DLACZEGO RAK ZABIJA?????????????? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Szukając namiarów na pewnego onkologa znalazłam poniższy artykuł.
    Ciągle nie mogę pojąć, jak wielkiego pecha miał mój tato, że przez
    prawie pół roku (3 pobyty w różnych szpitalach, kilka wizyt u
    lekarzy różnych specjalności), nikt nie wpadł na to, że to RAK!
    Jestem zła na siebie, że w jakiś sposób pozwoliłam tacie tak bardzo
    zaufać tym lekarzom!!!! :( Przytaczam ten artykuł, bo jest w nim
    chyba samo życie, albo raczej mowa o tym jak się zabija.

    "DLACZEGO RAK ZABIJA ?
    Artykuł autorstwa Małgorzaty Fedorowicz, Nowa Trybuna Opolska
    13.10.2006r.

    Aż 80 procent chorych na raka w Polsce trafia do onkologa wtedy, gdy
    na ratunek jest już za późno.

    Wynika to z niskiego poziomu edu­kacji naszego społeczeństwa, para­
    liżującego strachu przed wizytą u on­kologa - podkreśla dr Janusz
    Meder, prezes polskjej Unii Onkologii. - Lu­dzie nie chcą wiedzieć,
    że mają no­wotwór, Ale, niestety, wynika to rów­nież z niedoedukowania
    lekarzy pierwszego kontaktu. Każdy z nich, czy to lekarz rodzinny,
    czy specjali­sta, może być tżw. opóźniaczem. W nieskończoność leczy,
    nie wiedząc co.
    Pacjent z bólami korzonkowymi, z tzw. rwą kulszową, zgłasza się do
    le­karza rodzinnego. Gdy choroba nie przechodzi, jest odsyłany do neu­
    rologa, reumatologa, ortopedy. Tak mija rok. - Specjaliści
    przepisują pa­cjentowi różne leki, natomiast nikt nie zleca mu
    prześwietlenia bolą­cej części kręgosłupa - mówi dr Ja­nusz Meder z
    Centrum Onkologii w Warszawie. - Wreszcie się oka­zuje, że rozwinął
    się nowotwór z przerzutami do kości. My tym pa­cjentom, gdy w końcu
    trafiają do na­szych przychodni, możemy już tylko przedłużyć życie.

    PACJENT MA PRAWO WIEDZIEĆ
    - Trudno chować głowę w piasek i mówić, że jest dobrze, jak jest
    złe -przyznaje dr Kazimierz Drosik, or­dynator oddziały onkologii
    klinicz­nej Opolskiego Centrum Medyczne­go. - W Polsce odsetek chorych
    ko­biet, które przeżyły pięć lat od chwili wykrycia u nich raka
    piersi i zasto­sowania leczenia, jest najniższy wśród krajów
    europejskich i wyno­si tylko 44 procent. Tymczasem w Finlandii,
    Francji czy Szwajcarii przekracza on ponad 77 procent Je­steśmy pod
    tym względem gorsi niż Estonia, Wynika to z tego, że Polki nadal
    zbyt rzadko zgłaszają się na ba­dania mammograficzne, gwarantu­jące
    wczesne wykrycie nowotworu, a tym samym jego wyleczenie. Choć dostęp
    do mammografii u nas bar­dzo się poprawił.
    Pacjent ma prawo nie wiedzieć, że może grozić mu rak. Lekarzowi
    jednak trudniej wybaczyć grzech za­niechania
    Na oddział opolskiej onkologii kli­nicznej trafiła kobieta, która
    przez dwa lata skarżyła się swojemu dok­torowi, że czuje się
    osłabiona Lekarz nie zlecił jej jednak nigdy żadnych badań. Gdy w
    końcu trafiła do cen­trum, była już w bardzo złym stanie. Okazało
    się, że ma raka układu chłonnego. A nieustanne osłabienie było
    jednym z jego typowych obja­wów.
    - Często popełniany jest ten sam błąd, że powiększone węzły chłon­ne
    leczy się miesiącami, przepisując pacjentowi antybiotyki - dodaje dr
    Janusz Meder. - A nie pobiera się wycinka z węzłów i nie bada go pod
    mikroskopem. Skutki tego są tragiczne.
    Systematycznie do centrum przyj­mowani są pacjenci z nowotworem
    jelita grubego w takim stadium, że dochodzi już do przerzutów do in­
    nych narządów.
    - Z rozmowy z chorym wyłania się często ten sam schemat: najpierw
    przez pół roku omijał on lekarza, bo jak go zabolał żołądek, miał
    wzdę­cia i biegunkę, to łykał coś na włas­ną rękę - opowiada dr
    Kazimierz Drosik. - A gdy w końcu do niego poszedł, dostał znowu
    jakieś leki, po­mogły, wiec lekarz nie pogłębiał diag­nostyki, nie
    zalecił gastroskopii. Mi­nęło kolejne pół roku. Tabletki przyt­łumiły
    prawdziwy obraz choroby, a ona podstępnie się rozwijała. W takich
    przypadkach, po upływie roku od pojawienia się pierwszych
    niepokojących objawów, my już naprawdę niewiele możemy pomóc.
    -Znam kobietę, Która przez dziesięć lat była leczona czopkami na
    hemoroidy, choć lekarz nawet jej wcześniej dokładnie nie przebadał -
    re­lacjonuje Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Obrony Praw Pa­
    cjentów Primum non Nocere. - Dosz­ło u niej najpierw do niedrożności
    jelita, a następnie rozwinął się rak. Ta pacjentka żyje, ale
    przeszła ge­hennę, została potwornie okaleczo­na.

    TYDZIEŃ DLA ONKOLOGII
    Zdaniem onkologów trudno oskarżać wszystkich lekarzy pierwszego
    kontaktu o brak dobrej woli czy o świadome działanie na niekorzyść
    pacjentów, którzy zwracają się do nich w pierwszej kolejności. (Bo
    onkologów, do których nie po­trzeba skierowania, wolą na wszel­ki
    wypadek omijać z daleka). Wy­nika to raczej z ich niewiedzy, braku
    odpowiedniego przygotowania Trudno wymagać, aby każdy lekarz był
    alfą i omegą. Jednak podstawo­wą wiedzę na temat nowotworów powinien
    posiadać.
    - Przede wszystkim problem tkwi w błędach w kształceniu przyszłych
    lekarzy - podkreśla dr Kazimierz Drosik, konsultant wojewódzki ds.
    onkologii klinicznej. –Zajęcia z on­kologii są traktowane na
    uczelniach medycznych marginalnie. Poświęca się na nie na przykład
    tylko... tydzień w trakcie całych studiów. Poza tym na wykładach z
    onkologii mówi się głównie o metodach i skuteczności leczenia
    nowotworów. A nie uczy się studentów jak je mają rozpoznawać, na co
    w przyszłości zwracać szczególną uwagę i jak na danym etapie, czy to
    pracując w rejonowej przychodni czy w powiatowym szpitalu, należy z
    pacjentem postąpić. Nic więc dziwne­go, że potem diagnostyka tak
    strasz­nie kuleje. Zdarza się, że nawet doświadczeni chirurdzy mają
    kłopoty z rozpoznaniem groźnego raka skó­ry - czerniaka
    Przyszli medycy uczą się na przy­kład o pęcherzyku żółciowym, o ka­
    micy, a nikt im nie wpaja że w 65 proc. przypadków kamica towarzy­szy
    rakowi pęcherzyka.
    Ministerstwo Zdrowia dopiero niedawno się zreflektowało, że on­
    kologia nie może być na studiach medycznych traktowana po maco­szemu
    i planuje zwiększenie liczby zajęć z tej dziedziny. Przy akade­miach
    medycznych mają powstać oddziały lub kliniki onkologiczne, w których
    studenci poznawaliby choroby nowotworowe od strony praktycznej. Są
    jednak przeciwnicy otwierania kolejnych oddziałów, któ­rzy tłumaczą,
    że swoje ośrodki on­kologii ma już każde województwa Po co więc je
    dublować? Minister­stwo Zdrowia musi ten problem roz­wiązać jak
    najszybciej, bo nowotwory zbierają straszne żniwo.

    BO BADANIE KOSZTUJE
    U chorych zbyt późno rozpozna­je się też raka płuc i raka prostaty. -
    Trafiła do nas skarga od rodzi­ny pacjenta, który miał wykonane
    zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej, był na nim podejrzany cień,
    ale lekarz to zbagatelizował – przytacza kolejny przykład Adam
    Sandauer. – Nie zalecił bronchoskopii, która w takim przypadku jest
    wskazana. Mężczyzna został wypisany ze szpitala do domu, ale już
    długo w nim nie pobył. Jego stan mocno się pogorszył. Zrobiono mu po­
    nownie zdjęcie klatki piersiowej i w miejscu, gdzie znajdował się
    wcześniej cień - byt już guz. Męż­czyzna zmarł. Miał 50 lat.
    Kiedyś każdy z nas musiał obo­wiązkowo się zgłaszać na prześwietlenie
    płuc, każdemu przysyła­no wezwanie do domu. Dziś lekarze pierwszego
    kontaktu nie kwapią się z wydawaniem skierowań na takie badanie. Bo
    każde badanie to kosz­ty.
    - Na całą diagnostykę na jednego pacjenta mogę przeznaczyć 60 zło­
    tych na rok - mówi lekarka z nyskiej przychodni, prosząca o anonimo­
    wość. - A samo badanie rtg kosztu­je ponad 50 złotych. Nie mogę go
    zle­cać wszystkim rutynowo, bo mi nie wystarczy pieniędzy z
    kontraktu..
    - Każda diagnostyka wymaga kosztów, a na etapie podstawowej opieki
    zdrowotnej ona niestety, ku­leje - podkreśla konsultant woje­wódzki
    ds. onkologii klinicznej. - Na­leżałoby ustalić pewne standardy,
    jasno określić, jakie badania zlecić i w jakich okolicznościach.
    Onkolodzy zgłosili postulat w Mi­nisterstwie Zdrowia, aby przy opra­
    cowywaniu tzw. koszyka świadczeń koniecznie uwzględnić tego rodzaju
    badania.
    Pro
    • cd. Projekt onkologów zakłada: Jeśli do lekarza w przychodni
      rejonowej zgłosi się np. pacjent skarżący się na przewlekłe biegunki
      lub zapar­cia, mdłości, ciągłe uczucie niestrawności itp., musi być
      skierowa­ny na gastroskopię, a następnie a następnie kolonoskopię. To
      ostatnie badanie pozwala wykryć polipy na jelicie gru­bym, będące
      stanem przednowotworowym. Wystarczy je usunąć, aby nie dopuścić do
      rozwoju raka. Kolonoskopia kosztuje bez porów­nania mniej niż
      późniejsza chemioterapia czy radioterapia.. A przede wszystkim daje
      większą szansę na przeżycie.


      NA POPRAWĘ CZEKAJ TYLKO 3 TYGODNIE
      - Wzrasta zachorowalność na ra­ka piersi - mówi dr Roman Kabarowski,
      specjalista onkolog i ra­diolog z Opolskiego Centrum Onkologii. -
      Przykładowo w roku 1985 na Opolszczyźnie wykryto 140 nowych
      przypadków tego nowo­tworu, a teraz odnotowuje się ich po­nad 300;
      Można tego raka wykryć w porę i w stu procentach wyleczyć. Niestety
      w poradniach „K" w naszym województwie nadal są lekarze, któ­rzy
      piersi u kobiet nie badają. A uwa­gi na ten temat wywołują u nich
      święte oburzenie.
      Prezes Polskiej Unii Onkologii Janusz Meder ma dla nas wszystkich ,
      prostą radę. – W onkologii obowiązuje złota zasada, która polega na
      tym, że jeśli, przez dwa – trzy tygodnie niepokojące objawy czy
      dolegliwości, których wcześniej nie było, się utrzymują, a lekarz na
      to nie zareaguje, to trzeba go zmienić i udać się po pomoc do kogoś
      innego.


      Pozdrawiam...
      Gosia

      PS. Właściwie co mnie powinno obchodzić, że jest mało godzin
      onkologii na studiach? To w żaden sposób nikogo nie tłumaczy. Jestem
      skłonna podejrzewać, że wielu forumowiczów wie więcej o różnego typu
      nowotworach i metodach walki z nimi niż nie jeden lekarz pierwszego
      kontaktu, a może i specjalista. Z drugiej strony, może oni nie muszą
      tyle wiedzieć, oni po prostu mają być czujni!!! Doświadczenia ludzi
      z tego forum pokazują, że ta czujność jednak zawodzi!!!! Przykre,
      niewybaczalne... :(
      • z moich doświadczeń i obserwacji: rak zabija, bo mamy służbę zdrowia
        w opłakanym stanie i to nie tylko w sensie finansowym, ale też
        odnośnie kompetencji i wiedzy lekarzy...rak zabija, bo lekarze leczą
        SKUTKI a nie szukają PRZYCZYNY choroby( co w efekcie opóźnia jego
        diagnoze), rak zabija, bo nie robi się praktycznie NIC co mogłoby
        zapobiec jego powstawaniu...
        • Niedouczenie? Sama nie wiem...
          Moaj mama ma raka wiem że jest leczona paliatywnie i że jej czas z
          nami nie bedzie juz długi..obym sie myliła...ale
          w 2000 roku mając problemy z watroba miała robiną przy okazji
          gastroskopie..wykazała sluzowate zmiany w przełyku...i przy wypisie
          nic...kompletnie nic...ja ani nikt z naszej rodziny sie na tym nie
          zna a skoro lekarz nie zaleca nic wiec sie mu wierzy...że nic nie
          trzeba..po 6 latach (bez jakiś objawów) wyrok :rak złosliwy- teraz
          zoładek ale poczatek był w przełyku.
          Człowiek zaczyna szukać, czytac....teraz wiem, że wtedy powinno sie
          te sluzowate zmiany zbadac (hist-pat)...może sześc late temu dałoby
          sie jeszcze cos zrobić...teraz rak zabija!!!!
          Mam inny zawód ale jak nie wiem nie wciskam kitu-mówie że nie wiem ,
          odsyłam, sama sprawdzam...
          Nie chcę szukac tu winnych, osądzac...może to sprawa braku wczesnego
          wykrywania, profilaktyki...sama nie wiem bo kiedy czytam posty
          niektórych (ostatnio o raku gardła -diagnoza w lutym -lekarz
          stwierdza, że dobrze że tak szybko bo to sie liczy...i czekanie na
          naswietlania do maja-nie wiem nie pamietam kto to wpisał....ale całe
          postepowanie w tym przypadku to jakis absurd).
          nie winię lekarzy ale cały nasz system opieki zdrowotnej jest
          chory!!!! Dlatego rak zabija jeszcze tak wielu bo wiem i wierze, że
          wczesnie wykryty da sie pokonać..
          jeśli kogos uraziłam przepraszam ale są chwile kiedy człowieka
          niektóre sparwy bardzo bolą....bolą bo sam sie z nimi styka.
          I tym wszystkim , których to spotyka życzę oprócz zdrówka
          wytrwałości bo tego czasem potrzeba najbardziej!
          A.
          --
          "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
          pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
          będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
          • brak wiedzy, przykład mój tatuś:
            miał ostre bóle w krzyżu i w lewym boku, zaczęły sie problemy z
            wypróżnianiem, lekarz rodzinyy uznał, że to takie uroki starzenia sie
            (tata ma 51 lat i wlasciwie do czasu choroby nie mial zadnych
            problemow, wrecz przeciwnie, byl caly czas naladowany energia,
            pracowal, lubial wypic piwko, normalny typowy facet), pzrepisal mu
            syropek na przeczyszczenie, tacie wcale sie po nim nie
            polepszylo,ciagle pytal skad ten bol, prosil o jakies
            pzreswietlenie, jak jzu nie bylo szans na badanie z NFZ ,prosil
            tylko o skierowanie, ze sami zaplacimy, lekarz twierdzil, ze nie ma
            potrzeby. no i wkoncu z cukrem powyzej 400 trafil na oddzial
            wewnetrzny, tam oczywiscie diagnoza-cukrzyca. i co?dali insulinke i
            wypisali do domu, aa przepraszam usg zrobili, na ktorym wszytsko bez
            zmian.a bolalo coraz bardziej, tata po nocach nie spal, juz w
            szpitalu w nocy do niego pielegnairki przychodzily z pból.
            lekami.jeszcze pzred wypisem tata chcial zaplacic za TK(on juz czul
            ze cos jest nie tak), ja zreszta jzu w marcu mowilam ze cos jest
            tatusiowi, normalny czlowiek nie chudnie ot tak sobie prawie 20kg, i
            postarzal sie na twarzy i jakos tak coraz czesciej wolal spokojnie
            polezec niz cos porobic,no i ten ból ;lekarze pomimo tego ze tak go
            bolało i tego chudniecia zostawili go sobie samemu. jak sie pozniej
            dowiedzialam, taka NAGŁA ostra cukrzyca, u osoby w tak ryzykownym
            wieku, ktora nie miala nigdy problemow z cukrem i do tego BOLI
            (cukrzyca NIE BOLI)juz powinna byc sygnalem do TK,lekarze to
            zbagatelizowali,wlasciwie nowotwor wykrilismy na "wlasne zyczenie"
            tatus musial jechac prawie 400km do gdanska(mieszkam w trojmiescie a
            rodzice w łódzkim) zeby zrobic badanie od reki, oczywiscie
            skierowanie dostal od diabetologa bo ani w szpitalu ani nikt inny
            nie chcial dac. reakcja lekarza rodzinnego na wyniki TK"jak to sie
            moglo stac?" no wlasnie, jak mozna czlowieka doprowadzic do takiego
            stanu... drugi przyklad mój kuzyn, leczony na zapalenie ucha,przy
            ktorym omdlenia i zawroty glowy i chudniecie! byly dla lekarza
            normalnoscia...w ostatniej chwili trafil na neurochirurgie, bo plyn
            mozgowo rdzeniowy zalewal powoli mózg, potem diagnoza-guz mózgu,
            zakonczylo sie wszytsko szczesliwie, ale jednak.. wlasciwie TK tez
            bylo robione prywatnie,bo do ostatniej chwili nikt nic sobie z
            objawow nie robil (a on z dnia na dzien po TK byl juz na stole
            operacyjnym i byl to ostatni moment zeby go ratowac) ...
            rozpisalam sie, ale naprawde nie ufajcie nikomu i wierzcie swojemu
            ciału, swojemu wzrokowi, jesli cos was niepokoi dzialajcie, mamy
            tylko jedno zycie, nie pozwolmy by ktos swoja niekompetencja nam je
            zniszczyl lub odebrał...
            sił duzo zycze i wiary pzrede wszytskim

            P.S. Z moich doswiadczen,nagłe chudniecie zawsze jest objawem czegos
            złego...
    • Kilka lat temu, po śmierci mojej koleżanki z pracy (rak jajnika),
      nabyłam książkę Durczoka pt. "Wygrać życie". Czytam w niej: "Ważne
      jest również to, co możemy zrobić sami. Rada na dziś jest jedna:
      trzeba wymuszać ile się da, bo gra idzie o nasze życie. Należy
      brutalnie żądać prawa dostępu do świadczeń zdrowotnych i nie
      zastanawiać się nad tym, czy są jakieś limity, czy nie. W tej
      kwestii musimy być bezwzględnymi egoistami." Najgorsze, że kiedy
      człowiek już wymusi i zrobi badanie, to i tak do końca nie jest
      pewny, czy opis prawidłowy, czy diagnoza trafiona.... A nawet jak
      nie wymusi i zrobi prywatnie, wątpliwości ma te same!!
      • Czyli w sumie koło (błędne) się zamyka....i może mogłoby tak być.
        jednak przydałby się ktos kto po nim poprowadziłby człowieka zaręke
        i niektóre rzeczy wytłumaczył...
        Ot...zycie...
        --
        "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
        pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
        będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
        • wydaje mi się że w naszej słuzbie zdrowia kieruje sie dobrem NFZ a
          nie pacjenta,mając problemy z oczami ze 3 lata temu ( wtedy wymagano
          skierowania do okulisty) pani doktor stwierdziła że minie da
          skierowania, bo wyczerpała juz limit(to było w grudniu)więc straszie
          sie zdenerwowałam i zapytałam czy bedzie leczyła mnie sama?to jest
          tylko namiastka tego z czym spotykaja się ludzie jeśli chcą iść do
          lekarza specjalisty lub zrobic podstawowe badania,zadkościa jest jak
          idzie się do lekarza i dostaje się najpierw skierowania na badania a
          dopiero sie jakąs chorobę diagnozuje, zazwyczaj od razu dostaje sie
          leki,gdyby ludzie mieli więcej zaufania do służby zdrowia chętniej
          by chodzili na badania profilaktyczne itd.lekarz który zajmuje sie
          chorym onkologicznie w hospicjum domowym potrafi powiedzieć "czego
          pani oode mnie wymaga przeciez pani wujek umiera"to były słowa
          lekarki hospicyjnej jak zadzwoniłam z zapytaniem jak ulżyć choremu w
          bólach i cierpieniu, jak sie pania doktor poprosiło żeby przyszła do
          pacjenta to przychodziła za 3, 4 dni szukalismy znajomych lekarzy
          którzy pomagali jak mogli przepisujac i podając kroplówki bo pani
          doktor hospicyjna nie miała czasu, jak zadzwoniliśmy do niej w kilka
          godzin przed śmiercią przyszła po 5 godzinach!!godzine niecalą przed
          tym jak wujek odszedł od nas, później nie mozna sie było do niej
          dodzwonic zeby przyszła i wypisała akt zgonu, zrobił to lekarz
          rodzinny, więc nie dziwie sie że ludzie nie chca chodzić do lekarzy,
          jeśłi maja doczynienia z osobami pokroju tej lekarki, a żniwo
          nowotwór zbiera niestety i to jest najsmutniejsze, pozdrawiam
          wszystkich serdecznie, trzeba walczyc z tą podstępna choroba.
    • ....twierdzenie że większość z nas za późno pojawia się u lekarza
      jest trochę takim "mydleniem oczu", nawet gdy pacjent pojawia się u
      swojego lekarza rodzinnego z "jakimiś dolegliwościami" to albo
      zostaje spławiony jakimiś tabletami na recepcie lub potraktowany
      jako hipochondryk lub odesłany bo nie ma już limitów na ten rok,
      poza tym poziom diagnostyczny jest tragiczny, przykładem tego jest
      fakt że za większość badań płaciliśmy ze "swojej kieszeni".......bo
      terminy makabrycznie długie, na tomograf czas oczekiwania 5 m-
      cy !!!!! poźniej kolejne 3 na operację, łatwo policzyć że to jakieś
      ponad pół roku stracone, poza tym np nowotwory przewodu pokarmowego
      dają objawy dopiero już w bardzo zaawansowanej postaci, czyli
      potrzebne byłoby badanie przesiewowe za które musielibyśmy płacić
      sami ale czy wszystkich na to stać ....???

      Pozdrawiam
      • Rak płuc u mojego taty-późna diagnoza
        Lekarz rodzinny przez 2 miesiace leczył tatę na rwę kulszowa 3
        miesiące leczył bóle w klatce piersiowej i przeziębienie -mówiąc, że
        to nerwobóle , potem że pewnie zwyrodnienie kręgosłupa . No i
        łaskawa pani doktor wymyśliła wreszcie prześwietlenie tego
        kręgosłupa , gdzie wyszło przy okazji! zacienienie na płucach. Tato
        regularnie chodził do lekarza , rok temu miał wykonane
        prześwietlenie klatki piersiowej- było czysto . Ale u nałogowego
        palacza (Z 50letnim starzem ) można samemu sie domyśleć że coś jest
        nie w porządku . Tylko moja mama cały czas obawiała się i przy
        każdej wizycie prosiła ,żeby ojciec brał skierowanie na
        prześwietlenie .
        Rak płuc z przerzutami do kości i wątroby.Jedna chemia ,nie ma już
        dalszego leczenia ze względu na zły stan serca .
        Wczoraj poszła do lekarza rodzinnego żeby napisała skierowanie na
        badania krwi i coś na odwodnienie .
        Pani doktor , powiedziała żebym tatę zapisała do hospicjum i tam
        wszystko dostanie .
        Pseudo -leczenie u rodzinnego a potem hospicjum to nam serwuje
        służba zdrowia.
        • Kiedyś na wizycie w Lubelskim Centrum Onkologii Pani doktor
          powiedziała: żeby się znać to trzeba medycynę studiować. Nie będę
          juz przytaczać całego kontekstu ale miała zupełną rację!!! Dziasiaj
          pacjent musi się sam ratować, dużo czytać na temat swoich chorób.
          Boże jakie to straszne. Moja mama też ufała swojej lekarce
          gastrolog, która wielokrotnie robiła gastroskopię, nawet badała
          wycinki w bad.hist-pat.Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, czy nie
          umiała pobrać, czy nie z tych miejsc, udawała tylko że ją leczy.
          Dopiero po roku nieudolnego leczenia zrobiła prześwietlenie-skopię i
          jeszcze dodała, ze operacja nieunikniona ale nie musi być w tej
          chwili. Na stonie Polskiej Unii Onkologi pisze, że gdy podany
          antybiotyk nie działa trzeba uświadomić pacjenta żeby poszedł do
          onkologa wykluczyć ewentualny nowotwór i dalej leczyć innym
          antybiotykiem. W naszej rzeczywistości onkolog jest niestety na
          samym końcuuu! Nasi lekarze boją się przyznać że nie wiedzą jak
          leczyć, na oślep szukają leku jak im się uda to dobrze.
          Przepraszam bo niektórzy mogą się poczuć obrażeni, nie wszyscy
          napewno są tacy, są i cudowni lekarze min. w CO W-wa.
          • to wlasnie ja pisalam o moim ojcu u ktorego w lutym stwierdzono raka
            gardla a w maju naswietlania .Jechal do szpitala z nadzieja,bo
            przeciez po to sie jedzie myslac ,ze wszystko bedzie
            dobrze.Wybralismy Gliwice przyjmujac ze to dobry szpital{tu
            przepraszam jesli kogos urazilam}ale okazal sie taki jaki sie
            okazal.Moj Boze zeby tyle czekac.Wlasciwie tez bylismy zdziwieni ze
            tak dlugo,ale myslalam .ze to w koncu lekarze i wiedza co robia.byl
            naswietlany przez 6 tyg,i po 4 tyg od przyjazdu do domu zmarl.Nasza
            sluzba zdrowia to jakies nieporozumienie!!!!!!!!!!
            • Też się tego boję... A czas działa na niekorzyść! Też chcemy udać
              się do Gliwic, a jeśli nie tam, to może do Opola. Sama nie wiem.
              Każda decyzja taka trudna. O jakości usług służby zdrowia, to może
              dziś pomilczę... Wystarczy mi 3,5 godziny czekania w kolejce do
              rodzinnego lekarza!!! Totalny brak organizacji!!!!!!!!!!!!!!!
              • Leczymy paliatywnie mamę (rak złosliwy żoładka)...powiem tak gdybym
                nie załatwiała prywatnych wizyt...płatnego TK itp. chyba nie
                miałabym mamusi...
                juz bym nie miala...bo kazali nam czekac na badanie kontrolne 6
                tyg ...od daty zarejestrowania...bo lekarz rodzinny raka chcial
                leczyc tabletkami....mimo wyniku hit-pat...stierdził, że robienie
                przeswietlenia RTG z kontrastem , markerów i reszty badan to absurd
                bo miałtakie przypadki i leczył je tabletkami...To są absurdy.
                Starośc trochę Panu Bogu sie nie udała...zamiast odpoczywac po
                odchowaniu dzieci...cieszyć sie wnukami, korzystać z jesieni zycia
                czlowiek cierpi...niesprawiedliwe... :(
                Teraz
                płacimy bo mama pracowała 40 lat..odkładała pieniądze...
                i tylko czasem zastanawiam sie na co szły te składki które płaciła
                przez tyle lat swojej pracy?????
                Wolę o tym nie myślec...bo sama strace nerwy....
                --
                "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
                pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
                będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
                • Attenna, właśnie... Wszystko to bardzo boli. Chory jest po prostu
                  system - ktoś kiedyś wymyślił coś, co się teraz absolutnie nie
                  sprawdza! Przykre jednak jest to, że nikt tego nie zmienia, albo
                  zmienia nieudolnie! Najgorsze jest to czekanie na wszystko, na
                  badanie, na wynik, na konsultację... Dlatego każdy załatwia jak
                  może! Udało mi się załatwić tacie scyntygrafię i TK praktycznie z
                  dnia na dzień i powiem szczerze, że widząc na korytarzach CO ludzi,
                  którzy mówili, jak długo czekali na te badania, czułam się po prostu
                  wstrętnie... :( Tato nawet nie wie, jakie są terminy. Pewnie sobie
                  myśli, że w tej chorobie jest się jakoś "uprzywilejowanym". A prawda
                  jest taka, że to "uprzywilejowanie" wynika z uporu i próśb jego
                  córki... :( Powiem szczerze, że czasem współczuję lekarzom, że muszą
                  działać w tym chorym systemie, ale jeszcze bardziej niż współczuję
                  podziwiam - zwłaszcza tych, o których dobrze się mówi, których się
                  poleca bez cienia wątpliwości... Przykłady takich lekarzy znajdujemy
                  na tym forum! Oby takich jak najwięcej!!!
                  • NIc dodac nic ując....
                    Dopiero kiedy nas ta choroba dotknęła...zobaczyłam ogrom ludziego
                    cierpienia, czekania, nadziei........bezsilności i godzenia się
                    mimowolnego z takim systemem..........
                    To wszystko boli!
                    Jedno co może cieszyć, że są lekarze -Ludzie!!!! Własnie jak
                    wspominasz...czesto polecani i wymieniani na tym forum.
                    Oby byli jak najdlużej i oby ich było jak najwiecej.
                    Pozdrawiam.
                    Aneta
                    --
                    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
                    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
                    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
                    • skopiuję z "mojej historii"
                      Właściwie już od grudnia 2006 moja mama źle się czuła, była
                      osłabiona i zmęczona.
                      od lutego męczyły ją najpierw stany podgorączkowe, później już
                      wysokie gorączki, bardzo sie pociła, bolała ją bardzo często głowa.
                      Rozpoczęła wizyty u /hahaha/ lekarza /hahaha/ rodzinnego - diagnozy:
                      grypa, angina, przeziębienie, menopauza, nadczynnośc tarczycy,
                      wiosenne przesilenie. Leczył gripexem, ibupromem, witamina C
                      Mama słabła i chudła..ale lekarz mówił, iz to przy tarczycy
                      normalne /nie skierował na badania do poradni endokryn., nie
                      zastosował leczenia/, wyznaczył zabieg podania jodu na 30 lipca!
                      W maju mama znowu bardzo schudła - łącznie 10 kg - lekarz stwierdził
                      iz to tarczyca i że musi wytrzymać do lipca..Gorączke miała juz
                      prawie codziennie, straciła apetyt, miała wstręt do mięsa, zgagi,
                      pobolewania
                      Na początku czerwca zauważyliśmy, że mama jakby lekko zżółkła,
                      zwłasza białka oczu,
                      natychmiast poszła do lekarki się pokazać - a pani "doktor" na to że
                      NIC nie widzi!!!Mama zażądała skierowania na badania krwi, wynik na
                      drugi dzień - pani doktor lekko wytracona z równowagi gdyz mamie
                      wyszła pokaźna żółtaczka - dała skierowanie na ostry dyżur do
                      szpitala. I tu własnie rozpoczyna się nowy etap w naszym życiu, RAK.
                      Dodam iż w szptalu diagnozowanie trwało ponad 2 tyg. Następnie mama
                      dostała skierowanie na operację do innego szpitala - termin
                      oczekiwania w kolejce do operacji - 4 miesiące!!!!!!!oczywiście
                      musieliśmy "załatwić" to inaczej i czekaliśmy 3 tygodnie.

                      a potem słyszymy - za późno Pani się zgłosiła...

                      • Właśnie... za późno!!!A dlaczego? Bo przez kawał czasu wszystkie
                        diagnozy były chybione!!! Ilu jest takich pacjentów? Twoja mama, mój
                        tato... Wychodzi na to, że trzeba od razu do onkologa!!
                        • Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka
                          slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek (
                          trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu
                          prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, ustalono
                          przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie
                          guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie
                          na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z
                          innymi sposobami leczenia. Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie
                          PSA raz w roku i poza opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo
                          czekac na kolejna tragedie- w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych
                          okazalo sie, ze tata ma guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i
                          badaniach diagnoza sie potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do
                          watroby.
                          Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic
                          szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak
                          mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal
                          srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia.
                          Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci.
    • Wlasnie opublikowano dane z lat 2000–02 przezywalnosci chorych w nowotworach w
      Europie. Dane sa nieco waskie (z PL sa to dane z Krakowa, Kielc i Warszawy ==
      ok. 9% populacji). Mimo iz ogolnie jestesmy w tyle to w wielu nowotworach
      przezywalnosc bywa lepsza niz np. w GB nie mowiac o Czechach.

      Mamy zdecydowanie kiepska ogolna przezywalnosc w neo spowodowana m.in. tym ze
      lezymy na lopatkach kiedy o przezywalnosc w najczesciej wystepujacych neo
      chodzi: j.grube, prostata, sutek, macica, szyjka. W tych (+ kilku innych) mamy
      > 10% roznice z liderami, np Szwecja.

      Recent cancer survival in Europe: a 2000–02 period analysis of EUROCAREnext
      term-4 data
      Dr Arduino Verdecchia et al.
      Lancet Oncology
      Published Online August 21, 2007
      DOI:10.1016/S1470-2045(07)70246-2
      • Moze troche sie spoznilam z odpowiadaniem na tego posta, ale chce dorzucic kilka
        slow odnosnie profilaktyki. Pod koniec 2003 roku u mojego taty przez przypadek (
        trafil do szpitala z krwotokami z nosa) wykryto raka prostaty ( bedac w szpitalu
        prywatnie zrobil PSA). W zasadzie wszystko potoczylo sie blyskawicznie, ustalono
        przyczyn krwotokow, ale po wielu wizytach u specjalistow tata wybral usuniecie
        guza poprzez laparoskopie w Bydgoszczy. Musze jeszcze dodac, ze zdecydowal sie
        na ta metode tylko dlatego, ze bal sie nietrzymania moczu czesto zwiazanego z
        innymi sposobami leczenia. Nietrzymanie moczu oczywiscie go dopadlo.
        Po operacji lekarz zajmujacy sie tata zalecil badanie PSA raz w roku i poza
        opieka zwyklej przychodni nic. Dlugo nie trzeba bylo czekac na kolejna tragedie-
        w listopadzie tego roku przy okazji badan okresowych okazalo sie, ze tata ma
        guza na plucu. Po pobycie w szpitalu na Plockiej i badaniach diagnoza sie
        potwierdzila- niedrobnkomorkowy rak pluc z przerzutami do watroby.
        Na koniec cisnie mi sie tylko na usta jedno pytanie- jak mozna nie zlecic
        szczegolnej opieki onkologicznej po zabiegu usuniecia nowotworu zlosliwego? Jak
        mozna bagatelizowac dolegliwosci? Jakis czas temu tate bolaly ramiona, dostal
        srodki przeciwbolowe i masci a jest to wynki naciekania guza w srone ramienia.
        Nie wspomne juz o bolach stawow i kosci.
    • Mamy po prosty chory system i w wiekszosci leniwych lekarzy, którzy
      czekają tylko na kasę nawet za wypisanie recepty.
      Moja mama w październiku 2005r trafiła do ginekologa ze zmianą na
      piersi. "Lekarz" po pobieżnym obadaniu jej stwierdził ,że ma 49 lat
      jest w fazie przekwitania i do tego jeszcze zaziebiła sobie pierś,
      nic jej nie będzie. Zaaplikował mamie antybiotyk, hormony i wysłał
      do domu. Na jej pytanie, czy powinna sobie zrobiś USG lub
      mammografie stwierdił ,że chyba zwariowała. Po co jak to zwykłe
      zaziebienie piersi. Faktycznie po antybiotyku zmiana ustąpila.
      Pojawiła sie ponownie w lutym 2006r.Mama znów poszła do
      tego "lekarza" i w bardzo brzydki sposób powiedział jej, że to jej
      wina bo sobie zaniedbała.A wtedy okazało się juz że to nowotwór
      piersi.Od marca chemioterapia,w maju operacja, później znów chemia
      i radioterapia. Po zakończeniu tego leczenia zalecono manie
      herceptynę. Lekarz co trzy tyg zlecał tylko badanie krwi -
      morfologię, która wychodziła jak u najzdrowszego niemowlaka.W
      czerwcu 2007r chorujemy wszyscy w domu, proszę lekarza w przychodni
      żeby przyszedł na wizytę domową, a on mi mówi, ze mama ma 50 lat
      wiec moze sobie sama przyjśc.W lipcu 2007r mama dostaje jakby
      niedowałdu prawej strony ciała, okazało sie, że jest przerzut na
      lewy płat czołowy, ale to dopiero po wyproszonym TK i to tylko
      głowy, bo po co robić całego ciała, szkoda kasy.
      Pod koniec sierpnia trafia na oddział neurochirurgii na usuniecie
      tego jednego ogniska(to był piątek). Tam tragedia, żeby
      pielęgniarka przyniosła szklanke wody, bo mama uwielbiała herbatę,
      to trzeba jej dać czekoladę.W środę mama dostaje temperatury, w
      czwartek pielęgniarki każą jej iść SAMEJ żeby zrobili jej
      prześwietlenie płuc, (bo osłuchowo wychodzi im ze zapalenie płuc
      jest. Mama protestuje, mówi, że nie ma siły i znów czekoladki, żeby
      ją zawiozły na to prześwietlenie. Okazuje sie, że jest cień na
      prawym płucu (przerzut). W niedzielę mama już nie ma sił, żeby iść
      do toalety, prosi pielegniarki trzy razy przed moim przyjazdem,
      żadna nie przyszła. W poniedziałek 3 września mama umiera. Byłam u
      niej rano, to jeszcze normalnie rozmawiałyśmy o domu, o tym co
      bedzie robiła jak do niego wróci. O 12.25 zmarła. A najgorsze jest
      to że nikt do mnie nie zadzwonił, nie zawiadomił mnie o jej
      śmierci. Przyszłam po pracy i zastałam puste łóżko.
      Po tym wszystkim co przeszłam przez ten czas jak słyszę, że
      pielęgniarki i lekarze chca podwyzek to mnie trafia. I tak sie
      zastanawiam po co płacę te cholerne składki jak i tak muszę za
      wszystko płacić dodatkowo.
      Ps. Chciałam w listopadzie zrobić córce badania krwi i moczu.
      Lekarka powiedziała mi ze nie da mi skierowania bo już miała raz
      robione badania w lutym. Po co robić je dwa razy w roku.
      Cóż zrobie je prywatnie.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.