Dodaj do ulubionych

ile można mieć cykli chemii?

23.07.08, 19:54
witajcie,w skrócie opiszę historię choroby mojej mamy,zachorowała 6
lat temu, stwiedzono nowotwór drobnokomórkowy płuc, przeszła wtedy
cykl 6 chemii i radioterapię....niecały rok temu pojawił się nawrót
choroby, mama znowu przeszła cykl 6 chemii,ale radioterapii już
lekarze nie zlecili bo jest zrost na jednym płucu...z tego co
wyczytałam w wypisie ze szpitala, mama ma przerzut na gardło
(tchawicę), obecnie jest w domu, ogólnie czuje się dobrze, ale jest
słaba, bierze jakieś zastrzyki na szpik kostny, ma bardzo słabą
odporność.....powiedzcie mi, bo tak się cieszyłam że ta choroba
nigdy już nie wróci, 5 lat bez nawrotu to chyba długo..?..jak to
dalej wygląda....ile można mieć cyklów chemii i co to jest ta chemia
paiatywna....zaczynam się bać...mama połyka różne tabletki
odpornościowe, zieloną herbatę i FNK(nie wiem czy ktoś to
zna)...mama nie chce o tym rozmawiać, unika tego tematu, nie wiem
czy wszystko wiem...jak to jest?co mnie czeka?ile czasu?tyle pytań,
chciałabym wszytsko wiedzieć.....
Edytor zaawansowany
  • 23.07.08, 21:10
    Czasem tak się dzieje , że cos wraca. Nie potrafie odpowiedziec Ci
    na Twoje pytania...ile czasu itp.....na to chyba nikt nie odpowie,
    każdy przypadek jest inny, każdy człowiek jest inny...
    Jedyne co mogę doradzić to rozmowa z lekarzem, prowadzący mame
    lekarz chyba najlepiej zna szczególy choroby i powinien rozwiać
    Twoje wątpliwości i wyjasnić zawiłości.
    Chemioterapia paliatywna to najprościej leczenie nieoperacyjnych
    postaci nowotworów, w celu zmniejszenia lub zapobieżenia
    występowaniu objawów związanych z zaawansowanym nowotworem....
    Bądź przy mamie, jeśli nie chce rozmawiać o chorobie rozmawiaj z nią
    o czym Ona chce, może z czasem przyjdzie taki moment, że sama bedzie
    chciała o tym mówić.
    I oczywiscie skonsultuj się z lekarzem.
    Trzymaj się.
    --
    "Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie
    pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja
    będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać"
  • 23.07.08, 21:38
    Attena11 ma rację, że wszystko zależy od organizmu. Ilość cykli może być uzależniona od ogólnej kondycji pacjentki, morfolgii itd. Oceni to najlepiej lekarz, ile cykli konkretnie u Twojej mamy można zastosować i jaki rodzaj leczenia będzie najbardziej odpowiedni.

    Natomiast co do chemii paliatywnej, to nie każda chemia stosowana na nieoperacyjny nowotwór jest z góry paliatywna, czasem jest bardzo agresywnym i skutecznym leczeniem. Paliatywna chemioterapia ma na celu jedynie łagodzenie objawów choroby i podniesienie komfortu życia pacjenta, nie ma natomiast na celu wyleczenia, gdyż lekarz decydując się na paliatywną chemioterapię nie widzi już takiej możliwości.

    5 lat bez nawrotu to faktycznie piękny wynik, życzę Twojej mamie pokonania kryzysu i dalszych lat zdrowia. Pozdrawiam ciepło.

  • 24.07.08, 00:37
    Nawrót choróbska u Twojej mamusi po 5 latach to trochę szczęście w
    nieszczęściu. Można zrobić dużo więcej, niż gdyby to było po
    krótszym czasie. Moja mama miała nawrót po 1,5 roku spokoju i po
    chemioterapii która nie odniosła pożądanego skutku wg onkologa który
    ją prowadził nie kwalifikowała sie już do radioterapii (po pierwszym
    rzucie choroby miała i chemię naświetlania płuc oraz mózgu)...
    Skonsultowaliśmy to z innym lekarzem, nawiasem mówiąc z drugiego
    końca Polski, i okazało się że może mieć jeszcze raz naświetlania
    płuc. W dalszych planach była jeszcze podtrzymująca chemioterapia,
    tylko niestety pokrzyżowały to wszystko przerzuty do mózgu i w
    konsekwencji mama zmarła. Jaaga skonsultuj mamę w innym ośrodku,
    nawiasem mówiąc polecam Gliwice. Jesli drugi onkolog rozłoży ręce,
    to zostanie Wam czekanie na najgorsze. Ale jeśli jest szansa, niech
    mama próbuje. Z tego co czytam, wnioskuję że ma sporo woli walki,
    więc tym bardziej nie odpuszczaj. Jednak, jeśli mama powie lub da do
    zrozumienia, że ma dosyć leczenia, uszanuj to. Często bywa tak, że
    nasi chorzy poddają sie wyczerpującym terapiom wyłącznie ze względu
    na najbliższych. Równie często próbują udawać (dla nas) że dadzą
    radę ale mają dosyć chorowania i najchętnej by odeszli, ale nie chcą
    zadawać nam bólu dlatego wbrew własnej woli walczą z chorobą.
    Zacznij od rozeznania, czego naprawdę chce mama, bo w tym momencie
    ona jest najważniejsza. Pozdrawiam gorąco i wierzę że mama pokona
    raka i znów będzie u Was dobrze
  • 24.07.08, 15:57
    W drobnokomórkowym raku płuca przeżycia pięcioletnie to rzadkość, ledwo kilka
    procent pacjentów ma to szczęście.
    Powtórne napromienianie po pierwszym cyklu leczenia jest praktycznie niemożliwe
    - wynika to przede wszystkim z ograniczenia możliwości podania sensownej dawki
    promieniowania, co jest związane z bardzo dużym ryzykiem uszkodzenia rdzenia
    kręgowego.
    Jeśli ktoś estelko podjąłby się leczenia napromienianiem z intencją wyleczenia,
    to musiałby mieć do tego narzędzie, które nie istnieje... Może źle
    zrozumieliście lekarza i nie chodziło o radioterapię płuca tylko mózgu?
  • 24.07.08, 16:32
    W tym sęk, że moja mama miała dwukrotnie napromieniane płuca w
    odstępie 2 lat. Ten drugi raz potocznie nazywany był radiochirurgią.
    Nie jestem w stanie dokładnie teraz podać dawki, ani rodzaju
    promieni. Był to jednorazowy zabieg i trwał około pół godziny.
  • 24.07.08, 16:36
    Naświetlania głowy paliatywne mama też miała, tyle że nie zdążyła
    przyjąć zaplanowanych pięciu, bo zmarła.
  • 24.07.08, 19:56
    powiem Wam szczerze że z lekarzami rozmawiałam(jak mama pierwszy raz
    zachorowała i miała chemie, to było 5 lat temu), ale potem już mi
    się odechciało, oni strasznie "czarno" to wszystko widzą, dawali
    mojej mamie góra 36 miesięcy życia,góra!....zrobiłam wszystko co w
    naszej mocy, łącznie z bioenergoterapeutą, zamówiłam
    vilkakorę...pojechałam na Jasną Górę....nie wiem co pomogło, ale na
    5 lat pomogło....chciałabym skosultować mamaę z innym lekarzem,
    tzn.już byliśmy u innego onkologa,ale tak jakoś nic nowego się nie
    dowiedzieliśmy...a jak mozna najszybciej dostać sie do tych Gliwic i
    do jakiego lekarza?a może w innym mieście plecacie jakiegoś dobrego
    lekarza?ja pochodzę z legnicy a mama leczy się we
    wrocławiu....dziękuję za wsparcie i porady
  • 01.08.08, 13:20
    Jaaga twoj post dodaje sily wielu walczacycm z drobnokomorkowym
    rakiem pluc. 5 lat to naprawde wspanialy rezultat i oby zyla jak
    najdluzej. jak sie mama czuje?

    Powiedz mi prosze jak mama sie czula przez 5 lat od zakonczenia
    leczenie. Czy leczenie bardzo wplynelo na jej komfort zycia?
    wszedzie czytam, ze nawet jezeli chory przezyje to wskutek
    agresywnego leczenia bardzo obniza sie komfort zycia.

    Moja mama jest po pierwszym cyklu chemii (diagnoze postawiono w
    zeszly czwartek), nie ma przerzutow i zaatakowane jest dolna czesc
    jednego pluca). Jak na razie mama czuje sie bardzo dobrze i wierze,
    ze jej sie uda.

    pozdrawiam
  • 13.05.09, 12:20
    wracam do Was po dość długim okresie czasu,zmieniłam tylko tytuł
    wątku.....a wracam bo mama źle czuje, obawiam się czy to nie
    przerzuty do mózgu....była na usg węzłów chłonnych, lekarz sugeruje
    że to przerzut, w piątek tomograf mózgu, mama coraz słabiej mówi,
    powoli chodzi, jak wchodzi po schodach trzyma sie poręczy, mówi że
    czasem kręci jej się w głowie....jej stan w ostatnich tygodniach
    bardzo się pogorszył...a ten powiększony węzeł powiększył jej się
    nagle, w niedzielę.....mama ma 54 lata, wyobraźcie sobie że chodzi
    do pracy, wiem że jest to jej ucieczka przed myślami o tym, mam
    jeszcze nadzieję że będzie wszystko dobrze....mama zachorowała, w
    2002r. to już 7 lat od tamtej pory, wiem że to dużo życia dla takiej
    osoby....przeszła dwa cykle chemii, radioterapię, żyła normalnie,
    jakby była zdrowa, chodząc do pracy...przyjmowała leki medycyny
    niekonewncjonalnej (FNK, Vilkakora)i wierzę że jej to
    pomogło....nawet nie dopuszczam, nie dopuszczamy wszyscy w rodzinie
    że coś będzie nie tak.....a powiedzcie czy jeżeli będzie to przerzut
    do mózgu...to co wtedy, ile mama będzie żyła???.....może to co teraz
    pisze jest chaotyczne, ale znów myśli skupione są tylko przy
    chorobie mamy i strach co to będzie...w piątek tomograf mózgu....i
    to czekanie....
    i naprawdę rak płc - drobnokomórkowy to nie wyrok, lekarze dają
    takim ludziom góra 36 miesięcy życia, no to zobaczcie na moją
    mamę....to już 7 lat życia....
    pozdrawiam
  • 13.05.09, 15:48
    Jaaga przerzut do mózgu rokuje kiepsko, niestety. Oczywiście w grę
    wchodzi wówczas radioterapia paliatywna, ale wtedy raczej ciężko
    będzie mówić o wyleczeniu, bardziej o poprawieniu komfortu życia i
    przedłużeniu go. O ile... nie umiam Ci powiedzieć. Jak mi
    powiedziała pielęgniarka na oddziale radioterapii bywa że po
    paliatywnym naświetlaniu mózgu stan się szybko poprawia i można
    ukraść kilka tygodniu, a nawet miesięcy życia. Bywa niestety też, że
    naświetlanie przyśpiesza śmierć, bo jakby nie patrzeć radioterapia
    jest wyczerpująca. Tak niestety było z moją mamą. Po drugim
    napromienianiu paliatywnym zmarła. Ale "dzięki" tym przerzutom w
    mózgu moja kochana mama zmarła bez bólu. Wyłączała się codziennie
    coraz bardziej, przesypiała większość doby, aż się nie obudziła. Z
    perspektywy 1,5 roku jestem skłonna powiedzieć, że te przerzuty były
    swoistym dobrodziejstwem dla mamy. I chociaż bolała mnie potwornie
    świadomość, że zbliżamy się do kresu, codzienne pogarszanie się
    świadomości mamy, coraz gorszy kontakt z nią, bolały mnie potwornia,
    ale najważniejsze dla mnie było to, że mama nie cierpiała, nie
    dusiła się, nie zwijała z bólu, tylko spokojnie odchodziła.
    Jaaga, dopóki nie masz wyników tomografii mózgu, nie zamartwiaj się
    na zapas. Twoja mama jest nadspodziewanie silna i odporna
    psychicznie. Jest wiec ogromna szansa, że to tylko chwilowy kryzys,
    czego Wam życzę z całego serca. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie
  • 14.05.09, 11:41
    Witam… Mój tata zachorował na ten typ raka w kwietniu 2008r.
    Potwierdzona ostatecznie choroba została we wrześniu 2008r. po
    wykonanym badaniu PET – podczas którego dowiedzieliśmy się, że rak
    rozprzestrzenił się na oba płuca, węzły chłonne szyjne
    (obustronnie), nadobojczykowe, przedchawiczne górne i dolne,
    podostrogowe, wnękowe i oskrzelowo-płucne, przerzuty do nadnercza,
    na obojczyki … Zaproponowano nam jedynie leczenie paliatywne – bez
    żadnych naświetlań. Otrzymał 4 chemie (z cyklu 6) przy 3 i 4 dawki
    były zmniejszane gdyż jego organizm by nie wytrzymał… I to na tyle…
    Ostatnią chemię wziął w styczniu tego roku… Później to już tylko
    wizyty kontrolne… Kontrolna tomografia czeka nas w lipcu i póki co
    jest w miarę ok., choć ostatnio nasilił się kaszel, ale tata już
    nawet się nie przyzna – czy znów pluje krwią, jak tak naprawdę się
    czuje, bo myślę że teraz to nawet nie podejmie się ponownej chemii –
    jeśli by była mu dana…
    Tak czy siak… leczenie paliatywne też daje nadzieję… tata czuje się
    w miarę ok., chodzi co ważne – choć po tej chemii ma neuropatię nóg
    i go bolą- ba… prowadzi nadal auto!!! I czeka na wakacje, kiedy
    razem z mamą, ze mną i moim synkiem pojedzie nad morze…
    Jagaa2 - Głowa do góry… Kryzysy się pojawiają – dla nas bliskich to
    strach o konsekwencje tego kryzysu, ale Twoja mama bardzo chce żyć –
    grzecznie wykonuje wszystkie polecenia związane z leczeniem (gdzie
    mój tata stawia opór) WIĘC DACIE RADĘ…
  • 14.05.09, 15:44
    w przypadku mojem mamy leczenie chemioterapią jest jest juz raczej
    wykluczone, tak powiedział lekarz, bo moja mama przeszła już dwa
    cykle chemii po 6 dawek, zniosła je nadzwyczaj dobrze, oczywiście
    straciła włosy itp. ale najważniejsze ze dobrze się po nich
    czuła....ale (to m.in. do ziuty1013 ), czy Twój tata miał robiony
    tomograf głowy, bo słyszałam, że jak są zaatakowane węzły chłonne to
    już blisko do mózgu....moja mama ma taką wielką gulę na szyji,
    wyskoczyło to jej pare dni temu,tak jak pisałam jutro tomograf
    głowy, okaże sie co nas czeka....nawet nie dpouszczam do myśli że
    coś bęzie nie tak....
  • 14.05.09, 16:18
    Tomograf głowy powinien rozstrzygnąć, czy to przerzuty. Mam
    nadzieję, że wieści będą dobre. Nie mniej jeśli wynik będzie ok,
    obserwuj dokładnie mamę. Objawy typu spowolniona mowa, czy
    utrzymujące się osłabienie, a także ta "gula" na szyi są trochę
    niepokojące. Oczywiście nie muszą oznaczać niczego złego, ale bądź
    czujna. Uczul się na takie rzeczy jak wzmożona senność, zaburzenia
    pamięci, mowy, czy pogarszająca się sprawność fizyczna, niezborność
    ruchów. Trzymam kciuki za Was jutro. I wspieraj mamę, ona na pewno
    boi się bardziej niż Ty.
  • 15.05.09, 08:29
    Tak jak pisałam mój tata przeszedł tylko 4 cykle chemii, bo więcej
    nie dał by rady... i właśnie!!! miał robiony tomograf, ale nie
    głowy... na moje pytanie, później też "propozycję" wykonania tego
    badania, lekarz prowadząca z Instytutu Onkologii stwierdziła, że to
    ona jest lekarzem i ona twierdzi, że nie ma potrzeby wykonywania
    badania... ba!!! teraz byliśmy (bo te wizyty kontrolne odbywają się
    bardzo rzadko)u Pani doktor po receptę i tata skarżył się, że bardzo
    dużo ostatnio kaszle, że nasiliło się to ostatnio tak jak było to na
    początku, to nawet nie obsłuchała taty, ani też nie zleciła
    wykonania tomografii płuc wcześniej (mamy mieć w lipcu) nie chcę
    rzec na cito! Sama nie wiem co mam robić...


    ale, ale... dziś skupiamy się na Tobie i wszyscy TRZYMAMY MOCNO
    KCIUKI...
    pozdrawiam
  • 15.05.09, 09:20
    hmmm...Ziuta1013 może spróbować zrobić odpłatnie tomograf, moja mama
    tak własnie zrobi, tutaj ważny jest czas, lekarze są okropni,
    najlepiej mieć jednego-sprawdzonego, a przynajmniej nie robiącego
    łaski że da na cos receptę, czy skierowanie na jakieś badania! moja
    mama leczy sie we Wrocławiu na Grabiszyńskiej, tam leżała, miała
    chemioterapię i radioterapię, tam juz znają ją lekarze, nie wiem czy
    są dobrzy czy nie, ale życzliwi na pewno...Ziuta nie wiem jak u
    Ciebie z kasą, ale polecam lek FNK na płuca, moja mama to brała i
    wierzę że jej pomogło....pozdrawiam
    jeszcze nie wiem nic o mamie, pojechała z tatem na tomograf głowy,
    tylko tak się zastanawiam, czy będzie znała dziś wynik, bo jak nie
    to to czekanie znowu.....
  • 15.05.09, 10:48
    mozesz cos wiecej napisac o tym leku FNK?
    --
    Kinga
    i Karolina :kwiat: dwie styczniowe panienki :kwiat:
  • 15.05.09, 12:03
    FNK to chiński lek,stosowany szczególnie przy raku płuc,ale też przy
    innych, wystarczy wppisać w google FNK i mozna poczytać. Wiem, że są
    osoby które nie stosują takich leków, też nie byłam otwarta na
    medycynę niekonwencjonalną, ale pomyślałam że przy takiej chorobie
    trzeba wszystkiego spróbować, i wierzę że to pomogło mamie przeżyć
    tyle lat z rakiem drobnokomórkowym płuc, i jeszcze przecież cały
    czas jest z nami....mama połykała też vilcacorę i zieloną herbatę,
    nie namawiam nikogo, ale to naprawdę nikomu nie zaszkodzi..
    ja FNK kupowałam we wrocławiu w aptece u bonifratów.....
  • 16.05.09, 10:28
    ...moja mama ma dwa guzy w mózgu (1cm i 2m)...w poniedziałek kładzie
    się do szpitala, będzie miała chyba naświetlania....nie spałam całą
    noc, nie wiem co to będzie....nic nie wiem....
  • 16.05.09, 14:53
    Jaaga dużo siły Ci życzę. Nie będę Cię oszukiwać, że będzie łatwo.
    Wspieraj rodziców, bo będą bardzo tego potrzebowali. Dobrze, że tak
    szybko Twoja mama trafi do szpitala na naświetlania. Jest duża
    szansa, że uda się powstrzymać rozwój przerzutów w mózgu
    przynajmniej na jakiś czas. Z tego co piszesz, mama jest w niezłej
    kondycji,to zwiększa jej szansę na poprawę stanu zdrowia.
  • 16.05.09, 20:16
    powiedz mi ile opakowan na jedna sesje miesieczna musze kupic
    i jak czesto powtarzac kuracje? (ile razy w roku llub co ile
    miesiecy?)
    --
    Kinga
    i Karolina :kwiat: dwie styczniowe panienki :kwiat:
  • 16.05.09, 21:02
    na miesiąc potrzeba 4 opakowania,
    moja mama stopniowo zwiększała sobie dawkę, na początku połykała 2
    razy dziennie po 2 tabletki, a potem 3 razy po 2 kapsułki, a potem
    tak jak juz pisze na ulotce 3 razy po 3 kapsułki.....wskazane jest
    chyba po 3 miesiącach zrobić przerwę, na ulotce wszystko jest
    napisane,tylko trzeba poprosić o przetłumaczoną na j.polski ulotkę...

    słuchajcie, moja mama zdaje sobie sprawę że już nie dużo czasu jej
    zostało, jednak nie pokazuje tego, prosi nas zebysmy nikomu nie
    mówili że ma przerzuty, ona boi się i nie lubi litości,
    współczucia....
    a dzisiaj chciała pojechac na cmentarz wybrać sobie miejsce na grób,
    to było straszne, pojechaliśmy z nią, tzn.tato i ja......nie da sie
    tego opisać...ona traktowała to całkiem normalnie...wiem że kryje
    swoje emocje, nie chce nam okazywać że też się boi...my nie wiemy
    jak rozmawiać....ja nie wiem jak ja to wszystko zniosę....tak się
    boję.....
    do nas to jeszcze nie dochodzi....nie dopuszcamy myśli że mamy
    zabraknie....
  • 17.05.09, 00:56
    Jaaga, najważniejsze jest, żeby mama czuła Wasze wsparcie i Waszą
    miłość. Nie trzeba nic mówić, tylko słuchaj uważnie, co mama chce Ci
    powiedzieć i przekazać. Może być tak, że mama będzie sygnalizować
    Wam, że nie chce się już leczyć, tylko spokojnie odejść z tego
    świata, w domu, wśród bliskich. Stwórz taką atmosferę wokół mamy,
    żeby nie musiała tłumić swoich uczuć, żeby nie ukrywała tego, że się
    boi. Mama chce Was oszczędzić, ale teraz to ona jest najważniejsza.
    Wy sobie poradzicie, nawet jeśli z mamą będzie bardzo źle, czy jak
    kiedyś odejdzie. Dzisiaj sobie tego nie wyobrażasz, ale znajdziesz
    dużo siły, właśnie dlatego, że bardzo kochasz mamę. Zadbaj także o
    tatę. To przede wszystkim jemu wali się cały świat. Trzymaj się
    kochana.
  • 17.05.09, 17:06
    Jaga moja mama rowniez chorowala na drobnokomorkowego raka pluc i
    odeszla po niecalych 5 miesiacach walki. Miala 70 lat. Wiem, ze to
    sporo i bylo duzo starsza od Twojej mamy, jednak fakt, iz walka
    trwala tak krotko nadal jest dla mnie ogromnym szokiem, a bol po
    stracie ukochanej mamy jest ogromny.

    Mama nigdy nie chorowala, a jednak juz 7 lat temu spisala testament
    a kiedy 14 lat temu zmarl nagle moj tata wykupila na cmentarzu
    kwatere rodzinna. Mysle, ze ludzie w pewnym wieku zaczynaja myslec o
    smierci. Moja babcia ma 102 lata , a rzeczy do trumny sa
    przygotowane juz od 15 lat.

    Twoja mam zdaje sobie sprawe, ze jest ciezko chora i dlatego pragnie
    uporzadkowac ziemskie sprawy.

    Trzymaj sie cieplo
  • 19.05.09, 14:16
    Witam Słoneczko...
    Trudny bardzo czas przed Tobą... Twoja mama jest w takim samym
    szoku, jak i Wy... myślę, że takie zachowanie, czyli pozór godzenia
    się z odejściem jest normalny... ale wierzę też z całych sił, że
    znajdzie w sobie jeszcze siłę do walki, nie podda się - a cuda
    przecież się zdarzają...
    zobacz mojemu tacie wykryli z tych większych guzów 10 szt. o różnej
    średnicy, do tego nie przeszedł całego cyklu chemii - a jednak przez
    jakis czas była cisza, zatrzymały się, co będzie dalej nie wiem...
    tak jak pisałam wcześniej - teraz nie wiemy na jakim etapie są jego
    wyniki, bo lekarz prowadzący nie widzi potrzeby robienia teraz
    tomografii choć są objawy (nasilający kaszel) i tym samym
    wskazania... no cóż... zobaczymy...
    nie piszę - trzymaj się - bo ja na to odpowiadam "wiatru"...
    ale nie jesteś sama - pamiętaj o tym!
    a MY wszyscy będziemy TRZYMAĆ KCIUKI!
  • 15.07.09, 21:39
    ....dawno mnie tu nie było....ale jakoś nie mam czasu, moja mama
    jest coraz słabsza, przez te upały to już w ogóle źle się czuje,
    bierze dexaven przeiwko obrzękowi mózgu, po którym bardzo przytyła -
    bo to są sterydy, poza tym zrobił jej się zator żylny, ma całą rękę
    spuchnietą, twardą jak kamień i w ogóle całą lewą stronę, ale to
    dodatkowa choroba dla niej, lekarze zlekceważyli dolegliwości które
    zgłaszała im duzo wcześniej, ona nie narzeka, ale ja wiem że sie źle
    czuje, ona cały czas rzyotowuje się do śmierci, a do nas, tzn. do
    mnie, mojej siostry i taty to nie dociera......
  • 16.07.09, 11:03
    Dzielna jest Twoja mamusia.
    Moja taka nie jest. Jakby miała umierać to żywcem by nas do grobu zabrała swoim
    zachowaniem. Bardzo się tego boję.
    Trzymajcie się dzielnie. Wspierajcie mamusię. Ważne, żeby jak najwięcej
    szczęśliwych chwil (na miarę możliwości) jeszcze uszczknąć z tego parszywego
    życia...
    Trzymam kciuki
    --
    Chill haha ;)
    www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f7af4649f3849ec9.html
  • 24.10.09, 02:24
    halo, halo, bardzo jestem ciekawa na jakim etapie wypędzania raka
    jestescie???Ziuta jak tata? Swoja droga Twoje doswiadczenia z
    lekarzami sa mi dobrze znane - oni maja gdzies odpowiedzialnosc jaka
    na nich spada!
  • 15.02.10, 19:26
    ....nie miałam siły, żeby o tym napisać, teraz też jest mi tak
    ciężko pisać...moja mama zmarła 18 sierpnia 2009r.,w maju miała
    przerzuty do mózgu i od tej pory było już z dnia na dzień coraz
    gorzej....ale była silna, umarła w śnie, była juz tak zmęczona
    bólem, błagała pielęgniarki o coś na sen, na ból....widziałam jak
    umiera, udusiła się - ale w śnie, nie czuła tego....a my, tzn. ja,
    siostra i tato nie umiemy się z jej stratą pogodzić, wszystko wali
    się bez mamy, to ona dodawała życia naszej rodzinie, ciężko jest...
  • 16.02.10, 21:04
    jaaga... nigdy nie ma odpowiednich słów, żeby komuś wyrazić swoje współczucie po
    stracie bliskiej osoby... /nie mogłam słuchać tych wszystkich kondolencji jakie
    11 lat temu składano mi po stracie taty/
    dzisiaj płakałam czytając Twoje słowa ...

    ja też jestem z Legnicy i 4 miesiące temu rozpoczęłyśmy razem z mamą naszą walkę
    z drobnokomórkowym rakiem płuc
  • 17.02.10, 19:31
    wspolczuje:( my nie dalismy rady, moj tata zmarl:((( nagle bo stan
    nie byl "jeszcze" na tyle powazny.. we snie - raczej organizm nie
    wytrzymal z chemia:( zycze wszystkim wiecej szczescia !

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.