Dodaj do ulubionych

Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok

17.04.08, 12:35
Mój tato ma drobnokomórkowego raka płuc. Chorobę wykryto w
lutym.Lekarka nie pozostawiła nadziei , leczenie tylko przedłuży mu
życie. Czy zawsze ta diagnoza to wyrok.A jak było w waszych
przypadkach?
Obserwuj wątek
      • in_situ Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 18.04.08, 13:05
        Chemioterapia stosowana samodzielnie w przypadku DRP nie prowadzi
        niestety do wyleczenia. Stosunkowo szybko następuje chemiooporność.
        Jak szybko - sprawa indywidualna.. Z tego co pamiętam mediana życia
        w postaci ED (rozsianej) wynosi ok 7-9 miesięcy. W przypadku
        stwierdzenia przerzutów do mózgu może być znacznie krócej. Ważne
        jest w takim przypadku skuteczne leczenie objawowe.
        • ajkaa2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 18.04.08, 22:56
          W naszym przypadku od chwili diagnozy -rak drobnokomórkowy z
          przerzutami na watrobę walka trwała krótko bo tylko 3,5 miesiaca.
          Mój tato w czasie pierwszej chemii przeszedł zawał serca i to
          uniemozliwiło dalsze "leczenie"chemią.Rak drobnokomorkowy jest
          bardziej inwazyjny niż niedrobnokomorkowy ale lepiej reaguje na
          chemie.zyczę Tobie aby w Waszym przypadku bylo lepiej pod kazdym
          względem ,mysle ,że jeżeli jest zdrowe serce to chemia zadziała i
          guz sie zmniejszy ...dobrze że nie ma odległych porzerzutów .
          Trzymam za Was kciuki.
          • estelka1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 18.04.08, 23:37
            Beatko, jest trudno, to na pewno, ale... moja mama żyła z tym blisko
            2,5 roku. Pięknie zareagował na chemię, radioterapia go dobiła i
            przez blisko 1,5 roku był spokój (onkologicznie). W czerwcu ub. roku
            była wznowa,która gorzej reagowała na chemię, potem radiochirurgia
            płuc, ale mama nie dała rady. Płuca zostały "wyczyszczone", ale
            odporność organizmu padła i poszły przerzuty do głowy. Od tego
            momentu było tylko gorzej. W ciągu miesiąca od pierwszych objawów
            mama już nie żyła. Ale ukradliśmy ponad 2 lata.
            Większość "drobnokomórkowców" z forum odeszło w ciągu kilku
            miesięcy. Mojej mamie udało się oszukać całkiem sporo czasu. Jędruch
            na swojej lekarskiej drodze spotkał 2 pacjentów, ktorzy przeżyli 8
            lat. Jeśli nasz chory jest silny trzeba próbować. Może to będzie
            następny "rekordzista"? Ale nic na siłę. Jeśli podda się i nie
            będzie miał siły na dalsze leczenie, trzeba dać mu spokój i pozwolić
            pozamykać ziemskie sprawy i odejść. Nam, dzieciom, współmałżonkom,
            wnukom, jest i będzie ciężko. Ale w tym przypadku to nie my jesteśmy
            najważniejsi. Pozdrawiam i życzę siły.
            • in_situ Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 19.04.08, 08:57
              Estelka mówi o postaci ograniczonej (LD) DRP - leczonej standardowo
              w sposób skojarzony (chemioterapia+teleradioterapia) - w tym
              przypadku mediana przeżycia jest faktycznie inna. Stawiam na to, że
              spotkany przez Jędrucha w ambulatorium pacjent również przed laty
              leczony był na LD..
              Na samodzielne leczenie chemiczne DRP reaguje faktycznie ładnie,
              niestety na krótko.
                      • estelka1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 20.04.08, 16:47
                        A jak to wygląda w przypadku nawrotu choroby? Moja mama po
                        pierwszym "rzucie" miała chemioterapię, radioterapię płuc i
                        profilaktyczne napromienianie głowy. Wznowa (po 1,5 roku od
                        zakończenia leczenia), mimo iż z 1 przerzutem, też była ograniczona
                        do prawego płuca. Ale wówczas prowadzący lekarz powiedział, iż mama
                        dostała maksymalną dawkę promieniowania i nie ma szans na żadną
                        więcej radioterapię. Po konsultacji w innym ośrodku, zakwalifikowała
                        się na radiochirurgię płuc. Po drodze przy okazji innych
                        dolegliwości wykluczone zostały przerzuty w kościach, nadnerczach i
                        wątrobie. Mózg zbadano dopiero wówczas, kiedy były wyraźne objawy
                        sugerujące przerzuty. Mama zdążyła jeszcze przyjać 2 z 5 planowanych
                        paliatywnych naświetlań mózgu i niestety zmarła. Ale jestem ciekawa,
                        tak zupełnie teoretycznie, czy gdyby mózg został zbadany szybciej
                        pod kątem przerzutów i okazałoby się, że jest "czysty", czy wówczas
                        byłoby możliwe profilaktyczne naświetlanie go po raz drugi. W
                        przypadku mojej mamy to już nic nie zmieni, ale może komuś innemu
                        taka informacja się przyda.
                        • tunia03 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 20.04.08, 23:47
                          Moj maz zmarl w 11 m-cu od dnia stwierdzenia choroby - drobnokomorkowy rak pluc.
                          Przeklety rak.
                          Ale mimo to nalezy walczyc. Bo zawsze przeciez moze sie zdarzyc...cud.
                          Dobrze Beata2026, ze zajrzalas na to Forum. Wspaniali forumowicze sa tu i pomagaja "duchowo", bardzo. I o to chodzi, by moc czasem zadac pytanie, gdy strach nie pozwala juz logicznie myslec. Tak bylo w moim przypadku. I miedzy innymi Estelka pomogla mi wyjsc z "dola".
                          • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 21.04.08, 08:22
                            Dziękuję wszystkim za pomoc i zainteresowanie. Cieszę się ,że
                            znalazłam to forum i tle życzliwych osób.
                            Dzisiaj odbieram tate ze szpitala po drugiej chemi.Porozmawiem z
                            lekarzem na temat naświetlania mózgu. Nie wiem ,czy to coś da bo
                            lekarz powiedział, że radioterapii nie będzie. Może jednak zmieni
                            zdanie.
                            Stan taty jest dobry. Dobrze znosi chemioterapię. Stan psychiczny
                            też jest dobry, tato bardzo chce żyć. Ja co prawda nie powiedziałam
                            mu całej prawdy o jego chorobie . Nawet mama tak do końca nie zdaje
                            sobie z tego sprawy, chociaz wie ,że leczenie może nie przynieść
                            dobrych efektów.
                            Tato nie ma żadnych objawów choroby. Nie kaszle, nie ma
                            duszności,jest sprawny .
                            Słyszałam,że chorzy na raka nie powinni jeść cukru,bo to sprzyja
                            rozwojowi choroby. Czy to prawda.
                            Pozdrawiam Beata
      • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 25.04.08, 11:45
        Witam ponownie .
        U nas bez zmian.Tato o chemi czuje się dobrze. Bierze zastrzyki na
        odbudowę szpiku . Co do radioterapii- Radioterapii płuc napewno nie
        będzie, chyba z powodu przerzutu w drugim płucu ( jest mały 8mm) ale
        jest. Lekarz powiedział ,że może przynieść więcej szkody niż
        korzyści.Nie wiem co o tym tak do końca myśleć. Co do naświetlania
        głowy to nie wiem,decyzja zapadnie przypuszczalnie po chemii.Nie
        napisałam od razu ,ze tato miał już w lutym naświetlaną głowę ,miał
        operowany przerzut do mózgu. Było jedno ognisko.Po operacji miał 4
        dni naświetlań , dawka 5 ( nie znam jednostek) razem otrzymał 20
        jednostek. Nie wiem czy to dużo czy mało. Później miał TK głowy i
        nie było dalszych przerzutów ani niepokojących zmian w mózgu. Lekarz
        powiedział ,że "sprawę głowy mamy narazie załatwioną i nie ma co się
        nią teraz przejmować,bo nie powinno być dalej przerzutów do głowy.
        Trzeba zająć się płucami". Na początku kwietnia znowu miał TK głowy
        i wsztstko było w porządku, więc nie pisałam o przerzutach do mózgu,
        bo myślałam ,że chociaż z tym mamy spokój.I tak na szczęście jest.
        Chciałabym zapytać czy skoro miał już naświetlaną głowę to może mieć
        ponownie po zakończeniu chemii, i czy dawka promieniowania ,którą
        otrzymał nie była zbyt duża, aby ponownie mógł mieć naświetlany
        mózg.Wiem ,że na tym forum sa osoby ,które znaja się na tym . Prosze
        bardzo o odpowiedź.
    • juzziss Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 21.04.08, 19:17
      Jeżeli ktos posiada taką wiedze to proszę by napisał czy jest
      wskazane profilaktyczne naswietlanie mózgu aby nie dopuścić do
      przerzutów,czy raczej dopiero wtedy sie naświetla gdy stwierdza sie
      przerzuty.Czy w ogóle jest jakiś sposób żeby nie dopuścic bądż
      ograniczyć te przerzuty do mózgu?Opiszę Wam symtomy,które nas
      niepokoją u mojego teścia.Mówi nam,że od dwóch dni jego organizm nie
      sygnalizuje mu o potrzebie oddania moczu,dopiero jak zaczynał go
      bolec brzuch szedł do toalety.Teraz to sobie sam reguluje i chodzi
      do toalety z zegarkiem w ręku-co godzinę.Czy myślicie że to może być
      spowodowane jakims przerzutem do mózgu?
    • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 07.05.08, 09:25
      Witam po małej przerwie.
      U taty bez większych zmian. Miał słabe wyniki krwi, ale myślę ,że
      się poprawiły. Brał zastrzyki na odbudowe szpiku, zelazokwas foliowy
      i Ecomer. Może ktoś zna jakieś inne metody na poprawe wyników krwi.
      Będę wdzięczna. Jutro zawożę tatę na trzecią chemię i gdyby znów
      wyniki były złe chciałabym szybko cos mu podać.
      MAM PYTANIE DO JEDRUCHA ,napisałes ,żeby naświetlanie klatki
      zostawić sobie na sytuację "awaryjną". wiem chyba niewiele o tej
      chorobie i metodach leczenia bo nie wiem co miałes na
      myśli.przepraszam,jeśli zdenerwuje cie moja niewiedza a pytanie
      uznasz za infantylne ale prosze o odpowiedz.
      Pozdrawiam Beata
        • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- Chemia nie działa 02.06.08, 09:29
          Witajcie.
          Nie pisałam przez jakis czas , bo stan taty jest bez zmian.
          Myślałam ,ze leczenie przynosi efekty , ale niestety......
          Tato po trzech kursach chemii DDR+ VP-16 miał badania kontrolne.
          okazało się ,że nie ma żadnej poprawy. Guz nie zmniejszył się nawet
          o 1%. Nie ma co prawda pogorszenia, stan taki jak przed rozpoczęciem
          leczenia. Tato otrzymuje teraz inną chemie - przez 5 dni. Nie wiem
          niestety jaką , bo z powodu anginy i wysokiej gotączki nie mogłam go
          odwieśc ani odwiedzić w szpitalu. Była mama ale lekarz zbył ją
          lakonicznymi odpowiedziami oraz brakiem czasu.
          Czy to mozliwe aby raczysko od początku było oporne na chemię i co
          teraz bedzie z tatą jeżeli chemia nie działa? Pomóżcie może macie
          jakieś doświadczenia .
          Pozdrawiam . Beata.
          • karambol45 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- Chemia nie działa 02.06.08, 10:12
            właśnie w piatek pożegnaliśmy teściową
            miała to samo , piewrszą chemię dostała pod koniec grudnia , a
            ostatniej 6 nie zdążyła już dostać , pod koniec było ciężko
            trudności z jedzeniem, wymioty , nudności , płyn w jamie opłucnowej -
            trudności w oddychaniu, poruszaniu się,a ostatnie 4 dni brak
            kontaktu

            wydaje mi się że w tym typie raka właśnie drobnokomórkowego to
            jedyna sznasa jest we wczesnym wykryciu i dobrym a nawet bardzo
            dobrym stanie ogólnym chorego , moja teściowa niestety miała kłopoty
            z sercem, tarczycą i tak to niestety się skończyło
            starjcie aby tato jaego stan ogólny wyniki były dobre
          • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 15.07.08, 23:15
            Witajcie. Nie odzywałam się przez jakiś czas, ponieważ stan taty nie
            zmienia się. Tato jest po trzecim kursie topotekanu. W przyszły
            poniedziałek będzie miał badania kontrolne. Wtedy dowiemy się czy
            chemia przynosi efekty. Mam nadzieje,że tak będzie.
            Chciałam zapytać, może ktoś wie czy jest jeszcze inny rodzaj chemii
            gdyby ta równiez nie poskutkowała.
            Pozdrawiam wszystkich .Beata
            • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 29.07.08, 23:06
              Witam Wszystkich.
              Tato jest już po badaniach (TK klatki piersiowe i głowy oraz usg)nie
              znam jeszcze wyników, ale bardzo bym chciała aby ta chemia mu
              pomogła. wyniki w czwartek. Tato ostatnio kiepsko się czuje. Stracił
              apetyt, jest słaby, nie ma siły, szybko się męczy.Nie wiem czy to
              osłabienie po chemii, czy raczysko przypuściło ataku.Martwię sie
              jego stanem ale mam nadzieję ,że to chwilowe i wszystko wróci
              do "normy".
              Chciałabym zapytac jak szybko to choróbsko może się rozwijać i na co
              możemy liczyc w przypadku gdyby chemia nie zadziałała.
              Pozdrawiam .Beata
              • mazunia1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 30.07.08, 08:33
                Beato, to się może rozwinąć bardzo szybko, a może "się uśpić" nawet
                na kilka lat. Nikt Ci nie powie, jak będzie w przypadku Twojego
                taty - oby cieszył się życiem jak najdłużej. Statystycznie rzecz
                ujmując - jeśli chemia nie zadziała to ma przed sobą zaledwie
                miesiące życia - tak mi kiedyś powiedział pewien onkolog.
                Życzę Twojemu Tacie, aby go te okrutne statysytyki ominęły.
                aneta
              • deria1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 09.08.08, 19:02
                Beato2026,
                Czytam twoje posty i wracają do mnie wspomnienia z przebiegu choroby
                mojego taty. Miałam takie same wątpliwości i niepokoje jak ty. Dziś
                oddałabym wszystko aby cofnąć czas choćby do okresu, kiedy tata
                otrzymywał chemię... Mówimy z mamą, że były to "złote czasy"...Tato
                był słaby ale normalnie funkcjonował. Chemia zadziałała w znacznym
                stopniu, potem były lampy, w styczniu świętowaliśmy brak komórek
                nowotworowych - a w marcu wszystko zaczęło się od nowa - niestety!
                Mój tatuś zmarł 31.07.08 po 13 m-cach walki z nowotworem
                drobnokomórkowym płuc - miał liczne nieoperacyjne przerzuty do
                mózgu. Mam nadzieję, i bardzo ci tego życzę, aby twój tato wygrał...
                Jeśli masz jakiekolwiek pytania odnośnie tej choroby - chętnie ci
                odpowiem. Pamiętaj, że każdy organizm inaczej znosi tą chorobę -
                niektórzy żyją z nią ładnych parę lat - nigdy nie można tracić
                nadziei!
                • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 11.08.08, 22:27
                  Dziękuję Deria za post.Piszesz ,ze gdy twój tato otrzymywał chemię
                  to były złote czasy. Dla nas złote czasy niestety sie
                  skończyły.Chemioterapia została zakończona. Tato dostał trzy kursy
                  epozydu z cytoplatyną nie było poprawy.Następnie cztery kursy
                  topotekanu ale i w tym przypadku nie było odpowiedzi na
                  leczenie.Ostatecznie zaprzestano podawanie chemii.
                  Teraz mam dylemat bo nie wiem co sie dzieje ,dlaczego tak
                  postanowiono? Czy nie ma juz innego rodzaju chemii?
                  Nie mogłam odebrać taty ze szpitala z powodu wyjazdu. zadzwoniłam do
                  rodziców i dowiedziałam się od mamy ,że leczenie taty zostało
                  zakończone. Mama była bardzo zdenerwowana bo lekarz nie poinformował
                  jej o powodzie zaprzestania leczenia.Powiedział podobno : dalej
                  leczenia nie bedzie, prosze zgłosić się na badania kontrolne za trzy
                  miesiące, nic więcej.
                  Moze ktos wie jak może wyglądać dalsze leczenie? Jestem umówiona na
                  konsultacje z onkologiem ale dopiero w przyszłym tygodniu.
                  Tato jest przygnębiony tą sytuacją, my wszyscy zresztą też.Jeżeli
                  ktos wie coś na temat możliwości dalszego leczenia , prosze o
                  odpowiedz,będę wdzięczna Pozdrawiam Beata
                  • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 14.08.08, 09:00
                    Witaj Beata. jak czuje sie tata?
                    Bardzo wam wspolczuje. To straszne jak zachowal sie ten lekarz. Nic
                    nie wyjasnil i zostawil was samych sobie. Czy bylas juz na
                    konsultacji u innego okologa.
                    Sluchaj czy twoj tata pali papierosy? Czytalam niedawno, ze w
                    niektorych przypadkach palenie ma negatywny wplyw na chemioterapie i
                    wtedy moze nie zadzialac, bo w zasadzie DKRP ladnie reaguje na
                    chemie.
                    Moja mama jest po pierwszym kursie i b. dobrze sie czuje. Modle sie,
                    aby chemia zadzialala i guz sie cofnal.

                    A teraz cos na pokrzepienie serc. Ostatnio na niemieckim forum
                    internetowym czytalam historie 74-letniego czlowieka u ktorego
                    wykryto DKRP. Facet odmowil leczenia, bo powiedzial, ze swoje juz
                    przezyl. lekarze dawali mu 3 mieisace zycia a on juz zyje dwa lata.
                    Rozwoj guza jakby sie zatrzymal.
                    Trzymam kciuki za twojego tate i serdecznie pozdrawiam

                    Ola
                    • manderla Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 18:22
                      witam, czy moglibyście coś więcej napisać na temat tej choroby i
                      przebiegu leczenia.
                      Chodzi mi bardziej o "nieformalne" informacje, od strony pacjenta.
                      Wyobrażam sobie, że ciężko się o tym mówi czy pisze,
                      ale pytam, bo dotyczy to mnie.
                      Będe wdzięczna za wszelkie informacje.
                      może być na pocztę.
                      dziekuję
                      • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 18:55
                        u mojej mamy zdiagnozowano DKRP miesiac temu. Jest po pierwszym
                        cyklu chemioterapii. Jak na razie czuje sie dobrze. Tylko zaczely
                        jej juz wypadac wlosy.
                        Bedzie miala 4 lub 6 cykli chemii ( w zaleznosci jak guz zareaguje
                        na chemioterapie) potem prawdopodobnie naswietlania.

                        Co do rokowan to pewnie slyszalas , ze niestety nie sa najlepsze.
                        Wprawdzie ten typ nowotworu ladnie reaguje na chemie, ale potem
                        wraca. Kiedy-sprawa indywidualna. Zalezy od wieku i ogolnego stanu
                        chorego. Niby osoby plci zenskiej i starsze w dobrym ogolnym stanie
                        maja wieksze szanse, ale niestety tylko na przedluzenie zycia.
                        Calkowite wyleczenie nie jest mozliwe:(:(:(
                        Jest mi bardzo ciezko pogodzic sie z ta informacja, ale wole znac
                        prawde. Mama wierzy, ze uda jej sie przezyc jeszcze wiele lat i tak
                        jest chyba najlepiej. Ma 69 lat i moze dlatego ma wlasnie takie
                        nastawienie.

                        Serdecznie pozdrawiam
                        OLa

                        • manderla Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 19:13
                          Wiem, ze nie jest mozliwe. Z tym ze u mnie pierwsza diagnoza
                          brzmiała - obturacja płuc. Tez nie do wyleczenia, ale z tym dałoby
                          sie jakos żyć. A z DKRP....tylko nadzieją lub siłą woli :'(
                          dziekuje za odzew.
                          m
                          • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 19:22
                            witaj.
                            wiem co czujesz i jest mi bardzo przykro. Ta przekleta choroba
                            dotyczy wprawdzie mojej mamy, a nie mnie osobiscie, ale bardzo mnie
                            to dotknelo.
                            Mama na nic nie chorowala, a jest tyle chorob, dlaczego wlasnie ta
                            musiala ja dopasc.
                            Jednak warto walczyc. Moja mama ma tyle energii i sily woli.
                            Czy bedziesz miala chemioterapie? Mama bardzo dobrze ja znosi i to
                            juz jest pozytywny sygnal. Sa pacjenci, ktorzy zyja z ta choroba
                            wiele lat i mam nadzieje , ze Ty i moja mama bedziecie wlasnie w tej
                            grupie.
                            • manderla Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 19:44
                              Mam taka nadzieję.
                              Mi sie niestety "sypnął" praktycznie cały organizm.
                              Nie ma terminu na chemię jeszcze. Chodzę jak na razie po róznych
                              lekarzach. Czekam na wyniki kolejnych badań.
                              Zaciskam pięści i powtarzam sobie ze dobrze musi byc.
                              Mamie Twojej życzę dużo sił i zdrowia.
                              A Tobie - sił do wspierania Jej.
                              pozdrawiam
                              m
                              • mazunia1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 21:46
                                wszystko zależy od Twojego organizmu, od tego jak dużego masz guza,
                                czy jest to forma rozsiana czy jeszcze nie, czy będziesz reagować na
                                chemię. Najważniejsze, abyś od razu zaczęła leczenie - jeśli masz
                                już wynik his-pat (a pewnie masz skoro piszesz o konkrentnym
                                nowotworze), to nie powinnaś zwlekac z rozpoczęciem leczenia.
                                Standardowo zaczyna się chemią (zwykle cisplatyna i etopozyt) 4-6
                                kursów, potem radioterapia głowy profilaktycznie - ten rak ma to do
                                siebie, że zazwyczaj rozsiewa sie na głowe.
                                Na chemię jedziesz do szpitala na 4 dni - zabierz ze sobą chusteczki
                                (takie wilgotne dla dzieci), wygodne ubranie (np.dres) i słomki do
                                picia. Może się zdarzyć, że żle będziesz znosić chemie i nie
                                będziesz mogła wstawać z łóżka. Wlew trwa 8-10 godzin - wtedy leżysz
                                z wyjściami tylko do toalety (jak możesz). Skutki uboczne chemii to
                                wymioty (dostaniesz coś na powstrzymanie, ale i tak niektórzy
                                wymiotują), bardzo duże osłabienie, włosy wypadną przy 2/3 kursie -
                                zaopatrz się w chustkę na głowę, czepek lub perukę jesli nie będzie
                                chciała, aby widzieli Cię bez włosów. Po 3 chemii zrobią badania
                                sprawdzające (TK płuc) - sprawdzą % remisji. Dobrze jak jest 80% lub
                                więcej. Po 6 kursie bedzie radioterapia pod warunkiem, że choroba
                                nie jest rozsiana. Potem badania kontrolne. Jak już wiesz tej
                                choroby nie da się wyleczyć, ale są ludzie którzy z tym żyją. Jesli
                                potrzebujesz więcej informacji - pisz, także na priv.
                                Aha, przed kazdą chemią zrobią Ci badanie krwi - chemia wyniszcza
                                organizm, moze się zdarzyć, że Twoje wyniki będą złe - wtedy odeślą
                                Cię do domu i poproszą o przyjazd za tydzień, tym się jednak nie
                                martw.
                                powodzenia
                                aneta
                                • manderla Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 22:21
                                  Nie wiem, czy Ci dziekować za taki obraz, ale jednak...dziekuję.
                                  Wolę wiedzieć, niz nie. zawsze wolałam. Im wiecej wiem, tym wiecej
                                  mogę.

                                  ps włosy sie sypia i bez chemii.nie chce myslec co dalej.
                                  muszę miec siłę.
                                  • mazunia1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 22:58
                                    odpisałam jedynie na Twoją prośbę, chciałaś wiedzieć jak to wygląda
                                    od strony pacjenta. Moja mama chorowała, niestety jej się nie udało.
                                    Mama miała bardzo zaawansowaną chorobę, paliła prawie całe życie i
                                    gdyby nie zabił jej rak zabiłaby ją inna choroba płuc. Miej wiarę i
                                    nadzieję, są pacjenci, którzy żyją z tą chorobą, duże znaczenie ma
                                    podejście do samej choroby, swojego życia.
                                    Nie chciałam Cię zmartwić, chciałam pomóc rzeczowymi wskazówkami,
                                    które mam nadzieję Ci pomogą pokonać tę trudną drogę ku długim latom
                                    życia.
                                    • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 23:16
                                      mazunia przykro mi z powodu twojej mamy.
                                      Widzisz moja mama rzucila palenie 16 lat temu a ten potwor i tak ja
                                      dopadl. Z kolei moj wujek ma 76 lat, pali jak smok i pluca ma w
                                      porzadku. I gdzie tu jakas logika? Z kolei moj tata nie palil, byl
                                      wysportowany i zmarl 13 lat temu nagle w pracy na zawal serca.

                              • estelka1 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 22:54
                                Co się dzieje, że lekarze zwlekają z zakwalifikowaniem Ciebie na
                                chemioterapię? W tej chorobie bardzo liczy się czas, bo ma ona
                                ogromne tendencje do rozsiewania się. Ale skoro już "biegasz" po
                                lekarzach, sprawdź, czy nic złego nie dzieje się w wątrobie i w
                                mózgu. Te dwa narządy najszybciej atakują przerzuty. A potem, jeśli
                                jesteś w miarę dobrej kondycji, naciskaj na chemię, bo bez tego ani
                                rusz. Moja mama (wówczas miała 65 lat i trochę chorób na koncie)
                                szybko miała podaną chemię. Trafiła do powiatowego szpitala z powodu
                                zaburzeń serca w połowie lipca, trzy lata temu. Lekarze unormowali
                                serduszko, a przy okazji wyłapali, że "coś" jest w płucu. Wypisali
                                ją po tygodniu, a po następnym była już na szczegółowej diagnostyce
                                pod kątem raka płuc. Chemię dostała od razu tego dnia, kiedy
                                przyszedł wynik bronchoskopii. Cała operacja od zaburzeń serca z
                                powodu których trafiła do szpitala do chemii zajęła 2 tygodnie.
                                Diagnostykę i chemię miała w Szczecinie, czyli jedyne 150 km od nas.
                                I choć nie jestem fanką prowadzącego mamę lekarza, muszę przyznać,
                                że nikt nie zwlekał z decyzją o leczeniu onkologicznym. Mama żyła z
                                tym nowotworem 2,5 roku. Dużo i niedużo. Pewnie, gdyby przy nawrocie
                                organizm nie poddał się i nie poszły przerzuty do mózgu, żyłaby
                                jeszcze. Ale moja mama trochę przeszła chorób, no i pewnie była
                                starsza od Ciebie, więc jej organizm był mocno wyczerpany. Trzymam
                                kciuki za Ciebie i jeśli mogę Ci w jakiś sposób pomóc i pokierować,
                                pisz do mnie śmiało, czy tutaj, czy na gg - 163068. Pozdrawiam,
                                Agnieszka
                                • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 17.08.08, 23:09
                                  agnieszko moja mama takze leczy sie w szczecinie, gdzie mieszka. Czy
                                  mozesz mi wyslac na maila gazetowego nazwisko lekarza u ktorego mama
                                  sie leczla i dlaczego nie bylas zadowolona? W ktorym szpitalu mama
                                  sie leczyla? w Zdnunowie czy na Golecinie?
                                  U mnie jest problem z tym, ze od paru lat mieszkam za granica, za
                                  dwa miesiace oczekuje dziecka i nie moge obecnie byc przy mamie:(:(,
                                  co mnie tym bardziej dibija.
                                  Bylam teraz u niej tydzien-czuje sie dobrze, pierwszy cykl chemii
                                  zniosla rowniez b. dobrze. Mama jest ogormna optymista, strasznie
                                  wierzy w chemie( to chyba dobrze) i wierzy w to co mowia lekarze.
                                  Ja w moim obecnym stanie nie chce sie ciagle stresowac i tak mamy
                                  diagnowa kosztowala mnie wielu stresu i nerwow, co z pewnoscia nie
                                  sluzy mojej coreczce. Chcemy poczekac, co bedzie po trzecim kursie
                                  chemii.
                                  Pozdrawiam
                                  OLa
                                  • beata2026 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 27.08.08, 23:01
                                    Witajcie
                                    Byłam wreszcie na prywatnej konsultacji z onkologiem. Pani doktor po
                                    zapoznaniu się z przebiegiem choroby taty powiedziała, że zgadza się
                                    z decyzją o przerwie w leczeniu taty. Powiedziała, ze poniewaz tato
                                    brał chemię I i II rzutu i nie pomogło (choroba ani nie postępuje
                                    ani nie cofa się) to na razie trzeba przerwać leczenie bo żaden
                                    organizm nie wytrzyma tyle chemii???? Jest co prawda chemia III
                                    rzutu ale trzeba poczekać. Co o tym sadzicie? kazała zgłosic się do
                                    centrum onkologii gdzie leczył się tato za 3 miesiące tak jak
                                    wyznaczyli lekarze leczący tatę. Dla mnie 3 miesiące to bardzo
                                    dużo .Przy tym rodzaju raka wszystko się może zdarzyć tym
                                    bardziej,że tato miał już przerzut do mózgu.Martwię się o niego, ale
                                    nie wiem czy moge jeszcze coś zrobić.Może ktoś z was ma jakieś
                                    doświadczenia. proszę o radę . będe wdzięczna.Pozdrawiam beata
                                    • amberka2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc 04.09.08, 11:48
                                      Beata nie wiem czy ci to pomoze, ale jest lek o nazwie Avastin,
                                      ktory stosuje sie w niektorych krajach jako ostatnia szanse, gdy
                                      zadna chemia nie dziala.

                                      Jest jeszcze lek o nazwie Irinotecan, ktory oebecnie ma byc
                                      zastosowany u pewnej osoby w Niemczech, u ktorej po kolejnym
                                      nawrocie choroby standardowe schematy juz nie dzialaja.

                                      Jezeli znasz angielski to poczytaj ten tekst:

                                      Avastin® Added Safely to Platinol® and Camptosar for Small Cell Lung
                                      Cancer

                                      Researchers from the Sarah Cannon Research Institute determined that
                                      Avastin (bevacizumab) could be safely added to the regimen of
                                      Platinol (cisplatin) and Camtosar (irinotecan) in patients with
                                      extensive stage small cell lung cancer (SCLC).[1] The details of
                                      this study were presented at the 12th World Conference on Lung
                                      Cancer in September, 2007.

                                      Avastin is a recombinant humanized monoclonal antibody to vascular
                                      endothelial growth factor (VEGF). VEGF appears to play an important
                                      role in tumor angiogenesis, and blocking this activity should have
                                      an anti-tumor effect. The primary side effects of Avastin identified
                                      in Phase II studies include venous thrombosis and hypertension. A
                                      multicenter randomized trial carried out by ECOG has shown that the
                                      addition of Avastin to Paraplatin® (carboplatin) and Taxol®
                                      (paclitaxel) improves response rate and time to disease progression
                                      in patients with newly diagnosed advanced or metastatic non-small
                                      cell lung cancer (NSCLC) who have not received prior chemotherapy.
                                      This study was published in the New England Journal of Medicine in
                                      2006.[2] Many studies have now been carried out evaluating Avastin
                                      in patients with NSCLC but there have been few, if any, studies in
                                      SCLC.

                                      The two most common regimens for the treatment of SCLC are VePesid®
                                      (etoposide) and Platinol or Paraplatin and Camtosar and Platinol or
                                      Paraplatin. Researchers from the Sarah Cannon Research Institute
                                      determined that Avastin could be safely added to the regimen of
                                      Platinol and Camptosar in patients with extensive stage SCLC. Forty-
                                      four of a planned 50 patients have been enrolled in this study.
                                      These authors reported an objective response rate of 72% including
                                      two CRs and 21 PRs. An additional 22% had stable disease. They
                                      reported that Avastin did not significantly add to toxicity and that
                                      full doses of Platinol and Camptosar could be administered safely.

                                      Comments: This study suggests that targeted agents will be studied
                                      more extensively in patients with SCLC.
    • czarnulkaaa2 Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 28.08.08, 11:53
      Witam Was wszystkich gorąco :-)
      Przez jakiś czas podczytywałam to forum...teraz postanowiłam opisać
      drogę mojego Taty...
      O drobnokomórkowcu dowiedzieliśmy się po bronchoskopii w
      październiku 2006 r. Natychmiast zadecydowano o chemioterapii i na
      drugi dzień Tata był już w Koperniku na chemii. Zrobiono też CT
      głowy oraz scyntygrafię-zero przerzutów. Tata w chwili zachorowania
      miał 52 lata i był nałogowym miłośnikiem tytoniu oczywiście...Był
      ogolnie w świetnym stanie-guz płuca wykryto podczas kontrolnego rtg
      w pracy, później potwierdzono w CT. Wtedy okazało się że ma 7 cm i
      zajmuje właściwie całe lewe płuco oraz nacieka na aortę i duże
      naczynia...Znajomy lekarz nie pozostawiał złudzeń-maxymalnie 2 lata
      życia...
      Chemię Tata zniósł świetnie-oprócz wypadnięcia włosów nic się nie
      działo-nawet raz nie wymiotował, badania idealne. Dostał 4 cykle
      standartowej chemii. Po wszystkim okazało się że guz znacznie się
      zmniejszył, jako że nie było przerzutów zadecydowano o radioterapii,
      na którą Tata jeżdził sobie samochodem :-) I znowu nic-żadnych
      skutków ubocznych, nawet odczynów popromiennych. Powiem szczerze że
      Tata nie stosował żadnej diety, lubił wypić piwo, zapalić. Nieraz go
      za to ganiłam ale równocześnie miałam świadomość że to taka Jego
      forma obrony...i nie chce zmieniać swojego życia mając świadomość
      ile mu go zostało, bo chyba ją miał...
      Potem do lutego tego roku nic się nie działo...Tata był w świetnej
      formie, pod opieką ośrodka onkologii gdzie jeździł tylko na
      kontrolne badania. Nic się nie działo, nie było przerzutów.
      Gwałtowne pogorszenie przyszło znienacka-Tata dostal duszności,
      okazało się że przyplątało się zapalenie oskrzeli. Trafił do
      szpitala w Łagiewnikach, gdzie postawili Go na nogi. Niestety
      duszność w mniejszym lub większym stopniu utrzymywała się. Tata
      wyszedł do domu-obstawiony lekami, ale jeszcze w stosunkowo dobrej
      formie, jeździł czasem na działkę nawet. W kwietniu miał robione
      kontrolne CT-guz się powiększył ale nie było żadnych przerzutów. W
      Koperniku nie widzieli potrzeby ponownej konsultacji
      chemioterapeuty, robili tylko markery i cieszyli się że są w normie.
      Wszystko było względnie dobrze do początku sierpnia..wtedy Tata miał
      już giga duszność i w zasadzie poruszał się tylko w obrębie
      mieszkania. W zasadzie przestal też mówić-rozwój guza spowodował
      taki ucisk że nie można było usłyszeć co chciał powiedzieć.
      Załatwilam miejsce w łagiewnikach-tam gdzie leżał poprzednio-
      zrobiono CT i tu szok-przerzuty w prawym płucu, wątrobie,
      nadnerczach...Mimo to zakwalifikowali Tatę do paliatywnej chemii. Ze
      szpitala wyszedł 14.08. Prosto stamtąd pojechaliśmy do Kopernika na
      nakłucie osierdzia i opłucnej. Z osierdzia ściągnęli 450 ml
      krwistego płynu, a więc wiadomo-przerzuty do śródpiersia. Ja już
      wiedziałm że to koniec. Tata też to czuł- zaszył się w swoim
      świecie,niby kiwał głową ale miałam nieodparte wrażenie, że
      odgrodził się szybą i czeka na koniec. 15 dostał ataku bólu-
      pogotowie, morfina. Zawiozlam Mu morfinę w tabletkac. Na drugi dzień
      czuł się świetnie...a mnie skurczyła się skora na plecach, bo
      wiedziałm co to oznacza...18.08 o 5.30 dostał znowu ogromnego ataku
      bólu-przyjechała karetka, stwierdzili obrzęk płuc i zawieźli Tatę do
      Łagiewnik. Kiedy tam dojechałam i zobaczyłam co się dzieje, to już
      nie wychodziłam z oddziału bo wiedziałam że to koniec. Tata
      odchodził spokojnie...nie męczył się dzięki lekom, nie dusił...Po
      prostu robił się taki coraz bardziej "odpływowy" Później już nie
      było z nim kontaktu. Zmarł spokojnie o 13.40 a ja cały czas byłam
      przy nim.
      Piszę to po to-aby dać Wam nadzieję że mimo tak paskudnego
      choróbska, można ten dany czas przeżyć w calkiem dobrej formie, że
      nie oznacza to życia w ciągłym cierpieniu. Mój Tato pogorszył się w
      zasadzie w ciągu tygodnia i to już była równia pochyła, ale oprócz
      tych dwóch ataków nie cierpiał, nie działo się nic złego. Odszedł
      spokojnie. On wcześniej nie bral nawet żadnych leków p/bólowych-taka
      to była twarda sztuka :-)
      Jeszcze jedna konkluzja z tej całej naszej drogi....nasza opieka
      zdrowotna wygląda tak jak wygląda...Ja jestem zawodowo związana z
      medycyną i przyznam szczerze że gdyby nie to, to niewiem jak
      wszystko by wyglądało. Dzięki temu Tata był na chemii po 2 dniach od
      rozpoznania, dzięki temu miał załatwione każde CT w ciągu tygodnia a
      nie pół roku. Wiem że to jest okropne i na swój sposób nieetyczne
      ale bez tego albo dużej ilości kasy nie ma co liczyć na załatwienie
      czegoś co nie może przecież czekać. Walczcie, nie dajcie się zbyć,
      prośbą albo groźbą egzekwujcie to na co nie możecie czekać. W tak
      inwazyjnym nowotworze liczy się każdy dzień zwłoki-dla mnie
      nierealne było jak słyszałam że Tata ma czekać 6 mies na kontrolne
      CT, albo że na chemii nie ma miejsc. Jak słuchałam opowieści ludzi
      ktorzy czekali po 6 mies na przyjęcie na chemie to po prostu w
      głowie mi się nie mieściło! I nic mnie nie interesuje
      niedofinansowanie służby zdrowia i inne takie-wiem że jeśli sprawa
      jest citowa to trzeba na głowie stanąc a pomóc! Najbardziej po tym
      wszystkim wkurza mnie gadanie o profilaktyce nowotworów i wczesnej
      wykrywalności-mam ochotę zapytać co z tego skoro później nie można
      doprosić się o leczenie....
      Jescze rada dla tych z Was którzy będą poszukiwać pomocy w Łodzi.
      Ośrodek onkologii to porażka właśnie ze względu na terminy, ale i
      stosunek lekarzy....ja miałam nieodparte wrażenie że ponieważ
      rokowanie było wiadomo jakie, olali Tatę już później bo i tak doszli
      do wniosku że to bez sensu. Ale nie chcę uogólniać-może akurat
      kiepsko trafiłam. Natomiast jestem pod wielkim wrażeniem szpitala w
      Łagiewnikach-tak kompetentnych i pełnych empatii lekarzy trudno
      spotkać....a wiem co piszę bo trochę ich w życiu spotkałam. Pełna
      informacja, niczego nie trzeba było na siłe wyciągać, chcieli dać
      Tacie jescze szansę i podać chemię...niestety było już za późno. Ale
      jestem pełna szacunku dla lekarzy i pielęgniarek, naprawdę polecam.
      Pozdrawiam Was i trzymam kciuki-oby Wasi bliscy byli jak najdłużej w
      pełni zdrowia a jeśli przyjdzie moment odejścia niech będzie on
      spokojnym przejściem na drugą stronę...Mnie żal tylko, że Tata nie
      doczekał wnuka...jestem w 35 tc...ale odchodząc kilka razy tak się
      uśmiechnął do kogoś po drugiej stronie, że kto wie, może spotkał się
      z nim w tym drugim lepszym świecie?
    • sclc Re: Drobnokomórkowy rak płuc- czy to zawsze wyrok 05.09.08, 20:07
      Mój tata ma przerzuty do mózgu. Drobnokomórkowy rak płuc. Guzy są liczne.
      Naświetlanie prawdopodobnie by go zabiło. Jednocześnie tata odmawia przyjmowania
      leków zmniejszających obrzęk mózgu. Jest nadal dość sprawny, ale kontakt z nim
      jest bardzo trudny, bo ma dużą zmienność nastrojów i niestety również zaburzenia
      osobowości. Wczoraj stwierdził, że nie będzie brał żadnych zalecanych leków.
      Twierdzi, że chcemy go otruć. Czuję się kompletnie bezradna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka