Dodaj do ulubionych

Pytanie do emerytow

11.06.17, 05:00
Mam pytanie poniewaz znajoma powiedzila ze jej "partner" po 30 latach ja wykopal z domu.

Kobieta lat 30 w roku 1985 po przepracowaniu 5 lat w jakies tam byle jakiej pracy spotkala wlasciciela malego biznesu i wprowadzila sie do niego. Przestala pracowac - on ja utrzymywal, urodzila i wychowala 2 dzieci. Nigdy nie zawarli formalnego zwiazku malzenskiego a wiec formalnie malzenstwem nie sa.
Teraz po 30 latach on doszedl do wniosku ze nie chce byc z nia i kaze sie jej wyprowadzic...pozwal jej zatrzymac jedno z "jego" mieszkan.

Pytanie... z czego bedzie teraz zyc?
Czy ona moze sie "podzielic" jego firma - w koncu on pracowal ale ona utrzymywala dom i rodzine.
Czy dostanie jakas emeryture i bedzie miec opieke medyczna pomimo ze nie pracowal ostatnie 30 lat?

Edytor zaawansowany
  • engine8 11.06.17, 05:27
    Z tego co czytam to zwiazek ten nazywa sie konkubinat i w takim zwiazku zadne orawa wspolnoty jak w malzenstwie nie obowiazuja - tzn prawo nie chronic konkubentow a wiec nalezy Ci sie najwyzej polowa tego co wsoplnie kupiliscie ale jak kobieta nie pracuje a konkuent za wszytko placi ze "swojej" kasy to ona zostanie z przyslowiwa gola D.... Bez emerytury i prawa do jego biznesu pomimo ze biznes jaki on prowadzil ona przeciez wspomagala utrzymaniem domu i zajmowania sie dziecmi?
    Czy to rzeczywiscie prawda?
  • suender 11.06.17, 10:33
    engine8 11.06.17, 05:27

    > Czy to rzeczywiscie prawda?

    Takich pytań jest dużo więcej, nie tylko w kwestii ekonomicznej.
    Np. Czy na pewno obydwoje dzieci, które urodziła są po owym geszeftsmanie?
    Być może on jako jedną z przyczyn jej oddalenia uznał, że przynajmniej jedno nie jest z nim.
    Mógł mieć uzasadnione podejrzenie, że skoro ona tak lekko poszła z nim do alkowy (bez ślubu), to i z innymi mogła zrobić to samo.
    Formalne uznanie ojcostwa dla tych dzieci przez niego, nic przesądza w tym względzie.
    Ale to jest wszystko gdybanie, jaka jest prawda, - kto wie?

    Pozdr.
  • suender 11.06.17, 10:22
    engine8 11.06.17, 05:00

    > Pytanie... z czego bedzie teraz zyc?

    Odpowiedź na to i dalsze pytania jest następująca:

    Ta kobieta chyba już przed 30-laty wkalkulowała plusy i minusy jej kontraktu z tym mężczyzną.
    A jeżeli nie wkalkulowała (była lekkomyślna) to musi się też zgodzić na dolegliwości z jej obecnego położenia.
    Nie sądzę by teraz całe jej otoczenie miało się zajmować doradzaniem jej. Zapewne już co nieco sama dojrzała i jest mądrzejsza po szkodzie. To jest jeden plus. Jest jeszcze drugi plus: Nagłośniony przypadek tej pani może być piękną nauczką do innych młodych kobiet, by starały się być mądrzejsze przed szkodą!

    Pozdr.
  • aga-kosa 11.06.17, 10:58
    Kobieta jest na przegranej pozycji. Tak samo by było gdyby ze związku wywaliła mężczyznę kobieta go utrzymująca.
    Dlatego w sejmie co jakiś czas toczą się dyskusje aby konkubinat uznać jako związek.
    W stosunku do dzieci - mężczyzna musiałby wykonać badania genetyczne wykluczające jego ojcostwo. Powinien to zrobić w chwili gdy miał wątpliwości. Jeśli dzieci w metryce mają wpisanego pana jako ojca to są jego dziećmi i mają prawo do spadku po mężczyźnie.

    Kobieta jest w bardzo trudnej sytuacji, bo nie jestem pewna, czy nasze prawo pozwala na dochodzenie alimentów od "przyjaciela", ale będzie mogła prosić o wspomaganie ze strony dzieci. Jeśli nie zechcą dobrowolnie pozostaje jej sprawa sądowa o alimenty od dzieci.
    W podobnej sytuacji jest - zazwyczaj kobieta niepracująca przez całe życie , bo wychowywała dzieci, prowadziła dom - "w prawidłowym związku", kiedy mąż odchodzi do młodszej, zostawia jej czasami mieszkanie, długi... Też o takiej kobiecie powiemy "lekkomyślna" ? aga
  • suender 11.06.17, 17:19
    aga-kosa 11.06.17, 10:58

    > Kobieta jest na przegranej pozycji. Tak samo by było gdyby ze związku wywaliła mężczyznę kobieta go utrzymująca.

    Szanuję kobiecą solidarność.

    > Jeśli dzieci w metryce mają wpisanego pana jako ojca to są jego dziećmi i mają prawo do spadku po mężczyźnie.

    Prawo do spadku mogą mieć, ale nie koniecznie on jest biologicznym ojcem tych dzieci.
    To samo dotyczy dzieci z IN-VITRO, ojciec formalny nigdy będzie biologicznym ojcem.

    Dziwne, że takie proste sprawy wymagają jeszcze wyjaśniania.

    Pozdr.
  • engine8 11.06.17, 18:30
    Tu nie chodzi o dziecie - dorosle i moga na siebie zarabiac.
    Zastanawi mnei to ze popierwsze kobiet wiedzac jakie jest prawo - nie zalegalizowala tego zwiazku.
    I to ze prawo jest takie ze zamiast brac fakty (mieszkali i zyli jak malzenstwo wiec de faco powinni byc tak trakotwani ) uzywa sie prawa w zly sposob...
    No wiec teraz on pozostanie bez pienidzy i bez emrytury? I co w takim razie? Zebrac na ulicy?
    Bedzie miec przynajmniej opieke medyczna ? poniewaz ta tez chyba wymaga skladek? Moze te byly placone przez konkubenta?
  • engine8 11.06.17, 18:32
    Jak ludzi sa formalnie w zwiazku toprzynajnije maj prawo sie podzielic tym co pozoastalo a wiec biznesem i oszczednosciami?
    U nas zony niepracujace i nie majce wlasnej, dostaja polowe emerytury meza kiedy on zyje a jego cala po jego smierci..
  • czuk1 12.06.17, 21:44
    suender - Nagłośniony przypadek tej pani może być piękną nauczką do innych młodych kobiet, by starały się być mądrzejsze przed szkodą!
    Podobna sytuacja może wydarzyć się i mężczyznom pokrzywdzonym w konkubinacie. Chyba jednak, jesteśmy - jako Polacy - na takim poziomie wiedzy prawniczej , że wiemy/możemy wiedzieć wszystko o stanie prawnym konkubentów. Nauczek mamy tysiące. Jeśli konkubenci nie sankcjonują prawnie/notarialnie swoich praw, obowiązków i nie określają sposobu dysponowania majątkiem wniesionym do konkubinatu oraz wypracowanym w trakcie tego nieformalnego związku ; poddają się normom prawnym powszechnie obowiązującym. Czynią to na swoje ryzyko.

  • pandaber 11.06.17, 19:12
    Konkubinat (każdy) = patologia.

    --
    Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów
    Stanisław Lem
  • popaye 11.06.17, 19:24
    no... chyba, ze "z kotem" jako partnerem życiowym to wtedy - NIE!
    Tak jest "po bożemu".

    pozdr.,-
  • suender 11.06.17, 20:44
    pandaber 11.06.17, 19:12

    > Konkubinat (każdy) = patologia.

    Coś w tym chyba jest, bo nawet sami konkubenci nie lubią tego terminu!

    Pozdr.
  • engine8 11.06.17, 21:21
    "Zycie na kocia lapke" bylo milsze? hehehehe
  • leda16 11.06.17, 23:10
    Engine - Aga jest najbliższa prawdy a właściwie napisała całą prawdę. Kobieta taka nie ma w Polsce żadnych praw do jakichkolwiek roszczeń ze strony konkubenta. Musi zarejestrować się w Urzędzie Pracy, żeby mieć ubezpieczenie zdrowotne. Musi podjąć pracę, żeby mieć środki do życia i utrzymania mieszkania. Mieszkanie to i tak ładny gest dla kobiety wobec której nie ma absolutnie żadnych zobowiązań prawnych. Jeżeli jest chora, przysługuje jej tzw. stały zasiłek socjalny, przyznawany czasowo przez Komisję d/s Niepełnosprawności. Natomiast może się domagać w sądzie alimentów od swoich pracujących dzieci. Słusznie napisała Aga, że w identycznej sytuacji znajduje się kobieta pracująca wyłącznie w domu, z którą mąż po np. 30 - stu latach pożycia małżeńskiego weźmie rozwód z jej winy bądź bez orzekania o winie. W przypadku jego winy, jest dozgonnie obciążony alimentami (głodowymi zresztą) na b. żonę. Dlatego takich kobiet obecnie ze świecą można u nas szukać. Każda po góra 3 letnim urlopie wychowawczym wraca do pracy, żeby nie być od męża zależną.

    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • engine8 12.06.17, 00:26
    No wiec dlaczego ludzie zyja w konkubinatach przez tak dlugi okres kiedy ich zwiazek jest praktycznie malzenski?
    Rozumiem mlodzi, nie chca zobowaizan wiez zyja sobie tak osobno ale w jedym meszkaniu wiec przy rozsaniu nikt do nikogo nie rosci praw bo nie moze..
    Ale jak maja dzieci zyja jak normalna rodzina to jaki problem isc do urzedu i sie zarejestrowac jako malzenstwo?
    Zwlaszcza kobieta ktora wie ze jako konkubina nie ma zadnych praw roszczeniowych? No bo jesli to zona ktora nie pracuje bo maz ma dobry biznes to jakos mozna zrozumiec ze w razie draki to sad przyzna jej polowe biznesu...ale konkubina?

  • popaye 12.06.17, 09:52
    ".....No wiec dlaczego ludzie zyja w konkubinatach przez tak dlugi okres kiedy ich zwiazek jest praktycznie malzenski? .."

    Bo.... kobiety się emancypują!.
    A to dzisiaj widać najlepiej nawet w tak tradycyjnie konserwatywnych społeczeństwach jak polskie.
    Małżeństwo ma wiele zalet ale i wady i (wzorem Zachodnich społeczeństw) trend do życia w związkach nieformalnych będzie się tylko powiększał, szczególnie w środowiskach wielkomiejskich.
    Społeczeństwo się zmienia! - czy nam się to podoba czy nie!
    Dzisiaj więcej kobiet niż mężczyzn zdobywa wyższe wykształcenie, rynek zgłasza co raz większe zapotrzebowanie na (prawie) całkowicie sfeminizowane zawody (oświata, opieka nad osobami starszymi, handel, usługi bankowe itp.itd), a w grupie zajęć "tradycyjnych" kobiety stanowią co raz większą konkurencje dla mężczyzn i mają po temu wszelkie prawa!.
    Kobiety są obiektywnie,- "lepsze" od nas mężczyzn: bardziej obowiązkowe, zdyscyplinowane, lepiej (życiowo) "zorganizowane" i b. odpowiedzialne.
    Niezależność finansowa od partnera, a nawet .... męża, jest tak pociągająca, ze warto zastanowić się czy w ogóle jest sens legalizacji istniejącego związku.
    Bo.... (średnio) ca.: 30% małżeństw się rozwodzi i obecna tendencja to wzrost ilości rozwodów maleństw z długim
    (20-30 letnim) stażem = dzieci odchowane i.... co dalej?.
    Wśród młodych, tendencje rozwodowe są jeszcze silniejsze, np.: w Niemczech na 100 zawartych małżeństw (w 2005r.) zanotowano 55 rozwodów!.
    W konserwatywnej Ameryce (USA), w co trudno uwierzyć ponad 50% kobiet żyje bez partnera!, na to składa się wiele przyczyn bo to szczególny Kraj.
    Tylko w 49,7 % ze 111 milionów amerykańskich gospodarstw domowych żyją w formalnych związkach (z dziećmi lub bez) a przed pięciu laty było ich jeszcze 52%.
    Większość to samotnie wychowujące dzieci matki i inne "non-married families" (ponad 17%) i pozostałe nieformalne związki (6 procent) w tym wśród tych ostatnich są pary "homo".
    To nie są "moje" wymysły tylko wziete z publikacji "How Love Conquered Marriage" prof. Stephanie Coontz szefowej
    chicagowskiej grupy badawczej nad zmianami w obyczajowości amerykańskich rodzin.

    pozdr.,-
  • suender 12.06.17, 12:19
    popaye 12.06.17, 09:52

    > Bo.... kobiety się emancypują!.

    EMANCYPACJA to raczej w większości taka "kobieca mądrość' = żeńskie grile!
    Gdyby kobietom tak naprawdę chodziło o prawdziwą EMANCYPACJĘ = uniezależnienie się od mężczyzn, w zakresie finansów małżeńskich, to by dawno wystąpiły z inicjatywą ustawodawczą o likwidacji wszelkich ich przywilejów małżeńskich dot. alimentów i spadków. Tych emancypantek jest przecież wg. Ciebie dużo i na pewno dostaliby w tej materii poparcie od większości mężczyzn (ode mnie także!). Nie słychać nic o tym do tej pory, co jest namacalnym dowodem aberracji sufrażystek.

    Pozdr.
  • popaye 12.06.17, 18:26
    No widzisz, wszystko kwestia subiektywnej oceny i (szczątkowej) mojej "wiedzy" w temacie.
    Ja, mogę się opierać na własnych spostrzeżeniach: polskich i zagranicznych.
    "Kiedyś" w mojej młodości, życie "na kocią łapę" to były wyjątki określane mianem "konkubinatu" a wszystko co
    odbiegało od społecznej normy czyli: "jak Bóg przykazał" miało posmak pejoratywny.
    Zycie nauczyło mnie, na przykładach mych znajomych i Ich dzieci, że forma życia w układach "partnerskich"
    wcale nie musi być "dewiacja" czy wynaturzeniem ale również akceptowaną normą tak społecznie jak i prawnie.

    Co do feminizmu - hmmm.... , w odróżnieniu od Ciebie nie jestem znawca tematu.
    Oprę się może na wypowiedziach uznanych autorytetów w tym przedmiocie np.:
    kulturaliberalna.pl/2017/05/01/wigura-puchejda-sroda-kongres-kobiet-feminizm-polska/

    pozdr.,-
  • suender 12.06.17, 20:04
    popaye 12.06.17, 18:26

    > forma życia w układach "partnerskich" wcale nie musi być "dewiacja" czy wynaturzeniem
    > ale również akceptowaną normą tak społecznie jak i prawnie.

    Ja akurat nie wypowiadałem się w tym wątku na temat wartościowania różnych typów związków typu: mężczyzna & kobieta.

    Pandaber 11.06.17, 19:12 napisał: "Konkubinat (każdy) = patologia." Wtedy ja tylko uzupełniłem, że: "Coś w tym chyba jest, bo nawet sami konkubenci nie lubią tego terminu!" I nic więcej.
    Natomiast głównym akcentem wątku są kwestie finansowe po rozpadzie konkubinatu. Tego powinniśmy się trzymać.

    > Oprę się może na wypowiedziach uznanych autorytetów w tym przedmiocie np.:
    kulturaliberalna.pl/2017/05/01/wigura-puchejda-sroda-kongres-kobiet-feminizm-polska/

    Tak po prawdzie to są zdeklarowane autorytety po obydwu stronach barykady. Ja lubię poznawać poglądy obydwu stron i wypracowywać swoje własne zdanie. Obecnie wydaje mi się, że prawda leży trochę w oddaleniu od feministek, natomiast nawiedzone i szalone sufrażystki to naprawdę aberracja. Przekonasz się kiedyś!

    Pozdr.
  • engine8 12.06.17, 17:34
    Tak wszytko to prawda ale jest roznica pomiedzy para gdzie oboje sa zarabiajacy i zadne nie jest utrzymankiem drugiego. Sa niezalezni i takimi chca pozostac poniewaz zadne nie jest zalezne od drugiego
    A w USA nawet zwiazki niezalegalizowane sa traktowane po czasie jako task samo jak legalne i partnerzy moga dzielic sie dorobkiem ktory osiagneli bedac razem bez wzgledu na to czy obej czy tylko jedno pracowalo.

    Ja poruszam problem Polski gdzie konkubinat nie daje zadnych praw i kobieta nieoracujaca w takim zwiazku ma duze szanse zostac absolutnie bez niczego a prawo nie jest po jej stronie wiec jaki to ma sens?
  • suender 12.06.17, 19:42
    engine8 12.06.17, 17:34

    > A w USA nawet zwiazki niezalegalizowane sa traktowane po czasie jako task samo
    > jak legalne i partnerzy moga dzielic sie dorobkiem ktory osiagneli bedac
    > razem bez wzgledu na to czy obej czy tylko jedno pracowalo.

    Nie możemy w takiej konwencji dalej dyskutować!
    Dajesz przykład, który nie wiem do czego ma służyć, że niby w USA ".... jak legalne i partnerzy mogą dzielić sie dorobkiem" Przecież to jest oczywiste, że RP, oraz gdzie indziej też się mogą dzielić, ..... kiedy obydwie strony się na to zgodzą, obojetnie czy związek formalny, czy nie. My tu jednak rozważamy kwestię prawną tj. kiedy muszą się dzielić. MUSIEĆ i MÓC to czasowniki modalne i nie ma między nimi znaku równości.
    Za mało jasno się wyraziłem?

    Pozdr.
  • engine8 12.06.17, 20:47
    OK czepiasz sie chyba szczegolow. Moc oczywiscie zawsz emozna - kwestia prawna jest inna.
    W Stanach prawnie jest to zagwarantowane ze jesli ludzie ze soba mieszkaja jak malzenstwo - tzn dziele mieszknie, obowiazki a jeszcze jak maja dzieci to niewazne czy podpisali papier o malzenstwie - prawo ich chroni bez wzgledu na to czy jedna strona czy tez obie wnosza wklad finansowy. A wiec kobieta nie pracujaca ma legalne prawo dostac polowe tego czego sie "dorobili" wspolnie mieszkjac jest wspolne to co wniesli - jest wlasnosci kazdego z nich.
    I np mezczyzna ma biznes i mieszkanie. Wprowadz sie do niego kobieta i ona zajmuje sie domem i dziecmi nie majac slubu. On pokrywa wszelkie sprawy finansowe. Ba w czasie keidy sa razem doszli do wniosku ze przefinansuja kredyt na na mieszkanie na bardziej korzystny....Wtedy ona ma prawo do polowy mieszknia (bo przefinaswanie to jak kupno swojego mieszknai od nowa) i do polowy tej czesci biznesu ktora powstala w czasie trwania ich "zwiazku" - kiedy np biznes sie powiekszyl..
    Jedynie do czego nie ma prawa to do polowy jego emerytury poniewaz do tego wymagany jest formalny zwiazek trwajacy co najmniej 10 lat.. Ale jesli np byla mezatka przez co najmnije 10 lat z kims przedtem a teraz nioe jest to dostanie polwe emerytury tego porzedniego meza kiedy osiagnie wiek emerytalny.
    Z tego co rozumie to w Polsce tak nie jest.
  • suender 13.06.17, 08:50
    engine8 12.06.17, 20:47

    > OK czepiasz sie chyba szczegolow. Moc oczywiscie zawsz emozna - kwestia prawna jest inna.

    No, szczegóły w kwestiach prawnych są b. ważne! Teraz jednak po Twych wyjaśnieniach wszystko się wylkarowało, DZIĘKUJĘ.

    > W Stanach prawnie jest to zagwarantowane ze jesli ludzie ze soba mieszkaja jak malzenstwo -
    > tzn dziele mieszknie, obowiazki a jeszcze jak maja dzieci to niewazne czy podpisali papier
    > o malzenstwie - prawo ich chroni bez wzgledu na to czy jedna strona czy tez obie wnosza wklad finansowy.

    Takie rozwiązanie prawne (po 30 latach konkubenci osiągają część praw prawdziwych małżonków) podobno i w RP się analizuję. Problem jednak leży w tym, że nie wiadomo jak naliczać owe 30 lat, skoro nie ma rejestracji konkubinatu, bo zainteresowani nie chcą tego zrobić. Wielu jest np. takich geszeftsmannów, którzy mają swoje legalne żony (bez rozwodu), a na boku równoległy wieloletni związek partnerski nieformalny (konkubinat z dziećmi) z inną kobietą.
    Co wtedy zrobić z takimi przypadkami? Widać, że takie sytuacje w USA są jakoś mądrze w USA rozwiązywane, - ale jak?

    Pozdr.
  • aga-kosa 13.06.17, 09:15
    Używając pytania "dlaczego" odpowiedział kiedyś KI Gałczyński:
    "Dlaczego ogórek nie śpiewa
    i to o żadnej porze
    bo widać z woli nieba
    najprawdopodobniej nie może" I tak chyba jest z tymi ludźmi, którzy nie mają dokumentu na to, że są związkiem.
    Nikt im tego nie ułatwia, oj nie. aga
  • popaye 13.06.17, 09:40
    Ułatwiać? - bez przesady.
    Jestem (raczej) wyjątkowo tolerancyjny dla większości niestandardowych form i zachowań wokół mnie.
    Na pewno nikomu staram się nie przeszkadzać czy cokolwiek utrudniać, ale "ułatwiać" - tez nie będę.
    Do przymusu (media!) odsłuchiwania kakofonii i mizery dzisiejszych beztalenci wokalnych tylko jeszcze śpiewających ogórków mi brakuje! smile

    pozdr,-
  • leda16 12.06.17, 20:19
    engine8 napisał(a):
    > Ale jak maja dzieci zyja jak normalna rodzina to jaki problem isc do urzedu i s
    > ie zarejestrowac jako malzenstwo?


    Być może jest to raczej problem psychologiczny niż socjologiczny (emancypacja) Np. poczucie utraty wolności w małżeństwie. I zwykle to facet nie chce się wiązać, a kobiecie miłość realia życiowe przesłania i woli być z facetem w konkubinacie niż żyć bez niego. Faktem jest, że taka kobieta wcześniej czy później drogo zapłaci za swoją głupotę.


    No bo jesli to zona ktora nie pracuje bo maz ma dobry biznes to jakos mozna
    > zrozumiec ze w razie draki to sad przyzna jej polowe biznesu...ale konkubina?


    Jeśli mąż ma dobry biznes, to fikcyjnie zatrudnia żonę w swojej firmie i płaci jej składki, tym wyższe, im lepiej interes się kręci. Może ją też uczynić współwłaścicielką firmy i wówczas taka kobieta nie musi gonić po sądach za swoimi pieniędzmi. Najgorzej wychodzą "poświęcające się" głuptule z mężem na państwowej posadce lub najemnikiem w biznesie.
    >




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • engine8 12.06.17, 20:54
    Mnie nie chidzi o sytuacje malzenskie i takie gdzie ludzi maja prawo do dzielenia sie tym czego sie dorobili no i nie wspominam o sytacji kiedy sie chca dzileic ale o mowie o konkubinacie gdzie maz z biznesem swojej konkubiny nie zatrudnia i ona jest na utrzymaniu "partnera" do czasu kiedy sie mu nie znudzi.. I wtedy nawet kiedy byli ze soba 30 lat, mieli dzieci to ona nie ma zadnych praw - zostaje bez dachu nad glowa i bez emerytury? Tylko dlatego ze nie zadbala w czasie o to aby zwiazek formalnie "zarejestrowac"?
  • leda16 12.06.17, 21:41
    engine8 napisał(a):
    mowie o konkubinacie gdzie maz z biznesem swojej konkubiny nie zatrudn
    > ia i ona jest na utrzymaniu "partnera" do czasu kiedy sie mu nie znudzi.. I wt
    > edy nawet kiedy byli ze soba 30 lat, mieli dzieci to ona nie ma zadnych praw -
    > zostaje bez dachu nad glowa i bez emerytury? Tylko dlatego ze nie zadbala w cza
    > sie o to aby zwiazek formalnie "zarejestrowac"?


    Już Ci pisaliśmy, że takie jest polskie prawo. Ale widzę, że jesteś tak tymi faktami zszokowany, że nie możesz w nie uwierzyć. Istotnie, polskie prawo zawiera wiele szokujących nonsensów. Dla rozrywki proponuję lekturę tego portalu : www.aferyprawa.eu. Ostatnio autor dostał chyba sądowy zakaz publikacji.




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • engine8 12.06.17, 23:51
    Prawo jest jakie jest ale zaszokowany raczej jestem tym ze skoro takie jest prawo to ludzi i tak robia wszystko aby sobie samemu zaszkodzic...
  • czuk1 13.06.17, 10:06
    engine8 napisał(a): Prawo jest jakie jest ale zaszokowany raczej jestem tym ze skoro takie jest prawo to ludzi i tak robia wszystko aby sobie samemu zaszkodzic...
    Skąd ta niemoc prawna ? Przecież konkubinat może/powinien/musi funkcjonować jak każda umowa cywilna. Wystarczy ją zawrzeć i stosować. A gdyby "nie daj bóg" strona konkubinatu zerwała taką umowę, nie może zyskać cośkolwiek więcej niż z umowy wynika. Nie zyska "swojego widzimisię" ten konkubent który ma jakieś roszczenia a nie ma odpowiedniej umowy notarialnej. Np. o wspólnocie majątkowej w okresie konkubinatu.
  • engine8 13.06.17, 17:33
    No ale chyba problem w tym ze konkubinatu sie nie potwierdza legalnie poniewaz wtedy bylby to formalny zwiazek i po klopocie...
  • czuk1 13.06.17, 21:50
    engine8 . No ale chyba problem w tym ze konkubinatu sie nie potwierdza legalnie poniewaz wtedy bylby to formalny zwiazek i po klopocie...

    Potwierdzać trzeba, jeśli taki związek traktuje się poważnie. Kłopot zacznie się jeśli związek ten nie jest prawnie potwierdzony. Nawet gdybyśmy powiedzieli, że po to para ludzi wiąże się .... by być z sobą dla obopólnych korzyści... to już to narzuca umowę cywilno-prawną (dla potwierdzenia tego faktu).
    Uważam też, że konkubenci pewniej by się czuli gdyby mieli certyfikat - podobny jak małżeństwa . Bo na zrównanie prawne konkubinatu z małżeństwem - w warunkach wyznaniowej Polski - chyba jeszcze długo trzeba będzie czekać.


    --
    Naprawdę, nie muszę być życzliwy wobec ludzi których zachowanie czy też obecność muszę tolerować.Nie muszę też akceptować zachowań które mogę tolerować. --- wkkr
  • suender 13.06.17, 09:47
    leda16 12.06.17, 20:19

    > I zwykle to facet nie chce się wiązać, a kobiecie miłość realia życiowe przesłania i woli
    > być z facetem w konkubinacie niż żyć bez niego. Faktem jest, że taka kobieta wcześniej
    > czy później drogo zapłaci za swoją głupotę.

    Dobrze, że nie czytają tego pary konkubenckie z naszego sąsiedztwa, bobyś już miała oko podbite.
    Oni chcą udowodnić sobie i światu, że ich parę utrzyma sama tylko MIŁOŚĆ, nie potrzebują do tego żadnej rejestracji ani liczenia na jakieś profity finansowe ani teraz ani w przyszłości!
    Gdyby ktoś im powiedział, jakoby jakieś pieniądze stoją za ich związkiem, - dostałby w PYSK!

    Leda16 nie zna filozofii konkubinatów, - ot co!

    Pozdr.
  • czuk1 13.06.17, 09:58
    suender napisał:
    > Dobrze, że nie czytają tego pary konkubenckie z naszego sąsiedztwa, bobyś już miała oko podbite.Oni chcą udowodnić sobie i światu, że ich parę utrzyma sama tylko MIŁOŚĆ, nie potrzebują do tego żadnej rejestracji ani liczenia na jakieś profity finansowe ani teraz ani w przyszłości! Gdyby ktoś im powiedział, jakoby jakieś pieniądze stoją za ich związkiem, - dostałby w PYSK! Leda16 nie zna filozofii konkubinatów, - ot co!

    Uważam, że miłość (owszem) przysłania oczu parze kontrahenckiej. Ale , tym bardziej jeśli
    myślą poważnie o utrzymaniu konkubinatu, to (jak jest w małżeństwie) zawierają umowę
    notarialną... która umacnia konkubinat, bo wiąże materialnie ten związek. Właśnie - wg mnie - brakuje kogoś, kto by im podpowiedział konieczność rejestracji związku - dla realizacji celów majątkowych, spadkowych, darowizn,.... dla zrównania statusu pary konkubentów z parą małżeńską.
    Bez znajomości filozofii konkubentów... dla ich dobra... podjął bym się z nimi rozmowy. I jestem pewny, że w pysk bym nie dostał.

  • suender 13.06.17, 11:39
    czuk1 13.06.17, 09:58

    > Bez znajomości filozofii konkubentów... dla ich dobra... podjął bym się z nimi rozmowy.
    > I jestem pewny, że w pysk bym nie dostał.

    Najpierw trochę o filozofii konkubinatu:

    - Analiza semantyczna słowa KONKUBINAT (łacińskiego) =Konkubinat (łac. concubinatus od com- 'współ-' i cubare 'leżeć') niewiele mówi polskiemu czytelnikowi. Z tego powodu zastępuje się ten termin rdzennie polskim WOLNY ZWIĄZEK.
    A tu już widać, że rzecz wyjaśnia słowo WOLNY, czyli wolny od wszelkich ograniczeń, jak rejestracja, asekuracja finansowa dla każdego członka związku oddzielnie, etc.
    Więc jak konkubenci są prawdziwi, to raczej nie pozwolą sobie wmówić, odejście od tej filozofii, bo ich związek natychmiast przestał by być WOLNYM!

    - Co do mej rozmowy z takimi konkubentami (z rodziny i nie tylko), to jej efekt: tylko ich irytacja, ciche uśmiechy politowania (żem ja wapniak), a użyteczny żaden. Być może nie mam takiej siły perswazji jak TY.

    Pozdr.
  • suender 13.06.17, 13:02
    suender 13.06.17, 11:39

    I jeszcze jedno dla: Czuk1 13.06.17, 09:58:

    A więc jak Pan planuje jakąś rozmowę z potencjalnymi konkubentami nt. rejestracji dobrze jest nie popełniać mego błędu i przygotować się na następujące pytania młodych:

    - Jaki urząd rejestruje konkubinaty w RP? Czy na pewno USC, a jeżeli tak, kto które czy w pierwotnej miejscowości zamieszkania jednego albo drugiego partnera, czy w miejscowości gdzie mają zamiar zamieszkać docelowo, albo już mieszkają, a może obojętnie w jakim mieście? Jak długo należy czekać od momentu złożenia wniosku do faktycznej rejestracji (miesiąc, dwa)?

    - Czy USC sprawdza obydwu partnerów pod kątem ich stanu wolnego (czy akceptuje stan po legalnym rozwodzie). Podobno muszą sprawdzić, czy do konkubinatu nie wpycha się jakiś naciągacz matrymonialny, albo osoba z zaległościami alimentacyjnymi?

    - Czy po rozpadzie konkubinatu jest obowiązek wymeldowania w USC ich rejestracji, by dalej nie biegł czas istnienia związku, którego już nie ma, by nie zyskali nowych prawa które im się już nie należą? Myśleć tu można też nawet o nowych przywilejach, które dopiero będą uchwalone.

    Najgorsze w tych pytaniach jest to, że USC niechętnie i niejasno sprawę klaruje.

    Pozdr.
  • czuk1 13.06.17, 22:18
    suender napisał: A więc jak Pan planuje jakąś rozmowę z potencjalnymi konkubentami nt. rejestracji dobrze jest nie popełniać mego błędu i przygotować się na następujące pytania młodych:
    ....mogę się ośmieszyć... ale już Panu odpowiadam:

    > - Jaki urząd rejestruje konkubinaty w RP? Czy na pewno USC, a jeżeli tak, kto które czy w pierwotnej miejscowości zamieszkania jednego albo drugiego partnera
    --- umowy konkubenckie można potwierdzić u notariusza, pod fachowym jego nadzorem.


    > , czy w miejscowości gdzie mają zamiar zamieszkać docelowo, albo już mieszkają,
    > a może obojętnie w jakim mieście? Jak długo należy czekać od momentu złożenia
    > wniosku do faktycznej rejestracji (miesiąc, dwa)?
    ------ jak u notariusza, to wiadomo - nie ważne gdzie ma on swoja siedzibę.
    ------ sieć notariuszy jest liczna - szukamy notariusza który spełni oczekiwania , co do
    terminu.

    >
    > - Czy USC sprawdza obydwu partnerów pod kątem ich stanu wolnego (czy akceptuje
    > stan po legalnym rozwodzie). Podobno muszą sprawdzić, czy do konkubinatu nie wpycha się jakiś naciągacz matrymonialny, albo osoba z zaległościami alimentacyjnymi?
    ----- tego dokładnie nie wiem. Nie sądzę by USC mieszał się do spraw , które nie są w jego obszarze działania.

    >Myśleć tu można też nawet o nowych przywilejach, które dopiero będą uchwalone.
    Umowa konkubentów nie załatwia najważniejszych spraw . Zawarcie umowy nie zmieni faktu, że po śmierci jednego z partnerów spadek przypadnie jego ustawowym spadkobiercom, a więc najbliższej rodzinie. Drugi partner otrzyma go tylko w razie sporządzenia testamentu.
    Udzielone pełnomocnictwa także tylko w niewielkim stopniu umożliwiają działanie za partnera i składanie oświadczeń, które wywrą wpływa na sferę jego praw i obowiązków. Zgodnie z prawem, to członkowie rodziny mogą np. podjąć decyzję dotyczącą pochówku osoby pozostającej w konkubinacie.






    --
    Naprawdę, nie muszę być życzliwy wobec ludzi których zachowanie czy też obecność muszę tolerować.Nie muszę też akceptować zachowań które mogę tolerować. --- wkkr
  • suender 14.06.17, 09:51
    czuk1 13.06.17, 22:18

    > --- umowy konkubenckie można potwierdzić u notariusza, pod fachowym jego nadzorem.

    Notariusz nie ma kompetencji by rejestrować jakikolwiek Wolny Związek Matrymonialny.
    Wszelkie jawne związki np. Religijne, Hodowców Złotych Rybek, etc. rejestrują tylko urzędy państwowe.
    Notariusz oczywiście może rejestrować umowy cywilnoprawne, gdzie występują min. dwie strony fizyczne lub prawne. Mogą więc też być stronami m.inn. konkubenci. Taka umowa konkubentów może dot. ich wzajemnych różnych zobowiązań.
    Tylko taka umowa przed notariuszem nie jest absolutnie rejestracją ich związku, a tylko przecież o rejestrację konkubinatu w naszych rozważaniach chodzi!
    Ja oczywiście każdemu z konkubentów nie bronię zabezpieczania swoich interesów w dowolny sposób, np. u notariusza, czy też f-mie PATROL Rutkowskiego. Niech więc tak robią a nie ośmieszają swego związku popadaniem w absurd głupiego rejestrowania ich Nie Formalnego Związku jakimiś infantylnymi zabiegami formalnymi!

    Pozdr.
  • czuk1 14.06.17, 10:19
    suender słusznie zwraca uwagę : Notariusz oczywiście może rejestrować umowy cywilnoprawne, gdzie występują min. dwie strony fizyczne lub prawne. Mogą więc też być stronami m.inn. konkubenci. Taka umowa konkubentów może dot. ich wzajemnych różnych zobowiązań.
    Taką umowę notarialną konkubencką/konkubentów miałem i ja na myśli . Umowy takie (notarialne) porządkują sytuację majątkową konkubentów. Nie są Certyfikatem Konkubinatu .
    To było dla mnie oczywiste. Ale dopiero teraz mam świadomość (doczytałem), że ta umowa notarialna nie może naruszać ustawy prawo spadkowe. Chodzi o to, że notariusz nie może wstawić do wspomnianej umowy zapisu testamentowego konkubenta na swoją konkubentkę , bo z mocy prawa spadkowego taka (i każda) umowa i taki testament nie będzie miał mocy prawnej. Ustawowi spadkobiercy leciutko obalą przed sądem takie zapisy.


    >Niech więc tak robią a nie ośmieszają swego związku popadaniem w absurd głupiego rejestrowania ich Nie Formalnego Związku jakimiś infantylnymi zabiegami formalnymi!
    Napiętnujesz ich - kiedy chcą i robią to skutecznie - za to, porządkują notarialnie swoje wzajemne zobowiązania majątkowe ? Taka umowa majątkowa - jak by nie patrzyć - jest skuteczna na czas życia konkubentów . Dowodzi też, że związek ten jest przez nich poważnie traktowany a umowa jest dla nich , bo ich dotyczy.
    Przy okazji wyrażam przekonanie , że należałoby uporządkować ustawowo sytuację majątkową
    konkubentów. Mianowicie - dopuścić do skutecznego zapisu testamentowego na konkubenta , majątku nabytego w okresie konkubinatu.
  • suender 14.06.17, 19:35
    czuk1 14.06.17, 10:19

    > Napiętnujesz ich - kiedy chcą i robią to skutecznie - za to, porządkują notarialnie
    > swoje wzajemne zobowiązania majątkowe ?

    - Nie napiętnuję ich, lecz przestrzegam starszych przed nakłanianiem młodych konkubentów do rejestrowania swych związków FORMALNIE (nie dotyczy to oczywiście umów asekuracyjnych u notariuszy). Tacy nakłonieni do zarejestrowania ....., będą wtedy tkwili w obłudzie, bo z jednej strony będą twierdzić że są w Nieformalnym Związku, a faktycznie w Związku Formalnym (to jest dla mnie czysty zakłamany pisizm!).
    Myślę, ze oni muszą tylko jeden wariant sobie wybrać, na zasadzie: "Albo, albo, jak mawiał generał Balbo!"

    - Z góry przepraszam, że może trochę niejasno opisałem pierwotnie istotę całego zagadnienia.

    Pozdr.
  • czuk1 14.06.17, 20:12
    suender. Wszystko jasne napisane i wnioski są trafione. To ja mętnie i niedokładnie wyjaśniałem. Za co przepraszam.
    Masz rację. Gdyby ktoś uznał, że umowa majątkowa przed notariuszem miała znaczenie dla usankcjonowania związku....
    to jest w błędzie. W polskich warunkach prawnych konkubinat nie może być poświadczony ani u notariusza ani w USC.
    Prawnie uznawane jest i rejestrowane tylko małżeństwo. A więc wybory są dwa - ślub przed urzędnikiem USC bądź księdzem albo "życie z wiarą".... że nie zostaniesz opuszczona/y aż do śmierci. W drugim przypadku przed konkubentami jest wiele niebezpieczeństw i ryzyk.


    --
    Naprawdę, nie muszę być życzliwy wobec ludzi których zachowanie czy też obecność muszę tolerować.Nie muszę też akceptować zachowań które mogę tolerować. --- wkkr
  • engine8 13.06.17, 17:35
    Czy pojecie "Wolny Zwiazek" to czasami nie Oxymoron?
  • popaye 13.06.17, 10:09
    Leda16

    skąd tu pokutuje "obraz" kobiety-kretynki, być może spotykany jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ale teraz ?.
    Do tego na forum "emerytów" smile)

    W środowisku w pełni czynnym zawodowo, czyli naszych dzieci (40+) jakoś przypadków takiego skretynienia nie widzę.
    Wszystkie niezamężne kobiety, w tym przedziale wiekowym które poznałem, są singielkami lub żyją w związkach nieformalnych bo TAK CHCĄ!.
    Mają dzieci (lub nie) bo TAK CHCĄ i w "d......" maja finansowe zabezpieczenie przez małżeństwo bo umieją mieć dochody w granicach ca.: 200 tys. zł./ rocznie które gwarantuje Im posiadanie wszelkich dóbr (mieszkanie, opieka
    i edukacja dziecka, i SWOBODĘ decydowania o własnym życiu bez chłopa "na głowie", najczęściej nieodpowiedzialnego i wygodnego typa i żadnego "ojca" który Jej ma "gwarantować" - no nie wiem CO?.

    Mędlimy jakieś jednostkowe przykłady nieudacznic życiowych które chyba "przespały" kilka dziesięcioleci i teraz są "bezradne"!.
    To już chyba nie jest norma a raczej patologia.

    pozdr.,-

  • czuk1 13.06.17, 11:01
    Papaye. Podpisuję się pod Twoją opinią

    Mędlimy jakieś jednostkowe przykłady nieudacznic życiowych które chyba "przespały" kilka dziesięcioleci i teraz są "bezradne"!. To już chyba nie jest norma a raczej patologia.

    .... też tak sadzę. Dajemy się wciągać do polemik na tematy marginalne, nietypowe,
    rozwiązywane... które nie stanowią problemu w polskim społeczeństwie.
  • leda16 13.06.17, 12:32
    popaye napisał:


    > Wszystkie niezamężne kobiety, w tym przedziale wiekowym które poznałem, są sing
    > ielkami lub żyją w związkach nieformalnych bo TAK CHCĄ!.
    > Mają dzieci (lub nie) bo TAK CHCĄ i w "d......" maja finansowe zabezpieczenie p
    > rzez małżeństwo bo umieją mieć dochody w granicach ca.: 200 tys. zł./ rocznie k
    > tóre gwarantuje Im posiadanie wszelkich dóbr (mieszkanie, opieka
    > i edukacja dziecka, i SWOBODĘ decydowania o własnym życiu bez chłopa "na głowie


    Zaprzeczasz sam sobie, bo skoro zarabiają te 20 tys. miesięcznie, to jakie zabezpieczenie mają "poprzez małżeństwo"? A dla każdego dziecka najlepszym środowiskiem wychowawczym jednak nie jest matka singielka z kieszeniami wypchanymi forsą, tylko kochający się rodzice z matką i ojcem pod jednym dachem.



    > Mędlimy jakieś jednostkowe przykłady
    > To już chyba nie jest norma a raczej patologia.



    Kobieta zarabiająca 20 tys. miesięcznie to w Polsce też wyłącznie jednostkowe zjawisko. Nie patologia, ale norma też nie. Norma to jest ok 3500 zł. mies.netto, pensja minimalna 2000 brutto
    >
    > pozdr.,-
    >




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • popaye 13.06.17, 13:39
    Ło matko!,-
    MASZ racje!, jak we wszystkich naszych (rożnych!) spojrzeniach na omawiane tu tematy.
    Jestem (jednak) "chory psychicznie" a Ty: UMIESZ czytać!.smile
    Nie zmienia faktu: akurat TAKIE kobiety ZNAM (poznałem), rozumiem Ich wybór i darzę sympatią bo wcale nie wyglądają na "nieszczęśliwe".

    pozdr.,-
  • pandaber 13.06.17, 15:01
    Jakoś tak dziwnie się składa że tej patologii jest najwięcej wśród mało zarabiających. Jeśli jest pobite czy zamordowane dziecko to są to przypadki w 99% w tzw. wolnych związkach bo konkubent czy konkubina ma w dupie dobro dziecka. Jak suender wytłumaczył konkubinat to wspólne leżenie i nic poza tym, aha jeszcze wspólne chlanie i ćpanie. I nie pisz tu o jakimś tam promilu kobiet zarabiających 200 tysi rocznie bo to o niczym nie świadczy.

    --
    Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów
    Stanisław Lem
  • delfina77 15.06.17, 21:06
    Dobrze, że zostawił jej mieszkanie. Niech się weźmie za jakąś robotę, żeby je utrzymać. Kobieta totalnie beztroska - nie myślała o przyszłości? Nie pomyślała wcześniej, musi myśleć teraz i pewnie będzie musiała pracować do końca
  • engine8 16.06.17, 04:58
    Przyjmie sobie na mieszkanie jakiegos emeryta z dobra emrytura - wdowca albo ktorego zona wywalila i bedzie OK smile
  • delfina77 16.06.17, 11:23
    Niestety statystyki są takie, że na 1 wdowca przypada chyba 10 wdów, więc konkurencja jest dużasmile Ale jeśli mieszkanie jest kilkupokojowe i w dobrej lokalizacji, można wynająć pokój studentce - zawsze to jakiś dochód
  • xystos 21.06.17, 21:20
    moze dostac alimenty
    dowodem jest dwoje wspolnych
    dzieci i wspolny adress
    ale czy ,,rozwodke,, stac na koszta
    procesowe?

    --
    ZEN

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.