Rak żołądka-czy to koniec...? Dodaj do ulubionych


Ja nadal nie wierzę w to co się stało i co się obecnie dzieje. A to co ma nastąpić...nie przyjmuję tego do wiadomości.
Muszę się z kimś podzielić tym. Spróbuję to opisać.
W poniedziałek (10.11) okazało się że moje Słoneczko ma raka żołądka. W wieku 35 lat. Czytałem że ten rak dotyka ludzi między 50-60 rokiem życia i bardzo rzadko poniżej 40 lat.
Ona do dzisiaj jeszcze tego nie wie. Sytuacja była bardzo szybka. Otóż od ok 4 tygodni zacząła odczuwać bóle w lewym boku brzucha (teraz już wiadomo że to żołądek). Były to bóle, jak sama mi mówiła słabe i tylko momentami mocniejsze. Wcześniej czasami też ją bolało ale rzadko. Jak sama tłumaczy traktowała te bóle jak coś co poprostu się zdarza (jak ból głowy). Ostatnio bóle się nasiliły więc nakłoniłem Ją(co nie było łatwe) do zrobienia badań. W zeszłym tygodniu była na badaniu USG, które wykazało m.in. jakiś guz. Pani doktor, która przeprowadzała badanie podejrzewała chłonniaka tzw.MALT. Podobno nie groźny. Zaleciła natychmiastową gastroskopię. Umówiliśmy się na badanie na 12.11 w prywatnej klinice POPIELA w Krakowie. Niestety okazało się za późno.
W poniedziałek złapał Ją potworny bół. Na szczęście byliśmy wtedy w pobliżu szpitala Żeromskiego w Krakowie. Także od razu dostała się do lekarza na oddziale ratunkowym. Oczywiście przyjęcie było typu "a Pani tu czego". Chociaż wiechała do sali przyjęć na wózku bo sama z bólu nie mogła się ruszać. Lekarz dopiero po chwili się zorientował że to coś poważnego. Podał dożylnie lek przeciwbólowy (coś na P). Jak bół trochę ustąpił wykonano RTG i miało być jeszcze USG. Ale RTG wystarczyło żeby zaczymać Słońce moje w szpitalu na oddział chirurgii ogólnej. Podejrzenie pęknięcia wrzoda żołądka. Jednak po paru minutach na oddziale (ledwo skończyli wypełniać jakieś papiery) zjawił się chirurg mówiąc że zabiera Ją od razu na salę operacyjną.
Operacja trwała ok 3 godzin. Po operacji lekarz przyszedł z tą straszną wiadomością. Stwierdził że jest bardzo źle. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy co to oznacza. Teraz już wiem ale nadal to do mnie nie dociera. Nie wierzę w to.
Okazało się że to rak żołądka, który zają prawie cały żołądek i co najgorsze inne narządy. Żołądek został prawie w całości usunięty. Podobno został bardzo mały kawałek.
Jeszcze nie ma wyników histopatologicznych ale lekarze nie dają prawie żadnych szans....Mają próbować jakiegoś leczenia chemią.
Ja boję się zapytać ile czasu jeszcze zostało.
Słoneczko jeszcze nie wie tego co podobno nieuchronnie nastąpi. Wie jedynie o pękniętym wrzodzie, który się rozlał i o wycięciu części żołądka. Leży na oddziale intensywnej terapii. Wygląd świetnie, dzisiaj już nawet chodziła po pokoju (dwa dni po tak ciężkiej operacji!!!!). Jest bardzo silna. To nie możliwe że ma nastąpić to najgorsze. Czy to naprawdę nieuniknione? Ile jeszcze czasu będę się cieszył Jej obecnością, Jej widokiem, śmiechem, dotykiem. Jest dla mnie wszystkim.
Czy można temu w jakiś sposób zapobiec. Ja zupełnie nie wiem co mam robić. A chciałbym Jej jakoś pomóc.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
przejdź do: 1-100 101-178
(101-178)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.