Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Zdrowie   Nowotwory-damy radę !   Kwestia kosztów, nakładów i...

Kwestia kosztów, nakładów i efektów

Autor: kangur2007 19.11.07, 00:12
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
jedruch napisał:

> Wystarczy porównać nakłady, żeby zrozumieć, skąd się to bierze.

=========

Dokładnie tak, panie doktorze.

Proszę wszakże pamietac,ze opis mojego przypadku dotyczy medycyny sektora
prywatnego, za ktorą australijski pacjent płaci z kieszeni. Jak ma (nie tanie
bynajmniej) prywatne ubezpieczenie, to otrzymuje od ubezpieczyciela częsciowy
zwrot kosztów, a jak nie ma, to musi każdego centa wyłożyć sam.

Gdybym musiał był polegać na tutejszej medycynie publicznej, mój rezultat
kliniczny mógłby być gorszy, a moje ryzyko byłoby wyższe. Musiałbym dłużej
czekać, nie miałbym wyboru chirurga, a zachowanie wiązek nerwowych po obu
stronach prostaty byłoby luksusem, który albo bym otrzymał, albo nie, zależnie
od kompetencji dyżurnego chirurga.


Ale (zawsze jest jakieś ale...)


- Ile osob w Polsce gotowych byloby systematycznie placic skladke
ubezpieczeniową rzędu 5-7000 PLN rocznie (za rodzine), aby w razie potrzeby
otrzymac taka opieke?

- Moj naprostszy z mozliwych przypadek raka prostaty z wczesnym wykryciem ma do
tej pory koszty w granicach 40 000 PLN (diagnostyka, biopsja, szpital, wysokiej
jakosci zabieg chirurgiczny, opieka postoperacyjna). Z tego na mnie do
zaplacenia przypada dotąd około jedna trzecia. Nie koniec bynajmniej na tym, bo
kolejne wizyty kontrolne u specjalisty, rehabilitacja, kosztowne leki z grupy
inhibitorów PDE5 (Viagra,Cialis, Levitra), które nie są tutaj refundowane,
specjalistyczna fizjoterapia etc. to ekstra koszty, które poniosę we właściwym
czasie i przy niewielkich zwrotach ubezpieczeniowych.

- Przypadki rzadkich albo zaawansowanych nowotworów, o jakich czytam na tym
forum, miałyby tutaj koszty leczenia idące w setki tysięcy lub miliony złotych,
z czego prywatnie ubezpieczony pacjent musiałby pokryć co najmniej 30-40%.
Pacjenic zdają sobie z tego sprawę, i z tego powodu mało komu trzeba tu
powtarzać dwa razy, żeby chodził regularnie do lekarza domowego i robił takie
testy, jakie zaleci lekarz, aby zwiększyć swoje szanse na wczesne wykrycie
potencjalnie kosztownych schorzeń.

- Doktryna medycyny prywatnej jest tu całkowicie odmienna niź w Europie,
zbliżona do amerykańskiej. Wątpię, czy w Polsce jest realne, żeby skrzyknęła się
grupa kilkunastu prywatnych doktorów, założyla przedsiębiorstwo, pożyczyla z
komercjalnego banku prywatnego sumę kilkudziesięciu milionów dolarow i
wybudowała sobie taki szpital, jak ten w którym bylem - prezyzyjną maszynę
medyczną, w której każde pół metra kwadratowego powierzchni budynku ma swoje
przeznaczenie i uzasadnienie.

- Ponieważ medycyna prywatna odciąźa medycynę publiczną finansowaną z budżetu
panstwa (ponad 50%, a w niektórych dziedzinach do 70% wszystkich przypadkow
chirurgicznych robią tu szpitale prywatne), to państwo tutejsze wspiera tego
rodzaju inicjatywy w ten sposób, że koszty uzyskania funduszow, czyli
oprocentowanie kredytu, stanowi dla doktorów-udziałowcow szpitala 100% odpis
podatkowy. To samo z większością kosztow operacyjnych, deprecjacją wartości
kosztownego sprzętu etc..

Niemniej odpis oprocentowania od podatku odpisem, ale pożyczony kapitaŁ trzeba
bankowi oddać, bo jest zabezpieczony na budynku, i jak szpital będzie
nierentowny, to bank mu bez ceregieli puści budynek na licytację. Sami doktorzy
też nie będą pracować za darmo, bo po to zakladają szpital, żeby coś z tego
mieć. Więc koszty są takie, jakie są, nie ma natomiast żadnej państwowej ani
prywatnej złotej rybki, która by je każdemu pokrywała z bliżej nieokreślonej
bezdennej studni z pieniędzmi.

- Jakość opieki wypływa również z gigantycznej otoczki medyczno-prawnej. Każdy,
kto ma cokolwiek wspólnego z pacjentem (lekarz, pielęgniarka, firma
diagnostyczna etc.) ma wobec niego 'duty of care' (prawny obowiązek troski),
który jest ściśle zdefiniowany w prawie i orzecznictwie sądow.

Nie ma mowy o tym, żeby pacjent nie był drobiazgowo informowany o swoim stanie,
proponowanym leczeniu i związanym z tym ryzyku. Odchylenie od tego standardu
grozi procesem o wielomilionowe odszkodowania i ruiną kariery zawodowej osoby,
której udowodniono w sądzie niedostateczną troskę o pacjenta. Naturalnie,
udowodnić niedostateczną troskę nie jest prosto, a koszta takiego procesu też
mogą iść w miliony, więc nie zdarza się to często.

Ale z możliwością bycia pozwanym do sądu każda placówka i każda osoba pracujaca
w służbie zdrowia musi się poważnie liczyć, i musi być ubezpieczona na taką
ewentualność od odpowiedzialności cywilnej - albo w ramach zbiorowej polisy
pracodawcy i na jego koszt, albo na koszt własny.

Lekarz nie może praktykować, jeśli nie jest indywidualnie ubezpieczony od
odpowiedzialności cywilnej do wysokości kilkudziesięciu milionów dolarów -
niezależnie od dodatkowych ubezpieczeń przze pracodawcę. Dla chirurga z praktyką
prywatną składka za takie ubezpieczenie potrafi wynosić kilkadziesiąt tysięcy
dolarów rocznie, dla położnika jeszcze więcej.

Każda placówka opieki zdrowotnej - szpital, firma diagnostyczna, firma
fizjoterapeutów etc. korzysta z usług wyspecjalizowanych (prywatnych) asesorów
medycznych, ktorzy regularnie oceniają wyniki każdego lekarza i kaźdego szpitala
dla potrzeb ubezpieczeniowych, mając pełny dostęp do dokumentacji wszystkich
przypadkow.

Jak z dorocznego przeglądu okazuje się, że w pewnym szpitalu pewnemu chirurgowi
umierają pacjenci, albo pewien diagnosta systematycznie pieprzy diagnozy, albo
szpital ma niewspółmiernie wyoki odsetek infekcji pooperacyjnych, to taki
szpital natychmiast dziękuje za współpracę takiemu lekarzowi, czy osobie
odpowiedzialnej za profilaktykę przeciwinfekcyjną. Z tego prostego powodu, że
raport asesorów idzie do firmy, która ubezpiecza szpital i jego lekarzy od
odpowiedzialności cywilnej. Jak firma będzie uważać, źe niekompetentny lekarz
alo przełożona pielęgniarek, albo Director of Infection Control (osobne
stanowisko) powodują nadmierne ryzyko dla pacjentów, to nie przedłuży szpitalowi
polisy. Bez polisy ubezpieczeniowej szpital trzeba będzie zamknąć, bo prawo nie
pozwala działać nieubezpieczonej placowce.

No i dlatego nie ma tutaj mowy o szpitalu prywatnym, w którym nie jest idealnie
czysto (standard jest taki, że dwie, a w dużych szpitalach trzy zmiany
zawodowych sprzątaczy szpitalnych sprzątają szpital na okrągło), w którym
pielęgniarki nie są uśmiechnięte i życzliwe, żeby nie stresować pacjentów, w
którym każdy lekarz nie jest gotów na każde życzenie wytłumaczyć pacjentowi
każdego detalu z karty choroby. Nie do pomyślenia jest tutaj specjalista, który
ukrywałby przed pacjentem jego rzeczywisty stan - to grozi pozbawieniem prawa
wykonywania zawodu. Nie do pomyślenia jest płacenie komukolwiek za cokolwiek w
jakikolwiek inny sposób niż przez oficjalną księgowość placówki, z natychmiast
wydawanym szczegółowym rachunkiem, ze szczegółową specyfikacja wyświadczonych
pacjentowi usług medycznych.

Nie do pomyślenia jest nawet podniesiony głos - w recepcji wisi na ścianie
ostrzeżenie, że każda osoba zachowująca się niewłaściwie lub dopuszczająca się
gróźb wobec personelu lub pacjentów zostanie natychmiast usunięta z budynku, w
razie potrzeby przy pomocy ochroniarzy lub policji; przy czym zasada ta odnosi
się także do personelu...

Pozdrawiam

Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-104
(101-104)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.