Dodaj do ulubionych

DLACZEGO RAK ZABIJA??????????????

16.08.07, 22:16
Szukając namiarów na pewnego onkologa znalazłam poniższy artykuł.
Ciągle nie mogę pojąć, jak wielkiego pecha miał mój tato, że przez
prawie pół roku (3 pobyty w różnych szpitalach, kilka wizyt u
lekarzy różnych specjalności), nikt nie wpadł na to, że to RAK!
Jestem zła na siebie, że w jakiś sposób pozwoliłam tacie tak bardzo
zaufać tym lekarzom!!!! :( Przytaczam ten artykuł, bo jest w nim
chyba samo życie, albo raczej mowa o tym jak się zabija.

"DLACZEGO RAK ZABIJA ?
Artykuł autorstwa Małgorzaty Fedorowicz, Nowa Trybuna Opolska
13.10.2006r.

Aż 80 procent chorych na raka w Polsce trafia do onkologa wtedy, gdy
na ratunek jest już za późno.

Wynika to z niskiego poziomu edu­kacji naszego społeczeństwa, para­
liżującego strachu przed wizytą u on­kologa - podkreśla dr Janusz
Meder, prezes polskjej Unii Onkologii. - Lu­dzie nie chcą wiedzieć,
że mają no­wotwór, Ale, niestety, wynika to rów­nież z niedoedukowania
lekarzy pierwszego kontaktu. Każdy z nich, czy to lekarz rodzinny,
czy specjali­sta, może być tżw. opóźniaczem. W nieskończoność leczy,
nie wiedząc co.
Pacjent z bólami korzonkowymi, z tzw. rwą kulszową, zgłasza się do
le­karza rodzinnego. Gdy choroba nie przechodzi, jest odsyłany do neu­
rologa, reumatologa, ortopedy. Tak mija rok. - Specjaliści
przepisują pa­cjentowi różne leki, natomiast nikt nie zleca mu
prześwietlenia bolą­cej części kręgosłupa - mówi dr Ja­nusz Meder z
Centrum Onkologii w Warszawie. - Wreszcie się oka­zuje, że rozwinął
się nowotwór z przerzutami do kości. My tym pa­cjentom, gdy w końcu
trafiają do na­szych przychodni, możemy już tylko przedłużyć życie.

PACJENT MA PRAWO WIEDZIEĆ
- Trudno chować głowę w piasek i mówić, że jest dobrze, jak jest
złe -przyznaje dr Kazimierz Drosik, or­dynator oddziały onkologii
klinicz­nej Opolskiego Centrum Medyczne­go. - W Polsce odsetek chorych
ko­biet, które przeżyły pięć lat od chwili wykrycia u nich raka
piersi i zasto­sowania leczenia, jest najniższy wśród krajów
europejskich i wyno­si tylko 44 procent. Tymczasem w Finlandii,
Francji czy Szwajcarii przekracza on ponad 77 procent Je­steśmy pod
tym względem gorsi niż Estonia, Wynika to z tego, że Polki nadal
zbyt rzadko zgłaszają się na ba­dania mammograficzne, gwarantu­jące
wczesne wykrycie nowotworu, a tym samym jego wyleczenie. Choć dostęp
do mammografii u nas bar­dzo się poprawił.
Pacjent ma prawo nie wiedzieć, że może grozić mu rak. Lekarzowi
jednak trudniej wybaczyć grzech za­niechania
Na oddział opolskiej onkologii kli­nicznej trafiła kobieta, która
przez dwa lata skarżyła się swojemu dok­torowi, że czuje się
osłabiona Lekarz nie zlecił jej jednak nigdy żadnych badań. Gdy w
końcu trafiła do cen­trum, była już w bardzo złym stanie. Okazało
się, że ma raka układu chłonnego. A nieustanne osłabienie było
jednym z jego typowych obja­wów.
- Często popełniany jest ten sam błąd, że powiększone węzły chłon­ne
leczy się miesiącami, przepisując pacjentowi antybiotyki - dodaje dr
Janusz Meder. - A nie pobiera się wycinka z węzłów i nie bada go pod
mikroskopem. Skutki tego są tragiczne.
Systematycznie do centrum przyj­mowani są pacjenci z nowotworem
jelita grubego w takim stadium, że dochodzi już do przerzutów do in­
nych narządów.
- Z rozmowy z chorym wyłania się często ten sam schemat: najpierw
przez pół roku omijał on lekarza, bo jak go zabolał żołądek, miał
wzdę­cia i biegunkę, to łykał coś na włas­ną rękę - opowiada dr
Kazimierz Drosik. - A gdy w końcu do niego poszedł, dostał znowu
jakieś leki, po­mogły, wiec lekarz nie pogłębiał diag­nostyki, nie
zalecił gastroskopii. Mi­nęło kolejne pół roku. Tabletki przyt­łumiły
prawdziwy obraz choroby, a ona podstępnie się rozwijała. W takich
przypadkach, po upływie roku od pojawienia się pierwszych
niepokojących objawów, my już naprawdę niewiele możemy pomóc.
-Znam kobietę, Która przez dziesięć lat była leczona czopkami na
hemoroidy, choć lekarz nawet jej wcześniej dokładnie nie przebadał -
re­lacjonuje Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Obrony Praw Pa­
cjentów Primum non Nocere. - Dosz­ło u niej najpierw do niedrożności
jelita, a następnie rozwinął się rak. Ta pacjentka żyje, ale
przeszła ge­hennę, została potwornie okaleczo­na.

TYDZIEŃ DLA ONKOLOGII
Zdaniem onkologów trudno oskarżać wszystkich lekarzy pierwszego
kontaktu o brak dobrej woli czy o świadome działanie na niekorzyść
pacjentów, którzy zwracają się do nich w pierwszej kolejności. (Bo
onkologów, do których nie po­trzeba skierowania, wolą na wszel­ki
wypadek omijać z daleka). Wy­nika to raczej z ich niewiedzy, braku
odpowiedniego przygotowania Trudno wymagać, aby każdy lekarz był
alfą i omegą. Jednak podstawo­wą wiedzę na temat nowotworów powinien
posiadać.
- Przede wszystkim problem tkwi w błędach w kształceniu przyszłych
lekarzy - podkreśla dr Kazimierz Drosik, konsultant wojewódzki ds.
onkologii klinicznej. –Zajęcia z on­kologii są traktowane na
uczelniach medycznych marginalnie. Poświęca się na nie na przykład
tylko... tydzień w trakcie całych studiów. Poza tym na wykładach z
onkologii mówi się głównie o metodach i skuteczności leczenia
nowotworów. A nie uczy się studentów jak je mają rozpoznawać, na co
w przyszłości zwracać szczególną uwagę i jak na danym etapie, czy to
pracując w rejonowej przychodni czy w powiatowym szpitalu, należy z
pacjentem postąpić. Nic więc dziwne­go, że potem diagnostyka tak
strasz­nie kuleje. Zdarza się, że nawet doświadczeni chirurdzy mają
kłopoty z rozpoznaniem groźnego raka skó­ry - czerniaka
Przyszli medycy uczą się na przy­kład o pęcherzyku żółciowym, o ka­
micy, a nikt im nie wpaja że w 65 proc. przypadków kamica towarzy­szy
rakowi pęcherzyka.
Ministerstwo Zdrowia dopiero niedawno się zreflektowało, że on­
kologia nie może być na studiach medycznych traktowana po maco­szemu
i planuje zwiększenie liczby zajęć z tej dziedziny. Przy akade­miach
medycznych mają powstać oddziały lub kliniki onkologiczne, w których
studenci poznawaliby choroby nowotworowe od strony praktycznej. Są
jednak przeciwnicy otwierania kolejnych oddziałów, któ­rzy tłumaczą,
że swoje ośrodki on­kologii ma już każde województwa Po co więc je
dublować? Minister­stwo Zdrowia musi ten problem roz­wiązać jak
najszybciej, bo nowotwory zbierają straszne żniwo.

BO BADANIE KOSZTUJE
U chorych zbyt późno rozpozna­je się też raka płuc i raka prostaty. -
Trafiła do nas skarga od rodzi­ny pacjenta, który miał wykonane
zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej, był na nim podejrzany cień,
ale lekarz to zbagatelizował – przytacza kolejny przykład Adam
Sandauer. – Nie zalecił bronchoskopii, która w takim przypadku jest
wskazana. Mężczyzna został wypisany ze szpitala do domu, ale już
długo w nim nie pobył. Jego stan mocno się pogorszył. Zrobiono mu po­
nownie zdjęcie klatki piersiowej i w miejscu, gdzie znajdował się
wcześniej cień - byt już guz. Męż­czyzna zmarł. Miał 50 lat.
Kiedyś każdy z nas musiał obo­wiązkowo się zgłaszać na prześwietlenie
płuc, każdemu przysyła­no wezwanie do domu. Dziś lekarze pierwszego
kontaktu nie kwapią się z wydawaniem skierowań na takie badanie. Bo
każde badanie to kosz­ty.
- Na całą diagnostykę na jednego pacjenta mogę przeznaczyć 60 zło­
tych na rok - mówi lekarka z nyskiej przychodni, prosząca o anonimo­
wość. - A samo badanie rtg kosztu­je ponad 50 złotych. Nie mogę go
zle­cać wszystkim rutynowo, bo mi nie wystarczy pieniędzy z
kontraktu..
- Każda diagnostyka wymaga kosztów, a na etapie podstawowej opieki
zdrowotnej ona niestety, ku­leje - podkreśla konsultant woje­wódzki
ds. onkologii klinicznej. - Na­leżałoby ustalić pewne standardy,
jasno określić, jakie badania zlecić i w jakich okolicznościach.
Onkolodzy zgłosili postulat w Mi­nisterstwie Zdrowia, aby przy opra­
cowywaniu tzw. koszyka świadczeń koniecznie uwzględnić tego rodzaju
badania.
Pro
Edytor zaawansowany
  • 16.08.07, 22:20
    cd. Projekt onkologów zakłada: Jeśli do lekarza w przychodni
    rejonowej zgłosi się np. pacjent skarżący się na przewlekłe biegunki
    lub zapar­cia, mdłości, ciągłe uczucie niestrawności itp., musi być
    skierowa­ny na gastroskopię, a następnie a następnie kolonoskopię. To
    ostatnie badanie pozwala wykryć polipy na jelicie gru­bym, będące
    stanem przednowotworowym. Wystarczy je usunąć, aby nie dopuścić do
    rozwoju raka. Kolonoskopia kosztuje bez porów­nania mniej niż
    późniejsza chemioterapia czy radioterapia.. A przede wszystkim daje
    większą szansę na przeżycie.


    NA POPRAWĘ CZEKAJ TYLKO 3 TYGODNIE
    - Wzrasta zachorowalność na ra­ka piersi - mówi dr Roman Kabarowski,
    specjalista onkolog i ra­diolog z Opolskiego Centrum Onkologii. -
    Przykładowo w roku 1985 na Opolszczyźnie wykryto 140 nowych
    przypadków tego nowo­tworu, a teraz odnotowuje się ich po­nad 300;
    Można tego raka wykryć w porę i w stu procentach wyleczyć. Niestety
    w poradniach „K" w naszym województwie nadal są lekarze, któ­rzy
    piersi u kobiet nie badają. A uwa­gi na ten temat wywołują u nich
    święte oburzenie.
    Prezes Polskiej Unii Onkologii Janusz Meder ma dla nas wszystkich ,
    prostą radę. – W onkologii obowiązuje złota zasada, która polega na
    tym, że jeśli, przez dwa – trzy tygodnie niepokojące objawy czy
    dolegliwości, których wcześniej nie było, się utrzymują, a lekarz na
    to nie zareaguje, to trzeba go zmienić i udać się po pomoc do kogoś
    innego.


    Pozdrawiam...
    Gosia

    PS. Właściwie co mnie powinno obchodzić, że jest mało godzin
    onkologii na studiach? To w żaden sposób nikogo nie tłumaczy. Jestem
    skłonna podejrzewać, że wielu forumowiczów wie więcej o różnego typu
    nowotworach i metodach walki z nimi niż nie jeden lekarz pierwszego
    kontaktu, a może i specjalista. Z drugiej strony, może oni nie muszą
    tyle wiedzieć, oni po prostu mają być czujni!!! Doświadczenia ludzi
    z tego forum pokazują, że ta czujność jednak zawodzi!!!! Przykre,
    niewybaczalne... :(
  • 16.08.07, 22:58
    z moich doświadczeń i obserwacji: rak zabija, bo mamy służbę zdrowia
    w opłakanym stanie i to nie tylko w sensie finansowym, ale też
    odnośnie kompetencji i wiedzy lekarzy...rak zabija, bo lekarze leczą
    SKUTKI a nie szukają PRZYCZYNY choroby( co w efekcie opóźnia jego
    diagnoze), rak zabija, bo nie robi się praktycznie NIC co mogłoby
    zapobiec jego powstawaniu...
  • 16.08.07, 23:28
    Niedouczenie? Sama nie wiem...
    Moaj mama ma raka wiem że jest leczona paliatywnie i że jej czas z
    nami nie bedzie juz długi..obym sie myliła...ale
    w 2000 roku mając problemy z watroba miała robiną przy okazji
    gastroskopie..wykazała sluzowate zmiany w przełyku...i przy wypisie
    nic...kompletnie nic...ja ani nikt z naszej rodziny sie na tym nie
    zna a skoro lekarz nie zaleca nic wiec sie mu wierzy...że nic nie
    trzeba..po 6 latach (bez jakiś objawów) wyrok :rak złosliwy- teraz
    zoładek ale poczatek był w przełyku.
    Człowiek zaczyna szukać, czytac....teraz wiem, że wtedy powinno sie
    te sluzowate zmiany zbadac (hist-pat)...może sześc late temu dałoby
    sie jeszcze cos zrobić...teraz rak zabija!!!!
    Mam inny zawód ale jak nie wiem nie wciskam kitu-mówie że nie wiem ,
    odsyłam, sama sprawdzam...
    Nie chcę szukac tu winnych, osądzac...może to sprawa braku wczesnego
    wykrywania, profilaktyki...sama nie wiem bo kiedy czytam posty
    niektórych (ostatnio o raku gardła -diagnoza w lutym -lekarz
    stwierdza, że dobrze że tak szybko bo to sie liczy...i czekanie na
    naswietlania do maja-nie wiem nie pamietam kto to wpisał....ale całe
    postepowanie w tym przypadku to jakis absurd).
    nie winię lekarzy ale cały nasz system opieki zdrowotnej jest
    chory!!!! Dlatego rak zabija jeszcze tak wielu bo wiem i wierze, że
    wczesnie wykryty da sie pokonać..
    jeśli kogos uraziłam przepraszam ale są chwile kiedy człowieka
    niektóre sparwy bardzo bolą....bolą bo sam sie z nimi styka.
    I tym wszystkim , których to spotyka życzę oprócz zdrówka
    wytrwałości bo tego czasem potrzeba najbardziej!
    A.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 17.08.07, 12:14
    brak wiedzy, przykład mój tatuś:
    miał ostre bóle w krzyżu i w lewym boku, zaczęły sie problemy z
    wypróżnianiem, lekarz rodzinyy uznał, że to takie uroki starzenia sie
    (tata ma 51 lat i wlasciwie do czasu choroby nie mial zadnych
    problemow, wrecz przeciwnie, byl caly czas naladowany energia,
    pracowal, lubial wypic piwko, normalny typowy facet), pzrepisal mu
    syropek na przeczyszczenie, tacie wcale sie po nim nie
    polepszylo,ciagle pytal skad ten bol, prosil o jakies
    pzreswietlenie, jak jzu nie bylo szans na badanie z NFZ ,prosil
    tylko o skierowanie, ze sami zaplacimy, lekarz twierdzil, ze nie ma
    potrzeby. no i wkoncu z cukrem powyzej 400 trafil na oddzial
    wewnetrzny, tam oczywiscie diagnoza-cukrzyca. i co?dali insulinke i
    wypisali do domu, aa przepraszam usg zrobili, na ktorym wszytsko bez
    zmian.a bolalo coraz bardziej, tata po nocach nie spal, juz w
    szpitalu w nocy do niego pielegnairki przychodzily z pból.
    lekami.jeszcze pzred wypisem tata chcial zaplacic za TK(on juz czul
    ze cos jest nie tak), ja zreszta jzu w marcu mowilam ze cos jest
    tatusiowi, normalny czlowiek nie chudnie ot tak sobie prawie 20kg, i
    postarzal sie na twarzy i jakos tak coraz czesciej wolal spokojnie
    polezec niz cos porobic,no i ten ból ;lekarze pomimo tego ze tak go
    bolało i tego chudniecia zostawili go sobie samemu. jak sie pozniej
    dowiedzialam, taka NAGŁA ostra cukrzyca, u osoby w tak ryzykownym
    wieku, ktora nie miala nigdy problemow z cukrem i do tego BOLI
    (cukrzyca NIE BOLI)juz powinna byc sygnalem do TK,lekarze to
    zbagatelizowali,wlasciwie nowotwor wykrilismy na "wlasne zyczenie"
    tatus musial jechac prawie 400km do gdanska(mieszkam w trojmiescie a
    rodzice w łódzkim) zeby zrobic badanie od reki, oczywiscie
    skierowanie dostal od diabetologa bo ani w szpitalu ani nikt inny
    nie chcial dac. reakcja lekarza rodzinnego na wyniki TK"jak to sie
    moglo stac?" no wlasnie, jak mozna czlowieka doprowadzic do takiego
    stanu... drugi przyklad mój kuzyn, leczony na zapalenie ucha,przy
    ktorym omdlenia i zawroty glowy i chudniecie! byly dla lekarza
    normalnoscia...w ostatniej chwili trafil na neurochirurgie, bo plyn
    mozgowo rdzeniowy zalewal powoli mózg, potem diagnoza-guz mózgu,
    zakonczylo sie wszytsko szczesliwie, ale jednak.. wlasciwie TK tez
    bylo robione prywatnie,bo do ostatniej chwili nikt nic sobie z
    objawow nie robil (a on z dnia na dzien po TK byl juz na stole
    operacyjnym i byl to ostatni moment zeby go ratowac) ...
    rozpisalam sie, ale naprawde nie ufajcie nikomu i wierzcie swojemu
    ciału, swojemu wzrokowi, jesli cos was niepokoi dzialajcie, mamy
    tylko jedno zycie, nie pozwolmy by ktos swoja niekompetencja nam je
    zniszczyl lub odebrał...
    sił duzo zycze i wiary pzrede wszytskim

    P.S. Z moich doswiadczen,nagłe chudniecie zawsze jest objawem czegos
    złego...
  • 18.08.07, 00:09
    Ja widziałam wypowiedz tej pani w TVN24, że to pracownizy ochrony
    nie zreagowali ale juz zostali pouczenia...............
    ...............ot i sprawa zalatwiona.........
    Równiez bez komentarza!
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 16.08.07, 23:31
    Kilka lat temu, po śmierci mojej koleżanki z pracy (rak jajnika),
    nabyłam książkę Durczoka pt. "Wygrać życie". Czytam w niej: "Ważne
    jest również to, co możemy zrobić sami. Rada na dziś jest jedna:
    trzeba wymuszać ile się da, bo gra idzie o nasze życie. Należy
    brutalnie żądać prawa dostępu do świadczeń zdrowotnych i nie
    zastanawiać się nad tym, czy są jakieś limity, czy nie. W tej
    kwestii musimy być bezwzględnymi egoistami." Najgorsze, że kiedy
    człowiek już wymusi i zrobi badanie, to i tak do końca nie jest
    pewny, czy opis prawidłowy, czy diagnoza trafiona.... A nawet jak
    nie wymusi i zrobi prywatnie, wątpliwości ma te same!!
  • 16.08.07, 23:49
    Czyli w sumie koło (błędne) się zamyka....i może mogłoby tak być.
    jednak przydałby się ktos kto po nim poprowadziłby człowieka zaręke
    i niektóre rzeczy wytłumaczył...
    Ot...zycie...
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 17.08.07, 07:06
    wydaje mi się że w naszej słuzbie zdrowia kieruje sie dobrem NFZ a
    nie pacjenta,mając problemy z oczami ze 3 lata temu ( wtedy wymagano
    skierowania do okulisty) pani doktor stwierdziła że minie da
    skierowania, bo wyczerpała juz limit(to było w grudniu)więc straszie
    sie zdenerwowałam i zapytałam czy bedzie leczyła mnie sama?to jest
    tylko namiastka tego z czym spotykaja się ludzie jeśli chcą iść do
    lekarza specjalisty lub zrobic podstawowe badania,zadkościa jest jak
    idzie się do lekarza i dostaje się najpierw skierowania na badania a
    dopiero sie jakąs chorobę diagnozuje, zazwyczaj od razu dostaje sie
    leki,gdyby ludzie mieli więcej zaufania do służby zdrowia chętniej
    by chodzili na badania profilaktyczne itd.lekarz który zajmuje sie
    chorym onkologicznie w hospicjum domowym potrafi powiedzieć "czego
    pani oode mnie wymaga przeciez pani wujek umiera"to były słowa
    lekarki hospicyjnej jak zadzwoniłam z zapytaniem jak ulżyć choremu w
    bólach i cierpieniu, jak sie pania doktor poprosiło żeby przyszła do
    pacjenta to przychodziła za 3, 4 dni szukalismy znajomych lekarzy
    którzy pomagali jak mogli przepisujac i podając kroplówki bo pani
    doktor hospicyjna nie miała czasu, jak zadzwoniliśmy do niej w kilka
    godzin przed śmiercią przyszła po 5 godzinach!!godzine niecalą przed
    tym jak wujek odszedł od nas, później nie mozna sie było do niej
    dodzwonic zeby przyszła i wypisała akt zgonu, zrobił to lekarz
    rodzinny, więc nie dziwie sie że ludzie nie chca chodzić do lekarzy,
    jeśłi maja doczynienia z osobami pokroju tej lekarki, a żniwo
    nowotwór zbiera niestety i to jest najsmutniejsze, pozdrawiam
    wszystkich serdecznie, trzeba walczyc z tą podstępna choroba.
  • 17.08.07, 07:36
    ....twierdzenie że większość z nas za późno pojawia się u lekarza
    jest trochę takim "mydleniem oczu", nawet gdy pacjent pojawia się u
    swojego lekarza rodzinnego z "jakimiś dolegliwościami" to albo
    zostaje spławiony jakimiś tabletami na recepcie lub potraktowany
    jako hipochondryk lub odesłany bo nie ma już limitów na ten rok,
    poza tym poziom diagnostyczny jest tragiczny, przykładem tego jest
    fakt że za większość badań płaciliśmy ze "swojej kieszeni".......bo
    terminy makabrycznie długie, na tomograf czas oczekiwania 5 m-
    cy !!!!! poźniej kolejne 3 na operację, łatwo policzyć że to jakieś
    ponad pół roku stracone, poza tym np nowotwory przewodu pokarmowego
    dają objawy dopiero już w bardzo zaawansowanej postaci, czyli
    potrzebne byłoby badanie przesiewowe za które musielibyśmy płacić
    sami ale czy wszystkich na to stać ....???

    Pozdrawiam
  • 17.08.07, 10:37
    Rak płuc u mojego taty-późna diagnoza
    Lekarz rodzinny przez 2 miesiace leczył tatę na rwę kulszowa 3
    miesiące leczył bóle w klatce piersiowej i przeziębienie -mówiąc, że
    to nerwobóle , potem że pewnie zwyrodnienie kręgosłupa . No i
    łaskawa pani doktor wymyśliła wreszcie prześwietlenie tego
    kręgosłupa , gdzie wyszło przy okazji! zacienienie na płucach. Tato
    regularnie chodził do lekarza , rok temu miał wykonane
    prześwietlenie klatki piersiowej- było czysto . Ale u nałogowego
    palacza (Z 50letnim starzem ) można samemu sie domyśleć że coś jest
    nie w porządku . Tylko moja mama cały czas obawiała się i przy
    każdej wizycie prosiła ,żeby ojciec brał skierowanie na
    prześwietlenie .
    Rak płuc z przerzutami do kości i wątroby.Jedna chemia ,nie ma już
    dalszego leczenia ze względu na zły stan serca .
    Wczoraj poszła do lekarza rodzinnego żeby napisała skierowanie na
    badania krwi i coś na odwodnienie .
    Pani doktor , powiedziała żebym tatę zapisała do hospicjum i tam
    wszystko dostanie .
    Pseudo -leczenie u rodzinnego a potem hospicjum to nam serwuje
    służba zdrowia.
  • 17.08.07, 11:22
    Kiedyś na wizycie w Lubelskim Centrum Onkologii Pani doktor
    powiedziała: żeby się znać to trzeba medycynę studiować. Nie będę
    juz przytaczać całego kontekstu ale miała zupełną rację!!! Dziasiaj
    pacjent musi się sam ratować, dużo czytać na temat swoich chorób.
    Boże jakie to straszne. Moja mama też ufała swojej lekarce
    gastrolog, która wielokrotnie robiła gastroskopię, nawet badała
    wycinki w bad.hist-pat.Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, czy nie
    umiała pobrać, czy nie z tych miejsc, udawała tylko że ją leczy.
    Dopiero po roku nieudolnego leczenia zrobiła prześwietlenie-skopię i
    jeszcze dodała, ze operacja nieunikniona ale nie musi być w tej
    chwili. Na stonie Polskiej Unii Onkologi pisze, że gdy podany
    antybiotyk nie działa trzeba uświadomić pacjenta żeby poszedł do
    onkologa wykluczyć ewentualny nowotwór i dalej leczyć innym
    antybiotykiem. W naszej rzeczywistości onkolog jest niestety na
    samym końcuuu! Nasi lekarze boją się przyznać że nie wiedzą jak
    leczyć, na oślep szukają leku jak im się uda to dobrze.
    Przepraszam bo niektórzy mogą się poczuć obrażeni, nie wszyscy
    napewno są tacy, są i cudowni lekarze min. w CO W-wa.
  • 17.08.07, 21:32
    to wlasnie ja pisalam o moim ojcu u ktorego w lutym stwierdzono raka
    gardla a w maju naswietlania .Jechal do szpitala z nadzieja,bo
    przeciez po to sie jedzie myslac ,ze wszystko bedzie
    dobrze.Wybralismy Gliwice przyjmujac ze to dobry szpital{tu
    przepraszam jesli kogos urazilam}ale okazal sie taki jaki sie
    okazal.Moj Boze zeby tyle czekac.Wlasciwie tez bylismy zdziwieni ze
    tak dlugo,ale myslalam .ze to w koncu lekarze i wiedza co robia.byl
    naswietlany przez 6 tyg,i po 4 tyg od przyjazdu do domu zmarl.Nasza
    sluzba zdrowia to jakies nieporozumienie!!!!!!!!!!
  • 17.08.07, 21:49
    Też się tego boję... A czas działa na niekorzyść! Też chcemy udać
    się do Gliwic, a jeśli nie tam, to może do Opola. Sama nie wiem.
    Każda decyzja taka trudna. O jakości usług służby zdrowia, to może
    dziś pomilczę... Wystarczy mi 3,5 godziny czekania w kolejce do
    rodzinnego lekarza!!! Totalny brak organizacji!!!!!!!!!!!!!!!
  • 17.08.07, 22:42
    Leczymy paliatywnie mamę (rak złosliwy żoładka)...powiem tak gdybym
    nie załatwiała prywatnych wizyt...płatnego TK itp. chyba nie
    miałabym mamusi...
    juz bym nie miala...bo kazali nam czekac na badanie kontrolne 6
    tyg ...od daty zarejestrowania...bo lekarz rodzinny raka chcial
    leczyc tabletkami....mimo wyniku hit-pat...stierdził, że robienie
    przeswietlenia RTG z kontrastem , markerów i reszty badan to absurd
    bo miałtakie przypadki i leczył je tabletkami...To są absurdy.
    Starośc trochę Panu Bogu sie nie udała...zamiast odpoczywac po
    odchowaniu dzieci...cieszyć sie wnukami, korzystać z jesieni zycia
    czlowiek cierpi...niesprawiedliwe... :(
    Teraz
    płacimy bo mama pracowała 40 lat..odkładała pieniądze...
    i tylko czasem zastanawiam sie na co szły te składki które płaciła
    przez tyle lat swojej pracy?????
    Wolę o tym nie myślec...bo sama strace nerwy....
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 18.08.07, 22:50
    Attenna, właśnie... Wszystko to bardzo boli. Chory jest po prostu
    system - ktoś kiedyś wymyślił coś, co się teraz absolutnie nie
    sprawdza! Przykre jednak jest to, że nikt tego nie zmienia, albo
    zmienia nieudolnie! Najgorsze jest to czekanie na wszystko, na
    badanie, na wynik, na konsultację... Dlatego każdy załatwia jak
    może! Udało mi się załatwić tacie scyntygrafię i TK praktycznie z
    dnia na dzień i powiem szczerze, że widząc na korytarzach CO ludzi,
    którzy mówili, jak długo czekali na te badania, czułam się po prostu
    wstrętnie... :( Tato nawet nie wie, jakie są terminy. Pewnie sobie
    myśli, że w tej chorobie jest się jakoś "uprzywilejowanym". A prawda
    jest taka, że to "uprzywilejowanie" wynika z uporu i próśb jego
    córki... :( Powiem szczerze, że czasem współczuję lekarzom, że muszą
    działać w tym chorym systemie, ale jeszcze bardziej niż współczuję
    podziwiam - zwłaszcza tych, o których dobrze się mówi, których się
    poleca bez cienia wątpliwości... Przykłady takich lekarzy znajdujemy
    na tym forum! Oby takich jak najwięcej!!!
  • 19.08.07, 21:00
    NIc dodac nic ując....
    Dopiero kiedy nas ta choroba dotknęła...zobaczyłam ogrom ludziego
    cierpienia, czekania, nadziei........bezsilności i godzenia się
    mimowolnego z takim systemem..........
    To wszystko boli!
    Jedno co może cieszyć, że są lekarze -Ludzie!!!! Własnie jak
    wspominasz...czesto polecani i wymieniani na tym forum.
    Oby byli jak najdlużej i oby ich było jak najwiecej.
    Pozdrawiam.
    Aneta
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 22.08.07, 14:10
    skopiuję z "mojej historii"
    Właściwie już od grudnia 2006 moja mama źle się czuła, była
    osłabiona i zmęczona.
    od lutego męczyły ją najpierw stany podgorączkowe, później już
    wysokie gorączki, bardzo sie pociła, bolała ją bardzo często głowa.
    Rozpoczęła wizyty u /hahaha/ lekarza /hahaha/ rodzinnego - diagnozy:
    grypa, angina, przeziębienie, menopauza, nadczynnośc tarczycy,
    wiosenne przesilenie. Leczył gripexem, ibupromem, witamina C
    Mama słabła i chudła..ale lekarz mówił, iz to przy tarczycy
    normalne /nie skierował na badania do poradni endokryn., nie
    zastosował leczenia/, wyznaczył zabieg podania jodu na 30 lipca!
    W maju mama znowu bardzo schudła - łącznie 10 kg - lekarz stwierdził
    iz to tarczyca i że musi wytrzymać do lipca..Gorączke miała juz
    prawie codziennie, straciła apetyt, miała wstręt do mięsa, zgagi,
    pobolewania
    Na początku czerwca zauważyliśmy, że mama jakby lekko zżółkła,
    zwłasza białka oczu,
    natychmiast poszła do lekarki się pokazać - a pani "doktor" na to że
    NIC nie widzi!!!Mama zażądała skierowania na badania krwi, wynik na
    drugi dzień - pani doktor lekko wytracona z równowagi gdyz mamie
    wyszła pokaźna żółtaczka - dała skierowanie na ostry dyżur do
    szpitala. I tu własnie rozpoczyna się nowy etap w naszym życiu, RAK.
    Dodam iż w szptalu diagnozowanie trwało ponad 2 tyg. Następnie mama
    dostała skierowanie na operację do innego szpitala - termin
    oczekiwania w kolejce do operacji - 4 miesiące!!!!!!!oczywiście
    musieliśmy "załatwić" to inaczej i czekaliśmy 3 tygodnie.

    a potem słyszymy - za późno Pani się zgłosiła...

  • 22.08.07, 20:42
    Właśnie... za późno!!!A dlaczego? Bo przez kawał czasu wszystkie
    diagnozy były chybione!!! Ilu jest takich pacjentów? Twoja mama, mój
    tato... Wychodzi na to, że trzeba od razu do onkologa!!
  • 08.12.07, 11:45
    Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka
    slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek (
    trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu
    prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, ustalono
    przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie
    guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie
    na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z
    innymi sposobami leczenia. Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie
    PSA raz w roku i poza opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo
    czekac na kolejna tragedie- w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych
    okazalo sie, ze tata ma guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i
    badaniach diagnoza sie potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do
    watroby.
    Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic
    szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak
    mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal
    srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia.
    Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci.
  • 21.08.07, 17:35
    Wlasnie opublikowano dane z lat 2000–02 przezywalnosci chorych w nowotworach w
    Europie. Dane sa nieco waskie (z PL sa to dane z Krakowa, Kielc i Warszawy ==
    ok. 9% populacji). Mimo iz ogolnie jestesmy w tyle to w wielu nowotworach
    przezywalnosc bywa lepsza niz np. w GB nie mowiac o Czechach.

    Mamy zdecydowanie kiepska ogolna przezywalnosc w neo spowodowana m.in. tym ze
    lezymy na lopatkach kiedy o przezywalnosc w najczesciej wystepujacych neo
    chodzi: j.grube, prostata, sutek, macica, szyjka. W tych (+ kilku innych) mamy
    > 10% roznice z liderami, np Szwecja.

    Recent cancer survival in Europe: a 2000–02 period analysis of EUROCAREnext
    term-4 data
    Dr Arduino Verdecchia et al.
    Lancet Oncology
    Published Online August 21, 2007
    DOI:10.1016/S1470-2045(07)70246-2
  • 08.12.07, 11:48
    Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka
    slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek (
    trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu
    prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, ustalono
    przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie
    guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie
    na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z
    innymi sposobami leczenia. Nietrzymanie moczu oczywiscie go dopadlo.
    Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie PSA raz w roku i poza
    opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo czekac na kolejna tragedie-
    w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych okazalo sie, ze tata ma
    guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i badaniach diagnoza sie
    potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do watroby.
    Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic
    szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak
    mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal
    srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia.
    Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci.
  • 10.12.07, 11:18
    Mamy po prosty chory system i w wiekszosci leniwych lekarzy, którzy
    czekają tylko na kasę nawet za wypisanie recepty.
    Moja mama w październiku 2005r trafiła do ginekologa ze zmianą na
    piersi. "Lekarz" po pobieżnym obadaniu jej stwierdził ,że ma 49 lat
    jest w fazie przekwitania i do tego jeszcze zaziebiła sobie pierś,
    nic jej nie będzie. Zaaplikował mamie antybiotyk, hormony i wysłał
    do domu. Na jej pytanie, czy powinna sobie zrobiś USG lub
    mammografie stwierdił ,że chyba zwariowała. Po co jak to zwykłe
    zaziebienie piersi. Faktycznie po antybiotyku zmiana ustąpila.
    Pojawiła sie ponownie w lutym 2006r.Mama znów poszła do
    tego "lekarza" i w bardzo brzydki sposób powiedział jej, że to jej
    wina bo sobie zaniedbała.A wtedy okazało się juz że to nowotwór
    piersi.Od marca chemioterapia,w maju operacja, później znów chemia
    i radioterapia. Po zakończeniu tego leczenia zalecono manie
    herceptynę. Lekarz co trzy tyg zlecał tylko badanie krwi -
    morfologię, która wychodziła jak u najzdrowszego niemowlaka.W
    czerwcu 2007r chorujemy wszyscy w domu, proszę lekarza w przychodni
    żeby przyszedł na wizytę domową, a on mi mówi, ze mama ma 50 lat
    wiec moze sobie sama przyjśc.W lipcu 2007r mama dostaje jakby
    niedowałdu prawej strony ciała, okazało sie, że jest przerzut na
    lewy płat czołowy, ale to dopiero po wyproszonym TK i to tylko
    głowy, bo po co robić całego ciała, szkoda kasy.
    Pod koniec sierpnia trafia na oddział neurochirurgii na usuniecie
    tego jednego ogniska(to był piątek). Tam tragedia, żeby
    pielęgniarka przyniosła szklanke wody, bo mama uwielbiała herbatę,
    to trzeba jej dać czekoladę.W środę mama dostaje temperatury, w
    czwartek pielęgniarki każą jej iść SAMEJ żeby zrobili jej
    prześwietlenie płuc, (bo osłuchowo wychodzi im ze zapalenie płuc
    jest. Mama protestuje, mówi, że nie ma siły i znów czekoladki, żeby
    ją zawiozły na to prześwietlenie. Okazuje sie, że jest cień na
    prawym płucu (przerzut). W niedzielę mama już nie ma sił, żeby iść
    do toalety, prosi pielegniarki trzy razy przed moim przyjazdem,
    żadna nie przyszła. W poniedziałek 3 września mama umiera. Byłam u
    niej rano, to jeszcze normalnie rozmawiałyśmy o domu, o tym co
    bedzie robiła jak do niego wróci. O 12.25 zmarła. A najgorsze jest
    to że nikt do mnie nie zadzwonił, nie zawiadomił mnie o jej
    śmierci. Przyszłam po pracy i zastałam puste łóżko.
    Po tym wszystkim co przeszłam przez ten czas jak słyszę, że
    pielęgniarki i lekarze chca podwyzek to mnie trafia. I tak sie
    zastanawiam po co płacę te cholerne składki jak i tak muszę za
    wszystko płacić dodatkowo.
    Ps. Chciałam w listopadzie zrobić córce badania krwi i moczu.
    Lekarka powiedziała mi ze nie da mi skierowania bo już miała raz
    robione badania w lutym. Po co robić je dwa razy w roku.
    Cóż zrobie je prywatnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.