Rak szyjki macicy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                                                  • dziękuję bardzo i na pewno poproszę lekarza o receptę,wczoraj miałam jakiś ciężki dzień,byłam jakaś słaba..(1 raz po operacji...), po zaprowadzeniu synka do przedszkola położyłam się i spałam do południa(zamiast ogarnąć mieszkanie i obiad wstawić) ...męczył mnie wczoraj ból pleców po prawej i lewej stronie(może nerki??),żołądka- po zjedzeniu jeszcze gorzej,więc cały czas popijałam herbatkę miętową...czasami aż boje się jeść żeby nie bolało... 19 marca mam gastrologa! dziś za to lepiej,plecy troszkę dokuczają ale mam więcej energii !u mnie na zmianę raz zaparcia raz biegunki...staram się pic codziennie kefir,coraz mniej rzeczy mogę jeść,nie wiem dlaczego...a co do wstydu to racja-muszę mówić...dziękuję ci kochana za wsparcie i przykro mi z powodu mamusi...czytałam...pozdrawiam buziaki
                                                  • gos-gosia jak raz na jakiś czas nie zrobisz obiadu to nic na pewno się nie stanie zrób dziecku coś na szybko np.zapiekankę ;) na pewno bardzo się ucieszy ,masz prawo do odpoczynku jesteś po operacji a co do bólu to powinny ustąpić za parę tygodni z dnia na dzień powinno być lepiej a jak będzie boleć to nie wstydz się prosić o leki przeciw bólowe ból trzeba zwalczać bo on uszkadza organizm tak powie Ci każdy lekarz jeśli potrzebujesz bierz leki i się nie martw tym że za dużo nie czekaj i się nie męcz az samo przejdzie ...wszystko będzie dobrze nie martw się a drugie dziecko w jakim masz wieku ?
                                                  • moje dzieci rozumieją kiedy jestem zmęczona i leżę,mam 3 dzieci (19,16 i 6 lat) i starsze zrobią coś młodszemu do jedzonka a nawet dla mnie...to raczej ja czuję się winna że mam słaby dzień...dziś byłam u lekarza rodzinnego dostałam skierowanie do chirurga z bólem w krzyżu i zrobił mi się guzek wielkości śliwki po prawej stronie krzyża(chyba tłuszczak jak mówi rodzinny) na żołądek dostałam polprazol i receptę od ciebie(dziękuję !) rodzinny mówi o przywróceniu mnie do pracy zamiast zwolnienia więc muszę zacząć szukać pracy żeby nie trafić na zasiłek dla bezrobotnych,dziś akurat czuje lepiej oprócz bólu w krzyżu-boli jak stoję lub w nocy może to jakieś zwyrodnienie...pozdrawiam cieplutko buziaki
                                                  • Witaj gos-posiu. Masz szczęście w nieszczęściu, że nowotwór został tak wcześnie wykryty. Napisz czy oprócz operacji miałaś radio- lub chemioterapię. Całe życie przed Toba i masz dla kogo żyć. Nie lekceważ niepokjących objawów ale też nie popadaj w paranoję z tego powodu. Pilnuj wizyt kontrolnych i nie bój się o nic pytać lekarza! Trzymaj się cieplutko, jak bedziiesz miec potrzebe wygadania sie pisz śmiało. Moja mama walczy z choroba juz 8 rok, wykryty w stadium IIB nieoperowalny. Z pozytywnym nastawieniem mozna góry przenosić. Pozdrawiam ciepło!
                                                  • witaj droga Dusko83, dziękuję za wsparcie i pomoc...tak masz rację i już nie czuję się sama z chorobą...jak narazie nie mam żadnego innego leczenia -po połowie marca mam wizytę i lekarz zadecyduje co dalej...napiszę...myślę że to chyba koniec leczenia tylko ten ból w odbycie mnie martwi ale może to cos po operacji albo z trawieniem...piję ziółka ...zaparć nie mam...będzie dobrze wieżę w to!! zdrówka życzę kochane!
                                                  • Witaj Kasiu,
                                                    Moja mama przeszła radyklaną radiochemioterapię, bez operacji chirurgicznej ze względu na zaawansowanie choroby. Dziewczyny macie sporo szczęścia w nieszczęściu, że choroba została wykryta odpowiednio wcześnie. Gosposiu pytałam jakie leczenie miałaś oprócz operacji, bo często naświetlania dają różne skutki uboczne, które moga byc mylone z nawrotem choroby.
                                                    Kasiu musisz uważać szczególnie na układ trawienny i moczowy po naświetlaniach. Obserwować wszystki dolegliwości i odpowiednio szybko reagowac. Lekarze często lekceważą objawy bedące następostwem radioterapii. Choroba mamy - pomimo wileu łez i trudnych chwil-wzmocniła mnie jako człowieka. Nie ma tego złego, jak to mówią, co by na dobre nie wyszło. Pozdrawiam Was ciepło i wierzę, że pokonacie to cholerstwo.
                                                  • gos-gosia
                                                    Jestem po takiej samej operacji, tylko po IB. Piszesz o parciu na odbyt, o biegunkach, o bólu w krzyżu. Miałam tak samo, tylko podejrzewam, że z większym nasileniem, ponieważ dodatkowo byłam naświetlana i dostawałam chemię.
                                                    Ból w krzyżu typowy po tej operacji, tak samo jak spadek formy.Dolegliwości gastrycznych w Twoim przypadku nie wiązałabym z rakiem, raczej z nerwami.I jestem pewna ,że potwierdzi to gastrolog.
                                                    Masz czystą histopatologię pooperacyjną, wiec przerzuty u Ciebie są mało prawdopodobne.
                                                    Nie nakręcaj się tym tak bardzo, jesteś zdrowa.
                                                    Również mam troje dzieci ,39 lat i tłuszczaka na łopatce.Jak widzisz same podobieństwa.
                                                    Wizyty kontrolne masz zapewne co trzy miesiące i musisz mówić swojemu ginekologowi o wszystkich dolegliwościach i zapomnieć o wstydzie.
                                                    Pozdrawiam serdecznie

                                                  • Patrycja dziękuję tobie za wsparcie,zrozumienie i wytłumaczenie...to tak dużo znaczy dla mnie...z dnia na dzień jest lepiej...strach powoli odchodzi w zapomnienie,tak bardzo chcę być zdrowa...jestem wdową więc dzieci są dla mnie wszystkim!! wiem ile ty przeszłaś i mi przekazałaś siłę dziękuję!! napiszę po badaniach...wszystkim zdrówka życzę!! pomalutku ból znika ...Zdrówka wszystkim życzę
                                                  • witajcie moje kochane !! jestem po badaniach, po leczeniu gastrologicznym(wrzody żołądka), ból w plecach(w krzyżu) i parcie na odbyt mój gin w Poznaniu uznał jako objawy pooperacyjne(mam się nie martwić!) ale zlecił mi radio...niedługo 1 dawka...apetyt trochę wrócił(dzięki za rady!)Także jest dobrze !!piszcie i trzymajcie się ciepło,zdrowia życzę i samych pięknych dni !!!!buziaki-dobrze że Was mam !!!
                                                  • Gos-gosia Witaj:)
                                                    Och jak dobrze ,że się odezwałaś, już się martwiłam:( że coś się stało.
                                                    Super wieści z poniedziałku nam niesiesz :)Cieszę się ,że jest dobrze u CIEBIE:)
                                                    Piszesz ,że dostaniesz radio-a konkretnie co?
                                                    Ja już tez odbyłam swoja wizytkę u gina, bo do kontroli którą mam w maju nie wytrzymała. Troszkę mnie uspokoił , przepisał leki na osteoporozę, kuracje na pęcherz i leki które troszkę mają złagodzić objawy menopauzy. Na efekty jeszcze ciuteńkę muszę poczekać...........nie mam wyjście.....hormony nie wchodzą w grę, więc ratuję się czym dają.W maju ma zrobić badanie na gęstość kości, cytologia w późniejszym terminie-w maju jeszcze za wcześnie po brachyterapii.
                                                    Zdróweczka kobietki życzę i odzywajcie się częściej proszę .Papapa do następnego wpisu.
                                                    --
                                                  • witaj Kasiu! z tego co usłyszałam to mam radioterapie...tak mi zalecił mój doktor...nie wiem dlaczego...ale ufam doktorowi!! ja naklejam hormony plastry i dobrze się czuję jak na razie...życzę kochana zdrówka-będzie dobrze !! 3 kwietnia mam gastroskopię...uff pozdrawiam kochane
                                                  • Cześć Wam wszystkim!
                                                    Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych chciałabym życzyć Wam dużo zdrówka, wytrwałości w walce z chorobą i wiary że uda się ją pokonać. A tym, którzy się opiekują chorymi jak to jest w moim przypadku, dużo cierpliwości i wsparcia, bo najważniejsze to nie poddawać się i walczyć do końca. U nas nie jest źle, chociaż nie ma cudów i mamusia nadal nie wstaje a to kolejne jej Święta które spędzi w łóżku, ale najważniejsze że są krzesła obrotowe na kółkach i jeszcze na krzesło dajemy radę ją posadzić także myślę że pomoże nam w przygotowaniach i będzie z nami przy stole w Święta. Od półtora tygodnia podajemy jej Flavon takie koncentraty z warzyw i owoców, podobno rozbijają komórki nowotworowe, chociaż bardziej przeciwdziałają rakowi a nie leczą, ale skoro żaden z lekarzy już nas nie chce, to wierzę że to coś da. Najważniejsze, mama to je i nie narzeka, a zaszkodzić to nie zaszkodzi. Trzymajcie się ciepło, smacznego jaja i mokrego dyngusa!
                                                  • dziękuję i również życzę Wesołych spokojnych zdrowych Świąt !! Damy radę !!
                                                  • dzieki:)
                                                    Dużo nadziei i wiary życzę. U nas też nieźle:) Taki mały cud na Święta, nawet gdyby miał trwać chwilę - niech trwa:)
                                                    Przy okazji tych Świąt - pamiętajcie, że każdy Krzyż ma swój sens i kres, Miłość i Życie są silniejsze od śmierci. Wszystkim Wam, którzy przegraliście z chorobą najbliższych oraz Wam - którzy walczycie - Jezus prawdziwie Zmartwychwstał...
                                                  • Dziewczyny co tam u Was? Cisza okrutna.................znowu, niestety:(
                                                    --
                                                  • Hej! U nas troszkę się pogorszyło przed samymi świętami, mama dostała silne bóle że nawet już nie mogłyśmy jej posadzić. Lekarka z hospicjum zwiększyła dawkę plastrów i teraz jest lepiej tzn. silnych bóli nie ma, ale przez te całkowite leżenie mamie zrobiła się odleżyna na pośladku. No i nadal ciężko ją posadzić, bo nie może utrzymać równowagi. Nie wiem czy to nie od guza na głowie, bo wprawdzie on zniknął ale krąży gdzieś wewnątrz. Jak pomyślę że za 2 miesiące minie rok jak mama upadła i już nie wstała to aż trudno w to wszystko uwierzyć, a pamiętam jaka była żywiołowa i dawała sobie radę z każdym problemem. A teraz skazana na te cholerne łóżko. Ale najważniejsze że jest z nami. Pozdrawiam
                                                  • witaj! tak mi przykro z powodu mamy -nadal życzę siły i jak najlepszych dni !!! u mnie trochę zmian...dziś odebrałam wynik wycinków z gastroskopi-aktywny przewlekły stan zapalny żołądka,dziś tez chirurg wycinał mi 1 guza na plecach a drugi w okolicy ledzwiowej otworzył i zostawił,okazało się że to nie tłuszczak jak sądził tylko narośl na kości lędzwiowej i nie może tego usunąć...(mam zrobić tomograf komputerowy a skierowanie ma dać mi neurolog)....po drugiej stronie jest taka sama narośl lędzwiowa,wyczuwalna od wczoraj...plecy w okolicy lędzwiowej dokuczają mi nada to juz ciągłe pobolewanie a tylko czaseml(najgorzej w nocy lub kiedy dłużej stoję),po za tym czuję się dobrze,apetyt wrócił troszkę nawet przytyłam(1 kg więcej więc już nie 49kg a 50 kg ważę!!) nadal czuję się przemęczona ale kawa stawia mnie na nogi -tylko ten ból w okolicy krzyżowej dokucza...a jak pojawia się ból pleców to potem mdłości dochodzą i parcie na odbyt(zaparć nie mam) i senna jestem...zaczełam na steperze ćwiczyć nawet...ale teraz na tydzień nie mogę aż sciągną mi szwy...pozdrawiam was ciepło ,życzę zdrówka,uśmiechu i siły.!!buziaki
                                                  • Duska tak mi przykro z powodu choroby mamy...tak dużo znaczą dla mnie twoje słowa wsparcia...życzę każdego miłego dnia w zdrowiu i radości...mnie jak do tej pory choroba złamała,wróciły cieżkie wspomnienia,kiedy zostalam wdową ...i strach o dzieci...nigdy nie chorowałam,żyłam aktywnie...trafiłam w Poznaniu na wspaniałego lekarza...i dzięki wam czuję siłę do życia w zdrowiu...serce za serce
                                                  • gosia-gosia co tam u Ciebie jak się czujesz Kochana? przepraszam że się nie odzywam ale mam remont w domu i nie bardzo mam czas posiedzieć na chwilę, ale przeczytałam wszystkie posty i mam nadzieję że te przykre bóle w odbycie niebawem znikną ...Dziewczyny trzymajcie się ciepło duska jak fajnie że Twoja Mama jest taka dzielna i walczy z choroba mojej Mamusi zabrakło tej woli walki i od zdiagnozowania choroby raka 3b żyłą tylko 5 miesięcy wspieraj Mamę jak możesz i jak trzeba to wykłócaj sie z lekarzami o wszystko co dla niej najlepsze pozdrawiam Was serdecznie ...
                                                  • Witam
                                                    Duska , dlatego pytam o to jakie leczenie przeszła Twoja mamcia, bo ja pierwsza diagnozę jaka usłyszałam to właśnie IIb , tak wynikało z TK. Miałam mieć radiochemioterapię ,a później po zmniejszeniu się guza -operację.
                                                    Plany jednak uległy zmianie , dostałam się do innego lekarza który po badaniu "palpacyjnym" nie uwierzył w to co było opisane -rozbieżność ogromna w tym co on czuł,a co było opisane, aż poprosił o konsultacje jeszcze jednego lekarza. I tak właśnie moje IIB zamieniło się w Ib i tydzień po konsultacji leżałam już na stole operacyjnym.
                                                    Gosia jak dziś się czujesz?
                                                    Patrycjo witaj,u Ciebie kochana już chyba roczek minął o ile się nie mylę.

                                                    Dziewuszki zdrówka Wam życzę -bo to najważniejsze:*

                                                    --
                                                  • Tak Kasiu, właśnie minął roczek. Mam nadzieję, że tak miną też kolejne lata, czego sobie i Wam z całego serca życzę.

                                                    --
                                                    39 lat;03.03.2011 radykalna histerektomia;RSM 1B;HP pooperacyjne
                                                    ok!

                                                  • Kasiu kiedy skończyłaś leczenie?

                                                    39 lat;03.03.2011 radykalna histerektomia;RSM 1B
                                                  • 13 lutego zakończyłam brachyterapię. Wizytę kontrolna mam wyznaczoną na 9 maja, ale za tydzień 13.03 mam umówiona prywatną wizytę u lekarza, chciałabym żeby zobaczył czy wszystko dobrze się goi- pod koniec stycznia podczas badań przed brachyterapią stwierdzono ,że mam ziarninę która była przyczyna plamień. Niby ładnie się goiło ale.....wolę żeby ktoś zobaczył, poza tym mam parę pytań.
                                                    --
                                                  • kasiu ja też miałam ziarninę i plamiłam,na wizycie dostałam antybiotyk do pochwy i usuneli mi ziarninę,potem po 2 dniach wyleciała mi taka jakby błonka,nic nie bolało ,teraz goi się dobrze...ja mam wizytę w Poznaniu po połowie marca,odbieram 1 cytologię...apetyt trochę mi wrócił...czuję się lepiej...zdrówka życzę-będzie dobrze
                                                  • witaj Martajak1 ! czuję się z dnia na dzień coraz lepiej,apetyt mi powoli wraca(choć znowu schudłam 1 kg ),jem mało bo potem żołądek boli...ostatnio mam mniejsze parcie na odbyt ale krzyż boli(czasem plecy po obu stronach jakby nerki...),staje się ten ból znośny...byłam u lekarza rodzinnego z tymi dolegliwościami i usłyszałam że nic mi nie poradzi mam jechać do Poznania(2 godz drogi) ,nawet nie dostałam skierowania na badanie moczu a prosiłam...czułam się jak intruz...jest lepiej bo mam Was i mam z kim porozmawiać ...zdrówka kochane!!ostatnio miałam problem w aptece z wykupem system 50,lekarz napisał mi 6 opakowań a w aptece sprzedano mi tylko 3 bo więcej nie można...
                                                  • Hej dziewczyny, mam do Was prośbę. Może któraś z Was miała doczynienia z sytuacją mojej mamy. Jak pisałam już wcześniej moja mama ma przerzuty na węzły chłonne (7 lat temu rsm) i nie wiadomo gdzie dalej, ponieważ nie miała żadnych badań wykonywanych ze względu na fakt że nie chodzi. Ale do rzeczy, w chwili obecnej mama jest w bardzo kiepskiej formie, a do tego wyskoczył jej guz na głowie, który ją boli. Prawdopodobnie to przerzuty ale czy to możliwe że to jest tak widoczne (wielkość piłeczki pingpongowej)?? Mama zachowuje się normalnie, jest świadoma i w pełni sprawna psychicznie, tylko pojawiło się u niej drżenie nóg i rąk, nieraz nie jest w stanie zjeść samodzielnie obiadu. Boję się że jak te cholerstwo już doszło tak daleko, to ... Nie wiem co myśleć, mama nigdzie się nie uderzyła bo leży cały czas w łóżku. Dla nas każdy dzień jest na wagę złota, bo mama mimo że cierpi, to jest bardzo silna psychicznie. A te widoczne objawy przerzutów dobijają i ją i nas. Pozdrawiam Was wszystkie, trzymajcie się cieplutko :)

                                                  • garbara4
                                                    Skąd wiesz,że mama ma przerzuty do węzłów skoro nie robiono jej badań i dlaczego nie robiono ,bo fakt, że nie chodzi to zbyt słaby argument. Moja znajoma po RSM, w tej chwili ma przerzuty do węzłów i jest naświetlana + chemia. Oczywiście nie ma co tworzyć analogii, bo wiadomo każdy przypadek jest inny. Czy mama ma bóle? Guz na głowie od RSM to dość śmiała teoria.
                                                    39 lat;03.03.2011 radykalna histerektomia;RSM 1B;HP pooperacyjne
                                                    ok!

                                                  • Gos-gosia przypomniałam sobie, że na parcie na odbyt dostałam od swojej ginonkol. maść doodbytniczą PROKTIS-M ,mnie pomogło, a bóle krzyża podobno typowe po takich operacjach, u mnie potęgował kamyk w nerce- zalecenie 5 l wody n/gaz + bieganie po schodach, bo poród podobno bliski. Więc biegam czwarty dzień!

                                                  • Patrycjo, życzę Ci oby ten"poród" odbył się jak najszybciej i jak najbardziej bezboleśnie, żebyś nie musiała już biegać po schodach i żeby już nic Ci nie dokuczało.
                                                    --
                                                  • ok Patrycjo więc pewnie i mi pomoże...na wizycie kontrolnej powiem o dolegliwościach i na pewno napisze co mi lekarz radzi...dzięki za radę i uważaj na siebie...zdrówka
                                                  • Hej!
                                                    Historia mojej mamy jest opisana wcześniej, ale napisze raz jeszcze odnośnie przerzutów. Wyszły one na tomografie z maja zeszłego roku. Objawy które świadczyły o przerzutach były już pod koniec roku 2010. Niestety wtedy mamę leczono na kręgosłup. Z mamą jeździłyśmy gdzie mogłyśmy, a onkolodzy nawet po wyniku tomografu twierdzili że nic mamie nie dolega, mimo że było napisane metastatyczne powiększenie węzłów chłonnych. Ucisk był na moczowód i stąd problemy z wodonerczem, natomiast zastój limfy powodował że mamie noga puchła i puchła i w końcu mama przestała chodzić. To było m-c po tomografie. Ordynator onkologii u którego mama sie leczyła nadal nie wiedział co z nią zrobić. Pomogła nam inna pani onkolog z innego wojewódzwa, bo tu gdzie mieszkam, nie ma dobrych fachowców. Ale już było za późno, bo po 1 chemii mamie wysiadła kolejna nerka i trzeba było ją ratować, tzn. założyć nefrostomię. Nawet nie wiesz jak trudno o taki zabieg, kiedy lekarz z góry zakłada, że po co to robić skoro i tak pacjentka skazana jest na śmierć. Ja dopięłam swego, musiałam poruszyć profesora z Poznania żeby zabieg wykonali w Zielonej. Niestety tam nie poszło wszystko po ich myśli bo 2 dni było dobrze a potem mocz się zatrzymał i tak zatruł ogranizm że ją dializowali. To dało poprawę wyników, ale mama wogóle przestała chodzić nawet do toalety. I to wykluczyło podanie kolejnej serii chemii i dodatkowo miała też mieć naświetlania na same węzły bo tych samych partii już nie można poraz kolejny naświetlać. Mama jest na plastrach przeciwbólowych 300mg, oxycontin 2x240mg i doraźnie efentora. Oprócz tego masa innych leków psychotropowych i neurologicznych. Na temat tego guzka rozmawiałam na razie tylko z pielęgniarką z hospicjum domowego i mówiła że miała już takie przypadki i to jest niestety działanie tego dziadostwa. Pani doktor przychodzi do nas raz w tygodniu i akurat będzie dopiero w poniedziałek, a my już się stresujemy. 3 tygodnie temu było z mamą tak kiepsko, dostała gorączkę, traciła świadomość i ten mocz sie znowu zatrzymał. Pani doktor załatwiła przetoczenie krwi i już nas nastraszyła że to może być ostatnie stadium. Ale jeszcze przed pobytem w szpitalu okazało się że nefrostomia sie zagięła pod opatrunkiem i to było przyczyną zatrucia organizmu. Krew pomogła na 2 tygodnie ale znowu wraca słabe samopoczucie no i te drżenie rąk i nogi tej zdrowej. Dziś byłam znowu w Zielonej na wymianie tej nefrostomii i Ordynator oddziału sam wykonywał zabieg i pytał mnie o datę kiedy mama miała zabieg, a było to 5 miesięcy temu. A wtedy sam mi mówił że mama jest umierająca i z punktu etycznego nie powinny oni już nic robić. Także sama widzisz jakie jest podejście lekarzy , kiedy wiedzą już że nie ma szans na wyleczenie. Ok myślałam że któraś z dziewczyn, co wcześniej pisały o przypadkach swoich mam miały doczynienia z takimi guzkami. Bo mimo że każdy przypadek jest inny to niektóre dolegliwości to się powielają, jak cuchnące upławy czy zaparcia albo biegunki. Ok bo sie rozpisałam znowu :) Pozdrawiam pa
                                                  • garbara4
                                                    znalazłam Twoje poprzednie wpisy i bardzo mi przykro, że tak fatalnie sie to wszystko potoczyło.
                                                    Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak bardzo jest Ci cieżko. Z jednej strony walka z chorobą mamy, a z drugiej z chorą służbą zdrowia.
                                                    Życzę Ci dużo siły.
                                                    Uściskaj mamusię i dbaj o nią, żeby jak najmniej cierpiała.


                                                  • Gosieńko, jak zdrówko?
                                                    Cisza zapanowała straszna :(
                                                    --
                                                  • Garbara4
                                                    Bardzo mi przykro, że Twoja mama tak się męczy. Wydaje mi się , że z tym pytaniem odnośnie guza powinnaś skierować się do lekarza, bo żadna z nas nie jest w stanie udzielić Ci kompetentnej odpowiedzi. Piszesz o zajętych węzłach chłonnych-czy to jest diagnoza wcześniejsza? bo nie bardzo rozumiem. Mimo że leży to chyba nie dyskwalifikuje jej do badań i kontroli.Konieczne jest zbadanie żeby można było stwierdzić czy ten guz to coś złego i jaki wpływ ma na funkcjonowanie organizmu Twojej mamy.
                                                    Nie odbierz źle tego co napisałam ale chyba nie jesteśmy w stanie udzielić Ci odpowiedzi-bo nie jesteśmy lekarzami-bo nawet gdyby wśród nas znalazł się jakiś specjalista to i tak z tego co napisałaś nie jest w stanie postawić diagnozy, a przecież nie chodzi tu o przypuszczenia i gdybanie , tylko o konkrety.

                                                    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrówka .
                                                    --


                                                  • Witam.Jestem tu nowa.
                                                    Gosieńko wiem jak się czujesz i co przeżywasz- jestem po operacji usunięcia wszystkiego i naświetlaniach z powodu RMS 1b.
                                                    Nie możesz czuć się winna, bo przecież to nie Ty wybrałaś chorobę i nie masz wpływu na to jak się czujesz. Są dni lepsze i gorsze, ale musimy wierzyć że po tych gorszych dniach przyjdą do Nas te lepsze.
                                                    Wspominałaś coś o kłopotach z odbytem i o wstydzeniu się. Przy naszej chorobie , podczas rozmowy z lekarzem , żadna dolegliwość nie jest tematem tabu. My nie możemy nic ukrywać, bo to nie przemawia na naszą korzyść, tak możemy sobie tylko zaszkodzić. Więc proszę Cie bardzo abyś szczerze i otwarcie powiedziała lekarzowi o swoich dolegliwościach i obawach. Popieram to co pisze duska_83 nie wstydź się prosić i to że z pozytywnym nastawieniem można góry przenosić.
                                                    duska_83 jakie leczenie przeszła Twoja mamcia? Piszesz , że walczy już 8 rok.
                                                    --
                                                    http://gify.magazynek.org/pictures/Kreskówki/Disney/Mała syrenka/031.gif 32lata,09.12.2011 histerektomia radykalna-rak szyjki macicy Ib. http://gify.magazynek.org/pictures/Kreskówki/Disney/Mała syrenka/031.gif

                                                    http://gify.magazynek.org/pictures/Elementy na stronę, bloga/Linie/Gwiazdki/002.gif
                                                  • Pozdrawiam cieplutko i czekam na wieści.
                                                    --
                                                  • witaj Kasiu tak to racja muszę mówić i będę lekarzom o dolegliwościach...dziś czuję się dobrze i cieszę się,nabrałam sił ale wczoraj złapał mnie mocny ból w krzyżu i odbytu...ogromne parcie(jakby ucisk w odbycie) nie mogłam ani stać ani siedzieć,zastanawiałam się czy nie zadzwonic do lekarza....ale wziełam ketonal forte i położyłam się spać...dziś mam bardziej wystający brzuch ale plecy nie bolą...zostało lekkie parcie...tak wiem że będzie lepiej -musi być!! wypoczywam więcej a wszystkim życzę dużo zdrówka i siły !!miłego dnia!!
                                                  • witajcie kochane kobietki !! nie pisałam dawno bo leżę...ciężko mi chodzić jestem totalnie osłabiona...nikt nie wie dlaczego...robię wyniki... jak tylko dałam rade wstać i dojśc do przychodni..więc ogromne bóle w krzyżu i nerek,dreszcze,gorączka,poty ogromne,pościel mokra!widziałam przez mgłe i tak spalam nie jedząc 3 dni...piłam wodę-dzieci mi podawały...dziś jest lepiej tzn chodzę trochę po domu ale plecy bolą i jeszcze osłabiona jestem,więc najwięcej leżę...zrobiłam prześwietlenie kręgosłupa-zmian radiologicznych nie wskazano...badanie krwi ob 27 ,mocz cialka ketonowe 200,krew w moczu 250 ,bardzo dużo leukocytów,erytrocytów....jutro mam lekarza i usg kęgosłupa i chirurga...2 tyg temu chirurg chcial wyciąć mi tłuszczaka w okolicy lędzwiowej,po nacięciu okazało się że tego nie usunie bo to jakaś narośl na kości czy coś i zaszył,skierowal mnie do neurologa żebym zrobiła TK...a wieci jak to z terminami z kasą chorych do neurologa...odległe więc mam skierowanie od rodzinnego pilne ale terminów nie ma...i tak czekam...dziś doszedł mi kaszel ...widze że dzieci się martwią i boją...czy wiecie może dlaczego tak się dzieje?????????
                                                  • Witaj gos-gosia.
                                                    Zasmucił mnie Twój wpis :( i to że lekarze nie wiedzą co się dzieje.
                                                    Nie rozumiem jak mogą nie zrobić TK skoro maja skierowanie PILNE, to jakiś absurd. Kochana a może w jakimś innym pobliskim szpitalu udałoby się zrobić, bo przecież nie można tak teraz siedzieć i czekać aż będzwały zlitują się i może gdzieś wepchną.
                                                    Normalnie nie mogę-tak się zdenerwowałam opieszałością i niekompetencja obsługi medycznej w Twoim regionie, że wrr....A właściwi to w jakim regionie mieszkasz jeżeli można zapytać?
                                                    Zdrówka Ci życzę, w tej chwili to najważniejsze. Jestem z Tobą.Pozdrawiam i czekam na wieści.
                                                    --
                                                  • Już doczytałam-Poznań ,a wiec jestem jeszcze bardziej zdziwiona.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam.
                                                    --
                                                    http://www.kolobok.us/smiles/artists/connie/connie_5.gif09.12.2011 histerektomia radykalna-rak szyjki macicy Ib1,G1. woj.mazowieckie,79r.http://www.kolobok.us/smiles/artists/connie/connie_5.gif

                                                    http://s17.rimg.info/6f07e0b2794681fb87f9c23407f9d22e.gifhttp://s17.rimg.info/6f07e0b2794681fb87f9c23407f9d22e.gif
                                                  • większośc badań za mną ...czyli prześwietlenie kręgosłupa-zmian radiologicznych nie stwierdzono.Usg brzucha-wszystko dobrze...więc nadal nie wiem dlaczego bolą lędzwie i nerki,dlaczego nadal jest krew w moczu??mój lekarz mnie zapytał czy może nie krwawie z narządu rodnego...co?? a czym niby mam tam krwawić???(nie współżyję)tam jest ok...potem pytania czy jak sikam boli pęcherz ...nie nie boli,nie szczypie,tyle że rzadko sikam-dużo pije-staram się,zaczełam jeść ,wstawać pomalutku....a może to tylko jakiś wirus mnie dopadł????jeszcze nie udało mi się dostać do neurologa,który ma mnie skierować na tk...ale szukam nadal i znajdę uparta jestem...jestem zmęczona tym chodzeniem po lekarzach i nikt nie wie co mi jest i tak odsyłają...ginekologicznie jest dobrze -tam mnie nic nie boli... rodzinny myśli że to może kamienie na nerkach???ale na usg nie było nic?? a nerki pulsują tak to czuję...chciałam wrócić do pracy,żyć normalnie a tu znowu leżę...wolałabym wiedzieć co się dzieje !! dziękuję za wsparcie !!co to może być???
                                                  • Witaj Gosiu,
                                                    Miałas juz te naświetlania, bo wczesniej pisałaś,że lekarz Ci zalecił? Te objawy to mogą być wczesne skutki naświetlań lub tzw. objawy popoperacyjne. Po wycięciu macicy z przydatkami masz ubytek w jamie brzuusznej i to wszystko może sie tam poprostu "układa". Tak operacja to poważna sprawa i nie pozostaje bez wpływu na funkcjonowanie organizmu. Poza tym dla organizmu to też szok hormonalny. Jestem pewna, że wszystko się unormuje co nie znaczy, że nie trzeba walczyc o badania. Trzymaj się ciepło.
                                                  • Do tych kobietek, które walczą lub walczyły z zaawansowana postacia choroby u swoich najbliższych.
                                                    Moja mamusia dzielnie walczy choć to raczysko rozpanoszyło sie w całym organiźmie. Ostatnio byłysmy na drugim przetoczeniu krwi i o ile przed transfuzja było dobrze tak po szpitalu mama nie może nabrac sił. Ostatnio przez kilka dni miała omamy wzrokowe. W tej chwili jest na tramalu 100 2x1. W szpitalu trochę jej namieszali z tymi lekami i nie wiem czy te omamy to skutek działania leków choc nie ma jeszcze tak silnych dawek czy może to cholerstwo rozpanoszyło sie w mózgu. Znacie przypadki przerzutu RSM do mózgu, bo z tego co wiem to raczej rzadkość. Lekarz z hospocjum sugerował TK głowy, ale nie udało mi się przekonac mamy. Ostatnie badania z lutego nic nie wykazały. Nie mam serca jej męczyc. Przy takim stanie i tak nie ma szans na leczenie. Mimo wszystko mam nadzieję, że to chwilowe dolegliwości.
                                                  • U nas też mamusia ma objawy przerzutów do mózgu, ale i tak nie mamy żadnej możliwości potwierdzenia tego przez TK bo mama leży. A jest coraz gorzej. W czwartek lekarka z hospicjum mówiła że mama umiera, a dziś była zaskoczona jak zobaczyła mamę. Razem z pielęgniarką myślały że mama nie przeżyje weekendu. Tyle że wiem że to już blisko, bo mama traci z nami kontakt cały czas, a jak już coś powie, to często od rzeczy. Mówi niewyraźnie i tak cicho, ale najgorsze te jej oczy, jakby zrobiły się takie zimne, bez wyrazu. Patrzy przeważnie w jeden punkt i zanim odpowie na pytanie to klika minut mija. Miała lepsze chwile na weekend, ale teraz znowu tylko leży, nawet nie ma siły usiąść. Dziś lekarka zdecydowała o zwiększeniu plastrów fentanylu do 500. A jak przed chwilą wyczytałam to fentanyl jest silniejszy od morfiny. Duska są takie przypadki i lekarze o tym wiedzą; w necie też można znaleźć sporo na ten temat, po prostu inne nowotwory częściej dają przerzuty do mózgu, a niektóre rzadzej, ale może u twojej mamy może być to od leków. Zwłaszcza zmiana dawek jest odczuwalna. Moja mama zaczynała brać plastry Fentanyl 50 w październiku 2010 roku, a od lipca 2011 doszła masa innych leków przeciwbólowych, psychotropowych i neurologicznych, że każdą zmianę bardzo odczuwamy a były problemy z lekami jak był problem z ich refundacją zwłaszcza na początku tego roku. Trzymaj się ciepło i pisz, mam nadzieję że miną te objawy omamów wzrokowych za klika dni.
                                                  • Witam Was.
                                                    Weszłam z nadzieją jakiś lepszych wieści, niestety tylko się bardziej zdołowałam.
                                                    Oczami wyobraźni zobaczyłam siebie leżącą i nie mogącą nic zrobić, uzależnioną od innych.To jest straszne.
                                                    Przepraszam ale nie mogę czytać takich rzeczy.
                                                    Mam nadzieję,że mi się uda.
                                                    Pozdrawiam
                                                    --
                                                  • Kasiu Twoja choroba została zdiagnozowana odpowiednio wcześnie, u naszych Mam niestety zbyt późno i w tym tkwi kolosalna różnica. Moja mama po prostu nie kontrolowała się, nie robiła cytologii. W Twoim stadium rokowania są bardzo dobre. Jedyne co to trzeba być czujnym i walczyć o swoje w kwestii badań kontrolnych.
                                                    Ku pociesze dla Ciebie: W latach 70-tych babcia mojego narzeczonego zachorowała na RSM, przeszła operację i naświetlania, które wówczas trwały kilka miesięcy. Lekarze mówili jej mężowi, że rokowania są bardzo złe i zostało jej kilka miesięcy życia. Dzisiaj babcia ma 93 lata a rak od kilkudziesięciu lat nie daje znaku życia...Są setki takich przypadków. Tobie się uda.
                                                  • witam....nie nie miałam jeszcze naświetlań aż unormują się nerki...nadal walczę o skierowanie na tk...pod koniec maja mam wizyte u neurologa i mam nadzieję że wystawi mi...onkolog we wrześniu bo terminów nie ma...nadal jestem słaba choć chodzę po domu i powoli wychodzę na spacery,sikam bardzo rzadko...nadal w wynikach krwe w moczu i ciałka ketonowe...ale zaczełam jeść...tak bardzo chcę być znów silna i sprawna...prawdopodobnie miałam kłębuszkowe zapalenie nerek ???!! ale nie są pewni ...dostałam skierowanie pilne do nefrologa...na połowe lipca mam termin....te terminy to masakra....pozdrawiam wszystkich i zdrowia życzę...musi być dobrze!!
                                                  • Mamie doszła czkawka od dwóch dni. Strasznie ją męczy, macie jakiś sposób, albo może znacie lek uśmierzający? Jutro lekarz ma coś przepisać, ale chciałabym skorzystać z Waszego doświadczenia.
                                                  • Hej Madziu!
                                                    Wczoraj właśnie czytałam na temat czkawki na www.onkonet.pl www.onkonet.pl/dp_oppaliatywna.html#lpinfo3
                                                    Chyba musisz poczekać na to co lekarz przepisze, bo nie wiem czy picie wody coś daje?? U nas też często jest czkawka, ale raczej trwa krótko i nic mama nie dostaje. Jedynie wymioty często się zdarzają, teraz to prawie codziennie i mama dostaje lek przeciwwymiotny a mimo to się zdarza. Tyle że nie są aż tak drastyczne, to dajemy radę, chociaż ciężko przy osobie leżącej. Jutro przychodzi pielęgniarka to ją podpytam o tą czkawkę, może zna jakieś cudowne sposoby. Pozdrawiam
                                                  • Dziękuję Madziu za link - myślałam, że sporo wiem, ale dużo więcej się dowiedziałam. Lekarz na czkawkę przepisał Promazin i Scopolan, do tego Lignocainum c. noradrenalina i to na dzisiaj pomogło, ale mama nadal jest jakby nieobecna, bez emocji. To tak strasznie boli...
                                                  • Hej Dziewczyny!
                                                    U nas bez zmian, raz gorączka, a raz spadek temperatury poniżej 35 stopni. Mamusia cały czas myli fakty, wczoraj myślała że jest w szpitalu a my z siostrą to pielęgniarki. A jak tłumaczymy jej że to my jej córki i że jest w domu, to wtedy dochodzi do siebie. Dziś już było ok, bez żadnych wizji ale dużo śpi. Kasiu, moja mama nie była u ginekologa 17 lat i z pierwszymi objawami raka tzn. krwawieniem i bólami też długo nic z tym nie robiła bo myślała że to lata przejściowe. A jak wyszło co wyszło to już nie było szans na operację. A gdyby wcześniej zdiagnozowano przerzuty to może też nie doszło by do tego że prawie rok spędziła w łóżku. A w momencie kiedy pojawiły się pierwsze silne bóle, tj. półtora roku temu powinna od razu uderzyć do ginekologa onkologa, a mama leczyła kręgosłup i inne choroby, bo tk nic nie wykazywało. A pierwsze badanie miała w lipcu 2011 na oddziale ginekologicznym i już ją wiozła karetka bo nie mogliśmy jej sami znieść z 1 piętra. Byłam przy badaniu i ginekolog nawet nie mógł jej dobrze spadać bo w pochwie guz na guzie. Żałuję że sama jej wcześniej nie zawiozłam do ginekologa, może by to coś dało. Pewnie mamie lekarze mówili że powinna się zbadać ale ona czekała do ostateczności.
                                                    Gosiu i inne dziewczyny, walczcie o siebie, bo to jest do pokonania. Gosiu próbuj gdzieś indziej, może mają gdzieś bliższe terminy. Z doświadczenia wiem, że państwowo to długo się czeka, a po wizycie prywatnej mama miała tk robione po tygodniu. Fakt, 2 wizyty ją to kosztowało i zresztą nic nie dało bo były gratulacje że wszystko ok, ale nie wyobrażam sobie czekać klika miesięcy zwłaszcza kiedy twoje samopoczucie jest tak kiepskie. Życzę zdrówka i powrotu do zdrowia :)
                                                  • witajcie!! życzę wam dużo siły w opiece nad mamami!! ale też dziękuję za słowa wsparcia...zarejestrowałam się do nefrologa bo w wyniku moczu nadal jest krew w takiej samej ilości jak przed lekami i nikt nie wie z kąt to jest???więc na kasę chorych- pilne do nefrologa skierowanie i termin na wrzesień ??jak moje nerki to wytrzymają to nie wiem..onkolog na wrzesień...a wizyta prywatna u mnie niestety nie wchodzi w grę-nie stać mnie...teraz nie pracuję,kończy mi się świadczenie rehabilitacyjne,mam rentę alimentacyjną na 3 dzieci i zasiłek rodzinny na nas 4 plus opłaty ,przedszkole to naprawdę ledwo wystarcza a jak ja choruję to jeszcze leki muszę wykupić i wtedy to już pod kreską...ale jakoś dajemy radę...,lekarz rodzinny każe mi składać na rentę,czuję się troszkę lepiej,choć nadal słaba,zaczełam sikać troszkę więcej ale apetytu nadal nie ma...najbardziej denerwują mnie znajomi, którzy mnie spotykają i pytają a co się stało że tak schudłaś,jak się zmieniłaś,już ciebie prawie nie widać...to mnie drażni,denerwuje i przez to unikam znajomych...wychodzą mi ciągle nowe włókniaki...jestem zmęczona i martwię się czy zus przyzna mi rentę skoro wszystkich lekarzy mam pózniej...wierzę że będzie lepiej i wrócę do sił, ale czasami boję się,najbardziej o małego synka...pozdrawiam dziewczyny !!trzymajcie się !!
                                                  • Witaj gos-gosia.

                                                    Idź za radą lekarza rodzinnego i składaj papiery do Zus-u o rentę. Kochana ja operacje miałam na początku grudnia(9.12) i zaraz po wyjściu ze szpitala został złożony wniosek do ZUS-u. Rentę mi przyznano jak na razie na rok-czyli do końca grudnia tego roku, a co będzie dalej to się okarze jakie będą rokowania.Dodam ,że rentę dostałam zaocznie-na papierku wypełnianym przez lekarza onkologa miałam napisane ,że chory nie może dojechać-byłam świeżo po operacji a orzecznika mam parę ładnych kilometrów od siebie.
                                                    Spróbuj , to nic nie kosztuje, a jak się uda będzie Ci lżej :)
                                                    Pozdrawiam i życzę zdrówka.
                                                    --
                                                  • dziękuję kasiu7915 za radę w poniedziałek idę do rodzinnego może mi wypełni wniosek do zus-u bo do onkologa mam wizytę dopiero we wrześniu...usg jamy brzusznej nic nie wykazało radiolog mi powiedział,że wszystko dobrze ,na swoim miejscu ale nie wie co dzieje się w nerce bo w środku nie widzi...nadal krew w moczu,jestem słaba teraz doszły mi zakwasy ,bolą mnie mięśnie nóg a nic nie ćwiczyłam...nie wiem już sama co mi dolega i denerwuje mnie to...lekarz rodzinny też nie wie...a ja chudnę,słabnę i bardzo brakuje mi siły i energii z czasu przed chorobą...
                                                  • Moja ukochana Mamusia odeszła dziś o 3 w nocy. Taka pustka i żal pozostał w sercu, ale wiem, że już nie cierpi i w końcu może chodzić. Nie wiem co mam napisać, tyle zawsze miałam do napisania, a teraz... Już nie ma Cię Mamusiu z nami, ale zawsze będziesz w naszych sercach, bardzo Cię kochamy
                                                  • Garbara ,tak mi przykro [*]
                                                    Przyjmij moje wyrazy współczucia.
                                                    Wiem co przeżywasz,8 miesięcy temu odszedł mój ukochany tatko,który sam mnie wychował-był dla miej ojcem i matką. Do dziś dnia są momenty kiedy chce do niego zadzwonić albo czekam na telefon od niego.
                                                    Jedyne "pocieszenie"............że "tam" już nic go nie boli ,że jest mu dobrze-bo te ostatnie 4 dni przed śmiercią były dla niego bardzo ciężkie.
                                                    --
                                                  • Madziu byłyście wszystkie bardzo dzielne...Trzymaj się ciepło kochana:* Dla Mamusi [*]
    • Cześć dziewczyny,
      Niewiem czy jeszcze zaglądacie na to forum,bo od dłuższego czasu je obserwuje i jak do tej pory cisza.
      Niestety,rsm dopadł także mają mamę.Chciałabym tak w skrócie opowiedzieć moją historię:
      Wszystko zaczęło się 11 lat temu u mamy stwierdzono stan przedrakowy,miała się zgłosić na kononizację szyjki macicy,jednak to zaniedbała(ja nie byłam niczego świadoma,nikt mi mie powiedział-o problemach mamy!!
      Choroba odezwała się w kwietniu tego roku,mama miała mocne krwawienia,bardzo schudła i odczuwała gorzki samak w ustach,była bardzo osłabniona,gorączkowała...
      Zawiozłam mamę do szpitala w Gdańsku na kliniczną-tam lekarze pobrali wycinki i okazało się,że rak szyjki macicy w stopniu 1B2,zalecono radiochemioterapię, w Akademi w Gdańsku,aby zmniejszyć guza.Mmama czekała na miejsce 2 tyg.Gdy wkońcu kazali się wstawić zrobili badania i wyszło,że stopień zaawansowania to IIIB,gdy to zobaczyłam to omało nie zemndlałam,wszyscy mieliśmy nadzieję,że nie jest,aż tak poważnie.Dlaczego jest taka duża różnica co do stopnia zaawansowania????Mama przeszła radioterapię chemioterapię i brachyterapię.Obecnie leczenie jest zakończone,mama czuję się dobrze.Czekamy na wizytę kontrolną za miesiąc,wtedy się okaże jaki skutek przyniosło leczenie.Zastanawia mnie jeszcze jedno-mama nie miała bólów brzucha,tu dziewczyny opisywały,że ich mamusie,miały silne bóle,były cały czas na tabletkach przeciwbólowych.Moja mama nic takiego nie odczuwa i nie odczuwała.Pozatym pęcherz,nerki i inne narządy ma wporządku,wszystko miała badane i nic nie wykryli,więc dlaczego te IIIB.jedynym problemem który się pojawił jest spuchnięta noga do samego kolana,dziwne jest to,że jak mama leży to opuchlizna schodzi sama,a jak zaczyna chodzić to znowu puchnie,lekarze nic nie mówią na temat nogi,mimo,że mama będąc na oddziale to zgłaszała,a wczoraj mama odczuwała niewielki ból w okolicach kości ogonowej.Dziewczyny może Wy coś wiecie na ten temat,skąd te spuchnięte nogi,czy to znaczy,że choroba postępuje???Jesteśmy zapisane do onkologa na 19 lipca,a to jeszcze trochę czasu.Ta niepewność mnie zabija...Dodam jeszcze,że mam 5 młodszego rodzeństwa,wszyscy tak bardzo się boimy,że możemy stracić mamę.Najmłodsza siostra ma 11 lat.













      Wszystko zaczęło się
      • Moja Mamusia odeszła po 8 latach walki - 07.07.2012r. [*] :*
        Dziękuję Ci Mamuniu za wszystko.

        Dziękuję Wam Kochane za każde słowo wsparcia, każdą radę. Wam, które walczycie życzę tyle siły i wiary ile miała moja Mamusia. Pamiętajcie, że chorobę można pokonać i rak to nie wyrok. Będę zaglądać na forum i służę pomocą.

        Łącze się w bólu z Wami Kochane, którym choroba zabrała najbliższą osobę. Niewyobrażalny do tej pory ból teraz stał się też moim udziałem.

        Trzymajcie się ciepło, zaglądajcie na forum. Może razem będzie nam łatwiej...

        • Karolinko bardzo Wam współczuję, ale nie możecie się poddawać. Stopień zaawansowania określany jest na podstawie wielu czynników. W internecie znajdziesz charakterystykę stopni. Co Czy wiecie jaki jest efekt leczenia, czy guz się zmniejszył? Czy mama miała radykalną radiochemioterapię? U mojej mamy to leczenie miało skutek uboczny w postaci owrzodzenia jelita grubego, zaczęło się to bólem kości ogonowej, miała wyłonioną kolostomię ponieważ nie dało się uratować całego jelita, ale żyła ze stomią 7 lat. Karolinko pamiętaj, że czasem lekarze się mylą i to nie oni są wyrocznią. Gdyby ból się nasilał i były problemy z wypróżnieniem koniecznie walcz o konsultację chirurgiczną. Trzymaj się ciepło i nie zniechęcaj. Plus, że Mama nie ma przerzutów. Skąd jesteście?
          • Duska,bardzo Ci współczuję z powodu mamusi,domyślam się przez co teraz przechodzisz i nie wyobrażam sobie tego,że moją mamę może czekać to samo.Kochana głowa do góry będzie dobrze,wiem,że to marne pocieszenie,ale czas goi rany.
            A co do charakterystki stopni to znam je na pamięć,przeczytałam wszystkie informacje na temat rsm.A stopień 1B2 pasuje mi bardziej niż te IIIB,bo tak jak pisałam mama nie ma żadnych objawów,z wyjątkiem spuchniętej nogi.Mama przeszła radykalną radiochemioterapię(28 "lamp",4 chemie,2 brachy)Całe szczęście ból ustąpił na drugi dzień,mama czuje się dobrze tzn.normalnie funkcjonuje-zajmuje się domem,gotuje itd...Jest tak jak przed chorobą.Niewiemy jeszcze czy guz się zmniejsza,bo mama powinna zgłosić się do onkologa w sierpniu,ale że noga puchnie,kiedy chodzi,a jak leży to nie.To udało mi się nas zarejstrować na 19 lipca,ale nieweim czy lekarz będzie wstanie powiedzieć czy guz się zmniejszył,bo od zakończenia leczenia musi upłynąć miesiąc.Pisałaś,że plus,że mama nie ma przerzutów,niestety przerzuty są- do węzłów chłonnych biodrowych,wiem,że to dobrze nie rokuje,ale cały czas się łudzę,że to jednak te 1b2.Lekarze na klinicznej w Gdańsku mówili,że po radioterapii będzie operacja,ale czytając informacje w necie przy stopniu IIIB operacji się już nie wykonuje,a ja nieweim kogo słuchać,bo mam dwie różne opinie.Czekamy do 19 i zobaczymy,co powie onkolog.Jesteśmy z Malborka.Dusia,a na jakie objawy w szczególności zwrócić uwagę,wiem,że przeszłaś całą tą drogę,więc masz pojęcie...
            Pozdrawiam Cieplutko
            • Prawdopodobnie te przerzuty do węzłów klasyfikują stopień na IIIB, ale nie to jest teraz najważniejsze. RSM postępuje bardzo wolno, przed Twoją Mamusią naprawdę może być jeszcze długa przyszłość. Radyklana radiochemioterapia daje takie efekty jak operacja jeżeli chodzi o RSM. Sam nowotwór na tym etapie nie powinien dawać żadnych objawów, ale właśnie leczenie daje skutki uboczne, zwykle ze strony układy trawiennego i moczowego. Nie każdy ból czy dolegliwość musi być objawem przerzutu, pamiętaj o tym bo z reguły lekarze przypisuja dla wygody wszystko pod nowotwór. Są tzw. bliskie i odległe skutki naświtlań, o których poczytasz sobie w necie. Moja mamusia miała po roku od leczenia owrzodzenie jelita grubego, zaczęło się od bólu w kości ogonowej. Nawet jeżeli Mama wyląduje na onkologii z powodu jakiegokolwiek bólu proś o konsultacje innych lekarzy. Im więcej wiesz, masz większą świadomość choroby tym lepiej. Teraz jestem dużo mądrzejsza, kiedy Mamusia zachorowała miałam 20 lat i dużo gorzej mi to wszystko przychodziło. Karolinko masz bardzo małe rodzeństwo, lepiej jak będą wiedzieć jak najmniej. Masz jakieś wsparcie ze strony rodziny?
              • Duśka,dziękuje za wszystkie odpowiedzi.Nie mam wsparcia ze strony rodziny,niby wszyscy oferują pomoc,a jak przyjdzie co do czego,to i tak czekają,aż ja załatwie.Mam roczne dziecko i nie zawsze mogę być na każde zawołanie,dodam jeszcze,że nie mieszkam już z mamą.Najmłodsze rodzeństwo nie jest wtajemniczone...
                Mamę teraz boli miednica,no i cały czas niepokoją mnie te spuchnięte nogi.Całe szczęście 19 już niedługo...
                Pozdrawiam serdecznie
                • Hej Karolinka!
                  Ja również niedawno straciłam swoją Mamusię z powodu rsm po 7 latach od momentu wykrycia. Mama nie miała operacji, a lekarz prowadzący absolutnie się na nią nie godził, także myślę że skoro lekarz mówi Tobie o operacji mamy po leczeniu to wie, czy się mama nadaje czy nie. U mojej mamy również były problemy z nogą, trwało to bardzo długo, a nie potrafili znaleźć przyczyny. Okazało się że opuchlizna i ból nogi powoduje zastój limfy, czyli być może leczenie było skuteczne co do guza ale nadal coś się dzieje w węzłach. Nie lekceważcie tych objawów, chociaż pewnie wszystko wyjdzie na kontrolnym badaniu. U nas tomograf wykazał bardzo małe zmiany w węzłach (do 2 cm) a mimo to było powodem że mama przestała całkowicie chodzić i rok przeleżała w łóżku. A co do innych bóli typu kość ogonowa i miednica to często się zdarzało i często to są popromienne skutki naświetlań. Karolinka, napisz jak po wizycie u onkologa, pozdrawiam serdecznie i głowa do góry będzie dobrze, dasz sobie radę :)
                  • Witam,jesteśmy po konsultacji z onkologiem.Jest jeszcze za wcześnie aby stwierdzić,czy guz się zmniejsza.Następną wizytę mamy na 16 sierpnia.Mama z powodu bólów miednicy dostała skierowanie na rtg stawów biodrowych.Dziś odebrałam wynik i jest napisane:"Podejrzenie ogniska osteolitycznego o wymiarach 9 x 14mm w podstawie szyjki prawej kości udowej" Poczytałam trochę w necie i wychodzi na to,że to przerzut do kości,a o lekarza dopiero w poniedziałek pójdziemy.Jestem załamana.Dziewczyny czy to możliwe,że w ciągu dwóch tygodni od zakończenia leczenia,powstały przerzuty do kości?
                    Pozdrawiam
                    • Karolinko w RSM z tego co mi wiadomo rzadko występuje przerzut do kości. Taka jak napisała Madzia bóle miednicy i kości ogonowej to często skutek naświetlań. Mam wątpliwość czy RTG może stwierdzić na 100 % nowotwór. Karolinko co moge Ci poradzic. Poczytaj w necie o badaniu PET. Badanie to daje obraz rozsiewu nowotworu w całym organizmie. Prywatnie badanie kosztuje 4000 zł, ale moja mama dzieki fajnemu onkologowi dostała skierowanie w ramach NFZ.
                      Generalnie badania należy się tylko w kilku przypadkach i niestety nie robi się do chorym na RSM. U mojej Mamy było podejrzenie rozsiewu do kości i to była podstawa do przeprowadzenia badania. Przed leczeniem mama miała robione jakieś badanie w obszarze stawu biodrowego? Lekarz jest pewny że zmiana powstała w ostatnim czasie?
                      • Dusia,niestety rsm daje 50%szans przerzutu do kości.Z mamą w szpitalu leżały dwie Panie z rsm i właśnie przerzutami do kości.Pisałam na forum dum spiro-sepero i niestety nie otrzymałam pozytywnych odpowiedzi.Przy tak zaawansowanym nowotworze prawdopodobieństwo jest wysokie,ale i takm łudzę się,że to nie to...
                        Mama wczoraj zaczęła krwawić...Dziewczyny błagam pomóżcie,czy to znaczy,że choroba powróciła?Gdzie teraz mamy się udać?Jestem załamana i kompletnie niewiem co mam teraz robić.Obawiam się najgorszego.Nie mam pojęcia czy mama przed leczeniem miała robine jakieś badanie w tym obszarze,wydaje mi się,że musiała mieć,choć wyniku żadnego nie posiadamy.Podejrzewam,że miała robiony, rezonas magnetyczny,kiedy pytałam mamę to stwierdziła,że nie wie jakie wykonywali badania,mówiła tylko,że podawali jej jakiś kontrast dożylnie,więc domyślam się,że to rezonans,choć pewności nie mam.A więc,skoro miała rezonans to powinni zauważyć,że są przerzuty.Już sama nieweim co mam myśleć,nie jestem specjalistą.A teraz jeszcze doszły krwawienia,a było już tak dobrze,mama normalnie funkcjonowała,była taka jak przed chorobą,niestety nasze szczęście nie trwało długo,tak mocno wierzyłam,że będzie dobrze,że mama pobędzie z nami jeszcze kilka lat,a teraz w ciągu jednej chwili,wszystko wróciło,dlaczego życie jest tak cholernie niesprawiedliwe!!!
                        • Karolinko do końca trzeba mieć nadzieję. Jeżeli robili rezonans w szpitalu to przy wypisie w karcie informacyjnej na 100% powinno być napisane. Co do krwawienia to pamiętam jak Mama leżała 8 lat temu na onkologii jedna z pań też dostała krwawienia po leczeniu. Lekarz mówił, że tak się zdarza. Ta Pani żyła jeszcze dobrych kilka lat. Wiem, że każdy objaw wzbudza panikę. Skupcie się na tym żeby Mama w miarę normalnie żyła, dopóki nie ma żadnych dolegliwości, które utrudniają jej życie. Spróbuj odnaleźć te badania z tego rezonansu i konsultuj u innego onkologa.
                          • Niestety,przejrzałam wszystkie wypisy i żanego wyniku z renozansu nie ma.Niewiem,może mama nie miała robionego tego renozansu,więc zastanawiem się do jakiego badania podaje się jeszcze kontrast.Ale tak na logikę,to wydaje mi się,że przed radioterapią kiedy zaznaczali te miejsca na ciele,które miały być napromieniane,musieli robić jakieś prześwietlenia,bo skąd wiedzieliby,że to akurat ten obszar trzeba naświetlić.A orientujesz się może,czy jak zadzwonię do szpitala w którym mama była leczona,po odpis pełnej dokumentacji medycznej,otrzymam coś takiego.Pewnie tam są wszystkie dokładne badania.
                            • Myslę, że łaski nie robią. Jeżeli to Ty podpisywałaś papiery w szpitalu jak przyjmowlai mamę i jestes upoważniona do dostepu do dokumentacji medycznej. Jeżeli Mama miała kontrast to na pewno jakieś badanie robili. jak najszybciej skonsultuj sie z innym lekarzem.
                              Jak mama się czuje tak ogólnie? Funkcjonuje normalnie, ma jakieś dolrgliwości bólowe?
                              • Będę dzis mamę rejestrowała do onkologa-zobaczymy co powie.Mama ogólnie czuje się dobrze,normalnie funkcjonuje :sprząta,gotuje piecze...oczywiście wszystko w zdrowym rozsądku.Zresztą moja mama nie usiedzi 5 minut w jednym miejscu.Teraz dokuczają jej bóle kości,mówi,że boli ją dosłownie każda kostka.Bierze ketonal raz dziennie i pomaga.Mówi,że najgorzej jest jak np.się położy to później wstać nie może,a jak chodzi to jest ok.No i doszły krwawienia,nie są silne.Poza tym brzuch ją nie boli i nic innego jej nie dolega.
                                Podrawiam
                                • Karolinko myślę, że powinnaś też udać się z mamą do poradni leczenia bólu. Tam lekarze zaordynuja odpowiednie leki przeciwbólowe. Ketonal to lek bardzo niszczący watrobę, wogóle leki przeciwbólowe maja zły wpływ na cały organizm. Ale przynajmniej mama będzie miała podawane dawki pod kontrolą, to też jest bardzo ważne. Skierowanie otrzymasz u lekarza rodzinnego.
                                  Dawaj znac na bieżąco co i jak. Trzymaj sie ciepło.
                                  • Dziękuje Duśka za podpowiedź napewno wezmę skierowanie od rodzinnego,ale póki co jeden ketonal wystarczy-mama za bardzo nie lubi łykać tabletek przeciwbólowych,sięga po nie tylko w ostateczności.Udało mi się mamę wcisnąc na jutro do onkologa,zobaczymy co powie,mam nadzieję,że będą to dobre wieści,choć nie robię sobie większych nadzieji.Zastanawiam się tylko jak leczy się przerzuty,no bo przecież muszą coś z tym zrobić.
                                    Pozrawiam
                                    • W razie gdyby ból był silniejszy i potrzeba było silniejszych leków lub np. plastry tak żeby pominąć wątrobę wtedy warto jednak byc pod kontrolą lekarza nawet jeżeli teraz wydaje się to być niepotrzebne. Lekarz będzie miał czas poznać mamę, jej reakcje na ból itd. Co do leczenia przerzutów to zależy, gdzie one są w RSM to głównie naświetlania. Zasada jest taka, że nie naświetla się dwa razy tych samych miejsc. Moja Mama przerzut na kręgosłup miała leczony najpierw operacyjnie a potem naświetlania, ale jest to leczenie paliatywne. Mojej Mamusi znacznie poprawiło to komfort życia, uchroniło przed strasznym bólem.
                                      • Dusiu,mam jeszcze jedno pytanie-jak długo Twoja mamusia żyła z przerzutem?Czy możliwe jest jeszcze w miarę normalne życie?
                                        Pozdrawiam i będę wdzięczna za odpowiedź.
                                        • Karolinko RSM ma to do siebie, że rozwija się wolno. U mojej Mamusi chorobę wykryto w 2004 roku w stopniu nieoperowalnym z przerzutem do węzłów. Miała radyklaną radiochemioterapię. W 2005 roku lekarz poinformował mnie, że Mama ma wznowę miejscową, czyli rak się odnawia. W listopadzie 2005 roku miała wyłoniona stomie na jelicie grubym, które było zniszczone naswietlaniami. Wznowy nie leczyli bo nie było mozliwości. Do 2010 roku Mama prowadziła normalne życie, kontrolowała się co 3 miesiące, guz się nie powiększał. W 2010 roku w lipcu moim zdanie rak się rozrastał tylko jakoś lekarze tego nie zauważali. Mama była na wszystjkich możliwych oddziałach w szpitalu. W 2010 roku miała stwierdzone wodonercze, które według lekarzy było skutkiem naśiwtlań, a jak się potem okazało było skutkiem ucisku guza. W 2011 roku u Mamy pojawiły się silne bóle nogi, w ogóle nie chodziła. Wyprosiłam skierowanie na neurochirurgię, choc lekarz mówił juz o paliacji. Na neurochirurgi dzięki wspaniełaemu lekarzowi udało się wyciąc sporo nacieku nowotworowego, potem były naświetlania paliatywne. Gdyby trafiła na paliację wtedy umierałaby w strasznych bólach. Od przerzutu na kręgosłup mamusia żyła rok, ale jak widzisz w zasadzie od 7 lat co się działo.
                                          Karolinko nie ma reguły, cuda się zdarzają, choroba się zatrzymuje. Na pewno trzeba byc czujnym na każdy objaw. W marcu tego roku zapisałam Mamę do hospicjum domowego. Była pod stała kontrolą lekarza i pielegniarki. Trzymaj się ciepło.
                                          • Witam,
                                            Dzięki,duśka za wyczerpującą odpowiedź.My jesteśmy po konsultacji z onkologiem -odniośnie tego prześwietlenia.Odrazu stwierdził,że to przerzut do kości,bez żadnego badania.Wypisał skierowanie na którym widniało meta(skąd on to wziął-niewiem,bo w opisie nie było mowy o żadnej mecie,a Więc,dał to skierowanie na lampy i kazał jechać do Gdańska.Mama wyszła załamana,zaczęła płakać,a mnie serce pękało z bólu.Byłam zła na siebie,że wogóle ją ciągnęłam do tego lekarza,który jeszcze stwierdził:"IIIB to coś takiego wogóle jeszcze istnieje"Myślałam,że wyjdę z siebie i stanę obok gdy mama mi to powtórzyła,żałowałam,że nie weszłam tam z nią...Na drugi dzień pojechaliśmy do Gdańska,przyszła jakaś Pani doktor,która również mamay nie zbadała,pomomo tego,że mówiłam o krwawieniach i spuchniętej nodze.Wzięła tylko opis i płytę poszła do innego lekarza się naradzić po chwili wróciła z wiadomością,że to nie są przerzuty jak stwierdziła:"może to być od osteoporozy,zwyrodnienie,a może po lamach...Więc grzecznie pytam o skierowanie na dodtakowe badanie,żeby mieć pewność ,a Pani zbyła mnie,że nawet jak to jest przerzut to lepiej nie szukać,bo oni i tak nic z tym nie będą robić,a lepiej jest niewiedzieć, i wogóle to jest cud,że mama żyje i stanęła na nogi,bo była bliska śmierci..Normalnie mnie zatkało nie wiedziałam co powiedzieć.Kazała udać się do onkologa,który mamę prowadzi i on zdecyduje co dalej...Oczywiście mama wyszła podpudowana,tym,że to jednak nie przerzut i samopoczucie odrazu lepsze,chociaż tyle dobrego...Dziewczyny poradzcie,co dalej mam robić.Zostawić to tak wszystko,czy dalej szukać lekarza...A na następną wizytę jesteśmy umówione na 16 sierpnia bo Pani doktor jest na urlopie,a mama cały zas jest na ketanolach,bo ból staje się silniejszy i teraz bierze po 2 tabletki dziennie.Dusia,a czy lekarz rodzinny wystawi mi skierowanie do Poradni leczenia bólu o której wspominałaś?Tak jak wyżej napisałam lekarz mamy na urlopie,a w Malborku ciężko jest się dostać do innego onkologa,bo kolejki wszędzie...A może nie potrzeba skierowania?
                                            Pozdrawiam cieplutko
                                            Pozdrawiam
                                            • Witaj Karolinko,
                                              Widzę, że u Was też zaczynają się schody jeżeli chodzi o lekarzy. Zacznę od tego skierowania do poradni leczenia bólu - tak, lekarz rodzinny musi wypisać takie skierowanie. Jeżeli bóle się nasilają to musicie jak najszybciej się skontaktować z tą poradnią.
                                              Karolinko myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby poszukanie dobrego onkologa z Twojej okolicy (moze ktos z forum mógłby polecic) i żebys z tym badaniem mamy sama udała sie na konsultacje. Wtedy najlepiej szczerze pogadasz z lekarzem a mamie oszczedzisz złych wiadomości. Z tego co czytałam przy przerzucie do kości stosują radioterapie, która przynajmniej usmierzy ból. Myślę że warto walczyć o każde leczenie nawet paliatywne jeżeli to ma zmniejszyc cierpienie. Jeżeli lekarka zasugerowała osteoporozę to moze warto zrobic tez badanie w tym kierunku. Wiem, że czujesz się bezradna bo ja nieraz byłam w takiej sytuacji. Spróbuj sama skonsultować te badania z niezależnym onkologiem, najlepiej prywatnie niestety. Koniecznie ta poradnia leczenia bólu. Trzymaj się ciepło.
        • Madziu,
          szczere kondolencje, współczuję Tobie, wiem przez co musiałaś przejść. Przepraszam że dopiero teraz piszę, ale musiałam oderwać się na chwilę od rzeczywistości i wyjechałam do siostry do Gdańska na 2 tygodnie. My jakoś sobie radzimy, najgorszy był pierwszy miesiąc, teraz już jest lepiej. Siostra przyjechała ze mną do Mamy domu i jesteśmy wszystkie razem to jet nam łatwiej. Masz rację, najważniejsze jest wsparcie rodziny i to dużo daje w tak trudnych chwilach. Mam nadzieję, że u Ciebie jest podobnie. My nadal mówimy o Mamie, tak jakby była wśród nas i może przez to jest łatwiej. Ok trzymaj się ciepło, najważniejsze że Twoja Mama już nie cierpi [*]
            • Karolinko co u Was?
              • Witam,
                Niestety moja mamusia odeszła 30.09
                Wszystko było dobrze do czasu kiedy pojawiła się zakrzepica w nodze.,mama normalnie fnkcjonowała,nie miała bóli i ogólnie wszysko było wporządku,badania nic nie wykazywały tzn.wszystkie tomografy były ok.Miała robiną scytnografie kości,która nie wykazywała przerzutów do kości.Jednak z powodu tej zakrzepicy trafiła do szpitala-miała zakaz wstawania z łóżka,dostawała zastrzyki w brzuch i tu zaczęły się schody,po kilku dniach pojawiły się omamy,zaburzenia mowy,mama zaczęła tracić świadomość,lekarze twierdzili,że to od leków,stan mamy zaczął się pogarszać,gdy zakrzepica zostaała wyleczona wypisali mamę do domu w fatalnym stanie,konsultowałam się z onkologiem,który twierdził,że nie ma przerzutów,bo w szpitalu miała wszystkie badania zrobione...Po kilku dniach w domu,nie było z nią już żdnego kontaktu,codziennie wzywane było pogotowie,lekarz i nikt nic nie zrobił zabierali mamę tylko na kroplówki i wypisywali do domu i twierdzili,że wszystko jest w porządku,dwa dni przed śmiercią,mama również był na pogotowiu,została zbadana przez ginekologa,który stwierdził,że jest wyleczona!!!Widzieli w jakim mama jest stanie,że cała się trzęsie,nie ma siły wstać,nie ma z nią kontaktu,mówi od rzeczy,ale mimo wszystko do domu!Na drugi dzień mama dostała drgawek i zapadła w śpiączkę,znowu pogotowie,tym razem zabrali ją do Sztumu,tam po pół godzinie okazało się,że przerzuty są wszędzie cała miednica zaatakowana,przerzuty do mózgu,wylew podpajęczówkowy.Tam lekarze byli zdziwieni,że Malbork tak potraktował mamę.Pogorszenie stanu zdrawia mamy spowodowały te zastrzyki na zakrzepicę,a w Sztumie lekarz powiedział,że mama z swoją chorobą nie powinna przyjmować tych zastrzyków właśnie te lekarstwo spowodowało wylew do mózgu,co się wiąże z przyspieszeniem choroby,organizm nie miał siły walczyć...Ze śpiączki sie nie wybudziła i po jednym dniu spędzonym W Sztumie zmarła,choć lekarze walczyli do końca,chcieli nawet operować,ale mózg był za bardzo obrzęknięty.Nie mogę sobie tego wybaczyć,że odrazu mmay nie zawiozłam do Sztumu.Pewnie dziś jeszcze by żyła...
                • Bardzo mi przykro z powodu śmierci Mamusi. Wiem co czujesz i łączę się w bólu.
                  Nie miej do siebie pretensji i nie myśl co by było gdyby. Czasu nie cofniesz a sama sie zagnębisz.
                  Zrobiłaś wszystko co mogłaś w danej chwili. Najważniejsze, że nasze Mamy już nie cierpią.
                  Co do lekarzy, niestety miałam podobne doświadczenia. Przykre, że tak niewielu lekarzy podchodzi profesjonalnie do swoich obowiązków.
                  Trzymaj się ciepło.
    • nanga75 napisała:

      > Witam, niedawno zdiagnozowano u mojej mamy raka, od jakiegoś czasu miała krwawi
      > enie i mozne bóle brzucha i w plecach. Na wyniku histopatologicznym napisane je
      > st: I, II rogowaciejący rak płaskonabłonkowy, w piątek onkolog w przychodni stw
      > ierdził że jest już zaawansowany, i trzeba jak najszybciej chemię zacząć. Ja wo
      > lałabym zeby mamę obejrzał jeszcze jakiś lekarz w Poznaniu i ewentualnie tutaj
      > była leczona, bo do Gdańska daleko a moja siostra która z nią mieszka ma dwójkę
      > małych dzieci. Czy ,możecie napisać czego mozemy się spodziewać??? Ewentualnie
      > poprosiłabym o namiar na onkologa z Poznania.. Juz odchodzę od zmysłów:((( i s
      > trasznie się boję...
      • mam raka szyjki macicy IIB lekarz powiedzial ze operacja wiecej zaszkodzi niz pomoze mam miec radioterapie i ponoc chemie prosze napiszcie
        • Witaj Reniu,
          Z uwagi na stopień zaawansowania lekarze zdecydowali pewnie, że nie będą operować. Na Twoim miejscu skonsultowałabym się jeszcze u innego lekarza w celu potwierdzenia stopnia zaawansowania przed rozpoczęciem leczenia. Niemniej jednak w przypadku raka szyjki macicy radyklana radiochemioterapia może dać równie dobry wynik leczenia jak operacja. Koniecznie dopytaj lekarza czy będzie to radykalna radiochemioterapia bo tylko ta daje szansę na wyleczenie poza operacją.
          Trzymaj się ciepło i walcz z tym cholerstwem. Masz szansę na całkowite wyleczenie.
          • dziekuja za wsparcie bo wsumie na temat raka nie wiem duzo czemu mowisz ze radykalna radiochemioterapia czy jest inna napisz cos wiecej czy mam jakies szanse moze znasz osoby ktore mialy to co ja pozdrawiam Renia
            • Reniu szanse są zawsze!!! Raczej nie porównywałabym nawet dwóch takich samych stopni zaawansowania bo przebieg leczenia i chroby zalezy od wielu czynników, które mogą wpływać tak pozytywnie jak i negatywnei.
              Przede wszystkim trzeba podjąć walkę. Musisz wierzyć, że się uda.
              Leczenie może byc radyklane czyli zmierzające do całkowitego wyleczenia (operacja, radiochemioterapia radyklana) lub paliatywne poprawiające komfort życia i przedłużające je, ale podstawowa choroba nadal jest. Na temat RSM wiele znajdziesz na tym forum i w internecie. Do całej tej wiedzy należy podejść z rozsądkiem bo tak jak Ci pisałam każdy przypadek jest inny.
              Ponów konsultację i podejmij leczenie. Pytaj lekarzy o wszystko co Cię gnębi i gryzie. Oni po to są. Dawaj znać na bieżąco. W razie czego służę pomocą.
              • dziekuje jutro mam dzwonic do lekarza okolo 10 bo dzis dzwonilam no i zacznie sie leczenie ja bede leczona w klinice onkologicznej szczecin golecin moze wiesz cos na temat tej kliniki bo ze slyszenia mowia ze jest dobra
    • mam nowotwor zlosliwy to rak szyjki macicy czekam na decydujacy wynik operacja czy radioterapia bardzo prosze o namiar dobrego onkologa najlepiej w zachodniopomorskim moze byc w poblizu
    • witaj i jak tam z leczeniem twojej mamy ja jednak radioterapia i chemia odpisz
      • witam mam na imie gosia i od dawna czytam was nie miałam jakoś śmiałośći się odezwać .Ale zacznę od początku ,otóż od blizko czterech lat choruję na raka szyjki macicy 2b .Przeszłam przez wszystkie dolegliwośći w trakcie i po leczeniu o których wspominacie .jednak coś mnie bardzo zaniepokoiło czytając jeden z wpisów jedna z pań pisze że jej mama miała nefrostomie i lekarze błednie twierdzili że wodonercze spowodowane jest po prostu radioterapią zdaje się że chodzi o zwężenie cewki moczowej .jestem przerażona bo ja od roku mam nefrostomie i lekarze podają ten sam powód mam wątpliwości może
        się okazać że przyczyna jest taka sama czyli guz kochane panie poradzcie jestem tu nowa ale jestem z wami od dawna gosia pozdrawiam
        • Gosiu mojej Mamusi groziła nefrostomia, miała problemy z moczem z powodu zmniejszenia pojemności pęcherza poprzez owrzodzenia i zgrubienia poporomienne. Po elektroresekcji pęcherza problem na dłuższy czas ustapił. Później miała wodonercze, ale było to spowodowane już uciskiem guza. Uniknęła nefrostomii. Gosiu, ale moja Mamusia żyła 7 lat z kolostomią i tą miała wyłonioną ponieważ naświetlania uszkodziły jelita. Chociaż onkolog pierwotnie twierdził, że to wznowa choroby...Operacja wyłonienia stomii uratowała mojej mamusi życie na kilka lat. Podobnie może być u Ciebie. Zwężeniu mogły ulec moczowody na wskutek zwłóknień i owrzodzeń po naświetlaniach. Miałaś w ostatnim czasie robiony tomograf lub rezonans, skąd jesteś?
          • dziękuje za odpowiedz lekarz tak twierdzi ,że zrosty po radioterapi ale mimo to robił mi trzy razy zabieg usuwania kamieni i co dziwne za każdym razem stop mam w innym miejscu no przecież zrosty się nie przesuwają jezeli chodzi o tk miałam robione rok temu niby wszystko w porządku ale czytając wasze wypowiedzi widzę że bywały i takie przypadki może troszkę panikuję raka widzę wszędzie i we wszystkich moich dolegliwościach .Jestem z przemkowa to jest woj dolnośląskieleczyłam się we wrocławiu
            • Gosiu w organizmie cały czas odczuwane są skutki radioterapii tzn że cały czas może dochodzić do zrostów i zwłóknień właśnie w miednicy mniejszej tam gdzie naświetlano. Panika i strach to zły doradca, ale trzeba być czujnym bo lekarze czasami nie są zbyt dokładni w odczytywaniu badań, albo źle je interpretują. Jeżeli sama czytałaś opis TK to na pewno widziałabyś, że coś jest nie tak bo to nie jest żadna filozofia. Na pewno wszystko jest w porządku. Trzymaj się ciepło
              • tak to prawda skutki radioterapi przez te cztery lata były i są bardzo uciążliwe mam pytanie czy mamusia odczuwała bóle w okolicach pośladka promieniujące do nerki i pachwiny od grudnia mam takie bóle lekarz przepisał mi leki na rwe kulszową ale one nic nie pomagają .i jeszcze jedno czy mamusia w jakiś sposób wzmacniała mam słabe wyniki a przy 6 dzieci muszę mieć siłę proszę o radę gosia
                • Gosiu moja Mamusia miała ból promieniujący od pośladka, ale w kierunku uda, całą nogę miała obolałą. Później okazało się, że był przerzut na kręgosłup i ucisk na nerw.
                  Jeżeli mogę coś doradzić to może poproś lekarza o tomograf lub rezonans miednicy mniejszej wtedy rozwiejesz swoje wątpliwości bo to one też odbierają Ci siłę. Co do bólu to skosnultuj sie z najblizszą poradnia leczenia bólu, oni najlepiej dobiorą leki przeciwbólowe, żeby pomagały i jak najmniej szkodziły. Mama nie wzmacniała sie niczym. Odżywiała się normalnie.
                  • rozumiem jednak u nas dostać skierowanie na takie badania graniczy z cudem mamy lekarza któremu wydaje się że wyleczy wszystkich sam zresztą jest kierownikiem przychodni i oszczędza na czym może ale może urologa uproszę żeby przyjął mnie na oddział tam może zrobiliby mi badania dziękuje za rady i bardzo współczuję z powodu mamusi na pewno wiedziała jak wspaniałą miała córkę pozdrawiam gosia dziękuje za cierpliwość
                    • Urolog to też dobry pomysł. W szpitalu zrobią komplet badań.
                      Trzymam kciuki i wierzę, że będzie dobrze.
                      Odzywaj się co u Ciebie.
                      Pozdrawiam ciepło Magda
                • witam RENIA z tej strony Gosiu napisz o ile mozesz jaki to byl rak ba ja mam IIB czekam na radioterapie bez operacyjny ten rak powiedz jak to wogole jest te leczenie
(501-600)
(701-723)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.