poproszę o opinie - "vilcacora"

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wśród moich bliskich jest osoba u której zdiagnozowano raka złośliwego, są
    przerzuty na płuca, lekarze wykazują minimalną inicjatywę aby pomóc,
    słyszeliśmy o vilcejcorze.... czy ktoś z Was może coś podpowiedzieć??
  • 24.07.07, 00:20 Odpowiedz
    2 lata temu u mojego wujka zdjagnozowano glejaka na mozgu- nieoperacyjny.
    Dostal radioterapie, ale raz tylko dawke paliatywna, a potem byl zbyt slaby by
    cokolwiek dostac. Tez mialam wrazenie ze zostawiony jest sam sobie- tylko pomoc
    najblizszych, centrum juz nie obchodzil- umieral. Ktos z rodziny mial dawke
    villacory, bo dziecko bylo chore, pojechali do Peru po to, ale dziciak mial
    chemie i wtedy nie wolno brac. Dostalismy te ziola, wujek pil- jak potem sie
    okazalo to nawet zle dawalismy mu to. Potem jak sie skonczyly napisalam do Limy
    do ziolandiny, no i wplacilam dolary i dostalismy villacore, krew smoka itp.
    Czy pomoglo, nie wiem. Ja mialam mieszane uczucia, napewno psychicznie -
    przyrzadzanie tych ziol i ze jest to szansa, pomoglo cioci,ktora sie nim
    opiekowala. Wujek mial glejaka III stopnia nieoperacyjnego, jutro minie rok jak
    juz z nami go nie ma. Moaj kolezanka twierdzi ze jej znajomy trzyma sie tylko
    tym ziolom. Nie wiem. Wiem ze trzeba uwazac co sie kupuje bo jak zwykle mozna
    trafic na oszustow, podobno jedni sprowadzaja przez Londyn. Mnie przyslali z
    Limy, zreszat Polak sie tym zajmuje, ktory tam mieszka. Naprawde nie mam
    zdania. Zalezy na co Twoja mama choruje i czy miala chemie, bo jezeli tak to
    podobno nie mozna. Pozdrawiam. Mysle ze wyjasnilam ci troszeczke
  • 24.07.07, 07:59 Odpowiedz
    Przy chemii nie można - moja mama miala sprawadzaną z Peru (reszta to podróbki)
    nam niestety nie pomogła, mama piła 2 mce - zmarla niestety w 5 mcy od wykrycia
    raka płuc, ale jeśli choremu świadomość że coś się robi pomoże w kwestii
    psychiki ja bym kupiła
  • 24.07.07, 13:11 Odpowiedz
    joa291 napisała:
    >ale jeśli choremu świadomość że coś się robi pomoże w kwestii
    > psychiki ja bym kupiła

    To kup laktoze w kapsulkach. Nazwij ja Arakora z Patagonii albo Placebolium
    simplex z Tybetu. Efekt 100% ten sam a apteka jakby blizej niz Peru. O podrobki
    laktozy tez nie ma sie co martwic.



  • 24.07.07, 15:13 Odpowiedz
    być może Ty potrafisz odpowiedz na pytanie czy takie specyfiki pomagają - jesli
    tak gratuluje pewności
    ja jesli nie mam tej pewności kieruje się tym czy chory slysząc wiele o takim
    leku chce go przyjąć ponieważ wierzy w jego skuteczność jesli tylko nie ma
    przeciwskazań do jego przyjmowania
    pochowałam w czerwcu i mamę i teściową i one bardzo wierzyły w to leczenie mimo
    że nei przyniosło rezultatu - nie widziałam powodu żeby odmówić im zakupu tego
    preparatu - Ty natomiast możesz kierować się swoimi względami pomijając
    złosliwości ponieważ na tym forum są nie na miejscu
  • 24.07.07, 15:46 Odpowiedz
    joa291 napisała:

    > być może Ty potrafisz odpowiedz na pytanie czy takie specyfiki pomagają

    Tak. Jesli pomagaja to winny byc badania to potwierdzajace _na pacjentach_. Tu
    masz wyszukiwarki artykulow naukowych:
    scholar.google.com
    www.ncbi.nlm.nih.gov/
    Poza badaniami na liniach komorkowych nie ma nawet badan na myszach, nie mowiac
    o myszach z ludzkimi nowotworami okreslonego typu.


    ########1 Phytochemistry
    Volume 66, Issue 1, January 2005, Pages 5-29
    Review
    Ethnobotany, phytochemistry and pharmacology of Uncaria (Rubiaceae)
    Mary E. Heitzman et al.
    <snip>
    U. tomentosa (Willd.) DC. – Found only in Central and South America this species
    is known as “Uña de gato” or “cat’s claw”. Reports consider U. tomentosa to be
    one of the most important medicinal plants to the Ashaninka people in the
    Peruvian rainforest. The significance of Uña de Gato is emphasized by its
    exclusive use by Ashaninka priests to influence the communication between the
    physical and spiritual dimensions of human beings (Keplinger et al., 1999). Its
    many therapeutic uses come from the aqueous extract of the bark or root bark,
    and include a wide range of treatments. It is reported to be a remedy for
    abscesses, allergies, arthritis, asthma, cancer, chemotherapy side effects,
    contraception, disease prevention, fevers, gastric ulcers, hemorrhages,
    inflammations, menstrual irregularity, recovery from child birth, rheumatism,
    skin impurities, urinary tract inflammation, viral infections, weakness, wounds,
    and others (Cerri et al., 1988, Aquino et al., 1991, Rizzi et al., 1993, Wurm et
    al., 1998 and Lemaire et al., 1999).

    Innymi slowy U. tomentosa w/g stosujacych ja szamanow zdeje sie leczyc wszystko.
    Dobra jest na pryszcze, nieregularne miesiaczki, pomga w pologu zapobiega
    ciazy, krwawieniom, reuatyzmowi etc.etc. Widac dziala na wszystko poza lekiem
    wysokosci i uzaleznieniem od gier komputerowych.


    ########2
    Toxicological Aspects of the South American Herbs Cat's Claw (Uncaria tomentosa)
    and Maca (Lepidium meyenii): A Critical Synopsis.
    Review Article
    Toxicological Reviews. 24(1):11-35, 2005.
    Valerio, Luis G Jr 1; Gonzales, Gustavo F 2

    The oxindole alkaloids from the root bark of cat's claw are thought to invoke
    its most widely sought-after medicinal effects as a herbal remedy against
    inflammation. We find the scientific evidence supporting this claim is not
    conclusive and although there exists a base of information addressing this
    medicinal use, it is limited in scope with some evidence accumulated from in
    vitro studies towards understanding possible mechanisms of action by specific
    oxindole alkaloids through inhibition of nuclear factor (NF)-[kappa]B
    activation. Although controlled clinical studies have demonstrated reduction in
    pain associated with cat's claw intake in patients with various chronic
    inflammatory disorders, there is insufficient clinical data overall to draw a
    firm conclusion for its anti-inflammatory effects. An important observation was
    that experimental results were often dependent upon the nature of the
    preparation used. It appears that the presence of unknown substances has an
    important role in the overall effects of cat's claw extracts is an important
    factor for consideration. The available animal toxicological studies did not
    indicate severe toxicity from oral intake of cat's claw preparations but rather
    were suggestive of a low potential for acute and subacute oral toxicity, and a
    lack of evidence to demonstrate genotoxic potential and mutagenic activity.

    == niewiele wiadomo. I wiara nic w tym nie zmienia.

    Pozdr.
  • 24.07.07, 16:18 Odpowiedz
    nie twierdzę że wierzę w skutecznośc przeróznych specyfików, także innych niż
    ten przedmiotowy - miałam na mysli inny aspekt sprawy - chora osoba naczytała,
    nasluchala się, naoglądała że specyfik jakiś pomaga, zaczyna go przyjmować, o
    dziwo jej stan się poprawia (byc moze przez przypadek) a może to kwestia
    psychiki że uwierzyła w to że ma jeszcze szanse - tym bardziej kiedy lekarze już
    rozkładają ręce nie dając żadnych szans i leczenia dla ludzi skazanych na smierć
    każda szansa jest dla nich olbrzymia w ich mniemaniu i trudno im tego odmówić,
    powiedzieć że nie ma sensu bo żadne badania tego nie potwierdziły wiec i z tym
    dajmy sobie spokój i czekajmy aż smierc zapuka do drzwi
    taki byl mój przekaz

    przepraszam że chaotyczny ale w biegu
  • 24.07.07, 17:09 Odpowiedz
    Dlatego wlasnie o ile nam moralne szwy nie pekna a adwokaci nie puszcza z
    torbami IMHO winna byc dostepna opcja podawania placebo przez lekarza onkologa
    po wyczerpaniu innych mozliwosci i w porozumieniu z rodzina chorego.

    Druga mozliwosc to badania kliniczne: w USA sa programy badania nowych
    preparatow i chorzy moga ubiegac sie o leczenie nowym preparatem. Jesli zadziala
    to swietnie, jesli nie to sa dane pozwalajace stwierdzic ze jest on nieskuteczny.

    Co do innych potencjalnych lekow, to sprawa staje sie pogmatwana. Po pierwsze
    nie nalezy szkodzic. Wolna amerykanka w przyjmowaniu nie kontrolowanych w
    jakikolwiek sposob preparatow czy to ziolowych czy chemicznych nie pozwala na
    stwierdzenie co dziala, jakie daje powiklania, jakie dawki ewentualnie moglyby
    lagodzic objawy etc.
    W marcowym New Scientist byl artykul o nowym potencjalnym leku branym 'na
    dziko'. Jedno stwierdzenie mnie uderzylo: ow potencjalny lek moze powodowac
    objawy uboczne, dlatego na stwierdzenie iz umierajacy na raka nie maja nic do
    stracenia badajacy ow preparat naukowiec odparl 'owszem, mozesz umrzec za 6
    miesiecy nie biorac owego preparatu, mozesz takze usilowac sie nim leczyc,
    umrzec za 6 miesiecy z ktorych 5 spedzisz sparalizowany'.

    Psychologicznie rozumiem ludzi ktorzy postawieni pod sciana lapia sie brzytwy
    tyle ze dla mnie zaczyna byc to podbijanie bebenka. Za lat kilka moze sie okazac
    ze bedziesz zlym mezem/zona/corka/synem jesli nie zrobisz 'wszystkiego' aby
    ratowac chora osobe i pod 'wszystko' wstawisz tutaj kazda nawet najbardziej
    nonsensowna metode "leczenia" aplikowana przez ewidentnych naciagaczy.
  • 24.07.07, 22:50 Odpowiedz
    masz racje biorąc udział w prekursywnych nowatorskich odryciach bierzesz udział
    na własną odpowiedzialnośc w leczeniu pt. moze mi sie udam bo jesli juz nie ma
    szansy to nie mam nic do stracenia co tez moze byc zludne - ale z perspetywy
    umierającego szansa wyzdrownienia bije na glowe szanse smierci - odnosnie tego
    co piszesz to mam akurat pojecie bo moja mama leczyla się w N.Y. i "bawila" się
    w probowanie szansy ucieczki od smierci - przegrala co nie znaczy ze inni nie
    wygrają
    dalej bede sie upierala przy swoim wiara nawet w wit C jesli pomaga nalezy
    kontunuowac, to tak jak z ludzmi chorymi na nerwice - dasz im lek antylekowy -
    prosperują - dasz im placebo nie mowiac co to jest tez - ale trzeba dac im nadzieje
    pozd
  • 24.07.07, 22:54 Odpowiedz
    choć generalnie w Twoim spojrzeniu na to tez masz racje - kiedy lekarz mowi -
    nie ma chemi nie ma radioterapii bo nie ma po co - ty mowisz najbliszym nie ma
    innych alternatywnych nawet zludnych metod - potem przychodzi psycholog i mowi
    przykro mi nie ma juz nic - przynajmniej sytuacja jest jasna - wiem ze mam
    sporządzić testament i wykupic miejsce na cmenatarzu bo przynajmniej (nie
    wnikając w wiare kogokolwiek) potem nie ma juz nic
  • 24.07.07, 23:54 Odpowiedz
    Czasami trzeba powalczyć, żeby lekarze przynajmniej spróbowali. Jeśli będą
    pewni, że terapia przyniesie więcej szkody niż pożytku, wtedy żadne zioła nie
    pomogą.

    Jestem przekonany, że Vilcacora to placebo. Lepsza bezpośrednio z Peru, bo tak
    już jest z placebo, że im więcej wydamy pieniędzy i włożymy wysiłku w jego
    zdobycie, tym skuteczniejsze, ale wciąż tylko placebo.

    Temat jest bardzo trudny. Sam nie potrafiłem powiedzieć mojej mamie otwarcie co
    o tym myślę, kiedy próbowała się tym leczyć. Co więcej, żeby ją uspokoić, sam
    też to brałem, również bez pozytywnego skutku (pojawił się dwukrotnie przerzut)

    Po tych ciężkich doświadczeniach wiem, że takie złudzenia czynią więcej szkody
    niż dobrego, bo:
    - chory nie koncentruje się w 100% na prawidłowym leczeniu, a w skrajnym wypadku
    potrafi tak silnie uwierzyć w placebo, że zupełnie odpuszcza sobie standardowe
    leczenie
    - drugi aspekt opisała lepiej niż ja potrafię na początku tego wątku Balbinka:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37372&w=65455588&v=2&s=0
  • 25.07.07, 10:51 Odpowiedz
    Skoro wycięto całość ,bo można było to uznać za reklamę-fakt,że nie pomyślałem
    podaję tylko stronę: www.uncaria.pl
  • 25.07.07, 11:37 Odpowiedz
    z.d.r.o.w.y. a co w momencie jak nie ma juz żadnego leczenia i nie ma się na
    czym koncetrować a ktoś chce jeszcze jakąkolwiek nadzieje dostać od Ciebie?

    pozdr.Joanna
  • 25.07.07, 20:18 Odpowiedz
    Nie ośmielę się odpowiedzieć na to pytanie.
    Każdy sam musi sobie odpowiedzieć w swoim sumieniu. I niestety żadne wyjście nie
    jest tu dobre.

    Mogę tylko zauważyć, że jeśli ktoś nawet chce być oszukany, szuka nadziei za
    wszelką cenę, to jeszcze bardziej potrzebuje bliskości i wsparcia. Co będzie
    jeśli poczuje się oszukiwany?

  • 25.07.07, 22:07 Odpowiedz
    nie ma tu chyba ani dorbych ani złych odpowiedzi, w takich chwilach trudno
    wyrokować co dobre a co złe - miałam przykład oddzielania i udzielania rad przy
    chorobie tesciowej i mamy, im blizsza Ci osoba tym inaczej reagujesz, mniej
    myslisz obiektywnie bardziej emocjonalnie
    osobiscie nie wierze w takie placeba i leki typu vilca....nie potrafilam jednak
    odmowic tego mamie, ktora uwazala ze dzieki temu czuje się lepiej a dzięki
    bioenergoterapeucie guz zmalał (zmalał bo rak drobnokomorkowy dobrze poddaje się
    chemii) - i tak wszystko wg Niej dobrze szło że za dwa tygodnie zmarła -
    wszystko zalezy od świadomości jaką mamy w momencie zachorowania - jesli jej nie
    mamy czepiamy się nadziei i tego czym nas inni mamią
    siła woli życia jest wielka i niejeden diabłu duszę sprzedał - myślę że wszystko
    w miarę rozsądku
    zastanawiałam się dziś nad tematem zapozyczania na tego typu leczenie - mi bylo
    prosciej bo mama miala duzo pieniedzy i uwazalam że na to pracowala żeby w
    takich chwilach nie zalować tych pieniedzy (co nie znaczy ze gdyby ich nie miala
    sama bym jej nie kupila gdyby tego bardzo pragnela)
    czlowiek zawsze się ludzi, do konca, mysle że najbardziej się łudzi w sytuacjach
    ostatecznych - kiedy sobie pomyslalam ze gdyby mi ktos powiedzial ze umieram (a
    mam roczną coreczkę) to sprobowalabym wszystkiego nawet najbardziej
    iiracjonalnego dla mnie zeby tylko sprobowac z nią pobyc jeszcze jeden dzien dluzej
    wiec trudno na sucho oceniać decyzje i fakty
    zawsze jest to powiązane z osobami i emocjami
    cóż więcej powiedzieć że jest to powiązane z zyciem umierającego, ktore jest dla
    niego najwiekszą wartosćią
    pozdrawiam Was serdecznie
  • 28.07.07, 15:09 Odpowiedz
    scept89 napisał:

    > Dlatego wlasnie o ile nam moralne szwy nie pekna a adwokaci nie puszcza z
    > torbami IMHO winna byc dostepna opcja podawania placebo przez lekarza onkologa
    > po wyczerpaniu innych mozliwosci i w porozumieniu z rodzina chorego.
    >
    > Druga mozliwosc to badania kliniczne: w USA sa programy badania nowych
    > preparatow i chorzy moga ubiegac sie o leczenie nowym preparatem. Jesli
    zadzial
    > a
    > to swietnie, jesli nie to sa dane pozwalajace stwierdzic ze jest on
    nieskuteczn
    > y.
    >
    > Co do innych potencjalnych lekow, to sprawa staje sie pogmatwana. Po pierwsze
    > nie nalezy szkodzic. Wolna amerykanka w przyjmowaniu nie kontrolowanych w
    > jakikolwiek sposob preparatow czy to ziolowych czy chemicznych nie pozwala na
    > stwierdzenie co dziala, jakie daje powiklania, jakie dawki ewentualnie moglyby
    > lagodzic objawy etc.
    > W marcowym New Scientist byl artykul o nowym potencjalnym leku branym 'na
    > dziko'. Jedno stwierdzenie mnie uderzylo: ow potencjalny lek moze powodowac
    > objawy uboczne, dlatego na stwierdzenie iz umierajacy na raka nie maja nic do
    > stracenia badajacy ow preparat naukowiec odparl 'owszem, mozesz umrzec za 6
    > miesiecy nie biorac owego preparatu, mozesz takze usilowac sie nim leczyc,
    > umrzec za 6 miesiecy z ktorych 5 spedzisz sparalizowany'.
    >
    > Psychologicznie rozumiem ludzi ktorzy postawieni pod sciana lapia sie brzytwy
    > tyle ze dla mnie zaczyna byc to podbijanie bebenka. Za lat kilka moze sie
    okaza
    > c
    > ze bedziesz zlym mezem/zona/corka/synem jesli nie zrobisz 'wszystkiego' aby
    > ratowac chora osobe i pod 'wszystko' wstawisz tutaj kazda nawet najbardziej
    > nonsensowna metode "leczenia" aplikowana przez ewidentnych naciagaczy.



    Scept89 krotkie pytanie do Ciebie. Chorowales(as)na raka? Twoi bliscy przegrali
    walke? jezeli tak to dziwie sie ,ze tak podchodzisz do tej sprawy. Stracilam
    tatusia w listopadzie ubieglego roku. Walczylam o godne dozycie tatusia,ale jak
    naczytalam sie ,ze nie powinnismy dawac tatusiowi czerwonego miesa , ze cukier
    brazowy jest lepszy , ze jedzenie na parze powinno byc gotowane, to siostra
    zaopatrzyla sie w odpowiedni sprzet. Nie mieszkam w Polsce ,wiec obowiazek
    opieki nad tatusiem spadl na mamusie i siostre ,ale ja ze swojej strony
    zadzwonilam na 1800 Fight Canser , szukalam nowych mozliwosci, nie zapominajac
    jednoczesnie ,ze naszym zalozeniem jest zapewnic tatusiowi komfort zycia.
    Szwagier mieszkal w Niemczech wiec kupil Polyagre , tatus pil rowniez sok Noni.
    Czy uwazasz ,ze szkodzilismy tatusiowi?
    czy jestem beee? zla corka , zla zona , ktora chciala zeby maz i ojciec mial
    wiecej sily, mial apetyt , chodzil zamiast lezec , mial ochote przy brzydkeij
    pogodzie wsiasc na stacjonarny rowerek i pojezdzic?
    czy Ty nas (osoby walczace i osoby ,ktore stracily kogos bliskeigo)napewno
    rozumiesz?
    Pozdrawiam
    Goska
  • 28.07.07, 15:33 Odpowiedz
    Czy> scept89<jest chory ,bądź chorował na raka a może ktoś bliski jemu? Jeżeli
    nie to niech nie zabiera głosu!
  • 28.07.07, 23:12 Odpowiedz
    Problem polega na tym, że to źli ludzie bezwzględnie wykorzystują dobre żony,
    córki etc. dla własnej korzyści. Wykorzystują to, że jesteśmy w stanie zrobić
    wszystko by ratować siebie lub najbliższych.
    --
    zdrowy.blox.pl
  • 01.08.07, 08:21 Odpowiedz
    Moje kochane Panie. Jesli kupujecie vilcacore /nie wiem czy i jak ona dziala?
    to pamietajcie to nie jest ziolo! To jest kora z drzewa sprzedawana jest pod
    postacia takich deszczulek, kawalkow kory. Taka jedna deszczulka jest na 1 litr
    wody do ugotowania i picia przez caly dzien. Mieszkam w Nowym Jorku i kupowalam
    vilcacore w wielkim sklepie z zywnoscia poludniowoamerykanska dla malutkiego
    chlopczyka Krzysia z Tych ktory niestety nie zdazyl juz tego pic. Ta vilcacora
    ktora kupilam jest z certyfikatem i kosztuje grosze a nie to co oferuja w
    Polsce rozni zdziercy. Sprowadzona byla wprost z Peru razem z roznymi innymi
    ziolami. Jesli przysla wam na zamowienie jakies ziola mowiac, ze to vilcacora
    to im to odeslijcie bo to nie jest to.
  • 01.08.07, 08:24 Odpowiedz
    Jesli kupujecie vilcacore to tylko prosto z Peru! Wszelkich oszustow z roznych
    krajow nie bierzcie pod uwage bo jeszcze zedra z was kupe pieniedzy. Sa bez
    litosci.
  • 03.08.07, 18:04 Odpowiedz
    > Scept89 krotkie pytanie do Ciebie. Chorowales(as)na raka?

    Nie. Taki onkolog (ktorym nie jestem) tez nie musi byc chory aby leczyc ani aby
    wypowiadac sie o skutecznosci X w chorobie nowotworowej na podstawie dostepnej
    literatury.

    Chorujac nie nabywa sie jakiegos niedostepnego innym zmyslu pozwalajacego na
    ocene skutecznosci lekow a sadzac po wypowiedziach wielu zrozpaczonych ludzi
    jest dokladnie na odwrot.

    >Walczylam o godne dozycie tatusia,ale jak
    > naczytalam sie ,ze nie powinnismy dawac tatusiowi czerwonego miesa , ze cukier
    > brazowy jest lepszy , ze jedzenie na parze powinno byc gotowane, to siostra
    > zaopatrzyla sie w odpowiedni sprzet.

    Mala czepka: cukier brazowy to zwykly cukier zabarwiany melasa. Zysk z
    przerzucenia sie z bialego na brazowy jest praktycznie zerowy. Mikroelementy
    zawarte w melasie to kropla w porownaniu z iloscia tychze w mleku/owocach/warzywach.

    en.wikipedia.org/wiki/Brown_sugar
    www.newscientist.com/backpage.ns?id=mg18925352.300
    > Szwagier mieszkal w Niemczech wiec kupil Polyagre , tatus pil rowniez sok
    >Noni. Czy uwazasz ,ze szkodzilismy tatusiowi?

    Uwazam ze zdecydowanie pomogliscie dystrybutorom Polyagry i soku Noni.
    Zakladajac iz Tato wierzyl w lecznicze wlasciwosci tychze pomogliscie takze
    jemu. Jak pisalem powyzej taki sam efekt placebo odniosla by laktoza podana
    przez lekarza z zapewnieniem ze jest to nowy cudowny lek przeciwnowowtworowy.


    > czy Ty nas (osoby walczace i osoby ,ktore stracily kogos bliskeigo)napewno
    > rozumiesz?

    W czasach przygotowywania sie do inwazji Niemiec na Wielka Brytanie w
    poczatkowym okresie oddzialy obrony cywilnej Home Guard zbroily sie jak popadlo
    i w co popadlo. Jednym z srodkow majacych odeprzec atakujacych Niemcow byly noze
    na kijach:
    en.wikipedia.org/wiki/British_anti-invasion_preparations_of_World_War_II#Home_Guard

    Teraz Ty zadaj sobie pytanie:

    Czy osoba twierdzaca iz pikami nie przebije sie pancerza czolgu ani nie obroni
    przed karabinem maszynowym to:

    a) osoba nie rozumiejaca brytyjskiego ducha i woli oporu ktora to poniewaz
    osobiscie prochu nie wachala nie powinna sie wypowiadac

    b) realista

    Z punktu widzenia biologa niestety wiekszosc srodkow ktore maja 'leczyc' raka to
    nic innego tylko noze na kijach od szczotek przeciwko czolgom dodatkowo
    reklamowane slowami: 'tna czolgi jak maslo' i rzesza swiadkow 'sam widzialem
    czolg przeciety na pol'.

    Rozumiesz moje reakcje?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.