Dodaj do ulubionych

Kasłało czy kaszlało?

14.04.04, 10:27
Jaka forma jest poprawna? Np. mówiąc o dziecku: kasłało całą noc czy kaszlało?
I jeszcze jedno - w czasie teraźniejszym - słyszę czasami "ono kaszli". Błąd
czy jakiś regionalizm? (często słyszane w Wielkopolsce).

Dziękuję,
Ewa
Edytor zaawansowany
  • vatseq 14.04.04, 11:17
    Kaszel, czy kasel? Kaszel, więc dziecko kaszle i kaszlało.
    Krakauery zawsze były oryginalne w swoich regionalizmach - jeśli "kaszli", to
    "kaszliło", brrrr....
    vatseq
  • ja22ek 14.04.04, 11:18
    eszulczewska napisała:

    > Jaka forma jest poprawna? Np. mówiąc o dziecku: kasłało całą noc czy kaszlało?

    A to akurat zależy, co to dziecko robiło. Niewłaściwie byłoby mówić o dziecku
    kaszlącym, że kasłało, i o kasłającym, że kaszlało. Gdyby jeszcze ktoś w
    medycynie uczony nas oświecił jaka jest różnica między kasłaniem i kaszleniem...

    > I jeszcze jedno - w czasie teraźniejszym - słyszę czasami "ono kaszli". Błąd
    > czy jakiś regionalizm? (często słyszane w Wielkopolsce).

    Ładna forma. Podobne trochę do myśleć - myśli, może dlatego kaszleć - kaszli. I
    oczywiście popieram to ze względu na odróżnienie 1. i 3. osoby (ja/ona kaszle
    wobec ja kaszle - ona kaszli).

    Pozdrawiam
    Jazzek
  • vatseq 14.04.04, 12:11
    ja22ek napisał:
    > oczywiście popieram to ze względu na odróżnienie 1. i 3. osoby (ja/ona kaszle
    > wobec ja kaszle - ona kaszli).

    Żarty się waszmości trzymają? Ja: kaszlĘ, on/ona/ono kaszle.


    >
    > Pozdrawiam
    też

    > Jazzek

    vatseq
  • ardjuna 14.04.04, 12:19
    vatseq napisał:

    > Żarty się waszmości trzymają? Ja: kaszlĘ, on/ona/ono kaszle.

    heh, ą-ę, bułkę przez bibułkę :)))
  • vatseq 14.04.04, 14:17
    A powinno być: "a-e, bułkE przez bibułkE" ????????

    :-)
    vatseq
  • ardjuna 15.04.04, 08:58
    W mowie gębowej? A pewnie :)
  • vatseq 14.04.04, 14:18
    A powinno być: "a-e, bułkE przez bibułkE" ????????
    A może: "bułkIE przez bibułkIE"???


    :-)
    vatseq
  • piotrpanek 15.04.04, 09:47
    vatseq napisał:

    > A powinno być: "a-e, bułkE przez bibułkE" ????????

    Jeżeli w tych wyrazach mówisz "kę" tak samo jak np. w słowie "kęs", to jesteś w
    zdecydowanej mniejszości. I to nawet, jeśli odliczyć osoby mówiące różnymi
    gwarami (nie tylko podane przez cienbie [buwk'je], ale i [buwkem], [buwka] i
    in.) Po prostu w standardzie polskiej wymowy końcowe "ą", "ę" traci nosowość.
    Przyznają to nie tylko językoznawcy (tj. ci, którzy język badają), ale
    i "językoustawodawcy". Podsumowując, co zresztą już inni tu napisali, w
    standardowej polszczyźnie wymowa samogłosek nosowych na końcu wyrazu bez śladu
    nosowości jest normalniejsza niż z wyraźną nosowością, a zupełnie normalna jest
    wymowa pośrednia (np. tak jak w słowie "Kęty" [kenty], gdzie nie można
    powiedzieć, że [e] jest nosowe, ale też nie można zaprzeczyć, że trochę
    znasalizowane przez [n] jest).

    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • vatseq 16.04.04, 12:36
    Zatem jestem w mniejszości i proszę przestrzegać moich praw (może będę się
    ubiegał o reprezentację w Sejmie??, albo raczej w Wysokim Ciele
    JęzykoFachowców??) A propos Kęt - u mnie są to KĘty (nosowo), od dziecka tak
    było (miałem kiedyś tam kawałek rodziny i nazwa ta przewija się przez moje uszy
    od kołyski).

    vatseq
  • piotrpanek 16.04.04, 14:07
    vatseq napisał:

    > Zatem jestem w mniejszości i proszę przestrzegać moich praw (może będę się
    > ubiegał o reprezentację w Sejmie??, albo raczej w Wysokim Ciele
    > JęzykoFachowców??) A propos Kęt - u mnie są to KĘty (nosowo), od dziecka tak
    > było (miałem kiedyś tam kawałek rodziny i nazwa ta przewija się przez moje
    uszy
    > od kołyski).

    Mam nieodparte wrażenie, że wydają ci się rzeczy nieistniejące :-)
    Ale zawsze mogę się mylić, a ty możesz być naprawdę wyjątkowym okazem :-)

    W każdym razie - stanowisko językoustawodawców (wyjątkowo w tym miejscu zgodne
    ze stanem opisywanym przez językoznawców :-) ) jest takie, że w standardowym
    polskim (gdzieś spotkałem się z nazwą Warszwska Mowa Kulturalna,
    gdzie "warszawska" nie pochodzi od mieszkańców Warszawy, mówiących np. gwarą
    czerniakowską, tylko od rezydujących w tym mieście inteligentów, prezenterów
    RTV itp.) nosowość, niezależnie od pisowni jest realizowana w następujący
    sposób:

    przed frykatywami koronalnymi niepalatalnymi (s,z,sz,ż) - Vw~ (wąs, konsul
    [vow~s], [kow~sul])

    przed tcw. palatalnymi (ś,ź) - Vj~ (gęsi [gej~śi]), choć Vw~ też jest możliwe

    przed zwarciami (oraz afrykatami) koronalnymi niepalatalnymi (t,d,c,dz,cz,dż) -
    Vn (sądy, sondy [sondy], [sondy]), (możliwe jest też Vj~ - słońce [słoj~ce],
    ale to trochę inna bajka)

    przed tcw. palatalnymi (ć,dź) - Vń (pędzić, mendzie [peńdźić], [meńdźe]),
    możliwe jest też - Vj~

    przed wybuchowymi (zwarciami wargowymi) (p,b) - Vm (ząb, trombita [zomp],
    [tromb'ita])

    przed zwarciami welarnymi (k,g) - Vn_ (n_ oznacza głoskę nosową, welarną,
    zwartą zwaną angmą) - (ręka, gong [ren_ka], [gon_k]), co interesujące, tu w w
    przypadku istnienia "e" ruchomego zamiast angmy jest [n] (Irenka/Irenek
    [irenka], linka/linek [linka] w odróżnieniu od link/linków [lin_k])

    przed sonorantami (l,r,ł,w (=współczesne ł), potencjalnie j,n,m i samogłoski) i
    na końcu wyrazu - V (wzięli, idę [vźel'i], [ide], z tym, że na końcu wyrazu
    może być zachowana nosowość w różnym stopniu w zależności od konkretnego mówcy
    i przypadku np. się raczej [śe], ale idą raczej [idow~], a nawet głoski
    zaczynającej słowo następne
    "będę prezydentem" [bendemprezydentem].)

    przypadki mniej jasne:

    przed frykatywami wargowymi (f,v) - coś pośredniego między Vw~ a Vm, choć
    bliższe Vm

    przed frykatywami welarnymi (x,h) - coś pośredniego między Vw~ a Vn_, choć
    bliższe Vn_ (wąchać, koncha [von_xać], [kon_xa])

    Tyle standard. W dialekcie małopolskim istnieje tendencja do używania [n_]
    także w przypadku istnienia e ruchomego [pańen_ka]. W różnych gwarach różnorako
    się realizuje nosowość na wygłosie (nie zawsze konsekwentnie, np. w
    podrzeszowskiej "idą drogą" [ido drogom]), różne są relacje między [j~] i [ń]
    (np. "Leżajsk" bywa wymawiany [leżajsk, leżaj~sk, leżańsk]).


    Różnie jest też z zakresem samogłosek. Ogólnie zasady powyższe dotyczą
    samogłosek półotwartych [e] i [o] ("ę" i "ą"). Rożnie jest z samogłoską otwartą
    [a], raczej uznaje się "awans" itp. jako [avaw~s] (i "zakąszać" jako
    [zakaw~szać], mimo że językoustawodawcy zaprzeczają istnieniu takich słów). Za
    to z samogłoskami zamkniętymi [i], [y] i [u] jest odwrotnie, wielu nie
    uznaje "kunszt", "winszować" jako [kuw~szt], [v'iw~szovać].

    No i pozostaje wąska grupka ludzi mówiącyh ortograficznie, hiperpoprawnie
    (czyli niepoprawnie, a przynajmniej nietypowo), tj. silących się na [ew~],
    [ow~] tam, gdzie w pisowni jest "ę", "ą", a na [en], [on] tam, gdzie w pisowni
    jest "on", "em", niezależnie od kontekstu. Jest to tak mała grupa, że niewarta
    odnotowywania w podręcznikach, choć polityczna poprawność nie pozwala na ich
    piętnowanie :-) Być może ty się do nich zaliczasz, ale bardziej prawdopodobne
    jest, że tylko tak ci się zdaje :-)
    > vatseq


    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • vatseq 17.04.04, 14:49
    Dzięki za fachowy wykład - nie wszystko z niego do mnie dotarło, albowiem nie
    jestem z branży (jestem tylko nudnym inżynierem). Jednak z tego wszystkiego (i z
    innych dyskusji na tym forum) wynika, że normy językowe są budowane na podstawie
    widzimisię panów fachowców: norma WMK, dialekt małopolski etc zależą chyba tylko
    od przynależności normodawcy! Co więcej wspomniana tu WMK jest w wykonaniu
    prezenterów RTV przeinaczeniem zasad mowy polskiej.

    Normy tego typu są raczej próbą usystematyzowania egzystujących wśród nas
    sposobów wymowy. Niczym więcej.

    Jeśli zaś chodzio hiperpoprawność i czytanie 'ortograficzne, to mogę wspomnieć
    tu mojego szefa, który odróżnia w wymowie 'u' i 'ó', 'ż' i 'rz' i oczywiście (co
    prostsze) 'h' i 'ch'. Ale tego nie ma w żadnym dialekcie obecnej Polski, a
    podobno było codziennością na Zaolziu. Ja w każdym razie nie zaliczam się do
    'mówiących ortograficznie'!

    vatseq
  • piotrpanek 19.04.04, 09:43
    vatseq napisał:

    > Dzięki za fachowy wykład - nie wszystko z niego do mnie dotarło, albowiem nie
    > jestem z branży (jestem tylko nudnym inżynierem).

    Gdybyś był np. inżynierem akustyki, to byś był bardziej fachowcem, niż ja,
    prosty biolog środowiskowy zatrudniony w administracji :-)


    > Jednak z tego wszystkiego (i
    > z
    > innych dyskusji na tym forum) wynika, że normy językowe są budowane na
    podstawi
    > e
    > widzimisię panów fachowców: norma WMK, dialekt małopolski etc zależą chyba
    tylk
    > o
    > od przynależności normodawcy!

    No, niezupełnie. Jest to pewien kompromis między widzimisię(ciem) [jak cielę-
    ciem :-) ] normodawców i statystycznymi danymi z natury...
    Nikt mnie specjalnie nie uczył, żeby wymawiać [brad ojca] tam, gdzie w
    standardzie jest [brat ojca], więc to, że w moim dialekcie (małopolskim)
    ubezdźwięcznianie końcowe nie zachodzi także, gdy następny wyraz zaczyna się
    sonorantem (samogłoski i spółgłoski im bliskie, jak w (=ł), j, m, n, r, l), to
    nie wynik widzimisię, tylko jak najbardziej realna właściwość ludzi żyjących
    (od dzieciństwa) na południe od Radomia. Takich zjawisk jest więcej, i to one
    decydują o tym, co odróżnia dialekty. Podobnie ze standardem (WMK) - jest to
    coś, co opisali fonetycy obserwujący mowę inteligencji polskiej (głównie
    warszawskiej, bo to na dialekcie mazowieckim oparty jest obecny standard), a
    nie próbujący wymyślać "jak byłoby elegancko". Ci drudzy oczywiście są bardziej
    spektakularni - atrakcyjniej jest zaprosić do programu Bralczyka i zapytać "co
    jest słuszne i śliczne" niż pierwszego lepszego naukowca i pytać o wyjaśnienie
    zjawisk fonetycznych wymagających opisów technicznych albo fonologicznych,
    wymagających znajomości teorii.


    > Normy tego typu są raczej próbą usystematyzowania egzystujących wśród nas
    > sposobów wymowy. Niczym więcej.
    >

    Zgadzam się w zupełności. Nie zmienia to faktu, że pewne typy da się przypisać
    pewnym grupom społecznym i geograficznym, co jest podstawą do wydzielania
    dialektów, gwar itd.

    > Jeśli zaś chodzio hiperpoprawność i czytanie 'ortograficzne, to mogę wspomnieć
    > tu mojego szefa, który odróżnia w wymowie 'u' i 'ó', 'ż' i 'rz' i oczywiście
    (co
    > prostsze) 'h' i 'ch'. Ale tego nie ma w żadnym dialekcie obecnej Polski, a
    > podobno było codziennością na Zaolziu.

    No i to jest zasadnicza różnica! Cieszynianie (i niektóre inne gwary) nie mówią
    ortograficznie, mówią po swojemu, może trochę archaicznie (w stosunku do
    standardu) - Kochanowski też odróżniał "o" od "ó" i "u".
    Kiedy człowiek z Wilna mówi ciemne ł (przedniojęzykowe) i dźwięczne h, to jest
    to normalne. On odróżni coś pisane "ał" od "au" i "ch" od "h". Kiedy jednak cos
    takiego próbuje robić człowiek z Warszawy, Poznania albo Krakowa, to jest to
    maniera (a propos wspomnianych wcześniej "poprawiaczy", to te akurat dwie cechy
    były promowane w przedwojennej Polsce przez speców od "eleganckiej"
    polszczyzny, stąd jeszcze archaiczne mówienie o "aktorskim >>ł<< i >>h<<").
    Podobnie, kiedy człowiek ze Śląska Cieszyńskiego (ale i dotyczy to niektórych
    innych gwar), odróżnia o półotwarte (standardowe), o półzamknięte i u
    (zamknięte), to też jest to normalne i jest mu łatwiej z ortografią (nie wiem,
    jak tacy ludzie wymawiają coś, czemu zmieniono pisownię z "ó" na "u").
    Natomiast ludzie posługujący się innymi gwarami i standardem nie rozróżniają o
    półzamkniętego od zamkniętego u i taka jest ich norma. Takich rzeczy jest
    więcej.

    > Ja w każdym razie nie zaliczam się do
    > 'mówiących ortograficznie'!

    Wszystko jest stopniowalne, może np. mówisz [jabwko] albo [sześćset], tam gdzie
    normalnie mówi się [japko] i [szejset] ew. [sześset].

    W każdym razie, to, o czym piszę dotyczy mowy spontanicznej. Są sytuacje, gdy
    zwracamy większą uwagę na to, co mówimy. Np. ja napisałem przykład o "Kętach",
    a ty pewnie siadłeś przed lustrem i zacząłeś sprawdzać, jak wymawiasz. No i nic
    dziwnego, że w takiej sytuacji mówisz [kew~ty]. Coś takiego jest do wymówienia,
    jeśli się postarać. Jednak, kiedy nie myśli się specjalnie o tym, jak coś się
    mówi, wychodzi szydło z worka. Jeżeli jesteś inżynierem-wykładowcą, może się
    starasz na wykładzie powiedzieć "ładnie" "Tu jest kĄt prosty", ale kiedy
    przychodzisz do domu i widzisz śmieci w rogu pokoju, zirytowany
    krzyczysz, "Odkurza się też w kONtach!" :-) Stąd moje wmawianie ci, że tylko
    wydaje ci się, że mówisz "ę", tam, gdzie normalnie (=statystycznie) mówi
    się "en".
    >
    > vatseq


    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • vatseq 21.04.04, 08:33
    piotrpanek napisał:

    > (...) ja,
    > prosty biolog środowiskowy zatrudniony w administracji :-)

    Ale, jak widać na dołączonym obrazku, mający sorą wiedzę spoza biologii
    środowiskowej :-)

    > > Normy tego typu są raczej próbą usystematyzowania egzystujących wśród nas
    > > sposobów wymowy. Niczym więcej.
    > >
    >
    > Zgadzam się w zupełności. Nie zmienia to faktu, że pewne typy da się przypisać
    > pewnym grupom społecznym i geograficznym, co jest podstawą do wydzielania
    > dialektów, gwar itd.

    Właśnie o to chodzi: normodawcy zapatrzeni w najbliższą im okolicę mówią o WMK,
    bo wzrok (słuch) ich dalej nie sięga :-( Nota bene: w poniedziałkowej audycji
    radiowej Trójki można było usłyszeć, przy okazji omawiania kuchni litewskiej
    (pan CH/Homa i drugi, którego nazwiska nie pamiętam) o naleśnikach w bufecie na
    Myśliwieckiej, że są z jaBŁkami. :-)


    > No i to jest zasadnicza różnica! Cieszynianie (i niektóre inne gwary) nie mówią
    >
    > ortograficznie, mówią po swojemu, może trochę archaicznie (w stosunku do
    > standardu) - Kochanowski też odróżniał "o" od "ó" i "u".
    > Kiedy człowiek z Wilna mówi ciemne ł (przedniojęzykowe) i dźwięczne h, to jest
    > to normalne. On odróżni coś pisane "ał" od "au" i "ch" od "h". Kiedy jednak cos
    >
    > takiego próbuje robić człowiek z Warszawy, Poznania albo Krakowa, to jest to
    > maniera

    ... albo grzech zaniechania, skoro Kochanowski (raczej nie z Zaolzia) też tak
    mówił. O ile prostsze byłyby dla nas dyktanda, gdybyśmy odróżniali w wymowie
    pisownię tak, jak czynią to Cieszynianie!

    > W każdym razie, to, o czym piszę dotyczy mowy spontanicznej.

    Czyli niechlujnej??


    vatseq
  • piotrpanek 21.04.04, 11:02
    vatseq napisał:
    >
    > Właśnie o to chodzi: normodawcy zapatrzeni w najbliższą im okolicę mówią o
    WMK,
    > bo wzrok (słuch) ich dalej nie sięga :-(

    No cóż, lejesz miód na me małopolskie osadzone w centrum mazowieckiego żywiołu
    serce... Niestety, przypuszczam, że moje dzieci (zakładam, że jakieś kiedyś się
    pojawią) nie będą po powrocie z pola wzuwać pantofli, tylko po powrocie z dworu
    zakładać kapcie, a mój brat to będzie [brat ojca], a nie [brad ojca] :-(
    Ale to już OffTopic OffTopicu...
    Z drugiej zaś strony, nie ma się co dziwić, że istnieje jakiś standard
    ogólnonarodowy. Nie za bardzo chciałbym się męczyć słuchając wiadomości
    mówionych po kurpiowsku, góralsku czy śląsku. Natomiast wszystko jedno, czy
    byłoby to po poznańsku, krakowsku, czy warszawsku - i, tak to już jest, Górale
    i Ślązacy muszą się nauczyć standardu, a większość nie musi się uczyć
    poszczególnych gwar (drobnych dialektów). Obecnie standard jest oparty na
    dialekcie mazowieckim - taka konwencja... Niechby inaczej się układała
    historia, to dzisiaj mielibyśmy słowa typu np. "fała" (staromałopolskie)
    zamiast "chwała" (wielkopolskie), "frasunk" (północnowielkopolskie z
    niemieckiego) zamiast "frasunek" (małopolskie), wymowa dźwięczna h (wpływy
    południowe lub wschodnie) zamiast bezdźwięcznej (wymowa centralnopolska) itd.
    Brytyjczycy mają RP, my mamy WMK. Inną zaś sprawą jest to, że szkocki
    angielski, liwerpulski angielski itd. różnią się od RP znacznie bardziej niż
    np. dialekt ("kulturalny") małopolski czy wielkopolski od WMK. Te różnice
    bardziej przypominają różnice między WMK a gwarami (albo dialektem
    górnośląskim) i nikt nie robi problemu - nauczyciel mówi do uczniów lokalnym
    dialektem, a nie RP (jednak w BBC już o ile nie ma już od paru lat ścisłego
    wymogu RP, wymowa prezenterów nie może się zbytnio od niego różnić).

    >Nota bene: w poniedziałkowej audycji
    > radiowej Trójki można było usłyszeć, przy okazji omawiania kuchni litewskiej
    > (pan CH/Homa i drugi, którego nazwiska nie pamiętam) o naleśnikach w bufecie
    na
    > Myśliwieckiej, że są z jaBŁkami. :-)
    >

    I to jest standardowy przykład wymowy ortograficznej.

    > > Kiedy człowiek z Wilna mówi ciemne ł (przedniojęzykowe) i dźwięczne h, to
    > jest
    > > to normalne. On odróżni coś pisane "ał" od "au" i "ch" od "h". Kiedy jedna
    > k cos
    > >
    > > takiego próbuje robić człowiek z Warszawy, Poznania albo Krakowa, to jest
    > to
    > > maniera
    >
    > ... albo grzech zaniechania, skoro Kochanowski (raczej nie z Zaolzia) też tak
    > mówił.

    To chyba odwrotnie. Zaprzestanie rozróżniania niektórych głosek można nazwać
    zaniechaniem, a nie jego wskrzeszanie.
    Z tym, że nie jestem przekonany, czy akurat przykład h/ch jest przykładem
    zaniechania. Z tego co wiem, w językach słowiańskich istnienie mających
    znaczenie różnic między dźwięcznym a bezdźwięcznym frykatywem welarnym (po
    polsku tradycyjnie oznaczanym "h" i "ch") jest wyjątkiem, nie regułą. W polskim
    (standardowym) mamy tylko bezdźwięczne "ch" [x] (mówię tu o fonemie, w pewnych
    kontekstach jest on realizowany dźwięcznie "h" [Q] - niechby [ńeQby], a nie
    [ńexby] itd., ale jest to tylko różnica nieistotna, allofoniczna), a
    zapożyczone "h" jest wymawiane jak "ch", w rosyjskim także jest tylko
    bezdźwięczny frykatyw welarny, a zapożyczone "h" jest realizowane jako welarny
    stop (zwarcie) welarny dźwięczny [g] (np. [adolf gitler]), w czeskim i
    ukraińskim jest to rozróżnienie, ale nie jest ono pierwotne, lecz wynika z
    przejścia "g" w "h" (obecnie w czeskim "g" występuje tylko w nowszych
    zapożyczeniach i mają oni problemy z jego odmienianiem, np. zmiękczają je nie
    w "dż" lecz w "cz", jakby to było "k"). Nie jestem pewny, ale
    w "jugosłowiańskich" chyba jest sytuacja podobna do polskiej - chorwacka
    litera "h" odpowiada serbskiej literze "x", co nie jest żadnym dowodem, ale
    przynajmniej poszlaką, zwłaszcza, że Chorwacja (przez "ch") to Hrvatsko
    (przez "h").
    Niektórzy historycy języka twierdzą, że w dialektach centralnej Polski (w tym
    Kraków, Poznań, Warszawa) nigdy nie rozróżniano "h" i "ch". (Por.
    groups.google.pl/groups?&selm=g1q0guk22r3cuo6bsipg8dcil6j74ncfuh%
    404ax.com&rnum=1 i całą tamtą dyskusję) W każdym zaś razie, wydaje się, że
    nawet jeśli w czymś, co można nazwać ogólnopolskim standardem (przywołany przez
    ciebie Kochanowski) istniało rozróżnienie "h"/"ch", to była to przejściowa
    (choćby i trwająca kilkaset lat) moda.

    > O ile prostsze byłyby dla nas dyktanda, gdybyśmy odróżniali w wymowie
    > pisownię tak, jak czynią to Cieszynianie!

    :-)

    > > W każdym razie, to, o czym piszę dotyczy mowy spontanicznej.
    >
    > Czyli niechlujnej??

    Niechlujną wymowę to mało kto odważa się opisywać. Wykrywane są wtedy
    przedziwne rzeczy wynikające ze "zjadania" głosek, np. w słowach
    typu "chciałem" zjadane jest "ł", a samogłoski "a" i "e" zlewają się w jedną,
    pośrednią (jak w angielskim "cat") itd.
    Piszę o wymowie spontanicznej, czyli normalnej (niekontrolowanej). Takiej, w
    kórej nie pojawiają się [jabwko], [trvam] itd.
    >
    > vatseq
    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • ala100 14.04.04, 15:09
    ja22ek napisał:

    > > I jeszcze jedno - w czasie teraźniejszym - słyszę czasami "ono kaszli". Bł
    > ąd
    > > czy jakiś regionalizm? (często słyszane w Wielkopolsce).
    >
    > Ładna forma. Podobne trochę do myśleć - myśli, może dlatego kaszleć - kaszli.
    I
    >
    > oczywiście popieram to ze względu na odróżnienie 1. i 3. osoby (ja/ona kaszle
    > wobec ja kaszle - ona kaszli).
    >

    Uczony Kolega gubi ogonki: ja kaszlĘ / ona kaszle. To się różnie wymawia!

    Poza tym - popieram. Kaszli - może być. Może nie ładne, ale ciekawe, bo nie
    znałam.

    O kasłać i kaszleć już sie sprzeczaliśmy. Według mnie to jest tak: pokasływać -
    kasłać - kaszleć. Ala
  • ja22ek 14.04.04, 15:55
    ala100 napisała:

    > Uczony Kolega gubi ogonki: ja kaszlĘ / ona kaszle. To się różnie wymawia!

    Kolega nie gubi, bo nie znalazł. Się może różnie wymawia (to się to się głównie
    po kościołach i chórach dziecięcych napotyka), a ja wymawiam 'kaszlE'.

    > Może nie ładne, ale ciekawe

    Czy koleżanka świadomie zastosowała pozorne przeciwstawienie, i dlatego 'nie'
    jest osobno?

    > O kasłać i kaszleć już sie sprzeczaliśmy.

    Są rzeczy, o które można się sprzeczać bardzo często. Co nie? ;)

    Pozdrawiam
    Jazzek
  • ala100 15.04.04, 13:31
    ja22ek napisał:

    >
    > > Może nie ładne, ale ciekawe
    >
    > Czy koleżanka świadomie zastosowała pozorne przeciwstawienie, i dlatego 'nie'
    > jest osobno?

    Oczywiście że nieświadomie! Jakbym się zaczęła zastanawiać, zagladać do
    słowników, to do wieczora nie mogłabym się zdecydować.

    >
    > > O kasłać i kaszleć już sie sprzeczaliśmy.
    >
    > Są rzeczy, o które można się sprzeczać bardzo często. Co nie? ;)
    >

    Co tak. Na mnie zawsze mozna liczyć. Ala
  • ardjuna 15.04.04, 09:02
    ala100 napisała:

    > O kasłać i kaszleć już sie sprzeczaliśmy. Według mnie to jest tak:
    pokasływać -
    > kasłać - kaszleć. Ala

    A stopień najwyższy - charchać :))))
  • vatseq 16.04.04, 12:39
    Charczeć??
    Qrczę, pojawiają się tu jakieś dziwolągi językowe (przynajmniej dla mnie). Znowu
    się okazuje, że jestem w mniejszości.

    vatseq
  • ardjuna 16.04.04, 12:52
    Nie 'charczeć', Panie Vat, - charchać. To duża różnica :)
  • vatseq 17.04.04, 14:34
    No to nie wiem, co to 'charchać' :-(

    vatseq
  • ardjuna 17.04.04, 21:43
    Charchać to to samo, co: chrachać, chraczeć, charczeć, charkotać, churkotać :)
  • teresa.kruszona 14.04.04, 16:26
    Kaszlało lub kasłało. Kasłam, kasłasz, kasłaj. Kaszlać albo kaszleć. Kaszlę
    (nie: kaszlam), kaszlesz (nie: kaszlasz), kaszla, kaszl albo kaszlaj, kaszlamy,
    kaszlą albo kaszlają, kaszlali albo kaszleli.
  • ada296 15.04.04, 01:07
    no i jestem zdziwiona
    to "kasłanie" tez jest poprawne
    "kasłało"
    okropnie brzmi

    pozdrawiam
    --
    To śmieszne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być osądzeni.
  • ja22ek 15.04.04, 09:02
    Pani Tereso, tak to Pani napisała, że stosunkowo nowy i sporadycznie
    występujący czasownik 'kaszlać' jawi się jako wzorzec odmiany (a wyszukiwarka
    nawet nie odnotowuje jeszcze wszystkich form osobowych czasu teraźniejszego).
    Dla porządku więc przypomnę odmianę 'kaszleć':
    kaszlę kaszlesz kaszle
    kaszlemy kaszlecie kaszlą
    kaszl, kaszlcie
    kaszlało

    Pozdrawiam
    Jazzek

    PS. Profesor Bańko zadziwia stwierdzeniem, że częściej się kaszlało niż
    kasłało, ale za to rzadziej kaszle niż kasła.
  • piotrpanek 15.04.04, 09:36
    ja22ek napisał:

    >
    > PS. Profesor Bańko zadziwia stwierdzeniem, że częściej się kaszlało niż
    > kasłało, ale za to rzadziej kaszle niż kasła.

    Może by tak od ludzi mieniących się znawcami wymagać podawania źródeł - np. "Wg
    badań (ankieta wśród mieszkańców Polski w wieku od 12 do 70 lat, skanowanie
    dzieł biblioteki szkolnej w Wólce Koziej itp.) proporcja "kaszlało"
    do "kasłało" wynosi 4:3 - Bańko et al., 2001, Kaszlało czy kasłało. Journal of
    Prescriptive Linguistics 52; 211-215" :-)
    W ten sposób uniknęlibyśmy takich bzdur. Jeśli Pan Bańko, któremu skądinąd nie
    mam nic do zarzucenia, częściej mówi "kasła" niż "kaszle", to niech uczciwie
    mówi, że to dane z jego idiolektu, a nie zniewiadomokąd - w domyśle - z całej
    polszczyzny.
    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • ala100 15.04.04, 13:50
    piotrpanek napisał:

    > ja22ek napisał:
    >
    > >
    > > PS. Profesor Bańko zadziwia stwierdzeniem, że częściej się kaszlało niż
    > > kasłało, ale za to rzadziej kaszle niż kasła.
    >


    > Jeśli Pan Bańko, któremu skądinąd nie
    > mam nic do zarzucenia, częściej mówi "kasła" niż "kaszle", to niech uczciwie
    > mówi, że to dane z jego idiolektu, a nie zniewiadomokąd - w domyśle - z całej
    > polszczyzny.

    Dzięki za "dane z czyjegos idiolektu" - bardzo ładne. Muszę przyswoic.

    W moim odczuciu kasła sie tam, gdzie występuje ardjunowe "bułkę przez bibułkę".
    Normalni ludzie kaszlą. A może to jakiś regionalizm:

    sport.onet.pl/1,16,11,5151100,15403982,944545,0,forum.html
    Ala

  • stefan4 15.04.04, 16:11
    piotrpanek:
    > Może by tak od ludzi mieniących się znawcami wymagać podawania źródeł - np.
    > "Wg badań (ankieta wśród mieszkańców Polski w wieku od 12 do 70 lat,
    > skanowanie dzieł biblioteki szkolnej w Wólce Koziej itp.) proporcja "kaszlało"
    > do "kasłało" wynosi 4:3

    Mylisz porządki poznawcze. Każda dziedzina wiedzy ma swoje własne Kryterium
    Prawdy. Dla matematyki jest nim dowód, dla prawa wywód, dla nauk przyrodniczych
    doświadczenie, dla socjologii badanie statystyczne... Dla językoznawstwa
    introspekcja. Badanie polega na wglądnięciu we własną jaźń.

    - Stefan
  • piotrpanek 16.04.04, 10:32
    >
    > Mylisz porządki poznawcze. Każda dziedzina wiedzy ma swoje własne Kryterium
    > Prawdy. Dla matematyki jest nim dowód, dla prawa wywód, dla nauk przyrodniczyc
    > h
    > doświadczenie, dla socjologii badanie statystyczne... Dla językoznawstwa
    > introspekcja. Badanie polega na wglądnięciu we własną jaźń.


    zaraz, bo ja trochę niekumaty jestem

    Rozumiem, że żartujesz, ironizujesz etc?

    --
    pzdr
    piotrek
    *****
    Troll to też stworzenie boże/że inaczej żyć nie może/że ci czasem głowę utnie/
    nie postępuj tak okrutnie...
  • ardjuna 16.04.04, 11:10
    stefan4 napisał:

    > Każda dziedzina wiedzy ma swoje własne Kryterium
    > Prawdy.

    Więcej powiem!!! Każden jeden człeczyna (w tym i dziewczyna) ma swoje Własne
    Kryterium Prawdy (WKP)! Odkrywcze to nie jest, ale ileż potrafi wyjaśnić... :)

    > Badanie polega na wglądnięciu we własną jaźń.

    Czasem jednakowoż warto też podjąć próbę wglądnięcia w czyjąś tyźń, nie
    przepominaj Wasze tego :)

  • vatseq 16.04.04, 13:22
    Jedna kwestia pozostaje tu do wyjaśnienia: WKP, to nie to samo, co WKP(b)? :-D

    vatseq
  • ardjuna 16.04.04, 14:31
    Towariszczi iz WKP(b) toże imieli swoje WKP, i to bolszoje! :)
  • zbigniew_ 16.04.04, 14:47
    Moje wrażenie jest takie:
    gdy czynnośc nie jest skutkiem choroby (np. na zabraniu, w kinie schłychac było
    pokasływanie, lekarz kazał zakasłać) to wtedy używamy tej formy.
    Jezeli czynnosć jest skutkiem choroby (grypy, gruźlicy czy innego paskudztwa to
    wtedy się kaszle.
    Wniosek kaszleć jest gorszą formą czasownika kasłać
  • stefan4 16.04.04, 15:28
    zbigniew_:
    > gdy czynnośc nie jest skutkiem choroby (np. na zabraniu, w kinie schłychac
    > było pokasływanie, lekarz kazał zakasłać) to wtedy używamy tej formy.
    > Jezeli czynnosć jest skutkiem choroby (grypy, gruźlicy czy innego paskudztwa
    > to wtedy się kaszle.
    > Wniosek kaszleć jest gorszą formą czasownika kasłać

    -- Panie Doktorze, bardzo mu się pogorszyło: kasłanie przeszło mu w kaszel.

    - Stefan
  • ala100 17.04.04, 11:20
    Kasłało czy kaszlało?

    Kaszel, jak wiadomo, może być suchy i mokry. A kasłanie? Chyba na sucho raczej.
    Więc - początek choroby. Koniec daleko. Nie wiem, czy to lepsza forma
    kaszlu...Ala

  • vatseq 17.04.04, 14:53
    Teraz już wszystko wiemy o fiatach 126p zwanych 'kaszlakami' a nie'kasłakami' :-D

    vatseq

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka