    sprowadzić.
  • 07.07.07, 22:14
    Nie chcę się wymądrzać,ani też odbierać wiary,ale...u mojego Taty we wrześniu
    2006 wykryto guza trzonu głowy trzustki...nieoperacyjnego...kiedy pojawiła się
    żółtaczka, przeprowadzono odbarczenie dróg żółciowych...poddano Tatę
    naświetlaniom...chemii...zdążył przyjąć osiem...zmarł 1 lutego...w ogromnych
    cierpieniach...w moim rozumieniu guz głowy trzustki nie ma rokowań żadnych...
    Trzymam jednak za Was kciuki...może warto spróbować niekonwencjonalnych
    metodleczenia, skoro refundowane przez NFZ nie przynoszą efektów...
    Pozdrawiam
    Magda
  • 08.07.07, 08:04
    teściowi nie powiedziano o raku trzustki,bo widział jak znajomy umierał na ten
    nowotwór ,w strasznych cierpieniach Ten znajomy miał guza 11 cm przeżył 2 lata
    W czasie choroby był aktywny zwiedzał świat ,nurkował tylko nie miał
    ubezpieczenia w usa i leczenie chyba nie było prawidłowe,miał trudnosci z
    dostępem do dobrych środków przeciwbólowych[tak jest w usa],my środki
    przeciwbólowe wysyłamy z Polski.Ostatnia faza życia tego znajomego była straszna
  • 08.07.07, 14:20
    Napisze tak choc trudno takie słowa ...........na tego rodzaju nowotwora
    naprawde nie ma ratunku. A chemia no cóż ,raczej wyniszcza, dodaje bólu,niby
    daje nadzieje dla chorego bo ci ,którzy sa obok dobrze wiedza od lekarza ,ze
    nadziei nie ma. Fakt to zalezy od stopnia nowotworu
    ale rak trzustki zawsze niesie smierć a chemia dodaje cierpień .Wiem bo ja juz
    to przeszłam .pozdrawiam
  • 08.07.07, 14:31
    Zakrecona ,jeżeli mozesz to napisz jaka chemia była podawana DZięki
  • 09.07.07, 16:04
    Mój ojczym ma raka trzustki.zdiagnozowanego w lutym,byl juz 2 razy w Poznaniu na
    drenowaniu pęcherzyka żółciowego bo tylko tak żółć może być
    odprowadzana.Niestety lekarze odradili nam chemio czy radioterapię bo stadium
    choroby jest bardzo późne i takie leczenie tylko wyniszczyło by ojca
    szybciej.Jemy zalecono leczenie tylko i wyłącznie zachowawcze polepszające
    komfort życia.Jest dużo rzeczy których nie może jeść,dla lepszego trawienia pije
    3 razy dziennie żółć która zchodzi do woreczka drenowego.
    Rak trzustki jest jednym z niewielu nowotworów przy ktorym rokowania sa bardzo
    małe.Żółtaczka która się pojawia jest jednym z objawó ktory świadczy o zbyt
    późnym wykryciu choroby.U mojego ojca raka odkryto podczas operacji majacej na
    celu usunięcia kamienia w woreczku żółciowym ktory najprawdopodobniej zatkał
    przewód.Tak jak go"otworzyli"tak go zamknęli"
    --
    "Ja nie wbijam gwoździ do trumny.Ja bym je chętnie komuś wyjęła..."
  • 09.07.07, 17:06
    Journal of Clinical Oncology, Vol 25, No 15 (May 20), 2007: pp. 1949-1952
    Lessons Learned in the Management of Advanced Pancreatic Cancer
    Cutsem et al.

    The treatment of patients with advanced pancreatic cancer remains a major
    challenge. The outcome for this condition is extremely poor, with the median
    survival of patients treated with best supportive care within approximately 3
    to 4 months. Patients treated with gemcitabine have a median survival of
    approximately 6 months and a 1-year survival rate of approximately 20%.

    Innymi slowy bez chemo a na paliatywnym leczeniu polowa pacjentow umiera
    srednio po 3-4 miesiacach, a przy podawaniu gemcitabine po 6ciu. Z drugiej
    strony po roku zyje ok 4% chorych z rakiem trzustki i 20% tych z gemcitabine.
    Oczywiscie to czy ktos znajdzie sie w owych 20% zalezy IMHO zapewne od
    rozleglosci przerzutow i stopnia wyniszczenia przed rozpoczeciem terapii.

  • 09.07.07, 21:12
    walce mojego taty(własciwie teścia,ale pozwólcie,ze przy takim określeniu
    zostanę).Przed Bożym N. tego roku wykryto u niego raka trzustki(w głowie
    trzustki),po Świętach przeszedł operację usunięcia nowotworu w Akademii Med.w
    Gdańsku.Zmarł dwa tyg.przed Weilkanocą,umierał 4 dni...
    To ja byłam tą osobę,która pilotowała naszą rodzinną walkę z tą chorobą.To ja
    rozmawiałam z onkologami,chirurgami...
    Wiem jedno(dziś już po wszystkim),ze z tym rakiem nie można wygrać.
    Po pierwsze jeżeli już go wykryją,to jest za poźno.
    Można usunąć nowotwór,ale trzeba się liczyć z tym,ze podczas operacji choremu
    usunąwiecej narządów(u taty:cz.żołądka,cz.jelit,całą
    tzrsutkę,śledzionę,dwunastnicę,woereczek ż.).Poza tym lekarze robią
    stentowanie,czyli taki objazd ,który ma zapewnić prawidłowy odpływ żółci z wątroby.
    Rak trzustki uwielbia przerzucać się na wątrobę.W ciągu roku na bank sieje
    przerzuty.
    Można zastosować chemię,ale paliatywną,bo na inną za późno,lub nie ma ona
    sensu(to opinie kilku onkologów).W przypadku zdecydowania się na opearcje w/w
    nie ma szans na chemie po niej(za duze ryzyko).Poza tym nie wiadomo jak pacjent
    będzie znosił ten objazd ,czyli jak po tej operacji będzie funkcjonował oraganizm.
    Raczej kiepsko...
    Często występuje wodobrzusze(czyli zbieranie się płynu wew.jamy brzusznej).To
    normalne przy usunięciu tak wielu nazrządów,a takze przy zaburzeniach pracy
    wątroby(np.marskosci wywołanej zbyt wysokim poziomem bilirubiny,który trwa za
    długo,bez czynności odprowadznia jej w inny sposób).
    U taty choroba atakowała ekspresowo.Miało mu pozostać 12 m-cy ,moze
    dłużej...wszystko razem trwało 5 m-cy.
    Operacja jest bez sensu.Są lekarze,którzy sie jej podejmą,tak jak w naszym
    wypadku.Tylko potem okazuje sie,ze ona nie przedłuża życia,ale powoduje cierpienie.
    My trafiliśmy do onkologów dopiero po operacji,bo trzeba było ją wykonac na
    cito.Nie było czasu na wizytę u onkologa.A szkoda...
    Bo każdy z nich mówił,ze gdybyśmy najpierw trafili do niego,to on by nam
    odradził.Bo jeżeli ma do wyboru komfort pacjenta,a jegoą mękę,to wiadomo,co
    wybierze.
    A zabieg nie przedłuży życia,nie zahamuje choroby...
    Biorąc pod uwagę ogrom cierpień taty(rzyganie po wszystkim,schudniecie
    30kg,niegojenie sie rany pooper-bo brak trzustki,cukrzyca,źle sie goja rany
    ,fatalne trawienie-nawet Kreon-sztuczny chormon stos.w przypadku usunięcia
    trzustki-nie pomaga,wodobrzusze i wyciekanie po 10-12litrów płynu z
    brzucha,przez tą niegojącą się ranę,ból,wegetacja)nigdy nie zdecydowałabym sie
    na replay!!!!
    Tata na łożu śmierci stwierdził,ze to było bez sensu...
    Gdybyśmy się nie zdecydowali na nią to zostało by Mu moze 3-4 m-ce życia ,ale
    spędzonego z rodziną,z leczeniem paliatywnym eliminującym ból,bez cierpień
    popoeracyjnych(dla lekarzy sukcesem jest fakt przezycia pacjenta samej
    operacji-tak ciężka ona jest!!!).
    A więc:chory ma wybór.Meta jest taka sama-śmierć.
    Przykro mi moi drodzy,ze to piszę,że Was dołuję...
    Nawet nie wiecie jak bardzo...
    Ale to prawda,którą mam odwagę Wam powiedzieć,inaczej niż niektórzy
    lekarze,którym jest cieżko,którzy dają w tym wypadku nadzieję,a potem sami
    przyznają,że co innego mogli zrobić?
    Tak jak pisze wyzej kolega:przesrane-są leki,metody,ale one przedłużają
    życie-nic poza tym!
    Nie leczą,nie pomagają.
    Wiecie,co?
    Ja-My mieliśmy nadzieję,ze po operacji będzie chemia,jakaś nadzieją,na 3 lata,5
    lat...
    Po operacji tata miał miec aż 70% sznas na przeżycie kilku lat.Nasz onkolog w
    rozmowie ze mną tylko sie uśmiechnął(wiedział,ze to bzdura),ale była w nim też
    złosć,ze ktoś moze szastać tak prawdą.).


    Jak pisze te słowa to jest mi cieżko,chociaż czas leci,życie toczy się jak
    przed...Jest mi przykro,że za wszelką cenę starałam się walczyc,że w pewnym
    momencie nie odpuściłam,wtedy,gdy życie było przesądzone.Nawet w dniach konania
    walczyłam...
    Teraz wiem,ze to było nie tylko daremne,ale i egoistyczne...
    Gdybym odpuściła tata umierał by kilka godzin,a nie dni.Ale wtedy być moze nie
    było by rozmów z nim w okreasach przytomności,tak bardzo był zmęczony...
    Nie było by pożegnania,niczego...

    Nie mniej jednak życzę Wam siły tej syzyfowej pracy.Dużo pokory,mądrości.
    Być moze będziecie źli,że nie karmię Was słowami otuchy,ale nie umiem...
    Mi już spadły klapki z oczu tuż przed jego śmiercią,na kilka godz.przed.
    Prosze Was o jedno,o zastanowienie.Wiem,ze chęć walki,którą kieruje
    miłości,człowieczeństwo jest silniejsza od wszystkiego,od racjonalnego
    myślenia.Ale ja teraz nie podjełabym się ponownej zgody na oparację taty.Bo
    wiem,ze o wiele więcej warte są chwile spędzone razem,ostatnie chwile spędzone
    z bliskimi,chwile bez zbędnego cierpienia,być może jest ich mniej...jest mniej
    czasu,ale on jest ludzki,bez zwierzęcago bólu,jest bardziej humanitarny.

    Jeszcze raz pozdrwiam Was.
    A.
    --
    Majkolud 02.03.2005 :)
  • 10.07.07, 16:42
    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, uspokoiły mnie trochę opinie na temat
    onkologii, która wyraźnie nie ma sensu...Mamy jednak kolejny problem ze
    stentowaniem, lekarze ze Szczecina wyznaczyli nam termin na 30 lipca (!!!) , a
    to jest już bardzo bardzo późno, wujek ma żółtaczkę 2 tyg. Stąd moje pytanie -
    czy z NFZ można takie zabiegi wykonywać jedynie w obszarze swojego województwa
    czy szpitale z całej Polski zajmują się tym przy tak poważnym stanie chorego?
    Pozdrawiam
    S.
  • 10.07.07, 22:43
    Witam, u mojego taty guza głowy trzustki stwierdzono na początku tego roku
    (przeprowadzano zabieg stentowania). Chirurdzy określili go jako nieoperacyjny,
    a z opisu tomografii wynikało, że jest to niejednorodny guz (w części lity, a
    częściowo opisywany jako torbiel). W CO w Gliwicach zalecono chemię - gemzar.
    Po trzech miesiącach podawania tata ponownie był w Gliwicach - wykonano
    badania, z których wynika, że jak na razie nie ma przerzutów, a guz (w sumie 12
    X 6 cm)od lutego do maja nie powiększył się, czyli że chemia działa (tzw.
    stabilizacja choroby). Zalecono kontynuowanie chemii, tyle że dostaje ją już
    nie w tygodniowych odstępach a co 2 tygodnie, ponieważ organizm nie regeneruje
    się tak szybko. Żyje w miarę normalnie, chociaż widać, że jest coraz słabszy po
    kolejnych podaniach i dłużej wraca do formy (początkowo był to 1 dzień, teraz 3-
    5). Dodam, że dobiega 70 roku życia, waży 63 kg (rok temu ok. 80 kg). Nie
    skarży się na dolegliwości bólowe, z innych - 2 tygodnie temu walczył z
    potworną nadkwasotą, zawieźliśmy go do szpitala na 3 dni, żeby ustawić leki
    ograniczające wydzielanie kwasów i w tej chwili jest znowu ok. Z całą pewnością
    chemia zahamowała postęp choroby (to już 7 miesięcy od diagnozy) dodam, że
    mieliśmy nadzieję że guz się zmniejszy i możliwa będze operacja u prof.
    Lampego. Tak się jednak nie stało. Zainteresowały mnie informacje na temat
    terapii skojarzonej gemcytabina+terceva - kiedy można ją stosować? Czy coś
    wiecie na temat skuteczności tego połączenia? Czy w takim zaawansowaniu choroby
    i znacznym wycińczeniu organizmu (chociaż morfologię ma w miarę dobrą, płytki
    ok, nie ma anemii) można jeszcze podawać tercevę? Pozdrawiam gorąco



  • 11.07.07, 06:55
    Będa robine badania w czwartek po 2 m-cach podawaia gemzar=tarceva badania na
    naszą prośbę Guz 3cm z naciekami.nieoperacyjny wyniki będą po niedzieli chyba
    pozdr.
  • 11.07.07, 21:50
    Jeżeli poziom bilirubiny jest wysoki,a chory ma ostrą żółtaczkę,to odbarzcenie
    jest zabiegiem ratującym życie.Ponieważ nie zrobione na czas,może doprowadzic
    do zablokowania dróg żółciowych lub uszkodzenia wątroby(marskość-tak była u
    nas),uszko.nerek,mózgu.
    To "ryzyk fizyk",można niby poczekać,ale ryzykuje sie poważnym uszkodzeniem
    wątroby.Nam nasi lekarze pow,ze tylko dlugotrwała żółtczka jest groźna,czyli z
    odbarczeniem mozna czekać.Lekarze z AMG mieli z tego niezły ubaw!Nam
    prof.powiedział,ze w takim stanie odbarczenie trzeba zrobić w tydzień,nie można
    czekac dłużej,bo wątrobą na bank zostanie uszkodzona.Niestety nikt u nas w
    miejskim szpitalu nie pofatygował się!
    --
    Majkolud 02.03.2005 :)
  • 12.07.07, 11:06
    Moj ojciec mail drenowanie pęcheżyka zrobione 2 dni od diagnozy(przewóz z
    powiatowego do wojewódzkiego szpitala i wszelkie badanie przed
    zabiegiem)teraz(po drugim drenowaniu)czuje sie dobrze.Wczoraj powiedzial że"jak
    mlody Bóg":)
    --
    "Ja nie wbijam gwoździ do trumny.Ja bym je chętnie komuś wyjęła..."
  • 14.07.07, 11:32
    No i udało nam się zrobić stentowanie, w Szczecinie dostaliśmy datę 30 lipca,
    miesiąc po wystąpieniu żółtaczki, czyli wyrok śmierci (jeden lekarz miał urlop
    drugi był na zwolnieniu). Powiedzieli nam, że wyniki są w miarę dobre jeszcze
    (!!!)(bili-t Wujek miał 12mg, a przy 15 jest już zagrożenie życia). Po tygodniu
    gdy załatwiliśmy zabieg w Szczecinku bili-t było już 21mg i prawdopodobnie
    uszkodzona została wątroba. Polecam dr Zaręba, szpital w Szczecinku, co zajmuje
    się stentowaniem - złoty człowiek, jak dowiedział się że bilirubina tydzień
    wcześniej była 12 kazał nam przyjechać natychmiast (zero protekcji). Lekarze ze
    Szczecina to jakiś horror...nikt nam nie udzielił wskazówek kto może zrobić taki
    zabieg, sami znaleźliśmy w internecie.
  • 14.07.07, 20:47
    Ta dla dodania otuchy ,tata przyjaciulki juz ponad dwa lata chodzi i pracuje z
    tym rakiem a dawali mu 6-sc miesiecy i jak na razie ma sie dobrze . Niestety ja
    dzisiaj chowalem tate przegral walke z rakiem (nerki i pluc) dlatego doskonale
    wszystkich rozumie trzeba walczyc.Powodzenia
    --
    grzes803
  • 18.07.07, 23:10
    Hej, mam kolejne pytanie: wujek jest po stentach, niby czuje się dobrze, nic go
    nie boli (morfina 25, wiadomo)...mial endoskopowe odbarczanie dróg
    żółciowych...żółtaczka zeszła całkowicie, jednak ma bardzo powiększony brzuch i
    strasznie spuchły mu nogi od kolan w dół :( czy po założeniu stentów brzuch się
    powiększa, czy jest to woda która nazbierała się w organiźmie i się nie
    wchłania? i na ile jest groźne? Przytył 4kg, ma apetyt, co może być pwoodem
    spuchnietych nóg? proszę o wskazówki, pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za
    wszystkie odpowiedzi
  • 19.07.07, 06:43
    Zapytaj lekarza czy ma wodobrzusze.
  • 19.07.07, 10:41
    niestety wodobrzusze, czy w przypadku raku trzustki skuteczne są leki czy
    konieczne jest cewnikowanie, co jest najbardziej skuteczne?
  • 01.08.07, 12:18
    dołączam do tematu raka trzustki..
    moja mama jest własnie po operacji tego nowotworu
    i sama ciągle zadaję pytanie czy jest ratunek....
  • 02.08.07, 06:29
    jest nowa terapia polegająca nablokowaniu syntezy białka bik odpowiedzialnego
    za nieśmiertelność komórki nowotworowej narazie skuteczne u myszy .pozdr!

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.