Dodaj do ulubionych

Rak szyjki macicy

08.06.08, 13:34
Witam, niedawno zdiagnozowano u mojej mamy raka, od jakiegoś czasu miała krwawienie i mozne bóle brzucha i w plecach. Na wyniku histopatologicznym napisane jest: I, II rogowaciejący rak płaskonabłonkowy, w piątek onkolog w przychodni stwierdził że jest już zaawansowany, i trzeba jak najszybciej chemię zacząć. Ja wolałabym zeby mamę obejrzał jeszcze jakiś lekarz w Poznaniu i ewentualnie tutaj była leczona, bo do Gdańska daleko a moja siostra która z nią mieszka ma dwójkę małych dzieci. Czy ,możecie napisać czego mozemy się spodziewać??? Ewentualnie poprosiłabym o namiar na onkologa z Poznania.. Juz odchodzę od zmysłów:((( i strasznie się boję...
Edytor zaawansowany
  • 08.06.08, 18:57
    Nanga u gory wisi lista dobrych onkologow. Jest tam tez namiar na Poznan, nawet z telefonem. To nie moje , wiec sama sie nie wypowiem. Pozdrawiam .
    --
    Żaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie ...
  • 08.06.08, 20:04
    Chemia ma drugorzedne znaczenie w raku szyjki. Podstawa jest
    operacja i naswietlania, ewentualnie same naswietlania jesli
    operacja nie jest mozliwa. Mysle, ze podstawa jest teraz dokladne
    okreslenie stopnia zaawansowania i ustalenie planu leczenia. Nie
    znam lekarzy z Poznania wiec nie moge Ci nikogo polecic.
    Moja Mama miala zaawansowanego raka szyjki ponad 5 lat temu. Jest
    wyleczona.

    --
    Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • 10.06.08, 14:00
    b_a_l_b_i_n_k_a napisała:

    > Chemia ma drugorzedne znaczenie w raku szyjki. Podstawa jest
    > operacja i naswietlania, ewentualnie same naswietlania jesli
    > operacja nie jest mozliwa. Mysle, ze podstawa jest teraz dokladne
    > okreslenie stopnia zaawansowania i ustalenie planu leczenia. Nie
    > znam lekarzy z Poznania wiec nie moge Ci nikogo polecic

    A szkoda niestety na wątku o onkologach nie ma ginekologa:(
    Jutro idziemy do przychodni, mam nadzieję że będzie ok. Tak włąśnie myślałam że
    większe znaczenie mają naświetlania.
    >
  • 28.03.13, 17:24
    ja mam raka tez zaawansowanego szyjki macicy 2 B mam miec radioterapie i chemie czy wiesz cos na ten temat prosze napisz pozdrawiam Renia
  • 28.08.13, 12:00
    Balbinka ja tez mam zzaawansowanego raka szyjki macicy mialam chemie i naswietlania minelo dopiero 2 miesiace lecze sie w szczecinie pwiedz jak mama dala sobie rade i wyszla z tego ja mam raka 2B CZY TWOJA MAMA MIALA TEZ CZY INNY STOPIENpozdrawiam
  • 13.06.08, 09:33
    Byliśmy u lekarza- teraz cztery tygodnie czekania na radioterapię:((( czy to nie
    za długo?? i nie rozumiem dlaczego więcej badań nie robią?? \czy trzeba samemu
    naciskać? Tym bardziej ża mama ma jakiś problem z nerką- wyszło z usg że może
    nie pracować???Proszę o pomoc bo jestem taka bezradna? Można jakoś przygotować
    się do tej radioterapii??
  • 13.06.08, 10:39
    Hej, hej
    Pytania o to dlaczego trzeba czekac na radioterapie i dlaczego nie
    ma robionych innych badan to jednak pytania do lekarza prowadzacego
    Mame. Nikt z nas Ci na nie nie odpowie.
    Czy masz doklane rozpoznanie Mamy? Na jakiej podstawie postawiono
    diagnoze i ustalono zaawansowanie choroby? Jakie badania miala Mama
    robione i dlaczego nie jest operowana?

    Co do radioterapii.W przypadku r. szyjki wylaczna radioterapia jest
    radykalna metoda leczenia a wiec ma za zadanie calkowite wyleczenie
    choroby. Znam dziewczyne, ktorej mama zostala wyleczona z raka
    szyjki sama radioterapia.
    Na gorze forum jest link Radioterapia-poradnik dla pacjentow-tam
    jest duzo przydatnych informacji na temat naswietlania okolic
    miednicy. I jeszcze jedno, spytaj, czy Mama bedzie miala rownolegle
    z radioterapia podawana chemie? Czy ta nieczynna nerka to
    uniemozliwia.

    --
    Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • 13.06.08, 13:09
    Dzięki za odpowiedz. Właściwie nie wiadomo jeszcze czy nerka jest nieczynna-
    czeka na urografię. Czekać trzeba bo są kolejki na oddział:((. A badań poza
    pobraniem wycinka- histopatolog, i rentgena płuc nie miała żadnych. Dlatego,
    pytam czy naciskać. Być może będą robić po przyjęciu do szpitala. Stopień
    zaawansowania stwierdzili na podstawie badania ginekologicznego, conajmniej
    dziwne mi się to wydaje
  • 14.06.08, 17:38
    a może napisalibyście jak wygląda dokładne diagnozowanie? jakie badania trzeba wykonać żeby sprawdzić czy nie ma np przerzutów? proszę o odpowiedź, w poniedziałek jeszcze idziemy do innego lekarza to może bym coś zasugerowała.
  • 15.06.08, 07:50
    Jeśli chodzi o mnie to głównym badaniem był tomograf komputerowy
    jamy brzusznej i miednicy, oraz RTG płuc. Na podstawie tych badań
    lekarz stwierdza czy są przerzuty. Jeśli te badania nie byly
    wykonane to wydaje mi się, że powinnaś o nie poprosić. Ze swojego
    doświadczenie wiem, że o wielu żeczach trzeba przypominać, pytać i
    prosić lekarza.

    --
    Dlaczego ja, dlaczego to, dlaczego teraz...
  • 15.06.08, 12:44
    rysinska.k napisała:

    > Jeśli chodzi o mnie to głównym badaniem był tomograf komputerowy
    > jamy brzusznej i miednicy, oraz RTG płuc. Na podstawie tych badań
    > lekarz stwierdza czy są przerzuty. Jeśli te badania nie byly
    > wykonane to wydaje mi się, że powinnaś o nie poprosić. Ze swojego
    > doświadczenie wiem, że o wielu żeczach trzeba przypominać, pytać i
    > prosić lekarza.

    Dzięki za odpowiedź, tak myślałam o tym tomografie. Jeszcze mama ma zleconą urografię, bo coś jest nie tak z nerką. A czy wystarczy tylko jamy brzusznej? czy raczej trzeba by całość obejrzeć??
    >
  • 15.06.08, 18:04
    Raczej jamy brzusznej. R. szyjki szerzy sie na poczatku glownie
    naciekajac okoliczne narzady. Trzeba sprawdzic czy dochodzi do kosci
    miednicy, no i czy nie ma naciekow na uklad moczowy i jelita.


    --
    Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
    Onkoforum-Damy rade
    Adopcje bezdomnych kroliczkow
  • 16.06.08, 07:45
    Ważne!
    Jeśli ma być radioterapia to dowiedz się koniecznie czy radykalna
    czy czsem nie naświetlania tzw. paliatywne.Niestety nam tego na
    początku nie powiedziano,dowiedziałam się dopiero po
    naświetlaniach.Taką decyzją nie dano mojej Mamie szansy na
    wyleczenie.Miała być radioterapia, a później 5 naświetlań i koniec.Z
    tego co piszesz to stopień zaawansowania może być duży.Problem z
    nerką może oznaczać wodonercze.Zróbcie koniecznie tomograf zanim
    podejmiecie decyzję odnośnie leczenia.
  • 16.06.08, 20:37
    Witam Dzięki za odpowiedzi, a czy mogę wiedzieć czym się różni paliatywna od radykalnej?? Mama dziś już jest w szpitalu, po części badań. Jutro jeszcze usg i dalej zobaczymy. Postaram się w środę pójść porozmawiać z lekarzem, bo ona nie chce nic wiedzieć. Humor ma dobry i fajne towarzystwo, niepokoi mnie tylko że ma podwyższoną temperaturę od wczoraj około 38 stopni:(((
  • 17.06.08, 07:12
    Różnica jest zasadnicza.Radykalna radioterapia to szansa na
    wyleczenie.Paliatywne naświetlania to jedynie powstrzymanie choroby
    na jakiś czas.Później uderza z jeszcze większą siłą.Temperatura może
    wskazywać na zastój moczu w nerce.
    Jeśli będziesz potrzebowała pomocy to pisz.Przeszłam cała tę drogę,
    niestety nam się nie udało(a może raczej nie dano nam szansy).Gdybym
    wiedziała na początku choroby Mamy to co wiem teraz, być może by
    żyła.Tak bardzo mi jej brak.........
  • 17.06.08, 07:58
    Wiem co czujesz, ja straciłam Tatę, teraz nie wyobrażam sobie że Mamę też mogę. Postaram się zrobić wszystko żeby było ok. Jutro ide do lekarza. A jak wygląda ta paliatywna, jest krótsza? czy mniej intensywna czy jak?pozdrawiam ciepło.
  • 18.06.08, 10:42
    Naświetlania paliatywne jak pisałam wcześniej maja na celu
    powstrzymanie choroby na jakiś czas.Skutecznie powstrzymują
    krwawienia.Są silniejsze i zazwyczaj jest ich 5, przez tydzień.Po
    jakiś czasie można jeszcze raz je powtórzyć.Moja Mama miała takie
    dwie serie i to był juz koniec leczenia.Później jeszcze wybłagałam
    paliatywną brachyterapię(to też naswietlania, tylko do wewnątrz).
  • 18.06.08, 21:02
    Z tego co rozmawiałam z lekarzem, akurat dyżurującym co prawda, to mama ma mieć radiochemioterapię- i brachy też- około 32 dni robocze to będzie trwało- więc myślę że to radykalna. Mam nadzieję. Jutro rozmowa z lekarzem prowadzącym. Pozdrawiam.
  • 19.06.08, 07:05
    To dobrze,że zdecydowano się na radykalne leczenie.Macie szansę.
    A jaki jest stopień zaawansowania?
    Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.Ula.
  • 19.06.08, 09:20
    Tego jeszcze nie wiem, dziś będę rozmawiać z lekarzem prowadzącym. Strasznie się
    boję tej rozmowy:(( Mam nadzieję że wszystko będzie ok. pozdrawiam
  • 20.06.08, 10:02
    Już po rozmowie, niestety wiadomości są niedobre- stopień zaawansowania
    ostatnia trójka, coś jest w pęcherzu moczowym też:(( całe szczęście nie ma
    przerzutów. Ale jestem dobrej myśli, pani doktor potwierdziła że dobre
    nastawienie doleczenia to duży procent jej sukcesu. Modlę się żeby tylko mama
    wytrzymała.
  • 20.06.08, 10:40
    Czyli taki sam stopień zaawansowania jak u mojej Mamy oprócz tego
    pęcherza.U nas była robiona cystoskopia i pobierane wycinki z
    pęcherza i było ok.No i jeszcze bardziej utwierdzam się w
    przekonaniu że,lecząc moją mamę paliatywnie zabrano jej szansę na
    życie.Życzę Wam z całego serca aby wam się udało.Będzie ciężko, ale
    walcz o Mamę.O przerzuty się nie martw,rak szyjki macicy szerzy się
    przez ciągłość tzn.przechodzi na okoliczne narządy, przerzuty to
    raczej rzadkość.Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, pisz.
    Pozdrawiam.Ula.
  • 22.07.11, 00:08
    a jak są przerzuty to co?? bo moja mama ma...
  • 25.07.11, 13:29
    To trzeba dalej walczyć. Napisz coś więcej...
  • 31.07.11, 19:49
    Są takie dni jak dzisiaj że nie umiem pogodzić się z tym co spotkało moją mamusię
    Przed oczami mam obraz jej ostatnich minut życia i czuje jej dłoń którą do końca mocno ściskałam a mimo to nie wierze że tak właśnie musiało być....
  • 11.08.11, 14:12
    Witam,
    Moja mama miała przerzut do kręgosłupa. Jest po operacji i w trakcie radioterapii.
    Ciężko to wszystko ogarnąć.
  • 20.06.08, 21:16
    Bardzo dziękuję za wasze podpowiedzi- większość rzeczy już wiemy- z tego co przeczytałąm i od pani doktor. Dobrze wiedzieć że mam tutaj pomoc. jeszcze raz dziękuję:)
  • 18.06.08, 07:32
    Balbinko,jestem tu każdego dnia.Niedługo mija rok od śmierci mojej
    Mamusi, niby żyje normalnie,pracuję, opiekuję się moją siostrą ale
    tęsknota jest ogromna.A tu są wspomnienia,mimo że ciężkie ale jakże
    piękne wspomnienia tych ostatnich chwil spędzonych z Mamą.Moje życie
    się przewartościowało, bliżej mi do tych chorych,cierpiących niż do
    tych co żyją pełnią życia.Cieszę się że u Was wszystko dobrze i
    życzę Ci i Twojej Mamusi aby pozostało tak już na zawsze.
  • 26.01.09, 09:35
    witam czy mogłabym dostać do Ciebie jakiś bezpośredni namiar tez mama podobny
    przypadek z moja mamą i chciałabym się dowiedzieć jak najwięcej. Proszę czekam
    na kontakt
  • 10.03.09, 22:29
    Jejku dopiero teraz widzę ten post, przepraszam. jeśli to o mnie chodzi to
    proszę pisać na edyta.k10@interia.pl. pozdrawiam
  • 19.03.09, 10:30
    Proszę o pomoc miesiąc temu dowiedziałam się że moja mama ma raka
    szyjki macicy jest po paru badaniach i powiedziano że jest
    zlośliwy,nic niewiem jaki jest stopień.Wczoraj zawiozłam ją do
    szpitala do Bydgoszczy na brachyterapie,i jeszcze powiedziano nam że
    będzie operacja,ale ja się boje że jest za póżno.Prosze napiszcie mi
    coś na ten temat....-Damy Rade
  • 10.05.13, 16:43
    Witaj jestem leczona radioterapia radykalna z dodatkiem chemi i dopochwowe naswietlanie napisz cos wiecej potrzebuje pomocy ponoc to przeszlas ja jestem w trakcie leczenia
  • 10.05.13, 17:23
    Moja Mama przeszła radioterapie (codzienne naświetlanie za pomocą lamp od pon do piątku) + korki (dopochwowe) i efektem tego leczenia był spokój na 2 lata. Po 2 latach choroba się wznowiła zaczęło się nietrzymanie moczu i kału. Zrobiła się przetoka odbytowo moczowo kałowa (dziura pomiędzy pęcherzem, a odbytem) a teraz wyłonili jelito na wierzch i męczy się z moczem dalej:(.
    Ale być może był to po prostu pech.. W każdym bądź razie ma wznowę i nie mogą z tym nic zrobić gdyż mocz jej dalej leci. A NFZ nie zrefunduje tak szybko 2 zabiegów.
  • 13.10.13, 00:17
    Witaj,
    Jak tam Twoja Mama? Dopiero dzisiaj przeczytalam ten wpis. Mam nadzieje, ze udalo sie zapanowac nad tym cholerstwem.
    Pozdrawiam goraco!!
  • 30.06.08, 20:25
    Witam jeszcze raz. Mama w szpitalu- leczenie radykalne- jest po ośmiu naświetlaniach, jutro druga chemia. Na razie czuje się w miarę ok tylko czasem w weekendy ma stan podgorączkowy. W szpitalu jest ok a jak jest u nas nie? dziwne to. może macie jakieś pomysły? Pozdrawiam.
  • 01.07.08, 08:28
    To raczej normalne,taka reakcja organizmu na naświetlania,
    chemię.Może wystąpić jeszcze wiele innych objawów ale to normalne
    przy takim leczeniu.
    Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.
  • 07.07.08, 15:36
    Witam jeszcze raz. Dziś i jutro badania kontrolne, strasznie się boję. Czy już
    będzie wiadomo czy leczenie działa? W czwartek Brachyterapia, 24 godzinne
    leżenie w łóżku, mam nadzieję że mama wytrzyma. Dziś widziałam kartę choroby-
    rozpoznanie- stadium IIIb- a jeszcze do dziś się łudziłam że to nie aż tak
    zaawansowane.Mam ogromną nadzieję i modlę się żeby wszystko poszło
    dobrze.pozdrawiam.
  • 08.07.08, 08:40
    Po badaniach będzie wiadomo czy guz się zmniejsza.Bądź dobrej myśli,
    na pewno zareaguje na leczenie.Choć stopień zaawansowania taki sam
    jak był u mojej Mamy to leczenie zupełnie inne.Wierzę ze wam się
    uda.Pozdrawiam.
  • 09.07.08, 11:25
    Nanga jestem w podobnej sytuacji. Niestety rak szyjki macicy
    zaatakowal takze moja mame. Na jej karcie choroby tez widnieje
    liczba III:(. Moja mama ma jak narazie tylko naswietlania. 8
    sierpnia po raz trzeci bedzie miala wizyte w szpitalu. Tydzien
    spedza w szpitalu nastepnie miesiac w domu. Nie wiem czy zaliczyc to
    do radykalnej radioterapii czy moze paliatywnej. Podobno 8 sierpnia
    mamy dowiedziec sie czegos wiecej. Skutki uboczne sa niestety bardzo
    nieprzyjemne, biegunka, nudnosci a po ostatnim naswietlaniu doszla
    takze goraczka. Zdumiewa mnie jednak pewna rzecz, moja mama ma
    niesamowity apetyt. Moglaby zjesc konia z kopytami!. Czy to dobrze?
    Mam jeszcze pytanie do innych osob na tym forum, chcialabym jesli to
    mozliwe dowiedziec sie w jakim wieku sa Wasze mamy? Moja ma 61 lat.
    Nigdy nie chorowala a tutaj taka przykra niespodzianka.
    Pozdrawiam wszystkich!
  • 09.07.08, 14:25
    Trudno mi zrozumieć to co napisałaś.Ile tych naswietlan było?U mojej
    Mamy były tylko paliatywne, wlasnie w takim schemacie.Tydzień
    naswietlań i do domu.Po miesiącu kontrola i nastepny tydzien
    naswietlań.I to już byl koniec leczenia.Po roku wyproszona
    paliatywna brachyterapia, która niewiele już pomogła.
    Musisz poskromić apetyt Mamy bo przy naswietlaniach jest konieczna
    dieta.Moja Mama miała 69 lat jak zachorowała.
  • 10.07.08, 21:47
    Ulaw, 2 miesiace temu mama spedzila 5 dni w szpitalu, gdzie
    otrzymala 5 "lamp". Nastepnie zostala zwolniona do domu na miesiac.
    Po miesiacu wrocila na kolejne 5 dni do szpitala. Kolejne 5
    naswietlen. Od zeszlego piatku jest w domu. Kolejna kontrola w
    szpitalu 8 sierpnia czyli za miesiac. Tzn tydzien w szpitalu,
    miesiac w domu. Do chwili obecnej mama miala tylko 10 naswietlen.
    Obawiam sie najgorszego, ze lekarze poprostu stwierdzili ze nie ma
    szans dla mojej mamy. Tyle tylko, ze 8 sierpnia ja bede razem z Nia
    na tej kontroli i nie pozwole sie tak latwo oddelegowac do domu.
    Gdzies powyzej napisalas, ze gdybys wiedziala wtedy to co wiesz
    teraz na temat raka szyjki macicy postapilabys inaczej. Dlatego
    wlasnie pojde Twoim przykladem i bede zwyczajnie zadac, poniewaz oni
    od tego sa aby pomagac chorym.
  • 09.07.08, 20:28
    Witam. Prawdę mówiąc nie wiem jak wygląda naświetlanie paliatywne- tutaj pomoże Ula. Moja mama ma ciągłe naświetlania od trzech tygodni- już 16 razy. w Ciągu tygodnia jedna chemia- raz po pierwszej miała podaną krew. Jutro brachyterapia- lezenie w łóżku przez 24 godziny- tzw LDR- czyli powolne naświetlanie . Trochę się tego boi- ale myślę że wytrzyma. Co do apetytu to zależy od dnia- jak jest zmęczona i ma większe bóle to je mniej. Jak się czuje lepiej to więcej. Niestety tylko gotowane rzeczy i lekkostrawne. Bez mleka- bo to się kończy lekką biegunką. Niestety już znów schudła- około 1,5 kilograma. Gorączkę też ma ale raczej jak nie odpoczywa w dzień ponieważ w nocy mało śpi. Z dobrych, ( mam nadzieję:) wiadomości to to że mniej plami, i bierze ketonal tylko wtedy kiedy boli- czyli raz, lub dwa na dzień- przedtem brała 5. Właściwie chyba wszystko dokłądnie napisałam. A Jakie badania miała Twoja mama- że stwierdzono ten stopień zaawansowania? Pozdrawiam. I Trzymam kciuki za zdrowie Naszych Mam.
  • 09.07.08, 20:29
    Aha Moja mama ma 56 lat. Skończy w niedzielę. Mam nadzieję ze będę mogła jej zanieść dobre nowiny w prezencie.
  • 09.07.08, 20:53
    moja w tym roku kończy 62 lat, a zachorowała rok temu. Miała
    operację, 10 naświetlań paliatywnych, 6 cykli chemii, podaną krew, i
    ostatnio brachyterapię też 24-godzinną. Niestety pojawiła się
    niewydolność nerek, ma już przygotowaną przetokę naramienną i w
    sierpniu ma zacząć dializy :(( Wiem, że szanse są małe na
    wyleczenie, ale jestem szczęśliwa każdym dniem z Nią.

    Moja rada, ponieważ nie jesteśmy w stanie robić nic więcej ponad to
    co robimy, to cieszmy sie każdym dniem z naszymi bliskimi, pytajmy
    się o wszystko i pamietajmy powiedzieć im że ich kochamy. Mama
    rozpłakała mi się gdy usłyszała ode mnie, ze jest dla mnie bardzo
    ważna.

    Trzymajmy się!
  • 09.07.08, 21:22
    Ale nie rozumiem dlaczego paliwtywnych naświetlań???
  • 10.07.08, 05:52
    mama ma raka w stopniu IVA zaawansowania, chodizło głównie o
    wstrzymanie krwawień, zmniejszenie bólu i przedłużenie życia :(

    operacja z koleii to tylko usunięcie tego co jeszcze nie zostało
    zaatakowane i wyłuskanie przerzutów z esicy
  • 10.07.08, 07:18
    Nanga zadałam identyczne pytanie lekarzom i uzyskałam odpowiedź, że
    stopień III to duże zaawansowanie i nie ma szans na całkowite
    wyleczenie, można tylko powstrzymać krwawienia i przedłużyć
    życie.Teraz wiem że takie podejście lekarzy było błędem.Wszystko
    zależy od organizmu, moja mama była silna, chciała walczyć.Tylko co
    to za walka jak już na samym jej początku skazują cię na powolne
    umieranie.Bo w efekcie tak to wyglądało.Z tych dwóch lat które
    przeżyła może ok.5 miesięcy czuła się względnie dobrze a
    reszta .....nie chce nawet wspominać.Przepraszam, nie chcę
    nikogo "dołować".Każdy organizm jest inny a co za tym idzie szanse
    na wyleczenie też.Życzę Wam z całego serca aby waszym Mamom się
    udało.
  • 10.07.08, 15:44
    Właśnie tego będę się trzymać. Nasza Pani doktor powiedziała że szanse są, i jak
    tak będzie myśleć pacjent to jest połowa jej sukcesu. Wiem że być może długa
    jeszcze droga, ale wierze że się uda. Dziś rozmowa po badaniach kontrolnych.
    Pozdrawiam
  • 10.07.08, 21:27
    Ja juz sama nie wiem co mam myslec. Tak wogole bardzo sie ciesze ze
    trafilam na to forum. Zwykli ludzie potrafia udzielic wiecej
    informacji niz niejeden lekarz, co jest bardzo smutna prawda.
    Chcialabym takze zapytac o samopoczucie Waszych mam po
    naswietlaniach. Moja mama wrocila w zeszly piatek do domu (po 5
    dniach naswietlen), przez caly weekend czula sie bardzo dobrze i
    nagle w poniedzialek goraczka, biegunka, bol w jamie brzusznej, nie
    miala sily wstac z lozka. Dla odmiany we wtorek jak nowo narodzona.
    Dzis znowu bardzo zle sie czula. Bardzo drastyczne zmiany:-(. Raz
    dziennie no moze dwa razy, ale bardzo rzadko, bierze Ketanol. Jest
    jeszcze jeden dziwny objaw a mianowicie swedzaca wysypka na
    dloniach. Lekarz stwierdzil, ze to normalna reakcja organizmu na
    naswietlania. Nanga dokladnie tylko pozytywne nastawienie i wiara ze
    sie uda:-). Pozdrawiam
  • 11.07.08, 09:53
    Właściwie u mojej mamy nic strasznego się nie dzieje- ma dobre samopoczucie-
    tylko kiedy za dużo spacerujemy, podnosi się temperatura i widać że jest
    zmęczona. No i czasem jelitowe zawirowania- ale nie jakieś straszne, jak zje coś
    mlecznego. Wczoraj rozmawiałam z Panią doktor- powiedziała że w tej chwili nie
    ryzykowałaby wydawania opinii czy guz się zmniejsza, czy nie- to sprawdzą po
    leczeniu około miesiąc po. Ale się cieszy że nie ma jakiś drastycznych skutków
    ubocznych, i chemii, i naświetlań więc raczej jest ok. Pozdrawiam.
  • 30.07.08, 20:07
    Pojutrze Kończymy leczenie, Za miesiąc kontrola, mam nadzieję że będzie ok.
  • 13.08.08, 22:11
    Nanga 75 jak sie czuje Twoja mama? Mam nadzieje, ze wszystko w
    porzadku:-). Moja mama chyba juz zakonczyla leczenie. W piatek byla
    na wizycie kontrolnej (pierwszej) i pani doktor stwierdzila, ze
    wyniki sa bardzo dobre, zeby nie powiedziec SUPER. To sa jej
    dokladne slowa. Nastepna wizyta kontrolna za DWA MIESIACE?!?! Ja
    chyba oszaleje. Mama, jak juz napisalam wczesniej, miala 10
    naswietlej, bez operacji, bez chemioterapii i to wszystko? Jak
    zglosila sie do lekarza okolo 3 miesiecy temu lekarze stwierdzili,
    ze sytuacja jest beznadziejna a w tym momencie jest super??? Mama
    dzisiaj czula sie naprawde zle a lekarz stwierdzil ze to wszystko
    jest spowodowane pogoda?!?!?! Nie dostanie zadnej chemioterapii
    poniewaz jest ona zbedna. Gdzie ja mam sie z tym wszystkim zwrocic?
    A moze naszym lekarzom nalezy placic po 1000 zlotych za wizyte i
    dopiero wtedy zaczna traktowac nas jak ludzi:-(.
    Pozdrawiam wszystkich
  • 15.08.08, 20:44
    Twoja sytuacja dokładnie przypomina mi moją z przed trzech lat.Tez
    usłyszałam że jest super i leczenie zakończone.To dla nich leczenie
    było zakończone i efekty super jak na leczenie paliatywne.Wtedy
    jeszcze wierzyłam, Mama była silna miała dla kogo walczyć.Ale
    przyszedł czas że zaczęłam pozbywac się złudzeń.Niestety nikt nie
    widział szans, zawsze było to tylko przedlużanie życia.Myślę ze
    wtedy podświadomie pogodziłam się z faktem że nic już nie mogę
    zrobić.A może to Bóg mnie natchnął.Spotkalam się z lekarzem z
    hospicjum i zapisałam mamę do domowego hospicjum.Dziś wiem że to
    było najlepsze co mogłam zrobić dla Mamy.Zaoszczędziłam jej wielu
    cierpień, bólu.Miałam sie do kogo zwrócić kiedy były problemy a było
    ich coraz więcej: narastające bóle,komplikacje po
    naswietlaniach.Nadal jeździłyśmy na kontrole do onkologa które nie
    miały najmniejszego sensu.Największa pomoc uzyskalismy od ludzi z
    hospicjum.
    Przepraszam jeśli cię wystraszyłam,wiem że szukasz jeszcze nadziei (
    ja też długo szukałam)ale chcę cię uczulić na coś co jest bardzo
    ważne.Bo kiedy tak bardzo walczymy o życie dla naszych ukochanych
    chorych Mam, Tatusiów zapominamy że często na ten "ostatni"
    najcennieszy dla nas czas sami przysparzamy im niepotrzebnych
    cierpień,bólu szukając nadziei u kolejnych lekarzy czy godząc sie na
    kolejne nic nie dające terapie.Myślę że przyjdzie czas że sama to
    zrozumiesz.Pozdrawiam i ściskam.Ula.
  • 15.08.08, 23:07
    Dopiero zobaczyłam odpowiedz:)Mama czuje się w miarę dobrze, tylko jak się zmęczy dalej ma temperaturę, bóle prawie wcale- na razie wystarcza ibuprom od czasu do czasu. Wyszła ze szpitala po prawie siedmiu tygodniach, ale tak naptrawdę to nic nie wiemy- podobno będzie coś widać 4 września na kontroli- ale nie wiem czy zrobią chociaż USG;( już myślałam o prywatnyvh wizytach,. Zobaczymy co wyniknie z kontroli.pozdrawiam.
  • 17.08.08, 18:48
    Trzymam za Was kciuki aby Wam sie udało.Nie martw się ,po radykalnym
    leczeniu Mama będzie miała zrobione wszystkie wyniki, usg
    też.Pozdrawiam. Ula.
  • 18.08.08, 21:41
    No właśnie boję się że coś pominą. Jakich badań możemy się spodziewać skoro to jest tylko wizyta w poradni? Pozdrawiam, i dziękuję za wsparcie:)
  • 25.08.08, 16:34
    Witajcie ! przeczytałam cały wątek , piszecie o swoich mamach a ja
    napiszę sama o sobie .......
    Kilka dni temu wygrałam walkę a rakiem szyjki macicy. Wprawdzie
    krótką bo tylko 2 miesięczną ale były to najdłuzsze i najgorsze dwa
    miesiące w moim zyciu. Mam 33 lata od 4 lat regularnie odwiedzałam
    ginekologa, cytologię miałam robioną co roku zawsze było wszystko
    ok.

    Problemy zaczęły się rok temu wyszła mi III gr. cytologiczna, kazano
    powtórzyc badanie po 3 miesiącach, powtórzyłam ponownie wyszła III
    wtedy lekarz zastosował leczenie dostałam czopki i globulki, po
    leczeniu zrobiłam następną cytologię po której odetchnęłam z ulgą
    wreszcie było upragnione II. I tak minął rok, przyszła pora na
    kolejne badanie cytologiczne zrobiłam je ale czułam w sobie jakąs
    dziwną obawę po tygodniu zadzwonił telefon, cyt IV byłam w szoku,
    przerazona, załamana a w głowie jedno pytanie dlaczego ja??? Potem
    juz wszystko toczyło się błyskawicznie pobrano mi wycinki które
    wykazału CIN III HGSIL rak przedinwazyjny, przeszłam operację
    amputacje całkowitą szyjki. Nie chcę opisywac mojego stanu
    psychicznego, bo to nie ma sensu, kazda z Was wie co się wtedy czuje
    i ile łez się wylewa!

    Kilka dni temu otrzymałam wynik pooperacyjny Linia cięcia czysta z
    limitem chirurgicznym 1 cm (wiecie ze to bardzo dożo) i usłyszałam
    od mojego lekarza słowa "gratuluję jest pani zdrową
    kobietą "poryczałam się w gabinecie... nerwy mi pościły ....Dostałam
    w prezencie drugie życie, tak się czuję od kilku dni.
    Ledwo z tego wyszłam a juz jestem pełna obaw ,czy to moze jeszcze
    kiedys powrócic ????? moj lekarz nie jest w stanie odp. mi na to
    pytanie , mam tylko kontrolowac cytologię co pół roku i tyle ......
    Boję się !!!!!! wiem ze kazde czekanie na wynik cytologiczny to
    będzie koszmar !
  • 24.11.08, 19:33
    chciałam się przywitac,jestem dzisiaj po raz pierwszy. u mojej mamy
    również padła ta sama diagnoza. stadium bardzo zaawansowane bo
    3b,leczenie radykalne rozpoczete koniec sierpnia,w sumie podane 5
    chemii,28 radiologii i 2xbrachy. leczenie bardzo podobne jak u mamy
    nangi. jest bardzo słaba i te niepokojące bóle. wierzę, że bedzie
    dobrze bo musi byc dobrze. walczymy i walczyc będziemy.
  • 25.11.08, 10:42
    Witam. będę trzymać kciuki żeby się udało. Cały czas mam taką nadzieję, skoro
    lekarze zdecydowali o leczeniu radykalnym. Moja mama czuje się w miarę dobrze,
    ostatnio skarżyła się na bóle brzucha, ale niestety diety nie stosuje, za co
    dostała opr od lekarki. Moja mama zniosła leczenie bardzo dobrze, chociaż dużo
    spała, i teraz też, ale po takim leczeniu trzeba im dać czas żeby doszły do
    siebie.Trochę miała zaniżone erytrocyty w morfologii, ale myślę że dojdzie do
    siebie. Wizyty kontrolne mamy co trzy miesiące, ostatnio zrobiono usg i nic
    niepokojącego nie widać. Oczywiście chciałabym żeby robiono więcej badań, może
    dokładniejsze, ale z tego co czytam to chyba standart. Bardzo serdecznie Was
    pozdrawiam.
  • 25.11.08, 21:04
    Witam serdecznie. Moja mama połowe leczenia zniosła dobrze,gorzej z
    drugą. jesteśmy półtora misiąca po leczeniu. tydzień temu była
    pierwsza kontrola i lekarz stwierdził,że jest poprawa,byle tak
    dalej, ale niepokoją nas bóle brzucha,krzyza i nóg. zalecona
    kontrola w lutym, ale poprosiłam panią ordynator o powtórne badania
    i uderzamy 11 grudnia.Będe prosic o bardziej rozszerzone badania. u
    nas wyszło sporo komplikacji,zapalenie pochwy, zwapniały jajnik i
    coś z nerką, ale o tym lekarze nic nie mówią. Diete mama utrzymuje.
    Ciagle jest na środkach przeciwbólowych. mam nadzieje, ze to skutki
    uboczne leczenia.Jest ciagle bardzo słaba. Zdaje sobie sprawę, że to
    agresywne leczenie i trzeba dużo czasu, aby dojś do siebie. Wierzę,
    że sie uda naszyn mamą wyjśc z tego. Pozdrawiam cieplutko
  • 29.01.09, 21:13
    Witajcie kochane kobitki!
    Myślę że mogłabym być Waszą Mamą.
    Mam 53 lata , dwoje dzieci i troje wnucząt.Byłam tak bardzo
    szczęśliwą osobą że zapomniałam o chorobach panujących na tym
    świecie.Dokładnie 1,5 roku temu po cytologii(którą wykonywałam
    raz na rok)dowiedziałam się że zaatakował mnie rak szyjki macicy.
    Tak bardzo poraźiła mnie wiadomość,wyłączona zostałam z życia.
    Chodziłam na badania na Wawelską jak dziecko we mgle.
    Pierwsza operacja, była szczątkowo-oszczędzającą.Amputacja
    szyjki mac.Czułam się całkiem dobrze.Po miesiącu dostałam
    krwotok,wylądowałam na Wawelskiej.Tu podjęto decyzję zabiegu tzw.
    wartchaima.Tzn.usunięcie szyjki,całej macicy,jajników, przydat.,
    oraz węzły chłonne .Było to dla mnie ogromnym przeżyciem,cierpieniem.
    Tylko wiara w Boga dawała mi checi do życia.Po 10 dniach wyszłam do
    domu.PO 3 tygodniach pojechałam na Wawelską po wyniki histop.
    Lekarze jednogłośnie z wielką radością oznajmili mi:
    Raka nie ma.A przecież był w pierwszych wycinkach.
    Jak to możliwe? zastanawiali się.To wiara panią uleczyła.
    Tak było to powiedziane.
    PAn Ordynator podziękował mi za wizyty na Wawelskiej.
    Chodzę jak do tej pory tylko do lek. rodzinnego z drobnym
    przeźiębieniem.Czuję się znakomicie,dane mi jest cieszyc się
    moją kochana rodziną.Wydarzenie które nas doświadczyło,niesamowicie
    nas zwiazało.A i ja widzę życie inaczej.Wszystko co robię,robię z
    miłości do ludzi.Pdsumuję:jestem zdecydowanie lepszym człowiekiem.
    A na marginesie-jestem pielęgniarką.
    Pozdrawiam Was Moje Kochane Dziewczynki.




  • 29.01.09, 21:52
    Witam po długim czasie. Z mamą chyba nie jest dobrze:(, strasznie ją bolą plecy
    i nogi. Z badań wynika ze wszystko powinno być w porządku, a ból pozostaje, cały
    czas jest na lekach przeciwbólowych. Teraz dostała skierowanie do neurologa, bo
    być może to uszkodzone nerwy- przez radioterapię. Już nie wiem co robić, czy to
    mogą być skutki uboczne leczenia? Pozdrawiam wszytkich ciepło.
  • 04.02.09, 22:19
    witam serdecznie. Nanga sytuacja naszych mam była wręcz identyczna
    na początku. U mojej mamusi pojawiły się wcześniej komplikacje.
    Mocne bóle nóg,pośladków, pleców, brzucha. Pewnej nocy mama przeżyła
    koszmar, wymioty i bardzo silny ból brzucha. Rano gdy przyjechałam
    do mamy zobaczyłam, że ma mocno wzdęty brzuch. i zaczęło się. Walka
    o przyjęcie do szpitala, badania, choć na kontroli byłyśmy dwa
    tygonie przed i niby wszystko w porzadku. Okozało się, że jest
    niedrożność jelita. Przygotowanie do operacji, operacja ratujaca
    życie,wyloniona stomia. Świeta i wigilia na OIOM, tragedia. Teraz
    mama powoli dochodzi do siebie. Zaopatrzyłam sie w zioła od Ojca
    Grande z Legnicy i powoli odczuwamy rezultaty. Nanga obserwuj mamę,
    niedrożność jest bardzo niebezpieczna. Życze dużo sił i zdrowia...
  • 15.02.09, 16:11
    Maseja a na jakim etapie jest Twoja mama? po leczeniu? Z brzuchem u mamy jest
    wszystko ok- tylko mało je przez ból. A że niedrożność jest niebezpieczna
    wiem-sama ją przechodziłam. Pozdrawiam ciepło.
  • 15.02.09, 16:13
    Znalazłam już:). A badania jakie miałyście robione? bo ja już nie wiem czy
    lekarze czegoś nie przeoczyli:(
  • 05.02.09, 10:29
    Nanga a jakie badania robiono ostatnio Mamie?
    Czy kregoslup i miednica sa w porzadku?


    --
    Forum
    dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
    Uszate serduszka czekaja
  • 15.02.09, 16:09
    Ostatnio rentgen miednicy- nic nie wykazał, i teraz czekamy na rezonans- po
    wizycie u neurologa. Podobno ma wykazać czy są przerzuty. Ja cały czas mam
    nadzieję że nie, ale mama czuje się coraz gorzej. Nie działają żadne środki
    przeciwbólowe, jak już to na krótko. Brała ketonal, naproxen, teraz dostała
    tramal, mówi że pomaga ale nie na długo. Nie wiem co robić, dziś jeszcze mówi że
    spuchły jej kostki:((( Mama ma wyjechać za tydzień do siostry- do UK,na miesiąc,
    nie widziala wnuków dość długo i mamy nadzieję ze to poprawi chociaż jej stan
    psychiczny.myślicie że to dobry pomysł? Już nie wiem co robić.
  • 16.02.09, 16:25
    Chyba musicie niestety poczekac na wyniki tego rezonansu. Moze
    rzeczywiscie to uszkodzone nerwy tak bola?


    --
    Forum
    dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
    Uszate serduszka czekaja
  • 23.02.09, 21:24
    Jutro rezonans, cieszę się że szybko, ale też się boję wyniku.:((
    spuchnięte stopy- to podobno wynik uszkodzeń naczyń limfatycznych.
    A w środę mama wylatuje na miesiąc, mam tylko nadzieję że będę mogła jej
    przekazać dobre wiadomości.
  • 27.02.09, 14:19
    I nic z tego:(( mama nie da rady leżeć płasko przez 20 minut:( Dziś udało mi się
    zapisać ją na koniec marca, spróbujemy ze znieczuleniem.
    A tak na marginesie, gdyby ktoś potrzebował w miarę szybko rezonans to w
    Poznaniu w klinice medpolonia są krotkie terminy.
    Pozdrawiam.
  • 25.03.09, 08:41
    Cześć Nanga. Jak się czuje mama? Dobrze na mamę wpłynął wyjazd?
    Trzymam kciuki za udany rezonans i życzę duzo, dużo zdrówka.
    Pozdrawiam
  • 25.03.09, 11:16
    Witam maseja,czekałam aż ktoś się odezwie wiem co przeżywasz,mnie
    spotkało to samo znaczy się moją mame,ma zaawansowanego raka z
    jakimś naciekem przymacicza i coś koło odbytnicy inne wyniki ma
    dosyć dobre miała w zeszłym tygodniu jedną brachyterapie ipo tym
    miało być zakfalikowanie do operacji, stwierdzili że się nie
    kfalifikuje na stan zaawansowania.Teraz zalecili tzw.lampy ma być
    ich ok.24.Nie wiem co dalej robić jestem tak roztrzęsiona, i czy te
    lampy pomogą,i zaznaczam że chyba będziemy wozić mame co dziennie po
    80km.do Bydgoszczy.Lekarz powiedział im szybciej tym lepiej,ale czy
    da rade,i czy są jakieś szanse.Prosze was wszystkich bardzo opiszcie
    Mi coś na ten temat.Pozdrawiam was wszystkich
  • 25.03.09, 12:51
    Witaj Skotka. Przykro mi,ze trafiłaś na to forum. U mojej mamy
    podobna sytuacja, najpierw diagnoza rsm IIIB póżniej modlitwa o
    leczenie radykalne. Mama miała lampy i chemie bez operacjii. Skotka
    jedno co Ci mogę podpowiedzieć to przygotowanie mamy do lamp pod
    względem diety, moja mamusia jej przestrzegała, ale chyda zabrakło
    nam szczęścia. Pod koniec leczenia pojawiły się znowu bóle to było
    kolo wrzesnia 2008, nic z tym nie robili,zalecili walkę z bólem.
    Grudzień wystąpiła niedrożność jelit i operacja ratująca życie
    [wyłonienie stomii} znowu ból, cierpienie.Niedawno u mamy zrobiła
    się przetoka i też z tym nic nie robia. Za trzy miesiące do kontoli?
    Mama jest bardzo słaba, na dobrą sprawe leży w łózku od
    października. Tylko toaleta i kąpiel. Ale nie znaczy,że w przypadku
    Twojej mamy ma tak to wyglądać, u nas wystapiło dużo komplikacji,
    jelita są zmasakrowane radioterapią,dlatego zadbaj o diete mamy i
    dopilnuj zeby mama na lampy nie chodziła z pustym żoładkiem.
    Leczenie radykalne ma na celu wyleczyć wię musisz być dobrej myśli i
    ja wierzę, że Wam się uda. Może leczenie podobne, ale każdy organizm
    jest inny. Trzymajcie się i życzę dużo sił. W razie pytań pisz
    śmiało. Pozdrowienia
  • 25.03.09, 15:15
    Bardzo Ci dziękuje za to co mi napisałaś,uwierz mi że się
    popłakałam.Trzymam za was też kciuki,w myślach widze Ciebie jak się
    opiekujesz mamą.Jestem mężatką od 7-lat,z kolei moja teściowa miała
    operacje na raka szyjki macicy miesiąc po naszym ślubie, i do tej
    pory było wszystko dobrze,a teraz są jakieś zmiany na wątrobie i
    zaraz po świętach będzie operowana.Nie wiem jak ja sobie z tym
    wszystkim poradze, do mojej mamy mam 25km.Musze się przygotować na
    wszystko, na otuche dla tesciowej i mojej biednej mamy.Jeszcze raz
    Ci bardzo dziękuje,musimy się trzymać razem.Pozdrawiam.
  • 25.03.09, 16:58
    Skotka przepraszam, ale nie zauważyłam Twojego pierwszego wpisu. To
    mamy podobną sytacje, mieszkam 25 km od mamy i mam syna 4 lata,
    dobrze, że perzedszkola istnieją. Jestem u mamy codziennie. Na lampy
    też razem jeździłyśmy. Tak mi się marzy wyskoczyć z mamą na zakupy,
    spacer. Mam nadzieję, że doczekam się tychb chwil, ale jest różnie.
    Czasami wierzę, że bedzie lepiej, innym razem nie widzę nadzieji.
    Moja mama jest bardzo zmęczona i zniszczona tym leczeniem, ale to
    była jedyna szansa. Teraz staram się mamę pielęgnować, spełniać
    każde życzenie i ograniczać do minimum dyskomfort związany ze stomią
    i bólem. Musisz się trzymać i wspierać mamę w trudnych chwilach. Na
    początku zaniedbałam moją rodzinke bo popadłam w taki dół, że nie
    mogłam się wygrzebać, jestemm rozdarta na dwa domy, ale daję {tak mi
    się wydaje} rade. Jakbys miała ochote pisz. Pozdrawiam Cię gorąco i
    trzymam kciuki za Twoje "mamy"
  • 31.03.09, 21:37
    Dziewczyny dawno nie pisałam, nie mogłam się zebrać. Tak mi strasznie przykro że
    tyle wspaniałych kobiet musi przechodzić taką mękę:((
    Maseja pytałaś o wyjazd- niestety mama jeszcze nie wróciła, zrobił się jej
    zakrzep w nodze i wylądowała w szpitalu:( Strasznie się martwiłyśmy- podawali
    jej leki, krew, sami chyba się przestraszyli i zrobili rezonans- trwało to 3
    minuty i niestety już wiemy że mama ma przerzuty do kości. Tak wygląda
    diagnozowanie i leczenie w wielkiej Brytanii, teraz mam żal i czuję wściekłość
    na lekarzy u nas- można to było wcześniej wybadać, wystarczyło tylko skierowanie
    dać na odpowiednie badanie, trochę się zainteresować, a nie traktować pacjenta
    jak kolejny numerek. Lekarze chieliby mamę zostawić tam, ale moja siostra nie
    będzie mogła jej odwiedzać codziennie- bo szpital by musiała zmienić, więc
    decyzja jest że wraca, tylko jeszcze nie wiemy kiedy ją wypuszczą z tą nogą.
    Strasznie się boję co będzie, bo jest słaba- plecy bolą ją od listopada- więc to
    już na pewno się rozwijało. Nie wiem co będzie naprawdę, mam tylko nadzieję że
    uda się nam bezpiecznie dolecieć do Polski.A psychycznie chyba ma dobre
    nastawienie- w końcu odwiedziła swoje kochane wnuki. Bardzo Was proszę
    trzymajcie kciuki. Zyczę Wam duużo zdrówka, dla Was i waszych Mam. Pozdrawiam
    ciepło.
  • 01.04.09, 10:07
    +Nanga, przykro mi bardzo ze to jednak przerzuty.
    Pomyslalam, ze skoro mama jest w GB, moze, pomimo tego ze
    zdecydowalyscie o powrocie Mamy, mozna by bylo skonsultowac przyszle
    leczenie z tamtejszymi lekarzami, spytac, jak poprowadzono by tam
    leczenie etc, jakie sa mozliwosci. Jesli tylko sa to ludzie otwarci
    na dialog z pacjentem warto to wykorzystac. Wiecie, jak jest w
    Polsce gdzie o kazda informacje trzeba sie dobijac...


    --
    Forum
    dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
    Uszate serduszka czekaja
  • 01.04.09, 12:36
    Tak- też myślałam że to będzie szansa dla niej, ale po pierwsze musiałaby być
    sama w szpitalu- niestety nie zna języka i byłoby to ciężkie, dla niej, dla nas
    też. Po drugie kosztowne- bo chyba raczej nfz nie zapłaciłby za takie leczenie,
    ale poproszę siostrę żeby się dowiedziała jak by to wyglądało- niestety w
    szpitalu w którym mama teraz jest nie mam onkologa, więc nie wiem czy takie
    odpowiedzi otrzymamy. Teraz to tylko bym chciała żeby wróciła, a poruszę niebo i
    ziemię, żeby jej pomóc. I tak sobie myślę czy przypadkiem nie zwrócić uwagi
    lekarzom mamy żeby może jednak bardziej się przykładali do swojej pracy- tylko
    nie wiem czy to coś pomoże. Niestety dla mnie jest tutaj ewidentna wina lekarza.:(
  • 01.04.09, 14:04
    Nanga bardzo mocno trzymam kciuki za Was. Bardzo mi przykro z powodu
    przerzutów, ja obawiam sie również tego u mojej mamy. Szczerze
    mówiąc czekałam od Ciebie na dobre wiadomości. Trzymajcie sie...
  • 09.04.09, 12:31
    Dzięki. Ja też tylko przeszukując fora czekam na dobre wiadomości, niestety nie
    ma ich za wiele. U nas też, jedyna dobra- to że udało nam się wrócić. Jeszcze
    tyle siły miała. Wczoraj byłyśmy u lekarza- niestety powiedział że guz jest
    bardzo duży- ta noga moze być wynikiem ucisku na żyłę. Mama dostała morfinę, i
    zastrzyki na rozrzedzenie krwi. Teraz musimy czekać na wyniki badań z UK bo
    lekarz nam nie przygotował, muszą dosłać.Ale niestety nie jest za ciekawie. Nie
    wiem na co się przygotować, jeszcze ją brzuch boli w prawym boku. Nie mam już
    sił, nawet na płacz.
  • 09.04.09, 15:59
    Nanga współczuje ci u mojej mamy jest podobnie na rezonansie wyszło
    że guz ma ok.5cm.i dochodzi do miednicy małej i operacji nie chcą
    robić,poniewasz mogą uszkodzić kończyne dolną,a nawet może grozić
    amputacją.Jest po jednej brachyterapi,i nic to nie dało, teraz będą
    jak narazie lampy na które będe mame woziła co dziennie po 80km,bo
    na łóżko trzeba czekać przeszło miesiąc musimy dać rade.jak narazie
    czuje się bardzo dobrze.Życze Wam wszystkim wszystkiego
    dobrego,Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych.Trzymajmy Się.
  • 23.04.09, 15:12
    Kochani mam podejrzenie CIN robilam wycinek czekam na wynik i dalej
    nie wiem co jesli wyjdzie CIN II czy III to co powinnam zrobic? Moze
    macie dobrego lekarza onkologa do polecenia w warszawie, gdzie
    najlepiej operuja szyjki czy lepsze wymrazanie, oj mam duzo pytan
    i ... pozdrawiam, magda
  • 23.04.09, 17:46
    Witaj musisz cierpliwie czekać,jeśli będzie przed inwazyjny będzie
    dobrze.Dobra jest klinika Onkologiczna w Bydgoszczy,ja jeżdże tam z
    moją mamą,ale mam tylko 80km.Chorzy tam przyjeżdżają z różnych stron
    polski,wczoraj jak byłam z mamą to rozmawiałam z kobietą z Piotrkowa
    Trybunalskiego.lekarze napewno sami zadecydują co będzie najlepsze
    dla Ciebie.Ja już troche przeszłam z mamą,operować już nie chcą
    tylko naświetlanie i chemoiterapia,i moja teściowa też leży w
    szpitalu miała operacje 7-lat temu i coś się pokazało na
    wątrobie.Ale Tobie życze dużo siły ,ja nie chce pisać ci jak się
    czuje.jak masz jakieś pytania to pisz śmiało Trzymaj się mocno Wiara
    czyni cuda-pamietaj.Pozdrawiam
  • 27.04.09, 14:03
    pewnie czyni, jak 19 lat temu mialam torniel jajnika to pojechałam
    najpierw na wakacje a potem na operacje do szpitala, wiedzialam ze
    bedzie dobrze, wynik histopatologiczny odebralam po 8 latach.
    Pewnie b. nieodopwiedzialnie, ale intuicyjnie wiedzialam ze jest
    ok. wynik to potwierdzil okazalo sie ze byl to nowotwor
    niezlosliwy, a teraz minelo 19 lat od tamtej operacji, mam 3
    dzieci, meza , i wielki strach.... Do Bydgoszczy pewnie nie pojade
    pewnie w warszawie jest sporo miejsc gdzie mozna sie leczyc tylko
    trzeba poszukac, jeszcze raz podpytuje o polecenie, magda
  • 27.04.09, 15:01
    Witam,u mojej mamy zaczeły się badania takie jak;kolokoskopia
    oceniali jak jest zaawansowane,póżniej podstawowe badania,następnie
    rezonans komputerowy na którym widać wszystkie przerzuty na cały
    organizm według tych badań stwierdzą jaki jest stopień-tak mi się
    wydaje,bo np.po tym rez.wiem jakiej wielkości mama ma guza i jest
    zaawansowany.A tydzień temu zrobili przygotowanie do lamp,mianowicie
    tomograf komputerowy i zaznaczyli na brzuchu tzw.tatuaże miejsca
    gdzie bedą lampy.Trzymajmy Się;Pozdrawiam
  • 01.05.09, 15:53
    Magda spokojnie CIN I czy nawet CIN III to nie wyrok , więc nie panikuj
    .....wszystko będzie dobrze napewno
    Ja w ubiegłym roku miałam cytologię IV wycinki wykazały CIN III (rak
    przedinwazyjny ) przeszłam całkowitą amputację szyjki i tyle ..... jestem zdrowa
    , kontrole cytologiczną i kolposkopową mam co 3 miesiące , wszystko jest w
    porządku ....
    Tobie tez zyczę zdrowia , będzie dobrze !!!!
  • 04.05.09, 14:48
    dzieki a mialas robiona elektrokonizacje czy laserem?
  • 05.04.13, 20:21
    witaj ja mam raka szyjki macicy IIB MAM MIEC TEZ RADIOTERAPIE DOKLADNIE CO JAK BEDE WIEDZIEC 10 NAPISZ JAK Z TWOJA MAMA nie wiem co mnie czeka ale jestem dobrej mysli
  • 05.05.09, 21:31
    Witam po długim czasie:( Niestety nie mam dobrych wiadomości, z mamą coraz
    gorzej, ma spuchnięte obie nogi, nie wychodzi z domu prawie wogóle- chyba że do
    lekarza, dziś spuchł jej teź brzuch, ma coraz gorsze wyniki morfologii, już raz
    miała podawaną krew, co dwa tygodnie badamy hemoglobinę- właśnie jutro jedziemy
    do szpitala na podanie krwi znów. Dostaje zastrzyki przeciwzakrzepowe i
    furosemid, ale to nic nie pomaga, Tak wygląda jakby ta opuchlizna
    postępowała,Wiem że nie jest wesoło- może napiszecie jak jej pomóc z tymi
    nogami, ewentualnie co jeszcze mogę zrobić, jak pomóc?? Błagam pomóżcie....
  • 06.05.09, 19:42
    Nanga bardzo mi przykro, moja mamunia odeszła 26 kwietnia, u nas nie
    było problemów z nerkami, bo ta opuchlizna to chyba nerki tak? Nie
    potrafie Ci pomóc. Wnioskuje tylko tyle, że radykalne leczenie
    wyniszczyło moją mamę i przyspieszyło jej odejście i ból. A teraz
    pozostała mi pustka i tęsknota nie do opisania. Mamunia i ja
    miałyśmy wielkie nadzieje a teraz .... Kocham Cie Moja najdroższa
    mamuniu, byłaś bardzo dzielna i zawsze będziesz w moim secu. Nanga
    życzę Ci i Twojej mamie dużo dużo sił
  • 06.05.09, 21:42
    Bardzo mi przykro, nie wiedziałam:( Właśniee zpstawiłam mamę w szpitalu i pani
    doktor nie zostawiła mi już nadziei, to paskudztwo rośnie i uciska moczowody,
    naczynia krwionośne, nie wiem co robić.... Chyba zbliża sie koniec, nas też
    czeka pożegnanie, srasznie się boję tego co będzie...
  • 07.05.09, 17:35
    Dziewczyny trzymajcei sie i wasze mamy tez....
  • 08.05.09, 07:49
    Witam.Moja mama dowiedziała się że ma raka szyjki macicy 18.03.2009
    gr.II b , 01.05.2009 ma już gr.III B jest po naswietlaniach ( 5
    razy) ale to się nie zatrzymuje zalane są moczowody jest zrobiona
    stomia, jaka jest nadzieja....?
  • 09.05.09, 11:52
    Bardzo mi przykro:(
    Widać rak postępuje bardzo szybko, ja trzymam się wersji że nadzieja jest do
    końca. Moja mama ma wodonercze, rak blokuje jej odpływ moczu z nerek, nie wiem
    co dalej może sie zdarzyć,może byś mi napisała jak to wygląda z tą stomią, jak
    można pomóc? Pozdrawiam ciepło, trzymajcie się.
  • 09.05.09, 12:31
    Witam.Moja mama ma obustronne wodonercze, nacieki na moczowody i
    pęcherz-doszło do zatrucia organizmu moczem i została przewieziona
    do szpitala na urologie gdzie wprowadzono do nerki rurkę
    odprowadzającą mocz, objawy były takie że cała była spuchnięta i
    wymiotowała a na koniec problemy z oddawaniem moczu.Koniecznie twoja
    mama musi się znależć na urologii.Pozdrawiam i trzymam kciuki
  • 11.05.09, 16:45
    Witam moja mama ma raka,stopień IVA.Jestem załamana,ale walcze jak
    się da,jest leczona paliatywnie, guz dochodzi do miednicy i do
    odbytnicy.Ma 25 lamp,w tej chwili jest po ośmiu lampach,i jest
    okazem zdrowia miała mieć chemie,ale lekarz zdecydował że jeszcze
    nie dopiero po lampach,bo za duże przesilenie organizmu,lampy i
    chemia naraz.Wieże mocno że troche się uda.Wiara czyni
    cuda.Pozdrawiam wszystkich mocno.
  • 18.05.09, 22:00
    Na temat wodonercza już wiem- na razie dali mamie spokój- mamy badać kreatyninę
    we krwi- i zgłosić się do poradni urologicznej. Zrobiliśmy rezonans- wyszły
    bardzo duże przerzuty w kręgosłupie i złamania patologiczne, lekarze onkolodzy
    już nie będą jej leczyć, nawet paliatywnie:( Nie wiem co robić, ostanio dużo
    śpi, ma zaparcie- i się mi nie przyznała, chciałam zrobić wlewkę, ale ona nie
    chce, piła syrop lactulosum i coś się ruszyło, ale nie do końca, nie wiem czy
    jej nie zaszkodzę teraz tą wlewką?? Pomóżcie
    poza tym chyba poszukam jednak innego onkologa żeby obejrzał ten wynik. Ostatnio
    dużo śpi, nie chce jeść, dziś np zjadła tylko pół banana. Co mam robić?? Lekarz
    z hospicjum przyjedzie dopiero we czwartek, i wtedy będą pewnie wyniki krwi.
  • 22.05.09, 10:23
    Kochana, przed Tobą najtrudniejsze dni.
    Przykro mi to pisać ale przychodzi taki moment ze lekarze niestety
    nic juz nie mogą zrobić.Mama powoli zaczyna odchodzić.Tak samo
    wyglądało to u mojej. Musisz się z tym pogodzić choć będzie ciężko.
    Jak możesz jej pomóc? Zadbaj o dobre leczenie przeciwbólowe,czy Mama
    coś bierze?. Może jest niski poziom hemoglobiny, trzeba będzie podać
    krew.
    Co do tych zaparć to niestety trudna sprawa, moja Mama też je miała
    z powodu morfiny.Do czasu, później zaczęły się biegunki.
    Z jedzeniem był ten sam problem.Kiedy już nic nie chciała jeść
    gotowałam takie kaszki dla dzieci na wodzie.
    Wiesz moja Mama przyjmowała też w tabletkach a później w zastrzykach
    steryd Dexsamethason, przepisał lekarz, czuła się po nim lepiej,
    dodawał jej sił, mogła coś zjeść.Spytaj lekarza z hospicjum.
    Trzymaj się mocno kochana, teraz jesteś jej najbardziej potrzebna.
    Jeśli masz jakieś pytania to pisz.
    Pozdrawiam. Ula.
  • 23.05.09, 20:06
    Witam.Moja mama przez ostatnie 2 tyg. czuła się dobrze ( jest po
    naświetlaniach 5 razy ), wróciło wszystko do dawnego rytmu-
    gotowanie,nawet drobne zakupy, ale zaczynaja powoli wracać
    dolegliwości ,bóle w prawym boku i co najgorsze parcie na odbyt!!!
    jedynie to co jest zadowalające to fakt że mama ma apetyt i
    przestrzega diety. Strasznie się boję że ból wróci jeszcze
    silniejszy niż przed radioterapją a czytałam wlasnie że tak jest, a
    wizyta kontrolna dopiero 16,06,2009 najgorsze jest to że leczenie
    jest chyba paliatywne mimo że jest gr. III A ,sama nie wiem co
    robić :-( Pozdrawiam
  • 23.05.09, 20:14
    Przepraszam pomyliłam się przy stadium choroby mojej mamy jest III B
    A NIESTETY LECZENIE CHYBA PALiATYWNE .POZDRAWIAM
  • 23.05.09, 22:17
    Moja Mamusia odeszła dziś o trzynastej. Jest mi bardzo ciężko.
  • 24.05.09, 15:15
    Witam. Bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy, trzymaj sie
    kochana !!!
  • 25.05.09, 07:04
    Bardzo Ci współczuję.Wiem jak bardzo Ci ciężko.To bardzo
    boli.Trzymaj się kochana, jestem z Tobą.
  • 25.05.09, 09:36
    Łącze się w bólu, wyrazy współczucia
  • 25.05.09, 20:39
    tak bardzo mi smutno wraz z toba, tak bardzo chcialam by sie wam
    udalo, bo mnie tak bardzo teraz braukuje sily by uwierzyc, ze mozna
    jakos uciec ...
  • 25.05.09, 20:37
    witajcie, tez jestem tu nowa, choc problem jak w tytule. moja matula
    od ponad miesiaca jest zdiagnozowana z rakiem szyjki
    plaskonablonkowy nierogowaciejacy IIIb ad IV vertens. poki co
    jeszcze jakos bardzo ja nie boli, a moze udaje, ze ja nie boli... po
    miesiacu czekania przyjeto ja do kliniki w Gliwicach, gdzie czeka na
    decyzje o leczeniu - lampy i ile. sama mysi, ze pewnie juz jej nie
    beda leczyc mimo wszelkich pocieszan i potrzasan nia, zeby byla
    twarda, ze bedzie dobrze, niech sie trzyma. czasem mam wrazenie, ze
    to kupa frazesow o optymistycznym myslaniu, a w sumie moze tot teraz
    jedyna bron przeciw depresji i lekom. wlasnie dzis wykryto na USG,
    ze ma cos w lewej pachwinie, cos co tam byc nie powinno, wielkosci
    1cm11 i ze pewnie, jesli badanie ginekologiczne nic nie wykarze,
    bedzie biopsja. a ja mam nadzieje, ze te lampy powstrzymaja potwora,
    choc na troche, choc na jakies wspolne szalone wakacje, na jakies
    kilka chwil, kiedy spelnimy razem nasze najwazniejsze
    marzenia...coz, Niebieski Szefie wspomnija na nas tu maluczkich -
    orzeciez to lwasnie mamy zasluguja na dluga i pogodna starosc...
  • 03.06.09, 23:21
    witam
    u mojej mamy stwierdzono raka szyjki macicy "narazie na dzien dzisiejszy to jest
    3b" tak mówiła pani doktor 2 tygodnie temu.Mama miała zrobic jeszcze badania nie
    wiem jak sie nazywało to pierwsze badanie ale wyszło ze jelito grube i odbyt ma
    czysty a po tk wyszło ze ma guza wielkosc 68 mm i nacieka na pochwe i na węzły
    chłonne na 13-14 mm nerki, pecherz maczowy ma czysty bez zadnych zmian tez nie
    pisze nic o miednicy tylko ze ma jakis torbiel wodny wielkosci 14 mm na
    wątrobie. Bardzo sie boimy bo z tego co tu piszecie wszystkie to to stadium
    chorby jest praktycznie bez szans.Jutro jedzie do poradni onkologicznej z
    wszystkimi wynikami i dalej to juz pani doktor bedzie decydowała.Ostatnio
    powiedziała ze najprawdopodobniej bedzie miała naswietlania przez 7 tygodni i
    raz w tygodniu chemie.Bardzo sie boje nie moge myslec co to bedzie jutro czy
    moze cos lepszego czy wyrok.:(((
  • 04.06.09, 11:44
    to znowu ja:((((
    nie mam niestety dobrych wiadomosci!!!
    dzis mama była u lekarki ze wszystkimi wynikami i to juz jest koniec ma 4
    stopien raka szyjki macicy kazała jej jeszcze zrobic jakies badania ale
    powiedziała ze jest tragicznie, ona biedna nic nie wie co sie z nia dzieje mysli
    ze jeszcze to jakos bedzie ma cały czas nadzieje a my z siostra widzimy ze z
    kazdym dniem jest coraz gorzej jest coraz słabsza bardzo juz ja boli. Nie wiem
    co robic!!!!!
  • 05.06.09, 12:10
    alu, trzymaj sie, tka pooristu lekarze rak nie opuszcza, na pewno
    zaleca lampy dla zatrzymania potwora, moze nie bedzie ich az przez
    7 tygodjni, ale krotka seria jak u mojej mamy. jest po pieciu
    lampach i dzis ma sie dowiedziec czy podadza jej chemia. pani ktora
    lezyla obok mamy z bardzo zaawansowanym rakiem pochwy, stadium IV,
    ktore miala silne bole i znikala w oczach po lampach, podniosla sie
    po chemii, wrocil jej apetyt, blade ale zawsze rumience i pojechala
    szczesliwa do domu. moze udalo sie go zatrzymac? liczymy, ze u mojej
    i twojej matuli bedzie tak samo. gdzie leczy sie mama?moze zapytasz
    lekarke o leczenie paliatywne? nie poddawaj sie, nie pozwol mmaie
    sie poddac i slabnac - niech sie dobrze odzywia, mimo ze nie ma
    ochoty, to przede wszystkim, niech na dlugo nie zostaje sama z mysl
    o raku, to tez jest niebezpieczne. sciskam cie monciutko, uda sie
    wam, jak nie na nastepne 20 lat, to na piekny rok, moze 3 lata
    cieszenia sie zyciem i soba wspolnie. walcz, wierze w ciebie!!!!!
  • 05.06.09, 19:54
    Ja wiem że trzeba się jakoś trzymac ale tak ciężko tak strasznie cięzko.Na razie
    robi jeszcze wszystkie badania bo sie okazuje że jak już idzie z wynikami to
    zawsze czegos brakuje to już ciągnie sie tak trzy tygodnie.Jutro jedziemy do
    lekarki która pracuje w klinice w gliwicach i boje sie strasznie ze lekarka jej
    powie ze nie ma to wszystko sensu jak mama ma nadzieje że ona ją skieruje od
    razu do gliwic bo póki co leczy sie (jezeli to można nazwac leczeniem) w poradni
    onkologicznej w Bielsku-Białej.Ale juz przygotowywuje się do tego że umrze a ona
    ma dopiero 51 lat jeszcze mogła by z nami troche pozyc a najbardziej sie boje
    tego cierpienia i bólu który juz przezywa i który jej jeszcze przyjdzie
    zniesc.Nie wiem co robic czuje sie taka bezradna najchetniej to bym wyrwała jej
    tego guza jestem taka zła, wsciekła!!!! narazie nie moga jej zrobic lamp
    poniewaz nie ma zrobionego jeszcze jednego waznego badania i boja sie ze bod
    lamp moze jej powypalac dziury w jelicie grubym i moze od tego umrzec.Najgorsze
    jest to czekanie co dalej??????
  • 06.06.09, 12:42
    niedawno odeszła moja mama miała raka jajnika jest mi bardzo cieżko i jak jedna
    z was niepamietam która napisała ze bliżej jej do osób które choruja niż do tych
    zdrowych u mnie jest ten sam problem. Moja bliska koleżanka (ma 34 lata) również
    przyjazniła sie z moja mama choruje na raka szyjki macicy ostatnio ma straszne
    stany depresyjne kiedy tylko zadzwoni telefon biegne do niej żeby ja wesprzeć
    Ona nie chce ze mna rozmawiać o chorobie wiec ja to szanuje tyle co sie
    dowiedziałam ostatnio że ma stopień IIIb wiem ze miała lampy dopochwowe ile nie
    wiem przeczytałam wszystkie wasze posty kurcze i nie wiem czy czegoś nie
    ominełam ale nie ma wzmianki o przezutach w miejsca gdzie ona je ma wykryto
    jej jakies zmiany na watrobie niby to od naswietlań tak powiedział lekarz ale
    na ostatniej wizycie powiedział ze ma coś na jajnikach wiec przepisał zastrzyki
    gentomecynę i kurcze ten drugi zapomniałam ale wiem ze na litere b jest
    strasznie bolesny i oleisty maja one na celu wysuszyc to cos na jajniku ale
    po nim dostała uczulenia zapalenie slinianek. tk nie bardzo chca jej robić bo ma
    uczulenie na kontrast ( opuchlizna całego ciała plamy klopoty z oddychaniem)
    lekarz stwierdził ze jesli te zastrzyki nie wysusza guza bedzie musiała miec
    operacje to wszystko mnie dziwi przecież jak opisujecie tutaj walke z waszymi
    mamami to wyglada to całkiem inaczej niz u niej. o żadnej chemi nie ma wzmianki
    nic ja sama nie wiem co o tym mysleć. Wiem że nic ja nie boli ma siłe werwe tak
    jakby była osoba całkowicie zdrową, nie przyjmuje żadnych leków przeciwbólowych.
    Może kiedy bede u niej uda mi sie zerknąc w wyniki i karte od lekarza chodz
    wiem że ona chce uciec od choroby i zachowywać sie jakby jej nie było nie chce
    poprostu o niej rozmawiać. Mojej mamy leczenie przebiegało całkiem inaczej wieć
    nie mam sie na czym wzorować pomożcie i powiedzcie co o tym myslicie
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 08.06.09, 07:15
    wiem, ze latwo sie mowi, ciezej wprowadzic w czyn, ale raka nie da
    ise pokonac obojetnoscia. najwazniejsze w chorobie mojej mamy bylo
    zaakceptowac walke z rakiem, nigdy nie bala sie nazywac swej
    choroby, nikt w domu nie stara sie uzywac suplementow dla nazwy rak.
    czasem tlyko mama powtarza, ze pokona tego gada i walczy. moze uda
    ci sie namowic kolezanke na rozmowe z terapeuta, moze latwiej jej
    bedzie porozmawiac z kims "neutralnym" niz bliskim - poczucie, ze
    sie obarcza problemem innych jest trudne do zniesienia, jeszcze
    gorsze jest pewnie wrazenie, ze ludzie przygladaja nam sie z
    litoscia, bo jestesmy chorzy. pewnie dlatego ucieka od rozmowy, moze
    boi sie przyznac, ze rak jest smiertelny i ciezko jej z tym walczyc.
    ja wiem jedno - jak najwiecej informacji o wrogu wzmaga nasz opor,
    bo wiemy co jesc, jak myslec, jak opierac sie na innych, o co pytac
    lekarza by domagac sie swych praw. lekarze sa obojetni wobec
    obojetnosci pacjentow - moje wrazenie. sprobuj ja wybadac, a moze
    niech przyjedzie nas odwiedzic? moze jesli poczyta o przypadkach
    innych osob bardziej sie otworzy? tutaj oprocz smutnych historii sa
    rowniez te, ktore koncza sie pozytywnie. i jeszcze jedno - rak
    szyjki macicy to niestety oznacza czesto dla kobiet niewiernosc ich
    mezczyzn - 20 lat w zwiazku z jednym partnerem i nagle obecnosc
    wirusa i rak i poczucie, ze za glupote facetow kobieta umiera w
    cierpieniu. to tez jest nielatwe do zniesienia w przypadku raka
    szyjki. generlanie strasznie tego duzo nie tylko dla ciala ale i
    duszy. pogadaj z nia. zycze powodzenia i odwagi twej przyjaciolce!
  • 08.06.09, 18:02
    Kwiatek jak ja ci zazdroszcze tego optymizmu.Chciałabym wierzyc że wszystko
    bedzie dobrze i czasami wierze ale później przychodzi chwila zadumy i głupia
    myśl na ile osób my stype zrobimy.Mój mąż się ze mną kłóci że nie mogę tak
    myślec przecież to tak jakbym ją już skazała na śmierc a ja staram sie wierzyc
    że będzie z nami jeszcze pare lat.Lekarze to znieczulica okazało się że mamę
    powinni byli przyjąc natychmiast do szpitala onkologicznego Bielsku-Białej i tam
    jej zrobic wszystkie potrzebne badania i zacząc szybko jakos reagowac tak
    powiedziała mamie pani doktor która pracuje w klinice w Bytomiu i mama jedzie
    już 16 czerwca zrobic reszte potrzebnych badan i mamy nadzieje ze do Gliwic bo
    jeżeli nie to to będzie znaczyc koniec.Lekarka w bielsku powiedziała mamie że
    nie nadaje sie już do operacji a pani doktor z bytomia stwierdziła że teraz nie
    wie czy pierwsze zastosują chemie i operacje czy na odwrót.To teraz nie wiem kto
    ma racje.Boję się bardzo że mamusia bedzie tam sama bo dośc daleko mieszkamy i
    że bedzie cierpiec, ale z drugiej strony myślę że lepiej jak tam jedzie i ŻE COŚ
    NARESZCIE SIĘ RUSZY niż bielsko i kolejne badania i kolejne przeswietlenia i
    dalej nic nie robią
    BOŻE POMÓŻ NAM I WSZYSTKIM KTÓRZY ZMAGAJĄ SIĘ Z TYM CIERPIENIEM.
  • 08.06.09, 19:50
    dziewczyny teraz przed chwilą przeczytałam o jakis wlewkach z czarnej kawy i że
    niby pomagają przy raku szyjki macicy zaawansowanym nie operacyjnym.Ze jakiejs
    tam babce robili i miała dwie masy guzowe które zaczeły sie zmniejszac.
    Ja wiem że to głupie ale co wy o tym myślicie?
  • 08.06.09, 20:50
    to znowu ja
    zwariuje nie mogę przestac o tym myślec że moja mama jest tak bardzo chora
    dlaczego ona
    ma 51 lat i co teraz jeszcze mogła by sobie pożyc z 20 latek a tu co najgorsze
    to jest to że dzis usłyszałam od mamy jak ją jej kuzynka obgadała że jak się nie
    chodzi po lekarzach to tak się dzieje,że jakby chodziła tak jak ona chodzi to by
    jej nic nie było, myślałam że mi serce pęknie.Ona tak już cierpi boimy z siostrą
    co będzie za jakiś czas.
    Powiedzcie mi czy przy 4 jest jeszcze możliwe jakies życie.To jest najgorszy
    czas w moim życiu ile bym dała żeby go cofnąc boję się że jak już pójdzie do
    tego bytomia to że już do nas nie wróci.
  • 09.06.09, 07:01
    alu kochana, nie ma mi czego zazdroscic, nie jestem optmyistyczna
    tak bardzo jakbym chciala, do tego mieszkam ponad 1000km od moich
    rodzicow, a telefonicznie trudno miec dobry oglad na sytuacje. ale
    duzo rozmawiam z mama, nie ukrywamy, ze rak to cos strasznego, ze
    leczenie jest ciezkie (moja mama miala wlasnie dwie chemie i od 3
    dni jedyne co jej organizm przyjal to herbata z cukrem i cytryna,
    nawet mycie zebow powoduje torsje i wymioty), ze bedzie na pewno
    trudno, czesem dopada mnie naprawde dol i mam wrazenie, ze
    najgorszego nie przezyje - zyleta i koniec, ale to na moj wlasny
    uzytek. bo trzeba wspierac mamy, nie mozna sie rozczulac nad soba,
    trzeba nad mama sie trzasc! co do 4 stadium to zalezy od lekarzy -
    moja matula wlasnie wrocila z gliwic, nastepna wizyta na 26 czerwca,
    kolejna chemia, wiec do tego czasu trzeba bedzie jakos dopilnowac
    wagi, zeby miala dobra morfologie i samopoczucie. bardzo wazna jest
    dieta - musisz dbac o mamy wage, bo w szpitalu pozniej jest docs
    ciezko, musi byc zapas energii na smutne godziny lezenia w lozku z
    ciezkimi myslami. postarja se ja czyms zajac, moze szczerze
    pogadajcie, moja mama juz zaplanowala swoja stype (powiedzialam jej,
    ze lepij by sie tym zajela za jakies 20 lat, bo ja do tego czasu
    wszystko zapomne, wiec szkoda czasu tracic, ale jesli chce o tym
    pogadac no to ok. zazyczyla sobie rekawiczki na przyklad, hmmm). to
    wazne, byc szczerym i sie nie bac, strach tez zabija. alu, ja cie
    bardzo wspieram, tym samym wspieram siebie. przed nami wyboista
    droga, ale ona tak nagle ksonczyc sie nie moze, zaufaj mi. no to
    wsawaj, idziemy reka w reke, do przodu ....jest zawsze troche slonca
    gdzies na horyzoncie
  • 09.06.09, 14:54
    Ala, pomijajac ze kuzynka ma wyjatkowy brak empatii to na dodatek
    mija sie z prawda. Moja Mama robila co roku wszystkie badania i
    cytologie i dorobila sie zaawansowanego raka szyjki.
    Nie wystarczy chodzic do lekarza. To jeszcze musi byc dobry lekarz.

    Strasznie wam wspolczuje dziewczyny i z calego serca zycze wielu sil.

    --
    Forum
    dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
    Uszate serduszka czekaja
  • 09.06.09, 18:52
    Ala to prawda co pisze balbinka moja mama jezdziłĹa regularnie na
    badania i miała usg bo pojawił sie problem z macica dopiero przy
    operacji sie okazało co jest grane (rak jajnika z przezutami) a
    leczyla sie dobre 3 lata mojej mamie lekarz dawał 4 miesiace życia
    ale ze wzgledu na młody wiek moja mama miała wtedy 51 lat zalecił
    wizyte w centrum onkologi w gliwicach tam wyslano nas w pobliżu
    miejsce zamieszkania czyli w Rybniku mame prowadził ordynator ze
    swietna lekarka miała wsparcie z naszej strony i również wsparcie
    lekarza ktory wszystkiego jej nie mówił troche nawet oszukiwał żeby
    mama wychodziła w miare dobrym stanie psychicznym psycholog był przy
    kazdym wlewie i przez to mogłam sie cieszyc mama przez 4 lata a
    nie dawano jej nawet 5 % wiec sama zobacz ile robi samozaparcie i
    pozytywne myslenie powiem cos jeszcze gdybym trafiła tu na forum
    szybciej możliwe że moja mama by jeszcze żyła bo połowy tego co
    mogłabym zrobic nie wiedziałam nie winie sie za to bo wiem ze w
    ostatnich dniach mama bardzo cierpiała i nie wiem czy dała by
    efekty moja wiedza nie chciałabym żeby ten ból i to co ona
    przeżywała bylo dalsza wegetacja chodz moje marzenie jedyne jakie
    byo było by mama wyzdrowiała.wiedziałam że może być zle wiedziałam
    że może być lepiej nie pokazywałam przy niej strachu ani smutku
    byłam ciagle ta sama osobą jaka mama mnie zna po nocach płakałam do
    poduszki żeby nie słyszała kiedy dobrze sie czuła zabierałam ja w
    góry do kampingu do miejsca gdzie mozna wypoczac tam nabierała sił
    do dalszej walki. Mama zmarła 8 marca w wielki dla niej dzień
    urodziła sie również w wielki dzien w nowy rok i jak te dwie daty
    sa ważne bo z jedną swietujemy coś co sie zaczyna drugą swiętujemy
    osoby które sa całym światem dla innych ktore dają życie święto
    Kobiet i tak wielka osoba jak te daty była moja mama pomagała tym
    którzy nie mieli odejmujac sobie nawet ksiadz w czasie pogrzebu sie
    zdziwił że tyle osob uczestniczyło w jej ostatniej drodze bo tyle
    osób ją kochało dała przykład innym jak postepować i podczas
    choroby mówiła o niej przez to chyba z 30 kobiet teraz może cieszyć
    sie życiem zdrowym życiem mimo że tez regularnie sie badały wieć
    mozesz tej kuzynce powiedziec ze czasem lepiej dwa razy pomyslec co
    sie powie niż mówić bzdury. Teraz dla mamy musisz byc osoba która
    jest silna pokazać jej musisz że dasz rade wtedy i ona da rade nie
    wiem co bedzie na koncu ale liczy sie teraz juz . życze twojej mamie
    duzo zdrówka tobie duzo siły i żebyście obie daly rade
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to
    jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy
    pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 09.06.09, 23:28
    dzięki dziewczynki za to że jestescie takie kochane z mamą za bardzo o tym nie
    gadamy wie że jest źle bardzo źle ale staramy się zachowywac normalnie tak jakby
    się nic nie stało póki co to do wtorku bo wtedy jedzie już do bytomia,z siostrą
    rozmawiamy na ten temat ale ja dużo czytam a ona stara się jak najmniej o tej
    chorobie wiedziec.Mieszkam od mamy 2 km i jestem u niej codziennie po pare
    godzin,jak z nią jestem to nie myślę o tym że jest chora ale jak tylko
    przyjeżdzam do domu to od razu te głupie myśli o śmierci i wogóle.Boję się też
    bardzo tego że nic z jej chorobą nie będą robic, że poprostu postawią na niej
    krzyżyk.Ale dziewczyny jedno wam powiem nasza służba zdrowia jest spoko dopóki
    się nie choruje a jak zachorujesz to chodzenie proszenie się tragedia, człowiek
    czuje się taki obdarty z godności.Przeraża mnie to,mama jak zaczęła jeździc
    doporadni to pani doktor powiedziała jej że ma zrobic kolonoskopie i od razu nam
    powiedziała że jak mamy jakiegos znajomego lekarza to zeby sobie to załatwiac bo
    na to badanie w bielsku czeka się pół roku,aha i jak mama bedzie miała przeżuty
    w tym jelicie to nie będą jej za bardzo naświetlac bo może jej dziury powypalac
    i może na naswietlaniach umrzec.Nie rozumiem tego i boję sie bardzo ale póki co
    wierze że moja mama i twoja kwiatku pożyją z nami jeszcze pare lat.
  • 10.06.09, 06:52
    dzieki alu, wlasnie o to chodzi, bysmy sie wzajemnie wspieraly i
    wierzyly, ze sie uda wygrac naszym cudownym mammo z potworem. ja
    akurat mam torche odla - jade do odmciu w przyszlym tygodniu i juz
    zakasuje rekawy, zeby jakos zebrac mame do kupy. w zasadzie moze nie
    jest zle, ale zawsze jak dzwonie to ona spi albo nie ma sily dluzej
    porozmawiac, ma bardzo sile torsje i wymioty - boje sie, ze straci
    na wadze, a to oczywiscie bylby bardzo zle. chemia jaka dostala
    bazuje na cisplatynie, ale jest pomieszana jeszcze z czyms, a pani
    dokrot rapewnila mame, ze trzeba gada zlapac wlasnei teraz, dlatego
    leczenie jest ciezsze niz bylo przewidziane. chyba duzo pomogly
    lampy, ktore spowodowaly lekkie cofniecie sie raka. trudno mi sie
    tym cieszyc tak pelna geba, ale w duchu troche lzej. zreszta to
    pewnie dopiero poczatek walki! alu, nagorszy okres to byl wlasnie
    ten przed szpitalem - mama czekala miesiac na przyjecie do gliwic -
    na skierowaniu do szpitala napisali , ze bedzie jej sprawa
    rozpatrzona jak ewentualne przyjecie - mama myslala, ze ja wysla do
    domu i tyle. a jednak podjeli walke, matule to tez wzmocnilo na
    duchu. mimo wiec ze tobie teraz ciezko przychodzic przez te
    wszystkie badania, to juz za jakis czas powinno byc lepiej. dbaj o
    mame, szczegolnie o diete - powiedz jej co powinna jesc i jak. ja
    mowie zawsze mamie tak - sluchaj, przeczytalam w internecie o
    podobnym przypadku i pani mowila, ze dieta powinna byc takak i
    siaka. ze na bole to to, ze chemie przeszla tak, a inna osoba
    mowila, ze ... widze, zep omaga mamie wiedziec, ze inni choruja, ze
    dziela sie spotrzezeniami i wiedza, ze sa osoby, ktore wyszly z raka
    w podobnym stadium. to wazne, sprobuj w ten sposob, moze mamie zrobi
    sie lzej, poki co jest pewnie sama ze swoja choroba, was tez chroni.
    powodzenia, przytulaj mame ile sie da i nie daj jej zbyt dlugo sie
    zamartwiac. chyba trzeba myslec, ze bedzie dobrze, takie myslenie
    udziela sie innym!!! duzo sily i waszego wsparcia zycze twej mamie.
    niech beda z nami jeszcze dlugo dlugo nasze cudne matule!!!
  • 11.06.09, 13:34
    Dzięki za wiadomośc:))
    Czuje się taka bezsilna,chciałabym coś zrobic ale nie wiem co!!!!!:(((
    tak się boję tego Bytomia co tam bedzie czy wogóle będą ją jakoś leczyc.Mama od
    tygodnia spi po pare godzin w nocy a zaczęła coraz więcej w dzien spac.Co to
    znaczy? Gdyby można było cofnąc ten cholerny czas.Ja za bardzo na wyzdrowienie
    nie licze ale niech mi któras powie ile mama jeszcze może pożyc?Dziś od siostry
    córeczka ma roczek i powinna to byc szczęśliwa chwila ale ten
    pier...(przepraszam) RAK wszystko niszczy,jestem taka zła na tą naszą bezsilnośc
    ze nic nie możemy zrobic tylko czekac co się stanie!!!
  • 12.06.09, 13:12
    Witaj Alu.Moja mama ma 65lat,zachorowała ma st.IVA,jak się
    dowiedziałam o tym,to niemogłam się pozbierać schudłam w krótkim
    czasie 6kg.Przez te załatwianie w klinice nie mogłam się opamiętać
    że ja tu jestem z mamą.Guz dochodzi do miednicy małej i nacieka na
    odbyt,w tej chwili skończyła 30 lamp, i jest okazem zdrowia nic ją
    nie boli,gotuje obiady ,pieli w ogródku,sprząta sobie jeżdzi do
    rodziny do znajomych po to żeby zapomnieć o tym wszystkim,tak
    naprawde nie wie do końca czy guz gdzieś przechodzi,lampy znosiła
    bbardzo dobrze i co jeszcze woziłam ją codziennie po 80km,ale dieta
    musi być,mama bardzo przestrzegała chociaż nieraz skusiła sie na
    coś, to zaraz miała biegunke.I co jeszcze miała mieć chemie,ale
    wyniki z morfologi były troche zawsze za słabe,chociaż jak pisałam
    czuje się dobrze ale wiadomo lampy zawsze osłabiają organizm.Nasza
    pani doktor zleciła na 18 brachyterapie tzw.naświetlanie do zewnątrz
    i powiedziała że zobaczymy co zdecyduje tamten lekarz czy chemia
    będzie czy nawet nie potrzebnie.Ale ja myśle że w tych przypadkach
    chemia musi być nie wiem co o tym myślec,czy nie chcą już dac.7lat
    temu zachorowała moja teściowa też na to...i było wszystko dobrze,
    ale miała operacje,i po tych 7-latach coś się odezwało na wątrobie,i
    to wszystko w jednym czasie moja mama i teściowa razem jezdziłyśmy
    do kliniki do bydgoszczy.Teraz teściowa jest już miesiąc po operacji
    i jest wszystko dobrze nic rakowego nie ma.Zaczełam brać tabletki,
    bo nie mogłam sobie poradzić moja mama i teściowa.Ale wziełam się w
    garść i zaczełam mocno wierzyć że się uda i walcze jak się
    da,przeciesz nie można się poddać niech to RACZYSKO wie że ma WROGÓW
    takich jak my,że MY nie odpuścimy mu.Pamiętajmy WIARA czyni cuda i
    modlitwa.WIERZMY w TO że się uda.Trzymajmy się razem,POZDRAWIAM WAS
    GORĄCO.PAMIĘTAJCIE WIARA...............Pa.
  • 10.06.09, 09:21
    Alu, wysłałam Ci wiadomość na priv - zajrzyj.
  • 12.06.09, 20:20
    tak masz racje skotku ale i tak każda z nas bardzo sie boi.Ja się bardzo boję a
    najbardziej końca roku bo nie wiem co mnie do tego czasu czeka.Jak czytam ile
    kobiet w ciągu roku umiera na raka szyjki macicy to modlę się żeby mama nie
    znalazła się w tej liczbie.Tak mi jej szkoda bo nie miała łatwego życia i
    jeszcze ją to dopadło.Nigdy nie była do końca szczęśliwa ale wdzięczna jest Bogu
    że my z siostrą ją wspieramy,że teraz jak jej tak ciężko że jestesmy przy
    niej.TAK BARDZO MARZE ŻEBY WYZDROWIAŁA.
  • 13.06.09, 12:59
    wysłałam Ci wiadomosc zajrzyj
  • 13.06.09, 13:40
    Dokladnie dziewczyny wiara czyni cuda trzeba wierzyc do konca i zarażać nia
    jednym sie udaje drugim nie ale my tak naprawde niewiemy komu sie uda dlatego
    wszyscy musimy wierzyc nie jedno swiat widział niejedne przypadki były z
    zerowymi szansami a co sie stało biegaja zyja pełnią życia a choroby nie ma
    znikneła moim zdaniem polowa sukcesu to wiara i psychiczne nastawienie że
    bedzie dobrze Dlatego wszystkim Mamą córką synom Mężom życze duzo wiary nadzieji
    i sił
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 13.06.09, 14:03
    Edzia ale jak tu wierzyc jak lekarz ci powie że nie ma szans na wyleczenie!!!
  • 14.06.09, 19:17
    Jak tu wierzyć???
    Ja usłyszałam że nie ma szans na wyleczenie chyba sześć razy, od sześciu
    lekarzy, ostatni raz w wieczór przed śmiercią mamy- nie wierzyłam do końca- mama
    nie czuła się tak tragicznie, cały czas miałyśmy nadzieję, a ten lekarz
    powiedział do mnie- niech pani da jej umrzeć- i tak nie wierzyłam że to się
    stanie...Odeszła w ciągu 12 godzin, a nawet nie pomyślałam chwilę przed jej
    śmiercią że to może być już...
    Nie odpuszczajcie lekarzom, starajcie się naciskać na leczenie i badania
    dokładne, Ja do teraz mam wyrzuty sumienia że nie pomyślałam żeby zrobić jeszcze
    coś..., może do innego lekarza trzeba było, może do innego szpitala, może trzeba
    było zadzwonić po pogotowie, choć mama się nie skarżyła.Ciężko żyć z tą
    świadomością, że było się bezradnym.
    I wierzcie że będzie dobrze, przecież komuś musi się udać, limit złych zakończeń
    chyba się już wyczerpał, mam nadzieję.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam.
  • 14.06.09, 21:09
    Tak się boję
    Mama we wtorek jedzie do Bytomia najbardziej w tym momencie boję się że ona tam
    będzie sama bo mieszkamy dośc daleko i ja i siostra mamy małe dzieci.
    Najgorsze to jest to że w obliczu takiej tragedi musimy życ normalnie zajmowac
    się domem chodzic do pracy.To jest takie beznadziejne człowiekowi wali się swiat
    na głowe a musimy si normalnie zachowywac.
    BOŻE BŁAGAMY!!!!!
  • 15.06.09, 20:32
    Kwiatek co tam u Was czemu nic nie piszesz?
  • 16.06.09, 07:15
    witaj alu, jestem tutaj kazdego dnia i czesem chcialabym napisac cos
    naprawde optymistycznego, bo wiem jak sama potrzebuje podobnych
    wiesci, ale jakos ciezko jest mi ostatnio. pewnie dlatego, ze mama
    daleko. jade do rodzicow w czwartek, bede wtedy miala prawdziwy
    obraz sytuacja. poki co z rozmow telefonicznych - mama po chemii
    bazujacej na cisplatynie, ale pomieszanej z roznymi innymi srodkami
    (mama podobno gdzies wszystko zapisala, wiec podam wiecej szczegolow
    pod koniec tygodnia) przez tydzien nie potrafila przelknac nic
    innego jak herbate z cytryna, teraz powoli wraca do siebie. ale
    niestety chyba pojawily sie skutki uboczne lamp - jakies biegunkowe
    sprawy. podejrzewam, ze tydzien glodzenia przypomnial jelitom o
    lampach i oto efekt. mama schudla i mimo ze teraz je, to nie potrafi
    odbudowac wagi, a nastepna wizyta w szpitalu 26.06. przygotowalam
    sie na tydzien pracy nad mama - opieka kucharska, psychologiczna i
    rozrywkowa, na ile sie da. wiem, ze my dzieciaki naszych mam
    potrafimy im pomoc zapomniec o chorobie. to naprawde cos ekstra.
    alu, moge ci tez powiedziec (jestes pewnie mlodsza ode mnie, bo ja z
    rocznika 77), ze wnuki dla mam to cudna sprawa, warto wykorzystac te
    emocje do walki. moja mama niestety nie ma jeszcze wnukow i jakos
    nie moze tego przebolec - wiem, ze brak nam tego argumentu do
    wzmocnienia jej checi do zycia. dlatego glowie sie zawsze nad czyms
    nowym. a jak u ciebie alu - jak mama sie czuje, przypomnij mi, kiedy
    macie wizyte w szpitalu i czy juz wszystkie badania uzbierane? wiem,
    ze kazdy przypadek naprawde jest inny... czasem sie tym pocieszam,
    czytajac te wszystkie smutne historie wojen przygranych. no ale cuda
    tez sie przeciez zdarzaja! no i nie jestesmy sami, ja mam ciebie -
    musimiy sie wspierac i byc twarde za nasze mamy!
  • 16.06.09, 12:35
    Kwiatek o to ty jestes mojego rocznika:) ja niestety nie mam dzieci ale to
    prawda wnuki daja duzo moja bratanica biegała wkoło mojej mamy robiła jej masaze
    z kremu ona inaczej odbierała chorobe babci chodz jest naprawde mądrą
    dziewczynka druga babcia choruje na zaawansowana cukrzyce która wyniszczyła
    organizm wiec bardzo czesto wpada w spiaczki cukrzycowe majac 4 latka wiedziała
    jak sie postepuje i uratowała babci zycie. moja mama odzyskiwała siły widzac jak
    mała kreci sie po domu i woła moja mame po imieniu bo jak sama stwierdziła ze
    babacią bedzie wtedy jak bedzie stara i bedzie chodziła o lasce :) wszyscy sie
    z tego smialismy mama z usmiechcem mówiła ze bedzie wiedziała kiedy sie
    zestarzeje hihihi bo wnusia ja o tym poinformuje niestety nie doczekalismy sie
    tej chwili bo mamy juz nie ma :( ale pozostały własnie takie piekne wspomnienia
    a mama czuła sie wtedy wspaniale
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 16.06.09, 12:26
    Ala mojej mamie dawali max 4 miesiace a zyła 4 lata i powiem ci jeszcze jedno
    gdybym wczesniej znalazła to forum niewykluczone ze mama zyła by do dnia
    dzisiejszego teraz widze ze pare rzeczy lekarze zbagatelizowali a ja szary
    człek ufałam im bezgranicznie oni działaja tasmowo my w trosce o swoich
    najbliższych walczymy do konca i własnie takie forum jak te w tym pomaga i daje
    wiare ze nalezy walczyc nie tylko z choroba ale także z lekarzami
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 16.06.09, 15:12
    Edzia to pocieszające bo na dzień dzisiejszy cztery lata to dla nas bardzo
    dużo,ale wracając do tego co mówią lekarze to znam panią chorą na RSK której
    dawali lekarze max jeden rok a żyje już 11 lat i to są te nasze małe cuda.
    Kwiatku tak się ciesze że się odezwałas,dziś byłam odwieź mamę do szpitala do
    Bytomia mają jej zrobic tą nieszczęsną kolonoskopię na którą w bielsku czeka się
    pół roku.Najprawdopodobniej będzie miała operacje i teraz nie wiem czy przy tym
    stadium raka jest ona możliwa.W bielsku Pani doktor powiedziała że operacja nie
    wchodzi w grę a w bytomiu że ją bedzie miała.Tak się martwię bo mieszkamy dośc
    daleko i mam małe dzieci(dwóch chłopaków 3 latka i 1,5 roku) siostra też ma małe
    dzieci i nie jestesmy w stanie tam często dojeżdzac ale jakoś to trzeba
    przeżyc,jutro będę wiedziec coś więcej to wam napisze. Kwiatku jestem rocznik 79
    czyli już tez 30 latka:)
  • 16.06.09, 17:03
    Alu,moja mama nie miala kolonoskopii, jakos tak wyszlo, ze lekarze
    uzgodnili leczenie na podstawie TK i USG, no i oczywiscie biopsji z
    szyjki. zycze pozytywnych wynikow z badania!!! co do operacji -
    wiem, ze mojeje mamie ginekolog zaraz na poczatku powiedzial
    (stadium IIIb), ze na tym petapie operacje nie jest mozliwa, ale
    moze po lampach, jelsi uda sie zlapac potwora, to bedzie go mozna
    usunac. jelsi lekarze zdecyduja nao peracje, to znaczy, ze potwor
    sie nie rozprzestrzenil jeszcze za mocno i uda sie go usunacc.
    bardzio zycze twojej mamie tej mozliwosci. przygotuj sie tez na
    mozliwosc lamp - poczytaj o diecie, bo to bardzo wazne i poki co
    pilnuj mamy jadlospisu, zeby nabralo mimo sytuacji sily. sama wizyta
    na oddziale onkologicznym to smutne przezycie dla zdrowych, chorzy
    maja kslonnosci do porownywania swoich objwawow z innymi i
    wyciagania czarnych wnioskow. tak przynajmniej troche bylo w wypadku
    mojej matuli, zreszta polozyli ja na sali nr 13! nie jest specjalnie
    uczulona na czarne koty i trzynastki, ale zaraz wymyslila teorie o
    sali-umieralni... pozniej bylo lepiej. poki co starma sie torche
    tobie podpowiedziec, czego w ostanich tygodniach sama sie
    dowiedzialam. moze pomoze. ja czekam niecierpliwie wyjazdu do domu,
    choc boje sie, ze mama jest torche zbyt podlamana ostatnio i bole,
    ktore minely po lampach wrocily, choc wciaz sa do opanowania
    ibuprofenem. napisz jak tama u mamy po zabiegu i co proponuja
    lekarze. na pewno nie zostawia was bez nadzieii, a to bardzo wazne!
  • 17.06.09, 21:31
    to ja
    niestesty nie mam dobrych wiadomości,dziś moja mama miała robione te badania i
    póżniej lekarz wezwał ją do siebie.Powiedział że jak chce jeszcze troche pożyc
    to nie może miec robionej operacji,ponieważ ten guz sie rozpada(co to znaczy?)
    jutro jedzie rano na konsultacje do Gliwic i ewentualnie ustalac jakis termin na
    naświetlania(myślicie że będą z nią wogóle coś robic?) Biedna się zmartwiła że
    już nie ma dla niej ratunku i panie z którymi leży na sali opieprzyły ją że ma
    myślec pozytywnie.Jedna Pani jak poszła do lekarza to miała już miała guza o
    wielkości ok.15 cm(możliwe to by było?) i dużo małych guzków w różnych narządach
    a teraz jest po kolejnych naswietlaniach i przyjechała z Gliwic do Bytomia na
    kolejną operacje.Jestem tak roztrojona nerwowo,moje biedne dzieci tylko na tym
    cierpią.
    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
  • 18.06.09, 06:01
    alu, badz dzielna. niestey lekarze czasem jak cosp owiedza, jak
    palna... mojej matuli jeden powiedzial: niech sobie pani zapamieta,
    zycie to nie gra komputerowa, ma sie tlyko jedno!. ekstra, kobieta
    przeraozna, za umiera, a on jej wyjezdza z takim haslem. ten lekarz
    od twojej mamy tez jest jakis bardzo delikatny. skurczybyki, ciut
    wiecej empatii. a moze nie mam racji, ale to boli jak ci lekarz,
    czlowiek, ktry ma dac nadzieje do dalszej walki, tak "wesprzw" na
    duchu. alu, nie martw sie, i tak najwazniejsze sa w RSM
    naswietlenia, czasem pomaga chemia, ale najpierw lampy. jelsi jedzie
    do gliwic, to jak moja mama-na skierowaniu miala napisane, ze na
    nastepnej wizycie rozpatrza jej ewentualne przyjecie, myslala, ze
    otk oniec, ze zostlao jej hospicjum. pani ordynator geînekologii
    onkologicznej zaptyla mame tlyko czy chce ise leczyc. matula
    powiedziala, ze tka i ja przyjeli. na poczatku miala USG, badanie
    krwi, a pozniej decyzja o lampach. po pieciu lampach (rak
    zaawansowany, decyzja o leczeniu paliatywnym) dobre wyniki, wiec
    zapodali bardzo silna chemia. teraz mama dochodzi do siebie, ale
    powoli, dzis wreszcie ja uscisne i postaram sie przekazac caly zasob
    swiezej energii, ktora tak zbieram na wizyty w domciu. musisz teraz
    szczegolnie zaopikowac sie mama - dobra dieta, niech mama troche
    przytyje, bo to wazne przed pojsciem do szpitala. jedz z mama, jelsi
    mozliwe, w razie czego nacisnij na lekarzy. wiem ze na oddziale z
    mama lezala pani z nowotworem pochwy IV i nie chcieli jej podobno
    przyjac, ale maz sie upieral i udalo sie - miala lampy, a pozniej
    chemia i podobno bole, z ktorymi sobie nie radzila juz,
    przeszly.mama miala do niej zadzownic, dowiem sie wiecej w domciu.
    chce cie pozytywnie naladowac- nie mozna o raku myslec jak o wyroku,
    bo nie chcialoby sie juz nam zdrowym nic wiecej poczac, a to na nas
    wlasnie licza nasi najblizsi. wiem, zew mowie sloganami, ale
    jednoczesnie wierze ,ze moja sila jest po czesci sila mamy. niech
    nie czuje sie sama. pozdrawiam, odezwe sie jak bede miala nowe
    wiesci. modle sie do Niebieskiego Szefa za nasze mamy, alu, On
    potrafi zdzialac cuda!
  • 18.06.09, 20:27
    kwiatku moja mama dzis przyjechała z bytomia do domu.
    operacji nie beda jej robic poniewaz jest za późno ale za to była dzis w
    gliwicach umawiac sie na naswietlania.jedzie 14 lipca troche długo male takie sa
    terminy lekarka która ją skierowała do bytomia powiedziała ze nie mogła lepiej
    trafic niz gliwice, ale wiesz z czego się dzis ucieszyłam z jej wypisu z Bytomia
    "ca colli uterii 3b" z tego 3b bo w bielsku lekarka powiedziała mojej mamie ze
    ma 4 wiem ze nie ma sie z czego cieszyc ale to zawsze wieksze szanse może nie na
    wyleczenie ale może troche dłużej z nami pobędzie.Boje się jeszcze jednego żę
    beda ja leczyc paliatywnie ale tam lekarz powiedział drugiej pani (tez ma 3b) ze
    może nawet leżec 2 miesiace.To może nie będzie tak żle.Trzymam kciuki za Was i
    za Nas.
    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
  • 20.06.09, 22:10
    Kwiatku jak tam mama?
    Bo moja się strasznie zdołowała,wydaje mi się że lepszy miała nastrój jak leżała
    w szpitalu.
    Smutno mi:(((
    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 21.06.09, 19:11
    to ja jeszcze raz szybciutko - moja mama zbiera sily na przyszly zapiatek -
    kolejna chemia, teraz juz dobrze je i znow ma nadzieje, ze bedzie dobrze,
    wszyscy ja wspieramy i faszerujemy zupkami dla dzieci, miodem, troche
    slodkosciami ,bo wszystkiego nie mozna sobie odmowic, no i sledzimy wciaz diete
    lampowa. wiecej info w przeszlym tygodniu - pociesz mame, ze szpital najlepszy
    mozliwy i ze spotka cudne kobiety w podobnej sytuacji! sciskam
  • 26.06.09, 22:12
    Kwiatku co tam u Was?
    Dlaczego się nie odzywacie?
  • 28.06.09, 11:40
    Pomóżcie mi!
    Moja mama jedzie na lampy 14 lipca a zaczęła miec zaparcia, narazie piła ziółka
    ale po nich tak nie bardzo, co jej może pomóc?


    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 29.06.09, 06:27
    witajcie. alu, co do zaparc to chyba trzeba porozmawiac z lekarzem
    domowym by jakos zaradzil, jesli to nie w zwiazku z RSM, albo moze w
    przychodni onkologicznej beda mogli przepisac cos specjalnego. moja
    mama jest wlasnie w trakcie drugiej serii chemii i chyba przechodzi
    ja lepiej niz pierwsza, ale zaraz po pierwszej wypytala o recepty na
    leki przeciw zaparciom (miedzy innymi, bo ma tez cos na biegunke i
    na wymioty - czesciowo z powodu efektow chemii, a czesciowo po
    lampach). wiem, ze sa to lekarstwa, ktore zostaly zapisane jako dla
    osoby z choroba przewlekla i stosuje sie je w skojarzeniu z radio i
    chemioterapia, ale onkolog pewnie bedzie je mogl zapisac mamie juz
    teraz, skoro idzie na lampy, to tez jej sie przyda, przy lampach
    zaparcia wystepuja w biegunka na przemian - oby stany bardzo bolesne
    ze wzgledu na rejon naswietlan (czesto jelito grube, oklice
    pecherza). najlepiej by bylo sie dowiedziec u lekarza jak
    najszybciej, by mama przed szpitalem byla w formie. mam nadzieje, ze
    zaradzicie szybciutko temu problemowi. a powiedz jak samopoczucie
    mamy generlanie, czy wierzy w gliwice i jak sie czuje, czy radzi
    sobie z bolami? no i czy jej waga nie spada? przed szpitalem
    najlepiej, zeby byla ponad swoja wage normalna, choc to napewno
    trudno. mozliwe, ze ksojarza lampy z chemia, jak w przypadku mojej
    matuli i jej niektorych kolezanek z oddzialu z zaawansowanym stadium
    RSM. dlam ojej mamy chemia byla bardzo wykanczjaca - pzred lampami
    wazyla 54kg (udalo sie odrobic straty niejedzenia mojej mamy
    bezposrednio po diagnozie raka), po szpitali z lampam i chemia (dwa
    tygodnie w klinice) wrocila z 49kg i pozniej jeszcze ze dwa kilo
    schudla nic nie mogac jesc przez tydzien. w ciagu kolejnych dwoch
    tygodni do chemii nadrobila troszke i wazyla 52kg w szpitalu. lekarz
    byl srednio zadowolony, wiec mama bedzie sie staralo o megace na
    wzmocnienie wagi (jakos lekarz nie zapisal po pierwszej wizycie, ale
    generlanei co do recept to oni sa bardzo skapi!). postaraj ise wiec
    mame wzmocnic od tej storny, i co by sieudalo zwalczyc problemy
    zaparcia. trzymam kciuki! i modle sie od Niebieskiego Szefa, by nie
    zapominal wspomniec a nas kazdego dnia! bedzie dobrze!!!!
  • 29.06.09, 14:57
    Diewczyny zapytajcie lekarzy o Megalia - Megestroli acetas ( Leczenie braku
    łaknienia lub utraty masy ciała będącej wynikiem choroby nowotworowej lub
    zespołu nabytego niedoboru odporności)Mama ja zazywała po chemioterapii wiem ze
    jest refundowana chyba od 20- do 50 zł za 400ml zapłaciłam juz niepamietam ale
    po niej mama dstawała apetyt bardzo ja sobie chwaliła a na zaparcia Lactulose
    syropek bardzo słodki ale pomagał zycze powodzenia i zdrówka :*
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 29.06.09, 18:41
    Kwiatku kochany moja mama różnie się czuje, jeden dzien jest lepszy inny znowu
    gorszy, raz ją tak bardzo kłuje a na drugi dzien znowu lepiej.Wczoraj i w sobotę
    była tak słaba że cały dzien lezała w łóżku a dziś spoko obiad ugotowała,
    posprzątała.Nie rozumiem dlaczego tak jest,ona tłumaczy to pogodą my chyba
    też.Szkoda że Cię nie będzie w gliwicach jak my tam będziemy spotkałybyśmy się.A
    co mówią lekarze o Twojej mamie?
    Edzia dzięki właśnie byłam u lekarki w rejonie i przepisała mi ten syrop na te
    zaparcia.Powiedz mi dlaczego Ona je ma jeszcze ją nie naswietlają ani podają
    żadnej chemii i martwię się czy poprostu już tak będzie wszystko zaawansowane,
    co Ty o tym myślisz?


    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 29.06.09, 23:09
    ala1979 nie denerwuj sie na zapas moze poprostu twoja mama zaczeła inaczej jesc
    (dite bogatsza w skladniki których kiedys mniej jadła) moja mama przestała palić
    potem pila duzo sokow własnej roboty i miała zaparcia moze byc 1000 powodów
    zaparć, Ale jesli zareaguje sie dosyc szybko da sie je opanować :) Pogoda też
    nam nie sprzyja ja juz 3 dzien chodze nieprzytomna i z okropnym bólem głowy :(
    Wiec sie nie dziw ze mama może poczuć sie źle , do tego straszne nerwy a to
    człowieka doprowadza do białej gorączki Ja cie tylko prosze zebys sie na zapas
    nie zadreczała i nie martwiła Jeli naprawde drecza cie zaparcia mamy skontaktuj
    sie z lekarzem prowadzacym i obie bedziecie spokojne Buziaczki wysyłam życze
    duzo zdrówka i sił dla was :*
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 02.07.09, 08:54
    witajcie, witaj alu, moja mama jest po drugiej chemii i chyba
    lepiej, wyjechalam zanim poszla do szpitala, ale w glosie jej czuje
    wiecej sily niz po pierwszej chemii.tym razem w klinice dali po
    wlewie zaraz i glukoze i lepiej ustawili przeciwwymiotne. stracila
    mimo wszystko prawie 4kg w ciagu trzech dni, ale juz zaczela jesc,
    odczuwac smaki i zapachy, a nawet miewac ochoty na ... maliny i
    jagody. nastepna chemia na 20 lipca, a pozniej, wedle zasady, ze po
    3 seriach chemii badania, bedzie miala pewnie USG, TK, badanie
    ginekologiczne. matula mowi, ze nie chce zapeszac, ale od kilku dni
    nie bierze przeciwbolow. ja poki co martwie sie o jej wage - 3
    tygodnie do kolejnej chemii to krotko by odrobic zaleglosci
    szczegolnie na poziomie morfologii krwi, ale jestem pelna nadzieii i
    mama i cala reszta rodziny. modle sie do Niebieskiego Szefa by tak
    dalej. alu, zycze twojej mamie powodzenia 14 lipca - przygotujcie
    sie na: pobranie krwi od 7 w klinice, wiec najpierw do rejestracji,
    pozniej pobranie krwi, a pozniej oczekiwanie na przyjecia na
    oddzial. mama dwa razy czekala od 7 do 14. pani ordynator oddzialu
    to fajna i konkretna babka, torche surowa - na pierwszym przyjeciu
    zapytala moja mame czy mama jest zdecydowana sie leczyc. mama
    odpowiedziala, ze tak. na to pani dr - to mnie to na razie
    wystarczy. zatem wez mamie cos do zjedzenia, bo na krew trzeba na
    czczo, a pozniej i stres czekania w poczekalni (duzo osob na
    ginekologie, obok osoby na chemie, duzo smutnych historii sie
    przewija, ale mozna tez zawrzec znajmosc w poczekalni, pielegniraki
    bardzo mile udziela wszelkich informacji). na parterze obok
    rejestracji jest kafejka - cos do zjedzenia i do wypicia, piekny
    park obok kliniki. normalnie pani ordynator zaczyna przyjmowac od 11
    na wpis. jesli mama ma miec lampy to niech sobie przygotuje oliwe z
    oliwek - w czasie naswietlan nie mozna absolutnie sie myc, skore
    mozna nacierac tlyko oliwa z oliwek albo tranem (oliwa lepsza,
    mysle). niech wezmie suchary i miod koniecznie, i powiedz jej, zeby
    sobie serwowala ten miod jak najczesciej - moja mama na miodzie i
    herbacie z cytryna wlasnie przezyla wiekszosc ciezszych dni w
    klinice. niech zabierze czajnik elektryczny jelsi moze. duzo pan
    jadlo tam kisiele przed lampami by oslonic jelita, wiec moze niech
    wezmie kilka "slodkich chwil" szybkich do przygotowania. no i
    bawelniane koszulki nocne (kilka najlepiej, by miec komfort zmiany,
    skoro nie mozna brac prysznica) i majtaski tlyko i wylacznie z
    bawelny, moga byc ciut wieksze, by nie uciskaly naswietlonego
    rejonu. duzo mama sie dowie zaraz od pan na sali - niech pyta o
    wszystko, lekarze rzadko cos mowia. jelsi ma miec chemie, niech
    zaraz pyta o recepte na megace, biegunki i zaparcia i wymioty. co od
    sali - moja matula lezala na 13 - mimo numeru piekny pokoj - cala
    jedna sciana na wprost lozek to okno na park, no i zaraz naprzeciw
    drzwi telefon - umawiam sie z mama na godzine i dzwonie, mama ma
    niedaleko. sluchaj, jak masz jeszcze pytania, to dawaj, a jak mnie
    sie cos przypomni to ci jeszcze napisze. acha, na 13 niestety lekarz
    jest nienajlepszy, zapomonalski, wiec jesli tam trafi twoja mama,
    chyba 12 tez jest jego, trzeba za nim chodzic, by nie zapomnial
    zaprowadzic na lampy, chemie, etc. no i niestety, mimo ze personel
    pielegniarski fajny i lekarze w wiekszosci odpowiedzialni, to
    tenedencja jest, by dac cos i pani ordynator i lekarzowi salowemu.
    no i tradycyjna kawa dla pielegniarek. wnie sadze, ze to lekarze
    prosza sie o lapowki, ale wszyscy daja, a oni biora. wiem, ze
    to "pomaga" jak prosi sie o recepty ,ale absolutnie do niczego nie
    namawiam, tlyko informuje, ze przy wypisie pacjenci wala do lekarzy
    i siostr z "prezentami", najlepiej banknotowymi. ok, moze jeszcze
    cos mi sie przypomni. generalnie - mama spotkala kilka milych pan i
    nie narzekala na opieke, szczegolnie pielgnirki byly pomocne i
    naprawde mile, tlyko mamy lekarz zapominalski az po lzy pacjentek.
    naprawde bedzie dobrze, niech mama juz teraz pzejdzie na lekka
    diete. no a jak z tymi zaparciami sobie radzicie? i jak bole?
    sciskam was mocno, niech was Szef Niebieski prowadzi prosto do
    wyzdrowienia.
  • 05.07.09, 21:07
    Dzięki kwiatku za informacje
    Dlaczego to tak wszystko sie dłuży chciałabym żeby mama juz poszła bo zauważyłam
    że jest jej coraz gorzej znieśc tą sytuacje,ostatnio nawet poszła do koleżanki i
    wypiła sobie jakiegos drinka, boje sie ze jej to zaszkodziło, ale powiedziała mi
    że poprostu musiała.Nie mogę już o tym myślec czasem mi się wydaje że nie jest
    chora.

    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 05.07.09, 21:52
    Witaj moja mama ma stopień IVA.Miała 30-lamp,i trzy brachyterapie,a
    wczasie lamp miała dostać chemie,ale wyniki z morfologi były taki że
    nie dostała.Jutro jedziemy do lekarza i zobaczymy czy dostanie czy
    nie,mam przeczucia że odżucą.Chciała się dowiedzieć jaki wyniki
    miała twoja mama do chemi.Nie wiem co mam robić,myśleć.Pozdrawiam.
  • 06.07.09, 06:14
    skotka, niestety wiem tlyko tyle, ze wyniki "byly wystarczajace" jak
    powiedziala pani ordynator, by zaordynowac chemie. ale wiem, ze mama
    wazyla dwa kg mniej niz przed pierwsza chemia. teraz po drugiej
    chemii zlapala jakis infekcne, wiec pewnie wyniki sa nienajlepsze, i
    to bardzo mnie martwi. do tego ma problemy z cisnieniem i boi sie
    brac megace. a jak twoja mama sie czuje? moze przed pojsciem do
    szpitala uda sie jeszcze podreperowac te wyniki? moze mama bierze
    cos na wzmozenie produkcji erytrocytow? duzo duzo zdrowia!
  • 08.07.09, 12:49
    Kochana,byłyśmy z mamą w poniedziałek u chemioterapeuty z wynikami z
    morfologi,a on myślał że mamy wyniki z rezonansu magnetycznego,usg
    miednicy,bardzo się wsciekłam na lekarke z oddziału na którym mama
    leżała,która nie dała żadnych zleceń właśnie na te badania,dopiero
    właśnie chemioterapeuta zlecił te badania z kórych musi wiedzieć czy
    po tych lampach coś się troszkę zagoiło-mam nadzieje.A na rezonans
    magnetyczny trzeba czekać na 18-sierpień.A mama czuje się bardzo
    dobrze nic ją nie boli,apetyt też ma,a co do tej całej lekarki myśle
    że nie chciała zlecić tych badań z tym stanem zaawansowania ,bo po
    co,to wszystko kosztuje,zobaczymy co dalej-czas pokaże.Życzmy sobie
    wszyscy dużo cierpliwości,pozdrawiam gorąco.A tak poza marginesem
    skąd jestes- ja mieszkam kolo Grudziądza i mam 32lat męża i dwójke
    dzieci-jezeli nie chcesz to nie odpowiadaj to przepraszam.
  • 08.07.09, 21:50
    skotku moja droga w naszej służbie zdrowia tak jest.
    Moja mama miała miec robioną kolonoskopie,nie zrobili jej i lekarz nic jej nie
    powiedział.Później robiła jeszcze jedno badanie(juz nie pamietam jak sie
    nazywało) to lekarz zrobił jej go źle.Człowiek sie martwi i czeka a lekarze maja
    to wszystko gdzies ZNIECZULICA!!!!

    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 09.07.09, 06:48
    czasem naprawde lekarze to potwory, poniewaz musza z wszystkiego
    spowiadac sie przed NFZ to wsadzili swoje przysiegi do szuflad i
    zamienili ludzkie cierpienie na rachunki - lepiej nie robicx nic niz
    musiec odpowiadac na pytania, dlaczego taki a taki pacjent miala
    taie a takie badanie - nie ma empatii, dbalosci o czlowieka, jest
    mur buirokratyczny i chyba tez lenistwo. nie zawsze na szczescie,
    ale czesto niestety. dobrze, ze twoja mama sie czuje ok, ale wiem,
    ze czekanie poprostu dobija. miej nadzieje, ze po tylu lampach
    chorobsko jest zlapane i sie nie rozwija, a to bardzo wazne. na
    szczwewcie w mojej historii nie mam dzieci, bo mieszkam daleko od
    rodzicow, ktorzy znow mieszkaja niedaleko Gliwic i pewnie mialabym
    ograniczenia w wizytach u mojej mamy w zwiazku z tym. na szczescie
    mam cudownego przyszlego meza, ktorym nie wspiera, bo odleglosc i
    bycie z mama raz na miesiac wpedzaja mnie w straszne samopoczucie.
    na szczescie moje rodzenstwo i tata sa na posterunku, choc
    oczywiscie ja najchetniej dorzucilabym wszelkich wlasnych sil by
    pomoc mamie. poki co jest wciaz w stanie podgoraczkowym po drugiej
    chemii - 20 lipca jedzie na kolejna i boi sie, ze jej nie dostanie,
    bo waga wciaz ponizej 50kg, keidy powinno byc przynajmniej 52.
    pozdrawiam i zycze duzo blogoslawienstwa Bozego!
  • 18.07.09, 14:12
    witam
    widze że nikogo tutaj długo nie było.
    moja mama leży już w Gliwicach od wtorku,narazie bierze kroplówki z potasem bo
    ma lekka anemie i drugą na niewydolnośc nerki.
    Pani Ordynator stwierdziła że ta nerka to nie od raka,zresztą moja mama zawsze
    miała problem z nerkami zawsze ją bolały.
    Znowu na usg jej wyszło że te węzły pachwinowe ma czyste nic tam nie ma.
    Naświetlania zaczyna 28 lipca boje się tego bardzo.
    A u Was Kwiatku co słychac?
    Jak mama?
  • 20.07.09, 10:36
    alu, czekalam na wiesci od was - tymi lampami sie nie martw na
    zapas, bo to nic nie pomoze, natomiast nadzoruj diete mamy juz od
    teraz, niech sie przygotuje- oliwa z oliwek, dieta, bawelniana
    bileizna i koszulki nocne, duzo duzo wody. wspieraj mame i nie
    pokazuj ze sie martwisz rowniez ty! bedzie super, w ten zapiatek
    wylam w Lourdes, myslam o was, musi sie udac! moja mama nienajlepiej
    zniosla druga chemia i teraz czeka na trzecia ale bedzie zalezec od
    jej morfologii-miala jakies infekcje i jest bardzo slaba - moze to
    byc anemia, moze zmiany pogody, bo ona tez na nie jest dosyc
    podatna, moze byc efekt uboczny chemii. w tym tygodniu bedziemy
    widziec czy wezmie trzecia chemie od razu i czy poprzednie i lamyp i
    chemie zastopowaly potwora. staramy sie byc wszyscy silni, ale to
    mama musi byc najsilniejsza. wierze, ze chce tak bardzo pozbyc ise
    bydlaka ,ze sie nie daje, a to naprawde najwazniejsze. zycze wam
    duzo duzo sily i cierpliwosci, powoli ale skutecznie!!! dziel sie
    wszlekimi informacjami alu, ja bede robic podobnie jak tlyko bede
    miala cos nowego. pozdrawiam
  • 22.07.09, 19:51
    moja mama miała zacząc lampy od 28 lipca ale wszystko sie przeciągło na 3
    sierpnia,poniewaz ma jakis zakrzep w moczowodzie podobno nie jest to powiązane z
    rakiem muszą go rozbic żeby mogła zacząc lampy.Nie wiem co o tym myślec, z tego
    co mówił lekarz to będzie miała naswietlania i chemie raz w tygodniu.Czyli co to
    znaczy?
    Boje sie ze to wszystko odciagaja poniewaz nie chcą jej leczyc:(:(:(:(:(
  • 23.07.09, 06:53
    alu, nie daj sie zwiatpieniam i czarnym myslom, badz wlasnie
    pozytywna na przekor wszystkemu, choc to przeciez cholernie trudno,
    ale moze dlatego warto, nie dac sie latwym wrazeniom, ze jest zle i
    nic juz sie nie da zrobic!!!!
    twoja mama jest w gliwicach wciaz? jesli ja trzymaja w szpitalu to
    znaczy, ze chca ja leczyc. jakby nie chcieli to by mamy nie przyjeli
    i basta. z moja mama bylo tak, ze przyjeli ja, ale tez przez tydzien
    miala badania i sie wszystko przeciagnelo. dodatkowo wiem, ze jest
    taka ilosc pacjentow, ze terminy sa przysuwane u innych tez.
    co do chemii i lamp - to dobrze, mysle. matula tez miala tka miec
    nap oczatku ale pozniej zdecydowano, ze dadza bardzo silne lampy i
    beda czekac na reakcje organizmu mamy. poniewaz mama zniosla dobrze
    naswietlania zdecydowano o podaniu chemii. wyszla ze szpitala i po
    nastepnych 3 tygodniach kolejna. obecnie jest po 3-ciej chemii i
    dzieki megace czuje sie dobrze. po pierwszej chemii bardzo schudla,
    po drugiej rowniez, aleobecnie po trzeciej nie jest zle, je
    normalnie i nei ma wymiotow czy nudnosci. dowiedz sie o to megace u
    lekarza - musi byc recepta onkologiczna i pewnie trzeba zamowic w
    aptece.najlepij jakbyc to miala by podac mamie zaraz po pierwszej
    chemii, ale skonsultuj to dokladnie z lekarzem mamy. Kto mame
    prowadzi? w ktorym pokoju lezy?
    alu, badz dzielna, to bardzo trudna sprawa, ale przynajmniej
    bedziesz czula, ze pomagasz mamie, ze dajesz jej nadzieje, a przez
    to sile, no i sama bedziesz szczesliwsza w tej sytuacji. Modle sie
    za was i trzymam kciuki! bedzie dobrze!!!!!
  • 27.07.09, 20:06
    wiesz kwiatku moja mama leży pod 10 a lekarz prowadzący to doktor
    Owczarek,podobno taki oschły ale mama ,mówi że nic na niego nie powie bo kiedy
    ją tylko boli to zawsze dostanie coś przeciwbólowego.Powiedz mi czy twoją mame
    tez tak bolało bo moją mamę strasznie i dzis dostała plastry przeciwbólowe
    podobno z dodatkiem morfiny ale nic jej nie pomogło dopiero ketonal w
    kroplówce.Lekarz jej powiedział że będzie ją bolec póki nie zacznie naświetlan
    bo to wszystko poruszali jakimis antybiotykami i kroplówkami na te nerki i ten
    moczowód i tego się trzymię nie chce nawet myślec że jest cos gorzej.Z mama leży
    pani która ma przerzuty na szyjne węzły chłonne i dostała 5 lamp i chyba tyle
    samo chemi ale nie wiem dokładnie za jakis czas znowu ma przyjsc.Co to znaczy
    czy to leczenie paliatywne?
    Mama jutro bedzie miała robioną maske do naswietlan i tomograf a od
    poniedziałaku naświetlania.
    A u was co tam słychac?
  • 28.07.09, 06:53
    moja mama nie miala przed leczeniem jakichs strasznych boli, ale
    brala nemesil co 24 godziny, w szpitalu na przyjeciu miala badanie
    ginekologiczne i wtedy zaczelo ja bolec duzo bardziej, ale wciaz sie
    udawalo z nemesilem. w trakcie lamp zaczal bol mijac, a teraz po
    chemiach bole prawie zniknely. kazdy reaguje inaczej - niektorzy po
    5 lampach wciaz zle, inni jak nowo narodzeni, zycze twojej mamie, by
    jak najszybciej bole sie uspokoily. Dr Oczarek podobno nie jest
    najgorszy, choc rzeczywiscie taki oschly, mama byla u niego na sali
    ostatnim razem, ale byla za krotko by czegos wiecej sie dowiedziec.
    mojej matuli nie robili maski, co mame przerazilo, ale pewnie to
    zalezy od zony do naswietlan, u mojej matuli bylo naswietlane cale
    podbrzusze. wspieraj mame, przed lampami jest naprawde ciezko,
    dodatkowo teraz albo maja jakies ciencia finansowe, ale brak
    perosnelu, bo moja mama wypisali z dnia na dzien mimo ze zazwyczja
    musiala zostac kilka dni dluzej. teraz jest strasznie oslabiona i
    czuje, ze pierwszy raz tak bardzo wszystko jej jedno, a moze nawet
    ma dosc. to mnie cholernie martwi! ala walcz dzielnie - zaopatrz
    mame w duza ilosc wody mineralnej, miodu i sucharow, herbaty z
    cytryna. lampy nie sa mile dla jelit niestety.pociesz mame, ze
    bedzie dobrze, co do plastrow z morfina - one dzialaja dopiero po
    24h od zalozenia, ale i lepiej ze ketonal jej pomogl, morfina to
    takie ostatnie wyjscie. u was sa jeszcze problemy z nerkami - to
    pewnie toche komplikuje sprawe, ale z dtugiej storny trzeba myslec,
    ze to nie rak, wszyscy mamy jakies problemy. moja mama na prz<klad
    stresznie przechodzi chemie, bo ma taki zoladek wrazliwy, ze kiedyi
    nne panie byly w trakcie wlewu i podjadaly co sie da, moja mama
    zatykala nos, bo sam zapach jedzenie powodowal wymioty, strasznie
    chudla. bedzie dobrze alu - nadzieje, modlitwa i wsparcie dla mam i
    wyjedziemy z tego. walczcie!!!!!
  • 28.07.09, 14:06
    mojej mamie dzis zrobiono ta maske i mama mówi że ma zaznaczone cztery punkty na
    brzuchu a co do tych środków przeciwbólowych to mi sie wydaje że to tez jest
    troche wymysł mamy ona zawsze była lekkomanką porostu wiecznie na cos jadła
    tabletki jak nie przecwbólowe to uspokajające w domu przed szpitalem to jadła je
    garściami i nie chciała nas słuchac że nie wolno a teraz została bez swoich
    lekarstw i ją to troche przeraza bo osttnio chciała żebym poszła do rodzinnego
    po tabletki przeciwbólowe i uspokajające, dla mnie to straszne i dlatego martwię
    się tymi plastrami jeszcze dzis cały dzien po nich wymiotuje
  • 02.08.09, 16:43
    Dziewczyny mam dla was wielka prośbe Prosze napiszcie mi bo u każdej inaczej
    sa wykonywane badania inaczej dowiadujecie sie o chorobie . Mam sasiadke która
    poszła z ogromnym bólem jajników i nerek (problem z utrzymaniem moczu i bol w
    okolicy nerek ) ginekolog zrobila jej usg i stwierdziła ze sasiadka ma
    miesniaki kalafiorowate ??? lub podobne do kalafiora ale chyba to pierwsze .
    dała przekaz do szpitala o pobranie wycinku i zastrzyki przeciw żółtaczce .
    Pani ginekolog powiedziala również ze bez operacji sie nie obedzie tylko musi
    czekać az przyjdzie wynik histo. Kochane ona sie juz 14 dzien słania z bólu
    dosłownie płacze nic prawie nie je schudła 15 kg i z dnia na dzien jest coraz
    gorzej poszła do rodzinnego żeby jej cos przepisał to dał jej ketonal duo który
    pomoaga jej po 2 godzinach od zażycia i to na poł godziny tylko .Nie potrafi
    dojsc samoa do wc, jest tak słaba ze rozmowa z nia przypomina rozmowe osoby po
    operacji mózgu zastanawia sie co powiedz i mówi bardzo wolno .......... wrecz
    na jej synu wymusiłam kontakt z ginekologiem i wiecie co im powiedział ze musi
    tak długo cierpiec az nie bedzie miała wynikow w rece??!!!!!! czy wy
    spotkaliscie sie z takim przypadkiem ???? Gdybyscie widzieli te kobiete jak ona
    wyglada i jak cierpi Czy takie sa procedury ze trzeba czekac do wyniku mimo
    strasznego bólu przypominajacego poród?? Prosze napiszcie mi jak to naprawde
    jest bo nie moge patrzec jak sie ta sasiadka meczy a jej syn i mąz niestety
    wierza pani ginekolog która powiedziała ze czekac na wyniki wiec oni bezczynnie
    patrza i wyczekuja tel o wynik histo. Moja mama miała raka jajnika ale
    wygladało to całkiem inaczej ginekolog usg szpital operacja - wycinek diagnoza
    leczenie....
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 02.08.09, 17:23
    miałam dopisac ze to u mamy wszystko trwało od ginekologa do samej operacji
    tylko 3 dni !!!!
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 03.08.09, 06:29
    niestey chyba najlepiej by bylo skonsultowac sie z innym lekarzem. u
    mojej matuli byly silne bole plecow i kiedy wreszciev trafila do
    ginekologa to sprawa bardzo szybko byla posunieta naprzod - szpital,
    wszystkie badania, wsparcie farmakologiczne. wg mamy jej ginekolog
    sie poprostu spisal i nne pane lezace z nia w szpitalu mialy mniej
    szczescia - dluzszy czas oczekiwania na badania, brak skierowan i
    recept. nalezy zmienic lekarza - pewnie wyniki musza byc nim cos
    radykalnego mozna bedzie zalecic, ale juz teraz przynajmniej moze
    wiecej wsparcia medycznego w postaci lekarstw moglaby dostac twoja
    sasiadka. przykro mi, ze nie moge pomoc wiecej, zycze zdrowia!
  • 03.08.09, 14:39
    Kwiatku wiem że moja sąsiadka sama sobie jest winna takiego stanu , ale nie mnie
    to oceniać , ale jesli ból zmusił ja do pojscia do lekarza , to była przekonana
    że chociaż po wizycie jej ulży. U ginekologa byla prywatnie tam dostała tylko
    skierowanie na wycinek do badania histo i to wszystko przeciez to nieludzkie 14
    dni zwijać sie z bólu !!! Widzisz ty napisałas ze matule bolały bardzo plecy
    i potem szybko wszystko szło a u mojej sasiadki bylo badanie usg !!!!! wiec
    ta pani ginekolog widziała co jest grane. drugie moje pytanie czy długośc
    czekania na wynik histo coś znaczy.... słyszałam ze im szybciej dostaje sie
    wiadomosc o wynikach , wtedy mozna byc pewnym ze jest cos nie tak, a jesli czeka
    sie dłuzej niz 14 dni że wszystko jest ok ?? Wiesz kwiatku ta pani ginekolog
    wiedziała ze sasiadka tak cierpi bo ja widziała i badała a w rozmowie
    telefonicznej powiedziała .....przez swoje niedbalstwo teraz trzeba
    cierpiec..... <krzyk> to nieludzkie i niestety ja nic nie moge zrobić <placze>
    przeciez jak moja mamke cos tylko pikneło ja zaraz dzwoniłam do lekarza na
    wizyte a tutaj :( ślepo wierzą w lekarke która ma ich głeboko gdzieś <wnerw> i
    wiesz kwiatku najgorsze jest to ze ja bym mogła umówić ja z ginekologiem który
    od razu zareaguje ale ona nie chce sie dac zbadać facetowi :( zostało mi sie
    tylko modlić że te wyniki do jutra beda ..
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 03.08.09, 16:50
    edzia moja mama na wynik z wycinka czekała 5 dni roboczych a tez miała silne
    bóle zreszta do tej pory ma i jak czekałyśmy na przyjecie do szpitala to srodki
    przeciwbólowe przepisywała jej pani z rejonu ale to juz wiedziała co jej jest.


    kwiatku mojej mamie dzis zmienili leczenie i narazie ma szesc srebnych lamp niby
    na jakies owrzodzenie co to może znaczyc?
    A w czwartek była jeszcze na przymierzaniu tej maski nie rozumiem nic z tego!!!!!!
  • 04.08.09, 07:19
    alu, mowiac o masce, myslisz zapewne o rodzaju tatuazu, ktory
    okresla rejon poddany do naswietlenia. u mojej matuli bylo tak samo -
    najpierw szesc silnych lamp, a zaraz potem chemia w cyklu co trzy
    tygodnie. jest wlasnie po trzeciej i choc pani ordynator stwiedzila,
    ze leczenie daje bardzo pozytywne efekty, ze mama znosi w miare
    dobrze chemie, ze wyniki krwi sa dobre, to mimo wszystko ostani wlew
    strasznie ja oslabil - nie miala juz problemow z wymiotami czy
    generlanie brakiem apetytu (bierze megace - jelsi mamie zaplanuja
    podac chemie, natychmiast wymoc na lekarzu recepte, bo to jest
    strasznie drogie, a refundowane). generalnie jest bardzo slabiutka,
    nie ma sily wyjsc na spacer i szczegolnie jest podatna na infekcje,
    zmiany pogody czy nawet humory innych mieszkancow domu. zaluje, ze
    mnie tam nie ma, ze tym razem odlozylam moj wyjazd, bo zaplanwalysmy
    dluzsze wakacje w sierpniu. mama teraz zaczynam miec jakies
    watpliwosci i czasem mam wrazenie, ze sie chce poddac, bo chemia to
    ma nie tylko wplyw na cialo, ale rowniez na psychike, zreszta to
    idzie ze soba w parze. nie moge zdzierzyc mysli, ze matula teraz
    opusci rece, wiec krzycze przez telefon i mam ochote udusic reszte
    rodziny ze zaniedbanie samopoczucia mamy. wszscy mamy swiat
    postawiony na glowie i dajemy sie zwariowacac, a dla nas to dopiero
    5 miesiac walki, przed nami kolejne trzy chemie przed badaniami
    kontrolnymi i decyzja, czy beda doswietlania czy kolejne chemie,
    etc. jest mi ciezko z powodu odleglosci i durnej bezsilnosci, na
    szczescie pozostaje mi Bog. Nie wiem czy wierzysz, ale mnie pomaga
    sila, jaka biore z mysli, ze nie jestem sama w moich problemach -
    oprocz najblizszych mam jeszcze Niebieskiego Szefa - On naprawde
    moze wszystko, pozostaje mi nie ustawac w modlitwach... pisz alu,
    kiedy zaczynaja sie lamy, no i powtarzam - zaopatrz mame w oliwke,
    slodkie chwile (kisiele, bo pomagaja oslonic jelita od promieni choc
    troszke), duzo herbaty z cytryna, suchary i miod (najlepiej od
    jakiegos pszczelarza, a nie jakies chinskie podrobki ze sklepu, bo
    tak tez sie moze zdarzyc). ograniczyc wszystko, co wzmaga albo
    zaparcia albo biegunki i pic bardzo duzo wody. bedzie alu dobrze,
    bedzie dobrze - musimy sobie to powtarzac!!!!
  • 04.08.09, 06:55
    edzia, oczywiscie to nie pani sasiadka sobie winna, ze tak pozno
    poszla do lekarza - nikt nie powinien tak myslec i dolewac oliwy do
    ognia. kobieta cierpi i kropka, ale jelsi wierzy lekarce, ktora
    traktuja ja tak bardzo nieludzko, to rzeczywiscie nic nie mozna
    zrobic. osobiscie, nie mam zaufania do pan ginekolog - mam wrazenie,
    ze empatia wobec kobiet jest u nich bardzo spaczona. aczkolwiek pani
    ordynator na onkologii ginekologicznej to super kobieta. nie ma
    reguly, ale to juz w nawiasia. co do liczby dni oczekiwania na
    histo - moja matula miala dostac po 7 dniach a dostala po dwoch
    tygodniach, bo byly swieta wielkanocne - wyniki nie byly
    pozytywne ,wiec takie czy siedem dni czy 14 to wrozenie z fusow kawy-
    pewnie zalezy ile maja pracy, a teraz wakacje i znow wszystko
    spowolnione. ale oczywiscie, jelsi cos tkaiego trzyma twoja sasiadke
    przy nadziei, to to jest argument. ja wciaz uwazam, ze ona powinna
    skonsultowac sie z innym lekarzem. daj znac jak ona sie ma i czy
    ihsto juz doszla. pozdrawiam
  • 04.08.09, 10:06
    Kwiatku powiedz mi bo moja mama sie dzis dowiedziała że bierze narazie szesc
    lamp i do domu a po trzech tygodniach wraca czy u twojej mamy tez tak było bo ja
    już od zmysłów odchodze ze to leczenie paliatywne
  • 04.08.09, 15:41
    ala1979 bedziesz sie martwiła jak bedziesz musiała ( mam nadzieje ze nie
    bedziesz musieć ) teraz to mysl pozytywnie bo nerwami nic nie wskórasz , tylko
    sie jakiejś nerwicy nabawisz i kto bedzie mamulke wspierać

    Kwiatku narazie echo .... bedę cos wiedziała dzis po 17 ,oczywiscie jak zadzwoni
    Pani ginekolog czy wyniki sa . Trzymam diewczyny kciuki za was i za wasze
    kochane mamunie .
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 05.08.09, 06:49
    alu, tak czy siak to leczenie paliatywne, ale ma to swoj cel. rak to
    podstepne zwierze, a zaaawansowany to szczegolnie specjalny
    przypadek. ja sobie tlumaczylam fakt, ze moja mama nie dostala 25
    lamp, ktore mialy swiadczyc o leczeniu radykalnym, dlatego, ze
    lekarze nie chcieli i tak juz oslabionego wrogiem organizmu poddawac
    drastycznemu leczeniu, ktore moglo nie zaksutkowac. w tym celu
    zaaplikowali 6 lamp, ale na tyle silnych by spodziewac sie
    konkretnego efektu. U mojej matuli efekty byly pozytywne - lampy
    zniosla matula dobrze, pilnowala diety, przestrzegala regul higieny
    (smarowanie oliwka, bez prysznicow), dlatego lekarze zdecydowlai na
    chemie - co trzytygodniowe wlewy oparte na karboplatynie z czyms tam
    jeszcze. wiem, ze przeraza slowo paliatywne, ale nie znyczy, ze
    lekarze opuscili rece. mysle, ze czasem sytuacje sa naprawde tak
    ciezkie, ze decydujasie oni raczej na probe powstrzymania raka
    metodami lagodniejszymi niz leczenie radykalne, ktore xczesciej moze
    pogorszyc stan zdrowia pacjenta niz mu pomoc i tylko zmniejszyc
    komfort zycia w ostatnich miesiacach. taka jest moja idea leczenia
    paliatywnego. ale sa osoby, ktoe swietnei reaguja na takie leczenie
    i wychodza z raka - poczytaj na forum, a przykonasz sie, ze nie
    tlkyo smutnie koncza sie historie choroby. ja tego sie trzymam. badz
    dzielna, szukaj raczej pozytywow niz powodow do zalamania i moze zyj
    po piersze chwila - tu i teraz, ze jest lepiej, ze jest mama w
    szpitalu pod naprawde dobrao pieka, ze mozesz jej w czyms pomoc,
    pogadac o duperelach, przytulic sie do niej albo ja do siebie... nie
    ma sensu wyobrazac sobie, co bedzie gdy, bo to tlyko oslabia
    nadzieje i wole walki. a zatem cierpliwosci i duzo siyl wam zycze,
    czekam na dobre wiesic, bo tkaie napewno beda. i przekonaj mame, ze
    paliatywne to nie zle, to na dobry poczatek.
  • 05.08.09, 13:07
    Wiesz kwiatku moja mama nie rozumie co to leczenie paliatywne a co radykalne dla
    niej najwazniejsze to jest to ze ja lecza ale nie pocieszyłas mnie jestem
    załamana mi sie wydaje ze lecza ja tak dlatego ze guz sie rozpada a to podobno
    jest przeciwwskazaniem do naswietlan. no trudno bedziemy czekac co los
    przyniesie oby było dobrze
  • 05.08.09, 14:07
    alu do niczego nie bede starala cie przekonac, ale zastanow sie ile
    dobrego ci daje hipotetyczne stawianie diagnozy towjej mamie - miast
    sie cieszyc z bycia z nia, ty dopowiadasz sobie najgorszy
    scenariusz. kazdy jest inny, ale wlasnie ja czarnowidztwa unikam po
    pierwsze, bo jak tu mame wspierac, kiedy ona widzi, ze nasza
    nadzieja niknie. a ona? tak ja sobie tlumacze nasza sytuacje. tez mi
    sie wydawalo, ze powinni dac wiecej lamp, ze sie poddaja, ze klada
    lache na mamy leczenie, ale widzialam w szpitalu panie po 30 lampach
    i porownalam ich kondycje i stopein zaawansowania raka (nizszy niz u
    mojej matuli) i stwierdzilam, ze nie ma co na sile, bo te lampy to
    moglyby mame zniszczyc bardziej niz pomoc. i rozwazylam co bym
    wolala - zyc nadziejea, ze bedzie lepiej przez te 30 lamp, kiedy
    kondycja mamy by sie drastycznie pogorszyla, bo jelita, bo odbyt,
    moze stomia, czy zyc nadzieja, ze lekarze wiedza, co robia i ze sie
    uda. moja matula jest po 3 chemii, strasznie ciezko przyszla
    pierwsze dwia, trzecia byla lepsza, ale znow pojawilo sie silne
    oslabienie i mama jest zmeczona psychicznie ,ale mimo tego planuje z
    nami wakacje, ma ochote pojechac do lasu czy upiec ciasto. widzimy
    poprawe, matuli przeszly bole. i choc walka nie jest ksonczona, to
    wierzymy, ze wygramy - dzis to sie liczy. chiclab<ym ci pomoc, bo
    wiem ,ze strasznie sie meczysz ,ale pewnie kazdy musi swoja droge
    przejsc inaczej. mnie pomogly posty maseji i ulaw wlasnie tutaj pod
    tematem raka szyjki - przejrzaj je, jelsi masz odwage, bo historie
    sa smutne, ale jednoczesnie moze pomoze ci to zobaczyc jak droga
    jest nawet mala chwilka, kiedy mamie lepiej.... musimy sie wspolnie
    wspierac. a najlepiej porozmawiaj z lekarzem - moze jakos pomoze
    rozwiac ci watpliwosci albo przedstawic scenariusz, ktory cie choc
    troche uspokoi. z Panem Bogiem!
  • 05.08.09, 17:29
    Alu , tak jak napisała kwiatek nikt tu nikogo nie przekonuje ,wiem jednak co
    czujesz wszystkie tu na tym forum wiedza co czujesz . Ja sobie milion razy
    układałam czarny scenariusz dziwne jest tylko to ze snułam go na poczatku walki
    mamy z rakiem , potem żyłam nadzieja tak Alu to moja mama walczyła z rakiem
    to moja mama codziennie ocierała sie o Śmierć to moja mame bolało to ona
    znosiła chemioterapie dla kogo dla nas dla swoich dzieci dla swojego meza a na
    koncu dla samej siebie. nie mogłam patrzec jak cierpi ale z drugiej nie mogłam
    pozwolić by odeszła od nas , dlatego walczyłam o nia obie walczyłyśmy chociaż
    nie dane nam było wygrać były to najpiekniejsze 4 lata walki chodz ciagle na
    chemi .całe 4 lata .Jeździliśmy w góry robilysmy rzeczy o których kiedyś nawet
    nie myslałyśmy chodz nieraz płakałam w poduszke tak cichutko wiedziałam ze
    musze być silna ze damy rade ciagle miałam w głowie jedna mysl wiecie jaka co
    mysli mama przeciez wiedziała ze stan sie pogarsza czula ze z nim nie da sie
    wygrać przecież ona była 100 razy bardziej przerażona niż ja bo to ona z nim
    walczyła wiedziała ze kiedy sie podda bedzie musiała odejść tam wysoko .
    powiem wam szczerze ze tak sobie teraz siedze i mysle i wiecie co tak naprawde
    to nasze mamy ojcowie narzeczeni męzowie żony dzieci sa dla nas wsparciem nie
    my dla nich. Trzeba do konca wierzyc i miec nadzieje i nie mówic wszystkiego
    chorym nie po to by przed nimi cos ukrywać tylko dlatego ze mniej wiedza o złym
    bardziej walcza i ja tak zrobiłam z mama , nie załuje tej decyzji , widziałam
    jak ona walczyła .moze mojej mamie sie nie udało Alu ale skad możesz wiedzieć
    jak bedzie u was . Dlatego nerwami i sugerowaniem sie ze paliatywna jest tutaj
    najmniej wazna najważniejsza jest twoja mama i jej psychiczne nastawienie a
    pamietaj ze mamy sa największymi psychologami i zaraz beda dopytywać kiedy
    poczuja ze sie za bardzo denerwujemy , ty masz sie ładnie usmiechac i z mama
    walczyc i miec nadzieje Trzymam kciuki wierze ze bedzie dobrze


    Wyniki mojej sasiadki sa jutro jedzie z nimi do pani ginekolog a ja spróbuje
    zerknac na to co dostała
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 06.08.09, 14:59
    moja mama mówi że coraz lepiej sie czuje, nie ma żadnych kłopotów z jelitami ani
    nie wymiotuje ani nie ma biegunek czy zaparc je nawet dosc dobrze chociaz mi
    mówi że za bardzo nie ma apetytu ale ja jej nie wierze poniewaz co dzwonie do
    niej to wiecznie cos wcina i coraz lepszy ma humor ale to tez jest spowodowane
    tym że w poniedziałek wraca do domu.
    Acha i przedewszystkim mówi że już nie ma takich ropnych, brązowych smierdzących
    upławów że zrobiły się jej takie białawe i nie smierdza.
    Co to może znaczyc czy jej to coś pomaga?
  • 06.08.09, 22:01
    alu wyglada na to ze twoja mama lepiej sie czuje i to mnie cieszy:) wspieraj ja
    jak tylko możesz .
    Kwiatku dziś moja sąsiadka była u pani giekolog i dowiedziłam sie tylko tego ze
    zostały badania poszerzone o urologie (pani ginekolog powiedziała ze wyniki nie
    sa az takie złe o ile wiem był to czyszczenie i wymaz z szyjki macicy ale co
    dalej ??? co z mięsniakami ijajnikami . powiedziałała jej też ze czeka ja długa
    droga ??!! )i znów czekanie do wtorku lub srody a ona biedna walczy z bólem.
    Dzis sie dowiedziałam ze jej organizm nie przyswaja pokarmów tresciwych tylko
    danonki i zupy dla niemowląt. dajac jej dzis laktuloze (nie oddawała kalu przez
    4 dni i konsulacja tel) dostała odruchów wymiotnych i drgań. Na szczescie wiem
    co w takich sytuacjach robic(przez rok odbywałam praktyke w osrodku dla osób
    starszych niepełnosprawnych i chorych cos ala hospicjum ) no i opiekowałam sie
    moja mamą. powiem wam jedno moja sąsiadka nie wygląda za dobrze:(, ja bym ne
    czekała tak długo dla nich to tylko nastepny dzien dla mnie to wiecznosc.
    Poprostu boli mnie serce kiedy widze ja taka cierpiąca a najbardziej boli mnie
    to ze nie moge nic zrobic i zadecydowac :( , wiem że nie jest to nic dobrego . A
    na nich nie a sie wpłynąc bo wiedzą lepiej :(
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 07.08.09, 06:52
    kurcze edziu, nie wim jak moglabym pomoc, bo przeciez ty chcesz
    dobrze, ale sasiadka strasznie jest uparta. a njalepiej byloby chyba
    skonsultowa sie z innym ginekologiem - pokazac wyniki, moze inny
    ginekolog ma dojscie do szpitala i moglby przyspieszyc procedury.
    jeszcze raz powoluje sie na wypadem komej mamy - lekarz sam
    zorganizoal szpital i nawet tka ustawil mame, ze zamiast czekasz 2
    tygodnie na tomograf, miala go zrobionego z dnia na dzien. ale chlop
    naprawde sie staral. wiem, ze inne ginekolodzy na oddziale mieli
    duzo mniej empatii, nie wspominajac o czasie, dla swoich pacjentek.
    i wiem ,ze wtedy czas byl bezcenny - dzieki temu mama szybciej mogla
    pojsc na onkologie do gliwic, bo i tka trzeba czekac przynajmniej 3
    tygodnie. pocieszajacy jest fakt, o ile pani ginekolog jest szczera,
    ze wyniki nie sa zle. jednoczesnie dobre nie sa, a sasiadka czuje
    sie fatalnie, no i te problemy z jedzeniem - moze niech skonsultuje
    jeszcze gastrologa, albo rodzinnego, to moze ja skieruje gdzies
    dalej - czasem najprostsze drogi sa najlepsze... zycze powodzenia w
    waszej walce edziu!
  • 07.08.09, 06:56
    alu, ciesz sie, to dobry znak, u mojej mamy krwawienia tez ustaly po
    lampach, przeszly jej rowniez bole. wspieraj mame w diecie, bo
    czasem efekty lamp ujawniaja sie po kilku dniach - tka bylo u mojej
    mamy i koelzanek z sali - sa bardzo oblesne wyproznienia na zmiane z
    biegunkami, to bardzo oslabia, a trzeba sie przygotowac do chemii.
    ale moze twojej mamie przyjdzie duzo latwiej zniec naswietlenia -
    tego wam zycze z calego serca. wierze, ze to poczatek dobrych wiesci
    od was! i mysle, ze edzia miala racje piszac, ze chorzy sa czesciej
    wsparciem dla nas niz my dla nich - oni cierpia, ale nasza
    bezsilnosc tez nas dobija, dlatego kazda dobra wiadomosc powinna nas
    wzmocnic na dalsza walke. z Panem Bogiem
  • 10.08.09, 16:07
    Alu i Kwiatku cieszę sie że obie mamy czuja sie dobrze .Nareszcie dobra
    wiadomosć . U mojej sąsiadki również coś sie ruszyło dzis były badania jutro na
    7 rano w szpitalu. Wszystko wam napiszę jak bede wiedziała trzymajcie sie :)
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 11.08.09, 13:06
    No i wiem sąsiadka zostaje w szpitalu po długiej rozmowie z lekarzem
    przyjmującym ja . Uparła sie że pójdzie do domu ( nie trudno jej sie zdziwic -
    kto lubi szpitale) okazało sie że ma podwyższony cukier i stan bezposredniego
    zagrożenia życia Oprócz tego z czym tak naprawde przyjechala :(. Kurka a mówiłam
    nikt mnie nie chciał słuchać wrrrr. Teraz juz jestem spokojniejsza bo wiem że w
    szpitalu podzaja jej coś co ja wzmocni i leki przeciwbólowe. Oni oceniali moje
    porady jak przez pryzmat choroby mojej mamy ( nie dziwie im sie) ale przeciez
    gołym okiem było widać ze nie jest dobrze . A jakie sa wyniki napisze wieczorem
    lub jutro. Bo termin operacji jest przesuniety do ??? najpierw wszystkie
    badania. A ta pani ginekolog powinna zmienić zawód.
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 11.08.09, 14:38
    trzymam kciuki by to byl dobry poczatek ze szczesliwym koncem -
    wreszcie lekarze na swoim miejscu i jakies konkretne dzialania.
    trzymam kciuki, czekam nak olejne wiesci, tym razem juz tlyko dobre.
  • 13.08.09, 18:41
    martwie sie o moja mame jest taka słaba, nie chce jeśc,dzis dopiero jak wypiła
    pierwszy dzien megace to zjadła troche wiecej, ały czas ma biegunke.
    jak w poniedziałek wychodziła to była lepsza ale we wtorek i wczoraj to
    tragedia,dzis już troche lepiej tylko cały dzien by leżała i spała za to w nocy
    spi pare godzin.
    bardzo sie martwie co to bedzie czy ja przyjmia z powrotem na leczenie czy
    odesla do domu
    termin przyjecia do szpitala ma na 31 sierpnia ale boje sie ze jej nie zostawia
    z tego co lekarz jej mówił to nie bedzie miec chyba chemi tylko beda ja
    doswietlac to dobrze czy zle?


    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
  • 14.08.09, 06:38
    alu, to dobrze, ze towja mama ma megace - za kilka dni zacznie
    dzialac i ustabilizuje sie z apetytem (moja mama obecnie sie martwi,
    ze za bardzo przytyla na megace, kobiety....). przy lampach
    generlanei nie miala jakiejs straszne utraty apetytu, ale biegunki i
    zatwardzenia na zmiane. mysle, ze wszystko zalezy od organizmu jak
    czlowiek zniosi leczenie. mama moja tez byla slaba i tez ciagle
    spala, zdarzylo sie, ze prawie stracila przytomnosc w lazience - to
    napromieniowanie tak dziala. lampy zniszczyly oprocz komorek
    rakowych rowniez te zdrowe, organizm musi sie odbudowac, a to
    wszysto wymaga energii. dlatego niech twoja mama pije megace i
    serwuj jej tatara ze swiezutkiej wolowiny albo cieleciny. wiem, ze
    ciezko patrzec jak mama sie meczy, ale tlumacz ot sobie, ze ot efekt
    leczenia, ze to znak, ze rak tez zostal zaatakowany. co do faktu ,ze
    beda mame doswietlac- nie wiem czy lepiej czy gorzej, moze wiec nie
    spekulowac, ale sie cieszyc, ze pociagna leczenie. pilnuj tlyko
    diety mamy. moja matula zywila sie zupkami ze sloiczkow dla dzieci,
    to ja trzymalo, keidy miala straszne spadki apetytu przy chemii i by
    odbudowac sily po lampach. bedzie dobrze - czekam wciaz na wiesci i
    jak tlyko moge chcilabmy cie podtrzymac na duchu, bo mysle, ze
    jestes sama bardzo wrazliwa osoba i szczewoglnie ci ciezko z ta
    choroba. masz moze kogos z kim mozesz pogadac? kogos najlepiej spoza
    rodziny. moze jakis lekarz, a moze psycholog, ktos, kto cie wzmocni
    lepiej niz nasze komentarze. bo bedziesz jeszcze dlugo potrzebowac
    sily nim mama zacznie sie lepiej czujc, a pozniej dochodzic do
    zdrowia. jestem naprawde dobrej mysli, bo w sumie co innego mi
    pozostaje. sciskam ciem ocno i badz silna alu!
  • 14.08.09, 18:45
    Kwiatku a napisz mi prosze jak Twoja mama miała tego skur....
    rozprzestrzenionego.Bo moja mama ma to owrzodzenie i ten rozpad guza i chyba
    dlatego lecza ja paliatywnie a dlaczego Twoją mame tez tak leczą i czy po
    naświetlaniach miała robione jakies badania?
  • 15.08.09, 21:17
    witam wszystkich serdecznie,
    U mojej mamy raka szyjki macicy wykryto 6 lat temu. Rak okazał się nieoperacyjny
    ze względu na zaawansowanie. Jak dla każdej z Was był to szok, ból, rozpacz, żal
    i Bóg wie co jeszcze. Mama wzięła serię naświetlań z brachyterapią włącznie oraz
    najlżejszą chemię. Po roku okazało się, że naświetlania zperforowały jelito
    grube i konieczne było wyłonienie stomii. Śmierć mamy opłakiwałam już kilka
    razy, za każdym razem kiedy wychodziłam od lekarza wyłam z bezsilności.
    Rokowania były beznadziejne.
    Dziś minęło już 6 lat. MOJA MAMA ŻYJE I CZUJE SIĘ ZNAKOMICIE, choroba zatrzymała
    się.
    Dziewczyny nie załamujcie się, walczcie. Jest i będzie ciężko, ale nadzieja
    umiera ostatnia. Dodawajcie jej sobie i Waszym Mamom. Nawet najgorsza diagnoza i
    rokowania nie powinna zabijać nadziei. Paradoksalnie to że źle znoszą
    naświetlania czy chemię jest dobrym znakiem tego że leczenie działa!
    Uwierzcie, że jeszcze nieraz usiądziecie z mamami przy kawie nie myśląc o tej
    przeklętej chorobie. Pamiętajcie, że doświadczani są ludzie, którzy mają siłę do
    walki z przeciwnościami.
    Jeszcze nieraz zaświeci słońce:)
    Alu za Ciebie szczególnie trzymam kciuki bo wiem jak ciężko jest z tym wszystkim
    na początku walki. Staraj się jak najczęściej być z mamą i przynajmniej przy
    niej nie okazywać bólu jaki masz w sobie - to jest najtrudniejsze niestety- bo
    ona choć o tym nie mówi na pewno cierpi widząc was zatroskanych i przeżywających.
    Wszystkie Mamy to silne kobitki i tak łatwo się nie poddadzą :)
    Pozdrawiam wszystkich ciepło i łącze się duchem.
  • 16.08.09, 20:12
    Dusia dziękuje bardzo za takie informacje.
    Ja w tym momencie to nawet nie marze o sześciu latach,dla mnie to marzenie nie
    osiągalne.
  • 17.08.09, 14:22
    Witajcie kochane słoneczka otóż sasiadka leży na wewnetrznym przy przyjeciu
    cukier 500 ...aaaaaa.... naprawde !!!.. insulina i stwierdzona cukrzyca
    ,wysokie cisnienie ,kłopoty z oddychaniem krótkie płytkie oddechy i ból podali
    jej tramal jutro ma byc przewieziona na oddział ginekologii, nie wiem co
    stwierdzili na urologii?? , sasiadka trzyma sie dzielnie juz jej wszysktko jedno
    byle do przodu. Nasuwa mi sie jedna myśl nie można było tak od razu przy
    czyszczeniu i pobraniu wycinka zostawić i zrobić to co teraz ??. A jak wasze
    kochane mmusie mam nadzieje ze super kwitnące bo innej opcji to ja nie widze.
    pogoda dopisuje więc spacer wskazany :)
    Alu ty masz nie marzyc tylko wierzyc i optymizm w mame pchać jak ona bedzie
    wierzyc i bedziecie walczyc zobaczysz ze obie to góry przenosic bedziecie.
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 17.08.09, 18:37
    Edziu kochana tak działa nasza służba zdrowia NIESTETY!!!!!!!
    Moja mama nigdy praktycznie nie chodziła po lekarzach, płaciła składki a jak
    zachorowała to też na wszystko musiała czekac dla mnie to jest KOSZMAR jeszcze
    jak trafisz na lekarza z powołaniem to masz szczescie.
    Edziu moja mama czuje się lepiej już powoli ustępują biegunki co dzien jest
    lepsza ale w sobotę to prosiła tatę żeby nigdzie nie wychodził bo jakby czasem
    umierała.
    Mam tylko nadzieję że tego 31 ją przyjmą do szpitala i że bedą dalej leczyc
    proszę Boga o to codziennie.
    Kwiatku co się dzieje czemu nic nie piszesz?
  • 19.08.09, 16:47
    No ja znów z nowymi informacjami niestety sasiadeczke wczoraj przywiezli do
    domu operacja bedzie ale w bytomiu !!!! bo niby tu u nas nie maja sprzetu
    <mysli> nie wiem czy to przez te cukrzyce czy cos nie tak z tymi nerkami przez
    te miesniaki. wiec jest niezawesoło sasiadka dalej cierpi i tak w kółko macieju
    od jednego lekarza do drugiego Masz racje Alu nasza służba zdrowia potrzebuje
    leczenia :P
    Ciesze sie ze u twojej mamusi juz lepiej :):)

    Kwiatku no wlasnie gdzie ty sie zagubiłas !!!
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 19.08.09, 18:59
    Nie możemy sobie z mama poradzic
    wczoraj był u niej lekarz z rejonu i zalecił kroplówki na wzmocnienie i
    przepisał jej tez inne tabletki takie biegunkowe i oczywiscie na uspokojenie i
    tu jest problem mama je te tabletki bez opamietania jest nonstop zła i agresywna
    nonstop sie kłóci.Dzis zabrałyśmy jej te lekarstwa i poprostu bedzie dostawała
    je tak jak ma zapisane to powiedziała ze nie bedzie ich jesc nie bedzie już nic
    wogóle jadła to jest koszmar ile ona by chciała tego zjesc wszystko jak leci
    przeciwbólowe i najwazniejsze te na uspokojenie
    Co robic?
  • 20.08.09, 07:57
    witajcie babeczki, nie odzywalam sie, bo mama w czwartke pojechala
    na 4a chemia i czekalam co bedzie po. a wp oneidzialek byl straszny
    kryzys po tej chemii - mama strasznie wymiotowala i zemdlala dwa
    razy, zamiast wp neidzialek wyszla we wtorek i to tlkyo dlateog, ze
    moj tato nie zdzodzil sie na wypis - no jak, kobieta leci przez
    rece, cisnienie jakies kosmiczne, te straszne wymioty, utraty
    przytomnosi! ordynatorka we wtorek zarzucila mamie, ze za kazdym
    razem jak mame chca wypisac to mama ma jakies wielgachne skoki
    cisnienia i zen ie wiadomo o co chodzi. a ja mysle, za matula
    przechodzi tak islny stres w szpitalu, ze serce szaleje. przy wpisie
    w czwartek bylo 150, a pozniej to juz gorzej. lekarz powiedzila, ze
    nie wie czy mama wezmie nastepna chemie, bo terminow sie nie
    przesuwa, a reakcja mamy byla zbyt tragiczna by ryzykowac nastepnym
    razem podobne sytuacje, bo serce moze nie wytrzymac. w domu wszyscy
    zlyi w stresie od wtorku i wczoraj juz niby lepiej, mama zaczyna
    jesc normalnie, tylko jest koszmarnie oslabiona. ja mysle, ze ona ma
    juz dosc, szpital to jej przeklnstwo i przerazam nie to, zew ona
    zaczyna sie poddawac. w sobote jede do domu - mielismy jechac na
    wakacje w gory albo na mazowsze, ale nie wiem czy mama bedzie w
    stanie gdzies sie wybrac - moze chociaz ustron... wolalabmy miec
    lepsze wiesci, ale ta chemia jest gorsza niz przkelete chorobsko -
    byle matula wytrwala! modle sie o nia i o wasze chore kobietki, za
    nas tez, bo my to na pewno nie mozemy pekac, nie teraz! alu, twoja
    mama reaguje zloscia, moze to i nie jest zle, nakrzycz na nia
    troche, jest chora, fakt, ale ot nie znaczy ze ma prawo zpaomniec o
    zdrowym rozsadku - ja tka krzycze na moja, jak czuje, ze jej
    podupada humor. bede krzycxzec w przyszlym tygodniu za ten glupi
    stres - szpital to nie bajka, ale jedyne wyjscie do normalnosci! dam
    wiecej info w nastepnym tygodniu.
  • 23.08.09, 18:27
    Kwiatku moja mama kiedy tylko zleciała jej chemia zmykała do domu lekarz musiał
    ja urlopować . Smiałysmy sie ze mama jest uciekinierka , kiedy lekarz mówił że
    nie moze isc ona i tak szła mówiąc mu ze ma blisko i że ma samochód jakby sie
    cos działo to przyjedzie . jechalismy po nią z tatą nawet i po godz 22 hehe a
    tak wogóle jak szła na wlewy nie brała ze soba piżamy tylko siadała na
    stołeczku i nic ja nie interesowało taka była uparta :) . kiedy lekarz
    przyszedł na obchód mówiła pan wie panie ordynatorze ze ja dzis ide do domu i
    prosze juz wypisać urlop . chłop nie miał poprostu innego wyjscia :) tylko
    wypisywal hihihi bo mama i tak by " uciekła" nie wiem jak u was kwiatku ale
    kiedy mama raz po wlewie czuła sie dobrze zjadała wtedy co tylko popadło :| a
    kiedy czuła sie źle i były wymioty rzadko i mało ale były , brała leki
    przeciwymiotne i pila duzo wody niegazowanej szybciej wracała do siebie, brała
    również leki uspokajające ziołowe pomagały troche na stres. tzrymam za was
    kciuki :*
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 23.08.09, 18:15
    Alu moim zdaniem twoja mamusia zaczyna sobie nie radzic i dlatego tak sie
    zachowuje.Złośc i agresja u twojej mamy jest oznaka niemocy i bezczynnosci.wie
    że nie może nic zrobić dlatego jej zachowanie jest takie a nie inne to
    wszystko jest dla niej bardzo trudne i chyba zaczyna wam podupadać psychicznie.
    Może z nastepną wizyta w szpitalu poprosiłabyś psycholog o rozmowe? Wiesz nie
    ma co sie dziwić tu burczy w brzuchu ma sie ochote na milion rzeczy a tu co
    sie zje trzeba biegać do wc :( . Dawkuj jj leki tak jak przepisał lekarz bo
    mogą bardziej zaszkodzic niż pomóc trzymam kciuki za was obie ....
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 22.08.09, 14:03
    Witam, w srode moja mama uslyszala, ze ma raka. Zaczelismy dzialac szybko,
    wykorzystujac wszystkie kontakty i moc pieniedzy. Wczoraj miala zrobiona
    tomografie i w poniedzialek idzie do szpitala. Podobno jest zle, jest to nie
    operacyjne i sa juz nacieki na kosci. Czeka ja chemia i naswietlania. Nie wiem
    jakie stadium, jaka grupa. Mam nadzieje dowiedziec sie cos wiecej w
    poniedzialek. Jakie ma szanse?

    Niestety nie jestem teraz z nia. Mieszkam za granica. Mama opiekuja sie brat,
    bratowa i tato. Stad szukam lekarzy, dzwonie, zalatwiam.

    Prosze powiedzcie do kogo pojsc w Poznaniu? Z reszta nie wazne gdzie. Pojedziemy
    gdzie trzeba bedzie byle miala jak najlepsza opieke i szanse na leczenie, a nie
    tylko paliatywne. Co robic? O co pytac lekarzy? Czego sie domagac?

    Jak czesto zdarzaja sie cuda? Tak sie boje. Czuje sie bezsilna.
  • 22.08.09, 15:31

    wejdz na forum dum spiro spero ,tam są wspaniali ludzie ,in situ i
    inni odpowiedzą Ci na każde pytanie ,fachowa pomoc i moc
    serdeczności
    wielki ukłon w Ich stronę ,pozdrawiam
    ps.to forum również wnosi wiele ,wspaniali
    pacjenci ,fachowcy :jendruch ,turpin do niedawna .)))
  • 23.08.09, 18:36
    TEraz pisze co dalej z moja sasiadeczka byłam z nia w bytomiu , niby pani doktor
    która ja przyjmowała nie widzi żadnych oznak zeby operacja odbyła sie na teraz
    zapisała moja sasiadke na 1 wrzesnia bóle sa takie same jak były nawet
    gorsze, bo doszły płytkie oddechy , insulina nie chce za bardzo działać bo jak
    moze z pustym żołądkiem, dalej odrzuca ja od jedzenia nawet pol kromki stanowi
    ogromny problem :( jedzenie tylko papkowate i to w ilosciach noworodkowych :(
    , jest blada nie ma sił. nawet w klinice w bytomiu osoby zwróciły na jej wyglad
    uwage chodz nigdy jej nie widziały.Myśle że cos jest nie tak tylko nie wiem co
    . mi to wygląda na niechcianego pacjenta :| :( bo to juz 3 podejscie.
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 23.08.09, 22:14
    Co oni z nią wyprawiają!!!!!!!!
    Czy to tak trudno podjąc jakieś zdecydowane kroki, w końcu Edzia co jej jest?
    Jakąś diagnozę już postawili i nie mówię tu o cukrzycy.
    KOSZMAR!!!!
  • 24.08.09, 14:07
    Alu tylko to ze sa mieśniaki wielkosci i kształtem przypominające spore
    kalafiory. wiem że podchodzą juz pod piersi i można je wyczuć ręka + opadająca
    macica. nie moge równać jej objawów z objawami jakie miała moja mama ale moja
    mame też bolało wtedy dostała tramal bo w przychodni powiedzieli że ma zapalenie
    rwy kulszowej. kiedy poszła do gina ,(1 niczego nie zauważył złego) 2 sie za
    głowe chwycił i na cito do szpitala na operacje. od wizyty do operacji to 4
    dni w tym sobota i niedziela . A tu kobieta nie je( ma odruchy wymiotne),
    chudnie w oczach , co wizyta znajduja nowa chorobę!!!! i z jednego szpitala daja
    skierowania do drugiego!!!! ona juz w bólach które okresla jako porodowe
    promieniujace do krzyża chodzi 2 miesiace. To jest Koszmar Alu gdybyś ja
    widziała z niej jak to sie mówi było kawał baby a teraz szkoda gadac :(
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 24.08.09, 14:49
    Edzia400 wiem, ze to nie zabrzmi pocieszajaco. Dlaczego Twoja sasiadka nie
    pojdzie na wizyte prywatna do jednego z lekarzy? Na NFZ to raczej nie ma co
    liczyc, widzisz jak traktuja biedna kobiete.
    Rozumiem, ze sa to koszta i to spore. Tylko czy jest cos rowne wartosci zycia?
  • 26.08.09, 11:58
    agaaska ona była prywatnie !!! Dlatego mnie to tak bulwersuje. Mało tego była
    na konsultcji u 2 gina i powiedział że bytom jest nieunikniony i że na 1
    wrzesnia termin jest i ni jak nie da sie go przesunąć bo są straszne kolejki i
    tam musi być operowana a nie tu na miejscu bo oni maja tam odpowiednich lekarzy
    i sprzet.:(J sie tylko modle żeby teg 1 szła pod noże i juz nie cierpiała.
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 24.08.09, 14:45
    Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
    ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzyła
    do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
    Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.
  • 24.08.09, 14:53
    nanga75 napisała:

    > Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
    > ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzył
    > a
    > do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
    > Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.


    Naga75, dziekuje za odpowiedz. Tak zrobilismy. W piatek brat spotkal sie z z-ca
    ordynatora i juz mama jest w szpitalu, ma robione wlasnie wszystkie badania.
    Nastawiamy sie na spore koszty, ale pieniadze sie nie licza, jesli jest
    cokolwiek co moze pomoc ja wyleczyc.

    A swoja droga to straszne, ze gdybysmy chcieli polegac na bezplatnej sluzbie
    zdrowia to tomografie moglaby miec najwczesniej zrobiona w Poznaniu w
    pazdzierniku ! A w szpitalu, kolo naszego miejsca zamieszkania w przyszlym roku !!!
    Na pytanie o badanie prywatne, termin znalazl sie na drugi dzien na 10 rano.
  • 24.08.09, 14:45
    Tara34 dzieki za linka. Juz sie tam zarejestrowalam, jak bede miec dostep do
    Mamy wynikow bede pytac.

    Czy ktos leczyl / leczy sie w Wielkopolskim Osrodku Onkologii? Trafila tam moja
    Mama. Szukam w necie opinii o lekarzach, samym osrodku i nic nie moge znalezc,
    ale nie oficjalnych stron. Troche mnie to dziwi.
  • 25.08.09, 22:15
    Kochana nie martw sie na zapas, ja przeżyłam to samo z moją mama, w
    lutym się dowiedzieliśmy że mama ma raka,szok....nie chciało się nam
    wiezyć.Musielismy się pozbierać wszyscy do kupy, a co jeszcze moja
    teściowa miała operacje 7 lat tem na raka szyjki macicy.. i teraz
    moja mama, z moja mama jest tak rak stopnia IVA,zaawansowany Bez
    operacyjny,leczenie paliatywne, miała 30-lamp,na które woziłam ją
    codziennie po 80km.Nic nie odczuwała po tych lampach znosiła je
    bardzo dobrze i pózniej brachyterapia,na początku sierpnia było USG
    brzucha i rezonans magnetyczny chcieli lekarze zobaczyć jak jest po
    tym leczeniu, bo dochodzoło to diabelstwo do kośći miednicy w trzon
    macicy i sklepienia pochwy.Uwiezcie mi jak szłam tydzień temu
    odebrać te wyniki to wszystko stało mi w gardle a serce biło mi jak
    oszalałe, i nastąpiło wejście do lekarza z tymi wynikami a lekarz
    proszę pani TO.... zgineło śmiercią tragiczną wszystko jest dobrze i
    było tak wrażliwe na to leczeniea- a jeszcze jest w opisie z
    rezonansu całkowita regresja i kości miednicy bez cech meta i USG
    brzucha też nic nie ma.Nie macie pojęcia jak wyszłam z mama z
    gabinetu lekarza to nie wiedziałam gdzie jestem, łzy płyneły mi jak
    grochy ze szczęścia.Ale wiara czyni cuda, mocno wierzyliśmy że się
    uda,codziennie się modliłam, a mama jest okazem zdrowia.Ja osobiście
    uznaje za dobra klinikę onkologiczną w Bydgoszczy,własnie tam
    jezdziłam z mamą, to spotykaliśmy ludzi z całej polski.Pamietajcie
    dziewczyny WIARA CZYNI CUDA.Trzeba wierzyć mocno i wszystkich
    pozdrawiam gorąco.
  • 24.08.09, 18:20
    Wita Was nowy człowiek na tym forum. Piszecie głównie o swoich
    bliskich. Ja postanowiłam napisać o swoim przypadku. Myślałam już,
    że będzie pięknie, ale od 2 dni mam doła.
    Raka szyjki macicy wykryto u mnie przypadkiem.
    Całe życie miałam spokój z tzw. babskimi sprawami. Kiedyś, dawno
    temu nadżerka - wypalona i spokój. Zdarzały się jakieś drobne
    infekcje, ale to chyba ze 2 razy. Cytologia - marzenie. Ostatnią
    zrobiłam w sierpniu ubr. - grupa "0". To co miałam od jakiego czasu,
    to mięśniaki macicy. Większe, mniejsze, kilka. Nic się nie działo z
    nimi złego, nie rosły, nie dawały objawów. Moja ginekolog miała je -
    jak to ujęła "pod kontrolą". We wrześniu zaczęłam krwawić nie wtedy
    kiedy trzeba. Wylądowałam w szpitalu na abrazji. Hispat - dobry. Po
    jakichś dwóch tygodniach znowu nietypowe krwawienie. Mojej lekarki
    nie było, trafiłam do kogoś innego. Zadecydowaliśmy, że może pora
    ptrzyszła na te mięśniaki. Operacja rutynowa i bez problemu.
    Przychodzi hispat - rak. Myślałam, że to niemożliwe, że pomyłka,
    przecież całe życie dbałam o profilaktykę.
    No cóż. Szybko trfaiłam do CO w Warszawie - radykalna radioterapia +
    chemia + brachyterapia. Leczenie zakończyłam 2 lutego. Do połowy
    sierpnia 3 wizyty kontrolne - wszystko ok. Ostatnio zrobiono USG
    jamy brzusznej i wzięto krew na SCC. USG - ideał. Markery - wynik
    prawidłowy. Kolejna kontrola w listopadzie. Lekarze zadowoleni, ja
    jeszcze bardziej.
    W pracy nadszedł czas badań profilaktycznych. W piątek zrobiłam rtg
    klatki piersiowej. I co? W płucach zmiany o charakterze meta. I jak
    to możliwe, że niby wszystko dobrze? Już cieszyłam się, że zmogłam
    intruza. Niestety. W środę idę do lekarza. Niech mi szczerze powie,
    ile mi jeszcze zostało. Kilka miesięcy? Ale raczej dwa? A może z pół
    roku? Tak czy inaczej, chyba musze uporządkować swoje sprawy.
    Przepraszam, ale musiałam wyrzucić to z siebie. W domu jeszcze nikt
    nic nie wie. Wszyscy są szczęśliwi, że to co złe minęło. Jak mam im
    powiedzieć, że nie będzie juz urlopu w Hiszpanii? Cholera, jakie to
    ciężkie. Nie wiem co mnie bardziej dołuje. To, że wyrok mam juz
    podpisany, czy to, że dla moich bliskich będzie to wiadomość
    najgorsza z najgorszych.
  • 24.08.09, 18:41
    Veeto1 proszę nie myśl jeszcze tak tragicznie, musisz koniecznie moim zdaniem
    zrobić prześwietlenie jeszcze raz, zdarzają się pomyłki , wiem bo koleżance z
    pracy pomylili wynik z biopsji piersi kazali się jej natychmiast zgłosić na
    operacje, ale ona przezorna udała się do innego ośrodka i zrobiła powtórne
    badania które były dobre, ale tego co przeżyła przez miesiąc to jej nikt nie zwróci.
  • 24.08.09, 19:05
    Niestety chyba nie ma pomyłki, bo technik który je robił miał nieco
    dziwny wyraz twarzy i pytał na co się leczę i czy przechodziłam
    ostatnio jakieś operacje.
    Tak czy inaczej w środę idę do lekarza. Zobaczymy, co dalej.
  • 24.08.09, 20:06
    Veeto,sama jestem chora na raka piersi i mimo, że rokowanie w moim
    przypadku jest całkim , całkiem (50% hm..)wiem jaką grozą wieje od
    słowa meta...Jestem głęboko poruszona tym, co piszesz i natychmiast
    włączył mi się tzw. Batman(czyli jak pomóc, co robić?) Nie będe tu
    propagować metod alternatywnych,bo sama jestem jak dziecko we
    mgle.Raz mnie fascynują grzyby(biorę je),zaraz potem terapia Gersona
    (rany, jaka trudna), teraz przeżywam zauroczenie rewelacjami dotycz.
    witaminy B17(pestki moreli).Te dwa ostatnie przykłady są stosowane w
    przypadkach niemal terminalnych,a zwieńczanych sukcesem. Jestem w
    trakcie chemii, potem radio...i już mam stracha co dalej? Może,
    kiedy lekarze rozłożą ręce,właśnie tak będę sobie pomagać? Nie myśl
    tak bardzo o porządkowaniu swoich spraw, tylko o ŻYCIU!Zdarzaja się
    w onkologii rzeczy niezwykłe, więc dlaczego nie Tobie? Trochę
    namąciłam, ale w jakieś takiej desperacji piszę...żeby szlag te
    nowotwory! Pozdrawiam, daj znak po tej środzie.
  • 24.08.09, 20:36
    ,,,rozumię cię,ja jestem w trakcie chemii przed operacją
    piersi.Robiłam scentografie kości, jakies znaczniki było widać ale
    rtg wykluczył meta,ulżyło mi (na jak długo ne wiem) Zrób dokładne
    badania, nie zwykłe zdjęcie.Sprawa druga, moja znajoma, już 3 rok
    ma przerzuty i ich leczy chemią doustną, narazie "stoją" w miejscu.
    Mojemu bratu, trochę lat temu,dawali maksimum pół (jelito)żył 5 lat
    Trzymaj się.
  • 25.08.09, 17:41
    Dzięki dziwczyny za słowa otuchy. Generalnie mam pozytywny stosunek
    do życia, czasem jednak dopada mnie chwila depresji.
  • 26.08.09, 12:25
    Veeto, rak szyjki rzadko daje odlegle przerzuty.
    Dlatego mimo wszystko poczekaj na dokladne zdiagnozowanie tego, co
    sie dzieje z Twoimi plucami. No i daj znac co powiedzial lekarz.



    --
    Forum
    dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
    Uszate serduszka czekaja
  • 26.08.09, 20:08
    Byłam dziś u lekarza. Obejrzał wszystko dokładnie, przypomniał sobie
    wszystko co było od poczatku. Jutro kazał mi przyjść do Centrum
    Onkologii. Jego zdaniem przerzuty w płucach uwidocznione na rtg nie
    są jakieś makabryczne, co starałam się mu wmówić. Najprawdopodobniej
    dostanę silną dawkę chemii. Jego zdaniem jeszcze za wcześnie na
    żegnanie sie z życiem. Zobaczymy więc co dalej. Będę pisać.
    Jestem tzw. pacjentką świadomą i lekarze już wiedzą, że jesli mam
    bvyć spokojna - muszę znac prawdę, nawet najgorszą. Wyczuwam
    ściemnianie. Aha!Odebrałam dziś wyniki krwi i moczu. Mocz jest ok.
    Krew ma kilka wartości poniżej normy, ale w zasadzie jeszcze prawie
    na granicy. Tylko OB do dupy - 80.
    No cóż zobaczymy co wymyślą mądrzejsi ode mnie.
    Rodzina nadal nic nie wie. Wiem już natomiast, że powiem im o tym w
    sobotę. Niech będą wszyscy i niech powiem to raz. Nie mam siły
    tłumaczyć tego każdemu z osobna. Dam oczywiście znać co mi
    powiedzieli w CO.
  • 31.08.09, 19:08
    Byłam w CO. Najprawdopodobniej są to jednak przerzuty. Zrobione mam
    wszystkie chyba mozliwe markery oprócz prostaty, dodatkowo
    mammografię. Jutro będę wiedziała jakie sa wyniki. Jutro mam też
    umówioną konsultację u specjalistów od płuc. Czeka mnie pewnie
    bronchoskopia - jeśli potwierdzi się, że to przerzuty, to od 9
    września zaczynam chemioterapię.
  • 31.08.09, 22:44
    trzymam mocno kciuki żeby było jak najlepiej i dużo dużo sił Ściskam mocno
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 01.09.09, 16:00
    Lekarz od płuc obejrzał rtg wywalił oczy i stwierdził, że to jakieś
    dziwne jest. A co to jest to nie ma pojęcia. Może i przyerzutry,
    tylko dlaczego tak błyskawicznie i dlaczego, skoro wszystkie markery
    mam w normie. Mammografia też ok, w jednej piersi 1 maleńka zmiana
    łagodna, na wszelki wypadek sprawdzę jeszcze w badaniu USG.
    Po długier rozmowie ustaliliśmy, że 9 września idę na biopsję
    cienkoigłową tych zmian. Zobaczymy co to za dziwoląg w płucach mi
    się rozsiadł. A więc na razie chemia odwołałana. Na chwilę?
  • 22.10.09, 16:35
    do b_a_l_b_i_n_k_i(proszę Cię o odpowiedź, bo widzę, że najlepiej znasz się na
    tym trudnym temacie): własnie dowiedzielismy sie o chorobie mamy, w diagnozie
    pisze endomedrii C54 gII(tak odczytałam po lekarzu, nie wiem czy dobrze), czy
    wiesz co to znaczy?
    Operacje ma mieć za 2 mies., czy to nie za długo? Ja jestem w 9 miesiącu ciązy i
    mieszkam daleko 300 km od rodziców, musze lezec, nie wiem jak pomóc rodzicom,
    mamie, bo martwie sie o nia i o moje dzieciatko.Nie wiem wlasciwie nic o tej
    strasznej dla mnie chorobie czy sa szanse? Bede wdzieczna za jak najwieksza
    liczbę informacji i porad.
  • 26.09.09, 18:29
    Ech, miesiąc temu było wszystko inaczej. Teraz jestem tak słaba, że
    nie mam na nic siły. Poranny prysznic jest dla mnie wysiłkiem tak
    dużym, ze muszę odsiedzieć w łazience i "odsapać". Mam porobione już
    wszystkie badania łącznie z biopsją płuc, USG i biopsją mojego guzka
    w piersi (mam go od bardzo dawna). Cały czas wszyscy zastanawiali
    sie skąd te przerzuty, skoro wszystkie markery dobre. Stanęło
    ostatecznie na tym, że to przerzuty ze skutecznie leczonego raka
    szyjki macicy. 6 października mam iść na chemię do Centrum Onkologii
    na Ursynowie. Tylko, czy ja dotrwam? Niby badania mam nienajgorsze i
    nie ma przeciwwskazań do podania mi chemii, ale generalnie czuję sie
    do dupy. Mam wrażenie, że siada mi krążenie. Większy wysiłek (tj.
    np. wejście na piętro po przyjeździe od lekarza) kończy się
    dreszczami nie do opanowania, jest mi tak zimno, że mąż musi
    opatulić mnie ciepłym kocem i dać gorącej herbaty. Potem najczęściej
    zasypiam na pare minut i jest dobrze. Może to kwestia trochę zbyt
    niskiego sodu. Sama nie wiem. Ach i cos nowego się pojawił -
    zjedzenie czegoś kwaskowatego kończy się czasem wymiotami. Szkoda mi
    tego zwróconego jedzenia, bo nie mam apetytu i w sumie zmuszam się
    do jedzenia.
    Chciałabym żeby juz był ten 6.X. Wreszcie zaczęłoby się coś dziać.
  • 26.08.09, 10:25
    Dzien dobry.

    veeto1 wierze, ze bedzie dobrze i jeszcze wiele lat przed Toba. Nie trac nadziei.

    Dziewczyny powiedzcie co o tym myslec. Stan mamy jest bardzo zaawansowany, niby
    ostatnie juz stadium. Niestety nie mam wgladu w wyniki, wiem tyle co mi
    powiedza. Zdecydowano sie na leczenie agresywne. Mama jest poddawana
    radioterapii, ma miec 5 naswietlen najmocniejsza z mozliwych dawek i potem na
    miesiac do domu. Zadnej chemii, operacji.
    To sie kwalifikuje jako leczenie czy to raczej opieka paliatywna juz? Szukac
    innych lekarzy czy zaufac, ze wiedza co robia i o walcza o moja mame?
  • 26.08.09, 13:26
    Agaaska Twoją mamę leczą tak jak moją moja dostała 6 mocnych lamp na 3 tygodnie
    do domu i 31 sierpnia jedziamy z powrotem do Gliwic tylko bardzo się boje że ją
    nie przyjmą że odeślą ją do domu i każą przyjechac później.U mamy na wypisie z
    CO pisze "zastosowano leczenie paliatywne w celu zmniejszenia bólu i krwawień" i
    powiem Ci tak mama przez dwa tygodnie nie mogła dojśc do siebie ale przynajmniej
    już ją nie boli tak jak przed szpitalem(wtedy leki przeciwbólowe jadła garściami
    w tym momencie nie je nic) w sumie ma plaster przeciwbólowy który jej już
    zakładali w szpitalu przy silnych bólach ale wtedy nawet on nie pomagał
    dostawała ketanole w kroplówce, czopki przeciwbólowe, teraz już jej wrócił
    apetyt dużo je.
    Wiesz jak się dowiedziałam jak ją bedą leczyc to sie troche załamałam ale teraz
    jak widze że czuje się lepiej to może to było dobre.Mojej mamie nie mogli
    zastosowac leczenia radykalnego poniewaz ma rozpadajacego się guza.
    Tak wiec mysl pozytywnie że może w jej przypadku to lepsze leczenie wierze w
    tych lekarzy co lecza nasze mamy.


    Ala
  • 27.08.09, 21:24
    Kwiatku co się nic nie odyzwasz?
    Co tam u twojej mamy?
    My jedziemy 31 sierpnia coraz bliżej tego dnia a ja coraz bardziej się boje czy
    ją zostawią.
    Odezwij się bo tęsknimy.
  • 27.08.09, 22:17
    kochane dziewczyny przeczytajcie sobie jak pisałam co było z moją
    mamą dwa dni temu tj.25.08.Pozdrawiam
  • 28.08.09, 10:44
    Skotka przeczytalam i az mi ciarki przeszly. Ja tez wierze, tez sie modle i nie
    pozwole Mamie sie poddac. Planujemy wyjazd do Indii, bo takie jest jej marzenie
    i ja wiem, ze nic nas nie powstrzyma przed tymi wakacjami.

    Czy Twoja Mama miala chemie? Moja Mama ma teraz tylko 5 naswietlen, ale podobno
    najmocniejszych, potem miesiac przerwy i powrot na kolejne naswietlania mozliwe,
    ze dojdzie do tego chemia.
  • 28.08.09, 10:52
    Skotko, ta historia brzmi niewiarygodnie...ale trzymam się jej
    bardzo!To daje po prostu nadzieję.
  • 29.08.09, 16:33
    Dziewczyny teraz jest tyle zamieszania na wątku raka piersi że boję się że nikt
    mi nic nie napisze a chciałabym bardzo wiedziec
    Mojej mamie spuchły nogi od stóp do kolan ale to bardzo i jeszcze m takie
    białawe wypryski na nich od czego to może byc bo w czwartek lekarz rodzinny jej
    powiedział że to od kroplówek( brała kroplówki na wzmocnienie bo nic nie jadła)
    i to powinno ustępowac a to jest wieksze
    Jak myślicie od czego to możę być?

    Kwiatku co nic nie piszesz odezwij się,czekam na wiadomości od ciebie.
  • 29.08.09, 21:53
    Alu mojej mamie nie puchły nogi wiec nie wiem, troche szukałam na necie i
    wyczytałam że zimne oklady , ja poszłabym do lekarza ale nie rodzinnego
    tylko do prowadzącego woja mame onkologa . (moja mame leczyli na rwe lulszową a
    to pękł miesniak ( pare dni wstecz było usg i czyszczenie w szpitalu i tam jej
    własnie narobili wiecej szkody niz pozytku )i przypomniało mi sie , jak moja
    mama miała 1 chemie to dostała jakiegos dziwnego paraliżu lewej reki i szyi nie
    mogła głowa obracać na boki ,a ręke tylko do poziomu pasa lekarz rodzinny
    powiedział ze sa to skutki uboczne chemi, a lekarz onkolog u którego byliśmy
    dał nam skierowanie to reumatologa . 7 dni smarowania mascia i jak reką
    odjął.Tylko nie wiem gdzie wy musiałbyście isc chyba do chirurga naczyniowego
    <mysli>
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 29.08.09, 21:56
    Alu a kwiatek chyba zrobiła sobie urlopek tak mi sie przypomniało że do Ustronia
    miała jechac. Ciekwe czy do tego blisko mnie <mysli>
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 29.08.09, 22:00
    A z skąd jesteś bo ja mieszkam blisko Żywca?
    to Ustron jest blisko mnie.
  • 31.08.09, 07:33
    czesc dziewczyny, stasznie mi ciezko pisac, a juz myslamam, ze bedem
    iala was czym podladowac... z wakacji nici, bo mama czuje sie po
    prostu fatalnie. w dodatku nikt nie wie o co chodzi. od ostantiej
    chemii ma straszne skoki cicsnienia, bardzo podniesiony puls i
    oslabienie nie do opanowania. bylam w odmu przez tydzien, mielismy
    pojechac w gory do ustronia wlasnie, ale nie bylo sensu forsowac
    mame. byla u kardiologa - serce w porzadku, tlyko on ja zapytal czy
    nie ma przerzutow do mozgu.to mamie nie pomoglo, ale lekarz
    generlanei w porzadku, bedzie wspieral mame jak moze.dzis powinna
    sie zglosic do niego na oddzial do szpitala. w czwartek ma wziac
    kolejna chemie, ale przy jej obecnym stanie to pewnie nie wchodzi w
    gre. pierwszy raz od poczaktu choroby czuje, ze mama sie nam wymyka,
    nie chce, ale jej sily sa takie watle... musiala ich wszystkich
    zostawic i wrocic do pracy- siostra i tato daja jeszcze jakos rade,
    ale tez sa oboje strzepkami nerwow. czekam co bedzie do czwartku i
    jestem przygotowana na wyjazd w kazdej chwili. wciaz sie modle, ale
    jakos brak mi sil, moze Bog sobie nas odpuscil? przepraszma, ze tak
    smutno, na pewno uda nam sie jakos wykaraskac z tego kryzysu, ale
    tak boli serce, gdy mama na do widzenia ci mowi slabym glosikiem ,ze
    nie wie czy sie jeszcze zobyczymy. nie mialam serca ja opierniczyc
    solidnie. sledze wasze watki, trzymam kciuki za nas wszystkie. w
    dodatku nei bylo mnie przez tydzien, a tu duzo nowych. boje sie, ze
    sama trace ten swoj wczesniejszy optyizm, ktorym tka chiclam zarazic
    ale. sciskam was wszystkie!
  • 31.08.09, 18:24
    Kwiatku tak teraz cie czytam i wiesz prypomniało mi sie ze ma poczatku walki
    mamy z tym wrednym gów ...::P mama miała takie same stany jak twoja w tyg
    była nawet ze 3 razy u nas karetka nawet miała robione Ekg bo mysleli że zawał.
    a to była taka silna nerwica !!! a wyglądało to tak jak zawał nawet oddychało
    sie mamie Źle i moja siostra nieraz dzwoniła do mnie do pracy co ma robić. w
    szpitalu przepisali jej leki uspokajajace i na spanie pomogło potem powoli
    wycofywałam je żeby mama do nich nie przywykła . Zreszta było 8 miesiecy spokoju
    wiec i leki nie były potrzebne. Spróbujcie jesli mama ma siły pojechać do
    neurologa , (mama również miała umówioną wizyte u kardiologa ale kolejka byla
    ze ho ho ) .Kwiatku nie waż mi sie załamywać powiedz mi jeszcze jak badania
    wyszły i czy miała juz badania?? po chemii niech pije duzo wody niegazowanej i
    bułki pokrojone na plasterki jak chleb mniej po nich muli a i nie zmuszajcie
    mamy do jedzenia jesli je mało a bardzo czesto to lepiej niz raz w ciagu dnia i
    duzo :) może kwiatku wprowdzcie nutri drinki wiem że sa tez nutri jogurty
    www.zdrowie.med.pl/niedozywienie/n_3.html tu jest strona Megance
    sprawia że dostaje sie apetyt ale co z tego jesli osoba po chemi wymiotuje lub
    mało je NUTRIDRINK przeznaczony do leczenia dietetycznego niedożywienia,
    spowodowanego chorobą.

    Alu ja jestem z Rybnika :)
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 01.09.09, 07:04
    edziu, wczoraj wlasnie starlama sie przekonac mame, ze to nerwica,
    dokladnie jak piszesz. wystukalam w google objawy mamy i pierwsze
    linki byly do stron z nerwicami: lekowymi, serca, etc. mama byla u
    kargio, ekg czysciutkie, lekarz mowi, ze to nie serce, dal mamie
    jakies na onbnizenie pracy serca, bo puls jest szalony. mama powoli
    daje sie przekonac do brania czegos uspokajajacego. co do jedzenia -
    na nutridrinki nie da jej sie namowic za nic, bo "to sztuczne, rak
    tez lubi mikroelementy iwitaminy, lepiej rosol, itd.". wczoraj
    rozmawialam z nia przez telefon - nawet blyo lepiej, glos silneijszy
    i wiecej motywacji, ale chemia sie zbliza, w czwartek do gliwic,
    boimy sie wszyscy, jak mama ja przejdzie. gdyby tlkyo lekarze z
    oddzialu mogli jej dac cos na uspokojenie przed chemia to by bylo
    naprawde dobrze.moze moj tata albo siostra beda potrafili cos
    zalatwic. jest jeszcze jeden problem-mama boi sie powiedziec
    lekarzom jak naprawde sie czuje i w efekcie ona jest slabiutka, a
    lekarze mowia, ze dobrze znosi terapiel. czasem mam ochote przelozyc
    matule przez kolano! troche jestem optymistyczniejsza niz
    wczoraj ,ale i tak siedze jak na szpilkach. bede dzwonic do domu w
    poludnie, powiem jej o nerwicy u twojej mamy, moze czyis inny
    przeklad ja przekona. dzieki edziu za wsparcie.
  • 01.09.09, 16:06
    Mama musi mówić prawdę lekarzom o tym, jak się czuje. To nie jest
    choroba, przy której można strugać bohatera. SKoro mama sama tego
    nie mówi - uświadom lekarzy Ty. A co do leków na uspokojenie, to sa
    one wyjątkowo niechętnie dawane ze względu na to, że są wysoce
    uzależniające. Skoro jednak jest tak jak piszesz, to może uda Ci się
    namówić pielegniary na coś, czym one same mogą zadysponować.
  • 01.09.09, 18:18
    Kwiatku a może melise?? veeto1 napisała dobrze że ktoś musi powiedzieć prawde
    lekarzom jak mama naprawde to znosi . Jej stany mogą być własnie spowodowane
    obawą powiedzenia prawdy o swoim samopoczuciu ( zapewno mysli ze jak powie to
    np zaprzestana jej leczenia lub powiedza ze przez te objawy jest gorzej albo ja
    zostawia na obserwacji w szpitalu ) dusi wszystko w sobie ale ile może organiżm
    przy takim napieciu stresowym wytrzymać jeszcze naprawde , serce jej zacznie
    szaleć i wtedy bedzie problem.

    Ja wróciłam z Bytomia z kwitkiem w ręku nastepna wizyta 14 !!!!! Sąsiadka juz
    ma wszystkiego dosyc mogli przeciez zadzwonić ze nie maja wolnych łożek a nie
    tyle km z nią jeździć jak ona nie potrafi 5 metrów przejsc !!!! Makabra ale
    jak to mówią do 3 razy sztuka

    veeto1 to naprawde dziwne jesli markery sa w normie :| może to jakiś niegrozny
    guzek <mysli> bądzmy dobrej mysli

    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 02.09.09, 18:13
    ANo niestety, terminy sa jakie są, a nam - wiadomo - spieswzy się, w
    końcu każdy dzień jest ważny. Też chciałabym juz wiedzieć co to za
    cholera. Boję się trochę tej biopsji, choć podobno to nie jest
    bolesne. I boję się wyniku. Nienawidzę czekać. WOlę najgorszą prawdę
    niż czekanie.
    A melisę możesz dawać mamie bez pytania kogokolwiek. Tylko, czy tak
    delikatny środek będzie wystarczający?
  • 06.09.09, 13:39
    moją mamę 31 sierpnia nie przyjeli do Gliwic ponieważ ma bardzo silną anemie i
    musi porobic badania, ale Pani ordynator z oddziału po badaniu stwierdziła że
    guz sie zmniejszył i niby nacieki tez.Stwierdziła że guz jest wielkości ok 3-4
    cm i moje pytanie w związku z tym: Jeżeli zmniejszył się guz i nacieki czy nie
    jest to szansa na operacje?
    czy poprostu to tylko takie gadanie?
  • 11.09.09, 12:59
    od dawna zadnych wiesci ale mam nadzieje, ze ich brak znaczy tlkyo,
    ze sa same pozytywne nowiny. u nas do przodu, choc nie jest latwo.
    po kryzysie, jaki mama miala z powodu bardzo niskiego potasu (utrata
    wzroku i czucia w rekach, silne wymioty i generalnie symptomy
    przypominajace zapsc) i tygodnia w szpitalu (mimo, ze pani z
    pogotowia nie chiala mamy zabrac umywajac rece tlumaczeniem, ze to
    chemia, bo panstwo powinni wiedziec, ze chemia to powazna sprawa -
    udusic babe za takie komentarze!) z tego powodu matula niep ojechala
    na chemie w ubiegly czwartke. teraz jest juz w domciu, cudnie sie z
    nia znow rozmawia przez telefon, ale jest tez w stresie w zwiazku z
    terapia - ma zadzownic do gliwic i znow iseu mowiac na termin.
    poradzilam jej poczekac do poniedzialku, niech njapierw sie sama
    siebie przekona, co do koniecznosci chemii i ma jeszcze jeden
    weekend w miare od raka. moze powinnam ja namawiac by dzownila juz i
    teraz, ale mam wrazenie, ze ten ostatni kryzys to byl rowniez na tle
    nerwowym. mama mimo wszystko nie chce isc do psychiatry i brak cos
    na uspokojenie, szkoda. alu, co do anemii, kurcze a megace wam nie
    pomage? matula do czwartej chemii wlacznie miala morfologie "w
    miare". napisz jak mama teraz sie czuje. edzia, a sasiadka?
  • 11.09.09, 21:02
    Kwiatku kochany mama ma duży apetyt (nareszcie)ale wiesz jak to z anemią musi
    trochę czasu minąć żeby to się wszystko chodz w małym stopniu zregenerowało a co
    do tego że ją nie zostawili w klinice to myśle że było to dobrym posunięciem bo
    jeżeli ona po 6 lampach miała takie skutki uboczne to nie mogę sobie wobraźic
    jak by to wyglądało po kolejnych lampach a tak troche może przytyje i się
    zregeneruje i może wtedy jak bedzie śilniejsza.
    jaka to jest straszna choroba!!!!!
  • 13.09.09, 16:59
    kwiatku mam nadzieje ze mama spokojniejsza i ze nad nerwami twojej mamusi da sie
    jakos zapanowac
    Ja jutro jade znów do bytomia mam nadzieje ze juz ostatni raz i ze juz jutro
    ja zostawia i zooperuja powiem wam ze to prawda ze człowiek sie przyzwyczaja do
    bólu sasiadka troche mniej cierpi bo sie juz do bolu przyzwyczaiła :( a to zle.
    Ja ostatnio sie zle czuje mam mdłosci itp :P we wtorek mam wizyte u gina by
    potwierdzic moj stan :) a jutro odbieram wyniki z bety :)
    Wiem ze to zasługa mojej mamusi w niebie :) Kocham cie Mamo[*]
    Kwiatku i Alu a próbowaliscie tabletek z buraka i żurawiny ?? mojej mamie
    pomagały (mama nienawidziła soku buraczanego )
    Wierze ze znieczulica na izbach przyjec jest wielka kazda zwala na działania
    uboczne chemioterapi albo czy pani zdaje sobie sprawe na co choruje Mama
    !!!!!!!!! raz jak z mama byłam na ostym dyżurze zobiłam awanture i
    powiedziałam Pani pielegniarce ze ona ma wyższe wykształcenie i biały kitel a ja
    wiem wiecej o tej chorobie niż ona Sama, i gdybym nie uważała ze to konieczne to
    by mnie to nie było , nie jestem smarkulą i panikara no i tam pare innych słow
    :) wiecie wtedy zrobiło mi sie lżej na sercu cała moja złosc poszła w te
    pielegniarke :)kobieta tylko poczerwieniała i na podskokach zawołała lekarza
    który mame zaraz na oddział zabrał i potem okazało sie ze ja miałam racje i ze
    działo sie cos niedobrego !! (powiem wam ze po mojej mamie nie było widac ze
    choruje na nowotwór dopiero 3 tyg przed smiercia sie zmieniła )
    Mam nadzieje ze twoja mamcia i ali pokonaja te wredne choróbsko i nakopia mu do
    zadka :) trzymam mocno kciuki
    Alu i kwiatku zapyajcie onkologów prowadzących co polecaja do poprawy wyników
    może zasugeruja cos co pomoże pozdrawiam bardzo serdecznie
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 22.09.09, 18:37
    Kwiatku co tam u Was słychać?
    Jak się mamusia czuje?
    A u Twojej sąsiadki Edzia co tam?
  • 23.09.09, 06:50
    no u nas chyba dobrze nie jest. mama byla w ubiegla srode w klinice -
    wszystko niby ok, rentgen, USG, lekarka jeszcze cos tam przebadala
    i oswiadczyla, ze choroba w pieknym regresie. niestety, mama ma
    anemie i w zwiazku z tym nie moze kontynuowac chemii. pani doktor
    sie zdziwila, kiedy mama powiedziala, ze ma dostac jeszcze dwie
    chemie (w cyklu 6), bo niby nie ma jakichs schematow, ze akurat 6 i
    ze pewnie zamiast chemii bedie brachyterapia. ale to dopiero na
    14.10. na 2.10 ma TK w gliwicach. ale to jeszcze nic, bo mama
    powiedziala sobie, ze anemie trzeba zwalczyc, bierze lekarstwa, pije
    soki buraczane i ma apetyt. niestety od kilku dni wrocily bole
    plecow, ktore minely po drugiej chemii. trudno wyrokowac skad te
    bole, ale mama mowi, ze to takie jak poprzednio, ze rak wraca.
    straszna zalamka u wszystkich, choc powtarzamy sobie, ze to jeszcze
    niewiadomo. mama sie trzyma wersji o przerwanej chemii, ze to
    niestety bylo ze wczesnie i rak wrocil. na razie musi jednak po
    pierwsze zwalczyc anemie, w przyszlym tygodniu tk, zobyczymy co
    bedzie dalej. strasznie jednak ciezko jest walczyc z przeciwnikiem,
    na ktorego ma sie jedynie "pozytywne" myslenie. mam nadzieje, ze u
    was lepiej,ze anemia u mamy ali przeszla, ze sasidka edzi ma sie
    coraz lepiej, i ze edzia potwierdzila swoj blogoslawiony stan.
    czekam na dobre wiesci...
  • 23.09.09, 20:36
    Przepraszam że się wtrące, ale czy nie można podać krwi kiedy jest anemia? Moja
    mama miała dwa razy przed chemią podawaną krew ponieważ nie była w zbyt dobrej
    formie gdy zaczynano leczenie, tak sobie pytam? Może to by pomogło?
    Trzymam kciuki, i cały czas śledzę ten Wasz, mój wątek. Pozdrawiam.
  • 24.09.09, 06:52
    rozmawialam o tym z mama, probleme w tym, ze jak miala juz rozmawiac
    z lekarzem o transfuzji to sie rozmyslila, bo nie ma szczepien na
    zoltaczke. generlanie mama nie pozwala nam rozmawiac z lekarzami, a
    samych lekarzy oklamuje. szkoda tlkyo, ze lekarz, ktory sam obiecal
    podac krew, w sumie sie rozmyslil, choc widzial wyniki mamy. no i
    jeszcze jedno - nawet jak chcielibysmy naciskac na lekarzy, to oni i
    tak po pierwsze sugeruja sie opinia mamy, a na nas to nawet nie
    spojrza, strasznie mnie to wkurza, bo wiem, ze mama nie jest z nimi
    szczera.
  • 24.09.09, 13:45
    Kwiatku a jaki ma mama wynik?
    Bo mojej mamie rodzinny powiedział że do transfuzji to by sie kwalifikowała
    gdyby hemoglobiny miała 5.
    W Gliwicach jej powiedzieli że ma w rejonie przetoczyć krew a miała 8 tak że
    lekarz rodzinny przepisał jej żelazo i kwas foliowy i w ciągu tygodnia
    podskoczyło na ponad 9 a ma być minimum 12, wiesz też bardzo sie boje bo za dwa
    tygodnie jedzie na kolejne przyjęcie i ze znowu mogą ją nie przyjąc przez ta
    anemie ale teraz mam nadzieje że już zostanie.Kwiatku ja też ostatnio byłam sama
    w rejonie u pani doktor bo mama stwierdziła że nie idzie olewa to ale to było
    tylko pare dni a później już wszystko wróciło do normy.Też się bardzo boje ale u
    nas w domu generalnie nie przewija się temat raka wszyscy zdajemy sobie sprawe z
    mamy choroby(ona sama też) ale nie gadamy na ten temat tylko takie podstawowe
    rzeczy jak wyniki, lekarz kiedy do gliwic i tyle.
  • 25.09.09, 23:31
    kochane juz to robie jestem w 7 tyg i 3 dniu ciazy moja fasoleczka ma 12 mm :)
    termin na 11.05.2010 dzis widziałam jak bije serduszko piekny widok :)

    kwiatku moja mama tez miała bole dostała przekaz do reumatologa moze wy tez
    spróbujecie dostaniecie masci które troche pomoga przynajmniej mojej mamie
    pomogły ( dlaczego twojej miały by nie pomóc ) chemie i naswietlania niszcza
    szpik a w szpiku wiecie co cała odpornosc na infekcje itp i jak wiecie chemia
    dociera do kazdego milimetra ciała do kosci również wiec jak maja nie boleć :(
    a z sasiadka powiem wam tak ja sie poddałam i sie juz nie wtracam operacja
    zaplanowana na 26 Pazdziernika tu u nas w szpitalu rejonowym (masakra)
    sasiadka jak sie meczyła tak sie meczy o innym lekarzu niz ten który ja prowadzi
    nie chce słyszec wiec ja sie poddałam w bytomiu kazali nam błagac lekarza o
    przyjecie !!!!!!!!!!

    Mam nadzieje ze obie poradzicie sobie z anemiami u swoim mam mamus moja łykała
    jeszcze esetiale forte ten od watroby bo chemie dały jej niezle w kosc
    Trzymajcie seie cieplutko i mam nadzieje ze nastepne posty beda juz tylko
    optymistyzne
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 26.09.09, 09:29
    Aaaaaa to Edzia gratulacje, wiem jaka to radość dowiedzieć się o dzieciątku tak
    że ciesz się kochana.
    Dzieci to najlepsze lekarstwo na wszystkie smutki i troski.
  • 28.09.09, 07:23
    moje grtulacje Edziu!!!!! niech zdrowo rosnie Fasolka tudziez
    Groszek!
    a u nas - mama czeka na tK w piatek, bole sa znosne na razie, ale
    probleme w tym, ze matula jest przekonana o powrocie potwora.
    wszyscy eie boimy wynikow, ale jakos nie dopuszczam mysli ,ze to
    choroba w nawrocie -tyle innych wytlumaczen jest mozliwych. no i
    mama smaruje sie jakimis specyfikami, bo w zasadzie przed diagnoza
    rsm byla leczona na korzonki. co do transfuzji - mama bedzie
    rozmawiac z lekarzem jutro, poki co bierze zelazo i kwas foliowy,
    pije soki z burakow i innych warzyw swiezo przyzadzony w domciu.
    czekam na sygnal by pojechac na kilka dni do rodzicow. no i musi byc
    dobrze, dlaczego mialo by znow byc zle Boze?
  • 05.10.09, 14:16
    Pomóżcie zinterpretowac wyniki:
    1 czerwca było tak:
    W rzucie szyjki macicy widoczna jest owalna zmiana guzowata wielkości ok. 68 mm,
    ulegająca niejednorodnemu wzmocnieniu kontrastowemu.
    Cechy naciekania tkanki tłuszczowej przymacicza po stronie prawej, zajęte wydaje
    się być także sklepienie pochwy.
    Nie można wykluczyć odcinkowego naciekania końcowego fragmentu esicy, natomiast
    pęcherz moczowy wydaje się być jedynie modelowany. Sugestia naciekania prawego
    moczowodu, z jego dyskretnym poszerzeniem,
    W rzucie przydatków zmian nie uwidoczniono.
    Powiększone obustronnie pojedyncze węzły chłonne biodrowe, szerokości 13-14 mm,
    ulegające wzmocnieniu kontrastowemu.
    W prawym płacie watroby torbiel wielkości 14 mm. poza tvm watroha hP~ ~mian
    Śledziona, trzustka, obie nerki, duże naczynia krwiono "sne w TK bez uchwytnych
    zmian~tologicznych.



    a 1 Października jest tak:
    Macica nieregularnie powiększona o zatartych obrysach, z obszarem hypodensyjnym
    w centrum o śred. ok. 45 mm odpowiadający zdiagnozowanemu naciekowi. Macica nie
    nacieka pęcherza moczowego, natomiast nacieka prawy moczowód w końcowym odcinku
    — cechy zastoju II stopnia w nerce prawej. Mocno zatarta tkanka tłuszczowa wokół
    macicy. Esica wydaje się nie łączyć z macicą, natomiast w jej obrębie widoczne
    nieregularne pogrubienie ścian na długim odcinku maksymalnie do 15 mm — obraz
    sugeruje raczej zmiany zapalne, jak w przypadku zapalenia uchyłków.
    W przestrzeni zaotrzewnowej wzdłuż aorty, z przewagą strony lewej oraz wzdłuż
    lewej tętnicy biodrowej widoczne węzły chłonne — największy o wym. 18x8 mm,
    ponadto dość liczne o śred. do 12 mm. W obrębie wątroby w segmencie VI
    podtorebkowo widoczny obszar hypodensyjny we wszystkich sekwencjach o śred. 15
    mm, odpowiadający najpewniej nieco nieregularnej torbieli. Poza tym wątroba
    jednorodna nieco powiększona. Żyła wrotna o śred. 13 mm.
    Śledziona jednorodna bez zmian patologicznych.
    Trzustka prawidłowa w badaniu TK.
    Oba nadnercza prawidłowe.
    W nerkach (poza zastojem w nerce prawej) zmian ogniskowych nie stwierdzono.
    Struktury kostne w zbadanym zakresie i uwidoczniona tkanka płucna bez zmian
    patologicznych w TK


    Jest lepiej czy gorzej bo mi sie wydaje że to drugie?
  • 05.10.09, 17:03
    moze alu napiszesz w watku glownym do jedrucha - to lekarz, ktory
    sie specjalizuje w diagnozach onkologicznych, moze on pomoze. my
    czekamy na wyniki TK, beda 14go pazdziernika. mama wierzy coraz
    mniej w dobre zakonczenie swojego lecznie....pozdrawiam
  • 05.10.09, 17:25
    Ja też coraz mniej wierze w dobre zakończenie a mamie narazie mydlimy oczy że
    nie jest tak źle zresztą sama do końca nie wiem jak jest:(((
  • 07.10.09, 17:00
    moją mamę dziś przyjęli do Gliwic niby choroba ustępuje nie wiem czy to prawda
    zyjemy nadzieją
  • 08.10.09, 06:36
    alu, to dobra wiadomosc i choc lepiej pozostac na strazy to jednak
    dobre wiesci wzmacniaja i dodaja otuchy i sily naszym mamom. my
    czekamy na wyniki - mama ma wizyte w gliwicach 14-go, a poki co jest
    w domu - sprzata, gotuje, chodzi na drobne zakupy. generlanie czuje
    sie nienajgorzej, choc zalezy od dnia. najbardziej niepokoi ja
    dretwienie nog i nie wie czy to ksutek przysjmowania zelaza czy moze
    raka. wiadomo, ze mama zwala wszystko na postepujaca chorobe, choc
    krzycze na nia by nie prorokowala, bo to tlyko ja przaygnebia, a po
    wyniki i tak trzeba jechac do lekarza. poki co niech probuje wrocic
    do formy. alu, wszystkiego naj pozdrawiam
  • 15.10.09, 07:09
    a u nas? matula miala TK w ubieglym tygodniu a wczoraj wizyte w
    Gliwicach. lekarz powiedzial, ze wyniki krwi sa dobre, ze TK
    wskazuje na wyrazny regres choroby i ze nastpena wizyta ma byc na 23
    grudnia, a do tego czasu.... nic. mialy byc brachy w najgorszym
    przypadku, a tu lekarz mowi, ze pierwsze lampy jeszcze dzialaja i ze
    nic nie trzeba do stycznia robic, bo chemie mama przerwala i teraz
    nie ma sensu na jej wznowe. strasznie mnie wkurzylo, ze mama "
    przerwala chemie" - mieli jej zrobic transfuzje krwi, jak innym
    pacjentom, ale nawet o tym nie wspomnieli, a teraz to mamy wina, ze
    miala fatalna krew. no tak, pewnie mama miala dac im w lape, to moze
    by cos sie znalazlo, ale mama byla tak w szoku, ze odtajala dopiero
    w domu. bedzie sie starac dostac na rozmowe prywatnie do pani
    ordynator. niestety moje wrazeie, ze gliwice maja glowe w chmurze,
    bo sa swietnie wiekwipowani i maja mase pacjentow sie potwierdza.
    zreszta lekarz, ktory mame przyjal to starszy facet z posunieta
    skleroza - prowadzil amme wczesniej, zapomnial na przyklad zapisac
    wizity na lapmy albo chemie, zapomnial. jak taka osoba moze pracowac
    w szpitalu? moj Boze, krew mi sie burzy, ale pewnie tych d...ow nie
    przeskoczymy. a czas, ten cholerny czas plynie....
  • 15.10.09, 15:45
    Kwiatku kochany u nas to samo,mamę przyjeli tylko dlatego że się uparła że
    zastępczyni ordynatorki w sierpniu jej powiedziała że jak przyjedzie w
    październiku to napewno zostanie.Lekarz który ją wtedy przyjmował w gabinecie
    chciał mame wysłac do domu ale mama się uparła i koniec,"to w takim wypadku
    prosze sobie czekac na Panią doktor ona zdecyduje" tak jej powiedział.A tak
    ogólnie w Gliwicach to teraz chyba nie zadobrze się dzieje mama leżała od piątku
    sama na sali dopiero dziś dostała jakąś panią i wogóle podobno od pierwszego
    listopada zamykają oddział B do końca roku.Zmniejszyli ilość lamp i chemii.Mama
    na początku miała dostac znowu sześć lamp ale to by oznaczało że bedzie znowu
    leżeć przez weekend i dostała pięć i w piątek do domu.W tym roku już jej nie bęą
    leczyć tylko na kontrole i może w przyszłym.
    Nie chce mi się wogóle o tym myśleć syf wszędzie i znieczulica!!!!
  • 15.10.09, 19:10
    Dziewczyny powiem wam ze to nic nowego nie tylko gliwice sa opierzałe sasiadka
    nie bedzie miała w ytomiu operacji tylko tu u nas na miejscu i to dopiero 26
    chyba pazdziernika a czeka od poczatku wakacji i gdzie w tym sens przeciez juz
    dawno mogło sie tam rozwiznąc cos paskudnego !!!!, a jak sobie tak przypominam
    to tam gdzie mama leżała czyli w rybniku tez pod koniec roku były cyrki z
    chemią itp mama sama miała przesunieta o 2 tyg bo nie mieli tego składnika który
    potrzebowała mama na tk to było wiadomo ze sie poczeka i ze wyniku nie bedzie w
    terminie nie wiem czym to jest spowodowane ale nie tylko gliwice tak maja a tu
    przecież najbardziej liczy sie czas > mam nadzieje ze to nie pogorszy stanu
    zdrowia waszych mam życze im dużo zdrówka tymbardziej teraz jak taka pogoda no
    i oczywiscie wam duzo wiary i sił :*
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 17.10.09, 20:26
    Veeto1...6-stego października miałaś zacząć chemię. Co u Ciebie?
  • 30.10.09, 21:12
    Dziewczyny boje się.Nikt nie jest w stanie mi powiedziec czy z mamą jest lepiej
    czy gorzej.A mama jakby się gorzej czuła zwala to na skutki po
    naświetlaniach.Ostatnio często musi chodzic sikać nie wiem czy to mogą być
    nacieki na pęcherz któy jak wychodziła ze szpitala to niby miała ok.Nie wiem co
    myśleć,widze że mama ma chwile załamania jak się zapomni to płacze że umrze nie
    mogę jej pocieszac bo sama sie tego boje.
    Kwiatku co tam u was?
  • 30.10.09, 22:55
    alu jesli wyniki sa dobre nie zadreczajcie sie jesli widzisz zmiany które cie
    niepokoja mozecie isc przeciez do lekarza takie stany u twojej mamy to normalne
    w koncu to nie grypa gdy jeden dzien czuje sie gorzej zaraz ma takie mysli ze
    juz umrze po drugie pogoda jest do kitu jesien ogólnie wpedza w stany
    depresyjne moja matus nie miała naswietlan ale słyszałam i czytałam ze naprawde
    człowiek po naswieltlaniach sie zle czuje
    Alu jesli naprawde cos cie niepokoi to lepiej odwiedzic lekarza

    u mnie srednio ostatnio pokochałam wc :) malenstwo daje mi popalić oj to bedzie
    łobuziak albo łobuziara
    co do mojej sasiadki to nie mam dobrych wiesci cukier jej skacze jak szalony do
    tego okazało sie ze pod tymi miesniakami znalezli na jajniku jakis guz
    powiedzieli jej wprost ze nie wiedza czy ja zooperuja bo jst dla nich klopotliwa
    pacjetka i nie wiadomo czy jej nie otworza i spowrotem nie zamkną te miesniaki
    sa poprostu za duze i jest ich za duzo bo az 7 strasznie wielkich do tego teraz
    ten znaleziony guz znów wysłali ja do domu bez szans na cookolwiek

    kwiatku tez chciałabym wiedziec co tam u was mam nadzieje ze dobrze
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 03.11.09, 07:32
    my czekamy na nastepna wizyte, 23 grudnia. mam nadzieje pojechac z
    mama tym razem i choc nie jestem super asertywna, to chyba mi sie
    zebralo, mam ochote dac im popalic. pewnie mama mnie powstrzyma.na
    razie nie jest zle, choc oczywiscie to relatywne wrazenie - matuli
    udaje sie troche zpaomniec o chorobie, cohc czesto dretweija jej
    miesnie nog, ale nie chce isc do zadnego lekarza, darme prosby i
    blagania.nie widzialam rezultatow z tk, ale mama sie przyznala, ze
    podobno cos jest na plucach, moze zwapnienie. nie staramy sie
    specjalnie na tym skupiac, nie warto panikowac, ale oczywiscie
    wszystko wisi zlowrogo.mama dba o siebie, my o nia, przybrala na
    wadze - mowi, ze jest gruba, co nie jest prawda oczywiscie, ale
    jesli szuka sobie problemow, to ten nie jest najgorszy.no i
    tyle,czyli wszyscy staraja sie by bylo w miare wesolo, ale nie da
    sie wyrwac z pamieci tego smiecia.trzeba sie jednak cieszyc kazdym
    dniem, w ktorym mama czuje sie dobrze i to chyba sie nam troche
    udaje. no i czekam wciaz na dobre wiesci od was babki, nie ustaje w
    modlitwach...
  • 30.11.09, 00:58
    Alu Kwiatku co u was dawno sie nie odzywacie??
    w koncu namówiłam syna sasiadki o pojscie do innego lekarza i okazalo sie ze to
    trafny wybór sasiadka juz jest po operacji powiedzieli ze gdyby poczekała tydz
    to bysmy wybierali trumne polowa miesniaków sie wylała reszta zapełniona ropa
    sprawdzali wezły chłonne na szczescie czyste teraz tylko czekac na wyniki histo
    w szpitalu i lekarka która ja prowadziła umywali rece i czekali na smierc dla
    mnie to rzecz straszna i nie moge pomyslec ze w dzisiejszych czasach tak
    postepowac

    dziewczyny piszcie co tam u was i jak wasze mamy bo sie martwie u mnie ok
    malenstwo daje czadu :) trzymajcie sie i buziaczki dla was
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 11.12.09, 00:39
    dziewczyny martwie sie bo sie nie odzywacie :(
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 11.12.09, 15:21
    No właśnie...ja już pisałam do veeto1 i cisza.
  • 14.12.09, 07:33
    mam nadzieje, ze brak wiesci to dobre wieisc, choc u nas stagnacja.
    23go , za tydzien, mamy wizyte w gliwicach, ale jako ,ze mam juz
    wyrobiona opinie o "przemyslowym" podejsciu do pacjentow w tej tak
    podobno uznanej klinice (maja super sprzet, ale kiepsko z empatia,
    czasem i zaangazowaniem w indywidualne przpadki - kazdy rka jest
    inny, a oni maja jeden schemat i wyciagnieta reke po
    koperte....).chcialam mame naciagnac na wyzyte u dr Suchockiego po
    selol, przynajmniej by z nim porozmawiala, ale mimo umowionej wyzyty
    w wawie mama nie dala sie przekonac. moze po wyzycie w gliwicach,
    jak nie to jade sama. generalnie cudne swieta za pasem, ale ciezko
    na duchu... pozdrawiam
  • 23.01.10, 17:28
    kwiatku co tam u was nic długo nie pisałyśmy.
    U nas nie bardzo z mamą jest coraz gorzej zaczyna już oprócz plastrów
    przeciwbólowych przyjmowac Sevredol co 5 godzin.Zaczynamy sie bardzo martwic bo
    mama jest uzależniona od tabletek na spanie i na uspokojenie a jak jej
    wydzielamy to potrafi takie przykre rzeczy mówić.Jest ciężko ma jakieś majaki
    zdaje sie jej że nie dawno rozmawiała z babcią która nie żyje już prawie dwa
    lata a za chwile mówi że nie wie co ona to pogadała i już normalnie gada.Co to
    może oznaczać czy to już zbliża się koniec nie chce nawet o tym myśleć.
    Czasami myślę że ona może ma przerzuty do mózgu ale z drugiej strony głowa ją
    nie boli.Co myślicie? pomóżcie jakoś!!!
  • 24.01.10, 11:09
    Witam wszystkich obecnych na forum. Jestem tu nowa, niestety dwa
    miesiące temu dowiedziałam się że mam raka szyjki maciy w stopniu
    IIB. Wiem że opisujecie tu gorsze przypadki ale chciałabym żebycie
    podzieliły się ze mną swoja wiedzą. Wiadomo że dla każdej z nas jest
    to bardzo bolesne dla mnie tym bardziej że mam 30 lat, nie mam
    dzieci i już niestety mieć nie będę poza tym nigdy już nic nie
    będzie tak jak wcześniej. Jestem dopiero po trzech dniach
    naświetlań, zaplanowane mam naświetlania na 5 tyg i raz w tyg
    chemia. Najgorsze jest to że mam naprawdę straszne bóle i codziennie
    dosłownie łykam środki przeciwbólowe które zaczynają działać coraz
    później a działają zdecydowanie krócej, ile te bóle jeszcze
    potrwają? Z tego co wyczytałam na forum bóle pojawiły się w gorszym
    stadium zaawansowania, może lekarze mnie oszukują i jest gorzej?
    Błagam pomóżcie mi i napiszcie wszystko co wiecie, tchnijcie
    nadzieją i może coś doradźcie. Pozdrawiam wszystkich zmagających się
    z chorobą.
  • 25.01.10, 07:38
    wiatejcie. moja mama juz nie bedzie miala leczenia sypitlanego, co
    znaczy, ze lakarzom wyczerpaly sie pomysly, tudziez ochota.ale nie
    chce mi sie o tym wszystkim pisac, dlatego sie nie odzywalam. klema,
    bol powinien przejsc po kilku lampach, a chemia tez pomoze, niestety
    wszystko zalezy od sily napromieniowania i reakcji towjego ciala.
    mojej mamie na bole pomagal nimesil i starala sie nie brac za duzo
    by sie nie przyzwyczajac. jelsi jest jednak bardzo zle, porozmawiaj
    z lekarzme domowym.trzymam kciuki, badz silna, IIB dobrze rokuje,
    zreszta napisz do bablbinki, jej mama wyszla z IIB, a byla starsza
    od ciebie, gdy chorowala. mysl teraz o sobie, nie otym, ze nic juz
    nie bedzie jak wczesniej. najwazniejsze to przec do przodu, a co
    bylo to... no coz, tzlko wspomnienie. pozdrawiam i modle sie by i
    mojej mamie i tobie udalo sie wytepic potwora!
  • 25.01.10, 15:59
    Dzięki za odpowiedź, dziś właśnie miałam czwarte naświetlanie i
    chemię narazie poprawy nie ma ale przecież to dopiero początek - mam
    nadzieje że do końca tygodnia coś się poprawi. Jak do tej pory to
    brałam apap extra, ibuprom max, solpadeine którą popijałam apap i
    ketonal to wszystko biorę na zmianę co 3-4 godziny, co do lekarza
    pierwszego kontaktu to przepisał mi tramal 100 który zupełnie mi nie
    pomaga ale skoro mówisz o nimesilu to spróbuję bo mam ten specyfik
    ale narazie jeszcze go nie brałam.
    Na co jestem najbardziej wściekła i czym zawiedziona to to że od
    kwietnia 2009 roku zaczełam chodzić do gina bo miałam niepokojące
    zmiany, lekarz w przychodni przepisywał mi czopki robił wypalanki i
    nic złego nie widział co do plamień to powiedział że od proszków
    anty, mało tego pobrał mi cytologię i wyszła grupa I. Po 6
    miesiącach bezkutecznego leczenia poszłam w końcu prywatnie i
    okazało się właśnie to, co się okazało cytologia gr IV-V.
    Tak więc dziewczyny olejcie tych konowałów w przychodniach
    (oczywiście nie każdego można mierzyc jednakową miarką) i jeżeli
    chodzi o babskie sprawy to prywatnie, trzeba zapłacić ale napewno
    jest lepsza opieka i zainteresowanie.
    Kwiatek trzymam mocno kciuki za twoją mamę, za Ciebie no i
    oczywiście za wszystkie kobitki które są tu obecne i zmagają się z
    tym ...... dziadostwem mam nadzieję że ja również będę silna i to
    wszystko przetrwam.
  • 25.01.10, 22:43
    Kwiatku kochany u nas to samo też wiem że już mamy leczyc nie bedą i też mam
    teraz taki zastój że szok nie dopuszczam myśli do siebie że jest źle, też mi się
    nie chce o tym gadać a najgorsze jeszcze jest to że byłyśmy dziś w rejonie bo
    mama robiła badania jutro jedzie na przetoczenie krwi do szpitala hemoglobine ma
    5.8 a 22 grudnia była w Gliwicach i hemoglobiny miała 11 w ciągu miesiaca taki
    spadek.
    A my jeszcze sie z nia kłóciłyśmy żeby się ruszała poszła na spacer a ona
    bidulka była taka słaba.Jestem bezduszna najchętniej to bym wyrzuciła z głowy
    chorobę mamy.A zreszta zostałyśmy z siostą same z tym wszystkim rodzina a szkoda
    gadac.
    Klema bedzie dobrze jesteś jeszcze młoda i to napewno przezwyciężysz nie daj sie
    temu ŚWIŃSTWUU!!!! trzymam kciuki
  • 26.01.10, 17:27
    Dzięki dziewczyny w każdym razie ja naprawdę mam już tego
    wszystkiego dość mam wrażenie że te bóle się pogorszyły dosyć mam
    tej męczarni
  • 28.01.10, 07:33
    klema, walcz. jak powiedziala ala, jestes mloda! staraj sie pic duzo
    wody o ph powyzej 7, dobrze sie odzywiaj i kiedy to tylko mozliwe,
    wyobrazaj sobie, ze wyrzucasz z siebie potwora. mam nadzieje, ze
    bole przejda i wtedy bedzie ci duzo latwiej przejsc do otwartej
    wojny. czekam na wiesic, ze jest lepiej. i wiem, ze za jakis czas
    bedzie to dla ciebie tlyko fatalne wspomnienie. pozdrawiam!
  • 28.01.10, 13:29
    Kwiatku, co to jest woda powyzej ph7? Pytam, bo jestem trzy tygodnie
    po histerektomii radykalnej poprzedzonej radiochemioterapia.
    Wszystko jest dobrze, tylko apetyt maly...
    Klema, ja mialam 23 zabiegi teleterapii i 4 chemie co tydzien, przy
    stadium Ib. Bol czulam umiarkowany, pozwalal mi on funkcjonowac, ale
    jednak przeszkadzal spac. Znacznie zmniejszyl sie, a wlasciwie
    przeszedl po dwoch tygodniach naswietlan, z czego bardzo sie
    cieszylam, dokladnie w tym samym czasie zaczelam jednak odczuwac
    przykre skutki uboczne naswietlan. Cos za cos, mowilam sobie. Ale
    skonczylo sie ok. Bedzie dobrze i w Twoim przypadku.
  • 28.01.10, 19:39
    U mnie jest podobnie właśnie noce są najgorsze w ciągu dnia jakoś
    się przemęcze. Co do skutków ubocznych naświetlania to nie wiem czy
    już ich nie odczuwam każde załatienie się sprawia mi kolejny ból a
    przecież to dopiero 7 dni naświetlań.
    Annik mam nadzieję że ta męka przynajmniej tak jak u Ciebie
    zmniejszy się po dwóch tygodniach.
  • 28.01.10, 20:38
    Tak, kazde pojscie do toalety to byl koszmar. Niestety, teraz nie
    jest lepiej - kiszka stolcowa po naswietlaniach obkurcza sie, musze
    wiec unikac zaparc. Teraz mecza Cie zaparcia, a calkiem
    prawdopodbne, ze po kolejnym tygodniu zaczna sie biegunki. Dodawaj
    do wszystkiego SIEMIE LNIANE, ochrania jelita przed chemia i
    naswietlaniami. Najlepiej zmielonym posypuj wszystko co jesz,
    ziarenka ugotowane w calosci sa tez bardzo skuteczne, ale maja
    konsystencje... smarkow, dla mnie to bylo nie do przelkniecia.
    Zaparcia zwalczalam kefirem domowym produkowanym na tzw "grzybku
    tybetanskim", ale jak z wszystkimi mlecznymi potrawami trzeba bardzo
    ostroznie. No i w przypadku biegunek odstawic trzeba mleczne
    natychmiast.
    Tak, noce zwykle podczas choroby sa najtrudniejsze. Poza tym wiesz,
    w nocy przychodza wszystkie demony , pod postacia pytan i zwatpien.
    Pytaj o wszystko lekarzy, takze technikow od naswietlan, oni czesto
    duzo wiedza w sprawie tych biezacych dolegliwosci.
    Trzymam kciuki
  • 28.01.10, 22:25
    Ja piję siemie lniane i to dość często a jeżeli ma mi to pomóc to
    nawet i gluty wypiję. Baardzo Ci dziękuję za informacje.
    Martwię się tym bardziej że stopień złośliwości mam między G2 a G3
    co niestety wyrokuje beznadziejenie ale wyjścia nie ma trzeba się
    męczyć dalej, czekać i być dobrej myśli.
  • 28.01.10, 23:33
    to wszystko takie smutne wątek o mojej mamie się powoli kończy (tak niestety
    czuje) a zaczynają sie nowe.Tak nie powinno być.Wy jesteście o tyle w lepszej
    sytuacji że Jesteście młode i macie świadomość tego co robić jak sie chociaż
    trochę przed tym wszystkim uchronic,co wolno jeśc a czego nie można.A w
    przypadku mojej mamy to jest praktycznie walka od samego początku, pierwsze o
    diety (mleko to by kartonami piła) a teraz już tak od trzech miesiecy o różnego
    rodzaju lekarstwa a najgorsze to te na uspokojenie i na spanie nie da sobie nic
    powiedziec.Nie ma siły na nic całymi dniami by leżała w łóżku a jak trzeba
    walczyć o tabletki to potrafi do mnie albo do siostry skoczyć.Płacze że nie
    dbamy o nią że najchętniej to byśmy ją oddały do hospicjum albo do psychiatryka
    a za chwile że ona sama jedzie do hospicjum... eh i tak w kółko.Szkoda gadać.

  • 29.01.10, 00:40
    Ala to nie tak jak piszesz dla każdej z nas jest to osobista
    tragedia, wbrew temu co piszesz mogę z całą pewnością stwierdzić że
    tak naprawdę teraz rozumiem co czują wszyscy którzy walczą z tą
    chorobą. Mało tego że sama z tym probuje walczyć to codziennie
    jeżdżąc na naświetlania widzę tragedię innych. Owszem ja jestem
    młoda mam 30 lat za 2 msc 31 ale nie mam męża nie mam dzieci i ich
    nigdy mieć nie będę zapewne wszytko się zmieni. Co do jedzenia to ja
    sama nie wiem co jeść najlepiej bo bym napisała dostałam tylko
    kartkę od lekarza prowadzącego na któej jest napisane: unikać
    smażonego, cięzkostrawnego, tłustego, surowych owoców i warzyw,
    soków, napojów gazowanych oraz ostrych przypraw. W diecie należy
    stosować kasze gruboziarniste w miejsce ziemniaków, gotowane mięso
    warzywa i owoce wszelkiego rodzaju galaretki i kisiele. Staram się
    do tego stosować i jadam głównie zupki warzywne, suchary i popijam
    kisielkiem oczywiście też i siemiem lnianym. Napisałam "staram się"
    bo dziś jest pierwszy dzień co poczułam się lepiej a po chemii
    tragedia wszystko mi w ustach rosło.
    Co do Twojej mamy naprawdę jest mi bardzo przykro ja mam IIB i bóle
    bywały nie do zniesienia proszki przeciwbólowe łykałam garściami i
    nie wyobrażałam sobie jak to może być gorzej moje noce to kolejny
    koszmar i większe bóle sypiałam po 2 godziny dlatego i Tobie i
    Twojej mamie współczuje z całego serca sama po swoim przykładzie
    wiem jak to może być cięzko, bezradność, bezsilnośc i ciągle
    dochodzące czarne myśli.
    Nie umiem Cię pocieszyć bo jak narazie sama tego potrzebuje w każdym
    razie trzymam mocno kciuki abyście były silne i oby z dnia na dzień
    było coraz lepiej.
  • 29.01.10, 15:33
    Alu, przykre to, musi byc Wam bardzo ciezko. Bliskim nie jest latwo
    opiekowac sie ciezko chorym, a co dopiero, gdy chory nie widzi juz
    mozliwosci dla siebie... bywa przykry, nieobliczalny. Pamietam
    smiertelna chorobe mojego taty (ziarnica). Jako nastolatka nie
    wszystko rozumialam i bylam tez taka wystraszona. Nie wiedzialam dla
    kogo to wszystko ciezsze, dla chorego ojca, czy dla mojej mamy,
    oszalalej z bolu bezsilnosci... Balbinka we wstepie to dobrze ujela -
    damy rade, takze przeprowadzic na druga Strone... Przykro mi.
    Klema, lekarz Ci dobrze napisal, czyli wiesz co jesc a czego nie.
    Jedz co mozesz, popijaj siemieniem, pij duzo wody i odpoczywaj. Jak
    piszesz wszystko sie zmieni, wszystko juz sie zmienilo, ale trzeba
    zyc dalej. Inaczej. W pewnym momencie moze sie okazac, ze moze nawet
    lepiej, bo pelniej...
    Wiesz, tu gdzie mieszkam; na naswietlaniach widzialam przypadki
    prawie tylko beznadziejne. Kobiety ze spuchnietymi nogami, ledwo
    chodzace z bolu, widzialam przerazenie w oczach ich synow, rodziny
    pomagajacej wstac, wejsc na sale... Nigdy tego nie zapomne, nigdy
    tego nie powinnam zapomniec. Wiem, to sa rzeczy, ktore nikogo nie
    pociesza, ale stadium II jest wyleczalne. Jestes mloda, co w Twoim
    przypadku oznacza, ze nie bedziesz miala dzieci biologicznych, ale
    to oznacza, ze rokowania sa duzo, duzo lepsze, niz u kobiety dwa
    razy starszej. Pamietaj o tym, bo to Twoj duzy atut.
    pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie
  • 29.01.10, 19:22
    Ile razem dróg przebytych
    ile ścieżek przedeptanych
    ile deszczów , ile śniegów
    wiszących nad latarniami

    ile listków , ile rozstań
    ciężkich godzin w miastach wielu
    i znów upór , żeby powstać
    i znów iść i dojść do celu

    ile w trudzie nieustannym
    wspólnych zmartwień , wspólnych dążeń
    ile chlebów rozkrajanych
    pocałunków ? schodków? książek?
    oczy twe jak piękne świece
    a w sercu źródło promienia
    więc ja chciałbym twoje serce
    ocalić od zapomnienia



    To moja ulubiona piosenka jak jej słucham to myśle ile z mamą przeżyłyśmy ile
    jeszcze przed nami chwil tych dobrych i tych złych.Jedno wiem że wspomnień nikt
    mi nie zabierze z czasem mogą sie zatrzeć ale zawsze bedą nasze wspólne jedyne.
    Klema dla mnie to też jest tragedia trace powoli tak bardzo ważną osobę w moim
    życiu teraz jak mogłaby się cieszyc wnukami to przyszło jej się z tym wszystkim
    żegnać.Nie wiem czy doczeka narodzin mojego maluszka boli mnie to,jeszcze
    ostatnio mi powiedziała że jedno życie sie kończy a inne się zaczyna myślałam że
    mi serce pęknie.Tak że dla mnie ta piosenka jest bardzo ważna bo tyle razem
    przeszłyśmy i jeszcze tyle przed nami.
  • 31.01.10, 19:42
    wchodzac tutaj myslałam ze beda inne wiesci alu tak mi przykro ze twoja mama gorzej sie czuje i ze sa spadki tej hemoglobiny spedzaj z mama kazda chwile ja sie nie dziwie twojej mamie bo ona wie ze wisi nad bezradnoscia i sama nie wie co bedzie pisałas ze mama bierze servedol moja również brała a miedzy nim jeszcze ketanol i plastry przeciwbolowe a kiedy kontrola? i co mówią lekarze może to przejsciowe problemy

    co do zaparc któras z was pisała to bardzo dobre sa dla podniesienia i na wypróznianie suszone owoce moja mamus również brała i ja jem bo jestem w 2 trymestrze ciazy i zelazo spada mimo jedzenia brokul buraków pomidorów itp itp po cemii pić duzo wody niegazowanej a ran na sniadanie zamiast chleba bułke mama zaraz po chemii miała smak na potrawy kwasne wiec jej gotowałam kapusniak jesli wy kochane bedziecie miały na cos smaka nie odmawiajcie sobie duzo robi pozytywne myslenie i wyjazd nawet na 2 dni w miejsce dla nas kochane lub poprostu zmienic otoczenie trzymam za was kciuki i za wasze mamy
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 19.02.10, 19:03
    Z moją mamą jest źle, w poniedziałek byłyśmy w Gliwicach gdzie nie dostała
    terminu na kolejną wizytę tylko skierowanie do poradni leczenia bólu.Ma
    przyjechać do Gliwic w razie krwawień lub silnego bólu co jest dziwną sprawą bo
    mamę cały czas boli(o czym informowała lekarza).Prosiła o jakieś przeciwbólowe
    tabletki bo jej się skończyły na co on jej powiedział że jeżeli ma plastry to
    nie może już przyjmować żadnych tabletek(od dwóch miesięcy je też Sevredol)a
    zresztą ma się zgosic do poradni paliatywnej tam jej ustawią lekarstwa.I tak
    moja mama w poniedziałek została bez tabletek przeciwbólowych,czy tak ma być czy
    spotkałyście się z czymś takim, czy osoba z zaawansowanym rakiem cierpiąca
    słyszy od lekarza"musi boleć i będzie bolało".Pojechałam we wtorek do poradni i
    fantastyczna Pani doktor mówi że nie musi,że przy takiej chorobie trzeba choremu
    ulżyć w cierpieniu.Mówiłam jej o mamy uzależnieniu od lekarstw a ona mi mówi że
    w takim stadium choroby nie można mówić o uzależnieniu,tu się tak daje lekarstwa
    żeby chora czuła się w miare komfortowo.Najgorsze że ja widze jakie na nią mają
    wpływ te leki czasami wygląda normalnie a czasami chodzi przyćpana.Nie pamiętam
    kiedy ostatnio tak normalnie sobie pogadałyśmy.Tak się boje bo widze że zbliża
    sie nie uniknione tak marze żeby doczekała narodzin mojego maluszka a tak sie
    boje ze nie zdąży.
    Kwiatku a co tam u was lepiej coś?
    Mama dalej leczy się w Gliwicach czy też "narazie" nie?
  • 22.02.10, 00:28
    Nieprawdą jest że twoja mama ma cierpieć lekarz powinnien jej przepisać albo dac coś na ból aż do wizyty w poradni paliatywnej jesli to poradnia tego samego typu co u mojej mamci to pielegniarka przyjezdzała mierzyła cisnienie gorączke i w razie braku leków dawała znac lekarzowi o takowe przepisanie badz tez umawiała nas na wizyty domowe z lekarzem mamus nie musiała sie nigdzie tłuc co do plastrów to moja mamcia do plastrów brała i servedol i ketonal oczywiscie w odstepach czasowych potem nawet sama plastry zakładałam mamie o dzien wczesniej bo tak miała na wypisie a poradnia dała dzien dłuzej widzac jak mame boli zdecydowałam sie podjąc ten krok i bylo duzo lepiej mamie (przy wypisie zmieniac co 3 dni raz rano raz wieczorem a w poradni kazali co 4) potem doszły zastrzyki na wymioty pielegniarka załozyła dren gdzie mogłam je wtrzykiwac sama a także dexawen nieprawda jest ze jesli sa plastry maja byc tylko one nam lekarz powiedzial ze najważniejsze jest by mama nie cierpiała ze mama juz nie moze sie od czegos uzaleznic i to ze twoja mama ma takie stany spowodowane jest długim bólem a nie tabletkami i plastrami teraz z lekarka musicie mamie dostosowac leki żeby jej tak bardzo nie bolało lub też zmniejszyc ból na tyle by mogła w miare normalnie funkcjonować Pamietaj kazda zmiana np 1 dzien nieoddanego stolca biegunka lub gorączka zaraz dzwoncie do poradni paliatywnej
    oo a który u ciebie tydz ciązy ja mam termin na 11 maja wiec zaniedługo zaczniemy 30 tydz
    Trzymam za ciebie i za mamae mocno kciuki
    Kwiatku napisz co tam u was
    i u innych dziewczyn bo cos ostatnio zadnych wiadomosci nie ma :(
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 25.02.10, 08:21
    zycze wam babki szczesliwego rozwiazania, i niech wasze dzieciaki
    zyja w lepszych czasach.
    ja jestem wsciekla na lekarzy, jestem wsciekla na maja mame -
    lekarze sa olewatorami, a mama postanowila im bezwiednie zaufac, oni
    graja role urzedasow, czyli zadnego indywidualnego podejscia do
    pacjenta, tylko te ich schematy. w lutym mama byla na kontroli
    (czego?) i inny lekarz, spoza oddzialu, byl zaskoczony, ze mama juz
    nie jest leczona - jak to, dlaczego? a mama poki co jest na
    przeciwbolach jeszcze takich normalnych, ale dochodza problemy z
    cisnieniem, genrelanie nie funkcjonuje najlepiej. niemozliwym jest
    zmusic mame na wizyte u onkologa w rejonie, "bo nie jest tak zle, bo
    sie ludzie dowiedza, bo zobaczymy pozniej albo co mi w gliwicach
    powiedza". jestem wsciekla, za moja mama nie zrozumiala, ze gliwice
    to podla linia tasmowa, gdzie przypadki sa klasyfikowane wg stanu
    zaawansowania raka miast stanu reakcji na leczenie. byl u mojej mamy
    bardzo piekny stan recesji raka w pazdzierniku i wtedym moze trzeba
    bylo jakos dzialas, moze operacja, moze konsultacja z innym
    lekarzem, moze selol, ale moja mama zawsze byla na nie, "bo jak sie
    w gliwicach dowiedza, to juz jej nie przyjma". a w gliwicach mowili,
    ze poki co jest dobrze i tyle. mam dosc i nie potrafie tego uczucia
    z siebie wyrzucic, ale nie moge byc przeciez wsciekla na mame... no
    i tyle, pod koniec marca mama ma miec tomografie i przeswietlenie
    pluc, pozniej ma sie zebrac konsylium, ale ja nie potrafie odzalowac
    ostanich 6 miesiecy bezczynnosci urzednikow, ktorzy ponoc maja
    kwalifikacje onkologow. to jest wlasnie ten wspolczesny polski real:
    komu dobrze, temu dobrze, reszta moze sobie dla rozrywki pokiwac
    palcem w bucie, a jak boli - no coz, to pani problem. sorry babki,
    ale w tej sytuacji ciezko mi pisac na formum, stad moje zadkie
    wpisy, ale sledze wasze historie, modle sie, by jednak jakis cud sie
    zdarzyl....
  • 25.02.10, 14:47
    Dziekuje

    Doskonale cie rozumiem u nas było dokladnie to samo lekarze polecieli według schematu i koniec ( dobrze ze nas przekierowano do Rybnika) tam ordynator i prowadził moja mame i jezdziła do niego na wizyty osobiste i wiem co czujesz zacznijcie działać od jutra nic straconego a mame poprostu troche nastrasz ze gliwice daleko a jesli ona dostanie po jakis lekach lub po czyms alergii napewno nie przyjedzie nikt z gliwic tu bedzie miała lekarza na miejscu lub tym podobne ze jak leków jej braknie normalny lekarz jej nie przepisze.
    Moja matuś do pewnego momentu tez nie chciała by wokoło wiedzieli o jej chorobie dla niej to było jak cos niedobrego kara jakas po kilku dniach moich rozmów i krzyków w koncu zrozumiała i nie załowałam ani ja ani ona

    Ty sie nie poddawaj tylko walcz mamus twoja musi to zrozumieć ze to dla jej zdrowia i życia trzymam mocno kciuki

    alu a co u ciebie martwie sie
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 25.02.10, 22:37
    A u mnie nie za ciekawie jutro jedziemy z mamą do poradni paliatywnej po kolejną
    dawkę lekarstw i z mamą różnie daje czasami popalic (głównie wojna toczy się o
    leki).
    A tak poza tym u mnie też nieciekawie martwię się bo pod prawą pachą wyczułam
    zgrubienie i byłam dziś na usg i mam tam cos na 20/10/15 mm niby tłuszczak ale
    pisze że konsultacja z chirurgiem i dokładniej po badaniu hist-pat.Człowiek to
    nie może miec tylko jednego problemu jeszcze teraz jak jestem w 15 tyg. ciąży to
    musze się martwic.A wogóle to ja mam schizy wydaje mi się że i tak czy tak mam
    raka martwię się że umre i zostawie dzieciaczki.
    Eh szkoda gadac!!!
  • 27.02.10, 10:23
    słonce nie zamartwiaj sie tak ja tez ciagle myslałam ze jak moja mama jest chora
    to ja tez mam raka. Pamietaj to tylko tłuszczak ale nalepiej go wyciac a to ze
    masz konsultacje chirurgiczna to normalne i normalna procedura jest pobranie
    próbki do badania histo pamietaj tez ze jestes w ciazy szkodzisz i sobie i
    malenstwu i pamietaj ze w trakcie ciazy sa inne reguły leczenia zeby wam nie
    zaszkodzić
    my schizujemy ale tak naprawde wszystko jest ok
    słuchaj a twoja mama musi jezdzic do poradni nie moze ktos z poradni do niej
    przyjezdzać ??
    Alu niech mama je leki tak jak to przepisał lekarz dla niej to trudne dla nas
    tez ale musisz pomylec co twoja mama czuje dla niej to 2 razy ciezsze niz
    dla nas :(
    Trzymaj cie cieplutko i napisz gdyby sie cokolwiek działo
    no a powiedz mi jak tam malenstwo :) brzuszek rośnie i czy masz mdłosci itp :)
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 01.03.10, 16:45
    Edzia to nie chodzi o to że my mamie bronimy lekarstw my jej aplikujemy tak jak
    przepisała pani doktor tylko ona mysli że im wiecej ich zje tym lepiej sie
    bedzie czuc i jest nonstop kłótnia w domu.Czasem uda jej sie wykrasc pare
    tabletek i nie chciałabys jej wtedy widziec chodzi przycpana i gada głupoty a w
    zeszłym tygodniu było tak że jadła tak jak pani doktor przepisała i była ok i
    dało sie z nia normalnie porozmawiac.A jeżeli chodzi o poradnie to niech jeździ
    widze że nie czuje sie tak źle.To nie jest daleko a tak jak ją wyciągne to
    chociaż na chwile się z domu wyrwie(nigdzie nie chodzi najlepiej to by cały
    dzien sie po domu snuła w szlafroku)
    A jeżeli chodzi o dzidzie to to dopiero 15 tydzień, czuje sie bardzo dobrze a
    zreszta nie jest to dla mnie pierwszyzna mam juz dwóch chłopców mam nadzieje na
    dziewczynkę.
  • 09.03.10, 14:25
    e to ty doswiadczona mama zycze ci tej córeczki a co do mamy to juz nie mam
    pomysłu chyba ze jakies witaminy jej podać i mówic ze to sa leki działajace tak
    samo jak te które bierze
    no masz racje niech sie rusza i niech nie siedzi w domu mam nadzieje ze ten
    pieruń zakonczy swoja działalnosc i ze twoja mama bedzie zdrowa
    moja wczoraj miała 1 rocznice smierci ciezkie przezycie :( trzymam za was kciuki
    a co tam u innych słychać jak sie kobietki czujecie i co u waszych mam ??
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 10.03.10, 01:04
    witam wszystkie kobitki
    U mnie chyba całkiem dobrze skonczyłam chemię i naświetlania a teraz
    czekam na brahyterapię, mają być cztery po jednej w tygodniu. Co do
    samopoczucia to jest ok te nieszczęsne bóle ustapiły po ósmym
    naświetlaniu. Lekarz powiedział że choroba w połowie się cofnęła.
    Nie wiem czy to dobrze prawdę powiedziawszy spodziewałam sie
    większych efektów. Teraz z kolei martwię się tym czy cztery
    brahyterapie załatwią sprawę a jak nie to co dalej ?
    Ale nic pozostaje czekać.
  • 10.03.10, 19:13
    trzymam mocno za ciebie kciuki i mam nadzieje ze wszystko pojdzie po twojej mysli
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 10.03.10, 19:37
    Dziękuję Ci bardzo.
    A może któraś z was przeszła już brachyterapię i może mi coś na ten
    temat więcej napisać ?
  • 10.03.10, 21:30
    klema
    nie pomoge Ci, bo nie przeszlam. Mialam tylko teleterapie a potem
    operacje. Zreszta dlatego, ze tutaj nie ma, nie robi sie brachy. Czy
    Ciebie nie zakwailifikowali do operacyjnego leczenia?
    Ciesze sie, ze bole ustaly i wierze, ze dalej bedzie dobrze.
    pozdrawiam
  • 10.03.10, 22:14
    Ja przeszłam brachyterapię około 3 lata temu. Najpierw była chemia i
    radio później zakwalifikowana byłam do brachyterapii. Żadnych skutków
    ubocznych w porównaniu do radio i chemii. Może jedynie niewielkie
    dolegliwości ze strony pęcherza. Nie wiem jaki będziedz miała rodzaj
    brachyterapi. U mnie leczenie trwało około 10 min codziennie przez 3
    dni . Wiem że niektóre panie miały inny rodzaj brachyterapii
    Aplikacja źródła promieniowania wykonywana była w znieczuleniu
    miejscowym na sali zabiegowej, leczenie trwało około 12 godzin.
    U mnie problemy zaczęły sie dopiero później. Mam 30 lat i po
    napromienianiu, moje jajniki przestały pracować tak jak powinny i w
    chwili obecnej jestem po tzw. sztucznej menopauzie. Pierwsze
    uderzenia gorąca miałam właśnie po zakończeniu brachyetrapii, myślała
    że to skutek uboczny leczenia, ale okazało się że to hormony.
    życzę powrotu do zdrowia ( mnie to zajęło około 6 m-cy)
    pozytywnego myślenia ( wiem że łatwo sie mówi gorzej zdrobić)
    wytrwałości
    Człowiek wszystkim sie przejmuje. Jak to mówi mój kolega psycholog :
    zdrowy mózg raguje tak że wytwarza bodźce lękowe w sytuacji choroby w
    przeciwnym wypadku coś z głową by było nie tak.
    Najważniejsze to interesować sie swoim zdrowiem i przebiegiem
    leczenia, nie popadać w rutyne.
    Ja jestem po ostatnim badaniu TK na nerce wyszła mi torbiel, jest lęk
    ale trzeba żyć. Jestem przygotowana na najlepsze ale biorę pod uwage
    rezultat najmniej porządany. Wizyta za tydzień.
    pozdrawiam
    --
    --------------------------------------------------------------
    "Fakt ,że duch rządzi ciałem – choć lekceważony przez biologię
    i medycynę – jest najbardziej fundamentalnym faktem w procesie życia
    jaki znamy"
  • 10.03.10, 23:27
    Dzieki za odpowiedzi,
    Z tego co mi lekarze powiedzieli w tym stopniu zaawansowania nie
    wykonuje się operacji(IIB). Brachyterapie będe miała 4 raz w
    tygodniu jedna ale ile ona będzie trwała to tego jeszcze nie wiem,
    wiem tyle że bedzie wykonywana nie w znieczuleniu a pod narkozą. Ja
    też mam 30 lat no w sumie 3 kwietnia będzie 31. Narazie nie miałam
    żadnych uderzeń gorąca ale miesiączki mi ustały po radioterapii
    ostatnią miałam w styczniu. Jak zakończe to leczenie to chyba zacznę
    brac jakieś hormony żeby zminimalizować dolegliwości menopauzy.
    Mam tylko nadzieję że ta brachyterapia zabije całkiem kom
    nowotworowe bo nie wiem jak to będzie dalej.
  • 11.03.10, 17:09
    a ja mysle ze bedzie dobrze i zadnej innej opcji nie widze idzie wiosna z nia
    pozytywne wibracje wiec wiem ze bedzie dobrze ja za was mocno trzymam kciuki
    tak bardzo mocno
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 13.03.10, 13:58
    Jak szybko mogą się pojawic przezuty do mózgu.Moja mama straszne głupoty
    opowiada i jest taka słaba, cały czas śpi.Strasznie się martwie w grudniu
    jeszcze tak dobrze się czuła a teraz jest coraz gorzej.
  • 13.03.10, 17:39
    Klema i Rysinska
    To jestescie w tym samym wieku :)
    Klema, a my dodatkowo mozemy urodziny razem obchodzic, no prawie- ja
    2 kwietnia koncze 38.
    Dlugo sie wahalam ale ostatecznie, po bardzo wnikliwej rozmowie z
    moja ginekolozka, zdecydowalam sie na hormony. Od 3 dni biore Esteve
    i ... przesypiam cale noce, nie budze sie spocona, wylekniona, nie
    poplakuje w dzien. Nie mowie ze polecam, bo jednak nie w kazdym
    przypadku jest to mozliwe. Ja wiem, ze dalej w takim stanie pewnie
    bym zwariowala.
  • 13.03.10, 19:20
    Jeszcze dodatkowo mama zaczeła dzis troche krwawic.Co robic?
  • 15.03.10, 09:34
    alu, moja mama ma ostanio regularne krwiawienia, juz jeden az byla w
    szpitlau - podali jej cos na wzmocnienie i zatrzymanie krwawienia,
    pozniej bylo ok. od kilku dni znow wrocilo-lekarz w gliwicach mowil
    by niezwlocznie sie zglosic do lekarza, to zbyt powazna sprawa by
    lekcewazyc. moja mama znow nie dala sie namowic i po krwawieniach od
    czawartku dopiero wczoraj pojechala. jest na oddziale, robia jej
    wyniki, ratuja zelazem, etc. wyniki ma niby dobre, ale ... jedzcie
    do szpitala, tam beda wiedziec co robic. moja matula tez jest slaba.
    nie mysl od razu o przerzutach do mozgu - rak szyjki tak latwo sie
    nie przerzuca.moze twoja matula jest zmeczona przez lekarstwa i stad
    to spanie i moze torche jest otumaniona. potrzebuje duzo snu i
    spokoju, zreszta to teraz najwazniejsze, co my mozemy zrobic -
    spokoj, komfort, sprobowac zrozumiec cierpienie z jakimy mamy
    walcza, no i to jak bardzo pewnie sa przerazone wizja smierci. alu,
    badz silna!
  • 15.03.10, 18:21
    dokladnie moze i pogoda a także chemia i naswietlania daja o sobie znać co do
    krwawien słuchaj kwiatka i lepiej o konsultacje lekarska trzymam za wasze mamy
    kciuki. Alu nie zakładaj od razu czarnych wizji.



    nie chce tutaj takich rzeczy pisac ale mojej juz nie mam rok dokładnie 8 marca
    minął rok [*]

    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 15.03.10, 21:35
    Ala mojej mamie zaczęło się pogarszać od spuchnięcia jednej nogi, też była
    senna- co okazało się być wynikiem niskiego poziomu hemoglobiny- miała dwa razy
    w ciągu miesiąca przetaczaną krew, po drugiej dawce krwi spuchła jej druga noga.
    Zmęczenie trochę przeszło , ale nie na długo- po około 2 tygodniach znów był tak
    niski poziom hemoglobiny że był problem z wkłuciem się w żyłę.
    Mama nie krwawiła, ale cały czas byłyśmy pod opieką lekarza i onkologa i z
    hospicjum- te spuchnięte nogi to wynik rozrastania się guza.
    Najlepiej skontaktujcie się z lekarzem, i nie bagatelizujcie żadnego objawu- bo
    nawet najmniejszy drobiazg może być ważny.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki.
    A apropos brachyterapii- moja mama miała dwa razy założone pod znieczuleniem-
    pierwszy raz leżała 24 godziny, drugi 22 godziny, w pomieszczeniu do którego
    nikt nie miał dostępu- trochę była tym leżeniem wymęczona, ale do przeżycia. Był
    to tak zwany LDR
  • 16.03.10, 00:23
    Annik ja miesiączki nie mam dwa miesiące wiec podejrzewam że ter
    najgorsze etapy przedemną. Duzo lepiej się czujesz po tych
    hormonach ?

    Nanga a jak mama się czuła po tej brachyterapi, efekty były takie
    jak oczekiwałyście?
  • 16.03.10, 11:02
    wogóle po leczeniu czuła się dobrze, minęły jej bóle i krwawienia, tylko
    słabiutka się zrobiła, ale też przed leczeniem była w złym stanie, ponieważ
    choroba była dość mocno zaawansowana.
    Pozdrawiam mocno, i trzymam kciuki za powodzenie leczenia.
  • 16.03.10, 12:01
    Mama jest w stanie agonalnym, nie chcemy jej już dawac do szpitala, czuwamy
    dzien i noc przy niej.Tak bardzo sie jej pogorszyło w ciagu dwóch dni.
    Narazie tylko tyle.Módlcie się.
  • 16.03.10, 17:44
    Alu...modlę się...
    przytulam
  • 16.03.10, 21:57
    Alu trzymaj się.
    Ja też przytulam.
  • 16.03.10, 23:47
    Alu ściskam Cię mocno i modlę się za Twoją mamę.
    Nanga dziekuje za odpowiedź.
  • 16.03.10, 23:51
    Rysinska przepraszsm że pytam ale jaki miałas stopień zaawansowania?
    Jeszcze raz przepraszam ale ja naprawdę ciągle mam obawy że się nie
    wyleczę a ta poprawa tylko chwilowa.