Dodaj do ulubionych

kiedy najbliżsi odeszli a ty tu ciągle jesteś

09.07.07, 22:03
13 czerwca odeszła moja teściowa (rak jelita z przerzutami) 30 czerwca odeszła
moja mamusia (rak płuc) a ja ciągle choć to boli zaglądam tu i czytam nowe wpisy
nie potrafie się zdystansować że ten temat mnie już nie dotyczy, czy ktoś z
Was tak jeszcze ma czy tylko ja się pogrążam
jak zwykle walczącym życzę dużo sił i czasu na bycie z najbliższymi
Edytor zaawansowany
  • 09.07.07, 23:26
    I bądź nadal, skoro tylko czujesz, że jest Ci to potrzebne i przynosi ulgę.
    4 lata temu pochowałam siostrę (43) lata, przez pół roku nie mogłam wyjść z
    depresji. Trzymałam się dopóki byłam potrzebna, łącznie z całodobowymi dyżurami
    przy agoni. Po ostatecznym pożegnaniu jak gdyby powietrze ze mnie zeszło, nie
    mogłam się pozbierać. czułam się taka samotna i osierocona. Wówczas nie było
    2002/2003 takiego forum albo ja na nie nie trafiłam, bo myślę, że sama
    świadomość zrozumienia przez innych działa kojąco. Ściskam Cię bardzo mocno i
    łączę w obecnych przeżyciach. Przywołaj ze wspomień i zapamiętaj "mamy" z
    okresu zdrowia - zadbane i uśmiechnięte. Bo kazda z nich zapewne tak zapisze
    sie w twoim sercu. Ja o siostrze myślę już teraz z nostalgią ale już bez bólu,
    widze ją jak nachla się nade mną i coś tłumaczy z uśmichem. czsami "rozmawam'
    ze zdjęciem. Jednak pozwólmy najbliższym odejść i wracajmy do życia - dla
    mężów, dzieci i siebie. Oni i tak będą nad nami czuwać. Ja to czuję. Pozdrawiam
    lila.
  • 10.07.07, 00:23
    minely prawie dwa lata od smierci bliskiej mi osoby a ja caly czas czytam.
    dobrze ze jestescie.
  • 10.07.07, 07:28
    witam!
    to forum dalo mi siłe przetrwać ciężkie chwile kiedy chorował mój wujek, kiedy
    odszedl w zeszlym tygodniu, w czwartek, nie mogłam i nie moge się pozbierać ale
    czuje wewnętrzny spokój,że juz nie cierpi i jest mu dobrze. ale ja jak bumerang
    wracam na to forum pozwala mi ono jakoś lepiej znosic Jego brak pozdrawiam
    wszystkich pogrążonych w bólu po stracie bliskiej Wam osoby, to forum to rodzaj
    terapi.
  • 10.07.07, 07:50
    dziękuję że żescie sie odezwali, ja sobie tłumacze moje zaglądanie tym, że mam
    dużo wiedzy na temat tych chorób i może komuś będe mogła pomóc, służyć radą i
    wsparciem, ale z drugiej strony się zastanawiam dlaczego nie potrafię zamknąć
    drzwi za sobą na klucz, one ciągle są otwarte - i choć teraz temat raka nagle
    przestał mnie dotyczyć, każdego poranka i wieczora kiedy tu zaglądam wydaje mi
    się że jeszcze mogę pomóc moim mamom...
  • 08.01.08, 19:22
    Zgadzam się z Toba w zupełności.Jak mój tata jeszcze żył i dzielnie walczył z
    choroba, bałam się wchodzić na forum, ponieważ ciągle widziałm nowe wpisy o
    smierci najbliższych wam osób. Wiedziałam, ze kiedys też do was dołączę, ale nie
    wiedziałam, że tak szybko...tata miał raka jelita grubego z przerzutami do
    wątroby...walczył 3 lata baaaardzo dzielnie. Ostatnie parę dni były straszne,
    bardzo cierpiał. Spuchły mu nogi baaaardzo od pasa w dół, nie mógł juz wstawać,
    potem nie mógł juz mówić, chciał...bardzo się starał, ale nie mógł...To było
    straszne...Odszedł przed swietami, trzymałam go za rękę...Tak bardzo mi go brak.
    .. dopiero teraz mogę pisać na forum, ponieważ ma wielka potrzebe by pomagać
    wam, walczącym z chorobą i dzielić sie doświadczeniami. Poza tym wiem, że mnie
    zrozumiecie. Jestem z Wami i zgadzam się, że to forum jest dobra terapią.
    aga
  • 10.07.07, 09:41
    Moj Tatus odszedl 28 czerwca. Tez chorowal na raka pluc. To moj pierwszy wpis
    od momentu jego odejscia. Zbieram sie w sobie, zeby opisac tu na tym forum jego
    walke z choroba, bo walczyl do konca i do konca mial nadzieje. Dla mnie byl
    bohaterem... Mysle, ze kiedy opisze tu jego historie to zamkne za soba jedne
    drzwi. Na razie nie mam na to sil. Ciagle nie moge uwierzyc, ze to juz koniec i
    ciagle tu zagladam...
  • 10.07.07, 10:21
    mój tato odszedł 8 marca,po 8 miesięcznej walce
    mimo ze zaglądałam tu codziennie,to bardzo rzadko się odzywałam
    teraz też zaglądam tu regularnie i nadal wszystko bardzo przeżywam
    każdego dnia,kiedy czekam aż załaduje się strona,mam niepokój,że znowu będzie
    wpis :"mój tato/mama/siostra/brat odszedł":(
    mój mąż regularnie usuwa mi link do forum z ulubionych,a ja regularnie go dodaję
    to jest silniejsze ode mnie
    pozdrawiam wszystkich i życzę dużo zdrowia
    danka
  • 10.07.07, 11:41
    Moja Żona odeszła 25 czerwca,
    czerniak skóry przeżuty do płuc i do głowy,
    Też często tu wracam i czytam to forum
  • 10.07.07, 12:22
    tak bardzo mi przykro że tylu z nas cierpi... może powinniśmy mieć też jakies
    swoje miejsce, gdzie będziemy mogli rozmawiać o różnych sprawach i wracać do
    tych wszystkich chwil i rozmów do których nasi najbliżsi już nie chcą wracać.
    Myślę że taka wymiana infornmacji w zależności od potrzeb tego co pisze, może
    również pomóc tym co jeszcze walczą, wskazać im na co nalezy zwracać uwagę,
    czego unikać, może też wspomóc w tych ostatnich chwilach. Sama nie wiem bo
    jeszcze na nic nie jestem gotowa, ale wiem jedno że nie chce z własnego wyboru
    narazie się tak jak i z Wami tak z tym tematem rozstawać.
  • 10.07.07, 16:14
    moja mama odeszła 12 kwietnia r. a ja też nadal odwiedzam to forum codziennie
    tak jak to było wcześniej, gdy jeszcze żyła. Nie wiem jak Wam, ale wydaje mi
    się, ze chyba zaglądam tutaj żeby ją znaleźć. Ale też mocno trzymam kciuki za
    tych, którzy walczą i ich bliskich, których najczęściej tutaj spotykamy.
    Budujące jest to, ze nie jestem sama:)
  • 10.07.07, 17:19
    Ja też mam tak jak Wy choć od śmierci mojego Taty minęło już 8.5 miesiąca. Dziś
    są moje urodziny. Zawsze pamiętał, dzonił z życzeniami. W tym roku pierwszy raz
    Go nie usłyszę...

    Pozdrawiam Was wszystkich.
    Kasia
  • 10.07.07, 18:26
    A więc 100 lat. Zyj długo i ciesz sie zdrowiem i kazda chwilą, bo sama wiesz
    jak są ulotne. Ściskam urodzinowo. lila
  • 10.07.07, 19:03
    Wielkie dzięki.

    Kasia
  • 10.07.07, 19:36
    Witam.Odkąd zmarł Mój Brat minęło 7 m-cy ,miesiąc po nim zmarła Taty
    siostra .Oboje mieli nowotwór raka nerki z przerzutami do kości.
    Choc ostatnio nie piszę często odwiedzam forum.
    Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
    i życzę dużo zdrowia
    Ewa
  • 10.07.07, 20:46
    Kasiu,

    Z okazji urodzin wszystkiego naj, naj, najlepszego.
    Zdrówka, szczęścia, spokoju i spełnienia marzeń.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Anka

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • 10.07.07, 19:54
    16 dni temu czyli 24 czerwca odeszła Moja Ukochana Mamusia - niedrobnokórkowy
    rak płuc. Czuję ogromną pustkę i nurtuje mnie tylko jedno - czy spotkamy się w
    tym lepszym świecie, po drugiej stronie ??? Nie mogę o tym przestać myśleć. I
    sądzę, że znów żyjąc tą nadzieją, jako tako funkcjonuję.
    I zaglądam na to forum, może coś komuś podpowiem ? Napiszę jakiś szczególik
    który komuś się przyda ?

    WIECZNY ODPOCZYNEK TYM WSZYSTKIM KTÓRZY ODESZLI, a Wam, którzy pozostaliście -
    dużo siły.

    Marysia
  • 10.07.07, 21:08
    Mój najcudowniejszy Tata odszedł ponad 14 miesięcy temu, po 4.5 miesięcznej
    walce z drobnokomórkowym rakiem płuc. I cóż... od tego forum baaardzo często
    zaczynam dzień, rzadko się odzywam, ale jestem. Nie ma dnia, żebym nie myślała,
    nie wspominała...I ciągle te pytania, dlaczego tak wcześnie, dlaczego On,
    dlaczego wtedy... iedy Tata umarł mój synek miał 3 miesiące (urodził sie w
    urodziny Taty). Nigdy nie pozna Dziadka, chociaż często mam wrazenie, że
    Dziadek często przy nim jest...

    Za Marysią powtórzę:

    > WIECZNY ODPOCZYNEK TYM WSZYSTKIM KTÓRZY ODESZLI, a Wam, którzy pozostaliście -

    > dużo siły

  • 10.07.07, 21:20
    Ja też tu jestem codziennie... Minęło 10 miesięcy od odejścia Patryka...

    Trzymam za Was wszystkich kciuki...

    Ania
  • 10.07.07, 22:10
    nie widziałam że tak dużo osób których najbliżsi już sa po drugiej stronie
    odwiedza to forum

    Aniu czytałam o Patryku tule Cię mocno, silna jesteś nawet kiedy wydaje Ci się
    że nie...
    Kasiu wszystkiego co najlepsze, te życzenia nie zastąpią życzeń które składał Ci
    tatuś ale wiedz że jesteśmy z Tobą
    ddol moj mąż się denerwuje też że tu zaglądam, a ja inaczej nie potrafię
    stasinel tak bardzo mi przykro, jak sobie radzisz?
    lynett mi się też wydaje że jak tu jestem jestem bliżej niej
    Ewo ciesze się że choć ostatnio nie piszesz odezwałaś się tutaj
    marysiu mnie to też nurtuje co Ciebie, zastanawiam się czy jest to lepsze zyćie
    czy mam szanse jeszcze kiedyś się do niej przytulić i poczuć jej rękę na mojej
    głowie...
    mamamaysi kiedy przeczytałam Twój post popłakałam się i uświadomiłam sobie że
    każdy ma swój krzyż, ma on tylko różny ciężar, a każdy na swój sposób jest
    ciężki, nie będę o nic pytała, jesli będziesz tylko miała potrzebę proszę napisz
    coś wiecej, mocno Cie przytulam choć jestem daleko

    Ciągle budze się kłade się i myślę o niej, czy wszystko zrobiłam, czy zamiast
    skupiać się na lekarzach może powinnam sie była bardziej skupić na niej, tyle
    pytań piętrzy się w mojej głowie, pewnie na wiele z nich nie poznam nigdy
    odpowiedzi, tak czekam na jakiś znak od niej, snila mi się ale była chora - moj
    umysl odtwarzał byłe dni

    jutro za nią msza a w piątek za teściową

    życzę Wam spokojnej nocy




  • 10.07.07, 22:47
    kochani, miejcie tą swiadomość, że nie jesteście sami, że przeżywamy tą samą
    tragedię, mamy te same rozterki, mysli, łzy mają tan sam smak...mój tato zaczął
    właśnie walkę, my ją zazcęliśmy...dla mnie jesteście bohaterami zarówno WY jak
    i Wasi najbliżsi, jesteście ludźmi godnymi powiedziec" zycie jest piękne, choć
    kruche, należy doceniać to, co jest"...przesyłam Wam Najcieplejsze promyczki,
    niech ogrzewają refleksyjne wieczory i mroźne poranki...niech dodają wiary w
    przyszłość, niech rozzświeltają trudną drogę przez życie, niech będa Waszą
    tarczzą i mieczem do walki ze złym losem, niech ogrzewają sny i wskrzeszają
    najskrytsze marzenia, dają nadzieję , pokazują sens życia, sens Waszego
    istnienia:*dziękuję Wam , że jestescie,z całego serca, dziękuje:*
    Tobie Kasiu życzę spokoju ducha i zdrowia, zdrowia i jeszcze raz
    nieskazitelnego zdrówka!

    jestem tu stosunkowo nowa, ale dajecie tyle siły i wiary...
    nie wystarczy być, trzeba jeszcze być potrzebnym...

    cieplutko pozdrawiam Was

    P.S.mój tato jutro ma biopsje, trzymajcie kciuki, by zakwalifikowali go na
    terapie...

    M.

  • 10.07.07, 22:52
    Dziewczyny, dzięki za życzenia.

    Trzymajcie się.

    Kasia
  • 11.07.07, 08:05
    dzień dobry
    jak codzień pracę zaczynam od zaglądnięcia na tę stronę
    polimeraska będę zaciskała mocno kciuki, a Ty daj znać jak wyniki, przede
    wszystkim Tobie teraz życzę siły bo sama nie wiem kiedy jej więcej trzeba, kiedy
    walczymy z chorobą, czy kiedy walczymi z palcącymi łzami i rozżaleniem że
    naszych najbliższych już nie ma.
    Walka z chorobą i pomoc zawsze dodawała mi sił, sama zastanawiałam się przy
    chorobach dwóch mam jednoczesnie i wychowywaniu malutkiego dziecka, a oprocz
    tego normalnej pracy i prowadzeniu domu, skąd te wszystkie siły się biorą. Teraz
    czuję się kompletnie "wypluta" wstanie każdego dnia wydaje mi się ponad moje
    siły, nic nie cieszy, czasem tylko usmiech małego brzdąca.
    Wszystko się w zyciu przewartościowało, ma inny sens
    ale tak samo boli
    pozdrawiam Was serdecznie i życzę aby ten kolejny dzień był lepszy od poprzedniego
  • 12.07.07, 00:11
    zadzwoniła dziś do mnie psychologa mojej mamy zapytać jak się mama czuje, bardzo
    była zagubiona że mamy która się cieszyła w miarę dobrym zdrowiem już nie ma,
    bardzo przepraszała że nie sprawdzila w karcie w hospicjum
    ona też jest tylko człowiekiem, dzis przyszły kolejne paczki z ciuchami mamy ze
    stanów wysłane przez nią, oprócz ciuchów tyle drobiazgod dla wnuczki mimo że
    była tak chora zdołała zrobić zkupy
    rozpakowywałam to i tak mi bardzo było źle
    boje się kolejnych paczek które wysłała bo wiem że idą
    haruje po 12 godzin bo wtedy zapominam
    dziś psycholog z hospicjum wytrąciła mnie z rytmu mowiąć że praca i tabletami
    usp. nie rozwiąże mojego bólu
    kolejna noc bez niej, czarna noc bez jakiegokolwiek sensu
  • 12.07.07, 10:39
    Moja mama odeszła rok temu, także nie ma dnia w którym bym o niej nie myślała i
    wiem, ze taki dzień nie nastąpi nigdy.
    Z czasem jest troszeczkę lepiej, ale tylko małe troszeczkę.
    Lekarz z hospicjum także powiedział mi swego czasu, ze leki uspokajające nie
    rozwiążą problemu, ze to wszystko trzeba przeżyć na trzeźwo, a po czasie będzie
    lepiej.
    Myślę jednak, ze czasem trzeba sobie pomóc, bo jeśli człowiek pracuje po 12
    godzin dziennie, nie śpi do tego całe noce, to staje sie groźne już dla zdrowia.
  • 12.07.07, 11:14
    Sto lat dla Kasi:)Moj ojciec(wlasciwie ojczym ale nie czuje potrzeby ani sily
    aby używać takiego określenia)żyje,choc zdaje sobie sprawę że może odejść od nas
    w każdej chwili.Jest w tej chwili w dobrej formie ale jutro znów może być tak
    słaby ze nie wstanie z łóżka.Dzisiaj pojechali z mamą na zakupy mam strach kiedy
    on jedzie samochodem bo"kopyto"ma ciężkie:)Kożystam z każdej chwili póki Go mamy
    przy sobie...
    --
    "Ja nie wbijam gwoździ do trumny.Ja bym je chętnie komuś wyjęła..."
  • 12.07.07, 22:23
    moja kochana mamunia umarła 03,02,07 3dni przed swoimi urodzinami. Zaglądałam
    tutaj przez całą jej chorobę-8 miesięcy i teraz często ,to jest silniejsze ode
    mnie.Czytam i płaczę ,tęsknię za mamą.Dzięki Wam ,wiem,że nie jestem sama ,że
    ktoś tak ja się boi,smuci,że ma(miał)nadzieję na wygraną.pozdrawiam
  • 12.07.07, 23:39
    dziękuję z całego serducha za wsparcie:*
    niestety biopsji nie udało się wykonać, nie mogli się do guza dostać(obraz z
    usg był niewyraźny) jutro kolejne podejscie, modlę się żeby juz sie powiodło...

    Kochani,chciałabym Wam zacytować ks.Twardowskiego,

    "a piękno jest najbliżej gdy czas się oddala
    żadna ryba nie traci nawet jednej łuski
    sroka z wąskim ogonem powtarza dowcipy
    rzeczy mają własną po umarłych pamięć
    więc pamięta mą matkę czajniczek rozbity
    dla słowika w czerwcu kazda noc za mała
    ponieważ wierzy w miłość nie boi się ciała
    śpiewa że serce żywe a juz nieśmiertelne
    bocian dalej podnosi tylko lewą nogę

    piszę list bo Cię przecież zobaczyć nie mogę
    myślę jednak że chyba czasem Ciebie słyszę
    bo skąd się nagle bierze ten szept kiedy zasnę..."

    Kochani, wiem że to tak bardzo boli,kiedy pustka przenika każdą chwilę, a
    każdy poranek traci sens, kiedy wydaje się ze tak naprawdę nic nie ma
    sensu...ale musicie znaleźć to źródlo, ten promyk wiary, wiary w przyszłość,
    wiary w siebie, w swoje życie, jesteście potrzebni, dzieciom,mężom, żonom,
    które wyczekują z utęsknieniem na ciepłe slowo, na Wasze ramiona, w których
    mogą się schować, na Wasze oczy w których muszą odnaleźć nadzieję, na Wasz
    uśmiech , który musi dać im radość...musicie uwierzyć, poczuć obecnośc tych
    bliskich, których już nie ma, ale którzy czuwają, cieszą się i płaczą razem z
    Wami, musicie dla nich właśnie spełniać marzenia, odczuwać życie, stwaiać mu
    czoła; tak jak wy troskaliście się swoimi rodzicami tak Wasze dzieci troskają
    się teraz Wami, dajcie im siebie, przekażcie im to co ofiarowali Wam rodzice,
    czego nauczyło Was życie...życze Wam naprawdę z całego serca tej siły i wiary,
    które napędzają każdy dzień, każdą chwile, życzę Wam słoneczka co rano, i
    spokoju kazdej nocy i tej nadziei, która koi obawy o przyszłość.

  • 13.07.07, 08:25
    polimeraska w takim razie dalej gorąco myślę o powodzeniu biopsji, wierz znam
    jest bardzo piękny, czasami prozaicznie Ci co są daleko są mimo wszystko bliżej
    ewa kiedy zaczynałam ten temat pisać, tez myslalam że jestem tu sama, że raczej
    ludzie odcinają się od swych przeżyć i nie zaglądają tu więcej - mylilam się,
    też mam potrzebę bycia tutaj, jakbym przez to była bliżej mamy
  • 13.07.07, 12:53
    Tata odszedł 29/10/07 zaledwie po 5 tygodniach od zdiagnozowania choroby... i
    mimo, że nie miałam wtedy wiele czasu na czerpanie wiedzy z Waszych postów,
    nadal czytam.
  • 15.07.07, 20:38
    dziękuję, dziękuję, że pomimo tak wielu trosk jestescie i pomagacie...
    tata już po biopsji, tradycyjną metodą nie udało się wykonać, ale zrobiono z
    użyciem laparoskopii, teraz zcekamy na wynik, mam nadzieję, że już wszytsko
    pójdzie bez pzreszkód i szybko tatuś dostanie chemie, żeby zatrzymac to
    okropieństwo..

    cieplutko pozdrawiam
  • 13.07.07, 22:11
    13 czerwca 2005 odszedł mój TATUS
    Nie wiedziałam ze istniejecie
    Napewno z Wami byłoby mi lżej

    2 tygodnie-najdłuższe i najgorsze tygodnie mojego życia

    Teraz zaglądam tu codziennie, nie wiem czego szukam,chyba potwierdzenia ze nie
    tylko my to przeszliśmy, nie tylko my cierpimy

    To od Was sie dowiedziałam jak bardzo chorzy nas potrzebują że to o nich
    powinniśmy myśleć a nie o swoim własnym bolu- który nie mniej nas rozrywa

    BO MY TU ZOSTALIśMY A ONI Są JUż TAM.....

    Mimo wszystko bede do WAS zaglądać

    Trzymajcie sie

    --
    www.suwaczek.pl/cache/5c5300d3d8.png
  • 15.07.07, 17:42
    aga, aniaa zaglądajcie, pozdrawiam serdecznie i życzę sił
  • 15.07.07, 21:17
    tego samego dnia kiedy mama umarła tak było mi żle że przy tym uczestniczyłam i
    chciałam to z pamieci wymazać, dziś bym dużo oddała żeby przezyc z nią jeszcze
    raz tę dobę...
    kiedy zacznie mniej boleć?
  • 15.07.07, 23:25
    Witam wszystkich. 20 lipca minie 8 miesiecy od smierci mego Tatusia. Zagladam
    tu prawie codziennie , sledze kto jeszcze walczy i chce dodac im sil, chociaz
    nie zawsze mam sile sie odezwac. Czasami wiem ,ze moze powiedzialabym za duzo
    na pewne posty typu dr.Jedrucha 'powinnismy nauczyc sie nie robic nic , nie
    walczyc , dac chorym ,ktorych lekarze spisami na straty umrzec''.
    My 20 lipca 2006 roku(tatusia imieniny dowiedzielismy sie ,ze "jak lekarz z
    kliniki na Plockiej okreslil "tato umiera" a mimo to tatus przez 4 miesiace
    chodzil , jadl , spacerowal, smial sie , denerwowal. 20 listopada odszedl. To
    byl poniedzialek rano, jeszcze w srode przed smiercia poszedl okolo 300 metrow
    do przychodni na badania krwi. My Go nie meczylismy, my chcielismy, zeby tatus
    pomimo tego ,ze znal diagnoze(niedrobnokomorkowy rak plucz przezutami do
    watroby, kregoslupa i zeber) nie czul ,ze to juz koniec ( Boze jak my
    liczylismy na cud). On bardzo chetnie poddawal sie roznym badaniom, nie byly to
    czeste badania ,ale przynajmniej raz na 2 tygodnie krew , usg jamy brzusznej 2
    razy w przeciagu tych 4 miesiecy, radioterapia paliatywna, tomografia glowy,
    Brat na wakacje przysla 2 lobuziakow (12 i 9 lat) zeby dziadziusiowi troche
    poprzeszkadzali, tatus 3 razy jedzdzil w podroz prawie 3 godzinna na wies
    gdzie przebywal przez cale prawie zycie(ostatnie 3 lata spedzil w Warszawie).
    Ostatnia podroz odbyl na 3 tygodnie przed smiercia. Uwierzcie gdy ktos kto nie
    wiedzial o tatusia chorobie zobaczyl Go nie mogl uwierzyc ,ze rak jest
    praktycznie wszedzie. My z siostra mieszkamy za granica ,ale latalysmy na
    zmiane do Polski( okres wakacyjny wolno nam jak zartowalysmy do tatusia ), bo
    nie chcalysmy powiedziec mu ze chcemy spedzic z nim czas , ze nie wiemy ile nam
    tego czasu zostalo na wspolne rozmowy, spacery. I w tym momencie chcialam
    wszystkim podziekowac , ktorzy udzielali mi cennych rad (Majka-mamamarysi,
    Robert-emgoro, Kasia-bas1213,ktorej ostatnio nie widze -kasiu odezwij sie i
    napisz jak mama, Kasi-szpuklasia, z ktora spedzilam tez czas na rozmowach
    telefonicznych i jestem jej wdzieczna za kazda rade , za kazde dobre slowo(mam
    nadzieje Kasienko, ze u Ciebie wszystko w porzadku)i wielu innym. Ciesze
    sie ,ze nigdy nie powiedzieliscie ,ze nie warto , ze to nie ma sensu ,ze przy
    tak rozsianej chorobie juz nic nie powinnismy robic. Tatus zaslabl w niedziele
    rano odmowil jedzenia , narzekal na bol w klatce a w poniedzialek odszedl.
    Tydzien wczesniej zazcela sie niewydolnosc mechaniczna nerek(ktora zostala
    uregulowana w Szpitalu im.prof Orlowskiego), ale tak jak ktoras z Was wtedy
    odpisala do mnie ,ze w nowotworze pluc to standart(nerki ,pozniej niewydolnosc
    oddechowa). Wszystkich , ktorzy cierpia z powodu odejscia najblizszej osoby
    tule mocna i jeszcze raz dziekuje za wszystko.
    Dzisiaj po raz pierwszy od 8 miesiecy odwazylam sie wlaczyc kasete ze swego
    slubu i wesela , ktore bylo 6 lat temu i to prawda placze bardzo , gdy widze
    tatusia szczesliwego, prawdziwego ,dumnego tate ,ktory wydaje za maz najstarsza
    corke, ktora pomimo 10 lat spedzonych za granica na ten najwazniejszy dzien
    swego zycia przyleciala do Polski, zeby tatus mogl uczestowac gosci, zeby
    sprwdzal czy wszystko jest na stolach . Placze gdy ogladam nasz wspolny
    taniec ,ale jestem szczesliwa ,ze On wtedy byl przy mnie , ze mialam Go w
    najwazniejszym dniu swego zycia. Jednoczesnie usmiecham sie , bo czuje ,ze On
    jest przy mnie , ze ja wielka placzka nie wyje juz tak jak zawsze , ze to On
    osusza moje lzy.
    Sciskam serdecznie
    Goska
  • 18.07.07, 11:30
    Witam
    Dzisjaj w wielkich cierpieniach odeszła moja mama a ja znowu się zalogowałem....
    pozdrawiam
  • 18.07.07, 11:56
    pomodlę się razem z Tobą.....
  • 18.07.07, 12:04
    Witam!
    Bardzo mi przykro Majsterek, jak sobie radzisz? jestem z Tobą, pozdrawiam Cie
    serdecznie Monika
  • 18.07.07, 12:40
    (*) Niech otulą Ją do snu skrzydła Anioła.
  • 18.07.07, 13:07
    Wyrazy wspolczucia .
  • 18.07.07, 21:39
    Współczuję bardzo Majsterek :(

    --
    Mieux vaut tuer le diable
    que le diable no vous tue.
    Aequam memento rebus in arduis servare mentem !
  • 18.07.07, 22:02
    Majsterek, serdeczne wyrazy współczucia.

    Kasia
  • 18.07.07, 16:31
    Moja mamusia odeszła 04.02.2007r
    Minęło troche czasu ale ja zaglądam na forum kiedy tylko moge niewiem dlaczego
    poprostu musze,mimo ze prawie za kazdym razem łzy stoją mi w oczach bo w każdej
    chorobie widze jej chorobe i dalej wiem że jestem bezsilna i że nadal nie da się
    nic zrobić.Nie wiem czy ktoś z was też się tak czuje ale mnie teraz bardziej jej
    brakuje i bardziej boli niz zaraz po śmierci.
    Pozdrawiam wszystkich życze dużo sił
  • 18.07.07, 21:04
    tak własnie jest
    Zaraz po smierci jest lzej bo Kochana Osoba już nie cierpi a potem zostajemy
    sami a TEJ Kochanej Najbliższej Osoby juz nie ma

    Tesknota jest straszna
    --
    www.suwaczek.pl/cache/5c5300d3d8.png
  • 18.07.07, 22:27
    Majsterek,proszę przyjąć wyrazy współczucia.
  • 18.07.07, 22:45
    (*) (*) (*)


  • 18.07.07, 22:53
    Moja mama zmarła 20 stycznia tego roku, a ja codziennie tu zaglądam i czytam
    wszystkie nowe wpisy. Musze przyznać ,że ja się uzalezniłam od tego forum,nie
    wiem coś mnie tu ciągnie. Bardzo pomogło mi to forum,po smierci mamy,mimo iż
    minęło (20 VI minie pół roku) . Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy znalazłam
    to forum,zaczęłam czytać wątek:Jak sie to wszystko zaczęło ' czytałam i
    płakałam ,łzy same leciały mi z oczu,nie zapomnę tego nigdy.
    Nie ma dnia ,żebym tu nie zajrzała, nawet póżnym wieczorem, gdy jestem zmęczona
    siadam i czytam. dziękuję wszystkim za dodanie otuchy, słowa wsparcia, chociaz
    jest tak ciężko bez kochanej mamusi.Pozdrawiam wszystkich ewa
  • 18.07.07, 23:06
    czy snią się Wam Wasi nablizsi? moja mam choc tak krotko czasu minelo od jeje
    smierci sni mi się b czesto, zazwyczaj ze się dusi, dzis pierwszy raz przysnila
    mi się inaczej, prozaiczna kuchenna rzecz związana z zywieniem, mojej rocznej
    corki a ja bylam taka na nia zła, ona mnie przepraszala a mi ta zlosc nie
    przechodzila
    kiedy sie obudzilam bbyło mi tak bardzo zle ze się tak na nią wscieklam i
    pomyslalam sobie ze moze na wscieklosc we snie to ten zal ze jej tu nie ma,,,,
  • 19.07.07, 08:11
    mój tato przyśnił mi się pierwszy raz dokładnie 2 tyg. po pogrzebie
    w tym śnie odprowadzałam swoich znajomych na statek i kiedy im machałam ręką na
    pożegnanie,obok zauważyłam stojącego tate,który też machał ręką i mówił "wracam
    do domu"
    tata w tym śnie był młody,zdrowy i silny - taki jakiego pamiętam....
    częściej jednak nawiedzają mnie obrazy (ale już nie sny),że widzę tatę u kresu
    życia,jak jest słaby i bezradny i z tym najbardziej nie moge sobie poradzić
    myślałam,że czas leczy rany
  • 19.07.07, 21:30
    Witam.Moj tato umarł 30 lipca 2 lata temu.Był bardzo trudnym
    ojcem.Ostry ,surowy.Taki wojskowy dryl.Kiedy dorosłam,całe życie z nim
    wojowałam w obronie mamy bo tylko ja miałam odwagę z nim wojować,inni tulili
    uszy.A kiedy zachorował i było bardzo cięzko jechałam do niego sama umęczona
    chemią i rozpamiętywałam,co żle robiłam,czego nigdy teraz bym nie
    zrobiła.Byliśmy przy nim w chwili śmierci Mój mąż głaskał go pogłowie, a ten
    surowy,szorstki człowiek patrzył na niego niewidzącymi oczami i uśmiechał
    się.Przyśniłmi się natychmiast po pogrzebie.Snil mi się regularnie.Kładłam się
    spać i mówiłam męzowi zaraz przyjdzie do mnie ojciec.I przychodził,ale nie ten
    stary,schorowany tylko taki jakim go pamiętam z
    młodości.Wysoki,elegancki,przystojny.Zawsze uśmiechnięty.Staje u mnie na
    przedpokoju z ręką w kieszeni.Jest zadowolony,uśmiecha się.Bardzo często chodzę
    do niego na cmentarz.Tylko się nie gorszcie.Zawsze mówię cześć tato ,przyszłam
    do ciebie na kawę i sobie pogadać.Nikomu z rodzeństwa ,a miał nas pięcioro
    nigdy się nie przysnił .
  • 19.07.07, 22:36
    modlić się nie umiem, więc kiedy moi najbliższi składają ręce ja mówię - czesć
    mamusiu przyszłam do Ciebie i opowiadam jej prozaiczne sprawy zycia codzienego i
    jak bardzo tęsknie....
    a tęsknie bardzo, zagłuszam to jak mogę ale to powraca i jest częstsze niż fala
    w chwilach przypływu
    czuję się taka osamotniona, tak bardzo chcialabym żeby mnie przytuliła,
    usmiechnela się, tak zaluje tylu lat rozłąki
    nie da się już niestety niczego cofnąć dlatego tak staram się abym nie
    przegapiła czasu mojej córce
    boli mam wrazenie ze mocniej niz mniej
  • 20.07.07, 09:55
    Tez tu jeszcze jestem od smierci mojej Tesciowej minely dzis dwa miesiace
    --
    Jas urodzony 31/10
  • 20.07.07, 10:10
    Wiem ze ciezkie chwile za Wami a jeszcze wiele pewnie dopiero nadejdzie, ale
    wasza obecnosc tu jest bardzo potrzebna. Kto ma pomagac tym, ktorzy dopiero
    zaczynaja walke z choroba, jak nie wy?
    Macie ogromne chociaz bardzo bolesne doswiadczenie, napewno mogloby sie ono
    przydac.
    Dlatego nie czytajcie tylko nowych wpisow, ale takze odpowiadajcie na nie.
    Wierze, ze to moze pomoc, takze Wam, przejsc przez ten trudne chwile.


    --
    Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • 22.07.07, 15:23
    Witam.Wyżej napisałam króciutko o śmierci mojego taty,o tym ,że mnie odwiedza w
    snach.Ale te sny ,są tak realne jakby to było naprawdę,a nie sen.Opowiem wam
    mój ostatni sen i moją rozmowę z ojcem,może i wam będzie lżej.Najpierw
    uprzedzę,że jestem osobą nie wierzącą.Albo inaczej powiem,ja wiarę
    straciłam,ale to nie o tym chcę napisać.Moj ostatni sen miał miejsce jakieś 3
    miesiące temu.Sni mi się,ze jadę autobusem,w swoim mieście ,które znam od
    podszewki i widzę,że autobus mija przystanek na którym chciałam wysiąść i
    wjeżdża w prześliczne miejsce.Jestem zdumiona i oczarowana.Jakto gdzie jestem i
    dlaczego tu nigdy nie byłam ,przecież spędziłam tu całe życie.Mnóstwo zieleni.
    fontanny,ludzie się nie spieszą,wszy6scy są dla siebie mili.Przy małych
    sadzawkach wędkarze,a na rozległych polach porozmieszczane kanapy,fotele
    sofy ,na których siedzą wypoczywają ludzie.Idę zadziwiona nizcegonie
    rozumiejąca i spotykam mojego tatę.Mówię do niego ;tato przecież ty nie
    żyjesz.Co ja powiem mamie,że od niej uciekłeś?Siedzimy na pięknej sofie i
    rozmawiamy o tym pięknym miejscu i nagle mnie3 olśniło jesteśmy w raju i ja
    pewnie też już nie żyję.Ale przechodzą kołomnie znajomi,kłaniają mi się.a
    przecież zginęli w wypadku samochodowym.Jak to oni też tu są? przecież to byli
    żli ,nieuczynni ludzie,oni teżsąw raju?to niesprawiedliwe.A mó tato mówi do
    mnie:"Nie ma dziecko czegoś takiego jak piekło, czyściec,raj.To jest kraina do
    której trafiają wszyscy po śmierci.To na ziemi jest dla jednych raj dla innych
    czyściec ,a dla jeszcze innych piekło.Tu WSZYSCY są zsczęśliwi.I to bł ostatni
    mój sen o tacie.Przestał mi się śnić.Musicie przyznać,że jak na osobę nie
    wierzącą dziwny sen.To drugi dziwny sen osoby skazanej na co najmniej
    czyściec.Kiedy zachoroeałam,przed operacją,na salę przyszedł,ksiądz z
    sakramentem.Panie się spowiadały,przyjmowały Eucharystię i kiedy ksiądz doszedł
    do mnie przecząco pokręciłam głową.Nie przyjęłam komuni a ni nie chciałam się
    wyspowiadać,Rodzina rozpaczała.I pamiętam tylko nakładaną maskę na twarz
    iiiiiiiii widzę stojącą nademną grupę aniołow.Są ogromne,sięgają sufitu.Są
    przepiękne kobity ,mężczyżni i dzieci.Stoa nade mną maa ogromne delikatne
    skrzydła ,pochylają się nade mną i machają delikatnie skrzydłami aby mnie
    o9chłodzić.Nagle słyszę głos jednego z nich już dobrze,już jej nie jesteśmy
    potrzebne,Biorą się za ręce i odchodzą,a ja biegnę do okna na sali operacyjnej
    {nie pamięt5am,czy sala operacyjna ma w ogóle okna}i krzyczę za nimi żeby mnie
    nie zostawiali.A Najdziwniejsze jest to ,ze przed salą operacyjną czeka na mnie
    rodzina.Moja bardzo wierząca synowa pociesza mojego męża, że będzie dobrze ,uda
    się.Wysłała do mnie anio9lżeby mnie miały w opiecę.Kiedy doszłam do siębie
    opowiedziałam o moich aniołach oni oniemieli i powiedzieli jak to moja synowa
    powiedziała im o swoich,którym powierzyła opiekę nade mną.O aniołach miał sen
    czy omam przed operacją 31 miesięcy temu.Tato przyśnił mi się niedawno.Chyba
    jednak coś w tym jest.Tam naprawdę mają spokój i szczęście.Może wam ,którym
    odeszli najblizsi moje sny pomogą i przyniosą ulgę.Pozdrawiam i składam wyrazy
    szczerego współczucia.Nadzia.
  • 29.07.07, 15:53
    Droga Nadziu(Koofel)! Bardzo niezwykłe i osobiste jest to co napisałaś.
    Czytałem Twój post kilka razy i myślę że jest on wspaniałym świadectwem wiary i
    nadziei! Wiele razy sam chciałem opisać swoje myśli i sny po śmierci Mamy,ale
    zabrakło mi odwagi ,bałem się że nie potrafię przekazać na forum tego co
    czuję.Bałem się że będę mało wiarygodny i nieudolny,bo jak słowami przekazać
    najbardziej bolesne a jednocześnie często niosące radość i wiarę myśli? Ja się
    nie odważyłem... Chciałem Ci gorąco podziękować za wszystkie Twoje wpisy na tym
    forum,dla Takich ludzi jak Ty wciąż tu jestem choć moja Mama jest już po
    'drugiej stronie'..Pięknie napisała bea53 w wątku "przemyślenia":"Tu na liście
    życie jest pełne bólu ale prawdziwsze,nie cukierkowe,takie jaki jest..."Jestem z
    Wami nadal bo spotkałem tu prawdziwych przyjaciół,ludzi potrafiących kochać i
    często mimo cierpienia niosącym pomoc innym.Droga Nadziu i wszyscy
    forumowicze,życzę przede wszystkim zdrowia ,niech nikt nie traci nadziei.. Modlę
    się za Was i za swoich bliskich.Irek
  • 30.07.07, 14:44
    Za dwa tygodnie mija rok od śmierci mojego tatusia, spędziłam z Wami wszystkimi
    dwa lata choroby taty i kolejny rok kiedy Go już nie ma. trudno odejść stąd
    zupełnie, kiedy poznało się tylu ludzi, tyle tragicznych historii, wielu z nas
    już nie ma lub ich bliskich, którzy chorowali, wielu przybywa, ale my jesteśmy,
    nie zaglądam już tak często, ale nadal jestem na bieżąco. przy okazji pozdrawiam
    wszystkich, nadal wiem co to znaczy choroba i śmierć bliskich, duuużo siły i
    wytrwałości, pamiętajcie, że wielu mimo wszystko się udaje !
  • 12.08.07, 17:01
    wzielam urlop wyjechalam odpocząć co prawda nie w piekne kraje zielone ale na
    dzialke zeby się odciąć - nie odcielam sie a myslalam o Was caly czas czy Ci
    ktorzy walczyli jeszcze walczą, mam wrazenie ze to jest jakies "naznaczenie" do
    konca zycia
    przeczytalam książke zycie po zyciu - pomagla choc troche, chcialam w to uwierzyc
    lezalam w lozku nei spalam i uslyszalam jak mam mnie wola, pomyslalam ze to
    nierealne a potem znowu - potem juz nic nie slyszalam a mam wrazenie a raczej
    pewnosc ze naprawde tam byla
    nie wiem tylko dlaczego mnie wolala co chciala mi przekazac
    tule pogrązonych w żalobie i jak zawsze tym ktorzy jeszcze walczą odwagi i wiary
  • 19.08.07, 21:43
    Dołączam kochani do tego grona. Mój Tatuś zmarł w zeszły wtorek, tj.
    14.08.2007. Już wiem, że nadal będę odwiedzać to forum. Jest wielu
    rodziców, którzy walczyli razem z moim Tatą i walczą nadal. Mój Tata
    będzie Ich wspierał z Nieba, a ja nadal będę trzymać kciuki za
    wszystkich walczących. Ciężko jest, byłam dziś na grobie taty,
    którego pochowaliśmy wczoraj, oj ciężko...
  • 31.08.07, 23:29
    merosia przykro mi bardzo tym bardziej że śledziłam Twoją historię....
    czy ktoś tu jeszcze zagląda czy tylko ja?
    macie może jakieś pomysły na ciepłe cytaty na nagrobki ? pora postawić nagrobek
    i teściowek i mamusi, nie wiem co napisać żeby całego listu nie pisać
  • 31.08.07, 23:32
    mam dziwne pytanie
    mamusia umarła w szpitalu a ja choć mnie wzdryga mam jakieś takie nieprzeparte
    uczucie że muszę tam pojsc, wejść tak jak żeśmy wchodziły razem za rękę, przejść
    tymi korytarzami, zajrzec do lekarza gdzie tyle czasu spędziłam w dyżurca, być
    bliżej niej, tylko nie wchodzić do pokoju w którym leżała nie chce zobaczyć że
    Jej miejsce jest zajęte
  • 01.09.07, 17:42
    Co do cytatów na nagrobki, to nie mam pomysłu. My Tacie nic nie
    będziemy pisać, bo już wcześniej, zanim zachorował, mówił, że nie
    lubi. Będzie miał prosty nagrobek, bez złoceń itd. bo tak Mu się
    wcześniej podobało. Jeśli chodzi o odwiedziny na oddziale, to ja
    byłam tam właśnie w zeszłym tygodniu. Podziękowałam lekarzom,
    pogadałam, oddałam leki po Tacie itd. Jeśli tylko masz taką
    potrzebę, to czemu nie. Mój Tata zmarł w domu, razem z całą rodziną,
    więc inaczej odbieram szpital. Do szpitala jeździliśmy na chemię,
    nakłucia opłucnej, badania i tylko 9 dni tata był na oddziale. Ale
    rozumiem Cię i może taka wizyta przyniosłaby Ci ulgę. Ja teraz
    prawie codziennie biegam na cmentarz, chociaż jest oddalony o 30 km
    (Tata chciał być tam pochowany), bo mi po takich odwiedzinach jest
    lepiej. Pojutrze wracam do pracy, więc będzie mi trudniej odwiedzać
    grób, ale będę się starać. Ściskam mocno i jeśli tylko wspomnienia o
    Twojej Mamie żyją gdzieś tam na korytarzach w szpitalu, to je tam
    pozbieraj kochana:)
  • 08.09.07, 00:11
    Jestem tu. Moze dlatego ze daliscie mi wsparcie moze dlatego ze jak tu pisze
    czuje zapach Tatusia. Moze ludze sie ze jeszcze moge pomoc ze dostane rade od
    Was co robic zeby zyl.Wiem jedno ze bede. Choc Taty nie ma a serce mam rozdarte
    na pol.Boze jak boli. Jeszcze nie moge pisac. Anka
  • 08.09.07, 11:16
    Witam serdecznie, zebrałam kilka cytatów, jakie ludzie napisali na nagrobkach
    bliskich.
    "można odejść na zawsze, by stale być blisko"
    Kochać Ciebie Mamusiu było łatwo, zapomnieć niemożliwe.
    "Z zycia do zycia"
    " TY NIE ŚPISZ,LECZ ZAMKNIĘTE MASZ POWIEKI,W NASZYCH
    SERCACH BĘDZIESZ TRWAĆ NA WIEKI",
    "Boże pomóż nam godzić się z tym czego nie możemy zmienić "
    "Dla ludzi za wcześnie, dla Boga w sam raz"
    „Można odejść na zawsze, by stale być blisko..."
    "Boże - Żyłem Bo Chciałeś, Umarłem Bo kazałeś, Zbaw mnie Bo możesz".
    "Dopiero żyć zacząłeś, Bo umierając kochałeś"
    "i śmierć tak punktualna że zawsze nie w porę"
    "Kochani nie umierają".
    "Badz pamiecia ktorej nie da sie zapomniec"
    "Są chwile i ludzie których się nie zapomina"
    " Żegnamy się z Tobą na krótką chwilę, jaką jest życie".
    "Nadzieja-została nam ona, że przemieniłeś się w pięknego Anioła"

    Może się Wam coś spodoba...

    ANia
  • 08.09.07, 19:35
    28. sierpnia 2007 zmarł mój tato.tydzień chodziłam jak w
    transie ...a teraz jest i ze mną i z mamą coraz gorzej.Łapie się na
    tym że czekam na niego , myślę o nim jakbyśmy zaraz mieli się
    zobaczyć , gdy nagle żal rozdziera serce i dociera , że to rozstanie
    jest prawdziwe,że ngdy juz nie wrócą te chwile.....
    Tato przygotował nas do śmierci choć cięzko mu było nas
    zostawiać ..opowiadaliśmy sobie że kiedys się znów wszyscy spotkamy
    i wtedy mu było lżej , był taki dzielny taki świadomy i mimo swojej
    ciężkiej choroby nie narzekający .
    Dzieki Wam kochani Merosiu, Snow , Mazuniu i inni złączeni chorobą
    swoich bliskich, dzięki Wam moja walka z chorobą taty była
    nieosamotniona , czułam Wasze wsparcie , to było dla mnie tak
    wiele ...że nie ma takich słów , które by oddały moją wdzięczność za
    to że byliście wtedy ze mną. Pozdrawiam .Asia
  • 08.09.07, 22:31
    Droga moja ! Moj Tatus odszedl tez 28 sierpnia. Tak jak u Ciebie pierwszy
    tydzien zero snu i trans taki jakbym byla a mnie w ogole nie bylo. Teraz zycie
    zaczyna wracac. I jest strasznie kazdy dzien jest gorszy i bardziej bolesny.Nie
    wiem jak dalej zyc co zrobic z tym bolem wspomnieniami. Jak wstac rano i
    normalnie funkcjonowac. Chodze po domu i mowie do Niego. Tak malo czasu minelo
    jak Tatusiowie odeszli. Wiesz nigdy juz nie bedzie tak samo. Ale moze kiedys jak
    troche czasu minie latwiej bedzie zyc. Cieplo Cie przytulam. Anka
  • 09.09.07, 22:53
    Asiu, ze mną też jest coraz gorzej. Rozłożyło mnie na pogrzebie i
    jakoś się nie mogę pozbierać. Dziś po raz pierwszy śnił mi się tata,
    że lekarze się pomylili, zaczął zdrowieć, chodzić itd. Rozwala mnie
    to od środka poprostu. Niby zaczęłam nową pracę, bo chciałam coś
    zmienić w życiu po tym wszystkim i mam mniej czasu na rozmyślania,
    ale weekendy są straszne. Tata ma już pomnik, wczoraj byliśmy na
    cmentarzu zobaczyć... I co mi kurcze z nagrobka...? Może zacznie mi
    ta cała złość, smutek i niemoc przechodzić, ale chyba nieprędko, bo
    na razie to tylko gorzej. A co u Ciebie?
  • 10.09.07, 09:17
    U mnie huśtawka emocjonalna,wróciłam zaraz do pracy ale nic mi nie
    wychodzi. Z moja mamą też jest coraz gorzej.
    Raz do mnie to wszystko co się stało dochodzi ,a raz wogóle -nie.
    tato śnił mi się zaraz po pogrzebie "było dużo ludzi wszyscy się
    zjeżdżali a on siedział koło mnie w garniturze coś jadł i dawał
    znak ręką ,że wszystko w porządku i nie będzie wymiotował ( z tym
    mieliśmy największy problem w ostatnich dniach taty)"
    Zaczeliśmy się teraz powoli rozglądać za pomnikiem dla taty .
    Jak długo czekaliscie Merosiu na postawienie pomnika ?
    muszę kończyć ...do syna przyszedł kolega -zwalniam komputer.
    pozdrawiam. Asia
  • 10.09.07, 22:54

    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 10.09.07, 23:01
    wybieram dzis trzeci dzien pomnik zdjecia pomiary wymiary takie to bezduszne a
    serce tak boli oddałabym wszystko co mam zeby tu ze mną była nic nie moge zrobic
    a takze nie moge sie z tym pogodzic współczuje bardzo wszystkim co w najblizszym
    czasie pochowali najblizszych to prawda ze czas nie tyle goi rany co czasem
    przytlumi ale potem przychodzi ten dzien kiedy wszystko boli 10 razy bardziej
    tak bym chciala jeszcze raz przeczyc z Nią tez ostatnie 24 godziny choc tak
    bolały dotknąć przytulić jeszcze raz, chce wierzyc i wierze mocno ze gdzies tam
    jest i czuwa i sie zobaczymy inaczej bym zwariowała
    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 12.09.07, 21:55
    Co do pomnika, to czekaliśmy 3 tygodnie, bo nie projektowaliśmy
    pomnika sami, tylko wybraliśmy taki, który nam sie podobał, a był
    już w zasadzie zrobiony. To chyba zależy od kamieniarza ile się
    czeka. Trzymaj się jakoś, bo o byciu silnym nie mówię, ja nie
    umiem...
  • 12.09.07, 13:17
    22.12.2006 odszedł mój Tata
    16.07.2007 odeszła moja Mama

    Jestem z Wami każdego dnia.To jest inny świat niż ten otaczający
    mnie wokół.Mój świat, odnajduję w nim cząstkę moich zmarłych
    rodziców, znajduję ukojenie w bólu wiedząc że nie jestem sama.Świat
    który otacza mnie na codzień jest okrutny,mój ból nie obchodzi już
    nikogo.A boli coraz bardziej......Ula.
  • 12.09.07, 19:22

    b/t
  • 12.09.07, 14:42
    Dziewczyny kochane! Czytam te Wasze wpisy i myślę sobie, że kiedyś
    też dołączę do tgo wątku... :( ale póki co tata ma się znakomicie,
    jest w dobrej formie i świetnie się sprawdza jako niania swoich 7-
    miesięcznych wnuczek :) Boję się tego co będzie później, staram się
    o tym nie myśleć, ale to silniejsze ode mnie... :( Szczerze mówiąc
    liczę na cud! :) Chciałabym żeby Wam nie było ciężko, żebyście
    dawały radę, tylko jak to zrobić? Nie wiem... W 2005 roku zmarła na
    raka jajnika moja koleżanka z pracy, miała 34 lata. Zostawiła męża i
    dwójkę dzieci (12 lat i 2,5 roku)... Długo nie mogłam się z tym
    pogodzić, ale Bóg wyznaczył spotkanie... i stało się... :( Myślami
    jestem z Wami, wracam do Waszych wpisów, czytam jak dzielnie
    walczyłyście, to dodaje mi sił, wiary i odwagi! Przytulam Was
    ciepło! Ufam, że nadejdą jeszcze dla Was dni radosne i słoneczne!
    Życzę Wam tego z całego serca!!
    Gosia

  • 12.09.07, 14:52
    i ja do Was dołączam Kochani....dziś wróciłam do pracy i nie mam
    siły pracować, rozmawiam z mamą, chcę do niej dzwonić, pytać jak się
    czuje, ale jej już nie ma

    coraz gorzej ze mną, opadły emocje po pogrzebie i zaczyna to
    wszystko do mnie docierać
  • 16.09.07, 19:57
    Spokojnie, będzie troszkę lepiej może za jakiś rok, ale i tak jest to mało
    znaczące polepszenie. Człowiek się jakby troszkę przyzwyczaja i jakoś tak idzie,
    ale tylko na zasadzie jakoś.
    Moja mama odeszła ponad półtora roku temu. Ostatnio dopiero pojechałam do
    hospicjum oddać leki pozostałe po mamie. Jakoś wcześniej nie mogłam tam
    pójść.Czas rzeczywiście troszkę pomaga, ale to i tak bardzo mała pomoc.
  • 12.09.07, 17:13
    3 września zmarła Mama mojego męża, Babcia moich dzieci i moja Teściowa,
    niespełna trzy miesiące od diagnozy (rak trzustki z przerzutami do wątroby), na
    tym forum znaleźliśmy informacje, które pomogły ulżyć Jej w cierpieniu jakie ta
    choroba niesie a nam pozwoliły aktywniej wspierać Ją w tym potwornym okresie.
    Dziękuj Wam za wiedzę, którą zechcieliście się tutaj podzielić, Wasza obecność
    na tym forum niesie ogromną pomoc, jesteście potrzebni innym.
  • 16.09.07, 13:34
    witam,
    moja mama odeszla 12 kwietnia tego roku wiec wlasnie minelo 5
    miesiecy - dopiero pięc miesiecy. Mieszkałyśmy w różnych miastach i
    teraz też mam do niej daleko (mama jest pochowana 500 km ode mnie)-
    jeżdze do niej przynajmniej raz w miesiacu. Nadal bardzo boli i
    nadal jest pustka i ona bedzie juz do konca zycia. Przechodziłam
    różne etapy - jak napisałam wyzej w tym wątku, był też taki weekend,
    ze pojechałam do szczecina i jej szukałam. Przeszłam wszystkie
    miejsca z nia związane, byłam w hospicjum, w którym umarła. I to też
    pewnie był kolejny etap żałoby. Ale też od razu popogrzebie poszłam
    do psychologa. Ponieważ nie miałam zbyt dużego wsparcia w rodzinie
    od razu po pogrzebie znalazłam cudowną pania psycholog i spotkania z
    nia bardzo mi pomogły. Kazdy z nas jest inny i potrzebuje zapewne
    innych rzeczy. Nie chce was oczywiscie namawiac na terapie ale
    chciałam sie podzilic wlasnymi doświadczeniami. Moze warto czasami
    skorzystac z pomcocy "fachowców" gdy rany sa zbyt bolesne by samemu
    je opatrzyc.
    pozdrawiam serdecznie
    kaska
  • 16.09.07, 22:35
    Nie wiem czy macie tak samo, są dni które płyną zaprzątniete pracą domem,
    dzieckiem, sa chwile kiedy tak boli a łzy same płyną, mineły ponad dwa miesiące
    od pogrzebu a mi się czasem wydaje że nie pozwoliłam sobie jeszcze przezyc tej
    żałoby jak powinnam, że ją w sobie tłumie, że ona jeszcze wybuchnie....
    tulę Was mocno, myślę o Was a modlę się o Waszych najbliższych i siłę dla Was
    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 17.09.07, 08:24
    a u mnie pierwszy weekend bez mamy /ten z pogrzebem jest jakby
    snem/, było bardzo ciężko, macie rację, że TEJ PUSTKI nie da się już
    niczym zastąpić. Mam chwile, gdy nie myślę i wtedy wydaje mi się, że
    mama jest i w każdej chwili mogę do niej zadzwonić, porozmawiać. Są
    tez chwile, gdy uświadamiam sobie, że jej nie ma i już nigdy nie
    będzie. Te chwile bardzo bolą. Najgorsze jest, że zaczynam wąpić w
    życie wieczne, jestem katoliczką, powinnam ufać, a mimo to coraz
    częściej nachodzą mnie myśli, że smierć to koniec, że nic dalej nie
    ma. Nigdy dotychczas nie miałam problemów z pogodzeniem się ze
    śmiercią, wirzyłam, że nasi kochani odchodzą do lepszego zycia.
    Teraz nie umiem sobie z tym poradzić i coraz bardziej brnę w tę
    pułapkę i coraz trudniej mi z tym żyć
  • 17.09.07, 21:16
    mazuniu to chybajest roznie z kazdym z nas ja jestem wierząca ale słabo
    praktykująca wiec chyba raczej tak bardziej z nawyku rodzinnego...a teraz wierze
    w zycie wieczne, w ktore nigdy nie wierzyłam, chce wierzyć bo pozwala mi to
    przetrwać cięzkie chwile, chce wierzyc i wierze ze Ją jeszcze zobaczę, czy
    przytuli mnie, uśmiechnie się i będzie....ostatnio przeczytalam książkę zycie po
    zyciu i polecam Ci serdecznie, tam jest tyle opisow ludzi przeżywających smierc
    kliniczną, będących po tamtej stronie a zarazem powracających, bez względu na
    religie, rasy, wiek, narody, wychowanie, że łatwo uwierzyć że jednak po drugiej
    stronie cos istnieje,,,,moja mamusia zmarła na raka płuc, tydzien przed diagnozą
    kiedy jeszcze nie wiedziała że w ogole jest na cos chora przysnil jej się Jej
    niezyjący ojciec ktory zgasił na jej łóżku papierosa (mama paliła) czyli był
    jest i czuwał, przyszedł ją ostrzec i mam nadzieje ze jak umierałysmy (bo jak
    ona umierała to ja czesciowa z Nią) to przyszedł po Nią - zresztą mama bardzo
    chciała zyc, nie chciała umierac, a przyszedł pare godzin przed smiercia taki
    moment, kiedy mnie przytuliła i powiedziała ze teraz juz bedzie wszystko
    dobrze...może On już po Nia przyszedł i się nie bała....wierzę że jeszcze ją
    spotkam, całuję Cie mocno
    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 17.09.07, 22:01
    Witam was, słuchajcie , ktoś na forum o załobie polecił przeczytanie
    książki:Rozmawiając z niebem- James van Praagh. Polecam wam z całego
    serca, ja przeczytałam raz , pobieznie , ale przeczytam jeszcze raz
    dokładnie.Kosztuje tylko 5 zł, zamówiłam przez internet, w
    księgarni "Tanie książki"Po przeczytaniu uwierzycie ,że tam cos
    jest. Ja też chwilami nie wierze ,ale teraz zmieniłam
    zdanie.Kupcie ,a nie pożałujecie, cena niewielka. Moja mama zmarła
    20 stycznia , więc minęło już trohce czasu, ale tak jak pisała jedna
    z was są dni kiedy mam tyle siły ,ze moge góry przenosić, a są
    takie,że łzy same z oczu lecą.8 miesięcy przed mamy smiercią
    wszystko mi się wysniło, że mama zachoruje na raka i tak było,
    wydaje mi się ,że mój niezyjacy dziadziuś przyszedł do mnie , aby
    mnie ostrzec, wierzę,że tam cos jest, przeczytajcie te książkę, a
    zobaczycie,że to wszystko to nie wymysł czyjejś fantazji.
    Wiem jak jest ciężko, mnie tak brakuje mamusi, codziennie pracuję w
    ogrodzie ulubionym miejsu mamy i to mo pomaga. Moja mama tak lubiła
    ogród , w czerwcu jak byłam na ogrodzie (możecie nie uwierzyć)
    usłyszałam głos mojej mamy i nikt mi nie powie ,że to wytwór mojej
    wyobrażni. Dwa razy mama wymowiła moje imię:ewa,ewa. To byl taki
    smutny głos, ale głos mamy.Nie wiem co chciała mi powiedzieć, czy
    przekazać. A poza tym przed mamy operacja , jak siedziałysmy obie w
    kuchni i rozmawiałyśmy, słyszymy głos z dolnego korytarza, taki
    damski, ochrypnięty głos , ja nazwałam go głosem z zaświatów, może
    wam się to wyda dziwne, ale tak było i ja wiem na 100%,ze to był
    czyjs głos z tamtego swiata. Nie opowiadam o tym , bo ktos powie ,że
    jestem niepoważna, ale ja wiem jedno, to był czyjs głos z tamtąd(
    pisałam o tym na jakims forum).
    Ja też straciłam wiare w boga, zadawałam sobie setki razy pytanie
    dlaczego moja mama musiała odejść, tyle w życiu przeszła, a teraz
    chciała odpocząć i nacieszyć się życiem, a tu bóg ją zabrał.Szczerze
    mowiąć chodze tylko na msze za mame, a tak nie chodze do kościoła,
    zreszta nigdy nie bylam zbyt praktykująca.Moja mama chodziła do
    kościoła , wierzyła i co z tego jej przyszło...???Nie wiem jak
    przezyje świeta bez mamy, najchetniej bym je przespała, mama mi się
    nie sni, a tak ją zawze prosze o sen ,aby mi powiedziała, jak Jej
    tam jest. To jest takie ciężkie , wszystko przypomina mi mame ,
    rzeczy, które wiszą, ubrania , chociaż poukładałam, jak otwieram
    szafę, niczego nie wyrzuciłam , nie mogłabym .Pozostała pustka
    straszna pustka, ale wierze ,że mama wyjdzie po mnie kiedyś. Kupcie
    książkę , nie pożałujecie. Pozdrawiam was z całego serca. ewa
  • 17.09.07, 22:41
    Moja mama odeszła 3.09. Nie radzę sobie wcale, tak bardzo mi jej
    brakuje. Miałam tylko ją,kochałam ją najbardziej na świecie, była
    moją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że życie toczy się dalej, że mam
    męża i dziecko dla których muszę żyć, ale ja tak bardzo za nią
    tęsknię. Nie udzielam się na forum, ąle każdego dnia tu zaglądam, to
    silniejsze ode mnie.
  • 18.09.07, 21:36
    Madzia na mnie tez w sumie malenkie dziecko wymusilo rytm dnia i jako tako
    porządku tego dnia, jest trudno ale dobrze że masz dla kogo zyc zycze Ci sił i
    wiary, zresztą czegokolwiek co Ci pomoze te chwile przetrwać i pisz,..nie jestes
    sama

    sinja dziękuje kupie tę ksiązkę na pewno, tez boje się swiąt tym bardziej że z
    dwóch stron rodzinnych bedzie trudna do przezycia poniewaz nie mamy dwoch mam i
    dwie rodziny zostały osierocone, pamietam swieta rok temu kiedy ukradkiem
    ocieralam łzy kiedy dzownila z zyczeniami ona tam ja tu, w sumie tyle lat
    ocierałam te łzy a nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam, boje się 2 listopada,
    wielu rzeczy się boje ale wierze i chce wierzyc ze czuwa i ze się na pewno
    spotkamy pozdrawiam Cie serdecznie

    bardzo się cieszę że jednak tu ze mną jesteście cały czas
    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 19.09.07, 08:28
    i dla mnie tegoroczne święta będa smutne. Urządzimy je w domu
    rodziców, tak jak co roku, tylko bez mamy.
    Nie mogę spać w nocy, wydaje mi się, że mama przychodzi i chce mi
    coś powiedzieć, ale nie czuję radości tylko niepokój. Czy to jest
    normalne??
  • 19.09.07, 13:22
    Tatus snil mi sie codziennie od chwili smierci. Sny byly rozne poczawszy od
    bardzo realistycznego obrazu agonii po kompletnie odjechane. Snil mi sie z Jego
    psami ktore uwielbial a juz tez odeszly. Teraz jak rano wstaje mam kompletna
    pustke w glowie a spie fatalnie. Wstaje sto razy w nocy wydaje mi sie ze ktos
    otwiera dzwi i biegne w nadzieji ze On tam stoi. A jest tylko cisza i trudna do
    zniesienia samotnosc. Mysle iz niepokoj bedzie dlugo bo martwimy sie jak Im tam
    jest czy nie jest zimno.... mojemu Tacie ostatnio bylo ciagle zimno.Przekladam
    zdjecia z kupki na kupke i tak strasznie bym chciala zeby dal mi tylko jeden
    maly znak ze u Niego wszystko w porzadku. Moze kiedys... moze
  • 19.09.07, 14:24
    Annmaria, ja też ciągle myslę, czy mamie dobrze tam gdzie jest, czy
    jej nic nie brakuje, czy dobrze ją ubrałam /mamę ubraliśmy po
    śmierci sami, ja i moi bracia, nie wyobrażaliśmy sobie, aby zrobił
    to ktoś inny/. Ostatnio wyobraziłam sobie ją jak siedzi na skraju
    wodospadu, razem z dziadkiem, jej tatą, który też już odszedł, potem
    moja córka powiedziała, że mama jest w niebie i pije wodę. Te motywy
    wody nie dają mi spokoju, jak mama umierała padał deszcz, w dzień
    pogrzebu deszcz, a może tam gdzie leży jest mokro i daje mi jakieś
    znaki?
  • 19.09.07, 20:16
    tez czekam na jakiś znak, ale moja mama śni mi się chora, ostatnio coraz mniej,
    za to tesciowa snila mi się dwa razy ale bardzo wymownie, raz przyszła do mnie w
    moje imieniny złozyc mi zyczenia, wczoraj tuliła Julkę moją córkę - nigdy nic
    nie mowi ale mam wrazenie ze jest i czuwa - dlaczego moja mama tak mi się nie
    śni..bardzo bym chciala żeby mi dała znać że wszystko u Niej dobrze(
    --
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc
  • 19.09.07, 21:24
    Wiedziałam, że przyjdzie mi do Was dołączyć, ale łudziałam się
    nadzieją, ze jeszcze nie teraz... Tata zmarł 6.09. o 5.30 rano
    (niedrobnokomórkowy rak płuc). Byłam z nim cały czas, do końca, nie
    puszczałam ręki chcąc go zatrzymać, z drugiej strony modliłam się,
    aby stało się to szybko... Od diagnozy, od 9.03. minęło zaledwie
    pół roku, tacie dawano rok... Zaglądałam tu codziennie, czytałam,
    szukałam promyka nadziei... Jak jest teraz - wiecie. Są chwile,
    kiedy da się funkcjonować, są i takie, kiedy świat wali się na
    głowę... Święta będą poza domem. Nie wyobrażam sobie ich tutaj, bez
    taty... Tata śni mi się źle, zazwyczaj chory, łapiący oddech...
    Prosiłam go tuż po śmierci, żeby dał mi jakiś znak. Czekam cały
    czas, tak jak wy... Wieczorem przed śmiercią tata był już mocno
    niedotleniony (pielęgniarka mówiła jednak, że to jeszcze nie tej
    nocy...), pokazywał na koniec łóżka, chciał coś powiedzieć, w końcu
    opadł z powrotem na poduszki i powiedział: " Zobacz mama, jak ja
    wyglądam". To zdanie trzyma mnie przy życiu. Jeśli babcia, zmarła 4
    lata temu, przyszła po tatę, to znaczy, że tata przyjdzie kiedyś po
    mnie i że COŚ jest... Bo też miotam się strasznie między wiarą a
    niewiarą, ufnością i strachem, nadzieją i beznadzieją... Z tatą
    nigdy o śmierci nie rozmawialiśmy. Taką rozmowę mógł zresztą
    zainicjować tylko on... Tęsknię za nim okropnie i nie umiem pomóc
    jego niespełna 3 letniej wnuczce, którą uwielbiał, niewątpliwie
    faworyzował i która również jego kochała chyba najbardziej na
    świecie...
  • 20.09.07, 07:45
    Od dnia śmierci mamy prosze ją, żeby dała mi znak, że jest przy
    mnie, że jej tam dobrze. A ona się nie "odzywa", przyśniła mi sie
    tylko jeden raz jak wybrałam dla niej pomnik:( Tyle, że śmiała sie
    w tym śnie i dlatego mam nadzieję, ze jest zadowolona.
    Nie wyrabiam psychicznie:( Mam dni, że jakoś tak mniej o tym myślę,
    ale częściej są takie dni, że chciałabym być tam razem z nia. Boli
    mnie każda część ciała, nie mówiąc o duszy:(
    Dlaczego ona mi to zrobiła??????
  • 20.09.07, 17:06
    Magdom456 nie możesz obwiniać swojej mamy o śmierć, przecież to nie
    jej wina, tak zadecydował ktoś inny. Mojej mamy juz nie ma 8 miesiąć
    dokładnie dzisiaj 20 , a jest mi ciężko. Ja tez proszę mame o jakis
    znak, ale do tej pory nie przyszła do mnie. Jeżeli chcesz
    porozmawiać to podaję swoje gg:ewa905@op.pl. Ja pragnęłabym również
    porozmawiać z kimś to doświadczył tego co ja. Pozdrawiam ewa
  • 20.09.07, 20:41
    Z tego wszystkiego nie podałam gg tylko meila. Teraz prostuję:4931998
  • 20.09.07, 21:48
    nestil ja tez się tego trzymam że moja mama pare godzin przed smiercią
    powiedziała "teraz juz bedzie dobrze" a wczesniej bardzo się bała i mam
    wielkąnadzieję że z czegoś to musiało wynikać, bardzo Ci współczuje bo to u
    Ciebie bardzo świeże, moja mam leczyla się w Stanach i tak bardzo wierzyłam że
    tak jest większy postęp w medycynie - nic bardziej mylnego - od diagnozy
    przezyla 5 mcy , a wrocila do POlski na ostatnie 2 tygodnie - niestety nie da
    się czasu odwrócić ale wierzę albo chcę wierzyć że ten cały czas jest jeszcze
    przed nami--
    13.06.2007 zmarła moja teściowa - rak jelita grubego z przerzutami
    30.06.2007 zmarła moja mamusia - rak płuc

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.