Dodaj do ulubionych

co przeszly w zyciu chorzy na chłoniaka

04.06.09, 23:28
Czesc. Niedawno odeszła moja mama. Jestem na etapie ciagłego analizowania jej
trudnego życia, tego co musiała przejść najpierw w swoim rodzinnym domu, potem
żyjąc przy boku mężczyzny na ktorego nie mogła liczyć, o wszystko musiała sie
martwić sama, pracować na dom, łożyc na naszą naukę, wreszcie niesłusznie
stracić swoją pracę, ktorej tak się poświęcała, proces który musiał toczyć się
tak długo, w międzyczasie opieka nad jej chorą matką, powrót do pracy. Teraz
powinien być czas na odrobinę szczęścia, teraz są pieniądze by wykończyc
wreszcie dom, jeździc na wakacje ale nagle trach, wykrycie tej strasznej
choroby, walka której nie udało jej się wygrać. Czy wśród waszych
bliskich-chorujących są tacy którzy mieli łatwe życie? Czy może ten potwór
uderza niezależnie od tego przez co musimy przechodzić w życiu?
Edytor zaawansowany
  • 05.06.09, 14:13
    Cześć. Trochę jakbym czytała historię swojej mamy. Nigdy nie było
    jej łatwo - bardzo szybko musiała się zacząć sama o siebie
    troszczyć, a później także i o innych... Odkąd pamiętam - zawsze
    czymś zdenerwowana, ciągle żyła w stresie. Kiedy nareszcie wszystko
    powinno pójść ku lepszemu - diagnoza, która dla nas wszystkich była
    potwornym ciosem (przez to, że mama zawsze dbała o wszystkich,
    wszystko miała pod kontrolą - zawsze wydawało nam się że jest nie do
    zdarcia). Obecnie jest w okresie remisji, czuje się dobrze (zresztą
    nigdy fizycznie źle się nie czuła), mam nadzieję, że będzie tak jak
    najdłużej. Może będzię w końcu tą osobą, która będzie mogła
    powiedzieć, że pokonała chłoniaka? Wszyscy na to bardzo liczymy, za
    każdym razem w nerwach oczekując wyników kolejnych badań
    kontrolnych...
    Ja uważam (i wielu lekarzy podobnie sugerowało), że stresujący tryb
    zycia należy uznać za jednego z winnych tej choroby (dla mnie to
    główny winny). Staram się mamie o tym przypominać kiedy tylko widzę,
    że czymś się denerwuje. Mam wrażenie, że to trochę pomaga jej
    zmienić swoje nastawienie, że nauczyła się odpuszczać, że sama już
    stara się uwierzyć, że nie musi dźwigać całego świata na swoich
    ramionach. I że teraz w końcu będzie mogła odżyć. I z całego serca
    wierzę, że uda nam się pokonać tę paskudną chorobę.
    Pozdrawiam.

  • 05.06.09, 16:34
    Moja mama tez łatwo nie miała szybko odeszła jej matka ojciec nie był wzorem do
    nasladowania kiedy wyszła za mąż za mojego ojca musieli liczyc kazdy grosz
    potem dzieci( a jest nas 5) nigdy sie nie skarżyła nie powiedziała ze nie ma
    czasu dla siebie teraz kiedy siostra i brat założyli własne rodziny kiedy ja
    moglam dużo jej pomóc kiedy mogła by z ojcem jechac na wymarzone wakacje trach
    walneło jak piorun :( mama byla osobą której wszedzie było pełno i zawsze
    uśmiech goscił na jej twarzy wiecie tak mysle ze Pan Bóg zabiera nam Anioły
    zabiera nam osoby krore potrafią sprawić ze dzien jest słoneczny mimo deszczu i
    potrafią słuchać słuchać sercem --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 05.06.09, 19:08
    Wiesz, mógłbym napisać dokładnie to co Ty. Moja Mama odeszła tak
    samo "nie w porę". Jak miała już najgorsze zawieruchy życiowe za
    sobą, to ją to zaatakowało...Boże jak bardzo chciałbym cofnąć czas,
    i wszystko zmienić...
  • 06.06.09, 11:52
    imarc jak ja cie rozumie kiedy dowiedziałam sie o chorobie mamy tak chciałam
    cofnąć potem juz tylko myslałam co zrobić zeby wyzdrowiała ale kiedy widziałam
    że lepiej nie bedzie robiłam wszystko by byc koło mamy dać jej to czego nie
    mogła mieć kiedy była zdrowa każdą minute każdą sekunde próbowałam zapamiętać i
    wchłaniałam każde jej słowo gest zrobiłam sie nadopiekuńcza nieraz dostawałam od
    mamy przysłowiowy "opieprz" teraz kiedy jej nie ma ciagle rozmyslam że robiłam
    za mało że nie zrobiłam wystarczajaco ze tylu rzeczy mi nie powiedziała tylu nie
    nauczyła. To tak boli .... Ktoś mi kiedyś powiedział że mama wiedziała że nie
    ma szans z tym cholerstwem ale wiedziała że my damy radę że nauczyła nas
    wystarczająco, nie chciała byśmy patrzeli na jej ból cierpienie mimo tego że
    chciala życ to jej było najciężej myśmy odczuwali ból psychiczny ona odczuwała
    fizyczny i niemoc chodz walczyła jak mogła on wygrał niestety.....
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 06.06.09, 16:46
    Tez cały czas mam poczucie ze zrobiłam za mało, ze nie poszukałam pomocy za
    granicą, że nie zakupiłam ziół wcześniej, że nie wezwałam lekarza do domu, kiedy
    pojawiła się grzybica, że nie słuchałam ani cioci ani bratowej, które mówiły że
    koniec jest już blisko. Mam wyrzuty że pracowałam tego ostatniego dnia z domu,
    że w ogóle pracowałam gdy moja mama drzemała sobie obok na kanapie, zmuszałam do
    jedzenia kiedy już nie mogła jeść i patrzyła na mnie tymi swoimi smutnymi
    uciekającymi oczami. A przede wszystkim nigdy sobie nie wybaczę, że pomimo że
    wstawałam do niej w nocy 5 razy i widziałam że spływa jej pot z czoła pomimo, że
    nie miała już wtedy gorączki, to nie czuwałam przy niej do rana tylko zasnęłam.
    Boże gdyby ona mi wtedy powiedziała 'zostań ze mną', cokolwiek. Przecież była w
    stanie powiedzieć, że chce jej się pić, żeby zmienić jej pozycje bo bolą ją
    plecy. Jaka ja byłam ślepa ...
  • 09.06.09, 19:27
    antychloniak jak cie czytam to tak jakbym ja to pisała tylko że ja
    nie pracowałam byłam z mama i wiesz co ci powiem że moja mama
    chwile przed smiercia powiedziała mi zebym moja siostre posłała do
    sklepu po wode mineralna chodz miala zawsze ja w zapasie
    spojrzała na pokoj tak jakby sie upewniała ze jej 2 synów czyli
    moich braci nie ma przy niej nie chciała żeby oni widzieli jak
    odchodzi Ja byłam przy niej do konca do ostatniego oddechu byłam z
    nia kazdej nocy czuwałam przy jej łozku a jednak dreczy mnie to
    samo co ciebie tez wciskałam jej jedzenie kiedy nie mogła jesc tez
    nikogo nie sluchałam jak mówiły to koniec .... nie mozesz sie
    obwiniac za to ze nie byłas przy niej a wiesz dlaczego bo dawałas
    jej to czego nie mogła dostać od innych miłość opieke i
    wsparcie . moja mama nieraz mi mówiła ze przez jej chorobe moje
    życie sie nie rozwija nie realizuje swoich marzen wiesz co jej
    odpowiadałam Mamo ja tego nie musze robić ja to robie bo chce kiedy
    ty mnie urodziłas tez byłas przy mnie też czuwałas przy moim
    łozeczku biegałas do lekarza kiedy miałam kaszel dlaczego to
    robiłas bo musiałas nie mamo robiłas to z miłosci i ja tez przy
    tobie jestem z miłosci wtedy mama zawsze milkła i łza spływała jej
    po policzku bo wiedziała ze dla mnie jest wszystkim ze nie liczy
    sie nic tylko ona i twoja mama to samo myslała o tobie nigdy o
    tym nie zapomnij nie mozesz sie winic bo zrobiłas wszystko a
    winić niech winią sie ci którzy duzo mówili a przy twojej mamie nie
    byli niech sie winia ci którzy jej nie wspierali ty byłas
    wspierałas kochałas kochasz i bedziesz kochac
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to
    jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy
    pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 09.06.09, 23:30
    Ja po prostu nie rozumiem, co kierowało moim zachowaniem. Nieraz jak zostawałam
    z mamą sama, bo ojciec wracał do domu do pracy, zawsze spałam z mamą i
    trzymałam ją za rękę. Tamtej nocy położyłam się w pokoju przejściowym, za
    ścianą. Pamiętam, że wtedy sobie tłumaczyłam że mama leży w pampersie i nie będę
    musiała jej wyprowadzać w nocy do łazienki, pamiętam jak wstawałam żeby dać jej
    się napić i przez głowę mi przeszło, żeby się położyć obok i wziąć za rękę bo
    tak biedniutko wyglądała, ale niestety tego nie zrobiłam. Obudziłam się przed 7
    i nie bardzo wiedziałam co się działo, nie mogłam odczytać godziny z zegarka,
    który miałam na ręku. Kiedy w końcu zobaczyłam która była godzina z ulgą
    pomyślałam że jeszcze wcześnie i mam godzinę snu. Tylko że po godzinie już było
    za późno. Nie wiem czy kiedykolwiek sobie to wybaczę. Wiem, że mama bardzo bała
    się śmierci. Gdy leżała w szpitalu i za ścianą umarł jej sąsiad, mówiła że się
    boi (była w pokoju jednoosobowym) i ojciec musiał zostawać z nią przez 3 noce.
    Wiem,że chciałaby żeby ktoś przy niej był, na pewno ojciec. Ale ja ojca wysłałam
    dzień wcześniej do domu, żeby wrócił do pracy na tydzień, bo ja sobie przecież
    poradzę, ale sobie nie poradziłam...
  • 14.06.09, 21:36
    Ja myślę, że nie możesz sobie niczego zarzucić. Zawsze byłaś przy
    mamie, do samego końca. Twoja mama na pewno o tym wiedziała. Nie
    myślałaś, że może moment jej odejścia nie był przypadkowy? Mogła
    Ciebie zawołać - byłaś obok. Myślę, że mama nie chciała byś na to
    patrzyła - bo jak to mama - chciała chronić swoje dziecko do samego
    końca, byś właśnie nie musiała na to patrzeć.
    Dlatego nie obwiniaj się o nic. Pomagałaś, gdy tylko mogłaś. Do
    samego końca przy niej byłaś. Byłaś obok... Twoja mama na pewno o
    tym wiedziała.
  • 16.06.09, 12:45
    Dokladnie jak to mówia nic nie dzieje sie bez przyczyny pomysl czy to nie
    dziwne ze tyle rzeczy zdarzyło sie w ciagu tej nocy wysłanie ojca ranna
    pobudka i to ze poszłas spac za sciane. coisinha na w 100% racje.... ja tez sie
    obwiniam za pareset rzeczy ktore mogłam zrobic a nie zrobiłam ale czy to by cos
    zmieniło czy miało by sens wiem napewno, Ja.... juz sie nie dowiem.
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 17.06.09, 23:47
    Mam nadzieje, że nie było tak że mnie wołała a ja nie słyszałam, mam
    nadzieję że umarła we śnie chociaż miała rano otwarte oczy. Trudno
    mi znieśc myśli że mogła być przytomna i patrzec tymi swoimi
    uciekającymi oczami w jeden punkt czekając na śmierć. Pociesza mnie
    jedynie myśl, że zawsze jak czegoś chciała to nam o tym mówiła,
    żebypodać jej poduszkę, zeby ojciec przy niej usiadł itp, żeby ona
    mi tylko powiedziała zostań ze mną ...Wiem, ze nic by to nie
    zmieniło, ale przynajmniej mi byłoby lżej. Nie wiem jak dają sobie
    radę dzieci, ktore są daleko w momencie kiedy odchodzą chorzy
    rodzice, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Dlaczego nikt mi nie
    powiedział jak to bedzie wyglądać, dlaczego nikt mnie nie
    przygotował. Przeglądałam tyle stron internetowych na temat tej
    cholernej choroby a ani jednej na temat tego jakie są onjawy
    śmierci.
  • 18.06.09, 13:46
    Musisz przestać się tym zadręczać - nie miałaś wpływu na odejście
    mamy, nie mogłaś też tego przewidzieć że to nastąpi własnie wtedy.
    Twoja mama na pewno by tego nie chciała - byś się wciąż tym
    martwiła.. Może dlatego Ciebie nie zawołała (myślę, że gdyby było
    inaczej, to byś uszłyszała - zawsze słyszałaś to dlaczego miało by
    być tym razem inaczej?). Ja myślę, że mama zwyczajnie chciała Ciebie
    chronić, ale też byś pamiętała ją żywą a nie jak odchodziła.
    Na śmierć się nie da przygotować... Wiele lat temu nagle odszedł mój
    ukochany tatuś - bolało i boli do tej pory. Mama choruje od ponad 2
    lat i mimo, że teraz jest dobrze, boję się strasznie by jej stan
    zdrowia się nie pogorszył. Nie da sie na to przygotować...
    Pewnie też dlatego, że wcale tego nie chcemy, bo lepiej mieć
    nadzieję, że do tego nie dojdzie....
    Uszy do góry, Twoja mama jest z Tobą :) myślę, że w wielu momentach
    się o tym przekonasz - ja mam tak z moim tatą :)

  • 19.06.09, 11:35
    Witaj,

    Moja mama nie zmarła co prawda na chloniaka, a na mięsaka, ale postanowałam
    napisać. Może to co napiszę choć trochę Cię to pocieszy i zmniejszy wyrzuty
    sumienia.

    Kiedy z moją mamą było naprawdę, źle byłam obok niej (wtedy nie wiedziałam, ze
    to już koniec, szczególnie, że niekompetentny lekarz widział ją tego dnia i
    powiedział, że to miesiąc najwyżej dwa...nie rozpoznał agonii...a skąd ja mogłam
    wiedzieć, że tak to wygląda...). W kazdym razie mama miała ciezką noc, spała,
    ale ciężko oddychała. Ja siedziałam około niej na kanapie i coś pisałam na
    laptopie. W końcu poszłam spać (tez na kanapie tuż koło jej łóżka). Kiepsko mi
    się spało...czuwałam... tak jakbym bała się usłyszeć jej ostatni oddech. Aż w
    końcu mój ojczym wstał (o7), wiedziałam, że o 8 przychodzi pielęgniarka i się
    troche uspokoiłam i zasnełam. O 8 obudziło mnei przyjście pielęgniarki. Mama juz
    nie żyła...ona czekała aż zasne bo nie chciała zebym na nią patrzyła. Wiedziała
    ze jestem blisko i dlatego sie nie bała...nie wołała mnie, była cicha...na pewno
    bym usłyszała...zawsze słyszałam jej najmniejsze kwilenie z pokoju na innym
    pietrze, a co dopiero kolo niej. Pielęgniarka powiedziala mi ze czesto tak jest
    że bliscy nie umieją nas zostawac, nie umieja przy nas odchodzic. I tak na pewno
    bylo z Twoja mama! Musisz w to wierzyc...czekala az bedziesz spokojnie spala
    zeby odejsc. Nie chciala widziec Twojego cierpienia bo to utrudnilo by odejscie.
    I an pewno czula ze jestes blisko i sie nie bala!
    Trzymaj sie cieplo i nie zadreczaj
  • 19.06.09, 19:05
    orchi85 masz racje , ja sadze ze gdyby moja mama wiedziała ze kolo niej jestem
    walczyłaby jeszcze a to najgorsze co moze być. a co do tego czy sa oznaki kiedy
    ktos odchodzi u mnie były (ale to tak jak z ciążą kiedy kobieta rodzi to dzieje
    sie tak samo tzn jest ból radośc ale kazda kobieta odczuwa to w inny sposób wiec
    nie możecie sie nimi popierać ).... A JA je lekceważyłam, mama juz w
    listopadzie mówiła ze chce na swieta Bozego Narodzenia wszystkie dzieci ze
    swoimi rodzinami bo to jej ostatnie , kiedy tato chcial rezerwować w Wisle
    pokoj w hotelu mama go od tego odciagala i powiedziała ze szkoda pieniedzy bo
    ona juz tam nie pojedzie myslałam na poczatku że mama tak mowi bo ma złe dni
    bo wpada w depresje albo taka rozmową chciała u nas załaczyc swiatełko iz
    potrzebuje specjalisty ........ ona czuła. kiedy 2 dni przed smiercia prosiła o
    ksiedza myslałam że oszaleje ja ja jeszcze opierdzieliłam ze po co jej ksiadz
    ...... ok moge zawołac ksiedza do chorego ale nie tak jak mama chciała na
    ostatnie namaszczenie .... Mama w ostatnich 2 tyg bała sie spać sama w pokoju
    tato spał w innym ze wzgledu na głosne chrapanie wiec ja sie do niej przeniosłam
    ,kiedy ja pytałam czego sie boi pwowiedziała ze nie wie ale ze boi sie zasnąc
    bo tak jakos dziwnie .... w przedzien smierci u mamy bylo 2 razy pogotowie
    podali jej jakis leki i tez mi nic nie powiedzieli ... tylko przez tel kiedy 2
    raz dzwoniłam otrzymałam odpowiedz a wie pani na co mama choruje napewno nie na
    grype ..!!!!! myslałam z walne tego lekarza słuchawka jak przyjechal 2 raz .
    rano mama miała juz omamy znaczy myliła pewne fakty słyszała głos swojej
    znajomej za oknem a ona twierdziła ze ta znajoma u niej była. Był to dzien
    kobiet wiec przyjechali do niej bracia z zyczeniami kazała mi wyniesc z pokoju
    obiad ale on sie jeszcze gotował ( bylo przed 13) (chyba głod dał sie we znaki
    2 tyg tylko rosól który i tak lądował w misce :()zawołałam pielegniarke bo nie
    mogliśmy opanować bólu i ona powiedziała ze mama umiera ale wiecie co mi
    powiedziała kiedy do niej zadzwoniłam po wszystkim ... Przepraszam ale ja
    myslałam ze to nie nastapi dzis myslałam że pani mama bedzie do konca tyg na
    morfinie .... Zaraz przed przyjazdem ksiedza dostała 1 w zyciu dawke czystej
    morfiny :( wczesniej brała tylko ketonal (połowke ) 2 razy.... raz rano i raz
    wieczorem + servedol jedna tabletka na cały dzien i noc+ plastry........
    przyjechał ksiadz i zaraz po jego namaszczeniu to znaczy jakies 10 min Mama
    zmarła to tak jakby na niego czekała i wiecie co kiedy ksiadz z nia sie modlił
    ona byla jak najbardziej przytomna i swiadoma kiedy skączyła sie modlitwa, mama
    zaczeła sie oddalać słyszała jak do niej mówiłam gładziłam za reke ale juz była
    gdzies daleko wiem ze bała sie zamknąć oczy bo mówiłam do niej ale ona je
    trzymała otwarte widzialam ile jej to bolu sprawia odeszlam tylko na moment,
    wtedy mama odeszla zdazyła chwycic jeszcze gromniczke ale ona chyba myslała ze
    to moja reka. wiem ze to straszne co pisze ze nikt nie chce na forum takich
    rzeczy czytac ale antychłoniaku moja mama umierała w cierpieniu bo chciala
    odejsc ja jej nie pozwoliłam i zobacz ja sie tylko oddaliłam na momencik ....
    Tez moge zaczac miec do siebie pretensje ze na to pozwoliłam..... wiesz tak
    naprawde to nie wiadomo kiedy tak naprawde robi sie dobrze. A mama wiedzac ze
    odchodzi swim gadaniem próbowala nas do tej mysli przyzwyczaić mimo ze chciala
    żyć i walczyła do ostatniej chwili .....
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.