Rak szyjki macicy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
            • Alu tylko to ze sa mieśniaki wielkosci i kształtem przypominające spore
              kalafiory. wiem że podchodzą juz pod piersi i można je wyczuć ręka + opadająca
              macica. nie moge równać jej objawów z objawami jakie miała moja mama ale moja
              mame też bolało wtedy dostała tramal bo w przychodni powiedzieli że ma zapalenie
              rwy kulszowej. kiedy poszła do gina ,(1 niczego nie zauważył złego) 2 sie za
              głowe chwycił i na cito do szpitala na operacje. od wizyty do operacji to 4
              dni w tym sobota i niedziela . A tu kobieta nie je( ma odruchy wymiotne),
              chudnie w oczach , co wizyta znajduja nowa chorobę!!!! i z jednego szpitala daja
              skierowania do drugiego!!!! ona juz w bólach które okresla jako porodowe
              promieniujace do krzyża chodzi 2 miesiace. To jest Koszmar Alu gdybyś ja
              widziała z niej jak to sie mówi było kawał baby a teraz szkoda gadac :(
              --
              Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
              kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
              • Edzia400 wiem, ze to nie zabrzmi pocieszajaco. Dlaczego Twoja sasiadka nie
                pojdzie na wizyte prywatna do jednego z lekarzy? Na NFZ to raczej nie ma co
                liczyc, widzisz jak traktuja biedna kobiete.
                Rozumiem, ze sa to koszta i to spore. Tylko czy jest cos rowne wartosci zycia?
                • agaaska ona była prywatnie !!! Dlatego mnie to tak bulwersuje. Mało tego była
                  na konsultcji u 2 gina i powiedział że bytom jest nieunikniony i że na 1
                  wrzesnia termin jest i ni jak nie da sie go przesunąć bo są straszne kolejki i
                  tam musi być operowana a nie tu na miejscu bo oni maja tam odpowiednich lekarzy
                  i sprzet.:(J sie tylko modle żeby teg 1 szła pod noże i juz nie cierpiała.
                  --
                  Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                  kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
      • Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
        ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzyła
        do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
        Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.
        • nanga75 napisała:

          > Spróbuj wejść na strony WCO tam jest spis pracowników oddziału onkologii
          > ginekologicznej- nie wszyscy przyjmują prywatnie, ale część tak, ja bym uderzył
          > a
          > do ordynatora- myślę ze telefony gabinetów można znaleźć w internecie.
          > Pozdrawiam i życzę duużo cierpliwości.


          Naga75, dziekuje za odpowiedz. Tak zrobilismy. W piatek brat spotkal sie z z-ca
          ordynatora i juz mama jest w szpitalu, ma robione wlasnie wszystkie badania.
          Nastawiamy sie na spore koszty, ale pieniadze sie nie licza, jesli jest
          cokolwiek co moze pomoc ja wyleczyc.

          A swoja droga to straszne, ze gdybysmy chcieli polegac na bezplatnej sluzbie
          zdrowia to tomografie moglaby miec najwczesniej zrobiona w Poznaniu w
          pazdzierniku ! A w szpitalu, kolo naszego miejsca zamieszkania w przyszlym roku !!!
          Na pytanie o badanie prywatne, termin znalazl sie na drugi dzien na 10 rano.
      • Tara34 dzieki za linka. Juz sie tam zarejestrowalam, jak bede miec dostep do
        Mamy wynikow bede pytac.

        Czy ktos leczyl / leczy sie w Wielkopolskim Osrodku Onkologii? Trafila tam moja
        Mama. Szukam w necie opinii o lekarzach, samym osrodku i nic nie moge znalezc,
        ale nie oficjalnych stron. Troche mnie to dziwi.
      • Kochana nie martw sie na zapas, ja przeżyłam to samo z moją mama, w
        lutym się dowiedzieliśmy że mama ma raka,szok....nie chciało się nam
        wiezyć.Musielismy się pozbierać wszyscy do kupy, a co jeszcze moja
        teściowa miała operacje 7 lat tem na raka szyjki macicy.. i teraz
        moja mama, z moja mama jest tak rak stopnia IVA,zaawansowany Bez
        operacyjny,leczenie paliatywne, miała 30-lamp,na które woziłam ją
        codziennie po 80km.Nic nie odczuwała po tych lampach znosiła je
        bardzo dobrze i pózniej brachyterapia,na początku sierpnia było USG
        brzucha i rezonans magnetyczny chcieli lekarze zobaczyć jak jest po
        tym leczeniu, bo dochodzoło to diabelstwo do kośći miednicy w trzon
        macicy i sklepienia pochwy.Uwiezcie mi jak szłam tydzień temu
        odebrać te wyniki to wszystko stało mi w gardle a serce biło mi jak
        oszalałe, i nastąpiło wejście do lekarza z tymi wynikami a lekarz
        proszę pani TO.... zgineło śmiercią tragiczną wszystko jest dobrze i
        było tak wrażliwe na to leczeniea- a jeszcze jest w opisie z
        rezonansu całkowita regresja i kości miednicy bez cech meta i USG
        brzucha też nic nie ma.Nie macie pojęcia jak wyszłam z mama z
        gabinetu lekarza to nie wiedziałam gdzie jestem, łzy płyneły mi jak
        grochy ze szczęścia.Ale wiara czyni cuda, mocno wierzyliśmy że się
        uda,codziennie się modliłam, a mama jest okazem zdrowia.Ja osobiście
        uznaje za dobra klinikę onkologiczną w Bydgoszczy,własnie tam
        jezdziłam z mamą, to spotykaliśmy ludzi z całej polski.Pamietajcie
        dziewczyny WIARA CZYNI CUDA.Trzeba wierzyć mocno i wszystkich
        pozdrawiam gorąco.
    • Wita Was nowy człowiek na tym forum. Piszecie głównie o swoich
      bliskich. Ja postanowiłam napisać o swoim przypadku. Myślałam już,
      że będzie pięknie, ale od 2 dni mam doła.
      Raka szyjki macicy wykryto u mnie przypadkiem.
      Całe życie miałam spokój z tzw. babskimi sprawami. Kiedyś, dawno
      temu nadżerka - wypalona i spokój. Zdarzały się jakieś drobne
      infekcje, ale to chyba ze 2 razy. Cytologia - marzenie. Ostatnią
      zrobiłam w sierpniu ubr. - grupa "0". To co miałam od jakiego czasu,
      to mięśniaki macicy. Większe, mniejsze, kilka. Nic się nie działo z
      nimi złego, nie rosły, nie dawały objawów. Moja ginekolog miała je -
      jak to ujęła "pod kontrolą". We wrześniu zaczęłam krwawić nie wtedy
      kiedy trzeba. Wylądowałam w szpitalu na abrazji. Hispat - dobry. Po
      jakichś dwóch tygodniach znowu nietypowe krwawienie. Mojej lekarki
      nie było, trafiłam do kogoś innego. Zadecydowaliśmy, że może pora
      ptrzyszła na te mięśniaki. Operacja rutynowa i bez problemu.
      Przychodzi hispat - rak. Myślałam, że to niemożliwe, że pomyłka,
      przecież całe życie dbałam o profilaktykę.
      No cóż. Szybko trfaiłam do CO w Warszawie - radykalna radioterapia +
      chemia + brachyterapia. Leczenie zakończyłam 2 lutego. Do połowy
      sierpnia 3 wizyty kontrolne - wszystko ok. Ostatnio zrobiono USG
      jamy brzusznej i wzięto krew na SCC. USG - ideał. Markery - wynik
      prawidłowy. Kolejna kontrola w listopadzie. Lekarze zadowoleni, ja
      jeszcze bardziej.
      W pracy nadszedł czas badań profilaktycznych. W piątek zrobiłam rtg
      klatki piersiowej. I co? W płucach zmiany o charakterze meta. I jak
      to możliwe, że niby wszystko dobrze? Już cieszyłam się, że zmogłam
      intruza. Niestety. W środę idę do lekarza. Niech mi szczerze powie,
      ile mi jeszcze zostało. Kilka miesięcy? Ale raczej dwa? A może z pół
      roku? Tak czy inaczej, chyba musze uporządkować swoje sprawy.
      Przepraszam, ale musiałam wyrzucić to z siebie. W domu jeszcze nikt
      nic nie wie. Wszyscy są szczęśliwi, że to co złe minęło. Jak mam im
      powiedzieć, że nie będzie juz urlopu w Hiszpanii? Cholera, jakie to
      ciężkie. Nie wiem co mnie bardziej dołuje. To, że wyrok mam juz
      podpisany, czy to, że dla moich bliskich będzie to wiadomość
      najgorsza z najgorszych.
      • Veeto1 proszę nie myśl jeszcze tak tragicznie, musisz koniecznie moim zdaniem
        zrobić prześwietlenie jeszcze raz, zdarzają się pomyłki , wiem bo koleżance z
        pracy pomylili wynik z biopsji piersi kazali się jej natychmiast zgłosić na
        operacje, ale ona przezorna udała się do innego ośrodka i zrobiła powtórne
        badania które były dobre, ale tego co przeżyła przez miesiąc to jej nikt nie zwróci.
        • Niestety chyba nie ma pomyłki, bo technik który je robił miał nieco
          dziwny wyraz twarzy i pytał na co się leczę i czy przechodziłam
          ostatnio jakieś operacje.
          Tak czy inaczej w środę idę do lekarza. Zobaczymy, co dalej.
          • Veeto,sama jestem chora na raka piersi i mimo, że rokowanie w moim
            przypadku jest całkim , całkiem (50% hm..)wiem jaką grozą wieje od
            słowa meta...Jestem głęboko poruszona tym, co piszesz i natychmiast
            włączył mi się tzw. Batman(czyli jak pomóc, co robić?) Nie będe tu
            propagować metod alternatywnych,bo sama jestem jak dziecko we
            mgle.Raz mnie fascynują grzyby(biorę je),zaraz potem terapia Gersona
            (rany, jaka trudna), teraz przeżywam zauroczenie rewelacjami dotycz.
            witaminy B17(pestki moreli).Te dwa ostatnie przykłady są stosowane w
            przypadkach niemal terminalnych,a zwieńczanych sukcesem. Jestem w
            trakcie chemii, potem radio...i już mam stracha co dalej? Może,
            kiedy lekarze rozłożą ręce,właśnie tak będę sobie pomagać? Nie myśl
            tak bardzo o porządkowaniu swoich spraw, tylko o ŻYCIU!Zdarzaja się
            w onkologii rzeczy niezwykłe, więc dlaczego nie Tobie? Trochę
            namąciłam, ale w jakieś takiej desperacji piszę...żeby szlag te
            nowotwory! Pozdrawiam, daj znak po tej środzie.
      • ,,,rozumię cię,ja jestem w trakcie chemii przed operacją
        piersi.Robiłam scentografie kości, jakies znaczniki było widać ale
        rtg wykluczył meta,ulżyło mi (na jak długo ne wiem) Zrób dokładne
        badania, nie zwykłe zdjęcie.Sprawa druga, moja znajoma, już 3 rok
        ma przerzuty i ich leczy chemią doustną, narazie "stoją" w miejscu.
        Mojemu bratu, trochę lat temu,dawali maksimum pół (jelito)żył 5 lat
        Trzymaj się.
        • Dzięki dziwczyny za słowa otuchy. Generalnie mam pozytywny stosunek
          do życia, czasem jednak dopada mnie chwila depresji.
          • Veeto, rak szyjki rzadko daje odlegle przerzuty.
            Dlatego mimo wszystko poczekaj na dokladne zdiagnozowanie tego, co
            sie dzieje z Twoimi plucami. No i daj znac co powiedzial lekarz.



            --
            Forum
            dla osób z chorobą nowotworową i ich bliskich
            Uszate serduszka czekaja
            • Byłam dziś u lekarza. Obejrzał wszystko dokładnie, przypomniał sobie
              wszystko co było od poczatku. Jutro kazał mi przyjść do Centrum
              Onkologii. Jego zdaniem przerzuty w płucach uwidocznione na rtg nie
              są jakieś makabryczne, co starałam się mu wmówić. Najprawdopodobniej
              dostanę silną dawkę chemii. Jego zdaniem jeszcze za wcześnie na
              żegnanie sie z życiem. Zobaczymy więc co dalej. Będę pisać.
              Jestem tzw. pacjentką świadomą i lekarze już wiedzą, że jesli mam
              bvyć spokojna - muszę znac prawdę, nawet najgorszą. Wyczuwam
              ściemnianie. Aha!Odebrałam dziś wyniki krwi i moczu. Mocz jest ok.
              Krew ma kilka wartości poniżej normy, ale w zasadzie jeszcze prawie
              na granicy. Tylko OB do dupy - 80.
              No cóż zobaczymy co wymyślą mądrzejsi ode mnie.
              Rodzina nadal nic nie wie. Wiem już natomiast, że powiem im o tym w
              sobotę. Niech będą wszyscy i niech powiem to raz. Nie mam siły
              tłumaczyć tego każdemu z osobna. Dam oczywiście znać co mi
              powiedzieli w CO.
              • Byłam w CO. Najprawdopodobniej są to jednak przerzuty. Zrobione mam
                wszystkie chyba mozliwe markery oprócz prostaty, dodatkowo
                mammografię. Jutro będę wiedziała jakie sa wyniki. Jutro mam też
                umówioną konsultację u specjalistów od płuc. Czeka mnie pewnie
                bronchoskopia - jeśli potwierdzi się, że to przerzuty, to od 9
                września zaczynam chemioterapię.
                • trzymam mocno kciuki żeby było jak najlepiej i dużo dużo sił Ściskam mocno
                  --
                  Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                  kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                  • Lekarz od płuc obejrzał rtg wywalił oczy i stwierdził, że to jakieś
                    dziwne jest. A co to jest to nie ma pojęcia. Może i przyerzutry,
                    tylko dlaczego tak błyskawicznie i dlaczego, skoro wszystkie markery
                    mam w normie. Mammografia też ok, w jednej piersi 1 maleńka zmiana
                    łagodna, na wszelki wypadek sprawdzę jeszcze w badaniu USG.
                    Po długier rozmowie ustaliliśmy, że 9 września idę na biopsję
                    cienkoigłową tych zmian. Zobaczymy co to za dziwoląg w płucach mi
                    się rozsiadł. A więc na razie chemia odwołałana. Na chwilę?
            • do b_a_l_b_i_n_k_i(proszę Cię o odpowiedź, bo widzę, że najlepiej znasz się na
              tym trudnym temacie): własnie dowiedzielismy sie o chorobie mamy, w diagnozie
              pisze endomedrii C54 gII(tak odczytałam po lekarzu, nie wiem czy dobrze), czy
              wiesz co to znaczy?
              Operacje ma mieć za 2 mies., czy to nie za długo? Ja jestem w 9 miesiącu ciązy i
              mieszkam daleko 300 km od rodziców, musze lezec, nie wiem jak pomóc rodzicom,
              mamie, bo martwie sie o nia i o moje dzieciatko.Nie wiem wlasciwie nic o tej
              strasznej dla mnie chorobie czy sa szanse? Bede wdzieczna za jak najwieksza
              liczbę informacji i porad.
          • Ech, miesiąc temu było wszystko inaczej. Teraz jestem tak słaba, że
            nie mam na nic siły. Poranny prysznic jest dla mnie wysiłkiem tak
            dużym, ze muszę odsiedzieć w łazience i "odsapać". Mam porobione już
            wszystkie badania łącznie z biopsją płuc, USG i biopsją mojego guzka
            w piersi (mam go od bardzo dawna). Cały czas wszyscy zastanawiali
            sie skąd te przerzuty, skoro wszystkie markery dobre. Stanęło
            ostatecznie na tym, że to przerzuty ze skutecznie leczonego raka
            szyjki macicy. 6 października mam iść na chemię do Centrum Onkologii
            na Ursynowie. Tylko, czy ja dotrwam? Niby badania mam nienajgorsze i
            nie ma przeciwwskazań do podania mi chemii, ale generalnie czuję sie
            do dupy. Mam wrażenie, że siada mi krążenie. Większy wysiłek (tj.
            np. wejście na piętro po przyjeździe od lekarza) kończy się
            dreszczami nie do opanowania, jest mi tak zimno, że mąż musi
            opatulić mnie ciepłym kocem i dać gorącej herbaty. Potem najczęściej
            zasypiam na pare minut i jest dobrze. Może to kwestia trochę zbyt
            niskiego sodu. Sama nie wiem. Ach i cos nowego się pojawił -
            zjedzenie czegoś kwaskowatego kończy się czasem wymiotami. Szkoda mi
            tego zwróconego jedzenia, bo nie mam apetytu i w sumie zmuszam się
            do jedzenia.
            Chciałabym żeby juz był ten 6.X. Wreszcie zaczęłoby się coś dziać.
    • Dzien dobry.

      veeto1 wierze, ze bedzie dobrze i jeszcze wiele lat przed Toba. Nie trac nadziei.

      Dziewczyny powiedzcie co o tym myslec. Stan mamy jest bardzo zaawansowany, niby
      ostatnie juz stadium. Niestety nie mam wgladu w wyniki, wiem tyle co mi
      powiedza. Zdecydowano sie na leczenie agresywne. Mama jest poddawana
      radioterapii, ma miec 5 naswietlen najmocniejsza z mozliwych dawek i potem na
      miesiac do domu. Zadnej chemii, operacji.
      To sie kwalifikuje jako leczenie czy to raczej opieka paliatywna juz? Szukac
      innych lekarzy czy zaufac, ze wiedza co robia i o walcza o moja mame?
      • Agaaska Twoją mamę leczą tak jak moją moja dostała 6 mocnych lamp na 3 tygodnie
        do domu i 31 sierpnia jedziamy z powrotem do Gliwic tylko bardzo się boje że ją
        nie przyjmą że odeślą ją do domu i każą przyjechac później.U mamy na wypisie z
        CO pisze "zastosowano leczenie paliatywne w celu zmniejszenia bólu i krwawień" i
        powiem Ci tak mama przez dwa tygodnie nie mogła dojśc do siebie ale przynajmniej
        już ją nie boli tak jak przed szpitalem(wtedy leki przeciwbólowe jadła garściami
        w tym momencie nie je nic) w sumie ma plaster przeciwbólowy który jej już
        zakładali w szpitalu przy silnych bólach ale wtedy nawet on nie pomagał
        dostawała ketanole w kroplówce, czopki przeciwbólowe, teraz już jej wrócił
        apetyt dużo je.
        Wiesz jak się dowiedziałam jak ją bedą leczyc to sie troche załamałam ale teraz
        jak widze że czuje się lepiej to może to było dobre.Mojej mamie nie mogli
        zastosowac leczenia radykalnego poniewaz ma rozpadajacego się guza.
        Tak wiec mysl pozytywnie że może w jej przypadku to lepsze leczenie wierze w
        tych lekarzy co lecza nasze mamy.


        Ala
        • Kwiatku co się nic nie odyzwasz?
          Co tam u twojej mamy?
          My jedziemy 31 sierpnia coraz bliżej tego dnia a ja coraz bardziej się boje czy
          ją zostawią.
          Odezwij się bo tęsknimy.
          • kochane dziewczyny przeczytajcie sobie jak pisałam co było z moją
            mamą dwa dni temu tj.25.08.Pozdrawiam
            • Skotka przeczytalam i az mi ciarki przeszly. Ja tez wierze, tez sie modle i nie
              pozwole Mamie sie poddac. Planujemy wyjazd do Indii, bo takie jest jej marzenie
              i ja wiem, ze nic nas nie powstrzyma przed tymi wakacjami.

              Czy Twoja Mama miala chemie? Moja Mama ma teraz tylko 5 naswietlen, ale podobno
              najmocniejszych, potem miesiac przerwy i powrot na kolejne naswietlania mozliwe,
              ze dojdzie do tego chemia.
              • Skotko, ta historia brzmi niewiarygodnie...ale trzymam się jej
                bardzo!To daje po prostu nadzieję.
                • Dziewczyny teraz jest tyle zamieszania na wątku raka piersi że boję się że nikt
                  mi nic nie napisze a chciałabym bardzo wiedziec
                  Mojej mamie spuchły nogi od stóp do kolan ale to bardzo i jeszcze m takie
                  białawe wypryski na nich od czego to może byc bo w czwartek lekarz rodzinny jej
                  powiedział że to od kroplówek( brała kroplówki na wzmocnienie bo nic nie jadła)
                  i to powinno ustępowac a to jest wieksze
                  Jak myślicie od czego to możę być?

                  Kwiatku co nic nie piszesz odezwij się,czekam na wiadomości od ciebie.
                  • Alu mojej mamie nie puchły nogi wiec nie wiem, troche szukałam na necie i
                    wyczytałam że zimne oklady , ja poszłabym do lekarza ale nie rodzinnego
                    tylko do prowadzącego woja mame onkologa . (moja mame leczyli na rwe lulszową a
                    to pękł miesniak ( pare dni wstecz było usg i czyszczenie w szpitalu i tam jej
                    własnie narobili wiecej szkody niz pozytku )i przypomniało mi sie , jak moja
                    mama miała 1 chemie to dostała jakiegos dziwnego paraliżu lewej reki i szyi nie
                    mogła głowa obracać na boki ,a ręke tylko do poziomu pasa lekarz rodzinny
                    powiedział ze sa to skutki uboczne chemi, a lekarz onkolog u którego byliśmy
                    dał nam skierowanie to reumatologa . 7 dni smarowania mascia i jak reką
                    odjął.Tylko nie wiem gdzie wy musiałbyście isc chyba do chirurga naczyniowego
                    <mysli>
                    --
                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                  • Alu a kwiatek chyba zrobiła sobie urlopek tak mi sie przypomniało że do Ustronia
                    miała jechac. Ciekwe czy do tego blisko mnie <mysli>
                    --
                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                    • A z skąd jesteś bo ja mieszkam blisko Żywca?
                      to Ustron jest blisko mnie.
                      • czesc dziewczyny, stasznie mi ciezko pisac, a juz myslamam, ze bedem
                        iala was czym podladowac... z wakacji nici, bo mama czuje sie po
                        prostu fatalnie. w dodatku nikt nie wie o co chodzi. od ostantiej
                        chemii ma straszne skoki cicsnienia, bardzo podniesiony puls i
                        oslabienie nie do opanowania. bylam w odmu przez tydzien, mielismy
                        pojechac w gory do ustronia wlasnie, ale nie bylo sensu forsowac
                        mame. byla u kardiologa - serce w porzadku, tlyko on ja zapytal czy
                        nie ma przerzutow do mozgu.to mamie nie pomoglo, ale lekarz
                        generlanei w porzadku, bedzie wspieral mame jak moze.dzis powinna
                        sie zglosic do niego na oddzial do szpitala. w czwartek ma wziac
                        kolejna chemie, ale przy jej obecnym stanie to pewnie nie wchodzi w
                        gre. pierwszy raz od poczaktu choroby czuje, ze mama sie nam wymyka,
                        nie chce, ale jej sily sa takie watle... musiala ich wszystkich
                        zostawic i wrocic do pracy- siostra i tato daja jeszcze jakos rade,
                        ale tez sa oboje strzepkami nerwow. czekam co bedzie do czwartku i
                        jestem przygotowana na wyjazd w kazdej chwili. wciaz sie modle, ale
                        jakos brak mi sil, moze Bog sobie nas odpuscil? przepraszma, ze tak
                        smutno, na pewno uda nam sie jakos wykaraskac z tego kryzysu, ale
                        tak boli serce, gdy mama na do widzenia ci mowi slabym glosikiem ,ze
                        nie wie czy sie jeszcze zobyczymy. nie mialam serca ja opierniczyc
                        solidnie. sledze wasze watki, trzymam kciuki za nas wszystkie. w
                        dodatku nei bylo mnie przez tydzien, a tu duzo nowych. boje sie, ze
                        sama trace ten swoj wczesniejszy optyizm, ktorym tka chiclam zarazic
                        ale. sciskam was wszystkie!
                        • Kwiatku tak teraz cie czytam i wiesz prypomniało mi sie ze ma poczatku walki
                          mamy z tym wrednym gów ...::P mama miała takie same stany jak twoja w tyg
                          była nawet ze 3 razy u nas karetka nawet miała robione Ekg bo mysleli że zawał.
                          a to była taka silna nerwica !!! a wyglądało to tak jak zawał nawet oddychało
                          sie mamie Źle i moja siostra nieraz dzwoniła do mnie do pracy co ma robić. w
                          szpitalu przepisali jej leki uspokajajace i na spanie pomogło potem powoli
                          wycofywałam je żeby mama do nich nie przywykła . Zreszta było 8 miesiecy spokoju
                          wiec i leki nie były potrzebne. Spróbujcie jesli mama ma siły pojechać do
                          neurologa , (mama również miała umówioną wizyte u kardiologa ale kolejka byla
                          ze ho ho ) .Kwiatku nie waż mi sie załamywać powiedz mi jeszcze jak badania
                          wyszły i czy miała juz badania?? po chemii niech pije duzo wody niegazowanej i
                          bułki pokrojone na plasterki jak chleb mniej po nich muli a i nie zmuszajcie
                          mamy do jedzenia jesli je mało a bardzo czesto to lepiej niz raz w ciagu dnia i
                          duzo :) może kwiatku wprowdzcie nutri drinki wiem że sa tez nutri jogurty
                          www.zdrowie.med.pl/niedozywienie/n_3.html tu jest strona Megance
                          sprawia że dostaje sie apetyt ale co z tego jesli osoba po chemi wymiotuje lub
                          mało je NUTRIDRINK przeznaczony do leczenia dietetycznego niedożywienia,
                          spowodowanego chorobą.

                          Alu ja jestem z Rybnika :)
                          --
                          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                          • edziu, wczoraj wlasnie starlama sie przekonac mame, ze to nerwica,
                            dokladnie jak piszesz. wystukalam w google objawy mamy i pierwsze
                            linki byly do stron z nerwicami: lekowymi, serca, etc. mama byla u
                            kargio, ekg czysciutkie, lekarz mowi, ze to nie serce, dal mamie
                            jakies na onbnizenie pracy serca, bo puls jest szalony. mama powoli
                            daje sie przekonac do brania czegos uspokajajacego. co do jedzenia -
                            na nutridrinki nie da jej sie namowic za nic, bo "to sztuczne, rak
                            tez lubi mikroelementy iwitaminy, lepiej rosol, itd.". wczoraj
                            rozmawialam z nia przez telefon - nawet blyo lepiej, glos silneijszy
                            i wiecej motywacji, ale chemia sie zbliza, w czwartek do gliwic,
                            boimy sie wszyscy, jak mama ja przejdzie. gdyby tlkyo lekarze z
                            oddzialu mogli jej dac cos na uspokojenie przed chemia to by bylo
                            naprawde dobrze.moze moj tata albo siostra beda potrafili cos
                            zalatwic. jest jeszcze jeden problem-mama boi sie powiedziec
                            lekarzom jak naprawde sie czuje i w efekcie ona jest slabiutka, a
                            lekarze mowia, ze dobrze znosi terapiel. czasem mam ochote przelozyc
                            matule przez kolano! troche jestem optymistyczniejsza niz
                            wczoraj ,ale i tak siedze jak na szpilkach. bede dzwonic do domu w
                            poludnie, powiem jej o nerwicy u twojej mamy, moze czyis inny
                            przeklad ja przekona. dzieki edziu za wsparcie.
                            • Mama musi mówić prawdę lekarzom o tym, jak się czuje. To nie jest
                              choroba, przy której można strugać bohatera. SKoro mama sama tego
                              nie mówi - uświadom lekarzy Ty. A co do leków na uspokojenie, to sa
                              one wyjątkowo niechętnie dawane ze względu na to, że są wysoce
                              uzależniające. Skoro jednak jest tak jak piszesz, to może uda Ci się
                              namówić pielegniary na coś, czym one same mogą zadysponować.
                              • Kwiatku a może melise?? veeto1 napisała dobrze że ktoś musi powiedzieć prawde
                                lekarzom jak mama naprawde to znosi . Jej stany mogą być własnie spowodowane
                                obawą powiedzenia prawdy o swoim samopoczuciu ( zapewno mysli ze jak powie to
                                np zaprzestana jej leczenia lub powiedza ze przez te objawy jest gorzej albo ja
                                zostawia na obserwacji w szpitalu ) dusi wszystko w sobie ale ile może organiżm
                                przy takim napieciu stresowym wytrzymać jeszcze naprawde , serce jej zacznie
                                szaleć i wtedy bedzie problem.

                                Ja wróciłam z Bytomia z kwitkiem w ręku nastepna wizyta 14 !!!!! Sąsiadka juz
                                ma wszystkiego dosyc mogli przeciez zadzwonić ze nie maja wolnych łożek a nie
                                tyle km z nią jeździć jak ona nie potrafi 5 metrów przejsc !!!! Makabra ale
                                jak to mówią do 3 razy sztuka

                                veeto1 to naprawde dziwne jesli markery sa w normie :| może to jakiś niegrozny
                                guzek <mysli> bądzmy dobrej mysli

                                --
                                Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                • ANo niestety, terminy sa jakie są, a nam - wiadomo - spieswzy się, w
                                  końcu każdy dzień jest ważny. Też chciałabym juz wiedzieć co to za
                                  cholera. Boję się trochę tej biopsji, choć podobno to nie jest
                                  bolesne. I boję się wyniku. Nienawidzę czekać. WOlę najgorszą prawdę
                                  niż czekanie.
                                  A melisę możesz dawać mamie bez pytania kogokolwiek. Tylko, czy tak
                                  delikatny środek będzie wystarczający?
                                  • moją mamę 31 sierpnia nie przyjeli do Gliwic ponieważ ma bardzo silną anemie i
                                    musi porobic badania, ale Pani ordynator z oddziału po badaniu stwierdziła że
                                    guz sie zmniejszył i niby nacieki tez.Stwierdziła że guz jest wielkości ok 3-4
                                    cm i moje pytanie w związku z tym: Jeżeli zmniejszył się guz i nacieki czy nie
                                    jest to szansa na operacje?
                                    czy poprostu to tylko takie gadanie?
                                    • od dawna zadnych wiesci ale mam nadzieje, ze ich brak znaczy tlkyo,
                                      ze sa same pozytywne nowiny. u nas do przodu, choc nie jest latwo.
                                      po kryzysie, jaki mama miala z powodu bardzo niskiego potasu (utrata
                                      wzroku i czucia w rekach, silne wymioty i generalnie symptomy
                                      przypominajace zapsc) i tygodnia w szpitalu (mimo, ze pani z
                                      pogotowia nie chiala mamy zabrac umywajac rece tlumaczeniem, ze to
                                      chemia, bo panstwo powinni wiedziec, ze chemia to powazna sprawa -
                                      udusic babe za takie komentarze!) z tego powodu matula niep ojechala
                                      na chemie w ubiegly czwartke. teraz jest juz w domciu, cudnie sie z
                                      nia znow rozmawia przez telefon, ale jest tez w stresie w zwiazku z
                                      terapia - ma zadzownic do gliwic i znow iseu mowiac na termin.
                                      poradzilam jej poczekac do poniedzialku, niech njapierw sie sama
                                      siebie przekona, co do koniecznosci chemii i ma jeszcze jeden
                                      weekend w miare od raka. moze powinnam ja namawiac by dzownila juz i
                                      teraz, ale mam wrazenie, ze ten ostatni kryzys to byl rowniez na tle
                                      nerwowym. mama mimo wszystko nie chce isc do psychiatry i brak cos
                                      na uspokojenie, szkoda. alu, co do anemii, kurcze a megace wam nie
                                      pomage? matula do czwartej chemii wlacznie miala morfologie "w
                                      miare". napisz jak mama teraz sie czuje. edzia, a sasiadka?
                                      • Kwiatku kochany mama ma duży apetyt (nareszcie)ale wiesz jak to z anemią musi
                                        trochę czasu minąć żeby to się wszystko chodz w małym stopniu zregenerowało a co
                                        do tego że ją nie zostawili w klinice to myśle że było to dobrym posunięciem bo
                                        jeżeli ona po 6 lampach miała takie skutki uboczne to nie mogę sobie wobraźic
                                        jak by to wyglądało po kolejnych lampach a tak troche może przytyje i się
                                        zregeneruje i może wtedy jak bedzie śilniejsza.
                                        jaka to jest straszna choroba!!!!!
                                        • kwiatku mam nadzieje ze mama spokojniejsza i ze nad nerwami twojej mamusi da sie
                                          jakos zapanowac
                                          Ja jutro jade znów do bytomia mam nadzieje ze juz ostatni raz i ze juz jutro
                                          ja zostawia i zooperuja powiem wam ze to prawda ze człowiek sie przyzwyczaja do
                                          bólu sasiadka troche mniej cierpi bo sie juz do bolu przyzwyczaiła :( a to zle.
                                          Ja ostatnio sie zle czuje mam mdłosci itp :P we wtorek mam wizyte u gina by
                                          potwierdzic moj stan :) a jutro odbieram wyniki z bety :)
                                          Wiem ze to zasługa mojej mamusi w niebie :) Kocham cie Mamo[*]
                                          Kwiatku i Alu a próbowaliscie tabletek z buraka i żurawiny ?? mojej mamie
                                          pomagały (mama nienawidziła soku buraczanego )
                                          Wierze ze znieczulica na izbach przyjec jest wielka kazda zwala na działania
                                          uboczne chemioterapi albo czy pani zdaje sobie sprawe na co choruje Mama
                                          !!!!!!!!! raz jak z mama byłam na ostym dyżurze zobiłam awanture i
                                          powiedziałam Pani pielegniarce ze ona ma wyższe wykształcenie i biały kitel a ja
                                          wiem wiecej o tej chorobie niż ona Sama, i gdybym nie uważała ze to konieczne to
                                          by mnie to nie było , nie jestem smarkulą i panikara no i tam pare innych słow
                                          :) wiecie wtedy zrobiło mi sie lżej na sercu cała moja złosc poszła w te
                                          pielegniarke :)kobieta tylko poczerwieniała i na podskokach zawołała lekarza
                                          który mame zaraz na oddział zabrał i potem okazało sie ze ja miałam racje i ze
                                          działo sie cos niedobrego !! (powiem wam ze po mojej mamie nie było widac ze
                                          choruje na nowotwór dopiero 3 tyg przed smiercia sie zmieniła )
                                          Mam nadzieje ze twoja mamcia i ali pokonaja te wredne choróbsko i nakopia mu do
                                          zadka :) trzymam mocno kciuki
                                          Alu i kwiatku zapyajcie onkologów prowadzących co polecaja do poprawy wyników
                                          może zasugeruja cos co pomoże pozdrawiam bardzo serdecznie
                                          --
                                          Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                          kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                          • Kwiatku co tam u Was słychać?
                                            Jak się mamusia czuje?
                                            A u Twojej sąsiadki Edzia co tam?
                                            • no u nas chyba dobrze nie jest. mama byla w ubiegla srode w klinice -
                                              wszystko niby ok, rentgen, USG, lekarka jeszcze cos tam przebadala
                                              i oswiadczyla, ze choroba w pieknym regresie. niestety, mama ma
                                              anemie i w zwiazku z tym nie moze kontynuowac chemii. pani doktor
                                              sie zdziwila, kiedy mama powiedziala, ze ma dostac jeszcze dwie
                                              chemie (w cyklu 6), bo niby nie ma jakichs schematow, ze akurat 6 i
                                              ze pewnie zamiast chemii bedie brachyterapia. ale to dopiero na
                                              14.10. na 2.10 ma TK w gliwicach. ale to jeszcze nic, bo mama
                                              powiedziala sobie, ze anemie trzeba zwalczyc, bierze lekarstwa, pije
                                              soki buraczane i ma apetyt. niestety od kilku dni wrocily bole
                                              plecow, ktore minely po drugiej chemii. trudno wyrokowac skad te
                                              bole, ale mama mowi, ze to takie jak poprzednio, ze rak wraca.
                                              straszna zalamka u wszystkich, choc powtarzamy sobie, ze to jeszcze
                                              niewiadomo. mama sie trzyma wersji o przerwanej chemii, ze to
                                              niestety bylo ze wczesnie i rak wrocil. na razie musi jednak po
                                              pierwsze zwalczyc anemie, w przyszlym tygodniu tk, zobyczymy co
                                              bedzie dalej. strasznie jednak ciezko jest walczyc z przeciwnikiem,
                                              na ktorego ma sie jedynie "pozytywne" myslenie. mam nadzieje, ze u
                                              was lepiej,ze anemia u mamy ali przeszla, ze sasidka edzi ma sie
                                              coraz lepiej, i ze edzia potwierdzila swoj blogoslawiony stan.
                                              czekam na dobre wiesci...
                                              • Przepraszam że się wtrące, ale czy nie można podać krwi kiedy jest anemia? Moja
                                                mama miała dwa razy przed chemią podawaną krew ponieważ nie była w zbyt dobrej
                                                formie gdy zaczynano leczenie, tak sobie pytam? Może to by pomogło?
                                                Trzymam kciuki, i cały czas śledzę ten Wasz, mój wątek. Pozdrawiam.
                                                • rozmawialam o tym z mama, probleme w tym, ze jak miala juz rozmawiac
                                                  z lekarzem o transfuzji to sie rozmyslila, bo nie ma szczepien na
                                                  zoltaczke. generlanie mama nie pozwala nam rozmawiac z lekarzami, a
                                                  samych lekarzy oklamuje. szkoda tlkyo, ze lekarz, ktory sam obiecal
                                                  podac krew, w sumie sie rozmyslil, choc widzial wyniki mamy. no i
                                                  jeszcze jedno - nawet jak chcielibysmy naciskac na lekarzy, to oni i
                                                  tak po pierwsze sugeruja sie opinia mamy, a na nas to nawet nie
                                                  spojrza, strasznie mnie to wkurza, bo wiem, ze mama nie jest z nimi
                                                  szczera.
                                                  • Kwiatku a jaki ma mama wynik?
                                                    Bo mojej mamie rodzinny powiedział że do transfuzji to by sie kwalifikowała
                                                    gdyby hemoglobiny miała 5.
                                                    W Gliwicach jej powiedzieli że ma w rejonie przetoczyć krew a miała 8 tak że
                                                    lekarz rodzinny przepisał jej żelazo i kwas foliowy i w ciągu tygodnia
                                                    podskoczyło na ponad 9 a ma być minimum 12, wiesz też bardzo sie boje bo za dwa
                                                    tygodnie jedzie na kolejne przyjęcie i ze znowu mogą ją nie przyjąc przez ta
                                                    anemie ale teraz mam nadzieje że już zostanie.Kwiatku ja też ostatnio byłam sama
                                                    w rejonie u pani doktor bo mama stwierdziła że nie idzie olewa to ale to było
                                                    tylko pare dni a później już wszystko wróciło do normy.Też się bardzo boje ale u
                                                    nas w domu generalnie nie przewija się temat raka wszyscy zdajemy sobie sprawe z
                                                    mamy choroby(ona sama też) ale nie gadamy na ten temat tylko takie podstawowe
                                                    rzeczy jak wyniki, lekarz kiedy do gliwic i tyle.
                                                  • kochane juz to robie jestem w 7 tyg i 3 dniu ciazy moja fasoleczka ma 12 mm :)
                                                    termin na 11.05.2010 dzis widziałam jak bije serduszko piekny widok :)

                                                    kwiatku moja mama tez miała bole dostała przekaz do reumatologa moze wy tez
                                                    spróbujecie dostaniecie masci które troche pomoga przynajmniej mojej mamie
                                                    pomogły ( dlaczego twojej miały by nie pomóc ) chemie i naswietlania niszcza
                                                    szpik a w szpiku wiecie co cała odpornosc na infekcje itp i jak wiecie chemia
                                                    dociera do kazdego milimetra ciała do kosci również wiec jak maja nie boleć :(
                                                    a z sasiadka powiem wam tak ja sie poddałam i sie juz nie wtracam operacja
                                                    zaplanowana na 26 Pazdziernika tu u nas w szpitalu rejonowym (masakra)
                                                    sasiadka jak sie meczyła tak sie meczy o innym lekarzu niz ten który ja prowadzi
                                                    nie chce słyszec wiec ja sie poddałam w bytomiu kazali nam błagac lekarza o
                                                    przyjecie !!!!!!!!!!

                                                    Mam nadzieje ze obie poradzicie sobie z anemiami u swoim mam mamus moja łykała
                                                    jeszcze esetiale forte ten od watroby bo chemie dały jej niezle w kosc
                                                    Trzymajcie seie cieplutko i mam nadzieje ze nastepne posty beda juz tylko
                                                    optymistyzne
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Aaaaaa to Edzia gratulacje, wiem jaka to radość dowiedzieć się o dzieciątku tak
                                                    że ciesz się kochana.
                                                    Dzieci to najlepsze lekarstwo na wszystkie smutki i troski.
                                                  • moje grtulacje Edziu!!!!! niech zdrowo rosnie Fasolka tudziez
                                                    Groszek!
                                                    a u nas - mama czeka na tK w piatek, bole sa znosne na razie, ale
                                                    probleme w tym, ze matula jest przekonana o powrocie potwora.
                                                    wszyscy eie boimy wynikow, ale jakos nie dopuszczam mysli ,ze to
                                                    choroba w nawrocie -tyle innych wytlumaczen jest mozliwych. no i
                                                    mama smaruje sie jakimis specyfikami, bo w zasadzie przed diagnoza
                                                    rsm byla leczona na korzonki. co do transfuzji - mama bedzie
                                                    rozmawiac z lekarzem jutro, poki co bierze zelazo i kwas foliowy,
                                                    pije soki z burakow i innych warzyw swiezo przyzadzony w domciu.
                                                    czekam na sygnal by pojechac na kilka dni do rodzicow. no i musi byc
                                                    dobrze, dlaczego mialo by znow byc zle Boze?
                                                  • Pomóżcie zinterpretowac wyniki:
                                                    1 czerwca było tak:
                                                    W rzucie szyjki macicy widoczna jest owalna zmiana guzowata wielkości ok. 68 mm,
                                                    ulegająca niejednorodnemu wzmocnieniu kontrastowemu.
                                                    Cechy naciekania tkanki tłuszczowej przymacicza po stronie prawej, zajęte wydaje
                                                    się być także sklepienie pochwy.
                                                    Nie można wykluczyć odcinkowego naciekania końcowego fragmentu esicy, natomiast
                                                    pęcherz moczowy wydaje się być jedynie modelowany. Sugestia naciekania prawego
                                                    moczowodu, z jego dyskretnym poszerzeniem,
                                                    W rzucie przydatków zmian nie uwidoczniono.
                                                    Powiększone obustronnie pojedyncze węzły chłonne biodrowe, szerokości 13-14 mm,
                                                    ulegające wzmocnieniu kontrastowemu.
                                                    W prawym płacie watroby torbiel wielkości 14 mm. poza tvm watroha hP~ ~mian
                                                    Śledziona, trzustka, obie nerki, duże naczynia krwiono "sne w TK bez uchwytnych
                                                    zmian~tologicznych.



                                                    a 1 Października jest tak:
                                                    Macica nieregularnie powiększona o zatartych obrysach, z obszarem hypodensyjnym
                                                    w centrum o śred. ok. 45 mm odpowiadający zdiagnozowanemu naciekowi. Macica nie
                                                    nacieka pęcherza moczowego, natomiast nacieka prawy moczowód w końcowym odcinku
                                                    — cechy zastoju II stopnia w nerce prawej. Mocno zatarta tkanka tłuszczowa wokół
                                                    macicy. Esica wydaje się nie łączyć z macicą, natomiast w jej obrębie widoczne
                                                    nieregularne pogrubienie ścian na długim odcinku maksymalnie do 15 mm — obraz
                                                    sugeruje raczej zmiany zapalne, jak w przypadku zapalenia uchyłków.
                                                    W przestrzeni zaotrzewnowej wzdłuż aorty, z przewagą strony lewej oraz wzdłuż
                                                    lewej tętnicy biodrowej widoczne węzły chłonne — największy o wym. 18x8 mm,
                                                    ponadto dość liczne o śred. do 12 mm. W obrębie wątroby w segmencie VI
                                                    podtorebkowo widoczny obszar hypodensyjny we wszystkich sekwencjach o śred. 15
                                                    mm, odpowiadający najpewniej nieco nieregularnej torbieli. Poza tym wątroba
                                                    jednorodna nieco powiększona. Żyła wrotna o śred. 13 mm.
                                                    Śledziona jednorodna bez zmian patologicznych.
                                                    Trzustka prawidłowa w badaniu TK.
                                                    Oba nadnercza prawidłowe.
                                                    W nerkach (poza zastojem w nerce prawej) zmian ogniskowych nie stwierdzono.
                                                    Struktury kostne w zbadanym zakresie i uwidoczniona tkanka płucna bez zmian
                                                    patologicznych w TK


                                                    Jest lepiej czy gorzej bo mi sie wydaje że to drugie?
                                                  • moze alu napiszesz w watku glownym do jedrucha - to lekarz, ktory
                                                    sie specjalizuje w diagnozach onkologicznych, moze on pomoze. my
                                                    czekamy na wyniki TK, beda 14go pazdziernika. mama wierzy coraz
                                                    mniej w dobre zakonczenie swojego lecznie....pozdrawiam
                                                  • Ja też coraz mniej wierze w dobre zakończenie a mamie narazie mydlimy oczy że
                                                    nie jest tak źle zresztą sama do końca nie wiem jak jest:(((
                                                  • moją mamę dziś przyjęli do Gliwic niby choroba ustępuje nie wiem czy to prawda
                                                    zyjemy nadzieją
                                                  • alu, to dobra wiadomosc i choc lepiej pozostac na strazy to jednak
                                                    dobre wiesci wzmacniaja i dodaja otuchy i sily naszym mamom. my
                                                    czekamy na wyniki - mama ma wizyte w gliwicach 14-go, a poki co jest
                                                    w domu - sprzata, gotuje, chodzi na drobne zakupy. generlanie czuje
                                                    sie nienajgorzej, choc zalezy od dnia. najbardziej niepokoi ja
                                                    dretwienie nog i nie wie czy to ksutek przysjmowania zelaza czy moze
                                                    raka. wiadomo, ze mama zwala wszystko na postepujaca chorobe, choc
                                                    krzycze na nia by nie prorokowala, bo to tlyko ja przaygnebia, a po
                                                    wyniki i tak trzeba jechac do lekarza. poki co niech probuje wrocic
                                                    do formy. alu, wszystkiego naj pozdrawiam
                                                  • a u nas? matula miala TK w ubieglym tygodniu a wczoraj wizyte w
                                                    Gliwicach. lekarz powiedzial, ze wyniki krwi sa dobre, ze TK
                                                    wskazuje na wyrazny regres choroby i ze nastpena wizyta ma byc na 23
                                                    grudnia, a do tego czasu.... nic. mialy byc brachy w najgorszym
                                                    przypadku, a tu lekarz mowi, ze pierwsze lampy jeszcze dzialaja i ze
                                                    nic nie trzeba do stycznia robic, bo chemie mama przerwala i teraz
                                                    nie ma sensu na jej wznowe. strasznie mnie wkurzylo, ze mama "
                                                    przerwala chemie" - mieli jej zrobic transfuzje krwi, jak innym
                                                    pacjentom, ale nawet o tym nie wspomnieli, a teraz to mamy wina, ze
                                                    miala fatalna krew. no tak, pewnie mama miala dac im w lape, to moze
                                                    by cos sie znalazlo, ale mama byla tak w szoku, ze odtajala dopiero
                                                    w domu. bedzie sie starac dostac na rozmowe prywatnie do pani
                                                    ordynator. niestety moje wrazeie, ze gliwice maja glowe w chmurze,
                                                    bo sa swietnie wiekwipowani i maja mase pacjentow sie potwierdza.
                                                    zreszta lekarz, ktory mame przyjal to starszy facet z posunieta
                                                    skleroza - prowadzil amme wczesniej, zapomnial na przyklad zapisac
                                                    wizity na lapmy albo chemie, zapomnial. jak taka osoba moze pracowac
                                                    w szpitalu? moj Boze, krew mi sie burzy, ale pewnie tych d...ow nie
                                                    przeskoczymy. a czas, ten cholerny czas plynie....
                                                  • Kwiatku kochany u nas to samo,mamę przyjeli tylko dlatego że się uparła że
                                                    zastępczyni ordynatorki w sierpniu jej powiedziała że jak przyjedzie w
                                                    październiku to napewno zostanie.Lekarz który ją wtedy przyjmował w gabinecie
                                                    chciał mame wysłac do domu ale mama się uparła i koniec,"to w takim wypadku
                                                    prosze sobie czekac na Panią doktor ona zdecyduje" tak jej powiedział.A tak
                                                    ogólnie w Gliwicach to teraz chyba nie zadobrze się dzieje mama leżała od piątku
                                                    sama na sali dopiero dziś dostała jakąś panią i wogóle podobno od pierwszego
                                                    listopada zamykają oddział B do końca roku.Zmniejszyli ilość lamp i chemii.Mama
                                                    na początku miała dostac znowu sześć lamp ale to by oznaczało że bedzie znowu
                                                    leżeć przez weekend i dostała pięć i w piątek do domu.W tym roku już jej nie bęą
                                                    leczyć tylko na kontrole i może w przyszłym.
                                                    Nie chce mi się wogóle o tym myśleć syf wszędzie i znieczulica!!!!
                                                  • Dziewczyny powiem wam ze to nic nowego nie tylko gliwice sa opierzałe sasiadka
                                                    nie bedzie miała w ytomiu operacji tylko tu u nas na miejscu i to dopiero 26
                                                    chyba pazdziernika a czeka od poczatku wakacji i gdzie w tym sens przeciez juz
                                                    dawno mogło sie tam rozwiznąc cos paskudnego !!!!, a jak sobie tak przypominam
                                                    to tam gdzie mama leżała czyli w rybniku tez pod koniec roku były cyrki z
                                                    chemią itp mama sama miała przesunieta o 2 tyg bo nie mieli tego składnika który
                                                    potrzebowała mama na tk to było wiadomo ze sie poczeka i ze wyniku nie bedzie w
                                                    terminie nie wiem czym to jest spowodowane ale nie tylko gliwice tak maja a tu
                                                    przecież najbardziej liczy sie czas > mam nadzieje ze to nie pogorszy stanu
                                                    zdrowia waszych mam życze im dużo zdrówka tymbardziej teraz jak taka pogoda no
                                                    i oczywiscie wam duzo wiary i sił :*
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Veeto1...6-stego października miałaś zacząć chemię. Co u Ciebie?
                                                  • Dziewczyny boje się.Nikt nie jest w stanie mi powiedziec czy z mamą jest lepiej
                                                    czy gorzej.A mama jakby się gorzej czuła zwala to na skutki po
                                                    naświetlaniach.Ostatnio często musi chodzic sikać nie wiem czy to mogą być
                                                    nacieki na pęcherz któy jak wychodziła ze szpitala to niby miała ok.Nie wiem co
                                                    myśleć,widze że mama ma chwile załamania jak się zapomni to płacze że umrze nie
                                                    mogę jej pocieszac bo sama sie tego boje.
                                                    Kwiatku co tam u was?
                                                  • alu jesli wyniki sa dobre nie zadreczajcie sie jesli widzisz zmiany które cie
                                                    niepokoja mozecie isc przeciez do lekarza takie stany u twojej mamy to normalne
                                                    w koncu to nie grypa gdy jeden dzien czuje sie gorzej zaraz ma takie mysli ze
                                                    juz umrze po drugie pogoda jest do kitu jesien ogólnie wpedza w stany
                                                    depresyjne moja matus nie miała naswietlan ale słyszałam i czytałam ze naprawde
                                                    człowiek po naswieltlaniach sie zle czuje
                                                    Alu jesli naprawde cos cie niepokoi to lepiej odwiedzic lekarza

                                                    u mnie srednio ostatnio pokochałam wc :) malenstwo daje mi popalić oj to bedzie
                                                    łobuziak albo łobuziara
                                                    co do mojej sasiadki to nie mam dobrych wiesci cukier jej skacze jak szalony do
                                                    tego okazało sie ze pod tymi miesniakami znalezli na jajniku jakis guz
                                                    powiedzieli jej wprost ze nie wiedza czy ja zooperuja bo jst dla nich klopotliwa
                                                    pacjetka i nie wiadomo czy jej nie otworza i spowrotem nie zamkną te miesniaki
                                                    sa poprostu za duze i jest ich za duzo bo az 7 strasznie wielkich do tego teraz
                                                    ten znaleziony guz znów wysłali ja do domu bez szans na cookolwiek

                                                    kwiatku tez chciałabym wiedziec co tam u was mam nadzieje ze dobrze
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • my czekamy na nastepna wizyte, 23 grudnia. mam nadzieje pojechac z
                                                    mama tym razem i choc nie jestem super asertywna, to chyba mi sie
                                                    zebralo, mam ochote dac im popalic. pewnie mama mnie powstrzyma.na
                                                    razie nie jest zle, choc oczywiscie to relatywne wrazenie - matuli
                                                    udaje sie troche zpaomniec o chorobie, cohc czesto dretweija jej
                                                    miesnie nog, ale nie chce isc do zadnego lekarza, darme prosby i
                                                    blagania.nie widzialam rezultatow z tk, ale mama sie przyznala, ze
                                                    podobno cos jest na plucach, moze zwapnienie. nie staramy sie
                                                    specjalnie na tym skupiac, nie warto panikowac, ale oczywiscie
                                                    wszystko wisi zlowrogo.mama dba o siebie, my o nia, przybrala na
                                                    wadze - mowi, ze jest gruba, co nie jest prawda oczywiscie, ale
                                                    jesli szuka sobie problemow, to ten nie jest najgorszy.no i
                                                    tyle,czyli wszyscy staraja sie by bylo w miare wesolo, ale nie da
                                                    sie wyrwac z pamieci tego smiecia.trzeba sie jednak cieszyc kazdym
                                                    dniem, w ktorym mama czuje sie dobrze i to chyba sie nam troche
                                                    udaje. no i czekam wciaz na dobre wiesci od was babki, nie ustaje w
                                                    modlitwach...
                                                  • Alu Kwiatku co u was dawno sie nie odzywacie??
                                                    w koncu namówiłam syna sasiadki o pojscie do innego lekarza i okazalo sie ze to
                                                    trafny wybór sasiadka juz jest po operacji powiedzieli ze gdyby poczekała tydz
                                                    to bysmy wybierali trumne polowa miesniaków sie wylała reszta zapełniona ropa
                                                    sprawdzali wezły chłonne na szczescie czyste teraz tylko czekac na wyniki histo
                                                    w szpitalu i lekarka która ja prowadziła umywali rece i czekali na smierc dla
                                                    mnie to rzecz straszna i nie moge pomyslec ze w dzisiejszych czasach tak
                                                    postepowac

                                                    dziewczyny piszcie co tam u was i jak wasze mamy bo sie martwie u mnie ok
                                                    malenstwo daje czadu :) trzymajcie sie i buziaczki dla was
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • dziewczyny martwie sie bo sie nie odzywacie :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • No właśnie...ja już pisałam do veeto1 i cisza.
                                                  • mam nadzieje, ze brak wiesci to dobre wieisc, choc u nas stagnacja.
                                                    23go , za tydzien, mamy wizyte w gliwicach, ale jako ,ze mam juz
                                                    wyrobiona opinie o "przemyslowym" podejsciu do pacjentow w tej tak
                                                    podobno uznanej klinice (maja super sprzet, ale kiepsko z empatia,
                                                    czasem i zaangazowaniem w indywidualne przpadki - kazdy rka jest
                                                    inny, a oni maja jeden schemat i wyciagnieta reke po
                                                    koperte....).chcialam mame naciagnac na wyzyte u dr Suchockiego po
                                                    selol, przynajmniej by z nim porozmawiala, ale mimo umowionej wyzyty
                                                    w wawie mama nie dala sie przekonac. moze po wyzycie w gliwicach,
                                                    jak nie to jade sama. generalnie cudne swieta za pasem, ale ciezko
                                                    na duchu... pozdrawiam
                                                  • kwiatku co tam u was nic długo nie pisałyśmy.
                                                    U nas nie bardzo z mamą jest coraz gorzej zaczyna już oprócz plastrów
                                                    przeciwbólowych przyjmowac Sevredol co 5 godzin.Zaczynamy sie bardzo martwic bo
                                                    mama jest uzależniona od tabletek na spanie i na uspokojenie a jak jej
                                                    wydzielamy to potrafi takie przykre rzeczy mówić.Jest ciężko ma jakieś majaki
                                                    zdaje sie jej że nie dawno rozmawiała z babcią która nie żyje już prawie dwa
                                                    lata a za chwile mówi że nie wie co ona to pogadała i już normalnie gada.Co to
                                                    może oznaczać czy to już zbliża się koniec nie chce nawet o tym myśleć.
                                                    Czasami myślę że ona może ma przerzuty do mózgu ale z drugiej strony głowa ją
                                                    nie boli.Co myślicie? pomóżcie jakoś!!!
                                                  • Witam wszystkich obecnych na forum. Jestem tu nowa, niestety dwa
                                                    miesiące temu dowiedziałam się że mam raka szyjki maciy w stopniu
                                                    IIB. Wiem że opisujecie tu gorsze przypadki ale chciałabym żebycie
                                                    podzieliły się ze mną swoja wiedzą. Wiadomo że dla każdej z nas jest
                                                    to bardzo bolesne dla mnie tym bardziej że mam 30 lat, nie mam
                                                    dzieci i już niestety mieć nie będę poza tym nigdy już nic nie
                                                    będzie tak jak wcześniej. Jestem dopiero po trzech dniach
                                                    naświetlań, zaplanowane mam naświetlania na 5 tyg i raz w tyg
                                                    chemia. Najgorsze jest to że mam naprawdę straszne bóle i codziennie
                                                    dosłownie łykam środki przeciwbólowe które zaczynają działać coraz
                                                    później a działają zdecydowanie krócej, ile te bóle jeszcze
                                                    potrwają? Z tego co wyczytałam na forum bóle pojawiły się w gorszym
                                                    stadium zaawansowania, może lekarze mnie oszukują i jest gorzej?
                                                    Błagam pomóżcie mi i napiszcie wszystko co wiecie, tchnijcie
                                                    nadzieją i może coś doradźcie. Pozdrawiam wszystkich zmagających się
                                                    z chorobą.
                                                  • wiatejcie. moja mama juz nie bedzie miala leczenia sypitlanego, co
                                                    znaczy, ze lakarzom wyczerpaly sie pomysly, tudziez ochota.ale nie
                                                    chce mi sie o tym wszystkim pisac, dlatego sie nie odzywalam. klema,
                                                    bol powinien przejsc po kilku lampach, a chemia tez pomoze, niestety
                                                    wszystko zalezy od sily napromieniowania i reakcji towjego ciala.
                                                    mojej mamie na bole pomagal nimesil i starala sie nie brac za duzo
                                                    by sie nie przyzwyczajac. jelsi jest jednak bardzo zle, porozmawiaj
                                                    z lekarzme domowym.trzymam kciuki, badz silna, IIB dobrze rokuje,
                                                    zreszta napisz do bablbinki, jej mama wyszla z IIB, a byla starsza
                                                    od ciebie, gdy chorowala. mysl teraz o sobie, nie otym, ze nic juz
                                                    nie bedzie jak wczesniej. najwazniejsze to przec do przodu, a co
                                                    bylo to... no coz, tzlko wspomnienie. pozdrawiam i modle sie by i
                                                    mojej mamie i tobie udalo sie wytepic potwora!
                                                  • Dzięki za odpowiedź, dziś właśnie miałam czwarte naświetlanie i
                                                    chemię narazie poprawy nie ma ale przecież to dopiero początek - mam
                                                    nadzieje że do końca tygodnia coś się poprawi. Jak do tej pory to
                                                    brałam apap extra, ibuprom max, solpadeine którą popijałam apap i
                                                    ketonal to wszystko biorę na zmianę co 3-4 godziny, co do lekarza
                                                    pierwszego kontaktu to przepisał mi tramal 100 który zupełnie mi nie
                                                    pomaga ale skoro mówisz o nimesilu to spróbuję bo mam ten specyfik
                                                    ale narazie jeszcze go nie brałam.
                                                    Na co jestem najbardziej wściekła i czym zawiedziona to to że od
                                                    kwietnia 2009 roku zaczełam chodzić do gina bo miałam niepokojące
                                                    zmiany, lekarz w przychodni przepisywał mi czopki robił wypalanki i
                                                    nic złego nie widział co do plamień to powiedział że od proszków
                                                    anty, mało tego pobrał mi cytologię i wyszła grupa I. Po 6
                                                    miesiącach bezkutecznego leczenia poszłam w końcu prywatnie i
                                                    okazało się właśnie to, co się okazało cytologia gr IV-V.
                                                    Tak więc dziewczyny olejcie tych konowałów w przychodniach
                                                    (oczywiście nie każdego można mierzyc jednakową miarką) i jeżeli
                                                    chodzi o babskie sprawy to prywatnie, trzeba zapłacić ale napewno
                                                    jest lepsza opieka i zainteresowanie.
                                                    Kwiatek trzymam mocno kciuki za twoją mamę, za Ciebie no i
                                                    oczywiście za wszystkie kobitki które są tu obecne i zmagają się z
                                                    tym ...... dziadostwem mam nadzieję że ja również będę silna i to
                                                    wszystko przetrwam.
                                                  • Kwiatku kochany u nas to samo też wiem że już mamy leczyc nie bedą i też mam
                                                    teraz taki zastój że szok nie dopuszczam myśli do siebie że jest źle, też mi się
                                                    nie chce o tym gadać a najgorsze jeszcze jest to że byłyśmy dziś w rejonie bo
                                                    mama robiła badania jutro jedzie na przetoczenie krwi do szpitala hemoglobine ma
                                                    5.8 a 22 grudnia była w Gliwicach i hemoglobiny miała 11 w ciągu miesiaca taki
                                                    spadek.
                                                    A my jeszcze sie z nia kłóciłyśmy żeby się ruszała poszła na spacer a ona
                                                    bidulka była taka słaba.Jestem bezduszna najchętniej to bym wyrzuciła z głowy
                                                    chorobę mamy.A zreszta zostałyśmy z siostą same z tym wszystkim rodzina a szkoda
                                                    gadac.
                                                    Klema bedzie dobrze jesteś jeszcze młoda i to napewno przezwyciężysz nie daj sie
                                                    temu ŚWIŃSTWUU!!!! trzymam kciuki
                                                  • Dzięki dziewczyny w każdym razie ja naprawdę mam już tego
                                                    wszystkiego dość mam wrażenie że te bóle się pogorszyły dosyć mam
                                                    tej męczarni
                                                  • klema, walcz. jak powiedziala ala, jestes mloda! staraj sie pic duzo
                                                    wody o ph powyzej 7, dobrze sie odzywiaj i kiedy to tylko mozliwe,
                                                    wyobrazaj sobie, ze wyrzucasz z siebie potwora. mam nadzieje, ze
                                                    bole przejda i wtedy bedzie ci duzo latwiej przejsc do otwartej
                                                    wojny. czekam na wiesic, ze jest lepiej. i wiem, ze za jakis czas
                                                    bedzie to dla ciebie tlyko fatalne wspomnienie. pozdrawiam!
                                                  • Kwiatku, co to jest woda powyzej ph7? Pytam, bo jestem trzy tygodnie
                                                    po histerektomii radykalnej poprzedzonej radiochemioterapia.
                                                    Wszystko jest dobrze, tylko apetyt maly...
                                                    Klema, ja mialam 23 zabiegi teleterapii i 4 chemie co tydzien, przy
                                                    stadium Ib. Bol czulam umiarkowany, pozwalal mi on funkcjonowac, ale
                                                    jednak przeszkadzal spac. Znacznie zmniejszyl sie, a wlasciwie
                                                    przeszedl po dwoch tygodniach naswietlan, z czego bardzo sie
                                                    cieszylam, dokladnie w tym samym czasie zaczelam jednak odczuwac
                                                    przykre skutki uboczne naswietlan. Cos za cos, mowilam sobie. Ale
                                                    skonczylo sie ok. Bedzie dobrze i w Twoim przypadku.
                                                  • U mnie jest podobnie właśnie noce są najgorsze w ciągu dnia jakoś
                                                    się przemęcze. Co do skutków ubocznych naświetlania to nie wiem czy
                                                    już ich nie odczuwam każde załatienie się sprawia mi kolejny ból a
                                                    przecież to dopiero 7 dni naświetlań.
                                                    Annik mam nadzieję że ta męka przynajmniej tak jak u Ciebie
                                                    zmniejszy się po dwóch tygodniach.
                                                  • Tak, kazde pojscie do toalety to byl koszmar. Niestety, teraz nie
                                                    jest lepiej - kiszka stolcowa po naswietlaniach obkurcza sie, musze
                                                    wiec unikac zaparc. Teraz mecza Cie zaparcia, a calkiem
                                                    prawdopodbne, ze po kolejnym tygodniu zaczna sie biegunki. Dodawaj
                                                    do wszystkiego SIEMIE LNIANE, ochrania jelita przed chemia i
                                                    naswietlaniami. Najlepiej zmielonym posypuj wszystko co jesz,
                                                    ziarenka ugotowane w calosci sa tez bardzo skuteczne, ale maja
                                                    konsystencje... smarkow, dla mnie to bylo nie do przelkniecia.
                                                    Zaparcia zwalczalam kefirem domowym produkowanym na tzw "grzybku
                                                    tybetanskim", ale jak z wszystkimi mlecznymi potrawami trzeba bardzo
                                                    ostroznie. No i w przypadku biegunek odstawic trzeba mleczne
                                                    natychmiast.
                                                    Tak, noce zwykle podczas choroby sa najtrudniejsze. Poza tym wiesz,
                                                    w nocy przychodza wszystkie demony , pod postacia pytan i zwatpien.
                                                    Pytaj o wszystko lekarzy, takze technikow od naswietlan, oni czesto
                                                    duzo wiedza w sprawie tych biezacych dolegliwosci.
                                                    Trzymam kciuki
                                                  • Ja piję siemie lniane i to dość często a jeżeli ma mi to pomóc to
                                                    nawet i gluty wypiję. Baardzo Ci dziękuję za informacje.
                                                    Martwię się tym bardziej że stopień złośliwości mam między G2 a G3
                                                    co niestety wyrokuje beznadziejenie ale wyjścia nie ma trzeba się
                                                    męczyć dalej, czekać i być dobrej myśli.
                                                  • to wszystko takie smutne wątek o mojej mamie się powoli kończy (tak niestety
                                                    czuje) a zaczynają sie nowe.Tak nie powinno być.Wy jesteście o tyle w lepszej
                                                    sytuacji że Jesteście młode i macie świadomość tego co robić jak sie chociaż
                                                    trochę przed tym wszystkim uchronic,co wolno jeśc a czego nie można.A w
                                                    przypadku mojej mamy to jest praktycznie walka od samego początku, pierwsze o
                                                    diety (mleko to by kartonami piła) a teraz już tak od trzech miesiecy o różnego
                                                    rodzaju lekarstwa a najgorsze to te na uspokojenie i na spanie nie da sobie nic
                                                    powiedziec.Nie ma siły na nic całymi dniami by leżała w łóżku a jak trzeba
                                                    walczyć o tabletki to potrafi do mnie albo do siostry skoczyć.Płacze że nie
                                                    dbamy o nią że najchętniej to byśmy ją oddały do hospicjum albo do psychiatryka
                                                    a za chwile że ona sama jedzie do hospicjum... eh i tak w kółko.Szkoda gadać.

                                                  • Ala to nie tak jak piszesz dla każdej z nas jest to osobista
                                                    tragedia, wbrew temu co piszesz mogę z całą pewnością stwierdzić że
                                                    tak naprawdę teraz rozumiem co czują wszyscy którzy walczą z tą
                                                    chorobą. Mało tego że sama z tym probuje walczyć to codziennie
                                                    jeżdżąc na naświetlania widzę tragedię innych. Owszem ja jestem
                                                    młoda mam 30 lat za 2 msc 31 ale nie mam męża nie mam dzieci i ich
                                                    nigdy mieć nie będę zapewne wszytko się zmieni. Co do jedzenia to ja
                                                    sama nie wiem co jeść najlepiej bo bym napisała dostałam tylko
                                                    kartkę od lekarza prowadzącego na któej jest napisane: unikać
                                                    smażonego, cięzkostrawnego, tłustego, surowych owoców i warzyw,
                                                    soków, napojów gazowanych oraz ostrych przypraw. W diecie należy
                                                    stosować kasze gruboziarniste w miejsce ziemniaków, gotowane mięso
                                                    warzywa i owoce wszelkiego rodzaju galaretki i kisiele. Staram się
                                                    do tego stosować i jadam głównie zupki warzywne, suchary i popijam
                                                    kisielkiem oczywiście też i siemiem lnianym. Napisałam "staram się"
                                                    bo dziś jest pierwszy dzień co poczułam się lepiej a po chemii
                                                    tragedia wszystko mi w ustach rosło.
                                                    Co do Twojej mamy naprawdę jest mi bardzo przykro ja mam IIB i bóle
                                                    bywały nie do zniesienia proszki przeciwbólowe łykałam garściami i
                                                    nie wyobrażałam sobie jak to może być gorzej moje noce to kolejny
                                                    koszmar i większe bóle sypiałam po 2 godziny dlatego i Tobie i
                                                    Twojej mamie współczuje z całego serca sama po swoim przykładzie
                                                    wiem jak to może być cięzko, bezradność, bezsilnośc i ciągle
                                                    dochodzące czarne myśli.
                                                    Nie umiem Cię pocieszyć bo jak narazie sama tego potrzebuje w każdym
                                                    razie trzymam mocno kciuki abyście były silne i oby z dnia na dzień
                                                    było coraz lepiej.
                                                  • Alu, przykre to, musi byc Wam bardzo ciezko. Bliskim nie jest latwo
                                                    opiekowac sie ciezko chorym, a co dopiero, gdy chory nie widzi juz
                                                    mozliwosci dla siebie... bywa przykry, nieobliczalny. Pamietam
                                                    smiertelna chorobe mojego taty (ziarnica). Jako nastolatka nie
                                                    wszystko rozumialam i bylam tez taka wystraszona. Nie wiedzialam dla
                                                    kogo to wszystko ciezsze, dla chorego ojca, czy dla mojej mamy,
                                                    oszalalej z bolu bezsilnosci... Balbinka we wstepie to dobrze ujela -
                                                    damy rade, takze przeprowadzic na druga Strone... Przykro mi.
                                                    Klema, lekarz Ci dobrze napisal, czyli wiesz co jesc a czego nie.
                                                    Jedz co mozesz, popijaj siemieniem, pij duzo wody i odpoczywaj. Jak
                                                    piszesz wszystko sie zmieni, wszystko juz sie zmienilo, ale trzeba
                                                    zyc dalej. Inaczej. W pewnym momencie moze sie okazac, ze moze nawet
                                                    lepiej, bo pelniej...
                                                    Wiesz, tu gdzie mieszkam; na naswietlaniach widzialam przypadki
                                                    prawie tylko beznadziejne. Kobiety ze spuchnietymi nogami, ledwo
                                                    chodzace z bolu, widzialam przerazenie w oczach ich synow, rodziny
                                                    pomagajacej wstac, wejsc na sale... Nigdy tego nie zapomne, nigdy
                                                    tego nie powinnam zapomniec. Wiem, to sa rzeczy, ktore nikogo nie
                                                    pociesza, ale stadium II jest wyleczalne. Jestes mloda, co w Twoim
                                                    przypadku oznacza, ze nie bedziesz miala dzieci biologicznych, ale
                                                    to oznacza, ze rokowania sa duzo, duzo lepsze, niz u kobiety dwa
                                                    razy starszej. Pamietaj o tym, bo to Twoj duzy atut.
                                                    pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie
                                                  • Ile razem dróg przebytych
                                                    ile ścieżek przedeptanych
                                                    ile deszczów , ile śniegów
                                                    wiszących nad latarniami

                                                    ile listków , ile rozstań
                                                    ciężkich godzin w miastach wielu
                                                    i znów upór , żeby powstać
                                                    i znów iść i dojść do celu

                                                    ile w trudzie nieustannym
                                                    wspólnych zmartwień , wspólnych dążeń
                                                    ile chlebów rozkrajanych
                                                    pocałunków ? schodków? książek?
                                                    oczy twe jak piękne świece
                                                    a w sercu źródło promienia
                                                    więc ja chciałbym twoje serce
                                                    ocalić od zapomnienia



                                                    To moja ulubiona piosenka jak jej słucham to myśle ile z mamą przeżyłyśmy ile
                                                    jeszcze przed nami chwil tych dobrych i tych złych.Jedno wiem że wspomnień nikt
                                                    mi nie zabierze z czasem mogą sie zatrzeć ale zawsze bedą nasze wspólne jedyne.
                                                    Klema dla mnie to też jest tragedia trace powoli tak bardzo ważną osobę w moim
                                                    życiu teraz jak mogłaby się cieszyc wnukami to przyszło jej się z tym wszystkim
                                                    żegnać.Nie wiem czy doczeka narodzin mojego maluszka boli mnie to,jeszcze
                                                    ostatnio mi powiedziała że jedno życie sie kończy a inne się zaczyna myślałam że
                                                    mi serce pęknie.Tak że dla mnie ta piosenka jest bardzo ważna bo tyle razem
                                                    przeszłyśmy i jeszcze tyle przed nami.
                                                  • wchodzac tutaj myslałam ze beda inne wiesci alu tak mi przykro ze twoja mama gorzej sie czuje i ze sa spadki tej hemoglobiny spedzaj z mama kazda chwile ja sie nie dziwie twojej mamie bo ona wie ze wisi nad bezradnoscia i sama nie wie co bedzie pisałas ze mama bierze servedol moja również brała a miedzy nim jeszcze ketanol i plastry przeciwbolowe a kiedy kontrola? i co mówią lekarze może to przejsciowe problemy

                                                    co do zaparc któras z was pisała to bardzo dobre sa dla podniesienia i na wypróznianie suszone owoce moja mamus również brała i ja jem bo jestem w 2 trymestrze ciazy i zelazo spada mimo jedzenia brokul buraków pomidorów itp itp po cemii pić duzo wody niegazowanej a ran na sniadanie zamiast chleba bułke mama zaraz po chemii miała smak na potrawy kwasne wiec jej gotowałam kapusniak jesli wy kochane bedziecie miały na cos smaka nie odmawiajcie sobie duzo robi pozytywne myslenie i wyjazd nawet na 2 dni w miejsce dla nas kochane lub poprostu zmienic otoczenie trzymam za was kciuki i za wasze mamy
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Nie wiem czy ktoś czytał lub słyszał coś na ten temat w każdym razie
                                                    może warto.

                                                    zerwww.eioba.pl/a93247/witamina_b17_amigdalina_amygdalina_laet
                                                    rile_letril_to_lekarstwo_na_rakaknąć i przeanalizować.
                                                  • Z moją mamą jest źle, w poniedziałek byłyśmy w Gliwicach gdzie nie dostała
                                                    terminu na kolejną wizytę tylko skierowanie do poradni leczenia bólu.Ma
                                                    przyjechać do Gliwic w razie krwawień lub silnego bólu co jest dziwną sprawą bo
                                                    mamę cały czas boli(o czym informowała lekarza).Prosiła o jakieś przeciwbólowe
                                                    tabletki bo jej się skończyły na co on jej powiedział że jeżeli ma plastry to
                                                    nie może już przyjmować żadnych tabletek(od dwóch miesięcy je też Sevredol)a
                                                    zresztą ma się zgosic do poradni paliatywnej tam jej ustawią lekarstwa.I tak
                                                    moja mama w poniedziałek została bez tabletek przeciwbólowych,czy tak ma być czy
                                                    spotkałyście się z czymś takim, czy osoba z zaawansowanym rakiem cierpiąca
                                                    słyszy od lekarza"musi boleć i będzie bolało".Pojechałam we wtorek do poradni i
                                                    fantastyczna Pani doktor mówi że nie musi,że przy takiej chorobie trzeba choremu
                                                    ulżyć w cierpieniu.Mówiłam jej o mamy uzależnieniu od lekarstw a ona mi mówi że
                                                    w takim stadium choroby nie można mówić o uzależnieniu,tu się tak daje lekarstwa
                                                    żeby chora czuła się w miare komfortowo.Najgorsze że ja widze jakie na nią mają
                                                    wpływ te leki czasami wygląda normalnie a czasami chodzi przyćpana.Nie pamiętam
                                                    kiedy ostatnio tak normalnie sobie pogadałyśmy.Tak się boje bo widze że zbliża
                                                    sie nie uniknione tak marze żeby doczekała narodzin mojego maluszka a tak sie
                                                    boje ze nie zdąży.
                                                    Kwiatku a co tam u was lepiej coś?
                                                    Mama dalej leczy się w Gliwicach czy też "narazie" nie?
                                                  • Nieprawdą jest że twoja mama ma cierpieć lekarz powinnien jej przepisać albo dac coś na ból aż do wizyty w poradni paliatywnej jesli to poradnia tego samego typu co u mojej mamci to pielegniarka przyjezdzała mierzyła cisnienie gorączke i w razie braku leków dawała znac lekarzowi o takowe przepisanie badz tez umawiała nas na wizyty domowe z lekarzem mamus nie musiała sie nigdzie tłuc co do plastrów to moja mamcia do plastrów brała i servedol i ketonal oczywiscie w odstepach czasowych potem nawet sama plastry zakładałam mamie o dzien wczesniej bo tak miała na wypisie a poradnia dała dzien dłuzej widzac jak mame boli zdecydowałam sie podjąc ten krok i bylo duzo lepiej mamie (przy wypisie zmieniac co 3 dni raz rano raz wieczorem a w poradni kazali co 4) potem doszły zastrzyki na wymioty pielegniarka załozyła dren gdzie mogłam je wtrzykiwac sama a także dexawen nieprawda jest ze jesli sa plastry maja byc tylko one nam lekarz powiedzial ze najważniejsze jest by mama nie cierpiała ze mama juz nie moze sie od czegos uzaleznic i to ze twoja mama ma takie stany spowodowane jest długim bólem a nie tabletkami i plastrami teraz z lekarka musicie mamie dostosowac leki żeby jej tak bardzo nie bolało lub też zmniejszyc ból na tyle by mogła w miare normalnie funkcjonować Pamietaj kazda zmiana np 1 dzien nieoddanego stolca biegunka lub gorączka zaraz dzwoncie do poradni paliatywnej
                                                    oo a który u ciebie tydz ciązy ja mam termin na 11 maja wiec zaniedługo zaczniemy 30 tydz
                                                    Trzymam za ciebie i za mamae mocno kciuki
                                                    Kwiatku napisz co tam u was
                                                    i u innych dziewczyn bo cos ostatnio zadnych wiadomosci nie ma :(
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • zycze wam babki szczesliwego rozwiazania, i niech wasze dzieciaki
                                                    zyja w lepszych czasach.
                                                    ja jestem wsciekla na lekarzy, jestem wsciekla na maja mame -
                                                    lekarze sa olewatorami, a mama postanowila im bezwiednie zaufac, oni
                                                    graja role urzedasow, czyli zadnego indywidualnego podejscia do
                                                    pacjenta, tylko te ich schematy. w lutym mama byla na kontroli
                                                    (czego?) i inny lekarz, spoza oddzialu, byl zaskoczony, ze mama juz
                                                    nie jest leczona - jak to, dlaczego? a mama poki co jest na
                                                    przeciwbolach jeszcze takich normalnych, ale dochodza problemy z
                                                    cisnieniem, genrelanie nie funkcjonuje najlepiej. niemozliwym jest
                                                    zmusic mame na wizyte u onkologa w rejonie, "bo nie jest tak zle, bo
                                                    sie ludzie dowiedza, bo zobaczymy pozniej albo co mi w gliwicach
                                                    powiedza". jestem wsciekla, za moja mama nie zrozumiala, ze gliwice
                                                    to podla linia tasmowa, gdzie przypadki sa klasyfikowane wg stanu
                                                    zaawansowania raka miast stanu reakcji na leczenie. byl u mojej mamy
                                                    bardzo piekny stan recesji raka w pazdzierniku i wtedym moze trzeba
                                                    bylo jakos dzialas, moze operacja, moze konsultacja z innym
                                                    lekarzem, moze selol, ale moja mama zawsze byla na nie, "bo jak sie
                                                    w gliwicach dowiedza, to juz jej nie przyjma". a w gliwicach mowili,
                                                    ze poki co jest dobrze i tyle. mam dosc i nie potrafie tego uczucia
                                                    z siebie wyrzucic, ale nie moge byc przeciez wsciekla na mame... no
                                                    i tyle, pod koniec marca mama ma miec tomografie i przeswietlenie
                                                    pluc, pozniej ma sie zebrac konsylium, ale ja nie potrafie odzalowac
                                                    ostanich 6 miesiecy bezczynnosci urzednikow, ktorzy ponoc maja
                                                    kwalifikacje onkologow. to jest wlasnie ten wspolczesny polski real:
                                                    komu dobrze, temu dobrze, reszta moze sobie dla rozrywki pokiwac
                                                    palcem w bucie, a jak boli - no coz, to pani problem. sorry babki,
                                                    ale w tej sytuacji ciezko mi pisac na formum, stad moje zadkie
                                                    wpisy, ale sledze wasze historie, modle sie, by jednak jakis cud sie
                                                    zdarzyl....
                                                  • Dziekuje

                                                    Doskonale cie rozumiem u nas było dokladnie to samo lekarze polecieli według schematu i koniec ( dobrze ze nas przekierowano do Rybnika) tam ordynator i prowadził moja mame i jezdziła do niego na wizyty osobiste i wiem co czujesz zacznijcie działać od jutra nic straconego a mame poprostu troche nastrasz ze gliwice daleko a jesli ona dostanie po jakis lekach lub po czyms alergii napewno nie przyjedzie nikt z gliwic tu bedzie miała lekarza na miejscu lub tym podobne ze jak leków jej braknie normalny lekarz jej nie przepisze.
                                                    Moja matuś do pewnego momentu tez nie chciała by wokoło wiedzieli o jej chorobie dla niej to było jak cos niedobrego kara jakas po kilku dniach moich rozmów i krzyków w koncu zrozumiała i nie załowałam ani ja ani ona

                                                    Ty sie nie poddawaj tylko walcz mamus twoja musi to zrozumieć ze to dla jej zdrowia i życia trzymam mocno kciuki

                                                    alu a co u ciebie martwie sie
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • A u mnie nie za ciekawie jutro jedziemy z mamą do poradni paliatywnej po kolejną
                                                    dawkę lekarstw i z mamą różnie daje czasami popalic (głównie wojna toczy się o
                                                    leki).
                                                    A tak poza tym u mnie też nieciekawie martwię się bo pod prawą pachą wyczułam
                                                    zgrubienie i byłam dziś na usg i mam tam cos na 20/10/15 mm niby tłuszczak ale
                                                    pisze że konsultacja z chirurgiem i dokładniej po badaniu hist-pat.Człowiek to
                                                    nie może miec tylko jednego problemu jeszcze teraz jak jestem w 15 tyg. ciąży to
                                                    musze się martwic.A wogóle to ja mam schizy wydaje mi się że i tak czy tak mam
                                                    raka martwię się że umre i zostawie dzieciaczki.
                                                    Eh szkoda gadac!!!
                                                  • słonce nie zamartwiaj sie tak ja tez ciagle myslałam ze jak moja mama jest chora
                                                    to ja tez mam raka. Pamietaj to tylko tłuszczak ale nalepiej go wyciac a to ze
                                                    masz konsultacje chirurgiczna to normalne i normalna procedura jest pobranie
                                                    próbki do badania histo pamietaj tez ze jestes w ciazy szkodzisz i sobie i
                                                    malenstwu i pamietaj ze w trakcie ciazy sa inne reguły leczenia zeby wam nie
                                                    zaszkodzić
                                                    my schizujemy ale tak naprawde wszystko jest ok
                                                    słuchaj a twoja mama musi jezdzic do poradni nie moze ktos z poradni do niej
                                                    przyjezdzać ??
                                                    Alu niech mama je leki tak jak to przepisał lekarz dla niej to trudne dla nas
                                                    tez ale musisz pomylec co twoja mama czuje dla niej to 2 razy ciezsze niz
                                                    dla nas :(
                                                    Trzymaj cie cieplutko i napisz gdyby sie cokolwiek działo
                                                    no a powiedz mi jak tam malenstwo :) brzuszek rośnie i czy masz mdłosci itp :)
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Edzia to nie chodzi o to że my mamie bronimy lekarstw my jej aplikujemy tak jak
                                                    przepisała pani doktor tylko ona mysli że im wiecej ich zje tym lepiej sie
                                                    bedzie czuc i jest nonstop kłótnia w domu.Czasem uda jej sie wykrasc pare
                                                    tabletek i nie chciałabys jej wtedy widziec chodzi przycpana i gada głupoty a w
                                                    zeszłym tygodniu było tak że jadła tak jak pani doktor przepisała i była ok i
                                                    dało sie z nia normalnie porozmawiac.A jeżeli chodzi o poradnie to niech jeździ
                                                    widze że nie czuje sie tak źle.To nie jest daleko a tak jak ją wyciągne to
                                                    chociaż na chwile się z domu wyrwie(nigdzie nie chodzi najlepiej to by cały
                                                    dzien sie po domu snuła w szlafroku)
                                                    A jeżeli chodzi o dzidzie to to dopiero 15 tydzień, czuje sie bardzo dobrze a
                                                    zreszta nie jest to dla mnie pierwszyzna mam juz dwóch chłopców mam nadzieje na
                                                    dziewczynkę.
                                                  • e to ty doswiadczona mama zycze ci tej córeczki a co do mamy to juz nie mam
                                                    pomysłu chyba ze jakies witaminy jej podać i mówic ze to sa leki działajace tak
                                                    samo jak te które bierze
                                                    no masz racje niech sie rusza i niech nie siedzi w domu mam nadzieje ze ten
                                                    pieruń zakonczy swoja działalnosc i ze twoja mama bedzie zdrowa
                                                    moja wczoraj miała 1 rocznice smierci ciezkie przezycie :( trzymam za was kciuki
                                                    a co tam u innych słychać jak sie kobietki czujecie i co u waszych mam ??
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • witam wszystkie kobitki
                                                    U mnie chyba całkiem dobrze skonczyłam chemię i naświetlania a teraz
                                                    czekam na brahyterapię, mają być cztery po jednej w tygodniu. Co do
                                                    samopoczucia to jest ok te nieszczęsne bóle ustapiły po ósmym
                                                    naświetlaniu. Lekarz powiedział że choroba w połowie się cofnęła.
                                                    Nie wiem czy to dobrze prawdę powiedziawszy spodziewałam sie
                                                    większych efektów. Teraz z kolei martwię się tym czy cztery
                                                    brahyterapie załatwią sprawę a jak nie to co dalej ?
                                                    Ale nic pozostaje czekać.
                                                  • trzymam mocno za ciebie kciuki i mam nadzieje ze wszystko pojdzie po twojej mysli
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Dziękuję Ci bardzo.
                                                    A może któraś z was przeszła już brachyterapię i może mi coś na ten
                                                    temat więcej napisać ?
                                                  • klema
                                                    nie pomoge Ci, bo nie przeszlam. Mialam tylko teleterapie a potem
                                                    operacje. Zreszta dlatego, ze tutaj nie ma, nie robi sie brachy. Czy
                                                    Ciebie nie zakwailifikowali do operacyjnego leczenia?
                                                    Ciesze sie, ze bole ustaly i wierze, ze dalej bedzie dobrze.
                                                    pozdrawiam
                                                  • Ja przeszłam brachyterapię około 3 lata temu. Najpierw była chemia i
                                                    radio później zakwalifikowana byłam do brachyterapii. Żadnych skutków
                                                    ubocznych w porównaniu do radio i chemii. Może jedynie niewielkie
                                                    dolegliwości ze strony pęcherza. Nie wiem jaki będziedz miała rodzaj
                                                    brachyterapi. U mnie leczenie trwało około 10 min codziennie przez 3
                                                    dni . Wiem że niektóre panie miały inny rodzaj brachyterapii
                                                    Aplikacja źródła promieniowania wykonywana była w znieczuleniu
                                                    miejscowym na sali zabiegowej, leczenie trwało około 12 godzin.
                                                    U mnie problemy zaczęły sie dopiero później. Mam 30 lat i po
                                                    napromienianiu, moje jajniki przestały pracować tak jak powinny i w
                                                    chwili obecnej jestem po tzw. sztucznej menopauzie. Pierwsze
                                                    uderzenia gorąca miałam właśnie po zakończeniu brachyetrapii, myślała
                                                    że to skutek uboczny leczenia, ale okazało się że to hormony.
                                                    życzę powrotu do zdrowia ( mnie to zajęło około 6 m-cy)
                                                    pozytywnego myślenia ( wiem że łatwo sie mówi gorzej zdrobić)
                                                    wytrwałości
                                                    Człowiek wszystkim sie przejmuje. Jak to mówi mój kolega psycholog :
                                                    zdrowy mózg raguje tak że wytwarza bodźce lękowe w sytuacji choroby w
                                                    przeciwnym wypadku coś z głową by było nie tak.
                                                    Najważniejsze to interesować sie swoim zdrowiem i przebiegiem
                                                    leczenia, nie popadać w rutyne.
                                                    Ja jestem po ostatnim badaniu TK na nerce wyszła mi torbiel, jest lęk
                                                    ale trzeba żyć. Jestem przygotowana na najlepsze ale biorę pod uwage
                                                    rezultat najmniej porządany. Wizyta za tydzień.
                                                    pozdrawiam
                                                    --
                                                    --------------------------------------------------------------
                                                    "Fakt ,że duch rządzi ciałem – choć lekceważony przez biologię
                                                    i medycynę – jest najbardziej fundamentalnym faktem w procesie życia
                                                    jaki znamy"
                                                  • Dzieki za odpowiedzi,
                                                    Z tego co mi lekarze powiedzieli w tym stopniu zaawansowania nie
                                                    wykonuje się operacji(IIB). Brachyterapie będe miała 4 raz w
                                                    tygodniu jedna ale ile ona będzie trwała to tego jeszcze nie wiem,
                                                    wiem tyle że bedzie wykonywana nie w znieczuleniu a pod narkozą. Ja
                                                    też mam 30 lat no w sumie 3 kwietnia będzie 31. Narazie nie miałam
                                                    żadnych uderzeń gorąca ale miesiączki mi ustały po radioterapii
                                                    ostatnią miałam w styczniu. Jak zakończe to leczenie to chyba zacznę
                                                    brac jakieś hormony żeby zminimalizować dolegliwości menopauzy.
                                                    Mam tylko nadzieję że ta brachyterapia zabije całkiem kom
                                                    nowotworowe bo nie wiem jak to będzie dalej.
                                                  • a ja mysle ze bedzie dobrze i zadnej innej opcji nie widze idzie wiosna z nia
                                                    pozytywne wibracje wiec wiem ze bedzie dobrze ja za was mocno trzymam kciuki
                                                    tak bardzo mocno
                                                    --
                                                    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
                                                    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
                                                  • Jak szybko mogą się pojawic przezuty do mózgu.Moja mama straszne głupoty
                                                    opowiada i jest taka słaba, cały czas śpi.Strasznie się martwie w grudniu
                                                    jeszcze tak dobrze się czuła a teraz jest coraz gorzej.
                                                  • Klema i Rysinska
                                                    To jestescie w tym samym wieku :)
                                                    Klema, a my dodatkowo mozemy urodziny razem obchodzic, no prawie- ja
                                                    2 kwietnia koncze 38.
                                                    Dlugo sie wahalam ale ostatecznie, po bardzo wnikliwej rozmowie z
                                                    moja ginekolozka, zdecydowalam sie na hormony. Od 3 dni biore Esteve
                                                    i ... przesypiam cale noce, nie budze sie spocona, wylekniona, nie
                                                    poplakuje w dzien. Nie mowie ze polecam, bo jednak nie w kazdym
                                                    przypadku jest to mozliwe. Ja wiem, ze dalej w takim stanie pewnie
                                                    bym zwariowala.
                                                  • Jeszcze dodatkowo mama zaczeła dzis troche krwawic.Co robic?
                                                  • alu, moja mama ma ostanio regularne krwiawienia, juz jeden az byla w
                                                    szpitlau - podali jej cos na wzmocnienie i zatrzymanie krwawienia,
                                                    pozniej bylo ok. od kilku dni znow wrocilo-lekarz w gliwicach mowil
                                                    by niezwlocznie sie zglosic do lekarza, to zbyt powazna sprawa by
                                                    lekcewazyc. moja mama znow nie dala sie namowic i po krwawieniach od
                                                    czawartku dopiero wczoraj pojechala. jest na oddziale, robia jej
                                                    wyniki, ratuja zelazem, etc. wyniki ma niby dobre, ale ... jedzcie
                                                    do szpitala, tam beda wiedziec co robic. moja matula tez jest slaba.
                                                    nie mysl od razu o przerzutach do mozgu - rak szyjki tak latwo sie
                                                    nie przerzuca.moze twoja matula jest zmeczona przez lekarstwa i stad
                                                    to spanie i moze torche jest otumaniona. potrzebuje duzo snu i
                                                    spokoju, zreszta to teraz najwazniejsze, co my mozemy zrobic -
                                                    spokoj, komfort, sprobowac zrozumiec cierpienie z jakimy mamy
                                                    walcza, no i to jak bardzo pewnie sa przerazone wizja smierci. alu,
                                                    badz silna!
(101-200)
(301-400)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.