Dodaj do ulubionych

Niedrobnokomórkowy rak płuc

22.08.09, 21:47
Witam,
u mojej mamy w lipcu zdiagnozowano niedrobnokomórkowego raka płuc
st.IV. Ze względu na stopień zaawansowania choroby została poddana
chemioterapii. Czy jest jakaś szansa, że ta choroba zatrzyma się?
Odnajduję jedynie informacje, że poniżej 1% osób przeżywa 5 lat. Czy
to oznacza już koniec?
Edytor zaawansowany
  • piorrus 24.08.09, 19:08
    Witam serdecznie!
    U mnie stwierdzono niedrobnokomórkowego raka płuc typ III B
    13 miesięcy temu, dotąd żyję i mam się całkiem dobrze...
    jestem po 4 chemiach. jest nadzieja ,szansa trzeba wierzyć i się nie
    poddawać.
  • izapela3010 24.08.09, 22:13
    Dzięki piorus za info. Mam nadzieję, że u mojej mamy będzie dobrze.
    Najgorsze jest w tym wszystkim, że informacje na temat tej choroby
    są tak straszne i odbierają człowiekowi nadzieję. Sami lekarze
    operują tylko statystyką. Nie wiem jak u Ciebie ale u mojej mamy
    pojawiły się przerzuty w kościach. Teraz gdy dostała pierwszą chemię
    ból troszeczkę się zmniejszył cały czas jest na środkach
    przeciwbólowych. Staramy się wszyscy mamę podtrzymywać na duchu i
    wierzymy, że uda się jej przezwyciężyć tę chorobę. Każdy przypadek w
    końcu jest indywidualny tak powiedział lekarz opiekujący się mamą.
    Teraz ostatnio spotkałam w szpitalu w którym leczy się mama Panią,
    która od ponad 3 lat choruje na drobnokomórkowego raka płuc.
    Tak więc nie można poddac się chorobie i trzeba z nią walczyć.
    Pozdrawiam
  • grzechuwroc 01.09.09, 00:06
    Tak jak mowisz - nie mozna. Tym bardziej ze pomimo iz nie jest juz
    to tyle o ile w pelni wyleczalny stan to twoja Mama moze jeszcze
    bardzo dlugo byc z Wami z uwagi iz przerzuty do kosci (nie
    narzadowe) to przerzuty z ktorymi mozna zyc wiele lat. Z pomoca
    nowej generacji bisfosfonianow, nie powinno byc wiekszych powiklan
    ortopedycznych. Najwazniejsze teraz to przejac kontrole nad choroba
    i powstrzymac szerzenie sie raka, chemioterapia, radio powinna w tym
    pomoc. Dopytuj o terapie celowane czyli o inhibitory kinazy
    tyrozynowej- "gefitinib", "erlotinib", przeciwciala
    monoklonalne "cetuximab", inhibitory angiogenezy (hamuja ukrwienie
    guza)- "Bevacizumab". Naciskaj na lekarzy probuj, dopytuj, wiem ze
    Ci zalezy wiec musisz byc asertywna, musisz walczyc, no niestety
    taki kraj.Sciskam Cie i 3mam kciuki daj znac co i jak
  • k111 31.08.09, 13:51
    rzeczywiście statystyki wyglądają źle. Mój tata ma od samego
    początku stan IIIB i właśnie w listopadzie minie 3 lata od diagnozy
    i pierwszych objawów. Każdy pacjent jest inny więc nie można opierać
    się tylko na liczbach.
  • izapela3010 02.09.09, 16:43
    Jeżeli chodzi o stan mojej mamy w ostatnich dniach pogorszył się
    tzn.dostała ostrych bóli żołądka wynik brania leków przeciwbólowych
    Ketonal Forte 2 razy dziennie. Od niedzieli ból gardła lekarz
    przepisał antybiotyk 3 dawki. W związku z czym termin następnej
    chemii pewnie się oddali. Tak się zastanawiam, czy ten ból gardła to
    wynik przeziębienia czy może coś związane z chorobą nowotworową.
    Dodatkowo mama czuje jakąś gulę w gardle. Wcześniej badanie
    bronchoskopii nic nie wykazało. I jeszcze jeden niepokojący objaw
    płyny, które wypija uciekają nosem. Co to może być? Czekamy na
    wizytę u lekarza. Teraz w ostatnim tygodniu schudła 3 kilo.
    Pozdrawiam,
  • zawszemumineczka5 03.09.09, 22:43
    Witaj!
    Możemy powalczyć razem w tej chorobie - diagnoza z 31 sierpnia mojego taty to
    właśnie carcinoma non-microcellulare czyli znienawidzony niedrobnokomórkowy rak
    płuc. Tata ma destrukcję żebra - nie wiem dokładnie co to oznacza ale cały czas
    go boli żebro - on czuje ból kości. Wyszedł wczoraj ze szpitala (ma pzeciwbólowe
    plastry) i w poniedziałek idziemy na konsultacje onkologiczną. Sama nie wiem czy
    męczyć go chemią... Informacja spadła jak grom z jasnego nieba - tata chorował
    na serce a tu taka choroba płuc. Załamkę mam... Tata schudł 15 kg, nie ma
    apetytu i mieszka sam.. Sama nie wiem czy go uszczęśliwiać przeprowadzką do mnie
    czy do brata czy pozwolić mu mieszkać samemu póki może.. Razem raźniej i jak
    można przyłączę się do Twojej walki o życie rodziciela
  • aron68 05.09.09, 19:30
    Jeżeli ból pochodzi z przerzutu na kości same plastry szybko nie wystarczą na
    jego uśmierzenie. Co do chemii to już konsultacja z onkologiem powinna dać
    odpowiedź czy warto, tutaj jeżeli mówimy już o IV stadium to leczenie paliatywne
    a ono w samo w sobie ma sens.Podnosi jakość przechodzenia w tej chorobie. To, że
    schudł może być wynikiem zmian w całym organizmie więc ważna jest teraz dieta i
    sposób odżywiania. Począwszy od nutridrinków i leków podnoszących odporność
    wzmacniających poziom hemoglobiny itd. Nie wiem czy dobrym rozwiązaniem jest by
    przechodził przez to sam, ale to już wasza decyzja.

    Trzymajcie się z cholernym rakiem da się walczyć i wyrwać mu tyle ile się da.

    Artur
  • claud75 11.10.09, 21:56
    Artur,
    czy mozesz napisac o jakie plastry chodzi?
    Dziękuję
    --
    I will never give up
  • izapela3010 06.09.09, 21:18
    W przypadku mojej mamy jak wcześniej pisałam przed diagnozą były
    straszne bóle kości przykręgosłupowo w okolicy płuca lewego, oraz na
    żebrze pod piersią (zmiana guzkowata 8 żebro). Cały ból tak
    promieniował, że był fizycznie nie do wytrzymania. Przyjmowała leki
    przeciwbólowe doustnie oraz zastrzyki (przez m-ąc). Ból był
    eliminowany na krótką chwilę. Po wizycie w CO lekarz powiedział nam,
    że chemioterapia jest w tym przypadku jedynym sposobem leczenia a w
    następnej kolejności radioterapia. Faktycznie po pierwszym kursie
    chemii ból odjął jak ręką. Wiadomo, że nie można powiedzieć, że do
    końca ale w znacznym stopniu. Od czasu do czasu mama czuje takie
    dziwne parcie w kościach jakby one się rozchodziły i tyle. Decyzję o
    chemioterapii podjęła samodzielnie bez żadnych oporów. Tak jak
    powiedział jej lekarz, ze to leczenie poprawi jej komfort życia.
    Wiadomo,że coś za coś. Tak jak napisałam, że w gardle pojawił się
    silny ból i jakgdyby gula. Naszczęście to ropień okołomigdałkowy.
    Codziennie jeżdzi na ostry dyżur laryngologiczny w celu nacinania
    ropienia, dodatkowo dostala antybiotyk. Kolejna chemia 2 przesunęła
    nam się w czasie o ponad tydzień. Zobaczymy co zdecyduje lekarz przy
    następnej wizycie. Tak więc decyzję o sposobie leczenia pozostaw
    tacie. Myślę, że nie powinnien teraz być sam.
    Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 07.09.09, 19:28
    Jesteśmy po konsultacji i w środę będzie pierwsza chemia. Idziemy na
    8 do szpitala i koło 12 do domu. Zabieram tatę na 2 nocki do siebie
    i zobaczymy jak zareaguje. Widać po nim że zgasł po diagnozie ale
    jakoś damy radę. Ja chętnie bym go wzięła do siebie podobnie jak
    brat ale on nie jest chętny. Woli być u siebie. Zgodził się na noc
    przed i noc po chemii. Zobaczymy jak zniesie i czy będą objawy.
    Bardzo fajny lekarz opowiadał jak to ma przebiegać i ani razu nie
    używł słowa RAK czy CHEMIOTERAPIA. Była u niego tylko choroba i
    kroplówka.. Dobrze że po plastrach i ketonalu forte nie boli taty i
    śpi nie budząc się z bólem... Najbardziej się boję niesprawności i
    opieki 24 na dobe.. staram się jeszcze nie myśleć i nie płakać
  • izapela3010 08.09.09, 07:30
    Pierwszą chemię mama zniosła dobrze. W dniu przyjęcia chemii nic się
    nie działo dopiero 2 kolejne dni przyniosły zmiany. Objawy
    podbijanie do wymiotów ale dostała odpowiednie leki oraz ogólne
    osłabienie, zaparcia. Siły zregenerowała szybko. Ważne spożywanie
    dużo płynów i odpowiednia dieta. Wyniki po chemii miała dobre.
    Czekamy na 2 chemię jak mama wyleczy ropnia.
    Pozdrawiam
  • czerwone_francuskie 08.09.09, 10:48
    trzymam za Was wszystkich kciuki!!! zycze sily, spokoju, samozaparcia i
    niezachwianej wiary, ze mozna pokonac chorobe.
  • czerwone_francuskie 08.09.09, 21:37
    zawszemumineczko - a moze pozwol sobie na slabosc. na jeden wieczor nie badz dzielna. pozwol sobie sie strach i przerazenie, na lzy, na wyzwiska, na cala negatywna energie...wyrzuc to z siebie, a nastepnego dnia stan do walki, z przekonaniem i wiara. Statystki to tylko liczby.
  • zawszemumineczka5 10.09.09, 09:37
    dzięki za takie słowa.. Moja mama zmarła 22 lata temu i tata to dla
    mnie cały świat. Mimo, że było nam czasem ciężko i drażnił mnie ale
    kocham go bardzo. Jakoś nigdy słownie mu tego nie mówiłam bo w
    rodzinie się nie mówi TAKICH rzeczy. Teraz mam męża i synka i
    łatwiej mi się przechodzi chorobę. Wiem żę tata już jest wiekowy, ma
    2 dzieci, wnuki, dobrze przeżyte to życie i jak na wiek trzyma się
    super ale na odejście nigdy nie ma dobrego czasu. Dziękuje Bogu że
    mamy świadomość co to jest i że możemy się jakoś przygotować na
    najgorsze.. Przed wiadomością o chorobię podjęłam decyzję o zmianie
    pracy i teraz wiem że to błąd był.. Tyle się teraz dzieje a w pracy
    trzeba z uśmiechem dać z siebie wszystko. Nie wiem jak zniosę
    zakładanie maski.. Na dłuższą metę nie dam rady bo najgorsze momenty
    przede mną. Ale co w życiu najważniejsze?? Pewnie że osoba ale żyć
    trzeba.. Trudny to okres. Wczoraj po pierwszej chemii tata
    zadowolony bo wyobrażał sobie to duuużo gorzej. Mamy super lekarza,
    fajne podejście z żartem i uśmiechem nas przyjął i tłumaczył co
    będzie. Tata przestraszony ale dzielny był. Wczoraj żadnych objawów
    i dziś też nic. Dobrze się czuje. Lekarz kazał odstawić ketonal
    forte (kolizja z lekami sercowymi) i dał jakiś lek recepturowy.
    Zobaczymy jak będzie działał.. Już dziś zapowiedział że jedzie do
    siebie bo tak dobrze się czuje.. z jednej strony dobrze że będzie u
    siebie bo tam mu najelpiej a z drugiej wolałabym mieć go pod
    ręką. .. Na siłę nie mogę go trzymać. Może jak będzie gorzej to się
    zdecyduje u nas mieszkać. Druga tura chemii już za tydzień i
    zobaczymy jak będzie. Bardzo się cieszę że jest gdzie i komu pisać o
    przeżyciach bo nie wszyscy to rozumieją.. Dziękuje wszystkim
    wspierającym i walczącym
  • czerwone_francuskie 11.09.09, 22:23
    Mumineczko, trzymam kciuki! Ja zyje czekaniem....
    --
    Dum Spiro - Spero
    www.forum-onkologiczne.com.pl
  • zawszemumineczka5 16.09.09, 19:35
    Izapela jak u Ciebie z walką?? Mam nadzieję, że się nie poddajesz.
    Mój tato dziś dostał 2 chemię. Po pierwszej na trzeci dzień zaczęło
    się złe samopoczucie, wymioty i załamnie.. Tata miał (ma)
    krwioplucie i tym się przestraszył. Dzisiaj lekarz go pocieszył że
    to znak oczyszczania.. Pewnie tylko pocieszył.. Staram się nie
    myśleć co będzie dalej.. Skupiam się na dniu dzisiejszym ale załamki
  • izapela3010 17.09.09, 15:51
    Witam,
    moja mama dziś ma 2 kurs chemii. W sobotę prawdopodobnie będzie
    wypisana do domu. Cały czas z siostrą pracujemy nad tym aby mama
    choćby na chwilę nie zwątpiła w efekty tego leczenia. Tłumaczymy
    jej, że będą dore i złe dni i nie może się poddawać musi być silna.
    Zobaczymy co przyniosą kolejne dni po dzisiejszej chemii.
    Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 22.09.09, 17:45
    I jak samopoczucie po chemii?? Mój tato tydzień temu miał 2 i
    osłabiony strasznie jest. Jest u mnie już 2 tydzień i nawet nie
    przebąkuje że chce do siebie. Widzi jak ciężko mu jest się poruszać
    i że wymaga pomocy. Powiedzcie czy to jest normalne że jest takie
    osłabiebie?? Miesiąc temu sam mieszkał, wychodził z psem, gotował,
    sprzątał a teraz nawet na dwor nie wyjdzie - nawet ze mną na ławkę
    nie chce wyjść. Chudnie w oczach, nic niemal nie je.. nieten
    człowiek. Bardzo dużo śpi - siedzi a potem się kładzie.. Rano cały
    obolały się budzi od leżenia.. Nie wiem czy to normalne.. Teraz
    nieco lepiej mówi że się czuje a następna chemia 30. Szok jak ta
    choroba postępuje...
  • izapela3010 22.09.09, 20:40
    Witam,
    moja mama jak wcześniej pisałam miała 2 chemię.W najbliższy czwartek
    ma dolewkę. Strasznie zniosła tą chemię, jest osłabiona straciła
    apetyt, ciągle ją mdli i podbija na wymioty. Zobaczymy co przyniesie
    dolewka i 3 chemia, którą ma 8 pażdziernika. Z rozmów z innymi
    pacjentami dowiedziałam się ze kolejne chemie są bardziej
    obciążające organizm i pacjenci coraz gorzej je znoszą zewzględu na
    ogólne osłabienie organizmu.
    Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 22.09.09, 21:16
    z moim tatą to saomo - jak tylko widzi jedzenie to od razu go mdli i
    zbiera sie na wymioty. Tabletki za dużo nie pomagają. Tata już
    chciał przy 2 zrezygnować. Był na niej mój brat z tatą i jakoś dało
    się go przekonać. Ale widzi sam jak to obciąża organizm. CO to
    znaczy dolewka?? U nas tato w dzień chemi jest ok ale najgorsze
    przychodzi na 2-3 dzień. Niby lekarz mówił że jest dobra reakca na
    chemię... Tak sobie myślę że jak ma on się tak czuć jak teraz nic
    nie jeść i patrzeć co się z nim dzieję to lepiej by zrezygnować z
    chemii... rokowania i tak są złe to chociaż żeby się lepiej czuł na
    finiszu.. okrutne wiem ale widok jak go gryzie to wewnątrz a się nie
    poskarży jest okropny.. staram się jakoś żyć ale od razu mam
    przemyślenia o życiu, sensie życia, pogoni za pieniędzmi a i tak za
    trumną nam majątku nie wiozą.. jest ciężko.. Dobrze że jest ktoś z
    podobnymi przeżyciami i zrozumieniem. dzięki
  • nothi 22.09.09, 21:39
    dziewczyny ja nie wiem, jak to jest w polsce. moj tata tez bierze bardzo ciezka
    chemie, tyle, ze w niemczech.
    znosi ja bardzo dobrze, poniewaz otrzymuje srodki z granisetronem (kytril), a do
    tego male dawki kortyzonu.
    nie wiem, czy w przypadku waszych rodzicow mozna to zastosowac. ale warto
    zapytac lekarza.
  • izapela3010 23.09.09, 18:41
    Witam,
    zapytam się jutro na wizycie lekarza o te leki. Moja mama jest
    leczona według programu PN (DDP 120mg i.v, NVB 45 mg i.v, Dx 12mg
    Zofran). Każdy kurs chemii składa się z 2 części tzn. 2-3dniowy
    pobyt w szpitalu, gdzie jest podawana chemia wg. w/w programu,
    tydzień odpoczynku i póżniej tzw.wlewka chemia bez platyny około 2h
    kroplówka i do domu. Czy Twój tata miał robione jakieś kontrolne
    badania po przyjęciu tych 2 kursów chemii? Moja mama będzie miała 8
    pażdziernika prześwietlenie klatki piersiowej przed 3 kursem chemii.
    Zdaję sobie sprawę, że te leczenie w przypadku mojej mamy jej nie
    wyleczy a wręcz przeciwnie chemia może opóźnić proces chorobowy bądź
    przyspieszyć takie też słyszałam zdania. Bardzo się boję co będzie
    dalej, nawet nie chcę myśleć. W książce Durczoka na końcu wspominał
    o kobiecie, której 2 rodziców umarło na raka płuc. Poruszył temat
    czy w takim przypadku podejmować leczenie chemią. Mogę powiedzieć,
    że rodzice tej Pani nie podjeli chemioterapii, bo wiedzieli, ze to
    nie przyniesie oczekiwanych efektów. Ja też mam wiele przemyśleń
    widząc jak moja mama ginie w oczach. Mogę liczyć tylko na cud. Jest
    mi coraz trudniej i nie mogę się z tym pogodzić. Kiedy nikt nie
    widzi to popłakuję z tej bezsilności.
  • bezimienna33 25.09.09, 15:44
    U mojej mamy również w lipcu zdiagnozowano tego raka. Samo
    diagnozowanie i leczenie komplikacji trwało 1,5 miesiąca. Od
    sierpnia bierze chemię. Wczoraj miała wlewkę 3 chemii. Jest bardzo
    osłabiona, prawie wcale nie wstaje z łóżka, tyle co chwilę pokręci
    się po domu i już właściwie nie ma siły nic więcej zrobić. Kobieta
    która przez całe życie nie usiedziała na miejscu.
    W zeszłym tygodniu miała robione badanie PET. Stopień zaawansowania
    to yT3N2M0. Więc na szczęście nie ma przeżutów narządowych. W wyniku
    chemii guz pierwotny zmniejszył się z rozmiarów 68x38 do 20x17.
    Z tego co wiem to chyba była to ostatnia chemia, teraz czeka nas
    radioterapia. Cały czas mam nadzieję, że wyjdzie z tego i że będzie
    mogła realizować jeszcze swoje marzenia i pasje.
  • zawszemumineczka5 25.09.09, 17:52
    Moj tato ma pobieraną krew i na ostatniej sesji (chodzi
    ambulatoryjnie bez leżenia na oddziale) był z nim mój brat. Nie wiem
    na podstawie czego ale lekarz powiedział że chemia działa i zaleca
    kontynuacje. Bo już wtedy kazałam bratu się zapytać o sens jej
    podawania. Może jakiś wskaźnik w krwi jest?? Pojęcia nie mam. Tata
    ma 2 duże guzy oraz 2 małe. Nie łudze się na cofnięcie ale marzy mi
    się spędzenie świąt z chodzącym tatą - chociaż Bożego Narodzenia.
    Oczywiście tata nie wie jak jest źle. Muszę się pochwalić że wczoraj
    i dziś wyszedł SAM z psem!! Od 3 tygodni wychodził tylko na chemię a
    tu poprawa. Minął w środę tydzień od 2 chemii i jak jest dłuższy
    odstęp to człowiek wraca do życia - to widać. Muszę porozmawiać z
    lekarzem o przerwaniu. Po co ma sioę męczyć.. Czytałam też dużo
    złego o radioterapii i niestety tacie też wpadł w ręce artykuł w
    Angorze o naświetleniach.. Nie wiem czy doczekamy do naświetleń.
    Staram się żyć dniem dzisiejszym, nie myśleć o chorobie i mieć
    więcej dobrego dla taty. Inaczej bym się załamała..
  • zawszemumineczka5 25.09.09, 17:56
    Wiesz- myślałam że to źle że wiemy o chorobie. Że za życia tej osoby
    przeżywasz żałobę i patrzysz jak umiera.. Nie tak być powinno.
    Jednak teraz wiem że tak lepiej. Mamy czas na okazanie serca, na
    rozmowę na którą nie zawsze jest czas, na wspomnienia czy opowieści
    o młodości..Dla mnie byłoby na pewno gorzej jakby tata będąc sam w
    domu przewrócił się i zmarł na chore serce nie mając w nikim
    oparcia.. Mamy czas aby godnie pomóc rozstać się najbliższym z tym
    światem. Trzeba widzieć pozytywy!
  • izapela3010 25.09.09, 21:20
    Wczoraj moja mama nie dostała tzw.małej chemii ze względu na
    obniżony poziom krwinek białych. Czy może wiecie co należy podawać
    aby zwiększyć ten poziom. Lekarz mówiła o specjalnych zastrzykach
    ale narazie nie dotyczy to mojej mamy z uwagi na to, że to jest min.
    spadek poniżej normy.
  • czerwone_francuskie 25.09.09, 22:34
    Izapela, probuj naturalnie:duzo sokow z warzyw (buraki, marchew), ktos tu pisal
    o pokrzywie na poprawe krwii po chemii, duzo wieleniny (szpinak)....wiem, ze
    prosciej lynkac tabsa, ale oszczedzaj watrobe...
    powodzenia
    a
    --
    Dum Spiro - Spero
    www.forum-onkologiczne.com.pl
  • czerwone_francuskie 25.09.09, 22:36
    aaaa to bialych krwinek brakuje...leukopenia...czesty objaw po
    chemioterapii/zabiegach...obnizona odpornosc...uwazajcie na infeckcje!
    --
    Dum Spiro - Spero
    www.forum-onkologiczne.com.pl
  • zawszemumineczka5 26.09.09, 11:11
    Nam lekarz powidział że jak będzie złe samopoczucie to można przyjść
    na "wzmacniającą kroplówkę" Pojęci nie mam co to ale tata
    kategorycznie nie, że nie potrzebuje, że nie jest tak źle.. W środę
    mamy następną ale o dziwo jest tata tylko na plastrach i odstawił
    recepturowy lek przeciwbólowy :) Nie lubi warzyw ale teraz często
    kupuję mu winogrona, śliwki, gruszki - chociaż na to ma ochotę.. Co
    do śniadań, obiadów to dalej nie chce i wmusza niewielkie ilości
  • ziuta1013 28.09.09, 10:47
    Witam wszystkich
    mój tata również choruje na tego typa... (patrz wcześniejsze wpisy)
    tylko, że my jesteśmy troszkę dalej...
    tata po I rzucie chemii (4 cykle) wytrzymał nie całe pół roku,
    nastapiła progresja, dostał II rzut chemii. Po dwóch kursach okazało
    się, że jest źle bo nadal jest progresja oskrzeli, ale troszkę
    drgnęło i jest regres krtani. Zdecydowali się dać kolejne 2 kursy.
    Tacie też leciały białe krwinki - brał zastrzyki, niestety inaczej
    nie można ich podnieśc, tylko farmokologicznie. Zaczęliśmy również
    łapać się i innych sposobów (tata w przeciągu 2 msc. schudł 10 kg)
    vilcacora, grawiola - i one dopiero po dwóch kursach go podniosły,
    zaczął jeść, przytył 3 kg... ale niestety po tej ostatniej chemii
    (4) jest fatalnie!!! jest bardzo osłabiony, ciągle śpi, nie wstaje
    wzasadzie nigdzie... nic już nie pomaga... i to nieustanne
    krwioplucie - bardzo wyraziste niż poprzednio.

    Opadam z sił... tracę wiarę... walczę z tatą od zeszłego roku, od
    września... i ta informacja, że to koniec leczenia - to najgorsza
    informacja jaką kiedykolwiek chce się usłyszeć, że już nic nie da
    się zrobić...
    może Wy macie jakiś pomysł???

    W piątek jest TK - zobaczymy co wykaże - boję się strasznie...
  • zawszemumineczka5 28.09.09, 16:31
    A co z radioterapią?? Ja czytałam i też lekarz nam mówił że po chemi
    cykl naświetlań będzie. Najważniejsze żeby nie bolało.. A Wasi
    bliscy wiedzą jak przebiega ta choroba i coś na temat wyleczalności??
  • ziuta1013 29.09.09, 09:55
    Dr prowadząca powiedziała, że przy tak rozsianym raku radioterapia
    nie ma sensu, tym bardziej teraz jeśli to jest drugi rzut chemii.
    Lekarka uświadomiła nas, że te "pół roku" przerwy to dużo i z tego
    powinniśmy sie cieszyć, a teraz przygotować się na krótszy okres, bo
    po II rzucie idzie to znacznie szybciej... Zakończyli już leczenie,
    nie będzie już podana chemia... zobaczymy co wykaże TK, co powie
    lekarz, nie wiem co teraz...? hospicjum?

    szukam wszystkiego co mogło by pomóc... nawet leczenie
    niekonwencjonalne, ale jak Pan nas podliczył to msc. kuracja wynosi
    9 tys.

    Tata niknie w oczach, jest bardzo osłabiony, w zasadzie nigdzie już
    nawet nie wychodzi...

    Kiedyś czytałam na forum post kogoś, że przynajmniej można się
    przygotować na najgorsze, niż jakby miało to stać sie nagle...
    Ja zaś uwazam, że nie można się do tego przygotować... z jednej
    strony cieszę się bo wciąż Go mam, jest, usmiecha się do mnie, ale z
    drugiej strony - to tak strasznie boli ta świadomość...
    I te rozmowy... "powiedz mi córeczko, co teraz ze mną będzie jak
    kończą leczenie"... "jak myslisz, jest życie po śmierci?"

    Niewiem, może to jeszcze gdzieś skonsultować, bo prowadząca nigdy za
    specjalnie nie była do nas wylewna i przyjęła zasadę "leczenie
    standardowe nie za wszelką cenę"...
  • bezimienna33 29.09.09, 11:17
    Moja mama ma trochę inne objawy po chemii. Jest bardzo osłabiona są
    dni, że nie wstaje z łóżka ale jeśli chodzi o jedzenie jest na
    odwrót.Jeśli czuje się "w miarę" to cały czas musi coś przegryzać,
    ma bardzo duży apetyt, czasami ją aż podziwiam ile potrafi zjeść.
    Jeśli tylko dopuści do ssania w żołądku to od razu pojawiają się
    wymioty. Tak jakby żołądek reagował wymiotami na głód. Nie mogę tego
    zrozumieć, jak to się dzieje. Czy u Was też zdażają się takie
    sytuacje.
  • nothi 28.09.09, 20:40
    moj tata je rodzynki i pije soki z ciemnych winogron. czytalam, ze to dobrze
    wplywa na leukocyty. taty wyniki sa zawsze na dolnej granicy, ale do brania
    chemii wystarczaja.
  • zawszemumineczka5 29.09.09, 17:05
    Hmm - z tym apetytem to też słyszałam że po chemii jest brak apetytu
    albo wciąga się wszystko co pod ręką. Męża ciocia właśnie po chemi
    dopiero miała "wprawione" kubki smakowe i bardzo duży apetyt. Jak
    mój tato nie dostaje chemii i klka dni po niej to coś je ale bez
    wielkiego apetytu. Je bo mu wiskam i wie że musi. ALe też sa u nas
    rozmowy o starości, przemijaniu i mam wrażenie że wstydzi się
    choroby bo jest zakaz mówienia o tym komukolwiek. Taką obrał
    strategię i to szanuje. Ja się jakość podniosłam i walczę. Co ma być
    to będzie. Jutro znowu chemia i zapyta się brat o vilcorę i
    graviolę. I też polecam konsultację u innego lekarza - my mamy
    świetnego faceta, który i pożartuje i na duchu podniesie. Szukajcie
    bo wart z kimś takim to choróbsko przechodzić
  • ziuta1013 05.10.09, 08:39
    Ach, ta ciągła walka z tym jedzeniem, mój tata po chemii nie ma
    smaku więc nie chce jeść - jest uparty co mocno utrudnia wszelkie
    próby przekonywania, że tak trzeba...

    Jestem z W-wy - czy wiesz może do kogo warto by się udać, by nam
    pomógł przejść tą drogę, być może jej końcówkę?
  • claud75 11.10.09, 21:59
    Iza,
    po chemii spada ilość białych krwinek, to normalne. Chemia działa
    niszcząco nie tylko na chore, ale również na zdrowe komórki. Na
    poprawę można podać zastrzyki o nazwie "Neupogen". Bardzo szybko
    wzrasta po nich liczba krwinek. Lek jest oczywiscie na receptę i
    trzeba go podac jakos bardzo szybko po chemii. Powodzenia!
    --
    I will never give up
  • bezimienna33 03.10.09, 09:34
    Wczoraj mama miała wizytę u lekarza w CO. Czekamy teraz na telefon
    od kiedy zaczyna radioterapię. Ma mieć 21 naświetleń. Mama nie chce
    zostać w szpitalu, woli codziennie dojeżdżać. Mieszkamy 40
    kilometrów od Warszawy. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć czy te dojazdy
    nie będą dla niej zbyt uciążliwe i męczące. Jakie najczęściej skutki
    uboczne ma radioterapia?
    Z drugiej strony jednak będzie codziennie w domu, a po 1,5
    miesięcznym pobycie w szpitalu ( po mediastinotomii zrobił się
    ropień i 4 tygodnie trwało leczenie rany pooperacyjnej) na samą myśl
    że znów ma tam leżeć miesiąc, bardzo się denerwuje i nie śpi po
    nocach.
    Sama już nie wiem co byłoby dla niej lepsze...
  • zawszemumineczka5 06.10.09, 18:30
    też bym wolała dojeżdżać.. |Jednak pobyt w szpitalu dobrze nie
    wpływa na samopoczucie - od rana gapienie się w sufit i patrzenie na
    spustoszenie na oddziale.. A ile mama miała chemii?? My mamy mieć 8
    cykli (4 silniejsze i 4 słabsze) i dopiero wtedy radioterapię. Ja
    jestem z Bydgoszczy i tu na miejscy mamy kilka ośrodków jednak na
    radioterapię tata nie chce się zgodzić.. Ta chemia strasznie
    wycieńcza.. Na 3 i 4 dobę po jest maksymalny kryzys.. tata teraz
    tracił władzę w rękach i nogach - mówił że są jakby z galarety.. Też
    tak u Was było?? Teraz lepiej ale jutro powtórka..
  • bezimienna33 07.10.09, 15:30
    Moja mama miała 3 cykle chemii. Jednego dnia kroplówka, na drugi
    powrót do domu, po tygodniu tzw dolewka i dwa tygodnie przerwy na
    dojście do siebie. I tak 3 razy. Tak samo jak Twój Tata ok 3-4 dnia
    po kroplówce następował kryzys. Prawie wcale nie wstawała z łóżka.
    Ale teraz jest trochę lepiej, choć o wyjściu na spacer nie ma co
    nawet marzyć. Kiedyś tata wyszedł z mamą na spacer, to po przejściu
    300 metrów już nie miała siły iść.
    U nas nie było objawów utraty władzy w rękach i nogach, chyba że nic
    o tym mama nie mówiła i nie wiem. Należy do osób skrytych jeśli
    chodzi o różne dolegliwości.
    Mam nadzieję, że radioterapia jest dużo lżejsza od chemioterapii i
    że nie będzie po niej tak źle.
    Na Twoim miejscu próbowałabym tatę przekonać do naświetlań, z
    raczyskiem trzeba walczyć i zabrać mu jak najwięcej.
  • zawszemumineczka5 11.10.09, 21:44
    W środę mój mąż był z tatą u lekarza przed chemią i lekarz mówił że
    to tylko leczenie paliatywne wykradające kilka tygodni życia… jakoś
    nie mogę w to wierzyć. Tata się dużo złych rzeczy naczytał w
    przypadkowej gazecie o radioterapii i nie chce się na nią zgodzić.
    Ja już wolę też nie nalegać i nie patrzeć jak się męczy.. Te nogi z
    galarety to tak wyglądało że mąż go 4 razy chwycił bo by się
    przewrócił. Mówił że nawet jak czyta napisy w TV albo patrzy na coś
    na górze to ostre zawroty głowy ma. Po kryzysie tatko wyjdzie sobie
    z psem i do sklepu po gazetę i papierosy. Chociaż teraz zaczyna
    przebąkiwać że rzuci. Dobrze że na chemii poznał sobie jakiegoś Pana
    po operacji ale na każdym cyklu się spotykają i wymieniają
    wrażeniami to tatko pocieszony że tamten Pan ma to samo. Dobrze że
    są nieświadomi jakie są rokowania. Nie wiem co by wtedy było. Tata
    pełen planów co będzie latem, że chce sobie kupić nową kurtkę itp.
    Żal straszny i niemoc.. Teraz jest trochę podenerwowany chorobą i
    tempem i czasami mamy wymianę zdań ostrą za którą potem się wstydzę.
    Narzuca mi co mam robić, jak syna wychowywać a to drażni. Nic to –
    nie narzekam a zbieram siłę!!
  • zawszemumineczka5 15.10.09, 20:31
    izapela jak z mamą??
    Mój tato ma mega kryzys.. przerwa 3-tygodniowa w chemii ale jest
    strasznie. Cały weekend przeleżał i jest strasznie słaby. Już nawet
    się nie ubiera tylko cały czas w łóżku spędza.. Wczoraj NIC nie
    zjadł bo nie mógł.. Dzisiaj kawałek suchego chleba i 2 gorące kubki -
    bo na nie miał ochotę. Widzę momentami że ma takie coś jakby był
    paraliż jednej strony a potem to ustępuje. Jest zła atmosfera bo
    jest strasznie zły na to co się dzieje z nim i udziela się to
    wszystkim.. Moj brat to nawet ochoty nie ma przychodzić bo wszystko
    co zrobi jest na nie i tato wytyka mu wszystkie błędy (?) sprzed
    lat.. Nie wiem dlaczego jest taki odstęp.. Kolega taty z chemii ma
    tak samo.. pełna nadziej na lepsze jutro pozdrawiam walczących
  • izapela3010 17.10.09, 15:15
    Witam,
    moja mama miala 2 krotnie odkladana chemie ze wzgledu na wyniki -
    zbyt niski poziom krwinek bialych. Przez ten okres czula sie dobrze,
    dopisywal jej apetyt nawet sie poprawiła. W czwartek przyjeła w
    koncu 3 chemie.W piatek czuła się żle miała wymioty i straszny ból
    głowy. Dzis sie czuje fatalnie ogólne osłabienie i apatia, nic nie
    chce jeść. Czekamy do czwartku na nastepną wlewkę. Zobaczymy czy
    zostanie dopuszczona. Pozdrawiam
  • bezimienna33 20.10.09, 15:31
    To z humorami i złym nastrojem po chemii to chyba jakś reguła. Moja
    mama też była zła jak osa, ciągle miała o wszystko pretensje,
    dogadywała, wytykała nieistniejące błędy. Na tatę ciągle krzyczała,
    co nie zrobił było złe, o byle co robiła awanturę. Teraz już jest
    zdecydowanie lepiej, można z nią swobodnie porozmawiać, ma ogólnie
    bardzo dobry humor. Jedynie po radioterapii wymiotuje, ale leki
    przeciwwymiotne bardzo jej pomagają. Wróciło też większe osłabienie
    i brak siły, ale nie aż takie jak po chemii, że nie wstawała w ogóle
    z łóżka. Myślę, że u Ciebie zawszemumineczko też za jakiś czas
    będzie lepiej. A ten najgorszy kryzys trzeba jakoś przeczekać,
    zacisnąć czasami zęby i nie brać tego tak bardzo do serca. Naszym
    rodzicom jest bardzo ciężko z tą chorobą, oni też nie są
    przyzwyczajeni do takiej niemocy. Dlatego trzymajcie się i nie
    poddawajcie. Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 20.10.09, 20:48

    dzięki za informacje.. Takie forum to kopalnia wiedzy - lekarz nie
    powie tego co inny zmagający się z bliskimi chorymi na to
    paskudztwo.. Bardzo sobie cenię Wasze relacje i spostrzeżenia. Tata
    miał 4 dni kryzysu - przez 2 dni NIC nie zjadł a jedynie pił. 3-go
    dnia wypił 2 gorące kubki a na czwarty dopiero nieco zupki zjadł i 1
    kawałek suchego chlebka.. Teraz wstaje i nico więcej je – marne
    pocieszenie bo w piątek jedzie znowu. Czy też tak macie że bliscy
    niemal cały czas leżą i śpią?? I mam pytanie – tata strasznie
    schudł, ciało obwisło (normalne przy spadku wagi) i stało się bardzo
    jasne – niemal białe. Czy to jest normalne?? Pozdrawiam i duuużo
    siły do walki życzę

    Izapelo - czy niski poziom krwinek jest czymś złym?? W sumie dobrze
    że nie ma złych reakcji po chemii a mama się dobrze czuje.
    Czym "podnosicie" poziom krwinek?? Macie jakieś wieści kiedy badanie
    kontrolne odnośnie rozwoju chorony?? Nam lekarz nic nie mówi żeby
    zrobić np TK..
  • bezimienna33 21.10.09, 16:16
    Moja mama miała robioną TK po drugiej chemii. Wszystko zalecane
    przez lekarza. Nie wiem dlaczego wam lekarz nie mówi nic o badaniach
    kontrolnych. Może zapytaj go w piątek jak Tata będzie miał chemię. U
    nas wynik badania był swojego rodzaju uspokojeniem, bo okazało się
    że guz zmalał o połowę. Tylko że ja tak do końca też nie wiem
    wszystkiego, bo od pani doktor nic nie można było się dowiedzieć.
    Podawała tylko zalecenia, przepisywała lekarstwa, zlecała zastrzyki,
    kierowała na badania i tyle. Dopiero z wypisu ze szpitala z historii
    horoby wyczytałam różne rzeczy a interpretacje znalazłam albo tu na
    forum, albo w internecie. Chętnie skorzystałabym z jakiś dodatkowych
    konsultacji u innego onkologa, ale to chyba nie jest takie proste.
    Szczególnie że przy okazji mama ma i inne rozpoznania.
    Mama też przez całe dnie spała i nie wstawała praktycznie z łóżka,
    tata próbował namawiać ją na jakiekolwiek jedzenie, ale cały czas
    tylko słyszał, że nie ma ochoty ani apetytu żeby coś zjęść. Za to po
    kilku dniach jak najgorsze już minęło to odrabiała straty i cały
    czas była głodna, ciągle coś podjadała. Pozdrawiam i życzę
    cierpliwości.
  • majgul2 22.10.09, 07:35
    Na to forum weszłam szukając informacji o raku płuc, chociaż tak
    naprawdę nie wiem, czego szukałam.... Chyba tylko informacji o
    cudach wyleczenia... Znalazłam natomiast Wasze wpisy i tak jakbym
    czytała o sobie. Mój tata jest w tej chwili po drugiej chemii.Jest
    to tylko a może aż chemia paliatywna, bo już nic więcej w tym
    stadium choroby nie można zrobić. Martwiłam się tym, że ojciec
    prawie nic nie je, jest złośliwy, kłótliwy, cały czas tylko leży w
    łóżku, chociaż tak naprawdę mógłby trochę wstać, bo dolegliwości
    bólowe nie są aż takie dokuczliwe. Tymczasem widzę,że jest to prawie
    regułą dla osób po chemii i jestem może trochę przez to
    spokojniejsza.Moje życie zmieniło się miesiąc temu po postawieniu
    diagnozy...
  • esit25 22.10.09, 17:10
    Jestem chora na raka płuc - złośliwy,brałam chemię,ale bardzo źle ją znosiłam więc skierowano mnie na radioterapię. Teraz mam przerwę w naświetlaniach. Byłam na kontrolnym badaniu w Gliwicach, guz jest trochę mniejszy mam się zgłosić w styczniu na następną kontrolę. To prawda, że chory jest złośliwy ale to minie co do wstania z łóżka to też jest chwilowe. Nikt nie wie jak ciężko jest temu choremu pogodzić się z tą diagnozą i jak jego zdrowie nagle podupadło. Ja dopiero teraz mogę o tym mówić a raczej pisać, diagnozę postawiono mi w maju. Jedyne co biorę i co dodaje mi sił to witaminy Transfer Factor Plus, polecone przez osobę chorą na raka płuc od 3 lat. Pozdrawiam
  • izapela3010 23.10.09, 23:27
    Witam,
    mam pytanie do "zawszemimeczki". Pisalas ze Twoj tato mial kontrolne
    badania w czasie chemioterapii. I badania wskazywaly na poprawe.
    Dlaczego ostatnio pisalas o radioterapii?Czy po chemii zawsze jest
    radioterapia. U mojej mamy nic nie mowia o naswietlaniu. Badania
    kontrolne wykazaly zmniejszenie guza i dalej bedzie poddawana
    chemioterapii. Całe leczenie chemioterapia ma miec 6 kursow.
    Pozdrawiam
  • izapela3010 23.10.09, 23:37
    Przepraszam za przekrecenie Twojego log zawszemumineczko. Odnosnie
    Twojego pytania moja mama miala robione kontrolnie przeswietlenie
    pluc przed 3 chemia. Po 4 chemii bedzie miala tomografie.Jezeli
    chodzi o krwinki biale to nic nie przyjmowala. Lekarz powiedzial, ze
    organizm musi sam je odbudowac. Jest jakis zastrzyk, ktory powoduje
    poprawe poziomu krwinek bialych ale moja mama sie nie kwalifikowala.
    Krwinki te odpowidaja za odpornosc organizmu. Oczywiscie odpowiednio
    sie odzywiala. Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 17.11.09, 18:55
    Izapela widzę (a raczej czytam) że rodziciele są nieco inaczej
    leczeni. Mój tato miał teraz ostry kryzys – po ostatniej chemii był
    osłabiony i miał trudności w oddychaniu. Wcześniej przy bracie był
    atak drgawkowy. Rano 6.XI wzywaliśmy pogotowie. Przykra sprawa bo
    zrównali mnie z ziemią dlaczego tak późno wzywam pogotowie skoro
    cały poprzedni dzień były problemy z oddechem. Lekarz prowadzący
    mówił, że takie uroki choroby i trzeba przeczekać.. Pytali się pod
    opieką jakiego hospicjum jest tata a nie jest pod opieką żadnego i
    znowu zmierzenie mojej osoby… W szpitalu był tata tydzień – katorga.
    Tam pojawiały się często ataki drgawkowe – szokujący widok. Tata
    tracił przytomność i płakał że odchodzi i mówił co mamy zrobić. Bał
    się zasnąć.. Nie do opowiedzenia. Poprawiło się w poniedziałek
    (kroplówki i krew – bardzo spadł poziom białych krwinek). Lekarz
    mówił że tata odchodzi a ostatecznie poinformowano mnie że chemia
    wywołała napady padaczkowe i z receptami wypisano go do domu mimo że
    uskarżał się na bóle i zawroty głowy i na osłabienie… TK głowy nie
    wykazało przerzutu do mózgu co lekarz przypuszczał.. Jest w domu od
    poniedziałku i teraz ma mieć w piątek TK klatki i chemie. Zobaczymy
    co lekarz powie. Ostatni okres to horror. Modliłam się żeby już nie
    cierpiał i żeby odszedł.. Przykre to ale najgorsze jest to że umysł
    jest sprawny i zdaje sobie sprawę co się dzieje z nim.. szok.
    Czasami łapie się na tym co ja wygaduje o czym myślę ale to bardzo
    przykre widzieć jak osoba cierpi. On sam mówi że już nic mu nie
    zostało tylko czekać na śmierć. Może tam coś usłyszał czy widział bo
    po szpitalu podłamał się. Niknie chłop w oczach.. Chociaż teraz
    apetyt ma nieco lepszy i co widzi to je
  • izapela3010 22.11.09, 22:27
    Witam,
    bardzo wspołczuje Ci ZawszeMumineczko. U mojej mamy obiawy nie sa
    tak poważne jak u Twojego taty. Przyjęła 4 chemię oraz wlewkę teraz
    czekamy do 3 grudnia na wizytę lekarską przed ktorą będzie miała
    robione prześwietlenie. Wtedy lekarz prowadzący zadecyduje czy
    będzie jeszcze 2 chemie czy może poprzestaną. Do tej pory wyniki
    leczenia sa dobre. Fakt, ze moja mama z każdą chemią czuje się coraz
    gorzej. Ostatnio pojawiły się problemy z bólami żołądka i wątroby.
    Istniało prawdopodobieństwo przerzutów. Najgorsze w tym wszystkim
    jest to, ze mojej mamie brakuje sił do walki.Jest bardzo osłabiona
    straciła apetyt widac ze zaczeła się izolowac od srodowiska. Stala
    się jakgdyby nieobecna. Inny człowiek nie zmieniły się tylko jej
    oczy, ktore teraz sa odbiciem jej duszy. Pozdrawiam i życzę dużo sił
    w tej ciężkiej walce.
  • zawszemumineczka5 25.11.09, 17:33
    Mój tata teraz często płacze i jest załamany. Podnosimy go na duchu,
    tłumaczymy co osiągnął ale i tak źle. Lekarz odstawił mu chemię do
    6.I. bo mówił że są złe wyniki i chce żeby tata z nami na święta
    był. Dzisiaj pierwszy raz pojechał do siebie - tak był u mnie - i
    cały szczęśliwy. Przynajmniej teraz nie leży w łóżku a się
    codziennie ubiera. Jak jeździmy na chemię i słucham wszystkich ludzi
    to wszyscy takie same objawy i problemy mają.. Dobrze że tam się
    rozumieją i mogą się powymieniać doświadczeniami. Po szpitalu myślę
    że gorszego mnie nic nie spotka. Życzę dalszej walki i czekam na
    następne wieści
  • majgul3 03.12.09, 07:29
    Hospicjum to nie jest zły pomysł. Żałuję, że wcześniej nie
    zdecydowałam się, żeby zgłosić ojca do opieki paliatywnej. Lekarz
    przyjeżdża raz w tygodniu, ale w razie jakichś wątpliwości można
    dzwonić do hospicjum i pytać dosłownie o wszystko i zawsze
    dostaniesz odpowiedź. Przy raku płuc w tak zaawansowanym stadium
    jakie ma mój ojciec dzieją się różne rzeczy i nie zawsze wiadomo jak
    zareagować a pogotowie nie zawsze chce przyjeżdżać do "takich"
    pacjentów. Poza tym lekarz z hospicjum zalecił branie preparatów
    pobudzajacych apetyt i wzmacniajacych a lekarz z pulmonologii
    wcześniej odradzał ich branie i mój tata jest w tej chwili w stanie
    wycieńczenia, bo od wielu tygodni prawie nic nie jadł i nie
    potrafiliśmy go namówić do jedzenia.Poza tym dla ludzi z hospicjum
    pacjent nie jest anonimowy i przede wszystkim jest CZŁOWIEKIEM,
    któremu trzeba ulżyć w cierpieniu na różne sposoby -rozmową,
    dowcipem, a nie tylko lekarstwem. Jeżeli Wasi bliscy kwalifikują się
    do takiej opieki, to nie zwlekajcie, bo nawet dla Was samych bedzie
    to dobre. Pozdrawiam i życzę uśmiechu mimo wszystko!
  • zawszemumineczka5 13.12.09, 22:19
    Mój tato od środy jest u siebie (był prawie 2 tygodnie u brata) i
    póki co jest ok. Odstawienie chemii zdziałało cuda - wrócił wigor i
    siły. Kryzys psychiczny nieco minął. Nawet sam sobie robi obiad! Nie
    może tylko wychodzić (zmieniamy się na wyjśćia z psem i pomaga w tym
    sąsiadka) bo wycieńcza go wchodzenie po schodach - mieszka na 3
    piętrze. Przy chemii widziałam że wszyscy mają problem żeby na
    pierwsze piętro wejść. Cały czas utrzymuje się chrypka... Jak mocno
    odkaszlnie to nieco schodzi ale potem znowu się pojawia. Lekarz
    mówił że może być ucisk na jakiś nerw.. póki co do hospicjum go nie
    zgłosiłam - niech jeszcze widzi szanse. Miło tak na niego popatrzyć
    jak coś rozwiązuje ulubione SUDOKU albo jak ogląda tv. No i pali
    cały czas ale już z tym nie walczę.. Jak izapela u Was z walką??
    Pozdrawiam
  • izapela3010 19.12.09, 22:52
    Witam,
    u mojej mamy lekarz zakończył chemioterapię następną wizyte mamy na
    poczatku lutego. Ostatnie wyniki pokazały poprawę.Guz sie zmniejszył
    o ponad połowę. Ogólnie mama czuje się w miarę dobrze, wrócił jej
    apetyt co do sił to raczej ich nie ma, szybko się meczy. Mam
    nadzieje,że szybko bedzie je odzyskiwała. Ciesze sie ,ze te swieta
    spedzimy razem. Moze na jakis czas da sie zapomniec o tej chorobie.
    Pozdrawiam i życze wszystkiego najlepszego z okazji swiąt oraz aby
    nadchodzacy Nowy Rok okazał się dla Nas wszystkich zarówno dla
    chorych jak ich rodzin o wiele lepszy.
  • izapela3010 08.02.10, 21:21
    Witam,
    po dłuższej przerwie. Dziś moja mama była na wizycie kontrolnej
    miała zrobione dzis przeswietlenie, do czwartku czekamy na wynik.
    Lekarz prowadzący zakończył leczenie następna wizyta kontrolna w
    maju. Trochę zdziwił mnie fakt,ze bez aktualnego przeswietlenia taka
    decyzja zapadła. Jezeli chodzi o mame to czuje sie dobrze nie
    odczuwa zadnych dolegliwosci. Mama usłyszała od lekarza, ze jesli
    bedzie sie cos działo to ma sie poprostu zgłosić. Bardzo sie boje,
    ze to chwilowa poprawa a jeszcze wszystko przed nami. Sam lekarz
    powiedział,ze choroba moze sie odezwac za tydzień, miesiąc badź w
    nieokreslonym czasie. Myslałam, ze mama bedzie miała jeszcze
    chemioterapie badz naswietlanie w końcu ma zaawansowaną chorobę.
    Jak wygląda leczenie jezeli choroba powraca. Czy przy tak
    zaawansowanej chorobie lekarze rezygnuja z 2 rzutu chemii czy moze
    sa naswietlania?
    Zawszemumineczko napisz co u Twojego taty.
    Pozdrawiam,
  • zawszemumineczka5 12.03.10, 22:27
    Witaj izapelo!!
    Cieszę się, że z mamą wszystko ok. Znak że z chorobą można żyć.
    Dobrze przeszła mama chemię i tylko zostało Wam czekać i mam
    nadzieję że nic nie wyniknie. Mama pewnie też podbudowana prawda??
    Dobrze przyjęła całą terapię czego gratuluję!!
    U nas nieco gorzej. Po listopadowym szpitalu, przerwanej chemii (4 z
    6 cykli odbyte) i w miarę spokojnym okresem świątecznym w lutym
    ponownie tata był w szpitalu. W międzyczasie były wizyty domowe,
    kroplówki i zastrzyki. Traciłam z nim kontakt i duszności się
    nasilały. W międzyczasie miał zaplanowane TK które się nie odbyło
    przez wizytę w szpitalu. W grudniu zgłosiłam tatę do hospicjum na
    wizyty domowe. Dobrze że ktoś przyjeżdżał i tata miał poczucie
    kontroli. Zrezygnowaliśmy z ponownej wizyty u onkologa prowadzącego
    (definitywnie odstawił chemię i nie wiem czy celowe byłyby wizyty u
    niego tym bardziej że każde wyjście z domu to ogromny wysiłek dla
    taty) i jesteśmy tylko pod opieką lekarzy i pielęgniarek z
    hospicjum. W poniedziałek pielęgniarka odwiedzająca tatę powiedziała
    nam i jemu że czas aby zgłosił się do hospicjum bo objawy (sine
    usta, opuchnięcie, mocne duszności, senność) na to wskazują. Z bólem
    serce w ten poniedziałek zawieźliśmy tam tatę. Nikomu tego nie
    życzę... Nie myślałam że do tego dojdzie i że tak szybko.. W sumie
    lekarz dawał nam 6 miesięcy a tu jednak nieco dłużej walczymy..
    Spotkał tam kolegę z którym leżał w szpitalu podczas ostatniego
    pobytu i to go nieco buduje. Jest tam 5 dzień i dopiero trzeciego
    dnia nieco się ożywił – widzi ile ludzi odchodzi i też już stracił
    nadzieję.. Już cały czas mówi że stamtąd nie wyjdzie. Ja poprawę
    widzę bo się nie trzęsie, chodzi i wszystko przy sobie sam zrobi...
    Przykre jest jak się widzi świadomego faceta jednak sprawnego
    fizycznie... Nowotwór niszczy od wewnątrz.. Wiem że już wiek jest
    taki (72 lata) że organizm nie walczy. Chociaż cały czas tata
    chorował na serce a jednak serce mimo obciążenia daje radę. Podczas
    ostatniej wizyty w szpitalu lekarz którego tata wzywał gdy miał
    duszności „uświadomił” mu w bezpośredni sposób jak rozwinięta jest
    choroba i że umiera się przez uduszenie.. to skrzydła podcięło i
    odebrało tacie nadzieję.. Nie rozumiem podejścia lekarza i nikomu
    nie życzę takiej „opieki”. Nie rozumiem co lekarz chciał przez to
    osiągnąć.. Każdą prawdę można w odpowiedni sposób przekazać..
    Odwiedzam tatę, podnosze na duchu, on melduje mi się telefonicznie
    że wszystko jest ok tylko pozostaje straszna pustka w
    domu..Przyzwyczaiłam się do jego obecności u mnie w domu.. Wiem że
    mu było ciężko tym bardziej że pies taty jest teraz u brata (mój mąż
    nietrawi zwierząt w domu). Serce pęka.. Żałoba za życia jest
    najgorsza..Biedny musi jeszcze tyle cierpieć za życia..
    Dzięki izapelo za nadzieję nie tylko dla mnie bo widać że może być
    dobrze i że warto walczyć z „niedrobnokomórkowcem”. Powodzenia i
    dawaj znaki walki!!
  • izapela3010 06.04.10, 23:24
    Witam,
    nie wiem od czego zacząć od ponad tygodnia nie mozemy sie otrząsnąc
    odnosnie stanu mojej mamy. Jak wczesniej pisałam czekalismy na ostatnie
    wyniki z przeswietlenia. Wynik pokazał minimalny wzrost guza. Jednak
    szokiem byl wynik TK głowy gdzie okazalo sie ze sa przerzuty do mózgu.
    Wszystko to przeszło bez objawowo. Moja mama ostatnio czuła sie bardzo
    dobrze. Teraz czekamy na radioterapię, prawdopodobnie 5 naświetlań. Dalsza
    perspektywa co do rokowan mnie przeraża. Nie chce myslec co moze jeszcze
    Nas spotkac. Czas tak szybko ucieka a ja sie czuje taka bezradna. Nie wiem
    jak moge mojej mamie pomóc. Staram sie razem z siostra jakoś mamę
    podtrzymywac na duchu.
    pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 12.05.10, 11:00
    Izapelo bardzo mi przykro… Mam nadzieję że mama przejdzie serię
    radioterapii. Ja trochę żałuję że nie zrobiliśmy badań kontrolnych..
    Chociaż nie wiem czy by to coś dało.. Nowotwór był u nas bardzo późno
    rozpoznany i zaawansowany i może dobrze że ta nadzieja była.. U nas też
    źle – od tygodnia tata jest ponownie w hospicjum (drugi raz) i widać że
    teraz jest źle.. Z dnia na dzień ginie w oczach, stał się bardzo
    agresywny i jest na mocnych lekach przez co nie ma z nim zbytnio
    kontaktu. Poznaje nas ale nie wie jaka jest pora dnia i cały czas by
    spał a nie chce się położyć bo boi się że odejdzie.. Tata niewierzący
    chciał widzieć księdza.. Nie wiem jak ale się trzymam – jakoś nie
    dopuszczam do siebie tej myśli.. Błagam już o szybko koniec bo nie mogę
    na niego patrzeć – miał tak ciężkie życie a teraz tak cierpi..
    Izapelo – trzymam kciuki za Was. Każdy dzień skradziony chorobie jest
    bezcenny. Chociaż ja też czasem już na tatę krzyczałam, denerwowałam
    się bo już traciłam siły.. Teraz wiem że jest pod opieką i błagam o
    skrócenie cierpienia.. Dawaj znać jak walka przebiega
  • izapela3010 15.05.10, 23:01
    Witam,
    mama przeszla radioterapię głowy. Wyszly jej wlosy całe ciało
    zrobiło się opuchnietę. Łyka całe sterty leków. Nadomiar złego pękł
    jej krąg na odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Została włożona w
    specjalny gorset bez którego nie jest w stanie się poruszać. Nie
    wiemy czy to przerzuty do kości z tomografi wyszlo, ze raczej nie
    ale to zbyt ogólne badanie. Zrobilismy badania w kierunku
    osteroporozy co dało wynik pozytywny. Czekamy na poniedziałkową
    wizytę w CO zobaczymy co zleci doktor prowadzacy. Odnosze coraz
    częsciej wrażenie, ze mimo wielu starań choroba jest nie do
    wygrania, płuco, glowa, kości. Nie wiem co moze jeszcze nas gorszego
    czekac. Z dnia na dzien jest coraz gorzej dzisiejszej nocy mamę
    bardzo bolało kolano całą noc nie spała tylko brała leki
    przeciwbólowe. Wszystkim nam zaczyna brakowac sił.
    Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 17.05.10, 20:27
    izapelo - bardzo mi przykro że taki mama ma przebieg choroby.. Jakby
    mało było z jednym to dochodzą następne.. Tak to przebiega że muszą
    się chorzy nacierpieć na koniec życia... My walkę przegraliśmy -
    tata odszedł 14 maja.. W dzień 18 urodzin swojej najstarszej
    wnuczki.. Odszedł spokojnie w hospicjum - pielęgniarki zadzwoniły po
    mnie że jest źle (wcześniej było jak pisałam w ostatnim poście) i od
    razu pojechałam do taty. Tam gromnica, różaniec odmówiony i
    czekanie.. czekałam z kuzynką a tata nie mógł odejść. Przyjechał
    brat, pomodliliśmy się, opowiedziałam sen sprzed 2 dni (widziałam
    ludzi stojących na podeście i mamę z uśmiechem nieżyjącą od 23 lat),
    powiedziałam jego ulubione porzekadło które często mówił "tatuś
    zwijaj żagle i wio do mamy" i po 2 oddechach tata odszedł... Może to
    dziwne ale poczułam ulgę wiesz. Nie myślałam że tak to przyjmę.
    Oczywiście były łzy ale jakoś tak inaczej. Dużo gorzej było we
    wrześniu jak dowiedziałam się o chorobie i rokowaniach. Uważam że
    wtedy przeszłam żałobę. Teraz trzymam się i czuję duuuużą ulgę -
    wiem że odszedł z wiarą w Jezusa (po wielu latach niewiary) i że już
    nie męczy się (był mocny rozsiew choroby). Załatwiam teraz wszelkie
    formalności i ręce opadają ile tego jest.. trzymam się i oby tak
    dalej. Przytłacza mnie myśl ze w tym wieku jestem sierotą..
    izapelo - życzę duuużo siły i dla mamy i dla Was jak rodziny. Można
    z godnością przejść przez to choróbsko i tego Wam życzę. Oby nic
    więcej choroba nie wywołała (u nas ujawniła się padaczka i też
    przerzuty) i pozwoliła spokojnie mamaie odejść bez bólu. Trzymam
    kciuki i modlę się o Was - no i oczywiście podczytuję i czekam na
    następne wieści o walce
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania
  • izapela3010 22.05.10, 22:23
    Zawszemumuneczko bardzo mi przykro, ze Twoj tata odszedł. Chyba
    najgorsza jest pustka, która pozostaje w sercu.Dla mnie i siostry
    mama jest najwazniejsza osoba i nie jestem w stanie wyobrazic sobie
    jej odejscia.Ale gdy nadejdzie ta chwila to mam nadzieję, ze nie
    będzie cierpiała teraz sie o to modlę. Tak jak pisalaś, ze prawdziwa
    zaloba zaczęla się w dniu potwierdzenia diagnozy.Myslalam, ze przez
    ten okres do dzis jakos się uodpornie na te chorobe ale z dnia na
    dzien coraz bardziej to przezywam. Moja mama gasnie w oczach
    chciałabym ja pamietac z przed choroby usmiechniętą i wesoła a nie
    pełna bólu i cierpienia. Jaka to straszna choroba zabiera
    najbardziej kochane osoby. Ty masz juz to za sobą Twoj tato napewno
    jest szczesliwy, ze w koncu dolączył do Twojej mamy. Nie znalam
    Twojego taty ale poprzez Twoje posty jego smierc przezylam bardzo
    osobiscie z pewnoscia byl wspanialym i dobrym czlowiekiem. Widac Bog
    Go potrzebowal u siebie.
  • zawszemumineczka5 24.05.10, 12:17

    Izapelo – przez pisanie i podobne przejścia czuje dużą sympatie bo nikt
    inny nie zrozumie naszych problemów… bardzo ciężko przez chorobę się
    przechodzi. Żal mi strasznie tatki było.. jedynie pocieszające że
    przyjął sakramenty i choroba „przysłużyła się” aby odszedł pojednany z
    Tym u góry. Mam nadzieję że czyściec już miał tu na ziemi i jest teraz
    zbawiony. Cieszę się że skremowałam tatę bo widok urny choć bardzo
    przykry był łaskawszy – nie wyobrażałam sobie trumny. Jakiś niepokój
    czuję i boję się sama na cmentarz iść – w piątek miałam pogrzeb.
    Zamiast kwiatów życzyłam sobie aby wszyscy złożyli datek do puszki
    którą wypożyczyłam z hospicjum. Dziś jadę ją oddać, oddam resztę leków
    które mam w domu.. Brat porządkuje taty dokumenty bo ja serca do tego
    nie mam. Nie mogę sama być w domu bo się źle czuję.. Dzisiaj wróciłam
    do pracy i żyję dalej.. Izapelo – trzymam kciuki za walkę i za spokojne
    pożegnanie – mi ulżyło i życzę tego samego. Ciężko przez to przejść ale
    masz siostrę i wśród rodziny jest oparcie.. Trzeba żyć dalej – ja
    ostatnimi czasy usiadłam z tatą i tworzyłam drzewo genealogiczne i o
    dziwo tata sam chętnie mówił o rodzinie i chyba chciał też przekazać tą
    wiedzę. Nikt za niego mi o tym nie powie.. jak masz siły to radzę
    zrobić to samo – będzie pamiątka jedna z wielu
    Trzymaj się i dawaj znać – ja czytam :)
  • zawszemumineczka5 09.06.10, 22:08
    Izapelo - zaglądam tu a tu żadnych wieści od Ciebie!! Daj znaka o
    walce, odczuciach. Codziennie zaglądam w Twój - nasz - wątek i
    jestek ciekawa co u Ciebie. Pozdrawiam i duuuużo uśmiechu dla
    Ciebie, mamy i rodziny życzę
  • izapela3010 10.06.10, 17:00
    Witam,
    Zawszemumineczko faktycznie dawno się nie odzywałam u mnie nie
    ciekawie. Ostatnimi dniami moja mama załapała jakąs fatalna
    infekcję, pojawila się gorączka i 2 guzy na szyi (mam nadzieję, że
    to powiększone węzły chłonne na skutek infekcji). Dostała antybiotyk
    po którym rozregulowała sobie żolądek i wątrobę. Dziś miała robione
    usg jamy brzusznej wyszło ok. Po 20 czerwca będzie miała kontrolny
    rezonans głowy. Cały czas zyjemy w niepewności jak na bombie. Cała
    ta sytuacja mnie przeraża. Dziękuję za słowa otuchy, które teraz sa
    nam jak najbardziej potrzebne.
    Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 17.06.10, 12:41
    Izapelo!
    Życzę dobrych wyników kontrolnych. Zbliża się już rok od diagnozy.. jak
    ten rok u nas wszystko zmienił, przewartościował.. A jak ogólnie się
    mama czuje?? Chodzi normalnie, robi sobie śniadania?? Jesteście pod
    opieką hospicjum?? Trzymam kciuki za rezonans i czekam na wieści
    pozdrowionka
  • izapela3010 17.06.10, 20:33
    Witam Zawszemumineczko
    moja mama czuje sie róznie jednego dnia w miarę względnie drugiego
    gorzej. Wiecej czasu teraz lezy odpoczywając ze względu na uraz
    kregosłupa. Cały czas walczymy z infekcją dostala zmienione
    antybiotyki, gdyż wczesniejsze rozregulowały jej żoladek. Od ok 2
    tyg.ma ból w okolicy watroby. Miała zrobione USG jamy brzusznej
    naszczęście nic tam nie wyszło. Troche się obawiam, ze to badanie
    jest zbyt ogólne. Nie wiem jak jest z watrobą jeśli byłyby
    przerzuty. Musimy na najblizszej wizycie lekarzowi powiedziec o tych
    bolach, ktore sie pojawiły. Za tydzien mamy rezonans głowy moze przy
    badaniu poprosimy o zbadanie węzłów chłonnych na szyi w zwiazku z
    tymi 2 guzkami (jeden z nich w tej chwili zrobił się prawie nie
    wyczuwalny-moze to jak wczesniej pisalam zwiazane jest z infekcja?)
    Zapisalam mame do poradni przeciwbólowej na wizytę jednak ma jakies
    bole kosci moze nie sa jakies bardzo dokuczliwe. Jesli chodzi o
    hospicjum to myslę, ze narazie nie jest nam potrzebne mama wszystko
    robi przy sobie, wszelkie prace w kuchni naleza do jej codziennych
    obowiazków.Wiem, ze jesli nadejdzie ta chwila to same z siostra nie
    bedziemy w stanie sie nia zaopiekowac i ulzyc w cierpieniu wtedy
    opieka hospicjum bedzie nam jak najbardziej potrzebna. Wiadomo, ze
    teraz musi bardziej uważać co robi ze wzgledu na uraz i wiecej
    odpoczywac.Tak jak pisałas w lipcu minie rok od tej strasznej
    diagnozy a na poczatku czerwca obchodzilismy jej 60 urodziny (choc
    na chwile wszyscy zapomielismy o tym wstretnym raczysku).
    Pozdrawiam i odezwe sie niebawem.
  • zawszemumineczka5 23.06.10, 11:52
    Izapelo – jesteś żywym świadectwem że warto, należy i trzeba walczyć!!
    Nasza diagnoza nie pozostawiła mi złudzeń i tak jak lekarz dał nam 0,5
    roku walki to o 3 miesiące „oszukaliśmy” statystykę. Może to dziwnie
    zabrzmi ale wydaje mi się ten czas bardzo odległy – mam wrażenie że
    tata odszedł bardzo dawno – jedynie cmentarz o tym przypomna (nagrobek
    się robi). Może tak się wszystko podczas choroby układa że inaczej to
    odejście się traktuje.. Mój tato podobnie jak Twoja mama też wszystko
    do końca przy sobie zrobił (obrał ziemniaki, podgrzał obiad, robił
    kolacje, śniadania). Jedyne co to nie wchodził do wanny bo się bał.. A
    do hospicjum zgłosiłam go za namową onkologa – żałowałam że tak późno
    to zrobiłam. I to nie chodzi o to żeby tata tam leżał ale zgłosiłam go
    na opiekę domową. Raz w tygodniu przychodził lekarza i raz w tygodniu
    przychodziła pielęgniarka. Dla taty to też dobre było bo mógł z kimś
    porozmawiać, podpytać się, dostawał recepty, kroplówkę (ja ni byłam w
    stanie stwierdzić kiedy się odwadnia a 2 razy miało to miejsce). Miał
    swój zeszyt w którym wszystko było notowane i sam pilnował wizyt i
    czekał na nie. Bardzo polecam opiekę domową – u nas jest też możliwość
    że raz w tygodniu osoby z opieki spotykały się w hospicjum (hospicjum
    dowoziło, rozwoziło i czas układało) na pogadankach, kawce, szachach,
    grach.. Tata akurat był anty nastawiony ale bardzo zadowolony z wizyt
    domowych – nawet jak coś się działo to zawsze mogłam zadzwonić do
    lekarza i się podpytać. Ja polecam. Oczywiście pobyt w hospicjum jest
    ostatecznością i tata trafił tam 2 razem w złym stanie – nie było badań
    ale lekarz mówił że prawdopodobnie jest przerzut do mózgu.. Mam
    nadzieję że Wasze badania wyjdą ok. i będziecie wyjątkiem od smutnej
    reguły że niedrobno komórkowiec szybko postępuje.. I oby te guzi
    okazały się zwykłą infekcją. Wierzę że każdy ból przywołuje tylko jedno
    skojarzenie przerzutowe. Wiem kochana jak ciężkie musiały to być
    urodziny mamy dla Was i dla niej.. Mój tato urodzin nie doczekał ale
    wigilia, urodziny nasze, Wielkanoc były dla mnie koszmarne.. Żyję dalej
    i widocznie tak być musiało. Taka była wola tego u Góry i ją
    akceptuje.. I powoli zrzucam czarne ubrania bo w lustro nie mogę
    patrzyć.. Trzymam kciuki, wiele ciepła i siły życzę i wielu NORMALNYCH
    chwil. A mama ma momenty załamania?? Trzymam kciuki i pozdrawiam
    serdecznie no i czekam na wieści :)
  • izapela3010 29.06.10, 19:57
    Witam,
    Zawszemumineczko powiedz mi w jaki sposob załatwialaś hospicjum
    domowe. Rozumiem, ze skierowanie od onkologa.Szukalaś placówki na
    własną rekę?Jak długo czekałaś?U mojej mamy stan sie pogorszył
    pojawiły sie wymioty. Słabnie w oczach a my nie jestesmy jej w
    stanie pomóc bez fachowej pomocy. Wizyte w CO mamy dopiero za
    tydzien. Lekarz pierwszego kontaktu skierowal ja na gastroskopie i
    przepisał na powiekszone węzły antybiotyk, który jest już ponad 3
    raz zmieniany. Do tego doszly leki przeciwbólowe gdzie przepisał nam
    lekarz z poradni przeciwbólowej w CO. Ale niestety moja mama nic nie
    moze brac ze względu na wymioty. Bez kroplówki pewnie sie nie
    obędzie.
    Pozdrawiam
  • anna.wasil 29.06.10, 20:04
    Hospicjum znalazłam na stronie internetowej.Od razu wysłałam maila i otrzymałam
    kontakt zwrotny.Miałam skierowanie od lekarza ze szpitala.Niestety Tatuś nie
    doczekał sie pomocy,zmarł 17.04.Napisz z jakiego jesteś miasta może szybciutko
    Ci pomogę,mam jeszcze nr.tel.Trzymaj się .
  • izapela3010 30.06.10, 10:04
    Witam,
    ja Warszawa, rodzice mieszkają pod W-wą.
    Czy to jest zależne od meldunku czy od miejsca przebywania chorego.
    Mama jest pod opieką moją bądź siostry.
  • zawszemumineczka5 01.07.10, 12:58
    Izapelo – bardzo mi przykro z powodu stanu mamy… Sama wiesz jaka to
    choroba i niestety każdy dzień może przynieść zmianę. Mi hospicjum
    poleciła koleżanka – w mieście mam 2 placówki z opieką domową i
    stacjonarną i nie ma ŻADNEJ rejonizacji. Zadzwoniła w poniedziałek
    przed Bożym Narodzeniem a już we wtorek do taty przeszedł lekarz.. Ja
    mieszkałam w innej dzielnicy miasta a brat pod Bydgoszczą i jak tata
    był u mnie czy u brata to lekarz mówił żeby jednak w jednym miejscu był
    bo oni (lekarze) między sobą mają określone rejony.. Jednak nie było
    problemu. Lekarz był u nas raz w tygodniu a jak coś się działo to
    dzwoniłam do hospicjum i przyjeżdżał do nas lekarz który aktualnie miał
    dyżur. Najlepiej popytać się między znajomymi – niestety choroba żniwo
    zbiera i chyba nie ma już rodziny w której ktoś z raczyskiem nie
    walczył… Oni sami wiedzą jaką opiekę zapewniają placówki. Chociaż nie
    spotkalam jeszcze złych opinii... To są specyficzne placówski..
    Izapelo – trzymam kciuki za Was i uszczknijcie jeszcze trochę czasu
    chorobie – tego życzę i czekam na wieści
  • zawszemumineczka5 23.07.10, 10:20
    Izapelo jak tam u Was?? Jak wyniki kontrolne?? Węzły nadal
    powiększone?? Znalazłaś hospicjum?? Daj znać jak walka przebiega i
    trzymam kciuki za jak najmniejszy ból u mamy
  • izapela3010 26.07.10, 21:39
    Witam,
    u nas nieco lepiej. Przyczyną wymiotów były guzy w głowie mama dostala styrydy i jak ręką odjął. Może normalnie zjeść i nic nie zwraca. Ostatni rezonans głowy zrobiony po naświetlaniach był jednak niedobry progresja pozostaja te 2 guzy umiejscowione w móżdżku oraz na skroni widoczniejsza jest zmiana, która na wcześniejszym rezonanie nie była wogóle brana pod uwagę. Jeżeli chodzi o bóle to również ustąpiły od ponad dwóch tygodni mama nie bierze zadnych leków przeciwbólowych. Nadal czekamy na wyniki z bjopsji guzków na szyji wynik prawdopodobnie będzie w najblizszy czwartek. Jezeli chodzi o hospicjum to wstępnie siostra zrobiła zozpoznanie i nie powinno byc z tym żadnego problemu. W obecnej sytuacji narazie sprawy formalne z hospicjum odłożyliśmy. Nie wiem jak długo utrzyma się ten stan zdrowia mojej mamy. Od dawna nie widziałam jej w tak dobrej formie. Naprawdę ta choroba jest nieprzewidywalna. Póki co cieszymy się z nią razem z życia. Moja mama stwierdziła ostatnio, że wyniki sobie a ona czuje się dobrze, ze nie ma co się martwić za czasu.Zobaczymy co przyniesie najbliższy czas. Pozdrawiam
  • sp9tcu 27.07.10, 14:32
    izapela3010 jak możesz napisz do mnie
    może będe ci mógł pomóż
    pisz do mnie na nastepujacy majl

    sp9tcu@interia.pl
  • aron68 27.07.10, 18:37
    Z tym rakiem trzeba walczyć i wydrzeć mu każdy dzień. I najważniejsze by nie
    skupiać się na tym jaki będzie koniec walki a na tym by jakość walki była jak
    najlepsza. O chorobę niech się martwią lekarze a Ty z mamą o jakość życia.

    Trzymaj się.

    Artur
  • zawszemumineczka5 28.07.10, 12:41
    Bardzo się cieszę Izapelo!! Najważniejsze że mama zadowolona i z pogodą
    ducha – to jest najważniejsze. No i że bez leków przeciwbólowych – oby
    jak najdłużej. Jesteście przykładem jak można walczyć i wygrywać z
    chorobą. Czekam na wieści po wynikach i życzę spokoju.
  • piotrpdc 28.07.10, 23:13
    Witam,
    cieszę się z wszystkich wpisów, a które pokazują, że można wygrać z tą chorobą
    choć jakiś skrawek czasu. Znam doskonale ten straszny stan balansowania między
    nadzieją a rozpaczą. Życzę Wam wiele sił, jak najwięcej wspólnych chwil, jak
    najwięcej szczęścia...
    Nam się niestety nie udało, mój tatuś zmarł... dzisiaj.
    I nie wiem, jak dalej żyć.
  • izapela3010 29.07.10, 21:53
    Witam Piotrze bardzo współczuję z powodu smierci taty. Coraz
    bardziej mnie przygnębiają informacje, że przed tym choróbskiem nie
    ma jednak ucieczki. To jest takie granie z czasem. Z pewnoscią
    przeznaczenia nie da się oszukać. Wierze, że każdy ma swoją misję do
    spełnienia na tym świecie. A to co przezywamy z najblizszymi, którzy
    są chorzy pozostanie w sercu na całe zycie.
    Pozdrawiam
  • aron68 30.07.10, 00:02
    Tak to jest również czas dla Was. Nie wiemy ile zostało czasu nam zdrowym, więc
    teraz ważne by skupić się na jakości życia. Nawet kiedy przyjdą przerzuty i ból,
    który dziś można opanować, ważny jest każdy dzień. Mi udało się wyrwać dla mojej
    mamy 9 miesięcy z rokowaniem maksymalnym jednego. Trzymajcie się to zawsze jest
    życie choć w chorobie.

    Artur
  • zawszemumineczka5 15.08.10, 20:11
    izapelo - ja jestem ciekawa co by było gdybym nie wiedziała o
    chorobie taty. Gdyby po prostu pewnego dnia odszedł.. Z perspektywy
    czasu widzę jak potrzebny był ten czas. Bardzo mnie bolał i wiele
    wycierpiałam patrzeć na postęp choroby jednak jest to czas rozstania
    się z najbliższym. Wkońcu i tak to się stanie a ja po prostu
    wiedziałam o tym z wyprzedzeniem.. Dzisiaj wiem że mogłam zapewnić
    tacie bezpieczeństwo, wsparcie, rozmowę - wiedział że nie jest sam i
    że zostawia tu nas zdrowych z rodzinami.. wiem że to może dziwnie
    brzmieć ale tak czuję.. mogłam z nim przez to przejść i dziś mam
    wrażeniem jakby tata odszedł już dawno choć minęły dopiero 3
    miesiące.. a może wydaje się tak że ta śmierć była ulgą i dla jego
    choroby i dla naszej walki.. Oczywiście jestem zdania że chorobę
    można nieco przechytrzyć i zmienić statystyki - tego życzę każdemu a
    Wy jesteście dowodem że można to zrobić. Ja tacie w hospicjum
    pozwoliłam odejść - pożegnałam się z nim i powiedziałam do której
    będę przy nim (musiałam na noc do dziecka wrócić) i po śmierci przy
    której byłam poczułam o dziwo wielką ulgę i wiedziałam że jego dusza
    jest już wolna.. tak czułam choć może wydawać się to dziwne.. tato
    nie śni mi się, nie czuję jego obecności tylko do dziś nie mogę
    uporządkować jego rzeczy które są w moim domu.. Niby to było tak
    dawno a jednak fakty twierdzą coś innego. Życzę Izapelo wielu chwil
    z mamą pozbawionych bólu a wypełnionych uczuciem i wspomnieniami.
    Jest czas teraz na to aby się nieco zatrzymać i pomóc mamie w
    chorobie.. Życzę kolejnych dobrych wyników badań i duuuużo siły.
  • izapela3010 20.08.10, 20:49
    Witam,
    jak wczesnien pisalam to czekalismy na wyniki z biobsji guzków na
    szyi. Wynik potwierdził przerzuty nowotworowe. Wcześniejsze leki
    przeciwbólowe, które brala moja mama jej nie pomagały tak wiec
    ostatnio lekarz jej przepisał plastry. Mama obecnie jest po jednym
    kursie chemii za 3 tygodnie następna chemia. Po tej drugiej chemii
    bedzie miala zrobione badania aby zobaczyć czy leczenie jest
    skuteczne. Niewiem co się z mamą od tygodnia dzieje wiekszość czasu
    śpi, nie skarży się aby cokolwiek ja bolało a mimo moich prośb aby
    wstała i pospacerowała reaguje odmownie. Leży i przez większość
    czasu gapi się w sufit. Nie spotkałam się jeszcze z takim
    zachowaniem. Czy to jakieś otumanienie od momentu kiedy zaczęłą
    stosować plastry? Spróbuje jej odstawić te plastry gdyż przy
    ostatniej wizycie lekarz powiedział, ze po przyjęciu chemii mozna je
    sprobować odstawić.
    Pozdrawiam,
  • aron68 21.08.10, 01:34
    Skonsultuj jednak to z lekarzem, plastry powoduje, że mama nie odczuwa bólu. W
    tej chorobie ból potrafi zniszczyć cały wysiłek leczenia. Ustawienie
    przeciwbólowe jest bardzo ważnym czynnikiem w walce z tym rakiem. Możesz
    zmniejszyć dawkę ale na tyle by mama nie cierpiała. Często bywa tak, że
    późniejszej fazie leczenia musimy się skupiać na walce z bólem niż na samym raku.

    Artur
  • zawszemumineczka5 06.09.10, 14:03
    Mój tato miał i tabletki przeciwbólowe i plastry mimo przyjmowanej chemii. Wierzę że po kolejnej serii polepszy się i tego Wam życzę. Co do zachowania mamy to miałam podobnie. Tato niby znosił wszystko dobrze ale jednak rozklejał się jak dziecko. Nie zawsze wiedziałam co mu wtedy powiedzieć.. Miał też takie dni że w ogóle nie wstawał z łóżka – mówił że tak słabo się czuje i najlepiej poleży.. Może zaproś kogoś kogo mama lubi, czy kogoś z rodziny aby mama czekała na tą wizytę i się podbudowała. Ja mam taką ciocię która tatę odwiedzała i wspominali stare czasy jak to razem na wczasy jeździli. Wtedy przy niej tata opowiadał też o chorobie (ze mną nie chciał o tym rozmawiać) i się śmiał. Było to bardzo potrzebne. A może poprosić psychologa z hospicjum na wizytę i rozmowę z mamą?? Wierzę że załamanie chwilowe i dalej będziecie dzielnie walczyć!! Czekam na wieści
  • izapela3010 10.09.10, 22:28
    Witam,
    wieści mam bardzo złe odnosnie mojej mamy jest duza progresja zmian w mózgu. W poniedziałek stracila przytomność i upadła twarzą na chodnik wychodząc od lekarza. W zwiazku z czym zostala na obserwacji w szpitalu. Nie ma już nadziei dla mojej mamy. Tracimy ją. Ból przepelnia moje serce. Nie wiem jak my to przeżyjemy.
    Pozdr
  • zawszemumineczka5 16.09.10, 13:31
    Izapelo!! mój tato kilkakrotnie się przewracał. Mówił że ma mroczki przed oczami i traci siłę – miał przy tym drżenie rąk. Potem już wiedział że to nadchodzi i gdy stał przeczujwając atak to od razu siadał unikając upadku. Izapelo – wykradliście chorobie kupę czasu, badanie przynosi efekty i życzę aby mama wyszła ze szpitala i mogła jeszcze cieszyć się pobytem w domu. Wiara jest najważniejsza.
    Ja jestem wierząca i ta wiara dawała mi otuchy. Już nie mięliśmy siły walczyć ani my ani tata i pogodziwszy się z Bogiem (zatwardziały ateista) tato odszedł. Wierzę że doświadczył zbawienia i teraz bez bólu jest z moją mamą.. Ja nie wyobrażałam sobie tego dnia a jednak jestem wdzięczna Bogu że taki był i tak przebiegał. Mam za co dziękować i tego samego Wam życzę. Niestety taka kolej rzeczy i każdy przez to przejdzie..
    Modle się o Was
  • izapela3010 16.09.10, 18:21
    Witam,
    mama wyszla ze szpitala. Obecnie czuje się dobrze. W tej chwili martwię się, że lekarz prowadzący z tego co rozmawialiśmy telefonicznie prawdopodobnie przerwie leczenie.
    Nie wiem jak zareaguje mama bo cały czas wierzy, że to jeszcze nie koniec. Miejmy nadzieję, że jeszcze powalczymy. Fizycznie widać, że jest obecnie ok., troszkę doskwiera jej stłuczona szczęka. Bóle ustąpiły tak jak po każdej przyjętej chemii. Teraz najważniejsza jest głowa i zły wynik rezonansu. Nie wiem czy w tak krótkim czasie lekarze zdecyduja się na powtórną radioterapię.
    pozdr
  • zawszemumineczka5 21.09.10, 13:40
    Izapelo – bardzo się cieszę że mama już nie jest w szpitalu i dobrze się czuje!! Co do dalszego leczenia zawsze można mamie wytłumaczyć że teraz jest czas regeneracji organizmu przed kolejnymi cyklami. Dobrze że fizycznie się dobrze czuje bo jak ciało odmawia posłuszeństwa to i psychicznie człowiek może usiąść.. Trzymam kciuki nadal za Was i życzę dobrych wyników i jeszcze lepszego samopoczucia. Zgłosiliście mamę do wizyt hospicyjnych domowych??
  • izapela3010 21.09.10, 16:56
    Witam,
    wczoraj lekarz prowadzący w CO zakończył leczenie, wystawił skierowanie do hospicjum. Stan mamy ponownie się pogorszył, prawdopodobnie przerzuty do watroby. Jutro ma usg wątroby. Już nie da się nic więcej zrobić oprócz podawania leków przeciwbólowych.
    Tak więc jesteśmy u kresu naszej drogi.
    Pozdrawiam
  • kai_30 22.09.10, 13:36
    Trzymaj się! Wiem, co znaczy wiadomość, że medycyna nic już zdziałać nie może - u nas ten moment nadszedł prawie jednocześnie z diagnozą, od razu walnęła nas jak obuchem świadomość, że sytuacja jest beznadziejna. Bardzo pomogło nam hospicjum domowe - zadzwoniliśmy w poniedziałek, we wtorek przyszła pani dr i pielęgniarka, przepisały morfinę doustnie (plastry przeciwbólowe były za słabe). Miały przychodzić co drugi dzień, ale pielęgniarka była codziennie, bo stan Taty bardzo szybko się pogarszał i zalecone dawki morfiny nie pomagały. Najważniejsze jest leczenie przeciwbólowe, a hospicjum to zapewnia o wiele lepiej, niż "normalni" lekarze. Poza tym personel z hospicjum pomaga też rodzinie uporać się ze świadomością, że koniec jest bliski.

    Życzę Ci dużo siły, a Mamie braku cierpienia.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/qb3cepok7vc1e71l.png
  • monika-jakub 22.09.10, 20:19
    Hej,
    moja mama też walczy z tą chorobą. Od miesiąca. Rak jest nieoperacyjny (IV st.), więc chemia (dotąd przeszłą jedną z całą, następującą po niej gamą "atrakcji" gastrycznych), a potem może radioterapia. Mama niknie w oczach, jest bardzo słaba i chyba liczy się z tym, że postęp choroby może być błyskawiczny. Czytam Wasze posty i nabieram wiary w to, że ten czas razem, w chorobie jest potrzebny obu stronom - choremu i jego bliskim, że chodzi w tym wszystkim o coś więcej niż tylko o cierpienie. Bo samo cierpienie - i fizyczne, i psychiczne obezwładnia... Dzięki za wiadomości nt. hospicjum.
    Izapelo, jesteście bardzo dzielne z Twoją mamą. Trzymajcie się. Trzymajmy się wszyscy.
    Pozdrawiam
  • karineczka.pl 23.09.10, 20:48
    Witam,za mc mina 4 lata jak moj tata zmarl na raka pluc,wiem jak ciezko,zwlaszcza dzieciom pogodzic sie z mysla,ze to juz koniec.Przeszlismy chemie,radioterapie,starszne jest to,ze ta choroba tak niszczy czlowieka.Jezeli moglabym komus w czyms pomoc,sluze rada,pozdrawiam i glowa do gory
  • izapela3010 27.09.10, 22:06
    Witam,
    dziekuję wszystkim za słowa otuchy, które sa nam teraz bardzo potrzebne. Nadal walczymy mimo ze medycyna juz nie jest w stanie dla mojej mamy nic zrobić. Od soboty mama jest pod opieka hospicjum. Wprowadziłyśmy z siostrą dla mamy dietę wątrobową podajemy jej naturalne mieszanki soków warzyw i produkty niskotłuszczowe aby zregenerować badź odciążyć jej zaatakowaną przez raka watrobę. Może to jest z naszej strony szalenstwo ale widać, ze mamie to pomaga. Jest bardzo dzielna i walczy o każdy nowy dzień. Nawet udalo nam się ja namówić na sobotni spacer (raczej wyjście na dwór). Od 2 dni nie przyjmuje żadnych lekow przeciwbólowych i nie skarży się aby ja coś bolało. Wiadomo, ze jest bardzo oslabiona i większość czasu śpi ale staramy się jej ten czas zajmować. Wie, ze ja bardzo kochamy i jest nam bardzo potrzebna chyba stąd czerpie siły. Teraz kazdy dzień, kazda chwila jest dla nas wszystkich na wagę złota. Tych wspólnie spedzonych chwil nigdy nie zapomnimy.
    Pozdrawiam
  • monika-jakub 28.09.10, 11:08
    Jestem pod wrażeniem Waszej dzielności i mądrości. Robicie to, co się da i cieszycie się tym, czym można się uradować. Życzę Wam jak najwięcej dobrych chwil!
    U nas jakoś ciężko. Po fazie niewiary w diagnozę, gniewu i głębokiego żalu mama przechodzi chyba przez etap depresji. Poddaje się biernie leczeniu (wiem, że to wymaga nie lada dzielności, zwłaszcza gdy widzę, jak ciężko przechodzi chemię!), ale jest taka zrezygnowana... Czasem widzę strach w jej oczach, ale nie rozmawia ze mną o tym, raczej zagaduje sprawę. Nie wiem, jak jej pomóc. Przekonywanie o tym, że na pewno wyzdrowieje i że przed nią jeszcze 100 lat w zdrowiu i super formie wydaje mi się nie na miejscu, ale przecież walczymy i modlimy się o to, by wyzdrowiała albo chociaż była z nami jak najdłużej. Myślę sobie, że ten czas choroby też ma jakiś sens, ale jak go wspólnie znaleźć i umieć zaakceptować?
  • izapela3010 29.09.10, 07:50
    Witam,
    Moniko musicie wierzyć i miec nadzieję. My przez ten okres przechodzimy wzloty i upadki. Od depresji i zalamania po euforię i radość. Każdy dzień jest inny od następnego. Choroba jak widać jest nieprzewidywalna. Mamy wokół siebie dużo przyjaznych dusz i to cały czas nas mobilizuje do działania. Mama nie nalezy do osób otwartych i łatwych. Staramy się z nią jak najwięcej przebywać, rozmawiać nawet jak się nie odzywa to i tak musi nas wysłuchać. Pozdrawiam
  • zawszemumineczka5 29.09.10, 13:50
    Moniko – mój tato widział co się z nim dzieje i nie oszukiwaliśmy go że będzie ok i że dożyje do 100 lat... Robiłam z nim kilka razy podsumowanie bo się strasznie załamywał.. płakał i mówił że boi się śmierci i co się z nim dzieje. Rozmawiałam z nim o tym że ma dzieci które praktycznie sam wychował, każde z dzieci ma gdzie mieszkać, ma pracę i ma wspaniałe wnuki którym poświęcał mnóstwo czasu i czuł się potrzebny i kochany. Tłumaczyłam że każdy kiedyś odchodzi a on tak dużo przeszedł, tak dużo osiągnął i zostawia tu po sobie dużo wspomnień i miłych chwil. To mu pomagało ale widziałam jak się boi.. Tacie pomagały wizyty kogoś bliskiego – zapominał o rozmowie i np. z ciocią wspominali wspólne wczasy. Miło było tego słuchać z boku.. mi już niestety nic nie opowie..
    Izapelo – walczcie o każdy dzień i cieszę się że jesteście pod opieką hospicjum. Mam nadzieję że będziesz zadowolona z ich pomocy i dacie radę powalczyć jeszcze trochę. A wielkim wydarzeniem jest wyjście mamy na dwór – nawet na chwile posiedzieć na dworze a jaki to wyczyn!! Trzymam nadal kciuki!!
  • monika-jakub 30.09.10, 11:48
    Dzięki serdeczne! Bardzo serdeczne!
    Nie oszukuję mamy z założenia (zresztą sama od początku wszystko świetnie wie), chodzę po prostu wąziutką ścieżką pomiędzy tym, co wiemy a tym, na co mamy nadzieję. I mocno się staram, żeby ta ścieżka nie skręcała tak całkowicie w tylko jedną z tych stron.
    Usiłuję być z mamą, gdy robi bilans życia i przekonywać ją, że jej życie jest i było bardzo dobre (co nie jest trudne, bo rzeczywiście tak uważam). Nie wiem, czy to pomaga jej w rozliczeniach z przeszłością, mam nadzieję, że jakoś tak. Najtrudniejsze chyba są momenty, gdy rozmawiamy o czymś mniej lub bardziej ważnym, często na wesoło, a mama myślami odpływa gdzieś hen, w odległe rejony. I wtedy ten smutek czy strach wyzierają jej z oczu...
    Dobrze, że tu jesteście. Dobrze, że piszecie. Z Wami łatwiej.
    Izapelo, trzymam za Was kciuki! Zawszemunieczkę i wszystkich innych serdecznie pozdrawiam
  • izapela3010 06.10.10, 22:48
    Moja ukochana mama odeszła 30 września o 14.55. Tak jak kiedyś ktoś napisal na tym forum nadzieja umarła dwie godziny po jej śmierci.
  • monika-jakub 07.10.10, 19:39
    Izapelo,
    tak bardzo mi przykro... Niech Twoja Mama spoczywa w pokoju. A Ty pamiętaj, że wykorzystałaś szansę, jaką dał Wam ten przebrzydły rak. Nie ugięłaś się, nie odpuściłaś, nie zrejterowałaś. Byłaś tak dzielna, pełna miłości, chęci niesienia pomocy, jak tylko można! Musiałaś być dla Mamy ogromnym wsparciem, skoro nawet Twoje posty, będące przecież tylko echem Waszej walki z chorobą i wzajemnej bliskości, są dla mnie umocnieniem.
  • zawszemumineczka5 15.10.10, 22:14
    Izapelo – bardzo współczuję.. nie ma słów pocieszenia których mogę użyć.. mam nadzieję że mama odeszła bez bólu. Tak wiele dla niej zrobiliście – Ona o tym wiedziała i miała czas przygotować siebie i Was na ten czas. Ja jako osoba wierząca wiem że teraz naszym bliskim jest dobrze, nie cierpią i dostali nagrodę za całe życie spędzone tu na ziemi. Tylko my tu cierpimy.. Im jest bardzo dobrze.. Nie wiem ile czasu musi upłynąć i czy kiedykolwiek będzie dobrze.. Pomyśl o tym że mama nie chciałaby widzieć Waszego cierpienia. Ja często wspominam tatę, odwiedzam cmentarz i choć to bardzo boli że jestem na świecie już bez rodziców wiem że tak miało być i że to wielki dar że było mi mieć ich na świecie.. nie wszyscy mają możliwość przejść przez starość czy chorobę rodziców a nagła śmierć wydaje się gorsza od śmierci naszych bliskich mimo cierpień. Izapelo – życzę ukojenia smutku, nadziei na lepsze jutro które będzie i radości z otaczającego życia które pozostało – tak miało być.. Wydarliście chorobie sporo czasu łamiąc rokowania!
  • monika-jakub 17.05.11, 00:36
    Izapelo, jak się masz?
    Moja Mama walczy. Ma bardzo silne bóle kręgosłupa. Wpadła w apatię, zniechęcenie. Rano długo się zastanawia, czy wstać z łóżka, jest niecierpliwa... Nie chce skorzystać z porady psychologa. Boi się uzależnienia i konsekwencji stosowania leków przeciwbólowych. Chciałabym jej pomóc, ale nie wiem, jak. Nie pozwala mi się zbliżyć. Albo ja nie umiem...
  • izapela3010 26.05.11, 09:11
    Witam,
    długo się nie odzywalam musiałam wszystko sobie na nowo poukladać. Nie ma dnia abym o mamie nie myslala a dziś jest szczególny dzień "dzień wszystkich mam". Najgorsze były pierwsze święta brakowało najwazniejszej osoby. Trzeba żyć dalej i nie oglądać się za siebie pamiętać o najpiękniejszych chwilach wiem, że tak by chciała moja mama.
    Moniko wiem, że jest Wam bardzo ciężko cieszcie się każdą chwilą nikt nie wie tak naprawdę ile komu zostało życia na tym swiecie, trzeba mieć do końca nadzieję i to powtarzaj swojej mamie. Najgorszy jest ból my staraliśmy się na wszystkie sposoby aby mama odczuwala go jak najmniej. Były noce i dni gdzie z siostrą siedzieliśmy przy jej łóżku gdy leki coraz mniej działały trzymalyśmy ją za rękę, masowałyśmy, zabawialiśmy rozmową aby choć na chwilkę zapomniała o tym bólu. Poprostu byłyśmy aby odczuwała naszą obecność. Zdarzalo się dość często, ze przez caly dzień oprócz grymasu na twarzy nie powiedziała ani słowa ale wiemy, ze nas słuchała.
    Bądź silna i tę energię przekazuj swojej mamie mobilizuj ją do walki. Co do psychologa to nam nie udało się mamy namówić, jednak zapraszalyśmy do niej osoby z którymi utrzymywala stałe kontakty i ktore lubiła. Bardzo przypadla jej do gustu pani rehabilitantka, którą jej zgodziłyśmy gdy już ciężko było jej się poruszać. Na te zajęcia co rano oczekiwała z entuzjazmem (nawet dzien przed smiercią jeszcze ćwiczyła, masaż też w pewnien sposób łagodził jej bole ).
    Pozdrawiam i życzę dużo sił Tobie i Twojej mamie odzywaj się co u Was
  • monika-jakub 30.05.11, 09:08
    Staram się trzymać tego, o czym piszesz - cieszyć się tym, co jest, wykorzystać to, co nam dano. Takie drobne rzeczy codzienne. W końcu życie składa się (też...) z małych radości. Dzięki, że o tym napisałaś, bo ja się znowu pogubiłam. Ale już wracam na właściwą ścieżkę ;-)
    Mama ostatnio sporo mówi o śmierci. Tzn. nawet nie mówi, ale rzuca kawałki zdań typu "tego jeszcze doczekałam" albo "wszyscy wokół umierają", po czym szklą jej się oczy i zaraz opowiada o czymś innym. Jasne, że nie drążę tematu, czekam, na ile sama Mama będzie chciała dalej mówić, ale jest to dla mnie bardzo trudne. Lepiej chyba by było otwarcie porozmawiać, ale... to moje spojrzenie na sprawę i to spojrzenie z boku. Więc czekam. I ręce mi się trzęsą.
    Kręgosłup boli, ale opcję z rehabilitantem Mama odrzuca. Popróbuję jeszcze.
    Dzięki, Izapelo! Twoje posty są dla mnie bardzo ważne.
  • izapela3010 31.05.11, 19:15
    Witam,
    ja nigdy z moją mamą nie rozmawialyśmy na temat śmierci ona unikała tematu a my z siostrą świadomie go omijałyśmy. Przez całą jej chorobę nigdy nie pomyslałyśmy, że ona z tego nie wyjdzie i jej nie pozwalałyśmy myśleć inaczej. Gdy na ostatniej wizycie lekarz powiedział nam o przerzutach do wątroby i że nie ma już żadnych rokowań (o czym nie pozwoliłysmy powiedzieć lekarzowi mamie) jeszcze bardziej zmobilizowałyśmy ją się do walki, że to wszystko jest przejściowe "dręczyłyśmy" ją różnego rodzaju dietami wątrobowymi aby w pewien sposób odciążyć zaatakowaną w 90% przez raka wątrobę. Wiedziałyśmy, że koniec się zbliża ale cały czas miałyśmy nadzieję, że następnego dnia będzie już dobrze. Łzy same cisneły się do oczu ale nie mogłyśmy nic dać poznać po sobie aby mamy nie martwić. W końcowej fazie skorzystałam z leków, które przepisal mi lekarz na uspokojenie. Od samego poczatku bałam się śmierci chociaż tych myśli starałam się nie dopuszczać do siebie. Nadszedł ten dzień, dziś z perspektywy czasu wspominam, że to był najpiękniejszy ze wszystkich dni od poczatku jej choroby. Zmarła w szpitalu dwie godziny od przywiezienia, siedziałyśmy same w pokoju ja ją trzymałam za rękę, ból calkowicie ustapił a ja jej opowiadałam o jej walce o jej chorobie sensie tej choroby, która w duży sposób umocniła naszą rodzinę. Gdy zauważyłam, że ona się z tym pogodziła pozwoliłm jej odejść na koniec podziękowalam jej za wszystko i mocno uściskałam, odeszła ze spokojem i uśmiechem na twarzy. Wszystko przypominało pożegnanie przed wielką podrożą, nie było, zadnych łez tylko spokój. Dziś już smierci się nie boję bo wiem, ze ktoś w wieczności czeka na nas.
    Nie wiem czy juz dziękowałam ludziom, których poznałam na tym forum w pewien sposób dzielac się swoimi doświadzczeniami pozwoliły mi przetrwać trudny ten czas. Mysłę, że zarówno dla chorych i ich rodzin nadejdzie lepszy czas i będą to wszystko mieli wynagrodzone.
    Pozdrawiam
  • monika-jakub 31.05.11, 20:57
    Też mam cały czas nadzieję, że Mama wyzdrowieje i bardzo się o to modlę. Bardzo wiele rzeczy dzieje się teraz po to, by tak się stało. Ale myślę też o śmierci. Tak w ogóle. I czuję przez skórę, że powinnam być gotowa, gdyby Mama chciała na ten temat ze mną porozmawiać. Żeby nie była samotna w tym, co przezywa nie tylko ciałem, ale i duchem.
    Dzięki, Izapelo za ten bardzo osobisty post. Dzięki, że zechciałaś się tym podzielić.
    Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka