Polecam Ci port naczyniowy. Moja Mama miała bardzo słabe żyły,
wyniszczone chemioterapią i rozmaitymi wlewami dożylnymi.
Pięlęgniarki nie potrafiły się często wkuć i zawsze męczyły nas o
wkucie centralne. Znajomy anestezjolog polecił port. Mama znajduje
się pod opieką hospicjum, stamtąd też skierowali ją na sam zabieg,
bez jakichkolwiek przeszkód. Zabieg był w narkozie, ale trwał
krótko, rana wygoiła sie znakomicie. Port to genialne rozwiązanie, w
końcu rozwiązał się bolesny problem wkuć. Jedyny mankament:
niewiele osób, przynajmniej tutaj zna się na jego obsłudze! Port
musi być odpowiednio pielęgnowany, przemywany NACl oraz herparyną -
inaczej może stać się niedrożny. Ważne jest też to, by umieć wkuć
prostopadle iglę. Trzeba zmieniać ją co siedem dni [ jeśli tak jak u
nas, port jest w stałym użyciu] . Potrzebne są również specjalne
igły.
Polecam naprawdę.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.