czy jest jeszcze ratunek? rak trzustki Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam, bardzo bliska mi osoba, Wujek, brat taty, wiek 50 lat, 4 miesiące temu
    zdiagnozowano u niego guz trzustki (wtedy jeszcze 3,2X3,5cm) z podejrzeniem,
    że jest to nowotwór. Lekarz prowadzący nie podjął się leczenie onkologicznego,
    gdyż stwierdził, że to tylko przysporzy cierpienia choremu. Stan na dzień
    dzisiejszy (usg): w rzucie głowy trzustki widoczna jest patologiczna
    nieregularna i niejednorodna zmiana o charakterze npl śr. ok 5-7cm,
    naciekająca prawdopodobnie wnękę wątroby i dwunastnicę. Trzon i ogon trzustki
    niepowiększony nieco niejednorodny ze zwłóknieniami/zwapnieniami. Prz.
    Wirsunga nieregularnie poszerzony 5-7mm. Prawy płat wątroby niepowiększony
    jednorodny. Drogi żółciowe wewnątrzwątrobowe nieznacznie poszerzone, bardziej
    w lewym płacie do 4mm. PŻW i pęcherzyka żółciowego nie uwidoczniono. W
    nadbrzuszy widoczne są drobne naczynia żylne prawdopodobnie krążenia
    obocznego.Żyła wrotna oraz żyły wątrobowe prawidłowe, obie nerki w usg bez
    zmian, duże naczynia zaotrzewnowe bez zmian, pęcherz moczowy bez zmian,
    gruczoł krokowy nie powiększony, śledziona prawidłowej wielkości i
    echogeniczności. Niewielka ilość wolnego płynu w jamie otrzewnej. Wnioski:npl
    capitis pancreatis susp.
    badanie hematologiczne(pisze to co bardzo nie w normie): erytrocyty 3,19mln,
    hemoglobina 10,1, hematokryt 30,4%, srednia objętość krwinki czerwonej 95,3fl.
    I kolejne: sod 137mmol/l, glukoza 255 mg/dl, aspat 76 IU, alat 156 IU, mocznik
    51mg, bili-t 11,99mg.
    Wujek ma od paru dni żółtaczkę, czekamy właśnie na zabieg odbarczenia dróg
    żółciowych (stentowanie). Przyjmuje w tej chwili morfinę (plastry 25),
    wzamcniany jest lekami na system immulologiczny i sprowadzamy lek Rakostan
    ?(nie znam dokładnej nazwy jak się piszę) dopuszczony w Szwajcarii. Nie wiemy
    czy dobrze postępujemy nie podejmując drogi onkologicznej, lekarze 50/50
    twierdzą co innego. Jedna część twierdzi, że biopsja może tylko przyspieszyć
    rozwój choroby, a chemia czy radioterapia przedłuży życie o góra miesiąc w
    wielkich cierpieniach. Z drugiej strony ciężko nam się pogodzić z myślą, że
    nie ma ratunku i patrzeć jak Wujek umiera na naszych oczach. Waży 45kg,
    funkcjonuje normalnie, ma dietę, je w miarę możliwości. Proszę wszystkich o
    pomoc czy jest jeszcze szansa, czy ruszać onkologię przy takim stanie, czy
    jest sens? Proszę o pomoc ludzi, którzy mają w rodzinie kogoś chorego,
    dotkniętego podobną chorobą niech napiszą jak sobie z tym radzą, jak walczą.
    Lekarz powiedział, że większość ludzi którzy podjęli chemię 3 miesiące temu
    będąc w stanie takim jak Wujek są już na wykończeniu...Nigdy nie spotkałam się
    również z przypadkiem aby ktoś został wyleczony z raka trzustki, a Wy? Robimy
    co w naszej mocy aby był wśród nas jak najdłużej, szukamy pomocy wszędzie.
    Kochani proszę o odzew!! Pozdrawiam serdecznie
    • witaj
      praktycznie przechodze dokłądnie to samo z moim tatą, miesiac temu
      zduagnozowano u niego raka tzrustki(4,2 na 4,5cm, ogon plus trzon, z naciekami
      na sledzione i nadnercze)jest to "teoretycznie"lepsza sytuacja niz guz glowy,
      ale ejdnek tez rokowania sa niedobre:( szczerze mowiac, nie rozumiem zcemu
      wujkowi nie zaoferowano chemii, jest udowodnione ze nawet paliatywna
      chemioterapia moze pzredluzyc zycie do pol roku, sa przypadki, powiedzial nam
      zaprzyjazniony onkolog, ze zna dwie osoby z nieresekcyjnym rakiem tzrustki,
      ktozry juz ponad rok zyja normalnie, bez bolu i wiekszych dlegliwosci, sa tez
      pzrypadki,ze po chemii guz ulega regresji, mzoe stac sie operacyjny, nie
      rozumiem czemu lekarze nie zaoferowali zadnej pomocy...tzn domyslam sie, ze
      gemcytabina(ktora jest jedyna chemia skuteczna w tym raku)jest bardzod roga,
      ale jak mozna decydowac o ilosci i jakosci zycia pacjenta bez poinformowanai go
      o wszytyskich mozliwosciach..nie wiem u kogo sie konsultowaliscie, ale mysle,
      ze powinna byc wykonan biopsja cienkoiglowa(to metoda nieinwazyjna)wiec zadnego
      pogorszenia stanu raczej nie powinno byc, i podana chemia chociazby
      paliatywnie, obowiazkiem kazdego lekarza jest walka do ostatniej nadziei,
      czasem naprawde nie wiem gdzie ich sumienie i czlowieczenstwo...
      pozdrawiam i wytrwalosci zycze w zmaganiach ze sluzba zdrowia
      • lekarz powiedział że są to dwa niezależne nowotwory bo nie spotkał się nigdy z
        przerzutem z trzustki do nerki O tym czy tarceva skutkuje będzie wiadomo
        dopiero w czwartek [ będzie tomografia] lekarz twierdzi żeżadne zmiany nie
        będą widoczne bo za wcześnie a tomografia jest na naszą prośbę bo odnosimy
        wrażenie że ból się zmniejszył , z plastra 75 zszedł na 25 on planował
        tomografie dopiero po sześciu seriach gemcytobiny [jedna seria to 3 wlewy co 7
        dni]+ tarceva 1 tbl codziennie Ta chemia nie daje powazniejszych skutków
        ubocznych jedynie krótkoerwała biegunka teść nie wie że ma raka trzustki bo ma
        słabą psyhcike i by się załamał PozdrII
      • po2 m-cach leczenia gemcytobiną=tarceva guz nie powiększtł się ,wyniki są
        dobre,teść przybrał na wadze 3.5 kg
    • Teść ma raka trzustki 3 cm oprócz tego guz nerki 3cm. Przebywa w USA.Bóle miał
      juz w lutym , ale tomografia nic nie wykazała.Dopiero druga tomografia w maju
      wykazała guzy Tamtejsi lekarze twierdzą że guz nerki jest niczym w porównaniu z
      rakiem trzustki i zastosowali chemie gemcytobina + tarceva udało załatwić za
      darmo a sĄ to leki drogie Tarceva w Polsce 11 tys. 60 tbl.Jeden lekarz dawał
      2,3m-c życia w maju . drugi 8,9 m-cy .Ja sugerowałem by zastosować nowoczesną
      raditerapię typu IMRT lub Tomotherapy ale lekarz to odrzucił twierdzac że
      raditerapia przynosi więcej szkody niż pożytku a byl na zjeżdzie 400000
      onkologów Mnie się zdaje że ten zjazd mógł byc sponsorowany przez Roche,a a
      więc producenta TArcevy i być może tacy lekarze wciskają takie leki dla kasy W
      Polsce skutecznność tarcewy nie jest potwirdzona i funduz nie refunduje U
      teścia zajęta jest żyła wrotna co nie rokuje dobrze .W czwartek ma mieć
      tomografie i może będzie cos wiadomo Pozdr}
      • czy ten guz nerki nie jest przerzutem z trzustki? lub odwrotnie? mam jeszcze
        pytanie, czy terapia gemcytabina plus tarceva dała jakieś rezultaty?chodzi mi
        czy któryś z guzów uległ regresji?tarcevaa w polsce nie jest jeszcze
        stosowana,ale nażądanie pacjenta za zgodą lekarza można indywidualnie
        sprowadzić.
        • Nie chcę się wymądrzać,ani też odbierać wiary,ale...u mojego Taty we wrześniu
          2006 wykryto guza trzonu głowy trzustki...nieoperacyjnego...kiedy pojawiła się
          żółtaczka, przeprowadzono odbarczenie dróg żółciowych...poddano Tatę
          naświetlaniom...chemii...zdążył przyjąć osiem...zmarł 1 lutego...w ogromnych
          cierpieniach...w moim rozumieniu guz głowy trzustki nie ma rokowań żadnych...
          Trzymam jednak za Was kciuki...może warto spróbować niekonwencjonalnych
          metodleczenia, skoro refundowane przez NFZ nie przynoszą efektów...
          Pozdrawiam
          Magda
          • teściowi nie powiedziano o raku trzustki,bo widział jak znajomy umierał na ten
            nowotwór ,w strasznych cierpieniach Ten znajomy miał guza 11 cm przeżył 2 lata
            W czasie choroby był aktywny zwiedzał świat ,nurkował tylko nie miał
            ubezpieczenia w usa i leczenie chyba nie było prawidłowe,miał trudnosci z
            dostępem do dobrych środków przeciwbólowych[tak jest w usa],my środki
            przeciwbólowe wysyłamy z Polski.Ostatnia faza życia tego znajomego była straszna
    • Napisze tak choc trudno takie słowa ...........na tego rodzaju nowotwora
      naprawde nie ma ratunku. A chemia no cóż ,raczej wyniszcza, dodaje bólu,niby
      daje nadzieje dla chorego bo ci ,którzy sa obok dobrze wiedza od lekarza ,ze
      nadziei nie ma. Fakt to zalezy od stopnia nowotworu
      ale rak trzustki zawsze niesie smierć a chemia dodaje cierpień .Wiem bo ja juz
      to przeszłam .pozdrawiam
    • Mój ojczym ma raka trzustki.zdiagnozowanego w lutym,byl juz 2 razy w Poznaniu na
      drenowaniu pęcherzyka żółciowego bo tylko tak żółć może być
      odprowadzana.Niestety lekarze odradili nam chemio czy radioterapię bo stadium
      choroby jest bardzo późne i takie leczenie tylko wyniszczyło by ojca
      szybciej.Jemy zalecono leczenie tylko i wyłącznie zachowawcze polepszające
      komfort życia.Jest dużo rzeczy których nie może jeść,dla lepszego trawienia pije
      3 razy dziennie żółć która zchodzi do woreczka drenowego.
      Rak trzustki jest jednym z niewielu nowotworów przy ktorym rokowania sa bardzo
      małe.Żółtaczka która się pojawia jest jednym z objawó ktory świadczy o zbyt
      późnym wykryciu choroby.U mojego ojca raka odkryto podczas operacji majacej na
      celu usunięcia kamienia w woreczku żółciowym ktory najprawdopodobniej zatkał
      przewód.Tak jak go"otworzyli"tak go zamknęli"
      --
      "Ja nie wbijam gwoździ do trumny.Ja bym je chętnie komuś wyjęła..."
    • Journal of Clinical Oncology, Vol 25, No 15 (May 20), 2007: pp. 1949-1952
      Lessons Learned in the Management of Advanced Pancreatic Cancer
      Cutsem et al.

      The treatment of patients with advanced pancreatic cancer remains a major
      challenge. The outcome for this condition is extremely poor, with the median
      survival of patients treated with best supportive care within approximately 3
      to 4 months. Patients treated with gemcitabine have a median survival of
      approximately 6 months and a 1-year survival rate of approximately 20%.

      Innymi slowy bez chemo a na paliatywnym leczeniu polowa pacjentow umiera
      srednio po 3-4 miesiacach, a przy podawaniu gemcitabine po 6ciu. Z drugiej
      strony po roku zyje ok 4% chorych z rakiem trzustki i 20% tych z gemcitabine.
      Oczywiscie to czy ktos znajdzie sie w owych 20% zalezy IMHO zapewne od
      rozleglosci przerzutow i stopnia wyniszczenia przed rozpoczeciem terapii.

    • walce mojego taty(własciwie teścia,ale pozwólcie,ze przy takim określeniu
      zostanę).Przed Bożym N. tego roku wykryto u niego raka trzustki(w głowie
      trzustki),po Świętach przeszedł operację usunięcia nowotworu w Akademii Med.w
      Gdańsku.Zmarł dwa tyg.przed Weilkanocą,umierał 4 dni...
      To ja byłam tą osobę,która pilotowała naszą rodzinną walkę z tą chorobą.To ja
      rozmawiałam z onkologami,chirurgami...
      Wiem jedno(dziś już po wszystkim),ze z tym rakiem nie można wygrać.
      Po pierwsze jeżeli już go wykryją,to jest za poźno.
      Można usunąć nowotwór,ale trzeba się liczyć z tym,ze podczas operacji choremu
      usunąwiecej narządów(u taty:cz.żołądka,cz.jelit,całą
      tzrsutkę,śledzionę,dwunastnicę,woereczek ż.).Poza tym lekarze robią
      stentowanie,czyli taki objazd ,który ma zapewnić prawidłowy odpływ żółci z wątroby.
      Rak trzustki uwielbia przerzucać się na wątrobę.W ciągu roku na bank sieje
      przerzuty.
      Można zastosować chemię,ale paliatywną,bo na inną za późno,lub nie ma ona
      sensu(to opinie kilku onkologów).W przypadku zdecydowania się na opearcje w/w
      nie ma szans na chemie po niej(za duze ryzyko).Poza tym nie wiadomo jak pacjent
      będzie znosił ten objazd ,czyli jak po tej operacji będzie funkcjonował oraganizm.
      Raczej kiepsko...
      Często występuje wodobrzusze(czyli zbieranie się płynu wew.jamy brzusznej).To
      normalne przy usunięciu tak wielu nazrządów,a takze przy zaburzeniach pracy
      wątroby(np.marskosci wywołanej zbyt wysokim poziomem bilirubiny,który trwa za
      długo,bez czynności odprowadznia jej w inny sposób).
      U taty choroba atakowała ekspresowo.Miało mu pozostać 12 m-cy ,moze
      dłużej...wszystko razem trwało 5 m-cy.
      Operacja jest bez sensu.Są lekarze,którzy sie jej podejmą,tak jak w naszym
      wypadku.Tylko potem okazuje sie,ze ona nie przedłuża życia,ale powoduje cierpienie.
      My trafiliśmy do onkologów dopiero po operacji,bo trzeba było ją wykonac na
      cito.Nie było czasu na wizytę u onkologa.A szkoda...
      Bo każdy z nich mówił,ze gdybyśmy najpierw trafili do niego,to on by nam
      odradził.Bo jeżeli ma do wyboru komfort pacjenta,a jegoą mękę,to wiadomo,co
      wybierze.
      A zabieg nie przedłuży życia,nie zahamuje choroby...
      Biorąc pod uwagę ogrom cierpień taty(rzyganie po wszystkim,schudniecie
      30kg,niegojenie sie rany pooper-bo brak trzustki,cukrzyca,źle sie goja rany
      ,fatalne trawienie-nawet Kreon-sztuczny chormon stos.w przypadku usunięcia
      trzustki-nie pomaga,wodobrzusze i wyciekanie po 10-12litrów płynu z
      brzucha,przez tą niegojącą się ranę,ból,wegetacja)nigdy nie zdecydowałabym sie
      na replay!!!!
      Tata na łożu śmierci stwierdził,ze to było bez sensu...
      Gdybyśmy się nie zdecydowali na nią to zostało by Mu moze 3-4 m-ce życia ,ale
      spędzonego z rodziną,z leczeniem paliatywnym eliminującym ból,bez cierpień
      popoeracyjnych(dla lekarzy sukcesem jest fakt przezycia pacjenta samej
      operacji-tak ciężka ona jest!!!).
      A więc:chory ma wybór.Meta jest taka sama-śmierć.
      Przykro mi moi drodzy,ze to piszę,że Was dołuję...
      Nawet nie wiecie jak bardzo...
      Ale to prawda,którą mam odwagę Wam powiedzieć,inaczej niż niektórzy
      lekarze,którym jest cieżko,którzy dają w tym wypadku nadzieję,a potem sami
      przyznają,że co innego mogli zrobić?
      Tak jak pisze wyzej kolega:przesrane-są leki,metody,ale one przedłużają
      życie-nic poza tym!
      Nie leczą,nie pomagają.
      Wiecie,co?
      Ja-My mieliśmy nadzieję,ze po operacji będzie chemia,jakaś nadzieją,na 3 lata,5
      lat...
      Po operacji tata miał miec aż 70% sznas na przeżycie kilku lat.Nasz onkolog w
      rozmowie ze mną tylko sie uśmiechnął(wiedział,ze to bzdura),ale była w nim też
      złosć,ze ktoś moze szastać tak prawdą.).


      Jak pisze te słowa to jest mi cieżko,chociaż czas leci,życie toczy się jak
      przed...Jest mi przykro,że za wszelką cenę starałam się walczyc,że w pewnym
      momencie nie odpuściłam,wtedy,gdy życie było przesądzone.Nawet w dniach konania
      walczyłam...
      Teraz wiem,ze to było nie tylko daremne,ale i egoistyczne...
      Gdybym odpuściła tata umierał by kilka godzin,a nie dni.Ale wtedy być moze nie
      było by rozmów z nim w okreasach przytomności,tak bardzo był zmęczony...
      Nie było by pożegnania,niczego...

      Nie mniej jednak życzę Wam siły tej syzyfowej pracy.Dużo pokory,mądrości.
      Być moze będziecie źli,że nie karmię Was słowami otuchy,ale nie umiem...
      Mi już spadły klapki z oczu tuż przed jego śmiercią,na kilka godz.przed.
      Prosze Was o jedno,o zastanowienie.Wiem,ze chęć walki,którą kieruje
      miłości,człowieczeństwo jest silniejsza od wszystkiego,od racjonalnego
      myślenia.Ale ja teraz nie podjełabym się ponownej zgody na oparację taty.Bo
      wiem,ze o wiele więcej warte są chwile spędzone razem,ostatnie chwile spędzone
      z bliskimi,chwile bez zbędnego cierpienia,być może jest ich mniej...jest mniej
      czasu,ale on jest ludzki,bez zwierzęcago bólu,jest bardziej humanitarny.

      Jeszcze raz pozdrwiam Was.
      A.
      --
      Majkolud 02.03.2005 :)
      • Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, uspokoiły mnie trochę opinie na temat
        onkologii, która wyraźnie nie ma sensu...Mamy jednak kolejny problem ze
        stentowaniem, lekarze ze Szczecina wyznaczyli nam termin na 30 lipca (!!!) , a
        to jest już bardzo bardzo późno, wujek ma żółtaczkę 2 tyg. Stąd moje pytanie -
        czy z NFZ można takie zabiegi wykonywać jedynie w obszarze swojego województwa
        czy szpitale z całej Polski zajmują się tym przy tak poważnym stanie chorego?
        Pozdrawiam
        S.
    • Witam, u mojego taty guza głowy trzustki stwierdzono na początku tego roku
      (przeprowadzano zabieg stentowania). Chirurdzy określili go jako nieoperacyjny,
      a z opisu tomografii wynikało, że jest to niejednorodny guz (w części lity, a
      częściowo opisywany jako torbiel). W CO w Gliwicach zalecono chemię - gemzar.
      Po trzech miesiącach podawania tata ponownie był w Gliwicach - wykonano
      badania, z których wynika, że jak na razie nie ma przerzutów, a guz (w sumie 12
      X 6 cm)od lutego do maja nie powiększył się, czyli że chemia działa (tzw.
      stabilizacja choroby). Zalecono kontynuowanie chemii, tyle że dostaje ją już
      nie w tygodniowych odstępach a co 2 tygodnie, ponieważ organizm nie regeneruje
      się tak szybko. Żyje w miarę normalnie, chociaż widać, że jest coraz słabszy po
      kolejnych podaniach i dłużej wraca do formy (początkowo był to 1 dzień, teraz 3-
      5). Dodam, że dobiega 70 roku życia, waży 63 kg (rok temu ok. 80 kg). Nie
      skarży się na dolegliwości bólowe, z innych - 2 tygodnie temu walczył z
      potworną nadkwasotą, zawieźliśmy go do szpitala na 3 dni, żeby ustawić leki
      ograniczające wydzielanie kwasów i w tej chwili jest znowu ok. Z całą pewnością
      chemia zahamowała postęp choroby (to już 7 miesięcy od diagnozy) dodam, że
      mieliśmy nadzieję że guz się zmniejszy i możliwa będze operacja u prof.
      Lampego. Tak się jednak nie stało. Zainteresowały mnie informacje na temat
      terapii skojarzonej gemcytabina+terceva - kiedy można ją stosować? Czy coś
      wiecie na temat skuteczności tego połączenia? Czy w takim zaawansowaniu choroby
      i znacznym wycińczeniu organizmu (chociaż morfologię ma w miarę dobrą, płytki
      ok, nie ma anemii) można jeszcze podawać tercevę? Pozdrawiam gorąco



    • Jeżeli poziom bilirubiny jest wysoki,a chory ma ostrą żółtaczkę,to odbarzcenie
      jest zabiegiem ratującym życie.Ponieważ nie zrobione na czas,może doprowadzic
      do zablokowania dróg żółciowych lub uszkodzenia wątroby(marskość-tak była u
      nas),uszko.nerek,mózgu.
      To "ryzyk fizyk",można niby poczekać,ale ryzykuje sie poważnym uszkodzeniem
      wątroby.Nam nasi lekarze pow,ze tylko dlugotrwała żółtczka jest groźna,czyli z
      odbarczeniem mozna czekać.Lekarze z AMG mieli z tego niezły ubaw!Nam
      prof.powiedział,ze w takim stanie odbarczenie trzeba zrobić w tydzień,nie można
      czekac dłużej,bo wątrobą na bank zostanie uszkodzona.Niestety nikt u nas w
      miejskim szpitalu nie pofatygował się!
      --
      Majkolud 02.03.2005 :)
    • Moj ojciec mail drenowanie pęcheżyka zrobione 2 dni od diagnozy(przewóz z
      powiatowego do wojewódzkiego szpitala i wszelkie badanie przed
      zabiegiem)teraz(po drugim drenowaniu)czuje sie dobrze.Wczoraj powiedzial że"jak
      mlody Bóg":)
      --
      "Ja nie wbijam gwoździ do trumny.Ja bym je chętnie komuś wyjęła..."
    • No i udało nam się zrobić stentowanie, w Szczecinie dostaliśmy datę 30 lipca,
      miesiąc po wystąpieniu żółtaczki, czyli wyrok śmierci (jeden lekarz miał urlop
      drugi był na zwolnieniu). Powiedzieli nam, że wyniki są w miarę dobre jeszcze
      (!!!)(bili-t Wujek miał 12mg, a przy 15 jest już zagrożenie życia). Po tygodniu
      gdy załatwiliśmy zabieg w Szczecinku bili-t było już 21mg i prawdopodobnie
      uszkodzona została wątroba. Polecam dr Zaręba, szpital w Szczecinku, co zajmuje
      się stentowaniem - złoty człowiek, jak dowiedział się że bilirubina tydzień
      wcześniej była 12 kazał nam przyjechać natychmiast (zero protekcji). Lekarze ze
      Szczecina to jakiś horror...nikt nam nie udzielił wskazówek kto może zrobić taki
      zabieg, sami znaleźliśmy w internecie.
      • Ta dla dodania otuchy ,tata przyjaciulki juz ponad dwa lata chodzi i pracuje z
        tym rakiem a dawali mu 6-sc miesiecy i jak na razie ma sie dobrze . Niestety ja
        dzisiaj chowalem tate przegral walke z rakiem (nerki i pluc) dlatego doskonale
        wszystkich rozumie trzeba walczyc.Powodzenia
        --
        grzes803
    • Hej, mam kolejne pytanie: wujek jest po stentach, niby czuje się dobrze, nic go
      nie boli (morfina 25, wiadomo)...mial endoskopowe odbarczanie dróg
      żółciowych...żółtaczka zeszła całkowicie, jednak ma bardzo powiększony brzuch i
      strasznie spuchły mu nogi od kolan w dół :( czy po założeniu stentów brzuch się
      powiększa, czy jest to woda która nazbierała się w organiźmie i się nie
      wchłania? i na ile jest groźne? Przytył 4kg, ma apetyt, co może być pwoodem
      spuchnietych nóg? proszę o wskazówki, pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za
      wszystkie odpowiedzi
    • dołączam do tematu raka trzustki..
      moja mama jest własnie po operacji tego nowotworu
      i sama ciągle zadaję pytanie czy jest ratunek....

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.