Rak szyjki macicy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                • Na temat wodonercza już wiem- na razie dali mamie spokój- mamy badać kreatyninę
                  we krwi- i zgłosić się do poradni urologicznej. Zrobiliśmy rezonans- wyszły
                  bardzo duże przerzuty w kręgosłupie i złamania patologiczne, lekarze onkolodzy
                  już nie będą jej leczyć, nawet paliatywnie:( Nie wiem co robić, ostanio dużo
                  śpi, ma zaparcie- i się mi nie przyznała, chciałam zrobić wlewkę, ale ona nie
                  chce, piła syrop lactulosum i coś się ruszyło, ale nie do końca, nie wiem czy
                  jej nie zaszkodzę teraz tą wlewką?? Pomóżcie
                  poza tym chyba poszukam jednak innego onkologa żeby obejrzał ten wynik. Ostatnio
                  dużo śpi, nie chce jeść, dziś np zjadła tylko pół banana. Co mam robić?? Lekarz
                  z hospicjum przyjedzie dopiero we czwartek, i wtedy będą pewnie wyniki krwi.
                  • Kochana, przed Tobą najtrudniejsze dni.
                    Przykro mi to pisać ale przychodzi taki moment ze lekarze niestety
                    nic juz nie mogą zrobić.Mama powoli zaczyna odchodzić.Tak samo
                    wyglądało to u mojej. Musisz się z tym pogodzić choć będzie ciężko.
                    Jak możesz jej pomóc? Zadbaj o dobre leczenie przeciwbólowe,czy Mama
                    coś bierze?. Może jest niski poziom hemoglobiny, trzeba będzie podać
                    krew.
                    Co do tych zaparć to niestety trudna sprawa, moja Mama też je miała
                    z powodu morfiny.Do czasu, później zaczęły się biegunki.
                    Z jedzeniem był ten sam problem.Kiedy już nic nie chciała jeść
                    gotowałam takie kaszki dla dzieci na wodzie.
                    Wiesz moja Mama przyjmowała też w tabletkach a później w zastrzykach
                    steryd Dexsamethason, przepisał lekarz, czuła się po nim lepiej,
                    dodawał jej sił, mogła coś zjeść.Spytaj lekarza z hospicjum.
                    Trzymaj się mocno kochana, teraz jesteś jej najbardziej potrzebna.
                    Jeśli masz jakieś pytania to pisz.
                    Pozdrawiam. Ula.
                    • Witam.Moja mama przez ostatnie 2 tyg. czuła się dobrze ( jest po
                      naświetlaniach 5 razy ), wróciło wszystko do dawnego rytmu-
                      gotowanie,nawet drobne zakupy, ale zaczynaja powoli wracać
                      dolegliwości ,bóle w prawym boku i co najgorsze parcie na odbyt!!!
                      jedynie to co jest zadowalające to fakt że mama ma apetyt i
                      przestrzega diety. Strasznie się boję że ból wróci jeszcze
                      silniejszy niż przed radioterapją a czytałam wlasnie że tak jest, a
                      wizyta kontrolna dopiero 16,06,2009 najgorsze jest to że leczenie
                      jest chyba paliatywne mimo że jest gr. III A ,sama nie wiem co
                      robić :-( Pozdrawiam
                      • Przepraszam pomyliłam się przy stadium choroby mojej mamy jest III B
                        A NIESTETY LECZENIE CHYBA PALiATYWNE .POZDRAWIAM
                        • Moja Mamusia odeszła dziś o trzynastej. Jest mi bardzo ciężko.
                        • witajcie, tez jestem tu nowa, choc problem jak w tytule. moja matula
                          od ponad miesiaca jest zdiagnozowana z rakiem szyjki
                          plaskonablonkowy nierogowaciejacy IIIb ad IV vertens. poki co
                          jeszcze jakos bardzo ja nie boli, a moze udaje, ze ja nie boli... po
                          miesiacu czekania przyjeto ja do kliniki w Gliwicach, gdzie czeka na
                          decyzje o leczeniu - lampy i ile. sama mysi, ze pewnie juz jej nie
                          beda leczyc mimo wszelkich pocieszan i potrzasan nia, zeby byla
                          twarda, ze bedzie dobrze, niech sie trzyma. czasem mam wrazenie, ze
                          to kupa frazesow o optymistycznym myslaniu, a w sumie moze tot teraz
                          jedyna bron przeciw depresji i lekom. wlasnie dzis wykryto na USG,
                          ze ma cos w lewej pachwinie, cos co tam byc nie powinno, wielkosci
                          1cm11 i ze pewnie, jesli badanie ginekologiczne nic nie wykarze,
                          bedzie biopsja. a ja mam nadzieje, ze te lampy powstrzymaja potwora,
                          choc na troche, choc na jakies wspolne szalone wakacje, na jakies
                          kilka chwil, kiedy spelnimy razem nasze najwazniejsze
                          marzenia...coz, Niebieski Szefie wspomnija na nas tu maluczkich -
                          orzeciez to lwasnie mamy zasluguja na dluga i pogodna starosc...
                          • witam
                            u mojej mamy stwierdzono raka szyjki macicy "narazie na dzien dzisiejszy to jest
                            3b" tak mówiła pani doktor 2 tygodnie temu.Mama miała zrobic jeszcze badania nie
                            wiem jak sie nazywało to pierwsze badanie ale wyszło ze jelito grube i odbyt ma
                            czysty a po tk wyszło ze ma guza wielkosc 68 mm i nacieka na pochwe i na węzły
                            chłonne na 13-14 mm nerki, pecherz maczowy ma czysty bez zadnych zmian tez nie
                            pisze nic o miednicy tylko ze ma jakis torbiel wodny wielkosci 14 mm na
                            wątrobie. Bardzo sie boimy bo z tego co tu piszecie wszystkie to to stadium
                            chorby jest praktycznie bez szans.Jutro jedzie do poradni onkologicznej z
                            wszystkimi wynikami i dalej to juz pani doktor bedzie decydowała.Ostatnio
                            powiedziała ze najprawdopodobniej bedzie miała naswietlania przez 7 tygodni i
                            raz w tygodniu chemie.Bardzo sie boje nie moge myslec co to bedzie jutro czy
                            moze cos lepszego czy wyrok.:(((
                            • to znowu ja:((((
                              nie mam niestety dobrych wiadomosci!!!
                              dzis mama była u lekarki ze wszystkimi wynikami i to juz jest koniec ma 4
                              stopien raka szyjki macicy kazała jej jeszcze zrobic jakies badania ale
                              powiedziała ze jest tragicznie, ona biedna nic nie wie co sie z nia dzieje mysli
                              ze jeszcze to jakos bedzie ma cały czas nadzieje a my z siostra widzimy ze z
                              kazdym dniem jest coraz gorzej jest coraz słabsza bardzo juz ja boli. Nie wiem
                              co robic!!!!!
                              • alu, trzymaj sie, tka pooristu lekarze rak nie opuszcza, na pewno
                                zaleca lampy dla zatrzymania potwora, moze nie bedzie ich az przez
                                7 tygodjni, ale krotka seria jak u mojej mamy. jest po pieciu
                                lampach i dzis ma sie dowiedziec czy podadza jej chemia. pani ktora
                                lezyla obok mamy z bardzo zaawansowanym rakiem pochwy, stadium IV,
                                ktore miala silne bole i znikala w oczach po lampach, podniosla sie
                                po chemii, wrocil jej apetyt, blade ale zawsze rumience i pojechala
                                szczesliwa do domu. moze udalo sie go zatrzymac? liczymy, ze u mojej
                                i twojej matuli bedzie tak samo. gdzie leczy sie mama?moze zapytasz
                                lekarke o leczenie paliatywne? nie poddawaj sie, nie pozwol mmaie
                                sie poddac i slabnac - niech sie dobrze odzywia, mimo ze nie ma
                                ochoty, to przede wszystkim, niech na dlugo nie zostaje sama z mysl
                                o raku, to tez jest niebezpieczne. sciskam cie monciutko, uda sie
                                wam, jak nie na nastepne 20 lat, to na piekny rok, moze 3 lata
                                cieszenia sie zyciem i soba wspolnie. walcz, wierze w ciebie!!!!!
                                • Ja wiem że trzeba się jakoś trzymac ale tak ciężko tak strasznie cięzko.Na razie
                                  robi jeszcze wszystkie badania bo sie okazuje że jak już idzie z wynikami to
                                  zawsze czegos brakuje to już ciągnie sie tak trzy tygodnie.Jutro jedziemy do
                                  lekarki która pracuje w klinice w gliwicach i boje sie strasznie ze lekarka jej
                                  powie ze nie ma to wszystko sensu jak mama ma nadzieje że ona ją skieruje od
                                  razu do gliwic bo póki co leczy sie (jezeli to można nazwac leczeniem) w poradni
                                  onkologicznej w Bielsku-Białej.Ale juz przygotowywuje się do tego że umrze a ona
                                  ma dopiero 51 lat jeszcze mogła by z nami troche pozyc a najbardziej sie boje
                                  tego cierpienia i bólu który juz przezywa i który jej jeszcze przyjdzie
                                  zniesc.Nie wiem co robic czuje sie taka bezradna najchetniej to bym wyrwała jej
                                  tego guza jestem taka zła, wsciekła!!!! narazie nie moga jej zrobic lamp
                                  poniewaz nie ma zrobionego jeszcze jednego waznego badania i boja sie ze bod
                                  lamp moze jej powypalac dziury w jelicie grubym i moze od tego umrzec.Najgorsze
                                  jest to czekanie co dalej??????
                                  • niedawno odeszła moja mama miała raka jajnika jest mi bardzo cieżko i jak jedna
                                    z was niepamietam która napisała ze bliżej jej do osób które choruja niż do tych
                                    zdrowych u mnie jest ten sam problem. Moja bliska koleżanka (ma 34 lata) również
                                    przyjazniła sie z moja mama choruje na raka szyjki macicy ostatnio ma straszne
                                    stany depresyjne kiedy tylko zadzwoni telefon biegne do niej żeby ja wesprzeć
                                    Ona nie chce ze mna rozmawiać o chorobie wiec ja to szanuje tyle co sie
                                    dowiedziałam ostatnio że ma stopień IIIb wiem ze miała lampy dopochwowe ile nie
                                    wiem przeczytałam wszystkie wasze posty kurcze i nie wiem czy czegoś nie
                                    ominełam ale nie ma wzmianki o przezutach w miejsca gdzie ona je ma wykryto
                                    jej jakies zmiany na watrobie niby to od naswietlań tak powiedział lekarz ale
                                    na ostatniej wizycie powiedział ze ma coś na jajnikach wiec przepisał zastrzyki
                                    gentomecynę i kurcze ten drugi zapomniałam ale wiem ze na litere b jest
                                    strasznie bolesny i oleisty maja one na celu wysuszyc to cos na jajniku ale
                                    po nim dostała uczulenia zapalenie slinianek. tk nie bardzo chca jej robić bo ma
                                    uczulenie na kontrast ( opuchlizna całego ciała plamy klopoty z oddychaniem)
                                    lekarz stwierdził ze jesli te zastrzyki nie wysusza guza bedzie musiała miec
                                    operacje to wszystko mnie dziwi przecież jak opisujecie tutaj walke z waszymi
                                    mamami to wyglada to całkiem inaczej niz u niej. o żadnej chemi nie ma wzmianki
                                    nic ja sama nie wiem co o tym mysleć. Wiem że nic ja nie boli ma siłe werwe tak
                                    jakby była osoba całkowicie zdrową, nie przyjmuje żadnych leków przeciwbólowych.
                                    Może kiedy bede u niej uda mi sie zerknąc w wyniki i karte od lekarza chodz
                                    wiem że ona chce uciec od choroby i zachowywać sie jakby jej nie było nie chce
                                    poprostu o niej rozmawiać. Mojej mamy leczenie przebiegało całkiem inaczej wieć
                                    nie mam sie na czym wzorować pomożcie i powiedzcie co o tym myslicie
                                    --
                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                    • wiem, ze latwo sie mowi, ciezej wprowadzic w czyn, ale raka nie da
                                      ise pokonac obojetnoscia. najwazniejsze w chorobie mojej mamy bylo
                                      zaakceptowac walke z rakiem, nigdy nie bala sie nazywac swej
                                      choroby, nikt w domu nie stara sie uzywac suplementow dla nazwy rak.
                                      czasem tlyko mama powtarza, ze pokona tego gada i walczy. moze uda
                                      ci sie namowic kolezanke na rozmowe z terapeuta, moze latwiej jej
                                      bedzie porozmawiac z kims "neutralnym" niz bliskim - poczucie, ze
                                      sie obarcza problemem innych jest trudne do zniesienia, jeszcze
                                      gorsze jest pewnie wrazenie, ze ludzie przygladaja nam sie z
                                      litoscia, bo jestesmy chorzy. pewnie dlatego ucieka od rozmowy, moze
                                      boi sie przyznac, ze rak jest smiertelny i ciezko jej z tym walczyc.
                                      ja wiem jedno - jak najwiecej informacji o wrogu wzmaga nasz opor,
                                      bo wiemy co jesc, jak myslec, jak opierac sie na innych, o co pytac
                                      lekarza by domagac sie swych praw. lekarze sa obojetni wobec
                                      obojetnosci pacjentow - moje wrazenie. sprobuj ja wybadac, a moze
                                      niech przyjedzie nas odwiedzic? moze jesli poczyta o przypadkach
                                      innych osob bardziej sie otworzy? tutaj oprocz smutnych historii sa
                                      rowniez te, ktore koncza sie pozytywnie. i jeszcze jedno - rak
                                      szyjki macicy to niestety oznacza czesto dla kobiet niewiernosc ich
                                      mezczyzn - 20 lat w zwiazku z jednym partnerem i nagle obecnosc
                                      wirusa i rak i poczucie, ze za glupote facetow kobieta umiera w
                                      cierpieniu. to tez jest nielatwe do zniesienia w przypadku raka
                                      szyjki. generlanie strasznie tego duzo nie tylko dla ciala ale i
                                      duszy. pogadaj z nia. zycze powodzenia i odwagi twej przyjaciolce!
                                      • Kwiatek jak ja ci zazdroszcze tego optymizmu.Chciałabym wierzyc że wszystko
                                        bedzie dobrze i czasami wierze ale później przychodzi chwila zadumy i głupia
                                        myśl na ile osób my stype zrobimy.Mój mąż się ze mną kłóci że nie mogę tak
                                        myślec przecież to tak jakbym ją już skazała na śmierc a ja staram sie wierzyc
                                        że będzie z nami jeszcze pare lat.Lekarze to znieczulica okazało się że mamę
                                        powinni byli przyjąc natychmiast do szpitala onkologicznego Bielsku-Białej i tam
                                        jej zrobic wszystkie potrzebne badania i zacząc szybko jakos reagowac tak
                                        powiedziała mamie pani doktor która pracuje w klinice w Bytomiu i mama jedzie
                                        już 16 czerwca zrobic reszte potrzebnych badan i mamy nadzieje ze do Gliwic bo
                                        jeżeli nie to to będzie znaczyc koniec.Lekarka w bielsku powiedziała mamie że
                                        nie nadaje sie już do operacji a pani doktor z bytomia stwierdziła że teraz nie
                                        wie czy pierwsze zastosują chemie i operacje czy na odwrót.To teraz nie wiem kto
                                        ma racje.Boję się bardzo że mamusia bedzie tam sama bo dośc daleko mieszkamy i
                                        że bedzie cierpiec, ale z drugiej strony myślę że lepiej jak tam jedzie i ŻE COŚ
                                        NARESZCIE SIĘ RUSZY niż bielsko i kolejne badania i kolejne przeswietlenia i
                                        dalej nic nie robią
                                        BOŻE POMÓŻ NAM I WSZYSTKIM KTÓRZY ZMAGAJĄ SIĘ Z TYM CIERPIENIEM.
                                        • dziewczyny teraz przed chwilą przeczytałam o jakis wlewkach z czarnej kawy i że
                                          niby pomagają przy raku szyjki macicy zaawansowanym nie operacyjnym.Ze jakiejs
                                          tam babce robili i miała dwie masy guzowe które zaczeły sie zmniejszac.
                                          Ja wiem że to głupie ale co wy o tym myślicie?
                                          • to znowu ja
                                            zwariuje nie mogę przestac o tym myślec że moja mama jest tak bardzo chora
                                            dlaczego ona
                                            ma 51 lat i co teraz jeszcze mogła by sobie pożyc z 20 latek a tu co najgorsze
                                            to jest to że dzis usłyszałam od mamy jak ją jej kuzynka obgadała że jak się nie
                                            chodzi po lekarzach to tak się dzieje,że jakby chodziła tak jak ona chodzi to by
                                            jej nic nie było, myślałam że mi serce pęknie.Ona tak już cierpi boimy z siostrą
                                            co będzie za jakiś czas.
                                            Powiedzcie mi czy przy 4 jest jeszcze możliwe jakies życie.To jest najgorszy
                                            czas w moim życiu ile bym dała żeby go cofnąc boję się że jak już pójdzie do
                                            tego bytomia to że już do nas nie wróci.
                                            • alu kochana, nie ma mi czego zazdroscic, nie jestem optmyistyczna
                                              tak bardzo jakbym chciala, do tego mieszkam ponad 1000km od moich
                                              rodzicow, a telefonicznie trudno miec dobry oglad na sytuacje. ale
                                              duzo rozmawiam z mama, nie ukrywamy, ze rak to cos strasznego, ze
                                              leczenie jest ciezkie (moja mama miala wlasnie dwie chemie i od 3
                                              dni jedyne co jej organizm przyjal to herbata z cukrem i cytryna,
                                              nawet mycie zebow powoduje torsje i wymioty), ze bedzie na pewno
                                              trudno, czesem dopada mnie naprawde dol i mam wrazenie, ze
                                              najgorszego nie przezyje - zyleta i koniec, ale to na moj wlasny
                                              uzytek. bo trzeba wspierac mamy, nie mozna sie rozczulac nad soba,
                                              trzeba nad mama sie trzasc! co do 4 stadium to zalezy od lekarzy -
                                              moja matula wlasnie wrocila z gliwic, nastepna wizyta na 26 czerwca,
                                              kolejna chemia, wiec do tego czasu trzeba bedzie jakos dopilnowac
                                              wagi, zeby miala dobra morfologie i samopoczucie. bardzo wazna jest
                                              dieta - musisz dbac o mamy wage, bo w szpitalu pozniej jest docs
                                              ciezko, musi byc zapas energii na smutne godziny lezenia w lozku z
                                              ciezkimi myslami. postarja se ja czyms zajac, moze szczerze
                                              pogadajcie, moja mama juz zaplanowala swoja stype (powiedzialam jej,
                                              ze lepij by sie tym zajela za jakies 20 lat, bo ja do tego czasu
                                              wszystko zapomne, wiec szkoda czasu tracic, ale jesli chce o tym
                                              pogadac no to ok. zazyczyla sobie rekawiczki na przyklad, hmmm). to
                                              wazne, byc szczerym i sie nie bac, strach tez zabija. alu, ja cie
                                              bardzo wspieram, tym samym wspieram siebie. przed nami wyboista
                                              droga, ale ona tak nagle ksonczyc sie nie moze, zaufaj mi. no to
                                              wsawaj, idziemy reka w reke, do przodu ....jest zawsze troche slonca
                                              gdzies na horyzoncie
                                            • Ala, pomijajac ze kuzynka ma wyjatkowy brak empatii to na dodatek
                                              mija sie z prawda. Moja Mama robila co roku wszystkie badania i
                                              cytologie i dorobila sie zaawansowanego raka szyjki.
                                              Nie wystarczy chodzic do lekarza. To jeszcze musi byc dobry lekarz.

                                              Strasznie wam wspolczuje dziewczyny i z calego serca zycze wielu sil.

                                              --
                                              Forum
                                              dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
                                              Uszate serduszka czekaja
                                              • Ala to prawda co pisze balbinka moja mama jezdziłĹa regularnie na
                                                badania i miała usg bo pojawił sie problem z macica dopiero przy
                                                operacji sie okazało co jest grane (rak jajnika z przezutami) a
                                                leczyla sie dobre 3 lata mojej mamie lekarz dawał 4 miesiace życia
                                                ale ze wzgledu na młody wiek moja mama miała wtedy 51 lat zalecił
                                                wizyte w centrum onkologi w gliwicach tam wyslano nas w pobliżu
                                                miejsce zamieszkania czyli w Rybniku mame prowadził ordynator ze
                                                swietna lekarka miała wsparcie z naszej strony i również wsparcie
                                                lekarza ktory wszystkiego jej nie mówił troche nawet oszukiwał żeby
                                                mama wychodziła w miare dobrym stanie psychicznym psycholog był przy
                                                kazdym wlewie i przez to mogłam sie cieszyc mama przez 4 lata a
                                                nie dawano jej nawet 5 % wiec sama zobacz ile robi samozaparcie i
                                                pozytywne myslenie powiem cos jeszcze gdybym trafiła tu na forum
                                                szybciej możliwe że moja mama by jeszcze żyła bo połowy tego co
                                                mogłabym zrobic nie wiedziałam nie winie sie za to bo wiem ze w
                                                ostatnich dniach mama bardzo cierpiała i nie wiem czy dała by
                                                efekty moja wiedza nie chciałabym żeby ten ból i to co ona
                                                przeżywała bylo dalsza wegetacja chodz moje marzenie jedyne jakie
                                                byo było by mama wyzdrowiała.wiedziałam że może być zle wiedziałam
                                                że może być lepiej nie pokazywałam przy niej strachu ani smutku
                                                byłam ciagle ta sama osobą jaka mama mnie zna po nocach płakałam do
                                                poduszki żeby nie słyszała kiedy dobrze sie czuła zabierałam ja w
                                                góry do kampingu do miejsca gdzie mozna wypoczac tam nabierała sił
                                                do dalszej walki. Mama zmarła 8 marca w wielki dla niej dzień
                                                urodziła sie również w wielki dzien w nowy rok i jak te dwie daty
                                                sa ważne bo z jedną swietujemy coś co sie zaczyna drugą swiętujemy
                                                osoby które sa całym światem dla innych ktore dają życie święto
                                                Kobiet i tak wielka osoba jak te daty była moja mama pomagała tym
                                                którzy nie mieli odejmujac sobie nawet ksiadz w czasie pogrzebu sie
                                                zdziwił że tyle osob uczestniczyło w jej ostatniej drodze bo tyle
                                                osób ją kochało dała przykład innym jak postepować i podczas
                                                choroby mówiła o niej przez to chyba z 30 kobiet teraz może cieszyć
                                                sie życiem zdrowym życiem mimo że tez regularnie sie badały wieć
                                                mozesz tej kuzynce powiedziec ze czasem lepiej dwa razy pomyslec co
                                                sie powie niż mówić bzdury. Teraz dla mamy musisz byc osoba która
                                                jest silna pokazać jej musisz że dasz rade wtedy i ona da rade nie
                                                wiem co bedzie na koncu ale liczy sie teraz juz . życze twojej mamie
                                                duzo zdrówka tobie duzo siły i żebyście obie daly rade
                                                --
                                                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to
                                                jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy
                                                pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                • dzięki dziewczynki za to że jestescie takie kochane z mamą za bardzo o tym nie
                                                  gadamy wie że jest źle bardzo źle ale staramy się zachowywac normalnie tak jakby
                                                  się nic nie stało póki co to do wtorku bo wtedy jedzie już do bytomia,z siostrą
                                                  rozmawiamy na ten temat ale ja dużo czytam a ona stara się jak najmniej o tej
                                                  chorobie wiedziec.Mieszkam od mamy 2 km i jestem u niej codziennie po pare
                                                  godzin,jak z nią jestem to nie myślę o tym że jest chora ale jak tylko
                                                  przyjeżdzam do domu to od razu te głupie myśli o śmierci i wogóle.Boję się też
                                                  bardzo tego że nic z jej chorobą nie będą robic, że poprostu postawią na niej
                                                  krzyżyk.Ale dziewczyny jedno wam powiem nasza służba zdrowia jest spoko dopóki
                                                  się nie choruje a jak zachorujesz to chodzenie proszenie się tragedia, człowiek
                                                  czuje się taki obdarty z godności.Przeraża mnie to,mama jak zaczęła jeździc
                                                  doporadni to pani doktor powiedziała jej że ma zrobic kolonoskopie i od razu nam
                                                  powiedziała że jak mamy jakiegos znajomego lekarza to zeby sobie to załatwiac bo
                                                  na to badanie w bielsku czeka się pół roku,aha i jak mama bedzie miała przeżuty
                                                  w tym jelicie to nie będą jej za bardzo naświetlac bo może jej dziury powypalac
                                                  i może na naswietlaniach umrzec.Nie rozumiem tego i boję sie bardzo ale póki co
                                                  wierze że moja mama i twoja kwiatku pożyją z nami jeszcze pare lat.
                                                  • dzieki alu, wlasnie o to chodzi, bysmy sie wzajemnie wspieraly i
                                                    wierzyly, ze sie uda wygrac naszym cudownym mammo z potworem. ja
                                                    akurat mam torche odla - jade do odmciu w przyszlym tygodniu i juz
                                                    zakasuje rekawy, zeby jakos zebrac mame do kupy. w zasadzie moze nie
                                                    jest zle, ale zawsze jak dzwonie to ona spi albo nie ma sily dluzej
                                                    porozmawiac, ma bardzo sile torsje i wymioty - boje sie, ze straci
                                                    na wadze, a to oczywiscie bylby bardzo zle. chemia jaka dostala
                                                    bazuje na cisplatynie, ale jest pomieszana jeszcze z czyms, a pani
                                                    dokrot rapewnila mame, ze trzeba gada zlapac wlasnei teraz, dlatego
                                                    leczenie jest ciezsze niz bylo przewidziane. chyba duzo pomogly
                                                    lampy, ktore spowodowaly lekkie cofniecie sie raka. trudno mi sie
                                                    tym cieszyc tak pelna geba, ale w duchu troche lzej. zreszta to
                                                    pewnie dopiero poczatek walki! alu, nagorszy okres to byl wlasnie
                                                    ten przed szpitalem - mama czekala miesiac na przyjecie do gliwic -
                                                    na skierowaniu do szpitala napisali , ze bedzie jej sprawa
                                                    rozpatrzona jak ewentualne przyjecie - mama myslala, ze ja wysla do
                                                    domu i tyle. a jednak podjeli walke, matule to tez wzmocnilo na
                                                    duchu. mimo wiec ze tobie teraz ciezko przychodzic przez te
                                                    wszystkie badania, to juz za jakis czas powinno byc lepiej. dbaj o
                                                    mame, szczegolnie o diete - powiedz jej co powinna jesc i jak. ja
                                                    mowie zawsze mamie tak - sluchaj, przeczytalam w internecie o
                                                    podobnym przypadku i pani mowila, ze dieta powinna byc takak i
                                                    siaka. ze na bole to to, ze chemie przeszla tak, a inna osoba
                                                    mowila, ze ... widze, zep omaga mamie wiedziec, ze inni choruja, ze
                                                    dziela sie spotrzezeniami i wiedza, ze sa osoby, ktore wyszly z raka
                                                    w podobnym stadium. to wazne, sprobuj w ten sposob, moze mamie zrobi
                                                    sie lzej, poki co jest pewnie sama ze swoja choroba, was tez chroni.
                                                    powodzenia, przytulaj mame ile sie da i nie daj jej zbyt dlugo sie
                                                    zamartwiac. chyba trzeba myslec, ze bedzie dobrze, takie myslenie
                                                    udziela sie innym!!! duzo sily i waszego wsparcia zycze twej mamie.
                                                    niech beda z nami jeszcze dlugo dlugo nasze cudne matule!!!
                                                  • Dzięki za wiadomośc:))
                                                    Czuje się taka bezsilna,chciałabym coś zrobic ale nie wiem co!!!!!:(((
                                                    tak się boję tego Bytomia co tam bedzie czy wogóle będą ją jakoś leczyc.Mama od
                                                    tygodnia spi po pare godzin w nocy a zaczęła coraz więcej w dzien spac.Co to
                                                    znaczy? Gdyby można było cofnąc ten cholerny czas.Ja za bardzo na wyzdrowienie
                                                    nie licze ale niech mi któras powie ile mama jeszcze może pożyc?Dziś od siostry
                                                    córeczka ma roczek i powinna to byc szczęśliwa chwila ale ten
                                                    pier...(przepraszam) RAK wszystko niszczy,jestem taka zła na tą naszą bezsilnośc
                                                    ze nic nie możemy zrobic tylko czekac co się stanie!!!
                                                  • Witaj Alu.Moja mama ma 65lat,zachorowała ma st.IVA,jak się
                                                    dowiedziałam o tym,to niemogłam się pozbierać schudłam w krótkim
                                                    czasie 6kg.Przez te załatwianie w klinice nie mogłam się opamiętać
                                                    że ja tu jestem z mamą.Guz dochodzi do miednicy małej i nacieka na
                                                    odbyt,w tej chwili skończyła 30 lamp, i jest okazem zdrowia nic ją
                                                    nie boli,gotuje obiady ,pieli w ogródku,sprząta sobie jeżdzi do
                                                    rodziny do znajomych po to żeby zapomnieć o tym wszystkim,tak
                                                    naprawde nie wie do końca czy guz gdzieś przechodzi,lampy znosiła
                                                    bbardzo dobrze i co jeszcze woziłam ją codziennie po 80km,ale dieta
                                                    musi być,mama bardzo przestrzegała chociaż nieraz skusiła sie na
                                                    coś, to zaraz miała biegunke.I co jeszcze miała mieć chemie,ale
                                                    wyniki z morfologi były troche zawsze za słabe,chociaż jak pisałam
                                                    czuje się dobrze ale wiadomo lampy zawsze osłabiają organizm.Nasza
                                                    pani doktor zleciła na 18 brachyterapie tzw.naświetlanie do zewnątrz
                                                    i powiedziała że zobaczymy co zdecyduje tamten lekarz czy chemia
                                                    będzie czy nawet nie potrzebnie.Ale ja myśle że w tych przypadkach
                                                    chemia musi być nie wiem co o tym myślec,czy nie chcą już dac.7lat
                                                    temu zachorowała moja teściowa też na to...i było wszystko dobrze,
                                                    ale miała operacje,i po tych 7-latach coś się odezwało na wątrobie,i
                                                    to wszystko w jednym czasie moja mama i teściowa razem jezdziłyśmy
                                                    do kliniki do bydgoszczy.Teraz teściowa jest już miesiąc po operacji
                                                    i jest wszystko dobrze nic rakowego nie ma.Zaczełam brać tabletki,
                                                    bo nie mogłam sobie poradzić moja mama i teściowa.Ale wziełam się w
                                                    garść i zaczełam mocno wierzyć że się uda i walcze jak się
                                                    da,przeciesz nie można się poddać niech to RACZYSKO wie że ma WROGÓW
                                                    takich jak my,że MY nie odpuścimy mu.Pamiętajmy WIARA czyni cuda i
                                                    modlitwa.WIERZMY w TO że się uda.Trzymajmy się razem,POZDRAWIAM WAS
                                                    GORĄCO.PAMIĘTAJCIE WIARA...............Pa.
                                                  • Alu, wysłałam Ci wiadomość na priv - zajrzyj.
                                                  • tak masz racje skotku ale i tak każda z nas bardzo sie boi.Ja się bardzo boję a
                                                    najbardziej końca roku bo nie wiem co mnie do tego czasu czeka.Jak czytam ile
                                                    kobiet w ciągu roku umiera na raka szyjki macicy to modlę się żeby mama nie
                                                    znalazła się w tej liczbie.Tak mi jej szkoda bo nie miała łatwego życia i
                                                    jeszcze ją to dopadło.Nigdy nie była do końca szczęśliwa ale wdzięczna jest Bogu
                                                    że my z siostrą ją wspieramy,że teraz jak jej tak ciężko że jestesmy przy
                                                    niej.TAK BARDZO MARZE ŻEBY WYZDROWIAŁA.
                                                  • wysłałam Ci wiadomosc zajrzyj
                                                  • Dokladnie dziewczyny wiara czyni cuda trzeba wierzyc do konca i zarażać nia
                                                    jednym sie udaje drugim nie ale my tak naprawde niewiemy komu sie uda dlatego
                                                    wszyscy musimy wierzyc nie jedno swiat widział niejedne przypadki były z
                                                    zerowymi szansami a co sie stało biegaja zyja pełnią życia a choroby nie ma
                                                    znikneła moim zdaniem polowa sukcesu to wiara i psychiczne nastawienie że
                                                    bedzie dobrze Dlatego wszystkim Mamą córką synom Mężom życze duzo wiary nadzieji
                                                    i sił
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Edzia ale jak tu wierzyc jak lekarz ci powie że nie ma szans na wyleczenie!!!
                                                  • Jak tu wierzyć???
                                                    Ja usłyszałam że nie ma szans na wyleczenie chyba sześć razy, od sześciu
                                                    lekarzy, ostatni raz w wieczór przed śmiercią mamy- nie wierzyłam do końca- mama
                                                    nie czuła się tak tragicznie, cały czas miałyśmy nadzieję, a ten lekarz
                                                    powiedział do mnie- niech pani da jej umrzeć- i tak nie wierzyłam że to się
                                                    stanie...Odeszła w ciągu 12 godzin, a nawet nie pomyślałam chwilę przed jej
                                                    śmiercią że to może być już...
                                                    Nie odpuszczajcie lekarzom, starajcie się naciskać na leczenie i badania
                                                    dokładne, Ja do teraz mam wyrzuty sumienia że nie pomyślałam żeby zrobić jeszcze
                                                    coś..., może do innego lekarza trzeba było, może do innego szpitala, może trzeba
                                                    było zadzwonić po pogotowie, choć mama się nie skarżyła.Ciężko żyć z tą
                                                    świadomością, że było się bezradnym.
                                                    I wierzcie że będzie dobrze, przecież komuś musi się udać, limit złych zakończeń
                                                    chyba się już wyczerpał, mam nadzieję.
                                                    Trzymam kciuki i pozdrawiam.
                                                  • Tak się boję
                                                    Mama we wtorek jedzie do Bytomia najbardziej w tym momencie boję się że ona tam
                                                    będzie sama bo mieszkamy dośc daleko i ja i siostra mamy małe dzieci.
                                                    Najgorsze to jest to że w obliczu takiej tragedi musimy życ normalnie zajmowac
                                                    się domem chodzic do pracy.To jest takie beznadziejne człowiekowi wali się swiat
                                                    na głowe a musimy si normalnie zachowywac.
                                                    BOŻE BŁAGAMY!!!!!
                                                  • Kwiatek co tam u Was czemu nic nie piszesz?
                                                  • witaj alu, jestem tutaj kazdego dnia i czesem chcialabym napisac cos
                                                    naprawde optymistycznego, bo wiem jak sama potrzebuje podobnych
                                                    wiesci, ale jakos ciezko jest mi ostatnio. pewnie dlatego, ze mama
                                                    daleko. jade do rodzicow w czwartek, bede wtedy miala prawdziwy
                                                    obraz sytuacja. poki co z rozmow telefonicznych - mama po chemii
                                                    bazujacej na cisplatynie, ale pomieszanej z roznymi innymi srodkami
                                                    (mama podobno gdzies wszystko zapisala, wiec podam wiecej szczegolow
                                                    pod koniec tygodnia) przez tydzien nie potrafila przelknac nic
                                                    innego jak herbate z cytryna, teraz powoli wraca do siebie. ale
                                                    niestety chyba pojawily sie skutki uboczne lamp - jakies biegunkowe
                                                    sprawy. podejrzewam, ze tydzien glodzenia przypomnial jelitom o
                                                    lampach i oto efekt. mama schudla i mimo ze teraz je, to nie potrafi
                                                    odbudowac wagi, a nastepna wizyta w szpitalu 26.06. przygotowalam
                                                    sie na tydzien pracy nad mama - opieka kucharska, psychologiczna i
                                                    rozrywkowa, na ile sie da. wiem, ze my dzieciaki naszych mam
                                                    potrafimy im pomoc zapomniec o chorobie. to naprawde cos ekstra.
                                                    alu, moge ci tez powiedziec (jestes pewnie mlodsza ode mnie, bo ja z
                                                    rocznika 77), ze wnuki dla mam to cudna sprawa, warto wykorzystac te
                                                    emocje do walki. moja mama niestety nie ma jeszcze wnukow i jakos
                                                    nie moze tego przebolec - wiem, ze brak nam tego argumentu do
                                                    wzmocnienia jej checi do zycia. dlatego glowie sie zawsze nad czyms
                                                    nowym. a jak u ciebie alu - jak mama sie czuje, przypomnij mi, kiedy
                                                    macie wizyte w szpitalu i czy juz wszystkie badania uzbierane? wiem,
                                                    ze kazdy przypadek naprawde jest inny... czasem sie tym pocieszam,
                                                    czytajac te wszystkie smutne historie wojen przygranych. no ale cuda
                                                    tez sie przeciez zdarzaja! no i nie jestesmy sami, ja mam ciebie -
                                                    musimiy sie wspierac i byc twarde za nasze mamy!
                                                  • Kwiatek o to ty jestes mojego rocznika:) ja niestety nie mam dzieci ale to
                                                    prawda wnuki daja duzo moja bratanica biegała wkoło mojej mamy robiła jej masaze
                                                    z kremu ona inaczej odbierała chorobe babci chodz jest naprawde mądrą
                                                    dziewczynka druga babcia choruje na zaawansowana cukrzyce która wyniszczyła
                                                    organizm wiec bardzo czesto wpada w spiaczki cukrzycowe majac 4 latka wiedziała
                                                    jak sie postepuje i uratowała babci zycie. moja mama odzyskiwała siły widzac jak
                                                    mała kreci sie po domu i woła moja mame po imieniu bo jak sama stwierdziła ze
                                                    babacią bedzie wtedy jak bedzie stara i bedzie chodziła o lasce :) wszyscy sie
                                                    z tego smialismy mama z usmiechcem mówiła ze bedzie wiedziała kiedy sie
                                                    zestarzeje hihihi bo wnusia ja o tym poinformuje niestety nie doczekalismy sie
                                                    tej chwili bo mamy juz nie ma :( ale pozostały własnie takie piekne wspomnienia
                                                    a mama czuła sie wtedy wspaniale
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Ala mojej mamie dawali max 4 miesiace a zyła 4 lata i powiem ci jeszcze jedno
                                                    gdybym wczesniej znalazła to forum niewykluczone ze mama zyła by do dnia
                                                    dzisiejszego teraz widze ze pare rzeczy lekarze zbagatelizowali a ja szary
                                                    człek ufałam im bezgranicznie oni działaja tasmowo my w trosce o swoich
                                                    najbliższych walczymy do konca i własnie takie forum jak te w tym pomaga i daje
                                                    wiare ze nalezy walczyc nie tylko z choroba ale także z lekarzami
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Edzia to pocieszające bo na dzień dzisiejszy cztery lata to dla nas bardzo
                                                    dużo,ale wracając do tego co mówią lekarze to znam panią chorą na RSK której
                                                    dawali lekarze max jeden rok a żyje już 11 lat i to są te nasze małe cuda.
                                                    Kwiatku tak się ciesze że się odezwałas,dziś byłam odwieź mamę do szpitala do
                                                    Bytomia mają jej zrobic tą nieszczęsną kolonoskopię na którą w bielsku czeka się
                                                    pół roku.Najprawdopodobniej będzie miała operacje i teraz nie wiem czy przy tym
                                                    stadium raka jest ona możliwa.W bielsku Pani doktor powiedziała że operacja nie
                                                    wchodzi w grę a w bytomiu że ją bedzie miała.Tak się martwię bo mieszkamy dośc
                                                    daleko i mam małe dzieci(dwóch chłopaków 3 latka i 1,5 roku) siostra też ma małe
                                                    dzieci i nie jestesmy w stanie tam często dojeżdzac ale jakoś to trzeba
                                                    przeżyc,jutro będę wiedziec coś więcej to wam napisze. Kwiatku jestem rocznik 79
                                                    czyli już tez 30 latka:)
                                                  • Alu,moja mama nie miala kolonoskopii, jakos tak wyszlo, ze lekarze
                                                    uzgodnili leczenie na podstawie TK i USG, no i oczywiscie biopsji z
                                                    szyjki. zycze pozytywnych wynikow z badania!!! co do operacji -
                                                    wiem, ze mojeje mamie ginekolog zaraz na poczatku powiedzial
                                                    (stadium IIIb), ze na tym petapie operacje nie jest mozliwa, ale
                                                    moze po lampach, jelsi uda sie zlapac potwora, to bedzie go mozna
                                                    usunac. jelsi lekarze zdecyduja nao peracje, to znaczy, ze potwor
                                                    sie nie rozprzestrzenil jeszcze za mocno i uda sie go usunacc.
                                                    bardzio zycze twojej mamie tej mozliwosci. przygotuj sie tez na
                                                    mozliwosc lamp - poczytaj o diecie, bo to bardzo wazne i poki co
                                                    pilnuj mamy jadlospisu, zeby nabralo mimo sytuacji sily. sama wizyta
                                                    na oddziale onkologicznym to smutne przezycie dla zdrowych, chorzy
                                                    maja kslonnosci do porownywania swoich objwawow z innymi i
                                                    wyciagania czarnych wnioskow. tak przynajmniej troche bylo w wypadku
                                                    mojej matuli, zreszta polozyli ja na sali nr 13! nie jest specjalnie
                                                    uczulona na czarne koty i trzynastki, ale zaraz wymyslila teorie o
                                                    sali-umieralni... pozniej bylo lepiej. poki co starma sie torche
                                                    tobie podpowiedziec, czego w ostanich tygodniach sama sie
                                                    dowiedzialam. moze pomoze. ja czekam niecierpliwie wyjazdu do domu,
                                                    choc boje sie, ze mama jest torche zbyt podlamana ostatnio i bole,
                                                    ktore minely po lampach wrocily, choc wciaz sa do opanowania
                                                    ibuprofenem. napisz jak tama u mamy po zabiegu i co proponuja
                                                    lekarze. na pewno nie zostawia was bez nadzieii, a to bardzo wazne!
                                                  • to ja
                                                    niestesty nie mam dobrych wiadomości,dziś moja mama miała robione te badania i
                                                    póżniej lekarz wezwał ją do siebie.Powiedział że jak chce jeszcze troche pożyc
                                                    to nie może miec robionej operacji,ponieważ ten guz sie rozpada(co to znaczy?)
                                                    jutro jedzie rano na konsultacje do Gliwic i ewentualnie ustalac jakis termin na
                                                    naświetlania(myślicie że będą z nią wogóle coś robic?) Biedna się zmartwiła że
                                                    już nie ma dla niej ratunku i panie z którymi leży na sali opieprzyły ją że ma
                                                    myślec pozytywnie.Jedna Pani jak poszła do lekarza to miała już miała guza o
                                                    wielkości ok.15 cm(możliwe to by było?) i dużo małych guzków w różnych narządach
                                                    a teraz jest po kolejnych naswietlaniach i przyjechała z Gliwic do Bytomia na
                                                    kolejną operacje.Jestem tak roztrojona nerwowo,moje biedne dzieci tylko na tym
                                                    cierpią.
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
                                                  • alu, badz dzielna. niestey lekarze czasem jak cosp owiedza, jak
                                                    palna... mojej matuli jeden powiedzial: niech sobie pani zapamieta,
                                                    zycie to nie gra komputerowa, ma sie tlyko jedno!. ekstra, kobieta
                                                    przeraozna, za umiera, a on jej wyjezdza z takim haslem. ten lekarz
                                                    od twojej mamy tez jest jakis bardzo delikatny. skurczybyki, ciut
                                                    wiecej empatii. a moze nie mam racji, ale to boli jak ci lekarz,
                                                    czlowiek, ktry ma dac nadzieje do dalszej walki, tak "wesprzw" na
                                                    duchu. alu, nie martw sie, i tak najwazniejsze sa w RSM
                                                    naswietlenia, czasem pomaga chemia, ale najpierw lampy. jelsi jedzie
                                                    do gliwic, to jak moja mama-na skierowaniu miala napisane, ze na
                                                    nastepnej wizycie rozpatrza jej ewentualne przyjecie, myslala, ze
                                                    otk oniec, ze zostlao jej hospicjum. pani ordynator geînekologii
                                                    onkologicznej zaptyla mame tlyko czy chce ise leczyc. matula
                                                    powiedziala, ze tka i ja przyjeli. na poczatku miala USG, badanie
                                                    krwi, a pozniej decyzja o lampach. po pieciu lampach (rak
                                                    zaawansowany, decyzja o leczeniu paliatywnym) dobre wyniki, wiec
                                                    zapodali bardzo silna chemia. teraz mama dochodzi do siebie, ale
                                                    powoli, dzis wreszcie ja uscisne i postaram sie przekazac caly zasob
                                                    swiezej energii, ktora tak zbieram na wizyty w domciu. musisz teraz
                                                    szczegolnie zaopikowac sie mama - dobra dieta, niech mama troche
                                                    przytyje, bo to wazne przed pojsciem do szpitala. jedz z mama, jelsi
                                                    mozliwe, w razie czego nacisnij na lekarzy. wiem ze na oddziale z
                                                    mama lezala pani z nowotworem pochwy IV i nie chcieli jej podobno
                                                    przyjac, ale maz sie upieral i udalo sie - miala lampy, a pozniej
                                                    chemia i podobno bole, z ktorymi sobie nie radzila juz,
                                                    przeszly.mama miala do niej zadzownic, dowiem sie wiecej w domciu.
                                                    chce cie pozytywnie naladowac- nie mozna o raku myslec jak o wyroku,
                                                    bo nie chcialoby sie juz nam zdrowym nic wiecej poczac, a to na nas
                                                    wlasnie licza nasi najblizsi. wiem, zew mowie sloganami, ale
                                                    jednoczesnie wierze ,ze moja sila jest po czesci sila mamy. niech
                                                    nie czuje sie sama. pozdrawiam, odezwe sie jak bede miala nowe
                                                    wiesci. modle sie do Niebieskiego Szefa za nasze mamy, alu, On
                                                    potrafi zdzialac cuda!
                                                  • kwiatku moja mama dzis przyjechała z bytomia do domu.
                                                    operacji nie beda jej robic poniewaz jest za późno ale za to była dzis w
                                                    gliwicach umawiac sie na naswietlania.jedzie 14 lipca troche długo male takie sa
                                                    terminy lekarka która ją skierowała do bytomia powiedziała ze nie mogła lepiej
                                                    trafic niz gliwice, ale wiesz z czego się dzis ucieszyłam z jej wypisu z Bytomia
                                                    "ca colli uterii 3b" z tego 3b bo w bielsku lekarka powiedziała mojej mamie ze
                                                    ma 4 wiem ze nie ma sie z czego cieszyc ale to zawsze wieksze szanse może nie na
                                                    wyleczenie ale może troche dłużej z nami pobędzie.Boje się jeszcze jednego żę
                                                    beda ja leczyc paliatywnie ale tam lekarz powiedział drugiej pani (tez ma 3b) ze
                                                    może nawet leżec 2 miesiace.To może nie będzie tak żle.Trzymam kciuki za Was i
                                                    za Nas.
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
                                                  • Kwiatku jak tam mama?
                                                    Bo moja się strasznie zdołowała,wydaje mi się że lepszy miała nastrój jak leżała
                                                    w szpitalu.
                                                    Smutno mi:(((
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • to ja jeszcze raz szybciutko - moja mama zbiera sily na przyszly zapiatek -
                                                    kolejna chemia, teraz juz dobrze je i znow ma nadzieje, ze bedzie dobrze,
                                                    wszyscy ja wspieramy i faszerujemy zupkami dla dzieci, miodem, troche
                                                    slodkosciami ,bo wszystkiego nie mozna sobie odmowic, no i sledzimy wciaz diete
                                                    lampowa. wiecej info w przeszlym tygodniu - pociesz mame, ze szpital najlepszy
                                                    mozliwy i ze spotka cudne kobiety w podobnej sytuacji! sciskam
                                                  • Kwiatku co tam u Was?
                                                    Dlaczego się nie odzywacie?
                                                  • Pomóżcie mi!
                                                    Moja mama jedzie na lampy 14 lipca a zaczęła miec zaparcia, narazie piła ziółka
                                                    ale po nich tak nie bardzo, co jej może pomóc?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • witajcie. alu, co do zaparc to chyba trzeba porozmawiac z lekarzem
                                                    domowym by jakos zaradzil, jesli to nie w zwiazku z RSM, albo moze w
                                                    przychodni onkologicznej beda mogli przepisac cos specjalnego. moja
                                                    mama jest wlasnie w trakcie drugiej serii chemii i chyba przechodzi
                                                    ja lepiej niz pierwsza, ale zaraz po pierwszej wypytala o recepty na
                                                    leki przeciw zaparciom (miedzy innymi, bo ma tez cos na biegunke i
                                                    na wymioty - czesciowo z powodu efektow chemii, a czesciowo po
                                                    lampach). wiem, ze sa to lekarstwa, ktore zostaly zapisane jako dla
                                                    osoby z choroba przewlekla i stosuje sie je w skojarzeniu z radio i
                                                    chemioterapia, ale onkolog pewnie bedzie je mogl zapisac mamie juz
                                                    teraz, skoro idzie na lampy, to tez jej sie przyda, przy lampach
                                                    zaparcia wystepuja w biegunka na przemian - oby stany bardzo bolesne
                                                    ze wzgledu na rejon naswietlan (czesto jelito grube, oklice
                                                    pecherza). najlepiej by bylo sie dowiedziec u lekarza jak
                                                    najszybciej, by mama przed szpitalem byla w formie. mam nadzieje, ze
                                                    zaradzicie szybciutko temu problemowi. a powiedz jak samopoczucie
                                                    mamy generlanie, czy wierzy w gliwice i jak sie czuje, czy radzi
                                                    sobie z bolami? no i czy jej waga nie spada? przed szpitalem
                                                    najlepiej, zeby byla ponad swoja wage normalna, choc to napewno
                                                    trudno. mozliwe, ze ksojarza lampy z chemia, jak w przypadku mojej
                                                    matuli i jej niektorych kolezanek z oddzialu z zaawansowanym stadium
                                                    RSM. dlam ojej mamy chemia byla bardzo wykanczjaca - pzred lampami
                                                    wazyla 54kg (udalo sie odrobic straty niejedzenia mojej mamy
                                                    bezposrednio po diagnozie raka), po szpitali z lampam i chemia (dwa
                                                    tygodnie w klinice) wrocila z 49kg i pozniej jeszcze ze dwa kilo
                                                    schudla nic nie mogac jesc przez tydzien. w ciagu kolejnych dwoch
                                                    tygodni do chemii nadrobila troszke i wazyla 52kg w szpitalu. lekarz
                                                    byl srednio zadowolony, wiec mama bedzie sie staralo o megace na
                                                    wzmocnienie wagi (jakos lekarz nie zapisal po pierwszej wizycie, ale
                                                    generlanei co do recept to oni sa bardzo skapi!). postaraj ise wiec
                                                    mame wzmocnic od tej storny, i co by sieudalo zwalczyc problemy
                                                    zaparcia. trzymam kciuki! i modle sie od Niebieskiego Szefa, by nie
                                                    zapominal wspomniec a nas kazdego dnia! bedzie dobrze!!!!
                                                  • Diewczyny zapytajcie lekarzy o Megalia - Megestroli acetas ( Leczenie braku
                                                    łaknienia lub utraty masy ciała będącej wynikiem choroby nowotworowej lub
                                                    zespołu nabytego niedoboru odporności)Mama ja zazywała po chemioterapii wiem ze
                                                    jest refundowana chyba od 20- do 50 zł za 400ml zapłaciłam juz niepamietam ale
                                                    po niej mama dstawała apetyt bardzo ja sobie chwaliła a na zaparcia Lactulose
                                                    syropek bardzo słodki ale pomagał zycze powodzenia i zdrówka :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Kwiatku kochany moja mama różnie się czuje, jeden dzien jest lepszy inny znowu
                                                    gorszy, raz ją tak bardzo kłuje a na drugi dzien znowu lepiej.Wczoraj i w sobotę
                                                    była tak słaba że cały dzien lezała w łóżku a dziś spoko obiad ugotowała,
                                                    posprzątała.Nie rozumiem dlaczego tak jest,ona tłumaczy to pogodą my chyba
                                                    też.Szkoda że Cię nie będzie w gliwicach jak my tam będziemy spotkałybyśmy się.A
                                                    co mówią lekarze o Twojej mamie?
                                                    Edzia dzięki właśnie byłam u lekarki w rejonie i przepisała mi ten syrop na te
                                                    zaparcia.Powiedz mi dlaczego Ona je ma jeszcze ją nie naswietlają ani podają
                                                    żadnej chemii i martwię się czy poprostu już tak będzie wszystko zaawansowane,
                                                    co Ty o tym myślisz?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • ala1979 nie denerwuj sie na zapas moze poprostu twoja mama zaczeła inaczej jesc
                                                    (dite bogatsza w skladniki których kiedys mniej jadła) moja mama przestała palić
                                                    potem pila duzo sokow własnej roboty i miała zaparcia moze byc 1000 powodów
                                                    zaparć, Ale jesli zareaguje sie dosyc szybko da sie je opanować :) Pogoda też
                                                    nam nie sprzyja ja juz 3 dzien chodze nieprzytomna i z okropnym bólem głowy :(
                                                    Wiec sie nie dziw ze mama może poczuć sie źle , do tego straszne nerwy a to
                                                    człowieka doprowadza do białej gorączki Ja cie tylko prosze zebys sie na zapas
                                                    nie zadreczała i nie martwiła Jeli naprawde drecza cie zaparcia mamy skontaktuj
                                                    sie z lekarzem prowadzacym i obie bedziecie spokojne Buziaczki wysyłam życze
                                                    duzo zdrówka i sił dla was :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • witajcie, witaj alu, moja mama jest po drugiej chemii i chyba
                                                    lepiej, wyjechalam zanim poszla do szpitala, ale w glosie jej czuje
                                                    wiecej sily niz po pierwszej chemii.tym razem w klinice dali po
                                                    wlewie zaraz i glukoze i lepiej ustawili przeciwwymiotne. stracila
                                                    mimo wszystko prawie 4kg w ciagu trzech dni, ale juz zaczela jesc,
                                                    odczuwac smaki i zapachy, a nawet miewac ochoty na ... maliny i
                                                    jagody. nastepna chemia na 20 lipca, a pozniej, wedle zasady, ze po
                                                    3 seriach chemii badania, bedzie miala pewnie USG, TK, badanie
                                                    ginekologiczne. matula mowi, ze nie chce zapeszac, ale od kilku dni
                                                    nie bierze przeciwbolow. ja poki co martwie sie o jej wage - 3
                                                    tygodnie do kolejnej chemii to krotko by odrobic zaleglosci
                                                    szczegolnie na poziomie morfologii krwi, ale jestem pelna nadzieii i
                                                    mama i cala reszta rodziny. modle sie do Niebieskiego Szefa by tak
                                                    dalej. alu, zycze twojej mamie powodzenia 14 lipca - przygotujcie
                                                    sie na: pobranie krwi od 7 w klinice, wiec najpierw do rejestracji,
                                                    pozniej pobranie krwi, a pozniej oczekiwanie na przyjecia na
                                                    oddzial. mama dwa razy czekala od 7 do 14. pani ordynator oddzialu
                                                    to fajna i konkretna babka, torche surowa - na pierwszym przyjeciu
                                                    zapytala moja mame czy mama jest zdecydowana sie leczyc. mama
                                                    odpowiedziala, ze tak. na to pani dr - to mnie to na razie
                                                    wystarczy. zatem wez mamie cos do zjedzenia, bo na krew trzeba na
                                                    czczo, a pozniej i stres czekania w poczekalni (duzo osob na
                                                    ginekologie, obok osoby na chemie, duzo smutnych historii sie
                                                    przewija, ale mozna tez zawrzec znajmosc w poczekalni, pielegniraki
                                                    bardzo mile udziela wszelkich informacji). na parterze obok
                                                    rejestracji jest kafejka - cos do zjedzenia i do wypicia, piekny
                                                    park obok kliniki. normalnie pani ordynator zaczyna przyjmowac od 11
                                                    na wpis. jesli mama ma miec lampy to niech sobie przygotuje oliwe z
                                                    oliwek - w czasie naswietlan nie mozna absolutnie sie myc, skore
                                                    mozna nacierac tlyko oliwa z oliwek albo tranem (oliwa lepsza,
                                                    mysle). niech wezmie suchary i miod koniecznie, i powiedz jej, zeby
                                                    sobie serwowala ten miod jak najczesciej - moja mama na miodzie i
                                                    herbacie z cytryna wlasnie przezyla wiekszosc ciezszych dni w
                                                    klinice. niech zabierze czajnik elektryczny jelsi moze. duzo pan
                                                    jadlo tam kisiele przed lampami by oslonic jelita, wiec moze niech
                                                    wezmie kilka "slodkich chwil" szybkich do przygotowania. no i
                                                    bawelniane koszulki nocne (kilka najlepiej, by miec komfort zmiany,
                                                    skoro nie mozna brac prysznica) i majtaski tlyko i wylacznie z
                                                    bawelny, moga byc ciut wieksze, by nie uciskaly naswietlonego
                                                    rejonu. duzo mama sie dowie zaraz od pan na sali - niech pyta o
                                                    wszystko, lekarze rzadko cos mowia. jelsi ma miec chemie, niech
                                                    zaraz pyta o recepte na megace, biegunki i zaparcia i wymioty. co od
                                                    sali - moja matula lezala na 13 - mimo numeru piekny pokoj - cala
                                                    jedna sciana na wprost lozek to okno na park, no i zaraz naprzeciw
                                                    drzwi telefon - umawiam sie z mama na godzine i dzwonie, mama ma
                                                    niedaleko. sluchaj, jak masz jeszcze pytania, to dawaj, a jak mnie
                                                    sie cos przypomni to ci jeszcze napisze. acha, na 13 niestety lekarz
                                                    jest nienajlepszy, zapomonalski, wiec jesli tam trafi twoja mama,
                                                    chyba 12 tez jest jego, trzeba za nim chodzic, by nie zapomnial
                                                    zaprowadzic na lampy, chemie, etc. no i niestety, mimo ze personel
                                                    pielegniarski fajny i lekarze w wiekszosci odpowiedzialni, to
                                                    tenedencja jest, by dac cos i pani ordynator i lekarzowi salowemu.
                                                    no i tradycyjna kawa dla pielegniarek. wnie sadze, ze to lekarze
                                                    prosza sie o lapowki, ale wszyscy daja, a oni biora. wiem, ze
                                                    to "pomaga" jak prosi sie o recepty ,ale absolutnie do niczego nie
                                                    namawiam, tlyko informuje, ze przy wypisie pacjenci wala do lekarzy
                                                    i siostr z "prezentami", najlepiej banknotowymi. ok, moze jeszcze
                                                    cos mi sie przypomni. generalnie - mama spotkala kilka milych pan i
                                                    nie narzekala na opieke, szczegolnie pielgnirki byly pomocne i
                                                    naprawde mile, tlyko mamy lekarz zapominalski az po lzy pacjentek.
                                                    naprawde bedzie dobrze, niech mama juz teraz pzejdzie na lekka
                                                    diete. no a jak z tymi zaparciami sobie radzicie? i jak bole?
                                                    sciskam was mocno, niech was Szef Niebieski prowadzi prosto do
                                                    wyzdrowienia.
                                                  • Dzięki kwiatku za informacje
                                                    Dlaczego to tak wszystko sie dłuży chciałabym żeby mama juz poszła bo zauważyłam
                                                    że jest jej coraz gorzej znieśc tą sytuacje,ostatnio nawet poszła do koleżanki i
                                                    wypiła sobie jakiegos drinka, boje sie ze jej to zaszkodziło, ale powiedziała mi
                                                    że poprostu musiała.Nie mogę już o tym myślec czasem mi się wydaje że nie jest
                                                    chora.

                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • Witaj moja mama ma stopień IVA.Miała 30-lamp,i trzy brachyterapie,a
                                                    wczasie lamp miała dostać chemie,ale wyniki z morfologi były taki że
                                                    nie dostała.Jutro jedziemy do lekarza i zobaczymy czy dostanie czy
                                                    nie,mam przeczucia że odżucą.Chciała się dowiedzieć jaki wyniki
                                                    miała twoja mama do chemi.Nie wiem co mam robić,myśleć.Pozdrawiam.
                                                  • skotka, niestety wiem tlyko tyle, ze wyniki "byly wystarczajace" jak
                                                    powiedziala pani ordynator, by zaordynowac chemie. ale wiem, ze mama
                                                    wazyla dwa kg mniej niz przed pierwsza chemia. teraz po drugiej
                                                    chemii zlapala jakis infekcne, wiec pewnie wyniki sa nienajlepsze, i
                                                    to bardzo mnie martwi. do tego ma problemy z cisnieniem i boi sie
                                                    brac megace. a jak twoja mama sie czuje? moze przed pojsciem do
                                                    szpitala uda sie jeszcze podreperowac te wyniki? moze mama bierze
                                                    cos na wzmozenie produkcji erytrocytow? duzo duzo zdrowia!
                                                  • Kochana,byłyśmy z mamą w poniedziałek u chemioterapeuty z wynikami z
                                                    morfologi,a on myślał że mamy wyniki z rezonansu magnetycznego,usg
                                                    miednicy,bardzo się wsciekłam na lekarke z oddziału na którym mama
                                                    leżała,która nie dała żadnych zleceń właśnie na te badania,dopiero
                                                    właśnie chemioterapeuta zlecił te badania z kórych musi wiedzieć czy
                                                    po tych lampach coś się troszkę zagoiło-mam nadzieje.A na rezonans
                                                    magnetyczny trzeba czekać na 18-sierpień.A mama czuje się bardzo
                                                    dobrze nic ją nie boli,apetyt też ma,a co do tej całej lekarki myśle
                                                    że nie chciała zlecić tych badań z tym stanem zaawansowania ,bo po
                                                    co,to wszystko kosztuje,zobaczymy co dalej-czas pokaże.Życzmy sobie
                                                    wszyscy dużo cierpliwości,pozdrawiam gorąco.A tak poza marginesem
                                                    skąd jestes- ja mieszkam kolo Grudziądza i mam 32lat męża i dwójke
                                                    dzieci-jezeli nie chcesz to nie odpowiadaj to przepraszam.
                                                  • skotku moja droga w naszej służbie zdrowia tak jest.
                                                    Moja mama miała miec robioną kolonoskopie,nie zrobili jej i lekarz nic jej nie
                                                    powiedział.Później robiła jeszcze jedno badanie(juz nie pamietam jak sie
                                                    nazywało) to lekarz zrobił jej go źle.Człowiek sie martwi i czeka a lekarze maja
                                                    to wszystko gdzies ZNIECZULICA!!!!

                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • czasem naprawde lekarze to potwory, poniewaz musza z wszystkiego
                                                    spowiadac sie przed NFZ to wsadzili swoje przysiegi do szuflad i
                                                    zamienili ludzkie cierpienie na rachunki - lepiej nie robicx nic niz
                                                    musiec odpowiadac na pytania, dlaczego taki a taki pacjent miala
                                                    taie a takie badanie - nie ma empatii, dbalosci o czlowieka, jest
                                                    mur buirokratyczny i chyba tez lenistwo. nie zawsze na szczescie,
                                                    ale czesto niestety. dobrze, ze twoja mama sie czuje ok, ale wiem,
                                                    ze czekanie poprostu dobija. miej nadzieje, ze po tylu lampach
                                                    chorobsko jest zlapane i sie nie rozwija, a to bardzo wazne. na
                                                    szczwewcie w mojej historii nie mam dzieci, bo mieszkam daleko od
                                                    rodzicow, ktorzy znow mieszkaja niedaleko Gliwic i pewnie mialabym
                                                    ograniczenia w wizytach u mojej mamy w zwiazku z tym. na szczescie
                                                    mam cudownego przyszlego meza, ktorym nie wspiera, bo odleglosc i
                                                    bycie z mama raz na miesiac wpedzaja mnie w straszne samopoczucie.
                                                    na szczescie moje rodzenstwo i tata sa na posterunku, choc
                                                    oczywiscie ja najchetniej dorzucilabym wszelkich wlasnych sil by
                                                    pomoc mamie. poki co jest wciaz w stanie podgoraczkowym po drugiej
                                                    chemii - 20 lipca jedzie na kolejna i boi sie, ze jej nie dostanie,
                                                    bo waga wciaz ponizej 50kg, keidy powinno byc przynajmniej 52.
                                                    pozdrawiam i zycze duzo blogoslawienstwa Bozego!
                                                  • witam
                                                    widze że nikogo tutaj długo nie było.
                                                    moja mama leży już w Gliwicach od wtorku,narazie bierze kroplówki z potasem bo
                                                    ma lekka anemie i drugą na niewydolnośc nerki.
                                                    Pani Ordynator stwierdziła że ta nerka to nie od raka,zresztą moja mama zawsze
                                                    miała problem z nerkami zawsze ją bolały.
                                                    Znowu na usg jej wyszło że te węzły pachwinowe ma czyste nic tam nie ma.
                                                    Naświetlania zaczyna 28 lipca boje się tego bardzo.
                                                    A u Was Kwiatku co słychac?
                                                    Jak mama?
                                                  • alu, czekalam na wiesci od was - tymi lampami sie nie martw na
                                                    zapas, bo to nic nie pomoze, natomiast nadzoruj diete mamy juz od
                                                    teraz, niech sie przygotuje- oliwa z oliwek, dieta, bawelniana
                                                    bileizna i koszulki nocne, duzo duzo wody. wspieraj mame i nie
                                                    pokazuj ze sie martwisz rowniez ty! bedzie super, w ten zapiatek
                                                    wylam w Lourdes, myslam o was, musi sie udac! moja mama nienajlepiej
                                                    zniosla druga chemia i teraz czeka na trzecia ale bedzie zalezec od
                                                    jej morfologii-miala jakies infekcje i jest bardzo slaba - moze to
                                                    byc anemia, moze zmiany pogody, bo ona tez na nie jest dosyc
                                                    podatna, moze byc efekt uboczny chemii. w tym tygodniu bedziemy
                                                    widziec czy wezmie trzecia chemie od razu i czy poprzednie i lamyp i
                                                    chemie zastopowaly potwora. staramy sie byc wszyscy silni, ale to
                                                    mama musi byc najsilniejsza. wierze, ze chce tak bardzo pozbyc ise
                                                    bydlaka ,ze sie nie daje, a to naprawde najwazniejsze. zycze wam
                                                    duzo duzo sily i cierpliwosci, powoli ale skutecznie!!! dziel sie
                                                    wszlekimi informacjami alu, ja bede robic podobnie jak tlyko bede
                                                    miala cos nowego. pozdrawiam
                                                  • moja mama miała zacząc lampy od 28 lipca ale wszystko sie przeciągło na 3
                                                    sierpnia,poniewaz ma jakis zakrzep w moczowodzie podobno nie jest to powiązane z
                                                    rakiem muszą go rozbic żeby mogła zacząc lampy.Nie wiem co o tym myślec, z tego
                                                    co mówił lekarz to będzie miała naswietlania i chemie raz w tygodniu.Czyli co to
                                                    znaczy?
                                                    Boje sie ze to wszystko odciagaja poniewaz nie chcą jej leczyc:(:(:(:(:(
                                                  • alu, nie daj sie zwiatpieniam i czarnym myslom, badz wlasnie
                                                    pozytywna na przekor wszystkemu, choc to przeciez cholernie trudno,
                                                    ale moze dlatego warto, nie dac sie latwym wrazeniom, ze jest zle i
                                                    nic juz sie nie da zrobic!!!!
                                                    twoja mama jest w gliwicach wciaz? jesli ja trzymaja w szpitalu to
                                                    znaczy, ze chca ja leczyc. jakby nie chcieli to by mamy nie przyjeli
                                                    i basta. z moja mama bylo tak, ze przyjeli ja, ale tez przez tydzien
                                                    miala badania i sie wszystko przeciagnelo. dodatkowo wiem, ze jest
                                                    taka ilosc pacjentow, ze terminy sa przysuwane u innych tez.
                                                    co do chemii i lamp - to dobrze, mysle. matula tez miala tka miec
                                                    nap oczatku ale pozniej zdecydowano, ze dadza bardzo silne lampy i
                                                    beda czekac na reakcje organizmu mamy. poniewaz mama zniosla dobrze
                                                    naswietlania zdecydowano o podaniu chemii. wyszla ze szpitala i po
                                                    nastepnych 3 tygodniach kolejna. obecnie jest po 3-ciej chemii i
                                                    dzieki megace czuje sie dobrze. po pierwszej chemii bardzo schudla,
                                                    po drugiej rowniez, aleobecnie po trzeciej nie jest zle, je
                                                    normalnie i nei ma wymiotow czy nudnosci. dowiedz sie o to megace u
                                                    lekarza - musi byc recepta onkologiczna i pewnie trzeba zamowic w
                                                    aptece.najlepij jakbyc to miala by podac mamie zaraz po pierwszej
                                                    chemii, ale skonsultuj to dokladnie z lekarzem mamy. Kto mame
                                                    prowadzi? w ktorym pokoju lezy?
                                                    alu, badz dzielna, to bardzo trudna sprawa, ale przynajmniej
                                                    bedziesz czula, ze pomagasz mamie, ze dajesz jej nadzieje, a przez
                                                    to sile, no i sama bedziesz szczesliwsza w tej sytuacji. Modle sie
                                                    za was i trzymam kciuki! bedzie dobrze!!!!!
                                                  • wiesz kwiatku moja mama leży pod 10 a lekarz prowadzący to doktor
                                                    Owczarek,podobno taki oschły ale mama ,mówi że nic na niego nie powie bo kiedy
                                                    ją tylko boli to zawsze dostanie coś przeciwbólowego.Powiedz mi czy twoją mame
                                                    tez tak bolało bo moją mamę strasznie i dzis dostała plastry przeciwbólowe
                                                    podobno z dodatkiem morfiny ale nic jej nie pomogło dopiero ketonal w
                                                    kroplówce.Lekarz jej powiedział że będzie ją bolec póki nie zacznie naświetlan
                                                    bo to wszystko poruszali jakimis antybiotykami i kroplówkami na te nerki i ten
                                                    moczowód i tego się trzymię nie chce nawet myślec że jest cos gorzej.Z mama leży
                                                    pani która ma przerzuty na szyjne węzły chłonne i dostała 5 lamp i chyba tyle
                                                    samo chemi ale nie wiem dokładnie za jakis czas znowu ma przyjsc.Co to znaczy
                                                    czy to leczenie paliatywne?
                                                    Mama jutro bedzie miała robioną maske do naswietlan i tomograf a od
                                                    poniedziałaku naświetlania.
                                                    A u was co tam słychac?
                                                  • moja mama nie miala przed leczeniem jakichs strasznych boli, ale
                                                    brala nemesil co 24 godziny, w szpitalu na przyjeciu miala badanie
                                                    ginekologiczne i wtedy zaczelo ja bolec duzo bardziej, ale wciaz sie
                                                    udawalo z nemesilem. w trakcie lamp zaczal bol mijac, a teraz po
                                                    chemiach bole prawie zniknely. kazdy reaguje inaczej - niektorzy po
                                                    5 lampach wciaz zle, inni jak nowo narodzeni, zycze twojej mamie, by
                                                    jak najszybciej bole sie uspokoily. Dr Oczarek podobno nie jest
                                                    najgorszy, choc rzeczywiscie taki oschly, mama byla u niego na sali
                                                    ostatnim razem, ale byla za krotko by czegos wiecej sie dowiedziec.
                                                    mojej matuli nie robili maski, co mame przerazilo, ale pewnie to
                                                    zalezy od zony do naswietlan, u mojej matuli bylo naswietlane cale
                                                    podbrzusze. wspieraj mame, przed lampami jest naprawde ciezko,
                                                    dodatkowo teraz albo maja jakies ciencia finansowe, ale brak
                                                    perosnelu, bo moja mama wypisali z dnia na dzien mimo ze zazwyczja
                                                    musiala zostac kilka dni dluzej. teraz jest strasznie oslabiona i
                                                    czuje, ze pierwszy raz tak bardzo wszystko jej jedno, a moze nawet
                                                    ma dosc. to mnie cholernie martwi! ala walcz dzielnie - zaopatrz
                                                    mame w duza ilosc wody mineralnej, miodu i sucharow, herbaty z
                                                    cytryna. lampy nie sa mile dla jelit niestety.pociesz mame, ze
                                                    bedzie dobrze, co do plastrow z morfina - one dzialaja dopiero po
                                                    24h od zalozenia, ale i lepiej ze ketonal jej pomogl, morfina to
                                                    takie ostatnie wyjscie. u was sa jeszcze problemy z nerkami - to
                                                    pewnie toche komplikuje sprawe, ale z dtugiej storny trzeba myslec,
                                                    ze to nie rak, wszyscy mamy jakies problemy. moja mama na prz<klad
                                                    stresznie przechodzi chemie, bo ma taki zoladek wrazliwy, ze kiedyi
                                                    nne panie byly w trakcie wlewu i podjadaly co sie da, moja mama
                                                    zatykala nos, bo sam zapach jedzenie powodowal wymioty, strasznie
                                                    chudla. bedzie dobrze alu - nadzieje, modlitwa i wsparcie dla mam i
                                                    wyjedziemy z tego. walczcie!!!!!
                                                  • mojej mamie dzis zrobiono ta maske i mama mówi że ma zaznaczone cztery punkty na
                                                    brzuchu a co do tych środków przeciwbólowych to mi sie wydaje że to tez jest
                                                    troche wymysł mamy ona zawsze była lekkomanką porostu wiecznie na cos jadła
                                                    tabletki jak nie przecwbólowe to uspokajające w domu przed szpitalem to jadła je
                                                    garściami i nie chciała nas słuchac że nie wolno a teraz została bez swoich
                                                    lekarstw i ją to troche przeraza bo osttnio chciała żebym poszła do rodzinnego
                                                    po tabletki przeciwbólowe i uspokajające, dla mnie to straszne i dlatego martwię
                                                    się tymi plastrami jeszcze dzis cały dzien po nich wymiotuje
                                                  • Dziewczyny mam dla was wielka prośbe Prosze napiszcie mi bo u każdej inaczej
                                                    sa wykonywane badania inaczej dowiadujecie sie o chorobie . Mam sasiadke która
                                                    poszła z ogromnym bólem jajników i nerek (problem z utrzymaniem moczu i bol w
                                                    okolicy nerek ) ginekolog zrobila jej usg i stwierdziła ze sasiadka ma
                                                    miesniaki kalafiorowate ??? lub podobne do kalafiora ale chyba to pierwsze .
                                                    dała przekaz do szpitala o pobranie wycinku i zastrzyki przeciw żółtaczce .
                                                    Pani ginekolog powiedziala również ze bez operacji sie nie obedzie tylko musi
                                                    czekać az przyjdzie wynik histo. Kochane ona sie juz 14 dzien słania z bólu
                                                    dosłownie płacze nic prawie nie je schudła 15 kg i z dnia na dzien jest coraz
                                                    gorzej poszła do rodzinnego żeby jej cos przepisał to dał jej ketonal duo który
                                                    pomoaga jej po 2 godzinach od zażycia i to na poł godziny tylko .Nie potrafi
                                                    dojsc samoa do wc, jest tak słaba ze rozmowa z nia przypomina rozmowe osoby po
                                                    operacji mózgu zastanawia sie co powiedz i mówi bardzo wolno .......... wrecz
                                                    na jej synu wymusiłam kontakt z ginekologiem i wiecie co im powiedział ze musi
                                                    tak długo cierpiec az nie bedzie miała wynikow w rece??!!!!!! czy wy
                                                    spotkaliscie sie z takim przypadkiem ???? Gdybyscie widzieli te kobiete jak ona
                                                    wyglada i jak cierpi Czy takie sa procedury ze trzeba czekac do wyniku mimo
                                                    strasznego bólu przypominajacego poród?? Prosze napiszcie mi jak to naprawde
                                                    jest bo nie moge patrzec jak sie ta sasiadka meczy a jej syn i mąz niestety
                                                    wierza pani ginekolog która powiedziała ze czekac na wyniki wiec oni bezczynnie
                                                    patrza i wyczekuja tel o wynik histo. Moja mama miała raka jajnika ale
                                                    wygladało to całkiem inaczej ginekolog usg szpital operacja - wycinek diagnoza
                                                    leczenie....
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • miałam dopisac ze to u mamy wszystko trwało od ginekologa do samej operacji
                                                    tylko 3 dni !!!!
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • niestey chyba najlepiej by bylo skonsultowac sie z innym lekarzem. u
                                                    mojej matuli byly silne bole plecow i kiedy wreszciev trafila do
                                                    ginekologa to sprawa bardzo szybko byla posunieta naprzod - szpital,
                                                    wszystkie badania, wsparcie farmakologiczne. wg mamy jej ginekolog
                                                    sie poprostu spisal i nne pane lezace z nia w szpitalu mialy mniej
                                                    szczescia - dluzszy czas oczekiwania na badania, brak skierowan i
                                                    recept. nalezy zmienic lekarza - pewnie wyniki musza byc nim cos
                                                    radykalnego mozna bedzie zalecic, ale juz teraz przynajmniej moze
                                                    wiecej wsparcia medycznego w postaci lekarstw moglaby dostac twoja
                                                    sasiadka. przykro mi, ze nie moge pomoc wiecej, zycze zdrowia!
                                                  • Kwiatku wiem że moja sąsiadka sama sobie jest winna takiego stanu , ale nie mnie
                                                    to oceniać , ale jesli ból zmusił ja do pojscia do lekarza , to była przekonana
                                                    że chociaż po wizycie jej ulży. U ginekologa byla prywatnie tam dostała tylko
                                                    skierowanie na wycinek do badania histo i to wszystko przeciez to nieludzkie 14
                                                    dni zwijać sie z bólu !!! Widzisz ty napisałas ze matule bolały bardzo plecy
                                                    i potem szybko wszystko szło a u mojej sasiadki bylo badanie usg !!!!! wiec
                                                    ta pani ginekolog widziała co jest grane. drugie moje pytanie czy długośc
                                                    czekania na wynik histo coś znaczy.... słyszałam ze im szybciej dostaje sie
                                                    wiadomosc o wynikach , wtedy mozna byc pewnym ze jest cos nie tak, a jesli czeka
                                                    sie dłuzej niz 14 dni że wszystko jest ok ?? Wiesz kwiatku ta pani ginekolog
                                                    wiedziała ze sasiadka tak cierpi bo ja widziała i badała a w rozmowie
                                                    telefonicznej powiedziała .....przez swoje niedbalstwo teraz trzeba
                                                    cierpiec..... <krzyk> to nieludzkie i niestety ja nic nie moge zrobić <placze>
                                                    przeciez jak moja mamke cos tylko pikneło ja zaraz dzwoniłam do lekarza na
                                                    wizyte a tutaj :( ślepo wierzą w lekarke która ma ich głeboko gdzieś <wnerw> i
                                                    wiesz kwiatku najgorsze jest to ze ja bym mogła umówić ja z ginekologiem który
                                                    od razu zareaguje ale ona nie chce sie dac zbadać facetowi :( zostało mi sie
                                                    tylko modlić że te wyniki do jutra beda ..
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • edzia moja mama na wynik z wycinka czekała 5 dni roboczych a tez miała silne
                                                    bóle zreszta do tej pory ma i jak czekałyśmy na przyjecie do szpitala to srodki
                                                    przeciwbólowe przepisywała jej pani z rejonu ale to juz wiedziała co jej jest.


                                                    kwiatku mojej mamie dzis zmienili leczenie i narazie ma szesc srebnych lamp niby
                                                    na jakies owrzodzenie co to może znaczyc?
                                                    A w czwartek była jeszcze na przymierzaniu tej maski nie rozumiem nic z tego!!!!!!
                                                  • alu, mowiac o masce, myslisz zapewne o rodzaju tatuazu, ktory
                                                    okresla rejon poddany do naswietlenia. u mojej matuli bylo tak samo -
                                                    najpierw szesc silnych lamp, a zaraz potem chemia w cyklu co trzy
                                                    tygodnie. jest wlasnie po trzeciej i choc pani ordynator stwiedzila,
                                                    ze leczenie daje bardzo pozytywne efekty, ze mama znosi w miare
                                                    dobrze chemie, ze wyniki krwi sa dobre, to mimo wszystko ostani wlew
                                                    strasznie ja oslabil - nie miala juz problemow z wymiotami czy
                                                    generlanie brakiem apetytu (bierze megace - jelsi mamie zaplanuja
                                                    podac chemie, natychmiast wymoc na lekarzu recepte, bo to jest
                                                    strasznie drogie, a refundowane). generalnie jest bardzo slabiutka,
                                                    nie ma sily wyjsc na spacer i szczegolnie jest podatna na infekcje,
                                                    zmiany pogody czy nawet humory innych mieszkancow domu. zaluje, ze
                                                    mnie tam nie ma, ze tym razem odlozylam moj wyjazd, bo zaplanwalysmy
                                                    dluzsze wakacje w sierpniu. mama teraz zaczynam miec jakies
                                                    watpliwosci i czasem mam wrazenie, ze sie chce poddac, bo chemia to
                                                    ma nie tylko wplyw na cialo, ale rowniez na psychike, zreszta to
                                                    idzie ze soba w parze. nie moge zdzierzyc mysli, ze matula teraz
                                                    opusci rece, wiec krzycze przez telefon i mam ochote udusic reszte
                                                    rodziny ze zaniedbanie samopoczucia mamy. wszscy mamy swiat
                                                    postawiony na glowie i dajemy sie zwariowacac, a dla nas to dopiero
                                                    5 miesiac walki, przed nami kolejne trzy chemie przed badaniami
                                                    kontrolnymi i decyzja, czy beda doswietlania czy kolejne chemie,
                                                    etc. jest mi ciezko z powodu odleglosci i durnej bezsilnosci, na
                                                    szczescie pozostaje mi Bog. Nie wiem czy wierzysz, ale mnie pomaga
                                                    sila, jaka biore z mysli, ze nie jestem sama w moich problemach -
                                                    oprocz najblizszych mam jeszcze Niebieskiego Szefa - On naprawde
                                                    moze wszystko, pozostaje mi nie ustawac w modlitwach... pisz alu,
                                                    kiedy zaczynaja sie lamy, no i powtarzam - zaopatrz mame w oliwke,
                                                    slodkie chwile (kisiele, bo pomagaja oslonic jelita od promieni choc
                                                    troszke), duzo herbaty z cytryna, suchary i miod (najlepiej od
                                                    jakiegos pszczelarza, a nie jakies chinskie podrobki ze sklepu, bo
                                                    tak tez sie moze zdarzyc). ograniczyc wszystko, co wzmaga albo
                                                    zaparcia albo biegunki i pic bardzo duzo wody. bedzie alu dobrze,
                                                    bedzie dobrze - musimy sobie to powtarzac!!!!
                                                  • edzia, oczywiscie to nie pani sasiadka sobie winna, ze tak pozno
                                                    poszla do lekarza - nikt nie powinien tak myslec i dolewac oliwy do
                                                    ognia. kobieta cierpi i kropka, ale jelsi wierzy lekarce, ktora
                                                    traktuja ja tak bardzo nieludzko, to rzeczywiscie nic nie mozna
                                                    zrobic. osobiscie, nie mam zaufania do pan ginekolog - mam wrazenie,
                                                    ze empatia wobec kobiet jest u nich bardzo spaczona. aczkolwiek pani
                                                    ordynator na onkologii ginekologicznej to super kobieta. nie ma
                                                    reguly, ale to juz w nawiasia. co do liczby dni oczekiwania na
                                                    histo - moja matula miala dostac po 7 dniach a dostala po dwoch
                                                    tygodniach, bo byly swieta wielkanocne - wyniki nie byly
                                                    pozytywne ,wiec takie czy siedem dni czy 14 to wrozenie z fusow kawy-
                                                    pewnie zalezy ile maja pracy, a teraz wakacje i znow wszystko
                                                    spowolnione. ale oczywiscie, jelsi cos tkaiego trzyma twoja sasiadke
                                                    przy nadziei, to to jest argument. ja wciaz uwazam, ze ona powinna
                                                    skonsultowac sie z innym lekarzem. daj znac jak ona sie ma i czy
                                                    ihsto juz doszla. pozdrawiam
                                                  • Kwiatku powiedz mi bo moja mama sie dzis dowiedziała że bierze narazie szesc
                                                    lamp i do domu a po trzech tygodniach wraca czy u twojej mamy tez tak było bo ja
                                                    już od zmysłów odchodze ze to leczenie paliatywne
                                                  • ala1979 bedziesz sie martwiła jak bedziesz musiała ( mam nadzieje ze nie
                                                    bedziesz musieć ) teraz to mysl pozytywnie bo nerwami nic nie wskórasz , tylko
                                                    sie jakiejś nerwicy nabawisz i kto bedzie mamulke wspierać

                                                    Kwiatku narazie echo .... bedę cos wiedziała dzis po 17 ,oczywiscie jak zadzwoni
                                                    Pani ginekolog czy wyniki sa . Trzymam diewczyny kciuki za was i za wasze
                                                    kochane mamunie .
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • alu, tak czy siak to leczenie paliatywne, ale ma to swoj cel. rak to
                                                    podstepne zwierze, a zaaawansowany to szczegolnie specjalny
                                                    przypadek. ja sobie tlumaczylam fakt, ze moja mama nie dostala 25
                                                    lamp, ktore mialy swiadczyc o leczeniu radykalnym, dlatego, ze
                                                    lekarze nie chcieli i tak juz oslabionego wrogiem organizmu poddawac
                                                    drastycznemu leczeniu, ktore moglo nie zaksutkowac. w tym celu
                                                    zaaplikowali 6 lamp, ale na tyle silnych by spodziewac sie
                                                    konkretnego efektu. U mojej matuli efekty byly pozytywne - lampy
                                                    zniosla matula dobrze, pilnowala diety, przestrzegala regul higieny
                                                    (smarowanie oliwka, bez prysznicow), dlatego lekarze zdecydowlai na
                                                    chemie - co trzytygodniowe wlewy oparte na karboplatynie z czyms tam
                                                    jeszcze. wiem, ze przeraza slowo paliatywne, ale nie znyczy, ze
                                                    lekarze opuscili rece. mysle, ze czasem sytuacje sa naprawde tak
                                                    ciezkie, ze decydujasie oni raczej na probe powstrzymania raka
                                                    metodami lagodniejszymi niz leczenie radykalne, ktore xczesciej moze
                                                    pogorszyc stan zdrowia pacjenta niz mu pomoc i tylko zmniejszyc
                                                    komfort zycia w ostatnich miesiacach. taka jest moja idea leczenia
                                                    paliatywnego. ale sa osoby, ktoe swietnei reaguja na takie leczenie
                                                    i wychodza z raka - poczytaj na forum, a przykonasz sie, ze nie
                                                    tlkyo smutnie koncza sie historie choroby. ja tego sie trzymam. badz
                                                    dzielna, szukaj raczej pozytywow niz powodow do zalamania i moze zyj
                                                    po piersze chwila - tu i teraz, ze jest lepiej, ze jest mama w
                                                    szpitalu pod naprawde dobrao pieka, ze mozesz jej w czyms pomoc,
                                                    pogadac o duperelach, przytulic sie do niej albo ja do siebie... nie
                                                    ma sensu wyobrazac sobie, co bedzie gdy, bo to tlyko oslabia
                                                    nadzieje i wole walki. a zatem cierpliwosci i duzo siyl wam zycze,
                                                    czekam na dobre wiesic, bo tkaie napewno beda. i przekonaj mame, ze
                                                    paliatywne to nie zle, to na dobry poczatek.
                                                  • Wiesz kwiatku moja mama nie rozumie co to leczenie paliatywne a co radykalne dla
                                                    niej najwazniejsze to jest to ze ja lecza ale nie pocieszyłas mnie jestem
                                                    załamana mi sie wydaje ze lecza ja tak dlatego ze guz sie rozpada a to podobno
                                                    jest przeciwwskazaniem do naswietlan. no trudno bedziemy czekac co los
                                                    przyniesie oby było dobrze
                                                  • alu do niczego nie bede starala cie przekonac, ale zastanow sie ile
                                                    dobrego ci daje hipotetyczne stawianie diagnozy towjej mamie - miast
                                                    sie cieszyc z bycia z nia, ty dopowiadasz sobie najgorszy
                                                    scenariusz. kazdy jest inny, ale wlasnie ja czarnowidztwa unikam po
                                                    pierwsze, bo jak tu mame wspierac, kiedy ona widzi, ze nasza
                                                    nadzieja niknie. a ona? tak ja sobie tlumacze nasza sytuacje. tez mi
                                                    sie wydawalo, ze powinni dac wiecej lamp, ze sie poddaja, ze klada
                                                    lache na mamy leczenie, ale widzialam w szpitalu panie po 30 lampach
                                                    i porownalam ich kondycje i stopein zaawansowania raka (nizszy niz u
                                                    mojej matuli) i stwierdzilam, ze nie ma co na sile, bo te lampy to
                                                    moglyby mame zniszczyc bardziej niz pomoc. i rozwazylam co bym
                                                    wolala - zyc nadziejea, ze bedzie lepiej przez te 30 lamp, kiedy
                                                    kondycja mamy by sie drastycznie pogorszyla, bo jelita, bo odbyt,
                                                    moze stomia, czy zyc nadzieja, ze lekarze wiedza, co robia i ze sie
                                                    uda. moja matula jest po 3 chemii, strasznie ciezko przyszla
                                                    pierwsze dwia, trzecia byla lepsza, ale znow pojawilo sie silne
                                                    oslabienie i mama jest zmeczona psychicznie ,ale mimo tego planuje z
                                                    nami wakacje, ma ochote pojechac do lasu czy upiec ciasto. widzimy
                                                    poprawe, matuli przeszly bole. i choc walka nie jest ksonczona, to
                                                    wierzymy, ze wygramy - dzis to sie liczy. chiclab<ym ci pomoc, bo
                                                    wiem ,ze strasznie sie meczysz ,ale pewnie kazdy musi swoja droge
                                                    przejsc inaczej. mnie pomogly posty maseji i ulaw wlasnie tutaj pod
                                                    tematem raka szyjki - przejrzaj je, jelsi masz odwage, bo historie
                                                    sa smutne, ale jednoczesnie moze pomoze ci to zobaczyc jak droga
                                                    jest nawet mala chwilka, kiedy mamie lepiej.... musimy sie wspolnie
                                                    wspierac. a najlepiej porozmawiaj z lekarzem - moze jakos pomoze
                                                    rozwiac ci watpliwosci albo przedstawic scenariusz, ktory cie choc
                                                    troche uspokoi. z Panem Bogiem!
                                                  • Alu , tak jak napisała kwiatek nikt tu nikogo nie przekonuje ,wiem jednak co
                                                    czujesz wszystkie tu na tym forum wiedza co czujesz . Ja sobie milion razy
                                                    układałam czarny scenariusz dziwne jest tylko to ze snułam go na poczatku walki
                                                    mamy z rakiem , potem żyłam nadzieja tak Alu to moja mama walczyła z rakiem
                                                    to moja mama codziennie ocierała sie o Śmierć to moja mame bolało to ona
                                                    znosiła chemioterapie dla kogo dla nas dla swoich dzieci dla swojego meza a na
                                                    koncu dla samej siebie. nie mogłam patrzec jak cierpi ale z drugiej nie mogłam
                                                    pozwolić by odeszła od nas , dlatego walczyłam o nia obie walczyłyśmy chociaż
                                                    nie dane nam było wygrać były to najpiekniejsze 4 lata walki chodz ciagle na
                                                    chemi .całe 4 lata .Jeździliśmy w góry robilysmy rzeczy o których kiedyś nawet
                                                    nie myslałyśmy chodz nieraz płakałam w poduszke tak cichutko wiedziałam ze
                                                    musze być silna ze damy rade ciagle miałam w głowie jedna mysl wiecie jaka co
                                                    mysli mama przeciez wiedziała ze stan sie pogarsza czula ze z nim nie da sie
                                                    wygrać przecież ona była 100 razy bardziej przerażona niż ja bo to ona z nim
                                                    walczyła wiedziała ze kiedy sie podda bedzie musiała odejść tam wysoko .
                                                    powiem wam szczerze ze tak sobie teraz siedze i mysle i wiecie co tak naprawde
                                                    to nasze mamy ojcowie narzeczeni męzowie żony dzieci sa dla nas wsparciem nie
                                                    my dla nich. Trzeba do konca wierzyc i miec nadzieje i nie mówic wszystkiego
                                                    chorym nie po to by przed nimi cos ukrywać tylko dlatego ze mniej wiedza o złym
                                                    bardziej walcza i ja tak zrobiłam z mama , nie załuje tej decyzji , widziałam
                                                    jak ona walczyła .moze mojej mamie sie nie udało Alu ale skad możesz wiedzieć
                                                    jak bedzie u was . Dlatego nerwami i sugerowaniem sie ze paliatywna jest tutaj
                                                    najmniej wazna najważniejsza jest twoja mama i jej psychiczne nastawienie a
                                                    pamietaj ze mamy sa największymi psychologami i zaraz beda dopytywać kiedy
                                                    poczuja ze sie za bardzo denerwujemy , ty masz sie ładnie usmiechac i z mama
                                                    walczyc i miec nadzieje Trzymam kciuki wierze ze bedzie dobrze


                                                    Wyniki mojej sasiadki sa jutro jedzie z nimi do pani ginekolog a ja spróbuje
                                                    zerknac na to co dostała
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • moja mama mówi że coraz lepiej sie czuje, nie ma żadnych kłopotów z jelitami ani
                                                    nie wymiotuje ani nie ma biegunek czy zaparc je nawet dosc dobrze chociaz mi
                                                    mówi że za bardzo nie ma apetytu ale ja jej nie wierze poniewaz co dzwonie do
                                                    niej to wiecznie cos wcina i coraz lepszy ma humor ale to tez jest spowodowane
                                                    tym że w poniedziałek wraca do domu.
                                                    Acha i przedewszystkim mówi że już nie ma takich ropnych, brązowych smierdzących
                                                    upławów że zrobiły się jej takie białawe i nie smierdza.
                                                    Co to może znaczyc czy jej to coś pomaga?
                                                  • alu wyglada na to ze twoja mama lepiej sie czuje i to mnie cieszy:) wspieraj ja
                                                    jak tylko możesz .
                                                    Kwiatku dziś moja sąsiadka była u pani giekolog i dowiedziłam sie tylko tego ze
                                                    zostały badania poszerzone o urologie (pani ginekolog powiedziała ze wyniki nie
                                                    sa az takie złe o ile wiem był to czyszczenie i wymaz z szyjki macicy ale co
                                                    dalej ??? co z mięsniakami ijajnikami . powiedziałała jej też ze czeka ja długa
                                                    droga ??!! )i znów czekanie do wtorku lub srody a ona biedna walczy z bólem.
                                                    Dzis sie dowiedziałam ze jej organizm nie przyswaja pokarmów tresciwych tylko
                                                    danonki i zupy dla niemowląt. dajac jej dzis laktuloze (nie oddawała kalu przez
                                                    4 dni i konsulacja tel) dostała odruchów wymiotnych i drgań. Na szczescie wiem
                                                    co w takich sytuacjach robic(przez rok odbywałam praktyke w osrodku dla osób
                                                    starszych niepełnosprawnych i chorych cos ala hospicjum ) no i opiekowałam sie
                                                    moja mamą. powiem wam jedno moja sąsiadka nie wygląda za dobrze:(, ja bym ne
                                                    czekała tak długo dla nich to tylko nastepny dzien dla mnie to wiecznosc.
                                                    Poprostu boli mnie serce kiedy widze ja taka cierpiąca a najbardziej boli mnie
                                                    to ze nie moge nic zrobic i zadecydowac :( , wiem że nie jest to nic dobrego . A
                                                    na nich nie a sie wpłynąc bo wiedzą lepiej :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • kurcze edziu, nie wim jak moglabym pomoc, bo przeciez ty chcesz
                                                    dobrze, ale sasiadka strasznie jest uparta. a njalepiej byloby chyba
                                                    skonsultowa sie z innym ginekologiem - pokazac wyniki, moze inny
                                                    ginekolog ma dojscie do szpitala i moglby przyspieszyc procedury.
                                                    jeszcze raz powoluje sie na wypadem komej mamy - lekarz sam
                                                    zorganizoal szpital i nawet tka ustawil mame, ze zamiast czekasz 2
                                                    tygodnie na tomograf, miala go zrobionego z dnia na dzien. ale chlop
                                                    naprawde sie staral. wiem, ze inne ginekolodzy na oddziale mieli
                                                    duzo mniej empatii, nie wspominajac o czasie, dla swoich pacjentek.
                                                    i wiem ,ze wtedy czas byl bezcenny - dzieki temu mama szybciej mogla
                                                    pojsc na onkologie do gliwic, bo i tka trzeba czekac przynajmniej 3
                                                    tygodnie. pocieszajacy jest fakt, o ile pani ginekolog jest szczera,
                                                    ze wyniki nie sa zle. jednoczesnie dobre nie sa, a sasiadka czuje
                                                    sie fatalnie, no i te problemy z jedzeniem - moze niech skonsultuje
                                                    jeszcze gastrologa, albo rodzinnego, to moze ja skieruje gdzies
                                                    dalej - czasem najprostsze drogi sa najlepsze... zycze powodzenia w
                                                    waszej walce edziu!
                                                  • alu, ciesz sie, to dobry znak, u mojej mamy krwawienia tez ustaly po
                                                    lampach, przeszly jej rowniez bole. wspieraj mame w diecie, bo
                                                    czasem efekty lamp ujawniaja sie po kilku dniach - tka bylo u mojej
                                                    mamy i koelzanek z sali - sa bardzo oblesne wyproznienia na zmiane z
                                                    biegunkami, to bardzo oslabia, a trzeba sie przygotowac do chemii.
                                                    ale moze twojej mamie przyjdzie duzo latwiej zniec naswietlenia -
                                                    tego wam zycze z calego serca. wierze, ze to poczatek dobrych wiesci
                                                    od was! i mysle, ze edzia miala racje piszac, ze chorzy sa czesciej
                                                    wsparciem dla nas niz my dla nich - oni cierpia, ale nasza
                                                    bezsilnosc tez nas dobija, dlatego kazda dobra wiadomosc powinna nas
                                                    wzmocnic na dalsza walke. z Panem Bogiem
                                                  • Alu i Kwiatku cieszę sie że obie mamy czuja sie dobrze .Nareszcie dobra
                                                    wiadomosć . U mojej sąsiadki również coś sie ruszyło dzis były badania jutro na
                                                    7 rano w szpitalu. Wszystko wam napiszę jak bede wiedziała trzymajcie sie :)
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • No i wiem sąsiadka zostaje w szpitalu po długiej rozmowie z lekarzem
                                                    przyjmującym ja . Uparła sie że pójdzie do domu ( nie trudno jej sie zdziwic -
                                                    kto lubi szpitale) okazało sie że ma podwyższony cukier i stan bezposredniego
                                                    zagrożenia życia Oprócz tego z czym tak naprawde przyjechala :(. Kurka a mówiłam
                                                    nikt mnie nie chciał słuchać wrrrr. Teraz juz jestem spokojniejsza bo wiem że w
                                                    szpitalu podzaja jej coś co ja wzmocni i leki przeciwbólowe. Oni oceniali moje
                                                    porady jak przez pryzmat choroby mojej mamy ( nie dziwie im sie) ale przeciez
                                                    gołym okiem było widać ze nie jest dobrze . A jakie sa wyniki napisze wieczorem
                                                    lub jutro. Bo termin operacji jest przesuniety do ??? najpierw wszystkie
                                                    badania. A ta pani ginekolog powinna zmienić zawód.
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • trzymam kciuki by to byl dobry poczatek ze szczesliwym koncem -
                                                    wreszcie lekarze na swoim miejscu i jakies konkretne dzialania.
                                                    trzymam kciuki, czekam nak olejne wiesci, tym razem juz tlyko dobre.
                                                  • martwie sie o moja mame jest taka słaba, nie chce jeśc,dzis dopiero jak wypiła
                                                    pierwszy dzien megace to zjadła troche wiecej, ały czas ma biegunke.
                                                    jak w poniedziałek wychodziła to była lepsza ale we wtorek i wczoraj to
                                                    tragedia,dzis już troche lepiej tylko cały dzien by leżała i spała za to w nocy
                                                    spi pare godzin.
                                                    bardzo sie martwie co to bedzie czy ja przyjmia z powrotem na leczenie czy
                                                    odesla do domu
                                                    termin przyjecia do szpitala ma na 31 sierpnia ale boje sie ze jej nie zostawia
                                                    z tego co lekarz jej mówił to nie bedzie miec chyba chemi tylko beda ja
                                                    doswietlac to dobrze czy zle?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • alu, to dobrze, ze towja mama ma megace - za kilka dni zacznie
                                                    dzialac i ustabilizuje sie z apetytem (moja mama obecnie sie martwi,
                                                    ze za bardzo przytyla na megace, kobiety....). przy lampach
                                                    generlanei nie miala jakiejs straszne utraty apetytu, ale biegunki i
                                                    zatwardzenia na zmiane. mysle, ze wszystko zalezy od organizmu jak
                                                    czlowiek zniosi leczenie. mama moja tez byla slaba i tez ciagle
                                                    spala, zdarzylo sie, ze prawie stracila przytomnosc w lazience - to
                                                    napromieniowanie tak dziala. lampy zniszczyly oprocz komorek
                                                    rakowych rowniez te zdrowe, organizm musi sie odbudowac, a to
                                                    wszysto wymaga energii. dlatego niech twoja mama pije megace i
                                                    serwuj jej tatara ze swiezutkiej wolowiny albo cieleciny. wiem, ze
                                                    ciezko patrzec jak mama sie meczy, ale tlumacz ot sobie, ze ot efekt
                                                    leczenia, ze to znak, ze rak tez zostal zaatakowany. co do faktu ,ze
                                                    beda mame doswietlac- nie wiem czy lepiej czy gorzej, moze wiec nie
                                                    spekulowac, ale sie cieszyc, ze pociagna leczenie. pilnuj tlyko
                                                    diety mamy. moja matula zywila sie zupkami ze sloiczkow dla dzieci,
                                                    to ja trzymalo, keidy miala straszne spadki apetytu przy chemii i by
                                                    odbudowac sily po lampach. bedzie dobrze - czekam wciaz na wiesci i
                                                    jak tlyko moge chcilabmy cie podtrzymac na duchu, bo mysle, ze
                                                    jestes sama bardzo wrazliwa osoba i szczewoglnie ci ciezko z ta
                                                    choroba. masz moze kogos z kim mozesz pogadac? kogos najlepiej spoza
                                                    rodziny. moze jakis lekarz, a moze psycholog, ktos, kto cie wzmocni
                                                    lepiej niz nasze komentarze. bo bedziesz jeszcze dlugo potrzebowac
                                                    sily nim mama zacznie sie lepiej czujc, a pozniej dochodzic do
                                                    zdrowia. jestem naprawde dobrej mysli, bo w sumie co innego mi
                                                    pozostaje. sciskam ciem ocno i badz silna alu!
                                                  • Kwiatku a napisz mi prosze jak Twoja mama miała tego skur....
                                                    rozprzestrzenionego.Bo moja mama ma to owrzodzenie i ten rozpad guza i chyba
                                                    dlatego lecza ja paliatywnie a dlaczego Twoją mame tez tak leczą i czy po
                                                    naświetlaniach miała robione jakies badania?
                                                  • witam wszystkich serdecznie,
                                                    U mojej mamy raka szyjki macicy wykryto 6 lat temu. Rak okazał się nieoperacyjny
                                                    ze względu na zaawansowanie. Jak dla każdej z Was był to szok, ból, rozpacz, żal
                                                    i Bóg wie co jeszcze. Mama wzięła serię naświetlań z brachyterapią włącznie oraz
                                                    najlżejszą chemię. Po roku okazało się, że naświetlania zperforowały jelito
                                                    grube i konieczne było wyłonienie stomii. Śmierć mamy opłakiwałam już kilka
                                                    razy, za każdym razem kiedy wychodziłam od lekarza wyłam z bezsilności.
                                                    Rokowania były beznadziejne.
                                                    Dziś minęło już 6 lat. MOJA MAMA ŻYJE I CZUJE SIĘ ZNAKOMICIE, choroba zatrzymała
                                                    się.
                                                    Dziewczyny nie załamujcie się, walczcie. Jest i będzie ciężko, ale nadzieja
                                                    umiera ostatnia. Dodawajcie jej sobie i Waszym Mamom. Nawet najgorsza diagnoza i
                                                    rokowania nie powinna zabijać nadziei. Paradoksalnie to że źle znoszą
                                                    naświetlania czy chemię jest dobrym znakiem tego że leczenie działa!
                                                    Uwierzcie, że jeszcze nieraz usiądziecie z mamami przy kawie nie myśląc o tej
                                                    przeklętej chorobie. Pamiętajcie, że doświadczani są ludzie, którzy mają siłę do
                                                    walki z przeciwnościami.
                                                    Jeszcze nieraz zaświeci słońce:)
                                                    Alu za Ciebie szczególnie trzymam kciuki bo wiem jak ciężko jest z tym wszystkim
                                                    na początku walki. Staraj się jak najczęściej być z mamą i przynajmniej przy
                                                    niej nie okazywać bólu jaki masz w sobie - to jest najtrudniejsze niestety- bo
                                                    ona choć o tym nie mówi na pewno cierpi widząc was zatroskanych i przeżywających.
                                                    Wszystkie Mamy to silne kobitki i tak łatwo się nie poddadzą :)
                                                    Pozdrawiam wszystkich ciepło i łącze się duchem.
                                                  • Dusia dziękuje bardzo za takie informacje.
                                                    Ja w tym momencie to nawet nie marze o sześciu latach,dla mnie to marzenie nie
                                                    osiągalne.
                                                  • Witajcie kochane słoneczka otóż sasiadka leży na wewnetrznym przy przyjeciu
                                                    cukier 500 ...aaaaaa.... naprawde !!!.. insulina i stwierdzona cukrzyca
                                                    ,wysokie cisnienie ,kłopoty z oddychaniem krótkie płytkie oddechy i ból podali
                                                    jej tramal jutro ma byc przewieziona na oddział ginekologii, nie wiem co
                                                    stwierdzili na urologii?? , sasiadka trzyma sie dzielnie juz jej wszysktko jedno
                                                    byle do przodu. Nasuwa mi sie jedna myśl nie można było tak od razu przy
                                                    czyszczeniu i pobraniu wycinka zostawić i zrobić to co teraz ??. A jak wasze
                                                    kochane mmusie mam nadzieje ze super kwitnące bo innej opcji to ja nie widze.
                                                    pogoda dopisuje więc spacer wskazany :)
                                                    Alu ty masz nie marzyc tylko wierzyc i optymizm w mame pchać jak ona bedzie
                                                    wierzyc i bedziecie walczyc zobaczysz ze obie to góry przenosic bedziecie.
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Edziu kochana tak działa nasza służba zdrowia NIESTETY!!!!!!!
                                                    Moja mama nigdy praktycznie nie chodziła po lekarzach, płaciła składki a jak
                                                    zachorowała to też na wszystko musiała czekac dla mnie to jest KOSZMAR jeszcze
                                                    jak trafisz na lekarza z powołaniem to masz szczescie.
                                                    Edziu moja mama czuje się lepiej już powoli ustępują biegunki co dzien jest
                                                    lepsza ale w sobotę to prosiła tatę żeby nigdzie nie wychodził bo jakby czasem
                                                    umierała.
                                                    Mam tylko nadzieję że tego 31 ją przyjmą do szpitala i że bedą dalej leczyc
                                                    proszę Boga o to codziennie.
                                                    Kwiatku co się dzieje czemu nic nie piszesz?
                                                  • No ja znów z nowymi informacjami niestety sasiadeczke wczoraj przywiezli do
                                                    domu operacja bedzie ale w bytomiu !!!! bo niby tu u nas nie maja sprzetu
                                                    <mysli> nie wiem czy to przez te cukrzyce czy cos nie tak z tymi nerkami przez
                                                    te miesniaki. wiec jest niezawesoło sasiadka dalej cierpi i tak w kółko macieju
                                                    od jednego lekarza do drugiego Masz racje Alu nasza służba zdrowia potrzebuje
                                                    leczenia :P
                                                    Ciesze sie ze u twojej mamusi juz lepiej :):)

                                                    Kwiatku no wlasnie gdzie ty sie zagubiłas !!!
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Nie możemy sobie z mama poradzic
                                                    wczoraj był u niej lekarz z rejonu i zalecił kroplówki na wzmocnienie i
                                                    przepisał jej tez inne tabletki takie biegunkowe i oczywiscie na uspokojenie i
                                                    tu jest problem mama je te tabletki bez opamietania jest nonstop zła i agresywna
                                                    nonstop sie kłóci.Dzis zabrałyśmy jej te lekarstwa i poprostu bedzie dostawała
                                                    je tak jak ma zapisane to powiedziała ze nie bedzie ich jesc nie bedzie już nic
                                                    wogóle jadła to jest koszmar ile ona by chciała tego zjesc wszystko jak leci
                                                    przeciwbólowe i najwazniejsze te na uspokojenie
                                                    Co robic?
                                                  • witajcie babeczki, nie odzywalam sie, bo mama w czwartke pojechala
                                                    na 4a chemia i czekalam co bedzie po. a wp oneidzialek byl straszny
                                                    kryzys po tej chemii - mama strasznie wymiotowala i zemdlala dwa
                                                    razy, zamiast wp neidzialek wyszla we wtorek i to tlkyo dlateog, ze
                                                    moj tato nie zdzodzil sie na wypis - no jak, kobieta leci przez
                                                    rece, cisnienie jakies kosmiczne, te straszne wymioty, utraty
                                                    przytomnosi! ordynatorka we wtorek zarzucila mamie, ze za kazdym
                                                    razem jak mame chca wypisac to mama ma jakies wielgachne skoki
                                                    cisnienia i zen ie wiadomo o co chodzi. a ja mysle, za matula
                                                    przechodzi tak islny stres w szpitalu, ze serce szaleje. przy wpisie
                                                    w czwartek bylo 150, a pozniej to juz gorzej. lekarz powiedzila, ze
                                                    nie wie czy mama wezmie nastepna chemie, bo terminow sie nie
                                                    przesuwa, a reakcja mamy byla zbyt tragiczna by ryzykowac nastepnym
                                                    razem podobne sytuacje, bo serce moze nie wytrzymac. w domu wszyscy
                                                    zlyi w stresie od wtorku i wczoraj juz niby lepiej, mama zaczyna
                                                    jesc normalnie, tylko jest koszmarnie oslabiona. ja mysle, ze ona ma
                                                    juz dosc, szpital to jej przeklnstwo i przerazam nie to, zew ona
                                                    zaczyna sie poddawac. w sobote jede do domu - mielismy jechac na
                                                    wakacje w gory albo na mazowsze, ale nie wiem czy mama bedzie w
                                                    stanie gdzies sie wybrac - moze chociaz ustron... wolalabmy miec
                                                    lepsze wiesci, ale ta chemia jest gorsza niz przkelete chorobsko -
                                                    byle matula wytrwala! modle sie o nia i o wasze chore kobietki, za
                                                    nas tez, bo my to na pewno nie mozemy pekac, nie teraz! alu, twoja
                                                    mama reaguje zloscia, moze to i nie jest zle, nakrzycz na nia
                                                    troche, jest chora, fakt, ale ot nie znaczy ze ma prawo zpaomniec o
                                                    zdrowym rozsadku - ja tka krzycze na moja, jak czuje, ze jej
                                                    podupada humor. bede krzycxzec w przyszlym tygodniu za ten glupi
                                                    stres - szpital to nie bajka, ale jedyne wyjscie do normalnosci! dam
                                                    wiecej info w nastepnym tygodniu.
                                                  • Kwiatku moja mama kiedy tylko zleciała jej chemia zmykała do domu lekarz musiał
                                                    ja urlopować . Smiałysmy sie ze mama jest uciekinierka , kiedy lekarz mówił że
                                                    nie moze isc ona i tak szła mówiąc mu ze ma blisko i że ma samochód jakby sie
                                                    cos działo to przyjedzie . jechalismy po nią z tatą nawet i po godz 22 hehe a
                                                    tak wogóle jak szła na wlewy nie brała ze soba piżamy tylko siadała na
                                                    stołeczku i nic ja nie interesowało taka była uparta :) . kiedy lekarz
                                                    przyszedł na obchód mówiła pan wie panie ordynatorze ze ja dzis ide do domu i
                                                    prosze juz wypisać urlop . chłop nie miał poprostu innego wyjscia :) tylko
                                                    wypisywal hihihi bo mama i tak by " uciekła" nie wiem jak u was kwiatku ale
                                                    kiedy mama raz po wlewie czuła sie dobrze zjadała wtedy co tylko popadło :| a
                                                    kiedy czuła sie źle i były wymioty rzadko i mało ale były , brała leki
                                                    przeciwymiotne i pila duzo wody niegazowanej szybciej wracała do siebie, brała
                                                    również leki uspokajające ziołowe pomagały troche na stres. tzrymam za was
                                                    kciuki :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Alu moim zdaniem twoja mamusia zaczyna sobie nie radzic i dlatego tak sie
                                                    zachowuje.Złośc i agresja u twojej mamy jest oznaka niemocy i bezczynnosci.wie
                                                    że nie może nic zrobić dlatego jej zachowanie jest takie a nie inne to
                                                    wszystko jest dla niej bardzo trudne i chyba zaczyna wam podupadać psychicznie.
                                                    Może z nastepną wizyta w szpitalu poprosiłabyś psycholog o rozmowe? Wiesz nie
                                                    ma co sie dziwić tu burczy w brzuchu ma sie ochote na milion rzeczy a tu co
                                                    sie zje trzeba biegać do wc :( . Dawkuj jj leki tak jak przepisał lekarz bo
                                                    mogą bardziej zaszkodzic niż pomóc trzymam kciuki za was obie ....
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
    • Witam, w srode moja mama uslyszala, ze ma raka. Zaczelismy dzialac szybko,
      wykorzystujac wszystkie kontakty i moc pieniedzy. Wczoraj miala zrobiona
      tomografie i w poniedzialek idzie do szpitala. Podobno jest zle, jest to nie
      operacyjne i sa juz nacieki na kosci. Czeka ja chemia i naswietlania. Nie wiem
      jakie stadium, jaka grupa. Mam nadzieje dowiedziec sie cos wiecej w
      poniedzialek. Jakie ma szanse?

      Niestety nie jestem teraz z nia. Mieszkam za granica. Mama opiekuja sie brat,
      bratowa i tato. Stad szukam lekarzy, dzwonie, zalatwiam.

      Prosze powiedzcie do kogo pojsc w Poznaniu? Z reszta nie wazne gdzie. Pojedziemy
      gdzie trzeba bedzie byle miala jak najlepsza opieke i szanse na leczenie, a nie
      tylko paliatywne. Co robic? O co pytac lekarzy? Czego sie domagac?

      Jak czesto zdarzaja sie cuda? Tak sie boje. Czuje sie bezsilna.
      • 22.08.09, 15:31

        wejdz na forum dum spiro spero ,tam są wspaniali ludzie ,in situ i
        inni odpowiedzą Ci na każde pytanie ,fachowa pomoc i moc
        serdeczności
        wielki ukłon w Ich stronę ,pozdrawiam
        ps.to forum również wnosi wiele ,wspaniali
        pacjenci ,fachowcy :jendruch ,turpin do niedawna .)))
        • TEraz pisze co dalej z moja sasiadeczka byłam z nia w bytomiu , niby pani doktor
          która ja przyjmowała nie widzi żadnych oznak zeby operacja odbyła sie na teraz
          zapisała moja sasiadke na 1 wrzesnia bóle sa takie same jak były nawet
          gorsze, bo doszły płytkie oddechy , insulina nie chce za bardzo działać bo jak
          moze z pustym żołądkiem, dalej odrzuca ja od jedzenia nawet pol kromki stanowi
          ogromny problem :( jedzenie tylko papkowate i to w ilosciach noworodkowych :(
          , jest blada nie ma sił. nawet w klinice w bytomiu osoby zwróciły na jej wyglad
          uwage chodz nigdy jej nie widziały.Myśle że cos jest nie tak tylko nie wiem co
          . mi to wygląda na niechcianego pacjenta :| :( bo to juz 3 podejscie.
          --
          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
          • Co oni z nią wyprawiają!!!!!!!!
            Czy to tak trudno podjąc jakieś zdecydowane kroki, w końcu Edzia co jej jest?
            Jakąś diagnozę już postawili i nie mówię tu o cukrzycy.
            KOSZMAR!!!!
(1-100)
(201-300)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.