Dodaj do ulubionych

nowoczesne leczenie raka żołądka

08.07.07, 00:49
Może ktoś coś wie na ten temat- szukam informacji.
Edytor zaawansowany
  • attenna11 08.07.07, 11:54
    Borykamy sie z tym problemem już od roku....
    Niestety poza tradycyjnymi nie słysząłam o jakis nowatorskich działaniach w tym
    kierunku. Może profilaktyka ale to Japonia i raczej w rozpoznanym raku zoładka
    nie wchodzi juz w gre.
    Z tego co wiem w naszym kraju jest to rak rozpoznawany juz w bardzo
    zaawansowanym stadium co nie oznacza, że nic nie można zrobic.
    Najlepsze rezultaty daje resekcja nowotworu skojarzona z chemio i redioterapią.
    jednak decyzje podejmuje lekarz. Po resekcji srednia mediana przezycia wynosi
    około 5 lat ale znam osoby i słyszałam , ze to jedynie srednia i ludzie zyja po
    czyms takim przez wiele lat.
    Musiałabyś napisac wiecej-o jaki typ nowotworu chodzi , gdzie umiejscowiony i
    jak zaawansowany.
    Wiem rownież że specjalistą w tej dziedzinie jest prof. Popiela z krakowa
    (namiary powinny byc na forum(dobrzy lekarze).
    Pozdrawiam.
  • monique_1 08.07.07, 22:47
    Dziękuję za odpowiedź, niestety moja mama przeszła już operację, nie udało się
    żeby była radykalna - to był, jest gruczolakorak.
    Miała leczenie chemią i radioterapię, minęło 2 lata i niestety ma komórki
    nowotworowe w płynie, pomiędzy pętlami jelit.
    Tak więc jest to niestety wznowa...

    Pozdrawiam
    M.
  • madrek76 08.07.07, 23:20
    Hej! Czyli chemia i naswietlania zatrzymały proces rozwoju na 2 lata, a teraz
    problem wrócił...a co z chemia Taxotere, na zachodzie jest powszechnie
    stosowany w raku zoładka, w Polsce od niedawna jak Ktos na forum napisał
    zarejestrowano ten srodek, a jesli chemioterapeta chce zawsze moze napisac
    wniosek o leczenie niestandardowe i tez moze byc podawana, a badania USA, czy z
    Niemiec, Francji wskazuja na duzo wyzsza skutecznosc niz wczesniejsze programy,
    ah tylko nie wiem jaki jest stan Twojej mamy, bo jak wiem ma wieksza
    toksycznosc i niestety nie każdemu moze zostac podana. U mojego taty wykryto
    gruczolakoraka w lutym tego roku, jest w trakcie chemioterapii, miał podawano
    taxotere, potem program PLFE, czekamy na badania kontrolne i bedzie decyzja co
    dalej czy wróci do Taxotere.
  • monique_1 09.07.07, 08:00
    Dzieki za informacje,
    nie wiem czy stan mojej mamy pozwoli jej na taką chemię. Ma co prawda dobrą
    hemoglobinę(ale nie wiem jak z plytkami)ale jest mocno wychudzona, sama nie
    wiem. Dzisiaj lekarz ma jej zlecić jakąś chemię, jako pierwszy chce robic
    markery podczas leczenia czyli na początku i po trzech dniach a nie po całym
    cyklu, żeby zobaczyć czy działa.
    A no i tak na 2 lata był spokój chiciaż od pół roku szukaliśmy co jest nie tak,
    że zaczęła sie gorzej czuć. Oczywiście lekarze twierdzili, że to całkiem
    normalne po naświetlaniach i gdybysy sami nie wymyslałi jak to sprawdzić itp.
    to pewnie do dzisiaj utrzymywaliby, ze wszystko ok.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia tacie.
    M.
  • madrek76 09.07.07, 20:45
    Witaj! Nie wiem czy markery to dobry wyznacznik skutecznosci...mój tata ma
    zaawansowanego, nieoperacyjnego raka (gruczolakorak) i marker ma na poziomie
    1,75 co oznacza ze w normie. Poza tym z rozmów z lekarzami w DCO wiem, że to
    dosc watpliwa droga diagnozowania czy chemia działa, stad u taty zalecaja by
    sprawdzic skutecznosc chemii gastroskopie + tomograf, a rozwazaja takze
    zrobienie PET-CT. Powodzenia!!! Mam nadzieje, ze u Twojej mamy uda sie opanowac
    i znów zachamowac rozwój choroby!!! Trzymaj sie ciepło:-)
  • madrek76 16.07.07, 14:51
    Jak Twoja mama??? My jutro jedziemy na kolejna chemie do DCO we
    Wrocławiu...choc najpierw tata ma miec kontrolna gastroskopie po 3 cyklach i
    bedzie to chwila prawdy czy chemia działa - bardzo sie boje tego dnia i choc
    staram sie myslec pozytywnie jest tyle niepokoju...
  • monique_1 16.07.07, 15:03
    Trzymam kciuki za tatę, żeby chemia zadziałała. Część pacjentów ma dobrą
    odpowiedź, wiec naprawdę są szanse, ktoś w tych wszystkich statystykach musi
    stanowić ta pozytywna odpowiedź na leczenie.
    A moja mama dzisiaj jest w bardzo dobrym nastroju, ten lekarz, który ją leczy
    jest chyba ufoludkiem. Jest tak wrażliwy i zainteresowany pacjentem, że sama
    nie wiem o co chodzi :-))
    Dał mamie chemie czerwoną (niestety nie wiem co to oznacza czy to dobrze czy
    nie bardzo)i jak na razie mama dobrze się czuje, tylko że ma strasznie
    opuchnięte nogi i nic nie można prawie z tym zrobić.
    Wiem co czujesz jak tato ma mieć te badania. Ja od czasu jak dowiedziałam się,
    że jest wznowa jestem jak sparaliżowana. Chodzę do pracy uśmiecham się,
    rozmawiam a w środku zaciśnięty supeł i musi wydarzyć się coś co sprowokuje
    dopiero wtedy nie mogę przestać rozpaczać.
    Chyba jestem nienormalna czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni niby mi
    smutno, a jednak staram się zachowywać normalnie.
  • madrek76 17.07.07, 22:52
    Hej! rozumiem co masz na mysli z tym podwójnym samopoczuciem bo mam podobnie,
    na codzien staram sie zyc normalnie a sa momenty ze mysli o chorobie wracaja i
    bardzo mecza...cóż trzeba zyc z niepokojem i postarac sie to opanowac. Mój tata
    miał dzis gastroskopie, wynik...guz sie ani nie zmniejszył ani nie zwiekszył w
    jezyku onkologii nastapiła stabilizacji jak mi to przekazao, ale po aktywnym
    programie spadły wyniki i stwierdzono ze najwyrazniej chemia czerwona jest dla
    taty zbyt toksyczna i organizm nie radzi sobie z oczyszczeniem sie po niej,
    stad od dzis zmieniono program na mniej toksyczny no i jeszcze w przyszły
    wtorek czeka nas usg i tomograf zobaczymy jak to wyglada dalej. A czy Twoja
    mama miałą resekcje zoładka czy niestety zmiana była nieoperacyjna z uwagi na
    jakies nacieki? Jak mama sie czuje po tej chemii? Pozdrawiam, trzymam kciuki :-)
  • kati5k 18.07.07, 10:46
    Moja mama też miała nie radykalną operację ponieważ miała naciek na głowę
    trzustki. Teraz ma chemioterapię -program FAM. Lekarz który ją operował
    powiedział że radioterapia to łagodzenie bóli a mamę kieruje na chemię. Napisz
    mi proszę na jak się leczyła Twoja mama jakie miała programy chemii czy
    zaczynała od chemii czy od radioterapii. Mi lekarz powiedział że mama ma ok. 1
    roku życia, to przerażające!
  • mardula 18.07.07, 19:38
    witam wszystkich-mam ciocie chorą na raka żołądka w tej chwili jest w domu po
    przebytej chemioterapi-czerwonej nie moze dojść do siebie wymioty ustąpiły ale
    cierpi na potwoene boleści żołądka nic nie moze jeść jest 2 tygodnie po chemi
    25 07 we wrocławiu zaczyna nową chemię w jej przypadku po otwarciu brzucha
    podjeto decyzje że najpierw chemia a może po jakimś czasie operacja -czy ktoś
    się z tym spotkał ?
  • attenna11 19.07.07, 10:00
    Moja mama ma gruczolakoraka żoładka. Operacja -otwarcie-nieoperacyjny bo są
    nacieki na naczynia krwionośne i przeponę...lekarz stwierdził , że ani chemia
    ani radioterapia nie pomogą. Powiedział, że to kwestia kilku tygodni do
    roku.Niestety-w przypadku nieoperacynego raka żołądka rokowania nie są
    dobre...Jestesmy juz prawie rok od tej diagnozy. Była chemia (tez czerwona),
    radioterapia . Jedyne co dobre to jest to , że nic nie dzieje się z węzłami,
    nie ma przerzutów ale guz sie rozrasta. Wszystkie podjęte działania mialy
    raczej charakter paliatywny.Z tego co wiem jedynie po całkowitej resekcji
    żoładka połaczonej z chemia i radio średnia przeżycia wynosi koło 5 lat.
    Niestety tego typu raki wykrywane są zbyt późno.
    Smutne to . Jedyne co moge powiedzieć to jest to, że dzieki temu moja mama
    nadal jest z nami! Czuje się raz lepiej raz gorzej.Jednak jest!!!! Mam nadzieje
    że jeszcze bedzie!
    Mardula w przypadku mojej mamy teżtak lekarz powiedział że najpierw chemia a
    potem jak sie to zmiejszy to może da się wyciać....niestety po chemii sie nie
    zmiejszylo-po radioterapii tez nie ale tak myślę, że może dzieki temu że one
    były(chemia i radio) moja mama nadal jest.
    Mam nadzieje że w waszym przypadku bedzie lepiej i to raczysko sie zmiejszy i
    da sie to usunąc. Życze powodzenia i pozdrawiam cieplutko!!!
    Aneta
  • kati5k 19.07.07, 11:36
    Anetko, Napisz mi proszę czy Twoja mama też miała zrobione zespolenie to znaczy
    obejście żołądka - w razie gdyby góz rósł to żeby pokarm miał gdzie
    przechodzić? Czy zaczynała najpierw od chemii po jakim okresie radioterapia?
    Czy miała najpierw mocniejszą chemię czy słabą? U mojej przez rok lekarka
    gastrolog nie mogła zdiagnozować co jej dolega. Ciągle wymiotowała. Po roku
    leczenia wrzodów gdy mama już była całkowicie wycieńczona stwierdziła że to
    stenoza odźwiernika (zwężenie) i pokarm zalega w żołądku. Dopiero gdy przyszedł
    wynik po operacji okazało się że to rak. Nikt nas wcześniej nie uświadomił z
    czym może wiązać się ta stenoza. Chirurg wyciął na ognisku nowotworowym
    (przeciął na pół to złoślistwo) Ktoś tu pisał o podobnej sytuacji jak nasza że
    jego mama żyje już 2 lata. Nam powiedział lekarz że ta choroba gwałtownie
    rozwiaja się już przed rokiem. Mam nadzieję że w Twoim i moim przypadku tak nie
    będzie. Pozdrawiam
  • attenna11 19.07.07, 13:13
    kati5k moja mama nie miała zespolenia.Gastrolog po obejrzeniu TK (ktore zlecił)
    wiedział, że to guz prawdopodobnie nowotworowy)dlatego zlecił operację.
    Szykowano sie na całkowita resekcję żoładka z kawałkiem przełyku i
    podciągnięcie jelita. Niestety po otwarciu stwierdzono, że guz jest zbyt duży i
    zbyt mocno nacieka (naczynia krwionośne, limfatyczne, przepona). Nie zrobiono
    nic więcej niż założenie jejunostomii (zabieg standardowy) do karmienia
    jelitowego. jednak to nie bylo konieczne, nie korzystalismy z tego i w kwietniu
    chirurg to usunął. Mama ma dodatkowo proteze przełyku (stent) i jak do tej pory
    z jedzeniem jest różnie(raz może zjeśc np surowego ogórka a następnego dnia nie
    chce przejśc nawet woda). Mama czuje sie jako tak tzn raz lepiej a raz gorzej.
    Korzysta z poradni leczenia bólu(obecnie ma wdrożone leczenie przeciwbólowe-
    75mg durogestic).
    Guz niestety mimo chemii i naswietlan(radioterapia była raczej w kierunku
    węzłow bo w lutym te się powiekszyły) nadal rosnie jest grubszy o 2cm i większy-
    teraz ma około 15 cm.:(
    Jaki to typ nowotworu dowiedzielismy sie po pobraniu wycinków śródoperacyjnych.
    Niestety wiemy, że raczej sie z tym nic nie da zrobić, można tylko pomóc nie
    cierpiec jesli to jest możliwe.
    Czekamy na kolejne naswietlania maja być w sierpniu . Ma to zmiejszyc to co
    idzie w kierunku przełyku. Rak mojej mamy ciągnie się od przełyku poprzez
    żoładek i w tej chwili dociera do trzonu trzustki.
    Całe roczne leczenie dało to że nie ma jak do tej pory przerzutów i zmiejszyły
    się węzły chłonne-niby niewiele a jak duzo!
    Pozdrawiam serdecznie.
    Aneta
  • kati5k 19.07.07, 14:21
    Droga Anetko, Dziękuję za informacje. To zespolenie u mojej mamy to
    prawdopodobnie u Twojej unostomia (nie wiem czy dobrze napisałam) tylko inaczej
    nazwano. Piszesz, że nie korzystaliście z tego a może mojej też to jest
    niepotrzebne bo jak się napije za szybko to ja boli w lewym boku łapie ją jakiś
    skurcz. Skąd decyzja żeby to usunąć? Jak się dowiedzieliśmy o wyniku to zrobili
    jej drugą operację ale tak jak w waszym przypadku za poźno-naciek na trzustkę.
    Usunęli tylko śledzionę. Ja się boję bo raka naruszyli już przy pierwszej
    operacji a podobno wtedy szybciej postępuje.
    Pozdrowienia
  • attenna11 19.07.07, 21:55
    Nie korzystalismy...z drobnym wyjątkiem -po operacji mame kilka razy nakarmiono
    przez to ale w domu nie. Gastrolog zalecal płukanie -wlewalismy tam wodę-ale
    nie w celach odżywczych ale jedynie aby wg zaleceń przepłukac jelita. Decyzja o
    usunięciu zapadła w kwietniu (czyli mama miała to 8 miesięcy), w lutym zaczęło
    sie paprac...potem były jakies bakterie, antybiotyk i w kwietniu chirurg
    stwierdził, że skoro nie korzystamy to można usunąc. Wiem że są jakies nowsze
    typy jejunostomii aby zmiejszyć dyskomfort pacjenta (więcej na ten temat wie
    Madrek76 -pozdrawiam przy okazji :)
    kati5k czy twoja mama ma jakies srodki przeciwbólowe? Może w tych bólach
    zoładka nalezałoby tutaj poszukac rozwiązania? Nie znam sie az tak na tym bo
    nie jestem lekarzem...ale nie powinno bolec!!!
    Sa jeszcze jakieś stereotypy że jak sie raka natnie czy coś tam to postępuje
    szybciej ale z tego co wiem nikt jescze tego naukowo nie udowodnił...:)
    Pozdrawiam.
    Aneta
  • mardula 19.07.07, 16:00
    aneta-dzięki za odpowiedż a tym wszystkim którym ten temat nie jest obcy życzę
    mnóstwo wiary nadzieji i żeby wszystkie podjęte formy leczenia powiodły się żeby
    nasi najbliżsi mogli z namibyć jak najdłużej
  • madrek76 20.07.07, 13:04
    Hej!
    > witam wszystkich-mam ciocie chorą na raka żołądka w tej chwili jest w domu po
    > przebytej chemioterapi-czerwonej

    Przy raku żoładka najczesciej jest sotosowana jako pierwsza chemia czerwona
    taka maja procedure, choc czerwonych jest kilka i to zalezy od programu. Mój
    tata miał PELF przy czym przy 1 kursie zmodyfikowany bo zamiast jednego
    składnika był właczony Taxol, potem 2 cykle PELF wg schematu tradycyjnego.
    Taxol jest bowiem o wysokiej toksycznosci i nie chciano za mocno obciazyc
    organizmu. Faktycznie po 1 cyklu wymiotowała ale 1 dzien na szczescie, po 2
    kolejnych juz nie. Nie miał tez nudnosci ani bóli zoładka, jedynie co narzekał
    to suchosc w jamie ustnej, łzawienie oczu i bóle kosci, ale z tym udaje nam sie
    walczyc i jest nieźle. Po 3 cyklach gastroskopia wykazała stabilizacje choroby,
    guz jest tej samem wielkosci, nacieki sa takie jak były w czasie
    operacji...wiem ze czasami sie zdarza ze po chemii jest reemisja, no niestety
    nie mielismy tego szczecia, choc na ten momebnt cieszy ta stabilizacja!!! W
    koncu wg opinii prof. który go operował tata nie miał zadnych szans i nawte na
    chemie nas nie chciał skierowac. Przy operacji podobnie jak u mamy Anety
    otwarto i zszyto zakładajac gastrostomie, z której tez nie korzystalismy i w
    maju tego roku dren od stomii usunieto, bo po kazdym zjedzeniu tata odczuwał
    ból, ciało wokół drenu pekało,krwawiło a szew mocujacy wciaz sie luzował i co 7-
    10 dni zakładali kolejny, to była mordega wiec chirurg stwierdził ze skoro tata
    je sam nie ma sensu go tak obciazac i wyciagnał. Obiecał tez ze jesli bedzie
    taka koniecznosc to laparoskopowo załaza ten dren powtórnie...mam nadzieje, ze
    do tego nie dojdzie! Czesc pacjentów ma robiona gastrostomie, czesc
    jejunostomie, a czesc jeszcze unostomie...cóz w zaleznosci od szpitala i
    funduszy jakie posiada, choc niestety wszystkie sa uciazliwe, to jednak te
    nowoczesne sa juz jednak inaczej mocowane i duzo ciensze wiec mniej skutków
    ubocznych. Teraz u taty zmieniono program bo po 3 cyklach wyniki spadły i jak
    oceniono był to program zbyt toksyczny, szpik nie umiał sie zregenerowac. Tata
    17-19.07 w DCO we Wrocławiu dostał zmodyfikowany porgram 5FU+ C.L. i ma przejsc
    kolejne 2-3 tej chemii, z tym ze w trybie dziennym wiecm ominie go lezenie w
    szpitalu. Dzis jest 1 dzien po tym słabszym programie i musze stwierdzic ze ma
    apetyt co było niedopomyslenia przy tamtym programie, przez tydzien jadł bardzo
    marnie, no i nie czuje tez takiego zmeczenia jak poprzednio. We wtorek usg a w
    sierpniu jeszcze tomograf wiec czekamy na dalsze wyniki.

    > nie moze dojść do siebie wymioty ustąpiły ale cierpi na potwoene boleści
    żołądka

    A czy stosowała Twoja ciocia Spasmolinę??

    nic nie moze jeść jest 2 tygodnie po chemi

    > 25 07 we wrocławiu zaczyna nową chemię

    A jaką teraz chemie ciocia dostała?

    > w jej przypadku po otwarciu brzucha podjeto decyzje że najpierw chemia a może
    po jakimś czasie operacja -czy ktoś się z tym spotkał ?

    Tak zdarzaja sie takie przypadki, choc rzadko, jednak zawsze trzeba wierzyć!
    Aby mozna było mówic o powtórnej operacji musiałyby sie zmiany cofnac, a to
    przy raku zoładka nie zdarza sie zbyt czesto, aczkolwiek kto wie, w koncu kazdy
    organizm inaczej reaguje. Mi Dr tez robił taka nadzieje, ze trzeba zobaczyc co
    bedzie po chemii, bo byc moze....ale musze miec swiadomosc, ze to zdarza sie
    dosc rzadko i staram sie cieszyc tym co jest, tak jak napisała Anetka cieszyc
    sie ze jest z Nami!

    Ah no i jeszcze jedno, czasami w indywidulanych przypadkach chirurdzy podejmuja
    sie powtórnej operacji na zasadach resekcji paliatywnej, czyli wiedza ze nie da
    sie wyleczyc, a chodzi o przedłuzenie życia.

    Pozdrawiam serdecznie i wszystkim zycze duzo siły i wiary w walce z choroba!
    Musimy wierzyc!!!
  • mardula 21.07.07, 16:49
    dzięki za tak obszerną odpowiedż co do tej 2 chemi to jeszcze nie wiadomo jaka
    będzie bo to dop[iero 25 się okaże ponieważ ciocia bardzo żle znosiła tą1
    lekarz powiedział że 2 będzie słabsza co do leku spasmolin zaraz zadzwonie i
    zapytam-nie mieszkamy w tej samej miejscowości trzymam kciukiza tate-do napisania
  • madrek76 21.07.07, 17:48
    No to powodzenia, mam nadzieje ze ta nowa chemia, słabsza bedzie dla cioci
    znosna i nie bedzie Ją tak obciążała. Kto z lekarzy jest prowadzacym?? A poza
    tym warto w razie watpliwosci podejsc do Pani Ordynator, ja ostatnio trafiłam
    źle, bo jednego dnia była wizytacja, a drugiego została wezwana na konsultacje
    do osrodka zamiejscowego wiec poszłam na wizyte prywatna i wszystko
    uzgodniłysmy, wytłumaczyła mi dokładnie rózne kwestie plus wynikajace z
    dotychczasowego leczenia, wyników taty i tego co proponuje dalej, ale wiem ze
    jak sie dobrze trafi poswieci tez chetnie czas w szpitalu, tylko podejsc i
    zapytac do sekretariatu, gdy tylko ma czas prosi o historie chorego i prosi na
    rozmowe. Powodzenia!!!
  • mardula 24.07.07, 19:26
    witam cie-pytałam ciocie o lekarza prowadzącego to mówi że to pani ordynator ale
    bede u niej 26 w szpitalu bo to jej imieniny-anna to sama z karty przeczytam
    napisz jak tata znosi tą następną chemie mam nadzieję że dobrze-o ile wogóle
    można tego słowa używać w tym całym nieszczęściu pozdrawiam i trzymam kciuki
  • mardula 24.07.07, 19:32
    pytałam ciocie o lekarza prowadzącego mówi że to pano ordynator jak będę u niej
    w szpitalu to zobacze w karcie a co u taty jak znosi tą następną chemie mam
    nadzieje że dobrze o ile można tego słowa używać w tym całym nieszczęściu
    pozdrawiam do napisanka
  • madrek76 24.07.07, 22:27
    Hej, Pani ordynator tam konsultuje kazdy przypadek, ale lekarz prowadzacy
    zalezy od sali do której przyporzadkowano pacjenta, mój tata zawsze był w sali
    31 i prowadzacym był Pan doktor Marzec, a ostatnio doktor Kaj bo dr był na
    urlopie, choc fakt ze jak cos sie dzieje kazdy pacjent jets omawiany z
    ordynator i to Ona decyduje ostatecznie co robią. A ta nowa chemia - faktycznie
    lzejsza bo mniej skutków ubocznych, głownie suchosc w jamie ustnej i przez 2
    dni bóle kosci, ale mineły juz i w sumie jest ok. Na szczescie zadnych wymiotów
    czy innych bóli tata nie ma, apetyt rózny raz lepiej a raz gorzej, ale i tak
    lepiej niz przy poprzednim programie. Dzis bylismy na usg u dr Bireckiej,
    niesamowita kobieta bo na usg potrfai dostrzec rzeczy jakich inni nie widza.
    Polecił nam ją pacjent który z tatem był na chemii i faktycznie zdiagnozowała
    co sie dało bardoz dokładnie, badanie trwało 45 min i jest na ten moment
    potwierdzeniem ze jest stabilizacja i wszystkie inne organy sa ok. jeden tylko
    wezeł wymaga jak okresliła uwagi, ale tata bedzie miał w sierpniu jeszcze
    tomograf wiec zobaczymy jak to pokaze tomograf. Jutro jeszcze ide z wynikami do
    onkologa do Onkomedu wiec dowiem sie cos wiecej. Trzymam kciuki za ciocię!!!
  • gontcha 24.07.07, 23:03
    Madrek,

    Miło słyszeć, że Tato po nowej chemii ma się dobrze i ze choroba się
    ustabilizowała. Birecka jest 'the best' jeśli idzie o USG - ma dokładność
    tomografu praktycznie i nasi onkolodzy cenią sobie bardzo jej badanie.

    Powodzenia jutro i dobrych wieści u dr. Bębenka.

    Trzymam kciuki i czekam na info,
    Anka


    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 25.07.07, 17:58
    Witaj Aniu :-)

    Wróciłam od dr Bębenka z nowa porcja nadziei, bo po przeanalizowaniu
    gastroskopii, usg od dr Bireckiej (powiedział jak zwykle perfekcyjny opis)
    zdecydował by zgłosic sie z tatem na tydzien przed 6 chemia, a wiec na poczatku
    wrzesnia do badania i kwalifikacji do powtórnej operacji, bo jak mówi sa szanse
    by to jednak usunąć. Sam guz sie ustabilizował nie rośnie (Zreszta
    powiedział,że grucolaki żoładka dosc opornie reagują na chemie wiec zadko
    zdarza sie by zmniejszyły sie), ale cofneły sie inne zmiany,na które wskazywano
    przy poprzedniej operacji. Poza tym tata ma zdrową wątrobę,woreczek
    zółciowy,sledzione, nerki - tam zadnych zmian nie stwierdzono! Dr powiedział
    więc, że jeszcze 2 chemie powinny byc,ale jak mówił jest jednak szansa na
    powtórne otwarcie. Dzis operował podobny przypadek jak taty z podobnym
    umiejscowieniem, pacjent pół roku temu zdiagnozowany w innym szpitalu jako
    nieresekcyjny, po przejsciu 6 chemii, dzis dokonał udanej resekcji i jak
    powiedział,trzeba byc dobrej mysli wiec staram się tak mysleć!!!

    A jak Ty sie Aniu czujesz?? Jutro Twoje imieniny a wiec przyjmij życzenia
    Z okazji imienin życzę :
    Wiary, siły, wytrwałości i jak najwiecej uśmiechu nawet wtedy gdy spotka Cię
    smutek lub boleść! Tęczy na niebie, która przypomni Ci, że nawet nad czarnym
    chmurami świeci słońce!!Pewności, że o Tobie wiele osób mysli! Przyjaciłół,
    którzy wskażą Ci piękno, które mają widzieć Twoje oczy!! Pewności w
    wątpliwościach, cierpliwości przy akceptacji rzeczywistości oraz siły w
    przekazywaniu miłości !!!!!!!!!!

    Pozdrawiam najserdeczniej,
    Magda
  • gontcha 30.07.07, 14:28
    Hej Magda,

    Bardzo się cieszę, że masz dobre wieści od doktora. Mocno trzymam kciuki, żeby
    Twój Tato został zakwalifikowany do operacji i żeby ta powiodła się pomyślnie w
    100%. Powiem Ci, że znam osoby, które z innego szpitala zostały odesłane z
    opisem 'nieoperacyjny', a które potem pomyślnie dr. Bębenek je zoperował. To
    jest wyśmienity chirurg i bardzo ciepły, przyjazny człowiek.

    Heh - a my mamy wyjątkowe 'szczęście' do mijania się - albo w DCO, albo w
    Onkomedzie... Ja byłam na Ślężnej w sobotę. Na razie jest dobrze :)
    Osiągneliśmy 50% remisję i mam 'wolne' kolejne 3 tygodnie (wakacyjny wyjazd -
    jupi:). Potem następna kontrola. A co do leczenia - podjeliśmy decyzję, że
    kolejne dawki leku będziemy podawać 'doraźnie', czyli w momencie jakiegokolwiek
    pogorszenia stanu zdrowia i nasilenia objawów. Doktor wybrał najlepszą opcję w
    sumie.

    Pozdrawiam cieplutko, duża buźka,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 31.07.07, 19:08
    Witaj Aniu!

    No to super, bardzo sie ciesze ze jest reemisja i ze masz "odpoczynek" od
    zmagan z choroba, trzymam kciuki by kontrolne wyniki były dobre i by juz tych
    pogorszen zdrowia nie było!!! Na razie odpoczywaj i nabieraj sił :-)))

    Pozdrawiam cieplutenko!
    Magda

  • gontcha 02.08.07, 12:36
    Magda,

    Odpocznę, nabiorę sił...na pewno :)
    Już się nie mogę doczekać wyjazdu, oby do soboty i w drogę.

    Pozdrawiam Ciebie i Tatę i też mocno trzymam kciuki :)

    Buziaki,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • mardula 20.08.07, 17:54
    hej-sorki troche mnie nie było ale dopiero wróciłam z wakacji w środe ciocia
    jedzie na 3 chemie jest bardzo słaba a przy tym ten nieustajacy bol bierze po
    kilka tabletek do południa i kilka po południu czy to normalne? no i prawie nic
    nie je boże tak bardzo wspułczuje wszystkim którzy mająpodobne problemy ze swoim
    zdrowiem lub zdrowiem najbliższych
    a jak czuje sie twoj tata? pozdrawiam
  • mardula 20.08.07, 18:10
    zapomniałam dopisać że ten post jest do -madrek76
  • madrek76 20.08.07, 18:17
    Witaj! U mnei tata miał zmieniony program chemii, bo tamten był zbyt
    toksyczny, jutro jedziemy na 2 chemie wg tego nowego programu a w
    sumie to juz 5 chemia. Generalnie przy tym programie czuje sie
    bardzo dobrze, bardzo ładnie je i przybrał na wadze 4,5 kg no i znów
    sam sobie jezdzi samochodem, chodzi na spacery coraz dłuzsze, cos
    tam drobnego robi w domku i czasami popracuje na komputerze wiec dla
    nas nastapiła miła poprawa! Nie ma tez zadnych bóli wiec jest ok.
    oby tak jak najdłuzej,a po 10.09 czeka nas konsultacja u chirurga,
    który chce tate operowac drugi raz, choc tata tej operacji sie boi,
    bo teraz czuje sie dobrze,a wiadomo po resekcji zoładka znów bedzie
    długi okres powrotu do zdrowia! Piszesz o bólach cioci, a byłą w
    poradni leczenia bólu, moze tam dobiora jej lepsze leki, czy stosuje
    plastry i jak mocne?? Wiesz takie branie leków ciagle coraz wiecej
    nie jest najlepszym rozwiazaniem, trzeba poszukac przyczyny skad
    taki silny ból, czy miała jakies badania robione??? Pozdrawiam
    cieplutko, czekam na wiesci!!!
  • mardula 20.08.07, 19:24
    dzięki że sie odezwałaś i wogóle z cichym uśmiechem czytałam twój post -z
    cichym -żeby nie zapeszyć co do mojej cioci to plastry brała początkowo w
    szpitalu póżniej cały czas leki i kroplówka a do domu dostała tylko te leki i
    z tego co sie dowiedziałam z zaznaczeniem że ma brać wtedy kiedy czuje że musi
    na poczatku brała wtedy kiedy już nie mogła wytrzymać
    z bólu teraz bierze jak tylko sie ból zaczyna bo mówi że pożniej to już jej
    ciężko pokonać te boleści nie byla w poradni o której piszesz -odlicza tylko
    czas do nastepnej chemi bo tak bardzo wierzy że tu pomoże a to już w środe pa
    -do napisania
  • madrek76 22.08.07, 20:55
    Hej, jak czuje sie ciocia?? Co z bolem, dalej taki uporczywy?
    Pozdrawiam cieplutko!!!
    Magda
  • mardula 24.08.07, 15:43
    Witaj-ciocia jest już 2dzień w szpitalu niestety nie mogą podać chemi gdyż
    spadła cioci hemoglobina ból w dalszym ciągu jest nie do wytrzymania ciocia
    dostaje w szpitalu kroplówke za kroplówką wiem że jutro ma mieć gastroskopię,a
    wujek ma rozmawiać z doktorem Pudełkiem czy też Pudełką to może coś więcej będę
    wiedziała .ja też pozdrawiam ciebie i tate -marta
  • attenna11 24.08.07, 20:35
    Marta...
    jak mojej mamie spadła hemoglobina nawet do 4,1 podano jej krew
    (podobno to dozywianie raka ale w sumie poczuła sie jakby ktos ją
    wrócil do zycia).Może warto byloby sie o to zapytac? Wiem , że w CO
    Bydgoszcz nie podaja chemii jeśli wyniki krwi są slabe i hemoglobina
    poniżej 9...
    Istnieje lek erytropoetyna- pobudza hemopoezę przy niedokrwistości
    jednak najczestsze są transfuzje. Może warto porozmawiać o tym z
    lekarzem.
    Kroplówki są bo jesli twoja ciocia nie je muszą ją nawodnić i
    odzywic. Nie rozumiem dlaczego tak boli, czy ma podawany jakiś
    srodek przeciwbólowy? To ważne w walce z bólem.
    Mam nadzieje, że bedzie dobrze. trzymam kciuki.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mardula 25.08.07, 15:08
    cześć Aneta tak oczywiście ciocia dostała wczoraj krew a te kroplówki które
    ciocia dostaje to właśnie są przeciwbólowe i dopiero po 3ostatnio przestało
    boleć a właściwie nie przestało ale przyćmiło ten ból na tyle że był do
    zniesienia oczywiście leki też dostaje nie wiem dlaczego nie można tego bulu
    pokonać -właśnie dlatego też moja ciocia nie je bo mówi że jak zje pół kromeczki
    to jest dobrze ale nie ma mowy o czymś więcej natychmiast boli aczkolwiek często
    ten ból pojawia się tak z niczego nagle być może już wujek rozmawiał z lekarzem
    być może ciocia zaraz będę dzwonić dzięki za kciuki -ja za twoją mamusie też
    trzymam do napisania
  • barbara_arciuch 26.08.07, 10:18
    Jestem dopiero na samym początku walki z rakiem żołądka u mego taty.Szukam dobrej kliniki i dobrych lekarzy,dużo czytałam o pr.Janie Kuligu, czy ktoś z was miał z nim kontakt.Czy warto bym jechała do Krakowa /z Olsztyna/
  • madrek76 26.08.07, 12:44
    Witaj! Jesli potrzebujesz kontaktu do prof. Kuliga to moge podać
    przyjmuje on w Krakowie na ul. Lubicz 25 w Krakowie, po
    wczesniejszym umówieniu się tel. (0-12) 422-13-80.
    Jesli chodzi czy warto jechac...to zalezy od tego na jakim etapie
    jest leczenie...ja byłam tam po nieudanej operacji taty, we
    Wrocławiu został otworzony stwierdzono ze nieresekcyjny bo sa
    nacieki i za duzy i zamknieto zakładajac tylko stomie...któa zreszta
    potem inny chirurg wyjął, ale to inan historia... Byłam u prof. sama
    z dokumentacja (jestem z okolic Jeleniej Góry) i jesli tak chcesz
    jechac i Twój tata miał operacja niezbedny jest protokół operacji,
    bez tego nie wiele sie dowiesz. Jesli zas jest jeszcze przed
    operacja ta moze uda Ci sie tam dostac na operacje, ale wiem ze
    kolejki sa i tak długie, przy mnie na wizyte czekały osoby i mówiły
    o oczekiwaniu 2-3 m-cy. W przypadku mojego taty prof. nie wiele
    pomógł, powiedział mi jakie sa rokowania a to wiedziałam sama juz
    wczesniej, gdy pytałam o chemioterapie powiedział mi ze nie ma sensu
    bo w raku żołądka jest małoskuteczna i ze najwyzej jesli taty stan
    poprawi sie przytyje i beda sie poprawiac wyniki to mam sie z tatem
    pokazac na wizyte moze uda sie jeszcze raz go otworzyć bo jak mi
    wtedy powiedział, niektórzy lekarze za szybko uznaja ze zmiana jest
    nieresekcyjna. Pojechałam jeszcze do Warszawy do prof. Butruka i na
    konsultacje u prof. Szawłowskiego (obaj pracuja w CO na Ursynowie) i
    oni obaj mieli inne zdanie, ze warto spróbowac chemii (to samo
    powiedział mi dr Krzemieniecki z Krakowa bardzo dobry
    chemioterapeuta) bo stan taty jest jak wtedy okreslili dobry i
    zawsze warto spróbować, ale wszyscy zgodnie mi mówili ze z uwagi na
    miejsce zamieszkania lepiej wybrac osrodek blizej miejsca
    zamieszkania a Wrocławskie CO jak mówili jest dobre no i tam
    trafilismy. 15.05 rozpoczeła sie chemioterapia. Tata dostał 3 cykle
    agresywne (chemia czerwona + 1 dodatkowy wlew Taxotere) potem
    pogorszyły sie wyniki zmieniono program na łagodniejszy. Tata jest
    po 5 cyklach czuje sie nieźle, ma niezły apetyt, przybył na wadze
    5,5 kg, wyniki sie poprawiły, a co najwazniejsze ggastroskopia,
    tomograf usg potwierdzają że guz (gruczoklakorak typ rozlany wg
    Lernera) nie rosnie, cofneły sie zmiany w układzie limfatycznym,
    wezły chłonne nie sa powiekszone i nie ma zmian w zadnych innych
    organach, stad dr Bebenek który nas prowadzi we Wrocławiu chce
    jeszcze raz operaowac tatę czekamy na kwalifikacje do operacji a to
    ma byc po 10.09 kiedy bedzie najnowszy TK i zakonczymy wtedy 6 cykl
    chemii.Takze jak widzisz naprawde kazdy przypadek jest inny. Mojemu
    tacie prof. Kulig niewiele pomógł, ale przypadek Twojego taty może
    jest inny. Trzymam kciuki i w razie potrzeby odezwij sie tutaj czy
    na maila gazetowego. Ah na wszelki wypadek podaje namiary w
    Warszawie (1) Prof Butruka telefon do rejestracji 022 825 62 99
    (2) Prof. Szawłowski tel. do rejestracji 022 331 41 40.
    Pozdrawiam serdecznie i życze wytrwałosci w walce z choroba!!!
    Pozdrawiam tez Anetke, Kati5 i Anie i wszystkich którzy zagladaja do
    tego watku! Magda

  • barbara_arciuch 26.08.07, 16:35
    Wielkie dzięki za te informacje, u mego taty jesteśmy na etapie diagnostyki.Ja wstępne rozpoznanie znam od trzech dni a rodzice jeszcze nic niewiedzą, niemam też jeszcze badań histopatologicznych ale lekarze już wystawili diagnoze.Jutro wiozę tatę do szpitala i odbiorę rtg oraz tomografie na pozostałe muszę czekać jeszcze ok 10 dni.Może się komuś wydać ,że to zbyt wcześnie bym szukała pomocy ,ale ja muszę to robić by nie czuć się jak dziecko ws mgle/choć i tak to uczucie i tak mi towarzyszy/.Wiem ,że zwruce się do każdego by pomóc tacie, a WAM wszystkim dziękuje że jasteście i że moge znaleść tu zrozumienie i wsparcie.A jeżeli chodzi o stan taty to jest bardzo dobry ,jak sam mówi" dobrze że jestem taki zdrowy i silny bo inaczej bym nie przeżył tych badań"-taki jest właśnie mój tata
  • attenna11 26.08.07, 20:37
    Marta cieszę się że u Twojej cioci lepiej. U mojej mamy też róznie
    bywa z jedzeniem ...mimo leków czasem tak boli i są takie problemy z
    łykaniem, że nawet łyk wody nie przejdzie a czasem aż sie dziwię, że
    tyle zje (musi mocno przerzuc....)
    Barbara jakbyś chciała mam namiary na lekarzy w Bydgoszczy....
    (gastrolog-wykrył raka u mojej mamy, oraz na lekarzy z CO Bydgoszcz).
    Trzymam za Ciebie kciuki. Moja mama walczy z chorobą...rok ...
    Bedzie dobrze i mam nadzieję, że to wasze "Paskudztwo" da się wyciąć
    i bedzie dobrze.
    Oczywiście pozdrawiam Ciebie i wszystkie "żoładkowe" dziewczyny z
    tego forum.
    Całuski.
    Piszcie co nowego u Was.
    U mnie na razie OK poza lekkim zmęczeniem (przygnębieniem) ktore mi
    sie udzielilo :(
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 27.08.07, 13:19
    Attena11 będę bardzo wdzięczna za namiary do lekarzy z Bydgoszczy,zawsze to bliżej niż Kraków.A może ktoś wie jak długa jest kolejka oczekujących na zabieg w CO Bydgoszcz.
  • attenna11 27.08.07, 15:39
    gastrolog- dr Rudziński
    chirurg -dr Leksowski
    obydwaj pracują w X Wojskowym Szpitalu w Bydgoszczy
    prywatnie tel. (052) 375 81 21 -dzwonić i pytać
    wiem, że dr Rudzinski przyjmuje w pon. i środy

    lekarze z CO Bydgoszcz (super ludzkie podejscie-dusza lekarze! mogę
    polecić z czystym sumieniem)
    onkolog chemioterapeuta dr Tujakowski
    onkolog radioterapeuta dr Ziółkowska
    tel . (052)322 02 09
    prywatnie

    chirurg onkolog specjalista chirurgi onkologicznej i ogólnej
    dr Ryszard Laskowski
    tel. 0 52 343 15 94

    Z własnego doświadczenia wiem , że lepiej iśc prywatnie-normalnie
    kolejki dość długie.
    Pytasz o czas oczekiwania:
    www.co.bydgoszcz.pl/kolejka-oczekujacych/kolejka-oczekujacych.html

    Czasem w naglych wypadkach można cos tam przeskoczyc.
    Pozdrawiam.
    A.

    --


    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mardula 28.08.07, 16:02
    cześć wczoraj moja ciocia miała gastroskopie okazało się że ma grzybice żołądka
    i dlatego są te bóle -więc ciocia wróciła dzisiaj do domu przez 2 tygodnie
    będzie leczyć tą grzybice wywołaną lekami a potem znów na badania i dopiero
    chemia.pozdrawiam marta
  • attenna11 28.08.07, 20:06
    Marta,
    napiszę tak to dobrze że to tylko grzybica i cos z tym
    robią...chociaz z drugiej strony kiedy ma się diagnoze "rak" to
    jeszcze jak na złość przyplatują sie inne paskudztwa..eh brak słow.
    Cieszę się że to tylko tak się skończylo, no bo sama wiesz ból to
    sie kojarzy zawsze z czymś najgorszym. mam nadzieję, że zaleczą ta
    grzubicę i twoja ciocia będzie mogła jeśc a to wróci jej siły no i
    mogła będzie dalej sie leczyć.
    U mnie nie za dobrze. mama podłamała sie psychicznoe...sama nie wiem
    mimo, że wmawiamy jej rózn erzeczy jakos chyba do niej dotarło jaki
    jest stan faktyczny jej zdrowia. częsciej płacze...kazałam jej kupić
    zeszyt i wszystko to co złe zapisywać te swoje złe czarne
    myśli...pisze( może to dobrze jak to z siebie wyrzuci bo nie chce
    rozmawiać).
    jak na złośc od wczoraj pojawiły sie (niewielkie) krwawienia kobiece
    mimo że mama nie ma okresu chyba od 8 lat....o ile nie wiecej...Nie
    jest tego dużo ale zawsze i z tego co doczytałam konieczna bedzie
    jaks konsultacja...i dzisiaj tak mamusia dziwnie wyglądała jakby
    miała zasnąć...nawet jedno oko miała takie jakby powiększone...do
    tej pory tak nie było. Boję sie, że to jakies przerzuty...Oby nie.
    Pozdrawiam was serdecznie i piszcie koniecznie co nowego u WAS...
    Aneta

    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 29.08.07, 11:01
    Marto ciesze sie ze to grzybica bo z tym napewno sobie poradzą!!!
    Anetko mam nadzieje,że ten kryzys u Twojje mamy minie i sadzę, że
    ten pomysł z zeszytem jest abrdzo dobry, jesli nie chce rozmawiac
    (zapewne nie chce Was martwić) to wyrzuci z siebie złe mysli a one
    pojawiają sie jeśli człowiek dostaje złe wiesci o stanie zdrowia a
    jak sama pisałaś w szpitalu juz sie nasłuchała o tym co znacza
    zmiany w nadnerczu. Miejmy nadzieje, ze ten gorszy stan ducha
    poprawi sie i koniecznie skonsultuj ten problem krwawien, wierze, że
    to nie bedzie nic powaznego i ze i z tym sobie poradzicie.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam Was wszystkich walczacych z tym
    pskudnym "gościem" w żoładku i nie tylko tam!
  • mardula 29.08.07, 16:56
    Aneta ,Magda dzięki za te słowaq ale wyobrażcie sobie że już przed wyjściem
    cioci do domu przyszła jeszcze pani doktor powiedziała że przekazała informacje
    o jej stanie zdrowia -czyli o pojawieniu się tej grzybicy i w związku z tym
    przesunięciem chemioterapi ordynatorowi a na zakończenie powiedziała wie pani
    pani aniu bardzo niepokoją mnie te pani bóle no więc cały spokój cioci jednym
    słowem został zburzony -płacze cały czas i mowi że nic z tego noie rozumi ale
    wygląda na to że brzybica owszem jest ale to nie ona jest powodem tych nie do
    zniesienia bóli ja już też nic nie rozumiem modle sie o ciocie o waszszych
    rodziców i cóż nie trćmy nadzieji a tak a propos jaki jest wasz stosunek do
    bioenergoterapeutów oczywiście jako suplement do całego leczenia
    konwencjonalnego -ściskam marta
  • barbara_arciuch 29.08.07, 19:28
    Pozdrawiam Was gorąco.Mam nadzieje , że waszym bliskim się polepszy.W każdej chorobie są dni gorsze ale ważne jest by obok był ktoś kto będzie blisko. Są osoby /do nich należą też moj rodzice/ dla których mówienie o chorobie jest ponad siły, mam wrażenie ,że gdy będą mówić to przyciągną to "paskudztwo" ,że to będzie taka "zgoda" na chorobę.Dlatego nie zmuszajcie ich by mówili ,jak będą gotowi to sami zaczną.Ja od dzisiaj znam wynik TK- niestety przerzut do wątroby i węzła chłonnego,powiedziałam rodzicą ,że to może być rak.Tata wyszedł z pokoju .Mam nadzieje ,że jutro będzie chciał rozmawiać
  • attenna11 30.08.07, 21:19
    Witam, jak tam tato? Mam nadzieję, ze rozmawia.... sama widze po
    swojej mamie, ze czasem chce a czasem nie chce słyszeć nic o swojej
    chorobie...czasem bywa tak i mam nadzieję, że i u Was tak bedzie, że
    Tato zacznie sam zadawać pytania.
    Pozdrawiam.
    A.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • attenna11 03.09.07, 21:42
    Witam ....co nowego u Was?
    Jak tam tato? Napisz koniecznie :)
    Pozdrawiam.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mardula 30.08.07, 19:53
    Aneta odezwij sie co u mamy mam nadzieje że jest lepiej ale nie piszesz od 2
    dni i zaczynam sie niepokoic marta
  • attenna11 30.08.07, 21:32
    Jak ten czas Martusiu leci...zaglądam tutaj codzienie i
    chyba "udzielałam " sie w innych wątkach....
    U nas jakoś po maluczku...krwawienie tak jak sie pojawiło tak
    zniknęło....wiem że powinnam iśc z mamą do lekarza ale mama nie chce
    ja nie chce nic na siłę...a z drugiej strony dobrze byłoby wiedziec
    skąd sie to wzięło i jak była tego przyczyna.
    Samopoczucie psychiczne OK. Pisałam dzisiaj w południe Madrek, że
    fizycznie też nie najgorzej...i byłam u mamy ale widzę , że jakas
    taka słaba i sie czesto pokłada...
    Kupiłam jej kapsułki z buraczków...chyba znowu (bo tak było po
    naświetlaniach w marcu) krew leci w dół...mam nadzieję, że mama nie
    osłabnie tak bardzo jak wtedy bo bardzo nas wystraszyła...
    Jest u niej moja córa...wiec babcia ma zajęcie i chociaż to juz
    takie bardzo samodzielne dziecko...mobilizuje ją do krótkich
    spacerków, gotowania obiadków i robienia herbatek owocowych , które
    moja córa bardzo lubi.
    Mam nadzieję że taka mobilizacja coś da...
    Co u Ciebie Marto? Jak samopoczucie cioci?
    Pytałaś o bioenegroterapeutów....
    Ja mam stosunek sceptyczny i wszystkie cudowne "środki" traktuję
    jako żerowanie na ludzkiej naiwności w momencie w którym człowiek
    chwyta sie ostatniej deski ratunku....wtedy pojawiają sie ci
    naciągacze....a nic naukowo nie jest udowodnione...
    Druga kwestia to wiara...gdyby moja mama bardzo mocno wierzyła , że
    to jej pomoże...nie odmówiłabym....
    może tez to sprawa sugestii?
    Ja tak "załatwiam"bóle moich córek.....wit. C dla dzieci z
    zapewnieniem że to najlepszy środek bardzo silny i tak drogi bo taki
    dobry że dział po kilku sekundach.....
    Marto i to dziala!
    Chyba jednak cała magia tkwi w tym co mówimy....
    Pozdrawiam i pisz co u WAS!
    Aneta
    --

    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mardula 31.08.07, 15:31
    uff...troche odetchnełam rzeczywiście twoja córcia na pewno mobilizuje twoją
    mame jej obecność toradosć dla mamy ipewnie obowiązek i wtedy mamusia chociaż
    przez jakiś czas nie myśli o sobie o chorobie tylko chce umilić pobyt u babci
    swojej wnusi .jeśli chodzi o ciocie to tak jak pisałam odkąd wie że tebóle nie
    są spowodowane tą grzybicą ciężko jej się pozbierać psychicznie ma koło siebie
    męża wnuki dzieci -bo z nimi mieszka ale ten wściekły ból nie daje jej spokoju
    ,leki pomagają albo troszke albo na chwile po tem znów to samo
  • attenna11 01.09.07, 21:40
    Dzisiaj ból momentami był nie do zniesienia. Potem przeszło. Mama
    strasznie boi się iśc do lekarza...do poradni przeciwbólowej...przy
    oddziale paliatywnym. jak już kiedys pisałam bardzo jej sie ten
    oddział i opieka podobał, chwaliła sobie podejscie do pacjenta itp.
    Teraz nie chce o nim słyszeć. cały czas powtarza, ze pojedzie niby
    tam po leki silniejsze a ja tam zostawia i tam umrze...
    Wieczorem bole zmalały ale mama ma jakis taki dołek psychiczny...
    Marta a jakie środki przeciwbólowe ma Twoja ciocia? Może trzeba
    byłoby zwiekszyć dawkę?
    Pozdrawiam cieplutko.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 02.09.07, 14:41
    Witaj Marto, co u Was?? Faktycznie rozmawiałam z zaprzyjaźnionym
    lekarzem i tak wspomniałam o grzybicy ukladu pokarmowego przy
    nowotworze i mówi ze to czesto sie pojawia a juz szczególnie przy
    okazji chemii stad lekarze powinni bacznie zwracac uwage na wyglad
    jezyka, bo biały jezyzk, afty to jeden z symptomów. Te bóle musza
    miec jakas inna przyczyne i trzeba by było podrażyć temat, a zeby
    cos wiecej powiedziec dobrze by było zrobic dodatkowe badania...my
    robilismy u taty prywtanie badanie usg u dr Biereckiej, gastroskopie
    w Endo-medzie a teraz jeszcze czekamy an tomograf, tym razem na
    Hirszfelda. Dziwie sie, ze Pani Dr prowadzaca (a moge spytać, kto
    prowadzi teraz Twoja ciocię???) na chemioterapii tak przy cioci
    powiedziała nie wskazujac jej drogi dalszego postepowania, bo w
    koncu konieczne by było zrobienie tomografu!!! Ah no i my na
    tomograf mamy wyznaczony termin na 10.09 (czekamy od 20.07), choc
    fakt lekarz prowadzacy nie mówił nic sam z siebie, dopieor byłam
    prywtanie u ordynator, zapytałam o tomograf i stwierdziła ze
    faktycznie juz czas by to badanie powtórzyc i nastepnego dnia termin
    tacie wyznaczono. Terazmamy chemie dzienne w Szklarskiej Porebie i
    musze przyznać ze tam jest lepsza opieka, lekarz przed kwalifikacja
    naprawde solidnie bada pacjenta, robi wywiad, przejrzy dokładnie
    wyniki, alemoze to wynika z faktu, ze to mały oddział i maja czas
    dla pacjenta, we Wrocławiu jednak jest duzo wiecej pacjentów
    przypadajacych na 1 pacjenta. Moze tez warto by było skonsultowac
    sie z poradnia leczenia bólu bo moze te srodki przeciwbólowe sa za
    słabe...
  • mardula 05.09.07, 18:34
    cześć Magda-u nas chyba coraz gorzej tzn. wczoraj wujek zawiózł ciocie do
    wrocławjw bo wyskoczyły jej guzy w okolicach szyi duże siniejące guzy we
    wrocławiu zrobili usg i na szczęście okazało się że nie są to przerzuty tak jak
    wszyscy myśleliśmy tylko stan zapalny i tak zareagowały węzły chłonne dostała
    ciocia kolejne leki ,zastrzyki i kazali jej jechać do domu i tam też leczyć ten
    stan zapalny a 11ma przyjechać na kolejną chemie tym razem na pewno słabszą ale
    nie wiem już sama jakl to będzie bo ciągle się coś nowego dzieje jakby mało było
    cierpienia i bólu z jedną chorobą te zmiany ciocie potwornie bolą nie moze
    kaszlnąć ani skręcić głową nie może jeść więc siedzi w fotelu w pozycji w
    kt,órej ją najmniej boli i płacze -jeśli chodzi o doktor prowadzącą to jest to
    paniPłaczek a leki przeciwbólowe to tramal i poltrernm mam nadzieje że nie
    przekręciłam nazwy to tyle u nas mam nadzieję że u was lepiej słychać pa marta
  • mardula 05.09.07, 18:46
    cześć Aneta ciocia bierze tramal i poltrrrnm -myśle że nie poprzekręcałam nazw
    .wczoraj ciocia wyladowała w szpitalu we Wrocławiu bo wyskoczyły jej bolesne
    duże guzy w okolicy szyi w szpitalu zrobili jej usg. iokazało się że jest jakiś
    stan zapalny wszyscy odetchneli bo myśleliśmy że to przerzuty teraz jest w domu
    dostała kolejne leki i 11 ma przyjechać na kolejną chemie mam nadzieje że u
    mamusi troszke lepiej trzymaj się marta
  • attenna11 22.07.07, 15:07
  • kati5k 25.07.07, 12:41
    Długo nie odwiedzałam forum ponieważ miałam pilne zajęcia w pracy i w domu.
    Wczoraj byłam z mamą na 2 chemii. Lekarz powiedział że to bardzo złośliwy
    nowotwór, że bardzo szybko się rozwinął, ale według niego to lepiej go będzie
    można zwalczyć chemią niż tego który się rozwija 2, 3 lata. Mama jest tym
    pocieszona ale ja nie wiem czy chciał ją tylko pocieszyć? Lekarz nie powinien
    zabierać nadzieji ale też oszukiwać więc trzeba wierzyć że będzie wszystko
    dobrze.
    A co tam u Ciebie Anetko, jak mama się czuje? Moja po chemii dobrze. Chodzi
    nawet sprząta ja jej nie daję ale ona jest uparta. To zespolenie, o którym,
    pisałyśmy wcześniej ma wewnątrz w brzuchu więc to coś innego niż było u Twojej
    mamy. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.
  • attenna11 25.07.07, 14:27
    Cieszę się , że u Was dobrze...pozwól mamie sprzątać i robić to na co ma
    ochotę. kiedy tak pracuje (oczywiście w granicach przyzwoitości- nie może se aż
    tak forsować) wydaje mi się , że wtedy człowiek nie myśli o chorobie. Mimo
    oburzenia niektorych osób (z naszego otoczenia) pozwalamy mamie robic to co
    chce...chodzi do koleżanek, na zakupy, na spacer...jest jej z tym dobrze, mniej
    myłśi o chorobie i niech tak bedzie.
    Może ten lekarz powiedzial prawdę, wiem , że niektore typy nowotworów sa bardzo
    oporne na chemię (tak było w przypadku mojej mamy-chemia nic nie dała) a skoro
    tak mowi mimo całej złośliwości raka Twojej Mamy może on się poddac chemii i
    bedzie dobrze!
    U nas na razie OK. Czekamy na decyzję w sprawie radioterapii ale myślę, że to
    bedzie dopiero w sierpniu.
    Pozdrawiam serdecznie. trzymajcie się!
    Aneta
  • kati5k 27.07.07, 11:48
    Mama tylko w pierwszy dzień po chemii czuła się dobrze. Nadal chodzi do
    znajomych, bawi się z moimi dziećmi. Synek ma 15 miesięcy i ostatnio
    wypowiedział swoje drugie słowo: "baba" pierwsze było "brum brum" Miło jest
    patrzeć jak mama się cieszy z tego, śpiewa im piosenki. Dzisiaj jednak
    zauważyłam, źe chodzi trochę pokulona boli ją w brzuchu i ma nudności. Tak się
    martwię, czy to nie jakieś przerzuty, bo chyba nie skutki uboczne chemii? Teraz
    ma jechać na trzecia chemię za 2 tygodnie. Moja mama ma inny typ raka . Z tego
    co się orientuję to typ rozlany jakoś tak to się nazywa, wg Laurena typ
    pośredni. Jest chyba najgroźniejszy. Leczy się w CO na Urysowie i z tego co
    słyszałam prowadzi ją b. dobry chemioterapeuta.
    Cieszy mnie bardzo to co napisała madrek76 To daje nam wszystkim nadzieję i
    wiarę w to że będzie dobrze.
    Trzymam za wszystkich kciuki i pozdrawiam serdecznie.
  • attenna11 27.07.07, 16:39
    Moja mama ma adenocarcinoma tabulare-papillare (gruczolakorak cewkowato-
    brodawkowaty) ale to wg WHO.
    Te nudności mogą być objawem chemii. Moja mama miała tak po drugim
    cyklu....wymioty, ogólne bóle i złe samopoczucie oraz zaczęły wypadać włosy. po
    pierwszej serii nic sie nie działo a po drugiej cięzko było dojechać do domu,
    bo tak jej było niedobrze. Nie jestem lekarzem ale nie wierze aby to były
    przerzuty, raczej skutki uboczne-przecież chemia było nie było to "trucizna"
    zdrowemu byłoby źle a co dopiero choremu i osłabionemu.
    Moja mama odebrała 4 serie i chemię przerwano.
    Czy Twoja mama bierze jakieś środki przeciwbólowe? Bo może w tym tkwi problem?
    Pozdrawiam. Trzymajcie się.
    A.
  • madrek76 31.07.07, 20:06
    monique_1

    Co u Ciebie? jak mama znosi chemie? wysłalam wiadomosc na maila gazety!
    Pozdrawiam serdecznie :-)
  • monique_1 01.08.07, 11:09
    U mnie łzy na wierzchu i byle drobiazg powoduje, że się wydostają z oczu :-)
    Ale ostatni tydzień przyniósł trochę uśmiechu.
    1,5 tygodnia temu moja mama była tak słaba, że nie wstawała z łóżka myślałam że
    to już koniec, że już zaczyna umierać ona zresztą tez tak czuła. Nogi miała
    strasznie opuchnięte, nawet aż do pasa i ledwo dawała radę je uciągnąć za sobą.
    Jadła pół łyżki zupy na dzień no i dostawała kroplówki. Nie miała siły
    oddychać. Nawet wiadomość, którą otrzymaliśmy w piątek przed tym feralnym
    weekendem, że mama dostała się na dożywianie, nie bardzo nam poprawiała
    nastroje.
    W poniedziałek mama modliła się żeby miała siłę zejść do samochodu i dojechać
    do szpitala, w którym miała być dożywiana. Pojechaliśmy do szpitala i muszę
    powiedzieć, że rewelacyjnie się zajęli mamą. Jest dużo silniejsza, zeszła jej
    opuchlizna z nóg i znowu się uśmiecha, chodzi na krótkie spacery. Gdyby nie to
    dożywianie nie wiem co by było z moją mamą. Lekarze nie dali mojej mamie
    żadnych lekarstw na ta opuchliznę, organizm jak zaczął być prawidłowo odżywiany
    sam zaczął lepiej funkcjonować. Przez to niedożywienie mamie zatrzymała się
    woda w płucach i gdyby nie została ściągnięta pewnie wdałoby się zapalenie płuc
    a co by było dalej to nie chcę wiedzieć...
    Na tym oddziale żywienia mama czuje, że ktoś się nią zajmuje i że nie da jej
    umrzeć z braku jedzenia. Jednocześnie mama dostaje chemię i dzięki niej zaczęła
    znowu jeść :-)
    Pozdr M.
  • binucha 20.08.07, 19:33
    Czy piszesz teraz o dożywianiu pozajelitowym tymi białymi workami?
  • monique_1 24.08.07, 11:05
    Tak piszę właśnie o takim dożywianiu, mama dostała takie dożywianie
    i czuje się dzięki temu naprawdę dobrze.
  • binucha 24.08.07, 21:02
    Bardzo sie ciesze!Jednak nie można ludzi skazywać na głodówkę, tylko dlatego, ze
    są chorzy akurat na raka i Twoja mama jest przykładem tego, ze te worki jednak
    nawet chorym na raka mogą polepszyć komfort życia.
    Pozdrawiam.
  • madrek76 06.09.07, 15:19
    Witajcie..od wczoraj jeszcze nie ochłonełam...ale poprostu mam
    wrazenie że zdarzył się jakiś CUD, sam lekarz tak to określił. W
    marcu tego roku usłyszałam od prof., który tate operował że jest juz
    za późno, ze guz ma 8cm, nacieka na przełyk, trzon trzustki, pien
    otrzewnej i jedyne co mogł zrobic załozyc gastrostomie,nie chciał
    podac chemi. Wizyta u prof. Kuliga w Krakowie, potem u prof.
    Szawłowskiego w Warszawie i po konsultacjach trafiamy do
    Dolnoslaskiego Centrum Onkologii na chemioterapie. Taty stan był
    bardzo dobry wiec stwierdzono ze spróbuja aktywnej chemii a przy
    pierwszym wlewie dodatkowo podano Taxotere, potem program PELF. Po
    trzeciej chemii wyniki sie pogarszaja i zmiana programu na łagodny 5-
    FU+C.L. Kolejne chemie w sumie tata wziął ich 5. 17.07.2007
    gastroskopia w DCO we Wrocławiu, która wskazywała że guz sie nie
    zmienił, określono, że jest satbilizacja choroby, a nacieki są takie
    jak były....choc tata miał mieszane odczucia po tej gastroskopii bo
    trwała bardzo krótko mówił ze zaledwie 3-4 min....no cóz uznałam ze
    moze wystarczyło lekarzowi by stan ocenić! Ale intuicja podpowiadała
    by to jeszcze sprawdzić - zaczełam więc prywatnie drazyc temat
    najpierw USG u dr Bireckiej bardzo dokładne wskazujace ze wg jej
    oceny cofneły sie zmiany w układzie limfatycznym i ze trzustka jest
    wolna od zmian, oraz ze wezły chłonne nie sa powiekszone...no a
    wczoraj była gastroskopia, z tym ze zrobilismy ja prywatnie u dr
    J.Langowskiego (ordynator chirurgi z wieloletnim doswiadczeniem w
    gastroskopii) i wyniki zaskoczyły samego Dr przełyk okolice wpustu i
    spora czesc trzonu czuściutenkie, zmiana nowotworowa jest jak lekarz
    okreslił bardzo dyskretna ok. 3-4 cm pogrubionej ściany wystającej
    moze na około 1 cm ponad sciane.Tata był dzielny bo badanie trwało
    prawie 25min. ale lekarz chciał byc pewny a że byłam podczas badania
    i 2 krotnie pytałam lekarza czy napewno tak jest ze jest taka
    reemisja pokazał mi zmianę rakową i pokazał resztę żoładka, przełyk
    itd. Nawet dla laika widać było diametralną różnice! Sam doktor
    okreslił to mianem CUD bo po przejrzeniu wynikow poprzednich
    gastroskopii i sprawdzeniu programów chemii nie spodziewał sie
    wielkiej poprawy. Dr pobrał ponownie wycinki histo-patologiczne i
    jak określił zmiana na dzien dzisiejszy zajmuje maks. 1/5 żołądka i
    kwalifikuje sie jak najbardziej do operacji, tak wiec jeszcze w
    poniedziałek tomograf i konsultacja z dr Bębęnkiem i mam nadzieje,
    że wszystko teraz będzie na dobrej drodze...a ja utwierdze się w
    przekonaniu, że zawsze warto wierzyć!!!!!!!!! Trzymam kciuki za
    Waszych rodziców!!!!! Buziaki, Magda
  • snow22 06.09.07, 17:53
    Madziu, nawet brak mi słów, by opisać jak bardzo się cieszę, cieszę
    się razem z Tobą! I cieszę się również dlatego, że to, co się stało
    utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mogę się poddać! Trzymam
    kciuki, by można było operować, by wszystko szło ku dobremu... :)
    Pozdrawiam Cię ciepło... Gosia
  • emgoro 06.09.07, 18:04
    Świetna wiadmość. To stwarza realne szanse na skuteczny zabieg
    chirurgiczny. Trzymam kciuki za powodzenie. Mam nadzieję, że dr
    Bębenek pomoże. Podobno jest bardzo dobrym i odważnym chirurgiem.
    pozdrawiam Robert
  • madrek76 08.09.07, 15:05
    Witaj Robercie, tak masz racje to zmieniło rokowania i daje szanse
    na powtórna operację, w poniedziałek jeszcze czeka nas TK i potem
    wizyta u dr Bębenka. A co u Was, jak czuje sie Gosia?? Pozdrawiam
    serdecznie, powodzenia!!! Magda
  • mardula 06.09.07, 19:16
    Magda-cieszę się razem z wami i trzymam kciuki za dalszą terapię pisz koniecznie
    pozdrawiam -marta
  • barbara_arciuch 06.09.07, 21:33
    MAGDA-to wspaniała wiadomośc,dająca nadzieje również dla nas.Tak
    bardzo bym chciała by takich cudów było więcej i mam nadzieje że
    twój tata dokończy co tak pięknie rozpoczoł i wyzdrowieje do
    końca.Wiadomośc ta jest mi dziś bardzo potrzebna,ponieważ jutro
    odbieram wynik hispatu mojego taty.Nawet jeżeli będzie to
    rak/lek.już taką postawili diagnoze/to mogę powiedziec tacie że
    sprawa jast jeszcze do "wygrania".Wczoraj tata zadał mi pierwsze
    pytania na ten temat-jażeli to rak ,to już koniec?,odpowiedziałam-
    nie to będzie początek ,nie poddamy się baz walki.Wyjaśniłam jakie
    są metody leczenia i mam wrażenie że tata też "postanowił"
    wyzdrowiec .Gorąco pozdrawiam, trzymam kciuki i bezgranicznie wierze
    że BÓG nas nie opuści
  • attenna11 06.09.07, 22:07
    Madziu tak się cieszę....u mojej mamy w chwili pierwszej operacji
    rak miał ok. 13 cm i były nacieki...nawet na naczynia krwionośne....
    Teraz jest raz lepiej raz gorzej...cieszę się ze ta chemia na
    Twojego tatę podziałała, na moją mamusię niestety nie...
    Mam nadzieję, że uda się to wam do końca.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki...i modlę się aby i u nas stał się cud :)
    Całuski
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 08.09.07, 15:16
    Hej dziewczyny co u Was?? Mam nadzieje Anetko, ze Twoja mama poczuła
    sie lepiej!!! Trzymam za Was wszystkich kciuki.
  • attenna11 08.09.07, 22:19
    Madziu...no niestety nie jest tak dobrze u nas...
    Mama nie czuje się dobrze obawiam się, że wyniki spadają bo mamusia
    jest coraz słabsza i bardzo dużo leży,nie ma na nic apetytu...
    W poniedziałek jadę do lekarza- zobaczymy co on zadecyduje...brzuch
    bardzo się powiększa...mama chudnie na twarzy, ma coraz szczuplejsze
    ręce i nogi..a ten brzuch rośnie. Ma równiez problemy z "siusianiem"
    i spuchły jej "delikatnie nogi". Chciałam mamę zawieżć już w piatek
    ale nie chciala a ja postanowiłam , że już teraz nie bede robić nic
    wbrew jej woli. Dzisiaj zadzwoniła do mamy moja kuzynka (jest
    lekarzem a jej brat onkologiem ale niestety to daleko bo w
    Rzeszowie)...i po rozmowie mama samo zaproponowała aby jechać do
    lekarza. Ta lekarka jest ordynatorką oddz. paliatywnego i odezwę sie
    w poniedziałek wieczorem jak tlko coś bede wiedzieć. Trzymaj kciuki
    aby było dobrze!
    Pozdrawiam serdecznie.
    Tak się cieszę że wam sie udaje! To przykład że można paskuda
    pokonać. trzymajcie tak dalej!
    Całuski. Aneta

    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 08.09.07, 15:07
    Witaj BAsiu, i jak wynik histopatologiczny??? Jak Twój tata sie
    czuje? I masz racje zawsze warto wierzyc, ze chorobe uda sie
    pokonać!!! Pozdrawiam cieplutenko!
  • barbara_arciuch 09.09.07, 09:35
    Witam, u nas jak narazie nie jest dobrze ,okazało się że żołądek taty jest tak zajęty przez naciek że nie było możliwe przeprowadzenie gastoskopi do końca.Lekarz wprowadził gastroskop tylko do wpustu,ale czy to możliwe skoro tata je normalne posiłki w ilościach jak zdrowy męszczyzna i niema żadnych bóli????Wynik z hispatu to -gruczolakorak.Nie pasuje mi opis z gastroskopi i dlatego jutro będziemy powtarzac badanie poproszę również o ponowne wysłanie wycinka do badania,ale do innego lab.,tan poprzedni był badany w Elblągu brak na nim nawet nazwiska osoby badającej.Jak widzicie nie chcemy się poddać,chociaż tata w piątek maiał chwile załamania i stwierdził że leczł się już nie będzie, ale udało się nam przywrucić tacie nadzieje ,za przykład podałam ostatni "nasz cud".Pozdrawiam gorąco i pamiętajcie- nadzieja umiera ostatnia.
  • attenna11 09.09.07, 15:21
    W lipcu 2006 z powodu zaburzeń pracy serca moja mama trafila do
    szpitala ...tam jakoby przy okazji wykonano gastroskopię...i
    napisano,że dalej zajrzeć do żoładka nie można ...obejrzano tylko
    wpust...stwierdzono "jakieś nacieki guzowate" nie pobrano wycinków
    bo jest naciek....po 2 tyg. inny lekarz bez problemu zrobil
    gastro...oczywiście z badaniem histo.
    Dziwiono sie że tam nie było można tego zrobić skoro światło
    przelyku było grubości męskiego kciuka!
    Moja rada: niech to zrobi doświadczony lekarz, jeśli nie jeden to
    drugi....
    Pozdrawiam. Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 10.09.07, 18:10
    Witam ponownie , tym razem w lepszym nastroju i z nowymi nadziejami.Tata miał wykonaną ponowną gastroskopie z której wynika że drożnośc żołądka jest zachowana a błona śluzowa jest zmieniona chorobowo ale nie w takim stopniu jak sugerowała pierwsza gastroskopia.Pobrano też nowe wycinki do badania bo jak określił dziś lekarz ten poprzedni wynik jest bardzo mało precyzyjny i właściwie nie wiadomo czy były wykonane wszystkie barwienia a to znaczy że może to nie jest gruczolakorak.A swoją drogą czy wasi bliscy mieli wykonane badanie histo-patologiczne wycinków w kierunku nowotworu podścieliska przewodu pokarmowego? , wygląda podobnie ale leczy się go innymi środkami.Pozdrawiam gorąco , trzymam za was wszystkich kciuki i pamiętajcie jeżeli macie jakieś wątpliwości wyjaśniajcie to na bieżąco ,lekarze też się mylą
  • gontcha 07.09.07, 00:26
    Super...bardzo się cieszę !!!
    I teraz TK, konsultacja, a potem dr. Bębenek usunie to co pozostało.
    Pozdrawiam ciepło i radośnie,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 08.09.07, 15:03
    Witaj Aniu, ja tez sie bardzo cieszę :-)))) A napisz co u Ciebie,
    jak Ty sie czujesz? Mam nadzieje, ze wszystko zmierza ku dobremu!!!
    Trzumaj sie cieplutenko, miłego weekendu :-) Magda
  • madrek76 12.09.07, 10:03
    Hej! Co u Was dziewczyny? Anetko jak Twoja mama? My jestesmy po
    tomografie, czekamy na jego opis oraz po konsultacji z dr Bębenkiem.
    Tata ma przyjac jeszcze ta szósta chemie wiec 18-20.09 jeszcze jedna
    chemia a potem ok. 25.10 operacja, z tym ze mimo ze reemisja jest
    tak znaczna Dr rozwaza jednak całkowita resekcja zoładka, bo jak
    mówi moga byc nadal komórki w scianach i jesli wytnie część zoładka
    to moze byc wznowa, choc tata liczył na wiadomosci ze to bedzie
    czesciowa resekcja i jakos psychicznie nie chce na razie mówic o
    operacji zaczał unikac tematu operacji i cieszy sie reemisja! Chyba
    bede miała ciezkie zadanie przekonania go do operacji, a jeszcze
    czekajac na tomograf pod pracownia nasłuchał sie od 2 osób, ze mieli
    diagnoze, wyznaczony termin operacji i sie jej nie poddali a zyja do
    dzis...Zastanawiamy sie jeszcze nad badaniem PET-em. Pozdrawiam Was
    serdecznie!
  • barbara_arciuch 13.09.07, 16:50
    cześc, mój tata ma skierowanie na operacje na 20.09,lekarz powiedział że skoro stna fizyczny taty jest tak dobry to warto teraz wyciąc to paskudztwo a zmiany na wątrobie koagulowac w czasie zabiegu i powinno być dobrze.Czekamy jeszcze na wyniki z hispatu/ponownego/.Trzymam jak zwykle kciuki za was i mego tatę
  • madrek76 14.09.07, 12:52
    Hej! Ciesze sie Basiu, że u Twojego taty sa takie rokowania i szybki
    termin operacji - to wazne! Lekarz ma racje, ze póki stan fizyczny
    taty jest tak dobry nalezy operować, bo organizm bedzie miał wiecej
    siły potem na regeneracje.Jak rozumiem szykuja Twojego tate do
    resekcji żołądka i czesciowo zabieg w watrobie - wierze ze bedzie
    wszystko ułozy sie dobrze!!! Trzymam kciuki i pisz prosze o tym co u
    Was! Mój tata 18-20.09 bedzie miał ostatni (szósty) cykl
    chemioterapii, 25.09 beda wyniki z tomografu oraz ponownego wycinka
    histopatologicznego, ale ostatnio co mnie bardzo cieszy czuje sie
    bardzo dobrze! Potem 3-4 tyg. po chemii operacja, choć jeszcze po
    drodze czeka nas zrobienie badania PET-emna szczęście we Wrocławiu
    czas oczekiwania na to badanie wynosi 7 dni wiec do operacji
    wszytsko powinno sie udac pozałatwiać. Trzymam kciuki i pozdrawiam
    serdecznie!!!Magda
  • madrek76 21.09.07, 22:53
    Basiu co u Was? Jak czuje sie tata? Jak wyniki tego drugiego badania
    histopatologicznego? Kiedy operacja? Trzymam kciuki i wierze, ze sie
    wszystko uda!!!
  • barbara_arciuch 22.09.07, 17:41
    Witam i pozdrawiam wszystkich z tego forum, mam nadzieję że wasi
    bliscy mają się dobrze. Mój tata jest w szpitalu , niestety drugi
    his pat jest taki sam jak poprzedni ,wobec tego musi mieć wykonaną
    operacje .Chirurdzy podejmują się jej tylko dlatego że ogólny stan
    jest bardzo dobry ,operacja odbędzie się w poniedziałek od godz.
    10.Bardzo się boje i jednocześnie czekam na nią jak na zbawienie,
    mój tata jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej .Odezwę się po
    operacji
  • easy_kasandra 23.09.07, 18:20
    Witam, przez długi czas przyglądałam się temu forum. Życzę wszystkim dużo nadziei i siły bo ta choroba tego wymaga. Właśnie kilka dni temu odszeł na raka żołądka ktoś bardzo bliski. Dokładnie moja Ciocia. Po siedmiu miesiacach od totalnej resekcji, po 6 chemiach. Wszystko było dobrze i byliśmy pełni nadziei. Przerzuty ( a dokładnie rozsiew dootrzewnowy )pojawiły się nagle po ostatniej chemii. Potwierdził je tylko rentgen. Ostatni miesiąc to było niewyobrażalne cierpienie. Była zawsze pogodną, młodą kobietą. I taka pozostanie w naszej pamięci. Przeszła w tej chorobie wszystko co najgorsze. Jeżeli mogę komuś pomóc i cos podpowiedzieć to pytajcie. Pozdrawiam wszystkich i życzę sił do pokonania tego paskudztwa.
  • kati5k 24.09.07, 11:37
    Witaj Easy_kasandra
    Napisz czy ten rozsiew dootrzewnowy było widac gołym okiem. Mojej
    maie nabrzmiał brzuch. Ma codziennie zastrzyki claxane a mimo
    wszystko jest spuchnięty i twardy. Co to może oznaczać. Ogólnie
    czuję się nieźle choć ją trochę boli ale jest chyba do zniesienia bo
    nie bierze żadnych leków p.bólowych. Nie schudła, nogi też nie
    puchną. Czy Twoja ciocia miała silną chemię możesz napisać jak się
    nazywał ten program?
    Pozdrawiam gorąco i z góry dziękuję za każdą podpowiedź.
  • easy_kasandra 24.09.07, 20:08
    U Cioci ani tomograf, ani USG nic nie pokazały. Pokazal Rentgen, aczkolwiek maleńkie guzki były wyczuwalne przez skórę ( ciocia po chemii - czerwonej , najmocniejszej - ważyła niespełna 40 kg. ).Ciocia po ostatniej chemii brała ketonal, plastry przeciwbólowe i to nie pomagalo. W końcu dostała morfinę. A co o brzuchu u Twojej mamy mówią lekarze ? Może warto zrobić USG prywatnie ? - bo nie zawsze chca kierować na takie badania. Nie wiem czy wiesz, ale chyba jeszcze w tym roku osoby chore na nowotwory mogą we Wroclawiu bezpłatnie dostać skierowanie na PET, który podobno pokazuje wszystkie komórki nowotworowe. Wystarczy skierowanie od lekarza prowadzącego. Być może nawet nie trzeba byc z okolic Wroclawia. Jest to nowy aparat i jeszcze 2 miesiace temu były pieniądze na bezpłatne badania dla osób ze wskazaniami.
  • attenna11 24.09.07, 21:53
    Kati5k mojej mamusi najpierw urósł brzuch a dopiero w nocy
    poprzedzającej odbarczanie spuchły nogi. Zróbcie USG u mojej mamy to
    badanie pokazalo, że jest woda...lekarz poprzez powloki brzuszne
    może stwierdzic wodobrzusze jesli wody jest ponad litr.
    Trzymaj sie kochana i pisz co u Was.
    Pozdrawiam. aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • kati5k 25.09.07, 21:51
    Dzięki dziewczyny za rady.
    Dzisiaj byłyśmy w CO. Lekarz ma zrobić USG albo tomograf ale jeszcze
    nie teraz. Po obejrzeniu brzucha powiedział że to tak będzie. Z krwi
    powstają zakrzepy a te zastrzyki to właśnie na rozrzedzenie krwi.
    Kolejna chemia za 2 tyg. Powiedział, że dobrym znakiem narazie to to
    że mama nie chudnie, coś tam ją pobolewa brzuch ale jest do
    zniesienia nie bierze przeciwbólowców. Przez jakieś 2 dni miała
    biegunkę ale już przeszła.
    O wynikach leczenia będzie można powiedzieć dopiero za pół roku od
    momentu 1-szej chemii a więc na święta okaże się jak działa. Miejmy
    nadzieję że będzie dobrze.
    Anetko cieszę się że stan mamy się polepszył a co ważne i jej
    psychika. Oby jak najdłużej była w dobrej kondycji. Znam panią,
    która z nieoperacyjnym rakiem żołądka żyje już 3 lata. Trzymaj się
    dzielnie.
    Madrek jak wyniki taty? Kiedy operacja? Nam lekarz mówił, że zna
    przypadki kiedy całkowicie choroba się cofnęła. Trzymam za Was
    kciuki
    Pozdrawiam Wszystkich śledzących ten wątek
    K.
  • madrek76 26.09.07, 11:35
    Witajcie! Kati5k ciesze sie, ze Twoja mama czuje sie nieźle, ze nie
    chudnie! To wazne, u nas tez pierwszy z objawów po chemii to było
    zatrzymanie spadku wagi!!! Potem tata coraz lepiej jadł i przybierał
    na wadze, w sumie od czasu choroby schudł 14 kg, a teraz przytył 8
    kg. Ja wczoraj odebrałam wyniki tomografu, potwierdził regres jak w
    gastroskopii zmiana ma wielkosc do 1,5cm tylko na jednej ze scianek
    zoładka w obszrze trzonu, poza tym wezły chłonne czyste i inne
    organy tez bez zmian!!! Choc jedna rzecz do sprawdzenia pojawiła sie
    bardzo niewielka ilość płynu w lewej jamie opłucnej..w piatek bede z
    lekarze rozmawiała na ten temat! Odebrałam tez wyniki histopat.
    robione przy okazji gastroskopii i z wycinków pobranych wynika że
    nie ma komórek nowotworowych!!! Sama czasami nie wiem, bo mi
    onkolog mówił ze jest zawsze ryzyko ze sa komórki w innych miejscach
    zoładka w sciankach i moze nastapic wznowa wiec lepiej wyciąć cały
    żołądek... A póki co wobec tych wyników histopatu dr Bebenek kieruje
    tate na badanie PET-em, w piatek mam odebrac wniosek i złozyc go na
    Borowskiej. W ciagu kilku dni ma byc kwalifikacja przez komisje (bo
    póki co sa jeszcze wolne miejsca w ramach limitu NFZ, ale musi
    przejsc kwalifikacje). Na szczescie we Wrocławiu czas oczekiwania na
    PET to 7 dni wiec szybko! Operacja moze sie odbyc 3-4 tyg. po
    ostatniej chemii, a wiec wypada że bedzie po 20.10 dokładny termin
    bedzie ustalony po wynikach PET. Trzymajcie sie dziewczyny!!! Ciesze
    sie Anetko, ze u Was sie poprawiło i oby na jak najdłuzej!!!
  • madrek76 24.09.07, 13:26
    Basiu trzymam kciuki za powodzenie operacji!!!! Mam nadzieje, ze
    wszystko sie uda, wytna co trzeba i tata bedzie wracał do zdrowia,
    trzeba mocno w t wierzyć! Jak juz bedziesz miałą chwile napisz jak
    po operacji! Pozdrawiam tez wszystkich sledzacych ten wątek!
    Trzymajcie sie dziewczyny! Ja jutro odbieram taty najnowszy wynik
    tomografu i bede znała juz termin operacji, choc jeszcze jutro
    zapadnie decyzja czy bedziemy robic badanie PET-CT.
  • madrek76 27.09.07, 21:46
  • barbara_arciuch 28.09.07, 17:17
    Cześć , tata jest już po operacji. Usunięto tylko pół żołądka-
    podobno nie było potrzeby wycinać cały. Wątroby jak na razie nie
    ruszali ,jak tata dojdzie do siebie podejmą decyzje co dalej.
    Lekarka wspomniała że może zakwalifikują tatę do przeszczepu /bo
    ogólny stan jest tak dobry/.Okres pooperacyjny przebiega bez
    powikłań. Otrzymywał żywienie pozajelitowe więc nie opadł z sił.
    Dziś już sam zjadł trochę kleiku. Jesteśmy dobrej myśli. Cały czas
    śledzę to forum i mam wrażenie że u was wszystkich jest teraz lepiej
    i oby tak dalej , trzymam nadal za wszystkich kciuki, pozdrawiam
    gorąco
  • madrek76 01.10.07, 09:40
    Witaj Basiu, ciesze sie z tak pomyslnego obrotu sprawy u Was! Teraz
    zycze by Twój tata szybko wracał do zdrowia! Ja dzis jade do
    Wrocławia złozyc wniosek na badanie PET, po tym badaniu bedzie
    ustalony termin operacji. Ja słysze jednak od lekarza
    prowadzacego,ze mimo ze zmiana ma teraz wielkosc ok.1 do 1,5 cm
    wskazane byłoby usuniecie całego zoładka, ale wiem tez ze kazdy
    przypadke jest inny. Póki co najblizszy tydzien to sprawy PET-CT na
    szczescie we Wrocławiu trwa to do 7 dni wiec niedługo powinno bcy
    jasne jakie te wyniki beda. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkie!!!
  • madrek76 07.10.07, 13:09
    Hej Basiu, jak czuje sie Twój tata??? Co u Was? Pozdrawiam
    cieplutko, Magda
  • attenna11 15.09.07, 09:20
    Nie mam siły pisac..przepraszam kochane..
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=69000431
    Pozdrawiam Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mardula 27.09.07, 21:01
  • madrek76 27.09.07, 21:37
    Hej, jak czuje sie Twoja ciocia? U nas jestesmy po tomografie,
    potwierdził regres jak w gastroskopii zmiana ma wielkosc do 1,5cm i
    jak to określono jest koncentryczna tylko na jednej ze scianek
    zoładka w obszarze trzonu (przedtem to było 8 cm zaczynało sie pod
    wpstem i konczyło na trzonie plus były nacieki na przełyk,pien
    otrzewnej, powiekszony pakiet wezłów...) poza tym wezły chłonne
    czyste i inne organy tez bez zmian!!! Choc jedna rzecz do
    sprawdzenia pojawiła sie bardzo niewielka ilość płynu w lewej jamie
    opłucnej..jutro bede z lekarze rozmawiała na ten temat! Odebrałam
    tez wyniki histopat. robione przy okazji gastroskopii i z wycinków
    pobranych wynika że nie ma komórek nowotworowych!!! Sama czasami nie
    wiem, bo mi onkolog mówił ze jest zawsze ryzyko ze sa komórki w
    innych miejscach zoładka w sciankach i moze nastapic wznowa wiec
    lepiej wyciąć cały żołądek... A póki co wobec tych wyników histopatu
    dr Bebenek kieruje tate na badanie PET-em, jutro jade złozyc komplet
    dokumentów na kwalifikacje na PET-CT. W ciagu kilku dni ma byc
    kwalifikacja przez komisje (bo póki co sa jeszcze wolne miejsca w
    ramach limitu NFZ, ale musi przejsc kwalifikacje). Na szczescie we
    Wrocławiu czas oczekiwania na PET to 7 dni wiec szybko! Operacja
    moze sie odbyc 3-4 tyg. po ostatniej chemii, a wiec wypada że bedzie
    po 20.10, a dokładny termin bedzie ustalony po wynikach PET. Napisz
    co u Cioci? Jak z tymi bólami, czy ustalono skad i czy jakos sobie z
    Nimi radzicie! Trzymajcie sie dziewczyny!!!
  • madrek76 27.09.07, 21:41
    Poza tym tata czuje sie niezle, pare dni po chemii brak apetytu ale
    teraz juz wraca, tyle tylko ze ma wyostrzone smaki i ciagle ochote
    na ostrzejsze rzeczy, dzis sobie gotował np. kapuśniak. Generalnie
    czuje sie dobrze, jezdzi sam autem, zajmuje sie drobnymi sprawami w
    domku, no i szczesliwy bo mu odrastaja włosy, a był jakos
    przeczulony na tym punkcie. Tato wierzy ze bedzie dobrze i chyba ta
    chec zycia bardzo mu pomaga!!! Jedyne co sie dzieje to skoki
    temperatury, rano bywa 36 a wieczorkiem 37 wiec zapewne zwiazane z
    działaniem chemii.Pozdrawiam cieplutko Was wszystkie!
  • mardula 28.09.07, 11:15
    bardzo bardzo się ciesze tak pozytywne informacje pomagają wierzyć w lepsze
    jutro moja ciocia jest już po 1 chemi z tych słabszych dotychczas czuła się o
    nieboi lepiej ale wczoraj spuchła jej lewa piers i ręka -lewa bo właśnie po
    lewej stronie miała powiększone węzły do tego ma duzy wzdęty brzuch no i
    dzisiaj pojechała raniutko z wujkiem do Wrocławia czekam na jakąś wiadomość od
    nich także odezwe się póżniej pozdrawiam -marta
  • kati5k 30.09.07, 00:32
    Witajcie dziewczyny
    U mnie nie najlepiej. Biegunka pojawiła się znowu, a nogi mamie
    zaczynają puchnąć. Mama przez 2 dni dała sobie trochę w "kość" bo
    mieliśmy niewielką uroczystość w rodzinie a mama uparła się, że
    będzie pomagać. Przez 2 dni cały czas na nogach ale brzuch też jakby
    minimalnie się powiększył Niby czuje się dobrze i ogólnie wygląda
    też nieźle a to draństwo jest bardzo podstępne i chyba nie
    zapomniało o mamie.
    Nie wiem co robić czy robić prywatnie USG czy czekać aż mamie zleci
    lekarz. mama bezgranicznie mu ufa i nie zdaje sobie sprawy. Co
    oznacza ta opuchlizna w jakiej fazie choroby się pojawia? Boję się
    że mamie nie zostało wiele czasu.
    Trzymajcie się.
    Pozdrawiam serdecznie
  • attenna11 30.09.07, 12:11
    Witam,
    może warto zrobić USG albo porozmawiać z lekarzem...palpacyjnie
    można wykryć wodę w brzuchu ale jeśli jest jej więcej niż litr USG
    wykarze nawet małe ilości-tak było w przypadku mojej mamy. Moja
    mamusia też ma strasznie opuchniete nogi. Mimo że bierze leki
    moczopedne (furosemid i coś na "s"- nie pamietam nazwy oraz
    deksametazon na nerki) opuchlizna nie schodzi. Niestety pojawienie
    sie wody w brzuchu nie rokuje najlepiej i mam nadzieję że to
    powiekszenie brzucha w waszym przypadku to nie od tego- czego z
    całego serca zyczę.
    Kati5k pozdrawiam was serdecznie i pisz co u Was.
    ściskam
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • mazgaj.1 27.11.07, 22:49
    Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło, za wzystkich trzymam kciuki bo
    nie ukrywam, że sledzę forum dość regularnie i to jakoś dodaje mi
    otuchy... Moja mama 10 pażdziernika miała operację, 20 listopada
    przeszła pierwszy kurs chemii. Wszystko wydawało się być na jak
    najlepszej drodze, samą chemię zniosła dobrze, problemy zaczęły się
    tuż po - problemy z jedzeniem a raczej ze strachem przed nim.
    Zaczęły się problemy z przyjmowaniem pokarmów, z zaparciami a w
    końcu z ciśnieniem. Ostatecznie trzy dni po chemii musiałam zostawić
    ją ponownie w szpitalu z rozpoznaniem odwodnienia i wyczerpania
    organizmu, teraz jeszcze tam jest, dostaje kroplówki a ja drżę co
    bedzie za kilka dni jak wróci do domu. Mama uparła sie by stosować
    drakońską dietę nie wierzy w to, że może ją rozszerzać. Czy ktoś z
    Was ma podobne doświadczenia? A może znacie jakieś rodzaje diety,
    które w tym przypadku mozna zastosować. Jeżeli tak proszę pomóżcie.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • madrek76 07.10.07, 13:11
    Dziewczyny co u Was??? My czekamy na decyzje NFZ co do badania PET-
    CT i potem koleny krok to powtórna operacja, choc tata czuje sie
    obecnie bardzo dobrze i widze ze słowo "operecja" czy "resekcja" go
    zupełnie przeraza...Pozdrawiam cieplutko, spokojnej niedzieli! Magda
  • kati5k 10.10.07, 21:48
    Witajcie
    Mama ostatnio nie czuje się najlepiej. Zaczyna ją coś uwierać w
    brzuch. Myśli że mogło się coś odczepić po operacji zespolenia i to
    ją uciska w żołądek. Ja jednak boję się że to guz się powiększył i
    uciska. Jak jest głodna to nic nie czuje ale jak zje to wtedy boli.
    Brzuch bez zmian nabrzmiały choć chyba się nie powiększył od
    dłuższego momentu. Od czasu do czasu trochę puchną nogi ale później
    samo przechodzi. Miała mieć przed świętami robione badania ale z
    powodu tych objawów lekarz jednak zlecił za tydzień w środę
    tomograf. Zastanawia mnie że najpierw ma mięć podaną chemię a potem
    tomograf. Myślałam że powinna być przerwa żeby obraz był wiarygodny.
    Dzisiaj mama się ważyła, od czasu kiedy wyszła ze szpitala przytyła
    8 kg ale czy to czasem nie waży woda w brzuchu?
    Zaczynam się załamywać bo miałam nadzieję na powtórną operację jak w
    przypadu taty Magdy Mama ma też ten sam typ - rozlany wg Laurena
    pośredni.
    Anetko, Magda, Basiu co u Was?
    Pozdrawiam cieplutko
    Pa pa
  • attenna11 11.10.07, 21:52
    U nas bez zmian. Mama bardzo słaba...bardzo duzo spi. Często ma
    takie stany jakby nie wiedziała gdzie jest co sie z nia dzieje...
    Wczoraj było roche lepiej..mogłysmy pogadac , dzisiaj znowu trochę
    bardziej bolało i ten sen. Z jedzeniem bywa różnie, karmimy ją i
    wtedy mówi że jej tak dobrze bo jest tak słaba że nie może utrzymac
    łyzki. Na razie jest zaprowadzana do toalety ale w razie czego ma
    pampersa, choć tylko zalozonego ale z niego nie korzysta. Bardzo
    schudła, brzuch duzy (jednak to nie woda-zmiany chorobowe),nogi bola
    i są spuchnięte raz bardziej raz mniej.
    Teraz mam opieke nad mamą wiec staram sie wykorzystac ten czas...nie
    wiem ile nam jeszcze jest pisane.
    Czesto mówi o smierci...że za długo cierpi i chciałaby aby sie to
    skonczyło...To boli...
    Bardzo boli...
    Napiszcie dziewczyny co u Was.
    Pozdrawiam cieplutko.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 15.10.07, 19:40
    Witam i przepraszam że tak długo się nie odzywałam . Byłam bardzo
    zajęta opieką nad tatą po operacji i chorą mamą w domu . 3.10.
    wypisali tatę do domu i miałam odrobinę" lepiej" bo obydwoje byli w
    jednym miejscu . Chociaż stan taty po wyjściu się pogorszył i już
    myślałam że będę musiała zawieść go do szpitala . Mimo stosowania
    diety tata czuł się bardzo źle po każdym posiłku;nudności,
    biegunka , bóle brzucha, kołatanie serca, poty i bladość. Szukałam w
    internecie przyczyn i okazało się , że to prawdopodobnie zespół
    dumping . Wystarczyło zmienić tylko sposób jedzenia a wszystko się
    uspokoiło ( szkoda że lekarz nas nie poinformował o takim
    zespole ),poprzedni tydzień był ciężki ale powoli rodzice czują się
    lepiej. Jutro jedziemy na zdjęcie szwów i decyzję co do dalszego
    leczenia (przerzutów do wątroby),na szczęście udało się wyciąć
    całego guza i zostały tylko do "załatwienia" te w wątrobie bo sieć i
    węzły są wolne . Pozdrawiam was gorąco ,modle się za waszych
    bliskich i was proszę o to samo.
  • attenna11 15.10.07, 21:48
    Cieszę sie Basiu, że u Was sprawy ida tak pomyślnie.
    U nas bywa to róznie ale czuję, że walkę przegrywamy. Mamusia modli
    sie o smierć bo ma dośc cierpienia-lekarze rozkładaja ręce-nic
    wiecej poza ulga w bólu nie moga nic zrobić-zajęte jest wszystko co
    może sie mieścic w brzuchu...karmimy mamę zupkami (pzecieranymi,
    herbatką, wodą- bywa tak, ze nic nie chce jeśc. Czasem zaprowadzamy
    do toalety ale to długa i makabryczna dla niej wyprawa-wiec ma
    pampersa- na w razie czego- dzsiajnie nie chciałam jej męczyć wiec
    skorzystała z tego. Wczoraj nieco lepiej- dzisiaj krwawe
    wymioty...straszne osłabienie-zreszta lekarz kazał nam sie na taki
    obrót sprawy przygotować-krwawienie wewnętrzne, moze pojśc gora i
    koniec...Boję sie strasznie i modlę sie aby moja mama nie cierpiała
    i aby wam sie udało-trzymam kciuki i trwam w modlitwie.
    jestem teraz na opiece-wieczorami jest z mamą tato.
    Mama wie o swoim stanie i jak dzisiaj mi powiedziała, jest na to
    gotowa. Powiedziala, ze wszystko już co chciała zrobić ma zrobione.
    Smutne to i bardzo boli....nawet nie zdawalam sobie sprawy ze tak
    bardzo myślalam że można sie do tego przygotować ale widze, że nie.
    Pozdrawiam Was serdecznie i mimo zmęczenia i pracy na dwa domy
    jestem tu czasem wieczorkami i śledze wasze historie . Oby były jak
    najbardziej pozytywne. To raduje, ze chciaż ktoś to paskudztwo
    zniszczy.
    Buziaki.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • kati5k 16.10.07, 00:42
    Trzymaj się Anetko Widzę że mimo wszystko jesteś b.dzielna. U nas
    bez zmian. W środę tomograf komp. i zobaczymy co dalej
    Życzę dużo sił na ten trudny okres, pozdr
  • barbara_arciuch 17.10.07, 14:15
    Aneta,bardzo Cię podziwiam ,masz tyle na głowie a potrafisz znaleść czas i dobre słowo by innych podczymać na duchu.Wiem co znaczy prowadzić dwa domy i martwić się o rodziców bo sama jestem w podobnej sytuacji i wiem jak bywa czasami ciężko. Dziś mój tata jest w dobrym nastroju bo waga przestała spadać a tata ma dobry apetyt i wraca mu chęć do życia .Nie wiem czy to zasługa diety czy preparatu o jakim powiedziała mi zmajoma , od ok. tygodnia podaje go tacie , jeżeli ktoś ma ochotę spróbować to podaje nazwe- preparaty mikroelementowe TP-1 i TP-2 wg. raecptury dr Podbielskiego , można je zamówić w internecje. Ja dla taty przygotowałam równierz lekarstwo na bazie papryki chili i oleju winogronowego , ale dopiero zaczynam go podawać więc nie wiem jaki da efekty ( przepis dostałam od pana który nim wyleczył żonę). Dam znać jakie będą efekty i napewno podam przepis wszystkim zaiteresowanym. Pozdrawiam gorąco i nie Bóg ma was w opiece
  • mazgaj.1 18.10.07, 22:41
    Dobry wieczór. Dlatego,że jestescie już bardziej doswiadczeni niz ja
    i wiele przeszliście podziwiam was za siłę, którą muszę w sobie
    wykrzesać. Jeszcze sześć tygodni temu byłam przekonana, że moja mama
    jest osoba zdrową. Trwające od kilku lat bóle żołądka konsultowała z
    lekarzem rodzinnym. Niestey nikt nie zalecił gastroskopi. Dopiero
    ostatnio będąc z mamą na wyjezdzie zauważyłam, ze bardzo cierpi.
    Wymusiłam gastroskopie, wynik: zaawansowany rak żołądka. Dzisiaj
    mama jest po operacji. Tomografia przedoperacyjna nie wykazała
    znamion rozsiewu na sąsiednie narzady jednak histopatologia
    śródoperacyjna ujawniła pojedyncze komórki rakowe we krwi i węzłach
    chłonnych jamy brzusznej. Mamę choc czuje sie dobrze i jutro
    odbieram ją ze szpitala czeka chemioterapia. Nie wiem jakie mamy
    szanse, jaki rodzaj leczenia jest najlepszy i gdzie ma sie to odbyć.
    Proszę napiszcie i pomóżcie.
  • attenna11 18.10.07, 23:09
    Radykalna operacja w połaczeniu z chemia i radioterapia daje większe
    rokowania i lepsze przede wszystkim. Znam osoby ktore przeszły ten
    proces i czuja sie dobrze.
    W zródłach podają, ze to nalepsze wyjscie. Pozrozmawiaj na temat
    rokowan z lekarzem, kazdy rak jest inny. Napisz jakie są dokladnie
    wyniki hist-pat.
    Mam nadzieję, że Wam sie uda bo zrobiliscie dobry pierwszy krok.
    Życzę powodzenia i wiary i duzo sily. Nam sie nie udało...mama ma
    nowotwór nieoperacyjny.
    Kończymy walkę...:(
    Cieszę sie ze u Was sprawy ida tak pomyslnie.
    Gdyby były jakies pytania smialo pytaj. nas tutaj tych zoladkowców
    jest kilku.
    Pozdrawiam cieplutko Ciebie i twoja mamę.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • kati5k 19.10.07, 13:16
    Magda Czekam na dobre wieści. Ostatnio tu nie zaglądasz jak się
    czuje tata i jak wyszły badania? My również czekamy na wyniki
    badania tomografu komp. Mama czuję się w miarę dobrze objawy, które
    miała wcześniej jak na razie przeszły.
    Napisz co u Was
    Pozdrawiam serdecznie
  • madrek76 19.10.07, 18:31
    Witajcie! Ostatnio jestem w rozjadach z uwagi na sprawy zawodowe ale
    codziennie czytam forum,mimo ze nie pisze! U ans zamieszanie z PET-
    em,bo NFZ nieco "wymyslał" a to inaczej wpisac cel wykonania
    badania, a to cos innego, ale udało nam sie przez to przebrnąć i w
    ten sposób we wtorek 23.10 tata ma badanie PET, a po jego wyniku w
    ciagu 10-14 dni operacja. Tata czuje sie naprawde bardzo
    dobrze,nawet chwilami zapominamy ze jest chory na raka...ma dobre
    samopoczucie, dobry apetyt, owszem czasami wieczorkiem temp. nieco
    wyzsza np. 36,9-37 ale jak mi tłumaczył onkolog to jeszcze skutki
    chemii, a ostatania miał 3,5 tyg. temu. Wyniki tomografu opisywały
    zmiany na poziomie maks. do 1,5 cm a zobaczymy jeszcze jak to pokaze
    PET, stad narazie czekamy! Anetko przy okazji podziwiam Cie za siły
    jakie znajdujesz w sobie i modle sie by Ci ich nigdy nie brakowało,
    Tobie i całej Twojej rodzinie!!! Basiu ciesze sie, ze Twój tata
    wraca do zdrowia mam nadzieje, ze z przerzutami w watrobie tez sie
    uporacie!
    Trzymajcie sie Wszyscy ciepultenko!!! Magda
  • madrek76 02.11.07, 16:53
    Witaj Basiu,
    chciałam napisac na maila,ale nie byl dostepny, a chcialam sie
    dowiedzieć jak czuje sie Twój tata?? Ja jestem na etapie konsultacji
    ostatecznej po wynikach badania PET, który to potwierdził ze zmiana
    sie zmniejszyła, sam guz faktycznie ma srednice 1 cm (w marciu 2007
    r. 8,5) ale komorki rakowe sa takze w sciance wiec jak wczesniej
    wspominal lekarz raczej konieczna bedzie calkowita resekcja
    zoladka,choc PET wykazal tez zmiany wezłow okolotchawicowych i
    wstepnicy...nie wiem dokladnie co to znaczy,mam nadzieje ze to nie
    zdyskwalifkuje z przeprowadzenia operacji.Cóz do wtorku pozostaje
    czekanie co ostatecznie powie nam chirurg-onkolog.

    A jak u Was, jak tata funkcjonuje po operacji? Mam pytanie, jak
    długo tata był w szpitalu od momentu operacji? Na czym polegała
    zmiana odzywiania u taty, bo wczesniej pisalac o problemach i
    zespole poresekcyjnym. Boje sie tego co nas czeka, ale staram sie
    byc dobrej mysli.

    Wszystkich sledzacym ten watek serdecznie pozdrawiam!!! Modle sie za
    Was i wasze rodziny!
  • attenna11 19.10.07, 22:25
    I może wieści nie są najlepsze jednak sama wizyta zrobila na mnie i
    na mamie bardzo dobre wrażenie.
    Zacznę od poczatku. 8.00 telefon z prośbą o wizyte-mimo, że pani
    doktor miala już zaplanowane zgadza sie przyjechać i rzeczywiście
    11.20 jest u nas. Nowy zestaw leków-z dokładnymi instrukcjami (mamy
    niestety morfinę :(, pielegniarka wyjasnia mi resztę zasad
    pielegnacyjnych -bo jak mi to wczesniej zasugerował Jedruch-płyn
    sączacy sie z łydek to niestety chłonka. Mama ma cewnik ja
    zobaczyłam jak szybko i sprawnie można sobie poradzić z pampersami.
    Dostałam namiary na solidną apteke i o dziwo- u nas w naszej
    miejscowej aptece durogestic panie załatwiały przeszło tydzien z
    zerowym skutkiem i przy zaznaczeniu że mam prawdopodobnie dostać go
    za bagatela 120 zł bo nie maja dofinansowania -a tam durogestic za 0
    zł.-nie zapłaciłam za niego nic -mimo że recepta ta sama.
    Panie z hospicjum były przeszło godzine, potrzymały za ręke,
    doradziły, pocieszyły udzieliły cennych wskazówek i zapowiedziały
    sie na wtorek. Brawo dla takich ludzi-oby było ich jak najwiecej.
    To te dobre wieści...
    te gorsze...
    mama ma niestety morfinę i silniejsze plastry..., z tego co mi
    powiedziano jedyne co mozemy zrobic to byc z nia i pomóc jej godnie
    i jak najmniej bolesnie przejśc na tamtą stronę...:(
    Zmieniono zestaw leków -ze względu na biegunkowe sprawy.
    jestśmy wiec z mamą...robimy to na co ma ochote-nic na siłe-cierpi
    juz nie tak bardzo-jest spokojniejsza. ta wizyta dużo dała-
    najbardziej psychicznie.
    Dziekuję za wsparcie wszystkich tutaj osób -Madrek, kati5k, emgoro,
    gontchy, basi i po prostu wszystkim...te wasze słowa wsparcia są nam
    naprawdę teraz potzrebne-niosą ukojenie.
    A ja ? Jestem zmęczona ale wiem , ze mam jeszcze trochę do
    spełnienia, że muszę jeszcze nacieszyć sie mamą jakkolwiek by
    było...to dodaje mi siły.
    Dziękuje.
    No a Wy dziewczyny piszcie cieszę się z waszych wiadomości, Madrek
    widze, że jesteście na dobrej drodze a tacie życzę jak najdłużej
    takiego samopoczucia, niech nabiera jeszcze sił-aby jak najszybciej
    pozbierał sie po operacji. Kati5k również ciesza mnie dobe wieści i
    to, ze jest lepiej, rowniez u WAS Basiu.
    Gontcha , emgoro ściskam serdecznie.
    I oczywiście Jędruch :)
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • gontcha 22.10.07, 15:15
    Kochana Anetko,

    Ja Cię podziwiam za Twoją niebywałą siłę, pogodę ducha i dobroć.
    Mama może być z Ciebie bardzo duma - taka córka to skarb. Zaglądam
    na forum codziennie i wypatruję wieści od Ciebie - cieszę się z tych
    lepszych, martwię gorszymi.
    Aneta, wierzę że spędzicie ten trudny czas najlepiej jak się da,
    powiecie sobie wszystko co jest do powiedzenia, będziecie się
    trzymały za ręce tak długo na ile Bóg pozwoli..
    Myślami z Wami jestem i choć z daleka, to mocno wspieram Ciebie i
    Mamcię.
    Ściskam Was obie mocno i pozdrawiam,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 23.10.07, 16:19
    Hej! No i zrobilismy dzis z tatem PET-CT, teraz 5 do 7 dni czekanie
    na wyniki i jak zwykle z niepokojem, bo od tego zalezy co dalej!
    Staram sie myslec jak najbardziej pozytywnie tym bardziej ze tata
    czuje sie naprawde bardzo dobrze.Śmiałam sie dzis z niego bo musiał
    wczorajszy cały dzien pic tylko wode, dzisiaj tez tylko woda i po
    wyjsciu z badan po 11:00 zjadł "wielkie śniadanie" i wypił kawy bo
    był juz jej spragniony! Dzis na PET-CT czekała 11-letnia dziewczynka
    któa od 1,5 roku walczy z ziarnicą złosliwą, alez ta mała miałą
    wiary ze bedzie zdrowa!
    Anetko ilekroć czytam Twoje wpisy podziwiam za siłe, za rozwage.Wiem
    ze kazdy dzien z Mama wykorzystasz jak najlepiej,bo to cos co na
    zawsze Ci pozostanie, a ja modle sie za Was i za wszystkich, których
    losy tutaj sledze, bo choc nie znamy sie osobiscie połaczyła nas
    wspólna sprawa "walka z choroba". Pozdrawiam Was wszystkich
    cieplutenko!
  • mazgaj.1 23.10.07, 21:23
    Troche raczkuję na forum i nieco czuję sie tutaj samotnie. Nie mam
    jeszcze takich doswiadczeń jak stali jego bywalcy. Dzisiaj pojawiła
    sie diagnoza G3, jutro konsylium. Pozdrawiam wszystkich i życze
    powodzenia.
  • madrek76 29.10.07, 14:55
    Basiu, Kati, Monique - co u Was? Basiu jak czuje sie Twój tata po
    operacji?? My czekamy na wynik PET-a i zobaczymy co dalej.
    Pozdrawiam Was wszystkie!!! Trzymajcie sie cieplutko:-)
  • mardula 29.10.07, 18:18
    cześć dziewczyny dawno nie pisałam a tyle się działo od25 10 moja ciocia jest w
    szpitalu nie podano jej kolejnej chemi bop wyniki wykazały totalne wycieńczenie
    organizmu w sobote cioci wysiadły nerki jest cewnikowana podłączona pod tlen
    dzisiejszej nocy był kolejny kryzys walczyli o nią do4 rano dzisiaj
    dowiedziałam się że to .....mogą to być dni mogą być godziny teraz to jest walka
    o godne komfortowe i bezbolesne .... mam prośbe wiem że wam wszystkim jest
    ciężko ale prosze przy modlitwie zmówcie pacież za moją ciocie całuje was
    gorąco nie poddawajcie sie trwajcie przy swoich najbliższych tak jak to robicie
    dotychczas -marta
  • attenna11 29.10.07, 22:10
    Martuś, tak mi przykro. Cóz mogę poradzić...wspieraj rodzinę i
    bądźcie z ciocią to naprawdę bardzo ważne.
    Ściskam cieplutko .
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • kati5k 30.10.07, 11:21
    Witajcie dzielne dziewczyny
    Wczoraj moja mama odebrała wyniki tomografu komp. Nie jest tak jak
    bym chciała bo zmiany się nie cofnęły jest tak jak było nie ma nic
    nowego rak na razie "śpi"
    Czuje się b.dobrze jest sprawna jak zawsze - gotowanie, pieczenie
    sprzątanie...
    Ale ja się już martwię na zapas że kiedyś niespodziewanie zaatakuje.
    Program chemii ma ten sam bo lekarz stwierdził że jeśli rak się nie
    rozwija to trzeba go kontynuować, dołożył tylko jeden
    składnik "wściekłej" chemii - czerwoną. Modlę się zeby zadziałała i
    cofnęły się zmiany.
    A co u Was dziewczyny? Magda jak wyniki PET-CT trzymam kciuki
    najmocniej jak się da i czekam na dobre wieści.
    Mardula przykro mi z powodu Twojej cioci bądź dzielna i wspieraj
    rodzinę a my tu jesteśmy z Wami !
    Anettko cieszę się że znalazłaś już siły że już jesteś. Trzymaj się
    kochana wiem że napewno jest Ci ciężko Modlę się za Twoją mamę zeby
    było jej TAM jak najlepiej
    Pozdrawiam gorąco
    Pa pa

  • kati5k 30.10.07, 11:28
    Pozdrawiam oczywiście jeszcze Basię, mazgaj i monique_1 - To Ty
    przecież założyłaś ten wątek ale chyba się nie udzielasz Co słychać
    u Ciebie?

  • monique_1 08.11.07, 15:17
    Miło, że pytasz w końcu się zebrałam i napiszę parę słów. U mnie
    przez trochę był spokój o tyle, że znalazł sie lekarz który chciał
    mamę dalej leczyć, taki który wzbudza zaufanie. Mama dostała worki i
    wydawało się, że jest w miarę optymistycznie. Po walkach z lekarzami
    jakoś dopadło mnie takie zmęczenie, że nie miałam siły czytać
    żadnych złych informacji i przyznaję się zaniedbałam forum. Zrobiłam
    sobie urlop :-/
    Pozdrawiam wszystkie osoby, które mają w jakikolwiek sposób
    styczność z tą chorobą i ściskam bardzo mocno chociaż to niestety
    tak niewiele znaczy.
  • madrek76 02.11.07, 21:02
    Witaj Basiu,
    chciałam napisac na maila,ale nie byl dostepny, a chcialam sie
    dowiedzieć jak czuje sie Twój tata?? Ja jestem na etapie konsultacji
    ostatecznej po wynikach badania PET, który to potwierdził ze zmiana
    sie zmniejszyła, sam guz faktycznie ma srednice 1 cm (w marciu 2007
    r. 8,5) ale komorki rakowe sa takze w sciance wiec jak wczesniej
    wspominal lekarz raczej konieczna bedzie calkowita resekcja
    zoladka,choc PET wykazal tez zmiany wezłow okolotchawicowych i
    wstepnicy...nie wiem dokladnie co to znaczy,mam nadzieje ze to nie
    zdyskwalifkuje z przeprowadzenia operacji.Cóz do wtorku pozostaje
    czekanie co ostatecznie powie nam chirurg-onkolog.

    A jak u Was, jak tata funkcjonuje po operacji? Mam pytanie, jak
    długo tata był w szpitalu od momentu operacji? Na czym polegała
    zmiana odzywiania u taty, bo wczesniej pisalac o problemach i
    zespole poresekcyjnym. Boje sie tego co nas czeka, ale staram sie
    byc dobrej mysli.

    Wszystkich sledzacym ten watek serdecznie pozdrawiam!!! Modle sie za
    Was i wasze rodziny!

  • barbara_arciuch 05.11.07, 07:07
    Witam i ponownie przepraszam , że się nie odzywałam . Mam teraz dużo spraw na głowie i wieczny brak czasu. Zaglądam tu bardzo często ,cieszę się gdy jest lepiej z waszymi bliskimi a czasami płaczę gdy piszecie o pogorszeniu . Jestem cały czas myślami przy was i modle się by było coraz lepiej.Madrek,nie denerwój się tak , będzie dobrze. Z tego co piszesz ogólny stan Twojego taty jest dobry ,a to jest bardzo ważne.Mój tata też przed zabiegiem był w dobrej formie i dlatego po operacji wszystko szło książkowo, aż lekarze byli zdziwieni.Ze szpitala wypisali go w 10-tej dobie po operacji , póżniej było troche gorzej(ale Ty już będziesz mądrzejsza o moje doświadczenia i będziesz wiedziała co robić gdyby i u Twego taty wystąpił ten zespół). My straciliśmy sporo nerwów a tata 4-ry kilogramy , ale teraz jest całkiem dobrze . Tylko czesami jak się tata zapomni i zjie zbyt dużo i szybko to ma te same problemy co wcześniej .Obecnie je już prawie wszystko , przybywa na wadze , morfologia jest dobra , a 12 listopada jedziemy na pierwszą chemię. Trochę się jej tata boji ale cóż nie ma wyjścia , mam tylko nadzeję że to pomoże , lekarze nie dają zbyt dużo nadzieji , ale ja się z nimi nie do końca zgadzam(podobno przerzuty do wątroby to prawie wyrok , ale nie z takich sytuacji ludzie wychodzili). Ja wierzę że będzie dobrze , a Ty masz jeszcze więcej podstaw by mieć wiarę .Ściskam cię mocno nie wiem co mogłabym jeszcze napisać , jak masz jeszcze jakieś pytania to pisz , postaram się odpowiedzieć jak tylko będę mogła.Pozdrawiam Wszystkich bardzo gorąco.
  • lucolb 05.11.07, 11:19
    Witam . Doczytałam na Twoim watku ,że korzystaliście z preparatów dr
    Podbielskiego. Mam pytanie - jakie doswiadczenia i efekty? Moj mąż
    choruje na raka prostaty z przerzutami do kości.Kilkakrotnie pisałam
    o tym na forum. Teraz jest po pierwszej chemii i 12 listopada
    zaczyna następną.Czuje się narazie ok. chyba lepiej niż przed 1-ą
    chemią. Ale ciekawi mnie ten preparat, tym bardziej że mam do niego
    dostęp. Liczę na Twoją odpowiedź
    Pozdrawiam
    Lucyna
  • barbara_arciuch 06.11.07, 18:52
    Witaj Lucyno, przykro że spotykamy się w takiej sytuacji ale cóż zrobić.A co się tyczy tych preparatów to uważam , że to właśnie dzięki nim tata tak szybko wrócił do dobrej sprawności.Pierwsze oznaki dobrego działania zaobserwowałam po kilku dniach stosowania.Zrobiliśmy po ok.10 dniach stosowania morfologie i była w normie, nawet lekarzy to zdziwiło.Ale gdy pytałam lekarza to usłyszałam że one nic nie dają .Więc do Was należy decyzja.Ale mam dla Twego męża inny specyfik , który może wypróbować.O jego działaniu osobiście nic nie mogę powiedzieć bo jak narazie tata nie może przyjmować.Przepis dostałam od pana który nim wyleczył żonę nieoperacyjnego guza mózgu. Ogólne informacje na jakiej bazie jest to lekarstwo sprawdziłam w internecie i wszystko się zgadza .Jeżeli jesteś zainteresowana to podaj prywatny emil a ja prześle ci emil jaki dostałam od tego pana , tam jest wszystko wyjaśnione.Oczywiście niewolno rezygnować z medycyny konwencjonalnej.Pozdrowienia dla Ciebie i męża.
  • lucolb 08.11.07, 15:14
    Dzięki Basiu za odzew. Mój mail - lucolb@wp.pl
    Chętnie podzielę się informacjami na temat preparatu. Narazie udało
    się (odpukać!!!) załatwic problem wypróżniania się. Od prawie
    początku choroby był z tym problem.Stosowaliśmy różne diety, cuda
    itd. Doszliśmy do Colonu C i Jelitonu. Była jako tako. A teraz po
    tym preparacie o dziwo jest ok. i narazie wycofaliśmy Colon C.
    Zobaczymy jak pozostałe wyniki, ale to dopiero w poniedziałek 12.11
    Pozdrawiam i życzę siły. Czekam na maila.
    Lucyna
  • madrek76 05.11.07, 12:46
    Witaj Basiu! Cieszę się,że Twój Tata czuje sie coraz lepiej!!! Nie
    bój sie chemii, piszesz ze stan taty jest dobry i morfologia tez,
    wiec to juz cos, bo przy słabych wynikach pojawiaja sie problemy by
    do chemii zakwalifikowac.Jak rozumiem chemia bedzie ukierunkowana na
    zmiany w watrobie...widzisz z tatem na chemii (my mamy za soba 6
    cykli po 3 dni) czesto bywali Panowie z chemia w kierunku watroby i
    nie było tak źle jak lekarze na poczatku mowili.Owszem to kwestia
    jak organizm reaguje, ale jednak w wielu z nich zmiany sie
    zmniejszały a u niektórych wrecz znikały, wiec trzeba byc dobrej
    mysli.Owszem z chemia łacza sie skutki uboczne,jak silne to zalezy
    od programu chemii i jej składników, ale w razie czego zawsze pytaj
    a na forum znajdziesz wiele cennych uwag - mi bardzo pomagały!!! My
    u Taty "przerobilismy" rózne skutki uboczne, ale jakos sobie z nimi
    poradzilismy wiec zawsze słuze rada!!! U mnie tata po 3 cyklach miał
    spore pogorszenie wyników wiec byłą zmiana programu na łagodniejszy,
    ale to zawsze kwestia indywidulana! Jedno o czym pamietaj od
    pierwszego cyklu dieta któa sprzyja odbudowywaniu
    morfologii...np.brokuły,buraki,watróbka, swiezo przetarte soki!
    A mam pytanie, gdzie Twój Tata bedzie miał podawana chemie??
    Co do mojego taty...faktycznie czuje sie naprawde dobrze, ma apetyt,
    przybył na wadze, duzo lepiej wyglada, jest pogodny! Ale wyniki PET-
    CT nie do konca są dobre...poniewaz owszem potwierdziły reemisje
    guza i cofniecie nacieków na przełyk i trzustke, ale wskazały
    powiekszenie wezłów chłonnych okołotchawicznych i w wezlach tych
    zdiagnozowano komórki rakowe(żadne inne badania tego nie wykazywało!)
    oraz pobudzenie czynnościowe na glukoze wstępnicy (poczatkowa część
    okrężnicy) - co to bedzie oznaczać dla dalszego leczenie przekonam
    sie jutro, bo mamy konsultacje z onkologiem! Choć dr od razu
    uprzedzał nas o tym ze w przypadku operacji czeka tate calkowita
    resekcja żoładka, a to ciagle brzmi dla mnie przerazająco...inaczej
    gdy sie słyszy ze usunieto czesc zołądka,a inaczej gdy całość :-(
    Mam nadzieje, ze w obliczu tych dodatkowych zmian operacja bedzie
    mozliwa i ze tata powróci do zdrowia! Ostatnio najwiecej siły mam
    dzieki postawie Taty,który nie dopuszcza zadnych innych mysli i
    wierzy,ze wszystko sie uda,oby mial racje!!!
    Pozdrawiam Was wszystkie!!! Trzymajcie sie cieplutko, duzo wiary i
    sił w zmaganiach z choroba naszych bliskich!!! Magda
  • barbara_arciuch 06.11.07, 18:30
    Magda ,dziękuje za słowa otuchy ,ma to duże znaczenie gdy można dowiedzieć się u "żrudeł" jak to jest naprawdę z skutkami ubocznymi chemi.Tata /z tego co mówiła lekarka/ będzie miał chemie jak na żołądek ,a będzie ją przyjmował w szpitalu w olsztynie.Prowadzone są tu badania kliniczne w kierunku raka żołądka , niewiem czy tata będzie w obecnej sytuacji do nich kwalifikowany , ale wiem że ma mieć 6-ść kursów co 3-rzy tygodnie ,każdy ma trwać 5 dni.A wracając do twego taty to całkowita a częściowa resekcja nie różni się niczym w dalszym postępowaniu . No chyba jedynie tym że póżniej /po całkowitej resekcji/ trzeba przyjmować wit B12 i żelazo domięśniowo.Tak więc głowa do góry ,wytną "głównego" winowajcę a resztę potraktujecie chemią .Musi być u Was dobrze bo ja cały czas daje przykład Twojego taty dla mego .Daj znać co zadecydowali lekarze
  • madrek76 06.11.07, 20:02
    Hej,wrocilismy od lekarza!Jesli chodzi o zoladek mozna operowac bo
    lekarz mówi ze zmiana jest faktycznie bardzo mała i skupiona (nie ma
    rozsiewu po całym organie, ani oznak rozsiewu w wezłach czy innych
    organach jamy brzusznej)a to jak sie wypowiedział dobrze rokuje! Ale
    problem jest z wezłem chłonnym koło tchawicy,bo to oznaczałoby
    konieczność dwóch odrebnych operacji... tylko dziwi sie lekarz ze
    zadne wczesniejsze badania, w tym tomograf nie wykazały tej zmiany,
    a tata nie ma objawów które by wskazywały na ucisk na
    tchawice....stad ustalilismy, że za 3 tyg. tata ma sie zgłosic na
    oddział chirurgi we Wrocławiu do Centrum Onkologii i najpierw dr
    zamierza sprawdzić co z wezłem wykonując kolejny tomograf,wtedy
    jesli zmiana bedzie widoczna potrzebna bedzie konsulacja i decyzja
    co do postepowania z tym wezełem. Martwi mnie to bo jak spytałam czy
    to jest przerzut, lekarz odpwoiedział mi ze to wyglada na ten moment
    po badaniu PET jakby były dwa równoległe ogniska raka, jeden zoładek
    i tutaj reakcja na chemie jak to okreslił była piekna, bo jednak guz
    z 8-9 cm zmniejszył sie do 1 cm,ale jest chyba jest tez drugie
    skupisko wezły okołotchawiczne...boje sie ze po operacji organizm
    bedzie zbyt osłabiony by jeszcze udziwignac kolejna chemie lub
    naswietlania tego wezła...Cieszy ten wyniki o reemisji guza w
    zoładku, bo pamietam słowa prof. który tate operował w marcu 2007 r.
    stwierdzajac po operacji, ze nic sie juz nie da zrobic, ze chemia
    nie ma sensu bo tylko tate osłabi...nie miał racji jak widać i
    zawsze jak mówi dr Bebenek nalezy próbować! No ale powstał ten drugi
    problem - wezeł chłonny....ah zycie :-( Mogłoby czasami
    mniej "atakować", cóz napewno wiem jedno bedziemy walczyc ile trzeba
    bedzie!!! A Ty Basiu śmiało pytaj, jak cos pisz na maila
    madrek76@gazeta.pl i nie bój sie chemii, wiem ze to słowo wciąż
    budzi strach,a trzeba na chemie spojrzeć jak na szanse, którą nalezy
    wykorzystać!!! Dr Krzemieniecki, u którego byłam w Krakowie
    stwierdził jedno, zeby wiedziec ze cos nie pomaga trzeba to
    spróbować stad dziwił sie słowa prof. które padły w marcu...
    Mój tata miał cykle co 3 tyg. 3 dniowe miał realizowany najpierw
    program PELF z modyfikacja Taxotere (tu składnik niestandardowy w
    Polsce zarejestrowany ale jako chemia na inne rodzaje raka, a w
    Europie Zachodniej od jakiegos juz czasu Taxotere jest stosowane z
    powodzeniem na raka zoładka), potem gdy pogorszyły sie za mocno
    wyniki zmiana programu na łagodniejszy 5FU+CL i tu program co 4 tyg.
    DObór chemii zalezy od rodzaju raka i stanu pacjenta, ale jak
    pisałas Twój Tata ma dobre wyniki wiec bedzie łatwiej o decyzje
    lekarzom.Wrocław miał tez program badawczy raka zoładka ale
    rozpoczał sie juz wczesniej, my trafilismy na chemie w maju, oni
    nabór do programu zakonczyli w lutym. Ale ordynator po zapoznaniu
    sie z taty historia i wynikach badań zaproponowała nam by z uwagi na
    taty dobry stan Taxotere (wyzsza toksycznosc) i jak widac efekt sie
    pojawił! Takze trzymam kciuki za Twojego Tatę!!! Jedno juz za Wami,
    teraz nalezy wierzyć, że kolejny etap tez sie uda i przyniesie
    pożadane efekty.
    Pozdrowienia dla Wszystkich z forum zagladajacych do tego
    watku "zołądkowców"!!!
  • win.tom 07.11.07, 10:15
    Witajcie Kochani,
    przeczytałem Wasze posty i tak bardzo rozumiem... 21 listopada minie
    rok od wykrycia u mojego taty raka żołądka, 29 listopada był już na
    stole operacyjnym - wycięto mu żołądek, okoliczne węzły i śledzionę.
    Nie stwierdzono przerzutów, węzły były czyste, ale rak naciekał całą
    ścianę, toteż miesiąc później rozpoczęła się chemia w standardzie
    PELF, 6 cykli. Ojciec schudł ok.25kg, był bardzo słaby i kompletnie
    nie miał apetytu, nawet na wodę. Jedyne co go trzymało przy życiu to
    flaki - do dziś nie wiemy dlaczego, ale dobrze doprawionych potrafił
    zjeść prawie 2 kg dziennie. Miesiąc po chemii miał pierwsze badania -
    tomograf i markery nic nie wykazały. Dwa tygodnie temu miał pełną
    diagnostykę łącznie z gastroskopią i pobraniem wycinków - nie ma
    śladu po nowotworze. W międzyczasie tato przytył 10 kg i wrócił do
    pracy. Ktoś pytał jak wygląda życie po totalnej gastrektomii-otóż
    zupełnie tak jak przed, tylko z zachowaniem odpowiedniej diety. Na
    dziś walka jest wygrana, ale bardzo, bardzo boję się wznowy...I
    jeszcze jedno: poznaliśmy ludzi, którzy bez żołądka żyją już ponad
    10 lat,byleby rak dał szansę, żeby go czysto wyciąć... Trzymam
    kciuki i modlę się za Was i Waszych bliskich.
  • przemeks155 14.11.07, 09:10
    Witam
    mam pytanie dotyczące wyniku badania histopatologicznego wyciętego
    żołądka; stwierdzono komórki rakowe niskodojrzałe.
    Powiedziano mi że to źle rokuje; wiem też że takie komórki mają
    tendencję do znacznej przerzutowości.
    Czy jednak Wam lub Waszym bliskim udało się pokonać raka pomimo
    obecności takich komórek?
    Pozdrawiam
  • win.tom 15.11.07, 09:45
    Tak, mój ojciec tez mial niskodojrzale komorki rakowe. Uszy do gory!
  • madrek76 15.11.07, 18:41
    Dzis dostalismy tel. 19.11 mamy zgłosic sie na oddział, najpierw
    kilka dni badań no i przede wszystkim gastroskopia i TK klatki
    piersiowej by zobaczyc co sie dzieje z tym wezłem okołotchawicznym.
    Potem decyzja...szczerze mówiąc licze,ze tata bedzie operowany. W
    zoładku zmiana sie zmniejszyła a PET-CT wykazała ze jest teraz
    wielkosci 1,5cm skupiona. Nie wiem tylko co z tym wezłem...w ramach
    tej samej operacji nie da sie tego sprawdzic, ani wyciac, a jak mi
    sie zdaje wezły sie naświetla wiec czy ta radioterapii powinna odbyc
    sie teraz czy potem??? ....sama nie wiem :-( Cóz pozostaje mi czekac
    na wyniki badań i na decyzje lekarza.A co u Was słychac? Pozdrawiam
    cieplutko, modle sie za Waszych bliskich i o taka modlitwe tez
    prosze!
  • barbara_arciuch 15.11.07, 20:44
    Cześć.Tata od poniedziałku jest w szpitalu ,zrobili tam badania krwi które są SUPER DOBRE!.Dlatego od wtorku dostaje chemie podobną najmocniejszą , dającą najlepsze wyniki , ale i najbardziej szkodliwą.Do tej pory tata nie odczuwa żadnych ubocznych skótków , bardzo z tego powodu nam ulżyło .Dziś rano założyli tacie port naczyniowy z czego też jestem bardzo zadowolona ,nie ma obawy o taty naczynia krwionośne i o dodatkowy ból przy innych zabiegach .Tak więc jak widać jest dobrze i oby tak zostało . Muszę tu wspomnieć o wspaniałych ludziach którzy pracują na tym oddziale , są naprawdę oddani chorym .A teraz do innych "użytkowników" tego forum , nigdy niewolno się wam poddać , ani zakładać z góry że sprawa jest już przegrana .Mojemu tacie w pierwszym szpitalu przepowiedzieli tylko 6- miesięcy życia i powiedzieli że sprawa jest przegrana ,by zadbać tylko o konfort ostatnich jego dni .Ja jednak szukałam pomocy innej , a teraz lekarze wspominają że gdy będzie taka potrzeba to zakwalifikują tatę do przeszczepu wątroby .Trudno jeszcze powiedzieć co będzie ale jak sami widzicie bardzo wierzę . Modlę się codziennie o zdrowie dla rodziców mojch i waszych . Bardzo się cieszę gdy słyszę o poprawie i jestem myślami z tymi którzy przechodzą teraz ten bardzo trudny okres pożegnania.Pozdrawiam bardzo gorąco/mimo zimy ,u nas jest teraz -5 st./
  • doris74 16.11.07, 08:17
    Witam,
    to ja tez sie tu dopiszę. Przeglądam ten watek prawie codziennie od ponad pół
    roku. W marcu 2007 zdiagnozowali u mojej mamy raka żółądka, otworzyli ja i
    zamkneli, bo był rozsiew do otrzewnej. Dawali nam parę miesięcy życia. Potem
    była chemia, przez którą przeszlismy z trudnościami, ale przeszliśmy. Koncem
    pazdziernika mam miała robiona tomografię, ktora wykazała zmniejszenie guza i
    decyzja lekarzy - 5.12.2007 kolejna operacja.

    Mam nadzieje, ze tym razem się uda.

    To drugi nowotwor mamy, 6 lat temu miała usuwaną pierś z powodu nowotworu.

    Obecnie mama czuje sie w miare dobrze, ma jedynie dolegliwości spowodowane
    skutkami ubocznymi chemii, a wiec puchniecie, sztywne rece i nogi
    (neuropatia),jest trochę osłabiona, ale nie bierze zadnych proszkow przeciwbolowych.

    Proszę Was o trzymanie kciuków i modliwę.

    pozdrawiam

    Doris
  • madrek76 16.11.07, 22:02
    Witajcie Dziewczyny! Basiu ciesze sie, ze Twój tata ma tak dobre
    wyniki i ze swietnei znosi chemie! Doris widzę, że nasi rodzice sa
    na podobny etapie...przed 2 operacja. Wprawdzie nas jeszcze czeka
    zdiagnozowanie zmian wezła okołotchawicznego i od tego zalezy
    ostatecznie decyzja o operacji zoładka, ale po chemii guz u taty sie
    zmniejszył, TK i PET pokazał ze do niewielkich rozmiarów, a podobnie
    jak Twojej mamie w marcu nie dawno Tacie i wiem co znacza trudy
    chemii bo u nas przyszło pogorszenie wyników po 3 cyklu chemi
    agresywnej i wymuszona wynikami zmiana programu chemii na
    łagodniejszy, ale najwazniejsze by teraz udało sie to paskudztwo
    wyciąć!!! Modle sie i trzymam kciuki i o to samo prosze! Pozdrawiam
    ciepło!Magda
  • przemeks155 19.11.07, 12:49
    Witam
    czy wiecie jaki jest standard badań po zakończeniu chemioterapii po
    resekcji żoładka? Z info w internecie wynika,że przez pierwszy rok
    co 3 miesiace powinny być: usg jamy brzusznej,tomografia komputerowa
    i endoskopia. Czy tak to faktycznie wygląda? Zdaję sobie sprawę, że
    pewnych "inwazyjnych" badań nie można stosować zbyt często?
    Czy badania przeprowadzane co 3 miesiace dają możliwość ewentualnego
    wykrycia wznowy choroby?
    Bo markery chyba nie są miarodajne ( to badanie można by
    przeprowadzać generalnie częsciej). Jak to było u Waszych bliskich?
    Pozdrawiam
  • barbara_arciuch 20.11.07, 13:34
    Magda pomocy ! Tata jest już po pierwszym kursie , wyniki
    morfologii po chemii są nadal dobre , jedynie leukocyty spadły ale
    nadal są w normie .Ogólnie fizycznie chemie zniósł dobrze , ale
    psychicznie katastrofa ! Brak chęci do dalszego leczenia , wszystko
    na nie , jak dziecko które złości się na rodziców , że go szczepią i
    tym samym sprawiają mu ból gdy nie jest chory . Zmienił się
    diametralnie , nic nie mówi , leży i patrzy w sufit lub udaje że
    śpi. Mama która jest z nim cały czas boi się odezwać czy nakłonić by
    coś zjadł lub wypił , bardzo agresywnie odpowiada nie i nie , a mama
    też jest bardzo chora cały czas musi mieć podłączony tlen. Proszę
    odpisz czy z Twoim tatą też tak było , a może ktoś inny ma takie
    doświadczenia ,to jak im można pomóc ? Co mam zrobić lub podać i czy
    taka zmiana charakteru utrzymuje się długo a może już zostanie? Tata
    nie jest tym samym człowiekiem ,pogodnym pełnym wiary i nadziei .
    Magda , co u taty jak wyniki , kiedy operacja i pozostałe
    dziewczyny co u Was/Aneta,Ania,Marta- nic ostatnio nie piszecie , co
    się dzieje?/
  • madrek76 20.11.07, 14:19
    Basiu! Faktycznie słyszalam u takiej reakcji, ze chemia moze zmienic
    psychiczne nastawienie pacjenta. U mnie sie takie rzeczy nie działy,
    tata cały czas wiedział ze chemia daje mu szanse, choc po 3
    agresywnej chemii jechał na 4 z nastawieniem, ze jej nie chce..wtedy
    tez sie okazało ze wyniki poleciały i ze trzeba zmienic program, po
    zmianie czuł sie przy słabszej naprawde dobrze. Ja wiem jedno - gdy
    tata mial ta pierwsza chemie bardzo mocna to nie zmuszalismy go do
    niczego, 1 tydzien po chemii w ogóle nie miał apetytu, musiałysmy
    sie z mama i siostra nauczyc by go nie zmuszac, jadł kiedy chciał,
    po kilku dniach sam zaczynał jeść!! Pamiętam, ze ktos na forum pisał
    o takiej agresywnosci, ale nie pamietam niestety kto....:-( Sadze że
    musicie dac Tacie chwilke na oddech, wiesz przebywał wsród ludzi w
    różnym stanie i sie też napewno nasłuchał się opowiesci o raku to
    wpływa na psychikę więc daj mu szansę odreagowania, może potem
    zacznie sam mówić...trzymam za Was kciuki. Ah napisz jaki tata ma
    program chemii...na wypisie powinna byc podana jego nazwa.

    U mnie tata jest po badaniach..usg, rtg płuc, usg, cała morfologia,
    mocz, bochemia były dobre i jestd ecyzja jutro o 10:00 operacja,
    takze prosze o modlitwe! Napisze jak bede miała dostep do sieci, bo
    anstepne dni bede we Wrocławiu.
  • gontcha 20.11.07, 13:48
    Magda,

    Trzymam mocno kciuki. Za pomyślne wyniki badań, za operację i wogóle
    za wszystko.
    Powodzenia i czekam na wieści.
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 20.11.07, 14:22
    Witaj Aniu i bardzo dziekuje za wsparcie!!!

    U mnie tata jest po badaniach..wczoraj robili usg, rtg płuc, usg,
    cała morfologia, mocz, bochemia były dobre i jest decyzja jutro o
    10:00 operacja! Dr Bębenek mówi ze nie ma co czekać, a wezłem tym
    koło tchawicy zajmiemy sie poźniej, jak juz tata dojdzie do siebie
    po tej operacji i tak sie nie da tego razem wyciąć, ale sprawdzą co
    sie da, łaczac potem z przełykiem jelita....Boje sie tej operacji
    bardzije niz poprzedniej, moze przez to ze teraz jestem bardziej
    swiadoma jak wyglada czas pooperacji te dni z sonda, z cewnikiem,
    drenami itd. przed tem to dla mnie było cos nowego! Mocno wierze, ze
    tym razem sie uda a Was prosze o modlitwe! Napisze jak bede miała
    dostep do sieci, bo nastepne dni bede we Wrocławiu.
  • gontcha 20.11.07, 14:33
    Mocno, mocno trzymam jutro od 10-tej kciuki. Będzie dobrze, dr to
    wyśmienity chirurg.
    To że się boisz Magda to całkiem zrozumiałe jest, ale głowa do góry.
    Okres pooperacyjny jest ciężki, ale z dnia na dzień bedzie lepiej.
    Miałam w DCO 4 operacje (w tym dwie wątroby) i nie było źle.

    Cieplutko pozdrawiam i mocno ściskam,
    Anka

    PS. Daj mi na priva jakies namiary do siebie (telefon), bo
    najprawdopodobniej w tym tygodniu będę w DCO to się może jakos tam
    złapiemy...

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • madrek76 20.12.07, 21:26
    Doris co u Was, jak Twoja Mama sie czuje? Napisz prosze jaką chemia
    miała Twoja mama przy rozsiewie w otrzewnej! Mój tata ma tez rozsiew
    stad czeka nasz decyzja co dalej...jeden lekarz mówi o leczeniu juz
    tylko paliatywnym z chemia ELF, drugi mówi ze mozna jeszcze
    powlaczyc i proponuje chemie dootrzewnową....sama juz nie wiem!
    Pozdrawiam cieplutko :-)
  • attenna11 20.11.07, 19:24
    Witam,
    trochę mnie tu nie było (czynnie) bo codziennie czytam to , co
    piszecie...
    Madziu nie martw sie na zapas, będzie dobrze trzymam kciuki i modle
    się za Was.Zbieraj siły aby potem moc byc przy tacie i pomagac po
    operacji.
    Basiu cóż moge doradzic...takie stany sa trudne ale jakoś tak mi
    przyszły na myśl slowa pewnej pani doktor-nie pozwólcie tacie
    zamknąć sie w sobie, jesli on nie chce wy mówcie do niego o byle
    czym, niech wie że jestescie.Moja mamusia tez miała kiedys taki
    kryzys. Było tak , że lezała na sali z chorymi, ktorzy ta chemię
    bardzo xle tolerowali...były wymioty itp. napatrzyła sie i potem juz
    nie chciala słyszeć o dalszym leczeniu...potem sie przekonala, że
    trzeba i byla gotowa stało sie jednak tak, że chemie przerwano i
    dostała naswietlania. Może to tylko taki kryzys a tato tak własnie
    zareagowal na cała sytuację. Zreszta taka pogoda i takie krótkie
    dni...zdrowego potrafia przygnebic...
    U mnie nic nowego..pusto i smutno...trochę zmartwien..tatkiem...ma
    rozrusznik i dwa tygodnie temu bylismy na wymianie, teraz nie bardzo
    sie to goi, cukier skacze i jak sie jedno psuje to i reszta.Ale mam
    nadzieję, że będzie dobrze.Musi być...chociaz nic nie bedzie takie
    samo.
    Trzymajcie sie kochane! Myśle o Was i trzymam kciuki. I piszcie
    koniecznie co nowego u Was.
    Serdeczne uściski i głowa do góry!!!!!!
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 21.11.07, 15:54
    Niestety wieści po operacji złe...faktycznie guz sie zmniejszył jak
    to wykazywały badania, ale...nastapił rozsiew jest w jamie brzusznej
    duzo malutenkich guzków w róznych miejscach, do tego płyn który
    ściagnięto, stad skonczyło sie tylko na otwarciu, poprawieniu stomi
    i zszyciu. Dr Bebenek mówi że jedyne co bedziemy mogli zrobic to jak
    tata wróci do siebie za jakies 6 tyg. wrócic do chemii i miec
    nadzieje, ze to spowolni chorobe. Pobrał wycinki z róznych miejsc i
    trzeba czekac na wyniki histopatologiczne, a jeszcze ten wezeł
    chłonny koło tchawicy, który tez moze byc przerzutem... Powiedział
    mi, ze w takim stanie gdyby sie udało spowolnic jej rozwój moze tata
    zyska 1 do 2 lat. Moja nadzieja na wyleczenie prysneła dzis jak
    banka mydlana, chyba musze teraz nauczyc sie zyc z nastawieniem, ze
    kazdy dzien bedzie darem, tylko najbardziej sie boje jak Tata
    poradzi sobie psychicznie z tym wszystkim... Dzis nawet nie umiem
    myslec,a jutro czeka mnie spojrzenie na Tate i bardzo boje sie tego
    momentu kiedy padna słowa "że znów nie dało sie wyciąć
    zoładka"...nie wiem juz ile tacie powiedziec, by chciał jeszcze
    walczyc.....To takie trudne!!! A ja juz trace siły....a co dopiero
    Tata :-))))
    Bede teraz musiała poszukac informacji o jakis lekach w przypadkach
    nieresekcyjnych, moze cos nowego sie pojawiało...
  • attenna11 21.11.07, 18:38
    Madziu...
    przeczytałam Twój post i tak mi przykro, że nie udalo sie wykonać
    operacji. Ale przeciez Tato zyje i to jest najważniejsze. Każdy
    dzień jest darem Boga , wykorzystaj go. Wyroki boskie są nieznane i
    czasem zycie potrafi mile zaskoczyć.
    Zbieraj siły na rozmowe z tatą. Badzcie z tatą. Nie wiem czemu ale
    mam takie wewnętrzne przekonanie , że będzie dobrze.
    Trzymaj się kochana i dbaj o siebie tez.
    Usciski.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 23.11.07, 21:19
    Hej, wrócilam własnie od Taty...czuje sie nienajgorzej, choc
    psychicznie zawiedziony,bo liczył na wyciecie zoładka i to, ze ta
    nasza walka z rakiem pójdzie o krok do przodu. Rozmawiałam z dr
    który tate operował...zoładke na ten moment jak najbardziej
    nadawałby sie do resekcji...zmiana faktycznie zmniejszyła sie do
    niewieliego obszaru ok. 1,5 cm,ale rozsiew w otrzewnej to
    uniemozliwił...w otrzewnej sa bowiem mikroprzerzuty, jak mi to
    okreslił ordynator wyglada to tak jakby garsc ziaren maku rozsypac w
    otrzewnej i sa one rozsypane w róznych miejscach otrzewnej siegaja
    az miednicy mniejszej,choc są bardzo malenkie! Dr pobrał wycini i
    czekamy na wyniki histopat. potem kieruje nas na chemioterapie. Z
    forum i dzienki "Gontcha" (wielkie dzieki Aniu) dowiedziałam sie o
    chemioterapii dootrzewnowej,Dr operujący uwaza jednak, ze nalezy
    zastosowac dozylna chemioterapie,bo jak mówi chemioterapia
    dootrzewnej ma rózne efekty uboczne i niesie ze soba wieksze ryzyko!
    Sama juz nie wiem....wiem ze perfuzja dootrzewnowa robi sie w
    Gdańsku, a czy może ktoś z Was słyszał o innych osrodkach, które sie
    tym zajmują?? Pozdrawiam! Co u Was dziewczyny???
  • barbara_arciuch 03.12.07, 07:09
    Hej.Postanowiłam w końcu coś napisać , chociaż może nie jest to
    dobry pomysł , bo i mnie dopadły wątpliwości co do sensowności
    dalszego tak trudnego leczenia taty.Przeglądałam ostatnio
    cały ''nasz'' wątek i spostrzegłam że prawie zawsze kończy się
    przegraną , więc czy warto nakłaniać naszych bliskich na cierpienie
    spowodowane leczeniem po to tylko by i tak w bardzo krótkim czasie
    odchodzili w cierpieniach spowodowanych chorobą.Czy nie lepiej
    pozostały im czas dać przeżyć spokojnie , bez tego
    szarpania ,wątpliwości , niepewności co przyniesie kolejne bolesne
    badanie , co da kolejna trudna do zniesienia chemia /a wyrok raczej
    i tak znany/.Wiem że nie powinnam tak pisać i odbierać nadziei
    wierzącym , ale czy nie lepiej jest się od początku przygotować na
    najgorsze i co najważniejsze dać wybór samym chorym , bo raczej to
    my zdrowi go dokonujemy , to my wręcz zmuszamy naszych bliskich by
    poddawali się tym wszystkim zabiegom /na które ja sama bym się nie
    zdecydowała/ , a oni godzą się najczęściej ze względu na nasze
    prośby.Czytam to co napisałam i trudno mi uwierzyć że to ja piszę te
    straszne słowa , ale tak właśnie teraz się czuje . A co do taty to
    czuje się już lepiej ,apetyt wrócił , dolegliwości prawie ustąpiły ,
    ale 14.12. 07 ponowie chemia ,brak słów by opisać jak się boje tego
    co będzie po .I pewnie z tego powodu te wszystkie
    wątpliwości.Sciskam Was mocno , pozdrawiam , wybaczcie że i mnie
    dopadło zwątpienie , przepraszam .
  • przemeks155 03.12.07, 08:25
    Witam.
    Masz dużo racji w tym, co piszesz...

    Ma walczymy z rakiem żołądka dopiero !!!! albo aż 7 miesięcy !!!!
    Czas zatrzymał się w miejscu.
    Moje małe dziecko w sobotę od Mikołaja poprosiło o zestaw ciastolini
    z lekarzem i od soboty robi operację na brzuchu... wycina organy,
    składa kości .... Tak bardzo chyba przeżywa to co dzieję się w
    naszej rodzinie.
    Mnie teą doapdaja wątpliwości... wiem,że z tej choroy wychodzą
    nieliczni... ale niektórym się udaje i to pozwala mieć nadzieję!!!!!.
    Mamy kilku znajomych bliższych lub dalszych którym udało się pokonać
    raka żołądka. Oczywiście nie pytam ich jaki był to typ
    histopatologiczny, czy był bardziej czy mniej zawawasnowany.Ci
    ludzie żyją i tylko to pozwala mieć nadzieję.

    serdecznie pozdrawiam wątpiących i mających nadzieję.
    Życzę miłego dnia
  • madrek76 04.12.07, 21:37
    Basiu rozumiem Twoje watpliwości i przemyslenia, chyba kazdy z nas
    ma takie momenty, ale...nie wyobrażam sobie sytuacji, ze wiedząc ze
    cos jeszcze mozna zrobic z tego zrezygnuję. Jak przekonuje mnie mój
    przyjaciel - lekarz i jak powiedział mi chemioterapeuta nalezy
    zawsze spróbowac leczenia, bo nigdy nie wiadomo jak organizm
    zareguje.Pewne rzeczy są poprostu poza nami, tylko Bog wie co bedzie
    dalej. Ja wiem jedno, ze nie umiałabym sobie spojrzec w oczy wiedzac
    ze mogłam cos zrobic a nie zrobiłam.Wiem Basiu,że nie raz boli jka
    patrzymy na to ze w czasie leczenia bliscy cierpia, ale patrzmy an
    chemie nie jak na zło, ale jak na sposób który daje szansę! Mi przy
    pierwszej operacji taty w marcu powiedziano ze juz za pózno na
    cokolwiek, gdybym wtedy poddała sie temu co mi powiedziano i nie
    rozpoczelibysmy chemioterapii to pewnie guz by się powiększył,
    naciekał dalej i nie wiem czy scenariusz 3-6 m-cy by sie nie
    sprawdził...a jednak Tata wciąż żyje a guz sie zmniejszył, nacieki z
    trzustki i przełyku cofneły. Owszem przed nami kolejna próba, bo sa
    te rozsiewy w otrzewnej, ale mimo wszystko bedziemy próbowali
    dalej...i staram sie wierzyć, mimo ze wiem ze rokowania nie bywaja
    najlepsze, bo neistety rak zoładka jest w Polsce późno wykrywany,
    ale znam ludzi którzy mimo wszystko po resekcji żołądka,chemii,
    czesto tez naswietlaniach zyja juz kilka a nawet kilkanascie lat i
    tymi przykładami staram sie wzmacniać! Twój tata jest po resekcji, w
    trakcie chemii a wiec ma szanse wyjsc z tego, podobnie Ty Ewuniu
    wierz, że wszystko zakonczy sie dobrze i mimo tych chwil zwatpienia
    musimy wierzyc i pomagac naszym bliskim przejsc prze te trudniejsze
    chwile pobytów w szpitalach, chemioterapii itd. Chyba wyjątkowo dużo
    zmieniła we mnie choroba Taty, bo nauczyłam sie cieszyć każdym dniem
    i wierzyć, że będzie jeszcze dobrze! Poza tym Tata mimo chwil
    rozczarowania i słow, że teraz sie juz boi o przyszłosc, dzis
    zaczyna mówić,że będziemy walczyć,a to daje mi siłę!!! Pozdrawiam
    cieplutko dziewczyny i modle sie za Waszych bliskich:-))))
  • attenna11 06.12.07, 22:07
    Całkowicie popieram to co napisała Magda.
    Nam lekarze nie dawali szans...nie dawali nadziei na chemię...itp.
    jednak onkolog powiedzial, że człowiek nie bedzie wiedział, jesli
    nie sprobuje...chemia zmiejszyla wezły....radio zatrzymalo rozrost
    guza...dawano nam od kilku tygodni do roku...wyrwalismy rakowi 14
    miesiecy....gdze każdy dzien byl darem od Boga.
    Wiecej sie nie dalo...teraz tak mysle, że zrobilismy dobrze..mama
    zyła tym że jeszcze lekarze, my, ona walczymy, że dopóki sie leczy
    to cos znaczy i może było bez większych sensacji medycznych dla
    psychiki mamusi było to najlepsze co moglismy zrobic.
    Nie wiem jak moglabym jej rok temu w sierpniu powiedziec ...mamo ty
    masz raka ...i lekarze nie widza dalszego leczenia bo ono nic nie
    da..
    My powiedzielismy:jesli chcesz a jest ten cien nadziei bedziemy
    walczyć. I to zrobilismy!
    Czasem przychodzi zwatpienie...ale jeśli można trzeba mieć nadzieję,
    może sie nie uda wygrać ale można wydrzeć paskudowi(rak) chocby
    jeden dzien-a to jest tak wiele...teraz miliony bym dała za chocby
    parę chwil.
    Pozdrawiam kochani-życze wiele sił.
    Madrek,Basiu, Kati5k piszcie co u Was -jakos tak pusto tutaj....
    Piszcie wszyscy , którzy borykacie sie z "żołądkowcem".
    Usciski.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 07.12.07, 09:08
    Cześć . Tak naprawdę to zgadzam się z Wami , tylko czasami tak
    ciężko patrzeć na cierpienie bliskich . Przychodzi do głowy wówczas
    myśl -po co to wszystko . Ja się nie poddaje tylko są chwile , że
    muszę to wyrzucić z siebie , a to forum jest dobre do takich
    wynurzeń . A tak ogólnie to powoli zbliżamy się do zrobienia
    TC /12.12/ i do następnej chemii /14.12/ . Obu tych dat tata boj się
    strasznie , niby już wrócił trochę do siebie po ostatniej chemii ale
    spadek wagi był tak duży - 9 kg. , że nadal jest osłabiony . Już
    zaczęły wypadać mu włosy , więc je ściął , skóra na głowie i szyi
    wygląda jak po poparzeniu słonecznym - czy to jest normalne ? Nadal
    ma chrypkę ale już coraz lepiej mówi .Pytałyście jaką dostaje
    chemie , nie mam przy sobie wypisu i nie pamiętam dokładnie , wiem
    na pewno że dostaje cisplatynę i jeszcze dwa składniki . To tyle na
    dziś , odezwę się wkrótce . Przesyłam gorące pozdrowienia.
  • kati5k 07.12.07, 11:23
    Witajcie dziewczyny. Mnie podobnie jak Basię dopadł kryzys i
    zwątpienie. Nie zaglądałam tu ostatnio bo jak czytam posty nt.
    odejścia [*] oraz wątek "kiedy najbliżsi odeszli ...." to mnie
    strasznie ściska w gardle i chuba mam już objawy nerwicy.Obiecywałam
    sobie że nie będę tego czytać ale to jest silniejsze ode mnie. Moja
    mama nadal żyje ale ja zawsze patrzyłam do przodu, w przyszłość i
    już teraz strasznie przeżywam to co jest nieuniknione... Mama do tej
    pory czuła się b.dobrze lekarz powiedział że proces choroby się
    zatrzymał i żadziej jeździła na chemię ale ostatnio bolała ją szyja
    i mówiła że czubek głowy jakby jej ktoś poobijał. Lekarz stwierdził
    że to może promieniować od kręgosłupa zrobił prześwietlenie płuc i
    kręgosłupa. Płuca czyste ale na odcinku szyjnym kręgosłupa widać
    jakieś zmiany. Lek.powiedział że to może być zwyrodnienie ale nie
    chciał jej chyba martwić ja nie rozmawiałam z nim bo przy mamie nie
    chciałam Muszę zadzwonić i się dokładnie dowiedzieć. Anetko jeśli
    możesz napisz mi jak było w przypadku Twojej mamy może tu potrzeba
    naświetleń My ufamy lekarzowi bo jest polecony przez naszego
    znajomego lekarza, W jakim momencie mieliście radio czy w trakcie
    chemii klinicznej czy już leczenie paliatywne?
    Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco i proszę doradźcie coś
  • attenna11 07.12.07, 22:45
    Moja mama miala zaplanowane 6 kursów chemii...po czwartym w styczniu
    2007 lekarz powiedział, że powiększone węzły sie zmiejszyly ale nie
    ma sensu męczyc mamy chemią...i jakos tak przez przypadek obok
    mamusi byla pani, której ojca leczyla pani radioterapeuta, dała nam
    namiary i powiedziała, że podejście tej pani do pacjenta itp jest
    cudowne i ona walczy do konca...pojechalysmy i mama dostała sie na
    naświetlania...
    Niestety w naszym przypadku od poczatu wiedziałam , że i chemia i
    radio są tylko albo aż paliatywne...
    Jednak atmosfera na radio, podejscie personelu i samej pani
    ordynator (bede chylic przed nia czoła do końca) było takie , że
    mama wracała i z wizyt prywatnych i z naswietlan jak zupelnie inna
    osoba...psychicznie podbudowana i niesamowicie zadowolona z opieki,
    skutki uboczne naświetlan niestety były i czasem nawet gorsze niz po
    chemii.
    Mam nadzieje, że w Waszym przypadku bedzie lepiej, będzie dobrze.
    Trzymajcie sie , pamiętając że czasem dobre słowo może wiecej niz
    sama kuracja.
    Ściskam cieplutko i trzymając kciuki czekam na wiadomości,
    A.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • monique_1 07.12.07, 13:06
    Cześć,
    mam pytanie jaki rodzaj chemii dostawał twój tato? Moja mama też
    przyjmuje chemię ale nie jest ona niestety skuteczna.

    Pozdrawiam
    Monika
  • barbara_arciuch 10.12.07, 15:00
    Witam. Nie wiem komu zadałaś pytanie o chemie , mój tata dostał I
    kurs chemioterapii wg. programu DCF: DXL 148,5 mg iv dz.1 , CDDP
    148,5 mg iv dz.1 , 5 Fu 1485 mg iv wlew 24 godz. dz 1-5 . Ta chemia
    jest bardzo agresywna , chory musi być w bardzo dobrej formie bo
    może jej nie wytrzymać . Tata w szpitalu czuł się dobrze ale
    pierwszy tydzień po był wykańczający , schudł 9 kg . Jutro robimy
    pierwsze wyniki z krwi po chemii , zobaczymy co wyjdzie , a pojutrze
    TK . Pewnie w tomografie jeszcze nie będzie można zobaczyć jak
    zadziałała , chociaż ja mam cichą nadzieje na choćby malutką
    poprawę . Pozdrawiam
  • madrek76 10.12.07, 17:21
    Hej Basiu, czyli Twój Tata ma program przy raku wątroby a nie raku
    zoładka, ale to zrozumiałe skoro tam był przerzut! Wiem, ze to
    bardzo agresywna chemia, bo pamietam osoby z chemioterapii gdy mój
    tata miał te pierwsze 6 cykli i stad taka reakcja organizmu po
    chemii, wszyscy Ci Panowie mówili o takich trudnych poczatkach.Mam
    nadzieje, ze Taty wyniki beda dobry by podac kolejny cykl i ze TK
    bedzie niósł nadzieje! Choc na przykładzie taty wiem, ze zmiana na
    TK była widoczna dopiero po 5 chemii. U nas tata wraca do siebie,
    zaczał juz jesc podobnie jak przed ta 2 operacja. W czwartek jade po
    wynik histopatologiczny z otrzewnej i od razu mam sie z tym wynikiem
    zgłosic na Chemioterapie. Zobaczymy jaki bedzie wynik,ale Pani
    ordynator wstepnie mówiła mi o powtórzeniu chemii z Taxolem....to
    niestety toksyczny srodek i tata po 3 cyklach tego poprzednio miał
    pogorszenie wyników i zmiane na chemie łagodna i jest obawa ze czeka
    nas powtórka, ale jednak tamtym razem chemia wpłyneła na
    zmniejszenie guza w zoładku wiec mam nadzieje,ze mimo wszytsko i tym
    razem bedzie podobnie, choc juz zaczynam sie bac skutków ubocznych
    po Taxolu były one silne...:-((( Pozdrawiam cieplutenko wszystkich
    sledzacych ten watek, trzymam kciuki!!! Magda
  • madrek76 07.01.08, 22:00
    Witajcie,
    Mój Tata od dzis znów na chemii...w DCO we Wrocławiu. Sprawa chemi
    dootrzewnowej na razie zawieszona do czasu wyników TK śródpiersia. A
    dzis i tak spora zmiana, jak byłam w ordynator ustalic termin
    przyjecia na oddział i wczesniej na prywtanej konsultacji mówiła, ze
    teraz juz racze leczenie paliatywne ELF,a tym czasem dzis zmieniono
    koncepcje...zapewne z uwagi, na fakt, że Tata miał dziś PIEKNE
    WYNIKI (od jakiegos czasu tata przyjmował regularnie Vilcacore, pil
    sok NONI przysłany z USA przez ciocie, bo w Polsce kosztuje sporo, a
    w USA za butelke wyszło 80zł, brał tez lek jaki w Wielkiej Brytanii
    podaje sie przy nowotworach BETA GLUKAN 1.3,1.6, no i pił tez
    preparat dr Podbielskiego TP-1 i coraz bardziej sadze, ze to
    pozwlala utrzymywać tak dobre wyniki, no bo w koncu ostatnią chemie
    mielismy we wrzesniu) i stwierdzono jednak, ze dostanie chemie, by
    powalczyc z tym paskudztewm. Basiu dostalismy program jak u Twojego
    Taty ten pierwszy DCF + właczone zostało do tego leczenie
    glikosterydem Dexamethason - czy Twój Tata tez dostawał ten
    steryd??? No i kolejne 5 dni Tata spedzi na oddziale. Mowa była o 3
    takich cyklach, ale zobaczymy jak tata bedzie je znosił i co bedzie
    z wynikami. No i do 22.01 musze czekac na wynik TK wtedy bedzie
    mozna wrócic do rozmowy o dootrzewnowym leczeniu, choc mój znajomy
    umówił mnie by pojechac w tej sprawie do prof. Popieli wiec jak juz
    bede miała wynik TK jeszcze sie wybiore do Krakowa.
    Pozdrawiam Was cieplutko z zimowych Karkonoszy!!!
  • madrek76 13.12.07, 23:09
    Witam Was,
    Odebrałam dziś wynik histopatu niestety sa komróki rakowe i jest
    rozsiew...w sumie tak jak sie spodziewałam po tym co mówił
    lekarz,ale wiadomo człowiek sie łudzi, niestety gdy przeczytałam:
    Materiał: guzek powłoka brzucha z blizną pooperacyjną
    Rozpoznanie kliniczne: Adenoca ventriculi Disseminatio,
    Rozpoznanie histopatologiczne: infiltratio adenocarcinomatosa
    wszystko było jasne... sa komórki rakowe :-(((
    Zastanawia mnie tez to dlaczego chemia poradziła sobie z z guzem w
    zoładku, z 9 cm jest dzis 1 cm, były ancieki na trzustke i 1/3
    przełyku, teraz tego nie ma, a jest ten rozsiew w otrzewnej. Jedna z
    koncepcji jaka dzis usłyszałam od zaprzyjaznionego lekarza jest
    taka,że te komórki przeniesiono przy okazji zakładania gastrostomii-
    tym bardziej że są komórki w bliźnie po 1 operacji, a własnie wtedy
    nacieto zoładek i założono stomie, z której zreszta nigdy nie
    korzystalismy,a do tego dren "rozrywał wrecz" ciało i wypadał (był
    źle załozony jak okreslił to inny chirurg) i wyjął dren zupełnie...

    Z wynikiem i historia choroby byłam umówionoa z ordynator
    chemioterapii. Wpisała tate na 1 cykl chemii na 7 stycznia, ale tym
    razem usłyszałam, ze to bedzie juz tylko leczenie paliatywne program
    ELF zeby tate nie obciazac i by mógł miec tej chemi jak najwiecej,
    że chemia aktywna jaka miał poprzednio z Taxolem nie ma sensu, bo
    Taxol ma duza toksycznosc i stosuje sie go w 2-3 seriach po to by
    szybko uzyskac reemisje i potem zoperowac. Wg dr juz takiej szansy w
    obliczu rozsiewu w otrzewnej nie ma...stad w jej ocenie w gre
    wchodzi tylko chemia łagodna (biała) i jak mma to tacie
    powiedzieć??? Wyszłam z gabinetu i nie umiałam powstrzymac łez,bo
    nie moge nikomu powiedziec,ze dalsze leczenie bedzie ukierunkowane
    na przedluzenie zycia. Tata, mama czy siostra by sie załamali,a do
    tego choroba serca mamy nie pozwala mi powiedziec jej o tym co sama
    usłyszyłam. Nie wiem co robic... umówiłam sie jeszcze na konsultacje
    z dwoma innymi lekarzami, w tym w Gdańsku gdzie robia chemie
    dootrzewnowa, ale tu we Wrocławiu w DCO lekarze mi taka chemie
    wybijaja z głowy...chyba najtrudniejsze jest to, ze człowiek musi w
    któryms momencie podjac decyzje,co do dalszego leczenia a działa po
    omacku,w koncu nie znam tych wszelkich medycznych "za i przeciw"
    danej metodzie, jedni chemie dootrzewnowa chwala (w Japonii
    stosowana jako standard przy rozsiewie) inni lekarze przeciwnie
    uwazaja ze tylko dozylna chemia ma działa! Trudno mi jednak
    pogodzic sie z faktem,że to ma byc dzialanie paliatywne jak
    słysze "poprawiajace komfort zycia Taty". Mimo świadomosci,że
    rozsiew utrudnia dalsze leczenie miałam nadzieje, ze da sie jeszcze
    cos zrobic...A tu ta nadzieja jest niszczona niestety :-((( Na
    pocieszenie Tata czuje sie mimo choroby całkiem nieźle,odzyskał
    apetyt,spaceruje,jezdzi autem,znów sie dziś usmiechał na myśl o
    zbliżających się świętach, a mi się chciało płakać...Widzę też,że
    psychicznie się zmienił od tej 2 operacji i zreszta ostatnio mówił
    rozmawiajac tylko ze mną o lęku przed rozwojem choroby, choc z
    drugiej strony podkreśla,że trzeba walczyc...tylko,że jakos nie
    bardzo widze by lekarze w sens tej walki wierzyli i mówią mi juz
    głównie o pesymistycznym scenariuszu...
  • barbara_arciuch 14.12.07, 13:53
    Cześć . Siadałam do komputera w bardzo dobrym nastroju bo mam dobre
    wiadomości , ale przeczytałam Twój post Magda i już nie jest mi tak
    wesoło . Bardzo mi przykro ,że tak to się u was toczy . Bardzo
    dobrze Cię rozumiem , ja jestem w takiej sytuacji od samego
    początku , prawie od wszystkich lekarzy słyszę ,że tylko paliatyw
    nas czeka. I z tych samych co ty powodów nie mogę powiedzieć całej
    prawdy mamie . Nauczyłam się przez ten czas mówić tylko pół prawdy
    to co daje nadzieje , ale pewnie dlatego mam czasami wątpliwości .
    Ja gdyby można było cofnąć czas to chyba powiedziałabym tacie całą
    prawdę , pozwoliła bym mu dokonać wyboru samemu , ale teraz to i tak
    bez znaczenia . Doszliśmy już tak daleko ,że teraz choćby chciał to
    mu nie pozwolimy . Bo u taty jest już poprawa , po pierwszym kursie
    chemii największy z guzów zmniejszył się z 7,5 do 5,2 cm. Te
    mniejsze też wszystkie się zmniejszyły i nie ma nic nowego . Lekarka
    jak zobaczyła wynik to też była miło zaskoczona . Tacie też to na
    pewno pomoże przejść następne kursy . I tym optymistycznym akcentem
    zakończę , Magda bardzo mocno CIĘ ściskam i pozdrawiam , gorące
    pozdrowienia również dla pozostałych "bywalców" forum , piszcie co u
    was słychać
  • attenna11 14.12.07, 21:34
    Witam kochane.
    Madziu tak mi przykro...coż mogę poradzić? Ja chyba tak jak Basia
    mówiłam mamie pólprawdę...a moze prawdę ale inaczej...dla nas nie
    było slowa leczenie paliatywne...było tylko leczenie i mamusia tym
    zyła. Mówilismy jej że skoro lekarze chca jeszcze coś robic to jest
    dobrze-to wlasnie ją trzymalo.
    Piszesz o rozsiewie do otrzewnej. Niestety w naszym przypadku było
    podobnie. Chemia (czerwona) zmiejszyła węzły a radio nacieki na
    przełyku. Po kolejnych lampach okazalo sie że są jakieś neo w jamie
    brzusznej i w okolicach wątroby i na nerce. Była woda w brzuchu.
    Dopiero we wrzesniu chyba mama sama wyczuła, że nie da sie zbyt
    wiele zrobić.Żyła jeszcze nadzieją ..mowiła, że pojedziemy do
    lekarki (bardzo na nia liczyła) chciala tam pojechac, mi pani doktor
    w tel rozmowie powiedziała, że nie ma to sensu że trzeba sie
    przygotować, my to wiedzielismy mama nie....potem słabla, przestala
    mowic o dalszym leczeniu, nie pojechalismy-nie zdązylismy...
    Życie nie jest sprawiedliwe.
    Madziu możesz zrobić wiele. Bądz z tatą, choroba, śmierć tak nie
    bolą jak późniejsze zycie -PUSTE!!!! Tak wiele bym dala aby moja
    mamusia była, abym mogła ja uczesać , nakarmic, niechby leżała, może
    jakby bolało dałabym leki byleby była (w swoich myslach jestem
    egoistyczna-bo wiem że cierpiała a ja ją chce chocby taką! :( )
    chcialabym ją dotknąc, pomasowac opuchniete nogi. Byle tylko czuć
    dotyk , jej ciepło...to tak boli....
    Badź przy tacie bez względu na wszystko. Cokolwiek zrobisz czy
    powiesz tacie prawdę czy podejmiecie leczenie czy zostaniecie przy
    paliatywnym zawsze zostaje jakieś może...
    Ja tak mam...kiedy pisałas o Wrocławiu o guzie swojego taty, drugiej
    operacji czułam że czegoś nie zrobiłam że mimo iz tutaj tez byli
    dobrzy lekarze moglam jeszcze próbowac tam....że może jak nam rok
    temu lekarz odradzał chemię mogłam tak zrobić nie narazac mamy na
    dodatkowe cierpienia...sama nie wiem. Widzisz jak wiele mam
    niedopowiedzen, watpliwości....tak jest zawsze.
    jednego czego nie żaluję to tych chwil z mamusią...teraz tego mi
    brak..
    Trzymaj sie Madziu, pisz co nowego. I kieruj sie głosem serca-wiem
    że podejmiesz własciwą decyzję.
    Pozdrawiam wszystkich. I trzymam bardzo mocno kciuki!!!!
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 14.12.07, 22:44
    Witajcie Basiu,Anetko! Ciesze sie Basiu, ze u Was dobre wieści i oby
    tak dalej!!! Anetko, dziekuje Ci za wszystkie słowa, za wsparcie
    jakie dawałaś i dajesz od pocztaku zmagan z rakiem! To co napisałaś
    o tej PUSTCE rozumiem Cię, to chyba własnie najtrudniejsze kiedy
    bliska nam osoba odchodzi...podobno czas leczy rany,ale czy mozna
    zapomnieć osobę tak kochana jak Mama czy Tata...:-( Ja tez
    rozmawiając z tatem nie uzywam słowa "paliatywne" mówie o leczeniu o
    dalszej chemii, choc sadze ze tata gdy sam zobaczy ze podaja mu
    chemie białą zrozumie ze to bedzie juz inne leczenie.Wiedział
    przeciez od pacjentów ze najbardziej agresywna jest chemia czerwona
    i ona ma leczyc, biała ma łagodzić...i obawiam sie,ze wtedy juz
    bedzie sam kojarzył fakty...no cóz tlumaczenie jest przede mna! Z
    drugiej strony rozmawialam tel. z lekarzem z Gdanska, ktoremu
    mailowo opisalam cala taty chorobe,wyslalam wyniki mam sie
    dowiedziec czy pien otrzewnej mial nacieki i czy bylaby szansa
    resekcji bo mimo rozsiewu bylby gotow podjac sie operacji resekcji a
    potem chemii dootrzewnowej,choc uprzedzil ze to juz leczenie bardzo
    obciazajace,ale jak powiedzial chodzi o walke o zycie...i tu pojawia
    sie pytanie czy mam prawo tak ryzykowac??? Czy tata to zniesie? A co
    jesli chemia dootrzewnowa bedzie dla taty za ostra,przy niej grozi
    sporo powiklan i lekarze tu we Wroclawiu sa jej przeciwni. Nie wiem
    czy mam sile ryzykowac kolejna operacja i chemia dootrzewnej w
    Gdansku zwazywszy ze mieszkamy w okolicy Jeleniej Gory, nawet gdyby
    sie udala resekcja to nie wyobrazam sobie potem wyjazdow na kolejne
    chemie 600km....
    W poniedzialek mam spotkac sie z innym jeszcze dr we Wroclawiu
    poleconym przez Anie "gontcha" a popoludniu z dr, ktory tate
    operowal. Oboje rodzice wiedza "pol prawdy",bo nie moge ani mamie
    ani tacie powiedziec tego co ja slysze od lekarzy, tego ze sa tak
    zle rokowania... Na poczatku stycznia czeka nas gastroskopia i TK bo
    lekarz chce miec wyniki do ktorych dalej beda porownywac co sie
    dzieje, plus ordynator chemii radzila powtrzyc usg u dr Bireckiej
    wiec musze zadzwonic i sie umowic na wizyte. Jeszcze nie dawno
    mialam tyle nadziei, a teraz tak cholernie trudno mi sie cieszyc, na
    sile staram sie przy rodzicach cieszyc ze zblizajacych swiat, ale
    potem lzy,zal, i ciagle pytanie "dlaczego?" sama juz nie wiem co
    czuje...zyje jak w letargu. Zaczynam byc realistka i chyba dociera
    do mnie co nas czeka.Gdy tata szedl na 2 operacje wiedzialam ze
    bedzie nas potem czekala chemia, nie przewidzialam jednak ze
    wszystko potoczy sie zupelnie inaczej i bedzie to robione
    paliatywnie. To podejmowanie decyzji samej jest koszamrnie trudne, a
    nie potrafie powiedziec tacie czy mamie calej prawdy...lekarz tez
    tego nie zrobil bo jak mi powiedzial dr nie moze odbierac sil tacie
    przed czekajaca go chemia. U taty poki co jak potwierdzal chirurg
    nie ma zmian w wezlach, nie ma naciekow, przelyk jest podobno
    czysty,a guz w srodku zoladka to dzis zmieniony nowotworowo obszar
    maks 1,5cm tylko ze te informacje w obliczu rozsiewu sciany
    otrzewnej sa tak malo pocieszajace, bo wiem ze przy rozsiewie w
    otrzwnej zacznie sie zbierac plyn, zaczna sie inne problemy...coz
    chyba pozostaje mi wierzyc ze chociaz chemia ten proces bedzie
    spowalniac...w pracy studenci zycza mi "wesolych swiat i
    szczesliwego nowego roku" a mnie te slowa wrecz bola,bo trudno o
    radosc majac w perspektywie glownie walke z tym paskudztwem... Wiem
    Anetko powinnam sie cieszyc kazda chwila, poki co tata czuje sie
    naprawde niezle (nawet na komisji lekarskiej o orzeczeniu
    niepelnosparwnosci lekarka byla zadziwiona ze z zaawansowanym rakiem
    z rozsiewem wyglada tak dobrze i jest tak samodzielny) i oby te
    gorsze chwile przyszly jak najpozniej. Przeraza mnie tez fakt,ze
    mieszkamy w malej miejscowosci tu o opiece paliatywnej mozna
    zapomniec,widzialam przez co przechodzili znajomi, ktorych bliscy
    byli chorzy na raka i skazani byli na szpital powiatowy...chyba
    wlasnie przez to ze wiem jak to wygladalo teraz boje sie,ze gdy
    przyjdzie pogorszenie bedzie jeszcze trudniej...i tak mi zal, moi
    rodzice w lutym beda obchodzic 35 rocznice sluby,jeszcze rok temu
    obiecywalam im,ze wysle ich wtedy do Rzymu,zawsze o takim wyjezdzie
    marzyli,ale tego ich marzenia najwyrazniej los nie da mi spelnic,w
    koncu jak tata zacznie chemie nie bedzie mowy o takim
    wyjezdzie...tak trudno mi o tym myslec...Tata ma jeszcze tyle planow
    i marzen...patrze w jego oczy i widze jego usmiech i z trudnem
    opanowuje lzy!
  • barbara_arciuch 19.12.07, 18:40
    Cześć ,chciałam się podzielić z wami nowymi wiadomościami.Jak wiecie
    tata jest od piątku na chemioterapii ,ale kolejny kurs dostaje
    dopiero od wczoraj. Mimo , że wyniki były dobre to dla większego
    zabezpieczenia przed skutkami ubocznymi dostał serie kroplówek
    wzmacniających . No i jak może pamiętacie tata bardzo źle czuł się
    po tamtej , schudł 9 kg. dlatego teraz ma zmienioną na: taxotere
    144mg. , CDD 28,8mg i jak poprzednio 5fu 1440mg.Teraz ma być podobno
    lepiej oby tylko i tak skutecznie jak tamta . Mam pytanie ,o
    czerwoną chemie co to znaczy , czy nazwa związana jest z kolorem
    płynu ? Jaka jest jej fachowa nazwa . Pozdrawiam wszystkich z tego
    forum , mam wrażenie że jest nas coraz mniej
  • madrek76 20.12.07, 21:36
    Witaj BAsiu! Masz chyba racje coraz mniej....niestety liczba wpisów
    od osób, których bliscy odeszli jest w ostatnim czasie spora,
    czasami boje sie zajrzec by nie zobaczyc kolejnego...

    Taxotere, taki element miał mój tato przy pierwszych cyklach, potem
    z uwagi na jego duza toksycznosc po 4 chemii zmieniona na
    łagodniejszy, bo za szybko spadały wyniki i organizm sie nie
    regenerował. Chemia czerwona nazwa od jedengo ze środków podawanych
    i jednoczesnie "mocna,aktywna" stad tez pacjenci zawsze sobie mówia
    ze najgorsza... ale ma walczyc agresywnie z choroba.

    A u mnie...wynik histopat pokazuje jasno rozsiew w otrzewnej to
    naciek gruczolakoraka, a wiec komórki takie same jak w zoładku i
    anjgorsze jest to ze stoje na rozdrozu...jeden lekarz, dotychczas
    prowadzcy kieruje nas na chemie dozylna, na 7.01 mamy termin, ale
    ordynator gdy z Nia rozmawiałam proponuje juz tylk chemie łagodna
    paliatywna ELF, która ma poprawic tacie komfort reszty zycia...Inny
    lekarz mówi, ze mozna jeszcze powalczyc...proponuje chemie
    dootrzewnoa, choc zanim zapadnie decyzja potrzebne sa dodatkowe
    badania i do nich uzaleznia ta chemie. Gdy dzis spytałam lekarz
    prowadzacego o chemie dootrzewnowa powiedział mi "kategorycznie nie"
    wiec juz sama mam mieszane uczucia, ale nie umiem sie pogodzic, ze
    dalsze leczenie chemia dozylna ma byc tylko paliatywne, ze nei chca
    juz powalczyc z tym paskudztwem....skoro to te same komórki i tamten
    program tak zmniejszył guza w zoładku z 8-9cm do 1,5 cm to dlaczego
    ma nie pomóc w otrzewnej...a słysze ze nie pomoze, ze jak jest juz
    rozsiew to kolejny krok zacznie zbierac sie płyn w otrzewnej i tu
    juz tylko paliatywne leczenie...pierwsze sewita, które mnie nie
    ciesz....wiem ze powinny, bo Tata jest z NAMI, bo czuje sie całkiem
    nieźle, ale po pierwsze jak podjac decyzje skoro tak sprzeczne
    opinie i tyle niewiadomych, a po drugie czy mam prawo ja
    podejmowac...tata nie zna szczegółów i tego ze przy rozsiewie sa tak
    złe rokowania... Tata wie, ze musi poddac sie chemii i
    walczyc...czuje sie jak wedrowiec bez mapy, który stanal na
    rozwidleniu dróg i nie wie jak dalej isc...



  • barbara_arciuch 21.12.07, 16:42
    Cześć . U nas jak na razie bez większych zmian , tata nadal w
    szpitalu , czuje się dość dobrze .Bardzo boimy się jego powrotu do
    domu , tym razem nie dam wyjąć tacie igły z portu i od początku będę
    tacie podłączać kroplówki na szybkie oczyszczenie . Ale nie o tym
    chciałam pisać , ostatnio natknęłam się w internecie na coś w
    rodzaju pamiętnik Małgosi ze Szczecina . Miała ona w 2003r , z
    powodu rozsiewu komórek nowotworowych , chemie
    dootrzewnową .Początki były nawet dobre , później bywało gorzej -
    gorączka , bóle brzucha ale najważniejsze że wygrała . Magda weź to
    pod uwagę jaki to był rok w medycynie to bardzo dużo , więc może
    warto . Nie chcę nic ci radzić , ale przemyśl wszystko , powiedz to
    tacie i razem zdecydujcie . Myślę ,że to jednak twój tata powinien
    zdecydować. Pozdrawiam gorąco
  • attenna11 21.12.07, 22:54
    PELF to inaczej mówiąc zestaw leków cystatycznych i w tym przypadku
    jest Cisplatyna (DDP), etopozyd (VP-16), folinian wapnia (FA)i
    fluorouracyl (FU)

    Kolor chemii nie ma znaczenia...siła zalezy od skladu...moja mama
    miala czerwoną i po niej nie było tak żle...chyba psychika bardziej
    działala na słowo "czerwona"- ze względu może na kolor pacjenci
    niektórzy ją bardzo źle tolerowali...ale jak pamietam nie każdy.

    Trzymajcie się kochane i walczcie...Madziu...Basia ma rację pisząc ,
    że razem z tatą powinniście rozpatrzeć dalsze leczenia...
    I takie jeszcze mądre słowa:
    jeden lekarz mówi :chemia dootrzewnowa
    drugi: paliatywna
    RADA: Madziu idź do trzeciego!!!!! Koniecznie
    Buziaki dla Was.
    Aneta


    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 22.12.07, 23:40
    Witajcie! Doris, Anetko,Basiu, Aniu i wszyscy zagladajacy do tego
    watku!!! Dzieki za słowa i Anetko tak własnie zamierzam zrobic, w
    sumie to 2 lekarzy mówi mi juz o chemii dootrzewnowej. Na świeta
    przylatuje z Londynu mój przyjaciel, który tam robi specjalizacji z
    chirurgii onkologicznej wiec zapytam jak do tego podchodzi sie w
    Wielkiej Brytanii,choc telefonicznie mówił mi,że jesli stan pacjenta
    pozwala to podaja chemie dootrzewnową. Umówiłam sie tez na 2
    wizyty..jedna w Krakowie u prof. Popieli, druga w W-szawie zaraz po
    swietach...Ale tez w piatek bylismy z Tatem u dr, który proponuje
    chemie dootrzewnową we Wrocławiu i tata wyszedł z tego spotkania
    jakos podbudowany, mimo ze Dr mówil jasno,ze to nie jest łatwa
    sprawa bo z rozsiewem bywa róznie, ale tata nabrał nowych checi by
    walczyc a to dla mnie dużo!!! 2.01 mamy dodatkowe TK śródpiersia, od
    którego uzaleznione jest to co dalej...czy zaczynamy od chemii
    dozylnej juz 7.01,czy jednak da sie wzdrozyc podawanie 5Fu dozylnie
    + chemia dootrzewnowa. Tata generalnie czuje sie naprawde nieźle,
    odzyskał siły po tej 2 operacji, dzis sie nawet zwazył i waga po 1 m-
    cu od operacji (21.12 minał miesiac) o 2,5 kg wiecej, ale i tata ma
    niezły apetyt, dzis nawet smiał sie ze chyba ma tasiemca, bo co
    godzinke jadł i miewa czasami takie "zachcianki" jak kobiety w
    ciazy...:-)ale co tam az miło patrzec kiedy widze u nIego usmiech i
    checi by jesc, by walczyc z choroba!!! Poza tym, ze czasami odczuwa
    kilkusekundowe drętwienia stop (ale tu wszyscy mnie ostrzegali, ze
    tak bedzie przy chemii z cis-platyna) to innych dolegliwości nie ma
    i ciesze sie tym co jest teraz, tym, ze te świeta spedzimy z Tatem i
    że w Nim samym pojawiła sie duza wola dalszej walki!!! Teraz
    pozostaje mi modlić się, by była szansa na chemie dootrzewnową we
    Wrocławiu, choc jesli nie tu zamierzam wrócic do pomysłu leczenia w
    Gdańsku...póki co zwycieżał Wrocław z uwagi na bliskość i jednak tez
    maja tutaj doswiadczenie w stosowaniu takiej chemii. Wszystkim Wam
    zycze duzo wewnetrznego ciepła na zblizajace sie Świeta! Doris
    trzymam kciuki by tym razem wyniki mamy sie poprawiły, Basiu wierzę
    ze Twój tata jest juz na dobrej drodze by pokonac chorobe i
    generalnie modle sie,byśmy wszyscy zyskali jak najwiecej wiary i sił
    w zmaganiach z tymi codziennymi problemami i umiejetnosci cieszenia
    sie z kazdej chwili z bliskimi! Trzymajcie sie cieplutko!!!
  • inkageo 21.12.07, 23:09
    Zrobiliście już usg u dr Bireckiej? Nam też ją polecano. Wczoraj
    porządkowałam mamy dokumentację medyczną i znalazłam wynik usg od
    tej lekarki, trochę on nam wtedy namieszał.. Niestety nie rozpoznała
    u mamy zmian meta na wątrobie, napisała zdecydowanie że to tylko
    stłuszczenia, markery szalały więc diagnostyka na tym się nie
    skończyła, ale na pewno ta błędna ocena opóźniła trochę leczenie.
    Właściwie w ostatnich wypisach ze szpitala lekarze piszą, że
    przerzut na wątrobie pojawił się w 2004 roku, a leczenie było
    wdrożone dopiero w grudniu 2005, być może właśnie przez takie
    sprzeczne diagnozy..
    --
    Zapraszam na forum Ślub i Wesele - Wrocław
  • madrek76 20.12.07, 21:38
    Doris co u Was, jak Twoja Mama sie czuje? Napisz prosze jaką chemia
    miała Twoja mama przy rozsiewie w otrzewnej! Mój tata ma tez rozsiew
    stad czeka nasz decyzja co dalej...jeden lekarz mówi o leczeniu juz
    tylko paliatywnym z chemia ELF, drugi mówi ze mozna jeszcze
    powlaczyc i proponuje chemie dootrzewnową....sama juz nie wiem!
    Pozdrawiam cieplutko :-)
  • doris74 21.12.07, 13:56
    Witam,

    Zagladam tutaj, ale nie chciałam nic pisac, żeby nie pogorszyc statystyk. Ale czuje sie wyrwana do tablicy. Wiec mieslimy mieć operację, ale jej nie było. Wyniki złe, przekroczone normy kreatyniny i mocznika. Anestezjolog nie chciał przy tych wynikach mamy usypiać. Probowali mame w szpitalu troche podleczyć, płukali nerki, ale nie udało się. Na 27.12 ma sie mama zgłosic do szpitala powiatowego na podleczenie nerek. Termin kolejnego podejścia do operacji został wyznaczony na 16.01, ale coś mam mieszane uczucia. Wrócił ból, pojawiły sie wymioty. Choć mocznik i kreatynina troche spadły.
    Więc to światełko w tunelu zaczyna nam troche przygasać.

    Mama miała tą chemię PLEF.

    pozdrawiam

    Doris
  • barbara_arciuch 25.12.07, 20:35
    Z okazji Świąt Bożego Narodzenia wielu głębokich i radosnych przeżyć, wewnętrznego spokoju, wytrwałości i radości oraz błogosławieństwa Bożego w każdym dniu nadchodzącego Roku życzy barbara
  • margosia.2 31.12.07, 10:44
    Witaj Basiu.Czy mogłabyś podać mi więcej informacji o miksturze
    którą polecił Ci ten pan.Podaję moje namiary margo3000@interia.pl
    Pozdrawiam i życzę w Nowym Roku zdrowia dla Ciebie i Twojej
    rodzinki,oraz dla wszystkich którzy zmagają się z chorobami
    nowotworowymi,jak również innymi.
    Pozdrawiam Małgosia
  • madrek76 31.12.07, 17:32
    Hej, o jakiej miksturze mowa??? Ja róniez pragne Wam przekazc moc
    najserdeczniejszych zyczen dla tych co koja serca po stracie
    bliskich i tych co wciaz walcza - siły, energii, wiary, nadziei i
    miłosci...no i zdrowia, bo bez wzgledu na wszystko ono jak widac
    najwazniejsze!!! Trzymajcie sie ciepło! Basiu a cos wiecej o tej
    miksturze wyslij na maila: madrek76@gazeta.pl
  • barbara_arciuch 31.12.07, 18:53
    Witam , zaczne od życzeń by przyszły rok okazał się dla nas łaskawszy, by zdrowie dopisywało i spełniły się marzenia. A teraz prześlę cały list jaki dostałam .Ja nie sprawdziłam jak to działa poniważ mój tata bardzo się boji wszelkich nowości ,ale to co napisane w liście brzmi bardzo wiarygodnie no i to sama natura , myśle że można spróbować.Informacje tam zawarte to też prawda /też spradziłam/.Wszystkim którzy spróbują życzę powodzenia i bardzo bym chciała znać efekty.Szanowna Pani
    Proszę się nie martwić o swoje życie, zwalczy Pan nowotwór, stosując
    podaną metodę praktycznie sprawdzoną na mojej żonie. Od chwili, gdy
    stwierdzono u niej nadzwyczaj złośliwego guza mózgu bałem się każdego
    dnia. Lekarze i w ogóle medycyna jest bezsilna wobec tego nowotworu, a
    właściwie była bezsilna. Nie jestem przesadnie religijny, ale modląc
    się do Jezusa, w kruchcie kolegiaty w moim mieście, poprosiłem go o
    takie pokierowanie moim postępowaniem, bym nie błądził. Powtarzam, nie
    prosiłem GO o uzrdowienie mojej żony, lecz o to by skierował mnie na
    ścieżkę prowadzącą do uzdrowienia mojej żony. Wierzę, że to ON tę
    myśl mi podsunął. Po powrocie do domu rozpocząłem poszukiwania w
    internecie, zresztą robiłem to przedtem setki razy, ale tego dnia
    znalazłem prawie natychmiast informację o tym, że kilkanaście miesięcy
    temu uczeni z uniwersytetu w Nottingham (Anglia) przeprowadzili badania nad
    kapsaicyną podawaną wewnętrznie. Dotychczas stosowano ją zewnętrznie
    jako plastry przeciwbólowe w reumatyźmie i artretyźmie. Podając
    kapsaicynę wewnętrznie zwierzętom doświadczalnym zauważyli, że chore
    na nowotwory - zdrowiały. Otóż okazało się, że kapsaicyna, dostawszy
    się do organizmu poszukuje komórek rakowych i znalazłszy je, zabija
    mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek.
    Pisząc obrazowo to tak, jak gdyby kobiecie wyoperować macicę, albo
    mężczyźnie wyciąć jądra. Kapsaicyna nie atakuje zdrowych, normalnych
    komórek. Informacja była prawdziwie rewolucyjna, ale ja nie mogłem
    czekać, bo od odkrycia do produkcji leku mogły minąć całe lata, a być
    może lek nigdy nie zostałby wyprodukowany, bo koncerny farmaceutyczne nie
    są za bardzo zainteresowane wyprodukowaniem specyfiku całkowicie
    leczącego organizm. Skąd czerpaliby zyski, gdyby wyleczyli ludzi z
    najgroźniejszej choroby. Postanowiłem wyprodukować lek sposobem domowym,
    dawkując go żonie. Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Po czterech
    miesiącach, przeprowadziliśmy w klinice rutynowe sprawdzenie stanu
    choroby. Ku ogromnemu zaskoczeniu prowadzącego żonę profesora okazało
    się, że nie ma w jej organiźmie ani jednej aktywnej komórki
    nowotworowej. Miesiąc temu w dzienniku telewizyjnym usłyszałem
    informację, że Amerykanie wyprodukowali lek o nazwie kapsaicyna. Pokazano
    fiolkę i kapsułki oraz poinformowano o cenie. Fiolka ze 100 kapsułkami
    kosztuje 20 tysięcy dolarów, ale ni można jej nabyć w aptekach,
    ponieważ leczenie odbywa się w klinice, a więc dodatkowe 20 tysięcy.
    Bardzo ucieszyła mni ta informacja, ponieważ potwierdziła słuszność
    obranej przeze mnie drogi. To tyle wstępu, teraz trochę informacji o
    kapsaicynie. Kapsaicyna znajduje się wyłącznie w ostrych paprykach. To
    ona nadaje im ostrość. Im ostrzejsza, tym więcej kapsaicyny.
    Najostrzejszą jest ,,chabanero", ale w Polce niedostępna. Ja użyłem
    papryki ,,chili". Związek wytrąca się z papryk, zalewając jakimś
    szlachetnym olejem i odstawiając do zmacerowania w ciemnym i chłodnym
    miejscu (najlepiej w lodówce) na 7 do 10 dni, codziennie kilka razy
    wstrząsając zawartość słoika. Po tym czasie zlać płyn do butelki i
    spożywać. Papryczek nie wyrzucać. Można je wykorzystać, dodając do
    surówek, co znakomicie poprawia ich smak. Nie należy się obawiać
    ujemnego wpływu ostrości papryki na przewód pokarmowy. Mitem jest
    opinia, że ostrość szkodzi. Wprost przeciwnie, kapsaicyna dokonale
    reguluje cały układ wewnętrzny, a dla osób otyłych wręcz cudowny, bo
    rzy okazji nie pozwala się rozwijać tłuszczom, więc na stałe przywraca
    normalne proporcje sylwetki. Przepis. Wziąć 1,5 kilograma ostrej papryki,
    obmyć i pokroić (koniecznie w rękawiczkach, a potem kilkakrotnie umyć
    ręce. Nie dotknąć oka lub miejsc intymnych) na możliwie najdrobniejsze
    cząstki, razem z gniazdami nasiennymi, bo połowa kapsaicyny znajduje się
    właśnie w nich. Zalać w słoiku 1,5 litrem oleju szlachetnego, najlepiej
    z pestek winogron lub lnianego. Odstawić w chłodne i zaciemnione
    (lodówka) miejsce na 7 do 10 dni, codziennie kilkakrotnie wstrząsając.
    Zlać płyn do butelki, używać 5 razy dziennie, przed każdym posiłkiem,
    po 1 łyżeczce do herbaty. Popijać wyłącznie mlekiem dla złagodzenia
    ostrości. Tylko mleko ma właściwości łagodzące. Można zjeść małą
    kromeczkę chleba 4x4 centymetry grubo posmarowaną masłem. Spożywanie
    kapsaicyny nie daje żadnych skutków ubocznych ponieważ składniki są
    naturalnymi produktami spożywczymi. Życzę szybkiego wyzdrowienia. Ps.
    Kapsaicyna niszczy każdy rodzaj nowotworu, bez względu na to, jaką
    część ciała zaatakował. Przepis podaję bezpłatnie, ponieważ tak
    przysiągłem swojemu Jezusowi. Moją satysfakcją i radością jest
    niesienie pomocy innym. Proszę do mnie napisać po wyleczeniu. Serdecznie
    pozdrawiam.
    Jan Fabisiak
  • attenna11 08.01.08, 21:36
    Dziewczyny piszcie co u Was nowego.
    Trzymam kciuki i czekam na wiadomości.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 08.01.08, 23:02
    Witajcie,
    Mój Tata od wczoraj znów na chemii...w DCO we Wrocławiu. Sprawa
    chemi dootrzewnowej na razie zawieszona do czasu wyników TK
    śródpiersia. A wczoraj i tak spora zmiana, jak byłam w ordynator
    przed swietami ustalic termin przyjecia na oddział i wczesniej na
    prywtanej konsultacji mówiła, ze teraz juz racze leczenie paliatywne
    ELF,a tym czasem zmieniono koncepcje...z uwagi, na fakt, że Tata
    miał PIEKNE WYNIKI (nie wiem, ale od jakiegos czasu tata przyjmował
    regularnie Vilcacore, pil sok NONI przysłany z USA przez ciocie, bo
    w Polsce kosztuje sporo, a w USA za butelke wychodzi60-10 zł, brał
    tez lek jaki w Wielkiej Brytanii podaje sie przy nowotworach BETA
    GLUKAN 1.3,1.6, no i pił tez preparat dr Podbielskiego TP-1 -
    polecany przez Basie i coraz bardziej sadze, ze to
    pozwlala utrzymywać tak dobre wyniki, no bo w koncu ostatnią chemie
    mielismy we wrzesniu) i stwierdzono jednak, ze dostanie chemie, by
    powalczyc z tym paskudztewm. Basiu dostalismy program jak u Twojego
    Taty ten pierwszy DCF + właczone zostało do tego leczenie
    glikosterydem Dexamethason - czy Twój Tata tez dostawał ten
    steryd??? No i kolejne 5 dni Tata spedzi na oddziale. Mowa była o 3
    takich cyklach, ale zobaczymy jak tata bedzie je znosił i co bedzie
    z wynikami. No i do 22.01 musze czekac na wynik TK wtedy bedzie
    mozna wrócic do rozmowy o dootrzewnowym leczeniu, choc mój znajomy
    umówił mnie by pojechac w tej sprawie do prof. Popieli wiec jak juz
    bede miała wynik TK jeszcze sie wybiore do Krakowa.
    Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko z zimowych Karkonoszy!!!
    Anetko milo, ze wciaz tu zagladasz i ciesze sie, ze spotkałam Cie na
    swej drodze bo nie raz byłaś mi wsparciem, dziekuje Kochana :-)))
  • attenna11 10.01.08, 21:37
    Jakos nie mogłabym przestac tutaj zagladać. Kibicuje Wam i trzymam
    kciuki. Wierzę że komus musi sie udac pokonac to paskudztwo.
    U mnie nic nowego...smutno i pusto...
    Tym bardziej cieszę się jak piszecie, że leczycie, że macie badania,
    że u Was jest dobrze. Oby tak dalej!
    Piszcie!
    Pozdrawiam cieplutko.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 13.01.08, 19:37
    Dziewczyny jest mi tak strasznie źle i smutno , mam uczucie ,że
    płuca są zablokowane i brak mi powietrza .10 stycznia o godzinie 13
    na rękach mych i siostry zmarła nasza najwspanialsza MAMA ,w sobotę
    był pogrzeb . Mimo że od dawna bardzo chorowała to śmierć ta
    zaskoczyła nas wszystkich . W ubiegły poniedziałek zawiozłam mamę do
    szpitala z bardzo silnym bólem brzucha , trzeba było natychmiast
    operować , a w jej stanie było to bardzo niebezpieczne , doszło do
    samoistnego pęknięcia jelita / prawdopodobnie to wina sterydów ,
    które mama przyjmowała na inną chorobę/. Po operacji wydawało się ,
    że będzie dobrze , ale niestety serce dało rady jeszcze tylko
    walczyć do czwartku . Mama była świadoma i powiedziałam jej ,że
    bardzo ją kocham , uśmiechnęła się do mnie . Musiałam jej
    obiecać ,że będziemy dbać o tatę . I tak mimo że jestem otoczona
    rodziną to i tak czuje się strasznie samotna .Tata miał w środę
    jechać na kolejny kurs chemii ale po tym wszystkim brak mu siły ,
    więc zadzwonię na oddział i poproszę o przesunięcie . Tata jak my
    wszyscy jest bardzo smutny , staramy się by choć w części mu ułatwić
    przejście tego wszystkiego . Jeszcze nie wiem jak to będzie dalej ,
    jak narazie to tylko odczuwam straszny ból , każde wspomnienie mamy
    zabiera całe powietrze , ściska pierś i głowę tak mocno że przestaję
    widzieć , tak strasznie tęsknie za nią
  • madrek76 13.01.08, 23:16
    Tak bardzo bardzo mi przykro Basiu :-((( Czasami los wystawia nas na
    takie bardzo trudne momenty - z jednej strony walka z choroba Taty,
    a z drugiej śmierć Mamy...to bardzo boli i nie ma słów które
    pociesza, bo pozostała pustka i smutek. A Ty wiem, ze to trudne, ale
    teraz jeszcze bardziej musisz byc silna dla TATY!!! Wierze, że
    znajdziesz na to siły! Bądź dzielna Basiu.
  • lucolb 14.01.08, 08:32
    Basiu, tak bardzo mi przykro. Od pewnego czasu śledzę Wasze posty i
    trzymam kciuki za Waszych bliskich. A tu taki cios z drugiej strony.
    Boję się myśleć w jakim stanie jesteście z tatą, ale zawsze sobie
    mówię " co mnie nie złamie, to mnie wzmocni". Jestem z Tobą
    myślami, nie trać sił i nadziei. Przeciez nie może byc zawsze pod
    górkę. Trzymam kciuki , nie jesteś sama.
    Ściskam
    Lucyna
  • attenna11 14.01.08, 21:28
    Basiu kochana!
    Jest mi tak bardzo przykro, wyrazy wspólczucia.
    Jestem tu z Wami , czytam Wasze wpisy i każda taka informacje
    strasznie przeżywam. Tak bardzo trzymałam kciuki.
    Wierzę, że z Twoim tata bedzie dobrze, dbajcie z siostra o niego.
    Trzymaj sie kochana.
    Wierzę...tak bardzo wierzę!
    Modlę sie za Was.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 17.01.08, 19:51
    To już tydzień jak mama odeszła , a ja ciągle na jej wspomnienie
    płacze i choć to bezsensu to mam żal do całego świata że tak
    zwyczajnie to odejście traktuje . A przecież mama była najlepszym
    człowiekiem jakiego znałam , to prawda że na pogrzeb przyszła
    niespotykana ilość ludzi którzy chcieli mamie towarzyszyć w tej
    ostatniej drodze , kwiaty nie mieszczą się na grobie , ale co z tego
    to i tak jest teraz mało ważne , jej już niema . Codziennie chodzę
    na cmentarz i mówię do niej ale brak jest odpowiedzi . Czy kiedyś to
    będzie mniej boleć ? Tata stara się trzymać , planuje przyszłość ,
    ale w tych planach bierze zawsze pod uwagę mamę , jak by chciała to
    czy tamto zrobić . Na dwa tygodnie ma przesunięty kolejny kurs
    chemii. A co do twego Magda wcześniejszego pytania to tak , tata też
    dostaje Dexametazon , to dla złagodzenia złych skutków tego rodzaju
    chemii. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ za słowa wsparcia i otuchy , ktoś na tym
    forum napisał że działa ono jak psychoterapia i ja z tym zdaniem się
    zgadzam , tylko tu mogę się otworzyć , nie muszę być twarda i nie
    boje się krytyki bo wiem że wy mnie rozumiecie i wspomożecie .
    Jeszcze raz dziękuje , modlę się by w waszych domach było zawsze
    dużo miłości
  • ewelka1308 18.01.08, 09:07
    Basiu. Kiedy przeczytałam, że zmarła Twoja mama, pomyślałam, że
    chyba coś mi się pomyliło-bo chyba Twój tata jest chory. Ale wkrótce
    zrozumiałam. To takie nieszczęscie, takie niesprawiedliwe. Teraz
    potrzebujesz siły na walkę z chorobą mamy, a spotkało Cię coś
    takiego. Rozpacz, którą czujesz, kiedyś osłabnie. Ale nie wiem
    kiedy. Myślałam, że ja rozpacz mam już za sobą. A tu taka pomyłka.
    Dziś mija 3 miesiące od śmierci mojej mamusi a ja nie moge przestać
    myśleć o tych ostatnich chwilach jej życia, tych strasznych
    momentach, kiedy życie tak szybko z niej uchodziło. Kiedy oglądam
    jej zdjęcia, kiedy była zdrowa, okazuje się, że w pamięci mam tylko
    jej obraz jako bardzo szczupłej ale pięknej osoby, a nie kobietki z
    nadwagą. Ciągle czytam o jej raku-trochę zmieniło się przez te 3
    miesiące (!), szukam winnych (sama mam wyrzuty sumienia), przestałam
    ją winić za to, że się zaniedbała. Dziś podpisuję akt notarialny na
    nowe wymierzone mieszkanie, ale w ogóle mnie to nie cieszy, bo 18
    dzień każdego miesiąca będzie mi się kojarzył tylko z jednym. Niby
    wracam do normalności, ale co to za normalność bez mojej ukochanej
    mamusi. to był taki dobry człowiek-też tłumy ludzi na pogrzebie,
    ilość mszy za mamę z zebranych na pogrzebie pieniędzy zaskoczyła
    samego księdza, ogromna ilość kwiatów. To świadczy o tym, jak ludzie
    szanowali nasze mamy. Ale co z tego. To mi jej nie zastąpi. Życzę Ci
    dużo siły. Bardzo jej potrzebujesz, zwłaszcza dla taty, który teraz
    otrzymał ogromny cios i kto wie, jak to może wpłyną na jego leczenie.
    Trzymaj się.
    Ewelina
  • attenna11 18.01.08, 21:29
    Ktoś kiedys powiedział :" Żyj tak aby inni po Tobie płakali"...
    U mojej mamusi na pogrzebie było wiecej osób niż w niedzielę na
    sumie.
    Teraz nie moge wejśc na cmentarz...idę i ryczę...
    Niby trzy miesiące, niby normalność , bo dom, bo dzieci, bo
    praca...ale niekeidy zwykły drobiazg ...upieczone ciasto, spotkanie
    kogoś...i wraca mama...w myślach...nie mogę pozbyć sie uczucia że
    jest że zaraz zadzwoni, że jej powiem co było.
    Mam ten obraz -kobiety zniszczonej chorobą-patrze na zdjecia i jakoś
    do mnie nie dociera że to ona. Pamietam moment smierci...zbyt
    dobrze...
    Mówią ze to normalne że minie że...nie wiem czy chcę zapomnieć nic
    to że boli ważne że pamiętam, nadal czuję jej reke na moim policzku
    w chwli smierci.
    Trzymajcie sie dziewczyny. Szczegolnie Ty Basiu. Bądź dzielna tak
    jak do tej pory, wierze, że Twoja mamusia chciałaby abys taa byla.
    Ściskam cieplutko.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 23.01.08, 20:32
    Cześć ,chyba już spokojnej mogę mówić o mamie i o tym co się stało.
    Nadal niesamowicie tęsknie ,aż do bólu, nadal czekam na telefon od
    niej i sama często sięgam po słuchawkę " bo dawno nie dzwoniła".Ale
    jest to teraz spokojniejsze . I wiecie co , myślę sobie że tak
    naprawdę to my jesteśmy szczęściarami , czytając wasze wiadomości
    mam wrażenie że nasze mamy były podobne i to mam na myśli mówiąc że
    mamy szczęście ,że miałyśmy tak wspaniałe , kochane mamy , kochane
    nie tylko przez nas ale i innych . To one nas wszystkiego co dobre
    nauczyły , to dzięki nim jesteśmy tym kim jesteśmy . Żal ,że tak
    krótko mogłyśmy być z nimi , ale jak mi ktoś powiedział Pan Bóg też
    w niebie potrzebuje dobrych ludzi . Tata jakoś się trzyma ,mieszka
    teraz razem z moim bratem , który ma mieszkanie obok moich
    rodziców .Dzięki temu tata nie jest sam , a ja jestem spokojna ,że
    podczas mojej nieobecności nic złego się nie zdarzy . Przy każdej
    naszej rozmowie mówimy o mamie i widze ,że tata ma łzy w oczach ale
    nie wystrzegam się tego tematu , daje mu możliwość wygadania się .
    Ogólnie tata czuje się dobrze , ma apetyt i myślę ,że w następnym
    tygodniu pojedzie na kolejną chemię . Czekamy na wiosnę , mam
    nadzieję ,że do tego czasu tata będzie zdrowy i będzie mógł wrócić
    do swego mieszkania ,ja bardzo tęsknie za ich mieszkaniem bo tam
    zawsze była mama , a teraz jest tam tak smutno. Pozdrawiam was
    wszystkie , czekam na wiadomości od was .Magda jak tata znosi tą
    chemię ,piszcie proszę "w grupie łatwiej"
  • madrek76 23.01.08, 22:16
    Witajcie :-) Basiu Twoje uczucia sa naturalne i dobrze,ze nie
    uciekacie od rozmów i ze Tata ma opieke, nie jest sam i zawsze moze
    na Was liczyc! To najwazniejsze teraz!!! A mój Tata, cóz DCF okazał
    sie bardzo toksyczny,duzo bardziej niz PELF, bo przez praktycznie
    tydzien niesamowita suchosc w ustach, gorzki smak sliny, która wrecz
    podrazniała jame ustna i gardło, plukanie, picie ziół, oliwy nieco
    to łagodziło ale efekt taki, ze jadł marnie jesli juz to cos
    przecieranego, słabo spał i generalnie jest duzo bardziej oslabiony
    niz poprzednio. Teraz 16 dzien od 1 dnia chemii i od 2 dni
    temperatura 38 stopni, no ale przynajmniej ciut lepiej je. Boje sie
    o wyniki, bo jednak ten tydzien był bardzo trudny no i tato bardzo
    boi sie kolejnej chemii. Basiu z jakim odstepem w cyklach chemii
    Twój Tata miał planowany program DCF, jak pamietam dostał 1 i po 3
    czy po 4 tyg. był planowany kolejny, który ostatecznie zmieniono??
    Mielismy tez 29.01 zrobic gastroskopie a potem w lutym TK, ale
    obawiam sie ze gastroskopia z uwagi na wciaz podrazniony przełyk,
    gardło i jame ustna nie bedzie mozliwa. Trzymajcie sie dziewczyny
    cieplutenko!!! Magda
  • barbara_arciuch 24.01.08, 20:02
    Cześć . Tego właśnie się obawiałam . Magda to samo dzieje się z
    moim tatą po chemii . A program chemii tata dostaje wciąż ten sam ,
    to ja coś źle zrozumiałam . Przy drugim kursie miał zmieniony
    jedynie sposób podania jednego ze składników z jednodniowego na
    pięciodniowy ale w mniejszych dawkach co dało chyba mniejszą
    toksyczność . U mego taty najgorsze są pierwsze 6 dni . Chrypka i
    ból gardła utrzymują się ok. 2 tygodni . Po tygodniu od zakończenia
    chemii tata zaczyna przyjmować MEGACE /mleczko na poprawę apetytu/ i
    za 2dni tata zaczyna jeść , dobę po chemii zaczynam tacie robić
    zastrzyki GRANOCETE na odbudowę białych ciałek we krwi ,czy i twój
    tata dostał te leki ? A na kolejne kursy tata ma się zgłaszać co
    trzy tygodnie ,licząc od pierwszego dnia chemii poprzedniej . Ale to
    wystarcza by silny organizm się odbudował . To prawda , że uczucie
    osłabienia ma cały czas , ta chemia jest tak toksyczna że można ją
    podawać tylko dla osób młodych lub z bardzo silnym organizmem . Tata
    już w przyszłym tygodniu jedzie na trzeci kurs i też się bardzo
    boi , ale przecież nie ma innego wyjścia . Muszę dopilnować by tata
    dalej się leczył , tak obiecałam mamie . Pozdrawiam bardzo ciepło i
    trzymam kciuki za wszystkich którzy nadal walczą z chorobą .
    Powodzenia
  • madrek76 24.01.08, 21:38
    Witaj Basiu,a rozumiem,czyli inaczej zaplanowali podwanie chemii,
    czyli to tak jak ma moj Tata jeden ze składników rozłożony na 5 dni.
    U nas kolejna chemia juz w poniedziałek, ale we Wrocławiu jest to
    tak praktykowane, ze zgłaszasz sie robią rano wszystkie wyniki i ok.
    13 jest decyzja czy cykl podaja czy przesuwaja np. o tydzien z uwagi
    na wyniki. Nie uznaja wyników robionych poza DCO wiec co najwyzej
    sami kontrolnie robimy wyniki u siebie. Jesli chodzi o MEGACE widze
    ze lekarze we Wrocławiu maja inne zdanie, bo nam kazano na czas
    brania chemii odstawic ten lek, gdyz jest to steryd i działa jak mi
    powiedziano zakrzepowo, a juz sama chemia działa zakrzepowo wiec
    powiedziano, ze nie nalezy dodatkowo Taty obciazac, a w sumie moj
    Tata ma dobry apetyt, gdyby nie problem ze sluzówka jamy ustnej i
    gardłem w ogóle jadłby spokojnie. Czasami wrecz widział jak ktos w
    domku je cos innego i widziałam smutna mine, bo miał na to ochote z
    uwagi na podraznienie nie był w stanie stad jadł przez te 2 tyg.
    głownie wszystko przecierane, w ciagu dnia czasami jakis słoiczek
    dla dzieci, bo staramy sie by jadł co 2-3h. Jutro jade do Wrocławia
    odebrac TK sródpiersia zobaczymy co z tymi wezłami
    okołotchawicznymi, ale TK było robione przed podaniem tej silnej
    chemii, wiec w sumie nie wiem czy po chemii obraz nie byłby inny.
    Cóż będe jutro rozmawiała z lekarzem na ten temat. A Tata osłabiony,
    caly czas jest tez temperatura wieczorem na ogół 37,8-38. W ciagu
    dnia nizsza ok. 37-37,2. W poniedziałek zobaczymy jakie beda wyniki,
    ale mój tata nastawiony jest na to, ze najchetniej przełozyłby
    chemie o tydzien czy nawet dwa te skutki uboczne dały mu sie teraz
    we znaki i musze jakos go przekonac zeby w poniedziałek chciał
    jechac...do tego we wtorek 29.01 miał planowana gastroskopie, ale
    przy tym podraznionym gardle to raczej nie mozliwe :-((( Cieplutenko
    pozdrawiam!!!
  • madrek76 25.01.08, 22:08
    Hej Basiu, pytałaś o GRANOCETE, póki co nie brał tata takiego leku.
    Zobaczymy jakie beda wyniki. Kolejny kurs chemii jest zaplanowany na
    29.01 a wiec we wtorek bedzie jasne. Dzis juz czuł sie lepiej, bo
    goraczka wraca do normy dzis było 36,3 a wieczorem 36,7. No ale
    odebrałam dzis wynik TK klatki peirsiowej, który potwierdził iż sa 3
    powiekszone 3 wezły okołotchawiczne, jak napisano najwiekszy ma
    wymiar 0,6cm na wysokosci trzonu Th6 i jeden na poziomie Th5. No i
    dodoatkowo znaleziono płytko w tkance tłuszczowej podskórnej w lewej
    linii pachwinowej na poziomie przestrzeni miedzyzebrowej Th4/Th5
    pojedyncza niewielka zmiane lita o srednicy 0,6 cm - opisujacy
    wskazał tu "włókniak? meta?" takze chemia dootrzewnowa na ten moment
    mało realna, dr z którym konsultowałam dzis wynik jest za tym by
    Tata wział te 3 cykle DCF (1 za nami) potem powtórka gastroskopii i
    Tk jamy brzusznej i klatki piersiowej i zobaczymy co dalej...tyle
    tylko,ze mój Tata mówi ze jeszcze na jedna chemie pojedzie ale
    wiecej nie chce...to chyba skutek ostatnio złych wiesci, od kolegów
    którzy tez sa leczeni na raka, jeden po 5 cyklu chemii stracił
    wszystkie zeby i ma olbrzymie problemy ze wzrokiem plus nerwobóle,
    drugi brał chemie a to okazało sie ze ma rozległy rozsiew...wiec
    tata stwierdził,jaki sens ma to meczenie sie chemią...mam nadzieje,
    ze za 2-3 dni mu to minie, choc kolejny pobyt w szpitalu napewno nie
    poprawi jego nastawienia, jesli w ogóle podadza chemie bo zalezy
    jakie beda wyniki. Dzis w sumie poczuł sie lepiej. Tata miał apetyt
    przez cały ten czas, gorzej z mozliwoscia jedzenia, bo przez te
    zmiany grzybiczne,suchosc w jamie ustnej i bardzo gorzka sline nie
    mógł jesc. Płuka jame ustna i wypluwa to sline bo inaczej podraznia
    ona jame ustna i nasilała pieczenie. W srodku teraz po Nystatynie,
    Ketokonazolu poprawiło sie znacznie i tej gorzkiej sliny juz jakby
    mniej, ale dzis z kolei doszły nerwobóle na plecach czego nie miał
    choc przy kursach PELF tez bywały przez 2-3 dni mam nadzieje ze do
    poniedziałku mu to minie, no i dokuczaja mu oczy nie moze dłuzej
    patrzec na TV poprzednio tez tak było...ah jedno sie cofa to inne
    dolegliwosci sie pojawiają wiec tylko sie biedny zniecheca do
    dalszej chemii. Najmniejszym w tym skutek uboczny to wypadniecie
    włosów bo po raz drugi sie to stało. Od tych pierwszych 6 kursów
    zdazyły juz odrosnac, a tu znów powtórka...ale to jak pisze mały
    problem. Teraz modle sie by ta chemia dozylna poradziła sobie z tymi
    zmianami w wezłach, z tym co zostało w zoładku (1,5cm) no i
    najbardziej martwia te nacieki drobnoguzkowe w otrzewnej, bo
    wszedzie gdzie czytam wchłanialnosc dozylnej chemii w przypadku
    otrzewnej jest niewielka a to dla mnie zła wiadomosc... Ah no i
    Basiu mój tata tez schudł po tym I kursie DCF (kod kursu 0632) tyle
    ze 5kg. Ile kursów DCF miał juz Twój Tata i czy przy kolejnych
    kursach tez tak chudł??? Tez było tyle skutków ubocznych???
    Pozdrawiam cieplutko :-) trzymajcie sie Dziewczyny! A co u Was kati,
    mardula i inni?
  • madrek76 25.01.08, 22:10
    A co u Was kati, mardula, monique, doris i inni??? Trzymajcie sie
    ciepło i duzo siły i wytrwałości !!!!!!
  • barbara_arciuch 26.01.08, 14:12
    Cześć Magda , tak naprawdę to nie bardzo wiem co mam ci napisać .
    Ten wynik TK nie jest chyba zbyt dobry , ale nie z takich opresji
    ludzie wychodzili .Najważniejsze aby twój tata wierzył , że wygra by
    nie rezygnował zbyt wcześnie . To o czym piszesz to doskonale znam ,
    i mój tata nie ma ochoty na kolejną chemie , a to już w przyszły
    piątek . Będzie to już trzeci kurs , po nim chyba będziemy robić
    ponownie TK . Tata drugą chemie ogólnie zniósł odrobinę lepiej ,
    biegunka i wymioty już tak bardzo nie dokuczały . Przed drugim
    kursem chemii wyniki były dobre , tylko parametry nerkowe były w
    górnej granicy i z tego powodu tata przez kolejne 5 dni
    był "płukany" , jak się poprawiły to dopiero dostał chemie , w sumie
    za drugim razem leżał na oddziale 10 dni i teraz boi się że sytuacja
    się powtórzy .Jednak ja myślę że nie ,bo tata bardzo dobrze
    wygląda , przytył, ma ładną zaróżowioną cerę . Jest nadal osłabiony
    ale to może po tego rodzaju chemii utrzymywać się i pół roku . Po
    poprzedniej chemii tata schudł ale już trochę mniej . A co do
    GRANOCYTE to poproś lekarza niech jednak po chemii wypiszą bo zabija
    ona cały układ odpornościowy i łatwo wówczas o infekcje która może
    okazać się bardzo groźna . Tym razem tata wypija ok 3 litrów płynów
    dziennie , po poprzedniej tylko ok. litra . Tak sobie myślę ,że
    nastawienie mojego taty do leczenia jest teraz lepsze niż
    poprzednio , co mnie bardzo cieszy . Pozdrawiam Was mocno i trzymam
    kciuki . Przyłączam się do Magdy z zapytaniem CO U WAS DZIEWCZYNY ,
    czemu się nie odzywacie
  • attenna11 26.01.08, 20:58
    Witam,
    sama nie wiem , co napisać. Zawsze kiedy ty zaglądam przypominami
    sie wszystko a z drugiej strony nie umialabym tutaj nie zajrzeć.
    Madziu mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i ta chemia pomoże. U
    mojej mamusi nie podziałała na guza ale zmiejszyła węzły (ale to był
    inny system , nie pamiętam nazwy). Niestety martwi mnie to "meta" :(
    bo też u nas tak było i zawsze ze znakami zapytania....wierzę, że
    Twój tatko sie pozbiera i bedzie miał coraz wiecej sił na dalsze
    leczenie.
    Nawet nie wiecie dziewczyny jak ja Wam kibicuję i tzrymam kciuki.
    Musi się komus udac wygrać z tym paskudztwem!
    Walczcie.
    I piszcie wszystko co u Was nowego, ja zaglądam tutaj codziennie.
    Kat5k! Odezwij się kochana tak dawno nie mam żadnych wiesci od
    Ciebie.
    Ściskam cieplutko. Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • doris74 28.01.08, 08:00
    witam,
    udało nam się wyniki nerkowe obnizyć i mama tydzien temu miała powtórną
    operację. Niestety jak za pierwszym razem otworzyli ja i zamknęli. Rozsiew jest
    większy niz 11 miesiecy temu, na szczeście nerki i watroba jeszzce czyste,
    troszkę jest komórek nowotworowych na dwunastnicy. W zołądku jest jeszzce spory
    przeswit, jak wyrazili sięlekarze. Markery nowotworowe w normie. Tak więc
    swiatełko w tunelu zgasło dla nas.

    Koncem lutego minie już rok jak walczymy z rakiem. Tylko co dalej? Pani doktor
    nie za bardzo ma pomysł jaka mamie dac teraz chemię przede wszystkim ze wzgledu
    na dośc znaczne wyniszczenie organizmu dotychczasowym leczeniem (mama ma dośc
    znaczną neuropatię, ktora przeszkadza jej w zyciu codziennym). Mowila coś o
    chemii tabletkowej. Ale czy jest skuteczna?

    Może ktoraś z Was słyszała o jakiejs chemii w takim przypadku?
    Macie może jakieś linki do stron internetowych, gdzie byłby opis, w jaki sposob
    choroba bedzie przebiegac dalej? Mój tato che zebrać jak najwiecej informacji,
    żeby byc przygotowanym na to, co przyjdzie, wiedziec jak się zachować, o jakie
    leki prosić lekarzy, jakie symptomy świadcza o postepie choroby.

    Z góry dziekuje

    Trzymajcie się dziewczyny.

    pozdrawiam

    doris
  • barbara_arciuch 29.01.08, 13:38
    Powiedzcie jak dużo może znieść człowiek i mieć jeszcze siłę by
    walczyć z chorobą . Jakaś "siła" sprawdza to właśnie na nas .
    Wczoraj zmarł taty brat , brat z którym tata miał najlepszy
    kontakt . W piątek jedzie na kolejny kurs chemii , ale czy da radę
    ją wytrzymać ? Ja już nie mam siły do walki z tymi wszystkimi
    problemami , a co ma powiedzieć tata . Niby się trzyma ale głos już
    nie ten i ten smutek . To prawda tata ma nas ,ale to nie to samo .
    Wszyscy bardzo wujka lubiliśmy , ale jego już nie ma i wracają te
    same uczucia i myśli co u mamy na pogrzebie , dlaczego to właśnie
    nas spotyka , w tym momencie . Czy ten rok już taki będzie ,pełen
    bólu i
    rozpaczy? Doris
    tak bardzo mi przykro , że sprawy u was się tak toczą . Myślę ,że
    tak naprawdę to nikt nie wie jak to się wszystko będzie dalej .
    Musicie mamę obserwować i jeżeli tylko wystąpi coś nowego należy
    kontaktować się z lekarzem . U nas działa CARITAS i to właśnie oni w
    tym najtrudniejszym czasie są najbardziej pomocni . Ja tatę
    zgłosiłam już dawno do objęcia opieką i tata jest bardzo
    zadowolony . Szczególnie po chemii jak się bardzo źle czuje
    przyjeżdża lekarz z pielęgniarką i pomagają , są to ludzie bardzo
    oddani swojej pracy . O każdej porze dnia i nocy można się z nimi
    kontaktować , zawsze pomogą . Jeżeli jeszcze nie zgłosiłaś mamy to
    zrób to , w poradni rodzinnej powinni wiedzieć jak się z nimi
    skontaktować . Pozdrawiam bardzo gorąco , bądź dzielna i zawsze
    blisko mamy , później jest jej tak strasznie brak.
  • attenna11 29.01.08, 17:15
    Człowiek jest tak stworzony, że wytrzymać może bardzo
    wiele..."człowieka można zniszczyć ale nie pokonać" jak powiedział
    E. Hemngway...i jest w tym wiele prawdy.
    Basiu w zeszłym roku byłam na 7 pogrzebach w tym trzy to moja
    rodzina , reszta to dobrzy znajomi . Pogrzeby wtedy kiedy wcale bym
    się ich nie spodziewała-bo człowiek młody i zdrowy...
    Ten rok nie zaczął mi sie dobrze...znowu to samo...
    Nawet niedawno pomyślałam, że już do końca życia bede nosiła żałobę:
    (oby nie.
    Piszesz jak wiele może wytrzymać człowiek..Basiu kochana ty jesteś
    na to dowodem , jak dzielny i dobry może być człowiek!!!!!
    Jesteśmy wystawieni na ciągłą próbę i wierzę, że kiedyś nas ktoś
    osądzi. Robisz wszystko, co można i zawsze kiedy sobie Ciebie
    wyobrażam to z podniesioną głową. Bądź taka , chociaż czasem serce
    sie kraje i nie ma siły.Wiem, że tak trzeba.
    Uściski dla Ciebie i dla taty. Walczcie.
    Doris co mam powiedzieć, napisać. Bądź po prostu z mamą, choroba nie
    jest taka straszna jak pustka która potem zostaje, jak to co
    mogłobyć powiedziane a nie było.Rozmawiaj i przytulaj a kiedy
    braknie siły trzymaj za rękę . To najwięcej, to jest własnie to
    czego teraz mi tak brak.
    Trzymajcie sie kochane!
    Aneta
    ---
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 30.01.08, 10:37
    Witajcie Dziewczyny :-) U nas zmieniono termin chemii...w sumie Tata
    miał wyniki całkiem niezłe zarówno krwii jak i moczu i chcieli drugi
    kurs DCF podać, ale Tata ogólnie czuje sie słabo,do tego stale ta
    gorzka ślina, która musi wypluwac, bo jak zalega w gardle podraznia
    i wciaz goroaczkuje wieczorem standard 38 do 38,5 stopni stad
    przesunięto termin. No i wciaz trwajace nerwobóle ale przy cis-
    platynie tez tak miał, a teraz ma i cis-platyne i taxol i to w duzo
    wiekszej dawce niz poprzednio. Po samem cis-platynie dretwienie nog
    odczuwał nawet 6 m-cy po ostatniej chemii z platyna wiec wiem już ze
    tak sie dzieje. Chciałam o tydzien,ale był problem z terminem i tym
    sposobem przesuniecie jest o 2 tyg. na 12.02. Tata chyba na sama
    mysl przesuniecia poczuł sie lepiej bo bał sie bardzo powtórki
    skutków ubocznych, a tak bedzie miał 2 tyg. na regeneracje
    sił,jedzenie - na szczescie apetyt dopisuje!!! I mam nadzieje,
    wyniki za 2 tyg. beda jeszcze lepsze, choc jak sie okazuje Taty
    organizm niezle sobie radzi, bo wczorajsze wyniki tez były ok. Spada
    tylko potas do dolnej granicy,ale to juz wiemy wiec dostalismy
    wczoraj recepte na potas o przedłuzonym działaniu plus cos do
    smarowania na opryszczke na ustach bo takowa tez sie przyplatała.
    Przed 12.02 mamy tez gastroskopie wiec zobaczymy c tam w srodku sie
    dzieje.
    Doris bardzo mi przykro, ze te zmiany postepuja, oby postepowały jak
    najwolniej. Doustna chemie stosuje sie najczesciej Xeloda - poczytaj
    sobie watek na ten temat, osobiscie rozmawiałam z osobami, którzy
    taka chemie przyjmowali i tez były efekty! Wszystko kwestia dosc
    indywidulana, bo rózna jest wrazliwosc na chemie organizmów, ale mam
    nadzieje, ze jesli lekarze zdecyduja sie Twojej Mamie podac Xelode
    to bedzie miała efekt spowalniajacy zmiany. A Tobie i Twojej
    rodzinie duzo duzo siły!!! Słowa Anetki sa tu najwłasciwsze, za
    kazdym razem przekonujemy sie, ze człowiek moze zniesc naprawde
    wiele a dla bliskich, których kochamy nie ma granic !!! Badz
    dzielna!!!! Basiu, Anetko dziekuje ze piszecie!!! Trzymajcie sie
    Moje Drogie :-)
  • mirewe 30.01.08, 23:55
    Witam wszystkich na forum.Niedawno dowiedzieliśmy się o chorobie
    mojej babci.Moja mama jedzie w piątek na konsultacje do poradni
    onkologicznej w Krakowie.Chciałam zapytać,czy jest możliwość,żeby
    pojechala bez babci.Mama ma wszystkie badania ze szpitala,ale
    morfologie z przed tygodnia.Pozdrawiam
  • przemeks155 31.01.08, 09:28
    Witam
    to zależy, ile lat ma babcia. Czy ma 60 lat czy 80?
    Mojej koleżanki babcia też zachorowała na raka żołądka .Ma 84 lata.
    Rodzina zawiozła Ją do Centrum Onkologii na Ursynowie. Lekarz
    stwierdził,że w tym wieku nie ma sensu "ciągnąć" starszej pani
    kilkadziesiąt kilometów, skoro wiadomo, że leczenie będzie tylko
    paliatywne. Trudno u starszej pani zastosować operację czy
    chemioterapię. Poprosił, by babcia koleżanki leczyła się u lekarza
    rodzinnego.

    Serdecznie pozdrawiam
  • madrek76 04.02.08, 13:49
    Witaj, przepraszam ze sie nie odzywałam,ale wysiadł mi
    komputer...wirus najpier zzarł mi poczte i straciłam wszystkie
    kontakty, potem uszkodził czesc plików systemowych i bez informatyka
    sie nie obeszło. Dopiero dzis mam komputer na nowo w domku! Takze
    jak sie odezwiesz na maila bedzie juz łatwiej odpisywac. Ciesze sie
    ze prof. Szawłowski wniósł tyle nadziei, naprawde znam sporo
    przypadków, gdzie ludzie po resekcji+ chemii, a czasami tez
    naswietlaniach wrocili do zdrowia i wierze, ze u Twojego Meza tak
    własnie będzie!!! Teraz musi dbac o swoja odpornosc, o
    zregenerowanie organizmu po chemioterapii!!! Pisałaś o Polyerga, ze
    prof. poleca....widze, ze on generalnie poleca to kazdemu...sama
    zdecydujesz, wiem ze to wymaga dłuzszego stosowania by przyniosło
    efekty i z tego co wiem w Niemczech jest tansze! Zreszta w watku na
    ten temat na forum były opinie, pamietam ze przegladałam jakies
    artykuły i w sumie pisano,ze to specyfik podobnie działaacy jak inne
    suplementy. U nas chemia została przesunieta, w sumie na prosbe
    mojego Taty bo wyniki nie były złe, ale czuł sie mimo tego bardzo
    słabo, miał problem z ciagle bardzo gorzka slina, która musiał stale
    wypluwac no i przesunieta ja na 12.02. Teraz w czwartek 7.02
    jedziemy na gstroskopie a potem we wtorek 12.02 na chemie II cykl
    DCF, dobrze ze docetaxol teraz jest juz oficjalnie wpisany jako
    program przy raku zoładka,bo przynajmniej jedno odpadło walczenie o
    zgode na modyfikowany o Taxol PELF. Tata przez te dni ma naprawde
    dobry apetyt, wiec te 4 kg które schudł juz nadrabia :-) A zobaczymy
    co wykaze gastroskopia, potem jeszcze 12.02 i oraz 4.03 i po 3
    cyklach planowany jest TK zarówno jamy brzusznej jak i śródpiersia.
    Boje sie tej kolejnej chemii, bo tych skutków ubocznych było
    sporo...na razie Tata tez walczy z opryszczka na ustach, juz
    wyprobowalismy przerozne leki te reklamowane i nie, ale jakos nie
    bardzo to schodzi...mam nadzieje ze sie z tym jakos uporamy.
    Basienko co u Ciebie?? Pozdrawiam Was wszystkich cieplutenko :-)))
  • madrek76 07.02.08, 23:20
    WItajcie...dla mnie to był trudny dzien,bylismy na gastroskopii i
    niestety przykre wiesci, bo guz, który po poprzednich chemiach
    zmniejszył sie z 8,5-9 cm do 1,5-2 cm i był juz bardzo płytki, dzis
    niestety okazał sie duzo wiekszy, zmiana odrasta i zaczyna sie
    podwpustem tak jak kiedys tyle ze rosnie inaczej po skosie w
    kierunku sciany przedniej żoładka w kształcie dwóch fałd,na których
    sa nacieki, a na jednej takze przekrwawienie, reszta zoładka
    czysiutka podobnie przełyk, ale jednak to co widziałam przeraziło,
    bo widziałam tez obraz we wrzesniu 2007 gdzie ta zmiana była wrecz
    delikatna...a teraz :-( Cóc lekarz chirurg onkolog, ordynator
    chirurgi, który wykonywał badanie powiedził ze najwyrazniej po
    tamtej chemii była reemisja ale jednoczesnie nastapił zastój komórek
    rakowych w scianie. Od wrzesnia przerwalismy chemie, bo był
    przygotowywany do drugiej operacji i najprawdopodbniej przez ta
    przerwe w chemii od wrzesnia do stycznia ta zmiana znów odrosła.
    Tata teraz jest po I cyklu DCF, we wtorek jedzeimy na II cykl,
    generalnie chemioterapeuta chce by tata przyjał 3 te cykle i potem
    znów kontrolne badania, staram sie wierzyc, ze podobnie jak po PELF
    nastapi reemisja, ale...pojawił sie znów strach,ze choroba moze
    postepowac w druga strone. Notabene to wszystko u Taty jest dziwne,
    bo czuje sie coraz lepiej, ma swietny apetyt i naprawde je chetnie
    nawet warzywa i owoce,za którymi kiedys nie przepadał, wyniki ma
    dobre zarówno morfologia jak i moczu, a tutaj taka wiadomosc....:-
    (((( Ta bezsilnosc jest koszmarna...no cóz pozostaje mi uwierzyc, ze
    chemia to powstrzyma!!! Dr mówił o drugiej drodze, o tym, ze skoro
    zoładek jest wciaz resekcyjny to jesli Tata by sie zdecydowała
    podjąłby sie operacji, ale w warunkach tego drobnego rozsiewu w
    otrzewnej pozostaje dalej problem, a jakos na chemie dootrzewnownowa
    nie widze szansy, a do tego jednak szczególnie ta ostatnia chemia
    osłabiła Tate ogólnie np. oddechowo czy kardiologicznie a wiec i
    ryzyklo tej operacji jest tez juz duzo wieksze... mam wrazenie ze
    obojetnie jaka droge wybierzemy operacja+ chemia, czy tylko chemia -
    to i tak czuje ze nie wiele mozemy pomóc i to mnie przeraza :-(((
    Chyba jedyne co mnie cieszy, to fakt jak Tata na to wszystko
    reaguje, on wciaz jest optymista, który wierzy,ze to psakudztwo
    mozna pokonać, jakby nie dopuszcza do siebie innej opcji, ma plany,
    marzenia i cele! Podziwiam go za to, bo na jego miejscu nie miałabym
    tyle siły. Basiu, a jak Twój TATA???
    Pozdrawiam Was dziewczyny!!!
  • attenna11 08.02.08, 08:57
    Madziu,
    zasze jest nadzieja i w to trzeba wierzyc. Dobrze, że Tato jest
    takim optymista to bardzo pomaga w walce z chorobą. Trzymam przez
    cały czas za Was kciuki! Bądź silna i walcz tak jak do tej pory.
    Przesyłam pozdrowienia i buziaki.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 08.02.08, 20:45
    Cześć , strasznie mi przykro Magda ,że tak się sprawy u was mają .
    Mam jednak prawie pewność ,że to się odmieni .Twój tata tak jak i ty
    jesteście bardzo silnymi osobami i to daje wam przewagę nad
    chorobą . Chociaż w tym momencie wygląda to źle to wkrótce się
    odmieni ,tak myślę . Ja wczoraj przywiozłam mego tatę ze szpitala po
    3-cim kursie chemii i jak narazie jest o niebo lepiej niż
    poprzednio .Tata nadal ma apetyt , jest trochę osłabiony , ale to
    jest nic w porównaniu z poprzednimi stanami . I tu chyba sprawdza
    się przysłowie "co cię nie zabije to cię wzmocni" , tatę
    paradoksalnie chyba wzmocniło odejście mamy . A mi jest jej coraz
    bardziej brak , coraz trudniej mi uwierzyć że jej niema , mam takie
    wrażenie ,że to jest niemożliwe . Sama siebie przekonuje ale to mało
    pomaga , tęsknie coraz bardziej , a to już w niedzielę miesiąc .
    Wracając do taty to lekarka jak narazie jest bardzo zadowolona z
    taty wyników , ma trochę anemii ale jak mi powiedziała to dowód na
    to że chemia działa . Następny kurs 3 marca a potem TK ,co dalej
    zależy od tego wyniku .Ściskam was mocno , trzymam kciuki i bardzo
    gorąco pozdrawiam .
  • easy_kasandra 17.02.08, 19:17
    Bardzo Was wszystkie dziewczyny podziwaim za Waszą siłę. Nam nie udało się wygrać tej walki. Moja Ciocia odeszła po pół roku od totalnej resekcji. Byla jeszcze młodą kobietą - w pełni sił. Ale patrząc na Wasze wysilki myślę, że idzie wszystko ku dobremu. Szczerze życzę Wam siły, wiary w zwycięstwo i determinacji - bo czasami może ich brakować w tej paskudnej chorobie. a Waszy bliskim - ZDROWIA !!!
  • przemeks155 21.02.08, 20:14
    Witam
    mó mąż jest po totalnej resekcji 8 miesięcy.Właśnie wrócił do pracy
    zawodowej po 9-miesięcznej przerwie. Mamy nadzieję,że najgorsze już
    za nami. Śledzę wątek odkąd tylko zostałam przyjęta na forum i mocno
    wierzę,że ukochanym Ojcom Barbary i Magdy i Innym też się uda. Bo
    wiele jest w Nich determinacji i nadziei.

    Pozdrawiam ciepło
  • attenna11 21.02.08, 21:13
    Basiu, Madziu tak dłaugo nie ma tutaj od Was wieści...
    Mamnadzieję, że wszystko jest dobrze.
    Odezwijcie się.
    Widzę, że ten wątek czytają i inne osoby.
    To pocieszające , ze są takie osoby, którym sie udało. Sama znam
    osobę która jest 5 lat po resekcji całkowitej i ma sie dobrze. Mojej
    mamusi sie nie udało :( ale bardzo mocno trzymam kciuki za Was .
    Czekam na wieści , zaglądam tutaj codziennie :)
    Buziaki.
    Aneta
    Kati5k!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Długo i to tak strasznie długo Ciebie brak , odezwij się proszę.
    A.
    Pozdraiwm wszystkich .
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 21.02.08, 23:37
    Witajcie,
    Ciesz sie Ewo ze u Meza wszystko ok. wierze ze bedzie wszystko dobre
    i to co złe juz za WAMI!
    A u nas tata jest po drugim cyklu DCF, dostał solidna ochorne
    przeciwgrzybiczna zmniejszono nieco dawke 5Fu bo taka jest procedura
    przy tak rozległych skutkach ubocznych jak było poprzednio ale
    zwiekszono nieco Taxolu i ustalono ze tat bedzie miał te cykle co 4
    tyg. pod koniec marca zaplanowano w DCO kontrolny TK a w maju mamy
    powtórzyc gastroskopie wiec cóz staramy sie wierzyc, ze ta chemia
    cofnie zamiany, albo przynajmniej je zatrzyma! Tata czuje sie teraz
    niexle, ma apetyt, je, niezłe wyniki wiec to nas cieszy! A co u
    Ciebie Basiu, Kati???
    Pozdrawiam cieplutenko Anetko, Ewo, Basiu i wszystkich zagladajacych
    do watku!!!Magda
  • attenna11 22.02.08, 22:35
    Tak się cieszę jak piszesz , że jest dobrze :)
    I tak musi byc i trzeba w to wierzyć.
    Pozdrów tatę, dobrze, że ma apetyt!
    Buziaki.
    A.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • agata_mi 27.02.08, 16:22
    cześć przeczytałam cały ten wątek. Moja mama ma nieoperacyjnego raka żołądka. To
    świeża wiadomość. Dowiedzieliśmy się o tym 1,5 tygodnia temu. Była operowana i
    nic to nie dało guz jest mały ale w miejscu z którego nie da się go usunąć. Są
    także małe ogniska rakowe na otrzewnej i jelitach. Najgorsze jest to że ona o
    niczym nie wie. Jutro wychodzi ze szpitala wszystko sie świetnie goi i nie mam
    sensu jej dłużej trzymać. Lekarz prowadzący nic jej nie powiedział a ona jest
    tak dobrej myśli i pełna wiary że wszystko jest dobrze. Dziś kiedy rozmawiałam z
    lekarzem on twierdzi by jej nadal nic nie mówić ale to już chyba nie mam sensu.
    Mamy sie zgłosić jak najszybciej do onkologa u którego i tak się dowie
    wszystkiego. Poradzie proszę jak mam jej to powiedzieć i czy w ogóle jej mówić
    bo sama jestem zrozpaczona a wiem że to dopiero początek długiej drogi jaka nas
    czeka
  • barbara_arciuch 02.03.08, 15:43
    Witam , kochane jesteście ,że wciąż jesteście i pamiętacie .
    Przepraszam ,że tak długo mnie tu nie było . To tylko samo życie
    czasami tak zapełni czas . U mego taty to jak narazie jest dobrze ,
    czy ktoś słyszał by w trakcie chemioterapii ktoś przytył bo mój tata
    i owszem , przybyło go już 6 kg , a apetyt ma taki , że chyba
    wkrótce wróci do wagi wyjściowej . Jutro jedziemy na 4 kurs chemii ,
    tata o wiele mniej się boi bo ostatnio było całkiem dobrze , więc
    mam nadzieję , że i tym razem tak będzie . A potem TK i już będzie
    coś więcej wiadomo .Powoli uczymy się żyć bez mamy , ale uczucie
    osamotnienia pozostaje i ciągle wracają do mnie wątpliwości czy
    zrobiłam wszystko by ją uratować i tak pewnie będzie już
    zawsze . A teraz do Ciebie Agata , wiem doskonale jak się
    czujesz . Bardzo Wam współczuje i trzymam kciuki by się udał pokonać
    to paskudztwo , myślę , że powinnaś powiedzieć mamie prawdę albo
    tylko półprawdy /tak zrobiłam ja i inne dziewczyny z tego forum / ,
    te najgorsze wiadomości przemilcz . Być może wcale się nie
    zrealizują , powiedz o szansie jaką ma twoja mama . Zbierz mamy
    dokumenty i jedź do najlepszego specjalisty w twojej okolicy . Da to
    zajęcie tobie i nie będziesz czuła się tak bezradna . Pamiętaj ,że
    lekarze zwykle przedstawiają sprawę w tym gorszym świetle . Na
    poparcie mych słów mam przykład mego taty , według pierwszych
    prognoz to tata nie miał najmniejszych szans , a teraz jednak je ma
    więc głowa do góry . Jak będziesz miała pytania i wątpliwości to
    pisz jakoś będziemy ci próbowały pomóc - prawda moje koleżanki
    internetowe .Pozdrawiam Wszystkich gorąco , wkrótce się odezwę
  • madrek76 02.03.08, 22:08
    Witajcie! Nie pisałam dawno choc zagladam tu czesto,czasami poprostu
    brak czasu,nie mniej jednak mysle o Was i modle sie za Was i Waszych
    bliskich!!! Basiu bardzo sie ciesze,że Twój tata czuje sie tak
    dobrze, ze ma apetyt, ze przybywa na wadze. Wiem ze strata Mamy
    sprawiła,ze Wasze zycie sie zmieniło,ale w Waszych sercach bedzie
    zawsze!!! Agatko, przeczytałam Twoja wiadomosc...doskonale Cie
    rozumiem, bo byłam w podobnej sytuacji, tzn. tacie lekarz go
    operujacy tez nic nie powiedział ze resekcji nie było,ze zmiana
    nieoperacyjna ze sa bardzo złe rokowania, powiedział to mi i na mnie
    spadła ta rozmowa z Tatem, a on przed wypisem ciagle sie dopytywał.
    Róznica miedzy nami jest taka,ze mój Tata wiedział ze ma raka
    zoładka, choc wtedy jeszcze nie do konca w to wierzył. To ja
    musiałam z nim porozmawiac i tak jak Ci radzi Basia powiedziałam
    czesc prawdy, ze zołądka nie udało sie usunąc bo guz jest spory i sa
    nacieki, ale ze musimy rozpoczac chemioterapie, a ta moze nam pomóc
    z tym paskudztwem sobie poradzic tak by za jakis czas znów operowac!
    Mój Tata tak mocno sie tej opcji uczepił,ze mimo wczesniejszej
    niecheci rozpoczał chemie,po 3 cyklach mocnej chemii i 3 cyklach
    słabszej (zmiana programu bo pogorszenie wyników) naprawde nastapiła
    reemisja do tego stopnia ze później odbyła sie druga operacja. Tu
    niestety okazało sie ze guz sie zmniejszył,ale nastapił rozsiew w
    otrzewnej i znów zołądka nie wycieli. Tutaj musze przyznac ze dr
    operujacy wykazał sie profesjonalnym podejsciem i porozmawiał z
    Tatem mimo, ze mi powiedział ze sytuacja jest zła Tacie nigdy nie
    odbierał nadziei, przekonywał tylko ze musimy znów wrócic na chemie,
    no i miesiac od drugiej operacji zaczelismy kolejen cykle. Na
    poczatku 1 cyklu wykonano gastroskopie...niestety 4 m-ce bez chemii
    sprawiły ze guz zaczał znów sie powiekszac :-((( choc staram sie
    wierzyc, ze i tym razem chemia zadziała, ze cofnie chorobe albo ja
    przynajmniej zatrzyma. JEstesmy po 2 cyklach DCF, drugi cykl
    przeszedł duzo lepiej. 11 marca jedziemy na kolejny cykl, potem
    20.03 mamy wyznaczony TK jamy brzusznej. Wiem, ze scenariusz moze
    byc rózny, ale staram sie wierzyc ze Tata bedzie z nami. 13.02 minał
    rok od diagnozy, któa zabrzmiała dla mnie tragicznie "rak zoładka",
    prof. 26.03.3007 operujac tate powiedział mi ze to kwestia kilku m-
    cy w wersji optymistycznej, a Tata wciaz z Nami jest, za kazdy dzien
    dziekuje BOGU i modle sie proszac o siły, wsparcie i łaske
    uzdrowienia! Przechodziłam nie raz chwile słabosci,gdy watpiłam,
    ostatnio gdy dowiedziałam sie ze taty przypadek w Londynie byłby
    uznany za resekcyjny i zastosowana chemia dootrzewnowa, a w Polsce
    odwiedziłam kilkunastu lekarzy, ostatnio prof. Kuliga w Krakowie i
    słysze wciaz, ze nie ma mowy o resekcji i jedyne co mozna zrobic to
    podawac chemie...zawsze jest pytanie, ilez organizm ta chemie
    zniesie, ale póki co radzi sobie, Taty waga sie utrzymuje, całkiem
    nieźle funkcjonuje, owszem jak przy chemii oslabienie, sa dni ze ma
    gorszy apetyt, spore skoki temperatury od 36,6 do 38,5 (Basiu, czy u
    Twojego Taty tez sa takie skoki temperatury??? Ppytam, bo obaj maja
    ten sam program DCF, choc wiem ze co organizm to inne reakcje) ale
    juz sie z tym nauczylismy zyc, a Tata wciaz wierzy wiec Agatko
    rozmawiaj o chorobie ale moim zdaniem tak by chory miał siłe
    walczyć!!! Anetko dziekuje ze jestes z Nami, ze sie odzywasz, zawsze
    bede Ci wdzieczna za wsparcie w niejednym trudnym momencie!!! Kati,
    a co u Ciebie? Pozdrawiam Was dziewczyny bardzo ciepło z Karkonoszy
    i modle sie za Waszych bliskich i za Was!!!
  • madziara-22 05.03.08, 17:12
    Witam wszystkich, od jakiegoś czasu "śledzę" wasze wypowiedzi i postanowiłam ze
    do was dołączę. Mam 22 lata. Moja mama ma złośliwego raka żołądka. MA 52 lata.
    Dowiedzieliśmy się o tym miesiąc temu. Prawdopodobnie -jak stwierdził lekarz
    choroba trwa 2-3 lata. Dolegliwosci zaczęły się 2-3 miesiAce temu. Podczas
    posiłku Mama czuła ze jedzenie zatrzymuje sie w okolicy mostka i w ustach
    zbierała jej się gęsta wydzielina którą wyksztuszała razem z pokarmem. Jednak po
    chwili znowu mogła jeść dalej. Pewnego dnia niestety po takim czymś nie mogła
    jeść 2 dni, pokarm nie chciał przejść do żołądka, nie mogła także pić. Mama
    poszła do lekarza, który podejrzewał refluks przepisał leki i dał kontrolnie
    skierowanie na gastroskopie. Pojechaliśmy w ten sam dzień i okazało się że
    podczas tego badania lekarz zobaczył przekrwiony żołądek z licznymi wybruzdami
    zaniepokoił się i pobrał wycinki. Okazało sie ze jest to rak żołądka. Skierował
    ją wówczas do szpitala do Poznania, gdzie miała być operowana. Okazało się
    jednak "po otwarciu' , że jest to typ śluzowy i niestety są widoczne centki w
    całej jamie otrzewnej. Niestety żołądka nie usunięto. Lekarze rozłożyli ręce,
    powiedzieli ze nie ma ratunku.Jutro Mama jedzie na konsultację do
    chemioterapeuty. Po rozmowie z lekarzem wywnioskowałam, że nie jest on
    całkowicie przekonany za zastosowaniem chemii. Od razu zaznaczył ze jeżeli
    będzie zastosowana to będzie miała charakter wyłącznie paliatywny. Zobaczymy co
    jutro powie chemioterapeuta.
    Szczerze mówiąc jestem trochę przerażona po tym co usłyszałam i już rozglądam
    sie za innymi metodami w razie gdyby Mamie nie chciano podać chemii. Czytałam
    dużo o fitoterapii. Widzę że wśród Was jest dużo osób doświadczonych i
    uciekających sie w ostateczności do różnych metod dlatego bardzo, bardzo proszę
    o podanie jakiś sposobów, adresów, leków które można by zastosować i które choć
    troszkę pomogły Waszym Bliskim. Mimo, że lekarze rozkładają rece my mamy
    nadzieję i chcemy uciekać się do innych sposobów. Błagam pomóżcie. Nigdy dotad
    nie spotkałam się z taka chorobą no i niestety w moim otoczeniu też nie ma
    takich przypadków i nie mam sie za bardzo kogo poradzić. a to tak bardzo boli,
    kiedy człowiek chce pomóc a nie wie w którym kierunku iść, za co się chwycić.
    Jeszcze raz bardzo proszę jakiekolwiek informacje. podaję maila:
    magda.slodziaczek@interia.pl
  • attenna11 05.03.08, 19:55
    U mojej mamy zaczęło sie podobnie -problemy z łykaniem.
    Nie bedę opisywać całej drogi gdbyś chciała przeczytać poszukaj
    wątku na tym forum.
    Do czego zmierzam-trafilismy na dobrego gastrologa i mamie w
    pierwszej kolejności załozono stent(protezę przełyku)rónymi drogami
    nieco to przyspieszalismy ale udało sie i praktycznie mamusia nie
    miala problemów z jedzeniem.
    Nam też lekarz odradzał chemię (chirurg onkolog) ale po wizycie u
    chemioterapeuty (kochany człowiek-nie tylko lekarz ale dusza
    człowiek) sam nam powiedział że trzeba walczyc i próbować. Więc była
    chemia potem naswietlania. Mama cały czas zyła tym leczeniem,
    wierzyła że skoro lekarze coś robią to znaczy że można że bedzie
    lepiej że sie ktoś nią zajmuje. dawano jej od kilku tygodni do góra
    roku...rak był nieoperacyjny- była z nami 14 miesiecy od pierwszej
    diagnozy. Nigdy do końca nie mówilismy jej prawdy. Nie abyśmy
    kłamali ale nie mowilismy wszystkiego. pod koniec chyba wiedziała.
    Moje zdanie-zawsze trzeba walczyć konsultować u kilku lekarzy wybrać
    to co mówi i rozum i serce. Teraz mogę powiedzieć że warto było bo
    gdyby nie to leczenie , które odradzali mi lekarze moja mama może
    byłaby z nami krócej..a moze gdybysmy jej nie męczyli?...Widzisz tak
    to jest że takie wątpliwości nachodzą człowieka zawsze.
    Mojej mamie nie udało się ale wierzę że wreszcie sie komus uda
    dlatego tak bardzo kibicuje wszystkim na tym forum a najbardziej
    bliskim mi "żoładkowcom". Trzymam kciuki.
    Cieszę sie że mama mogła byc z nami do końca, że wierzyła ...że
    mogłam ja w tym ostatnim momencie trzymać za rękę. Choroba , wierz
    mi , ani walka o każdy dzien jaka musicie stoczyć, nie jest czymś
    strasznym. wiem o tym z własnego doświadczenia. najgorsza jest ta
    pustka jaka mi została mimo całej wiary....pustka której nie
    potrafię wypełnić.
    jedno mogę Ci madziara-22 doradzić WALCZCIE!!!!!
    Gdybys miała jakieś pytania pisz.

    Oczywiście pozdrawiam wszystkie dziewczyny.
    Madrek podobno temperatura jest wtedy jak organizm walczy i tak
    myśle, że twoj tatko walczy :) Bedzie dobrze!
    Buziaki dla WAS.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • attenna11 05.03.08, 20:02
    Madziara-22 zapomnialam dopisać. Koniecznie napisz co powiedział
    chemioterapeuta. Jakie badania robiliście , może warto byłoby zrobić
    TK aby określic ewentualne zmiany (jeśli są). Jeślibyście mieli miec
    chocby leczenie paliatywne (u nas tak było) to warto skorzystać z
    takiej opcji. Co do innych opcji (leczenie alternatywne) moje zdanie
    jest raczej sceptyczne w tej kwestii-dobre odzywianie -dużo warzyw,
    buraczki, brokuły , nutridrinki. Zresztą wierzę, ze lekarz wyjaśni
    Ci wiele kwestii.
    I jeszcze raz jakby co to pisz w miarę możliwosci zapewne każdy
    podpowie, posłuzy radą.
    Pozdrawiam raz jeszcze. Głowa do góry! Będzie dobrze-myślenie
    pozytywne to połowa sukcesu!
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • barbara_arciuch 05.03.08, 21:15
    Cześć , przykro mi ,że nasz kontakt jest w takich okolicznościach .
    Doskonale rozumiem co teraz przeżywasz , ale głowa do góry , nie
    wszystko stracone . Szlag mnie trafia gdy czytam o lekarzach którzy
    nadal nic nie wiedzą o leczeniu tego typu choroby bardzo
    wypowiadają się o braku możliwości leczenia . Tak było i w naszym
    przypadku , a prawdziwi fachowcy później proponowali nawet tacie
    przeszczep wątroby ,bo tam ma przeżuty .Tak naprawdę to wszystko to
    sprawa indywidualna , zależy od siły organizmu i ludzi którzy się
    tym zajmują . Jeżeli lekarz jest zaangażowany w to co robi to
    naprawdę może pomóc wiele , dlatego zawsze szukaj tych najlepszych .
    Nigdy nie wolno rezygnować , nawet jeżeli mówią , że to nie ma
    sensu . Pukaj do wszystkich drzwi , bez oporów pytaj , zwracaj uwagę
    i bądź przy mamie , a na pewno coś zdziałasz . Popytaj w okolicy , a
    jeżeli brak u was dobrych specjalistów to trudno jedź dalej . Ja mam
    szczęście bo mam naprawdę dobrych lekarzy blisko . Jak każdy
    miewałam chwile zwątpienia , ale teraz jak patrzę na tatę , który z
    każdym dniem wygląda lepiej to wiem ,że było warto, a jesteśmy
    dopiero w połowie drogi . Madzia , tata mój nie gorączkuje ,w ogóle
    czuje się bardzo dobrze . Lekarka jak zobaczyła tatę to
    stwierdziła ,że tata wygląda teraz lepiej niż przed chemią -to
    bardzo cieszy i daje siłę do dalszej walki . Pozdrawiam gorąco ,
    Anetko na Ciebie to zawsze można liczyć , dobrze ,że jesteś tu z
    nami
  • madziara-22 07.03.08, 18:15
    Mama była wczoraj u chemioterapeuty. Podczas operacji pobrali jej wycinek z
    otrzewnej. Wczoraj chemioterapeuta widząc wynik powiedział że chemia powinna dać
    sobie z tym radę. Powiedział to mojej mamie więc nie wiadomo czy to całkiem
    prawda. No i zależy od organizmu. Skierowano ją do szpitala w Pleszewie,
    ponieważ mamy tam bliżej i tam będzie przyjmowała chemię. Zobaczymy co tam powie
    lekarz widząc wyniki. Pewnie teraz przez najbliższy miesiąc jeszcze nie dostanie
    chemii, jest zbyt krótki okres po operacji i musi sie jeszcze wzmocnić. Do
    szpitala jedziemy w następnym tygodniu porozmawiać z lekarzem. Ciekawe jaką
    chemię zastosują.Mam do was pytanie co do chemii: czy chemia może pogorszyć
    sprawę czy tylko w gorszym przypadku nie zadziała?
    Aha zapomniałam dodać, że Mama jeść może,narazie nie ma problemów z połykaniem.
    Lekarz powiedział, że żołądek jeszcze trochę trawi ale pewnego dnia przestanie.
  • kati5k 28.02.08, 12:05
    Droga Anetko Miło, że o mnie pamiętasz Jestem teraz w pracy i nie
    mam za bardzo czasu Odezwę się wieczorem
  • jarek.1 07.03.08, 20:38
    Mój Tata jest po resekcji żołądka którą przeprowadzono 07.11.2007r.
    usunięto mu cały żołądek i można powiedzieć że wszystko było super
    wszystkie badania itd.
    Powrócił apetyt i naprawdę sporo jadł bez większych problemów. Było
    super!!
    Po II chemii było całkiem nieźle to wszystko znosił do momentu aż
    podłapał grypę i towarzyszący jej kaszel.
    Od tego momentu stracił dodatkowe kilogramy w związku z brakiem
    apetytu
    Można powiedzieć że od początku lutego nie je prawie nic!!!(max 400g
    zupy)
    Występują u niego wzdęcia i uczucie pełności co nie pozwala na
    jedzenie i do tego jeszcze doszedł bul w dole brzucha.
    Mój Tato jest bardzo niecierpliwy co jest oczywiste w takim
    przypadku i biega od jednego do drugiego prof. I za każdym razem to
    sama gadka.
    Że wszystko jest ok.!
    Tomografie Komputerową miał robioną już 3 razy, tak samo USG i
    Gastroskopie i generalnie na wszystkich badaniach jest wszystko
    dobrze.
    Ostatnia TK wykonywano 25.02.2008.
    OPIS:
    Wolny płyn w całej jamie otrzewnej. W okolicy zespolenia przełykowo
    jelitowego wyraźnych cech obecności masy patologicznej nie stwierdza
    się. Niewielkie zaleganie treści płynnej w przełyku tuż nad
    zespoleniem. Wątroba niepowiększona, bez zmian ogniskowych. Drogi
    żółciowe nieposzerzone. Pęcherzyk żółciowy przeciętnej wielkości,
    cienkościenny. Trzustka niepowiększona, bez zmian ogniskowych. Obie
    nerki bez zmian ogniskowych. UKM-y moczowody nieposzerzone,
    Śledziona niepowiększona. Aorta w normie. Pęcherz moczowy
    przeciętnej wielkości, gładkościenny. Powiększonych węzłów chłonnych
    nie stwierdza się.

    Po konsultacji z Lekarzami!! Stwierdzono że ten płyn to nic takiego
    i sam się wchłonie.
    Po tym badaniu zalecono jeszcze Gastroskopie(kolejną) z której
    również wynika że jest wszystko OK. ALE NIE JEST!!!!!

    Teraz mój Tato jest w szpitalu i dostaje chemioterapię(chociaż
    myśleliśmy że badania krwi po tak długim nie jedzeniu nie wyjdą
    dobrze i chemii nie dostanie a Pani doktor stwierdziła że po
    wynikach nic nie wskazuje że organizm nie jest ok).
    Jutro 8.03.2008 dostanie chemie i wychodzi do domu, ale w dalszym
    ciągu nic nie je i ma ogromne bule, które uśmierzanie są ketonalem
    dożylnie.
    Bardzo proszę o pomoc, może ktoś z was słyszał o takim przypadku i
    wie co z tym dalej robić?????????

    Jakie dodatkowe badanie???

    Do kogo się zwrócić (jeżeli chodzi o Łódź to już brak mi pomysłów)

    BARDZO PROSZĘ O POMOC!!!
  • madrek76 08.03.08, 15:40
    Witaj,
    Przykro mi z takiego obrotu sprawy, ale wiesz co mnie w Tym co
    napisałeś niepokoi ta woda w całej otrzewnej. Ja wiem, ze u kazdego
    człowieka ona wystepuje ale jesli jest jej wiecej niz normalnie to
    juz jest niepokojace, a skoro TK wykazał ja to znaczy ze to jest
    wieksza ilosc wody, ja bym chyba próbowała to wyjasnic. U Twojego
    Taty nie było jakiegos rozsiewu w otrzewnej, bo na ogół płyn zbiera
    sie gdy tam sa jakies problemy,wtedy wchłanialnosc maleje i płyn sie
    zatrzymuje. Tak jest u mojego taty, stad zoładka nie wycieto bo był
    drobny rozsiew w otrzewnej i zbieral sie płyn (wprawdzie nie było go
    jeszcze tak duzo i TK nie wykazywał, ale po otwraciu jamy brzusznej
    jednak był...). Teraz tata tez jest w trakcie chemii. Jaka chemie
    dostaje Twój Tata?? A te bóle w dole brzucha, czy były
    diagnozowane???
    Mam nadzieje, ze wszystko sie powyjasnia i uda Wam sie to opanować,
    trzymam kciuki!!!
    Magda

    Dziewczyny, co u Was? My 11.03 jedziemy na kolejny kurs chemii, a
    Tata oprócz tego ze sie dosc szybko meczy...pospaceruje troche i ma
    chec sie połozyc, to reszta nawet nieźle, APetyt nienajgorszy, jedzi
    autem dzis był w Kosciele,spaceruje no i zobacyzmy jakie beda wyniki
    we wtorek.
  • barbara_arciuch 08.03.08, 18:26
    Cześć , prosisz o pomoc , więc napiszę co myślę na ten temat . Z objawów jakie wymieniłeś to wygłąda jak podniedrożność i dziwi mnie ,że lekarze tego nie diegnozują bardziej dokładnie . Czasem w takich przypadkach należy wykonać tak zwaną operację zwiadowczą bo żadno badanie tego nie wyjaśni . Może wystarczy tylko badanie PECET-em , ale do tego badania są prawie wszędzie długie kolejki , prywatnie kosztuje ok. 6 tys. A twojemu tacie się nie dziw , że panikuje , to są naprawdę poważne dolegliwości ,więc należy pomóc mu wyjaśnić ich przyczynę i zacząć je eliminować . Tak teraz myślę ,czy to nie jest przypadkiem grzybica ukł. pokarmowego , daje też takie objawy a przy chemii i jak pisałeś pojawiły się one po grypie , gdzie organizm jest mało odporny . Więc może kup tacie w aptece /bez recepty / Lakcid i niech tata przyjmuje 2 razy dziennie , i poproś lekarza o wypisanie leków p/grzybiczych . Mam nadzieję , że coś to pomoże , trzymam kciuki i daj znać jak będą jakieś zmiany . A teraz słowo do Madziary , poszukaj kliniki gdzie prowadzą badania nad nowymi lekami , twoja mama jest młoda więc ma duże szanse by się zakwalifikować do takich badań , jest początek roku więc może nie wszędzie mają "komplety". Zaletą jest to , że pacjęci z tych badań mają zapewniony dostęp do najnowższych badań , leków i najlepszych specjalistów , a leczenie to jest bezpieczne. Naprawdę myślę ,że powinnaś poszukać w internecie i pojechać z mamy dokumentacją . U mego taty to jest dobrze , właśnie kończy 4 kurs chemii , czuje się dobrze , apetyt i dobry nastrój go nie opuszczają więc mam nadzieje ,że będzie ok. Pozdrawiam gorąco
  • jerzynka 10.03.08, 14:33
    Witam wszystkich na forum... Pytanie- jak w temacie, tylko nie chodzi mi
    diagnozę na podstawie późnych objawów ( wymioty, krew w kale, wychudzenie
    itd)Nie mogę się pogodzić z diagnozą lekarki, która powiedziała mojemu tacie, ze
    juz nic nie można zrobic. A tata czuje sie bardzo dobrze, jakby w ogole nie byl
    chory! ma b dobre wyniki krwi, nie chudnie, normalnie je. Niestety na usg,
    tomografie i mri widać juz od roku przerzuty do wątroby oraz pogrubioną śluzówkę
    żołądka. W maju rok temu miał operacje usunięcia dystalnej części żołądka, gdzie
    stwierdzono adenocarcinoma exulceratum G-2. Potem chemioterapia ELF 0420 (
    etoposid i fluorouracyl) Zmiany w wątrobie sa wielkości średnio 1cm, w liczbie
    zmiennej- najpierw bylo ich 4-5 ( zalezy od tego, kto robil usg) potem 3, teraz
    znowu 5. Lekarka patrzac na wwyniki stwierdzila ze nic juz nie mozna zrobić,
    dała ulotkę z jakims płynem wzmacniającym, jakby zaczął chudnąć. i ma przyjsc za
    2 miesiące. Powiedzcie, czy to normalne???? Dzisiaj ide do innego lekarza, ale
    to bardzo boli, jak lekarz któremu sie zaufało i chodzilo od pol roku nagle
    rezygnuje. Teraz tata nie ma nawet lekarza prowadzącego!. Możecie kogos polecic,
    najlepiej w okolicy Trójmiasta? Życzę zdrowia Waszym najbliższem...
  • jerzynka 11.03.08, 09:29
    Bylam wczoraj u dr Bębenka, wyjaśnił mi, że to choroba przelekła, objawy
    zaznaczają się dopiero, gdy albo większa częśc narządów przestanie funkcjonować,
    albo nowotwór mechanicznie zatka przewód pokarmowy. I że poza operacja i chemią,
    która już była, nic nie działa na ten rodzaj raka. Czyli spokojnie mamy czekać,
    aż nowotwór sie rozwinie... Ciężko mi się z tym pogodzić.
  • barbara_arciuch 11.03.08, 18:43
    Myślę , że ja bym konsultowała to jeszce z innymi lekarzami . Trudno uwierzyć , że trzeba czekać , ale na co czekać ? Aż rozwinie się pełen zespół bojawów ! Czemu nie dają ponownie chemii? Trzymam kciuki za to ,że stanie na waszej drodze ktoś kto naprawdę będzie chciał wam pomóc. Magda a co u was , jak tata , Anetko a co u ciebie , Kati też już dawno nic nie pisałaś . Napiszcie coś , bo już się zaczynam martwić . Mój tata wyszedł wczoraj ze szpitala ,28.03 będzie TK , a co dalej to zobaczymy.
  • madrek76 11.03.08, 18:56
    Hej! Podzielam zdanie Basi, skad taka decyzja ze juz nic sie nei da
    zrobic, warto skonsultowac to z innym lekarzem. Z Gdańska bardzo
    konkretny jest dr Jastrzebski, ale on jest chirurgiem onkologiem,
    jesli chodzi o strone chemioterapii niestety nie znam nikogo, ale
    moze poszukaj na forum. Basiu, a co u nas...własnie wróciłam z
    Wrocławia 30 min. temu. Zawiozłam Tate na 3 cykl DCF do Wrocławia.
    Wyniki miał dobre zarówno krwii jak i moczu, ekg tez w porzadku,
    takze dzis dzien przygotowawczy jak go tata nazywa bo dostaje tylko
    tabletki sterydy, a od jutra wlewy. Potem 20.03 mamy kontrony TK,
    opis bedzie pewnie za 7-10 dni wtedy bedzie cos wiecej wiadomo. A co
    u Was? Trzymajcie sie cieplutenko :-)))
  • jerzynka 11.03.08, 20:03
    Dzięki za słowa wsparcia, ja uważam dokładnie tak samo, tylko że juz 3 lekarz
    ciągle powtarza słowa swoich poprzedników... Ale sie nie poddajemy, szukamy
    dalej, rodzice w trojmieście, ja we wrocławiu i w reszcie kraju. Zastanawiam
    sie nad badaniami klinicznymi, nie wiecie, czy można sie zakwalifikować, jeśli
    juz sie miało wczesniejsza chemioterapie i operację?. Poza tym podnoszenie na
    duchu,pozytywne nastawienie i zdrowa dieta... Nowotwory czasem samoistnie
    znikają, czasem o tym sie nawet nie wie, że sie miało jakąs zmianę. Gdyby nie
    gastroskopa i usg, tata też nie miałby pojęcia, że cos jest nie tak. Trzymam
    kciuki za Waszych bliskich!!
  • attenna11 11.03.08, 21:36
    Witam Was ,
    cieszę się kiedy tak pozytywnie piszecie, oby wszystko szło dalej w
    dobrym kierunku.
    Niestety martwię się tylko tym że tutaj przybywa żoładkowców a tak
    bym chciała aby ten wątek i inne na tym forum nie były potrzebne!
    Basiu , Madziu trzymam kciuki , będzie dobrze.
    Kati5k napisz koniecznie co u Ciebie!!! Pisalaś że pracujesz i się
    odezwiesz i...cisza :(
    Jerzynka popieram zdanie moich poprzedniczek. Idz do innych lekarzy,
    pytaj konsultuj, szukaj. Ja z moją mamusią walkę przegrałysmy- tylko
    w pewnym sensie -wyszarpnełysmy smierci 14 miesięcy. Mielismy w
    sumie leczenie paliatywne bo nic innego nam nie zostało ale i ono ma
    swoje plusy. Nam dało dodatkowe 14 miesięcy. Na rozmowy, bycie z
    sobą. Teraz tego nie żałuję chociaż wielu lekarzy było zdania aby
    nie męczyć :(
    Nadal tu jestem , kibicuję innym i wierz mi jerzynko a pisałam to
    wiele razy nie choroba jest straszna , nie smierć...najgorsza jest
    pustka jaka zostaje i dlatego warto walczyć !!!!!!
    Trzymam kciuki za Was wszystkie, jestem tutaj codziennie i czasem
    jak nie pisze to i tak cały czas śledzę ten i inne wątki.
    Trzymajcie się cieplutko. Buziaki.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • magmat12 18.03.08, 22:20
    Witajcie! Ostatnio znalazłam bardzo interesująca stronę
    www.forumzdrowia.pl W tym miesiącu tematem wiodącym są nowotwory
    złośłiwe. W piątek 28marca br, w godz.17.30-19.30 bedzie czat z dr.
    Markiem Bębenkiem o chirurgicznym leczeniu nowotworów. Na stronie
    przeczytałam,że doktor Bębenek w połowie marca będzie w USA na
    dorocznym kongresie Society of Surgical Oncology. Myśle,że będzie
    można się dowiedzieć czegoś interesującego o najnowszych trendach w
    światowej chirurgii onkologicznej... forumzdrowia.pl/Czat
  • barbara_arciuch 19.03.08, 07:08
    Cześć , dzięki za informacje tylko czy nasi najbliżsi doczekają zaczym te nowinki do nas dotrą . Przepraszam że jestem tak pesymistycznie nastawiona , ale jestem pełna obaw o stan zdrowia mego taty , mimo że jest po chemii już 10 dni to nadal się źle czuje ,ma uczucie wzdęcia , odbijanie , nawet zapachy go drażnią .Poprzednio nigdy tak długo się one nie utrzymywały ,może to już nie chemia daje te objawy a choroba . Pozdrawiam wszystkich i życzę zdrowych i pogodnych świąt , niech Pan będzie z Wami
  • przemeks155 19.03.08, 14:51
    Witam
    u mojego męża po całkowitej resekcji, radio- i chemioterapii
    nastąpił prawdopodobnie nawrót choroby w miejscu operowanym.Czy Ktoś
    z Was miał do czynienia z takim stanem rzeczy? Lekarz prowadzący
    prawdopodobnie zaproponuje chemię... ale czy nie można tego małego
    stworka około 1,5 cm wyciąć chirirgicznie ?

    Pozdrawiam... smutna
  • madrek76 20.03.08, 09:54
    Witaj Ewuniu,
    Przykro mi czytać o tym podjerzeniu, ale wiem niestety ze tak sie
    zdarza. Ostatnio z tatem na chemii lezał chłopak 28 lat w podobnje
    sytuacji jak Twój Mąż i tez nastapiła wznowa w miejscu zespolenia,
    podobnie jak mój tata dostał chemie w programie DCF. Tata jest po 3
    kursie dzis jedziemy na TK wiec dopiero za 7-10 dni bedziemy
    wiedziec cos wiecej, ale nie ukrywam sie ze to czekanie zawsze
    kosztuje sporo nerwów...dobrze, ze teraz Tata znosił 2 i 3 cykl
    chemii dobrze wiec łatwiej i że ciagle ma dobre nastawienie do
    leczenia,bo inaczej sobie tego nie wyobrazam :-( A wracajac do
    Twojego Męża skad takie podejrzenie,ze jest wznowa, czy to wynik
    TK?? Jak sadze, chemia przy takiej małej jeszcze zmianie jest chyba
    pierwszym krokiem, bo we Wrocławiu ten chłopak miał zalecone podobny
    kroki, najpierw chemia, potem TK i gastroskopia a potem bedzie
    decyzja czy powtórne otwarcie. Mocno wierze,ze chemia poradzi sobie
    z tą wnową, jesli faktycznie taka nastapiła! Musicie WIERZYĆ !!!!!!
    Bede za Was sie modliła, jak i za Wszystkich borykajacych sie z tym
    paskudztwem!!! Ah cos nie działa mój mail na gazeta.pl wiec jesli
    piszesz na maila to na adres:madrek@poczta.onet.pl

    Basiu - jak Twój Tata? Mam nadzieje, ze te objawy mineły lub szybko
    mina! I nie zamartwiaj sie na zapas, sama wiesz, ze tak naprawde po
    kazdej chemii pojawiaja sie rózne skutki uboczne i czasami utrzymuja
    sie dłuzej innym razem krócej. U Taty był koszmar po 1 chemii, przy
    2 i 3 kursie zmniejszono zgodnie z procedura o 10% 5-FU i 2 oraz 3
    kurs był o niebo lepszy, ale tez tak 10-14 dni od chemii jest
    goraczka, wyzsze cisnienie, czasami wzdecia i zapracia (my tu
    radzimy sobie sliwkami suszonymi zalewane ciepła woda, rano na czco
    Tata pije a sliwki zjada i to u Taty swietnie działa, bo Xenna i
    Espumisan nie dawał efektów).

    Madziara-22, co u Twojej Mamy, jak z chemią, dostanie Mama i w jakim
    programie?

    Kati5k - odezwij sie!!! Jak u Was????

    Jarek.1 - jak Twój Tata, czy te niepokojące objawy ustapiły, czy
    ustalono przyczyne? Mam nadzieję, że Tata czuje sie lepiej!

    Jerzynka - wiem co czujesz bo słowa, w których słyszymy, ze nie da
    sie juz nic zrobic, tylko czekac bardzo bola...naturalne ze szukasz
    pomocy, ja przeszłam te sama droge. Po pierwszej operacji, lekarzem
    prowadzacym dalsze leczenie był dr Bebenek i dr Cisarz (chemia) i
    byłam pełna nadziei, bo po chemii była poprawa. Potem dr Bebenek
    pełen nadziei po wyniku gastroskopi,TK ,usg i PET zdecydował sie na
    2 operacje, ale i ta okazała sie nie udana,....rozsiew w otrzewnej i
    to był moment, kiedy tez usłyszałam,ze teraz czeka nas juz tylko
    (albo az)leczenie paliatywne. DR BĘBENEK niestety uprzedził,ze w
    takich przypadkach leczenie jest ukierunkowane paliatywnie i ze mam
    sie zgłosic jakby cos sie złego działo...na szczescie na razie nie
    dzieje sie nic złego, a Tata funkcjonuje całkiem nieźle. Choc druga
    sprawa, że wyniki krwi Taty i ogólny stan po 2 operacji był taki, ze
    podjeto leczenie mocna chemia, jest po 3 cyklach DCF dzis jedziemy
    na TK i zobaczymy co dalej, niemniej jednak wiem jedno nie MOZNA SIE
    PODDAWAC!!! W miedzy czasie pojechałam do Krakowa, byłam rok temu u
    prof. KULIGA, ale on uwazał ze jesli chirirgiczne wyciecie nie jes
    mozliwe to chemia nie wiele pomoze, teraz pojechałam do prof.
    POPIELI i niestety usłyszałam to samo, po zapoznaniu sie z
    dokumentacja usłyszałam ze dziwi sie ze rok temu tego nie wycieto bo
    było wtedy wiecej szans, a teraz po roku choroby szanse mocno
    zmalały szczególnie w warunkach rozsiewu w otrzewnej...i tak to
    widza wszyscy z którymi konsultowałam Taty przypadek (a byłam w
    Gdansku, Krakowie, Warszawie, Wrocławiu). Prof. Popiel orzekł ze
    chemia DCF to najlepsza droga jaka dzis jest w przypadku
    zaawansowanego raka, choc z zalecen od prof. Popieli kazał takze
    wspomagac organizm duza iloscia wit. C, E, Beta Karoten i Selen z
    Cynkiem oraz Potasem, ah i starac sie jeść duzo SEZAMU. Unikac zas
    weglowodanów i witamin z grupy B. Jedynym lekarzem, który był gotów
    cos jeszcze zrobic był dr Jastrzebski z Gdańska, ale jego kroki były
    bardzo ryzykowne tj. pełna resekcja + chemia dootrzewnowa (chemia
    wprost do otrzewnej podawana w podwyższonej temp), ale w miedzy
    czasie w TK okazało sie ze sa zmiany w wezłach okołotchawicznych a
    to komplikowałoby leczenie z chemia dootrzewnownowa do tego
    kilkunastu innych lekarzy do których udałam sie na konsultacje
    odradzali mi chemie dootrzewnowa (choc wiem, ze np. w Londynie jest
    stosowana dosc powszechnie). Stad niestety ale takie nowinki jakie
    ewentualnie z czata z dr Bebenekiem mozna bedzie sie dowiedziec
    jakos mnie nie pocieszaja...mam swiadomosc, ze to w Polsce jesli
    bedzie stosowane to za kilka - kilkanascie lat...tak jak z lekiem S-
    1, który w Japonii juz zarejestrowano w raku zoładka,a w UE wciaz na
    etapie procedur rejestracyjnych, zas w Polsce pewnie jeszcze
    pózniej....i cóz mi z tego, ze wyniki kliniczne S-1 sa obiecujace,
    skoro ten lek w Polsce bedzie pewnie za lat kilka...przepraszam ze
    ten pesymizm, ale takie sa realia! Także dzis pozostała nam chemia
    dozylna i tylko cieszy mnie to,ze Taty wyniki były na tyle dobre, ze
    podjeto leczenie DCF, bo to bardzo agresywny program, a wiec daje
    wieksze szanse na zatrzymanie tego paskudztwa. Staram sie wierzyc,
    ze tak wlasnie bedzie, choc czasami to naprawde trudne i czytam
    kolejny wpis lub widzę kolejny nekrolog i słyszę zmarł na raka...:-(

    Anettko - trzymaj sie cieplutko i dziękuje bardzo ze wciaz tu
    jestes!!! Jestes naprawde KOCHANA, dzieki za WSPARCIE!!!

    Wiem, ze zmagania z choroba naszych bliskich nie nastraja
    optymistycznie na swieta, ale MUSIMY SPRÓBOWAC odnaleźć w sobie
    WIARE, NADZIEJE I MIŁOSC, by te swieta przezyc ze spokojem i
    umocnieni prawda płynącą z tych świat.

    Trzymajcie sie Wszyscy cieplutenko, pozdrawiam z zaśniezonych
    KARKONOSZY! Magda
  • jerzynka 20.03.08, 13:00
    Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia w te święta, czasu spędzonego z bliskimi i
    cudu, by wszyscy chorzy na tego głupiego raka wyzdrowieli :)
    U mojego taty bez zmian, dobrze się czuje, do lekarza pójdzie dopiero po
    świętach. Boję się gastroskopii, co pokaże..
  • doris74 25.03.08, 08:37
    Witam,
    czasami pojawiałam się w tym wątku, więc chciałabym Wam napisać, że moja mama
    zmarła we środę 19.03 o godz. 12.55.
    Wszystko potoczyło się bardzo szybko, byliśmy nastawieni, że będziemy tygodniami
    walczyć z bólem, zbierającą się wodą w brzuchu, brakiem apetytu, tymczasem
    jeszcze w niedzielę mama normalnie funkcjonowała, zaś w środę już nie żyła. Do
    końca znosiła wszystko z godnością i spokojem. Jeszcze tuż przed śmiercią
    przepraszała nas za swoją chorobę. Zdążyła się z nami pożegnać, życzyć nam
    wszystkim szczęścia w życiu.
    Zawsze powtarzała, żeby się o nią nie martwić, że wszystko będzie dobrze. I
    próbuję wierzyć, ze jest tam Jej lepiej, że jest wolna już od lekarzy, badań,
    bólu, niepewności. Tylko ta pustka tak strasznie boli ...

    Trzymajcie się, nie poddawajcie, będę tu zaglądać co jakiś czas i wypatrywać
    dobrych wieści.

    pozdrawiam

    Doris
  • barbara_arciuch 25.03.08, 11:36
    Doris tak bardzo ci współczuje , doskonale wiem co teraz czujesz .Niestety ja też już jestem " bogata "w takie doświadczenie .Gdy przeczytałam tą wiadomość ponownie odzyły wspomnienia i ten ból i ta pustka której nijak nie da się zapełnić . Pociechą w tych trudnych chwilach napewno jest to ,że byłaś z mamą do końca . Ściskam cię bardzo mocno , modlitwą jestem z tobą
  • madrek76 25.03.08, 14:11
    DORIS wyrazy współczucia,bardzo mi przykro,że tak sie to potoczyło:-)
    Chyba jedyne pocieszenie,że teraz juz Twoja Mama nie cierpi,a na
    zawsze będzie w Waszych wspomnieniach, wiec na swój sposób bedzie
    żyła w Was tylko inaczej. A Nam żyjącym pozostaje modlitwa i o tym
    bede pamietać!
  • jarek.1 04.04.08, 09:40
    Witam Wszystkich

    Teraz mój tata leżał w szpitalu i kolejne badania TK, USG, RTG,
    GASTROSKOPIA
    Wszystkie badania super, na gastroskopii wszyła mała grzybica jednak
    lekarze powiedzieli że to nic takiego. Postanowiono operować
    ponieważ stwierdzono że nie może jeść ponieważ ma zrosty jelitowe
    które trzeba usunąć.
    Teraz jest po operacji i niestety jako rozpoznanie cyt. WZNOWA W
    MIEJSCU ZESPOLENIA. PRZEŻUTY NA WĄTROBĘ I JAMIE OTRZEWNOWEJ.
    Tylko dlaczego żadne z badań a było już ich bardzo dużo nie wskazuje
    na żadne przeżuty.
  • madziara-22 27.03.08, 20:56
    Mama dostała chemię. Jest właśnie pierwszy dzień w szpitalu.Ma trzydniową chemię
    CEA, Ca 19-9. Strasznie się boję tego osłabienia. Słyszalam, że grzybicę często
    się dostaje po chemii. Nasłuchalam się trochę o różnych objawach i troszke
    cykam... Można dużo znieść... oby tylko pomogło.
    Pozdrawiam wszystkich.
  • barbara_arciuch 28.03.08, 12:24
    Witam , mam dobre wiadomośći dotyczące mego taty. Właśnie wróciłam z TK /tata miał dziś badanie i dostaliśmy odrazu wynik / , zmiany w wątrobie zmniejszyły się i to znacznie . Największa zmiana z 72x55mm zmalała do 25x16 , pozostałe z 25mm do 6mm , no i obecnie są 4 ogniska a przedtem było ich 6 . Żadne nowe też się nie pojawiły , teraz jeszcze tata przyjmnie 2 kursy chemii , kolejny TK i ewentualnie zabieg termoablacji . Taki mamy plan i mam nadzieję ,że to będzie początek końca walki z tą chorobą taty . Tacie odrazu poprawił się nastrój , mimo że ostatnia chemia dała się tacie w kość to są efekty i motywacja by dalej się nie poddać . Madziara , czasami chemia a właściwie po chemi jest ciężko , ale to nic w porównaniu z tą satysfakcją gdy coraz wyraźniej widzi się efkty . Nie grzybica jest waszym najgorszym wrogiem , z nią jest czym walczyć . Postaraj się, by jak mama wróci do domu , mieć środki by zwalczać skutki uboczne , leki p/wymiotne , p/ biegunce oraz p/grzybicze . Ja mam też zawsze zastrzyki wspomagające odbudowę białych krwinek , no i zawiesinę pobudzającą apetyt . Dzięki temu tata cały czas przybywa na wadze , a wyniki krwi są dość dobre . Rozpisałam się dziś , ale tak bardzo się ciesze ,że energia mnie rozpiera . Pozdrawiam bardzo gorąco wszystkich bywalców tego forum . Napiszcie proszę co u was
  • agabia2 29.03.08, 15:41
    Czesc, mam na imie Agnieszka i poczytuje Was od dobrych dwoch m-cy. Moj tata ma
    rowniez raka żołądka, niestety nieoperacyjny, na chwile obecna :(. Basiu
    mogłabys mi powiedziez jakie zastrzyki dostaje Twoj tata aby odbudowac biale
    krwinki i co na apetyt. A i jeszcze jedno tate strasznie bola nogi po pierwszej
    seri, mimo iz od zakonczenia minely 2 tyg, moze podpowiecie jak mu pomoc. Z gory
    dziekuje
  • barbara_arciuch 29.03.08, 17:58
    Cześć Agnieszka , to straszne jak wiele osób choruje na ten rodzaj nowotwora , dopiero tutaj zdałam sobie z tego sprawę .Wciaż nowe osoby tu dochodzą , to przykre . Ale z drugiej strony to dobrze ,że jest ten wątek , pamiętam jakie znalazłam tu wsparcie i pomoc na początku choroby taty . Do końca będę wdzięczna za słowa otuchy i pokazanie jakie mamy możliwości by walczyć a nie miotać się bez sensu.Przepraszam za ten może przydługi wstęp , jakoś tak mnie naszło.A wracając do twych pytań to , zawiesina na poprawę apetytu to MEGACE , ale pamiętaj spytać lekarza czy tata może go przyjmować , jest to steryd który należy podawać ściśle w/g zaleceń i nigdy nie wolno go odstawiać odrazu , musisz bardzo dokładnie przeczytać ulotkę . A zastrzyki na odbudowę białych krwinek to GRANOCYTE ,tata dostaje je po każdej chemi przez 5 dni podskórnie .A co do bólu nogi to ja nie bardzo wiem , tata nie ma takich dolegliwości .Pozdrawiam i mam nadzieje że w czymś ci mogłam pomóc .
  • madrek76 30.03.08, 13:00
    Witaj Basiu - super, ze u Was tak dobre wyniki po chemii, ze tak
    znaczna reemisja zmian w watrobie!
    Agnieszko - witaj! Tak lek, o który wspominała Basia MEGACE popraiwa
    apetyt, ale wiem ze sa dwa podejscia czy stosowac go w czasie chemi
    bo jest to stery, do tego jego skutkiem ubocznym jest zwiekszenie
    krzepliwosci krwii, a sama chemia juz powoduje taki skutek uboczny,
    wiec lekarz np. we Wrocławiu nie zalecaja gdo stosowac twierdzac ze
    moze doprowadzic do zakrzepicy i jesli stosuja to w przypadkach,
    gdzie jest taka koniecznosc. A z kolei, jak byłam na wizycie w
    Krakowie usłyszałam,ze min. dawki Megace mozna stosowac miedzy
    cyklami ale bardzo ostroznie, przyjmujac jednoczesnie leki na
    rozrzedzenie krwi. Mój Tata od czasu kiedy ma chemie odstawił
    Megace, choc ma w dni kiedy podawana jest chemia podawany
    Dexamethason (tez steryd) który tez walczy ze skutkiem chemi jakmi
    jest brak apetytu. Takze poprostu porozmawiac z lekarzem
    prowadzacym!!! Co do zastrzyków na odbudowę białych krwinek to
    GRANOCYTE lub NEUPOGENE, ale widze, ze w to tylko w Olsztynie sa
    lekarze tak skorzy by je zapisywac po kazdej chemii - bo jak pisze
    Basia Jej Tata dostaje je po każdej chemi przez 5 dni podskórnie. We
    Wrocławiu lekarz przepisuja je dopiero gdy krwinki białe spadaja
    ponizej 2K/uL. Jeden zastrzyk kosztuje 400 zł, przy chorobach
    nowotworowych płacimy opłate ryczałtowa a reszte jest pokrywane ze
    srodków NFZ. Jak pisałam we Wrocławiu zastrzyki te zapisuja gdy sa
    do tego wskazania twierdzac, ze organizm sam powinien sobie radzic z
    wytwarzaniem białych krwinek bo to znak, ze system odpornosciowy
    walczy, a dopiero jak sobie nie radzi nalezy wspomagac...taka opinie
    uzyskałam od lekarza który prowadzi Mojego Tate, u nas wprawdzie
    mimo braku zastrzyków organizm Taty niezle sobie radzi z
    odtworzeniem krwinek białych i płytek, jesli cos spada to tylko
    hemoglobina ale tu dieta staramy sie z tym walczyc, ostatnio tata
    zjada spore ilosci sezamu (na chemii z Tatem leazał Pan, który miał
    100 chemie...w okresie 6 lat i zawsze dobre wyniki, twierdził, ze
    poza buraczkami je zawsze sezam i duzo natki pietruszki) 8.04
    kolejan chemia zobacze jakie beda wyniki, no a na razie czekamay na
    wynik TK. Pozdrawiam Basienko, Agnieszko i wszystkich innych którzy
    sledza ten watek bardzo serdecznie! Buziaki, trzymajcie sie ciepło!
  • agabia2 31.03.08, 06:19
    Dzieki Dziewczyny, tata ma wyznaczony kolejny termin na 11.04 wiec
    zobaczymy jak jego organizam zareagowal na 1 chemie (dodam iz mamy
    cykl PELF).
  • attenna11 31.03.08, 18:45
    Witam,
    Agnieszko moja mama miała taka chemię. Objawy były rózne raz czuła
    sie dobrze, raz gorzej.Też miała nowotwór nieoperacyjny żoładka.
    Chemie przerwano po 4 cyklu . Miala 4 cykle po 5 dni . Chemia
    pomogła tyle że zmiejszyła powiększone węzly chłonne , może to mało
    a może to dużo -dla nas to było cos. Niestety dla nas to było tylko
    leczenie paliatywne :(
    Wierzę i mam nadzieję ze Wam sie uda!!!! Tak bywa czasem że najpierw
    to co nieoperacyjne staje sie operacyjne.
    Trzymam kciuki.
    Basiu tak sie cieszę że u Was dobrze. Madziu czekam na wieści
    (Trzymam kciuki żeby były dobre) po TK.
    Piszcie kochane.
    Trochę mnie tu mnie nie było-miałam problemy z moją sunią :(
    Dziś odszeszla po wspolnych 14 latach iostatnich dniach strasznego
    cierpienia i znowu jest mi źle i smutno :(. Wiem , że to tylko psina
    ale jakos mi wszystkich zabierają...pusto...
    Chociaż pocieszam sie że nie cierpi ....Eh nie zasmucam ....
    Trzymam za was kciuki. Zawsze z Wami jeśli nie na forum to myślami.
    Pozdrawiam wiosennie.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • przemeks155 31.03.08, 20:14
    Witam Wszyskich bardzo serdecznie

    przeczytałam po raz drugi cały wątek. Stwierdziłam,że jest ogromną
    kopalnią wiedzy i można z niego spokojnie korzystać.
    zastanowiły mnie 2 kwestie poruszone pomiędzy wierszami; że brak w
    tym wątku Kogoś Zwyciężonego;że przydałby się Ktoś Kto pokonał tego
    typu raka....
    Ja też słyszałm o takich osobach, ale zawsze sie zastanawiam, jaka
    to była postać, kwalifikacja, że jednym się udaje a drugim
    niekoniecznie.
    I coś, co dotyczy mojego męża - jest informacja, że całkowita
    resekcja + chemio i radioterpaia daje większe efekty niż leczenie
    cheioterapią nieresekcyjnego raka żołądka. Być może tak jest w
    statystykach.

    Jestem jednak załamana.Po zakończeniu chemii w połowie listopada, po
    dwóch tomografiach wyszła niewielka zmiana w miejscu zespolenia,
    która może wskazywac na wznowę. W USG nic nie widać; czeka nas
    endoskopia, której bardzo, bardzo się boimy. Jak to możliwe by po 4
    miesiącach po zakończeniu leczenia już coś ewentualnie się pojawiło?
    Czy to błąd chirurgów? czy ten rak jest taki agresywny?
    A miałam nadzieję,że choć trochę odpoczniemy po leczeniu? Że może
    choć my napiszemy z czasem, że udało się wygrać; że warto walczyć?

    pozdrawiam Wszystkich czytających wątek

    pozdrawiam
  • kinder0610 01.04.08, 15:16
    Witam wszystkich, jestem nowa na tym forum ale z pewnością nie nowa
    w kwestii nowotworów. Ja wygrałam z tą chorobą, bo można z nią
    wygrać jeśli się tego bardzo chce. Zachorowałam ponad 10 lat temu -
    złośliwy nowotwór żołądka (nie podaję nazwy łacińskiej - chyba że
    ktoś bardzo chce) - resekcja, chemia skąd ja to znam. Potem parę lat
    przerwy i - to samo - wątroba. Ale TERAZ JESTEM ZDROWA. Dalej robię
    badania jestem pod opieką onkologa , ale uwierzcie mi można wygrać.
    Przyjmowałam preparat immunologiczny - jak ktoś jest zainteresowany
    to mogę dokładniej napisać. W każdym razie polecam! Trzymajcie się
    zdrowo!
  • madrek76 01.04.08, 21:07
    Wspaniale sie czyta takie wiadomosci!!! Mój Tata niestety nie miał
    tego szcześcia by mozliwa była resekcja...stad jest zakwalifkowany
    do grupy nieresekcyjnej z uwagi na drobnoguzkowy rozsiew w
    otrzewnej. Teraz przechodzi chemioterapie DCF i czekamy na wynik TK
    by zobaczyc co sie dzieje. Niemniej jednak o ile poprzednie chemie
    znosił dosc cieko, po tej poczuł sie zupełnie dobrze, owszem
    podwyzszona temperatura wieczorem, ale to ejdyny objaw. Ma apetyt,
    je, przybrał na wadze, spaceruje, jezdzi autem...ktos nie wiedzac
    powiedziałby zdrowy człowiek, no moze tylko brak włosów nasuwałby
    mysli, ze cos nie tak, ale to najmniejszy problemu. I 6 cykli chemii
    miał 6 m-cy temu, potem włosy odrosły, po tamtych chemiach była duza
    reemisja, ale powtórna operacja wykazała, ze mimo reemisji guza
    wewnatrz zoladka nastapił rozsiew w otrzewnej i zaczelismy kolejne
    cykle chemii, co bedzie dalej nie wiem....niestety przy
    nieresekcyjnych zmianach wiem ze rokowania sa bardzo złe, ale póki
    co ciesza te chwile jakie sa teraz a jest dobrze!!! Boje sie tylko
    wyników TK...ale staram sie wierzyc, ze przyniesie dobre wiesci.
    Pisałaś o preparatach immunologicznych, czy mozna dowiedzieć się cos
    wiece,choć my juz jeden stosujemy zalecony przez lekarza z Londynu.
    Prosiłabym tez jesli mozna o info jakie było rozpoznanie
    histopatologiczne, u taty jest to gruczolakorak (Adenocarcinoma
    tubulare partim mucinosum ventriculi - typ jelitowy wg Laurena.
    Pozdrawiam serdecznie i dzieki,za Twój pozytywny głos w tym
    wątku...nie ma ich tu zbyt wiele jak zauwazyła Ewa, ale zawsze
    swiatełko daje innym nadzieje! Ah prosiłabym o przesłanie informacji
    na maila: madrek@poczta.onet.pl

    Trzymajcie sie wszyscy cieplutko!!!Magda
  • przemeks155 02.04.08, 06:15
    Witam
    ja również chętnie poznam ten preparat immunologiczny (mając
    nadzieję że nie chodzi o polyergę). Prosiłabym Kinder0610 o kontakt
    pod przemeks155@wp.pl.

    Serdecznie pozdrawiam i życze miłego dnia
  • agabia2 04.04.08, 11:51
    Witam, ja rowniez poprosze o nazwe preparatu agniesb@op.pl
  • jarek.1 04.04.08, 09:27
    Witam Cię

    Bardzo proszę podaj nazwę tego preparatu!!
  • barbara_arciuch 05.04.08, 11:53
    I ja proszę o podanie nazwy tego preparatu- barbara_arciuch@wp.pl
  • madziara-22 09.04.08, 21:24
    Witam wszystkich,
    Mama jest już po chemioterapii, pierwszą przeszła dobrze, w szpitalu brak
    wymiotów, apetyt, skończyło sie na strachu. Bałam się tej pierwszej chemii,ale
    niektórzy mają pierwszą najgorszą a niektórzy każdą nastepną. Jednak jestem
    dobrej myśli. Następna chemia 17.04. wcześniej usg brzucha. Po "operacji" jedna
    strona toszkę się powiększyła i lekarz prowadzący skierował Mamę na USG brzucha.
    Czytając wasze wypowiedzi dziwię się. Mama nie miała robionej TK. Tylko USG.
    Naprawdę bardzo fajnie jest dowiedzieć się, że ktoś z tego wyszedł.
    Ja również proszę o podanie nazwy tego preparatu magda.slodziaczek@interia.pl
    Pozdrawiam wszystkich
    PS. Mama rozpoczęła brać po chemii Vilcacorę i inne leki z Londynu Andean
    Medicine Center .
  • kinder0610 10.04.08, 14:46
    Wszystkim zainteresowanym podaję nazwę preparatu immunologicznego
    który przyjmowałam w czasie choroby i długo długo po. POLYERGA.
    www.polyerga.pl

    W razie pytań chętnie odpowiem i życzę dużo dużo zdrowia i sił do
    walki z chorobą
  • attenna11 10.04.08, 16:12
    kinder0610 napisała:

    > Wszystkim zainteresowanym podaję nazwę preparatu immunologicznego
    > który przyjmowałam w czasie choroby i długo długo po. POLYERGA.
    > www.polyerga.pl
    >
    > W razie pytań chętnie odpowiem i życzę dużo dużo zdrowia i sił do
    > walki z chorobą

    Hm...dawno nie pisałam.
    Mogłabyś cos więcej napisać o swojej chorobie? Gdzie byłas
    operowana , jaki to był typ nowotworu? Jaką miałas chemię?
    Napisz po prostu o swojej chorobie, na pewno każdego z tego forum i
    tego wątku zainteresują takie szczególy.

    Madziu, Basiu i wszyscy pozostali trzymam kciuki. Rzadko tu piszę
    ale czytam codziennie :)
    Jestem z Wami, pozdrawiam.
    Aneta

    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • madrek76 10.04.08, 17:10
    Witajcie:-) Tak ANetko masz racje, najlepiej byłoby gdyby

    Własnie wróciłam z Tatem z kolejnej chemii, to był 4 cykl DCF.
    Zniósł go dobrze, ale tata (w sumie to 10 chemia) w czasie wlewów
    nie ma zadnych objawów ubocznych, potem w domku dzieja sie czasami
    rózne historie, ale miło zaskoczyły nas wyniki krwii...po
    poprzedniej hemoglobina spadla do 9,0 no ale tata faktycznie
    ostatnie 2 tyg. przed ta 4 chemia czuł sie naprawde dobrze,miał
    wrecz wilczy apetyt i duzo jadł jak na niego i teraz miło byłoz
    oabczyc ze hemoglobina po miesiacu od tamtej chemii wynosiła 11,5,
    inne parametry tez dobre! A TK jamy brzusznej...które było robione
    po 2 kursach wykazało "zmiana sciany zoładka nie przekracza 15mm co
    wskazuje na stabilizacje choroby wzgledem TK z wrzesnia 2007 roku
    zas regres wzgeldem gastroskopii z 7.02.2008, w innych organach
    miekkich w obrebie jamy brzusznej oraz w widocznych kosciach na
    badanym odcinku nie ma zmian meta, niewielka ilosc płynu jest w
    prawej jamie opłucnej" po pierwszej operacji był płyn w lewej jamie
    opłucnej i sie wchłonął po drugiej wyszedł w prawej, ale dr
    tłuamczył mi ze to moze bcy efekt drenu zakładanego w czasie
    operacji. na razie plan jes taki by Tata dostał 6 cyklu DCF (4 juz
    za nami, wiec kolejny na pocztaku maja i potem na pocztaku czerwca)
    i kontrolne badania pod koniec czerwca i zobaczymy co dalej. Na
    razie Pani ordynator tchneła w Tate koeljan porcje optymizmu i wiary
    do dalszego leczenia, a i sam Tata ostatnio czuł sie duzo lepiej
    wiec staramy sie cieszyc tym stanem i modlimy by trwał jak
    najdłuzej!!!
    Napisz Basiu co u Was, w ogóle dziewczyny odezwijcie!!! Buziaki z
    Karkonoszy śle Magda
  • barbara_arciuch 10.04.08, 19:08
    Witam was bardzo ciepło . Ostatnio mam mało czasu na pisanie , ale czytam codziennie i bardzo się cieszę ,że dobrze się u "nas" dzieje.My to znaczy tata jak narazie /a jak da Bóg to na zawsze / kończymy z chemią . Rozmawiałam po ostatnim TK z chirurgiem i który stwierdził , że wielkość zmian w wątrobie jest teraz idealna do zrobienia termoablacji , więc przygotowują już tatę do zabiegu . Jutro jedziemy na USG by dobrać odpowiednie elektrody , i jeszcze w kwietniu będzie on wykonany . Co potem , narazie się nie zastanawiam , ciesze się teraz tą wygraną "bitwą" a może już "wojną". Tata jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej . Nie wiem jak to wytłumaczyć , Magda mój tata też poprzednio miał hemoglobiny zaledwie 9 a teraz prawie 11 ,pozostałe parametry też OK.Pozdrawiam wszystkich z tego forum , fajnie ,że piszecie . Anetka miło że nadal tu jesteś i nam kibicujesz
  • barbara_arciuch 11.04.08, 11:21
    Cześć , właśnie wróciłam z USG i niestety , technik stwierdził ,że
    zmiany są zbyt głęboko osadzone w wątrobie by wykonać zabieg . I
    widać tylko te dwie większe zmiany, więc no uważa to za zbyt duże
    ryzyko . Pocieszające jest to ,że uległy one ponownie zmniejszeniu .
    Radzi on nadal przyjmować chemie , będzie jeszce rozmawiał z
    lekarzem i wspólnie podejmą ostateczną decyzje, ale tak czy tak to
    już wiadomo ,że tata będzie musiał przyjąć następną chemie . No cóż
    taka to choroba , będziemy nadal walczyć , najważniejsze ,że tata
    czuje się dobrze , więc damy rade . Musze przyznać ,że jestem troche
    zawiedziona i smutna . Pozdrawiam Was gorąco
  • madrek76 16.04.08, 21:56
    Basiu rozumiem ze pojawil sie smutek, ale mam nadzieje był chwilowy!
    Dalsza chemia moze przeciez zmniejszyc te zmiany, moze do mysli o
    zabiegu watroby bedzie mozna wrócic za jakis czas- musisz w to
    wierzyc!!! Jak piszesz Twój Tata czuje sie dobrze, ma checi by
    walczyc i Ty tez, o tym jestem przekonana, nie raz dałaś tego dowód
    wiec bedzie dobrze zobaczysz!!! Wszyscy musimy wierzyc, ze z tym
    paskudnym argesorem da sie walczyc i zwyciezac wiec duzo siły i
    usmiechu, oby wiosna wniosła w Nas wszystkich wiecej optymizmu i sił
    do walki. No i zawsze modlac sie prosze o siłe dla siebie i dla Was
    wszystkich, którzy walczycie :-) Pozdrawiam cieplutko! Magda
  • madrek76 21.04.08, 23:02
    Hej dziewczyny co u Was??? U mnie Tata ma sie dobrze, jest tydzien
    po chemii..to juz 4 cykl DCF, kolejny 6 maja. Czuje się dobrze, ma
    apetyt generalnie jest teraz duzo silnijszy niz przy poprzednich
    chemiach wiec cieszymy sie kazda taka chwilą!!! Modlę się za Was i
    staram sie mocno wierzyć, że ta wiosna będzie nam sprzyjać!
    Pozdraiwam ciepło :-) Magda
  • barbara_arciuch 22.04.08, 13:37
    Cześć , u nas też dobrze . Jedziemy jutro na 5 kurs chemii, tata jest ponownie pełen obaw , tym razem martwi się o żyły . Niestety port który miał założony trzeba było usunąć i teraz będzie chemie przyjmował tradycyjnie , a u mego taty wszystko co nowe to wydaje się straszne . Staram się go uspokojć jak tylko mogę , ale mało to pomaga .Ale ogólnie to jest dobrze , też mam nadzieję , że ta wiosna przyniesie tylko dobre wiadomości . Trzymam kciuki za nas wszystkich .
  • agabia2 23.04.08, 06:41
    Czesc, u nas niestety nie ;( tata jest po II chemii ,wczoraj minal
    juz tydzien, a on nadal wymiotuje. Od poniedzialku jest znowu w
    szpitalu
  • attenna11 24.04.08, 21:31
    Witam, wiosennie :)
    Piszesz Madziu że z wiosną bedzie lepiej-musi!!!!
    Tak się cieszę Madziu i Basiu że u Was idzie wszystko w dobrym
    kierunku. Cały czas trzymam kciuki i zaglądam codziennie aby
    zobaczyć co nowego. tym bardziej cieszą mnie te dobre wpisy. Martwię
    się o Kati5k cos długo nie ma od niej wieści :(
    U mnie po staremu...pusto. Tłumaczę to przesileniem wiosennym. Pod
    koniec marca miałam małą depresję, coraz więcej rzeczy mi się
    przypominało, coraz mniej cieszyło, jakoś nic nie chciało...
    31 marca musialam uśpić moją psinę (miałam ją od 14 lat)...i znowu
    się zrobiło pusto, wszystkie smutki wróciły. 23 kwietnia minęło 6
    miesiecy od smierci mamy...zaczynam wracac do rzeczywistości ale
    jest ciężko i smutno i strasznie.....ale teraz jest słoneczko i może
    bedzie lepiej.Tak jak Magda napisała bo wiosna!!!! Musi być!!!
    Trzymam kciuki za Waszych bliskich i piszcie koniecznie dobre
    wiadomości.
    Pozdrawiam.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • przemeks155 24.04.08, 22:43
    Witam
    u nas względny spokój.Po TK i gastroskopii nie ma
    wznowy.Odetchnęliśmy z ulgą do czerwca - wtedy kolejna Tk. W maju
    zrobimy jeszcze rezonans magnetyczny.
    Jest mi trochę smutno - kolega z pracy miał w sierpniu operację; rak
    żołądka i zmarł w zeszłym tygodniu.Miał 30 lat.... Nie znam
    szczegółów, ale przez 3 miesiące leczono go na wrzody i dopiero
    później lekarz wpadł na pomysł zrobienia gastroskopii.

    Ale głowa do góry! Pozdrawiam serdecznie
    i staram się zaglądać tutaj często
    Dużo wiary i siły do walki z chorobą życzę
  • barbara_arciuch 25.04.08, 18:20
    Cześć . Tyle nadzieji w tej wiośnie , a jednocześnie zadumy i obaw i troszkę smutno . To pierwsza wiosna bez mamy , moja mama uwielbiała kwiaty , a teraz jest ich tak dużo i dlatego jest mi chyba tak smutno . Tata jest w szpitalu ale nie dostaje jeszce chemii bo kreatynina jest w górnej granicy normy więc muszą na początek dobrze przepłukać nerki by chemia ich nie uszkodziła , tata się niecierpliwi , nie ma jednak wyjścia , tak jest bezpiecznie . Niestety w rodzinie mamy kolejny przypadek raka , tym razem rak płuc u siostry taty . Stadium bardzo zaawansowane ,nie będzie już żadnego leczenia .To kolejny cios przede wszystkim dla taty , miał z nią bardzo dobry kontakt , zawsze mogli na siebie liczyć .Takie czasami smutne mimo że słoneczne są te pierwsze wiosenne dni , może następne będą weselsze . Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło . Aneta tak doskonale rozumiem co czujesz , więc jesteśmy dwie a razem to podobno łatwiej , więc głowa do góry .
  • jerzynka 28.04.08, 16:26
    Kochani, właśnie mój tata dzwonił ze wspaniałą wiadomością- że w badaniu
    histopatologicznym nie wykazano obecności komórek nowotworowych w pobranym
    fragmencie tkanki z żołądka :) Ma czyściutki żołądek i czuje sie doskonale.
    Jeszcze musimy skontrolować te zmiany na wątrobie, ale jestem dobrej myśli
    pozdrawiam Was serdecznie :)
  • barbara_arciuch 29.04.08, 08:34
    To wspaniała wiadomość , bardzo się ciesze . Oby więcej takich wpisów . Pozdrawiam bardzo serdecznie i trzymam kciuki za dalsze wyniki
  • madrek76 30.04.08, 21:03
    Witam, ciesze sie z tych wiesci, ale chcialabym jednoczesnie
    uczulic, by ciagle diagnozowac dalej, bo u mojego Taty po 6
    chemiach, zmiana zmniejszyła sie do 1,5cm pod wpustem, z reszt
    zoładka pobierano wycinki i wszystkie wyszły "bez komórek rakowych"
    mam w dokuemntach taki własnie wynik. Ucieszylismy przerwalismy
    dalsza chemie, bo chirurg-onkolog chciał by Tata przygotował
    organizm do drugiej operacji a czuł sie wóczas naprawde swietnie,
    idac na druga operacje był silny i mial wrecz super wyniki
    morfologii, moczu itd. Po drodze jeszcze PET potwierdził że zmiana
    jest niewielka i tylko pod wpustem umiejscowiona, a potem po
    otwarciu okazało sie ze owszem w zoaładku zmiana 1,5cm, ale jest
    rozsiew drobnoguzkowy na całej scianie otrzewnej (ziarenka maku,
    wiec PET tego nie wychwyci) i usłyszałam to typowe przy raku
    zoładka,do tego 4 m-ce bez chemii sprawiło,ze w miejscu gdzie
    wczesniej wynik histopatu nie wykazywał komorek rakowych zaczał
    odrastac guz - pytałam jak to mozliwe, przeciez poprzednie wyniki
    były negatywne. Dr Bebenek jako lekarz prowadzacy powiedział mi,ze
    niestety to taka choroba ze w jednej fałdzie, w danym miejscu sciany
    nie bedzie komórek a cm dalej sa komórki rozsiane. Wrócilismy z
    powrotem na chemie, po 2 cyklach była reemisja, guz znów ma rozmiar
    1,5-2 cm czyli tak jak rok temu po pierwszych 6 chemiach. Ostatnie
    TK z kwietnia pokazuje ze wszystkie inne organy czyste, a marker CEA
    spadł do 0,5. Poprostu uczulam, stale monitorujcie stan Taty, bo mój
    Tata tez czuje sie swietnie, ma apetyt wiekszy ode mnie, przytył,
    odrastaja mu włosy, wczoraj znajomy we Wrocławiu jak go zobaczył
    stwierdzil ze pieknie wyglada, dzis sam jezdził do znajomego w
    Legnicy (jakies 50km)bo mówi ze czuje sie naprawde silnie. Jestesmy
    po 4 cyklach DCF jeszcze mamy zaplanowane 2 i zobaczymy co dalej,
    ale wiem jedno trzeba wierzyć, a jednoczesnie stale sprawdzac
    (gastroskopia,TK, markery, wyniki krwi itd.) Trzymam za Was kciuki i
    sie modle!!! Musi byc dobrze bo z tą choroba wierze,że mozna
    wygrać!!! Wszystkich pozdrawiam cieplutenko i modle sie za Was i
    Waszych bliskich!
  • madrek76 11.05.08, 22:05
    Hje dziewczyny co u Was? Jak tam Basiu u Taty? U nas tata po 5 cyklu
    DCF, zniósł ja dobrze, wyniki krwi i moczu ok., ekg tez wiec sama
    chemia bez problemów, po chemii 2 dni gorszego apetytu ale potem juz
    ok. ale najlepsza dla nas wiadomosc wynikła z kontrolnej
    gastroskopii i TK po 4 cyklach DCF guza który rósł w zoładku i
    zwezał swiatło zołądka juz nie ma, teraz sa zmiany na sciankach ale
    jak okreslił TK płytkie ok 0,8-1cm i wg TK nie ma innych przerzutów,
    a wezły nie sa powiekoszone. Pani ordynator i lekarz prowadzacy plus
    lekarz ywkonujacy gastroskopie sa bardzo zadowoleni,ze chemia tak
    zadziałała, bo jeszcze w lutym był jednak guz zwezajacy swiatlo
    zoladka, stad regres nastapił i to znaczny jak usłyszałam. Teraz
    kolejne 2 chemie i powtórka badan, mam tylko nadzieje,ze wyniki beda
    dobre i da sie te chemie podac!!! Staram sie myslec pozytywnie i
    cieszyc tymi wiesciami, plus to ze tata czuje sie ogólnie dobrze, ma
    apetyt, przybiera na wadze, nie jest blady jak kiedys to daje nam
    radość i siłę do walki!! Pozdrawiam wszystkich z watku bardzo
    serdecznie, pamietam o Was i nawet jesli nie pisze na forum, to
    codziennie tu zagladam!!! Trzymajcie sie!
  • gontcha 11.05.08, 23:47
    Magda,

    Cieszę się z dobrych wieści. Oby tak dalej :)
    Trzymam kciuki za Was mocno.
    U mnie 'po staremu' - raz lepiej, raz gorzej, Jestem po kolejnym
    podniu (w piątek) i dochodzę do siebie. Mam nadzieję, że osiągnę
    remisję (choćby 50 %) i efekt utrzyma się dłużej.

    Pozdrawiam cieplutko,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • attenna11 12.05.08, 21:51
    Kochane! Aniu , Madziu i wszyscy na tym forum! Trzymam kciuki!
    A.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"