pękające żyły Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Prosze Was o podpowiedź, Czy jest jakiś sposób na pękające żyły,
    mama moja która od prawie 2 lat ma podawaną chemię miała już ponad
    40 wlewów i zakażdym razem nowe kłócie bo chemia jest co tydzień
    czasami 2, Obecnie się pogorszyło jeśli coś zje to wymiotuje, bierze
    wiataminę C ale już to nie działa, jest już słaba. Ostatnio była
    pielęgniarka z naszej przychodni miała ję podłączyć kroplówkę na
    wzmocnienie ale nie udało się wbić igły. Chociaż Panie pielęgniarki
    z CO jakoś sobie radzą. Mam nadzieję że w poniedziałek też tak
    będzie bo mama jedzie na kolejną chemię, ale przed tym chcieliśmy ją
    wzmocnić.
    • Witaj!
      U mojej mamy był taki sam problem, po prawie 6 latach ciągłej walki żyły już do
      niczego sie nie nadawały. Wtedy od jednej z pacjentek CO w Warszawie
      usłyszałyśmy o porcie zakładanym na rok albo dwa. Zabieg jest szybki inie
      zagraża życiu. Mama była już bardzo słaba kiedy go wykonano. Port wyglada jak
      takie małe wybrzuszenie pod skórą w okolicy obojczyka. Jest na prawde zbawieniem
      dla chorych. Trzeba o niego powalczyć bp oczywiście żaden lekarz sam go nei
      zaproponuje bo to kosztuje...ale jak jesteś zdeterminowana to powinno Ci się
      udać. Porozmawiaj z jakimś bardziej "zaprzyjaźnionym" lekarzem. Powodzenia
      • Wczoraj w programie TV Historia na kablówce, słyszałam jak w czasie wojny
        amerykańsko koreańskiej na pokonanie sztywności żył/pękały/dodawano 10 % wódki
        do osocza w kroplówce i żyły stawały się bardzo elastyczne.Może ktoś coś więcej
        wie na ten temat.
        • Nie rozumiem dlaczego nie podłączyli Twojej Mamie portu. Wygodne,
          żyły sa w porządku. W przypadku mojej Mamy zostało to zrobione tuż
          przed pierwszą chemią i chociaż ten problem mieliśmy z głowy. I
          lekarka sama wyszła z ta propozycją. Pytaj,masz do tego prawo i
          chyba to powinno być standardem.
          • Tu Cię rozczaruje - nie jest standardem! Muszą byc wskazania do
            tego, bo jest jak mi wytłumaczono konieczna ingerencja chirurga lub
            anestezjologa (zalezy od szpitala), a do tego nie kazdy może mieć
            taki port wszczepiony! Pamietam ze szpitala gdy Mój tatus miał
            podawane chemie przypadki, ze po 2-3 tyg. wyjmowano na cito taki
            port, bo wokół działo sie "cos" dziwnego (powstawała infekcja bo
            jest to ciało obce) stad dopóki pacjent ma żyły w miare dobre podaje
            sie chemie dozylnie potem gdy zaczyna byc problem nalezy
            przedyskutowac założenie portu. I faktycznie KATI skoro jest tak
            trudno z zyłami to jest wskazanie by taki port załozono na cito, bo
            pielegniarki w CO majac duze doswiadczenie jakos sobie radza, ale w
            innych szpitalach czy u pielegniarek srodowiskowych bywaja spore
            problemy wiec warto by ten port załozyc. Pozdrawiam serdecznie!!!
    • Bardzo dziękuję kochani za odpowiedzi. Dawno tu już nie zaglądałam,
      bo w pracy i w domu natłok zajęć, ale od razu lepiej się człowiek
      czuje jeśli jest ktoś życzliwy i chce doradzić. Jutra mama jedzie na
      wizytę ja niestety nie mogę z nią jechać tylko brat powiedziałam mu
      żeby się spytał o ten port. Nie wiem jak podejdą do tego tematu w CO
      bo u mamy leczenie jest paliatywne a mama jest trochę słaba i nie
      wygląda na to żeby doszło do wyleczenia. Kiedyś słyszałam takie
      rozmowy, że jeszcze kłują w nogi ale to już chyba ostateczność. Mama
      ostatnio coraz częściej wymiotuje jak coś zje, nieraz na drugi
      dzień, czasami po godzinie. Przez to jest słaba Kilka razy dostała
      kroplówkę z glukozą i miroelementami a teraz niestety nie dało się
      podłączyć. Jeszcze raz dziękuję
    • Polecam Ci port naczyniowy. Moja Mama miała bardzo słabe żyły,
      wyniszczone chemioterapią i rozmaitymi wlewami dożylnymi.
      Pięlęgniarki nie potrafiły się często wkuć i zawsze męczyły nas o
      wkucie centralne. Znajomy anestezjolog polecił port. Mama znajduje
      się pod opieką hospicjum, stamtąd też skierowali ją na sam zabieg,
      bez jakichkolwiek przeszkód. Zabieg był w narkozie, ale trwał
      krótko, rana wygoiła sie znakomicie. Port to genialne rozwiązanie, w
      końcu rozwiązał się bolesny problem wkuć. Jedyny mankament:
      niewiele osób, przynajmniej tutaj zna się na jego obsłudze! Port
      musi być odpowiednio pielęgnowany, przemywany NACl oraz herparyną -
      inaczej może stać się niedrożny. Ważne jest też to, by umieć wkuć
      prostopadle iglę. Trzeba zmieniać ją co siedem dni [ jeśli tak jak u
      nas, port jest w stałym użyciu] . Potrzebne są również specjalne
      igły.
      Polecam naprawdę.
      • Proszę powiedz, czy Twoja mama znajdujac sie pod opieka hospicjum
        dostaje chemie? Moj tata dostal wczoraj skierowanie, jego lekarz nie
        bedzie go wiecej leczyc.. i zastanwiam sie jak to bedzie dalej.. ale
        skoro piszecie ze chorzy otrzymywali chemie przez lata moze jeszcze
        da sie cos zrobic?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.