Rak żołądka-czy to koniec...? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ja nadal nie wierzę w to co się stało i co się obecnie dzieje. A to co ma nastąpić...nie przyjmuję tego do wiadomości.
    Muszę się z kimś podzielić tym. Spróbuję to opisać.
    W poniedziałek (10.11) okazało się że moje Słoneczko ma raka żołądka. W wieku 35 lat. Czytałem że ten rak dotyka ludzi między 50-60 rokiem życia i bardzo rzadko poniżej 40 lat.
    Ona do dzisiaj jeszcze tego nie wie. Sytuacja była bardzo szybka. Otóż od ok 4 tygodni zacząła odczuwać bóle w lewym boku brzucha (teraz już wiadomo że to żołądek). Były to bóle, jak sama mi mówiła słabe i tylko momentami mocniejsze. Wcześniej czasami też ją bolało ale rzadko. Jak sama tłumaczy traktowała te bóle jak coś co poprostu się zdarza (jak ból głowy). Ostatnio bóle się nasiliły więc nakłoniłem Ją(co nie było łatwe) do zrobienia badań. W zeszłym tygodniu była na badaniu USG, które wykazało m.in. jakiś guz. Pani doktor, która przeprowadzała badanie podejrzewała chłonniaka tzw.MALT. Podobno nie groźny. Zaleciła natychmiastową gastroskopię. Umówiliśmy się na badanie na 12.11 w prywatnej klinice POPIELA w Krakowie. Niestety okazało się za późno.
    W poniedziałek złapał Ją potworny bół. Na szczęście byliśmy wtedy w pobliżu szpitala Żeromskiego w Krakowie. Także od razu dostała się do lekarza na oddziale ratunkowym. Oczywiście przyjęcie było typu "a Pani tu czego". Chociaż wiechała do sali przyjęć na wózku bo sama z bólu nie mogła się ruszać. Lekarz dopiero po chwili się zorientował że to coś poważnego. Podał dożylnie lek przeciwbólowy (coś na P). Jak bół trochę ustąpił wykonano RTG i miało być jeszcze USG. Ale RTG wystarczyło żeby zaczymać Słońce moje w szpitalu na oddział chirurgii ogólnej. Podejrzenie pęknięcia wrzoda żołądka. Jednak po paru minutach na oddziale (ledwo skończyli wypełniać jakieś papiery) zjawił się chirurg mówiąc że zabiera Ją od razu na salę operacyjną.
    Operacja trwała ok 3 godzin. Po operacji lekarz przyszedł z tą straszną wiadomością. Stwierdził że jest bardzo źle. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy co to oznacza. Teraz już wiem ale nadal to do mnie nie dociera. Nie wierzę w to.
    Okazało się że to rak żołądka, który zają prawie cały żołądek i co najgorsze inne narządy. Żołądek został prawie w całości usunięty. Podobno został bardzo mały kawałek.
    Jeszcze nie ma wyników histopatologicznych ale lekarze nie dają prawie żadnych szans....Mają próbować jakiegoś leczenia chemią.
    Ja boję się zapytać ile czasu jeszcze zostało.
    Słoneczko jeszcze nie wie tego co podobno nieuchronnie nastąpi. Wie jedynie o pękniętym wrzodzie, który się rozlał i o wycięciu części żołądka. Leży na oddziale intensywnej terapii. Wygląd świetnie, dzisiaj już nawet chodziła po pokoju (dwa dni po tak ciężkiej operacji!!!!). Jest bardzo silna. To nie możliwe że ma nastąpić to najgorsze. Czy to naprawdę nieuniknione? Ile jeszcze czasu będę się cieszył Jej obecnością, Jej widokiem, śmiechem, dotykiem. Jest dla mnie wszystkim.
    Czy można temu w jakiś sposób zapobiec. Ja zupełnie nie wiem co mam robić. A chciałbym Jej jakoś pomóc.
    • Witaj, ilekroc widze na forum wpis "rak żoładka" przezywam niepokój
      bo widze jak trudny jest to przypadek raka. Moj Tatus odszedł po 20
      m-cach walki z rakiem zoładka i to w wersji nieoperacyjnej (dwa razy
      próbowano operacji, ale był rozsiew a to na inne organy, a to w
      otrzewnej). Po pierwszej operacji prof. nie dawał zadnych szans, nie
      chciał nas nawet skierowac na chemie, ale inny lekarz stwierdził, ze
      choc rak zoładka jest mało wrazliwy na chemie nie nalezy rezygnowac
      i sie podawac. Rozpoczelismy chemie..guz, który w momencie wykrycia
      miał blisko 8cm zniknął, nastapiła reemisja z przełyku, trzustki,
      niestety w naszym przypadku nigdy nie była to reemisja całkowita,
      zawsze jednak pozostawał zmiana w scince zoładka, a z niej w
      momencie przerwy w chemii odrastła niestety guz :-( dla nas
      oznaczało to powrót na chemie, kolejne chemie i powtórka czesciowa
      reemisja, kolejna przerwa no i niestety za trzecim razem sie nie
      udało wrócic na chemie...nie zdazylismy, bo nastapiła nagla
      progresja, przerzuty i Tatus odszedł, ale wiem jedno chemia w Taty
      przypadku dała nam szanse na wspólne 20 m-cy, a dawano nam 2 maks. 3
      m-ce czasu. W Waszym przypadku mimo wszystko dokonano resekcji
      zoładka, z tego co piszesz został niewielki fragment nie usuniety
      byc moze z racji własnie nacieków na inne organy, ale jednak miejsce
      pierwotnego guza wycieto, jak napisałeś czuje sie nieźle jak na tak
      powazna operacje wiec nie mozecie sie poddawać!!! U mojego Tatusia
      chemia zadziałała i dała nam szanse by jeszcze z Tatem być, musicie
      wiec spróbowac chemii i wierzyc,ze pomoże!!! W Krakowie macie
      naprawde dobrych specjalistów, osobiscie odwiedziłam kilku prof. w
      Polsce i m.in. prof. Popiele naprawde jest wybitnym specjalista wiec
      zawsze mozecie sie z Nim konsultowac. Duzo robi pozytywne
      nastawienie pacjenta, mój Tata przez całe te 20 m-cy wierzył ze
      pokona raka, nawet w dniu smierci nie dopuszczał mysli,ze odchodzi
      wiec dbajcie o strone psychiczna - to naprawde bardzo ważne!!!
      Pytasz czy to koniec, ile zostało czasu...tego nie wie nikt, zaden
      lekarz Ci tego nie powie, bo nie da sie przewidziec reakcji
      organizmu, tak jak Ci pisałam mojemu Tacie pierwszy z prof. rokował
      2-3 m-ce a jednak przezył 20 m-cy mimo zmiany nieresekcyjnej, Wy
      macie jednak przewage, miejsce pierwotne raka usunieto i organizm
      jak widac jest silny skoro tak szybko wraca do siebie i tego sie
      trzymajcie. Na razie pozostaje czekac na wynik histopatu i potem
      poczekac na decyzje w kwestii rozpoczęcia leczenia chemia no i
      wierzyć, że uda sie jeśli nie pokonać to przynajmniej zatrzymać
      postęp choroby!!! Cieszcie sie tez kazdą chwilą razem, bo naprawde
      nic nie jest tak cenne w obliczu takiej choroby. Trzymam kciuki, w
      razie pytan jestem do dyspozycji, ja na forum w ramach
      watku "nieoperacyjny rak zoładka" poznałam wielu wspaniałych ludzi,
      którzy w nie jedynym trudnym momencie byli wsparciem jesli dzis bede
      mogła słuzyć wsparciem innej osobie to dla mnie tez to bedzie ważne!
      Pozdrawiam, Magda
      • witam wszystkich...
        mój tata 3 lata temu miał wycinany rak żołądka... powiedzieli że wycieli wszystko bo było w miarę wcześnie wykryte ale pół roku temu nagły strzał... rak rozsiany... to jest straszne co ta choroba robi z moim tatą :(. Schudł już 15 kg, sama skóra i kości, miał chemię ale nic nie pomogła, chociaż wyniki krwi ma jak na ten stan choroby dobre... lekarze kazali nam zapisać tatę do hospicjum domowego, żeby nie musiał tułać się już po tych lekarzach, musimy czekać 2 miesiące (dzwoniłam w listopadzie, także go końca grudnia musimy czekać), a tymczasem co dwa tygodnie jeździmy z moim tatą na punkcję ponieważ ta woda zbiera się strasznie szybko, ostatnio ściągnęli mu aż 7 litrów z brzucha. Lekarze nie mówią ile mojemu tacie jeszcze zostało, ale może ktoś z Was miał podobny przypadek albo słyszał czy ta woda w brzuchu to już oznacza koniec? że nic się nie da zrobić, tylko czekać?
    • Ah a w razie potrzeby moze odszukaj na forum watku "nowoczesne
      leczenie raka zoładka" tam było przeszło 300 wpisów od róznych osób,
      które zmagały lub zmagaja sie z tym rakiem - napewno jest tam wiele
      cennych uwag.
      • Witam Cię Magdo,
        Ja jestem Radek a moje Słońce to Beata.
        Dziękuję Ci ślicznie za odzew na mojego posta, za chęć pomocy i za okazane wsparcie.
        My zaczynamy walkę z tym dziadostwem. Mam nadzieję że będzie skuteczna. Chciałbym zrobić wszystko co możliwe aby pomóc mojej Beacie w powrocie do zdrowia. Boję się tylko tego że moja wiedza na ten temat jest praktycznie znikoma i że nie będę potrafił wykorzystać wszystkich możliwości.
        Czytałem Twoje przeżycia z ukochanym Tatą, które opisywałaś na tym forum. I z jednej strony czuję podziw za Twoją siłę i wytrwałość w niesieniu pomocy ukochanej osobie co podbudowuje mnie, ale z drugiej strony przeraża mnie to że nie będę w stanie zrobic tak wiele jak Ty.
        Powiedz skąd zdobyłaś tak dużą wiedzę o tej chorobie i o tym co trzeba robić? Czy nauczyłaś się tego już po dowiedzeniu się o tym nieszczęściu, które dotknęło twojego Tatę?
        Ja w chwili obcnej czuję się jak dziecko we mgle.
        Jesteśmy jeszcze przed wynikami badań histopatoplogicznymi także nie mogę jeszcze opisać szczegółów choroby, jak groźna ona jest. Wiem jedynie to co powiedział mi lekarz prowadzący, tzn. że stan jest bardzo zły i nie ma szans na wyleczenie.
        A Beata wygląda wg mnie świetnie po takiej operacji (tj. resekcji większości żołądka), którą miała w poniedziałek 10.11. Została już odłączona od większości rurek. Pozostało jeszcze dożylne karmienie + jakaś kroplówka. Ale to też się ma skończyć niedługo. Nie goraczkuje - najwyższa temp. to raz 37,2C. Sama już chodzi. Oczywiście nie w jest jeszcze w pełni sprawna, obecnie trzeba pomagać jej się np. umyć.
        Ogólnie Beata wygląda jakby miała wyjść za parę dni ze szpitala i zapomnieć że coś się wogóle stało.
        Naprawdę nie chce mi się wierzyć że "jak twierdzi lekarz" czeka ją najgorsze.
        Poza tym Ona jeszcze nie wie najgorszego że to rak żołądka i że lekarze nie dają jej szans.
        Powiedz czy lepiej żeby wiedziała całą prawdę czy też powinniśmy ją utzymywać w nieświadomości.
        To staszne kiedy słucham jej planów na przyszłość. Kiedy jestem przy Niej w szpitalu to staram się śmiać, nie chcę jej po sobie pokazywać że jest aż tak źle. Widząc Ją taką pogodną i uśmiechniętą nie mam problemów z ukryciem tych fatalnych nastrojów (nie wiem czy to dobrze i czy to normalne).
        Teraz muszę kończyć. Napewno się odezwę jak tylko zdobędę wiecej informacji.
        Pozdrawiam Cię Magdo
        Radek
        • Witam Radku

          Magda i Koleżanki z wątku "nowoczesne leczenie raka żołądka..." są
          ogromną kopalnią wiedzy !!!! I ZA TO IM DZIĘKUJĘ. Nawet nie zdają
          sobie sprawy z tego jak wiele od Nich można się nauczyć..... I choć
          większość z nich zakończyła już zmagania z chorobą najbliższych dla
          mnie ten wątek jest wciąż aktualny, ponieważ mój mąż jest po
          całkowitej resekcji żołądka, radio- i chemioterapii.
          I żyję nadzieją,że wszystko co najgorsze, jest za nami (ale to
          bardzo, bardzo trudne ).
          To czy mówić ukochanej osobie,że nie ma szans, to zależy na ile
          potrafi znieść taką prawdę; na ile potrafi wstać i walczyć dalej....

          Myślę,że powinieneś poczekać na wyniki badania histopatologicznego,
          bo one są "wyrocznią" co do dalszego postępowania medycznego i nie
          tylko.

          Przypomniała mi się taka sytuacja ze szpitala,gdy leżał w nim mój
          mąż - operowano wówczas 18-latkę z rakiem żołądka i przełyku.Mówiono
          o tym na oddziale, bo była to bardzo rozległa operacja, długo
          trwająca, zaangażowano kilku lekarzy ... Były rozmowy czy warto
          było.... Lekarz powiedział,że dopóki są jakiekolwiek szanse, to
          zawsze warto !!!!! Bo nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje na
          dalsze leczenie !!!!

          Jeśli chodzi o plany na przyszłość - czy chciałbyś, by Ktoś Ci je
          odebrał ??? Myślę,że każdy marzy; i młody i stary;chory i zdrowy;
          jeden bardziej realnie, drugi buja w obłokach. Ale zawsze warto
          marzyć, snuć plany; to powoduje że się rozwijamy, idziemy do przodu,
          inaczej funkcjonujemy.

          Odkąd mąż zachorował, przeczytałam dużo książek o nowotworach,
          psychologii w tej dziedzinie. I choć nie ze wszystkim się zgadzam,
          nie ze wszystkim daję sobie rady psychicznie, to uważam,że zwłaszcza
          TYM LUDZIOM trzeba dać szansę na marzenia, na plany... na coś co
          pozoli choć na chwilę oderwać się od raka i myśleć o czymś innym, o
          czymś pozytywnym, nawet czasami nierealnym.

          Serdecznie pozdrawiam
          PRZY OKAZJI DZIĘKUJĘ: madrek76, barbara_arciuch,attena11.... i wielu
          wielu innym, Którzy poprzez swoje zmagania pomogli lub pomagają innym

          Ewa
          • Witam Ewo,

            Po pierwsze dziękuję za wsparcie i słowa otuchy.
            Poza tym małe wyjaśnenie. Ja oczywiście bardzo się cieszę kiedy słucham planów mojej Beaty. Straszne jest to że możemy ich nigdy nie zrealizować.
            Mam prośbę do Ciebie. Jako że jesteście razem z twoim mężem na dalszym etapie nierównej walki z tą potworną chorobą opisz proszę jak wygląda sytuacja twojego męża. Kiedy się dowiedział o chorobie, jak doszło do operacji, czy są przerzuty, jak przebiega leczenie, czy czuje ból, jakie są rokowania lekarzy.
            Z góry dziękuję i życzę powrotu do zdrowia twojemu mężowi.
            Pozdrawiam,
            Radek
        • Witaj Radku,
          Kilku dniowy wyjazd do stolicy w sprawach słuzbowych sprawił ze
          dopiero dzis tu zagladam,ale ciesze sie ze juz pare innych osób
          napisało ci to co i ja chciałam napisać. Ja na poczatku choroby Taty
          czułam sie tak samo rozdarta i nieporadna jak małe dziecko które nic
          jeszcze nie wie i przed którym szybki kurs poruszania w trudnym
          swiecie medycyny. Czytalam ksiazki, przeszukiwałam internet i
          czepiałam sie kazdej iskierki o nowym zarejestrowanym programie
          chemii, leku na odpornosc itd. az trafiłam na to forum, pytałam
          ludzi na forum czy pacjentów, rozmawiałam z ludzmi którzy te chorobe
          pokonali, bo to dawało siły oraz przezywałam ból jak widziałam wpis,
          ze ktos odszedł,bo to uswiadamiało,że rak bywa nieprzewidywalny. To
          tu dowiedziałam sie o lekarzach w Polsce specjalizujących sie w raku
          zoładka, to tu dostał tel. adresy i to dzieki osobom z forum nie raz
          miałam siłe by wierzyc, by walczyc no i rzecz jasna w pierwszym
          rzedzie nastawienie mojego Taty, który wierzył usilnie,że bedzie
          dobrze i mi w pełni ufał, dawało nam siłę! U Taty wykryto raka
          zoładka w Warszawie,był u znajomych,mówił ze cos ostatnio mniej je,
          a znajoma pracujaca w szpitalu MSWiA załatwiła przyjecie na oddział
          na pełna diagnostyke, pocztakowo wyniki super (na 36 parametrów z
          krwii i moczu,tylko cholesterol nieznacznie podwyzszony, marker CEA
          zaledwie 0,8, dopiero gastroskopia pokazała co sie dzieje, wyciniki
          na cito i wynik który Tata sam odebrał "gruczolakorak", pamietam jak
          do mnie zadzwonił z ta wiadomoscia i mówił,że wpisano go na liste do
          operacji,ale ze chyba sie pomylili, bo go przeciez nic nie boli
          tylko mniejsze porcje jadł i nic wiecej...cóz był przykładem
          pacjenta bezobjawowego, którego wyniki były idealna a rak sie
          rozwijał :-( szkoda bo nie dało to nam szans na wczesniejsze
          wykrycie! Stad dzis kazdemu kto ma problem z zoładkiem radze - co 2-
          3 lata gastroskopia!!! Tata poznał diagnoze sam, ale lekarz
          prowadzacy nie powiedział mu o złych rokowaniach a jedynie
          opowiedział o koniecznosci resekcji, wytłumaczył,że bez zoładka
          mozna zyc i ze jesli bedzie taka koniecznosc czeka go chemia.
          Uwazam, wzorem innych tu osob ze ten fakt pacjent powinien wiedziec,
          ale wystarczy by Beata wiedział, ze resekcja byla spowodowana rakiem
          i ze czekać ją będzie dłuższe leczenie (po wyniku histopatologicznym
          decyzja czy radio czy/lub i chemioterapia). Ah jesli bedziesz chciał
          konsultowac przypadek Beaty z innym lekarzem (dla mnie naprawde
          niesamowity podejscie ma dla pacjentów prof. Popiela wiec z nim
          warto bcy w kontakcie) to warto oprócz wypisu ze szpitala poprosic o
          protokół operacji i to mieć juz dla siebie własnie na te konsultacje
          z innymi lekarzami, to daje obraz tego "co w srodku było/jest",
          wypisy sa najczesciej ogólnikowe z diagnoza i przebiegiem, a
          protokół jest szczegółowym dokumentem. Wazne bedzie to gdzie sa te
          przerzuty - cos wiesz wiecej na ten temat??? Natomiast nigdy nie
          mówiłam Tacie o złych rokowaniach,czy teraz o przerzutach, uwazam ze
          nie miałam prawa zabierać mu nadziei i sił do walki z chorobą. To,
          że rak to nie wyrok sa przykłady,choc ja nauczyłam sie tez jednego -
          nie ma dwóch identycznych raków bo nie ma dwóch identyczych
          organizmów, u kazdego choroba przebiegac moze inaczej, nawet przy
          tym samy typie i zaawansowaniu raka moze byc inny rozwój choroby, u
          jednych chemia działa, u innych nie, jedna osoba znosi chemie
          nieźle, inna cieżka, bo reakcje organizmu bywaja niedoprzewidzenia.
          Wiem, że w obliczu nacieków czy przerzutów lekarze stawiaja złe
          prognozy, mi prof. który tate operował powiedział,że to kwestia 3-6
          m-cy,bo sa nacieki, a chemia w raku zoładka ma znaczenie tylko
          paliatywne, a jednak zadziałała i mielismy naprawde duze reemisje i
          Tata znosił chemie nieżle, poza jedna na która reakcja był ciezka
          ale z czasem i z takimi ciezkimi skutkami chemii sobie radzilismy,
          zawsze na forum znajdziesz wskazówki, jak nie poprostu zawsze pytaj,
          to ze Taty nie ma z Nami nie znaczy ze nie czuje sie zwiazana z tymi
          ludzmi i mam swoisty dług do spłacenia, dostałam tu wsparcie i siły
          do walki wiec chetnie sie tym teraz podzielę. Mi lekarze
          powiedzieli, że 20 m-cy przy nieoperacyjnym raku zoładka z rozsiewem
          w otrzewnej to naprawde sukces a Wy przynajmniej macie jeden element
          za soba, bo miejsce pierwotnego guza udało sie wyciac!!! Stan Beaty
          jak piszesz jest dobry wiec po tym pierwszym szoku jaki ja czeka na
          dzwiek słowa "rak" (na poczatku wielu pacjentów wrecz neguje
          poprawnosc diagnozy, uwaza ja za błedna) potem wazne by miała siłe
          do walki. Jak piszesz ma marzenia i to dobrze, mój Tatus tez je miał
          i sadze,ze w duzej mierze one dawały mu siłe,podobnie jak wiara w
          Boga,ktora dodawała mu sił i nasze wsparcie!!! Najwazniejsze bys był
          słuchał,i jak najwiecej rozmawiał o tym co czuje.Ah i to, że teraz
          starasz sie ukrywać swoje uczucia nie uwazam ze cos złego, sama
          postepowałam podobnie i to do ostatnich chwil zycia, nie mogłam
          przeciez pokazac ze sie boje ze choroba pokonuje Tate, bo mój
          niepokój przeniósł by sie na Niego, uwazam ze mamy byc wsparciem dla
          bliskich, a nie ich pograzac. Mój Tatus bardzo we mnie wierzył ale
          jednoczesnie wyczuwał kazdy taki nastrój wiec nauczyłam sie przez te
          20 m-cy zyc jego optymizmem i dawac mu wiare!!! Pamietaj tez o
          jednym - zaden lekarz nie moze przewidziec w pełni co sie wydarzy i
          za ile m-cy, wiem jedno trzeba walczyc do konca, gdy mówiono mi ze
          chemia nie ma sensu szłam do innego lekarza bo uwazałam, ze jesli
          sie czegos nie spróbuje nie bedziemy wiedziec czy działa, zreszta
          prof. Popiela był takiego samego zdania wiec zawsze nalezy
          próbować!!! Pisz co u Was, mam nadzieje, że Beata coraz silniejsza i
          że Ty zbierasz tez siły na te walkę, bo bedziesz jej napewno bardzo
          potrzebny duzo łatwiej wtedy przez te walke przechodzić i wiem, ze
          sobie poradzisz bo sposób w jaki piszesz o Niej swiadczy o tym jak
          bardzo jestescie ze soba zwiazani, a dobre nastawienie do tej
          choroby to naprawde bardzo wazna sprawa! Opiekuj się nią teraz a jak
          bedziesz chciał pytać to czekam tu na forum lub na maila:
          madrek@poczta.onet.pl - ah wiesz może jaka grupę krwi ma Beata??
          Pozdrawiam cieplutko Was oboje. Wiele osób z forum znam tylko stad,
          tylko "gontche" udało mi sie poznac osobiscie (wielkie dzieki Aniu
          za wsparcie) ale nie raz mam poczucie wyjatkowej wiezi z osobami
          stad...cóz zjednoczyła nas wspólna sprawa.
          • Witaj Magdo,

            Niestety nie wiem, które organy oprócz żołądka zajął rak. Prawdę mówiąc to boję się podejść i zapytać lekarza o więcej szczegółów. Chyba poczekam do czasu nadejścia wyników badań histopatologicznych. Na razie nie chcę niszczyć tego dobrego nastroju z ostatnch dni. Czekam każdego następnego dnia kiedy będę u Beaty. Widząc ją uśmiechniętą w szpitalym łóżku i w pidżamie (w słoniki) zapominam że coś złego się zdarzyło i że z łatwością sobie poradzi z tym ochydztwem. Ona wygląda jak okaz zdrowia. Została już odłączona od wszystkich rur. Nawet już normalne je i pije. Oczywiście na razie jakieś kleiki, które popija rumiankiem. Nawet nie potrzebuje leków przeciwbólowych. Śmieje się sama z siebie że może teraz zapomnieć o bikini, ze względu na bliznę nabrzuchu. Cała Ona.
            Oczywiście Beata czuje niepokój związany z chęcią poznania powodu operacji i resekcji częsci żołądka. Mówi że jest przygotowana na wszystko twierdząc że co ma być to będzie. Sama chce rozmawiać z lekarzem prowadzącym ale on jest trudny do złapania. Cały czas na jakichś operacjach. Może to dobrze w tej chwili. Też jestem zdania że powinna wiedzieć że to rak żołądka ale bez tych najgorszych rokowań.

            Dzięki za radę co do tego protokołu z operacji. Oczywiście będziemy się tego domagać. I napewno skorzystamy z konsultacji u prof. Popieli.
            Co do dalszego leczenia to słyszałem od jednego lekarza że bedą próbować jakiejś chemii, ale na razie nie mam pojęcia co to za chemia będzie.
            Czy możesz mi podpowiedzieć tytuły i autorów sensownych książek o raku?
            Aha grupa krwi Beaty to ARh+. Czy to ma jakieś znaczenie?
            Oczywiście dam znać gdy tylko się dowiem czegoś więcej. Mam nadzieję że będą to dobre informacje.
            Pozdrawiam Radek
            • Nie pisałam bo ostatnio wlaczyłam z grypo-anginą ale juz jest
              lepiej. Radku co u Basi?? Jak wyniki histopatologiczne? Bądź przy
              Beacie w tych momentach trudnych gdy pozna diagnoze i wspieraj ją,
              ale nie mówcie o rokowaniach - Ona musi mieć siły i pozytywne
              nastawienie do walki z tym paskudztwem. Jesli wyniki Beaty beda
              dobre to jak znam życie bede próbowali schematu DCF, choc to jeszcze
              kwestia gdzie sa przerzuty. Prof. Popiela gdy powiedziałam ze
              Wrocław u Taty taki schemat wybrali powiedział ze na ten moment to
              najlepsze co mozna w raku zoladka podac,ale jednoczesnie mówił ze
              odpowiedzi na chemie w raku zoładka są rózne,zawsze jednak nalezy
              wierzyć że Beata okaze sie wrazliwa na chemie i dzieki niej poradzi
              sobie ona z przerzutami. Pytałam o grupe krwi, bo własnie grupa A
              jest najbardzije obciązona ryzykiem raka zoładka, z badan w Wielkiej
              Brytanii i Japonii jakie czytałam w internecie wszedzie te wyniki
              wskazywały ze 85-90% chorych ma taka grupe krwi wiec chciałam to z
              ciekawosci potwierdzic. Ale jednoczesnie grupa krwi A jest
              specyficzna jesli chodzi o odzywianie, nalezy unikać miesa bo w
              ludzi z ta grupa krwii jest ono trwaione nawet do 48h gdzie u innych
              4-5h i niestety wszelkie toksyny zawarte w miesie przy tak długim
              trawieniu obciazaja organizm. Nalezy jesc duzo ryb i
              warzyw...szkoda,że kiedys tego nie wiedziałam, mój Tata uwielbiał
              mieso:-( Oby te wiesci były jak najlepsze co do stanu Beaty -
              trzymam za Was kciuki!!! ODezwij sie jak coś juz bedzie wiadomo.
              Magda
    • Witaj. Do tej pory nie byłam aktywnym uczestnikiem forum , ale po
      przeczytaniu Twojego wpisu postanowiłam napisać . Przede wszystkim
      ja jestem 21 miesięcy po całkowitej resekcji żołądka , śledziony i
      węzłów . Powód , a jakże nowotwór żołądka . Nie przechodziłam
      żadnych chemioterapii i radioterapii , bo mój stan po opercji
      (powikłania ) na to nie pozwalał . Obecnie jestem pod kontrolą
      onkologiczną . W momencie operacji miałam 38 lat , to ponoć niedużo
      jak na tę chrobę , ale dzisiaj choroby nie chcą trzymać się
      standartów . Ja o diagnozie dowiedziałam się od lekarza w obecności
      męża . Dziasiaj z perspektywy czasu uważam , że nie należy ukrywać
      przed chorym co mu dolega . Ja wiem , że trudno jest powiedzieć
      osobie bliskiej o strasznej chorobie , ale uważam , że chory
      powinien wiedzieć z czym się zmaga . Ja do dnia operacji( operowana
      była w w 10 dniu od usłyszenia diagnozy ) żyłam jak w amoku , tak
      jakby ta sytuacja nie dotyczyła mnie , ale przyszedł taki moment , w
      którym powiedziałam , ja jestem za młoda żeby mnie pokonała
      choroba , ja przecież mam plany . Ważne jest nastawienie
      psychiczne . Po pięciu miesiącach od operacji wróciłam do pracy , w
      chwili obecnej jestem w trakcie badań kontrolnych przed wizytą u
      onkologa i nic nie wskazuje ,żeby miało dziać się coś złego .
      Diagnoza rak żołądka nie oznacza końca , może być trudno , może
      czasem boleć , ale należy wierzyć , wszystko jedno w co , ważne jest
      aby mieć " kopa " do życia . Dla mnie to jest rodzina mąż i
      dziecko . Trzymam mocno kciuki .Jolka
      • Witam...ja również jestem po resekcji zołądka <rak>,operacje miałam
        w lipcu tego roku ,obecnie jestem po czwartym kursie hemii a zostały
        jeszcze dwa kursy i myślę że to będzie koniec leczenia bo czuje sie
        b.dobrze,także dopuki walka trwa to mamy szansę,bądż przy żonie i
        nie dopuszczajcie myśli że będzie żle ,musi byc tylko dobrze!
        Ja od poczatku choroby wiem że to rak bo sama z nim walczę ,na
        początku to nie docierało do mnie ale teraz jestem już silniejsza
        psychicznie i daje radę a ty pamietaj rak żołądka to nie znaczy
        koniec to początek walki którą można wygrać,GŁOWA DO GÓRY -
        pozdrawiam Anka
        • Witam

          Radku - mam jedną radę.Powiedział mi to młody lekarz jeszcze przed
          operacją męża,bym nie uprawiała najkrwawszego ze sportów w onkologii
          jakim jest porównywanie wyników, sytuacji i wyszukiwanie,że komuś
          napewno jest gorzej lub nie daj Boże lepiej (cytuję dosłownie jego
          słowa).

          Staram się o tym pamiętać i wiem jeszcze jedno - każdy ma swój
          sposób walki z ta chorobą;u każdego przebiega to inaczej; inne jest
          stadium zaawansowania choroby, inna dawka chemii, czasami inny
          odstęp czasowy pomiędzy jedną dawką a drugą; poza tym od zeszłego
          roku zmieniły się standardy postępowania jeśli chodzi o chemię;
          wszystko zależy też od ośrodka w którym Beata będzie się leczyła.

          Myślę,że Kraków to bardzo dobry ośrodek.

          Teraz skupcie się na rehabilitacji .Po otrzymaniu wyników
          histopatologicznych zostanie podjęta przez lekarzy decyzja o radio-
          lub/i chemioterapii. Nie myśl na zapas, bo i tak wielu spraw nie
          przewidzisz. Jeśli potrzebna będzie radioterapia to tak
          zoragnizujesie się,by z niej po prostu skorzystać. Jeśli będzie
          chemia - zależy jeszcze jaka - to będziecie musieli przeorganizować
          swoje życie.

          O raku będziesz musiał powiedzieć, gdy lekarze podejmą dezycję o
          dalszym leczeniu; zresztą Beata zorientuje się sama, skoro korzystać
          będzie z poradni, przychodzi czy oddziału onkologicznego. Jej
          nieświadomość może polegać tylko na braku wiedzy dotyczącej
          złośliwości raka lub jego zaawansowaniu.


          Trzymaj się dzielnie
          Jak czytasz, nie jesteś sam
          Pozdrawiam
          Ewa
          • Witam Ewo,
            Jeżeli chodzi o reorganizację naszego życia to nie jest to problem. Zrobię co w mojej mocy aby pomóc Beacie. Dla mnie to nie problem.
            Beata sama się domyśla już teraz że to nowotwór. Jest inteligentną osobą. Nie chce wierzyć że to tylko pęknięty wrzód. Jest poza tym silna i myślę że da sobie radę gdy lekarz potwierdzi Jej domysły. Będę starał się Ją wesprzeć jak tylko potrafię.
            Na dzisiaj Jej stan jest bardzo dobry i rehabilitacja przebiega wzorowa.
            Tak, masz rację, widzę że nie jestem sam. Ludzie są wspaniali.
            Pozdrawiam
            Radek
        • Witam Aniu,
          Tobie też dziękuję za dobre słowo.
          Beata nie jest jeszcze moją żoną. Ale to ma się zmienić. To właśnie część tych planów, o których pisałem wcześniej.
          Pozdrawiam i życzę zdowia
          Radek
      • Witam Jolu,
        Dzięki za wsparcie. Dzięki takim ludziom jak Ty mam poczucie że nie jesteśmy sami w walce z chorobą. To naprwdę dodaje sił. Właśnie się o tym przekonuję.
        Życzę utrzymania dobrego stany zdrowia.
        Pozdrowienia dla Cibie i całej rodzinki.
        Radek
        • Musiałam dojrzeć do tego żeby napisać.
          Mój mąż jest 9 miesięcy po operacji , po przerwanej chemioterapi(
          organizm powiedział poprosto nie),o chorobie wie od początku. Oboje
          zbliżamy się do 50tki ale mamy wciąż plany i marzenia, powtarzmy
          sobie że pierwszy raz wygraliśmy 20 lat temu z rakiem u męża i
          wierzymy że teraz też się uda.Po operacji było dużo złych dni , 2
          miesiące przyjmowania antybiotyków, spadek wagi ponad 40 kg, a teraz
          przytył 10 kg w 4 miesiące bez żadnych leków wspomagających. Każdy
          kto ma kogoś kto go kocha jest silnieszy w walce z chorobą. Musicie
          wierzyć że się uda.
          Marysia
    • Witam!Jest mi strasznie przykro,że musicie borykać się z tą straszną
      chorobą. Wiem ile siły człowiek musi z siebie wykrzesać aby z nią
      walczyć,dlatego z całego serca życzę przede wszystkim
      siły ,cierpliwości i przede wszystkim upragnionego powrotu do
      zdrowia. Rokowanie zależy przede wszystkim od typu
      histopatologicznego raka.Bardzo pocieszające jest to ,że ona się
      żywi (może zjeść). Jeśli chodzi o wiek chorych rzeczywiście
      piszą ,że jest to przeważnie choroba lat 50-60-tych(mój mąż miał 31
      lat).Boże tak cholernie chcę dodać Wam sił ...
    • Wczoraj się dowiedziałam, że Beata niestety odeszła 23.01 i mimo
      resekcji zoładka walka okazała się zbyt nierówna :-( Współczuje Jej
      Bliskim,bo wiem co to znaczy patrzyc na bliska osobe, gdy nie je,
      nie pije :-((( Jak napisał mi w mailu "radkru75" zasneła i się nie
      obudziła po 74 dniach od diagnozy...:-((( I znów okazało się, że rak
      żoładka bywa bardzo agresywny i niestety bardzo źle rokujacym gdy
      wychodzi poza sam zoładek (a w Polsce wykrywany niestety w takich
      stadiach) - okazuje się wtedy,że tak naprawde to kwestia czasu...
      Czasami myśle,że te 20% przezywalności to chyba nie dotyczy Polski,
      bo ilekroć słysze rak żołądka to zbyt wiele osób niestety przegrwa -
      dlatego chyba warto wzorem Japonczyków co 2-3 lata robic
      gastroskopie i badać sie na Helicobacter Pyroli ( z tym ze nie z
      testów aptekowych!!!) można za to z testu oddechowego na HP - wiem
      kosztuje ok. 90-100 zł ale warto!!! Ostatnio prof. gastrolog u
      którego byłam zalecił poza testem takze przyjmowanie przez rok Wit
      C500 mg raz na dobe wg badań mozna w ten sposób pozbyć sie
      intruza!!! A "radkru75" NAJSZCZERSZE WYRAZY WSPÓŁCZUCIA :-(
      • bardzo,bardzo współczuję najbliższym Beaty....
        zrobiło mi się okropnie smutno,mimo iż Jej przecież osobiście nie znałam,ale
        wyobraziłam sobie,co musiała przeżywać Beata i jej Rodzina....
        brak mi słów,coraz młodsi odchodzą z tego ziemskiego padołu,jedyne pocieszenie
        to to,że Tam jest lepiej,ale niestety odchodzi jedno z nas a reszta zostaje w
        żalu,smutku,rozpaczy i bólu....
        życie jest piękne,tak się mówi,a ja tylko dodam,że piękne są tylko chwile,a
        życie to w zasadzie jest bardzo smutne
        pozdrawiam walczących i pogrążonych w smutku
        Ela
        • Wyrazy współczucia dla bliskich Beaty. To smutne... Bardzo często tu
          zaglądam, chociaż żadko coś piszę. Chyba nie mam juz siły. Moja Mama
          ma zdiagnozowanego raka żołądka od 14 miesięcy. Jest to rak
          nieresekcyjny , z przerzutami na śledzionę, watrobę węzły chłonne i
          tak naprawdę nie wiem co jeszcze. Najgorsze że jest coraz gorzej,
          jest coraz słabsza. to straszne patrzeć jak bliska osoba gaśnie w
          oczach....
          • Bardzo współczuję bliskim Beaty. To bardzo przykre, Taka młoda osoba.
            Ja również nie mam siły a co najgorsze wiary. Moja mama miała
            postawioną diagnozę nieoperacyjnego raka żołądka w VI 2007r. W
            kwietniu 2007 pierwsza operacja kiedy miała postawioną diagnozę
            stenoza, usunięto część żołądka, Odynator zapewniał że wszystko w
            porządku, w VI dostaliśmy wyniki wycinków po operacji kiedy dopiero
            okazało się że to rak. W VII druga operacja w CO W-wa gdzie tylko
            wykonano zespolenie. Ostatnio mama czuje się nie najlepiej ale nie
            wiemy czy z powodu grypy czy są już jakieś przerzuty na płuca.
            Lekarka "pierwszego kontaktu" która ją badała stwierdziła że ma
            zmiany na oskrzelach i jest w trakcie brania antybiotyku. Zobaczymy
            co dalej bo na razie odwołaliśmy wizytę w CO z powodu grypy, zresztą
            wszyscy chorowaliśmy więc mama ma nadzieję że to tylko
            przeziębienie. Męczy ją kaszel i jest osłabiona. Ja czekam na swoje
            wyniki cytologii bo w VII wyszła mi III gr. Mój wspaniały i wielce
            uczony gin pobrał mi wycinki i od razu nic nie mówiąc zrobił
            elektrokoagulację choć wcześniej mówił że jak wyjdzie I lub II gr to
            właśnie zrobi ten zabieg a III gr się dalej diagnozuje. Nie wiem co
            mu odbiło Ja po tym zabiegu czułam się okropnie bolał mnie brzuch i
            plecy. Miałam odczekać pół roku i powtórzyć cytologię. Bardzo sie
            boję bo nadal czuję się nie najlepiej. I jak słyszę gdzieś słowo rak
            to mnie paraliżuje. Wcześniej nie zwracałam uwagi a teraz ogarnia
            mnie strach.
            • Witam
              Bardzo, bardzo często myślałam o Beacie i Radku i jest mi
              smutno...Przykro,że tak szybko się zakończyła ta walka.

              pozdrawiam wszystkich walczących i wierzących, że się uda.
              Ewa
              • Tylko jak tu wierzyć, gdy każdy dzień jest coraz gorszy... Gdy każda
                kolejna chemia zamiast zabijać to paskudztwo tylko osłabia
                organizm,a co chwila pojawiają sie nowe przerzuty.Gdy trzeci rzut
                chemii tym razem Campto, wywołuje tak dużo skutków ubocznych, że
                każda następna seria może moją Mamę zabić.Moja Mama słabnie z każdym
                dniem,je coraz mniej, ma bóle brzucha, coraz więcej leży,śpi. To
                straszne tak patrzeć jak najbliża osoba powoli odchodzi . Już nawet
                boję, pytać się lekarzy jaki jest jej stan,w tej chwili to już nie
                jest aż tak istotne przy takim postępie choroby. Najważniejsze to
                byc przy nie i nie pozwolić żeby cierpiała...
                • Kati5, basmix1970...swietnie Was rozumiem i wiem co przezywacie,
                  przychodzi taki moment, gdy niestety musimy sie pogodzic ze choroba
                  wygrywa - wiem czuje sie bezsilnosc, złosc, a czasami juz takie
                  zmeczenie i niewiare ze brak sił, ale własnie wtedy Nasi bliscy
                  potrzebuja naszego wsparcia - moj Tata w tych ostatnich 2 tyg. nawet
                  na chwile nie chciał zostac sam, spedzałam z nim całe dnie i noce i
                  dzis dziekuje Bogu ze dane mi to było, ze mogłam być z Nim do samego
                  końca. Gdy widzimy, ze stan staje sie coraz mniej stabilny pozostaje
                  modlitwa i wsparcie oraz zapewnienie bliskim by nie bolało, by nie
                  czuli ból. Wiem co czułam gdy Tata przestał juz w ogóle jesć (taki
                  stan u nas trwał 2,5 dni) gdy nie mogłam podac łyzki wody bo nasilał
                  sie krwotok z guza w zoładku i jedyne co mogłam to moczyc wacik i z
                  tego wacika Tata spijał wode to chwile w których serce peka i chesz
                  płakać, krzyczeć "dlaczego Boze" a z drugiej strony modliłam sie do
                  Boga by dał Tacie ulge i spokojna smierc, bo cóz to za zycie kiedy
                  tak cierpi osoba która tak kochamy. Stad badzcie przy swoich
                  bliskich, spedzajcie jak najwiecej czasu, te chwile kiedy mozna
                  jeszcze przytulic, potrzymac za reke, pogłaskac sa potem
                  najcenniejszym wspomnieniem, ja do dzis pamietam Taty zapach i
                  ciepła dłon,która trzymał moja dłon gdy odchodził. Nigdy nie
                  myslałam, ze bede zamykac oczy Tacie po śmierci i trzymac go za reke
                  gdy bedzie odchodził - wydawało sie to tak odległe nawet gdy juz
                  wiedziałam ze ma raka zołądka i to nieoperacyjnego, w sercu zawsze
                  była jednak nadzieja, ze zdarzy sie cud... w pewien sposób zdarzył
                  bo dał nam 20 m-cy razem ale wciaz nie umiem sie pogoadzic dlaczego
                  cierpiac :-((( Stad warto chłonąć każda chwile z bliskimi kiedy
                  wciaz z nami są!!! I wierze tez w jedno...wiele razy słyszałam, ze
                  przed smiercia sie stan chorego potrafi poprawic u Tatusia tez tak
                  było wieczorem (dzien przed smiercia) nagła poprawa, mógł sam usiasc
                  na łózku, swobodnie rozmawiac, ustał krwotok z guza w zoładku,
                  czułam nadzieje, ze moze jednak uda sie wrócic na chemie ze w koncu
                  zabiore Tate do domu, a kilka godzin później juz go nie było...dzis
                  traktuje to jako dar od Boga by mógł z Nami jeszcze porozmawiac ten
                  ostatni raz, potem o poranku nagłe załamanie i Taty odpowedzi to
                  poejdyncze juz tylko słowa. Wam zycze wytrwałosci i duzo
                  wewnetrznego ciepła, wiary, miłosci i oby Wasi bliscy jeszcze jak
                  najdłuzej z Wami byli!!! Pamietam w modlitwie!!!
    • Bardzo ,bardzo współczuje bliskim Beaty bądżcie dzielni w walce z
      bezsilnością,na poczatku choroby pisałam do Radka aby sie nie
      poddawał pomagał w walce ale się nie udało, Boże jakie to trudne...
      Moja walka trwa ,drugiego stycznia skończyłam chemioterapię ,
      zrobino mi tomograf i gastroskopię, jest wszystko dobrze następna
      kontrola w marcu ,daj Boże żeby było OK,a ja czuje się dobrze nawet
      pracuję, bo w domu psychika siadała a teraz nie mysle o chorobie .
      Pozdrawim wszystkich krórzy tu zagladają łącze się z wami w
      cierpieniu ,ale nie dajmy się i miejmy nadzieję że ktoś nad nami
      czuwa bo ta wiara daje mi siłę-Anna
      • Ciesze sie, ze Komus sie udaje z ta choroba wygrac i oby Twoje
        leczenie zakonczyło sie sukcesem bo juz zupełnie zwatpiłam w te 20%
        przypadków wyleczenia w raku żoładka. Wiem kazdy przypadke jest
        inny.. inny rodzaj raka, inny zasieg, inna rozległosc...niestety
        wiem jedno ze przypadki nieresekcyjne lub gdy operacja była tylko
        czesciowa koncza sie zawsze tak samo...niestety rak zoladka jesli w
        pore nie został wykryty, wyciety i poddany chemi lub/i radioterapii
        nie daje szans, Ty miałaś to szczęscie że jestes po operacji i bede
        modlic sie by kolejne badania juz zawsze były ok! Takich przykładów
        potrzeba na tym forum, szczególnie w watku "rak zoładka" bo niestety
        jak niedawno przejrzałam cały ansz watek to strasznie duzo osób z
        tego watku odeszło... od pierwszych chwil wykrycia raka zoładka
        słyszałam "nieoperacyjny rak trzustki i zoładka rokuje bardzo źle"
        ale czlowiek zawsze wierzy - ja tez, jednak słowa tych lekarzy sie
        sprawdziły to tylko kwestia czasu ile dane bedzie naszym bliskim
        zyc...i jak pokazuje przykład Beaty starsznie smutny zaledwie 74 dni
        od diagnozy po okresy 2 lat w innych przypadkach. Ty walcz i musisz
        wierzyć, że wygrasz - ktoś musi, skąś te 20% wzieli!!!
        • Wiem że czeka mnie długa i trudna walka ale gdyby nie moja
          determinacja na poczatku choroby może w tej chwili nie wiedziałabym
          o chorobie albo nie byłoby mnie tutaj.Sama wiesz jak trudno jest od
          lekarza rodzinnego wydobyć skierowanie na szczegółowe badania.
          Jednak zrobiłam gastroskopie i niestety diagnoza...natychmiast
          operacja a wynik chist.potwierdził że to pierwsze stadium raka, więc
          trzymam się tego i żyje tą nadzieją że mam szanse wygrać.
          Wiem jak trudno wygrać bo czytam jak ta walka wygląda u innych ,ale
          do końca jest nadzieja i wiara ,że może stanie się cud ...pozdrawiam
          Ania
          • Wierzę że się uda!!! Masz tę przewagę,że to początkowe stadium, u
            Naszych bliskich w wiekszosci to było III lub nawet IV stadium
            choroby, gdzie rak wykraczał poza sam zoładek i stad te losy były
            takie a nie inne, ale masz racje problem tkwi w tym, ze lekarz
            rodzinny jest "najmądrzejszy" sam bez badan szczególowych potrafi
            leczyc i tylko własna determinacja i reagowanie na pierwsze sygnały
            daja szanse stad dobrze,ze tak szybko nastapiła diagnoza i
            leczenie!!! Musi byc dobrze - trzymam kciuki :-)))
            • proszę napisz jeśli możesz,co Ci dolegało, jakie miałaś pierwsze objawy,które
              skłoniły Cię do chodzenia do lekarza,do zrobienia gastroskopii itp.
              bardzo mi na tym zależy,więc czekam z niecierpliwością na odp.
              serdecznie pozdrawiam Ela
              • elsy napisała:

                > proszę napisz jeśli możesz,co Ci dolegało, jakie miałaś pierwsze
                objawy,które
                > skłoniły Cię do chodzenia do lekarza,do zrobienia gastroskopii itp.
                > bardzo mi na tym zależy,więc czekam z niecierpliwością na odp.
                > serdecznie pozdrawiam Ela
                Witaj Elu ,moje dolegliwości żołądkowe nie były tak dokuczliwe które
                by wskazywały na tak grożną chorobę.Pobolewało mnie troche w żołądku
                po jedzeniu,gdy byłam na czczo bulgotało mi w jelitach ,a czasami
                trudno było określić czy to w żołądku czy w jelitach.Pierwsza wizyta
                u lekrza była w marcu 2008r,ale lekarz sie bardzo nie
                przejął ,.tylko przepisał mi lekarstwa i zrobił USG,ale to badanie
                nic nie pokazało wiec pan doktor powiedział ze szukam sobie
                choroby,ale miałam jakies dziwne przeczucia i nie dałam za wygraną i
                za dwa tygodnie od wizyty poszłam drugi raz .Tym razem dał mi
                skierowanie do gastrologa który zrobił mi gastroskopie ,badanie to
                pokazało że jest zmiana w żołądku więc lekarz pobrał wycinek i za
                dwa tygodnie już wiedziałam co jest.Także w lipcu miałam
                operację ,całkowita resekcja żołądka ,potem chemioterapia do końca
                grudnia a teraz czuje się dobrze a co Bóg da dalej to nie wiem ale
                skoro tak mnie ciągło do tych badań to może mam szanse wygrać .
                Elu jeśli masz jakies podejrzenia u siebie czy też u bliskich to nie
                czekaj ,każda chwila jest w tym przypadku droga ,bo w pierwszym
                stadium tej choroby są duże szanse żeby wygrać.Pytaj jak masz jakies
                watpliwości napewno odpowiem, Pozdrawiam serdecznie-Anna
                • To w tym wszystkim miałaś szczęście. wierzę że uda Ci się
                  przezwyciężyć to paskudztwo. Chociaż Tobie.... Moja mama też
                  choruje, ale chyba przegrywamy, to jest nieresekcyjny rak, z
                  przerzutami. Jest coraz gorzej, jest po DCF i FAM ,jednej chemi
                  CAMPTO i na razie przerwa, a chyba więcej chemii nie będzie.I w
                  przeciweństwie do innych na ty forum, wierze że lekarze zrobili
                  wszystko.Być może gdyby ją operowali przed rokiem już jej by tu nie
                  było, nwiem że to bardzo osłabia.W Olsztynie dostaje wszystko co
                  powinna, nie oszczedza sie na niej chociaż jest beznadziejnie. nA
                  może nam się tylko tak trafiło? Nie wiem... Czytając niektóre posty
                  aż nie chce mi się wierzyć. ja też chciałabym mieć mamę zdrową, ale
                  w tej chwili korzystamy z każdej wolnej chwili by pobyć razem. Aneta
                  • przykro mi że twoja mama przegrywa ,ale czemu rok temu nie miała
                    operacji? ja ani jednej minuty się nie zastanawiałam co do operacji,
                    lekarz powiedział operujemy natychmiast i ja się zgodziłam.Życzę ci
                    wytrwałości i dużo sił .Ania
            • madrek76,kiedy ja zaczynałam walkę z chorobą Twój tata już się z nią
              zmagał ,czytałam twoje wypowiedzi jak ta walka wygląda i wierzyłam
              że wygra ! ale niestety ...bardzo mi przykro ...a teraz TY mnie
              wspierasz i za to bardzo ci dziękuję,nam chorym potrzeba bardzo dużo
              wiary ,wsparcia i sił żeby z tym żyć,Dziękuje-Ania
              • Miała, ale okazało się że guz jest tak duży i rozległy,że to nic nie
                da. Jeszcze w wakacje prof.Popiel mówił,że on by wyciął, ale teraz
                rozmawiałam z kilkoma chirurgami całkiem prywatnie, przeglądaliśmy
                zdjęcia z tomografu i wiem że decyzja była słuszna.W tej chwili
                dbam, aby nie brakowało jej żadnych lekarstw,gdy spada jej
                morfologia to ma od razu podaną krew a wiem,że nie w każdym ośrodku
                jest to regułą.Moja Mama na nic się nigdy nie skarżyła, może za
                bardzo zajeta była nami, wnukami, swoja mamą. Nie wiem. Dzisiaj ja
                mam zrobioną prawie pełna diagnostykę, jeszcze tylko kolonoskopia w
                przyszlym tygodniu i chyba załatwię jeszcze tomografię , na razie
                czysto. Tylko patrząc jak młodych ludzi to paskudztwo atakuje to
                jestem przerażona, bo mam niecale 39 lat.aneta
                • Anetko ja tez rozmawiałam z wieloma lekarzami i mimo,ze prof.
                  Popiela mówił, ze On by to wyciał (zreszta to samo powiedział o
                  przypadku mojego Taty) to nie mielibysmy gwarancji ze nasi bliscy by
                  żyli, ze mój Tata mialby jeszcze 20 m-cy by byc z nami. Jeden z
                  lekarzy ordynator ze szpitala wojskowego we Wrocławiu powiedział mi,
                  ze gdyby wycięto w stanie nacieków mogliby wrecz Tacie skrócic zycie
                  a ma 25 letnie doswiadczenie i jego słowa potwierdzili tez inni
                  lekarze, poprostu nasi bliscy nie mieli tego szczescia by wykryc
                  tego raka we wczesniejszej fazie i tu ich szanse drastycznie
                  zmalały. Poza tym przykład Beaty pokazał, ze słowa dr ze szpitala
                  wojskowego sie potwierdzaja, Jej wycieto zoładek w warunkach
                  rozsiewu i niestety zespolenie nie miało szans na wygojenie, a
                  osłabiony organizm pozwolił by choroba sie rozwineła szybko i
                  wyniszczyła ją w krótkim czasie...ilekroć o niej mysle czuje
                  straszny smutek i wiem co czuje teraz Radek :-((( Ale Anetko teraz
                  najwazniejsze, ze Twoja Mama ma zapewniona dobra opieke i Wasze
                  wspaniałe wsparcie, a Ty czerp z tych chwil bliskosci jak najwiecej,
                  rozmowy, dotyk, zapach to cos co zostaje głęboko w Nas na zawsze!!!
                  Moze jeszcze uda sie chorobe zahamować - musisz wierzyć!!!
              • Aniu nie musisz dziekować, dla mnie to też ważne bo pozwala na nowo
                uwierzyć,że można z rakiem wygrać!!! No a juz z rakiem zoładka
                szczególnie, bo jesli dojdzie do sytuacji nieresekcyjności to
                niestety jak wiele osób na forum i jak wynika z literatury do jakiej
                dotarłam i badan rokowania sa złe a jedyna kwestia jest to ile czasu
                chory dostanie od Boga bo wierzę,że to Bóg daje czas na oswojenie
                sie z sytuacją, że bliski odejdze...Do konca człowiek ma nadzieje,
                ale jednoczesnie rozsadek daje czas na oswojenie sie z myslami, że
                moze być źle. Niedawno czytałam ze w Japonii wprowadzono obowiazkowo
                gastroskopie co 2 lata bo nie mogli sobie poradzić z iloscia
                zachorowan na raka zoładka, a tylko badania i wykrycie w poczatkowym
                stadium rokuje dobrze - także super, że Ty w takim momencie trafiłaś
                do lekarza!!! Poza tym uczuliłaś tu osoby na to by sie badać, ja od
                kilku tygodni "walcze" z kamieniem w nerce i robie kolejne badania,
                bo przy okazju usg gdzie mieli zdiagnozować cos ie z tym kamieniem
                dzieje dopatrzono sie jakiejs zmiany na watrobie, w drugim badaniu
                jej nie było, a wyniki pracy watroby z krwii mam idealne wiec jak
                sie domyslasz lekarze tez mówia ze sobie szukam choroby i ze kamien
                w nerce wystarczy. Rozkruszanie nic nie dało wiec czekać mnie bedzie
                zabieg laparoskopii, ale po drodze musze wyjaśnic co z ta watroba, a
                przy okazji napewno tez powtórze badanie gastroskopii, bo od
                ostatniego badania mineło 2 lata i przykład Taty, który miał zawsze
                swietne wyniki krwi, moczy, usg nigdy nic nie wykazywało uczulił
                mnie,że nalezy jednak ufac sobie i jesli cos jest nie tak badać, a
                to co napisałaś o sobie jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza, bo
                jak widze tylko dzieki temu, ze jednak zrobiłaś gastroskopie udalo
                sie wykryć zmiane w I stadium a to daje pozytywne rokowania i
                wierzę,że wszystko co złe już za Tobą!!!
                • dziękuję Aniu,że mi odpisałaś
                  ja mam właśnie takie niespecyficzne objawy ze strony żołądka od jakiegoś
                  czasu,ale gdyby nie przypadek Beaty,nigdy bym nawet nie pomyślała o możliwości
                  raka żołądka....wiem,że to może wyglądać na "nakręcanie się",szukanie sobie
                  chorób na siłę itp. ale muszę przecież i to niestety wziąć pod uwagę i się
                  solidnie przebadać,mam przecież dopiero 33 lata,dwoje małych dzieci,nie chcę
                  nawet myśleć co by było,gdyby...
                  pobolewa mnie żołądek,po jedzeniu mam wrażenie okropnego ciężaru w
                  żołądku,czasami dziwne ciepło w nim,uczucie pełności i długotrwałej sytości,mam
                  też mniejszy apetyt...robiłam już USG-w porządku,badania krwi też,3 marca idę
                  więc na gastroskopię, prywatnie,bo na NFZ to bym czekała nie wiem
                  ile,skierowanie daje na pewno gastrolog,a ja nawet jeszcze nie mam do niego
                  terminu ustalonego,tak więc zapłacę,byle by szybciej,bo mnie juz to niepokoi i
                  chcę to jak najszybciej mam nadzieję wykluczyć
                  nie wiem tylko czy w dobre miejsce trafię na tą gastroskopię,jestem z
                  Krakowa,zapisałam się do NZOZ Popieli.....zobaczymy..
                  pozdrawiam Ela
                  • Bardzo dobrze że zapisałaś sie na gastroskopię bo badanie USG w tym
                    przypadku nic nie wyjaśni,ja robiłam usg już po gastro.i nic nie
                    wykazało więc lekarz powiedział mi że na podstawie usg.nie można nic
                    zdiagnozować usypia tylko czujność pacjęta.Nie zamartwiaj sie na
                    zapas, bo mój syn ma podobne objawy i też baliśmy sie że moze coś
                    złego ,ale zrobił gastroskopie i jest dobrze tylko podejrzenie jest
                    przepukliny w żołądku.Jeszcze raz chcę uczulić wszystkich którzy tu
                    zaglądają ,słuchajcie swojego organizmu i nie bagatelizujcie nawet
                    drobnych sygnałów to co was zaniepokoi sprawdzajcie za wszelka cenę
                    póki wcześnie.Mojego przyjaciela też pobolewało w żołądku ,a to pod
                    żebrem a to w plecach ,badało go kilu lekarzy jeden mówił ze to
                    kregosłup,drugi że podrażniny zołądek i tak czas mijał a on łykał
                    różne pigułki a podstępna choroba trzustki się rozwijała .
                    Trafiliśmy w końcu do Profesora i okazało się że to rak trzustki ale
                    już w zaawansowanym stadium ,miał operacje ale żył tylko osiem
                    miesiecy ,gdyby pierwsze objawy były prawidłowo zdiagnozowane miałby
                    większe szanse ..

                    • obawiam się tylko tej gastroskopii,bo podobno to bardzo nieprzyjemne badanie,a
                      nie chciałabym go w jakiś sposób utrudniać,żeby mi go mogli dobrze zrobić;ale
                      jak trzeba to trzeba,przez gorsze rzeczy już przechodziłam
                      ....najważniejsze,żeby nic nie wyszło groźnego
                      • Spokojnie mozna przeżyć...ja miałam w swoim zyciu chyba z 5-6
                        gastroskopii i nie bylo tak źle, najwazniejsze to słuchac lekarza,
                        oddychać spokojnie i bedzie dobrze!!! Jeśli robisz to w Klinice u
                        prof. Papieli tam sa doswiadczeni lekarze wiec nie martw sie
                        przebiegiem badania, bedzie ok! Trzymam kciuki za wyniki!!! Sama jak
                        uporam sie z kamieniem w nerce bede musiała wybrac sie na kontrolna
                        gastroskopie bo w czerwcu minie 2 lata od poprzedniej! Ah i poproś
                        by zrobiono Ci w czasie gastroskopi test na Helicobacter Pyroli (bo
                        te robione z krwi sa nie miarodajne) własnie tylko podczas
                        gastroskopii mozna pobrac malenki wycinek i zrobic wiarygodny test.
                        Gro osób, które maja problem z zoładkiem ma problem z ta bakteria,a
                        nią łatwo sie zarazić - niestety jesli ktos ma skłonnosci ta sie
                        uaktywni!! Ja miałam nawrót bakteri HP dwa razy na przełomie 10 lat
                        i wtedy dochodziło do niszczenia błony sluzowej, ale leczenie
                        sprawiało,ze wszystko wracało do normy! Prof. Popiela z Krakowa i
                        kilku innych (a takze mój kolega, robi specjaliacje w Londynie
                        potwierdził to) zalecają by stosować wit. C 500 -600 (do 1000, ale
                        reszta z pożywienia) raz dziennie ale przez dłuzszy czas (ok. 1
                        roku) bo ta bakteria nie lubi tej witaminy! Jesli jednak wyjdzie
                        test pozytywny najpierw konieczne jest leczenie - na ogół 2-3 leki
                        razem przez okres 10-14 dni, a wit. C mozna zaczac brac pózniej. Aha
                        Jesli by juz test był pozytywny i dostałabyś leki to na jedno
                        uwaazaj lek o nazwie Metoclopramidum - nie należy przyjmowac, gdyż
                        jest sporo wyników badan potwierdzajacych, że powoduje u kobiet
                        ryzyko powstawania torbieli i prof. Paradowski jak zobaczył, ze
                        miałam to zalecone powiedział bym nigdy wiecej tego leku nie
                        brała.Spytałam o to kolege z Londynu i po konsultacji z tamtejszymi
                        lekarzami powiedział mi to samo! Drugi sposób zbadania czy ta
                        bakteria wystepuje to test oddechowy (we Wrocławiu w szpitalu AM
                        koszt 90zł) i niestety jesli ta bakteria wystepuje ma tendencje do
                        nawrotów wówczas trzeba powtarzac test, bo nieleczona niszczy błone
                        sluzowa, sprzyja rozwojowi wrzodów i zmian nowotworowych - wiec
                        warto to kontrolować!!! A co do usg - faktycznie ma ogroniczone
                        zastsowanie jesli chodzi o gastologie, choc sa wyjatki np. podczas
                        usg u dr Bireckiej we Wrocławiu (prywatna klinika) nawet na usg była
                        w stanie z dokladnoscia TK okreslic zgrubienie scianki zoładka u
                        Taty i powiekszony wezeł chłonny, zreszta moze dlatego do niej na
                        usg przyjezdzaja ludzie z całej Polski. Sama jestem zapisana na
                        badanie do niej 25.02 bo mam dwa sprzeczne wyniki usg dotyczace
                        mojego kamienia w nerce i zmiany na watrobie, która jeden lekarz
                        widział, a drugi juz nie...zobacze co ona mi powie, ale w razie
                        czego pomysle o tomografie! Ah i warto tez raz na 2-3 lata robic
                        badanie kału na krew utajona - proste i tanie badanie, a moze
                        wskazac nieprawidłowości w jelitach. Powodzenia!!!
                    • A z ciekawości "anita-49-0" moge spytać jaka masz grupę krwi?
                      • Ja niestety jestem w grupie ARH+,lekarze mówia że ludzie z ta grupą
                        krwi są podatni na uaktywnienie się nowotworów.Ale czy to regóła
                        tego bym nie powiedziała ,znam ludzi którzy chorowali na raka z
                        inną grupą.Ja 6-lutego mam wizyte kontrolną u onkologa ,mam nadzieję
                        że będzie OK,tylko chcę przekonać moją Doktor aby skierowała mnie na
                        badaniePET,ponoć to badanie jest bardzo dokładne.Próbowałam już
                        jaden raz wymusić skierowanie ale powiedziała że NSZ.nie chce
                        zrefundować tego badania bo mój przypadek się nie kwakifikuje ,czy
                        to nie ABSURD!madrek76-czy Ty wiesz coś o tym ,czy twojemu tacie
                        robiono to badanie?
                        • Pytałąm o grupe krwi w odniesieniu do raka zoładka, bo prowadzono
                          takie badania i wyszło w nich, że własnie A RH+ ma niestety tę
                          skłonność do powstawania raka zoładka i faktycznie na razie bardzo
                          duzo osób z którymi miałam styczność a zachorowała na raka zoładka
                          taka grupe krwi miało/ma wiec cos chyba w tym jest. Co do badanie
                          PET-CT pisałam o tym w innym watku "beatamezatka" ale powiem tak nie
                          jest to tak super dokładne badanie, bo wykrywa zmiany wieksze niz
                          mój Tata miał PET-CT i własnie po wyniku PET został zakwalifikowany
                          do powtórnej opercji z próba resekcji zoładka...niestety po otwarciu
                          jamy brzusznej okazało sie,ze owszem zmiana w zoładku jest niewielka
                          ale miał drobnoguzkowy rozsiew w otrzwnej, którego PET nie wykazywał
                          i resekcja nie była mozliwa, jak wytłumaczył mi onkolog resekcja w
                          warunkach gdzie w otoczeniu sa komórki rakowe mogłoby sie zakonczyc
                          dla Taty tragicznie - przeniesienie tych komórek do zespolenia a
                          takze olbrzymie ryzyko ze zespolenie sie nie wygoi...tak jak u
                          Beaty, wycieto jej zoladke w warunkach rozsiewu w otrzewnej,
                          powiekszonych wezłach i przerzutach na jelitach a jak sie skonczyły
                          wiemy. Potem rozmawiałam z innymi onkologami szukajac potwierdzenie,
                          ze decyzja onkologa by jednak resekcji nie dokonywac była słuszna,
                          ale faktycznie wielu tak powiedziało, chco niektórzy mówili o tym ze
                          szansa była resekcja i załozenie portu do podawania chemii
                          dootrzewnowej, ale nikt nie chciał sie takiej podjac - wrecz mi ja
                          odradzano. W rozmowie z wieloma lekarzami pytałam, jak to jest
                          mozliwe ze PET nie pokazał tych zmian na otrzewnej powiedziano mi ze
                          takich dorbnych rozsiewów i małych przerzutów PET nie wychwyca i ze
                          całkiem czesto mimo wskazan PET ze jest ok. po otwarciu pacjenta
                          okazywało sie coś innego - jak u mojego Taty :-((( Pytałam kolegi w
                          Londynie jakie oni maja doswiadczenie i potwierdził to samo, ze
                          przez 2 lat pracy na chirurgii onkologicznej całkiem czesto zdarzalo
                          sie ze z PET wynik był dobrze rokujacy, a w rzeczywistosci niestety
                          bylo gorzej. Zreszta to tez potwierdziła inna osoba wypowiadajaca
                          sie w watku "kolejne badania - beatamezatka" jesli dobrze
                          zacytowałam. Niestety nie ma idealnego badania,które wychwyci kazda
                          nawet najdrobniejsza zmiane - podobno to ze sa rozbieznosci moze byc
                          skutkiem zaburzen we wchlanianiu glukozy i wtedy znacznik jaki jest
                          podawany do badania nie wykazuje zmian :-( Wiem, że nie tak łatwo
                          dostać zgode na refundacje tego badania my faktycznie pamietam ze
                          dwukrotnie uzupełnialismy wniosek aby w koncu komisja zaopiniowała
                          pozytywnie i badanie w koncu zrobilismy nawet dosc szybko ok. m-ca
                          czekania, no ale w sumie wnioslo tyle,ze drugi raz Tacie owtorzono
                          brzuch i zszyto :-((( Stad cos mi sie zdaje, że dokładny tomograf
                          (najlepiej 32 czy 64-rzedowy) i rzetelnie robiacy opis badania
                          lekarz jest tu tak samo dobry jak walka o PET-CT. Bede trzymała
                          kciuki za wyniki kontrolne i bardzo mocno wierze, że będa dobre!!!
                          • witajcie, mam pytanie do MADREK76-duzo czytałam o Twojej i taty
                            walce z tym paskudztwem ,napisz mi prosze czy korzystałaś z leczenia
                            ziołami typu VILCACORA,SELOL,ja w trakcie leczenia słyszałam rózne
                            opinie ludzi chorych .Jedni mówili że biorą te zioła i że im
                            pomagają,a ja pytałam swojej lekarki czy zastosować taki rodzaj
                            leczenia u siebie, ale niestety powiedziała mi że tylko w koszty sie
                            wpakuję bo te ziółka nic mi nie pomogą.Fakt, sa to drogie zioła bo
                            mój przyjaciel w ostatnim stadium choroby ,był leczony również
                            ziołami ale efekt był niestety wiadomy...
                            • Witaj, Owszem Tata stosowal Vilacore choc tu trzeba brac cały zestaw
                              a nie sama Vilcacore do tego jeszcze 3 inne których nazw juz nie
                              pamietam ale moge odszukac,Bio-Bran,pił sok NONI, Alveo itp.
                              specyfiki ale czy to pomogło...Tata odszedł więc NIE WIERZ w to, ze
                              te zioła uzdrowia, skoro tak mocna chemia sobie nie radzi to co moga
                              zioła...stad chyba jednak Twój lekarz ma racje, ze prócz drenazu
                              kieszeni (nie wspomne ile to wszytsko kosztowało, ale Tata czuł ze
                              cos sie robi, ze próbuje i chyba psychicznie to pozytywnie działało)
                              na wyleczenie nie ma co liczyc :-((( Choć jedno jest plusem moj Tata
                              przez 20 m-cy leczenia tradycyjnego (a miał chemie PELF, DCF i wlewy
                              Taxolu odrebnie, a wiec te wyjatkowo agresywne chemie) NIGDY nie
                              miał złych wyników, jego organizm sie oczyszczał i wyniki po chemii
                              sie ładnie poprawiały,czasami myśle, że to zasługa tych ziół...ale
                              czy napewno, nie wiem! Pamiętam,że wielu pacjentów odsyłano z
                              kwitkiem z powodu złych wyników, my tylko raz przesuwalismy chemie o
                              tydzien na prosbe Taty, ale nawet wtedy wyniki były dobre. Chociaz
                              powiem Ci ze SPIRULINA oraz BETA-GLUKAN + witamina C 1000 stosowałam
                              wg zalecen prof. Popiela i sądze,że te sa wazniejsze!!! Podobnie
                              zaraz po chemii tata przez 4-5 dni pił napar z rumianku,szałwi i
                              pokrzywy..koszty niewielkie a jednak sadze ze dawało to wiele by
                              uniknac skutkow ubocznych chemii. Poza tym nie dawno ogladałam
                              program na Discavery na temat medycyny naturlanej w Peru i m.in.
                              mowa była o Vilcacora i o soku Noni, okazuje sie ze sok jest
                              skuteczny tylko gdy sie go wypije ze swiezego owocu, w procesie
                              fermentacji traci swoje walory i jak spytałam ciocie z USA ile u
                              nich to kosztuje z niedowierzaniem usłyszalam ze jest sprzedawany w
                              butelkach 1,5l po 5 USD, a i nas butelka 750ml za ok 200zł -
                              dlaczego bo Amerykanie dawno sprawdzili ze po pasteryzacji to sok
                              taki jak kazdy inny np. z czarnej porzeczki. Podobnie Vilcacora ma
                              wartosc jesli jest natrulnym suszem a nie chemicznie przerobionym na
                              kproszek i zapakowany w kapsułke. I owszem w Peru i Ameryce
                              Południowej ludzie lecza sie tymi ziołami, ale maja dostep do tych
                              własciwych. W przypadku soku z Noni czy białej morwy wazne jest tez
                              zbiór soku włascicowsci zlaeza podobno od fazy ksiezyca...takze w te
                              specyfiki w kaspulkach i pasteryzowane nie ma raczej co wierzyć:-(
                              Ah tata tez brał FLAVON MAX to taki drzem z wielu warzyw i owoców,
                              to nawet jadł chetnie ale tak jak pisze nie uzdrowił mojego
                              Taty....:-((( Selol - tu sie nie wypowiem, bo nie stosowalismy i
                              wiem ze Tata nie mógł by pic oleju, bo kiedys nawet próbował pic po
                              10ml oleju z oliwek i mu to nie słuzyło wiec o Selolu nie myslałam.
                              Trzymam kciuki za Twoje wyniki!!! U mnie okazało sie ze zmiana na
                              watrobie to FHN (ogniskowy rozrost guzkowy), który jak twierdza
                              lekarze ma wiele osób, a szczególnie kobiet i który nie jest zmiana
                              złosliwa ani w taka sie nie przerodzi, mam wiec co 6 m-cy powtarzac
                              usg z przeplywami i monitorowac co sie z tym dzieje. A kamien w
                              nerce...cóz czeka mnie zabieg, ale juz wiem ze nie ultradziwekami
                              wysłuchałam opinii 5 lekarzy i kazdy z nich mówił ze kategorycznie
                              bo poza tym ze wygodny (nie wymaga operacji) niszczy nerke. Cóz
                              ostatnie 2 lata zmagania z Taty choroba, a teraz sama mam problemy
                              zdrowotne, tylko że ja nie mam tej siły jaka miał Tata, kazde
                              czekanie na wynik to stres i ciagle niepokój co do diagnozy... :-(
                              • Bardzo dziekuje ci za tak obszerne rady i wydaje mi się że nie będę
                                stosowała ziół,bo po pierwsze nie mam az tak dużo pieniedzy a skutki
                                mizerne.Wierzę że i bez tego mam dużo w sobie optymizmu że dam rade.
                                Piszesz że masz kamień w nerce,masz rację idż na zabieg usuną i
                                będzie spokój,ja dawno temu miałam kruszony kamień w nerce ale
                                powodzenie tego zabiegu było takie że uszkodzili mi nerkę .W efekcie
                                tego ,po pięciu latach od kruszenia nerka dawała stany zapalne i
                                przestała pracować,więc ją usunięto i obecnie żyję z jedną nerką.
                                Pozdrawiam -ANNA
                                • dawno sie nie odzywałam więc kilka słów co u mnie...
                                  byłam na badaniach kontrolnych ,jest wszystko dobrze wyniki super..
                                  Pani Doktor powiedziała że bardzo dobrze wyglądam ,gdyby nie
                                  wiedziała o mojej chorobie to by nie uwierzyła że było tak
                                  niebezpiecznie.Następne badania mam w maju,tomograf i kompleksowe
                                  badanie krwi..a ja czuję się znakomicie mam ciągły apetyt ,cały czas
                                  bym jadła, od zakończenia chemi przytyłam cztery kg.Pozdrawiam
                                  wszystkich nie traćmy nadziei ...Anna
                                  • witam ,u mnie bez zmian mam złąmorfologię,spadają płytki krwi a za
                                    tydzień następny kurs chemi nie wiem co to będzie ,czy się
                                    zakwalifikuję,,,a co do leczenia poczatkowego.....podano mi słaba
                                    chemię ELF-1,bo miało być wszystko dobrze bo pierwsze stadium
                                    choroby itd.a tu niestety rak to rak nie ma litosci i wznowa...a co
                                    dalej sama wiesz nie wiemy....pozdrawiam
    • witam wszystkich ,chce sie przypomnieć ,poniewaz dawno nic nie
      pisałam co u mnie,,,,,jestem już czternaście miesiecy po resekcji
      żołądka,w sierpniu miałam robione badania i jest wszystko dobrze!
      czuje się też dobrze,mam apetyt i sił mi nie brakuje ,a to bardzo
      ważne,także wierzę że będzie dobrze,czego życzę wszystkim walczacym
      z tą trudną do pokonania chorobą,pozdrawiam -anna
      • SUPER ANIU wspaniałę wiadomości, oby wiecej takich wpisów!!! Ty
        miałaś to szczęscie, że choroba nie była jeszcze tak zaawansowana i
        dałaś przykład, że trzeba walczyć o badania samemu, by potem nei
        znaleźć sie jak zdecydowana wiekszosc w tym watku w stadium 3 lub
        4, wtedy rokowania są juz niestety bardzo złe...:-( Tobie życze
        duzo zdrówka i juz zawsze dobrych wyników!!!
        • Witam
          mój mąż był wczoraj u hematologa, który zalecił mu szczepienie
          przeciwko grypie i dwoinkom zapalenia płuc.
          Mam wątpliwości co do tych szczepień, ponieważ jest obiegowa
          opinia,że przez 5 lat nie powinno się szczepić i pobudzać organizmu
          do obrony?
          Jaka jest Wasza opinia na ten temat? Czy Ktoś spotkał się z taką
          sytuacją?
          Proszę nie kierować mnie do lekarza prowadzącego - onkologa. Jemu ,
          niestety, jest wszystko jedno, czy pacjent robi badania kontrolne,
          czy też nie...Tym bardziej czy się szczepi...

          Pozdrawiam
          Ewa
          • Witaj Ewuś, ja faktycznie czytałam gdzieś, że nie należy "wpływać"
            na system immunologiczny w okresie 5 lat takimi sposobami jak
            szczepienia, ale po smierci Taty wiekszośc linków od materiałów
            skasowała, bo bym ci podesłała cos do poczytania:-(. Ale spytam
            jeszcze przyjaciela robi specjalizacje z onkologii w Wielkiej
            Brytanii jak oni do tego podchodzą i dam ci znać na maila.
    • Witam wszystkich zmagajacych sie z chorobą jestem tutaj nowa nie
      wiedzialam gdzie opisac swoja historie ale mysle ze napewno znajda
      sie tutaj osoby ktore moze mi pomoga .
      Wiec od prawie roku czasu mam okropne bole zoladka polaczone z
      zgaga ,pieczeniem ssaniem w zoladku .Mialalam 3 gastroskopie ktore
      wykazaly zapalenie zoladka ,nadzerki ,zolc i helikobakter ,lekarze
      mysleli ze to pewnie infekcja HP ale niestety po 2 kuracjach
      antybiotykiem jest coraz gorzej ..chudne mimo ze jem bo caly czas
      mnie ssie nie mam biegunek ani wymiotow .
      Moj dziadek umarl na raka zoladka niestety nie dalo sie go uratowac
      juz byly przerzuty do watroby i nie mial zmian w gastroskopii
      dopiero jak go rozcieli to raczysko zobaczyli dlatego sie tak boje
      bo to juz trwa zbyt dlugo.
      bralam juz leki na wrzody chyba wszystkie mozliwe,i jest gorzej boli
      mnie caly czas niezaleznie od posilkow,dodam jeszcze ze mam
      zniszczone kosmki jelitowe 4 stopien niby celiakia jestem na diecie
      i nadal jest zle a nawet gorzej .
      ciagle czuje taki ciezki brzuch wygladam jakbym byla w ciazy bo mam
      wzdecia .
      moze ktos w forum bedzie w stanie mi powiedziec czy to moze byc
      jakis rak albo poczatki ktore sa niewidoczne .
      lekarzy tylko zastanawia podwyzszona chromogranina a mam ja 116
      norma do 100
      to taki marker w kierunku guzow hormonalnych ciezkich do
      znalezienia .
      jestem zalamana i wrecz blagam o jakis kierunek badan bo lekarze
      patrza na mnie jak na wariatke bo mam 29 lat i za mloda na
      choroby ...i mnie zbywaja
      • spróbuj iść gdzie indziej,prywatnie,do dobrego specjalisty(nie wiem
        skąd jesteś)skoro zbywają Cię tam gdzie się leczysz,nie możesz tego
        tak zostawić,trzeba to jakoś zdiagnozować,wyjaśnić i podjąć
        odpowiednie leczenie,wiem,że nie masz siły,że masz już dość ale nie
        poddawaj się,w końcu Ci się uda!!!!
        a inne badania w porządku morfologia,CRP,Aspat,Alat,itp?
        pisz co tam u Ciebie pozdrawiam Cię ciepło
        • Dziekuje za odp ,wiec morfologia ok crp tez aspat i alat ok,tylko
          biopsja dwunastnicy jest tragiczna 4 stopien zaniku kosmkow
          jelitowych mowia ze to celiakia ale z krwi mam wszystko ujemne takze
          nie wiem co dalej,jestem coraz slabsza w zasadzie leze caly czas.
          jesc jem ale nie wiem dlaczego nie tyje wcale nawet grama ,mimo ze
          jestem na diecie bezglutenowej juz pol roku ,najgorsze sa te kwasy
          ktore czuje w buzi i bol zoladka non stop .
          aa mam grupe krwi A czyli wiadomo na co jestem narazona,boze mam 29
          lat 5 letnie dziecko i sie tak boje.
          • Jestem z Poznania lecze sie w przychodni gastrologicznej na
            przybyszewskiego .
            • bardzo Ci współczuję i wyobrażam sobie co musisz czuć,przez co
              przechodzisz,sama mam dwoje małych dzieci i jestem niewiele starsza
              od Ciebie,ale musisz się trzymać,przetrwasz to i wyjdziesz z
              tego,musisz sobie tak powtarzać i koniecznie dalej szukać porady
              ja jestem z Krakowa i wiem,że tutaj są dobrzy specjaliści w klinice
              prywatnej prof.Popieli(pracują tam specjaliści z kliniki UJ),cały
              czas mam wrażenie że diagnozę dobrze masz postawioną,ale żle
              prowadzone leczenie i dieta niedokładna,dlatego Ci się nie polepsza

              www.slam.katowice.pl/wydawnictwa/.../5-6.../s359_Adrych_K.pdf
              pod tym adresem znalazłam ciekawe informacje,może Ci się coś przyda

              trzymaj się i odzywaj się co tam u Ciebie
              • Dzieki za stronke ale nie ma jej nie wiem moze sprawdz ten link,ok
                ja dzis umieram boli jak cholera zoladek piecze i pali masakra ja
                juz nie mam sily zyc chodzic do lekarzy bo oni maja to gdzies ze
                wygladam jak kosciotrup bo waze 43 kg a mam 165 cm nie wiem co to
                jest co powoduje takie cierpienie moze mam raka ...
                a ty co ci wyszlo w gastroskopii????
                napisz jakie ty masz dolegliwosci
                • ja sobie wpisałm w google hasło Zespół złego wchłaniania i na
                  trzeciej pozycji wyskoczyło mi:
                  Choroba trzewna u dorosłych-wierzchołek góry lodowej no i tam weszłam
                  spróbój może tak poszukać
                  a nie masz też przy okazji nadkwasoty,refluksu? zarzywasz może coś
                  rano na czczo np.gasec?
                  • Wiesz o celiaki wiem sporo ale nie wierze w nia mam dzisiaj dola juz
                    na maksa 7 grudnia mam 4 gastroskopie pytam lekarki czy to moze byc
                    rak a ona ze raczej nie ....ostatnia gastro mialam w sierpniu jak
                    myslisz moze cos sie rozwinac w tym czasie ,,,zwariuje boli mnie
                    lewy bok ,mam zgage caly czas bol pieczenie palenie,bralam wszystko
                    na zoladek gaseci,controloki,nexium,lanzule...i jest gorzej po nich,
                    mam jeszcze wieksza zgage i bol jelit.
                    • Nie chcę Cię straszyć bo jak widać i tak jesteś przestraszona ale
                      moja mama miała robioną kilka razy gastroskopię z pobieraniem
                      wycinków do bad.histo przez pół roku i nic nie wychodziło złego w
                      wynikach. Leczona była przeciwwrzodow.lekami i nic jej nie
                      pomagało.Dopiero jak trafiła do innego lekarza ten od razu skierował
                      ją na operację bo była b.wycieńczona.Dopiero po wyninkach z operacji
                      okazało się że to rak. Ale mama do tego miała fusowate wymioty bo
                      pokarm zalegał w żąłądku. Przed operacją miała ściągnięte b.dużą
                      ilość płynów które b.rozciągnęłu żołądek jak worek. Morfologię i
                      inne badania też miała w porządku.Dopiero operacja pokazała
                      najgorsze. Natomiast dolegliwości żołądkowe takie jak zgaga itp.jak
                      sobie przypominam miała przez ok.10 lat.Teraz jest łatwy dostęp do
                      leków bez recepty i to jest chyba błąd bo ludzie starają się
                      złagodzić skutki a nikt za bardzo nie szukał przyczyny. Także jeśli
                      chodzi o lek.rodzinnych faszerowali ją lekami przeciwrzod.i na
                      trawienie bo tak jest taniej.Nie muszą wypisywać skierowań na
                      badania. Jednak Ty wcale nie musisz mieć raka jest tyle różnych
                      chorób ale trzeba to dokładnie zdiagnozować.Nie mozesz się tak
                      męczyć Ale niestety wiem że w dzisiejszych czasach to jest b.trudne
                      i trzeba mieć szczęście do lekarzy.
                      Pozdrawiam gorąco
                      • wiesz ja mam tak juz ciezki stan psychiczny ze siedze i placze bo
                        nie wiem co dalej ..nie mam wymiotow nie mam krwi utajonej apetyt
                        mam wrecz za duzy bo ciagle czuje sie glodna kurde mam ta celiakie
                        tzn stwierdzony zanik kosmkow jelitowych 4 stopien ten najgorszy nie
                        wiem skad te bole po lewej stronie i te przlewania sie w calym
                        brzuchu.
                        • witaj,,,jestem po resekcji żołądka z powodu raka,,ale takich
                          dolegliwosci jak Twoje to ja nie miałam,,,musisz zasiegnąć porady u
                          dobrego gastrologa bo może to byc trzustka ,a objawy sa podobne jak
                          przy chorym żołądku,,,,,czy robiłas badani USG,,,musisz działać i
                          nie załamywać się ,dasz radę jesteś młoda ,,,pozdrawiam ,anna.
                          • Mialam usg 3 razy i TK i 4 gastroskopie i nic nie znalezli teraz ide
                            na PET bo moze mam rakowiaka a pewnie wiesz ze te guzy sa bardzo
                            male i ciezko je wychwycic .a trzustke tez podejrzewam a to jeszcze
                            bardziej dolujace .
                            • witaj..nie martw się na zapas bo to nic nie da,,myśl pozytywnie
                              chociaż to trudne,ale bardzo dobrze że lekarze robią ci te wszystkie
                              badania ,to znaczy że jestes w dobrych rękach,na badanie PET,jest
                              się bardzo trudno zakwalifikować,także bądż dobrej myśli bo to
                              połowa sukcesu,,,,Głowa do góry!
                              • Czyli nawet jak mam skierowanie no nic nie znaczy ,,,,moge sie nie
                                zakwalifikowac do PET ,,no to ladnie ciekawe w takim razie sprawdza
                                czy mam gastrinoma bo o niego chodzi ,,,mieszkam w poznaniu i tutaj
                                zaden szpital nie mierzy poziomu gastryny a te guzy nie przekraczaja
                                1 cm wiec inne badania sa zbedne ,,,boze ja juz nie wytrzymam dluzej.
    • Mam jeszcze pytanie do osob ktore maja lub mialy raka zoladka czy
      stwierdzono u nich infekcje helikobacter -walcze z nia ale ona jest
      i jest ...moze ktos wie jak sie jej pozbyc
      • Witaj serdecznie! Kiedys tu regularnie pisałam, mój Tata miał raka
        zoładka, dziś mija 14 m-cy od jego śmierci, ale żył 20 m-cy, mimo
        że dawno mu 3 m-ce wiec i tak dziekuje Bogu, że nie zabrał nam go
        szybciej i że nie cierpiał...ale do rzeczy pytałaś o bakterie HP
        otóż Tata ją miał i jak wiem z rozmów z prof. AM we Wrocławiu jak
        prowadzili badania blisko 78% chorych na raka zoładka miało
        bakterie HP no ale nie jest to jak mi mówił powód by zachoroweać na
        raka zoładka, to jedno z elementów ryzyka! Co do drugiej kwestii ja
        tez miałam nawracajaca bakterie HP, brałam leki pomagało ale na
        krótka mete, bo za 6 m-cy powtórka, aż tu nagle trafiłam do fajnego
        gastrologa i powiedział mi po pierwsze przyjmuj przez conajmniej 3
        m-ce witamine C 1000 (zamawiam taka o przedłuzonym działaniu z
        dziką różą) plus pij mielony ostropest (ziarno kupuje na allegro,
        miele,zalewam 2-3 łyzeczkiw kubeczku, nakrywam, stoi to ok. 30
        min. przecedzam przes sitko i wupijam naczco i co zrobiłam powtórne
        badania i HP nie mam, mam nadzieje, ze to potra dłuzej. Z witamina
        C 1000 prof. pokazywałm mi amerykanskie i japonskie badania, z obu
        jasno wynika ze ta bakteria nie lubi środowiska kwasnego i wtedy
        nie ma warunków do rozwoju! Cóz zobaczymy jaka bedzie skutecznosc,
        witamine C i ostropest pije od 4 m-cy. Powodzenia!!!
    • Tak się cieszyłam że pokonam chorobę ,pierwsze stadium raka,było
      optymistycznie ale teraz dał znac o sobie,siedemnaście miesięcy po
      resekcji żołądka ,jest zmiana na wezłach nadobojczykiem lewym,mam
      dostac chemię ale pewnie to już nie zatrzyma chroby..............
      • Anito pamietam Twoją historie i cieszyłam się, że komuś sie udało,
        wiec zasmucił mnie ten wpis, ale...no własnie nikt nie zna naszych
        losów i nic nie jest przesądzone, moja sasiadka żyje 6 lat i miała
        juz 3 nawroty choroby miewa sie całkiem nieźle. Raz Ci sie udało,
        trzeba wierzyć, że teraz będzie podobnie!!! Trzymam kciuki i będe
        pamietała w modlitwie o siłe do walki! Musisz wierzyć!!!!!
        • Dziękuję Ci Madrek76 za slowa wsparcia,jak pamiętasz tak się
          cieszyłam że to pierwsze stadium i że jest nadzieja dla mnie.Teraz
          mam mętlik w głowie i stach co będzie dalej ,następna chemia po
          świetach ,ale jak zapytałam lekarza czy to pomoże ,,,to
          odpowiedziała że spowolni rozwój choroby ,to sama wiesz jak to może
          być.....bardziej mnie dobiła wiadomośc o wznowie choroby niż o samej
          chorobie na początku,wtedy była nadzieja że pozbędę się jaj ,a teraz
          zaczynam się bać!Ale mam cichą nadzieję ,bo bez niej nie da się żyć..
          • anita49-0 trzymam kciuki za Ciebie i jestem myślami z Tobą, musisz
            zwalczyć to cholerstwo!!!
          • dzięki za wsparcie,,,zaczynam panikować i szukam dobrego
            chemika ,aby ustalił mi program leczenia który zatrzyma rozwuj
            choroby ,ale nie jest to takie łatwe ,Chciałam zmienic leczenie na
            oddziale onkologicznym na cantrum onkologii,ale nie jest
            prosto,,byłam na konsultacji ale każdy sie wypina i nie chce się
            podjąc leczenia,twierdząc że należy kontynuować leczenie jak
            dotychczas ,a ja uważam że wieksze szanse miałabym w centrum i co
            mam robic?poddać się i czekać co bedzie dalej,,,poradżcie co robić!
            • Witaj, Na Twoim miejscu faktycznie szukałabym zmiany na Centrum
              Onkologii. Z doświadczenia wiem, że w CO maja jednak więcej
              możliwości i łatwiej o diagnostykę! Wiem też, że taka zmiana jest
              trudna i tu z własnych doswiadczen wiem, ze najlepiepiej
              skonsultowac sie prywtanie z ordynatorem z CO, bo przynajmniej w
              naszym przypadku (gdy szukałam pomocy dla Taty) to pomogło nam
              trafic do DCO we Wrocławiu i tam mieć wszystko szybko
              załatwione...cóż konsultacje prywatne z chirurgiem onkologiem oraz
              z ordynator chemioterapii dopiero dały szanse na objęcie leczeniem
              w tym Tata miał przecież niestandardową chemie, która od pocztaku
              do konca załatwiała Pani ordynator, w placówce gdzie najpierw
              mielismy skierowanie nie miałby na to szans! Stad moim zdaniem
              szukaj jednak szans na objecie leczeniem w CO, ale wiem tez ze w
              tych osrodkach jest duzo pacjentów i kontakt z lekarzem bywa
              trudny, a to oznacza wizyty prywatne...Duzo sił i nigdy nie trać
              wiary, mimo nawrotów ludzie wychodza z choroby! Trzymam kciuki za
              Ciebie! Aha skad jestes??
              • Witam,,byłam na konsultacji u chirurga onkologa i ta konsultacja nie
                była trafiona ponieważ doc.pofilozofawał ,skasował dwie stówki i w
                zasadzie powiedział to co już wiem.Polecił mnie koledze
                chemikowi ,więc poszłam na wizytę ,ale ta wizyta nie była taka na
                jaką liczyłam .Stwierdził że muszę kontynuować leczenie ,chwalił się
                wiedzą jakie to są możliwości leczenia ,a ja siedziałam jak na
                skazaniu bo nie dał mi dojść do słowa.Wizyta miała miejcse w centrum
                onkologii i może dlatego taki był niedostępny,a chorego człowieka
                który szuka pomocy to jedno słowo wystarczy żeby go zranić.Sama nie
                wiem co robić,po świętach zaczynam leczenie i może mi ta chemia
                pomoże ....jestem z tym wszystkim sama ,nie mam nikogo kto by mógł
                za mnie z lekarzami rozmawiać, więc trudna to jest walka,sama walczę
                o moje życie..może trochę czasu wywalczę bo mam dzieci które jeszcze
                się uczą i tylko mają mnie....leczę się w Warszawie....pozdrawiam
    • To już koniec mojej nadzieii,ryczę z niemocy że przegrywam a
      wydawało się że będzie dobrze .pierwsze stadim choroby....mam
      wrażenie że lekarze zastosowali złe leczenie, zbyt słaba chemia nie
      wyniszczyła pozostałych komórek.Mówili bedzie dobrze ,poczatek
      choroby...a teraz zaczyna się wszystko od początku ,tylko
      zastosowali leczenie poliatywne, a wiem co to
      oznacza....przegrałam ..
      leczenie spowolni proces ale nie zatrzyma!
      • Anitko, skontaktowałaś się z Nothi?!( Nothi, jesteś wspaniałą
        babką...)Jestem zdołowana Twoim dołem. Zastanawiam się , co bym
        zrobiła na Twoim miejscu. Uderzyłabym w jakąś radykalną dietę, (są
        lekarze, którzy się tym zajmują) i cóż, dałabym czadu z
        suplementacją, ćwiczeniami, medytacją.. Ale nie mogę o tym pisać, bo
        Balbinka usunie mnie z forum...Czy wyznawcy chemii i radioterpii
        mogą nam jakoś pomóc? Konkretnie coś poradzić? Bo my nie czekamy na
        cud, liczymy na SKUTECZNE LECZENIE!
        • Anito, leczenie paliatywne nie zawsze musi oznaczać najgorsze. Moja
          mama miała raka żołądka, w CO w warszawie w maju usunięto jej cały
          żołądek z częścią przełyku, podczas tej operacji okazało się, że są
          przerzuty do wątroby. Po początkowych próbach leczenia w CO
          zrezygnowałyśmy z leczenia tam, głownie z racji podejścia do
          pacjenta. Aktualnie mama jest po 9 kursach chemioterapii
          (paliatywnej) EOX i z kilkunastu zmian na wątrobie wydaje się, że
          zostało już kilka. Mame od razu zakwalifikowano na chemię
          paliatywną, tym bardziej, że była operowana już w IV stadium.
          Lekarze nie dawali jej dużo nadziei, ale jak na razie leczenie
          odnosi jakiś skutek i mam nadzieje, że pomoże na dłużej.
          Mam nadzieje, że Tobie leczenie równiez pomoże. Najgorsze to się
          poddać.
          Pozdrawiam ciepło
          • bardzo dziekuje za słowa wsparcia,mam cały czas nadzieję że dalsza
            chemiterapia zatrzyma chorobę.
            fulvia ,ja również jestem po pierwszym kursie EOX,tylko mam chyba
            pecha bo następny był wyznaczony na 19- stycznia i niestety nie było
            leku , nie jestem pewna czy to tak można przerywać leczenie,,ale
            kogo to obchodzi!teraz następny kurs 25-go stycznia.
            Jednak zastanawia mnie jedno....miałam wykonane dwie
            tomografie ,jedna jamy brzusznej a druga płuc i szyji,tomograf nie
            pokazał przeżutów,jeśli ktoś może mi wyjaśnić co to oznacza będę
            wdzięczna...pozdrawiam
            • Witam,
              na badaniach się dobrze nie znam:( Mamie robią rezonans magnetyczny,
              bo ma problemy z tarczycą, więc TK na razie odpadała. robiłyśmy tez
              prywatnie usg jamy brzusznej i wątroby (mogę podać kontakt w razie
              potrzeby). Co do przerwania leczenia to nie wiem jakie są skutki.
              Mama chodzi raz na 3 tygodnie na 1 dzień na kroplówki do szpitala,
              potem dostaję xelodę na kolejne 3 tyg. Raz czy dwa razy np z powodu
              świąt czy choroby miała chemię troszkę przesuniętą, ale nie wiem czy
              mogą być tego jakieś negatywne konsekwencje. Teraz po 9 kursach
              będzie miała przerwę, są problemy z wkłuciem się w żyłę no i
              organizm musi się trochę zregenerować. Ostatnie wlewy miała właśnie
              19 stycznia, teraz łyka przez miesiąc xelodę, potem miesiąc przerwy.
              pozdrawiam
              • napisz mi prosze jak mama znosi te wlewy ,bo ja to fatalnie nie mogę
                jesć i ciagłe torsje i tak jest przez 5 dni,bo xelode to znoszę
                dobrze nic sie nie dzieje.Ja jestem po drugim kursie i już mam dość!
                a ile przedemną niewiadomo ,lekarz odpowiada wymijająco..
                najgorsza ta niewiedza..pozdrawiam
                • Witam,
                  mama znosi chemię (wg mnie) dość dobrze, choć jest po niej osłabiona
                  i generalnie psychicznie nie czuje się dobrze (nie może się pogodzić
                  z tym, że jest chora na raka). Ponieważ ma usunięty żołądek to
                  powinna jeść mało a często, czego niestety nie przestrzega, więc
                  czasem wymiotuje. Stąd nie wiemy czy jest to wynikiem chemioterapii
                  czy jej nieprawidłowego trybu jedzenia. Generalnie, po kilku
                  pierwszych chemiach, wypadły jej włosy, teraz powoli odrastają (mimo
                  kolejnych chemii), bardzo schudła (w ciągu niecałego roku ok. 30kg).
                  Ale ogólnie, z tego co wiem i mówił nam lekarz, ten rodzaj chemii
                  jest dość dobrze tolerowany przez pacjentów i wydaje mi się, że mama
                  całkiem nieźle (jeśli w ogóle można tak powiedzieć) znosi to
                  leczenie. Ma jedynie "problem" z połykaniem xelody :(
                  pozdrawiam serdecznie
                  F.
                  • fulvia16...napisz co z Twoją mamą?
                    • bardzo prowdopodobne jest to, że mozesz miec refluks zołądka i stąd
                      ta zgaga ,mój syn też ma problem z nadkwasotą żołądka ,męczy go
                      zgaga ,jest cały czas na lekach ,badania wykazały przepukline
                      zołądkowo-przełykową ,nawet był umówiony na zabieg ale zrezygnował
                      bo zabieg nie daje wielkich szans na wyleczenie.
                      przy takich dolegliwościach to ważna jest dieta lekkostrwana ,to
                      pomaga ,ale lekarstwa niestety muszą być,także u Ciebie moze być
                      podobny problem ,nie matrw sie na zapas...pozdrawiam
    • witam ,maj walka cały cas trwa ,jestem po trzecim kursie
      chemi,znoszę ją fatalnie ale nie to jest najgorsze ,nie do
      zniesienia jest podejście lekarza który mówi mi że nie wie jak długo
      będę brać chemię bo może choroba wcześniej zwycięży!
      a na moją prośbę o badanie PET skomentował że to n ie ma sensu,to
      jakiś koszmar .napiszcie czy przy raku żołądka nie robimy badania PET
      POZDRAWIAM
      • Anito- zagladam tu cojakis czas, bo jako emocjonalnie watek "rak
        zoładka" jest dla mnie ciagle żywy, choc od śmierci Tatusia mineło
        16 m-cy to tu zostało kawalek mojego życia! Jak Ci pisałam
        zasmucila mnie Twoja wiadomość, ze jest nawrót choroby i trzymam
        kciuki ze jednak i tym razem uda sie to paskudztwo zatrzymać,
        zwycieżyc - musisz w to wierzyc! Co do lekarzy...wiem czego mozna
        sie spodziewac, niestety wielu tego zawodu nie powinno wykonywac,
        ale cóz...smutne to wiem :-( Moja Ciocia, jedyna siostra Taty kilka
        dni po pogrzebie Taty odkryła guza piersi, oczywiscie rak, 3 chemi3
        potem operacja, usiniet piers i wezły, potem kolejne 6 chemii i 20
        naświetlan i bez żadnych badań w ostatnim dniu tych naswietlan
        lekarz do niej przychodzi i mówi Pani jest zdrowa do kontroli za
        rok...jakaś totalna porazka! Oczywiscie wszyscy chcemy by
        wyzdrowiala, ale mówienie pacjentowi ze juz wszystko ok. nie robiac
        ZADNYCH badań i jeszczee wyznaczaja kontrole za rok to jakiś obłęd!
        czulałam ciocie ze musi jednak kontrolować co sie dzieje i
        powtórzyc badania za 3 m-ce, bo niestety w moim odczuciu lekarz
        pokazał ze mu nie zależy...Natomiast faktycznie trudno jest gdy
        lekarze podchodza tak, ze z góry zakladaja ze sie nie uda - to juz
        tragedia! A co do PET-a - faktycznie NFZ nie wpisał raka żoładka do
        wskazań badania PET-CT, ale mój Tata mial mimo to robiony -
        dlaczego? cóz uparłam sie, ale faktycznie musielismy przed komisja
        kwalifikujaca udowodnic, ze to jest badanie konieczne - Tata był
        raz operowany i stwierdozno wtedy rak nieresekcyjny, potem chemia i
        guz sie rozpadl została 2cm zmiana na sciance zoladka, stad
        ordynator chirurgii onkologicznej uznał,ze otworzy go drugi raz,
        ale by mieć pewność ze to ma sens wystapilismy o PET, odpwoiednio
        uzasadniony wniosek i przeszedł! Niestety okazało sie, ze PET nie
        widział rozsiewu w otrzwnej, a to stało sie przyczyną nieudanej
        równiez drugiej operacji! Takze z PET-em jest trudno, ale nie
        beznadziejnie i zdarza sie,że zgode sie dostanie, tylko wiem z
        doswiadczenia i lektury w sieci, ze PET tez nie wychwyci
        wszytskiego, nie widzi czesto zmian drobnych (jak ten rozsiew w
        otrzewnej to było jak rozsypane ziarna maku po całej otrzewnej -
        tego nie zobaczono na badaniu) no i jeszcze kwestia tego, ze trzeba
        miec dobre wyniki glukozy, zaburzenie wchłaniania glukozy i wynik
        tez nie bedzie wiarygodny. Mam nadzieje, ze przetrwasz te trudny
        chemii i że przyniesie ona poprawę!!! Trzymam kciuki i modle sie za
        Ciebie! Magda
        • bardzo dziekuję za wsparcie staram się jakoś nie dawac ale to bywa
          trudne.Ssukam jeszcze namiarów na onkologa aby się skonsultować co
          jeszcze mozna zrobić ,może i uparłam się na to badanie PET ponieważ
          wyniki TK nie wykazały zmian ,miałam robione jamy brzusznej,klatki
          piersiowej i szyji ,nic nie ma!tylko wynik biopsji potwierdził
          wznowę.
          Także trzymam się tych wynikówTK jak koła ratunkowego że może
          jeszcze stanie się cud!i dam radę.Obiecani mo co prawda badanie TK
          po szóstym kursie chemi ale ja na zapas szukam innych rozwiazań.
          A najbardziej to mnie przytłoczyła wypowiedz lekarza że choroba może
          byc silniejsza od chemi.....pozdrawiam
          • To dobrze, ze TK nie wykazuja zmian i tak ma byc! Rozumiem, ze
            biopsja wykazała komorki rakowe i stąd okreslono ze jest wznowa i
            podjeto decyzje o chemii, a gdzie dokładnie jest zlokaliwoana ta
            wznowa?? Czy w tej wznowie sa takie same komórki rakowe czy moze to
            jakis inny typ raka? A co do lekarza - nie słuchaj takich
            tekstów!!! Lekarz nie powinien bawic sie w proroka, który jeszcze
            wskazuje na zły przebieg. Czas pokaze jak działa chemii i na ile
            Twój organizm umie walczyc,ale musisz wierzyc ze sobie poradzi i z
            tym nawrotem choroby!!! Bedzie dobrze - musi, a Ty walcz, jesli Cie
            to uspokoi to faktycznie poszukaja jakiegos onkologa najlpeiej by
            to był Wasz konsultant w zakresie chiorurgii onkologicznej i moze
            wtedy łatwiej wniosek przejdzie przez kwalifikacje!!! Trzymam
            kciuki i pamietam w modlitwie by Bóg dał ci siły do walki!!!
            • powiększony węzeł jest nad lewym obojczykiem ,wyszukałam sobie sama
              bo żadne badania nie wykryły,markery w normie i jak pisałam TK
              równiez.
              Zrobiono mi biopsje i okazało się że są komórki rakowe i decyzja o
              chemi.Będę szukać lekarza żeby sie skonsultować ,może nic mi nie
              powie innego, ale kto wie....
              Jestem po trzecim kursie a organizm już żle sobie radzi,spadają
              krwinki RBC ,stwierdzono leukopenię i nie wiem jak organizm
              wzmocnić,ponoć dietą się nie da..i martwię się co to będzie dalej...
              pozdrawiam
              • Anito wiem co przezywasz to straszne ze mamy 21 wiek i nie mozna
                wyleczyc raka zoladka ze nie ma skutecznej chemii to takie
                niesprawiedliwe inni pija pala i nic zyja i maja sie dobrze...
                a ja ciagle bez zmian zoladek boli non stop 23 marca mam termin do
                szpitala pewnie dolacze do waszego grona bo co innego moze bolec 12
                mc to pewno ten co do tyłu chodzi...
                maderek mam pytanie
                pisalas ze jadlas wit c na helikobacter ale czy w moim przypadku
                kiedy mam nadzerki a moze wrzody nie podrazni mi jeszcze bardziej
                przeciez ta vit to kwas....odp prosze bo mam juz dosc tego bolu i
                wrazenia ze jedzenie mam w gardle...
                • wlasnie, dlaczego w 21 wieku, nie ma jeszcze skutecznej metody na raka...

                  czy slyszalas o Amygdalinie ?

                  zachecam do przeczytania

                  jest to link do tego co napisalem na tym forum

                  (uprzedzam, ze lekarz moze powiedziec ze bedzie to skuteczne, tak jak nalewka
                  z bursztynu, bo niby skad ma wiedziec, ze moze byc innaczej ?)

                  forum.gazeta.pl/forum/w,37372,72041707,107551723,Re_Prostata_australijska.html


                  niezaleznie od twojej decyzji , zycze powodzenia
              • A poza tym Anito bo tak jakos dzis czesto myslami wracam do Twojego
                przypadku to zastanawiam sie dlaczego nie zaproponowano Ci
                naświetlan tego wezła - terapia bardziej celowana na miejce, gdzie
                jest powiekszony wezeł?? Rozmawiałas z onkologiem na ten temat??
    • WItajcie :-)
      Anito, ale jesli jest leukopenia to przecież moga Ci podac
      Neupogen - zastrzyki, które przyspieszaja tworzenie białych
      krwinek, sa drogie ale na recepte od onkologa były na ryczałt. Mój
      tata nie miał nigdy problemu z krwia po chemii wiec nas to omineło,
      ale na oddziale chemii we Wrocławiu wiele razy widziałam, ze
      musiano przenieśc termin chemii bo były za niskie krwinki białe,
      płytki itd. wtedy jak kojarze własnie Neupogen był podawany i Ci
      ludzie najczesciej z tygodniowym opóźnieniem ale chemie dostawali.
      Ja u Taty stosowałam rózne leki wspomagajace, na które tutaj wiele
      osób krzyczy, ze szkoda pieniedzy...owszem sporo wydawałam ale my
      przez 20 m-cy nie mielismy przesuwanej chemii z racji złych
      wyników, tylko raz Tata o to poprosił wyniki miał niezle ale czuł
      sie wtedy jakos zle i ordynator poszła nam na reke i tydzien
      przeniosła, po tygodniu wyniki były o lepsze i kolejen chemie
      znosił spokojnie. Ciekawe jest to, ze to wezeł chłonny nad
      obojczykiem bo u mojego Taty tez po 15 m-cach własnie te
      nadoobojczykowe wezły sie powiekszyły, tyle ze tata nie miał
      usunietego zoładka wiec ryzyko przerzutów było duzo wieksze i one
      niestety potem nastapiły... Ty Anito walcz i faktycznie postaraj
      sie o konsultacje u innego onkologa, czy chemioterapeuty. Ja bardzo
      dobrze wspominam konsultacje u dr. Krzemienieckiego z Krakowa jesli
      chodzi o chemie, jesli chodzi o chirurgie to prof. Popiela i prof.
      Butruk jakos najlepsze zrobili na mnie wrazenie. Trzymam kciuki i
      daj znać co u Ciebie tutaj lub na maila: madrek@poczta.onet.pl

      Ah było tez pytanie o wit C 1000, faktycznie jak sa nadzerki i
      wrzody to taka dawka witaminy C nie wskazana, bo bedzie
      podrazniała. Musisz uporac sie i wyleczyc te nadrzerki zeby potem
      powalczyc z bakteria! I nie wiem ale upeiraj sie na pobranie
      wycinków, bo ostatnio na maila pisze do mnei chłopak z podkarpacia
      i jego szwagier z wrzodami poszedł na chirurgie, okazało sie ze po
      otwraciu jamy brzusznej rak rozsiany zoładka trzeba walczyc o
      badania by miec szanse w razie czego wygrac z tym paskudztwem!!!
      Trzymam za Was kciuki!!!
      • Jutro ide prywatnie na gastroskopie bo nie bede czekac miesiaca
        jeszcze bo to juz za duzo maderek nikt mnie nie otworzy z powodu
        boli zoladka i zgagi ,,,,nie ma takiej opcji chyba ze zaczne krwia
        wymiotowac takie sa realia polskie i nie tylko .
        Nie wiem strasznie sie boje tym bardziej co napisalas ze niby wrzody
        a po otwarciu rak ,,,,????masakra
        • Widzisz z zoładkiem jest tak, ze jest trudny do diagnozowania...ja
          za kazdym razem uczestniczyłam w gastroskopi Taty w czasie leczenia
          chemiia, robilismy gastroskopie prywtanie, mimo ze w DCO miał co 3
          cykle chemii, ale wiem jak to wygladało...włozyc "rure" zajrzec,
          wyjac i ogólny opis, prywtanie dr zawsze sie przykładał i miał
          lepszy sprzet wieksze powiekszenia i wiem, ze naprawde trzeba miec
          szczescie do lekarza by umiał wychwici zmiany nowotworowe, bowiem
          zoładek jest zbudowany z fałd, u taty po 6 chemiach poprostu
          wydawał sie czysciutenki, a tu nagle w obrazie otwartym miedzy
          jedna a druga fałda ukryta zmiana nowotworowa, ona dała rpzerzuty
          na otrzewna bo była połoznona na pniu otrzewnej. Wiele lekarzy
          wczesniej tego nie widziało....stad dorbze robisz ze nie czekasz i
          idziesz na badanie prywatne!! Lekarz pobierał tacie wyncinki do
          histopatu i co...z 6 próbek z róznych miejsc 5 czystych a tylko to
          jedno z komórkami rakowymi, stad wykrycie raka zoładka do łatwych
          nie nalezy i potem czytam takie historie jak napisałam..40letni
          mezczyzna swietnie sie czuł, obił remont w domu, az tu nagle trafia
          na oddział by wyciac wrozdy, a po otrwaciu obraz rozsianego,z
          aawansowanego raka zoładka i takich historii niestety sporo
          poznałam dlatego musimy sami domagac sie badań, sami szukać, tylko
          wtedy mamy szanse!!! A nie jest to normalne by przez rok bolał
          zoładek...wiec muszisz drazyc temat i uistalic przyczynę! Skad
          jestes?? Pozdrawiam i trzymam kciuki! Magda
          • No to napewno mam raka jutro gastro nie wiem czy facet znajdzie
            cos ,mialam 3 razy robiona gastro przez 3 roznych lekarzy i wyniki
            podobne zapalenie zoladka pojedyncze nadzerki refluks bla bla aaa
            ten 3 pobral wycinki z dwunastnicy i mam niby celiakie bo zanik
            kosmkow całkowity zreszta bo 4 stopien ale dlaczego mam zgage i boli
            mnie zoladek co ma do tego celiakia???? ale jestem na diecie i nic
            nie jest lepiej ,wiec nie wiem boje sie mam dziecko i nie wiem co
            znim bedzie.
            • nadmieniłam lekarzowi o naswietlaniach, ale on powiedział że to nie
              ma sensu, bo to napewno nie jedyny węzeł zajęty są rozsiane po całym
              organiżmie i naswietlanie jednego to głupota!ja nawet myslałam o
              usunięciu ale to też głupota.....ale musze powiedzieć że po tej
              chemi zmiany na weżle się zmniejszyły ,jest wyczuwalny ale bardzo
              trudno go wyszukać....moze ta chemia troche działa ,tylko żeby mi
              organizm nie odmówił walki!będę rozmawiać o tym leku wspomagajacum
              produkcję krwinek może cos to da....
              A Ty Joanna nie panikuj ,porobisz badania i jakąs diagnozę
              postawią,skoro trudno powiedzieć jak przyczyna tych dolegliwości ,to
              napewno nie jest rak!u mnie po pierwszej gastro.było wiadomo co
              jest....pozdrawiam
przejdź do: 1-100 101-178
(101-178)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.