Poznosz Szloonzouka po ... pooezyji?
Śląską poezję spotkałem niedawno. Było to na ławeczce na rynku w Mieście Er.
Przysiadła się do mnie powabnie, kiedy obserwowałem tegoroczne maturzystki
wracające z egzaminów. Pierwsza rozmowa była krótka i dotyczyła corocznego
majowatego zauroczenia. Zdawałoby się, ze całe zajście było zupełnie
przypadkowe. Kiedy jednak się zastanowić, to widać, że czekałem na nią, będąc
już gotowy na rozmowę. Zatem już jest. I wszystko wskazuje na to, że zostanie
na dłużej.
Niniejszy tomik został napisany po polsku - co nie jest bez znaczenia, albowiem
cała robota literacka przebiegała w strukturze tegoż języka. Jednakowoż każdy
wiersz został wymyślony, jak i jakikolwiek inny tekst, który kiedykolwiek
napisałem, po śląsku. Dlatego można przyjąć, że są to swego rodzaju
tłumaczenia, które być może w tej wersji, jeżeli nie są lepsze od oryginału, to
są trochę inne. Ideałem byłyby prawdopodobnie teksty zapisane po śląsku. Tak
więc pierwsza fraza mogłaby brzmieć: "moja szlonsko poezja u kery kupuja
wiersze do naszkryflania ..." Niestety nie zostały one napisane po śląsku
z prostych powodów, ponieważ po pierwsze, do tej pory nie został on
skodyfikowany, a po drugie, jako narzędzie literackie nie posiada niektórych
terminów - szczególnie abstrakcyjnych - które mogłyby uchwycić pewne niuanse
występujące w temperaturze wiersza. Lub być może - co jest najbardziej
prawdopodobne - autorowi zabrakło umiejętności, bądź wyobraźni.
Prezentowany zbiorek dopełniają teksty w języku czeskim i niemieckim. I należy
zauważyć, że jest to dookreślenie szczególne i nieprzypadkowe, albowiem jest to
nawiązanie do tych wszystkich smutków i radości, które z większym lub mniejszym
powodzeniem próbowałem zawrzeć w poniższych wierszach.
Krystian Gałuszka
z tomiku "pomiędzy pocałunkiem anioła a zapachem wanilii"
Ruda Śląska 2004
Bandzie szloonzkou pooezyjo inicyjacyjoom dlo szkryflanygo Rzoondzynio (Goudki)?