• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Rak szyjki macicy Dodaj do ulubionych

  • 08.06.08, 13:34
    Witam, niedawno zdiagnozowano u mojej mamy raka, od jakiegoś czasu miała krwawienie i mozne bóle brzucha i w plecach. Na wyniku histopatologicznym napisane jest: I, II rogowaciejący rak płaskonabłonkowy, w piątek onkolog w przychodni stwierdził że jest już zaawansowany, i trzeba jak najszybciej chemię zacząć. Ja wolałabym zeby mamę obejrzał jeszcze jakiś lekarz w Poznaniu i ewentualnie tutaj była leczona, bo do Gdańska daleko a moja siostra która z nią mieszka ma dwójkę małych dzieci. Czy ,możecie napisać czego mozemy się spodziewać??? Ewentualnie poprosiłabym o namiar na onkologa z Poznania.. Juz odchodzę od zmysłów:((( i strasznie się boję...
    Edytor zaawansowany
    • 08.06.08, 18:57
      Nanga u gory wisi lista dobrych onkologow. Jest tam tez namiar na Poznan, nawet z telefonem. To nie moje , wiec sama sie nie wypowiem. Pozdrawiam .
      --
      Żaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie ...
    • 08.06.08, 20:04
      Chemia ma drugorzedne znaczenie w raku szyjki. Podstawa jest
      operacja i naswietlania, ewentualnie same naswietlania jesli
      operacja nie jest mozliwa. Mysle, ze podstawa jest teraz dokladne
      okreslenie stopnia zaawansowania i ustalenie planu leczenia. Nie
      znam lekarzy z Poznania wiec nie moge Ci nikogo polecic.
      Moja Mama miala zaawansowanego raka szyjki ponad 5 lat temu. Jest
      wyleczona.

      --
      Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
      Onkoforum-Damy rade
      Adopcje bezdomnych kroliczkow
      • 10.06.08, 14:00
        b_a_l_b_i_n_k_a napisała:

        > Chemia ma drugorzedne znaczenie w raku szyjki. Podstawa jest
        > operacja i naswietlania, ewentualnie same naswietlania jesli
        > operacja nie jest mozliwa. Mysle, ze podstawa jest teraz dokladne
        > okreslenie stopnia zaawansowania i ustalenie planu leczenia. Nie
        > znam lekarzy z Poznania wiec nie moge Ci nikogo polecic

        A szkoda niestety na wątku o onkologach nie ma ginekologa:(
        Jutro idziemy do przychodni, mam nadzieję że będzie ok. Tak włąśnie myślałam że
        większe znaczenie mają naświetlania.
        >
      • 28.03.13, 17:24
        ja mam raka tez zaawansowanego szyjki macicy 2 B mam miec radioterapie i chemie czy wiesz cos na ten temat prosze napisz pozdrawiam Renia
      • 28.08.13, 12:00
        Balbinka ja tez mam zzaawansowanego raka szyjki macicy mialam chemie i naswietlania minelo dopiero 2 miesiace lecze sie w szczecinie pwiedz jak mama dala sobie rade i wyszla z tego ja mam raka 2B CZY TWOJA MAMA MIALA TEZ CZY INNY STOPIENpozdrawiam
    • 13.06.08, 09:33
      Byliśmy u lekarza- teraz cztery tygodnie czekania na radioterapię:((( czy to nie
      za długo?? i nie rozumiem dlaczego więcej badań nie robią?? \czy trzeba samemu
      naciskać? Tym bardziej ża mama ma jakiś problem z nerką- wyszło z usg że może
      nie pracować???Proszę o pomoc bo jestem taka bezradna? Można jakoś przygotować
      się do tej radioterapii??
      • 13.06.08, 10:39
        Hej, hej
        Pytania o to dlaczego trzeba czekac na radioterapie i dlaczego nie
        ma robionych innych badan to jednak pytania do lekarza prowadzacego
        Mame. Nikt z nas Ci na nie nie odpowie.
        Czy masz doklane rozpoznanie Mamy? Na jakiej podstawie postawiono
        diagnoze i ustalono zaawansowanie choroby? Jakie badania miala Mama
        robione i dlaczego nie jest operowana?

        Co do radioterapii.W przypadku r. szyjki wylaczna radioterapia jest
        radykalna metoda leczenia a wiec ma za zadanie calkowite wyleczenie
        choroby. Znam dziewczyne, ktorej mama zostala wyleczona z raka
        szyjki sama radioterapia.
        Na gorze forum jest link Radioterapia-poradnik dla pacjentow-tam
        jest duzo przydatnych informacji na temat naswietlania okolic
        miednicy. I jeszcze jedno, spytaj, czy Mama bedzie miala rownolegle
        z radioterapia podawana chemie? Czy ta nieczynna nerka to
        uniemozliwia.

        --
        Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
        Onkoforum-Damy rade
        Adopcje bezdomnych kroliczkow
        • 13.06.08, 13:09
          Dzięki za odpowiedz. Właściwie nie wiadomo jeszcze czy nerka jest nieczynna-
          czeka na urografię. Czekać trzeba bo są kolejki na oddział:((. A badań poza
          pobraniem wycinka- histopatolog, i rentgena płuc nie miała żadnych. Dlatego,
          pytam czy naciskać. Być może będą robić po przyjęciu do szpitala. Stopień
          zaawansowania stwierdzili na podstawie badania ginekologicznego, conajmniej
          dziwne mi się to wydaje
    • 14.06.08, 17:38
      a może napisalibyście jak wygląda dokładne diagnozowanie? jakie badania trzeba wykonać żeby sprawdzić czy nie ma np przerzutów? proszę o odpowiedź, w poniedziałek jeszcze idziemy do innego lekarza to może bym coś zasugerowała.
      • 15.06.08, 07:50
        Jeśli chodzi o mnie to głównym badaniem był tomograf komputerowy
        jamy brzusznej i miednicy, oraz RTG płuc. Na podstawie tych badań
        lekarz stwierdza czy są przerzuty. Jeśli te badania nie byly
        wykonane to wydaje mi się, że powinnaś o nie poprosić. Ze swojego
        doświadczenie wiem, że o wielu żeczach trzeba przypominać, pytać i
        prosić lekarza.

        --
        Dlaczego ja, dlaczego to, dlaczego teraz...
        • 15.06.08, 12:44
          rysinska.k napisała:

          > Jeśli chodzi o mnie to głównym badaniem był tomograf komputerowy
          > jamy brzusznej i miednicy, oraz RTG płuc. Na podstawie tych badań
          > lekarz stwierdza czy są przerzuty. Jeśli te badania nie byly
          > wykonane to wydaje mi się, że powinnaś o nie poprosić. Ze swojego
          > doświadczenie wiem, że o wielu żeczach trzeba przypominać, pytać i
          > prosić lekarza.

          Dzięki za odpowiedź, tak myślałam o tym tomografie. Jeszcze mama ma zleconą urografię, bo coś jest nie tak z nerką. A czy wystarczy tylko jamy brzusznej? czy raczej trzeba by całość obejrzeć??
          >
          • 15.06.08, 18:04
            Raczej jamy brzusznej. R. szyjki szerzy sie na poczatku glownie
            naciekajac okoliczne narzady. Trzeba sprawdzic czy dochodzi do kosci
            miednicy, no i czy nie ma naciekow na uklad moczowy i jelita.


            --
            Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
            Onkoforum-Damy rade
            Adopcje bezdomnych kroliczkow
          • 16.06.08, 07:45
            Ważne!
            Jeśli ma być radioterapia to dowiedz się koniecznie czy radykalna
            czy czsem nie naświetlania tzw. paliatywne.Niestety nam tego na
            początku nie powiedziano,dowiedziałam się dopiero po
            naświetlaniach.Taką decyzją nie dano mojej Mamie szansy na
            wyleczenie.Miała być radioterapia, a później 5 naświetlań i koniec.Z
            tego co piszesz to stopień zaawansowania może być duży.Problem z
            nerką może oznaczać wodonercze.Zróbcie koniecznie tomograf zanim
            podejmiecie decyzję odnośnie leczenia.
            • 16.06.08, 20:37
              Witam Dzięki za odpowiedzi, a czy mogę wiedzieć czym się różni paliatywna od radykalnej?? Mama dziś już jest w szpitalu, po części badań. Jutro jeszcze usg i dalej zobaczymy. Postaram się w środę pójść porozmawiać z lekarzem, bo ona nie chce nic wiedzieć. Humor ma dobry i fajne towarzystwo, niepokoi mnie tylko że ma podwyższoną temperaturę od wczoraj około 38 stopni:(((
              • 17.06.08, 07:12
                Różnica jest zasadnicza.Radykalna radioterapia to szansa na
                wyleczenie.Paliatywne naświetlania to jedynie powstrzymanie choroby
                na jakiś czas.Później uderza z jeszcze większą siłą.Temperatura może
                wskazywać na zastój moczu w nerce.
                Jeśli będziesz potrzebowała pomocy to pisz.Przeszłam cała tę drogę,
                niestety nam się nie udało(a może raczej nie dano nam szansy).Gdybym
                wiedziała na początku choroby Mamy to co wiem teraz, być może by
                żyła.Tak bardzo mi jej brak.........
                • 17.06.08, 07:58
                  Wiem co czujesz, ja straciłam Tatę, teraz nie wyobrażam sobie że Mamę też mogę. Postaram się zrobić wszystko żeby było ok. Jutro ide do lekarza. A jak wygląda ta paliatywna, jest krótsza? czy mniej intensywna czy jak?pozdrawiam ciepło.
                  • 18.06.08, 10:42
                    Naświetlania paliatywne jak pisałam wcześniej maja na celu
                    powstrzymanie choroby na jakiś czas.Skutecznie powstrzymują
                    krwawienia.Są silniejsze i zazwyczaj jest ich 5, przez tydzień.Po
                    jakiś czasie można jeszcze raz je powtórzyć.Moja Mama miała takie
                    dwie serie i to był juz koniec leczenia.Później jeszcze wybłagałam
                    paliatywną brachyterapię(to też naswietlania, tylko do wewnątrz).
                    • 18.06.08, 21:02
                      Z tego co rozmawiałam z lekarzem, akurat dyżurującym co prawda, to mama ma mieć radiochemioterapię- i brachy też- około 32 dni robocze to będzie trwało- więc myślę że to radykalna. Mam nadzieję. Jutro rozmowa z lekarzem prowadzącym. Pozdrawiam.
                      • 19.06.08, 07:05
                        To dobrze,że zdecydowano się na radykalne leczenie.Macie szansę.
                        A jaki jest stopień zaawansowania?
                        Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.Ula.
                        • 19.06.08, 09:20
                          Tego jeszcze nie wiem, dziś będę rozmawiać z lekarzem prowadzącym. Strasznie się
                          boję tej rozmowy:(( Mam nadzieję że wszystko będzie ok. pozdrawiam
                          • 20.06.08, 10:02
                            Już po rozmowie, niestety wiadomości są niedobre- stopień zaawansowania
                            ostatnia trójka, coś jest w pęcherzu moczowym też:(( całe szczęście nie ma
                            przerzutów. Ale jestem dobrej myśli, pani doktor potwierdziła że dobre
                            nastawienie doleczenia to duży procent jej sukcesu. Modlę się żeby tylko mama
                            wytrzymała.
                            • 20.06.08, 10:40
                              Czyli taki sam stopień zaawansowania jak u mojej Mamy oprócz tego
                              pęcherza.U nas była robiona cystoskopia i pobierane wycinki z
                              pęcherza i było ok.No i jeszcze bardziej utwierdzam się w
                              przekonaniu że,lecząc moją mamę paliatywnie zabrano jej szansę na
                              życie.Życzę Wam z całego serca aby wam się udało.Będzie ciężko, ale
                              walcz o Mamę.O przerzuty się nie martw,rak szyjki macicy szerzy się
                              przez ciągłość tzn.przechodzi na okoliczne narządy, przerzuty to
                              raczej rzadkość.Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, pisz.
                              Pozdrawiam.Ula.
                              • 22.07.11, 00:08
                                a jak są przerzuty to co?? bo moja mama ma...
                                • 25.07.11, 13:29
                                  To trzeba dalej walczyć. Napisz coś więcej...
                                  • 31.07.11, 19:49
                                    Są takie dni jak dzisiaj że nie umiem pogodzić się z tym co spotkało moją mamusię
                                    Przed oczami mam obraz jej ostatnich minut życia i czuje jej dłoń którą do końca mocno ściskałam a mimo to nie wierze że tak właśnie musiało być....
                                    • 11.08.11, 14:12
                                      Witam,
                                      Moja mama miała przerzut do kręgosłupa. Jest po operacji i w trakcie radioterapii.
                                      Ciężko to wszystko ogarnąć.
                            • 20.06.08, 11:17
                              Nanga teraz jest wazne, zeby Mame dobrze przygotowac do naswietlen.
                              Poczytaj sobie tutaj
                              www.poliklinika.olsztyn.pl/index.php?id1=71&id2=188
                              www.radioterapeuta.pl/readarticle.php?article_id=4
                              www.radioterapeuta.pl/readarticle.php?article_id=6

                              --
                              Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                              Onkoforum-Damy rade
                              Adopcje bezdomnych kroliczkow
                              • 20.06.08, 21:16
                                Bardzo dziękuję za wasze podpowiedzi- większość rzeczy już wiemy- z tego co przeczytałąm i od pani doktor. Dobrze wiedzieć że mam tutaj pomoc. jeszcze raz dziękuję:)
                • 17.06.08, 15:10
                  Hej, hej Ula... Wciaz jeszcze tu do nas zagladasz? Sciskam Cie
                  mocno...


                  --
                  Forum dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich:
                  Onkoforum-Damy rade
                  Adopcje bezdomnych kroliczkow
                  • 18.06.08, 07:32
                    Balbinko,jestem tu każdego dnia.Niedługo mija rok od śmierci mojej
                    Mamusi, niby żyje normalnie,pracuję, opiekuję się moją siostrą ale
                    tęsknota jest ogromna.A tu są wspomnienia,mimo że ciężkie ale jakże
                    piękne wspomnienia tych ostatnich chwil spędzonych z Mamą.Moje życie
                    się przewartościowało, bliżej mi do tych chorych,cierpiących niż do
                    tych co żyją pełnią życia.Cieszę się że u Was wszystko dobrze i
                    życzę Ci i Twojej Mamusi aby pozostało tak już na zawsze.
                • 26.01.09, 09:35
                  witam czy mogłabym dostać do Ciebie jakiś bezpośredni namiar tez mama podobny
                  przypadek z moja mamą i chciałabym się dowiedzieć jak najwięcej. Proszę czekam
                  na kontakt
                  • 10.03.09, 22:29
                    Jejku dopiero teraz widzę ten post, przepraszam. jeśli to o mnie chodzi to
                    proszę pisać na edyta.k10@interia.pl. pozdrawiam
                    • 19.03.09, 10:30
                      Proszę o pomoc miesiąc temu dowiedziałam się że moja mama ma raka
                      szyjki macicy jest po paru badaniach i powiedziano że jest
                      zlośliwy,nic niewiem jaki jest stopień.Wczoraj zawiozłam ją do
                      szpitala do Bydgoszczy na brachyterapie,i jeszcze powiedziano nam że
                      będzie operacja,ale ja się boje że jest za póżno.Prosze napiszcie mi
                      coś na ten temat....-Damy Rade
                • 10.05.13, 16:43
                  Witaj jestem leczona radioterapia radykalna z dodatkiem chemi i dopochwowe naswietlanie napisz cos wiecej potrzebuje pomocy ponoc to przeszlas ja jestem w trakcie leczenia
                  • 10.05.13, 17:23
                    Moja Mama przeszła radioterapie (codzienne naświetlanie za pomocą lamp od pon do piątku) + korki (dopochwowe) i efektem tego leczenia był spokój na 2 lata. Po 2 latach choroba się wznowiła zaczęło się nietrzymanie moczu i kału. Zrobiła się przetoka odbytowo moczowo kałowa (dziura pomiędzy pęcherzem, a odbytem) a teraz wyłonili jelito na wierzch i męczy się z moczem dalej:(.
                    Ale być może był to po prostu pech.. W każdym bądź razie ma wznowę i nie mogą z tym nic zrobić gdyż mocz jej dalej leci. A NFZ nie zrefunduje tak szybko 2 zabiegów.
                    • 13.10.13, 00:17
                      Witaj,
                      Jak tam Twoja Mama? Dopiero dzisiaj przeczytalam ten wpis. Mam nadzieje, ze udalo sie zapanowac nad tym cholerstwem.
                      Pozdrawiam goraco!!
    • 30.06.08, 20:25
      Witam jeszcze raz. Mama w szpitalu- leczenie radykalne- jest po ośmiu naświetlaniach, jutro druga chemia. Na razie czuje się w miarę ok tylko czasem w weekendy ma stan podgorączkowy. W szpitalu jest ok a jak jest u nas nie? dziwne to. może macie jakieś pomysły? Pozdrawiam.
      • 01.07.08, 08:28
        To raczej normalne,taka reakcja organizmu na naświetlania,
        chemię.Może wystąpić jeszcze wiele innych objawów ale to normalne
        przy takim leczeniu.
        Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.
    • 07.07.08, 15:36
      Witam jeszcze raz. Dziś i jutro badania kontrolne, strasznie się boję. Czy już
      będzie wiadomo czy leczenie działa? W czwartek Brachyterapia, 24 godzinne
      leżenie w łóżku, mam nadzieję że mama wytrzyma. Dziś widziałam kartę choroby-
      rozpoznanie- stadium IIIb- a jeszcze do dziś się łudziłam że to nie aż tak
      zaawansowane.Mam ogromną nadzieję i modlę się żeby wszystko poszło
      dobrze.pozdrawiam.
      • 08.07.08, 08:40
        Po badaniach będzie wiadomo czy guz się zmniejsza.Bądź dobrej myśli,
        na pewno zareaguje na leczenie.Choć stopień zaawansowania taki sam
        jak był u mojej Mamy to leczenie zupełnie inne.Wierzę ze wam się
        uda.Pozdrawiam.
      • 09.07.08, 11:25
        Nanga jestem w podobnej sytuacji. Niestety rak szyjki macicy
        zaatakowal takze moja mame. Na jej karcie choroby tez widnieje
        liczba III:(. Moja mama ma jak narazie tylko naswietlania. 8
        sierpnia po raz trzeci bedzie miala wizyte w szpitalu. Tydzien
        spedza w szpitalu nastepnie miesiac w domu. Nie wiem czy zaliczyc to
        do radykalnej radioterapii czy moze paliatywnej. Podobno 8 sierpnia
        mamy dowiedziec sie czegos wiecej. Skutki uboczne sa niestety bardzo
        nieprzyjemne, biegunka, nudnosci a po ostatnim naswietlaniu doszla
        takze goraczka. Zdumiewa mnie jednak pewna rzecz, moja mama ma
        niesamowity apetyt. Moglaby zjesc konia z kopytami!. Czy to dobrze?
        Mam jeszcze pytanie do innych osob na tym forum, chcialabym jesli to
        mozliwe dowiedziec sie w jakim wieku sa Wasze mamy? Moja ma 61 lat.
        Nigdy nie chorowala a tutaj taka przykra niespodzianka.
        Pozdrawiam wszystkich!
        • 09.07.08, 14:25
          Trudno mi zrozumieć to co napisałaś.Ile tych naswietlan było?U mojej
          Mamy były tylko paliatywne, wlasnie w takim schemacie.Tydzień
          naswietlań i do domu.Po miesiącu kontrola i nastepny tydzien
          naswietlań.I to już byl koniec leczenia.Po roku wyproszona
          paliatywna brachyterapia, która niewiele już pomogła.
          Musisz poskromić apetyt Mamy bo przy naswietlaniach jest konieczna
          dieta.Moja Mama miała 69 lat jak zachorowała.
          • 10.07.08, 21:47
            Ulaw, 2 miesiace temu mama spedzila 5 dni w szpitalu, gdzie
            otrzymala 5 "lamp". Nastepnie zostala zwolniona do domu na miesiac.
            Po miesiacu wrocila na kolejne 5 dni do szpitala. Kolejne 5
            naswietlen. Od zeszlego piatku jest w domu. Kolejna kontrola w
            szpitalu 8 sierpnia czyli za miesiac. Tzn tydzien w szpitalu,
            miesiac w domu. Do chwili obecnej mama miala tylko 10 naswietlen.
            Obawiam sie najgorszego, ze lekarze poprostu stwierdzili ze nie ma
            szans dla mojej mamy. Tyle tylko, ze 8 sierpnia ja bede razem z Nia
            na tej kontroli i nie pozwole sie tak latwo oddelegowac do domu.
            Gdzies powyzej napisalas, ze gdybys wiedziala wtedy to co wiesz
            teraz na temat raka szyjki macicy postapilabys inaczej. Dlatego
            wlasnie pojde Twoim przykladem i bede zwyczajnie zadac, poniewaz oni
            od tego sa aby pomagac chorym.
        • 09.07.08, 20:28
          Witam. Prawdę mówiąc nie wiem jak wygląda naświetlanie paliatywne- tutaj pomoże Ula. Moja mama ma ciągłe naświetlania od trzech tygodni- już 16 razy. w Ciągu tygodnia jedna chemia- raz po pierwszej miała podaną krew. Jutro brachyterapia- lezenie w łóżku przez 24 godziny- tzw LDR- czyli powolne naświetlanie . Trochę się tego boi- ale myślę że wytrzyma. Co do apetytu to zależy od dnia- jak jest zmęczona i ma większe bóle to je mniej. Jak się czuje lepiej to więcej. Niestety tylko gotowane rzeczy i lekkostrawne. Bez mleka- bo to się kończy lekką biegunką. Niestety już znów schudła- około 1,5 kilograma. Gorączkę też ma ale raczej jak nie odpoczywa w dzień ponieważ w nocy mało śpi. Z dobrych, ( mam nadzieję:) wiadomości to to że mniej plami, i bierze ketonal tylko wtedy kiedy boli- czyli raz, lub dwa na dzień- przedtem brała 5. Właściwie chyba wszystko dokłądnie napisałam. A Jakie badania miała Twoja mama- że stwierdzono ten stopień zaawansowania? Pozdrawiam. I Trzymam kciuki za zdrowie Naszych Mam.
        • 09.07.08, 20:29
          Aha Moja mama ma 56 lat. Skończy w niedzielę. Mam nadzieję ze będę mogła jej zanieść dobre nowiny w prezencie.
          • 09.07.08, 20:53
            moja w tym roku kończy 62 lat, a zachorowała rok temu. Miała
            operację, 10 naświetlań paliatywnych, 6 cykli chemii, podaną krew, i
            ostatnio brachyterapię też 24-godzinną. Niestety pojawiła się
            niewydolność nerek, ma już przygotowaną przetokę naramienną i w
            sierpniu ma zacząć dializy :(( Wiem, że szanse są małe na
            wyleczenie, ale jestem szczęśliwa każdym dniem z Nią.

            Moja rada, ponieważ nie jesteśmy w stanie robić nic więcej ponad to
            co robimy, to cieszmy sie każdym dniem z naszymi bliskimi, pytajmy
            się o wszystko i pamietajmy powiedzieć im że ich kochamy. Mama
            rozpłakała mi się gdy usłyszała ode mnie, ze jest dla mnie bardzo
            ważna.

            Trzymajmy się!
            • 09.07.08, 21:22
              Ale nie rozumiem dlaczego paliwtywnych naświetlań???
              • 10.07.08, 05:52
                mama ma raka w stopniu IVA zaawansowania, chodizło głównie o
                wstrzymanie krwawień, zmniejszenie bólu i przedłużenie życia :(

                operacja z koleii to tylko usunięcie tego co jeszcze nie zostało
                zaatakowane i wyłuskanie przerzutów z esicy
              • 10.07.08, 07:18
                Nanga zadałam identyczne pytanie lekarzom i uzyskałam odpowiedź, że
                stopień III to duże zaawansowanie i nie ma szans na całkowite
                wyleczenie, można tylko powstrzymać krwawienia i przedłużyć
                życie.Teraz wiem że takie podejście lekarzy było błędem.Wszystko
                zależy od organizmu, moja mama była silna, chciała walczyć.Tylko co
                to za walka jak już na samym jej początku skazują cię na powolne
                umieranie.Bo w efekcie tak to wyglądało.Z tych dwóch lat które
                przeżyła może ok.5 miesięcy czuła się względnie dobrze a
                reszta .....nie chce nawet wspominać.Przepraszam, nie chcę
                nikogo "dołować".Każdy organizm jest inny a co za tym idzie szanse
                na wyleczenie też.Życzę Wam z całego serca aby waszym Mamom się
                udało.
                • 10.07.08, 15:44
                  Właśnie tego będę się trzymać. Nasza Pani doktor powiedziała że szanse są, i jak
                  tak będzie myśleć pacjent to jest połowa jej sukcesu. Wiem że być może długa
                  jeszcze droga, ale wierze że się uda. Dziś rozmowa po badaniach kontrolnych.
                  Pozdrawiam
                  • 10.07.08, 21:27
                    Ja juz sama nie wiem co mam myslec. Tak wogole bardzo sie ciesze ze
                    trafilam na to forum. Zwykli ludzie potrafia udzielic wiecej
                    informacji niz niejeden lekarz, co jest bardzo smutna prawda.
                    Chcialabym takze zapytac o samopoczucie Waszych mam po
                    naswietlaniach. Moja mama wrocila w zeszly piatek do domu (po 5
                    dniach naswietlen), przez caly weekend czula sie bardzo dobrze i
                    nagle w poniedzialek goraczka, biegunka, bol w jamie brzusznej, nie
                    miala sily wstac z lozka. Dla odmiany we wtorek jak nowo narodzona.
                    Dzis znowu bardzo zle sie czula. Bardzo drastyczne zmiany:-(. Raz
                    dziennie no moze dwa razy, ale bardzo rzadko, bierze Ketanol. Jest
                    jeszcze jeden dziwny objaw a mianowicie swedzaca wysypka na
                    dloniach. Lekarz stwierdzil, ze to normalna reakcja organizmu na
                    naswietlania. Nanga dokladnie tylko pozytywne nastawienie i wiara ze
                    sie uda:-). Pozdrawiam
                    • 11.07.08, 09:53
                      Właściwie u mojej mamy nic strasznego się nie dzieje- ma dobre samopoczucie-
                      tylko kiedy za dużo spacerujemy, podnosi się temperatura i widać że jest
                      zmęczona. No i czasem jelitowe zawirowania- ale nie jakieś straszne, jak zje coś
                      mlecznego. Wczoraj rozmawiałam z Panią doktor- powiedziała że w tej chwili nie
                      ryzykowałaby wydawania opinii czy guz się zmniejsza, czy nie- to sprawdzą po
                      leczeniu około miesiąc po. Ale się cieszy że nie ma jakiś drastycznych skutków
                      ubocznych, i chemii, i naświetlań więc raczej jest ok. Pozdrawiam.
    • 30.07.08, 20:07
      Pojutrze Kończymy leczenie, Za miesiąc kontrola, mam nadzieję że będzie ok.
      • 13.08.08, 22:11
        Nanga 75 jak sie czuje Twoja mama? Mam nadzieje, ze wszystko w
        porzadku:-). Moja mama chyba juz zakonczyla leczenie. W piatek byla
        na wizycie kontrolnej (pierwszej) i pani doktor stwierdzila, ze
        wyniki sa bardzo dobre, zeby nie powiedziec SUPER. To sa jej
        dokladne slowa. Nastepna wizyta kontrolna za DWA MIESIACE?!?! Ja
        chyba oszaleje. Mama, jak juz napisalam wczesniej, miala 10
        naswietlej, bez operacji, bez chemioterapii i to wszystko? Jak
        zglosila sie do lekarza okolo 3 miesiecy temu lekarze stwierdzili,
        ze sytuacja jest beznadziejna a w tym momencie jest super??? Mama
        dzisiaj czula sie naprawde zle a lekarz stwierdzil ze to wszystko
        jest spowodowane pogoda?!?!?! Nie dostanie zadnej chemioterapii
        poniewaz jest ona zbedna. Gdzie ja mam sie z tym wszystkim zwrocic?
        A moze naszym lekarzom nalezy placic po 1000 zlotych za wizyte i
        dopiero wtedy zaczna traktowac nas jak ludzi:-(.
        Pozdrawiam wszystkich
        • 15.08.08, 20:44
          Twoja sytuacja dokładnie przypomina mi moją z przed trzech lat.Tez
          usłyszałam że jest super i leczenie zakończone.To dla nich leczenie
          było zakończone i efekty super jak na leczenie paliatywne.Wtedy
          jeszcze wierzyłam, Mama była silna miała dla kogo walczyć.Ale
          przyszedł czas że zaczęłam pozbywac się złudzeń.Niestety nikt nie
          widział szans, zawsze było to tylko przedlużanie życia.Myślę ze
          wtedy podświadomie pogodziłam się z faktem że nic już nie mogę
          zrobić.A może to Bóg mnie natchnął.Spotkalam się z lekarzem z
          hospicjum i zapisałam mamę do domowego hospicjum.Dziś wiem że to
          było najlepsze co mogłam zrobić dla Mamy.Zaoszczędziłam jej wielu
          cierpień, bólu.Miałam sie do kogo zwrócić kiedy były problemy a było
          ich coraz więcej: narastające bóle,komplikacje po
          naswietlaniach.Nadal jeździłyśmy na kontrole do onkologa które nie
          miały najmniejszego sensu.Największa pomoc uzyskalismy od ludzi z
          hospicjum.
          Przepraszam jeśli cię wystraszyłam,wiem że szukasz jeszcze nadziei (
          ja też długo szukałam)ale chcę cię uczulić na coś co jest bardzo
          ważne.Bo kiedy tak bardzo walczymy o życie dla naszych ukochanych
          chorych Mam, Tatusiów zapominamy że często na ten "ostatni"
          najcennieszy dla nas czas sami przysparzamy im niepotrzebnych
          cierpień,bólu szukając nadziei u kolejnych lekarzy czy godząc sie na
          kolejne nic nie dające terapie.Myślę że przyjdzie czas że sama to
          zrozumiesz.Pozdrawiam i ściskam.Ula.
        • 15.08.08, 23:07
          Dopiero zobaczyłam odpowiedz:)Mama czuje się w miarę dobrze, tylko jak się zmęczy dalej ma temperaturę, bóle prawie wcale- na razie wystarcza ibuprom od czasu do czasu. Wyszła ze szpitala po prawie siedmiu tygodniach, ale tak naptrawdę to nic nie wiemy- podobno będzie coś widać 4 września na kontroli- ale nie wiem czy zrobią chociaż USG;( już myślałam o prywatnyvh wizytach,. Zobaczymy co wyniknie z kontroli.pozdrawiam.
          • 17.08.08, 18:48
            Trzymam za Was kciuki aby Wam sie udało.Nie martw się ,po radykalnym
            leczeniu Mama będzie miała zrobione wszystkie wyniki, usg
            też.Pozdrawiam. Ula.
            • 18.08.08, 21:41
              No właśnie boję się że coś pominą. Jakich badań możemy się spodziewać skoro to jest tylko wizyta w poradni? Pozdrawiam, i dziękuję za wsparcie:)
              • 25.08.08, 16:34
                Witajcie ! przeczytałam cały wątek , piszecie o swoich mamach a ja
                napiszę sama o sobie .......
                Kilka dni temu wygrałam walkę a rakiem szyjki macicy. Wprawdzie
                krótką bo tylko 2 miesięczną ale były to najdłuzsze i najgorsze dwa
                miesiące w moim zyciu. Mam 33 lata od 4 lat regularnie odwiedzałam
                ginekologa, cytologię miałam robioną co roku zawsze było wszystko
                ok.

                Problemy zaczęły się rok temu wyszła mi III gr. cytologiczna, kazano
                powtórzyc badanie po 3 miesiącach, powtórzyłam ponownie wyszła III
                wtedy lekarz zastosował leczenie dostałam czopki i globulki, po
                leczeniu zrobiłam następną cytologię po której odetchnęłam z ulgą
                wreszcie było upragnione II. I tak minął rok, przyszła pora na
                kolejne badanie cytologiczne zrobiłam je ale czułam w sobie jakąs
                dziwną obawę po tygodniu zadzwonił telefon, cyt IV byłam w szoku,
                przerazona, załamana a w głowie jedno pytanie dlaczego ja??? Potem
                juz wszystko toczyło się błyskawicznie pobrano mi wycinki które
                wykazału CIN III HGSIL rak przedinwazyjny, przeszłam operację
                amputacje całkowitą szyjki. Nie chcę opisywac mojego stanu
                psychicznego, bo to nie ma sensu, kazda z Was wie co się wtedy czuje
                i ile łez się wylewa!

                Kilka dni temu otrzymałam wynik pooperacyjny Linia cięcia czysta z
                limitem chirurgicznym 1 cm (wiecie ze to bardzo dożo) i usłyszałam
                od mojego lekarza słowa "gratuluję jest pani zdrową
                kobietą "poryczałam się w gabinecie... nerwy mi pościły ....Dostałam
                w prezencie drugie życie, tak się czuję od kilku dni.
                Ledwo z tego wyszłam a juz jestem pełna obaw ,czy to moze jeszcze
                kiedys powrócic ????? moj lekarz nie jest w stanie odp. mi na to
                pytanie , mam tylko kontrolowac cytologię co pół roku i tyle ......
                Boję się !!!!!! wiem ze kazde czekanie na wynik cytologiczny to
                będzie koszmar !
                • 24.11.08, 19:33
                  chciałam się przywitac,jestem dzisiaj po raz pierwszy. u mojej mamy
                  również padła ta sama diagnoza. stadium bardzo zaawansowane bo
                  3b,leczenie radykalne rozpoczete koniec sierpnia,w sumie podane 5
                  chemii,28 radiologii i 2xbrachy. leczenie bardzo podobne jak u mamy
                  nangi. jest bardzo słaba i te niepokojące bóle. wierzę, że bedzie
                  dobrze bo musi byc dobrze. walczymy i walczyc będziemy.
                  • 25.11.08, 10:42
                    Witam. będę trzymać kciuki żeby się udało. Cały czas mam taką nadzieję, skoro
                    lekarze zdecydowali o leczeniu radykalnym. Moja mama czuje się w miarę dobrze,
                    ostatnio skarżyła się na bóle brzucha, ale niestety diety nie stosuje, za co
                    dostała opr od lekarki. Moja mama zniosła leczenie bardzo dobrze, chociaż dużo
                    spała, i teraz też, ale po takim leczeniu trzeba im dać czas żeby doszły do
                    siebie.Trochę miała zaniżone erytrocyty w morfologii, ale myślę że dojdzie do
                    siebie. Wizyty kontrolne mamy co trzy miesiące, ostatnio zrobiono usg i nic
                    niepokojącego nie widać. Oczywiście chciałabym żeby robiono więcej badań, może
                    dokładniejsze, ale z tego co czytam to chyba standart. Bardzo serdecznie Was
                    pozdrawiam.
                    • 25.11.08, 21:04
                      Witam serdecznie. Moja mama połowe leczenia zniosła dobrze,gorzej z
                      drugą. jesteśmy półtora misiąca po leczeniu. tydzień temu była
                      pierwsza kontrola i lekarz stwierdził,że jest poprawa,byle tak
                      dalej, ale niepokoją nas bóle brzucha,krzyza i nóg. zalecona
                      kontrola w lutym, ale poprosiłam panią ordynator o powtórne badania
                      i uderzamy 11 grudnia.Będe prosic o bardziej rozszerzone badania. u
                      nas wyszło sporo komplikacji,zapalenie pochwy, zwapniały jajnik i
                      coś z nerką, ale o tym lekarze nic nie mówią. Diete mama utrzymuje.
                      Ciagle jest na środkach przeciwbólowych. mam nadzieje, ze to skutki
                      uboczne leczenia.Jest ciagle bardzo słaba. Zdaje sobie sprawę, że to
                      agresywne leczenie i trzeba dużo czasu, aby dojś do siebie. Wierzę,
                      że sie uda naszyn mamą wyjśc z tego. Pozdrawiam cieplutko
                      • 29.01.09, 21:13
                        Witajcie kochane kobitki!
                        Myślę że mogłabym być Waszą Mamą.
                        Mam 53 lata , dwoje dzieci i troje wnucząt.Byłam tak bardzo
                        szczęśliwą osobą że zapomniałam o chorobach panujących na tym
                        świecie.Dokładnie 1,5 roku temu po cytologii(którą wykonywałam
                        raz na rok)dowiedziałam się że zaatakował mnie rak szyjki macicy.
                        Tak bardzo poraźiła mnie wiadomość,wyłączona zostałam z życia.
                        Chodziłam na badania na Wawelską jak dziecko we mgle.
                        Pierwsza operacja, była szczątkowo-oszczędzającą.Amputacja
                        szyjki mac.Czułam się całkiem dobrze.Po miesiącu dostałam
                        krwotok,wylądowałam na Wawelskiej.Tu podjęto decyzję zabiegu tzw.
                        wartchaima.Tzn.usunięcie szyjki,całej macicy,jajników, przydat.,
                        oraz węzły chłonne .Było to dla mnie ogromnym przeżyciem,cierpieniem.
                        Tylko wiara w Boga dawała mi checi do życia.Po 10 dniach wyszłam do
                        domu.PO 3 tygodniach pojechałam na Wawelską po wyniki histop.
                        Lekarze jednogłośnie z wielką radością oznajmili mi:
                        Raka nie ma.A przecież był w pierwszych wycinkach.
                        Jak to możliwe? zastanawiali się.To wiara panią uleczyła.
                        Tak było to powiedziane.
                        PAn Ordynator podziękował mi za wizyty na Wawelskiej.
                        Chodzę jak do tej pory tylko do lek. rodzinnego z drobnym
                        przeźiębieniem.Czuję się znakomicie,dane mi jest cieszyc się
                        moją kochana rodziną.Wydarzenie które nas doświadczyło,niesamowicie
                        nas zwiazało.A i ja widzę życie inaczej.Wszystko co robię,robię z
                        miłości do ludzi.Pdsumuję:jestem zdecydowanie lepszym człowiekiem.
                        A na marginesie-jestem pielęgniarką.
                        Pozdrawiam Was Moje Kochane Dziewczynki.




                      • 29.01.09, 21:52
                        Witam po długim czasie. Z mamą chyba nie jest dobrze:(, strasznie ją bolą plecy
                        i nogi. Z badań wynika ze wszystko powinno być w porządku, a ból pozostaje, cały
                        czas jest na lekach przeciwbólowych. Teraz dostała skierowanie do neurologa, bo
                        być może to uszkodzone nerwy- przez radioterapię. Już nie wiem co robić, czy to
                        mogą być skutki uboczne leczenia? Pozdrawiam wszytkich ciepło.
                        • 04.02.09, 22:19
                          witam serdecznie. Nanga sytuacja naszych mam była wręcz identyczna
                          na początku. U mojej mamusi pojawiły się wcześniej komplikacje.
                          Mocne bóle nóg,pośladków, pleców, brzucha. Pewnej nocy mama przeżyła
                          koszmar, wymioty i bardzo silny ból brzucha. Rano gdy przyjechałam
                          do mamy zobaczyłam, że ma mocno wzdęty brzuch. i zaczęło się. Walka
                          o przyjęcie do szpitala, badania, choć na kontroli byłyśmy dwa
                          tygonie przed i niby wszystko w porzadku. Okozało się, że jest
                          niedrożność jelita. Przygotowanie do operacji, operacja ratujaca
                          życie,wyloniona stomia. Świeta i wigilia na OIOM, tragedia. Teraz
                          mama powoli dochodzi do siebie. Zaopatrzyłam sie w zioła od Ojca
                          Grande z Legnicy i powoli odczuwamy rezultaty. Nanga obserwuj mamę,
                          niedrożność jest bardzo niebezpieczna. Życze dużo sił i zdrowia...
                          • 15.02.09, 16:11
                            Maseja a na jakim etapie jest Twoja mama? po leczeniu? Z brzuchem u mamy jest
                            wszystko ok- tylko mało je przez ból. A że niedrożność jest niebezpieczna
                            wiem-sama ją przechodziłam. Pozdrawiam ciepło.
                            • 15.02.09, 16:13
                              Znalazłam już:). A badania jakie miałyście robione? bo ja już nie wiem czy
                              lekarze czegoś nie przeoczyli:(
                        • 05.02.09, 10:29
                          Nanga a jakie badania robiono ostatnio Mamie?
                          Czy kregoslup i miednica sa w porzadku?


                          --
                          Forum
                          dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
                          Uszate serduszka czekaja
                          • 15.02.09, 16:09
                            Ostatnio rentgen miednicy- nic nie wykazał, i teraz czekamy na rezonans- po
                            wizycie u neurologa. Podobno ma wykazać czy są przerzuty. Ja cały czas mam
                            nadzieję że nie, ale mama czuje się coraz gorzej. Nie działają żadne środki
                            przeciwbólowe, jak już to na krótko. Brała ketonal, naproxen, teraz dostała
                            tramal, mówi że pomaga ale nie na długo. Nie wiem co robić, dziś jeszcze mówi że
                            spuchły jej kostki:((( Mama ma wyjechać za tydzień do siostry- do UK,na miesiąc,
                            nie widziala wnuków dość długo i mamy nadzieję ze to poprawi chociaż jej stan
                            psychiczny.myślicie że to dobry pomysł? Już nie wiem co robić.
                            • 16.02.09, 16:25
                              Chyba musicie niestety poczekac na wyniki tego rezonansu. Moze
                              rzeczywiscie to uszkodzone nerwy tak bola?


                              --
                              Forum
                              dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
                              Uszate serduszka czekaja
    • 23.02.09, 21:24
      Jutro rezonans, cieszę się że szybko, ale też się boję wyniku.:((
      spuchnięte stopy- to podobno wynik uszkodzeń naczyń limfatycznych.
      A w środę mama wylatuje na miesiąc, mam tylko nadzieję że będę mogła jej
      przekazać dobre wiadomości.
      • 24.02.09, 11:58
        Daj znac koniecznie!
        --
        Forum
        dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
        Uszate serduszka czekaja
        • 27.02.09, 14:19
          I nic z tego:(( mama nie da rady leżeć płasko przez 20 minut:( Dziś udało mi się
          zapisać ją na koniec marca, spróbujemy ze znieczuleniem.
          A tak na marginesie, gdyby ktoś potrzebował w miarę szybko rezonans to w
          Poznaniu w klinice medpolonia są krotkie terminy.
          Pozdrawiam.
          • 25.03.09, 08:41
            Cześć Nanga. Jak się czuje mama? Dobrze na mamę wpłynął wyjazd?
            Trzymam kciuki za udany rezonans i życzę duzo, dużo zdrówka.
            Pozdrawiam
            • 25.03.09, 11:16
              Witam maseja,czekałam aż ktoś się odezwie wiem co przeżywasz,mnie
              spotkało to samo znaczy się moją mame,ma zaawansowanego raka z
              jakimś naciekem przymacicza i coś koło odbytnicy inne wyniki ma
              dosyć dobre miała w zeszłym tygodniu jedną brachyterapie ipo tym
              miało być zakfalikowanie do operacji, stwierdzili że się nie
              kfalifikuje na stan zaawansowania.Teraz zalecili tzw.lampy ma być
              ich ok.24.Nie wiem co dalej robić jestem tak roztrzęsiona, i czy te
              lampy pomogą,i zaznaczam że chyba będziemy wozić mame co dziennie po
              80km.do Bydgoszczy.Lekarz powiedział im szybciej tym lepiej,ale czy
              da rade,i czy są jakieś szanse.Prosze was wszystkich bardzo opiszcie
              Mi coś na ten temat.Pozdrawiam was wszystkich
              • 25.03.09, 12:51
                Witaj Skotka. Przykro mi,ze trafiłaś na to forum. U mojej mamy
                podobna sytuacja, najpierw diagnoza rsm IIIB póżniej modlitwa o
                leczenie radykalne. Mama miała lampy i chemie bez operacjii. Skotka
                jedno co Ci mogę podpowiedzieć to przygotowanie mamy do lamp pod
                względem diety, moja mamusia jej przestrzegała, ale chyda zabrakło
                nam szczęścia. Pod koniec leczenia pojawiły się znowu bóle to było
                kolo wrzesnia 2008, nic z tym nie robili,zalecili walkę z bólem.
                Grudzień wystąpiła niedrożność jelit i operacja ratująca życie
                [wyłonienie stomii} znowu ból, cierpienie.Niedawno u mamy zrobiła
                się przetoka i też z tym nic nie robia. Za trzy miesiące do kontoli?
                Mama jest bardzo słaba, na dobrą sprawe leży w łózku od
                października. Tylko toaleta i kąpiel. Ale nie znaczy,że w przypadku
                Twojej mamy ma tak to wyglądać, u nas wystapiło dużo komplikacji,
                jelita są zmasakrowane radioterapią,dlatego zadbaj o diete mamy i
                dopilnuj zeby mama na lampy nie chodziła z pustym żoładkiem.
                Leczenie radykalne ma na celu wyleczyć wię musisz być dobrej myśli i
                ja wierzę, że Wam się uda. Może leczenie podobne, ale każdy organizm
                jest inny. Trzymajcie się i życzę dużo sił. W razie pytań pisz
                śmiało. Pozdrowienia
                • 25.03.09, 15:15
                  Bardzo Ci dziękuje za to co mi napisałaś,uwierz mi że się
                  popłakałam.Trzymam za was też kciuki,w myślach widze Ciebie jak się
                  opiekujesz mamą.Jestem mężatką od 7-lat,z kolei moja teściowa miała
                  operacje na raka szyjki macicy miesiąc po naszym ślubie, i do tej
                  pory było wszystko dobrze,a teraz są jakieś zmiany na wątrobie i
                  zaraz po świętach będzie operowana.Nie wiem jak ja sobie z tym
                  wszystkim poradze, do mojej mamy mam 25km.Musze się przygotować na
                  wszystko, na otuche dla tesciowej i mojej biednej mamy.Jeszcze raz
                  Ci bardzo dziękuje,musimy się trzymać razem.Pozdrawiam.
                  • 25.03.09, 16:58
                    Skotka przepraszam, ale nie zauważyłam Twojego pierwszego wpisu. To
                    mamy podobną sytacje, mieszkam 25 km od mamy i mam syna 4 lata,
                    dobrze, że perzedszkola istnieją. Jestem u mamy codziennie. Na lampy
                    też razem jeździłyśmy. Tak mi się marzy wyskoczyć z mamą na zakupy,
                    spacer. Mam nadzieję, że doczekam się tychb chwil, ale jest różnie.
                    Czasami wierzę, że bedzie lepiej, innym razem nie widzę nadzieji.
                    Moja mama jest bardzo zmęczona i zniszczona tym leczeniem, ale to
                    była jedyna szansa. Teraz staram się mamę pielęgnować, spełniać
                    każde życzenie i ograniczać do minimum dyskomfort związany ze stomią
                    i bólem. Musisz się trzymać i wspierać mamę w trudnych chwilach. Na
                    początku zaniedbałam moją rodzinke bo popadłam w taki dół, że nie
                    mogłam się wygrzebać, jestemm rozdarta na dwa domy, ale daję {tak mi
                    się wydaje} rade. Jakbys miała ochote pisz. Pozdrawiam Cię gorąco i
                    trzymam kciuki za Twoje "mamy"
                    • 31.03.09, 21:37
                      Dziewczyny dawno nie pisałam, nie mogłam się zebrać. Tak mi strasznie przykro że
                      tyle wspaniałych kobiet musi przechodzić taką mękę:((
                      Maseja pytałaś o wyjazd- niestety mama jeszcze nie wróciła, zrobił się jej
                      zakrzep w nodze i wylądowała w szpitalu:( Strasznie się martwiłyśmy- podawali
                      jej leki, krew, sami chyba się przestraszyli i zrobili rezonans- trwało to 3
                      minuty i niestety już wiemy że mama ma przerzuty do kości. Tak wygląda
                      diagnozowanie i leczenie w wielkiej Brytanii, teraz mam żal i czuję wściekłość
                      na lekarzy u nas- można to było wcześniej wybadać, wystarczyło tylko skierowanie
                      dać na odpowiednie badanie, trochę się zainteresować, a nie traktować pacjenta
                      jak kolejny numerek. Lekarze chieliby mamę zostawić tam, ale moja siostra nie
                      będzie mogła jej odwiedzać codziennie- bo szpital by musiała zmienić, więc
                      decyzja jest że wraca, tylko jeszcze nie wiemy kiedy ją wypuszczą z tą nogą.
                      Strasznie się boję co będzie, bo jest słaba- plecy bolą ją od listopada- więc to
                      już na pewno się rozwijało. Nie wiem co będzie naprawdę, mam tylko nadzieję że
                      uda się nam bezpiecznie dolecieć do Polski.A psychycznie chyba ma dobre
                      nastawienie- w końcu odwiedziła swoje kochane wnuki. Bardzo Was proszę
                      trzymajcie kciuki. Zyczę Wam duużo zdrówka, dla Was i waszych Mam. Pozdrawiam
                      ciepło.
                      • 01.04.09, 10:07
                        +Nanga, przykro mi bardzo ze to jednak przerzuty.
                        Pomyslalam, ze skoro mama jest w GB, moze, pomimo tego ze
                        zdecydowalyscie o powrocie Mamy, mozna by bylo skonsultowac przyszle
                        leczenie z tamtejszymi lekarzami, spytac, jak poprowadzono by tam
                        leczenie etc, jakie sa mozliwosci. Jesli tylko sa to ludzie otwarci
                        na dialog z pacjentem warto to wykorzystac. Wiecie, jak jest w
                        Polsce gdzie o kazda informacje trzeba sie dobijac...


                        --
                        Forum
                        dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
                        Uszate serduszka czekaja
                        • 01.04.09, 12:36
                          Tak- też myślałam że to będzie szansa dla niej, ale po pierwsze musiałaby być
                          sama w szpitalu- niestety nie zna języka i byłoby to ciężkie, dla niej, dla nas
                          też. Po drugie kosztowne- bo chyba raczej nfz nie zapłaciłby za takie leczenie,
                          ale poproszę siostrę żeby się dowiedziała jak by to wyglądało- niestety w
                          szpitalu w którym mama teraz jest nie mam onkologa, więc nie wiem czy takie
                          odpowiedzi otrzymamy. Teraz to tylko bym chciała żeby wróciła, a poruszę niebo i
                          ziemię, żeby jej pomóc. I tak sobie myślę czy przypadkiem nie zwrócić uwagi
                          lekarzom mamy żeby może jednak bardziej się przykładali do swojej pracy- tylko
                          nie wiem czy to coś pomoże. Niestety dla mnie jest tutaj ewidentna wina lekarza.:(
                          • 01.04.09, 14:04
                            Nanga bardzo mocno trzymam kciuki za Was. Bardzo mi przykro z powodu
                            przerzutów, ja obawiam sie również tego u mojej mamy. Szczerze
                            mówiąc czekałam od Ciebie na dobre wiadomości. Trzymajcie sie...
                            • 09.04.09, 12:31
                              Dzięki. Ja też tylko przeszukując fora czekam na dobre wiadomości, niestety nie
                              ma ich za wiele. U nas też, jedyna dobra- to że udało nam się wrócić. Jeszcze
                              tyle siły miała. Wczoraj byłyśmy u lekarza- niestety powiedział że guz jest
                              bardzo duży- ta noga moze być wynikiem ucisku na żyłę. Mama dostała morfinę, i
                              zastrzyki na rozrzedzenie krwi. Teraz musimy czekać na wyniki badań z UK bo
                              lekarz nam nie przygotował, muszą dosłać.Ale niestety nie jest za ciekawie. Nie
                              wiem na co się przygotować, jeszcze ją brzuch boli w prawym boku. Nie mam już
                              sił, nawet na płacz.
                              • 09.04.09, 15:59
                                Nanga współczuje ci u mojej mamy jest podobnie na rezonansie wyszło
                                że guz ma ok.5cm.i dochodzi do miednicy małej i operacji nie chcą
                                robić,poniewasz mogą uszkodzić kończyne dolną,a nawet może grozić
                                amputacją.Jest po jednej brachyterapi,i nic to nie dało, teraz będą
                                jak narazie lampy na które będe mame woziła co dziennie po 80km,bo
                                na łóżko trzeba czekać przeszło miesiąc musimy dać rade.jak narazie
                                czuje się bardzo dobrze.Życze Wam wszystkim wszystkiego
                                dobrego,Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych.Trzymajmy Się.
                                • 23.04.09, 15:12
                                  Kochani mam podejrzenie CIN robilam wycinek czekam na wynik i dalej
                                  nie wiem co jesli wyjdzie CIN II czy III to co powinnam zrobic? Moze
                                  macie dobrego lekarza onkologa do polecenia w warszawie, gdzie
                                  najlepiej operuja szyjki czy lepsze wymrazanie, oj mam duzo pytan
                                  i ... pozdrawiam, magda
                                  • 23.04.09, 17:46
                                    Witaj musisz cierpliwie czekać,jeśli będzie przed inwazyjny będzie
                                    dobrze.Dobra jest klinika Onkologiczna w Bydgoszczy,ja jeżdże tam z
                                    moją mamą,ale mam tylko 80km.Chorzy tam przyjeżdżają z różnych stron
                                    polski,wczoraj jak byłam z mamą to rozmawiałam z kobietą z Piotrkowa
                                    Trybunalskiego.lekarze napewno sami zadecydują co będzie najlepsze
                                    dla Ciebie.Ja już troche przeszłam z mamą,operować już nie chcą
                                    tylko naświetlanie i chemoiterapia,i moja teściowa też leży w
                                    szpitalu miała operacje 7-lat temu i coś się pokazało na
                                    wątrobie.Ale Tobie życze dużo siły ,ja nie chce pisać ci jak się
                                    czuje.jak masz jakieś pytania to pisz śmiało Trzymaj się mocno Wiara
                                    czyni cuda-pamietaj.Pozdrawiam
                                    • 27.04.09, 14:03
                                      pewnie czyni, jak 19 lat temu mialam torniel jajnika to pojechałam
                                      najpierw na wakacje a potem na operacje do szpitala, wiedzialam ze
                                      bedzie dobrze, wynik histopatologiczny odebralam po 8 latach.
                                      Pewnie b. nieodopwiedzialnie, ale intuicyjnie wiedzialam ze jest
                                      ok. wynik to potwierdzil okazalo sie ze byl to nowotwor
                                      niezlosliwy, a teraz minelo 19 lat od tamtej operacji, mam 3
                                      dzieci, meza , i wielki strach.... Do Bydgoszczy pewnie nie pojade
                                      pewnie w warszawie jest sporo miejsc gdzie mozna sie leczyc tylko
                                      trzeba poszukac, jeszcze raz podpytuje o polecenie, magda
                                      • 27.04.09, 15:01
                                        Witam,u mojej mamy zaczeły się badania takie jak;kolokoskopia
                                        oceniali jak jest zaawansowane,póżniej podstawowe badania,następnie
                                        rezonans komputerowy na którym widać wszystkie przerzuty na cały
                                        organizm według tych badań stwierdzą jaki jest stopień-tak mi się
                                        wydaje,bo np.po tym rez.wiem jakiej wielkości mama ma guza i jest
                                        zaawansowany.A tydzień temu zrobili przygotowanie do lamp,mianowicie
                                        tomograf komputerowy i zaznaczyli na brzuchu tzw.tatuaże miejsca
                                        gdzie bedą lampy.Trzymajmy Się;Pozdrawiam
                                        • 01.05.09, 15:53
                                          Magda spokojnie CIN I czy nawet CIN III to nie wyrok , więc nie panikuj
                                          .....wszystko będzie dobrze napewno
                                          Ja w ubiegłym roku miałam cytologię IV wycinki wykazały CIN III (rak
                                          przedinwazyjny ) przeszłam całkowitą amputację szyjki i tyle ..... jestem zdrowa
                                          , kontrole cytologiczną i kolposkopową mam co 3 miesiące , wszystko jest w
                                          porządku ....
                                          Tobie tez zyczę zdrowia , będzie dobrze !!!!
                                          • 04.05.09, 14:48
                                            dzieki a mialas robiona elektrokonizacje czy laserem?
                • 05.04.13, 20:21
                  witaj ja mam raka szyjki macicy IIB MAM MIEC TEZ RADIOTERAPIE DOKLADNIE CO JAK BEDE WIEDZIEC 10 NAPISZ JAK Z TWOJA MAMA nie wiem co mnie czeka ale jestem dobrej mysli
    • 05.05.09, 21:31
      Witam po długim czasie:( Niestety nie mam dobrych wiadomości, z mamą coraz
      gorzej, ma spuchnięte obie nogi, nie wychodzi z domu prawie wogóle- chyba że do
      lekarza, dziś spuchł jej teź brzuch, ma coraz gorsze wyniki morfologii, już raz
      miała podawaną krew, co dwa tygodnie badamy hemoglobinę- właśnie jutro jedziemy
      do szpitala na podanie krwi znów. Dostaje zastrzyki przeciwzakrzepowe i
      furosemid, ale to nic nie pomaga, Tak wygląda jakby ta opuchlizna
      postępowała,Wiem że nie jest wesoło- może napiszecie jak jej pomóc z tymi
      nogami, ewentualnie co jeszcze mogę zrobić, jak pomóc?? Błagam pomóżcie....
      • 06.05.09, 19:42
        Nanga bardzo mi przykro, moja mamunia odeszła 26 kwietnia, u nas nie
        było problemów z nerkami, bo ta opuchlizna to chyba nerki tak? Nie
        potrafie Ci pomóc. Wnioskuje tylko tyle, że radykalne leczenie
        wyniszczyło moją mamę i przyspieszyło jej odejście i ból. A teraz
        pozostała mi pustka i tęsknota nie do opisania. Mamunia i ja
        miałyśmy wielkie nadzieje a teraz .... Kocham Cie Moja najdroższa
        mamuniu, byłaś bardzo dzielna i zawsze będziesz w moim secu. Nanga
        życzę Ci i Twojej mamie dużo dużo sił
        • 06.05.09, 21:42
          Bardzo mi przykro, nie wiedziałam:( Właśniee zpstawiłam mamę w szpitalu i pani
          doktor nie zostawiła mi już nadziei, to paskudztwo rośnie i uciska moczowody,
          naczynia krwionośne, nie wiem co robić.... Chyba zbliża sie koniec, nas też
          czeka pożegnanie, srasznie się boję tego co będzie...
          • 07.05.09, 17:35
            Dziewczyny trzymajcei sie i wasze mamy tez....
            • 08.05.09, 07:49
              Witam.Moja mama dowiedziała się że ma raka szyjki macicy 18.03.2009
              gr.II b , 01.05.2009 ma już gr.III B jest po naswietlaniach ( 5
              razy) ale to się nie zatrzymuje zalane są moczowody jest zrobiona
              stomia, jaka jest nadzieja....?
              • 09.05.09, 11:52
                Bardzo mi przykro:(
                Widać rak postępuje bardzo szybko, ja trzymam się wersji że nadzieja jest do
                końca. Moja mama ma wodonercze, rak blokuje jej odpływ moczu z nerek, nie wiem
                co dalej może sie zdarzyć,może byś mi napisała jak to wygląda z tą stomią, jak
                można pomóc? Pozdrawiam ciepło, trzymajcie się.
                • 09.05.09, 12:31
                  Witam.Moja mama ma obustronne wodonercze, nacieki na moczowody i
                  pęcherz-doszło do zatrucia organizmu moczem i została przewieziona
                  do szpitala na urologie gdzie wprowadzono do nerki rurkę
                  odprowadzającą mocz, objawy były takie że cała była spuchnięta i
                  wymiotowała a na koniec problemy z oddawaniem moczu.Koniecznie twoja
                  mama musi się znależć na urologii.Pozdrawiam i trzymam kciuki
                • 11.05.09, 16:45
                  Witam moja mama ma raka,stopień IVA.Jestem załamana,ale walcze jak
                  się da,jest leczona paliatywnie, guz dochodzi do miednicy i do
                  odbytnicy.Ma 25 lamp,w tej chwili jest po ośmiu lampach,i jest
                  okazem zdrowia miała mieć chemie,ale lekarz zdecydował że jeszcze
                  nie dopiero po lampach,bo za duże przesilenie organizmu,lampy i
                  chemia naraz.Wieże mocno że troche się uda.Wiara czyni
                  cuda.Pozdrawiam wszystkich mocno.
                • 18.05.09, 22:00
                  Na temat wodonercza już wiem- na razie dali mamie spokój- mamy badać kreatyninę
                  we krwi- i zgłosić się do poradni urologicznej. Zrobiliśmy rezonans- wyszły
                  bardzo duże przerzuty w kręgosłupie i złamania patologiczne, lekarze onkolodzy
                  już nie będą jej leczyć, nawet paliatywnie:( Nie wiem co robić, ostanio dużo
                  śpi, ma zaparcie- i się mi nie przyznała, chciałam zrobić wlewkę, ale ona nie
                  chce, piła syrop lactulosum i coś się ruszyło, ale nie do końca, nie wiem czy
                  jej nie zaszkodzę teraz tą wlewką?? Pomóżcie
                  poza tym chyba poszukam jednak innego onkologa żeby obejrzał ten wynik. Ostatnio
                  dużo śpi, nie chce jeść, dziś np zjadła tylko pół banana. Co mam robić?? Lekarz
                  z hospicjum przyjedzie dopiero we czwartek, i wtedy będą pewnie wyniki krwi.
                  • 22.05.09, 10:23
                    Kochana, przed Tobą najtrudniejsze dni.
                    Przykro mi to pisać ale przychodzi taki moment ze lekarze niestety
                    nic juz nie mogą zrobić.Mama powoli zaczyna odchodzić.Tak samo
                    wyglądało to u mojej. Musisz się z tym pogodzić choć będzie ciężko.
                    Jak możesz jej pomóc? Zadbaj o dobre leczenie przeciwbólowe,czy Mama
                    coś bierze?. Może jest niski poziom hemoglobiny, trzeba będzie podać
                    krew.
                    Co do tych zaparć to niestety trudna sprawa, moja Mama też je miała
                    z powodu morfiny.Do czasu, później zaczęły się biegunki.
                    Z jedzeniem był ten sam problem.Kiedy już nic nie chciała jeść
                    gotowałam takie kaszki dla dzieci na wodzie.
                    Wiesz moja Mama przyjmowała też w tabletkach a później w zastrzykach
                    steryd Dexsamethason, przepisał lekarz, czuła się po nim lepiej,
                    dodawał jej sił, mogła coś zjeść.Spytaj lekarza z hospicjum.
                    Trzymaj się mocno kochana, teraz jesteś jej najbardziej potrzebna.
                    Jeśli masz jakieś pytania to pisz.
                    Pozdrawiam. Ula.
                    • 23.05.09, 20:06
                      Witam.Moja mama przez ostatnie 2 tyg. czuła się dobrze ( jest po
                      naświetlaniach 5 razy ), wróciło wszystko do dawnego rytmu-
                      gotowanie,nawet drobne zakupy, ale zaczynaja powoli wracać
                      dolegliwości ,bóle w prawym boku i co najgorsze parcie na odbyt!!!
                      jedynie to co jest zadowalające to fakt że mama ma apetyt i
                      przestrzega diety. Strasznie się boję że ból wróci jeszcze
                      silniejszy niż przed radioterapją a czytałam wlasnie że tak jest, a
                      wizyta kontrolna dopiero 16,06,2009 najgorsze jest to że leczenie
                      jest chyba paliatywne mimo że jest gr. III A ,sama nie wiem co
                      robić :-( Pozdrawiam
                      • 23.05.09, 20:14
                        Przepraszam pomyliłam się przy stadium choroby mojej mamy jest III B
                        A NIESTETY LECZENIE CHYBA PALiATYWNE .POZDRAWIAM
                        • 23.05.09, 22:17
                          Moja Mamusia odeszła dziś o trzynastej. Jest mi bardzo ciężko.
                          • 24.05.09, 15:15
                            Witam. Bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy, trzymaj sie
                            kochana !!!
                          • 25.05.09, 07:04
                            Bardzo Ci współczuję.Wiem jak bardzo Ci ciężko.To bardzo
                            boli.Trzymaj się kochana, jestem z Tobą.
                            • 25.05.09, 09:36
                              Łącze się w bólu, wyrazy współczucia
                          • 25.05.09, 20:39
                            tak bardzo mi smutno wraz z toba, tak bardzo chcialam by sie wam
                            udalo, bo mnie tak bardzo teraz braukuje sily by uwierzyc, ze mozna
                            jakos uciec ...
                        • 25.05.09, 20:37
                          witajcie, tez jestem tu nowa, choc problem jak w tytule. moja matula
                          od ponad miesiaca jest zdiagnozowana z rakiem szyjki
                          plaskonablonkowy nierogowaciejacy IIIb ad IV vertens. poki co
                          jeszcze jakos bardzo ja nie boli, a moze udaje, ze ja nie boli... po
                          miesiacu czekania przyjeto ja do kliniki w Gliwicach, gdzie czeka na
                          decyzje o leczeniu - lampy i ile. sama mysi, ze pewnie juz jej nie
                          beda leczyc mimo wszelkich pocieszan i potrzasan nia, zeby byla
                          twarda, ze bedzie dobrze, niech sie trzyma. czasem mam wrazenie, ze
                          to kupa frazesow o optymistycznym myslaniu, a w sumie moze tot teraz
                          jedyna bron przeciw depresji i lekom. wlasnie dzis wykryto na USG,
                          ze ma cos w lewej pachwinie, cos co tam byc nie powinno, wielkosci
                          1cm11 i ze pewnie, jesli badanie ginekologiczne nic nie wykarze,
                          bedzie biopsja. a ja mam nadzieje, ze te lampy powstrzymaja potwora,
                          choc na troche, choc na jakies wspolne szalone wakacje, na jakies
                          kilka chwil, kiedy spelnimy razem nasze najwazniejsze
                          marzenia...coz, Niebieski Szefie wspomnija na nas tu maluczkich -
                          orzeciez to lwasnie mamy zasluguja na dluga i pogodna starosc...
                          • 03.06.09, 23:21
                            witam
                            u mojej mamy stwierdzono raka szyjki macicy "narazie na dzien dzisiejszy to jest
                            3b" tak mówiła pani doktor 2 tygodnie temu.Mama miała zrobic jeszcze badania nie
                            wiem jak sie nazywało to pierwsze badanie ale wyszło ze jelito grube i odbyt ma
                            czysty a po tk wyszło ze ma guza wielkosc 68 mm i nacieka na pochwe i na węzły
                            chłonne na 13-14 mm nerki, pecherz maczowy ma czysty bez zadnych zmian tez nie
                            pisze nic o miednicy tylko ze ma jakis torbiel wodny wielkosci 14 mm na
                            wątrobie. Bardzo sie boimy bo z tego co tu piszecie wszystkie to to stadium
                            chorby jest praktycznie bez szans.Jutro jedzie do poradni onkologicznej z
                            wszystkimi wynikami i dalej to juz pani doktor bedzie decydowała.Ostatnio
                            powiedziała ze najprawdopodobniej bedzie miała naswietlania przez 7 tygodni i
                            raz w tygodniu chemie.Bardzo sie boje nie moge myslec co to bedzie jutro czy
                            moze cos lepszego czy wyrok.:(((
                            • 04.06.09, 11:44
                              to znowu ja:((((
                              nie mam niestety dobrych wiadomosci!!!
                              dzis mama była u lekarki ze wszystkimi wynikami i to juz jest koniec ma 4
                              stopien raka szyjki macicy kazała jej jeszcze zrobic jakies badania ale
                              powiedziała ze jest tragicznie, ona biedna nic nie wie co sie z nia dzieje mysli
                              ze jeszcze to jakos bedzie ma cały czas nadzieje a my z siostra widzimy ze z
                              kazdym dniem jest coraz gorzej jest coraz słabsza bardzo juz ja boli. Nie wiem
                              co robic!!!!!
                              • 05.06.09, 12:10
                                alu, trzymaj sie, tka pooristu lekarze rak nie opuszcza, na pewno
                                zaleca lampy dla zatrzymania potwora, moze nie bedzie ich az przez
                                7 tygodjni, ale krotka seria jak u mojej mamy. jest po pieciu
                                lampach i dzis ma sie dowiedziec czy podadza jej chemia. pani ktora
                                lezyla obok mamy z bardzo zaawansowanym rakiem pochwy, stadium IV,
                                ktore miala silne bole i znikala w oczach po lampach, podniosla sie
                                po chemii, wrocil jej apetyt, blade ale zawsze rumience i pojechala
                                szczesliwa do domu. moze udalo sie go zatrzymac? liczymy, ze u mojej
                                i twojej matuli bedzie tak samo. gdzie leczy sie mama?moze zapytasz
                                lekarke o leczenie paliatywne? nie poddawaj sie, nie pozwol mmaie
                                sie poddac i slabnac - niech sie dobrze odzywia, mimo ze nie ma
                                ochoty, to przede wszystkim, niech na dlugo nie zostaje sama z mysl
                                o raku, to tez jest niebezpieczne. sciskam cie monciutko, uda sie
                                wam, jak nie na nastepne 20 lat, to na piekny rok, moze 3 lata
                                cieszenia sie zyciem i soba wspolnie. walcz, wierze w ciebie!!!!!
                                • 05.06.09, 19:54
                                  Ja wiem że trzeba się jakoś trzymac ale tak ciężko tak strasznie cięzko.Na razie
                                  robi jeszcze wszystkie badania bo sie okazuje że jak już idzie z wynikami to
                                  zawsze czegos brakuje to już ciągnie sie tak trzy tygodnie.Jutro jedziemy do
                                  lekarki która pracuje w klinice w gliwicach i boje sie strasznie ze lekarka jej
                                  powie ze nie ma to wszystko sensu jak mama ma nadzieje że ona ją skieruje od
                                  razu do gliwic bo póki co leczy sie (jezeli to można nazwac leczeniem) w poradni
                                  onkologicznej w Bielsku-Białej.Ale juz przygotowywuje się do tego że umrze a ona
                                  ma dopiero 51 lat jeszcze mogła by z nami troche pozyc a najbardziej sie boje
                                  tego cierpienia i bólu który juz przezywa i który jej jeszcze przyjdzie
                                  zniesc.Nie wiem co robic czuje sie taka bezradna najchetniej to bym wyrwała jej
                                  tego guza jestem taka zła, wsciekła!!!! narazie nie moga jej zrobic lamp
                                  poniewaz nie ma zrobionego jeszcze jednego waznego badania i boja sie ze bod
                                  lamp moze jej powypalac dziury w jelicie grubym i moze od tego umrzec.Najgorsze
                                  jest to czekanie co dalej??????
                                  • 06.06.09, 12:42
                                    niedawno odeszła moja mama miała raka jajnika jest mi bardzo cieżko i jak jedna
                                    z was niepamietam która napisała ze bliżej jej do osób które choruja niż do tych
                                    zdrowych u mnie jest ten sam problem. Moja bliska koleżanka (ma 34 lata) również
                                    przyjazniła sie z moja mama choruje na raka szyjki macicy ostatnio ma straszne
                                    stany depresyjne kiedy tylko zadzwoni telefon biegne do niej żeby ja wesprzeć
                                    Ona nie chce ze mna rozmawiać o chorobie wiec ja to szanuje tyle co sie
                                    dowiedziałam ostatnio że ma stopień IIIb wiem ze miała lampy dopochwowe ile nie
                                    wiem przeczytałam wszystkie wasze posty kurcze i nie wiem czy czegoś nie
                                    ominełam ale nie ma wzmianki o przezutach w miejsca gdzie ona je ma wykryto
                                    jej jakies zmiany na watrobie niby to od naswietlań tak powiedział lekarz ale
                                    na ostatniej wizycie powiedział ze ma coś na jajnikach wiec przepisał zastrzyki
                                    gentomecynę i kurcze ten drugi zapomniałam ale wiem ze na litere b jest
                                    strasznie bolesny i oleisty maja one na celu wysuszyc to cos na jajniku ale
                                    po nim dostała uczulenia zapalenie slinianek. tk nie bardzo chca jej robić bo ma
                                    uczulenie na kontrast ( opuchlizna całego ciała plamy klopoty z oddychaniem)
                                    lekarz stwierdził ze jesli te zastrzyki nie wysusza guza bedzie musiała miec
                                    operacje to wszystko mnie dziwi przecież jak opisujecie tutaj walke z waszymi
                                    mamami to wyglada to całkiem inaczej niz u niej. o żadnej chemi nie ma wzmianki
                                    nic ja sama nie wiem co o tym mysleć. Wiem że nic ja nie boli ma siłe werwe tak
                                    jakby była osoba całkowicie zdrową, nie przyjmuje żadnych leków przeciwbólowych.
                                    Może kiedy bede u niej uda mi sie zerknąc w wyniki i karte od lekarza chodz
                                    wiem że ona chce uciec od choroby i zachowywać sie jakby jej nie było nie chce
                                    poprostu o niej rozmawiać. Mojej mamy leczenie przebiegało całkiem inaczej wieć
                                    nie mam sie na czym wzorować pomożcie i powiedzcie co o tym myslicie
                                    --
                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                    • 08.06.09, 07:15
                                      wiem, ze latwo sie mowi, ciezej wprowadzic w czyn, ale raka nie da
                                      ise pokonac obojetnoscia. najwazniejsze w chorobie mojej mamy bylo
                                      zaakceptowac walke z rakiem, nigdy nie bala sie nazywac swej
                                      choroby, nikt w domu nie stara sie uzywac suplementow dla nazwy rak.
                                      czasem tlyko mama powtarza, ze pokona tego gada i walczy. moze uda
                                      ci sie namowic kolezanke na rozmowe z terapeuta, moze latwiej jej
                                      bedzie porozmawiac z kims "neutralnym" niz bliskim - poczucie, ze
                                      sie obarcza problemem innych jest trudne do zniesienia, jeszcze
                                      gorsze jest pewnie wrazenie, ze ludzie przygladaja nam sie z
                                      litoscia, bo jestesmy chorzy. pewnie dlatego ucieka od rozmowy, moze
                                      boi sie przyznac, ze rak jest smiertelny i ciezko jej z tym walczyc.
                                      ja wiem jedno - jak najwiecej informacji o wrogu wzmaga nasz opor,
                                      bo wiemy co jesc, jak myslec, jak opierac sie na innych, o co pytac
                                      lekarza by domagac sie swych praw. lekarze sa obojetni wobec
                                      obojetnosci pacjentow - moje wrazenie. sprobuj ja wybadac, a moze
                                      niech przyjedzie nas odwiedzic? moze jesli poczyta o przypadkach
                                      innych osob bardziej sie otworzy? tutaj oprocz smutnych historii sa
                                      rowniez te, ktore koncza sie pozytywnie. i jeszcze jedno - rak
                                      szyjki macicy to niestety oznacza czesto dla kobiet niewiernosc ich
                                      mezczyzn - 20 lat w zwiazku z jednym partnerem i nagle obecnosc
                                      wirusa i rak i poczucie, ze za glupote facetow kobieta umiera w
                                      cierpieniu. to tez jest nielatwe do zniesienia w przypadku raka
                                      szyjki. generlanie strasznie tego duzo nie tylko dla ciala ale i
                                      duszy. pogadaj z nia. zycze powodzenia i odwagi twej przyjaciolce!
                                      • 08.06.09, 18:02
                                        Kwiatek jak ja ci zazdroszcze tego optymizmu.Chciałabym wierzyc że wszystko
                                        bedzie dobrze i czasami wierze ale później przychodzi chwila zadumy i głupia
                                        myśl na ile osób my stype zrobimy.Mój mąż się ze mną kłóci że nie mogę tak
                                        myślec przecież to tak jakbym ją już skazała na śmierc a ja staram sie wierzyc
                                        że będzie z nami jeszcze pare lat.Lekarze to znieczulica okazało się że mamę
                                        powinni byli przyjąc natychmiast do szpitala onkologicznego Bielsku-Białej i tam
                                        jej zrobic wszystkie potrzebne badania i zacząc szybko jakos reagowac tak
                                        powiedziała mamie pani doktor która pracuje w klinice w Bytomiu i mama jedzie
                                        już 16 czerwca zrobic reszte potrzebnych badan i mamy nadzieje ze do Gliwic bo
                                        jeżeli nie to to będzie znaczyc koniec.Lekarka w bielsku powiedziała mamie że
                                        nie nadaje sie już do operacji a pani doktor z bytomia stwierdziła że teraz nie
                                        wie czy pierwsze zastosują chemie i operacje czy na odwrót.To teraz nie wiem kto
                                        ma racje.Boję się bardzo że mamusia bedzie tam sama bo dośc daleko mieszkamy i
                                        że bedzie cierpiec, ale z drugiej strony myślę że lepiej jak tam jedzie i ŻE COŚ
                                        NARESZCIE SIĘ RUSZY niż bielsko i kolejne badania i kolejne przeswietlenia i
                                        dalej nic nie robią
                                        BOŻE POMÓŻ NAM I WSZYSTKIM KTÓRZY ZMAGAJĄ SIĘ Z TYM CIERPIENIEM.
                                        • 08.06.09, 19:50
                                          dziewczyny teraz przed chwilą przeczytałam o jakis wlewkach z czarnej kawy i że
                                          niby pomagają przy raku szyjki macicy zaawansowanym nie operacyjnym.Ze jakiejs
                                          tam babce robili i miała dwie masy guzowe które zaczeły sie zmniejszac.
                                          Ja wiem że to głupie ale co wy o tym myślicie?
                                          • 08.06.09, 20:50
                                            to znowu ja
                                            zwariuje nie mogę przestac o tym myślec że moja mama jest tak bardzo chora
                                            dlaczego ona
                                            ma 51 lat i co teraz jeszcze mogła by sobie pożyc z 20 latek a tu co najgorsze
                                            to jest to że dzis usłyszałam od mamy jak ją jej kuzynka obgadała że jak się nie
                                            chodzi po lekarzach to tak się dzieje,że jakby chodziła tak jak ona chodzi to by
                                            jej nic nie było, myślałam że mi serce pęknie.Ona tak już cierpi boimy z siostrą
                                            co będzie za jakiś czas.
                                            Powiedzcie mi czy przy 4 jest jeszcze możliwe jakies życie.To jest najgorszy
                                            czas w moim życiu ile bym dała żeby go cofnąc boję się że jak już pójdzie do
                                            tego bytomia to że już do nas nie wróci.
                                            • 09.06.09, 07:01
                                              alu kochana, nie ma mi czego zazdroscic, nie jestem optmyistyczna
                                              tak bardzo jakbym chciala, do tego mieszkam ponad 1000km od moich
                                              rodzicow, a telefonicznie trudno miec dobry oglad na sytuacje. ale
                                              duzo rozmawiam z mama, nie ukrywamy, ze rak to cos strasznego, ze
                                              leczenie jest ciezkie (moja mama miala wlasnie dwie chemie i od 3
                                              dni jedyne co jej organizm przyjal to herbata z cukrem i cytryna,
                                              nawet mycie zebow powoduje torsje i wymioty), ze bedzie na pewno
                                              trudno, czesem dopada mnie naprawde dol i mam wrazenie, ze
                                              najgorszego nie przezyje - zyleta i koniec, ale to na moj wlasny
                                              uzytek. bo trzeba wspierac mamy, nie mozna sie rozczulac nad soba,
                                              trzeba nad mama sie trzasc! co do 4 stadium to zalezy od lekarzy -
                                              moja matula wlasnie wrocila z gliwic, nastepna wizyta na 26 czerwca,
                                              kolejna chemia, wiec do tego czasu trzeba bedzie jakos dopilnowac
                                              wagi, zeby miala dobra morfologie i samopoczucie. bardzo wazna jest
                                              dieta - musisz dbac o mamy wage, bo w szpitalu pozniej jest docs
                                              ciezko, musi byc zapas energii na smutne godziny lezenia w lozku z
                                              ciezkimi myslami. postarja se ja czyms zajac, moze szczerze
                                              pogadajcie, moja mama juz zaplanowala swoja stype (powiedzialam jej,
                                              ze lepij by sie tym zajela za jakies 20 lat, bo ja do tego czasu
                                              wszystko zapomne, wiec szkoda czasu tracic, ale jesli chce o tym
                                              pogadac no to ok. zazyczyla sobie rekawiczki na przyklad, hmmm). to
                                              wazne, byc szczerym i sie nie bac, strach tez zabija. alu, ja cie
                                              bardzo wspieram, tym samym wspieram siebie. przed nami wyboista
                                              droga, ale ona tak nagle ksonczyc sie nie moze, zaufaj mi. no to
                                              wsawaj, idziemy reka w reke, do przodu ....jest zawsze troche slonca
                                              gdzies na horyzoncie
                                            • 09.06.09, 14:54
                                              Ala, pomijajac ze kuzynka ma wyjatkowy brak empatii to na dodatek
                                              mija sie z prawda. Moja Mama robila co roku wszystkie badania i
                                              cytologie i dorobila sie zaawansowanego raka szyjki.
                                              Nie wystarczy chodzic do lekarza. To jeszcze musi byc dobry lekarz.

                                              Strasznie wam wspolczuje dziewczyny i z calego serca zycze wielu sil.

                                              --
                                              Forum
                                              dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
                                              Uszate serduszka czekaja
                                              • 09.06.09, 18:52
                                                Ala to prawda co pisze balbinka moja mama jezdziłĹa regularnie na
                                                badania i miała usg bo pojawił sie problem z macica dopiero przy
                                                operacji sie okazało co jest grane (rak jajnika z przezutami) a
                                                leczyla sie dobre 3 lata mojej mamie lekarz dawał 4 miesiace życia
                                                ale ze wzgledu na młody wiek moja mama miała wtedy 51 lat zalecił
                                                wizyte w centrum onkologi w gliwicach tam wyslano nas w pobliżu
                                                miejsce zamieszkania czyli w Rybniku mame prowadził ordynator ze
                                                swietna lekarka miała wsparcie z naszej strony i również wsparcie
                                                lekarza ktory wszystkiego jej nie mówił troche nawet oszukiwał żeby
                                                mama wychodziła w miare dobrym stanie psychicznym psycholog był przy
                                                kazdym wlewie i przez to mogłam sie cieszyc mama przez 4 lata a
                                                nie dawano jej nawet 5 % wiec sama zobacz ile robi samozaparcie i
                                                pozytywne myslenie powiem cos jeszcze gdybym trafiła tu na forum
                                                szybciej możliwe że moja mama by jeszcze żyła bo połowy tego co
                                                mogłabym zrobic nie wiedziałam nie winie sie za to bo wiem ze w
                                                ostatnich dniach mama bardzo cierpiała i nie wiem czy dała by
                                                efekty moja wiedza nie chciałabym żeby ten ból i to co ona
                                                przeżywała bylo dalsza wegetacja chodz moje marzenie jedyne jakie
                                                byo było by mama wyzdrowiała.wiedziałam że może być zle wiedziałam
                                                że może być lepiej nie pokazywałam przy niej strachu ani smutku
                                                byłam ciagle ta sama osobą jaka mama mnie zna po nocach płakałam do
                                                poduszki żeby nie słyszała kiedy dobrze sie czuła zabierałam ja w
                                                góry do kampingu do miejsca gdzie mozna wypoczac tam nabierała sił
                                                do dalszej walki. Mama zmarła 8 marca w wielki dla niej dzień
                                                urodziła sie również w wielki dzien w nowy rok i jak te dwie daty
                                                sa ważne bo z jedną swietujemy coś co sie zaczyna drugą swiętujemy
                                                osoby które sa całym światem dla innych ktore dają życie święto
                                                Kobiet i tak wielka osoba jak te daty była moja mama pomagała tym
                                                którzy nie mieli odejmujac sobie nawet ksiadz w czasie pogrzebu sie
                                                zdziwił że tyle osob uczestniczyło w jej ostatniej drodze bo tyle
                                                osób ją kochało dała przykład innym jak postepować i podczas
                                                choroby mówiła o niej przez to chyba z 30 kobiet teraz może cieszyć
                                                sie życiem zdrowym życiem mimo że tez regularnie sie badały wieć
                                                mozesz tej kuzynce powiedziec ze czasem lepiej dwa razy pomyslec co
                                                sie powie niż mówić bzdury. Teraz dla mamy musisz byc osoba która
                                                jest silna pokazać jej musisz że dasz rade wtedy i ona da rade nie
                                                wiem co bedzie na koncu ale liczy sie teraz juz . życze twojej mamie
                                                duzo zdrówka tobie duzo siły i żebyście obie daly rade
                                                --
                                                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to
                                                jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy
                                                pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                • 09.06.09, 23:28
                                                  dzięki dziewczynki za to że jestescie takie kochane z mamą za bardzo o tym nie
                                                  gadamy wie że jest źle bardzo źle ale staramy się zachowywac normalnie tak jakby
                                                  się nic nie stało póki co to do wtorku bo wtedy jedzie już do bytomia,z siostrą
                                                  rozmawiamy na ten temat ale ja dużo czytam a ona stara się jak najmniej o tej
                                                  chorobie wiedziec.Mieszkam od mamy 2 km i jestem u niej codziennie po pare
                                                  godzin,jak z nią jestem to nie myślę o tym że jest chora ale jak tylko
                                                  przyjeżdzam do domu to od razu te głupie myśli o śmierci i wogóle.Boję się też
                                                  bardzo tego że nic z jej chorobą nie będą robic, że poprostu postawią na niej
                                                  krzyżyk.Ale dziewczyny jedno wam powiem nasza służba zdrowia jest spoko dopóki
                                                  się nie choruje a jak zachorujesz to chodzenie proszenie się tragedia, człowiek
                                                  czuje się taki obdarty z godności.Przeraża mnie to,mama jak zaczęła jeździc
                                                  doporadni to pani doktor powiedziała jej że ma zrobic kolonoskopie i od razu nam
                                                  powiedziała że jak mamy jakiegos znajomego lekarza to zeby sobie to załatwiac bo
                                                  na to badanie w bielsku czeka się pół roku,aha i jak mama bedzie miała przeżuty
                                                  w tym jelicie to nie będą jej za bardzo naświetlac bo może jej dziury powypalac
                                                  i może na naswietlaniach umrzec.Nie rozumiem tego i boję sie bardzo ale póki co
                                                  wierze że moja mama i twoja kwiatku pożyją z nami jeszcze pare lat.
                                                  • 10.06.09, 06:52
                                                    dzieki alu, wlasnie o to chodzi, bysmy sie wzajemnie wspieraly i
                                                    wierzyly, ze sie uda wygrac naszym cudownym mammo z potworem. ja
                                                    akurat mam torche odla - jade do odmciu w przyszlym tygodniu i juz
                                                    zakasuje rekawy, zeby jakos zebrac mame do kupy. w zasadzie moze nie
                                                    jest zle, ale zawsze jak dzwonie to ona spi albo nie ma sily dluzej
                                                    porozmawiac, ma bardzo sile torsje i wymioty - boje sie, ze straci
                                                    na wadze, a to oczywiscie bylby bardzo zle. chemia jaka dostala
                                                    bazuje na cisplatynie, ale jest pomieszana jeszcze z czyms, a pani
                                                    dokrot rapewnila mame, ze trzeba gada zlapac wlasnei teraz, dlatego
                                                    leczenie jest ciezsze niz bylo przewidziane. chyba duzo pomogly
                                                    lampy, ktore spowodowaly lekkie cofniecie sie raka. trudno mi sie
                                                    tym cieszyc tak pelna geba, ale w duchu troche lzej. zreszta to
                                                    pewnie dopiero poczatek walki! alu, nagorszy okres to byl wlasnie
                                                    ten przed szpitalem - mama czekala miesiac na przyjecie do gliwic -
                                                    na skierowaniu do szpitala napisali , ze bedzie jej sprawa
                                                    rozpatrzona jak ewentualne przyjecie - mama myslala, ze ja wysla do
                                                    domu i tyle. a jednak podjeli walke, matule to tez wzmocnilo na
                                                    duchu. mimo wiec ze tobie teraz ciezko przychodzic przez te
                                                    wszystkie badania, to juz za jakis czas powinno byc lepiej. dbaj o
                                                    mame, szczegolnie o diete - powiedz jej co powinna jesc i jak. ja
                                                    mowie zawsze mamie tak - sluchaj, przeczytalam w internecie o
                                                    podobnym przypadku i pani mowila, ze dieta powinna byc takak i
                                                    siaka. ze na bole to to, ze chemie przeszla tak, a inna osoba
                                                    mowila, ze ... widze, zep omaga mamie wiedziec, ze inni choruja, ze
                                                    dziela sie spotrzezeniami i wiedza, ze sa osoby, ktore wyszly z raka
                                                    w podobnym stadium. to wazne, sprobuj w ten sposob, moze mamie zrobi
                                                    sie lzej, poki co jest pewnie sama ze swoja choroba, was tez chroni.
                                                    powodzenia, przytulaj mame ile sie da i nie daj jej zbyt dlugo sie
                                                    zamartwiac. chyba trzeba myslec, ze bedzie dobrze, takie myslenie
                                                    udziela sie innym!!! duzo sily i waszego wsparcia zycze twej mamie.
                                                    niech beda z nami jeszcze dlugo dlugo nasze cudne matule!!!
                                                  • 11.06.09, 13:34
                                                    Dzięki za wiadomośc:))
                                                    Czuje się taka bezsilna,chciałabym coś zrobic ale nie wiem co!!!!!:(((
                                                    tak się boję tego Bytomia co tam bedzie czy wogóle będą ją jakoś leczyc.Mama od
                                                    tygodnia spi po pare godzin w nocy a zaczęła coraz więcej w dzien spac.Co to
                                                    znaczy? Gdyby można było cofnąc ten cholerny czas.Ja za bardzo na wyzdrowienie
                                                    nie licze ale niech mi któras powie ile mama jeszcze może pożyc?Dziś od siostry
                                                    córeczka ma roczek i powinna to byc szczęśliwa chwila ale ten
                                                    pier...(przepraszam) RAK wszystko niszczy,jestem taka zła na tą naszą bezsilnośc
                                                    ze nic nie możemy zrobic tylko czekac co się stanie!!!
                                                  • 12.06.09, 13:12
                                                    Witaj Alu.Moja mama ma 65lat,zachorowała ma st.IVA,jak się
                                                    dowiedziałam o tym,to niemogłam się pozbierać schudłam w krótkim
                                                    czasie 6kg.Przez te załatwianie w klinice nie mogłam się opamiętać
                                                    że ja tu jestem z mamą.Guz dochodzi do miednicy małej i nacieka na
                                                    odbyt,w tej chwili skończyła 30 lamp, i jest okazem zdrowia nic ją
                                                    nie boli,gotuje obiady ,pieli w ogródku,sprząta sobie jeżdzi do
                                                    rodziny do znajomych po to żeby zapomnieć o tym wszystkim,tak
                                                    naprawde nie wie do końca czy guz gdzieś przechodzi,lampy znosiła
                                                    bbardzo dobrze i co jeszcze woziłam ją codziennie po 80km,ale dieta
                                                    musi być,mama bardzo przestrzegała chociaż nieraz skusiła sie na
                                                    coś, to zaraz miała biegunke.I co jeszcze miała mieć chemie,ale
                                                    wyniki z morfologi były troche zawsze za słabe,chociaż jak pisałam
                                                    czuje się dobrze ale wiadomo lampy zawsze osłabiają organizm.Nasza
                                                    pani doktor zleciła na 18 brachyterapie tzw.naświetlanie do zewnątrz
                                                    i powiedziała że zobaczymy co zdecyduje tamten lekarz czy chemia
                                                    będzie czy nawet nie potrzebnie.Ale ja myśle że w tych przypadkach
                                                    chemia musi być nie wiem co o tym myślec,czy nie chcą już dac.7lat
                                                    temu zachorowała moja teściowa też na to...i było wszystko dobrze,
                                                    ale miała operacje,i po tych 7-latach coś się odezwało na wątrobie,i
                                                    to wszystko w jednym czasie moja mama i teściowa razem jezdziłyśmy
                                                    do kliniki do bydgoszczy.Teraz teściowa jest już miesiąc po operacji
                                                    i jest wszystko dobrze nic rakowego nie ma.Zaczełam brać tabletki,
                                                    bo nie mogłam sobie poradzić moja mama i teściowa.Ale wziełam się w
                                                    garść i zaczełam mocno wierzyć że się uda i walcze jak się
                                                    da,przeciesz nie można się poddać niech to RACZYSKO wie że ma WROGÓW
                                                    takich jak my,że MY nie odpuścimy mu.Pamiętajmy WIARA czyni cuda i
                                                    modlitwa.WIERZMY w TO że się uda.Trzymajmy się razem,POZDRAWIAM WAS
                                                    GORĄCO.PAMIĘTAJCIE WIARA...............Pa.
                                                  • 10.06.09, 09:21
                                                    Alu, wysłałam Ci wiadomość na priv - zajrzyj.
                                                  • 12.06.09, 20:20
                                                    tak masz racje skotku ale i tak każda z nas bardzo sie boi.Ja się bardzo boję a
                                                    najbardziej końca roku bo nie wiem co mnie do tego czasu czeka.Jak czytam ile
                                                    kobiet w ciągu roku umiera na raka szyjki macicy to modlę się żeby mama nie
                                                    znalazła się w tej liczbie.Tak mi jej szkoda bo nie miała łatwego życia i
                                                    jeszcze ją to dopadło.Nigdy nie była do końca szczęśliwa ale wdzięczna jest Bogu
                                                    że my z siostrą ją wspieramy,że teraz jak jej tak ciężko że jestesmy przy
                                                    niej.TAK BARDZO MARZE ŻEBY WYZDROWIAŁA.
                                                  • 13.06.09, 12:59
                                                    wysłałam Ci wiadomosc zajrzyj
                                                  • 13.06.09, 13:40
                                                    Dokladnie dziewczyny wiara czyni cuda trzeba wierzyc do konca i zarażać nia
                                                    jednym sie udaje drugim nie ale my tak naprawde niewiemy komu sie uda dlatego
                                                    wszyscy musimy wierzyc nie jedno swiat widział niejedne przypadki były z
                                                    zerowymi szansami a co sie stało biegaja zyja pełnią życia a choroby nie ma
                                                    znikneła moim zdaniem polowa sukcesu to wiara i psychiczne nastawienie że
                                                    bedzie dobrze Dlatego wszystkim Mamą córką synom Mężom życze duzo wiary nadzieji
                                                    i sił
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 13.06.09, 14:03
                                                    Edzia ale jak tu wierzyc jak lekarz ci powie że nie ma szans na wyleczenie!!!
                                                  • 14.06.09, 19:17
                                                    Jak tu wierzyć???
                                                    Ja usłyszałam że nie ma szans na wyleczenie chyba sześć razy, od sześciu
                                                    lekarzy, ostatni raz w wieczór przed śmiercią mamy- nie wierzyłam do końca- mama
                                                    nie czuła się tak tragicznie, cały czas miałyśmy nadzieję, a ten lekarz
                                                    powiedział do mnie- niech pani da jej umrzeć- i tak nie wierzyłam że to się
                                                    stanie...Odeszła w ciągu 12 godzin, a nawet nie pomyślałam chwilę przed jej
                                                    śmiercią że to może być już...
                                                    Nie odpuszczajcie lekarzom, starajcie się naciskać na leczenie i badania
                                                    dokładne, Ja do teraz mam wyrzuty sumienia że nie pomyślałam żeby zrobić jeszcze
                                                    coś..., może do innego lekarza trzeba było, może do innego szpitala, może trzeba
                                                    było zadzwonić po pogotowie, choć mama się nie skarżyła.Ciężko żyć z tą
                                                    świadomością, że było się bezradnym.
                                                    I wierzcie że będzie dobrze, przecież komuś musi się udać, limit złych zakończeń
                                                    chyba się już wyczerpał, mam nadzieję.
                                                    Trzymam kciuki i pozdrawiam.
                                                  • 14.06.09, 21:09
                                                    Tak się boję
                                                    Mama we wtorek jedzie do Bytomia najbardziej w tym momencie boję się że ona tam
                                                    będzie sama bo mieszkamy dośc daleko i ja i siostra mamy małe dzieci.
                                                    Najgorsze to jest to że w obliczu takiej tragedi musimy życ normalnie zajmowac
                                                    się domem chodzic do pracy.To jest takie beznadziejne człowiekowi wali się swiat
                                                    na głowe a musimy si normalnie zachowywac.
                                                    BOŻE BŁAGAMY!!!!!
                                                  • 15.06.09, 20:32
                                                    Kwiatek co tam u Was czemu nic nie piszesz?
                                                  • 16.06.09, 07:15
                                                    witaj alu, jestem tutaj kazdego dnia i czesem chcialabym napisac cos
                                                    naprawde optymistycznego, bo wiem jak sama potrzebuje podobnych
                                                    wiesci, ale jakos ciezko jest mi ostatnio. pewnie dlatego, ze mama
                                                    daleko. jade do rodzicow w czwartek, bede wtedy miala prawdziwy
                                                    obraz sytuacja. poki co z rozmow telefonicznych - mama po chemii
                                                    bazujacej na cisplatynie, ale pomieszanej z roznymi innymi srodkami
                                                    (mama podobno gdzies wszystko zapisala, wiec podam wiecej szczegolow
                                                    pod koniec tygodnia) przez tydzien nie potrafila przelknac nic
                                                    innego jak herbate z cytryna, teraz powoli wraca do siebie. ale
                                                    niestety chyba pojawily sie skutki uboczne lamp - jakies biegunkowe
                                                    sprawy. podejrzewam, ze tydzien glodzenia przypomnial jelitom o
                                                    lampach i oto efekt. mama schudla i mimo ze teraz je, to nie potrafi
                                                    odbudowac wagi, a nastepna wizyta w szpitalu 26.06. przygotowalam
                                                    sie na tydzien pracy nad mama - opieka kucharska, psychologiczna i
                                                    rozrywkowa, na ile sie da. wiem, ze my dzieciaki naszych mam
                                                    potrafimy im pomoc zapomniec o chorobie. to naprawde cos ekstra.
                                                    alu, moge ci tez powiedziec (jestes pewnie mlodsza ode mnie, bo ja z
                                                    rocznika 77), ze wnuki dla mam to cudna sprawa, warto wykorzystac te
                                                    emocje do walki. moja mama niestety nie ma jeszcze wnukow i jakos
                                                    nie moze tego przebolec - wiem, ze brak nam tego argumentu do
                                                    wzmocnienia jej checi do zycia. dlatego glowie sie zawsze nad czyms
                                                    nowym. a jak u ciebie alu - jak mama sie czuje, przypomnij mi, kiedy
                                                    macie wizyte w szpitalu i czy juz wszystkie badania uzbierane? wiem,
                                                    ze kazdy przypadek naprawde jest inny... czasem sie tym pocieszam,
                                                    czytajac te wszystkie smutne historie wojen przygranych. no ale cuda
                                                    tez sie przeciez zdarzaja! no i nie jestesmy sami, ja mam ciebie -
                                                    musimiy sie wspierac i byc twarde za nasze mamy!
                                                  • 16.06.09, 12:35
                                                    Kwiatek o to ty jestes mojego rocznika:) ja niestety nie mam dzieci ale to
                                                    prawda wnuki daja duzo moja bratanica biegała wkoło mojej mamy robiła jej masaze
                                                    z kremu ona inaczej odbierała chorobe babci chodz jest naprawde mądrą
                                                    dziewczynka druga babcia choruje na zaawansowana cukrzyce która wyniszczyła
                                                    organizm wiec bardzo czesto wpada w spiaczki cukrzycowe majac 4 latka wiedziała
                                                    jak sie postepuje i uratowała babci zycie. moja mama odzyskiwała siły widzac jak
                                                    mała kreci sie po domu i woła moja mame po imieniu bo jak sama stwierdziła ze
                                                    babacią bedzie wtedy jak bedzie stara i bedzie chodziła o lasce :) wszyscy sie
                                                    z tego smialismy mama z usmiechcem mówiła ze bedzie wiedziała kiedy sie
                                                    zestarzeje hihihi bo wnusia ja o tym poinformuje niestety nie doczekalismy sie
                                                    tej chwili bo mamy juz nie ma :( ale pozostały własnie takie piekne wspomnienia
                                                    a mama czuła sie wtedy wspaniale
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 16.06.09, 12:26
                                                    Ala mojej mamie dawali max 4 miesiace a zyła 4 lata i powiem ci jeszcze jedno
                                                    gdybym wczesniej znalazła to forum niewykluczone ze mama zyła by do dnia
                                                    dzisiejszego teraz widze ze pare rzeczy lekarze zbagatelizowali a ja szary
                                                    człek ufałam im bezgranicznie oni działaja tasmowo my w trosce o swoich
                                                    najbliższych walczymy do konca i własnie takie forum jak te w tym pomaga i daje
                                                    wiare ze nalezy walczyc nie tylko z choroba ale także z lekarzami
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 16.06.09, 15:12
                                                    Edzia to pocieszające bo na dzień dzisiejszy cztery lata to dla nas bardzo
                                                    dużo,ale wracając do tego co mówią lekarze to znam panią chorą na RSK której
                                                    dawali lekarze max jeden rok a żyje już 11 lat i to są te nasze małe cuda.
                                                    Kwiatku tak się ciesze że się odezwałas,dziś byłam odwieź mamę do szpitala do
                                                    Bytomia mają jej zrobic tą nieszczęsną kolonoskopię na którą w bielsku czeka się
                                                    pół roku.Najprawdopodobniej będzie miała operacje i teraz nie wiem czy przy tym
                                                    stadium raka jest ona możliwa.W bielsku Pani doktor powiedziała że operacja nie
                                                    wchodzi w grę a w bytomiu że ją bedzie miała.Tak się martwię bo mieszkamy dośc
                                                    daleko i mam małe dzieci(dwóch chłopaków 3 latka i 1,5 roku) siostra też ma małe
                                                    dzieci i nie jestesmy w stanie tam często dojeżdzac ale jakoś to trzeba
                                                    przeżyc,jutro będę wiedziec coś więcej to wam napisze. Kwiatku jestem rocznik 79
                                                    czyli już tez 30 latka:)
                                                  • 16.06.09, 17:03
                                                    Alu,moja mama nie miala kolonoskopii, jakos tak wyszlo, ze lekarze
                                                    uzgodnili leczenie na podstawie TK i USG, no i oczywiscie biopsji z
                                                    szyjki. zycze pozytywnych wynikow z badania!!! co do operacji -
                                                    wiem, ze mojeje mamie ginekolog zaraz na poczatku powiedzial
                                                    (stadium IIIb), ze na tym petapie operacje nie jest mozliwa, ale
                                                    moze po lampach, jelsi uda sie zlapac potwora, to bedzie go mozna
                                                    usunac. jelsi lekarze zdecyduja nao peracje, to znaczy, ze potwor
                                                    sie nie rozprzestrzenil jeszcze za mocno i uda sie go usunacc.
                                                    bardzio zycze twojej mamie tej mozliwosci. przygotuj sie tez na
                                                    mozliwosc lamp - poczytaj o diecie, bo to bardzo wazne i poki co
                                                    pilnuj mamy jadlospisu, zeby nabralo mimo sytuacji sily. sama wizyta
                                                    na oddziale onkologicznym to smutne przezycie dla zdrowych, chorzy
                                                    maja kslonnosci do porownywania swoich objwawow z innymi i
                                                    wyciagania czarnych wnioskow. tak przynajmniej troche bylo w wypadku
                                                    mojej matuli, zreszta polozyli ja na sali nr 13! nie jest specjalnie
                                                    uczulona na czarne koty i trzynastki, ale zaraz wymyslila teorie o
                                                    sali-umieralni... pozniej bylo lepiej. poki co starma sie torche
                                                    tobie podpowiedziec, czego w ostanich tygodniach sama sie
                                                    dowiedzialam. moze pomoze. ja czekam niecierpliwie wyjazdu do domu,
                                                    choc boje sie, ze mama jest torche zbyt podlamana ostatnio i bole,
                                                    ktore minely po lampach wrocily, choc wciaz sa do opanowania
                                                    ibuprofenem. napisz jak tama u mamy po zabiegu i co proponuja
                                                    lekarze. na pewno nie zostawia was bez nadzieii, a to bardzo wazne!
                                                  • 17.06.09, 21:31
                                                    to ja
                                                    niestesty nie mam dobrych wiadomości,dziś moja mama miała robione te badania i
                                                    póżniej lekarz wezwał ją do siebie.Powiedział że jak chce jeszcze troche pożyc
                                                    to nie może miec robionej operacji,ponieważ ten guz sie rozpada(co to znaczy?)
                                                    jutro jedzie rano na konsultacje do Gliwic i ewentualnie ustalac jakis termin na
                                                    naświetlania(myślicie że będą z nią wogóle coś robic?) Biedna się zmartwiła że
                                                    już nie ma dla niej ratunku i panie z którymi leży na sali opieprzyły ją że ma
                                                    myślec pozytywnie.Jedna Pani jak poszła do lekarza to miała już miała guza o
                                                    wielkości ok.15 cm(możliwe to by było?) i dużo małych guzków w różnych narządach
                                                    a teraz jest po kolejnych naswietlaniach i przyjechała z Gliwic do Bytomia na
                                                    kolejną operacje.Jestem tak roztrojona nerwowo,moje biedne dzieci tylko na tym
                                                    cierpią.
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
                                                  • 18.06.09, 06:01
                                                    alu, badz dzielna. niestey lekarze czasem jak cosp owiedza, jak
                                                    palna... mojej matuli jeden powiedzial: niech sobie pani zapamieta,
                                                    zycie to nie gra komputerowa, ma sie tlyko jedno!. ekstra, kobieta
                                                    przeraozna, za umiera, a on jej wyjezdza z takim haslem. ten lekarz
                                                    od twojej mamy tez jest jakis bardzo delikatny. skurczybyki, ciut
                                                    wiecej empatii. a moze nie mam racji, ale to boli jak ci lekarz,
                                                    czlowiek, ktry ma dac nadzieje do dalszej walki, tak "wesprzw" na
                                                    duchu. alu, nie martw sie, i tak najwazniejsze sa w RSM
                                                    naswietlenia, czasem pomaga chemia, ale najpierw lampy. jelsi jedzie
                                                    do gliwic, to jak moja mama-na skierowaniu miala napisane, ze na
                                                    nastepnej wizycie rozpatrza jej ewentualne przyjecie, myslala, ze
                                                    otk oniec, ze zostlao jej hospicjum. pani ordynator geînekologii
                                                    onkologicznej zaptyla mame tlyko czy chce ise leczyc. matula
                                                    powiedziala, ze tka i ja przyjeli. na poczatku miala USG, badanie
                                                    krwi, a pozniej decyzja o lampach. po pieciu lampach (rak
                                                    zaawansowany, decyzja o leczeniu paliatywnym) dobre wyniki, wiec
                                                    zapodali bardzo silna chemia. teraz mama dochodzi do siebie, ale
                                                    powoli, dzis wreszcie ja uscisne i postaram sie przekazac caly zasob
                                                    swiezej energii, ktora tak zbieram na wizyty w domciu. musisz teraz
                                                    szczegolnie zaopikowac sie mama - dobra dieta, niech mama troche
                                                    przytyje, bo to wazne przed pojsciem do szpitala. jedz z mama, jelsi
                                                    mozliwe, w razie czego nacisnij na lekarzy. wiem ze na oddziale z
                                                    mama lezala pani z nowotworem pochwy IV i nie chcieli jej podobno
                                                    przyjac, ale maz sie upieral i udalo sie - miala lampy, a pozniej
                                                    chemia i podobno bole, z ktorymi sobie nie radzila juz,
                                                    przeszly.mama miala do niej zadzownic, dowiem sie wiecej w domciu.
                                                    chce cie pozytywnie naladowac- nie mozna o raku myslec jak o wyroku,
                                                    bo nie chcialoby sie juz nam zdrowym nic wiecej poczac, a to na nas
                                                    wlasnie licza nasi najblizsi. wiem, zew mowie sloganami, ale
                                                    jednoczesnie wierze ,ze moja sila jest po czesci sila mamy. niech
                                                    nie czuje sie sama. pozdrawiam, odezwe sie jak bede miala nowe
                                                    wiesci. modle sie do Niebieskiego Szefa za nasze mamy, alu, On
                                                    potrafi zdzialac cuda!
                                                  • 18.06.09, 20:27
                                                    kwiatku moja mama dzis przyjechała z bytomia do domu.
                                                    operacji nie beda jej robic poniewaz jest za późno ale za to była dzis w
                                                    gliwicach umawiac sie na naswietlania.jedzie 14 lipca troche długo male takie sa
                                                    terminy lekarka która ją skierowała do bytomia powiedziała ze nie mogła lepiej
                                                    trafic niz gliwice, ale wiesz z czego się dzis ucieszyłam z jej wypisu z Bytomia
                                                    "ca colli uterii 3b" z tego 3b bo w bielsku lekarka powiedziała mojej mamie ze
                                                    ma 4 wiem ze nie ma sie z czego cieszyc ale to zawsze wieksze szanse może nie na
                                                    wyleczenie ale może troche dłużej z nami pobędzie.Boje się jeszcze jednego żę
                                                    beda ja leczyc paliatywnie ale tam lekarz powiedział drugiej pani (tez ma 3b) ze
                                                    może nawet leżec 2 miesiace.To może nie będzie tak żle.Trzymam kciuki za Was i
                                                    za Nas.
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA!!!
                                                  • 20.06.09, 22:10
                                                    Kwiatku jak tam mama?
                                                    Bo moja się strasznie zdołowała,wydaje mi się że lepszy miała nastrój jak leżała
                                                    w szpitalu.
                                                    Smutno mi:(((
                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 21.06.09, 19:11
                                                    to ja jeszcze raz szybciutko - moja mama zbiera sily na przyszly zapiatek -
                                                    kolejna chemia, teraz juz dobrze je i znow ma nadzieje, ze bedzie dobrze,
                                                    wszyscy ja wspieramy i faszerujemy zupkami dla dzieci, miodem, troche
                                                    slodkosciami ,bo wszystkiego nie mozna sobie odmowic, no i sledzimy wciaz diete
                                                    lampowa. wiecej info w przeszlym tygodniu - pociesz mame, ze szpital najlepszy
                                                    mozliwy i ze spotka cudne kobiety w podobnej sytuacji! sciskam
                                                  • 26.06.09, 22:12
                                                    Kwiatku co tam u Was?
                                                    Dlaczego się nie odzywacie?
                                                  • 28.06.09, 11:40
                                                    Pomóżcie mi!
                                                    Moja mama jedzie na lampy 14 lipca a zaczęła miec zaparcia, narazie piła ziółka
                                                    ale po nich tak nie bardzo, co jej może pomóc?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 29.06.09, 06:27
                                                    witajcie. alu, co do zaparc to chyba trzeba porozmawiac z lekarzem
                                                    domowym by jakos zaradzil, jesli to nie w zwiazku z RSM, albo moze w
                                                    przychodni onkologicznej beda mogli przepisac cos specjalnego. moja
                                                    mama jest wlasnie w trakcie drugiej serii chemii i chyba przechodzi
                                                    ja lepiej niz pierwsza, ale zaraz po pierwszej wypytala o recepty na
                                                    leki przeciw zaparciom (miedzy innymi, bo ma tez cos na biegunke i
                                                    na wymioty - czesciowo z powodu efektow chemii, a czesciowo po
                                                    lampach). wiem, ze sa to lekarstwa, ktore zostaly zapisane jako dla
                                                    osoby z choroba przewlekla i stosuje sie je w skojarzeniu z radio i
                                                    chemioterapia, ale onkolog pewnie bedzie je mogl zapisac mamie juz
                                                    teraz, skoro idzie na lampy, to tez jej sie przyda, przy lampach
                                                    zaparcia wystepuja w biegunka na przemian - oby stany bardzo bolesne
                                                    ze wzgledu na rejon naswietlan (czesto jelito grube, oklice
                                                    pecherza). najlepiej by bylo sie dowiedziec u lekarza jak
                                                    najszybciej, by mama przed szpitalem byla w formie. mam nadzieje, ze
                                                    zaradzicie szybciutko temu problemowi. a powiedz jak samopoczucie
                                                    mamy generlanie, czy wierzy w gliwice i jak sie czuje, czy radzi
                                                    sobie z bolami? no i czy jej waga nie spada? przed szpitalem
                                                    najlepiej, zeby byla ponad swoja wage normalna, choc to napewno
                                                    trudno. mozliwe, ze ksojarza lampy z chemia, jak w przypadku mojej
                                                    matuli i jej niektorych kolezanek z oddzialu z zaawansowanym stadium
                                                    RSM. dlam ojej mamy chemia byla bardzo wykanczjaca - pzred lampami
                                                    wazyla 54kg (udalo sie odrobic straty niejedzenia mojej mamy
                                                    bezposrednio po diagnozie raka), po szpitali z lampam i chemia (dwa
                                                    tygodnie w klinice) wrocila z 49kg i pozniej jeszcze ze dwa kilo
                                                    schudla nic nie mogac jesc przez tydzien. w ciagu kolejnych dwoch
                                                    tygodni do chemii nadrobila troszke i wazyla 52kg w szpitalu. lekarz
                                                    byl srednio zadowolony, wiec mama bedzie sie staralo o megace na
                                                    wzmocnienie wagi (jakos lekarz nie zapisal po pierwszej wizycie, ale
                                                    generlanei co do recept to oni sa bardzo skapi!). postaraj ise wiec
                                                    mame wzmocnic od tej storny, i co by sieudalo zwalczyc problemy
                                                    zaparcia. trzymam kciuki! i modle sie od Niebieskiego Szefa, by nie
                                                    zapominal wspomniec a nas kazdego dnia! bedzie dobrze!!!!
                                                  • 29.06.09, 14:57
                                                    Diewczyny zapytajcie lekarzy o Megalia - Megestroli acetas ( Leczenie braku
                                                    łaknienia lub utraty masy ciała będącej wynikiem choroby nowotworowej lub
                                                    zespołu nabytego niedoboru odporności)Mama ja zazywała po chemioterapii wiem ze
                                                    jest refundowana chyba od 20- do 50 zł za 400ml zapłaciłam juz niepamietam ale
                                                    po niej mama dstawała apetyt bardzo ja sobie chwaliła a na zaparcia Lactulose
                                                    syropek bardzo słodki ale pomagał zycze powodzenia i zdrówka :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 29.06.09, 18:41
                                                    Kwiatku kochany moja mama różnie się czuje, jeden dzien jest lepszy inny znowu
                                                    gorszy, raz ją tak bardzo kłuje a na drugi dzien znowu lepiej.Wczoraj i w sobotę
                                                    była tak słaba że cały dzien lezała w łóżku a dziś spoko obiad ugotowała,
                                                    posprzątała.Nie rozumiem dlaczego tak jest,ona tłumaczy to pogodą my chyba
                                                    też.Szkoda że Cię nie będzie w gliwicach jak my tam będziemy spotkałybyśmy się.A
                                                    co mówią lekarze o Twojej mamie?
                                                    Edzia dzięki właśnie byłam u lekarki w rejonie i przepisała mi ten syrop na te
                                                    zaparcia.Powiedz mi dlaczego Ona je ma jeszcze ją nie naswietlają ani podają
                                                    żadnej chemii i martwię się czy poprostu już tak będzie wszystko zaawansowane,
                                                    co Ty o tym myślisz?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 29.06.09, 23:09
                                                    ala1979 nie denerwuj sie na zapas moze poprostu twoja mama zaczeła inaczej jesc
                                                    (dite bogatsza w skladniki których kiedys mniej jadła) moja mama przestała palić
                                                    potem pila duzo sokow własnej roboty i miała zaparcia moze byc 1000 powodów
                                                    zaparć, Ale jesli zareaguje sie dosyc szybko da sie je opanować :) Pogoda też
                                                    nam nie sprzyja ja juz 3 dzien chodze nieprzytomna i z okropnym bólem głowy :(
                                                    Wiec sie nie dziw ze mama może poczuć sie źle , do tego straszne nerwy a to
                                                    człowieka doprowadza do białej gorączki Ja cie tylko prosze zebys sie na zapas
                                                    nie zadreczała i nie martwiła Jeli naprawde drecza cie zaparcia mamy skontaktuj
                                                    sie z lekarzem prowadzacym i obie bedziecie spokojne Buziaczki wysyłam życze
                                                    duzo zdrówka i sił dla was :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 02.07.09, 08:54
                                                    witajcie, witaj alu, moja mama jest po drugiej chemii i chyba
                                                    lepiej, wyjechalam zanim poszla do szpitala, ale w glosie jej czuje
                                                    wiecej sily niz po pierwszej chemii.tym razem w klinice dali po
                                                    wlewie zaraz i glukoze i lepiej ustawili przeciwwymiotne. stracila
                                                    mimo wszystko prawie 4kg w ciagu trzech dni, ale juz zaczela jesc,
                                                    odczuwac smaki i zapachy, a nawet miewac ochoty na ... maliny i
                                                    jagody. nastepna chemia na 20 lipca, a pozniej, wedle zasady, ze po
                                                    3 seriach chemii badania, bedzie miala pewnie USG, TK, badanie
                                                    ginekologiczne. matula mowi, ze nie chce zapeszac, ale od kilku dni
                                                    nie bierze przeciwbolow. ja poki co martwie sie o jej wage - 3
                                                    tygodnie do kolejnej chemii to krotko by odrobic zaleglosci
                                                    szczegolnie na poziomie morfologii krwi, ale jestem pelna nadzieii i
                                                    mama i cala reszta rodziny. modle sie do Niebieskiego Szefa by tak
                                                    dalej. alu, zycze twojej mamie powodzenia 14 lipca - przygotujcie
                                                    sie na: pobranie krwi od 7 w klinice, wiec najpierw do rejestracji,
                                                    pozniej pobranie krwi, a pozniej oczekiwanie na przyjecia na
                                                    oddzial. mama dwa razy czekala od 7 do 14. pani ordynator oddzialu
                                                    to fajna i konkretna babka, torche surowa - na pierwszym przyjeciu
                                                    zapytala moja mame czy mama jest zdecydowana sie leczyc. mama
                                                    odpowiedziala, ze tak. na to pani dr - to mnie to na razie
                                                    wystarczy. zatem wez mamie cos do zjedzenia, bo na krew trzeba na
                                                    czczo, a pozniej i stres czekania w poczekalni (duzo osob na
                                                    ginekologie, obok osoby na chemie, duzo smutnych historii sie
                                                    przewija, ale mozna tez zawrzec znajmosc w poczekalni, pielegniraki
                                                    bardzo mile udziela wszelkich informacji). na parterze obok
                                                    rejestracji jest kafejka - cos do zjedzenia i do wypicia, piekny
                                                    park obok kliniki. normalnie pani ordynator zaczyna przyjmowac od 11
                                                    na wpis. jesli mama ma miec lampy to niech sobie przygotuje oliwe z
                                                    oliwek - w czasie naswietlan nie mozna absolutnie sie myc, skore
                                                    mozna nacierac tlyko oliwa z oliwek albo tranem (oliwa lepsza,
                                                    mysle). niech wezmie suchary i miod koniecznie, i powiedz jej, zeby
                                                    sobie serwowala ten miod jak najczesciej - moja mama na miodzie i
                                                    herbacie z cytryna wlasnie przezyla wiekszosc ciezszych dni w
                                                    klinice. niech zabierze czajnik elektryczny jelsi moze. duzo pan
                                                    jadlo tam kisiele przed lampami by oslonic jelita, wiec moze niech
                                                    wezmie kilka "slodkich chwil" szybkich do przygotowania. no i
                                                    bawelniane koszulki nocne (kilka najlepiej, by miec komfort zmiany,
                                                    skoro nie mozna brac prysznica) i majtaski tlyko i wylacznie z
                                                    bawelny, moga byc ciut wieksze, by nie uciskaly naswietlonego
                                                    rejonu. duzo mama sie dowie zaraz od pan na sali - niech pyta o
                                                    wszystko, lekarze rzadko cos mowia. jelsi ma miec chemie, niech
                                                    zaraz pyta o recepte na megace, biegunki i zaparcia i wymioty. co od
                                                    sali - moja matula lezala na 13 - mimo numeru piekny pokoj - cala
                                                    jedna sciana na wprost lozek to okno na park, no i zaraz naprzeciw
                                                    drzwi telefon - umawiam sie z mama na godzine i dzwonie, mama ma
                                                    niedaleko. sluchaj, jak masz jeszcze pytania, to dawaj, a jak mnie
                                                    sie cos przypomni to ci jeszcze napisze. acha, na 13 niestety lekarz
                                                    jest nienajlepszy, zapomonalski, wiec jesli tam trafi twoja mama,
                                                    chyba 12 tez jest jego, trzeba za nim chodzic, by nie zapomnial
                                                    zaprowadzic na lampy, chemie, etc. no i niestety, mimo ze personel
                                                    pielegniarski fajny i lekarze w wiekszosci odpowiedzialni, to
                                                    tenedencja jest, by dac cos i pani ordynator i lekarzowi salowemu.
                                                    no i tradycyjna kawa dla pielegniarek. wnie sadze, ze to lekarze
                                                    prosza sie o lapowki, ale wszyscy daja, a oni biora. wiem, ze
                                                    to "pomaga" jak prosi sie o recepty ,ale absolutnie do niczego nie
                                                    namawiam, tlyko informuje, ze przy wypisie pacjenci wala do lekarzy
                                                    i siostr z "prezentami", najlepiej banknotowymi. ok, moze jeszcze
                                                    cos mi sie przypomni. generalnie - mama spotkala kilka milych pan i
                                                    nie narzekala na opieke, szczegolnie pielgnirki byly pomocne i
                                                    naprawde mile, tlyko mamy lekarz zapominalski az po lzy pacjentek.
                                                    naprawde bedzie dobrze, niech mama juz teraz pzejdzie na lekka
                                                    diete. no a jak z tymi zaparciami sobie radzicie? i jak bole?
                                                    sciskam was mocno, niech was Szef Niebieski prowadzi prosto do
                                                    wyzdrowienia.
                                                  • 05.07.09, 21:07
                                                    Dzięki kwiatku za informacje
                                                    Dlaczego to tak wszystko sie dłuży chciałabym żeby mama juz poszła bo zauważyłam
                                                    że jest jej coraz gorzej znieśc tą sytuacje,ostatnio nawet poszła do koleżanki i
                                                    wypiła sobie jakiegos drinka, boje sie ze jej to zaszkodziło, ale powiedziała mi
                                                    że poprostu musiała.Nie mogę już o tym myślec czasem mi się wydaje że nie jest
                                                    chora.

                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 05.07.09, 21:52
                                                    Witaj moja mama ma stopień IVA.Miała 30-lamp,i trzy brachyterapie,a
                                                    wczasie lamp miała dostać chemie,ale wyniki z morfologi były taki że
                                                    nie dostała.Jutro jedziemy do lekarza i zobaczymy czy dostanie czy
                                                    nie,mam przeczucia że odżucą.Chciała się dowiedzieć jaki wyniki
                                                    miała twoja mama do chemi.Nie wiem co mam robić,myśleć.Pozdrawiam.
                                                  • 06.07.09, 06:14
                                                    skotka, niestety wiem tlyko tyle, ze wyniki "byly wystarczajace" jak
                                                    powiedziala pani ordynator, by zaordynowac chemie. ale wiem, ze mama
                                                    wazyla dwa kg mniej niz przed pierwsza chemia. teraz po drugiej
                                                    chemii zlapala jakis infekcne, wiec pewnie wyniki sa nienajlepsze, i
                                                    to bardzo mnie martwi. do tego ma problemy z cisnieniem i boi sie
                                                    brac megace. a jak twoja mama sie czuje? moze przed pojsciem do
                                                    szpitala uda sie jeszcze podreperowac te wyniki? moze mama bierze
                                                    cos na wzmozenie produkcji erytrocytow? duzo duzo zdrowia!
                                                  • 08.07.09, 12:49
                                                    Kochana,byłyśmy z mamą w poniedziałek u chemioterapeuty z wynikami z
                                                    morfologi,a on myślał że mamy wyniki z rezonansu magnetycznego,usg
                                                    miednicy,bardzo się wsciekłam na lekarke z oddziału na którym mama
                                                    leżała,która nie dała żadnych zleceń właśnie na te badania,dopiero
                                                    właśnie chemioterapeuta zlecił te badania z kórych musi wiedzieć czy
                                                    po tych lampach coś się troszkę zagoiło-mam nadzieje.A na rezonans
                                                    magnetyczny trzeba czekać na 18-sierpień.A mama czuje się bardzo
                                                    dobrze nic ją nie boli,apetyt też ma,a co do tej całej lekarki myśle
                                                    że nie chciała zlecić tych badań z tym stanem zaawansowania ,bo po
                                                    co,to wszystko kosztuje,zobaczymy co dalej-czas pokaże.Życzmy sobie
                                                    wszyscy dużo cierpliwości,pozdrawiam gorąco.A tak poza marginesem
                                                    skąd jestes- ja mieszkam kolo Grudziądza i mam 32lat męża i dwójke
                                                    dzieci-jezeli nie chcesz to nie odpowiadaj to przepraszam.
                                                  • 08.07.09, 21:50
                                                    skotku moja droga w naszej służbie zdrowia tak jest.
                                                    Moja mama miała miec robioną kolonoskopie,nie zrobili jej i lekarz nic jej nie
                                                    powiedział.Później robiła jeszcze jedno badanie(juz nie pamietam jak sie
                                                    nazywało) to lekarz zrobił jej go źle.Człowiek sie martwi i czeka a lekarze maja
                                                    to wszystko gdzies ZNIECZULICA!!!!

                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 09.07.09, 06:48
                                                    czasem naprawde lekarze to potwory, poniewaz musza z wszystkiego
                                                    spowiadac sie przed NFZ to wsadzili swoje przysiegi do szuflad i
                                                    zamienili ludzkie cierpienie na rachunki - lepiej nie robicx nic niz
                                                    musiec odpowiadac na pytania, dlaczego taki a taki pacjent miala
                                                    taie a takie badanie - nie ma empatii, dbalosci o czlowieka, jest
                                                    mur buirokratyczny i chyba tez lenistwo. nie zawsze na szczescie,
                                                    ale czesto niestety. dobrze, ze twoja mama sie czuje ok, ale wiem,
                                                    ze czekanie poprostu dobija. miej nadzieje, ze po tylu lampach
                                                    chorobsko jest zlapane i sie nie rozwija, a to bardzo wazne. na
                                                    szczwewcie w mojej historii nie mam dzieci, bo mieszkam daleko od
                                                    rodzicow, ktorzy znow mieszkaja niedaleko Gliwic i pewnie mialabym
                                                    ograniczenia w wizytach u mojej mamy w zwiazku z tym. na szczescie
                                                    mam cudownego przyszlego meza, ktorym nie wspiera, bo odleglosc i
                                                    bycie z mama raz na miesiac wpedzaja mnie w straszne samopoczucie.
                                                    na szczescie moje rodzenstwo i tata sa na posterunku, choc
                                                    oczywiscie ja najchetniej dorzucilabym wszelkich wlasnych sil by
                                                    pomoc mamie. poki co jest wciaz w stanie podgoraczkowym po drugiej
                                                    chemii - 20 lipca jedzie na kolejna i boi sie, ze jej nie dostanie,
                                                    bo waga wciaz ponizej 50kg, keidy powinno byc przynajmniej 52.
                                                    pozdrawiam i zycze duzo blogoslawienstwa Bozego!
                                                  • 18.07.09, 14:12
                                                    witam
                                                    widze że nikogo tutaj długo nie było.
                                                    moja mama leży już w Gliwicach od wtorku,narazie bierze kroplówki z potasem bo
                                                    ma lekka anemie i drugą na niewydolnośc nerki.
                                                    Pani Ordynator stwierdziła że ta nerka to nie od raka,zresztą moja mama zawsze
                                                    miała problem z nerkami zawsze ją bolały.
                                                    Znowu na usg jej wyszło że te węzły pachwinowe ma czyste nic tam nie ma.
                                                    Naświetlania zaczyna 28 lipca boje się tego bardzo.
                                                    A u Was Kwiatku co słychac?
                                                    Jak mama?
                                                  • 20.07.09, 10:36
                                                    alu, czekalam na wiesci od was - tymi lampami sie nie martw na
                                                    zapas, bo to nic nie pomoze, natomiast nadzoruj diete mamy juz od
                                                    teraz, niech sie przygotuje- oliwa z oliwek, dieta, bawelniana
                                                    bileizna i koszulki nocne, duzo duzo wody. wspieraj mame i nie
                                                    pokazuj ze sie martwisz rowniez ty! bedzie super, w ten zapiatek
                                                    wylam w Lourdes, myslam o was, musi sie udac! moja mama nienajlepiej
                                                    zniosla druga chemia i teraz czeka na trzecia ale bedzie zalezec od
                                                    jej morfologii-miala jakies infekcje i jest bardzo slaba - moze to
                                                    byc anemia, moze zmiany pogody, bo ona tez na nie jest dosyc
                                                    podatna, moze byc efekt uboczny chemii. w tym tygodniu bedziemy
                                                    widziec czy wezmie trzecia chemie od razu i czy poprzednie i lamyp i
                                                    chemie zastopowaly potwora. staramy sie byc wszyscy silni, ale to
                                                    mama musi byc najsilniejsza. wierze, ze chce tak bardzo pozbyc ise
                                                    bydlaka ,ze sie nie daje, a to naprawde najwazniejsze. zycze wam
                                                    duzo duzo sily i cierpliwosci, powoli ale skutecznie!!! dziel sie
                                                    wszlekimi informacjami alu, ja bede robic podobnie jak tlyko bede
                                                    miala cos nowego. pozdrawiam
                                                  • 22.07.09, 19:51
                                                    moja mama miała zacząc lampy od 28 lipca ale wszystko sie przeciągło na 3
                                                    sierpnia,poniewaz ma jakis zakrzep w moczowodzie podobno nie jest to powiązane z
                                                    rakiem muszą go rozbic żeby mogła zacząc lampy.Nie wiem co o tym myślec, z tego
                                                    co mówił lekarz to będzie miała naswietlania i chemie raz w tygodniu.Czyli co to
                                                    znaczy?
                                                    Boje sie ze to wszystko odciagaja poniewaz nie chcą jej leczyc:(:(:(:(:(
                                                  • 23.07.09, 06:53
                                                    alu, nie daj sie zwiatpieniam i czarnym myslom, badz wlasnie
                                                    pozytywna na przekor wszystkemu, choc to przeciez cholernie trudno,
                                                    ale moze dlatego warto, nie dac sie latwym wrazeniom, ze jest zle i
                                                    nic juz sie nie da zrobic!!!!
                                                    twoja mama jest w gliwicach wciaz? jesli ja trzymaja w szpitalu to
                                                    znaczy, ze chca ja leczyc. jakby nie chcieli to by mamy nie przyjeli
                                                    i basta. z moja mama bylo tak, ze przyjeli ja, ale tez przez tydzien
                                                    miala badania i sie wszystko przeciagnelo. dodatkowo wiem, ze jest
                                                    taka ilosc pacjentow, ze terminy sa przysuwane u innych tez.
                                                    co do chemii i lamp - to dobrze, mysle. matula tez miala tka miec
                                                    nap oczatku ale pozniej zdecydowano, ze dadza bardzo silne lampy i
                                                    beda czekac na reakcje organizmu mamy. poniewaz mama zniosla dobrze
                                                    naswietlania zdecydowano o podaniu chemii. wyszla ze szpitala i po
                                                    nastepnych 3 tygodniach kolejna. obecnie jest po 3-ciej chemii i
                                                    dzieki megace czuje sie dobrze. po pierwszej chemii bardzo schudla,
                                                    po drugiej rowniez, aleobecnie po trzeciej nie jest zle, je
                                                    normalnie i nei ma wymiotow czy nudnosci. dowiedz sie o to megace u
                                                    lekarza - musi byc recepta onkologiczna i pewnie trzeba zamowic w
                                                    aptece.najlepij jakbyc to miala by podac mamie zaraz po pierwszej
                                                    chemii, ale skonsultuj to dokladnie z lekarzem mamy. Kto mame
                                                    prowadzi? w ktorym pokoju lezy?
                                                    alu, badz dzielna, to bardzo trudna sprawa, ale przynajmniej
                                                    bedziesz czula, ze pomagasz mamie, ze dajesz jej nadzieje, a przez
                                                    to sile, no i sama bedziesz szczesliwsza w tej sytuacji. Modle sie
                                                    za was i trzymam kciuki! bedzie dobrze!!!!!
                                                  • 27.07.09, 20:06
                                                    wiesz kwiatku moja mama leży pod 10 a lekarz prowadzący to doktor
                                                    Owczarek,podobno taki oschły ale mama ,mówi że nic na niego nie powie bo kiedy
                                                    ją tylko boli to zawsze dostanie coś przeciwbólowego.Powiedz mi czy twoją mame
                                                    tez tak bolało bo moją mamę strasznie i dzis dostała plastry przeciwbólowe
                                                    podobno z dodatkiem morfiny ale nic jej nie pomogło dopiero ketonal w
                                                    kroplówce.Lekarz jej powiedział że będzie ją bolec póki nie zacznie naświetlan
                                                    bo to wszystko poruszali jakimis antybiotykami i kroplówkami na te nerki i ten
                                                    moczowód i tego się trzymię nie chce nawet myślec że jest cos gorzej.Z mama leży
                                                    pani która ma przerzuty na szyjne węzły chłonne i dostała 5 lamp i chyba tyle
                                                    samo chemi ale nie wiem dokładnie za jakis czas znowu ma przyjsc.Co to znaczy
                                                    czy to leczenie paliatywne?
                                                    Mama jutro bedzie miała robioną maske do naswietlan i tomograf a od
                                                    poniedziałaku naświetlania.
                                                    A u was co tam słychac?
                                                  • 28.07.09, 06:53
                                                    moja mama nie miala przed leczeniem jakichs strasznych boli, ale
                                                    brala nemesil co 24 godziny, w szpitalu na przyjeciu miala badanie
                                                    ginekologiczne i wtedy zaczelo ja bolec duzo bardziej, ale wciaz sie
                                                    udawalo z nemesilem. w trakcie lamp zaczal bol mijac, a teraz po
                                                    chemiach bole prawie zniknely. kazdy reaguje inaczej - niektorzy po
                                                    5 lampach wciaz zle, inni jak nowo narodzeni, zycze twojej mamie, by
                                                    jak najszybciej bole sie uspokoily. Dr Oczarek podobno nie jest
                                                    najgorszy, choc rzeczywiscie taki oschly, mama byla u niego na sali
                                                    ostatnim razem, ale byla za krotko by czegos wiecej sie dowiedziec.
                                                    mojej matuli nie robili maski, co mame przerazilo, ale pewnie to
                                                    zalezy od zony do naswietlan, u mojej matuli bylo naswietlane cale
                                                    podbrzusze. wspieraj mame, przed lampami jest naprawde ciezko,
                                                    dodatkowo teraz albo maja jakies ciencia finansowe, ale brak
                                                    perosnelu, bo moja mama wypisali z dnia na dzien mimo ze zazwyczja
                                                    musiala zostac kilka dni dluzej. teraz jest strasznie oslabiona i
                                                    czuje, ze pierwszy raz tak bardzo wszystko jej jedno, a moze nawet
                                                    ma dosc. to mnie cholernie martwi! ala walcz dzielnie - zaopatrz
                                                    mame w duza ilosc wody mineralnej, miodu i sucharow, herbaty z
                                                    cytryna. lampy nie sa mile dla jelit niestety.pociesz mame, ze
                                                    bedzie dobrze, co do plastrow z morfina - one dzialaja dopiero po
                                                    24h od zalozenia, ale i lepiej ze ketonal jej pomogl, morfina to
                                                    takie ostatnie wyjscie. u was sa jeszcze problemy z nerkami - to
                                                    pewnie toche komplikuje sprawe, ale z dtugiej storny trzeba myslec,
                                                    ze to nie rak, wszyscy mamy jakies problemy. moja mama na prz<klad
                                                    stresznie przechodzi chemie, bo ma taki zoladek wrazliwy, ze kiedyi
                                                    nne panie byly w trakcie wlewu i podjadaly co sie da, moja mama
                                                    zatykala nos, bo sam zapach jedzenie powodowal wymioty, strasznie
                                                    chudla. bedzie dobrze alu - nadzieje, modlitwa i wsparcie dla mam i
                                                    wyjedziemy z tego. walczcie!!!!!
                                                  • 28.07.09, 14:06
                                                    mojej mamie dzis zrobiono ta maske i mama mówi że ma zaznaczone cztery punkty na
                                                    brzuchu a co do tych środków przeciwbólowych to mi sie wydaje że to tez jest
                                                    troche wymysł mamy ona zawsze była lekkomanką porostu wiecznie na cos jadła
                                                    tabletki jak nie przecwbólowe to uspokajające w domu przed szpitalem to jadła je
                                                    garściami i nie chciała nas słuchac że nie wolno a teraz została bez swoich
                                                    lekarstw i ją to troche przeraza bo osttnio chciała żebym poszła do rodzinnego
                                                    po tabletki przeciwbólowe i uspokajające, dla mnie to straszne i dlatego martwię
                                                    się tymi plastrami jeszcze dzis cały dzien po nich wymiotuje
                                                  • 02.08.09, 16:43
                                                    Dziewczyny mam dla was wielka prośbe Prosze napiszcie mi bo u każdej inaczej
                                                    sa wykonywane badania inaczej dowiadujecie sie o chorobie . Mam sasiadke która
                                                    poszła z ogromnym bólem jajników i nerek (problem z utrzymaniem moczu i bol w
                                                    okolicy nerek ) ginekolog zrobila jej usg i stwierdziła ze sasiadka ma
                                                    miesniaki kalafiorowate ??? lub podobne do kalafiora ale chyba to pierwsze .
                                                    dała przekaz do szpitala o pobranie wycinku i zastrzyki przeciw żółtaczce .
                                                    Pani ginekolog powiedziala również ze bez operacji sie nie obedzie tylko musi
                                                    czekać az przyjdzie wynik histo. Kochane ona sie juz 14 dzien słania z bólu
                                                    dosłownie płacze nic prawie nie je schudła 15 kg i z dnia na dzien jest coraz
                                                    gorzej poszła do rodzinnego żeby jej cos przepisał to dał jej ketonal duo który
                                                    pomoaga jej po 2 godzinach od zażycia i to na poł godziny tylko .Nie potrafi
                                                    dojsc samoa do wc, jest tak słaba ze rozmowa z nia przypomina rozmowe osoby po
                                                    operacji mózgu zastanawia sie co powiedz i mówi bardzo wolno .......... wrecz
                                                    na jej synu wymusiłam kontakt z ginekologiem i wiecie co im powiedział ze musi
                                                    tak długo cierpiec az nie bedzie miała wynikow w rece??!!!!!! czy wy
                                                    spotkaliscie sie z takim przypadkiem ???? Gdybyscie widzieli te kobiete jak ona
                                                    wyglada i jak cierpi Czy takie sa procedury ze trzeba czekac do wyniku mimo
                                                    strasznego bólu przypominajacego poród?? Prosze napiszcie mi jak to naprawde
                                                    jest bo nie moge patrzec jak sie ta sasiadka meczy a jej syn i mąz niestety
                                                    wierza pani ginekolog która powiedziała ze czekac na wyniki wiec oni bezczynnie
                                                    patrza i wyczekuja tel o wynik histo. Moja mama miała raka jajnika ale
                                                    wygladało to całkiem inaczej ginekolog usg szpital operacja - wycinek diagnoza
                                                    leczenie....
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 02.08.09, 17:23
                                                    miałam dopisac ze to u mamy wszystko trwało od ginekologa do samej operacji
                                                    tylko 3 dni !!!!
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 03.08.09, 06:29
                                                    niestey chyba najlepiej by bylo skonsultowac sie z innym lekarzem. u
                                                    mojej matuli byly silne bole plecow i kiedy wreszciev trafila do
                                                    ginekologa to sprawa bardzo szybko byla posunieta naprzod - szpital,
                                                    wszystkie badania, wsparcie farmakologiczne. wg mamy jej ginekolog
                                                    sie poprostu spisal i nne pane lezace z nia w szpitalu mialy mniej
                                                    szczescia - dluzszy czas oczekiwania na badania, brak skierowan i
                                                    recept. nalezy zmienic lekarza - pewnie wyniki musza byc nim cos
                                                    radykalnego mozna bedzie zalecic, ale juz teraz przynajmniej moze
                                                    wiecej wsparcia medycznego w postaci lekarstw moglaby dostac twoja
                                                    sasiadka. przykro mi, ze nie moge pomoc wiecej, zycze zdrowia!
                                                  • 03.08.09, 14:39
                                                    Kwiatku wiem że moja sąsiadka sama sobie jest winna takiego stanu , ale nie mnie
                                                    to oceniać , ale jesli ból zmusił ja do pojscia do lekarza , to była przekonana
                                                    że chociaż po wizycie jej ulży. U ginekologa byla prywatnie tam dostała tylko
                                                    skierowanie na wycinek do badania histo i to wszystko przeciez to nieludzkie 14
                                                    dni zwijać sie z bólu !!! Widzisz ty napisałas ze matule bolały bardzo plecy
                                                    i potem szybko wszystko szło a u mojej sasiadki bylo badanie usg !!!!! wiec
                                                    ta pani ginekolog widziała co jest grane. drugie moje pytanie czy długośc
                                                    czekania na wynik histo coś znaczy.... słyszałam ze im szybciej dostaje sie
                                                    wiadomosc o wynikach , wtedy mozna byc pewnym ze jest cos nie tak, a jesli czeka
                                                    sie dłuzej niz 14 dni że wszystko jest ok ?? Wiesz kwiatku ta pani ginekolog
                                                    wiedziała ze sasiadka tak cierpi bo ja widziała i badała a w rozmowie
                                                    telefonicznej powiedziała .....przez swoje niedbalstwo teraz trzeba
                                                    cierpiec..... <krzyk> to nieludzkie i niestety ja nic nie moge zrobić <placze>
                                                    przeciez jak moja mamke cos tylko pikneło ja zaraz dzwoniłam do lekarza na
                                                    wizyte a tutaj :( ślepo wierzą w lekarke która ma ich głeboko gdzieś <wnerw> i
                                                    wiesz kwiatku najgorsze jest to ze ja bym mogła umówić ja z ginekologiem który
                                                    od razu zareaguje ale ona nie chce sie dac zbadać facetowi :( zostało mi sie
                                                    tylko modlić że te wyniki do jutra beda ..
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 03.08.09, 16:50
                                                    edzia moja mama na wynik z wycinka czekała 5 dni roboczych a tez miała silne
                                                    bóle zreszta do tej pory ma i jak czekałyśmy na przyjecie do szpitala to srodki
                                                    przeciwbólowe przepisywała jej pani z rejonu ale to juz wiedziała co jej jest.


                                                    kwiatku mojej mamie dzis zmienili leczenie i narazie ma szesc srebnych lamp niby
                                                    na jakies owrzodzenie co to może znaczyc?
                                                    A w czwartek była jeszcze na przymierzaniu tej maski nie rozumiem nic z tego!!!!!!
                                                  • 04.08.09, 07:19
                                                    alu, mowiac o masce, myslisz zapewne o rodzaju tatuazu, ktory
                                                    okresla rejon poddany do naswietlenia. u mojej matuli bylo tak samo -
                                                    najpierw szesc silnych lamp, a zaraz potem chemia w cyklu co trzy
                                                    tygodnie. jest wlasnie po trzeciej i choc pani ordynator stwiedzila,
                                                    ze leczenie daje bardzo pozytywne efekty, ze mama znosi w miare
                                                    dobrze chemie, ze wyniki krwi sa dobre, to mimo wszystko ostani wlew
                                                    strasznie ja oslabil - nie miala juz problemow z wymiotami czy
                                                    generlanie brakiem apetytu (bierze megace - jelsi mamie zaplanuja
                                                    podac chemie, natychmiast wymoc na lekarzu recepte, bo to jest
                                                    strasznie drogie, a refundowane). generalnie jest bardzo slabiutka,
                                                    nie ma sily wyjsc na spacer i szczegolnie jest podatna na infekcje,
                                                    zmiany pogody czy nawet humory innych mieszkancow domu. zaluje, ze
                                                    mnie tam nie ma, ze tym razem odlozylam moj wyjazd, bo zaplanwalysmy
                                                    dluzsze wakacje w sierpniu. mama teraz zaczynam miec jakies
                                                    watpliwosci i czasem mam wrazenie, ze sie chce poddac, bo chemia to
                                                    ma nie tylko wplyw na cialo, ale rowniez na psychike, zreszta to
                                                    idzie ze soba w parze. nie moge zdzierzyc mysli, ze matula teraz
                                                    opusci rece, wiec krzycze przez telefon i mam ochote udusic reszte
                                                    rodziny ze zaniedbanie samopoczucia mamy. wszscy mamy swiat
                                                    postawiony na glowie i dajemy sie zwariowacac, a dla nas to dopiero
                                                    5 miesiac walki, przed nami kolejne trzy chemie przed badaniami
                                                    kontrolnymi i decyzja, czy beda doswietlania czy kolejne chemie,
                                                    etc. jest mi ciezko z powodu odleglosci i durnej bezsilnosci, na
                                                    szczescie pozostaje mi Bog. Nie wiem czy wierzysz, ale mnie pomaga
                                                    sila, jaka biore z mysli, ze nie jestem sama w moich problemach -
                                                    oprocz najblizszych mam jeszcze Niebieskiego Szefa - On naprawde
                                                    moze wszystko, pozostaje mi nie ustawac w modlitwach... pisz alu,
                                                    kiedy zaczynaja sie lamy, no i powtarzam - zaopatrz mame w oliwke,
                                                    slodkie chwile (kisiele, bo pomagaja oslonic jelita od promieni choc
                                                    troszke), duzo herbaty z cytryna, suchary i miod (najlepiej od
                                                    jakiegos pszczelarza, a nie jakies chinskie podrobki ze sklepu, bo
                                                    tak tez sie moze zdarzyc). ograniczyc wszystko, co wzmaga albo
                                                    zaparcia albo biegunki i pic bardzo duzo wody. bedzie alu dobrze,
                                                    bedzie dobrze - musimy sobie to powtarzac!!!!
                                                  • 04.08.09, 06:55
                                                    edzia, oczywiscie to nie pani sasiadka sobie winna, ze tak pozno
                                                    poszla do lekarza - nikt nie powinien tak myslec i dolewac oliwy do
                                                    ognia. kobieta cierpi i kropka, ale jelsi wierzy lekarce, ktora
                                                    traktuja ja tak bardzo nieludzko, to rzeczywiscie nic nie mozna
                                                    zrobic. osobiscie, nie mam zaufania do pan ginekolog - mam wrazenie,
                                                    ze empatia wobec kobiet jest u nich bardzo spaczona. aczkolwiek pani
                                                    ordynator na onkologii ginekologicznej to super kobieta. nie ma
                                                    reguly, ale to juz w nawiasia. co do liczby dni oczekiwania na
                                                    histo - moja matula miala dostac po 7 dniach a dostala po dwoch
                                                    tygodniach, bo byly swieta wielkanocne - wyniki nie byly
                                                    pozytywne ,wiec takie czy siedem dni czy 14 to wrozenie z fusow kawy-
                                                    pewnie zalezy ile maja pracy, a teraz wakacje i znow wszystko
                                                    spowolnione. ale oczywiscie, jelsi cos tkaiego trzyma twoja sasiadke
                                                    przy nadziei, to to jest argument. ja wciaz uwazam, ze ona powinna
                                                    skonsultowac sie z innym lekarzem. daj znac jak ona sie ma i czy
                                                    ihsto juz doszla. pozdrawiam
                                                  • 04.08.09, 10:06
                                                    Kwiatku powiedz mi bo moja mama sie dzis dowiedziała że bierze narazie szesc
                                                    lamp i do domu a po trzech tygodniach wraca czy u twojej mamy tez tak było bo ja
                                                    już od zmysłów odchodze ze to leczenie paliatywne
                                                  • 04.08.09, 15:41
                                                    ala1979 bedziesz sie martwiła jak bedziesz musiała ( mam nadzieje ze nie
                                                    bedziesz musieć ) teraz to mysl pozytywnie bo nerwami nic nie wskórasz , tylko
                                                    sie jakiejś nerwicy nabawisz i kto bedzie mamulke wspierać

                                                    Kwiatku narazie echo .... bedę cos wiedziała dzis po 17 ,oczywiscie jak zadzwoni
                                                    Pani ginekolog czy wyniki sa . Trzymam diewczyny kciuki za was i za wasze
                                                    kochane mamunie .
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 05.08.09, 06:49
                                                    alu, tak czy siak to leczenie paliatywne, ale ma to swoj cel. rak to
                                                    podstepne zwierze, a zaaawansowany to szczegolnie specjalny
                                                    przypadek. ja sobie tlumaczylam fakt, ze moja mama nie dostala 25
                                                    lamp, ktore mialy swiadczyc o leczeniu radykalnym, dlatego, ze
                                                    lekarze nie chcieli i tak juz oslabionego wrogiem organizmu poddawac
                                                    drastycznemu leczeniu, ktore moglo nie zaksutkowac. w tym celu
                                                    zaaplikowali 6 lamp, ale na tyle silnych by spodziewac sie
                                                    konkretnego efektu. U mojej matuli efekty byly pozytywne - lampy
                                                    zniosla matula dobrze, pilnowala diety, przestrzegala regul higieny
                                                    (smarowanie oliwka, bez prysznicow), dlatego lekarze zdecydowlai na
                                                    chemie - co trzytygodniowe wlewy oparte na karboplatynie z czyms tam
                                                    jeszcze. wiem, ze przeraza slowo paliatywne, ale nie znyczy, ze
                                                    lekarze opuscili rece. mysle, ze czasem sytuacje sa naprawde tak
                                                    ciezkie, ze decydujasie oni raczej na probe powstrzymania raka
                                                    metodami lagodniejszymi niz leczenie radykalne, ktore xczesciej moze
                                                    pogorszyc stan zdrowia pacjenta niz mu pomoc i tylko zmniejszyc
                                                    komfort zycia w ostatnich miesiacach. taka jest moja idea leczenia
                                                    paliatywnego. ale sa osoby, ktoe swietnei reaguja na takie leczenie
                                                    i wychodza z raka - poczytaj na forum, a przykonasz sie, ze nie
                                                    tlkyo smutnie koncza sie historie choroby. ja tego sie trzymam. badz
                                                    dzielna, szukaj raczej pozytywow niz powodow do zalamania i moze zyj
                                                    po piersze chwila - tu i teraz, ze jest lepiej, ze jest mama w
                                                    szpitalu pod naprawde dobrao pieka, ze mozesz jej w czyms pomoc,
                                                    pogadac o duperelach, przytulic sie do niej albo ja do siebie... nie
                                                    ma sensu wyobrazac sobie, co bedzie gdy, bo to tlyko oslabia
                                                    nadzieje i wole walki. a zatem cierpliwosci i duzo siyl wam zycze,
                                                    czekam na dobre wiesic, bo tkaie napewno beda. i przekonaj mame, ze
                                                    paliatywne to nie zle, to na dobry poczatek.
                                                  • 05.08.09, 13:07
                                                    Wiesz kwiatku moja mama nie rozumie co to leczenie paliatywne a co radykalne dla
                                                    niej najwazniejsze to jest to ze ja lecza ale nie pocieszyłas mnie jestem
                                                    załamana mi sie wydaje ze lecza ja tak dlatego ze guz sie rozpada a to podobno
                                                    jest przeciwwskazaniem do naswietlan. no trudno bedziemy czekac co los
                                                    przyniesie oby było dobrze
                                                  • 05.08.09, 14:07
                                                    alu do niczego nie bede starala cie przekonac, ale zastanow sie ile
                                                    dobrego ci daje hipotetyczne stawianie diagnozy towjej mamie - miast
                                                    sie cieszyc z bycia z nia, ty dopowiadasz sobie najgorszy
                                                    scenariusz. kazdy jest inny, ale wlasnie ja czarnowidztwa unikam po
                                                    pierwsze, bo jak tu mame wspierac, kiedy ona widzi, ze nasza
                                                    nadzieja niknie. a ona? tak ja sobie tlumacze nasza sytuacje. tez mi
                                                    sie wydawalo, ze powinni dac wiecej lamp, ze sie poddaja, ze klada
                                                    lache na mamy leczenie, ale widzialam w szpitalu panie po 30 lampach
                                                    i porownalam ich kondycje i stopein zaawansowania raka (nizszy niz u
                                                    mojej matuli) i stwierdzilam, ze nie ma co na sile, bo te lampy to
                                                    moglyby mame zniszczyc bardziej niz pomoc. i rozwazylam co bym
                                                    wolala - zyc nadziejea, ze bedzie lepiej przez te 30 lamp, kiedy
                                                    kondycja mamy by sie drastycznie pogorszyla, bo jelita, bo odbyt,
                                                    moze stomia, czy zyc nadzieja, ze lekarze wiedza, co robia i ze sie
                                                    uda. moja matula jest po 3 chemii, strasznie ciezko przyszla
                                                    pierwsze dwia, trzecia byla lepsza, ale znow pojawilo sie silne
                                                    oslabienie i mama jest zmeczona psychicznie ,ale mimo tego planuje z
                                                    nami wakacje, ma ochote pojechac do lasu czy upiec ciasto. widzimy
                                                    poprawe, matuli przeszly bole. i choc walka nie jest ksonczona, to
                                                    wierzymy, ze wygramy - dzis to sie liczy. chiclab<ym ci pomoc, bo
                                                    wiem ,ze strasznie sie meczysz ,ale pewnie kazdy musi swoja droge
                                                    przejsc inaczej. mnie pomogly posty maseji i ulaw wlasnie tutaj pod
                                                    tematem raka szyjki - przejrzaj je, jelsi masz odwage, bo historie
                                                    sa smutne, ale jednoczesnie moze pomoze ci to zobaczyc jak droga
                                                    jest nawet mala chwilka, kiedy mamie lepiej.... musimy sie wspolnie
                                                    wspierac. a najlepiej porozmawiaj z lekarzem - moze jakos pomoze
                                                    rozwiac ci watpliwosci albo przedstawic scenariusz, ktory cie choc
                                                    troche uspokoi. z Panem Bogiem!
                                                  • 05.08.09, 17:29
                                                    Alu , tak jak napisała kwiatek nikt tu nikogo nie przekonuje ,wiem jednak co
                                                    czujesz wszystkie tu na tym forum wiedza co czujesz . Ja sobie milion razy
                                                    układałam czarny scenariusz dziwne jest tylko to ze snułam go na poczatku walki
                                                    mamy z rakiem , potem żyłam nadzieja tak Alu to moja mama walczyła z rakiem
                                                    to moja mama codziennie ocierała sie o Śmierć to moja mame bolało to ona
                                                    znosiła chemioterapie dla kogo dla nas dla swoich dzieci dla swojego meza a na
                                                    koncu dla samej siebie. nie mogłam patrzec jak cierpi ale z drugiej nie mogłam
                                                    pozwolić by odeszła od nas , dlatego walczyłam o nia obie walczyłyśmy chociaż
                                                    nie dane nam było wygrać były to najpiekniejsze 4 lata walki chodz ciagle na
                                                    chemi .całe 4 lata .Jeździliśmy w góry robilysmy rzeczy o których kiedyś nawet
                                                    nie myslałyśmy chodz nieraz płakałam w poduszke tak cichutko wiedziałam ze
                                                    musze być silna ze damy rade ciagle miałam w głowie jedna mysl wiecie jaka co
                                                    mysli mama przeciez wiedziała ze stan sie pogarsza czula ze z nim nie da sie
                                                    wygrać przecież ona była 100 razy bardziej przerażona niż ja bo to ona z nim
                                                    walczyła wiedziała ze kiedy sie podda bedzie musiała odejść tam wysoko .
                                                    powiem wam szczerze ze tak sobie teraz siedze i mysle i wiecie co tak naprawde
                                                    to nasze mamy ojcowie narzeczeni męzowie żony dzieci sa dla nas wsparciem nie
                                                    my dla nich. Trzeba do konca wierzyc i miec nadzieje i nie mówic wszystkiego
                                                    chorym nie po to by przed nimi cos ukrywać tylko dlatego ze mniej wiedza o złym
                                                    bardziej walcza i ja tak zrobiłam z mama , nie załuje tej decyzji , widziałam
                                                    jak ona walczyła .moze mojej mamie sie nie udało Alu ale skad możesz wiedzieć
                                                    jak bedzie u was . Dlatego nerwami i sugerowaniem sie ze paliatywna jest tutaj
                                                    najmniej wazna najważniejsza jest twoja mama i jej psychiczne nastawienie a
                                                    pamietaj ze mamy sa największymi psychologami i zaraz beda dopytywać kiedy
                                                    poczuja ze sie za bardzo denerwujemy , ty masz sie ładnie usmiechac i z mama
                                                    walczyc i miec nadzieje Trzymam kciuki wierze ze bedzie dobrze


                                                    Wyniki mojej sasiadki sa jutro jedzie z nimi do pani ginekolog a ja spróbuje
                                                    zerknac na to co dostała
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 06.08.09, 14:59
                                                    moja mama mówi że coraz lepiej sie czuje, nie ma żadnych kłopotów z jelitami ani
                                                    nie wymiotuje ani nie ma biegunek czy zaparc je nawet dosc dobrze chociaz mi
                                                    mówi że za bardzo nie ma apetytu ale ja jej nie wierze poniewaz co dzwonie do
                                                    niej to wiecznie cos wcina i coraz lepszy ma humor ale to tez jest spowodowane
                                                    tym że w poniedziałek wraca do domu.
                                                    Acha i przedewszystkim mówi że już nie ma takich ropnych, brązowych smierdzących
                                                    upławów że zrobiły się jej takie białawe i nie smierdza.
                                                    Co to może znaczyc czy jej to coś pomaga?
                                                  • 06.08.09, 22:01
                                                    alu wyglada na to ze twoja mama lepiej sie czuje i to mnie cieszy:) wspieraj ja
                                                    jak tylko możesz .
                                                    Kwiatku dziś moja sąsiadka była u pani giekolog i dowiedziłam sie tylko tego ze
                                                    zostały badania poszerzone o urologie (pani ginekolog powiedziała ze wyniki nie
                                                    sa az takie złe o ile wiem był to czyszczenie i wymaz z szyjki macicy ale co
                                                    dalej ??? co z mięsniakami ijajnikami . powiedziałała jej też ze czeka ja długa
                                                    droga ??!! )i znów czekanie do wtorku lub srody a ona biedna walczy z bólem.
                                                    Dzis sie dowiedziałam ze jej organizm nie przyswaja pokarmów tresciwych tylko
                                                    danonki i zupy dla niemowląt. dajac jej dzis laktuloze (nie oddawała kalu przez
                                                    4 dni i konsulacja tel) dostała odruchów wymiotnych i drgań. Na szczescie wiem
                                                    co w takich sytuacjach robic(przez rok odbywałam praktyke w osrodku dla osób
                                                    starszych niepełnosprawnych i chorych cos ala hospicjum ) no i opiekowałam sie
                                                    moja mamą. powiem wam jedno moja sąsiadka nie wygląda za dobrze:(, ja bym ne
                                                    czekała tak długo dla nich to tylko nastepny dzien dla mnie to wiecznosc.
                                                    Poprostu boli mnie serce kiedy widze ja taka cierpiąca a najbardziej boli mnie
                                                    to ze nie moge nic zrobic i zadecydowac :( , wiem że nie jest to nic dobrego . A
                                                    na nich nie a sie wpłynąc bo wiedzą lepiej :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 07.08.09, 06:52
                                                    kurcze edziu, nie wim jak moglabym pomoc, bo przeciez ty chcesz
                                                    dobrze, ale sasiadka strasznie jest uparta. a njalepiej byloby chyba
                                                    skonsultowa sie z innym ginekologiem - pokazac wyniki, moze inny
                                                    ginekolog ma dojscie do szpitala i moglby przyspieszyc procedury.
                                                    jeszcze raz powoluje sie na wypadem komej mamy - lekarz sam
                                                    zorganizoal szpital i nawet tka ustawil mame, ze zamiast czekasz 2
                                                    tygodnie na tomograf, miala go zrobionego z dnia na dzien. ale chlop
                                                    naprawde sie staral. wiem, ze inne ginekolodzy na oddziale mieli
                                                    duzo mniej empatii, nie wspominajac o czasie, dla swoich pacjentek.
                                                    i wiem ,ze wtedy czas byl bezcenny - dzieki temu mama szybciej mogla
                                                    pojsc na onkologie do gliwic, bo i tka trzeba czekac przynajmniej 3
                                                    tygodnie. pocieszajacy jest fakt, o ile pani ginekolog jest szczera,
                                                    ze wyniki nie sa zle. jednoczesnie dobre nie sa, a sasiadka czuje
                                                    sie fatalnie, no i te problemy z jedzeniem - moze niech skonsultuje
                                                    jeszcze gastrologa, albo rodzinnego, to moze ja skieruje gdzies
                                                    dalej - czasem najprostsze drogi sa najlepsze... zycze powodzenia w
                                                    waszej walce edziu!
                                                  • 07.08.09, 06:56
                                                    alu, ciesz sie, to dobry znak, u mojej mamy krwawienia tez ustaly po
                                                    lampach, przeszly jej rowniez bole. wspieraj mame w diecie, bo
                                                    czasem efekty lamp ujawniaja sie po kilku dniach - tka bylo u mojej
                                                    mamy i koelzanek z sali - sa bardzo oblesne wyproznienia na zmiane z
                                                    biegunkami, to bardzo oslabia, a trzeba sie przygotowac do chemii.
                                                    ale moze twojej mamie przyjdzie duzo latwiej zniec naswietlenia -
                                                    tego wam zycze z calego serca. wierze, ze to poczatek dobrych wiesci
                                                    od was! i mysle, ze edzia miala racje piszac, ze chorzy sa czesciej
                                                    wsparciem dla nas niz my dla nich - oni cierpia, ale nasza
                                                    bezsilnosc tez nas dobija, dlatego kazda dobra wiadomosc powinna nas
                                                    wzmocnic na dalsza walke. z Panem Bogiem
                                                  • 10.08.09, 16:07
                                                    Alu i Kwiatku cieszę sie że obie mamy czuja sie dobrze .Nareszcie dobra
                                                    wiadomosć . U mojej sąsiadki również coś sie ruszyło dzis były badania jutro na
                                                    7 rano w szpitalu. Wszystko wam napiszę jak bede wiedziała trzymajcie sie :)
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 11.08.09, 13:06
                                                    No i wiem sąsiadka zostaje w szpitalu po długiej rozmowie z lekarzem
                                                    przyjmującym ja . Uparła sie że pójdzie do domu ( nie trudno jej sie zdziwic -
                                                    kto lubi szpitale) okazało sie że ma podwyższony cukier i stan bezposredniego
                                                    zagrożenia życia Oprócz tego z czym tak naprawde przyjechala :(. Kurka a mówiłam
                                                    nikt mnie nie chciał słuchać wrrrr. Teraz juz jestem spokojniejsza bo wiem że w
                                                    szpitalu podzaja jej coś co ja wzmocni i leki przeciwbólowe. Oni oceniali moje
                                                    porady jak przez pryzmat choroby mojej mamy ( nie dziwie im sie) ale przeciez
                                                    gołym okiem było widać ze nie jest dobrze . A jakie sa wyniki napisze wieczorem
                                                    lub jutro. Bo termin operacji jest przesuniety do ??? najpierw wszystkie
                                                    badania. A ta pani ginekolog powinna zmienić zawód.
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 11.08.09, 14:38
                                                    trzymam kciuki by to byl dobry poczatek ze szczesliwym koncem -
                                                    wreszcie lekarze na swoim miejscu i jakies konkretne dzialania.
                                                    trzymam kciuki, czekam nak olejne wiesci, tym razem juz tlyko dobre.
                                                  • 13.08.09, 18:41
                                                    martwie sie o moja mame jest taka słaba, nie chce jeśc,dzis dopiero jak wypiła
                                                    pierwszy dzien megace to zjadła troche wiecej, ały czas ma biegunke.
                                                    jak w poniedziałek wychodziła to była lepsza ale we wtorek i wczoraj to
                                                    tragedia,dzis już troche lepiej tylko cały dzien by leżała i spała za to w nocy
                                                    spi pare godzin.
                                                    bardzo sie martwie co to bedzie czy ja przyjmia z powrotem na leczenie czy
                                                    odesla do domu
                                                    termin przyjecia do szpitala ma na 31 sierpnia ale boje sie ze jej nie zostawia
                                                    z tego co lekarz jej mówił to nie bedzie miec chyba chemi tylko beda ja
                                                    doswietlac to dobrze czy zle?


                                                    SKORO WIARA CZYNI CUDA TRZEBA WIERZYC ŻE SIĘ UDA.
                                                  • 14.08.09, 06:38
                                                    alu, to dobrze, ze towja mama ma megace - za kilka dni zacznie
                                                    dzialac i ustabilizuje sie z apetytem (moja mama obecnie sie martwi,
                                                    ze za bardzo przytyla na megace, kobiety....). przy lampach
                                                    generlanei nie miala jakiejs straszne utraty apetytu, ale biegunki i
                                                    zatwardzenia na zmiane. mysle, ze wszystko zalezy od organizmu jak
                                                    czlowiek zniosi leczenie. mama moja tez byla slaba i tez ciagle
                                                    spala, zdarzylo sie, ze prawie stracila przytomnosc w lazience - to
                                                    napromieniowanie tak dziala. lampy zniszczyly oprocz komorek
                                                    rakowych rowniez te zdrowe, organizm musi sie odbudowac, a to
                                                    wszysto wymaga energii. dlatego niech twoja mama pije megace i
                                                    serwuj jej tatara ze swiezutkiej wolowiny albo cieleciny. wiem, ze
                                                    ciezko patrzec jak mama sie meczy, ale tlumacz ot sobie, ze ot efekt
                                                    leczenia, ze to znak, ze rak tez zostal zaatakowany. co do faktu ,ze
                                                    beda mame doswietlac- nie wiem czy lepiej czy gorzej, moze wiec nie
                                                    spekulowac, ale sie cieszyc, ze pociagna leczenie. pilnuj tlyko
                                                    diety mamy. moja matula zywila sie zupkami ze sloiczkow dla dzieci,
                                                    to ja trzymalo, keidy miala straszne spadki apetytu przy chemii i by
                                                    odbudowac sily po lampach. bedzie dobrze - czekam wciaz na wiesci i
                                                    jak tlyko moge chcilabmy cie podtrzymac na duchu, bo mysle, ze
                                                    jestes sama bardzo wrazliwa osoba i szczewoglnie ci ciezko z ta
                                                    choroba. masz moze kogos z kim mozesz pogadac? kogos najlepiej spoza
                                                    rodziny. moze jakis lekarz, a moze psycholog, ktos, kto cie wzmocni
                                                    lepiej niz nasze komentarze. bo bedziesz jeszcze dlugo potrzebowac
                                                    sily nim mama zacznie sie lepiej czujc, a pozniej dochodzic do
                                                    zdrowia. jestem naprawde dobrej mysli, bo w sumie co innego mi
                                                    pozostaje. sciskam ciem ocno i badz silna alu!
                                                  • 14.08.09, 18:45
                                                    Kwiatku a napisz mi prosze jak Twoja mama miała tego skur....
                                                    rozprzestrzenionego.Bo moja mama ma to owrzodzenie i ten rozpad guza i chyba
                                                    dlatego lecza ja paliatywnie a dlaczego Twoją mame tez tak leczą i czy po
                                                    naświetlaniach miała robione jakies badania?
                                                  • 15.08.09, 21:17
                                                    witam wszystkich serdecznie,
                                                    U mojej mamy raka szyjki macicy wykryto 6 lat temu. Rak okazał się nieoperacyjny
                                                    ze względu na zaawansowanie. Jak dla każdej z Was był to szok, ból, rozpacz, żal
                                                    i Bóg wie co jeszcze. Mama wzięła serię naświetlań z brachyterapią włącznie oraz
                                                    najlżejszą chemię. Po roku okazało się, że naświetlania zperforowały jelito
                                                    grube i konieczne było wyłonienie stomii. Śmierć mamy opłakiwałam już kilka
                                                    razy, za każdym razem kiedy wychodziłam od lekarza wyłam z bezsilności.
                                                    Rokowania były beznadziejne.
                                                    Dziś minęło już 6 lat. MOJA MAMA ŻYJE I CZUJE SIĘ ZNAKOMICIE, choroba zatrzymała
                                                    się.
                                                    Dziewczyny nie załamujcie się, walczcie. Jest i będzie ciężko, ale nadzieja
                                                    umiera ostatnia. Dodawajcie jej sobie i Waszym Mamom. Nawet najgorsza diagnoza i
                                                    rokowania nie powinna zabijać nadziei. Paradoksalnie to że źle znoszą
                                                    naświetlania czy chemię jest dobrym znakiem tego że leczenie działa!
                                                    Uwierzcie, że jeszcze nieraz usiądziecie z mamami przy kawie nie myśląc o tej
                                                    przeklętej chorobie. Pamiętajcie, że doświadczani są ludzie, którzy mają siłę do
                                                    walki z przeciwnościami.
                                                    Jeszcze nieraz zaświeci słońce:)
                                                    Alu za Ciebie szczególnie trzymam kciuki bo wiem jak ciężko jest z tym wszystkim
                                                    na początku walki. Staraj się jak najczęściej być z mamą i przynajmniej przy
                                                    niej nie okazywać bólu jaki masz w sobie - to jest najtrudniejsze niestety- bo
                                                    ona choć o tym nie mówi na pewno cierpi widząc was zatroskanych i przeżywających.
                                                    Wszystkie Mamy to silne kobitki i tak łatwo się nie poddadzą :)
                                                    Pozdrawiam wszystkich ciepło i łącze się duchem.
                                                  • 16.08.09, 20:12
                                                    Dusia dziękuje bardzo za takie informacje.
                                                    Ja w tym momencie to nawet nie marze o sześciu latach,dla mnie to marzenie nie
                                                    osiągalne.
                                                  • 17.08.09, 14:22
                                                    Witajcie kochane słoneczka otóż sasiadka leży na wewnetrznym przy przyjeciu
                                                    cukier 500 ...aaaaaa.... naprawde !!!.. insulina i stwierdzona cukrzyca
                                                    ,wysokie cisnienie ,kłopoty z oddychaniem krótkie płytkie oddechy i ból podali
                                                    jej tramal jutro ma byc przewieziona na oddział ginekologii, nie wiem co
                                                    stwierdzili na urologii?? , sasiadka trzyma sie dzielnie juz jej wszysktko jedno
                                                    byle do przodu. Nasuwa mi sie jedna myśl nie można było tak od razu przy
                                                    czyszczeniu i pobraniu wycinka zostawić i zrobić to co teraz ??. A jak wasze
                                                    kochane mmusie mam nadzieje ze super kwitnące bo innej opcji to ja nie widze.
                                                    pogoda dopisuje więc spacer wskazany :)
                                                    Alu ty masz nie marzyc tylko wierzyc i optymizm w mame pchać jak ona bedzie
                                                    wierzyc i bedziecie walczyc zobaczysz ze obie to góry przenosic bedziecie.
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 17.08.09, 18:37
                                                    Edziu kochana tak działa nasza służba zdrowia NIESTETY!!!!!!!
                                                    Moja mama nigdy praktycznie nie chodziła po lekarzach, płaciła składki a jak
                                                    zachorowała to też na wszystko musiała czekac dla mnie to jest KOSZMAR jeszcze
                                                    jak trafisz na lekarza z powołaniem to masz szczescie.
                                                    Edziu moja mama czuje się lepiej już powoli ustępują biegunki co dzien jest
                                                    lepsza ale w sobotę to prosiła tatę żeby nigdzie nie wychodził bo jakby czasem
                                                    umierała.
                                                    Mam tylko nadzieję że tego 31 ją przyjmą do szpitala i że bedą dalej leczyc
                                                    proszę Boga o to codziennie.
                                                    Kwiatku co się dzieje czemu nic nie piszesz?
                                                  • 19.08.09, 16:47
                                                    No ja znów z nowymi informacjami niestety sasiadeczke wczoraj przywiezli do
                                                    domu operacja bedzie ale w bytomiu !!!! bo niby tu u nas nie maja sprzetu
                                                    <mysli> nie wiem czy to przez te cukrzyce czy cos nie tak z tymi nerkami przez
                                                    te miesniaki. wiec jest niezawesoło sasiadka dalej cierpi i tak w kółko macieju
                                                    od jednego lekarza do drugiego Masz racje Alu nasza służba zdrowia potrzebuje
                                                    leczenia :P
                                                    Ciesze sie ze u twojej mamusi juz lepiej :):)

                                                    Kwiatku no wlasnie gdzie ty sie zagubiłas !!!
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 19.08.09, 18:59
                                                    Nie możemy sobie z mama poradzic
                                                    wczoraj był u niej lekarz z rejonu i zalecił kroplówki na wzmocnienie i
                                                    przepisał jej tez inne tabletki takie biegunkowe i oczywiscie na uspokojenie i
                                                    tu jest problem mama je te tabletki bez opamietania jest nonstop zła i agresywna
                                                    nonstop sie kłóci.Dzis zabrałyśmy jej te lekarstwa i poprostu bedzie dostawała
                                                    je tak jak ma zapisane to powiedziała ze nie bedzie ich jesc nie bedzie już nic
                                                    wogóle jadła to jest koszmar ile ona by chciała tego zjesc wszystko jak leci
                                                    przeciwbólowe i najwazniejsze te na uspokojenie
                                                    Co robic?
                                                  • 20.08.09, 07:57
                                                    witajcie babeczki, nie odzywalam sie, bo mama w czwartke pojechala
                                                    na 4a chemia i czekalam co bedzie po. a wp oneidzialek byl straszny
                                                    kryzys po tej chemii - mama strasznie wymiotowala i zemdlala dwa
                                                    razy, zamiast wp neidzialek wyszla we wtorek i to tlkyo dlateog, ze
                                                    moj tato nie zdzodzil sie na wypis - no jak, kobieta leci przez
                                                    rece, cisnienie jakies kosmiczne, te straszne wymioty, utraty
                                                    przytomnosi! ordynatorka we wtorek zarzucila mamie, ze za kazdym
                                                    razem jak mame chca wypisac to mama ma jakies wielgachne skoki
                                                    cisnienia i zen ie wiadomo o co chodzi. a ja mysle, za matula
                                                    przechodzi tak islny stres w szpitalu, ze serce szaleje. przy wpisie
                                                    w czwartek bylo 150, a pozniej to juz gorzej. lekarz powiedzila, ze
                                                    nie wie czy mama wezmie nastepna chemie, bo terminow sie nie
                                                    przesuwa, a reakcja mamy byla zbyt tragiczna by ryzykowac nastepnym
                                                    razem podobne sytuacje, bo serce moze nie wytrzymac. w domu wszyscy
                                                    zlyi w stresie od wtorku i wczoraj juz niby lepiej, mama zaczyna
                                                    jesc normalnie, tylko jest koszmarnie oslabiona. ja mysle, ze ona ma
                                                    juz dosc, szpital to jej przeklnstwo i przerazam nie to, zew ona
                                                    zaczyna sie poddawac. w sobote jede do domu - mielismy jechac na
                                                    wakacje w gory albo na mazowsze, ale nie wiem czy mama bedzie w
                                                    stanie gdzies sie wybrac - moze chociaz ustron... wolalabmy miec
                                                    lepsze wiesci, ale ta chemia jest gorsza niz przkelete chorobsko -
                                                    byle matula wytrwala! modle sie o nia i o wasze chore kobietki, za
                                                    nas tez, bo my to na pewno nie mozemy pekac, nie teraz! alu, twoja
                                                    mama reaguje zloscia, moze to i nie jest zle, nakrzycz na nia
                                                    troche, jest chora, fakt, ale ot nie znaczy ze ma prawo zpaomniec o
                                                    zdrowym rozsadku - ja tka krzycze na moja, jak czuje, ze jej
                                                    podupada humor. bede krzycxzec w przyszlym tygodniu za ten glupi
                                                    stres - szpital to nie bajka, ale jedyne wyjscie do normalnosci! dam
                                                    wiecej info w nastepnym tygodniu.
                                                  • 23.08.09, 18:27
                                                    Kwiatku moja mama kiedy tylko zleciała jej chemia zmykała do domu lekarz musiał
                                                    ja urlopować . Smiałysmy sie ze mama jest uciekinierka , kiedy lekarz mówił że
                                                    nie moze isc ona i tak szła mówiąc mu ze ma blisko i że ma samochód jakby sie
                                                    cos działo to przyjedzie . jechalismy po nią z tatą nawet i po godz 22 hehe a
                                                    tak wogóle jak szła na wlewy nie brała ze soba piżamy tylko siadała na
                                                    stołeczku i nic ja nie interesowało taka była uparta :) . kiedy lekarz
                                                    przyszedł na obchód mówiła pan wie panie ordynatorze ze ja dzis ide do domu i
                                                    prosze juz wypisać urlop . chłop nie miał poprostu innego wyjscia :) tylko
                                                    wypisywal hihihi bo mama i tak by " uciekła" nie wiem jak u was kwiatku ale
                                                    kiedy mama raz po wlewie czuła sie dobrze zjadała wtedy co tylko popadło :| a
                                                    kiedy czuła sie źle i były wymioty rzadko i mało ale były , brała leki
                                                    przeciwymiotne i pila duzo wody niegazowanej szybciej wracała do siebie, brała
                                                    również leki uspokajające ziołowe pomagały troche na stres. tzrymam za was
                                                    kciuki :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 23.08.09, 18:15
                                                    Alu moim zdaniem twoja mamusia zaczyna sobie nie radzic i dlatego tak sie
                                                    zachowuje.Złośc i agresja u twojej mamy jest oznaka niemocy i bezczynnosci.wie
                                                    że nie może nic zrobić dlatego jej zachowanie jest takie a nie inne to
                                                    wszystko jest dla niej bardzo trudne i chyba zaczyna wam podupadać psychicznie.
                                                    Może z nastepną wizyta w szpitalu poprosiłabyś psycholog o rozmowe? Wiesz nie
                                                    ma co sie dziwić tu burczy w brzuchu ma sie ochote na milion rzeczy a tu co
                                                    sie zje trzeba biegać do wc :( . Dawkuj jj leki tak jak przepisał lekarz bo
                                                    mogą bardziej zaszkodzic niż pomóc trzymam kciuki za was obie ....
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
    • 22.08.09, 14:03
      Witam, w srode moja mama uslyszala, ze ma raka. Zaczelismy dzialac szybko,
      wykorzystujac wszystkie kontakty i moc pieniedzy. Wczoraj miala zrobiona
      tomografie i w poniedzialek idzie do szpitala. Podobno jest zle, jest to nie
      operacyjne i sa juz nacieki na kosci. Czeka ja chemia i naswietlania. Nie wiem
      jakie stadium, jaka grupa. Mam nadzieje dowiedziec sie cos wiecej w
      poniedzialek. Jakie ma szanse?

      Niestety nie jestem teraz z nia. Mieszkam za granica. Mama opiekuja sie brat,
      bratowa i tato. Stad szukam lekarzy, dzwonie, zalatwiam.

      Prosze powiedzcie do kogo pojsc w Poznaniu? Z reszta nie wazne gdzie. Pojedziemy
      gdzie trzeba bedzie byle miala jak najlepsza opieke i szanse na leczenie, a nie
      tylko paliatywne. Co robic? O co pytac lekarzy? Czego sie domagac?

      Jak czesto zdarzaja sie cuda? Tak sie boje. Czuje sie bezsilna.
      • 22.08.09, 15:31

        wejdz na forum dum spiro spero ,tam są wspaniali ludzie ,in situ i
        inni odpowiedzą Ci na każde pytanie ,fachowa pomoc i moc
        serdeczności
        wielki ukłon w Ich stronę ,pozdrawiam
        ps.to forum również wnosi wiele ,wspaniali
        pacjenci ,fachowcy :jendruch ,turpin do niedawna .)))
        • 23.08.09, 18:36
          TEraz pisze co dalej z moja sasiadeczka byłam z nia w bytomiu , niby pani doktor
          która ja przyjmowała nie widzi żadnych oznak zeby operacja odbyła sie na teraz
          zapisała moja sasiadke na 1 wrzesnia bóle sa takie same jak były nawet
          gorsze, bo doszły płytkie oddechy , insulina nie chce za bardzo działać bo jak
          moze z pustym żołądkiem, dalej odrzuca ja od jedzenia nawet pol kromki stanowi
          ogromny problem :( jedzenie tylko papkowate i to w ilosciach noworodkowych :(
          , jest blada nie ma sił. nawet w klinice w bytomiu osoby zwróciły na jej wyglad
          uwage chodz nigdy jej nie widziały.Myśle że cos jest nie tak tylko nie wiem co
          . mi to wygląda na niechcianego pacjenta :| :( bo to juz 3 podejscie.
          --
          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
          • 23.08.09, 22:14
            Co oni z nią wyprawiają!!!!!!!!
            Czy to tak trudno podjąc jakieś zdecydowane kroki, w końcu Edzia co jej jest?
            Jakąś diagnozę już postawili i nie mówię tu o cukrzycy.
            KOSZMAR!!!!
            • 24.08.09, 14:07
              Alu tylko to ze sa mieśniaki wielkosci i kształtem przypominające spore
              kalafiory. wiem że podchodzą juz pod piersi i można je wyczuć ręka + opadająca
              macica. nie moge równać jej objawów z objawami jakie miała moja mama ale moja
              mame też bolało wtedy dostała tramal bo w przychodni powiedzieli że ma zapalenie
              rwy kulszowej. kiedy poszła do gina ,(1 niczego nie zauważył złego) 2 sie za
              głowe chwycił i na cito do szpitala na operacje. od wizyty do operacji to 4
              dni w tym sobota i niedziela . A tu kobieta nie je( ma odruchy wymiotne),
              chudnie w oczach , co wizyta znajduja nowa chorobę!!!! i z jednego szpitala daja
              skierowania do drugiego!!!! ona juz w bólach które okresla jako porodowe
              promieniujace do krzyża chodzi 2 miesiace. To jest Koszmar Alu gdybyś ja
              widziała z niej jak to sie mówi było kawał baby a teraz szkoda gadac :(
              --
              Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
              kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
              • 24.08.09, 14:49
                Edzia400 wiem, ze to nie zabrzmi pocieszajaco. Dlaczego Twoja sasiadka nie
                pojdzie na wizyte prywatna do jednego z lekarzy? Na NFZ to raczej nie ma co
                liczyc, widzisz jak traktuja biedna kobiete.
                Rozumiem, ze sa to koszta i to spore. Tylko czy jest cos rowne wartosci zycia?
                • 26.08.09, 11:58
                  agaaska ona była prywatnie !!! Dlatego mnie to tak bulwersuje. Mało tego była
                  na konsultcji u 2 gina i powiedział że bytom jest nieunikniony i że na 1
                  wrzesnia termin jest i ni jak nie da sie go przesunąć bo są straszne kolejki i
                  tam musi być operowana a nie tu na miejscu bo oni maja tam odpowiednich lekarzy
                  i sprzet.:(J sie tylko modle żeby teg 1 szła pod noże i juz nie cierpiała.
                  --
                  Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                  kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
      • 24.08.09, 14:45
        Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
        ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzyła
        do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
        Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.
        • 24.08.09, 14:53
          nanga75 napisała:

          > Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
          > ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzył
          > a
          > do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
          > Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.


          Naga75, dziekuje za odpowiedz. Tak zrobilismy. W piatek brat spotkal sie z z-ca
          ordynatora i juz mama jest w szpitalu, ma robione wlasnie wszystkie badania.
          Nastawiamy sie na spore koszty, ale pieniadze sie nie licza, jesli jest
          cokolwiek co moze pomoc ja wyleczyc.

          A swoja droga to straszne, ze gdybysmy chcieli polegac na bezplatnej sluzbie
          zdrowia to tomografie moglaby miec najwczesniej zrobiona w Poznaniu w
          pazdzierniku ! A w szpitalu, kolo naszego miejsca zamieszkania w przyszlym roku !!!
          Na pytanie o badanie prywatne, termin znalazl sie na drugi dzien na 10 rano.
      • 24.08.09, 14:45
        Tara34 dzieki za linka. Juz sie tam zarejestrowalam, jak bede miec dostep do
        Mamy wynikow bede pytac.

        Czy ktos leczyl / leczy sie w Wielkopolskim Osrodku Onkologii? Trafila tam moja
        Mama. Szukam w necie opinii o lekarzach, samym osrodku i nic nie moge znalezc,
        ale nie oficjalnych stron. Troche mnie to dziwi.
      • 25.08.09, 22:15
        Kochana nie martw sie na zapas, ja przeżyłam to samo z moją mama, w
        lutym się dowiedzieliśmy że mama ma raka,szok....nie chciało się nam
        wiezyć.Musielismy się pozbierać wszyscy do kupy, a co jeszcze moja
        teściowa miała operacje 7 lat tem na raka szyjki macicy.. i teraz
        moja mama, z moja mama jest tak rak stopnia IVA,zaawansowany Bez
        operacyjny,leczenie paliatywne, miała 30-lamp,na które woziłam ją
        codziennie po 80km.Nic nie odczuwała po tych lampach znosiła je
        bardzo dobrze i pózniej brachyterapia,na początku sierpnia było USG
        brzucha i rezonans magnetyczny chcieli lekarze zobaczyć jak jest po
        tym leczeniu, bo dochodzoło to diabelstwo do kośći miednicy w trzon
        macicy i sklepienia pochwy.Uwiezcie mi jak szłam tydzień temu
        odebrać te wyniki to wszystko stało mi w gardle a serce biło mi jak
        oszalałe, i nastąpiło wejście do lekarza z tymi wynikami a lekarz
        proszę pani TO.... zgineło śmiercią tragiczną wszystko jest dobrze i
        było tak wrażliwe na to leczeniea- a jeszcze jest w opisie z
        rezonansu całkowita regresja i kości miednicy bez cech meta i USG
        brzucha też nic nie ma.Nie macie pojęcia jak wyszłam z mama z
        gabinetu lekarza to nie wiedziałam gdzie jestem, łzy płyneły mi jak
        grochy ze szczęścia.Ale wiara czyni cuda, mocno wierzyliśmy że się
        uda,codziennie się modliłam, a mama jest okazem zdrowia.Ja osobiście
        uznaje za dobra klinikę onkologiczną w Bydgoszczy,własnie tam
        jezdziłam z mamą, to spotykaliśmy ludzi z całej polski.Pamietajcie
        dziewczyny WIARA CZYNI CUDA.Trzeba wierzyć mocno i wszystkich
        pozdrawiam gorąco.
    • 24.08.09, 18:20
      Wita Was nowy człowiek na tym forum. Piszecie głównie o swoich
      bliskich. Ja postanowiłam napisać o swoim przypadku. Myślałam już,
      że będzie pięknie, ale od 2 dni mam doła.
      Raka szyjki macicy wykryto u mnie przypadkiem.
      Całe życie miałam spokój z tzw. babskimi sprawami. Kiedyś, dawno
      temu nadżerka - wypalona i spokój. Zdarzały się jakieś drobne
      infekcje, ale to chyba ze 2 razy. Cytologia - marzenie. Ostatnią
      zrobiłam w sierpniu ubr. - grupa "0". To co miałam od jakiego czasu,
      to mięśniaki macicy. Większe, mniejsze, kilka. Nic się nie działo z
      nimi złego, nie rosły, nie dawały objawów. Moja ginekolog miała je -
      jak to ujęła "pod kontrolą". We wrześniu zaczęłam krwawić nie wtedy
      kiedy trzeba. Wylądowałam w szpitalu na abrazji. Hispat - dobry. Po
      jakichś dwóch tygodniach znowu nietypowe krwawienie. Mojej lekarki
      nie było, trafiłam do kogoś innego. Zadecydowaliśmy, że może pora
      ptrzyszła na te mięśniaki. Operacja rutynowa i bez problemu.
      Przychodzi hispat - rak. Myślałam, że to niemożliwe, że pomyłka,
      przecież całe życie dbałam o profilaktykę.
      No cóż. Szybko trfaiłam do CO w Warszawie - radykalna radioterapia +
      chemia + brachyterapia. Leczenie zakończyłam 2 lutego. Do połowy
      sierpnia 3 wizyty kontrolne - wszystko ok. Ostatnio zrobiono USG
      jamy brzusznej i wzięto krew na SCC. USG - ideał. Markery - wynik
      prawidłowy. Kolejna kontrola w listopadzie. Lekarze zadowoleni, ja
      jeszcze bardziej.
      W pracy nadszedł czas badań profilaktycznych. W piątek zrobiłam rtg
      klatki piersiowej. I co? W płucach zmiany o charakterze meta. I jak
      to możliwe, że niby wszystko dobrze? Już cieszyłam się, że zmogłam
      intruza. Niestety. W środę idę do lekarza. Niech mi szczerze powie,
      ile mi jeszcze zostało. Kilka miesięcy? Ale raczej dwa? A może z pół
      roku? Tak czy inaczej, chyba musze uporządkować swoje sprawy.
      Przepraszam, ale musiałam wyrzucić to z siebie. W domu jeszcze nikt
      nic nie wie. Wszyscy są szczęśliwi, że to co złe minęło. Jak mam im
      powiedzieć, że nie będzie juz urlopu w Hiszpanii? Cholera, jakie to
      ciężkie. Nie wiem co mnie bardziej dołuje. To, że wyrok mam juz
      podpisany, czy to, że dla moich bliskich będzie to wiadomość
      najgorsza z najgorszych.
      • 24.08.09, 18:41
        Veeto1 proszę nie myśl jeszcze tak tragicznie, musisz koniecznie moim zdaniem
        zrobić prześwietlenie jeszcze raz, zdarzają się pomyłki , wiem bo koleżance z
        pracy pomylili wynik z biopsji piersi kazali się jej natychmiast zgłosić na
        operacje, ale ona przezorna udała się do innego ośrodka i zrobiła powtórne
        badania które były dobre, ale tego co przeżyła przez miesiąc to jej nikt nie zwróci.
        • 24.08.09, 19:05
          Niestety chyba nie ma pomyłki, bo technik który je robił miał nieco
          dziwny wyraz twarzy i pytał na co się leczę i czy przechodziłam
          ostatnio jakieś operacje.
          Tak czy inaczej w środę idę do lekarza. Zobaczymy, co dalej.
          • 24.08.09, 20:06
            Veeto,sama jestem chora na raka piersi i mimo, że rokowanie w moim
            przypadku jest całkim , całkiem (50% hm..)wiem jaką grozą wieje od
            słowa meta...Jestem głęboko poruszona tym, co piszesz i natychmiast
            włączył mi się tzw. Batman(czyli jak pomóc, co robić?) Nie będe tu
            propagować metod alternatywnych,bo sama jestem jak dziecko we
            mgle.Raz mnie fascynują grzyby(biorę je),zaraz potem terapia Gersona
            (rany, jaka trudna), teraz przeżywam zauroczenie rewelacjami dotycz.
            witaminy B17(pestki moreli).Te dwa ostatnie przykłady są stosowane w
            przypadkach niemal terminalnych,a zwieńczanych sukcesem. Jestem w
            trakcie chemii, potem radio...i już mam stracha co dalej? Może,
            kiedy lekarze rozłożą ręce,właśnie tak będę sobie pomagać? Nie myśl
            tak bardzo o porządkowaniu swoich spraw, tylko o ŻYCIU!Zdarzaja się
            w onkologii rzeczy niezwykłe, więc dlaczego nie Tobie? Trochę
            namąciłam, ale w jakieś takiej desperacji piszę...żeby szlag te
            nowotwory! Pozdrawiam, daj znak po tej środzie.
      • 24.08.09, 20:36
        ,,,rozumię cię,ja jestem w trakcie chemii przed operacją
        piersi.Robiłam scentografie kości, jakies znaczniki było widać ale
        rtg wykluczył meta,ulżyło mi (na jak długo ne wiem) Zrób dokładne
        badania, nie zwykłe zdjęcie.Sprawa druga, moja znajoma, już 3 rok
        ma przerzuty i ich leczy chemią doustną, narazie "stoją" w miejscu.
        Mojemu bratu, trochę lat temu,dawali maksimum pół (jelito)żył 5 lat
        Trzymaj się.
        • 25.08.09, 17:41
          Dzięki dziwczyny za słowa otuchy. Generalnie mam pozytywny stosunek
          do życia, czasem jednak dopada mnie chwila depresji.
          • 26.08.09, 12:25
            Veeto, rak szyjki rzadko daje odlegle przerzuty.
            Dlatego mimo wszystko poczekaj na dokladne zdiagnozowanie tego, co
            sie dzieje z Twoimi plucami. No i daj znac co powiedzial lekarz.



            --
            Forum
            dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
            Uszate serduszka czekaja
            • 26.08.09, 20:08
              Byłam dziś u lekarza. Obejrzał wszystko dokładnie, przypomniał sobie
              wszystko co było od poczatku. Jutro kazał mi przyjść do Centrum
              Onkologii. Jego zdaniem przerzuty w płucach uwidocznione na rtg nie
              są jakieś makabryczne, co starałam się mu wmówić. Najprawdopodobniej
              dostanę silną dawkę chemii. Jego zdaniem jeszcze za wcześnie na
              żegnanie sie z życiem. Zobaczymy więc co dalej. Będę pisać.
              Jestem tzw. pacjentką świadomą i lekarze już wiedzą, że jesli mam
              bvyć spokojna - muszę znac prawdę, nawet najgorszą. Wyczuwam
              ściemnianie. Aha!Odebrałam dziś wyniki krwi i moczu. Mocz jest ok.
              Krew ma kilka wartości poniżej normy, ale w zasadzie jeszcze prawie
              na granicy. Tylko OB do dupy - 80.
              No cóż zobaczymy co wymyślą mądrzejsi ode mnie.
              Rodzina nadal nic nie wie. Wiem już natomiast, że powiem im o tym w
              sobotę. Niech będą wszyscy i niech powiem to raz. Nie mam siły
              tłumaczyć tego każdemu z osobna. Dam oczywiście znać co mi
              powiedzieli w CO.
              • 31.08.09, 19:08
                Byłam w CO. Najprawdopodobniej są to jednak przerzuty. Zrobione mam
                wszystkie chyba mozliwe markery oprócz prostaty, dodatkowo
                mammografię. Jutro będę wiedziała jakie sa wyniki. Jutro mam też
                umówioną konsultację u specjalistów od płuc. Czeka mnie pewnie
                bronchoskopia - jeśli potwierdzi się, że to przerzuty, to od 9
                września zaczynam chemioterapię.
                • 31.08.09, 22:44
                  trzymam mocno kciuki żeby było jak najlepiej i dużo dużo sił Ściskam mocno
                  --
                  Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                  kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                  • 01.09.09, 16:00
                    Lekarz od płuc obejrzał rtg wywalił oczy i stwierdził, że to jakieś
                    dziwne jest. A co to jest to nie ma pojęcia. Może i przyerzutry,
                    tylko dlaczego tak błyskawicznie i dlaczego, skoro wszystkie markery
                    mam w normie. Mammografia też ok, w jednej piersi 1 maleńka zmiana
                    łagodna, na wszelki wypadek sprawdzę jeszcze w badaniu USG.
                    Po długier rozmowie ustaliliśmy, że 9 września idę na biopsję
                    cienkoigłową tych zmian. Zobaczymy co to za dziwoląg w płucach mi
                    się rozsiadł. A więc na razie chemia odwołałana. Na chwilę?
            • 22.10.09, 16:35
              do b_a_l_b_i_n_k_i(proszę Cię o odpowiedź, bo widzę, że najlepiej znasz się na
              tym trudnym temacie): własnie dowiedzielismy sie o chorobie mamy, w diagnozie
              pisze endomedrii C54 gII(tak odczytałam po lekarzu, nie wiem czy dobrze), czy
              wiesz co to znaczy?
              Operacje ma mieć za 2 mies., czy to nie za długo? Ja jestem w 9 miesiącu ciązy i
              mieszkam daleko 300 km od rodziców, musze lezec, nie wiem jak pomóc rodzicom,
              mamie, bo martwie sie o nia i o moje dzieciatko.Nie wiem wlasciwie nic o tej
              strasznej dla mnie chorobie czy sa szanse? Bede wdzieczna za jak najwieksza
              liczbę informacji i porad.
          • 26.09.09, 18:29
            Ech, miesiąc temu było wszystko inaczej. Teraz jestem tak słaba, że
            nie mam na nic siły. Poranny prysznic jest dla mnie wysiłkiem tak
            dużym, ze muszę odsiedzieć w łazience i "odsapać". Mam porobione już
            wszystkie badania łącznie z biopsją płuc, USG i biopsją mojego guzka
            w piersi (mam go od bardzo dawna). Cały czas wszyscy zastanawiali
            sie skąd te przerzuty, skoro wszystkie markery dobre. Stanęło
            ostatecznie na tym, że to przerzuty ze skutecznie leczonego raka
            szyjki macicy. 6 października mam iść na chemię do Centrum Onkologii
            na Ursynowie. Tylko, czy ja dotrwam? Niby badania mam nienajgorsze i
            nie ma przeciwwskazań do podania mi chemii, ale generalnie czuję sie
            do dupy. Mam wrażenie, że siada mi krążenie. Większy wysiłek (tj.
            np. wejście na piętro po przyjeździe od lekarza) kończy się
            dreszczami nie do opanowania, jest mi tak zimno, że mąż musi
            opatulić mnie ciepłym kocem i dać gorącej herbaty. Potem najczęściej
            zasypiam na pare minut i jest dobrze. Może to kwestia trochę zbyt
            niskiego sodu. Sama nie wiem. Ach i cos nowego się pojawił -
            zjedzenie czegoś kwaskowatego kończy się czasem wymiotami. Szkoda mi
            tego zwróconego jedzenia, bo nie mam apetytu i w sumie zmuszam się
            do jedzenia.
            Chciałabym żeby juz był ten 6.X. Wreszcie zaczęłoby się coś dziać.
    • 26.08.09, 10:25
      Dzien dobry.

      veeto1 wierze, ze bedzie dobrze i jeszcze wiele lat przed Toba. Nie trac nadziei.

      Dziewczyny powiedzcie co o tym myslec. Stan mamy jest bardzo zaawansowany, niby
      ostatnie juz stadium. Niestety nie mam wgladu w wyniki, wiem tyle co mi
      powiedza. Zdecydowano sie na leczenie agresywne. Mama jest poddawana
      radioterapii, ma miec 5 naswietlen najmocniejsza z mozliwych dawek i potem na
      miesiac do domu. Zadnej chemii, operacji.
      To sie kwalifikuje jako leczenie czy to raczej opieka paliatywna juz? Szukac
      innych lekarzy czy zaufac, ze wiedza co robia i o walcza o moja mame?
      • 26.08.09, 13:26
        Agaaska Twoją mamę leczą tak jak moją moja dostała 6 mocnych lamp na 3 tygodnie
        do domu i 31 sierpnia jedziamy z powrotem do Gliwic tylko bardzo się boje że ją
        nie przyjmą że odeślą ją do domu i każą przyjechac później.U mamy na wypisie z
        CO pisze "zastosowano leczenie paliatywne w celu zmniejszenia bólu i krwawień" i
        powiem Ci tak mama przez dwa tygodnie nie mogła dojśc do siebie ale przynajmniej
        już ją nie boli tak jak przed szpitalem(wtedy leki przeciwbólowe jadła garściami
        w tym momencie nie je nic) w sumie ma plaster przeciwbólowy który jej już
        zakładali w szpitalu przy silnych bólach ale wtedy nawet on nie pomagał
        dostawała ketanole w kroplówce, czopki przeciwbólowe, teraz już jej wrócił
        apetyt dużo je.
        Wiesz jak się dowiedziałam jak ją bedą leczyc to sie troche załamałam ale teraz
        jak widze że czuje się lepiej to może to było dobre.Mojej mamie nie mogli
        zastosowac leczenia radykalnego poniewaz ma rozpadajacego się guza.
        Tak wiec mysl pozytywnie że może w jej przypadku to lepsze leczenie wierze w
        tych lekarzy co lecza nasze mamy.


        Ala
        • 27.08.09, 21:24
          Kwiatku co się nic nie odyzwasz?
          Co tam u twojej mamy?
          My jedziemy 31 sierpnia coraz bliżej tego dnia a ja coraz bardziej się boje czy
          ją zostawią.
          Odezwij się bo tęsknimy.
          • 27.08.09, 22:17
            kochane dziewczyny przeczytajcie sobie jak pisałam co było z moją
            mamą dwa dni temu tj.25.08.Pozdrawiam
            • 28.08.09, 10:44
              Skotka przeczytalam i az mi ciarki przeszly. Ja tez wierze, tez sie modle i nie
              pozwole Mamie sie poddac. Planujemy wyjazd do Indii, bo takie jest jej marzenie
              i ja wiem, ze nic nas nie powstrzyma przed tymi wakacjami.

              Czy Twoja Mama miala chemie? Moja Mama ma teraz tylko 5 naswietlen, ale podobno
              najmocniejszych, potem miesiac przerwy i powrot na kolejne naswietlania mozliwe,
              ze dojdzie do tego chemia.
              • 28.08.09, 10:52
                Skotko, ta historia brzmi niewiarygodnie...ale trzymam się jej
                bardzo!To daje po prostu nadzieję.
                • 29.08.09, 16:33
                  Dziewczyny teraz jest tyle zamieszania na wątku raka piersi że boję się że nikt
                  mi nic nie napisze a chciałabym bardzo wiedziec
                  Mojej mamie spuchły nogi od stóp do kolan ale to bardzo i jeszcze m takie
                  białawe wypryski na nich od czego to może byc bo w czwartek lekarz rodzinny jej
                  powiedział że to od kroplówek( brała kroplówki na wzmocnienie bo nic nie jadła)
                  i to powinno ustępowac a to jest wieksze
                  Jak myślicie od czego to możę być?

                  Kwiatku co nic nie piszesz odezwij się,czekam na wiadomości od ciebie.
                  • 29.08.09, 21:53
                    Alu mojej mamie nie puchły nogi wiec nie wiem, troche szukałam na necie i
                    wyczytałam że zimne oklady , ja poszłabym do lekarza ale nie rodzinnego
                    tylko do prowadzącego woja mame onkologa . (moja mame leczyli na rwe lulszową a
                    to pękł miesniak ( pare dni wstecz było usg i czyszczenie w szpitalu i tam jej
                    własnie narobili wiecej szkody niz pozytku )i przypomniało mi sie , jak moja
                    mama miała 1 chemie to dostała jakiegos dziwnego paraliżu lewej reki i szyi nie
                    mogła głowa obracać na boki ,a ręke tylko do poziomu pasa lekarz rodzinny
                    powiedział ze sa to skutki uboczne chemi, a lekarz onkolog u którego byliśmy
                    dał nam skierowanie to reumatologa . 7 dni smarowania mascia i jak reką
                    odjął.Tylko nie wiem gdzie wy musiałbyście isc chyba do chirurga naczyniowego
                    <mysli>
                    --
                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                  • 29.08.09, 21:56
                    Alu a kwiatek chyba zrobiła sobie urlopek tak mi sie przypomniało że do Ustronia
                    miała jechac. Ciekwe czy do tego blisko mnie <mysli>
                    --
                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                    • 29.08.09, 22:00
                      A z skąd jesteś bo ja mieszkam blisko Żywca?
                      to Ustron jest blisko mnie.
                      • 31.08.09, 07:33
                        czesc dziewczyny, stasznie mi ciezko pisac, a juz myslamam, ze bedem
                        iala was czym podladowac... z wakacji nici, bo mama czuje sie po
                        prostu fatalnie. w dodatku nikt nie wie o co chodzi. od ostantiej
                        chemii ma straszne skoki cicsnienia, bardzo podniesiony puls i
                        oslabienie nie do opanowania. bylam w odmu przez tydzien, mielismy
                        pojechac w gory do ustronia wlasnie, ale nie bylo sensu forsowac
                        mame. byla u kardiologa - serce w porzadku, tlyko on ja zapytal czy
                        nie ma przerzutow do mozgu.to mamie nie pomoglo, ale lekarz
                        generlanei w porzadku, bedzie wspieral mame jak moze.dzis powinna
                        sie zglosic do niego na oddzial do szpitala. w czwartek ma wziac
                        kolejna chemie, ale przy jej obecnym stanie to pewnie nie wchodzi w
                        gre. pierwszy raz od poczaktu choroby czuje, ze mama sie nam wymyka,
                        nie chce, ale jej sily sa takie watle... musiala ich wszystkich
                        zostawic i wrocic do pracy- siostra i tato daja jeszcze jakos rade,
                        ale tez sa oboje strzepkami nerwow. czekam co bedzie do czwartku i
                        jestem przygotowana na wyjazd w kazdej chwili. wciaz sie modle, ale
                        jakos brak mi sil, moze Bog sobie nas odpuscil? przepraszma, ze tak
                        smutno, na pewno uda nam sie jakos wykaraskac z tego kryzysu, ale
                        tak boli serce, gdy mama na do widzenia ci mowi slabym glosikiem ,ze
                        nie wie czy sie jeszcze zobyczymy. nie mialam serca ja opierniczyc
                        solidnie. sledze wasze watki, trzymam kciuki za nas wszystkie. w
                        dodatku nei bylo mnie przez tydzien, a tu duzo nowych. boje sie, ze
                        sama trace ten swoj wczesniejszy optyizm, ktorym tka chiclam zarazic
                        ale. sciskam was wszystkie!
                        • 31.08.09, 18:24
                          Kwiatku tak teraz cie czytam i wiesz prypomniało mi sie ze ma poczatku walki
                          mamy z tym wrednym gów ...::P mama miała takie same stany jak twoja w tyg
                          była nawet ze 3 razy u nas karetka nawet miała robione Ekg bo mysleli że zawał.
                          a to była taka silna nerwica !!! a wyglądało to tak jak zawał nawet oddychało
                          sie mamie Źle i moja siostra nieraz dzwoniła do mnie do pracy co ma robić. w
                          szpitalu przepisali jej leki uspokajajace i na spanie pomogło potem powoli
                          wycofywałam je żeby mama do nich nie przywykła . Zreszta było 8 miesiecy spokoju
                          wiec i leki nie były potrzebne. Spróbujcie jesli mama ma siły pojechać do
                          neurologa , (mama również miała umówioną wizyte u kardiologa ale kolejka byla
                          ze ho ho ) .Kwiatku nie waż mi sie załamywać powiedz mi jeszcze jak badania
                          wyszły i czy miała juz badania?? po chemii niech pije duzo wody niegazowanej i
                          bułki pokrojone na plasterki jak chleb mniej po nich muli a i nie zmuszajcie
                          mamy do jedzenia jesli je mało a bardzo czesto to lepiej niz raz w ciagu dnia i
                          duzo :) może kwiatku wprowdzcie nutri drinki wiem że sa tez nutri jogurty
                          www.zdrowie.med.pl/niedozywienie/n_3.html tu jest strona Megance
                          sprawia że dostaje sie apetyt ale co z tego jesli osoba po chemi wymiotuje lub
                          mało je NUTRIDRINK przeznaczony do leczenia dietetycznego niedożywienia,
                          spowodowanego chorobą.

                          Alu ja jestem z Rybnika :)
                          --
                          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                          • 01.09.09, 07:04
                            edziu, wczoraj wlasnie starlama sie przekonac mame, ze to nerwica,
                            dokladnie jak piszesz. wystukalam w google objawy mamy i pierwsze
                            linki byly do stron z nerwicami: lekowymi, serca, etc. mama byla u
                            kargio, ekg czysciutkie, lekarz mowi, ze to nie serce, dal mamie
                            jakies na onbnizenie pracy serca, bo puls jest szalony. mama powoli
                            daje sie przekonac do brania czegos uspokajajacego. co do jedzenia -
                            na nutridrinki nie da jej sie namowic za nic, bo "to sztuczne, rak
                            tez lubi mikroelementy iwitaminy, lepiej rosol, itd.". wczoraj
                            rozmawialam z nia przez telefon - nawet blyo lepiej, glos silneijszy
                            i wiecej motywacji, ale chemia sie zbliza, w czwartek do gliwic,
                            boimy sie wszyscy, jak mama ja przejdzie. gdyby tlkyo lekarze z
                            oddzialu mogli jej dac cos na uspokojenie przed chemia to by bylo
                            naprawde dobrze.moze moj tata albo siostra beda potrafili cos
                            zalatwic. jest jeszcze jeden problem-mama boi sie powiedziec
                            lekarzom jak naprawde sie czuje i w efekcie ona jest slabiutka, a
                            lekarze mowia, ze dobrze znosi terapiel. czasem mam ochote przelozyc
                            matule przez kolano! troche jestem optymistyczniejsza niz
                            wczoraj ,ale i tak siedze jak na szpilkach. bede dzwonic do domu w
                            poludnie, powiem jej o nerwicy u twojej mamy, moze czyis inny
                            przeklad ja przekona. dzieki edziu za wsparcie.
                            • 01.09.09, 16:06
                              Mama musi mówić prawdę lekarzom o tym, jak się czuje. To nie jest
                              choroba, przy której można strugać bohatera. SKoro mama sama tego
                              nie mówi - uświadom lekarzy Ty. A co do leków na uspokojenie, to sa
                              one wyjątkowo niechętnie dawane ze względu na to, że są wysoce
                              uzależniające. Skoro jednak jest tak jak piszesz, to może uda Ci się
                              namówić pielegniary na coś, czym one same mogą zadysponować.
                              • 01.09.09, 18:18
                                Kwiatku a może melise?? veeto1 napisała dobrze że ktoś musi powiedzieć prawde
                                lekarzom jak mama naprawde to znosi . Jej stany mogą być własnie spowodowane
                                obawą powiedzenia prawdy o swoim samopoczuciu ( zapewno mysli ze jak powie to
                                np zaprzestana jej leczenia lub powiedza ze przez te objawy jest gorzej albo ja
                                zostawia na obserwacji w szpitalu ) dusi wszystko w sobie ale ile może organiżm
                                przy takim napieciu stresowym wytrzymać jeszcze naprawde , serce jej zacznie
                                szaleć i wtedy bedzie problem.

                                Ja wróciłam z Bytomia z kwitkiem w ręku nastepna wizyta 14 !!!!! Sąsiadka juz
                                ma wszystkiego dosyc mogli przeciez zadzwonić ze nie maja wolnych łożek a nie
                                tyle km z nią jeździć jak ona nie potrafi 5 metrów przejsc !!!! Makabra ale
                                jak to mówią do 3 razy sztuka

                                veeto1 to naprawde dziwne jesli markery sa w normie :| może to jakiś niegrozny
                                guzek <mysli> bądzmy dobrej mysli

                                --
                                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                • 02.09.09, 18:13
                                  ANo niestety, terminy sa jakie są, a nam - wiadomo - spieswzy się, w
                                  końcu każdy dzień jest ważny. Też chciałabym juz wiedzieć co to za
                                  cholera. Boję się trochę tej biopsji, choć podobno to nie jest
                                  bolesne. I boję się wyniku. Nienawidzę czekać. WOlę najgorszą prawdę
                                  niż czekanie.
                                  A melisę możesz dawać mamie bez pytania kogokolwiek. Tylko, czy tak
                                  delikatny środek będzie wystarczający?
                                  • 06.09.09, 13:39
                                    moją mamę 31 sierpnia nie przyjeli do Gliwic ponieważ ma bardzo silną anemie i
                                    musi porobic badania, ale Pani ordynator z oddziału po badaniu stwierdziła że
                                    guz sie zmniejszył i niby nacieki tez.Stwierdziła że guz jest wielkości ok 3-4
                                    cm i moje pytanie w związku z tym: Jeżeli zmniejszył się guz i nacieki czy nie
                                    jest to szansa na operacje?
                                    czy poprostu to tylko takie gadanie?
                                    • 11.09.09, 12:59
                                      od dawna zadnych wiesci ale mam nadzieje, ze ich brak znaczy tlkyo,
                                      ze sa same pozytywne nowiny. u nas do przodu, choc nie jest latwo.
                                      po kryzysie, jaki mama miala z powodu bardzo niskiego potasu (utrata
                                      wzroku i czucia w rekach, silne wymioty i generalnie symptomy
                                      przypominajace zapsc) i tygodnia w szpitalu (mimo, ze pani z
                                      pogotowia nie chiala mamy zabrac umywajac rece tlumaczeniem, ze to
                                      chemia, bo panstwo powinni wiedziec, ze chemia to powazna sprawa -
                                      udusic babe za takie komentarze!) z tego powodu matula niep ojechala
                                      na chemie w ubiegly czwartke. teraz jest juz w domciu, cudnie sie z
                                      nia znow rozmawia przez telefon, ale jest tez w stresie w zwiazku z
                                      terapia - ma zadzownic do gliwic i znow iseu mowiac na termin.
                                      poradzilam jej poczekac do poniedzialku, niech njapierw sie sama
                                      siebie przekona, co do koniecznosci chemii i ma jeszcze jeden
                                      weekend w miare od raka. moze powinnam ja namawiac by dzownila juz i
                                      teraz, ale mam wrazenie, ze ten ostatni kryzys to byl rowniez na tle
                                      nerwowym. mama mimo wszystko nie chce isc do psychiatry i brak cos
                                      na uspokojenie, szkoda. alu, co do anemii, kurcze a megace wam nie
                                      pomage? matula do czwartej chemii wlacznie miala morfologie "w
                                      miare". napisz jak mama teraz sie czuje. edzia, a sasiadka?
                                      • 11.09.09, 21:02
                                        Kwiatku kochany mama ma duży apetyt (nareszcie)ale wiesz jak to z anemią musi
                                        trochę czasu minąć żeby to się wszystko chodz w małym stopniu zregenerowało a co
                                        do tego że ją nie zostawili w klinice to myśle że było to dobrym posunięciem bo
                                        jeżeli ona po 6 lampach miała takie skutki uboczne to nie mogę sobie wobraźic
                                        jak by to wyglądało po kolejnych lampach a tak troche może przytyje i się
                                        zregeneruje i może wtedy jak bedzie śilniejsza.
                                        jaka to jest straszna choroba!!!!!
                                        • 13.09.09, 16:59
                                          kwiatku mam nadzieje ze mama spokojniejsza i ze nad nerwami twojej mamusi da sie
                                          jakos zapanowac
                                          Ja jutro jade znów do bytomia mam nadzieje ze juz ostatni raz i ze juz jutro
                                          ja zostawia i zooperuja powiem wam ze to prawda ze człowiek sie przyzwyczaja do
                                          bólu sasiadka troche mniej cierpi bo sie juz do bolu przyzwyczaiła :( a to zle.
                                          Ja ostatnio sie zle czuje mam mdłosci itp :P we wtorek mam wizyte u gina by
                                          potwierdzic moj stan :) a jutro odbieram wyniki z bety :)
                                          Wiem ze to zasługa mojej mamusi w niebie :) Kocham cie Mamo[*]
                                          Kwiatku i Alu a próbowaliscie tabletek z buraka i żurawiny ?? mojej mamie
                                          pomagały (mama nienawidziła soku buraczanego )
                                          Wierze ze znieczulica na izbach przyjec jest wielka kazda zwala na działania
                                          uboczne chemioterapi albo czy pani zdaje sobie sprawe na co choruje Mama
                                          !!!!!!!!! raz jak z mama byłam na ostym dyżurze zobiłam awanture i
                                          powiedziałam Pani pielegniarce ze ona ma wyższe wykształcenie i biały kitel a ja
                                          wiem wiecej o tej chorobie niż ona Sama, i gdybym nie uważała ze to konieczne to
                                          by mnie to nie było , nie jestem smarkulą i panikara no i tam pare innych słow
                                          :) wiecie wtedy zrobiło mi sie lżej na sercu cała moja złosc poszła w te
                                          pielegniarke :)kobieta tylko poczerwieniała i na podskokach zawołała lekarza
                                          który mame zaraz na oddział zabrał i potem okazało sie ze ja miałam racje i ze
                                          działo sie cos niedobrego !! (powiem wam ze po mojej mamie nie było widac ze
                                          choruje na nowotwór dopiero 3 tyg przed smiercia sie zmieniła )
                                          Mam nadzieje ze twoja mamcia i ali pokonaja te wredne choróbsko i nakopia mu do
                                          zadka :) trzymam mocno kciuki
                                          Alu i kwiatku zapyajcie onkologów prowadzących co polecaja do poprawy wyników
                                          może zasugeruja cos co pomoże pozdrawiam bardzo serdecznie
                                          --
                                          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                          • 22.09.09, 18:37
                                            Kwiatku co tam u Was słychać?
                                            Jak się mamusia czuje?
                                            A u Twojej sąsiadki Edzia co tam?
                                            • 23.09.09, 06:50
                                              no u nas chyba dobrze nie jest. mama byla w ubiegla srode w klinice -
                                              wszystko niby ok, rentgen, USG, lekarka jeszcze cos tam przebadala
                                              i oswiadczyla, ze choroba w pieknym regresie. niestety, mama ma
                                              anemie i w zwiazku z tym nie moze kontynuowac chemii. pani doktor
                                              sie zdziwila, kiedy mama powiedziala, ze ma dostac jeszcze dwie
                                              chemie (w cyklu 6), bo niby nie ma jakichs schematow, ze akurat 6 i
                                              ze pewnie zamiast chemii bedie brachyterapia. ale to dopiero na
                                              14.10. na 2.10 ma TK w gliwicach. ale to jeszcze nic, bo mama
                                              powiedziala sobie, ze anemie trzeba zwalczyc, bierze lekarstwa, pije
                                              soki buraczane i ma apetyt. niestety od kilku dni wrocily bole
                                              plecow, ktore minely po drugiej chemii. trudno wyrokowac skad te
                                              bole, ale mama mowi, ze to takie jak poprzednio, ze rak wraca.
                                              straszna zalamka u wszystkich, choc powtarzamy sobie, ze to jeszcze
                                              niewiadomo. mama sie trzyma wersji o przerwanej chemii, ze to
                                              niestety bylo ze wczesnie i rak wrocil. na razie musi jednak po
                                              pierwsze zwalczyc anemie, w przyszlym tygodniu tk, zobyczymy co
                                              bedzie dalej. strasznie jednak ciezko jest walczyc z przeciwnikiem,
                                              na ktorego ma sie jedynie "pozytywne" myslenie. mam nadzieje, ze u
                                              was lepiej,ze anemia u mamy ali przeszla, ze sasidka edzi ma sie
                                              coraz lepiej, i ze edzia potwierdzila swoj blogoslawiony stan.
                                              czekam na dobre wiesci...
                                              • 23.09.09, 20:36
                                                Przepraszam że się wtrące, ale czy nie można podać krwi kiedy jest anemia? Moja
                                                mama miała dwa razy przed chemią podawaną krew ponieważ nie była w zbyt dobrej
                                                formie gdy zaczynano leczenie, tak sobie pytam? Może to by pomogło?
                                                Trzymam kciuki, i cały czas śledzę ten Wasz, mój wątek. Pozdrawiam.
                                                • 24.09.09, 06:52
                                                  rozmawialam o tym z mama, probleme w tym, ze jak miala juz rozmawiac
                                                  z lekarzem o transfuzji to sie rozmyslila, bo nie ma szczepien na
                                                  zoltaczke. generlanie mama nie pozwala nam rozmawiac z lekarzami, a
                                                  samych lekarzy oklamuje. szkoda tlkyo, ze lekarz, ktory sam obiecal
                                                  podac krew, w sumie sie rozmyslil, choc widzial wyniki mamy. no i
                                                  jeszcze jedno - nawet jak chcielibysmy naciskac na lekarzy, to oni i
                                                  tak po pierwsze sugeruja sie opinia mamy, a na nas to nawet nie
                                                  spojrza, strasznie mnie to wkurza, bo wiem, ze mama nie jest z nimi
                                                  szczera.
                                                  • 24.09.09, 13:45
                                                    Kwiatku a jaki ma mama wynik?
                                                    Bo mojej mamie rodzinny powiedział że do transfuzji to by sie kwalifikowała
                                                    gdyby hemoglobiny miała 5.
                                                    W Gliwicach jej powiedzieli że ma w rejonie przetoczyć krew a miała 8 tak że
                                                    lekarz rodzinny przepisał jej żelazo i kwas foliowy i w ciągu tygodnia
                                                    podskoczyło na ponad 9 a ma być minimum 12, wiesz też bardzo sie boje bo za dwa
                                                    tygodnie jedzie na kolejne przyjęcie i ze znowu mogą ją nie przyjąc przez ta
                                                    anemie ale teraz mam nadzieje że już zostanie.Kwiatku ja też ostatnio byłam sama
                                                    w rejonie u pani doktor bo mama stwierdziła że nie idzie olewa to ale to było
                                                    tylko pare dni a później już wszystko wróciło do normy.Też się bardzo boje ale u
                                                    nas w domu generalnie nie przewija się temat raka wszyscy zdajemy sobie sprawe z
                                                    mamy choroby(ona sama też) ale nie gadamy na ten temat tylko takie podstawowe
                                                    rzeczy jak wyniki, lekarz kiedy do gliwic i tyle.
                                                  • 25.09.09, 23:31
                                                    kochane juz to robie jestem w 7 tyg i 3 dniu ciazy moja fasoleczka ma 12 mm :)
                                                    termin na 11.05.2010 dzis widziałam jak bije serduszko piekny widok :)

                                                    kwiatku moja mama tez miała bole dostała przekaz do reumatologa moze wy tez
                                                    spróbujecie dostaniecie masci które troche pomoga przynajmniej mojej mamie
                                                    pomogły ( dlaczego twojej miały by nie pomóc ) chemie i naswietlania niszcza
                                                    szpik a w szpiku wiecie co cała odpornosc na infekcje itp i jak wiecie chemia
                                                    dociera do kazdego milimetra ciała do kosci również wiec jak maja nie boleć :(
                                                    a z sasiadka powiem wam tak ja sie poddałam i sie juz nie wtracam operacja
                                                    zaplanowana na 26 Pazdziernika tu u nas w szpitalu rejonowym (masakra)
                                                    sasiadka jak sie meczyła tak sie meczy o innym lekarzu niz ten który ja prowadzi
                                                    nie chce słyszec wiec ja sie poddałam w bytomiu kazali nam błagac lekarza o
                                                    przyjecie !!!!!!!!!!

                                                    Mam nadzieje ze obie poradzicie sobie z anemiami u swoim mam mamus moja łykała
                                                    jeszcze esetiale forte ten od watroby bo chemie dały jej niezle w kosc
                                                    Trzymajcie seie cieplutko i mam nadzieje ze nastepne posty beda juz tylko
                                                    optymistyzne
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 26.09.09, 09:29
                                                    Aaaaaa to Edzia gratulacje, wiem jaka to radość dowiedzieć się o dzieciątku tak
                                                    że ciesz się kochana.
                                                    Dzieci to najlepsze lekarstwo na wszystkie smutki i troski.
                                                  • 28.09.09, 07:23
                                                    moje grtulacje Edziu!!!!! niech zdrowo rosnie Fasolka tudziez
                                                    Groszek!
                                                    a u nas - mama czeka na tK w piatek, bole sa znosne na razie, ale
                                                    probleme w tym, ze matula jest przekonana o powrocie potwora.
                                                    wszyscy eie boimy wynikow, ale jakos nie dopuszczam mysli ,ze to
                                                    choroba w nawrocie -tyle innych wytlumaczen jest mozliwych. no i
                                                    mama smaruje sie jakimis specyfikami, bo w zasadzie przed diagnoza
                                                    rsm byla leczona na korzonki. co do transfuzji - mama bedzie
                                                    rozmawiac z lekarzem jutro, poki co bierze zelazo i kwas foliowy,
                                                    pije soki z burakow i innych warzyw swiezo przyzadzony w domciu.
                                                    czekam na sygnal by pojechac na kilka dni do rodzicow. no i musi byc
                                                    dobrze, dlaczego mialo by znow byc zle Boze?
                                                  • 05.10.09, 14:16
                                                    Pomóżcie zinterpretowac wyniki:
                                                    1 czerwca było tak:
                                                    W rzucie szyjki macicy widoczna jest owalna zmiana guzowata wielkości ok. 68 mm,
                                                    ulegająca niejednorodnemu wzmocnieniu kontrastowemu.
                                                    Cechy naciekania tkanki tłuszczowej przymacicza po stronie prawej, zajęte wydaje
                                                    się być także sklepienie pochwy.
                                                    Nie można wykluczyć odcinkowego naciekania końcowego fragmentu esicy, natomiast
                                                    pęcherz moczowy wydaje się być jedynie modelowany. Sugestia naciekania prawego
                                                    moczowodu, z jego dyskretnym poszerzeniem,
                                                    W rzucie przydatków zmian nie uwidoczniono.
                                                    Powiększone obustronnie pojedyncze węzły chłonne biodrowe, szerokości 13-14 mm,
                                                    ulegające wzmocnieniu kontrastowemu.
                                                    W prawym płacie watroby torbiel wielkości 14 mm. poza tvm watroha hP~ ~mian
                                                    Śledziona, trzustka, obie nerki, duże naczynia krwiono "sne w TK bez uchwytnych
                                                    zmian~tologicznych.



                                                    a 1 Października jest tak:
                                                    Macica nieregularnie powiększona o zatartych obrysach, z obszarem hypodensyjnym
                                                    w centrum o śred. ok. 45 mm odpowiadający zdiagnozowanemu naciekowi. Macica nie
                                                    nacieka pęcherza moczowego, natomiast nacieka prawy moczowód w końcowym odcinku
                                                    — cechy zastoju II stopnia w nerce prawej. Mocno zatarta tkanka tłuszczowa wokół
                                                    macicy. Esica wydaje się nie łączyć z macicą, natomiast w jej obrębie widoczne
                                                    nieregularne pogrubienie ścian na długim odcinku maksymalnie do 15 mm — obraz
                                                    sugeruje raczej zmiany zapalne, jak w przypadku zapalenia uchyłków.
                                                    W przestrzeni zaotrzewnowej wzdłuż aorty, z przewagą strony lewej oraz wzdłuż
                                                    lewej tętnicy biodrowej widoczne węzły chłonne — największy o wym. 18x8 mm,
                                                    ponadto dość liczne o śred. do 12 mm. W obrębie wątroby w segmencie VI
                                                    podtorebkowo widoczny obszar hypodensyjny we wszystkich sekwencjach o śred. 15
                                                    mm, odpowiadający najpewniej nieco nieregularnej torbieli. Poza tym wątroba
                                                    jednorodna nieco powiększona. Żyła wrotna o śred. 13 mm.
                                                    Śledziona jednorodna bez zmian patologicznych.
                                                    Trzustka prawidłowa w badaniu TK.
                                                    Oba nadnercza prawidłowe.
                                                    W nerkach (poza zastojem w nerce prawej) zmian ogniskowych nie stwierdzono.
                                                    Struktury kostne w zbadanym zakresie i uwidoczniona tkanka płucna bez zmian
                                                    patologicznych w TK


                                                    Jest lepiej czy gorzej bo mi sie wydaje że to drugie?
                                                  • 05.10.09, 17:03
                                                    moze alu napiszesz w watku glownym do jedrucha - to lekarz, ktory
                                                    sie specjalizuje w diagnozach onkologicznych, moze on pomoze. my
                                                    czekamy na wyniki TK, beda 14go pazdziernika. mama wierzy coraz
                                                    mniej w dobre zakonczenie swojego lecznie....pozdrawiam
                                                  • 05.10.09, 17:25
                                                    Ja też coraz mniej wierze w dobre zakończenie a mamie narazie mydlimy oczy że
                                                    nie jest tak źle zresztą sama do końca nie wiem jak jest:(((
                                                  • 07.10.09, 17:00
                                                    moją mamę dziś przyjęli do Gliwic niby choroba ustępuje nie wiem czy to prawda
                                                    zyjemy nadzieją
                                                  • 08.10.09, 06:36
                                                    alu, to dobra wiadomosc i choc lepiej pozostac na strazy to jednak
                                                    dobre wiesci wzmacniaja i dodaja otuchy i sily naszym mamom. my
                                                    czekamy na wyniki - mama ma wizyte w gliwicach 14-go, a poki co jest
                                                    w domu - sprzata, gotuje, chodzi na drobne zakupy. generlanie czuje
                                                    sie nienajgorzej, choc zalezy od dnia. najbardziej niepokoi ja
                                                    dretwienie nog i nie wie czy to ksutek przysjmowania zelaza czy moze
                                                    raka. wiadomo, ze mama zwala wszystko na postepujaca chorobe, choc
                                                    krzycze na nia by nie prorokowala, bo to tlyko ja przaygnebia, a po
                                                    wyniki i tak trzeba jechac do lekarza. poki co niech probuje wrocic
                                                    do formy. alu, wszystkiego naj pozdrawiam
                                                  • 15.10.09, 07:09
                                                    a u nas? matula miala TK w ubieglym tygodniu a wczoraj wizyte w
                                                    Gliwicach. lekarz powiedzial, ze wyniki krwi sa dobre, ze TK
                                                    wskazuje na wyrazny regres choroby i ze nastpena wizyta ma byc na 23
                                                    grudnia, a do tego czasu.... nic. mialy byc brachy w najgorszym
                                                    przypadku, a tu lekarz mowi, ze pierwsze lampy jeszcze dzialaja i ze
                                                    nic nie trzeba do stycznia robic, bo chemie mama przerwala i teraz
                                                    nie ma sensu na jej wznowe. strasznie mnie wkurzylo, ze mama "
                                                    przerwala chemie" - mieli jej zrobic transfuzje krwi, jak innym
                                                    pacjentom, ale nawet o tym nie wspomnieli, a teraz to mamy wina, ze
                                                    miala fatalna krew. no tak, pewnie mama miala dac im w lape, to moze
                                                    by cos sie znalazlo, ale mama byla tak w szoku, ze odtajala dopiero
                                                    w domu. bedzie sie starac dostac na rozmowe prywatnie do pani
                                                    ordynator. niestety moje wrazeie, ze gliwice maja glowe w chmurze,
                                                    bo sa swietnie wiekwipowani i maja mase pacjentow sie potwierdza.
                                                    zreszta lekarz, ktory mame przyjal to starszy facet z posunieta
                                                    skleroza - prowadzil amme wczesniej, zapomnial na przyklad zapisac
                                                    wizity na lapmy albo chemie, zapomnial. jak taka osoba moze pracowac
                                                    w szpitalu? moj Boze, krew mi sie burzy, ale pewnie tych d...ow nie
                                                    przeskoczymy. a czas, ten cholerny czas plynie....
                                                  • 15.10.09, 15:45
                                                    Kwiatku kochany u nas to samo,mamę przyjeli tylko dlatego że się uparła że
                                                    zastępczyni ordynatorki w sierpniu jej powiedziała że jak przyjedzie w
                                                    październiku to napewno zostanie.Lekarz który ją wtedy przyjmował w gabinecie
                                                    chciał mame wysłac do domu ale mama się uparła i koniec,"to w takim wypadku
                                                    prosze sobie czekac na Panią doktor ona zdecyduje" tak jej powiedział.A tak
                                                    ogólnie w Gliwicach to teraz chyba nie zadobrze się dzieje mama leżała od piątku
                                                    sama na sali dopiero dziś dostała jakąś panią i wogóle podobno od pierwszego
                                                    listopada zamykają oddział B do końca roku.Zmniejszyli ilość lamp i chemii.Mama
                                                    na początku miała dostac znowu sześć lamp ale to by oznaczało że bedzie znowu
                                                    leżeć przez weekend i dostała pięć i w piątek do domu.W tym roku już jej nie bęą
                                                    leczyć tylko na kontrole i może w przyszłym.
                                                    Nie chce mi się wogóle o tym myśleć syf wszędzie i znieczulica!!!!
                                                  • 15.10.09, 19:10
                                                    Dziewczyny powiem wam ze to nic nowego nie tylko gliwice sa opierzałe sasiadka
                                                    nie bedzie miała w ytomiu operacji tylko tu u nas na miejscu i to dopiero 26
                                                    chyba pazdziernika a czeka od poczatku wakacji i gdzie w tym sens przeciez juz
                                                    dawno mogło sie tam rozwiznąc cos paskudnego !!!!, a jak sobie tak przypominam
                                                    to tam gdzie mama leżała czyli w rybniku tez pod koniec roku były cyrki z
                                                    chemią itp mama sama miała przesunieta o 2 tyg bo nie mieli tego składnika który
                                                    potrzebowała mama na tk to było wiadomo ze sie poczeka i ze wyniku nie bedzie w
                                                    terminie nie wiem czym to jest spowodowane ale nie tylko gliwice tak maja a tu
                                                    przecież najbardziej liczy sie czas > mam nadzieje ze to nie pogorszy stanu
                                                    zdrowia waszych mam życze im dużo zdrówka tymbardziej teraz jak taka pogoda no
                                                    i oczywiscie wam duzo wiary i sił :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 17.10.09, 20:26
                                                    Veeto1...6-stego października miałaś zacząć chemię. Co u Ciebie?
                                                  • 30.10.09, 21:12
                                                    Dziewczyny boje się.Nikt nie jest w stanie mi powiedziec czy z mamą jest lepiej
                                                    czy gorzej.A mama jakby się gorzej czuła zwala to na skutki po
                                                    naświetlaniach.Ostatnio często musi chodzic sikać nie wiem czy to mogą być
                                                    nacieki na pęcherz któy jak wychodziła ze szpitala to niby miała ok.Nie wiem co
                                                    myśleć,widze że mama ma chwile załamania jak się zapomni to płacze że umrze nie
                                                    mogę jej pocieszac bo sama sie tego boje.
                                                    Kwiatku co tam u was?
                                                  • 30.10.09, 22:55
                                                    alu jesli wyniki sa dobre nie zadreczajcie sie jesli widzisz zmiany które cie
                                                    niepokoja mozecie isc przeciez do lekarza takie stany u twojej mamy to normalne
                                                    w koncu to nie grypa gdy jeden dzien czuje sie gorzej zaraz ma takie mysli ze
                                                    juz umrze po drugie pogoda jest do kitu jesien ogólnie wpedza w stany
                                                    depresyjne moja matus nie miała naswietlan ale słyszałam i czytałam ze naprawde
                                                    człowiek po naswieltlaniach sie zle czuje
                                                    Alu jesli naprawde cos cie niepokoi to lepiej odwiedzic lekarza

                                                    u mnie srednio ostatnio pokochałam wc :) malenstwo daje mi popalić oj to bedzie
                                                    łobuziak albo łobuziara
                                                    co do mojej sasiadki to nie mam dobrych wiesci cukier jej skacze jak szalony do
                                                    tego okazało sie ze pod tymi miesniakami znalezli na jajniku jakis guz
                                                    powiedzieli jej wprost ze nie wiedza czy ja zooperuja bo jst dla nich klopotliwa
                                                    pacjetka i nie wiadomo czy jej nie otworza i spowrotem nie zamkną te miesniaki
                                                    sa poprostu za duze i jest ich za duzo bo az 7 strasznie wielkich do tego teraz
                                                    ten znaleziony guz znów wysłali ja do domu bez szans na cookolwiek

                                                    kwiatku tez chciałabym wiedziec co tam u was mam nadzieje ze dobrze
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 03.11.09, 07:32
                                                    my czekamy na nastepna wizyte, 23 grudnia. mam nadzieje pojechac z
                                                    mama tym razem i choc nie jestem super asertywna, to chyba mi sie
                                                    zebralo, mam ochote dac im popalic. pewnie mama mnie powstrzyma.na
                                                    razie nie jest zle, choc oczywiscie to relatywne wrazenie - matuli
                                                    udaje sie troche zpaomniec o chorobie, cohc czesto dretweija jej
                                                    miesnie nog, ale nie chce isc do zadnego lekarza, darme prosby i
                                                    blagania.nie widzialam rezultatow z tk, ale mama sie przyznala, ze
                                                    podobno cos jest na plucach, moze zwapnienie. nie staramy sie
                                                    specjalnie na tym skupiac, nie warto panikowac, ale oczywiscie
                                                    wszystko wisi zlowrogo.mama dba o siebie, my o nia, przybrala na
                                                    wadze - mowi, ze jest gruba, co nie jest prawda oczywiscie, ale
                                                    jesli szuka sobie problemow, to ten nie jest najgorszy.no i
                                                    tyle,czyli wszyscy staraja sie by bylo w miare wesolo, ale nie da
                                                    sie wyrwac z pamieci tego smiecia.trzeba sie jednak cieszyc kazdym
                                                    dniem, w ktorym mama czuje sie dobrze i to chyba sie nam troche
                                                    udaje. no i czekam wciaz na dobre wiesci od was babki, nie ustaje w
                                                    modlitwach...
                                                  • 30.11.09, 00:58
                                                    Alu Kwiatku co u was dawno sie nie odzywacie??
                                                    w koncu namówiłam syna sasiadki o pojscie do innego lekarza i okazalo sie ze to
                                                    trafny wybór sasiadka juz jest po operacji powiedzieli ze gdyby poczekała tydz
                                                    to bysmy wybierali trumne polowa miesniaków sie wylała reszta zapełniona ropa
                                                    sprawdzali wezły chłonne na szczescie czyste teraz tylko czekac na wyniki histo
                                                    w szpitalu i lekarka która ja prowadziła umywali rece i czekali na smierc dla
                                                    mnie to rzecz straszna i nie moge pomyslec ze w dzisiejszych czasach tak
                                                    postepowac

                                                    dziewczyny piszcie co tam u was i jak wasze mamy bo sie martwie u mnie ok
                                                    malenstwo daje czadu :) trzymajcie sie i buziaczki dla was
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 11.12.09, 00:39
                                                    dziewczyny martwie sie bo sie nie odzywacie :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 11.12.09, 15:21
                                                    No właśnie...ja już pisałam do veeto1 i cisza.
                                                  • 14.12.09, 07:33
                                                    mam nadzieje, ze brak wiesci to dobre wieisc, choc u nas stagnacja.
                                                    23go , za tydzien, mamy wizyte w gliwicach, ale jako ,ze mam juz
                                                    wyrobiona opinie o "przemyslowym" podejsciu do pacjentow w tej tak
                                                    podobno uznanej klinice (maja super sprzet, ale kiepsko z empatia,
                                                    czasem i zaangazowaniem w indywidualne przpadki - kazdy rka jest
                                                    inny, a oni maja jeden schemat i wyciagnieta reke po
                                                    koperte....).chcialam mame naciagnac na wyzyte u dr Suchockiego po
                                                    selol, przynajmniej by z nim porozmawiala, ale mimo umowionej wyzyty
                                                    w wawie mama nie dala sie przekonac. moze po wyzycie w gliwicach,
                                                    jak nie to jade sama. generalnie cudne swieta za pasem, ale ciezko
                                                    na duchu... pozdrawiam
                                                  • 23.01.10, 17:28
                                                    kwiatku co tam u was nic długo nie pisałyśmy.
                                                    U nas nie bardzo z mamą jest coraz gorzej zaczyna już oprócz plastrów
                                                    przeciwbólowych przyjmowac Sevredol co 5 godzin.Zaczynamy sie bardzo martwic bo
                                                    mama jest uzależniona od tabletek na spanie i na uspokojenie a jak jej
                                                    wydzielamy to potrafi takie przykre rzeczy mówić.Jest ciężko ma jakieś majaki
                                                    zdaje sie jej że nie dawno rozmawiała z babcią która nie żyje już prawie dwa
                                                    lata a za chwile mówi że nie wie co ona to pogadała i już normalnie gada.Co to
                                                    może oznaczać czy to już zbliża się koniec nie chce nawet o tym myśleć.
                                                    Czasami myślę że ona może ma przerzuty do mózgu ale z drugiej strony głowa ją
                                                    nie boli.Co myślicie? pomóżcie jakoś!!!
                                                  • 24.01.10, 11:09
                                                    Witam wszystkich obecnych na forum. Jestem tu nowa, niestety dwa
                                                    miesiące temu dowiedziałam się że mam raka szyjki maciy w stopniu
                                                    IIB. Wiem że opisujecie tu gorsze przypadki ale chciałabym żebycie
                                                    podzieliły się ze mną swoja wiedzą. Wiadomo że dla każdej z nas jest
                                                    to bardzo bolesne dla mnie tym bardziej że mam 30 lat, nie mam
                                                    dzieci i już niestety mieć nie będę poza tym nigdy już nic nie
                                                    będzie tak jak wcześniej. Jestem dopiero po trzech dniach
                                                    naświetlań, zaplanowane mam naświetlania na 5 tyg i raz w tyg
                                                    chemia. Najgorsze jest to że mam naprawdę straszne bóle i codziennie
                                                    dosłownie łykam środki przeciwbólowe które zaczynają działać coraz
                                                    później a działają zdecydowanie krócej, ile te bóle jeszcze
                                                    potrwają? Z tego co wyczytałam na forum bóle pojawiły się w gorszym
                                                    stadium zaawansowania, może lekarze mnie oszukują i jest gorzej?
                                                    Błagam pomóżcie mi i napiszcie wszystko co wiecie, tchnijcie
                                                    nadzieją i może coś doradźcie. Pozdrawiam wszystkich zmagających się
                                                    z chorobą.
                                                  • 25.01.10, 07:38
                                                    wiatejcie. moja mama juz nie bedzie miala leczenia sypitlanego, co
                                                    znaczy, ze lakarzom wyczerpaly sie pomysly, tudziez ochota.ale nie
                                                    chce mi sie o tym wszystkim pisac, dlatego sie nie odzywalam. klema,
                                                    bol powinien przejsc po kilku lampach, a chemia tez pomoze, niestety
                                                    wszystko zalezy od sily napromieniowania i reakcji towjego ciala.
                                                    mojej mamie na bole pomagal nimesil i starala sie nie brac za duzo
                                                    by sie nie przyzwyczajac. jelsi jest jednak bardzo zle, porozmawiaj
                                                    z lekarzme domowym.trzymam kciuki, badz silna, IIB dobrze rokuje,
                                                    zreszta napisz do bablbinki, jej mama wyszla z IIB, a byla starsza
                                                    od ciebie, gdy chorowala. mysl teraz o sobie, nie otym, ze nic juz
                                                    nie bedzie jak wczesniej. najwazniejsze to przec do przodu, a co
                                                    bylo to... no coz, tzlko wspomnienie. pozdrawiam i modle sie by i
                                                    mojej mamie i tobie udalo sie wytepic potwora!
                                                  • 25.01.10, 15:59
                                                    Dzięki za odpowiedź, dziś właśnie miałam czwarte naświetlanie i
                                                    chemię narazie poprawy nie ma ale przecież to dopiero początek - mam
                                                    nadzieje że do końca tygodnia coś się poprawi. Jak do tej pory to
                                                    brałam apap extra, ibuprom max, solpadeine którą popijałam apap i
                                                    ketonal to wszystko biorę na zmianę co 3-4 godziny, co do lekarza
                                                    pierwszego kontaktu to przepisał mi tramal 100 który zupełnie mi nie
                                                    pomaga ale skoro mówisz o nimesilu to spróbuję bo mam ten specyfik
                                                    ale narazie jeszcze go nie brałam.
                                                    Na co jestem najbardziej wściekła i czym zawiedziona to to że od
                                                    kwietnia 2009 roku zaczełam chodzić do gina bo miałam niepokojące
                                                    zmiany, lekarz w przychodni przepisywał mi czopki robił wypalanki i
                                                    nic złego nie widział co do plamień to powiedział że od proszków
                                                    anty, mało tego pobrał mi cytologię i wyszła grupa I. Po 6
                                                    miesiącach bezkutecznego leczenia poszłam w końcu prywatnie i
                                                    okazało się właśnie to, co się okazało cytologia gr IV-V.
                                                    Tak więc dziewczyny olejcie tych konowałów w przychodniach
                                                    (oczywiście nie każdego można mierzyc jednakową miarką) i jeżeli
                                                    chodzi o babskie sprawy to prywatnie, trzeba zapłacić ale napewno
                                                    jest lepsza opieka i zainteresowanie.
                                                    Kwiatek trzymam mocno kciuki za twoją mamę, za Ciebie no i
                                                    oczywiście za wszystkie kobitki które są tu obecne i zmagają się z
                                                    tym ...... dziadostwem mam nadzieję że ja również będę silna i to
                                                    wszystko przetrwam.
                                                  • 25.01.10, 22:43
                                                    Kwiatku kochany u nas to samo też wiem że już mamy leczyc nie bedą i też mam
                                                    teraz taki zastój że szok nie dopuszczam myśli do siebie że jest źle, też mi się
                                                    nie chce o tym gadać a najgorsze jeszcze jest to że byłyśmy dziś w rejonie bo
                                                    mama robiła badania jutro jedzie na przetoczenie krwi do szpitala hemoglobine ma
                                                    5.8 a 22 grudnia była w Gliwicach i hemoglobiny miała 11 w ciągu miesiaca taki
                                                    spadek.
                                                    A my jeszcze sie z nia kłóciłyśmy żeby się ruszała poszła na spacer a ona
                                                    bidulka była taka słaba.Jestem bezduszna najchętniej to bym wyrzuciła z głowy
                                                    chorobę mamy.A zreszta zostałyśmy z siostą same z tym wszystkim rodzina a szkoda
                                                    gadac.
                                                    Klema bedzie dobrze jesteś jeszcze młoda i to napewno przezwyciężysz nie daj sie
                                                    temu ŚWIŃSTWUU!!!! trzymam kciuki
                                                  • 26.01.10, 17:27
                                                    Dzięki dziewczyny w każdym razie ja naprawdę mam już tego
                                                    wszystkiego dość mam wrażenie że te bóle się pogorszyły dosyć mam
                                                    tej męczarni
                                                  • 28.01.10, 07:33
                                                    klema, walcz. jak powiedziala ala, jestes mloda! staraj sie pic duzo
                                                    wody o ph powyzej 7, dobrze sie odzywiaj i kiedy to tylko mozliwe,
                                                    wyobrazaj sobie, ze wyrzucasz z siebie potwora. mam nadzieje, ze
                                                    bole przejda i wtedy bedzie ci duzo latwiej przejsc do otwartej
                                                    wojny. czekam na wiesic, ze jest lepiej. i wiem, ze za jakis czas
                                                    bedzie to dla ciebie tlyko fatalne wspomnienie. pozdrawiam!
                                                  • 28.01.10, 13:29
                                                    Kwiatku, co to jest woda powyzej ph7? Pytam, bo jestem trzy tygodnie
                                                    po histerektomii radykalnej poprzedzonej radiochemioterapia.
                                                    Wszystko jest dobrze, tylko apetyt maly...
                                                    Klema, ja mialam 23 zabiegi teleterapii i 4 chemie co tydzien, przy
                                                    stadium Ib. Bol czulam umiarkowany, pozwalal mi on funkcjonowac, ale
                                                    jednak przeszkadzal spac. Znacznie zmniejszyl sie, a wlasciwie
                                                    przeszedl po dwoch tygodniach naswietlan, z czego bardzo sie
                                                    cieszylam, dokladnie w tym samym czasie zaczelam jednak odczuwac
                                                    przykre skutki uboczne naswietlan. Cos za cos, mowilam sobie. Ale
                                                    skonczylo sie ok. Bedzie dobrze i w Twoim przypadku.
                                                  • 28.01.10, 19:39
                                                    U mnie jest podobnie właśnie noce są najgorsze w ciągu dnia jakoś
                                                    się przemęcze. Co do skutków ubocznych naświetlania to nie wiem czy
                                                    już ich nie odczuwam każde załatienie się sprawia mi kolejny ból a
                                                    przecież to dopiero 7 dni naświetlań.
                                                    Annik mam nadzieję że ta męka przynajmniej tak jak u Ciebie
                                                    zmniejszy się po dwóch tygodniach.
                                                  • 28.01.10, 20:38
                                                    Tak, kazde pojscie do toalety to byl koszmar. Niestety, teraz nie
                                                    jest lepiej - kiszka stolcowa po naswietlaniach obkurcza sie, musze
                                                    wiec unikac zaparc. Teraz mecza Cie zaparcia, a calkiem
                                                    prawdopodbne, ze po kolejnym tygodniu zaczna sie biegunki. Dodawaj
                                                    do wszystkiego SIEMIE LNIANE, ochrania jelita przed chemia i
                                                    naswietlaniami. Najlepiej zmielonym posypuj wszystko co jesz,
                                                    ziarenka ugotowane w calosci sa tez bardzo skuteczne, ale maja
                                                    konsystencje... smarkow, dla mnie to bylo nie do przelkniecia.
                                                    Zaparcia zwalczalam kefirem domowym produkowanym na tzw "grzybku
                                                    tybetanskim", ale jak z wszystkimi mlecznymi potrawami trzeba bardzo
                                                    ostroznie. No i w przypadku biegunek odstawic trzeba mleczne
                                                    natychmiast.
                                                    Tak, noce zwykle podczas choroby sa najtrudniejsze. Poza tym wiesz,
                                                    w nocy przychodza wszystkie demony , pod postacia pytan i zwatpien.
                                                    Pytaj o wszystko lekarzy, takze technikow od naswietlan, oni czesto
                                                    duzo wiedza w sprawie tych biezacych dolegliwosci.
                                                    Trzymam kciuki
                                                  • 28.01.10, 22:25
                                                    Ja piję siemie lniane i to dość często a jeżeli ma mi to pomóc to
                                                    nawet i gluty wypiję. Baardzo Ci dziękuję za informacje.
                                                    Martwię się tym bardziej że stopień złośliwości mam między G2 a G3
                                                    co niestety wyrokuje beznadziejenie ale wyjścia nie ma trzeba się
                                                    męczyć dalej, czekać i być dobrej myśli.
                                                  • 28.01.10, 23:33
                                                    to wszystko takie smutne wątek o mojej mamie się powoli kończy (tak niestety
                                                    czuje) a zaczynają sie nowe.Tak nie powinno być.Wy jesteście o tyle w lepszej
                                                    sytuacji że Jesteście młode i macie świadomość tego co robić jak sie chociaż
                                                    trochę przed tym wszystkim uchronic,co wolno jeśc a czego nie można.A w
                                                    przypadku mojej mamy to jest praktycznie walka od samego początku, pierwsze o
                                                    diety (mleko to by kartonami piła) a teraz już tak od trzech miesiecy o różnego
                                                    rodzaju lekarstwa a najgorsze to te na uspokojenie i na spanie nie da sobie nic
                                                    powiedziec.Nie ma siły na nic całymi dniami by leżała w łóżku a jak trzeba
                                                    walczyć o tabletki to potrafi do mnie albo do siostry skoczyć.Płacze że nie
                                                    dbamy o nią że najchętniej to byśmy ją oddały do hospicjum albo do psychiatryka
                                                    a za chwile że ona sama jedzie do hospicjum... eh i tak w kółko.Szkoda gadać.

                                                  • 29.01.10, 00:40
                                                    Ala to nie tak jak piszesz dla każdej z nas jest to osobista
                                                    tragedia, wbrew temu co piszesz mogę z całą pewnością stwierdzić że
                                                    tak naprawdę teraz rozumiem co czują wszyscy którzy walczą z tą
                                                    chorobą. Mało tego że sama z tym probuje walczyć to codziennie
                                                    jeżdżąc na naświetlania widzę tragedię innych. Owszem ja jestem
                                                    młoda mam 30 lat za 2 msc 31 ale nie mam męża nie mam dzieci i ich
                                                    nigdy mieć nie będę zapewne wszytko się zmieni. Co do jedzenia to ja
                                                    sama nie wiem co jeść najlepiej bo bym napisała dostałam tylko
                                                    kartkę od lekarza prowadzącego na któej jest napisane: unikać
                                                    smażonego, cięzkostrawnego, tłustego, surowych owoców i warzyw,
                                                    soków, napojów gazowanych oraz ostrych przypraw. W diecie należy
                                                    stosować kasze gruboziarniste w miejsce ziemniaków, gotowane mięso
                                                    warzywa i owoce wszelkiego rodzaju galaretki i kisiele. Staram się
                                                    do tego stosować i jadam głównie zupki warzywne, suchary i popijam
                                                    kisielkiem oczywiście też i siemiem lnianym. Napisałam "staram się"
                                                    bo dziś jest pierwszy dzień co poczułam się lepiej a po chemii
                                                    tragedia wszystko mi w ustach rosło.
                                                    Co do Twojej mamy naprawdę jest mi bardzo przykro ja mam IIB i bóle
                                                    bywały nie do zniesienia proszki przeciwbólowe łykałam garściami i
                                                    nie wyobrażałam sobie jak to może być gorzej moje noce to kolejny
                                                    koszmar i większe bóle sypiałam po 2 godziny dlatego i Tobie i
                                                    Twojej mamie współczuje z całego serca sama po swoim przykładzie
                                                    wiem jak to może być cięzko, bezradność, bezsilnośc i ciągle
                                                    dochodzące czarne myśli.
                                                    Nie umiem Cię pocieszyć bo jak narazie sama tego potrzebuje w każdym
                                                    razie trzymam mocno kciuki abyście były silne i oby z dnia na dzień
                                                    było coraz lepiej.
                                                  • 29.01.10, 15:33
                                                    Alu, przykre to, musi byc Wam bardzo ciezko. Bliskim nie jest latwo
                                                    opiekowac sie ciezko chorym, a co dopiero, gdy chory nie widzi juz
                                                    mozliwosci dla siebie... bywa przykry, nieobliczalny. Pamietam
                                                    smiertelna chorobe mojego taty (ziarnica). Jako nastolatka nie
                                                    wszystko rozumialam i bylam tez taka wystraszona. Nie wiedzialam dla
                                                    kogo to wszystko ciezsze, dla chorego ojca, czy dla mojej mamy,
                                                    oszalalej z bolu bezsilnosci... Balbinka we wstepie to dobrze ujela -
                                                    damy rade, takze przeprowadzic na druga Strone... Przykro mi.
                                                    Klema, lekarz Ci dobrze napisal, czyli wiesz co jesc a czego nie.
                                                    Jedz co mozesz, popijaj siemieniem, pij duzo wody i odpoczywaj. Jak
                                                    piszesz wszystko sie zmieni, wszystko juz sie zmienilo, ale trzeba
                                                    zyc dalej. Inaczej. W pewnym momencie moze sie okazac, ze moze nawet
                                                    lepiej, bo pelniej...
                                                    Wiesz, tu gdzie mieszkam; na naswietlaniach widzialam przypadki
                                                    prawie tylko beznadziejne. Kobiety ze spuchnietymi nogami, ledwo
                                                    chodzace z bolu, widzialam przerazenie w oczach ich synow, rodziny
                                                    pomagajacej wstac, wejsc na sale... Nigdy tego nie zapomne, nigdy
                                                    tego nie powinnam zapomniec. Wiem, to sa rzeczy, ktore nikogo nie
                                                    pociesza, ale stadium II jest wyleczalne. Jestes mloda, co w Twoim
                                                    przypadku oznacza, ze nie bedziesz miala dzieci biologicznych, ale
                                                    to oznacza, ze rokowania sa duzo, duzo lepsze, niz u kobiety dwa
                                                    razy starszej. Pamietaj o tym, bo to Twoj duzy atut.
                                                    pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie
                                                  • 29.01.10, 19:22
                                                    Ile razem dróg przebytych
                                                    ile ścieżek przedeptanych
                                                    ile deszczów , ile śniegów
                                                    wiszących nad latarniami

                                                    ile listków , ile rozstań
                                                    ciężkich godzin w miastach wielu
                                                    i znów upór , żeby powstać
                                                    i znów iść i dojść do celu

                                                    ile w trudzie nieustannym
                                                    wspólnych zmartwień , wspólnych dążeń
                                                    ile chlebów rozkrajanych
                                                    pocałunków ? schodków? książek?
                                                    oczy twe jak piękne świece
                                                    a w sercu źródło promienia
                                                    więc ja chciałbym twoje serce
                                                    ocalić od zapomnienia



                                                    To moja ulubiona piosenka jak jej słucham to myśle ile z mamą przeżyłyśmy ile
                                                    jeszcze przed nami chwil tych dobrych i tych złych.Jedno wiem że wspomnień nikt
                                                    mi nie zabierze z czasem mogą sie zatrzeć ale zawsze bedą nasze wspólne jedyne.
                                                    Klema dla mnie to też jest tragedia trace powoli tak bardzo ważną osobę w moim
                                                    życiu teraz jak mogłaby się cieszyc wnukami to przyszło jej się z tym wszystkim
                                                    żegnać.Nie wiem czy doczeka narodzin mojego maluszka boli mnie to,jeszcze
                                                    ostatnio mi powiedziała że jedno życie sie kończy a inne się zaczyna myślałam że
                                                    mi serce pęknie.Tak że dla mnie ta piosenka jest bardzo ważna bo tyle razem
                                                    przeszłyśmy i jeszcze tyle przed nami.
                                                  • 31.01.10, 19:42
                                                    wchodzac tutaj myslałam ze beda inne wiesci alu tak mi przykro ze twoja mama gorzej sie czuje i ze sa spadki tej hemoglobiny spedzaj z mama kazda chwile ja sie nie dziwie twojej mamie bo ona wie ze wisi nad bezradnoscia i sama nie wie co bedzie pisałas ze mama bierze servedol moja również brała a miedzy nim jeszcze ketanol i plastry przeciwbolowe a kiedy kontrola? i co mówią lekarze może to przejsciowe problemy

                                                    co do zaparc któras z was pisała to bardzo dobre sa dla podniesienia i na wypróznianie suszone owoce moja mamus również brała i ja jem bo jestem w 2 trymestrze ciazy i zelazo spada mimo jedzenia brokul buraków pomidorów itp itp po cemii pić duzo wody niegazowanej a ran na sniadanie zamiast chleba bułke mama zaraz po chemii miała smak na potrawy kwasne wiec jej gotowałam kapusniak jesli wy kochane bedziecie miały na cos smaka nie odmawiajcie sobie duzo robi pozytywne myslenie i wyjazd nawet na 2 dni w miejsce dla nas kochane lub poprostu zmienic otoczenie trzymam za was kciuki i za wasze mamy
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 07.02.10, 00:31
                                                    Nie wiem czy ktoś czytał lub słyszał coś na ten temat w każdym razie
                                                    może warto.

                                                    zerwww.eioba.pl/a93247/witamina_b17_amigdalina_amygdalina_laet
                                                    rile_letril_to_lekarstwo_na_rakaknąć i przeanalizować.
                                                  • 19.02.10, 19:03
                                                    Z moją mamą jest źle, w poniedziałek byłyśmy w Gliwicach gdzie nie dostała
                                                    terminu na kolejną wizytę tylko skierowanie do poradni leczenia bólu.Ma
                                                    przyjechać do Gliwic w razie krwawień lub silnego bólu co jest dziwną sprawą bo
                                                    mamę cały czas boli(o czym informowała lekarza).Prosiła o jakieś przeciwbólowe
                                                    tabletki bo jej się skończyły na co on jej powiedział że jeżeli ma plastry to
                                                    nie może już przyjmować żadnych tabletek(od dwóch miesięcy je też Sevredol)a
                                                    zresztą ma się zgosic do poradni paliatywnej tam jej ustawią lekarstwa.I tak
                                                    moja mama w poniedziałek została bez tabletek przeciwbólowych,czy tak ma być czy
                                                    spotkałyście się z czymś takim, czy osoba z zaawansowanym rakiem cierpiąca
                                                    słyszy od lekarza"musi boleć i będzie bolało".Pojechałam we wtorek do poradni i
                                                    fantastyczna Pani doktor mówi że nie musi,że przy takiej chorobie trzeba choremu
                                                    ulżyć w cierpieniu.Mówiłam jej o mamy uzależnieniu od lekarstw a ona mi mówi że
                                                    w takim stadium choroby nie można mówić o uzależnieniu,tu się tak daje lekarstwa
                                                    żeby chora czuła się w miare komfortowo.Najgorsze że ja widze jakie na nią mają
                                                    wpływ te leki czasami wygląda normalnie a czasami chodzi przyćpana.Nie pamiętam
                                                    kiedy ostatnio tak normalnie sobie pogadałyśmy.Tak się boje bo widze że zbliża
                                                    sie nie uniknione tak marze żeby doczekała narodzin mojego maluszka a tak sie
                                                    boje ze nie zdąży.
                                                    Kwiatku a co tam u was lepiej coś?
                                                    Mama dalej leczy się w Gliwicach czy też "narazie" nie?
                                                  • 22.02.10, 00:28
                                                    Nieprawdą jest że twoja mama ma cierpieć lekarz powinnien jej przepisać albo dac coś na ból aż do wizyty w poradni paliatywnej jesli to poradnia tego samego typu co u mojej mamci to pielegniarka przyjezdzała mierzyła cisnienie gorączke i w razie braku leków dawała znac lekarzowi o takowe przepisanie badz tez umawiała nas na wizyty domowe z lekarzem mamus nie musiała sie nigdzie tłuc co do plastrów to moja mamcia do plastrów brała i servedol i ketonal oczywiscie w odstepach czasowych potem nawet sama plastry zakładałam mamie o dzien wczesniej bo tak miała na wypisie a poradnia dała dzien dłuzej widzac jak mame boli zdecydowałam sie podjąc ten krok i bylo duzo lepiej mamie (przy wypisie zmieniac co 3 dni raz rano raz wieczorem a w poradni kazali co 4) potem doszły zastrzyki na wymioty pielegniarka załozyła dren gdzie mogłam je wtrzykiwac sama a także dexawen nieprawda jest ze jesli sa plastry maja byc tylko one nam lekarz powiedzial ze najważniejsze jest by mama nie cierpiała ze mama juz nie moze sie od czegos uzaleznic i to ze twoja mama ma takie stany spowodowane jest długim bólem a nie tabletkami i plastrami teraz z lekarka musicie mamie dostosowac leki żeby jej tak bardzo nie bolało lub też zmniejszyc ból na tyle by mogła w miare normalnie funkcjonować Pamietaj kazda zmiana np 1 dzien nieoddanego stolca biegunka lub gorączka zaraz dzwoncie do poradni paliatywnej
                                                    oo a który u ciebie tydz ciązy ja mam termin na 11 maja wiec zaniedługo zaczniemy 30 tydz
                                                    Trzymam za ciebie i za mamae mocno kciuki
                                                    Kwiatku napisz co tam u was
                                                    i u innych dziewczyn bo cos ostatnio zadnych wiadomosci nie ma :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 25.02.10, 08:21
                                                    zycze wam babki szczesliwego rozwiazania, i niech wasze dzieciaki
                                                    zyja w lepszych czasach.
                                                    ja jestem wsciekla na lekarzy, jestem wsciekla na maja mame -
                                                    lekarze sa olewatorami, a mama postanowila im bezwiednie zaufac, oni
                                                    graja role urzedasow, czyli zadnego indywidualnego podejscia do
                                                    pacjenta, tylko te ich schematy. w lutym mama byla na kontroli
                                                    (czego?) i inny lekarz, spoza oddzialu, byl zaskoczony, ze mama juz
                                                    nie jest leczona - jak to, dlaczego? a mama poki co jest na
                                                    przeciwbolach jeszcze takich normalnych, ale dochodza problemy z
                                                    cisnieniem, genrelanie nie funkcjonuje najlepiej. niemozliwym jest
                                                    zmusic mame na wizyte u onkologa w rejonie, "bo nie jest tak zle, bo
                                                    sie ludzie dowiedza, bo zobaczymy pozniej albo co mi w gliwicach
                                                    powiedza". jestem wsciekla, za moja mama nie zrozumiala, ze gliwice
                                                    to podla linia tasmowa, gdzie przypadki sa klasyfikowane wg stanu
                                                    zaawansowania raka miast stanu reakcji na leczenie. byl u mojej mamy
                                                    bardzo piekny stan recesji raka w pazdzierniku i wtedym moze trzeba
                                                    bylo jakos dzialas, moze operacja, moze konsultacja z innym
                                                    lekarzem, moze selol, ale moja mama zawsze byla na nie, "bo jak sie
                                                    w gliwicach dowiedza, to juz jej nie przyjma". a w gliwicach mowili,
                                                    ze poki co jest dobrze i tyle. mam dosc i nie potrafie tego uczucia
                                                    z siebie wyrzucic, ale nie moge byc przeciez wsciekla na mame... no
                                                    i tyle, pod koniec marca mama ma miec tomografie i przeswietlenie
                                                    pluc, pozniej ma sie zebrac konsylium, ale ja nie potrafie odzalowac
                                                    ostanich 6 miesiecy bezczynnosci urzednikow, ktorzy ponoc maja
                                                    kwalifikacje onkologow. to jest wlasnie ten wspolczesny polski real:
                                                    komu dobrze, temu dobrze, reszta moze sobie dla rozrywki pokiwac
                                                    palcem w bucie, a jak boli - no coz, to pani problem. sorry babki,
                                                    ale w tej sytuacji ciezko mi pisac na formum, stad moje zadkie
                                                    wpisy, ale sledze wasze historie, modle sie, by jednak jakis cud sie
                                                    zdarzyl....
                                                  • 25.02.10, 14:47
                                                    Dziekuje

                                                    Doskonale cie rozumiem u nas było dokladnie to samo lekarze polecieli według schematu i koniec ( dobrze ze nas przekierowano do Rybnika) tam ordynator i prowadził moja mame i jezdziła do niego na wizyty osobiste i wiem co czujesz zacznijcie działać od jutra nic straconego a mame poprostu troche nastrasz ze gliwice daleko a jesli ona dostanie po jakis lekach lub po czyms alergii napewno nie przyjedzie nikt z gliwic tu bedzie miała lekarza na miejscu lub tym podobne ze jak leków jej braknie normalny lekarz jej nie przepisze.
                                                    Moja matuś do pewnego momentu tez nie chciała by wokoło wiedzieli o jej chorobie dla niej to było jak cos niedobrego kara jakas po kilku dniach moich rozmów i krzyków w koncu zrozumiała i nie załowałam ani ja ani ona

                                                    Ty sie nie poddawaj tylko walcz mamus twoja musi to zrozumieć ze to dla jej zdrowia i życia trzymam mocno kciuki

                                                    alu a co u ciebie martwie sie
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 25.02.10, 22:37
                                                    A u mnie nie za ciekawie jutro jedziemy z mamą do poradni paliatywnej po kolejną
                                                    dawkę lekarstw i z mamą różnie daje czasami popalic (głównie wojna toczy się o
                                                    leki).
                                                    A tak poza tym u mnie też nieciekawie martwię się bo pod prawą pachą wyczułam
                                                    zgrubienie i byłam dziś na usg i mam tam cos na 20/10/15 mm niby tłuszczak ale
                                                    pisze że konsultacja z chirurgiem i dokładniej po badaniu hist-pat.Człowiek to
                                                    nie może miec tylko jednego problemu jeszcze teraz jak jestem w 15 tyg. ciąży to
                                                    musze się martwic.A wogóle to ja mam schizy wydaje mi się że i tak czy tak mam
                                                    raka martwię się że umre i zostawie dzieciaczki.
                                                    Eh szkoda gadac!!!
                                                  • 27.02.10, 10:23
                                                    słonce nie zamartwiaj sie tak ja tez ciagle myslałam ze jak moja mama jest chora
                                                    to ja tez mam raka. Pamietaj to tylko tłuszczak ale nalepiej go wyciac a to ze
                                                    masz konsultacje chirurgiczna to normalne i normalna procedura jest pobranie
                                                    próbki do badania histo pamietaj tez ze jestes w ciazy szkodzisz i sobie i
                                                    malenstwu i pamietaj ze w trakcie ciazy sa inne reguły leczenia zeby wam nie
                                                    zaszkodzić
                                                    my schizujemy ale tak naprawde wszystko jest ok
                                                    słuchaj a twoja mama musi jezdzic do poradni nie moze ktos z poradni do niej
                                                    przyjezdzać ??
                                                    Alu niech mama je leki tak jak to przepisał lekarz dla niej to trudne dla nas
                                                    tez ale musisz pomylec co twoja mama czuje dla niej to 2 razy ciezsze niz
                                                    dla nas :(
                                                    Trzymaj cie cieplutko i napisz gdyby sie cokolwiek działo
                                                    no a powiedz mi jak tam malenstwo :) brzuszek rośnie i czy masz mdłosci itp :)
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 01.03.10, 16:45
                                                    Edzia to nie chodzi o to że my mamie bronimy lekarstw my jej aplikujemy tak jak
                                                    przepisała pani doktor tylko ona mysli że im wiecej ich zje tym lepiej sie
                                                    bedzie czuc i jest nonstop kłótnia w domu.Czasem uda jej sie wykrasc pare
                                                    tabletek i nie chciałabys jej wtedy widziec chodzi przycpana i gada głupoty a w
                                                    zeszłym tygodniu było tak że jadła tak jak pani doktor przepisała i była ok i
                                                    dało sie z nia normalnie porozmawiac.A jeżeli chodzi o poradnie to niech jeździ
                                                    widze że nie czuje sie tak źle.To nie jest daleko a tak jak ją wyciągne to
                                                    chociaż na chwile się z domu wyrwie(nigdzie nie chodzi najlepiej to by cały
                                                    dzien sie po domu snuła w szlafroku)
                                                    A jeżeli chodzi o dzidzie to to dopiero 15 tydzień, czuje sie bardzo dobrze a
                                                    zreszta nie jest to dla mnie pierwszyzna mam juz dwóch chłopców mam nadzieje na
                                                    dziewczynkę.
                                                  • 09.03.10, 14:25
                                                    e to ty doswiadczona mama zycze ci tej córeczki a co do mamy to juz nie mam
                                                    pomysłu chyba ze jakies witaminy jej podać i mówic ze to sa leki działajace tak
                                                    samo jak te które bierze
                                                    no masz racje niech sie rusza i niech nie siedzi w domu mam nadzieje ze ten
                                                    pieruń zakonczy swoja działalnosc i ze twoja mama bedzie zdrowa
                                                    moja wczoraj miała 1 rocznice smierci ciezkie przezycie :( trzymam za was kciuki
                                                    a co tam u innych słychać jak sie kobietki czujecie i co u waszych mam ??
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 10.03.10, 01:04
                                                    witam wszystkie kobitki
                                                    U mnie chyba całkiem dobrze skonczyłam chemię i naświetlania a teraz
                                                    czekam na brahyterapię, mają być cztery po jednej w tygodniu. Co do
                                                    samopoczucia to jest ok te nieszczęsne bóle ustapiły po ósmym
                                                    naświetlaniu. Lekarz powiedział że choroba w połowie się cofnęła.
                                                    Nie wiem czy to dobrze prawdę powiedziawszy spodziewałam sie
                                                    większych efektów. Teraz z kolei martwię się tym czy cztery
                                                    brahyterapie załatwią sprawę a jak nie to co dalej ?
                                                    Ale nic pozostaje czekać.
                                                  • 10.03.10, 19:13
                                                    trzymam mocno za ciebie kciuki i mam nadzieje ze wszystko pojdzie po twojej mysli
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 10.03.10, 19:37
                                                    Dziękuję Ci bardzo.
                                                    A może któraś z was przeszła już brachyterapię i może mi coś na ten
                                                    temat więcej napisać ?
                                                  • 10.03.10, 21:30
                                                    klema
                                                    nie pomoge Ci, bo nie przeszlam. Mialam tylko teleterapie a potem
                                                    operacje. Zreszta dlatego, ze tutaj nie ma, nie robi sie brachy. Czy
                                                    Ciebie nie zakwailifikowali do operacyjnego leczenia?
                                                    Ciesze sie, ze bole ustaly i wierze, ze dalej bedzie dobrze.
                                                    pozdrawiam
                                                  • 10.03.10, 22:14
                                                    Ja przeszłam brachyterapię około 3 lata temu. Najpierw była chemia i
                                                    radio później zakwalifikowana byłam do brachyterapii. Żadnych skutków
                                                    ubocznych w porównaniu do radio i chemii. Może jedynie niewielkie
                                                    dolegliwości ze strony pęcherza. Nie wiem jaki będziedz miała rodzaj
                                                    brachyterapi. U mnie leczenie trwało około 10 min codziennie przez 3
                                                    dni . Wiem że niektóre panie miały inny rodzaj brachyterapii
                                                    Aplikacja źródła promieniowania wykonywana była w znieczuleniu
                                                    miejscowym na sali zabiegowej, leczenie trwało około 12 godzin.
                                                    U mnie problemy zaczęły sie dopiero później. Mam 30 lat i po
                                                    napromienianiu, moje jajniki przestały pracować tak jak powinny i w
                                                    chwili obecnej jestem po tzw. sztucznej menopauzie. Pierwsze
                                                    uderzenia gorąca miałam właśnie po zakończeniu brachyetrapii, myślała
                                                    że to skutek uboczny leczenia, ale okazało się że to hormony.
                                                    życzę powrotu do zdrowia ( mnie to zajęło około 6 m-cy)
                                                    pozytywnego myślenia ( wiem że łatwo sie mówi gorzej zdrobić)
                                                    wytrwałości
                                                    Człowiek wszystkim sie przejmuje. Jak to mówi mój kolega psycholog :
                                                    zdrowy mózg raguje tak że wytwarza bodźce lękowe w sytuacji choroby w
                                                    przeciwnym wypadku coś z głową by było nie tak.
                                                    Najważniejsze to interesować sie swoim zdrowiem i przebiegiem
                                                    leczenia, nie popadać w rutyne.
                                                    Ja jestem po ostatnim badaniu TK na nerce wyszła mi torbiel, jest lęk
                                                    ale trzeba żyć. Jestem przygotowana na najlepsze ale biorę pod uwage
                                                    rezultat najmniej porządany. Wizyta za tydzień.
                                                    pozdrawiam
                                                    --
                                                    --------------------------------------------------------------
                                                    "Fakt ,że duch rządzi ciałem – choć lekceważony przez biologię
                                                    i medycynę – jest najbardziej fundamentalnym faktem w procesie życia
                                                    jaki znamy"
                                                  • 10.03.10, 23:27
                                                    Dzieki za odpowiedzi,
                                                    Z tego co mi lekarze powiedzieli w tym stopniu zaawansowania nie
                                                    wykonuje się operacji(IIB). Brachyterapie będe miała 4 raz w
                                                    tygodniu jedna ale ile ona będzie trwała to tego jeszcze nie wiem,
                                                    wiem tyle że bedzie wykonywana nie w znieczuleniu a pod narkozą. Ja
                                                    też mam 30 lat no w sumie 3 kwietnia będzie 31. Narazie nie miałam
                                                    żadnych uderzeń gorąca ale miesiączki mi ustały po radioterapii
                                                    ostatnią miałam w styczniu. Jak zakończe to leczenie to chyba zacznę
                                                    brac jakieś hormony żeby zminimalizować dolegliwości menopauzy.
                                                    Mam tylko nadzieję że ta brachyterapia zabije całkiem kom
                                                    nowotworowe bo nie wiem jak to będzie dalej.
                                                  • 11.03.10, 17:09
                                                    a ja mysle ze bedzie dobrze i zadnej innej opcji nie widze idzie wiosna z nia
                                                    pozytywne wibracje wiec wiem ze bedzie dobrze ja za was mocno trzymam kciuki
                                                    tak bardzo mocno
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 13.03.10, 13:58
                                                    Jak szybko mogą się pojawic przezuty do mózgu.Moja mama straszne głupoty
                                                    opowiada i jest taka słaba, cały czas śpi.Strasznie się martwie w grudniu
                                                    jeszcze tak dobrze się czuła a teraz jest coraz gorzej.
                                                  • 13.03.10, 17:39
                                                    Klema i Rysinska
                                                    To jestescie w tym samym wieku :)
                                                    Klema, a my dodatkowo mozemy urodziny razem obchodzic, no prawie- ja
                                                    2 kwietnia koncze 38.
                                                    Dlugo sie wahalam ale ostatecznie, po bardzo wnikliwej rozmowie z
                                                    moja ginekolozka, zdecydowalam sie na hormony. Od 3 dni biore Esteve
                                                    i ... przesypiam cale noce, nie budze sie spocona, wylekniona, nie
                                                    poplakuje w dzien. Nie mowie ze polecam, bo jednak nie w kazdym
                                                    przypadku jest to mozliwe. Ja wiem, ze dalej w takim stanie pewnie
                                                    bym zwariowala.
                                                  • 13.03.10, 19:20
                                                    Jeszcze dodatkowo mama zaczeła dzis troche krwawic.Co robic?
                                                  • 15.03.10, 09:34
                                                    alu, moja mama ma ostanio regularne krwiawienia, juz jeden az byla w
                                                    szpitlau - podali jej cos na wzmocnienie i zatrzymanie krwawienia,
                                                    pozniej bylo ok. od kilku dni znow wrocilo-lekarz w gliwicach mowil
                                                    by niezwlocznie sie zglosic do lekarza, to zbyt powazna sprawa by
                                                    lekcewazyc. moja mama znow nie dala sie namowic i po krwawieniach od
                                                    czawartku dopiero wczoraj pojechala. jest na oddziale, robia jej
                                                    wyniki, ratuja zelazem, etc. wyniki ma niby dobre, ale ... jedzcie
                                                    do szpitala, tam beda wiedziec co robic. moja matula tez jest slaba.
                                                    nie mysl od razu o przerzutach do mozgu - rak szyjki tak latwo sie
                                                    nie przerzuca.moze twoja matula jest zmeczona przez lekarstwa i stad
                                                    to spanie i moze torche jest otumaniona. potrzebuje duzo snu i
                                                    spokoju, zreszta to teraz najwazniejsze, co my mozemy zrobic -
                                                    spokoj, komfort, sprobowac zrozumiec cierpienie z jakimy mamy
                                                    walcza, no i to jak bardzo pewnie sa przerazone wizja smierci. alu,
                                                    badz silna!
                                                  • 15.03.10, 18:21
                                                    dokladnie moze i pogoda a także chemia i naswietlania daja o sobie znać co do
                                                    krwawien słuchaj kwiatka i lepiej o konsultacje lekarska trzymam za wasze mamy
                                                    kciuki. Alu nie zakładaj od razu czarnych wizji.



                                                    nie chce tutaj takich rzeczy pisac ale mojej juz nie mam rok dokładnie 8 marca
                                                    minął rok [*]

                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 15.03.10, 21:35
                                                    Ala mojej mamie zaczęło się pogarszać od spuchnięcia jednej nogi, też była
                                                    senna- co okazało się być wynikiem niskiego poziomu hemoglobiny- miała dwa razy
                                                    w ciągu miesiąca przetaczaną krew, po drugiej dawce krwi spuchła jej druga noga.
                                                    Zmęczenie trochę przeszło , ale nie na długo- po około 2 tygodniach znów był tak
                                                    niski poziom hemoglobiny że był problem z wkłuciem się w żyłę.
                                                    Mama nie krwawiła, ale cały czas byłyśmy pod opieką lekarza i onkologa i z
                                                    hospicjum- te spuchnięte nogi to wynik rozrastania się guza.
                                                    Najlepiej skontaktujcie się z lekarzem, i nie bagatelizujcie żadnego objawu- bo
                                                    nawet najmniejszy drobiazg może być ważny.
                                                    Pozdrawiam i trzymam kciuki.
                                                    A apropos brachyterapii- moja mama miała dwa razy założone pod znieczuleniem-
                                                    pierwszy raz leżała 24 godziny, drugi 22 godziny, w pomieszczeniu do którego
                                                    nikt nie miał dostępu- trochę była tym leżeniem wymęczona, ale do przeżycia. Był
                                                    to tak zwany LDR
                                                  • 16.03.10, 00:23
                                                    Annik ja miesiączki nie mam dwa miesiące wiec podejrzewam że ter
                                                    najgorsze etapy przedemną. Duzo lepiej się czujesz po tych
                                                    hormonach ?

                                                    Nanga a jak mama się czuła po tej brachyterapi, efekty były takie
                                                    jak oczekiwałyście?
                                                  • 16.03.10, 11:02
                                                    wogóle po leczeniu czuła się dobrze, minęły jej bóle i krwawienia, tylko
                                                    słabiutka się zrobiła, ale też przed leczeniem była w złym stanie, ponieważ
                                                    choroba była dość mocno zaawansowana.
                                                    Pozdrawiam mocno, i trzymam kciuki za powodzenie leczenia.
                                                  • 16.03.10, 12:01
                                                    Mama jest w stanie agonalnym, nie chcemy jej już dawac do szpitala, czuwamy
                                                    dzien i noc przy niej.Tak bardzo sie jej pogorszyło w ciagu dwóch dni.
                                                    Narazie tylko tyle.Módlcie się.
                                                  • 16.03.10, 17:44
                                                    Alu...modlę się...
                                                    przytulam
                                                  • 16.03.10, 21:57
                                                    Alu trzymaj się.
                                                    Ja też przytulam.
                                                  • 16.03.10, 23:47
                                                    Alu ściskam Cię mocno i modlę się za Twoją mamę.
                                                    Nanga dziekuje za odpowiedź.
                                                  • 16.03.10, 23:51
                                                    Rysinska przepraszsm że pytam ale jaki miałas stopień zaawansowania?
                                                    Jeszcze raz przepraszam ale ja naprawdę ciągle mam obawy że się nie
                                                    wyleczę a ta poprawa tylko chwilowa.
                                                  • 17.03.10, 06:40
                                                    alu, modle sie i tez tak bardzo jak ty sie boje, ale wciaz nie trace
                                                    nadzieji, ze zdarzy sie nam jakis cud...
                                                  • 17.03.10, 11:07
                                                    Alu, dolaczam rowniez do grona wspierajacych Was. Badzcie silne.

                                                    Klema, zaczelam brac Estreve w zelu dwa miesiace po operacji, czyli
                                                    trzy miesiace i tydzien po ostatnim naswietlaniu. Nieznosne poty i
                                                    zmiany nastrojow zaczelam miec miesiac po operacji (czyli dwa
                                                    miesiace po naswietlaniach). Zmiana po hormonach jest nie do
                                                    opisania.
                                                    Widze, ze dopytujesz sie i porownujesz. To ciezkie. Polecam Ci
                                                    kontakt do Pani Idy Karpinskiej ze stowarzyszenia Kwiat Kobiecosci
                                                    www.kwiatkobiecosci.pl (Balbinko, mam nadzieje, ze nie potraktujesz
                                                    tego jako reklame;)To stowarzyszenie dla kobiet jak my, chorujacych
                                                    na RSM. Mnie osobiscie rozmowy i maile jakie z nimi wymienialam
                                                    bardzo pomogly. Przede wszystkim nastroily pozytynie, a tego Ci
                                                    teraz potrzeba.
                                                    Sciskam Cie bardzo mocno
                                                  • 17.03.10, 13:09
                                                    Annik ja naświetlania skończyłam 20 lutego więc nie tak dawno, tak
                                                    jak pisałam wcześniej czekam na brachyterapię w każdym razie nic mi
                                                    nie dolega oprócz pocenia się. Podejrzewam że to wszystko jeszcze
                                                    przedemną i boję się tego poza tym boje się dosłownie wszystkiego a
                                                    najbardziej tego że się nie wyleczę.
                                                    Tylko jedno mam w głowie, mam nadzieję ze nadejdzie taki dzień że
                                                    lekarz mi powie że jestem zdrowa.
                                                    Dopuki kogoś nie dotknie tragerdia to nie ma pojecia co przeżywają
                                                    inni, moje myślenie zmieniło się diametralnie.
                                                    Bardzo dziękuję Ci za radę a za was wszystkie trzymam mocno kciuki.
                                                  • 19.03.10, 19:40
                                                    Jest lepiej.W poniedziałek pani doktor powiedziała że to kwestia godzin dnia a
                                                    od wtorku jest lepiej nie bierze kroplówek,je troszke sama, dużo spi ale sama
                                                    zajdzie do ubikacjii i nie chce pampersów.Tak się cieszymy nie licze na jakies
                                                    cuda ale chciałabym jeszcze na chwile miec ją przy sobie a co najważniejsze mama
                                                    normalnie i rzeczowo mówi troche powoli ale to nie ważne.
                                                  • 20.03.10, 00:17
                                                    Sciskam mocno Alu i trzymam kciuki za twoja mame a także modle sie gorąco
                                                    zreszta za was wszystkie sie gorąco modle

                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 20.03.10, 13:50
                                                    Ala mojej mamie też się poprawiło na chwilę przed końcem- też sama jadła,
                                                    wstawała prawie do końca.
                                                    Mam nadzieję że u Was będzie to długotrwała poprawa, ale bądźcie czujne.
                                                    Moją czujność niestety to uśpiło, i dzień przed śmiercią jeszcze ją po lekarzach
                                                    ciągałąm, zupełnie niepotrzebnie:(
                                                    Trzymam kciuki.
    • 24.03.10, 22:59
      Ala co u Was?? Mam nadzieję że lepiej.?
      • 25.03.10, 18:09
        Bardzo źle czekamy na najgorsze.Mama znowu jest bez kontaktu znowu kroplówki ale
        wiem że koniec jest blisko.Nie chce żeby już cierpiała.Serce bardzo boli,wy się
        chce.
        • 25.03.10, 22:13

          Alunia trzymaj się kochana...
          Tak bardzo mi przykro:(
          przytulam
        • 26.03.10, 07:29
          alu, tak bardzo sie boje, i tak niewiele potrafie cie wesprzec, mysle
          wciaz o twojej matuli i o tobie, to dobrze, ze jestes blisko
          niej....Bog czuwa by bylo najlepiej jak moze byc....
          • 26.03.10, 15:54
            Alu bardzo mocno cie przytulam ja też ciagle o was mysle kurcze tak chciałam
            zeby tobie i mamie sie udało bąz przy mamie niech poczuje twoja ogromną miłosc
            ona sie bardzo boi bądz z nią wiem jakie to trudne i jak jest ciężko ale dasz
            rade

            mam nadzieje ze u was dziewczyny dobre wiesci Kwiatku jak mama no i jak u
            reszty ??
            --
            Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
            kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
            • 27.03.10, 15:17
              Alu ja również razem z dziewczynami trzymam mocno kciuki, prawde
              powiedziawszy nie pisze nic tylko dlatego że w tak trudnej dla
              Ciebie sytuacji nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.
              Edzia jeżeli chodzi o mnie to jestem po pierwszej brachyterapi,
              czuje sie w sumie ok ale wrażenia po tym wszystkim są marne i
              trzęsie mnie na samą myśl że jutro wracam tam spowrotem. Mało tego
              ze każdy przejmuje się własnym zdrowiem i się boi to dodatkowo te
              pielęgniarki psują tyle krwi że szok. One są tak beznadziejne że
              powoli zatracam do nich jakikolwiek szacunek.
              • 29.03.10, 15:19
                Moja najukochansza mamusia odeszła dzis o 6 rano do końca byłam z nią.
                Smutno mi:(((
                • 29.03.10, 15:38
                  Alu,
                  Bardzo mi przykro. Jestem z Toba i modle sie za twoja mamusie i za
                  Ciebie, by jeszcze sil Wam starczylo na przejscie tego smutku.
                  Sciskam
                  • 29.03.10, 20:50
                    Bardzo mi przykro...
                    Trzymajcie się.
                • 30.03.10, 11:32
                  Alu tak mi przykro :(:( [*] lapmka dla twojej mamusi pamieta ze ona cie bardzo kocha i gdzies tam z wysoka teraz bedzie twym aniołem strórzem wiem ze ci ciezko przytulam cie bardzo mocno

                  klema kurka wstretne baby ja nie wiem skad sie takie biorą mało sexu maja czy cós powiem ci kiedy mama była w rybniku na oddziale pielegniarki tam na wage złota oczywiscie było pare ewenementów ale jak sie to mói w stadzie zawsze znajdzie sie czarna owca ty sie kochana nie denerwuj tylko mysl o swoim zdrowiu trzymam mocno kciukasy
                  --
                  Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                  • 30.03.10, 14:44
                    Alu mi również baaaardzo przykro, trzymaj się mocno.
    • 29.03.10, 22:47

      Alu...tak mi przykro, bardzo Ci współczuję...
      (*)
      • 31.03.10, 22:14
        już po wszystkim ciesze sie że mama już nie cierpi ale taka pustka w sercu:(((
        • 01.04.10, 10:35
          wiem Alu :( pusto i smutno mimo iż wiemy ze nie ma cierpienia i bólu to takie
          trudne pogodzic sie z tym ze juz jej nie ma czas bedzie płynął ale reszta
          bedzie taka sama z dnia na dzien bedzie mniej bolało ale tak samo bedzie swieze
          jak dzis ja jestem u mamy co 2-3 dni na cmentarzu a minął rok to tak jakbym ją
          odwiedzała ale to wszystko dzieje sie koło mnie ciagle czekam na tego sms lub
          tel ze jedzie do domu i mamy po nia przyjechać :( musimy być silne kochana
          pamietajmy ze mamy koło siebie inne osoby które cierpią jak my no i tutaj na
          forum sa kobiety ludzie którym możemy pomóc radą lub ciepłym słowem całuje cie i
          sciskam
          --
          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
          • 05.04.10, 19:03
            Minął tydzien i czuje złość na siebie że za mało zrobiłam że machnełam ręką na
            nią że czekałam i patrzyłam jak umiera nie mogę sie pozbierać, wszyscy się
            cieszą że święta a nam serce pęka.Ciągnie mnie strasznie na cmentarz najchętniej
            to bym tam siedziła nonstop jak pomyśle że teraz już każde świeta bez niej.Nie
            mogę uwierzyc wydaje mi się że ona cały czas jest w domu.Dzwonie i nikt nie
            odbiera ile bym dała żeby się do niej przytulic.Czemu wcześniej nie zaciągnęłam
            jej do lekarza!!!!!!!!!
            • 06.04.10, 18:52
              Zrobiłas wszystko naprawde wszystko nie zadreczaj sie od smierci mojej
              kochanej mamy minął rok i ja do dzis siedzac lub z kims rozmawiajac o niej
              ciagle zadaje te pytanie co by było gdyby tego same kochana nie wiemy i sie
              nie dowiemy niestety zycie polega na chwili jesli teraz nie zrobisz kroku potem
              juz nie bedzie sie o nim pamietać straszne ale prawdziwe ja przez miesiac
              wstawałam rano chcac jej zrobic zastrzyk dopiero moj mąż mnie utwierdzał ze
              mamy juz nie ma. do dzis czekam na sms z wiadomoscia ze mamy po nia do szpitala
              podjechać kiedy słucham melodyjki z jej tel przechodza mnie ciarki i wszystko
              wraca i ja tez jak ty ciagle siebie pytam dlaczego wzesniej jej do lekarza
              nie zaciagnełam albo co by było gdyby nalegała na te ostatnia operacje
              bólu którego czujemy nikt nie może znać oprócz tych którzy sami go przeszli
              Pamietajmy tez o tych którzy walcza musimy im teraz dodać sił bo to ze jednych
              pokonał nie oznacza ze pokona wszystkich idąc na cmentarz ide z wiadomosciami
              radosnymi smutnymi a nawet z pytaniami jesli sobie cos kupie ide na cmntarz
              sie tym pochwalic z ciekawymi wiadomosciami tez ide zycie moje toczy sie
              miedzy domem a cmentarzem i naprawde nie zadreczaj sie dla twojej mamy
              najwazniejsze było to ze bylas kolo niej wspierałas w trudnych chwilach i to ze
              moze byc z ciebie dumna nic teraz juz nie zrobimy chociaz bardzo bysmy chciały
              :( ból zostanie i tesknota tez jedynie co to nauczy sie z nia zyc nic wiecej
              pamietaj ze nosisz pod sercem nowe zycie i pomysl co by mam mówiła jakby
              zobaczyła ciebie taka zmartwioną ?? napewno by tego nie chciała pozdrawiam cie
              i sciskam mocno także pogrążona w bólu i tesknocie po stracie mamy Edyta :*
              --
              Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
              kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
            • 07.04.10, 08:01
              alu, bardzo mi przykro, balam sie zagladac do forum by sie ludzic, ze
              sie udalo mimo wszystko zazegnac kolejny kryzys. moze dobrze, za mama
              juz nie cierpi, ale wlasie tej pustki ja rowniez sie boje.... ostatnie
              badania u mojej matuli na TK wykazaly przerzuty do pluc, dodatkowo
              bardzo matula krwawi, ma czesto slabe dni, ale lekarze zdecydowali na
              lampy od 15 kwietnia, po malej dawce by powstrzymac krwawienie.
              radiolog po rozmowie z mama stwierdzila, ze nie rozumie dlaczego mamy
              nikt nie leczy, skoro jest w ogolnie dobrej formie. czuje wzrastajaca
              wscieklosc, ze lekarze sa tacy bezplciowi, pusci, bez empatii,
              urzednicy w bialych fartuchach, jak tak mozna? mama mowi, ze zostalo
              jej w najlepszym razie 6 miesiecy, a ja nie potrafie plakac, jestem
              zla, wsciekla i taka beznadziejnie sparalizowana... jak tu
              funkcjonowac, bo przeciez trzeba isc do pracy, jakos kontynuowac, a tu
              brak ochoty, tak strasznie czuje sie beznadziejnie, czuje sie winna.
              • 07.04.10, 15:17
                a niepowinnas czuc sie winna czuć winni powinni sie lekarze ty słonko nie
                siedz i nie mysl tylko spróbuj ruszyc te sytuacje beznadziejna postrasz ich
                kimś kurcze szkoda ze pojawiły sie przezuty ciekawe czy mogli je
                powstrzymać. Mame to ty psychicznie wspieraj bo jesli nie ebdzie walczyła nic
                nie zrobi mojej dawali 4 max zycia a zyła 4 lata innym nie daje sie wcale
                szans a zyja długo i zdrowo niech sie mam nie sugeruje wytycznymi z ksiazek
                ja trzymam za was obie mocno kciuki kwiatku ty tu musisz byc najsilniejszą i
                nie możesz czuc sie winna masz zakaz tak mysleć
                --
                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                • 07.04.10, 18:35
                  Kwiatku jak byłysmy 15 lutego w Gliwicach to płuca miała czyste i też sie
                  dziwie dlaczego nie wzieli jej na jakies małe naswietlania może by jej troche to
                  wszystko przedłużyli.Wiesz ile bym dała żeby móc się nią jeszcze cieszyc chociaz
                  pare miesiecy.Czuje ogromny żal do lekarzy w Gliwicach!!!!!!!
                  • 12.04.10, 13:40
                    Witajcie, jestem tu nowa, ale obserwuje forum już od dłuższego
                    czasu... Wyrazy współczucia, dla każdej z Was, które straciły kogoś
                    bliskiego, Alu,teraz w szczególności dla Ciebie. To wszystko dopiero
                    przede mną, ale patrząc na coraz większe cierpienie mojej mamy,
                    proszę Boga, by zabrał ją jak najszybciej do siebie. U mojej mamy ,
                    ponad rok temu zdiagnozowano raka szyjki macicy stadium 4a,w m-c
                    później trafiła na naświetlania(32 lampy) + mała chemia, chemię
                    przerwano ze względu na jej złe samopoczucie i bardzo złe wyniki
                    krwi.Całe naświetlania przeleżała w szpitalu, gdzie miała w razie
                    czego opiekę lekarską. Nikt nas wtedy też nie poinformował, że tak
                    naprawdę chodzi tylko o to by powstrzymać rozwój tego bydlaka... Pół
                    roku po naświetlaniach na wizycie kontrolnej lekarz poinformował
                    mamę, że jest bardzo zadowolony i że wszystko jest ok...
                    Odetchnęliśmy z ulgą, aż do stycznia tego roku... mama spadła
                    jeszcze bardziej z wagi, silny ból i znalazła się w szpitalu z silną
                    niewydolnością nerek. Wtedy dowiedziałam się od lekarzy, że to
                    świństwo cały czas tam było, jest i rośnie...nie byłam w stanie
                    powiedzieć o tym mamie i nie powiedziałam do tej pory...założono jej
                    nefrostomie, od tej pory nie wstaje i nie chodzi. M-c później znowu
                    szpital- krwotok z rozpadającego się guza. Mamę podleczyli i
                    wypuścili do domu. Teraz mama znowu jest w szpitalu, miała
                    niedrożność jelit, ma założoną stomię jelitową. Niewiadomo kiedy ją
                    wypuszczą, bo weszły problemy neurologiczne, omamy, zwidy itp. Mama
                    z ledwością siedzi, musi być karmiona... czasami się zastanawiam,
                    czy wyjdzie do domu...serce pęka, gdy ją taką widzę. Jestem u niej
                    codziennie, a Ona już się modli o to by ją Bóg do siebie zabrał..ma
                    już dosyć...Jest mi ciężko, ale ja też się o to modlę, bo tak jak
                    powiedzieli mi lekarze, będzie tylko gorzej... Przepraszam, że tak
                    się rozpisałam, ale potrzebowałam się wyżalić osobom, które wiedzą
                    co to znaczy i jak to wygląda. Trzymajcie się dziewczyny.
                    • 12.04.10, 20:17
                      Sylwus spytaj lekarzy czy nie można by jej było zabrac do domu bo z tego co
                      piszesz myśle że to już niedługo.Moja mama miała takie ciężkie dwa tygodnie w
                      poniedziałek dostała obrzęku mózgu myślałyśmy że wieczora nie dożyje zdążyłyśmy
                      jeszcze ksiedza przyprowadzic i mamie sie polepszyło ale tylko na chwile bo za
                      równe dwa tygodnie w poniedziałek umarła.W niedziele jeszcze chcieli ją brac do
                      szpitala ale się nie zgodziłam i ciesze się bo byliśmy przy jej smierci ci co ja
                      najbardziej kochali,ja moja siostra, tata,i babcia czyli jej mama.
                      Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby umarła w szpitalu sama.Do tej pory mi sie
                      wydaje ze ona zyje ze jest w domu jak dzwonie to mam nadzieje ze odbierze
                      chociaz jeszcze raz ja usłyszec to moje marzenie.
                      • 12.04.10, 20:51
                        Dziewczyny obie was rozumiem i tak samo sylwus jak Ala byłabym za
                        sprowadzeniem mamy do domu zawsze mozecie skorzystać z domowego hospicjum
                        jesli mama potrzebuje stałych leków. moja mama chciała ksiedza w niedziele
                        przyjechał koło 14 a o 16.o7 mama odeszła wiem ze tak chciała chciała odejsc w
                        domu a nie w szpitalu ALu masz racje dla mnie mama zawsze bedzie żywa i nigdy
                        nie pogodze sie z tym ze juz jej nie ma najgorzej jest teraz kiedy odliczam dni
                        do rozwiązania tak bardzo mi jej brakuje jestem sama dla siebie :(
                        Sylwus zrób co mozesz zrobic by mama niecierpiała nie bój sie głosno mówić ze
                        potrzebuje srodków przeciwbólowych itp życze dużo siły w tych trudnych dniach
                        i pisz jesli przynosi tobie o ulge
                        i chyba zaczynam wirzyc w teorie ze po cyklach chemi kiedy przychodzi poprawa
                        pozniej ten .... wraca z podwojoną siłą :(
                        --
                        Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                        kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                        • 15.04.10, 19:27
                          Ja też chciałabym by była w domu, z nami. Jednak czekamy na zdjęcie
                          szwów i badanie neurologiczne, bo mama wygląda jakby przeszła wylew.
                          Najgorsze, że są chętni na wypuszczenie jej do domu, ale jakoś to
                          wszystko przedłużają...czekamy więc...najprawdopodobniej wróci już w
                          następnym tygodniu. Domyślam się, że nie będzie już dobrze, z resztą
                          lekarz z hospicjum powoli nas do tego przygotowywał, jednak nie
                          myślałam, że będzie jej tak ciężko...nie mówię o nas, bo my
                          dziękujemy za każdy kolejny dzień z nią. Będzie mi jej bardzo
                          brakowało, szczególnie że miałam nadzieję, że będzie służyła mi radą
                          przy wychowywaniu synka...nawet teraz jak jest w szpitalu, mam cały
                          czas wrażenie, że jest w domu...że słyszę jej głos i zapach...ciężko
                          i nie wyobrażam sobie jak jej już z nami nie będzie. Pozdrowionka
                          dziewczyny
                          • 17.04.10, 11:45
                            Musisz byc silna ty i twoja rodzina łatwo sie mówi być silnym kiedy ucieka
                            zycie z osoby dla nas tak naprawde najwazniejszej , a tak naprawde najcieżej
                            jest chorej czyli twojej mamie i musz dla niej byc silna trzymam kciuki za was
                            i bede sie modliła zeby było jaknajlepiej dla was :*
                            --
                            Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                            kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                            • 23.04.10, 21:19
                              Dziękuję ślicznie za modlitwy. Mama odeszła we wtorek. Wiem, że
                              cierpiała...ale teraz jest Jej już dobrze.Teraz cierpimy my..."W
                              momencie śmierci bliskiego uderza człowieka świadomość niczym nie
                              dającej się zapełnić pustki... "
                              • 23.04.10, 23:25
                                Tak mi przykro z tego powodu:(((
                                Wiemy że dla naszych mam tak jest lepiej, ale ile ja bym dała żeby móc ją
                                jeszcze raz zobaczyć,przytulic nawet jak już była taka chora i tak cierpiała.U
                                nas za niedługo będzie miesiąc jak mamy nie ma a mi się wydaje że to wszystko
                                było wczoraj.Na grobie leżą jeszcze wieńce i wiązanki od pogrzebu i tak
                                strasznie smutno, i ciągle mam w głowie jedno pytanie"dlaczego to spotkało moją
                                rodzinę, moją mamę???".Na świecie jest tyle ludzi którzy zasługują na śmierć,a
                                umierają ci co zasługują na życie.Wiem że tak nie powinno się mówić ale ten czas
                                żałoby to dla mnie coś okropnego.Dużo mówie z mamą, chodzę na cmentarz i
                                opowiadam co się dzieje czemu mi smutno i musze powiedziec że bardzo mi to
                                pomaga.Wiem że mi nie doradzi co robic ale zawsze wysłucha.Tak strasznie tęsknie
                                i atk bardzo ci Sylwus współczuje właśnie tej pustki.Trzymaj się jakoś ja mam
                                dzieci, to mi jest dużo lżej.
                                • 29.04.10, 16:26
                                  Kwiatku co tam u was?
                                  • 30.04.10, 20:53
                                    no własnie kwiatku co tam u was ??
                                    --
                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                    • 02.05.10, 19:10
                                      Kwiatku odezwij sie!!!!!!
                                      • 11.05.10, 00:56
                                        Hej Klema!
                                        Jak leczenie, jak samopoczucie? Skonczylas juz brahy?

                                        pozdrawiam cieplutko
                                        • 11.05.10, 15:03
                                          hej Annik
                                          U mnie jakoś leci skończyłam brahyterpię 3 tyg temu. Czuję się
                                          dobrze poza objawami menopauzy. Uderzenia gorąca są czasem nie do
                                          zniesienia ale przyklejam sobie plastry hormonalne i jest dużo
                                          lepiej. Jakie są efekty leczenia tego nie wiem, dopiero 29 lipca mam
                                          wizytę kontrolną i martwi mnie to że tak długo trzeba czekać. A jak
                                          z Twoim samopoczuciem jak dawno temu skończyłaś leczenie?
                                          Przepraszam być może zadawałam już to pytanie.
                                          • 13.05.10, 23:55
                                            Hej Klema,
                                            Chyba wyczuwam niezly nastroj u ciebie? Bardzo sie ciesze :)
                                            Na wyniki niestety trzeba poczekac. Promienie "dzialaja" jeszcze
                                            przez 6 tygodni, potem stan musi sie ustabilizowac. Wczesniejsza
                                            kontrola nie dalaby wiadygodnego wyniku. Bedzie dobrze.
                                            Menopauza jest paskudna. Ja tez biore hormony, ale w zelu. Bardzo mi
                                            pomagaja.
                                            Ja jestem 4 miesiace po operacji (naswietlania mialam przed
                                            operacja), czuje sie coraz lepiej, wrocilam do sportu, troche
                                            pracuje. Generalnie jest coraz lepiej. Czekam na wyniki mojego
                                            pierwszego badania markerow, troche jestem spieta, ale... bedzie
                                            dobrze.
                                            Pozdrawiam mocno
                                            • 14.05.10, 13:19
                                              Ja od połowy grudnia siedze w domu na zwolnieniu, mam tego już dosyć
                                              ale lekarz powiedział że jak chcę wrócić do pracy to tylko za biurko
                                              i nie wiem co mam robić, chyba będe musiała zmienić stanowisko. Poza
                                              tym wydaje mi się że najrozsądniej wrócić do pracy po wizycie
                                              kontrolnej ale już sama nie wiem. Pojeździabym na rowerze, pograła w
                                              tenisa stołowego a jak narazie nic nie mozna i nuda mnie powoli
                                              wykańcza:)
                                              • 25.05.10, 18:25
                                                dziewczyny co u was długo nikt tu nie pisał jak sie czujecie
                                                ogłaszam wam wesołą nowine 6 maja na swiat powiłam piekną córcie Amelie
                                                bernadete 56 cm miłosci i 3220 szczescia :) mała jest kochana
                                                --
                                                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                • 25.05.10, 20:40
                                                  GRATULACJE:)))
                                                  Ja się już strasznie czuje.Ale musze jeszcze trzy miesiace wytrzymac.Starsznie
                                                  się martwie co tam u Kwiatka.
                                                  • 25.05.10, 21:43
                                                    Gratuluję :)
                                                • 26.05.10, 07:08
                                                  gratulacje! i niech sie Amelka chowa cudnie i w zdrowiu, edziu!
                                                  ja krotko, bo nie mam ochoty jakos wplatac watku mojej matuli, kiedy
                                                  inne babki tutaj sa na etapie powrotu do zdrowia, czego im zycze z
                                                  calego serca w jak nakrotszym czasie! moja mama miala ostatnio szesc
                                                  dodatkowych naswietlan, bo miala straszne krwotoki, ktore zostaly
                                                  zatrzymane na szczescie. pozniej zaczela brachyterapie - 4 zabiegi,
                                                  okrutne zabiegi, ale podobno jest poprawa, rak troche sie cofnal. na 15
                                                  czerwca ma komisje w sprawie potencjalnego zalozenia sondy w zakladzie
                                                  brachow. niestety, dokladnie nie wiemy o co chodzi. mama ma straszne
                                                  skoki cisnienia, co wcale nie pomaga, by mogla poczuc sie na silach na
                                                  wyjscie do miasta, nie mowiac o jakims dluzszym wyjezdzie. a szkoda,
                                                  tak bardzo by jej sie przydala zmiana otoczenia na kilka dni. no i dzis
                                                  jej dzien- moge jej zyczyc moc sily do dalszej walki i pieknego
                                                  wyzdrowienia, w ktore wciaz ja sama wierze, choc naprawde jest ciezko.
                                                  mieszkam daleko od rodzicow, to naprawde nie pomaga. jest cholernie
                                                  ciezko, ale co ja tam bede wam opowiadac, same wiecie najlepiej.
                                                  sciskam was wszystkie mocniutko, pewnie znow dlugo nie bede sie
                                                  odzywac, wierze, ze moze nastepnym razem bede miala super optymistyczne
                                                  wiesci od mojej matuli, modle sie by tak sie stalo.
                                                  • 26.05.10, 19:20
                                                    To dobrze Kwiatku że mama się jakoś trzyma.Widzisz praktycznie w tym samym
                                                    czasie się z moją mama dowiedziały o raku (moja nawet później) i ten sam stopień
                                                    i mojej już nie ma prawie dwa miesiące.A to że twoja jeszcze walczy i ją leczą
                                                    to super.Powinnaś się cieszyć.Najważniejsze żeby była i musisz w to wierzyć.Ja
                                                    wiedziałam że z mamą jest źle ale modliłam się i wierzyłam tak bardzo.A dziś w
                                                    tym dniu serce mi pęka.Nie przytule jej, nie ucałuje,jedyne co mogę zrobić to
                                                    zapalić znicz i pomodlić się na jej grobie.
                                                  • 10.06.10, 23:41
                                                    Cześć dziewczyny.
                                                    Mam do was pytanie może któraś się orientuje. Chodzi o to że jestem
                                                    prawie dwa miesiące po brachyterapi, dziś byłam u ginekologa po
                                                    hormony ale przy okazji mnie zbadał. Powiedział że nie jest źle ale
                                                    na szyjce jest jakieś zgrubienie co może być efektem naświetlań. Nie
                                                    wiem co mam o tym myśleć, czuję że znowu powraca strach może któraś
                                                    z was słyszała coś na ten temat lub spotkała się z czymś takim.
                                                    Ogólnie czuję się dobrze ale po badaniu które uważam że było bardzo
                                                    delikatne zaczełam podplamiać nie wiem czy to jeszcze za wcześnie
                                                    było na badanie czy może się nie zagoiło po brahy czy znowu coś się
                                                    dzieje, w głowie kołatają mi się najgorsze myśli. Pierwszą wizytę
                                                    kontrolną mam dopiero 29 lipca i dopiero wtedy będzie mnie badał
                                                    onkolog a do tego czasu chyba nie będę miała psychicznego spokoju.
                                                  • 11.06.10, 17:45
                                                    wiesz ja sie nie orientuje zbytnio ale po badaniu mozna plamic nie bedac chorym
                                                    znam kolezanki ktore po kazdej wizycie u gina podplamiaja jesli tak bardzo
                                                    sie martwisz zadz do tego gin i mu o tym powiedz napewno sie uspokoisz

                                                    ps ciesze sie ze wszystko idzie ku dobremu :)
                                                    a co u reszty
                                                    ach dziekuje za gratulacje cudownie jest byc mama :) jestesmy w Amelce
                                                    zakochani swiata po za nia nie widzimy
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • 15.06.10, 00:02
                                                    Dzięki Edzia mam nadzieję że wszystko będzie dobrze ale zmartwienie
                                                    cały czas jest. No cóż nie pozostaje mi nic innego jak czekać do
                                                    wizyty kontrolnej zobaczymy co mi onkolog powie.
                                                    Jeszcze raz gratuluję Amelki.
                                                  • 05.07.10, 18:21
                                                    Kwiatku co u Was???
                                                    Nic nie piszesz martwię się.
    • 15.07.10, 10:36
      alu kwiatku i reszta dziewczyn co tam u was jak sie maja sprawy mam nadzieje
      ze wszystko idzie ku lepszemu Alu jak sobie dajesz rady
      --
      Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
      kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
      • 18.07.10, 15:40
        U mnie nie najgorzej jakoś bym żyła gdyby nie schizy zwiazane z nowotworami.Mam
        tą cholerną brodawkę(tak powiedział chirurg) pod piersią której nie chcieli mi
        wyciąć ze względu na znieczulenie i napięty brzuch (mogą mi się szwy rozejść) i
        boli mnie bardzo, cały czas się odparza nie może wyschnąć a ostatnio jakby sie
        zmniejszyła nie jest już taka opuchnięta ale za to leje mi się z niej krew.I
        żyłabym spokojnie nawet z tymi upałami gdyby nie strach przed
        czerniakiem.Zamęczam rodzinę swoimi wizjami.Ach...martwię się.

        Myśle też często o Kwiatku co tam u jej mamy słychac.
        Kwiatku odezwij się!!!!!
        • 19.07.10, 07:29
          witajcie babeczki,
          alu mam nadzieje, ze twoja sytuacja szybko sie wyjasni, a co do
          schizow rakowych - to chyba nam wszystkim zostanie. ostatnio
          dowiedzialam sie o kilku przypadkach nowotworow wsrod rodzin znajomych,
          i to jest przerazajace...
          Co do mojej matuli - jesz raczej zle. slabnie z kazdym dniem, bierze
          morfine w plastrach, mniej wiecej w dawce 18mg na 78g, nie moze wiecej,
          bo jej nerwy nie wytrzymuja poki co i czuje sie okrepnie, a bol nie
          mija, wiec do tego tramal i ketonal, pyralgina. ale matula jest
          dzielna, czasem za bardzo, odczekuje conajmniej 6godz miedzy kolejnymi
          lekami, az dochodzi do bolu, ktorego dlugo potem nie moze uspokoic, i
          wtedy jest okropnie. jest slabiutka, berze omegaC, wiec apetyt jej
          dopisuje, ale jak zje cos niedopowiedniego, jej jelita sie buntuja i tu
          dodatkowy bol. infekcja po brachyterapii wciaz nie przeszla, goraczka
          jakby minela, ale bol urazowy po tych piekielnych naswietleniach wciaz
          nie minal. no i tyle, wg mamy to ona odejdzie w sierpniu, ja juz nie
          mysle o tym, jak moge, jestem u rodzicow, a na codzien telefon. chyba
          ja sama radze sobie z tym wszystkim coraz gorzej, moi bliscy,
          szczgolnie tato tez. pisze rzadko, bo mnie za bardzo rozbraja
          opisywanie stanu mamy, ale jestem wciaz z wami. sciskam
          • 20.07.10, 12:04
            Witam:)
            Jestem nowa. Wczoraj przeczytałam tutejsze forum i naprawde jestem
            zadowolona, że można tutaj mieć wsparcie.Moja mama choruje na raka
            szyjki macicy stadium IIb z tym,że jest to nawrót choroby,niestety,
            wiem, że rokowanie jest straszne. Dwa lata temy zdiagnozowano u
            mojej mamusi raka szyjki macicy w najbardziej złośliwym stadium.
            Pojechała do Rzeszowa na leczenie. Po 5 tygodniach wróciła do domu i
            wszystko było ok do czerwca tego roku.Muszę podkreślić tutaj, że
            mame nie dało się wołami zaciągnąć na kontrole(teraz żałuję że na
            siłę nie włożyłam jej do auta i nie jezdziłam z nią)W czerwcu tego
            roku trafiła do szpitala w Sanoku z podejrzeniem udaru mózgu. W
            pierwszy dzień była w takim stanie, że wezwaliśmy księdza ale
            zaczeła dochodzić do siebie. Nie był to udar a jednak rak zaczął się
            nawracać. Przewieziono mame do Brzozowa na onkologie ginekologiczną
            gdzie lekarz(znieczulicza zupełna)poinformował mnie i moją siostre,
            że mamie już nic nie pomoże a dwie minuty poźniej wzioł koperte z
            pieniędzmi. Jak nazwać takiego lekarza? Pytam jak?Nie ma odpowiedzi
            dlaczego lekarze tacy są. Ciekawe co by było gdyby chodziło o kogoś
            z ich rodziny?Lekarz ten kazał wziąść mame do domu bo ona nie nadaje
            się do leczenia. Mało tego sam ją o tym poinformował, gdzie
            prosiłyśmy z siostrą żeby tego nie robił.Zapomniałam napisać, że
            mama ma obustronne wodonercze gdyż nowotwór zaczął uciskać jej
            moczowody. Przywieżliśmy mame do domu. Wszystko było ok przez 2 może
            3 dnido czasu zaparć. To było straszne. Dawałam jej lactulosum ale
            nic nie pomógł. Wkońcu udało się jej wypróżnić. Szukaliśmy w tym
            czasie jakiegoś dobrego onkologa w Polsce. Mój mąż znalazł jakiegoś
            profesora w ŁOdzi i pojechał do niego. Oczywiście umówił się z nim
            przez telefon. Mąż przdstawił badania mamy razem z TK. Na co
            profesor ten stwierdził: na jakiej podstwie lekarze tutejsi
            (Brzozów) stwierdzili nawrót choroby nie biorąć żadnego wycinka.
            Kazał mame przywieść bo sam chce ją zbadać. Załatwiliśmy karetke
            przewozówke, która miała przwieśc mame do Łodzi. Nawet nie
            wyobrazacie sobie jaka byłam szczęśliwa, że jest nadzieja. Zaczełam
            płakać razem z mamą ze szczęścia, że znalazł się ktoś dla kogo los
            mamy nie jest obojętny. Karetka załatwiona więc czekaliśmy na wyjazd
            mamy. Na nasze nieszczęście w sobote mama dostała prawie 40 stopni
            gorączki. Wezwałam pogotowie. Zanim przyjechali robiłam mamie okłady
            na czoło i nogi(zimne).Gorączka zeszła do 38,3. Gdy przyjechało
            pogotowie dali mamie zastrzyk(pyralgine). Mama zaczeła się słabo
            czuć a niedziele w nocy o 1 miała jechać do Łodzi. Przyszła
            niedziela. Spakowałam mame( tak się cieszyłam ze jedzie że coś się
            ruszy w strone ratowania jej). Karetka przyjechała, wzieli mame do
            środka . Z mamą pojechała moja siostra, żeby było jej rażniej a za
            karetką mój mąz i szwagier.Ja zostałam w domu z 3 letnim synkiem.
            Rano telefon od siostry, że wracają , że stan mamy nie pozwala na
            cokolwiem( była tak słaba, wymęczona jazdą w dodatku się odwodniła).
            Zaczełam strasznie płakać, że pozwoliłam jej na taka podróż w sumie
            na darmo, że tylko się wymęczyła.Miałam straszne wyrzuty sumienia z
            tego powodu ale zrobiłam to po to żeby ją ratować, żeby ktoś
            powstrzyłam to raczysko.Ratownicy zajęli się mamą bardzo dobrze i
            wracając kazali nam załatwić skierowanie od lekarza rodzinnego na
            oddział do szpitala W Ustrzykach Dolnych co też zrobiłam.Profesor z
            Łodzi powiedział, że musimy znaleść dobrego lekarza od nerek, żeby
            je podleczyć bo nie może podać chemii bo zabiłby mame w takim
            stanie jak była.Mama trafiła do szpitala w UD w poniedziłek
            wieczorem. Zaczeła dochodzić do siebie. Wyszła w piątek w całkiem
            dobrym stanie i mieszka u mnie. Szukamy dobrego lekarza, który
            podleczy jej nerki(obustronne wodonercze)gdyz bez tego nikt nie jest
            w stanie jej pomoc. Najgorzej jest jak ma zaparcia, strasznie wtedy
            cierpi a właśnie je ma. Podaje lactulosum, czopki i Bisacodyl ale
            nic nie pomaga. Wiem, że strasznie się rozpisałam ale wiem również
            to, że tutaj znajde wsparcie.Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki:)
            • 20.07.10, 13:01
              Zapomniałam dodać, że nigdy nie wybaczę sobie, że pozwoliłam mamie
              doprowadzić się do takiego stanu, powinnam coś zrobić żeby jezdziła
              na kontrole a nie czekać aż rak się nawróci:(:(:)(
              • 21.07.10, 01:09
                Wlaśnie byłam u mamy ma straszne zaparcia:( męczy się bo nie może
                się wypróżnić, nie wiem co robić.POMOŻCIE mi
                • 21.07.10, 13:15
                  Mamusia zaczeła się wypróżniać z czego jestem bardzo zadowolona:):):)
                  zresztą mama też wygląda dużo lepiej bo wczoraj wyglądała
                  strasznie.TAk bardzo chciałabym żeby ktoś mi odpisał.Czekam z
                  niecierpliwoścą. Pozdrawiam wszystkich.
                  • 21.07.10, 16:24
                    Magdziu kochana bardzo bym Ci chciała napisac coś pocieszającego ale nie wiem co.
                    Patrzenie na bliską osobę w bólu jest samym w sobie cierpieniem.
                    Mojej mamy nie ma już prawie 4 miesiące a ja całkowicie wymazałam z pamięci
                    ostatnie dwa tygodnie jej życia a szczególnie moment jak odchodziła od nas.Za
                    kilkanaście dni zostanę mamą a jej przy mnie nie bedzie.Ja ci nie napisze nic
                    mądrego bo u nas to wszystko zaczeło sie tak nagle i tak szybko skończyło.Jeżeli
                    chodzi o opieke lekarska to dla mnie to była paranoja.Jednego czego nie mogę
                    zarzuc to dostęp do leków morfinowych.

                    Zycze dużo siły i wytrwałości.
                    • 21.07.10, 22:50
                      Dziękuję Ala za to, że odpisałas.Wiem, że Ty tą ciężką drogę walki
                      Twojej i Twojej mamy masz juz za sobą.Ja mam ją dopiero przed sobą
                      i już odchodze od zmyysłów:(. Nie wiem jak sobie z tym poradzę. Jak
                      mam patrzeć na cierpienie mamy i nie móc jej pomóc to chyba jest
                      najgorsze co może być:( Mama wychowywała nas pięcioro sama, nikt jej
                      nie pomagał. Mimo, że ma nas pięcioro, ja jestem najbliżej niej tzn
                      zamieszkała u mnie bo tak zdecydowałam i tak chcę żeby była blisko
                      mnie a ja niej. Zresztą mama zawsze mówi do mnie jak idę na zakupy
                      albo na pole z synkiem, żebym szła ale wracaj szybko bo z Tobą mi
                      raźniej.Miło to słyszec. Pozdrawiam wszystkich i Ciebie Alu i czekam
                      na dalszą wiadomość.
                      • 23.07.10, 09:20
                        Czy ktoś tu jeszcze zagląda?????:(
                        • 24.07.10, 00:39
                          Byłam u mamy, zresztą chodzę cały czas z basenem bo mama ma teraz
                          biegunke i wymiotowała. Nie wiem co mam robić. Pomóżcie!!!Nie wiem
                          dlaczego ale już widzę wszystko w czarnych kolorach:(:(:(Tak bardzo
                          się boję co będzie dalej.Tak bardzo ją KOCHAM.Mama - jak bez niej
                          żyć? Jak patrzeć na jej cierpienie i nie móc pomóc gdzie ona napewno
                          tego oczekuje:(.Mama zdaje sobie sprawe z jej choroby ale nie wie że
                          jest ona aż tak rozwinięta i cały czas ma nadzieje, że bedzie jak 2
                          lata temu, że ją ktoś wyleczy a ja wiem, ze nawet jak coś uda się
                          zrobić o co proszę BOGA to będzie to tylko albo aż przedłużenie
                          życia.Kocham Cię MAMUSIU TAK BARDZO.pROSZĘ NIECH KTOS COŚ NAPISZE.
                          • 24.07.10, 16:52
                            Magdzia nie wiem co ci napisać.Nie chce cię dobijać ja też do końca miałam
                            nadzieje.Jak się mamie polepszyło na tyle że coś jadła to myślałam dzięki Ci
                            Boże,ale później jak już była taka chora to nie chciałam jej na siłę zatrzymywać
                            przy nas.Teraz jak patrze na to wszystko to widze że tak musiało być.Ciężko mi
                            jest się pogodzić z jej śmiercią ale co miała przeżyć to przeżyła.Nie bój
                            się,dla mojej mamy pod koniec choroby śmierć była wybawieniem od bólu.Śni się
                            nam często i zawsze jest uśmiechnięta,taka jak kiedyś,a nie taka jak w chorobie
                            nonstop grymas bólu i psychicznego cierpienia co to będzie.

                            Ciężko mi jest o tym pisać i nie wiem czy kiedykolwiek bedzie łatwo a póki co to
                            radze wam bądzcie z mamą.Wspierajcie ją bo jej jest najtrudniej.Ty jeszcze masz
                            czas na płacz.Ciesz się nią.I nie myśl o najgorszym.
                          • 25.07.10, 10:02
                            madziu a dzwoniliscie do lekarza wiesz jesli mama wymiotuje to najlepeij zeby
                            cos na to dostała np w zastrzykach popros zeby zamontowali motylek i sama
                            bedziesz podawała mamie szybciej zadziała niech mama duzo pije uwazaj zeby sie
                            nie odwodniła a tak apropo czy mama cos jadła zeby zaparcia znikneły bo jesli
                            tak to moze byc reakca organizmu na zbyt duze dawki rozwalniaczy i teraz działa
                            to jak lewatywa

                            jestes mocniejsza niz cie tobie wydaje dasz rade a jesli chce ci sie płakać
                            płacz tylko nie przy mamaie jesli masz ochote krzyczec idz tam gdzie mało kto
                            cie bedzie słyszal i wykrzycz z siebie wszystko co w tobie tam siedzi
                            postaram sie tu zagadac codziennie

                            alu trzymam kciuki za poród moja mała ma juz 2 miesiace i 2 tyg i jestem w niej
                            zakochana pare rzeczy odziedziczyła bo mojej mamie codziennie jej opowiadam jaka
                            by miała babcie
                            --
                            Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                            kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                            • 25.07.10, 15:54
                              Dziękuję Alu i Edziu, że jesteście, że odpisałyście. Nie wiecie ile
                              to dla mnie znaczy. Mama czuje się dzisiaj w miare, ma humor, dużo
                              zjadła, narazie biegunka mineła.Na zaparcia dawałam maie lactilosim,
                              duphatac, bioprazol. Do lekarza nie dzowniłam bo przyznam szczerze,
                              że mama teraz nie jest pod okiem żadnego onkologa ponieważ
                              najbliższy jest w Brzozowie a tam jak wspomniałam kiedyś wogóle się
                              lekarze mamą nie zajęłi tylko odesłali do domu jak psa i powiedzieli
                              jej, że jej nic nie pomoże. Mama nie chce słyszeć o Brzozowie
                              zresztą ja też.:( W tygodniu najprawdopodobniej mama pojedzie do
                              Rzeszowa na oddział z nerkami(na 100% jeszcze nie wiemy)żeby je
                              podleczyć gdyż bez podleczenia żaden onkolog jej nie pomoże. Nerki
                              bardzo mame osłabiają w sumie do tego stopnia, że jak wstaje to
                              często kręci jej się w głowie i trzeba iśc koło niej żeby nie spadła:
                              (A jeżeli chodzi o szpital w Rzeszowie gdzie może mama pojedzie to
                              mój mąż zawiozł papiery mamy do tego lekarza i on ma załatwić mamie
                              miejsce na odziale ale o tym czy pojedzie jeszcze napisze.Jeżeli uda
                              się podleczyć nerki to wtedy dobry onkolog będzie jej w stanie jakoś
                              przedłużyć życie. Jak to powiedział profesor z Łodzi w takim stanie
                              mogłbym zabić waszą mame podając jej cokolwiek np.chemie. Pozdrawiam
                              wszystkich a w szczególności Ale i Edzie. Zyczę Ci Alu szybkiego
                              rozwiązania. Sama mam 3 letniego synka i wiem jakie to
                              szczęście:):):)
                              • 25.07.10, 16:36
                                Magdziu ja już mam dwóch chłopców w wielku 4 i 2 lat, a teraz bede mieć
                                trzeciego chłopaka.I ciesze się że mam w tych trudnych momentach się do kogoś
                                przytulić,to dzięki nim jakoś człowiek się trzyma.Ciesze się że z mamą lepiej
                                oby tak dalej.
                                • 25.07.10, 21:01
                                  Alu sami chłopcy:):):)napewno jest wesoło w domu z nimi:):):)Masz
                                  racje nie ma to jak wtulić się w tę słodką małą buźkę uśmiechniętą
                                  od ucha do ucha:). Teraz gdy nas to spotkało chcialabym być małą
                                  dziewczynką taka beztroską ale wiem, że muszę stawić czoła i być
                                  przy mamie żeby nie wiem co.
                                  • 26.07.10, 07:32
                                    witajcie dziewczyny,
                                    jest zle i co jest najbardziej absurdalne w tmy pieprzonym raku, ze do
                                    pewnego momentu ma sie nadzieje, ze naprawde bedzie lepiej, czlowiek
                                    modli sie o wyzdrowienie, kazdy objaw lepszego samopoczucia bierze za
                                    wiosenna jaskolke, a pozniej znow zle i te opadajace ramiona. i
                                    przychodzi takiczas, jak powiedziala wczoraj moja mama, ze juz nie
                                    trzeba modlic sie o zdrowie, trzeba modlic sie o szybka smierc. mama
                                    bardzo cierpi. nie chialam wracac do starych topikow, zeby czytac jak
                                    to bylo u innych mama, ale moja, mimoze odczuwa glod, boi sie jesc, bo
                                    kazdy przelkniety kes to cierpienie - boli ja caly brzuch, wszystko ja
                                    skreca, nie pomagaja ani plastry ani ketonale, tramale i inne
                                    specyfiki. ataki coraz silneijszego bolu pwtarzaja sie tak czesto, ze
                                    mama placze bez ustanku, kilka minut snu jest wybawieniem, ale to tylko
                                    kilka minut. mysle, ze lepiej dla matuli byloby, by to sie skonczylo.
                                    to tak ciezko powiedziec, nigdy nie bedziemy w sumie gotowi na jej
                                    odejscie, ale chialabym tak mocno by jej juz bylo lepiej. dziewczyny,
                                    czy wasze mamy tez tak bardzo cierpialy? czy to tez byl problem
                                    jedzenia, ktore powoduje tak bolesne wzdecia? czy mieli wasi lekarze na
                                    to jakies metody? niel icze w sumie na pozytywna odpowiedz, ale jest mi
                                    strasznie ciezko, a na was zawsze mozna liczyc...
                                    • 26.07.10, 10:37
                                      Kwiatku moja mama miała silne zaparcia.Czasami pół nocy spędziła w łazience,ale
                                      wtedy miała swoje gazetki i czytała, potrafiła na dzien zjesc całą paczkę xenny
                                      ekstra i tylko ona jej pomagała.A na ból jadła sevredol i miała plastry z
                                      morfiną.Do tego antydepresyjne i na spanie.I łykała je bez przerwy.My z siostrą
                                      kłóciłyśmy się z nią o to wszystko,a przed śmiercią nie chciała juz nic jesc.Jak
                                      pytałyśmy czy ją coś boli i czy chce tabletkę a ona kiwała głową że nic ją nie
                                      boli i nie chce to nie masz pojęcie jak bym się wróciła do tych kłótni.Moja mama
                                      cierpiała bardzo i teraz wiem co musiała przeżywać.Ten ból fizyczny i to
                                      cierpienie psychiczne że wiesz że umrzesz.Przy nas nie mówiła o śmierci ale dużo
                                      razy ją złapałyśmy na tym że płacze.Zawsze wtedy brała różaniec do ręki i się
                                      modliła i jej przechodziło.Teraz dopiero przychodzi na mnie to cierpienie po
                                      stracie bliskiej osoby,tak bardzo mi jej teraz brakuje.

                                      Kwiatku tak bardzo wam współczuje:(((
                                      Tak mi przykro myślałam że z Twoją mamą bedzie lepiej,że jakoś będziecie
                                      ciągnąć.Myśle o Was i ściskam cie mocno.
                                      • 27.07.10, 23:37
                                        Witam:)
                                        Kwiatku współczuję ci bo moja mama też jest chora:(nie wiem jak
                                        sobie z tym poradzę. Wczoraj miała taki śilny ból w brzuchu, że
                                        musieliśmy wezwać pogotowie. To był jej pierwszy aż taki silny ból:(
                                        bo do teraz ja bolało ale przechodziło po pyralginie.Dzisiaj na
                                        szcęście jak narzie jest ok, cały czas siedziała sobie w kuchni z
                                        nami i rozmawiała. Była taka żywa:),przed spaniem zaczeła się
                                        skarżyc na ból i dałam jej tramal w kropelkach( wcześniej
                                        skonsultowany przez lekarza). Muszę tu zaznaczyć,że mamie każda
                                        tabletka przeciwbólowa niszy bardziej nerki:(:(:(.Alu i edziu co u
                                        Was?Pozdrawiam. Kwiatku trzymaj się.
                                        • 28.07.10, 10:05
                                          W nocy znowu mame dopadł ból w pośladkach i w odbycie:(musieliśmy
                                          wezwać pogotowie. Dostała zastrzyk i jest spokój narazie. JUż
                                          martwię się co będzie w nocy. Tak ciężko patrzeć na jej ból. Mam
                                          tylko nadzieję że ten ból spowodowany jest zaparciami a nie wiecie
                                          czym. Ból ten też może promieniować od nerki.Mama tak bardzo chce
                                          żyć, widzę że ją to bardzo przeraża, często płacze i mówi za jakie
                                          grzechy mnie to spotkało:(Dzisiaj najprawdopodobniej bedę wiedzieć
                                          czy przyjmą mame na oddział w Rzeszowie. Oby przyjęli bo nie wiem co
                                          poczne i co jej powiem jak się nie da podleczyć nerek:(. Trzymajcie
                                          kciuki. Pozdrawiam.
                                          • 28.07.10, 17:27
                                            kwiatku moja mame chwiciło tak naprawde 2 tyg przed smiercia zaczeła ni z owego
                                            wymiotowac wszystko co zjadła wracało dawałam jej metro cos tam w
                                            tabletkach ale je tez zwracała wiec przeszlismy na motylek i je podawałam w
                                            zastrzykach co do bólu to albo mama nie pokazywała albo nie wiem fakt ze była
                                            na plasterkach i co 8 brała sevedol (pozapominałam nazwy ale Ali mama tez je
                                            brała) mama dodatkowo brała połowke ketonalu i jak na tak zaawansowanego raka
                                            mama dzielnie to znosiła potem bol był straszny dawałam jej rosołki i to sama
                                            wode a i tak je zwracala jedynie nutridrinki cos jej tam spasowały ale to w
                                            małych ilosciach
                                            i najpiwerw my tez modlilismy sie o zdrowie potem juz tylko o szybka smierc bo
                                            cierpienia jakie mama miała nie moglismy zniesc
                                            zycze ci kwiatku duzo siły i wiary tule mocno

                                            mama brała na zaparcia bo miała straszne lactulosum i wszystkie dostepne leki
                                            na przeczyszczenie
                                            do tego tez lek do dzis nie wiem po co dexawen a 2 godz przed smiercia
                                            dostała morfine w zastrzyku :(

                                            ciezko mi bez niej strasznie czesto chodze na jej grób chodz teraz troche go
                                            zaniedbalam bo mam mala no i chrzciny dopiero beda a boje sie z mała isc na
                                            cmentarz mama zawsze mówiła ze ziemia wciaga ja nie chce ryzykować


                                            madziu- tobie tez zycze sił mam nadzieje ze sprawa z nerkami sie szybko wyjasni
                                            i trzymam kciuki za rzeszów

                                            wszyscy sa przerazeni a co dopiero twoja mama nie dziw sie jej
                                            --
                                            http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
                                            • 30.07.10, 15:04
                                              U mamy znowu było wczoraj pogotowie i to 2 razy:(, dostała gorączki
                                              prawie 39 i wymiotowała. Lekarz podał jej pyralgine w tyłek. Po
                                              godzinie gorączka spadła ale zaczeły się bole w odbycie nie do
                                              zniesienia więc pogotowie przyjechało jeszcze raz. Podali mamie 250
                                              ml NaCl 0,9%+ spasmalgan 5 ml oraz Poltram 50 mg.Przestało mame
                                              boleć jak ręką odjąć. Spałą całą noc i w sumie dobrze się czuje
                                              tylko bierze ją cały czas na wymioty no i nic nie je ale dzięki
                                              Bogu, że pije.Miałam napisać o Rzeszowie. Więc byliśy z mamą w
                                              poradni z nerkami. Lekarz powiedział, że jest oki, że nerki są w
                                              miare dobrym stanie ale żeby doszły do lepszego potrzeba czasu. No i
                                              tu jest ten problem na nerki potrzeba czasu a nie wiemy ile czasu
                                              zostało no wiecie:(chodzi mi o raka:(.A z tego co widzę chyba szybko
                                              się rozwija to raczysko wstrętne.:(:(:(:(:(:(:(:(. Nie wiem co mam
                                              robić, jak patrzeć na jej ból i nie być w stanie pomóc.Zawsze mówie
                                              mamusi, że bedzie oki ze bedzie jak dawniej. Mama ma we mnie taka
                                              nadzieję, czuje sie przy mnie bezpiecznie. Mówiąc to wiem, że ją
                                              okłamuję a mamusia mi wierzy.Lekarz rodzinny przepisał mamie plastry
                                              przeciwbólowe. Tak boję się jej je dawać poniewaz nie chce zeby sie
                                              uzalezniła mimo ze dawka jest najmniejsza:(Pozdrawiam :
                                              • 30.07.10, 15:59
                                                czesc madziu mam nadzieje ze nastepna noc to juz bedzie ta z tych lepszych co
                                                do plastrów mama je miała bardzo długo i powiem ci co mi powiedział lekarz
                                                onkolog ze nawet najgorszy narkotyk chorego nieuzalezni a pomorze lub ulzy w
                                                bólu


                                                mam nadzieje je u was kwiatku dzien lepszy
                                                alu co u ciebie jak dzidzius??

                                                pozostałe dziewczyny co u was ??
                                                --
                                                "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                • 30.07.10, 18:44
                                                  Edzia ma racje.Mi lekarka z poradni leczenia bólu powiedziała że u ludzi z
                                                  rakiem nie można mówić o uzależnieniu.Ja myślałam tak samo jak Ty, bałam się o
                                                  uzależnienie od leków,tyle kłótni czasem o jedną głupią tabletkę a teraz wiem
                                                  jak moja mamusia musiała cierpieć.Też widziałam jak rak powoli ją wykańcza, jak
                                                  chudnie każdego dnia coraz bardziej.Tyle bym teraz dała żeby przyszła i się
                                                  pokłóciła ze mną o leki.Nie bój się plastrów.Moja mama oprócz palastrów brała
                                                  jeszcze sevredol co cztery godz. między tym ketonal i jeszcze ibuprom max, i
                                                  dalej ją bolało.


                                                  Edzia ja już czekam coraz gorzej się czuje,a zresztą ostatnio zaliczam takiego
                                                  doła ze szok.Boje się o tą brodawkę że to czerniak, a poza tym strasznie tesknie
                                                  za mama.
                                                  • 31.07.10, 15:20
                                                    nie martw sie wszystko bedzie dobrze to zaden czerniak same to sobie
                                                    wmawiamy bo wydaje nam sie ze nie istnieja zadne inne schorzenia i choroby . ba
                                                    ja nawet potrafiłam u osoby chorej np znajomej doszukac sie ze objawy rakowe ma
                                                    teraz juz troche mniej mnie to przesladuje ale dalej zyjw w tym przekonaniu

                                                    jeszze troche ci zostało i bedziesz tuliła swoje malenstwo ja pisze jedna reka
                                                    bo druga tule moj skarb

                                                    tesknie za mama tak samo mocno jak ty
                                                    potrzeba mi jej bardzo tymbardziej teraz jak jest mała jak Ami sie urodziła
                                                    bylismy w katowicach bo cos tam znalezliw miednicy małej na szczescie to nic
                                                    nowotworowego i znikneło
                                                    we wrzesniu jeszcze tylko jedno usg
                                                    no i musimy jeszcze zobaczyc serduszko bo niby ma jakas dziureczke niby maja to
                                                    wszystkie niemowlaczki ale normalnym dzieciom szybko to zarasta a małej sie nie
                                                    zarosło ( jak byla w katowicach miała4 dni) we wrzesniu mamy sprawdzic czy
                                                    sie to zrosło chciałabym bardzo zeby mama tu była i gdybym mogla cofnac czas
                                                    wysłałabym mame do lekarza wczesniej wtedy by z nami była ale czasu sie nie da
                                                    zmienic a szkoda :(

                                                    Alu musisz sie trzymac wiem ze ci ciezko ale pamietaj ze teraz to ty jestes mama
                                                    wiec wiesz co czuja twoje dzieci musisz byc silna i sie dac sprobuj postepowac
                                                    tak jak chciałaby tego mama
                                                    --
                                                    http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
                                                  • 01.08.10, 23:04
                                                    Witam:)
                                                    Dziękuję wam dziewczyny, że jesteście. Nie wiecie nawet jakie mam
                                                    wspaqrcie u was:)
                                                    Moja mama od piątku leży w szpitalu na oddziale ginekologicznym. Nie
                                                    dlatego, że coś się działo tylko załatwiliśmy mamie miejsce na
                                                    oddziale zeby sprawdzić co było przyczyną tych strasznych bólów w
                                                    odbycie.Lekarze mają porobić mamie usg i takie tam. Zapomniałam
                                                    dodać ze lekarz gdy mame przyjmował na oddział powiedział ze znowu
                                                    się zaczyna odwadniać:(Jestem u mamy codziennie. I powiem wam
                                                    nawet,że nie miała tych okropnych bóli tylko wczoraj taki lekki ale
                                                    dali jej zastrzytk przeciwbólowy.Wygląda inaczej niż w domu.
                                                    Kroplówki i leki oraz dobra opieka bo pielęgniarki są naprawde oki
                                                    robią swoje. Teraz czekam kiedy bedą badania mamy. Tak się już
                                                    bojętego co mi powie lekarz a wiem co mi powie. Nie wiem jak to
                                                    przyjmę. Chodzę jak obłąkana:(Jestem nie do życia.Co do plasdtrów to
                                                    narazie mama ich nie przyjmuje jeszcze i oby nie musiała. Alu
                                                    zobaczysz wszystko będzie dobrze. Wiem, że jak mamy kontakt z kimś
                                                    kto choruje na nowotwór to wydaje nam się ze wszystko co nas zaboli
                                                    to rak. Mnie też od jakiegoś czasu coś kłuje pod żebrem z prawej
                                                    strony i tez jakoś nie moge sie wybrac do lekarza bo sie boje. Głowa
                                                    do góry:)
                                                  • 05.08.10, 22:20
                                                    Kwiatku co tam u Was???
                                                  • 18.08.10, 18:05
                                                    Dziewczyny co tam u was??
                                                    Martwie się czemu się nie odzywacie!!
                                                  • 30.08.10, 16:29
                                                    Dalej się nie odzywacie!!!
                                                    Kwiatku????

                                                    Ja urodziłam 22 sierpnia.Chłopczyk Filip 3100 gram.
                                                    Tak mi teraz mamusi brakuje:(((
                                                  • 31.08.10, 12:25
                                                    gratulacje :D witamy cie filipku :) wiem słonko ze ci mamci brakuje my
                                                    po chrzcinach płakałam w kosciele po mszy byłam na cmentarzu

                                                    dziewczyny co jest dlacego nic nie piszecie !!!!!!!!!1
                                                    --
                                                    http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
                                                  • 14.10.10, 08:18
                                                    alu, edziu, po dlugiej przerwie, ale chyba nie mialam sie czym dzielic. pisze by dokonczyc tutaj historie mojej matuli - odeszla we wtorek w ubieglym tygodniu - widzialam ja jeszcze w niedziele, rozmawialam z nia tego samego dnia przez telefon. wyjezdzajac z domu czulam, ze pewnie juz z mama sie nie zobacze, ale nie bylam w stanie zostac w domu i czekac na cos, co tak bardzo chcialam oddalic. a mama cierpiala i odpoczynek juz tak bardzo jej sie nalezal. a teraz przegladamy z cala rodzina zdjecia i wspominany mame taka, jaka byla przed choroba i w ostatnich dniach, by mimo jej braku poczuc jej obecnosc i moc sie usmiechnac. moze nie ma jej fizycznie i nie odpowie juz w sluchawce telefonu, ale przeciez jest tutaj wciaz, blisko i tak juz zostanie, za duzo cudnych wspomnien mamy wszyscy by pozostaly nam tylko lzy.
                                                    a ja mam nadzieje juz nigdy nie wrocic na to forum jako ktos, kto znow spotkal sie z rakiem bezposrednio. trzymam kciuki za wszystkie babki z rsm - wierze, ze moja mama mogla z tej choroby wyjsc, ale moze zabraklo jej sily gdzies po drodze, moze jakiemus lekarzowi zabraklo cierpliwosci i serca, moze sami cos przeoczylismy. dlatego walczcie i nie dawajcie sie, kazde male zwyciestwo sie liczy. powodzenia!
                                                    kwiatek
                                                  • 14.10.10, 17:09
                                                    Kwiatku tak czekałam na jakies wiadomości od Ciebie i czułam że musi być źle skoro nic nie piszesz.Tak strasznie mi przykro że Wam też sie nie udało,ale masz racje należał się już naszym Mamą odpoczynek.Ci wszyscy ludzie którzy teraz pewnie mówią że przynajmniej już nie cierpi mi nie dawali żadnego pocieszenia.Dla mnie skończył się pewnien etap życia a zaczął NOWY bez MAMY.My już jestesmy pół roku po śmierci a ja dalej w to nie wierze i chyba nigdy nie uwierze.
                                                    Jestem z Tobą tak strasznie Ci współczuje.
                                                  • 15.10.10, 13:08
                                                    [*] dla twojej mamusi :( masz racje naszym mamom nalezał sie odpoczynek tylko dlaczego to takie bolesne dlaczego musiały odejsc na zawsze osoby które tak naprawde nie zrobiły nic złego dlaczego zawsze dobrzy ludzie odchodza a zli zostaja ? Alu masz racje nie da sie ogarnac faktu ze ich nie ma ja ciagle czekam na swoja ciagle zerkam w telefon i patrze na drzwi kiedy wejdzie ale jej nie ma
                                                    ja tez zaczełam nowy rozdział ciezko jest ale musze dac rade i masz racje kwiatku trzeba sie cieszyc kazdym małym sukcesem i walczyc do ostatniej chwili
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
    • 25.09.10, 13:17
      Przeczytalam historie Twojej mamy. Na jakim etapie leczenia jestescie? Moja mama tez leczy sie od 6 lat w podkarapackim osrodku onkologicznym. Rokowania od poczatku byly fatalne ale udalo sie. Nie traccie nadzie...Jezeli masz ochote porozmawiac moge wymienic sie doswiadczeniami. Mozesz pisac na maila. Pozdrawiam cieplo
      • 13.12.10, 17:50
        Cześć dziewczyny.
        Co tam u Was?
        Edzia jak dzidzuś?
        Kwiatku to pierwsze świeta bez naszych Mam. Trzymasz się jakoś?
        Bo mi ciężko.Dużo o tym wszystkim myśle.
        • 24.12.10, 22:38
          no u mnie srednio ciagle mysle o mamie i jest mi czasem bardzo smutno ale musze zyc dalej wiem ze mama by tego chciała no dzidzius -Amelia to juz kawał rozrabiaki pełza i próbuje raczkowac wszedzie jej pełno :) jest bardzo bystra ale gapowata chyba bedzie bardziej głowa ruszała :) alu a co u was

          Alu nie mysl bo zaczniesz nowe rzeczy wymyslac i bedziesz sobie wypominac ze nie zrobiłas wszystkiego zycze wam zdrowych i spokojnych swiat
          --
          http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
          • 26.12.10, 11:50
            Witam:)
            Wiem, że nie byłam z Wami długo tutaj na forum i dawno się nie odzywałam ale poprostu jakoś tak wyszło:(.
            Moja mamusia odeszła 20.12.2010r.(poniedziałek), pochowałam ją dzień przed Wigilią:(:(:(.
            Tak bardzo mi jej brakuje, czuję okropną pustkę:(. Nigdy nie pogodzę się z jej śmiercią:(NIGDY!!!
            Teraz kiedy jej nie ma nasuwają się pytania co mogłam zrobić lepiej żeby była jeszcze z nami, czy dobrze się mamą zajmowałam i setki innych pytań na które nie mam odpowiedźi:(:(:(. Wiem jedno mama strasznie cierpiała, ciągle zastrzyki przeciwbólowe, tabletki, plastry:(:(:(Co to za życie?. Teraz już nie cierpi ale wiem,że bardzo chciała być z nami a szczególnie ze swoim wnusiem, którego kochała nad życie. Tak trudno w to uwierzyć bo jeszcze tydzień temu była ze mną, karmiłam ją, rozmawiałyśmy. Zdawałam sobie sprawe z tego, że ten dzień kiedyś nadejdzie ale że nie tak szybko i to przed świętami gdzie ludzie powinni się radowć a nie smucić:(. Codziennie jeźdżę na cmentarz i modlę się za jej duszę. TAK MI CIĘŻKO BEZ NIEJ, TAK BARDZO ZA NIĄ TĘSKNIĘ, TAK BARDZO JĄ KOCHAM. MAMO WRÓC!!!!.
            Pozdrowienia dla wszystkich.
            • 26.12.10, 13:01
              Witam,
              Bardzo Ci wspólczuję i łączę się w bólu. Tak naprawdę każdy z nas ma do końca nadzieję, że ta najbliższa osoba tak szybko nie odejdzie. Moja też w tej chwili ma stwierdzone wodonercze. Na chwile obecną jako przyczynę uznaje się późny odczyn popromienny ze strony pecherza moczowego. Jeżeli znajdziesz sile zeby napisać mi co ostatecznie było przyczyna wodonercza u Twojej mamy, jak to stwierdzili i jak starali sie leczyć będe Ci bardzo wdzięczna.
              Czas leczy rany...trudno w to uwierzyć, ale mam przyjaciół którzy w krotkim czasie staneli twarza w twarz ze smiercią obojga rodziców i bardzo dzielnie walcza z bolem.
              Jestes bardzo silna kobitka, zrobilas wszystko zeby pokazac mamie jak bardzo ja kochasz-jest z Ciebie na pewno dumna.
              Pozdrawiam cieplo i dużo sily zycze bo masz dla kogo zyc.
              • 26.12.10, 23:42
                Dla twojej mamusi [*] nikt tak naprawde nie zrozumie co czujemy kazdy odbiera inaczej
                nas łaczy ból psychiczny i tesknota i pytanie dlaczego to spotkało własnie nas czy to kara ?? przeciez nic złego nie zrobilismy moja matus zmarła w dzien kobiet
                wiem jak ci ciezko tez chciałabym zawołac mamo wróc ja jej tak bardzo potrzebuje czasem nie mam sil wiec biore wózek i jade na cmentarz ale nawet to nie przynosi ulgi
                hmm czy za pare lat bedzie mniej bolało NIE czy czas leczy rany NIE czas nie leczy ran my sie do tych ran i bólu przyzwyczajamy i niestety ten swiat jest taki okrutny a my nic nie mozemy zrobic nie win sie za nic bo robiłas wszystko co mogłas trzymaj sie dzielnie

                a co i u innych kobitek pytam równiez te które walcza z rakiem a sie długo nie odzywały
                --
                http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
              • 02.01.11, 23:03
                Witam:)
                Jak stwierdzono u mojej mamy wodonercze? w sumie miała obustronne wodonercze tzn miała założone dreny i sikała do woreczków:( Jak je stwierdzono? Tak jak pisałam dużo wcześniej mamie wykryto nowotwór dokładnie 3 lata temu w styczniu. Jeżdziła do rzeszowa na leczenie. W czerwcu tego roku zabrało ją pogotowie do Sanoka, lekarze wstępnie powiedzieli nam że mam udar mózgu. Leżała dwa tygodnie na udarówce tylko nie wiem dlaczego bo zaraz w tym samym dniu okazało się, że to jednak nie udar:(. Po 2 tygodniach przewieźli ją na nowy szpital ggdzie założono jej te dreny. Nie usypiali jej przy tym bo nabawiła się anemii:(. Nowotwór zacząl sie poprostu rozwijąc i uciskac na nerki. Stąd to wodonercze. W sumie to tyle ze strony lekarzy jeżeli chodzi o leczenie wodonercza dreny i tyle. Później przewieźlki mame do Brzozowa żeby poleżała sobie 10 dni i dowiedzieć się, że nic nie da się już zrobic. Że nie ma już ratunku bo rak był w takim stopniu zaawansowania, że jej nie pomogli. Przepisali furosemid i to było leczenie wodonercza, no i kontrola mocznika i keratyniny co 10 dni:(.

                Brakuje mi je Bardzo:(:(
                pozdrawiam :)
                • 07.01.11, 08:40
                  Bardzo Cie dziekuje za odp. Prosze napisz mi namiar do tego lekarza w Łodzi.
                  Pozdrawiam Cie cieplo.
                  • 19.01.11, 22:58
                    Witam:)
                    Ten lekarz z Łodzi to Andrzej Bieńkiewicz, przyjmuje na Kopernika w Łodzi.
                    Mama była u niego tylko raz niestety nie mógł jej pomóc gdyż tak jak pisałam nie mógł jej podać chemii bo by ją zabił ponieważ była w stanie strasznym i osłabionym:(
                    Z tego co wiem to ludzie go bardzo chwalą. Poczytajcie na jego temat na necie:)
                    Pozdrawiam:)
                    • 02.02.11, 12:54
                      Witam Was Wszystkie :) Jestem tu nowa i nie bez powodu tu jestem :( obserwuje to forum od dłuższego czasu i w koncu postanowilam ze tez zglosze chec pisania bo juz sama nie daje sobie z tym wszystkim rady :( zaczne moze od poczatku- ja mam 28 lat jestem sama tzn nie mam męża ale za to mam wspaniałą córcie którą sama wychowuje(tak mi sie to potoczylo ale w sumie to nie zaluje) no moze nie sama tylko z mamusią-mama ma dopier 48lat.Razem mieszkamy i gdyby nie mamcia to nie wiem co by ze mną było gdy dowiedziałam sie o ciąży ale na szczęscie mama przyjeła mnie i moją córcie no i razem sobie dajemy rade a moze dawałysmy do czasu.... :-( w tamta zime mama zlapala grype i ciagnelo sie to ze 3 miesiace byla leczona antybiotykami brala ich chyba z 6 serii i nic w sumie bardzo nie pomoglo az w koncu trafila na USG i lekarz spytal jak dawno mama byla u ginekologa.....a mamusia chodzila regularnie bo od jakiegos czasu miala nieregularne miesiaczki i krwawienia(ktore nasilily sie przy antybiotykoterapii) jednak ginekolog stwierdzil ze to menopauza i kazal brac ziolowe preparaty lagodzace objawy menopauzy.W trakcie tej grypy mame zaczął strasznie bolec dół brzucha do tego stopnia ze czasem nawet ketanol nie pomagal i gdy lekarz na usg spytal kiedy mama byla u ginekologa strasznie mnie to zaniepokoilo......w koncu udalo mi sie wyciadną mame do ginekologa......Boze pamietam ten dzien jak dzisiaj-12 kwetnia 2010 mama wyszla z gabinetu ze łzami w oczach i od tamtej pory wszystko potoczyło sie błyskawicznie......13 kwietnia przyjecie na oddzaił i pobranie wycinka.......boze a potem czekanie na wynik.....na wyrok.....to bylo straszne...wiadomo ze rak ale jaki zlosliwy czy nie......no i w koncu 12 maja przyszedł wynik histopatologiczny-ZŁOŚLIWY RAK SZYJKI MACICY stopień zaawansowania 3B......... :-( i skierowanie do Centrum Onkologii w Warszawie,udalo nam sie zalatwic ze mama zostala przyjeta na odddzial 23 czerwca i ustalono leczenie- 30 naswietlan,raz w tygodniu chemia,i 4 brachyterapie........to byl koszmar ale jakos to przetrwalysmy.Teraz mama jest w domu i powiem wam ze do tej pory sama nie bylam swiadoma stanu amamy tzn tego ze 3B to bardzo zaawansowany rak,tego czy to dobrze ze mama dostala tyle tych terapii na raz????? ale teraz zaczelam coraz wiecej o tym czytac grzebac i powiem wam ze im wiecej wiem tym bardziej jestem przerazona............wy macie tak duze doswiadczenie tyle wiedzy blagam was pomożcie mi poradzcie ja juz nie wiem co mam robic, Mama 6 grudnia byla na kontoli w centrum onkologii i pani doktor prowadzącą mame nie podobalo sie ze ma powiększona macice......ale nic nie powiedziala tylko wyznaczyla kontrol na 22 lutego,moze wiecie co moze oznaczac powiekszona macica??? tak sie boje,tak strasznie sie boje tym bardzej ze mame od tej wizyty coraz bardziej pobolewa brzuch.... :-( czemu??? nawet jej lekarz rodzinna(prowadzi tez domowe hospicjum) przepisala jej srodki przeciwbolowe z kodeoną :-( blagam was pomozcie mi powiedzcie co mnie jeszcze czeka??? pozdrawiam was i prosze o rade
                      • 02.02.11, 19:29
                        oj pomyliłam sie-mama przyjmuje teraz leki przeciwbolowez kodeiną....w dawce 15mg co cztery godziny :-( i zapomniałam jeszcze dodac ze ostatnio zuważyłam ze mamusia znów troche schudła i ostatnio zaczęła mniewać lekkie wzdęcia i zaparcia.....czy wiecie moze co moze byc tego przyczyna i jak moge mamnie pomoc? czekam na ta wizyte 22 lutego z niecierpliwością moze jest jeszcze mozliwosc ze dadza mamnie jakies dodatkowe terapie ktore moglyby pomoc...jak myślicie? prosze napiszcie,podzielcie sie swoja wiedza i doswiadczeniami
                        • 03.02.11, 20:25
                          znow tu zajrzalam ale nic cisza... :-( bardzo bym chciala zeby ktos sie odezwal
                          • 04.02.11, 20:11
                            czyżby już nikt tu nie zaglądał....? :-(
                            • 04.02.11, 22:27
                              Witam Cie:)
                              Cóż z tego co widzę rak atakuje niezależnie od wieku:(
                              Moja mama miała stadium zaawasnsowania IIb:(i obustronne wodonercze a to jest nieraz gorsze niż to stadium w którym jest Twoja mamusia.
                              Ciężko jest cokolwiek poradzić bo mamy nadzieję, że będzie dobrze ale przeważnie nie jest:(
                              Musisz być silna bardzo silna i robić wszystko tzn chwytać się każdej możliwej deski ratunku żeby pomóc mamie. Pytaj, szukaj najlepszych onkologów po całej Polsce. Warto wszystkiego spróbować uwierz mi!!!!!
                              Przedewszystkim nie poddawaj się za nic w swiecie(wiem, ze to się łatwo pisze bo mi też tak mówili ale starałam się być silna. Niestety nie zawsze mi to wychodziło ale nie poddawałam się) bądz z mamą to dla niej teraz ważne.
                              teraz kiedy nie ma mojej Mamusi cały czas o niej myśle i bardzo mi jej brakuje :( tak bardzo, że nie da się tego opisać:(
                              Z tego co czytałam cuda się też zdarzają niestety nie w przypadku mojej mamy:(

                              Dlatego głowa do góry:)
                              Trzymam kciuki żeby Tobie i Twojej mamie się udało:)
                              Pozdrawiam :)
                              • 05.02.11, 15:00
                                dziekuje ci magdaleno tak bardzo ci dziekuje ze opisalas i wspolczuje ci z calego serca z powodu twojej mamusi. My mamy teraz kryzys bo od jakiegos czasu mame zaczal pobolewac zoladek a w nocy bol byl tak silny ze przyjechalo pogotowie dali mamuni pyralgine z papawaryna i ranigast w kroplowce niby troche przeszlo ale nie calkiem....najgorsze ze musimy czekac do poniedzialku az zrobia gastroskopie a bol jest :-( mam pytanie do tej pory mama brała kodeinę w dawce 15 mg a co pomogloby na silniejszy bol....boze ja juz nie moge patrzec na cierpienie mamy i gdybym mogla to wzielabym te chorobe na siebie aby tylko ulzec mamusi-ona tak strasznie cierpi i fizycznie i psychicznie sa takie momenty ze niby siedzi ale wzrok ma tako oddalony ze na nic nie reaguje :-( prosze odp pozdrawiam
                                • 06.02.11, 17:30
                                  Hej:)
                                  Co pomogłoby na silniejszy bół?
                                  Moja mama nie brała kodeiny, bardzo długo pomagała jej pyralgina albo spasmalgon w zastrzyku. Póżniej zaczeły się plastry które z czasem przestały pomagać:( i do tych plastrów także pomagała pyralgina w zsatrzyku!
                                  Niestety wiadomo że z czasem i to przestało działać do tego stopnia że lekarz z hospicjum kazał przyklejać dwa plastry ale też nie pomagały no może na dwie trzy godziny i znowu pogotowie:(
                                  Gdy pyralgina przestała działać przy plastrach mamie dawano dolcontrol w zastrzyku:(Już na samym końcu mama brała tabletki Sevredol:( i morfine:(
                                  Lekarz z hospicjum wstrzyknął mamie dwa dni przed jej śmiercią jakąś blokadę w kręgosłup ale niestety nie pamiętam jak się to nazywało:(

                                  Wiem, że chcialabyś wziąść ból mamy na siebie też tak chciałam:( ale niestety nie da się tego zrobić:(
                                  Niestety nie mamy wpływu na tą chorobę:(:(:( Musimy na to patrzeć i jesteśmy bezradni:(
                                  Pamiętaj jednak że Twoje wsparcie bardzo dużo znaczy dla Twojej mamy!!!!. Moja mama odkąd zabrało ją pogotowie w czerwcu tamtego roku mieszkała u mnie. Wzięlam ją do siebie żeby być przy niej i wiem co przeżywasz! Mama naprawdę widziała, że jestem przy niej bo cokolwiek się działo wołała mnie a nie kogoś innego. Nie mniej jednak wiadomo że teraz zadaję sobie pytanie czy mogłam się nią zająć lepiej?
                                  Jak zmarła mamusia rak był w fazie rozsiewu więc nie było już żądnej nadzieii:(:(:(

                                  BĄDŹ SILNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                  • 06.02.11, 19:35
                                    Dziękuję że znow tu zajrzałaś i mi odpisałaś i dziękuje za rade , właśnie od wczoraj podaję mamie pyralgine i pomaga ale na troche ale mam iskierkę nadzieji ze ten ból żołądka to jednak nie efekt postępującego raka gdyz wczoraj rozmawiałam z panią farmaceutką i powiedziała mi że z tych objawów co jej opisałam to może wskazywać również na wrzody żołądka tym bardziej że nawet silne leki przeciwbólowe jedynie tłumnią ból a skurcz żołądka dalej jest no i mamusia 4 msc przed rozpoznaniem choroby brała od bólu ketanol a wiadomo jakie ma on skutki uboczne dla żołądka także żyje tym że to jednak z dwojga złego bedą to wrzody,jutro wszystko sie okaze rano jade z mamą do szpitala i na gastroskopie boze mam nadzieje ze to wrzody i boje sie jutrzejszego dnia....jeszcze jedna ciężka noc (ciężka bo w nocy bol mamuni sie nasila i jest naprwde cięzko go opanowac) i bedzie wiadomo co to jest w tym żołądku. A ja staram sie być silna czasem płacze jak mama nie widzi nigdy przy niej bo wiem ze nie moge jej dodatkowo załamywać...nie jest to łatwe bo czasem patrząc na mame łzy mi same napływają do oczu.....i w głowie ciągle jedno pytanie-ZA CO? DLACZEGO? PRZECIEZ MOJA MAMA JEST JESZCZE TAKA MŁODA..........nie umiem sobie z tym poradzić
                                    • 06.02.11, 20:33
                                      I jestem pewna że niepotrzebnie zadajesz sobie pytanie-czy mogłas lepiej zaja sie mama? napewno zajęłaś się mamą najlepiej jak potrafiłas- jak każda z nas każda z córek swojej chorej mamy...rezygnujemy z wielu rzeczy aby zajać sie mama nie patrzac na siebie swoje zmeczenie i troski zajmujemy się mama najlepiej jak możemy....wiesz dla mnie mamusia jest teraz na pierwszym miejscu i złapałam sie nawet na tym że stałam sie teraz bardziej sroga dla swojej 4 letniej córeczki-wiem ze musze to zmienic opanowac jakos w sobie te emocje bo jestem strasznie zwiazana z córcią i widze ze to dla niej też jest dziwne ze jestem dla niej "inna" niż zawsze,musze jakoś to pogodzic gdzies dac upust emocjom a nie wyładowywać sie na tej biednej istotce ktora jeszcze nie wiele rozumnie z tego całego świata.......
                                    • 07.02.11, 11:26
                                      Witam Cię ponownie:)
                                      Mama pytanie czy podajesz mamie coś działającego osłonowo na żołądek?bo to bardzo ważne tym bardziej że osoby chorujące na raka biorą dużą ilość leków na raz tak przynajmniej było w przypadku mojej mamy:(
                                      Moja mama też często skarżyła się na żołądek jak ona to mówiła "dziwnie mi w żołądku"
                                      Fajnie tez by było gdybyś poszła do lekarza rodzinnego mamy i żeby przepisał mamie pyralgine w zastrzyku a wiadomo że zastrzyk nie działa tak podrażniająco na żołądek niż tabletka. Ja tak zrobiłam tzn poszłam do lekarza dał mi recepte i pielęgniarka środowiskowa przyjezdzała wtedy kiedy mame bolało:(
                                      Wspomniałaś o dziecku. Też mam prawie 4 letniego syna. Może się wydawać że to małe dziecko ale ono wierz mi przeżywa wszystko na swój sposob:(Widzi i czuje , że mamy nie ma przy nim jak zawsze bo niestety tak jest, że zajmując się chorą mamą dziecko idzie w "odstawke". Ale my tego nie widzimy dopiero po jakimś czasie zauważamy to i mówimy "Boże co ja robie"!!!!!!!.Przecież nie mogę tak postępować. Niestety żeby nie wiem jak się chciało i tak przy chorym w rodzinie nie ma szans na to żeby być "idealną mamą".
                                      Teraz kiedy mojej mamusi juz nie ma spędzam z Dawidkiem każdy wolny czas bo wiem, że jest dl amnie najważniejszy i w sumie gdyby nie mój synek chyba nie poradziłabym sobie po śmierci mamy:(:(:(
                                      Moja mama niekiedy miała taką załamke, że mówiła mi że jest dl amnie ciężarem , że muszę się z nią męczyc.Tłumaczyłam, gadałam jej że wcale tak nie jest , ze ją Kocham i zrobię dl aniej wszystko:(
                                      Wiem jedno z każdym z niem zamiast byż lepiej jest coraz gorzej tzn bardziej mi jej brakuje i płaczę jak małe dziecko:(:(:(

                                      Napisz jak poszło dzisiaj
                                      Pozdrawiam Cie
                                      • 07.02.11, 18:59
                                        Witam Cie również :-) płacze jak dziecko a córka pyta mnie czemu.....? i co ja mam jej powiedzieć????? nie potrafie tego udżwignąć mama jest dla mnie wszystkim całym moim światem.....a ona tak cierpi..... Jeśli chodzi o dzisiaj to pojechałysmy do lekarz rodzinnej ale od razu dała skierowanie na chirurgie gdyz chce aby spojrzeli na mame nie przez pryzmat nowotworu a normalnie przebadali mame pod kątem innych schorzeń no i jak byłyśmy już na oddziale poszłam do lakarz spytać co mauni będą robić a ona mi na to ze jesli juz to dopiero jutro bo nie jest to przypadek nagły-wiec spytałam czy nagłe przypadki to są wowczas gdy człoweiek jest juz umierajacy a pani doktor mi na to-ALE PRZECIŻ PACJENTKA MA NOWOTWÓR......no paranoja dopiero gdy wydarłam sie na nia i co z tego raczyła dac dyspozycje na dzisiaj na gastroskopie i nic nie wykazala-przełyk żołądek i dwunastnica bez żadnych zmian..... :-( tak bardzo sie boje ze to .....nawet nie chce tego mowic głosno.Jutro USG,ordynator powiedział że ma pewne podejrzenia ale nie bedzie mówic o podejrzeniach dopiero jak potwierdzi albo wykluczy . Boje sie tego co to za pezypuszczenia zreszta i mamusia widziałam posmutniała i zmartwiła sie tymi słowami. Powiedz magdaleno ty masz wieksze doswiadczenie-jak myślisz co to może być??? Ja nawet nie dopuszczam do siebie myśli że to rak postępuje.....POZDRAWIAM
                                        • 07.02.11, 19:02
                                          A osłone podaje wiem że przy takiej ilosci leków osłona jest niezbędna,i myśle nad tym żeby zapisać mame do domowego hospicjum
                                          • 11.02.11, 20:28
                                            a i mam do was pare pytan odnosnie tej operacji- czy to powazna operacja i jak dlugo trwa rekonwalescencja po niej?
                                            • 11.02.11, 20:35
                                              Magdalenko to moj mejl-ewelajna@poczta.onet.eu :-)
                                          • 11.02.11, 20:37
                                            Najgorsze że teraz mam pracujacy wekend a lekarz dopiero w poniedzialek a bole jak byly tak sa.... :-(((((
                                            • 11.02.11, 21:10
                                              Witam równiez:)
                                              O bólu mogę duuuużo tu napisac:( bo widziałam ból mamy:( codziennie albo nawet kilka razy dziennie:(
                                              Najgorsze było to, że jedyne co mogłam zrobić to wezwać pogotowie( nieraz nawet dwa razy dziennie). Płakałam po nocach, po kątach, żeby mama nie widziała:(
                                              Moja mama po jakimś czasie zaczeła sobie zdawac sprawę z tego, co ją czeka( tzn cały czas sobie zdawała z tego sprawe jak bardzo jest chora)i zaczeła o tym poprostu mówić. Jej słowa brzmiały mniej więcej tak: "wiem, że nadchodzi koniec mojego życia" i wtedy musiałam mamusi tłumaczyć, że wcale tak nie jest, że to tylko przejściowy ból, który minie! Że po każdej burzy przychodzi słoneczko!ale to i tak nic nie dawało bo mama wiedziała i ja też :(:(:(
                                              Teraz gdy jej już nie ma czuję myśli mamy tak jakbym była w jej ciele wtedy:(
                                              CZuje, jak bardzo się bała, jak to działało na jej psychikę:( Bo wiedzieć, ze sie umrze to chyba coś najgorszego na świecie:( Że czekała ją śmierć:( TAk ona to wszystko wiedziała:(Co ona musiała przeżywać:( teraz już to wiem:(.Wtedy się tylko domyślałam a teraz to wiem:(

                                              Bądz Silna:)
                                              • 11.02.11, 21:57
                                                Witam Cię Magdalenko!!! Nie smuć sie kochana wiem ze w takiej chwili ciezko jest powiedziec/napisac cokolwiek co mogloby podniesc na duchu ale pociesz sie tym ze Twoja mamusia juz nie cierpi i napewno patrzy na ciebie z gory i jest dumna z tego jak wspaniała i opiekuńczą corke wychowała. Wiesz ja codziennie przed snem modle sie o dobry dzien dla mamy i zawsze dodaje ze Bozia wie co robi-wszystko co jest nam dane ma swoj cel i o to abym wstajac rano wiedziała jak postępowć jeśli chodzi o mamunie i jakos tak jest że znajduje własciwe rozwiązanie-tak jak teraz z tym zeby przekonac mame do operacji.....
                                                jest mi ciezko niesamowicie ale ciesze sie ze TU trafiłam(moze to tez Bozia mnie tu naprowadzila) bo naprawde jestescie dla mnie ofromnym wsparciem.
                                                • 11.02.11, 22:15
                                                  Wiem, że moja mamusia już nie cierpi ale to w sumie nic nie zmienia bo bardzo mi jej brakuje:(
                                                  I jest coraz gorzej:( czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do bólu:(
                                                  Bądz Silna:)
                                                  Buziaczki:)
                                                • 11.02.11, 22:22
                                                  Ewelinko ta operacja jest poważna jak każda inna. Tak jak pisałam polega na wycięciu chorego odcinka jelita i scalenia dwóch końców zdrowego jelita. Tak bardzo ogólnie. Po takiej operacji szybko dochodzi się do siebie, ale potrzeba czasu na zaakceptowanie nowej jakby siebie. Stomia to nie koniec świata. Cały czas jestem do Twojej dyspozycji, pamiętaj o tym. Już możecie pomyśleć o odżywianiu antynowotworowym. Dużo czosnku, kurkumy, imbir, olej lniany, warzywa owoce, ryby, białe mięso, ciemne pieczywo, orzechy itd.:)ale to już ta przyjemniejsza część.
                                                  Trzymajcie się dziewczynki cieplutko, buziaki
                                                  • 13.02.11, 19:13
                                                    Witam Was! no i mamusia dzisiaj poszła do szpitala jutro operacja.....ufff..... bo bolesci były już nie do zniesienia....bede pisać co tam u nas wy też kochane piszcie jak tam sobie radzicie. pozdrawiam
                                                  • 13.02.11, 19:25
                                                    Będzie dobrze!
                                                  • 13.02.11, 22:32
                                                    Napewno będzie wszystko ok:) Głowa do góry:)
                                                    Jesteśmy z Tobą:)
                                                    Bądz silna:)
                                                  • 14.02.11, 16:25
                                                    Jestem strasznie zła....operacji dzis nie było nie wiem czemu,lekarz na obchodzie spytał mame czy nie chciałaby zmienic osrodka onkologicznego na lublin......o co chodzi? chca umyc rece? narazie daja mamie przreciwbolowe a co dalej......
                                                  • 14.02.11, 18:13
                                                    Juz wiem cos wiecej...-ordynatora odzialu nie ma do czwartku a oni sami boja sie robic operacje pacjentce z tak zaawansowanym nowotworem bo niestety ten chirurg onkolog jest na urlopie do konca lutego :-((( i mamusia jest u nas w szpitalu na chirurgii a oni prosze.....boją się....ładnie co? powiec duska bo ty masz w tym doswiadczenie- czy maja podstawy do onaw przed taka operacja i kto i gdzie operowal twoją mamusie?
                                                  • 14.02.11, 18:25
                                                    ale podobno stan jelita mamusi jest taki że jeszcze jest przepustowosc niewielka ale jeszcze jest i z dwojga zlego wole zeby mama byla na oddzaiale to przynajmniej tam bol maja pod kontrola i mama nie cierpi moze w koncu zdecyduja sie na operacje a nie czekac z nia do czwartku
                                                  • 14.02.11, 20:37
                                                    Słońce napisz mi co dokładnie powiedzieli przed operacja. Co jest przyczyną braku przepustowości, jak dlugo mama jest po naświetlaniach, jaki w tej chwili jest stan choroby?
                                                    Moja mame operował dr Jacek Pszeniczny w Rzeszowie-super człowiek!
                                                  • 15.02.11, 18:33
                                                    tzn tak jesli chodzi o naswietlania to mamusia skonczyła je w sierpniu-dokładnie ostatnia brachyterapię miała w połowie sierpnia. a tutaj lekarz powiedział ze PODEJRZEWAJĄ ze niedrożnosc jest efektem naswietlan i ze jaki jest stan jelita to bedzie widzial dopiero jak otworzy brzuch , dzisiaj rozmawialam z lekarzem i powiedzial ze puki jest jeszcze niewielka przepustowosc jelita to chcialby wzmocnic mamusi organizm uzupelnic niedobory (bo przez te bolesci mamisia przez ostatnie 2 tyg prawie nic nie jadla i wyniki polecialy w dol) a dopiero puzniej operacja a to po to zeby nie bylo komplikacji pooperacyjnych tak mi dzis lekarz powiedzial no i dzisiaj mamusia miała zalożone centarlne wejcie do zyly
                                                  • 15.02.11, 18:35
                                                    Magdaleno podałam ci mojego mejla . Jak sie trzymasz kochana? pisz co u ciebie
                                                  • 15.02.11, 19:50
                                                    Duska a jeslo chodzi o to jaki jest teraz stan choroby(raka) mamy to powiem ci to co wiem- ostatnią tomografie miała robioną w połowie pażdziernika i wyszła dobrze tzn. nie było żadnych niepokojących zmian puzniej 6 grudnia mamusia miala wizyte kontrolna w centrum onkologi w wawie i p. doktor nie podobało sie to ze mama miała powiekszoną macice(nawet nie wiem co moze byc tego przyczyną?) i wyznaczyla kontrol na teraz-22luty(bedziemy przekladac z powodu tych komplikacji) no a teraz to nie robili mamie tomografii jedynie przrglądowke i gastroskopie i tam wyszlo jak juz pisalam-napiane ze wszystkie narządy wewnętrzne sa w porzadku
                                                  • 15.02.11, 20:44
                                                    i mam jeszcze pytanko-uważasz ze zle ze mama jest na chirurgii i operacje bedzie przeprowadzac zwykly chirurg? czy lepiej zeby byl to chirurg onkolog bo juz zaczelam szukac i znalazlam chirurga onkologa w siedlcach to nawet nie az tak daleko nas ale mysle ze mamusia wolałaby aby bylo to tu u nas na miejscu, co myslisz?
                                                  • 15.02.11, 22:48
                                                    Z tego co piszesz to jelita rzeczywiście są pokiereszowane przez naświetlania. Ten rodzaj operacji to nie operacja onkologiczna więc może ją przeprowadzić chirurg ogólny. Zgadzam się, że te bóle totalnie osłabiły i uważam, że dobrze robią stabilizując mamę przed zabiegiem. Pod ich okiem w tej chwili nic jej nie grozi. Co do macicy...trudno powiedzieć, ale z wyciąganiem wniosków poczekałabym do wizyty kontrolnej. U mojej mamy wiele objawów które sugerowałyby wznowę lub przerzut okazywało się do tej pory skutkami naświetlań, których też nie można lekceważyć. Nie pozwól, żeby mamę wypuścili bez tej operacji do domu bo niedrożność jelit jest jednym z najczęstszych powikłań po silnej radioterapii. Trzymaj się ciepło i dawaj znać na bieżąco, jestem tutaj cały czas:)
                                                  • 16.02.11, 18:54
                                                    :-) dziekuję WAM . Codziennie z niecierpliwoscią czekam aby tu zajrzec.Dzisiaj z mamusia jest troche lepiej-tzn lepiej pod wzgledem samopoczucia-mysle ze to po tej wzmacniajacej kroplowce(taka biala 1,5litra i ma leciec przez ok 2 doby),a bol jakos kontroluja wiadomo ze bole kolki jelitowej nie da sie calkowicie wyeliminowac dopuki nie zlikwiduja przyczyny ale napewno jest lepiej niz w domu . A bez operacji absolutnie mamy nie dam wypuscic do domu. Wiesz dusia ja nawet nie biore sobie do glowy wznowy choroby albo przezutu MA BYC DOBRZE I KONIEC a to tylko przejsciowy kryzys i tak bede sobie zawsze tlumaczyc zreszta i mamusia tez POZDRAWIAM WAS
                                                  • 16.02.11, 20:56
                                                    Będzie dobrze i koniec, tak trzymać:), buziaki
                                                  • 17.02.11, 20:36
                                                    BEDZIE DOBRZE!!!!! BEDZIE I KONIEC!!!!!
                                          • 17.02.11, 20:44
                                            a dzisiaj lekarz powiedzial ze bedą szykowac mamunie na przyszly tydzien na operacje byc moze nawet na poniedzialek (zalerzy jak wyniki bo dzis podlaczyli mamusi druga biala kroplowke), mama ogolnie masz juz dosyc i juz chce do domu nawet dzisiaj miala maly kryzys bo mowila mi ze juz ma dosc ale ja nie daje jej tak myslec podnosze ja na duchu ze aby do operacji a puzniej to juz z gorki BO TAK BEDZIE!!! NIE DAMY SIE TEMU CHOLERNEMU RACZYSKOWI!!!! aby zooperowali mamunie i sytuacja sie troche ustabilizowala i moja mausia znow bedzie jak kiedys-
                                            NIE MA NA NIĄ MOCNYCH,NIE MA SPRAW NIEMOZLIWYCH POPROSTU OGIEN NIE KOBIETKA!!!! KOCHAM CIE MOJA NAJDROZSZA MAMUSIU BEDZIEMY WALCZYC
                                            • 17.02.11, 21:51
                                              Ja byłam dzis z moją mama z wynikami tomografow w zwiazku z wodonerczem o ktorym pisalam w styczniu. Nie zapeszam bo jeszcze rezonans musimy zrobic ale tomograf miednicy i jamy brzusznej-poza drobnymi watpliwosciami jak powiedzial lekarz-jest ok. Niestety ale skutki naswietlan sa okropne. Nacierpia sie te nasze mamuski. Pozdrawiam:)
                                              • 20.02.11, 12:56
                                                Cześć dziewczyny:)
                                                Nie odzywałam się kilka dni ponieważ musiałam interweniować w sprawie mojego brata wspomniałam o nim że dużo pije tzn stał się alkoholikiem:(Poprostu muszę go wysłąć na przymusowe leczenie bo okropnie się stoczył:(:(:(
                                                Trzymajcie się kobietki:)
                                                Jestem z wami:)
                                                Ewelajna Bądź silna:):):)
                                                • 21.02.11, 19:47
                                                  Witam WAS .
                                                  :-(((((
                                                  Niestety nie mam dobrych wiadomosci-dzis odbyla sie operacja mamy po operacji rozmawialam z lekarzem i powedzial mi ze stan mamy jest bardzo powazny gdyz sa przezuty na otrzewna i jelito cienkie a jesli chodzi o kolonoskopie to nie wylaniali jelita tylko zrobili ujcie jelita cienkiego w grubym-jakos tak juz nawet sama nie wiem dokladnie z tego wszystkiego bo sluchalam go jak w amoku wszystko mi w glowie wirowalo a lekarz mowil i mowil , powiedzial jeszcze ze caly dol brzucha jest zajety przez raka i nawet nie mial mozliwosci dokladnego obejrzenia jelita grubego....powiedzcie mi dziewczyny co ja mam teraz robic? czy jest jeszcze jakas szansa dla mojej mamusi? co teraz?
                                                  BOZE PROSZE CIE POMOZ MI.....
                                                  • 21.02.11, 21:50
                                                    Slońce dopóki jest człowiek-jest nadzieja! Wiem jak Ci ciężko. Mi lekarz po zakończonym leczeniu (7 lat temu) powiedział, że jest wznowa i pozostaje leczenie paliatywne. Moja mama żyje i ostatnie tomografy nic nie wykazały. Spróbuj ochłonąć i idź raz jeszcze do lekarza, spytaj go co można jeszcze zrobić. Jeżeli powie, że nic, trzeba iść skonsultować całą dokumentację leczenia z innym lekarzem. Pamiętaj, że lekarz nie jest wyrocznią i zawsze choćby nie wiem co trzeba wierzyć,że się uda. Wiem jak ciężko żyć ze świadomością, że osoba którą tak bardzo kochasz z dnia na dzień umiera. Ale dla nas teraz nie ma czasu na emocje, trzeba działać i robić wszystko co tylko się da, nie oglądać za siebie i nikogo nie obwiniać. Nic nie mów na razie mamie. Porozmawiaj jeszcze raz z lekarzem, na spokojnie. Dawaj znać, będziemy myśleć co robić dalej. Trzymaj się ciepło Całym sercem jestem z Tobą.
                                                  • 21.02.11, 22:35
                                                    Ewelajno Dusia ma racje!!!!! Nie poddawaj się i nie wierz lekarzą!!!!!
                                                    Pisałam Ci już żebyś robiła wszystko co w Twojej mocy:) Szukaj po internecie lekarzy po całej Polsce i musisz spróbować każdej deski ratunku!!!!!! I za nic nie myśl źle chociaż wiem że jest ciężko bo sama to przeżywałam:( ale próbowałam czego tylko się da!!!!!!
                                                    Widzisz mojej mamie lekarz powiedział, że nic jej nie pomoże że tylko paliatyw i tyle a ja się nie poddałam i gdy znalazłam lekarza z Łodzi i jak zadzwoniłam do niego to dla niego było dziwne to że mamie nie pomogli:( Powiedział jeszcze że nie powinno się ludzi w takim stanie wysyłać do domu z kwitkiem czekając na śmierć!!!!! Przecież to najgorsze co może być:( i kazał mame przywieść!!!!! Co było dalej to wiecie bo pisałam!!!!!
                                                    Głowa do góry:)
                                                    Ktoś tu mądrze kiedyś napisał ze rak to nie wyrok!!!!!!!!!
                                                    A muszę tutaj dodać że jak udało nam się załatwić lekarza z Łodzi to oczywiście musieliśmy załatwić transport czyli karetke przewozówke i zeby za nią nie płacić polecono nam zadzwonić do lekarza który stwierdził ze nic się nie da zrobić zeby wypisał skierowanie do łodzi:( Oczywiście nie zrobił tego i był bardzo zdziwiony albo udawał zdziwionego że jest lekarz który chce mamie pomoc!!!!
                                                    Pisałm już ze niektórzy lekarze onkolodzy traktują ludzi chorych na nowotwór jako kolejną pacjentke i tyle:( a są też lekarze dla których liczą sie tacy ludzie i wiedzą co przeżywają i nie zostawią ich bez pomocy czekając na śmierć!!!!!!Tacy lekarze naprawde oddają sie swojej pracy całym sercem!!!!!
                                                    Głowa do góry:) I walcz o mame jak tylko możesz:)
                                                  • 22.02.11, 20:35
                                                    Spedzilam dzisiaj z mamusia caly dzien w szpitalu na zmiane z bratem i caly dzien przeplakalam-mamusia jest taka slabiutka taka watla bez sily bez zycia .........
                                                    musze chyba pomyslec o jakims psychologu bo ja juz naprawde nie daje rady
                                                    czytam wasze posty i placze bo mam przed oczami mamunie taka slaba....
                                                    chociaz jak patrze na nia to widze ze ona ma wiecej sily niz ja dzis juz prubowala nawet podniesc sie chociaz ledwo dala rade sie uniesc ale walczy ma plany
                                                    poprosze o skierowanie do lublina bo wiem ze tam podobno sa dobrzy lekarze onkolodzy niech skosultuja mame
                                                    ja nie moge tak bezczynnie patrzec na to jak moja mama niknie mi w oczach
                                                    moja mama jedyna osoba jaka mam na swiecie,mama i moja corka...........
                                                    dzis przyjechala do mamusi siostra ktorej mama dawno nie widziala-bylo wzruszenie i emocje..........a mamunia juz nawet zaczela troche zartowac snuc plany.....
                                                    wiem ze moja wypowiedz jest teraz chaotyczna ale i ja od wczoraj taka jestem chodze jak w amoku jakby mechanicznie wykonuje czynnosci i lece do mamy.....jutro ide do pracy wiec z mama bedzie muj brat a ja nie wiem jak wytrzymam jutro ten dzien
                                                    najgorzej jest jak pomysle ze mamusia jest taka mloda ma dopiero 49lat....jeszcze tyle zycia przed nia tyle spraw do zalatwienia
                                                    DZIEKUJE WAM DZIEWCZYNY ZA WASZE SLOWA
                                                  • 22.02.11, 21:54
                                                    Czuję jakbym to wszystko przeżywała od początku...Tak bardzo Ci współczuje. Psycholog to dobry pomysł, pomyśl o nim dla siebie. Mama musi dojść do siebie fizycznie po operacji. Wbrew pozorom chorzy czują co się z nimi dzieje. Staraj się przy mamie być pogodną-tak wiem, że to trudne. Moja mama kiedyś powiedziała mi, że jak widzi nas szczęśliwymi to sama jest szczęśliwa. Nie wiem co gorsze dla matki sam fakt choroby czy smutek i rozpacz w oczach dziecka...Pewnie, że czasem warto razem popłakać bo w końcu nikt z kamienia nie jest. Twoja mama ma prawo snuć plany bo przecież żyje i na razie oprócz osłabienia po operacji nic takiego się nie dzieje. Koniecznie skonsultuj wyniki mamy, możesz nawet sama umówić się z lekarzem i przedstawić sprawę, żeby mamy na razie nie obciążać. Przyjdą dla Was jeszcze słoneczne dni...wierzę w to i jestem z Tobą.
                                                  • 22.02.11, 22:48
                                                    Witam Was dziewczyny:)
                                                    Wiem co przezywasz Ewelajno i Dusia słusznie tu napisała że czuje jakby to przeżywała na nowo!!!! Ja czytając Twoje posty czuję dokładnie to samo:(
                                                    Wiesz moja mam cały czas coś planowała gdy była chora nawet tuż przed śmiercią martwiła sie jak ulepi uszka i pierogi gdzie już nie chodziła od miesiąca:(Takie jej planowanie dawało mi dużo sił bo myślałam sobie że skoro ma takie plany (tzn że nie czuje że nadchodzi jej koniec ponieważ słyszłam że ludzie tuż przed śmiercią czują to)to wszystko będzie jeszcze ok i ze będzie z nami jeszcze jakiś czas!!! Stało się jak się stało:( Nie miałam na to wpływu niestety i to było najgoesze :(:(:(
                                                    Nie poddawaj się i bądz silna:)
                                                    Trzymamm kciuki i wierzę że Wam się uda:)
                                                  • 23.02.11, 21:08
                                                    Witam was
                                                    Wiecie ze przyzwyczilam sie do was i do tego ze moge sie tu wyzalic napisac co lezy mi na sercu......
                                                    ciezko mi bo caly czas mam w glowie slowa lekarz-nie bylo co wylaniac,przezuty do otrzewnej i jelita cienkiego........i widze mame......
                                                    dzis bylam w pracy u mamy bylam tylko rano nie wiem ja tam sie na tym nie znam ale jak na mnie to mama jest w gorszym stanie niz przed operacja-ledwo daje rade sie uniesc o siedzeniu nie ma mowy narazie,i zauwazylam ze jest jakby otumaniona tzn.mowi cos potem tego nie pamieta i znow to samo powtarza.......
                                                    boje sie tak strasznie sie boje mam nadzieje ze to tak po operacji bo jest na silnych lekach przeciwbolowych mam nadzieje........
                                                    nadzieja zmieszana z żalem smutkiem i niepokojem o jutro.....
                                                  • 23.02.11, 21:13
                                                    wszyscy mi teraz powtarzają - badz silna ewelinko......ale jak skad czerpac sily gdy czlowiek staje wobec takiej choroby ktora zabiera nam najblizsza najukochansza osobe na swiecie....
                                                    modle sie do Boga aby dal nam sily-mamusi sily do walki a mi sily aby to udzwignac....
                                                  • 23.02.11, 21:58
                                                    Wiem, że trudno jest czerpać siłe i być dzielną ale w takich sytuacjach siła sama przychodzi gdy nawet wydaje nam się że nie damy rady!!!!!Poprostu musimy!!!!!
                                                    Twoja mama napewno jest taka słaba po operacji to oczywiste więc musisz dać sobie troszke czasu!!!!
                                                    Moją gdy zabrało pogotowie zaczeła dochodzić do siebie po 3 tygodniach i stawiac kroki poźniej sama sobie radziła a przeszła duuuuużżżżoooo!!!!
                                                    Karmiłam mame jak małe dziecko a nawet było ciężej bo ciężko było jej się dzwignąć:( (oczywiście pisze tu o sytuacji od czerwca tamtego roku)
                                                    Pamiętam jak zjadła sama pierwszy posiłek i jak przyjechałam do niej do szpitala to tak się cieszyła z tego i ja razem z nią:) to było takie cudowne i dawało tyle nadzieii:)a jak zaczeła znowu chodzić szczęście nie miało granic:) wierzyłam że będzie dobrze i było aż do końca listopada gdzie dokładnie z dnia na dzień znowu przestała chodzić i niestety już nie dożyła takich chwil:(:(:(
                                                    Ewelajno musisz być silna i dzielna :) dla siebie i dla Mamy:) nIe poddawaj się nigdy aż do końca!!!! bo to bardzo ważne:) Jesteś przy mamie :)
                                                    Ktoś kiedyś mi powiedział że Bóg wybiera najsilnejszą osobę w rodzinie aby opiekował się chorym!!!! Gdy to usłyszałam pomyślałam że ja i miałabym być na tyle silną żeby patrzeć bezradnie na cierpienie kogoś kogo się tak kocha i kto jest dla nas wszystkim napewno NNIE:(
                                                    Teraz z czasem wiem że tak jest że naprawde byłam silna i byłam dla mamy czymś w stylu "lekiem" na zło bo wiedziała że jestem przy niej mimo wszystko i nawet jak złapał ją okropny niedowytrzymania ból nawet on stawał się mniej bolesny:)
                                                    Głowa do góry":) Dla mnie jesteś bardzo silna i uwierz w to:)
                                                  • 24.02.11, 19:26
                                                    Wiesz moze i jest cos w tym co mowisz.......dzisiaj przypadkiem spotkalam sie z lekarzem ktory byl obecny podczas mamy operacji i chwile z nim rozmawialam i jeszcze bardziej mnie zalamal bo powiedzial mi ze mama ma w brzuchu bombe i ze jest to juz bardzo rozprzestrzenione
                                                    :-((((((( i ze nie daja mamnie wiecej niz kilka miesiecy.......ale ze mimo wszystko widac po mamuni ze ma wole walki i silny organizm dlatego jeszcze podejmuja leczenie.....
                                                    BOZE.....co teraz....???????? dzis widzialam w mamy oczach taka bezradnosc gdy pielegniarka ja oklepywala mamuni poleciala łza.....a mi serce sie wyrywalo bo wiedzialam ze jest to dla niej takie upokarzajace ze mimo iz jest jeszcze taka mloda a teraz zalerzna od kogos.Chcialabym aby mamunia doszla jeszcze do siebie i zeby bylo jak dawniej-wspolne rozmowy,picie kawy o poranku,klutnie o glupoty i partyjka w karty :-)))) wierze ze jeszcze bedzie nam to dane....
                                                    ciezko jest mi nawet opisac slowami to co teraz czuje-niewyobrazalny bol i pustka a gdy patrze na mame na jej smutne i oddalone oczy.....nie chce nawet tego mowic glosno ale sa takie momenty ze patrzac na mame mam wrazenie ze ona wszystko wie ze wie jak ciezki jest jej stan......
                                                    a ja wyplakalam juz chyba wszystkie łzy....nie mam sily na nic
                                                  • 24.02.11, 19:46
                                                    Magdaleno a moge spytac-jesli nie chcesz to nie odpowiadaj - ile lat miala twoja mamusia?
                                                  • 24.02.11, 20:32
                                                    i ta bezsilnosc......
                                                    chlerna bezsilnosc.....
                                                    patrzysz i nic nie mozesz zrobic.......
                                                    jedynie byc....byc i wspierac.......
                                                  • 24.02.11, 22:54
                                                    Ewelajno jesteś silniejsza niż Ci się zdaje:)Uwierz w to:)
                                                    Ja też myślałam że nie dam rady ale dałam:) Siła sama się znalazła gdy dowiadywałam się z dnia na dzień o czymś gorszym jeżeli chodziło o stan zdrowia mamy, było bardzo ciężko ale wiedziałam że musze. Tak masz racje najgorsze jest patrzenie na cierpienie mamy i bycie bezradnym :( jedyne co mogłam zrobić to wezwać pogotowie albo dać coś przeciwbólowego:( Chociaż dla naszych mam samo to ze jesteśmy przy nich to bardddzo dużo.
                                                    Możesz pytać o co tylko chcesz:) Moja mama zmarła w wieku 60 lat:( brakło 2 miesiecy do 61:(.
                                                  • 24.02.11, 22:59
                                                    To że Twoja mamusia ma wole walki to ogromny sukces naprawde:) Staraj się robić tak aby jak najmniej o tym myślała chociaż wiem że to bardzo trudne;( Niech snuje plany na przyszłość to pomaga:) Wierz mi ze napewno jeszcze z mamusią będziecie pić kawe, rozmawiać, grać w karty:)
                                                    Napewno będą jeszcze takie chwile w których bedziecie szczęsliwe i zapomnisz o tym wszystkim chociaż na jakiś czas:)
                                                    Głowa do góry:)
                                                    Jestem z Tobą:)
                                                  • 25.02.11, 13:49
                                                    Witam Was dziewczynki,
                                                    Ewelajna tak ciężko mi to wszystko czytać. Za mną wiele ale i przede mną dużą. Mnie też wkurzało jak wszyscy mówili mi "bądź silna", jak ja tego nienawidziłam. Ale gdy mówił mi to ktoś kto przechodził to samo słowa te bardziej do mnie docierały. Dlatego tu jesteśmy. Nie lekarzom sądzić kto ile ma do przeżycia bo nikt tego nie wie! Czasami choroba zatrzymuje się. Twoja mamusia żyje, powoli będzie dochodzić do siebie. Na wszystko trzeba czasu. Póki co ma zachowane wszystkie czynności życiowe. Ona z pewnością wie co się dzieje, teraz lekarze podają prawdę na tacy. Ewelinko Ty musisz być pogodna przy niej, wiem,że to trudne. W Was, Tobie Twoim bracie nie może zgasnąć nadzieja. Matki widzą wszystko. To prawda co powiedziała Madzia-siła przychodzi sama. Pan Bóg daje nas tyle ile jesteśmy w stanie przynieść. Cierpienie Twojej mamy, Twoje i bliskich ma sens. Cholernie to trudne wszystko, ale przyjdą i dla Was te pogodne dni...wierzę w to mocno. Pisałaś wcześniej, że mama miała robiony tomograf - w nim nic nie wyszło wtedy? Spróbuj skonsultować mamę gdzie indziej. Jeżeli w jakikolwiek sposób mogłabym Ci pomóc-pisz.
                                                  • 25.02.11, 20:57
                                                    Witam WAS !!!!
                                                    Wiecie mimo ze was nie znam to gdy czytam wasze wypowiedzi mam wrazenie ze jestescie dla mnie kims bliskim i zyczliwym..........DZIEKUJE WAM ZA TO
                                                    A ja bylam dzis u mamusi,dzis jest troszke lepiej ale mamunia jest jeszcze slaba dzis pierwszy raz sama wstala z luzka i sama przeszla sie przy balkoniku i az z tej radosci zadzwonila do mnie rano zeby mi to powiedziec a ja slyszac jej uradowany gols az sie poplakalam......ze szczescia......a puzniej jak bylam u niej to nawet stwierdzila ze chyba ma ochote zapalic fajeczka:-)))))nawet zazartowalam ze skoro jest ochota na fajeczka to mamusia juz ma sie lepiej:-)))))
                                                    Mama dostaje cos przeciwbolowego w zastrzyku co 4godz a czasem nawet czesciej bo gdy mocno ja boli dzwoni po pielegniarke i podaja jej wczesniej :-(((((( musze isc lekarza zapytac co dokladnie mamnie podaja bo jest strasznie senna i taka jakby momentami zapominalska....moze wiecie po czym to tak moze byc?
                                                    zreszta wogole musze isc do lekarz porozmawiac aby po wyjsciu do domu dobral mamuni odpowiednie leki przeciwbolowe -roznego rodzaju i w roznych dawkach tak zebym mogla podac odpowiedni lek w zalerznosci od nasilenia bolu bo nie chce aby mama cierpiala w bolesciach,
                                                    Jutro w sobote i poniedzialek pracuje takze bede u mamuni tylko rano(jakas godzinke) i znow caly dzien bede roztargniona bo bede myslala jak tak ma sie mamusia,
                                                  • 25.02.11, 21:24
                                                    Hej :)
                                                    Wiem co to za szczęscie jak widzi się mame szczęśliwą gdy zaczyna sama sobie radzić:)
                                                    Jest naprawde dobrze więc myślę ze narazie nie masz się co martwić:) Mama dochodzi do siebie i z każdym dniem będzie napewno lepiej po operacji:)No i ma humorek :) Super:)

                                                    Co mogą podawać Twojej mamusi? Nie mam w sumie pojęcia, mojej podawali już poźniej po pyralgiie i spasmalgonie dolcontral i po tym też była senna, a może to po prostu po operacji jest jeszcze taka!Zresztą przy takiej sporej ilości leków każdy ma prawo być wyczerpany:(
                                                    Mama dojdzie do siebie:) wrócicie razem do domu i narazie nie masz co myśleć o najgorszym bo narazie będzie w porzadku:)
                                                    Ewelina czy Ewa?
                                                    głowa do góry:)
                                        • 07.02.11, 20:47
                                          Ciężko mi powiedzieć co to może być:(
                                          Każdy przypadek jest w sumie inny łączy je chyba to że nasze mamusie cierpią:(
                                          Tak jak wspomniałam wcześniej moja mama umarła gdy rak był w fazie rozsiewu i w sumie o przerzutach dowiedziałam się w piątek a w poniedziałek mama zmarła:(:(:( do tego miała jeszcze niedrożnośc jelit:(:(:(
                                          Niestety nie mogę Cię pocieszyć mam tylko nadzieję, że to nic złego:(:(:(
                                          Walcz o swoje i nie daj się zbywać lekarzą bo co dla niektórych to tylko kolejna pacjentka z nowotworem:(:(:(Wiem bo sama to przeszłam:(. Pamiętam jak dziś jak lekarz powiedział mi że tutaj nie da się już nic zrobić ale nie poddałam się i wziełam mame ze szpitala i zawiozłam do Łodzi. Inną sprawą jest to że lekarz nie pomógł mamie bo przez nerki była strasznie osłabiona wręcz bez życia:(:(:( i dotego się odwodniła i źle zniosła drogę do Łodzi:(:(:( a mamy daleko do Łodzi:(Pamiętam jak dziś jak powiedziąłam mamie że lekarz z Łodzi kazał mame przywieźć, mama płąkała ze szczęscia razem ze mną bo cieszyła się że ktoś może jej pomóc. Niestety wyszło jak wyszło ale próbowałam wszystkiego co mogłam!!!!!!!!!!!!!

                                          Musisz być silna i zawsze to będę pisac:)
                                          • 07.02.11, 22:01
                                            A co do hospicjum domowego to nie jest takie złe!!!!!
                                            Na początku bylam tym przerażona, że musze mame oddac ale później zrozumiałam że to też ludzie, którzy chcą pomóc.Okazało się jednak że u nas hospicjum domowe olewalo wszystko ponieważ mieli przyjeżdzac we wtorki i piątki a nie przyjeżdzali nawet po 3 tygodnie:(:(:(
                                            Dopiero mój mąż iim powiedział co o tym mysli i od razy przyjechali.
                                            Niewiem może u nas tak jest ale mam nadzieje ze u Ciebie dbaja o chorych. W każdym bądz razie nie pozwól im na to żeby nie odwiedzali mamy i nie sprawdzali co u niej !!!!!Miałam mame przepisac do innego hospicjum ale niestety nie zdażyłam bo zmarła:(:(:(
                                            A wiem że dobre hospicjum naprawde robi wszystko(mowa cały czas o domowym hospicjum)żeby pomóc i żeby nie cierpiec!!! Pielęgniarki z hospicjum uczą nas nawet jak sobie radzić z bólem naszych mam a nawet dawać zastrzyki przez tak zwanego motylka!!!

                                            Bądz silna:)


                                            Bądz dzielna i silna :)
                                            • 07.02.11, 22:47
                                              Witajcie:)
                                              Długo nic nie pisałam ale czytam cały czas Wasze wpisy.
                                              Straszna sprawa.Myślałam że już nikt nie bedzie zakładał nowych historii ale niestety ŻYCIE!!!
                                              Ewelajna strasznie ci współczuję z powodu choroby mamy.Taka młoda!!! Wiem co przechodzisz.Ja to też NIESTETY mam już za sobą.NIESTETY bo ile bym dała żeby móc wrócic do tego wszystkiego, móc Mamusie przytulic, powiedzieć KOCHAM CIĘ!!! Uciekałam od tego wszystkiego, jak mi mówiła że będzie źle z nią to się kłóciłam a trzeba było przytulić tylko tyle ale nie dałam rady bo wiedziałam że gdybym się przytuliła to bym zaczeła płakać a ona może tego potrzebowała.Pamiętam taki moment jak po miesiecznym pobycie w szpitalu mama była strasznie tymi naświetlaniami wykończona siedziała na krześle w ogrodzie w cieniu wiśni i przyjechał tata z pracy (a traktował ją wtedy źle nie wierzył do końca że ona taka chora) i nie odzywał się do niej i wogóle.Popatrzyła na nas z siostrą z takim strasznym bólem w oczach i zaczeła płakać myślałam że mi serce pęknie.Wszystkie trzy przytulałyśmy się i płakałyśmy i to było to czego ona potrzebowała.Ewelajna przytulaj mamę mów że ją kochasz bo to ważne.Pod względem medycznym to moja mamusia cały czas miała plastry fenatyl i ten pieprzony sevredol(tych nazw chyba nigdy nie zapomne).
                                              Na dwa tygodnie przed śmiercią nie chciała żadnych lekarstw (jak czytałaś moje posty to tam pisałam że jadła ich multum) wtedy już czułyśmy że jest źle.U nas jeżeli chodzi o opiekę medyczną to ŚWIŃSTWO!!! Nie ma czegoś takiego jak hospicjum domowe była pani doktor od leczenia bólu ale jednoczesnie była internistką i trzeba było jechać do przychodni.Pogotowie jej nie brało do szpitala i dobrze w sumie bo byliśmy z nią do końca ja,siostra,tata i babcia czyli najbliższe osoby w życiu.Nie pisze tego żeby Ci pokazać co cie czeka ale tak mnie jakoś wzieło na wspomnienia,a zresztą tylko tu mogę to pisać bo mam taką straszną blokade. Jak płacze to tylko wtedy gdy nikt nie widzi.Takim motorem są moje kochane dzieciaczki one nie dają mi sie długo smucic.
                                              Magdalenko ja też mam trzyletniego synka Dawidka:)
                                              • 07.02.11, 23:07
                                                Witaj Alu:)
                                                Cieszę się że mimo tego co przezyłyśmy jesteśmy tu nadal i możemy pomóc innym, poradzic chociaz to takie trudne:( Bo co możemy napisac pocieszającego gdy straciłyśmy nasze kochane mamusie?I każda nowa osoba która to przechodzi teraz tak naprawde wie co ją czeka:( Wiem że nie powinnam tak pisac ale taka jest prawda:(:(:( przykra prawda:(:(:(, Jednak nadzieja dużo nam daje i wsparcie właśnie ludzi spoza rodziny mi dużo pomogła bo nawet jak tu nie pisałam to tak jak Ty zaglądałam i czytałam wszystko!!!!
                                                Codziennie płaczę i tak jak TY chciałabym mame przytulić, porozmawiać z nią, powiedzieć że ją kocham i przeprosić za to co źle robiłam:(Czuję sie taka samotna:(:(:(Mam 3 braci i siostre ale oni mają już swoje życie i chociaż wiem że są ze mną I też to przeżywają to tak naprawde BRAKUJE MI MAMY I TO TAK BARDZO ŻE NIE DA SIĘ TEGO OPISAĆ:(
                                                Na pogrzebie mamy nie docierało do mnie że ona zmarła:( dopiero po zaczeło do mnie docierać że jej więcej nie zobacze:(że nie będzie jej przy mnie i przy wnuku:(

                                                4 lutego skończyłaby 61 lat!!!! Upiekłam torta zaprosiłam braci i siostre i wspolnie uczciliśmy jej pamięć i tak będę robić co rok!
                                                Zrobie też wszystko zeby mój malutki synek o niej nie zapomniał i nie zapomniał jak wyglądała i jak bardzo go kochała dlatego przypominam mu babcie pare razy dziennie i zabieram go na cmentarz. Chociaz ma niecałe 4 latka to jak jest ze mną na cmentarzu to sam odgarta rączkami śnieg z wieńców to jest takie wzruszające że wyję jak małe dzieciątko:(Poza tym ustawiłam w pokoju gdzie mama przeżyła ostatnie 6 miesięcy jej zdjęcia i chodze z Dawidkiem się tam modlić a on bierze mamy fotografię i całuje tak bardzo ze tez wtedy płącze:(i mówi babciu Kocham Cie i Tęsknie za Tobą. Właśnie takimi sposobami chcę żeby ją pamiętał i pamietał jej twarz:)
                                                Mój najstarszy brat się pogubił i zaczął bardzo pić tak bardzo że nie trzeżwieje:(:(:(
                                                Bądzsilna Ewelajno)):)
                                                • 08.02.11, 20:05
                                                  Dziękuję Wam za wsparcie,codziennie nie moge sie doczekać zeby tu zajrzec....mama jest jeszcze w szpitalu i narazie nie wiedzą skąd pochodzi bol bo gastroskopia czysta usg tez i jutro chyba zrobia w koncu tomografie wtedy sie pewnie wyjasni. Magdaleno a jakie objawy są przy niedrożności jelit ?
                                                  • 08.02.11, 20:15
                                                    Jest mi strasznie ciężko dzisiaj w pracy płakalam tak strasznie że nie mogłam sie opanować ja nie wyobrażam sobie zycia bez mamusi-ona jeast wszystkim co mam całym moim światem..... staram sie być silna i dziekuje za te słowa BADZ SILNA niby tylko slowa o trafiają w sedno.....mowie mamusi codziennie ze ją kocham i czesto ją przytulam ale nie umiem pogodzic sie z tym ze to spotkalo tak mlodą osobe nie umiem,jeszcze tyle przed nią pierwsz klasa wnusi,pierwsz komunia,pomoc przy odrabianiu lekcji.....co z tym? przecież to jeszcze nie pora nie ten wiek.....NIGDY SIE Z TYM NIE POGODZĘ
                                                  • 08.02.11, 20:36
                                                    Witam Cię:)
                                                    Z tego co zaobserwowałam u mamy niedrożnośc jelit to po prostu nic innego jak to że to co jadła nie przechodziło przez jelita tylko zostawało w brzuchu:( Czym się to objawiało hmmmm? chyba tym że mamie strasznie wyduło brzuch jakby połknęła piłke sporej wielkości i w dodatku twardą jak kamień:(:(Dużo też wymiotowała jakby flegma z krwią:(W sumie to że mama miała niedrożnośc jelit dowiedziałam się jak zmarła gdy lekarz wypisał na karcie:(więc nie wiem czy to co napisałam to są objawy niedrożności jelit!!!!
                                                    Brzuch mamy zrobił się taki w sumie dzień przed śmiercią. Pamietam że z rana miała normalny a napewno nie taki żeby wzbudzić moj niepokój:(Na następny dzień gdy wstałam mama miała brzuch ogromny i twardy i w dodatku w woreczkach do których sikała nie było nic ani trochę moczu więc pojechałam do lekarza rodzinnego a lekarz kazał mi wezwać pogotowie.Do tego jeszcze mocz zostawała w brzuchu i to zrobiło swoje:( I to była ostatnia mamy podróż karetką do szpitala gdzie zmarła popołudniu po 16.00:(:(:(
                                                    Niestety takie życie:( Cóż ono jest warte:(?
                                                    Moja mama wychowywała całą piątke sama:( było jej bardzo ale to bardzo ciężko gdyż była sama:(Mój ojciec nigdy się nami nie interesował:(Nigdy nie miałam taty:(
                                                    W sumie dziękuję Bogu za to że Mamusia była ze mną 30 lat bo tyle miałam jak zmarła a teraz w tym roku 31 :( ach czas tak szybko leci:(
                                                    Ewelajna Bąz silna:):) Trzymaj się cieplutko:)
                                                    I pisz co się dzieje u Ciebie na bieżąco:)
                                                  • 09.02.11, 20:33
                                                    Witam....no i mama jest w domu i okazało sie ze jest to niedrożność jelita grubego .... :-( lekarz mowil mamie ze jest potrzena operacja ale mama na razie sie nie zgodziła, powiem szczerze ze sama jestem tym przerażona bo nie do konca wiem co to za operacja i na czym ona polega-mam jedynie nadzieje ze nie bedzie konieczne umocowanie mamuni woreczkow do ktorych kał bedzie odprowadzany bo mama psychicznie tego nie zniesie :-(((((( bede z nia o tym rozmawiać
                                                  • 09.02.11, 21:12
                                                    Witam dziewczynki:)
                                                    Czytam te Wasze posty i płacze. Madzia bardzo Ci współczuje, jesteś naprawdę silną kobitką co zresztą już Ci pisałam. Moja mama też wychowywała nas sama tym bardziej mogę wyobrazić sobie co czujesz. Tobie Ewelinko współczuję bo jesteś na początku drogi. Pamiętam kiedy 7 lat temu dowiedziałam się że mama ma złośliwego raka, wydawało mi się, że wypłaczę wszystko co we mnie jest. Lekarze nie dawali szans, nieoperacyjny rak szyjki macicy st. IIB-dla mnie oznaczało koniec świata. Z tego co napisałaś mama Twoja miała radykalną radiochemioterapię. Takie leczenie daje 100% szans na wyleczenie! To juz bardzo dużo! Niestety skutki tego leczenia są niesamowite. M. in. problem jelita u Twojej mamy. Moja mama rok po naświetlaniach (6 lat temu) miała niedrożność jelita grubego, przy tym okropne bóle-nie do opisania-wyła z bólu. Brała plastry z morfiną. Wybłagałam u lekarza operacje wyłonienia kolostomii, gdyby nie to nie żyłaby już. Ewelinko-wiem że to trudne bedzie dla mamy, ale operacja to żyć albo nie żyć. Uwierz mi. Rób wszystko aby mama zgodziła się na nią. Życie ze stomią naprawdę jest normalne. Jeżeli chcesz napisz maila duska_83@gazeta.pl podam Ci mój numer tel.-pogadamy. Tak naprawde zrozumie nas ten kto też to przechodzi. Rak to nie wyrok! Trzymaj się ciepło, jesteś silna- uwierz w to!
                                                    Pozdrawiam
                                                    Magda
                                                  • 10.02.11, 20:52
                                                    Witam :-) Dzisiaj odebralismy wypis mamy ze szpitala i powiem że troche mnie on ucieszyl gdyz jest tam napisane że mamusia ma wszystkie narządy wewnetrzne w normie :-)))))))) mianowicie pęcherz żółciowy i przewody moczowe,nerki,trzystka,watroba,,sledziona .... to chyba dobrze???? bo najbardziej boje sie tego ze ta niedrozność jelita to efekt postępującego nowotworu ale nawet takiej mozliwości poprostu nie dopuszczam!!!! juz lepiej jakby to było przez naswietlania niz przez te cholerne raczysko!!!!! a jesli chodzi o operacje to sama jestem nią poprostu wstrzasnieta-juz zdazylam i internecie poczytac o tym i sama boje sie tego i tego jak to jest po operacji.....a najbardziej boje sie reakcji mamusi bo wiem ze ona odbierze to jako porażkę....dzisiaj z nią troche rozmawiałam ale opornie mi to idzie :-( a pozatym to widze ze ten bol od tego jelita mimo plasterkow ktore mamunia dostala calkiem nie ustepuje :-( dzisiaj udalo mi sie mamusi wspomniec ze moze bysmy skonsultowali to u innego chirurga i mama tak chyba podeszła do tego w miare niezle bo przyjmuje u nas calkiem niezły chirurg onkolog....i jak jej o tym mowila to jedynie mamusia mi powiedziała ze dzisiaj napewno nie bo dzisiaj jest za slaba(ten bol jakby kolkowy niby ustapil ale nie do konca) i musze działać zeby we wtorek( bo lekarz przyjmuje tylko we wtorki i czwartki) udalo mi sie z mamusia isc do niego moze on inaczej podejdzie do pacjenta bo w naszy szpitalu rejonowy to normalnie mame wystraszyli bo lekarz powiedzial mamusi tak-no to podlega operacji ale dopiero jak rozetniemy to bedziemy widzieli dokładnie co i jak....... no i mamusia stwierdziła ze na niej eksperymentów robić nie bedą.....a mam jeszcze pytanko-czy taka operacja moglaby byc wykonana w centrum onkologi (bo mamy wizyte 22 lutego i mamunia chce czekac do wizyty co tam pani doktor powie) czy raczej takie operacje sa wykonywane u siebie w rejonie? POZDRAWIAM WAS DZIEWCZYNY I CIESZE SIE ZE TU TRAFIŁAM
                                                  • 10.02.11, 21:12
                                                    Magdaleno trzymaj sie cieplutko.....
                                                  • 10.02.11, 21:31
                                                    Kochana to super że nie ma przerzutów do narządów wewnętrznych.
                                                    Co do tej operacji powiem Ci tak. Generalnie lekarze onkolodzy odcinaja sie od leczenia chorób popromiennych czyli tak jakby skutków leczenia. Niestety ale to często powikłania po leczeniu doprowadzają do śmierci. Jak moja mama zachorowała mialam 20 lat, zostałam sama z tym wszystkim, kompletnie nie wiedziałam co robić. Z jelitem zaczęło sie tak, że mame pobolewał brzuch, z wypróznieniami było coraz gorzej, potem bóle krzyża. Ból był naprawde nie do opisania! Myslałam ze to koniec...Teraz to wiem że byłam głupia:)ale wtedy nie miałam dostępu do takiego forum. Ewelinko jelita są bardzo wrażliwe. Po radioterapii one są poparzone, perforuja się. Bólu nie zwalczycie lekami dopoty dopoki nie usuniecie przyczyny. W zależności od stopnia perforacji oże byc wyłoniona stomia tzw czasowa albo stała. Ta operacja krótko mowiac ratuje zycie. Skąd jesteście, gdzie się leczycie?
                                                  • 10.02.11, 21:37
                                                    "A z tym co i jak" lekarz pewnie miał na mysli stan jelita i kwestie stomii czasowej czy stalej. Im szybciej tym lepiej. Przede wszystkim mama uniknie okropnych boleści, a poza tym naświetlania cały czas działaja. Chirurg onkolog jak najbardziej może wykonać taką operację.
                                                  • 10.02.11, 21:50
                                                    My jesteśmy z Sokołowa Podlaskiego (miedzy Węgrowem a Siedlcami) woj mazowieckie a szczerze to bałabym sie oddać mamusie do naszego szpitala dlatego gdy wyszło ze to jelita to zaczełam pytac i dowiedziałam sie że przyjmuje u nas tan chirurg onkolog i troche mi ulżyło bo wiem że to naprawde dobry lekarz( gdy nie miałam jeszcze 18 lat wycinał mi woreczek żołciowy z powodu kamieni-wtedy był młody pużniej wyjechał i zdobywał doświadczenie i już troche o nim słyszałam że pacjenci go chwalą). u nas też tak było że zaczęło sie od delikatnych bóli brzuch-a ja bałam sie że to te raczysko daje znać o sobie,no a juz ostatnio to bóle były poprostu nie do opisania...
                                                  • 10.02.11, 21:58
                                                    Niestety nie znam tamtych rejonów, jestem z podkarpacia. To takie szczescie w nieszczesciu te jelita. Musisz szybko działać i nie popuszczac lekarzom bo oni czasami klada lage na to wszystko. Sama stomia naprawde nie jest uciazliwa. W tej chwili dostepny jest bardzo dobry sprzet stomijny, refundacja 300zł/mies. i to wystarcza. Na pewno macie w rejonie pielegiarkę stomijna, lub osobe która zajmuje się rozprowadzaniem takiego sprzetu, czesto doradzi, dorzuci cos gratis. Moja mama zyje z tym 6 lat i naprawde w niczym jej to nie przeszkadza. Po operacji mozemy skontaktowac nasze mamuski, zeby pogadaly jaki sprzet jest najlepszy itd. Wiem, ze dla Twojej mamy nie jest to proste, ale zobaczysz da rade i kiedys powie ze sie bala a to taka pecha:) Bedzie dobrze, wiem co mowie. Tak bardzo chialabym Cie jeszcze pocieszyc bo wiem jak bardzo wtedy mi brakowalo kogos kto przechodzi to samo.
                                                  • 10.02.11, 22:01
                                                    Jeszcze mi sie przypominalo:) Moze byc tak, ze jelito jest zniszczone na krótkim odcinku i wtedy uda sie im wyciac chory odcinek i polaczyc dwa konce bez koniecznosci wylaniania stomi:) glowa do gory!
                                                  • 10.02.11, 22:20
                                                    Dusiu ja też jestem z podkarpacia:) skąd jesteś dokłądniej?
                                                  • 10.02.11, 22:28
                                                    Okolice Mielca:)
                                                  • 10.02.11, 22:31
                                                    Wiem gdzie to jest:)
                                                    Ja mieszkam niedaleko Ustrzyk Dolnych:):):)
                                                  • 10.02.11, 22:38
                                                    To kawałek ode mnie, kiedyś byłam na kolonii w Ustrzykach:)Takie fajne beztroskie czasy:)
                                                    Jak tam sobie radzicie Madziu?
                                                  • 10.02.11, 23:50
                                                    Jak sobie radzimy?
                                                    Jest bardzo ciężko:( Tak bardzo, ze nie da się tego opisać:(:(:(
                                                    Strata mamy to coś okropnego i nieodwracalnego:( niestety:(
                                                    Boli jak cholera to, że jej nie zobaczę już:(
                                                    Pozrawiam Cię:)
                                                  • 11.02.11, 07:16
                                                    Tym bardziej jestesmy wdzieczne, ze jestes tu z nami:)
                                                    Trzymaj sie cieplutko:*
                                                  • 11.02.11, 20:27
                                                    Witam WAS KOCHANE dziewczynki :-) tak mama wychodząc ze szpitala dostala plasterki ale niestety dzisiaj znow bol sie nasilil i nawet plasterki go nie tlumnia ale jest maly sukces!!!! rozmawialam dzisiaj z mama i wszystko jej odpowiednio przekazałam i mama zecydowała ze zgadza sie na operacje a pozaty to stwierdzila ze z tym bolem to nie ma życia-ostatnie 1,5 tygodnia jest taka wyczerpana tym bolem nie chce jesc bo boi sie ze bol sie nasili i schudla no ogolnie to jest tym wycieńczona i ciesze sie ze w koncu sie zgodzila mam nadzieje ze po operacji mamunia dojdzie do siebie-bolu nie bedzie i zacznie normalnie jeść bo teraz przez te bolesci to nie wygląda za dobrze.....POZDRAWIAM WAS
                                                  • 10.02.11, 22:08
                                                    Cześć:)
                                                    Ewelajno moja mama żyła z dwoma woreczkami do których sikała i dawała rade!!!!
                                                    Też jak się dowiedziałam,że bedzie mieć dreny z obu stron nerek byłam tym przerażona ale naprawde nie było innej opcji, żeby mocz mogła normalnie spływać i gdyby nie te woreczki żyłaby dużo krócej!!!!
                                                    Wiem, że to jest przerażające ale do wszystkiego człowiek potrafii się przyzwyczaić wiec nie ma na co czekać!!!!Trzeba poddać się tej operacji!!!!!
                                                    Głowa do góry:)I napewno przestanie tak cierpieć :)
                                                    Twoja mamusia ma przyklejane plastry?
                                                    Dusia zgadzam sie z Tobą trzeba zwalczyć przyczynę bolu.
                                                    Ewelajno mieszkasz bardzo daleko ode mnie:(:(:(Ja mieszkam w Bieszczadach:)
                                                    Jak chcesz to teżmogę Ci podać nr tel tylko podaj maila:):):)i jak Ci będzie złe będziesz mogła do mnie zawsze zadzwonić:)
                                                    BĄDZ SILNA:):):)
                                                  • 25.02.11, 22:57
                                                    trzymam kciuki za mame ewelajno i za Ciebie [kwiatek] i przytulam.
                                                  • 26.02.11, 10:50
                                                    Cieszę się, że jest lepiej. Mama na pewno otumaniona jest po lekach. Zapytaj o poradnię leczenia bólu. Przy każdym szpitalu taka powinna funkcjonować. Tam są lekarze, którzy dobiorą leki przeciwbólowe. W razie potrzeby w każdej chwili przyjadą do domu. Daj znać co powie lekarz. Będzie dobrze.
                                                  • 26.02.11, 20:25
                                                    Ja jestem Ewelina i tak mozecie do mnie pisac :-)))) nie wiecie nawet jak ja sie ciesze ze tu trafilam,mama ogolnie wyglada lepiej ale bol daje sie we znaki-mam nadzieje ze ze to po operacji bo w sumie miala rozciete pol brzucha wiec ma prawo mocniej bolec,dzisiaj bylam u mamuni krotko ale udalo mi sie nawet mamunie troche rozsmieszyc :-)))) i tak postanowilam ze bede tak robic-bede dostaraczac mamuni jak najwiecej powodow do usmiechu....
                                                    Wiecie kobietki dopiero teraz zaczelam doceniac takie zwykle prozaiczne gesty i czynnosci ktore kiedys byly sprawa oczywista a teraz sa perełka na wage zlota wyczekiwana i wyteskniona, teraz widze zycie innymi oczyma , teraz moje zycie nabralo innej wartosci.............duzo cenniejszej niz wczesniej...............





                                                    ......."i gdy widze twe oczy zmeczone a z nich łza cichutko płynie
                                                    to wznosze swe dlonie do Boga i proszę dla ciebie o siłę......
                                                  • 26.02.11, 21:20
                                                    Ja też się cieszę że mogę chociaż troszke pomóc:) i też było mi raźniej jak mama żyła że tu byłam i mogłam liczyć na ludzi o dobrym sercu:)
                                                    Tak Ewelinko masz racje rób tak żeby mamusia nie myślała dużo o chorobie i się nie zadreczała bo to najgorsze co moze być:( myśleć ze się jest tak chorym i bać się jutra to najgorsze co może być:(
                                                    Wiem po sobie i po mamusi że naprawde jak doszła do siebie była szczęsliwa:) i miała nadzieje że tak będzie:)Mówią ze nadzieja to matka głupich nie zgodzę się z tym bo ona naprawde jest cenna:)Pamiętam moją mamusie jak oglądała Tv, bawiła się z Dawidkiem, śmiała się:)
                                                    A wiesz już kiedy mama wyjdzie ze szpitala?


                                                    Przepiękny cytat :)
                                                    Bądź dzielna :)
                                                  • 04.03.11, 21:17
                                                    .............." i gdy widzę twe oczy zmęczone a z nich łza cichutko płynie
                                                    to wznosze swe dłonie do Boga i proszę dla Ciebie o siłę "..............


                                                    Moja mamusia odeszła dzisiaj o 11.03.............
                                                    Byłam z nią do końca....................
                                                    WRÓĆ MAMUNIU..................
                                                    WRÓĆ..................................
                                                  • 04.03.11, 21:53
                                                    DROGA EWELAJNO TAK STRASZNIE MI PRZYKRO:(:(:(Kurde nie sądziłam że to tak szybko się stanie że az tak szybko:(:(:( Przecież wszystko zaczynało być w porządku! Co się stało?????
                                                    [*] dla Twojej MAMUSI:(
                                                    Wiem co przeżywasz:( niedawno czułam dokładnie to samo:(
                                                    TRZYMAJ SIE EWELAJNO JESTEŚMY Z TOBĄ
                                                  • 05.03.11, 15:15
                                                    Brak słów...trzymaj się ciepło:*
                                                    Tak strasznie współczuję...
                                                  • 05.03.11, 15:54
                                                    Ewelinko jak bedziesz miala sile...napisz dlaczego tak szybko...
                                                    Łacze sie w bolu...
                                                  • 06.03.11, 09:41
                                                    Ewelinko jak to możliwe?
                                                    Trzymaj się, bardzo Ci współczuję...
                                                    (*)
                                                  • 07.03.11, 20:54
                                                    Dzis odbył sie pogrzeb mojej mamuni..........sama nie wierze ze to pisze bo do mnie jeszcze to nie dociera......niby bylam uczestniczylam w tym wszystko pozalatwialam jesli chodzi o pogrzeb itp ale poprostu w to nie wierze......za szybko to sie stało za nagle za wczesnie........

                                                    No a jesli chodzi o to co sie stało to cofnijmy sie do czwartku - przed pracą wstąpiłam do mamuni jak zawsze pogadalysmy sobie posmialysmy sie i bylo naprawde dobrze,chociaz powiem wam ze teraz jak o tym mysle i analizuje to juz wtedy bylo widac ze mamusi jakby troche brzuch zdęło a szczegolnie w lewej gornej czesci brzucha tak pod piersią....ale nie wzbudziło to mego niepokoju a powinno bo mamusia juz dwa dni po operacji zaczela mi mowic ze nie ma juz tych skurczowych bolesci brzucha ale ten lewy bok ja tak co raz zakówa..... :-(((( no ale myslałam ze ma prawo po takiej operacji bolec .....
                                                    puzniej poszłam do pracy ok 12 zadzwoniłam do mamusi i jadła sobie zupke bylu niej akurat brat z dziewczyna i poszli pomoc sie jej umyc i dziewczyna brata zuwazyła u mamusi ze ten lewy bok to juz nie wzdęty ale ze juz wyrwało sie guz jak piść...-jak jolka spytała co to jest to mamusia jej powiedziała ze nawet tego nie widziała............
                                                    no bynajmniej brat wychdząc od mamusi ok 13.30 mowił ze jest wszystko w porządku....
                                                    no a puzniej godz 16 dzwonie do mamusi ale nie odbiera,przez 1,5 godz probowałam dodzwonic sie do mamy ale bez skutku w koncu zadzwoniłam do brata a on mi mowi ze ojciec był u mamy i własnie wpadł do domu zdenerwowany wziął pizame i powiedział ze mamusi nagle sie pogorszyło ze zrobiło sie jej nagle słabo i zaczeło ją strasznie bolec na szczeście do szpitala razem z ojcem pojechała dziewczyna brata(jola) bo moglam dowiedziec sie konkretniej co sie stalo-gdy zadzwoniłam do jolki nogi sie podemna ugiely-powiedziala mi ze mamusia ma straszne bolesci ma zimne poty jest na zmiane mokra i zimna i nie calkiem swiadomnie rozmawia,ze wogole niewiele mowi a jedynie błaga aby jej pomoc zeby jej nie bolało............
                                                    boze ja do godz 19 myslałam ze w pracy nie dam rady......od razu po pracy polecialam do szpitala a to co tam zobaczyłam przeszło moje najgorsze wyobrazenia.........
                                                    juz wtedy wiedziałam ze jest zle ...... bardzo zle....................
                                                    i najgorsze bylo patrzenie na cierpienie mamusi.........łzy same sie lały z oczu jak mamusia dostała zastrzyk z morfiną a za 5 min błagała nas aby zawołac pielegniarke zeby dac jej cos od bolu................
                                                    poszłam do ordynatora i usłyszałam to co żadne z dzieci nie chciałoby usłyszec o swojej mamusi.......poprosiłam jedynie aby zrobili wszystko co w ich mocy aby mamusia tak nie cierpiała........nie mogłam patrzec na jej bol na jej oczy pelne nadzieji..........
                                                    spytała mnie co lekarz powiedział a ja nie miałam serca zeby powiedziec jej prawde i powiedziałam ze sami nie wiedzą i ze rano porobią wszystkie badania i bedzie jesne.........................
                                                    PRZEPRASZAM CIE ZA TO MAMUNIU
                                                    PRZEPRASZAM
                                                    ALE NIE MIALAM SIL ABY PATRZAC CI W OCZY POWIEDZIEC CI PRAWDE..............
                                                    A mamusia mi na to odpowiedziala - a ja wytrzymam do rana.........?............ :-(((((((((((
                                                    powiedzialam jej mamus co ty gadasz zaraz leki zaczna dzialac i bedzie dobrze,mamusia polozyla sie na luzko i byla juz po drugiej dawce morfiny oraz pyralgina w kroplowce ale caly czas blagala nas zebysmy jej pomogli......... i byla coraz bardziej wyczerpana i jakby półprzytomna......ja musiałam juz isc do corki a poszedl do niej moj brat i caly czas bylismy w kontakcie tel ............mamusia dostała trzecią dawke morfiny ale mamusia nadal cierpiała strasznie cierpiała......cała noc nie spalismy ja w domu a brat z jolka i ojcem w szpitalu-w sumnie to jola przy mamusi cala noc czuwała bo brat z ojcem zasneli.....a ja z jolą cały czas pisaliśmy.............mamusia do ok 2 w nocy cierpiał niesamowicie az w koncu lekarze postanowli podac mamusi leki usypiające takie jak podają po operacjach no i mamunia ok 2 w nocy usneła.........i juz skonczyło sie mamuni cierpienie.............
                                                    jola mi pisała ze mamusia tylko co raz poprawiła sobie nogi ruszyła reką i jak scisnęła ja za dłon tak trzymała do rana.....juz pużniej nawet nie czuła jak pielęgniarka pobierała mamusi krew bo nawet nie drgnęła..........i pielegniarka nawet powiedziała ze mamusia ma silny organizm i chce zyc bo przy takiej ilosci lekow co mamusia dostala to malo kto by to zniosl.....
                                                    no i jakos dotrwalismy do rana ja teraz ja zmienilam brata oni przyszli sie troche zdrzemnac byłam u mamusi ok 9.45 zadzwonila do mnie ciocia-starsza siostra mamusi ze wiozą do mamuni ksiedza...........byc moze mamusia czekała na Boga by moc spokojnie odejsc...........ksiadz wydzedl od mamusi po 10 ok 10.40 ciocia powiedziala ze tez jedzie do domu chwile oddychnac i wruci...........i juz nie zdążyla wrucic do mausi............
                                                    ja zostałam z mamusia sama ...........zblizala sie 11 i poczulam ze to juz koniec.............
                                                    mamusia odeszla o 11.03..............................................................................................
                                                    pozostal zal smutek bol i niesamowita pustka................................................................

                                                    PRZEPRASZAM WAS ZE AZ TAK SIE ROZPISALAM






                                                    I wszystko sie dzieje w swym czasie WSZYSTKO
                                                    Wszystkie uczucia spotkania odejscia powroty czyny zamiary
                                                    Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary...............
                                                  • 08.03.11, 08:00
                                                    Twoja Mama jest z Ciebie dumna. Bądź pewna, że zawsze bedzie z Tobą. Podziwiam Twoją siłę...pamiętasz jak sie martwiłaś skąd ją weżmiesz...Teraz musisz żyć dla córci. Życzę Ci żebyś wychowała ją tak jak wychowała Ciebie Twoja Mama. Trzymaj się cieplutko i zaglądnij tu czasem...bo życie toczy się dalej. Może dziś pojawi sie tu ktoś nowy, kto bedzie potrzebował Twojego wsparcia...sciskam mocno! Jak będzie Ci źle - pisz.
                                                  • 08.03.11, 11:14
                                                    Ewelajno tak brardzo Ci wspołczuję:(
                                                    Wiem jak to jest w grudniu miałam dokładnie to samo:(
                                                    Czytając to co napiałaś widzę że moja mamusia miała te same objawy przed śmiercia:(identyczne:( wzdęty brzuch:(:(:(
                                                    Jak bedziesz miałą siły to zaglądaj tutaj bo faktycznie teraz ktoś może potrzebować Twojego wsparcia:)
                                                    Trzymaj się cieplutko:)
                                                  • 08.03.11, 20:30
                                                    DZIEkUJE WAM KOCHANE!!!!
                                                    Dziekuje wam za te słowa......tez tak myslałam skad mi sie wziela cała ta siła i nie widze innego wytłumaczenia jak to ze to mamus mi pomogła przez to wszystko przejsc.......
                                                    Tak bede mapewno tu zaglądać,codziennie....bo przyzwyczaiłam sie do was.......
                                                  • 27.02.11, 13:01
                                                    Niedrożność jelit to bardzo poważna sprawa- i niestety prowadzi do śmierci, operacja jest jedyną szansą.
                                                  • 27.02.11, 19:45
                                                    Hej dziewczyny :-)
                                                    Wiecie jak sie dzisiaj wystraszyłam-wpadlam do mamy przed praca a mamusia lerzy taka wystraszona i chysteczka wyciera brzuch podeszlam i zobaczylam ze mamusi z tej rozcietej rany leciala krew od razu wezwalam pielegniarke no i musielismy czekac na lekarza....widzialam jak mama sie wystraszyla juz myslala ze to cos powaznego.....no a ze lekarz sie nie spieszyl bo przyszedl mo mamy dopiero o 10.30 a ja o 8.15 musialam leciec do pracy to brat mnie zmienil i okazalo sie ze to nazbieraly sie zanieczyszczenia i wyjasnilo sie czemu mama ostatnio miala stan podgoraczkowy-tak bynajmniej lekarz powiedzial mamusi a jak jest faktycznie to dowiem sie we wtorek bo mam wtedy wolne i pujde do lekarza na romowe. A jesli chodzi o to kiedy mamusia wyjdzie do domu to mysle ze teraz przez to krwawienie jeszcze sie to odwlecze no ale dokladnie dowiem sie we wtorek.Najgorzej ze mama bardzo sie tym zmartwila i stwierdzila ze chyba z bratem ja oszukujemy i nie mowimy calej prawdy tym bardziej ze ostatnio tzn.po operacji zaczelo ja bopolewac cos po bokach nawet mowi ze nie czuje brzucha tylko te boki (okolice pod zebrami) ja bola...... :-((((((
                                                    Tez mnie to martwi......
                                                  • 27.02.11, 20:14
                                                    Ale mam nadzieje ze to minie ze mamusia dojdzie do siebie i bedzie jeszcze smigac jak dawniej.......
                                                    wiecie tak bardzo sie boje o przyszlosc moja i mojej Nikolci-ja poprostu nie wyobrazam sobie funcjonowania bez mamusi-ona jest moja przyjaciolka,powiernica i doradcą......poprostu jest wszystkim co mam.....Nikola juz zaczyna pytac o babcie - dzisiaj mija 2 tygodnie jak jej nie widzi pierwszy raz taka dluga rozlaka bo nawet jak mamusia miala naswietlania to na wekendy byla w domu,Nikolcia wie ze babcia choruje na brzuszek bo nawet jak wieczorkiem odmawiamy paciorek to juz nie musze jej przypominac tylko sama na koncu dodaje-"....prosze cie boziu zeby babcia szybciutko wyzdrowiala zeby brzuszek ja nie bolal i zeby wszystkie leki dobrze zadzialaly".....Tak bardzo mi brak mamusi i tych szalonych chwil sprzed choroby......boziu moja mamusia ma dopiero 49 lat-nigdy sie z tym nie pogodze NIDGY!!!!!
                                                    Widze po mamusi ze i ona sie zmnienila-zawsze byla taka energiczna pelna energii chumoru i optymizmu wszedzie jej bylo pelno a teraz jest taka wyciszona jak jestem z nia w szpitalu to niewiele mowi i bardzo czesto ma taki zamyslony wzrok ze musze ja tracic a dopiero "wraca na ziemie" .....przykro mi jak widze ja taka inna..................z utesknieniem czekam na mamusie w domu i chociaz namiastke naszych dawnych wspolnie spedzanych dni.........
                                                    POZDRAWIAM WAS
                                                  • 27.02.11, 22:33
                                                    Ewelinko czytam Twoje posty od samego początku...
                                                    cóż mogę Ci poradzić...trzymaj się kochana.
                                                    Też mam chorą mamę i wiem jak bardzo jest Ci ciężko.
                                                    Przytulam :)
                                                  • 28.02.11, 20:11
                                                    Witam WAS dziewczyny!!!
                                                    Wiecie dzisiaj rano bylam u mamusi i ku mojej radosci mamusia ma sie duuuuzo lepiej i pod wzgledem wizualnym i z samopoczuciem bylo dzisiaj rano lepiej duzo lepiej-mamusia miala spokojniejsza noc prawie cala przespala no i ogolnie czula sie lepiej,puzniej w cagu dnia jak do niej dzwonilam to tez nie bylo zle-no moze pomijajac sennosc mamusi.Nawet dzisiaj na odchodzie ordynator ustalil ze zmienia mamusi lek przeciwbolowy z kroplowki na tabletke,zywienie poza jelitowe jeszcze na dobe czyli jutro juz beda chcieli pomalutku wdrazac mamusi zywienie doustne.....BOZE mam tylko nadzieje ze jelita zostaly udroznione i nie sa zablokowane na odcinku jelita grubego w okolicach dolnej czesci brzucha i odbytu czego lekarze nie byli juz w stanie ocenic ze wzgledu na stan zaawansowania raka( tak mi lekarz powiedzial tuz po operacji) - mam jedynie nadzieje ze mamusia bedzie mogla normalnie funcjonowac tzn jesc i wydalac......
                                                    pozdrawiam was i jutro napisze wam co wyniklo z rozmowy z lekarzem-powiem wam ze troche boje sie do niego isc i pytac o mame......boje sie uslyszec bolesna prawde.....wole cieszyc sie z malenkich sukcesow i patrzec jak mamusia dobrzeje i nie chce uslyszec czegos co stlumni moja radosc
                                                  • 28.02.11, 20:52
                                                    Wiem Ewelinko jak ciężko przyjąć takie informacje. Tak doskonale Cię rozumiem. Ostatnio słyszałam takie słowa Jana Pawła II: "Musicie być mocni bardziej niż warunki w których przyszło Wam żyć". Musimy być bardzo mocne, Ty dodatkowo jeszcze dla swojej córci. Głowa do góry. Pytaj lekarza o wszystko co Cie gnębi, nie wstydź się łez i emocji. Daj znać jutro. Buziaki
                                                  • 28.02.11, 22:30
                                                    Hej dziewczyny witaj Ewelino - oj wiem jak to jest usłyszec ta bolesna prawde nigdy tego nie zapomne ale mamie nie pisnełam ani słowa mame oszukałam i wiesz czułam sie z tym wysmienicie a wiesz dlaczego bo mama nie myslała ze z nia jest tak zle i przez to przedłuzyła sobie zycie o całe 4 lata a lekarz nie dawał jej nawet 3 miesiecy :D mam nadzieje ze u was jelita zaczna pracowac i tak pisza dziewczyny nie wstydz sie emocji i równiez czekam na wiadomosci buziaczki przesylam i kciuki
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                  • 01.03.11, 00:10
                                                    Ewelajno teraz będzie już z dnia na dzień lepiej:) Codziennie Twoja mamusia będzie czuła się coraz lepiej:)I niech tak będzie jeszcze dardzo długo:)Pamiętam jak moja mama z dnia na dzień stawała się silniejsza tym samym nie myślała o chorobie i dostawała siły:)ogromnej siły:)
                                                    Rozumię Cie tak doskonale że boisz się co powie lekarz:( też tak miałam i nieraz wolałam nie iśc do niego ale musiałam:(myśle że wszystkie tak miałyśmy:(
                                                    Nie wiem dziewczyny ale z tego co mi mówili lek w kroplówce jest bardziej "łagodny" dla organów niż tabletka!!!Chciaż może mi tak mówili lekarze i ratownicy medyczni bo mama miała bardzo słabiuteńkie nerki:(więc może w sytuacji mojej mamy tak było lepiej.
                                                    Ewelajno Jesteśmy z Tobą:) Bądz silna:)
                                                  • 01.03.11, 19:27
                                                    DZIEKUJE WAM !!!!
                                                    BARDZO WAM DZIEKUJE.......a wiecie czemu....? idac dzisiaj do mamy do szpitala pomyslalam sobie o waszych slowach-badz silna i sama zaczelam sobie to powtarzac w myslach-ewelina jestes silna jestes silna.... :-)
                                                    No a jesli chodzi o rozmowe z lekarzem to powiem wam ze zadnej rewelacji sie nie dowiedzialam (byc moze dlatego ze ordynator na chirurgii to ten z tych bardziej gburowatych i romowy z pacjentem prowadzi w sposob krotki zwiezly i na temat) tzn jesli chodzi o ten wyciek z rany to powiedzial ze lepiej ze zanieczyszczenia wyciekaja niz mialyby sie zbierac w srodku i w tym celu nawet zdjeli jeden szew aby lepiej to zciekalo i pobrali z tego wymaz do badania..... Dzis zaczeli wdrazac jedzenie doustne bo chca zobaczyc jak pracuja jelita.... odjeli mamusi morfine w zastrzyku i zastapili tabletka no a jesli chodzi o wyjscie do domu to powiedzial mi ze mamusia ostatnio lepiej sie ma i widac ze dochodzi do siebie ale narazie jeszcze nie wiadomo kiedy beda mogli ja wypuscic bo jeszcze podaja jej jakies kroplowki stabilizujace organizm....takze to tyle co wiem ogolnie rozmowa z lekarzem byla krotka i skonczyla sie na slowach lekarza-no a ogolnie to pani wie jaki jest stan mamy...........
                                                    Ale wiecie kobietki moja mamusia juz dzisiaj przypomina moja dawna mamunie sprzed operacji-wyglada lepiej i czuje sie tez juz lepiej......tak bym chciala aby mamusia wyszla juz na wekend
                                                    Buziaki kobietki bede pisac co u nas-jak codzien zreszta :-))) wy tez sie trzymajcie cieplutko.
                                                  • 01.03.11, 21:47
                                                    Cześć:)
                                                    Wiem Ewelajno że to pomaga że tu jesteś:) wiem to po sobie bo mi bardzo pomagało to że mogę tutaj napisać o swojej mamusi i o tym co przeżywałam:)I oczywiście to że są tutaj ludzie pełni szczerego serca którzy podtrzymają na duchu:)
                                                    Pisz do nas :) napewno pomożemy jak tylko bedziemy mogły:)
                                                    Badź silna:)
                                                    Wszystko będzie dobrze:)
                                                  • 01.03.11, 22:24
                                                    obiecac nie moge ze bedzie dobrze ale moge napisac ze tu bedziemy i jak tylko mozemy bedziemy cie wspierac hmm nie lubie takich lekarzy gburowatych wrrrr jesuu i jeszcze te słowa ze wie pani jaki jest stan mamy tak samo mi powiedzieli jak chciałam przyspieszyc wizyte mamy w poradni "przeciez Pani mama nie jest chora na grype" odp przeciez wiem ale to nie znaczy ze mam byc potraktowana jak chora na grype dobrze ze mamusia twoja lepiej i niech tak zostanie niej zdrowieje przypomninam sobie chwile z moja mamusia - ona zadko w szpitalu bywała uciekała :D lekarz musiał jej zezwolic :P taka zawzieta była :D 8 marca minie 2 lata jak z nami jej nie ma i to strasznie boli ale czesto przypominam sobie rzeczy kiedy chorowała ale te smieszne te radosne bo mimo calej tej choroby były dni w ktorych chodz na moment o niej zapominała Ewelinko jak mama na tyle wydobrzeje zeby gdzies mogła wyjechac wykorzystajcie to to naprawde pomaga zycze duzo wytrwałosci i zdrowia pozdrawiam
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                  • 02.03.11, 20:19
                                                    Witam Was!!!
                                                    Bylam dzisiaj u mamy-jak codzien zreszta i mamusia juz na dobre zaczyna jesc- tzn na dobre w sensie ze dzisiaj przed poludniem skonczyla sie mamie ostatnia torba z zywieniem pozajelitowym i juz mama ma normalnie jesc,juz wczoraj co nieco dostala dzisiaj na sniadanie zjadla pare lyzek zupy mlecznej i puzniej musialysmy szybciutko leciec do lazienki :-))) wiec wnioskuje z tego ze jelito grube na dolnym odcinku nie jest zablokowane i jelita zaczely pracowac.... ????
                                                    Jedynie wpisali mamusi diete bezmleczna bo mama i tak przed operacja jak zjadla cos na mleku to miala biegunke a teraz to raczej nie wskazane.....
                                                    No a tak ogolnie mamusia ma sie niezle - bol jeszcze jest mamusia dzis mi powiedziala ze niech to sie juz szybko goji i przestanie bolec......a ja nie mam serca powiedziec jej ze bol moze pozostac..... :-((((((((((((( chcociaz patrzac na mamusie to mam nadzieje ze bedzie inaczej ze mamunia dojdzie do siebie wruci do domu i bedzie wszystko w porzadku bez bolu i dodatkowych komplikacji ze choroba sie zatrzyma albo ze chirurg z naszego szpitala sie nie poznal pomylil....wogole ze mamy choroba to jedna wielka pomylka bzdura wymyslona przez lekarzy.....wiem ze jestem moze naiwna ale wiem tez ze wiara jest niezbedna i potrafi czynic cuda.a podswiadomosc ludzka nie ma granic......to tak jak z pacjentami ktorzy przyjmyja placebo-nie lek ich leczy a wiara.........i ja bede wierzyc bede wierzyc w to ze bedzie dobrze,i bede to powtarzac mamusi kazdego dnia,codziennie staram sie aby mama choc troche sie posmiala i zapomniala o chorobie chociaz widze ze juz jak dochodzi coraz bardziej do siebie to coraz mniej o tym mysli teraz juz opowiada co bedzie porabiac po powrocie do domu i wogole......no i juz mi dzis powiedziala ze teraz jak juz ja troche uwolnili od kroplowek to bierze sie ostro za chodzenie bo musi sie rozchodzic zeby szybciej do domu wyjsc :-)))
                                                    KOCHAM MOJA MAMUSIE TAK BARDZO JA KOCHAM.......
                                                    POZDRAWIAM WAS DZIEWCZYNY
                                                  • 09.03.11, 00:08
                                                    dzis no jeszcze jak to pisze zostały 2 min z 8 marca jest 2 lata jak moja mamusia odeszła zamiast przyjsc do nas z kwiatkiem z okazji dnia kobiet ida na cmentarz zapalic znicz a to nie tak miało być !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    ewaliana trzymaj sie mocno sciskam cie jak moge najmocniej moja tez miała taka gule :(tylko ze moja odmówiła operacji a prawdopodobnie ten wrrr .... by sie od niej odczepil
                                                    jestes silna kobieta nawet nie wiesz o tym gdyby ktos opowiedział tobie historie o pewnej dziewczynie która cała swoja miłoscia opiekowała sie mama która szukała pomocy nie tylko u lekarzy która mimo to ze ma swoja rodzine poswiecała sie bezgranicznie - powiedziałabys ja bym tak nie potrafiła a wiesz o kim mowa o tobie dalas mamie to wszystko czego mama chciała byłas przy niej do ostatniego oddechu czekała na ciebie
                                                    ja codziennie czekałam na nowa wiadomosc ale nie wiedizałam ze one od połowy sie gdzies zapisały i teraz znalazłam
                                                    moja dostała morfine godz przed smiercia zaraz po tym jak ksiadz poszedl uparła sie na niego wiec nie chcielismy juz jej meczyc
                                                    najgorsze jest to ze ktokolwiek ci teraz powie ze cie rozumie w twoich oczach nierozumie
                                                    trzymaj sie mocno i [*] dla twojej mamy
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                  • 10.03.11, 19:08
                                                    Cześć WAM dziewczynki.....
                                                    Nadchodzi kryzys.....coraz bardziej brak mi mamusi.........dzis mi sie śniła widziałam ją we śnie o czymś rozmawiałyśmy ale nie pamiętam o czym :-((((((((
                                                    i tak bardzo mi jej brak , chce choc uslyszec jej glos.......
                                                  • 10.03.11, 19:15
                                                    Duska a jak tam twoja mama?- pisalas cos nidawno ze ma wodonercze....ak sie czuje czy cos sie zmienilo?
                                                  • 10.03.11, 21:46
                                                    Ewelajno wiem jak to jest :(
                                                    Po śmierci mojej mamy przez jakis czas słyszałam podświadomie mame jak mnie woła i gdyby nie to że wiedziałam ze nie żyje to wydawało się takie realne jakby naprawde i przyznam się że nie raz jak słyszałam jak mnie woła zrywałam się z łożka i leciałam do pokoju:(
                                                    Jesteśmy z Toba:):):)
                                                  • 11.03.11, 20:54
                                                    Ewelinko moja mama od lipca zeszłego roku ma wodonercze. Jesteśmy po serii tomografow. Generalnie lekarz mowi ze nie widzi powodu do niepokoju, ale zalecil jeszcze rezonans magnetyczny bo ma pewna watpliwosc. Markery wyszly w normie. Prawdopodobnie wodonercze to powiklanie radioterapii...ale dopoki nie bedzie wynikow rezonansu nie mam pewnosci. Caly czas bardzo sie boje...Caly czas kontrolujemy parametry nerkowe, zeby nie doszlo do ich uszkodzenia. Jestem dobrej mysli.
                                                    Caly czas mysle o Tobie, o tym co musisz przezywac...nie napisze ze wiem co czujesz...bo nie wiem...Kiedy napislalas ze Twoja mamusia odeszla nie moglam sobie znalezc miejsca, tak bardzo chcialam zebyscie pokonaly tego suk.......nie sadzilam ze tak szybko przegracie.
                                                    Slonce trzeba jakos pchac to wszystko do przodu...uczyc sie zycia bez mamy. Trzymaj sie cieplutko.
                                                  • 12.03.11, 20:37
                                                    Wiem ze trzeba do przodu bo czlowiek nie moze sie cofac.....ja puki co stoje w miejcu.....
                                                    Bo coraz bardziej brak mi mamuni i choc stojac nad jej trumna obiecałam jej ze nie bede po niej plakac-bo wiem ze teraz jest jej lepiej, to mimo to czasem popłakuje.....łza sama mi płynie bo zostałam sama na świecie z córcią.....
                                                    Tęsknota coraz bardziej mi dokucza ........i nie potrafie sobie z nią poradzić...........cały czas mam mamusie przed oczami-jej ostatnią dobe życia jak sie biedulka nacierpiała a pużniej jak spała i tylko coraz brwi marszczyła gdy do niej mowiłam - napewno mnie słyszała......ciesze sie że byłam z nią i że mogłam jej mowić jak bardzo ją kocham.......
                                                  • 12.03.11, 20:48
                                                    Duska to dobrze ze lekarz nie widzi nic niepokojącego-dobrze ze wy wygrywacie kolejne bitwy z rakiem........i tak trzymajcie!!!!! ostatnio dowiedziałam sie ze moja mamusia wiedziałam ze jej stan jest bardzo poważny ze tylko przedemna robiła dobrą mine do złej gry bo nie chciała bym zbyt wczesnie cierpiała......to by wyjasniało jej wzrok czasem taki nieobecny oddalony............
                                                    Moja kochana mamunia cierpiała w ciszy nikomu o tym nie mowiac bysmy sie nie matrwili.....
                                                    moja najdroższ.........
                                                    ukochana mamunia..........
                                                    nic nie powiedziała nie dała nawet deka po sobie poznac ze cos wie ze cierpi...............mam jedynie nadzieje ze czułas mamuniu że jestem przy tobie że kocham cie i że wspieram cie do konca...............
                                                    A wy duska-WALCZCIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    WALCZCIE KOCHANE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    I NIE DAJCIE SIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                  • 12.03.11, 20:57
                                                    ......coż życie jest warte gdy CIEBIE już nie ma
                                                    świat dalej pędzi a ja zastanawiam sie nad sensem istnienia
                                                    zostały wspomnienia i smutek pustka i ból
                                                    bo trudne mi mamuniu wyznaczyłaś zadanie-zagrania najtrudniejszej z ról
                                                    postaram sie sprostać wyzwaniu tak byś mogła być ze mnie dumna
                                                    bo kocham CIE mamuniu nad życie
                                                    a miłosc nasza bede nosic w mym sercu skrycie......





                                                    TO MAMUNIU DLA CIEBIE MOJE SŁOWA PROSTO Z MEGO SERCA
                                                  • 12.03.11, 21:47
                                                    ONE zawsze beda nas chronic przd najgorszym...nawet w obliczu smierci...
                                                  • 13.03.11, 21:07
                                                    .....nic już nigdy nie bedzie takie samo
                                                    bo coraz bardziej mi CIE brak mamo
                                                    w sercu czuje pustke i żal że to spotkało CIEBIE
                                                    mimo to że wiem że jestes tam w niebie
                                                    wiem że już nie cierpisz i nic Ci tam nie brakuje
                                                    nie chciałabyś tego a jednak cichutko popłakuje......


                                                    Odpoczywaj mamuniu,odpoczywaj kochana bo spokuj już CI sie należał......
                                                  • 13.03.11, 22:07
                                                    piekne słowa szkoda tylko te maja taki smutny przekaz ja tez tesknie i nigdy nie przestane mama czesto mi sie sni moze jestem egoistka bo chce by tu była a wiem ze cierpiała człowiek kocha swoich bliskich ale ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, tak naprawde znaczenie i miłosc ukazuje sie w chwilach kiedy wiemy ze mozemy ich stracic bezpowrotnie takie
                                                    to dziwne na tym swiecie
                                                    ewaliana pamietaj ze wokół ciebie sa ludzie którzy na ciebie licza a mama chciałaby abys za nia tak nie rozpaczała wiem ze to trudne ale ja tak przetrwalam 2 lata inaczej juz dawno bym sie złamała dobranoc dziewuszki Zeby jutro było lepsze niz dzis
                                                    --
                                                    http://suwaczki.maluchy.pl/li-45933.png
                                                  • 15.03.11, 20:12
                                                    Czesc wam dziewuszki :-)
                                                    W sumie to nie mam co opowiadac bo za wiele w moim zyciu sie nie dzieje ale tak jakos pomyslałam sobie że chociaż pare słow napisze abyście wiedzialy ze caly czas tu zagladam :-)))
                                                    napiszcie co u was.....
                                                    pozdrawiam
                                                  • 15.03.11, 22:49
                                                    Witam:)
                                                    U mnie nic ciekawego:( życie toczy się dalej i musimy nauczyć się żyć bez naszych mam:(
                                                    chociaż to takie trudne:(
                                                    Pozdrawiam:)
                                                  • 16.03.11, 19:32
                                                    Hej:)

                                                    U mnie też bez zmian.
                                                    Całuje Was mocno:)
                                                  • 18.03.11, 20:20
                                                    Witam WAS dziewczynki :-)))
                                                    Dzis minęły dwa tygodnie jak mamusia odeszła....




                                                    Pozrawiam WAS gorąco buziaki kochaniutkie
                                                  • 23.03.11, 19:59
                                                    Cześć WAM !!!! KOCHANE
                                                    ja wciąż tu zaglądam,pozdrawiam WAS mocno i napiszcie co tam u was.
                                                  • 24.03.11, 21:42
                                                    Witam :)
                                                    Życie toczy się dalej
                                                    Ja nadal codziennie jezdzę na cmentarz odwiedzać mamusie!
                                                    A to ze mi jej brakuje to jest normalne i zawsze tak bedzie.
                                                    Pozdrawiam Was :)
                                                  • 25.03.11, 23:24
                                                    Czesc dziewczynki,

                                                    Jade w poniedzialek z moja mama na rezonans...boje sie cholernie...
                                                    Buziaki dla Was:)
                                                  • 26.03.11, 19:51
                                                    Witam!!!
                                                    Duska domyslam sie jak bardzo sie boisz.......ale badz dobrej mysli i daj znac jak wam poszlo....
                                                    Magdalenko wiem co czujesz ja jestem dopiero na początku tej drogi i z dnia na dzien jest mi ciężej......ale żyć musze i ucze sie żyć od nowa.
                                                    POZDRAWIAM
                                                  • 29.03.11, 19:46
                                                    HeJ...
                                                    Dusia napisz jak WAM poszło? Jak po badaniach?
                                                    Buzka
                                                  • 29.03.11, 21:46
                                                    Hej:)
                                                    Wyniki dopiero w przyszlym tygodniu...najgorsze to oczekiwanie...

                                                    Buziaki
                                                  • 29.03.11, 23:14
                                                    czytam was ale nie odpisuje mam mała terrorystke która jak widzi laptopa sie trzesie i nie da mi pisac. Wieczorem jestem padnieta bo mloda kladzie sie spac o 21.30 i wstaje o 5.30/6.30 z 2 pobudkami na cycka o 10 ma drzemke 20 min i to całe jej spanie :D duska -- najgorsze to te oczekwianie człowiek to sobie miejsca nie umie znalesc przez ten czas
                                                    Ewa a co u ciebie jak sobie radzisz ??

                                                    mnie sie ostatnio sniła mama ze pojechałam po nia do szpitala cieszyła sie ze wyniki sie jej poprawiły i ze juz narazie nie bedzie musiała tam przyjezdzac mówiłam ze wiecznie w tym szpitalu była i ze sie bardzo steskniłam i ze przez ten czas co jej nie było tyle sie wydarzyło i opowiadałam jej o mojej córeczce cieszyła sie ze ja zobaczy ale jak podjechalismy pod dom to sie obudziłam :( podobny sen miałam juz kilka razy i zawsze sie budze pod domem nie wiem dlaczego rozumiecie cos z tego ??
                                                    pozdrawiam was i trzymam kciuki lecem spać pappa
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                  • 11.04.11, 19:40
                                                    CZESC WAM !!!!
                                                    Cos pusto tu ostatnio :-( ja zagladam tu codziennie ...............
                                                    u mnie bez zmian .....zyje i jakos mi dni mijają coć przyznam ze nie jest łatwo..........................
                                                    a co WAS sychać? odezwijcie sie napiszcie co nieco....
                                                    dusia a jak wyniki twojej mamy?
                                                    Czekam na kilka słów od WAS. POZDRAWIAM
                                                  • 12.04.11, 07:23
                                                    Hej Ewelinko,

                                                    U nas nadal czekanie...W zeszłym tyg odebrałam wyniki rezonansu, wyszło coś podejrzanego:(i teraz czekamy na badanie PET. Boje sie, ale wiem, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu niestety. Wodonercze na razie nie postepuje, parametry nerkowe nie są najgorsze. Też tu zaglądam codziennie...
                                                    Trzymaj się cieplutko. Buziaki
                                                  • 14.04.11, 22:46
                                                    Witam Dziewczyny:)
                                                    Często zaglądam na to forum i śledzę wasze historie gdyż niestety jestem w podobnej sytuacji. Moja mama ma raka w stadium zaawansowania IIB jest już po naświetlaniach, chemii i brachyterapii, narazie leczenie skończone, kontrolne badania w czerwcu. Niestety bardzo mnie martwi to, że pomimo leczenia ma bardzo duże bóle brzucha niewiele mniejsze niż przed leczeniem i bez codziennego brania leków przeciwbólowych się nie obejdzie do tego ma bardzo wzdęty brzuch. Lekarze powiedzieli, że to mogą być skutki uboczne leczenia, ale czy aż takie? Jak czuły się wasze mamy po naświetlaniach? Niewiem co robić do czerwca czekać to długo...
                                                  • 15.04.11, 07:38
                                                    Witam w naszym gronie:)

                                                    Prawdopodobnie sa to skutki naswietlan. Najprawdopodobniej ze strony jelit. Bardzo duzo o tym pisalysmy tu na forum. Moja mama tez stopien IIB i te same objawy, ale 7 lat temu...Skutek - wyloniony sztuczny odbyt, ale to jej uratowalo zycie.
                                                    Powodzenia w walce!
                                                    Jestesmy tu caly czas, pisz co i jak.
                                                  • 15.04.11, 17:50
                                                    Dziękuje za taką szybką odpowiedź i miłe słowa:)
                                                    Jeszcze długa droga przed nami, ale mam nadziej że będzie dobrze. Narazie mamy czekać do czerwca na badania, bo lekarze powiedzieli że dopiero wtedy będą widoczne rezultaty leczenia i będą mogli podjąć następne kroki bo teraz po tym leczeniu organizm musi odpocząć, w sumie ma to jakiś sens.
                                                  • 15.04.11, 20:53
                                                    Cześć Cysiaa....
                                                    Zgadzam sie z dusią-wzdety brzuch i bole brzucha to moze byc objaw niedroznosci jelit,ale niestety tego nie leczą w centrach onkologicznych bo oddziały by im sie zapchały-tak nam powiedzieli , skutki popromienne leczą w placówkach rejonowych i moim zdaniem nie powinnyscie z tym czekac az do czerwca bo niedroznosc bedzie postepowac-stopniowo bedzie zmniejszac sie przepustowosc jelit i bóle beda coraz silniejsze.Moja mamusia miała straszne boleści przez niedroznosc jelit jak mi mowila bol chwilami byl nawet silniejszy niz przed rozpoznaniem nowotworu.Uwazam ze powinnyscie jak najszybciej skonsultować te bole z lekarzem-bo leki przeciwbólowe uśmierzą ból ale nie usuną jego przyczyny i jesli to niedrozność jelit to jak najszybciej poddać mamusie leczeniu.
                                                    POZDRAWIAM GORĄCO I Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ WAM POWODZENIA W TEJ WALCE A TOBIE CYSIAA ŻYCZĘ DUŻO SIŁY ......
                                                    Pisz na bierząco co i jak
                                                  • 15.04.11, 20:55
                                                    Magdalenko :-)))) co słychać u Ciebie? Już dawno Cię tu nie było..... :-((
                                                  • 15.04.11, 22:17
                                                    Właśnie obawiam się że może to być ta niedrożność, ale mama twierdzi że to napewno nie to bo miała robione USG i lekarze stwierdzili że to nie jest niedrożność jelit więc już sama niewiem, może uda mi się namówić mamę na wizytę u lekarza nie na onkologii tylko tu u nas i zrobienie tych badań żeby się upewnić co z tymi jelitami.
                                                    Jeszcze raz dziękuję za wasze odpowiedzi i rady:)
                                                  • 15.04.11, 23:14
                                                    Cysiaa skad jestescie?
                                                  • 16.04.11, 17:39
                                                    Ze świętokrzyskiego
                                                  • 16.04.11, 20:44
                                                    Witam !!!!!
                                                    Cysiaa skoro lekarze stwierdzili ze to nie jest niedroznosc tym bardziej powinnas namowic mame na badania zeby znależć przyczynę bólu......i to jak najszybciej......ja jestem moze lekko przewrazliwiona ale bo mialam podobną sytuacje z moja mamusią ze wkrutce po zakonczonym leczeniu-tez naswietlania,chemia i brachyterapia-bole wrucily z byly coraz silniejsze dlatego z calego serca cysiaa namaiwiam cie abys zrobila wszystko zeby twoja mamusia jak najszybciej zglosila sie do lekarza....
                                                    POZDRAWIAM I TRZYMAJCIE SIE CIEPLO DZIEWCZYNKI
                                                  • 17.04.11, 13:48
                                                    Ewelina ma racje. Choroba mamy nauczyla mnie m.in. ze trzeba walczyc o swoje, samemu duzo sie dowiadywac na temat leczenia i wymagac od lekarzy. Jak najszybciej zgloscie sie do lekarza, moze byc chirurg. Moja mama miala kolonoskopie i z niej wyszlo ze jelito jest owrzodzone na wskutek naswietlan. Potem juz bylo coraz gorzej. Jelito sie perforowalo, miejscami zabliznialo. Gdyby nie operacja, moja mama zmarlaby na wskutek powiklan leczenia. U niej to wystapilo po 8 miesiacach od radyklanej chemio, radio i brachy terapii.
                                                  • 17.04.11, 14:23
                                                    Macie rację dziewczyny nie można czekać z założonymi rękami bo choroba będzie tylko postępować, te bóle są tak duże, że to napewno nie jest to normalne. Mama cały czas leży na łóżku, jest strasznie słaba. Dziękuje za wasze rady, są bardzo ważne dla mnie bo tak naprawde ten kto tego nie przeżył nie zrozumie nas.
                                                  • 17.04.11, 20:39
                                                    Cysiaa!!!!!
                                                    Jak najszybciej zabieraj mame do lekarza!!!!! i to nawet jeszcze przed swietami!!!!! nie czekaj z tym bardzo cie prosze. Czytajac twoj ostatni post mialam wrazenie jakby czas sie cofnal-moja mamusia tez w ostatnim czasie przed pujsciem do szpitala prawie caly czas lerzala z bolącym i wzdetym brzuchem dlatego nie zwlekaj z tym tylko natychmiast zabieraj mame do lekarza.


                                                    A u mnie bez zmian tzn. zycie toczy sie swoim rytmem a ja coraz czesciej mysle o mamusi.....i coraz bardziej mi jej brak.......dzis palmowa niedziela,poszlam z córcią do kosciola i poswieciłysmy 2 palemki......jedną zawiozłam mamusi na cmentarz.................
                                                    i nawet sobie nie wyobrazacie jak mi ciezko bylo-bo to nie tak mialo wszystko byc,nie tam mialam mamunie odwiedzac,nie tam z nią rozmawiać,nie tam palemke zostawiac..............
                                                    JAK JA PRZEŻYJE TE ŚWIĘTA.......MAMUNIU BEZ CIEBIE...........
                                                  • 17.04.11, 21:47
                                                    Cysia te bóle nie muszą onaczać najgorszego...To najczęstsze powikłanie po naświetlaniach, ale to sprawa życia.

                                                    Ewelajna wiem, ze Ci cięzko...Ściskam mocno:)
                                                  • 18.04.11, 21:08
                                                    Zgadzam sie dusia ze bole nie musza oznaczac najgorszego i wiem ze ja jestem na tym punkcie przewrazliwiona.....ale mysle ze w przypadku nowotworu lepiej dmuchac na zimne i dla swojej spokojności wszelkie odchylenia od normalnosci sprawdzać na samym poczatku...........................
                                                    teraz czasem mysle ze moze gdybym mamusie wczesniej zaciagnela do lekarza gdy tylko zaczelo ja pobolewac po naswietlaniach.....ze moze te swieta spedzilybysmy razem.....


                                                    cysia pisz na bierzaco co i jak


                                                    Magdalenko co sie dzieje u ciebie????? odezwij sie

                                                    POZDRAWIAM
                                                  • 18.04.11, 21:12
                                                    Dusia a jak tam u WAS ?? wiecie juz cos wiecej?
                                                  • 19.04.11, 13:22
                                                    Narazie nic, czekam na termin badania PET...
                                                  • 20.04.11, 12:01
                                                    Próbuje cały czas namówić mame na wizytę u lekarza, ale niechce jechać, mamy jechać jeszcze na onkologię w piątek po zwolnienie to jeszcze porozmawiamy z lekarzami i może jak oni coś doradzą to mama się zgodzi i po świętach wreszcie pójdziemy do innego lekarza. Narazie to twierdzi że ma dość szpitali i lekarzy. Najgorsze jest to że wiem że niema na co czekać a mama jest taka oporna:(
                                                  • 20.04.11, 20:57
                                                    Witam!!!!
                                                    Cysia przypuszczam ze na onkologii powtórzą Wam to co i ostatnio ale skoro mama nie daje sie namowic na wizyte w rejonie to naciskaj na onokolgi na dodatkowe badania w celu wykrycia przyczyny bolu bo jak by nie patrzyl to takie bolesci po zakonczonym leczeniu nie sa norma, a moze mama ma wieksze zaufanie do centrum onkologicznego to moze chociaz naciskaj tam aby zalecili mamie dodatkowe badania,dali skierowanie....prubój wszystkiego , moze jak zalecenie badan wyjdzie od lekarza prowadzacego twoja mame to moze wtedy sie do tego zastosuje i uzna ze faktycznie jest to niezbedne......
                                                    POWODZENIA i daj znac co i jak
                                                  • 20.04.11, 22:34
                                                    Mam nadzieje że na onkologii nam coś poradzą a jeśli nie to napewno po świętach idziemy tu do nas bo wiedząc że coś jest nie tak i nic z tym nie robić to nieda się żyć i funkcjonować. Napiszę w piątek co nam powiedzieli. Dziękuję za wszystkie wasze odpowiedzi:) naprawdę wiele dla mnie znaczą.
                                                  • 22.04.11, 21:35
                                                    WITAM !!!!
                                                    Cysia i jak tam po wizycie ? co wam powiedzieli ?
                                                  • 23.04.11, 14:12
                                                    Witam:)
                                                    Na początek życzę wam Wesołych Świąt:) A mama stwierdziła że narazie nie będzie jechać bo napewno nic nowego jej nie powiedzą tylko tak jak ostatnio że to może być odczyn popromienny i że może boleć a brzuch twierdzi że ma duży ze starości (tylko że ma 43 lata). Tak mnie zbywa ciągle ostatnio powiedziała że w piątek a rano w piątek mówi że nie jedzie, teraz mówi że po świętach i zobaczymy co z tego wyjdzie. Cieszy mnie chociaż to że czuje się troche lepiej, wczoraj robiłyśmy sałatkę, piekłyśmy placki:)


                                                  • 23.04.11, 14:37
                                                    Spokojnych Świąt dziewczyny:) Dużo wytrwałości i tego żebyśmy zawsze w obliczu straty i cierpienia naszych bliskich umiały zrozumieć tajemnicę i odnaleźć sens tego wszystkiego...
                                                    Trzymajcie się ciepło:)
                                                  • 29.04.11, 20:11
                                                    Cześć WAM dziewczynki !!!!

                                                    Co u WAS słychać?
                                                  • 02.05.11, 13:23
                                                    Witam u nas bez zmian, narazie mama jest wcześniej umówiona na wizytę u pani doktor od brachyterapii i czekamy...
                                                  • 03.05.11, 12:37
                                                    hej,
                                                    u nas też...czekamy na badanie PET.

                                                    Jak sobie radzisz Ewelajna? Magdaleno a jak z Twoim bratem, otrzasnął się?
                                                    Buziaki, trzymajcie się ciepło kobitki
                                                  • 03.05.11, 20:20
                                                    Witam!!!
                                                    Ciezko mi nawet mowic o tym jak sobie radze,poprostu dni mijaja jeden za drugim a ja staram sie nie rozmyslac za duzo nad swoim zyciem chociaz jest mi nie łatwo bez mamusi i coraz czesciej łapie sie na tym ze mysle o mamuni w czasie terazniejszym tak jakby miala za chwile wrucic.......codziennie jestem na cmentarzu i rozmawiam z mamą.....i zastanawiam sie nad tym czy to wszystko mogło potoczyć sie inaczej.........czy aby napewno zrobiłam wszystko.....
                                                  • 03.05.11, 21:04
                                                    Nie możesz się zadręczać, bo to nic nie zmieni. Byłaś przy mamie do końca i to się liczy. Ona nie chciałaby Cie widzieć zadręczającej się...Na wiele rzeczy niestety nie mamy wpływu...Trzymaj się cieplutko.
                                                  • 04.05.11, 22:46
                                                    Trzeba mieć bardzo dużo siły aby to wszystko przetrwać. Byłyśmy dzisiaj z mamą u ginekologa specjalizującego się w onkologii i narazie dał mocniejsze tabletki przeciwbólowe, powiedział że nie widzi żeby węzły chłonne były powiększone z czego się bardzo cieszę a w poniedziałek jedziemy na USG i markery(może wiecie co to znaczy?)
                                                  • 05.05.11, 09:42
                                                    To prawda trzeba miec niespożyte pokłady siły aby przetrwać tak ciężkie doświadczenia jednak ja wiem po sobie i z tego co mi tu dziewczyny mowiły(choc sama na początku w to nie wierzyłam) ze w ciężkich momentach siły same z siebie sie biorą myśle ze każdy z nas ma w sobie ogromne pokłady siły i pokory a takie chwile poprostu je wydobywają,ja nigdy bym nawet nie przypuszczała ze bede w stanie zniesc to wszystko a jednak....byłam nawet przy mamuni gdy odchodziła trzymałam ją za reke głaskałam po buzi całowałam i jestem z tego ogromnie dumna bo wiem ze te doświadczenie dało nie tylko mi siłe do dalszego zmagania sie ze swiatem ale i mamuni napewno też w tych ostatnich chwilach.....myśle ze Bóg zsyła nam tyle ile jesteśmy w stanie znieść....
                                                    Super że w końcu zaczeło sie cos dziac u was cysia tzn ze bylyscie u lekarza i ze robicie badania-jesli usg nic nie wykaże a moze tak byc naciskaj na bardziej szczegolowe badania,jesli chodzi o markery to nie chcialabym cie wprowadzic w blad ale wydaje mi sie ze jest to wskażnik ilości komórek rakowych w organiżmie-dziewczynki jesli sie myle to poprawcie mnie ;-)
                                                    piszcie na bierząco co u was,pozdrawiam
                                                  • 05.05.11, 09:54
                                                    Pierwszym markerem raka szyjki macicy jest marker scc. Jest to specyficzna substancja zawarta we krwi, która może oznaczać proces chorobowy. Dobrze zmierzyc poziom markera zaraz po leczeniu, żeby ewentualnie potem kontrolować jego poziom i stopień zaawansowania choroby. Jest to tylko badanie pomocnicze, w przypadku watpliwości dodatkowo robi się inne badania.Jest to marker nieswoisty tzn. że jego podwyższona wartość nie musi oznaczać choroby nowotworowej. Marker określa się na podstawie badania krwi.
                                                  • 06.05.11, 23:44
                                                    W tym momencie nie dopuszczam do siebie złych myśli, odganiam je jak najdalej bo inaczej nie dało by się w miarę normalnie żyć (bo normalnie i tak się nie da). Mam trzech braci w wieku 11, 11, 12 lat i 4 letnią siostrę, ktoś mi powiedział, że Bóg na pewno nam tego nie zrobi i nie odbierze nam mamy i tego się trzymam, stąd biorę siłę.

                                                    Dziękuję za wasze odpowiedzi i podpowiedzi:)
                                                    Oby wam nigdy sił nie brakło, aby iść do przodu:)
                                                  • 08.05.11, 20:28
                                                    Witam!!!
                                                    Pamietaj cysia ze cokolwiek by sie stało to KAZDE CIERPIENIE MA SENS......dzieki temu jakos to wszystko znosze....
                                                    Pzsdrawiam was kochane trzymajcie sie mocno
                                                  • 13.05.11, 20:43
                                                    Cysia co u was słychać ?

                                                    Dusia czy jestescie juz po padaniach,jesli tak to co u was ?


                                                    Magdalenko jesli zagladasz tu jeszcze do nas to napisz co u ciebie.....

                                                    POZDROWIENIA
                                                  • 16.05.11, 07:53
                                                    Hej,
                                                    U nas narazie bez zmian, nadal czekamy na termin badania.
                                                    Pozdrawiam ciepło.
                                                  • 18.05.11, 14:52
                                                    Hej, u nas też bez zmian w sumie to dopiero wczoraj było robione USG wyniki będą za dwa dni a wizyta żeby lekarz powiedział coś na ten temat w poniedziałek, tępo tych badań jest przerażające, boje się tylko że USG nic nie wykaże trzeba będzie robić dokładniejsze badania i znowu czekać... i tak w kółko. Najlepiej było by żeby mama była w szpitalu i tam by jej badania od razu porobili, ale jak to zrobić to niewiem
                                                  • 19.05.11, 00:19
                                                    Witam kochane sorrki ze tak milczałam ale mala daje mi niezle popalic :) skonczylismy roczek chodzimy i musi y ja pilnowac jak oka w glowie :)

                                                    cysia calym sercem jestem z toba i twoja mama jeny masz tak mlode rodzenstwo przeciez to jeszcze dzieciaki jak sobie radzicie powiedz

                                                    kwiatku alu madziu co tam u was ??

                                                    dusiu jak u mamusi ??
                                                    u nas niedawno temu byla 2 rocznica coraz czesciej mysle o mamie i coraz bardziej za nia tesknie
                                                    --
                                                    "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                                  • 19.05.11, 19:56
                                                    Witam!!!
                                                    Cysia przyznam ci racje ze z oddziału byłoby najlepiej i najszybciej,my zawsze tak robiłyśmy gdy trzeba było zrobić badania mama szła na 2 gora 3 dni na oddział i było z głowy raz nawet przy takich badaniach wyszło ze trzeba podac krew a ze mamusia była na oddziale to bylo od reki.....
                                                    a jak to załatwić.....no my np szłyśmy do naszego ginekologa ktory prowadzil mame tu u nas tzn nie onkolog z centrum onkologi tylko ginekolog w miejscu zamieszkania ktory wykryl raka i dalej mame pokoierowl no wiec szlysmy do niego prywatnie i poprostu mowilysmy prosto z mostu jak jest ze trzeba porobic komplet badan a wiadomo ze ambulatoryjnie to trwa i lekarz dawal nam skierowanie na oddzial na nastepny dzien i tak to u nas wygladalo.....cysia mysle ze gdybyscie poszly z mama do lekarza i powiedziały szczerze jak i co to napewno dalby wam skierowanie na oddzial wiesz mama jak byla na oddziale to na badanie TK czekała 1 dzien!!!! a wiadomo jak ambulatoryjnie to wyglada.....dlatego sprobujcie kochane...
                                                    trzymam kciuki i pozdrawiam,piszcie dziewczynki
                                                  • 19.05.11, 22:09
                                                    Dawał wam skierowanie na oddział ginekologiczny na onkologię? W poniedziałek mama ma wizytę u ginekologa onkologa z tymi wynikami z USG ciekawe czy on też może dać takie skierowanie na oddział, może się orientujecie? Bo nasza ginekolog z powiatu chyba nie przyjmuje prywatnie,a tak czekać znów na wizytę, muszę się zorientować jak tam jest.

                                                    Co do tego jak sobie radzimy to jest ciężko, dobrze że jest babcia, bez jej pomocy nie dalibyśmy rady:(
    • 26.05.11, 20:22
      Dziewczynki piszcie............
      • 13.06.11, 19:32
        Witam WAS KOCHANE !!!!

        Czyżby nikt już TU nie zaglądał??? :-(
        Nic dziewczyny nie piszecie.....matrwi mnie to. Ja zaglądam codziennie ale ciągle cisza....

        Dusia jak tam u WAS ? jak mama? jestescie juz po badaniu?
        Cysia a jak z Twoją mamą? jaki jest obecnie jej stan?

        Napiszcie choć kilka słow co u was i jak sie trzymacie? POZDRAWIAM WAS CIEPLUTKO.
        • 14.06.11, 07:16
          Czesc Ewelinko,
          U nas bez zmian, może w przyszłym tygodniu uda się zrobic to badania. Dwa razy musiałam przesuwać termin ponieważ mama kiepsko się czuła.
          U Ciebie jak? Jak radzisz sobie bez mamusi?
          Trzymaj się cieplutko, ja też cały czas tu jestem....
          • 25.06.11, 19:05
            Cześć dziewczyny, nie odzywałam się bo nie miałam sprawnego modemu i internet nie działał. U mnie w miarę dobrze u mamy wszystkie narządy są wporządku, nie ma też wodonercza jak przypuszczali, stwierdzili że ten ból to stan zapalny, jeszcze się wszystko nie wygoiło i mama przyjmuje antybiotyki, badania z krwi też wyszły dobre, także myślę pozytywnie.
            Pozdrawiam:)
            • 07.07.11, 09:43
              Witam cieplutko,
              U mnie sprawy strasznie sie pogmatwały. Na badanie PET nie dojechałysmy. Mama miała straszne bóle promieniujace od pleców do lewej nogi. Jedynie leżenie przynosiło ulgę. W koncu trafiła na oddział neurochirurgii z podejrzeniem złamania kręgu...Wczoraj byłam u lekarza, są nacieki nowotworowe na kręgosłup. Myślałam że serce mi pęknie. czekamy na pozstałe badania, żeby stwierdzic ogólny stan organizmu i wtedy podejma decyzję...tak strasznie się boje. Walczymy już 7 lat, wczesniejsze badania nie wskazywały na to.

              • 07.07.11, 09:43
                Magdaleno prosze podaj mi kontakt do tego lekarza z Łodzi z którym konsultowałaś mamę...
                • 07.07.11, 19:26
                  WITAM !!!!
                  W końcu jakieś wiadomości od was......
                  Dusia........brak mi słów ciężko mi nawet cokolwiek napisać gdyż wiem jak ci teraz ciężko i co czujesz musisz być silna i być przy mamie ona cie teraz potrzebuje wiem ze to niełatwe,ja sama nieraz idac do mamy do szpitala płakałam a przed wejsciem na sale ogarnialam sie zeby mamusia nie widziala moich lez ale przy niej ZAWSZE bylam radosna i zarazalam ja dpbrym humorem. Kochana badz silna i badz z mamusią i nie załamuj sie gdyż WASZA walka ciągle trwa i rób wszystko aby i ta bitwa była dla was zwycieska.Trzymajcie sie kochane i zycze wam z calego serca powodzenia duzo wiary i optymizmu w tych ciezkich dla was chwilach.


                  • 07.07.11, 19:28
                    Cysia ciesze sie ze u was jest ok jednak nie daj zwiesz sie pozorom i jesli zauwazysz cos niepokojacego od razu konsultyj mame i pros o szczegolowe badania.
                    POZDRAWIAM
                    • 07.07.11, 19:34
                      Apropo Magdaleny to mam nadzieje ze ci odpisze bo juz dawno nie pokazywala sie tu na forum martwie sie ze co jest u niej.......

                      POZDRAWIAM WAS KOCHANE I PISZCIE CZESCIEJ CO U WAS JA JESTEM TU CODZIENNIE ZEBY SPRAWDZIC WIADOMOSCI OD WAS

                      TRZYMAJCIE SIE CIEPŁO
                      • 07.07.11, 21:13
                        Dziękuje za słowa wsparcia. Wiem,że muszę być silna, gorzej wykonać. Póki co muszę wszystko ogarnąć i poukładać. Będę walczyć o mamę.
                        U Ciebie jak Ewelinko, radzisz sobie?
                        • 13.07.11, 17:48
                          Dusiu trzymam za was kciuki, tylko nadzieja i pozytywne nastawienie może pomóż to przetrwać, wierzę że znajdziesz siły do walki, trzymaj się.
                          • 13.07.11, 20:35
                            Siły do walki są w każdej z nas i gdy stajemy w obliczu ciężkich przeżyć same z siebie sie biorą a my nawet nie jesteśmy tego świadome i tego ile jesteśmy w stanie znieść dlatego wierze że i ty dusia tez dasz rade przejsc tą droge poprostu inaczej być nie może i koniec ja jestem z Toba i Twoją mamusia sercem i wiem ze obie dacie rade.
                            Ja jakos sobie radze chociaz nie jest łatwo,codziennie jestem u mamy na cmentarzu rozmawiam z nią i zwierzam ze wszystkiego tak jak kiedys i niesamowicie brakuje mi naszych porannych rozmów przy kawce,wiecie że tak to lubiłam ze wolałam nawet wstać godz wczesniej(bo mieszkałam z mamą) tj o 5 rano !!!!!! aby tylko móc pogadać z mamusia przy kawce a teraz tak mi tego brakuje,nie ma godziny zebym nie myślała o mamusi wspominam chwile razem spędzone,mamuś często mi sie śni....i wiecie gdyby rok temu ktos mi powiedział ze bede musiałam przez to wszystko przejsc nie uwierzyłabym w to nawet nie raz w rozmowach z mamą(ale jeszcze na długo przed chorobą) mówiłam jej że ja jej śmierci nie przeżyje w jakimkolwiek wieku by ona ją nie spotkała tak bardzo kochałam mame zresztą nadal ją kocham i mówie jej to codziennie gdy ją odwiedzam,myśle ze gdyby nie moja córcia przeszłabym to dużo gorzej a tak musiałam normalnie życ i funkcjonować bo przecież obowiązki przy dziecku....jednak nigdy nie pogodze sie z tym ze mojej mamusi zabrakło i to w tak młodym wieku......niedługo sa mamusi urodziny 27 lipca mamuś skończyłaby 49lat..........za wcześnie to wszystko się stało...............................................................................................................................
                            KOCHAM CIE MAMUNIU I ZAWSZE BĘDZIESZ W MOIM SERDUSZKU

                            TRZYMAJCIE SIE DZIEWCZYNKI I PISZCIE
                            • 15.07.11, 08:09
                              Dzięki dziewczyny za słowa wsparcia. My walczymy już 7 lat i nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Mama jest po operacji, za niedługo czeka ja radioterapia.
                              Ewelinko jesteś niesamowicie dzielna, to prawda siły do walki przychodzą niespodziewanie.
                              Cysia jesteście na początku drogi, jedyne co mogę doradzić to zawsze upominajcie się o dodatkowe badania dla mamy, tomografy usg itp. Jest wielu wspaniałych lekarzy, ale dla każdego pacjent to statystyczny przypadek a dla nas najbliższa osoba. Im więcej się wie o chorobie tym więcej można wyegzekwować. Powodzenia i dużo siły dla Was wszystkich.
                              • 24.08.11, 02:18
                                Hej!
                                Chciałabym opisać historię mojej mamy, walczy z rakiem już 7 rok. Rozpoznanie w 2005 to rak szyjki macicy IIIb. Błagałam lekarza o usunięcie tego cholerstwa ale odradził operacji, twierdził że to by zaszkodziło. Zalecił naświetlania i 2 cezy. Mama jakoś to zniosła, potem kontrole u ginekologa onkologa i wszystko było ok. Mama po roku wizyt u onkologa już tak była optymistycznie nastawiona że zaprzestała wizyt u onkologa i chodziła do ginekologa w naszym mieście (do onkologa trzeba było jechać do Zielonej Góry). Tu też było ok, do chyba 2008 roku, bo wtedy lekarz stwierdził powiększoną macicę. Nic z tym nie zrobiliśmy, bo mama nie mówiła że to jakiś poważny objaw tylko że skutek radioterapii. Do wakacji 2010 r. wszystko było ok, mama normalnie funkjonowała. A nawet lekarze twierdzili że jest już wyleczona (chodzi o lekarzy z komisji ZUS). Rok temu zaczęła ją pobolewać noga, na początku sporadycznie, potem ból nie do wytrzmania. Noga spuchła i ta opuchlizna mało schodziła. We wrześniu mama trafiła do neurologa i potem na miesiąc do szpitala na oddział neurologiczny. Robili jej wszystkie badania i pod kątem przerzutów. Było czysto, jedynie niewiele powiększone węzły chłonne w jamie brzusznej. Wyszły jakieś zmiany zwyrodnieniowe i obustronnie wypadający dysk w kręgosłupie, dlatego skupiliśmy się wszyscy na tym kręgosłupie, pomijając węzły. Neurolog zaleciła konsultację z neurochirurgiem, ale ten stwierdził że nie ma potrzeby operacji. Mama już po wyjściu ze szpitala czyli pod koniec października dostała plastry przeciwbólowe. Lepiej po nich się poczuła ale problem nie zniknął. Z tego tytułu że była na zasiłku rehabilitacyjnym w lutym br. zus skierował ją do sanatorium (na skierowaniu pominięto chorobę raka szyjki macicy, bo lekarka stwierdziła że mama już jest wyleczona). Niestety, przy fizykoterapii i wysiłku fizycznym noga mamy tak spuchła że przerwano sanatorium i od razu trafiła do szpitala. Tam wykryto zakrzepicę. I już mieliśmy nadzieję że to jest przyczyna tego bólu i opuchlizny nogi. W poradni chorób naczyń podjęto leczenie, niestety z żadną poprawą. W kwietniu trafiliśmy do profesora ze Szczecina angiologa, który leczy zakrzepicę. Mama ledwo dojechała, noga ją cały czas bolała i ta opuchlizna wogóle nie schodziła od momentu pobytu w sanatorium. Badanie żył wykazało zakrzepicę żył biodrową. Niestety, lekarz stwierdził że to jest tylko objaw i mamy szukać dalej u urologa, onkologa i ginekologa. Zaczeliśmy od onkologa, na początku maja mama miała tomograf, lekarz onkolog pogratulował że nie ma przerzutów i to nie jest nawrót choroby. Mimo że w opisie tomografu było jak byk napisane że węzły chłonne w jamie brzusznej powiększone do 2 cm, sugerujące matastatyczne zmiany (czy jakoś tak nie mam przed sobą wyniku). No i wyszło też coś z nerkami. Także znowu żeśmy uderzyli w kierunku nerek skoro onkolog (ordynator oddziału) stwierdził że wszystko ok. W czerwcu mama trafiła do szpitala, gdzie próbowano zrobić jakieś badanie nerki przez moczowód i niestety coś uciskało że nie dało sie tego badania wykonać. Stwierdzono wodonercze w stopniu III, prawa nerka była czysta i wyniki też ok, więc wypisano ją do domu. Po tym znowu pojechaliśmy do innego już onkologa, chociaż był problem bo mama już nie ma czucia w lewej nodze i trzeba było ją prawie znosić po schodach. Kolejny onkolog powtarzał 3 razy że to nie przerzuty, ze to ucisk od kręgosłupa, także pełni nadziei na drugi dzień pojechaliśmy ze skierowaniem do szpitala na neurochirurgii, a tam oczywiście znowu odesłanie z kwitkiem bo oni nie mają co u mamy operować i znowu odesłali do onkologa. Jak powiedziałam że przecież wczoraj byliśmy to może chirug mamę zobaczy. Ale chirurg mamy nie chciał oglądać, tylko przejrzał papiery i stwierdził że już nic nie da się zrobić, że to przerzuty i pozostaje nam ulżyć mamie w bólu. Po tym po prostu nas zamurowało, siostra zaraz zadzwoniła do onkologa tego ordynatora co gratulował że wszystko ok. Kazał przyjechać do niego z papierami już bez mamy żeby jej nie męczyć. Stwierdził już że chyba to jednak przerzuty ale na węzłach to nie są takie duże i po konsultacji z innym radiologiem stwierdził, że nie ma co robić bo mama ma dobre wyniki i on nie ma podstaw do przyjecia jej na oddział. Jedynie co zalecił to zbadanie mamy przez ginekologa. Niestety mama już na tyle miała problemy z chodzeniem że lekarz z poradni przeciwbólowej poradził żeby zapisać mamę do hospicjum domowego. W tym wszystkim to był najlepszy krok do tej pory. Nie chce się już rozpisywać bo i tak sporo to mi zajęło ale po usilnych moich prośbach żeby ją ginekolog zbadał (oczywiście pretensje czemu na onkologii tego nie zrobili), karetka załatwiona przez lekarkę z hospicjum zawiozła mamę na badanie. Okazało się że jest guz, nie wiemy jakiej wielkości bo usg bez opisu, ale wyszłam od lekarza załamana, guz był tak duży że nawet nie mógł jej zbadać no i nacieki na moczowód. I też już postawił krzyżyk na mojej mamie. My się nie poddaliśmy i za 3 dni mama już była na konsultacjach w Szczecinie w Centrum Onkologii. Tam od razu termin na chemię, ja nie mogłam uwierzyć że jeszcze pani doktor widzi szansę, a ona też była zdziwiona że onkolodzy z lubuskiego olali sprawę. Stwierdziła tylko że mama jest jeszcze młoda ma 54 lata i mamy mieć nadzieję. 2 tygodnie temu mama przeszła pierwszą chemię, wyniki na to pozwoliły bo mimo wodonercza które niestety już weszło też na drugą nerkę w stopniu I to i tak były dobre, tzn. mocznik i kreatynina ok. Mama zniosła dzielnie chemię, tyle że już druga noga jest obrzęknięta na razie mało, ale już mamy wykonac badania mimo ze za tydz. kolejna chemia. Boję się bardzo, bo mama teraz bardzo dużo śpi i nie wiem czy to z osłabienia po chemi czy to już druga nerka wysiada?? Mamy wszyscy nadzieję że mama znowu odzyska zdrowie. Może któraś z Was będzie w stanie na własnych doświadczeniach napisać, jak to jest z tym wodonerczem?? Lekarz ginekolog stwierdził że przy odnowie choroby i przerzutach na moczowód chory nie umiera na raka tylko na mocznicę która objawia się właśnie zasypianiem. Jestem przerażona jak widzę że mama tyle śpi. Słyszałam że robi się nefrostomię na wodonercze ale czy jak mama bierze chemię to można to zrobić?? Dzięki za każdą odp., ps. ja na odwrót niż moja mama, nie mogę spać, za duży stres...
                                • 24.08.11, 13:25
                                  Witam,
                                  Chroboa Twojej mamy przebiega podobnie jak u mojej. Moja mama ma stwierdzone wodonercze od lipca zeszlego roku. Trzeba kontrolować parametry nerkowe. Lekarz decyduje o wyłonieniu nefrostomii. Przyczyn wodonercza może być wiele. Chemia poinna zmniejszyć guza i przez to troszkę odciążyć nerki. U mojej mamy parametry są na w miarę stałym poziomie i na razie nie ma potrzeby wyłaniania nefrostomii. A tak na marginesie dopiero to dopiero teraz lekarze wykryli, że to przerzut. Gdybyś chciała pogadać pisz na maila to podam Ci mój nr tel.
                                  Pozdrawiam ciepło
                                  • 25.08.11, 09:37
                                    Hej!
                                    Dzięki za szybką odpowiedź. Podam Ci mojego emaila, bo nie wiem jak znaleźć do Ciebie namiar, (pierwszy raz korzystam z forum): madziag25@gmail.com. Fajnie byłoby jakbyś podała swój nr, bo zawsze to inaczej jak się porozmawia z kimś, kto przeżywa to samo. Pozdrawiam również i czekam na odp. PA
                                    • 27.09.11, 21:02
                                      Witajcie:)
                                      Edziu Kochana Ty jeszcze o mnie myślisz:)
                                      U mnie wszystko niby po staremu tylko zamiast w domu rodzinnym to rozmawiam z mamą na cmentarzu:(
                                      Nie mam komu powiedzieć MAMUSIU:(
                                      Mam teściową ale nie jestem z nią szczególnie związana i wydaje mi się że mówiąc jej Mamusiu zdradziłabym najukochańszą osobę:(
                                      Czytam cały czas wasze posty i czekam kiedy ktoś tego dziada pokona.!!
                                      Kwiatku kochany odezwij sie!!!
                                      • 01.10.11, 00:30
                                        no Alu mi tez strasznie ciezko bez mamy i tak jak u ciebie ja nie bardzo z tesciowa zyje i tez twierdze jak ty ze mame ma sie jedna czesto czytam to forum i czekam az któras sie odezwie kwiatku co u ciebie pozdrawiam wszystkich serdecznie i zycze duzo sił w walce z tym potworem
                                        --
                                        "Dla mnie to nic. Nowe millenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same." /Dalajlama/
                                        • 04.10.11, 15:03
                                          witajcie dziwczyny. raczej unikalam tego forum, stad moje nieobecnosc. jutro mija rok od odejscia mojej matuli, wiec zerknelam tlyko na wasze ostatnie wpisy. jak dlam nie to za duzo - do tej pory mam w jakis niezrozumialy sposob za zle mojej mamie, ze o siebie nie zadbala. moze szukam wytlumaczenia dla siebie, ze to w zasadzie ja za malo dla niej zrobilam. w czasie ostatniego roku spotkalam wiele innych osob walczacych z rakiem, nie wszyscy dali rade, ba - nieliczni, i wciaz zyja od kontroli do kontroli. mnie strasznie brka mamy, ale ciezko tez mi sobie uzmyslowic, ze wlasciwie jej juz tutaj, materialinie nie ma. nie do konca przeszlam zalobe, czuje sie wyrodnym dizeckiem, a pozniej znow wraca wrazenie, ze to w sumie mamy wina, ze zachorowala. i tka w kolko - jedyna metoda na wyskoczenie z tej ciezkiej orbity jest rzucenie sie w prace, akcje, cokolwiek, co wzbrania przed mysleniem. tyle, ze problem nie zniknie, a ja sobie poprostu nie radze. swiat ise kreic, ja z nim, a i tak stoje w miejscu, w ktorym rok temu zostawila mnie mama - nasza ostatnia rozmowa przez telefon w niedziele, we wtorek odeszla. jej ostatnie kocham cie i mysl, ze cierpiala bardzo, zanm Pan podal jej wreszcie dlon i przeprowadzil na lepsza strone. i tyle, nie potrafie tego wszystkiego rozwazac dluzje, bo sie wsciekam na wszystkich - siebie, mame, tate, rodzenstwo, meza, Boga... zlosc nie pomaga, a jest nawet jeszcze gorzej.
                                          sciskam was, babki, zycze tym, ktore walcza, wciaz walczyc sie sien ie poddawac - jeli mamy maja sile i chca jeszcze uciec od raka, wspierajcie je. jelsi juz nie maja ochoty, pozwolcie im odejsc wtedy, kiedy sie zdecyduja i badzcie obok. moze uslyszycie jak ja to piekne kocham cie by moc dalej ciagnac swiadomosc, ze jutro wszysto sie zmieni.
                                          a wam, dziwczyny z 2010 zycze sily by wciaz sie budzic z mysla, ze mamy sa obok i ze czuwaja, i ze nas pilnuja i czekaja na nas cierpliwie.
                                          kwiatek
                                          • 04.10.11, 19:17
                                            witam was kochane!!!
                                            dlugo mnie nie bylo tzn codziennie czytalam wasze posty ale jakos ciezko mi bylo cokolwiek napisac i dopiero slowa kwiatka czytalam je i lzy same mi poplynely....i jakos samo mi naszlo zeby napisac.
                                            Dzis mija 7 msc od smierci mojej mamusi , dzisiaj tez swiecilismy pomnik mamy a ja caly czas mam przed oczami ostatnie chwile spedzone z mama gdy jeszcze byla swiadoma i te gdy odchodzila-nigdy przenigdy tego nie zapomne i wiem ze fakt iz bylam z mama gdy odchodzila dal mi sily aby to przetrwac choc niesamowicie mi jej brakuje,po jej smierci czulam jakby mi ktos serce z piersi wyrwal - takiego bólu jeszcze nigdy do tej pory nie doświadczyłam..
                                            Pa kochane trzymajcie sie
                                            • 17.01.12, 17:29
                                              hej Dziewczyny co Wy już nie zaglądacie na to forum nie ma żadnego od was wpisu a miło było sobie poczytać ...ja tu jestem nowa mam Mamusie chorą na raka szyjki macicy w stadium 3b masakra dziewczyny tak samo jak i u większości na tym forum wszystko się sparawdza tzn. jest bardzo źle ;(
                                • 17.01.12, 17:41
                                  garbara4 a jak u Ciebie nie ma żadnych wpisów moja mam jest teraz w takim samym stanie jak Twoja tzn.ciągle spi :(
                                  • 21.01.12, 19:14
                                    Hej!
                                    Nie bardzo miałam czas pisać, bo pracuję i do tego na zmianę z siostrą zajmujemy się mamą i jeszcze mam 2 dzieci w wieku przedszkolnym także czasu naprawdę brakuje. Ale zagladam na forum w wolnej chwili. Moja Mama w październiku miała wykonaną nefrostomię, bo nie można było podać chemii (po pierwszej już wysiadła druga nerka). A nie mogłam się doprosić żeby jej tą nefrostomię wykonano, bo jak to lekarz powiedział etycznie oni nie powinni już nic robić ale skoro prosimy.. A po tym zabiegu mama naprawdę odżyła, przestała tyle spać i była bardziej kontaktowa. Tylko coś kosztem czegoś, bo organizm tak osłabł że nie jest w stanie dojść do ubikacji, ustoi na nogach minutę może dwie. I mimo poprawy wyników mocznika i kreatyniny to Pani doktor od chemii wykluczyła ją bo musi sama się załatwić. To jest straszne, bo minęły 3 miesiące od zabiegu a mama już wie, że nie ma szans na leczenie i czasem sobie popłaczemy razem. Dziś Dzień Babci i tak przykro bo synek mówi Babciu żebyś żyła sto lat. Moje dzieci codziennie po przedszkolu są u Niej. W poniedziałek jedziemy karetką do Zielonej Góry na wymianę tego cewnika, dopiero się lekarz zdziwi, że jeszcze Mama funkcjonuje, bo 3 miesiące temu mówił że jest umierająca. Mam bardzo silną Mamę bo pierwsze objawy przerzutów zaczęły się w wrześniu 2010 roku, a Mama przestała chodzić w czerwcu zeszłego roku. Chociaż jeden dzień jest wszystko ok, a kolejny są bóle i musi dobierać sevredol. A jak u Twojej mamy?? To jest pierwsza diagnoza? Podjęto jakieś leczenie??
                                    • 26.01.12, 19:21
                                      garbara4 miło że się odezwałaś wiesz nie mam dobrych wieści moja Mamusia odeszła 23.01.2012 ;( jest mi tak ciężko przegrała tą walkę umierała w takich męczarniach ostatnie dwa dni jej życia były prawdziwa męką nikomu nię życzę takiej smierci przez 48h nie zasneła nawet na chwilę miała otwarte oczy i tylko jęczała z bólu i mówiła o Jezu o Jezu non stop to był najgorszy widok cierpiącej mamy z bólu żadne leki morfina nie pomagały siedziałam przy niej trzymałam za rękę i rano powiedziałam Mamusiu już się nie męcz kochamy Cię pamiętaj,pocałowałam ją w policzek i odeszła to co teraz czuję to tylko pustka smutek snuję się po domu i zaglądam do jej pokoju a jej juz tam nie ma :( a jeszcze tydzień temu było dobrze siedziała czytała gazety rozmawiała i z dnia na dzień zrobiło się bardzo źle dostała biegunki guz zaczął się rozpadać i się strasznie pogorszyło nie mogła wstać z łóżka zmienialiśmy jej pampersy byliśmy w szpitalu zrobiliśmy badania i lekarz powiedział ze wyniki sa bardzo złe i już nie pomogą mamie że możemy ją zabrać do domu co za lekarz nawet nie chciał jej pomóc zabraliśmy ją do domu i po tygodniu zmarła w strasznych mękach miała też założoną nefroskomię ale to pomogło na chwilę ...nie ma jej już mam nadzieję że jest już w niebie szczęśliwa i że wrócił jej już apetyt ...
                                      • 26.01.12, 19:41
                                        garbara4 a pytałaś czy mama miała jakieś leczenia to wiesz u mojej mamy to raka wyktyto we wrześniu 2011roku to pożyła tylko pięć miesięcy ale wiesz ona bóle miałą tak silne od 2010 roku tylko że leczyli ją półtorej roku na rwę kulszową do tego moja mam od 17 lat chodziła o kulach bo przejechał ją motor i chcieli amputować jej nogę ale się nie zgodziła poskładali ją na śruby i tak chodziła całe życie o kulach pózniej od tej nogi poszło biodro i dwa lata temu musiała iść na operacje biodra na wstawienie sztucznego sprowadzili jej jakieś bardzo dobre z niemiec po tej operacji zaczęły się te bóle w pośladku nodze kręgosłupie tak silne że tylko płakała i ciągle leżała w szpitalach myśleliśmy ze źle zrobili operację biodra, zrobili badania i lekarzom wyszło ze trzeba zoperować kręgosłup po są przepukliny, i od tego te bóle pocieli kręgosłup a bóle narastały znowu szpitale badania wszędzie mówili że jest świeżo po operacji i tak będzie na razie boleć przepisywali tylko leki przeciw bólowe nic nie pomagało chudła nic nie jadła tylko płakała z bólu pózniej stwierdzili że to rwa kulszowa i leczyli w tym kierunku, któregoś dnia złapał ją taki ból brzucha że straciła przytomność w szpitalu wreszcie trafiliśmy po półtorej roku męki na lekarza który zrobił badania i od razu stwierdził że to rak w zaawansowanym stadium no i tak było dostaliśmy wyniki rak szyjki macicy 3b dostała 5 naświetleń radioterapię leczenie paliatywne mające poprawić jej jakość życia ;( od tego czasu żyła tylko 5 miesięcy .....

                                        • 01.02.12, 13:25
                                          Moje kondolencje i wyrazy współczucia z powodu utraty tak bliskiej Ci osoby. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi, ale ta choroba jest tak nieprzewidywalna, że nikt nie jest w stanie określić dnia ani godziny. Twoja Mama też strasznie cierpiała i to pewnie od tego cholerstwa a nie z innej przyczyny. Bo u nas bóle też były straszne i wszystko od nogi i biodra. Może gdyby lekarze od razu robili konkretne badania, to byłoby inaczej. U nas też było zwalanie wszystkiego na kręgosłup. A teraz Mama czuje się w miarę dobrze, ale może to jest złudne? Nie wiem jak to będzie dalej. Najgorsze jest to cierpienie a Ty musiałaś na to patrzeć i wiedziałaś że już swojej Mamie nie możesz pomóc. Współczuję raz jeszcze.
                                        • 02.02.12, 13:11
                                          Witam Was kochane,

                                          Martajak1 bardzo Ci współczuje z powodu śmierci mamy. Po latach doświadczenia walki z chorobą mamy mam bardzo ograniczone zaufanie do lekarzy i ich diagnoz. Niestety bardzo dużo trzeba samemu "wychodzić" i "wybłagać". Pomijam fakt, że ani chorzy ani ich rodziny nie mają żadnego wsparcia choćby psychologicznego. Po 8 latach walki z chorobą moge stwierdzić, że walka z rakiem w dzieisjeszych czasach to niejednokrotnie "błądzenie we mgle" w poszukiwania dobrego lekarza, skierowań na badania i w wielu innych kwestiach związanych z leczeniem. Niestety. Trzymajcie sie ciepło!
                                          • 02.02.12, 17:45
                                            duska_83 dziękuje za dobre słowa no niestety masz rację walka z tym okropieństwem jest ciężka i przerażająca ciągle trzeba prosic o jakieś badania a trafić na dobrego lekarza to cud,a co to pomocy psychologicznej to od razu po stwierdzeniu tej choroby człowiek powinien być kierowany na takie badania choćby po to żeby przygotować człowieka na to co nastąpi że będzie ciężko a nie zostawiają człowieka samemu sobie lekarze nie pomagają człowiek zostaje sam z chorobą i czeka na śmierć każdego dnia budzi sie z myślą że może dziś własnie umrze i właśnie tak się poddaje załamuje traci siły nie wie jak sobie poradzić ,całe szczęście mama miała nas mnie i moją siostrę my jakoś sie trzymałyśmy i wspierałyśmy ją walczyłyśmy z lekarzami o badania dla niej o wszystko żeby tylko zyła jak najdłużej jeśli człowiek nie ma rodziny i jest z tym sam to tylko współczuć mama sama nie dała by rady ;( myśle właśnie o tym żeby poszukać jakiejś pomocy psychologicznej bo jest mi strasznie cięzko po śmierci mamy i ta choroba siedzi mi w głowie nigdy nie zapomnę widoku cierpiącej mamy ;(

                                            • 03.02.12, 11:02
                                              Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak bardzo jest to dla Ciebie cięzkie, choć nieraz próbowałam postawić sie w takiej sytuacji. Kiedyś sam lekarz mi przyznał,że jest pewien podziwu dla naszej walki, która tyle trwa, bo różnie się ludziom los układa - nie każdy ma to szczeście w nieszczęściu, że ma sie nim kto zająć i to jest podójna tragedia dla tych osób. Mowią, że czas leczy rany - ciężko w to uwierzyć, kiedy nagle nie ma obok osoby, którą tak bardzo się kochało. Martusiu życie toczy dalej, mama na pewno nie chciałaby Cie widzieć zrozpaczonej. Pozwól, żeby czas wyleczył rany a nie zatarł pamięci o tych wszystkich fajnych chwilach, kiedy mama żyła. Wiem, że są książki psychologiczne jak sobie radzic po utracie najblizszych - może to choć trochę Ci ulży. Trzymaj sie cieplutko.
                                              • 04.02.12, 11:44
                                                Dziękuję Ci Dusia za wsparcie :* lubię zaglądać na to forum tu jest tyle życzliwych ludzi o ile łatwiej porozumieć się z kimś kto przeżywa lub przeżywał cos podobnego jak ja i moje Mamusia,wiesz na pewno poszukam tej książki o której pisałaś może zrobi mi sie lżej na serduszku ;( staram się nie załamywać ale już nie jestem tą sama wesołą dziewczyną jak przed śmiercią mamy mam nadzieje że ten ogromny smutek kiedyś minie jak napisałaś czas leczy rany oby tak było jeszcze raz dziękuję i gorąco Cie ściskam :*trzymaj się cieplutko Dusia