ile można mieć cykli chemii? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • witajcie,w skrócie opiszę historię choroby mojej mamy,zachorowała 6
    lat temu, stwiedzono nowotwór drobnokomórkowy płuc, przeszła wtedy
    cykl 6 chemii i radioterapię....niecały rok temu pojawił się nawrót
    choroby, mama znowu przeszła cykl 6 chemii,ale radioterapii już
    lekarze nie zlecili bo jest zrost na jednym płucu...z tego co
    wyczytałam w wypisie ze szpitala, mama ma przerzut na gardło
    (tchawicę), obecnie jest w domu, ogólnie czuje się dobrze, ale jest
    słaba, bierze jakieś zastrzyki na szpik kostny, ma bardzo słabą
    odporność.....powiedzcie mi, bo tak się cieszyłam że ta choroba
    nigdy już nie wróci, 5 lat bez nawrotu to chyba długo..?..jak to
    dalej wygląda....ile można mieć cyklów chemii i co to jest ta chemia
    paiatywna....zaczynam się bać...mama połyka różne tabletki
    odpornościowe, zieloną herbatę i FNK(nie wiem czy ktoś to
    zna)...mama nie chce o tym rozmawiać, unika tego tematu, nie wiem
    czy wszystko wiem...jak to jest?co mnie czeka?ile czasu?tyle pytań,
    chciałabym wszytsko wiedzieć.....
    • Czasem tak się dzieje , że cos wraca. Nie potrafie odpowiedziec Ci
      na Twoje pytania...ile czasu itp.....na to chyba nikt nie odpowie,
      każdy przypadek jest inny, każdy człowiek jest inny...
      Jedyne co mogę doradzić to rozmowa z lekarzem, prowadzący mame
      lekarz chyba najlepiej zna szczególy choroby i powinien rozwiać
      Twoje wątpliwości i wyjasnić zawiłości.
      Chemioterapia paliatywna to najprościej leczenie nieoperacyjnych
      postaci nowotworów, w celu zmniejszenia lub zapobieżenia
      występowaniu objawów związanych z zaawansowanym nowotworem....
      Bądź przy mamie, jeśli nie chce rozmawiać o chorobie rozmawiaj z nią
      o czym Ona chce, może z czasem przyjdzie taki moment, że sama bedzie
      chciała o tym mówić.
      I oczywiscie skonsultuj się z lekarzem.
      Trzymaj się.
      --
      "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
      pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
      będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
    • Attena11 ma rację, że wszystko zależy od organizmu. Ilość cykli może być uzależniona od ogólnej kondycji pacjentki, morfolgii itd. Oceni to najlepiej lekarz, ile cykli konkretnie u Twojej mamy można zastosować i jaki rodzaj leczenia będzie najbardziej odpowiedni.

      Natomiast co do chemii paliatywnej, to nie każda chemia stosowana na nieoperacyjny nowotwór jest z góry paliatywna, czasem jest bardzo agresywnym i skutecznym leczeniem. Paliatywna chemioterapia ma na celu jedynie łagodzenie objawów choroby i podniesienie komfortu życia pacjenta, nie ma natomiast na celu wyleczenia, gdyż lekarz decydując się na paliatywną chemioterapię nie widzi już takiej możliwości.

      5 lat bez nawrotu to faktycznie piękny wynik, życzę Twojej mamie pokonania kryzysu i dalszych lat zdrowia. Pozdrawiam ciepło.

    • Nawrót choróbska u Twojej mamusi po 5 latach to trochę szczęście w
      nieszczęściu. Można zrobić dużo więcej, niż gdyby to było po
      krótszym czasie. Moja mama miała nawrót po 1,5 roku spokoju i po
      chemioterapii która nie odniosła pożądanego skutku wg onkologa który
      ją prowadził nie kwalifikowała sie już do radioterapii (po pierwszym
      rzucie choroby miała i chemię naświetlania płuc oraz mózgu)...
      Skonsultowaliśmy to z innym lekarzem, nawiasem mówiąc z drugiego
      końca Polski, i okazało się że może mieć jeszcze raz naświetlania
      płuc. W dalszych planach była jeszcze podtrzymująca chemioterapia,
      tylko niestety pokrzyżowały to wszystko przerzuty do mózgu i w
      konsekwencji mama zmarła. Jaaga skonsultuj mamę w innym ośrodku,
      nawiasem mówiąc polecam Gliwice. Jesli drugi onkolog rozłoży ręce,
      to zostanie Wam czekanie na najgorsze. Ale jeśli jest szansa, niech
      mama próbuje. Z tego co czytam, wnioskuję że ma sporo woli walki,
      więc tym bardziej nie odpuszczaj. Jednak, jeśli mama powie lub da do
      zrozumienia, że ma dosyć leczenia, uszanuj to. Często bywa tak, że
      nasi chorzy poddają sie wyczerpującym terapiom wyłącznie ze względu
      na najbliższych. Równie często próbują udawać (dla nas) że dadzą
      radę ale mają dosyć chorowania i najchętnej by odeszli, ale nie chcą
      zadawać nam bólu dlatego wbrew własnej woli walczą z chorobą.
      Zacznij od rozeznania, czego naprawdę chce mama, bo w tym momencie
      ona jest najważniejsza. Pozdrawiam gorąco i wierzę że mama pokona
      raka i znów będzie u Was dobrze
      • W drobnokomórkowym raku płuca przeżycia pięcioletnie to rzadkość, ledwo kilka
        procent pacjentów ma to szczęście.
        Powtórne napromienianie po pierwszym cyklu leczenia jest praktycznie niemożliwe
        - wynika to przede wszystkim z ograniczenia możliwości podania sensownej dawki
        promieniowania, co jest związane z bardzo dużym ryzykiem uszkodzenia rdzenia
        kręgowego.
        Jeśli ktoś estelko podjąłby się leczenia napromienianiem z intencją wyleczenia,
        to musiałby mieć do tego narzędzie, które nie istnieje... Może źle
        zrozumieliście lekarza i nie chodziło o radioterapię płuca tylko mózgu?
        • W tym sęk, że moja mama miała dwukrotnie napromieniane płuca w
          odstępie 2 lat. Ten drugi raz potocznie nazywany był radiochirurgią.
          Nie jestem w stanie dokładnie teraz podać dawki, ani rodzaju
          promieni. Był to jednorazowy zabieg i trwał około pół godziny.
          • Naświetlania głowy paliatywne mama też miała, tyle że nie zdążyła
            przyjąć zaplanowanych pięciu, bo zmarła.
            • powiem Wam szczerze że z lekarzami rozmawiałam(jak mama pierwszy raz
              zachorowała i miała chemie, to było 5 lat temu), ale potem już mi
              się odechciało, oni strasznie "czarno" to wszystko widzą, dawali
              mojej mamie góra 36 miesięcy życia,góra!....zrobiłam wszystko co w
              naszej mocy, łącznie z bioenergoterapeutą, zamówiłam
              vilkakorę...pojechałam na Jasną Górę....nie wiem co pomogło, ale na
              5 lat pomogło....chciałabym skosultować mamaę z innym lekarzem,
              tzn.już byliśmy u innego onkologa,ale tak jakoś nic nowego się nie
              dowiedzieliśmy...a jak mozna najszybciej dostać sie do tych Gliwic i
              do jakiego lekarza?a może w innym mieście plecacie jakiegoś dobrego
              lekarza?ja pochodzę z legnicy a mama leczy się we
              wrocławiu....dziękuję za wsparcie i porady
              • Jaaga twoj post dodaje sily wielu walczacycm z drobnokomorkowym
                rakiem pluc. 5 lat to naprawde wspanialy rezultat i oby zyla jak
                najdluzej. jak sie mama czuje?

                Powiedz mi prosze jak mama sie czula przez 5 lat od zakonczenia
                leczenie. Czy leczenie bardzo wplynelo na jej komfort zycia?
                wszedzie czytam, ze nawet jezeli chory przezyje to wskutek
                agresywnego leczenia bardzo obniza sie komfort zycia.

                Moja mama jest po pierwszym cyklu chemii (diagnoze postawiono w
                zeszly czwartek), nie ma przerzutow i zaatakowane jest dolna czesc
                jednego pluca). Jak na razie mama czuje sie bardzo dobrze i wierze,
                ze jej sie uda.

                pozdrawiam
                • wracam do Was po dość długim okresie czasu,zmieniłam tylko tytuł
                  wątku.....a wracam bo mama źle czuje, obawiam się czy to nie
                  przerzuty do mózgu....była na usg węzłów chłonnych, lekarz sugeruje
                  że to przerzut, w piątek tomograf mózgu, mama coraz słabiej mówi,
                  powoli chodzi, jak wchodzi po schodach trzyma sie poręczy, mówi że
                  czasem kręci jej się w głowie....jej stan w ostatnich tygodniach
                  bardzo się pogorszył...a ten powiększony węzeł powiększył jej się
                  nagle, w niedzielę.....mama ma 54 lata, wyobraźcie sobie że chodzi
                  do pracy, wiem że jest to jej ucieczka przed myślami o tym, mam
                  jeszcze nadzieję że będzie wszystko dobrze....mama zachorowała, w
                  2002r. to już 7 lat od tamtej pory, wiem że to dużo życia dla takiej
                  osoby....przeszła dwa cykle chemii, radioterapię, żyła normalnie,
                  jakby była zdrowa, chodząc do pracy...przyjmowała leki medycyny
                  niekonewncjonalnej (FNK, Vilkakora)i wierzę że jej to
                  pomogło....nawet nie dopuszczam, nie dopuszczamy wszyscy w rodzinie
                  że coś będzie nie tak.....a powiedzcie czy jeżeli będzie to przerzut
                  do mózgu...to co wtedy, ile mama będzie żyła???.....może to co teraz
                  pisze jest chaotyczne, ale znów myśli skupione są tylko przy
                  chorobie mamy i strach co to będzie...w piątek tomograf mózgu....i
                  to czekanie....
                  i naprawdę rak płc - drobnokomórkowy to nie wyrok, lekarze dają
                  takim ludziom góra 36 miesięcy życia, no to zobaczcie na moją
                  mamę....to już 7 lat życia....
                  pozdrawiam
                  • Jaaga przerzut do mózgu rokuje kiepsko, niestety. Oczywiście w grę
                    wchodzi wówczas radioterapia paliatywna, ale wtedy raczej ciężko
                    będzie mówić o wyleczeniu, bardziej o poprawieniu komfortu życia i
                    przedłużeniu go. O ile... nie umiam Ci powiedzieć. Jak mi
                    powiedziała pielęgniarka na oddziale radioterapii bywa że po
                    paliatywnym naświetlaniu mózgu stan się szybko poprawia i można
                    ukraść kilka tygodniu, a nawet miesięcy życia. Bywa niestety też, że
                    naświetlanie przyśpiesza śmierć, bo jakby nie patrzeć radioterapia
                    jest wyczerpująca. Tak niestety było z moją mamą. Po drugim
                    napromienianiu paliatywnym zmarła. Ale "dzięki" tym przerzutom w
                    mózgu moja kochana mama zmarła bez bólu. Wyłączała się codziennie
                    coraz bardziej, przesypiała większość doby, aż się nie obudziła. Z
                    perspektywy 1,5 roku jestem skłonna powiedzieć, że te przerzuty były
                    swoistym dobrodziejstwem dla mamy. I chociaż bolała mnie potwornie
                    świadomość, że zbliżamy się do kresu, codzienne pogarszanie się
                    świadomości mamy, coraz gorszy kontakt z nią, bolały mnie potwornia,
                    ale najważniejsze dla mnie było to, że mama nie cierpiała, nie
                    dusiła się, nie zwijała z bólu, tylko spokojnie odchodziła.
                    Jaaga, dopóki nie masz wyników tomografii mózgu, nie zamartwiaj się
                    na zapas. Twoja mama jest nadspodziewanie silna i odporna
                    psychicznie. Jest wiec ogromna szansa, że to tylko chwilowy kryzys,
                    czego Wam życzę z całego serca. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie
                  • Witam… Mój tata zachorował na ten typ raka w kwietniu 2008r.
                    Potwierdzona ostatecznie choroba została we wrześniu 2008r. po
                    wykonanym badaniu PET – podczas którego dowiedzieliśmy się, że rak
                    rozprzestrzenił się na oba płuca, węzły chłonne szyjne
                    (obustronnie), nadobojczykowe, przedchawiczne górne i dolne,
                    podostrogowe, wnękowe i oskrzelowo-płucne, przerzuty do nadnercza,
                    na obojczyki … Zaproponowano nam jedynie leczenie paliatywne – bez
                    żadnych naświetlań. Otrzymał 4 chemie (z cyklu 6) przy 3 i 4 dawki
                    były zmniejszane gdyż jego organizm by nie wytrzymał… I to na tyle…
                    Ostatnią chemię wziął w styczniu tego roku… Później to już tylko
                    wizyty kontrolne… Kontrolna tomografia czeka nas w lipcu i póki co
                    jest w miarę ok., choć ostatnio nasilił się kaszel, ale tata już
                    nawet się nie przyzna – czy znów pluje krwią, jak tak naprawdę się
                    czuje, bo myślę że teraz to nawet nie podejmie się ponownej chemii –
                    jeśli by była mu dana…
                    Tak czy siak… leczenie paliatywne też daje nadzieję… tata czuje się
                    w miarę ok., chodzi co ważne – choć po tej chemii ma neuropatię nóg
                    i go bolą- ba… prowadzi nadal auto!!! I czeka na wakacje, kiedy
                    razem z mamą, ze mną i moim synkiem pojedzie nad morze…
                    Jagaa2 - Głowa do góry… Kryzysy się pojawiają – dla nas bliskich to
                    strach o konsekwencje tego kryzysu, ale Twoja mama bardzo chce żyć –
                    grzecznie wykonuje wszystkie polecenia związane z leczeniem (gdzie
                    mój tata stawia opór) WIĘC DACIE RADĘ…
                    • w przypadku mojem mamy leczenie chemioterapią jest jest juz raczej
                      wykluczone, tak powiedział lekarz, bo moja mama przeszła już dwa
                      cykle chemii po 6 dawek, zniosła je nadzwyczaj dobrze, oczywiście
                      straciła włosy itp. ale najważniejsze ze dobrze się po nich
                      czuła....ale (to m.in. do ziuty1013 ), czy Twój tata miał robiony
                      tomograf głowy, bo słyszałam, że jak są zaatakowane węzły chłonne to
                      już blisko do mózgu....moja mama ma taką wielką gulę na szyji,
                      wyskoczyło to jej pare dni temu,tak jak pisałam jutro tomograf
                      głowy, okaże sie co nas czeka....nawet nie dpouszczam do myśli że
                      coś bęzie nie tak....
                      • Tomograf głowy powinien rozstrzygnąć, czy to przerzuty. Mam
                        nadzieję, że wieści będą dobre. Nie mniej jeśli wynik będzie ok,
                        obserwuj dokładnie mamę. Objawy typu spowolniona mowa, czy
                        utrzymujące się osłabienie, a także ta "gula" na szyi są trochę
                        niepokojące. Oczywiście nie muszą oznaczać niczego złego, ale bądź
                        czujna. Uczul się na takie rzeczy jak wzmożona senność, zaburzenia
                        pamięci, mowy, czy pogarszająca się sprawność fizyczna, niezborność
                        ruchów. Trzymam kciuki za Was jutro. I wspieraj mamę, ona na pewno
                        boi się bardziej niż Ty.
                      • Tak jak pisałam mój tata przeszedł tylko 4 cykle chemii, bo więcej
                        nie dał by rady... i właśnie!!! miał robiony tomograf, ale nie
                        głowy... na moje pytanie, później też "propozycję" wykonania tego
                        badania, lekarz prowadząca z Instytutu Onkologii stwierdziła, że to
                        ona jest lekarzem i ona twierdzi, że nie ma potrzeby wykonywania
                        badania... ba!!! teraz byliśmy (bo te wizyty kontrolne odbywają się
                        bardzo rzadko)u Pani doktor po receptę i tata skarżył się, że bardzo
                        dużo ostatnio kaszle, że nasiliło się to ostatnio tak jak było to na
                        początku, to nawet nie obsłuchała taty, ani też nie zleciła
                        wykonania tomografii płuc wcześniej (mamy mieć w lipcu) nie chcę
                        rzec na cito! Sama nie wiem co mam robić...


                        ale, ale... dziś skupiamy się na Tobie i wszyscy TRZYMAMY MOCNO
                        KCIUKI...
                        pozdrawiam
                        • hmmm...Ziuta1013 może spróbować zrobić odpłatnie tomograf, moja mama
                          tak własnie zrobi, tutaj ważny jest czas, lekarze są okropni,
                          najlepiej mieć jednego-sprawdzonego, a przynajmniej nie robiącego
                          łaski że da na cos receptę, czy skierowanie na jakieś badania! moja
                          mama leczy sie we Wrocławiu na Grabiszyńskiej, tam leżała, miała
                          chemioterapię i radioterapię, tam juz znają ją lekarze, nie wiem czy
                          są dobrzy czy nie, ale życzliwi na pewno...Ziuta nie wiem jak u
                          Ciebie z kasą, ale polecam lek FNK na płuca, moja mama to brała i
                          wierzę że jej pomogło....pozdrawiam
                          jeszcze nie wiem nic o mamie, pojechała z tatem na tomograf głowy,
                          tylko tak się zastanawiam, czy będzie znała dziś wynik, bo jak nie
                          to to czekanie znowu.....
                          • mozesz cos wiecej napisac o tym leku FNK?
                            --
                            Kinga
                            i Karolina :kwiat: dwie styczniowe panienki :kwiat:
                            • FNK to chiński lek,stosowany szczególnie przy raku płuc,ale też przy
                              innych, wystarczy wppisać w google FNK i mozna poczytać. Wiem, że są
                              osoby które nie stosują takich leków, też nie byłam otwarta na
                              medycynę niekonwencjonalną, ale pomyślałam że przy takiej chorobie
                              trzeba wszystkiego spróbować, i wierzę że to pomogło mamie przeżyć
                              tyle lat z rakiem drobnokomórkowym płuc, i jeszcze przecież cały
                              czas jest z nami....mama połykała też vilcacorę i zieloną herbatę,
                              nie namawiam nikogo, ale to naprawdę nikomu nie zaszkodzi..
                              ja FNK kupowałam we wrocławiu w aptece u bonifratów.....
                              • ...moja mama ma dwa guzy w mózgu (1cm i 2m)...w poniedziałek kładzie
                                się do szpitala, będzie miała chyba naświetlania....nie spałam całą
                                noc, nie wiem co to będzie....nic nie wiem....
                                • Jaaga dużo siły Ci życzę. Nie będę Cię oszukiwać, że będzie łatwo.
                                  Wspieraj rodziców, bo będą bardzo tego potrzebowali. Dobrze, że tak
                                  szybko Twoja mama trafi do szpitala na naświetlania. Jest duża
                                  szansa, że uda się powstrzymać rozwój przerzutów w mózgu
                                  przynajmniej na jakiś czas. Z tego co piszesz, mama jest w niezłej
                                  kondycji,to zwiększa jej szansę na poprawę stanu zdrowia.
                              • powiedz mi ile opakowan na jedna sesje miesieczna musze kupic
                                i jak czesto powtarzac kuracje? (ile razy w roku llub co ile
                                miesiecy?)
                                --
                                Kinga
                                i Karolina :kwiat: dwie styczniowe panienki :kwiat:
                                • na miesiąc potrzeba 4 opakowania,
                                  moja mama stopniowo zwiększała sobie dawkę, na początku połykała 2
                                  razy dziennie po 2 tabletki, a potem 3 razy po 2 kapsułki, a potem
                                  tak jak juz pisze na ulotce 3 razy po 3 kapsułki.....wskazane jest
                                  chyba po 3 miesiącach zrobić przerwę, na ulotce wszystko jest
                                  napisane,tylko trzeba poprosić o przetłumaczoną na j.polski ulotkę...

                                  słuchajcie, moja mama zdaje sobie sprawę że już nie dużo czasu jej
                                  zostało, jednak nie pokazuje tego, prosi nas zebysmy nikomu nie
                                  mówili że ma przerzuty, ona boi się i nie lubi litości,
                                  współczucia....
                                  a dzisiaj chciała pojechac na cmentarz wybrać sobie miejsce na grób,
                                  to było straszne, pojechaliśmy z nią, tzn.tato i ja......nie da sie
                                  tego opisać...ona traktowała to całkiem normalnie...wiem że kryje
                                  swoje emocje, nie chce nam okazywać że też się boi...my nie wiemy
                                  jak rozmawiać....ja nie wiem jak ja to wszystko zniosę....tak się
                                  boję.....
                                  do nas to jeszcze nie dochodzi....nie dopuszcamy myśli że mamy
                                  zabraknie....
                                  • Jaaga, najważniejsze jest, żeby mama czuła Wasze wsparcie i Waszą
                                    miłość. Nie trzeba nic mówić, tylko słuchaj uważnie, co mama chce Ci
                                    powiedzieć i przekazać. Może być tak, że mama będzie sygnalizować
                                    Wam, że nie chce się już leczyć, tylko spokojnie odejść z tego
                                    świata, w domu, wśród bliskich. Stwórz taką atmosferę wokół mamy,
                                    żeby nie musiała tłumić swoich uczuć, żeby nie ukrywała tego, że się
                                    boi. Mama chce Was oszczędzić, ale teraz to ona jest najważniejsza.
                                    Wy sobie poradzicie, nawet jeśli z mamą będzie bardzo źle, czy jak
                                    kiedyś odejdzie. Dzisiaj sobie tego nie wyobrażasz, ale znajdziesz
                                    dużo siły, właśnie dlatego, że bardzo kochasz mamę. Zadbaj także o
                                    tatę. To przede wszystkim jemu wali się cały świat. Trzymaj się
                                    kochana.
                                  • Jaga moja mama rowniez chorowala na drobnokomorkowego raka pluc i
                                    odeszla po niecalych 5 miesiacach walki. Miala 70 lat. Wiem, ze to
                                    sporo i bylo duzo starsza od Twojej mamy, jednak fakt, iz walka
                                    trwala tak krotko nadal jest dla mnie ogromnym szokiem, a bol po
                                    stracie ukochanej mamy jest ogromny.

                                    Mama nigdy nie chorowala, a jednak juz 7 lat temu spisala testament
                                    a kiedy 14 lat temu zmarl nagle moj tata wykupila na cmentarzu
                                    kwatere rodzinna. Mysle, ze ludzie w pewnym wieku zaczynaja myslec o
                                    smierci. Moja babcia ma 102 lata , a rzeczy do trumny sa
                                    przygotowane juz od 15 lat.

                                    Twoja mam zdaje sobie sprawe, ze jest ciezko chora i dlatego pragnie
                                    uporzadkowac ziemskie sprawy.

                                    Trzymaj sie cieplo
                                  • Witam Słoneczko...
                                    Trudny bardzo czas przed Tobą... Twoja mama jest w takim samym
                                    szoku, jak i Wy... myślę, że takie zachowanie, czyli pozór godzenia
                                    się z odejściem jest normalny... ale wierzę też z całych sił, że
                                    znajdzie w sobie jeszcze siłę do walki, nie podda się - a cuda
                                    przecież się zdarzają...
                                    zobacz mojemu tacie wykryli z tych większych guzów 10 szt. o różnej
                                    średnicy, do tego nie przeszedł całego cyklu chemii - a jednak przez
                                    jakis czas była cisza, zatrzymały się, co będzie dalej nie wiem...
                                    tak jak pisałam wcześniej - teraz nie wiemy na jakim etapie są jego
                                    wyniki, bo lekarz prowadzący nie widzi potrzeby robienia teraz
                                    tomografii choć są objawy (nasilający kaszel) i tym samym
                                    wskazania... no cóż... zobaczymy...
                                    nie piszę - trzymaj się - bo ja na to odpowiadam "wiatru"...
                                    ale nie jesteś sama - pamiętaj o tym!
                                    a MY wszyscy będziemy TRZYMAĆ KCIUKI!
                                    • ....dawno mnie tu nie było....ale jakoś nie mam czasu, moja mama
                                      jest coraz słabsza, przez te upały to już w ogóle źle się czuje,
                                      bierze dexaven przeiwko obrzękowi mózgu, po którym bardzo przytyła -
                                      bo to są sterydy, poza tym zrobił jej się zator żylny, ma całą rękę
                                      spuchnietą, twardą jak kamień i w ogóle całą lewą stronę, ale to
                                      dodatkowa choroba dla niej, lekarze zlekceważyli dolegliwości które
                                      zgłaszała im duzo wcześniej, ona nie narzeka, ale ja wiem że sie źle
                                      czuje, ona cały czas rzyotowuje się do śmierci, a do nas, tzn. do
                                      mnie, mojej siostry i taty to nie dociera......
                                      • Dzielna jest Twoja mamusia.
                                        Moja taka nie jest. Jakby miała umierać to żywcem by nas do grobu zabrała swoim
                                        zachowaniem. Bardzo się tego boję.
                                        Trzymajcie się dzielnie. Wspierajcie mamusię. Ważne, żeby jak najwięcej
                                        szczęśliwych chwil (na miarę możliwości) jeszcze uszczknąć z tego parszywego
                                        życia...
                                        Trzymam kciuki
                                        --
                                        Chill haha ;)
                                        www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f7af4649f3849ec9.html
                                        • halo, halo, bardzo jestem ciekawa na jakim etapie wypędzania raka
                                          jestescie???Ziuta jak tata? Swoja droga Twoje doswiadczenia z
                                          lekarzami sa mi dobrze znane - oni maja gdzies odpowiedzialnosc jaka
                                          na nich spada!
                                          • ....nie miałam siły, żeby o tym napisać, teraz też jest mi tak
                                            ciężko pisać...moja mama zmarła 18 sierpnia 2009r.,w maju miała
                                            przerzuty do mózgu i od tej pory było już z dnia na dzień coraz
                                            gorzej....ale była silna, umarła w śnie, była juz tak zmęczona
                                            bólem, błagała pielęgniarki o coś na sen, na ból....widziałam jak
                                            umiera, udusiła się - ale w śnie, nie czuła tego....a my, tzn. ja,
                                            siostra i tato nie umiemy się z jej stratą pogodzić, wszystko wali
                                            się bez mamy, to ona dodawała życia naszej rodzinie, ciężko jest...
                                            • 16.02.10, 21:04
                                              jaaga... nigdy nie ma odpowiednich słów, żeby komuś wyrazić swoje współczucie po
                                              stracie bliskiej osoby... /nie mogłam słuchać tych wszystkich kondolencji jakie
                                              11 lat temu składano mi po stracie taty/
                                              dzisiaj płakałam czytając Twoje słowa ...

                                              ja też jestem z Legnicy i 4 miesiące temu rozpoczęłyśmy razem z mamą naszą walkę
                                              z drobnokomórkowym rakiem płuc
                                              • 17.02.10, 19:31
                                                wspolczuje:( my nie dalismy rady, moj tata zmarl:((( nagle bo stan
                                                nie byl "jeszcze" na tyle powazny.. we snie - raczej organizm nie
                                                wytrzymal z chemia:( zycze wszystkim wiecej szczescia !

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.