• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

rak trzustki-czy operacja ma sens ???

  • 15.10.08, 18:21
    Czasem coś tu pisałam ale ogólnie więcej czytam to czym się
    dzielicie i bardzo się cieszę że jest to forum.Moja mama od grudnia
    2007 ma raka trzustki,do dziś nie ma żadnych przerzutów poza jedną
    małą zmianą na wątrobie która też nie jest pewne czy to
    przezut.Ostatnio byłam w Katowicach u prof.Lampego i on powiedział
    że podejmie sie operacji i że jest pewien że mamę można operować.
    Moja mama jednak nie chce się zgodzić (od samego początku była
    przeciwna operacji ).Sama nie wiem czy jest jeszcze sens ją błgać i
    nalegać czy nie.Jak czytam Wasze opowieści tu na forum to widzę że i
    tak nawet operacja niewiele daje. Czasem się jeszcze łudzę że może
    biopsja była żle zrobiona i może to nie jest rak trzustki ... czasem
    mam jeszcze złudzenia. Proszę napiszcie co z operacją ??? czy warto
    o nią walczyć za wszelką cenę ???
    Edytor zaawansowany
    • 15.10.08, 18:51
      Odsetek pięcioletnich przeżyć w niezoperowanym raku trzustki,
      rozsianym w momencie diagnozy, wynosi 0%, czyli nikt nie przeżywa
      (nie dotyczy to niektórych bardzo rzadkich mniej agresywnych form
      raka trzustki). Mało kto przeżywa pół roku, choć cuda się zdarzają
      (znaczna część tych 'cudów' to jednak błędy diagnostyczne).

      Przeżywalnośc 5-letnia u chorych, u których rak w momencie diagnozy
      nie dał jeszcze przerzutów (czyli teoretycznie byłby sens operować),
      ale u których z jakichś powodów nie wykonano resekcji, wynosi 3%-
      4%. Przeciętnie przeżywają oni po 5-6 miesięcy.

      W chyba największej opublikowanej serii zoperowanych przypadków 5-
      letnia przeżywalność wyniosła 17%, a odsetek zgonów około-
      operacyjnych to ok. 2.5% (J Gastrointest Surg. 2000 Nov-Dec;4(6):567-
      79.) Przeciętnie pacjenci zoperowani przeżywają około 1.5 roku.

      Tak zatem wyglądają perspektywy ujęte w liczby. Nieco upraszczając,
      można powiedzieć, że resekcja przedłuża życie o około rok.
      Zdecydować trzeba samemu, rozważywszy za i przeciw. Nie znam jednak
      danych dla żadnej polskiej instytucji.
      • 16.10.08, 08:20
        Moja mama żyje od operacji 14 mies.
        Czas wolny od przerzutów to ok 8 mies. minus
        czas dochodzenia do siebie po operacji ok 2 mies., co daje 6 mies
        normalnego zycia, w dobrym stanie.
        Teraz jest już bardzo bardzo źle...

        nie wiem ile zyłaby bez operacji
        dlatego moim zdaniem operacja to szansa, która da życie choć na
        kilka mies... nie mamy dużego wyboru..
        • 16.10.08, 08:53
          U nas operacja - koniec maja. Udało się zrobić jedynie redukcje masy
          guza i zespolenie. Po operacji Tato ponad miesiąc dochodził do
          siebie ... nie było lekko. Na dodatek jako osoba nigdy poważniej nie
          chorująca denerwował się,że wszyscy już chodzą(nawet operowani po
          nim) a on nie ;-) Leżał wtedy na zwykłej chirurgii.
          Dzisiaj po 5 mc chemioterapii(do tradycyjnej gemcytabiny dostaje
          nowy lek - faza testów klinicznych) nie widać jak bardzo jest
          chory ... Dzisiaj sam jedzie do szpitala na kolejne podanie
          (tramwajem - bo przy Tramalu ma zakaz siadania za kółkiem ... )
          W naszym wypadku operacja była konieczna z uwagi na niedrożność
          przewodu pokarmowego.
          Nie wiem co ma większe znaczenie,że jak na razie jest dobrze ... czy
          operacja czy chemia czy silna wola i determinacja pacjenta ;-)
          Pewnie wszystko po trochu ...
          Pozdrawiam "trzustkowców" - trzymajcie się
          Pam
    • 16.10.08, 08:44
      witaj..trudno jest jednoznacznie udzielic rady co dalej,ale powim jak
      z rakiem trzustki walczył mój przyjaciel.Góz miał ok 5 mm i
      uciskał drogi żółciowe więc wystąpiła żółtaczka i było tylko jedno
      wyjście ,operacja która dawała szanse na przedłóżenie życia bo w
      przciwnym razie ..zgodził się na operację i bardzo szybko doszedł do
      siebie ,potem chemioterapia i to przedłużyło mu życie o osiem
      miesięcy, niestety nie wygrał . Ale jak twoją mamę chcą operować to
      może warto z takiej pomocy skorzystać bo czekanie nic dobrego nie
      zrobi-musimy wierzyć że mamy szansę bo ja tez walcze z rakim i
      jestem po resekcji żołądka i wiezę że mi się uda bo trzeba walczyc
      choc walka nie jest równa-anita
    • 17.10.08, 09:31
      Dziekuję za Wasze odpowiedzi. Sama nie wiem co o tym wszystkim
      myśleć. Mama od diagnozy żyje już prawie rok, marker CA19,9 ma cały
      czas w normie (poziom od 0-2).Ostatnio tylko marker CAE wzrósł do 30
      i nie wiem co w związku z tym .Czy to możliwe że mama żyje już rok i
      nie ma przezutów i markery w normie ??? tak bardzo się boję co dalej
      • 17.10.08, 12:18
        Witaj, bez urazy, ale chyba nie czytasz dokładnie swoich postów
        (pisałem o tym wcześniej), więc powtórzę to jeszcze raz, stężenie
        (CEA) powyżej 20 ng/ml (test Abbotta) sugeruje przerzut do wątroby,
        tym bardziej że piszesz: cyt.:" nie ma żadnych przerzutów poza jedną
        małą zmianą na wątrobie która też nie jest pewne czy to przerzut",
        właściwa diagnostyka to raczej potwierdzi, wówczas operacja raczej
        nie wchodzi w grę !

        Pozdrawiam i trzymajcie się !
    • 19.10.08, 23:03
      U mojego taty wygladało to podobnie jak u Twojej Mamy. Z trudem o
      tym piszę, ale fakty były takie Od chwili diagnozy tato przeżył
      prawie rok, nie było przerzutow, guz sie nie powiekszal, po 8
      miesiacach od chwili podania pierwszej chemii wzrosły markery i
      pokazała sie zmiana w wątrobie. Lekarzy to zaniepokoiło, ale nie
      nazwali tej zmiany przerzutem. Pozniej nastapila w szybkim tempie
      żółtaczka, a następnie wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nie
      znaczy to, że u Tojej Mamy musi być tak samo, ale gdy przeczytałam o
      Twoich wątpliwosciach pomyślałam, że powinnam napisać, mimo że dla
      Ciebie to nie są pocieszające wiadomości. Z drugiej strony skoro
      lekarz jest pewien ze Mamę mozna operować, to może najrozsądniej
      byłoby zasięgnąć jeszcze opinii innego lekarza dla potwierdzenia.
      Życzę Wam wytrwałości!
      • 19.10.08, 23:28
        Nie wiem, czy operacja ma sens. Moja Mama miała operację (wg
        tomografu guz byl do usunięcia) ale nie udało się, podczas operacji
        okazało się,ze guz jest nieoperacyjny i zrobiono tylko zespolenie.
        Poźniej była jedna chemia (wszystko w porządku) następnie pokazały
        sie zmiany na wątrobie i druga chemia, po której Mama znalazła się w
        szpitalu. Wróciła do domu, ale zaczęły się problemy z puchnieciem
        stóp - przychodził lekarz z wizytami domowymi, coraz to nowe leki,
        ale niestety Mamusia zmarła (i nie na nowotwór tylko na niewydolność
        krążenia). To jest najczęstsza przyczyna odejścia. Mimo, że mija
        prawie pół roku od kiedy Jej nie ma, to ja w dalszym ciągu nie mogę
        się z tym pogodzić. Trzymaj się mocno i nie poddawaj się !!!
    • 20.10.08, 09:18
      Operacja nie uzdrowi Twojej mamy, może jedynie przedłużyć jej życie o kilka
      miesięcy. Moja mama zmarła pół roku od chwili operacji.
      Sama podjeła decyzję o operacji. Chciałam, żeby to była jej decyzja, bo
      wiedziałam jak duże jest ryzyko komplikacji po takich operacjach.
      Sama operacja jest jedną z najcięższych.
      Jakiś czas po operacji mama powiedziała mi, że gdyby wiedziała jak będzie
      wyglądać jej życie po tej operacji nigdy by się na nią nie zgodziła.
      Tak więc myślę, że lepiej jest jeżeli jest to samodzielna decyzja chorego.
      Patrząc na całe to cierpienie mojej mamusi, teraz już wiem, że nie warto
      przedłużać życia za taką cenę.
      Ale jeszcze raz podkreślam, niech to będzie decyzja chorego.
      Pozdrawiam i życzę siły.
      • 14.04.09, 15:47
        Moją mamę czeka właśnie operacja zespolenia żołądka z jelitem. Jest
        po usunięciu woreczka żółciowego i zdiagnozowano jeszcze guz
        brodawki Vatera. Nie mogła nic jeść, a jeśli zjadła to często
        wymiotowała albo miała problemy z wypróżnianiem. W ciągu 3 miesięcy
        schudła 16 kg. Dwa dni temu trafiła do szpitala, po tym jak zaczęła
        wymiotować jakąś cieczą o czarnym kolorze (przepraszam za aż takie
        szczegóły) i okazało się, że ma niedrożne przewody. Była strasznie
        odwodniona. Teraz dostaje tylko kroplówki. Operacja raczej jej życia
        nie uratuje, ale podobno może je przedłużyć, pod warunkiem, że się
        ją uda przeprowadzić w mamy stanie :(. Mam cały czas nadzieję, że
        tak, inaczej grozi jej śmierć głodowa...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.