Dodaj do ulubionych

Ratunek przy raku trzustki?

02.04.09, 09:14
WItam was. W styczniu pisałam na tym forum ponieważ w tym czasie mój tata
zachorował na raka trzustki. Niestety jak pisałam kiedyś 29 stycznia tego roku
odszedł od nas.
Czy jest ratunek przy raku trzustki? Niestety póki co nie ma!!!! :( Jeśli
usłyszymy postawioną diagnozę u naszych bliskich, że jest to rak trzustki
możemy już się przygotowywać, że za jakiś czas bliska nam osoba odejdzie od
nas. Mój tata miał guza operacyjnego. Dwa tygodnie po operacji wrócił do
pracy. Pracował przez trzy miesiące. Było wszystko dobrze. Zaczął jeść przez
oczywiście przytył.Niestey w święta bożego narodzenia zaczął coraz mniej jeść
i wymiotował.Początkowo były to zwykłe wymioty a później już o barwie czarnej.
Dwa razy wtrafił do szpitala. Prosił żeby go zabrać do domu. Po rozmowie z
onkologem i chirurgiem mama zdecydowała się zabrać tate do domu. Znajomi
radzili aby zadzwonić do hospicjum domowego jedak my stwierdziłyśmy że nie
będzie nikt obcy skakał przy tacie. Mama sama robiła zastrzyki bo jest
pielęgniarą.
Znajomi mamy jak i tu na forum próbowali mi pomóc niektórzy dali również
namiary na onkologów jednak przyjmują oni daleko od mojej miejscowości. Do
czego zmierzam? My z mamą widziałyśmy że taty koniec nadchodzi. Oczywiście
mogłyśmy tatę męczyći wozić po lekarzach prywatnych ale czy to miałoby sens? W
ostatnim tygodniu zrozumiałam że trzeba tacie spokojnie odejść. Sądzę że to
jest najlepsze rozwiązanie.Jak widziałyśmy że tata odchodzi zaczęłyśmy
krzyczeć i prosić aby nie odchodził i w jakiś sposób jeszcze żył. Jednak
zaprzestałyśmy temu. Tata zobaczył swoją wnuczkę i pozwoliłam mu odejść. Nie
krzyczałam nie błagałam aby został z nami z tego względu że wiedziałam że dla
niego będzie to najlepsze. Cholernie ciężko mi było że byłam taka bezilna.
Początkowo miałam wyrzuty że nie zrobiłam wszystkiego aby tatę uratować ale
chirurg wytłumaczył mi że nie było ratunku. I ciągniecie taty po szpitalach
było by dla niego męką. A tak spokojnie odszedł w domu. Były przy nim do
ostatnich sekund ja i mama. Dlatego pamiętajcie nie męczcie chorego jak nie ma
już ratunku. Poprostu bądźcie przy nim. Wspierajcie dodawajcie otuchy mówcie
jak bardzo kochacie ale nie w taki sposób aby odczuwal ze zaraz umrze.
ŁĄczę się z wyrazami współczucia dla tych którzy przechodzą lub przeszli to co
ja.
Obserwuj wątek
    • menka2061 Re: Ratunek przy raku trzustki? 02.04.09, 09:26
      witaj Aniu , tak bardzo mi przykro...
      strasznie się wzruszyłam czytając Twój post.
      najgorsze dla mnie jest to , iż wiem że niedługo mnie czeka to samo,
      mój ukochany dziadzius z każdym dniem jest coraz bliżej śmierci,
      tylko że ja ciągle wierzę w cud , tydzien temu wziął pierwszą lekką
      chemię, dziś robimy wyniki żeby zobaczyc czy coś się poprawiło i czy
      będzie można podać kolejną chemię . jednak czytając Twój post
      zaczęłam zastanawiać się czy rzeczywiście ciągać dziadzia po
      szpitalach wierząc w cud , czy dać mu spokojnie umrzec w domu...
      Boże tak bardzo chcę żeby dziadziuś był z nami jeszcze w te święta
    • turpin Re: Ratunek przy raku trzustki? 02.04.09, 09:34
      Typowe postacie raka trzustki (tzn najczęstszy rak wywodzący się z
      małych przewodów wyprowadzających gruczołów i drugi w kolejności, z
      samych komórek zewnątrzwydzielniczych) są niewyleczalne, ale zabieg
      Whipple'a może przedłużyć życie o kilka-kilkanaście miesięcy.

      Jest kilka rzadkich wariantów raka trzustki, mikroskopowo
      przypominających nieco raki jajnika, które są chirurgicznie
      wyleczalne. Można też uporać się z niektórymi nowotworami części
      wewnątrzwydzielniczej trzustki, choć nazwanie ich 'rakami' może
      budzić wątpliwości.
      • menka2061 Re: Ratunek przy raku trzustki? 02.04.09, 09:46
        turpin napisał:

        > Typowe postacie raka trzustki (tzn najczęstszy rak wywodzący się z
        > małych przewodów wyprowadzających gruczołów i drugi w kolejności,
        z
        > samych komórek zewnątrzwydzielniczych) są niewyleczalne, ale
        zabieg
        > Whipple'a może przedłużyć życie o kilka-kilkanaście miesięcy.
        >
        > Jest kilka rzadkich wariantów raka trzustki, mikroskopowo
        > przypominających nieco raki jajnika, które są chirurgicznie
        > wyleczalne. Można też uporać się z niektórymi nowotworami części
        > wewnątrzwydzielniczej trzustki, choć nazwanie ich 'rakami' może
        > budzić wątpliwości.

        niestety w przypadku raka trzustki ( guz brodawki watera )u mojego
        dziadzia lekarze powiedzieli , ze jest on operacyjny jednak
        dziadzius ma tętniaka na aorcie brzusznej i jest po trzech
        zawałach , więc lekarze nawet nie chcą podejmować ryzyka otwarcia ,
        gdyż poweidzieli że umrze na stole.
        mam pytanie co to za zabieg whipple'a ?
          • ania1984.04 Re: Ratunek przy raku trzustki? 03.04.09, 09:19
            Mój tata mial ta operacje whipleya. Lekarze sadzili ze bedzie na jakies czas ok
            ale tylko bylo na 3 miesiace. Moj papcio zgnil w srodku (wiem ze ordynarnie to
            brzmi) i wydostawal sie z niego zapach zgnilizny a co wazne mial nie droznosc
            jelit calkowita. Nawet nie mogl pic wody bo nia wymiotywal. Moja babcia dala
            tacie swieta wode i tez ja wymiotowal :( Bardzo mnie boli o tym co pisze bo
            wracaja wspomnienia. Ale chce poprostu powiedziec ze nie warto szarpac bliskiej
            osooby po lekarzach jesli juz nie ma ratunku. Za pieniadze lekarz moze
            powiedziec ze da cos zrobic a w gruncie rzeczy nic nie da zrobic. Wiem ze nie
            powinnam tak pisac bo walczy sie o zycie bliskiej osoby ale czasami trzeba
            pozwolic odejsc aby nie cierpiala juz wiecej. My z mama tate raz odratowalismy
            od smierci i to w ostatniej chwili. Czego po tem zalowalismy poniewaz te
            ostatnie dwa tygodnie meczyl sie tak ze prosil Pana Boga aby mu pomogl. A my
            bylysmy bezsilne i czekalysmy az ci z gory go zabiora i zniknie jego cierpienie.
            Nierozumie jednego dlaczego jak zaczelo nam sie ukladac to ta choroba wszystko
            spier...... Dzisiaj moje urodziny i zawsze dostatwalam od taty czerwona roze a
            dzisiaj juz jej nie dostane....... :( W maju drugie urodziny mojej coreczki i
            tez juz nie doczekal a ona caly czas go walo. Boli cholernie.
            Pozwol dziadkowi odejsc w spokoju jesli ma juz leczenie paliatywne. To jest moja
            rada. Niech nie szarpie sie po lekarzach itd jesli juz lekarze nie daja szans.
            Niech bedzie ten ostatni okres swojego zycia z rodzina.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka